IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Death house

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Pią Sie 19, 2016 4:14 pm

Przespał całą trasę od pierwszego spotkania ze Szlachetną, aż do jej rezydencji. Szkoda, ominęły go nietypowe kontakty, jakie zawierała Nadia z mieszkańcami Yokohamy. Dwa spośród zapewne setki, jak nie tysięcy podobnych relacji, gdzie na zasadzie porozumienia robiono sobie przysługi. Za pieniądze, za dobre słowo, za pamięć, za inne towary. Nie zdziwiłby się, gdyby Brązowooka tylko bardziej przenikliwym spojrzeniem mogła wyperswadować najlepsze warunki dla siebie. Miała w sobie... to coś. Magnetycznego, władczego, a zarazem wrażliwego. Nu, ale skoro spał... mógł jedynie wymarzyć sobie ów wiedzę, którą narrator przekazał Czytelnikowi.
Ocknął się, kiedy poczuł coś na swojej głowie. Delikatny dotyk z rączki Nadii potwierdził przypuszczenia Wszechwiedzącego, że miała przynajmniej odrobinę wrażliwości. Kyuu wybudził się jak najszybciej mógł i powoli wygrzebał się z pojazdu, z którego niewiasta wyjęła już zakupy i otworzyła drzwi do domu. Młodzieniec udał się z wolna jak zombie do środka, chociaż miał nieostry, rozmazany wzrok. Szedł za głosem, który zaprowadził go do kuchni i kazał spocząć przy stole. Usiadł ostrożnie i utkwił wzrok w blat ze spuszczoną głową.
Dopiero kiedy usłyszał krzątanie się Nadii w kuchni, zdecydował się wysilić i sprawdzić, co się dzieje. Czujności nigdy dość. Niebawem jego oczom ukazał się pucharek wyjęty z szafką, lecz otworzył szerzej oczy, gdy wypełniał się posoką. Od razu rozświetliły się jego błękitne tęczówki, o dziwo nie na szkarłatny odcień, a na prawie biały. Cóż, faszerowanie go świństwami wszelkiej maści musiało mieć efekty uboczne - ten to akurat najmniejszy pikuś, chociaż i z tego błahego powodu był poniżany, nawet wśród innych więźniów. Nie mniej, gdy trunek został przelany i podany mu pod nos nie tknął posiłku, dopóki nie dostał polecenia. Posłuszny jak pies swej Pani nachylił się w tułowiu i pił... jak z kałuży, czyli liżąc taflę pysznej krwi grupy "0". Pił pospiesznie, bez rozlewu ani jednej kropli, skupiony tylko na posiłku. Nie słyszał muzyki z radia, ani nucenia - zamknął się w swoim świecie na czas jedzenia. Nie trwało to długo, koło dwóch minut. I wylizał naczynie do czysta.
Dostał kolejne polecenie i pytanie, więc musiał wrócić zmysłami do rzeczywistości. Nie wiedział, czy mógł odezwać się w stronę Dobrodziejki z dwóch względów: fizycznych i z powodu jego niskiej hierarchii w społeczeństwie, wręcz na marginesie. Ale spróbuje, wszak był przeładnej Blondynce o wiele więcej winien niż jedną odpowiedź. Przytknął pokiereszowaną i brudną dłoń do szyi, tam gdzie znajdowały się struny głosowe, i lekko przycisnął, żeby zmusić siebie do mówienia. Nawet jak zaboli.
-Hai.
Jedno, krótkie, stanowcze słówko, które jakimś cudem udało się z siebie wykrztusić przy niemalże poderżniętym gardle. To słowo było wypowiedziane jednak tak cicho, że było wielce prawdopodobne, że radio zagłuszyłoby go zupełnie. Ale przecież Dziewiątka miała do czynienia z Krwiopijczynią, a oni są zdolni do wyłapania nawet najmniejszego szmeru wśród hałasu i zgiełku. Po lekko skwaszonej minie i masażu szyi dało się wywnioskować, że mimo wszystko dał z siebie tyle, ile był w stanie na obecną chwilę. Zresztą najważniejsze, że dzięki posoce wróciło czucie we wszystkich kończynach i powolutku następowała regeneracja wyniszczonego organizmu. Baaardzo powolutku, nie mniej był ogromnie wdzięczny Wybawicielce. Jego dzikie oczy pilnie obserwowały kobietę, chociaż duży nóż położony na stole także przykuwał uwagę, dlatego co jakiś czas zerkał w kierunku narzędzia. Jak dostał przykazanie, aby nie zasnąć przy stole, to musiał jakoś odciągnąć koncentrację ze swojego stanu zdrowia na otoczenie. Starał się niczego nie zepsuć, bo zapowiadało się, iż jeszcze to nie koniec z jego żywotem. Że to dopiero początek.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 531


PisanieTemat: Re: Death house   Pią Sie 19, 2016 7:54 pm

Nawet ludzie uważają, że dobrą prognozą, rokowaniem na przyszłość w chorobie jest apetyt. A ten jak widać dopisywał jasnowłosemu. Gdy tylko dopił pierwszy pucharek do końca Nadia pokręciła głową z wyraźną dezaprobatą. Nie chodziło absolutnie o temat krwi, ale o to coś, co niesamowicie szpeciło wampirzą szyję. Już w slumsach zwróciła uwagę na partacką robotę. Jak na kogoś kto w praktyce przestudiował ludzkie ciało po centymetrze (dosłownie) Nadia miała w domu kilka bardzo przydatnych rzeczy. Większe zabawki stały w piwnicy, dokładnie tej, do której wejścia strzegła ciężka klapa za domem, zamykana na kłódkę. Prosektoryjne łóżko z profesjonalnym odpływem i cała gama przeróżnych narzędzi i przyrządów czekały cierpliwie na swój dzień. Całość to zgrabna robota Taichiego, który na swojej robocie „zjadł zęby”. Mniejsze instrumenty wampirzyca wolała mieć pod ręką. Nie było ich zbyt wiele ale gdyby pewnego pięknego wieczoru wróciła z kulką w nodze bądź też szarpaną raną, to udzieli sobie pomocy sama.
Pozbędziemy się tego.
Obrysowała niewidoczną pręgę na szyi palcem, dając do zrozumienia co ma na myśli. Ponownie wywędrowała do kuchni. Jeśli chłopiec miał ochotę obserwować jej ruchy to wystarczyło się odwrócić. Kuchnia i salon były jednym, wielkim pomieszczeniem, rozdzielonym jedynie wyspami meblowymi. Ostatnia szafka w samym rogu, podzielona była na szuflady. Ta znajdująca się najniżej wydała dziwny dźwięk przy wysunięciu. Najwidoczniej była wypełniona jakimiś metalowymi przedmiotami, które obijały się o siebie brzęcząc. Szlachetna wyciągnęła po krótkim zastanowieniu jedną nerkę chirurgiczną i pęsetę o chwytnym zakończeniu, skalpel miała przy sobie, w sumie zawsze. Z takim zestawem małego chirurga podeszła do Dziewiątki. Tym razem o wiele bliżej niż poprzednio. Właściwie to usiadła sobie na stole, tuż przed nim. Delikatnie chwyciła w lewą dłoń jego podbródek i uniosła wysoko.
Wiem, że boli ale spróbuj się nie wiercić. Patrz do góry, na sufit.
W pełnym skupieniu, ostrożnie i dokładnie, kawałek po kawałku usunęła partacką robotę z szyi młodzieńca. Resztki strasznego pomysłu po kolei lądowały w nerce tworząc niewielkie wzniesienie z materiału. Krwawiło, w jednym miejscu mniej, w drugim bardziej ale bez obaw, zaraz przestanie całkiem.
Już, wiem, że krwawi ale nie dotykaj.
Po skończonym „zabiegu” przeszła do punktu finałowego. Mianowicie ześliznęła się z twardego blatu i chwyciła w lewą dłoń duży nóż. Sięgając po niego zabrała przy okazji pusty już puchar. Z niewzruszoną miną przyłożyła ostrze do nadgarstka prawej, zaciśniętej pięści. Pierwsze nacięcie wywołało o niej lekkie drgnięcie brwi. Jakby była zdziwiona, że samookaleczenie również dostarcza nieprzyjemnych doznań.
Tylko od Ciebie zależy czy i jak się odwdzięczysz. Prawdopodobnie ratuje Ci życie.
Cholera, nacięta w poprzek rana zdążyła się zagoić nim posoka nawet nie wypełniła ćwierci naczynia. Cóż, musiała to zrobić nieco inaczej. Kolejna rana była o wiele dłuższa, miała około pięciu centymetrów i prowadziła wzdłuż żyły. Masując kciukiem naczynia krwionośne od łokcia w dół kobieta sprawiła, że czerwona ciecz pulsacyjnie wypełniała kielich z nieco większą szybkością. Dlaczego nie dała mu się po prostu ugryźć? Przecież tak byłoby szybciej i łatwiej. Ano przez te wszystkie lata swego życia kły zatopił w niej tylko jeden wampir. I wolała żeby tak pozostało, proste. Gdy naczynie było pełne niemal po brzegi przyszedł czas na fiolkę o której wspominałam wcześniej. I ją napełniła. Gdy było po wszystkim oblizała nacięcie, a to zabliźniło się pozostawiając jedynie brudny ślad na jasnej skórze. Fiolkę zakręciła i przewiesiła dołączony do niej łańcuszek przez szyję. Specyficzny wisiorek wrzuciła za bluzkę czując jak podłużny kształt ulokował się między piersiami. Tam był bezpieczny.
Nie wiem czy piłeś kiedykolwiek w życiu krew wampira krwi A. Jeśli nie, to proszę. Rozkoszuj się. Enjoy.
Przesunęła kielich w stronę Kyuu siadając na krześle po przeciwnej stronie. Nigdy nie przypuszczała, że będzie się cięła dla jakiegoś nieznajomego dzieciaka. Jak widać życie umie zaskoczyć, a ukrywając minimalne zmęczenie wlepiła w niego swoje kocie źrenice. Chciała zobaczyć jak zareaguje na najlepszą z możliwych krwi. Istny eliksir młodości, najsłodszy ze wszystkich dostępnych, jedyny  taki, niepowtarzalny, mogący zdziałać cuda. Była ciekawa jak pod względem fizycznym zareaguje jego ciało a szczególnie rana na szyi. Czy stanie się tak jak tego oczekuje…

_________________
Nadia|Leo



Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Sob Sie 20, 2016 7:34 pm

Czy dobrze usłyszał? Pozbyć się nieprofesjonalnych szwów? Nawet nie musiał słyszeć, kobieta dobitnie wskazała, co autorka miała na myśli. Najwyraźniej nadszedł czas na mniej przyjemne chwile u boku Blondynki. Po posiłku, którego nie miał w ustach od miesiąca w jakiejkolwiek dawce, Nieśmiertelna zdecydowała się na bardziej radykalne kroki. Prawdopodobnie nie spodobała jej się amatorszczyzna w wykonaniu chłopaka na swojej własnej szyi. Nikt inny nie zechciałby ratować białego szczurka, aby nie pobrudzić sobie rąk. Zaszył więc ranę tak jak najlepiej umiał. Sznurówką z buta, gdyż nie posiadał nic więcej niż nosił na sobie. Wiadomo, iż brak fachu w ręku może spowodować dodatkowe komplikacje, lecz nie miał wyboru. Wolał więc poświęcić organ mowy niż dosłownie stracić głowę.
Wodził wzrokiem za dziewczyną, która znosiła do jadalni i kładła na stole różne przedmioty. Ostro zakończony pręt źle mu się kojarzył, stąd spuścił na moment głowę, by tego nie widzieć. Do czasu, kiedy narzędzia pracy były gotowe, a dziennikarka przez moment przyjęła posadę pani chirurg. Podniosła jego podbródek i wydała polecenie, które samo w sobie napawało obawami. Nie mógł zrobić nic więcej jak chociaż postarać się wykonać rozkaz. Patrzeć do góry. W sufit. Nieruchomo. Dobrze, że miał nagromadzone zapasy sił po posiłku z ludzkiej krwi. Wbijał tylko mocno palce w siedzisko krzesła, jakby szukając sposobu ujścia z niego napięcia wywołane bólem. Grzecznie siedział, chociaż czuł, jak spływa mu dość dużo posoki po operowanej szyi, który kroplami łaskotał go aż za kołnierz.
Po skończonej robocie, Kyuu mocniej oparł się o krzesło wyraźnie szukając ulgi w czymkolwiek. Dobrze, że mebel był miękki, toteż skupiwszy się na dawanym komforcie starał się nie myśleć o otwartej na nowo ranie. Nadal nie spuszczał wzroku z sufitu, dopóki nie poczuł w powietrzu nutki słodkości. Dziwnie kuszącej słodkości. Zaintrygowany tym zjawiskiem odkrył nacięcie na ręce Wybawczyni i usłyszał słowa jeszcze dziwniejsze słowa, które jeszcze nie wiedział jak zinterpretować. Jeszcze, bo odpowiedź przyjdzie po pierwszym łyku, które tym razem sprawiło, że spięte ciało rozluźniło się. Jakby zapomniał o troskach i zmartwieniach. Afrodyzjak spijał o wiele wolniej niż pierwsze danie, delektował się delikatesami. Nigdy przedtem nie spożywał takiej posoki. Wciągnął się w piciu, co jakiś czas przy większych łykach ukazując kiełki niezdarnie gryzące brzeg naczynia. Nabierał jednak wprawy i mógł cieszyć się z otrzymanego posiłku. Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy.
Upiwszy, w zasadzie wylizawszy, z pucharka ostatnią kroplę boskiego nektaru wyszedł leniwie z transu, a oczy powróciły do normalnego jak dla Dziewiątki odcienia błękitu. Coś było nie tak. Przecież... nie powinien czuć się tak lekko, bez balastu gehenny. Żadna rana go nie piekła, bo wszystkie zagoiły się jak na psie, wręcz o wiele szybciej. Nie dowierzając własnym zmysłom wzroku i czucia puścił ostrożnie naczynie z objęć palców i utkwił spojrzenie w jej strukturze. Tylko pobrudzona, za to zdrowo zrośnięta, mógł ją zaciskać w pięść lub rozłożyć palce na boki. Tak samo z drugą ręką, która była na wpół zgniła. Moment, a ta paskudna rana po zabiegu na szyi (tym starym i tym nowym)? Ostrożnie powędrowały palce na jabłku Adama, które bez problemu mogło łykać ślinę. Nic nie wyczuł pod opuszkami, gładka skóra. Co to były za czary? Czy to od...
Dopiero teraz skręcił głową na dziewczynę, która ofiarowała mu życie. Jej posoka, taka słodka i taka lekka, musująca podniebienie, miała niezwykłe właściwości. Czyli to była krew klasy A. Nie rozumiał, dlaczego kobieta dała mu się napić, skoro nawet stwierdziła, iż może lecz nie musi się odwdzięczać za ratunek. Może nie wierzyła, iż Kyuu byłby w stanie cokolwiek dla niej zrobić? Zapewne tak mogło być, jednak Jasnowłosy mimo wszystko postara się spłacić dług. Jak najlepiej umiał.
Powoli wstał od krzesła i wyprostował nie tylko nogi, lecz i kręgosłup. Nadia siedziała na przeciwko z pilnie obserwującym, kocim wzrokiem. Zatem wystarczyły dwa kroki, aby zbliżyć się w jej stronę i... paść przed Blondynką na kolana, a sekundę później w głębokim skłonie japońskim. Wyciągnięte dłonie ku przodowi lekko obejmowały jej sneakersy w geście wielbienia Nadii. Młodzieniec nie drgnął ani na milimetr z podłogi, pewnie dopiero kopniak w głowę czy słowo dotyczące tej czynności mogłoby go zmusić do zmiany pozycji. Ale tylko kopniak bądź słowo Szlachetnej. Młodziak tylko w ten sposób potrafił dać namiastkę tego, co jest gotów zrobić dla swojej nowej Pani.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 531


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Sie 21, 2016 7:40 pm

Chwila ciszy i skupienia. Spożywanie posiłku gdy druga osoba na nas patrzy nie jest zbyt komfortowe ale to chyba Kyuu przeszkadzało najmniej. Pił powoli, bez zbędnego pośpiechu. Co jakiś czas przygryzał brzeg naczynia ale nie ma się czemu dziwić. Głód potrafi doprowadzić do zwierzęcych odruchów nawet wampiry szlachetnej krwi a co dopiero mówić o kimś usytuowanym ciut niżej w hierarchii. Wampirzyca przez nietrwający nie wiadomo ile posiłek nie odezwała się ani jednym słowem. Spostrzegła nawet bardzo ciekawe zjawisko. A mianowicie chodziło o barwę tęczówek chłopaka, która przy spożywaniu krwi stawała się nie czerwona, a niemal biała. Ciekawe, bardzo ciekawe. Z pewnością nie omieszka o to zapytać w przyszłości.
Najbardziej widoczną raną w chwili obecnej była ta na szyi. Właśnie na niej Nadia skupiła wzrok. Z pewnością pod ubraniem znajdowało się niejedno otarcie i o wiele gorsze rzeczy, o których nawet nie chciała myśleć. Koniec, kolacja za nami, a efekt? Zdumiony jasnowłosy najpierw poświęcił uwagę jednej dłoni, później drugiej. Obie prócz zabrudzeń nie nosiły żadnych ran i zadrapań. O dziwo to paskudztwo na szyi też zginęło. Czyli nasza bohaterka miała rację. Posoka wampira krwi szlachetnej nie tylko doskonale gasi pragnienie w postaci głodu ale także leczy i być może uzależnia, ale na ten temat nic nie wiedziała. Okaże się… Czyżby to działało jak narkotyk? Próbujesz raz i chcesz znów, tyle że więcej.
Już dobrze, wstań.
Najwyraźniej przyjęła do wiadomości, że odwaliła kawał dobrej roboty i chyba największy dobry uczynek w swym życiu. Bo uratowanie komuś życia – to brzmi naprawdę dobrze. Kolejny raz pogładziła jasne włosy chłopca czekając aż zrobi to o co go prosiła. Jeśli już zdoła się wyprostować nadejdzie czas na jeden z ostatnich etapów przywracania wyrzutka do cywilizowanego świata.
Gorąca kąpiel i sen. Koniec atrakcji na dziś. Przyniosę Ci ręcznik i zobaczymy co jest w tych dużych torbach.
Tak jak powiedziała, tak też zrobiła. Z szafy przyniosła duży, fioletowy ręcznik obszyty jednym, złotym paskiem. Przyniosła również torby i po kolei wyłożyła wszystko na stół. Szukała jednej rzeczy, o której zapomniała wspomnieć przez telefon. Gdy już traciła nadzieję, na dnie torby nr.2 zobaczyła złożony w kostkę, kraciasty materiał. Spodnie od piżamy! Długie ze sznureczkami w pasie.
Masz to i to.
Złożyła na dłoniach Kyuu ręcznik i spodnie po czym przyniosła z kuchni jeszcze jedną rzecz – foliowy, nowy worek na śmieci.
To co masz na sobie nie nadaje się do niczego. Jak się rozbierzesz to spakuj to tu i postaw obok kosza pod umywalką. Łazienka jest tam, z prysznicem lub na piętrze z wanną. Co wolisz. Ja w tym czasie przyniosę Ci poduszkę i koc. Prześpisz się w salonie okey?
(Bo kosz na śmieci w 90% domów znajduje się pod umywalką). Wskazała palcem drzwi, za którymi znajdowała się łazienka i gdy już wszystko wyjaśniła zabrała się za sprzątanie.  Po pierwsze musiała zabrać ze stołu zestaw małego chirurga, a po drugie musiała gdzieś poukładać męskie ciuchy. W salonie stała komoda z 4 szufladami. Dwie od dołu były niemal puste więc najprędzej przełoży pierdoły wyżej a tam poukłada spodnie, bluzki itp. Na ewentualne zakupy przyjdzie czas jutro. Kiedy już miała zabierać się do tych wszystkich czynności dostała sms. Po przeczytaniu wiadomości szybko na nią odpisała. No tak, Rosjanin… o nim zapomniała, a to bardzo ważna sprawa. Jak tylko dostanie dokładny adres, będzie musiała tam jechać.

_________________
Nadia|Leo



Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Pon Sie 22, 2016 7:56 pm

Nigdy nie zapomni tej chwili upojenia. Była najszczęśliwszą chwilą w jego nędznym życiu, a prawdopodobnie nic nie zdarzy się lepszego. W przeszłości co prawda zaprzyjaźnił się z pewną Wampirzycą Daszą, ale stracił pamięć o niej i wszystkim, co wiązało się z jej dobrodziejstwem. Teraz jedyny trwały ślad w jego psychice wyrywa mu bordowa ciecz Nadii i wszystko wskazuje na to, że będzie trudno zastąpić ten moment czymś o wiele lepszym.
Dlatego nawet głębokie ukłony nie mogły ani w ułamku spłacić długu, i raczej nigdy nie uda mu się w pełni zadowolić Wampirzycy. Nawet kazała mu już wstawać, a był gotów tak wielbić długo. Lecz skoro słowo się rzekło i był usłuchany, to wstał na baczność. Zrobił to tym swobodniej, gdyż dostał pochwałę w postaci głaskania po włosach. Białe jak śnieg i gęste jak śmietana mogły rzeczywiście kusić do głaskania, chociaż nikt tak mu nie robił do tej pory. Tak jak i nie chciał doprowadzić go do porządku, w tym wprowadzić na cywilizowaną drogę. Ba - wręcz specjalnie go traktowali jak zwierzę, by wzbudzić w nim bestię, i mordercze zachowania, aby skuteczniej eliminować przeciwników. Czy to podczas walk na arenie czy podczas zleceń swego byłego Pana.
Tak czy siak, niepozorny z wyglądu młodzieniec został zaraz wyposażony w dwa przedmioty - ręcznik i spodnie. I trzeci niebawem, mianowicie worek foliowy. Słuchał uważnie słów Nieśmiertelnej, ale jak zaczęła mówić o kąpieli... wyraźnie drżał. Spuścił wzrok na podłogę i po informacji o noclegu kiwnął nieśmiało głową, że zrozumiał. Tylko ten jego krok, taki niemrawy, jakby szedł na ścięcie. Udał się do łazienki z prysznicem, wybrał go jako mniejsze zło. Nie zamykał drzwi za sobą, nie wiedział, że jest taka możliwość, tylko skupiony na powierzonym zadaniu zdarł z siebie resztki szmatek i podszedł do dyszy z wężem. Dostrzegł też kurki z wodą, czyli główne źródło do pozyskania przeźroczystej cieczy. O ile dobrze pamiętał. Wlazł ostrożnie do środka, spuścił rozciągliwą końcówkę z dyszą na podłogę brodzika i odkręcił baterie. Kiedy tylko zaczęła lać mu się po stopach, skwasił minę i rozglądał się za czymś, co pomogłoby mu ograniczyć bezpośredni kontakt z wodą. O, zobaczył gąbkę. Wyciągnął rękę po znajdźkę i namoczył ją w podtopionym brodziku. Wycisnął z obrzydzeniem nadmiar wody i kierował ją na tył swego ciała.
-Kh.
Jęknął cicho, niechętnie dotykając ręką z mokrą gąbką swoich pleców. Nie, nie bolało go fizycznie, lecz psychicznie. Ma silnie rozwinięty wodowstręt, ale skoro musiał wysłuchać polecenia swojej nowej Pani, to musiał stłamsić własne lęki. Zresztą gorzej byłoby, gdyby skorzystał bezpośrednio z prysznica, lub co gorsza - z wanny po brzegi wypełnionej przeźroczystą cieczą. Sama woda oczywiście nie wystarczyła, musiał znaleźć coś, co oddzieli brud od skóry. Testował kilka środków, jakie wygrzebał z szafki. Prawie wszystkie przedmioty były mu obce: balsam, szampon, olejki zapachowe, sole mineralne, odżywki, aż natrafił na mydło. To jeszcze kojarzył, więc spróbował na swoim lekko nawilżonym ciele. Istne tortury, ale zacisnął zęby i rozsmarowywał białą kostkę po każdym kawałku ciała. Okrył się dwumilimetrową warstwą z mydlin, nawet powieki i uszy, a później mocząc gąbkę w brodziku prysznica - powoli z siebie spłukiwał. Mina wyrażała ogromne przygnębienie wpadającą w depresję, ale przynajmniej miał to już za sobą. I nie zawiedzie oczekiwań Szlachetnej, wszak dzięki niej żyje.
Tak jak mu przykazała, wrzucił brudne skrawki materiału do worka, wziął śmieci i położył obok kosza pod umywalką w kuchni, a założył ofiarowane długie spodnie od piżamy, które miały odrobinę za długie nogawki. Nie podwinął ich, był z jednego strony posilony jak nigdy przedtem, ale tyle wrażeń i nieprzespanych nocy odbiło swoje piętno na nim. Powłóczył nogami do salonu, po którym co jakiś czas migała mu sylwetka Długowłosej. Wręczyła mu poduszkę z kocem, tak jak obiecywała, lecz zamiast położyć się na kanapie czy w fotelu - swoje legowisko przewidział w samym kącie pokoju. Ale zanim to zrobił, stanął na przeciw Krwiopijczyni z wyższych sfer i spojrzał jej głęboko w oczy swoimi. Dość głębokie cienie pod ślepiami zdradzały, że źle zniósł krótką chwilę spędzoną na kąpieli, ale nie uskarżał się na to. Coś innego chodziło mu po głowie, a zawarł to w jednym, krótkim, dość ogólnikowym pytaniu:
-Pani?
Jego głos był o wiele bardziej klarowny niż przy pierwszym słowie, gdy okaleczone gardło nie wydawało czysto brzmiących dźwięków. Krew Nadii zdziałała cuda. Przechylił przy tym odrobinę głowę na bok jednocześnie próbując wysilić szare komórki do lepszej komunikacji. Co mogła zrozumieć przez jedno słowo? Że zaczepia ją w jakiejś sprawie? Że chce poznać jej imię? Że pyta się o zgodę, by była jego Panią? Przytkał dłoń do ust, bo głęboko mu się ziewnęło, lecz stał dzielnie wyposażony w koc i poduszkę, oraz spodnie od piżamy. Poniekąd wyglądał słodko, chociaż nie taki był zamiar. Tak wyszło.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 531


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Sie 23, 2016 6:52 pm

Krok za krokiem, metr za metrem Kyuu nieuchronnie zbliżał się do swego miejsca przeznaczenia jakim była łazienka z prysznicem. Tym razem reakcja wampirzycy była żadna, bo stres, zmęczenie czy proste zakłopotanie mogły wywołać u każdego totalne spowolnienie. Do głowy by jej nie przyszło, że jasnowłosy może traktować zwykłą wodę zupełnie tak jak tą święconą. Co prawda nie zamknął za sobą drzwi ale Nadia była i tak w innej części domu więc nie obserwowała ani jego ruchów, ani tym bardziej min jakie robił podczas mycia. Uznała, że wszystko jest w porządku gdy tylko usłyszała szum wody. Dziewiątki nie było około kilkunastu minut a tyle zupełnie wystarczyło żeby ogarnąć to co do ogarnięcia było. Nim pokrzywdzony przez czystą wodę zdołał doczłapać do kuchni, Nadia zagłębiła się w telefonie sprawdzając co nowego słychać w mieście. Skubiąc delikatnie paznokciami górną wargę przewijała kolejne strony na małym wyświetlaczu. Wiadomości od Emmana nadal brak. To było dla niej dość niepokojące i cały czas biła się z myślami czy zadzwonić. Najgorsze było to, że bała się głuchego sygnału, braku prostego „halo?”. I chyba sam strach powstrzymywał ją przed wykonaniem połączenia, jeszcze…
Już?
Wstała z krzesła odkładając telefon na blat stołu. Oj spanie po kątach domu to bardzo zły pomysł i gdyby tylko Kyuu był łaskaw poinformować ją o swoich planach, łaskawie wytłumaczyłaby mu, że nie po to o 3 w nocy kołuje ubrania żeby wycierał sobą wszystkie kurze. Skoro powiedziała, że ma spać na kanapie to lepiej niech tak zrobi. Chyba, że chce zdenerwować blondynkę, a o to wbrew pozorom nietrudno. Wyraźnie zmarnowany, niczym po ciężkiej walce Dziewięć stanął naprzeciw niej z miną zbitego psa.
Pani?
Zmarszczyła brwi przygryzając jednocześnie od wewnątrz dolną wargę. Chwilę jej wzrok błądził po twarzy młodzieńca szukając odpowiedzi. W końcu pojęła o czym mówi, zrozumiała.
Tak.  Jeśli tego chcesz.
I jeśli zrozumieli się dobrze pomimo najmniejszej z możliwych ilości użytych słów, To Kyuu właśnie zyskał Panią, a Nadia sługę. Drugiego, jeżeli naprawi to co czekało na nią gdzieś w zakamarkach miasta.
Idź spać, ja muszę coś załatwić i raczej nie uda mi się wrócić przed wschodem. Krew masz w lodówce. Nie wystrasz się szmerów w domu. Mam kota. Czuj się jak u siebie.
Wskazała ruchem dłoni ponownie łóżko. Miejmy nadzieję, że tym razem dotarło gdzie ma się położyć skoro taka była jej wola. Wampirzyca zaś zabierając ze sobą telefon, masterCard i kluczyki do auta, szybkim krokiem opuściła dom. W międzyczasie gwałciła połączenie do Emmana w nadziei, że w końcu odbierze. Tak, chciała mieć to już za sobą.

z\t

_________________
Nadia|Leo



Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Sie 28, 2016 8:58 am

Szczerze to nie wiedziałby, że uzyskał bez trudu możliwość spania na kanapie niżeli z własnych zachcianek wolał spać w kącie na podłodze. Zwłaszcza, że nie miał najmniejszego zamiaru denerwować swojej nowej Pani, która dała mu życie. Właśnie dlatego, by nie wprawiać Nadii w zły nastrój obrał myślami kurs na skrawek podłogi, na szczęście został wnet wyprowadzony z tego toku myślenia. Blondynka wskazała mu palcem na posłanie i zostawiła go z mnóstwem informacji. Że tak - zgodziła się zostać jego Panią. Że może spać ile wlezie, a potem wędrować po domostwie jak po swoich włościach. Że nie będzie tutaj sam, więc aby nie przestraszył się szmerów wydawanych przez kroki i poczynania kota Wampirzycy. Że Nadia prawdopodobnie nie wróci przed wschodem słońca, dlatego jakby zgłodniał, krew czekała na niego w lodówce. Na to wszystko i więcej skinął skromnie głową, która dawno nie dostała takiego kopa w zakresie komunikacji z inną osobą, ale wszystko zrozumiał. O dziwo.
Usiadł na skraju łóżka i obserwował, jak jego Pani zbierała z domu drobiazgi i wybierała się na zewnątrz, gdzie czekał samochód. Użyła go, bo po pierwsze usłyszał ryk odpalanego silnika, a później nawet pofatygował się podejść bliżej okna i zerknąć przez nie na odjeżdżający z posesji pojazd. Musiała się spieszyć, bo za ułamek sekundy nie było już widać nawet świateł. Dziewiątka chwilę jeszcze siedziała przy oknie i spoglądała w ciemności. Dawno nie mógł na spokojnie oglądać gwieździstego nieba. Zamyślił się na kilka sekund, gdyby nie wspomniany, możliwy szmer. Zwierzątko Brązowookiej dało o sobie znać, na co Kyuu odwrócił gwałtownie głowę i świdrował spojrzeniem żyjątko. A więc tak wygląda kot... znaczy widział te stworzenia, lecz nie znał ich nazewnictwa. Poza tym były tak zaniedbane jak przedtem młodzieniec, a ten tryskał zdrowiem i odwagą, bo bez skrępowania podszedł do anorektyka, który podkulił nogi na parapet nie chcąc mieć do czynienia z dotykiem tego czegoś z ogonem. Mierzyli się z dwie minuty wzrokiem, aż chłopak odpuścił pierwszy, i to był błąd. Kot wykorzystał chwilę nieuwagi i wskoczył na wolny skrawek parapetu, żeby podejść bliżej dość zmieszanego młodzika.
-Nie. Stój.
Krótkie słowa skierowane na kota nie zrobiły na nim wrażenia, wręcz jeszcze bardziej kusiło ogoniastego, aby połasić się do jego nóg. Wampir krwi klasy C zdecydował ewakuować się z parapetu i schować się pod kołdrą. I tak był już zmęczony, więc na jedno wychodziło. Wcale nie dlatego, żeby uniknąć kontaktu z futerkiem. Heh, ale cóż, wydawało mu się, że sprawę załatwił wykiwawszy kota, ale pomylił się, gdy kot zaraz położył się na pościeli tuż obok skulonego chłopaka. Już nie uciekał, w ciszy obserwował towarzysza, aż wreszcie ziewnął cicho i zmrużył powieki. Nawet nie protestował, kiedy zwierzątko wtuliło się w jego skryty brzuch. Było mu odrobinę cieplej.
Spał twardo, aż do wschodu słońca. Przypomniawszy sobie we śnie słowa Pani, że może wrócić o tej porze, ocknął się i wysunął białą fryzurę z pościelowej kryjówki wodząc błękitnym wzrokiem po salonie. Kot całą noc mu towarzyszył, zdziwił się poniekąd. Może wolał mieć Kyuu na oku? Tak czy siak jeszcze nie wróciła - usłyszałby ją. Przeczesał dłonią fryzurę i włócząc nogami okrążał pokój przyglądając się rzeczom, które w zasadzie były dla niego nowością. Natknął się na siatki z ubraniami, które udało się zdobyć jego Pani od znajomego i wyszukał dla siebie bieliznę, czarny t-shirt i obcisłe spodnie. Z butów zrezygnował. Wrócił do swojego posłania, żeby złożyć je w jednym miejscu i zajął miejsce na parapecie spoglądając w ciszy na krajobraz. Zupełnie nie przeszkadzało mu już towarzystwo kota, który co jakiś czas łasił się do jego nóg.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 531


PisanieTemat: Re: Death house   Sro Wrz 21, 2016 6:01 pm

Duża ilość zakrętów nieco wadziła naszej blond bohaterce. Raz na jakiś czas zamykała oczy próbując w ten sposób zniwelować kołowrotek załączający się w jej niemyślącej dziś głowie. Kilka drobnych podpowiedzi dla kierowcy sprawiło, że wszyscy szybko i bezpiecznie znaleźli się na miejscu. Podjazd przed domem był już suchy. Od czasu pożaru budynku gospodarczego minęło sporo czasu, a ilość wody jaką użyli do gaszenia drewna strażacy zdążyła wchłonąć się w ziemie. Wychodząc z pojazdu Nadia podziękowała Emmanowi i zaprosiła go do środka. To czy z zaproszenia skorzystał zależeć już będzie tylko od niego. Raven ze swoją torbą pełną zabawek poszedł pewnie bez słowa. Bo foch o rozkaz itp. Uroczy ten alkoholik. Przekraczając próg domu wampirzyca wyczuła, że jej lokator jest w środku. Czyli nigdzie nie wychodził lub zdążył już wrócić.
Cześć Kyuu.
Podeszła niespiesznie do parapetu opierając się o niego.
Widzę, że kociak Cię polubił. Wszystko ok?
Zapytała wsuwając palce w gęstą kocią sierść. Futrzak siedział zaraz przy nogach jej wampirka więc nie mogła się powstrzymać od tego żeby go nie pogłaskać. Zaraz po krótkim głaskaniu odwróciła się szukając wzrokiem Ravena. Bez względu na to czy był obrażony czy nie wskazała ruchem głowy na chłopca.
To jest Kyuu, a to Aristov  Vladimir. Pomieszka tutaj trochę.
Trochę czy nie, to już będzie zależało tylko I wyłącznie od niego.
Kierunek kanapa. Właśnie tutaj usiadła zmęczona Nad odchylając głowę do tyłu. Ręką zagarnęła złożony równo koc i poduchę. Osuwając się, oparła o niego głowę przymykając nieco oczy. Chciało jej się spać ale sytuacja jakoś nie pozwalała.
Aristov, na piętrze są dwie wolne sypialnie. Zajmij jedną jeśli chcesz.
No chyba, że planował sypiać w innych miejscach. Nawet wampir od czasu do czasu musi wypocząć.

_________________
Nadia|Leo



Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Sro Wrz 21, 2016 7:07 pm

Czekanie na kogoś, kto zajął szczególne miejsce w burzliwym życiorysie młodocianego wampira, okazało się nie aż tak proste do zrealizowania. Owszem, miał prawo do jedzenia, do przechadzania się po nowym schronieniu, mógł wedle słów dziennikarki robić wszystko. Ale będąc niewolnikiem przez niemal całą swoją egzystencję nie wiedział, jak smakować wolności. Przyzwyczajony do rozkazów, do obrywania pod byle pretekstem, do znoszenia z bólem wymyślnych tortur - bez tych dolegliwości nie mógł odnaleźć się w nowym miejscu. Oczywiście był rad, że wreszcie cierpienie chociaż na chwilę ustało, lecz nie umiał niczego przedsięwziąć. Wyraźnie odizolowany od normalnego życia musiał wpierw odnaleźć się w realiach nakreślonych przez Szlachetną.
Która wreszcie wróciła, co zanotował patrząc się przez okno, od którego nie odlepiał się już z dobrą piątą godzinę. Nie przybyła jednak sama. Słyszał więcej niż jedną parę kroków, i wnet okazało się, iż Nadia nie była sama. Chciał zejść z parapetu, ale kot przy jego nodze najwyraźniej nie pozwalał mu się ruszać z miejsca. Czyżby przeczuwał, że chłopak mógł źle zrozumieć pojawienie się dwóch osób zamiast jednej? Że celowo Aristov został przyjęty do domostwa, a nie, że wtargnął nieproszony? Tak czy siak, to Wampirzyca podeszła do niego i jej kota, ale niezwykły był moment przywitania się. Moment, w którym otrzymał od Pani miano. Jak go nazwała? Kyuu? Wreszcie przestał być Bezimiennym. Mrugnął oczami dwukrotnie z niemałym niedowierzaniem.
-H...hai.
Lekko zająknął się przy odpowiedzi, bo tak bardzo zdziwiło go, że Nadia troszczyła się o jego samopoczucie. I nadała mu imię, a nie nazywała go tak, jak po wyrytym symbolu na ramieniu. W sumie dała mu swoją krew do regeneracji, lecz zawsze mogła go później chcieć sponiewierać po kątach, lochach - jak poprzedni Właściciel. Musi minąć więcej czasu, zanim odsunie na daleki plan przykrą przeszłość. I być bardziej ufny wobec Blondynki, która okazała mu naprawdę spore wsparcie.
Obserwował pilnie każdy jej ruch, każdy jej gest, aż został przedstawiony mężczyźnie o blond włosach i raczej mało zadowolonej minie, a przynajmniej tak odbierał to młodzieniec. Lekko skinął głową w stronę Aristova, lecz nie odezwał się bez pozwolenia. Nawyk z dawnych czasów. Kyuu zaraz też skierował wzrok na Brązowooką, która szykowała sobie miejsce na relaks na kanapie. Widać było, że wiele przeszła, przynajmniej tak wnioskował po jej aurze i zachowaniu. Nie pytał się o nic, bo nie czuł się upoważniony, ale zaoferował w pewnym sensie pomoc. Podszedł do kanapy i usiadł na wolnym skrawku mebla, deklarując w ten sposób pilnowanie jej podczas możliwego snu. Kyuu się wyspał o wiele wcześniej, a jakoś wolał być czujniejszy wobec nowego mieszkańca Death House. Tak jak kot Nadii do tej pory miał oko na Białowłosego.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 531


PisanieTemat: Re: Death house   Sro Wrz 21, 2016 9:19 pm

Och Nadia była bardzo uczuciowym zwierzęciem i troszczyła się o każdego kto w jakimś stopniu był dla niej ważny. Skoro już uratowała i przyprowadziła Znalezisko do domu, a co więcej włożyła sporo wysiłku w pomoc mu, to dlaczego nie ciągnąć tego dalej. Równie mocno przejmowałaby się losem Rosjanina, który wkurzał ją niemiłosiernie na każdym kroku. I chodź nie okazywała zewnętrznie troski, to z pewnością nie dałaby mu zrobić najmniejszej krzywdy. Na pozór dość chłodna i zdystansowana w rzeczywistości była chodzącą przylepą, ale nie każdy musi o tym wiedzieć, prawda?
Imię a bardziej… pseudonim? Nie wiem nawet jak to określić, wziął się ze znaku na ramieniu chłopca. Był to symbol dziewiątki a skoro dziewiątką to Kyuu. Mało skomplikowane ale lepiej zwracać się do niego w ten sposób niż z żaden. Przynajmniej tak odbierała to jasnowłosa. A co do niej… Wspierając się bez energii na złożonym kocyku z ogromnym rozleniwieniem śledziła ruchy chuderlaka. Ten zszedł z parapetu i usiadł obok niej. Szczerze? Miło…  Tym bardziej, że przy nim czuła się swobodnie. Raczej nie był zdolny do ataku ani agresji. Nie po tym co spotkało go ze strony szlachetnej. Nic więc nie stało na przeszkodzie żeby Nadia przeniosła poduchę na jego uda i ulokowała tam głowę. Teraz miała nieco wyżej i wygodniej. Plus do dyspozycji została większa część kanapy. Tam wyciągnęła nogi, uwaga… zrzucając wcześniej buty. U siebie wiedziała jak się zachować. Chociaż nie zamierzała spać w tym miejscu (od tego miała sypialnie) to dosłownie pięć minut relaksu nikomu jeszcze nie zaszkodziło.  Chyba nie będzie tu żadnej sceny zazdrości, bo i nie ma o co. Tak jej się wydawało…

_________________
Nadia|Leo



Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Czw Wrz 22, 2016 1:38 pm

Kto by pomyślał, że jego Pani zechce przybliżyć się i położyć swoją śliczną główkę na udach sługi? Znaczy nie bezpośrednio - dla wygody przyłożyła do nich poduszkę (nic dziwnego, chłopak był strasznie kościsty) i tak wypoczywała bez skrępowania. Wszak była u siebie, ale czy aby na pewno znała możliwości Białowłosego? Albo jego reakcję na to zachowanie? Cóż, jako, że Kyuu nie był kompletnym idiotą i wiedział, że będąc czyimś sługą należy dbać o swoich Pracodawców. Zwłaszcza, że Nadia nie dawała żadnego powodu, aby nie wesprzeć swej Pani.
Tak więc z początku po prostu przyglądał się Brązowookiej, która odpoczywała, lecz im się tak dłużej przyglądał... obraz stracił odrobinę na ostrości. Samo spojrzenie młodzieńca zrobiło się nieobecne, zakryte gęstą mgłą z lekką, białą poświatą. Na jego udach opierała głowę nie Szlachetna, a ktoś o krótkich, niebieskich włosach. Nie mógł przypomnieć sobie, kim ta istota była, lecz poczuł taką niewyjaśnioną tęsknotę, że aż zdumiał się. Że aż miał faktycznie ochotę lekko przeczesać palcami jej włosy, pogładzić palcami policzek i smukłą szyję. I tak też uczynił, tylko Nadii. Szczupłe palce subtelnie gładziły aksamitną skórkę Wampirzycy, ich ruch był kojący dla zmysłów Odpoczywającej. Potem dłoń delikatnie zmieniła kurs na odcinek od ucha do dekoltu nie czyniąc żadnej krzywdy, nie zostawiając nawet śladu swej obecności na tym skrawku ciała swej Pani. W wizji pieścił tak nieznaną, równie piękną jak Nadia dziewczynę, która zamruczała z zadowolenia.
Przerwał pieszczoty pomieszane ze snem na jawie, gdy gładką skórę na policzku Szlachetnej oszpecił własną krwią z nosa. Czym prędzej odchylił głowę ku tyłowi nie przemieszczając inaczej swojej Pani i próbował ochłonąć. Co to była za dziewczyna? Skąd to się wzięło? Czy to fragment utraconego wspomnienia, czy objawy szaleństwa? Cokolwiek to było, musiał wziąć się w garść, najlepiej też logicznie wyjaśnić, ale to jak będzie sam na sam ze sobą. Póki pilnował odpoczynku Nadii musi myśleć trzeźwo.
-Już dobrze.
Starał się ów informacją uspokoić Nadię, że jej sługa wciąż jest gotowy na każde jej polecenie. I tylko jej. Tym razem, bez sennych marzeń przed oczyma, dalej głaskał palcami Blondynkę po skroniach i pomagał w relaksacji. Musiała mieć trudne chwile, skoro zdecydowała się na drzemkę, a nie może iść normalnie spać na łóżku. Coś się stało nerwowego, że nie potrafiłaby zasnąć, tak zgadywał.
A co na to Aristov? To już jego trzeba zapytać, bo Kyuu skupił się wyłącznie na swej Pani.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Raven
Ojciec Roku
Ojciec Roku
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t80-raven http://vampireknight.forumpl.net/t82-raven-vladimir-aristov
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 546


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Wrz 25, 2016 9:35 pm

Co na to Aristov? Aristov miał narzeczoną i jakoś go to nie ruszało, tyle wam powiem, o! No, przynajmniej jeszcze, bo można powiedzieć, że się trochę przyzwyczaił do jej obecności, ale to, że ściągnęła buty ha! On tego nie zrobił i wszedł jej do salonu w buciorach. Właściwie to obserwował tą całą sytuacją z małą nutką zazdrości, nie trzeba tu było tego dodawać, a jak to okazał? Na słowa Nadii o sypialni po prostu wzruszył ramionami, zrobił ten swój uroczy grymas na twarzy i założył następnie ręce na klatkę piersiową, stał jak kołek i tyle, nie będzie nigdzie siadał ani nic z tych rzeczy.
-Nie dzięki, nie jestem zmęczony, a jak będę to tutaj mi się podoba. - oczywiście, że był obrażony, a co Tobie się wydawało? Wszystko będzie jak z bajki? No niestety nie! Jego złote oczy były wbite w posturę chłopaka, całkowicie ignorował na tą chwilę postać Nadii, jakoś mu to wszystko wisiało. Test, jaki? Na samca w tym miejscu, czy Kyuu podejmie wyzwanie? Rosjanin miał to do siebie, że był twardym skurwielem, a przynajmniej na takiego pozował, oczywiscie, to było zanim zaczęło być mu wszystko jedno, a przysłowiowe posiadanie wszystkiego w chuju właśnie sprowadziło go najpierw do szpitala, potem do własnego mieszkania, potem DO Nadii c: no, a na końcu do jej mieszkania i co teraz? No właśnie. Jego złote ślepia były zamknięte w martwym spojrzeniu prosto na Kyuu, wpatrywał się w niego, w jego oczy, chciał zobaczyć kogo ma przed sobą, maskotkę czy, może rywala! No cóż, nie wiedział o niczym, nie wiedział czy był jej sługą, czy jej kochankiem, bo cóż sam fakt w jakich okolicznościach trafili do łóżka, ah, nie ma co się nad tym głowić, pewnie z Nadią będzie trzeba kiedyś pogadać nie tylko w cichych, bądź wysokich tonach, ekhm.. Nieważne, na chwilę obecną prowadził pojedynek na alfe w tym miejscu, kto wie? Może wygra, albo Kyuu po prostu stwierdzi, że ma to w dupie, tak czy inaczej będzie się cieszył ze swojej wyimaginowanej wygranej.
-To Twoje? - bez formy osobowej, a jakże! Typowy Raven, z lekką nutą goryczy w jego głosie, chyba nie polubi się z jej sługą, o nie. Kruk zrobił parę kroków do przodu siadając na oparciu kanapy tym po boku, przecież nie na górze, logiczne.
-Dobra, fajna miejscówka, Morita, ale co dalej? - Jego słowa były bez uczucia, ale ton głosu jakim to powiedział, cóż martwił się, a może nawet chciał zostać tutaj? Kto wie, nie mogę przecież tego zdradzić przy pierwszym poście, bo jakby to wyglądało, facet nie rzuca swojej narzeczonej dla jednego, nawet nie wiem jak zajebistego bzykanka, nie? Zobaczymy, co będzie dalej z tą pomyłką, tak, nie przestanę nazywać nienarodzonego dziecka pomyłką.

_________________
"With the gleam in his eye, his middle finger to the sky,
Crooked smile on his face, he doesn't think he can die"
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 531


PisanieTemat: Re: Death house   Pon Wrz 26, 2016 5:07 pm

Jedyne na co wydawało jej się, że może liczyć to niewzruszona osoba Kyuu, który nie będzie śmiał drgnąć podczas gdy jego pani odpoczywała. Miast tego poczuła niepewny i delikatny dotyk. Najpierw dłoń chłopca gładziła jej jasne włosy, później ześliznęła się nieco niżej, na policzek i później na dekolt. W tym momencie kobieta otworzyła oczy i wstrzymała oddech. Nie wiedziała czego może spodziewać się po uratowanym stworzeniu, a na pewno nie chciała żeby posuwał się dalej. Na chwilę obecną czuła się osaczona przez facetów i najchętniej wstąpiłaby do jakiegoś zakonu. Na niedużej niż weekend, naturalnie. Z mężczyznami źle ale bez nich jeszcze gorzej, cóż poradzić, taki los.
Kyuu…
Uniosła się do siadu ocierając z policzka szkarłatną kroplę. Spojrzała na własną dłoń i pewnie nieco zmieszaną twarz młodzieńca. Nie zwróciła mu uwagi ani nie ponagliła do dalszego wypoczynku. Jeśli czuł się dobrze to pewnie tak było. Wiem. Z czasem wrócisz do siebie. Powoli.
Zabierając poduchę z ud sługi przeniosła ją na swój przód i objęła rękami. Zupełnie nieświadomie, chciała się po prostu do czegoś przyczepić. I nie to, że ćwiczyła jakiś obiekt przed sobą, o nie, nie!
Możesz zostać gdzie chcesz, dom jest do Twojej dyspozycji.
Wzruszyła ramionami patrząc na nafukanego pana A. który nie miał gdzie posadzić tyłka więc zrobił to na bocznym oparciu kanapy. Jako że znajdował się naprawdę blisko niego, a nie chciała mu robić trwałej krzywdy, najzwyczajniej w świecie uszczypnęła go bok.
Tak samo jak i Ty.
Tak, agresja jest przejawem bezradności. Ostatnio go prawie zabiła, teraz tylko szczypie więc jest dobrze. A bo ją denerwuje… Do tego uszczypliwa uwaga. Nadia-mistrzyni riposty. Owszem, gdy chciała to potrafiła chociaż nie miała zamiaru przekomarzać się z Rosjaninem. Miała do niego głupi sentyment i poczucie winy, które pewnie z czasem minie. Do tej pory rozespana i zmęczona teraz nieco się rozbudziła. Bo jej się coś przypomniało, uwaga…
Dlaczego WCZEŚNIEJ nie powiedziałeś, że masz narzeczoną?
Kobieta przystąpiła do ofensywy atakując przeciwnika z grubej rury. W przeciwieństwie do jego, jej ton głosu zawierał pretensje. A najlepsze było to, że Raven nie przejawiał żadnej skruchy. Może dla niego to nic wielkiego ale jego kobieta byłaby wściekła. Nooo chyba, że takie wyskoki w ich patologicznym związku to rutyna. Jeśli tak, to jedyna pokrzywdzoną była Nadia.
Huk, wystrzał, uwieńczony hałasem gdzieś kilkanaście metrów nad ziemią. Jakieś małolaty postanowiły postrzelać petardami w środku lasu. I nikt by na zareagował gdyby nie to, że Gruby (kot Nadii) zerwał się jak z procy pędząc do uchylonego okna balkonowego. Jedyne co można było dostrzec to kupa czarnego futra ze sterczącym ogonem napuszonym do granic możliwości. Zwierze pognało wylęknione przed siebie w głąb gęstego lasu.
Nie, akurat dzisiaj.
Bezradna Nad spuściła rękę nie mając najmniejszego zamiaru latać po lesie za kotem.
Kyuu poszukasz go? Wejdzie na jakieś drzewo i będzie na nim siedział aż ktoś po niego nie przyjdzie. Znała swojego futrzaka i wiedziała, że jest zdolny do takich akcji. O ile wejdzie na drzewo bo Gruby był naprawdę gruby.
A Ty czym się martwisz. Wrócisz do Oświaty, machną jakąś różyczką czy innym kijem i będzie tak jak dawniej.
Odwróciła głowę patrząc na nierozpalony kominek. Od środka maltretowała policzek przygryzając go co jakiś czas. Nie chciała dręczyć Aristova swoimi problemami. Najwyraźniej każde z nich miało swoje własne i tyle. A gdyby tylko ośmieliłby się nazwać jej dziecko „pomyłka” z pewnością zapoznałby się z każdym pająkiem w piwnicy. Tak, tej, w której stoi od dawna nieużywany stół prosektoryjny. Niekiedy warto ugryźć się w język i zachować uwagi dla siebie, dla własnego dobra.

_________________
Nadia|Leo



Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Pon Wrz 26, 2016 6:30 pm

Wzrok Aristov'a był dziwny. Taki złowrogi, jakby Kyuu co najmniej zachowywał się niestosownie. A jak to możliwe, skoro nie czynił krzywdy swej Pani? Przechylił odrobinę głowę nie rozumiejąc, że Rosjanin widział w nim kogoś takiego jak samca alfa. Owszem, chłopak potrafił się bić, lecz nie był zainteresowany Nadią w taki sposób, jak podejrzewał Blondyn. Pojedynek na spojrzenia przegrał rzecz jasna ten młodszy (przynajmniej z wyglądu), ponieważ pochłonął się w pielęgnacji Szlachetnej. No, do momentu pojawienia się wizji, gdzie pieścił palcami nie tą kobietę, którą dostrzegał. Dziwny trans, w dodatku brudzący krwią nieskazitelne oblicze właścicielki domu w lesie.
Zaraz też został przyprowadzony do porządku, ale nie jak w wojsku czy w dawnej niewoli. Łagodnie, bez cienia złości, Blondynka uświadomiła go, że nie ma mu za złe tej niezręcznej chwili, ale Kyuu i tak speszył się dość mocno, że nie odezwał się nawet i unikał kontaktu wzrokowego, tym bardziej z Aristov'em, z którym jego Pani miała do pogadania. Nie oddelegowała go nigdzie, więc trochę brzydko podsłuchiwał. Ciekawość wzięła górę. Bierny udział w rozmowach przerwał huk petardy, który niemal tak samo wystraszył Kyuu co uciekiniera. Tak oto Nadia niechcący odkryła słabość swego sługi, który czmychnął jednym skokiem za kanapę i nie wychylał się stamtąd, dopóki nie dostał polecenia. Kot - jego poprzedni towarzysz na czas oczekiwania na dziennikarkę - uciekł do lasu, z którego przecież strzelały wcześniej petardy! Niepewnie wyłonił się zza mebla i skinąwszy głową ruszył na zewnątrz zostawiając jakże wygadaną parkę sam na sam. Może to i lepiej? Nie będą się krępować przy obcym wampirze.
Tak oto wyszedł na zewnątrz i rozglądał się dookoła czujnym wzrokiem. Nie, nie było go tuż domu, musiał dać dyla wgłąb lasu. Kucnął przy ziemi, by lepiej wyłapać nosem zapach futrzaka i namierzyć jego trop. Oczy rozświetliły się na biało i przeczesywał nimi najbliższe drzewa. Pudło, dalej go nie widział. Musiał iść dalej.
-Kot... gdzie jesteś?
Nie miał pojęcia, że nie tak powinien wołać na Grubasa, ale dobrze, że nie przystał na same wołania. Faktycznie rozglądał się po każdym mijanym drzewie i starał się wyłapać nawet najmniejsze szmery. Skoncentrował się jedynie na tropieniu czarnego kota, niczym więcej. Ostrożnie wyłaniał się zza kolejnych pni, by jeszcze bardziej nie przestraszyć pupilka Nadii.
Gdzie on pobiegł?
Nie wiedząc kiedy oddalił się znacząco od rezydencji w lesie swojej Pani, w pogoni za kotem.

z tematu

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Raven
Ojciec Roku
Ojciec Roku
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t80-raven http://vampireknight.forumpl.net/t82-raven-vladimir-aristov
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 546


PisanieTemat: Re: Death house   Pią Wrz 30, 2016 11:24 am

Wzrok Aristova sygnalizował tylko jedno, nie będzie się tu przed nikim uginał, a zwłaszcza przed zabawką Panny Mority, o nie! Krzywdy? Parę godzin temu jeszcze sam pragnął ją udusić, tak dla zasady, ale wszystko się zmienia, nawet jego podejście. Im dłużej przebywał w jej otoczeniu, jakoś miał mniejszą ochotę na to wszystko, kto wie, kto wie? No dobra, ale co z jego dawnym życiem? Po słowach Nadii można by było się domyślić, że zabawi tutaj jeszcze chwilkę, a potem wróci do swoich dawnych znajomych i swojej narzeczonej, tylko, żeby to wszystko było takie proste, to byłoby świetnie. Kruk w ogóle nie reagował, przynajmniej wizualnie na bardzo bliski kontakt Nadii z jej sługą, w środku można powiedzieć, że poczuł lekkie ukłucie, zazdrość? Oj Raven, co się z Tobą podziało? Na dodatek jeszcze postanowiła go dźgnąć w bok, co ona ma pięć lat? A mówią, że to Kruk jest niedojrzały,o. No dobra, naprawdę miał wielką ochotę opowiedzieć jej wszystko ze szczegółami, dlaczego to nie wspomniał, że ma narzeczoną, a co by to zmieniło? Jakoś nie widziała problemu przejść z "zabije Cię" na chodźmy do łóżka, więc myślę, że i to nie zmieniłoby niczego, jednakże Nadia jako kobieta musiała się po prostu do czegoś przyczepić, była bezradna, a wyładowanie frustracji na Kruku brzmiało teraz sensownie, w końcu był w pobliżu i ona jak i on dobrze wiedzieli, że nie ma nic mądrego do powiedzenia. Hej, proszę się odczepić od patologicznych związków, bo właśnie zostałaś matką, a jak tak dalej pójdzie, to i samotną do tego. Nowo narodzony wampir sięgnął od razu w okolice swojego biodra, jakby dobywał broni, gdy tylko usłyszał huk, zajęło mu z dwie sekundy na realizacje, co się właśnie stało, no.. I że nie ma broni, cholera. Aristov zwyczajnie odprowadził kota wzrokiem, co za strachliwa bestia, ale były też plusy tego wszystkiego, pozbył się z widoku jej sługi, to przynajmniej jakiś plus, skoro ona mu suszy głowę o Natashe, więc może i on powinien zapytać co do chuja?
-Mam na razie dość machania kijem na najbliższe parę dni. - wzruszył ramionami i uśmiechnął się delikatnie, oh Raven, Ty chyba nigdy nie wydoroślejesz, prawda? Kruk ześlizgnął się z oparcia i wstał na równe nogi, po czym zaczął łazić obok kanapy, niewątpliwie drażniąc Nadie takim zachowaniem, ale po prostu nie mógł usiedzieć na jednym miejscu.
-Blondi, nie chce mi się z Tobą kłócić, jak myślisz, dlaczego wcześniej nie wspominałem? Nazwij to czystą przezornością. - Nie pierdol Raven o zachowaniu jej bezpieczeństwa, tak naprawdę zahipnotyzowała Cię tak chuda dupa i tyle, słabość.. czyli poradnik jak spierdolić sobie życie w ciągu trzydziestu minut! Kruk może i nie miał "wielu" kobiet, ale na pewno się na nich poznał przez czas pobytu z jedną, widział z daleka, że coś ją gryzie i się wstrzymuje, żeby nie zacząć gadać, Eh, będzie tego żałował, już to widzę.
-Dobra, możemy udawać, że nic się nie stało, albo zająć się problemem, wiem, że jesteś zmęczona, ale to jedna z lepszych chwil na rozmowę. - Zatrzymał się przy kanapie, po czym przykucnął przed nią, wyciągając w stronę Nadii rękę i kładąc na jej policzku. No dobra, co teraz? Na jego twarzy gościł raczej pozytywny wyraz, jednak uwierzcie mi, w środku panikował jak cholera, dziecko? Nie, nie był na to gotów wtedy, nie jest i teraz.. No, ale jako, że był tutaj facetem, trzeba było zachować przynajmniej te pozory, że zachowuje zimną krew. Trzeba porozmawiać o małej/ym pomyłce Aristov-Morita, nie? Pogładził jej policzek, po czym po prostu zsunął się na ziemię, oparł plecy o kanapę i odchylił głowę do tyłu, gapiąc się tymi swoimi złotymi ślepiami prosto na Nadie. Ładna była, robiło się tak jakoś cieplej, może to przez krew w jego narkotykach, które miał w żyłach, a może po prostu zwykłe zauroczenie, może coś więcej, chuj wie, na razie nie był w stanie tego stwierdzić.

_________________
"With the gleam in his eye, his middle finger to the sky,
Crooked smile on his face, he doesn't think he can die"
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 531


PisanieTemat: Re: Death house   Pią Wrz 30, 2016 2:25 pm

Kto był bardziej przerażony, Kyuu czy kot? Chyba jednak zwierzak, bo na wyraźną prośbę swojej Pani, sługa pokornie wyruszył na poszukiwania. Chwila moment i szczupła postać chłopca zniknęła gdzieś za granicami podwórka. Przez to para została znów sama. Kruk potrafił być naprawdę irytujący ale zachowywał granice dobrego smaku, jeśli takie istniały. Bo jak można być złym na kogoś, kto co jakiś czas okazuje w tak subtelny sposób… uczucie? No właśnie, co? Obserwując w ciszy spacer Aristova po salonie Nad odłożyła poduszkę na bok. Po chwili mężczyzna przyklęknął obok niej gładząc jej jasny policzek. Polubiła to, dlatego nie protestowała. Wręcz przeciwnie, nadstawiała się przymykając oczy. Tak, to było miłe i przyjemne.
To nie ma sensu.
Rzuciła w końcu do siedzącego przy kanapie blondyna. Jego spojrzenie, kolor oczu, nie… nie umiała się oprzeć. A może wcale nie chciała? Ześliznęła się najpierw obok niego a chwilę później władowała tyłkiem na jego uda. Zarzucając obie ręce na szyje oparła czoło o jego skroń. Przytuliła się, mocno, z czułością. Potrzebowała tego równie intensywnie co odpoczynku ale nie mogła liczyć na to 2.
Nie chce żebyś był moim sługą. Nie chce mieć wpływu na Twoje decyzje.
Jej dłoń zjechała nieco niżej na klatkę piersiową mężczyzny, powędrowała na żebra a następnie na plecy. Przylgnęła do niego jeszcze ciaśniej i szczerze w dupie miała jego narzeczoną bo to raczej nieaktualne.
Nie chce żebyś mnie zostawił.
Jak na razie dobrze szło jej wymienianie wszystkiego czego nie chce. A co chciała? Tego jeszcze nie wiedziała. Aktualnie przez to parę sekund czuła się bezpiecznie i to liczyło się najbardziej. Jej oddech stał się spokojny, równy, miarowy, tak jej dobrze…
Chodź ze mną do sypialni.
Przygryzając dolną wargę subtelnie gładziła plecy Kruka drobnymi ruchami. Choć jej krew była o wiele wyżej w hierarchii to on miał nad nią władzę. Ciekawe czy zdołał się już zorientować…

_________________
Nadia|Leo



Powrót do góry Go down
Raven
Ojciec Roku
Ojciec Roku
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t80-raven http://vampireknight.forumpl.net/t82-raven-vladimir-aristov
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 546


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Paź 04, 2016 4:14 pm

Kto był bardziej przerażony? Raven był tutaj najbardziej przerażony! Do niego dalej nie dotarło to, że bedzie musiał zająć się dzieckiem ,w zasadzie to nic nie musiał, w zasadzie to miesiąc i mógł spierdalać z powrotem do bycia człowiekiem, a potem wynając sobie jakieś przytulne mieszkanko w Kolumbii. Kruk potrafił okazać uczucie? No może i potrafił, było trochę inne niż to do którego Nadia była prawdopodobnie przyzwyczajona, na pewno inne niż to opisywane w książkach, pokazywane w filmach, a nawet inne od tego, które widzimy codziennie wokół. Aristov przewrócił tylko głowę na Nadię by spojrzeć cóż ona sobie znowu wymyśliła, a tu proszę, taka niespodzianka, nie wiadomo czy to jakieś hormony, czy nie tylko nowo przybyły wampir zmagał się z tu z małym uczuciem, kto wie? Oboje byli w tym dziwnym stanie, w którym nie sposób stwierdzić nic pewnego. Chwilę później siedziała już na jego udach, dobrze, że teraz miał zbyt dużo na głowie, bo pewnie taka akcja skończyła by się brajankiem numer dwa. Vladimir wyciągnął ręce i zarzucił je na biodra dziewczyny, delikatnie wspinając się palcami do góry, po czym zjeżdzał całą dłonią znów na biodra, takie małe czułe coś, jednak było go stać, widzicie?
-Hm, nie zamierzałem nic być, nigdy tego od Ciebie nie było czuć, przecież chciałaś mi zwrócić wolność, prawda? - uśmiechnął się lekko w jej stronę, jednak jego głos był przejęty, naprawde nie wiadomo co miał o tym wszystkim myślec, wszystko się popieprzyło, można być tego pewnym. Położył jedną dłoń na głowie Mority, na tyle jej głowy dokładnie przyciskając ją do siebie, no dobra, niech już będzie, co do jego wcześniejszej sytuacji, aktualne, nieaktualne, chuj wie, nie miał do tego głowy, chyba będzie trzeba żyć po prostu chwilą.
-Nigdzie się nie wybieram i nawet daruje sobie głupi żart. - oh tak, miał zamiar zażartować o wyjeździe w chuj daleko, najlepiej na sybir, żeby się po prostu ukryć przed odopowiedzialnością, ale tego nie zrobił, brawo Ty! Westchnął głęboko po czym po prostu zacisnął mocno lewą dłoń na jej biodrze, zsuwając ją niżej na jej chudą dupę. Używając siły ramion jak i swojej własnej w nogach powstał, trzymając kobietę po prostu na rękach i ruszył zgodnie z jej życzeniem do sypialni, nie wiedział gdzie idzie, więc skierował się do pierwszej lepszej, nieważne czy to na dole, czy na górze, gdzieś tam doszedł. Usadził Nadie na jej łóżko po czym nachylił się nad nią, składając subtelny pocałunek na jej czole, znak tego, że się jednak zaczął o nią troszczyć, w końcu nosiła w sobie małego Brajana Aristova.
-Nadia, wiesz, nie wiem jak to zabrzmi, ale powinnaś sobie zrobić wakacje, a ja chętnie pojadę z Tobą, przynajmniej do czasu wyjaśnienia tego wszystkiego, zastanowisz się czego chcesz tak naprawdę od życia, co Ty na to? - przekrzywił łeb, wsuwając ręce w kieszenie, miał naprawde dość tej napiętej sytuacji, może to wszystko jakoś wyprostuje. Delikatny zawadiacki uśmiech typowego łobuza sygnalizujący "wszystko będzie dobrze" , mrugnął dwa razy swoimi złotymi oczyskami i po prostu czekał na jej reakcje.

_________________
"With the gleam in his eye, his middle finger to the sky,
Crooked smile on his face, he doesn't think he can die"
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 531


PisanieTemat: Re: Death house   Sro Paź 05, 2016 6:28 pm

Obecność drugiej osoby jest bardzo ważna. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ona. Dla kogoś, komu ciężko przyznać się do własnych słabości. Przecież zawsze była silna i umiała sobie radzić sama. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Szczególnie wtedy gdy wyprowadziła się z domu. Chciała być niezależna i udało się. Ale czy w tym cały sęk, aby iść przez życie samemu? Jaka to przyjemność gdy na podjazd wjeżdża wyprowadzone z salonu Volvo, wysiadasz z niego dzierżąc w dłoni nową torebkę od Louis Vuitton i wchodzisz do pustego domu? Na pewno znajdą się tacy, dla których powyższy obrazek jest spełnieniem marzeń ale chyba to nie dla Nad. Jakoś zrobiła się zbyt uczuciowa, a wiadomo, wtedy najłatwiej kogoś zranić. Gdy zaczyna nam zależeć robi się niebezpiecznie.
Teraz nie było niebezpiecznie, było błogo. Zwłaszcza, że Rav gładził przyjemnie plecy blondynki, który wygięła je w lekki łuk, tak mi rób~
Lubię Cię trochę za bardzo.
Szepnęła dając się wziąć na ręce. Proszę bardzo Rav, tak dałeś się wkręcić, że już nosisz ją z pokoju do pokoju. Okręcanie sobie faceta wokół palca level  ekspert. Ale spokojnie, to nie miało skończyć się żadnym wykorzystaniem. Jakkolwiek to brzmi!  W krótkiej drodze do sypialni udało jej się nawet musnąć ustami kąt żuchwy Rosjanina. Oczywiście obejmowała go do czasu aż została posadzona na łóżku w swojej sypialni (Tak, trafił tam bezbłędnie).
Wakacje?
Uniosła głowę patrząc na stojącego nad nią Kruka. Pomysł prawie doskonały bo niby czemu nie? W pracy miała urlop, wszystkie podróże i wyloty są już totalnie przecenione. Nie ma problemu, no może poza takim jednym, małym, drobniutkim.
Ale jutro.
Wychylając się nieco zdołała chwycić w garść koszulkę blondyna i pociągnąć go do siebie. Dokładnie tak żeby mógł najpierw wgramolić się na posłanie, a później położyć obok niej. Tym małym problemem było jej niesamowite zmęczenie. I nie potrzebowała niczego prócz kawałka materaca i Ravena żeby móc się do niego przytulić, zarzucić nogę na jego biodro i rękę na klatę, wiadomo… Tak wklejona zamknęła oczyska i najzwyczajniej w świecie zasnęła…
Następnego dnia, a właściwie prawie wieczoru, przebudziła się jako pierwsza, odwrócona tyłem do blondyna, zajmując niemal całe posłanie, jak zwykle. Najpierw przeciągnęła się i ziewnęła cicho po czym przykryła mężczyznę kocem i poszła po laptopa. Po domu pałętał się Gruby, za to nie było Kyuu. Widocznie przyprowadził go i poszedł gdzieś sobie, miał do tego prawo. Komputer leżał pod stolikiem w salonie. Baterii wystarczyło na godzinę ale ok, da radę. Wracając do sypialni odpaliła sprzęt i bezszelestnie wsunęła się znów obok Kruka. Chwilę gładziła jego blond czuprynę przeczesując delikatnie włosy. Szukanie miejsca na odpoczynek zajęło jej całe dwadzieścia minut. Cel Portugalia a dokładnie Madera. Przyjemna wyspa z fajnymi hotelami i pięknymi widokami. Nie pozostało nic innego jak spakować kilka rzeczy, obudzić Rava i poinformował go o wycieczce. Wylot, 3 rano, w nocy, jak zwał tak zwał.
Bez większych przeszkód oboje zebrali się do samochodu i odjechali. Nadia zostawiła Kyuu kartkę informującą gdzie pojechała plus numer telefonu gościa od załatwiania krwi. Pieniądze były w szufladzie. Zadbała dokładnie o wszystko tak żeby wypocząć.

z/t + Raven

_________________
Nadia|Leo



Powrót do góry Go down
Raven
Ojciec Roku
Ojciec Roku
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t80-raven http://vampireknight.forumpl.net/t82-raven-vladimir-aristov
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 546


PisanieTemat: Re: Death house   Sro Paź 19, 2016 9:31 pm


Miesiąc, czy jakiś czas później, whatever.

No, to już minęło sporo czasu odkąd razem wyjechali, czaicie to? Raven wyjechał z Nadią na wakacje, on i wampirzyca, a dodatkowo matka jego dziecka! Nie, żeby coś ale Rav był upierdliwy przez cały ten wyjazd jak to Rav, ale trzeba przyznać, że spędzony czas razem dobrze im zrobił, pozbyli się nienawiści, przynajmniej on się jej pozbył, mało tego! On nawet się chyba zabujał w w niej, nosz kurwa.. Kruku, serio? Wszedł do mieszkania, a raczej z walizkami, mimo że był nimi obładowany, bo wiadomo jak to kobiety, muszą zabrać pół domu, a drugie pół przywieźć z wycieczki, otworzył drzwi Nadii, patrzcie jaki dżentelmen, nie? Kiedy już Nadia T-55 przyjechała.. to znaczy, weszła do mieszkania dopiero wtedy postawił walizki w holu i podszedł do niej obejmując ją w biodrach, jeśli to w ogóle było jeszcze możliwe i złożył pocałunek na jej małych, dobrze zarysowanych ustach. Uśmiechnął się do niej po czym odszedł kawałek dalej na kanapę, na którą został pierwszy raz tutaj przyjęty.
-No więc? Ja podjąłem decyzję, jaka jest Twoja? - chyba miał na myśli, że składając ten pocałunek postanowił z nią zostać z nią i Brajanem, a może kłamał? Chuj go wie.
Raven nie miał skłonności do przejawiania żadnej skruchy to był już stwierdzony, a nawet bardzo dawno stwierdzony fakt. No więc z racji tego dawno już zapomniał o swoim dawnym życiu, trochę czasu minęło, a on nawet przyzwyczaił się do swojego nowego wcielenia, co prawda wcale mu nie odpowiadało, zimne łapska, wolał być człowiekiem, teraz nawet narkotyki nie smakują jak dawniej, co zrobiłaś? No, ale jak Brajan w drodze to trzeba było sobie w końcu odpuścić, a przynajmniej na jakiś czas, zanim zmieni imię na Juan i zamieszka gdzieś w kolumbijskim lesie. Kruk zrzucił z siebie bluzę i podłożył sobie pod głowę wyciągając nogi na kanapę, o tak, tak było wygodnie, nawet w ciąży była z niej dobra laska, więc po prostu zawiesił na niej wzrok, a może by tak.... Nie Rav, ty chory pojebie, nie. Pokręcił głową śmiejąc się cicho do siebie, jakby właśnie odrzucił swój genialny plan i przymknął na chwilę swoje złote ślepia.
-Wiesz, dalej uważam, że powinniśmy odwiedzić Rosje zamiast miejsca które wybrałaś, na pewno by to wpłynęło dobrze, chociaż.. widzę, że dobrze Ci to zrobiło, a więc? Mam się pakować czy chcesz żebym jednak z Tobą został? - powiedział dosyć sarkastycznym tonem, ale to był ten Rav, którego wszyscy znamy i kochamy, odpowiedzialność? A co to jest!

_________________
"With the gleam in his eye, his middle finger to the sky,
Crooked smile on his face, he doesn't think he can die"
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 531


PisanieTemat: Re: Death house   Pią Paź 21, 2016 6:38 pm

Słońce, plaża i ostatnia garstka turystów na pięknej Maderze została zastąpiona smutną rzeczywistością Yokohamy. Tutejsza aura była okropna i wprawiała w wisielczy nastrój. Ale to dopiero pierwszy dzień na starych śmieciach więc nie ma co narzekać. Tak, Raven wniósł walizki, a Nadia ze swoją torbą na zgięciu łokcia weszła zaraz za nim lub przed… nieważne. Otóż gwoli ścisłości brzuch kobiety był nieduży. Sama była szczupła i drobna, Rav do najwyższych również nie należał więc wampirzyca wyglądała jak po dobrym, dwudaniowym obiadku niedzielnym u mamusi, nic więcej. Nie powinien mieć z tego względu problemu z objęciem jej, z każdej strony. Całus w ustka? Słodko, jak u cioci na imieninach.
Taka sama. Nie oddam Cię już nikomu.
Odpowiedziała gdzieś z kuchni. Poza tym, że miała większy brzuch niż zazwyczaj, to jeszcze wpierniczała za dwoje. Mogła pić krew cały czas co właśnie czyniła. Nalewając w dwa kieliszki AB RH+ swój opróżniła natychmiast. Drugi miała zamiar podać blondynowi jak tylko doniesie go do stolika, dokładnie tego obok kanapy. Krok za krokiem, powoli w stronę kanapy, tak żeby nie porozlewać. Szlag, za dużo nalała… Jedna kropla ulała się bokiem brudząc naczynie, to nic. Postawiła szkoło na blacie i przekładając nogę przez Ravena usiadła mu na biodrach okrakiem. Dobrze, że ta kanapa jest taka szeroka. Patrząc na niego z góry sięgnęła po pucharek…
Nie ruszaj się
Wyszeptała, a Ty choćbyś chciał to i tak nie mogłeś drgnąć, bo ta prośba nie była rzucona od tak. To jej moc sparaliżowała Twoje ciało, które nie mogło nawet drgnąć. A ona sięgnęła do stolika i zamiast trzymać w dłoni kielich, trzymała nóż. Duży, kuchenny z metalowa rączką, która połyskiwała w świetle żarówek. Chwila wahania? Nie, musiała odnaleźć palcami piąte międzyżebrze czyli mały dołek pomiędzy piątym a szóstym żebrem z lewej strony.  Dokładnie tam przyłożyła czubek noża i pchnęła wciągając głośno powietrze. Na bluzce mężczyzny w tym miejscu pojawiła się plama. Coraz większa, czerwona, szybko pochłaniała kolejne skrawki materiału. A ona siedziała z lekko rozchylonymi wargami patrząc na ten zaskakująco podniecający widok. Jej oczy zalały się szkarłatem…

Dziwny dźwięk, systematyczny stukot obudził ją i przywołał do realnego świata. Ocknęła się siedząc na biodrach mężczyzny, który patrzył na nią tymi złotymi oczyskami. Żadnego noża, żadnej krwi. Tylko jej paznokieć wybijający rytm o metalowy guzik jego spodni.
Zostań, pojedziemy do Rosji, kiedyś.
Przerażona własną wizją i widokiem zakrwawionej koszulki natychmiast pochyliła się przywierając wargami do ust kochanka. Był cały, w jednym kawałku. Nadia, co się z Tobą dzieje?

_________________
Nadia|Leo



Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Pon Paź 31, 2016 1:04 pm

>z ciemnej części lasu

Przez całą drogę trzymał jedną ręką dłoń Daszy, którą ciągnął za sobą dość szybko. Może obawiał się, że przyjdzie następna ulewa? Albo tak bardzo denerwował się myślą, że jego Pani odmówi jego prośbie? Pod pachą taszczył kota zwanego Grubego, który pomimo nieco skudlonej sierści miewał się dobrze. Nawet nie marudził na taki środek transportu. Nie obejrzał się za siebie przez całą drogę, nie odzywał się również. Intensywnie myślał o tym, co dokładnie powie Szlachetnej. Jako, że nie był skory do długich monologów, tym bardziej było mu trudno ubrać zwięźle słowa. Naprawdę nie wiedział, jak zareagowałby na wieść, że nie mógłby już nigdy więcej dotykać ciałka Niebieskowłosej, słyszeć jej głosu, widzieć jej cudnej postaci... Na samą myśl o rozłące, kiedy wreszcie zaczęło w nim kiełkować dawne zauroczenie w Daszy, denerwował się jeszcze bardziej. Nie wiadomo czy to dobry pomysł, aby już teraz podejmować tą rozmowę, nie mniej nie wiadomo też czy później byłaby ku temu lepsza okazja.
Wreszcie znaleźli się na posesji należącej do Nadii i w zasadzie jej nowego mężczyzny życia Aristova, która leżała zanurzona w lesie. Przystanął przy drzwiach i dopiero wtedy puścił szczupłą rękę dziewczyny i spojrzał na nią jakby szukając w jej osobie natchnienia do działania. Przejechał dłonią po rozwianych włosach i podszedł bliżej drzwi z kotem. Zapukał raz, drugi i trzeci (mógł po prostu zadzwonić, lecz nie pomyślał o tym rozwiązaniu), aż wreszcie, kiedy nikt nie zjawiał się w drzwiach - pchnął je i wypuścił kota z rąk, który szybko czmychnął w ulubiony kąt, pewnie po jedzenie. Poczekał, aż Dasza weszła za nim i zamknął drzwi wejściowe za nimi. Zaprowadził wampirzycę do kuchni, bo nie był pewny czy mógł w ogóle zapraszać obce osoby dla Nadii wgłąb domu.
-Poczekaj.
Jak zwykle skromnie zwrócił się do Ślicznej i wskazał na krzesło, żeby usiadła, a sam nieco nerwowy i dość blady ruszył ku schodom na piętro. Kamienne schody mogły roznosić echo, ale nie zamierzał skradać się, kiedy już jakiś czas tutaj mieszkał. Co prawda ciągle brakowało mu pewności siebie, lecz cel był bardzo ważny dla Kyuu. Przystanął przy drzwiach do sypialni i z lekkim wahaniem zapukał w nie.
-Proszę Pani?
Dodał nieśmiało, po czym cofnął się krok do tyłu spuszczając dłonie wzdłuż ciała. Zawsze poszukiwania Grubasa graniczą z cudem, ale to, co za chwilę ma nastąpić, będzie o niebo trudniejszym zadaniem. Do tej pory starał się spełniać wszystkie, nawet najdziwniejsze dla niego, polecenia. Może nie wszystko rozumiał i musiała mu Pani tłumaczyć to i owo, lecz wywiązywał się z obowiązków. Do egzystencji także niewiele potrzebował, zwłaszcza że nigdy dotąd nie dzielił się swoimi pragnieniami. Teraz będzie ten pierwszy raz, chociaż prośba mogła wychodzić poza granice możliwości co do spełnienia. Wszystko leżało w gestii Nadii. Oby tylko nie była zła, że przyprowadził Daszę do domu, ale nie mógł zostawić ją w lesie - nie, gdy już odnaleźli się po roku rozłąki. Co prawda przez amnezję inaczej wyglądała miedzy nimi relacja, ale zmierzała w dobrym kierunku, tym z przeszłości.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 531


PisanieTemat: Re: Death house   Pon Paź 31, 2016 2:04 pm

Krótki pocałunek i tak był zanadto spoufalający po całej mrocznej wizji. Czując się niezręcznie i nieswojo zarazem, Nadia odeszła od Ravena tłumacząc się koniecznością wypakowania bagaży. W rzeczywistości obraz zaplamionej koszuli ciągle męczył jej i tak zwichrowaną już psychikę. Najlepszą radą na nadmiar niepotrzebnych myśli jest zalezienie jakiegoś zajęcia. Dwie duże walizki stojące w korytarzu to doskonałe wyzwanie. Oba przedmioty dość sprawnie poruszały się na wmontowanych kółeczkach więc najpierw wystarczyło przejechać nimi do salonu, później odsunąć i czas, start! Rzeczy do prania wylądowały w koszu na brudną bieliznę, pamiątki i zdjęcia na komodę, zaś czyste, ułożone w kostkę ubrania trzeba było jakoś sensownie rozdzielić. Zwłaszcza, że samej Nadii przybyło kilka nowych egzemplarzy na jesień/zimę 2016. Cóż, kobieta w niektórych sytuacjach nie umie się powstrzymać i już.
Ciuchy Ravena ułożyła w wolnych szufladach, w salonie i przesuwanej szafie na holu. Swoje zaś pozanosiła do sypialni. Tam, zamykając za sobą drzwi zaczęła układać je jak zawsze tematycznie. Jedna kupka bluzek z krótkim rękawem, druga z długim, trzecia tych grubszych i tak dalej.
Z tym wszystkim zeszło jej dobre dwie godziny ale było warto bo przekonała się, że ubrania zaczynają nie mieścić się w szafce. To po pierwsze, a po drugie zaczyna brakować jej łaszków na obecną sytuację. Z tygodnia na tydzień jej ciałko będzie się nieco zmieniać, a ubrania jak to ubrania, z XS nie zrobi się nagle M. Powód do kolejnych zakupów, jupi!
Gdy zdążyła wsunąć ostatnią szufladę, usłyszała hałas dobiegający z korytarza. W tym samym czasie poczuła znajomą obecność, to Kyuu. Odruchowo podeszła więc do drzwi i otworzyła je.
Coś się stało?
Przygryzła dolną wargę od środka przeczuwając nie wiadomo dlaczego kłopoty. Chwila ciszy, i niepokojąca obecność jeszcze jednej postaci. Ale nie tu na piętrze, niżej. Nad delikatnym ruchem wskazała słudze drogę w dół, po schodach. Lekko nacisnęła jego ramię aby szedł pierwszy. Była bardzo ciekawa co też takiego się stało. Miejmy nadzieję, że na dole nie siedzi starszy Pan, który niechcący przejechał Grubego autem czy coś w tym stylu. Oj nasza blondynka byłaby bardzo zła.

_________________
Nadia|Leo



Powrót do góry Go down
Dasza

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1583-dasza
Zarejestrował/a : 29/09/2014
Liczba postów : 142


PisanieTemat: Re: Death house   Pon Paź 31, 2016 6:38 pm

Gdy powiedział jej, że musi zabrać ją do swej właścicielki Dasza nieco była tym faktem zaskoczona. Oczywiście chciała poznać kobietę, która zajęła się jej kochany Kyuu, ale...tak szybko? Miała lekkie wątpliwości i obawy co do tego spotkania jednak uznała, że kiedyś musiała by się z nią spotkać osobiście. A dlaczego? Dlatego, że chciała poznać jej zdanie na temat tej dwójki. Dasza pragnęła widywać się z Kyuu i była gotowa przyjąć warunki, które owa kobieta postawiła by jej za spotykanie się z ukochany. Miała tylko nadzieję, że spotkanie przebiegnie spokojnie...
Dasza idąc za rękę z Kyuu również nic nie mówiła...chyba nieco bała się tego spotkania. Czy pozwoli jej na widywanie się z nim? Jaka była osobą? Również gdy białowłosy nie odzywał się czuła niepokój. Jednak odczuwała, że i on może obawiać się tej rozmowy. Co zamierzał jej powiedzieć? Nawet ona sama tego nie wiedziała. Gdy stanęli już przed drzwiami ich wzrok się spotkał.
- Wszystko będzie dobrze.
Usmiechnęła się delikatnie chcąc dodać mu otuchy. Chociaż miała wątpliwości wierzyła, że będą mogli prowadzić wspólne swą przyszłość. Trzymała za niego kciuki. W końcu weszła do środka rozglądając się. Już z początku środek posiadłości wydał się jej piękny i bogato zdobiony. Kyuu mieszkał w dobrym miejscu...pewnie było mu tu dobrze. Ona nie mogła by zapewnić mu taki warunków...poczuła smutek? Nie wiedziała.
- W porządku.
Zgodziła się poczekać. Nie ruszała się ze swego miejsca jak i niczego nie dotykała. Nie była ciekawska i nie ruszała nie swoich rzeczy. Pomimo tego, że mogła usiąść nie zrobiła tego. Uznała, że będzie lepiej iż postoi.
Czekając nie wiedziała jak powinna się zachować, co powiedzieć. A jeśli posiadłość należy do kobiety o wyższej krwi? Dasza zawsze szanowała stworzenia nocy silniejsze od niej. Musiała czekać.
Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Pon Paź 31, 2016 7:13 pm

Nie, nie, z kotem wszystko w porządku. Nawet wnet dał temu znać ocierając się znienacka o nóżki swej Pani. O tyle Nadia była spokojniejsza, lecz w takim razie co było tak ważnego, aby Kyuu ośmielił się jej przeszkodzić? Gdyby nie motywacja ze strony Wampirzycy krwi D, prawdopodobnie albo ukrywałby ten związek i wymykał się cichaczem, albo coś gorszego. Zależało mu na spotkaniach z Daszą, która czekała na nich na parterze. Stała grzecznie na baczność, kiedy pierwszy zjawił się przed nią Białowłosy, a za nim - jego Pani. Właścicielka domostwa od początku wiedziała, że ktoś przybył do jej posiadłości, ale czy akurat zgadła? Nie umiał czytać w jej myślach.
Stanął pomiędzy swoją Przeszłością a jego Teraźniejszością zastanawiając się nad wspólną Przyszłością. Obie panie zajmowały szczególne miejsce w Kyuu, chociaż w nieco innych rolach.
-Pani, to Dasza. Dasza, to moja Pani Nadia.
Nie umiał za bardzo przedstawiać innych wzajemnie, ale najtrudniejsze dopiero przed nim. Musiał wykazać się sporym wysiłkiem, żeby powiedzieć, dlaczego sprowadził tutaj Niebieskowłosą i o co chciał poprosić Szlachetną. Wziął porządny wdech i odrobinę marszcząc brwi stanął na baczność przed Brązowooką, która jeśli nie domyśliła się jeszcze o co biegało - zaraz będzie mieć rozjaśniony umysł.
-Bardzo proszę Panią... o widywanie się z Daszą.
Zrobił przerwę w wypowiedzi, bo to zdanie było kluczem i powodem fatygowania Nadii z wyjściem z sypialni. Musiała wiedzieć czego dotyczył problem - wszak był jej sługą, musiała znać wątpliwości młodzieńca, który nieśmiało sięgnął ręką po dłoń Niebieskowłosej i splótł palce. Wierzył, że pomoże mu w składniejszym przekazie myśli, które dość mocno szalały ze stresu. Przecież nie wiedział, jak Szlachetna zareaguje na dodatkowe wyjaśnienia.
-Dasza to ważna... dla mnie osoba... pomogła mi... ponad rok temu. Chciałbym spotykać się z Daszą... jak najczęściej to możliwe... Proszę o pozwolenie.
Spuścił pokornie głowę, chociaż dalej trzymał rączkę towarzyszki dość mocno, ale nie na tyle, by połamać palce czy coś. Ta sytuacja nieco przypominała syna, który przyprowadził przed oblicze rodzica swoją pierwszą miłość. Wiele w tym było prawdy. Jeśli ten związek nie zostanie w pewien sposób pobłogosławiony przez Nadię - sam nie wiedział, co wtedy uczyni. Rozsądek kazałby mu słuchać poleceń Szlachetnej, ale dusza ciągnęła go ku dziewczynie - dotąd nieznajomej dla Blondynki.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 531


PisanieTemat: Re: Death house   Pon Paź 31, 2016 10:46 pm

Rzeczywiście Gruby był cały i zdrowy bo ledwo odszedł od swojej miski, a już ocierał się o łydki Nadii, która nie mogła się powstrzymać przed tym żeby nie pogłaskać spasionego futrzaka.
Co tam mały?
Zatrzymała się chwilę na schodach drapiąc kociaka za uchem. Uwielbiał ten rodzaj pieszczot, a sama właścicielka nie umiała przejść obojętnie obok pieszczocha. Chociaż nie było go tylko trochę to z sierści wystawało kilka igiełek z lasu, a sam zwierzak dziwnie pachniał wiatrem. Zwierzęta domowe tak mają po dłuższych spacerach. Chyba nadchodzi nieuchronnie czas kiedy czeka go kąpiel. Oj będzie krzyk i drapanie, jak zawsze.
Zostawiając za sobą pupila Nad zeszła ze schodów prowadzona przez Kyuu do kuchni. A tam? Niespodzianka w formie młodej dziewczyny o niebieskich włosach. Fiu, fiu ~ Miejmy nadzieję, że jej wizyta nie jest związana z jakimś nieszczęściem. Od czasu tej dziwnej wizji w głowie wampirzycy siedziały same złe skojarzenia. To strasznie męczące ale może samo przejdzie.
Nadia Morita
Przedstawiła się jak to zawsze miała w zwyczaju wyciągając przed siebie dłoń. Do tego wszystkiego dorzuciła lekkie uśmiech, serdeczny. Po wymianie uprzejmości nadszedł czas na szybkie i zwięzłe wyjaśnienia o co tutaj w tym wszystkim chodzi. Najzwyczajniej w świecie, z tego co Nadia zrozumiała, chodziło o dziewczynę Kyuu. Szlachetna była w delikatnym szoku ale nie dała tego po sobie poznać w żaden z możliwych sposobów. Po pierwsze jak ktoś tak nieśmiały jak Kyuu mógł sobie znaleźć towarzyszkę, w dodatku taką ładną. Po drugie wypowiedział na jeden raz najwięcej słów odkąd go poznała. Ten blondyn był zadziwiający. Proszę bardzo jak młody biust potrafi być motywujący. Ale odpuszczając sobie wszelkie żarty i żarciki na temat sługi. Naturalnie Nadia nie mogła mieć nic przeciwko temu wszystkiemu. Sama była młoda i rozumiała potrzebę bliskości drugiej osoby. Szczególnie taką, która wykraczała poza zwykłe zaprzyjaźnienie.
Nie ma problemu. Twoją posługę traktuję jako codzienną pomoc. Możesz robić co chcesz i spotykać się z kim chcesz.
Wzruszyła delikatnie ramionami ponieważ dla niej było to logiczne i nie wyobrażała sobie sytuacji, w której miałaby komuś stawać na drodze do szczęścia. Hmmm… właściwie chodziło tutaj o jeszcze jedną rzecz, o której bohaterka nawet nie wspomniała, a była dość istotna. Kyuu był jej sługą ale jednocześnie nie był w jej typie. To znaczy nie widziała w nim mężczyzny, a chłopca, dziecko, które uratowała. Będąc bardzo zaborczą i zazdrosną istotą mogłaby namieszać w tym związku gdyby postrzegała młodzieńca w odmienny sposób. Na szczęście był dla niej kimś w rodzaju młodszego brata dlatego nic nie stało na przeszkodzie aby spotykał się z Daszą. I gdy już, niczym dobra gospodyni, miała zaproponować obojgu coś do picia, poczuła skurcz. Niby nic nadzwyczajnego ale dla wampira nagły ból bez istotnej przyczyny jest czymś niezwykłym. Kierując dłoń na swój niewielki ale okrągły brzuszek, Nadia usiadła na krześle w kuchni. Przy okazji wsparła czoło na otwartej dłoni. Cholera, znowu to samo. Momentalnie jej ciało zalała gorąca fala bólu promieniująca z okolicy miednicy. Nieco przestraszona kobieta spojrzała tylko na zgromadzonych, a następnie nieco głośniej zawołała śpiącego w salonie blondyna.
Aristov!
Przygryzła wargę niemal kładąc głowę na blacie stołu. To uczucie zaczęło rozlewać się po całych dolnych partiach absorbując już nawet lędźwie.
Dasza w torebce, w sypialni są kluczyki od Volvo, przynieś je szybko.
Dlaczego nie poprosiła Kyuu? Kobiety zawsze są bardziej opanowane w takich sytuacjach, a jasnowłosy był chyba jeszcze w dodatkowym szoku po stresie jaki musiał przejść. Nadia potrzebowała pomocy i lekarza bo rodzić w samochodzie to nie zamierzała…. Tym bardziej na kuchennym stole!

_________________
Nadia|Leo



Powrót do góry Go down
 
Death house
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Death walks among you
» Wielkie rody Westeros
» Spis kadry Death City
» Śmiercionośny tarot przepełniony nienawiścią
» Royal Opera House

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: