IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Death house

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Death house   Pon Paź 31, 2016 11:04 pm

Czekając nie wiedziała czego powinna się spodziewać. Przebywając tutaj odczuwała jakby niepokój, ale nie zamierzała się wycofać. Wspierała Kyuu dając mu odwagę i nadzieje, że wszystko będzie dobrze. Nie widziała go ponad rok i znów chciała być u jego boku. Tak długo go szukała. Niczego więcej nie chciała...tylko jego. Stała prawie na baczność, wyczuwała nawet kogoś innego prócz Kyuu. Ale dokładnie nie mogła stwierdzić skąd pochodził. Wreszcie usłyszała kroki i wtedy ujrzała kobietę.
Prawdopodobnie to właśnie ona zajęła się Kyuu gdy zniknął na tak długo. Była piękna, a dodatkowo wyczuwała iż jest to wyższa klasa krwi. Dasza szanując wampiry silniejsze od niej ukłoniła jej się z wyrazem szacunku.
- Dzień dobry.
Odezwała się spoglądając na wampirzyce. Dasza widziała jej uśmiech i nawet to ją uspokoiło. Odwzajemniła go i również wyciągnęła dłoń.. Zauważyła również jej brzuch. Była w ciąży...jej wzrok utkwił na brzuchu wampirzycy, ale tylko na moment.
Dasza nic na razie nie mówiła, ale chłopak postanowił zacząć pierwszy. Poczuła jak Kyuu chwyta za jej dłoń i splata ich palce wspólnie. Spojrzała na niego i delikatnie się uśmiechnęła.Nie zamierzała zostawić go samemu sobie i nieco ścisnęła jego dłoń. Niech wie, że jest obok niego. Czuła się jakby była przedstawiana rodzicom swojego chłopaka. Czekała na reakcje Nadii. Kobieta jednak wydawała się całkiem sympatyczna. Właściwie rzeczywiście ich związek zaczął się przypadkowo.
- Dziękuje to dla nas dużo znaczy....bardzo dziękuję.
Wszystko nagle spadło jak kamień i dziewczyna poczuła ulgę. Mogli się widywać spokojnie. Dasza uśmiechnęła się ciepło do kobiety. Była szczęśliwa. Nagle sytuacja się zmieniła i Dasza na moment puściła dłoń, aby podejść bliżej do kobiety.
- Nadio.
Powiedziała zmartwionym głosem. Widziała, że trzyma się za brzuch...cholera...czy to już? Zawołała kogoś, jakiegoś mężczyznę. Oczywiście nie panikowała wiedziała, że powinna zachować się rozsądnie dlatego czuwała przy kobiecie i starała się jakoś dodać jej otuchy. Nie musiała nawet jej odpowiadać i szybko zerwała się z miejsca. Od razu rzuciła się na schody, które prowadziły na górę. Nie panikowała i dlatego szybko rozglądała się i znalazła sypialnie. Gdy tylko dostrzegła kluczyki natychmiast zbiegła na dół podchodząc do kobiety.
- Mam kluczyki. Są tutaj.
Pokazała jej trzymane w dłoni klucze dając kobiecie. Rodziła...ona rodziła.
Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Lis 01, 2016 3:55 pm

Chwila napięcia mogła dawać się we znaki. Mimo wszystko wstrzymał oddech (nawet jeśli nie musiał oddychać) i czekał na wyrok Szlachetnej. Szanował ją i jej wszystkie polecenia, lecz w tej chwili był rozdarty między wiernością swej Pani a oddaniem zauroczeniu miłosnym ku Daszy. Jeśli nastąpiłby więc rozkaz sprzeczny z interesami obu kobiet...
Całe szczęście, że Nieśmiertelna o szlachetnych rysach twarzy nie była obojętna na skryte uczucia jeszcze bardziej skrytego młodzieńca i udzieliła poniekąd błogosławieństwa dla ich związku. Gdyby było inaczej powiedziałaby, że Kyuu to nie tylko codzienna pomoc. Bardzo ucieszył się ze słów Nadii, aż otworzył szerzej oczy ze zdumienia i nie mógł przez chwilę nic powiedzieć. To ze wzruszenia, które w nim drzemało głęboko? Wreszcie wyprostował się i odpowiedział lekko łamliwym głosem:
-Dziękuję.
Również i chłopak odczuł ulgę, chociaż jeszcze nogi trzęsły się z emocji, bo twarz niczego nie wyrażała konkretnego. Ale naprawdę cieszył się ze słów Nadii, aż podszedł i wykonał głęboki ukłon. Nie wstawał z niego, dopóki nie usłyszał, że coś się stało. Dasza zdołała pierwsza zareagować na problemy z bólami jego Pani. Zaraz i on postarał się wziąć w garść, lecz polecenie skierowane do Niebieskowłosej wskazywało, że jeszcze nie pozbierał się widocznie na tyle, by powierzyć mu to zadanie. Zamiast tego zbliżył się i przylgnął lekko bokiem do siedzącej mocno na krześle swojej Dobrodziejki.
-Będzie dobrze.
Starał się uspokoić Brązowooką głaszcząc ostrożnie ramię w ramach otuchy, gdy zaś jego partnerka życiowa pomknęła na górę w poszukiwaniu kluczyków. Rzeczywiście, chłopakowi zajęłoby to znacznie więcej czasu. W zasadzie mógłby wziąć te klucze i zawieźć swoją Panią do szpitala, ale nie miał doświadczenia (nie liczyło się jeżdżenie samochodem po posesji) i naraziłby kobietę na jeszcze więcej stresu. Aristov zapewne usłyszał wołanie Nadii, więc po prostu starał się nie przeszkadzać, a i dać odrobinę komfortu głaskaniem. Mógłby jeszcze pójść po krew z lodówki, lecz podczas transportu, i w zasadzie z samym szpitalem później mogło się różnie zdarzyć. W razie czego był gotów na wszelkie polecenia.
Zaraz zjawiła się również Dasza z kluczykami, które wręczyła właścicielce. Teraz tylko trzeba było oczekiwać na dalsze kroki, bardziej stanowcze, ze strony wampira o rosyjskich korzeniach.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Raven
Ojciec Roku
Ojciec Roku
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t80-raven http://vampireknight.forumpl.net/t82-raven-vladimir-aristov
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 551


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Lis 01, 2016 10:47 pm

Kruk miał na to wszystko przysłowiowo wyjebane, nie obchodziło go kto wchodził do domu Nadii, chyba, że byłby to jakiś facet o którego miałby być zazdrosny, wtedy obudziłby się znacznie szybciej i znalazł swoją starą torbę z łowieckimi zabawkami i wpakował wszystko w delikwenta, ale to nie było teraz problemem. Jako, że zwierzak Nadii przyprowadził tutaj jakąś laseczkę i jeszcze poprosił o widywanie się z nią? No nieźle, skoro już mowa o kastracji, może i Rav powinien się jej poddać, wtedy nie byłoby żadnego problemu, jaki właśnie zamierzał wystrzelić jak grom z jasnego nieba. Blondyn spał sobie na kanapie w najlepsze, biedaczek był tak zmęczony tą całą podróżom, że nie sobie spał, a to że był dla niej wredny to jakieś nieporozumienie, zakochał się kretyn, a co z jego poprzednim życiem? Baj baj, najwidoczniej. Trzeba było jeszcze opanować te piękne wizji jego partnerki, przy których zabija go za każdym razem, no bo Nadia, skarbie, serio? Z błogiego snu i wizji własnego kasyna w Vegas z dziwkami i blackjackiem obudził go krzyk Nadii, jezu.. kobieto dlaczego się tak wydzierasz, gdyby tak naprawdę wiedział to pewnie sam by krzyczał jak panienka, nie? Leniwie przetarł oczy i zrzucił buty z kanapy po czym wstał, rozprostował plecy i chwilę mu zajęło dopóki to do niego dotarło. O kurwa.. o kurwa... nie, nie nie... Dzieci, narodziny.. Powietrza, proszę powietrza.. poklepał się po kieszeniach jakby szukał swojego biletu do Kolumbii i fałszywego paszportu na nazwisko Jesus Gonazales, ale nie mógł tego znaleźć, więc podbiegł do Nadii, usłyszał, że już ktoś leci po klucze, więc po prostu jedyne co mógł zrobić to być teraz przy niej. Podtrzymał jej głowę, postarał się zarzucic jej ręke na jego szyję i powoli zaczął iść w stronę drzwi, może i lekka nie była w tej chwili, ale jako, że był wampirem to siła go po prostu rozpierała, zwłaszcza, że się wyspał za wszystkie czasy, kiedy to mu nie szło zbyt  dobrze obrócił się w stronę górnych schodów..
-"Dawaj kurwa te klucze..." - warknął, tak jakby to była wina Daszy, nie była, ale co poradzić facetowi, który dopiero przeczytał słowo odpowiedzialność w słowniku, który przyniosła mu jego ukochana. Poczeka na te klucze, nie wyjdzie bez niej, skoro jej to dziecko zrobił no to już chuj, chociaż zobaczy czy będzie miało jego perfidny wyraz twarzy, czy będzie raczej bardziej jak mamuśka, sam trzymał Nadie i za wszelką cenę próbował dojść do samochodu, ON BĘDZIE PROWADZIŁ.. YOLO. Kiedy Dasza podeszła do nich zabrał jej klucze szybkim ruchem i po prostu zaprowadził Nadie do samochodu, wrzucił do bagażni.... czekaj, to nie ten scenariusz.. Usadził ją wygodnie na siedzeniu i sam siadł za fotel kierowcy, oczywiście odsunął fotel, bo Nadia była kurduplem, wrzucił kluczyk w stacyjke i odpalił jakby piłował golfa na parkingu przed intermarche żeby popisać się przed dupeczkami z bloków.

2x zt przynajmniej...

_________________
"With the gleam in his eye, his middle finger to the sky,
Crooked smile on his face, he doesn't think he can die"
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Death house   Sro Lis 02, 2016 5:56 am

Dasza gdy tylko zauważyła, że Nadia nie czuje się dobrze i trzyma się za brzuch to mogło znaczyć tylko jedno. Poród. Natychmiast podeszła, aby sprawdzić co i jak. Jej twarz była nieco zmartwiona, ale jako kobieta wiedziała jak zaregować w takich sytuacjach. Sama nie miała dzieci i nigdy nie będzie ich mogła mieć, ale instynkt matki jest zawsze. Kyuu podszedł dodając jej otuchy i to był bardzo dobry krok z jego strony. Wsparcie w takich chwilach jest ważne. Najważniejsze, aby nie stracić głowy i nie dać się ponieść.
Przyszła tutaj zdenerwowana nieco, ale okazało się, że nie było trzeba bo Nadia okazała się być całkiem miła. Ale okazało się, że takie spotkanie przyniosło im niespodziankę. Dziecko to trochę jak dar, którym trzeba się opiekować. Gdyby mogła sama postarała by się o dziecko. Ból warto znosić dla takiej chwili.
- Oddychaj...będzie dobrze tak jak mówi Kyuu.
Uśmiechnęła się delikatnie do kobiety, aby ta czuła się lepiej. Nie wiedziała co mogli by jeszcze dla niej zrobić, ale chyba tylko tyle. Jednak to nie od nich teraz wszystko zakeżało, ale od oewnego pana, który niespodziwał się, że to już. Dziecko to wielka odpowiedzialność.
Wtedy do nich wpadł jakiś mężczyzna, najwidoczniej ojciec dziecka, a raczej młody tatuś. Szybko wyskoczył i zareagował, ale już ona udała się po klucze. Oczywiście chciała mu je dać, ale najwidoczniej sprawa powodu sprawiła, że tatuś miał lekkie nerwy. Zeszła jak najszybciej chociaż mógłby być nieco milszy, ale z jednej strony nie mogła być zła. Jego kobieta właśnie rodzi i zaraz wyda mu na świat potomka, a to sprawiało, że faceci tracili nieco głowe. Nie było nic jej winą, ale taka sytuacja sprawiała, ż nie trudno o złości.
Po chwili zabrał ją i wyszli z posiadłości po czym odjechali zostawiając Kyuu i Dasze samych. Niebieskowłosa wetchnęła przeczesując dłonią swoje włosy, które już odrosły jej nieco. Musi je skrócić chyba. Oparła się o ściane. Dobrze, że chociaż w takich sytuacjach nie traciła głowy, ciąża to poważna sprawa.
- Twoja pani będzie dumną mamą.
Spojrzała na Kyuu ciepło uśmiechając się do niego czule.
Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Lis 06, 2016 12:41 pm

Oho, tatuś nienarodzonego dziecka dał o sobie znać. Rosjanin zawsze miał trudny charakter, ale jeśli z tego powodu miałoby się coś stać Nadii czy Daszy - nie dopuści do tego. Całe szczęście, że te nerwy wynikły jedynie z przejęcia się pierworodnym... chyba pierworodnym. Albo pierworodną... eh, tyle niewiadomych, ale przecież nie zmuszał przyszłych rodziców do chwalenia się wszystkimi szczegółami. Może i przez swoją Panią był traktowany bardziej jak młodszy brat, lecz nie byli ze sobą tak spokrewnieni. Zaś wszystko co mówiła Blondynka było zapamiętywane przez Kyuu.
Skoro tylko wyjechali i został tylko on i Dasza, podszedł bliżej do Partnerki i nieco zmartwiony spojrzał w stronę ulotnienia się pary wampirów. Chwilę milczeli, ale pierwsza przełamała ciszę oczywiście towarzyszka. Nieco zawieszony w myślach młodzieniec wrócił do żywych.
-Hai.
Powiedział skromnie spoglądając jeszcze przez krótki moment na drzwi wejściowe, a potem spojrzał na Niebieskowłosą i dostrzegł jej uśmiech. Ciepły, szczery... tylko dla niego. Uniósł lekko brwi ze zdziwienia, chociaż powinien już pojąć, że wampirzyca nie szczędzi mu dobroci. No cóż, czas na rewanż. Może nie dokładnie w taki sam sposób, lecz chciał ulżyć nieco zestresowanej dziewczynie.
-Chodź.
Powiedział pochwyciwszy lekko dłoń i zabrawszy ją do salonu. Tutaj mogła swobodnie usiąść, i tak zanim Nadia wróci ze swoim chłopakiem może minąć wieeele czasu. Niech więc nie krępuje się tym razem. Zwłaszcza, że Kyuu chciał usiąść obok i wciąż trzymając za ręce coś wyznać. Jak tak dobrze przemyślał sobie ich sytuację - Daszę i swoją - nawet jeśli dostał zgodę na spotkania, to nie miał pewności w jakich warunkach obecnie żyje wampirzyca. Dlatego miał pewien pomysł, z którym podzielił się z towarzyszką.
-Jeśli chcesz, poproszę o to Panią, być tutaj została... Będę pracować za naszą dwójkę.
Objął tutaj nie tylko dłonie, ale i przytulając towarzyszkę ku sobie. Pragnął ją mieć przy sobie, chociaż do tej pory nie miał wielkich potrzeb. Najwyraźniej była jego lekarstwem na dotychczasową pustkę w sobie. I na jego małomówność, jak się okazuje.
-Nie chcę Cię znów stracić.
Powiedział cichutko obejmując mocniej ramionami jej kobiecą sylwetkę i ułożył głowę na jej barku. Policzek miział jej skórkę, gdy tak łasił się do Daszy jak kiedyś Gruby go jego nóg.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Death house   Nie Lis 06, 2016 2:19 pm

Czasami tak się zdarza, że pewne sytuacje wywołują nerwy lub złość. Młody tatuś chyba za bardzo zdenerwował się,  ale co się dziwić skoro na świat przyjdzie jego dziecko. Córka albo syn. Dlatego Dasza mniej więcej rozumiała i dlatego nie zareagowała zbytnio na jego zachowanie uznała, że tak będzie najlepiej. Po za tym dodatkowo Nadia była znacznie ważniejsza w tym momencie niż wszczynanie kłótni. Iby jednak jego trudny charakter nie dawał o sobie znać. Kyuu zdążył go już poznać. Ona nie znała go tak dobrze.
Spojrzała bajpierw na Kyuu, a potem jeszcze na drzwi przez które wyszła niedawno wampirzyca z partnerem. Właściwie naprawdę uważała, że mają szczęście bo mogą. Mieć dziecko. Ona nie miała takiej możliwości. Patrzyła na Kyuu z uśmiechem.
- Wszystko będzie dobrze.
Nadal go wspierała. Chyba był. Zaskoczony czymś, ale Dasza zawsze ciepło go traktowała. W końcu był jej partnerem i zawsze czule odchodziła się z nim. Nawet teraz uśmiech był szczery i pełen miłości. Ale tylko dla niego ten był wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju.
- Hm?
Spojrzała na niego zdziwiona dokąd chce, aby z nim poszła. Ufała mu bezgranicznie więc nie ważne dokąd by poszedł ona podąży za tym którego kocha. Gdy złapał za jej dłoń ścisneła ją delikatnie i posłusznie podążyła za ukochanym. Zaprowadził ją do salonu i usiadła na kanapie. Mieli teraz dla siebie dużo czasu. Nadal trzymał ją teraz za dłonie i chyba chciał coś powiedzieć dlatego spojrzała mu w oczy i czekała. To co usłyszała zaskoczyło ją czego nie ukrywała.
- Czy to w porządku jeśli tu zostanę? Będą teraz rodzicami, a ojciec dziecka chyba nie był by zadowolony...ale bardzo chciała bym z tobą wspólnie mieszkać. Znowu...być z tobą.
Nie wiedziała co dalej będzie, ale chciała znowu być obok niego, ale bie pozwoli żeby robił za dwoje. Mógł na nią liczyć bo zawsze mu pomoże. Ale co na to Nadia? Dasza zastanawiała sie czy Kyuu nie mógł by zamieszkać w innym miejscu. Musieli porozmawiać o wszystkim gdy Nadia wróci.  Poczuła jak przytula ją do siebie więc wtuliła się w niego mocno. Po jego słowach oderwała się od niego by spojrzeć mu w oczy dłonią dotkneła dłonią jego policzka.
- Już nigdy mnie nie stracisz. Obiecuje zostać z tobą na wieczność.
Po tych słowach zdobyła się na kolejny krok, śmiały, ale już wiele razy robiony. Chłopak mógł poczuć jak Dasza składa mu pocałunek na jego ustach. Czuły i pełen miłości.  Trwało to chwilkę po czym oderwała się od niego aby znów patrzeć mu w oczy.
Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Pią Lis 11, 2016 6:11 pm

Martwił się o swoją Panią, ale póki jej partner dba o nią - powinien być spokojniejszy. Na pewno w tym miejscu przydały się słowa pocieszenia Daszy, która spieszyła w ten sposób z pomocą dla skołowanego wampira. Teraz będzie jego oczkiem w głowie, stąd pragnął, aby zdecydowała się zamieszkać pod jednym dachem, nawet jeśli oficjalnie nie będzie niczyją służką. Naprawdę był w stanie pracować jak za dwoje, by wolne chwile móc od razu spędzać z Niebieskowłosą. To dotąd niespotykane dla niego, że tak bardzo zależało mu na towarzystwie Daszy. Albo rzuciła na niego urok, albo pasowali do siebie, mimo sporych różnic w zachowaniu. Ona otwarta, wesoła, pełna uczucia i miłości - on zamknięty w sobie, zazwyczaj pełny powagi, nie znający się na okazywaniu emocji. Być może to ostatnie zmieni się niebawem...
-Przekonam ich.
Powiedział stanowczo na wątpliwości dziewczyny i wtulili się ze sobą. Chociaż za chwilę stało się coś, co zdziwiło jeszcze bardziej chłopaka niżeli uśmiech zarezerwowany tylko dla niego. To pocałunek zarezerwowany tylko dla niego. Tuż po deklaracji Daszy, że już będą zawsze razem, dała tego znać właśnie tym niezwykłym gestem, które sprawiło, że młodzieniec zamarł w bezruchu. Lekko rozchylił wargi tuż po odłączeniu się usteczek towarzyszki i patrzył się na nią zupełnie oniemiały. Ale jak tak patrzyła w jego oczy, mogła dostrzec bardzo łagodny ton. Wreszcie, gdy szok minął, sięgnął dłonią do prawego policzka dziewczyny i wplótł palce w przylegające obok niego jej włosy. Druga ręka oplotła plecy Niebieskowłosej i nachylił się ku partnerce, by nie tylko wtulić ją ku sobie, ale także złożyć pocałunek. Z początku bardzo nieśmiało (jakby bał się, że zaraz coś popsuje) zetknęły się ich wargi, aż postarał się przypomnieć dokładnie, jak całowała go dziewczyna. To bardzo trudne dla kogoś, kto nie okazywał tego typu emocji. Mimo wszystko starania nie poszły na marne - wreszcie wampirzyca mogła posmakować bardziej jego ust, jego języka, którym delikatnie pieścił podniebienie. Wtedy ośmielił się na więcej - swoim ciałem zmusił Daszę, aby położyła się plecami na kanapie, a Nowicjusz w nagrodę złożył jeszcze dwa pocałunki: jeden na szyi, a drugi na dekolcie. Czuł tam krew, dlatego lekko rozświetliły się jego oczy, lecz nic złego z nim się nie działo. Wręcz przeciwnie. Położył się tuż obok towarzyszki i jedną ręką obejmował ją w talii, aby nie spadła z kanapy, a drugą miział po skroniach nie przestając patrzeć się w jej piękne oczka. Skoro mieli chwilę dla siebie, to chciał po prostu zrozumieć jak najlepiej swoją Połówkę.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Death house   Pią Lis 11, 2016 8:09 pm

Dasza miała wątpliwości czy zgodzili by się na to, ale dlaczego nie warto zapytać? W końcu odnalazła tego, które tak mocno pokochała. Patrząc mu w oczy wiedziała, że nawet jeśli stracił pamięć to jego podświadomość walczyła. Jego czyny pragnęły bliskości jej samej. Nie musiała rzucać uroku, aby go oczarować. Trudno to opisać, ale ta miłość narodziła się tak po prostu. Chociaż różnili się od siebie to Dasza nauczy go wiele w życiu. Każdy dotyk, gest, czyn będzie wyjątkowy.
- Będę przy tobie, wspólnie przekonamy ich.
Uśmiechnęła się do niego delikatnie. Dasza dała mu jasno do zrozumienia, że mógł liczyć na nią w każdej kwestii. Stanie dumnie obok niego i razem z nim trzymając go za dłoń poprosi o wspólne bycie razem. Nawet gdyby musiała zostać służka czyjąś warto poświęcać się dla miłości.
Przez moment wahała się co do pocałunku, ale w ten sposób dała mu deklaracje, że zostanie z nim na wieczność. Mówiła poważnie...myślała o Kyuu bardzo poważnie. Gdy odkleiła się od jego ust patrzyła w jego oczy. Był całkowicie zaskoczony tym faktem, nieco poczuła się zakłopotana. Przecież mógł nie pamiętać tego gestu. Chciała coś powiedzieć, ale on zrobił coś co sprawiło, że teraz ona była całkowicie zaskoczona. Dostrzegła jednak w jego oczach łagodność i ciepło.
Dotknął jej policzka, a drugą dłoń poczuła na swych plecach. Była zaskoczona tym gestem z jego strony, ale nie spuszczała z niego wzroku.
- Kyuu...
Wyszeptała tylko i poczuła jego wargi na swoich ustach. Jej oczy nieco rozszerzyły się. Niespodziewanie się takiego ruchu z jego strony, pocałunek był najpierw nieśmiały. Jednak potem pocałował ją w bardziej odważny sposób. Dasza zarumieniła się nieco obejmując go i odwzajemniając ten pocałunek również wkładając mu do buzi swój język. To była dość intymna chwila. Nagle znalazła się pod nim i wtedy zszedł pocałunkami najpierw na szyje, a potem na dekolcie. Gdy jednak ucałował dekolt Dasza wydała z siebie ciche jękniecie. Kyuu jeszcze nie wiedział, ze w ten sposób sprawiał iż jej ciało reagowało na niego. W końcu położył się obok niej, a ona spojrzała na niego rumiana na twarzy, a jej serce nieco przyspieszyło.
- Kocham cię.
Dotknęła dłonią jego policzka przylegając do niego bardziej. Kobiecie spodobało sie to co zrobił. Była szczęśliwa. Poczuła nagle jak jej telefon wibruje więc wyjęła go z kieszeni czytając sms po czym schowała go i spojrzała na Kyuu.
- Twoja pani napisała, że zostanie na pare dni w mieście i wspólnie mamy zająć się posiadłością.
Uśmiechnęła się czule gładząc wampira swoją dłonią po jego policzku. Zapewniła go, że wszystko dobrze. Nadią i mają dla siebie o wiele więcej czasu. Kilka dni, a może i więcej. Mogła z nim pobyć dłużej. Palcem przejechała po chwili po jego dolnej wardze.
Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Lis 20, 2016 1:11 pm

Cała Dasza. Cokolwiek by się działo - jej czy jemu - idą razem. Deklaracje tego typu były mu znane także ze wspomnień, które powolutku napływały do mózgu. Mówi się, że miłość jest lekarstwem na wszystko, więc może na amnezję także?
Tak czy inaczej pocałunek dziewczyny wiele zdziałał, aby machina ruszyła, a wraz z nimi więcej czułości dla prawie zapomnianej kochanki. Dobrze, że udało się im na nowo zejść, nawet jeśli ten sam Los zdecydował się ich rozdzielić. Może to dlatego, żeby pokazać, jak bardzo potrafią za sobą tęsknić? Mniej takich testów proszę! Tak czy inaczej Dasza nie mogła mieć pewności, że tylko pocałunek zdoła wyrwać młodzieńca ze szponów zapomnienia. Udało się jej - w nagrodę zyskała niemal tego samego Kyuu co w przeszłości. A może nie do końca tego samego? Bo tym razem odwzajemnił - z początku nieudolnie i nieśmiało - kares, lecz z każdym kolejnym szło mu lepiej. Starał się pokazać tą dobroć, którą pokazała mu Niebieskowłosa. I wiecie co? Chyba zadziałało, bo wampirzyca nawet jęknęła z rozkoszy!
Chwilę ich wspólnego intymnego przeżywania spotkania po roku przerwał SMSem, a odczytana treść przez chwilę nie mogła trafić do adresata. Musiał odrobinę oprzytomnieć, żeby zrozumieć co to dla nich znaczyło. Nie tylko obowiązki.
-Wspólnie? To znaczy, że możesz tu zostać... Jak dobrze.
Leżał wciąż przed nią i lekko mrużył powieki na jej delikatne głaskanie. Nie wiedzieć czemu czuł wielkie gorąco. Czy to z powodu miłości Daszy? Chyba tak, bo aż zdecydował się zdjąć górę ubrania i świecić nagim, dość umięśnionym, ale nadal stosunkowo szczupłym ciałem. Tylko dla Niebieskowłosej. Objął dziewczynę ku sobie i nachylił się, by jeszcze raz złożyć delikatny pocałunek na jej usteczkach. Palce wplótł w jej włosy i głaskał skroń, aż do momentu, kiedy lekko zmrużone powieki zamknęły się całkowicie. Głowę wtulił w dziewczynę i nie drgnął ani na milimetr, jakby mieć pewność, że nie ucieknie mu jak najwspanialszy sen. Spał spokojnie, a wzmogło go po prostu po dniu pełnym wrażeń. Najważniejsze, że mógł mieć Wampirzycę przy sobie, żeby kilka godzin później...

...móc ją znów pocałować w policzek, jeśli nie spała. A jeśli spała - wpatrywał się w jej śpiące, słodkie oblicze do czasu jej przebudzenia. A potem czekał ją wspomniany całus. Brakowało jedynie wyrazu radości na jego wiecznie poważnym obliczu, lecz póki co dziewczyna i tak mogła odczytać z jego gestów, spojrzenia i lekkiego rumieńca na policzkach, że wszystko u niego w porządku. Ale tylko, gdy Dasza była obok. Oh, tak, zakochał się jak szczeniak, a nie potrafił tego opisać czy odczuć jak większość istot żywych. Póki co nie wstawał, jakiś silny magnes na literkę D trzymał go na kanapie. I jakoś nie oponował.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Death house   Nie Lis 20, 2016 7:26 pm

Dasza musiała zdawać sobie sprawę, że nie prędko jej ukochany odzyska chociaż trochę swych wspomnień. Miłość lekarstwem na wszystko? W tym jest dużo prawdy, troska i opieka mogły tutaj również pomóc. Musiała być cierpliwa.
Kiedy się rozdzielili szukała go, nie przestała nawet wtedy gdy jej mózg mówił poddaj się kobieto. Serce jednak krzyczało nie możesz odpuścić. Kiedy się spotkali Dasza była smutna, wręcz załamana i płakała. Myślała nawet o zabiciu się bo miała tak złamane serce. Świadczyło to o tym, ze ta miłość była prawdziwa. A teraz? Teraz uśmiechała się do niego, śmiała jakby nigdy nic się nie stało. Odżyła dzięki Kyuu i chociaż niewiele pamięta cieszy się z jego obecności. Będzie starała się mu pomóc, ale nie miała żalu do niego. Tak się stało i musiała przyjąć to do wiadomości. Razem poradzą sobie, wspólnie.
Co do rozkoszy którą jej podarował odczuła z początku nieśmiały pocałunek, ale potem totalnie ją zaskoczył. Sprawił, że jej ciało zareagowało na to. Jęknęła nie kontrolując tego. Owszem mogli posunąć się o krok dalej, ale to tak nie działa. Nie wiedziała co dokładnie odczuwał chłopak, ale u niej wywołało to swego rodzaju podniecenie. Od kiedy uwolniła się od tyrani dawno nie zaznała bliskości.
- Zostanę jak długo tylko chcesz.
Usmiechnęła się delikatnie, a gdy zdjął z siebie górną część garderoby nieco zarumieniła się. Nie musiał być umięśniony czy muskularny. Pokochała go takim jakim był. Nawet dłonią dotknęła jego nagiego torsu. Znów pocałunek, słodki pocałunek zimnych ust kochanka. Zasnęła po chwili, gdy Kyuu sam odleciał.

Dasza spała więc Kyuu mógł sobie przyglądać jak słodko drzemała. Miała spokojny sen, ale po chwili sama zaczęła się budzić. Poruszyła się nieco, a gdy otworzyła oczy pierwsze co ujrzała to twarz ukochanego.
- Witaj kochany.
Dostała całusa i zaśmiała się nieco. Pogłaskała go czule po policzku patrząc w jego oczy. Zakochał się w niej, a ona w nim. Nic już nie mówiła tylko patrzyła w jego piękne oczy i nieco przyciągnęła go do siebie żeby był bliżej niej, a raczej tak, aby on był na górze. Nad nią. Usmiechnęła się delikatnie.
Powrót do góry Go down
Kyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2040-kyuu#43488
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Death house   Sob Gru 03, 2016 6:27 pm

Nie można powiedzieć, że przeszłość nie miała znaczenia - jeśli się uda odzyskać wspomnienia, zrozumie tęsknotę Daszy jeszcze lepiej. Jej miłość i oddanie. Była wierna mu, nawet jak nie wiedziała, co podziało się z młodzieńcem. Kochała go tak mocno, że sam pragnął ją mieć przy sobie. Ale nie tak jak drapieżca swą ofiarę, tylko ze wspólnego uczucia. Co prawda jeszcze nie wszystko pojmował, nie potrafił określać emocji, które w nim drzemały. Ale były, i to liczyło się najbardziej. Resztą zajmą się razem, tak jak zaopiekują się domem Nadii pod jej nieobecność.
Zdołał przywitać się z Partnerką w jak najbardziej czuły sposób, a jej cudny śmiech koił wszelkie zmysły.
-Witaj kochana.
Przywitał się oficjalnie, a na głaskanie go po policzku - przymilał się do delikatnej rączki i mruczał jak rasowy kot. Dziewczynie tego było mało, ponieważ drugą ręką przybliżyła go do siebie tak, że leżał niemal na niej (rozkraczył nogi nad nią, aby nie zgnieść cudnej istotki). Nie protestował, ba - jego spojrzenie weseliło się, niestety - nie reszta twarzy. Kyuu wydawał się być nieco ośmielony, skoro zdecydował się całować po szyjce Daszy bez zapowiedzi.
-Daszo... Chciałabyś coś zjeść?
Zapytał opierając czoło o jej czółko i spoglądając w jeszcze piękniejsze, szkarłatne oczy towarzyszki. Nie chciałby, by opadła z sił, gdy dopiero co przebudziła się ze snu. Wyglądała cudnie śpiąc u jego boku, lecz w rzeczywistości jest jeszcze wspanialsza. Zwłaszcza, że mogła z nim porozmawiać, śmiać, być szczęśliwa. Widząc swą damę w tak wspaniałej kondycji, i jemu było lżej.
-Masz piękny uśmiech.
Dotknął palcem jej ciepłych, miękkich warg i przejechał ostrożnie po nich.

_________________

#99ffff - dialog
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Death house   Pon Gru 05, 2016 11:40 am

Oczywiście gdyby odzyskał wspomnienia zobaczył by doskonale wszystkie obrazy z ich wspólnego czasu. To jak się poznali i co potem ich połączyło jak również rozłąke. Gdy zniknął pękło jej serce nawet nie wiedziała jak to się stało. Jej miłość do niego była prawdziwa dlatego uczucie cierpienia było bardzo bolesne. Nawet gdy została sama ani razu nie pomyślała, aby znaleźć sobie kogoś innego. Nie umiała zapomnieć i miała nadzieję, że wróci i miała rację. Teraz mogą trochę nadrobić, przez kilka dni będą wspólnie mieszkać i zajmiwać się wszystkim w domu.
Gdy tylko się obudziła ujrzała Kyuu i nie był to sen. Był tutaj i to sprawiało jej radość, przywitała się czule jak również on z nią. Nawet cielesne doznania nie były potrzebne tutaj, wystarczylo, że byli blisko siebie.
- Dobrze spałeś?
Uśmiechnęła się do nieog ciepło. Nie musiał okazywać zbyt wiele na twarzy, ponieważ gdzieś w jego oczach dostrzegała iskierki szczęścia. Chłopak był wyjątkowy dla niej. Nie zmuszała go do dalszych kroków względem dotyku czy pieszczot, i wiedziała, że niektóre gesty mogą go nieco krępować. Jednak pocałunki na jej szyi były dla niej miłym zaskoczeniem.
- Najadłam się ostatnio wię na razie nie odczuwam głodu. A co z tobą?
Najadła się do syta ostatnim razem i na razie nie odczuwała głodu, ale byała ciekawa czy, aby Kyuu nie odczuwa przypadkiem głodu. Na temat jej uśmiechu na twarzy jego damy pojawił delikatny rumieniec.
- Lubisz jak się uśmiecham? To twoja zasługa, przy tobie jestem szczęśliwa.
Gdy dotknął jej warg spojrzała na niego uważnie i jeśli miał ochotę niech dotknie. Mógł ją dotykać kiedy tylko chciał. Pamiętała jak kiedyś również zrobił coś podobnego.
Po kilku dniach spędzonych tutaj Dasza musiała już wracać. Kyuu ostatnio rzadko pokazywał się i kobieta czuła, że dłuższy pobyt tutaj nie miał sensu. Opuściła domostwo znikając znów pozostawiona samej sobie.

Z.t
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 589


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Cze 27, 2017 9:10 pm

Zakładam Kyuu, że też Cię tu nie ma :v

Pomimo długiej nieobecności dom wyglądał na bardzo zadbany. I to wcale nie zasługa czarów a opłaconej sprzątaczki, która dwa razy w tygodniu sprzątała wszystkie pomieszczenia. Prócz tego doglądała zwierzaka, który plątał się pod nogami a ostatnimi czasy potrafił znikać na całe dnie.
Skrzypnięcie drzwi zwiastowało czyjeś przybycie. Czarny, futerkowy lokator uniósł łeb leżąc do tej pory plackiem na parapecie. Postawny mężczyzna, który pchnął barkiem drewniane skrzydło nie był sam. Niósł na rękach kogoś, kogo kot powinien doskonale skojarzyć. No może gdyby nie fatalny wygląd i wszechogarniający zapach skrzepniętej krwi. Mężczyzna nie zwracając uwagi na puchatą kulkę podszedł prosto do kanapy, na której położył blondynkę. Używając jednej ze swych mocy, kontynuował to co rozpoczął Emmanuel.

Po kilkunastu dniach Nadia doszła do siebie. Do pełnej sprawności (i 100% forum wie o czym mówię) nie ruszała się jednak poza obszar zabudowania. Jednostki krwi potrzebne do odzyskania sił dostarczał Leo. Pozbawiona telefonu i kontaktu ze światem, z dziurą w pamięci i setką pytań bez odpowiedzi czekała na odpowiedni moment, który nadejdzie szybciej niż mogła się tego spodziewać…

W końcu minęło parę tygodni a Nad nie mogła już patrzeć na plastikowe woreczki pełne krwi. Zapragnęła skosztować posoki z żywej ofiary. Wymykając się z domu, na razie do najbliższego otoczenia, udała się na polowanie.

z/t

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 589


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Lip 23, 2017 6:29 pm

Nadia nie była już ani mała, ani urocza. To co łączyło ją kiedyś z Nou, to wieczna chęć pochwycenia puszystego ogona. A i tak pomimo minimalnych wymagań, to marzenie nigdy nie zostało spełnione. Teraz gdy minęły długie lata, mogłaby się pochwalić niezależnością i wspinaczką po drabinie kariery. Mogłaby, owszem, gdyby nie zachciało jej się wymierzać sprawiedliwości. Na samą myśl o tym, od czego wszystko się zaczęło, dostawała nerwów więc odpuściła. Zwłaszcza, że ciężko mówić do ledwo przytomnego.
Gdy zapakowała kuzyna do auta, ruszyli w kierunku domu. Droga minęła w ciszy bo po pierwsze jazda po lesie nie należała do najcichszych, a po drugie Nadia nieszczególnie przepadała za pogawędkami gdy siedziała za kółkiem.  
Do domu dotarli szybciej niż mogła się tego spodziewać.
W środku prawdopodobnie jest Leo, sługa, chyba, że gdzieś wyszedł. Uprzedzam z góry, że to żaden narzeczony czy ktokolwiek inny.
Dla krewniaka pewnie ta informacja była tak interesująca jak zeszłoroczny śnieg ale z wyczuciem wolała uniknąć jego domysłów. Ku zdziwieniu ale i zadowoleniu dom w środku był pusty. Nie licząc siedzącego przy kominku kota. Ale jego zainteresowanie otoczeniem było znikome.
Usiądź na kanapie. Jest wygodniejsza niż krzesło przy stole.
Poleciała sama udając się do kuchni gdzie to przygotowanego kufla wlała chłodną krew. Niestety nie dysponowała niewolnikiem na własność.
Proszę. Warto w imię przekonań doprowadzać się do takiego osłabienia?
Podała kuzynowi życiodajny napój siadając w fotelu naprzeciw.

_________________
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 245


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Lip 25, 2017 1:56 pm

No cóż, denerwujące było że prowadziła mnie jak za rączkę. Aż przyznaje, że niejeden raz w tak krótkim spacerze, brała mnie myśl by zwyczajnie wyrwać się na ile mi siły pozwolą. Dobrze, że pomimo wszystkiego samochód nie był aż tak daleko. Możemy też się zmierzyć z faktem, że nawet jakby chciała, niewiele by ze mną porozmawiała. Nie czułem się w takich pojazdach za dobrze, zwłaszcza gdy te huśtały na wszystkie możliwe strony. Powstrzymywałem się od ewentualnego zwymiotowania i jakimś cudem mi się to udało. Gdy zatrzymała pojazd, wręcz wyszedłem natychmiast i odetchnąłem z ulgą. Jakim cudem nieumarlak jak Ja, może mieć objawy podobne do choroby lokomocyjnej? No cóż, wychodzą różne rzeczy z braku zadbania o siebie.
Jakby tym razem chciała mi pomóc iść, stanowczo bym odmówił a jakby zrobiła to pomimo tego, nalegałbym do póki by nie odpuściła. Mogłem iść, choć wolno i miało się wrażenie jakbym był mało przytomny, ale zawsze wyglądałem na mniej przytomnego niż w rzeczywistości byłem.
Podniosłem brwi gdy powiedziała o kanapie, nie żeby to był mój pierwszy cel od samego początku jak tylko ujrzałem przy wejściu. Lenistwo przede wszystkim! Zasiadłem się nim i oparłem mocno, pokazując że chyba poczułem się aż za bardzo u siebie.
Tak, nie bardzo interesowałem się jakim ma tutaj bywalców, o ile nie będą mi się w jakiś sposób naprzykrzać. W sumie jeśli okazałoby się, że to jej niewolnicy z braku wyboru to zacząłbym mieć mniej przyjazne nastawienie do mojej kuzynki. No ale chyba nie mogła być z tych złych, prawda? No cóż, póki co postaram się tak sądzić.
No i nastał moment gdy zrobiła coś czego stanowczo nie chciałem. Poruszyłem niemrawo nosem. Tak, to był pokarm którym żywią się wampiry, tak po prostu. Jednak mój organizm choć na początku zareagował pozytywnie, opadł, coś na zasadzie fałszywego alarmu.

- Nie prosiłem o to. Zmarnowałaś sobie dobry posiłek. Mi wystarczy, że się trochę polenię.
Po tych słowach można ze spokojem stwierdzić, że nawet nie zamierzałem patrzeć na to co mi podstawiła.

_________________
Aktualny Halloweenowy Ubiór: Motyw: Przerąbany Japoński Lisi Demon z 9 ogonami (Kitsune), który jednocześnie jest przebrany za egzorcystę, który posiada liczne talizmany do odpędzania. Pofarbowane na złoty kolor włosy, oraz wystające 9 ogonów, które poruszają się z każdym krokiem. Ma na sobie tradycyjne japońskie ubranie świątynne w ciemnych barwach i chodzi w japońskich tradycyjnych getach (obuwie). Do tego wszystkiego ma przy sobie maskę lisiego demona, żeby co mniej domyślnych zasugerować bardziej kim jest.

Bang!
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 589


PisanieTemat: Re: Death house   Sro Lip 26, 2017 4:03 pm

Można byłoby się spierać czy Nadia jest z tych złych. W swojej prywatnej opinii postawiłaby się gdzieś pośrodku nieskomplikowanej skali. O ile w czerni i bieli można odkryć odcienie szarości. Zwłaszcza, że wybór nie był trudny a odpowiedzi były tylko dwie. Kobieta zawsze lubiła utrudniać sobie życie przez analizowanie wszystkiego, rozkładanie na czynniki pierwsze i nim wydałaby osąd o własnej osobie, wypisałaby wszystkie za i przeciw. To chyba główny powód dlaczego na pozór błahe problemy rosły do rangi olbrzymich. Zaś te naprawdę trudne, wydawała się nie do rozwiązania.
Nie musiałeś. Nie jestem ślepa, ledwo stoisz na nogach.
Zmarszczyła brwi nie wiedząc o co może chodzić. Przekonania przekonaniami ale trzeba jakoś funkcjonować. Nie widząc zbytnio jak ugryźć temat, podparła brodę o spodnią stronę nadgarstka przez dłuższą chwilą patrząc na niewyraźnego kuzyna. Naprawdę wyglądał na bardzo zmęczonego.
Posłuchaj. To krew kupiona z centrum krwiodawstwa. Żaden człowiek nie ucierpiał oddając ją. Oni to robią z własnej woli.
Może to o to w tym wszystkich chodziło? Wprawdzie istniały tabletki krwi ale blondynka nie była w ich posiadaniu. Zwłaszcza, że nigdy nie korzystała z nich, więc po co miała przechowywać tą chemie.
Proszę wypij to, a na pewno poczujesz się znacznie lepiej. Sen nic nie da.
Może to banalne ale nawet wampiry mogą zginąć z głodu. Po pierwsze wyczerpany organizm nie jest wstanie się bronić przed innymi a po drugie śmierć głodowa to chyba jedna z najgorszych rzeczy jakie można sobie zafundować.

_________________
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 245


PisanieTemat: Re: Death house   Sob Lip 29, 2017 12:01 pm

Westchnąłem nieco wyczerpany i podniosłem swój palec wskazujący. Machnąłem nim na boki i uprzejmie się uśmiechnąłem. Muszę do tego podejść należycie, by odpowiednio mnie zrozumiała i nie napierała. Miło, że jak spotka kogoś z rodziny to próbuje wyczuć problem i chce go zażegnać, jednak nie mogę jej na to pozwolić. Jak więc jej wyjaśnić by tą problematykę zostawiła wyłącznie mi samemu?
- To nie zadziała. Może wieki temu jeszcze nie byłby to problem, jednak mam pewne ograniczenia.
Mówiąc to można byłoby zauważyć, że jestem dość powolnie ruchliwy. Nie siedzę w jednej pozycji, delikatnie kołysze się na boki, nawet nieco się przewaliłem bokiem ciała na kanapę, zajmując jej połowę, oczywiście zgadując że kanapa jest normalnej szerokości.
- Nie chcąc Ci mącić głowy na temat moich wewnętrznych konfliktów i to co zrodziły, że nie już nie jestem w stanie inaczej. Muszę brać u źródła. W innym wypadku pogorszy to mój stan.
Teraz przewaliłem się na plecy, ręce ułożyłem za głowę a nogi dałem na podłokietnik kanapy. Ogon delikatnie przesuwał się na różne strony. Choć co jakiś czas obserwowałem różne miejsce jej domu, to co chwile wracałem powolnie wzrokiem do mojej rozmówczyni, tak by nie poczuła się z tym źle.
- Nie bądź nigdy pewna. Znam doskonale swoje wielowiekowe nieumarłe ciało, jak również psychikę która należycie odbija się na nim.
Czy powiedziałem to jasno? Czy odpuści wiedząc, że raczej nie może wiele tutaj zdziałać? Będzie trzeba wtedy z tą rozmową iść znacznie dalej.

_________________
Aktualny Halloweenowy Ubiór: Motyw: Przerąbany Japoński Lisi Demon z 9 ogonami (Kitsune), który jednocześnie jest przebrany za egzorcystę, który posiada liczne talizmany do odpędzania. Pofarbowane na złoty kolor włosy, oraz wystające 9 ogonów, które poruszają się z każdym krokiem. Ma na sobie tradycyjne japońskie ubranie świątynne w ciemnych barwach i chodzi w japońskich tradycyjnych getach (obuwie). Do tego wszystkiego ma przy sobie maskę lisiego demona, żeby co mniej domyślnych zasugerować bardziej kim jest.

Bang!
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 589


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Lip 30, 2017 11:28 pm

Grzecznie wysłuchała wszystkiego co miał do powiedzenia jej kuzyn. Był dorosłym facetem, który bierze odpowiedzialność za własne czyny dlatego dalsze namawianie do wypicia tego co przygotowała, nie miało sensu. Pomimo tego, że uchodziła za upartą, to w końcu odpuściła. Może gdyby miała do czynienia z młodym gówniarzem to mogłaby chociażby wlać w niego zawartość pucharka. A tak? Najwyżej opróżni go sama. W końcu marnowanie krwi nie było w jej stylu.
Dobrze. Chcesz się przespać?
Uniosła delikatnie brwi a na jej buzi pojawił się delikatny uśmiech. Najwyraźniej odezwał się w niej opiekuńczy instynkt, któremu mogła dać ujście poprzez zaoferowanie chociażby swojej kanapy. Nie wykluczone, że gdyby Nou miał takie życzenie, przyniosłaby mu również poduszeczkę.
Jeśli krewniak wyrazi aprobatę jej pomysłu to nie gadając już zbędnie, sięgnie po książkę i zacznie ją czytać. Czego jak czego ale w tym domu podobnych przedmiotów było pod dostatkiem. Co przeważało? Jak to u kobiet-romansidła chociaż można się doszukać również pokaźnej kolekcji książek grozy. Jakby samo długowieczne życie nie dostarczało odpowiedniej ilości dreszczyku emocji…

_________________
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 245


PisanieTemat: Re: Death house   Czw Sie 03, 2017 1:14 pm

Zaakceptowała to tak jak jest? Chyba ostatecznie ciężko będzie mi Ją rozgryźć. A jak była taka mała, potrafiłem na wylot przetrzebić jej dziecięce potrzeby. Znowu czuje się jak bardzo całe życie przemija wokół mnie. To raczej nie te uczucie bycia starym, które dokucza ludziom, Ja niezmiennie czuje się młody duchem, pomimo że w dusze nie wierze. Kwestia, że wszystko wokół mnie pędzi w nieustraszonym tempie, aż ciężko mi złapać z tym oddech, zwłaszcza gdy ciągle walczę z swoimi demonami przeszłości. Jak na ironie, akurat w demony wierze.
- Nie, wystarczy mi od co miłe leniuchowanie. Twoje towarzystwo jest dla mnie bardzo kojące. Proszę, powiedz coś więcej o sobie... O, może o kwestiach kiedy wzniosłaś w końcu skrzydła, by opuścić rodzinne gniazdo?
Nie jesteśmy wcale aż tak daleką rodziną, a wiemy o sobie tak mało. Nie no, przynajmniej Ja wiem o niej bardzo niewiele. Zwykle wolę trzymać się cienia i nie wychylać, więc wielu nie zna takiego szlachetnego odmieńca jak Ja. Czasami starzy przyjaciele złapią się za głowę, bo nagle sobie o mnie przypomną jak już zobaczą mnie po tak wielu latach.
- Jestem najpewniej dosyć okropnym kuzynem, czy może nawet bratem czy wujem. Liczne rodziny porozbijane po całym świecie, a Ja nawet nie wykazuje zainteresowania by odświeżyć te więzy.
Podsumowałem do siebie i w tym czasie przekręcałem się dalej na kanapie. Tym razem głowa zwisała mi lekko w dół a nogi znalazły się na oparciu. Czy to u mnie brak kultury? Zawsze gdy poczuje się za wygodnie, gdzieś się ona gubi.

_________________
Aktualny Halloweenowy Ubiór: Motyw: Przerąbany Japoński Lisi Demon z 9 ogonami (Kitsune), który jednocześnie jest przebrany za egzorcystę, który posiada liczne talizmany do odpędzania. Pofarbowane na złoty kolor włosy, oraz wystające 9 ogonów, które poruszają się z każdym krokiem. Ma na sobie tradycyjne japońskie ubranie świątynne w ciemnych barwach i chodzi w japońskich tradycyjnych getach (obuwie). Do tego wszystkiego ma przy sobie maskę lisiego demona, żeby co mniej domyślnych zasugerować bardziej kim jest.

Bang!
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 589


PisanieTemat: Re: Death house   Sob Sie 05, 2017 8:42 pm

Wiercąc się chwilę w fotelu starała się odnaleźć wygodniejszą niż do tej pory pozycję. Podwijając prawą nogę pod pupę, lewą wsparła na stopie zginając ją przy okazji w kolanie. Idealne miejsce do oparcia brody. Jak okazało się, tylko chwilowo bo Nou odmówił snu. Najwyraźniej jej spokojny ton głosu robił mężczyźnie za delikatną kołysankę. W sumie osoba szlachetnego też wpływała na nią niezmiernie kojąco. Od szlachetnego bił niewytłumaczalny spokój, który szybko jej się udzielił. Jeśli dalej tak pójdzie to będzie musiała walczyć z własnym zmęczeniem i nie Nou, a ona zaśnie.
To co ma opowiadać? Czasy kiedy postanowiła opuścić rodzinny dom. O matko… kiedy to było?
Pewnego dnia stwierdziłam, że pora opuścić dom. Wyjechałam w świat, trochę się błąkałam nim zaczepiłam się na dłużej we Francji. Tam zarabiałam pozując do zdjęć ale nie nago!.
Pomachała przecząco dłonią w kierunku Nou. Nawet jeśli go nie znała tak jak własnej kieszeni to bez dwóch zdań mogła wpakować go do worka konserwatystów. Może to i dobrze, że rozmowa utknęła w czasach bardzo odległych. Gorzej z obecnymi i tym, co Nadia nawywijała. Ale nie odbiegajmy od tej bajki na dobranoc.
Tam też dowiedziałam się o śmierci matki. Później musiałam do siebie dojść, a to zajęło mi trochę czasu. Chciałam pobyć sama…
Kończąc ostatnie zdanie utkwiła wzrok gdzieś, w jakimś punkcie kanapy, popadając w totalne zamyślenie. Nawet nie zauważyła kiedy zaczęła bawić się jednym kosmykiem swoich jasnych włosów. Zrobiło się tak jakoś sentymentalnie i smutno jednocześnie.
Odzyskując kontakt z otaczającą ją rzeczywistością wyciągnęła dłoń po puchar, który pierwotnie miał należeć do jej kuzyna.
Jeśli Ty nie masz ochoty to ja chętnie skorzystam.  
Uniosła kielich do ust pozostawiając za chwilę na ich linii ciemną, szkarłatną plamę o dość równych brzegach.
Gdzie Ty podziewałeś się przez te wszystkie lata?
Może życie mężczyzny było bardziej kolorowe niż jej?

_________________
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 245


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Sie 06, 2017 9:41 pm

Cóż, leniuchowanie mam we krwi, jak dziwnie by to nie brzmiało u nieumarłego. Jednak jakby nie było, potrafię do końca utrzymywać przytomność i czerpać wszystkie należyte korzyści z odpoczynku. Choć jak każdy leniuch, ciężko jest mi przerwać i nagle się wywlec by zrobić coś bardziej energicznego, nawet jakby mój stan nie był przeszkodą.
- Brzmi dosyć prosto. Czasy jakie jeszcze nie znały aparatów, pozowanie nago nie było niczym złym. Od co jedna z wielu sposobów wyrażania się w dziełach artystycznych. Choć ostatecznie zależało od miejsca, ach gdzieś zanikła ta zwierzęca natura i ludzie tylko wymyślają więcej powodów do szczelnego ukrywania ciała przed resztą świata. Pewnie dlatego, że mają w zwyczaju myśleć za dużo.
Ha, pomimo że jej poprawka była dosyć zabawna, to nawet się nie zaśmiałem. Zwyczajnie pochłonął mnie mój własny monolog. Stanowczo uwielbiam wygadywać różne brednie i jest mi z tym za dobrze.
- Śmierć rodziny, jak również bliskich osób. Pod tym względem mogę wydawać się oschłym zimnym draniem. Nigdy nie czułem rodzinnych więzów, odchodziłem od wszystkich lekką nogą. Niby czasem chciałoby się pewne osoby spotkać ponownie, ale u mnie to wygląda jak wspomnienie miejsc, bądź zwyczajnie ciekawych chwil. Sądzisz, że jestem okropny?
Z jednej strony mógłbym wspomnieć coś o kondolencjach, ale z drugiej po co mam rozwijać kwestie śmierci jej matki? Nie stało się to też jakąś niedawno, z pewnością wydawałoby się to trochę nie na czasie. Są też osoby, które chciałyby to po prostu usłyszeć, ale co chce sama kuzynka?
- Ależ oczywiście. Szkoda marnować, skoro nadal jest zdatne do picia. Raz jeszcze wybacz, że nie skorzystałem z oferty. Okropnie potrafię lekceważyć dobro gospodarza, to może być złe nawet jeśli ma się swoje powody.
Nie ma jak głupio się tłumaczyć, coś co w sumie już nie jest problemem. Ale może zrobił mi się dziwny nastrój na gadanie? Wszak rozmowa darem jest.
- Łatwiej byłoby powiedzieć, gdzie się nie podziewałem.

_________________
Aktualny Halloweenowy Ubiór: Motyw: Przerąbany Japoński Lisi Demon z 9 ogonami (Kitsune), który jednocześnie jest przebrany za egzorcystę, który posiada liczne talizmany do odpędzania. Pofarbowane na złoty kolor włosy, oraz wystające 9 ogonów, które poruszają się z każdym krokiem. Ma na sobie tradycyjne japońskie ubranie świątynne w ciemnych barwach i chodzi w japońskich tradycyjnych getach (obuwie). Do tego wszystkiego ma przy sobie maskę lisiego demona, żeby co mniej domyślnych zasugerować bardziej kim jest.

Bang!
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 589


PisanieTemat: Re: Death house   Wto Sie 08, 2017 8:23 pm

Kiedyś wszystko wyglądało inaczej. Artyści, którzy lubowali się w uwiecznianiu przede wszystkim kobiecego piękna byli doceniani. Z tym, że w różnym czasie, bo przeważnie dzieła nabierały znacznie na wartości po śmierci. Głodujących malarzy w historii nie brakowało ale Nadia nigdy nie zagłębiała się w tej tematyce dlatego wolała nie wysnuwać dziwnych teorii, które wcale nie musiały być zgodne z prawdą. Przecież nie od dziś wiadomo, że braki w wiedzy są jak braki w uzębieniu, nie widoczne dopóki ktoś nie otwiera buźki.
Paradowanie z gołym tyłkiem mogłoby zostać źle odebrane.
Na twarzy szlachetnej pojawił się cień uśmiechu, który szybko zasłoniła kielichem, z którego znów upiła niewielki łyk. Kto teraz przechadzał się bez odzieży w miejscach do tego niewyznaczonych? (Mając namyśli np. plaże nudystów.) Przeważnie osoby skrzywione psychicznie i grupa popularnie nazywana zboczeńcami, kimkolwiek oni nie byli. Nawet jeśli ktoś nie zgadzał się z obecnie panującymi trendami to musiał się przystosować jeśli nie chciał być wytykany palcami. Społeczeństwo nie dość, że coraz szczelniej ubrane, to coraz mniej tolerancyjne.
Nadia pokręciła przecząco głową przymykając przy tym oczy. W jej obecnej sytuacji niemal zazdrościła kuzynowi podejścia do sprawy. Chciałaby tak jak on nie mieć żadnych skrupułów, być pozbawioną uczuć. Może z czasem się nauczy.
Nie, wcale tak nie uważam.
Zmieniając nogę, którą miała pod pupą, wlepiła swój leniwy wzrok w kuzyna. Jej brązowe oczy śledziły spojrzenie, które ni razu nie zawisło na dłuższą chwilę gdziekolwiek.
Podchodząc tak lekko do spraw rodzinnych zakładam, że nie jesteś z nikim związany.
Temat dla kobiety był taki jak wszystkie inne. Tym bardziej, że pytanie o podróże okazało się zbyt ogólnikowe. Może Nou nie wykazywał dużego zainteresowania więzami krwi ale posiadał bratnią duszę? Któż to wie...

_________________
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 245


PisanieTemat: Re: Death house   Sro Sie 09, 2017 11:52 pm

Och, jak bardzo krótko odpowiadała na moje długie wypowiedzi. Cóż, moja wina że tak szybko dochodzi do mojej gadatliwości. Cóż, ważne że właśnie ma jakąś ochotę ze mną toczyć rozmowy. Czy przypadkiem moją słabością nie wyszedłem na lekko nachalnego? Cóż, mam nadzieje że nie ma takiego odbioru.
- Oczywiście, że w miejscach publicznych nawet w bardzo starych czasach byłoby to nieco dziwne. Zwykle wtedy mowa o jakiś łaźniach. Teraz nie za bardzo coś takiego funkcjonuje, ale cóż. Społeczeństwo się rozwija, a Ja nadal mam pewne staroświeckie nurty.
W trakcie mojej kolejnej długiej wypowiedzi, machnąłem paluszkiem. Po czym unormował swój sposób siedzenia, opierając się tak jak należy na oparciu, tylko że z rękoma za głową. Wyszczerzyłem się lekko, bo poczułem się tutaj dosyć wygodnie. Kto by pomyślał że znowu u kogoś krewnego przesiedzę w tak krótkim czasie? To wbrew jakbym nie odczuwał, jest dosyć miłe i ciekawe.
- Związany? Masz na myśli jakiegoś konkretnego przyjaciela? Zwierzaka? Ucznia? Kochankę? Dzieciaka?
Popatrzyłem na nią kątem oka, po czym konkretniej się do niej odwróciłem, stąpając jedną nogą na kanapie i opierając rękę na kolanie.
- W sumie jaka by wersja nie była, nikt mnie raczej nie związał. Wieki mijają i dalej jestem włóczykijem jakim byłem przez dużą część swojego życia.

_________________
Aktualny Halloweenowy Ubiór: Motyw: Przerąbany Japoński Lisi Demon z 9 ogonami (Kitsune), który jednocześnie jest przebrany za egzorcystę, który posiada liczne talizmany do odpędzania. Pofarbowane na złoty kolor włosy, oraz wystające 9 ogonów, które poruszają się z każdym krokiem. Ma na sobie tradycyjne japońskie ubranie świątynne w ciemnych barwach i chodzi w japońskich tradycyjnych getach (obuwie). Do tego wszystkiego ma przy sobie maskę lisiego demona, żeby co mniej domyślnych zasugerować bardziej kim jest.

Bang!
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 589


PisanieTemat: Re: Death house   Pią Sie 11, 2017 9:12 pm

Starożytna łaźnia była chyba odpowiednikiem dzisiejszej sauny, a w tej też należało być nago. No chyba, że ktoś miał życzenie okryć się ręcznikiem. Miejsc, w których nagość była naturalna istotnie było bardzo mało. Jednak jeśli komuś zależało, to przy odrobinie chęci pewnie je odnajdzie bez trudu.
Nie musisz się dla nikogo zmieniać. W czasach klonów oryginalność jest w cenie.
Wystarczyło tylko przez chwilę prześledzić portale społecznościowe i już było wiadomo jakie trendy panują aktualnie. Większość kobiet, które cieszyły się ponadprzeciętnym zainteresowaniem społeczeństwa, miało napompowane usta przypominające ponton, sztuczne, nieproporcjonalne do reszty ciała piersi i kolor włosów w modnym odcieniu. Stawiając obok siebie pięć dziewczyn, trudno było znaleźć między nimi chociażby kilka różnic. Nic więc dziwnego, że Nadia nie widziała w oryginalności kuzyna nic złego. Nawet jeśli chodziło nie tylko o ubiór ale także o poglądy. W ogóle chyba należała raczej do tych tolerancyjnych osób. Inność reszty jej nie wadziła w żaden sposób.
I szczególni z tego powodu nie cierpisz.
Podsumowała kończąc w pewien sposób wypowiedź mężczyzny. Każdy miał prawo wyboru swojego losu i ścieżki jaką podążał. Samotność to sposób na życie. Lepiej jeśli wybieramy go sami, gorzej jeżeli narzuca go los.
Brakuje Ci czegoś w życiu?
Gdzieś na dnie kobiety zaczął rodzić się mały psycholog, który podrzucał jej coraz trudniejsze pytania, a ona nie umiała się oprzeć. Tym bardziej, że odpowiedź nie była dla niej obojętna. W końcu miała inne podejście do kwestii rodziny.

_________________
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 245


PisanieTemat: Re: Death house   Nie Sie 13, 2017 2:49 pm

- Masz może jakąś delikatną aromatyczną herbatę? Nie wiem czy mógłbym prosić o coś takiego.
Położyłem się znowu w połowie na kanapie a nogi na powrót zwisały za podłokietnik. Z tego powodu przekręciłem głowę i tak leżąco patrzyłem na moją kuzynkę, z lekkim głupim uśmieszkiem. Ciekawe czy sama lubi spożywać coś ludzkiego? Wampiry zwykle starają się uzyskać, lub po prostu utrzymać smaki by móc tak jak ludzie, cieszyć się nimi. Gorzej z tymi co kompletnie nie mają smaku, ale chcą jeść by dobrze okazywać pozory wśród innych.
- W czasach klonów? Śmiesznie to ujęłaś. Ale moda w każdym okresie miała swoje panowanie. Można to też nazwać, że po prostu zmieniała się tradycja. Jednak ludzie zawsze lubili zachowywać się, spędzać czas, jak również wyglądać tak jak to popularne w aktualnym ugrupowaniu do którego się czują przynależni.
Cóż, nie wiem co sądzi o mnie sama Nadia, ale ważne że miło krótkimi zdaniami okazuje zainteresowanie rozmową. Mam nadzieje, że robi to z chęcią a nie tylko dlatego, bo chce być dla mnie należycie uprzejma i miła.
- Cóż, kiedyś miewałem różne nostalgie. Świat się zmienia i jest dla mnie trudniejszy w obyciu. Jak najbardziej się z tym godzę, jednak to nie zmienia faktu wszelkich utrudnień.
Ooo... Czy mi czegoś potrzeba? Albo czego mi brakuje? W sumie każdy coś takiego ma, co Ja powinienem mieć? Ogon na chwile mi się przyhamował, przestając tak intensywnie ocierać się o kanapę na której się rozleniwiam.
- To ciężkie pytanie. Z jednej strony może być jak jest, jakąś będę sobie kroczył i nic złego nie będzie. Z drugiej, chyba brakuje mi... Szczęścia?
Wsadziłem ręce za głowę gdy tak leżałem i popatrzyłem uważniej na sufit, do którego tak trochę bezradnie się uśmiechnąłem.
- Tak, szczęście to dobre słowo. Choć jesteś drugim członkiem rodziny którego napotykam w krótkim odstępie czasu po tylu latach, to jednak nie mam szczęścia do innych przypadkowych znajomości. A jak widzisz, jestem dosyć gadatliwą osobą. A to miasto... Wydaje mi się ponure, niż w latach które je naprawdę znałem. Czuje, że muszę jeszcze tutaj pobyć, ale zarazem mam ochotę po prostu włóczykijić się dalej, że to co miało to miejsce już przestało mieć dla mnie coś do zaoferowania.
Jak to wyszło, że ostatecznie rozmawiamy o moich problemach? Aaach, jeszcze wyszło na jaw, że jakieś mam! Chociaż to dla mnie bardziej głupie gdybanie, ale jak ona to odbierze?

_________________
Aktualny Halloweenowy Ubiór: Motyw: Przerąbany Japoński Lisi Demon z 9 ogonami (Kitsune), który jednocześnie jest przebrany za egzorcystę, który posiada liczne talizmany do odpędzania. Pofarbowane na złoty kolor włosy, oraz wystające 9 ogonów, które poruszają się z każdym krokiem. Ma na sobie tradycyjne japońskie ubranie świątynne w ciemnych barwach i chodzi w japońskich tradycyjnych getach (obuwie). Do tego wszystkiego ma przy sobie maskę lisiego demona, żeby co mniej domyślnych zasugerować bardziej kim jest.

Bang!
Powrót do góry Go down
 
Death house
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Death walks among you
» Wielkie rody Westeros
» Spis kadry Death City
» Śmiercionośny tarot przepełniony nienawiścią
» Royal Opera House

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: