IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Komnata Ringo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1350


PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   Pon Sie 13, 2018 5:54 pm

Pokręcił głową dla podkreślenia własnych słów.
- Na pewno - odpowiedział cicho. - Dam sobie radę - prawdę mówiąc, nie wiedział, co powinien zrobić. To wszystko powodowało zbyt duży mętlik w jego głowie... Czy oczekiwanie na Hiro było dobrym pomysłem? Może lepiej poprosić o możliwość opuszczenia tego miejsca? Nie. Możliwe, że skończyłoby się to dla nas źle. Nie rozumiem tego, dlaczego tak ważne to jest, ale wychodzi na to, że stanowi główną możliwość przeżycia. Ale nie wiem co dalej - myślał. Nie wiedział, co nastąpi dalej. Ale z tych wszystkich słów wynikało, że białowłosy mężczyzna - Hiro - był bardzo, bardzo istotny tutaj. Kotołak zaś... Miał bardzo małe pojęcie o nim. Gdyby się tak zastanowić, to szlachetny dla niego był bardzo tajemniczą osobą. W dodatku... Nie palił się na myśl o spotkaniu. W końcu mu podpadł, nie? Przynajmniej tak uważał wampir.
- Gorzej? - powtórzył głucho. Nie wiedział, jak mogłoby wyglądać to "gorzej" i prawdę mówiąc... Nie chciał wiedzieć. Zdecydowanie nie.
Drgnął mimowolnie, widząc efekt po słowach dziewczyny. Najprawdopodobniej to właśnie on odczuł najbardziej wściekłość szlachetnego. Czułe zmysły kota i wampira, jak i słabsza krew od niego robiło swoje. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł mu po plecach, włosy stanęły dęba, a ciało na początku zamarło. Jednakże gdy pierwsze wrażenie minęło, kocie ślepia wlepiły się w wampira, kły na moment obnażyły się. Ba, było widać, że był gotów rzucić się na szlachetnego pomimo tego wszystkiego, byleby ochronić jasnowłosą.
- Zrozumiano. Nie jest potrzebna większa agresja - przesunął się, ale... Nie, nie w stronę Ringo. Zagrodził drogę Zyuu, zarazem niemalże niezauważalnie kręcąc głową. Chciał mu dać znać w ten sposób, że nie warto mieszać się chwile spięcie. Nie to było im potrzebne teraz. Najważniejsze było, by przeżyć. Wdawanie się w konflikt, który był z góry skazany na porażkę... Nie, nie mogli do tego dopuścić. Mimo wszystko, starał się myśleć trzeźwo.
- Wystarczy, jeśli zajmiemy się sobą? - spytał się go, zarazem podchodząc do dziewczyny. Jeśli będzie chciała się odgryźć lub zemścić za takie traktowanie, złapie ją w pasie jedną ręką i odsunie od szlachetnego, zarazem zasłaniając jej dłonią usta i kręcąc przecząco głową. Wykorzystał tą ranną, przez co mocno skrzywił się z bólu i wydał ciche syknięcie, zanim skupił się na niej.
- Nie warto. Bardzo boli? - martwił się o nią. Oczywiście, podziwiał odwagę - on nada czuł się jak się czuł - ale musieli uważać. Byli na terytorium wroga... Więc właściwie wszystko mogło się wydarzyć. Niestety przez cały ten czas byli na przegranej pozycji. Pozostawił dziewczynkę w spokoju, przekierowując spojrzenie na Ringo. Czy najlepszą opcją będzie próba odwróćenia uwagi od Króliczej Panny? Przynajmniej wystarczająco, by gniew opadł.
- Jaką mamy pewność? - zwrócił się do mężczyzny. - Że nagle sytuacja się nie zmieni? - żółte ślepia skupiły się na nim.

_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.
Shiro, gdy widzi plany Omi
Powrót do góry Go down
Zyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2081-zyuu-volt http://vampireknight.forumpl.net/t2106-zyuu-volt#44121
Zarejestrował/a : 29/08/2015
Liczba postów : 140


PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   Pon Sie 13, 2018 7:34 pm

Czujność zawsze w cenie. Wiedział, że prędzej czy później coś będzie nie tak, ale nie przypuszczał, że tak szybko. I że będzie mieć to taki przebieg jaki miał.
Niewiele zdążył zrobić, ledwo drgnął z miejsca, a Shiro odgrodził mu drogę. Blondyn działał instynktownie, stąd odruch pilnowania członków stada, ale co, jeśli jeden z nich nie pozwala na interwencję? Wycofał się na czterech kończynach bardziej pod ścianę dość zmieszany. Rzeczywiście agresja rodziła agresję, a naszpikowany bodźcami Zyuu nie kontrolował się w pełni. Usunął się więc w cień spuszczając długie uszy po sobie. Aż go bolały własne, gdy widział, co tamten wampir uczynił Laurie. Geny królika dały o sobie znać, kazały mu siedzieć teraz pod ścianą i nie wysuwać się zza cienia rzucanego przez fotel. Najgorsze, że adrenalina wyczerpywała się, a co za tym szło przychodziło większe zmęczenie i utracone czucie w nogach. Cholera, mógł wiać z tego zamku, ale nie darowałby sobie świadomości, że zostawił za sobą brata mieszanej krwi. I siostrę.
Inna sprawa, że rany Shiro wciąż nęciły go w nozdrza i alarmowały o niebezpieczeństwie nonstop. Głowa puchła niemiłosiernie, lecz starał się nasłuchiwać i trzymać się wypowiadanych słów, aby samemu coś rzec. Tylko co? Miał wrażenie, że teraz zdolny byłby jedynie do syczenia, warczenia, a nie na słowa. To co mu innego zostało? Czekać na Pana? Odrobinę zmrużył podkrążone oczy, bardzo się bał zarówno o siebie jak i dwójkę Hybryd. Jak już Shiro i Laurie tak brutalnie potraktowano, to czemu mieliby oszczędzić Blondyna? Może szykują na niego coś gorszego? Wątpił, aby jako jedynego uwolniono bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. O ile w ogóle go uwolnią.
Ale kto... właśnie! Była taka osoba! O nie, ale jak mógł ją poinformować o swoim położeniu? Niby miał telefon przy sobie, lecz nawet nie umiałby powiedzieć, gdzie zabrano wszystkie hybrydy. I czy jest w ogóle zasięg. Zresztą nie przy Ringo, na pewno zachowywał czujność. W dodatku wkurwiony mógł tym razem oderwać uszy Zyuu, gdyby dostrzegł jakiś niepokojący manewr. Musiał poczekać, aż Shiro odwróci uwagę Szlachetnego, na tyle, by nie baczył na zachowanie Blondyna. Czas grał na niekorzyść, nie wiadomo gdzie dokładnie był ich Pan, może tuż za drzwiami, może już szedł korytarzem, albo jeszcze coś miał do załatwienia? Ponadto kiepska kondycja psychiczna sprawiała, że nie był pewny, czy zdoła niespostrzeżenie sięgnąć po komórkę, wystukać w kontaktach prawidłowy numer (czy chociażby znaleźć zapisany numer) i wykonać połączenie.
Oby tylko reszta nie oberwała rykoszetem, gdy zostanie zdekonspirowany.
Zatem czekał z coraz mocniej przymykającymi się oczyma. Był cichutko jak mysz pod miotłą. Na milimetry przesuwał szponiastą rękę w kierunku kieszeni spodni. Minimalnie drżała, wszak chciał przechytrzyć jednego ze Szlachetnych mieszkających w zamku. Shiro nie mógł widzieć co poczynał kolega, bo ten był za nim. Jeśli zetkną się jego palce z telefonem, to nie wyjmie go przed siebie. Postarał się na pamięć wybrać numer. Dobrze, że nie miał dotykowego ekranu, a starą Nokię. Klawiszologia musiała zostać wymacana z pamięci, więc i tu istniało ryzyko wybrania złych opcji. Jak tylko mógł zerkał na blado podświetlony ekran i sprawdzał w jakim jest menu. I jeśli się to wszystko powiedzie - wykręci numer do Midori.
A jeśli nie...

_________________

#FFCC00 - dialog
Powrót do góry Go down
Laurie
Prefekt
Prefekt
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2500-laurie-kp-gotowa http://vampireknight.forumpl.net/t2588-dusze-laurie#54914 http://vampireknight.forumpl.net/t2594-laurie#55100 http://vampireknight.forumpl.net/t2577-laurie#54615
Zarejestrował/a : 27/12/2015
Liczba postów : 325


PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   Nie Sie 26, 2018 10:09 pm

W obliczu jej możliwości bezczelność powinna być najmniejszym zmartwieniem Szlachetnego. Jak wiadomo króliczka miała wiele kart w zanadrzu, a drugą, tą najbardziej widoczną był sztylet trzymany w jej ręku.
W odpowiedzi na groźbę Ringo, nie tylko otaksowała go wzrokiem, ale i przejechała językiem po swoich ząbkach. Robiła to dość powolnie, nie tylko ze względu na przyjemność płynącą z całej sytuacji, ale i możliwość sprowokowania wampira. A jak wiadomo, każda taka próba była warta więcej, niż złoto czy srebro.
- Myślę, że jest dobrze pilnowany, ale dziękuję za troskę.
Jak można było zauważyć ton jej głosu był zarówno spokojny, jak i miły dla ucha. Nie wyolbrzymiała w nim ironii, czy też nie próbowała zmusić go do jakiejś wybuchowej reakcji. Zatem wydawać by się mogło, że grzecznie odpowiedziała na zwykły objaw zmartwienia. Jednakże, mając do czynienia z białogłową wszelkie takie spostrzeżenia spokojnie uchodziły za mylne. Co pewnie wiedział nie tylko sam srebrzystowłosy, ale i Shiro, który wcześniej zdążył poznać charakter Marchewkowej Księżniczki.
Co do jego kolejnych słów, to było w nich trochę racji. Aktualnie jedyna istotą, która mogłaby zapewnić im należytą opiekę był ich stwórca Hiro. Jednakże, podczas jego nieobecności przynajmniej Laurka czuła się niepewnie. Nic dziwnego, że cały czas działała na najwyższych obrotach, nie pozwalając organizmowi na odpoczynek. Każdy najmniejszy ruch w dalszym ciągu przyprawiał ją o dreszcze oraz kolejne dawki stresu. Co więcej, z powodu całej tej sytuacji Laurka zbladła oraz wydała się bardziej krucha, niż wcześniej. Jakby nie patrzeć dzisiejszy dzień zapewnił jej trochę wrażeń, z resztą jako człowiek nie mogła ciągle lecieć na adrenalinie. Zwłaszcza, gdy ta powoli się wyczerpywała. No i warto wziąć pod uwagę, iż wcześniej pozwoliła Shiro na wypicie swojej krwi. Z resztą, część z życiodajnej cieczy ciągle znaczyła ściany zamku Kuroszów. Aż dziwne, że żaden karaluch jeszcze do nich nie zajrzał, aby sprawdzić chociażby, co serwują na dzisiejszą kolację.
I wtedy to się stało. Po raz pierwszy złotooka czuła, że faktycznie przeholowała. Wystarczyło jedynie powtórzyć niedawno usłyszane słowa, aby po chwili stracić grunt pod nogami oraz boleśnie zawisnąć na swoich ,,klejnotach". W pierwszej reakcji głośno pisnęła, zaś w międzyczasie zaczęła kopać nogami w celu szybkiego uwolnienia się z uchwytu wampira. Jednak, gdy to nie pomogło z ciężkim trudem, zamknęła oczy i zaczęła w myślach liczyć do dziesięciu. Gdy tylko doliczyła do ośmiu, opadła szybko na ziemię, gdzie to później zwinęła się w małą kulkę. Po raz pierwszy czuła bolesne pulsowanie w uszach, które promieniowało na kolejne partie ciała. Z początku doprowadziło to do tego, że nie mogła wstać, tracąc równowagę przy samym podnoszeniu się. Dopiero trzecie podejście sprawiło, że wyprostowała się i z nieukrywaną nienawiścią spojrzała w kierunku Kurosza.
Za nim jednak cokolwiek powiedziała, wnet poczuła jak ukochany wampirek łapie ją w pasie, a później zakrywa jej własne usta swoją dłonią. Chciała się wyrwać, nie ukrywajmy tego, ale po dość jasnym sygnale ze strony braciszka, zwyczajnie zamarła, pozwalając sobie jedynie na pojedyncze skinienie głową. Niech wie, że ta obrzydliwa pijawka zrobiła jej krzywdę, niech zacznie nienawidzić jej równie mocno jak teraz to robiła śmiertelniczka.
W międzyczasie, gdy Shiro zagadnął ,,jednookiego", ta pozwoliła sobie na opuszczenie główki oraz mocniejsze złapanie broni, którą prawie co straciła. Tak się złożyło, że przy tamtym upadku, o mało nie wypuściła rękojeści z ręki, lecz... Na całe szczęście mocny chwyt i tym razem zdziałał cuda. Ostrze ciągle jej towarzyszyło, zupełnie jak Zyuu, który postanowił wykazać się niebywałym sprytem. Gdy tylko zobaczyła jego powolne ruchy na telefonie od razu podłapała jego pomysł i... Pozwoliła mu dalej działać. Sama, w tym czasie masując swoje uszka.

_________________
Mowa Japońska|Mowa Angielska|Mowa Francuska|
Powrót do góry Go down
Ringo
Ringo
Ringo
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2163-ringo-k#44890
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   Sro Sie 29, 2018 8:25 pm

Królik niepotrzebnie się odzywa. Ringo nie miał żadnych planów aby wyrządzić krzywdę trójce dzieciaków, która znalazła się w potrzasku tylko dlatego, że ktoś miał chore widzi mi się. Barabal to dobry przywódca, ale czasami lepiej zejść mu z drogi. Ta trójka zapewne się o tym przekonała, a głównie Shiro oraz Królik. Jednooki westchnął nieco już zmęczony, wszak noc zbliżała się pora spania.
- Jesteście na terenie Kuroiashita, to już wiele powinno wam mówić.
Odpowiedział odnośnie „gorzej”. Spotkali Barabala, lecz są jeszcze inne osoby zdolne do gorszych czynów, między innymi Testament. Niemniej rzadko tu bywał, ale jednak stanowił zagrożenie dla intruzów niemałe. Dopiero wtedy trójka hybryd mogłaby mieć spore kłopoty.
- Ta mała nie rozumie po dobroci.
Wzrusz ramionami. Nie będzie się słuchać dzieciaka we własnym domu. W sumie sam też czekał aż Hiro wróci aby ogarnąć rodzinne oraz hybrydowe sprawy. Za dużo to też nie zdrowo dla szlachetnego, trójka gości w komnacie z czego jeden z nich jest bardziej niż kłopotliwy.
- Dokładnie.
Odpowie Shiro, a w między czasie napisze do Hiro. Przecież wypadałoby dowiedzieć się, kiedy staruch będzie z powrotem, ponoć jakoś niedługo o ile już nie jest w Yokohamie.
- Mam nadzieję, że jest w drodze do zamku.
Przeczesze dłonią czerep, wlepiając jedyne ślepie w ekran telefonu. Wiadomość szybko nadeszła z odpowiedzią „Jestem u Crossa”. Innymi słowy, nie wróci jeszcze. Syknie pod nosem, patrząc na trójkę smutasów. Jak oni żałośnie wyglądali, a ten Zyuu. Naprawdę myślał, że Ringo nie zauważy?
- Zawsze możesz wrócić do Barabala, skoro ci nie pasuje. A ty młody, nie musisz ukrywać się z telefonem i tak wypadałoby abyście załatwili sobie transport. Hiro napisał mi, że jeszcze jest zajęty więc nim wróci może minąć sporo czasu.
Słowa oznaczały jedno, mogą zostać wypuszczeni. Nie porwał ich, nie przetrzymywał. Więc zrobią co chcą, Jednooki powie o hybrydach, zatem jeśli zajdzie potrzeba, sam ich wezwie. Ale właśnie co do Królika. Strach wyczuwalny zbyt mocno, nic dziwnego, wszak została potraktowana okrutnie. Poza tym Kurosz jest łasy na zagubione owieczki, ta nadawała się idealnie na „przystawkę”.
- Ale zostaw królika. Dopiero wtedy wyjdziecie wolno, tylko wy dwaj.
Padną dość mocne, nakazujące słowa. Jednooki wlepiał w nią stalowe spojrzenie, celowo podchodząc aby jeszcze zaprezentować jak bardzo góruje nad Kotołakiem. Niech nie próbuje żadnych sztuczek, z zamku sami nie wyjdą, w końcu to labirynt rojący się od wampirów.

_________________
THEME RINGO

Powrót do góry Go down
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1350


PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   Czw Sie 30, 2018 8:18 pm

Wystarczyło, by upewnić się w jednym - to miejsce było dla nich wrogie. Najprawdopodobniej nie istniało dla nich nawet jeden bezpieczne miejsce, nędzy kąt, gdzie mogliby się zaszyć. To również sprawiło, że czerwonowłosy coraz mniej uważał, że nawet pojawienie się pana Hiro zmieniłoby ich sytuację. Przynajmniej... Nie jego. Może na osoby z ludzkimi genami ktoś będzie bardziej przychylniej patrzył.
Niektóre odpowiedzi od szlachetnego sprawiały, że pomimo wcześniejszego zachowania i powstrzymania pozostałej dwójki od agresji, zaczynał to podważać. Jego umysł, będący już o wiele bardziej sprawny niż wcześniej, konwertował różnorakie rozwiązania co do tej sytuacji, szukając tego najbardziej optymalnego. Ciężko było jednak znaleźć cokolwiek... Jak i pozbyć się wrażenia, że wpakowali się - przez niego -z jednego dna do drugiego.
Nie potrafił się już zmusić nawet do szukania pozytywów w tym wszystkim. Nie po takim potraktowaniu Laurie. Nienawiść? Czy właściwie był zdolny do odczuwania tak silnej emocji? Kto wie. W końcu nikt nie powiedział, że zachowanie Shiro może być jednolite.
Wychodziło również na to, że niekoniecznie musieli czekać na ich "stwórcę". Skoro tak... To po co było to wszystko, ta cała szopka? Rudowłosy już miał niemały mętlik w głowie, zarazem po prostu... Nie umiejąc sobie to wyjaśnić. Jednakże było jedno pewne.
W momencie, gdy usłyszał te słowa, poczuł jak po jego plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Niedorzeczność w tym całym żądaniu sprawiała, że miał ochotę z miejsca się spytać czy to jakiś nieprzyjemny żart. Nie zrobił tego. Całe to zachowanie powodowało, że zwierzęcy instynkt dawał po sobie znać. Jeszcze bardziej niż wcześniej, gdy skrzywdził dziewczynkę.
- Odmawiam.
Proste, jedno słowo, które wydobyło się z jego gardła niemalże od razu. Nie przemieścił się ani trochę, by nie pozostawiać jej samej. Nadal był w tej samej pozycji co wcześniej, jedynie jednak nie trzymał już dłoni na jej ustach. Spuścił ją, a kocie ślepia wbiły się w postać szlachetnego. Bał się? W cholerę. Wiedział, że to szaleństwo.
Na tej samej równi co te słowa, które do nich skierował.
Naprawdę sądził, że po tym wszystkim powie mu: "Ej, spoko, zostawiamy ci ją i spadam?"? Wolne żarty.
Poczuł lodowaty spokój, który ogarnął jego ciało. Ostrożnie puścił dziewczynę, by miała swobodę ruchów. Jeśli dobrze wiedziała, co jej braciszkowi chodziło po myśli, mogła zrozumieć, że jego stosunek do sytuacji diametralnie się zmienił. Co robić, co robić... - wiedział, że nie miał szans w bezpośrednim starciu. Ale fakt, jaki teraz powstał, powodował, że nie zamierzał uciekać, mimo wszystko.
Może jednak się to jakoś ułoży...?

_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.
Shiro, gdy widzi plany Omi
Powrót do góry Go down
Laurie
Prefekt
Prefekt
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2500-laurie-kp-gotowa http://vampireknight.forumpl.net/t2588-dusze-laurie#54914 http://vampireknight.forumpl.net/t2594-laurie#55100 http://vampireknight.forumpl.net/t2577-laurie#54615
Zarejestrował/a : 27/12/2015
Liczba postów : 325


PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   Wto Wrz 04, 2018 6:13 pm

Noc zbliżała się wielkimi krokami, a tym samym trzeba było wracać. Wszakże nie przyszła tutaj po to, aby czekać na swojego Stwórcę. Jej głównym celem był Rudzielec, którego wyciągnięcie z tego przybytku dla psychicznie chorych zdawało się być niebywale trudne. Chociaż... Może jednak nie do końca?
Zamek Kuroszów samej Laurce nie wiele mówił i może by skomentowała słowa Ringo, gdyby nie brat, który ciągle zasłaniał jej usta. Początkowo nawet myślała, że pokąsa jego dłoń, lecz wnet zaniechała tego pomysłu i zajęła się czymś bardziej pożytecznym. Tym samym, mam na myśli drugi masaż uszu. Te ciągle obolałe, domagały się znacznie większej ilości pieszczot, ewentualnie czynnika, który złagodzi wcześniejszy czyn Szlachetnego. A trzeba zaznaczyć, iż dla hybrydy był on niezwykle brutalny.
Po tym jak została wypuszczona, prędko złapała za swój sztylecik i... włożyła go sobie do kieszeni. Nie potrzebne im były kolejne zamieszania, co więcej, chciała uciszyć burzę, którą sprowokowała. Oczywiście, gdyby to było takie łatwe.... Ciągle ją korciło, aby powiedzieć to i owo, ale dla dobra ich wszystkich, lepiej było, gdy się nie odzywała. Co z kolei sprawiło, że zaczęła oczekiwać cudu, bądź osoby, która ich wyswobodzi spod wpływu srebrzystowłosego.
- Fajnie by było, gdyby jeszcze dzisiaj postanowił się pojawić.
Odezwie się cichym głosem, spoglądając ponownie w kierunku swoich butów. Następnie zerknęła na podłogę, podziwiając kunszt oraz wzornictwo jakiegoś artysty, a potem zerknęła w kierunku ich ,,nowego kata". Czyżby naprawdę mogli stąd wyjść i to... od tak, po prostu? Błędne było założenie, że faktycznie tak się stanie.
A potwierdziły to kolejne słowa, które jasno mówiły o możliwości opuszczenia tego miejsca bez jednego, niewinnego królika.
W pierwszej reakcji, obstawiła najgorszy scenariusz, lecz na całe szczęście nie została wystawiona do wiatru. Kotołak odmówił, co oznaczało, iż... będzie tylko gorzej. Pochwyciła swój sztylecik, dumnie wyciągając go z kieszeni, ba nawet odważnie zaczęła celować go w kierunku nikogo innego jak samego Kurosza.
- Myślę, że możemy wyjść wolno, nawet i bez Twojego pozwolenia. Już dość krzywd zrobiliście jednej z hybryd, która należy do Hiro. Dlatego też wychodzimy.
Jednocześnie, w momencie wypowiadania tego nie odrywała wzroku od krwiopijcy. Można by rzec, że piorunowała go spojrzeniem, powoli kierując się w stronę wyjścia. Myślał, że blefowała? Nic z tego. Chciała stąd wyjść, z resztą nie tylko ona. Dlatego uzbrajając się w czujność oraz spokój, zwyczajnie zaczęła się przemieszczać, licząc na to, że pozostali poprą ją oraz ruszą wraz z nią. Aby.... Przypadkiem nie została sam na sam z potężnym potworem.

_________________
Mowa Japońska|Mowa Angielska|Mowa Francuska|
Powrót do góry Go down
Zyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2081-zyuu-volt http://vampireknight.forumpl.net/t2106-zyuu-volt#44121
Zarejestrował/a : 29/08/2015
Liczba postów : 140


PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   Czw Wrz 06, 2018 7:29 pm

Ksa, to byłoby za łatwe. Wysłanie krótkiego sygnałka, który byłby namierzony i w jakiś sposób rozszyfrowany impuls pokazałby miejsce ich aktualnego pobytu. Spektakularny ratunek łowczyni, odbicie hybryd i powrót do domu to jednak scenariusz nie do zrealizowania przy okolicznościach, jakie miały miejsce.
Zatem skoro został zdemaskowany, ostrożnie podźwignął się na nogi, a telefon trzymany w ręce ścisnął odrobinę mocniej. Nawet nie wykręcał się gadkami, że to złom, a chciał jakoś odstresować się poprzez miażdżenie starej elektroniki tak, by nikt go nie nakrył. Był kiepski w kłamaniu, Midori wiedziała o tym doskonale. Nie mniej sposób, w jaki Ringo dal do zrozumienia Blondynowi o jego przegranej wprawiło we zdziwienie. Naprawdę mógł załatwić transport?
-A... w takim razie... dziękuję.
A co miał powiedzieć? Dostał jawne pozwolenie na zadzwonienie, tym razem już bez pykania w klawiaturę po kieszeni i po omacku. Nieco spokojniejszy niż jeszcze kilka minut temu postanowił wykręcić do łowczyni. No co? Nie miał namiarów na taxi, a nie jednej osobie Midori na imię. Zresztą z tego co pamiętał to była przykrywka przyjaciółki. Oby Ringo nie był bardziej dociekliwy niż pobłażliwy dla Zyuu. Może to jakaś nagroda za brak zawracania mu dupy akcjami pokroju Laurie czy upartości Shiro? W każdym razie wysłał kilka sygnałów, lecz nie odzywał się przy wyszukiwaniu połączenia.
Rozmyślił się? Trochę... trochę wynikało to z tego, że przecież zamek był pełny wampirów. Nie miał pewności czy Czarnowłosa zmobilizowałaby kogoś więcej do akcji ratunkowej, a przecież nie przekazał, że prócz niego jest jeszcze dwójka towarzyszy. Mógłby napisać SMSa, ale to mogłoby wzbudzać podejrzenia, że Blondyn wcale nie szukał taksówki.
No i tyle dobrego na tyle. Kolejne słowa gospodarza komnaty nie brzmiały gościnnie i momentalne rozluźnienie atmosfery znów zgęstniało. Wolał nie wnikać, dlaczego chciał zostawić dla siebie Różowowłosą, lecz reakcja Shiro dawała do myślenia. Nic dobrego. Westchnął cicho. Będzie dupa. Czyja i gdzie? Wolał nie wnikać.
Ogarnął się na tyle, że odsunął na bok zwierzęce pomruki i zbliżył się do ludzkiego zachowania. Może to za sprawką tej wpadki z telefonem?
-Może da się inaczej...? -próbował powstrzymać Ringo przed czymś, czego mogłaby dziewczyna żałować- ...mogę... mogę dać trochę swojej krwi, jeśli później uwolnisz naszą trójkę.
Nie wycofał się jak Laurie w stronę drzwi, a stanął tak, że znalazł się między i Kotołakiem nią a Dwukolorowookim. Dlaczego wybrał taki desperacki krok? Chyba chciał ratować rodzeństwo, albo ich bliską relację, żeby nie mieli za złe Blondynowi, że biernie przyglądał się ich nieszczęściu. Nie miał pewności, czy taka propozycja skusi Szlachetnego, lecz wolał to niż niepotrzebne cierpienie niewinnej Króliczki i Kota. W sumie on też nie jest winny, choć udało mu się zasolidaryzować z hybrydami na tyle, by nie chcieć ich krzywdy. A jak nie atak, to trzeba było inaczej poradzić sobie z niezwykle tajemniczo-strasznym wampirem. O ile da się skusić.

_________________

#FFCC00 - dialog
Powrót do góry Go down
Ringo
Ringo
Ringo
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2163-ringo-k#44890
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   Sob Wrz 15, 2018 3:23 pm

Czyli się zaczęło. Zaczną bronić króliczki, narażając samych siebie. Ringo chciał uniknąć takiej sytuacji, zamiast wybrać mniejsze zło, wybrali te większe - nie oszczędzili też siebie. Szlachetny wciągnął powietrze ze świstem, mrużąc jedne jedyne ślepie.
- Naprawdę nie dajecie mi wyboru. A chciałem iść z wami na ugodę, dzieciaki.
Kolejny raz potrze kark. Dzieciaki wolały bawić się w rycerzy, niż ratować swoją skórę. A jeszcze Zyuu postanowił ofiarować swoją krew. Ringo ,mimowolnie zareagował śmiechem. Naprawdę myślał, że ma do czynienia z byle głupcem? Jednooki to stary zwyrol, to że im pomógł, nie znaczy że cały czas będzie grzeczny.
- Zapominacie gdzie jesteście i przede wszystkim z kim. Zamiast myśleć, wolicie pyskować.
Oświadczy, rozkładając ramiona w geście niby bezradności. Ich bezradności. Jeden ruch telekinezą aby unieś Shira i skierować go na najbliższą ścianę. Atak powtórzy jeszcze parę razy, aby bardziej otumanić i tak już rannego kota.
Ktoś zechce pomóc? Podzieli jego los. Tak czy siak, Ringo podejdzie do biedaka i skuje go kajdankami (szlachetny ma je przy tyłku - patrz ekwipunek) i nie byle jakimi, bo blokującymi moce.
- Skoro wolicie ją bronić, podzielicie wszyscy jej los. A teraz... Pora by TATUŚ się wami zajął. Wszystkimi.
Zaznaczy, uśmiechając się zawadiacko. Skoro Shiro ma być unieszkodliwiony, to reszta będzie pestką, wszak tylko zwykli ludzie. Może i hybrydy, ale nadal o wiele, wiele słabsi. Ucieczka z pokoju? Nie wchodzi w grę, bo już cielsko wampira przesunie się w stronę drzwi wyjściowych.
- Okna nie polecam. Możecie skręcić karki, w końcu wysoko.
Doda, wskazując palcem na wielkie, zasłonięte kotarami okno. Niech sobie nie myślą, że wygrali szansę na ucieczkę. Koszmar może dopiero nadejść, jeśli nie wydarzy się cud albo w jakiś sposób nie przekonają Ringo do zaprzestania ataku.

_________________
THEME RINGO

Powrót do góry Go down
Emmanuel
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1741-emmanuel-greenlaw-kuroiashita#36612 http://vampireknight.forumpl.net/t2553-emmanuel#53980
Zarejestrował/a : 14/04/2015
Liczba postów : 306


PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   Sob Wrz 15, 2018 6:13 pm

Ktoś wspominał o cudzie. Oto on.
Emmanuel nie musiał daleko szukać ponieważ od wielu dni przebywał w Zamku opuszczając go na krótko tylko po to aby pokazać się w biurze burmistrza. Wszak musiał upewnić się, że jego córka dojdzie do siebie. Znalezienie uczniów nie było wielkim problemem choć w ogromnym zamku oczywiście chwilę zajęło. Wszak nie można zapominać, że sam należał rodu Kuroiashita i część służby była mu oddana nie mniej co pozostałym członkom choć były oczywiście wyjątki uznające tylko Barabala lub innych członków rodu jako swoich zwierzchników. Kto sypnął nie warto zresztą mówić. W trymiga wampir o gadzich ślepiach znalazł się u drzwi komnaty należącej do jego wuja. No, to będzie pewne wyzwanie aby wyswobodzić trójkę uczniów z rąk Ringo. W starciu z wampirem Emmanuel nie miał szans. Nie był z wujem na wybitnie wysokiej stopie, ale znał go dość dobrze by wiedzieć że to zabijaka. Poza tym walka pomiędzy członkami jednego rodu w zamku rodowym byłaby niesamowitym faux pax i sam Staruch z pewnością o tym wiedział. Ten kto by ją rozpoczął mógłby zostać okryty infamią. Dlatego też Emmanuel nie miał zamiaru stosować bezpośredniego przymusu siłowego. W pierwszej kolejności musiał zrozumieć czemu młodzież tu jest. Wszak nie pierwszyzną by było gdyby wampir sprowadził sobie nałożnicę lub zabawkę, ale uczniowie akademii? Mógł działać na czyjeś polecenie. Prościej by było gdyby przetrzymywanie ich było jego kaprysem. Łatwiej byłoby się dogadać. W każdym razie Emmanuelowi towarzyszyli jego zaufani ludzie... przynajmniej do początku korytarza ponieważ tam kazał im oczekiwać na ewentualny sygnał. Nie chciał aby wuj uznał ich za groźbę. Mieli przede wszystkim zapewnić bezpieczny powrót uczniakom gdyby Emmanuelowi udało się je odebrać. W końcu zapukał do drzwi komnaty i nie czekając na jakąkolwiek reakcję otworzy je. Wszak już czuł zapach obcych i usłyszał coś o skręcanych karkach w wypadku wyboru okna. Idealny moment na wejście. Sam by tego lepiej nie zaplanował.
- Wujaszku! - zaczął na wstępie wchodząc cały na biało - i to dosłownie. Promienny uśmiech białych zębów wampira padł na plecy Ringo oraz wizerunki jego "podopiecznych". Natomiast czujne, jakby rozbawione, wężowe oczy wpatrywały się w szlachetnego oczekując reakcji. Jeśli Ringo odruchowo zaatakuje Emmanuel zwyczajnie odskoczy w tył kręcąc głową. W innym przypadku wejdzie uśmiechając się jeszcze szerzej by zamknąć za sobą drzwi. Nie ma to jak tłok. Dzieciaki nie miały chyba pojęcia gdzie się znalazły. Kuroiashita bez wyjątku mieli fatalną opinię. Być może jednak sam Emmanuel mógł być kojarzony z plakatów wyborczych lub plakatów jako burmistrz. Ten przyjaźniejszy od poprzedniego.
- Cóż to za ćmy przyleciały zwabione światłem Twej latarni? - zapyta radośnie jakby właśnie rozmawiali przy kawie i ciastku o ciekawej sztuce.
Powrót do góry Go down
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1350


PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   Pon Wrz 17, 2018 11:36 pm

Mimo wszystko, to było dość do przewidzenia. Zrezygnowanie z jednej osoby na rzecz własnego bezpieczeństwa było z punktu widzenia Shiro logiczne... Ale zarazem niedopuszczalne. Nie potrafił pomyśleć o porzuceniu siostrzyczki na rzecz pseudo zabezpieczenia... Zwłaszcza, że nikt nie powiedział, że nowo spotkana osoba okaże im litość. No i też trochę wchodziło to pod egoistyczne zagranie... Mimo wszystko... Zapewne nie wybaczyłby sobie tego, że ją pozostawił.
No, dlatego też nie powinien się dziwić, że szlachetny raczej nie był zachwycony tym wszystkim! Zwłaszcza, że najwyraźniej i pozostała dwójka miała podobne podejście... No chyba. Nie siedział w ich głowach, więc nie wiedział, a swoją opinię mógł wysunąć na podstawie tego, że nikt na głos nie rzucił takim tekstem.
Nie skomentował od razu słów Zyuu o krwi. Jedynie posłał mu spojrzenie wyrażające niepewność. Niezbyt widział mu się pomysł. I co gorsza, kompletnie nie rozumiał toku rozumowania hybrydy. Powinienem... Go powstrzymać, nie? - przemknęło mu przez myśl, po czym nagle przełknął ślinę. - On... Niemożliwe... - miał na moment wrażenie, że blondyn nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji... Nim jednak spróbował ostrzec...
Do jego uszów dobiegł głos szlachetnego. Poczuł zimny dreszcz, po czym otworzył usta, by coś dorzucić, aby załagodzić sytuację, ale wtedy Ringo użył na nim swojej mocy.
- Aaah...! - nagły lot i parokrotne przywitanie się z ścianą nie wpłynęło na niego za dobrze. Uderzenia nie połamały go, ale dostał parę nowych siniaków i może jakiś stłuczeń do kolekcji. Głównym jednak problem było to, że dane działania nie pozwoliły mu na używanie mocy. Nie mógł się skoncentrować na kontrataku, dodatkowo uderzenia sprawiły, że był przez krótki moment czasu oszołomiony. Już prawie całkowicie zagojona ręka zapulsowała bólem, przypominając o niedawnym złamaniu.
Dźwięk zatrzaskiwanych kajdan sprawił, że ocknął się momentalnie.
- Co do cho... - zaciął się, wlepiając ślepia w przedmiot. Szarpnął kajdanki, próbując je jakoś rozerwać, jak i potraktować ogniem, by ułatwić sobie zadanie.. . Ale nic nie pojawiło się. Nic. Kompletnie nic. Uniósł wzrok na szlachetnego, ponawiając próbę używania mocy, ale... - Hę...? - poczuł się nagle, jakby ktoś nałożył na jego ramiona spory ciężar. Co to za pustka? Nie rozumiał tego. Pierwszy raz miał do czynienia z niemożnością używania mocy i prawdę mówiąc... Przeraziło go to. Nie rozumiem. Miał wrażenie, jakby został z czegoś obdarty.
- Czemu...? - próbował wykorzystać którąkolwiek z mocy. Nic. Kompletnie nic. Boję się. Przełknął ślinę i próbował powstać na obie nogi, kręcąc nieco głową. Szarpnął ponownie kajdanki. - To przez to? - strzelał. Po prostu strzelał. Dla niego takie coś było nowością.
Zamknął oczy, biorąc głębszy wdech, by opanować splątane myśli.
- To chyba logiczne, że będziemy bronić naszego towarzysza - odpowiedział mu, opierając się o ścianę. - Można powiedzieć, że jesteśmy jak rodzina - Uspokój się. To tylko chwilowe. Nie pozwól, by strach przesłonił... AAAAAA! Łatwiej powiedzieć niż zrobić! Boję się nieznanego. Nigdy nie sądziłem, że nie będę mógł używać mocy z jakiegoś powodu. - Nie broniłbyś sam kogoś, na kim ci by zależało? - pokręcił nieco głową, nadal ogarniając się wewnętrznie. Zerknął na pozostałą dwójkę, zastanawiając się, czy mogliby znaleźć odpowiednie wyjście z tej sytuacji... Może te okno wcale nie było złą opcją?
No, ale pukania do drzwi to też się nie spodziewał.
Spojrzał po Laurie i Zyuu, sprawdzając ich reakcję, zanim wlepił żółte ślepia w drzwi. Ogon zadrżał, pokazując zdenerwowanie ogarniające młodego wampira. Kolejny? Serio? Los zdecydowanie lubił sobie zażartować teraz. Jakby nie było do tej pory źle. Nie miał w dodatku głowy, by zastanawiać się, czy właściwie wiedział, kto tutaj się pojawił. Jednak jedno było pewne, nie nastawiał się na to, że mógłby mieć pozytywne zamiary. Nie tutaj.Szlachetny i czystokrwisty... Mam wrażenie, że moje zmysły i umysł oszaleją z tego stresu, zanim zdołamy stąd uciec - przemknęło mu jeszcze przez myśl.
Zerknął ponownie w stronę siostry, zarazem podejmując nową próbę chociażby rozerwania niechcianych bransolet. Bez zważania na to, że nie powinien tak forsować ręki. Pomimo tej czynności, próbował tez mieć oko na dwójkę mężczyzn, by tym razem móc lepiej zareagować na to, co by nastąpiło... Lepiej niż wcześniej.

_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.
Shiro, gdy widzi plany Omi
Powrót do góry Go down
Laurie
Prefekt
Prefekt
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2500-laurie-kp-gotowa http://vampireknight.forumpl.net/t2588-dusze-laurie#54914 http://vampireknight.forumpl.net/t2594-laurie#55100 http://vampireknight.forumpl.net/t2577-laurie#54615
Zarejestrował/a : 27/12/2015
Liczba postów : 325


PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   Yesterday at 9:59 pm

Cala sytuacja wzbudziła w Lau nie tylko dumę, ale i wdzięczność do swoich towarzyszy. Na skutek tego na bladych licach króliczki pojawiły się słone kropelki, które powoli spłynęły w dół - w stronę podłogi. Plask. Małe perełki rozprysły się na podłodze, ale w spowolnionym tempie. Klatka po klatce białowłosa widziała jak zmienia się nastawienie Szlachetnego. Z osoby ,,litościwej", dającej im opcję na uratowanie się, no dobra dającej możliwość wyjścia z zamku Zyuu i Shiro, na mężczyznę złego... Zdolnego do mordu. Nie było wątpliwości, że teraz byli zdani tylko i wyłącznie na siebie.
- Zyuu-san, nie! - warknęła w przypływie nagłej furii - To nie jest opcja godna rozważenia, z resztą... Nie zgadzam się, już lepiej żebyś mnie zostawił, niż się sprzedał tej pijawce!
Wykrzyczała na pół domu, patrząc w kierunku hybrydy. Jednocześnie spojrzeniem przewiercała go na wskroś oraz nie powstrzymywała drżenia rąk. Zaryzykuję stwierdzenia, że była jak huragan, całkowicie poza kontrolą i nie do okiełznania. Z resztą, nie tylko to potwierdzało jej obecny stan. Wcześniejsze łezki zamieniły się w potoki, które zaczęły moczyć jej ciemny płaszczyk. Ten wchodząc w reakcje z wodą, coraz bardziej nasiąkał cieczą i w efekcie zaczynał się przyklejać do delikatnej skóry w okolicach dekoltu.
Wtem jednak sprawa obrała zupełnie inny obrót. Rzucenie Shirem, było niczym impuls... Bodziec, który zadecydował o kolejnym ruchu małej pani Perefekt. Rzucenie sztyletem, bo to właśnie zrobiła,  może nie było zbyt dobrym pomysłem. Jednakże, niefortunnie wystarczyła zaledwie sekunda, aby broń przestała stanowić część jej ręki. Zwyczajnie ostrze poszybowało w kierunku szyi Ringo, chcąc najpewniej zadać mu jak największe szkody. Zaraz po tym, Królicza księżniczka spojrzała na swojego braciszka. Może i obyło się bez kolejnego krzyku, ale nie sposób było nie dostrzec tych zaciskających się piąstek, które tylko czekały na okazję, aby przywalić Kuroszowi.
Niestety, bądź stety pomimo tego, nie ruszyła do bezpośredniej walki. Natomiast, stojąc jak kołek przypatrywała się, jak Ringo zakłada kajdanki młodemu wampirkowi, a później jak ten z otępieniem próbuje dojść do tego, co się właśnie wydarzyło. Czyżby....? Zaczęła myśleć dość intensywnie do czasu, aż nie usłyszała słów Rudowłosego. Wtedy, jakby urwała cały proces myślowy na rzecz posłuchania słów, które powoli rozłupywały kamienne serce.
- Znajdzie się sposób... Gdy ma się wsparcie, nic tak naprawdę nie jest straszne.
Rzuciła swoje trzy grosze i... kompletnie zamarła. Do pokoju wszedł nikt inny, a buźka plakatów wyborczych.
- Emmanuel-san...
Wyszeptała, nie kryjąc przy tym swojego zdziwienia. Postawione uszka, czujnie czekały na kolejny ruch ze strony oponenta, lecz w tym czasie również szerzej otworzyła oczy. Może i łzy przestały lecieć jakąś chwilę temu, ale czerwone policzki dalej zostały, świadcząc o tym, co mogło się niedawno wydarzyć.
Kolejny wampir, dodała w swoich myślach, gdy ślepia ukazały jej jego prawdziwą naturę. Co więcej jeszcze niedawno złote tęczówki, teraz przybrały fioletową barwę. Oho, znowu się zaczynało! Korzystając z chwili niedoszła łowczyni, tak dla pewności przeskanowała krewnego tamtego drania, a następnie wycofała się w kierunku Zyuu. W pojedynkę zdecydowanie nie miała szansy z dwójką ,,skarbów nocy". Dlatego też starała się wrócić do swoich - powoli i ostrożnie.
Identyfikacja wampirów:
Emmanuel Greenlaw-Kuroiaishita

_________________
Mowa Japońska|Mowa Angielska|Mowa Francuska|
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Komnata Ringo   

Powrót do góry Go down
 
Komnata Ringo
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
 Similar topics
-
» Komnata Rozkosz (wieża)
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]
» Komnata Odyna Tragaryena
» Komnata Małej Rady
» Komnata Viserysa Targaryena

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Stary Zamek :: POSIADŁOŚĆ I TEREN WOKÓŁ ZAMKU :: PARTER I PIERWSZE PIĘTRO-
Skocz do: