IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lotnisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Lotnisko   Pon Paź 22, 2012 3:18 pm

Sporych rozmiarów lotnisko. Posiada sześć pasów startowych, do tego trzy dla helikopterów. wielki budynek, w którym znajdują się nie tylko kasy i poczekalnia, ale i sklepy. Obiekt jest trzy piętrowy.
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Nie Paź 28, 2012 8:44 pm

Wreszcie koniec zebrania, więc Kyubi mógł w końcu wrócić do ukochanego miasta, w którym chciał się porządnie najebać. Jak to bywało w zwyczaju. W dodatku biedaczysko cierpiało na silny brak seksu, wszak to seksoholik, więc od czasu do czasu brakuje mu kobiecego ciałka, szczególnie jednego... Swoją drogą, ciekawe jak Nadirze się żyło. Pewnie niedługo postanowi ją odwiedzić, złoży jej niezapowiedzianą wizytę. A tymczasem... czas wreszcie na porządną orgię w jakimś barze. Pewnie znowu się uchleje jak jakiś żul spod Żabki i wyjdzie nago na ulicę straszyć swoimi klejnotami pobliskie panienki z okienka. Choć ostatnimi czasy coraz mniej ciągnęło go do alkoholu. Nie miał na to czasu. Po pierwsze sporo spraw na głowie w związku z kancelarią i szpitalem. Ostatnio było coraz więcej wypadków. Poza tym, został głową rodu, więc wymagało się od niego większej odpowiedzialności i to za cały ród. Zresztą, pod jego skrzydła niedługo ma wpaść pewna, mała istotka, jego kuzynka, którą zapewne będzie musiał prawnie adoptować. Eh, życie znów walnie go w plery. Pewnie poświęci wszystko i jak zawsze nie zostanie doceniony. No cóż, bywa. Na to jest jeden, dobry lek. Alkohol. Oho, znowu o nim mowa.
W każdym bądź razie, nasz Casanova wylądował wreszcie na "ziemi obiecanej" w swoim mieście. No może nie do końca takim swoim, ale przywiązał się już do tego gniazdka.
Samolot stabilnie wylądował na ziemi, więc Kyubi zabrał swój bagaż i wygramolił się z owej latającej maszyny. I pomyśleć, że przez te siedem wieków technologia poszła tak do przodu.
Chłodny, wieczorny wiatr jebnął w jego przystojną twarz, zgarniając długie włosy na plecy. Sięgnął do kieszeni po paczkę fajek i wyciągnął jednego skręta. Wciskając go do ust, szukał zapalniczki, którą mógłby odpalić faję i wreszcie się odstresować.

_________________
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Nie Paź 28, 2012 9:15 pm

Zebranie dobiegło końca a Naizen nie czekając na ojca, poleciał helikopterem ze swoim stryjem Dylanem, który całą drogę towarzyszył. Przez te godziny, dzień czy nawet więcej, blondyn nie mógł się od niego oderwać. Obawiał się najgorszego o czym nie chciał myśleć. I jak na razie na nic mu nie odpowiadał. Jedynie wspomniał o przebiegu zebrania a wspólnie wspominali pobyt w tamtym domu, jednak do pewnego momentu. Dalej Naizen wyłączył się z rozmowy z powodu wspomnień jakie go bardzo dotknęły fizycznie i psychicznie. Te wspomnienia wujaszek mu na złość szeptał do ucha. A że helikopter to mały latający "pojazd" nie było możliwości przesiąść się gdzieś do tyłu jak w samolocie.
Wylądowali na lotnisku. I by szybko oderwać się od Dylana wyciągnął telefon i zadzwonił po Maxymiliana by po nich przyjechał. Wtem rozglądając się dostrzegł znajomą postać. Nie przepadał za nim ale jego pomoc okazała się przydatna. Nawet nie wiedział czemu to zrobił. Podszedł więc do niego.
- Nie sądziłem że i tu się spotkamy. Ale chciałbym podziękować za poparcie. - Krótko nie dodając nic więcej, bowiem nie widział takiej potrzebny. Nie miał okazji tego zrobić tam to zrobi tutaj. Przynajmniej to będzie miał z głowy.

_________________

Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Nie Paź 28, 2012 9:26 pm

Kyubiemu wreszcie udało się odnaleźć zapalniczkę. Wyjął ją więc z kieszeni marynarki i podpalił papierosa, zaciągając się nim. Głód nikotynowy dał o sobie znać. Nawet jeśli był wampirem, to mimo wszystko uzależnił się od tego dobra luksusowego. Cóż poradzić, każdy miał jakieś dziwne odchyły, a że ten wampir miał ich kilka...
Stał tak, szukając wzrokiem swojego samochodu, który powinien tutaj stać i na niego "czekać". Możliwe także, że ktoś z ochrony zajął się nim już. No cóż, mówi się trudno, najwyżej teleportuje się gdzieś i problem z głowy. Całkiem przydatna umiejętność.
Zaraz wyczuł znajomy zapach. W sumie Kyubi nie miał nic do Naizena. No może oprócz tego, że przez niego nie mógł być z Yuki, a później jak się feralnie okazało z Nadirą. Ach, pieprzone rody szlachetne. Teraz przynajmniej Kyubi miał już nazwisko, więc jakby nie patrzeć sam należał do szlachetnego rodu.
Wtem usłyszał głos blondyna. Odwrócił się więc w jego stronę, wciskając jedną, wolną łapę do kieszeni. Spojrzał na niego taksującym wzrokiem by zaraz lekko się uśmiechnąć. Jednak z tych jego masek już pojawiła się na twarzy.
- Trzeba dbać o kontakty między naszymi rodami. Uznałem, że to dobre rozwiązanie. Poza tym, Twoja orientacja nie powinna mieć wpływu na to, jaki jesteś. Sam nie jestem lepszy, ot co.
Wredny uśmiech pojawił się na jego wargach. Wypuścił dym przed siebie, nie spuszczając ze swojego rozmówcy spojrzenia. Cóż, nie pałał do niego sympatią, nie da się ukryć. To nie znaczy jednak, że miałby go obrzucić błotem, kiedy potrzebował pomocy. Ot, taki dzień dobroci. W sumie Kyubi był zimnym chujem, ha! Idealne określenie. Dobrze, że mu jeszcze stawał.

_________________
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Nie Paź 28, 2012 9:51 pm

Naizen dawniej był nałogowym palaczem, ale kiedy na jego głowę zwaliło się sporo obowiązków, o dziwo przestał palić. Sam nawet nie zauważył tego, kiedy się od owego nałogu uwolnił. Czując zaś zapach papierosa, którego zapalił Kyubi, sam miał teraz ochotę na nowo spróbować. Ale może nie teraz a później.
- W dawnych czasach miało znaczenie, jednak nie spodziewałem się, że zdobędę takie poparcie i nawet Twoje. Wiedz że wiem co zaszło między Tobą i Yuki. A nawet o Waszym dziecku. Nie miałem żadnej okazji z Tobą na osobności porozmawiać, ale.. Dzięki za opiekę nad nią. Nie pochwalam tego że ją "spłodziłeś" ale stało się. Prowadzenie nienawiści nie ma sensu, skoro i tak czeka mnie i ją rozwód.
Nie musiał ale wspomniał o tym co kiedy Kyubiego łączyło z Yuki. Tym samym skoro już tyle się wydarzyło, nie ma sensu ciągnąć tak zwanej "prywatnej wojny". Dastan miał zająć się sojuszem z Kuroiaishitami, to Naizen postara się utrzymać dobre stosunki z innymi rodami. W tym od strony nawet dalszych rodzin od swojej matki.

_________________

Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Nie Paź 28, 2012 10:10 pm

Kto by pomyślał, że nawet Naizen miał swoje nałogi. A można by pomyśleć, że ten wampir należał do "świętych". Nie palących i nie pijących. Może Kyubi nie był w stanie oczytać myśli szlachetnego, to jednak widział tę chęć zapalenia. Pomachał mu więc fajkami, by po chwili wyciągnąć je w jego stronę. Jeśli chciał, mógł się poczęstować. Nie było w tym żadnego problemu. Skończy się jedna paczka, to kupi się drugą.
Chwila. Wiedział, że miał z Yuki córkę? Spojrzał na niego, ukrywając idealnie zaskoczenie pod jedną ze swoich zajebistych masek. Jednak ręka z papierosem zatrzymała się w połowie drogi do ust i dopiero, kiedy dotarły do niego słowa szlachetnego, zaciągnął się ponownie, przymykając powieki. Chwilę milczał nim był w stanie cokolwiek odpowiedzieć. Brakowało mu Kyuko i nie wiedział, co się z nią działo. Cóż, był dupkiem, a wywalając własną, niepełnoletnią córkę z domu, bez opieki, pieniędzy czy telefonu... mogło jej się coś stać. Była dumna i uparta jak ojciec, więc na pewno tak szybko nie wróci do domu. A szkoda, z chęcią by ją znów zobaczył i nawet przytulił. Jedyna kobieta, jaka go nie zraniła. Za to on ranił ją wielokrotnie.
- To moja córka. To logiczne, że musiałem się nią zająć. Poza tym, jej narodziny wywołałby jedynie skandal i oczernił Yuki jak i Ciebie. Jesteśmy kwita.
Odpowiedział wzruszając ramionami. No cóż, komu w drogę temu czas! Czy jakoś to tam szło. Kyubi po raz ostatni uśmiechnął się wymuszenie w stronę szlachetnego i zaczął się oddalać.
- Pozdrów Nadirę.
Tajemniczo zabrzmiało? Poniekąd owszem. Jakoś nie umiał o niej zapomnieć, choć rozdział już dawno został zamknięty. Wreszcie odszedł w blasku księżyca (w cholerę romantycznie), w swoją znaną stronę.


_________________
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Nie Paź 28, 2012 11:20 pm

Dawno nie palił i z chęcią by sobie teraz zapalił. Najwidoczniej w oczach swoich albo na czole miał napisane, skoro Kyubi pomachał mu paczką papierosów. Uśmiechnął się kącikiem ust i poczęstował się. Zapalniczki nie poszukiwał. Po prostu zakrył dłonią peta i odpalił sobie z własnego ognia. Ma się te plusy posiadania takiej mocy.
Przy tym krótkim spotkaniu panowie wyjaśnili sobie chyba wszystko. Według Naizena lepiej by Kyubi miał świadomość z jego wiedzy i działań. Yuki przed Naizenem część z tego ukrywała, ale dopiero przy podjęciu decyzji o rozwodzie wszystko wyznała. Stało się i tego nie odkręca, więc sam musiał pogodzić się z taką zdradą.
- Owszem. Jednak nam mogłeś o tym powiedzieć a nie okłamywać o jej śmierci. Oceniałem Cię źle, ale widać iż posiadasz rozum.
Tak oto skomentował jego słowa. Na pozdrowienia Nadiry nic nie odpowiedział, ale zmarszczył brwi. Jeżeli Nadira z nim się umawia i utrzymuje kontakt jej sprawa. Ważne tylko by znów nie cierpiała z powodu fałszywego wyboru partnera.
Dylan podszedł do blondyna, kiedy Kyubi się oddalił czy nawet zniknął im z zasięgu wzroku. Szlachetny zaciągnął się i wraz z wujem udali na miejsce, gdzie czekać powinien na nich samochód. Nie było go jeszcze. Odczekali trochę aż Max podjechał, po czym wsiedli i odjechali.


[z/t]

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Sty 23, 2013 8:07 pm

Lądowanie, dziwne uczucie zatkanych uszu i spora dawka gumy do żucia. Tak zapamięta lądowanie młoda Tess. Na miejscu mnóstwo czekających osób z karteczkami. Tylko po nią nikt nie wyszedł. Z resztą przecież mogła się tego spodziewać. Zdejmując płaszcz i rzucając go na jedno z plastikowych siedzeń sięgnęła po komórkę. Wyklepała numer do "kochanego" brata i no jasne - zajęte. Napisała sms że ma szybko po nią przyjechać bo jak nie to sama da sobie radę a tego na pewno nie chce. Bezczynne siedzenie jest niesamowicie twórcze. Wokół istnieje tyle różnych przedmiotów, na których można skupić swoją podzielną uwagę. O choćby ta niezdarna sprzątaczka ciągnąca za sobą mopa. Nawet nie umiała dobrze wyżymać wody do wiadra. Aż dziwota człowieka bierze jak tacy ludzie znajdują pracę. Tyle, że ta niezdara miała ogromna przewagę nad młodą. Umiała perfekcyjnie język a ona kaleczyła go na każdym możliwym kroku. Gdyby chciała to i się dogada ale to idealny pretekst do szkoły. W końcu nikt nie może jej udowodnić, że ma większy zasób słownictwa niż prezentuje.
  Wredna wskazówka chyba zatrzymała się w miejscu. Im uporczywiej ją śledziła tym tamta brnęła coraz wolniej. To pewnie bateria, tak wyczerpuje się. Niestety telefon pokrywał się z nią co do minuty. W torbie powinien być jakiś notes i długopis a to dobry zestaw do stworzenia jakiegoś rysunku. Przygryzając język zaczęła rysować Ravena. Na pewno się ucieszy gdy zobaczy jak sis go widzi. Tyle, że jej zmysł estetyczny brodził gdzieś na poziomie pięciolatki. Jej Rav miał trójkątną twarz, dwie reski zamiast rąk i szczotkę do zamiatania pełniącą funkcję dłoni. Niech każdy mówi co chce, ina była zadowolona ze swego dzieła.
Po kilkunastu minutach odebrała wieści, że sama musi sobie radzić. Trudno nie ona pierwsza nie ostatnia. Da jakoś radę
Z\T


Ostatnio zmieniony przez Tess dnia Czw Wrz 12, 2013 1:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Katherine

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t896-victoria#7556
Zarejestrował/a : 19/01/2013
Liczba postów : 165


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Lut 05, 2013 9:20 pm

Reira wyruszyła do Japonii niedługo po tym, jak otrzymała taki rozkaz. Spakowała najniezbędniejsze rzeczy i już, była gotowa do drogi. W końcu takim poleceniom, wydanym przez angielską Oświatę się nie odmawia. Najwyraźniej lokalni łowcy wampirów mięli niezłe problemy z tymi bestiami, najwyraźniej potrzebowali wsparcia. Czasem jedna osoba może zmienić bieg historii. Victoria była jeszcze młodą osobą, jednak miała już duże doświadczenie, co najważniejsze. Była pełna siły i wigoru, chciała walczyć w obronie wyższych celów, a jej dusza nie była jeszcze splugawiona. Zajmowała się zabijaniem bestii, przede wszystkim poziomów E, ale także niesfornych D i C. Czasami wampirom wyższych klas odbijało i stawali się seryjnymi mordercami. To wszystko nauczyło ją przede wszystkim nieufności. Duży wpływ na jej nastawienie miał ojciec, to on nienawidził ich wszystkich i wpajał jej swoją ideę od maleńkości.
Lot był długi i dosyć męczący. Dziewczyna nie przepadała za bezczynnym siedzeniem w jednym miejscu. Trochę spała, czy też czytała, jednak większość podróży spędziła na rozmyślaniu. W końcu samolot wylądował na pasie startowym, a cały lot przebiegł bez zbędnych turbulencji. W Japonii panowała sroga zima, coś nowego w porównaniu z Anglią, gdzie śnieg była rzadkością, a jego miejsce zastępował deszcz.
Odebrała swój bagaż i weszła do sali przylotów. Usiadła na jednej z metalowych ławek czekając. Z lotniska miał odebrać ją wujek, który za pewne znajdzie się prędzej czy później. O tej godzinie ruch był ogromny. Tony ludzi z całego świata przewijały się przez halę. Wszyscy się gdzieś spieszyli, a Rei siedziała przyglądając się nowemu otoczeniu. Jej brązowo ruda czupryna sięgająca pasa wyróżniała się z tłumu, na pewno wujek ją zauważy.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Lut 05, 2013 10:23 pm

Otrzymawszy dzień wcześniej wiadomość od brata, że jego córka tu przyleci, William zgodził się dziewczynę odebrać z lotniska. Sprawy jakie miał do pozałatwiania, odwołał albo przesunął na inny termin bądź godzinę. Jednego spotkania nie mógł opuścić i na nieszczęście zagłębiło się prawie z godziną przylotu bratanicy. Pech był na tyle złośliwy, że w drodze na lotnisku stanął w korku z powodu stłuczki dwóch pojazdów. Dwadzieścia minut stania w miejscu. Kiedy ruch się wznowił, zajechał bezpiecznie na miejsce. Zaparkował i wysiadł zmierzając do gmachu budynku mijając mniejszy tłum ludzi. Rozejrzał się dostrzegając znane i charakterystyczne włosy. Podszedł do Victorii z lekkim uśmiechem.
- Witaj w Japonii. Wybacz spóźnienie, w korku utknąłem.
Przywitał ją należycie i z chęcią zabrał jej bagaż by zaraz skierować do wyjścia i swojego samochodu zabierając ją do siebie.
Powrót do góry Go down
Katherine

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t896-victoria#7556
Zarejestrował/a : 19/01/2013
Liczba postów : 165


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Lut 06, 2013 11:10 pm

Reira nie czekała długo, zresztą w ogóle się nie nudziła. W końcu miała za sobą długą podróż, była zmęczona, więc chwila odpoczynku tylko dobrze jej zrobiła. Przyglądała się Japończykom, tak dawno ich nie wiedziała. Ostatnim razem, podczas swojej 'tajnej' wizyty w tym pięknym kraju. Jednej z tych, o których nie mówi się głośno. Tylko garstka osób wiedziała, że Reira była już tutaj wcześniej.
- Witaj wujku!
Powiedziała wstając i witając się z Williamem. Dobrze było zobaczyć kogoś z rodziny, w końcu póki co znała jedynie rodziców i swoją siostrę z krewnych. Reszty nie miała okazji poznać. Bez większych problemów poszła razem z nim do samochodu, a potem już pojechali.

zt x2
Powrót do góry Go down
Cleo

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1233-cloe-anabel-collins#21581 http://vampireknight.forumpl.net/t1234-cleo#21584 http://vampireknight.forumpl.net/t3169-cleo-aka-pax-aka-caro#66850
Zarejestrował/a : 03/11/2013
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Nie Lis 03, 2013 10:01 pm

Podróż była szybka, chociaż męcząca. Wyciągnęła się gdy samolot w końcu dotknął ziemi. Zerknęła za okno czując rosnąca ekscytacje której nie raczyła pokazać. Na pierwszy rzut oka była wręcz znudzona i nie wzruszona. Leo obserwował ją uważnie.
-Nie boisz się?
Dziewczyna przeniosła na niego chłodne spojrzenie za którym się krył cały strach. Ale przecież była wampirzycą i nie mogła okazywać tego co czuje. Uśmiechnęła się lekko – Ja? Ja się niczego nie boje, przecież wiesz. - po tych słowach puściła mu oczko- Chcę dostać to nazwisko i mieć już spokój. Nie interesuje mnie kim on jest, ma mnie zaakceptować i pozwolić żyć tak jak do tej pory żyłam.
Towarzysz już się nie odezwał, wiedział że Cleo wcale tak rzeczowo do tego nie podchodzi. Znał ją i wiedział kiedy udawała twardą, a w środku cała płonęła z ciekawości. Gdyby mogła zapewne pierwsze co by zrobiła to pojechała prosto do Pana Kaina.
Tak swoją drogą nie podobał mu się ten pomysł, jednak to ona była jego Panią i były momenty gdy nikogo nie słucha – nawet matki.
Dziewczyna wysiadła z samolotu, następnie skierował się do luk bagażowych.
Podczas oczekiwania na bagaże zaczęła się zastanawiać, czy Nazien – przyjaciel mamy zjawi się osobiście czy przyśle jedynie szofera. Z opowiadań mamy wiedziała, że to potężny wampir. Zapracowany, a przede wszystkim ważny, więc nie liczyła na by przyjechał osobiście.
Oczywiście nie miałaby mu tego za złe, wręcz przeciwnie... Nie mogła narzekać, zwłaszcza, że dostała szanse poznania go oraz mieszkania u niego. Cóż więcej chcieć. Będzie musiała mu się jakoś odwdzięczyć.
- Przypominam by Panienka napisała do Pani Veroniki, pewnie Panienki mama się strasznie denerwuje.
- Mama? Leo nie pierwszy raz leciałam samolotem, ty też. Mamę będzie bardziej interesowała relacja ze spotkania z Naizenem, niż przebieg lotu. Wiesz jaka ona jest i sam widziałeś jak entuzjastycznie opowiadała o Naizenie. Szkoda, że nie przyleciała z nami. - odparła mając przy samym gardle żołądek z podniecenia. Gdzieś w tym mieście mieszka jej ojczulek.
- Pańska mama chciała lecieć, ale przez najbliższe dwa miesiące ma wernisaże w Anglii i Szkocji. - zignorowała tą wypowiedź, bo przed wyjazdem jeszcze zdążyła się z mamą o te wernisaże pokłócić.  
Wyszli drzwiami po odprawie. Młoda wampirzyca rozglądała się za kimś od gospodarza, zżerana ciekawością. Wszystko tutaj było owiane przyjemna aurą tajemnicy i egzotyki.
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Pon Lis 04, 2013 7:03 pm

Jako że Naizen nie mógł się osobiście stawić na lotnisku, by odebrać córkę swojej dawnej przyjaciółki, wysłał Maxymiliana po młodą wampirzycę. Wyjaśnił lokajowi jak owa dziewczyna wygląda i że będzie prawdopodobnie z towarzyszącym jej sługą.
O odpowiedniej godzinie, pan Bagley wyjechał z zamku samochodem, czarnym Jeepem Grand Cherokee. Ze względu na mieszkanie w górach, muszą posiadać odpowiednio na takie tereny przystosowany samochód.
Wiedząc o której samolot miał być na miejscu, wampir wyjechał o ponad godzinę przed czasem, żeby nie spóźnić się ani nie kazać gościowi czekać niepotrzebnie. Tak się złożyło, że zdążył na czas i czekał niedaleko głównego budynku, przy zaparkowanym samochodzie. Mimo iż to szlachetny ród, panna Cloe nie mogła spodziewać się przyjazdu limuzyny.
Paląc papierosa, Max obserwował otoczenie, wyszukując postać, odpowiadającą opisowi przez Naizena. I chyba ją dostrzegł. Była w towarzystwie wampira, tego samego poziomu krwi co on sam. Wyrzucił papierosa na chodnik i ruszył w ich stronę, przydeptując peta. Gdy się zbliżył ukłonił lekko i zadał pytanie.
- Panienka Cloe Collins?
Status krwi jaki od niej wyczuwał, był tym jaki powinna mieć. Pomylić się nie mógł, ale mimo z szacunkiem zapytał.
Powrót do góry Go down
Cleo

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1233-cloe-anabel-collins#21581 http://vampireknight.forumpl.net/t1234-cleo#21584 http://vampireknight.forumpl.net/t3169-cleo-aka-pax-aka-caro#66850
Zarejestrował/a : 03/11/2013
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Pon Lis 04, 2013 7:51 pm

W milczeniu pokonali kolejne kilka metrów, aż nie doszli do gmachu głównego budynku. Cleo zaczęła się denerwować o transport. Niby nie byłby to problem, jednak gdzieś w środku ściskało ją. Podróżowała po całej europie i potrafiła o siebie zadbać, ale to nie była Europa. Wyszli na zewnątrz.
Uderzył ją zapach miasta, Leo zbliżył się znacznie do niej gdy podszedł do szczupły wampir.
-Tak. Cleo Anabel Collins. - przytaknęła, podając jeszcze raz swoje miano, po czym przedstawiła swojego towarzysza – To mój pomocnik Leo Barcun.
Nie miała w zwyczaju przedstawiania sług jako klasy „służebnej” to też posługiwała się określeniami „ pomocnik, opiekun, szofer” bądź po prostu imieniem. Nigdy nie czuła potrzeby wywyższania się tym faktem... ani nie miała zamiaru stawiać kogoś w sytuacji podprogowym. Leo skiną głową w stronę wampira.
-Z kim mam przyjemność? - zagadnęła. Leo był oczywiście na posterunku gotów zareagować w każdej sytuacji. Wymiana takich informacji była jedynie formalnością, której nie dało się przeskoczyć. Wampirzyca odczekała chwilę i wysłuchała szofera do końca po czym skierowała swe kroki za wampirem.
Nie kryła zdziwienia gdy zobaczyła Jeepa, lecz nie skomentowała – na temat gustów się nie dyskutuje.  Wsiadła do auta pierwsza. Leo zajął się bagażem. Nie było go wiele, dwie duże pojemne torby do tego dwie mniejsze z czego tylko jedna była tylko Leo.
Cleo zasiadła za Maxem, kierując się bardziej przyzwyczajeniem niż za przewodnictwem savoir-vivre. Chociaż taki układ bardzo by pasował do zasad dobrego zachowania.
- Czy Gospodarz jest w domu? - zagadnęła z ciekawości wampira gdy już wszyscy byli w aucie. Leo posłał jej dziwny wzrok, upominający wręcz.
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Lis 05, 2013 12:25 pm

Nic dziwnego, że towarzyszący pannie Collins pomocnik, podszedł bliżej jakby miało coś się zaraz stać nieprzyjemnego jego Pani. Maks to zachowanie doskonale rozumiał. A więc to była ona. Wampirowi skinął głową a przed samą Cloe się wyprostował. Poprawił swoje okulary i także przedstawił się, by wiedzieli z kim mają do czynienia.
- Maxymilian Bagley. Osobisty sługa Pana Naizena.
W sumie to był i sługą, szoferem, niegdyś nawet opiekunem Sophie gdy była mała. Pełnił kilka funkcji, które mogły zagłębiać się podbno słowo "sługa". Co prawda Naizen nie był jego Panem z przemiany i krwi, ale oddał mu swoją wolność.
Zaprowadził gości do samochodu otwierając tylne drzwi dla szanownej damy a później pomógł Leo ze spakowaniem bagaży. Gdzie później wampir usiadł, jego wybór. Max i tak musiał kierować, więc kierownica była jego.
- Niestety nie ma go w domu. Zapewnił jednak, że postara się szybko wrócić.
Zapracowany Naizen. I jakby uważali że nie ma co robić, to jeszcze pod opiekę podrzucają mu młode wampirzyce. Co zrobić?
Bagley odpalił pojazd i ruszył z terenu lotniska, przejeżdżając przez resztę centrum miasta do dzielnicy południowej, ukazując gościom nieprzyjemny krajobraz opuszczonej i niezadbanej dzielnicy, przez którą musieli niestety przejechać aby dostać się do lasu. A z lasu prosto w góry. To musiała być dla nich informacja, dlaczego jechali Jeepem a nie limuzyną.


[z/t wszyscy]
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 364


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Lis 19, 2013 8:39 pm

Wyjrzała przelotnie za okno, gdy dostrzegła coraz wyraźniejsze zarysy miast. Uśmiechnęła się pod nosem na ten widok, a dostrzegłszy również i to, że powoli obniżają lot, zwróciła się do siedzącej obok córki, która nadal dzielnie rozwiązywała zadania z matematyki, jakie zabrała ze sobą z rezydencji.
- Za niedługo będziemy lądować, Elysiu. Zacznij się pakować. - uśmiechnęła się dobrodusznie, pstrykając małą delikatnie w nosek. Sama również spakowała do torebki swoje szpargały, walcząc z przemożną chęcią napisania jednego, głupiego smsa. Wiedziała jednak, że musi z tym jeszcze trochę poczekać, dlatego przygryzała ze zniecierpliwienia dolną wargę, patrząc na przybliżające się coraz bardziej widoki za oknem. Gdy po paru minutach samolot w końcu wylądował, zatrzymując się ostatecznie, Vivien wstała z siedzenia, pomagając założyć Elyse kurtkę oraz chustę. Wiedziała doskonale, że nie są jej aż tak potrzebne, lecz nawet jeśli, nie mogły wyróżniać się aż tak bardzo wśród tłumu ludzi. Wystarczyło już, że obie odznaczały się swym nietypowym kolorem włosów. Chociaż patrząc na dzisiejszą modę, trudno się już czemukolwiek dziwić... - przemknęło jej przez myśl, gdy zakładała własny płaszcz, następnie opatulając szyję chustą. Idąc tym tokiem rozumowania, wyszłoby na to, że była tak nowoczesną matką, iż pozwoliła nawet na pofarbowanie włosów swojej siedmioletniej córce. Potrząsnęła delikatnie głową. Nie, byłoby to stanowczo zbyt dziwne, nawet w Japonii.
Wyszła z prywatnego samolotu, trzymając Elyse za rękę. Zerknęła na krzątających się wokół maszyny ludzi, którzy niechybnie przybyli zabrać rzeczy obu wampirzyc do hotelu. Z tego co zrelacjonował jej Ethan, znalazł w końcu odpowiednie miejsce na wybudowanie domu, rozglądając się teraz za (nie za drogą) ekipą remontową. Nie roztkliwiając się nad tą kwestią długo, ruszyła z córką do podstawionego już wcześniej samochodu, który podwiózł je pod budynek lotniska. Cóż, musiały poczekać na Etha, gdyż ten zobowiązał się je odebrać. Co prawda, Vivien nie widziała w tym większego sensu, gdyż mogli po prostu spotkać się w umówionym miejscu, chociażby na mieście, jednakże nie zamierzała się kłócić z mężem. Skoro tak bardzo chciał... Nie odbierze mu przecież tej przyjemności!
Przeszły przez bramki i wyszły na główną hale, w której aż roiło się od pędzących w swoją stronę ludzi. Czerwona wyszukała szybko wzrokiem jakiejś wolnej kanapy, najlepiej gdzieś poza obszarem panującego gwaru, i ruszyła w tamtą stronę, wyciągając przy okazji z torebki telefon. Napisała krótkiego smsa, siadając wygodnie na poduszkach.
- Tata powinien za niedługo przyjechać. - poinformowała Elyse, spoglądając na nią badawczo. Wiedziała doskonale, że dla małej wampirzycy podróż do Japonii była niezwykle emocjonująca, dlatego przyglądała się jej uważnie, aby żadna, nawet najmniejsza jej reakcja, nie umknęła uwadze Vivien. Schowała w międzyczasie telefon do torebki, zakładając nogę na nogę. Ot, nawyk.

_________________
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 574


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Lis 19, 2013 9:12 pm

Elyse od dawna nie mogła doczekać się przylotu do Japonii. No może przesadziłam - od jakiegoś miesiąca? Nie mniej jednak od czasu, gdy rodzice postanowili jej to zakomunikować. Mimo swojej nieśmiałości, czerwonowłosa młódka była ciekawa innych zakątków świata. Mieszkając we Francji mogła co najwyżej pozwiedzać inne europejskie państwa znajdujące się w pobliżu rodzinnego kraju, gdy ojciec lub matka wzięli ją ze sobą na jakiś służbowy wyjazd, czy po prostu wakacje. A Japonia.. no to było dla siedmiolatki coś! Zupełnie inne obyczaje, budowle, rozwijająca się technika.. no i ludzie też inaczej wyglądali, czy smakowali. A przynajmniej tak jej się wydawało. Nie myślała o rasy ludzkiej, jako o jedzeniu, ale nie była głupia. Jako wampir musiała pić krew. Tabletki mogły tylko chwilowo stłumić głód, a i nie smakowały jakoś wybornie.
W każdym razie Elyse co rusz zaglądała za okno, aby podziwiać widoki, które umożliwiał jej lot. Jednak po trzydziestu minutach stwierdziła, że woli porozwiązywać zadania, ze zbioru zadań który ostatnio Vivien kupiła jej w jakiejś księgarni. Dziewczynka była zachwycona z tego prezentu o wiele bardziej, niż z misia, czy lalki, którymi oczywiście też zdarza jej się bawić. Swojego ukochanego pluszaka - imieniem Christian (tak, na cześć brata!) - również miała przy sobie, tyle że był spakowany do małego plecaka. Nie mogła przecież się nim zajmować, a i myśleć nad nierównościami!
Była już na kolejnym dziale, gdy starsza wampirzyca oznajmiła córce, że nie długo będą lądować. Długowłosa uniosła szybko główkę zwracając swoje pełne zdziwienia, ale i rosnącej euforii oczy w stronę rodzicielki.
- Tak?! - zapytała nieco głośniej, niż można ją było o to spodziewać i nie będąc biernym dziecko przekręciło się w stronę okna, aby ujrzeć wysokie budowle, tak typowe dla Japończyków. Wydawać by się mogło, że teraz tylko drapacze chmur będzie można tutaj ujrzeć.
Ciekawość i radość odmalowała się na twarzy siedmiolatki, która posłusznie spakowała swoją książkę od matematyki wraz z długopisem do plecaka, uważając aby nie przygnieść misiaczka.
Mała bez problemów ubrała kurtkę przy pomocy Vivien, poprawiając szalik na swój sposób - że zakrywał jej połowę twarzy. Jedne co było teraz widać to bujne czerwone włosy i ciemne, jak niebo nocą oczy. Szlachetna starała się w ten sposób, jak najmniej rzucać w oczy, nawet jeśli tak na prawdę w ten sposób tym bardziej wzbudzała zainteresowanie.
Już czuła na sobie, jak i mamie wzrok zainteresowanych osób kolorem włosów obydwóch panien, czy raczej urodą, jaką obdarzona była niegdyś panna Chatier. Elyse zawsze uważała, że jej mamusia jest piękna, nie ważne czy w dresie czy eleganckiej spódnicy, jaką miała akurat na sobie.
Kiedy panny Moreau opuszczały pokład samolotu, córeczka złapała Viv za rękę. Wolała czuć jej obecność, jak najbardziej. W końcu mimo wielkiego zainteresowania Japonią w środku Elysi krył się też niepokój. A co, jeśli nagle ktoś się na nie rzuci? A to po autograf, a to aby zrobić jakąś krzywdę? Elys ostatnio oglądała dużo telewizji, aby co nie co dowiedzieć się o świecie i akurat miała takiego pecha, że trafiła na wiadomości o gwałcie i rabunkach. Nieco to przestraszyło siedmiolatkę. Przez rozwiązywanie zadań matematycznych mózg uczy się logicznego i szybszego przetwarzania informacji. A dzięki temu Elys pojmowała wiele rzeczy dość dobrze i wiedziała, że gwałt to nic przyjemnego.
Patrzyła uważnie na prawo i lewo, aby mieć pewność, że jej i mamie nic nie grozi. Kiedy nie widziała zagrożenia, nieco pewniej wychyliła głowę przed siebie i zaczęła rozglądać się po ogromnym lotnisku, aby każdy ciekawy punkt zapamiętać. Widziała, jak z nieba zaczynają lądować inne samoloty, aby kolejne wzbijały się w powietrze. Z daleko wydawały się takie malutkie, jak sama siedmiolatka.
Szlachetna dzielnie szła przez hale, gdzie kręciło się dużo osób, a to do pracy czy urlop. Elyse stwierdziła, że gdyby nie te różne śmieszne ubrania, czy kolory włosów (ta, jakby sama miała normalny) wszyscy Japończycy wyglądaliby tak samo. Pierwszy raz przyszło jej na myśl, że wyróżnianie się nie jest takie złe, bo wyglądanie identycznie jest jeszcze gorsze.
Kiedy Vivien, wraz z córką zbliżały się już do ławek, mała się zatrzymała robiąc wielkie oczy. Ale nie było w nich strachu. Pojawiła się w nich miłość i ciepło! Elyśka zobaczyła Christiana gadającego z jakąś blondynką. No, a tak przynajmniej się wydawało dziewczynce. Puściła na moment dłoń rodzicielki i podbiegła do czarnowłosego nastolatka, aby przytulić się do jego nóg od tyłu. Był to inny szlachetny, temu i zapach zmylił nieco siedmiolatkę. A jest jeszcze dzieckiem, więc nie można się dziwić, że miała problemy z odróżnieniem poszczególnych zapachów, danego rodu, czy rodziny.
Kiedy zaskoczony nastolatek się odwrócił Elyse odskoczyła od nieznajomego zaskoczona. Otworzyła szeroko usteczka układając w równe "O", po czym z wypiekami na twarzy odbiegła od mylnego Chrisa, aby znów stanąć przy matce.
- Myślałam, że to braciszek - wyjaśniła ściszonym tonem zakłopotana i usiadła grzecznie na ławce, aby wyjąć z plecaka misia i przytulić się do niego. Zatęskniła nagle za bratem.
Odwróciła wzrok od chłopaka podobnego do syna Ethana i spojrzała na matkę, która zakomunikowała jej inną dobrą wiadomość.
- Super! Pójdziemy na lody? Albo do muzeum! Na pewno mają tu ciekawe obrazy - powiedziała uradowana, zupełnie zapominając o swoim drobnym incydencie, a rumieńce zaczęły pomału schodzić.
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 206


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Lis 20, 2013 11:01 am

Gdy w końcu wszystko było zaklepane, omówione i wybrane, Ethan sądził, iż odpocznie chociaż chwilę. Budowa domu ruszyła pełną parą, a jemu pozostało odwiedzanie terenu raz dziennie, kontrolowanie i wnoszenie ewentualnych poprawek w plan, gdyby coś mu się nie spodobało. A zważywszy na to, że wynajął zaufaną ekipę - nie powinno być żadnych problemów. Prócz, oczywiście takich, iż potrwa to około miesiąca. Trzeba wykopać fundamenty, zalać je betonem, stworzyć zamówione szyby, schody, wyciąć drewno, zrobić meble, i tym podobne - chociaż mieliby się dwoić i troić, to takich szczegółów nie da się przyśpieszyć, a żaden z pokazanych Ethanowi gotowych domów nie przypadł mu do gustu. Także przykro mi, trzeba troszkę poczekać, a do tego czasu niestety pomieszkają w hotelu i zdążą ewentualnie pokazać Elyse całą okolicę.
I oczywiście spełniło się to, o czym Szlachetny był przeświadczony - nie wytrzymają do czasu, kiedy poinformuje je, że budowa została zakończona, meble ustawione i można ze spokojem się wprowadzać. Nie, pewnie że nie. Trzeba być w gorącej wodzie kąpanymi i wyruszyć zaledwie kilka dni po Ethanie. Bo i czemu nie, prawda? Mimo, że zaoszczędzili by sporo pieniędzy na hotelu (wiadomo, że w byle jakim mieszkać nie będą, więc kwota za trzy osoby do niskich nie należy), i mimo, że zdają sobie sprawę, że z pustego to i nawet Bob Budowniczy w kilka dni nie wybuduje, to i tak ich wrodzona niecierpliwość musiała wziąć górę. Na jakie on baby trafił, eh. Nie to oczywiście, że nie cieszył się, że je zobaczy; no ale jak nie dały mu się nawet porządnie stęsknić?
Zajechał na parking lotniska, zaparkował swojego najnowszego suva jeepa - grand cherokee, (ostatnio właśnie na nie miał manię - a tak z innej beczki, są to bardzo praktyczne samochody) i wysiadł, zostawiając płaszcz w samochodzie. Ruszył w kierunku głównej hali, poruszając się nie tyle znajomością okolicy, co bardziej wyszukując znanych mu aur wśród ludzi. Był to praktyczniejszy i dużo szybszy sposób niżeli błądzić po okolicy, a skoro ma taką możliwość to czemu by nie korzystać. Na lotnisku kłębiło się dużo niezbyt przyjemnych zapachów. Nie ma się co dziwić - ludzie spędzali w samolocie nawet i po kilka godzin, na lotnisku zresztą czasami i tyle samo, więc byli spoceni i przemęczeni. Nie była to ulubiona woń wampira, to trzeba przyznać. Nie zrozumiecie, póki nie będziecie mieli psiego węchu i nie odczujecie zapachu setek spoconych stóp i pach. Starał się więc w ogóle nie skupiać na tej woni, co było dość trudne, gdyż chyba każdy wampir robił to odruchowo.
W końcu zobaczył te dwie najważniejsze kobiety w swoim życiu, i odetchnął z ulgą, czego natychmiastowo pożałował.
Dlatego właśnie preferował prywatny samolot.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 364


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Lis 20, 2013 3:41 pm

Och, niech Ethan nie smęcił jak stara baba! Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nawet gdyby Vivien poczekała te parę dni, tygodni, w rezydencji, do czasu wybudowania domu w Japonii (co nie stanowiło dla niej problemu z racji obowiązków, jakie musiała tam jeszcze wykonać), Elyse nie była na tyle cierpliwa co jej matka. Ciągłe dopytywanie "Gdzie jest tata?", "A gdzie Christian?", "Kiedy jedziemy?", "Dlaczego nie teraz?", "A dlaczego nie pojechałyśmy z tatą?" po jakimś czasie było naprawdę kłopotliwe (i irytujące), dlatego postanowiła przylecieć z córką nieco wcześniej, aby wpierw mała zapoznała się z miastem oraz tamtejszą architekturą, której tak bardzo była ciekawa. Vivien wolała, aby Elyse przyzwyczajała się bez pośpiechu do myśli, że od teraz będzie tu mieszkać - Choć na jak długo? - i zaaklimatyzowała się odpowiednio wcześnie. Nie chciała, aby było to dla córki zbyt wielkim szokiem, zważywszy na fakt, jaka ta była delikatna, wrażliwa i jak obawiała się nieznajomych, których teraz miała spotkać tak wielu. Pośpiech nie był w tym przypadku wskazany - zrozumiała to doskonale na przestrzeni tych siedmiu lat, w których była przy Elyse niemal cały czas. Macierzyństwo nauczyło ją naprawdę wielu rzeczy.
Oderwała natychmiastowo wzrok od telefonu, gdy poczuła jak mała wampirzyca wyrwała rączkę z jej uścisku.
- Elyse! - zawołała za małą, gdy zobaczyła w którą stronę pędzi jej córka. - To nie jest... - mruknęła już do siebie, obserwując całą sytuację z zapartym tchem. Podeszła pospiesznie bliżej w kierunku tamtej trójki, lecz zatrzymała się, kiedy równie szybko Elyse wróciła do niej zakłopotana. Milczała przez chwilę, walcząc sama ze sobą, jednak zaśmiała się po krótkiej chwili rozbawiona. Posłała chłopakowi wdzięczny, acz przepraszający uśmiech, przykładając dłoń w okolice serca, kiwnąwszy w ramach przeprosin delikatnie głową. Po tym obie przeszły na kanapę, zaś Vivien kucnęła naprzeciwko wampirzycy, odgarniając z jej twarzy kosmyki intensywnie czerwonych włosów.
- Nie możesz tak robić, Elysiu. Gdyby ten chłopak nie był na tyle miły, mógłby się zdenerwować. Nie każdy wampir podobny do Christiana jest nim, pamiętaj. - upomniała małą, całując następnie w czółko. Usiadła obok niej na kanapie, kończąc przerwanego wcześniej smsa, odgarniając własne włosy niedbałym ruchem dłoni. Uśmiechnęła się mimowolnie, słysząc propozycje dziewczynki.
- Jeśli tata nie będzie miał innych planów. Musisz go zapytać, kiedy przyjdzie. - odpowiedziała, przypatrując się małej.
Nie czekały na Ethana długo (cud prawdziwy!). Po około dziesięciu minutach, Vivien dostrzegła z oddali jego postać, tak przejętą przyjazdem jego kobiet, jak gdyby właśnie dowiedział się, że wygrał długopis w szkolnym konkursie. Nie pytajcie dlaczego taki przykład - po prostu NIE. Westchnęła więc teatralnie, czekając aż ten nieco się zbliży, jednak Elyse nie była aż tak cierpliwa. Widząc ojca, wystrzeliła niczym z procy ku niemu, rzucając niemal na szyję z przypływu szczęścia - gdyby tylko była na tyle wysoka. Viv uśmiechnęła się rozbawiona na ten widok, wstając niespiesznie z kanapy i kierując w stronę tamtej dwójki.
- Sorry za tak wczesny przyjazd, ale musiałyśmy zobaczyć czy dajesz sobie tu sam radę. I czy jeszcze gdzieś się nie zgubiłeś. - posłała mężowi rozbrajający, choć nieco wredny uśmiech, stając obok niego i czekając aż oderwie się na chwilę od Elyse. Ucałowała go więc czule, odrywając się po chwili i przyglądając twarzy wampira badawczo.
- Jak miasto? Zmieniło się od naszego wyjazdu? Kogoś znajomego już spotkałeś? - była niezmiernie ciekawa jakie zmiany zaszły od ostatniego razu kiedy tu byli, kogo wywiało lub przywiało. Na zaspokojenie swojej ciekawości miała naprawdę dużo czasu i zamierzała go jak najefektywniej wykorzystać.

_________________
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 574


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Lis 20, 2013 4:05 pm

To ten jakże długi czas, gdy Ethan przebywał bez swoich kobietek, nie wystarczył wampirowi by zatęsknić za nimi? Elyse już na drugi dzień miała mnóstwo pytań do swojego tatki oraz pomysłów które mogliby razem zrealizować. A to chciała odwiedzić zoo, a to pójść do kina (Co z tego, że byli tam w zeszłym tygodniu? No właśnie nic!). Elyse lubiła mieć obydwoje rodziców przy sobie. Zważywszy na to, że czasem zdarzało się, że Ci musieli pracować po godzinach, czy nad dużym projektem, nie mając wtedy nawet po kilka dni czasu na jakieś wypady we trójkę. Może i to było powodem, czemu Elys cieszyła się na wyjazd? Liczyła, że teraz jej rodzice odpoczną troszkę od pracy i będą mieli większe szanse na jakieś wycieczki. Dziewczynka zwiedziłaby tutejsze góry - lubiła w nie jeździć - a i o plażę by się zahaczyło nocą. Żałowała, że słońce jest tak szkodliwe na ich rasę. Wiele razy widziała je w telewizji lub zza okna i chętnie pławiłaby się w jego blasku.  Słyszała, że stwarza przyjemne ciepło, którego krwiopijcą nie dane odczuć.
No to, że na lotnisku śmierdzi to już nie ich wina. Nawet tych wszystkich śmierdzieli! W końcu nie którzy szybciej się pocą i nie mają czasu wziąć prysznica. Więc trzeba im to wybaczyć. Wtedy o wiele łatwiej zniesie się odór potu i przepoconych skarpetek, ot co.
Czerwonowłosa po całej akcji ze swoim 'bratem', a raczej jego plecowym klonem, czuła się jeszcze bardziej zażenowana, gdy matka przepraszała za nią nastolatka. Nie chciała robić nikomu problemów. Czuła się głupio i idąc na ławkę patrzyła cały czas w podłogę. No, bo.. to ona powinna tego Pana przeprosić! A potrafiła tylko uciec. Nie lubiła się za to. Wypieki na twarzy zrobiły się mocniejsze przez chwilową złość na siebie samą, które niespodziewanie zrodziła się w serduszku szlachetnej.  Do tego doszedł strach. "Gdyby chłopak nie był na tyle miły.." Ojej! O tym siedmiolatka nie pomyślała. Nie uśmiechało jej się dostawać ochrzanu od obcych ludzi!
- Przepraszam, mamusiu - wydukała smutno mała i zagryzła nerwowo wargi. Na szczęście trochę się rozluźniła, czując pocałunek modelki na swoim czole. To znaczyło, że Viv nie jest zła.
A gdy doszły do tematu ojca, to już w ogóle młoda odetchnęła. Jeśli tata się zgodzi? No problemo! Elyse wiedziała, że jak będzie grzeczna to namówi tatkę na lody! Szczególnie, że dawno na nich nie byli, o. A zjadłaby jakieś miętowe z kawałkami czekolady. W tym tygodniu to jej ulubiony kolor.
Zniecierpliwione dziecko zaczęło rozglądać się na boki, aż w końcu ujrzało postać swojego taty. Przez chwilę Elyse siedziała na ławce, aby mieć pewność, że nie ma przewidzeń, a gdy się utwierdziła w przekonaniu iż to Ethan - jak Viv wspomniała - wystrzeliła jak z karabinu i pobiegła do ojca, aby swoimi krótkimi nóżkami wskoczyć i się przyczepić do jego brzucha, czy tez klatki piersiowej.
- Tęskniłam tatusiu - wymamrotała wtulona twarzą w jego kurtkę, a swoje drobne rączki zacisnęła na jego ramionach, aby przypadkiem nie spaść. Materiał jego ubrania był przyjemny i miękki w dotyku, dodający otuchy.
Oczywiście czerwona zlitowała się nad rodzicielem i zlazła z niego, aby postawić swoje buty na kafelkowej ziemi i spojrzeć z ciepłym uśmiechem na przywitanie swoich rodziców. Wtedy też schowała do plecaka misia, aby nie zawadzał jej w wyjściu na miasto.
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 206


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Lis 20, 2013 4:34 pm

To chyba oczywiste, że Ethan miał prawo narzekać! Już taki był z niego typ i Vivien doskonale zdawała sobie sprawę za kogo wychodzi za mąż, więc niech teraz nie marudzi. A że sobie czasem ponarzekał - i co z tego? Od razu jakoś lepiej mu się wtedy robiło na duszy, raźniej na sercu, a w głowie rozbrzmiewała muzyka i te, no, kanarki. No, prawie. Nie czepiajmy się szczegółów. I to chyba jest oczywistą oczywistością, że zatęsknił. Nie mogło być przecież inaczej; spróbowałby nie zatęsknić, a już Vivien pokazałaby mu, jak bardzo brakuje mu obu czerwonowłosych kobiet, gdy nie ma ich w jego pobliżu. Zatęsknił, to jasne, ale cóż - miło byłoby jeszcze ze dwa dni spędzić samemu. O, może jakąś wódkę wypić bo ostatnio coś się stał abstynentem od siedmiu boleści. I doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak niecierpliwa potrafi być jego córka, gdyż sam do najcierpliwszych nie należał i całkiem prawdopodobne, że odziedziczyła to po nim. Z tym, że w jej przypadku wzrosło to do monstrualnych wręcz rozmiarów, zamieniając zwykłe ''kiedy dojedziemy?'', do ''kiedy, kiedy, kiedy, kiedy?!'', co czasami sprawiało, że miał ochotę zakleić jej usta czymś niesamowicie skutecznym. Raz nawet spojrzał tęsknie w stronę sklepu z narzędziami, gdzie na wystawie leżały super klejące taśmy. Ponoć i słonia takowa by utrzymała.
Tak, z pewnością się zgodzi na żądania córki. Już tak miał, że praktycznie w ogóle nie potrafił jej odmawiać, co nie było zbyt korzystne wychowawczo, jednak Vivien sprawnie naprawiała te błędy, z których Elyse korzystała. I co z tego? Wiadomo - córeczka tatusia, a młoda nie będzie wiecznie. No i bardzo lubił, kiedy mała była zadowolona zważywszy na fakt, iż sama często ganiła się za wrodzoną nieśmiałość. Nie była to przecież jej wina, a obawiał się tego, że z wiekiem przyjmie to jeszcze gorszą formę.
Z daleka nie miał problemów z wyłapaniem ich wzrokiem - Japończycy nie należeli do najwyższych, więc raczej górował nad nimi dość sporo. A Vivien i Elyse odznaczały się bardzo kolorem swoich włosów, który naturalnie w przyrodzie nie występował. Zapewne nie jeden człowiek zastanawiał się co to za matka pozwala swojej pięcioletniej córce (bo na tyle wyglądała) farbować włosy. Nie raz natknęli się też na zdziwione bądź karcące wręcz spojrzenia, które z przyjemnością ignorowali.
Gdy zauważył, że Elyse wystrzeliła jak z procy w jego kierunku, pochylił się lekko, by osłonić wiadome miejsce przed ciosem szczęśliwej i nieświadomej dziewczynki. Nie raz, nie dwa oberwał gdy rzucała się na niego. Z pewnością niechcący, ale trzeba być zapobiegawczym. Chwycił ją mocno i uniósł do góry, aż zadyndała stópkami w górze, a potem ucałował w czoło. Pozwolił się przytulić, a kiedy mała uznała, że już dość pieszczot i teraz witają się dorośli - odstawił ją na podłogę.
- Ja również tęskniłem, Kruszyno.
odparł na te przywitanie. Jakże słodko, prawda?
Objął żonę w talii, gdy ta zbliżyła się i mocno ucałował - tym razem nie w czółko jak córkę. Mimo tego, co ogłaszał wszem i wobec, że jest tak niesamowicie niezależnym mężczyzną; jednak lubił je mieć przy sobie. Wiedział, że przy nim są stuprocentowo bezpieczne.
- Skąd ja znam te tłumaczenie? Niedługo będziesz przysyłała za mną szpiegów.
chwycił za torby z podręcznymi rzeczami, które miały przy sobie i ruszyli w kierunku wyjścia z holu. Reszta ich bagażów zostanie dostarczona bezpośrednio do hotelu.
- Owszem, spotkałem. Nadirę. Była na spacerze ze swoją małą córką, podczas gdy ja szukałem miejsca na wybudowanie domu
odpowiedział obojętnie, choć doskonale zdawał sobie sprawę z lawiny pytań, która zaraz na niego spadnie. Jeżeli o takie sprawy chodzi, to Vivien bywała baaardzo, niesamowicie wręcz ciekawska mimo, że zręcznie ukrywała to przed światem. Nie zmyli go jednak z pozoru obojętny ton wampirzycy, gdy zapyta o czym rozmawiali, lub czyje było owe dziecko. A nawet jeżeli nie zapyta teraz, to nie omieszka zrobić to przy innej najbliższej i możliwej okazji.
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 364


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Lis 20, 2013 8:49 pm

Zdawała sobie sprawę z marudzącej natury Etha, chyba jak nikt inny. I w sumie czasami sama sobie się dziwiła, że przez tyle lat wytrzymywała to z tak dużą dozą cierpliwości i wyrozumiałości. Toż to czasem zdarzało mu się smęcić jak babie w ciąży! Nawet ona taka nie była, gdy nosiła Elyse pod sercem. Ech, co ta starość robiła z wampirami, zaczynali coraz bardziej gorzknieć. I zrzędzić, czego Vivien nie omieszkała się przypominać mężowi od czasu do czasu, coby nie rozbestwił się w dostatkach życia. Tak, była wredna, a wampir miał nie lada utrapień ze swą ciekawską, żywiołową małżonką, lecz, bądźmy szczerzy - zgorzkniałby jeszcze bardziej, gdyby nie Vivien. Ona zaś, dzięki Ethanowi, zeszła na ziemię i spoważniała nieco, co w końcu przystało dorosłej, pracującej kobiecie. I obecnej matce i żonie. W jakiś sposób wzajemnie się uzupełniali, a ich słowne utarczki wciąż stanowiły ciekawą (bądź co bądź) rozrywkę. Same superlatywy.
Uśmiechnęła się ciepło, widząc ten rozczulający widok. Choć minęło już 7 lat odkąd Elyse przyszła na świat, nadal nie potrafiła przyzwyczaić się w pewien sposób do tak nagłej zmiany nastawienia Ethana w stosunku do córki. Zazwyczaj zimny, poważny i ironiczny, przy dziewczynce nie stronił od czułości i słodkich słówek, które szczędził nawet swojej żonie! Och, nie była o to zazdrosna - absolutnie! Byłoby to co najmniej absurdalne, jednakże sam fakt takowej zmiany był dla niej zadziwiający. Lecz, cóż, nie powinna była narzekać. Wiedziała o stosunku Ethana do całej reszty dzieci już dużo, dużo wcześniej przed urodzeniem Elyse, które wówczas nie napawało zbytnim optymizmem. W jej głowie kłębiło się mnóstwo obaw, mniej lub bardziej poważnych, lecz tuż po porodzie prysnęły, niczym bańka mydlana. Pamiętała ten dzień bardzo dokładnie, jak i każdy następny. Niemowlęctwo Elyse było jednym z rozkoszniejszych chwil, jakie Vivien przeżyła do tej pory, a spoglądanie na to jak jej pociecha rośnie, napawało ją najprawdziwszym szczęściem. Tak jak Ethan, nie mogła zbytnio pogodzić się z myślą, że z każdym dniem jej mała wampirzyca staje się coraz większa i samodzielniejsza, jednak wiedziała doskonale, że tak musi być. Ale czemu tak szybko? - spojrzała na tulącą się do Etha dziewczynkę z pewną dozą przygnębienia, która jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknęła. Nie powinna była o tym rozmyślać. Przez takie myśli stawała się stanowczo zbyt rozmemłana, nawet jak na siebie.
Nadęła oburzona poliki, obrzucając męża obrażonym spojrzeniem.
- No wiesz co, jesteś niewdzięczny! Ja tu się o ciebie zamartwiam, włosy z głowy wyrywam czy aby nie zginiesz tu bez nas, a ty wysuwasz mi takie niedorzeczne insynuacje! - fuknęła, prychnąwszy teatralnie. - Ale wiesz co... Ci szpiedzy to jednak nie najgorszy pomysł. - dodała po chwili, szczerząc się do wampira szeroko i niewinnie. Ucałowała go przelotnie w policzek, ruszając następnie ku wyjściu z budynku. Ich podręczny bagaż stanowiła jedynie niewielka torba, w której Viv pomieściła swoje rzeczy oraz te od Elyse. Nie było ich nawet dużo, o dziwo.
Przysłuchiwała się Ethanowi z uwagą, a gdy wspomniał, że spotkał Nadirę z córką, zerknęła na niego kątem oka, nie odzywając się jednak słowem. Na razie. Analizowała przez krótką chwilę to z kim dawna narzeczona Szlachetnego mogła mieć dziecko, jednak nic sensownego nie przyszło jej do głowy. Zmarszczyła brwi w niezadowoleniu, spoglądając z powrotem na Etha, bez krzty zazdrości, zdenerwowania, niczego. No, może oprócz ciekawości, lecz to było u niej całkowicie normalne.
- Och, więc widać i jej się powodzi. To dobrze. - odpowiedziała szczerze, poprawiając włosy. - Wiesz z kim? No i w jakim wieku jest jej córka? Może Elyse poznałaby w końcu jakieś inne dzieci? - pogładziła bezwiednie bujną, czerwoną czuprynkę dziewczynki. Ubolewała nad faktem, że ta nie znała zbyt wielu swoich rówieśników, z którymi mogłaby się pobawić i spędzać czas. Przecież były to tak ważne aspekty w życiu i rozwoju każdego dziecka!
Wyszli w końcu na zewnątrz, idąc w stronę parkingu, na którym Ethan zostawił swojego jeepa. Przyglądając się jak Eth pakuje rzeczy do bagażnika, zamyśliła się na moment. Po krótkiej chwili jej akwamarynowe oczy zabłysły jaśniej, a usta wykrzywiły się w szerokim, wesołym uśmiechu. Oj tak, coś wpadło jej do głowy.
- Eth, co powiesz na to, żebyśmy wstąpili do restauracji z sushi? - zapytała, a jej uśmiech nieco się poszerzył. Był to niemal doskonały pomysł na pierwsze zapoznanie Elyse z kulturą Japonii, co Szlachetny mógł bez trudu zgadnąć, znając tak doskonale swoją żonę. Potem mogli zahaczyć nawet o wspomniane wcześniej przez dziewczynkę lody lub cokolwiek innego, jednak teraz KONIECZNIE musieli jechać do susharni. Ktoś przeciw? Nie? Wiedziałam.

_________________
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 574


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Lis 20, 2013 9:15 pm

Oj dobra, dobra. Już wszyscy się zgadzamy, że Eth może sobie narzekać. Od czasu do czasu. Vivien także. I Elyse też! Chociaż jej się, póki co, to nie zdarzyło. Jakoś tak dziewczynka nie mogła narzekać na to wszystko co ją otacza. Dopiero poznawała świat, więc nic dziwnego, że nie znalazła rzeczy do której mogłaby się przyczepić. A i o chłopcach za wczesna pora myśleć, więc i na nich też nie da rady ponarzekać. Ale jak się zacznie nimi interesować to hohohoh. Możliwe, że obudzi się w niej kolejna cecha podobna do ojca.
No już tak nie narzekajcie na niecierpliwość Elyśki! To nawet nie chodziło o jej niedoczekanie, ale też ciekawość. A to już można było zawdzięczać Vivien! W końcu ona jest chodzącą ciekawością w tym kręgu. I jak tak można chcieć takiej słodkiej osóbce zakleić usta taśmą?! Toż to przecież taka dobra, kochana kruszynka, nic tylko do serca przyłóż, o.
Mimo, że Vivien wolałaby żeby jej córeczka została malutka, to szlachetnej było spieszno do dorosłości. Przez swój mały wiek tyle miejsc jeszcze nie zobaczyła, tyle jeszcze nie osiągnęła. A Elysia chciała coś wielkiego zrobić! Coś co by było tak wielkie, jak wynalezienie komputera czy telefonu. Chciała zaistnieć w tym wielkim świecie i żeby rodzice byli z niej dumni. W sumie chciałaby wynaleźć szczepionkę na nieuleczalną chorobę. Kto wie, może kiedyś jej się to uda. Wtedy pomogłaby wielu osobom.
Dziewczynka w ogóle nie zauważyła ostrożności w postawie ojca. No, bo ten jej nigdy nie wspomniał, że nie raz uderzyła go w klejnociki. Przecież, jakby tylko pisnął o tym, to mała bardziej by uważała na swoje czyny. Nie chciałaby pozbawić rodziców kolejnego dziecka. Chciałaby mieć jeszcze jednego brata. Który częściej bywałby w domu, tak po za tym. I mogłaby wtedy go wszystkiego nauczyć, o! A potem trochę podokuczać, bo tak to Chris dokucza jej, a ona zbyt mała w stosunku do niego może tylko stanąć z założonymi rączkami.
Siedmiolatka ruszyła wraz z małżeństwem do wyjścia, nie wiele rozumiejąc z ich rozmowy. Jednak co nie co wyłapała. A przynajmniej te ciekawsze i ważniejsze fragmenty dialogu. Uniosła wysoko brwi, kiedy usłyszała o jakiś innych dzieciach. To taki trik, który przyuważyła u kogoś z nich i teraz dzielnie naśladuje!
- A kto to Nadira? I jakie dziecko? W moim wieku? Będę mieć koleżankę? A ta Pani to moja ciocia? Jak ona wygląda? A gdzie one mieszkają? A będę mogła zobaczyć ją najpierw? - lawina pytań wyłoniła się z drobnych usteczek dziewczynki, a błysk zainteresowania ożywił nieco jej ciemnetęczówki. Elyse chciałaby w końcu mieć z kim się pobawić, bo męczenie lokaja było już nie tylko dla niego uciążliwe. I mała nudziła się z nim, bo nie wszystko mogła zrobić z tym starym piernikiem. Potrzebowała trochę pobycia sam na sam z kimś, kto ma spojrzenie na świat jak ona. Przez pryzmat różowych okularów. Co zabawniejsze Vivien jakoś chwilę przed lawiniem pytań dziewczynki, też zaczęła wypytywać męża o Nad i sprawy, które zmieniły się od ich ostatniej tutaj wizyty.
W końcu znaleźli się na zewnątrz. Świeże i chłodne powietrze rozwiało włosy wampirzycy, a jej mina wyrażała szczęście. W końcu jest tutaj! Mieście, gdzie niegdyś poznali się jej rodzice. Gdzie wynaleziono wiele rzeczy, a i zdarzały się dość ciekawe i nietypowe sytuacje. Siedmiolatka spojrzała na modelkę i przekrzywiła głowę uważnie ją słuchając. Sushi? Siedmiolatka nie wiedziała co to jest, ale brzmiało smacznie. I zabawnie.
- Sushi.. - powtórzyła zamyślona drepcząc w koło rodziców - Sushi, sushi, sushi - znów powiedziała do siebie, stając na przeciw starszych wampirów - To jakiś nowy rodzaj lodów? - spytała oblizując wargi na samą myśl o przekąsce.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 206


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Pią Lis 22, 2013 4:19 pm

O właśnie. Więc proszę o nieczepianie się tutaj jego marudzenia, gdyż nie ma to żadnego sensu. I tak będzie marudził. A że jak baba w ciąży? Nie przesadzajmy, dobrze? On już coś o tym wie. Niech się Vivien cieszy, że nie musiała żyć ze samą sobą, gdy zaczęły się ciążowe zachcianki, humorki, marudzenia, że nie wspomnę o nudnościach! Ethan miał szczerze mówiąc przerąbane. Nadira była znacznie spokojniejsza w ciąży z Christianem, ale Czerwonowłosa była dość... żywiołową osobą, zapewne dlatego. A poród? Jeszcze chyba nigdy w życiu z ust kobiety nie usłyszał tylu przekleństw, co z ust Vivien. Nie ma się w sumie co dziwić - ich córa urodziła się dość spora, bo aż 61 centymetrów z wagą 3700g, a jak na noworodka to bardzo dużo. Ale to dobrze. Zapewne stało się tak dlatego, że Ethan bardzo dbał o to, co je Vivien, jaki tryb życia prowadzi i ile krwi dziennie wypija - pod koniec ciąży znacznie uszczupliła jego zapas osocza trzymanego w lodówce w laboratorium. Ale dzięki temu Elysia była zdrowa, silna, a jej pierwszy krzyk można było dosłyszeć chyba w odległości kilometra.
To fakt, Ethan nawet nie zauważył kiedy nagle stał się tak opiekuńczy i ciepły, jeżeli chodziło o jego córeczkę. Chyba nigdy na nią nie nakrzyczał, nie stronił od przytulanek i całusów, kiedy tylko mała tego potrzebowała, albo kiedy sam uznawał to za słuszne. Co więcej - sam z chęcią skakał wokół małej, gdy była jeszcze maleńka, sam zmieniał jej pieluszki, kąpał ją i ogólnie starał się być bardzo pomocny. Może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale jest naprawdę opiekuńczym ojcem. Jeżeli o to chodziło, to jego małżonka mogła być z tego faktu dumna. On sam pokochał ją chyba jeszcze bardziej (jeżeli się dało), gdy widział, jak ta się męczy będąc w ciąży, a później rodząc i znosząc taki ból. Może nie bez zająknięcia (bo zająknięć było sporo), ale wtedy całkowicie to rozumiał. I bardzo się martwił mimo, że poród odbierał najlepszy położnik jakiego Ethan znał, no i zawsze w razie czego, gdyby miało dojść do cesarskiego cięcia, Ethan był obok i on by się tym zajął. Sam nie odbierał porodu, bo jak wiadomo - jest to osoba bliska, nawet bardzo, a wtedy ciężej o obiektywną ocenę sytuacji. Co innego gdyby doszło do zabiegu - cc to operacja, więc wykonałby ją szybko i sprawnie. Tam nie musiałby się zastanawiać, czy lepiej małą wyciągnąć mechanicznie, czy dać się jeszcze żonie naprzeć do skutku. Na szczęście nie męczyła się zbyt długo, bo od pierwszego skurczu do drugiej fazy porodu minęło zaledwie sześć godzin, a faza parta trwała pół godziny i już jego córka była na świecie.
Jemu również nie podobał się fakt, że mała rośnie jak na drożdżach. Zaledwie przed chwilą obcinał jej pępowinę, a teraz ta ma siedem lat! Ciężko było się z tym pogodzić. Teraz jest siedmiolatką, a już niedługo będzie musiała pójść do szkoły, do liceum, zapewne wybierze się też na studia (zapewne nie jedne), a później przyprowadzi do domu pierwszego faceta (Ethan był optymistą pod tym względem - starał się nie myśleć o tym, że pierwszy facet może pojawić się wcześniej niż po studiach). Oj nie. Jeżeli o to chodzi, to o facetach przy swojej ukochanej Elyse starał się w ogóle nie myśleć. Naprawdę, ojcowska zazdrość chyba by go zjadła. A niechby któryś spróbował ją skrzywdzić! Chyba pod tym względem patrzył na to jak większość ojców.
- Zabawne - burknął pod nosem na wzmiankę o szpiegach, coby Vivien nie miała żadnych wątpliwości, iż jest to cholernie beznadziejny pomysł.
Na pytanie Vivien wzruszył ramionami. Nie wiedział, co ma kłamać.
- Nie poznałem ani po zapachu, ani po aurze.
odparł. Akurat jeżeli chodzi o takie sprawy, to nie miał w zwyczaju zapominać. Zwłaszcza aury zawsze pozostawały mu w pamięci, gdyż odkąd miał sygnet rodowy starał się jak najlepiej to wyćwiczyć. Dlatego praktycznie z łatwością przywoływał z głowy czyjąś aurę i przypisując do niej imię i nazwisko, albo chociaż sytuacje, która mogłaby mu coś niecoś przybliżyć o owej osobie. Zwłaszcza, że każda była tak bardzo charakterystyczna. Inna. Niektóre ciemne, jasne, zawijaśne, poszarpane - wszystkie identyczne jak charakter osoby ją posiadającej. I cóż - teraz czas na odpowiadanie na pytania córeczki, które zalały ich jak lawina.
- Ta pani to mamusia Chrisa, dużo młodsze; to niemowlaczek, może jak podrośnie i zobaczysz ją zapewne niedługo, ale wszystko w swoim czasie.
Odpowiedział spokojnie, całkowicie do tego przyzwyczajony. Gdyby Vivien mogła to robiłaby identycznie, tylko że w jej wieku już nie wypada. Tak naprawdę Elyse była miniaturą Czerwonowłosej, z oczami tylko odziedziczonymi po ojcu i kilkoma cechami charakteru, które wychodzą na jaw po bliższym poznaniu.
- Wątpię, aby to posmakowało Elyse... - zaczął, ale gdy zobaczył uśmiech na twarzy żony, to wzruszył po prostu bezradnie ramionami. Cóż, robi to na swoją odpowiedzialność. - Dobrze więc, jedziemy na sushi - oznajmił, gdy już wrzucił torbę do bagażnika i zatrzasnął klapę. Na pytania małej jedynie uśmiechnął się zdawkowo i odpowiedział, że sama się przekona. Wsiedli do samochodu, zapiął małą na przygotowanym wcześniej foteliku i ruszyli. Oczywiście, drogę wskazywała mu Vivien - nigdy nie był tu w żadnym barze sushi, więc nie miał zielonego pojęcia nawet orientacyjnie gdzie takie cuś mogło się podziewać.

[z/t cała trójka]

_________________
Powrót do góry Go down
Jacob
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1045-jacob-namikaze#13452
Zarejestrował/a : 18/03/2013
Liczba postów : 107


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Nie Maj 25, 2014 10:29 pm

Przygotowania do podróży, nie były także i dla Jacoba niczym zadowalającym. Co prawda, chłopak miał już za sobą "wycieczki" w poszukiwaniu ojca, które raczej nie opierały się na spakowaniu jedzenia i ubrań a tylko na zabraniu pieniędzy. Także w tej kwestii musiał poradzić się siostry, albo kogoś innego o to, co należałoby zabrać. Ojciec zadbał o niego i kupił mu potrzebne ubrania i inne przedmioty, codziennego użytku. Nawet porządną torbę podróżną miał Jacob. Mimo iż nauczył się samodzielności, to w tym przypadku miał chyba problem. Jednak uporał się z tym, korzystając z pomocy drugiej osoby.
W wyznaczonym terminie, wstał oczywiście wcześniej i jeszcze upewniał się czy wszystko wziął. Później skierował się na dziedziniec, opuszczając budynek oświaty. Liczył na pożegnanie się z ojcem i się nie zawiódł. Marcus przyszedł aby pożegnać się z dziećmi i życzyć im bezpiecznej drogi. Wraz z białowłosym łowcą i jego kolegą, zostali przetransportowani prosto na lotnisko. Tam zaś Ryouji z Chizuru i Jacobem, weszli do poczekalni lotniska z zamiarem poczekania na przybycie pozostałych osób. Albo Gerard ich przywiezie, albo opisał im kogoś, kogo powinni szukać.
Łowca rozglądał się co jakiś czas za młodymi Trizgane, zaś Jacob siedział na krześle lekko poddenerwowany całym tym wyjazdem, gapiąc się w podłogę za swoją torbą, którą miał postawioną przed sobą.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lotnisko   

Powrót do góry Go down
 
Lotnisko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Zbombardowane lotnisko
» Lotnisko Gumrak
» Lotnisko w Kabulu
» Lotnisko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA-
Skocz do: