IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lotnisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Chizuru

Chizuru

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 872


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Pon Maj 26, 2014 4:25 pm

Chizuru była zbyt podniecona perspektywą wyjazdu do innego kraju w celach głównie rekreacyjnych, dlatego przez całą drogę na lotnisko wierciła się niemiłosiernie na tylnym siedzeniu. Szeroki uśmiech wręcz nie schodził jej z twarzy, co nie należało do częstych widoków, ponieważ zazwyczaj patrzyła na świat krytycznym wzrokiem i nic nigdy jej się nie podobało. No cóż, najwyraźniej dzisiaj był ten dzień, w którym panna Namikaze bez względu na wszystko miała zamiar mieć dobry humor.
Chizuru siedziała na krześle obok Jacoba, rozglądając się w tłumie i machając nogami w przód i tył. Krzesła może nie były super wysokie, ale za to ona sama miała wzrost wyrośniętego krasnala ogrodowego, więc trochę jej te nogi zwisały. Nagle wzrok brunetki spoczął na siedzącym obok chłopaku z niewyraźną miną.
- Co masz taką minę? - zagadnęła, lekko trącając brata bokiem. Nie podzielała jego zdenerwowania, chociaż chyba by wolała, żeby to tata z nimi pojechał. Nie, żeby miała coś do Ryouji'ego, w końcu nawet z nim nie rozmawiała. A może jak to się wszystko skończy namówią tatę na małe wakacje? Może nawet pojadą do babci, którą Chizuru zdążyła już poznać, ale Jacob jeszcze nie. Chyba.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Maj 27, 2014 6:36 am

Pora lotu nadeszła.
Zack wraz ze swoją siostrą Louisą uzbrojeni po zęby w walizki i torby podróżne, opuścili samochód. Pierw musiał zaparkować pojazd na przeznaczonym dla klientów lotniska parkingu, żeby czasem jakiś dureń nie podwędził im samochodu, kiedy wrócą. I oczywiście musieli się wypakować. Zack nie miał aż tak dużo bagażu. Podstawowe rzeczy codziennego użytku, ubrania. Jeśli zajdzie potrzeba, kupi już coś na miejscu we Włoszech. No i oczywiście warto wspomnieć, że Zack też musiał zabrać tabletki krwi i środki nasenne żeby je spożyć w czasie podróży. Nie chciał z nerwów zaatakować przypadkowego pasażera albo kogoś z kim ma lecieć do Włoch. Kłopotów robić nie chciał. Zresztą też musiał wcześniej uzgodnić z załogą i ochroną o wnoszeniu środka nasennego oraz tabletki na anemię, co przeszło bez dalszych problemów. Wszak Zack jest chorobliwie blady. Poza tym przed podróżą ojciec oddał mu ostatnią porcję szlachetnej krwi, która powinna złagodzić objawy głodu podczas snu żeby go czasem nie przerwać, no i oczywiście wzmocnić siły, a ona ułatwi mu samokontrolę nad zabójczymi żądzami.
Będąc na miejscu, wraz z siostrą musieli dojść do miejsca spotkania z dzieciakami Namikaze. Co prawda Zack czuł się nieco głupio, zważywszy na ich wiek. Na szczęście młody Trizgane dzięki wampiryzmowi wyglądał znacznie młodziej niż na swoje dorosłe lata, a wieku zdradzać im nie zamierzał. Oczywiście rodzeństwo Namikaze zostało im opisane, w dodatku miał towarzyszyć im łowca. Naciągnął mocniej kaptur szarej bluzy na głowę i pociągnął za sobą walizki zapewne swoje i Louisy. Miejmy nadzieję, że całego domu nie spakowała. Wreszcie dostrzegł ową trójkę.
- Jesteście dzieciakami od Namikaze? - Bez żadnych skrupułów, jak zwykle zresztą. I nieważne jaka padła odpowiedź, Zack zajął wolne miejsce. Nie za blisko bo aż o dwa miejsca dalej od Chizuru. Może Louisa będzie bardziej rozmowna, bo wampir nie miał na to najmniejszej ochoty. Odchylił głowę odrobinę za oparcie niewygodnego krzesła, zamknął oczy i liczył do dziesięciu w myślach, żeby czasem nie rzucać przekleństwami na czas czekania do lotu. Toć bardzo niecierpliwy człowiek. Walizki i torby oczywiście spoczywały w pobliżu.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Louisa

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Maj 27, 2014 11:14 am

O tym, że wyjazd miał się odbyć za dwa tygodnie, dowiedziała się Louisa od ojca. Poinformował oboje swoich dzieci, by mogli się spokojnie przygotować do podróży. W końcu Włochy nie leżały tak blisko, jakby się zdawać mogło. Mieli przed sobą daleką podróż, więc Louisa potrzebowała naprawdę sporo rzeczy. Udało jej się zapakować w jedną walizką i jedną torbę podróżną. Podobnie jak Zack spakowała jedynie niezbędne minimum. Dzięki temu swobodnie będą mogli się jakoś zabrać.
Dzień wyjazdu wreszcie nadszedł. Dziewczyna nie było zbytnio tym podekscytowana, jak to było wcześniej. Całe podniecenie po prostu nagle wyparowała. Martwiła się o Zacka, jak on sobie poradzi ze swoim wampiryzmem w towarzystwie tylu ludzi.
- Na pewno masz wszystko, co Ci potrzeba?
Spytała, gdy pakował ich torby do bagażnika samochodu. Dobrze, że nie musieli jechać samochodem ojca... Louisa chyba zapadłaby się pod ziemię ze wstydu. Być tak bogatym, a jeździć starym gruchotem, który zaczyna szwankować! Nie potrafiła zrozumieć ojca, jak można być aż tak sentymentalnym!
Wsiadła w końcu na miejsce pasażera i po jakiejś godzinie, może nieco więc niż godzina, znaleźli się na lotnisku. Nieco się spóźnili, ale mieli jeszcze tyle czasu, że spokojnie przejdą odprawę.
Dziewczyna wzięła swoją torbę podręczną, a bagaż walizkowy zostawiła Zackowi. Jako wampir miał nieco więcej sił...
- Pamiętaj, że oni nie wiedzą, że jesteś wampirem... Chyba tylko dowódca wie o Twoim stanie. I może nasz opiekun.
Uprzedziła brata. Nie rozumiała, co złego było w tym, że miał dwadzieścia pięć lat. Wiek jak każdy inny. Był starszy i dojrzalszy, dzięki czemu każda w jej wieku chciałaby mieć takiego chłopaka. A w dodatku jest bogaty... Gdyby tylko mogła być ze swoim bratem. Ha, wciąż nie wiedział, że kiedyś się w nim podkochiwała. Tak, rodziny łowców zawsze wystawały poza margines społeczeństwa ludzkiego.
Louisa zaczęła się rozglądać po ludziach na lotnisku, aż wreszcie została pociągnięta przez Zacka, który jako pierwszy namierzył dzieci dowódcy. Ukłoniła się lekko przed nimi i zerknęła na każdego z osobna, aż wreszcie jej wzrok spoczął na Ryoujim.
- Panie Rouji.
Przywitała się ze starszym łowcą, po czym zajęła miejsce przy bracie. Nie znała tych dzieciaków, z którymi mieli podróżować. Nie było czasu na to, by się poznali... Zatem przyszło im chyba czekać w tym milczeniu. Louisa także nie była zbyt rozmowna. Właściwie to rozmyślała o... Barabalu. Był to kolejny wampir, który potrafił jedynie obiecywać.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Jacob
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Jacob

http://vampireknight.forumpl.net/t1045-jacob-namikaze#13452
Zarejestrował/a : 18/03/2013
Liczba postów : 108


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Maj 27, 2014 12:20 pm

Jacob wyrwany z zamyśleń, spojrzał na siostrę, która to zadała pytanie i dostrzegła jego pewne obawy z tym wyjazdem.
- Eee... Nic takiego.
Uśmiechnął się zaraz, co by poprawić jej albo sobie nastrój. Nie powie, że obawia się latania samolotem. Jakoś do tego kraju się dostał, ale wolałby tego nie wspominać. Teraz co prawda ma być inaczej, ale i tak obawy go nie opuszczały.
Długo na pozostałych towarzyszy podróży, nie musieli czekać. Ryouji, jako posiadacz zdolności widzenia aur, wyczuł zbliżające się dwie osoby i spojrzał w ich kierunku. Bez wątpienia byli to Zack i Louisa. Chłopak wysoki, wręcz przystojny. Dało się zauważyć, że okoliczne pasażerki czekające na swój samolot, oglądały się za nim. Wampirza uroda robi swoje. Ale z tego co zauważył, obydwoje nie byli zbyt rozmowni.
Jacob na takie pytanie ze strony starszego Trizgane, trochę spoważniał. Chyba nie spodobał mu się ton tego... wampira. Ryouji jedynie westchnął ale odpowiedział Louisie.
- Witam. Miło że przyszliście.
Że też mu przypadła opieka nad czwórką osób. Nie powie, że dzieci, ponieważ dwójka od Trizgane wyglądała na dorosłą młodzież.
- Ekiguchi i Chizuru Namikaze.
Przedstawił pierw młodych od Marcusa, a następnie, wskazał na dwójkę Trizgane.
- Louisa i Zack Trizgane. Patrząc na Was, chyba będziemy mieli ciekawą podróż.
Trójka bardzo spokojna i jakoś nie okazująca satysfakcji z podróży, zaś Chizuru bardziej wyglądała na wyluzowaną. Jeżeli rozkręcić towarzystwo, to chyba będzie musiała tu coś zdziałać. Ale to później. Musiał przedstawić im obecną sytuację.
- Polecimy prywatnym samolotem, który na nas czeka na lotnisku. Na pokładzie, wyjaśnię Wam pozostałe informacje dotyczące naszego pobytu we Włoszech. Jeżeli jesteście gotowi, to ruszamy.
Poczekał, czy czasem nie potrzebowali czegoś sobie dokupić, albo skorzystać w toalety. A jeżeli nie, to w takim razie każdy brał swoją torbę i kierowali się na plac lotniska, gdzie znajdowało się parę samolotów. Jacob wziął swoją torbę podróżną i miał tylko jedną. Nie pakował multum rzeczy, bowiem nie miał aż tyle. Ryouji także miał jedną swoją podróżną.
Łowca pokierował całą czwórkę w boczną stronę, aby ominąć te wielkie pasażerskie samoloty, docierając do mniejszego, mogącego przetransportować grupę osób. Przywitał się z pilotem, który miał ich zabrać na miejsce. Pierw poprosił, aby cała czwórka wsiadła jako pierwsza, on zaś na końcu, co by mieć pewność, że wszyscy są na pokładzie.
Wnętrze samolotu było białe, zaś fotele granatowe i wygodne ze stoliczkami. Każdy mógł siedzieć w parach, wokół stoliczka widząc osoby na przeciw siebie. Innym słowy, przy jednym stoliczku (niczym blat przymocowany do ścianki samolotu) mogły zasiąść cztery osoby. Po lewej i po prawej stronie były takie dwa rzędy. Jak sobie wybrali miejsca, tak sobie usiedli. Jacob wolał obok siostry, więc usiadł obok niej. Bagaże pozostawić mieli na tyłach samolotu, co by im nie przeszkadzały podczas siedzenia.
Gdy wszyscy byli gotowi, Ryouji udał się do kokpitu by poinformować pilota o możliwości wystartowania.
Powrót do góry Go down
Chizuru

Chizuru

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 872


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Maj 27, 2014 4:41 pm

Kiedy Jacob zapewnił ją, że nic mu nie jest, Chizuru mu nie uwierzyła. Uniosła brwi do góry w geście powątpiewania i patrzyła tak na niego przez chwilę. W końcu westchnęła, przymknęła powieki i uniosła ręce w poddańczym geście.
- O nic nie pytam. Będziesz chciał, to sam mi powiesz - odpowiedziała otwierając oczy i posyłając bratu pokrzepiający uśmiech. W innej sytuacji wierciłaby mu dziurę w brzuchu, dopóki nie puściłby farby, jednak dzisiaj postanowiła tego nie robić. Cieszyła się z wyjazdu i nie chciała, by jej własne fochy popsuły wakacje. Co w sumie nie będzie chyba takie proste, biorąc pod uwagę zachowanie współtowarzyszy podróży. Najwyraźniej tylko ona czerpała z tego wyjazdu jakąś radość.
Na rodzeństwo Trizgane nie musieli długo czekać. Zaledwie kilka minut później znalazła się obok nich para. Chizuru nie zdążyła odpowiedzieć Zackowi, który natychmiast po zadaniu pytania usiadł dwa miejsca dalej. Brunetka uniosła jedną brew do góry i już w tym momencie pomyślała, że będzie to ciężka przeprawa.
- Wow. To będzie bardzo ciekawa wycieczka - odezwała się, splatając ręce pod piersiami, jeszcze zanim Ryouji się odezwał. Nie chodziło tu tylko o zachowanie rodzeństwa, lecz również o to, iż w podróży miał towarzyszyć im wampir, na dodatek nie byle jaki, bo najgorszy z poziomów. Oczywiście Louisa i Zack nie mieli zielonego pojęcia o tym, iż Marcus poinformował swoje dzieci o stanie starszego dziecka Gerarda.
Przyglądając się rodzeństwu Trizgane, Chizuru nie mogła oprzeć się wrażeniu, że na ich tle razem z Jacobem wypadają bardzo słabo. Zack był przystojny i wysoki, nie mogła powiedzieć, że nie. Na dodatek wampirze cechy dodawały mu urody. Louisa również była bardzo ładną dziewczyną, aż Chiz spojrzała na samą siebie by się upewnić, że jest między nimi jakaś przepaść. Znaczy, jasne, Namikaze była uroczą nastolatką, ale chociaż pomiędzy nią a Louisą był tylko rok różnicy (bo Chizuru niedługo będzie kończyć osiemnaście lat), to jednak panna Namikaze nadal wyglądała jak dziecko. Taką miała urodę, nie wspominając już o dwóch przemianach w wampira, które jeszcze bardziej miały ją odmłodzić. Niesamowicie ją to denerwowało, jednak niestety nic nie mogła na to poradzić.
- Cześć - zwróciła się do Zacka i Louisy z uśmiechem, kiedy Ryouji ich sobie przedstawił. W innych okolicznościach, to zapewne ona robiłaby największe fochy i ignorowała obecność nieznanych jej osób. Tym razem chciała mieć udane wakacje, więc postanowiła, że co jej szkodzi? Postara się nawiązać z Trizgane jakiś kontakt (co było trochę trudne, bo Chizu ma raczej z tym problem), ale nic na siłę. Z drugiej strony szybko się denerwowała, więc może nie starczyć jej cierpliwości, jeśli sytuacja nadal będzie tak wyglądać.
Chizuru sięgnęła po swoją torbę podróżną i ruszyła za Ryoujim. Również miała bagaż w liczbie jeden, z bardzo prostej przyczyny. Gdyby zabrała więcej, raczej nie dałaby rady ruszyć z nimi z lotniska. Dodatkowo miała przy sobie przewieszoną przez ramię torebkę z rzeczami osobistymi. Kiedy znaleźli się w samolocie, Chizuru od razu zajęła miejsce przy oknie. Cieszyła się, że brat koło niej usiadł, co w sumie było raczej oczywiste. Była ciekawa, czy Louisa i Zack usiądą obok nich, czy może wybiorą inne miejsca.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Maj 28, 2014 11:35 am

Nie ma co się dziwić trosce Louisy o brata i otoczenie w jakim się znajdzie. Przecież będzie najprawdopodobniej jedynym wampirem na pokładzie i to poziomem E. Więc w każdej chwili mógł stracić nad sobą kontrolę, atakując osoby znajdujące się najbliżej, o czym oczywiście Zack wiedział i będzie starać się nie tworzyć zagrożenia dla innych. Zatem obawy Louisy miały wyjaśnienie.
Na słowa siostry skinął jedynie głową, dają tym samym znać iż nie ma wcale ochoty rozmawiać. Nawet nie zwracał uwagi na padające na jego osobę spojrzenia innych osób, zafascynowanych jego nadnaturalną urodą. Właściwie miał ich gdzieś. Teraz wypełniały go myśli, jak zapobiec atakowi głodu, jeśli najdzie go w trakcie czasu trwania lotu. Choć liczył iż wypita krew wystarczy do całej podróży.
- To byłoby głupie, gdyby ich ojciec nie ostrzegł przed zagrożeniem. - burknął Zack, nie zwracając nawet uwagi na zmartioną siostrę. Niech nie stawia mu dalszych problemów na barki i tak przecież miał ogromny stres przez własny stan.
Nie znał obecnej trójki. Dla niego byli szczeniakami, z którymi raczej nie znajdzie wspólnego języka. Bo niby o czym ma porozmawiać z młodszym Jacobem? O samochodzikach? A ta Chizuru... Dla Louisy idealna towarzyszka. Innymi słowy zachował swoją prywatność tylko i wyłącznie dla siebie. Czy to się zmieni, to dopiero się okaże. Bo jak na razie nie odpowiadał żadnym słowem.
Spoczął na krześle, po czym Louisa usiadła obok niego. Kątem oka obserwował łowcę, który poinformował ich o locie. Prywatny samolot? No proszę, nie muszą przynajmniej czekać na lot!
- Chociaż tyle dobrego. - warknął do siebie ale na tyle głośno, żeby usłyszeli towarzysze lotu. Zmuszony do wstanie, sięgnął po bagaże swoje i siostry, idąc w stronę lotniska. Czekał już tam na nich samolot z całkiem eleganckim wnętrzem. Oczywiście pierw musieli oddać walizki do luku bagażowego, aby nie przeszkadzały podczas lotu pasażerom. Podręczne torby chyba mogli zabrać.
- Dołącz się do nich jak chcesz, ja muszę mieć spokój. - Szepnął do siostry, kładąc jej dłoń na ramieniu. Lekko nawet zacisnął. Jaką podejmie decyzję, to zależy wszystko od niej. Sam natomiast skierował się na wolne miejsca po drugiej stronie. Zajął fotel przy oknie. Kaptura nie ściągał, wszakże bladość mogła najmłodszego zaniepokoić, a złowrogie spojrzenie źle odebrać. Pozostało mu czekać na rozpoczęcie lotu, żeby oddać się za użyciem leku w ramiona wymuszonego snu. Nie mógł przecież brać, dopóki Łowca nie sprzeda im dalszych instrukcji do lotu i rzekomego zadania, które ma na nich czekać na miejscu we Włoszech.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Louisa

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Maj 28, 2014 7:28 pm

Louisa zawsze martwiła się o brata. Odkąd tylko pamięta zajmowała się swoim bratem. Piekła dla niego dobre ciasteczka, czekając z wypiekami na twarzy na jego zdanie i opinie. Chciała, żeby wszystko mu smakowało! Dzięki mamie tak wiele nauczyła się przepisów, potrafiła świetnie gotować i po śmierci Michiru to właśnie Louisa zajmowała się domem. Później, gdy była większa, a brat częściej wychodził z ojcem na misje, zajmowała się ich ranami, opiekując ciałem jak i duszą. Kochała swojego braciszka i była do niego przywiązana, chociaż po śmierci matki ich stosunki bardzo się zmieniły. Może teraz, dzięki ich wspólnemu wyjazdowi, coś się zmieni? Louisa na to liczyła!
– Żartujesz? Myślisz, że dowódca zdradziłby…?
Spojrzała przerażona na brata, nie kryjąc niechęci. Skrzywiła się. Sądziła, że dowódca zachowa dla siebie tajemnicę jej brata. Z jednej strony rozumiała obawę ojca o własne dzieci, ale z drugiej Louisa zawsze stanie po stronie Zacka. Marcus nie pomyślał, jak może się poczuć, jeśli jego dzieci będą trzymać się na dystans i z dala od Zacka, wytykając mu, że jest wampirem? Chyba nie pomyślał o tym. Zresztą była pewna, że Zack sam będzie zachowywał się ostrożnie, dystansował się od nich, by ich krew nie kusiła ich za bardzo.
Louisa przyjrzała się uważnie dziewczynie. Dostrzegała w niej podobieństwo do dowódcy, choć jej rysy twarzy były delikatniejsze, dziewczęce, które wciąż się w niej rozwijają. Możliwe, że za kilka lat jej urda także się rozwinie, jeśli uważała, że czegoś jej brakuje. Louisa się na tym nie znała, ponieważ gustowała w mężczyznach i znała tylko ich „piękno”. Wiedziała doskonale, że Zack zawsze był popularny. Nawe bez tych wampirzych uroków było z niego niezłe „ciacho”. Nie raz widywała jego „dziewczyny”, jeśli miał na nie czas.
Między Louisą a Chizuru były dwa lata różnicy, ponieważ łowczyni także miała niedługo urodzi i stuknie jej wspaniała dwudzieska. W Japonii stanie się wreszcie pełnoletnia.
Louisa nie będzie tolerowała tej obcej dwójki, jeśli będą mieli jakieś pretensje do jej brata. Był najgorszym rodzajem wampira? Nie prosił się przecież o to przekleństwo! Czyżby Chizuru zapomniała, jak to jest być wampirem? Louisa też pamiętała to przerażające doświadczenie i wiedziała jak czuł się jej brat. Zamierzała go wspierać. Poradzi sobie, był silny, a w jego żyłach płynęła potężna, łowiecka krew.
– Cześć! Mam nadzieję, że jakoś się porozumiemy na czas naszej… podróży.
Posłała delikatny uśmiech Jacobowi oraz Chizuru. Gdy jeszcze siedziała na miejscu koło brata, w poczekalni, sięgnęła po telefon i zadzwoniła do ojca. Rozmowa wyglądała tak, że Louisa się z nim przywitała, powiedziała, że siedzą na lotnisku, że Zack ma się dobrze, że już za nim tęskni i że jak wróci, to upiecze jego ulubione ciasteczka. Na koniec obiecała, że zadzwoni, kiedy tylko dotrą i się rozłączyła.
– Ryouji mam nadzieję, że niczego nie sugerujesz, prawda?
Spojrzała pospiesznie na brata. Nie chciała, żeby czuł się gorszy tylko dlatego, że wszyscy dookoła uważali, że był jak najgorszą odmianą wampira.
Skinęła głową na informacje i wreszcie się zebrali. Wsunęła swoją dłoń pod ramię brata, który dźwigał ich walizki, ona zaś wzięła ich lżejsze torby podróżne. W samolocie czekała ich jeszcze wizyta w luku bagażowym, po czym mogli wreszcie wejść na pokład. Samolot faktycznie był luksusowy. Zdziwiła się, że lecą prywatnym samolotem.
– Przepraszam, do kodo należy ten samolot?
Spytała bardziej z ciekawości niż po to, by zyskać jakieś ważne informacje.
– Daj spokój, Zack. Usiądę z Tobą, jeśli Ci to nie przeszkadza.
Jeśli brat jej nie powstrzymał, zajęła miejsce obok Zacka, kładąc swoją ciepłą dłoń, na jego chłodnej. Chciała, żeby wiedział, że jest obok niej. Praktycznie zapomniała o tym, że niedawno bardzo się pokłócili. Jego dwa słowa, kocham cię, były tak magiczne, że zapomniała o wszystkim.
– Royuhi, mógłbyś nam wszystkim wyjaśni cel tej misji? Ojciec nie miał ostatnio czas ze względu na… pracę, i nie bardzo wiemy, o co dokładnie chodzi. Może Chizuru i Ekigichu dowiedzą się czegoś więcej.
Zapytała łowcę, posyłając pytające spojrzenie w stronę Chizuru i Jacoba.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Jacob
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Jacob

http://vampireknight.forumpl.net/t1045-jacob-namikaze#13452
Zarejestrował/a : 18/03/2013
Liczba postów : 108


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Maj 28, 2014 8:50 pm

Nie uwierzyła mu! Jacob to wyczuł, kiedy ich spojrzenia się spotkały ze sobą. Szybko też odwrócił głowę, aby uniknąć ukazywania swoich obaw. Może później powie Chizuru co go dręczy. A być może i wyjdzie to przy pozostałych towarzyszach podróży. Trochę ulgi poczuł, kiedy dowiedział się, że lecą prywatnym samolotem. A gdy ujrzał jego wnętrze, to go normalnie zatkało i skrzywiło. Nie przywykł do życia w luksusie. A sam już lot samolotem przyprawiał go o jeszcze większe obawy. Że też nie pomyślał o takim sposobie lotu co ostatnim razem, gdy chciał się do ojca dostać.
Jacob nie miał nic przeciwko, że siostra usiadła przy oknie. Mu to najbardziej odpowiadało, więc siedział z brzegu. Nie chciał patrzeć, a nawet być świadomym lotu na wysokości. A co jak spadną? Tego się obawiał. Za dużo w tym roku widział wypadków samolotowych.
Uśmiech Louisie odwzajemnił, kiedy byli jeszcze na lotnisku i także by chciał, aby się jakoś dogadali. Będą mieli jeszcze czas na rozmowy.
Gdy Jacob zajmował swoje miejsce, wyjął telefon i spojrzał na ekran, który nie informował go o żadnej wiadomości. Trochę posmutniał, bowiem wysłał wiadomość mamie, a ta nic nie odpisała. To jedna z rzeczy, jaka zaczęła go martwić.
Z tego co było widać, oba rodzeństwa zasiadły po obu stronach samolotu. Mógł się Ryouji tego spodziewać. Początki niestety będą tak wyglądały. Skoro wszystkich miał na pokładzie, można było zezwolić na start. Pilot przygotowywał się, a Ryouji wrócił do dzieciaków. Wtem udzielił odpowiedzi Louisie, w której tonie głosu brzmiała ciekawość i właściciela tego samolotu.
- Do Christiana de Armistead. Zastępcy naszego Dowódcy.
Miło ze strony zastępcy, który jest tak bogaty, że posiada własny samolot i jeszcze zezwolił na pożyczenie. Ale był jeden warunek, że ten samolot wróci do niego w jednym kawałku. W sumie to tylko dwa loty.
- Zapnijcie pasy. Zaraz startujemy.
Jeżeli ktokolwiek z nich leciał już samolotem, to zapewne wiedział gdzie szukać i jak zapiąć pasy. Ryouji przypilnował aby każdy był dobrze zapięty, lecz zauważył że problemy z tym miał Jacob.
Młody Namikaze mimo iż odnalazł pasy, poprzez obserwację innych, miał problem z ich zapięciem. Ręce mu aż drżały co w sumie Chizuru mogła dostrzec, jako że siedziała tuż obok. Łowca podszedł do niego i złapał jego dłonie.
- Nie leciałeś samolotem?
Zapytał chłopaka, a ten milczał zaciskając mocniej usta. Jakby bał się przyznać. Ale wypalił w końcu.
- Leciałem... Ale... Boję się latać.
Spuścił głowę z lekkiego wstydu. Ryouji spojrzał na Chizuru, po czym pomógł chłopakowi zapiąć pasy, a właściwie, to on go zapiął.
- Będzie dobrze.
Być może próbował go uspokoić, ale nie było czasu na psychologiczne podejścia. Więc zostawił to na razie Chizuru. Sam musiał zając miejsce i zapiąć pasy, bo jeszcze poleci na koniec samolotu w bagaże.
Łowca usiadł na fotelu mając na przeciw siebie rodzeństwo Trizgane. Usiadł tam ze względu na Zacka, gdyby czasem wampiryzm dawał o sobie znać. Samolot ruszył do rozpędu, by później wzbić się w górę. Ryouji odczekał aż znajdą się na ziemią i lot będzie spokojniejszy. Wtedy zaś udzielił odpowiedzi na pytanie Louisy.
- Być może w niektórych kwestiach się powtórzę, ale nie miejcie mi tego za złe, bo to raczej Wasi ojcowie powinni przekazać choć odrobinę szczegółów.
Pierw uprzedził ich, że część wiadomości jaką im przekaże, mogą usłyszeć podwójnie. Być może to co powie, wiedzieć będą Ci on Namikaze. Spojrzał na każdego, po czym kontynuował.
- Celem podróży jest dostarczenie informacji Oświacie Włoskiej o śmierci ich dowódcy. Marcus nie może opuścić kraju ze względu na sytuację jaka tam panuje. Uznał, że to będzie dla Waszej czwórki dobra misja i zarazem lekcja. Spędzimy tam tydzień. Na ten czas, Wasi ojcowie by chcieli, abyście się poznali. Na początek zatrzymamy się w hotelu, gdzie zarezerwowane mamy dwa pokoje. Dwu osobowy i trzy osobowy. Dziewczyny będą dzielić, chłopcy ze mną. Mam nadzieję, że nie ma sprzeciwów.
Przerwał na moment, ale przypuszczał, że chyba nie będą zadowoleni z takiego podziału. Niestety tak według Ryouji'ego będzie najlepiej.
- Jeszcze jedna informacja.
Tutaj już bezpośrednio spojrzał na rodzeństwo Trizgane.
- Młodzi Namikaze wiedzą o przypadku Zacka. Na ich pomoc również możecie liczyć. To jeden z powodów, dla którego wybraliśmy prywatny lot. W hotelu spędzimy tylko jedną noc. Jakieś pytania?
Powrót do góry Go down
Chizuru

Chizuru

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 872


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Maj 28, 2014 9:40 pm

Głupia przecież nie była, nie? Jacob może i starał się nie pokazać, że coś jest nie tak, ale jego zdenerwowanie zwiększało się pewnie z każdą mijającą minutą.
To nie było do końca tak, że Chizuru czuła do Zacka niechęć, ponieważ był wampirem. Jasne, nienawidziła tych stworzeń z całego serca. Zniszczyły całe jej życie i gdyby potrafiła, najchętniej wszystkie by je wybiła. Największą niechęć żywiła oczywiście do wampirów szlachetnych. Wiadomo, byli egoistyczni i przemieniali ludzi bez ich zgody, bo tak im się chce. Natomiast jeśli chodziło o poziomy E, to była już inna sprawa. Chizuru sama doskonale pamiętała jak to jest być jednym z nich. Jak to jest odczuwać głód i nie potrafić nad nim zapanować, chociaż z tym radziła sobie akurat dobrze. Potrafiła się powstrzymać, chociaż tutaj duży wpływ miało szybkie odwampirzenie. Tak więc nie, nie nienawidziła poziomów E. Współczuła im, bo to przecież nie ich wina, że nagle stanęli na drodze jakiegoś szlachetnego, sama to znała. A że jest to najgorszy z poziomów, no to chyba nie ma najmniejszej wątpliwości. Co do samego Zacka, Chizuru mogła odczuwać wobec niego niechęć tylko i wyłącznie patrząc na nastawienie chłopaka do niej i jej brata. Nie należała do osób, po których to spływało, więc jeśli Zack będzie dla niej niemiły albo będzie ją ignorował, nie pozostanie mu dłużna. To tak, żeby Louisa nie zinterpretowała źle zachowania starszego dziecka Namikaze. Czasem może jej się wymsknąć jakaś uwaga odnośnie wampiryzmu starszego chłopaka, ale tak już po prostu miała. Nie bardzo zwracała uwagę na to, co mówi. Zresztą, nie ma teraz co gdybać. Początek nie zapowiadał się miło, ale kto wie co w ciągu tej całej wycieczki jeszcze się wydarzy?
Dwa lata, mówisz? Och, to Louisa musi mieć fajnie. Chiz musi jeszcze trochę poczekać, aż w końcu osiągnie upragnioną pełnoletność.
- Dlaczego mielibyśmy się nie porozumieć? Początki zawsze są trudne - odpowiedziała Louisie, po czym zerknęła na obu panów, którzy najwyraźniej nie mieli zamiaru uczestniczyć w ich małej pogawędce. Westchnęła ciężko, przymykając powieki. Czuła, że czeka ją ciężka przeprawa.
W swoim krótkim życiu, Chizuru tylko raz leciała samolotem. Mimo wszystko wiedziała jak się zachować, więc nie potrzebowała pomocy w zapięciu pasów. Kiedy uporała się ze swoimi, odwróciła się w stronę Jacoba i zauważyła, że drżą mu ręce.
- Hej, wszystko w porządku? - zapytała i już rzuciła się, by pomóc bratu zapiąć pasy, jednak uprzedził ją Ryouji. Chizuru cofnęła rękę i z lekkim przestrachem spojrzała na czarnowłosego. Przez chwilę pomyślała, że stało się coś naprawdę złego, jednak gdy usłyszała jego odpowiedź, odetchnęła z ulgą. Wymieniła spojrzenia z łowcą, a kiedy ten odszedł, złapała Jacoba za rękę.
- Nie bój się, wszystko będzie dobrze. Nie jesteś tutaj sam. Zobacz, jestem ja, pan Ryouji, Louisa i Zack. Oczywiście, że wszyscy się trochę boimy, ale nie ma co od razu panikować - powiedziała łagodnie, co u niej naprawdę było bardzo, ale to bardzo rzadko spotykane. Dodatkowo uścisnęła dłoń młodszego brata, by dodać mu otuchy.
- My już trochę wiemy - odpowiedziała Louisie, jednak resztę postanowiła zostawić białowłosemu. W końcu wiedzieli tylko o celu wizyty, natomiast o szczegółach nie mieli pojęcia. Chizuru słuchała Ryouji'ego, a kiedy powiedział o pokojach, zmarszczyła lekko brwi. Z jednej strony chciała poznać bliżej rodzeństwo Trizgane (w końcu sama przyjaciół nie miała), ale z drugiej wiedziała, że Jacob nie będzie czuł się swobodnie w towarzystwie starszych od siebie mężczyzn. Mimo wszystko pokręciła głową na znak, że owszem, nie ma nic przeciw.
Kiedy Ryouji wspomniał o tym, iż Chizuru i Jacob znają tajemnicę Zacka, brunetka wbiła spojrzenie w dwójkę Trizgane by zobaczyć, jak przyjmą tę wiadomość. Podejrzewała, że raczej im się to nie spodoba. W końcu sama nie chciała rozgłaszać o swoich przemianach ani innych rzeczach, które miały wtedy miejsce.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Lotnisko   Czw Maj 29, 2014 7:54 am

- A dlaczego miałby im nie mówić? - Spojrzał pytająco na siostrę, kończąc tym samym temat. Wszystko wyjdzie w praniu jak to się mówi i pewnie niebawem dowiedzą odnośnie poinformowania dwójki Namikaze o stanie jednego z rodzeństwa Trizgane. Właściwie z drugiej strony nadal dziwił się, że chcieli mieć poziom E na pokładzie. Toć w każdej chwili może zgłupieć i rzucić się na najbliższą osobę siedzącą. No ale cóż, ich wybór. Zack musiał lecieć głównie ze względu na siostrę, o którą też zamierzał się troszczyć.
Jeśli rodzeństwo Namikaze nie polubią Zacka, będzie to jego najmniejszy problem, bo naprawdę nie zależało mu na zawarciu nowej przyjaźni, poza tym nawet ta Chizuru wyglądała na zupełnie młodszą i niepełnoletnią, więc tym bardziej nie ma na co liczyć. A Jacob to już w ogóle. Niestety, ale młody Trizgane był już takim bucem odkąd tylko pamiętał i śmierć matki, jeszcze bardziej pogłębiła odizolowanie się od życia społecznego. Typowy outsider. W każdym razie to Louisa zaczynała rozmowy, a Zack jedynie prawie się jej wsłuchiwał, prawie bo nie mógł przecież zatkać sobie uszu, a mając wampirzy słuch, wyłapywał zbyt wyraźnie rozmowy. Taki przymus z którego najchętniej by zrezygnował. I kiedy wreszcie znaleźli się na pokładzie, Zack spasował gdy siostra usiadła obok niego. Nie, nie przeszkadzała mu, a ułożenie ciepłej dłoni na jego ręce, mimowolnie wymusiło do przelotnego spojrzenia na twarz Louisy. Nic jednak się nie odezwał.
Wykonał polecenie zapięcia pasów, dostrzegając tym samym, że łowca imieniem Ryouji usiadł naprzeciw niego. Zmarszczył lekko brwi, przybierając naprawdę nieprzyjemny wyraz twarzy. Zbyt szybko zrozumiał aluzję i nie miał nic przeciwko, przecież to robiono to z powodu bezpieczeństwa innych pasażerów. I temu też wzięto prywatny samolot. Zack nie jest głupi, więc szybko się może połapać co i jak, lecz przemilczał z trudem swoje buńcze komentarze. Aż nieco wyrośnięte pazury u dłoni, wbiły się w podłokietnik fotela. Lotem wcale się nie przejmował. W dodatku dobiegły do niego słowa Chizuru. Prychnął, odwracając się w stronę rodzeństwa.
- Jeśli wpadniemy w turbulencję albo inne gówno złapie ten samolot, nasza obecność raczej nic w tym Ci nie pomoże. Wtedy i tak się rozbijemy, ginąc na miejscu. - Żarty Zacka zawsze będą najgorsze i totalną klapą, który raczej dobija. Poza tym miał taką minę, jakby wcale nie żartował. Zero uśmiechu. I nieważne kto co powie, Zack wbił wzrok w okienko, obserwując widoki zza szyby. Chwilowo nie potrzebował środka nasennego, czuł się dobrze i w miarę słuchał po co mają lecieć do Włoch. I to po to wszystko? Powiedzieć o śmierci? Nie wystarczy telefon?
- I po to Nasza cala czwórka miała lecieć do Włoch? Mamy przekazać im wieść chórem? - Oblizał nerwowo wargi, przyłapując się samemu na tym dziwnym geście. To wampir delikatnie dał o sobie znać wraz z przepływem nerwami. Musi się opanować. Co do informacji o stanie Trizgane, nie pokazał niczego po sobie. Domyślił się, że ojciec tej dwójki uprzedził ich o zagrożeniu czyhającego podczas podróży i nie tylko. Właściwie to chciał już mieć ten lot za sobą. Wyciągnął więc ampułkę z środkiem nasennym. Była też mała strzykawka z igłą. Jeśli Louisa nie miała nic przeciwko, Zack dyskretnie podał jej wszystko żeby wykonała mu zastrzyk w rękę. Młodsze latorośla nie muszą tego widzieć. I jak siostra się zgodziła na mały zabieg, Trizgane będzie miał święty spokój, nie czując obaw, że kogoś nieświadomie zaatakuje.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Louisa

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Pią Maj 30, 2014 4:13 pm

Gdy Chizuru zapytała, dlaczego mieliby się nie porozumieć, Louisa zerknęła szybko w stronę swojego brata, który wciąż ukrywał się pod kapturem. Może źle zrobiła, że zaproponowała mu taki wyjazd? Czułby się pewnie lepiej w domu, we własnym łóżku, na bezpiecznej, stałej ziemi. Sądziła jednak, że jeśli nie będzie miał ochoty na żadne podróże, to po prostu odmówi.
– Jesteśmy nieco zamknięci na nowe znajomości. Pewnie sama rozumiesz, jak to jest i z jakiego powodu.
Nie chciała mówić na głos w obecności tylu ludzi słowa wampiry. Pewnie co poniektórzy popatrzyliby na nią, jak na idiotkę, fankę Zmierzchu. Jeśli miałaby powiedzieć wszystkim oponentom tej bajki, to z chęcią spotkałaby w swoim życiu taką rodzinę, jaka tam została przedstawiona. Ludzie by nie ginęli i możliwy byłby pokój między rasami. A tak? Wampiry się panoszą w mieście, jakby były u siebie.
W każdym razie weszli wreszcie na pokład samolotu. Louisa czuła się swobodnie, nie odczuwała żadnego dyskomfortu z powodu latania podniebną maszyną.
– Ekiguchi, jeśli poczujesz się źle, powiedz mi. Zaradzę coś na to. Jestem medykiem Oświaty.
Posłała chłopcu krzepiący uśmiech. Nie powiedziała mu, że dopiero się uczy. Mógłby się zaniepokoić, a tak będzie miał większe zaufanie do Louisy. Zresztą główny medyk i tak ją chwalił za umiejętności oraz wiedzę.
Zaśmiała się na odzywkę Zacka. Przywykła już do czarnego humoru swojego brata i lubiła go za to. Nie zrażała się tym. Zerknęła jednak w stronę Chizuru, która mogła poczuć się urażona. Co do tego, że Zack mógłby ją czy jej brata ignorować czy wręcz zrażać do siebie. Była już na tyle dorosła, że mogła domyślić się w czym rzecz. Zdawała sobie sprawę, że Zack jest wampirem, a zatem jeśli coś go zdenerwuje, mógłby z łatwością kogoś zaatakować. Louisa wiedziała, że po prostu nie chciał robić krzywdy tym dzieciakom. Wolał ich zatem do siebie zrazić na wstępie, by go nie zaczepiali i nie zachęcali do rozmów. Poza tym Zack miał dwadzieścia pięć lat, więc co miałby robić z nimi?
– Acha. Ja niewiele wiem, więc z chęcią wysłucham szczegółów.
I zamilkła, wyczekując na informacje. Skinęła w porozumieniu na wszystkie informacje, ale kiedy nadszedł czas na fakt, że Namikaze wiedzą o wampiryzmie Zacka, Louisa skrzywiła się. Wargi ściągnęła w cienką linię.
– Mam nadzieję, że zostanie to między nami. Miał wiedzieć jedynie mój ojciec, dowódca i ja, a teraz wie o tym już sześć osób.
Spojrzała na łowcę, który miał być ich opiekunem. Akurat była w stanie zrozumieć, że on musi wiedzieć. Prędzej czy później i tak by się zorientował. Był łowcą, doświadczonym.
– Prosiłabym jedynie o poinformowanie mnie, jeśli z Zackiem będzie się coś działo. Mogę liczyć na pana pomoc w tej kwestii?
Martwiła się nieco tym, że Zack miał nocować razem z dzieckiem. Musi to znieść.
– Zack, daj spokój. Mówiłam, że to będzie jak wakacje dla nas. Poza tym jesteśmy młodzi. Spodziewałeś się, że dadzą nam misję zapolowania na wampira szlachetnej krwi?
Spytała go rzeczowo, cicho, tak, by tylko on słyszał. Nie miała żadnego problemu z zapięciem pasów. Sprawdziła, czy zapięła je poprawnie i za pewne za kilka minut samolot oderwie się od ziemi.
– Jesteś pewien, że chcesz?
Spytała, biorąc od brata strzykawkę oraz płyn. Zdjęła opakowanie ze strzykawki, siadając tak, żeby Chizuru i Jacob niczego nie widzieli. Chciała, żeby Zack czuł się swobodniej. Wbiła igłę w płyn, który nabrała. Sięgnęła także po gazik, który polała płynem dezynfekującym i potarła nim zgięcie łokcia. Po chwili zrobiła bezboleśnie zastrzyk. Była bardzo delikatna, a żyły Zacka były widoczne.
– Już, po krzyku.
Uśmiechnęła się do brata i poprawiła mu poduszki pod głową, by było mu wygodniej spać. Zastrzyk powinien niedługo zacząć działać.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Jacob
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Jacob

http://vampireknight.forumpl.net/t1045-jacob-namikaze#13452
Zarejestrował/a : 18/03/2013
Liczba postów : 108


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Pią Maj 30, 2014 6:07 pm

W tej sytuacji, to Jacob chciał już wracać do domu, do mamy, która w dodatku nie odezwała się na jego wiadomość. Wmawiał sobie, że mogła być zajęta, telefon się rozładował, ale nie przyjmował tego do siebie. Może udawała i ma go dość? A gdzieżby! Takiej wizji nie dopuszczał do siebie.
Ryouji pomógł mu zapiąć pasy, zaś Chizuru złapała za dłoń i przemówiła głosem uspokajającym. Spojrzał, na nią, jakoby to jeszcze miało mu dopomóc w uspokojeniu się. Nawet robił wdechy i wydechy. Byłoby dobrze, gdyby Zack go bardziej nie dobił. Spojrzał w jego kierunku wystraszony. Palnąłby coś, ale podświadomie wiedział, że nie warto. Nie może dać się prowokować "wampirowi". Tak, krwiopijcy mają taki zwyczaj wkurzania ludzi. A nie wiedział, że Zack taki jest od zawsze.
- Zack. Prosiłbym Cię o zachowanie trochę kultury.
Rzucił Ryouji ostro w stronę wampira, karcąc go za takie słowa w kierunku młodego Namikaze. Dorosły a zachowuje się jak szczeniak.
Widocznie poinformowanie młodych Namikaze o stanie Zacka, nie zadowoliło rodzeństwa Trizgane. Louisa to ukazała nawet słowami. Yoshida podjął się zaraz wytłumaczenia, dlaczego tak postanowiono.
- Ta informacja jest tajemnicą i wiedzą o niej tylko my i Wasi ojcowie. Jednak Marcus uznał, że ze względu na ten wyjazd, jego dzieci nie mogą nie wiedzieć z kim towarzyszą w podróży. W przeciwnym wypadku, Chizuru i Ekiguchi nie wiedzieliby jak rozmawiać z Zackiem i przebywać w jego towarzystwie. To jest także lekcja dla Was wszystkich. I oczywiście będziesz informowana Louiso o stanie swojego brata.
Zapewnił dziewczynę, by niczym się nie przejmowała, a że jej brat będzie przebywał z dzieckiem i dorosłym łowcą, nie powinno ją niepokoić. Ryouji poradzi sobie z poziomem E i jednocześnie uchroni młodego Namikaze. Cel w tym był także taki, aby dziewczyny poznały się bliżej. W końcu Marcusowi zależało na tym, aby Chizuru znalazła z kimś wspólny język i jakieś zajęcie zawodowe w oświacie. Bo na patrol jej nigdy nie puści.
- Ta wyprawa ma jeszcze jeden cel, o którym dowiecie się jutro.
Yoshida udzielił odpowiedzi starszemu Trizgane. Zackowi się już coś nie podobało, co było w sumie widać. Louisa uspokajała brata, zaś białowłosy łowca zerknął w tym momencie w kierunku Jacoba, który to w chwili unoszenia się samolotu, niemal wcisnął w fotel i zamknął oczy, ściskając tym samym dłoń siostry. I tak nawet trwał podczas początkowego lotu już na niebie.
- Louiso. Masz może coś na uspokojenie dla Ekiguchi'ego?
Jakieś leki uspokajające mu się przydadzą. Trochę w tym samolocie posiedzą, a dobrze jest jak chłopak nie będzie się całą drogę denerwował.
Chwilę po tym, jak Louisa wstrzyknęła środek nasenny bratu i Jacob otrzymał leki. Ryouji przekazał im jeszcze jedną informację.
- Po zakwaterowaniu w hotelu, dwie osoby udadzą się ze mną do Oświaty Włoskiej. Chizuru i Louisa. Będzie reprezentowały swoich ojców. Dowódcę i zastępcę. Gerarda miał początkowo reprezentować Zack, ale ze względu na jego wampiryzm, Ty go zastąpisz Louiso.
Oświata jak każda inna, ma swoje zasady i wampirom mówią zdecydowane "nie". Gdyby Zack się tam pojawił, kto wie co by się stało? O najgorszym jednak Ryouji nie zamierzał mówić, jeżeli taka sytuacja nie nastąpi. Miał nadzieję, że zbyt wielkich problemów z Zackiem jako wampirem - nie będzie.
Powrót do góry Go down
Chizuru

Chizuru

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 872


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sob Maj 31, 2014 11:05 am

Pokiwała głową na słowa Louisy i jednocześnie lekko się uśmiechnęła. Czy to nie właśnie z tego powodu nigdy nie miała przyjaciół? Oczywiście, jakieś tam szkolne znajomości były, ale trudno je utrzymać, kiedy spotykasz się z nimi tylko w szkole, prawda? Od kiedy pamiętała zawsze była sama. Nie miała komu zwierzyć się ze swoich problemów. Znaczy, był Marcus i Jacob, ale przecież nie będzie się im zwierzać gdyby w przyszłości miała jakiś problem z chłopakiem. Przecież nawet nie chciała powiedzieć tacie o gwałcie, sam musiał ją pytać. Chciała mieć taką osobę, przyjaciółkę, której mogłaby powierzyć wszystkie swoje sekrety o każdej porze dnia i nocy, i gdy już myślała, że może się uda, nagle okazało się, że wcale nie musi tak być.
- Rozumiem. Nie masz nawet pojęcia jak dobrze. Ale jakby nie patrzeć, jedziemy na tym samym wózku. Nasze rodziny są takie same - odpowiedziała, bo chociaż obie jeszcze tego nie wiedziały, była to prawda. Po części. Należały do starych rodów łowieckich, ich matki zostały zamordowane przez wampiry, a one same przez nie przemienione i później odwampirzone. Różniły je tylko dwa fakty. Po pierwsze, brat Louisy był z jednej matki, natomiast Chizuru i Jacob mieli dwie różne. Po drugie, blondynka straciła matkę jako mała dziewczynka, więc wychowywał ją praktycznie ojciec. Chizuru jeszcze do niedawna swojego nie znała. Sama musiała zadbać o to by go znaleźć i sprawić by uwierzył, iż naprawdę jest jego córką. Szczegóły nieco się różniły, ale zarys był taki sam.
Uśmiechnęła się na słowa Louisy skierowane do jej brata. Cieszyła się, że ktoś jeszcze chce chłopcu pomóc. Niestety uśmiech ten szybko zszedł z jej jasnej twarzy, kiedy odezwał się Zack. Zdenerwowała się mocno, a że nigdy nie była osobą cierpliwą, toteż nic dziwnego, że tętno nieco jej przyspieszyło, jakby stało się coś naprawdę bardzo złego.
- Hej! - wychyliła się zza Jacoba, by móc morderczym wzrokiem spojrzeć na Zacka.
- Nie przypominam sobie, bym prosiła Cię o straszenie mojego młodszego brata - odezwała się, wbijając w starszego chłopaka wściekły wzrok ciemnych oczu. Nie była przyzwyczajona do siedzenia cicho w takich sytuacjach. W sumie w ogóle nie była przyzwyczajona do milczenia i na domiar złego najwyraźniej nie skończyła jeszcze mówić.
- Miałam na myśli również to, że gdyby rzeczywiście coś się stało, nie zginie sam - palnęła z rozpędu, oczywiście w ogóle nie zastanawiając się nad sensem własnych słów. Właśnie dała mały pokaz swoich możliwości.
- Ale oczywiście nic takiego się nie stanie. Dolecimy na miejscu w jednym kawałku, zobaczysz - dodała szybko zdając sobie sprawę z tego, że siedzący obok niej Jacob doskonale wszystko słyszał. Trochę za mocno ścisnęła nadal trzymaną dłoń czarnowłosego, jakby tym samym chciała pokazać, jak jest jej głupio.
Chizuru była osobą nierozsądną i nierozważną. Może i zdawała sobie sprawę z tego, dlaczego Zack się dystansuje, ale zdecydowanie nie brała tego pod uwagę. Nawet jeśli Marcus o wszystkim im powiedział, brunetka i tak nie zachowa ostrożności. Nie potrafiła. Musiała dodać swoje trzy grosze zawsze tam gdzie, jak uważała, są potrzebne. I nieważne czy sprowokuje tym człowieka czy wampira. Co do wieku, to oczywiście jest to jakaś bariera, ale jednak do przeskoczenia. Chizuru i Jacob nadal byli dziećmi, ale nie mieli przecież po dziesięć lat, nie demonizujmy.
Siedemnastolatka spojrzała w stronę Louisy, gdy ta wyraziła swoją niechęć wobec faktu, iż dzieci dowódcy wiedzą o wampiryzmie jej brata. Przyglądała się dziewczynie przez chwilę, aż w końcu skinęła głową.
- Spokojnie, nie zamierzamy nikomu tego rozgadywać. Po pierwsze, nie mamy komu. Łowcy z włoskiej Oświaty i tak by się dowiedzieli, nie są głupi. A przypadkowym osobom na ulicy nie będziemy przecież mówić. Nikt by nam nie uwierzył - odpowiedziała, wzruszając ramionami.
- Po drugie... Sama byłam w takiej sytuacji, więc doskonale wiem jak to jest - dodała, chociaż podejrzewała, że Louisie mogło się obić o uszy coś o jej wampiryzmie. Za pierwszym razem w Oświacie wiedzieli o tym wszyscy. W końcu obecność wampira w Oświacie była dosyć dużym i niespotykanym wydarzeniem. Na dodatek czuwał nad nią wtedy sztab łowców, by nie zrobiła czegoś głupiego. O drugim razie wiedzieli tylko Azel i Kaien Cross, jednak o tym w ogóle nie chciała nawet myśleć.
Podczas startu i pierwszych chwil lotu, Chizuru z niepokojem przyglądała się bratu, nie puszczając jego ręki. Louisa nie musiała się martwić. Chiz była wścibska, ale tym razem miała na głowie własnego brata, więc nie bardzo przejmowała się tym, co tam robi rodzeństwo Trizgane. Chciała Jacobowi pomóc, ale nie wiedziała jak, nie znała się na tym. W końcu chłopak dostał leki uspokajające, na co brunetka uśmiechnęła się z wdzięcznością do blondynki. Zaraz jednak na jej jasnej twarzy pojawiło się zaskoczenie. Powaga? Ona ma reprezentować dowódcę japońskiej Oświaty?
- Czy... Mój ojciec sam na to wpadł? - zapytała Ryouji'ego, kiedy pierwszy szok minął, a zamiast tego na ustach panny Namikaze błąkał się niewielki uśmieszek rozbawienia. No to kaplica trochę, bo Chizuru nie nadawała się by reprezentować kogokolwiek. Ale jak mus to mus. Jacob był za młody, a Marcus nikogo innego przecież nie miał.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Lotnisko   Nie Cze 01, 2014 7:41 am

Najwidoczniej żenujący żart zrozumiała tylko Louisa, która zbyt dobrze zna swojego okrutnego braciska, nie oszczędzającego się w słownictwie. Owszem, też chce się odgrodzić od dzieciaków Namikaze, bo przecież jakby któregoś ugryzł, Louisa oraz Gerard mogliby mieć przez niego kłopoty, że wysłali razem z ludźmi niebezpiecznego wampira. Przetarł twarz dłonią, dobitnie czując zmartwienie, które niestety jest aż za bardzo realne. Prędzej czy później zaatakuje kogoś, czuł to. Oczywiście nie wyskakiwał z tym, wolał skupić się na otrzymaniu słownego skarcenia, aczkolwiek Chizuru dodała coś od siebie, że Zack parsknął śmiechem, choć powstrzymał się.
- A przed śmiertelnym zderzeniem z ziemią, zaśpiewamy piosenkę o miłości do życia. - Naprawdę nie śmiał się, nie uśmiechał. Mogło nawet przestraszyć, że Zack był naprawdę poważny przy każdym słowie! No ale cóż. Zapewne zaś posypią się groźby, na które Trizgane wcale nie zwróci uwagi, chyba że ktoś odważy mu się ubliżyć.
- Louiso, przecież to było do przewidzenia, że ich ojciec powie im o moim przypadku. - Burknął bardziej wyrozumiale niż Louisa. Niech na spokojnie sie zastanowi. Musiał ostrzec swoje dzieci, muszą uważać na poziom E, który jakby nie patrzeć, zagraża im życiu. To nic innego, niż troska. Dlatego niech sie tak od razu nie zraża.
Pokręcił oczyma na słowa siostry. Nie może już wyrazić własnego zdania? Zapewne każdy zastanawiał się nad sensem lotu po to, żeby podać informację. Ale skoro mają jeszcze jakieś zadanie, to Zack siedział cicho. Jednakże jak łowca oznajmił iż przez stan Trizgane niweluje go do zadań.
- Po co tak właściwie lecę do tych Włoch? Mogłem zostać z ojcem, jemu bardziej się przydam, niż Wam wszystkim. - Warknął, obnażając kły. Serio... Nie chciał być balastem, a o żadne wakacje nie prosił. Leciał, bo miał zadanie, a tutaj teraz wychodzi na to, że nie będzie robił nic?
Po otrzymaniu zastrzyku, Zack zasłonił roletą okno obok siebie i ułożył się na poduszkach, położonych pod jego głową. Zasłonił się kapturem, po czym w milczeniu oddał się odrętwieniu, głosy otaczającego go z środka samolotu, jak i sam jego cichu silnik, który dla Zacka był dobrze słyszalny, stały się odległe, aż w końcu ucichły. Innymi słowy na czas lotu, można śpiącego wampira w kolejce pomijać.
Powrót do góry Go down
Jacob
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Jacob

http://vampireknight.forumpl.net/t1045-jacob-namikaze#13452
Zarejestrował/a : 18/03/2013
Liczba postów : 108


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Pon Cze 02, 2014 8:01 pm

Jak dobrze jest mieć kogoś z rodziny w taką podróż. Mimo iż siostra próbowała go uspokoić, to jednak nie pocieszały go kolejne słowa. Aż zatkał uszy, jakoby nie chciał już nic totalnie słyszeć. Jacob nawet nie odzywał się, kiedy Chizuru wyjaśniała nowej koleżance, że nie muszą się obawiać iż rozgadają o wampiryzmie Zacka. O to moga być spokojni. Jacob szkolił się jeszcze, więc ważne podstawy z wiedzy o wampirach ma wpojone.
Ryouji zmarszczył brwi, ale nie odpowiedział Zackowi na jego dąsające pytanie. Odczekał aż Louisa "ulula" swojego brata do snu. Zorientował się jaką substancję mu wstrzyknęła, kiedy wampir zamknął oczy oddając się snu. Jacob dostał leki uspokajające, więc pozostała część podróży, minęła bardzo spokojne.
- Tak.
Odpowiedział młodej Namikaze, kiedy zadała pytanie. Od tego momentu, zapewne nie było już żadnych innych pytań. Zapewne posypią się w dniu, kiedy znajdą się na miejscu.
Godziny mijały, aż ich oczom przestały prezentować się chmury zza okna a można było już dostrzec miasto. Znawcy architektury, zapewne dostrzegli by kopułę Bazyliki. Lądowanie mieli w Rzymie.


[z/t wszyscy]
Powrót do góry Go down
Prim
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Prim

http://vampireknight.forumpl.net/t2532-prim http://vampireknight.forumpl.net/t3027-prim-darkhawk
Zarejestrował/a : 25/04/2016
Liczba postów : 167


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Pią Maj 06, 2016 4:24 pm

Joł mada faka, zarąbali Ci składaka. Primka doleciała na miejsce! Oczywiście podróżowała tylko pierwszą klasą, bo szlag by ją trafił jakby miała się gnieść z jakimś grubasem i starą babcią w drugiej czy trzeciej "bazie". Jeszcze tego by brakowało, aby ktoś puścił bąka i kobieta musiałaby siedzieć w tym smrodzie.
Szybko wypiła resztę whisky, którą zamówiła podczas lotu i zamknęła książkę, wsadzając do małego plecaka, który miała ze sobą. Nie brała bagażu podręcznego, bo wszystko co było jej potrzebne, wcisnęła do dużej torby, którą miała odebrać w odpowiednim dziale.
Wyszła z samolotu i szybko sięgnęła różową walizkę, aby czym prędzej udać się do sali, gdzie "parkowały" samoloty do przewozu zwierząt. W końcu nie mogła wziąć Tessy ze sobą. Gepard tak, jak pies czy kot musiał być odpowiednim transportem ściągnięty.
- No elo, czy samolot F11 już wylądował? - zapytała, co chwilę robiąc balony z miętolonej gumy do żucia, co wyraźnie irytowało pracownika lotniska.
- Jeszcze nie, Panienko- odpowiedział grzecznie, zerkając na monitor gdzie widział wszystkie zbliżające się przyloty, jak i odloty.
Blondynka westchnęła niezadowolona i usadowiła swój chudy tyłek na skórzanym fotelu. Ile jeszcze musi czekać? Wszystko miało być tak zaplanowane, że jej pupil przyleci o tej samej godzinie, co ona! Chociaż o ile w Rosji, mieszkali w takim mieście, że gepard nie był niczym dziwnym w biały dzień, tutaj mogło być odwrotnie. Lepiej poszuka jakiegoś wielkiego plakatu, za którym mogłaby schować klatkę z dzikim kotem. A może jakąś wielką walizkę? Kuźwa, czemu wcześniej o tym nie myślała? No tak, była zajęta whisky. Zwykle piła tylko wino i szampana, ale musiała porządnie uczcić przylot tutaj! Ciekawe, czy Grig już wie o tym, że za parę godzin albo nawet minut spotka się ze swoją "najurokliwszą" siostrzyczką!

_________________

***
Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
Live with me forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals
Powrót do góry Go down
Chizuru

Chizuru

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 872


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Maj 11, 2016 4:48 pm

Owszem, Grigorij wiedział o przyjeździe swojej małej siostry. Gdyby nie posiadał takiej wiedzy, Chizuru nie stałaby teraz w zatłoczonej sali przylotów, czekając na nieznaną jej dziewczynę. O tym jak Prim wygląda wiedziała tylko ze zdjęcia, na dodatek nieco starego więc obawiała się, czy w ogóle dziewczynę pozna. Szczerze mówiąc zdziwiła się, kiedy dowódca poprosił ją o tą małą przysługę. Oprócz ostatniej afery z udziałem jej oraz Marcusa nie podejrzewała, by Grig w ogóle o niej pamiętał czy wiedział, jak ma na imię. Nie była przecież pełnoprawnym łowcą, a zaledwie zwykłym rekrutem, którego nie posyłało się do walki. Jak widać była w błędzie. Dowódca nie tylko znał jej imię, ale jeszcze sam osobiście poprosił o odebranie siostry z lotniska. Chizuru była tak zaskoczona, że nawet nie protestowała.
Takim oto sposobem siedziała teraz przed sała przylotów, bo dalej nie wolno jej było iść i rozglądała się za osobą, która chociaż trochę będzie przypominała tą ze zdjęcia. Fotografię oczywiście trzymała teraz w dłoni, raz po raz patrząc to na nią, to na wychodzących zza szklanych drzwi ludzi.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Prim
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Prim

http://vampireknight.forumpl.net/t2532-prim http://vampireknight.forumpl.net/t3027-prim-darkhawk
Zarejestrował/a : 25/04/2016
Liczba postów : 167


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Maj 17, 2016 8:32 pm

No, ja też wiem, że wiedział, LOL MI CIĘ. No, ale nie wiedział, że to małe, wredne, ciekawskie coś, dalej takie było. A nawet gorsze. Ale to rodzina! Chyba jej nie wydziedziczy. Inaczej dostanie z różowego bicza i tyle będą go widzieli, o. A dupa będzie boleć. Zawsze może też wynająć jakiegoś gejaszka, by zadbał o jego dupę, ale taka wredna już nie będzie.
Szkoda, że Chizuru nie pomyślała o tym, aby trzymać duży transparent z imieniem Primki. Albo jej ksywy. Skoro Grigu wysłał po nią kogoś, to chyba powiedział jak się do niej zwracać w miejscu publicznym, coby to uwagi nie zwrócić, jakby jakiś wampir się domyślił, że te z oświaty. No, bo blondyna nie wiedziała, że ktoś na nią czeka i tylko kręciła się w kółko, aby znaleźć coś czym okryłaby swoją klatkę z Teską.
Na szczęście los chciał tak, że złotooka stanęła koło Chizu. Zmierzyła ją wzrokiem od dołu do góry. Wyglądała na zagubioną, a że celem Felicki jak i innych łowców jest ochrona i pomoc ludziom, to ją zagaiła. Nie to, że sama potrzebowała pomocy... wcale, nie była osobą szukającą zysku dla siebie, w ogóle!
- A ty co tak stoisz jak cygan na bazarze? Brakuje Ci tylko gadki "Wsystko za pieńć zlotych" - stwierdziła niby z rozbawieniem, ale trochę złośliwości można było wyczuć w jej głosie. Jednak nie ma co stresować jeszcze bardziej brunetki, więc odrzuciła swoje długie włosy i wyciągnęła rękę w stronę przyszłego medyka.
- Felicia Iwanienko, pomóc Ci w czymś? Może czekasz na kogoś, kto miał przylecieć z Rosji, ale jego lot dotarł szybciej? - zapytała, znów rozglądając się dookoła, aby wpaść na bisty plan transportu swojego pupila.
- Wiesz może, jak bezpiecznie przetransportuje stąd geparda? - dodała nagle i spojrzała na nią świdrującym spojrzeniem. Prawdę mówiąc już jej nie interesowała odpowiedź brązowowłosej na jej wcześniej pytanie. Jej potrzeba była na pierwszym miejscu i *uj, o.

_________________

***
Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
Live with me forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals
Powrót do góry Go down
Los
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
Los

Zarejestrował/a : 02/12/2012
Liczba postów : 48


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Pią Cze 10, 2016 2:07 pm

Dziewczyny w końcu się odnalazły zaczynając od tradycyjnej gadki na powitanie. Nie wiadomo czym kierował się dowódca prosząc Chizuru Namikaze o odebranie siostry z lotniska. Brak czasu, a może dbałość o to by Prim zdobyła nowych przyjaciół? Hala przylotów jak zwykle była zatłoczona. Ludzie gromadzili się i szukali swoich krewnych, niekiedy płacząc bądź śmiejąc się radośnie. Taka sytuacja.
- O przepraszamy! Śpieszymy się na samolot! Sorry, laski – dwóch młodych chłopaków na oko dwudziestotrzyletnich przecisnęło się tuż obok Prim i Chizuru, przy okazji mocno je poszturchując.
Dopiero po sekundzie jeden z chłopaków pomachał plecakiem jasnowłosej i rechocząc niczym bazarowy przygłup puścił się do ucieczki. Drugi kompan złodziejskiego fachu pomachał portfelem Chizuru i pobiegł w ślad za pierwszym rabusiem.

Obaj chłopcy mieli na sobie ciemne arafatki i czapki na głowach. Ubrani jak inni, bez szczególnego wyróżnienia – jeansy i ciemną bluzę, którą z powodzenia można zamienić na inną.
Możecie próbować za nimi gonić i odzyskać skradzione przedmioty – plecak Prim oraz portfel Chizuru. Uderzenie jakim uraczono okradzione dziewczyny było mocne i z pewnością zostawi siniaki. Nie ma jednak powodu by spędzić przedpołudnie na izbie przyjęć.
Powrót do góry Go down
Chizuru

Chizuru

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 872


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sob Cze 18, 2016 12:57 am

LOL MI CIĘ TEŻ, LOL. Dobra, sucho wyszło, ale nieważne. Chizuru chyba nigdy w swoim osiemnastoletnim życiu nie poznała tak... Ciekawej istoty, jaką była Prim albo raczej Felicia, jak się przedstawiła. Mała Namikaze rozumiała przykrywki i inne sprawy ale naprawdę nie lubiła, kiedy się ją okłamywało. Nawet jeśli chodziło tylko o zatajenie prawdziwego imienia. Tak jak Jacob, na przykład, który wiedząc, że Chizu jest jego siostrą, dopiero niedawno zdecydował się wyjawić brunetce prawdziwe imię. Była zła, wściekła jak diabli. Nawet rozwaliła swoją ulubioną ramkę ze zdjęciem, którą rzuciła w ślad za pospiesznie oddalającym się bratem. Nie muszę chyba dodawać, że zamiast w Jake'a trafiła w ścianę, prawda? Oczywiście, że te dwie sprawy nie miały ze sobą nic wspólnego, w końcu Prim nawet Chizuru nie znała, więc nie miała powodu by jej ufać. Tylko, że to była Chizu, której myślenie było tak dalekie od logicznego, że czasem sama nie potrafiła powiedzieć o co jej chodzi. Nieważne.
Minęło kilka chwil, zanim obydwie ogarnęły, że to właśnie na siebie czekają. To nie było tak, że Chizuru z miną skazańca wykonywała prośbę dowódcy o odebranie z lotniska jego młodszej siostry, Prim po prostu... Była inna. Żywiołowa i gadatliwa i chociaż Namikaze nie myślała o sobie jako o kimś małomównym, musiała przyznać, że dużo jej do Felicii brakuje. Uczuciem, które pojawiło się w momencie krótkiej rozmowy z blondynką nie było jednak zirytowanie. Dobra, okej, trochę też, ale bardziej poczuła nić trochę irracjonalnej sympatii do nowej koleżanki.
Wszystko miało być w porządku, właśnie kierowały się do wyjścia, kiedy nagle została uderzona tak mocno, że prawie wylądowała na podłodze. A raczej wylądowała na pewno, jeśli Felicia jej nie pomogła.
- Może jakieś przepraszam... - zawołała za chłopakami, kiedy już podniosła się z ziemi, otrzepując spodnie z brudu. Urwała, w porę zauważając plecak Prim i swój portfel w rękach nieznajomych. Zaraz, co? Szybkie spojrzenie na miejsce, w którym powinien znajdować się plecak, szybkie pomacanie w miejscu gdzie zawsze trzymała portfel, by z rykiem HEJ! STOP! ZŁODZIEJE! ruszyć w pogoń za złodziejami. Nie obejrzała się za siebie na Felicię wiedząc, albo bardziej raczej wierząc, że dziewczyna nie zostawi jej na pastwę losu. W końcu mieli jej plecak!

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Prim
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Prim

http://vampireknight.forumpl.net/t2532-prim http://vampireknight.forumpl.net/t3027-prim-darkhawk
Zarejestrował/a : 25/04/2016
Liczba postów : 167


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Lip 26, 2016 5:07 pm

No tak. Chizu nie umiała myśleć. SAD BUT TRUE. Tak więc nic dziwnego, że fochała się na wszystkich o wszystko. Podanie fałszywego imienia to nie kłamstwo! To po prostu zatajenie prawdy! Po za tym nie było do końca fałszywe. Miała piękne papierki na to. Zresztą i tak Chiz doszła w końcu do tego, że to na blondynkę czeka, więc nie musi się już głowić nad tym kogo ma znaleźć dla Griga. Limit myślenia wyczerpany, ale z jakim skutkiem!
Niestety nim Prim mogła uzyskać od brunetki odpowiedź na to, gdzie znajdzie wielki transparent którym mogłaby okryć zwierzaka, ją i córkę Marcusa dopadło dwóch gnojków. Dopadło to za duże słowo.. po prostu wpadli na nie powodując, że Namikaze poleciała na ziemię a Prim nieco się potknęła.
- Kurwa, chcecie wpierdol?! - bez zbędnych ceregieli przeklnęła na całe gardło, wymachując pięścią w stronę oddalających się facetów i spojrzała na nastolatkę, która w końcu podniosła swoje cztery litery z ziemi. Ta, Primka jej nie pomogła. Sory, ale sama została odepchnięta na bok to nie było, jak powstrzymać koleżankę przed upadkiem. Zresztą nikt się już tym nie przejmował, gdy dwoje cwaniaków pomachali dziewczyną skradzionymi rzeczami.
- NIKT MNIE JESZCZE NIE OKRADŁ SKURWYSYNY - znowu zaczęła bluzgać, jak rasowy Polak - kij, że była Rosjanką - i pobiegła razem z Chizuru za dwójką młodzieńców, którzy może i byli ubrani podobnie do reszty, ale mieli arafatki! W tych czasach nikt już chyba nie chodził w tym niemodnym badziuwiu (zdaniem łowczyni), szczególnie gdy na dworze było 30 stopni! Jak lubią śmierdzieć, ich sprawa. Ale niech oddają plecak i portfel.
Prim wyciągnęła sztylet z kieszeni i przy pomocy mocy wpłynęła na przedmiot, aby nabrał magicznej zdolności. Chciała mianowicie wydobyć z niego paraliżujący płyn i wciąż biegnąć za chłopakami zamachnęła się z całej siły, aby wbić jeden z mieczyków w udo chłopaka. Jak uda jej się trafić, doskoczy do niego, aby skoczyć na niego okrakiem i dognieść go do ziemi! o/

_________________

***
Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
Live with me forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
Esmeralda

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2054


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Sro Sie 10, 2016 8:04 pm

To nie był dobry dzień dla złodziei. Nim przystąpili do haniebnego czynu, nawet nid przyszło im do głowy, że dwie drobne kobiety mogą mieć w sobie tak dużą wolę walki. Po dobiegnięciu do bramek, mężczyźni przeskoczyli je, lecz łapiąc ostatnie resztki instynktu samozachowawczego porzucili skradzione fanty.
- Ty, spierdalaj szybciej, to wariatki! - jeden z chłopaków poganiał drugiego i mało nie zderzając się z tłumem hindusów, obaj zniknęli gdzieś za rogiem, ratując tym samym swoje życie. Na teren przylotów weszła kolejna fala ludzi, którzy prędko popędzili do taśm, śledząc niczym Sherlock swoje bagaże. Chłopcy rozpłynęli się w powietrzu, za to Chizuru i Prim zostały zaczepione przez kierowcę oświaty wysłanego przez brata jasnowłosej.
- Przepraszam za spóźnienie, proszę wsiadać. Zawiozę gdzie trzeba... ale proszę nie wspominać o tym małym spóźnieniu szefowi – powiedział skruszony, po czym zapakował wszystkie bagaże i skierował się we wskazane miejsce.

Prim i Chizu zt – piszecie gdzie chcecie, to od was zależy gdzie wysadzi Was kierowca i czy nadal będziecie razem w temacie.

_________________
Powrót do góry Go down
Elyse

Elyse

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 589


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Mar 14, 2017 4:40 pm

Niebo przecinały samoloty, które co rusz ruszały i lądowały. Jak zwykle na lotnisku było mnóstwo osób, które podróżowały w sprawach służbowych, rodzinnych lub wakacyjnych. Przy odbiorze bagażu stała duża kolejka, a w niej z nogi na nogę skakał facet w szarym garniturze. W końcu odebrał dwie czarne i lśniące walizki z nadanymi numerkami i skierował się w stronę kanap, na których siedziała towarzysząca mu w podróży kobieta. Najpierw było widać duży, czarny kapelusz pochylony nad kolorowym czasopismem, a potem krótkie i sterczące we wszystkie strony czerwone włosy. Kobieta uniosła głowę i spojrzała na mężczyznę swoimi ciemnymi oczami, otoczonymi kurtyną grubych rzęs.
- Możemy już iść Panno de Maulévrier - powiedział poprawiając krawat, a kobieta obdarzyła go ciepłym uśmiechem wstając z gracją i poprawiając czarną suknię.
- To wspaniale, Pierre - odpowiedziała mu miło i ruszyli razem w stronę wyjścia z lotniska. Elyse uniosła głowę patrząc na kolorowy witraż na suficie z zamyśloną miną.
- Coś Panienkę trapi? - zapytał wyraźnie zmartwiony facet, ale czerwonowłosa istota spojrzała na niego tak samo promiennie jak chwilę wcześniej.
- Wszystko w porządku, dziękuję za troskę - pokręciła głową rozbawiona i wyciągnęła z torebki okulary przeciwsłoneczne. Niestety nie zdążyła ich włożyć na nos, bo już się skierowało w jej stronę parę osób dzierżąc zeszyt i długopisy. Westchnęła w duchu i po tradycyjnym tekście "mogę prosić autograf?" odebrała kartki i starannie się podpisała z dedykacją. Kto by pomyślał, że w tych czasach ktoś jeszcze interesuje się tą profesją, którą na co dzień zajmuje się Elyse. To chyba przez te wszystkie blogerki i vlogerki. Czasem chciałaby się zaszyć gdzieś i zapomnieć o swojej pracy. Chociaż to nią przez ostatnie lata żyje. Nic innego się nie liczy. No oprócz rodziny... ale to sprawa bardziej zawiła.
Niestety do tłumu fanek i paru fanów dotarli też paparazzi. Ely założyła okulary na nos, a Pierre zaczął ich odsuwać od niej, prosząc by szanowali ich prywatność. Kobieta z kamienną twarzą wyszła w końcu na dwór, gdzie słońce było schowane za szarymi chmurami. Jak nic będzie padać.
- Panienko proszę szybko udać się do czarnego volvo, które zamówiłem wcześniej. Ci fotografowie są nad wyraz upierdliwi - bąknął niezadowolony, a dwudziestopięciolatka zaśmiała się dźwięcznie i stanęła koło lokaja i powiernika wszelkich spraw.
- Dobra, niech zrobią to zdjęcie - wymamrotała pozując z przyjacielem rodziny do zdjęcia, a gdy w końcu mogli zaczerpnąć trochę powietrza rozejrzała się za wspomnianym wcześniej autem - Pierre, nie widzę nigdzie tego volvo.

_________________

One, don't pick up the phone
You know he's only calling 'cause he's drunk and alone
Two, don't let him in
You have to kick him out again
Three, don't be his friend
You know you're gonna wake up in his bed in the morning
And if you're under him, you ain't getting over him
Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
Gabriel

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t3479-gabriel#75036 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 501


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Mar 14, 2017 7:14 pm

- Gabriel, poczekaj trochę!
Wampir przystanął, obracając się w stronę znajomej. Zmrużył gadzie ślepia, zastanawiając się nad sensem przebywania w tym miejscu. Żałował, że dał się namówić na to, aby odprowadzić dziewczynę na lotnisko. Z każdą spędzoną chwilą irytowała go coraz bardziej, ale też był pełen podziwu na dla jej gadatliwości. On nie potrafiłby tyle mówić, nie dostając przy tym zadyszki.
- Stul się wreszcie - mruknął, na co rudowłosa zareagowała cichym westchnięciem. Wampir poczekał, aż zrówna się z nim i znowu ruszył w w stronę budynku. Tylko parę sekund dzieliło go od upragnionego spokoju. Oczami wyobraźni już widział, jak wampirzyca wsiada do samolotu, sprawiając mu tym ogromną radość.
- Kilka dni temu byłeś milszy - burknęła, spuszczając wzrok.
- Kilka dni temu nie byłaś taka uciążliwa - przypomniał, wzruszając ramionami. - Swoją drogą, dużo dzisiaj dziennikarzy - zauważył, gdy minęli kolejnego paparazzi.
- Na portalach plotkarskich pisali, że dzisiaj ma przylecieć modelka. Może właśnie wylądowała. - powiedziała, jednak Gabriel nie wyłapał tych słów, całkowicie pochłonięty tym, co zobaczył. A raczej tym kogo zobaczył. Stanął, uważnie patrząc na czerwonowłosą kobietę, która szła z jakimś mężczyzną. Oczy rozszerzyły się szeroko, jakby zobaczył ducha albo przynajmniej doznał nagłego objawienia.
- Co ona tu robi? - mruknął do sobie, na chwilę zapominając, że nie przyszedł tutaj sam.
- No kurde, słuchaj tego, co mówię!
- Coś mówiłaś?
- Tak! To ta modelka, o której ci p-r-z-e-d chwilą mówiłam - burknęła, krzyżując ręce na piersiach.
- Zaczekaj tutaj - polecił, zupełnie już nie przejmując się obietnicą dostarczenia dziewczyny na lotnisko. Zostawił zdziwioną koleżankę, zmierzając w stronę dawno niewidzianej przyjaciółki. Poznałby ją wszędzie - nawet gdyby całkiem zepsuła swoją fryzurę, goląc się na łyso. Uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu. W żółtych oczach pojawił się cień zainteresowania.
- Na łeb ci padło. W długich włosach wyglądałaś o wiele lepiej.
Dobre przywitanie to podstawa. I jak widać Gabriel doskonale o tym wiedział.


Ostatnio zmieniony przez Gabriel dnia Wto Mar 14, 2017 11:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Elyse

Elyse

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 589


PisanieTemat: Re: Lotnisko   Wto Mar 14, 2017 7:29 pm

- Słucham? - służący się zdziwił na słowa swojej Pani i rozejrzał w około. Rzeczywiście nie dostarczono samochodu na czas. Szlag by to trafił. Paparazzi dostając upragnione zdjęcie z ukrycia oraz z pozowania, które zaserwowała im modelka z przyjacielem rodziny, rozeszli się na boki. Elyse wzruszyła ramionami.
- Nic się nie stało. Wrócimy zwykłą taksówką - powiedziała pokrzepiająco. Nie rozumiała czemu Perrie uparł się, aby zamówić wcześniej auto. Uważał, że tak będzie szybciej oraz bezpieczniej. Paparazzi latało z aparatami, a nie bronią ale nigdy nic nie wiadomo. Czasami trafiają się świry, które podbijają do sławnych osób z nożem i grożą, że sobie podetną żyły jak nie dostaną pieniędzy, albo innych materialnych pierdół, których akurat ich rodzina miała aż nadto. A dla Elyse to były tylko zwykłe rzeczy, nic nie warte. Mogłaby oddać dom za darmo potrzebującym, ale nie należał on do niej, a do jej rodziców więc jak poprosili tak przyleciała zająć się wszelkimi formalnościami dotyczącymi sprzedaży.
Nagle kobieta usłyszała jakiś głos za sobą. Odwróciła się zdziwiona tym co powiedział mężczyzna.  Zaczęła karierę po ścięciu już włosów, także mało kto wiedział o tym jakie miała wcześniej. Nigdy nie należała do osób wrzucającym fotki na facebook'a lub inny komunikator, także nie było skąd zdobyć zdjęć z młodości. Gdy czerwone fale sięgały jej niemal pośladków.
Zawsze widząc Gabriela oczy Elyse się rozszerzały i świeciły radosnym blaskiem. Teraz patrzyły na niego trochę nieobecnie. Jakby go.... nie poznawały.
- Przepraszam, czy my się znamy? - zapytała w ogóle nie rozpoznając mężczyzny, który przed nią stał. Nie zmienił się dużo od czasów ich ostatniego spotkania. To nie chodziło o to, że kobieta potrzebowała trochę czasu na odświeżenie pamięci. Bo nie było szansy na to, by teraz go rozpoznała. Musiałaby posiadać wszystkie wspomnienia z nim związane, a straciła je wszystkie, pewnej deszczowej nocy.... przy drobnej pomocy. Pierre zerknął na dwudziestopięciolatka pamiętając trzynastolatka odwiedzającego młodą Moreau. Ale nie ruszył się z miejsca, dając możliwość szefowej samej zdecydować czy chce porozmawiać z Gabem. Wszakże nie wiedział, że ta go nie rozpoznawała. Mogła po prostu udawać, że go nie pamięta. Nikt z nim nie gada o problemach sercowych. Tak więc facet stał z dwoma walizkami i wyciągnął komórkę dzwoniąc do firmy z której zamawiał samochód, aby ochrzanić gościa który nie podstawił volvo na czas.

_________________

One, don't pick up the phone
You know he's only calling 'cause he's drunk and alone
Two, don't let him in
You have to kick him out again
Three, don't be his friend
You know you're gonna wake up in his bed in the morning
And if you're under him, you ain't getting over him
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lotnisko   

Powrót do góry Go down
 
Lotnisko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA-
Skocz do: