IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Opuszczony Dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Euliera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1635-euliera#34072 http://vampireknight.forumpl.net/t1636-euliera#34099 http://vampireknight.forumpl.net/t3380-leandre#72418
Zarejestrował/a : 30/12/2014
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Opuszczony Dom   Sob Sty 03, 2015 12:03 pm


Domek niegdyś, za czasów swej świetności czyli "przed demonami" prezentował się cudownie. Aczkolwiek jego urok ginął pośród masywów bloków. Jak się uchował? Był ślicznym okazem jednego z wielu podobnych mu, typowych mało miasteczkowych budowli, która kusiła swym urokiem i zapraszała by wejść w jej progi, rozgościć się i odpocząć. Dziś jednak jest to już jedynie cień tego co było. Ze ślicznego piętrowego domku pozostały godne pożałowania resztki. Ogólna konstrukcja czyli ściany i większość okien nadal jest w stanie godnym użyteczności, nawet jest tu dostęp do świeżej wody aczkolwiek ciepłej nie należy się spodziewać. Okna posiadają dość solidne rolety, które z lekkim trudem ale zawsze dają się opuścić. Drzwi wejściowe otwarte tak jakby właściciele opuścili dom w dużym pośpiechu aczkolwiek same zamki, dość solidne są w dobrym stanie. Nadal działa kanalizacja, co do reszty... no cóż, prądu ani gazu już nie dostarczają. Po wejściu do domu rzuca się w oczy zaniedbany hol z porozwalanymi deskami i nieco zniszczone ale jeszcze dość stabilne schody prowadzące na piętro. Można wejść do salonu a potem do kuchni, w tych pomieszczeniach jednak brak większości mebli. W salonie znajduje się spory kominek, który jeszcze nadaje się względnie do użytku i da się w nim napalić by w pomieszczeniu było cieplej. Jedynym meblem jaki pozostał w salonie jest stara zniszczona kanapa. W kuchni sytuacja nie wygląda lepiej. Wszystko to co można było łatwo porąbać i spalić nie istnieje już. Stara kuchnia nie działa już z powodu braku dostaw prądu lecz kran nadal jest sprawny, podobnie jak sprzęt kuchenny na przykład noże. Jest jeszcze mała łazienka dla gości i oczywiście zejście do piwnicy gdzie można przechowywać żywność. Piętro nie prezentuje się dużo lepiej. Niegdyś były tam trzy spore pokoje z łazienkami a teraz to tylko pozostałości po nich z paroma meblami i rzeczami które jeszcze można wykorzystać dla swych potrzeb.

_________________
W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada.
Powrót do góry Go down
Euliera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1635-euliera#34072 http://vampireknight.forumpl.net/t1636-euliera#34099 http://vampireknight.forumpl.net/t3380-leandre#72418
Zarejestrował/a : 30/12/2014
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Sob Sty 03, 2015 12:21 pm

Było późne popołudnie, deszcz ze śniegiem zacinał z zatrważającą siłą, sprawiając, że świat stawał się rozmazany i szary. Wiatr hulał nieprzerwanie, porywając co lżejsze pozostałości po ludzkiej egzystencji. Gdzieś przemknęła jakaś puszka po napoju, grzechocząc, niczym kości umarłego, a w innym miejscu wiatr popychał dawno już nieużywany wózek dziecięcy, który już dawno miał za sobą lata świetności. Było naprawdę zimno, temperatura dawno spadła poniżej zera stopni Celsjusza. Przez to opuszczone przez ludzi, ale i Boga, miasteczko przekradała się niziutka postać, okryta beżowym przywłaszczonym, wypłowiałym płaszczem, z którego spływały strugi lodowatej cieczy. Usta miała zsiniałe z zimna, nie czuła niemal palców u rąk. O ile ktoś taki, jak ona mogła być wrażliwa na zimno, może to chłód epatujący z duszy?
Euliera zdawała sobie sprawę, że musi znaleźć miejsce na nocleg, jeżeli chciała ujrzeć światło dnia następnego. Lub księżyca. Niebawem nastanie wieczór, a po niej nieprzyjemna i kolejna samotna noc. Od wydarzeń toczących się nad rzeką Roach minął rok, jednak kobieta już dawno straciła rachubę czasu... A teraz znajdowała się tutaj, gdziekolwiek to tutaj było.
Rozglądała się uważnie dookoła, chociaż widoczność była tak ograniczona, że sylwetki starych wraków samochodów mogły przypominać czyhająca na nią bestię. Była przewrażliwiona i cholernie zmęczona.
Przeszła na drugą stronę ulicy, omijając szczątki w końcowym etapie rozkładu. Skrzywiła się z obrzydzeniem, czując jak przez jej ciało przemyka strachliwy dreszcz. Przymknęła powieki, chcąc się pozbyć tego widoku,a gdy ponownie je uchyliła szczątki zamieniły się w grzeczne białe śnieżne zaspy. Westchnęła, zaciskając wargi.
Odgarnęła z twarzy mokre strąki włosów, kierując swe kroki ku opuszczonemu domostwu z otwartymi, w miarę wytrzymałymi drzwiami. Kroki kobiety niknęły w syku wiatru i gęstego płaszcza śniegu. Musiała odpocząć, ostatnio nie czuła się najlepiej, była przemęczona, głodna i zmarznięta. Elazar zachowywał dziwną ciszę, od czasu spotkania z niejakim Veisem, Namiestnikiem Otchłani, wydawał się nieco wycofany. Nie rozumiała tego, ale także nie tęskniła za jego zaborczą, natrętną obecnością.
Weszła ostrożnie na schodki oddzielające ją od drzwi opuszczonego, miejmy nadzieję, domostwa. Sięgnęła pod poły przemoczonego płaszcza, poprawiając jednocześnie szelki ciemnego plecaka na ramionach.
Wysunęła z lewej kabury Berretę, wypuszczając wolno powietrze przez usta, co utworzyło wokół jej twarzy mętną mgłę, która rozpłynęła się zaraz w masach lodowatego powietrza.
Przekroczyła próg mieszkania, starając się stąpać najostrożniej, jak to było możliwe na starych panelach. Zwilżyła wargi językiem, chociaż były wilgotne od topniejących płatków śniegu. Uspokoiła oddech, chociaż jej serce nadal biło mocno i nieco nierównomiernie, albo biłoby, gdyby ciągle chodziło. Czasami jednak miała wrażenie, że nadal była człowiekiem, niemalże czuła tętniącą w arteriach krew, bicie gorącego serca w piersi. Minęło tyle lat, a ona nie pogodziła się całkowicie ze stratą samej siebie, ale przede wszystkim...
Otrząsnęła się i zmusiła do odsunięcia melancholijnych myśli. Musiała się skupić.
Trzymała się lewej ściany, chroniąc swe plecy, broń miała wysuniętą przed sobą. Rozglądała się uważnie dookoła, nasłuchując, czy czasem nie kryje się tu jakieś plugastwo, chociaż teoretycznie złe stwory nie powinny jej zagrażać. Ale nigdy nie wiadomo, jak to z nimi jest.
Przeszła ostrożnie do dużego salonu, gdzie znajdowała się stara kanapa o przetartych brzegach, ale wydawała się kusząca. Miała ochotę po prostu się na nią rzucić i zasnąć.
Był również kominek, a także sporo porozwalanych resztek mebli. Tutaj wydawało się, że nikogo nie ma, dlatego skierowała swe kroki do... kuchni, gdzie mebli naprawdę brakowało, ale była stara kuchenka gazowa i zlew. Kobieta zbliżyła się do zlewu, nie mając nadziei, ale wszystko mogło się zdarzyć, prawda?
Odkręciła nie bez problemu kurek z zimną wodą. Rozległo się grzechotanie w rurach, syk, a następnie do zlewu wytoczyła się brudna, zardzewiała woda. Oczy Euliery zalśniły, zwłaszcza, gdy strumień oczyścił się. Będzie mogła uzupełnić zapasy wody. Ze sceptycyzmem odkręciła kurek z ciepłą wodą, ale chociaż leciała ona z dwie minuty jej temperatura nie zmieniła się ani o stopień. No cóż, nie można mieć wszystkiego.
W łazience znalazła prysznic z rozbitą kabiną. Na piętrze trzy pokoje, ale również nikogo w nich nie zastała.
Odetchnęła z ulgą, schodząc na dół. Skierowała się do drzwi i zatrzasnęła je.
Przeszła następnie do salonu, ściągając przemoczony płaszcz i plecak. Podeszła do okien, które nadal miały żaluzje. Spuściła je ze zgrzytem. Może będzie miała szczęście, jak przez ostatni rok i nic się nie wydarzy.
Podeszła do kominka, wkładając do niego resztki po meblach, znalazła starą gazetę, a następnie rozpaliła za czwartym podejściem w tym luksusowym piecyku. Przesunęła kanapę ze zgrzytem przed kominek, zachowując dystans około półtora metra. Ściągnęła białą niegdyś koszulę i skórzane spodnie, rozwieszając je tak, by ciepło ognia mogło je osuszyć, tak jak płaszcz i buty. Wyciągnęła owinięte w starą reklamówkę ubrania na zmianę, wyblakłe, czarne spodnie poprzecierane na kolanach i czarną koronkową bluzkę. Stopy miała zsiniałe i pomarszczone od wilgoci, gdy tylko pozbyła się mokrych skarpetek. Na szczęście miała jeszcze jedne. Otrząsnęła się, siadając z westchnieniem na kanapie. Położyła się tak, by mieć widok na wejście do salonu, rozprostowując zmarznięte gnaty i mięśnie. Broń miała przy sobie, wolała nie ryzykować ponownej wizji jej straty. Okryła się czarnym płaszczem ukradzionym Elazarowi z obszytym wilczym futrem kapturem. Taaak, marzyła o tym od dawna. O dachu nad głową, cieple i łóżku. Chociaż sprężyny wpijały się w jej plecy i pośladki, było to najlepsze posłanie na jakim spała do kilku tygodni. Przymknęła powieki, westchnąwszy przeciągle. Raj. Trafiła do raju.
Odsunęła od siebie nieprzyjemne myśli, chociaż martwe twarze odwiedzały ją w snach, dlatego bała się zasypiać. Zawsze budziła się z uczuciem, że zacznie zaraz wrzeszczeć...

_________________
W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Sob Sty 03, 2015 4:33 pm

Brud, syf, brakuje jeszcze malarii. Gdzie się tylko spojrzy, widać nędzę. Koty i psy grzebiące w śmietnikach. Ludzie także brali przykład z zwierząt, przebierając w śmieciach. Pewnie tliła się jeszcze w nich nadzieja, że ktoś zapodział śniadanie i wywalił je do śmieci. Smutny widok... Miasto już dawno zapomniało o bezdomnych, pozostawiając ich na pastwę niesprzyjającego losu. Nikt po nich płakać nie będzie, tym bardziej, że nic nie znaczą wśród innych. Ci, jak te grzeczne i potulne barany, siedzieli cicho z założonymi rękoma, godząc się na takie życie. Władza sobie o nich nie przypomni, dopóki będą znajdować się poza główną sceną, zasłonięci kurtyną.
Przebywanie na takich terenach, było dla 148 prawie chlebem powszednim. Wolał trzymać się daleko od luksusowych miejsc, gdzie porwanie jednego człowieka, może wywołać wielkie poruszenie. Tutaj nikt nie pyta o to co się z kimś stało. Zniknięcia przypadkowych, małowartościowych osób są na porządku dziennym. Rozszarpane zwłoki w ciemnym zaułku, też przestały dziwić. Zazwyczaj w takiej sytuacji zwala się winę na wygłodniałe i zdziczałe psy. Wampir przemierzał ulicę, kopiąc wszystko co napotkał na swojej drodze. Nie ważne czy to puszka, gazeta, zwłoki wiewiórki albo skulone dziecko, wołające o pomoc. On był na takie dźwięki głuchy. Po co zawracać sobie głowę kimś, kto i tak lada moment pożegna się ze światem. To tylko kwestia paru godzin, a przy odrobinie szczęścia może nawet i dni. Dzwonienie na pogotowie niewiele by dało, Większą łaskę okazałby zabijając dzieciaka, tym samym kończąc jego męki. Jednak postawił na swoją wygodę, zwyczajnie w świecie olewając potrzebującego. Nie należał do osób, które zostają przy kimś do końca życia, próbując dodać otuchy słodkimi słówkami.
Deszcz zmienił się w drobny śnieg. 148 zdecydował zakończyć spacer i schować się w suchym miejscu. Opuszczony dom wydawał się najlepszą opcją. Wszedł do środka ostrożnie, spodziewając się, że podłoga może się zawalić pod jego ciężarem. Stanął na środku pokoju. Wnętrze wołało o solidnego dekoratora, choć i nawet najwybitniejszy specjalista mógłby polec. Wśród zapachu starości, pleśni i zgnilizny wyczuł jeden, który wyróżniał się spośród nich. Nie przyprawiał o mdłości tak jak pozostałe, co było wielkim zaskoczeniem. Czyżby poza nim ktoś jeszcze tutaj był? Zanim jednak to się tym zajmie, przejrzy wszystkie pomieszczenia. Wpierw trafił do kuchni, gdzie odkręcił kran. Doznał prawie szoku, kiedy okazało się, że domostwo jest zaopatrzone w wodę, co prawda była ona zimna, ale to zawsze lepsze, niż całkowity brak. Przemył twarz, na której malowało się zmęczenie. Potrzebował chwili odpoczynku. Nawet brudna podłoga wydawała się wygodnym łóżkiem.
Większość pomieszczeń nie wywarła na nim żadnego pozytywnego wrażenia. Zostały jedynie rzeczy, które już nikt nie potrzebował. I on nie widział w nich pożytku. Tylko jeden pokój był godny jako takiego zainteresowania, a dokładniej ten, w którym znajdował się kominek. Widok ognia od razu rozbudził wampira. Uwielbiał patrzeć na wesoło tańczące płomienie. Podszedł do kominka i usiadł przed nim. Jako wampir powinien unikać ognia i czuć względem niego wielką niechęć, jednak w jego przypadku było całkowicie inaczej. Nawet jeśli zdrowy rozsądek krzyczał, że powinien się oddać, on potrafił tylko przyglądać się płomieniom. W tym przypadku instynkt samozachowawczy leżał wiele kilometrów pod ziemią, uwięziony w czarnej trumnie.
Dopiero po paru minutach zdał sobie sprawę, że w pokoju jest jakaś panna, to pewnie ją wyczuł. W tej chwili nie ona była jego obiektem zainteresowań.
Powrót do góry Go down
Euliera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1635-euliera#34072 http://vampireknight.forumpl.net/t1636-euliera#34099 http://vampireknight.forumpl.net/t3380-leandre#72418
Zarejestrował/a : 30/12/2014
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Sob Sty 03, 2015 4:46 pm

Umysł Euliery był na granicy jawy ze snem. Oddychała spokojnie, rozkoszując się ciepłem leniwie spływającym wgłąb jej ciała. Dreszcze zaczynały ustępować, przez co nie stukała już tak zębami, jak przed rozpaleniem ognia w dawno nie używanym kominku. Deszcz zacinał o parapety i metalowe rolety okien, wybijając niejednostajny rytm przypominający ucieczkę setek gryzoni i ich tupot maleńkich łapek. Nie była to najszczęśliwsza myśl, ale na pewno lepsza, niż wyobrażanie sobie wypełzających na powierzchnię potworów. Miała nadzieję, że jak będzie cicho, nikt nie będzie jej niepokoił. Drzwi zatrzasnęła, chociaż, gdy teraz o tym myślała, mogła je zaryglować od wewnątrz. Pośpiech nie popłacał, jak widać. Była tak rozleniwiona i zmęczona, że nie chciało jej się wstawać. Odrętwienie ogarniało jej członki, a ciężar przygniatał mięśnie. Ale nie mogła zasnąć, bała się snów, które mogły ją nawiedzić. Cóżby zrobiła za jedną, spokojną noc, gdy nie musiałaby się o nic już martwić.
Trzask trawionych przez płomienie mebli uspokajał ją, ale także zsyłał na nią dziwną melancholię. Przywodził na myśl tamtą wyjątkową noc.
Dlaczego tak rozpaczasz za tym nic nie wartym umęczonym? Skoro zginął, to cipa nie facet. Dlaczego za mną tak nie tęsknisz, niewdzięczna suko. Ze mną było ci źle? Nie raz czuję, jak marzysz o mym kutasie... - głos Elazara był nadal ponury, ale wracał mu humor, co przejawiało się jego zgryźliwymi uwagami.
Westchnęła, otwierając powieki i patrząc w zapajęczony sufit.
Przeczesała palcami włosy, natrafiając na węzeł na karku. Rozplotła zniszczoną już gumkę, uwalniając włosy ze splotu. Jęknęła, czując ulgę w napiętej skórze głowy. Przesunęła dłonią po karku, rozmasowując obolałe ścięgna.
- Nie wiem, dlaczego. Chyba przez tamtą jedną chwilę czułam się naprawdę dobrze. Byłam akceptowana. Nie wmawiaj jednak sobie, że za tobą tęsknię, popieprzony zboczeńcu. Dobrze wiemy, że gdybyś mnie nie zniewolił, w życiu bym nawet o tobie nie pomyślała - odpowiedziała cichym, zaskakująco spokojnym głosem. - Zresztą, gdzie się podział ten szarmancki Elazar? Już całkiem odrzuciłeś pozory? Może to i dobrze... Wolę wiedzieć, z kim mam do czynienia. Nie to, że nie wiedziałam, ale teraz nie mam złudzeń.
Wampir w jej głowie nic nie odpowiedział, może był zaskoczony szczerością kobiety, a może już mu się znudziło dręczenie jej? Pobożne życzenia...
Wyciągnęła spod koszuli długi, złoty łańcuszek, na którym znajdował się owalny medalion z jej inicjałami E.V. Potarła opuszkiem wskazującego palca litery. Skąd one się tu wzięły? Skąd ta dziewczynka go miała? Nie mogła jej znać... Na pewno nie.
Wtedy cisza została zakłócona. Najpierw myślała, że ma omamy słuchowe, w końcu w taką porę umysł potrafił spłatać nie jednego figla. Ale dźwięk powtórzył się raz i jeszcze.
Euliera zerwała się na równe nogi, odrzucając płaszcz na kanapę. Włosy rozsypały się mokrymi strąkami dookoła jej twarzy, ale nie traciła czasu na ich usuwanie. Ktoś właśnie dobijał się do drzwi domostwa, które wzięła za swe schronienie.
Idiotka! Mogła jednak zaryglować te drzwi od środka!
Rozejrzała się, nieco wystraszona, dookoła, ale nigdzie nie mogła się schować. Nie było czasu na zbieranie rzeczy i ucieczkę. Szczęście, że kabury dwóch berett miała przewieszone pod pachy, a sztylety przytwierdzone do uda.
Zaklęła pod nosem, ponieważ drzwi z hukiem uderzyły o przeciwległą ścianę. Echo rozeszło się po całym domu. Nie namyślając się wiele, kobieta wskoczyła za kanapę. Chciało jej się śmiać i płakać. Czy ona zawsze musiała się w coś wpakować?
Usiadła na ziemi, podkurczając nogi pod siebie, wyciągając najostrożniej i najciszej jak się dało, berettę z pochwy. Przyparła plecami oparcie kanapy, chowając usta u nos w przedramieniu wolnej ręki. Musiała uspokoić nieco oddech, by nie rzęzić, niczym zdezelowany samochód.
Kroki zbliżały się nieubłaganie, kierowały się ku salonowi. Intruz od razu zrozumie, że ktoś tu musi być. Zmarszczyła brwi, biorąc głębszy wdech, a następnie bardzo ostrożnie wychyliła głowę z dołu, zza łokietnika, by spojrzeć do wejścia. Długi cień wlał się do środka, a kobieta szybko schowała głowę, ujmując broń w dwie ręce. Jak Boga kochała, jeżeli będzie musiała, zabije ten kolejny raz. Miała dosyć popierdolonych umysłowo stworzeń, które tylko czekały na sposobność, by ją zabić, zgwałcić, czy cholera jedna wie, co jeszcze.

_________________
W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Sob Sty 03, 2015 7:27 pm

148 w ogóle nie obchodziła nieznajoma. Nie miał zamiaru jej zabić, zgwałcić, ani też się nią pożywić. Zdążył już zrobić sobie z jednego bezdomnego bufet i jak na razie to mu wystarczyło. Nie był kimś, kto rzuca się na każdą napotkaną osobę. Bardziej interesował go ogień, a nie kobieta. Przynajmniej teraz tak było. Równie dobrze wampirzyca mogłaby być krzesłem. Jemu to nie robiło żadnej różnicy, dopóki ta go nie atakowała i nie przeszkadzała.
Siedział przed kominkiem, wpatrując się w płomienie. Mógł sprawiać wrażenie nieobecnego duchem. Zupełnie jakby została tylko powłoka, zwana ciałem. Mimo to czujnie nasłuchiwał. Nie chciał dać się zaskoczyć dziewczynie, która także znajdowała się w pokoju. Tym bardziej, że jej nie znał. Ostrożności nigdy za wiele. Już kiedyś słono zapłacił za brak ostrożności.
Powieki stawały się coraz cięższe. Walczył, aby nie zasnąć. Gdyby w domu nikogo nie było, prawdopodobnie już dawno się położył i po prostu usnął.
- Masz zamiar się długo chować?
Słowa wypowiedział niemal szeptem. Człowiek, nie będący przy nim, nie usłyszałby, ale wampir nie powinien mieć większych problemów. Taki mały test, sprawdzający z kim ma do czynienia. Położył się na ziemi, twarz miał zwróconą ku sufitowi. Głowę opadł na dłoniach. Nie specjalnie przeszkadzał mu brak miękkich poduszek. Co prawda nie miałby nic przeciwko, gdyby jednak jakieś się znalazły.
- Mieszkasz tutaj?
Może naruszył czyiś teren? Ktoś mógł sobie przywłaszczyć ten dom. Nawet jeśli tak było, pewnie nie zrezygnuje z przebywania w tym budynku. Upatrzył go sobie i nic nie jest w stanie odwieść go od planu. Szybciej spali cały dom, niż da za wygraną. Zamknął oczy, rozkoszując się ciepłem ognia.
Chwilę później zawładnął nim sen. Nawet jeśli wampirzyca coś powiedziała do niego, ten już tego nie usłyszał, pogrążony we własnym świecie. Obiecał sobie, nie zasypiać przy nieznajomej. Pokusa okazała się silniejsza od niego. Po obudzeniu będzie zły na siebie za to, że kolejny raz nie zachował ostrożności.
Powrót do góry Go down
Euliera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1635-euliera#34072 http://vampireknight.forumpl.net/t1636-euliera#34099 http://vampireknight.forumpl.net/t3380-leandre#72418
Zarejestrował/a : 30/12/2014
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Sob Sty 03, 2015 7:41 pm

Euliera siedziała za kanapą, zdając sobie doskonale, jak żałosna jest to ochrona i nie wiele skuteczna w zetknięciu z bronią palną, którą najczęściej posługiwały się istoty wszelakiej maści. Nasłuchiwała zbliżających się kroków, oddychając najciszej, jak się tylko dało. Palce zacisnęły się mimowolnie mocniej na Berettcie, gdy czyjeś nogi zatrzymały się w wejściu do salonu. Już po niej...
Ech, nie mogła tak myśleć, bo inaczej szybko pożegna się z tym światem, a jej nie było spieszno do Piekła, czy w inne miejsce, w które miałaby powędrować jej dusza.
Elazar milczał, jak zawsze, gdy coś się szykowało, zaś czuła, jak obserwuje wszystko jej oczyma, zaintrygowany wydarzeniami, które mogłyby się potoczyć. Wiedziała, że nie byłby zadowolony z jej śmierci, w końcu straciłby swoją ulubioną zabawkę, ale nie oszukujmy się, od ponad stulecia jakoś nie kwapił się, aby ją dorwać, więc czy tak naprawdę zależało mu na jej życiu? Euliera nie postawiłaby za to swej głowy.
Zwilżyła językiem górną wargę, co objawiało się, jak można by było to zaobserwować, zdenerwowaniem młodej kobiety. Kiedy ktoś przemówił, drgnęła mimowolnie na swym miejscu, dociskając głowę do kolan, niczym głupiutkie dziecko, które myślało, że skoro ona nic nie widzi, to i ktoś z zewnątrz nie mógłby tego zrobić. Naprawdę jednak musiała się zastanowić, co zrobić. Chociaż głos był na pewno sympatyczny i miły, a przynajmniej neutralny, nie chciało jej się wierzyć, że nie ma broni. Zapewne mierzy w kanapę, gotów ją zastrzelić, gdyby tylko się zza niej wychyliła. Z drugiej jednak strony nie może tkwić tu wiecznie, bo w końcu i tak zostanie zdemaskowana. Niby gdzie mogła się podziać? Mogła zwiać na górę, ale na takie kroki było już zdecydowanie za późno.
I co ja mam zrobić? - biła się z myślami.
Elazar chrząknął w jej umyśle wymownie, nie racząc odpowiedzieć. Nawet na to nie liczyła, a mimo to poczuła ukłucie zawodu.
Jesteś tchórzem, przebrzydłym, robaczywym tchórzem - syknęła do Elazara.
Jego wściekłość była namacalna, dlatego skrzywiła się, jakby miała migrenę.
Raz się żyje, nie może tu zostać. Poza tym zapach intruza intrygował ją.
- Skąd mam mieć pewność, że nie zastrzelisz mnie, gdy tylko się wychylę? - rzuciła zza kanapy bardzo opanowanym, dźwięcznym głosem.
Głupie pytanie, nie mogła mieć pewności, mógłby równie dobrze strzelić już teraz skoro wiedział, gdzie się znajduje. Westchnęła, odgarniając wolną dłonią złocisto kasztanowe włosy do tyłu, by nie właziły jej do oczu.
- Weź wstrzymaj swe popędy, odruchy i cokolwiek, co miałoby sprawić, że wystrzelę. Wyjdę - dodała po chwili nieco zgryźliwym, ale nadal ostrożnym tonem. Rozprostowała nieco nogi i bardzo ostrożnie zaczęła wstawać, unosząc jednocześnie ręce na wysokość twarzy, by widział jej dłonie, a w prawej piękny okaz Beretty. Odwróciła się do niego przodem, a na jej pełnych, malinowych wargach zaigrał nieco krzywy uśmieszek. Kobieta zmieniła się znacznie przez te wszystkie lata, nie witała już nikogo z entuzjazmem i ciepłem, bez podejrzeń. Była raczej nieco cyniczna i zgryźliwa, gdy sytuacja tego wymagała.
A potem zamrugała powiekami, kiedy nikogo nie dostrzegła.
Jasne brwi ściągnęły się nad oczyma kobiety. Rozejrzała się, aż w końcu spojrzała w stronę kominka, koło którego rozłożył się wysoki, szczupły młodzieniec. Wyglądał na nie więcej, jak osiemnaście lat. Bladą twarz okalała czupryna ciemnych włosów, pod głową ułożył dłonie, jako poduszkę. Ciało rozciągało się na podłodze, dominując ją.
Uniosła lewą brew wyżej i... roześmiała się. Doprawdy, to było komiczne. Spał. Chłopak zdawał się najzwyczajniej w świecie drzemać!
Westchnęła i opadła na zakurzoną kanapę w kakofonii zgrzytających sprężyn i oparła głowę o wezgłowie, patrząc w poszarzały sufit, z którego zwieszały się girlandy pajęczyn. Obserwowała igrające na nim cienie i blask trzeszczących płomieni. Ręce miała ułożone luźno po swych bokach, chociaż w jednej z nich nadal dzierżyła pistolet.
Co za dziwny dzień.

_________________
W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada.
Powrót do góry Go down
Psycho

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1254-psychol-kuroiaishita#22243
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 461


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Sob Sty 03, 2015 8:48 pm

Nowy budynek, nowe wrażenia i nowi ludzie! Czyż to nie cudowne? Czy tam wampiry, jeden pies, jak zwał tak zwał. Psycheł pelętał się po tych slumsach wystarczająco długo i nie zauważył czegoś takiego? Nawet bywał w tych okolicach,a tu nagle jak z podziemi, no popatrzcie państwo, jednak coś może zaskoczyć tego wampira. Zadziwiające jak wiele może się zmienić, kiedy ten zamyka się w szpitalu dla obłąkanych tylko dla rozrywki. Wyczuwał coś tutaj w powietrzu, a może to było tylko mylące przeczucie? Zdawało się na wampiry, nie wiedział jeszcze jakie, ale z pewnością coś tutaj jest! A co robi każdy "zdrowy" szaleniec kiedy wyczuwa coś takiego lub głosy w jego głowie mówią mu, że wcale nie jest szalony? Idzie to sprawdzić! Wchodząc do budynku nie przejmował się obecnością, którą wyczuwał, on po prostu sobie zaczął zwiedzać ze spuszczoną głową idąc przed siebie i zwracając uwagę na każdą ścianę, w jedną to chyba nawet wszedł. Rozbolała go głowa po bliskim spotkaniu ze ścianą, to ją rozmasował i zaczął się kierować po zapachu, o tak! Wsadził łapy w kieszenie brudnej, poplamionej przez zaschniętą krew białej bluzy i sobie nucił po drodze. Kiedy w końcu zbliżył się odpowiednio do zasięgu wzroku obojga stworzeń to uniósł głowę w górę. Ciemne potargane włosy przykrywały jego oczy, opadały na jego twarz, policzki, a jedyne co było widoczne to jego krwawy, ale za to zabójczy uśmiech! Tak, Psycho miał wycięty uśmiech, pozszywany i brudny od zaschniętej krwi, ale tym razem jego. Wyglądał gorzej niż bezdomny, wyglądał po prostu makabrycznie, jakby wyrwał się z jakiegoś taniego koszmaru, ale taki już był, higiena? No co wy! Spod ciemnych włosów można zauważyć jego czerwone tęczówki, ale nie błyszczące i świecące się jak psu jajca, jak u innych wampirów, on po prostu miał naturalnie takie oczka w tej formie, a posiadał je dwie! Jego choroba była nie tylko psychiczna, była również namacalna, co można stwierdzić, lub nie, wszystko zależy jak potoczy się sytuacja. Na chwile obecną stał to sobie i patrzył na obecnych, nawet nie poprawiał włosów, bo i po co. Ukłonił się delikatnie jak przystało na dobre maniery podpatrzone w telewizji, bo skąd miał wiedzieć o nich inaczej, a następnie chyba obserwował tylko reakcje, przywitają się miło z Psychełem czy nie?
-Nie wiedziałem, że to miejsce pochłonięte przez dawny mrok mogło ożyć na nowo, że zaświatła padają na to miejsce czyniąc je schadzką dla zabłąkanych w swoich własnych drogach myśli. - Zel' jak to on, nigdy nie gadał zrozumiale, zaraz zacznie pieprzyć zwrotami do mitologii i w ogóle się nie będzie dało go zrozumieć, ale na wszystko był jeszcze czas, zobaczymy czy nowi przyjaciele będą dla niego życzliwi, czy też nie, a on bardzo, ale to bardzo nie lubił jak ktoś nie był życzliwy.

_________________
Climbing through your window pane,
I'm creeping closer,
Can you hear me?
Go on, mock me, say I'm insane;
But it's you who's caught in my game.
Cat and mouse,
A lovely circle.
Watch your tongue,
Those words are hurtful.
Hush now, won't you stay a while?
Join me with a painted smile.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Sob Sty 03, 2015 9:34 pm

- Miałbym cie zastrzelić? Może i kusząca propozycja, jednak nie mam powodów, aby to zrobić. Chyba, że mi je dasz?
Nie bardzo chciało mu się rzucać na dziewczynę. Gdyby nie był tak zmęczony możliwe, że postąpiłby inaczej. Jednak teraz wygrało zmęczenie. Od kilku dni nie mógł znaleźć w miarę suchego miejsca. Co za frajda spać, kiedy woda kapie na łeb, bo dach jest dziurawy? Dlatego nic dziwnego, że teraz dał porwać się w ramiona snu jak małe dziecko. Kolejnej wypowiedzi już nie usłyszał. Niestety sen do najmilszych nie należał. Znowu nawiedził go koszmar, który nie dawał mu spokoju już od kilkunastu dni.
Nie było mu dane dłużej pospać. Obudził się po niecałej godzinie. I całe szczęście. Usiadł, opierając się o ścianę. Ta drzemka, choć niezbyt przyjemna, miała zbawienne skutki. Zerknął na dziewczynę. Dopiero teraz mógł ją zobaczyć. Wyobrażał sobie ją jako małą dziewczynkę o wystraszonym spojrzeniu, trzymającą w ręce misia, a nie broń. Co do wzrostu to aż tak bardzo się nie pomylił i tylko co do tego. Wampirzyca nie przypominała kogoś, kto się boi. Rozejrzał się wokół, aby upewnić się, że kobieta niczego nie wymyśliła wtedy, gdy spał.
Wyczuł kolejnego osobnika. Może tym razem to było zwierze? Nie, na pewno nie. Ten zapach musiał należeć do jakiegoś człowieka lub wampira. Jego wszystkie wątpliwości zostały rozwiane, kiedy do pokoju wkroczył nieznajomy. Jeden z bezdomnych? Może na prochach, skoro mówił takie rzeczy albo miał problemy z psychiką?
- Kim jesteś?
Nie lubił, kiedy zakłócano mu upragniony spokój. Przybyły nie wyglądał na kogoś godnego zaufania. Wampir mało komu ufał. Nawet mała dziewczyna może wydawać się podejrzana, a co dopiero facet wyglądający jak siedem nieszczęść. Dawno nie widział kogoś w tak kiepskim stanie. Jeśli szukał pomocy, to źle trafił, 148 nie bardzo palił się do tego, aby jej udzielić.
Powrót do góry Go down
Euliera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1635-euliera#34072 http://vampireknight.forumpl.net/t1636-euliera#34099 http://vampireknight.forumpl.net/t3380-leandre#72418
Zarejestrował/a : 30/12/2014
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Sob Sty 03, 2015 9:58 pm

Kobieta nie odczuwała najbliższego realnego zagrożenia mogącego się wiązać ze śpiącym chłopakiem, a jako, że sama była pieruńsko zmęczona poszła w jego ślady. Drzemki dziewczyny nie można było nazwać zbyt głęboką, była nazbyt niespokojna aby oddać się w pełni w ramiona Morfeusza, ale nawet to pozwalało jej odetchnąć.
Kiedy usłyszała szelest i cichy neutralny raczej ton głosu, uchyliła powieki, zerkając na młodego.
Pomachała do niego palcami lewej ręki. Duże, brązowo zielone oczy spojrzały wprost w jego twarz, ale nadal widziała w nim zaledwie chłopca, chociaż czuła, że jest kimś więcej, niż ludzkim nastolatkiem. Uniosła nieco brodę, jakby rzucała mu wyzwanie. Z tego, co można było stwierdzić, kobieta była raczej niska, nie mogła mieć więcej, jak 159 cm wzrostu. Prawy policzek przecinała jasna blizna, ciągnąca się od wewnętrznego kącika oka, przez kość jarzmową po żuchwę.
- Nie licz na zbytnią gościnę, nie mam też nic cennego, więc kradzież wybij sobie ze łba. Chyba, że chcesz czegoś innego? - nie wiedzieć kiedy, ale Elazar wpłynął na jej ciało, a kobieta przekrzywiła głowę i spojrzała na niego z nieznacznym, nieco wyśmiewczym uśmiechem. Nie ciężko było się doszukać w jej słowach drugiego dna.
Podciągnęła lewą nogę na kanapę, krzyżując ją w kolanie. Czekała na odpowiedź tego nieznajomego mężczyzny. Nie wiedziała, z kim ma do czynienia, cóż, może się dowie.
A potem, jak na ironię posłyszała szelest czyichś kroków, skrzypienie śniegu na schodach, drzwi uchyliły się i do salonu, jakby nigdy nic wszedł kolejny mężczyzna.
Słysząc słowa mężczyzny, zaśmiała się cicho.
- No tak, coś w tym jest - odpowiedziała ironicznie.
Przyjrzała się uważniej sylwetce mężczyzny. Był wysoki, naprawdę. Czy w tych czasach kobiety były skazane na mutantów a nie ludzi? Ech. Gdyby miała być szczera, to życie i jego realia przypominały jej jakieś tandetne forum, w których dzieciaki się zasiadywały, tworząc postacie wiecznie młode i nieludzko piękne, szybkie i zwinne. Z przyrodzeniami i cyckami przeczącymi wszelkim prawom natury, czy grawitacji. Ale co jej tam. Może to lepiej dla niej? Znaczy się dla Elazara?
Kiedy nowy wymierzył w nich krzywym, zawadiackim uśmiechem, przewróciła oczyma. Ale w środku wzdrygnęła się z obrzydzeniem. Matko, co on miał z twarzą?! Tak, plus tandetny romans, których kiedyś pełno było w przyulicznych kioskach lub dworcach metra. Młoda kobieta sama, w opuszczonym domu, gdzie na zewnątrz niedługo zaczną grasować potwory i tajemniczy nieznajomy, wysoki i piękny. Z trudem powstrzymała się od parsknięcia. Tak, zdecydowanie jej humor nie należał do najpiękniejszych i najbardziej zrozumianych. Pozostawało mieć nadzieję, że delikwent nie posiada mocy parapsychicznych i nie czyta teraz w jej myślach. Chyba spotkałby go zawód. Nie, zdecydowanie lepiej, by nie wiedział, co o nim myślała, ani o tym, czego żądał od niej Elazar.
Zobacz jaki smaczny kąsek. Dawno nie widziałem takich. Może lubi się bawić? - rozmarzenie w głosie Inkuba było wręcz namacalne, a samej kobiecie krew w żyłach przyspieszyła biegu. Nieomal jęknęła, zdegustowana.
Serio? Będziesz pchał mnie w ramiona każdego faceta? Sam chyba nim jesteś, co? Powinieneś woleć dziurki, a nie kije... - zripostowała w myślach.
Równało się to temu, że gadała do ściany, lub do siebie. Podniecenie Elazara raz wzniecione... cóż, nie da się ugasić, póki nie dopnie swego. Ale na pewno nie da mu tej satysfakcji. Miała dosyć. Po ostatnim razie facet zginął kilka godzin po poznaniu, Euliera musiała naprawdę przyciągać pecha, dla swych kochanków, rzecz jasna. Ale odbijało się to również na jej psychice.
Spojrzała w bodajże niebieskie oczy słodziaka, słysząc te dwa słowa: Kim jesteś?
- Zabawne - mruknęła, sadowiąc się wygodniej na swym miejscu.
Mogłaby być aktorką. Tak, oczywiście. A w nadarzającej się okazji z jej twarzy można byłoby czytać, jak z otwartej księgi.
Zatknęła za ucho wilgotne włosy, patrząc na młodego z zaciekawieniem.
- A więc, mam do czynienia z dorosłym chłopcem bez złudzeń? Jaka szkoda, odrobina fantazji nikogo nie zabiła... - rzuciła beztroskim głosem, opierając podbródek o kolano.
Te pytania, kim jesteś były stratą czasu. Czy naprawdę spodziewał się realnej odpowiedzi?
Przeniosła spojrzenie brązowo zielonych oczu na uśmiechniętego makabrycznie wampira, bo że nim był nie było co się sprzeczać. Wyczuwała w nim coś nieokreślonego, w matowych czerwonych tęczówkach dostrzegała zamaskowane zagrożenie, wydawał się przy tym jakby rozmarzony. Zwilżyła językiem spierzchnięte usta, wiedząc, że tutaj trzeba zagrać inną kartą. Czasem, aby uniknąć pewnych ciężkich w skutkach konfrontacji trzeba zachować daleko posuniętą przezorność.
Uśmiechnęła się zatem delikatnie, językiem wodząc po jednym z kłów.
- Nawet w najgęstszym mroku można dostrzec okruszynę światła- rzuciła w odpowiedzi spokojnym, niemalże nonszalanckim tonem.

_________________
W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada.
Powrót do góry Go down
Psycho

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1254-psychol-kuroiaishita#22243
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 461


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Sob Sty 03, 2015 10:59 pm

Wampir naprawdę myślał, że Psychełek potrzebuje pomocy? Nie słyszałem już dawno bardziej błędnego komentarza, może i by to było prawdziwe i wiarygodne, gdyby... No właśnie, tutaj były okoliczności o których szanowne państwo nie wiedziało, bo widzicie.. Psycheł tak naprawdę sobie zrobił to sam, on lubił tak wyglądał, a jego uśmiech, szeroki na policzkach zastąpiony szwami jest zrobiony własnoręcznie, a czemu? To proste, on już po prostu nie chciał się nigdy więcej smucić. Ludzie i wampiry dawały mu powody do smutku, żalu, do uczuć, których wcale nie rozumie, ale nie były miłe, a wiedział, że uśmiech jest świadectwem szczęścia, więc sobie go wydziargał na twarzy, pomysłowe, prawda? oh, może nie należał do najpiękniejszych i wyglądał makabrycznie, ale gdyby się umył i w ogóle wyciągnął te szwy to byłaby z niego dupa pierwsza klasa! Potwierdzone info, nie niszczmy tak biednego Zel'a okej? Facet który się tam znajdował nie bardzo przypadł Psychełowi do gustu, był jakiś taki nieufny, a on tylko szukał zabawy, przyjaciół o! Za to kobieta była dość interesująca, nie w kwestii fizycznej, bo tak naprawdę wygląd nie obchodził w ogóle wampira, nawet nie znał pożądania, nie miał uczuć, a może i miał ich za dużo, tylko po prostu ich nie rozumiał, więc nic sobie z tego nie robił, to by było bardziej odpowiednie stwierdzenie. Jej odpowiedź spodobała się wariatowi, pewnie, dlatego że również pieprzyła od rzeczy. Uśmiechnąłby się nawet gdyby potrafił, ale przecież uśmiechał się cały czas! Wszyscy idealni ludzie i wampiry były tylko złudzeniem, tutaj masz prawdziwy przekaz kogoś kto został sam w świecie bez nikogo, nie odnalazł drogi i uciekł do szaleństwa, a, że w jego genach to było naturalne to tym bardziej ciekawie nie?
-Cześć! - wypalił teraz dopiero jak gdyby nigdy nic. -Jestem Zel' - to chyba było by tyle gadania na temat, reszty już nie potrafił powiedzieć wyuczoną formułką co było bardzo trudne i tak do zapamiętania.
-Jestem jedynie wilkiem z zerwanym łańcuchem na rozkaz Lokiego! - po wypowiedzianych słowach zaśmiał się cicho, po czym zrobił parę kroków do przodu, wyciągnął ręce z kieszeni, a były równie poplamione krwią co jego reszta aparycji, na palcach nie miał paznokci, on miał szpony, takie prawdziwe! Dziwny z niego osobnik, nawet jak na wampira. Geny Kuroiaishita? Może, upodobniał się do Testamenta, przynajmniej z paru ciekawych podobieństw. Westchnął głęboko, a jego ręcę drżały, drżały jakby chciał coś zrobić po czym zaczął sięgać do kieszeni, a ciekawe cóż takiego z niej wyciągnie!

_________________
Climbing through your window pane,
I'm creeping closer,
Can you hear me?
Go on, mock me, say I'm insane;
But it's you who's caught in my game.
Cat and mouse,
A lovely circle.
Watch your tongue,
Those words are hurtful.
Hush now, won't you stay a while?
Join me with a painted smile.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Nie Sty 04, 2015 5:51 pm

Obserwował nieznajomą. Wyglądała na starszą od niego, a może tylko tak mu się wydawało? Dostrzegł na jej twarzy bliznę. Ciekawe kto ja tak załatwił? I wampir posiadał pamiątkę w kształcie blizny po pożarze. Zajmowała ona prawie całą lewą cześć ciała, jednak najbardziej była widoczna na twarzy. Już wcześniej zauważył, że w tym domu nie ma niczego cennego. Wszystko zostało skradzione przez bezdomnych. Nie oczekiwał niczego od wampirzycy. Jeśli będzie czegoś potrzebował, na pewno sam się tym zajmie bez pomocy osób postronnych.
- Niczego mi nie potrzeba.
Kobieta na razie nie musiała się przejmować. 148 na razie nie miał zamiaru wkradać się do jej myśli. Nie bardzo obchodziło go, co ona myśli. Przynajmniej teraz tak było. W razie jakiś wątpliwości, zajrzy do jej głowy.
Oczywiście, że był nieufny wobec przybyłego. Nikt normalny nie spaceruje po takich dzielnicach. Ludzie woleli unikać takich miejsc i trzymać się tych sprawdzonych. Spojrzał na dziewczynę, kiedy ta odpowiedziała na pytanie, zadane nieznajomemu.
- Gratuluję Ci spostrzegawczości – odparł, nieco suchym tonem.
Widząc dłonie nieznajomego, zaśmiał się w myślach. Wyglądał jakby urwał się z jakiegoś laboratorium, w którym przeprowadza się zakazane eksperymenty na żywych organizmach. Może tak było? Tego zapewne się nie dowie. Przypominał też nieco przerażającego klauna z horrorów.
- Lokiego? To twój Pan?
Uwadze 148 nie umknęło to, że podejrzany typ sięga do kieszeni. No właśnie co z niej wyciągnie?
Powrót do góry Go down
Euliera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1635-euliera#34072 http://vampireknight.forumpl.net/t1636-euliera#34099 http://vampireknight.forumpl.net/t3380-leandre#72418
Zarejestrował/a : 30/12/2014
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Nie Sty 04, 2015 7:44 pm

Elazar bombardował ją myślowymi doznaniami, sprawiając tym samym, że naprawdę było jej ciężko się skupić na czymkolwiek innym, niż własne ciało odpowiadające na podobne obrazy. Co prawda miała wieki na trenowanie własnych odruchów i tylko dlatego nie rzuciła się na mężczyzn, niczym suka w rui. Nienawidziła go za to jeszcze bardziej. Próbował upadlać ją na każdym kroku z mściwą satysfakcją godną uporu osła.
Odetchnęła wolno, przesuwając się na kanapie ku jej lewemu skrajowi. Broń w obu kaburach miała widoczną, mówiącą wyraźnie, że nie znajduje się tam przypadkowo. Ale sama twarz kobiety zdawała się zdumiewająco rozluźniona. Nawet usta układały się w delikatny, ciepły uśmiech, gdy patrzyła błyszczącymi brązowo zielonymi oczyma na chłopców z czymś w rodzaju jawnego zainteresowania.
Posłała całusa czarnowłosemu chłopaczkowi o niebieskiej tęczówce, a więc pierwszemu intruzowi w jej małym schronieniu. To było słodkie, gdy ktoś tak młody próbował uchodzić za mrocznego. Żyła jednak dostatecznie długo, aby wiedzieć, że aparycja bywa bardzo myląca. Pamiętała chociażby spotkanie z uroczym stworkiem wyglądającym na nie więcej, jak dziesięć lat, o pięknych goździkowych oczętach i słodziutkiej twarzyczce elfa. Ta sama piękna istotka w makabryczny sposób pozbawiła głowy mężczyznę, który odważył się spróbować ją okraść. Było to jakieś pięćdziesiąt lat temu w Sarajewie... Ten widok nadal prześladował ją w koszmarach, często jednak widziała swego chłopca, zaledwie trzyletniego zamienionego w potwora takiego, jak ona, próbującego zabić ją, a nie jakiegoś małego złodziejaszka.
Otrząsnęła się z myśli akurat w momencie, gdy przemówił oszpecony chłopak, na pewno wampir. Czy wszyscy krwiopijcy stający na jej drodze musieli mieć powywracane wszystkie klepki? Albo ich zupełny brak? Chociaż, jeżeli faktycznie był jakimś psychopatą, wariatem... dla niego to wszystko miało sens i co dziwniejsze, Euliera miała wrażenie, że go rozumie. Może to nie miało przerażać? Może miało zwiastować wieczny uśmiech przeciwko przeciwnościom losu?
Loki? Symbol ognia i oszustwa?
- Zatem biada temu, kto ważył się nastać na drogę twego pana, Zel' - odpowiedziała, mrużąc nieco powieki. - Na mnie możecie mówić Jirthiel - dodała, uśmiechając się szeroko, używając jednego ze swych przydomków i imion, których miała wiele w różnych okresach swego życia, gdy wędrowała po świecie w poszukiwaniu tego, który zamienił jej nieżycie w piekło.
Dostrzegła ruch rąk Jokera, kiedy sięgał do kieszeni. Zachowała wręcz mistrzowską powściągliwość i opanowanie, ale w każdej chwili była gotowa sięgnąć do prawego uda, gdzie pod klapką udająca kieszeń ukrywała całkiem dobrze wyważony nóż. Może i by go nie zabiła, ale wbicie ostrza w krtań nawet najbardziej butnego nieumarłego potrafiła dać do myślenia. Tymczasem jednak czekała z grzecznym zainteresowaniem, kątem oka nadal rejestrując to, co czyni niebieskooki, nieufny chłopaczek.

_________________
W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada.
Powrót do góry Go down
Psycho

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1254-psychol-kuroiaishita#22243
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 461


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Nie Sty 04, 2015 9:03 pm

Faktycznie, nikt normalny nie zapuszcza się do takich miejsc, zwłaszcza jeśli nie jest zaproszony, ale to chyba niedobrze świadczyło o każdym z obecnych tutaj prawda? Wszyscy tutaj przyleźli, wcześniej czy później. Nie będę was tutaj zanudzał długimi wstępami, tylko przejdę do rzeczy, a mianowicie, co Psycheł wyciągnął z kieszeni? Kartkę, o! Bardziej był to plakat, lub portret, ale narysowany na kartce. Spojrzał na kartkę po czym przeniósł wzrok na obecnych i przekrzywił głowę wpatrując się przebijającym nawet ściany wzrokiem w chłopaka.
-Pan? Nie nie! Loki jest moim ojcem, to on uwolnił mnie z okowów, to on przyniesie temu miejscu nowe zdarzenia! - Nazwał tak Samura, główną postać w ostatnich wydarzeniach tego miasta, był z jego rodu, mało tego. Był głową rodu, a więc ojcem tak? Tak to przynajmniej rozumiał Psycheł, mimo że nie łączyło ich prawie żadne pokrewieństwo poza nazwiskiem i którymś tam ciotecznym kuzynem babki ojca prababki etc. Właściwie dlaczego tak spoglądał na ten swój obrazek? Była tam namalowana jedynie kreatura niepodobna do żadnego z obecnych, a umysł Zel'a lubi sobie dodawać różne dziwne, niestworzone rzeczy, tak więc ruszył znów parę kroków w stronę kobiety, ale tak właściwie nie przejmował się jej bronią, miał to gdzieś. Sam miał nawet lepszą, bo ukradł ją łowcy i tak naprawdę czyniła dużo większe szkody niż jakiekolwiek zabawki tutaj obecnych. Jeśli którekolwiek użyje na Psychełku mocy wpływającej na umysł to tylko zamieni go w Hulka, mówię całkiem serio. Skubany jest bardzo wrażliwy jak ktoś próbuje ogarnąć jego chaos w głowie, a jeśli tylko przeczytać jego myśli to tak naprawdę dostanie więcej pytań niż odpowiedzi. Schylił głowę ku kobiecie, ukłonił się! Czemu?
-Brutalna jest prawda do której dążysz, głos dochodzący ze ścian, może z podłogi? Jesteś nieobecna... - To była naprawdę klątwa i dar, jeśli chodziło o wampira, jego empatia była tak bardzo wyczulona, że praktycznie odczuwał to samo co obecni, szaleństwo dawało mu się skupić na odruchach, głupim zmarszczeniu brwi, głupim czymkolwiek by odczytać wiele, za to odbierało mu możliwość normalnej komunikacji, jak to się mówi, coś za coś. Zabrał dopiero teraz wzrok z chłopaka i wpatrywał się w Jirithiel czy jak jej tam było, równie przenikająco jakby chciał dosłownie przebić się wzrokiem przez jej ciało, przez jej głowę, myśli, a dlaczego? Nikt tego nie wie, chyba sam tego nie wie. Uniósł głowę i wyprostował się, a jedna ze szwów pękła na jego policzku, czyżby próbował wywołać jeszcze szerszy usmiech? Oczyiwście nie wywołało to krwawienia, jego rany były dawno zrośnięte, tylko te szwy i lekkie zniekształcenie skóry powodowały, ze można było zobaczyc jego eksperymenty.
-Loki wkrótce zapanuje nad wszystkim, ja w jego imieniu odgryzę ręce każdemu, kto spróbuje się mu sprzeciwić, oferuje wam szansę dołączenia do niego. - i tyle, nie mówił co się stanie jeśli zaakceptują tą propozycje, ani jak odmówią, nikt raczej w ciemno się nie zgadza, a może będą spragnieni przygód?

_________________
Climbing through your window pane,
I'm creeping closer,
Can you hear me?
Go on, mock me, say I'm insane;
But it's you who's caught in my game.
Cat and mouse,
A lovely circle.
Watch your tongue,
Those words are hurtful.
Hush now, won't you stay a while?
Join me with a painted smile.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Nie Sty 04, 2015 10:22 pm

Posłał wampirzycy gorzki nieco wymuszony uśmiech. Sam nie wiedział co na jej temat myśleć. Na początku była nieufna wobec niego i chowała się w trosce o własne życie, a teraz wydawała się rozluźniona. Przestała się bać potworów czyhających w mroku? Może to tylko maska, aby nie pokazać swojego prawdziwego oblicza? Czasami lepiej skryć lęk głęboko w sobie i iść dalej z podniesioną głowa. Zauważył broń, leżącą na kanapie. Nie przejął się tym za bardzo. Wątpił, aby kobieta zamierzała nagle jej użyć. Widząc, jak nieznajomy wyciąga z kieszeni kartkę, zdziwił się. Spodziewał się czegoś zupełnie innego. Tylko czego? Małej bomby, żyletki? Już na pewno nie zwykłej kartki. Takie miłe zaskoczenie. Chłopak całkowicie nie miał pojęcia o kim mówi wampir. To wina tego, że od przybycia nie miał dostępu nawet do głupiej gazety, a co dopiero telewizora, aby być na bieżąco z wydarzeniami. Co prawda jakieś plotki obiły się mu o uszy, jednak nie przywiązywał do nich większej uwagi.
- Do mnie możecie mówić 148.
Nie było to jego prawdziwa godność. Ten przydomek przybrał już bardzo dawno temu. Swojego imienia nie wypowiadał od kilku dobrych lat. Nawet go nie pamiętał albo po prostu wolał o nim zapomnieć? Kto zawracałby sobie głowę nic nieznaczącą przeszłością?
Zaciekawiła go wypowiedź Zel'a. Miałby się przyłączyć do jego Pana? Całkowite poddanie nie wchodziło w ogóle nie wchodziło w grę. Już raz był zdany na łaskę i niełaskę kogoś i to całkowicie mu wystarczyło. No, ale wszystko zależy od tego, co powie wampirek.
- Przyłączyć? Co masz dokładnie na myśli?
Powrót do góry Go down
Euliera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1635-euliera#34072 http://vampireknight.forumpl.net/t1636-euliera#34099 http://vampireknight.forumpl.net/t3380-leandre#72418
Zarejestrował/a : 30/12/2014
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Nie Sty 04, 2015 11:01 pm

Kobiety... Czy można się dziwić, że siedziały w ukryciu, gdy po ziemi chodziły takie indywidua, jakimi oni byli? Opętani przez żądne przygód, ciał i krwi istoty, czy też czyste demony mordujące i gwałcące bezlitośnie, byleby zaspokoić własne żądze. Nie, nie można się dziwić, że kobietki roztropnie wolały zostać w ukryciu, z dala od pazernych ślepi i szponów bestii. A Euliera? Zapłaciła najwyższą cenę za opuszczenie domu, jednak wiedziała, na co się porywa, gdy musiała znaleźć zioła dla chorującego dziecka. Nie przypuszczała jednak, jaki los ją spotka, a dobre serce skaże na potępienie i osamotnienie. Eulierze jednak przez ostatni miesiąc się poszczęściło... Udało jej się unikać kontaktów seksualnych z nieznajomymi, gdzie zazwyczaj taki akt kończył się krwawo, jako, że jej Stwórca uwielbiał łączyć przyjemność z jedzeniem, albo piciem krwi, jak kto woli.
Przesadzasz, złotko, przecież nie masz ze mną tak źle. To, że zabiłem twe dziecko i męża było twoją winą, trzeba było mnie nie lekceważyć
Kobieta drgnęła niespokojnie, kiedy Wampir Inkub wypomniał jej stratę. Przełknęła ciężko ślinę, zaciskając palce na szorstkim materiale kanapy.
Zamknij się, skurwielu.
Nie było ją stać na nic więcej. W ten oto sposób Elazar znacznie pogorszył jej nastrój. Być może nie trzeba było się dziwić kobiecie, że zachowywała się dosyć... dziwnie. Musiała zmagać się z dwoma naturami, swoją spokojną i pełną współczucia, oraz jego, gwałtowną, bezlitosną i wyuzdaną.
Elazar próbował odwrócić jej uwagę od grobowych myśli, sprawiając, że jej serce przyspieszyło biegu, a krocze zapulsowało boleśnie, jakby w tęsknocie za rozkoszą, którą mogłaby dostać. Mimowolnie przesunęła językiem po dolnej wardze, zagryzając ją lekko.
Westchnęła, wciskając się mocniej w oparcie kanapy. Nie chciała dać się sprowokować. Działania Elazara były ograniczone, ale nadal silne, mające na nią głęboki cielesny wpływ. Nie rozumiała skąd to się bierze, jego siła, jej słabość względem niego. Czy to przez to, iż w jej żyłach płynęła jego krew? Był jej Stwórcą, Panem, niezależnie od tego, jak bardzo starała się zmienić ten stan rzeczy.
Patrzyła, jak Zel', czy też Joker, jak zwała go w myślach, wyciąga z kieszeni pomięty kawałek papieru. Coś było na nim narysowane, jednak nie widziała co.
- Twój ojciec zatem musi być bardzo potężną istotą - stwierdziła nieco schrypniętym głosem, starając się zapanować nad wolą Elazara. Wiedziała, że gdyby tylko spuściła z tonu, nie zawahałby się przed niczym, nawet przed gwałtem. Ale w tym jego podnieceniu odnalazła również coś innego, jakby fascynację. Postać Zel'a go intrygowała. Ją po prawdzie też, a może raczej ciekawiła.
Spuściła wzrok, wbijając spojrzenie zielonych oczu w zakurzoną podłogę wyłożoną niegdyś miodowymi panelami. Musiała zebrać rozsypane myśli, ciężko jednak jej szło z natarczywą obecnością demona.
Kolejne słowa, które spowodowały, że jej usta wygięły się w uśmiechu, chyba nieco bardziej naturalnym, mniej wykrzywionym, czy oznaczającym ironię.
- Złudzenia, jakkolwiek śmieszne, nadają życiu nieco koloru. Albo po prostu jest ze mną coś nie tak - mruknęła w zamyśleniu.
- Cnotki, takich najprzyjemniej się łamie, z niegrzecznymi jednak zabawa jest o wiele ciekawsza - Euliera nie do końca, a przynajmniej nie od razu zrozumiała, że znowu to ona wypowiada myśli wampira. Do tego brzmiały tak absurdalnie, były tak wyrwane z kontekstu, że sama na chwilę po prostu zaniemówiła, zaciskając mocniej wargi.
Starała się unikać patrzenia na mężczyzn, by nie rozbudzać w sobie i tak już buzującego ognia. Nienawidziła tej bezradności, kiedy jej ciało robiło coś, czego sama nie chciałaby zrobić, nie w taki sposób. Nie była taka, ale tworząc dziwaczną jedność z Inkubem po części się kimś takim stawała. Dlaczego Elazar nie wybrał sobie kobiety, która nie ma oparów przed uprawianiem seksu gdzie popadnie i z kim popadnie?
Wtedy to nie byłoby takie śmieszne - rzucił, jakby mimochodem.
Zaśmiała się do siebie, kręcąc głową. No jasne, jeżeli nie wiedziała, o co chodzi, to musiało chodzić zawsze o zabawę. Och, jaka była głupia.
I wtedy zdała sobie sprawę, że Zel' znacznie się do niej zbliżył. Czuła jego zapach napływający ku niej z każdym jego oddechem, tak jak i woń 148 mieszającą się z rozgrzanym przez ogień powietrzem.
Kiedy mężczyzna przyłożył ramię do brzucha i ukłonił się z leciutkim uśmiechem, w oczach kobiety odbiła się lekka melancholia. Spojrzała w okno osłonięte roletami. Ten gest przypomniał jej o pierwszym spotkaniu Elazara, gdy znalazła go z raną przy sercu, a która okazała się jedynie iluzją. Zacisnęła usta w wąską linijkę.
Czuła palący wzrok na sobie, dlatego też uniosła nieco głowę i zmierzyła się ze spojrzeniem Zel'a. Dostrzegła, jak jedna ze szwów pęka. Odruchowo bardziej, niż z rozmysłem, wyciągnęła smukłą dłoń o długich palcach i opuszkiem palca wskazującego musnęła ledwie, niczym skrzydło motyla, zabliźnioną skórę koło jego ust.
- I ty zdajesz się pochłonięty drugą stroną otaczającego nas świata - szepnęła, odsuwając się.
Wydawało się, jakby chciała się stopić w jedno z tą nieszczęsną, zakurzoną kanapą.
Zerknęła na 148, słysząc jego pytanie. Tak, było bardzo dobre i na miejscu.
- Kim jest twój ojciec, Zel'? Rozumiem głęboko zakorzenioną potrzebę chronienia tego, co święte, rodziny, jej wielkośc i świętość, jednak odnoszę wrażenie, że w tym wszystkim ukryte jest też inne ziarno - ziarno drugiej prawdy - dodała zaraz po niebieskookim.

_________________
W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada.
Powrót do góry Go down
Psycho

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1254-psychol-kuroiaishita#22243
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 461


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Nie Sty 04, 2015 11:34 pm

Pytania, pytania i pytania, jak on tego nie lubił, a zwłaszcza rzuciło mu się w uszy pytanie na temat kim jest jego ojciec, czy dziewczyna przypadkiem jest ograniczona i nie zrozumiała? Powiedział Loki, był zły, bardzo zły w tym momencie, bo nie lubił się powtarzać, a zły Psycheł to wycinanie policzków i ogólna masakra. Odwrócił automatycznie głowę w stronę kobiety i wbił w nią swoje przenikające spojrzenie czerwonych ślepi, uniósł rękę na swój policzek i wbił szpony w niego dość mocno, że aż pociekły strużki krwi, nie był masochistą, ale zadawnie sobie ran nie było dla niego niczym strasznym.
-Mówiłem, że Loki! - warknął w jej stronę po czym kiedy się odsunęła znów zrobił krok do przodu, chciała uciekać? Niedługo będzie musiała, jeśli nie skończy go drażnić. Psycheł był bardzo przewrażliwiony na tym punkcie i trzeba było bardzo rozsądnie dobierać słowa, ale postanowił na chwilę obecną odpuścić, odszedł znów krok do tyłu, za to robiąc krok w stronę chłopaka, faktycznie zadał dobre pytanie. Psycheł aż westchnął na to pytanie, bo zadawali ich za dużo, tyle wątpliwości, co się stało ze spontanicznością? Meh, byli nudni, albo ostrożni, jak zwał tak zwał.
-Przyłączyć, czyli przetrwać! - znów wrócił do bycia pogodnym, o ile można było tak kiedykolwiek o nim powiedzieć. Po prostu zniósł agresję, dał tylko ostrzeżenie pannie E. że nie wolno go denerwować i wypytywać o takie rzeczy, jeśli chciała się czegoś dowiedzieć, będzie musiała grać lepszymi kartami. Wracając jednak do kobiety stał mniejwięcej pośrodku między nimi tylko odwracał głowę i robił czasami małe kroczki to w jedną i drugą stronę.
-Ja? Nie, mylisz się. Ja jestem drugą stroną, ja ją stworzyłem ja wiem jak się w niej poruszać znam ukryte miejsca o których nie śniło się podglądaczom historycznych poczynań, znam wrota, jestem potomkiem Janusa. - Ah tak, standardowa gadka o dawnych, zapomnianych bogach ze wszystkich chyba wierzeń, to była jego domena i tutaj rządził po prostu, może ktoś był na tyle rozgarnięty żeby go zrozumieć, a może nie. Dziewczyna była niezła, nie tylko z wyglądu, ale głównie z charakteru, zdawała się równie pierdolnięta co Psycheł, może nie do końca w taki sam sposób, ale jednak bredziła od rzeczy i to mu się podobało w sumie.
-Krew płynąca powoli z linii prawdziwych...Krew płynąca powoli z linii prawdziwych. - o tak, zawiesił się teraz, nieźle nie?

_________________
Climbing through your window pane,
I'm creeping closer,
Can you hear me?
Go on, mock me, say I'm insane;
But it's you who's caught in my game.
Cat and mouse,
A lovely circle.
Watch your tongue,
Those words are hurtful.
Hush now, won't you stay a while?
Join me with a painted smile.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Pon Sty 05, 2015 9:37 pm

Mała zmiana zachowania wampirzycy w ogóle nie zdziwiła chłopaka. To dlatego, że po prostu jej nie zauważył. Kobiety, kto by za nimi nadążył? W czasie jednej godziny potrafią zmieniać kilkakrotnie zmienić zdanie. Bardziej zdziwiło go to, co powiedziała dziewczyna. Coś całkowicie wyrwane z kontekstu, kompletnie nie pasujące do rozmowy. O czym ona mówiła? Za mało spała i teraz wygadywała głupoty?
- Że co?
Spojrzał na Eurielę wyczekująco. Choć nie spodziewał się głębokiego wyjaśnienia. Zerknął na Zel'a. Ten wydawał się być zirytowany pytaniami. Niby bezpieczniej byłoby, zostawić go w spokoju i nie zadawać więcej pytań, jednak było ich za wiele. Na dodatek jego odpowiedzi w ogóle nic nie wyjaśniały, a nawet komplikowały i powodowały, że pytań przybywało.
- Loki to Samuru?
Trzeba mieć nadzieję, że kolejne pytanie nie spowoduje nagłego wybuchu agresji. Wiedział kto jest burmistrzem miasta. O takich rzeczach mieć jakieś rozeznanie, przybywając do całkiem nowego miejsca. Trzeba wiedzieć kto pociąga za sznurki. Czasami ta informacja okazywała się bardzo przydatna.
I stało się. Nieznajomy się zawiesił. Gdzieś powinien być przycisk resetujący. Szkoda, że ludzie i wampiry go nie posiadały. Ułatwiło by to nie raz wiele spraw. Nie bardzo wiedział jak się zachować. Pozwolić mu nadal mówić w kółko jak nakręconej marionetce czy coś zadziałać? Postawił na nic lenistwo i swoją wygodę. Nie przeszkadzała mu gadanina Zel'a. Może się tym zmęczy i padnie na ziemię?
To be continued...
Powrót do góry Go down
Euliera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1635-euliera#34072 http://vampireknight.forumpl.net/t1636-euliera#34099 http://vampireknight.forumpl.net/t3380-leandre#72418
Zarejestrował/a : 30/12/2014
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Pon Sty 05, 2015 10:27 pm

Czy Euliera przejęła się nagłą gwałtownością Jokera? Ani trochę, była w takim nastroju, że z chęcią odgryzłaby łeb komukolwiek, niczym to demoniczne dziecko w Sarajewie. Przymrużyła jedynie powieki osłaniając czekoladowo zieloną tęczówkę, słuchając wywodu szaleńca. Odetchnęła głęboko i rozsiadła się wygodniej na kanapie, opierając się prawym łokciem o podłokietnik. Drugą ręką zaś odgarnęła niesforne pasma złoto brązowych włosów, unosząc nieco lewą brew w powściągliwym zainteresowaniu. Pacyfikowanie Elazara przychodziło jej o tyle łatwo, iż po prostu zaczęła go ignorować tak, jakby wcale do niej nie mówił, co zupełnie mu się nie spodobało. Wrzeszczał coś w jej głowie, a ona w myślach nuciła zwariowaną melodię, aby go zagłuszyć, przez co koncentracja na kolejnych słowach wypowiadanych przez panów spadła na plan drugi, a przez to naprawdę zajęło jej sporo czasu, aby przyswoić sobie nowe informacje.
Usta kobiety drgnęły, gdy usłyszała obco brzmiące imię zupełnie nic jej nie mówiące. Była w tym mieście zaledwie jeden dzień. Zebranie odpowiednich informacji więc było niezbyt możliwe.
- Kim jest Samuru? - mruknęła, zerkając na 148 z prawdziwym już zainteresowaniem.
Czyżby jednak z tego dziwnego spotkania mogła wynieść więcej, niż sądziła?
Zwilżyła wargi językiem, kierując spojrzenie na drepczącego to w jej to w stronę błękitnookiego.
- Niezwykłe koligacje, Jokerze. To robi się naprawdę ekscytujące, ale jak wiadomo nie od dziś, ten świat skrywa niecodzienne dziwy - uśmiechnęła się z dozą kpiny.
Humor kobiety lawirował od lęku, po pożądliwość, aż po irytację wywołaną powolnym bólem głowy. Uniosła dłonie i palcami pomasowała skronie.
- Powiedzmy, że pewien sadysta znajduje przyjemność w uprzykrzaniu mi życia - burknęła zniecierpliwiona na zdumienie błękitnookiego.
- Zel', do sedna. Przyłączenie się to przetrwanie, co za to przetrwanie musiałabym zrobić? - zwróciła się do chłopaka, który rozorał sobie polik w chwili uniesienia. A teraz mamrotał coś pod nosem zatapiając się w jednej z krain kryjących się za wrotami szaleństwa.

_________________
W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada.
Powrót do góry Go down
Psycho

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1254-psychol-kuroiaishita#22243
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 461


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Pon Sty 05, 2015 10:58 pm

Była taka niewzruszona nagłymi ruchami Psycheła? Czyżby chciała poznać się z Mamuśką? Nie było wredniejszej suki niż Xylian, ale to inna bajka i nie będzie na razie przywoływać pani X. Nie przedłużając trzeba tutaj powiedzieć o podstawowym błędzie, który popełnił 148, wymienił imię Samura, a to już było zbyt poważne, aby Zel' się tym zajmował, pora przywitać jego drugą stronę. Panowie i Panie, pora na Zeke'a. Kiedy tylko usłyszał imię wypowiedziane przez chłopaka spojrzał na niego i po prostu przez dłuższą chwilę chciał go zamordować wzrokiem po czym spuścił głowę w dół i warknął na cały dom niczym zarzynany wilkołak. Sprawiało mu to ból, może tylko psychiczny, jednak on odczuwał go równie fizycznie. Trzymał spuszczoną głową i nawet ugiął kolana, a kiedy się wyprostował przyjął bardziej odpowiednią pozę, nie robił już żadnych gwałtownych ruchów, dłonią lekko odsłonił swoje oczy, które przestały być czerwone, ba! zmieniły się na totalną gadzią i przerażającą żółć. Szybkim ruchem do kieszeni sięgnął po nóż motylkowy i rozłożył go pięknym wyuczonym trikiem po czym rozciął wszystkie szwy na policzkach, bo przeszkadzały mu w mowie. Chowając nóż zwyczajnie rozpłynął się w powietrzu i pojawił tuż przed chłopakiem, jednak nie był uzbrojony, stał zupełnie spokojny, no.. a wcześniej się teleportował, żeby nie było wątpliwości.
-Samuru? Czemu wypowiadasz to imię dziecko nocy? W tym mieście, kto za dużo gada o głowie Kuroiaishita szybko kończy martwy, widać, że jesteś tutaj nowy Hm? - jego głos się zmienił, zniżył i był jakiś taki śmiertelnie poważny, w niczym nie przypominał bełkotu Zel'a. Laserował go wzrokiem dosłownie, swym żółtym gadzim spojrzeniem jakby chciał go zabić, ale również dać ostrzeżenie, że nie warto powtarzać tego samego błędu, na chwilę obecną był spokojny, ale to szybko może się zmienić.
-Co do Ciebie, widzę że dogadujesz się z tym dzieckiem eh.. - rzucił w stronę Eureki. -Nie wiem co przechodzisz, ale chętnie się dowiem... dokładnie. Wygląda jak połączenie z kimś nieobecnym, ale może jest w pobliżu? To Twój plan? - Zeke nie da się zaskoczyć i dużo lepiej kojarzył wszystko bez kurtyny szaleństwa spowijającej jego umysł, dlatego to czyniło go bardziej upiornym od wariata i psychopaty z którym wczesniej mieli do czynienia.

_________________
Climbing through your window pane,
I'm creeping closer,
Can you hear me?
Go on, mock me, say I'm insane;
But it's you who's caught in my game.
Cat and mouse,
A lovely circle.
Watch your tongue,
Those words are hurtful.
Hush now, won't you stay a while?
Join me with a painted smile.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Wto Sty 06, 2015 12:09 am

- To burmistrz miasta i szef Szarej policji.
Tylko tyle wiedział na temat wcześniej wspomnianego Samuru. Więcej informacji nawet nie było mu potrzebne, przynajmniej w tym czasie. Zauważył nagłą zmianę zachowania Zel'a. W ogóle trudno było jej nie dostrzec. Było to dla niego niemałym zaskoczeniem. Pierwszy raz spotykał się taką reakcją, na wymówienie imienia. Musiało dużo znaczyć na nieznajomego albo go nienawidził. W to już wnikać nie będzie.
- Nie wiedziałem, że tego imienia nie można wypowiadać.
Westchnął cicho w myślach. Teraz miał pewność, że natrafił na kogoś z bardziej powalonym umysłem. I pomyśleć, że to on kiedyś wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Okropny epizod w jego życiu.
- Sadysta? Ktoś ci nie daje spokoju w myślach?
Pytanie było oczywiście skierowane do wampirzycy. Nie miał zamiaru tego sam sprawdzać. Nie jego sprawa czy ktoś siedzi w głowie Eulierii. Czyżby także miała rozdwojenie jaźni? Milutko...
- Nie jesteś teraz tym, kim byłeś wcześniej, prawda?
Takie małe pytanie sprawdzające. Prawie całą uwagę skupił na Psycho. Ta zmiana była dość niepokojąca. Trudno przewidzieć, na jaki jeszcze pomysł wpadnie. Lepiej chuchać na zimne. Tyle szczęścia, że wampir nie potrafił zabijać wzrokiem. Nadal nie do końca rozumiał, czemu wymówienia imienia Samuru, tak na niego zadziałało. Zagadka, za zagadką. Chyba nie warto go o to pytać. Kto wie, jaka tym razem byłaby reakcja?
Powrót do góry Go down
Euliera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1635-euliera#34072 http://vampireknight.forumpl.net/t1636-euliera#34099 http://vampireknight.forumpl.net/t3380-leandre#72418
Zarejestrował/a : 30/12/2014
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Wto Sty 06, 2015 12:37 am

Kobieta przypatrywała się dwójce mężczyzn, ale oczy miała zamglone, jakby ich faktycznie nie widziała. Mimo wszystko jej wampirze zmysły rejestrowały wszystko, umysł pomimo mentalnego ścisku był przestronny. Każdy ruch, cyrkulacja powietrza, woń i dźwięk były rejestrowane i zapamiętywane. Drapieżnik w niej siedzący nie mógł pozwolić się zaskoczyć.
Drgnęła, dostrzegając wężowaty ruch Jokera, widziała jego spojrzenie skierowane ku niebieskookiemu, ten błysk jakiejś morderczej wściekłości. A potem skulił się, wyjąc. Ten dźwięk był pierwotny, przepełniony bólem, skowyt skazańca, echo agonii. Skóra kobiety okryła się gęsią skórą, drobne włoski uniosły się na przedramionach i karku.
Siedziała czujna na swym miejscu, wstrzymując na jedną chwilą niepotrzebny haust powietrza, kiedy dłoń Zel'a uniosła się, odgarniając potarganą satynę czarnych włosów. W półmroku i blasku chyboczącego się płomienia rozpalonego w kominku ujrzała gadzi błysk żółtych ślepi. Świst ostrza przecinającego powietrze, klekot sprężyny, suche cięcie. Usta rozciągnęły się na linii zabliźnionych ran uwolnione z okowów szwów.
Zmarszczyła nos przy nasadzie, kierując ku niemu wejrzenie nagle krystalicznie jasnych ocząt.
Głos, poważny, jednostajny, zupełnie różny od rwanego tembru czerwonookiego. Czyżby faktycznie siedziały w nim inne jaźnie? Czy to zwykła sztuczka wampirzego pomiotu? Krew tętniąca w ich żyłach przywoływała ją, śpiewała dla niej. Niby wampiry, a tak ludzko nieludzkie. Czyżby lamie? Słyszała o krwiopijcach rodzących się z łon swych matek, a nie z trującej posoki Mistrzów, zamieniających tkanki ludzkie w martwe acz ożywione trupy, jakim była ona. A którym gardziła całą swą nie wiadomo czy istniejącą duszą.
- Słuszna uwaga, aczkolwiek to, czego się lękamy najbardziej staje się wyolbrzymione za zasłoną ciszy. Niewiedza bywa drogą do zguby, dlatego warto ją uzupełniać dla własnego dobra. Nie zawsze da się uniknąć pytań i wymawiania tego, co winno być głuche - cichy, dźwięczny głos zmieszał się z tembrem Jokera bliźniaka, a także 148.
Kiedy mignął ku drugiemu mężczyźnie, oczy kobiety zwęziły się. Czuła, że ma do czynienia z kimś potężniejszym od niej, kimś kto zagrażał jej realnie. Teraz nawet i Elazar czujnie rejestrował jej zmysłami to, czego była świadkiem. Zamilkł, co odebrała z taką ogromną ulgą, że aż westchnęła, dociskając mocniej palce do skroni. Ileż by dała za całkowitą ciszę w swej głowie, gdyby mogła zostać sama ze swymi myślami!
Zaśmiała się na słowa obu panów. Ich uwaga skupiona na niej zupełnie nie leżała w jej gustach. Przesunęła opuszkami palców po bladej wąskiej bliźnie szpecącej prawą część twarzy.
Wykrzywiła usta w sardonicznym uśmiechu, ukazując ostre końce kłów naciskających na dolną wargę. Była zmęczona i spragniona, a do tego skołowana tym wszystkim, co się tu działo.
- Plan? Doprawdy, genialna myśl - zakpiła, prostując się, opierając łokcie na kolanach, nachylając się ku Jokerowi. - Chęci nie zawsze oznaczają otwarte możliwości - mówiąc to uśmiechnęła się iście czarująco, jakby machała cukierkiem przed twarzą dziecka go żądającego, ale nie chcąc mu go dać, chociaż był na wyciągnięcie ręki.

_________________
W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada.
Powrót do góry Go down
Psycho

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1254-psychol-kuroiaishita#22243
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 461


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Wto Sty 06, 2015 1:01 am

Reakcje wampirzycy zdawały się powoli irytować wariata, bo co to za w ogóle dobre strony bycia nim, jeśli inni okazują Ci brak przejęcia. Może sprawić, żeby zaczęła doceniać jego siłę i nieobliczalność? Może, może ją po prostu zabije? Może się nią pożywi? Nie miał tak naprawdę żadnych oporów przed jedzeniem z własnej rasy, a mówiąc jedzeniem, dochodziło do tego odgryzanie kawałków skóry bo i tym lubił się zajmować. Kiedy chłopak się odezwał postanowił poświęcić mu trochę uwagi, wydawał się trochę zagubiony, ale to dobrze, bo zagubienie bywało zgubne, a tak naprawdę Psycheł chciał tylko pozyskać wampirki do nowej świetnej armii, co prawda nie wiem co by się z nimi stało, ale on wykonał by swoją powinność rekrutacji. Uśmiechnął sie, co znaczyło że policzki drgnęły ku górze, tworząc zabójczy uśmiech od ucha do ucha, dosłownie.
-Ależ skąd, źle mnie zrozumiałeś. Możesz rzucać tym imieniem na prawo i lewo, ale nie masz pojęcia kto tak naprawdę czai się za nim, wampiry, a nawet ludzie osłaniający go są potęgą w tym mieście, nim się obejrzysz mogę się zjawić ja, może to bć ktoś kogo znasz, komu ufałeś by wbić Ci nóż w plecy, każdy tutaj może być na zawołanie burmistrza, nie lekceważ tego nowicjuszu. - taka mała przyjacielska rada, Zeke nie miał zamiaru powiedzieć więcej, małe ostrzeżenie wystarczyło by skończyć tą całą rozmowę prawda? Był sobą, to znaczy nie był, ale był o... Zeke objawiał się wtedy kiedy rozmowa zaczynała być zbyt trudna, zbyt poważna i kiedy nie było w głowie "naczynia" zabawy, wtedy można było dostrzec węża o gadzich oczach, którego język ociekał zwodniczą trucizną kłamstw. Zel' mimo że gadał bezsensu to przynajmniej nigdy nie kłamał, a Zeke? Ohoho... kiedy nie kłamał, to by było odpowiednie pytanie. Był może i silniejszy od wampirzycy, ale nie w tej postaci, wbrew pozorom szaleniec był bardziej odpowiedni do poczynań agresywnych, bo on nie przejmował się bólem, żadnym uszkodzeniem ciała, on po prostu działał do ostatniego tchu, nie odczuwając strachu ani żadnych oporów. Następnie odwrócił się do dziewczyny i uniósł rękę przed siebie i szedł z wyciągniętą w jej stronę. Z pod podwiniętego rękawa bluzy można było zauważyć jak jego blada skóra robi się przegnita... zielona, ale zaraz to ustało, a ręka spoczęła przy tułowiu. Dlaczego? Otóż Zeke stwierdził, że nie warto popisywać się swoimi wszystkimi umiejętnościami, bo może to zostać źle wykorzystane i to przeciwko niemu, tak więc, co próbował uczynić, niech zostanie tajemnicą.
-Uważasz, że to odpowiednia pora do fałszywych, kpiących uśmiechów córo nocy? Śmierdzisz strachem, chociaż tego nie okazujesz, cokolwiek jest w Twojej głowie z kimkolwiek próbujesz się skontaktować, bądź rozmawiać nie ochroni Cię przed następnymi dniami. Władca mógłby to zrobić. - Nie miał zamiaru sięgać po broń, ba, nie miał zamiaru nawet dalej się ruszyć, włożył lekceważąco dłonie w kieszenie, a następnie westchnął głęboko.
-Ja tylko przekazuje wiadomość, korzystajcie lub nie, w ciągu kolejnych dni, zobaczycie co miałem na myśli. - O, to by było na tyle, niech sobie wszystko przemyślą, a niech panienka przestanie być taka harda, bo tacy przeważnie kończą szybko. Rozważnie jest prowokować kogoś takiego? No, jak uważasz moja droga.

_________________
Climbing through your window pane,
I'm creeping closer,
Can you hear me?
Go on, mock me, say I'm insane;
But it's you who's caught in my game.
Cat and mouse,
A lovely circle.
Watch your tongue,
Those words are hurtful.
Hush now, won't you stay a while?
Join me with a painted smile.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Wto Sty 06, 2015 8:43 pm

Był za mało czasu w mieście, aby zaobserwować cokolwiek dziwnego. Wiedział, że panuje tutaj szara policja i pewnie to dzięki niej burmistrz pociąga za sznurki i kontroluje ludzi. Jednak jego władza ograniczała się tylko do jednego miasta, więc nie wydawał się tak straszny dla wampira. Co innego, gdyby rządził cała Japonią.
Podpalmy go.
148 wbił wzrok w jakiś punkt na ścianie. Nie słuchał tego co ma do powiedzenia Psycho czy też Jirthiel. W myślach prowadził rozmowę z samym sobą. Z jednej strony chciał coś zrobić, a z drugiej wolał zachować rozwagę i nie podejmować żadnych działać. Po niecałej minucie potrząsnął głową, jakby czemuś zaprzeczał. Podjął decyzję.
- Na nas czas.
Wstał, posyłając nieco kpiące spojrzenie dziewczynie. Zostawi ją w towarzystwie Zel'a. Ciekawe co też się wydarzy. Przychodząc tutaj ponownie, przywitają go prochy kogoś z nich? Nie czekając na ich reakcję, wyszedł z pokoju, aby następnie opuścić dom. Gdzie się teraz uda? Może na łowy? Na razie zmierzał ku lepszej części miasta, a przynajmniej miał taki zamiar.

z.t
Powrót do góry Go down
Euliera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1635-euliera#34072 http://vampireknight.forumpl.net/t1636-euliera#34099 http://vampireknight.forumpl.net/t3380-leandre#72418
Zarejestrował/a : 30/12/2014
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Wto Sty 06, 2015 9:02 pm

Kobieta zaczynała dochodzić do wniosku, a może już dawno go odkryła - że ten kraj jest jeszcze bardziej popieprzony od tego, z którego tu przybyła. Japonia była ogromnym, przeludnionym, pełnym świateł i smrodu legowiskiem, jak się okazywało, jej nowej rasy. W innych krajach wampiry bardziej kryły się z tym, kim i czym były, ale tutaj... Odnosiła wrażenie, że wszystko wywróciło się do góry nogami. Nie, taki stan rzeczy istniał już od dawna.
Skrzywiła się widząc makabryczny uśmiech Zel'a, czy też kogoś w nim siedzącego. Elazar wił się w jej myślach doprowadzając ją do migreny. Zachowanie Jokera również nie ułatwiało jej niczego.
Odetchnęła i w końcu wstała z kanapy w momencie, kiedy ruszył ku niej z wyciągniętą ręką o rozcapierzonych palcach. Rękaw bluzy podwinął się nieznacznie, ukazując bladą skórę nabiegająca zgniłymi plamami. A potem ta się wygładziła, gdy dłoń spoczęła u jego boku. Postąpiła ku niemu krok, niemalże niedosłyszalny, stąpała zdumiewająco cicho nawet jak na wampirzycę. Ale miała dekady na opanowanie sztuki podkradania i kamuflażu. Przymrużyła powieki, zadzierając nieco głowę, a ciemnawe włosy rozsypały się na jej ramionach, gdy wymierzyła w niego spojrzenie pociemniałych oczu.
- Nic o mnie nie wiesz, lamio. Próbuj nie zgadywać, bo strzelasz samymi ślepakami - wymruczała. - Widzisz, są tacy, którzy dobrowolnie rozdzierają swe jaźnie i tacy, którzy są zmuszeni do obcowania z kimś - uśmiechnęła się leciutko i zwróciła oczy ku niebieskookiemu. Kiedy wyszedł ni to prychnęła, ni westchnęła.
Skierowała się ku płonącemu ognisku w kominku, gdzie rozwiesiła swe przemoczone ubrania. Musnęła efemeryczną nierealną poświatę ciepła pulsującego przed nią.
- Na swej drodze napotkałam już nie jednego żądnego władzy uzurpatora, o robaczywej duszy równie podziurawionej, co oblicze Księżyca. Ale skoro już tutaj trafiłam, cóż, przyda mi się praca, nawet jeżeli miałabym oddać się w posługę równie wartego samca, co ten, który sprowadził mnie na tą ścieżkę - przekręciła głowę i spojrzała nad swym lewym ramieniem na chłopaka.

_________________
W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada.
Powrót do góry Go down
Psycho

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1254-psychol-kuroiaishita#22243
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 461


PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   Sro Sty 07, 2015 9:13 pm

Japonia to był najbardziej pojebany kraj ze wszystkich jakich można sobie wyobrazić, tutaj wampiry powoli zaczynały przejmować kontrola, oświata była w strzępach i nie mogła sobie poradzić z Samuru i jego nowymi dokonaniami. Była terroryzowana przez Kuroiaishita, a mowa tutaj tylko o mieście, ale właśnie w tym właśnie momencie odbywało się spotkanie na temat tego co dalej i jak to dalej będzie wyglądać z samym wielkim złym. Im dłużej Zeke przebywał w ciele tym bardziej robiło zdawało się ono walczyć z jego obecnością, tutaj jednak Zel' miał większą kontrolę był głównym lokatorem naczynia, więc pewnie zaraz wróci, ale obecnie trzeba się zając sytuacją w której to chłopak opuścił pomieszczenie. Też nie był za bardzo normalny, bał się, ale z drugiej strony wyglądał jakby toczył ze sobą wewnętrzną walkę o to, czy zareagować na słowa Psychełka i postawił na ucieczkę? Słaby wybór, może teraz w mieście było spokojnie, a nawet za spokojnie, ale kiedy szarzy wyjdą z nową misją i nowym celem nie będzie już tak fajnie. Zmierzył tylko wzrokiem wychodzącego 148, nie chciał zbawienia ofiarowanego przez Psycheła? No wiesz co? On tu rozdaje miłosierdzie na prawo i lewo, a Ci jeszcze marudzą, więc będzie trzeba zostać egzekutorem, skoro dyplomacja nie pomaga hehe.
-Zamknij się! - warknął głośno jakby w powietrze i ugiął mocno kolana, upadając nawet na jedno i w ogóle stracił ze wzroku dziewczyne, jeśli chciałaby wykończyć Psycheła, uciec lub cokolwiek to był odpowiedni moment, biedaczek znów przeprowadzał ze sobą wojnę, a to, że Zeke był mądrzejszy trudniej było Zelowi odzyskać kontrolę nad ciałem, ale następnie jedynie co przyszło do wlepienie wzroku żółtych gadzich ślepich w dziewczynę i najbardziej dziwny i niepokojący uśmiech jaki do tej pory pokazał.
-Hahahaha - zaśmiał się w połączeniu z bólem który widocznie towarzyszył twarzy wampira, ale także jego każdemu z ruchów, bo podniósł obie ręcę i złapał się za głowę. Śmiech był taki naturalny, taki wręcz przypadkowy, ale jeśli przysłuchała się wcześniej Zelowi mogła odgadnąć, że to był znów jego głos. Psycheł upadł na oba kolana i po prosty się chwilę śmiał wpatrując cały czas w postać dziewczyny, jeśli nie zamierzała go atakować albo w jakiś sposób ingerować po prostu upadł i podpierając się łokciami na podłodzę dyszał ciężko, ale nie mogła zobaczyć już jego twarzy i tego makabrycznego spojrzenia.
-Laaaaamia? Co to? - ból ustał,a on zdawał się podnosić do pozycji stojącej bardzo zadowolony, jakby przed chwilą nie przeżywał dosłownych katuszy. Kiedy już się podniósł przekręcił głowę na bok i wpatrywał się w Eu, bardzo zafascynowany jakby oczekiwał odpowiedzi, lubił poznawać nowe rzeczy i bardzo go to ciekawiło. Kolejne jej słowa wybiły go jednak z tego i aż rozchylił lekko usta i klasnął w dłonie.
-Tak! Loki jest dobry, nie jest robaczywym królem! Zobaczysz, pokaże Ci! - podekscytowany podszedł do kominka przy którym stała dziewczyna i ją objął mocno swoimi łapskami, przytulił ją! Tak jak go uczyła pewna wampirzyca, to podobno było miłe uczucie, nie rozumiał tego, ale uznawał to za pozytywne. Dziwne prawda? Z nim wszystko jest dziwne!

_________________
Climbing through your window pane,
I'm creeping closer,
Can you hear me?
Go on, mock me, say I'm insane;
But it's you who's caught in my game.
Cat and mouse,
A lovely circle.
Watch your tongue,
Those words are hurtful.
Hush now, won't you stay a while?
Join me with a painted smile.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczony Dom   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczony Dom
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony dom nad moczarami
» Opuszczony diabelski młyn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE) :: BLOKI DO ROZBIÓRKI-
Skocz do: