IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Stary Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Lilaine

Lilaine

http://vampireknight.forumpl.net/t3569-lilaine#77329 http://vampireknight.forumpl.net/t3570-lilaine#77343 http://vampireknight.forumpl.net/t3571-lilaine#77344 http://vampireknight.forumpl.net/t3572-pokoj-lilaine#77395
Zarejestrował/a : 19/11/2017
Liczba postów : 153


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyCzw Lut 08, 2018 6:37 am

Nie minęła chwila, kiedy zorientowałam się, iż chłopak nie podniósł łaskawie swoich czterech liter z ziemi. Chyba nie do końca rozumiał jakimi zasadami kieruje się nasza relacja. To ja tu jestem tą, która decyduje co, kiedy, jak i gdzie. Składając mi obietnicę służby, zgodził się tym samym na spełnianie wszystkich moich zachcianek. Byłam kapryśną księżniczką, którą trudno było zadowolić. Miał strasznego pecha, że trafił na właśnie kogoś takiego jak ja. Nie miałam oporów przed domaganiem się o swoje pragnienia. Właściwie to, co zawsze chciałam dostać, było dawane mi prosto do rąk. Ewentualnie czasem musiałam się w jakiś sposób natrudzić, aby to dostać. Nie zmieniało to jednak faktu, iż nigdy nie zostało mi nic odmówione.
Zamaszystym ruchem odgarnęłam włosy do tyłu, a następnie odwróciłam się w kierunku, z którego dopiero co szłam. Ze złości zacisnęłam pięści, a potem ruszyłam w stronę chłopaka. Nie minęła chwila, kiedy stałam tuż przed nim.
- Ruszysz się, czy nie? - zapytałam nerwowo, a potem pochwyciłam w usta papierosa, wyrywając go właściwie z ust swojego rozmówcy. Środkiem rakotwórczym rzuciłam o glebę, a potem przygniotłam go butem, by nie leciał z niego dym. Zapewne go tym zdenerwuje, ale jak zawsze nie dbałam o to, co mężczyzna może poczuć.
- Chcę wracać do domu, więc łaskawie wstawaj. Nie będę długo czekać - dodałam po chwili, a ręce skrzyżowałam na klatce piersiowej. Poczęłam nogą tupać o twardą, wyrobioną glebę. Okazywałam tym swoją niecierpliwość względem jego zachowania. Że też wpadło mu do głowy, aby się tak zachowywać. Bestia chyba się rozjuszyła i trzeba przytemperować jej nieco ten długi nosek.
Właściwie do głowy nie przyszło mi, iż pozostałości mokrych oczy, czy też ślady łez mogą być widoczne dla niego widoczne. Jakoś wydało mi to z głowy, zupełnie jakbym o tym zapomniała.

_________________
Stary Cmentarz - Page 6 Giphy
Powrót do góry Go down
Vaynard

Vaynard

http://vampireknight.forumpl.net/t3586-vaynard-toyama
Zarejestrował/a : 30/11/2017
Liczba postów : 73


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyCzw Lut 08, 2018 7:02 am

Wszystko stało się trochę dynamicznie, ale nie miałem problemu nadążyć za tym co właśnie się stało. A ja miałem już tego po wyżej uszu. Pracując za barem miałem styczność z różnymi ludźmi i różnymi zachowaniami, zwłaszcza osób nietrzeźwych. Najbardziej jednak zawsze mnie wkurzały rozwydrzone księżniczki które przychodziły głównie po to by zawracać dupę swoimi nędznymi dylematami jak to czego by tu się dziś napić albo z kim by tu zaliczyć szybki numerek. Zazwyczaj ani pierwszego jak i drugiego nie potrafiły wybrać samodzielnie, czasem człowiek pokusiłby się o stwierdzenie, że dzieci które ledwo mówią są bardziej dojrzałe i lepiej panują nad swoimi emocjami. Na dłuższe refleksje jednak nie miałem czasu, bo zapewne za chwilę dostanę kolejny raz po pysku, a to by mogła być kropla która przelałaby czarę goryczy. Uniosłem wzrok na wampirzycę. Nie kryłem tego, że gotowało się już we mnie, żeby nie powiedzieć kipiało. Następnie powędrowałem wzrokiem za papierosem, którego w bestialski sposób wgniotła w ziemię, a ja ledwo zacząłem go palić. Westchnąłem cicho próbując się trochę opanować. Mojemu spostrzeżeniu nie umknęło, ze oczy miała jeszcze mokre od łez, wszak deszcz nie padał.
-Ruszę, jak nabiorę sił do drogi powrotnej. To kawał drogi do przejścia. Znam drogę więc czekać nie musisz.
Wyciągnąłem z paczki kolejnego papierosa przy okazji kontrolnie zerkając ile ich w paczce zostało. Odpaliwszy go od zapalniczki zaciągnąłem się głęboko do płuc.
-I nie lubię, gdy stoi się nade mną w taki sposób. To, że jesteś rozwydrzona i wychodzisz z założenia, że wszystko Ci się należy jest błędnym rozumowaniem. Mam do spłacenia dług, ale nie jestem śmieciem, który można przerzucać z kąta w kąt w zależności od kaprysu. Służba komuś by okazać wdzięczność za pomoc nie jest jednoznaczna z byciem marionetką bez własnej woli.
Wprawnym ruchem ściągnąłem ostrze z pleców wbijając je pomiędzy siebie a wampirzycę, a następnie podparłem się łokciem o rękojeść. Nie było w tym agresji. Starałem się uważnie obserwować kobietę, bo nie miałem ochoty po raz kolejny dać się okładać po pysku. Jeśli uda mi się nadążyć spodziewając się, że może chcieć to zrobić będę chciał chwycić ją za rękę w nadgarstku nie szczędząc przy tym siły żeby ją przytrzymać. Miałem po dziurki w nosie takiego traktowania i najwyższa pora to sobie wyjaśnić.
-I wytrzyj oczy, bo są jeszcze całe mokre od łez, a rzekomo wszystko dobrze, ale nie mam zamiaru wnikać czemu płakałaś. To nie mój biznes. - dodałem po niedługiej przerwie i zaciągnąłem się po raz wtóry a część wypuszczonego nosem dymu poleciała w stronę rudowłosej.
Powrót do góry Go down
Lilaine

Lilaine

http://vampireknight.forumpl.net/t3569-lilaine#77329 http://vampireknight.forumpl.net/t3570-lilaine#77343 http://vampireknight.forumpl.net/t3571-lilaine#77344 http://vampireknight.forumpl.net/t3572-pokoj-lilaine#77395
Zarejestrował/a : 19/11/2017
Liczba postów : 153


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyCzw Lut 08, 2018 7:43 am

Mężczyzna wydawał sobie nie robić zbyt wiele z tego, co właśnie mu powiedziałam. Nasze role się teraz odwróciły i wyglądało na to, że nie był już taki potulny, jak wcześniej. Teraz to ja musiałam oczekiwać na to, aż wystarczająco długo wypocznie, byśmy mogli wrócić. Jakoś czułam, że beze mnie mógłby sobie nie poradzić w razie potencjalnego zagrożenia, które notabene zawsze może czaić się gdzieś w pobliżu. Na razie jednak byłam o to spokojna, gdyż dar empatii wydawał się niczego nie wyczuwać w pobliżu. Niczego, poza wielką złością, którą teraz emanował brunet. Jakby gdyby nigdy nic, prześledził ruchami gaszenie ledwo odpalonego papierosa, a następnie sięgnął niewzruszony niczym po następnego. Trzeba przyznać, że wiele wysiłku musiało kosztować go opanowanie teraźniejsze frustracji, jaką mu zafundowałam. Zmarszczyłam niezadowolona brwi, a ręce skrzyżowałam na piersiach. Oczy miałam przymknięte, jako, iż patrzyłam na niego z góry. Nie przestawałam bacznie obserwować go spod rzęs.
- Świetnie, w takim razie ja wracam... a Ty sobie tu siedź - stwierdziłam na odwal się pierwsze, co przyszło mi do głowy. Trochę jak głupie dziecko pod wpływem złości. Miałam ochotę tupnąć nogą, a potem jeszcze odwrócić się z obrażoną miną. To jednak było niedojrzałe zachowanie, nawet jak na taką osobę, jak ja. Miałam ochotę w coś kopnąć, westchnąć... a najlepiej urwać mu głowę. Chwycić ją dwoma rękoma po obu stronach żuchwy, potem wykręcić i nie przestawać, dopóki wszystkie chrząstki od kręgosłupa nie przestaną wydawać dźwięków łamania. Taka wizja pozwoliła mi uspokoić chociaż część nerwów. Kolejne słowa Łowcy mimo wszystko przeważyły nad rosnącą we mnie od nowa irytacją. Zacisnęłam zęby, przybierając przy tym zdenerwowany wyraz twarzy.
- Owszem! Jesteś śmieciem i marionetką. Jesteś niczym. Nędznym stworzeniem, które żyje tylko dlatego, że mam jeszcze na to ochotę. Zabicie Cie mogłoby mi przysporzyć idiotycznych, mało znaczących problemów, których nie potrzebuję. Tylko dlatego jeszcze żyjesz, głupcze - stwierdziłam z przekąsem, by złość mężczyzny narosła do maksimum. Właściwie chciałam sprowokować go swoim podłym zachowaniem do jakiekolwiek akcji. Mimo, iż był słaby, wierzyłam, że był u kresu wytrzymałości. Nikt nie ma nerwów ze stali, a jego wydawały się być już na granicy. Niemalże czułam, jak jego silne emocje przechodzą na moją osobę. Takim zachowaniem wzajemnie siebie napędzaliśmy. Ja jego, a on zaś mnie. Błędne koło, z którego na chwilę obecną nie zdawałam sobie sprawy. Zaraz potem, Vaynard pochwycił swój miecz i sprawnie wbił go między nas. Potraktowałam to jako swojego rodzaju wyzwanie. Nie zamierzałam go policzkować, ani nawet w żadnych innym stopniu karać cieleśnie. Byłoby to w tej chwili zbyt nieodpowiedzialne, z resztą słowami o wiele bardziej jestem w stanie go zranić. To, co powiedziałam przed chwilą powinno wystarczająco przelać  szklankę gniewu do końca. Niemalże uśmiechnęłam się do niego szydząc tym samym z jego, co robi oraz mówi.
- Zastanów się, dlaczego nikt nie przyszedł Ci prócz mnie z pomocą, hę? Nikogo nie obchodzisz. Jesteś nic nie wartym insektem, który stąpa po tej ziemi i jedynie zabiera powietrze temu, co pożyteczne - dodałam po chwili, a swoją dłonią trąciłam końcówkę papierosa tak, aby wypadła mu z ust. Nie obchodziło mnie, czy się poparzę, czy nie. Nie interesowałam się również faktem, czy zdąży zablokować w jakkolwiek sposób moją rękę. Działałam zbyt bardzo pod wpływem nerwów. Chciałam go jak najbardziej zranić i poniżyć, by poczuł się tak źle, jak ja czułam się niemalże każdego dnia. Wtedy, kiedy musiałam wstawać do tej cholernej Akademii na lekcje, albo rozpamiętywać Bethany, która zniszczyła mi życie. Mogłam wieść spokojną egzystencję w rodzinnym domu, gdzie miałam wszystko. Dostawałam tam co chciałam i byłam szczęśliwa. U boku rodziców, którzy mnie rozumieli. Wyszłabym bardzo dobrze za mąż i być może nawet miałabym już swoją rodzinę, chociaż z drugiej strony nie specjalnie było mi do tego śpieszno. Zamiast tego, użerałam się z kolejną ludzką kreaturą, która myślała, iż jej egzystencja coś dla świata zmienia. W rzeczywistości jednak wśród tylu stworzeń był robakiem. Znaczyło tyle, co nic.
Po tych słowach wyciągnęłam dłoń do przodu, by swoją mocą przyprzeć ciało bruneta do pomnika, o który przed chwilą się opierał. Miało to posłużyć temu, by nie opierał się o swój oręż. Następnie pochwyciłam miecz mężczyzny wolną ręką i odrzuciłam go daleko w bok. Nie obchodziło mnie, co o tym pomyśli, albo jak zareaguje. Możliwe, że wybuchnie między nami walka, którą bez wątpienia wygram. Sam stwierdził, iż jest jeszcze bardzo słaby i potrzebuje zregenerować siły. Tymczasem mój stan fizyczny był na prawdę doskonały. Brakowało mi trochę snu, ale to nie robiło mi zbyt wiele. Na pewno nie grało to w obecnej chwili na moją niekorzyść. Był to w końcu tylko słaby Łowca, który myślał, że może coś zdziałać, albo jakkolwiek wpłynąć na los.
Słysząc wzmiankę o swoich oczach oraz resztce widniejących w nich łez, uświadomiłam sobie dopiero jak duże wahania nastrojów mu ukazałam. Dopiero parę minut temu płakałam. Wcześniej śmiałam się, a teraz wyładowywałam swoją złość na zabawce. Skąd tak duża frustracja? Nie miałam pojęcia. Wiedziałam jednak, że brunet widział zbyt dużo i będzie trzeba coś z tym faktem zrobić. Zbyt bardzo spoufalałam się z kimś, kto był dla mnie nic nie wartą egzystencją. Postanowiłam zamilknąć i zaczekać na to, jak zareaguje rozwścieczony rozmówca.

_________________
Stary Cmentarz - Page 6 Giphy
Powrót do góry Go down
Vaynard

Vaynard

http://vampireknight.forumpl.net/t3586-vaynard-toyama
Zarejestrował/a : 30/11/2017
Liczba postów : 73


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyCzw Lut 08, 2018 12:21 pm

Pierwsza reakcja wampirzycy była dla mnie jak najbardziej akcteptowalnym obrotem sprawy. Liczyłem na to, że w tym momencie odejdzie, a ja będę miał trochę spokoju. Cóż, nic bardziej mylnego. Ta jednak została i wdała się z łowcą w dalszą dyskusje. Kolejne słowa Lilaine odnośnie tego co na temat chłopaka i jego życia myśli z pozoru zdawały się nie robić na brunecie żadnego wrażenia, bo wyraz twarzy pozostał tak samo obojętny. Dar wyczuwania emocji pozwalał jej jednak odszyfrować, że słowa te nie tylko dodały oliwy do ognia, ale też były stosunkowo bolesne. Nie mniej chłopak zachował na tyle kontroli, że jedynym czynem było wbicie srebrnego oręża pomiędzy ich dwójkę w ziemię. Nie zdawałem sobie sprawy, że narastająca we mnie z każdą sekundą złość i gniew są dla niej swoistego rodzaju kołem napędowy. A nawet gdyby to nie liczyło się dla mnie to w tym momencie. Jednak to nie było wszystko co rudowłosa miała do powiedzenia. Padły z jej strony kolejne obelgi pod moim adresem jak gdyby tych wcześniejszych było jeszcze za mało. Wytrąciła resztę palonego przeze mnie papierosa z moich ust. Chmurę dymu którą zdążyłem przed tym wciągnąć wypuściłem wprost w kierunku jej twarzy. W tym momencie zacisnąłem ręce na rękojeści miecza. Przestałem myśleć trzeźwo, a zaślepiła mnie furia. Miałem dość obelg pod moim adresem. Teraz liczyło się tylko to by nie pozwolić wydrzeć sobie resztek godności, które jeszcze mi zostały. Nim jednak zdążyłem przejść do działania wampirzyca wyciągnęła dłoń w moją stronę. Poleciałem niewielki kawałek w tył aby zatrzymać się na pomniku o który nie tak dawno się opierałem. W tym momencie spiąłem wszystkie możliwe mięśnie by się podnieść. Był to jednak daremny trud. Dziewczyna zaś złapała za srebro gołą dłonią i odrzuciła miecz gdzieś dalej na bok. Chwilę później do nosdrzy dziewczyny mógł dotrzeć charakterystyczny zapach na który kto każdy jeden przedstawiciel jej rasy był wyczulony. Koszulka w tym czasie zdążyła delikatnie zabarwić się kolorem szkarłatu. Jedynym sensownym i logicznym wnioskiem było to, że przy próbie podniesienia się chłopak musiał nadwyrężyć którąś z ledwo zagojonych ran. Zdawał się jednak albo tym nie przejmować, albo zwyczajnie pod wpływem dużej adrenaliny nie zdawać z tego sprawy. Gdy tylko rudowłosa opuściła dłoń zerwałem się na równe nogi. Z nutą szaleństwa w oczach ruszyłem w jej kierunku tak szybko jak było to możliwe po drodze zaciskając pięści. Łowca nie był jednak ani zbyt szybki, a jego ruchy pozostawiały wiele do życzenia. Nie były zbyt przemyślane, a raczej wyglądało to na ślepą furię i zwyczajną chęć dosięgnięcia którymś z ciosów twarzy dziewczyny. Z każdą chwilą i ruchem zapach krwi który towarzyszył Vaynardowi stawał się też co raz intensywniejszy i bardziej wyczuwalny. On sam jednak na impecie zdawał się nie tracić ze względu na buzującą i niespożytkowaną adrenalinę. Nieświadomy konsekwencji chciał osiągnąć postawiony sobie cel, a jedynym co w tym momencie się liczyło była jego duma. Nie dbał ani trochę o to jak zareaguje na to Lilaine. Nie mniej jednak trafnym określeniem sytuacji było, że w takim stanie nie jest w stanie w żaden sposób zagrozić dziewczynie. Nawet jeśli choć jeden z ciosów ją dosięgnie to chłopak na tym nie poprzestaje, raczej nie łatwym będzie szybkie rozładowanie nagromadzonych w nim negatywnych emocji.
Powrót do góry Go down
Lilaine

Lilaine

http://vampireknight.forumpl.net/t3569-lilaine#77329 http://vampireknight.forumpl.net/t3570-lilaine#77343 http://vampireknight.forumpl.net/t3571-lilaine#77344 http://vampireknight.forumpl.net/t3572-pokoj-lilaine#77395
Zarejestrował/a : 19/11/2017
Liczba postów : 153


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyCzw Lut 08, 2018 3:26 pm

Udało mi się osiągnąć wyznaczony cel. Człowiek zirytował się do granic możliwości, a następnie próbował jakkolwiek zareagować na odepchnięcie go. Niestety moja moc była zbyt potężna, by jego zmęczone, nie do końca zregenerowane mięśnie mogły jakkolwiek buntowniczo zareagować. Zacisnęłam zęby, czując w nozdrzach dym papierosowy. Nienawidziłam tego ohydnego zapachu, co jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło. Była to swojego rodzaju czynność, którą chciał zrobić mi na złość. Na pozór coś małego i prostego, a wywołało u mnie jeszcze większą irytację. Vaynard nie zdawał sobie dalej sprawy z tego, kto tu dowodzi i ma większe szanse na przetrwanie. Tym bardziej w obecnej sytuacji. Z drugiej strony zaimponował mi tym, że potrafi się w końcu postawić. W podświadomości uśmiechnęłam się sama do siebie triumfalnie. Osiągnęłam kolejną rzecz, którą sobie zaplanowałam. Granie mu na uczuciach bez wątpienia dawało mi dużo satysfakcji. Jakby tego było mało, sytuacja już po chwili rozwinęła się jeszcze bardziej interesująco. Łowca postanowił wstać i mnie zaatakować. Obecnie dzieliły nas jakieś dwa kroki i to niecałe, dlatego nie miałam zbyt wiele czasu na reakcję. Postanowiłam wykonać unik, połączony z kontratakiem, jaki przyszedł mi jako pierwszy do głowy. W takich chwilach zawsze działałam intuicyjnie.
Czas wydawał się niemalże zatrzymać. Przed oczami przeleciało mi mnóstwo scen. Od tych, w których ratowałam jego nędzny żywot, przez czułe przytulanie oraz to, jakie uczucia wtedy mi doskwierały. Właściwie było to całkiem miłe. Mężczyzna ten wyróżniał się z tłumu w moich oczach, to trzeba było przyznać. Nie był bojaźliwy, a mimo to potrafił zachować rozsądek. teraz było mu go bez wątpienia brak. Kierował się bardziej furią, w jaką do też wprowadziła. Nie czekając dłużej, postanowiłam działać.
Swoją głowę skierowałam lekko w bok w celu uniknięcia jakichkolwiek ataków w twarz, a widziałam, że właśnie do takich się przymierza. Swoim ciałem poczęłam świadomie odchylać się w tył, by upaść na plecy. Dłoń wyciągnęłam do przodu, a potem pochwyciłam przeciwnika za jego koszulkę. Chciałam pociągnąć go za sobą. W tym czasie skuliłam nogi, aby móc jego tors nimi mocno odepchnąć i jakby wykopać w tył. Ciałem uformowałam się na kształt kołyski, jakby całkowicie się kuląc, nogi pozostawiłam gotowe do wymierzenia mocnego odepchnięcia. Dzięki temu dolną część ciała miała w górze i gotową do ataku. W każdym razie zamiar był taki, bym wylądowała na plecach, a brunet przeleciał nade mną. Nie miałam pojęcia, czy trafię go obcasem w ranę, czy też nie. Starałam się skumulować wystarczającą ilość siły tak, aby nie zrobić mu większej krzywdy, aniżeli była potrzeba. Na koniec Vaynard powinien wylądować twarzą na ziemi, po stronie mojej głowy i paść na nią niemalże plackiem. Na całe szczęście nie było tam żadnego nagrobka, w o który mógłby się niepotrzebnie uderzyć. Liczyłam na powodzenie planu. Nie wiedziałam co będzie dalej, ani czy dam radę obronić się przed jego kolejnym atakiem. Nie powinien być w stanie, według mojej oceny podnieść się jakoś bardzo szybko. Na pewno nie szybciej, niż ja.
Zaraz po tym rękoma wsparłam się po okach głowy i formując odpowiednio ciało, wstałam jednym, sprawnym ruchem. Lądując na równych nogach liczyłam się z faktem, iż zaraz może nadejść następny atak ze strony rozwścieczonego bruneta. Wprawiało mnie to w swojego rodzaju radość. Znowu mogłam sprowokować go do jakiś zachowań, które by normalnie nie miały miejsca. Obróciłam się szybko i sprawnie, szurając obcasami po glebie. Ze spokojem w oczach zaś obserwowałam sytuację, którą obecnie przedstawiał mi sobą przedstawiciel rady ludzkiej.
- Nie sądzisz, że zbyt pochopnie postępujesz? - zapytałam z powagą w głosie, chociaż w głowie byłam na prawdę rozbawiona. Znowu triumfowałam i ukazał to, że zawsze dostaję to, czego chcę. jego wcześniejsze słowa nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia, tym bardziej, że jakoś specjalnie na ambicje mi nie wjechał. Co innego ja. W końcu odrzekłam, że jego egzystencja nie ma żadnego celu i jest jedynie marnym, nic nieliczącym się robakiem.
Po tym przysiadłam na nagrobku, o który wcześniej się opierał. Nogę założyłam na nogę, a włosy zarzuciłam zamaszystym ruchem w tył, by przypadkiem mi nie przeszkadzały. Z powrotem poczęłam spoglądać na przeciwnika spokojnie z góry. Niczym specjalnie nie wzruszona. Przymrużyłam lekko oczy, ale nie spuszczałam z niego wzroku.

_________________
Stary Cmentarz - Page 6 Giphy
Powrót do góry Go down
Vaynard

Vaynard

http://vampireknight.forumpl.net/t3586-vaynard-toyama
Zarejestrował/a : 30/11/2017
Liczba postów : 73


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyPią Lut 09, 2018 12:56 pm

Akcja ruszyła do przodu dość dynamiczne. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw, a plan rudowłosej był mimo wszystko dość podstępny. Przeleciałem nad wampirzycą za sprawą kopnięcia. Powstrzymałem wydanie z siebie jakiegokolwiek odgłosu, nie mniej jednak mina którą mogła widzieć przez ułamek sekundy gdy brunet był nad nią była dość wymowna i zdradzała, że nie było to najprzyjemniejsze uczucie jakiego mógł doświadczyć w ostatnim czasie. Zgodnie z planem kobiety Vaynard wylądował w bardzo zbliżony sposób jak to zaplanowała - twarzą do ziemi nieopadal niej samej. Nim się jednak podniósł z ziemi, czego nie do końca mogła się spodziewać, upłynęło nieco więcej czasu niż normalnie potrzeba komuś w pełni sił na pozbieranie się z pozycji leżącej. Zdążyła zasiąść na nagrobku zarzucając nogę na nogę, gdy mężczyzna dopiero niezgrabnie i mozolnie zaczął się podnosić z podłoża i to ze sporo większymi problemami niż takowy cios powinien wyrządzić. Gdy w końcu się wyprostował popatrzył na nią z gniewem w oczach, jednak nie było już w tym tak dzikiej furii jak kilka chwil temu. Jeśli ewentualnie spojrzała na miejsce w którym leżał mogła spostrzec nie za dużą kałużę krwi, raczej zbliżoną rozmiarem do plamy, której na pewno tam wcześniej nie było. Chłopak spokojnie i w sukpieniu ocenił dystans ich dzielący. Na pytanie chyba nie zamierzał odpowiadać, a przynajmniej nic na to nie wskazywało. Nagle ni stąd ni z owąd do oczu kobiety dotarł jasny, wręcz oślepiający błysk, którego raczej się nie mogła spodziewać. Mogła mieć jedynie pewność, że źródłem światła które mocno poraziło jej oczy był łowca. Vaynard w tym czasie licząc, że światło ją oślepiło, a widząc, że patrzyła wprost na niego z uwagą miał niemal pewność, że zaklęcie odniosło zamierzony efekt i oślepiło na krótki czas wampirzycę. Ruszył po swój miecz, zaś każdy kolejny stawiany krok przychodził mu z trudem. Gdy po stosunkowo niedługim czasie dziewczyna odzyskała wzrok obraz którym mogła ujrzeć był łowca leżący na ziemi twarzą do ziemi. Pod nim znajdowała się świeża szkarłatna otoczka posoki spływająca wraz z delikatnym pochyleniem gruntu w jej stronę. Zasadniczą był też fakt, że w jego prawej ręce znajdował się miecz, który z tego co pamiętała był wyrzucony nie tak mały kawałek gdzieś na bok. Nie dzieliła ich duża odległość, a na pewno sporo mniejsza niż mogła zapamiętać z przed chwili nim została oślepiona, a chłopak się nie poruszał.
Powrót do góry Go down
Lilaine

Lilaine

http://vampireknight.forumpl.net/t3569-lilaine#77329 http://vampireknight.forumpl.net/t3570-lilaine#77343 http://vampireknight.forumpl.net/t3571-lilaine#77344 http://vampireknight.forumpl.net/t3572-pokoj-lilaine#77395
Zarejestrował/a : 19/11/2017
Liczba postów : 153


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyPią Lut 09, 2018 3:01 pm

Zasiadając na nagrobku ciągle przed oczami miałam minę lecącego nade mną Vaynarda. Moja siła została wymierzona chyba zbyt mocno. Po części chciałam go skrzywdzić za to, że śmiał chociaż pomyśleć o tym, by podnieść na mnie rękę. Z drugiej strony ciągle go w jakiś sposób krytykowałam oraz obrażałam, dlatego musiałam się liczyć z prawdopodobieństwem takiej sytuacji. Ciężki orzech do zgryzienia. I po co ja niby go ratowałam? Narobiłam sobie jedynie niepotrzebnej roboty, podczas kiedy mogłam skrócić jego męski i pozostawić tam w ruinach martwego. Wtedy zaś inni Łowcy mogliby się nieco zirytować i zacząć mnie szukać. Nie zbyt bardzo znałam się na takich rzeczach. Rzadko kiedy z kimś tak naprawdę rozmawiałam, zaś kiedy to już się działo, wszyscy rozmówcy szybko uciekali. Nie dziwiłam im się, byłam odpychająca i zimna. Doskonale zdawałam sobie z tego sprawę, mimo to, dalej to robiłam. Mój sposób bycia pozostawiał wiele do życzenia, lecz byłam szlachcianką, której w gruncie rzeczy dużo się należy. Zostałam tak wychowana i zamierzałam tak żyć.
Myślami po chwili wróciłam do chwili obecnej. Chłopak wydawał się dłuższą chwilę nie ruszać, jakby wyczekiwał na moją reakcję. Mój wzrok nieco spoważniał i miałam już wstać, lecz ujrzałam, iż jego ciało lekko drga. Była to nędzna imitacja próby, by podnieść się na równe nogi. Niestety stać bruneta nie wyglądał zbyt dobrze. Mimo to zdecydował się na ruch, w którym mnie oślepił. Nie trudno było się domyślić, iż to jego robota. Zbyt późno się zorientowałam, że wiązka światła idzie w moim kierunku, przez co zostałam oślepiona. Ręce automatycznie zasłoniły oczy. Próbowałam je potrzeć, lecz za wiele to nie dało. W między czasie udało mi się usłyszeć jakieś krok. Jakby ktoś się dosyć szybko przemieszczał, aż w końcu zaległa cisza i upadek.
Uchyliwszy oczy, dostrzegłam leżącego przede mną Łowcę.
- Czy to mi się tylko wydaje? – zapytałam sama siebie w myślach, potrząsając głową na boki. Lekko zdziwiona zeskoczyłam z nagrobka. Czułam się zdezorientowana. Dopiero kiedy wykonałam krok w przód, woń krwi doszła do moich nozdrzy. Pomrugałam kilka razy, nie wiedząc co powinnam zrobić.
- To jakiś żart, prawda? – dopytałam się półszeptem, kiedy ujrzałam szkarłatną kałużę. Wydobywała się spod Vaynarda, co oznaczało, że należała do niego. Zamrugałam kilka razy, a potem przypomniałam sobie o błysku.
Automatycznie rozejrzałam się dookoła. Pewna byłam, że to jakaś sztuczka. Chłopak dopiero kilka sekund temu wstał, a teraz spoczywał sobie na ziemi w zupełnie innym miejscu. Do tego w ręku dzierżył swój oręż. Zmarszczyłam brwi.
- Przestań ze mną pogrywać – skwitowałam przez zaciśnięte zęby wyraźnie zła. Widać było, iż nie biorę zaistniałej sytuacji na poważnie. Ponownie rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu jakichkolwiek, podejrzanych czynników. Czy możliwe, aby przeciwnik teraz wpływał na mój umysł  i przedstawiał mi iluzję?
Postanowiłam zaufać własnym instynktom. Podeszłam jeszcze kilka kroków do leżącego ciała ze strony, po której nie było wielkiego miecza. Wyciągnęłam nogę ku niemu, a potem lekko pacnęłam nią na pozór nieprzytomnego chłopaka, aby zbadać jego reakcję.

_________________
Stary Cmentarz - Page 6 Giphy
Powrót do góry Go down
Vaynard

Vaynard

http://vampireknight.forumpl.net/t3586-vaynard-toyama
Zarejestrował/a : 30/11/2017
Liczba postów : 73


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyPią Lut 09, 2018 10:37 pm

Rudowłosa była bardzo ostrożna w swoich poczynaniach. Czemu tu się dziwić, bazując jedynie na słuchu była zdezorientowana sytuacją i sceną którą dane było jej zobaczyć po odzyskaniu wzroku. Sądziła, że to co widzi to jakaś iluzja. Na jej gniewny komentarz nie było żadnej odpowiedzi ze strony bruneta. Towarzyszyła jej jedynie głucha cisza jakże charakterystyczna i pasująca do tego właśnie miejsca. Po rozejrzeniu się dookoła z uwagą podeszła ostrożnie do leżącego. Coś było zdecydowanie nie tak. Sporą różnicę mógł robić fakt, że pomimo swoich umiejętności nie wyczuwała gniewu, a w zasadzie nie wyczuwała żadnych emocji i uczuć w najbliższym otoczeniu, prócz tych, które należały do niej samej. Następnie stojąc po lewej stronie chłopaka, czyli tej, po której nie było oręża zdecydowała się go szturchnąć lekko nogą w bok jakby chciała się upewnić czy ciało jest prawdziwe. Na to podobnie nie było reakcji, lecz upewniło ją to, że ciało jest jak najbardziej materialne. Co więcej z bliska dało się czuć zapach krwi dużo intensywniej. Był on wymieszany z wonią wilgotnej gleby. Głowa łowcy przekręcona była nieco w jego lewą stronę, w związku z czym wampirzyca z tej perspektywy mogła zobaczyć, że oczy ma zamknięte. Gdyby zdarzyło jej się wytężyć nieco słuch to mogła by usłyszeć cichy, niemiarowy i płytki oddech. Sam brunet jednak nie reagował na ewentualne próby kontaktu czy bodźce zewnętrzne. Jeśli to była jakaś sztuczka lub iluzja to musiał być w tym całkiem niezły, zaś wampirzyca była na tyle zdezorientowana, że nie miała pewności co do obecnej sytuacji. Sama jednak musiała ocenić na ile może zaufać swoim zmysłom, którym był nie tylko wzrok, ale też słuch, węch i zdolność wyczuwania emocji.
Powrót do góry Go down
Lilaine

Lilaine

http://vampireknight.forumpl.net/t3569-lilaine#77329 http://vampireknight.forumpl.net/t3570-lilaine#77343 http://vampireknight.forumpl.net/t3571-lilaine#77344 http://vampireknight.forumpl.net/t3572-pokoj-lilaine#77395
Zarejestrował/a : 19/11/2017
Liczba postów : 153


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyPią Lut 09, 2018 11:42 pm

Do głowy przychodziły mi różne scenariusze oraz myśli. Czy on udaje? To na pewno jakiś podstęp. Przecież taki zwykły odrzut nie mógł zrobić mu, aż tak dużej krzywdy. Zdawałam sobie sprawę, że czasem nie kontrolę swojej siły, ale bez przesady. Na pewno nie byłam w stanie w tak dużym stopniu zadać obrażeń prostym w wykonaniu ruchem. Wtem przypomniałam sobie, że mój płaszcz jest brudny. Ściągnęłam go, a potem wytrzepałam brudny od gleby materiał. Świeżo uprany płaszcz i tak był nie do wyczyszczenia i nadawał się jedynie do prania.
- Świetnie… - skomentowałam, przenosząc wzrok na człowieka. Przyodziałam z powrotem nakrycie, a potem westchnęłam z niemocy. Woń krwi doskonale znałam. Była słodka oraz kusiła mocno swoim aromatem. Gleba przesiąknięta zaś dreszczem oraz trupami nadawała jej nieco innego charakteru. Teraz wszystko było takie szare i obmierzłe. Skrzywiłam się na samą myśli.
- Chyba sobie żartujesz… znowu? – wydawałam się pytań sama siebie. Nieprzytomny jegomość przecież mi nie odpowie. Spojrzałam na jego miecz, a potem z powrotem na zamknięte oczy. Rzeczywiście wydawał się być w nie najlepszym stanie. Prawdopodobnie używając mocy, zużył resztę swojej energii, przez co po prostu stracił przytomność.
Podeszłam bliżej, ustawiając się tak, aby jedna stopa usadowiona była po prawej stronie ciała, zaś druga pozostała po lewej. Uniosłam bez problemu miecz, który następnie założyłam sobie na plecy. Na samą myśl o ponownym opatrywaniu ran zaczynałam się wręcz irytować. Wyglądało na to, że wczorajsza praca poszła całkowicie na marne.
- Co jeszcze mi losie przyniesiesz... – skwitowałam, unosząc ostrożnie ciało swojego sługi. Miałam zamiar zabrać go z powrotem do pokoju, gdzie znowu się nim zajmę. Tym razem musiałam się śpieszyć. Zapach krwi bardzo pobudzał moje wszystkie zmysły oraz namawiał do tego, by nieco jej skosztować. Z drugiej strony niedawno to robiłam, dlatego nie odczuwałam jakiegoś dużego głodu. Do tego wszystkiego rany tym razem mogą być o wiele poważniejsze, niż się do wydaje na pozór…
Jeżeli się udało, przerzucał ciało bruneta przez ramię, a następnie kieruję się w stronę akademii oraz swojego pokoju. Miałam nadzieję, że głupiej współlokatorki dalej tam nie będzie.

z/t x2 - z/t x2

_________________
Stary Cmentarz - Page 6 Giphy
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 755


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyCzw Maj 03, 2018 9:41 pm

Był zdenerwowany, czuł jak dreszcz przechodzi przez całe jego ciało. Został ojcem. Nawet teraz ciężko było mu w to uwierzyć. Wiedział, że się nie nadaje. Jego spaczony obraz miłości był inny. Dodatkowo do tego wszystkiego dochodziły jeszcze obawy odnośnie Fabio. Powinien być teraz z nim, a właściwie nimi. Nie potrafił jednak znieść tej radosnej atmosfery, w końcu Fioletowy mógł umrzeć. Joffrey dawno tak się przed nikim nie otworzył, był draniem bez uczuć. Czyżby stawał się zbyt miękki? Zacisnął mocno szczękę i z impetem uderzył ręką o kamienną ścianę. Był Kuroiashita. Teraz wszyscy dowiedzą się o jego słabości.
Zamknął na moment oczy, czując zimno dobiegające z muru. Jego serce powinno być lodowate, przecież miłość to największa słabość. A jednak Nessuno zniszczył całą jego barierę i było mu dobrze, dopóki nie dołączyły do nich trzy małe szkraby. Jak widać Emilio nie tryskał radością z powodu zostania rodzicem.
Czuł się osłabiony. Chwycił za telefon i wystukał w nim wiadomość do Pi. Niech zostanie z Nessuno i dzieciakami dopóki nie wróci. Doskonale wiedział, że narzeczony będzie usychał z tęsknoty jednakże.. potrzebował czasu dla siebie. Ostatnie miesiące były naprawdę ciężkie. Czy będą musieli się ukrywać? Trochę naraził się łowcą, atakując jednego z nich. Powinien poprosić kogoś o pomoc? A może wynieść się z Yokohamy?
Nie wiedział.
Kroczył po ciemnych uliczkach bez konkretnego celu. Trochę spanikowany, starający się pogodzić z tym co się stało. Teraz jego życie się zmieni, ich życie się zmieni. Czuł się cholernie bezradny, nie wiedząc co w takiej sytuacji miał poczynić. Głód krwi, który wcześniej udało mu się powstrzymać znowu powrócił. Niekontrolowany, jego oczy błysnęły. Pospiesznie założył okulary, które były odpowiednio przyciemnione. I co z tego, że nie było słońca. I tak raczej nikt nie zwróci na niego uwagi, ulice świeciły pustkami.
Przyspieszył nieco kroku. Nie chciał znajdować się wśród sztucznego światła lamp i migotających budynków. Założył kaptur na łeb i wsadził ręce do kieszeni czarnej bluzy. Tego samego koloru miał też spodnie, więc idealnie wtapiał się w powszechną ciemność.
Nawet nie wiedział gdzie szedł. Patrzył pustym wzrokiem pod nogi, nie mając pojęcia iż kierował się w stronę starego cmentarzu. Uniósł głowę, a pierwsze co to rzuciły się jego wzrkowi widok podniszczonych nagrobków. Uśmiechnął się krzywo i nieco pogardliwie.
On nigdy nie umrze.
Obrócił się odruchowo za siebie, upewniając się że nikogo tutaj nie ma. Cisza i spokój, czyli coś co było mu potrzebne. Nie zdejmował okularów, a jedynie zatrzymał się przed jakimś grobem, którego napisy praktycznie nie były widoczne. Ludzki żywot był taki bezsensowny. Nieważne co się robiło i tak koniec był ten sam. Zgarbił się nieco, przypominając sobie moment jak sam stał się człowiekiem. Nic przyjemnego.

_________________
Stary Cmentarz - Page 6 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Samuru

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1341


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyCzw Maj 03, 2018 10:19 pm

Pozostawiony prezent w domu Green powinien rozpocząć prawdziwy wstęp do wojny. Samuru zadeklarował się, że ją rozpocznie i nie pozwoli aby ta ruda wywłoka żyła sobie spokojnie. Nie po tym co zrobiła. Odebranie dumy, poniżenie i przede wszystkim zabranie najwyższej, najczystszej krwi. Kurosz znowu był czysto krwistym, szlachetna na nowo śpi. Wszak czuł siłę, ale nie tak wielką jak dawniej. Wściekłość ogarniała czarne wnętrze stwora, a pragnienie dopadnięcia kobiety ani na chwilę nie opadło. Więc tylko głód rósł i rósł, by wreszcie stać się nie do powstrzymania. Dawna siła, potęga, tyran miasta został kanibalem szukającym ofiar aby je pożerać. Jak widać zaczynał go spotykać ojcowski los, co niezbyt młodemu było na rękę. Nigdy nie chciał aż tak upaść. Ale jak widać różnie w życiu bywa.
Wypadałoby kiedyś wrócić do zamku, pokazać się reszcie rodzicie. Tylko o czym niby miałby rozmawiać? Gabriela ponoć się przejęła. Co zresztą? Ktoś zdrowy na umyśle, mający rozsądek, poczucie winy i przede wszystkim rozumiał czym jest więź, wiedziałby że rodzina zaczynała powoli się oddalać albo on sam ich odrzucał. Kuro odkrył swoją samotność, jednakże nie robił z nią nic. Wędrował jedynie, szukając ofiar. By zapchać ten poniżający głód, trawiący jego biedne trzewia. Bolały okrutnie, aż żółć podchodziła do gardła. I gdyby nie wyczuł woni innego wampira, zapewne przyozdobiłby najbliższy stary nagrobek żołądkową mozaiką, a to nie byłby za przyjemny widok.
Podszedł, lecz nie odezwał się nic. Zamaskowany ex burmistrz nie zamierzał się na ten moment ujawniać, tylko wlepiał swoje niewidoczne ślepia w postać swojego. Wyczuwał zapach, wiedział kim koleś jest. Nie raz pili, jednakże nie miał pojęcia że Joffrey okazał się jego wujkiem. Brat Kanibala, też coś. Jaki ten świat jest mały, a Kuroiashita mają hobby pieprzenia się jak króliki. W sumie był nieco ciekawy, co takiego u tego starego dziada się zmieniło. Już dość dawno nie mieli ze sobą kontaktu.
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 755


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyCzw Maj 03, 2018 10:45 pm

Stał tak przez dłuższą chwilę, zastanawiając się co ma ze sobą zrobić. Nagromadzona wściekłość nie znalazła jeszcze żadnego ujścia. Joffrey był wypalony niczym zapałka. Nie chciał się też nikomu zwierzać z własnych problemów, wszakże musiał być silny. Czy pobyt na opuszczonym cmentarzu mu pomoże? Raczej nie, ale spotka tam kogoś, kogo naprawdę przez bardzo długi czas nie widział. I w zasadzie parę razy przez jego łeb przewinęła się postać Samura, który zniknął jak kamień w wodę. Ale powinien być przyzwyczajony, w końcu od zawsze szlachetny chadzał własnymi ścieżkami.
Rzecz jasna nie miał pojęcia iż przez cały ten czas był marionetką przeklętych łowców, którzy przekroczyli niezwykłą cienką granicę. A może od dawna już ona zniknęła i tylko czekało się na wybuch czegoś wielkiego? Niestety obędzie się bez fajerwerk.
Wyczuł czyjąś obecność i obrócił głowę w stronę zamaskowanego wampira. Jego blada twarz wyrażała powagę, a w oczach widoczna była iskierka głodu, choć sprytnie skryta pod ciemnymi okularami. Mimo to nie rzucił się na obcego, w zasadzie to nie zrobił nic. Patrzył jeszcze tak na niego przez chwilę, starając się domyślić z kim mógłby mieć do czynienia. Na pewno nie był to nikt obcy, zważywszy iż woń wskazywała na ich rodzinne połączenie.
Ale dlaczego było tak cicho?
Cała ta rodzinka była taka duża, że nie dało się odkryć tożsamości przybysza. Kurosz skrzyżował ręce na klatce piersiowej z powrotem patrząc się na nagrobek. A więc raczej nie będzie dane mu pomyśleć w samotności. Bez patrzenia na Samura, w końcu się odezwał.
- Z kim mam przyjemność? - Słowa wypowiedziane chłodnie. Spojrzenie ponownie utkwione zostało na ptasiej masce. Za nic w świecie nie przypuszczałby, że mógłby być to ten młody narwaniec. W końcu naprawdę sporo czasu minęło, a jeszcze więcej rzeczy się wydarzyło.
Poza tym to nie on był ojcem ex burmistrza. To Testament powinien zająć się zniknięciem syna, zanim podzieli jego los. Najwidoczniej nie daleko pada jabłko od jabłoni. Może i Emilio był jego wujkiem, ale jakoś niekoniecznie spisywał się w tej roli, skoro nie raz chlali i zajmowali się grubszymi sprawami. Nie wiedział, że z młodym działo się coś takiego. Nawet w szaleństwie musi być granica, którą Samuru już dawno przekroczył. Gdyby wiedział to starałby się go jakoś powstrzymać. Gdy już raz się wejdzie w jakieś bagno to ciężko z niego wyjść.. zwłaszcza, że nikt nie spieszy się z pomocą.

_________________
Stary Cmentarz - Page 6 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Samuru

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1341


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptySob Maj 05, 2018 11:09 pm

Samuru raczej nie dopuściłby aby osoba druga w jakikolwiek sposób mu pomogła. Miał zbyt wyrośniętą dumę aby pozwolić sobie na okazanie słabości przy kimś. Nawet przed samym sobą uciekał, a co dopiero dzielić się z kimś. Nie szkodzi, że Joffrey jest podobny, Samur i tak wiedział oraz sądził swoje. Jeśli musiałby odsunąć od siebie wampira siłą - uczyniłby tak bez wahania, wszak duma jest tylko jedna, a przecież przez tą głupią łowiecką sukę oraz jej przydupasa dowódcę została sponiewierana. Samo wspomnienie już powodowało wściekłość.
Nie rozpoznany ex burmistrz przez dawnego kompana nie było niczym zaskakującym. Samur znikł na bardzo długi okres czasu, poza tym maskował się i od razu nie chciał ujawniać swojej persony. Dopiero jak ten drugi dał głos, były szlachetny podszedł bliżej. Chociaż dziwne, że nie wyczuł znajomego zapachu.
- Nie rozróżniasz woni?
Dało się usłyszeć stłumiony głos przez dziobatą maskę. Nie ściągał jej jeszcze, nie w miejscu gdzie mógł zostać złapany. Jak wyda się co narobił w domu Green, z całą pewnością pierwsze podejrzenia padną na niego.
- Bezkarnie kroczysz po cmentarzu i nie rozpoznajesz właścicieli?
Dodał beznamiętnie, nim ten zdążył odpowiedzieć. Kurosz nie zamierzał zaczynać walki, póki ten nie da mu powodu. Poza tym Sam oszczędzał siłę, wszak nie mógł korzystać z pozostałych mocy, za wyjątkiem jednej. Chociaż i ona była bardziej okrojona niż dawniej. Odwampirzenie musiało nieźle napsuć nie tylko we krwi ale jak widać też i w umiejętnościach. Więc nie było sensu zaczynać, acz jeśli zostanie zmuszony.
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 755


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyNie Maj 06, 2018 9:06 am

Wiadomo, w końcu był uparty jak osioł i zawsze wiedział lepiej. Prędzej odgryzłby sobie drugą rękę niż przyznał się do błędu i potrzebowania pomocy. Może więc dlatego sprawy miały się tak a nie inaczej? Zawsze się mówiło, że w grupie jest siła. Pojedyncze jednostki mogą zdziałać, ale nie tak wiele jak kilka osób. Kurosz powinien zdać sobie w końcu z tego sprawę.
Kiedy podszedł bliżej, Emilio zmrużył oczy. Dopiero po głosie poznał z kim ma do czynienia i było to nie małe zaskoczenia. Ziomka nie wiedział tak długo, że niemalże o nim zapomniał. Co się działo? Gdzie był? Nie odpowiedział na jego pytanie, było to po prostu zbędne.
- Samuru. - Rzekł z powagą, patrząc na byłego szlachetnego z uwagą. W końcu niecodziennie spotyka się taką personę, która co najlepsze, miała jeszcze wyrzuty. Joffrey również postąpił krok do przodu, chowając ręce do kieszeni i lekko się prostując. Naprawdę myślał, że będzie się przed nim kłaniał? Prychnął, wzruszając lekko barkami.
- Och. Widzę, że zgrzybiałeś już do reszty skoro rzucasz się na swoich. - Parsknął, nie spuszczając z niego czerwonych oczu. Bo w końcu nigdy nie wiadomo co mogłoby mu odwalić, jak widać ciemnowłosy był jeszcze bardziej posępny niż wcześniej. Joffrey obrócił się na moment, jakby coś odwróciło jego uwagę. Co też ex burmistrz mógł robić w tym miejscu do którego sprowadziła Hagena podświadomość? A może przez te kilka miesięcy był zamknięty w trumnie by uciec od wszystkiego i wszystkich? Aż miał ochotę szarpnąć go za dziobatą maskę, ale zrezygnował w ostatniej chwili. Wolał mieć dwie ręce, czyli też coś czego Samuru nie miał. He.
Nie wiedział jak wiele się wydarzyło i u niego. Kruczowłosy musiał również unikać łowców, którym bez problemu rozszarpałby gardło. No może oprócz jednemu, ale po głębokim zastanowieniu.
Telefon zawibrował, a wampir sięgnął po niego do tylnej kieszeni. Skrzywił się znacząco i zacisnął szczękę, gdy odczytywał wiadomość. Od Fabia.. cóż, już chyba nie musiał się zastanawiać co go czeka jak wróci. Spojrzał na Samuru. Może to on posłuży jako tarcza? Chociaż ciężko stwierdzić, wyczuwał w wampirze jakąś zmianę. Zawsze był gburowaty, ale teraz? Nie, to było coś kompletnie innego.
- Gdzie Ty się podziewałeś? - Sapnął po dłuższej chwili, chowając komórkę. Wróciłby gdyby nie spotkanie Kurosza, który chyba nie miał się najlepiej. Chwila go przecież nie zbawi, a poza tym Pi z pewnością daje sobie radę w pomaganiu mu. Jak widać Joffreyowi ciężko się dostosować do nowej rodziny.

_________________
Stary Cmentarz - Page 6 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyPon Maj 07, 2018 1:09 pm

Kurdę, który geniusz powiedział mi, że ten skrót jest najlepszy?! - pomyślał Joshua, czując narastające zdenerwowanie. Mroczny klimat tego miejsca nie poprawił mu miejsca, jak fakt, że spieszył się, sprawiał, że zaczynał popełniać błędy. Błędy w postaci decyzji. Mógł nie ulegać pokusie dotyczącej skrócenia sobie czasu poruszania się. Mimo to... Stało się jak stało, a długowłosy chłopak mógł jedynie przeklinać własną głupotę.
Nie działo się tutaj jeszcze cokolwiek strasznego... Jednakże chodziło o to, że kręcenie się po takim miejscu, zupełnie samemu sprawiało, że wyobraźnia chciała podsuwać różnorakie rzeczy. O, tamten krzak poruszył się niepokojąco. O. Wydaje się, że ktoś stoi tam... Za tamtym nagrobkiem... Za tamtym...
STOP - nakazał sobie momentalnie w myślach. - To już przegięcie! Duchy nie istnieją. Nie. Nie, jeszcze raz nie.
Pokręcił głową i skrzywił się.
To bezsensu. Zatrzymywanie się sprawi jedynie, że będę narzekać dalej i się bać każdego cienia. Ostatni raz idę w to miejsce. Następnym razem muszę odłożyć pieniądze na cholerny transport.
Postanowienie sprawiło, że poczuł się nieco lepiej. I to sprawiło, że ruszył dalej.
Byle dojść do wyjścia...
Tylko, gdzie one właściwie było?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyPon Maj 07, 2018 3:46 pm

Nie potrafił zasnąć.
Za długo żył jako wampir, aby teraz wszystko wróciło do normy na życzenie. Zbyt wiele dni przesypiał i zbyt wiele nocy poświęcił na ukrywanie się wśród blokowisk, drzew, ludzi, wypatrując ofiary, gdy tabletki zastępujące prawdziwą krew przestawały działać.
Powrót do swojej prawdziwej natury - ludzkiej - nie przekreślił tych wszystkich miesięcy. Powoli próbował zmienić swój tryb życia, ale za każdym razem, gdy przykładał głowę do poduszki, przewracał się z boku na bok, czekając aż nadejdzie dzień, by dopiero wtedy móc spokojnie zasnąć.
Dzisiaj nie walczył z falą bezsenności. Wiosenna noc idealnie nadawała się na spacer.
Nasunął kaptur na głowę, częściowo odcinając się od chłodnego wiatru.
Długo zastanawiał się, gdzie mógłby pójść, żeby nie natknąć się na nikogo. W klubach zawsze roiło się od ludzi. Wieczorne kawiarnie i restauracje także były oblegane, a na dodatek posiadały jedną wadę - zazwyczaj były prowadzone przez wampirów.
W oddali zamigotały małe punkciki światła. Jakaś stara, samotna latarnia oświetlała wejście na jeszcze starszy cmentarz. Bez zawahania wkroczył na jego teren. Tutaj musiało być cicho. Raczej niewielu ludzi wybierało zbiorowisko nagrobków na nocny spacer.
A wampiry?
Zimny dreszcz przeszył kręgosłup, gdy ta myśl wypełniła umysł blondyna. Zatrzymał się gwałtownie, jakby nagle natrafił na niewidzialny mur.
- Josh? - Czarne oczy otworzyły się szeroko, gdy wzrok padł na sylwetkę brata. - Co ty tutaj robisz? - zapytał, zbity z tropu. Spodziewał się tutaj niemal wszystkiego, ale jednego nie zdołał przewidzieć - zobaczenia bliźniaka w środku nocy na wygwizdowie.
- Skoro już tutaj jesteś, to ci coś powiem... - zniżył głos do szeptu, jakby głośniejsze dźwięki mogłby obudzić zmarłych i sprawić, by powstali z grobów, chcąc wydobyć mózgi z nieszczęśników. - Znowu jestem człowiekiem!
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Samuru

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1341


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyPon Maj 07, 2018 4:05 pm

Skoro Joffrey już rozpoznał z kim ma do czynienia, nie musiał się aż tak ukrywać. Chociaż jeszcze nie zamierzał ściągać maski. Samur na terenach otwartych wolał pozostać anonimowy, wszak nigdy nie wiadomo kiedy i kto wyskoczy, łapiąc ex szlachetnego w sidła. Nie zamierzał znowu paść ofiarą, miał zbyt wiele do roboty.
- Rzucam? Tylko zaznaczam. wzruszył ramionami, jakoś nie oczekując szacunku. Nie był szlachetnym, stracił status głowy rodu i jeszcze podupadł. Już dawno oddalił się od rodziny, poza tym oni chyba również przestali stać za nim murem. A może się mylił? Tylko wielu rzeczy nie widział, lub nie chciał widzieć?
- Miałem wiele spraw do załatwienia.
Oznajmił w odpowiedzi, przyglądając się jak wampir wydobywa telefon i coś się skrzywia. Jakaś dręcząca osoba?
- Teraz też brakuje mi czasu, ale nim przejdę do konkretów, muszę nabrać więcej sił.
Dodał po chwili, rozglądając się ukradkiem. Dopiero teraz chwycił za dziób maski, unosząc lekko ku górze. Łapał woń, usłyszał kroki i wreszcie szepty. Gadzi wzrok wbił w dwie zbliżające się postacie, z czego jedną doskonale znał. Momentalnie zaczęło ssać co raz mocniej w żołądku, a górna warga odrobinę odsłoniła kły.
- Idę tam.
Postanowił, odwracając się od stryja. Skierował się do młodych ludzi, nakładając w drodze maskę. Niech jeszcze Jon nie wie kto go zauważył. Chociaż może jakimś cudem rozpozna?
Zbliżał się, nie specjalnie się ukrywając. Chciał by ofiary wiedziały kto nadchodzi i co może je czekać. Samur już w myślach miał wizję rozszarpywania ciał, picia krwi i pożerania trzewi. Aż ślina wypełniła usta, a gadzie źrenice zmniejszyły się do niewielkich szparek. Czuł potężny głód.
- Och, to niesamowite. Jonathan.
Zawołał tuż po dawnym, odwampirzonym słudze. Stał blisko, wyjątkowo blisko by wiedzieli że już nie są bezpieczni. Joffrey zapewne też dotrze.
- Przybyliście poszukać dla siebie grobu?
Spytał, zaś idąc w przód. Jon chciał uciec? Nie będzie łatwo, Samur szybko do niego dopadnie, chwytając za kark czy za kaptur. Cokolwiek, byleby dopaść i sprowadzić do ziemi.
- Kto by pomyślał, że żarcie ma nogi i lubi zwiedzać cmentarze. I jeszcze te co mają czelność zdradzić.
Syknął w złości, po czym ściągnął dziobatą maskę. Teraz Jon ujrzy nieco skrzywioną od złości twarz dawnego pana. Niech wie, że ta noc będzie dla niego ostatnią. Jak i dla jego brata.
Wszak nie wyjdą stąd żywi.
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 755


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyPon Maj 07, 2018 4:35 pm

Kto mógłby ich znaleźć na tym wygnajewie. Opuszczone tereny nie były przecież tak pilnowane jak miasto, chociaż wiadomo jak łowcy uwielbiają się wpieprzać. Kruczowłosy ściągnął okulary, chowając je do kieszeni. Nie były już mu potrzebne. Czy Samuru zrobi to samo z maską? Najwidoczniej nie, skoro wciąż stał w tym samym miejscu. Lekko wzruszył barkami na co Hagen się skrzywił. Coś było nie tak. Czemu nie czuł czegoś w rodzaju.. respektu? Ciężko to wyjaśnić, ale skąd mógł wiedzieć iż biedaczek stracił krew, tytuł i.. rozum gdzieś przy okazji.
Nie odpowiedział. Walka w tym miejscu nie miałby sensu, a poza tym nie miał na nią najmniejszej ochoty. Był zły owszem, ale wolał wyżywać się na ludziach.
- Najwidoczniej. - Odparł jedynie, znowu patrząc się na zniszczony nagrobek. Potem obrócił się, również słysząc jakieś dźwięki. Kto mógłby być tak głupi i szwendać się nocą po takim miejscu? Nie widzieli, że ostatnio zrobiło się jeszcze mniej bezpiecznie? Uśmiechnął się na moment. Tutaj nikt im nie przeszkodzi, ewentualnie łowcy mogą po nich posprzątać. Do tego się nadają.
- Gdzie Ci tak spieszno? - Dodał, po czym zaczął odprowadzać go wzrokiem. A więc Samuru poddał się żądzy, ale co się dziwić. Zawsze miał coś nie pokolei z głową, jak w sumie każdy członek rodziny. Zaczął iść za nim jak cień, chowając jedynie ręce do kieszeni. Twarz wyrażała przez chwilę nikły uśmiech, gdyż przypomniały mu się stare, dobre czasy. Parsknął.
Jego myśli znowu zajął Fabio. Powinien do niego wrócić, w końcu zostawił go samego. Coś jednak ciągnęło go ku dwójce ludzi. Znajomy rytm płochliwego serca, które niebawem przestanie bić. Oblizał się, czując narastającą energię. Nessuno odrobinkę poczeka, przecież nic się nie stanie jak zrobi sobie maleńki przystanek. Poza tym miał przy sobie Pi, któremu biada, jeżeli powie o swoim właścicielu coś złego.
Hagen i tak zamierzał dać mu potem lekcję.
Ale wracając. Stanął z boku, przypatrując się jak ex burmistrz dopada jednego z nich. A więc musiał go znać. Wiadomo jednak jak Kursze bardzo nie lubią zdrad i co się dzieje z tymi, co ośmielą się ich obrazić. Póki co Emilio wydawał się nie chcieć wchodzić w nadchodząca rzeźnie. Został ojcem, jego czyny wraz z konsekwencjami mogły dopaść dzieciaki. Zrobił krok do przodu i znowu stanął. Ostatni raz.. Przemknęło mu przez umysł, po czym dopadnie do Joshuy, podcinając mu nogi swoją w efekcie czego, upadnie. Zależnie od tego jak przywita się z ziemią, położy na jego brzuchu bądź plecach stopę i nieco mocniej przydusi.
- Wspomniałeś coś o zdradzie bratanku? - Sapnął, przechylając głowę i krwawe spojrzenie utkwi na odwampirzonym słudze. Skoro on przeskrobał to i jego braciszek poniesie konsekwencje, w końcu nie tylko Samuru może się dobrze bawić.
Joffrey też był żądny krwi.

_________________
Stary Cmentarz - Page 6 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyWto Maj 08, 2018 12:48 am

Akurat własnego bliźniaka... Nie spodziewał się tutaj spotkać.
Joshua wpatrywał się w Jonathana zupełnie jakby zobaczył ducha. Zamrugał raz. Drugi. Trzeci... Nie będąc zdolnym by wykrztusić z siebie nawet jednego słowa. A ten co tutaj robi?! To jakoś specjalnie nie była pora na to, by błąkali się... Ani tym bardziej na jakieś przypadkowe, rodzinne spotkania! To aż dziwne! Zdecydowanie dziwne - przemknęło mu przez myśl. Jednakże się stało... I tyle.
Otworzył usta, zbierając w sobie tyle sił, by w końcu odpowiedzieć na pytanie brata. Nie zdążył, bo od razu wyskoczył do niego z kolejną informacją - staniem się człowiekiem.
Serio?
Niespecjalnie potrafił dostrzec różnicę między wampirem a człowiekiem, dlatego też odczuł lekką niepewność. Jednakże potrafił połączyć na tyle fakty, by nie próbować kwestionować tego. Zachowania Johna nie dawało się zapomnieć... Tej różnicy pomiędzy ludzkim, a wampirzym...
Albo po prostu teraz sobie z niego żartował.
- Jak to... - zaczął w końcu mówić, ale urwał w połowie. Miał wrażenie, że ktoś się do nich zbliżał. Cóż... Wiele się nie pomylił.
A akcja nagle zaczęła się rozwijać dość szybko.
Ciężko było dla ludzkiego oka uchwycić wampirze ruchy. Dlatego też długowłosy chłopak nie zdążył zareagować na to, co działo się z bliźniakiem... Skoro zaraz potem sam został powalony na ziemię. Brutalne zderzenie się plecami o nierówne podłoże to jedno, ale położenie nogi na jego brzuchu... Do tego ból, nie za przyjemnie. Słyszane słowa nie za wiele mu mówiły. Mógł jedynie obstawiać, że to ktoś, kogo Jonathan musiał znać... Ale nic więcej.
Próbował się natomiast podnieść... Albo tyle chociaż, by nieco rozluźnić uścisk tamtego.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyNie Maj 13, 2018 8:34 pm

Było już za późno, gdy oko zarejestrowało obecność Samuru; dawnego stworzyciela, który z dziką radością zrównał życie blondyna do poziomu szczurów błąkających się po kanałach. Otworzył usta, ale zamiast słów z gardła Jonathana wydostał się zdławiony odgłos zaskoczenia. W jednej chwili poczuł silne szarpnięcie za kaptur, a w drugiej próbował wypluć z budzi kawałki ziemi. W uszach zadudniło, jakby nieopodal przebiegło stado słoni biegnące na oślep przez siebie, wystraszone strzałem z karabinu.
- N-nie - wydukał, próbując zmusić swoje ciało do oponowania drżenia. Zdrada? Jaka zdrada? Czy chęć odzyskania swojego dawnego - ludzkiego - życia można było nazwać zdradą? John nie przypominał sobie, że w tej piekielny dzień, w kawiarni, zgodził się na cokolwiek. Nie podpisywał żadnej umowy, nawet nie zawarł ustnej, dlatego słowa wampira straciły na znaczeniu w uszach blondyna.
Przez tyle długich miesięcy mógł się cieszyć brakiem obecności Sama w życiu, a teraz, gdy wreszcie wszystko miał wrócić do normy, los kolejny raz zadrwił, posuwając pomysł pójścia na spacer w nocy. Gdyby chociaż wcześniej zawiadomił kogoś o tym, gdzie idzie... Może ten ktoś tchnięty niespokojną myślą, udałby się na poszukiwanie Jonathana i w porę go znalazł... Jednak on sam przez długi czas nie wiedział, dokąd zamierza pójść.
- Puść chociaż jego... On nic nie zrobił - jego własny głos wydał mu się beznadziejnie żałosny i cichy. To tak jakby mały królik próbował przekonać dużego drapieżnika do okazania odrobiny litości.
Ale w oczach Samuru nie potrafił dostrzec niczego ludzkiego, a przecież litość była przede wszystkim objawem człowieczeństwa, a raczej niewielu pokusiłoby się o choćby pomyślenie o tym, że ex-burmistrz zachował cokolwiek związanego z człowieczeństwem - o ile kiedykolwiek coś miał z nim wspólnego.
- Czego ode mnie chcesz?
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Samuru

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1341


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyPon Maj 14, 2018 9:27 pm

Nie czekał na wampira, chciał upolować więc nie ma co przyglądać się dwójce ludzi. Od razu do nich dopadł, kierując się głównie na jednego z nich. Jonathan podpadł ex - politykowi, co mogło oznaczać że naprawdę może oberwać. Ba, gorzej. Zginąć!
- Tak, zdrada, Jon. Stałeś się znowu ludzkim gównem.
Odpowiedział chłopakowi co chyba niezbyt wierzył w swoją winę. Ale spokojnie, Samur wszystko mu opowie. Ba, zamierzał nawet wytrzeć nim pobliskie groby aby zapoznał się lepiej z tutejszymi nieżyjącymi oraz przyczynił się do porządku społecznego. Dwa w jednym albo i trzy, bo Samur zamierzał go zjeść, więc też zaspokoi cudzy głód.
- Jego? A kto to? Rodzina?
Spyta, patrząc na typka. Byli podobni, więc na pewno bracia. Ale kto się tym interesuje? Na pewno nie wampiry.
- Te, Joffrey. Łapy precz, chcę ich obu.
Syknie, mrużąc gadzie ślepia. Kurosze nie lubią się dzielić, zwłaszcza te z pochodzenia od Kanibala. Więc i Samur też wyjątkowo chytry.
Powracając jednak do Jona oraz jego głupich pytań, Stwór prychnął i sięgnął teraz po jego włosy. Uniósł trochę, by gnida mogła spojrzeć na jego bladą twarz.
- Tylko i wyłącznie jednej rzeczy, a dokładnie to...
Zimne słowa. Luźne jakby mówił o pogodzie, chociaż perfidnie przerwał. Druga łapa chwyci teraz za kark młodzika. Nie zamierzał bawić się w torturowanie, jeden sprawny ruch i Jon skonczył ze skręconym karkiem. Skrzywi się, parskając teraz krótkim śmiechem.
- No i masz, nie dowiedział się czego chcę. Ludzie za szybko padają.
Rzeknie, wypuszczając martwe ciało chłopaka. Joshua musiał mieć niezły widok na śmierć bliźniaka i jeszcze brak możliwości pomocy. Przykra sprawa, ale nie dla głodnego. Usiądzie sobie na jednym z wyższych płyt grobowych, przyciągając trupa do siebie. Nie ma sensu bawić się w nakłuwanie - szczęka rozwarła się zatapiając wszystkie zębiska w bok szyi. Spijał jeszcze ciepłą krew, po czym oderwał spory jej kawał. Koniec końców Samur nie zamierzał się pieprzyć, lepiej zjeść i zostawić truchło, niż ganiać oraz słuchać lamentów. Zatem pełne skupienie w rozrywaniu karku umarlaka. A co robił drugi wampir? Gadziooki bardzo chciał dopaść i drugą ofiarę, wszak jedna jest chuda, mizerna oraz nijaka, co oznaczało że nie za wiele w nim wartości odżywczych.
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 755


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptyPon Maj 14, 2018 10:14 pm

Joffreya nie trzeba dwa razy namawiać, jeżeli chodzi o ludzi. Traktował ich jako gorsze istoty, choć w paru przypadkach znalazły się wyjątki. Mimo to dla większości był jaki był i zmieniać tego nie zamierzał. Syknął pod nosem, patrząc na ich zdezorientowane twarze. Nastąpił szybki atak, w którym to Samuru rzucił się na Jonathana, zaś Joffrey na drugiego bliźniaka. Gdy ten chciał żeby zluzował nacisk buta, jedynie go zwiększył i poruszył głową na boki. Cały czas patrzył na tamtego. Dla niego był zdrajcą. Był gorszym bytem, powinien usługiwać swojemu stwórcy i robić co kazał. Dla Joffreya w pale się nie mieściło, że można tak po prostu odrzucić dar. Wszystko jest lepsze od nędznego, ludzkiego życia.
Nie odzywał się, kiedy ze sobą rozmawiali. Złożył tylko ręce na klatce piersiowej i parsknął, słysząc jak wampir zwraca się do niego samego.
- Spierdalaj, jest mój. - Warknął, patrząc na niego jak na potencjalnego konkurenta. W końcu Kurosze nie lubią się dzielić. Potem się zaśmiał, nie był tak wrogo nastawiony jak bratanek, który ewidentnie ostatnie miesiące spędził w dziczy. Wzruszył barkami, przechylając głowę na prawą stronę. Samuru był bezwzględny, ale coś było nie tak. Czy tylko Hagen był w stanie dostrzec to, co zaczęło wychodzić na zewnątrz?
Bez żadnego ale, skręcił dzieciakowi kark.
Emilio patrzył obojętnie na ciepłe jeszcze truchło, po czym wzmocnił nacisk stopy na żyjącego człowieka. W końcu za pewne zacznie się szarpać i wrzeszczeć, jak lubili to robić ludzie. Ale wampir się wcale nie cieszył, ba nawet milczał przez dłuższą chwilę. Momenty kiedy Samuru zatopił szczęki w ciele i oderwał spory kawał sprawił, że u Joffreya zapaliła się czerwona lampka.
- Co Ty odpierdalasz? - Sapnął, nie mogąc uwierzyć że młody zaczął wpierdalać mięso. Aż mu się zrobiło niedobrze. Pokwiwał głową, jednak lament będzie. Nawet widok krwi go nie ruszał, pomimo tego że był głodny. Po prostu czuł obrzydzenie i.. smutek? Dla dzieciaka Testamenta nie ma już odwrotu. Od kiedy to się w ogóle zaczęło?
- I spójrz na siebie. - Syknął poważnym głosem do bratanka, który zatapiał swoje zębiska w ciele. Może będzie mieć gdzieś jego słowa, ale Joffrey wcale nie zamierzał go pogłaskać po główce.
- Chcesz wyglądać jak Twój ojciec, który oszalał? Gratuluję głupoty dzieciaku. - Warknął, obniżając kły. Dojdzie do bójki między nimi? Być może.
Jedną ręką uniósł człowieka do góry i chwycił za kark, zmuszając go aby się pochylił.
- Nie szarp się bo skończysz jak on. - Burknął i odwrócił się od żrącego mięcho młodego kanibala. Odszedł kawałek dalej, dobywając noża który miał w tylnej kieszeni. Bez żadnego ale wbił bliźniakowi prosto w brzuch, w okolicach wątroby. Ostrze wyciągnął szybko, puszczając go. Za pewne upadnie i zacznie jęczeć, ale na pewno nie ucieknie.
Oblizał ostrze wąskim jęzorem, przypatrując się konającemu.
- Dobrze wiesz, że nie mogę Cię wypuścić. Zrobić to szybko? - Ukucnął, łapiąc za podbródek człowieka i wpatrując się prosto w niego swoimi czerwonymi oczami. Kątem oka spojrzał na Samura, któremu za pewne zaraz poważnie odpierdoli. Może jeszcze się na niego rzuci, w końcu był uparty.. tam samo jak i Emilio.

_________________
Stary Cmentarz - Page 6 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptySob Maj 19, 2018 12:25 am

W którym momencie coś poszło nie tak... Że sytuacja... Wyglądała w ten sposób? Chyba można było uznać, że w tym, gdy postanowili oboje postawić nogę na cmentarzu. Dość nieprzyjemne miejsce by zakończyć żywot... Lecz czy istniało miejsce odpowiednie do tego?
Niespecjalnie wiedział co zaszło między Jonem a nieznajomym. Mógł jedynie zgadywać, ale jak blisko będzie prawdy... Nie wiedział. Mowa o zdradzie, może brat przez ten czas, gdy był wampirem, wkopał się w bardziej niebezpieczne sprawy...
Nie, chwila, to nie czas na zastanawianie się!
Stęknął cicho, czując, że nacisk mężczyzny się jedynie nasilił. Ból zwiększył się, uścisk robił się coraz to bardziej natarczywy, a on sam zaczynał mieć problem z oddechem z tego wszystkiego. Podparł się łokciami o podłoże, obserwując całą tą niezrozumiałą sytuację. W nikłym świetle mógł dostrzec obojga, ale... W sumie, po co mu to było? Na co mu zapamiętać wygląd nieznajomych, skoro ważniejszą kwestią było właściwie... Przeżycie tego wszystkiego?
Wzdrygnął mimowolnie, słysząc nieprzyjemne gruchnięcie. Jego głowa odwróciła się w stronę, skąd dobiegł dźwięk... Po czym poczuł, jak krew odpływa z jego twarzy. Nikłe światło pozwoliło mu jednak dostrzec nienaturalnie skrzywioną głowę bliźniaka. Zacisnął dłonie w pięści, czując zarazem, że nie jest teraz dolny wykrztusić z siebie żadnego słowa. To co widział... Wydawało się być mu nierealne, wręcz zupełnie, jakby patrzył na jakiś koszmar.
Szkoda, że nie dało się z niego wybudzić na zawołanie.
To co było dalej... Idealnie zaliczało się do scenerii z piekła rodem. Obserwowanie faktu, z jaką łatwością zakończył życie jego brata - było przerażające - tak samo jak i to, co nastąpiło. Nie był nawet zdolny przełknął ślinę, a co dopiero wykonać bardziej racjonalną decyzję. Jedynie patrzył się w to. Gdzieś tam w umyśle podpowiadało mu, że powinien uciekać, a nie patrzeć się. Cokolwiek robić. Krzyczeć. Walczyć...
Albo chociaż przestać patrzeć, jak ciało brata zostaje pożerane.
Nie mógł już nic poradzić na dominującego nad nim drugiego z mężczyzn. Zmuszony do przemieszczenia się i oddalania od tamtej dwójki... W sumie, co dalej? Joshua był nadal w szoku, jak i przerażony, przez co nie był zdolny zareagować jakoś bardziej ambitniej. Nie usłyszał również słów czarnowłosego. Dopiero wtedy, gdy poczuł wbijające się ostrze w jego ciało, drgnął, przekierowując swoje niebieskie ślepia z tamtej dwójki na owego wampira. Jedną rękę przyłożył do boku, po czym uniósł ją. Krew. Nie wiedział, kiedy ponownie znalazł się na ziemi. To wszystko... Zdecydowanie wydawało mu się być nierealne.
Został zmuszony by patrzeć na wampira. Nie docierały do niego jego słowa. Ponownie przyłożył dłoń do powiększającej się plamy krwi, oddychając płytko i dość szybko. Na jego twarzy zaczęły się pojawiać krople potu. Turkusowe ślepia powoli przygasały, a on - miast odpowiadać, skupiał się na każdym oddechu.
- Bo.. ję... - nie był nawet świadom, że cokolwiek wychodziło z jego słów.
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Samuru

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1341


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptySob Maj 19, 2018 8:45 am

- Twój?
Jedno słowo, krótkie pytanie. Samuru niemal rozrywał wzrokiem wampira nie godząc sie na podział ofiar. Dla niego w obecnym stanie umysłowym jedna ofiara była niewielką porcją. Nie tylko chciał pozbyć się potwornego głodu, lecz też narastającej złości. Wyżycie sie było czymś najlepszym, wszak okazywanie czegokolwiek od strony młodzika nie było mile widziane. Poza tym miał doskonały przykład, że Kuro nie pieprzył się w zbędne tortury. Chciał zabić, to zabił. Skręcony kark i zaczynająca się krwawa uczta, mogąca przyprawić o mdłości. Nic uroczego w pożeraniu zwłok nie było.
- W tej kwestii tym bardziej nie masz nic do gadania, Joffrey.
Nie będzie się słuchać nikogo, więc niewzruszona gadka jak na miejscu. Wrócił do konsumpcji młodego chłopaka, rozrywając co raz to większe kawały z szyi. Kto by pomyślał, że przypadkowe spotkanie na cmentarzu zakończy sie tak tragicznie dla ledwo co odmienionego Jona. Stracił szanse na życie, na ukończenie szkoły. Stracił dosłownie wszystko w ciągu kilku sekund. Tak samo jak Josh został bez brata i to jeszcze bliźniaka. No jak tak można?
- Jeszcze słowo a skończysz jak oni. Pionek nie może skakać wyżej niż jego pan.
Wciąż nie było zbyt wiele emocji w głosie, dla Samuru cała ta mała jatka była tylko wstępem a Hagen miał pomóc ruszyć kolejnymi pionkami. Jak widać Samur pod kątem szacunku wobec rodziny nic sie nie zmienił, nadal jego ścieżka była samotna i oddalona od reszty.
Zatopił zębiska w odsłoniętej ręce, zrywając sporą część. Niektóre nie przeżuwał tylko połykał od razu, a całemu posiłków towarzyszyły odgłosy rozrywania i zwierzęcego mlaskania. Może przez moment do czarnej głowy Samura doszły słowa dotyczące ojca, przecież nie tak dawno pluł sobie w twarz. Więc gdzie jest ta podła duma? Ego? Głębiej zatopił zębiska w złości oraz pomrukach. Wyłamał już martwemu bark by chwilę po oddzielić całkiem rękę ze stawu ramiennego. Gdyby nie ta suka, reszta łowców do niczego by nie doszło.
- Strach jest wskazany, kolego. W końcu umierasz.
Odpowie, wszak usłyszał jęki drugiego konającego już bliźniaka. Dziura w bebechach, nic miłego. Wykrwawi się, umierając w męczarniach. Samur aż zaciągnął się powietrzem, oblizując usta z krwi.
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 755


Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 EmptySro Maj 23, 2018 10:28 am

Spojrzał znacząco na wampira, gdy zadał pytanie. Myślał, że będzie stał i patrzył co robi? Parsknął, przewracając oczami i zbliżając się o krok w stronę byłego szlachetnego.
- Upadłeś. - Rzekł jedynie, przez chwilę jeszcze siłując się z jego rozwścieczonym wzrokiem. O dziwo Hagen utrzymywał niepokojący spokój, choć po jego oczach widać było iż nie za bardzo cała sytuacja mu się podobała. Odwrócił się, ciągnąc za sobą chłopaka po czym przystanął, gdy usłyszał kolejne słowa Samuru. Cień uśmiechu przebiegł po jego bladej twarzy, ale tylko na krótką chwilę.
- Nie jesteś moim panem. Wypchaj się. - Burknął i ruszył kawałek dalej, ciągnąć przerażonego człowieka ze sobą. Już wolał nie patrzeć jak bratanek pożywia się ludzkim mięsem, wyglądało to zbyt odrażająco. Jak widać poszedł w kroki ojca, ale to jego życie. Nie będzie pouczał byłego burmistrza co jest złe i dobre, sam nie był święty.. ale znał granice. Ponoć.
W momencie przebicia Josha nożem, jego oczy zaświeciły. Ile można się opierać silnemu głodowi, który tak bardzo mu przypominał, że nie potrafił się kontrolować? Czuł jednak obrzydzenie po tym co zobaczył, więc może dlatego nie zatopił zębisk w tętnicy długowłosego. Spojrzał na jego zakrwawioną dłoń, a nawet ręką nieco go przytrzymał, aby upadek nie był taki tragiczny. Odrobina czułości? Ależ skąd że. Jemu to po prostu sprawiało przyjemność. Kiedy ukucnął, aby móc przytrzymać jego głowę, posłał mu wesoły uśmiech. Zupełnie jakby byli starymi przyjaciółmi, którzy zobaczyli się po latach.
- A więc sam to zrób. - Sapnął, niepokojąco blisko zbliżając do niego swoją twarz i polizał po lewym policzku. Oczy ani na chwilę nie przestały się świecić. Wyprostował się, odchodząc kawałek do tyłu i rzucił mu pod ręce nóż, tym samym którym go dźgnął. A więc chciał aby bliźniak sam dokończył dzieła? Zawsze to jakiś wybór, prawda? Dźgnięcie w brzuch nie pozwoli mu tak szybko umrzeć, powolne wykrwawianie nie brzmi zachęcająco. Może więc Joshua sam sobie pomoże?
Widząc jednak, iż ten nie za bardzo kontaktuje, usiądzie sobie jak gdyby nigdy nic przed nim i chwyci ostrze jego ręką, a drugą wyciągnie. Skieruje na nadgarstek i nieco przyciśnie, reszta zależała od człowieka.
- Gotów? - Sapnął cicho, nie spuszczając z niego uważnych ślepi. Gdzieś tam w międzyczasie spojrzy na Samura, który się odezwie, ale to spojrzenie było krótkie. Przelotne. Teraz całą jego uwagę zwrócił konający człowiek, który jeszcze tego dnia dołączy do bliźniaka. Joffrey już nie zastanawiał się nad konsekwencjami, przecież nikt nie odkryje, że za tym stał. A nawet jeśli, to co z tego? Nie pierwszy człowiek jakiego zabił, a jeden z wielu.
Dla niego było to całkowicie normalne. W końcu i tak umrą. On tylko pozbawia ich większego cierpienia. Uśmiechnie się zachęcająco, niczym ojciec do swego dziecka, które uczy się jeździć na rowerze.
Gotowy na ostatnią przejażdżkę?

_________________
Stary Cmentarz - Page 6 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Stary Cmentarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   Stary Cmentarz - Page 6 Empty

Powrót do góry Go down
 
Stary Cmentarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE) :: CMENTARZ-
Skocz do: