IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Banshee

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Sob Lis 09, 2013 8:32 pm

Wampirzyca była jaka była. Do ideału na prawdę jej daleko i zgodzi się z tym każdy, ale zawsze pomoże Iskowi. Może i w związku nie było tak jak powinno być, ale przez długi czas się przyjaźnili. Sentyment zawsze zostaje, ale to to wyglądało z jej strony. On nie pamiętał co ich łączyło wiele lat temu, nie pamiętał co ich łączyło kilka miesięcy temu. I żeby nie było, nie winiła go za nic, cały czas w sobie nosiła to poczucie winy chociaż nie dawała tego po sobie poznać. Kiedy Isao przeżywał swoje wewnętrzne rozterki Banshee swoje kroki skierowała do kuchni i otworzyła jedną z wielu butelek wypełnioną krwią. Sądziła, że zdąży się jeszcze napić i nasycić swój głód. Nalazła nieco szkarłatnego płynu do szklanki kiedy właśnie rozległ się dzwonek do drzwi. Odstawiła więc szklane naczynie na wypolerowany kuchenny blat. Zapominając całkiem o tym, że muzyk nie był jeszcze raczej świadomy tego kim był. Otworzyła przed nim drzwi i gestem zaprosiła do środka.
-Hej
Uśmiechnęła się delikatnie w jego stronę i przytrzymała drzwi kiedy wchodził do środka, po czym zamknęła ja i przekręciła zamek. Tak jest przecież bezpieczniej, czyż nie?
-Czuj się jak u siebie, co prawda rzadko tu bywałeś. Przeważnie siedzieliśmy u Ciebie.
Sama nie wiedziała czemu na tę myśl zrobiło jej się nieco smutno, nauczyła się jednak ostatnio świetnie ukrywać swoje wszelkie emocję, więc wciąż uśmiechała się lekko. Wyglądała jakby była odprężona, choć mijało się to z prawdą. Zdawała sobie sprawę z tego, że wiele rzeczy spieprzyła i teraz musi je ogarnąć, czy tego chce czy nie.
-Napijesz się czegoś?
Zwróciła się w jego stronę zbierając rzeczy z kanapy i przerzucając je na fotel. Jakoś nie bardzo umiała się ogarnąć. Przeszła do części kuchennej, wszak miała połączony salon z kuchnią więc bez problemu mogła szykować coś do picia i rozmawiać z blondaskiem.
-Stało się coś?
Ujęła swoją szklankę w dłoń delikatnie kołysząc nią, aby wymieszać dokładnie posokę, która się w niej znajdywała.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Sob Lis 09, 2013 8:56 pm

On nie miał o niczym pojęcia. Nie tylko nie pamiętał tych czasów jak się przyjaźnili i potem jak byli razem, ale oczywiście nie pamiętał też jak doszło do wypadku i co się działo tuż przed nim czy tego samego dnia. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że dziewczyna może ciągle obciążać się wyrzutami sumienia za to co się stało. Wszak to nie była jej wina. Nie ważne było to, że się pokłócili, że wyszedł głównie po to aby się przewietrzyć, przemyśleć wszystko i uspokoić się. To głównie złośliwość losu odpowiadała za wszystko. Wszak każdy już chyba zorientował się, że ten uwziął się na wokalistę, zsyłając mu pod nogi same kłody. Winny był też poniekąd charakter muzyka, który nie pozwolił mu dać dziewczynie zginąć, choć ratując ją sam omal nie przemienił się w kupkę suchego prochu. Ale nie ma co gdybać... To wszystko nie było już ważne.
Nieco zdenerwowany czekał aż Banshee mu otworzy. Czy w ogóle była w mieszkaniu? Miał przeczucie, że była, a w dodatku zdawało mu się, że słyszał wewnątrz jakieś dźwięki. Czekał więc, nieco zdenerwowany całą tą sytuacją. Owy ból, nieznośne pieczenie strasznie go zmartwiły. Musiał się jej poradzić, poprosić ją o pomoc. Był aż spanikowany, jednak starał się to ukryć, gdy tylko drzwi uchyliły się. Nie był jednak aż tak dobry w kryciu swoich emocji jak Banshee. Wszystko było widoczne w jego oczach, choć wymusił lekki uśmiech, który pojawił się na jego twarzy.
- Hej Banshee. - przywitał się łagodnym tonem i wszedł do środka. Gdy dziewczyna zamykała drzwi, on zdjął buty, wszak tego wymagała kultura, nieprawdaż? Gdy trampki już stały na swoim miejscu, on wyprostował się i spojrzał na nią, po czym pokiwał z uśmiechem głową. - W porządku, dziękuję.
Rozejrzał się po korytarzu, starając się przypomnieć sobie cokolwiek jednak niewiele to dawało. Jedyne co pamiętał to urywek piosenki, którą zagrał Spadowi i Megan na gitarze a także kilka króciutkich urywków z ich życia jako zespołu. Było to jednak lepsze niż pustka, którą zastał po przebudzeniu się w szpitalu.
- Nie, dziękuję. - zaprzeczył, wracając na ziemię. Zaraz jednak zawahał się. - Albo może wody. - zmienił zdanie, odruchowo przejeżdżając dłonią po swoim gardle. Odchrząknął cicho, starając się pozbyć tej niewielkiej acz upierdliwej chrypki. Nie rozumiał czemu, ale odkąd wszedł do mieszkania Banshee ból znów wzmocnił się. Tak samo jak to nieprzyjemne pieczenie w piersi. Starając się skupić na rozglądaniu się po mieszkaniu, szedł powoli za dziewczyną aż do kuchni. Gdy ta zadała mu pytanie, jeszcze raz odchrząknął. Wokół znów czuł ten słodki zapach, a ból z chwili na chwile wzmacniał się. Skrzywił się nieznacznie.
- Nie wiem co się dzieje. Siedziałem sobie ze Spadem i Megan i piliśmy trochę ale byłem zmęczony i zasnąłem. A gdy się obudziłem poczułem straszny ból głowy, gardła i gdzieś tutaj. - powiedział, dotykając swojej klatki piersiowej. - Wcześniej też zdarzało mi się czuć coś podobnego jednak nie aż tak bardzo silnego. Pobrałem wszystkie leki na gardło jakie znalazłem w domu, ale nic to nie daje. - mówił zaciskając nieświadomie palce na palącym go gardle. Jego tęczówki co jakiś czas robiły się czerwone i wracały do szarości. Odchrząknął jednak jego głos dalej był zachrypnięty. - Może to coś po wypadku? Ja nie chcę znowu wracać do szpitala.
Powiedział, patrząc na Banshee spanikowany i czując  się coraz gorzej. Co się działo? Spojrzał na szklankę i poczuł jak jego serce kilka razy zabiło mocniej. Co to było w tej szklance? Wyglądało jak krew. Na samą myśl zrobiło mu się niedobrze i poczuł jak wzmaga się w nim przerażenie. Nie, to przecież nie możliwe - powtarzał sobie w myślach, ale te robiły się coraz bardziej mętne. Nieświadomie zbliżał się do Banshee, cały czas wpatrując się w naczynie, które trzymała dziewczyna.
- C-co to ? - spytał ochryple, podchodząc do niej. Złapał ją za ramiona, drżąc nieco i zaraz oparł się czołem o jej ramie. Jej zapach był taki słodki. W głowie blondyna panował istny mętlik i zwiększał się z chwili na chwilę. Wszak najbardziej przyciągającą dla wampira była krew ukochanej osoby, prawda? Sam Isao był już bliski wariacji.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Pon Lis 11, 2013 7:21 pm

Nie pamiętał. To było oczywiste, a ona nie mogła oczekiwać od niego, że będzie inaczej, że sobie przypomni. W sumie całkiem sporo myślała o sytuacji w której się znaleźli. Trzeba było postanowić kilka rzeczy im szybciej tym lepiej. Parę spraw wyjaśnić. Więc korzystając z okazji, że Isao czuł potrzeba spotkania się nią, upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Rzecz jasna pomoże mu w rozwiązaniu jego problemu. Który szybko ujrzał światło dzienna, a wampirzyca zrozumiała w czym tkwił problem. Takei nie wiedział, że jest krwiopijcą. O czym dowiedziała się kiedy w kuchni przygotowywała krew dla siebie. Dużo jej spraw umknęło ostatnio. Słuchała co miał do powiedzenia, kiwała głową i rozmyślała jakby tu mu powiedzieć o tym kim jest. Jak mu powie od tak to ją wyśmieje, sama by tak pewnie zrobiła jakby ona była na jego miejscu.
-Nie jest to choroba. Nie w tym tkwi... problem.
Nie umiała znaleźć odpowiednich słów na to, patrzyła na niego wciąż mieszając szkarłat w szkle. Obserwowała jego twarz, jego oczy. Dobrze, że dotarła na czas nim rzucił się nieświadomie z głodu ja Spada, albo jego nową dupeczkę. W końcu nie wiedziała jak bardzo niebezpieczny może być wampir na silnym głodzie, który nie zdaje sobie sprawy ze swojego pochodzenia. Sama musiała być ostrożna. Uśmiechnęła się delikatnie, nieco pokrzepiająco.
-O to możesz być spokojny, nie wrócisz tam. Nie jest to konieczne.
Ujęła jego dłoń, którą zaciskał swoją szyję, jeżeli udało się jej ją odciągnąć trzymała w mocnym uścisku. Szybkie działanie to było teraz konieczne. Problemem wciąż było uświadomienie go o tym kim jest i sprawienie, że uwierzy. Trwała tak w zamyśleniu chwilę, jego przerażony i splątany głos pytający ją o to, co znajduje się w szklance uświadomił ją, że nie ma już czas na dalsze roztrząsanie problemu. Ku jej zaskoczeniu chwycił ją i opierając głowę o jej ramię.
Nie było jej teraz w głowie myślenie co też wampir może do niej w dalszym ciągu czuć. Tak na dobrą sprawę przestali być ze sobą w chwili kiedy tir uderzył w jego ciało powodując liczne obrażenia i utratę pamięci. Blondyn stał się kimś innym, nie pamiętał jej, ani uczucia jakim ją darzył. Mógł sobie nigdy nie przypomnieć, albo nigdy go na nowo nie poczuć, ona nie mogła mu wchodzić w paradę. Ponad to Banshee również się zmieniła, przestała być taka jak kiedyś, te wszystkie wydarzenia odbiły na niej głębokie piętno z którym sama musiała sobie radzić. Chciała być przy nim pomagać mu póki będzie tego potrzebować, ale nie mogła nazywać się jego dziewczyną. Może bardziej opiekunką czy też nianią. Tak się czuła, do tego przywykła... A pragnęła bliskości i uczucia... Ulokowała jedną z dłoni na jego ramieniu i odsunęła go od siebie, na bezpieczną odległość. Z resztą już dawno się od siebie oddalili, jeszcze przed wypadkiem. Podsunęła mu szklankę z krwią.
-Wypij to i całą zawartość butelki. Kiedy to zrobić porozmawiamy o tym kim jesteś i czego potrzebujesz, pokaże Ci też Twoją przeszłość.
Mówiła spokojnym, łagodnym i ciepłym głosem zachęcając go dłonią do wypicia gęstego szkarłatnego płynu.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Pon Lis 11, 2013 9:46 pm

On nie czuł potrzeby wyjaśniania czegokolwiek. Prawda, zdawał sobie sprawę z tego, że fakt iż byli parą a teraz on niczego nie pamiętał był pewnym problemem. Jednak nie miał pojęcia jak na to zaradzić, co zrobić, więc starał się po prostu o tym nie myśleć. Gubił się jeszcze we wszystkim, w tym także w swoich uczuciach. Czuł przyciąganie do Banshee i tak jak sądził było ono spowodowane uczuciem, które ciągle tliło się w jego sercu. Wszak nawet jeśli utracił wspomnienia, czemu miałby utracić uczucie miłości, jakim darzył Banshee przed wypadkiem i najprawdopodobniej darzył także teraz? Ale nie po to się tu zjawił. Musiał zasięgnąć jej rady. On rzeczywiście bał się powrotu do szpitala, bo żywił do niego ogromną niechęć. Wystarczyło tylko przypomnieć sobie te godziny marudzenia biednej białowłosej aby załatwiła szybsze wypisanie go ze szpitala...
- To w czym tkwi problem? To jest momentami wręcz nie do zniesienia. - powiedział, patrząc na nią z przejęciem i nieświadomie zaciskając palce na swojej szyi. Ból jaki odczuwał powodował, że nie czuł bólu wywołanego uściskiem nawet jeśli ściskał ją tak mocno, że po odsunięciu jego dłoni przez Banshee, na jego bladej skórze zostały ślady po palcach. Popatrzył na nią pytająco, wyraźnie zagubiony i zbity z tropu. Co się działo? Co miał zrobić? Co to wszystko znaczyło? Kompletnie nic nie rozumiał a prawda rzecz jasna nie przyszła mu nawet do głowy. Rzeczywiście gdyby Banshee powiedziała mu teraz o tym, że nie jest człowiekiem a jest wampirem rzecz jasna nie uwierzyłby jej. Wziąłby to za żart albo uznałby ją za wariatkę. Tymczasem jednak patrzył jej prosto w oczy z przejęciem, czekając na odpowiedź i pozwalając jej ściskać jego rękę.
Zapach krwi jaki rozszedł się po pomieszczeniu wprawiał go w jeszcze gorszy stan. Ból i pieczenie nasilały się, a on miał wrażenie, że zaraz oszaleje. To co zrobił było odruchem, powolnym stanem utraty świadomości. Złapał ją za ramiona i oparł głowę o jej ramię, drżąc lekko i oddychając przez otwarte usta. Tkwił tak chwile a jego świadomość powoli zachodziła mgłą. Powoli, powolutku przysuwał się do niej z zamiarem wbicia kłów w jej gładką, bladą szyję. On sam nie był do końca świadom tego co robi, jego ciało działało instynktownie. Ale wtedy coś się stało, coś mu przerwało. Banshee odsunęła go od siebie a on wrócił na ziemię. Wyraźnie zszokowany, nie bardzo wiedząc co tak właściwie działo się z nim parę chwil temu, patrzył na nią dużymi oczami.
- Nie wygląda zbyt... smacznie. - skrzywił się, patrząc na szklankę i biorąc ją od Banshee. Chwile wahał się, ale krążący dookoła zapach krwi sprawił, że wręcz od razu, łapczywie wypił całą zawartość szklanki a potem nawet butelki. Ale to nie wystarczyło, ciągle czuł pieczenie, choć dalej mniejsze. Dookoła wyraźnie czuł słodki zapach jej krwi. Przyciągała go. Wszak była to krew tak drogiej mu osoby. Jedyna, która mogła go teraz całkowicie nasycić. Otarł czerwone od krwi usta wierzchem dłoni i spojrzał na nią zagubiony i nieco wystraszony. Powoli docierało do niego co znajdowało się w szklance. Nie mówiąc nic patrzył na Banshee. W głowie pojawiało mu się tysiąc słów, tysiąc zdań i pytań, jednak nie mógł ich zadać. Coś nie pozwalało mu na to.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Wto Lis 12, 2013 5:14 pm

Oczywiście, przecież miał inne zmartwienia na głowie. I zastanawianie się co dalej z nimi było na samym końcu. Nie miała do niego pretensji o to, rozumiała, że w tej sytuacji są pewne rzeczy ważniejsze dla niego. Chociażby przypomnienie sobie czegokolwiek o sobie. Ona jednak była kobietą i jak to przeważnie one potrzebowała czułości i całej masy tych innych pierdół, nawet jak sobie usilnie wmawiała, ze nie czas na to. Się po prostu przyzwyczaiła do pewnych rzeczy i teraz ciężko jej bez tego było. Mógł ją darzyć wciąż tym samym uczuciem choć wcale jej nie znał. Ale dobra ten temat na bok, mieli inne rzeczy do ogarnięcia teraz.
-W tym kim jesteśmy. Jednak nauczysz się to łagodzić i zaspokajać. Pomogę Ci w tym.
Kiwnęła głową z przekonaniem. W szpitalu nic by z tym nie zrobili, ona musiała mu pomóc zaakceptować to kim jest i pokazać jak sobie z tym radzić. Ciekawa była czy w dalszym ciągu będzie upierał się do zażywania tabletek krwi.
Zdążyła go w porę od siebie odsunąć, ulżyło jej, nie chciała aby ją nieświadomie ugryzł, byłoby to dla niego jeszcze większy szok.
-Może i nie wygląda, ale jest, uwierz mi.
I były to jej ostatnie słowa przed tym jak Isao zdecydował się wypić całą zawartość szklanki, a później i butelki. Obserwowała go uważnie w tym czasie, widziała, że nie jest jeszcze do końca nasycony, tyle czasu głodował. Banshee ukrywała przed nim jego prawdziwą naturę tak długo jak było to tylko możliwe, całe szczęście nie rzucił się na niewinnych ludzi tylko zwrócił się z prośbą o pomoc do niej.
-Lepiej trochę?
Miała nadzieję, że tak. Decydowała szybko czy dać mu swoją krew czy nie. Mózg pracował jej na najwyższych obrotach, czuła pewien opór przed dzieleniem się swoją krwią. Bardzo dawno tego nie robiła i dobrze się z tym czuła. Jednak oddanie mu swojej krwi miała dwa podstawowe plusy, nasyci go to i przywróci część wspomnień. Wzięła z jego rąk szklankę i butelkę, odstawiła do zlewu, po czym zwróciła się w stronę muzyka. Chwyciła go za dłoń i zaprowadziła na kanapę, poprosiła go aby usiadł wygodnie, a kiedy to uczynił zasiadła tuż obok niego, bardzo blisko, aby jeszcze mocniej i wyraźniej czuł jej zapach. Zgarnęła z szyi srebrne włosy odsłaniając jasną skórę.
-Musisz się poddać temu dziwnemu uczuciu jakie Tobie towarzyszy. To Twój naturalny instynkt i nie możesz z nim walczyć.
Trzymała jego dłoń, czule pieszcząc jej wierzch opuszkami palców. Wolną rękę przysunęła do swojej szyi i paznokciem wydrapała niedużą ranę, ale wystarczającą aby na brzegach zebrała się odrobina krwi. Miało to go pobudzić i zachęcić do ugryzienia. Wciąż obawiała się, że gdy wypowie na głos, że Takei jest wampirem to chłopak pogna do telefonu i zadzwoni do ośrodka psychiatrycznego. Jeżeli w zdecydował się zanurzyć kły w jej ciele kobieta przymknęła oczy i skupiła się na swoich myślach i wspomnieniach. Jeżeli nie to zachęcała go do tego, a może nawet wręcz przymusiła przyciągając jego głowę do swojej szyi. Chciała ukazać mu jak najwięcej tych rzeczy, w których brał udział, które sprawiały, że to był on. Od czasu kiedy się poznali wiele lat temu, jak byli przyjaciółki po chwilę kiedy stwierdzili, że powinni być razem. Mógł zobaczyć również wiele wspomnień z ich koncertów, kiedy kontakt się między nimi urwał, ale ona jako wierna fanka zespołu podróżowała za nimi w trasie koncertowej. Zablokowała swoje myśli związane z ich ostatnią kłótnią, jak i czasem po jego wypadku. Nie chciała aby czuł ból z tym związany i jej czarne myśli kiedy leżał w śpiączce. Na to przyjdzie później czas. Pomyślała nawet, że dobrze byłoby poprosić Spada o udostępnienie wspomnień, które dzielił z Isem. W pewnym momencie wampirzyca poczuła się bardzo senna, i nie wiedziała czy jest to związane z ilością wypitej przez blondasa krwi, czy z czymś innym.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Wto Lis 12, 2013 5:58 pm

Akurat o tym nie pomyślał. W tej chwili psychika i potrzeby kobiety były dla niego jedną wielką zagadką (pff w tej chwili... dla faceta zawsze psychika kobiety to czarne pole nie do odkrycia). Nie zdawał sobie sprawy z tego, czego Banshee od niego oczekuje. Według niego problem polegał jedynie na tym, że jej nie pamiętał i być może zachowywał się w stosunku do niej inaczej... I choć jedno wiązało się z drugim, jakoś nie zdał sobie sprawy z tego, że dziewczyna być może oczekuje po prostu aby był blisko i chociaż ją przytulił. Nic się nie poradzi. Był blondynem a kolor zobowiązuje.
- W tym kim jesteśmy? - powtórzył, całkowicie już zbity z tropu i zagubiony. Gdzieś przez zakamarki jego umysłu przebiegła myśl o wampirach, wilkołakach i innych tego typu "mistycznych" stworzeniach, jednak myśli te jedynie mignęły gdzieś w kącie i od razu zgasły. Nic już nie rozumiał a to wprawiało go jedynie w większą panikę i strach, choć starał się to wszystko po sobie ukryć. Wszystko to jedynie nasiliło się gdy za sprawą krążącego dookoła zapachu krwi, ból wzmocnił się do tego stopnia, że przez chwilę sądził, że zaraz zwariuje. A na domiar złego ciecz w szklance przypominała mu krew, co tylko jeszcze bardziej go przerażało. Któż się dziwił? Wystarczy postawić się na jego miejscu. Obudził się w szpitalu kompletnie nic nie pamiętając, nie mając pojęcia kim jest oraz o tym, że na świecie istnieją inne rasy niż ludzka. Tymczasem z dnia na dzień ból nasila się a on w dziwny sposób reaguje na ciecz kolorem i konsystencją przypominającą krew. Każdy by się na jego miejscu przeraził. Choć on dalej próbował to ukryć. Był facetem, nie mógł pokazać po sobie słabości...
Wziął od niej niepewnie szklankę. Patrzył na nią ale w miarę im dłużej to robił, tym bardziej jej zawartość go kusiła. Posłał jeszcze Banshee niepewne spojrzenie, po czym jednym tchem wypił całą jej zawartość. Ręce trzęsły mu się przy tym ale zaraz po wypiciu krwi ze szklanki, łapczywie dorwał się do butelki i opróżnił ją całkowicie. Był niesamowicie głodny. I chyba jedynie cudem było, że nie rzucił się na nikogo.
- Lepiej. - powiedział, kiedy odstawiał pustą butelkę. W głowie miał mętlik, nic nie rozumiał i miał wrażenie, że chyba wcale nie chciał rozumieć. Z obawą dał się poprowadzić Banshee do salonu i posadzić na kanapie. Usiadł grzecznie i spojrzał na nią niepewnym ale zdezorientowanym spojrzeniem gdy usiadła obok. Czego chciała? Co się działo? Nic nie rozumiał, ale patrzył na nią wyczekująco. Jej słowa zaś wprawiły go w oniemienie. Nie bardzo wiedział jak ma to rozumieć. Czuł jak jej zapach mąci mu w głowie, miał wrażenie, że czuje go całym ciałem. I patrzył się niezmiennie wprost na nią a w jego szarych oczach odbijała się ona, powoli odkrywająca swoją szyję. Nim jednak zraniła się w nią, on złapał jej rękę i przysunął się bliżej.
- Dobrze, poddam się temu dziwnemu uczuciu. - mruknął cicho i przysunął się by w końcu musnąć delikatnie jej usta swoimi wargami. Zamarł na chwilę czekając na reakcję. Jeżeli nie odwzajemniła pocałunku, zapewne speszył się a wtedy Banshee zraniła się w szyje, całkowicie mącąc mu w głowie i sprawiając, że w końcu ją ugryzł. Jeśli zaś oddała, on zaczął całować ją czule i niepewnie, ale wkładając w to coraz więcej zapału. Teraz też miał mętlik w głowie. Ale czy nie powiedziała aby poddał się temu "dziwnemu uczuciu"? Mówiła, toteż poddał się uczuciu, które przyciągało go do niej. Całował jej usta przez jakis czas by ostatecznie zsunąć się, całując kącik jej ust, brodę, żuchwę a potem szyję. I w tym przypadku ostatecznie wbił w nią kły, pijąc powoli jej krew i zbierając wspomnienia. Pił i pił ale nie wypił tak dużo. Widział to, widział wszystko i przez to zaczął sobie przypominać. Wspomnienia, które widział oczami Banshee zmieniły się na wspomnienia, które w danej chwili wiedział i on. W dodatku dołączyło do tego jeszcze pare rzeczy, których dziewczyna mu nie mogła pokazać. Odsunął się i oparł czołem o jej ramię. Mruknął coś cicho i syknął bo nagle poczuł iskrę bólu przechodzącą po jego głowie. Część wspomnień wróciła do niego. Jeżeli nie odsunęła go od siebie, powoli powędrował dłońmi na jej plecy by przytulić ją delikatnie.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Wto Lis 12, 2013 7:56 pm

Nie musiała słuchać, że ją kocha, tylko trochę czułości czasem. Właśnie jakieś przytulenie, złapanie za dłoń... Nie oczekiwała naprawdę nie wiadomo jakich rzeczy nie możliwych zresztą w jego stanie do wykonania. Nadmiernego spoufalania się do tego trzeba było naprawdę sporo czasu. Wiedziała, że nie będzie tak jak w ich najlepszych czasach przed wypadkiem, ale nie sądziła, że będzie aż tak kiepsko jakby nigdy nic. Była kobitą, nieodgadnioną sprawą do każdego mężczyzny. Mogła niby mówić wprost, ale nie chciała skupiać na sobie uwagi, kiedy jego problem był rzeczywiście ważniejszy i większy. No i tak się popierdoliło z lekka.
Nie odpowiedziała mu jeszcze na pytanie, miała zamiar to zrobić jak już tak będzie na to znacznie lepiej przygotowany, aż po części to sobie przyswoi i będzie otwarty na te słowa.
Tymczasem siedzieli oboje na kanapie, Banshee chciała aby się poddał i nie bronił, nie walczył tylko uzewnętrznił prawdziwą naturę. Sądziła jednak, że od razu przejdzie do działa, że wgryzie się w jej szyję i naprawdę łapczywie spije z niej sporo krwi. On jednak zamiast do jej szyi przywarł do jej usta. Była zaskoczona, oczy otworzyła szeroko, a źrenice się rozszerzyły w lekkim niedowierzaniu. Sądziła, że jakakolwiek bliskość między nimi umarła śmiercią naturalną i od dłuższego czasu lulała sobie wiecznym snem sześć stóp pod ziemią. Nie musiała się długo zastanawiać, aby odwzajemnić jego pocałunek. Prawda była taka, że tylko przy nim czuła się naprawdę spełniona. Wkurzała się na niego jak był daleko, robiła głupoty, miała nawet niecne plany, ale miękła za każdym razem kiedy czuła jego bliskość, kiedy zdobywał się na taki gest i dopuszczał ją odrobinę bliżej do siebie. Z trudem powstrzymała łzy, nie rozumiała czemu chciała tak ckliwie zareagować. Była z niej raczej twarda babka, a ostatnio działo się z nią coś dla niej niepojętego. Pewnie za dużo stresów przeżywała. Nie zraniła się w szyję, po prostu i ona poddała się temu uczuciu, dziwnej sytuacji, pozwoliła mu na opuszczenie jej ust, a kiedy jego wargi znalazły się na jej szyi odchyliła głowę w bok, aby miał swobodniejszy dostęp. Ugryzł ją. Właśnie o to chodziło, opierała się plecami o kanapę pozwalając mu wypić tyle krwi ile tylko chciał, nie skupiała się na podtrzymaniu swojego ciała, tylko na myślach, aby dać mu jak najwięcej wspomnień. Chciała aby wiedział o sobie wszystko co tylko ona wiedziała. Chciała mu za wszelką cenę pomóc. Nie wypił wiele, ale ona czuła się strasznie senna, może to przez jego moc, w końcu nie zdawał sobie sprawy z tego, że je ma, nie kontrolował ich jak widać, a może to jeszcze co innego... Oczywiście, że go nie odtrąciła. Położyła nawet na jego ramieniu dłoń. Był w końcu jej ukochanym facetem, bez względu na to jak bardzo komplikowała im życie, a właściwie teraz to sobie. Teraz to ona oparła się o niego, srebrzystą głowę oparła o jego tors. Nie dbała o to, że z rany jeszcze sączyła się odrobina krwi.
-Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam.
Mruczała cicho pod nosem, jeszcze nawet ziewnęła sobie i ukryła twarz w jego ramieniu.
-Jeżeli masz jakieś pytania, chcesz coś jeszcze wiedzieć, śmiało pytaj.
Nie wiedziała ile sobie przypomniał, ile jej wspomnień dotarło do niego, jednak nawet jeżeli choć jedno to i tak wielki sukces.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Wto Lis 12, 2013 9:21 pm

On niestety tego nie rozumiał. Zbyt wiele jednak by wymagać od faceta aby zrozumiał kobietę. On miał kompletny mętlik w głowie, nie rozumiał nawet samego siebie. A myślał o tym wszystkim wiele razy. Wszak miał na to dużo czasu, bo przez jakiś czas całe dnie przesiadywał samotnie w mieszkaniu. Ile można oglądać telewizje? Zajęcie to szybko mu się nudziło a programy lubiły się powtarzać. Wtedy wiec kładł się albo siadał w fotelu i myślał. Myślał o wielu rzeczach, starał się przypomnieć sobie cokolwiek. Ale myślał także do Banshee. Nie uszło jego uwadze to przyciąganie jakie ciągle odczuwał do jej osoby. Przyciągała go niczym niezwykle silny magnez, chociaż w tej chwili właściwie jej nie znał. Nie był jednak pewien co to za uczucie. Dlatego nie posuwał się nawet do przytulania jej. Wiedział że byli parą ale nie wiedział czy są nią nadal. I nie chciał dawać jej nadziei. Wszak nie miał pewności co się stanie, czy będą razem, czy dalej ją kocha. Ale idąc dalej...
Siedzieli na kanapie tuż obok siebie. Bardzo blisko siebie. Jej słodki zapach zdawał się krążyć dookoła niego i pobudzać jego wszelkie zmysły. Czy ona zdawała sobie sprawę z tego, że tak na niego działała? Zapewne tak. Jednak nie spodziewała się raczej, że przyciąga go nie tylko jej krew czy ciało (jak każdego faceta), a po prostu ona sama. W tej chwili był rozdarty. Dziwne uczucie o którym mówiła i któremu miał się poddać... O które chodziło? On odczuwał dwa ,,dziwne" i niezidentyfikowane uczucia. Jedno było rzeczywiście głodem wampirzym a drugie? Sam nie wiedział, nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Jedno wiedział na pewno. Przyciągała go. I mógł to powiedzieć na głos i z całą pewnością, choć nic więcej nie potrafiłby do tego dopowiedzieć... Nie należy zresztą wymagać od niego zbyt wiele.
Skoro zaś kazała mu się temu poddać to poddał się. Okazywało się jednak, że większym od pragnienia jej krwi było pragnienie jej samej. Bardzo się wahał nim ją pocałował. Czy mógł? Czy to w porządku? Czy ją kochał? Czy ona kochała jego? Nie wiedział czy po tym czasie nie miała juz go dość, nie miała dość czekania. Czy ten związek nie był właściwie zakończony nim się obudził ze śpiączki. I najbardziej w tej chwili bał się odtrącenia. Gdyby się odsunęła od niego, on nie wiedziałby co ma zrobić. I niestety zapewne uciekłby z podkulonym ogonem.
Ale Banshee oddała pocałunek. Ku jego uciesze nie odrzuciła go a pozwoliła mu na to wszystko, dołączając do tych drobnych pieszczot także coś od siebie. Czuł jak serce bije mu w przyspieszonym tempie ale nic nie mógł na to poradzić. Z zamkniętymi oczami całował ją po prostu a jego dłonie niepewnie zaczęły wędrówkę po jej plecach. Wsunął palce w jej włosy i wtedy zaczął całować jej żuchwę i szyję by ostatecznie wgryźć się w nią jak na wampira przystało. W tym czasie jego dłoń bezwiednie zaciskała się na jej jasnych kosmykach, które ściskał i ciągnął lekko. Pił jej krew powoli, nie łapczywie, przyjmując każde dane mu przez nią wspomnienie. I o dziwo w większości pojawiało się także jego wspomnienie odpowiadające danej sytuacji. Pomogło mu to. W ten sposób przypominał sobie, nie zyskiwał suche wspomnienia innej osoby, jak to Banshee planowała. Jednak nie była świadoma tego, że do jego umysłu dotarły także wspomnienia, których mu nie pokazywała...
Odsunął się i przez chwile musiał tkwić w bezruchu. Wiedział już kim jest, przypomniał to sobie więc nie był w szoku. Nie miał także wyrzutów sumienia po tym, że ją ugryzł. To było konieczne i służyło dobru ich obojga. Musiał tylko chwile odczekać bowiem wiele wspomnień uderzyło w niego na raz, powodując nieprzyjemny ból głowy. Pozwolił jej się przytulić, obejmując ją i nieco mocniej przyciskając do siebie. Ucałował czubek jej głowy i tkwił tak w bezruchu, wdychając jej zapach i słuchając bicia serca. Palcem wytarł tylko resztki krwi sączące się z ran i zlizał je.
- Jesteś śpiąca? - to było pytanie, które postanowił zadać. Choć początkowo z jego ust miały paść zupełnie inne słowa, Isek był Iskiem i miał jak zawsze dobre serce. Najpierw wolał pomartwić się o nią. Jeżeli była zmęczona, oczywiscie zamierzał dać jej odpocząć. A może to jego wina i on za dużo wypił jej krwi? Nie był pewien.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Wto Lis 12, 2013 10:55 pm

Tak więc wampirzyca nie mówiła nic w tym temacie. Sama nie wiedziała jak to z nimi jest i jak się do tego ustosunkować. To, że kiedyś byli razem, nijak miało się do tego co jest teraz. I żeby nie tkwić jak odrzucony kołek obok niego zostawiała go samego coraz częściej. Za dnia spała u siebie, a nocami wychodziła na kieliszek wina to tu, to tam. Czasem sama, czasem w towarzystwie. Oddalała się, nie chciała się zastanawiać jak wybrnąć z tej sytuacji, miała nadzieję, że jakoś wyjdzie to samo z siebie. Jednak nic nie było takie proste i tak się wcale nie dało. Była w kropce.
Sytuacja jaka się między nimi zrodziła wcale nie pomogła kobiecie. Wręcz przeciwnie, zaczynała mieć mętlik w głowie, chaos ogarniało ją wiele różnych dziwnych uczuć, myśli...
Może kiedy Isao nieco ogarnie swoje wspomnienia przyjdzie czas aby coś postanowić, coś konkretnego. Bo ile można tkwić w takim zawieszeniu.
Dobrze, że każde jej wspomnienie obudziło jego wersję i widział to również swoimi oczami, że niebyły to suche obrazy przekazane przez nią, w końcu oboje pewne sytuacje widzieli i czuli inaczej. Nie wszystko się da ukryć, nie wszystko można zablokować. Do tego mógł przypomnieć sobie nieco więcej niż ona pozwoliła mu zobaczyć.
-Nie przejmuj się zaraz mi przejdzie. To tylko chwilowe osłabienie.
Uśmiechnęła się nieznacznie, w sumie i tak nie mógł tego zobaczyć gdyż wtulała w niego swoją twarz. Nie trwało to jednak długo. Odsunęła się w końcu od niego, powoli i dość niechętnie. Wyprostowała się i zarzuciła włosy na ramię zakrywając szyję. Zerknęła w jego stronę.
-A jak z Tobą? Przypomniałeś sobie coś?
Wiedziała, że tak, jednak chciała to usłyszeć od niego. Chciała mieć pewność, że choć trochę pusta się wypełniła. Nie czekając na odpowiedz chwiejnie wstała z kanapy, a swoje kroki skierowała w stronę kuchni.
-Wybacz mi na chwilę, muszę się czegoś napić.
Łatwo można było się domyślić, że chodzi tu o krew, a nie chciała dobierać się do jego szyi, uważała, że nie jest na to gotowy aby ktoś go gryzł. Dotarła w końcu do kuchni i spod blatu z miejsca przygotowanego na butelki z winem wyciągnęła właśnie jedną złudnie przypominającą taką. Jej zawartość skrywała jednak nic innego jak krew. Z szafki wyciągnęła kieliszek do wina i wcześniej wstrząsając butelkę aby szkarłat się wymieszał odkorkowała ją i nieco posoki przelała do pękatego szkła. Otworzyła lodówkę i wyjęła z niej... właśnie tak, czerwone wino, które szybko połączyło się z życiodajną substancją. Nim uchyliła pierwszego łyka specyficznego wampirzego drinku spojrzała w stronę Isa.
-Pomyślałam, że może warto byłoby zapytać się Spada czy może podzieliłby się z Tobą wspomnieniami w których uczestniczysz. W końcu dzielił z Tobą przez długi czas scenę i nie tylko z resztą o czym pewnie Ci opowiadał.
Po tym spojrzała na czerwoną substancję i zawahała się, nie powinna tego pić, zwłaszcza, że na sumieniu miała już dziś kieliszek wina. Specyfik wylądował w zlewie, a jego miejsce zajęła tym razem czysta krew. Z czystym sumieniem mogła teraz napić się, musiała zregenerować siły.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Sro Lis 13, 2013 12:18 am

Jemu również to nie pomogło. W chwili gdy odsunął się od niej a nawet gdy jeszcze całował jej słodkie usta, zastanawiał się dlaczego to zrobił. Gubił się w tym wszystkim, nie umiał jasno i pewnie określić swoich uczuć. Nie wiedział czy ją kocha, nie umiał odpowiedzieć na pytanie dotyczące tego pocałunku i przyczyn tego, że miał on w ogóle miejsce. Przez chwile nawet poczuł wyrzuty sumienia, że to zrobił. Poczuł, że nie powinien, że pewnie i jej namącił w głowie. Jednak teraz było na to już za późno. Zresztą nie miał czasu na rozmyślanie o tym w tej chwili. Musiał skupić się na wspomnieniach, które uderzyły w niego nagle i z wielką siłą. Potem porozmawiają o tym wszystkim.
Póki co trzymał ją w ramionach. Wcześniej w jego oczach była silną, zdecydowaną i niezależną kobietą o mocy przenoszącej góry i lodowce. Teraz, gdy tak przytulała się do niego byłą jak motyl wtulający się w płatki kwiatu lub kwiat, który trzyma chronić. Czuł jak jego serce bije w przyspieszonym tempie i nic nie mógł na to poradzić, choć zdawał sobie sprawę z tego, że ona wszystko to dokładnie słyszy. Cóż miał zrobić? Pozostawało mu tylko trzymać ją mocno i chronić dopóki kryje się w jego ramionach. Nie było to z jego strony wielkie poświęcenie a raczej robił to z przyjemnością.
- Wybacz, to przeze mnie. - przeprosił ją grzecznie, nie wypuszczając jej i pozwalając aby dalej się do niego przytulała. Rozumiał, że potrzebuje tego. Długo na to czekała, oczekując aż się obudzi i wreszcie odzyska pamięć. Zasługiwała na to. Choć niestety była to kwestia podlegająca kontrowersjom i sporom. Bo wszyscy wiemy, że panna Banshee swoje za uszami miała...
Kiedy zachciała się odsunąć, oczywiście pozwolił jej na to. Nieprzerwanie patrzył na nią swymi szarymi oczami, w których odbijała się jej sylwetka, jej włosy, oczy, ciało, każdy gest. Przez chwile patrzył na nią zauroczony i stęskniony. Szybko jednak otrząsnął się. Z tego stanu bowiem wyrwały go słowa białowłosej i jej pytania. Pokiwał głową w odpowiedzi:
- Tak, całkiem sporo, dziękuję. - powiedział, po czym posłał jej szczery uśmiech wdzięczności. Zaraz, odruchowo uniósł dłoń i zaczął mierzwić swoje włosy z tyłu głowy, szczerząc się przy tym lekko, ale jak zwykle głupkowato. - To mi przypomina, że chyba wypadałoby dać jakieś oznaki życia mamie.
Rzeczywiście jego rodzicielka musiała się mocno zamartwiać. Nie wiedziała co się dzieje z synem. Juri nigdy nie lubiła oglądać wiadomości i czytać gazet, nawet jesli ich głównym tematem często bywał Isao i jego zespół. Być może nic nie wiedziała o wypadku ale zamartwiała się o syna, który tak długo nie dawał żadnych oznak życia. Nie czas jednak było się nad tym zastanawiać. Isao myślał o czymś innym, analizował każde z nabytych wspomnień. Nie tylko przypomniały mu się sytuacje, które przedstawiła mu Banshee. Przypomniało mu się także kilka rzeczy, których przypomnieć mu nie mogła bo o nich nie wiedziała. Widział jakieś urywki z dzieciństwa, z czasów gdy był z Madeline. Jednak sporo dziur w jego głowie czekało na załatanie.
I tak sobie dumał gdy wyszła a także gdy wróciła a razem z nią pojawił się zapach krwi. Był nasycony, nie potrzebował już krwi. Nie oponował też przed tym by ona ją piła. To nie tak, że nie pamiętał swoich zasad. W taki drobny sposób chciał jej po prostu wynagrodzić to, że tak długo musiała na niego czekać i żyć w niepewności.
- Nie ma potrzeby. Skoro tyle sobie przypomniałem, sądzę, że reszta wróci do mnie sama. Poza tym nie chce go gryźć. - wyjaśnił jej, nie odrywając od niej wzroku. Patrzył się jak wróciła z nową szklanką, z której zapach nie mieszał się już z wonią alkoholu. On powoli wstał, po czym podszedł do niej. Chwilę, w milczeniu patrzył na nią z góry by w końcu schylić się i znów krótko ucałować jej usta. Najpierw krótko, potem dłużej całował ją, jeżeli mu na to pozwalała. Jednocześnie wplatał palce w jej włosy i bawił się nimi.
- Dziękuję. Dziękuję, że czekałaś na mnie i że ze mną byłaś, że mi pomagałaś. - mówił, znów całując jej brodę, żuchwę i szyję. Na niej skupił się dłużej, skubiąc ją zaczepnie ustami. - Za to wszystko będę ci co tydzień przysyłał kwiaty. - dodał po czym przez dłuższy czas zajmował się jej szyją, krążąc po niej od linii obojczyka do ucha. W pewnym momencie jednak zatrzymał się i zabrał dłoń z jej włosów. - Ale to już koniec, Banshee. Nie zniosę bycia z kimś kto mnie zdradza. - powiedział to, po czym po raz ostatni musnął jej skórę. Wyprostował się i spojrzał na nią wzrokiem zdecydowanym i nieugiętym. Zdradzała go przed wypadkiem, po wypadku i nawet teraz. Przypomniało mu się to, dotarł także do tej małej części jej wspomnień związanych z Vincentem. Skoro tak ją ciągnęło do dawnego partnera to mogła do niego wrócić. Może chociaż jego nie będzie zdradzać... Zrobił krok w tył. Zamierzał wycofać się, iść stąd, pomóc spakować jej rzeczy i wykreślić ją ze swojego serca, choć to wcale nie było takie proste.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Sro Lis 13, 2013 2:15 pm

Namieszało jeszcze bardziej. Bo przecież nie to mieli robić, nie mieli się całować i robić sobie jakieś nadzieję, choć ta zawsze umiera ostatnia. Tak też pewnie będzie w tym przypadku, choć u Ban ona ledwo co dychała, a u Isa, tu już dawno po pogrzebie.
Dała się ponieść tej chwilowej słabości, możliwe, że to sentyment, połączony z lekkim zmęczeniem nie pozwalał jej się od razu od niego odkleić. W końcu podźwignęła się na obie nogi. Wiedziała, że kiedy tylko wypuścił ją z ramion coś się skończyło.
-Nie przejmuj się tym, to błahostka. Położę się niedługo i odeśpię to.
Och jakby chciała się już nie obudzić, byłoby to proste rozwiązanie. Kiedyś może i przenosiła góry, teraz nie miała na to ani ochoty, ani siły. Męczące było bycie silną i niezależną kobietą, a teraz trzeba będzie się jeszcze raz za to zabrać. Teraz nie robiła tego tylko dla siebie...
Na kolejne słowa nie odpowiedziała już nic, kiwnęła jedynie nieznacznie głową. I ona musi się z matką spotkać, ale jak jej rodzicielka o pewnych sprawach się dowie to jej chyba łeb ukręci. I nie wcale nie mam na myśli Gabriela. To pikuś.
Pierwszy koktajl zakrapiany procentami wylądował w zlewie, nie umiała się odzwyczaić od pewnych rzeczy i przez to marnowała niekiedy swoje posiłki. Miło naprawdę, że nie zabronił się jej napić krwi, po tym jak sam z niej popijał.
-Tak tylko zaproponowałam.
Wzruszyła ramionami, jego sprawa, na tym etapie ich drogi częściowo się rozchodzą. Banshee nie będzie musiała ingerować w jego życia, a on w jej. Będzie sobie radził na tabletkach krwi jak chce. Nie zdążyła nawet się napić kiedy ten wstał i zaczął znów ją całować, pozwoliła mu na to, ale nie odwzajemniła, wiedziała do czego to wszystko prowadzi. Nie rozumiała tylko czemu przy tym wszystkim wciąż dawał jakiś cień nadziei. Chciał żeby zabolało? Udało się.
-Każdy na moim miejscu by Ci pomógł.
Nie skomentowała czekania na niego, sama nie wiedziała jak z tym było. Kiedy całował ją tak, pieścił jej skórę ona nie reagowała, pozwalała mu na to wszystko ale nie nie robiła, była jak kamienny posąg. Wsłuchała wszystkie go ma do powiedzenia. Przymknęła oczy i zmarszczyła brwi, starała się uspokoić, nie chciała aby emocje wzięły nad nią górę. Cudem powstrzymała łzy, które cisnęły się jej do oczu, mimo wszystko było to dość smutne, a sama zrobiła się strasznie ckliwa. Po chwili dopiero, po głębszym wdechu otworzyła oczy.
-Kończysz coś czego już dawno nie ma.
Odsunęła się od niego, zrobiła kilka kroków w tył. Nie pozwoliła na ostatni pocałunek. Miast tego przysunęła szklankę z krwią do ust i wypiła łapczywie całą jej zawartość. Odwróciła się do niego tyłem i powędrowała do kuchni, a do zlewu odstawiła pustą szklankę, aby po chwili oprzeć się jedną dłonią o blat. Inaczej jest mieć to w głowie, a inaczej usłyszeć.
-Pocałunek... ale masz rację. Nie powinno mieć to miejsca.
Ciekawe czy jak on by zareagował jakby nagle w jego życiu pojawiła się Mad, o tak porostu z niezapowiedzianą wizytą wpadłaby w odwiedziny. Banshee chciał z początku oberwać ze skóry Vincenta, za dużo jednak miała wspomnień z nim zresztą nie ważne. W obecnej sytuacji pójście nawet do niego jest nie możliwe. Nie będzie go obarczać problemem, który jeszcze nie dawno był jej małym szczęściem. Chciała się z nim spotkać bo miała naprawdę wielki do niego sentyment.
Zresztą Isao nawet nie zauważył, że sukcesywnie znikały z jego mieszkania rzeczy wampirzycy. Może wszystko co tam zostało zmieściłoby się w jednym pudle. Nie patrzyła na niego, podeszła do fotela, w kieszeni płaszcza miała klucze od mieszkania Takeia. Ścisnęła je w dłoni, a w końcu zbliżyła się do blondyna. Wyciągnęła w jego stronę dłoń z jego własnością.
-Kwiaty sobie daruj, serio.
Wzruszyła ramionami, drżała, teraz nie wiedziała czy sobie poradzi.
-Zanim pójdziesz muszę Ci jeszcze coś powiedzieć.
Głęboki wdech i wydech, podniosła głowę nieco wyżej.
-Miałam powiedzieć Ci jak wybudziłeś się ze śpiączki. Jednak tamta chwila okazała się niezbyt dobra, w sumie ta też nie jest, ale lepszej już nie będzie.
Zaśmiała się nieco panicznie po czym palcami zebrała z kącika oka łzy, nie chciała aby je widział.
-Nie oczekuje od Ciebie niczego naprawdę , nie musisz się o to obawiać, nie mam zamiaru też niczego wymuszać, chce po prostu żebyś wiedział... jestem z Tobą w ciąży.
No i w końcu wypaliła. Nie chciała aby przez tę wiadomość zmieniał zdanie co do ich rozstania. Tak postanowił więc niech i tak będzie, ale miał prawo wiedzieć, nie miała zamiaru kiedyś w przyszłości słuchać oskarżeń, że mu nie powiedziała, że ukrywała to przed nim. Tak i było to jego dziecko, bo nie spała z żadnym innym facetem. A jako para przed wypadkiem uprawiali seks, to normalne i oczywiste, nie planowała tego stało się i już. Jeszcze nie było widać u niej oznak, no może się odrobinę zaokrągliła, ale kto by tam to zauważył? W każdym razie to kwestia najbliższych tygodni, kiedy urośnie jej brzuch i będzie mogła zaliczyć się do grona tych szczęśliwych i pękatych kobitek. Już normalnie skacze z radości.
-Teraz możesz już sobie iść. Paaa.
Rzuciła na sam koniec i usiadła na kanapie wlepiając spojrzenie w nogi Isa, gdziekolwiek byle nie na jego twarz, bo się już całkiem kobieta rozklei, a nie o to tu przecież chodzi. Miała być silna i góry przenosić.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Sro Lis 13, 2013 7:54 pm

- Skoro tak twierdzisz... - mruknął cicho, odchodząc już od tego tematu. Skoro twierdziła, że nic jej nie jest a właściwie zaraz jej przejdzie bo pójdzie to odespać, to nie zamierzał się kłócić. Znała siebie i swój organizm najlepiej, lepiej więc wiedziała co się dzieje i co dla niej dobre. Przejdźmy raczej do dalszej części naszej jakże ciekawej fabuły...
- Być może ale pomogłaś mi akurat Ty i za to chcę Ci podziękować. - odpowiedział na jej słowa, ostatecznie stawiając na swoim. Potem zaś zajął się nią odpowiednio, choć od początku miał zamiar powiedzieć to, co powiedział na końcu. Całował ją jednak powoli i pieszczotliwie, następnie całował jej żuchwę i szyję. To nie tak, że zamierzał jej zrobić nadzieję. Nie był tego typu osobą, nie robił tego aby ją zranić. Jednak nie umiał tego ciągnąć. Skoro już o wszystkim wiedział i wszystko pamiętał, nie umiał żyć ze świadomością, że jego ukochana dziewczyna ciągle zdradza go z innymi facetami. On nie zrobiłby jej tego nie chcąc jej zranić więc czemu ona robiła to jemu? Jednak kochał ją. Kochał ją nadal a te pocałunki miały być pożegnaniem. Żegnał się z jej słodkimi ustami z piękną szyją oraz gładką skórą ją pokrywającą. To był ten ostatni raz, te ostatnie pocałunki, których jego ciało pragnęło od dawna, choć on sam nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie umiał jej wybaczyć...
- Być może... - odpowiedział cicho na jej słowa i również odsunął się o krok. Tym samym odległość między nimi jeszcze bardziej zwiększyła się. Zupełnie jak odległość w tym bardziej symbolicznym znaczeniu, bo jako para już dawno oddalili się od siebie. Isao patrzył na nią, choć sam nie wiedział czemu tu jeszcze stał. Powinien podziękować jej jeszcze raz za pomoc i odejść. Zniknąć z jej życia i spróbować wykreślić ją ze swojego serca, schować to uczucie gdzieś na jego dno. Jednak to nie było łatwe i właśnie ten trud trzymał go ciągle w miejscu i nie pozwolił mu się ruszyć. Dlatego właśnie szare tęczówki zamiast zniknąć z pola widzenia Banshee, ciągle wpatrywały się w nią. Mówiła o pocałunkach, które nie powinny mieć miejsca. Ona mówiła, że nie powinny? A co miał powiedzieć on, kiedy to ona była mu niewierna? Nie odezwał się jednak a stał w milczeniu, mając pustkę w głowie. Co by zrobił gdyby stanęła przed nim Madeline? Zapewne on nie umiałby z nią rozmawiać, ciągle pamiętając o tym co ich łączyło. Ale był twardy i z pewnością nie dałby się sprowokować, nie zrobiłby nic co Ban mogłaby nazwać zdradą. W związkach był wierny jak pies bez względu na to co się działo.
Ostatecznie białowłosa stwierdziła jedynie, że blondyn może sobie odpuścić kwiaty. On bez słowa pokiwał głową i powoli odwrócił się. W tej chwili zamierzał odejść, wyjść z mieszkania i prawdopodobnie więcej tu nie wracać, chyba, że dziewczyna potrzebowałaby pomocy w przenoszeniu swoich rzeczy. Jednak po przejściu paru kroków, zatrzymały go jej słowa. Zatrzymał się, odwrócił i posłał jej pytająco spojrzenie. Patrzył na nią i słuchał jej słów a w miarę im więcej mówiła, tym mniej mu się to podobało. Zaczynał mieć mocne obawy w związku z tym co usłyszy, zewsząd napłynęły do niego złe przeczucia. Ale stał tak, słuchając jej i czując jak z tego wszystkiego jego serce przyspieszyło nieco tępo. Jednak to było nic. Gdy usłyszał o ciąży, te omal nie wyskoczyło z jego piersi. Oczy wokalisty zaś zrobiły się wielkie, wręcz ogromne a on sam całkowicie zamarł. Początkowo w jego głowie pojawiła się pustka ale zaraz jego umysł zaczął pracować na najwyższych obrotach, zaś on sam był całkowicie roztrojoną mieszaniną wielu emocji. Jeśli to byłoby możliwe, zapewne zbladłby jeszcze bardziej. Aż zaczął drżeć, parę razy też otwierał usta ale nie mógł wydobyć z siebie żadnego słowa a czasem zaś dźwięki będące słów początkiem ale niczym więcej.
- C-co? - wydukał nagle, patrząc na nią przez caluteńki czas bez jakiegokolwiek mrugnięcia. Jako wampirzyca z pewnością mogła usłyszeć jak wali jego serce. - Możesz powtórzyć? - spytał słabo, walcząc z emocjami, które szalały w nim niczym najgroźniejszy tajfun. Niedowierzanie, zagubienie, szok. Przede wszystkim niedowierzanie, które wkrótce przemieniło się w złość a właściwie wściekłość. Nie mógł tego pojąć.
- Żartujesz sobie? Jeśli tak to to nie jest wcale śmieszne. A jeśli w ten sposób zamierzałaś mnie zatrzymać to tym bardziej był to beznadziejny pomysł. - warknął na nią nerwowo, nieco zbyt głośno podnosząc głos, który drżał mu teraz niczym poruszona struna. - Przecież to nie możliwe! Zabezpieczaliśmy się, potem brałaś tabletki a przynajmniej mówiłaś że bierzesz! Poza tym to było tak dawno! - mówił to wszystko niemal jednym tchem. Był niesamowicie zdenerwowany. I dziwi mu się ktoś?
- Poza tym... - walnął bokiem pięści o ścianę. - Poza tym nawet jeśli jesteś na prawdę w ciąży to skąd mogę mieć pewność, że to na pewno moje dziecko. Nawet z Twoich wspomnień nie mogę wyczytać wszystkiego. Skąd mam pewność, że nie zdradziłaś mnie z kimś jeszcze, że z kimś nie spałaś? Ja tego nie potrafię pojąć ale dla Ciebie to najwyraźniej nie był żaden problem skoro zdradziłaś mnie kilka razy w tym nie długim związku.
Był kłębkiem nerwów, drżał on, drżał jego głos, drżało jego serce. W tej chwili modlił się o to aby to był jakiś żart albo koszmar, z którego sie obudzi.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Sro Lis 13, 2013 11:41 pm

Postawił na swoim już nie wdawała się w dyskusje, ani o tym co dla niej dobre, o tym, że każdy by tak zrobił, o kwiatach i pocałunkach. Nie to było teraz ważne. Zagryzła nerwowo wargę karcąc się w myślach, że jednak mogła milczeć, zaszyć się na ten czas albo tu w apartamencie i załatwiać wszelkie sprawy za pośrednictwem sługi czy kogoś innego, albo nawet wyjechać. Wróciłaby kiedy byłoby po wszystkim, a może nawet przeniosłaby się gdzieś aby nie wpaść na Isao. Obeszłoby się bez scen. A nawet jeśli kiedyś by na siebie wpadli wystarczyłoby zręczne kłamstwo odnoście kim jest małe wampirzątko. Chciała jednak postąpić dobrze i być szczera uświadomić go, bo może chciałby wiedzieć, że gdzieś po świecie będzie chodzić jego dziecko. Może chciałby mieć wkład w wychowanie. Ta dobroć która się w niej czasem odzywała była zgubna. Panno Fumikano proszę się opamiętać w tej chwili!
Gdyby nie wypaliła tych szczerych słów Isao już by był za drzwiami a ona mogłaby porzucać talerzami i pokrzyczeć na Wisa wiernego sługę, który o dziwo znosił jej kaprysy i to, że czasem odreagowywała na nim swoją złość. Łatwiej też byłoby jakby Takei przyjął to do wiadomości i wyszedł. W końcu powiedziała, że nic od niego nie chce i nie ma żadnych oczekiwań.
-To co słyszałeś.
Odpowiedziała mu nawet dość spokojnie. Po czym jej kocie oczy powędrowały w górę, na twarz byłego faceta.
-Jestem w ciąży, mogę tak powtarzać bez końca, chcesz?
Była całkiem spokojna do czasu aż blondyn nie zaczął wylewać z siebie tego całego potoku okrutnych słów. Słuchała tego przez chwilę w milczeniu, wzbierała w niej złość, a tak bardzo powinna unikać stresujących sytuacji. Wstała i podeszła do niego, nie za blisko oczywiście, bezpieczna odległość była w tej sytuacji wskazana. Nie była pewna do czego jest zdolny wampir przed nią.
-Do cholery, wyglądam jakbym żartowała? No pewnie, bardzo śmieszne!
Warknęła w jego stronę, nie był to żart i w tej sytuacji nie podobało się to jej pewnie jeszcze bardziej niż jemu.
-I wypraszam sobie, ale nie jestem taka aby łapać kogokolwiek na dziecko! Powiedziałam, że nic od Ciebie nie chcę. Uznałam, że powinieneś wiedzieć i tyle! A co z tą wiedzą zrobisz to tylko i wyłącznie Twoja sprawa.
Uniosła dłonie zaciśnięte w pięści tak jakby chciała go uderzyć, ale po chwili opadły one wzdłuż jej ciała w bezradnym geście.
-Nie wszystko działa na sto procent, to taka bardzo ważna rzecz do Twojej wiadomości. I wcale nie było to tak dawno temu, niecałe cztery miesiące.
Jego kolejne słowa już totalnie ją dobiły i wytrąciły z równowagi, teraz nie wiedziała czy ma jebnąć jego czy siebie otwartą dłonią w środek czoła.
-O to teraz przegiąłeś... To, że czasem zdarzyło mi się pomyśleć o byłym, który nagle pojawił się w mieście i, że mam do niego jakiś sentyment to nie znaczy, że chce z nim być, że go kocham, a przede wszystkim, że z nim spałam!
Fuknęła na niego, owszem czasem za bardzo wracała myślami do Vincenta, zwłaszcza gdy związek z Isem się walił, a później kiedy była całkiem sama po jego wypadku. Nie jej wina, że przypomniał jej o sobie w tak nagły i zaskakujący sposób.
-Nie spałam z nim, ani z żadnym innym mężczyzną prócz Ciebie. Już nie rób ze mnie takiej, okej?
Łzy, które tak długo powstrzymywała łamały jej głos, piekąc goryczą w gardło i szczypiąc w oczy, które tak bardzo domagały się ich pojawienia. I w końcu pękła, w porę zdążyła się odwrócić do niego plecami.
-Żałuje, że Ci powiedziałam.
Szepnęła, nie było jej stać na wydanie z siebie żadnego głośniejszego i mocniejszego dźwięku. Powoli szła w kierunku jakiegoś najbliższego mebla, aby się oprzeć, była jeszcze osłabiona pod podzieleniu się z nim swoją krwią. Zaledwie jedna szklaneczka posoki jaką wypiła, w jej odmiennym stanie to było za mało. Dotarła do fotela i oparła się o niego, chwytając się go jak ostatniej deski ratunku.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Czw Lis 14, 2013 5:44 pm

Sam nie wiedział czemu te słowa właściwie wydobyły się z jego gardła. Po co kazał jej powtarzać skoro dokładnie słyszał to co mu powiedziała. Była w ciąży. Słyszał jednak nadal informacja ta do niego nie dotarła. Nie mógł uwierzyć. Niedowierzanie i szok ciągle kołowały się po jego umyśle, powodując tam niemały mętlik. Serce zaś, miał wrażenie, omal nie wyskakiwało mu z piersi przy każdym stuknięciu, które teraz zapewne i Banshee mogła usłyszeć. Był niesamowicie zestresowany i zdenerwowany ową sytuacją. W ogóle nie wiedział jak ma zareagować, co mówić, co robić. Na jej pytanie nie odpowiedział. Nie mógł znów wykrztusić z siebie ani słowa, poza tym uznał je za retoryczne. Czuł jak emocje kotłują się po całym jego ciele, zaczynając od umysłu. Burza, szalała w nim teraz istna burza. Przy tym wszystkim nie odrywał od niej wzroku, szarymi tęczówkami nieustannie lustrując jej osobę. Nie żartowała. Mówiła poważnie. Wiedział to, widział po jej minie, jej twarzy. Odruchowo spojrzał niżej, przyglądając się jej brzuchowi. Te zdawało się mieć normalny kształt, aczkolwiek nie mógł mieć pewności bowiem przekrywało go ubranie. Po tym krótkim badaniu zaś przeniósł wzrok znów na jej twarz. Cholera, mówiła całkiem poważnie! Mimo to nadal nie mógł uwierzyć. Ta informacja w ogóle do niego nie docierała, a jedynie wytrącała go z równowagi, mieszając się z szalejącą w nim teraz burzą emocji.
Nie powiedział nic kiedy to ona zdenerwowała się jego słowami i stała nieopodal, mówiąc podniesionym tonem. Nie zareagował nawet kiedy podniosłą pięści jakby chciała go uderzyć. A niech go uderzy, przyda mu się to. Może ochłonie i przy okazji wróci na ziemię. Białowłosa bowiem rzeczywiście już na samym początku podkreśliła, że niczego od niego nie oczekuje. Powinna znać go jednak na tyle dobrze aby wiedzieć, że jeżeli dziecko na pewno było jego to nie zostawi jej. Sam Isao stał niczym zamurowany gdy mówiła, walcząc ze sobą i gniewem w nim wzbierającym. Miał wrażenie, że to jeden wielki koszmar.
- Nie mówię o spotkaniach z byłym. W Twoich wspomnieniach widziałem pocałunki i inne pieszczoty ze sługą, zdaje się bratem i jeszcze kilkoma mężczyznami. Skąd mam mieć pewność, że tylko na tym się skończyło? Postaw się na moim miejscu i wyobraź sobie, że to ja chodzę do innych kobiet, całuje je i nie wiadomo co z nimi robię. Nie czułabyś się zdradzona? Nie straciłabyś do mnie zaufania?! - warknął znów, patrząc na nią z wściekłością w oczach. Może powiedział za dużo ale ponosiło go. Był bardzo zdenerwowany, nie umiał ze spokojem poradzić sobie z całą tą sytuacją. To wszystko wręcz nie mieściło mu się w głowie. Aż trząsł się cały ze złości. Dopiero w momencie gdy Banshee odwróciła się i łamiącym głosem powiedziała, że żałuje iż mu powiedziała, ocknął się nieco. Zabolało go serce i dopadły go wyrzuty sumienia. Czuł jak ogarnia go czarna rozpacz i bezsilność. Dalej nie umiał sobie z tym wszystkim poradzić. Obserwował jak kobieta powoli idzie do fotela i siada przy nim słabo. Warknął jakieś przekleństwo pod nosem i oparł się plecami o ścianę, lekko pochylając się do przodu. Skulił się nieco i zakrył twarz rękami, oddychając głęboko i starając się uspokoić.
Dopiero po chwili odszedł od ściany i swoje kroki skierował w stronę Banshee. Stanął nad nią i chwile patrzył na nią w milczeniu. Doprowadził ją do płaczu... Ją, tak silną i niezależną kobietę. Czy mogła kłamać skoro teraz tak się załamywała? Nie i powoli to do niego docierało.
- Czy Ty kogokolwiek kochałaś? Mnie, byłego czy któregokolwiek z mężczyzn, których tak ciągle kusisz? Czy od początku bawiłaś się i bawisz nami wszystkimi? - spytał spokojnym, ale łamiącym się głosem. Nie patrzył teraz na nią, a odwrócił się w bok. Nie chciał aby kobieta dostrzegła jego szklące się oczy. Był facetem, powinien być twardy. A nie był...
- Co ja Ci takiego zrobiłem? Nie byłaś ze mną szczęśliwa, czegoś Ci brakowało? Jeżeli tak to dlaczego mi nie powiedziałaś tego wprost? Nie potrafię pojąć tego, że jeżeli mnie kochałaś to pozwalałaś całować się i dotykać innym mężczyznom, nie potrafię. - mówił powoli i tak cicho, że kobieta mogła mieć problemy z dosłyszeniem jego głosu. Powoli podszedł do okna i stanął przy nim. Było późno więc widział w nim jedynie własne odbicie.
- Zamierzasz urodzić to dziecko?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Czw Lis 14, 2013 6:42 pm

Żałowała, miałaby przynajmniej chwilę spokoju, czas na regenerację, wypłakanie się co w jej przypadku było rzadko spotykane i na rozmyślanie o tym co dalej. Może by mu później powiedziała, a może nie. Nie ma co gdybać, już go o tym poinformowała i teraz musiała się zmierzyć z tym, choć naprawdę nie miała na to ochoty, ani siły. Była doszczętnie wyprana z jakiejkolwiek energii, a jeszcze nie tak dawno miała jej aż za dużo. Teraz wszystko zabierało jej małe wampirzątko rosnące pod jej sercem. I pewnie dobrze by to przyjmowała, a nawet doceniała gdyby sytuacja w jakiej się znajduje była bardziej... normalna. No, ale sama sobie piwa naważyła. Teraz musiała je wypić.
-To widzę, że sobie naprawdę ładnie dopowiadasz. Sługę jadłam, w dość niekonwencjonalny sposób, jednak wszystko kręciło się wokół spijania krwi. Nie mogę polować to przynajmniej poszłam do kogoś kto mi ją oddaje.
Nie miała siły warczeć, krzyczeć, ani się dłużej wkurzać i denerwować.
-Gabriel, owszem pocałowałam się z nim. I na tym kończy się lista mężczyzn z którymi rzekomo Cię zdradziłam. Nie wiem co bym czuła na Twoim miejscu. Jak kiedyś będę to Ci powiem.
Dalej się jej trzyma ten kąśliwy charakter, tego to się nigdy kobita nie wyzbędzie.
-Nie każe Ci mi ufać. Zrobisz test na ojcostwo jak będziesz chciał i się przekonasz, że jest Twoje.
Dodała już nieco ciszej, nadszarpnęła zaufania i to nieźle, dobra zrównała zaufanie z ziemią jak buldożer, który burzy długo stawiany dom. Wiedziała o tym, ale po takim czasie kiedy Iso nie był Isem, przestała oczekiwać czegokolwiek. Kochała go, jakby się, na tym zastanowić nie ważne czy dłużej czy krócej to tylko jego kochała z tych wszystkich mężczyzn z którymi była. Zapanowała między nimi chwila milczenia, wydawała się wiecznością, w ciszy było słychać tylko oddech i bicie serc, nie tylko blondynowi łomotało ono jak szalone. Nie ruszyła się i nie podniosła twarzy kiedy stanął nad nią, przesunęła po policzku zbierając łzy, które zdążyły już po nim popłynąć. Była w totalnej rozsypce, rozdarta, potłuczona, kompletnie nie ogarnięta. Zazwyczaj wiedziała jak ma wyjść z sytuacji, jak sobie poradzić, co zrobić aby nie wyjść na zranioną, a jeszcze bardziej komuś dokopać. Teraz nie wiedziała nic.
-Ciebie i tylko Ciebie, miłość jest dla mnie dość świeżym uczuciem. Poznałam je dopiero przy Tobie, ale ale umiem się chyba w nim jeszcze tak do końca odnaleźć, dlatego robię tyle głupot.
Mówiła cicho, za bardzo piekło ją w gardle, do tego była całkiem szczera i obnażała swoje uczucia i myśli. Rzeczywiście musiała nieco wytężyć słuch aby dosłyszeć jego słowa, ale chyba wszystko zrozumiała.
-To nie w Tobie tkwi problem, a we mnie. Nie umiałam docenić tego co miałam. Przepraszam, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
Nie myślała zbyt wiele w tamtych momentach, oddawała się chwili, co było w rzeczywistości większym błędem niż sądziła.
Wzrok skierowała w tafle okna, w którym odbijała się sylwetka muzyka.
-Oczywiście, cieszyłam się... dalej się cieszę, że będę je mieć.
Zacisnęła pięść w swojej żałosnej bezsilności.
-Chyba nie myślisz, że mogłabym się go pozbyć w jakikolwiek sposób.
Była czasem zbyt okrutna, ale nie mogłaby zabić albo oddać dziecka w którym płynęła jej krew, w ogóle dzieci miały swoją inną kategorie z wieloma przywilejami.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Czw Lis 14, 2013 7:17 pm

To nie był czas na żałowanie tego, co się zrobiło. Teraz Banshee nie mogła cofnąć czasu, zmienić decyzji i nie mówić mu. Isao już wiedział, dowiedział się właśnie od niej, choć wcale nie mógł w to uwierzyć. Nie ufał jej i sama była sobie winna. Ta informacja po prostu do niego nie docierała. Nie mógł w nią uwierzyć, więc w jego głowie pojawiały się najróżniejsze scenariusze począwszy od kłamstwa, na zdradzie kończąc. Buzowały w nim emocje. Wręcz gotowało się w nim co zresztą było wyraźnie widoczne i słyszalne w jego podniesionym, drżącym głosie i gwałtownym, głośnym biciu serca, którego dźwięk mieszał się z biciem serca Ban.
Na pierwsze słowa Banshee nie odpowiedział nic. Nie wierzył jej. Nie był pewien co dokładnie widział i z kim białowłosa "dawała się ponieść chwili" jednak faktem było, że po prostu jej nie ufał i wiedział, że kilkukrotnie dopuszczała się zdrady. Jego uczciwa osobowość i dobre serce nie mogły tego pojąć. On nigdy by jej nie zdradził, choćby naga kobieta położyła się przed nim na stole. Gdyby chociaż pomyślał o zdradzie, przez długi czas męczyłyby go wyrzuty sumienia, tego typu osobą był właśnie. Banshee trafiła na niezwykle wiernego i uczciwego faceta a nie potrafiła tego docenić.
- Mogę nawet w tej chwili iść do jakiejś kobiety jeśli chcesz się przekonać. Serio, mam ogromny wybór. Masa fanek chciałaby się ze mną przespać. Tego chcesz? - syknął, odszczekując się tym samym za jej kąśliwe słowa. Doprawdy. Był w tej chwili taki zły i rozdrażniony, że byłby skłonny do tego aby iść do przypadkowej kobiety. Tylko po to aby dopiec Banshee, zemścić się i pokazać jej jakie to uczucie gdy osoba, którą kochasz obściskuje się z kimś innym. Nie był to jednak czas i pora na takie rzeczy.
- Zrobię. Oczywiście, że zrobię. - powiedział, znacznie spokojniejszym tonem. Powoli się wyciszał. Miał mętlik w głowie ale wiedział, że jeśli dziecko się urodzi a on nie zrobi tego testu to przez długi czas będzie żył targany obawami i wątpliwościami odnośnie ojcostwa. Teraz musiał jakoś ogarnąć myśli, które dobijały się do niego nieustannie. A było ich na prawdę wiele. Na ten czas nastała cisza. On się uspokajał i wyciszał, natomiast Banshee siedziała na fotelu i płakała cicho. Nikt nie powinien sie dziwić. To była ciężka, beznadziejna sytuacja a swoimi słowami i swoim tonem Isao jej nie poprawiał a wręcz pogarszał. Kiedy jednak udało mu się, podszedł do niej, wyraźnie skruszony. Miał wyrzuty sumienia. Kobiece łzy były jego słabą stroną, wręcz piętą Achillesa. Gdy je widział, momentalnie miękł. Wszak to z jego winy się w ogóle pojawiły na jej twarzy.
- Teraz już nie da się cofnąć czasu. Ale nie wiń mnie za to, że nie potrafię Ci teraz zaufać i nie mogę dać gwarancji, że kiedykolwiek się tego nauczę. - powiedział cicho. Ciągle wpatrywał się w swoje odbicie, które zdawało się być jedynie jego konturami w czerni i bieli. Wyglądało to dość smętnie i doskonale odzwierciedlało jego obecne samopoczucie, jego samego w tej chwili. Kompletnie nie wiedział co robić.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedział na jej ostatnie słowa i oparł się dłońmi o parapet, lekko pochylając się w stronę okna tak, że omal nie dotykał szyby czołem. Wpatrywał się uparcie w odbicie, co było teraz najciekawszą rzeczą jaką miał przed sobą. Musiał pomyśleć. Ostatecznie odwrócił się i po prostu usiadł na ziemi, opierając się plecami o ścianę. Podciągnął pod siebie nogi i oparł się o swoje własne kolana przedramieniem. Łokciem oparł się o swoją rękę a dłonią zakrył twarz, kuląc się nieco. Musiał pomyśleć, zastanowić się. Był całkowicie skołowany, nie miał pojęcia co mógłby powiedzieć. Przecież zawsze marzył o dziecku. W jego sercu od dawna cicho żyło marzenie o założeniu rodziny. Marzył o przytulnym domku, żonie, córce i psie. Przez jakiś czas sądził nawet, że to Banshee ziści to marzenie. Jednak wszystko okazało się nie być tak jak to planował. Ban zdradzała go, ich związek rozsypywał się. A teraz? Teraz nie był gotowy na dziecko. Chciał mieć dziecko ale nie teraz, nie tak nagle. Potrzebował psychicznego przygotowania się a nie nagłego dowiedzenia się o tym gdy kobieta była już w drugim trymestrze ciąży. To zbyt szybkie, zbyt nagłe.
- Jak sobie to wszystko dalej wyobrażasz? Myślałaś już o tym? - spytał cichym, tłumionym głosem. Dalej chował swoją twarz za własną dłonią. Musiał się uspokoić i nie mógł pozwolić by Banshee dostrzegła, że nawet on, jako facet, jest bliski uronienia kilku łez.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Czw Lis 14, 2013 7:58 pm

Nic nie mogła, była bezsilna. W nim emocja buszowały, a z niej to wszystko ulatywało, pozostawiając ją zmęczoną, smutną i lakoniczną. Nie miała siły na krzyk, ani na denerwowanie się. Siedziała jak ta sierotka na brzegu fotela, łzy ciekły jej po policzkach. Nie wyglądała jak ona, jak ta Banshee którą zawsze była. Coś w niej pękło, zmieniło się. Nie oczekiwała od niego wary, nie chciała już niczego, dawno przestała wymagać. Może Ban w ogóle nie powinna mieć faceta na stałe. W końcu jak sama przyznała, przez długi czas coś takiego jak miłość było jej obce.
-Nie spałam nigdy z żadnym innym, ale idź... W końcu jesteś wolny, możesz robić co chcesz.
Szepnęła, byłaby zazdrosna to oczywiste, pewnie i zła, ale nie mogłaby na to nic poradzić gdyż jakieś półgodziny temu ich związek się zakończył. Mógł poszukać dla siebie lepszej kobiety. Do niej nawet coraz bardziej docierało to, że zapowiada się jej przyszłość dość samotnie. Przyswajała sobie słowa Isao o końcu ich związku.
-Zapraszam więc, mniej więcej za pół roku.
Ta cała sytuacja męczyła ją coraz bardziej, wsunęła się głębiej w fotel, aby spokojnie móc się oprzeć i przymknąć choć na chwilę oczy. Odciąć się od świata, od tego całego bagna. Położyła jedną z dłoni na brzuchu, dla niej też było to jeszcze dość nierealne, ale robiła badania i była u lekarza aby się upewnić, zresztą przeszła niedawno okres wzmożonych nudności, choć jeszcze może to potrwać z tydzień, albo dwa. Do tego jej brzuch jak stała w bieliźnie czy też rozciągliwej, ale dopasowanej koszulce było widać, że jest nieco bardziej wzdęty. Co jeszcze z łatwością mogła zakryć luźnymi i długimi swetrami, koszulkami. Z każdym tygodniem będzie coraz trudniej cokolwiek zamaskować.
-O nic Cię nie winie... Do siebie mam żal, ale nauczę się z tym żyć. Ogarną się szybciej niż mi się wydaje, mam dla kogo. Może i jestem złą osobą i partnerką, ale matką będę dobrą.
W jej łamiącym się głosie było dużo wiary i przekonania. Choć tego nie spieprzy, bo nie może być tak, że wszystkiego czego w życiu się dotnie rozwala.
Marzenia są dobre, póki zostają marzeniami. Sytuacja niekomfortowa, nikt nie chce się w takiej znaleźć. Wampirzyca była o wiele za młoda, Isao zresztą też, ale nie będzie płakać nad rozlanym mlekiem. Nie odda, nie pozbędzie się, najzwyczajniej w świecie kobieta musi wziąć się w garść, Iso nie musiał. Mógł jej dalej nie wierzyć i przy takiej wersji zostać i pójść żyć swoim nowym odzyskanym kawalerskim życiem. Fumikana nie będzie pierwszą i z pewnością ostatnią samotną matką. Pozbiera się i da radę w końcu jest silna i charakterna.
-Przystosuje apartament, albo się wyprowadzę. Może wyjadę. Poradzę sobie.
Mówiła spokojnie, ogólnikowo choć zaczęła sobie nawet wyobrażać, że przeniosła się za miasto, do cichego miasteczka, albo wsi, zawsze to milsze otoczenie. W niewielkim domu, w końcu dla dwójki wampirów nie potrzeba zamczyska. Wolała wersję z trójką osób, ale nie mogła sobie pozwolić na aż takie bujanie w obłokach. Nie chciała i nie mogła za wszelką cenę trzymać przy sobie muzyka. Nie była taka, chciał odejść to mu po prostu na to pozwoli, więc nie wspomniała słowem o jego ewentualnym byciu w życiu dziecka. Bo to już nie o nią chodziło, a o życie, które w niej rosło.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Czw Lis 14, 2013 8:35 pm

To była dobra odpowiedź. Albo raczej wypowiedziana dobrym tonem. Bo złość wywoływała tylko kolejną złość. Gdy zaś Banshee zareagowała w tak spokojny sposób, będąc pogodzoną z myślą o tym, że muzyk mógł znaleźć sobie inną kobietę, to ostudziło jego nerwy. Zadziałało jak kubeł może nie zimnej, ale letniej wody wylany mu na głowę. Otrzeźwiał nieco, uspokoił się. I znów pojawiły się te przeklęte wyrzuty sumienia, które wcale nie były niczym przyjemnym. Dopiero teraz dotarło do niego, że rzeczywiście ich związek rozpadł się jakieś pół godziny temu. I on sam to zadecydował, mówiąc, że to koniec. Wtedy jednak nie wiedział o tym ważnym fakcie jakim była ciąża. Przecież to wszystko zmieniało! Owszem. Mógł poszukać innej kobiety, mógł znaleźć kobietę, która nigdy by go nie zdradziła i byłaby wdzięczna za jego dobroć i wierność. Ale przecież on ciągle ją kochał. A teraz pojawiało się jeszcze dziecko, które nosiła pod sercem. Nadal nie potrafił tego wszystkiego ogarnąć, ale ciągle powtarzał sobie w myślach, że w brzuchu białowłosej żyje i rośnie dziecko, o jego krwi i jego genach. To on między innymi dał mu życie. Był ojcem. Znaczy... miał nim być.
A więc miało urodzić się za mniej więcej pół roku... Nie odpowiedział już nic bo nie wiedział co ma powiedzieć. Patrzył jedynie na Banshee a potem przemieścił się aby wpatrywać się tępo we własne, niewyraźne odbicie w szybie za którą była jedynie ciemność. Próbował to wszystko jakoś ogarnąć, wyobrazić sobie co będzie dalej, jakoś przekonać się do tego wszystkiego ale nie potrafił. On potrzebował znacznie większej ilości czasu. A Ban musiała wiedzieć o tym, że przez swoje wybryki straciła jego zaufanie, być może na zawsze. Tym samym być może zrujnowała nie tylko ich związek ale także życie tego dziecka. Wszystko zależało od decyzji jaką podejmie Isao. A on w tej chwili nie umiał nic zadecydować. Był zbyt rozstrojony.
- Żal Ci nic nie da. Ważniejsze jest uczenie się na błędach i postanowienie, że więcej sie ich nie powtórzy. - mruknął cicho, kręcąc się nieco w miejscu, bowiem juz w tej chwili siedział na ziemi i przekrywał twarz dłonią, starając się uspokoić. Oddychał głęboko, próbując się jakoś wyciszyć, uspokoić to wariackie bicie serca. Jednak niewiele to dawało nie ważne jak długo się starał.
Ostatecznie blondyn po prostu wstał. Wstał i wyprostował się powoli. Następnie wolne kroki skierował w stronę Banshee by ostatecznie przysiąść na podłokietniku fotela, na którym siedziała. Patrzył na nią z góry tym swoim zbolałym wzrokiem. Jej słowa nieco go zabolały ale świadczyły także o jej mocnym postanowieniu wychowania i chronienia dziecka. Była silną kobietą. To, że uroniła łzy wcale tego nie przekreślało. Każdy mógł czasem zapłakać, czy to ona czy to on. I wcale nie świadczyło to o słabości. Nachylił się lekko w jej stronę i wytarł pojedynczą łzę spływającą po jej policzku.
- A czy w tym planach przewidujesz miejsce dla mnie? - spytał w końcu przerywając ciszę, która panowała od jakiegoś czasu między nimi. Bez względu na to co Ban odpowiedziała, wkrótce ponownie ta cisza wtrąciła się w między nich. I była tam przez jakiś czas, aż Isao powoli nie przechylił się w stronę Banshee. Jedną z dłoni położył na jej ramieniu, tym znajdującym się dalej od niego. Wtedy też przyciągnął ją do siebie, sprawiając, że jej głowa znalazła się w okolicach jego brzucha. Sam skulił się jak tylko mógł i ucałował ją w czubek głowy. Oczywiście zakładając, że w którymś momencie białowłosa nie przerwała mu.
- Nie wiem czy mnie kochasz ale ja kocham Ciebie. Jeżeli czegoś Ci ze mną brakuje to mi o tym powiedz, ja się tego nie domyślę sam. Ale nie możesz więcej dopuścić się nawet tych małych zdrad, nie możesz wiecznie kusić wszystkich mężczyzn dookoła. - mówił cicho, czując jak jej włosy miziają go po ustach, które ciągle miał przytknięte do jej głowy. - Spróbujmy jeszcze raz. Ze względu na nas ale głównie ze względu na to maleństwo rosnące Ci w brzuchu. - powiedział cicho i zamilkł na chwilę znów. Ponownie złożył na czubku jej głowy czuły, delikatny pocałunek. Czuł jak znów jego oczy szklą się.
- Ale czy ja będę dobrym ojcem? Przecież sam jestem ciągle nierozgarniętym gówniarzem. Ściągam do siebie ciągłe nieszczęścia i nie umiem nawet obronić osób, na których mi zależy a na domiar złego nie pamiętam jeszcze wszystkiego a jedynie część. - mówił a jego głos wyraźnie drżał. Bał się.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Czw Lis 14, 2013 9:59 pm

Złości to już za dużo było w tym pomieszczeniu i pomiędzy tą dwójką. Chyba oboje nie mieli na to więcej siły. Białowłosa odpadła pierwsza, dudniło jej w głowie. Nie sądziła, że wampiry mogą mieć migrenę, a tu proszę, okazuje się, że mogą. I owszem dobitnie dotarło do niej to, że jej ukochany blondyn, którego tak bardzo ze swojej głupoty skrzywdziła mógł iść w świat do innych kobiet. Jak widać dopiero jej spokojne słowa uświadomiły go to tym samym. Było to dość dobijające.
Wiedziała to wszystko doskonale, czas był potrzebny na wszystko, ale niestety nie mieli tego luksusu i był on mocno ograniczony. Na pewne rzeczy trzeba się przygotować dużo wcześniej. Ani jedno ani drugie nie spodziewało się, że przydarzy się im coś trudnego do rozwiązania.
-Wiem, zdaje sobie z tego sprawę, jest to dla mnie cenna lekcja, nie popełnię więcej takich głupstw. Jednak w obecnej sytuacji i tak nie mam komu tego udowadniać.
Przez dłuższy już czas miała przymknięte oczy, starała się choć trochę odpocząć, rozluźnić się co było raczej niemożliwe, ale próbować zawsze można. Słyszała, że się wierci, ale nie reagowała. Zastanawiała się co oni właściwie tu jeszcze razem robią, każde powinno rozejść się w swoją stronę. Czuła jak się zbliżał, aż w końcu usiadł obok niej, miała wielką ochotę wyciągnąć dłoń i dotknąć go. Powstrzymała się, walczyła ze swoim pragnieniem ze wszystkich sił. Kiedy poczuła jego dłoń na policzku, która ocierała jej łzy, aż chciała zaszlochać jeszcze bardziej. Uświadomiła sobie jak bardzo by tęskniła za nim, umierałaby każdego dnia z tęsknoty.
-Nie mogę Ci zabronić uczestnictwa w życiu dziecka, jest Twoje masz prawo być przy nim.
Nie wiedziała jak ma zrozumieć jego słowa, ale teraz w głowie jak przykładna matka miała dobro swojego potomka. To się liczyło najbardziej. Dobrze jeżeli dziecko wychowałoby się przy ojcu, a i ona miałaby szansę wówczas widywać się z Isao. Nie wiedziała jak to wszystko miałoby wyglądać, ale z pewnością coś by się wymyśliło rozsądnego. Aż tu nagle jej głowa oparła się o jego bok, za sprawą jego ramienia, którym ją przyciągnął. Była w niemałym szoku, z początku chciała się odsunąć, ale postanowiła, że nacieszy się tą chwilą tak ile tylko może. Serce łomotało jej niemiłosiernie mocno. Nieświadomie nawet uniosła kąciki ust, kiedy wargi muzyka cmoknęły czubek jej głowy. Do tego jego słowa sprawiły, że otworzyła oczy, które coraz bardziej się rozszerzały w osłupieniu, czuła się nieco zmieszana, zaskoczona. Przez chwilę nawet nie wiedziała co ma powiedzieć. Wtuliła głowę jeszcze bardziej w niego.
-Kocham Cię, wiem, że teraz moje każde słowo jest dość wątpliwe. Postaram się jednak ze wszystkich sił być lepszą. Udowodnię Ci to, że potrafię.
Tak, tak sobie też. Była jednak zdeterminowana, musiała stworzyć dziecku jak najlepsze warunki, a przecież nigdzie nie będzie tak szkrabowi dobrze jak przy dwójce rodziców, którzy otoczą je miłością. Miała motywację do zmian, ale przednią naprawdę sporo pracy.
-Spróbujmy więc, ten ostatni raz.
Zgodziła się, może uda się jej kiedyś znów zyskać jego zaufanie i odbudować to co było między nimi. Było to na pewno lepsze wyjście niż zostać teraz sama. Odetchnęła z ulgą.
-Będziesz wspaniałym ojcem. Wiem, że to sporo za wcześnie, ale do tej roli nadajesz się jak nikt inny.
Całkiem poważnie mówiła i wierzyła w to wszystko, był cudownym facetem, ideałem wręcz, będzie również dobrym tatą, kochającym i opiekuńczym. Takim wymarzonym.
-Przypomnisz sobie z czasem, na pewno... Popracujemy nad tym.
Czyżby powoli wychodzili na prostą? Było tak jakoś lżej, powietrze nie było już tak gęste od gniewu. Choć chwila wytchnienia i ulgi. Dużo jeszcze przed nimi, ale Fumikana miała zamiar upoić się tym spokojem jaki zapanował.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Czw Lis 14, 2013 10:25 pm

Miał już dość złości, tak jak ona. Był już nią zmęczony. Poza tym miał zbyt miękkie serce aby ciągle się gniewać i krzyczeć na nią. Zwłaszcza, że teraz nie powinna się denerwować. Powinna dbać o to aby jej i dziecku nic się nie stało, to był teraz priorytet. Musiała dbać o zdrowie, nie denerwować się, nie wysilać i nie pić alkoholu ani nie przebywać tam, gdzie palono. Co za tym idzie Isao nie mógł palić w jej obecności. Ostatnio nie palił w ogóle bo po prostu o tym nie pamiętał i nie pomyślał, jednak ciągle odczuwał nieznane mu ciągutki. I jak się okazywało był to głód wampirzy i nikotynowy. Będzie musiał się pilnować.
Kiedy wypowiedziała swoje słowa, przez głowę przemknęło mu suche i nieco okrutne ,,zobaczymy". Nie wypowiedział tego jednak na głos. I bardzo dobrze, bowiem to znów mogło zagęścić nieprzyjemnie atmosferę dookoła nich. A ta powoli się przerzedzała. I całe szczęście. Dość złości i nieprzyjemnych sytuacji na dzisiaj. Oboje byli już tym zmęczeni, zdecydowanie. Potrzebowali się uspokoić, odetchnąć, złapać parę głębokich wdechów i wspólnie porozmawiać, omówić problem, zdecydować co dalej. Była to bardzo ważna sprawa i nie mogli tego zlekceważyć.
Dlatego właśnie Isao ostatecznie podniósł się ze swojego miejsca, powoli zbliżając się do Banshee. Usiadł nieopodal niej i otarł tę łzę, która spływała po jej policzku, a której pojawienia się był winowajcą. Miał wyrzuty sumienia, które ściskały jego wrażliwe serce i krzyczały na niego właśnie, wyzywając od idiotów. Doprowadził ukochaną kobietę do płaczu... Nie chciał tego, lecz to zrobił. Dał ponieść się emocjom, głównie złości a wręcz wściekłości. Teraz już nie mógł cofnąć czasu. Jedyne co mógł zrobić to przeprosić ją, być przy niej i starać się jakoś to naprawić.
- A więc powinnaś wiedzieć, że jeżeli Ty nie masz nic przeciwko to ja Cię nie zostawię samej. Nie zostawię mojego dziecka. - powiedział i dopiero po chwili zdał sobie sprawę jak dorosłe i poważne były to słowa. Aż sam pomyślał o tym jak bardzo nie pasowały one do niego. Był przecież tak roztrzepanym i zwariowanym wampirem. Sam zachowywał się nie raz jak dziecko a teraz miał dziecko wychowywać. Poczuł ponowny uścisk w żołądku. Uścisk przerażenia. Czy da radę? Czy podoła temu jakże trudnemu zadaniu? Chwilowo odrzucił te myśli na bok. W tej właśnie chwili przyciągnął do siebie Ban i ucałował ją w czubek głowy, po czym odezwał się, wyznając jej miłość i zdradzając co zadecydował.
- Dobrze. Spróbujmy. Postaraj się, ja także będę się starał. Dla dobra dziecka. Nie możesz dalej popełniać tych samych błędów. Już nawet nie ze względu na mnie, a raczej na to małe wampirzątko, które powinno mieć normalną rodzinę - powiedział cicho, czując, że jego głos przybrał nienaturalną barwę. Zaś przerażenie wkrótce wróciło. Bał się, że nie podoła zadaniu, że nie będzie dobrym ojcem, że nie będzie potrafił zaopiekować się odpowiednio dzieckiem. I choć słowa Banshee nieco podniosły go na duchu, nadal miał wątpliwości. - Mam co do tego wątpliwości ale dziękuję.
Na jej kolejne słowa jedynie pokiwał głową i mruknął ciche ,,mhm". Coś ugrzęzło mu w gardle i nie mógł powiedzieć ani słowa. Trwało to chwile aż w końcu odezwał się tonem niewyraźnym i dość dziwnym.
- Ban... mogę dotknąć? - spytał, patrząc na jej brzuch. A gdy mu pozwoliła, wstał i przykucnął przy fotelu. Chwilę wahał się aż w końcu dotknął jej brzucha. Czuł wypukłość, którą dobrze chowała za ubraniem. I poczuł jak szklą mu się oczy. Udało mu się jednak powstrzymać, bo obiecał sobie, że będzie twardy. Pogłaskał brzuch Banshee, nachylając się nad nim.
- Hej mały albo mała. Tu tata. Rośnij mi tam szybko i bądź zdrowe. A gdy już się urodzisz postaram się być dla Ciebie jak najlepszym tatą. - powiedział cichym, łamiącym się głosem po czym przytknął wargi do brzucha białowłosej. Nie mógł uwierzyć... Będzie ojcem. Uniósł lekko wzrok, a jego oczy dalej były tak samo zaszklone, świecące. Spojrzał na Banshee i uśmiechnął się.
- Uródź mi córeczkę. Zawsze marzyłem o córce.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Pią Lis 15, 2013 4:16 pm

Jak się w końcu spać położy to chyba tydzień będzie pogrążona w sennych marzeniach. Czuła się wyczerpana i całe szczęście, bo pewnie jakby miała więcej siły to jej charakter kazałby się wykłócać dalej. A może nieco zmądrzała, niebyła już tak porywcza. Miała inne priorytety, nie mogła być już taka samolubna. Trochę się jej życie wywróciło do góry nogami, palić nie paliła i nie przebywała w pomieszczeniach w których palono, alkohol ograniczyła jak tylko mogła, raz czy dwa machnęła sobie lampkę wina, bo najzwyczajniej w świecie zapomniała o tym, że nie może. Coraz lepiej idzie jej przyswajanie tych wszystkich zakazów i nakazów zdrowej zbilansowanej diety bla bla... Jeżeli Isao będzie miał chęć zapalić, kobitka będzie wywalać do na balkon o i już. Będzie mu też pewnie dobitnie przypominać, że przy niej nie można palić.
Miło, że nie powiedział swojego wątpliwego słowa `zobaczymy` na głos, bo pewnie białowłosa ostatkiem sił wystawiłaby go za drzwi i na tym by się ich opowieść skończyła. Miała za bardzo wszystkiego dość, aby się jeszcze kłócić. Uspokoiło się, zrobiło się luźniej i jakby nieco milej?
-Jesteś pewien? Nie chce żebyś żałował.
Odezwała się dość niepewnie, była wdzięczna i nieco zaskoczona. Każdy inny facet pewnie już dawno uciekłby gdzie pieprz rośnie na samą wieść o ciąży, ale Takei był wyjątkowy. Całkiem inny od wszystkich facetów jakich znała Banshee. Zawsze był roztrzepany, a tu nagle takie poważne słowa z jego ust, może i nie pasowały do niego, albo brzmiały tak cholernie szczerze, że ścisnęło się złe serducho naszej Bananowej panny.
-Postaram się, nie mogę dziecku na starcie życia spieprzyć.
Tak dobitnie się wręcz wyraziła, ale taka była prawda, ona to ona, jakby nie miała być matką mogłaby się tak bujać ze swoim wiecznie nie ogarniętym życiem po wsze czasy.
-Sam się przekonasz, dasz radę.
Ona w to wierzyła, bo skoro wydawało się jej, że może być dobra matką to on tym bardziej ojcem. Dobrze, że mają różne charaktery będą się bilansować i wzajemnie hamować w razie czego, a może i on kiedyś odzyska choć część zaufania do niej, jak zobaczy, że może się zmienić. To jednak zostawi przyszłości, czas pokaże co z nim będzie. I znów nastała chwila ciszy... I pewnie by tak trwała do rana, gdyby nie pytanie Isao. Jego głos był dziwny, ale wampirzyca bez oporów się zgodziła. Kiedy kucał przed nią, nawet rozpięła sweter i podniosła nieco koszulkę, i teraz było widać, że jest bardziej zaokrąglona niż kiedyś. Obserwowała muzyka i dokładnie to co robił. Widok był rozczulający, a jego słowa już w ogóle trafiły w nią i omal znów nie popłynęły jej łzy. Spodziewała się wszystkiego kiedy tylko wampir przekroczył próg mieszkania, ale nie tego. Nie było takich rzeczy nawet w najlepszych scenariuszach. Wyciągnęła w jego kierunku dłoń i po chwili namysłu przeczesała palcami jego blond kosmyki. Tęskniła za pieszczeniem jego jasnej czupryny, przez chwilę bawiła się jego włosami, o ile jej na to pozwolił.
-Już się zachowujesz jak dobry tata. A mamusia będzie o siebie dbać i maleństwo będzie silne i zdrowe.
Szeptała, nie chciała mącić tej ciszy i spokoju jaki zapanował. Kiedy przyłożył wargi do jej skóry na brzuchu, poczuła się bezpieczna i spokojna. Odwzajemniła jego spojrzenie.
-Postaram się, ale niczego nie obiecuje. Za kilka dni będę miała badania, chciałbyś się wtedy dowiedzieć czy będzie to synek czy córeczka? Czy wolisz poczekać do końca?
Mogła zawsze powiedzieć, że nie chce znać płci dziecka i wówczas lekarz nic na ten temat nie wspomni. Bo pewnie jakby sama się dowiedziała to od razu wypaplała by Isao, nie dałaby rady tego trzymać tak długo w tajemnicy. Znów zaczęła fruwać w obłokach, chwilę to trwało, aż coś ją tknęło.
-Zostaniesz ze mną jeszcze trochę?
Wiedziała, że u Isao jest Spad ze swoją nową koleżanką, nie chciała być sama, ale też nie miała zamiaru przerywać imprezy czy co to tam oni zorganizowali sobie, a cóż skoro został rudzielec sam na sam z dziewczyną to kto wie co może się wydarzyć. No i jeszcze pomyślała sobie, że chyba lepiej będzie jak przez pewien czas pomieszka w swoim własnym apartamencie. Mimo wszystko nie chciała muzykowi wchodzić w drogę z tym, że on mógł chcieć mieć ją na oku. Kolejna rzecz do przemyślenia i rozwiązania.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Sob Lis 16, 2013 3:42 pm

Trochę czasu może zająć nim Isao się przyzwyczai. Być może Banshee będzie musiała rzeczywiście upominać go nie raz. Musiał przywyknąć, jakoś oswoić się z zaistniałą sytuacją. Przecież on jeszcze nie odzyskał wszystkich wspomnień a to także powodowało u niego dość nieswoje uczucie. Choć było lepiej niż jeszcze tę godzinę temu czy dwie kiedy nie pamiętał kompletnie nic. Całe szczęście pamiętał te ważniejsze momenty z ich życia i ogólnie ze swojego życia. Pamiętał te czasy gdy byli przyjaciółmi i wygłupiali się razem w Osace. Ciekaw był kiedy przypomni sobie resztę i co kryło się za tymi czarnymi polami w jego pamięci... Ale to nie było teraz ważne...
- Jestem pewien, że jeśli postąpił bym inaczej to na pewno bym żałował. - powiedział, patrząc na nią z powagą. Mówił całkowicie poważnie choć jego słowa mogły do niego wcale nie pasować. Był wiecznie roztrzepany, dziecinny i nieodpowiedzialny a słowa jakie wypowiedział wreszcie były dowodem na to, że rzeczywiście miał już te blisko trzydzieści lat na karku. Czy to jednak znaczyło, że zostając ojcem wyciszy się, uspokoi i spoważnieje? Kto wie. To się okaże dopiero z czasem. Był jednak pewien swoich słów. Nie potrafiłby żyć ze świadomością, że zostawił kobietę w ciąży. Zwłaszcza, że Banshee nie była mu obojętna. Jednak jeszcze gorsza byłaby ciągła świadomość, że gdzieś po świecie, za te, powiedzmy, pięć lat chodziłoby jego dziecko. Nie, nie potrafiłby tak.
- Masz rację, nie możemy mu tego zrobić. Nawet jeśli nie planowaliśmy tak szybko zostać rodzicami to ono nic nie zawiniło.
Sprawę tego czy będzie dobrym ojcem pominął już milczeniem. Może i ona uważała, że może być dobrą matką, jednak on nie miał tyle pewności siebie. Uważał, że jest zbyt dziecinny, roztrzepany i nieodpowiedzialny. Jednocześnie jakoś nie uśmiechało mu się stawanie się nagle dorosłym i odpowiedzialnym. Dobrze było mu w obecnej skórze dużego dzieciaka. Ale teraz było już za późno. Powinien myśleć wcześniej. Wszak on także był winny temu stanowi rzeczy.
Ostatecznie po chwili ciszy Isao zapytał się Banshee o zgodę czy może dotknąć jej brzucha. Oddalili się od siebie więc nie był pewien czy kobieta mu na to pozwoli. Wolał więc zapytać się, choć sama myśl o tym sprawiała, że szkliły mu się oczy. Miał zbyt miękkie serce. Mało męski był z niego facet. Ale cóż, Banshee wiedziała z kim się wiąże. Znała go przecież od dawna. Był zadowolony z tego, że pozwoliła mu. Obawiał się bowiem, że mu zabroni a ona nie dość, że zezwoliła mu na dotknięcie swojego brzucha, to jeszcze odkryła je, ukazując mu, że te rzeczywiście już urosło. A w środku rosło małe życie. Te, w którym będzie płynęła jego krew. To jeszcze bardziej ściskało jego serce i powodowało, że oczy szkliły mu się jeszcze bardziej. Nie wiedział jak to wygląda, nie znał się na tym jednak miał nadzieję, że te maleństwo słyszy i rozumie jego słowa. Rozmawiał więc z nim, jednocześnie czując jak Ban głaszcze go po głowie. Nie przeszkadzało mu to. Wręcz przeciwnie - stęsknił się za tym.
- Tak, mam nadzieję, postaram się żeby tak było. - powiedział, unosząc wzrok i spoglądając na nią z uśmiechem. Jego głos dalej był dziwny ale to było winą tego, że cały czas starał się zachowywać jak na faceta przystało i nie pozwalał wypłynąć łzom, które cisnęły mu się do oczu. Starał się być twardym, choć to wymagało od niego dużej ilości wysiłku i starań.
- Sam nie wiem... A ty jak sądzisz? - spytał, patrząc na nią z niepewnością. Z jednej strony już chciał wiedzieć, z drugiej jednak lubił mieć niespodzianki. Marzyła mu się córka. Córeczka, którą by rozpieszczał, kochał i pilnował jak oka w głowie. Gdyby był syn również by go kochał ale szczytem jego marzeń była właśnie dziewczynka. On już był święcie przekonany o tym, że to maleństwo w brzuchu jest dziewczynką. Sam nie wiedział czemu, może to ta jego zawziętość wywoływała takie przekonanie? Nie ważne... I tak jeszcze dużo czasu minie zanim Banshee urodzi.
- Zostanę. - potwierdził kiwając głową. Ostatni raz pocałował jej brzuch, by następnie podnieść się i nachylić w jej stronę. Pocałował czubek jej głowy. - U mnie jest Spades z jakąś dziewczyną. Nie wiem co oni tam robią, wolę im nie przeszkadzać. - powiedział, jednocześnie czując narastające rozbawienie na samą myśl o tym, że Spad ze swoją rudą koleżanką mogli sobie baraszkować u niego w mieszkaniu. Rozbawienie wymieszane z dziwnym uczuciem, którego odpisać nie umiał.
- Swoją drogą nie powinnaś iść spać? - spytał zmartwiony, wszak kobieta już wcześniej wydawała się być słaba i zmęczona. Powinna dbać teraz o siebie jeszcze bardziej. - Chcesz sie napić mojej krwi? Wiem, że to bez sensu bo dopiero co piłem Twoją ale sądzę, że tak będzie lepiej. Ja sobie poradzę a wolałbym abyś Ty teraz nie polowała.
Pominął już kwestie tego, że owe polowania w ogóle mu się nie podobały. Nie chciał aby białowłosa się narażała ze względu właśnie na dziecko.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Nie Lis 17, 2013 2:43 pm

Trochę przed nim jeszcze górek do pokonania, właściwie to przed nim. Dużo pracy aby odzyskać resztę wspomnień, ale jeżeli na to pozwoli to Banshee mu w tym będzie pomagać jak tylko umie. Choć sama teraz nie wiedziała jak ma się odnosić w stosunku do Isao i na ile może sobie pozwolić. Z pewnością będzie się trzymać nieco na dystans, niebyła po prostu pewna, a nie chciała robić niec wbrew jego woli.
-Dobrze, skoro jesteś pewny to okej.
To było ważne, nie chciała aby się męczył z nią jeżeli nie miał na to ochoty, jednak on postanowił, że będą dalej razem. Nie miała nic przeciwko, cieszyła się, ale myśl, że może mu to spieprzyć życie nie dawała jej jeszcze przez jakiś czas spokoju... Wyrzuciła jednak te myśli z głowy widząc, że Isao się poważnie angażuje mimo iż nie jest pewny, że na pewno jest to jego dziecko, choć tak właśnie jest. Jego słowa były poważne i rozważne, ale cała ta sytuacja nie oznaczała, że musi nagle dorosnąć i stać się mężczyzną stroniącym od zabaw i wygłupów. Wcale tak być nie musiało, zwłaszcza, że ona podchodziła pod osobę nieco poważniejszą od niego więc nie będzie problemu, że dwoje rodziców jest roztrzepanych. Dzieciątko będzie miało się z kim bawić, a Isao już zapewni małemu berbeciowi odpowiednią rozrywkę, to był duży plus. Nie ma nic gorszego niż wiecznie zapracowany i zgorzkniały ojciec... Była to spora zmiana, ale wbrew pozorom życie, które się im wywróci do góry nogami wcale nie będzie gorsze niż mieli teraz. Z większości rzeczy nie trzeba wcale rezygnować.
Wiedziała z kim się wiąże i mimo iż namieszała w ich życiu niesamowicie, nie żałowała swojego wyboru, gorzej, że według niej on żałował swojego. Jednak co się stało to się nie odstanie, a Ban pozostało jedynie się postarać znacznie lepiej i nie popełniać tych błędów ponownie.
Pozwoliła mu, bo mimo iż się oddalili od siebie tęskniła z jego dotykiem, więc chciała się tym choć przez chwilę rozkoszować. Ponadto miał pełne prawo po kontaktować się ze swoim potomkiem. Och trudno im będzie się znów do siebie zbliżyć, za każdym razem będą się siebie pytać o zgodę na dotknięcie, albo będą się powstrzymywać przed tym. Na samą myśl o tym ścisnęło ją w żołądku i zrobiło się jej tak nieswojo. Gdyż sama jeszcze chwilę wcześniej postanowiła, że nie będzie nachalna w stosunku do niego. To było na chwile obecną za trudne... Musi nad tym później dobrze pomyśleć.
-W sumie mi to obojętne, ale jak ja się dowiem, to pewnie i Tobie wypaplam dość szybko.
Obserwowała go tymi swoimi kocimy, choć już nieco zmęczonymi od łez oczami. Na szczęście, żadna nie spływała, ani nie szykowała się do wypłynięcia. Policzku przestały nawet lśnić od gorzkich perełek.
-Dziękuję.
Obserwowała jak składa ostatni pocałunek na jej skórze i podnosi się, po tym kobieta, zsunęła bluzkę na swoje miejsce i zapięła ciepły sweter, znów ukrywając brzuch, który zdradzał pewne zmiany w jej życiu. Przyjęła jego buziaka w głowę i wysłuchała jego słów.
-No to jak zostawiłeś ich samych to dziać może się dość sporo.
Zaśmiała się lekko, wyobrażając sobie jak Spad bajeruje dziewczynę, to czy jej wyobraźnia sporo odbiegała od rzeczywistości, to już zostawię dla siebie.
-Skoro postanowiłeś zostać i dotrzymać mi towarzystwa nie powinnam Cię zostawiać samego i iść spać, choć położyć bym się mogła.
Podniosła się powoli z fotela, nieco jej w głowie zawirowało, ale szybko złapała równowagę dłonią niespodziewanie podpierając się o ramię muzyka. Wyprostowała się po chwili.
-Poradzę sobie, mam całkiem spory zapas krwi. Nie będę polować, nie mam na to sił, poza tym jest to zbyt niebezpiecznie, jeszcze znów trafiłabym na łowców.
Ciekawe czy pamiętał ten incydent jak oboje znaleźli się w oświacie.
-Teraz też wystarczy jak nieco posilę się z butelki, nie chce Cię osłabiać, zważywszy na to ile czasu zmagałeś się z nieznanym sobie głodem.
Kiedy już była pewna, że się nie zachwieje zabrała dłoń z ramienia mężczyzny i powędrowała w stronę kuchennego blatu, zabrała stamtąd butelkę z krwią jak i szklanką, a następnie powoli skierowała się w stronę sypialni. Zerknęła na Takeia i delikatnym gestem zaprosiła go. W końcu nawet jeżeli wampirzyca się położy, oni mogą dalej porozmawiać. Ona położyła się do całkiem sporego łóżka, a następnie zabrała się za gaszenie swojego głodu. On do wyboru miał, albo drugą wolną stronę tuż obok niej, albo fotel, który stał w kąciku, ale był zwrócony vis a vis panny Fumikany.
-Wiesz... pomyślałam sobie, że chyba lepiej będzie póki co jak każde z nas będzie mieszkać w swoim apartamentach. Tylko nie wiem jak Ty się na to zapatrujesz.
Bez względu na to gdzie posadził swoje cztery litery spojrzała w jego stronę, pytającym spojrzeniem. Ach i do tego powoli popijała sobie krew.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Banshee   Nie Lis 17, 2013 4:13 pm

Był uparty. Jeżeli się zaweźmie to z pewnością pokona wszystkie górki i przeszkody. Poza tym czy on właściwie miał inny wybór? Nie miał, to oczywiste. Pozostało mu się jedynie pogodzić z tym wszystkim, dostosować się i czekać. Czekać aż odzyska swoje wspomnienia a także na rozwój wydarzeń między nim i Banshee. Prawdę mówiąc w chwili obecnej on także nie wiedział jak ma się zachowywać w stosunku do tej białowłosej wampirzycy...
Pokiwał jeszcze głową, potwierdzając swoje słowa. Był pewien. Jeżeli to dziecko rzeczywiście było jego to nie darowałby sobie nigdy, gdyby zostawił je i Banshee samych sobie. Był niezbędnym elementem do powstania maleństwa rosnącego obecnie w brzuchu wampirzycy. Zmajstrował potomka to teraz musiał wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Na porzucenie ich nie pozwalało mu sumienie i zbyt miękkie oraz dobre serce. Takie coś było kompletnie nie w jego stylu. Nie umiał sobie jednak wyobrazić ich przyszłości w chwili obecnej. Dziecko było myślą tak odległą, że nie potrafił myśleć o tym co będzie. Była to jedna wielka niewiadoma, która mocno go przerażała. Jak im się ułoży? Czy będzie dobrym ojcem? Czy będzie umiał obronić dziecko oraz Banshee? I z czego będzie musiał zrezygnować, co ze swojego dotychczasowego życia będzie musiał porzucić? Te pytania właśnie kołatały się w jego głowie. ~
Tak, teraz prawdopodobnie za każdym razem będzie się pytać o pozwolenie. Chyba, że jakoś uda im się do siebie na nowo zbliżyć. Teraz, choć nie była widoczna, wyraźnie wyczuwalna była pewna przepaść między nimi. Coś co ich od siebie dzieliło, co ich poróżniło. Aby było tak jak dawniej trzeba było znaleźć sposób by ominąć tą przepaść, pozbyć się jej lub by jedno jakimś cudem przez nią przeszło. Ale oboje musieli tego chcieć. Teraz Isao sam nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. Potrzebował czasu a także miejsca by usiąść i nad wszystkim spokojnie się zastanowić.
Tymczasem jednak był zajęty. Próbował złapać kontakt ze swoim (chyba) jeszcze nie narodzonym dzieckiem choć dobrze wiedział, że będzie to monolog. Była to rozczulająca scena, która rozczulała także jego - samego jej bohatera.
- Nie wiem, nie potrafię teraz zdecydować. Pozostawię Ci wolną rękę. - stwierdził. To także była kwestia nad którą musiał się zastanowić. Z całego serca jednak pragnął aby Banshee urodziła mu córkę. I był przekonany o tym, że tak będzie. Dlatego składając jeszcze ostatni pocałunek na brzuchu wampirzycy, odezwał się do maleństwa - Bądź grzeczna i rośnij szybko żebyśmy mogli Cię zobaczyć.
Dopiero wtedy wyprostował się i wstał, pozwalając wampirzycy na ponowne zasłonięcie brzucha. Kiedy ta poprosiła go aby został, zgodził się bez wahania. I tak nie poszedłby do mieszkania. Miał dziwne przeczucie, że nie powinien tam teraz wchodzić (słuszne). Wolał zostać z Banshee, zaopiekować się nią, porozmawiać, może spróbować to wszystko naprawić. Potrzebowali teraz jak największych ilości czasu spędzonego wspólnie. Inaczej nie uda im się wyjść na prostą.
- A ja sądzę, że jednak powinnaś iść spać. Mi nic nie będzie, w swoim mieszkaniu i tak nie miałbym nic do roboty więc nie robi mi to żadnej różnicy. Może lepiej się połóż... - odezwał się z niepewnością, spoglądając na nią w ten sam sposób. Nie był pewien czy miał jakiekolwiek prawo do mówienia jej takich rzeczy. Jak się tak zastanowił to dostrzegł jeszcze jedną niejasność... Oni właściwie znów byli razem czy nie? Nie ogarniał tego. Może to wina alkoholu? A może blond czupryny, która jednak jakieś znaczenie miała?
Czupryna ta między innymi odpowiadała za jego tępe zachowanie i nierozgarnięcie w niektórych sytuacjach. Czasem jednak mógł pochwalić się bystrością i refleksem, zupełnie tak jak w tej chwili. Cały czas patrzył na Banshee więc od razu dostrzegł gdy ta się zachwiała. Oczywiście złapał ją nim ta zdążyła się podeprzeć. Będzie teraz o nią dbał, będzie ją chronił, spełniał jej zachcianki. Tak sobie postanowił. W końcu był jej to winien... Zakładając, że to jego dziecko, czego wcale wciąż nie był pewien.
- A więc dobrze, że zostałem. - stwierdził patrząc na nią zmartwiony. To normalne, że tak osłabła? Nie był pewien. Dobrze, że jeszcze nie zaczął panikować jak to on potrafił. - Dobrze. Jeżeli jednak postanowisz zmienić zdanie i skorzystać z mojej krwi to się nie krępuj. W tej sytuacji nawet ja jestem w stanie zmienić swoje zwyczaje. Poradziłbym sobie z uzupełnianiem jej u siebie. - zapewnił ją. Wzmianka na temat łowców w ogóle do niego nie dotarła. Nie załapał, po prostu nie załapał. A przygody w oświacie oczywiście nie pamiętał...
Niepewnie wypuścił ją i pozwolił jej na pójście do kuchni. Oczywiście on podążył za nią by w razie czego ponownie uratować ją od upadku. Znalazł się więc w kuchni a następnie podreptał za kobietą prosto do sypialni. Czując się nieco niepewnie, przyglądał jej się jak kładła się na dużym łóżku. Dopiero po chwili sam przysiadł na jego brzegu i zerkał na nią. Słuchał jej słów. W pewnym momencie zaś poczuł rozczarowanie, którego sam nie rozumiał. Coś mu się nie podobało w propozycji aby oboje mieszkali osobno. Ale nie powiedział tego na głos.
- Jeżeli tak chcesz... - mruknął cicho, patrząc na nią. - Ale jesteś pewna, że poradzisz sobie sama? W ten sposób nie będę mógł Ci pomóc jeżeli będzie coś nie tak. - dodał, patrząc na nią z obawą malującą się w jego szarych tęczówkach.
- Chcesz coś? Coś do picia albo do jedzenia? - spytał w końcu, chcąc jej jakoś pomóc, coś dla niej zrobić.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Banshee   Wto Lis 19, 2013 6:40 pm

Pewnie, że da radę, potrafił być uparty, a do tego i tak sporo w życiu osiągnął, a bez ciężkiej pracy i zawziętości nie zrobiłby tego. Banshee była dobrej myśli...
No to oboje byli w kropce bo i ona nie wiedziała czy dalej są razem, czy nie są, czy to co ustalili było związane jedynie z dzieckiem. Takie niepowiedzenia były najgorsze, każde inaczej to zrozumie, przyswoi na swój sposób i znów wyjdzie jakaś dziwna i trudna sytuacja. W każdym razie Ban postanowiła, że będzie myśleć o tym jakby związek trwał dalej. Z tymże to i tak dalej jej nie przekonywało aby bez pytania go dotknąć czy wykonać jakiś poważniejszy gest w stosunku do jego osoby, a także kwestia mieszkania była skomplikowana. Bo nie umiała sobie tego wyobrazić. Skoro jeszcze na dokładkę Spad wrócił i rozumiała, że dalej będzie pomieszkiwać u Isao. No proszę wybaczyć, ale skoro odbiera sypialnie dla gości w której się zadomowił wcześniej, a którą ona przejęła na czas jego nie obecności i amnezji muzyka to chyba nie miała się gdzie tam podziać, kanapa odpadała, a jakoś wątpiła, że Isao będzie chciał z nią dzielić łóżko, w końcu nie wierzył jej, że nie spała z żadnym innym facetem, a to sprawiało, że mógł czuć pewną odrazę i chęć pozostawienia między nimi odpowiedniego dystansu. No, a wyganianie go na sofę w salonie nie wchodził
-Dziękuję Isao, ale póki co starczy mi to co mam.
Uśmiechnęła się do niego z przekonaniem, w końcu nie raz była w sytuacji w której musiała się ratować zapasami z butelek i woreczków. Nie była to sztuczna krew więc dawała jej całkiem sporo energii i zaspokajała głód.
-Wiem, ale spójrz na to z tej strony, że nie ma tam dla mnie zbytnio miejsca, nie chce Ci przeszkadzać i plątać pod nogami. No i dzielą nas zaledwie dwa piętra, to nie dużo, zresztą zawsze jesteś tu mile widziany i możesz wpadać kiedy tylko chcesz. Zwłaszcza, że coraz częściej będę przesiadywać w domu.
Zawsze lepiej byłoby mieszkać z kimś, pomoc przeważnie się przydawała, ale patrzyła na inne ważne rzeczy, a nie tylko na to, że jej byłoby lepiej i łatwiej. Przede wszystkim nie chciała być nachalna w stosunku do niego. A i tak postanowił nie zostawiać jej samej z dzieckiem... Miała wyrzuty sumienia, że psuje mu życie.
-Może herbaty, jakbyś mógł zrobić, byłabym naprawdę wdzięczna.
Pokiwała głową z lekkim uśmiechem, i dolała sobie posoki do szklanki, którą pochłonęła w zawrotnym tempie. Puste szkło odstawiła na szafkę nocną. Zsunęła się nieco niżej, aby bardziej leżeć i przymknęła oczy.
-N ie spodziewałam się, że dziecko potrafi zabrać tyle energii.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Banshee   

Powrót do góry Go down
 
Banshee
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Banshee

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: