IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Posiadłość Denshy.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Posiadłość Denshy.   Nie Lis 02, 2014 11:40 am

W ogromnym lesie w którym według ludzkich wierzeń zamieszkują duchy yokai, mieści się piętrowy dom. Otoczony grubym murem na wysokość do 3,5 metra, chroniony żelazną, elektryczną bramą. Sam dom wraz z ogrodem jestem utrzymany w stylu japońskim. To samo tyczy się wnętrza.

Parter:

- Salon
- Kuchnia
- Jadalnia
- Łazienka
- Sala treningowa - Dojo
- Taras

Piętro:

- Łazienka
- Sypialnia I
- Sypialnia II
- Biblioteczka domowa
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Nie Lis 02, 2014 2:12 pm

Przejażdżka taksówką trwała dość długo, bowiem zanim dojechali na miejsce musieli stać jeszcze w korkach, no i sama trasa okazała się długa. Starał się zbytnio nie prowadzić rozmowy z Cornelio, jej rany zakrył nawet jedną częścią kimona, żeby czasem taksówkarz się nie doczepił do brudnych od krwi siedzeń. Sam Densha także był poraniony, ale on starał się za bardzo nie siedzieć wygodnie, chociażby nie opierał plecami o oparcie fotela pasażera.
Po zatrzymaniu się przy końcu miasta, Densha zapłacił taksówkarzowi i razem z Cornelią udali się drogą, jaką wskazywał wampir. Starał się bardziej ciągnąć za sobą wampirzyce, aby ta za bardzo nie musiała się męczyć. Będąc samemu zmęczonym, nie mógł sobie mimo wszystko pozwolić na chwilę słabości. Dopiero jak znajdą się u niego w domu, w głębokim lesie... zrelaksuje się kąpielą.
- Już niedaleko. - pocieszył towarzyszkę, wchodząc do lasu. Starał się skracać drogę jak mógł, choć nie powinna tak upadać ze zmęczenia, w końcu jest wampirem, nie człowiekiem i znacznie odporniejsza na ból. W każdym razie po wędrówce przez las, dotarli do ogrodzonej posiadłości. Całkowicie ukryta w lesie... Densha otworzył główną bramę za użyciem cyfrowego klucza, wpuszczając jasnowłosą do środka. Jej oczom ukazał się tradycyjny dom japoński z wielkim ogrodem.
- Nawet Hiro nie wie o tej posiadłości, jaką odwiedzam raz na jakiś czas. Bo wiesz... domy mają swoją duszę i mogą się obrazić jak są zapomniane. - mówiąc te słowa, liczył iż Cornelia da się wprowadzić do jego wnętrza. Wampir ściągnął buty, wchodząc samemu na drewniany parkiet.
- Chodźmy do łazienki, tam Cię opatrzę. - jak sie zgodzi, Densha zaprowadzi ją do łazienki na parterze i poprosi o to, żeby zajęła miejsce na małym drewnianym taborecie, a sam zacznie przygotowywać przedmioty potrzebne do opatrunku. Właściwie Cornelia mogła teraz albo wcześniej zauważyć pokaźne dziury w materiale na plecach wampira. Rany po użyciu mocy. Nie ma w końcu nic za darmo.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Nie Lis 02, 2014 4:16 pm

Cornelia przyjęła ramię Denshy, skoro je zaoferował. Nie wypadało przecież odmawiać. Rany jeszcze krwawiły, ale znacznie mniej. Za kilka minut krwawienie ustanie, więc nie martwiła się, że wykrwawi się na śmierć. Dostali się do taksówki, gdzie Cornelia również się nie odzywała. Nie patrzyła nawet na kierowcę, który od czasu do czasu rzucał na nią spojrzenia. A raczej na jej biust, który okryty był jedynie skórzanym stanikiem nabijanym ćwiekami. Nie spoglądała jednak w lusterko i nie pokazywała człowiekowi czym jest. Nie skarżyła się także na niewygody i ból. Była już przecież dorosłą kobietą, a dwa lata temu przeżyła większy koszmar niż to, co zaserwował jej Densha swoimi ramionami. Wiedziała, że gdyby naprawdę chciał, zabiłby ją w tamtej chwili.
Wysiedli bez słowa z taksówki i w milczeniu udali się ścieżką w głąb lasu. Na taką wyprawę szpilki, jakie miała na nogach, nie nadawały się, więc je zdjęła i wzięła w dłoń.
– Może powinieneś nałożyć mi coś na oczy, żebym nie wiedziała, dokąd zmierzamy? Jeśli dorwą mnie psu Samuru, dowiedzą się o Twojej kryjówce albo z moich wspomnień albo wydobędą to torturami.
Mówiła rzeczowo. Nie chciała, by z jej powodu ktokolwiek dowiedział się, gdzie mieszka. Nie miała nawet nic przeciwko przewiązaniu oczu. Dałaby sobie radę, idąc w takich ciemnościach, polegając jedynie na zmyśle słuchu. Niezależnie od tego, co postanowił wampir, dotarli do posiadłości zanurzonej w głębi lasu. Przeszli przez bramę i musiała przyznać, że japoński dom robił wrażenie. Właściwie to tego po nim się spodziewała. Nie znała go zbyt dobrze, ale wiedziała, że należał do feudalnej Japonii, a to, co jest zakorzenione w głębi wampira, jak tradycja, honor, przywiązanie, tak łatwo nie zniknie. Wycieczka piechotą była przyjemniejsza, gdyby nie ich rany, jakie odnieśli. Rany co prawda ją bolały przy każdym kroku, ale nie marudziła i nie narzekała. Nie potknęła się ani razu, nie przewróciła. Może raz czy dwa razy słaniała się, przez co starła sobie skórę z ramienia o korę.
– Tego się po Tobie spodziewałam.
W głosie nie było ukrytej ironii czy krytyki. Po prostu stwierdziła fakt. Zerknęła wreszcie na swoje stopy i poruszyła brudnymi palcami. Szła przecież na bosaka przez las…
– Mam brudne stopy, nie chcę Ci pobrudzić tatami.
Stwierdziła, zatrzymując się tuż za progiem wejścia do tego wspaniałego domu. Nawet sam przedpokój zrobił na niej wrażenie. Przy ojcu zdążyła już przywyknąć do luksusu. Był on jednak wymuszony, opływający w dostatek, złoto i wszystko inne, co się świeci. Tutaj wyczuwała „duszę” Denshy.
– Domy zyskują dusze dzięki swym mieszkańcom.
Stwierdziła śmiało, chociaż nie chciała się sprzeczać z prawdziwym znawcą. Ruszyła za wampirem, jeśli oczywiście podał jej coś, co mogła założyć na stopy, by nie pobrudzić mu tatami. Po drodze rozglądała się dookoła.
– Naprawdę wspaniała posiadłość. Nie żałujesz, że nie zaglądasz tutaj częściej?
Spytała po drodze, dotykając dłonią co lepsze przedmioty, jakby przez dotyk mogła je lepiej ujrzeć. Dotarli wreszcie do łazienki, gdzie spoczęła na taborecie, jaki jej podsunął. Zdjęła z siebie tiulową kamizeleczkę, która nadawała się już tylko do śmierci i pozostała w samym staniku oraz skórzanych spodniach. Nie czuła się jednak jakoś skrępowana w towarzystwie wampira. Dopiero teraz dostrzegła spore dziury na plecach Denshy i wstrzymała oddech.
– Twoje plecy także potrzebują odpowiedniej opieki. Ty powinieneś tutaj pierw wylądować.
Zmarszczyła nos. Powinien opatrzyć sobie rany. A jeśli nie da sobie sam rady, Cornelia może mu przecież pomóc.
- Skutek uboczny mocy?
Spytała wreszcie, przyglądając się uważniej ranom.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Pią Lis 07, 2014 9:57 pm

Skoro chciała przepaskę na oczy, dostała ją. Wszakże był to dobry pomysł, bo bądź co bądź nigdy nie wiedzą co może wydarzyć się w przyszłości. Temu też Den tym bardziej się zgodził i oczy Cornelii zasłonił kawałkiem czarnego materiału z kimona. Związał nie za mocno i nie za lekko z tyłu jej głowy, uważając oczywiście żeby włosy nie zostały wplątane. Pi owym czynie, Densha chwycił dłoń wampirzycy, żeby ją zaprowadzić bezpiecznie do swojego domu. Dopiero poza bramą, odsłonił jej wzrok.
- Jestem urodzony w Japonii i trzymam się stylu swojego kraju. Nie wchodzi w mój gust nowoczesny przepych. - odparł na słowa wampirzycy, podając jej wilgotny ręcznik który zamoczył w łazience, no i jasne kapcie. Niech się czuje luźno, Densha nie wymagał od niej Bóg wie czego.
- Nie zawsze, Cornelio. Słyszałaś o domach, które nie lubią... obcych? - temat tajemniczy ale jak najbardziej prawdziwy. Densha w końcu wierzy w zjawiska paranormalne, wszakże sam jest takowym zjawiskiem. No i oczywiście mogła się rozglądać. W końcu ma poznać dom, skoro. ma w nim także zamieszkać.
- Praca zabiera mi wolny czas, ale kiedy zamieszkasz tutaj Ty, dom w końcu nie będzie stał pusty. - przyjmie do wiadomości słowa wampira, że ma tutaj zamieszkać? Przekonamy się. Jak na razie trafili do łazienki, gdzie Densha chciał pomóc Cornelii. Przy okazji zauważyła te rany. Wampir zmarszczył lekko brwi.
- Tak, pajęcze ramiona tworzą się z moich kości, tkanek i mięśni więc wyrośnięcie kosztuje mnie dziurami w okolicach ramion. Nie ma nic za darmo. Pomożesz mi z nimi później. - rzekł, kładąc apteczkę obok krzesła Corn. Zaczął przygotowywać ranę oraz opatrunek. Oczywiście starał się być delikatny.
- Wiesz, że nie mogłem Cię skrzywdzić? - podjął nagle, nie przerywając oczyszczania pierwszej rany wampirzycy. Mogło trochę boleć...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Nie Lis 09, 2014 4:14 pm

Zatem wampirzyca skończyła z przepaską na oczy. Najwyraźniej wampir zgodził się z jej tokiem myślenia. Przez te dwa lata naprawdę nieco zmądrzała i sporo się nauczyła. Nie chciała, żeby z jej powodu wampir wpadł w jeszcze większe tarapaty. Wystarczyło, że tamtego wieczoru, w chwili jej zemsty, pomagał jej. Przygotował niemal wszystko i ani słowem nie pisnął, że zemsta ta jest naprawdę głupim pomysłem. Wspierał ją i była mu za to wdzięczna. Musiała na własnych błędach wysnuć pewne wnioski. Między innymi obiecała sobie, że już nigdy więcej nie narazi na niebezpieczeństwo Denshy. Jak widać szybko złamała tę obietnicę.
Nie wyrywała się, kiedy chwycił ją za dłoń. Jednak równie dobrze mogła samodzielnie kierować się za zapachem wampira, nasłuchując jego kroków. Nie chciała jednak tracić niezbędnego czasu na niepotrzebne kłótnie, dzięki czemu szybko dotarli do olbrzymiej rezydencji.
– Właśnie widzę, Densho. Zaskoczyło mnie to, ale pozytywnie. We włościach ojca nigdy nie potrafiłam się odnaleźć.
Ręcznikiem szybko przetarła sobie brudne stopy, dzięki czemu przestały wyglądać jak nogi żebraczki. Po tym wsunęła stopy w jasne pantofle. Były wygodne i naprawdę mięciutkie, przyjemnie się w nich poruszało. Swoje buty odstawiła na podłogę w holu, przy wejściu.
– Hę? Teraz żartujesz, prawda? Chcesz mi powiedzieć, że ten dom w jakiś sposób mnie stąd wyprosi?
Powiedziała to pół żartem pół serio. Nie chciała, żeby pomyślał sobie, że naśmiewa się z jego gorących przekonań. W końcu wychował się w tej kulturze, więc bardziej ją rozumiał.
– Och, ale tylko chwilowo. Póki nie znajdę lepszego lokum. Nie chcę Ci zabierać prywatnej przestrzeni.
Od razu sprostowała. Nie chciała przecież siedzieć mu na głowie! I to jeszcze za darmo. Wolałaby mu się na coś przydać. Mogła by mu płacić za „wynajem” albo dbać o ten dom.
– Poza tym nie chciałabym, żebyś mnie utrzymywałam. Mogłabym Ci jakoś płacić. Wiesz, mam pewne oszczędności. Pracowała przez te dwa lata.
Nie zamierzała go wykorzystywać, o czym powinien wiedzieć. I tak już nadszarpnęła jego przyjacielskiego zaufania. Choć, nie, chwila. Nie mogła mu zaufać w stu procentach. Jeszcze przed chwilą był gotów ją zamordować z zimną krwią.
– Z kości i mięśni? To musi być bolesne…
Stwierdziła, bezwiednie dotykając palcami dziur na jego plecach. Robiła to ostrożnie, nie chcąc zadać mu bólu. Szybko jednak cofnęła dłoń, wiedząc, że przekroczyła pewną granicę.
Zajął się wreszcie jej ranami. Owszem, ich oczyszczenie bolało, ale nie grymasiła, nie syknęła, nie powiedziała ani słowa. Raz, czy dwa, góra pięć razy, zmarszczyła brwi i zacisnęła usta, ale na tym się skończyło. W życiu przeżyła gorsze rzeczy od czyszczenia ran!
– Nie mogę zrozumieć, czemu mnie nie zabiłeś. Miałeś mnie na widelcu. A ja byłam gotowa bronić się jak lwica. Choć nie mam szans przy tak silnym i doświadczonym wampirze, jak Ty.
Zaśmiała się ponuro. Nie miała jednak radosnego humoru. Wiedziała przecież, że Szarzy nie spoczną, póki nie zaniosą jej prochów przed oblicze Samuru. A gdyby tak…
– A gdyby upozorować moją śmierć?
Wstała gwałtownie, odwracając się przodem do wampira. Oczy aż jej zabłyszczały!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Wto Lis 11, 2014 10:19 pm

- Twój ojciec ceni sobie luksusy, nie spokój i harmonię. - oznajmił, zaznaczając próżność Samuru. Chłopak lubił pławić się w swoim bogactwie i nikt mu nie mógł tego zabronić, natomiast Densha bardziej doceniał duchowe oraz umysłowe wartości. Spokój jest najważniejszy.
Na kolejne jej słowa, które mogły być w połowie żartem, zmarszczył brwi. Raczej nie toleruje kpin z cudzych poglądów, a tym bardziej ze swoich. Dziewczyna nie musi wierzyć w to co jej towarzysz...
- Owszem. Jeśli się domowi nie spodobasz, sprowadzi na Ciebie tragedię. - koniec tematu. Densha nie ciągnął go dalej, bowiem przeszli do dalszych rozmów, no i oczywiście do łazienki żeby opatrzyć rany. Ale po kolei...
- Ten dom jest tak wielki, że dodatkowa osoba wcale nie będzie przeszkadzała. - stwierdził, patrząc uważnie na Cornelie, ale zanim coś dopowiedziała, Densha ją wyprzedzi.
- Ale jeśli poczujesz się lepiej to... możesz zajmować się domem. Pasuje Ci? - zgodzi się skoro nie chciała być za darmo? A przecież mogła! Densha bynajmniej nie każe jej pracować! No ale... po co się ma kłócić? Co do ran wampira, wzruszył ramionami.
- Kwestia przyzwyczajenia, a ból przestaje być taki nieznośny. - machnął ręką na własne rany po czym zajął się Cornelią. Chwała jej za twardość.
- Nie jestem typem który bez powodu zmienia zdanie. Poza tym obiecałem Ci pomagać i teraz dotrzymuje słowa. - gdyby tylko mógł się uśmiechać! Posłałby jej zaczepy, wiele znaczący uśmieszek. A tak? Musiały wystarczać słowa! Gdy tylko skończył nakładać ostatni opatrunek, ta się odwróciła. Densha westchnął.
- Nie wiem czy jest sens. Samuru i tak prędzej czy później Cię wywęszy. - no, muszą się zastanowić. Serio... Zaczął powoli pakować apteczkę.
- Masz jakieś ubrania? - głupie pytanie, ale zadać trzeba. Bo nuż ma w jakimś hotelu po które Densha mógłby pojechać?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Pią Lis 14, 2014 8:24 pm

– To prawda. Lubi przepych, bogactwo, krzywdzi sławnych i niszczy własną rodzinę.
Powiedziała to tak obojętnie, jakby to, co wydarzyło się dwa lata temu nic się nie wydarzyło. Zaczęła tak myśleć i to naprawdę w wielu momentach życia pomogło. Wymazała z pamięci wszystko, co przynosiło jej ból. Dzięki temu mogła jakoś funkcjonować, wrócić i pociągnąć za sobą na dno Samuru. Miała wciąż zdjęcia i mogła je wykorzystać. Na pewno to zrobi. Znajdzie przecież wampira, który miał tyle pieniędzy, by przekupić jakąś gazetę, która z chęcią ujawni takie uwłaczające godności zdjęcia. Nawet jeśli Szarzy lub Samuru ją dopadną, nie będzie tego żałowała. Samuru nie zasługiwał na to. Nie zasługiwał na nic, co posiadł. Wreszcie zrozumiała słowa Elliota i wiedziała, do czego zmierzał. Choć wcześniej gorąco by zaprzeczała, teraz musiała przyznać mu rację.
– Spokojnie, Densha. Nie kpiłam ani nie żartowałam z Twojego domu.
Godzinę temu ze sobą walczyli, a teraz oczekiwał, że nagle wszystko wróci na swoje tory? W tamtej chwili byli gotowi walczyć do ostatniej kropli krwi, byle tylko wyjść z tej opresji bez szwanku. Może i naigrywała się trochę z jego wierzeń, ale na pewno nie kpiła. Chciała jakoś rozładować tę dziwną, ciążącą atmosferę. Najwyraźniej nie bardzo jej się udało. Zresztą nic dziwnego. Przez całe życie stroniła od towarzystwa, wolała własną samotność lub książki.
– Tak, dziękuję. Z chęcią się zajmę tym pięknym domem, jeśli nie uzna mnie za intruza…
Rozejrzała się z powagą, namaszczeniem, jakby w każdej chwili miała poczuć na sobie powiew lodowatego wiatru, który (nie)kulturalnie wygna ją za drzwi.
– Chcesz mi powiedzieć, że to dom rządzi Tobą?
Spytała, nim zdążyła się powstrzymać. A winą były jej wcześniejsze myśli! Aczkolwiek wizja tego, że „zaprzyjaźni” się z domem i wraz z nim będzie miała pewną władzę nad wampirem wydawała się bardzo kusząca!
– Ja też miewam rany po swojej mocy. Ale nie tak głębokie i rozległe, jak Twoje.
Nie wiedziała, czy powinna to mówić, czy nie. Czy chciał to usłyszeć, czy lepiej, jakby zostawiła to dla siebie. Ot, kolejna zagadka. Zdała sobie sprawę, że nie bardzo wie, jak powinna się zachowywać w jego towarzystwie. Nie czuła się dostatecznie swobodnie, ale problem nie tkwił w wampirze, tylko w niej. A raczej uczuciach.
Skinęła głową na jego obietnicę, dając mu znać, że pamięta tamte słowa. Ojciec także wiele obiecywał. Każdy wiele obiecywał, a potem wszyscy ją zawodzili, zwodzili, okłamywali, zbywali, karmili pięknymi kłamstwami. A wampirzyca była na tyle naiwna, by w to wierzyć. Ale czas najwyższy się obudzić. Musiała jednak przyznać, że Densha w ogóle jej nie zawiódł i był jedynym… mężczyzną, jakiemu ufała.
– Tak też mnie wytropi, prędzej czy później. Gdybym upozorowała swoją śmierć, zyskalibyśmy więcej czasu, bo Samuru poddałby się na jakiś czas. A tak nie spocznie, póki nie dostanie moich prochów.
Tak jej się przynajmniej wydawało. Nie znała aż tak dobrze własnego ojca. Właściwie to w ogóle go nie znała. Był jej obcy. I wcale nie żałowała.
– Miałam. Zostały na ulicy… Mam tylko tę torbę i dokumenty. Swoją drogą… jestem Clémentine Björk.
Puściła do jego lustrzanego odbicia perskie oko. Pewnie skończył już opatrywać jej rany, więc szybko wstała. Machnęła na krzesełko, żeby to teraz on usiadł. Miał paskudne rany i należało się nimi zagoić. Może i szybko się zagoją, ale po co się męczyć i odczuwać dyskomfort?
Jeśli jej pozwoli, przejdzie do oczyszczania wgłębień. Naleje na watkę wodę utlenioną i zacznie przemywać rany. W razie potrzeby użyje pęsety, jeśli w skórze znają się jakieś ciała obce. Na koniec zaklei mu to plastrem, by żadne świństwo nie dostało się do otworów.
– I po krzyku. Jeśli pozwolisz wzięłabym prysznic.
Spojrzała na siebie dość znacząco. Była brudna przez tę całą przeprawę przez las.
– No, chyba, że chcesz się do mnie dołączyć.
Palnęła żart, hahaha, boki, K***a, zrywać. Oczywiście zamaskowała to przesadnie szerokim uśmiechem, mówiącym: mam wszystko pod kontrolą!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Pią Gru 12, 2014 7:34 pm

To czy dom przyjmie Cornelie zależy już tylko od niej samej. Densha nie ma najmniejszego wpływu.
- Jeśli głęboko się nad tym zastanowisz, to każdy dom ma władzę nad właścicielem. - wzruszył ramionami kończąc temat. Cornelia nie zrozumie, jest zbyt prostolinijna i urodzona w nowej epoce. Nie to co Den, wierzy nadal w duchy, demony i fakt dotyczący Kuroiashita - diabły wcielone. Cornelia mogła mieć nowocześniejsze podejście do życia. Nie jej wina. Ale rozmawiać na temat swoich poglądów czy wierzeń nie zamierzał, a przynajmniej nie z nią.
- Przejmujesz się tym? - skarcił wampirzyce słownie, marszcząc brwi. Densha nie lubi, ba, wręcz nie znosi przesadnej troski. Jest mężczyzną, wojownikiem. Wampirem! A nie ciotą nad którą trzeba płakać.
- Zakładam, że staniesz się jego pobocznym zadaniem. Samuru z reguły woli skupić na bogactwie, władzy i własnej osobie. - stwierdził, mając nadzieję, że jednak wybije jej to z głowy. Niech pomyśli, że będzie musiał kłamać przy Samuru! A kto jej wtedy pomoże? Zdrada po raz drugi...
- Kuroiashita nie jest głupi. Na pewno będzie chciał sprawdzić czy czasem nie kłamię, a wtedy sie wszystko wyda. - i co? Trochę ją ostudzi? Takie rzeczy tylko w filmach akcji, ale nie przy Samuru. Co do bagaży...
- Jak opatrzysz mi rany, wrócę po Twoje rzeczy. - oświadczył, nie zamierzając ciągnąć dyskusji. Będzie ktoś tam czekał czy nie, nieważne. I na pewno tą osobą nie będzie Samuru. Gnojek jest zbyt zajęty, żeby marnować czas na ściganie Cornelii. Przyjrzał się jej osobie w odbiciu, krzywiąc się.
- Będę nazywał Cię Klementyną. - po co łamać język na tak wyszukanym imieniu? Densha westchnął, odsuwając się na bok kiedy wampirzyca wstała. I oczywiście niedługo sam zasiadł na krześle, czekając aż ona zajmie się teraz nim. Siedział w spokoju, a owe zachowanie mogło podpowiadać o przyzwyczajeniu się do takowego bólu. Dlatego poszło bez zbędnych grymaszeń.
- Tak weź, ja wówczas pojadę po bagaże. - kolejnych słów o dołączeniu nie skomentował. Udał się do swojej sypialni w celu założenia innego kimono po czym skierował się do opuszczenia domu. Cornelia została chwilowo sama w domu.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Pon Gru 29, 2014 9:55 pm

Cornelia nie musiała rozumieć, żeby wiedzieć, że Densha ocenia ją z góry. Nie jej winą jest to, że została wychowana w biedzie, w starym niejapońskim domku na bagnach, z dala od cywilizacji, będąc zmuszaną do uczestniczenia w zajęciach z ludźmi. Nienawidziła chodzić do szkoły z ludźmi. Nie przepadała za "rówieśnikami", którzy szydzili z niej, nie rozumiejąc, co się z młodą wampirzycą dzieje. Mieli ją za dziwaczkę. Ale racja, niech Densha dalej ocenia Cornelię po pozorach. Miał do tego pełne prawo. Była przecież o wiele młodsza od niego, do tego gówniara, kobieta, dzieciak i na dodatek córka szefa.
- Tak, bo w porównaniu do mojego ojca posiadam uczucia. Jak widzę Tobie to wadzi.
Obruszyła się, słysząc karcący ton wampira. Nie uważała siebie za "ciot" tylko dlatego, że kimś się martwiła. Nie uważała także, że i sam Densha stałby się "ciotą", gdyby okazał troskę. To uczyniłoby z niego prawdziwego mężczyznę, a nie tylko na pokaz. Ale cóż, w dzisiejszych czasach nie uraczy się już porządnego mężczyznę, który nie zważa na to, co kto o nim sądzi, tylko powinien okazywać troskę względem kobiety. To nie czyni z mężczyzny słabszego! W oczach kobiety staje się kimś wyjątkowym.
- Masz rację. Ale ubodłam jego dumę. Może teraz i będę jego pobocznym zadaniem, ale z czasem sobie o mnie przypomni. Dla wampirów czas nie ma znaczenia.
Nie zamydli jej oczu bajeczkami. Nie była już naiwną i łatwowierną dziewuszką, wierzącą w każde słowo, jakie ktoś jej powie. Nie zamierzała jednak na razie mu o sobie przypominać. Póki Samuru zajęty był własnymi sprawami, aspiracjami i władzą, jej niewiele groziło.
- Jak uważasz. Nie będę z Tobą dyskutować. Przygotować coś dla Ciebie, kiedy wrócisz?
Oczywiście mówiła o kolacji. Skoro miała w zamian zajmować się domem, to mogła także od czasu do czasu nakarmić wampira. Może nie potrafiła wykwintnie gotować, jak w najlepszych i najdroższych restauracjach świata, ale nie zdechną z głodu. Szczególnie, że jako wampiry żywią się krwią... Ale potrafiła przygotować ludzkie jedzenie, które spożywać można dla przyjemności.
- W Ameryce nauczyłam się gotować...
Dodała od razu, gdyby nie wiedział kiedy i w jaki sposób nabyła takich zdolności.
- Dziękuję. Początkowo w ogóle nie reagowałam na to imię, gdy tak mnie nazywali. Ale teraz przywykłam. Cornelia już nie żyje. Została zamordowana dwa lata temu.
Choć poniekąd wciąż czuła się za członka rodziny Kuroiaishita, cieszyła się, że ten etap życia ma już za sobą...
Cóż, nie chciał do niej dołączyć pod prysznicem... Wielka szkoda, ale nic się nie na to nie poradzi. Kiedy wampir udał się po jej bagaże, ciemnowłosa rozebrała się, składając swoje ubrania w kosteczkę. Weszła szybko pod prysznic, odkręcając gorącą wodę. Pierw spłukała ciało i zmoczyła włosy, następnie się namydliła pachnącym mydełkiem w płynie i ponownie spłukała się wodą. Na koniec przeszła do mycia długich, ciemnych włosów. Zauważyła, że wraz z wodą spływała także farba, zatem będzie musiała niedługo powtórzyć farbowanie.
Kiedy skończyła zajmowaniem się swoją higieną, ubrała się w jakąś czystą, ciemną koszulę Denshy, jaką znalazła w łazience i udała się do kuchni. Tam zaś zaczęła przygotowywać kolację (najwyżej zje ją później sama). Zamierzała przygotować pierw podać lekką zupę japońską z jajkiem, która nadawała się idealnie jako przystawka. Na danie główne tradycyjne sushi maki. Do tego czerwone wino (tak bardzo europejsko), jakie znalazła zachomikowane w barku. Stół nakryła kremowym obrusem, na który postawiła dwie pachnące świece. Kiedy tylko usłyszy zbliżającego się wampira, zapali ów świece i postawi skromną kolację na stole. Cóż, jednak ta skromna kolacja zajęła jej prawie dwie godziny...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Sro Sty 28, 2015 2:51 pm

Gdyby Cornelia opowiedziała swoją historię z ludzką szkołą, Densha stwierdziłby jej że ma wiele powiązań ze swoim ojcem. Samuru bowiem też został zmuszony wychowywać się wśród ludzi. Oczywiście do określonego wieku. Ale czy chciałaby tego słuchać? Raczej wątpliwe.
- Nie, że wadzi. Po prostu jestem z tej kategorii istot, które sądzą że uczucia mogą stanowić silną słabość do wykorzystania przez wroga. Nie poddaj się im. - zrozumie zimnokrwistego wampira? Powinna, skoro zdołała poznać jego dziwny zwyczaj oddawania domostwu szacunek. Ale z drugiej strony sam nie przyznał się do przywiązania do towarzyszki.
Densha westchnął cicho, przyznając w duchu rację wampirzycy. Prędzej czy później Samuru zajmie się swoją córeczką, żeby raz na zawsze się jej pozbyć. Ale jak na razie nie będą musieli się tym martwić.
Po opatrzeniu ran, wampir był gotowy do drogi. Nie rozmawiał dłużej z nową mieszkanką, nie licząc oczywiście zgody na przyrządzenie posiłku. Skoro miała mieszkać i czuć się potrzebna, niech gotuje. Densha na tym także skorzysta.
Po opuszczeniu domu, oczywiście wcześniej przebrała zniszczone kimono na nowe czarne z krwawym wzorem orła na plecach, udał się ku miejscu zestawienia przez Cornelie walizek. Na szczęście żaden złodziej się do nich nie dobrał, temu też wszystkie rzeczy powinny być na swoim miejscu.
Denshy nie było w domu około dwóch godzin. Dlatego po powrocie wyczuł od razu kuszące zapachy, niemal zapraszające do zajrzenia do jadalni. Wcześniej postawił torby przy sypialni, która będzie miała należeć do wampirzycy.
- Twoje rzeczy nie wyglądały na naruszone, więc powinno wszystko być. - zaczął, przyglądając się przygotowaniom do posiłku. I jeśli nie miała nic przeciwko, zasiądzie z grzeczności przed własnym stołem.
- Wygląda apetycznie, Klementyno. Musiałaś się napracować. - ponoć komplementy wpływają na kobiecy humor leczniczo, wszak zimne zachowanie Denshy mogło się nieco na niej odbić. Mam rację?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Sob Lut 07, 2015 12:35 pm

Densha dobrze przeczuwał, że Cornelia nie chciała znaleźć wspólnych elementów z życiem swojego ojca. Zawsze wiedziała, że Samuru jest zwyrodnialcem, ale że od razu podniesie w taki sposób rękę na swojej córce? Miała ochotę zgłosić się do Hira i liczyć na jakiekolwiek wsparcie z jego strony. Ale czy można liczyć na litość i miłosierdzie ze strony kolejnego zwyrodnialca? Nie interesował ją życie ojca, tak jak jego nie interesowało życie Cornelii. Dlaczego miałaby się łasić do jego stóp, błagając o wybaczenie? To nie ona go skrzywdziła. Nie zamierzała pojąć jego wrodzonego zwyrodnienia. Skreśliła go i wyrzuciła ze swojego życia, tak jak on to zrobił ze swoją kochanką i później córką.
- Wolę zostać wykorzystana, niż być pustą maronetką bez emocji, wykorzystującą innych dla zabawy. Jak Samuru. Wychowywała mnie matka i wpoiła mi pewne cechy, których nie chcę się wyzbyć. Nawet jeśli słono za to zapłacę. To jedyne, co pozostało mi po matce. Dla mnie to równie istotne, jak dla ciebie to, że domy mają swoje dusze.
Mogłoby się wydawać, że wampirzyca nieco wydoroślała. Poniekąd tak było. Musiała sama się sobą zająć, stanąć na nogach i dorosnąć, by nie musiała patrzeć wstecz i rozmyślać.
Gdy wampir już wrócił, posiłek został postawiony na stole, gotowy do spożycia. Miała nadzieję, że trafi w kulinarne gusta wampira. Oczywiście do tego w kieliszkach była krew. W końcu są wampirami i jedynie krew zaspokaja ich głód. Ludzkie jedzenie było dodatkiem i rajem dla podniebienia. Nic więcej.
- Dziękuję za fatygę. Najważniejsze, żeby były dokumenty. Cała reszta to tylko materialny dodatek. Nie przywiązuję do nich wagi, nie chcę być jak Samuru.
Posłała mu lekki uśmiech. Była wdzięczna za to, że tak się postarał i zechciał przynieść jej torbę. I tak głównie zależało jej na dokumentach, a nie na ubraniach. To był cały jej dobytek.
Nie miała nic przeciwko temu, żeby usiadł przy własnym stole w domu. Na koniec ustawiła kieliszki z krwią.
- To nic wielkiego. Nauczyłam się gotować w Stanach. Nie miałam innego wyjścia, jeśli chciałam przeżyć w świecie ludzi. Dość ciekawe doświadczenie. No wiesz, zawsze miałam kłopoty ze swoim głodem i nagle musiałam pracować w miejscu, gdzie było pełno ludzi. Za dnia męczyłam się nieznośnie. Ale co Cię nie zabije, to Cię wzmocni.
Usiadła naprzeciwko Denshy, jeśli nie miał nic przeciwko i sięgnęła po pałeczki. Rozłożyła je i zaczęła jeść, popijając od czasu do czasu kieliszkiem krwi.
- Tęskniłeś za mną?
Spytała nagle, nie przerywając swego posiłku.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Wto Mar 10, 2015 11:53 pm

Skoro Samuru zniknął z jej życia nie powinna już dłużej o nim rozmawiać. Chyba, że jednak cząstka powiązania z jego nieprzyjemną osobą pozostała, więc Densha wcale nie zdziwiłby się ciągłemu rozmyślaniu o ojcu. W każdym razie wolał nie ciągnąć dłużej niczego, co było powiązane z Samuru, Cornelia musi sama dotrzeć do tego czego chce od życia, a wampir jej w żaden sposób nie może pomóc.
Skinął głową gdy postawiła przed nim kielich z krwią. Będzie jedną osłoną z niewielu która ujrzy jak owy czarnowłosy wampir pije krew. Wszak takową czynność traktuje bardzo intymnie. Może dlatego iż woli życie samotnika? A że Cornelia go widzi... przymus do którego będzie się musiał przyzwyczaić.
- Znowu mówisz o swoim ojcu, Klementyno. - zauważył, uważnie przyglądając się młodej wampirzycy, jaka zasiadła tuż naprzeciwko. I w przeciwieństwie do niej, jego twarz wcale nie uraczyła uśmiechem. Ba, on tak nawet nie potrafi. Właściwie to już skupił się na konsumpcji potrawy niżeli rozmowie, dopiero jak Cornelia zaczęła, odezwał się.
- A już jest z Tobą lepiej? - warto wiedzieć czy nadal ma jakieś problemy. Inaczej będzie zmuszony jej pomóc nad panowaniem nad głodem krwi, a Densha w tej kwestii jest po prostu specjalistą. Wiele wampirów mogłoby na nim skorzystać i to niemal bez zapłaty. I padło dość ciekawe pytanie. Densha przerwał spożywanie posiłku, unosząc dość zagadkowy wzrok na twarz rozmówczyni.
- Ironia? - nie ma co, ale takt ma do odpowiedzi! Powrócił do kolacji przygotowanej przez wampirzycę, co chwila zapijając ją krwią. Sączył ją powoli, delektując się jej smakiem oraz zapachem, nie rzucając się na nią jakby nie pił nic przez jakiś sto lat!
- A Ty tęskniłaś? - na odwet, ot co. Oczywiście nie wyglądał na wcale zaciekawionego, po prostu chciał przekonać się na własnej skórze jak uczuciowa jest bardzo Cornelia i na ile może sobie pozwolić zęby się do niej zbliżyć. Toć dziewczątko układa w ich związek nadzieje. A Densha zimny jak lód...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   Wto Mar 17, 2015 3:30 pm

Łatwo było mu powiedzieć, żeby nie myślała ani nie rozmawiała więcej o ojcu. Przez całe swoje dotychczasowe życie marzyło o tym, aby go wreszcie poznać. Znała go jedynie z opowieści matki. Nic dziwnego, że pragnęła poznać go osobiście. Jednak nie przypuszczała, że jej wielkie marzenie dotyczyło wampira bez skrupułów i uczuć. Hedwiga przedstawiała Samuru w zupełnie innym świetle! Czyżby była ślepo zakochana, czy też chodziło o coś całkiem innego?
- Przepraszam. Postaram się więcej o nim nie mówić, choć to silniejsze ode mnie.
Wzruszyła ramionami, choć tak naprawdę wszystko się w niej aż gotowało. No proszę was! Gdyby to was zgwałcił naćpany ojciec, to jakbyście się czuli…? No właśnie! Starała się być twarda, a nie miękka, ale czasami było to ponad jej siły. Właściwie to nie miała dla kogo żyć, nie licząc samej siebie. Rodziny już przecież nie miała… Nawet brata.
Wampirzyca przywykła już do tego, że Densha w ogóle się nie uśmiechał. Potrafił rozszerzyć jedynie wargi, przez co jego uśmiech wyglądał jeszcze upiorniej. Nie przeszkadzało jej to jednak w ogóle. Przywykła do tego, znała go już kilka lat. Zresztą powierzchowność nie miała dla Corneli żadnego znaczenia.
– Właściwie to… nie wiem, czy nie jest gorzej. Nie rzucam się na ludzi, by ich pozabijać, ale nie jest tak, jak być powinno. Nie panuję nad swoją mocą, a gdy mam z nią problemy, po prostu… mu odbija. Ćwiczyłam nad tym, ale kiedy wpadam już w ten stan, ciężko mi to kontrolować.
Skoro pytał, udzieliła mu wyczerpującej odpowiedzi. Kiedyś miał jej pomóc opanować swoją moc przemiany w jaszczurkę, jednak nigdy nie było na to czasu, a później wampirzyca po prostu… zniknęła.
– Traktuj to pytanie, jak tylko chcesz.
Odpowiedziała szybko i krótko, jakby speszona jego czujnym spojrzeniem i dość nietypowym pytaniem. Nie przerwała na moment spożywania posiłku, aż wreszcie zjadła wszystko do cna. Niemalże wylizała czareczki i miseczki! Teraz pozostał jej już tylko pucharek z krwią, który sączyła sobie powolutku.
– To nie jest odpowiedź na moje pytanie, zatem nie zamierzam odpowiadać na Twoje.
Odstawiła szybko swój pucharek i wstała od stołu. Zebrała swoje puste już naczynia i udała się do kuchni, gdzie zamierzała to teraz pozmywać.
– Kiedy skończysz jeść, przyniesiesz mi swoje naczynia? Może chcesz jeszcze trochę krwi?
Jak widać wolała zmienić temat, nim poprzedni stanie się zbyt niewygodny. Wolała, żeby nie wydało się, iż była zakochana w Denshy. Nawet te dwa lata nic nie pomogły! Może było to silniejsze uczucie niż zakochanie? Wolała o tym nie myśleć i nie obarczać ani siebie ani wampira niepotrzebnymi kłopotami. Nie była już przecież głupiutką i naiwną nastolatką, jaką znał wcześniej.
Po całej kolacji, wampirzyca postanowiła udać się na mały spacer, żeby ukoić nerwy oraz przywyknąć do nowej sytuacji.

zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Posiadłość Denshy.   

Powrót do góry Go down
 
Posiadłość Denshy.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Posiadłość Trizgane.
» Odnowiona posiadłość
» Posiadłość l'Firenzza
» Posiadłość Vogarra
» Zapomniana posiadłość

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: WIOSKA-
Skocz do: