IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 „(…)I say we lose control…”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: „(…)I say we lose control…”   Pon Maj 12, 2014 6:12 pm

Pociągnęła łyk wysokoprocentowego trunku, rozglądając po obecnych nieco spode łba. Gdy tylko spostrzegła, że grupa mężczyzn, przechodzących obok, spogląda na nią, posłała im iście kokieteryjny uśmiech, odstawiając wysoką szklankę na blat baru, o krawędź którego opierała się plecami. Bawiła się przednio, a przynajmniej takie dawała po sobie pozory. Pełno uśmiechów, luźnych, niezobowiązujących do niczego rozmów, no i alkoholu... Musiała uciec z tej przeklętej Francji, która tylko przypominała jej o własnej głupocie, a przede wszystkim naiwności. Miała dość zaprzątania sobie myśli o tym, że została po prostu ulepszona, i nic poza tym. Kolejny raz dała się po prostu wciągnąć w tę cholerną gierkę, w której zawsze przegrywała. Skrzywiła się mimowolnie, sięgając ponownie po szklankę, którą jednym haustem opróżniła, odstawiając z rozmachem z powrotem na blat. Miłość... Też coś. Spiorunowała nieprzyjemnym spojrzeniem obściskującą się niedaleko parę, która chyba pochwyciła jej wzrok i szybko ulotniła się z pola widzenia wampirzycy. Och tak, nie miała dobrego humoru - wcale a wcale. W chwili obecnej jej plan przylotu tutaj, na Majorkę, był przejawem niewyobrażalnego geniuszu. Czemu jednak akurat tutaj? Cóż, jako początkująca dziennikarka i fotografka dostała specjalne zaproszenie z okazji... Chwila, jaka to była okazja? Przewróciła oczami. W sumie, pal sześć z okazją. Niemniej, jeszcze parę tygodni temu przez myśl nie przeszłoby Vivien, aby specjalnie fatygować się na Majorkę z okazji jakiejś podrzędnej imprezy! W końcu mało ich było chociażby w samym Paryżu?
Gdy więc tylko zaanonsowała Ethanowi, iż wyjeżdża, pod pretekstem służbowego wylotu, udała się na lotnisko. Do stolicy Majorki zaś doleciała wieczorem, gdy słońce chyliło się już ku zachodowi. Zdążyła. Szybko pozbierała swoje rzeczy z samolotu, zabrała na lotnisku bagaż i zamówioną wcześniej taksówką udała się w stronę hotelu. Nie zabawiła tam nawet długo - wzięła zaledwie szybki prysznic, poprawiła makijaż oraz fryzurę i gdy tylko wcisnęła się w sukienkę oraz założyła wygodne szpilki, pojechała do klubu, w którym organizowana była impreza. Przy wejściu pokazała ochroniarzom swoje zaproszenie i weszła do środka, porywając w międzyczasie drinka, w którym umoczyła pełne, umalowane na krwisto czerwono, usta.
Przez pierwszą godzinę (a była to dwudziesta zero zero) chodziła między ludźmi bez większego celu, wdając się we wszelakie rozmowy, najczęściej z mężczyznami, którzy wprost nie mogli oprzeć się przed zatrzymaniem wzroku na dłużej na jej długich włosach w kolorze... maliny. Po jej "przemianie", niegdyś jasnoróżowe pukle Vivien nabierały coraz bardziej intensywnego odcienia, a w świetle mieniły się nawet czerwienią. Czerwone włosy, co...? Nie miała w sumie nic przeciwko temu, gdyż już od jakiegoś czasu rozmyślała nad zmianą koloru, choć koniec końców, nigdy się na to nie zdecydowała. Nie sądziła nawet, że farbowanie wcale nie będzie konieczne, a sam "zabieg" tak mocno na nią wpłynie. Zmiana koloru włosów, jaśniejące tęczówki, bledsza cera, pięknie szczupła i idealna sylwetka, o której marzą ludzkie kobiety... Zmieniała się nie tylko z zewnątrz, ale i przede wszystkim wewnątrz - czuła jak gdyby wstąpiła w nią nowa, nieznana jej wcześniej siła i pewność siebie. Wiedziała też, że zaczną budzić się w niej nowe moce, i odczuwała całą sobą, że już niedługo przekona się o ich istnieniu.
Powróciła myślami do rzeczywistości, rozglądając na nowo uważnie dookoła. Założyła nogę na nogę, tupiąc cicho obcasem w podłogę. Nie miała już ochoty na alkohol, choć była pewna, że tej nocy wypije go w całkiem sporych ilościach. No cóż, może to i lepiej?

_________________
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Pon Maj 12, 2014 8:05 pm

Jakieś trzydzieści lat temu, zimową porą, Kyubi dostał zaproszenie na przyjęcie wyższych sfer, które w pewnym sensie odmieniło jego życie. Nie musiał się długo zastanawiać nad podjęciem decyzji. Wiadome było przecież, że tam, gdzie przyjęcie wyższych sfer, które, dodatkowo, odbywa się na Majorce, musi być wiele, pięknych kobiet. Ostatnio stał się naprawdę wybredny i doszedł do wniosku, że te naprawdę łatwe kobiety są nudne. Pragnął czegoś więcej, niż tylko rzucenia dennym tekstem, a panienka od razu zaciąga go do toalety. Rzadko kiedy czuł się spełniony po takich toaletnich wizytach. Cóż, może i był Casanovą, ale musiał widzieć na twarzy kobiety tę przyjemność, jaką ją obdarował. Jak zatem w ciasnej toalecie, siedząc na kiblu, można ujrzeć jakąkolwiek przyjemność? Nijak, jest to niemożliwe. Owszem, był zaspokojony, ale jedynie chwilowo, a seksualny głód budził się znacznie częściej i z większą siłą.
Ostatnio podróżował nawet po świecie, skrzętnie omijając Amerykę Północą, gdzie mógł się natknąć na kobietę, którą nienawidził całym swym sercem. W każdym razie, w podróż na piękną i namiętną Majorkę, zabrał kilka paczek prezerwatyw, kilka kochanek w postaci butelek Burbona, paczkę papierosów o zapachu wanilii (kobiety wreszcie przestały mu truć, że śmierdzi, przynajmniej teraz chętniej się z nim całują), jakieś ubranie na przebranie, by wyglądał jak rasowy wampir, a nie pośmiewisko. I z tymi przyborami, codziennego użytku i pożytku, udał się na najbliższe lotnisko, kupując najbliższy lot pierwszej klasy. Niestety, miał przesiadkę w Singapurze, ale czy to było ważne? Nie, ważne, że kilka godzin później wysiadł z tej piekielnej maszyny. Praktycznie słońce schowało się za horyzont, gdy opuszczał lądowisko i jechał samotnie, wynajętym samochodem do centrum, gdzie miało odbyć się przyjęcie. Miał na sobie... strój pirata! Impreza była dość nietypowa, ponieważ ci z gości, którzy tylko chcieli, mogli się przebrać. Wampir wybrał strój pirata, uznając, że będzie idealnie pasował do abordażu kobiecych majtek. Zamierzał podbić kilka statków (dla niewtajemniczonych: statek to majtki) i zdobyć skarby, znajdujące się na soczystym i zadbanym statku namiętności, gdzie morska opryskuje subtelnie maszty jego okrętu.
Wszedł na salę, od razu skupiając na sobie spojrzenia zarówno kobiet jak i mężczyzn. Płeć piękna rzucała mu zachęcające spojrzenia znad wachlarza, którym osłaniały twarze. Niektóre nie miały żadnej osłony i rzucały mu dwuznaczne spojrzenia. Kyubi jednak lawirował między tańczącymi parami prosto do baru. Tam klapnął przy ognistej kobiecie. Rozsiadł się swobodnie, siadając okrakiem na krzesełku.
- Rym. - Skoro jest piratem, to napije się tradycyjnego trunku każdego pirata. Cóż, pachniał jednak o wiele lepiej niż prawdziwi, dawni piraci. Czuć było od niego wodę kolońską, zapach nie był odpychający. Spojrzał na kobietę, siedzącą obok i zlustrował ją spojrzeniem, nie kryjąc w ogóle swego zainteresowania.
- Wyglądasz, jakbyś nie bawiła się zbyt dobrze.
Odezwał się, sięgając po swój zamówiony trunek. Upił z niego łyk i prześlizgnął się wzrokiem z nagiego, kusząco uwydatnionego ramienia, na zgrabną talię. Wstał powoli ze swego miejsca i stanął na wprost wampirzycy, praktycznie wchodząc w jej prywatną przestrzeń. Nie przeszkadzało mu, że kremowa, piracka bluzka, była nieco luźna i odsłaniała znaczną część jego ciała.
- Może dasz się porwać przez pirata na parkiet, a potem pomyślimy o jakimś... abordażu?
Propozycja frywolna, a ona naprawdę wyglądała, jakby czekała na jakieś wybawienie. Wydawało mu się, jakby sama była spięta kajdanami, tak jak on. Niby wolna, ale jednak nie do końca...

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Pon Maj 12, 2014 8:59 pm

Gdy impreza w końcu zaczęła powoli się rozkręcać, Vivien rezolutnie zauważyła, iż część zaproszonych gości przyszła ubrana w dość niecodzienne stroje. Co rusz widziała przechodzące księżne, wampirów (cóż za wyczucie!), superbohaterów czy inne postacie z filmów bądź bajek. Dopiero wówczas olśniło ją, iż bankiet był okazją nie tylko do darmowego napicia się najlepszych trunków, ale również do zrobienia z siebie błazna... Idioci. Zdecydowanie nie była w nastroju do zabawy. Tak naprawdę zaczęła się powoli zastanawiać po co właściwie tu przyszła, skoro z chwili na chwilę otaczający ją ludzie zaczynali ją co raz bardziej irytować. Może powinna zabawić się nieco inaczej? Bardziej krwawo, będąc dokładnym. Oblizała nieznacznie usta, wyszukując już mimowolnie wzrokiem potencjalnej ofiary. Zaciągnięcie potem takowej w jakiś bardziej "odosobniony kąt" nie powinno było stanowić dla niej żadnego problemu. Była, nie ukrywając, atrakcyjną kobietą i przede wszystkim - była wampirem, o wiele silniejszym niż jakiś czas temu, więc jej szanse na upolowanie zwykłego człowieka diametralnie wzrosły. Och, Boże, cóż to się z nią stało? Z tą dawną Vivien, która nie skrzywdziłaby nawet muchy?
Nie zwróciła najmniejszej uwagi na siadającego obok mężczyznę. Była zbyt zaaferowana śledzeniem wzrokiem jakiegoś Batmana (swoją drogą, wybrał tandetny kostium), który bardzo mógł dziś się jej przysłużyć. Wtem jednak dotarły do niej słowa skierowane, niefortunnie, również do niej. Przewróciła ostentacyjnie oczami, nawet nieszczególnie kryjąc się z tym, bądź co bądź, niegrzecznym gestem. Spojrzała na jegomościa kątem oka. Gorszego stroju już nie było?
- Skąd ten wniosek? Bawię się świetnie! Tyle ciekawych twarzy... - odparła nieco ironicznie, powracając szybko wzrokiem do mężczyzny, którego chwilę temu obserwowała. Uśmiechnęła się pod nosem, już-już podnosząc się z krzesła barowego, gdy nagle ten pseudo pirat zagrodził jej drogę! Usiadła z powrotem, patrząc na niego spode łba nieprzyjaźnie, tym bardziej, gdy usłyszała jego denny tekst. Wykrzywiła usta w rozbawionym, acz również lekko kpiącym uśmieszku, wstając jednak z krzesła i patrząc na wampira (co wyczuła) niewzruszenie. Bądź co bądź, nie był najgorzej zbudowany ani specjalnie brzydki, niemniej wybrał bardzo oporny obiekt do podrywu, a w szczególności teraz, gdy Vivien nie miała zbyt dobrego humoru.
- Myślę, że lepiej będzie, gdy pomyślisz o abordażu może... - rozejrzała się, po czym wskazała na stojącą nieopodal kobietę w kusym stroju piratki, niezbyt urodziwą, co trzeba dodać - ...Z tamtą panią. Idealnie byście do siebie pasowali. - orzekła, po czym uśmiechnęła się powalająco, posyłając mu perskie oko na sam koniec. Wyminęła wampira, pozostawiając za sobą słodki, choć nie duszący kwiatowo-owocowy zapach, kierując się w stronę balkonów, a uśmiech w międzyczasie automatycznie zniknął z jej twarzy. Gdy znalazła się na zewnątrz, podeszła do balustrady, opierając się o nią rękoma i podziwiając widoki. Ot tak.

_________________
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Wto Maj 13, 2014 9:07 am

Kyubi nie czekał, aż impreza się rozkręci, by dobrze się bawić. Był duszą towarzystwa i jako charyzmatyczna osobowość potrafił rozkręcić towarzystwo i sprawić, że padną mu do stóp. Tak, nie ma to jak wyćwiczona skromność. Jednak po co udawać, że jest inaczej? Był pewny siebie i sięgał po to, czego chciał, choćby zajęło mu to wiele lat. Nie spieszył się przecież nigdzie, miał tyle czasu, jako wampir!
Gdy pojawił się na sali, faktycznie sporo osób także postanowiło zrobić z siebie błazna. Wampir wyszedł jednak z założenia, że pięknemu we wszystkim pięknie. W dodatku ten strój, który miał na sobie, podkreślał jedynie jego męskie atuty, którymi zwabiał do siebie kobiety. Był niczym mięsożerny kwiat, tyle że zamiast połykać kobiety, rozkoszował się ich soczystym i miękkim... wnętrzem. Najwyraźniej miał w sobie to coś, co sprawiało, że kobiety za nim szalały. Naprawdę nie rozumiał, dlaczego się tak do niego kleiły. Nigdy nie był typem mężczyzny, który po przyjemnych figlach, abordażach i tańcach, ułoży się w łóżku na łyżeczkę z kobietą i będzie ją do siebie przytulał, głaszcząc i szepcząc czułe słówka. W tamtej chwili był jeszcze święcie przekonany, że nie jest do tego zdolny, że się nie nadaje na stały związek. Był frywolny i uważał, że świat należy do niego. Nie pragnął władzy ani pieniędzy, to nie dawało mu szczęścia. Pragnął kobiet. Tych pięknych, zmysłowych kobiet, otulonych delikatnymi koronkami. Drżącymi na samą myśl, że zaraz zostaną pozbawione tych koronek i legną nagie w atłasowej pościeli, niemogące się doczekać dotyku Kyubiego.
- Masz piękną, drogą sukienkę, ponure spojrzenie i samotnie siedzisz przy barze. Stąd wiem.
Wzruszył ramionami, zastępując jej drogę. Najwyraźniej zniszczył jej plany posiłku i wiedział o tym doskonale. Nie przejął się w ogóle ironicznym spojrzeniem kobiety. Przynajmniej miała coś ciekawego do powiedzenia. Choć właściwie mało co mówiła, skupiając się na biednym Batmanie, który miał zostać ofiarą.
Zerknął we wskazanym kierunku i dostrzegł piratkę. Była nieco wstawiona, może i obiekt faktycznie byłby łatwiejszy do zdobycia. Odsunął się wreszcie, dając możliwość kobiecie odejścia. Śledził za nią wzrokiem, by wiedzieć dokąd chciała się udać. Odczekał kilka minut, na spokojnie wypijając swój rum do końca, po czym zamówił jeszcze jedną szklaneczkę, podwójną. Niespiesznym krokiem ruszył na taras. Co jakiś zaś czuł, że jakaś kobieta ociera się o niego w pseudo tańcu, jakby chcąc go zachęcić, by został i poświęcił jej nieco uwagi. Dotarł wreszcie do celu. Na pewno wyczuła jego zapach i zdawała sobie sprawę z jego obecności, choć poruszał się bezdźwięcznie. Zaszedł ją od tyłu, dłońmi jedynie muskając talię. Nim zdążyła jakoś zareagować, odsunął się, stając obok. Oparł się o balustradę, nie poświęcając uwagi kobiecie. Czekał, aż sama coś powie i przełamie pierwsze... lody. Nie mógł przecież zachowywać się jak natręt. Choć wiedział, że prędzej czy później się odezwie. Można powiedzieć, że wyczuwał jej irytację. No cóż, przynajmniej wzbudził w niej jakieś uczucia i nie pozostał dla niej obojętny. Nawet jeśli była to irytacja. Lepsze to, niż ignorancja.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Sro Maj 14, 2014 8:50 pm

- Cóż za spostrzegawczość... - prychnęła cicho, odwracając już całkowicie wzrok od jegomościa. Też coś, a może po prostu lubiła "bawić się" w ten sposób na bankietach? Oczywiście było to najprawdziwsze kłamstwo, jednakże któż mógł o tym wiedzieć? Choć nie było się czym szczycić, wampirzyca zaczynała wprawiać się we wszelkich łgarstwach, co wychodziło jej coraz lepiej i coraz łatwiej. Kto by pomyślał, że jeszcze nie tak dawno ta miła i życzliwa dziewczyna zmieni swoje nastawienie, co niegdyś było dla niej wprost nie do pomyślenia... Wbrew pozorom, przemiana w wampira bardzo na nią wpłynęła, czego na samym początku nowego życia nie dostrzegała. Dopiero jakiś czas później, wraz z rozwojem mocy i szkoleniem umiejętności (również nad głodem), z pewną dozą niepokoju zorientowała się, że jej zachowanie diametralnie różni się od tego, prezentowanego jeszcze w okresie człowieczeństwa. Teraz zaś, gdy stała się wampirem Czystokrwistym najwyżej "klasy", miewała coraz częstsze wahania nastrojów - w szczególności dominowała nad nią złość bądź irytacja, a dołączając do tego niepowodzenia na polu miłosnym, jej charakterek zaczął nabierać niebezpiecznie ostrych brzegów, przez co mogło się wydawać, że stała się bardziej nieprzyjemna. Może również na całą tę sytuację miało wpływ towarzystwo, z jakim się zadawała? Cóż, jedno było pewne - to, wśród jakich ludzi znajdowała się teraz, będzie miało na nią ogromny wpływ w przyszłości.
Zacisnęła usta w wąską linię, gdy tylko dotarł do niej poznany chwilę temu zapach. Wytrwały albo zdesperowany... A może jedno i drugie, ha? Odwróciła ledwie co głowę w bok, aby móc spojrzeć choć kątem oka na to co wyprawia wampir za jej plecami. Spiorunowała go spojrzeniem, czując delikatny (cholera, i przyjemny!) dotyk męskich dłoni na swojej wąskiej talii. Śledziła go wzrokiem aż do momentu, gdy oparł się o balustradę, przyglądając potem uważnie przez jakieś pięć sekund. Typowy playboy. Powróciła do oglądania widoków przed sobą, milcząc niczym zaklęta. Nie miała zamiaru dawać mu tej satysfakcji, że to ona pierwsza się odezwie - co to, to nie! Trwali więc w ciszy... Och, ile oni mogli w tej ciszy trwać? Znając ich uparte charaktery (prawda, Kyu?) na pewno długo im to zeszło. Co ciekawsze, podczas całej tej farsy, taras był całkowicie pusty, pozostawiony tylko dla ich dwójki, jednak ani Vivien, ani Kyubi nie zamierzali wrócić na salę, a tym samym przegrać ich niewypowiedzianej głośno konfrontacji. Przyjemny początek znajomości, czyż nie?
W pewnym momencie, Vivien zachciało się jednak palić. Był to właśnie czas, w którym wampirzyca wpadła w ten nieprzyjemny nałóg, który jeszcze wiele lat temu (a wydawały się one ledwie paroma dniami) tak potępiała. Sięgnęła więc do swojej czarnej kopertówki, grzebiąc w niej zawzięcie w nadziei, że spakowała paczkę lodowych papierosów, jej ulubionych. Warknęła coś niezrozumiałego pod nosem, zaprzestając w końcu poszukiwań, które i tak były bezcelowe. Zerknęła na stojącego nadal obok niej wampira i westchnęła z rezygnacją.
- Masz fajki? - spytała nieco zrezygnowana, zaczesując włosy do tyłu smukłymi palcami. Cóż, przegrała, jednak odezwanie się było złem koniecznym - cholernie chciało jej się palić!

_________________
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Pon Maj 19, 2014 12:01 pm

Kyubi w ogóle nie zrażał się chłodem kobiety, do której dosłownie się doczepił. Wręcz przeciwnie! Chłód, który powinien odpychać mężczyzn, pragnących jedynie zaciągnąć do łóżka, pewność siebie, jaka ją otaczała, sprawiały, że wampir pragnął znaleźć się jeszcze bliżej jej towarzystwa. Miała w sobie pewną siłę, która sprawiała, że Kyubi z chęcią wciągnąłby w wir tych tańczących osób i zaczął dotykać. Nie, nie chamsko macać, by jak najszybciej dobrać się do seksownych majtek, ukrytych pod tą całkowicie zbędną, ale zmysłową sukienką. Chciał ją dotykać, by sprawić jej przyjemność, by widzieć jak twarz jaśnieje, staje się wręcz przezroczysta pod wpływem niespiesznych, czułych palców wampira. W tej chwili odniósł wrażenie, że kobieta usiłuje ukryć swe myśli i emocje, jakby broniła dostępu do przeszłości, która miała się okazać bolesna. W pewnym momencie miał wrażenie, że pragnęła go dotknąć. Rozmyśliła się jednak i udała na taras, by uciec od własnych, przerażających pragnień. Najwyraźniej nie chciała, albo nie mogła, się nimi kierować. Jednak wampir odwzajemniał to nieme pożądanie. Chciał dotknąć jej alabastrowej skóry, a pod chciwymi palcami niemalże ją czuł! Pragnął musnąć wargami gładkie zagłębienie szyi, jej policzek, aż wreszcie dotrze do drżących warg, które ucałuje i zamknie, by więcej mu się nie sprzeciwiała. Ukoi ją w swych ramionach, a krew przyjemnie pulsowała… w skroniach. Zdał sobie sprawę, że w umyśle wyobraża sobie, co mógłby z nią robić. Bezczelny umysł podsunął mu wiele bezeceństw, a niektóre były naprawdę brutalne. Niemalże zdziwił się, że taka piękna istota, o delikatnych i wąskich nadgarstkach, miękkich dłoniach i ognistą falą włosów, stanowiły część rozkosznej, nieziemskiej istoty. Pragnął ją posiąść i sprawić, że i ona zapragnie go w takim samym stopniu, jak on ją! W dodatku ten ubiór całkowicie do niej nie pasował. Psuł cały wizerunek. Chciał ujrzeć ją nagą i nagą podziwiać, nagą dotykać i nagą całować, aż zemdleje z nadmiaru wrażeń.
Zakończył niechętnie owe rozmyślania, udając się za kobietą. Świeże powietrze okazało się być jak kubeł zimnej wody. Jego pragnienie jednak nie zelżało, a zwiększyło się, gdy ujrzał jej bezsilność, jaka odmalowała się na tej spokojnej twarzy. Z minuty na minutę zdawała się być niczym iluzja. Jeśli ją dotknie, rozmyje się, zniknie. Jednak odważył się dotknąć jej ciała. Co prawda był to przelotny dotyk, ale wcale tego nie żałował. Miał wrażenie, że opuszki palców zaczynają mu ciążyć i stają się gorące. Ach, jak pragnął zedrzeć z siebie skórę i stać się innym wampirem, byle tylko być z dala od tej kobiety, która powaliła go na kolana.
Spojrzał przelotnie na swoje dłonie, które wciąż mu ciążyły i znów pogrążył się w swoich myślach. Oboje byli uparci, bardzo uparci, a przyszłość, ich wspólna przyszłość, miała to dopiero potwierdzić i doprowadzić do rozstania. Nie zbadane są ludzkie i wampirze ścieżki. Nawet gdyby tego wieczora znał przyszłość, nie żałowałby ani minuty, jaką spędził z Vivien. Praktycznie nauczyła go żyć od nowa i tchnęła w nim nadzieję.
Zawiesił swój kolorowy wzrok na jej długich nogach, gdy wreszcie się odezwała. Na jego warga wykwitł pewny siebie uśmiech zwycięzcy. Przeczesał dłonią włosy. Miał w sobie coś frywolnego, wyglądał niby to niechlujnie, ale wzbudzał pewien szacunek. Dał się wyczuć siłę, jaka od niego biła. Wyjął wreszcie paczkę papierosów (o smaku waniliowym) i skierował ją w stronę wampirzycy.
– Niestety, to nie Twoje ulubione.
Wzruszył ramionami i gdy tylko się poczęstowała, od razu sięgnął i po zapalniczkę. Znów zmniejszył między nimi dystans, stając kilka centymetrów od kobiety. Podpalił jej papierosa i kiedy odsunęła go od soczysto-czerwonych warg, nachylił się ku niej. Zawisł nad jej wargami dosłownie o parę milimetrów, wpatrując się wyczekująco w jej oczy. Uwodził ją spojrzeniem. Chciał sprawić, by poczuła się, że ktoś ją podziwia i widzi w niej najpiękniejszą kobietę, jaka dotąd miała okazję chodzić po tym zepsutym padole ziemskim. Chciał sprawić, by to ona, znów, wykonała pierwszy krok. Choć wampir ucałował wreszcie z namaszczeniem jej lewy kącik ust, a następnie prawy, dłońmi ostrożnie i powoli zamykając jej drogę ucieczki. Oparł je bowiem na balustradzie, muskając ramionami jej drobne, zgrabne ciało. Odsunął wargi od jej ust, ledwo jedynie muskając jej policzek, nachylił się teraz do jej ucha, by wyszeptać:
– Przyznaj się, że pragniesz mnie tak mocno, jak ja Ciebie…
Jego tembr głosu był niski, wręcz basowy, choć tym razem mógłby się wydać zaledwie cichym pomrukiem. Na litość boską, niech wreszcie pozwoli, by wampir zaniósł ją na rękach aż pod bramy niebiańskich rozkoszy!

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Pon Maj 19, 2014 2:02 pm

Istotnie - bardzo broniła dostępu do swoich myśli, jeszcze zanim dowiedziała się o mocach wampira, jak gdyby obawiała się, że te mimowolnie odmalują się na jej twarzy, wpłyną na czyny, a każdy obecny na sali zobaczy jak bardzo (wbrew pozorom) różniła się od nich. Otaczała ją sama śmietanka towarzyska, w większości wampirza "jej" klasy. Gdyby tylko zaczęła się nad sobą użalać, pozwoliła aby bolesne wspomnienia, wręcz upokarzająca przeszłość, przejęły nad nią kontrolę, załamałaby się. Doskonale zdawała sobie sprawę z własnych słabości, dlatego ukrywała je pod maską wręcz arogancji i niedostępności, aby nikt nieproszony nie dostrzegł jak bardzo nie radziła sobie z sobą samą. Nowa sytuacja w jakiej się znalazła, dołączając do tego naiwność, jakiej dała popis, po prostu ją przerastała. Nie potrafiła odnaleźć się jako nowy, lepszy wampir, nie była do tego nigdy przyzwyczajona jak inni. Była człowiekiem, do cholery, zwykłym, prostym człowiekiem! Dlaczego nie mogła po prostu nim pozostać, starzeć się, patrzeć na dorastające dzieci, których niechybnie by się doczekała. A potem umrzeć. Tak po prostu, spokojnie, bez szaleństw. Czy nie byłyby to wspaniałe chwile? Dokonać żywota w ramionach kogoś, kto martwiłby się o nią i kochał, z kim dzieliłaby wspólne wspomnienia. Kiedyś dużo nad tym rozmyślała, jako prawdziwie młoda dziewczyna, i wówczas wydawało jej się to czystą głupotą, jej, pragnącej ciągłych przygód i rozrywek nastolatce. Nie rozumiała tych czczych marzeń dorosłych, na myśl których uśmiechali się bezwiednie - aż do teraz. Była JEDYNYM wampiro-człowiekiem o tak wysokim poziomie krwi na tym padole i nikt nie mógł zrozumieć ciężaru, jaki dźwigała na swoich barkach. Nie pomagała zawsze życzliwa i pomocna dla niej Eltris, nie pomagał kochany Sebastian, nie pomagał Ethan... Cóż więc jej pozostało, jak tylko rzucić się w wir wiecznej zabawy, której kiedyś pragnęła? W ramiona kochanków, dających jej wytchnienie, na krótko, na chwilę. Na dobrą sprawę po to też przyjechała dziś na tę imprezę, pofatygowała się na Majorkę. Tak, była w ewidentnym dołku, jeśli nie depresji, z którego pomógł jej wyjść...
Zmrużyła z niezadowoleniem oczy, gdy zobaczyła jego pewny siebie uśmieszek. Nie cierpiała przegrywać, lecz w owej chwili naprawdę musiała dać za wygraną - w końcu chęć zapalenia była znacząco silniejsza niż duma. Nie szczerz się tak, bo zedrę ci z twarzy ten przebrzydły uśmiech - jaka szkoda, że jeszcze nie wiedziała o tej natrętnej mocy wampira, pozwalając sobie na taką swawolę w swojej ślicznej główce. Chociaż może to i lepiej? Wyglądał jej na typa, który zawsze zdobywał czego chciał, a kobiety wręcz błagały orgazmicznie o choć jedno słodkie słówko, jakie spłynie z jego warg, tylko dla nich. Vivien zaś uwielbiała sprowadzać takich gości z powrotem na ziemię, kiedy tylko mieli z nią do czynienia. Nie była taka jak wszystkie (co za płytki tekst...), zawsze musiała zrobić komuś, a zwłaszcza mężczyźnie, na przekór, aby nie czuł się zbyt pewnie. Zbyt wybujałe ego przy doborze partnera nie było wcale w cenie.
Jedna brew wampirzycy powędrowała nieznacznie w górę na jego słowa o papierosach. Mimo to, poczęstowała się, dodając po chwili:
- Nie szkodzi. Gorzej dla ciebie, gdybyś w ogóle ich nie miał. - przystawiła końcówkę papierosa do użyczonego również ognia, zaciągając się powoli i z czystą przyjemnością. Nareszcie coś, co naprawdę poprawi jej humor na okres stosunkowo dłuższy niż ulotna chwila. Wypuściła dym z płuc, patrząc w bliżej nieokreślony punkt przed sobą, gdy nagle wampir przysunął się do niej i nachylił nad jej krwistoczerwonymi wargami. Zamarła w bezruchu, czując przyjemnie narastające między nimi napięcie. Może jednak nie był aż taki zły jak z początku myślała? Podniosła z wolna wzrok z jego ust, które miała przed oczami, wprost na dwukolorowe oczy, kontrując spojrzenie. Umyślnie (i prowokująco, oczywiście) rozchyliła delikatnie usta, oddychając cicho i spokojnie, choć w obecnym momencie wydawało się to co najmniej dyszeniem. Nie uczyniła nic, acz gdy tylko mężczyzna ucałował pierwszy kącik jej warg, przeniosła spojrzenie na jego klatkę piersiową, wyobrażając sobie jak wyglądałaby bez tej potarganej szmaty, jaką miał na sobie. Odchyliła nieznacznie głowę w bok i uśmiechnęła przewrotnie, słysząc jego słowa.
- A czy potrafisz dać mi większą przyjemność od tej, którą dałby inny mężczyzna? - odparła również szeptem, wręcz kocim pomrukiem, wprost do jego ucha, którego płatek nieznacznie przygryzła. Och tak, w tych czasach Vivien uwielbiała kusić facetów, wystawiając ich na pewnego rodzaju próbę. Nie chodziła do łóżka z byle kim, w końcu szanowała siebie ponad wszystko, a w obecnej chwili musiała "przetestować" i tego osobnika. Nie zrobił na niej piorunującego, pierwszego wrażenia, dlatego głupotą byłoby przespać się z nim ot tak, na "hop-siup". Faktem było jednak, że był przystojny i potrafił (gdy się postarał, gdyż jego pierwszy tekst był dnem i kilometrem mułu) kusić, no i przede wszystkim, zapadł Vivien w pamięć, a to było ważnym, jeśli nie najważniejszym, aspektem.

_________________
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Czw Maj 22, 2014 9:16 am

Nie ważne, jak bardzo będzie broniła swoich myśli czy pragnień, wampir i tak będzie je znał. Nawet te najskrzętniej ukryte przed światłem słonecznym. Nic się przed nim nie schowa. Dla wielu kobiet była to pewnie bardzo kłopotliwa sprawa. Dzięki swoim umiejętnością czytania w myślach, zwiększał swoje szanse na udany romans. Jasne, że i bez tego by sobie bez problemu poradził. Jednak gdy w grę wchodziły takie kobiety, jak Vivien, które ustawiały poprzeczkę znacznie wyżej, było to niemalże zbawienne.
Kyubi już urodził się takim wampirem, jakim Vivien pragnęła być. Wiedział po sobie, na przełomie tych wszystkich wieków, że wiele by oddał, żeby być zwyczajnym człowiekiem. Przeżyć swoje siedemdziesiąt lat w spokoju, by wreszcie zostać złożonym do grobu. Naprawdę nie raz i nie dwa myślał o tym, żeby zakończyć swój żywot. Sam nie do końca wiedział, dlaczego tego nie zrobił. Nie chodziło tutaj przecież o brak odwagi. Zawsze pojawiało się coś, co zatrzymywało go nieco dłużej na tym świecie. A teraz, właśnie tego wieczora, poznał kolejny, wspaniały, najpiękniejszy powód, dla którego powinien jeszcze przez jakiś czas zakotwiczyć na tym ziemskim padole. Gdyby tylko wiedział, że ta kobieta oddała się eksperymentom, byle tylko osiągnąć taki poziom, jaki miał on sam, zdziwiłby się. Wręcz nie mógłby zrozumieć, jak człowiek pragnie nieśmiertelności. Po cóż mu ona?! Życie było o wiele piękniejsze, gdy przeżyje się wszystko raz. Ileż można cierpieć z tego samego powodu? Jak wiele razy można patrzeć, gdy następna, kolejna i jeszcze wiele innych ukochany osób od ciebie odchodzą? Czasami miał wrażenie, że bycie wampirem to pieprzona klątwa, piekło, z którego nigdy się nie uwolnisz, póki śmierć nie obróci cię w proch. Była to kara za podłe grzechy; z prochu powstałeś i w proch się obrócisz, a po drodze będziesz znosił katusze. W taki właśnie sposób odbierał to wampir, który miał już na karku siedem wieków. Dużo? Mało? Jak dla niego o wiele za dużo.
– Faktycznie. Jestem nałogowym palaczem, bez nich moje życie nie miałoby sensu.
Stwierdził ironicznie, chowają paczkę. Musiał przyznać, że bawił się przy tej dziewczynie naprawdę dobrze. Nie mógł tylko stwierdzić, dlaczego odczuwa to w taki sposób. Co się do tego przyczyniło?
Uśmiech nie schodził mu z warg, a myśli wampirzycy niemalże go rozbawiły. Przypomniało mu się coś. Coś z odległej przeszłości. Tak odległej, jakby wręcz nierealnej, takiej, która nigdy się nie wydarzyła. Gdyby nie to, że wyćwiczył się już w nakładaniu wielu masek, Vivien mogłaby bez problemu odczytać jego prawdziwe intencje, jego prawdziwy ból i prawdziwe emocje. Tak naprawdę chciał przecież tylko wykorzystać. Przelecieć jak każdą inną. Znaleźć się w tym słodkim, wilgotnym miejscu między jej nogami. Dobrze trafił. Wyglądała przecież na zdesperowaną, choć sama przed sobą w życiu by się do tego nie przyznała. Mógł się jedynie domyśleć, że ta piękna istota cierpiała z powodu złamanego serca. Kyubi może jej pomóc. Wyciągnie ją z tego boleści. Na jedną, krótką chwilę. Na jedną noc. Da jej taką przyjemność, że zapamięta sobie tę noc do końca życia. Na pewno dostanie też niezłą nauczkę, by nie ufać mężczyznom nie zależnie od tego, czy obiecują gwiazdki z nieba czy tylko diamenty na najbliższego i najdroższego sklepu jubilerskiego. Ale ta wampirzyca go kusiła i był gotów ją złamać, niczym łodyżkę rozkwitającej, krwistej róży. Chciał zamknąć ją w swych dłoniach i zmiażdżyć, zniszczyć tę jej delikatność i niewinność. To była tylko i wyłącznie jej wina.
O tak, zamarła, gdy się przysunął. Wkroczył w jej strefę intymności. Mógł niemalże wyczuć jej pożądanie. A może tylko mu się to wydawało? Nie mógł się jednak spieszyć. Gdyby postąpił szybko, nieroztropnie, spierdoliłby to wszystko. Potrzebowała czułości, a on może ją dać. Na chwilę, krótką chwilę. Na jedną noc.
Gdy w głowie pojawiła się jej myśl, że z chęcią ujrzałaby go bez tej szmaty, upodobnioną do koszuli pirata, chwycił delikatnie jej nadgarstek. Pierw popieścił jej knykcie, wreszcie złączył ich palce i położył tę małą kobiecą rączkę na swojej potężnej klatce.
– Nie wiem, jaką przyjemność dawali Ci inni mężczyźni. Mogę Cię jedynie zapewnić o moich zdolnościach…
Nie przestając pieścić jej dłoni, którą wręcz miażdżył, przyciskając do swojej klatki piersiowej, nachylił się nad nią i odnalazł jej wargi. Wpił się w nie gwałtownie, nie dając wampirzycy nawet szans na to, żeby zaczerpnęła tchu, a co dopiero, by się sprzeciwiła. Puścił dłoń, którą wcześniej trzymał, obejmując nią teraz talię wampirzycy. Przycisnął ją do siebie delikatnie, jakby była szklaną, kruchą, porcelanową laleczką. I puścił ją gwałtownie, odsuwając się nieco. Patrzył na nią dzikimi oczami, nie ukrywając wcale swoich chęci na tę kobietę. Wyciągnął ku niej dłoń i pogładził lekko zaróżowiony policzek. Domyślał się, że był to jedynie makijaż, ale dzięki niemu wyglądała na taką… żywą. Całkowite przeciwieństwo wampira.
– Mam wrażenie, jakbym dotykał żywą, pełną ciepła, ludzką istotę, a nie… wampirzycę. Masz w sobie tyle życia, że aż mam ochotę je zniszczyć.
Jego źrenice zabłysły na chwilę intensywniej. Jego oczy nigdy nie przybierały czerwonej barwy, natężały się jedynie, sprawiając wrażenie, jakby błyszczały złowrogo.
– Chcesz ze mną iść i niczego nie żałować, czy wolisz tutaj dalej gnić, szukając kolacji?
Zapytał, wyciągając do niej rękę. Niech się czuje zaszczycona, że pozwolił jej wybrać! Mógł ją przecież tak omamić i tak pokierować, że udzieliłaby mu takiej odpowiedzi, jakiej oczekiwał.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Czw Cze 19, 2014 10:26 pm

Istotnie, na samym początku znajomości Vivien nie kontrolowała swoich myśli, nawet nie zdając sobie do końca sprawy z tego, że Kyubi odczytuje je bez najmniejszego trudu. Dopiero jakiś czas później, gdy ich związek nabrał rozmachu, wampirzyca zaczęła powoli i stopniowo "zamykać" swój umysł na wszelkie działania niepożądane. Rzecz jasna, nie była to żadna nadzwyczajna moc, a zwykła nauka wyciszania umysłu z obrazów i zdań, które mogły zostać zobaczone/usłyszane; zatracenie się w nicości tak, aby inny wampir nie mógł (prawie) niczego odczytać. Kyubi był w tym wypadku bardzo pomocny, a i sama nauka często zmieniała się w czystą zabawę czy nawet, hm, grą wstępną. Och tak, w okresie, gdy byli parą, przeżyli nie tylko same kłótnie i niesnaski, ale i wiele innych miłych chwil, których czasem aż żal było zapomnieć. No cóż, taki los.
Vivien nie chciała być wampirem klasy B. Zabawne, prawda? Nie pragnęła większej siły, nie imponowała jej myśl o posiadaniu zwiększonej liczby mocy. Nie chciała tego - chciała (choć zabrzmi to banalnie) miłości, którą jej obiecano, a która nie byłaby możliwa, gdyby nie podwyższenie poziomu jej krwi. Zabieg był więc złem koniecznym, o którym wcześniej ta prosta, wesoła dziewczyna nie miała odwagi nawet pomyśleć. Była człowiekiem, a później z ciekawości i własnej głupoty, Dawniej Człowiekiem i na tym powinna poprzestać. Niestety, naiwne serce chciało być kochane przez tego, którego pokochało już na samym początku Akademii, dlatego bez większego oporu zgodziła się zostać tym, kim była teraz. Co jej jednak z tego przyszło, skoro po raz setny została wystawiona do wiatru? Wyszła więc w tamtej chwili z założenia, że skoro nie mogła być kochana, poszuka tej ulotnej miłości, na jedną noc, aby podbudować w jakiś nędzny sposób swoją zdeptaną resztkę dumy. Czy jednak takie zachowanie było dowartościowaniem i zachowaniem godnym wampirzycy najwyższej klasy, o takim nazwisku i będącą pod takimi skrzydłami, jak te od szanowanej rodziny Moreau? Wątpiła, lecz cóż jej pozostało? Była zdesperowana, wściekła, rozżalona i w jakiś dziwny sposób głodna. Nie, nie przyniosła w żaden sposób wstydu i hańby swemu Panu, lecz ta mieszanka wybuchowa, która wciąż zatruwała jej żyły, musiała znaleźć ujście, aby nie zatruć całkowicie organizmu i psychiki wiecznie już młodej i wiecznie już pięknej (jeszcze)Różowej.
- Tak myślałam, widać to od razu. - odparła również ironicznie, uśmiechając przy tym przekornie kącikiem ust.
Nie wiedziała, że ten przedziwny wampir również szukał pocieszenia, tak samo jak ona, lecz nie tego cielesnego, ulotnego, ale prawdziwego ukojenia w ramionach kogoś, kto zrozumiałby ten wewnętrzny ból i pomógł o nim zapomnieć, na wieki. To jeszcze nie był ten czas, nie ta chwila... Teraz liczyło się tylko pożądanie, jakie w nich wezbrało w zastraszająco szybkim tempie. Nie rozumiała tego, przecież jeszcze chwilę temu miała ochotę potraktować go z liścia co najmniej parę razy! Nie, poprawka - nadal chciała to uczynić, lecz argument, który by ją do tego nakłonił, rozmywał się z chwili na chwilę. Może to przez alkohol? Absurd, wypiła ledwie dwa drinki.
Fakt pozostawał więc faktem - chemia przyciągała ich do siebie jak magnes już od pierwszego spotkania, choć te nie należało do najmilszych.
Skierowała wzrok na swoją dłoń, która niczym na zawołanie została przyciśnięta do umięśnionej klaty wampira. Przejechała delikatnie opuszkami palców po zimnej skórze, zagryzając mimochodem dolną wargę. To jednak nie trwało zbyt długo, gdyż już po chwili zostały one złączone z ustami mężczyzny w mocnym pocałunku. Nie wahała się ani sekundy, oddając go równie zachłannie co on. Wplotła również uwolnioną dłoń w długie, fioletowe włosy jegomościa, masując skórę głowy przez moment, a gdy pocałunek dobiegł końca, wpatrzyła się w jego dwukolorowe oczy z uwagą. Prychnęła cicho na jego słowa, uśmiechając ironicznie.
- Nie wierz oczom, one zawsze kłamią, tak samo jak serce. - rzuciła sucho, kontrując na nowo, bez najmniejszego wahania spojrzenie wampira. Znów ta niewypowiedziana głośno walka... Na jego następne słowa zaśmiała się perliście.
- Nie muszę jej szukać - ona sama do mnie przyszła. - odparła, a jej jasne źrenice zabłysły na moment, na ledwie sekundę szkarłatem. Uśmiechnęła się dwuznacznie, zawadiacko, poprawiając następnie od niechcenia ciemnoróżowe włosy, zaczesując je dłonią do tyłu. Zobaczymy kto czego będzie żałował, monsieur. Podała mu dłoń, wpatrując się w wampira nieustępliwie, jak gdyby chciała przewiercić mu głowę samym wzrokiem. Pazurki, choć już nieco schowane, nadal były ostre i gotowe do ataku...

_________________
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Wto Lip 01, 2014 10:49 am

Wiadomo, im bardziej ktoś starał się stłumić swoje myśli i skupiał uwagę na tym, by nie myśleć, tym więcej ciekawszych i pikantniejszych rzeczy przeciekało z jej umysłu. Zresztą nie da się żyć nie myśląc. Umysł i mózg były nieodłącznym partnerem. Cokolwiek by się nie działo, cokolwiek by się nie widziało czy nie czuło, jakieś myśli zawsze temu towarzyszą. Zatem nawet jeśli Vivien tak bardzo chciała odizolować swoje myśli czy pragnienia, jakie przez nie wyrażała, nigdy nie mogła całkowicie się odciąć. Co innego, gdyby miała zdolność blokady. O tak, nie raz Kyubi „modlił” się, aby wreszcie trafić na kobietę, która potrafi zamknąć swój umysł i nie dopuścić wampira do swoich myśli. Niestety, wampir zawsze miał pecha, co do kobiet.
Skoro nie potrafiła dotrzeć do swojej wielkiej miłości i zaczęła szukać tej przelotnej, na jedną noc, to idealnie trafiła! Przecież ten wampir był specem od ulotnej, fizycznej miłości. Na karku prawie siedem wieków grzesznej miłości, przerabianej nie tylko na indyjskiej Kamasutrze! To chodząca encyklopedia seksu, który zna z autopsji, a jego doświadczenie sięga dalej niż horyzont nad oceanem.
Jeśli pragnęła zapomnienia na wieki, zrozumienia, pocieszenia, to Kyubi niestety pomóc nie mógł. Nie zamierzał przecież bawić się w żadne związki, które przynoszą więcej utrapienia niż właściwego pożytku. Przerabiał to już kilka razy, a był typem wampira uczącego się na własnych błędach. Po co znów wchodzić do tej samej palącej rzeki, skoro czeka na niego tyle niewieścich ramion i słodkim pagórku między niewieścimi udami. Nie chciał niczego więcej do szczęścia. Póki kobiety wciąż go pragnęły, zamierzał cieszyć się każdą, nadarzającą się okazją. I właśnie teraz taka się znów pojawiła. Wyczuwał, że Vivien potrzebowała takiego pocieszenia i zamierzał to sprawnie wykorzystać. Jak zawsze. Miał talent, a ta słodka istota wpadła w jego pułapkę. W tej chwili nie obchodziło go, czy do kogoś należała, czyją służką była, czy miała narzeczonego czy też przeciętnego, bogatego kochanka. Były to zwykłe dyrdymały dla grzecznych dzieci, a oni przecież nie byli ani grzeczni ani nie byli dziećmi.
Śmiało mogła potraktować go z liścia. W ogóle by się nie obraził! No, może poczułby uszczerbek na męskiej dumie, ale tak to wzbudziłaby w nim jedynie większe pożądanie. O ile było to możliwe, bo w tej chwili to pragnął zedrzeć z niej tę pieprzoną i niepotrzebną sukienkę i posiąść ją tutaj i teraz, na tym cholernym tarasie! Miał w nosie, że ludzie czy wampiry przyglądaliby się ich namiętniej grze, głębokiemu zanurzeniu w poznane rejony kobiecego ucieleśnienia żądzy. Nie przeszkadzało mu to. Wiedział, że i tak na nowo odkryje w niej lubieżne pragnienia. Na nowo odkryje w niej kobietę, a ona będzie mu za to wdzięczna, bo wreszcie poczuje się naprawdę… wolna.
Dlaczego nie chciała go spławić? Ta odpowiedź była naprawdę prosta – pragnęła go. Pragnęła go tak silnie, że nie potrafiła go porządnie spławić od samego początku. Owszem, zabawiła się z nim, uciekła, ale sprawiła, by zapragnął za nią pójść. I przyszedł. A teraz już nie umiała odmówić. Chciała się zgodzić i pójść z nim wszędzie, byle tylko zaspokoić ten głód, to cholerne pragnienie. I po co się oszukiwała? Po się okłamywała, że wcale tak nie jest, zrzucając winą na bogu winien alkohol.
– Wierzę jedynie w to, co słyszę. Na uczucia nie u mnie czasu ani miejsca.
Powiedział chłodno, ale jego wzrok powinien ją… rozgrzać. Zaśmiał się mimochodem na jej ostatnie słowa. Doprawdy nie ma to jak pikantna przyprawa, która dodaje smaku ich wspólnej kolacji. Każde z nich coś skonsumuje. Ścisnął dłoń wampirzycy, by po chwilę pociągnąć ją za sobą w stronę wyjścia z tarasu. Dalej sunęli między tańczącymi ludźmi, by minąć barek, miejscach siedzące i dotrzeć wreszcie do tych piekielnych drzwi, które nagle wydały się znajdować tak daleko. Zaprowadził ją do sportowego, wynajętego samochodu, bez słowa pomagając jej usiąść z przodu, obok kierowcy. Sam zaś zajął miejsce kierowcy, tłumacząc po drodze, że jadą do jednego z wielu posiadłości tuż nad Morzem Śródziemnym, który wynajął sobie na kilka dni.
– Przyjemne miejsce, ale im dłużej się tu siedzi, tym jest nudniej.
Na Majorkę można przyjechać tylko na parę dni. Nie za wiele jest tutaj atrakcji dla wampirów. Przecież nie wyjdą w środku dnia na plażę po to, żeby plackiem poleżeć na rozgrzanym piachu. Zresztą ta czynność jest wyjątkowo nudna. Po jakichś dwudziestu minutach dojechali na miejsce. Wampir zaprosił wampirzycę do środka. Domek może i był niewielki (około 100 metrów kwadratowych), ale był przytulnie urządzony i nie brakowało w nim niczego. Miał nawet swój własny basen na tyłach, w czymś, co mogło przypominać ogród. Zaprowadził ją do salonu.
– Może chcesz się napić szampana?
Zaproponował. Nie rzuci się przecież na nią od razu i nie zerżnie na tej kanapie. Tak robiły tylko nastolatki. O tak, on też przechodził przez ten etap, jednak już dawno, naprawdę dawno ma to za sobą. A to wszystko dzięki cierpliwym dłonią kobiet, wielu kochanek, później zemsty i ucieczki w taki a nie inny tryb życia.
Wampir podszedł od barku wyposażonego w każdy alkohol, jakiego mógłby pragnąć największy smakosz na świecie. Nalał sobie i swej uroczej towarzyszce dom perignon i usiadł przy niej. Ramię oparł o oparcie kanapy i odchylił nieznacznie głowę. Wreszcie opuścił to hałaśliwe przyjęcie. Głowa naprawdę mu już pękała od myśli tych wszystkich ludzi i wampirów. Mógł śmiało rozkoszować się domowym zaciszem, które tak sobie ostatnimi czasy cenił.
– Zdradzisz mi swoje imię?
Zapytał, upijając kilka łyków musującego szampana. Palcem zaczepił jedno, jedynie ramiączko sukienki, jaką miała na sobie wampirzyca i nachmurzył się.
– Nie uważasz, że nie jest nam już potrzebna?
Zapytał i nie czekając na jej odpowiedź, zsunął ów nieszczęsny materiał, obnażając drugie ramię Vivien. Nachylił się i złożył wilgotnymi wargami, po szampanie, pocałunek na nagiej skórze.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Wto Lip 22, 2014 5:30 pm

Owszem, nie mógł pomóc jej zapomnieć na wieki o swoich problemach w obecnej chwili, lecz jak sytuacja się miała, kiedy w końcu los połączył ich drogi na dłużej? Vivien naprawdę poważnie myślała o Kyubim, nie mając najmniejszego zamiaru wykorzystać go czy zabawić się jego kosztem w jakikolwiek sposób i on wiedział o tym doskonale. Nie była jedną z tych kobiet, które nawet w związku nadal myślały o zaspokojeniu wyłącznie własnych potrzeb. Sama również doświadczała ze strony wampira pewnego rodzaju uczucia, wpłynęła na niego, na jego zachowanie i podejście do świata w mniejszym lub większym stopniu, lecz czuła, że była dla niego w jakiś niebagatelny sposób ważna. Skoro więc wszystko było "na poważnie", czemu zerwali? Różnica charakterów, lub może raczej - były one zbyt do siebie podobne? Obojga łączył sarkazm i ironia, którym przesiąknęli na wskroś, oboje umieli kłamać niczym zawodowcy, obojga łączył showbiznes. Vivien często zastanawiała się o co tak naprawdę im poszło... Była zazdrosna, och, była BARDZO zazdrosna o wszystkie kobiety, do których zalecał się Kyu, lecz jednocześnie nie chciała tego ukazywać uznając, że jest to zwyczajna słabość. Idiotyczne, czyż nie? I chociaż wampir zarzekał się, że wszystkie te zalotne spojrzenia były jego zwyczajną gierką bez pokrycia, kobiecie trudno było w to uwierzyć stuprocentowo. Obawa przed kolejnym odrzuceniem była zbyt silna, dlatego uciekła do Paryża niczym tchórz, chcąc uspokoić wariujące emocje. Mieli dać sobie czas, a ostatecznie wszystko rozpłynęło się w powietrzu. Melodramat.
- Mądre podejście. - skomentowała krótko jego odpowiedź. Poprowadzona przez nieznajomego, wsiadła w końcu do samochodu, po drodze odpalając papierosa, jeśli wampir wyraził na to zgodę. W końcu nie będzie mu smrodzić w aucie, jeśli tego sobie nie życzył - trochę kultury zawsze się przydaje. Wzruszyła delikatnie ramionami na słowa mężczyzny.
- Taki nasz los. Po dłuższym czasie wszystko zaczyna się nam nudzić. - odparła, zerkając na mężczyznę kątem oka z figlarnym uśmiechem. - Choć pewnie ty znasz jakiś dobry sposób na urozmaicenie sobie żywota? - och, nie miała tu na myśli niczego zdrożnego! Skądże... Te zwykłe pytanie dotyczyło czystego ogółu, gdyż wampir wyglądał Vivien na takiego, który "przeżył" już dobre setki lat. Zastanawiało ją jak ona przetrwa ten czas, tą całą wieczność jaka jej pozostała i jak go urozmaici, aby po kolejnej "stukniętej" setce nie wyschła zupełnie z braku rozrywek. W końcu co może robić kilkaset letni wampir, który niemal wszystko przeżył, wszystko widział i wszystkiego doświadczył?
Gdy dotarli na miejsce, rozejrzała się dookoła z pewną dozą zaciekawienia. W salonie usiadła na wygodnej kanapie, zakładając nogę na nogę.
- Z chęcią. - odparła, zarzucając malinowe włosy na plecy. Owinęła kosmyk wokół palca, przyglądając im się przez moment, odbierając następnie z delikatnym uśmiechem kieliszek, w którym umoczyła krwistoczerwone wargi.
- A czy ty zdradzisz mi swoje? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, choć wiedziała doskonale, że to cholernie nietaktowne, a w pewien sposób i denerwujące. Cóż, w tamtym czasie miała w nosie wszelkie konwenanse i uprzejmości, od których robiło jej się już mdło. - Choć... nie uważasz, że imiona są nam na chwilę obecną zbędne? Tak samo jak numery telefonów. W końcu jeszcze mogę się rozmyślić i wyjść, a nie chciałabym, aby później gonił lub śledził mnie psychodeliczny wampir o dwukolorowych oczach. Mogę mieć koszmary. - dodała pół żartobliwie, pół sarkastycznie, przejeżdżając delikatnie paznokciem po dolnej części jego żuchwy, uśmiechając się przy tym kącikiem ust. Obserwowała poczynania mężczyzny, a gdy ucałował jej ramię zaśmiała się cicho i dźwięcznie.
- Och, czyżby ci się nie podobała? - spytała, upijając łyka szampana. Nachyliła się wprost do jego ucha, owiewając je nieznacznie ciepłym powietrzem. - Nie zechciałbyś mi w tym pomóc? - szepnęła, odsuwając się nieznacznie i wpatrując śmiało w dwukolorowe oczy wampira, które tak jej się spodobały. Heterochromia nie była niczym pożądanym w ludzkim świecie i bardzo często nią gardzono, lecz Vivien uważała to za pewnego rodzaju dar, określający jego posiadacza. Czego więc mogła się dopatrzyć w oczach, które miała przed sobą?

_________________
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Czw Sie 28, 2014 5:02 pm

Tej nocy, właśnie tej nocy, kiedy się poznali, na pewno pragnęła go wykorzystać, by zapomnieć. Zapomnieć o swojej miłości, nieszczęściu i całego splendoru, jaki przeżyła we Francji. Dlatego udała się wraz z Kyubim do hotelowego pokoju, nie wiedząc nawet, że spotkanie przyniesie coś trwalszego, zbudowanego na czymś większym niż tylko pożądanie. Z czasem i wampir zaprzestał ją wykorzystywać. Gdyby było inaczej, nie poruszyłby nieba i ziemi, by ją odnaleźć! Zawróciła mu w głowie tą jedną nocą i sprawiła, że chciał więcej. Pragnął jej tak desperacko, że wreszcie udało im się stworzyć związek. Dla wampira było to znacznie więcej niż Vivien mogła sobie wyobrazić. Nigdy się nie dowiedziała, że była pierwszą od dwustu lat partnerką, w którą pokładał swoje nadzieję. Z którą chciał się związać naprawdę poważnie i kto wie, czy nie myślał nawet i o ślubie. O tym pewnie już nigdy się nie dowiedzą, a tamtej upalnej nocy, wampir nawet nie dopuszczał do siebie myśli o jakimś stałym związku! Jednak wówczas, powoli, bardzo powoli, zaczęło kiełkować między nimi uczucie, które wreszcie ich zgubiło. Tak, byli do siebie zbyt podobni. Oboje ambitni, oboje zazdrośni, nieustępliwi i przede wszystkim uparci. Nie przez powodu mogła odczuwać, że była dla niego naprawdę ważna. Taka była prawda, choć nie potrafił zdradzić przed nią, że naprawdę ją kochał. Miał naprawdę spore problemy, by otworzyć się przed kimś w taki sposób. Może właśnie to sprawiło, że Vivien nie potrafiła zaufać do końca Kyubiemu? Nic zresztą dziwnego, miał swoje… uzależnienie, z którym nie potrafił zerwać, choć pragnął tego. Najwyraźniej właśnie tak miało być. Związek z Vivien pokazał mu wiele, lecz przede wszystkim to, że był zdolny do uczuć.
Nie miał nic przeciwko, by zapaliła w samochodzie. I tak nie był jego, wypożyczył go. Swój zostawił… właściwie nie wiedział, gdzie go zostawił. W Los Angeles? Londynie? Berlinie? Nie miał pojęcia, nie miał głowy do takich pierdół. Kazał komuś udać się po jego samochód, by sprowadzić go do Wenecji i tyle. Sam był nałogowym palaczem, więc nawet poprosił wampirzycę o to, by go poczęstowała!
- Znam kilka sposób na urozmaicenie żywota.
Przytaknął, również na nią spoglądając. Miał niezły refleks, więc nie musiał wciąż wlepiać gał w drogę. Poza tym… w tamtych czasach naprawdę, trzydzieści lat temu, na takim zadupiu, na jakim się wówczas znajdowali, ujrzeć samochód na drodze, to był prawdziwy cud…
Tak, już wampir pomógł jej doświadczyć kilku ciekawych rzeczy, podczas ich związku. Jak na zdolności Kyubiego, był to najdłuższy związek w jego życiu. Trwał… siedem lat? Osiem? Można mu spokojnie pogratulować! Nawet z obecną żoną nie miał takiego długiego stażu…
Wręczył jej zatem kieliszek z szampanem, patrząc jak jej czerwone wargi powoli smakują trunku. Nie mógł oderwać oczu od jej kształtnych ust, które pragnął ponownie pocałować, ale zmusił się do tego. Przeniósł wzrok na jej pełne piersi, które aż błagały o to, by ich zasmakować… Chrząknął nieznacznie, zajmując swoje miejsce przy jej boku.
– Taaa… Możesz mówić na mnie Fioletowy Dżentelmen, a ja nazwę Cię Malinową Dziewką.
Zaśmiał się, mówiąc to pół żartem, pół serio. Sam rzadko kiedy zdradzał swoje imię. Prędzej wolał być nazywany Casanovą, niż Kyubim i to nie bez powodu.
– Koszmary?
Parsknął wylewnie, nachylając się ku niej. Chwycił jej podbródek w dwa palce, środkowy i kciuk, a wskazującym przejechał po jej dolnej wardze.
– Miło, że będziesz o mnie tak gorączkowo myśleć, że aż nawiedzę Cię we snach. Ale czy to na pewno będzie koszmar?
Dmuchnął chłodnym powietrzem w jej wargi, by po chwili się w nie wpić zachłannie. Pogłębił pocałunek, odnajdując język wampirzycy, który splótł ze swoim. Przerwał pocałunek, by przenieść tę drobną pieszczotę na ramię Malinowej Dziewki.
– Z miłą chęcią Ci pomogę.
Sięgnął po jej kieliszek z niedopitym szampanem i szybko odstawił go na najbliższy mebel. W tej chwili w jego oczach mogła dopatrzeć się pożądania i czegoś jeszcze… desperackiej potrzeby bycia u czyjegoś boku.
Ujął jej ramię w dłoń, nieco masując, a drugie szybko obnażył z ramiączka. Zsunął tę dłoń w dół, na jej talię, robiąc mały rekonesans, by znaleźć ekspres sukienki i szybko go odpiąć. Sam zaś wstał i wyciągnął ku niej dłoń, by poszła w jego ślady. W ten sposób zsunął z niej materiał, który opadł kaskadą na podłogę. Zaś ona sama… pozostała w bieliźnie. Objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, by ponownie połączyć ich wargi w pocałunku. Tym razem nieco dzikszym i bardziej namiętnym, jakby chciał zmiażdżyć jej usta. Dłonie zsunął na jej talię, a wreszcie i uda, które gładził opuszkami palców. Zupełnie przypadkiem natrafił palcami na granicę koronkowych majtek… Szybko jednak zabrał dłonie i przeniósł je na górę, by odpiąć stanik. Gdy to zrobił, zsunął z niej ramiączka i jeśli nie miała żadnych „ale” zdjął z niej stanik, który wylądował obok sukni na podłodze.
– On raczej też nam się nie przyda.
Mruknął w jej szyję, którą właśnie zdobił drobnymi pocałunkami, pieszcząc jej skórę na przemian wargami i językiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Pią Sie 29, 2014 3:08 pm

Również i ona nie podejrzewała, że ta jedna przygodna noc może zaowocować czymś głębszym i trwalszym. Nigdy również nie pomyślałaby, iż ten dziwnie przyciągający jegomość zacznie jej szukać! To było wręcz niedorzeczne... Nie tak miało to wyglądać. Jeszcze długo po tym, jak zaczęła spędzać z Kyubim coraz więcej czasu, wzbraniała się jak mogła przed rodzącym się w niej uczuciem i przywiązaniem do wampira. Była świadoma, że prędzej czy później coś między nimi pęknie, a cała euforia i miłość, jaka ich otaczała przez większość czasu, w jednej chwili zamieni się w gorycz i żółć. Nie wiedzieć czemu, podejrzewała już od samego początku, że pomimo maski twardziela i lovelasa, Kyu pragnął bliskości kogoś, komu mógłby w pełni zaufać, w każdym możliwym aspekcie. Zresztą, kto nie potrzebował takiej osoby? Gdyby zaś pokładał nadzieje w niewłaściwej osobie, znów wróciłby do swoich dawnych nawyków, zatracając się bez ustanku w tym błędnym kole. Ona nie była dobrą osobą, w tamtym okresie nie była nawet zgodna sama ze sobą, a co dopiero, gdyby miała jeszcze tworzyć przed kimś kłamliwy obraz samej siebie, czego absolutnie zabraniało jej sumienie... Nie chciała być w stosunku do wampira nieuczciwa, dlatego już na samym początku dawała mu jasno do zrozumienia, że lepiej będzie, gdy da sobie z nią spokój... Lecz koniec końców ulegli, oboje. Lata, które razem przeżyli, były naprawdę piękne, a przy tym dość nietuzinkowe, i Vivien nie żałowała ich nawet do tej pory - nauczyły ją wiele, tak samo jak nauczyły Kyubiego. I choć przyszło im się rozstać w dość nieprzyjemnych okolicznościach, tak jak Czerwona podejrzewała lata temu, uważała, że ta gra była warta każdej świeczki.
- Dobrze, że chociaż "dziewka". Gdybyś zlikwidował w środku "e", już byś nie żył. - uśmiechnęła się do niego szeroko, choć z lekka ironicznie, znów upijając łyka szampana. Zwróciła bez większych oporów twarz ku niemu, gdy złapał ją za podbródek, wpatrując się nieustępliwie w oblicze wampira. Kącik warg wampirzycy powędrował delikatnie w górę w dość kpiącym uśmieszku, acz nadal nad wyraz kuszącym. Och, potrafiła się wdzięczyć, nawet wtedy gdy z kogoś szydziła. Cóż, przez tyle lat trwała u boku kogoś, kto opanował tę sztukę niemal do perfekcji, iż byłoby to wręcz niemożliwością, gdyby i ona się tego nie nauczyła.
- Och, to nie kwestia intensywności myślenia. Twój widok wystarczająco wrył mi się w pamięć, bo w końcu, kto normalny przychodzi w takich łachach na imprezę? Zdecydowanie ci one nie pasują. - odparła, ostatnie dwa słowa wymawiając niemal półszeptem, a wręcz przesadnie jasne, akwamarynowe tęczówki zabłysły jej tajemniczo. Oddała pocałunek z równą zachłannością, obserwując potem bacznie poczynania wampira. Nie umknęła jej uwadze również ta dziwna, niecodzienna żądza, jaka biła z oczu nieznajomego, choć nie zastanawiała się nad nią w tamtej chwili. Cóż jej z niechybnych problemów bądź samotności tego jegomościa? Nie była jego matką ani tym bardziej żoną, aby martwić się o tak nieistotne dla niej szczegóły.
Wstała bez narzekań, gdy wampir pociągnął ją do góry, oplatając jedną ręką jego szyję, a drugą błądząc po klacie, nawijając nieznośny materiał szmaty na swoje palce, ciągnąc ją od czasu do czasu, aby odsłaniać coraz większe pole do "manewru". Przylgnęła do niego ochoczo, nie będąc bierną w tym zachłannym pocałunku, zaś jedną nogą oplatając wampira wokół biodra. Gdy zsunął z niej i stanik, odchyliła delikatnie głowę, aby dać mu większy dostęp do swojej szyi, którą zdobił pocałunkami. Och God, uwielbiała pieszczoty w tym miejscu, co ewidentnie było widać na jej zadowolonej twarzy, której (pech) wampir nie mógł dostrzec. Zamiast tego, nachyliła się do jego ucha, które tym razem ona owiała dość... ciepłym, o dziwo, powietrzem.
- Hej, captain Jack, to również nie będzie Ci potrzebne. - i bez ceregieli rozerwała mu koszulę - Cóż, kupisz sobie nową, kochasiu. - zjeżdżając wolno opuszkami palców do jego torsu. Przejechała mocno paznokciami między żebrami wampira, spoglądając na jego reakcję i przygryzając swoją dolną wargę z dziwną satysfakcją. Po tym wróciła dłońmi do ramion wampira, z których zsunęła delikatnie potargany materiał, odsłaniając umięśnione ciało, masując je nieco. Ugryzła nieznacznie płatek ucha mężczyzny, przejeżdżając po nim następnie językiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Pią Cze 03, 2016 6:22 pm

– Ależ za kogo Ty mnie masz! Pochodzę z takiej epoki, kiedy kobietę nazywaną białogłową, a nie dziwką, jak obecnie ma to miejsce…
Aczkolwiek oczami wyobraźni zagalopował nieco dalej. Wyobraził sobie bowiem te delikatne, alabastrowe rączki brnące zawistnie ku jego szyi, by następnie zacisnąć na nich palce i dusić niedoszłego kochanka aż do utraty przytomności. A kiedy to się stanie, ściągnie z niego szybko ubranie, podwinie swoją sukienkę, zdejmując przy okazji swoje koronkowe majtki, usiądzie na nim i… pohuśtają się razem. Tak, jego wyobraźnia zawędrowała naprawdę daleko! A przecież spokojnie popijali musującego szampana, słuchali lecącej jakoś w tle nastrojowej muzyki i ucinali sobie rozmowę, która przerodziła się we dwuznaczną wymianę zdań, doprowadzającą ostatecznie do tego, że wylądują ze sobą w łóżku. Czego chcieć więcej? Wampir na pewno nie spodziewał się, że z tego przygodnego seksu wywiąże się znacznie więcej, niż oboje początkowo zakładali.
– Skoro Ci przeszkadzają moje „łachy”, to powinniśmy je zdjąć.
Głos wampira stał się aksamitny. Dopił do końca swojego szampana, ale nie dolewał sobie więcej. Dla niego to był słaby alkohol, a pił go jedynie ze względu na wampirzycę. Sam zaś napiłby się czystej z colą i lodem albo czegoś równie mocnego. Może bimbru?
Już po chwili jednak wpił się w wargi wampirzycy, a ta odwzajemniła jego pocałunek, równie zachłannie. Całowali się tak, jakby jutro miało nie być… Jakby niczego, poza nimi i tym małym światem, pokoikiem hotelowym, nie było. Wampirzyca zdzierała z niego szmaty, a koszula pod napięciem jej zgrabnych paluszków w końcu się rozdarła. Ale cóż z tego? Przecież to nie koniec świata, oprócz tego, że teraz naprawdę wisiała na nim jak szmata… Gdy tylko oplotła nogę wokół biodra wampira, ten szybko chwycił pośladki Vivien w swoje dłonie i uniósł ją, by mogła to samo uczynić z drugą nogą. Już po chwili bez opamiętania pieścił szyję swej partnerki, co ewidentnie sprawiło jej ogromną radość. Wciąż trzymał ją za pośladki… były takie miękkie i jędrne, że aż wydał z siebie zwierzęcy, acz namiętny pomruk. Mogła nawet poczuć, że ta zabawa zaczyna mu się coraz podobać, bo, jak to stwierdzają pisarki romansideł, jego „męskość pulsowała”.
Zdarła z niego resztki wiszącej szmaty, która jeszcze pół minuty temu była zwana koszulą, i przejechała paznokciami po jego żebrach. Obnażył zęby, ale bynajmniej nie w celu ostrzeżenia jej czy ataku… Usadowił ją na najbliższym, pierwszym lepszym blacie. Pech chciał, że była to akurat półka z telewizorem (a należy pamiętać, że trzydzieści lat temu, telewizory były jeszcze ogromne i niebywale ciężkie!). Wypieprzył więc zacny, amerykański telewizor. Ten upadł z ogromnym hukiem (dobrze, że nie wyjebał krateru w podłodze, przebijając się do sąsiada hotelowego pod nimi… a i tak ktoś na pewno złoży na nich skargę, ponieważ są za głośni ) i usadowił Vivien na półce. Sam oczywiście wciąż znajdował się między jej nogami. Dłonie przesunęły się z pośladków zdecydowanie ku przodowi, docierając do majtek, które… rozerwał.
– Nie będzie mi ich żal… kupisz sobie nowe.
Odpłacił jej pięknym za nadobne i puścił ku niej figlarne oczko. Kierowała nim dzikość pantery. Dawno tak szalenie i gorączkowo nie pragnął żadnej kobiety, jak tej teraz. Vivien, nawet jej imię tchnęło zmysłowością i drapieżnością zarazem!
Jego dłoń zawędrowała wreszcie tam, gdzie jeszcze przed chwilą majtki skrywały kobiece wrażliwe miejsce. Palce wampira z wprawą namiętnego kochanka usiłowały odnaleźć takie jedno, najidealniejsze miejsce, które potrafiło pobudzić kobietę i rozpalić w niej najbardziej skrywane żądze cielesne…

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Pią Cze 03, 2016 7:30 pm

- To musiały być piękne czasy. - mruknęła tylko, choć ona pozostawała myślami w obecnych realiach. Nie była na tyle stara, aby pamiętać dawne wieki, długie, gorsetowe suknie i królów, rządzących Anglią. Czasem tego żałowała, jednak były to zaledwie wizje marzycielki, jakich pełno. Jako osoba urodzona paradoksalnie niedawno, nie tęskniła za czymś, co przeminęło. Może to i lepiej? Zbyt natrętne rozmyślanie i melancholia mogły doprowadzić do skrajnych emocji, a nawet do czegoś w rodzaju depresji. Nieodnalezienie się w obecnych czasach było zgubną wizją, a nieprzystosowanie do rozwijającej się technologii mogły sprawić, że wyjdziesz na dziwaka. Od czego był jednak wampiryzm? Chyba jak nikt inny, dzieci nocy potrafiły zaaklimatyzować się w coraz nowszych i bardziej "dziwnych" realiach.
Uśmiechnęła się przekornie na wzmiankę wampira o pozbyciu się jego ciuchów, co też uczyniła po chwili bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. Zresztą, czy było ono potrzebne? Cała ta przedłużająca się rozkosznie chwila była jednym wielkim brakiem ostrzeżenia przed tym, co miało nadejść... A nadejść miał nie tylko ten dziki, przelotny seks, ale również cała masa wspólnych, równie burzliwych co ich pierwsze spotkanie, momentów, które przerodziły się nawet w lata. Ale już wybiegam za bardzo w przyszłość i filozofuję, więc wrócę do fabuły.
Instynktownie oplotła drugą nogą biodro wampira, kiedy tylko ten ją uniósł. Mruknęła zadowolona z jego pieszczot, odchylając głowę, aby ułatwić kochankowi dostęp do swojej szyi. Wplotła w międzyczasie jedną z rąk w jego włosy, masując przez chwilę skórę głowy, aby nagle szarpnąć kudły wampira, zmuszając tym samym do oderwania się od jej szyi. Znów wpiła się w jego usta, kręcąc już nieznacznie w jego uścisku ze zniecierpliwienia. Lubiła gry wstępne... Ale teraz były one tak cholernie zbędne, że aż ją to drażniło. Przywarła więc ciałem do jego ciała, by już po chwili znaleźć się na półce po zwalonym na ziemię telewizorze. Spojrzała na niego płonącym spojrzeniem, rozchylając delikatnie pełne, czerwone wargi, które przyozdobił niegrzeczny uśmieszek po jego czynie. Należy jednak pamiętać (jak to NAUKOWO brzmi...), że oboje nie znali swoich imion, które wciąż pozostawały dla nich słodką tajemnicą. Ale czy teraz były one komuś do czegokolwiek potrzebne? Kierowała nimi dzikość i pragnienie bliskości z dwóch, zupełnie różnych względów, a seks... Cóż, seks łączył - dosłownie i w przenośni.
A teraz wszystkie dzieci zamykają oczka, bo dorośli świntuszą:
Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Sob Cze 04, 2016 2:21 pm

– Piękne w swym zwyrodnieniu…
Jednak to była opowieść na inny czas, chwilę i miejsce, ani na moment, w którym oboje oddają się chwili zapomnienia. Kyubi był stary, ale wcale na takiego leciwego dziadka się nie czuł. Wiadomo, ma się tyle lat, na ile się wygląda i na ile się czuje. A że wampiry praktycznie starzeją się znacznie wolniej od ludzi i osiągają długowieczność… To nic dziwnego, że pamiętał czasy średniowiecza. Rycerskie pojedynki, inkwizycję, wyprawy krzyżowe. Czy ktokolwiek potrafił sobie wyobrazić Kyubiego w ciężkiej, rycerskiej, wręcz opancerzonej zbroi z halabardą w ręku? Do tego te długaśne włosy… Cóż, dlatego przeniósł się na północ, do Wikingów! Do tych pięknych i odważnych kobiet, a nie wypacykowanych i ułożonych damulkach w ciężkich sukniach, co robią wszystko przez rękawiczki! Oczywiście niedługo przebywał z ludźmi północy…
Chwyciła go za włosy i pociągnęła, zmuszając tym samym do tego, by oderwał się od aksamitnej skóry szyi i wpił w jej chłodne, ale miękkie i jakże namiętne wargi. Pieścił je językiem, nagryzał lekko, bawił się nimi, by wreszcie wepchnąć między wargi język i spijać z nich wszystko, co tylko chciała mu zaoferować. Czuł jej zniecierpliwienie, ale także odbierał pewne „sygnały”, że pragnęła skrócić tę cudowną grę wstępną, ale jakże wkurzającą w tej chwili, by ich ciała się zespoliły. Kyubi oczywiście także tego pragnął, a skoro dwoje wampirów pragnie tego samego, to nie śmiał odmówić wampirzycy… Była taką piękną i namiętną kobietą; te rozchylone, pełne wargi. Wręcz pragnął ciągle je całować… tak do tego zachęcały! Krągłe piersi, które zwracały na siebie uwagę, ale w tej chwili nawet nie poświęcił im chwili uwagi. Nie chciał przedłużać tych chwil pełnych napięcia…
Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Sob Cze 04, 2016 3:17 pm

Szczerze? Próbowałam sobie wyobrazić Kyubiego jako rycerza w płytowej zbroi na koniu, wrzeszczącego "ZA OJCZYZNĘ!" czy coś w tym stylu. Omal nie udusiłam się ze śmiechu. To była tak nieprawdopodobna wizja! Nawet gdyby pokazał jej ryciny na dowód, że faktycznie tak było, nie uwierzyłaby za żadne skarby świata. Nie pasował jej do mrocznych czasów średniowiecza - nie jako ktoś, kto broniłby swojego kraju, poświęcając życie. W końcu, jak to usłyszałam kiedyś w pewnej grze, "Nie wszyscy mogą być wojownikami".
Oddawała każdą pieszczotę kochanka z pasją, jakiej dawno w sobie nie czuła. Czy była to naprawdę tylko jego zasługa? A może potęgował to również fakt jej rozgoryczenia i złości odrzuceniem, którego znowu doświadczyła? Przecież obiecywał jej co innego, niemal zaklinał, że po to podwyższył jej krew... Wbiła ostre paznokcie w plecy wampira, próbując niemal go pochłonąć podczas pocałunku. Nie, to nie mogło być tylko to. Cała ta sytuacja, spotkanie i sam jegomość był inny. Nie wiedzieć czemu, ale wyczuwała w nim pewne rozżalenie, w pewnym sensie podobne do tego jej. Czy on również próbował o czymś zapomnieć? A może była to wina "zwykłej" chemii? "Zwykłej" do tego stopnia, że bez zbędnych ceregieli wpadli sobie w objęcia tak intensywne, że zaczęli demolować hotelowy pokój? Jedno było pewne - to było przeznaczenie, że się spotkali, jak to określają w romansidłach.
Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Sob Cze 04, 2016 3:54 pm

Kyubi ratował po prostu piękne damy z opresji, głównie przed smokami. Jednak zamiast królestwa i ich pięknej ręki, by następnie zasiąść na tronie mając u swego boku piękną niewiastę, prosił jedynie w ramach spłaty o ich… dziewictwo! A w tamtych czasach, kiedy mężczyzna dowiadywał się, iż jego wspaniała, dopiero co poślubiona małżonka już przed nim zdążyła się „wydać”… był to wielki skandal na całą wieś! W Te historię Vivien chyba prędzej by uwierzyła, niż w fakt, że wampir walczył z kopią i na koniu w imię ojczyzny i Jezusa Chrystusa…
Wampir nie wnikał na razie, czy to była tylko jego zasługa, czy również tego, co wampirzyca przeżyła w ostatnim czasie. Wówczas przecież nie znał jej historii i nigdy tak właściwie do końca nie poznał. Nawet gdy byli razem, gdy trwali wzajemnie przy swym boku mimo wszystkich sprzeczności, intryg, kłótni czy mniejszych zdrad, nie odważyła się być z nim całkowicie szczera. Nie powiedziała, że to co łączyło ją z Ethanem było naprawdę silne… Silne, bo to on przemienił ją w wampirzycę. Silne, bo w jakiejś mierze łączyła ich więź krwi, nawet jeśli po czasie zdjął z niej obowiązek bycia służką i złamał tę „przysięgę”. Jednak ona gdzieś tam między nimi wciąż istniała i dlatego ciągle coś pchało Vivien do Ethana.
Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Sob Cze 04, 2016 4:41 pm

Nie chciała... Nie mogła mu powiedzieć o swojej przeszłości. Dlaczego? Bo najzwyczajniej w świecie bała się jego reakcji. Wiedziała w jaki sposób wampiry traktowały ludzi - nic nie znaczącą przekąskę, dobrą zabawkę, którą w każdej chwili można było zgładzić na tak wiele sposobów. Wiedziała o tym wszystkim tak doskonale... Z własnego doświadczenia. W czasie związku z Kyubim mogła jednak zapomnieć na chwilę o tym co było kiedyś i o tym, kim niegdyś była. Byli tylko oni, tylko wolność i szaleństwo, któremu uwielbiali się oddawać na różnych polach. Obawiała się, że jeśli wampir dowie się o jej "małym" sekrecie, bańka mydlana pryśnie, a ona nie dawała gwarancji za to, czy wytrzymałaby kolejne odrzucenie. Koniec końców wykończyło ich jednak co innego - zbyt wiele kłótni, wielka zazdrość o siebie nawzajem i wzajemne oskarżanie się o najmniejsze absurdy. Nie byli wówczas gotowi, by być razem. Byli nazbyt narwani i niedojrzali na poważny związek. Widać taki los...
Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Sob Cze 04, 2016 5:52 pm

Z drugiej jednak strony znała poglądy Kyubiego względem ludzi. Nie darzył ich nienawiścią ani nie traktował jak worka z krwią, który po wszystkim można wyrzucić do kosza na śmieci. Szanował ich, choć może nie był zbyt miłosierny, to jednak nie zabijał ich bezmyślnie. W końcu był lekarzem, a jego pracą było ratowanie życia, niezależnie od rasy. Owszem, czasami lubił się zabawić naiwną, ludzką kobietą, za co Isao wręcz przeklinał Kyubiego na próbach. Ten przecież nie raz sprowadzał towarzystwo pięknych kobiet, aby po prostu spijać z nich krew, kochać się z nimi i następnie wykasować im wspomnienia i odwieźć do domku, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Czasami jednak zdarzyło mu się… zabić. Nikt nie był przecież święty. Ale na pewno nie straciłby nagle szacunku do Vivien, gdyby wówczas poznał jej sekret. Mógłby jedynie ją porządnie opierdolić za to, że tak długo zwlekała. Jednak nigdy, gdy byli jeszcze parą, nie przekonała się o tym, jakby zareagował. Kto by pomyślał, że była takim tchórzem?
Również spoglądał w jej akwamarynowe źrenice. I jego spojrzenie zdradzało jedynie ogromne pożądanie i niekończącą się chęć kochania się z nią lub nawet pieprzenia. Naprawdę miał wrażenie, że z tak wybuchową kobietą spędziłby nie jeden dzień na pieprzeniu (i to niekoniecznie głupot!). Był pracoholikiem już wówczas, ale Vivien zawsze wiedziała, jak sprawić, aby w trzy sekundy porzucił dokumentację na jakąś ważną rozprawę albo żeby przestał wgapiać się w zdjęcia rentgenowskie swoich pacjentów, zastanawiając się, gdzie tkwi problem (wówczas, w czasie trwania ich związku, niejeden pacjent zmarł Kyubiemu… ciekawe czemu…).
Spoiler:
 
Kobiety po takich przygodach zazwyczaj miały dość po jednym razie. I tutaj bezimienna znów go zaskoczyła, bowiem było jej mało! Źrenice Casanovy niemal zabłysły od pożądania, ponieważ jemu zawsze było mało i równie zawsze był niemal od razu gotów! Jednak teraz nie chciał się spieszyć…
- Chcę poznać Twoje ciało… - szepnął wampirzycy wprost do ucha, które ucałował. Drobnymi pocałunkami zszedł niżej, ku szyi, tej drobnej, łabędzie, na której punkcie zaczął mieć hopla! Naprawdę doprowadzała go do szaleństwa… Naparł na nią tak, że musiała oprzeć się o przeciwległe oparcie kanapy. Czuł na sobie jej lubieżny zapach. Zapach kobiety całkowicie zaspokojonej, ale wciąż mającej wielką ochotę na igraszki. Nie myślał nawet o tym, aby zmyć z siebie jej, swój, ich zapach. Zapach seksu…
Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Sob Cze 04, 2016 6:43 pm

Nie przeczyła temu - była cholernym tchórzem, który bał się wyjawić komuś prawdę. Nie chciała zwalać tego na karb jej wcześniejszego człowieczeństwa, gdyż nawet wtedy nie wykazywała się aż takim tchórzostwem jak teraz. Bała się jednak odrzucenia nie tylko swego partnera, ale również całego wampirzego społeczeństwa. Była sama jak palec, bez rodziny, która dawno już pomarła, a jej Pan, mimo że dawał jej dach nad głową, w każdej chwili mógł ją oddalić. Nie wierzyła w to, oczywiście, ale skąd mogła wiedzieć co przyniesie los? Nic nie było pewne na sto procent. Nie wyjawiła również Kyubiemu prawdy, gdyż w obliczu tak burzliwego związku nie wiedziała jak mógłby zareagować i co zrobić później z tą informacją. Może gdyby wówczas odważyła się mu powiedzieć, wszystko potoczyłoby się inaczej? Cóż, teraz nie ma co już gdybać. Pozostaje za to żywić nadzieję, że ten tchórz chociaż teraz, w obecnej przyszłości, powie dawnemu partnerowi o tym, co skrywała przed laty, by... zrozumiał. By w końcu zrozumiał co jego kochanka dźwigała w sercu przez tak długi czas.
Kyubi był dość prosty w "użyciu" - wystarczyło położyć mu obutą w szpilkę stopę na kolanie, aby dostrzegł kryjącą się pod sukienką pończoszkę z podwiązką i już był gotowy. Gotowy rzucić papiery, oczywiście. Nie do końca zdawała sobie sprawę czy taka reakcja wynikała z jego natury czy to faktycznie ona miała aż taki wpływ na jego osobę, że gotów był rzucić dla niej prawie wszystko. I nie to, że zawsze przekonywała go do oderwania się od pracy seksem - co to, to nie! Jak to Vivien, potrafiła przekonać wampira do swoich racji wdziękiem i prośbą, którą również stosowała. Nie była tak spektakularna jak podwiązka... Ale też działała!
Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Sro Cze 08, 2016 11:16 am

Kyubi rozumiał, że nawet wampiry czasami odczuwają strach – strach przed odrzuceniem, samotnością, wyszydzaniem. Również tracił bliskich, którzy byli ludźmi. Nie miał jak podarować im przekleństwa lub daru jakim jest wampiryzm. Nigdy nie patrzył na ludzi tylko jak na obiekt do zjedzenia… Miał ich za naprawdę inteligentne, choć wyjątkowo zagubione istoty, które marnotrawią swoje możliwości na wojnach i bezsensownym przelewaniu krwi.
Nie zawsze przecież odsuwała wampir od pracy tylko przy użyciu kobiecych sztuczek, jakimi był seksapil i obietnica seksu. Po prostu często robili wiele ciekawych rzeczy, gdy się nie kłócili, i uwielbiali spędzać ze sobą czas. Aczkolwiek najbardziej uwielbiał, kiedy przychodziła do niego w długiej, piękniej sukni podkreślającej albo kolor jej oczu albo włosów. Pod tą suknią zaś kryła się nad wyraz seksowna bielizna, a pod nią najcudowniejsze ciało, jakie można tylko kochać, wielbić i szanować. Do tego obowiązkowa podwiązka, którą tradycyjnie zdejmował zębami albo… rozrywał.
Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: „(…)I say we lose control…”   Nie Cze 19, 2016 10:14 pm

W tamtych czasach nie miała jeszcze swojej małej fobii przed gryzieniem. W końcu Ethan zaatakował ją w amoku po ślubie, o ironio, w noc poślubną. Niemniej jednak, nie przepadała za oddawaniem krwi od zawsze, nawet jeszcze "za człowieka". Unikała lekarzy i pobierania krwi jak ognia, tak więc, gdy otrzymała dar wampiryzmu, broniła się rękami i nogami przed gryzieniem przez obcych. Wyjątek stanowił jedynie jej Pan, ale jest to dość oczywista sprawa - brał, co chciał i co do niego należało.
Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
 
„(…)I say we lose control…”
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: