IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zrujnowany kościół

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Vergil

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t886-vergil-startess#7238
Zarejestrował/a : 15/01/2013
Liczba postów : 342


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sob Maj 11, 2013 12:37 pm

Vergil przekrzywił głowę nie wiedząc o tym co powiedzieć na słowa o matce. Tak się wyrażać o matce? Niektórzy to przynajmniej ją mają. mężczyzna zaczynał być coraz bardziej zmęcozny tym wszystkim. Chciał już tylko wrócić do akademika i pójść spać. Uśmiechnął się do dziewczyny i wziął ja za rękę.
- To gdzie mieszkasz? - spytał i wyprowadził ja z kościoła.
Nie to że chciał się jej pozbyć, bo bardzo miło mu się rozmawiało jednakże on nie lubił o takiej porze siedzieć w mieście i mimo wszystko był psychicznie zniszczony. Tak więc gdy powiedziała mu gdzie mieszka, odprowadził ją do domu cały czas podtrzymując rozmowę.
Gdy odprowadził ją, pożegnał się z uśmiechem i ruszył w stronę akademika.

z/t

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sro Sie 28, 2013 2:50 pm

Każdy człowiek, jak i wampir rodzi się w pewnym odpowiednim momencie, żeby wypełnić jakąś powierzoną mu odgórnie, życiową misję. Jedni zostają lekarzami, żeby pomagać innym. Niektórzy jako stróże prawa, chronią słabszych i walczą z silniejszymi. A tacy jak Aimi? Walczą ze swoimi pokusami i pragnieniami, żeby nie zniszczyć samych siebie. Jednak nie każdy wygrywa w takiej walce. Jedni są twardzi i głusi na szepty rozkoszy, która próbuje się przedostać na tą jasną stronę świadomości i zawładnąć ich ciałem, ale nie wszyscy. Istnieją również złe wiedźmy, chowające się pod maską słodkości i niewinności, tak złe i podłe, że nikt nie jest w stanie z nimi walczyć i wyplewić tej zarazy, która zakorzeniła się w ich mrocznych sercach na dobre. Jak myślicie, którą z nich jest rozpieszczona do granic wytrzymałości, wredna wampirzyca? Tak też myślałam...
Po tym całym opiekowaniu się swoim narzeczonym, musiała odreagować. Nadmiar słodkości odkładał się w jej główce, jak fast foody w boczkach u ludzkich kobiet. Tak więc poszukała jednego z tych miejsc, które były przeciwieństwem wszelkich bajek i baśni. Wybrała się na cmentarz. Oczywiście nie po to, żeby opłakiwać zmarłych, buhahahahha~ dobre sobie. Szła między nagrobkami z wesołą minką. Jej ustka były zwarte w cienką kresą, jednak ich kąciki unosiły się nieznacznie ku górze. Humor jej dopisywał, to trzeba przyznać. W końcu dotarła do centrum cmentarzyska i musiała się nieźle nagłowić, gdzie iść dalej. O dziwo wybrała jakąś totalną ruinę, która najwyraźniej była kościołem. Wchodząc do środka roześmiała się głośno, zostawiając otwarte drzwi. Usiadła na ołtarzu zanosząc się kolejnym atakiem śmiechu. Co za paranoja ubaw.
Ogólnie wampirzyca pasowała do tej mrocznej scenerii panującej w kościele. Miała na sobie czarną, obcisłą sukienkę i wysokie buty na obcasie. Jej długie czarne włosy spadały prostymi kaskadami na jej ramiona i plecy. Jedynie czerwone ślepia połyskiwały niebezpiecznie. Po chwili wyjęła paczkę papierosów. Wyciągnęła jednego i zapaliła. Zaciągnęła się tym 'zabójczym' dymem i rozkaszlała. Hhahaha, była wampirem, a nawet palić nie umiała. Cóż, widocznie i tego trzeba się nauczyć. Siedziała tak rozmyślając o Dastanie, który pewnie leżał w łóżku i odpoczywał. Biedny CHORY.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sro Sie 28, 2013 5:48 pm

Każdy miał swoje powołanie? Jakąś odgórnie powierzoną mu misję? Pierwsze pytanie to kto miałby jakiekolwiek misje żywym przydzielać? A drugie, jakie w takim wypadku jest jego zadanie? Bo jeśli ograniczało się do gwałtów, mordów, kanibalizmu i aktów sadomasochizmu to wypełniał je pieczołowicie i z przyjemnością. To było to co lubił i co podpowiadał mu instynkt, z którym raczej nie walczył. Bo i po co? Był drapieżnikiem, dzikim zwierzem, który tylko polował i kopulował. Najniższe instynkty? Możliwe. Ale co miał lepszego do roboty w zasranej Japonii? W Amsterdamie, w którym się wychował miał wiele ciekawych rozrywek. Tutaj nie znał nikogo a do tego miał problemy z orientacją w mieście. Zgubił się już dwukrotnie. Pierwszy raz gdy miał spotkać się z małolatą w parku a drugi... teraz. Tak, znów się zgubił.
Wszystkie ulice i budynki wyglądały tak samo, ludzie biegali jak ze sraczką, w tę i nazad i nie mieli czasu żeby odpowiedzieć mu na krótkie pytanie, którędy do najbliższego burdelu. Swoją drogą, mogli też nie wiedzieć. W końcu prostytucja w tym kraju jest chyba nielegalna. Tak przynajmniej myślał. Miał ochotę pociupciać a nie wiedział jak trafić do wesołego domku. Myślał w takim wypadku, że zadowoli się porwaniem jakiejś samicy i wykorzystaniem jej w zaułku czy gdzieś ale gwałtownie dał mu o sobie znać inny instynkt. Znów był głodny!
A do tego był na jakimś zadupiastym cmentarzu. No pięknie, kogo niby miałby tu upolować? Starą babcię, która przyszła zapalić znicz na grobie zmarłego dwadzieścia lat temu męża? Bleeeh. Potrzebował młodego, ładnie pachnącego ciałka. Zaklął szpetnie pod nosem kiedy nagle usłyszał kobiecy śmiech od strony starego kościoła.
Hmm czyżby jakaś niewiasta pobłądziła? A może to jedna z tych szalonych gothek, które lubują się w przesiadywaniu w tak porąbanych miejscach? Bo innej możliwości, typu duch, nie przyjmował. Nie wierzył w takie pierdoły. Co jest nieco dziwne bo sam jest wampirem, czyli istotą z legend. Ale, ale. Wróćmy do akcji i naszego głodnego drapieżnika. Miejsce nie sprzyjało raczej akcji z zaskoczenia. Nie mógł zbliżyć się wystarczająco blisko by uderzyć będąc niezauważonym. Za mało tu ścian i miejsc, które mogły by mu ułatwić podchody. Postanowił zatem uderzyć na stary patent, czyli podejść i wdać się w rozmowę. Uśpić czujność i rozerwać gardło kłami. Mniam.
Odpalił papierosa i bez większych ceregieli wkroczył w obręby pozostałości kościoła. Gdy był już ok dziesięciu metrów od dziewczyny uderzył go po nosie zapach wampira i słodkich, damskich perfum. Ta była starsza, tak więc może i skorzysta w inny sposób oprócz posiłku. Postarał się ukryć odruch oblizania się.
Wyglądał normalnie. Ręce w kieszeniach spodni, papieros w ustach, obojętna twarz i znudzone spojrzenie. Wlepił w nią swe naturalnie szkarłatne oczy podchodząc jeszcze na kilka metrów.
- Jest tu coś zabawnego? Też bym się pośmiał - zagadał a jego głos był raczej szorstki i oschły a mimo to przyjemny dla ucha. Wprawny słuchacz określił by go jako władczy i nie znoszący sprzeciwu.
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sro Sie 28, 2013 8:06 pm

Samaelowi marzyła się jakaś ładna niewiasta, którą mógłby wydupczyć i najlepiej zjeść? Faceci! Czego innego można by się po nich spodziewać, jednak nie z tą dziewczyną takie numery. Aimi była pewną siebie, arogancką i rozpieszczoną księżniczką, a nie jakąś byle słabą dupodają, więc niech się lepiej chłopak trzyma na baczności, bo z tą panną nigdy nie wiadomo, kiedy drapieżnik obróci się w ofiarę. A jeśli już zatopiłaby w nim swoje długie szpony, mógł być pewny, że nigdy by ich nie wyszarpała, tylko wciskała głębiej i głębiej, aż w końcu przebiłaby go na wylot! Dzikus z niego? Cóż to nie tak źle.. w sumie pozycja na pieska nabrałaby wówczas nowego znaczenia... buahahah~
Burdel? O! Dobrze trafił, wampirzyca mogłaby mu wskazać drogę za drobną opłatą, w końcu biedna, niepracująca kobieta musi jakoś zarabiać na życie, co nie? Co tam, że miała z siedem platynowych, kart kredytowych, mnóstwo zniżek we wszystkich ultra drogich sklepach i jeszcze trochę gotówki. Nie ma nic za darmo, bo inaczej by Cię zjedli. Trzeba sobie radzić, a jak nie trzeba to wtedy najlepiej zabierać innym i mieć przy tym ubaw. Samael był takim chamskim i okrutnym typkiem? Cóż trafił swój na swojego. Po ostatnim akcie ludzkich emocji, jaki wyzwolił w niej Dastan, była jak pusta i nieczuła lalka. Musiała nieźle nad sobą popracować, bo była popsuta! Wszystko co słodkie i kochane budziło w niej obrzydzenie, przez co nie mogła patrzeć w lusterko, trololo.
Siedziała tak sobie na ołtarzu rechocząc jak jakiś zbok i było jej z tym zajebiście. Popalała i machała nogami jak mała dziewczynka. Zanim to usłyszała kroki zbliżającego się wampira, wyczuła go. Szczypta niebezpieczeństwa, kapka dzikości, odrobina wampira i tony testosteronu. Jej szkarłatne oczy, spotkały jego w tym samym kolorze i na jej ustach zagościł słodki kpiący uśmiech. No proszę, nawet kolor oczu mięli taki sam - wiecznie karmazynowy.
1, 2, 3 kroki, które postawił w jej stronę odbiły się echem po ruinach kościoła.
2, 4... 6 mrugnięć, które zrobiła, żeby odgonić papierosowy dym. Zgasiła peta o ten kościelny stolik i rzuciła nim w stronę nieznajomego. Nie było szans, żeby doleciał do objętego celu, ale pewnie spadł gdzieś u jego stóp. Wampirzyca zeskoczyła i zadarła głowę do góry spoglądając na niego dumnie, a  biście wysokie obcasy dodawały jej pewności siebie. Zlustrowała przybysza robiąc 1, 2 kroki w jego stronę.
Był bardzo pociągający. Jakiś tam arogancki dupek.
- Ty i Twoja biała czupryna.
Odparła wesoło, a jej ton wskazywał, że bawi się doskonale, choć nie wyzbyła się do końca tej swojej nuty arogancji i wyzwania. Niech wie, że z tą zołzą lepiej nie zadzierać. Trzeba było jednak przyznać, że chętnie potargałaby go za te białe kudły, ojaaaa.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sro Sie 28, 2013 8:28 pm

Czego innego można by się spodziewać po facetach? Wielu rzeczy jednak na pewno nie po nim. W tej chwili myślał tylko o jakiejś dupie, którą mógłby przerżnąć a w trakcie klepania ugryźć i nasycić głód krwi. Szczerze mówiąc bardzo rzadko myślał o czymkolwiek innym, jeśli mam być szczery. W krótkich chwilach kiedy nie myślał kłami albo przyrodzeniem zajmował się alkoholem, papierosami i innymi zabawkami dla dorosłych. Tworzył również muzykę oraz był fotografem chociaż tą ostatnią ze swoich pasji trochę zaniedbał w tym roku. Wina przeprowadzki z Europy do Japonii i tego, że nie miał weny na jakąś ciekawą sesję. Bo trzeba podkreślić, że zwykłych zdjęć to on nie wykonywał. Skupiał się na szalonych, nieco ekscentrycznych, czasami chorych sesjach a co ciekawsze, jego prace świetnie się sprzedawały. Mamcia była zadowolona z tego, że pierworodny podzielał jej pasję do fotografii chociaż chyba nie bardzo rozumiała jego artyzm i to co chce przekazywać poprzez swoje sesje. Mniejsza, bo nie o jego hobby mamy tu rozmawiać a o dupczeniu i gryzieniu. Ależ to niskie.
Zignorował fakt, że rzuciła, czy też strzeliła mu kiepem niemal pod podeszwę glanów. Miała fart, że nie wcisnął się między protektory bo wtedy zmusiłby ją by wyciągnęła go zębami. Do delikatnych nie należał, nawet w stosunku do kobiet. Równouprawnienie jest. Krótka wymiana spojrzeń wystarczyła mu do szybkiej analizy i oceny z kim ma do czynienia.
Arogancka, bogata paniusia z wyższych sfer. Z pewnością pochodziła z jakiejś szlachetnej rodziny. By się o tym przekonać musiałby spróbować lub chociaż powąchać jej krew. Nie był jeszcze aż tak wyczulony na takie rzeczy, z resztą rzadko kiedy zwracał na nie uwagę. Wyglądała na sfrustrowaną, może nieco zagubioną pomimo maski zołzy jaką przybrała. Musiała się poczuć jak towar w sklepie, manekin na wystawie albo coś w tym guście kiedy tak jego ślepia oglądały ją od góry do dołu, od dołu do góry, przez jakąś minutę. Nada się. Swoją drogą była bardzo ładna, pociągająca na swój sposób. Lubił takie zołzy. Kobiety z pazurem i charakterem. Przynajmniej nie nudziły mu się tak szybko jak inne.
- Wymyśl coś bardziej oryginalnego piczko - skomentował pozwalając sobie na lekki grymas będący uśmiechem. Zaciągnął się mocno papierosem po czym wypluł go pod jej nogi w rewanżu - No rozbaw mnie. Nudzę się a też bym się pobawił - westchnął prostując się i przeciągając jak leniwy kocur. Teraz, gdy się nie garbił mogła zobaczyć jak jest wielki.
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sro Sie 28, 2013 9:23 pm

Cóż głód był raczej powszechnym problemem i każdy musiał sobie z nim jakoś radzić. Aimi na pewno nie miałaby mu za złe, że chciał ją wyruchać i zjeść na pożegnanie. W sumie trochę go rozumiała. Miała niemal idealne ciało, nawet nie jedna wampirzyca mogłaby jej pozazdrościć tego i owego. Dzięki temu w końcu została modelką i początkującą aktorką. Kobiece kształty, smukła sylwetka, talia osy i dłuuugie nogi. Jednak niech sobie chłoptaś nie myśli, że panna odda mu się tak o, dla zabawy. Nie tędy droga. Może i jej się podobał, przecież gustowała w sado maso dupkach i brutalach, ale gdzieś tam głęboko siedział jej narzeczony i nie chciał zniknąć, czy też Aimi nie dawała mu odejść. Nie z nią takie numery, nie zdradzała i tyle - dupa blada, ale pobawić trochę się można..
Cóż Szlachetniaki tak już mają, że są aroganckie i mają o sobie biste mniemanie, niemal jak bogowie olimpu. I z nią nie było inaczej. Cóż Sam by się zdziwił próbując jej krwi. Jej smak przekraczał wszystkie możliwe granice każdego smakosza, ale też uzależniał. Po spróbowaniu wszystko inne przestałoby już być takie cudowne, stałoby się jedynie zwykłą przekąską, niemal jak na głodzie narkotykowym! Ale tak to jest, wszystko ma swoją cenę. Chwilowa siła, prędkość, potęga i cudny smak, groziła uzależnieniem na...? Kto wie na ile~ maybe forever.
O proszę, fotograf jej się trafił, więc może zamiast tych wszystkich mokrych i zboczonych myśli porobi jej kilka erotycznych słodkich fotek? Takie tam w kościele, buahahhaha. Chłopak powinien się zdziwić, że wampirzyca nie uciekła gdzie pieprz rośnie na widok jego wielkiego, dobrze zbudowanego cielska, które tak ładne zaprezentował jej w całej okazałości. Ale w życiu nigdy! Ani jej się śniło. Aimi to nie jedna z tych, co się boją, o to Sam martwić się nie musi.
- Będę mówić jak mi się podoba, gnojku.
Wysyczała zaciekle i po raz enty tego wieczoru wybuchnęła głośnym, dźwięcznym śmiechem, który odbił się echem od pustych ścian kościoła. Cóż nieznajomy wyglądał, jak by podchodził pod dwudziestkę, więc nie wykluczone, że byli w tym samym wieku, tak więc ów gnojek nie za bardzo odpowiadał, ale pasował jej w kontekście i tyle. Bez zastanowienia zdeptała peta, który padł pod jej nogi. Odważnie kroczyła przed siebie, stawiając 5, 6, 7 kroków w jego stronę, tym samym zmniejszając między nimi dystans niemal do 0, niech wie kto tu rządzi, bijacz. Kiedy znalazła się już dostatecznie blisko uniosła brwi ku górze, jak gdyby była zdziwiona.
- Nudzi Ci się, biedaku? Co my z tym zrobimy...
Powiedziała jak gdyby z matczyną troską stojąc tuż przed nim. Przejechała ostrym paznokciem po literze u w słowie fuck wydrukowanym na jego koszulce i uśmiechnęła się lubieżnie. Flirtować i bawić jej się zachciało? Buahahaha~ dobre sobie, po prostu bista z niej aktorka i te pe. Po chwili jednak ponownie zachichotała jak głupia i ... minęła wampira idąc twardym krokiem przez kościół.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sro Sie 28, 2013 9:49 pm

Jeśli chodzi o głód to Samael raczej nigdy sobie z nim dobrze nie radził. I wątpliwym było, że kiedykolwiek zacznie. Jak go przycisnęło na krew to nie było zmiłuj. Brał to co było pod ręką bez zbędnych pytań i ceregieli. A zdarzało się to nad wyraz często. Właściwie to jakąś godzinę, może dwie temu użarł jakąś naiwną piętnastkę w barze i znów był głodny. Co do jej idealnego ciała to wzbudzało w nim ten drugi rodzaj głodu. Ten bardziej samczy. Co tu dużo gadać, była seksowną laseczką, która aż prosiła się o rżnięcie. Dobry gust miał, tego nie wolno mu odmówić. Wątpliwym jednak było czy po pierwsze oddałaby się w jego szpony dobrowolnie i po drugie czy lubiła takie zabawy jak on. Bo normalnym, zdrowym seksem tego co on uprawiał nazwać nie można było. Po akcie z jakąś panną jego łóżko jak i pokój wyglądały jak po zarzynaniu świni, że się tak ordynarnie wyrażę. Wszędzie pełno posoki. Mniam.
Wiedział doskonale jakie są szlachetniaki gdyż jego ojcem był nikt inny jak Dracula. To dopiero był zadufany w sobie skurwiel. Większego chyba ten świat nie widział. On sam podchodził do tych spraw raczej obojętnie. Bo co za różnica czy pieprzy szlachetną czy dawniej człowieka? Wagina to wagina. Nie brał udziału w tych wszystkich gierkach wielkich rodów i miał je w głębokim poważaniu.
Chciałaby sesję zdjęciową? Nie ma problemu. Musiałaby tylko sprawić, że zacznie myśleć o pracy aparatem a nie kłami i przyrodzeniem. A wcale się na zmianę toku myślenia nie zanosiła. Zbyt smakowity kąsek mu się trafił by szybko się przerzucił.
- Pierdolnięta. Lubię takie - skomentował jej odpowiedź szczerząc swoje wielkie kły w uśmiechu drapieżnika. Oczywiście zignorował fakt, że nazwała go gnojkiem. Słyszał już pod swoim adresem wiele gorszych epitetów. Jej śmiech za to sprawił iż miał wrażenia obcowania z kimś nie do końca zdrowym psychicznie. Bo z czego ona tak rży? Nie wiedział.
- Nie wiem co Ty z tym zrobisz ale ja mam kilka pomysłów - odpowiedział na jej zaczepkę a gdy go mijała mogła poczuć jak i usłyszeć donośne kłapnięcie potężnych szczęk tuż przy swoim uchu. Był to niejako zwiastun tego co chciał zrobić. I miał wydźwięk zarówno konsumpcyjny jak i erotyczny o ile ktoś lubował się w takich zabawach. Obrócił się plecami do ołtarza a więc frontem do kroczącej dziewczyny.
- Miodna dupa - jakże poetycko skomentował jej pośladki!
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sro Sie 28, 2013 10:21 pm

Ah te słodkie piętnastki! Nic tylko schrupać, bo wyruchać to trochę nie bardzo, chyba że lubi się dziecięcą buźkę i młodziutkie ciałko i oskarżenie o pedofilię, trololo. No ale wiadomo, że różne zboki łażą po tym zafajdanym świecie i nikomu nie chcę się ich sprzątać i przy okazji brudzić sobie rąk. Takich gimnazjalistek było w trzy i trochę, chyba nikt nie ucierpi z powodu nagłego zniknięcia, zgwałcenia i zarżnięcia kilku z nich, co nie? Tego samego zdania była Aimi, gdy niedawno dorwała jedną i osuszyła co do ostatniej kropli krwi. Ależ zacnie mi przykro! A tak na prawdę to ni w ząb.
Amelie nie znała tego całego Draculi osobiście, ale słyszeć to chyba każdy o nim słyszał. Wielki ród wampirów i te niebezpieczne, mroczne sprawy. Lepiej z nimi nie zadzierać, a tu proszę. Przypałętał się jakiś chłoptaś i aż prosi się o wycisk! Wampirzyca chętnie się nim z nim pobawi, no bo co ma do stracenia, oprócz dziewictwa, krwi, ciała, głowy i wampirzego życia? Tak właśnie myślałam, że nic! Tak więc wielki ser Dracula i jego rodzinka byli sławni wśród swojej rasy, kto by się spodziewał, że Aimi będzie miała zaszczyt poznać jednego z nich w jakże cudnych okolicznościach.
- Pojebany, też w takich gustuje.
Odparła uśmiechając się chytrze, oko za oko - koleś! Jej słodki ton nie pasował do słownictwa. O tak, dziewczyna chichrała się bez sensu, celu i z dupy, bez przerwy. Tak, jego spostrzeżenie nie mijało się z prawdą, gdyż dziewczyna nie była do końca zrównoważona psychicznie i emocjonalnie, cóż poradzić nie każdy jest idealny! Jak gdyby na potwierdzenie tego faktu uśmiechnęła się przebiegle. Od zawsze miała problemy z panowaniem nad sobą, z samokontrolą, ale też z zachowywaniem się względnie normalnie. Przypominała słodką dziewczynkę, choć była z niej prawdziwa prowokatorka i zołza w jednym. Słysząc to ów szczęknięcie i kłapnięcie przy swoim uchu, nie przestraszyła się. Kroczyła dumnie dalej przed siebie, w ogóle nie przejmując się tą niebezpieczną burzą głodu i testosteronu tuż za swoimi plecami. Zbieżne info, ruchać czy jeść, a może to i to? Cóż wampirzyca też nie pogardziłaby kilkoma litrami kroplami świeżej, ciepłej krwi.
W końcu odwróciła się do Sama przekrzywiając lekko głowę tak, że kilka niesfornych kosmyków długich włosów opadło na jej lewy policzek,a  oczy pociemniały, ich kolor z krwistoczerwonego zmienił się na bordowy.
Cóż zabawę czas zacząć.
Czas trochę zadziwić naszego gościa i popisać się swoimi super mocami jak batman, o! Wampirzyca za pomocą telekinezy rozpięła guzik jego spodni, nie ruszając się z miejsca. Buahahahha, przydatna umiejętność.
- Więc myślisz tym czy tym?
Zapytała wyciągając prostą rękę przed siebie i wskazując kolejno na jego kły, a potem na krocze. To taki odwet za skomentowanie jej bistego tyłka, trolo~

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Czw Sie 29, 2013 9:16 am

No cóż, piętnastki nadawały się raczej tylko do tego żeby się nimi pożywić. Może i był niewyżyty ale one raczej go nie rajcowały. Po pierwsze nie gustował w loli dziewczynkach, po drugie były jeszcze jak dla niego za słabo rozwinięte fizycznie. Laska musi mieć czym oddychać i fajny tyłek. Smarkule dopiero rosną tak więc zazwyczaj żadnych z owych wymagań nie spełniają. A nawet jeśli to nadal pozostają smarkulami.
Tak, tak. Wielki ród Dracula. Kto nie znał tego nazwiska? Chyba tylko jacyś Murzyni z plemienia Kukuryku w południowym Zimbabwe. Nazwisko to stało się ikoną wampiryzmu będąc wykorzystanym w najsłynniejszej powieści o krwiopijcy, autorstwa Brama Stokera. Wcześniej co niektórzy znali legendy o krwiożerczym hospodarze wołoskim nabijającym ludzi na pale. Tak więc kopnął ją zaszczyt spotkania z pierworodnym głowy tego sławnego rodu. W dodatku miał ochotę ją ruchnąć i ugryźć. To ci dopiero zaszczyt! Powinna być dumna i z radością oddać się w jego szpony!
- To dobrze. Będzie milej - zaśmiał się pod nosem a paskudny, wredny uśmiech nie opuszczał jego twarzy. Pomimo burzy głodu i pragnienia by ją posiąść wyraz jego twarzy niewiele się zmienił. Nadal wyglądał na oazę spokoju. Zupełnie jakby miał na wszystko i wszystkich wyjebane. Łącznie z nią.
Ona miała problemy z kontrolowaniem się? W takim wypadku co on miał powiedzieć skoro przez większość czasu myślał żołądkiem i przyrodzeniem? Może to wina tego, że był jeszcze młody i nie umiał do końca nad sobą panować? Albo najzwyczajniej w świecie był pierdolnięty i niewyżyty.
O, oczka jej kolor zmieniły? Miała ochotę się bawić czy coś? Bo jeśli o efekt chodzi to nie zrobił na nim wrażenia. Aby go przestraszyć czy coś w tym guście musiałaby się postarać trochę bardziej. Chociaż ciężko przestraszyć socjopatę.
Wow, rozpięła mu guzik od spodni. Suuuper. Oklaski, wiwaty i tak dalej. Nie było widać żeby zareagował na to w jakikolwiek sposób.
- A więc należysz do tych popisujących się mocami? - westchnął ciężko jakby go czymś mocno zawiodła - Wampiry to takie żałosne istotki, które bez swoich nadprzyrodzonych zabawek są bezbronne jak dzieci - ruszył powoli w jej stronę stawiając spokojnie krok za krokiem - Zawiodłem się na Tobie piczko - przekrzywił lekko głowę wlepiając w nią te szkarłatne, wiecznie głodne ślepia - Czym myślę? Mózgiem. Ale głosy w mojej głowie mówią mi żebym Cie przerżnął i posilił się Tobą jednocześnie. Taka opcja Ci pasuje? - wyszczerzył się jakby powiedział przedni żart o blondynce albo babie u lekarza. Jeśli chciała się bawić to raczej trafiła na złego towarzysza. Mogła próbować odwieść go od jego celu w jakiś sposób albo uciec. Bo prowokowanie i droczenie się dawało raczej odwrotny skutek i tylko bardziej pobudzało go do działania.
Mogła przez mrugnięcie oka mieć wrażenie, że jej cień ma oczy ale wrażenie to zniknęło tak szybko jak się pojawiło.
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Czw Sie 29, 2013 1:38 pm

Niech sobie szanowny pan Dracula Junior nie myśli, że Amelie pochodziła z jakiegoś gównianego rodu! Co to to nie. Szacunek musi być, nawet jeśli jego tatuś był taki wielki i potężny, Sam kojarzył się jej ze zwykłym, zagubionym i rozpieszczonym chłopczykiem, chowającym się za maską arogancji, dzikości i cynizmu. Ciekawe jak bardzo się myliła.. To nie tak, że ignorowała niebezpieczeństwo, dalej była czujna i gotowa walczyć, czy uciekać, jednak gdzieś w głębi nie wierzyła, że ten mógłby ją zaatakować. Ona się z nim droczyła, taka to już prowokatorka pro elo ziom~
Kto wie, co ta księżniczka miała na myśli. Niby to chciała się z nim pobawić, z drugiej strony jednak niby udawała nieprzystępną. Chyba najwyższy czas to zmienić, bo w końcu ile można prowokować jednego dupka, co? Najgorsze w tym wszystkim było to, że zaczynało jej się n u d z i ć, przecież koleś tylko marudził i stał, już przestała wierzyć, że jest takim ogierem za jakiego się uważa. Faceci tak mają, grożą i udają strasznych, a w rzeczywistości to panienki, phew. Jeśli Sam w jakiś sposób chciał wzbudzić w dziewczynie strach - nie ma mowy, póki co szło mu beznadziejnie. Śpiewając na sing starze dostałby Drewniane Ucho, hahahah!
- Czujesz się bezbronny? Jakie to urocze... Nie martw się ciocia Amelie Cię obroni
Westchnęła niby ze współczuciem i troską, choć tak na prawdę każdy mięsień jej twarzy walczył z atakiem śmiechu, który utknął w jej gardle. No cóż co ma piernik do wiatraka? Tak to już jest z tą dziewuchą, że przeistacza wszystko po swojemu.
Niech sobie nieznajomy myśli co mu się żywnie podoba, Aimi znała swoją wartość i swoją siłę i szczerze nie czuła się bezbronna. No oczywiście nie mogła być pewna siły swojego przeciwnika, w końcu nie wiedziała na jakiego psychola trafiła. Wygląd wampirów był bardzo mylący, wygląda jak dzieciak a w wieku nie jednego pradziadka. A jak było z tym? Może powinna mu zaśpiewać What's your name What's your number? Zebrać wszystkie podstawowe info i umówić się z nim kiedyś, żeby zrobić na złość Dastanowi? Kto wie, ta wampirzyca miała powalone pomysły i chętnie doprowadziłaby swojego narzeczonego do szewskiej pasji.. swoją drogą ciekawe jak się zdrajca chory miewał. Pewnie leżał biedak w łóżku i cierpiał katusze z powodu braku swojej miłości obok. Na pewno tak było.
Zrobiła 5, 7, 9 kroków w jego stronę, słuchając uważnie jego słów. Niech się chłopak nie martwi, Aimi podchwyciła jego żart i zarechotała głośno. Widać nie tylko ona miała coś nie tak z główką w tym towarzystwie. Kto wie, może w innych okolicznościach całkiem nieźle by się dogadali?
- Pytasz mnie o zdanie? Jaki dżentelmen.
Zachichotała jak typowa, głupiutka nastolatka, jednak zdradzał ją uśmiech. Arogancki i pewny siebie, nic przyjemnego. Choć dziewczyna momentami mogła przypominać bezbronną i głupiutką dziewczynkę - to wszystko pozory, po prostu umiała się bawić i yolo. Znów znalazła się blisko swojego nowego koleżki. Stała tak wpatrując się w jego karmazynowe ślepia i nagle.. odwróciła się do niego plecami. Nie wiadomo z jakich powodów zaczęła poruszać biodrami schodząc niżej niżej niżej... Głośna muzyka była słyszalna tylko dla jej uszu, a wampirzyca wyginała ciało w niemym, pięknym tańcu ociekającym ogniem i seksapilem. Nie dotykała Sama, jednak dzieliły ich ubrania milimetry? Co chciała osiągnąć? Może go uwieźć, sprowokować, a może po prostu zaskoczyć i mieć z tego ubaw.

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Czw Sie 29, 2013 3:35 pm

Szczerze mówiąc to jeśli o niego chodziło to nie bardzo przejmował się szlacheckimi rodami. Nie rozumiał tych wszystkich politycznych zagrywek typu aranżowane małżeństwa, kłótni cz sporów. Gdzieś miał także to czy jego rozmówczyni z jednej z owych rodzin snobów pochodzi. Co za różnica czy to Dracula, Shiroyama czy jeszcze inny diabeł?
Nie wierzyła, że Samael byłby w stanie ją zaatakować? Jak uroczo... A pomyślała choć przez chwilę? Zastanowiła się po co wszedł tutaj słysząc kobiecy śmiech? Jeśli nie to jak najszybciej powinna to zrobić.
Chyba nie do końca zrozumiała o co mu chodziło. Uważał, że ona i jej podobni są bezbronni jak dzieci bez swoich wampirzych mocy. Każdy z kolei jest wielkim wojownikiem i cwaniakiem bo może rzucić kulą ognia, porazić kogoś piorunem albo coś. A najgorsi z nich wszystkich byli ci nie silący się nawet na odrobinę walki tylko atakujący czymś z daleka. Żałosne stworzenia, których nie można było nawet nazwać łowcami. Prawdziwy drapieżnik polega na swoich zmysłach, kłach i pazurach. Nie na efektach specjalnych. On sam używał swoich mocy jedynie w ostateczności, kiedy ktoś nie dał mu wyboru. W większości przypadków wolał obchodzić się bez nich, w bardziej tradycyjny, konwencjonalny sposób.
- A kto obroni Amelie przede mną? - odpowiedział na jej kpinę nie zmieniając ani trochę wyrazu twarzy. Można było pomyśleć, że to jakaś maska, która nigdy niezależnie od okoliczności się nie zmienia. Tylko co jakiś czas wampir uśmiechnął się krzywo lub wyszczerzył kły niczym drapieżnik, który zagnał ofiarę w miejsce, z którego nie ma już jak uciekać.
Zebrać o nim dane? Bardzo proste. Wystarczyłoby zapytać. Chociaż biorąc pod uwagę aktualny rozwój wydarzeń to może jednak pytania typu 'jak masz na imię i ile masz lat?' byłyby bardzo nie na miejscu. Jego z resztą średnio obchodziło to kim ona jest.
- Staram się jak mogę. Doceń to. - doprawdy, dżentelmen z niego. Chyba nie było na świecie faceta, który delikatniej obchodziłby się z kobietami. I jakimi wyszukanymi słowami podtrzymywał ich konwersację!
Podeszła do niego lecz zanim zdążył otworzyć usta by powiedzieć coś super zajebistego ta odwróciła się i poczęła kręcić kuprem. Miło. Jeżeli chciała go bardziej sprowokować to była na dobrej drodze.
Klepnął donośnie jej lewy pośladek kiedy tak tańcowała przed nim lecz na tym nie poprzestał. Ujął ją w swe szpony przyciskając jej plecy do swojej klatki piersiowej. Prawą ręką złapał mocno jej cyc lewą wepchnął na bezczela pod kieckę i lokując między jej udami. Gdy była tak blisko uderzył go jej zapach pobudzając jeszcze bardziej. Jako, że była w jego żelaznym objęciu nie wiele mogła zdziałać, przynajmniej fizycznie.
- Sprawdźmy... - wyszczerzył się paskudnie rozpoczynając lewą dłonią brutalny masaż jej kobiecości poprzez bieliznę. Jego szpony wżynały się w tą jakże wrażliwą część jej ciała powodując ból i mimo wszystko stymulując ją. Czekał aż pojawią się pierwsze oznaki wilgoci.
Długim, wilgotnym i cholernie zimnym jęzorem przejechał po jej szyi zmierzając w stronę ucha, które przygryzł kłami.
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Czw Sie 29, 2013 5:01 pm

Dastanowi kręciło się we łbie, kiedy prowadził samochód. Nie powinien tak się nadwyrężać w tej całej karze, jaką wymierzył Yvelin. Swój organizm doprowadził niemalże do ruiny, bo przecież wciąż był prawie cały w bandażach. Co prawda widoczne były jedynie te na jego twarzy, resztę pokrywały ubrania. Rana na sercu odezwała się wielkim bólem, więc znów wypluł zbierającą się w ustach krew na siedzenie obok siebie. Zmierzał do Zamku, może Hiro znajdzie dla niego jakieś zlecenie, choć w tym stanie to raczej mógł wylądować w łóżku, niż uczestniczyć w jakiejś akcji. Warknął wkurzony pod nosem i został zmuszony do zatrzymania się gdzieś w okolicach cmentarza. Musiał ochłonąć, stąd przejdzie się już spacerkiem do Zamku i dorwie tego szalonego naukowca, żeby szybciej poskładał go do kupy. Raczej przeszkadzał mu fakt, że nie miał oka.
Trzasnął drzwiami samochodu i wyjął kolejnego papierosa. Szlag, powinien się trochę opanować z tymi szlugami, szkoda popadać już w uzależnienia. Swoje kroki skierował w stronę Zamku, jednak czyjś zapach wyraźnie go zaintrygował. Uniósł w rozbawieniu brwi do góry, rozpoznając woń Aimi. Co ona robiła na tym zadupiu? Odkopywała zwłoki i je gwałciła? Hah, niezły żart. Dziewica, która gwałci trupy. Już we łbie zaczął myśleć nad jakimś tekstem, którym mógłby jej dokuczyć. Normalnie, nie wiedział jak spojrzy jej w twarz, po ich ostatniej rozmowie. Ta, oboje czuli się nieswojo. Ciekawe czy kłamała?
Wreszcie dostrzegł narzeczoną i wyrzucił fajka za siebie. Zmarszczył brwi. Co ona odwalała? Przystanął na chwilę, omal nie sikając ze śmiechu. Ktoś miał ochotę ją macać?! No dajcie spokój! Ten facet musiał być naprawdę zdesperowany, żeby to zrobić. Aimi była ostatnią kobietą na ziemi, jaką powinno się dotykać. Była jego i koniec.
- Mel, chodź do mnie.
Ruszył powolnie w ich stronę, z wymalowanym znużeniem na mordzie. Jakoś nie widziało mu się, żeby ktoś wtykał paluchy w dziewiczą kobiecość jego narzeczonej. Niech sobie znajdzie inną skorą do zabaw. Boże, że ta dziewucha nie umiała o siebie zadbać. Stanął jakieś dziesięć kroków przed Mel i wyciągnął do niej rękę. Niech wreszcie ruszy to dupsko, bo Dastan czuł się coraz gorzej.

_________________
Powrót do góry Go down
Aimi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t590-amelie#790 http://vampireknight.forumpl.net/t793-aimi
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 326


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Czw Sie 29, 2013 5:55 pm

Diabeł diabłem zostanie. Ludzie pewnie nazywaliby tak wampiry, gdyby wiedzieli o ich istnieniu, jednak nie była to do końca. Przecież istniały także cukierkowe wampiry, które w sumie prawie niczym nie różniły się od słabych ludzi. Cóż za ironia losu. Według Aimi był to wstyd dla tak cudownej rasy, zwłaszcza, gdy ktoś pożywiał się tabletkami zamiast pić krew jak należy. Dziecinada, siarę robią i tyle. Wstyd, że ho ho. Takich to jak czarownice na stos i zwęglić~
Cóż nasza mała prowokatorka dostała to na co zasłużyła. Czy tego własnie chciała? Cóż po prostu lubiła igrać z ogniem, właśnie dlatego pociągał ją taki typ faceta, a nie inny. W przypadku Dastana - dosłownie ogień. Nie miała zamiaru dać się zmacać przystojnemu bezczelnemu typkowi z cmentarza, ale też chciała go jak najbardziej do tego przekonać, czemu? A dla własnej zabawy i widzimisię. Taką miała w danym momencie ochotę i dupa blada, nic ani nikt jej od tego odwieźć nie mógł.
Tak więc kręciła swoim bistym tyłkiem i ruszała ciałem w tańcu, no wiecie taki totalny spontan. Kiedy usłyszała świst, trzask i dopiero po 1, 2 powolnych uderzeniach swojego niemal nie bijącego serca, poczuła pieczenie na terenie swojej pupci, warknęła ostrzegawczo. Jej oczy były teraz jak dwie wielkie czarne dziury, bez wyrazu, pozbawione koloru. Cóż mogło to oznaczać?
Strach wściekłość złość zawiść pożądanie głód zabawę
- Staram się ze wszystkich sił, żeby nie zrobić Ci krzywdy. Doceń to.
Odparła chichocząc głośno. Kiedy przytknął ją do swoich pleców - zesztywniała. Chwyciła obydwiema dłońmi jego rękę, która to wędrowała do najbardziej intymnej części jej ciała i z całych sił wbiła w nią swoje długie pazury. Była jedynie rozpieszczoną księżniczką. Lubiła prowokować i była mocna w gębie, a w czynach? Cóż niby to mogła się bronić, z drugiej strony jednak takie rzeczy wychodziły jej raczej kiepsko. Zazwyczaj wykorzystywała swoje moce, żeby ułatwić sobie życie, a nie ratować się ze szpon takiego Samaela - miała od tego ludzi. A co teraz? Czasami lubiła płatać innym figle i wbrew rozsądkowi wpakować się w jakieś śmierdzące gówno.
Cóż za ironia. Była zbyt zajęta szamotaniem się i próbami uwolnienia, że nie wyczuła zapachu swojego narzeczonego, który to kręcił się w pobliżu. Dopiero jego kroki zwróciły jej uwagę.
- Dastan.
Wyszeptała, tuż przed tym, jak nieznajomy zaczął ją stymulować. Nie były to jakieś zwykłe pieszczoty. Z jej gardła wyrwał się pojedynczy jęk: trochę bólu, zaskoczenia, wstydu i czegoś czego nie rozumiała, za to jej ciało wiedziało o co chodzi. Spojrzała w złote tęczówki swojego narzeczonego, co tylko o dziwo przyspieszyło reakcje jej organizmu na poczynania Sama. Stała się w chwilę mokra.
Nagle poczuła, jak gdyby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody. Słowa Dasta przywróciły jej rezon. Podniosła nogę i z całą swoją wampirzą siłą wbiła obcas w stopę swojego oprawcy. Haja! Jeśli rozluźnił ten swój żelazny uścisk, dziewczyna bez zastanowienia wyrwała się i pobiegła w stronę swojego narzeczonego. Jeśli nie..? Dastan będzie musiał się postarać ratując jej super c z t e r y litery!

_________________
Amelie
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Pią Sie 30, 2013 2:51 pm

Tabletki krwi? A co to? Nidy nie miał, nie widział i nie używał. Z całą pewnością można było jednak stwierdzić, że w życiu by takiego świństwa nie wypił. Jakiś nędzny chemiczny substytut, który nie zastąpi prawdziwej, ciepłej posoki krążącej w żyłach ofiary. W dodatku odbierał radość z polowania czyli jednej z niewielu radości w jego życiu. Pfff a fee.
Czy tego właśnie chciała? On tego nie wiedział. Jedyne co się liczyło to fakt, że go prowokowała swoim tańcem i kręceniem tyłkiem przed jego oczami niczym jakaś striptizerka. Nadal wierzyła w to, że go pobudzi ale nic groźnego z tego nie wyniknie? Głupiutka wampirzyca. Nie wiedziała z jakim zwierzem igra. Bardzo niebezpiecznym zwierzem. A może podświadomie właśnie tego pragnęła? By się na nią rzucił i swym zwierzęcym zwyczajem wziął ją na sto różnych sposobów gryząc i drapiąc do krwi wszędzie gdzie się da? Lubiła takie zabawy? Kiedy była pieprzona jak suka i ociekała własną krwią z wielu ran ciętych i szarpanych? Może faktycznie powinni się umówić. Pod warunkiem, że dotrze to do niej i pogodzi się z myślą, że podniecają ją takie igraszki.
Wbiła mu swoje paznokcie w dłoń, która bezczelnie boleśnie ją stymulowała na co zareagował syknięciem, które wyrażało raczej rozkosz niż ból.
- Daj mi więcej - wysyczał do jej ucha prześlizgując się jęzorem po małżowinie i jej okolicach. Czuł pod palcami jak robi się mokra, że jej się to podoba. Gdy wysunął wilgotne od jej płynów palce spod jej kiecki zaciągnął się nimi chłonąc w nozdrza kuszący zapach jej intymności - Podoba Ci się? - zakpił z szerokim uśmiechem na drapieżnej mordzie.
w momencie gdy chciał powrócić do pieszczenia jej kobiecości i wgryźć się w jej szyję poczuł zapach kolejnego wampira. Chwilę potem pojawił się blondyn. O, znają się? I z pewnością chłoptaś będzie chciał pomóc niewieście w potrzebie? Nie ma nic bardziej wkurwiającego niż kolesie bawiący się w rycerzy w lśniących zbrojach. Zawsze psuli całą zabawę i wtryniali się między wódkę a zakąskę.
Patrzył z obojętną miną jak koleś podchodzi w ich stronę. Tak więc nie obejdzie się bez sceny bohaterstwa? Trudno. Sam był gotowy użyć wszelkich możliwych środków by spuścić blondasowi wpierdol i powrócić do zabawy z Aimi. Tak łatwo nie zrezygnuje z posiłku i suczki do wydupczenia.
Jej próba uwolnienia się autentycznie rozbawiła wampira. Jedyne co mogła nią osiągnąć to połamanie obcasa w swoim drogim, markowym buciku. Dziewczyno... on ma glany, czyli buty dzięki, którym może po stopie przejechać ci osobowe auto a i tak poczujesz tylko lekki nacisk (sprawdzone w realu, autorowi tego tekstu przejechała osobówka po stopie w glanie).
- Naprawdę chcesz się wpierdalać pomiędzy mnie a tą piczkę? - nie była to ani groźba ani żadna przechwałka czy próba zastraszenia. Autentyczne pytanie.
Lewą ręką, którą przed chwilą maltretował kobiecość wampirzycy złapał ją za kark i używając wampirzej siły zacisnął w odpowiednim miejscu. Miało to spowodować utratę przytomności. Stara sztuczka izraelskich sił specjalnych. Po co ma się kręcić i włazić pod nogi jeśli dojdzie do mordobicia? Bo szczerze mówiąc Sam miał szczerą nadzieję, że ponapierdalają się po ryjach jeśli ma dojść do konfrontacji. Chyba, że trafił na kolejnego pizdusia, który walczy tylko za pomocą nadprzyrodzonych umiejek. Wtedy trudno, oprawca pokaże swoje.
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Pią Sie 30, 2013 6:14 pm

Blondas aż miał ochotę złapać się za głowę, widząc bezmyślność własnej narzeczonej. Nie dość, że sama pakowała się w kłopoty sądząc, że poradzi sobie z jakimś szczylem, to teraz najwyraźniej nie wiedziała jak sobie poradzić. Szarpanina i gryzienie na pewno nie na wiele się zda, to już Dastan samodzielnie wywnioskował. Westchnął głośno, patrząc jak Mel wymierza obcas prosto w glana. Doprawdy, kobiety wręcz powalały go swoją inteligencją, aż zapragnął zostawić ją w ramionach tego zboczeńca. No ale, przecież nie mógł tego zrobić, nie? Wszak należała do niego. Była jego własnością, jego rzeczą i zabawką. Posłał wredny uśmiech Mel, podchodząc do nich nieco bliżej. Dzieliło ich teraz dwa metry.
– Mel, Kopciuszku, połamiesz sobie buciki. Uderzaj skurwiela w żebra albo prosto w jaja.
Na Samaela nie zwracał w ogóle żadnej uwagi. Wszak był niższej krwi wampirem, a jak wiadomo, na takich Dastan nie zwracał w ogóle swojej królewskiej uwagi. To on był panem i królem, a nie tego gostek, który pchał łapy tam gdzie nie trzeba. Owszem, wkurwiał Dastana fakt, że jego kobieta dawała się macać jakiemuś gogusiowi. Aż dziw bierze, że zwróciła na niego uwagę, naprawdę. Spodziewał się po niej czegoś lepszego, jakiegoś większego wyzwania. No wiadomo, Księżniczka zwraca uwagę jedynie na książęta, a ten był zwykłym wyrostkiem klasy niższej. Blondas nie zamierzał marnować na niego swojego zajebiście cennego czasu. Słowa owego gogusia puścił mimo uszu, jakby w ogóle nic nie powiedział. Wręcz poczuł się urażony, naprawdę!
Wyjął z kieszeni telefon i napisał jedną wiadomość. Wszak, jakiś nieproszony śmieć kręcił się po terenie należącym do rodu zamieszkującego Zamek, czyż nie? No właśnie, a Samael wpierdolił się tutaj, jakby był u siebie. No narodzie! Niedługo ktoś się pojawi, by zrobić porządek z tym syfem, jaki tutaj zagościł nieopatrznie.
- Nie radzę zadzierać ze szlachetnymi, bo Ci się to beknie.
Lodowaty ton głosu wydobył się z gardła Dastana niczym warknięcie. Samael chyba nie chciał zadzierać z mafią? No, chyba, że naprawdę jest bezmyślny w równym stopniu jak wygląda. W dodatku nie chciało mu się marnować na niego ani swoich cudownych mocy, a już tym bardziej pięści, żeby zlać mordę temu gogusiowi. Choć w sumie, może jak Dastan wreszcie na poważnie odbierze białowłosego pseudo Draculę, to może i mu pociągnie z bani.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Pią Sie 30, 2013 7:17 pm

Spodziewał się czegokolwiek innego oprócz bezmyślności ze strony szlachetnej panny? W takim wypadku on sam musiał mieć iloraz inteligencji na poziomie ilości własnych zębów. Wszystkie picze, a w szczególności te ze szlacheckich rodów były takie same. Głupie, infantylne, bezmyślne i rozpieszczone do granic możliwości. I oczywiście zawsze i wszędzie przekonane o swojej wyższości nad innymi. A tak naprawdę to zwykłe szmaty. Nadawały się tylko jako posiłek i narzędzie do zaspokojenia.
Podczas gdy on wykazywał się zajebistym rozsądkiem (sic! przed chwilą był załamany bezmyślnością swojej narzeczonej a teraz zachowuje się dokładnie tak samo) i udawał, że Draculi tu nie ma, ten ziewnął sobie przeciągle, kłapiąc kłami jak dziki zwierz. Poczeka na rozwój wydarzeń. Może w końcu blondasek przestanie zachowywać się jak smarkacz w przedszkolu i weźmie sytuację na poważnie. Bo jeśli tego nie zrobi szybko zostanie sprowadzony na ziemię.
Oj oj oj, chłoptaś spotkał kogoś o niższej krwi i uważał, że jest lepszy ale mimo to bał się walczyć? Jakie to typowe. Gdyby nie to, że szkoda było mu zwrócić krew, którą dzisiaj spożył to pewnie zwymiotowałby pod nogi Dastana. Myśli, że jest pępkiem świata bo ma nazwisko i inną literkę w kategorii krwi? Aż chce mu się wybić wszystkie zęby. Może dobrze, że Sam nie potrafił czytać w myślach bo miast stoickiej maski i znudzonego spojrzenia na twarzy miałby obrzydzenie i rejdża. Bo pajacyki takie jak ten szlachetny zawsze budziły w nim obrzydzenie. Chcesz by czuli do Ciebie respekt? To na niego kurwa zasłuż. Czynami. Nie kartą kredytową od mamy i nazwiskiem.
Na słowa o szlachetnych Dracula nie mógł uczynić nic innego jak tylko wybuchnąć śmiechem. Nie był to śmiech szaleńca jak można się było po nim spodziewać. Raczej śmiech kogoś komu mały chłopczyk grozi swoim zabawkowym pistoletem.
- Wzywasz posiłki? Aż taka z Ciebie ciota, że boisz się uderzyć sam? - skomentował jego akcję z telefonem nie siląc się już na spokojny i opanowany ton. Był szczerze rozbawiony i kpił z niego otwarcie - A teraz co? Straszysz mnie rodzinką? Trochę jak cygan na targu albo Turek w Berlinie - upuścił bezwładne ciało Aimi na posadzkę nie zwracając uwagi na to czy rozbije sobie przy upadku głowę czy nie. Mafia? Szlacheckie rody? Masz coś do niego to daj mu w ryj osobiście.
- Rzygać mi się chcę jak na Ciebie patrzę - teraz to Dracula patrzył na szlachetnego z wyższością i pogardą - Twoja dziewczyna ma więcej jaj od Ciebie. - wiedział co mówił! W końcu przed chwilą trzymał łapę pod jej kiecką!
Nim jego słowa zdążyły wsiąknąć w wiekowe mury doprowadzonego przez czas do ruiny kościoła wampir z całą swą prędkością drapieżnika zaatakował Dasatana. Po co marnować czas na gadanie?
Co miał zamiar zrobić? Uderzyć szlachetnego w wątrobę tak by pod wpływem bólu/siły ciosu pochylił się choć o kilka centymetrów do przodu. Jeśli to mu się uda zastosuje chwyt z krav magi. Złapanie karku pod łokieć, przerzutka i na glebę! By wykręcić rękę w baaardzo bolesny sposób. Gdyby Dast uniknął, Samael atakował będzie swoimi nogami zgięcia jego kolan. Ciągle trzymając gardę oczywiście.
Był również przygotowany użyć którejś ze swoich mocy, wiedział, że ogromna większość wampirów nie była sobie w stanie bez nich poradzić i spodziewał się tego, że blondyn może użyć czegoś ze swojego arsenału.
Powrót do góry Go down
Ringo
Ringo
Ringo
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2163-ringo-k#44890
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 510


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sob Sie 31, 2013 8:00 am

Tararatatadam! On nadchodził! Ringo swoim kozackim krokiem, wybujany jak nawalona zakonnica, szedł w stronę miejsca, tam gdzie znajdowały się młodziki. Nie no, takiego starego pryka chcą wciągnąć w swoje zabawy?! Normalnie miał chęć stanąć w miejscu, machnąć łapką niczym wstydliwa panienka i zaświergotać swoim melodyjnym i czystym jak dzwoneczek śmiechem. Och, ach!
Szlachetny zbliżył się do rozmawiających między sobą. Dostrzegł Dastana, tego białasa jakiego nawet nie znał, no i oczywiście ta śliczna szlachetna! Ale co to?! Kto to?! Biały zaatakował syna Yuki, jednooki zareagował szybko! Kiedy chłopak był blisko blondynaz utworzyła się pod jego nogami wyrwa. Jeśli się na niej nie skupi, a na ataku, wpadnie do dziury!
- Do cholery, chłopaki! Co z Wami jest?! - Krzyknął pełen gniewu, choć za chwilę się roześmiał. Jak zabrzmiał poważnie, o rany, rany. Aż się złapał za policzki. No ale poważnie. Dastan jest ranny, buńczy! Tamten chłopak również rozdraźniony... I te teksty. Ringo powstrzymał swój kolejny napad śmiechu. Ale wracając do sytuacji. Jeśli coś dzieciakom się stanie, a Ringo - jedyny pełnoprawny wampirzy dorosły, może mieć później kłopoty. Paplanie Yuki za Dastana, rodzice białowłosego chłopaczka także mogą dodać coś od siebie, a biedny jednooki zostanie zmuszony tego wszystkiego słuchać! I żadnych uchem nie wyleci, bo do jednego słowa Yuki, do drugiego ucha słowa rodziców Samaela i nie mają gdzie wylecieć! Chyba, że nosem. Słowa wchodzą uszami, a wychodzą nosem. Ach, trudna sprawa. Lepiej żeby żadnych bójek tu nie było. A co do ślicznej panny? Ringo niepostrzeżenie się ku niej przysuwał. Zmaca, cmoknie, zgwałcił... takie tam dziecinne igraszki, huehue.

_________________
THEME RINGO

Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sob Sie 31, 2013 1:51 pm

Szkoda, że nie miał odwagi powiedzieć na głos swoich mądrych przemyśleń, oceniając każdego szlachetnego z góry. A raczej każdą piczkę, jak to dorośle i mężnie określał kobiety. Najwyraźniej musiał się jeszcze wiele nauczyć, bo o tyle o ile w głowie Samaela kołatało coś jakże oryginalnego, tak jego gacie świeciły pustkami. Co z niego za facet, który nie umie nawet przekonać do siebie chociaż jednej kobiety? Nie sztuką jest wsadzenie chuja w dziurę, to umie każdy debil.
Draculi? Dastan nie wiedział w pobliżu żadnego Draculi. Temu młodzieńcowi, jaki przed nim stał chyba coś się pomieszało w głowie. Nie był nawet w jednej piątej tak straszny jak Dracula znany z przeszłości. A jeśli ten dryblas tutaj miał być jego dziedzicem, to przynosił prawdziwy wstyd Draculi. W dodatku szpanował kłami, jakby były czymś nad wyraz godnym pochwały. Krowa ma dłuższy język i się nim nie chwali. Widział już kiedyś wampira, prawdziwego drapieżnika, który potrafił swoimi kłami przeciąć na pół ciało potencjalnej ofiary. Oczywiście mowa o Testamencie. Kiełki tego gogusia były godne śmiechu i aż prosiły się o połamanie.
Oczywiście, że był lepszy, już sama krew mu to gwarantowała. Mógł cwaniakować i się pysznić, miał do tego całkowite prawo. A gdy coś się blondasowi nie podoba odnośnie wampirów niższej krwi, mógł je spokojnie ukarać za brak szacunku do kogoś o wiele lepszego od siebie.
Dla małego wyjaśnienia. Dastan nigdy nie polegał na kasie swoich rodziców. Już kiedy był zdolny do wykazania się siłą, wstąpił do mafii, by zarabiać na samego siebie. I dobrze mu się powodziło, nawet zamierzał otworzyć niezły biznes. Ale co taki goguś, o białe czuprynie, może wiedzieć o dorosłości? Sam ma jeszcze mleko pod nosem, a wypomina innym. Poza tym, naprawdę czuje się taki męski i zajebisty, kiedy rzuci się na rannego? Jasne! Przecież to była oznaka bycia jakże silnym. Dastan miał sparaliżowaną prawą część ciała, do użytku w walce nadawała się jedynie lewa strona. Gdyby Dastan był w pełni sił, na pewno nie pierdoliłby się z tą cuchnącą chujem cipą, stojącą przed nim. Samael wolał rzucać się na kogoś, kogo szanse są zmniejszone o połowę w czasie walki, tylko po to, by mieć pewną wygraną w kieszeni. Jego sprawa, niech dalej jara się swoją męskością, której mu brakowało.
Dastan ponownie splunął własną krwią gdzieś w bok. Wysiłek fizyczny mógł go nawet wykończyć, ale sam był nieostrożny i był sobie winny. Choć miał już dość nadopiekuńczości Yuki.
Nie dał się sprowokować. Nie odezwał się do ścierwa jakie przed nim stało, choć ten ewidentnie marnował energie na gadanie bzdur. Czuł się taki zajebisty, bo sobie pogada? Może cierpiał na samotność? Albo jakaś schizofrenię i musiał z kimś porozmawiać, bo nie wyrabiał? Różne popierdoleńce chodzą po tym świecie. Dastan uniósł brwi, wyraźnie rozbawiony słowami ścierwa. Kiedy puścił szlachetną, nie opadła na ziemię, blondas opuścił ją delikatnie na ziemię, przy pomocy telekinezy, więc rozbicie głowy jej nie groziło.
Kiedy ścierwo rzuciło się na niego z jakże bojowym okrzykiem, Dastan ze swoją wampirze szybkością po prostu przeskoczył go, obracając się do niego tak, by od razu jebnąć z glana w dupsko. Ba, nawet wyczuwał już Ringo, a pod ścierwem szybko zrobiła się dziura, do której pewnie wpadł.
– Mamy jakieś ścierwo na terenie.
„Usprawiedliwił” się blondas, wyprzedzając Ringo i podchodząc jako pierwszy do Aimi. Nie powiedział nic stanął przed nią jedynie, jakby chciał dać znać starszemu, że ta „gumowa lala” należy do niego. Poparzona ręka wciąż go bolała i to bardzo, czuł jak rany ponownie się otwierają, choć nie bardzo się tym przejmował.
– Szkoda czasu na wymoczka, choć wpierdol by mu się przydał, za brak szacunku.
Wzruszył obojętnie ramionami, zastanawiając się czy ścierwo wygrzebie się z dołka. Miał czas na te swoje wspaniałe przemowy, więc będzie miał czas i na wpierdol.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sob Sie 31, 2013 2:20 pm

Tak, tak cóż za wspaniała obrona polegająca na odwracaniu kota ogonem! Na szczęście Samael nie przejmował się tym co myślą o nim gogusie w stylu Dastana. Bo im się raczej do rozumu już nie przemówi. W dupach się im poprzewracało wszystkim a robić w tym kraju to ni ma komu! O! Oczywiście to Dracula Junior bronił się rodzinką, i wysyłał sms'ki z prośbą o pomoc i był ciotą. A blondas mężnie chciał mu stawić czoła w pojedynkę! Ale tak poważnie, koleś reprezentował sobą wszystko to czego Sam nienawidził u szlachetniaków. Nie u wszystkich, zdarzały się wyjątki. Ale niestety większość to gogusie. Trudno. Niech sie poskarży mamie, tacie, wujkowi czy komu tam chce. To tylko będzie dowodem na to, że białowłosy ma rację. A właściwie dowody już zostały mu podane na tacy. Telefonik, kontakt z bazą, straszenie rodzinką. Stary! On właśnie chciał zgwałcić i pociąć Twoją kobietę a Ty zasłaniasz się kimś innym? No wstyd...
A co do tego, że był ranny, to skąd miałby o tym wiedzieć? Główka pracuje?
Kiedy chciał trzasnąć wątrobę blondi ziemia dosłownie uciekła mu spod stóp. Tylko dzięki wrodzonemu refleksowi udało mu się uniknąć wpadnięcia do dziury. Był to zwykły przewrót w przód jednak skórę mu uratował. Wyczuł zbliżanie się kolejnego wampira jednak nie spodziewał się, że zjawi się tu tak szybko w dodatku jebnie mu na dzień dobry mocą ziemi pod nogi. Wlepił spojrzenie w nowego, ewentualnego oponenta.
- A Ty kto? - i po raz kolejny żadnej kpiny, groźby czy czegokolwiek. zwykłe naturalne pytanie. Przede wszystkim chciał wiedzieć czy to kolejny 'przypadek', że ktoś się tu znalazł czy może to ktoś od blondi przyszedł uratować mu dupsko.
Słowa Dastana ignorował z łatwością jaką ignoruje sie podmuch wiatru. Teraz nie interesowała go ta ciota tylko Ringo.
Miał nieodparte wrażenie, że koleś jest stary choć nie wiedział skąd się ono bierze.
Powrót do góry Go down
Ringo
Ringo
Ringo
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2163-ringo-k#44890
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 510


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Sob Sie 31, 2013 4:47 pm

A pfe! Pominę zbędne wątki i zajmę się tym najważniejszym.
Białowłosy zwinnie wyminąl wyrwę. Nie szkodzi, miało to w końcu uspokoić atakujący charakterek, a Dastana ominie zbędny wysiłek. Chłopak niedawno przechodził operację, więc bardziej powinien uważać na zdrowie. Poza tym co on tutaj robi? Yuki powinna go bardziej pilnować. Niezbyt odpowiedzialna matka.
Skoro nie mógł podejść do nieprzytomnej kotki, skrzywił się. I ścierwo na terenie? Jednooki spojrzał na Samaela ciut obojętnie. Naprawdę chciało im się walczyć? Zmierzwił czuprynę, wzdychnął ciężko, jakby właśnie na jego barki opadł ogromny ciężar. Może rzuci się na jakiś letarg? Ostatni urządził z jakieś sto lat temu. Nie odpowiedział nic, do momentu kolejnych słów blondyna. Spuścić wpierdol? Ringo zawsze chętny wszędzie i o każdej porze, lecz co ma ten chłopak do powodzenia? Nie znał Ringo? Sławny Łamacz kości! Spec od zbierania informacji oraz wymierzania tortur tudzież egzekucji. Ewentualnie gwałty na zlecenie (choć gwałty to jego hobby).
- Ringo Kuroiaishita, chłopcze. A Ty? Bo pierwszy raz mordę widzę. - Zmarszczył brwi, nie spuszczając oka z chłopaka. Grunt iż się obaj uspokoili, bo naprawdę...
- Czemu nie leżysz w domu? Yuki pewnie już wyje z rozpaczy. - Baknął do Dasta, wytykając go paluchem. Doprawdy, obaj panowie są jak dzieci. I tak, Ringo to naprawdę stary wampir... Ojciec Samaela mógłby nawet być jego synem, a nawet i wnukiem!

_________________
THEME RINGO

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Pon Wrz 02, 2013 11:52 am

Samael wiedział coś na temat nieodpowiedzialnych matek. W końcu urodziła go Omitsu. Nie chodziło jednak o to, że nie potrafiła porządnie zająć się swoim synem. Wręcz przeciwnie, była nadopiekuńcza i momentami irytująca. Była nieodpowiedzialna jeśli chodziło o jej głupie pomysły. A miała je co jakiś czas. Czasami zastanawiał się jak ojciec wytrzymał z nią tyle lat małżeństwa. Ale chyba przekupowała go swoim tyłkiem.
Czy chce im się walczyć? Dastan nie wyglądał na skorego do bitki, młody Dracula za to wręcz przeciwnie. Co się dziwić? Miał ofiarę podaną jak na tacy a tu nagle ktoś przychodzi i chce mu ją zabrać. Do tego pyszni się co to nie on. Już pomijając wszystkie wątki poboczne, to Sam był głodny a właśnie próbowano odebrać mu szansę na posiłek. I chędożenie.
Skąd mógł znać Ringo? Całe dotychczasowe życie spędził w Amsterdamie, tutaj jest od niedawna. Starzy też nie wprowadzali go w te wszystkie wampirze rody i inne takie. Te sprawy go nie dotyczyły i było mu z tym dobrze. Zajmował się sobą i nie wtryniał się w całą tą politykę rodzin krwiopijców.
- Samael Asmodey - odpowiedział zgodnie z zasadami dobrego wychowania. Ależ on był grzeczny! Koleś sie przedstawił więc i on to zrobił. Można? Można - Nic dziwnego. Starzy zaciągnęli mnie tu niedawno z Amsterdamu - wzruszył ramionami. Do tej pory nie wiedział po jaką cholerę go tu ciągnęli. Mógł sobie zostać w Europie i żyć w spokoju. Ale niee!
- Właśnie miałem zamiar... - zanim dokończył wszyscy zebrani usłyszeli głos jeszcze jednego wampira. Kto tym razem...?
Natsume pojawił się w ruinach ze swoim zwyczajowym tajemniczym uśmiechem - Właśnie miałeś zamiar wrócić do domu ponieważ szuka cię ojciec - szlachetny skończył za niego. Młody zniknął bez słowa i szlajał się po mieście a to oznaczało kłopoty. Cwaniak pozbył się systemu namierzania ze swojego telefonu komórkowego żeby Zakon Smoka nie mógł go znaleźć.
- Pozostaje mi tylko przeprosić za ewentualne wybryki panicza. Taki już jest, że stale trzeba mieć na niego oko żeby nie zrobił czegoś... niestosownego - wampir zwrócił się do Ringo, wyczuwając, że jest tu najstarszy. Do tego poznał w nim Kuroiashitę a wiedział, że są na ich terenie. Jakieś wyjaśnienia, chociaż szczątkowe mu się należały.
- Kurwa... - Samael nie wyglądał na zadowolonego z faktu, że został znaleziony a Natsume szukał go dla Kaina.
- Samochód już czeka paniczu - skłonił się lekko szlachetny kiedy białowłosy klnąc coś pod nosem wychodził z ruin - Cóż, to byłoby chyba na tyle. Do widzenia - kolorowy pożegnał się grzecznie po czym również opuścił kościół.
Chwilę później ich samochód odjechał z cmentarza.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Pon Wrz 02, 2013 12:48 pm

Jak to świetnie zauważył mój przedmówca, Dastan miał styl, choć niekoniecznie gogusia. Zabrakło innych słów, jakie można wymyślić? Najwyraźniej ktoś umie jedynie kopiować, nie wymyśliwszy niczego nowego. Nic się już nie poradzi na ubogie słownictwo, wszak Goguś przyległo już do Samaela. Cóż, przynajmniej Dastan posiadał rozum, choć białowłosy nie miał daru przemawiania, więc nic dziwnego, że blondas go najzwyczajniej w świecie olewał. Gdyby sobą coś reprezentował, to zapewne Dastan może by z nim porozmawiał, ale tak?
A skoro Kain nie dostrzegał bandaży na głowie i oku szlachetnego, nie wspominając już o jego lewej dłoni, to najwyraźniej białowłosy powinien się udać czym prędzej do lekarza. Może zadumo się masturbował i teraz padło mu wzrok? Biedak, za dużo naoglądał się Świerszczyków i ma, niewydolność wzrokową. I już wiadomo, czemu jedna ręka silniejsza od drugiej, huehue. Zuo, aż gaciami strzela.
No cóż, goguś uniknął wpadnięcia do dziury. Ale przecież najwyraźniej tak je ubóstwiał skoro wpychał swoje obślizgłe łapy pod kieckę nie swojej piczki. Zdecydowanie wreszcie powinien znaleźć jakiś żywy okaz kobiety i się zabawić, bo sperma wali mu już nie tylko do dłoni ale nawet i oczu.
Blondas aż przewróciła oczami na słowa Ringo. Czyżby nie wiedział, że Yuki wiecznie była zajęta sobą, zmęczona życiem i zamykała się w swoich pokojach, żeby odpocząć nie wiadomo po czym?
– Nie mam jej w posiadłości, to chciałem pójść do Hiro, żeby mnie posklejał.
Skąd mógł wiedzieć, że szlachetny obecnie zabawiał się w Ratuszu? No właśnie, chyba znikąd.
Ach, najwyraźniej Samael odczuwał smuteczek, bo matulka ma go w dupie i nie chciała mu odpisać nawet na wiadomość, jaką do niej posłał. A to już o czymś świadczy, prawda? Nawet matka wstydzi się cioty syna, jaki mu się urodził! Biedna, pewnie płacze w kącie nad losem swojego synka, który zgrywa odważnego, a teraz wycofuje się z walki.
Blondas ze znużeniem spoglądał już na „Draculę” zastanawiając się nad nazwiskiem które wypowiedział przy przedstawieniu się. Omal nie ryknął śmiechem, widząc tego gogusia, a obraz Draculi przed oczami. Ale powstrzymał się, a na jego wargach zabłądził jedynie kpiący uśmieszek.
Panicza do domu? Och, pewnie matka z ojcem zastanawiają się gdzie ich cipa, znaczy syn, się szwenda i wysłali opiekunkę za nim! Komiczne przedstawienie, bowiem Samael jeszcze przed chwilą srał się do walki, a teraz pojawił się sługa o krwi szlachetnej, który zwinął panienkę do domu. No tak, jeszcze ktoś go zgwałci i rozdziewiczy i dopiero będzie płacz w domu.
Wreszcie przedstawienie się skończyło, a Dastan podszedł do Aimi, gdy tamta dwójka szlachetnych opuściła cmentarz. Nachylił się ku niej i wziął ją na ręce. Aż się skrzywił.
– Hiro jest w Zamku?
Spytał Ringo, zerkając w jego stronę. W sumie, skoro już się spotkali, to Dastan mógłby poruszyć pewien temat. No, w końcu białowłosy był jego ojczymem, nie?
– W ogóle myślałem nad założeniem własnej firmy. Acz przydałoby mi się Twoje nazwisko do jej rozsławienia. Może zostałbyś wspólnikiem?
Ot, tak jebnął propozycję. Jak się nie zgodzi to trudno, wpadnie do Samuru na herbatkę, by to obgadać. Ten szlachetny nigdy nie marnuje okazji do zarobku.

_________________
Powrót do góry Go down
Ringo
Ringo
Ringo
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2163-ringo-k#44890
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 510


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Pon Wrz 02, 2013 3:03 pm

A Ringo stał i stał. Skrzyżował nogi jak bocian nad stawem, ziewając w niebogłosy. Co, jak co. Powalczyłby, ponabijał no ale nie będzie mu to dane.
Asmodey? Uniósł brew, patrząc na chłopca nieco zdziwiony. Dlaczego tak mało wiedział o tym nazywisku? Chociaż obiło ono mu się o uszy, jednak nie utkwiło w pamięci.
- Czyli jesteś nowy... To uprzedzam żebyś omijał tereny południowe. One należą do Kuroiaishita. - Burknął znudzony, by za chwilę ujrzeć przedstawienie ze sługą Samaela. Szlachetny skinął głową znużony. Kiedy opuścili teren, ten westchnął.
- Rany co za kozak. - Rzekł sam do siebie, patrząc na Dastana. Chciał iść do Hiro, da? Ale go nie ma.
- Nie ma gada w zamku. Ale jeśli potrzebujecie pomocy, to chodź i tak. Fabio was naprawi. - Podszedł do chłopaka, odbierając od niego Aimi. Niech się nie nadwyręża. A przy okazji jednooki sobie zmacał tu i tam.
- Ja nie mam głowy do interesów, chłopcze. Gadaj o tym z Samem lub Hiro. - Odpowiedział na jego pomysł z biznesem no i oczywiście później dotarli do zamku. Tak jak Ringo obiecał, Fabio zajął, się odpowiednio rannymi. I jeśli chcieli mogli zostać odstawieni samochodem tam gdzie chcieli, tyle.

zt wszyscy

_________________
THEME RINGO

Powrót do góry Go down
Akumu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1152-akumu#17876
Zarejestrował/a : 08/09/2013
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Pon Paź 28, 2013 3:13 pm

Połowa nocy należała już do przeszłości....
Lisi wampir nie spędził jej w żaden pożyteczny sposób na naukę. Zaatakował jakąś małolatę z towarzyszącą jej dziwaczną kulką nazwaną tygrysem. Później snuł się jak cień, zwiedzając parki i inne miejsca, do których śmiertelny człowiek nie odważył się zajrzeć podczas trwania nocy. Czego szukał? Jakich odpowiedzi? Żadnych. Po prostu zabijał czas na bezsensownym chodzeniu po mieście, z dala od domu i chyba przypadkiem wrócił na... cmentarz. Co prawda na sam widok ponurego miejsca mógłby zawrócić, ale... nie chciało mu się. Najwyższej wróci do zamku, odpocznie i następną noc spędzi na kolejnych długich spacerach, licząc na odrobinę rozrywki. Chociaż i na cmentarzu mógłby obejrzeć kilka miejsc, jak na przykład ruinę kościoła (oczywiście nie miał pojęcia co takiego ma przed oczyma). Podszedł bliżej, żeby przyjrzeć się zniszczonej przez czas budowli. Zapewne osoba, jakaby tutaj przyszła, mogłby wziąć Akumu za prawdziwego, demonicznego yokai, w końcu ubrany w niebieskie kimono, boso i te białe długie włosy z wystającymi lisimi uszami. Ogon o dziwo ukryty pod ubraniem.

_________________
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 928


PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   Wto Paź 29, 2013 6:45 pm

Hachiko spacerowała sobie z Hiro. Może i rozmawiali o zwykłych błahostkach, ale czyż to nie było właśnie lepsze? Unikanie tematów, które przynosiły ból, było o wiele lepszym rozwiązaniem, niż drążenie na świeżo tematu. Zaproponowała nawet szlachetnemu myśl z zamknięciem Testamenta w jego sypialni, karmienie go o stałych godzinach i o określonej ilości pożywienia, by czasem nie podjadał. Pomyślała także o tym, by załatwić mu jakiegoś psychologa, którego by nie zjadł, a zamiast tego by mu pomógł. Może to postawi Kanibala na nogi. Była gotowa zaryzykować taki drastyczny krok, o ile Hiro i służki ją wspomogą.
Wreszcie rozstała się ze szlachetnym, nawet przytulając go do siebie! Nie tyle, co sama odczuwała potrzebę bliskość i pewną samotność, co i Hiro czuł się osamotniony. Czasem taki drobny gest potrafi zdziałać cuda. Nie pamiętała, kiedy ostatnio była w ramionach męża od tak, z czystej przyjemności i poczucia bliskości. Ich związek stał na krawędzi, ba, jedną nogą już dawno kroczyli ku przepaści.
Postanowiła przejść się po cmentarzu, nim uda się do Zamku po swoje rzeczy, a stamtąd do siebie, swojej posiadłości. Chciała odpocząć, znaleźć sobie jakąś rozrywkę w swej samotni, gdy nagle wyczuła zapach syna. Nie wiedziała, dlaczego szwendał się tutaj sam, bez niczyjej opieki, ale matula zaraz mu spierze tyłek, za opuszczanie Zamku bez żadnego wsparcia.
– Akumu, czemu szwendasz się sam po cmentarzysku?
Spytała, zachodząc go cicho od tyłu. Starała się go śledzić cichaczem, by nie usłyszał kroków Hachiko. Oczywiście zapach mógłby wyczuć, gdyby go dobrze znał. Jeśli udało jej się go zaskoczyć, to położyła mu dłonie na oczach, by zasłonić widok i lekko na nim zawisła, z racji jego wzrostu.
– Hiro się martwił. I ja się martwiłam. Nie opuszczaj nas bez słowa.
Jęczała mu z cicha do ucha, głaszcząc powolnie po główce. Nie ruszała jego uszu, nie wiedziała czy lubił być za nie dotykany.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zrujnowany kościół   

Powrót do góry Go down
 
Zrujnowany kościół
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Zrujnowany kościół
» Zrujnowany park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE) :: CMENTARZ-
Skocz do: