IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mieszkanko Yvelin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 537


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pon Gru 21, 2015 10:22 pm

Wielkie plany i ambicje, być może to kierowało Dunem. Blondynka jednak zdawała sobie sprawę z tego, że coś może pójść nie tak i już nie wstanie. Więc się zabezpieczyła na taką ewentualność, a raczej jego i Sal. Bo właściwie miała tylko ich. Uroczy mężulek był zajęty obracaniem córki łowcy, czy czymś tam innym. Cholera wie, dawno się nie widzieli... Na szczęście przetrwała i obudziła się po zabiegu, co prawda wykończona, ale wdzięczna że mimo wszytko żywa. Jeszcze nieco oszołomiona słuchała jego słów i kiwała głową. Zdawało się ze wszystko rozumie, od tego, ze się udało po to, ze cholera wie czy będzie jeszcze kiedyś jakieś dziecko. Zdawało się, ze w ogóle nie zwróciła na to uwagę. Chociaż w jej przypadku bezpłodność może doprowadzić do rozwodu, a później do stania się raczej kiepską kandydatką na żonę. Oczywiście i to ma swoje plusy, można wówczas zaangażować się w mezalians... tylko po co myślami wybiegać tak daleko i po takim czasie... Wszystko wyjdzie w praniu, a może uda się Szkotowi ją naprawić.
- Dziękuję - szepnęła w stronę mężczyzny i przyjęła jego krew. Chociaż nie koniecznie właśnie za to dziękowała, w końcu miała wiele powodów aby być mu wdzięczna.
Przez wiele dni Yvelin zalegała w łóżku. Czytała, spala i narzekała, że już dłużej nie da rady leżeć. Ze już ją wszystko boli od tego odpoczywają i że bardzo chce wstać. Najlepiej teraz zaraz. Za każdym razem jednak słyszała, ze jeszcze nie jest na to czas. Jej organizm potrzebował dłuższej chwili aby uporać się z rekonwalescencja i bólem. Potrzebowała też sporo krwi, którą załatwiała jej Sal. Przy okazji też podrzucała coś nielubionego przez nią lekarzowi.
- Dun... - jęknęła przeciągle. - Proszę Cię, powiedz, że już mogę przestać odpoczywać. Jeszcze chwila i zwariuje. - rzuciła przed siebie nie wiedząc czy on w ogolę się nią przejmie. Równie dobrze mógł ją olać, co oznaczałoby ze musi spędzić jeszcze jakiś czas w łóżku. No cóż niestety, przyszło jej tak leżeć jeszcze parę dni. Co jakiś czas mężczyzna zerkał na jej szwy, rany, cięcia. Ona zaś unikała patrzenia na znów płaski brzuch. Nie pytała się też o płeć, ani o inne szczegóły. Chciała zapomnieć, odciąć się, a najlepiej udawać, ze nic się nie dzieje...
W końcu przyszedł czas kiedy mogła podnieść cztery litery z łóżka. Całe szczęście, ta noc była jak spełnienie marzeń. Chciała jak najszybciej wrócić do normalności, do pełni sił i do życia. Tyle, że nie było to takie proste.
- Chyba już wiem jak czują się straży ludzie. - westchnęła cicho stając na nieco chwiejnych nogach. Mimo to było to dobre uczucie, wyprostowała się i przyciągnęła. Przez cały ten czas uważała na takie rzeczy, a wręcz ich nie praktykowała aby świeże rany się nie rozeszły. Teraz już mogła to robić bez większych obaw. Przez całą euforię która towarzyszyła jej przy wstaniu zachwiała się niebezpiecznie, musiała się podtrzymać dłońmi o nocną szafkę. Nie czuła się komfortowo z tym, że wciąż jest słaba i że na to wszystko patrzy Dun, nie taka chciała być w jego oczach.

_________________
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pon Gru 21, 2015 10:25 pm

Ciągnąca się za nim bieda i kłopoty miały do tego czasu pewien plus - brak zazdrosnych żon, problemów ze spadkiem - bo jak można zastanawiać się jak podarować nic nikomu? Duncan po prostu żył tak by przeżyć i wycisnąć z każdej okazji tyle ile się tylko da.
- Bydziesz mogła jak powim. - ucinał jej jęki i marudzenie.
Duncan opiekował się dziewczyną tak dobrze jak potrafił - mył ją, karmił, czasem opowiadał historie o tym co się z nim działo przez te kilkanaście lat kiedy znikł. Jednak im dłużej trwała jej rekonwalescencja tym rzadziej przychodził - nie potrzebowała go aż tak bardzo, zresztą z dnia na dzień bywał coraz bardziej nieobecny. Czasem przychodził późno a na dłoniach zapisane miał długopisem jakieś wzory. Uśmiechał się, jednak w oczach miał szubieniczki i retorty.
W końcu jednak przyszedł dzień, w którym mógł pozwolić jej wstać - co prawda zmontował na szybko jakieś kule, by w razie czego mogła się nimi podpierać - jednak były one tylko na wszelki wielki.
Nie miał wyrzutów sumienia, że to w sumie przez niego zamiast szybkiego zabiegu zrobiło się z tego zagrażające życiu przedsięwzięcie - uratował ją przed niechcianym dzieckiem i śmiercią więc w sumie nic się nie stało. Jednak branie odpowiedzialności za pacjenta zdarzyło mu się pierwszy raz od naprawdę dawna.
- Dobrze idzie, powoli - mruczał trzymając w ręce kieliszki i jakiś wygrzebany z barku alkohol. Chciał dać jej motywację, ale nie pomagać - lepiej by sama trochę się pomęczyła zorientowała co teraz może.
- Jokbyś się ruszyła wcześniej byłoby gorzej - upomniał ją rzeczowo - a tera spokojnie i zara sie zabawimy. A co do staruchów to powim ci, że jo nie czuje nazbyt różnicy.

Jednak nim zniknie na kolejne tygodnie w swojej domenie chciał spędzić z nią jeszcze trochę czasu i okazać jakoś wdzięczność za to wszystko.
Dwa tygodnie później skończył przygotowania do wszystkiego - próbki pobrane, organy się hodują, dzieciak podtruwany coraz to nowymi specyfikami reagował w różne sposoby i szybko się zmieniał. Był czymś na kształt kulki - bańki krwi i dodatkowych organów - z podczepionymi rurkami. Jeśli ktoś by go ujrzał uznałby za obrzydliwe wynaturzenie, jednak Dun widział w nim piękno. To było jego prywatne małe dziecko, z którym mógł robić co chce i jak tylko chce. Yvelin w tym czasie wyzdrowiała zupełnie, po ranach zostały małe zmarszczki i to widocznie jedynie pod światło, zresztą kilka razy podał jej eliksir z krwi dzieciaka, który znacznie wspomógł proces leczenia. Dobrze, że nikt nigdy nie spytał go o jego pochodzenie.

Jeszcze przed zmierzchem wykąpał się, ogolił i ubrał czyste ubranie. Yv siedziała w salonie czytając coś. Dun powoli podszedł do niej i złapał ją od tyłu przygryzając szyję.
- Jok się czujesz? - spytał i uśmiechnął się szeroko.
Odkąd leżała w łóżku nie widziała go tak szczerze wesołego. Zachowywał się jakby odżył, praca przy niesprawnej Yv i dziecku, które ciągle wymagała jego uwagi były męczące i absorbujące, jednak wyszedł na prostą i już mógł zaczynać spokojne eksperymenty.

_________________
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 537


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Sro Gru 30, 2015 11:34 pm

Każdy styl bycia i życia ma swoje plusy i minusy. Nic nigdy nie będzie w pełni złe, albo w pełni wspaniałe. Oczywiście każdy będzie definiować wady i zalety na swój sposób. Nie każdy też może żyć tak, a nie inaczej. Choć może się wydawać, że tylko umysł i chęci są ograniczeniami. Niestety nie. W każdym razie nie posiadanie zobowiązań to luksus na który, Yvelin nie może sobie pozwolić. Wiele lat udawało się jej uniknąć zagmatwanych relacji, ale prędzej czy później i tak ją to dopadało. Chyba ją podświadomie ciągnęło do komplikowania sobie i innym życia. Do takich właśnie wniosków, blondynka doszła podczas swojej rekonwalescencji kiedy, to mijały długie godziny w samotności. Nie winiła Szkota o to, że zamyka się w pracowni na długie godziny i wychodzi kiedy musi. Widziała w jego oczach, że coś nieustannie zaprząta mu umysł, że aż rwie się do pracy, do odkrycia każdej najmniejszej tajemnicy tego czegoś. Szlachetna wyparła z umysłu myśl i podejrzenia, że może mieć to coś wspólnego z zabiegiem, który ledwo przeżyła. Teoretycznie operacja powinna być prosta i szybka, a była długa i pełna komplikacji. Musiało mieć to jakiś większy cel i znaczenie. Gdyby tak dodać różne elementy można by się domyślić - Yvi nie chciała. Za wszelką cenę wypierała to z umysłu i gdyby nie srebrzysta blizna grubości nitki, byłaby skłonna uwierzyć, że ciąże i jej zakończenie sobie wymyśliła. 
Teraz kiedy już doszła do siebie i nie towarzyszył jej ani ból, ani koszmary zdawało się że to koniec wszelkich zmartwień. 
W całkiem dobrym humorze Yvelin wieczór spędzała w towarzystwie przystojnego Szkota, którym jednak nie był Dun, a jeden z bohaterów romantycznej powieści, którą to zdarzało się wampirzycy czytać od czasu do czasu na tak zwane `odmóżdzenie`. Właściwie to tak dawno nie widziała górala, że czuła jakby w domu przebywała sama.  Dopiero kiedy do jej nozdrzy dotarł wyraźny zapach mężczyzny uświadomiła sobie, że dach dzieli z dawnym kochankiem. Nie odłożyła jednak książki, nie sądziła, że wampir zmierza do niej. Raczej myślała, że to rutynowy spacer po woreczek z krwią i pod prysznic. Jakie było jej zdziwienie kiedy `zaatakował` ją silnymi ramionami i uściskiem. Z wrażenia aż zamknęła książę z głośnym hukiem. Odchyliła głowę na bok i uśmiechnęła się.
- O proszę całkiem zapomniałam, że tu jesteś.- Przyznała zgodnie z prawdą. Cieszyła się jednak, że było inaczej.
- Czuję się bardzo dobrze, wręcz rozpiera mnie energia.- Odwróciła się się do niego bokiem, dłoń wyciągnęła w jego stronę i palcami delikatnie musnęła jego policzek.
- A Ty? Czyżbyś się za mną stęsknił?- Zrobiła mu nieco miejsca na kanapie, tuż obok siebie.

_________________
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pią Sty 01, 2016 10:16 pm

- Ano wisz sama... zarobotany byłem. - odburknął - We łbie sporo było i musiołem se to ogarnąć. Wisz jok jest.
Cóż, nie raz nie dwa Duncan mieszkał u bogaczy tworząc dla nich swoje cuda techniki. Co więcej oni przeważnie nie chcieli go widywać, chyba że na prezentacji wynalazków lub jak coś poszło nie tak. Ciężko było mu się przyzwyczaić do myśli, że ktoś po prostu chce z nim przebywać i nie jest to jakiś młody mechanik chcący się od niego uczyć czy inny chętny do wykradnięcia jego sekretów - obie grupy traktował z takim samym dystansem. Yvelin była od nich miłą odmianą. Nie zadawała mu pytań o to co tam tworzy, nie oceniała jego sposobu bycia - przynajmniej na głos - i po prostu cieszyła się, że jest. Nawet bardzo, zwarzywszy na to jak miło go powitała.
Powoli przesunął gładkim policzkiem po jej twarzy i uśmiechnął się szczerząc długaśne kły.
- Nie widać? - spytał unosząc brew ze zdziwienia.
Poczuł się trochę niedoceniony, a pytanie trafne jak wampira o ładny poranek. Przecież jeśli by się nie stęsknił nawet nie myślałby o wychodzeniu spoza swojej domeny, nie ubierałby się w eleganckie ciuszki, a prysznic czekałby na jego odwiedziny kolejny tydzień lub dwa, no może miesiąc.
Cóż, przywykł już do tego, że jest nierozumiany więc nawet się nie obruszył. Zresztą jakby mógł to zrobić. Yvelin była prawdziwym fenomenem, którego nie rozumiał. Bał się tego jak mu z nią dobrze - przecież nie mógł przez jedną istotę rzucić wszystkiego co nadawało sens jego życiu - ale i pociągało go to. Tłumaczył to sobie nazywając nieinwazyjnym eksperymentem. Do tego od pełnej przygód podróży przez dwa kontynenty co jakiś czas przypominała mu się ona. Czasem spędzając noce gdzieś w polu lub chatkach z blachy i drewna po prostu miał zastanawiał się czy wróciła bezpiecznie i co teraz wyrabia. Nie łudził się nawet, że ona może go pamiętać, przecież była Szlachetna. Świat wielkiej polityki i takie tam, które oglądał zawsze z bólem głowy i niedowierzaniem.
- Jak cholera, Księżniczko. - dodał po chwili. Nigdy nie był dobry w słowach więc jak prawdziwy człowiek czynu przyciągnął ją do siebie i pocałował brutalnie obejmując mocno.
Długi czas w izolacji bardzo rozochocił Szkota co dało się od niego wyczuć.
- Cuś trza zrobić. To niedobre, że energia sie nie pożytkuje. - Powiedział ciepłym tonem sunąc dłonią po jej szyi i niżej aż do piersi. Zatrzymał dłoń masując ją wielkimi łapami. - Mam i ja ci pomysł lub dwa na to jak to zrobić.
Ostatnie słowa wymruczał jej do ucha chwytając je między kły. Góral miał nadzieję na długą i pełną wspominek noc.

_________________
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 537


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pią Sty 01, 2016 11:35 pm

Wiedziała, oczywiście, że tak. I co najlepsze nie miała do niego o to pretensji. Nie mogła mieć, nie deklarowali sobie niczego, nie obiecywali, że będą na każde zawołanie. Była to luźna, przyjacielska relacja, z jakimiś dodatkowymi bonusami. Jednak oboje mieli swoje przyzwyczajenia i obowiązki. Żadne nie chciało i nie zamierzało z powodu przypadkowego spotkania, wywracać swoje życie do góry nogami. Bez przesady, nie było to potrzebne.
- Wiem.- Odpowiedziała bezgłośnie przymykając oczy i oddają się przyjemności, jaką czerpała z jego bliskości.
Yvelin była mistrzynią niedoceniania i paplania głupot. Trzeba się do tego przyzwyczaić i tyle. W każdym razie było widać, że już odczuwał braki jej towarzystwa. Zwłaszcza, że po tym jak wyzdrowiała, przychodził do niej tylko jak się już naprawdę stęsknił. Jego nienaganny strój i gładki policzek tylko to potwierdzał. I naprawdę nie oczekiwała, że zasypie ją słodkimi słówkami. Gadanie było zbędne, oboje wiedzieli jak to wszystko się skończy. Książkę, którą jeszcze trzymała w jednej z dłoni, odrzuciła niedbale na bok. Nie potrzebowała już zastępstwa, miała obok siebie prawdziwego Szkota, z krwi i kości. Z uścisku nie próbowała się uwolnić, nie miała na to szans, była znacznie drobniejsza, więc i wyższość krwi nic jej w tym przypadku nie pomagała. Więc zamiast się szamotać, co byłoby zwyczajnie głupie, oddała mu pocałunek, równie mocy.
- Wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć.- Wymruczała oddając się jego zabiegom, podobało się jej to, jak ciało reagowało na obecność i dotyk wampira. Z uśmiechem na twarzy pozwalała mu na tą jakże niewinną zabawę. Sama jednak nie zamierzała się ociągać i prowadzić zbędne gierki. Dłonie przeniosła na jego ramiona, a następnie palcami zaczęła majstrować przy jego krawacie. Niecierpliwie rozwiązywała supeł, aby móc przejść do kolejnej części, którą było pozbawianie go kamizelki i koszuli.

_________________
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Sob Sty 02, 2016 10:39 pm

Szkot przeskoczył szybko na drugą stronę i od razu przyparł Yvelin do kanapy odcinając jakiekolwiek drogi ucieczki. Dobrze było raz na jakiś czas zapomnieć o retortach i spawaniu. Przeważnie do tego służył mu alkohol, jednak teraz znalazł znacznie lepszą alternatywę.
- Zowsze do usług, Yv. - odpowiedział w przerwie między pocałunkami.
Jej pomrukiwanie rozochociło go jeszcze bardziej i nie przerywając pocałunku pomógł jej rozbierając górną część garderoby. Nawet gogle, które z roztargnienia ciągle miał na czerepie zrzucił gdzieś na fotel po drugiej stronie. Z jej ubraniem był znacznie mniej delikatny chwycił za koszulę i rozdarł ją. Dysząc ciężko chwycił jej pieść ściskając ją mocno. Jego pocałunki stawały się coraz to bardziej drapieżne. Bez ostrzeżenia pociągnął ją za włosy i odchylił głowę przeniósł swoje usta na jej szyję, którą potraktował równie brutalnie. Jego kły zostawiały czerwone ślady, gdy ssał i kąsał jej cienką skórę. Chciał ją sponiewierać i zaznaczyć teren. Mało interesowało go to co się stanie dalej i czy ktoś to zauważy. W tej chwili była jego.
Nagle przerwał pocałunek i uśmiechnął się wesoło podrywając ją do góry.
- Tu bydzie wygodnij. - rzucił krótko i ścisnął mocniej pośladek sadzając ją na stole.
Lekko mocując się z paskiem w końcu udało mu się go odpiąć, a zaraz potem powoli pocałunkami zszedł po jej dekolcie i brzuchu rozpinając zębami spodnie.
W jego lekko błyszczących oczach widać było, że grę wstępną uważał w tej chwili za zakończoną. Pchnięciem ręki położył dziewczynę na stole ściągając jej spodnie i odrzucając je gdzieś w bok. Chwycił ją za szyję i przyciągnął do siebie ściskając dłoń, gdy drugą włożył pod jej majtki wbijając w nią palce.
- Rozpinaj je. - tylko tyle był w stanie teraz z siebie wydusić w obcym języku, a i tak był to szczyt jego możliwości. Lennox spojrzał jej w oczy, w których widać było pożądanie. Nic się nie zmieniło - nadal zachowywał się jak dziko i panowanie nad sobą nie było jego najmocniejszą stroną.
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 537


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pią Sty 08, 2016 11:08 pm

Nie miała zamiaru uciekać, w końcu nie była zagrożona. Wiedziała do czego ta sytuacja prowadzi. To, że gdzieś tam czuła się jak zabawka to inna sprawa. Zgodziła się na to dawno temu. Ich relacja opierała się na wspólnym zadowoleniu, zwłaszcza, że  Yv na serdecznym palcu nosiła obrączkę i nie mogła, ale też nie chciała wymuszać żadnych deklaracji, ani ich wygłaszać. Co będzie to będzie. 
Poddała się jego pieszczotą i tej odrobinie brutalności. Sama też mu się odwdzięczała, szarpnięciem tu i tam, wbiciem paznokci w skórę, gryzieniem. Nie poradzi, że ma słabość do mocniejszych doznań. Chociaż jak widziała i Dun preferował tego typu zabawy. Więc bawili się tak, długo i przyjemnie. Chociaż gra wstępna była już dawno skończona. Więc właśnie z tego tytułu nastąpiła C E N Z U R A, ale za to jaka przyjemna. Trwająca z drobnymi przerwami całą, niezapomnianą na długo noc. Wszystko co sobie wzajemnie robili na dłuższy czas zapadnie im w pamięć. Wielkie i małe przyjemności, a także każde westchnienie i mruknięcie.
Jednak wszystko co dobre kiedyś musi się skończyć. Nie można mieć wszystkiego i bez końca. W sumie to było całkiem logiczne i wiadome, gdyby można było czerpać z życia tylko przyjemność, nie doceniałoby się jej, w pewnej chwili i ona by się znudziła.
Kiedy było już po wszystkim Yvelin zebrała się z kanapy, bo jakoś tak się złożyło, że i na nią trafili w jakimś bliżej nieokreślonym momencie. Uraczyła Szkota długim pocałunkiem i podniosła swój zadek z miękkiej sofy. Owinęła się w koc, który spoczywał na oparciu i wybrała się spacerkiem do kuchni. W centrum, której stała duża lodówka z zapasem krwi. Wyjęła dwa woreczki i wraz z nimi wróciła do salonu.  Posadziła tyłek na kanapie i podała mu jeden z woreczków. Nie wiedziała jak on, ale ona była po tym wszystkim głodna jak wilk. Przyssała się więc do swojego woreczka i w ciszy oparła głowę o jego ramię, przymknęła oczy i było jej tak błogo, że w pewnej chwili odleciała.


[z/t]

_________________


Ostatnio zmieniony przez Yvelin dnia Pią Kwi 22, 2016 10:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Nie Mar 27, 2016 11:33 am

Duncan okrył ją kołdrą. Niespecjalnie chciał budzić dziewczynę. A przecież miał poważne plany wykorzystać owoc ostatnich dni pracy. Trzeba było znaleźć jakieś obiekty badań i przygotować się na godziny prób, pewnie wielu nieudanych. Zabrał ze sobą tylko pasy, chloroform i szmatkę. To zawsze była ta mniej przyjemna część roboty.
Zamknął za sobą drzwi i wyjechał w miasto.
[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Sob Kwi 23, 2016 4:05 pm

Apteczka w samochodzie była dość szczodrze zaopatrzona w różne leki, które tłumiły ból i usypiały. Duncan nie patyczkował się za bardzo i przeguby rąk Aoiego wyglądały po chwili jak rasowego narkusa. Droga była krótka, zwłaszcza że szkot znał już wszystkie problematyczne korki i zatory jakie się porobiły. Co jakiś czas zerkał jednak na nieprzytomnego chłopaczka - chciał być pewien, że nie obudzi się on zanim nie zostanie bezpiecznie związany na stole.
Godzinę później byli już w garażu domu Yvelin. Szalony naukowiec wyciągnął swoją ofiarę, a właściwie to ciągnąć za nogi wyrzucił z noszy i samochodu, a potem szorując jego głową o kamienną posadzkę szybko przeniósł go do swojej małej pracowni.
Ta zmieniła się ostatnimi czasy w coś co bardziej przypominało mokry sen rzeźnika niż laboratorium. W słoikach z formaliną zawieszone były zdeformowane organy dorosłych i dzieci oraz małe ciała, które zostały dokładnie rozcięte lub pokryte były szwami. To zawsze był problem z przecieraniem nowych szlaków, nigdy nie było do końca wiadome co się uda, co sprawi że stanie się coś niesamowitego, a co że niesamowicie okropnego. Przy każdym obiekcie była wcale sporej wielkości dokumentacja na temat przebiegu eksperymentu i zmian jakie podczas niego zachodziły.
Aoi po chwili został rozebrany i wylądował na wielkim stalowym stole z większą ilością łańcuchów i skórzanych pasów niż wskazywałby na to zdrowy rozsądek. Nie można było jednak być zbyt ostrożnym, zwłaszcza jeśli operacje niekoniecznie lubił przeprowadzać pod narkozą. Klapki na oczy, zatrzaski, które ukrywały całe dłonie to wszystko na co był sobie niestety w stanie pozwolić z ograniczonym budżetem i nie chcąc utrudniać sobie dostępu do pacjenta.
Duncan spokojnie przebrał się w swój fartuch i założył rękawiczki. Pokręcił korbką przy stole tak aby póki co Aoi był pionie, a wszystkie strzykawki, skalepele, młotki i obcęgi były już czyste i gotowe do użytku. Teraz przyszło jedynie czekać aż kolejny obiekt testowy się obudzi.
- Witom - mruknął wesoły do wampira siedząc przy stoliku i zapisując wagę, wzrost i wszystkie podstawowe informacje, które mógł zdobyć bez większej ingerencji. - Pewno se rozumujesz czemu tu jesteś i po co. Zostołeś wylosowanym do serii testów i badań, jak cie zwą?
spytał stukając długopisem w kartkę. - Dzieciaki imion nie majo, a mi sie nie chce każdemu wymyślać jakiego. No i troche razem se tu posiedzimy to musze wiedzieć na co reagujesz.
Oblicze blondyna było przynajmniej dziwne. Niby ton jego głosu i uśmiech wskazywały na jakiś pokręcony dowcip i dobre samopoczucie, jednak cały zdawał się zobojętniały i zdystansowany wobec chłopaka. Traktował go z resztą jako przedmiot, który jak umrze to szkoda bo mógł się przydać, ale zawsze potem będzie można go przebadać i sprawdzić co wyszło nie tak.
- Sorka, jeno bedziesz musiał se być tomny coły czos. Kilka razy chciołem ze znieczuleniem, ale ono zabija.
W końcu rosły facet podszedł do Aoiego i założył mu coś co przypominało węzidło na gumce. - Ważne to cobyś współpracował... pa na to - rzucił wskazując ręką na słoje i okręcając go tak aby mógł zobaczyć ile ich jest. - Nie współpracowywali to i nie poszło. Musisz se chcieć żyć wampirku, to z ciebie coś wspaniałego sie stonei. Jyszcze mi wtedy bydziesz dzięki składoć. - mówił coraz bardziej podekscytowany i z taką prostoduszną niemal dziecięcą pewnością siebie. - Godoj jeszczy czyś na cuś chory albo co, bo tak to padniesz w męce, a to chyba nie jest fajne, nie?
Zaczynomy od razu czy masz jeszcze jokiesz życzenie? -
spytał na sam koniec na chwilę zdejmując mu knebel, który jak się już nauczył był niezbędny by obiekt nie próbował odgryźć sobie języka z bólu lub próbując uciec.

_________________
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3514-aoi#75969 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 235


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Sob Kwi 23, 2016 7:56 pm

Aoi został nafaszerowany tyloma substancjami, że gdyby nie fakt, że jest wampirem, umarłby od tego wszystkiego. Na szczęście jego organizm zdołał to przetrzymać, utrzymując go w stanie nieprzytomnym, więc również nie odczuwał jakże "delikatnego" traktowania ze strony porywacza. Cudowna nieświadomość... Na jak długo? Najwyraźniej niewystarczająco, by mógł nie kontaktować przez całą operację.
Ocknął się w chwili, gdy już był nagi i przywiązany do wielkiego, stalowego stołu. Ciężko było mu uchylić powieki, będąc nadal pod wpływem środków. Mimo to, zdołał to zrobić, by zaobserwować twarz swojego porywacza. Nie było łatwo i musiał pomrugać oczami, by móc skupić się na nim samym. Wtedy dotarło do niego jego słowa. Międzyczasie mógł zbadać, gdzie znajdował się on i w jakim był stanie. Brak odzienia nie przyjął za dobrze, ale brakowało mu sił, by wyzwolić się z pasów. Syknął cicho, znów patrząc na niego swoimi czerwonymi oczami.
- A... Aoi... - wypowiedział swoje imię z trudem. Znów się szarpnął, ale to i tak nic nie dało. Dlatego też, chciał wykorzystać własną moc i zamrozić to, by łatwiej się uwolnić? Będzie mógł? Nie będzie?
- Nie... Nie wiem po co... Ty... Porwałeś mnie - ciężko było mu nadal coś mówić, w głowie szumiało mu od tego wszystkiego, czym był nafaszerowany. Przygryzł dolną wargę, czując strach. Starał się jednak ogarnąć, by ten nie zawładnął nim całkowicie.
- Chwila, co ty chcesz... Co chcesz robić ze mną...? - nie umiał tego od tak zrozumieć. Mimo to, powoli wracała mu jasność umysłu, co wcale mu się nie podobało. - Utrzymywać przytomność?
Nie chciał. Nie podobało mu się to ani trochę. A gdy ujrzał te widoki... Jego źrenice rozszerzyły się ze strachu, a słowa zamarły na wargach, przez co niemo tylko nimi poruszał. Był przerażony tym, co widział. Nie...
- Nie, nie, nie, nie, nie... - jęczał, zaciskając mocno powieki. - Nie chcę! Zostaw mnie! - nie chciał zostawać jakimś królikiem eksperymentalnym, a to, co ujrzał, sprawiło, że był wręcz przerażony. Czy z nim będzie to samo? Czy nie zazna ani trochę szczęścia? W jego oczach pojawiły się łzy. - Coś... Coś ty z nimi zrobił? - ilu trafiło tutaj przed nim? Nie, nie potrafił od tak współpracować z nim. I nawet nie miał jak mu odpowiedzieć na pytanie, nie znał się na tym. Po prostu znów próbował się jakoś uwolnić. Cokolwiek...
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Nie Kwi 24, 2016 8:02 pm

Duncan pokiwał głową z mieszanką irytacji i zmęczenia. Z dziećmi może było trudniej jeśli chodzi o przeżywalność, ale łatwiej jeśli chodzi o zadawanie głupich - jak coś nie gadało to i nie mogło irytować.
- Aoi, nie zrozumisz. Jestyś jeno podwalino dla nowyj wspaniołej ścieżki nauki. Jo bym nie znius tego bólu jokbym se miał sam to robić. No i ni wim czy dożyje to i trza mi kiegoś obiektu do badań. - Mruczał Duncan zakładając mu knebel tak by brunet nie mógł artykuować żadnych dźwięków i założył słuchawki. Te dobrze tłumiły dźwięki, których nie potrzebował słyszeć, gdy próbował się skupić. Co prawda w końcu będzie musiał je zdjąć. Krzyki będą jedynym wyznacznikiem tego czy należy przestać czy kontynuować pracę, ale póki co chodziło mu tylko o względne zbadanie chłopaka.
Szkota też nie bawiło celowe zadręczanie innych. Nie był typem, który lubi sprawiać ból w jakichkolwiek okolicznościach. Jednak pewne ofiary musiały zostać poniesione w imię większego dobra. W końcu i tak będzie musiał go wsadzić pod narkozę, ale najpierw trzeba "na żywca" spróbować usprawnić jego geny tymi, które wydobył z dziecka Yvelin.
Szkot zacisnął mocniej pasy, zwłaszcza te wokół połamanych rąk, aby wampir nie myślał by się szarpać i chwytając flamaster zaznaczał sobie miejsca, które trzeba będzie otworzyć. Zapowiadał się długi i męczący proces nacięć, próbek krwi.
- Jok sie bedziesz wiercił to ci upitolę ptoszka. - czczo zagroził mając cichą nadzieję, że to cokolwiek pomoże. Chwilę potem w jego ręce świeciło już ostrze skalpela, a w zębach trzymał strzykawkę.
*a oto zapiski dodatkowe, które Duncan uskutecznił pomiędzy naukowym bełkotem, który znajduje się w jego notatkach*:
 

Duncan korzystając z tego, że Aoi leżał jeszcze nieprzytomny na stole. Ubrał się w czyste ciuszki i siedział upijając spirytus z butelki podziwiając swoje nowe opus magnum. Rozwiązał go wcześniej, jednak gdyby jego płytka nie podziałała celował do niego z pistoletu na prąd. Był podniecony i spełniony przyglądając się temu co stworzył i z niecierpliwością liczył na to, że Aoi będzie komunikatywny i zdolny do poruszania się.
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3514-aoi#75969 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 235


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Wto Kwi 26, 2016 7:35 am

Miesiąc. Przeklęty miesiąc pełny bólu, strachu, przerażenia... Czarnowłosy chłopak stracił już rachubę. Przestał liczyć dni, godziny, minuty, sekundy... Po prostu prosząc, błagając by to się zakończyło. Ale naukowiec był głuchy na prośby Aoi'ego, działając dalej po swojemu... Krzyki... Już od nich ochrypnął... Słabł ciągle i co jakiś czas tracił przytomność. Chwilowa ulga w tym piekle, ponieważ szybko był budzony. Tak dużo się działo z nim... Dużo, dużo, dużo... Raz prawie udało mu się uciec, ale nic z tego... Nie sposób określić wszystkiego, za dużo tego było. Jednakże wyczuwał zmiany w swoim ciele... Tylko, że nie skupiał się na tym za bardzo, próbując to wszystko znieść, co robił z nim jego porywacz... Ciągle, ciągle, ciągle... Nawet nie wiedział, czy to nie było gorsze od tortur, które znosił, gdy był jeszcze niewolnikiem...
Czerwonooki wampir nie spodziewał się, że właściwie to wszystko zniesie. Brak narkozy spowodował spory uraz na jego umyśle, a wielokrotnie myślał, że umrze przez to wszystko. Zwłaszcza, gdy w końcu została mu podana narkoza, a brak sił spowodował, że nawet nie walczył z jej efektem. Najwyraźniej los chciał dla niego inaczej, gdy... Któregoś, pięknego dnia obudził się w tym miejscu.
Nie miał pojęcia, ile minęło czasu odkąd stracił kontakt z rzeczywistością, ale dziwną i zarazem miłą niespodzianką był fakt, że nie ujrzał na początku ponownie znosić bólu. Dziwne... Umarłem? W końcu... Umarłem? Ostrożnie otworzył powieki i zamrugał parę razy nimi. Obraz był przez chwilę zamazany, zanim zaczął się wyostrzać... Nie... Nie umarłem... Chyba, że tak wygląda piekło... Poruszył najpierw palcami u stóp i dłoni. Czuł się... Dziwnie. Zupełnie, jakby to nie był on. Co on ze mną zrobił?
Ostrożnie się podniósł, starając się nie nadwyrężać na wszelki wypadek swoich kończyn. Z zaskoczeniem odkrył, że nie jest związany, dlatego też usiadł... I wtedy ujrzał Duncana. Jego źrenice rozszerzyły się, a na twarzy zagościł grymas nie świadczący nic dobrego...
- Ty... ty... - z jego zachrypniętego gardła ledwo co wydobywało się. Mimo to, emocje, jakie odczuwał nie zdradzały sympatii do wampira... A wśród nich był strach... Bał się go. Bał... I to właśnie było kluczowe.
Urządzenie zareagowało w chwili, gdy wyczuło w nim to uczucie. Nagle jego ramiona i plecy zostały sparaliżowane, a on sam jęknął z bólu, nie sposób ponownie krzyknąć. Poleciał przed siebie, czując, że nie mógł się ruszyć, jak również, samo to działanie wywołało w nim otępienie. Nie trwało to jednakże długo... Minęło dwadzieścia sekund, a strach został przesłonięty gniewem. Długowłosy wampir, nie zważając na nic innego, rzucił się na naukowca. Jak się to skończy? Nie był zdolny, by myśleć racjonalnie, nie po tym wszystkim... Może odpoczynek coś by dał? Kto to wie...
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Czw Kwi 28, 2016 8:14 pm

Duncan dyszał głośno podniecon swoim nowym dziełem. Właśnie dokonał czegoś, o czym nawet największe umysły, które znał nie potrafiły myśleć jako realnym. Wystarczyło odrobinę chęci i przygotowań, a wszystko to dzięki Yvelin i jej dziecku.
Szkot był zbyt podekscytowany widząc, że jego nowe dzieło nie dość, że jest mobilne to jeszcze zdaje się czuć i rozumieć sytuację. Pierwsze poderwanie się z ziemi poskutkowało natychmiastowym sprawdzeniem świeżo instalowanego w ciele Aoiego mechanizmu. Nie miał czasu na notatki, więc szybko w myślach starał się zebrać wszystko. Pozwolił poderwać się z miejsca i przyprzeć do ściany nadal w ręce trzymając "pistolet".
- Ja Duncan, Ty Aoi. - powiedział powoli myśląc, że obiekt badań ma jakąś traumę pourazową. - Sztczymałeś, jysteś silny. Wilky twyr, co przekroczył limity swojej krwi. - Mówił podekscytowany. Z jego ust zionęło spirytusem tak mocno, że samym wydechem można by się lekko wstawić.
Wynalazca lekko wyprostował rękę i przepuścił przez nią elektryczność strzelając silnym ładunkiem w Aoiego.
- Jestym Twoim twórcą. Jestym Frankensztyjnem, co dał ci życie. Nie bydziesz popychadłem żodnego szlachetnego nigdy wincej. Mosz taką samą siłę jok ci, jako zowsze kpili. - Duncan niemal krzyczał z podniecenia. Nie mógł uwierzyć, że Aoi zachował wszystko: osobowość, pamięć, zdolności motoryczne. Twórcza i może lekko niemoralna, praca przyniosła tak wspaniałe efekty. Jednocześnie rozumiał chłopca przed nim, który czuł się skrzywdzony, ale z drugiej gardził nim trochę. Jak można było nie pojąć wielkości tego przedsięwzięcia?!
Stał nad nim nadal celując z broni i wypalając jeszcze dwa razy w mięśnie rąk. Jedną ręką podniósł go niczym piórko i cisnął na stalowy blat.
- Ni worz się na mniy łapy unieść. - Warknął mając taki sam wzrok jak podczas operacji. - Byde tedy musioł podkręcić te cyngielki na plerach i pierdnąć nie dosz rody byz pieprznięcia.
Lennox trzymał chłopaka za gardło, Nie były to czcze groźby. O ile mógł zrozumieć wszystko to nie to, że niedoceniano jego kunsztu i pracy.
- Zobijesz mniy i żodyn nie zdrapie i ni naprowi tego ustrojstwa na grzebiecie. Bydź mojo reklamą, mniy tyż ciśli. Jok żyja to ni mom spokoju bo kiś buc sie dopierdala. Ty mosz szanse na zemste. To co mosz w sobie nauczy cie, że ni mo strachu, jysteś tera szlachetnym wąpierzem i tak sie zachowuj.
Duncan na koniec dotknął lekko zaognionego miejsca na jego klatce piersiowej, w które niemal wbił klejnot. Szybko wyciągnął piersiówkę i wlał spirytus to ust oprystując potem zainfekowane miejsce.
- Mosz, nowet cie ślicznym zrobił. Tyle mosz za jeno bycie tu. A tera spierdalaj bo trzymoć cie tu moge i rok. - Warknął ściskając mocniej jego szyję. Teraz nie był w szale twórczym, a po prostu rozgniewany.
Minęło trochę zanim zdążył się opamiętać. Puścił wątłą szyję i chyboczącym krokiem podszedł do stolika z karteczkami. Szybko wypisał mu listę leków, które dobrze aby zdobył oraz zaleceń: trzymać się z dala od światła, pić dużo krwi (nie wspomniał niestety o tym, że ludzka będzie nieakceptowana), dużo odpoczywać i unikać napinania ciała, bo szwy pójdą jak sen złoty.
- Musisz tu wpadoć co kiś czas. Trza cie kalibrowoć coby cie nie pieściło darmo. Mosz tu telefun mój to na wszelki wielki. - Odpowiedział niemal jak lekarz i rzucił w niego kartkę.
Teraz dopiero poczuł jak padnięty jest. Potrzebował spokoju, ciszy i samotności. Za jakiś czas przejrzy notatki, a pewnie za jeszcze kilka dni spróbuje zreplikować swoje dzieło.
- To wszystko, możysz iść. Chyba, że chcysz cobym cie przerzucił. Ambulansa ciongle mom w garażu. - Odpowiedział puszczając mu oko.

_________________
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3514-aoi#75969 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 235


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Sob Kwi 30, 2016 12:37 pm

Bolało. Wszystko tak bardzo cholernie bolało! Aoi musiał zmagać się z narastającą wściekłością, której nigdy wcześniej nie czuł, strachem, bólem... Dużo tych uczuć i emocji mieszało się w nim, zarazem powodując, że nie panował nad własnym zachowaniem. Na dodatek, wampir jeszcze bardziej go atakował! Aż jęknął, czując ciągły ból. Został bardzo brutalnie potraktowany, ale nie wyglądał na takiego, dla którego takie zachowanie było swego rodzaju nowością. Mimo to, nawet nie było mu dane się ruszyć, przez co musiał znosić duszenie wampira. W jego oczach pojawiły się łzy, lecz czerwone oczy nadal ukazywały wściekłość wymieszaną z głodem.
- Szla... Szlachetny? Ja... Jasne - wykrztusił z siebie te słowa, z wyraźnym trudem, ale również pewnego rodzaju kpiną. On, były niewolnik, miałby być na równi z innymi? Dobre sobie!
Nie, nie doceniał zbytnio działania Duncana. Jakby mógł, skoro został porwany, przetrzymywany przez miesiąc i musiał znosić wszelakie manipulacje na jego ciele, czując ten cały ból? Można nawet stwierdzić, że zrobił go na nowo! Cholera jasna z nim, Aoi nie prosił się o coś takiego.
- Cholera... - bolało! Chciał udusić swój nowy twór? Najwyraźniej tak, wampirek nawet nie wgłębiał się w te słowa, które on wypowiadał, w większości były dla niego kompletnie niezrozumiałe. Co chciał? Co miał na myśli? Nie wiedział, chciał po prostu, by przestał go maltretować i by przestał odczuwać ten okropny ból. Zdołał jeszcze warknąć, ale co więcej? Nic. Pomimo tego, że teraz jest silniejszy od twórcy, to tamten miał sporą przewagę.
W końcu go wypuścił. Aoi zaś uniósł w końcu dłonie i zaczął masować obolałe gardło, biorąc głębsze wdechy. Znów warknął cicho, starając się w jakikolwiek sposób ogarnąć. Nie dawało się... Nie, nie... Muszę się stąd zmywać... Naszła go teraz taka myśl. Syknął cicho na wampira, nie zważając na to, co robił z nim. Jedynie zgarnął kartki, nawet się nie odzywając... I po prostu zniknął stąd.
A co do pojazdu... Cóż, tylne drzwi zostały rozwalone. Dlaczego? Aoi się tam włamał, by zabrać jeden z fartuchów i uciekł.

z/t
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 921


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Nie Maj 01, 2016 7:24 pm

Yuki powoli wracała do życia, jeżeli można tak to nazwać. Powrót do miasta okazał się dość trudny, ale po spotkaniu z Ringo czuła się całkiem dobrze. Wróciła do zamku, rozpakowała swoje rzeczy i póki co nigdzie się nie ruszała. Musiała na nowo się zadomowić, przywyknąć. Zamek był praktycznie pusty, nie spotkała żadnego z dzieci, nawet Rill, co ją zasmuciło. Bała się, że córka będzie na nią zła, że ją odrzuci... niestety Yuki miała pecha do dzieci, nie była najlepszą matką i wiedziała o tym. Musiała mieć jednak nadzieję.
Po pewnym czasie znudziło ją siedzenie w zamku. Trzeba było zacząć się ruszać. Postanowiła skontaktować się z Yv, niestety jej telefon milczał uparcie, co trochę ją niepokoiło. Postanowiła więc wpaść w odwiedziny do najstarszej pociechy i przekonać się co u niej słychać. Nie wiedziała, gdzie Yv zamieszkała, ale znalezienie adresu nie było takie trudne i już po paru godzinach znalazła się pod drzwiami mieszkania. Patrząc na to, zastanawiała się dlaczego zamieszkała akurat tu. Miała całą posiadłość dla siebie, a to mieszkanie wydawało się tak bardzo nie pasować do jej statusu. Mimo wszystko nie chciała jej tego wypominać, nie po to tu przyszła.
Stanęła przed drzwiami i nacisnęła dzwonek, czekając i mając nadzieje, że córka jest w środku. wielość zapachów niestety zaburzała jej możliwości oceny.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pon Maj 02, 2016 3:01 pm

Duncan pozwolił odejść młodzikowi. Co prawda zniszczeni drzwi odebrał za niezbyt miłą podziękę w zamian za tak wielką przysługę. Cóż jednak było robić więcej, poza wstawieniem nowych drzwi.
Poza tym nie był to czas na zastanawianie się nad tym czy Aoi ma odrobiny kultury osobistej. To był czas na świętowanie!
Ustawiając wszystkie zabezpieczenia "spalić i wybuchnąć jak wchodzi nieproszony gość" szkot wyciągnął flaszki alkoholi wszelakich upijając się i ciesząc szczęściem, tak długo jak ono mogło jeszcze trwać, a w przypadku tego lekko zwichrowanego naukowca wszystko mogło zmienić się z godziny na godzinę.
Dom był pusty i co prawda Dun zastanawiał się, gdzie Yvelin oraz jej służąca mogą się teraz podziewać jednak uznał, że nie ma co szukać ani się martwić. Obie to były duże dziewczynki więc na pewno powinny sobie poradzić. Zawsze mogły prostu zadzwonić. Tak więc wampir bez skrępowania biegał nagi po mieszkaniu śpiewając piosenki, myjąc się i generalnie doprowadzając do stanu, który sprawiłby, że nie wyglądałby jak rzeźnik-menel. Już przymierzał się do obcięcia miesięcznego i pokrytego kurzem i smarem zarostu, gdy usłyszał dźwięk dzwonka do drzwi.
- Kogo diobeł niesie? - mruknął niepocieszony, że przeszkadza mu się w comiesięcznym rytuale dezynfekowania się.
Zmywając piankę do golenia i łapiąc w rękę butelkę podszedł do drzwi. Otworzył je z rozmachem chcąc popędzić intruza, ewentualnie zaprosić na pijaństwo i swawole. Przed nim stanęła jednak Yvelin. Może jakby się przyjrzał dostrzegłby subtelne różnice, jednak alkohol oraz półtorej miesiąca siedzenia w izolacji sprawiło, że zdążył pozapominać trochę szczegółów.
Na twarzy mężczyzny wypłynął szeroki uśmiech, gdy objął dziewczynę.
- Yvelyn! Dawnoś na chacie nie była, chwal sie wsystkiem - krzyczał pociesznie i radośnie podnosząc ją jakby była niczym więcej niż piórkiem i z rozpędu klepnął ją w pośladek. - Że tak se siedze i mi gupio, żeśmy se nie godali tyle to ci zmontuje bryczke albo co tam chcesz. Może byś chcioła jakiś błyskot, a portrecior? - Po chwili jednak nawet jego niezbyt trzeźwe i roztargnione oko zorientowało się, że coś jest nie tak. Wnosząc ją przez próg i kładąc zaraz za nim spojrzał na nią trochę uważniej, - Nie bij mni jok cuś, aleś chyba zmieniło kudły... co to w ogóle tak bez kluczy? Zgubiły sie? Zara ci jakie dorobie, taki problem nie problem.
Nadal pocieszny i wesoły poleciał do salonu przygotowując kieliszki i szklankę, dla siebie oczywiście. Do których polał jakiś trunek dla niej - ten z ładną nalepką co to za nim przepadała - i ze swojej spiżarki tanich bełtów coś dla siebie.
- No dalej co tom u cie? Godaj Yvcia! - Spytał bardziej z tych resztek kultury i ogłady, które mu zostały, jednak widać było, że sam nie może usiedzieć ze szczęścia i pochwalić się, że osiągnął coś niesamowitego tak bardzo, że aż nie jest w stanie o tym powiedzieć.

_________________
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 921


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pon Maj 02, 2016 3:25 pm

Nie musiała długo sterczeć przed drzwiami, już po chwili usłyszała jak ktoś się zbliża i od razu zorientowała się, że nie jest to Yv. Ani Elliot. Mimo to stała dalej i czekała, może przynajmniej się czegoś dowie. To, co nastąpiło potem tak ją zaskoczyło, że nawet w pierwszym momencie nie zareagowała. Nieznany jej mężczyzna pomylił ją z Yv, a gdy ją przytulił i podniósł do jej nosa dotarła ostra woń alkoholu. Był nieźle wcięty. Odruchowo nawet pisnęła, gdy klepnął ją w tyłek. Tego już było trochę za dużo. W końcu jednak stanęła na własnych nogach, ale nim zdążyła cokolwiek wyjaśnić, ten poleciał do wnętrza mieszkania.
Yuki poprawiła fałdy sukienki i weszła do środka, kierując się w stronę hałasu. Po chwili stanęła w salonie. Odchrząknęła, starając się zwrócić jego uwagę i mając nadzieje, że choć na moment się uspokoi i da jej dojść do głosu.
- Nie wiem kim jesteś, ale najwyraźniej znasz moją córkę... i musiałeś mnie z nią pomylić.
Spoglądała na mężczyznę o dziwnym akcencie. Nie był stąd, to było widać i jeszcze lepiej słychać. Miała lekkie trudności ze zrozumieniem jego słów, ale ogólny sens chyba pojmowała. W każdym razie chciała uświadomić mu jego pomyłkę i dowiedzieć się co nieco.
- Nazywam się Yuki Sharp, jestem matką Yvelin... a pan kim jest? - był służącym Yv? znajomym? W końcu to, o ile się nie myliła było jej mieszkanie, więc co on mógł tu robić?
Póki co nie podchodziła. Stała na progu salonu, robiąc jedynie jeden, dwa drobne kroki w przód. Była lekko zdezorientowana, ale starała się nie dać zbić z tropu.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pon Maj 02, 2016 4:22 pm

Oj tęgo się zdziwił Duncan wiedząc, że stojąca przed nim kobieta to nie jego mała księżniczka Yvcia, a jej matka. Niemal od razu wytrzeźwiał wiedząc z kim ma do czynienia i wstał na równe nogi. Jednego czego nie lubił mieć bardziej niż spluwy przy skroni to zatargów ze szlachetnymi wampirami. Nie czuł, że pasuje do swoich niższej krwi, a co dopiero próbować ogarnąć to co siedzi w głowach wpływowym, znudzonym bogaczom. Słyszał kiedyś o matuli Yvelin i mówiła, że są one podobne, ale nie spodziewał się że aż tak bardzo.
- Jo, jo żem nie wiedzioł. Wygląda Pani młodo jok no matkę Yv. - Powiedział od razu blednąc lekko. Dość miał po ostatniej podróży i znowu uciekać było mu nie na rękę, zwłaszcza że powoli zaczęło brakować miejsc na ziemi, w których mógł zaczynać od nowa...
- Jystym Duncan Phillips, z dumą nosim tartan Lennoxów. - Powiedział waląc się w pierś pięścią, że aż szkło na stoliku obok zadrżało. Zawsze wymawiając nazwisko czuł silne przywiązanie i nostalgię, może odrzucono go i "wygnano", ale nadal był członkiem klanu i pisał listy, których pewnie nikt nie czytał lub używał jako podpałki. - Niedocynion artysta i konstruktor kich mało!
- Może se Pani przycupni se na zydelku, Yvka od kiegoś czasu na chate nie wbiła to pewno lada chwila wróci.
Może capiło od niego gorzałką, jednak aby naprawdę się upić potrzebował znacznie więcej niż marną butelczynę.
- Z twojo córą żeśmy se zwiedzili całe ZSRR i pomogło się jej spieprzać przed jokimś świrusem. Tera mi daje tu spać i tworzyć. - Wytłumaczył po skrócie genezę znajomości z Yvelin jej matce i podrapał się po głowie zmieszany.
- Pani Sharpówna nie ma zamiaru obdzierać mnie ze skóry co? - Spytał z wyszczerzonymi kłami i zaśmiał się nerwowo. - Toćke śmisznie wyszło, że tok klepłem w zadek, ale żem się nie spodziewoł, coście obie takei ładne są...
W sumie nie mijał się z prawdą i normalnie nie prawił nikomu komplementów, ale czuł że teraz musi się jakoś odwdzięczyć by przypadkiem nie połamali mu palców za takie zachowanie.

_________________
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 921


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pon Maj 02, 2016 5:24 pm

I co ona mogła teraz zrobić? Nie zastała córki, a jej znajomego. Niestety z jego wyjaśnień niewiele zrozumiała. Najwidoczniej poznali się w... Rosji? Z tego co wiedziała ZSRR już nie istniało, chyba że coś zdążyło się zmienić w polityce światowej. Mniejsza jednak o szczegóły. Na pierwsze słowa uniosła lekko brwi ku górze. Nawet młodo jak na matkę? Była wampirem! Nie starzeje się! Choć może to być kłopotliwe, gdyby postawić matkę i córkę obok siebie. Pokiwała jednak głową i tym razem nie wdając się w szczegóły.
- Miło mi poznać panie Lennox. - uśmiechnęła się lekko.
Może i z Yv były uderzająco podobne, ale matka i córka miały zupełnie inne charaktery. Po chwili wahania zdecydowała się przyjąć propozycję i usiąść, weszła więc głębiej i usiadła na najbliższym meblu, jakim był fotel. Usiadła na samym brzegu, ze złączonymi nogami, ugiętymi lekko w bok, a torebkę odłożyła na bok. Dowiedziała się przy okazji, że Yv od jakiegoś czasu nie zaglądała do domu. Ciekawiło ją, co takiego porabiała jej córka. Dawno jej nie widziała, martwiła się i chciała wiedzieć jak jej się wiedzie. Jednak następne słowa ją zdziwiły. Podniosła rękę dając znać, żeby się zatrzymał na moment.
- Uciekała przed kimś? Co się stało? Dawno nie widziałam się z Yvelin, więc nie wiem co się z nią do tej pory działo. W co ona się wplątała?
Wychodziło na to, że Yv jak zwykle wpadała w jakiś kłopoty, co zresztą nie byłoby niczym dziwnym. Chyba odziedziczyła talent po matce. Niechlubny talent. A co do klepania, no cóż, nie było to miłe i raczej niedopuszczalne, ale nie należała do drażliwych.
- Zapomnij o tym. Jeżeli tego nie powtórzysz, to nie masz się co obawiać o swoją skórę. - łaska? Groźba? Mógł to odczytywać jak chciał, bardziej interesowała ją Yv, to gdzie była, co robiła i w co się działo w jej życiu.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pon Maj 02, 2016 6:23 pm

Usiadł zaraz po niej wychylając od razu dwie szklanice najprzedniejszej gorzałki bez etykietki. Dziwnie się stało, że Yuki od tak sobie wpadła, no i nie wiadomo czy dobrze czy źle ale trafiła na straszną gadułę, która chętnie i bez krępacji lubi dzielić się opowieściami z innymi, a zwłaszcza jak już trochę za kołnierz mu się ulało.
- A to podziękuwał wielce za niepamięć. - Klasnął w dłonie Duncan, a oczy rozbłysły mu wesoło. Był zupełnie beztroski, jakby najmniej nie przejmował się groźbą w jej zdaniu. No bo i z resztą rzadko mu grozili? Ile już razy spotykał te "największe ryby" tylko po to aby zagrać im na nosie, wysadzić mieszkanie i zwiać. - A no i się martwić nie trza, tak to jo z rzadka klepie, nawet Yv... - Teraz dopiero zorientował się, że chyba przy matce nie powinien poruszać tematów tego typu. Zwłaszcza, że dziewczyna była ona mężatką, a te dziwolągi na wysokich stołkach rzadko patrzyły na mezalianse przymrużonym okiem.
- Nuvio Anda za nią latał, sie spikliśmy po drodze na włodywostok a tam mnie trachły dinksiki pod machą i mnie ściągła z drogi. Gadała, że cuś chcioł jej krwi upuścić i chłeptać to mu pizłem ze dwa razy i tyle co chodzi o podskoki.- Widząc, że kobieta usiadła podstawił bliżej niej kieliszek i kontynuował opowieść - Potym to jakby zesumować to ciśliśmy przez całą tajgę coby do Japonii zdążyć. Kilkanascie lat temu to chyba się podziało no.
Duncan wszedł w wyjątkowo częsty dla niego tryb chaotycznego snucia historii. W barach zawsze działał, w drodze zabijał czas, a że innego sposobu na odwrócenie uwagi Yuki od jego wpadki nie było to przynajmniej mógł poopowiadać trochę o jej córeczce.
- No i tam sie to było cińżkawo, bo niemal ją utłukli, ale trzeźwym był to żem bombkę sklecił i jak dupło tak ona zwiała, a jo sie potem troche szlajał po świecie. - Po raz kolejny opróżnił szklanicę, tym razem jednak zrobił to, nie ze stresu. W sumie to nie dało się na jego twarzy odczytać żadnych uczuć innych niż szczęście i pijacki rausz.
- A no i cosik z dwa miechy temu se wpodłem tu, bo gadoło że fajno i można se wpość to wpodłe. Męża ma tera, jakiegoś takiego Elena czy cuś. No i se z nim zaciążyła, ale bachora to ona nie chcioła to go tera nimo. - Klasnął w dłonie wizualizując jej tym zniknięcie brzucha.
- Dnie całe trza sie nio było opiekowoć bo cosik niewyraźno było. Ale tera jej lepij bo se wylazła i tyle me paczały ją widzioły.
Skończył przydługawą historię patrząc na kobietę lekko niepewnie. Czy po tym wszystkim wyrwie mu krtań? A może po prostu przepędzi? Cholera wie jak to było z rodzicami tych szlachetnych, nawet tak nietuzinkowych jak Yvelin.
- Jok czeguś trza to pomogem. Mogę dupnąć cokolwiek, albo pogadać coś jeszcze, jeno nie wim czegu byś chcioła... - Mruknął na koniec dolewając jej do kieliszka, jeśli po takim nadmiarze informacji postanowiła golnąć sobie czegoś mocniejszego.

_________________
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 921


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pon Maj 02, 2016 7:17 pm

Siedziała spokojnie, czekając na wyjaśnienie. Spytała z ciekawości, a nuż dowie się czegoś nowego. Yv nigdy jej się z niczego nie zwierzała i choć miała nie najgorszy kontakt z córką, to ciężko tu mówić o bliskości. Kwestię macania i klepania już pominęła, uznając to za sprawę zamkniętą. Byleby tego nie powtarzał, bo Yu jest na tym punkcie dość mocno przewrażliwiona, choć jak wspomniał o klepaniu Yv spojrzała na niego dość ostro. Przecież Yv była mężatką! Nie chciała się wtrącać w życie osobiste córki, ale miała nadzieje, że ta zna pewne granice, a jak już coś robi nie tak, to chyba lepiej, żeby nikt tego nie zauważył. Yu też nie była idealną żoną, ale no cóż...
Słysząc o tym, co przeszła Yv trochę zbladła, ale zaraz potem się przekonała, że chodziło o zdarzenia przeszłe. Swego czasu Yv sporo podróżowała, ale nigdy nie opowiadała matce, co takiego robiła. No to teraz się dowiedziała. Będzie musiała z nią pogadać, choć w sumie chyba nie było o czym... Ale ten wampir wydawał się jej dość dziwny, trochę nienormalny i na swój sposób trochę straszny. W inny sposób niż Ringo czy Testament, albo inne wampiry, które znała.
Jednak następne słowa sprawiły, że blade lico wampirzycy stało się białe jak kreda.
- Co?! - poderwała się z fotela i w jednym susie znalazła się przy Lennoxie. - Usunęła ciążę?! Jak to?! O czym ty mówisz? I jeszcze tak lekko, jak gdyby nic się nie stało?
Nie mogła uwierzyć, że Yv mogła zrobić coś podobnego. Była w ciąży! I usunęła dziecko! Aż jej się słabo zrobiło, a nogi się pod nią ugięły i się zachwiała. Jak on mógł mówić o czymś podobnym w tak lekki i lekceważący sposób?! Nie znała tego mężczyzny i jak się okazywało - nie znała własnej córki.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pon Maj 02, 2016 8:11 pm

No i masz babo placek. Długi jęzor kiedyś go wykończy. Zwłaszcza, że on w sumie nic nie zrobił... po prostu usunął ciążę, która była zbędna i wziął ją sobie. Skoro i tak nikt dziecka nie chciał to przecież można było z robić z nim tyle rzeczy. Zwłaszcza, że nikt inny nie miał okazji na to by posiadać nienaruszone dziecko A. Lennox był jednak na tyle przytomny by nie wypalać, że on to zrobił, patrząc na reakcję matki nie skończyłoby się to najlepiej ani dla niego ani dla jego pracy. Miał tylko nadzieję, że Yvelin będzie równie mądra i nie wyda go na pastwę kollegium wampirów, które nie dość że chętnie zamorduje go, to jeszcze zabierze wyniki jego prac dla siebie. Zapewne jakiś jego następca próbowałby kontynuować to co on chciał zrobić, ale wątpił by po prostu powiodło mu się to co Duncanowi przychodzi z taką łatwością - przekroczenie wszelkich barier etyki i posunięcie się do ostateczności byle tylko dokonać coraz to większych odkryć i coraz bardziej i mocniej posunąć do przodu koło zwane postępem.
- Oi, oi, oi! - Krzyknął Duncan i po chwili był obok Yuki chwytając ją i delikatnie przenosząc na sofę. - Ty se może tera legnij. - Powiedział zatroskanym tonem. Nie specjalnie celował w to aby ją zdenerwować, pytała więc uznał, że matka powinna wiedzieć o pewnych rzeczach. - Leż tu i spokojnie trza. jestym troszku lekorzem to wim. - Rzucił i zaraz poleciał do lodówki wygrzebując z niej torebkę z krwią. Przez chwilę zastanawiał się czy nie podać je krwi Aoiego. W sumie nadal nie sprawdził czy jest ona zdatna do konsumpcji, ale wolał nie mieć dodatkowego problemu z potencjalną kupka prochu, która ostatnim razem była widziana jak jedzie tutaj.
Chwilę potem podstawił jej pod nos rurkę i patrząc poważnie w jej stronę powiedział, o dziwo prawidłowo i płynnie.
- Pij, uspokój się i nie rób nic pochopnie. Jeśli to zrobiła, miała powód. - i zaraz potem powrócił do swojego szerokiego uśmiechu. - Nie moja to sprawucha co się tam między womi podziewa, ale czasym trza słucheć czy cuś... tak mawiał tatko i w sumie ogarnięty z niego chłop to daję w to wiarę.
Oj będzie co do pisania w nowym liście do rodzinki. Akcja, dramaty i wyższe sfery, których "wielkie problemy" obserwował a nawet brał w nich udział. Czasem Duncan zastanawiał się co by odpisali, gdyby wiedzieli, gdzie znowu go poniesie. Albo raczej jak by zareagowali, czy słusznie postępował? Czy rzeczywiście całe jego życie powinno składać się z pasma ucieczki i niepowodzeń? Kiedyś musi tam pojechać i się dowiedzieć. To tylko cały świat do przepłynięcia i cała Ameryka do zwiedzenia, ale spójrzmy prawdzie w oczy, co to dla tego pociesznego i beztroskiego szkota?

_________________
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 921


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pon Maj 02, 2016 8:33 pm

Mężczyzna podtrzymał ją i położył na sofie. Nawet tego nie zarejestrowała. Wciąż tylko mamrotała w kółko "jak ona mogła, jak mogła". Dla Yuki było to po prostu nie do pojęcia. Usunąć ciążę? Dlaczego? Bo nie chciała dziecka? Nie była na to gotowa? Słabo jej się robiło, nie sądziła, że jej własna córka była zdolna do czegoś podobnego. To nie do pojęcia.
- Gdzie ona jest? Gdzie jest Yv?! - prawie wykrzyczała.
Była roztrzęsiona i w ciężkim szoku. Ona nigdy nie zdecydowałaby się na coś podobnego. Bezwiednie przyjęła krew od Duncana, ale zaraz potem ją odsunęła. Nie była głodna i nie potrzebowała teraz krwi. Była wstrząśnięta i wściekła.
- Żaden powód nie jest dobry. Żaden.
Doskonale wiedziała o czym mówi, bo sama doświadczyła czegoś podobnego wiele, wiele lat temu. Zaszła w ciążę, ciążę, której nie chciała i która ją brzydziła, ale jej nie usunęła i nawet przez myśl jej nie przeszło, by coś podobnego zrobić, a Yv... tak po prostu. Czy to naprawdę była jej córka? Jej mała córeczka? Usiadła i wyprostowała się.
- Mów wszystko co wiesz, jasne?
Wlepiła swoje błękitne oczy w twarz wampira. Była wściekła, tak wściekła, jak chyba nigdy, choć może już kiedyś coś podobnego czuła, ale to było dawno temu. Ten wampir coś wiedział i zamierzała wyciągnąć z niego wszystko, co się da.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Duncan P. Lennox
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1965-duncan-z-lennoxow#41885 http://vampireknight.forumpl.net/t2079-dundunduuuuun#43880
Zarejestrował/a : 28/07/2015
Liczba postów : 88


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Pon Maj 02, 2016 9:05 pm

Nie ma nic smutniejszego niż patrzeć jak ktoś właśnie stracił swoje szczęście. Duncan trzymał kobietę za rękę cały czas mając nadzieję, że chwilowe niedogodności przejdą jej w miarę szybko. Niestety zaraz skończyła się sielanka i spokój. Yuki wyryczała na niego wszystkie swoje żale. A co wtedy miał zrobić szkot? Biedak mógł tylko słuchać, tak jak na początku praktyki lekarskiej, gdy musiał komuś powiedzieć, że operacja nie ma sensu i lepiej by oddał od razu ciało nauce. Słuchał i przyglądał się rozgoryczonej niedoszłej babci a serce krajało mu się, gdy za wszelką cenę musiał powstrzymywać się od poinformowania jej, że dziecko jest bezpieczne i w niemal wszystkich kawałkach zaledwie kilka metrów od pokoju, w którym rozmawiają.
- Dej jej przynojmij powidzić zonim pokarasz. - Mruknał ze zrozumieniem. - Wisz, to dobra dziołcha. Troszku zwichrowano i zagubiono, ale dobro.
Pomógł jej wstać patrząc ciągle w oczy, z których odczytać mogła tylko współczucie i żal. Nawet, gdy zaatakowała go on znowu pociągnął kilka łyków, tym razem z butelki.
- Tyle wim, że przylazła i powiedzioła. Jej sprawo jyst co zrobi, a jo nie mom żodnej siły na nio. Jeno jestym prosty chłop co to raz za czas cosik zmajstruje. - Wzruszył ramionami.
- Chciołbym ci w kiś sposób pomóc, jeno co ja moge? Nie wim gdzie polazła bo nic nie gadała. Nie wim ile jej nimo, bo zarobiony jestem. Pewno polazła do kiegoś chłopa, jok wróci to jej powim, żeś było i że wypada pogodać.
Wziął głębszy wdech. Naprawdę trapiło go to, że pewnie zaraz będzie musiał wynieść się z tego miejsca z całym ekwipunkiem, ale jak przenieść płód tak aby go nie odłączać od systemu podtrzymywania życia?
- Jo wim, że zły to posłonic co złe wiści doje, ale co ja ci mogę? Schepiesz jo ty, jo jej nie pokarom ani nie godom nikomu o tym co zrobiło. Jestem tylko jej znajomkiem, keremu dało dach nad łbem i szansy na lepszo przyszłość...
A może tak generatory? W końcu ciągle ma ukradzioną karetkę, więc jeśli przerobi ją odpowiednio to i nawet cała szafa akumulatorów się zmieści. Ale gdzie z tym jechać? Meliny nie rozkręci, a inne wampiry go oskórują. Może najlepiej będzie po prostu poczekać? Sfingować śmierć i zabrać ile się da? Czemu wszyscy zawsze muszą komplikować jego rozwój i jego badania? Skąd w ludziach tyle negatywnej energii?

_________________
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 921


PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yvelin   Wto Maj 03, 2016 10:03 am

Nie wiedziała, co teraz powinna zrobić. Pewnie złapać Yv, dorwać ją i wypytać o wszystko. No i z pewnością ochrzanić tak, żeby zapamiętała na wieki. Problem jednak polegał na tym, że jej córki nie było i nie wiadomo, gdzie aktualnie przebywała, co niestety sporo komplikowało. Z drugiej jednak strony Yv miała szczęście, bo a tej chwili Yuki była porządnie wzburzona, a tak zanim się z nią spotka powinna zdołać ochłonąć. Powinna.
- To nieistotne. - wysyczała przez zaciśnięte zęby - - A tobie nic do tego.
Jeżeli dziewczyna ma jej coś do powiedzenia, to chętnie jej wysłucha, ale zdania nie zmieni. Nie była w stanie tu usiedzieć. Wróciła do miasta, chciała się spotkać ze swoją pierworodną pociechą, a tu zastały ją takie wieści. To był dla niej prawdziwy, bolesny cios. Zawsze broniła Yv, stawała za nią murem, a teraz ona robi coś takiego? Czy wszystkie jej wysiłki na nic? Była aż tak złą matką?
Wstała gwałtownie, aż jej się zakręciło w głowie, ale utrzymała równowagę. Chwyciła torebkę i spojrzała na mężczyznę.
- Jak Yvelin wróci, powiedz jej, że jej matka chce z nią porozmawiać i ma się ze mną jak najszybciej skontaktować.
Otrząsnęła się i wyprostowała. Nic tu było po niej. Musiała się uspokoić i odetchnąć, zebrać myśli. I dopaść Yv i obedrzeć ją ze skóry. Oczywiście nigdy by nie skrzywdziła córki, ale była wstrząśnięta, w szoku i do tego przerażona. Jeżeli Marius lub ktokolwiek się o tym dowie wybuchnie wojna.
Nie mówiąc nic więcej odwróciła się na pięcie i opuściła mieszkanie. Zdecydowanie musiała ochłonąć. Zbyt dużo gwałtownych emocji, a przecież dopiero co wróciła z podróży, która miała pomóc jej odnaleźć równowagę. Jak widać własna rodzina to najlepszy sposób na to, by wszystkie postanowienia i starania poszły w las.

z/t

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
 
Mieszkanko Yvelin
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: BLOKOWISKA I DOMKI-
Skocz do: