IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mieszkanie Emmy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 565


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Czw Sie 30, 2018 7:30 pm

Spoglądając na tłum, poważnie zastanawiała się, dlaczego tutaj trafiła... A nie, chwila, właściwie wiedziała. Ale od początku.
Zaczęło się to całkiem spokojnie.  Miała zamiar wybrać się do pobliskiego parku, by poszukać inspiracji do nowego stroju na najbliższy konkurs. Krótki spacer, odpoczynek wśród drzew, obserwacja... Wszystko by zyskać jakiś sensowny pomysł, który zaraz potem mogłaby wprowadzić w życie. No i oczywiście... by móc komuś to jeszcze pokazywać, o! Bo czemu nie? Jeśli będzie trzeba, to też międzyczasie pogada przez telefon.
Jednakże plany zepsuło coś niespodziewanego. Wracając do aktualnej sytuacji...
Tłum gapiów sprawił, że z zaciekawieniem podeszła, by zobaczyć co się dzieje. Jednakże... Nie wyglądało to dobrze. Gdy uniosła głowę, widziała kłęby pyłu, a podskakując, mogła spróbować dostrzec to, co pozostało niegdyś z czteropiętrowego budynku, do którego niekoniecznie daleko sama miała.
Przełknęła ślinę. Sięgnęła po telefon, do plecaka i rozejrzała się za czymś, co by wskazało jej wprost, która to ulica. Ewentualnie, by przypomnieć sobie, jakie dokładnie ulicę mijała. Jeśli się uda, to będzie próbowała zadzwonić pod straż pożarną i powiadomić o wypadku. A potem... Spojrzy na tłum, ściskając zarazem mocniej telefon i spróbuje dostać się bliżej.
- Przepraszam! Przepraszam, muszę przejść! - zawołała, zaczynając próbę przeciskania się tam. -  Proszę dać mi przejść. Tam może być ktoś, kogo znam! - pozwoliła, by jej głos zdradzała panika. -  Proszę, musze zobaczyć, co się tam dzieje!  - zdjęła okulary z twarzy, pokazując fatalnie zamaskowanie zmartwienie. Złapie lepiej rzeczy i mówiąc ciągle to jedno słowo "przepraszam", próbowała się przebić do przodu.

Czarne, długie włosy spięte w wysoki kuc, tak, by znajdująca się w nich szpilka do włosów (artefakt Midi) nie wypadła. Krótka, żółta podkoszulka ze słońcem, brązowe leginsy, biała bielizna (góra i dół), krótkie skarpetki (żółte) i adidasy na rzepy. Na lewym nadgarstku znajduje się bransoletka (w kartotece opis). Czarne okulary przeciwsłoneczne na nosie.
Przy sobie ma nieduży plecaczek, a w nim półlitrową butelkę wody, kilka banknotów, dokument tożsamości, klucze do mieszkanka, komórkę, scyzoryk i pozwolenie na noszenie broni. Przez ramię ma przewieszony pokrowiec na gitarę, a w nim, zwinięty w delikatny materiał, złożoną włócznię.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t1745-marco#36697 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 282


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Czw Sie 30, 2018 10:43 pm

- NIECH KTOŚ COŚ ZROBI. W ŚRODKU JEST MOJE DZIECKO.
Zawodzenie kobiety drażniło uszy wampira prawie tak samo jak wcześniejszy huk. Naprawdę współczuł tej nieznajomej, jednak jej narastający płacz nie poprawiał sytuacji. Westchnął, patrząc na tłum ludzi. Niemal każdy z nich lamentował i mówił ładu, byleby tylko dołączyć swoją cegiełkę do tego chaosu. Za każdym razem, gdy dochodziło do tragedii, Marco nie mógł pojąć, dlaczego ludzie tak ochoczo gromadzą się wokół źródła nieszczęścia. Zdecydowanie znaczna część ich nie zamierzała nawet kiwnąć palcem, aby pomóc uwiezionym, a swoją obecnością mogli jedynie utrudnić działanie tym, co nie chcieli tylko stać, a włączyć się do akcji ratunkowej.
Uniósł głowę, gdy ludzie wokół niego zaczęli wskazywać na coś palcem.
Pali się?
 Z pewnością nie była to powódź, a więc...
 Wbiegnięcie do budynku było niemożliwe. Każde wejście w zasięgu jego wzroku zostało zasypane przez gruz, a próba odgarnięcia go zaliczałaby się do syzyfowych prac. Stanął, zastanawiając się, jak może pomóc. Słyszał, jak ktoś wzywa pomoc, więc przynajmniej ten punkt został odhaczony i to bez jego udziału. O dziwo nie wszyscy stracili piąte klepki wraz z zawaleniem się budynku.
 Gdzieś w tłumie mignęła znajoma sylwetka.
Co ona tutaj robi?
 Nie to, żeby nie wierzył w zdolności ratownicze Midori, ale coś mu mówiło, że łowczyni sama pogrzebie się pod stertą gruzu, próbując ratować innych w mało udolny sposób. Szybko dopadł do dziewczyny, odpychając ludzi na swojej drodze. Nie miał czasu powtarzać jednego słowa niczym mantrę w nadziei, że ktoś go usłyszy i łaskawie się odsunie. Delikatnie zacisnął palce na ramieniu Midi, by zwrócić jej uwagę.
 - Midori! Zobaczę, co się dzieje na górze, a ty może zajmij się rannymi? - Pochył się, mówić prawie prosto do ucha kobiety. Oby go posłuchała i nie pchała w sam środek zagrożenia. Nie chciał potem wydobywać jej ciała ze sterty cegieł i rzeczy.
Przepraszający uśmiech wpłynął na usta Marco, zanim odepchnął Miodri do tyły, w głąb tłumu.
To głupi pomysł, ale najszybszy sposób...
 Jeśli nic nie stanie mu na przeszkodzie, to teleportuje się na czwarte piętro, skąd wydobywa się dym.

Użycie teleportacji: 1/3.

Ubiór i ekwipunek: Ciemnoczerwony T-shirt; końce rękawów są szare. Czarna bluza z kapturem - rozpięta. Ciemne jeansy i pasek do nich. Czarne buty sportowe. W prawym uchu znajdują się dwa, niewielkie kolczyki – jeden biały, drugi czarny. Lewe ucho zaś jest ozdobione tylko jednym, małym kolczykiem o barwie czarnej. Czarna bielizna. Portfel z pieniędzmi i dokumentami. Komórka, klucze.

_________________


Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Sob Wrz 01, 2018 5:18 pm

Kuroi – nie trzeba było długo czekać na reakcję, dlatego po tym jak usłyszałaś huk, niemal natychmiast namierzyłaś źródło dźwięku. Czteropiętrowy budynek bardziej przypominał teraz ruderę niż cokolwiek mogącego przysłużyć się ludziom jako dom lub schronienie. Szybkie wystukanie numeru ratunkowego i… jeden sygnał, drugi, kolejny. Ktoś się ewidentnie nie śpieszył, ale może był to skutek tego, że w jednym czasie dzwoniło tak wielu ludzi. W końcu się udało i znudzona życiem babeczka odebrała połączenie.
- Taak? - prawie ziewnęła do słuchawki, jednak szybko zasłoniła usta dłonią. Podziękowała za nazwę ulicy i wskazówki dla sanitariuszy, ale czy to wszystko? Skąd ma wiedzieć jaka jest skala zagrożenia, dlatego jeszcze bardziej przeciągając całą procedurę zaczęła zadawać dodatkowe pytania.
- Jaki to budynek? Są osoby ranne? Ktoś się zatruł? Czy z budynku wydobywa się gaz? Widać ogień? Pani dane kontaktowe! - potok słów zdawał się pochłaniać kolejne minuty kiedy krwiożercza dyspozytorka zadawała następne pytania. Święty by się wkurwił, ale z pospolitego toku rozumowania wychodziło, że nikt nie wcześniej nie zgłosił tego zdarzenia.
W międzyczasie okolice domu znów zaczęły zapełniać się kolejnymi gapiami. Dwóch chłopców stanęło nawet obok Ciebie i z ciekawością przyglądało się Twoim poczynaniom.

Kuroi, żeby przejść do dalszych czynności musisz potwierdzić dyspozytorce informacje i zakończyć rozmowę telefoniczną. Już wiesz, że baba do szybkich nie należy, a to co się dzieje z ich biurokracją zakrawa o pomstę do nieba. Panowie natomiast nie spuszczają z Ciebie wzroku. Jeden jest drobnym Japończykiem, drugi ciemnowłosy mierzy prawie dwa metry i śmiało można go posądzić o członkostwo w szkolnej drużynie koszykarzy. Obaj są ubrani w dresy do biegania i podejrzanie kręcą się wokół Ciebie.


Osu - Nie ma to jak spokojny dzień bez konieczności myślenia o dalszej pracy, prawda? Powrót przez miasto okazał się niezłą katorgą, gdyż jak widać ekipy budowlane wzięły sobie do serca pracę na określony wymiar godzin. Ulice w pewnych miejscach były rozryte, obowiązywał ruch wahadłowy, zaś samo przebicie się w wyznaczone miejsce graniczyło z cudem. Część niedzielnych kierowców zatrzymała się nawet na środku drogi i żywo komentowała wydarzenia z kilku przecznic dalej. Po odpaleniu internetów bardzo szybko udało się namierzyć powód zamieszania. Tłum gapiów bardzo zręcznie dokumentował wydarzenia, a część z nich nawet pstrykała pamiątkowe zdjęcia! Nie ma to jak priorytety, jednak czego się spodziewać. Część zainteresowanych nie często była świadkiem podobnego zdarzenia. Kumpel bardzo rzeczowo streścił akcję, przy okazji podkreślając jak wspaniale, że akurat jemu zdarzyło się być świadkiem tego zdarzenia. Na tak spokojnej okolicy taki widok to rzadkość, a tu proszę… Dzięki wsparciu ze strony elektroniki udało Ci się dotrzeć na miejsce i zasilić grono zaszczytnych uczestników zdarzenia. Wyglądało to nieciekawie. Gapie gromadzili się jak głodne mięcha sępy, gotowe sprzedać uderzenie pod żebra za lepsze miejsce. Część ludzi na słowo „lekarz” rozstąpiła się z wyraźną ekscytacją. Czuli się jak bohaterowie ratujący życie tych biednych ludzi, gdyż dzięki ich heroicznej postawie prawdziwy medyk mógł dotrzeć na miejsce zdarzenia. Niestety zdarzyły się też niezbyt światłe umysły, którzy wraz ze swoją podejrzliwością zabiliby spojrzeniem gdyby tylko mogli. Fukali pod nosem i nawet poszturchiwali Cię boleśnie łokciami w myśl zasady „a masz chuju, oszuście i niszczycielu dobrej zabawy”. Byłeś już nawet w połowie okrążania budynku, gdy ktoś złapał Cię za rękaw koszuli.
- Pan jest lekarzem? Proszę mi pomóc! - starsza, nieco przygarbiona kobieta z makijażem godnym prawdziwej matrony nie zamierzała odpuścić darmowej konsultacji.
- Jestem chora, bolą mnie plecy. Proszę mi pomóc. - wolną dłonią złapała się ostentacyjnie za okolice krzyża i ani myślała żeby Cię wypuścić.
- Tam nikogo nie ma, a ja mam cukrzycę, choruję na serce i zaraz dostanę zawału. Robią bałagan na tak porządnym osiedlu doktorze! - zbolała mina tylko potęgowała uczucie jej bezradności. Jak na złość zleciały się inne starowinki, które odciągając Cię od zadania właściwego zaczęły skarżyć się na bóle i kolejki w służbie zdrowia. Łącznie otoczyło Cię sześć babek z kółka różańcowego, a część tak gruba, że ani ich obejść, ani przeskoczyć.


Milky – Poza niezłym burdelem w zawalonym domu doszły do Ciebie strzępki dźwięków z zewnątrz. Zawalenie bloku na tak spokojnej dzielnicy stanowiło nie lada sensację i to tylko kwestia czasu aż zjawią się Ci przeklęci łowcy. Chyba, że już kręcili się gdzieś na miejscu i byli w połowie drogi aby dorwać biednego wampira i wtrącić do oślizgłego lochu Oświaty. Otyła kobieta była wyjątkowo twardą i wkurwiającą zawodniczką. Zamiast poddać się i uciekać póki miała jeszcze okazję, ona wolała Cię uderzać jakąś brudną i śmierdzącą myjką, gdyż wedle jej rozumowania był to zapewne pewien rodzaj zemsty. Wrzasnęła kiedy złapałeś ją za rękę i nawet zaczęła wstawać by prawdopodobnie Ci wpierdolić. Najwidoczniej nie wstydziła się swojego ciała, które przy bliższym kontakcie ze wzrokiem ofiary mogłoby pewnie oślepić. Pociągnąłeś za pulchną dłoń i wtedy zrzuciłeś na siebie jakieś 140+ kilogramów, przy okazji łamiąc jej rękę. Jaki to był krzyk i niepocieszenie. Co z tego, że udało Ci się zamienić część wanny w piankę jak właśnie w Twoje lico uderzyła szaleńcza zdrowa zaciśnięta pięść wariatki. A jej już w piankę nie zamienisz…


Sorn – Każdy walczył jak mógł. Na wyższych piętrach ludzie miotali się jak szaleni krzycząc i płacząc przez własną bezsilność. U Was nie było lepiej, bo kiedy widoczność nieco się polepszyła byłeś świadkiem dość kuriozalnego widoku jakim było szamotanie się Milkiego z otyłą kobietą. Z daleka i bez dźwięku mógłbyś pomyśleć, że na Twoich oczach dzieje się prawdziwe ostre sadomaso. Niestety rzeczywistość była nieco inna, gdyż biedny wampir zmagał się właśnie z jakąś świruską. Sam mało wzroku nie traciłeś przez falujące, wzmagane nagłym ruchem fałdki. Nie zdecydowałeś się na teleportację, a zamiast tego próbowałeś się poruszyć w celu uwolnienia. Niestety bez konkretnego planu co najwyżej możesz nadwyrężyć kręgi, a i sił było coraz mniej. Rany jakie zadał Milky sprawiały ból i wciąż wytracały krew. Jak zaproszenie… No i stało się. W rogu pomieszczenia błysnęły czerwone ślepia i wtedy ją dostrzegłeś. Młoda dziewczyna, jeszcze dziecko. Zaśliniona jak w czasie wścieklizny z szaleństwem w oczach, zapewne najniższa z możliwych krwi. Musiała wejść tutaj zachęcona zapachem i właśnie się do Ciebie skrada.


Midori – Przez nieoczekiwane zdarzenie musiałaś odłożyć wizytę do parku na później. Bardzo szybko znalazłaś ulicę na której działy się te wszystkie zdarzenia, dlatego jak rasowy łowca postanowiłaś spiąć się i pomóc. Któż wie czy w budynku nie znajdują się niewinni ludzie, a gapie zamiast pomóc i się czemuś przysłużyć po prostu nagrywają. Korzystając z łączności ze światem ty również zdecydowałaś się na telefon do służb ratowniczych. Minęła dobra minuta nim ktoś odebrał połączenie. Usłyszałaś męski głos sugerujący, iż w dniu wczorajszym odbyła się naprawdę zacna impreza.
- Poproszę o szczegóły zdarzenia. Ulica, numer i wielkość budynku. - powiedział zaraz po przywitaniu, gdyż jakby nie patrzeć stanowiło to zestaw standardowych pytań.
- Ile pięter się pali? Są ranni? Czy ktoś samodzielnie opuścił budynek? - zadawał kolejne pytania chcąc ustalić jak najwięcej szczegółów. W międzyczasie otrzymałaś informację, że wóz strażacki może zostać wysłany dopiero gdy wróci z interwencji, gdyż wszystkie najbliższe zastępy są właśnie poza jednostką.
- Spierdalaj, wszyscy chcemy popatrzeć! - usłyszałaś na prośbę przepuszczenia i jeszcze zarobiłaś w lewy bok od jakiegoś napakowanego gościa. Kto to widział żeby atakować kobietę, która przy okazji stara się wezwać pomoc.

Midi, Marco wszedł z Tobą w interakcję, dlatego przeczytaj proszę również jego kwestię.



Marco – I zjawił się bohatyr, aż dziw, że nie spóźniony! Widząc szaleńczy tłum rozważyłeś większość opcji, rezygnując przy okazji z wbicia na tak zwanego partyzanta. Ludzie i wampiry tłoczyli się zaciekawione wydarzeniem, a same wejścia do budynku były zasypane. Nic dziwnego, że przy zagrożeniu wybuchem większość trzymała się na dystans. Dziwne było to, iż żaden z obserwatorów stojących najbliżej budynku nie zdecydował się na wezwanie służb i utorowanie drogi. W tym całym tłumie odnalazłeś Midori którą jakiś napakowany typ uderzył z łokcia w bok, tak, że łowczyni aż się zachwiała. Trudno posądzać niektórych o zapędy gentlemana, jednak ten tutaj typ przeszedł sam siebie. Nie bawiąc się w zbyteczne pogadanki wydałeś swoje „rozporządzenia” i poprawiłeś robotę po gościu odpychając biedną Midori. Dziewczyna upadła boleśnie na tyłek przez co zapewne czeka Cię w przyszłości niezły opierdoling. Nie odwracałeś się już za siebie tylko zbliżyłeś się do tłumu i teleportowałeś na czwarte piętro. Do kuchni. Ktoś najwidoczniej z roztargnienia zostawił gotujący się obiad, gdyż garnek i blaty kuchenne stały w płomieniach. Co gorsze ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał, a na środku kuchni znajdowała się piękna dziura ukazująca niższe piętra. W pomieszczeniu obok dostrzegłeś przebiegającą sylwetkę.


Marco, proszę o kontakt z administracją i poprawę mocy teleportacji. Rozumiem, że możesz jej użyć łącznie 3 razy w ciągu 3 postów jednakże brakuje maksymalnego dystansu teleportu. Jest to moc nabyta wraz z krwią A więc dodaj to również do karty postaci.


Kolejność dowolna.
Nikt już nie może dołączyć do rozgrywki.
Pytania/skargi proszę na pw.
Na komplet postów czekam łącznie 48h.


_________________
Powrót do góry Go down
Milky

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3885-milky#85749 http://vampireknight.forumpl.net/t3905-milky#86014 http://vampireknight.forumpl.net/t3907-milky#86018 http://vampireknight.forumpl.net/t3886-milky#85750 http://vampireknight.forumpl.net/t3906-mieszkanie-nr-266#86017
Zarejestrował/a : 11/08/2018
Liczba postów : 82


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Sob Wrz 01, 2018 6:38 pm

Czas płynął szybko, więc łowcy w każdej chwili mogli się zjawić. Kurosz musiał się więc jak najszybciej uporać z problemem, aby móc uciec z miejsca zdarzenia, no i też z miejsca zbrodni jakie sam dokonał. A przez zachowanie starej, grubej kobiety szykowało się kolejne zabójstwo. Milky odczuwał wielką złość na zachowanie wulgarnej osoby, która jeszcze miała czelność wygrażać swoją brudna myjką. Zamiast współpracować, dobijała wampira. Cóż, dostanie za swoje, a wiadomo że Kurosz jak się wkurzy, nie należy do potulnych osób.
Część wanny zmieniona, kobieta pochwycona ale zamiast krwi otrzymał ją całą. Wyleciała z wanny, upadając i na tak już rannego stwora. Zawył, bo przecież cielsko zleciało i naruszyło rany. Nie dość, że wstrętna to jeszcze pozostawała agresywna. Jedyny plus, że miała złamaną rękę. Ale nie na tym miało się skończyć.
- Ty tłusta krowo!
Syknie, zaciskając łapę na jej przedramieniu. Nie zdążył się wybronić przed ciosem w twarz, lecz człowiek raczej nie powali wampira. Nie zwykły. Co z tego, że masa? To tylko tłuszcz, a nie mięśnie.
Po otrzymanym ciosie, Milky wymierzy zdrową ręką prosto pod żebra. Dosłownie chciał przebić się ręka przez miękką skórę, a później zatopić w cielsku. Pazury powinny się na coś przydać, przecież są ostre. Dyszący wściekle wampir, chciał wydostać się z pułapki, która skutecznie odbierała czas. Dookoła wiele się działo. Wciąż krzyki, rosnący zapach krwi i tumany kurzu. Oby tylko gorzej się budynek nie zawalił, nie kiedy wampir nadal tu był.
Jeśli się uda, Kurosz postara się chwycić jakiś organ i wyszarpać go na zewnątrz. Miało to uczynić wielką krzywdę napastnikowi poprzez większe wykrwawienie. Opadnie na niego? Jeżeli tak, może uda się ją zrzucić na bok korzystając z wampirzej siły. Wtedy tylko wyszarpać z pod piankowej wanny pogruchotaną łapę i jakoś zmusić się do wstania aby odszukać jakiekolwiek wyjście. Krwawiący, zmęczony stwór pragnący tylko i wyłącznie wolności. Nawet łowcy już nie szukał, wszak sam wolał swoją dupę ratować niż czyjąś. Chyba, że zostanie zmuszony.

_________________

THEME || Milky do Sorna
Powrót do góry Go down
Sorn
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3874-sorn http://vampireknight.forumpl.net/t3898-sorn#85906 http://vampireknight.forumpl.net/t3899-sorn#85907 http://vampireknight.forumpl.net/t3897-sorn
Zarejestrował/a : 31/07/2018
Liczba postów : 94


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Nie Wrz 02, 2018 2:43 pm

Był wściekły, że nie potrafił się podnieść. Ściana, która go przywaliła na miejsce wydawała się nawet nie drgnąć kiedy próbował się oswobodzić. Ale przynajmniej miał fajny widoczek, jak to Milky użera się z bardzo grubą, nagą babą. Był pod wrażeniem, że kobita zamiast uciekać to jeszcze spuszczała mu solidny wpierdol.
Może ona też jest wampirem!?
Potem w mgnieniu oka falujące fałdy spadły na wampira. Normalnie aż mu się go szkoda zrobiło i nawet by mu pomógł, gdyby nie to że sam leżał pod jakimś gruzem i nie mógł się ruszyć. Nawet zaczął się śmiać, bo wbrew pozorom było to bardzo zabawne, a łowca miał w sobie coraz mniej siły. Duża utrata krwi niestety przywołała do siebie pijawkę, którą zauważył.
Dobrze, że miał wolne ręce i z tego wszystkiego leżał na brzuchu. Spojrzał kątem oka na swój pierścień, który wcale taki zwykły nie był.
- Nie podchodź, jeśli chcesz żyć. - Warknął do dzieciaka, choć wątpił, że to oszalałe stworzenie posłucha. Wampiry E były jego ulubionym kąskiem, ale w takiej sytuacji nie było mu wcale do śmiechu. Nie panikował jednak, jak się wkurwi to skręci jej kark jak tylko nadarzy się okazja. Ale nie czuł już takiej siły jak na początku, a przecież to małe coś niezbyt bardzo się spieszyło. Poczeka.
Szybko rozejrzał się, broń była jakiś metr od niego. Zaczął próbować ją chwycić, wyciągał ciało i najgorsze że odcinek nie był duży, a jednak i tak sięgnięcie sprawiało spore trudności.
Jeżeli jakimś cudem uda mu się, to po prostu zacznie strzelać w wampirzycę, celując w głowę.
Jeżeli jednak na nic z prób, szybko spojrzy w stronę Milkiego.
- Ty, piankojebco! Jeżeli mi pomożesz to pozwolę ci uciec. - Ryknął na tyle by usłyszał i choć ruchał się z jakąś brzydką babą, to miał nadzieję, że będzie miał więcej motywacji i pomoże łowcy. Sorn prawie się przy tym udławił, proszenie o pomoc pijawki to nie w jego stylu.
Ale chciał przeżyć.
Oczywiście, jeżeli tylko małe dziecko rzuci się na niego, zacznie okładać pięściami, nie pozwalając aby wgryzła się w jakąkolwiek część jego ciała. W tym celu użyje swojego artefaktu, aby spowolnić ruchy oszalałej wampirzycy.
Postara się ją nawet chwycić i unieruchomić, a potem będzie siłować się z jej karkiem.
Pytanie jednak czy starczy mu sił.

_________________
Powrót do góry Go down
Kuroi Mato

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3914-ognista-pszczola#86320 http://vampireknight.forumpl.net/t3923-krolewski-smartfon#86335 http://vampireknight.forumpl.net/t3922-pszczola-i-przyjaciele#86324 http://vampireknight.forumpl.net/t3920-pszczele-plasy-na-lace#86322 http://vampireknight.forumpl.net/t3921-informatol-pszczeli#86323
Zarejestrował/a : 21/08/2018
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Nie Wrz 02, 2018 3:08 pm

Czas nagli, a każda sekunda dłużyła się niemiłosiernie. Każde piknięcie wybierania numeru oraz każda chwila, w której telefon nie był odbierany. Mato nie należała do bardzo cierpliwych osób, co potęgowało cały dyskomfort oczekiwania, aż ktoś odbierze ten cholerny telefon. Ludzie ginęli, a służbom ratunkowym się nie śpieszyło!
W końcu ktoś łaskawie odebrał. W słuchawce czarnowłosa usłyszała zmęczonego życiem lub zmianą, człowieka. Przynajmniej przyjęła podstawowe dane, że coś się stało, ale czy byłaby sobą, gdyby dała Kuroi działać od razu? Pewnie, że nie!
- Czteropiętrowy. Chyba mieszkalny. Nie wiem czy ktoś jest ranny, ani czy się zatruł. Budynek się pali na szczycie bo widzę dym z okien i do tego się sypie. Wyjścia są zasypane gruzem! Przecież wyświetla się Pani mój telefon na aparacie! – to ostatnie Mato mówiła już bardzo zirytowanym głosem, bo czas leciał, a ta tutaj jej zajmowała cenne sekundy, w trakcie których mogłaby ratować ludzi. Jako, że czarnulka nie należała do specjalnie cierpliwych także i tu pałka się przegła, więc po podaniu wcześniejszych danych rozłączyła się. Szkoda, że czarnulka zapomniała też o tym, że wszystkie rozmowy z dyspozytorem są nagrywane, a telefon idzie bardzo łatwo namierzyć. Mają w końcu takie uprawnienia, ale nasza w gorącej wodzie kąpana sportsmenka nie pomyślała o tym. Skoro nie można liczyć na to, że służby ratunkowe coś zrobią to sama musi wkroczyć do akcji. Problemem były tylko te dwie osoby, które przy niej stały. Nie będzie przecież narażać postronnych osób na uszczerbek, gdy sama chce bohaterzyć.
- Do diabła z tymi służbami ratunkowymi – powiedziała po czym podeszła do ogrodzenia. Był dzień, ale słońce już się chowało za horyzontem więc powinna odzyskać znaczną część sił jako wampir.
- Jaki jest wasz problem? – zapytała dresiarzy, którzy ewidentnie coś od niej chcieli. To, że była ubrana w ten przylegający kombinezon nie uznała za dostateczny powód przyglądania się tak badawczo. Mało tego w ogóle dziewczyna była tępa w tych sprawach, dlatego z początku w ogóle nie skojarzyła, że jej kształty mogą kogoś interesować. Tym bardziej teraz, gdy była poirytowana rozmową z dyspozytorką. Może właśnie dlatego nikt nie zadzwonił po odpowiednie służby? Dobrze, że jeszcze miała na sobie swoje frotki bo zaczęłaby świecić czerwonymi oczami i jeszcze kły by się wysunęły.

_________________
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 565


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Nie Wrz 02, 2018 9:13 pm

Przynajmniej doczekała się jakieś reakcji. Nawet jeśli trochę to trwało. Mimo wszystko, odbierający nie wydawał się być zbyt... No... Godny zaufania. Ale czarnowłosa nie zraziła się, zakładając natomiast, że niekoniecznie musiała być jedyną osobą, która miała trochę więcej w głowie i zdecydowała się zadzwonić po służby. Midori również reagowała spokojnie, odpowiadając na pytania na tyle, ile mogła. W tym przypadku określiła ulicę, na której się znajdowała - w końcu to nie jedyny blok tutaj, więc mogła sprawdzić na sąsiednim nazwę, jakby co - określiła również, że aktualnie nie ma możliwości by podejść bliżej i sprecyzować cokolwiek więcej, ale zarazem dodała od siebie, iż widzi sporo pyłu unoszącego się w powietrzu, jak i dymu w miejscu, gdzie znajdował się domniemany budynek. Dodała również, że znajdował się on u wyższych piętr.
- Najprawdopodobniej tak, słychać krzyki. I nie, nie widać, by ktokolwiek póki co wydostał się - dodała od siebie. Chyba są tu jacyś genialni ludzie i zamiast stać i nagrywać, to ruszy ktoś i udzieli pierwszej pomocy... Prawda?
- Dziękuję i do widzenia - w razie potrzeby podała jeszcze swój numer, by mogli zadzwonić do niej dla upewnienia się, że wezwanie nie jest fałszywe, po czym rozłączyła się...
Szkoda tylko, że tamto mogłaby określić jako najprostszą z czynności.
Fakt, że ludzie nie pozwolili się przebić to jedna kwestia - w sumie, co za niewychowane gbury, zero empatii! - ale nieprzyjemne słowa i fakt, że zarobiła uderzenie, sprawił, że poczuła zdenerwowanie. Nim jednak zareagowała... Nagle pojawił się przy niej jasnowłosy mężczyzna. Marco. Usłyszała jego słowa i nim zdążyła się spytać, jak miała to zrobić, skoro nie mogła się przedostać do przodu, to ten pociągnął ją i gdzieś umknął. Upadek był całkiem bolesny, a na dodatek wprost na tyłek!
I to wystarczyło, by dziewczyna jeszcze bardziej się wkurzyła. Momentalnie wygramoliła się z tej pozycji, otrzepała ubranie i skierowała się ku osobnikom - ten który kazał jej spadać, i ten, który ją uderzył. Schowała telefon do plecaka i chwyciła ich oboje za ręce (jeśli nie byli blisko siebie, to jedynie tego od tych słów) i pociągnęła brutalnie ku sobie.
- Zamknij paszczę, leszczu. Też byś się gapił, gdyby twoja matka paliła się żywcem, amebo? - spytała się nawet nie siląc się na miły głos. Była wkurwiona. Po prostu. Podziękujcie facetom, przez których teraz bolał ją bok i siedzenie. - Jeśli masz chociaż trochę rozumu, zakało, to suń dupę, a nie pieprz głupoty. Chuja mnie obchodzi, że musisz się pogapić. Porno w domu nie masz? - warknęła jeszcze. Spróbuje jej coś za to zrobić? Dostanie porządnego kopa i uderzenie w twarz. Sama dziewczyna potem, albo spróbuje się przebić, albo odejdzie gdzieś w bok, szukając przejścia i mniejszego tłumu.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t1745-marco#36697 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 282


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Pon Wrz 03, 2018 10:51 pm

Udało się!
 Nie do końca wierzył, że uda mu się teleportować w miarę bezpieczne miejsce. Niby widział skąd wydobywa się dym, jednak ta niepewność nie zniknęła aż nie zobaczył przed sobą źródła pożaru. Co za idiota zostawił gotujący się obiad i pozwolił, aby płomienie wymknęły się spod kontroli?
 Odruchowo cofnął się o krok, widząc dziurę w podłodze. Miał nadzieję, że żaden mieszkaniec nie wyleciał przez nią, bo jeśli ten ktoś nie byłby wampirem, to z pewnością jego lądowanie nie mogłoby się zakończyć sukcesem. No chyba że uzna się za sukces połamane kończyny albo nawet skręcony kark.
 Musiał coś zrobić. Ogień nie czekał na ruch wampira, rozprzestrzeniając się coraz szybciej. Niby mógł użyć mocy, jednak w tej sytuacji gaśnica sprawiłaby się o wiele lepiej. Tyle że kto trzyma coś takiego w mieszkaniu? Czy nagła zmiana temperatury nie pogorszy sytuacji? Cholera, tym powinna zająć się straż pożarna!
 Poczuł znajome mrowienie w okolicy karku, gdy aktywował moc niematerialności. Najlepszy ratownik, to żywy ratownik, dlatego wolał chuchać na zimne, gdyby coś miało polecieć w jego kierunku. Nie chciał dostać w głowę odpadającą częścią budynku albo jakimś przedmiotem rzuconym w jego stronę.
 Zbieranie samego siebie z podłogi nie zaliczało się do planu ratowania uwięzionych. No może w awaryjnym przewidział taki punkt, jeśli podwinęłaby mu się noga.
Odwrócił głowę, kątem oka zauważając kogoś w sąsiednim pokoju. Ups, więc jednak toś tutaj był. Ale najwyraźniej nie potrzebował natychmiastowej pomocy, skoro wołanie o pomoc nie docierało do uszu wampira.
 - Ej, ty tam, poczekaj! - zawołał, licząc, że nieznajomy - bądź nieznajoma - nie ucieknie za daleko (o ile można było uciec gdziekolwiek w walącym się budynku) i pozwoli sobie pomóc.
 Machnięciem ręki aktywuje moc lodu, by ugasić szalejące płomienie. Zaraz po tym pobiegnie do sąsiedniego pokoju, w którym widział sylwetkę. Jeśli na drodze stanie mu dziura w podłodze, wtedy przez nią przeskoczy albo - gdyby jednak przeszkoda była na zbyt wielka - użyje teleportu, by dostać się na drugą stronę.

Niematerialność: 1/3.
Lód: pierwszy post.
I (ewentualnie) teleport: 2/3.

_________________


Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Sro Wrz 05, 2018 12:38 pm

Milky – przeciwniczka o imponującym gabarycie miała nie tylko solidną tuszę ale i prawdziwą wolę walki! Czy zwykły człowiek bawiłby się w tego typu podchody w momencie gdy ściany się walą i tynk leci niczym śnieg podczas emisji Kevina? Kobieta nie odpuszczała próbując wymierzyć własną sprawiedliwość. Może była przewodniczącą wspólnoty mieszkaniowej, a może to tylko smutny zbieg okoliczności. Adrenalina napędzała ją do działania i kiedy tylko nazwałeś ją tłustą krową to jakby diabeł w nią wstąpił! Zaciśnięcie ręki na przedramieniu niewiele dało, bowiem jedynym co udało się pochwycić była fałda tłuszczu. Mokra skóra kobiety nie dawała możliwości manewru, bo ty, wrażliwy na zapachy i doznania wzrokowe nie miałeś szans w takim starciu.
- Ja Ci dam krowę! - wrzasnęła po raz kolejny i zaczęła się szarpać. Wtedy dostrzegłeś, że koleżanka wcale nie jest jedynie grubą i wkurzoną ludzką babą ale prawdziwą wampirzycą. Nieco zaniedbaną i pewnie krwi niższej niż Twoja, ale jednak. Chwyciła Cię za rękę kiedy już udało Ci się przebić przez powłokę skórną i prawie witałeś się z gąską bliski wyciągnięcia upragnionych narządów. Babiszon zakleszczył się na Twojej ręce tak, że nie miałeś dużego pola do manewru i jak gdyby nigdy nic opadła na Ciebie całym ciężarem z zamiarem wgryzienia się w szyję. A mogłeś być miły to może byś jeszcze zaliczył wspólną ponętną kąpiel!


Sorn – po takim widoku żaden z Was już nie będzie taki sam. Podczas gdy biedny Milky użerał się ze swoim nagim problemem, ty nie byłeś w lepszej sytuacji. Już sam walący się budynek świadczył o kłopotach, a kiedy do zbioru trosk dołączymy także problemy z poruszaniem i kogoś kto ewidentnie chce Cię zaatakować… cóż, adrenalina rosła do poziomu zenitu. Twój wampirzy problem uśmiechnął się kiedy rzuciłeś pierwsze ostrzeżenie. Ślina pociekła jej po brodzie kiedy rozwarła paszczę prezentując małe, choć sądząc po ogólnym wyglądzie, już całkiem wprawione w boju kły. Syknęła widząc jak sięgasz po broń dając tym samym ostrzegawcze znaki. Nawet ona wiedziała czym grozi podniesienie tego przedmiotu, dlatego czym przyśpieszyła swoje kroki. Ty z kolei walczyłeś z bezradnością gdyż metr to jakby nie patrzeć bardzo dużo, szczególnie gdy jesteś uwięziony. Próbowałeś chwycić i wtedy poczułeś ból gdy coś strzeliło Ci w okolicy kręgosłupa. Wampirzyca w tym czasie skoczyła na kawał betonu pod którym leżałeś i położyła się by za chwilę spróbować dobrać się dobrać do Twojej krwi. Chwyciła Cię za głowę traktując ją jak piłkę, którą za wszelką cenę chciała wyciągnąć spośród kupy gruzu. Masz dosłownie kilka sekund nim zniechęcona po prostu oderwie łeb od korpusu albo w najlepszym przypadku pożywi się smaczną łowiecką krwią.


Kuroi – dyspozytorka notowała wszystkie niezbędne informacje o czym świadczył powolny dźwięk stukania w klawiaturę. Co jakiś czas zdarzyło jej się ziewnąć lub ewidentnie żreć coś w trakcie rozmowy. Słyszałaś odgłos chrupania i mlaśnięcie, aż w końcu matrona przemówiła.
- To strażaki potrzebne! Po co dzwoni jak nic nie wie?! - zaczęła narzekać ale w końcu przyszła chwila błogiego spokoju, bowiem raczyłaś zakończyć połączenie. Rozmowy rzeczywiście powinny być nagrywane, więc tego typu zgłoszenie musiało zostać potraktowane poważnie.
Dwóch stalkerów nie spodziewało się, że tak szybko podejmiesz ich grę. Widoczne na ich twarzach zaskoczenie bardzo szybko zastąpiła pewność siebie i to przedziwne poczucie cwaniactwa jakby Ci dwaj byli jakimiś królami świata.
- Niezłe wdzianko. - powiedział niższy, a jego uśmiech był tak ordynarny, że aż ścisnął w żołądku. Podczas gdy trochę dalej ludzie walczyli o życie pod gruzami walącego się budynku, oni najwidoczniej szukali szybkiej i łatwej rozrywki.
- Skoro już wezwałaś pomoc to może pójdziesz z nami? Znamy tutaj obok fajne miejsce. - kontynuował bez najmniejszego skrępowania. W dodatku chyba chcieli Cię osaczyć, gdyż powoli zmniejszali dystans.


Midori – Twój dyspozytor mimo że na kacu był trochę bardziej ogarnięty. Po uzyskaniu odpowiedzi na pytania przyjął zgłoszenie, a ty mogłaś odetchnąć z ulgą. Niestety nie na długo, bo jak to stwierdziłaś ameby pokrzyżowały plany spokojnego niesienia pomocy. Już kiedy się zbliżałaś osiłki robili głupie miny i przedrzeźniali Cię skacząc i zachowując się jak małpy które uciekły z zoo. Złapałaś jednego z gagatków rzucając siarczystą groźbę której oczywiście żaden z nich nie potraktował poważnie.
- A co, Twoja się pali? - roześmiał się, choć bardziej przypominało to bulgotanie. W oczach tych tępych osiłków byłaś tylko zwykłą kobietą, której oni nie nawykli szanować. Mieli inne priorytety, a troska o drugiego człowieka? Co to takiego?
- Czyżbyś była aktorką? - wtrącił się drugi i bezwstydnie z uśmiechem na ryju złapał Cię za lewą pierś. No tego by było za wiele.
- Chcesz się zabawić, mała? Dla Ciebie mogę nawet załatwić czystą pościel. - nie spuszczał z tonu, a jego „żarty” robiły się coraz bardziej ordynarne. Co gorsza drugi z typków (ten którego trzymałaś) zagwizdał na co zareagował duży owczarek niemiecki który zaczął do Was biec merdając ogonem.
- To się zabawmy. Lubisz na pieska? - powiedział i wtedy poczułaś, że ten oto delikwent jest pod wpływem alkoholu.


Marco – zostawiłeś biedną Midi na pastwę jakichś zboczeńców, a sam niczym bohatyr teleportowałeś się do felernego budynku. Ogień trawił kuchnie jakby była zwykłym pudełkiem zapałek na którą działa reakcja łańcuchowa. Gryzący dym nie tylko utrudniał widoczność, ale dla kogoś kto musi oddychać stanowił niemałą barierę. Na czas uruchomiłeś niematerialność, bo już po chwili z sufitu spadł kolejny solidny odłamek betonu. Ktoś z niższego piętra krzyknął, najwidoczniej nie miał takiego szczęścia. Ty zaś dostrzegłeś sylwetkę w pokoju obok, dlatego bez zastanowienia machnąłeś ręką chcąc uspokoić szalejące płomienie. Ściana lodu wyrosła w mgnieniu oka, jednak nie wystarczyła by zgasić cały pożar. To tylko kwestia czasu aż lód się roztopi, jednak zawsze lepsze to niż nic. Przeskoczyłeś nad kawałkiem podłogi który wyglądał podejrzanie i znalazłeś się w salonie gdzie w rogu pokoju stała zamaskowana postać. Musiała widzieć że nie jesteś człowiekiem, bo na dzień dobry wystrzeliła w Ciebie z broni palnej. I wiesz co? Nie pomogła nawet niematerialność, a kula elegancko utkwiła w Twoim brzuchu.
- Przyszedłeś za zapachem hieno? Po moim trupie dostaniesz tych ludzi. - dziewczyna wyglądała na młodą. Miała niecały metr siedemdziesiąt a zza kaptura wyglądały ciemne kosmyki włosów. Ponownie uniosła broń z zamiarem oddania strzałów, tylko… kto będzie szybszy?


Osu został porwany przez tłum szalonych babek. Nie będzie brał udziału w dalszej rozgrywce.
Na przyszłość proszę o potraktowanie sprawy poważnie i nie tracenie czasu innych graczy oraz mg.

Tak jak ostatnio w przypadku sugestii i zażaleń zapraszam na pw.
Kolejność dowolna.
Na komplet odpisów czekam łącznie 48h.




_________________
Powrót do góry Go down
Kuroi Mato

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3914-ognista-pszczola#86320 http://vampireknight.forumpl.net/t3923-krolewski-smartfon#86335 http://vampireknight.forumpl.net/t3922-pszczola-i-przyjaciele#86324 http://vampireknight.forumpl.net/t3920-pszczele-plasy-na-lace#86322 http://vampireknight.forumpl.net/t3921-informatol-pszczeli#86323
Zarejestrował/a : 21/08/2018
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Czw Wrz 06, 2018 1:49 pm

Mato nie była bardzo miastowa, ale kobieta w dyspozytorni brzmiała jakby była z jakiejś pomniejszej prefektury. Może nawet ze wsi, bo taki olewczy stosunek do wykonywania obowiązków nie wziął się znikąd. Chłopa możesz wywieźć ze wsi, ale wsi z chłopa już nie jak to mówi stare chińskie porzekadło. Niemniej Kuroi gdyby była bardziej ogarnięta w kwestiach urzędniczych to by napisała skargę, ale jeśli żadna pomoc nie przybędzie to klnie się na wszystkie świętości, że złoży tej babie wizytę w dyspozytorni i kopnie ją w ten stary zad.
Pszczoła przez całą rozmowę była zła jak osa i zaczynała się dopiero uspokajać, ale chyba jej „szczęśliwa passa” miała nadal trwać. Tym razem dwójka gapiów, która przyczepiła się do niej, nie zamierzała spuścić oczu na buciki i pilnować swojego interesu. Na dodatek ten niższy wyglądał jak zwykle to najsłabsze ogniwo, które było gnębione w klasach. Zwykle w obronach takich jednostek Mato stawała, o ile faktycznie były nieszkodliwe i nie zasługiwały na takie traktowanie. Ten ewidentnie wyglądał na jakieś porażenie mózgowe albo cwaniaczka, który odrabia temu silniejszemu pracę domową i dlatego może pozwolić sobie na więcej.
- Dzięki? – odpowiedziała ze zniesmaczonym uśmiechem. Rany, tutaj ewidentnie miała Mięśniaka i Czachę! Ludzie pod gruzami walczyli o życie, a ci tutaj marnowali jej czas. Na dodatek nie mogła przystąpić do akcji, bo pewnie tamci za nią pójdą i będą jej przeszkadzać.
- A może jednak nie? Mam trochę inne plany. Czegoś jeszcze chcecie? – odpowiedziała zasuwając bluzę pod szyję i poruszyła głową na boki, aż kości jej lekko strzeliły. Osaczali ją, chcieli spróbować wziąć Mato na dwa ognie? Będą mieli niespodziankę, bo dziewczyna nie wyglądała, że się ich boi. Ba, czarny pas w karate dawał jej pewność, że poskłada tych dwóch bez potrzeby używania wampirzych talentów. Mogła wyglądać na zwykłą dziewczynę, która uprawia sport, ale czy oni wiedzieli do kogo startują? Słońce czyniło wampirzycę trochę słabszą, ale nie poniżej poziomu człowieka.
- W sumie dobrze, że poprosiłam też o karetkę – powiedziała sama do siebie. Jak stłucze tych dwóch na kwaśne jabłko to przynajmniej zaraz ich ktoś opatrzy. Dwie pieczenie na jednym ogniu!
- Dobra to jak chcecie się bić to może obaj jednocześnie zaatakujecie, żebym nie musiała tracić na was więcej czasu? Ostrzegam was tylko, że na 36 walk bokserskich mam 25 nokautów i tylko 3 przegrane, a ćwiczę z facetami – odpowiedziała unosząc pięści w górę i uginając nogi oraz lekko tors. Trochę pech dla nich, bo bokserzy potrafili bez rękawic uderzyć znacznie mocniej. Przeciętna prędkość ciosu zawodowego boksera to około 400 metrów na sekundę, a biorąc pod uwagę statystyczną wagę pięści to siła uderzenia jest ogromna. Zwłaszcza w przypadku kogoś o mniejszej masie. Mato tylko uśmiechnęła się pod nosem, bo właśnie znalazły się dwie ameby umysłowe, na których będzie mogła wyładować swoją frustrację po rozmowie z dyspozytorką.
Spoglądała na dwóch cwaniaczków, którzy się zbliżali i wyczekiwała ich ruchu. Ciekawe czy dała radę ich przestraszyć? Jeśli dalej się zbliżali to Mato poczekała na atak z ich strony. Zacisnęła pięści z lekko uniesioną gardą. Zależnie od strony na jaką szedł atak, odchyliła się w przeciwną i wyprowadziła cios na wysokości nerki. Troszkę powstrzymywała cios, bo nie chciała ich tutaj pozabijać, ale uderzenie w nerkę jest bardzo bolesne. No chyba, że któryś dał jej sposobność do ataku w wątrobę, a jak ten duży to nawet lepiej bo po takim ciosie nie powinien wstać. Nie biła po twarzy, a właśnie w takie punkty, które miały sprawić, że napastnik straci na moment oddech. Splot słoneczny, nerka, wątroba, a nawet żebra. Działał tu aspekt psychologiczny, że próbowałeś zaczerpnąć powietrza, ale nie mogłeś i następowała panika. W zasadzie to jeśli znokautuje tego dużego to mały powinien uciekać w strachu, ale nie lekceważyła go. Może mieć jakiś gaz albo paralizator przy sobie. Taki szczurek zwykle uciekał się do brudnych sztuczek.

_________________
Powrót do góry Go down
Milky

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3885-milky#85749 http://vampireknight.forumpl.net/t3905-milky#86014 http://vampireknight.forumpl.net/t3907-milky#86018 http://vampireknight.forumpl.net/t3886-milky#85750 http://vampireknight.forumpl.net/t3906-mieszkanie-nr-266#86017
Zarejestrował/a : 11/08/2018
Liczba postów : 82


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Czw Wrz 06, 2018 6:13 pm

Gruba wampirzycą? Chyba ogrzycą, bo za grosz nie miała w sobie ponętnej krwiożerczej istoty. Nie jeden wampir najchętniej zrobiłby oczu kąpiel w wodzie święconej niż zechciałby mieć cokolwiek z tym terminatorem. Przerażająca kobieta ale Milky jakoś nie potrafił wycisnąć z siebie strachu, ba, miał ogromną ochotę pozbawić ją życia i zapewne tak się też stanie. Nie zamierzał tutaj konać, nie kiedy w głowie miał wielki plan. Pierwsze co to musi ogarnąć napastująca go kobietę, aby raz na zawsze ją uciszyć.
Łapsko pod żebra się wbiło, ale ta nadal walczyła. Ile ona miała siły? Milky mimo wszystko byle jaką krwią nie był, no i wiek też się liczy. Poza tym moc już wróciła do używalności, więc kiedy wielka zakapiora rzuciła się do ataku, wampir nie czekał. Obrzydzony jej personą nie miał ani krzty sumienia aby zadać bolesny cios. Szyja oraz broda wampira pokryła się znajomym już lepkim karmelem, a z niego wystrzeliły dwa, długie sople więc kiedy ta zmierzała aby wgryźć się w szyję, nie spotkał ją smakowity kąsek pod postacią krwi, tylko karmelu. Jeśli atak powiedzie się bez zarzutu, wampirzyca oberwałaby wtedy prosto w rozwartą paszczę oraz w krtań (na wylot), blokując w ten sposób dojście. Wtedy wymusi kolejną próbę zrzucenia z siebie tłustego babska oraz wyciągnięcie ręki z pod piankowej wanny. Nawet jak pogruchotany, to musi wygrać i zmyć się.
Tylko do licha usłyszał w tle głos łowcy. Pomóc? Że niby jemu? Gdyby mógł, wyszczerzyłby się szeroko. Przecież łysy nie może zginąć od tak, nie z ręki byle czego. Więc kolejnym etapem, będzie próba ratunku. Ale to już wtedy, kiedy uda się mu wyjść z pod ciężkiego balastu. Przecież nie może wiecznie być pod tą wielką przeszkodą, wszak szkoda ciała. Krew ciekła z ran, a on także nie może pozwolić sobie na ciągłą utratę  jej. Tylko czy jeżeli się wszystko powiedzie, będzie w stanie dotrzeć do rannego Sorna oraz napastnika, szykującego się do zadania krzywdy? To już wszystko zależne od losu.

Moc Karmel znowu aktywna.
Ponowne użycie – 1/3

_________________

THEME || Milky do Sorna
Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t1745-marco#36697 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 282


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Pią Wrz 07, 2018 11:44 am

 STRZAŁ!
 Pocisk bez przeszkód wbił się w brzuch. Okrzyk zaskoczenia wydobył się z gardła wampira. Nie tego się spodziewał. Nikt nie ostrzegał, że w walącym się budynku zastanie kogoś z bronią, czyhającego na pomocnych obywateli. Kto normalny strzela do kogoś, kto nawet nie zrobił najmniejszego, fałszywego ruchu? Cholera, akurat jemu musiał trafić się szalony łowca-idiota strzelający do pierwszej lepszej osoby. Jak ten ktoś mógł zobaczyć w blondynie zagrożenie? Przecież nie wpadł do pokoju i nie krzyczał niczym głodny potwór łaknący krwi wszystkich niewinnych istot!
 Zgiął się w pół, dłońmi zasłaniając zranione miejsce. Bolało jak cholera, a na dodatek cudowny plan uratowania jak największej ilości osób właśnie wylądował w koszu i wszystko wskazywało na to, że pójdzie z dymem wraz z kuchnią.
 - Nie! - zawołał, opierając się plecami o ścianę. Niematerialność była teraz równie pożyteczna co dodatkowy piasek na pustyni, dlatego od razu z niej zrezygnował.
Nie mógł kolejny raz dać się postrzelić, dlatego użyje mocy lodu, aby zamrozić broń szalonej idiotki. Nie zatrzyma się tylko na broni. Jeśli się uda, to lód dosięgnie także palców kobiety, by nie mogła przypadkiem nacisnąć spustu.
 - Chcę pomóc, a nie walczyć.
 Krew przelewała się przez palce, a on czuł, że wraz z jej utratą nadejdzie coś gorszego. Te przeklęte łowieckie bronie zazwyczaj miały w zanadrzu jakieś mało przyjemne niespodzianki.

Lód: drugi post.

_________________


Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 565


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Pią Wrz 07, 2018 11:58 am

Odetchnęła z ulgą, gdy sprawa z telefonem się zakończyła. Teraz pozostawało jedynie poczekać, aż pojawią się odpowiednie służby, nie...? No właśnie... Nie do końca. Czuła, że nie powinna odchodzić bez słowa i pozostawiać ludzi na pastwę losu. Jednakże jak tu pomagać, skoro nikt nie chciał i jej pomóc?
W dodatku ten wcześniej odebrany telefon - zanim tutaj trafiła - nieco ją zaniepokoił. Wyświetlał się numer od Zyuu, ale... Nie było żadnego dźwięku, słowa, cokolwiek. Gdzie mógł się podziewać... Westchnęła cicho...
No właśnie zaczęło się.
Czarnowłosa nie mogła mieć większego pecha, nie? Czemu ze wszystkich ludzi świata musiała akurat natrafić na tych, którzy oznaczali się ujemnym ilorazem inteligencji? Przy takich osobach to dziękuje się Panu, że głupota nie jest zaraźliwa. Chyba nie. Bądź co bądź, złotooka patrzyła bez zachwytu na osobnika, który zaczął gadać takie głupoty.
Nie odpowiedziała już. Łowczyni nie zamierzała wdawać się już w rozmowę z nimi. Krótka obserwacja sprawiła, że próba przemówienia im do rozumu byłaby jedynie stratą czasu w miejscu, gdzie każda sekunda liczyła się.
No, ale gdy ten dureń ośmielił się ją dotknąć tam, gdzie nikt nie powinien bez jej zgody, momentalnie zwinęła dłoń w pięść, wzięła zamach i przyłożyła mu w twarz, mając na celu jego nos. Tak. Mógł zostać złamany, nie szczędziła na siłę. Jeśli zdecyduje się coś zrobić więcej, to dostanie kopniaka między nogi.
- Co? - po tym tekście, zdecydowanie zamierzała już go nie trzymać i odsunąć się. Co za buc! Jeszcze woła psa! Bezczelny, jakby nie wystarczyły te chamskie odzywki. - Chcecie pójść siedzieć za pedofilię czy gwałt? - warknęła, czując już dobrze, że osobnik nie był trzeźwy.
- Won z tym pchlarzem, dupki - złością chciała zamaskować narastający strach. Wystarczający, że jeśli którykolwiek z nich znów ją spróbuje dotknąć, to powali na ziemię. A co do psa...
Yukari jednak nie zamierzała kusić dalej losu i zamierzała stąd spać. W najgorszym wypadku najpierw ich ogłuszy, a potem pójdzie stąd. Skoro i tak nikt nie chciał pomóc panience w opałach...
Przynajmniej by nie musieć mieć do czynienia z tym czworonożnym potworem.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Sorn
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3874-sorn http://vampireknight.forumpl.net/t3898-sorn#85906 http://vampireknight.forumpl.net/t3899-sorn#85907 http://vampireknight.forumpl.net/t3897-sorn
Zarejestrował/a : 31/07/2018
Liczba postów : 94


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Pią Wrz 07, 2018 1:09 pm

Nie chciał umierać. Moment kiedy wampirzyca skoczyła na kawał betonu, który go przygniótł był jednak przechylający szalę zwycięstwa, a chwyt za głowę tylko uświadomił go, co się zaraz stanie. Tak wygląda koniec? Po tych wszystkich latach zajebie go jakiejś niskiej krwi wampir? Coś się w mężczyźnie zagotowało, ryknął z bólu czując jak go ciągnie. To niedorzeczne, za chuja tak nie skończy. Tamten chory na łeb wampir mu jednak nie pomógł, przez co łowca jeszcze mocniej zacisnął ręce w pięści. Jak zawsze sam, ale kiedyś dawał radę. Nigdy nie przegrał z tak słabą pijawką, a teraz? Kawał betonu wystarczył, aby zrobić z łowcy bezbronną ofiarę? Już pierdzielił broń i wszystko inne, trzeba iść ku ostateczności.
Przecież nie straci głowy dla wampira, hue.
Syknął, czując ból w całym ciele. Nie poddał się, kiedy mordowano jego rodziców więc i tym razem nie zamierzał czekać na śmierć.
Ostatni czyn, który zdecyduje czy przeżyje czy nie.
Warknął i odruchowo chwycił wampirzycę za rękę, moc uśpienia powinna zadziałać chociaż po części. Przez ubytek krwi kręciło mu się w głowie, ale silna ręka zacisnęła się kurczowo na dłoni szalonej pijawki. Zamknął oczy, starając się skupić na tym czego się wcześniej uczył i choć moc nie za bardzo go zadowalała, to liczył że tym razem się powiedzie. Gdzieś w tle przypominał pewne teksty.. o koszmarach. Ze wspomnień wyciągnął ostatni sen, w którym był zamknięty w dusznej, szklanej trumnie. Co jakiś czas przysypywała go ziemia. Dobrze widział kto to robił, jego zmarły, wampirzy bliźniak z wrednym uśmiechem. Ostatnio zbyt często męczyły go te koszmary, dlaczego akurat pojawiły się w jego umyśle własnie w tej chwili? Aż zrobił się cały mokry, a ciało zadrżało.
Bezsilny łowca, dodatkowo unieruchomiony nie powinien być bezbronny. Dlatego też podłączenie się do umysłu celu miało przenieść go w inny świat.. taki jaki sam stworzyciel wykreuje. Sorn raz jeszcze warknął. Pamiętał wszystko.
Nie mógł zostawić córki samej. Co zrobi jeżeli dowie się o śmierci ojca? Zmartwienie, wyrzuty sumienia i mętlik w głowie. Już nigdy jej nie zobaczy, nie dotknie kobiecego ciała i nie zajebie Kurosza.
Teraz znowu czuł się jak gówno. Tak samo jak kilkanaście lat temu, gdy wampir zaatakował jego dom i zamordował rodziców. Takie rzeczy nie powinny się dziać. Czy miał szczęście? Do dupy z nim, skoro cały czas myśli się o zemście. Stała się ona jego paliwem w życiu, najważniejszym priorytetem. Nie spocznie póki jej nie dokona, nieważne za jaką cenę.
Walczyć będzie do samego końca.
Dobrze, że facet nie miał włosów. Z pewnością by osiwiał! Teraz jednak było mu przykro, czuł się taki.. bezużyteczny?
Wrócił do Yokohamy po to aby wykonać zemstę, a nie po śmierć.
Ryknął, zaciskając kurczowo szczęki. Nie umrze, nie dziś. Jego uchwyt został wzmocniony, a umysł pracował, starając się pobudzić magię. Co z tego, że był słaby. Wkurwienie wzrosło jak i adrenalina, bo przecież dawno nie znajdował się w takiej sytuacji. Spróbował obrócić głowę na tyle na ile mógł, aby spojrzeć osobnikowi prosto w oczy. Jak ma umierać, to przynajmniej chciał jako ostatnie zobaczyć jej morde.
Lecz w tle słyszał jakieś krzyki. Nie wiedział jednak czy należały one do ludzi z walącego się budynku czy do kogoś kompletnie innego, jakby znajomego. Zaczęło się robić ciemno, ale to z pewnością wina kurzu.
Chyba.
Przez chwilę wydawał się nic nie słyszeć, jakby został ogłuszony. Mętny wzrok zaczął odmawiać mu posłuszeństwa, nie czuł się najlepiej.
Co się działo?

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Nie Wrz 09, 2018 6:08 pm


Kuroi – dyspozytorka najpewniej dorabiała sobie do emerytury. Nigdzie jej się nie śpieszyło, a kawa sama się przecież nie wypije! Skoro padły informacje świadczące o możliwym pożarze, sytuację powinny ogarnąć inne służby bez zawracania głowy porządnym pracownikom. Samo wejście do dyspozytorni nie należałoby do najprostszych, ale kto wie… może babsztyl blefował i tak oto za kilka minut przyjdzie piękna błyszcząca nowością erka. Wyposażona w sprzęt o jakim nie śniło się zwykłym i niczego nieświadomym pacjentom.
- Um, nie ma za co. Takie ciało trzeba odsłaniać, nie zakrywać. - chłopak nie odpuszczał i ostentacyjnie zatrzymał wzrok na Twoich piersiach. Chwila zdawała się dłużyć i nawet poszturchiwania drugiego z gagatków nie ostudziło zapędów don Juana. Brakowało tylko żeby się oblizał bądź obnażył ukazując zadowolenie związane z widokiem dziewczyny. Może trzymano go w piwnicy albo był kryptogejem grającym na potrzeby dalszych relacji z kumplem?
- Możesz pokazać kilka chwytów na tylnym siedzeniu mojego auta, maleńka. Potem mogę Cię nawet zabrać do jakiejś restauracji bo pewnie zgłodniejesz po takich wyczynach. - zarechotał najwidoczniej nie wierząc, że dziewczyna jest zdolna do czegokolwiek poza staniem w kuchni i zaspokajaniem samczych żądzy. Drugi z oponentów najwidoczniej wstydził się wylewności kolegi, ale poza twarzą o kolorze dojrzałego pomidora nie zdradzał żadnych innych emocji. Starał się nawet na Ciebie nie patrzeć, choć ile mógł tyle odciągał napaleńca. Niestety mało skutecznie.
Wkrótce napalony goguś znalazł się w odległości zaledwie 1,5 metra. To wciąż za mało żeby go swobodnie uderzyć lecz wystarczy jeden większy krok. Panicz numer dwa przykrył twarz dłonią najwidoczniej nie wierząc, że kumpel ma aż tak wysoce rozwinięte zapędy zboczeńca.
- Są naturalne? - zapytał bez cienia skrępowania i gapił się jak ten szpak w niemalowane…

Milky – może spojrzeć na to od drugiej strony. Gruby wampir jest lepszy od chudego po tym względem, że w niektórych kulturach świadczy o niesamowitym dostatku. Możliwe, że nie musiała samodzielnie polować i jak ta Pani rozkoszowała się życiem pełnym wygód. W wannie z kozim mlekiem, krwią czy innymi umilającymi czas cieczami. A ty od razu od krów i ogrzyc. Wstyd!
Nie chcąc poddać się zalotom uroczej damy postanowiłeś działać. Jakby nie patrzeć waga trochę ciążyła, a i sama koncepcja robienia za posiłek jakoś nie napawała Cię optymizmem. Czując przypływ mocy wytworzyłeś kolce i… już po chwili Twoja przyszła niedoszła narzeczona nadziała się na kolec, który przeszedł aż na wylot. Wampirzyca zacharczała. Jej ciało przeszył spazm i jeszcze chwilę szarpała się próbując uwolnić. Niestety bezskutecznie. Gasła, co było widać w jej oczach. Ty z kolei ledwo (!) zrzuciłeś z siebie zbędny martwy już balast i uwolniłeś strzaskaną dłoń spod wanny. Łowca? Co z łowcą? Ano leżał sobie przygnieciony pokaźnym kawałkiem sufitu, a obok niego rzucała się wampirzyca. Dziewczyna wyglądała na młodą ale chyba coś Cię ominęło, bo zamiast rzucić się na łysą pałkę, wampirzyca najzwyczajniej w świecie rzucała się po podłodze. Wyglądała jakby próbowała coś od siebie odepchnąć. Nawet coś krzyczała, choć jej usta głównie wydawały prawie bezdźwięczne zawodzenia. Sorn natomiast nie wyglądał lepiej. Szarpał się, a jego oczy były przysłonięte mgłą…. Trochę creepy.

Sorn – to były ostatnie chwile, bo wszystkie deski ratunku zawiodły. Broń była za daleko by po nią sięgnąć. Każda kolejna próba mogła całkowicie uszkodzić kręgosłup, który i tak zapewne był w kiepskim stanie. Wampirzyca bawiła się Tobą bo nie ma nic lepszego niż łowca zakleszczony w pułapce z której właściwie nie ma wyjścia. To chyba koniec Twojej zemsty na Milky. Rodzina nigdy nie zostanie pomszczona, a Twoja córka już nigdy nie spotka się z ojcem… no chyba, że na cmentarzu. W jednej chwili przeleciało Ci przez głowę całe życie. Chwile szczęścia jak i te o których wolałbyś zapomnieć, w tym koszmary. Brakowało tylko świętego Piotra tak dumnie zapraszającego do królestwa i tego tabuna pięknych kobiet, bo ponoć w niebie jest lepiej niż na tym ziemskim padole. Mimo naprawdę podbramkowej sytuacji postanowiłeś się nie poddawać, bo jeśli ginąć to z klasą tak ażeby wykorzystać wszystkie możliwe rozwiązania. Po odwróceniu głowy widziałeś ucieszoną twarz wampirzycy. Jej ślina kapała prosto na Twoje ubranie i grom ją wie czy nie była to oznaka jakiejś wścieklizny. Z całych sił starałeś się pobudzić magię i wtedy stało się coś… czego nie przewidziałeś. Budynek zniknął, a wraz z nim wampirzyca, Milky i cały ten syf jakiego doświadczyłeś jeszcze kilka sekund temu. Było Ci cholernie zimno. Do Twoich nozdrzy doszedł fetor stęchlizny, a a każdy ruch sprawiał, że odbijałeś się od ścian czegoś drewnianego. Byłeś zamknięty w pudełku(?) gdzie nawet diabeł nie powie dobranoc, bo jakby to powiedzieć… ciemno było jak u murzyna w wiadomym miejscu. A i samego powietrza dość mało.

Pod wpływem ostatnich wydarzeń moc uśpienia przeistacza się w koszmar. Nanieś proszę zmiany w kp.

Koszmar – moc mentalna o dużej mocy pozwalająca wciągnąć przeciwnika do świata koszmaru. Dzięki temu wywołuje bezpośrednio w umyśle przeciwnika koszmarne wizje będące uosobieniem jego strachów i słabości.  Zazwyczaj objawia się to jako niepokonany przeciwnik, z którym trzeba walczyć lub przed nim uciekać, sytuacje bez wyjścia, zdarzenia lub istoty będące największą słabością przeciwnika. W czasie „snu” ciało osoby dotkniętej koszmarem w rzeczywistości oddaje to co się dzieje w jej umyśle. Może się rzucać i krzyczeć. Zazwyczaj leży i nie ucieka, lecz każde fizyczne uderzenie w realnym świecie powoduje wybudzenie z koszmaru, a za bliskie podejście do wciągniętego może, choć nie musi zaowocować dołączenia do jego mary sennej. [efekt zależny od MG]
UWAGA: Osoba wciągnięta do koszmaru zazwyczaj nie jest tego świadoma. Wszystko czego doświadcza jest przepełnione realizmem – zapachy, kształty i otaczający ją świat wygląda jak realny.
Moc nie działa na osoby posiadające ochronę przed atakami mentalnymi.
Działa poprzez kontakt wzrokowy z ofiarą.
Czas działania 3 posty, czas odnowy 3posty.
[poziom średnio zaawanswany]


Sorn, przypadkowo wciągnąłeś siebie i wampirzycę do koszmaru. Aktualnie znajdujesz się w dość ciasnej i zimnej trumnie.


Marco – Twoja nowa koleżanka najwidoczniej nie chciała poznać Cię bliżej. Byłeś kolejną pijawką w jej życiorysie, zasługującą jedynie na miłosierną kulkę prosto w łeb. Brzuch był tylko ostrzeżeniem, bo dziewczyna nie spuszczała z tonu i za nic w świecie nie chciała uwierzyć w dobre zamiary. Widać w swoim życiu wielokrotnie dała się nabrać ale teraz wszystko się zmieniło i nie z nią te numery!
- Znam takich jak ty! Nie podchodź bo właduję w Ciebie cały magazynek! - zagroziła prezentując lśniącą broń w której zapewne znajdowała się niejedna kula. Za chwilę mogłeś przypominać szwajcarski ser i grom go wie, czy w tym walącym się budynku znajdziesz pomoc.
Wyłączyłeś moc niematerialności i postanowiłeś zlikwidować inne zagrożenie jakim okazała się broń łowczyni. Dziewczyna krzyknęła wypuszczając z dłoni zamieniony w sopel. Jej spojrzenie zaskoczenia i nienawiści przeszyło Cię na wskroś. Oj nie była zadowolona ze zniszczenia zabawki.
- Wstrętna pijawka. - wycedziła przez zęby i zza paska wyciągnęła dwa srebrne sztylety których oczywiście nie zawaha się użyć.
Ty zaś czujesz jak kręci Ci się w głowie a rana po kuli piecze żywym ogniem. Co gorsz e nie zapowiada się żeby prędko zaczęła się goić. Widziałeś coraz gorzej, jakby za mgły, a wszystkie zewnętrzne dźwięki były jakby… kilka razy lepiej słyszalne. Zwykły ton zdawał się być krzykiem, a szept rozmową.
- Walcz pijawko! - wrzasnęła, a ty miałeś wrażenie, że dostałeś obuchem po głowie. Teraz widziałeś już dwie łowczynie i mnóstwo mgły, że o rozpraszających dźwiękach nawet nie wspomnę! Nawet ogień był za głośny!


Midori – Miałaś pecha trafić na bandę zboków, ale cóż, kto się spodziewał że takie kanalie będą żerować właśnie niedaleko miejsca wypadku. Zamiast zająć się ciekawszymi sprawami jak choćby pomoc czy praca, oni najzwyczajniej w świecie postanowili znaleźć obiekt mający cycki. W końcu nie wiedzieli, że jesteś łowczynią. Samotna kobieta jest bardziej narażona na chamskie żarty i żadne próby nie były w stanie ich przekonać że ich czas już się skończył. Królowie świata i don Juani za dychę mieli swój cel, ale nie spodziewali się, że drobne macanko skończy się solidnym gongiem w ryj.
- Ty kurwo! - wrzasnął ten, którego uderzyłaś. Przez kilka sekund mierzył Cię wzrokiem nie wierząc, że ośmieliłaś się go uderzyć.
- Z takimi cyckami to nie możesz być dzieckiem szmato. - usłyszałaś gdzieś z boku, bo jak przystało na prawdziwych rycerzy panowie nie spuszczali z tonu. Szkoda tylko, że nie w tą stronę co trzeba…
- Zaraz pokażę Ci co potrafi ten ‘pchlarz” - obraza psa była jak obraza majestatu. Nie dość, że ośmieliłaś się uderzyć jegomościa to jeszcze czepiłaś się do biednego zwierzęcia. A teraz módl się żeby zwierz nie miał wścieklizny, bo właśnie do Ciebie biegnie warcząc i szczerząc kły. W życiu nie widziałaś jeszcze tak agresywnego zwierza i wiesz że samo ogłuszenie nie będzie łatwe.
- Teraz zobaczymy. Ja biorę jej majtki! - powiedział któryś, a pies… rzucił się na Ciebie i z całym impetem powalił na łopatki próbując capnąć w twarz.


Zasady bez zmian.
Czekam 48h na komplet postów.

_________________
Powrót do góry Go down
Kuroi Mato

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3914-ognista-pszczola#86320 http://vampireknight.forumpl.net/t3923-krolewski-smartfon#86335 http://vampireknight.forumpl.net/t3922-pszczola-i-przyjaciele#86324 http://vampireknight.forumpl.net/t3920-pszczele-plasy-na-lace#86322 http://vampireknight.forumpl.net/t3921-informatol-pszczeli#86323
Zarejestrował/a : 21/08/2018
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Nie Wrz 09, 2018 6:43 pm

W zasadzie to plan Mato tak daleko nie wykraczał. Nie wiedziała jak wytropić dyspozytorkę, ale chciała to zrobić. Niestety to chyba będzie równie żmudne co wyperswadowanie jej, że 5 dni w tygodniu zawalone ćwiczeniami to zły pomysł. Kiedyś sama będzie stara, zgorzkniała i może stetryczała lub może po prostu zostanie nauczycielką WF w Cross. Właściwie to jej marzeniem było zostać lekkoatletyczką lub wygrać jakieś naprawdę ważne zawody w karate, by rodzice nie musieli tak ciężko pracować. Była dobrym dzieckiem, które oddałoby wiele za swoich rodziców jak i młodsze rodzeństwo. Mimo, że czasami te małe gremliny by wytarmosiła za uszy, to kochała je.
Teraz miała dowód na to, że trafił jej się tu prawdziwy podrywacz. Na dodatek bezczelnie gapił się na jej cycki i o ile robiłby to ukradkiem, problemu by nie było. Sama lubiła pogapić się na piersi koleżanek pod prysznicem lub w łaźni, gdy taki ośrodek sportowy ją posiadał. Zresztą wzrok też często zatrzymywała na innych kształtach jak nogi, talia lub ładna twarz. Czasami nawet w ramach żartów zdarzało się lekkie molestowanie w postaci macania piersi ale nikt tego nie traktował poważnie, a jako formę pieszczotliwego dokuczania sobie. Sytuacja zmieniała się w momencie, gdy do gry wchodził facet, którym Mato nie była kompletnie zainteresowana. Jego kolega miał instynkt samozachowawczy, bo dziewczyna miała teraz stan emocjonalny jak gotująca się woda. Czajnik wydawał z siebie już cichutkie gwizdanie pokazując jak początkowe zirytowanie powoli przeradzało się w gniew. Dziewczyna zaciskała mocno pięści i gdyby miała dłuższe paznokcie to pewnie byłyby zaciśnięte do krwi. Walczyła ze sobą, by nie przywalić temu facetowi z całej siły bo to skończyłoby się wizytą na pogotowiu. Niestety na wycofanie się z konfliktu było już za późno, zwłaszcza gdy tamten wspomniał o seksie. Mato wtedy się zaczerwieniła i na moment gniew opadł zastąpiony zawstydzeniem, ale zaraz ponownie zaczęła się gotować, gdy tamten tylko zaczął podchodzić bliżej.
Czarę goryczy przelało pytanie czy są naturalne. To była ta jedna kropla, która przerwała tamę. Mato zacisnęła zęby i zrobiła krok bliżej chłopaka opuszczając gardę. Jeśli ten nie wyczuł jej morderczych intencji to teraz mógł je zobaczyć w pełnej okazałości. Aż na moment błysnęły jej czerwone oczy pasujące idealnie do jej czerwonej twarzy. Było to połączenie wstydu oraz wściekłości, a z oczu czarnowłosej biła chęć mordu. Dobrze, że miała zamknięte usta bo jeszcze kły by było widać.
- Są naturalne kutasie jeden! – wykrzyczała mu prosto w twarz i wyprowadziła lewy sierpowy prosto w wątrobę. To nie był zdecydowanie słaby cios, bo uderzyła go w furii, a wampirzą siłę na szczęście ograniczały frotki, które aktualnie miała na sobie. Dzięki temu nie oderwało chłopakowi korpusu, ale odczuje takie uderzenie jeśli oczywiście Mato go trafi. Jeśli go trafiła, to nie pozwoliła mu od odlecieć dalej, tylko chwyciła  go prawą ręką za jego prawą rękę i przyciągnęła do siebie, wjeżdżając z lewego kolana prosto w podbrzusze co skutecznie pewnie pozbawiłoby go oddechu na jakiś czas.
Bohaterka nie powinna się znęcać nad złoczyńcami i idiotami, ale tutaj dawała mu nauczkę, że nie każda dziewczyna może być nim zainteresowana. Po całej kombinacji jeśli oczywiście się udała, odeszła trzy kroki od kulącego się sportsmana.
- Bierz swojego Brawo i jak mi jeszcze raz się na oczy pokaże to dopilnuje, by nie miał dzieci – powiedziała rozwierając i zamykając pięść w geście miażdżenia czegoś. Najpewniej nie chodziło o przyjemny masaż, a pozbawienie ogiera jego klejnotów rodowych. Dała im opcje ucieczki, ale czy skorzystają? Była nadal zła, ale wyładowała część negatywnej energii tymi dwoma ciosami, dlatego też oczy przestały jej się świecić, a kły zniknęły. Widać było jej białe ząbki w złowieszczym uśmiechu, gdy mówiła o pozbawianiu możliwości reprodukcji – Wolę dziewczyny, więc doróbcie sobie cycki bo waginy już macie. Lamusy – odpowiedziała i splunęła tuż obok miejsca, gdzie leżał a może już stał, sportsman którego nokautowała wtedy. Zaczęła też ostentacyjnie strzelać knykciami sugerując rundę drugą, jeśli już się nie zmyli.

_________________
Powrót do góry Go down
Milky

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3885-milky#85749 http://vampireknight.forumpl.net/t3905-milky#86014 http://vampireknight.forumpl.net/t3907-milky#86018 http://vampireknight.forumpl.net/t3886-milky#85750 http://vampireknight.forumpl.net/t3906-mieszkanie-nr-266#86017
Zarejestrował/a : 11/08/2018
Liczba postów : 82


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Pon Wrz 10, 2018 7:34 pm

Co z tego, że żyła w dostatku i miała się dobrze? Dla Milkiego babsztyl był atakującym go wrogiem, niż kandydatką na żonę. Zresztą, wampir ma gust i nie wybiera niezadbanych, zapuszczonych grubasek dobierających się do szyi bez pozwolenia. Nie jemu zaloty w głowie, poza tym nie miał czasu na pierdoły, wszak budynek się nadal sypał a czasu za wiele nie miał. W końcu gdzieś na pewno musieli zjawić się łowcy.
Powstrzymana dzierlatka poprzez karmelowy kolec, zaczęła powoli umierać aż wreszcie sięgnęła do bram piekła. Cielsko opadło, więc Milky mógł zrzucić je z siebie oraz uwolnić łapę z pod wanny. Pianka jak zwykle niezawodna. Dzięki niej uwolnił się na dobre, aczkolwiek kiedy wstawał odrobinę się zachwiał. Nadal był ranny, zmęczony i podirytowany cały wydarzeniem. W oddali pojawiali się ludzie oraz wampiry chcące pomóc poszkodowanym, nie ma więc na co czekać i ruszył w stronę najmniej zagraconego przejścia. Nie chciał mieć z nikim styczności. Nim jednak całkiem odszuka wyjście, znowu przypomniał sobie o łowcy. Odszuka go wzrokiem, a jak tylko jego leżąca postać ujawniła się z pod gruzów sufity, Kurosz skrzywi się w niesmaku. Poza nim była jeszcze ta wampirzyca rzucająca się jak opętana. Zresztą nie tylko ona, bo łowca też miał jakieś podejrzane odruchy. Dostali spazmów czy co?
W każdym razie Milky ruszył się, sięgając po randomową oderwaną deskę. Nie była ona jakaś wielka, lecz wystarczająca aby raz na zawsze pozbyć się słabszego wampira. Podejdzie do wijącej się biedaczki i wymierzy cios celując prosto w głowę. Najłatwiejszy cel. Kurosz nie zrobił oczywiście tego dla Sorna ale dla siebie, chciał bowiem dopaść do niego znowu i pochłonąć wolę wraz z krwią. Innymi słowy chciał go wykończyć. Tylko czy aby na pewno opłacało się zabijać źródło smaku? Nerwowo oblizał usta, zaciskając dłonie. Nawet u tej pogruchotanej.
- Tym razem pomogę.
Skinie samemu sobie podchodząc do młodzika. Ostrożnie postara się zrzucić z ciała Sorna przygniatające go części sufitowe. Ciężko było się powstrzymać, kiedy znakomity kąsek leżał tuż u stóp całkowicie wchłonięty przez niezrozumiały dla wampira stan. A gdyby tak trochę zabrać? Przecież potrzebował „benzyny” aby przetrwać, aby mieć siłę do ucieczki. Jeżeli wszystko pójdzie tak jak tego chciał, pochyli się nad ciałem pogromcy. Pazury aż świerzbiły by wbić się głęboko w miękką powierzchnię aby wydobyć smakowitą wolę. Zapewne przez lata była o wiele lepsza, wszak żyjący zemstą łowca znoszący trudy życiowe polepszał jej smak. Ślina ciekła po brodzie szaleńca, co z trudem powstrzymywał się przed atakiem. I zaciśnie szczęki, dysząc przy tym wściekle. Jeśli tylko się uda, chwyci faceta za ubranie na plecach (zdrową ręka oczywiście) i ciągnąc go, postara się wywlec możliwym otworem. Wówczas za pomocą telefonu powiadomi kogoś ze służby (w tym wypadku NPC) aby po niego przybyli – czarodziejska aplikacja z zaznaczeniem lokalizacji Milkiego. Akcja udana? Się okaże. Dodam też, że i bachor został zabrany, lecz jemu udzielać pomocy nie chciał. Z nerwów zapragnął zrobić dżem, a do tego trzeba świeżego dzieciaka najlepiej poniżej roku.

_________________

THEME || Milky do Sorna
Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t1745-marco#36697 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 282


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Wto Wrz 11, 2018 9:36 am

"Nie podchodź bo właduję w Ciebie cały magazynek!"
 Oj, groźba brzmiała całkiem realnie. Pistolet wymierzony prosto w wampira także wydawał się dopełniać słowa kobiety. Cholera, czyli to nie były czcze pogróżki. Jednak Marco nie zamierzał się ruszać, nawet gdyby nie wisiała nad nim obietnica wpakowania niemałej ilości naboi w jego ciało.
 Czym sobie zasłużył na coś takiego? Chciał tylko uratować tylu ludzi, ilu się dało. Niestety, zamiast szukać ofiar sam stał się ofiarą przerażonej i (prawdopodobnie) niezbyt doświadczonej łowczyni. Jakim cudem kobieta od razu zauważyła w wampirze nieistniejące zagrożenie? Zdecydowanie powinna skupić się na ratowaniu osób poszkodowanych przez zawalony budynek.
 - Pijawko? - Świetnie, już przykleiła mu krzywdzącą łatkę pijawki. Aj, łowczyni miała nierówno pod sufitem. Rzucanie słowami przychodziło jej równie łatwo co strzelanie z broni. - Chcę tylko pomóc... Inaczej nie zająłbym się ogniem w kuchni. Co ty zrobiłaś, żeby komukolwiek pomóc?
 Słabł. Rana paląca żywym ogniem o dziwo nie była najgorsza w tej sytuacji. Miał wrażenie, że w którymś momencie wsiadł do rozpędzonej karuzeli, która nie zamierzała się zatrzymywać. Z chęcią zamknąłby oczy, by dać odpocząć samemu sobie od rozmazanego widoku. Ale tak czy inaczej odcięcie się od tego nie uchroniłoby go od narastających dźwięków. Były bardziej niż irytujące. Wybuchały w jego głowie niczym pole minowe.
 - Nie krzycz tak - wyszeptał słabo; nawet jego głos wydawał się brzmieć jak strzał z armaty. Walczyć? Oho, komuś tutaj brakowało wrażeń i piątek klepki. Powinien stąd uciec? Najszybciej byłoby wrócić tam, skąd przyszedł, czyli ewakuować się do kuchni, ale łowczyni prawdopodobnie szybciej rzuciłaby w jego stronę sztyletami. Na dodatek mógłby się władować prosto w ogromną dziurę w podłodze i wylądować kilka poziomów niżej, a w tym stanie ten lot mógłby się okazać jego ostatnim. Próbował wyobrazić sobie jakieś miejsce, do którego mógłby się teleportować, ale nawet w myśli rozpraszały się zbyt szybko.
 Chociaż...
 - Pomóż mi, a ja pomogę tobie. Obiecuję - mówił jeszcze ciszej niż przedtem. Osunął się po ścianie, by usiąść na podłodze. Palcami próbował wyszukać nabój w ranie, żeby go wyciągnąć, co wiązało się z jeszcze większą dawką bólu...

_________________


Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 565


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Wto Wrz 11, 2018 6:01 pm

Więc takie uroki są, gdy próbuje się pomóc i przemówić do rozumu... a nie, chwila, oni nawet tego nie posiadają. Bądź co bądź, Midori coraz to bardziej uświadamiała sobie, że prędzej dogadałaby się z ścianą niż z tą dwójką. Albo przekonałaby pewnego wampira, by kupił jej nową sukienkę. Bądź co bądź, aktualnie nawet sprawienie, że wampiry przerzuciłyby na weganizm było bardziej realne.
I chwila, czy oni serio uważali, że każda kobieta dałaby się wymacać, bez reakcji obronnej?
- Tak to możesz mówić do matki, a nie do mnie - odpowiedziała mu z pogardą, wyraźnie będąc gotową, by poprawić cios. Może siła sprawiłaby, że ogarnęliby się? Chociaż też mogą być z tego otóż tytułu problemy, czyż nie...?
- Przed prokuratorem też tak będziesz się tłumaczyć? - odparła. - Raczej to ciut za mało.
Ilu ich jest? - pomyślała czarnowłosa. Niepokoiło ją to, że nadal nikt nie reagował. No bo... Tacy duzi panowie napastowali taką małą dziewczynkę! No jak tak można, no... I czemu w tych czasach nie ma jakiś prawdziwych bohaterów? Zdecydowanie teraz by się przydali!
Zwłaszcza, że te niecne tchórze wzięły do pomocy prawdziwego potwora.
Wydała z siebie okrzyk bólu, gdy bestia powaliła ją na ziemię i próbowała pozbawić ją życia. Zdecydowanie to był zamach na jej skromną osobę!
- Co za cholerny tchórz, na małą dziewczynkę psa woła - zakpiła z ciebie, zarazem wykorzystując swoją siłę do tego, by odepchnąć od siebie stworzenie. Jednakże... Nie było żadnej wątpliwości, bliskość psa przerażała ją. Wystarczająco bardzo, że wydała z ciebie przeraźliwy okrzyk i starała się z wykorzystaniem sporej siły odrzucić od siebie futrzaka. Nie powstrzymywała się. Chciała to coś zrzucić z siebie. A każdego zbliżającego się do niej potraktowałaby z kopniaka.
- Pomocyyyyyy! - zawołała. Serce waliło jak oszalałe. Potwór, potwor, potwór! - strach narastał, a dziewczyna niezbyt utrzymywała nerwy na wodzy. W końcu przede wszystkim... Trzeba było się pozbyć to straszne stworzenie!

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Sorn
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3874-sorn http://vampireknight.forumpl.net/t3898-sorn#85906 http://vampireknight.forumpl.net/t3899-sorn#85907 http://vampireknight.forumpl.net/t3897-sorn
Zarejestrował/a : 31/07/2018
Liczba postów : 94


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Wto Wrz 11, 2018 6:28 pm

Był wściekły. Moment kiedy do jego umysłu zaczęły docierać przeróżne wspomnienia sprawił, że łowca ryknął i spróbował po raz kolejny sięgnąć po broń. Niestety całe ciało napierdalało, a konkretnie kręgosłup i głowa, która miała być za chwilę oderwana od korpusu.
Nadszedł czas by umrzeć?
Zacisnął zębiska i spojrzał głęboko w oczy wampirzycy, której ślina brudziła jego ubranie i wtedy.. koniec. Wszystko zniknęło, a jego ciało objął nieprzyjemny chłód. Sapnął, próbując wstać, ale coś go powstrzymywało. Śmierdzące drewno i ciemność nie przypominały mu nieba, ale jednego był pewien.
Nie żył.
Zaczął obijać się ciałem o ściany trumny, a szczególnie próbował wykopać nogami jeden bok. Nie czuł już bólu, ale nie wiedział co go czeka w tym miejscu. Jakieś przejście między światami? Kij go tam wie, Sorn nie miał głowy do takich rzeczy. Myślał, że śmierć to po prostu urwanie filmu i tyle. Trafił do piekła? Przecież nie był aż tak złym człowiekiem!  
Westchnął, znowu uderzając o stare drewno. Aż dziwne, że czuł zapachy. Smród stęchlizny nie był jednak jego ulubionym, więc jeszcze bardziej się wkurzył. Miał nie dokończone sprawy na ziemi, dopiero przyjechał do Yokohamy i już pierwszego dnia umarł? To niedorzeczne! Uderzył pięściami o górę wieka trumny z wściekłości.
Nie tak sobie to wszystko wyobrażał.
Już wolał zginąć z ręki prawdziwego wroga niż jakiegoś słabego wampira, który wykorzystał jego chwilową niesprawność. Łowca zamknął oczy, starając się uspokoić. Zaraz ktoś po niego przyjdzie i ładnie mu wyjaśni o co chodzi? Całkowicie zmieszany, nie do końca rozumiał co się stało chwilę wcześniej.
Oczywiście w żadnym wypadku nie brał pod uwagi tego, że jego magia uległa przeistoczeniu i znajdował się w stworzonej przez siebie wizji. Nie wierzył w cuda, a w dodatku zbyt często ucierał się o śmierć.
W końcu przyszła pora zapłaty.
Syknął raz jeszcze, nie przestając kopać. Chyba nikt nie myślał, że tu zostanie i ładnie poczeka.

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Pią Wrz 14, 2018 4:41 pm

Kuroi – to zdecydowanie nie był najlepszy dzień na podryw. Chłoptaś najwidoczniej o tym nie wiedział, a kultura i dobre wychowanie to w jego przypadku jedynie oksymoron. Do ostatniej chwili nie wierzył, że jego śmiała postawa mogłaby Cię urazić bądź co gorsza sprowokować do walki. Cóż, nie należałaś do grupy dziewcząt ściągających majtki na chamski tekst. Ku zdziwieniu być może przyszłego kastrata nie podążyłaś do jego podstawionej fury i nie roztoczyłaś wizji pięciu minut wątpliwej przyjemności. Chojrak jak chojrak. Uśmiechnął się jeszcze lubieżnie widząc Twoje lekkie zakłopotanie.
- Co, dziewica? Mam na to sposoby, kotek. - był obrzydliwy, obleśny… po prostu świr z maleńką fujarką który na siłę chciałby zaimponować. Nawet nie zdążył zareagować kiedy wystosowałaś cios. Jedno uderzenie i boski żigolo leżałby na ulicy jak rozjechana żaba… oczywiście gdybyś wcześniej nie przyciągnęła jegomościa do siebie. Chłopak natychmiast stracił swoją pewność siebie i taplając się we łzach na zmianę prosił byś go zostawiła i wyzywał Cię od wariatek, babochłopów i psycholek. Taki lajf.
- Przepraszam za niego. - powiedział i ściągając kolegę z chodnika po prostu się ulotnił. Ty zaś zostałaś bohaterką dzielni o której zapewne kiedyś powstaną jakieś ballady.

Kuroi, zgodnie z informacją udzieloną na pw opuszczasz miejsce zdarzenia by móc cieszyć się dalszą fabułą z dala od podobnych bęcwałów. Gdzieś z daleka dało się usłyszeć dźwięk karetki więc lada chwila zjawią się specjaliści!
Punkty za odgrywanie postaci zostaną Ci dopisane od razu po zakończeniu mini-eventu.

Kuroi zt.


Milky – obolały ale zwycięski. Teraz z góry mogłeś popatrzeć na grubą sflaczałą wampirzycę i chełpić się tym, że łowca nadal nie uporał się ze swoim problemem. Szkoda było chłopaka, bo jeśli zabije go zwykły nygus kategorii E, to z kim będziesz toczył dalsze boje? Naturalni wrogowie to poniekąd złoto, dlatego postanowiłeś pomóc łysemu w rozwiązaniu problemu. Ale ale… co to za historia? Zarówno glaca jak i wampirzyca wyglądali jakby właśnie naćpano ich czymś mocnym. Żadne z nich nie kontaktowało, więc chwyciłeś za deskę i korzystając z okazji po prostu przyłożyłeś pijawce. Deska roztrzaskała się na jej głowie, odsłaniając pęknięcie kości i wspaniałą ranę na głowie. To mógł być jej ostatni posiłek, a jednak… nic z niego nie wyszło. Kto by pomyślał że w obronie łowcy przyjdzie Ci zabić innego wampira. Może to jednak przywiązanie? Próbowałeś wywlec swojego kumpla spod gruzu, jednak gościu zrobił się jakiś taki bardziej ruchliwy. Spojrzenie łowcy było nieobecne więc najwidoczniej nie był świadomy swoich działań. Podczas gdy nachylałeś się z próbą udzielenia pomocy, koleś na odlew strzelił Ci po mordzie tak, że aż się zachwiałeś. Taki był wdzięczny za próbę pomocy.

Milk – mimowolnie puściłeś Sorna i strach się do niego zbliżyć bo wierzga jak opętany. Lewy policzek pali żywym ogniem, bo jakby nie patrzeć ranny łowca nadal miał niezłą krzepę. Pytanie tylko dlaczego tak się stało?


Marco – czego się spodziewałeś po młodej łowczyni, dla której jesteś zapewne jedną z pierwszych ofiar. Może po prostu mieszkała w tym budynku a szok nakazywał jej działać i strzelać do każdego (jej zdaniem) wampira. W końcu nie trudno odróżnić dzieci nocy, zwłaszcza kiedy tak pięknie znikąd pojawiają się w pomieszczeniu i zaraz po tym używają mocy.
- Ogniem? Ta ściana miała być pomocą?! Nadal się pali więc nie mydl mi oczu! - nie spuszczała z tonu, nadal gotowa do wystrzelenia kolejnej salwy śmiercionośnych pocisków. Tej broni bez wątpienia nie zaliczyłbyś do kategorii zwykłych artefaktów. Miała power i to jaki!
- Niby jak? Przecież wiem po co przyszedłeś. - zapewne szukałeś pożywienia, bo co innego? Na szczęście dzielna młodociana łowczyni nie dała się zwieść i ani myślała by pomóc. Ogień natomiast dalej się rozprzestrzeniał i trawił kolejne metry mieszkania. Jeśli tak dalej pójdzie to budynku zostaną tylko zgliszcza i pył.
Ty z kolei wciąż czułeś się jakby przejechał po Tobie walec, a podła łowczyni nie paliła się do pomocy. Usłyszałeś huk odpadającego fragmentu sufitu co przy czułych zmysłach i truciźnie toczącej organizm było słyszalne kilkukrotnie głośniej. Łowczyni uciekła do innego pokoju, gdyż właśnie tam dostrzegła jakiś podejrzany ruch. Ktoś ewidentnie biega po czwartym piętrze i radośnie się z tego cieszy.

Marco, wyciągnięcie kuli jest trudniejsze niż sądzisz gdyż pocisk utkwił dość głęboko. Przed i za Tobą przesuwają się jakieś kształty i najwidoczniej są to wampiry niskiej kategorii. W sąsiednim pokoju usłyszałeś płacz dziecka i wtedy już byłeś pewien, że jakaś pijawka urządziła sobie bufet na wynos.


Midori – oprawcy najwidoczniej nie wzięli Twoich słów na poważnie. Skoro miałaś cycki nie groził im kurator, albo po prostu wyprany przez alkohol mózg nie pozwalał na połączenie kluczowych kwestii. Tak czy siak znalazłaś się w naprawdę kiepskiej sytuacji, bo każda próba zniechęcenia gogusiów kończyła się ich szyderczym śmiechem.
- Matki ruchał nie będę, a Ciebie owszem. - roześmiał się jakby właśnie opowiedział przedni dowcip. Reszta gromady również świetnie się bawiła i nawet ochoczo potakiwali elokwentnemu koledze. Trudno powiedzieć ilu ich naprawdę było, bo z podłogi i w trakcie ataku rozwścieczonej bestii trudno to było zliczyć. Najpewniej czterech, ale czy na pewno? Zapijaczony rechot w większości brzmiał podobnie. Brakowało tylko żeby zaczęli stawiać zakłady kiedy się poddasz bądź ile wytrzymasz z nacierającą bestią.
- Widzisz? A mogłaś być grzeczna. Odwołam psa jeśli obiecasz, że odpowiednio mnie zadowolisz. - był pewien, że za chwilę usłyszy zgodę. Jeśli nie… no cóż, był tak pewny siebie, że prędzej czy później sam sobie weźmie to co upatrzył. Z oddali usłyszałaś syrenę karetki pogotowia lecz nawet bliskość jakichkolwiek służb nie ostudziła zapędów gogusiów.
Pies natomiast nie ustępował i wiele mogło wskazywać na to, że mógł mieć wściekliznę. Wciąż warczał, a bijąca z pyska piana strasznie cuchnęła. Kiedy krzyknęłaś pies capnął Cię za prawą dłoń i być może próbowałby również dosięgnąć do Twojej szyi gdyby nie fakt, że w akcie desperacji go zepchnęłaś. Zwierzak upadł kilka metrów dalej i niemal natychmiast się podniósł. Był gotowy do drugiej runy.

Midori, na ręce jest widoczne ugryzienie (cholernie boli i do tego krwawi).


Sorn – pochowany za życia? A może po prostu wyzionąłeś ducha i tak właśnie wyglądało coś w podobie czyśćca. Przynajmniej byłeś z dala od walącego się domu i irytującego wampira, któremu najchętniej zaserwowałbyś coś (nie)miłego prosto na ryj. Trumna komplikowała sprawę bo grom wie czy jeśli żyjesz to jak długo wytrzymasz zamknięty w śmierdzącym pudle śmierci. Próbowałeś kopać bok więzienia, lecz początkowo ściany ani drgnęły. Wieko na górze pękło pod wpływem harców przez co posmakowałeś iście królewskiego dania jakim był cmentarny piach. Równie śmierdzący, świadczący jedynie o tym, że prawdopodobnie znajdujesz się kilka metrów pod ziemią. To koniec. Była to pułapka bez wyjścia chyba że nagle przeistoczysz się w dżdżownicę bądź kreta. Kiedy próbowałeś się wyciszyć usłyszałeś znajomy głos, choć bardzo cichy i pochodzący jakby z innego świata.
Tym razem pomogę.
Ale w czym? W szybszej podróży do świętego Piotra? Nie miałeś pojęcia co się dzieje, a to, że Twoje ciało w rzeczywistości nadal znajdowało się w zawalonym budynku już całkiem było niedorzeczne. Nieświadomie strzeliłeś swojego obrońcę po pysku i po chwili… wszystko zniknęło. Nie było już trumny i piasku. Znów znalazłeś się w znajomej scenerii, a obok Ciebie znajdowała się wampirzyca z roztrzaskaną głową. I Milky… Twój obrońca i książę na mlecznym koniu.


Zasady bez zmian.
Na komplet postów czekam łącznie 48h.


_________________
Powrót do góry Go down
Milky

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3885-milky#85749 http://vampireknight.forumpl.net/t3905-milky#86014 http://vampireknight.forumpl.net/t3907-milky#86018 http://vampireknight.forumpl.net/t3886-milky#85750 http://vampireknight.forumpl.net/t3906-mieszkanie-nr-266#86017
Zarejestrował/a : 11/08/2018
Liczba postów : 82


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Nie Wrz 16, 2018 10:31 am

Wampirzyca załatwiona, więc Łysemu nie powinno już nic grozić poza zginięciem pod gruzami. Może powinien go talk zostawić? Niech ginie parszywy łowca co nie raz podziurawił jego smukłe, wampirze ciało. Przecież zasługiwał na to... Ale z drugiej strony właśnie pozbycie się kogoś o tak wybornym smaku i poniekąd chorym przywiązaniu, mogłoby wzbudzić w Milkym niemałą tęsknotę oraz złość. Niszczenie pojemnika z żywnością okaże się zupełnie bezsensowne ani niekorzystne. Uzależnienie robi swoje, ot co.
Tylko szkoda, że po podejściu do Łowcy, ten mu zdzielił. W sumie już wcześniej się z nim coś działo, więc zapewne ,mógł tego nie kontrolować. W każdym razie i tak piekło, a Milky warknął pod nosem, krzywiąc się za chwilę. Aż musiał rozmasować policzek, chcąc przy okazji nieco się uspokoić.
- Co z tobą, łysy kolego? Bijesz swojego bohatera?
Spyta, obnażając odrobinę zębiska. Naprawdę świetna okazja do zadania ostatecznego ciosu, zwłaszcza gdy ten się wybudzał. Cóż, może ktoś zechce pomóc Sornowi? Milky powiadomił swojego sługusa o swojej lokalizacji, niech przyjedzie. On tutaj zostawać nie zamierza.
- Poza większym zawaleniem budynku nic ci nie grozi. A odbieranie twojej woli oraz krwi w twoim marnym stanie, może mi nie zasmakować. Nie chcemy tego, prawda?
Niech wie czemu Kurosz go nie dobije, woli poczekać na lepszą okazję i osobiście torturować Łysego.
I co dalej? Postara się znaleźć wyjście, chociażby miał znowu zrobić gdzieś piankową dziurę. Byleby się wydostać i dać nogę z podwładnym, wszak łowcy mogą być tuż, tuż! A będąc rannym, stał się wyjątkowo łatwym celem do opanowania.

Jeśli się uda, Milky robi ZT

_________________

THEME || Milky do Sorna
Powrót do góry Go down
Sorn
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3874-sorn http://vampireknight.forumpl.net/t3898-sorn#85906 http://vampireknight.forumpl.net/t3899-sorn#85907 http://vampireknight.forumpl.net/t3897-sorn
Zarejestrował/a : 31/07/2018
Liczba postów : 94


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Nie Wrz 16, 2018 10:56 am

Raczej obstawiał to drugie. Został zabity przez tamtą wampirzycę i teraz znajdował się w jakimś innym wymiarze. Kiedy wieko pękło i do środka zaczął dostawać się piach, zaczął się szamotać. Panika robiła swoje, a zakopanie żywcem wywoływało w nim po prostu strach. Zatkał sobie buzię i nos, chcąc uchronić od dostającego się piasku. Ile to potrwa? Chwila zanim się udusi? Sapnął i wtedy też usłyszał znajomy głos.
Niestety w takim stanie mało co kontaktował i nie rozpoznał, że pochodzi on od wampira. Kto mu pomoże? Jego anioł stróż? Już nie mógł oddychać, a jego wnętrze skręcał ból.
I wtedy znowu świat zawirował, a on otworzył oczy w innej scenerii. Nad nim znajdował się Milky, który gładził się po policzku. Spojrzał w bok i ujrzał roztrzaskaną głowę wampirzycy.
Uratował go?
- Co? - Wysapał, próbując się z trudem podnieść i zrozumieć co przed chwilą się stało. Odruchowo chwycił się za gardło, które chwilę temu wypełnione było piachem.
- Jesteś chory. Pomagasz osobie, która zabiłaby Cię bez wahania. - Wysyczał, jednak teraz nie zamierzał się rzucać na pijawkę. Nie miał broni, ledwo utrzymywał się na nogach, a jeszcze przecież i tak mogło znowu coś go przygnieść.
Póki Milky nie świrował, nie chciał robić sobie dodatkowego problemu. Rozejrzał się. Czy byli tu jacyś inni łowcy? A co z ludźmi? Potem raz jeszcze spojrzał na swojego wroga numer jeden i zobaczył dziecko z kołyski.
- Oddawaj je. - Warknął, jakoś idąc w jego stronę. Był w kiepskim stanie, ale jak widać nie zamierzał mu odpuścić. Wampir z pewnością będzie chciał uciec więc może nawet i sam Sorn na tym skorzysta jak i reszta ludzi.
Chyba to jeszcze nie był koniec.

_________________
Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t1745-marco#36697 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 282


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Nie Wrz 16, 2018 1:07 pm

"Ogniem? Ta ściana miała być pomocą?!"
 Racja, o wiele bardziej pomógłby, gdyby od razu zamroził kobietę, nie dając jej szansy na zlokalizowanie celu i strzelenie. Skąd w niej tyle jadu w obliczu tak beznadziejnej sytuacji? Niektórym łowcom wydawało się, że wiedzą wszystko najlepiej, a jedynym celem każdego wampira było upuszczenie krwi z ludzi. Kto takim osobom w ogóle dawał łowieckie bronie? Coś takiego było co najmniej nieodpowiedzialne.
"Przecież wiem po co przyszedłeś"
 Trudny z niej przypadek. Ona w ogóle słyszała co się do niej mówiło? Wydawało się, że słowa nie docierają do kobiety, odbite niewidzialną ścianą. Gdyby Marco naprawdę pragnął krwi z pewnością byłby bardziej ostrożny, nie dając się tak łatwo postrzelić.   Jednak nie przypuszczał, że w zawalonym budynku czekają na niego większe zagrożenia niż spadające cegły, dachówki albo rzeczy.
 Sto lat temu było łatwiej... Było mniej narwanych i bezmyślnych łowców.
 Gdzie lecisz? - otworzył usta, aby zawołać za nieznajomą, która niczym heros z kreskówek wybiegła do innego pokoju, ale gardło zacisnęło się, nie pozwalając pytaniu przedostać się dalej.
 Coś spadło.
 Jakieś dziecko płakało.
 Gdzieś czaiły się istoty uzbrojone w pazury, ostre zęby i kierowane chęcią upolowania najlepszego zbiornika krwi.
 Albo to ostatnie to tylko wymysł jego mózgu? Może panika i nieufność łowczyni podziałały także na niego, przez co teraz widział zagrożenie tam, gdzie nie było?
 - Niech to szlag... - wycedził przez zaciśnięte zęby, próbując wstać.
Musiał działać nawet jeśli w sąsiednim pomieszczeniu czekała na niego kolejna niemiła niespodzianka z jarzącymi się czerwonymi ślepiami. Podbierając się jedną ręką o ścianę, przeszedł do sąsiedniego pokoju, z którego wydobywał się nieznośny płacz. Na wszelki wypadek uruchomił moc niematerialności. Nie działała ona na broń anty-wampirzą, ale miała szansę dobrze się sprawdzić przeciwko fizycznym atakom rozszalałych wampirów. Jeśli zobaczy zagrożenie, rzuci w nie pierwszą lepszą rzeczą, którą akurat będzie miał pod ręką - oczywiście jeżeli nie będzie to zbyt lekkie.

Niematerialność: 1/3.

_________________


Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 565


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   Nie Wrz 16, 2018 2:40 pm

Za dużo, za dużo... Zdecydowanie za dużo tego wszystkiego się tutaj zbierało! Nikt nadal nie reagował, a ona była męczona przez tyle przeciwników... Aż zaczęła sama siebie wewnętrznie dobijać... Że po prostu nie potrafiła nic więcej zrobić. Może to przez to, że to nie krwiożercze wampiry, a zwykli obywatele, którzy trochę popili i lubią molestować małe dziewczynki...?
A nie, to chyba nie powinno podchodzić pod wytłumaczenie co do tego, czemu znalazła się w tak złej sytuacji. Chociaż jeszcze trochę i serio przejdzie do czegoś więcej niż do tego, co jest teraz.
Bała się. Cholernie się bała. Ale nie ich i tego, że próbowali wsadzić swoją męskość tam, gdzie nie powinni - zapamiętać na przyszłość: kastrować takich od razu - a tego, że... pies ją atakował. Naprawdę bardzo się bała tych stworzeń. Aż czuła, jak serce jej tak nawala, że zaraz wyskoczy jej z płuc i gdzieś ucieknie. Co dalej... Eee... A tak. Została ugryziona. Czarnowłosa czuła bijący ból z zranienia, zarazem uświadamiając sobie dodatkową rzecz - nie dość, że patologiczny właściciel, to jeszcze i chory pies. No cudownie!
Zdecydowanie swojej cnoty nie chciała oddawać.
- Rozumiem - jej głos był cichy i drżał. Umysł, będący w rozsypce, podsuwał łowczyni różnorakie rozwiązania co do tej beznadziejnej sytuacji.  -Dobrze, że są tutaj kamery - nie wiedziała czy są! Zdecydowanie nie. Ale w panice zaczęła nawijać to, co ślina przyniosła na język. - Za gwałt i umyślny atak dopilnuję, byście poszli siedzieć - usłyszeli ją? Tak? Nie? Kij wie. Nie podnosiła głosu. Sama podniosła się bardzo szybko na obie nogi i machnęła ranną ręką, by pozbyć się napływającej krwi. Czuła się prawie jak osaczone zwierzę. Chciała krzyczeć i błagać o litość. Prosić, by zabrali to coś.
Zarazem jednak chciała sprawić, by cierpieli.
- Mam cię zadowolić? - słyszała syreny. Cholera, w końcu będzie ktoś, kto zdoła pomóc tym biedakom w budynku! Raczej większych głąbów niż oni to nie napotka... Raczej nie. - A co, dziewczyny sam nie potrafisz znaleźć, że szukasz kogo popadnie? - brała głębsze wdechy i wydechy, próbując się opanować...
... nawet jeśli zdecydowanie nie szło jej to. Najważniejsze było to, by próbować się ochronić i przed nimi, i przed przerażającym potworem. Nie płacz , nie płacz, nie płacz tutaj - powtarzała jeszcze sobie w myślach.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie Emmy   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Emmy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Mieszkanie Emmy
» Mieszkanie
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Letnie Mieszkanie Heisenberga
» Biuro i mieszkanie Gwen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: BLOKOWISKA I DOMKI-
Skocz do: