IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Prywatna sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Prywatna sala   Nie Wrz 28, 2014 8:51 pm

Na tym piętrze znajdują się sale prywatne dla pacjentów z przewlekłymi chorobami, będących w śpiączce lub noszących miano "stałych bywalców". Sala jak każda inna, znajdują się w niej dwa łóżka szpitalne oraz nowoczesna aparatura. Oprócz łóżek szpitalnych w pokoju znajduje się także mały stoliczek z jasnego drewna oraz trzy krzesełka do kompletu.
Kolorystyka tego pomieszczenia jest znacznie przyjemniejsza niż w przypadku innych sal, jest bowiem niebiesko-biała. W sali znajduje się także mniejsze pomieszczenie przeznaczone na toaletę oraz umywalkę.

_________________
Powrót do góry Go down
Daniel

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1561-daniel-ravencroft#32255
Zarejestrował/a : 18/09/2014
Liczba postów : 54


PisanieTemat: Re: Prywatna sala   Sro Paź 22, 2014 9:33 pm

Ulice spowijał nocny mrok, a napotkanych ludzi można było wyliczyć na palcach jednej ręki. Z opuszczoną głową przemierzał alejki zmierzając prosto do szpitala. W lewej dłoni ściskał gruby zwitek banknotów któremu przyglądał się z wyrzutami sumienia. Zabiłem go... Świat nie jest sprawiedliwy. Pomyślał o napadniętym przez siebie człowieku, którego okradł, a co gorsza zabił osieracając jego syna. Zacisnął jednak pięść chowając pieniądze z powrotem do kieszeni i idąc już z uniesioną głową którą światła uliczne jakby świadomie unikały. W drodze do celu odwiedził kwiaciarnie, gdzie kupił skromny błękitny wazonik oraz bukiet kwiatów za pieniądze, które uczciwie zarobił jako mechanik.
- Dranie... - Wycedził przyglądając się kwiatom. Miał na myśli swoich braci oraz resztę rodziny, która porzuciła na śmierć Marię oraz Bradona. Ktoś jednak musiał przynieść kwiaty - symbol nadziei, który więdnie jak wszystko prędzej czy później. Blondyn poczuł wzbierającą nienawiść do otoczenia aż mógł usłyszeć zgrzyt swoich własnych białych zębów. Tak... Czasem żałował, a czasem miał ochotę patrzeć jak inni krwawią tak samo, jak on, na co dzień. Ujrzeć jak każdy snob, który patrzy na niego z pogardą cierpi i krwawi wewnątrz... Ile, by wytrzymali? Krótko. Odpowiedział samemu sobie starając się uspokoić, gdyż w oddali rysowały się kontury szpitala. Nieśmiało wkroczył do środka starając się unikać podejrzliwych spojrzeń. Jakby nie patrzeć szukała go policja, więc musiał być ostrożny. Sam budynek prezentował się bardzo imponująco co go pocieszało, bo do tanich nie należał. Jego rodzice przebywali w, nim już od kilku dni, ale on nie był wstanie się przełamać. Starczy mi odwagi po tym wszystkim? Zapytał sam siebie ubolewając nad własną słabością. Nie miał jednak wyboru, ponieważ dzisiaj mijał termin wpłaty, więc wóz albo przewóz. Rzecz jasna pragnął się z nimi zobaczyć, ale nienawiść do samego siebie była zbyt duża, by tak łatwo się do tego zmusić. Patrzenie na ich twarze bez wyrazu, które nigdy się do niego nie uśmiechną. Myślenie o tym sprawiało mu ból, ale musiał... Bo, inaczej zapomni o ostatniej rzeczy, dla której żyje. Ostrożnie ruszył w stronę recepcji, by uiścić płatności.
- Zdradzisz mi jak w tym wieku można zarabiać takie sumy? - Zapytała zaintrygowana pielęgniarka na widok zwitka, który wręczył ktoś tak młody. Odpowiedziała jej jedynie cisza, więc ostatecznie zaprowadziła Daniela do odpowiedniej sali. Tam przystanął na moment biorąc głęboki wdech. Kobieta uśmiechała się ciepło dając czas młodzieńcowi aż będzie gotów. Nie trzeba było być psychologiem, by wiedzieć, że jest to dla niego trudne. Tak czy inaczej, ostatecznie wszedł razem z pielęgniarką chyba dla otuchy.


- Arigatou... Może nas pani zostawić? - Odparła mu kiwnięciem głowy, po czym wyszła. Po jej wyjściu rozejrzał się po sali, która prezentowała się zadowalająco. Przynajmniej wiem dlaczego muszę dopłacać. Wzrokiem dotarł do dwóch łóżek z aparaturami, na których leżeli Bradon oraz Maria. Nieśmiało z opuszczoną głową zbliżył do się do stolika matki, na którym położył dzbanek z kwiatami. Następnie zdjął kaptur, wziął jedno z krzeseł, które postawił między łóżkami i usiadł.
- Cześć tato, cześć mamo... - Przywitał się nie wiedząc jak zacząć tak jakby którykolwiek z nich miał go rzeczywiście słyszeć. Byli w śpiączce, ale czasem sama świadomość, że są tutaj obecni mu wystarczyła. Wpatrywał się w twarz matki z wyraźną tęsknotą. Delikatnie głaskał jej dłoń przy czym uśmiechał się najcieplej jak potrafił. Tylko ich widok potrafił wywołać na jego twarzy prawdziwy uśmiech, którym potrafił obdarzyć nielicznych. Teraz dopiero był sobą... Nie kim musiał być każdego dnia.
- Dawno się nie widzieliśmy, przeprowadzki te sprawy... Mam nadzieję, że podoba się wam nowy szpital. Wygląda lepiej niż ostatni, ale ceny również mają niczego sobie. - Bagatelizował rzecz jasna powagę ceny, bo była ona zdecydowanie za wysoka.
- Sporo się wydarzyło... Znalazłem "pracę", zapisałem się do akademii, żeby zdobyć wykształcenie, dzięki któremu miejmy nadzieję jakoś to będzie, kiedy w końcu będę pełnoletni. Może uda mi się znaleźć dobrą pracę a, wtedy będziecie mogli mieszkać ze mną a razem to sobie już jakoś poradzimy. Może te urodziny będą pierwszym świętem, którego nie będę musiał obchodzić samotnie? - Uśmiechnął się kątem ust nie przestając wpatrywać się w nich jakby rzeczywiście byli świadomi.
- Kiedy ostatnio spędziliśmy razem jakieś święta? Pięć lat temu prawda? Chyba nawet nie pamiętam jakie było to konkretnie... Nie pamiętam nawet brzmienia waszych głosów. - Puścił delikatną dłoń swojej matki, by skrzyżować własne. Czuł powoli wzbierający ból w klatce piersiowej... Nie pamiętam jacy byli, kiedy żyli. Skarcił sam siebie za takie myślenie, bo to właśnie przez takie wszyscy ich porzucili - poza, nim.
- Zawsze byłem dla was nieznośny, nigdy nie potrafiłem docenić uczuć innych, póki ich nie straciłem... Tylko Yoshi... Po raz kolejny zabiłem byście mogli tutaj być... Nie mogę już dłużej wytrzymać... Gomen nasai. - Zamknął oczy zaciskając przy tym zęby oraz pięści. Czuł jak po polikach spływają mu łzy.
- Zawsze powtarzałeś, że liczą się tylko bliscy... Nigdy o tym nie zapomniałem wszystko, co robię jest dla was byście byli ze mnie dumni. Byliście kiedykolwiek? - Zakrył twarz tak jakby nie chciał, by widzieli tej załzawionej i zrozpaczonej postaci.
- Nadal uważacie mnie za syna po tym wszystkim? Nie wstydzicie się mnie? Doceniacie to, co dla was poświęciłem? Jestem dla was zwyrodniałym mordercą? Kochacie mnie... Odpowiedzcie. - Osunął się zapłakany na podłogę opierając się o łóżko ojca i czekając półgodziny na odpowiedź. Nie usłyszał jej, nigdy jej nie usłyszy i nigdy nie pozna odpowiedzi. Taki był jego los, z którym nigdy nie zdoła się pogodzić. Los, którego nie wybrał i nieszczęścia, którego nie chciał.
- Osierociłem chłopca... Jestem sam, nie mam nikogo, nie mam nic, nie potrafię odnaleźć siebie... Yoshi miał racje. - Powtarzał szlochając, gdy wnet osunęła się dłoń Bradona, która zwisła przed twarzą Dana. Nieco zaskoczony powoli ją chwycił czując, jakby to rzeczywiście ojciec nią poruszył chcąc go pocieszyć. Świat mnie porzucił co nie znaczy, że ja porzucę was. Pomyślał wstając chwiejnie na równe nogi i wpatrując się w obu.
- Powierzono mi wasze życia i nigdy was nie zawiodę... Gomen. - Wyszeptał zakładając z powrotem kaptur i opuszczając salę bez pożegnania. Nie ważne kim jestem, co robię tylko dla kogo to robię. Zacytował ojca wciąż czując dławiony przez siebie ból. Musiał być silny i nie zważać na siebie... Poświęcił samego siebie dla nich i nigdy się nie podda tak długo, jak żyją. Nie potrafił przestać myśleć jednak o chłopcu. Czy rzeczywiście go osierocił? Ile powiedział policji? Ile pamiętał? Miał tyle pytań, które mogły zaważyć o jego życiu... Mógł to sprawdzić tylko odwiedzając sierociniec... Jednak nie dziś.
z/t
Powrót do góry Go down
 
Prywatna sala
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: SZPITAL-
Skocz do: