IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Fontanna   Pon Paź 22, 2012 4:52 pm

Fontanna, jak fontanna. Pełna wody, efektów specjalnych, mająca aż cztery piętra - od największego, aż do tego zupełnie maleńkiego rondelka. Zewsząd podświetlana, jest jedną z głównych atrakcji centra handlowego, albo raczej deptaka - zobaczysz ją dosłownie od razu po wejściu. Miejsce spotkań i odpoczynku przy charakterystycznym szumie wody. Często ludzie wrzucają doń pojedyncze monety, ot, na szczęście, przez co nie raz na dnie tworzą się z nich pokaźne górki.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Gru 23, 2012 11:25 pm

Minęło ponad dwa lata odkąd Scarlett po raz ostatni postawiła nogę w Japonii. I trzeba przyznać, że przez ten czas ani razu nie myślała, by tu wrócić, starając się wyprzeć z pamięci każdą jedną bolesną chwilę, jaką tu spędziła. Tak było do czasu, aż zaledwie parę dni temu dostała szokującą i nieprawdopodobnie brzmiącą wiadomość od syna, z którym praktycznie zerwała kontakt. Madeline żyje. Jej Maddie, jej ukochana córeczka, której Scarlett prawie nie znała i której śmierć opłakiwała każdego dnia, rzekomo nagle się odnalazła.
To dość trudne do ogarnięcia, przyznajmy. Dlatego też kobieta najpierw nie odpisywała synowi przez kilka dni, a potem niespodziewanie wsiadła w samolot i przeleciała pół globu do miasta, gdzie obie jej pociechy prawdopodobnie mieszkały. Liczyła na to, że jeśli Marcus mówił prawdę, wszyscy spotkają się w domu Azela, jak przed dwoma laty. Tam właśnie kobieta zamierzała się udać, tylko jakoś... jeszcze nie potrafiła się do tego zmusić.
Dlatego od blisko godziny krążyła po centrum handlowym, wmawiając sobie, że nie wypada wpraszać się na wigilię bez prezentów. Kupowała różne bzdurki, ale nawet nie zwracała uwagi na to, co usłużne sprzedawczynie, z firmowymi uśmiechami przylepionymi do twarzy, dorzucają do jej toreb i torebek. Spacerowała po deptaku w tą i z powrotem, aż wreszcie zatrzymała się na środku z głośnym westchnięciem.
Przeczesała dłonią złociste włosy, z niejaką satysfakcją zauważając, iż jeden, czy drugi facet odwrócił się za nią. Ha! Picie tej wampirzej krwi naprawdę dawało widoczne rezultaty. Mimo swojego wieku Scarlett jeszcze długo będzie mogła cieszyć się stosunkowo młodym wyglądem. Sęk w tym, że żadne zaloty nie były jej w głowie. Nie mogła przestać myśleć o córce, odczuwała na przemian smutek i nadzieję, choć zdawała sobie sprawę, jak mało prawdopodobnym jest, że Mad żyje. Najwyraźniej Marcusowi zebrało się na głupie (okrutne wręcz) żarty, albo nie wiadomo co pomieszało chłopakowi w głowie. Niemniej, nie zamierzała wyjeżdżać, póki się o tym wszystkim nie przekona.
Ruszyła powoli przed siebie, będąc już prawie zdecydowaną by opuścić centrum handlowe, jednak zatrzymała się ponownie przy fontannie i przysiadła na jej murku. Jeszcze chwila na zebranie myśli, na poukładanie sobie wszystkiego w głowie... Wszystkie torby z zakupami rzuciła obok siebie, a większość porozwalała się wokół pani Namikaze, tworząc sporą przeszkodę dla każdego, kto chciałby przejść obok. Miała wszakże ważniejsze sprawy, niż zamartwianie się tak przyziemnymi rzeczami. Jej córka wstała z martwych, na Boga!
Powrót do góry Go down
Estelle
Estelle
Estelle
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t838-estelle-namikaze
Zarejestrował/a : 12/12/2012
Liczba postów : 315


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Gru 23, 2012 11:38 pm

Minął dopiero drugi dzień od kiedy Estelle pojawiła się w Japonii, a czuła się jakby siedziała tutaj od miesiąca i dalej tkwiła w czarnej dziurze, bo w ogóle nie miała pojęcia, jak odnaleźć rodzinę. Zaczynała mieć też wątpliwości, czy to był dobry pomysł. No, bo co.. zobaczy ich, a co dalej? Zada durne pytanie, na które być może lepiej, aby nie znała odpowiedzi? Z tymi myślami, nastolatka skierowała się do centrum handlowego. Może da im też prezent? Ale, jak kupić coś komuś, kogo nawet nie znała? Co z tego, że 4 lata spędziła z rzekomymi rodzicami, skoro nic z tego okresu nie pamięta, oprócz koszmaru, który znowu jej się śni. A przynajmniej, który znowu jej się przyśnił po nocy, którą właśnie tutaj spędziła. Dlatego też zazwyczaj ładna i uśmiechnięta dziewczyna, ma dziś wory pod oczami, co świadczy o tym, że różowa, w ogóle się nie wyspała.
Szła przed siebie, chowając ręce do kieszeni płaszcza. Odechciało jej się wszystkiego. Uznała, że lepiej byłoby, gdyby tutaj nie przylatywała. Mogła zostać w sierocińcu i pomóc siostrą zakonnym w opiece nad młodszymi sierotami. Przynajmniej do czegoś by się wówczas przydała.
Idąc z przygnębionymi myślami i spuszczoną głową, Estellka nawet nie zauważyła rozsypanych toreb Scarlett, które były nie daleko ich właścicielki. A skoro, błętkitnooka - ta dziwne, skoro rodzina ma złote oczy, no ale.. - jest bardzo ciapciowata, to od razu potknęła si o worek z zakupami lądując płasko na zimnej podłodze deptaka handlowego. Od razu ludzie skierowali na nią spojrzenie. Jakby tego było mało, miała ten dziwny kolor włosów. Chociaż tutaj w Japonii, wiele nastolatek farbowało sobie włosy, więc róż, który dodawał uroku jej puklom, nie wydawał się, aż tak dziwny. Ale tak po za tym Est może pochwalić się tym, że są to naturalne włosy, a nie fabra!
Podniosła się do siadu patrząc na rozwaloną reklamówkę i różne pierdoły z niej porozsypywane. Zerknęła na blondynkę z przepraszającą miną.
- Ojejku, przepraszam Panią! Jestem taką fajtłapą - powiedziała szczerze z wypiekami na polikach, a medalion rodu Namikaze zakołysał się na jej szyi.

_________________
To all the things I've lost on you
Tell me are they lost on you?
Just that you could cut me loose
After everything I've lost on you?
Is that lost on you?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Gru 23, 2012 11:55 pm

Z każdą chwilą wyraz twarzy Scarlett stawał się coraz bardziej pochmurny, podobnie jak jej myśli. Doszła do wniosku, iż popełniła głupotę, coś zupełnie nie w swoim stylu, przylatując ot tak do Japonii. Powinna była zadzwonić do Marcusa, wyjaśnić wszystko telefonicznie i ochrzanić go porządnie za pieprzenie głupot. Pewnie w ten sposób chciał zwrócić na siebie uwagę matki! Kij z tym, że był dorosłym facetem, ale każdemu może czasem zabraknąć matczynej miłości.
Szukała właśnie telefonu w torebce, zdecydowana wykonać to jedno krótkie połączenie, gdy tuż obok niej na ziemi wyłożyła się różowowłosa nastolatka. Kobieta w pierwszej chwili wpatrzyła się w dziewczynę, jakby szukając przyczyny tego niespodziewanego upadku, a wtem zdała sobie sprawę, że zapomniane przez nią torby tworzą wokół istne pobojowisko. To też stało się przyczyną bliskiego spotkania różowej z podłogą.
Scarlett zerwała się na równe nogi, by zaraz przykucnąć przy swojej przypadkowej ofierze. Mimo, że jej myśli zajmowały inne sprawy, była przede wszystkim lekarzem, toteż przestraszyła się, iż dziewczyna zrobiła sobie krzywdę. Była gotowa udzielić jej każdej pomocy, na szczęście jednak panna sama się pozbierała, siadając na posadzce.
- Nie, nie, nie przejmuj się tym, kochanie. To moja wina - odpowiedziała prędko, obrzucając nastolatkę uważnym spojrzeniem. Pierwszym, co rzuciło się jej w oczy były... nie, nie włosy! Oczy. A dokładniej kolor ich tęczówek, tak niepokojąco znajomy, tak boleśnie przypominający oczy jej zmarłego męża. U Namikaze przeważały dwa zabarwienia tęczówek - złote, stanowiące jakby ich znak rozpoznawczy i właśnie takie niebieskie. Naturalnie, blondynka uznała to za zupełny przypadek, ale mimo wszystko w jej sercu obudziła się tęsknota. Nigdy do końca nie przebolała śmierci męża, pozostając wierną jego pamięci, choć minęło już tyle lat. Był miłością jej życia, po prostu.
- Pozwól, że ci pomogę - odezwała się, zbierając porozrzucane rzeczy, a następnie wstając. Wyciągnęła rękę do dziewczyny i pomogła jej się podnieść. Dopiero teraz zwróciła uwagę na jej włosy. Ech, te dzisiejsze nastolatki... Toż to już wszystkie kolory tęczy nosi się na głowie!
Już miała się odwrócić i ponownie zasiąść na murku, gdy jej wzrok zjechał nieco niżej, przyciągnięty odbłyskiem światła od dziwnego medalionu, jaki różowa nosiła na szyi. Scarlett od razu go rozpoznała, otworzyła szeroko oczy i na moment dosłownie zaniemówiła. Pamiętała ten wisior. Widziała go kiedyś, wiele, wiele lat temu u swojej siostry. To było tuż po tym, jak urodziła się jej córeczka. Ile wydarzyło się od tamtego czasu!
- Dziecko, skąd masz ten medalion? Należy do twojej rodziny? - spytała, wracając wzrokiem do twarzy dziewczyny. Te oczy... to możliwe, by ich barwa nie była przypadkowa? Ale nawet jeśli, kim była ta różowowłosa panna?
Powrót do góry Go down
Estelle
Estelle
Estelle
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t838-estelle-namikaze
Zarejestrował/a : 12/12/2012
Liczba postów : 315


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Gru 24, 2012 12:10 am

Prawdę mówiąc Estelle nie miała pojęcia o tym, że jej oczy również nie są takie typowe dla innych rodzin, co dla Namikaze. Co prawda zawsze były nieco inne od reszty niebieskookich ludzi, ale.. nie zwracała na to uwagi. Jedyne co skupiało jej uwagę w sobie to właśnie różowe włosy, które dopiero od pewnego czasu zaczęła tolerować. Nie wiedziała, po kim je odziedziczyła, ale w sumie nasuwało jej się drugie pytanie, jakby spotkała właściciela z jej rodziny o tych włosach. Mianowicie - Jak je przefarbować, o.
Oczywiście, że każdemu może brakować matczynej miłości! Estellce brakowało non stop, jako że nigdy nie miała okazji nawet na nią wpaść na ulicy. Toteż wcale by się nie zdziwiła, gdyby Marcus użył tego chwytu, aby przyciągnąć blondynkę do Japonii. Estelle właśnie dlatego tutaj przyleciała - aby spotkać się z rodziną. Czy jednak będzie jej to dane, jak na tacy?
Gdy Scarlett podeszła do nastolatki, ta zauważyła jej chwile zamyślenie, gdy spojrzała na jej twarzy. Stwierdziła, że to pewnie przez te jej włosy - no, bo kto normalny nosi taki kolor na głowie? Od razu znów powróciła jej irytacja co do koloru jej pukli. A powoli się z tym oswajała!
Stwierdziła, że kobieta jest bardzo miłą osobą, bo zamiast się z niej śmiać i jeszcze ją ochrzanić za rozwalenie zakupów, ta chce jej pomóc! Nie wiele osób o tak dobrym sercu, jest na tej ziemi.
- Jak to Pani wina? To ja nie patrzyłam pod nogi, idąc z głową w chmurach, no więc wpadłam na Pani zakupy! - powiedziała podnosząc głos spanikowana, czy przypadkiem nie było w nich czegoś szklanego, co mogło ulec pęknięciu, czy też całkowitemu rozsypaniu, przez jej nie udolny chód. Dodatkowo choroba, która męczyła nastolatkę odezwała się przez co różowa zaczęła kaszleć, wyciągając specjalne urządzenie z torebki, zwane inhalatorem. Wzięła parę wdechów oczyszczonego powietrza i znów schowała urządzenie do małej torebki.
Przyjęła pomoc jasnowłosej, wstając na równe nogi po czym stwierdziła, że znowu ma siniaki na kolanach. Najpierw ta akcja z pijakiem i wampirem, a teraz to! Szczęście jej nie dopisuje, jak całe życie.
Jednak po chwili - dorosła kobieta powiedziała coś, co sprawiło, że różowowłosa przestała myśleć o tej całej sprawie z jej wpadką na worek z rzeczami. Spojrzała poważnie na złotooką chłonąc każde jej słowo. Wszystko co słyszała skierowane w jej stronę z wyrazem 'rodzina' zawsze sprawiało, że puls jej przyspieszał. Spojrzała na medalion, który miała na szyi. Nigdy większej wagi do niego nie przywiązywała. Uważała to za zwykłą biżuterię, tak jak artefakt w postaci pierścionka, jaki miała na palcu.
- Em, prawdę mówiąc to mam go od urodzenia. A przynajmniej od 4 roku życia, co było wcześniej to nie pamiętam.. - podjęła temat, po czym złapała kobietę za dłonie, jej oczy zrobiły się szersze, a w środku błysnęła nadzieja.
- Pani może wie co ten herb oznacza? Do kogo rodziny należy? Szukam moich rodziców, to jedna z rzeczy, które po nich mam.. - wypaliła niemal błagalnym tonem, a różowe pukle zsunęły się jej na twarz.

_________________
To all the things I've lost on you
Tell me are they lost on you?
Just that you could cut me loose
After everything I've lost on you?
Is that lost on you?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Gru 24, 2012 12:45 am

Więc Estelle przyjechała do Japonii szukać rodziny? To ciekawe, biorąc pod uwagę, że Namikaze mieszkali głównie w krajach skandynawskich. Teoretycznie mieli tu swoje korzenie, ale od długiego czasu większość rodziny rozproszona była po Europie. To jednak szczęście, że wpadła dzisiaj na Scarlett, która, jakby nie patrzeć, była jej bliską krewną - siostrą matki.
Właściwie z tymi oczami to dość ciekawa sprawa, bowiem tęczówki obojga rodziców Estelki były koloru miodu. Najwyraźniej jednak jakiś gen krążył w ich rodzinie, skoro ni stąd ni zowąd patrzałki dziewczyny bardziej przypominały wuja i kuzyna, niźli rzeczywistych rodziców. Ale faktycznie, były inne niż zwykłe, niebieskie oczy. Przynajmniej w mniemaniu Scarlett, która znała je tak dobrze i tak długo. Biedna nastolatka sądziła, iż to jej włosy przyciągnęły uwagę blondynki, jednak po prawdzie tak wiele dziwactw już widziała, że to akurat nie bardzo ją zaskoczyło.
A tak swoją drogą - to dobre pytanie, po kim właściwie miała te różowe kłaki? To było dość niezwykłe jak na człowieka. Ale widać w rodzinie, w której ludzie mają oczy barwy złota, zdarzają się też inne odchyły.
- Do licha z tymi zakupami - westchnęła w odpowiedzi na słowa Estelle. Zaglądała do niektórych torebek, by sprawdzić, czy upadek dziewczyny dokonał w nich jakichś zniszczeń. Cóż, były to zwykle drobne, delikatne rzeczy, więc coś się tam połamało, czy ubiło, ale Scarlett nie zdawała się tym przejmować. - No, teraz przynajmniej mam pretekst, by pozbyć się tych niepotrzebnych gratów. Najwyraźniej los daje mi bardzo subtelne znaki - pokręciła głową, wypowiadając się pewnie nieco niezrozumiale dla nastolatki. Ale cóż, zamiast szukać swoich dzieci, marnowała czas, wykupując połowę centrum handlowego. Żałosne, doprawdy. Toteż dziewczynę robiącą popłoch w jej zakupach odebrała jako niechybny znak od niebios, że należałoby się brać za to, co rzeczywiście ważne.
Wstała, wyciągając dłoń w kierunku Estelki, ale nim ta przyjęła pomoc, zaniosła się kaszlem. Scarlett zmarszczyła brwi.
- Masz astmę? - spytała zatroskana, bowiem objawy rozpoznała momentalnie. Od czterdziestu lat parała się medycyną, trudno, by umknęło jej coś tak oczywistego. Już nie pierwszy poczuła żal, że magia łowców trzymana jest w sekrecie. Czymże była zwykła astma wobec umiejętności pani Namikaze? Wyleczyłaby dziewczynę w niedługą chwilę, gdyby tylko wolno jej było publicznie używać tej techniki. Tymczasem jednak magia była zarezerwowana dla oświat łowieckich i w szpitalach nie praktykowało się podobnych metod. A szkoda, wielka szkoda.
Wysłuchała tłumaczeń dziewczyny, w zamyśleniu zagryzając wargę. To niemożliwe, by medalion z herbem ich rodu dostał się w ręce kogoś zupełnie obcego. Ta dziewczyna musiała być z nimi spokrewniona. Ale gdyby okazała się córką siostry Scarlett... To byłby dopiero zadziwiający splot okoliczności!
- Wiem, co oznacza - odpowiedziała cicho, starając się zachować neutralny ton głosu. Przenosiła spojrzenie to na medalion, to na oczy Estelle. - To herb mojej rodziny. Ale nie wiem, jak kto możliwe, nie wiem... kim jesteś? - zadała to pytanie niemal na wydechu, cofając się o krok i ogarniając wzrokiem całą postać nastolatki.
Powrót do góry Go down
Estelle
Estelle
Estelle
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t838-estelle-namikaze
Zarejestrował/a : 12/12/2012
Liczba postów : 315


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Sty 07, 2013 9:33 pm

A no dziwne, że Estelle akurat tutaj przyleciała poszukać rodziny. Sama nie wie, czemu akurat w to miejsce się skierowała, w końcu Francja - w której to mieszkała do tej pory - była położona dość daleko od tej wyspy w Azji. Po prostu przeczucie i informacje, jakie zdobyła tam kazały jej skierować się do tego miasta w celu dalszych poszukiwań. I dobrze, bo kto wie czy w Skandynawii czy gdzie tam znalazłaby swoich rodziców. Tutaj miała brata Azela, no i resztę bliskiej familii!
Prawdę mówiąc różowa nawet nie wiedziała, że oboje z jej rodziców mają złote oczy. Nawet jej do głowy by nie przyszło, że takową barwę można spotkać u kogoś. Tym bardziej u ludzi. Chodź z drugiej strony, czy róż na głowie nie jest równie dziwaczny?
Nastolatka nadal patrzyła ze skwaszoną miną na zakupy, które jak widać faktycznie gdzieniegdzie się potłukły. Może i były to nikomu niepotrzebne graty - jak to sama blondynka stwierdziła - to jednak łowczyni wydała na nie jakąś tam sumę pieniędzy, która poszła teraz w tak zwane błoto. Niebieskooka westchnęła przeciągle, ciesząc się w duchu, że nie rozbiła nic jakimś dresom, które zaraz by stwierdziły, że trzeba zrobić dziewczynie jakąś krzywdę, jako karę. I tacy psychole pojawiali się w jej życiu, choć do tej pory umykała im jakimś fartem. Może ktoś tam nad nią czuwał? Kij wie.
- Zapłacę za to, mam parę pieniędzy przy sobie - powiedziała, sięgając po torebkę, aby wyciągnąć z niej drobny portfel i zacząć grzebać w celu znalezienia określonej sumy pieniędzy - Ile to tam wyniosłoby mniej więcej? - zapytała i spojrzała świdrującym wzrokiem na starszą kobietę.
Potem oczywiście różowa musiała zacząć kaszleć, przez dopadającą ją chorobę i spojrzała z niejakim przeproszeniem na osobę obok. Nie wypada tak kaszleć przy innych w końcu! Nie mniej jednak musiała znaleźć swój inhalator, aby ułatwić sobie powrót do 'zdrowia'.
- A no, mam, mam. Od małego - mruknęła nie robiąc sobie z tym nic i uśmiechnęła się tylko promiennie do jasnowłosej, aby po chwili zasiąść na murku, otaczającym fontannę. Wciąż miała w rękach portfel, ofc!
Jak wiemy potem doszło do zadziwiającego odkrycia, przez który młoda dziewczyna wciąż była w szoku i miała nadzieję, że to wszystko dzieje się na prawdę. Że w końcu jest na drodze do odnalezienia swojej rodziny!
"To herb mojej rodziny" obiło się po głowie sieroty. Czyżby Scarlett mogła być matką Estell? Przyszło do głowy naszej landrynce. Spojrzała na nią od góry do dołu. W ogóle nie podoba! Ale.. w sumie to może też być ciotka. Pastelka nadal siedziała z rozdziawioną buzią i wzruszyła ramionami.
- Sama nie wiem. Ale szukam matki, która mnie kiedyś porzuciła - rzekła gorzko i spojrzała na swoje buty, nie wiedząc co dalej robić.

_________________
To all the things I've lost on you
Tell me are they lost on you?
Just that you could cut me loose
After everything I've lost on you?
Is that lost on you?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Sty 12, 2013 6:01 pm

Co do tych oczu i włosów, to odkąd pisałam ostatniego posta nastąpiły zmiany - otóż okazuje się, że matka Estelki ma błękitne tęczówki, plus czerwone pukle, za których wariację można uznać różowe włosy nastolatki. Ale to nieważne szczegóły, zresztą dziewczyna sama przekona się co po kim odziedziczyła, przy spotkaniu z rodzicami. Grunt, że z ciotką nie łączyło jej żadne podobieństwo, nic więc dziwnego, że nie domyśliły się od razu jakoby były spokrewnione. Wracając jednak do kwestii zakupów Scarlett...
- To nie będzie konieczne - ucięła zdecydowanie, kończąc tym sposobem rozmowę na ów temat. Jak Estelle dowie się pewnie w przyszłości ton ten, charakterystyczny dla jej ciotki - a coraz częściej także kuzynki - zamykał wszelkie dyskusje i nie znosił sprzeciwu. Najlepiej nie kłócić się w takich przypadkach, bowiem było to zwyczajnie bezcelowe. No, chyba, że ktoś lubił strzępić język na próżno, to już inna sprawa.
Gdy wszystkie zakupy zostały z powrotem umieszczone w torbach, Scarlett usiadła znów na murku fontanny, zgrabnym ruchem zakładając nogę na nogę. Odgarnęła za ucho pasma złocistych kosmyków i z niejakim zatroskaniem wpatrzyła się w zanoszącą się kaszlem dziewczynę. Nie proponowała jednak, co oczywiste, żadnej pomocy, bowiem nie mogłaby zrobić tego, bez zdradzania swoich nieco nadnaturalnych zdolności magicznych. Stąd też nie ciągnęła tematu, nie wypytywała o szczegóły i przebieg choroby. Co innego, gdyby ta różowiutka panna była jej pacjentką.
Potem wszakże widok wisiora z własnym herbem wyprowadził łowczynię z równowagi. To naturalne, że ich ród obejmował przeróżne pomniejsze rodziny i nie sposób było znać wszystkich, którzy w jakiś tam sposób są spokrewnieni z głównym trzonem Namikaze, w którego skład wchodziły Scarlett i Eilis. Niemniej, blondynka miała mgliste wrażenie, iż skądś pamięta ten konkretny wisior, jak gdyby widziała go już wcześniej, wiele lat temu. I nagle wszystko zaczęło się układać w logiczna całość. Nieco znajome rysy twarzy, te oczy, które w pierwszej chwili skojarzyły się Scarlett z jej zmarłym mężem, ale dopiero teraz uświadomiła sobie, że są to także oczy jej siostry. Do tego wiek dziewczyny, który oceniała na maksymalnie osiemnaście lat. Wszystko się zgadzało. Ale jakie jest prawdopodobieństwo takiego spotkania? Jak jeden do miliona, co najmniej.
- Tak, to najwyraźniej standard w naszej rodzinie - odpowiedziała sucho, uśmiechając się bez rozbawienia. Odradzała Eilis porzucenie córki, gdyby sama mogła cofnąć czas nigdy nie zostawiłaby Madeline, mimo że zrobiła to dla bezpieczeństwa dziewczyny. Ale matka, która wiedziała, że jej dziecko żyje gdzieś tam, z inną rodziną i nie wie o jej istnieniu - przeżywała istne katusze. I tego Scarlett chciała oszczędzić młodszej siostrze.
- Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, myślę, że znalazłaś matkę, której szukasz. Nie, na miłość boską, nie mnie! Nie patrz tak na mnie, dziecko. Tak się jednak składa, że przyjechałyśmy razem do Japonii i myślę, że najlepiej, jeśli ona wszystko ci wyjaśni. Ja już raz to przerabiałam, wystarczy. - Z tym zagadkowym stwierdzeniem kobieta podniosła się i z góry zmierzyła Estelle uważnym spojrzeniem.
- Chodź, jeśli nie boisz się zaryzykować krótkiej podróży z nieznajomą. I weź trochę tych toreb - nakazała, po czym chwyciła reklamówki w obie ręce, zostawiając połowę różowej i odwróciła się na pięcie, by szybkim krokiem udać się do wyjścia z budynku. Spotkanie z dziewczyną, która najprawdopodobniej była jej siostrzenicą, zmotywowało Scarlett do odwiedzin własnych dzieci. W przeszłości kobiety Namikaze popełniały wiele błędów jako matki. Nadszedł wreszcie czas, by zakończyć wszystkie spory i rozwiać wszelakie niepewności.
Zgaduję, że Estelka ochoczo pobiegła za ciotką, więc obie zapakowały się do wynajętego przez kobietę samochodu i odjechały w kierunku pobliskiej wioski.




zt. obie
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Sty 24, 2013 2:08 pm

Kobieta musiała wyjść i się przewietrzyć, ostatnie wydarzenia były dość przytłaczające. Mroźne powietrze zaś nieco ochłodziły i złagodziły jej zszargane nerwy. Od dawana nie miała tyle pracy jako ratownik medyczny, ale jak widać z wprawy i szybkiego reagowania i podejmowania decyzji nie wyszła i całe szczęście. Miała nad czym się zastanawiać, ale to wszystko jak na daną chwilę było zbyt przytłaczające wolała się zrelaksować. Temu też pozwoliła aby nogi niosły ją daleko przed siebie mimo iż miasta nie znała w ogóle, pierwsze dni spędziła w mieszkaniu przyzwyczajając się do do tego miejsca, później to już nie miała nawet czasu wyjść więc oto jest i błądzi zamiast spędzać czas ze swoim rodakiem. Jeszcze się nacieszą swoim ojczystym językiem. Na wszystko przyjdzie czas więc nie ma co się za bardzo spinać i robić wszystko na prędko.
I nim się spostrzegła stała przed wielkim skwerem handlowym. No ładnie. To sobie zawędrowała niezły kawałek od jedynego znajomego jej w tym kraju miejsca. Uniosła do góry delikatnie brwi i wzruszyła ramionami, a co jej tam zobaczy co w tym kraju ciekawego jest w sklepach. Jak już tu jest to zajrzy do pary sklepów, skorzysta z tej niepowtarzalnej okazji. Wkroczyła więc pewnym siebie krokiem do galerii i przez pewien czas błądziła to tu to tam po butikach, w paru nawet kupiła jakieś ubrania, buty i inne pierdołki jak to kobieta. Przymierzała, przebierała i tym sposobem wymieniła wręcz całą swoją garderobę na nieco bardziej zwariowany i wolny iście japoński styl. Poprawia sobie również humor wydając pieniądze. Po straceniu całkiem kontroli nad czasem i większością oszczędności przechadzała się już przy ostatnich sklepach kierując się w stronę fontanny. Usiadła na jednej z wielu ławeczek przy rzeźbie i zaczęła się zastanawiać co dalej i ewentualnie jak wrócić do mieszkanka, bo jakoś nie bardzo zwracała uwagę jak idzie, o to taka mała kobieca mądrość. Nie ma co. Chociaż do głowy wpadło jej, aby kupić jakiś drobiazg dla pana domu w którym aktualnie mieszkała, cóż chociaż w jakiś drobny sposób zrewanżuje się za udostępnienie miejsca do pomieszkiwania.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Sty 24, 2013 4:31 pm

Spotkanie Seunga z przypadkową kobietą zostało przerwane nagłym telefonem z pracy. W sumie zdziwił się tym i to bardzo. Nigdy do niego nie dzwonili po godzinach, zawsze miał spokój. A tu sytuacja kryzysowa, bowiem nie doszło do transakcji, na którą Seung siedział bardzo długi czas. Niemalże wypruwał sobie flaki, aby doszło do tego interesu, a tu takie kwiatki. Wkurzył się i to bardzo, a jego głód zwiększył się diametralnie. Nie znosił tabletek krwi, więc nimi to się pewnie nie zaspokoi. Zresztą nawet ich nie posiadał i posiadać nie chciał. Opuścił szybko japoński biurowiec, udając się gdzieś na spacer. Rześkie powietrze może pomoże mu dojść do siebie po tej informacji. Przejmujący chłód w ogóle mu nie przeszkadzał. Był wampirem, więc na pewno nie zamarznie. Łapy wsadził do kieszeni i kroczył nocą ulicą, kierując się w sumie nie wiadomo gdzie. Szedł przed siebie, aż dotarł do centrum, do manufaktury. Był tutaj może z raz, nie więcej. Nie miał potrzeby chodzenia po sklepach. Nie był babą, więc kupowanie ubrań nie sprawiało mu wielkiej radości. Jednak tutaj było dobre miejsce na znajdowanie modelek! Ukradkiem spoglądał na niemal każdą kobietę, jaka tutaj się pałętała, ale żadna nie wpadła mu w oko. Większość z nich była... sztuczna. Sztuczne paznokcie, lateksowe ciuszki, farbowane włosy z odrostami, przerażająco odpychający makijaż. Żadna z tych kobiet w ogóle nie przypadła mu do gustu. Poszukiwał czegoś wyjątkowego, co go natchnie, sprawi, że jego fotografie będą wyróżniały się z "tłumu". Sprawią, że ludzie nie będą przechodzić obok nich obojętnie. Obecnie panowała moda na chudzielce, z wystającymi kośćmi. On takich nie znosił. Ludzie nie lubili na to patrzeć, kojarzyło im się to ze śmiercią. Tak, Seung był bardzo wybredny. Poszukiwał wręcz ideału kobiety. I kiedy miał się już poddać w swoich poszukiwaniach, dostrzegł niziutką (jak na modelki) osóbkę, blondwłosą, siedząca sobie na fontannie. Przystanął i głównie jego uwagę znów przykuły te jasne blond włosy, które tak bardzo kojarzyły mu się z wiosną i... słońcem. Słońcem, które dla wampirów były wręcz zabójcze.
Podszedł więc do dziewczyny, stając naprzeciwko niej, w oddali kilku kroków, żeby nie czuła, że zabiera jej przestrzeń prywatną. Jednak i tak mogła się dziwnie poczuć, bowiem wampir uważnie się jej przyglądał. Wręcz pożerał wzrokiem. Idealna kobieta, o idealnych włosach, nadająca się idealnie dla jego aparatu.
- Nie chciałbym Cię urazić, ale zechciałabyś zostać moją modelką?
Od, palnął bezpośrednio jak to miał w zwyczaju.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Sty 24, 2013 5:15 pm

Kobieta przez dłuższy czas siedziała i marzła zastanawiając się co dalej i kiedy już powoli miała się zbierać, aby ruszyć w swoją dalszą podróż po mieście kątem oka dostrzegła mężczyznę, który bacznie jej się przyglądał. A może wcale nie jej, w sumie po co miał by się właśnie na nią patrzeć. Nie kojarzyła go, a przynajmniej w tej chwili nie umiała odnaleźć go w swojej pamięci. Więc uznała, że raczej jego wzrok nie kończy się na niej. Jej wątpliwości zostały rozwiane z chwilą w której atrakcyjny mężczyzna podchodził do niej bliżej i bliżej. Ta niewielka odległość między nimi była na tyle mała, że była już pewna, że to właśnie o nią jemu chodziło, lecz dopóki się nie odezwał zielonego pojęcia nie miała o co może mu chodzić.
Owszem jak na modelkę była dość niska, ale też inaczej się na to patrzy jak się chodzi po wybiegu, a jak się pozuje do zdjęć, wówczas można na to nieco przymknąć oko o ile oczywiście taka kobitka nadrabia to innymi swoimi atutami. Naturalności Natashy nie można było zaprzeczyć, jej ciepłe blond włosy były wynikiem ciężkich starań matki natury, a nie farby do włosów. Co jak widać w wielu sytuacjach były dodatkowym atutem. Tapety mocnej nie robiła, gustowała w delikatnym podkreślaniu swojej twarzy i jasnych oczu. Ciepły, lekki odcień swojej skóry również był naturalny, a nie spreparowany przez sztuczne słońce. Zresztą nie rozumiała po co komu chowanie się pod grubą warstwą sztuczności no, ale niech będzie. Każdy ma swój gust i robi jak uważa. Już się miała mężczyzny zapytać czy może mu w jakiś sposób pomóc kiedy on był znacznie szybszy i wypalił prosto z mostu swoje zamiary. Od razu niemal jego bezpośredniość przypadła jej do gustu. Owijanie w bawełnę było stratą czasu.
-W tych słowach nie ma niczego co mogłoby mnie urazić.
Rzadko która osoba mogłaby się przez taką propozycję obrazić. Kobieta uśmiechnęła się łagodnie i założyła za ucho luźne pasemko niesfornym włosów. Przez chwilkę w ciszy analizowała jego propozycję.
-W sumie czemu nie.
Palnęła pakując się w to w ciemno, a co jej tam. Zawsze to lepsze niż błąkanie się po mieście bez większego celu. A i prędzej czy później dowie się o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Teraz jednak zamiast pytań wolała poczekać na jego reakcję.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Sty 27, 2013 11:20 am

Tak, mężczyzna przyglądał się właśnie jej. Sam jeszcze do końca nie miał pojęcia, co przyciągnęła tak jego uwagę. Może to po prostu te blond włosy i delikatność w kobiecej naturze? Nie miał pojęcia, ale jego zmysł artysty jeszcze ani razu nigdy go nie zawiódł. Co prawda nigdy nie mów nigdy, ale ufał sobie na tyle, by wiedzieć, że się jeszcze nie pomylił, co do oceny prawdziwej urody kobiety. Nie była tknięta zbyt obfitym i znacznie przesadzonym makijażem, ani też sztucznym słońcem. Czysta, piękna, blada skóra, które zapewne uwiodłaby każdego mężczyznę. Smukła, łabędzia szyja, którą można w przepięknym sposób wyeksponować przy pomocy chociażby najzwyklejszego w świecie kimona. Włosy upięte w niezdarnego koka, z którego pojedyncze, cieniutkie kosmyki usiłują się wyzwolić. Wręcz idealne piękno. I w tej właśnie chwili Seung to wszystko sobie wyobrażał. Oczywiście bez żadnych zbereźności, po prostu spoglądał na nią jako artysta na swój ideał do pozowania.
Modelki, które pozowały do zdjęć, na ogół kończyły także na wybiegu. Wystarczy, że dostrzegą je odpowiednie osoby. Temu większość agencji czy fotografów bardzo uważnie dobierała sobie modelki. Przecież kiedy jakaś inna agencja zechciałaby zabrać do siebie takową kobietę, muszą ją najpierw odkupić. Jak widać zyski są na każdym kroku. Temu właśnie za niskie kobiety na ogół nie mają czego szukać w agencji. Chyba, że jednorazowo, aby zobaczyć jak to jest. Poczuć tę przyjemność, ujrzeć choć na chwilę kulisy show biznesu, który nie był wcale tak kolorowy jak większość kobiet sobie myśli. Kiedy podpisze się już umowę, której się nie czytało, można wpaść w niezłe tarapaty, kiedy chce się zrezygnować z modelingu. Tak, na tym też agencje sporo zarabiają, niestety.
Seung jednak nie był właścicielem żadnej agencji. Poszukiwał dziewczyn, które będą pozowały dla niego i zawisną na ścianach największych galerii w Korei, a z czasem może i w Europie.
Owszem, Seung także uważał, że rozmawianie o pierdołach jest zbędne. W końcu kilkanaście minut w te czy w te nie zmieni zadania kobiety. Jeśli od samego początku będzie zainteresowana, to przyjmie propozycję. Jeśli nie, to nawet po kilku miesiącach gotowa będzie do odmowy. Jednak mimo wszystko zdziwił się jej odpowiedzią. Co prawda był zadowolony, bo właśnie w tej chwili jego pobyt w Japonii został wydłużony, no i będzie miał zdjęcia na wystawę w Seulu.
- Pozwolisz zatem, że wyjaśnię parę rzeczy. Nie jestem z żadnej agencji modelek. Jestem fotografem, poszukujacym czegoś, co pozwoli mi na wystawę w galerii, w Seulu. Nie zmienia to faktu, że drzwi do show biznesu dla Ciebie pozostaną zamknięte.
Wolał wyjaśnić na początku, niż potem miałoby dojść do jakichś nieporozumień, ponieważ spodziewała się czegoś innego. Oczywiście zdjęcia Seunga, a tym samym Natashy, wylądują w wielu gazetach poświęconych modzie. Nawet nie spodziewałaby się, ile kobiet - modelek, marzyło o czymś takim.
- Baek Seung Jo.
Przedstawił się, wręczając wizytówkę, które walały mu się po kieszeniach płaszcza.
Umówili się na spotkanie odnośnie zdjęć i Seung poszedł wreszcie do siebie.

[zt]


Ostatnio zmieniony przez Seung Jo dnia Nie Lut 10, 2013 11:30 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Sty 29, 2013 12:59 pm

Patrzył na nią jak artysta na swoje narzędzie pracy, jak płótno z którego powstanie arcydzieło. To naturalne, że raczej nie doszukuje się w swoich przyszłych dziełach podtekstów chyba, że w domyśle zdjęcia mają być nieco perwersyjne i wulgarne, a nie delikatne, pełne dźwięku i subtelnej tajemnicy. Jednak co z tego wyjdzie to się jeszcze okaże.
Szczerze to Natasha nigdy nie zastanawiała się czy nadawałaby się na fotomodelkę, bo na wybiegową modelkę nie nadawała się i była tego w pełni świadoma, była za niska i pewnie według wielu agencji za gruba, w końcu samą skórą i kośćmi niebyła, mimo iż w niektórych miejscach jakby miała nieco więcej ciała to by się nic nie stało. Nigdy się nie nastawiała na jakąś światową karierę, nie pragnęła być celebrytką, gwiazdą wielką modelką w ciuszkach od Chanel.
Zawsze coś jej w życiu podpowiadało, że warto stawiać na naturalność, że prędzej czy później zostanie to docenione. Chyba była to właśnie taka chwila. Tknęło ją coś i nie widzieć czemu bez oporów oddałaby się pod opiekę temu mężczyźnie. Bił od niego pewien dziwny magnetyzm, nie miała pojęcia czy ona go tylko czuje czy każda kobieta, której proponował aby została gliną do tworzenia. Sama nie miała zbyt wielu zobowiązań w tym mieście, ani zajęć którym musiałaby się poświęcić bez reszty więc mogła bez przeszkód zgodzić się na zostaniem modelką. Zadufana w sobie niebyła, za to ambitna i pracowita, więc możliwe, że ich przyszła współpraca będzie dość dobrze się odbywała.
To prawa jeżeli niebyła by tym zainteresowana to żadne słowa by jej i tak nie przekonały, a że jest konkretną osobą od razu wyraziła chęć współpracy, zaoszczędzając czasu i nerwów mężczyźnie. Wszystkiego dowie się już w trakcie i raczej dostanie same konkrety, a nie gdybania jakby to było gdyby się zgodziła. Znając życie podsumie jej pod nos umowę, a w niej będą objaśnione wszelkie kontakty jakie będą ich łączyć jako fotografa i modelkę. I to wystarczy.
-Nie zależy mi na show biznesie. Nie jestem osobą, która za karierę zrobi wszystko. Zgodziłam się nie dlatego aby utorować sobie drogę do sławy, ale by spróbować wszystkiego na co w życiu trafiam. Aby zaspokoić swoją ciekawość i wiedzieć co znaczy robić różne rzeczy.
Jej usta po tych słowach uformowały się w szczery i bardzo subtelny uśmiech. Tak była szczera bo nie widziała powodu aby kłamać i naprawdę łaknąć wielkiej kariery, okrutny świat na srebrnym ekranie i w ciągłym blasku fleszy nie odpowiadałby jej, och nie przyniósłby jej szczęścia i tyle. Jeżeli zaś wniesie coś w sztukę ciemnowłosego to dobrze, odniesie takie małe swoje własne zwycięstwo.
-Miło mi poznać. Iwanow Natasha.
Przyjęła od niego wizytówkę przyglądając się ładnie skrojonym linijką i estetycznemu wykonaniu.
-Rozumiem, że jeszcze czeka nas omówienie ewentualnych warunków współpracy i pewnie sprawdzenie jak wyglądam w obiektywie.
Wydaje się jej, że sprawdzenie czy szklane oko aparatu pokocha jej wizerunek jest równie ważne co sama wizja artysty. W każdym bądź razie Natasha postara się dostosować do wymagań i zachcianek fotografa.
Spojrzała na zegarek, a na nim bardzo późna godzina i niestety musiała się zbierać gdyż miała jeszcze jedną bardzo ważną rzecz do załatwienia. Podała mężczyźnie swoją co prawda służbową wizytówkę, ale nie będzie mu pisać swojego numeru na strzępku chusteczki. Najważniejsze, że na sztywnym kartoniku tuż przy jej stanowisku widział jej prywatny numer telefonu.
Ładnie się pożegnała i popędziła w swoją stronę.
[z/t]


Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Kwi 24, 2013 3:34 pm

Po ostatnim telefonie od swojego ojca dowiedziała się, że ma się spotkać z jej nowym sługą. Tylko po co? Przecież nie był on jej potrzebny, ale skoro już został jej ofiarowany to nie widziała problemu, dlaczego nie powinna go przyjąć w poczet swojego grona małych sługusów. No nic, miejsce było dla niej lekko dziwaczne, bo po co akurat to musiało być w miejscu tak publicznym? Czyżby, o czymś nie wiedziała? Mniejsza o to, nie będzie bez powodu dramatyzować, bo przecież nawet jeszcze go nie poznała, a więc nie powinna jeszcze go oceniać. Miała jedynie swoistą nadzieję, że nie okaże się taki jak jej ostatni sługa, lub nie będzie jakimś starym prykiem, co gorsza obleśnym starym prykiem. Nie wiadomo co taki, mógłby chcieć zrobić z jej małym i młodym ciałkiem. Am nie widziała nigdy go, zatem zapewne on musi wiedzieć, jak ona wygląda. Podeszła powolnym krokiem do fontanny i spojrzała na taflę wody, która była na tyle czysta, że mogła się w niej przeglądnąć. Z uśmiechem na twarzy spojrzała na swoje odbicie, które niszczyła swoją dłonią, niczym dziecko nową zabawkę, która się mu nie spodobała.
Szybko jednak znudziła ją ta zabawa. A więc usiadła na fontannę by spożyć czekoladę, którą zdążyła kupić w sklepie, który mijała w drodze do tego miejsca. Oczywiście obok niej spoczął jej pluszak, który został ożywiony przez nią, do takiego stopnia, że ludziom mógł się zdawać na baterie. Biedacy nawet nie mieli pojęcia, że nie warto w jej otoczeniu wierzyć temu co się widzi.
- Smacznego
Powiedziała do pluszaka i zaczęła gryźć czekoladę. O tak, nie zastąpi to jej głodu, który zaczyna odczuwać. Innego głodu niż ten co znają ludzie. Innego, którego nie zagłuszysz zwykłym ludzkim pokarmem. Jednak wiedziała, że nie może tego zrobić tutaj, tutaj gdzie było pełno ludzi. Nie chciała się narażać łowcą, oraz nie chciała wyjść na potwora i złamać praw, które zakazują ujawniać swoje pochodzenie.
Powrót do góry Go down
Myou

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t981-myou#10587
Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Kwi 24, 2013 3:47 pm

Przyszedł nieco zdezorientowany pod fontannę. Zgodnie z jego nowym pracodawcą, miał tutaj poznać swoją nową panią. Określono ją jako niską wampirzycę z dziewczęcą aparycją. Myou był dosyć sceptycznie nastawiony do wszelkich randek w ciemno, ale postanowił zaryzykować. Pieniądze zawsze mu się przydadzą, te w banku były oszczędnościami i służyły innym celom niż alkohol, papierosy, jedzenie i kobiety. Chłopak, dotarłszy pod fontannę usiadł na jakiejś ławce całkiem niedaleko obcej mu dziewczynki, a torbę z utensyliami medycznymi odstawił obok. Nie miał pojęcia, jak znajdzie swoją nową panię w tym miejscu, mimo że było puste. Tak czy siak było to miejsce publiczne i spotkania tego typu nie należały do najbezpieczniejszych.
Myou wpadł na pomysł. Jeśli on nie może znaleźć jej, niech ona znajdzie jego. Miał oczywiście nadzieję, że mężczyzna, który załatwił mu tę "posadę" powiedział swojej córce jak ma rozpoznać nowego sługę. W celu tym podwinął rękaw, ukazując zabandażowaną dłoń i przedramię pokryte tatuażami. Zamrugał szybko oczami i zwiesił głowę, sprawiając wrażenie mężczyzny, który chce schłodzić rozgrzane ramię, a nie tego, który umówił się na randkę przez internet.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Kwi 24, 2013 4:00 pm

Nie widziała nikogo. a może inaczej nikt do niej jeszcze nie podszedł. Czyli albo go tu nie było, albo po prostu sam nie wiedział jak ma ona wyglądać. Nie pozostało jej nic innego jak wyciągnąć telefon i zobaczyć zdjęcie, które zaraz zapewne prześle jej służka jej ojca, jeśli okaże się, że nie poznał jej ani ona jego. I tak się stało, nie musiała długo czekać, jak w jej telefonie zawyła wibracja, z zdjęciem jej sługi. No tak, niby nic nie wskazywało dlaczego, tak przystojny facet miałby pracować jako jej niańka, no to będzie zabawnie zapewne. Wstała z fontanny i zabierając swojego miśka przeszła się po poręczy, która była przy ławce, na której siedział jej nowy obiekt zainteresowania. Skradała się i skradała by po chwili rzucić się mu na szyję. I przykładając usta do jego ucha, by coś mu szepnąć. A co niech ludzie sobie myślą, że to jakaś wariatka.
- Buuu! Mam cię! I co teraz mam ci zrobić?
Uśmiechnęła się do niego, po czym puściła jego szyję i opuściła się na ziemię. Stanęła za nim wyprostowana i z dziwnym uśmiechem na twarzy zerkała na niego.
- Co tak młody chłopaczyna robi jako niańka, aż tak chcesz bogactw mojego ojca? A może o coś innego?
Przejechała językiem po swoich wargach, lecz nie wyglądało o tak poważnie jak chciała. Bo jak wiadomo z jej aparycją nie może to tak wyglądać.
Powrót do góry Go down
Myou

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t981-myou#10587
Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Kwi 24, 2013 4:11 pm

Nie okłamujmy się, Myou zadrżał z zaskoczenia, gdy poczuł uścisk na swojej szyi. Pierwsze, co miał ochotę zrobić, to odwrócić się i przyłożyć żartownisiowi, który zachował się jak małe dziecko. Powstrzymał go słodki, dziewczęcy głosik sygnalizujący, że sprawcą tego niewybrednego kawału było dziecko. Zwyczajna gówniara - jakby ją określił każdy, któremu infantylny żart nie przypadł do gustu. Może jednak sobie odpuścimy ocenianie tego żartu, wszak było minęło i dziecko miało z tego uciechę. Myou zachłysnął się powietrzem, gdy dotarło do niego, że to-to małe ma być jego panią. Dziecko? Poważnie? Czy on wyglądał na tanią niańkę? Na początku miał nadzieję, że to kolejny głupi żart, lecz skąd dziewczynka mogła wiedzieć o zapłacie i umowie z jej ojcem? W końcu to wampirzyca, mogła wyglądać jak chciała. Czarnowłosy nie zdziwiłby się, gdyby rzuciła uwagę o kilkuset latach swojego życia. Zamiast dalszego roztrząsania kwestii wieku, chrząknął cicho i wstał przodem do dziecka tak, że oddzielało ich oparcie ławki.
- Więc to panią mam... się zajmować? - zapytał najuprzejmiej jak tylko potrafił, nie odrywając spojrzenia zielonych oczu od jej dziwnych włosów i kiełków.
Prawie zapytał, czy to ją ma karmić swoją krwią. Dziecko. On mógł ją karmić cukierkami i czekoladą, nie krwią. Mógł w nią wmuszać warzywa i owoce, a nie kolejne litry gorącej cieczy. Zdając sobie jednak sprawę z tego, że mógł zabrzmieć niemiło, chrząknął ponownie, ułożył dłonie wzdłuż ciała i skłonił się tak, jak nakazywał japoński zwyczaj.
- Tachibana Myou, do usług - zakomunikował z pochyloną głową.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Kwi 24, 2013 4:37 pm

Oj ale on poważny, przekręciła głowę i spojrzała z lekkim uśmieszkiem na niego. No nic, będzie trzeba go naprostować z tych zbędnych i niepotrzebnych grzeczności, bo to dla niej było zbędne, może i przy jej ojcu należało okazać grzeczność, ale nie koniecznie zaraz musiał stosować takie zwroty przy niej. No nic, ale to w swoim czasie teraz należy chyba go lekko poznać i sprawdzić, czy ogólnie będzie się nadawać, by móc jej służyć.
- Pani, pani i pani. Po prostu mów mi Amelka i tyle starczy, nie potrzeba mi zbędnych tytułów i grzeczności.
Wyciągnęła do niego dłoń, w oczekiwaniu, że i on to zrobi bez problemów. I tyle było z jej całych formalności, teraz trzeba przejść do zabawy i poznania swojego nowego towarzysza, który miała nadzieję, że zawita w jej gronie trochę dłużej niż ostatni.
- Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie owocna i przyjemna. I nie będę musiała się pana pozbyć, jak mojego ostatniego ludzkiego sługi.
O tak, tego musiał być zapewne już świadom, nie myliła się z tym, że jej ojciec raczej uprzedził go co się stało z ostatnią osobą, która raczyła źle potraktować jej małą osóbkę. I zapewne nie tylko jej ojciec by tego chciał dokonać, o tak nie zapominajmy o Isao, który zapewne stanąłby w jej obronie, gdyby tylko mu szepnęła, że kolejny sługa źle ją traktuje. Więc mieć trzeba jedynie nadzieję, że nie okaże się on taki jak tamten. Na jej ustach ponownie zawitał uśmiech.
- I nadal nie odpowiedział mi Pan, dlaczego przyjął pan taką pracę i zego pan oczekuje od mojego ojca.
Powrót do góry Go down
Myou

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t981-myou#10587
Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Kwi 24, 2013 4:50 pm

Uścisnął rączkę Amelii i uśmiechnął się. Koniec końców może nie będzie na nią narzekać, nawet jako wampirzyca sprawiała pozytywne wrażenie; oczywiście poza tamtym kawałem. Oklepany niczym pośladki kelnerki z wieloletnim stażem. Myou zamrugał szybko oczami, słysząc pytanie dziewczyny. Nie wiedział, czy jej ciekawość jest tą sama, która objawia się u małego dziecka, czy może jednak ma ona na swoim karku wiosen o wiele więcej niż jedenaście. Była bystra i nie dało się temu zaprzeczyć. Zadała mu pytanie, którego nie lubił. Czy to nie jest oczywiste? Pracę przyjmuje się dla zapłaty, jakakolwiek ona by nie była. Gdyby pieniążki leciały z nieba, Myou siedziałby na dachu z wielkim koszem do łapania banknotów.
- To jest sprawa między mną, a twoim ojcem, Amelio - odpowiedział krótko, poprawiając trójkątny szafir. - Nie wątpię, że jeśli uzna to za słuszne, sam ci powie, dlaczego mnie wybrał do tej pracy. O ile, oczywiście, ja nie postanowię ci tego pokazać wcześniej.
Mowa oczywiście była o jego umiejętności regeneracji krwinek. Z tego, co Myou słyszał, Amelia miała wieczny apetyt na czyjąś krew, a on doskonale spełniał podstawowe oraz wskazane wymagania. Jeśli zaś chodzi o groźbę Amelii, nie przejął się nią zbytnio; w swoim czasie obcował z wampirami dużo potężniejszymi od niej i wielu pozostałych włóczących się bez większego celu po mieście. Postanowił jednak nie wspominać o tym, może jeszcze okaże się, że to dziecko nie jest takie słabe? Nie miał zamiaru jej prowokować, ponieważ wampirze umiejętności bywały zabójcze, choć siłą, szybkością i wytrzymałością wampir zaledwie w nikłym stopniu przewyższał człowieka, także jakaś szansa w walce z Amelią się pojawiała... póki ta nie postanowi użyć swoich mocy.
- Mi mów Myou lub nie używaj imienia - rzekł, wciąż wpatrując się w twarz Amelii. - Sługa nie brzmi przyjemnie.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Kwi 24, 2013 5:33 pm

Nie lubiła jak ktoś nie udziela jej informacji, ale mniejsza o to dowie się tego w swoim czasie, bo jak wiadomo ona zawsze dostaje to czego chce prędzej, czy później. Cieszyła ją jednak informacja, że będzie się ją mimo tego opiekował, tylko ciekawiło ją to, jak bardzo poświęci się pracy i czy w razie zagrożenia poświęci się dla niej, czy ucieknie jak mysz z podkulonym ogonem, ale czy aby na pewno była to mysz? No mniejsza o to, nie znała za dobrze powiedzeń, a i nie było jej to nigdy potrzebne, bo z jakiej racji miała by czymś tak mało ważnym zawracać głowę.
- Nie wątpię, że to sprawa pomiędzy twoim ojcem a tobą, lecz nie omieszkam i tak się dowiedzieć, lubię wiedzieć dużo o swoich nowych przyjaciołach. Nawet bardzo dużo.
Nie znała jego umiejętności, więc miał szczęście bo nie będzie tak katowany jak wtedy kiedy się dowie, o tym co on skrywa przed nią. Prawdą było to, że nie potrafiła walczyć a jej zdolności nie nadawały się do tego, ale nie zmienia to ani grama faktu, że dziewczyna nie musi robić tego sama, jak wiadomo ojciec ma od tego zapewne specjalnych ludzi, a nie sądziła, że nie posłuchaliby oni jej w tej sprawie. W końcu sama będzie dziedziczką fortuny swojego ojca.
- Nie powinieneś mi stawiać warunków, lecz dobrze. Będę od dziś nazywać Myou.
Odeszła od niego i wskoczyła na poręcz ponownie. Wyciągając czekoladkę i dając mu, by sobie zjadł. No, a co będzie sama jeść? Przecież trzeba się dzielić, a słodyczy jej nie brakuje.
- Opowiedz mi coś o sobie, skąd pochodzisz i wiesz takie tam, chyba wypada by nawet w małym stopniu coś o sobie wiedzieć? Nie mówię o przyjaźni czy coś, ale kto tam wie, co nas spotka następnego dnia.
Powrót do góry Go down
Myou

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t981-myou#10587
Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Kwi 24, 2013 5:57 pm

Nie uśmiechał się już, choć miał na to wielką ochotę. Dlaczego tego nie robił? Żeby on to wiedział! Teraz jednak słuchał krótkich wywodów Amelii. Prawdę powiedziawszy spodziewał się, że będzie tak gadatliwa. Mało tego, doskonale zdawała sobie sprawę z własnego położenia; z tego, że jest jego "właścicielką" i Myou nie może sobie na zbyt wiele pozwalać. Przynajmniej nie w jej obecności. Może jednak stanie na tym, że się polubią i relacja daj-mi-swoją-krew nie będzie aż tak nudna, jak była w wielu innych przypadkach? Niektórzy z dawnych panów wracali do domu i nie musieli nawet wymawiać polecenia, bo Myou z przyzwyczajenia wlewał swoją krew do kieliszka.
- Nie potrafię opowiadać o sobie - mruknął, siadając na ławce i biorąc do Amelii kawałek czekolady. - Dziękuję.
Wziął małego gryza i zamyślił się na kilka sekund. Nie miał co opowiadać, wystarczyło, że się przedstawił i nie był aż tak anonimowy, jak powinien.
- Jak mi na imię, wiesz - rzucił, przełykając czekoladę. - Mam dwadzieścia cztery lata, z zawodu jestem lekarzem. Nie jesteś pierwszym wampirem, któremu służę i powinienem powiedzieć, że wiem jak usługiwać, ale nie mogę tego stwierdzić. Zazwyczaj służyłem wiekowym wampirom, za to ty wydajesz się dosyć młoda. No, chyba że wampiry przez dłuższy czas tak wyglądają, a ty masz na swoim karku sto lat. To już co innego.
Zawahał się. Vivianne miała sto lat, a wyglądała na dwudziestolatkę, może nawet i starszą. Z nią sprawa była łatwiejsza, bo od razu powiedziała mu ile ma lat, z kolei ojciec Amelii ani razu nie wspomniał o wieku swojej córki. Po prostu określił ją jako niską wampirzycę o dziewczęcej urodzie. Zero innych informacji. Strasznie to utrudniało jakąkolwiek komunikację z dziewczyną. Wszystko przez przedmiotowe traktowanie Myou, który wbrew pozorom też coś czuł i nie lubił tego typu służby.
- Wszystkie tatuaże na moim ciele służą zakryciu blizn po ukąszeniach - powiedział, wskazując na swoje odkryte ramię, które już zaczynało szczypać od zimna. - I mam nadzieję, że pijesz krew z szyi lub rąk, a nie z całego ciała. Poza tym, miło by było, gdybym się dowiedział, gdzie teraz będę mieszkać. Chyba że mam być na telefon, to też nie jest dla mnie żadne problem.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
 
Fontanna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zamarznięta fontanna na środku parku
» Fontanna
» Fontanna Życia
» Fontanna Kupidyna
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: SKLEPY-
Skocz do: