IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ukryta Chata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Fabio
Fabio
Fabio
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 2844


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Pią Sie 21, 2015 7:10 pm

Pomoc nie tak miała wyglądać. Fabio nawet nie zdążył zareagować, kiedy Lucjusz znalazł się na tyle blisko aby pochwycić swojego towarzysza i odwrócić od sceny mordu. Do wampirka nie docierało kompletnie NIC! Żadne słowa! Śmierć brata, egzekucja dzieci! Nigdy nie zapomni tego błagalnego o ratunek spojrzenia dziewczynki. Będzie pokazywała się w koszmarach przez kilka dobrych lat! Co zrobił komu Fabio że by przeżywać tak potężny koszmar? Nie chciał nikogo krzywdzić, a sama śmierć niosła się w okół jego osoby. Lucjusz wybrał naprawdę złe rozwiązanie. Powinien dać pomóc biednym sierotom, a nie je zabijać! I to przy Fabio! Czy on wie co takiego uczynił? Wrażliwość wampirka była na tyle potężna, że cisnęła łzy do fioletowych oczu. Miał ogromną chęć krzyczeć, wrzeszczeć i przede wszystkim dopaść tego zwyrodniałego mordercę. Bo to on zabił te dzieci! On zabił Marco! Czego chciał od Fabia? Przecież nie mogło chodzić o węża! Bez przesady, nie wierzył w to.
- Coś... - zaczął szeptem i oparł dłonie na torsie Lucjusza. Zamknął oczy, starając się nie wybuchnąć płaczem. Nie w tej chwili - Coś Ty najlepszego zrobił?! Chciałem im pomóc! Zabiłeś je! - wreszcie skończył i nie wiedzą kiedy z oczu poleciały pierwsze łzy. Nie wina biednego wampirka. Cała sytuacja była tak silna, tak mocna, że nie był w stanie powstrzymać rozpaczy. A może to jego wina? Wina Fabia, że pozwolił na drobną przyjemność po tym wszystkim co go spotkało?
- Jesteście wszyscy powaleni... - załkał cicho, nie kończąc. Jeśli Lucjusz podejdzie, Fabio go odepchnie od siebie. Ten proch, krew dzieci, brata zwłoki, ta głowa. One nadal były, istniały. To nie był koszmar. Dopiero jak dotarły do niego kroki, otarł oczy dłonią, pociągnąwszy nosem. Zmarszczył brwi, skupiając wzrok na źródle dźwięku.
- Doigrasz się. - obiecał, rzucając słowa w przestrzeń. Nerwowo stawiając kroki, szedł przed siebie. Ciężko było opanować szok, zdenerwowanie, smutek. Wszystko się mieszało tworząc naprawdę wybuchową mieszankę. Niech lepiej Lucjusz będzie pilniejszy niż miałby rzucać swoją filozofią. Nie czas na takie momenty.

_________________

x18x
Theme Fabio


Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 636


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Pon Sie 24, 2015 8:57 am

Tak jak określiła to Pani MG, Lucjusz nie miał skrupułów by zabić dzieci. Zrobił to z zimną krwią. Tutaj Fabio zauważy jego kolejną wadę. Że jest stanowczy, jak i zimny jeśli chodzi o osoby, które coś mu zrobiły. Niezbyt przyjemna wada, ale co zrobić? Mało tego, że brutal, to do tego jeszcze dochodzi gwałciciel, morderca. itp.
Spoglądał jak ciała dzieci się popielą, po czym objął mocniej Fabia. Spojrzał na niego i skierował broń ku podłoże.
-Zrobiłem to co konieczne. Nie znałeś ich. Kiedy przyszedł by czas na konfrontacje z porywaczem, który porwał twojego brata, mógłby stanowić zagrożenie np. krzykiem wyprowadzając nas ze skupienia... Nie wiem kim jest ten porywacz więc jeśli zna dobre sztuczki, to byśmy skończyli gorzej niż ten koleś na stole- Odparł grubym, jak i poważnym tonem głosu, po czym puścił go. Trzeba pamiętać, że Lucjusz dalej nie wie, że na stole jest ciało brata Fabia. Widząc jak płacze poklepał go lekko po twarzy, tak lekko by się nieco opamiętał.
-Fabio nie czas na płacz, weź się w garść bo ktoś tu idzie... Nie pokazuj swoich słabości.- Odparł chcąc dać mu trochę otuchy. Wyprostuje się i słysząc, że ktoś lub coś jest pod nim, stał w miejscu słuchając i przy okazji kilkoma ruchami wymienił stary magazynek na nowy. Starał sie robić to jak najciszej, jednak widząc, że Fabio gdzieś zmierza, skierował się za nim, ale zachował odległość.... Dlaczego skierował się za Fabiem nie do końca ignorując, to co cię działo pod nim? Z prostej racji, wolał mieć Fabia na oku.

_________________


Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 248


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Sro Sie 26, 2015 9:31 pm

Cholera, co jeszcze było w tym czymś?
Trutka na myszy.
Skrzywił się, czując pieczenie w przełyku. Miał nadzieję, że gdy pozbędzie się tego, co oprawca wepchnął w niego na siłę, wtedy poczuje się choć trochę lepiej. Nie zadziało. Spojrzał w górę, gdzie pięły się schody, nie ukazując końca. Przecież kiedyś musi gdzieś dojść. A może to była kolejna chora pułapka, którą właśnie wpadł? Zjechał wzrokiem na kajdanki. Gdyby nie one, może to wszystko szło by jakoś sprawniej. Wiedział, że nie uda mu się ich rozerwać. Ledwo pokonał parę stopni, a już usłyszał jakieś głosy. Zawahał się, czy iść dalej. To uczucie niepokoju.
Co to było?
Wzdrygnął się na kolejny dźwięk. Czyżby nie był jednak sam, jak wcześniej przypuszczał? Przecież, gdyby tak było, z pewnością wyczułby czyjąś obecność, chyba. Przełknął ślinę, czując metaliczny smak. Krew? Głęboko odetchnął, chcąc się uspokoić, jednak to niestety nie pomogło, a nawet dało odwrotny skutek do zamierzonego.
Mam już halucynacje?
Zawodzenie? Jak to? Przecież tamta dziewczyna została wypuszczona, a przynajmniej takie informacje dostał od porywacza. Kłamał? Nie darowałby sobie, gdyby tamtej uczennicy coś się stało z jego winy. Została wplątana w sprawy, które w ogóle jej nie dotyczyły, a teraz miałaby ponieść za to przykre konsekwencje? Choć głos nie musiał należeć do niej. Marco ciężko było to stwierdzić. Bez namysłu postanowił iść wyżej, na tyle ile pozwolą mu nogi i zmęczony organizm. Tym mógł na siebie zesłać jeszcze większe zagrożenie. Kto wie, co wymyśli przecudny gospodarz domu, kiedy odkryje, że jego więzień próbuje uciec?
Prawie brawurowa ucieczka. Przydałoby się okno, a także stos prześcieradeł. Wtedy widowisko byłoby lepsze i z pewnością bardziej efektowne.
Próbował wypluć, gromadzącą się krew. Pewnie wyglądał jak ktoś, mający wściekliznę tyle, że białą pianę zastępuje posoka.
Idealny scenariusz na niskobudżetowy horror.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1713


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Sob Sie 29, 2015 8:35 pm


Marco
Nic już nie było tak proste jak mogło się zdawać. Marco uwolnił się tymczasowo od przeciwnika, ale pojawiło się coś gorszego. Niepewność. Prawda zacierała koła z fałszem, tworząc swoistego rodzaju niewiadomą. Co było rzeczywiste, a które z odczuć oplatała fikcja? Mężczyzna nie był już pewien tego, co się dzieje wokół. Zawodzenie tworzyło mroczną niby kołysankę, kiedy kobiecy głos podśpiewywał, a następnie śmiał się i płakał. Jeśli tak wyglądały granice szaleństwa, to ta choroba była straszna. Wampir nie zdecydował się na powrót do piwnicy. Kobiecy głos niknął, a Marco pokonywał coraz to nowe stopnie. Ciało odmawiało posłuszeństwa, wprowadzając się w stan lekkich konwulsji. Mężczyzna próbował się pozbyć resztek świństwa... zmusić żołądek do oddania wątpliwej części pokarmu. Na schody poleciała gęsta krew i jakieś resztki... mięso? A może właśnie wypluwał własne organy? Ból w przełyku nie ustępował, a do tego ten dziwny ucisk w żołądku. Może jednak pozbył się jakiegoś narządu, ale czy wobec tego odrośnie? Marco siłą rzeczy spojrzał na efekt swojej żołądkowej produkcji. Pośród krwi coś się poruszyło... dziwne, małe cosie poruszały się, a z każdą chwilą ich ilość przybywała.

Marco, zwymiotowałeś w większości krwią i kawałkami niezidentyfikowanego „mięsa”. Coś się poruszyło i Twoim oczom ukazały się dziesiątki pełzających robaków o dużej sile żywotności. W tym samym czasie poczułeś na skórze dziwne „wiercenie”, jak gdyby te same istoty znajdowały się również w ciele. Nie słyszysz już zawodzenia z piwnicy. Masz natomiast wrażenie, że ktoś za Tobą stoi. Jak na zawołanie, ktoś szepnął do prawego ucha dwa słowa „nie uciekniesz”. Głos zniknął równie szybko jak się pojawił. Był lekko ochrypnięty i... zmęczony. Czy to Twój umysł płata figle? A może miejsce jest nawiedzone? Siły się kończą...ile stopni dasz radę pokonać...? Dwa? Trzy?

Fabio i Lucjusz
Lucjusz był przekonany, że uczynił dobrze pozbywając się dzieci. Niestety żadne z nich nie wyjawi już powodu swojej obecności. Być może każde z maluchów miało swoją historię, której niestety nie zdąży już opowiedzieć światu. Wampir nie wiedział jakie znaczenie ma ten „koleś na stole”. Nie widział nigdy Marco, więc denat jedzony przez dzieci był tylko bezimiennym nieboszczykiem. Górą mięsa i krwi, jedzeniem. Cała ta sytuacja mogła poróżnić mężczyzn, jednak mimo to trzeba było iść dalej. Dla Marco. Dla zemsty. Fabio zastanawiał się, czy mężczyzna z lasu dopuścił się tak strasznych czynów ze względu na węża. Nie zależało mu przecież na zwierzętach, a większość z nich traktował jak pokarm bądź zabawkę. A może zmienił zdanie? Pod podłogą rozległo się dziwne stukanie, ale ciężko było dochodzić szczegółów bez dokładnej znajomości chaty. Mogły to być przecież szczury, albo wadliwa konstrukcja.

Lucjusz – Fabiowi nie spodobało się Twoje zachowanie, ale nie miałeś innego wyjścia. Nasłuchiwałeś mając wrażenie, że ktoś tłucze się pod podłogą. Piwnica? Dźwięk był stłumiony, ale wystarczająco wyraźny, by móc rozróżnić charakterystyczny łańcuch, czy wchodzenie po schodach. Właśnie to słyszałeś. Ktoś się zbliżał. Udało Ci się zmienić magazynek, dzięki czemu pozostawałeś w pełnej gotowości do dalszego działania. Skrzypiące drzwi uświadomiły Cię, że ktoś znalazł się właśnie na poziomie chaty. Na waszym poziomie, w dodatku całkiem niedaleko.

Fabio- Nie rozumiałeś ruchów swojego kochanka, chociaż on dzielnie utrzymywał, że zrobił to w imię wyższego dobra. Początkowo byłeś zbyt zaaferowany całą sytuacją, podczas gdy Lucjusz nasłuchiwał i ładował broń. Widziałeś jak jego wzrok prześlizguje się po powierzchni podłogi... wyglądał jak zwierze gotowe do polowania. Wtedy i do Ciebie doszły te dźwięki. Łańcuch, a potem tupanie, jakby ktoś wchodził po schodach. Na koniec skrzypienie drzwi, które sądząc po dźwięku znajdowały się nie dalej jak w następnym pomieszczeniu. Nie byłeś tam jeszcze...

Kolejność dowolna

_________________
Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 2844


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Nie Sie 30, 2015 5:51 pm

Musiał zrobić?! Musiał je zabijać?! Tak naprawę nic nie musiał! Nie dochodziły żadne wytłumaczenia śmierci biednych wampirzych piskląt, które były wmieszane w grę dorosłych. Lucjusz powinien się zastanowić nad własnym czynem!
- Nie interesuje mnie to! Zabiłeś je! Niewinne wampirze dzieci, poszczute przez okrucieństwo tego psychola! I ten koleś... - przerwał by opanować drżenie oraz ton głosu. Przetarł ręką trzymająca broń czoło, zerknąwszy na resztki zwłok, na proch. Na to co kiedyś żyło i mogło żyć dalej - To mój brat! A raczej był... - skończył, mając już cichy głos. Lucjusz nie wykazał się dobrocią ani żadnym rozsądkiem. Zadał śmierć bo chciał, tłumacząc się potrzebą ochrony. Przed kim? Przed dziećmi? A może były kluczem do całej sprawy?
- Porozmawiamy jak stąd wyjdziemy. O ile w ogóle tak się stanie. - burknął bardziej do siebie. Wreszcie postąpił krokiem w stronę miejsc już nieodkrytych, mianowicie głębie domu. Do tej pory widział tylko kuchnie, nie miał więc bladego pojęcia co kryło się dalej. Poddenerwowany, podłamany i przede wszystkim niemal już u granicy szlochu, brnął przed siebie. Także zza pamięci zechce wymienić magazynek w broni. Zużył wszystko na te karle dzieci. Starał się już oczywiście o tym nie myśleć, wolał się skupić na dorwaniu zwyrodnialca. Wtem rozległ się ponowny hałas. Jakby pod podłogą? Fabio przystanął, trzymając broń w pogotowiu. Starał się skupić na otoczeniu, a nawet jeśli nic się nie wydarzy, to ruszy w stronę źródła dźwięku. Oczywiście przechodząc do tego pokoju którego nie znał.
- Słyszałeś hałasy, Lucjuszu? - rzucił pytaniem aby upewnić się czy nie ma jakiś omamów. Lepiej niech będą oba wampiry gotowe na spotkanie. Nigdy nic nie wiadomo.

_________________

x18x
Theme Fabio


Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 636


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Sob Wrz 05, 2015 8:32 pm

Zrobił to i tyle. Uważał,, że zrobił dobrze i nikt go nie przekona, że jest inaczej. Był mordercą a także twardo stąpał po ziemi. W porównaniu do Fabia nie był naiwnym wampirem i wiedział ze co pozornie jest bezpieczne, wcale tak nie jest. Niech zobaczy na sytuacje w jakiej są... Lucjusz czuł się zagrożony, bo został zaatakowany przez dzieci. Może teraz nie krzyczały, ale gdyby zaczęły krzyczeć w najmniej odpowiedniej chwili, to zarówno Lucjusz, jak i Fabio stracili by koncentracje itp. Stali by się przez chwile, albo i dłużej łatwym celem, a tego Lucjusz chciał uniknąć.
-Przykro mi Fabio.- Odparł słysząc, że osoba, którą nazwał "ten koleś" to brat Fabia. Oczywiście powiedział to z lekkim smutkiem, bo sam by nie chciał by jego brat leżał na stole. Tyle dobrego że nie miał brata...
-Jak chcesz.- Odparł już głosem na odpierdol się. Był nieco zirytowany całą sytuacją, ale rozumiał Fabia bo w końcu ma tu brata, który o dziwo się nie spopielił. -Coś tu nie gra... To blef...- Odparł jednak to już dla siebie. Przecież jak to możliwe, że głowa Marco toczy się po ziemi, a jego reszta ciała jest na stole... Zapaliła się czerwona kontrolka nad głową Lucjusza.
Kiedy tak rozglądał się po ziemi, jak i wymieniał magazynek, słyszał kroki... Kroki, które było słychać coraz głośniej i wyraźniej. Zacisnął nieco mocniej rękę na uchwycie swojej broni. Kierował się powoli za Fabiem, będąc może jakiś krok, dwa za nim.
-Tak, ktoś tu idzie.- Odparł i zatrzymał się w pokoju do jakiego dotarli. Obejrzał się po nim i zaczął dokładnie nadsłuchiwać. Stanął tylko po to, by dokładniej zlokalizować kroki nieznajomego i w jakiej odległości jest psychol. Starał się jednak by tego nie zagłuszały kroki Fabia., który również był w gotowości do ataku.

_________________


Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 248


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Czw Wrz 10, 2015 8:00 pm

No dalej, nie poddawaj się.
Idź, tam na górze może być lepiej.
Nie patrz w dół.

Spojrzał. To co zobaczył nie napawało go radością. Sam już nie wiedział, czy ta mikstura, przygotowana przez porywacza, była tylko zwykłą, ohydną zbrodnią przeciw normalnemu jedzeniu, czy specjalnie przygotowana papką, której działanie ma być cholernie szkodliwe. Przecież sam brak spożywania krwi, nie działał aż tak bardzo na niekorzyść. Widok robaków przyprawił go o ciarki. Brakowało tylko mrówek, które, grając marsz weselny, przeszłyby się po jego kręgosłupie. Miał wrażenie, że zaraz padnie na posadzkę w konwulsjach.
To niedorzeczne.
Zignorował przeczycie, że ktoś może za nim stać. I tak nie wygra z potencjalnym przeciwnikiem, więc nie ma sensu sprawdzać, czy naprawdę ktoś jednak stoi za nim, tym samym będąc autorem marnych rozrywek. Zawodzenie w piwnicy ustało, co wampir przyjął z ulgą. Choć bardziej cieszyłby się, gdyby wróciło dobre samopoczucie albo na nowo znalazł się w lesie z uczniami.
I chciej tu pomoc.
Najchętniej usiadłby na schodach i poczekał aż to się wszystko skończy. Nie ważne, czy koniec oznaczałby wyprostowanie tej zawiłej sytuacji i cudowny happy end, czy śmierć, a w efekcie zamienienie się w popiół. Zaparł się, aby iść do przodu tak długo, jak starczy sił. Stopień? Dwa? Kilkanaście? Nie miało znaczenia. Skulenie się, oznaczałoby poddanie i tchórzostwo. Przecież nie chciał stracić życia w tak marnym miejscu z równie marnym zakończeniem. Kto będzie dbał o brata? Bardzo chciałby dostać się na górę i wyjść. Liczył się z tym, że nawet jeśli to się uda, to przecież na górze może znajdować się ten szaleniec. A może tylko czekał na pojawienie się Marco? Daje nadzieję, żeby później ją odebrać? Przecież takie zagranie pasowałoby do poziomu wariata.
Nikt mnie nie uratuje, co?
Jak daleko da radę zajść? Po ilu krokach padnie na ziemię, niczym pokonana mrówka? Może los okaże się na tyle łaskawy, że pozwoli dosięgnąć celu?

_________________


Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1713


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Pon Wrz 14, 2015 9:11 pm

Marco:

Usiąść na schodach i poczekać? Z jednej strony plan doskonały, pozwalający na zgromadzenie sił i częściową regenerację. Z drugiej... obce miejsce, w którym każda ze ścian, każdy najmniejszy element chorego wystroju, krzyczał swą straszną historię. Mężczyzna krążył gdzieś po mieszkaniu jak sęp, nie pozwalając uciec swej ofierze. Nie wiadomo dlaczego wyszedł. Możliwe, że krzątał się teraz na piętrze i z radością wariata tworzył kolejne szalone przepisy. Papki z odchodów? Głów? Flaków? Prosze bardzo. Marco był uwięziony i słaby, a każdy ruch przypominał o cielesnej słabości. Wampir starał się nie patrzeć na wszystkie znaki sugerujące, że coś jest nie tak. Majaczące zjawy, ciągłe poczucie bycia obserwowanym musiały zejść na drugi plan. Czy nie tak zaczyna się szaleństwo? Dziwne widma i mary, a na końcu te... głosy, które wwiercają się w podświadomość, jakby chcąc stać się jej rzeczywistą częścią. Marco pokonał kolejny stopień. Ściany zawirowały wypluwając obrazy, których nie powstydziłby się sam Pablo Picasso. Wzorzyste mozaiki, przeplatane z samym ruchem ściany prezentowały się nad wyraz interesująco. Ciągłe poczucie, że ktoś stoi obok nie opuszczało wampira ani na krok. Chichotanie. Stukot, jakby z dołu schodów.... wszystko to zdawało się być całkiem realne. Podobnie jak realna była krew, którą wampir czuł w swoich ustach. Ciało przestało już należeć tylko do Marco. Dziesiątki...nie...tysiące robaków pełzały pod skórą, wiercąc się i rozrywając tkanki. Czy to było naprawdę? Wirowanie wezbrało na sile, a Marco? Poczuł jak zmaga go zmęczenie, które bezdyskusyjnie ściągało wampira na schody.
Marco - wszelkie odczucia się pogłębiały, dlatego coraz ciężej było odróżnić fikcję od prawdy. Ostatnim co czułeś było uczucie rozrywania i upadku. Ostre kanty nie były idealnym miejscem odpoczynku, ale Twoje nogi zdecydowanie odmówiły posłuszeństwa. Nie wiadomo jak długo tam leżałeś. W końcu otworzyłeś oczy, które początkowo widziały tylko same kontury. Znów leżałeś w miejscu swojej kaźni, ale tym razem znajdowałeś się nie na haku, lecz przy stercie kości. Nie czułeś już bólu, ani zawrotów głowy. Coś kapnęło Ci na nos i kiedy podniosłeś głowę do góry zobaczyłeś, że sufit wyłożono krwawiącymi jeszcze częściami ciała. Ręka z której skapywała na Ciebie krew, miała poderżnięte żyły, a jej palec wskazujący zaastygł w bezruchu. Nie było śladu oponenta, a drzwi? Były zamknięte. Na haku za to wisiała naga fioletowowłosa postać. Znałeś ją doskonale. Na Ciele Fabia wyryto obraźliwe słowa, które wciąż jeszcze krwawiły. Twój brat był nieprzytomny, ale ciche bicie jego serca wzkazywało na fakt, że jeszcze żyje. W końcu drzwi się otworzyły i pojawił się w nich nie kto inny jak wasz oprawca.
- Marco, jak miło, że się obudziłeś! Myślałem, że przegapisz powitanie Twojego brata! Zagrajmy w grę prawda czy fałsz, a zasady są następujące.... ja zadaję pytanie i gdy uznam, że nie mówisz prawdy, zabieram sobie pamiątkę z Twojego braciszka. Mówiłem Ci kiedyś, że jestem fanem tworzenia organicznej biżuterii? Ale widzisz, zagadałeś mnie! Pytanie pierwsze brzmi... czy to prawda, że nigdy nie miałeś kobiety? - mężczyzna nadal miał na sobie maskę zręcznie tłumiącą naturalną barwę głosu. W jego dłoni znajdował się olbrzymi sekator do drewna, którego miejmy nadzieje, że nie zechce użyć...

Fabio i Lucjusz

Jedynym co do tej pory pamiętał Fabio, był stary fotel oraz szafa. Okno znajdujące się w pokoju, było skierowane na tyły domu. Wcześniej widoczny dym - miejsce paleniska i jednoczesnej kaźni nieszczęsnego zwierzaka. Powrót do koszmarów uwydatnił wszystkie wspomnienia, które z pewnością na zawsze pozostawią zadrę w wampirzej pamięci. Zarówno Fabio jak i Lucjusz usłyszeli odgłosy, ale żaden z nich nie mógł mieć stuprocentowej pewności co do ich dokładnego położenia. Nie było innego wyboru, jak tylko podążać dalej. Marco nie żył, ale Fabio mógłby żyć ze świadomością, że morderca jego rodziny żyje gdzieś na wolności? Cała ta sytuacja była pogięta jak baranie rogi, ale kto powiedział, że wszystko będzie normalne? Tylko bajki miały dobre zakończenia, z owy psychol z lasu nie wyglądał jak bajeczny książę na białym rumaku. A szkoda.

Fabio - wymieniłeś pusty magazynek swej broni i brnąłeś do przodu. Twoje nogi niosły Cię, lecz przez chwilę miałeś wrażenie że nie należą do Ciebie. Szok. Niedowierzanie. Być może i również strach. Przeplatając się wzajemnie, to te odczucia grały teraz pierwsze skrzypce. Byłeś już w tym domu, lecz pokój do którego zmierzałeś pozostawał jak do tej pory nieodkryty. Świadomość, że po mężczyźnie z lasu można się spodziewać prawie wszystkiego, nie uspokajała Cię w żaden sposób.

Wnętrze pokoju widoczne okiem Fabia i Lucjusza:

Na przeciwko wejścia znajdowała się szafa oraz stały, nieco zużywany fotel w kolorze pleśni. Widać, że mieszkaniec nie miał fantazji, by doposażać mieszkanie w nowoczesne sprzęty. Oba te przedmioty wyglądały raczej na stare i wyrzucone z porządnych domów przedmioty. Niepotrzebne i wzgardzone. Na swój sposób ohydne i żałosne, lecz wciąż funkcjonalne. Okno nadal tkwiło na swoim miejscu. Może za wyjątkiem szyby, której resztki w dalszym ciągu walały się po podłodze. Ot. Taki efekt krzyku biednych dzieci, które zginęły z ręki brutalnego kochanka wampira. Obraz tuż przy szafie nie nastrajał pozytywnie. Dwóch zamaskowanych mężczyzn rozrywało na strzępy człowieka - rycina. Tak. Przypominało bardziej rycinę niż obraz. Mieszkająca tu osoba miała specyficzny gust, ale Fabio doskonale już o tym wiedział. Po prawej stronie od wejścia znajdowały się metalowe i srebrne klatki (sztuk dwie), które umiejscowiono tak, by nie były widoczne od kuchni. Klatki nie były rzecz jasna puste. W Bliższej znajdowały się szczątki jakichś zwierząt, które poddały się już rozkładowi. Mała zwierzęca czaszka była skruszona w miejscu pyska, stąd prawie całkowicie uniemożliwiała identyfikację nieszczęśnika. W drugiej klatce znajdowała się skulona postać. Naga i wychudzona. Chłopiec o jasnych włosach i przenikliwie niebieskich oczach. Chłopiec patrzył w dal, nie odzywając się ani słowem. Miał powód. Podobnie jak w przypadku Fabia zadziałał szok. Nawet kwaśny zapach rozkładu i metaliczna woń krwi nie zaburzyła wampirzych zmysłów na tyle, by nie wiedzieli, że w klatce znajduje się ludzki nastolatek. Nie miał na sobie żadnych zranień, ale znajdująca się pod nim kałuża uryny i kału, jasno wskazywała na to, iż spędził tu już jakiś czas. Nie zwrócił uwagi na wampiry, tylko patrzył. A na co? A no właśnie. Po lewej stronie domu zmyślny architekt umyślił sobie postawienie czegoś, co dla zwykłego umysłu mogło zdawać się niebywałe. Do zwisających z sufitu sznurów przywiązane były kawałki ludzkich i zwierzęcych kończyn, które ustawiono tak, by układały się w napis "Witaj". Ściany pokrywały krwawe gryzmoły, będące jednocześnie zakończeniem przywitania tzn... "Witaj" .... w domu, stąd nie ma już ucieczki. Sznury z ludzkich flaków wyglądały jak łańcuchy bożonarodzeniowe​, z tym że zamiast słodkich świecidełek, pokryte były jedynie szlamem i krwią. Widać posoka już na zawsze pozostanie częścią wystroju tego domu.


- Ach, a już myślałem że się nie pojawisz... Szkoda tylko, że złamałeś warunki umowy, a byłem przecież tak miły dla Twojego braciszka. Za miły. Widać macie we krwi chamstwo i kłamstwo - wytłumiony męski głos dobiegał od strony makabrycznej rzeźby i rzeczywiście....​ stała tam zamaskowana, masywna postać, trzymająca przed sobą żywą tarczę w postaci jasnowłosego wampira. Trzymał go za włosy z siłą i z wprawą, niczym tchórzliwy cwaniak, ratujący swe życie kosztem innych. Czy to Marco?Tak wyglądał, ale przecież wampir nie żył, a jego głowa w dalszym ciągu spoczywała gdzieś w kuchni.

Lucjuszu - nie masz zielonego pojęcia kim jest osoba, która się pojawiła, oraz co to za nieszczęśnik którego przy sobie trzyma. Sądząc po jego słowach, doskonale zna Fabia. Ba. Nawet na niego czekał. Czy jest to zatem owy dziwak, który raczył Twojego chłopaka przykrymi niespodziankami?​

Fabio- uraczony widokiem niecodziennego przywitania, początkowo nie zauważyłeś stojącej w rogu postaci. Dopiero, gdy się odezwał, jakby za sprawą nadprzyrodzonych​ sił zobaczyłeś postać. Zamaskowaną i niejednoznaczną do określenia. Nie byłeś w stanie rozróżnić głosu, ale postać niewątpliwie Cię rozpoznała. Niczym żywą tarczę trzymała przed sobą nieprzytomną osobę, która wyglądała jak Marco. To musiał być on, ale wobec tego... jak to możliwe?


Kolejność jest dowolna Na odpisy czekam do czwartku 17.09


_________________
Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 2844


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Sro Wrz 16, 2015 6:59 pm

Im dalej szedł, tym gorzej się bał. Fabio jako wrażliwiec, ciężko przyjmował do siebie drastyczne widoki, a co dopiero znajdować się obok. Mimo bycia sługą burmistrza oraz jednym z szarych, a nawet lekarzem, przerastała go brutalność. Ale to jeszcze nie wszystko co go ma spotkać, Fabio po przeładowaniu magazynka, szedł dalej. Lucjusz zapewne też był obok i obydwaj panowie szli ku odgłosom. I właśnie ten kolejny pokój... Poza smrodem krwi oraz mięsa zastał też stare umeblowanie. Podniszczone, stęchlizna! Obrzydliwe! Właściciel domku z całą pewnością nie zwracał uwagi na wystrój albo po prostu był tak chory umysłowo, że sceneria rodem z najgorszego horroru podniecała go. Aż przeszedł wampirka dreszcz. Iście robiło się niedobrze, ledwo trzymał się na nogach. Jęknął cicho, ścisnąwszy uchwyt broni. Starał się trzymać ją pewnie. I wszystko byłoby jeszcze na miejscy, gdyby nie to, że odnalazł klatkę. Siedział tam nagi chłopiec. Przestraszony, wychudzony. Czy ten psychol... Fabio mimo trzymania broni i tak oparł dłonie o uczy. To było wystarczająco podłe. Na co ten chłopiec spoglądał? Wampirek spojrzał w tym samym kierunku co on i po prostu zdębiał.
- Nie mogę już na to patrzeć! Gdzie jest ten zwyrodniały skurwiel?! - załkał, starając się jeszcze utrzymać swoją słabą psychikę w ryzach. Bardzo chciał też pomóc chłopcu. Zabrać go z tego piekła, dać dom i wszystko! Ale nie żeby tutaj siedział i gnił! Fabio wreszcie dostał to co chciał, a raczej usłyszał. Głos. Dopiero po czasie pojawił się jego właściciel. Zamaskowany typ trzymający za włosy... Marco? Ale?! Ale widział głowę! Ciało! Co było do Diabła granę?
- Ty nędzna kreaturo! Czym Ty w ogóle jesteś? I dlaczego... dlaczego porwałeś mojego brata? - głos się łamał, drżał. Fabio uniósł broń na wysokości głowy mężczyzny w masce. Nie pociągnie za spust, lecz czuł się w miarę lepiej, trzymając go tak na celowniku.

_________________

x18x
Theme Fabio


Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 636


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Czw Wrz 17, 2015 8:18 pm

Lucjusz w porównaniu do Fabia, nie bał się w cale. Jednak niepokoił się, bo mimo to sytuacja, stawała się coraz bardziej napięta. Kiedy weszli do pokoju, obleciał wzrokiem całe pomieszczenie i to dokładnie. Pomieszczenie wydawało mu się stare, jednak nie oceniał, bo niektórzy po prostu lubią stare meble itp. Jednak na pewno nie było to zrobione dla wygody, a po prosty dom był zaniedbany. Zwłaszcza te klatki. Na pierwszą nie zwrócił, tak mocno uwagi na pierwszą, jak na drugą. W tamtej był chłopiec, nagi, wychudzony. Spojrzał krótko na Fabia. 
-Fabio stój spokojnie, podejdę bliżej.- Ledwie się trzymasz... Jednak to już dodał dla siebie i w myślach, nie chcąc czasem by przez przypadek wróg usłyszał. Następnie podejdzie do klatki, by kucnąć koło niej i spojrzeć na dziecko w niej. Jednak zachował dystans by dziecko, czasem nie okazało się być agresywne. 
-Chłopcze spójrz na mnie. Rozumiesz mnie? - Zapytał spokojnie i powoli, po czym usłyszał jednak kłos, gdzie i spojrzał w jego kierunku, wstając. Spojrzał uważnie na nieznajomego. 
-Co to kurwa ma być?- Warknął zimno widząc, że nieznajomy zasłania się osobą, która powinna być martwa. -Iluzja... To musi być iluzja...- Mruknął cicho i raczej dla siebie, po czym spojrzał na nieznajomego.
-Chyba tu czegoś nie rozumiem...- Odparł już nieco głośniej. 

_________________


Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 248


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Pią Wrz 18, 2015 10:44 pm

Gorzej już być nie może.
Zdanie wyżej pokazuje, jak bardzo Marco nie zna jeszcze życia. Nigdy nie jest tak źle, aby życie nie mogło dołożyć jeszcze parę drobnych pchnięć ostrym nożem w plecy. Wirowanie kształtów i barw, utrwaliło wampira w przekonaniu, że nie wyjdzie z piwny, choćby zmusił swoje obolałe i zdesperowane komórki ciała do wykrzesania z siebie odrobiny energii, aby pognać przed siebie. Wzdrygnął się, czując robaki poruszające się pod skórą. Na samą myśl o nich chciało mu się na nowo wymiotować i płakać. Zacisnął zęby, zamykając powieki. Gwałtownie poruszył dłońmi, chcąc rozerwać krępujące kajdanki. Jednak w obecnym stanie na pewno nie da rady tego zrobić. Nie teraz, kiedy był zaledwie marną kreaturą przedstawiciela krwi B. Złapał się za skronie, rozmasowując je. Wrzask uwiązł mu w gardle, przez co zdołał wykrzesać z siebie jedynie ciche chrypnięcia. Opierając się o ścianę, zsunął się na podłogę. Zmęczenie, nasilająca się desperacja oraz rozpacz zdołały pokonać blondyna.
Nie potrafił określić, ile czasu był nieprzytomny. Jęknął, kiedy otwierając oczy, poczuł zimną posadzkę. To na pewno nie było miękkie łóżko w jego domu ani hotelu. Sceneria także nie należała do tych przyjemnych. Przypominała o tym nieszczęsnym dniu, w którym został porwany z lasu. Pamiętał jak wtedy próbował uciec z jakiegoś obskurnego pomieszczenia. Zakończenie tamtego dnia nie zachwyciłoby nawet bajkopisarzy.
Zaraz.
Przecież ten dzień jeszcze trwa. Koniec nie został w ogóle dopisany do tej historii. Usiadł raptownie, przypominając sobie, gdzie się znajduje. Ręce nadal nie zostały oswobodzone, ale przynajmniej nie czuł robaków, zawrotów głowy, ani ogólnego bólu. Jakaś sztuczka? Rozejrzał się, poszukując oprawcy. Bawił się w jakąś grę? Dziwił się, że tym razem nie został powieszony na haku. Chwila. Przecież tam jest jakaś postać. Ta uczennica? Niepewnie zbliżył się o metr, przyglądając się znalezisku.
Wyglądało jak...
- Fabio! - krzyknął, momentalnie wstając, niczym porażony prądem.
Podbiegł do brata, ledwo nie potykając się o własne nogi.
Warknął, nie mogąc ściągnąć młodszego.
Wtem otworzyły się drzwi, a do środka wszedł szalony nieznajomy. Momentalnie stanął naprzeciwko niego, oddzielając go od Landryny. Drżał na całym ciele przeładowany negatywnymi emocjami. Gdyby wzrok mógł zabijać, przeciwnik leżałby teraz na ziemi spalony na popiół.
- Zamknij się – warknął. Gdyby z ust wampira leciała ślina, byłby doskonałym przykładem wściekłego, bezradnego zwierzęcia. Niestety, dzieci, musicie znaleźć sobie inny przykład. - Jak śmiałeś go tknąć, skurwysynu – lodowaty i surowy głos po raz kolejny przeciął ciszę.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1713


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Sob Wrz 19, 2015 9:16 pm

Fabio i Lucjusz:

Tyle widoku okrucieństwa jak w tym jednym dniu Fabio nie zaznał przez całe życie. Im dalej postępował w to miejsce kaźni, coraz bardziej przekonywał się do szalonej natury pustelnika. Mężczyzna jak nic miał nie równo pod sufitem. Kto normalny bowiem trzyma w mieszkaniu klatki z ludźmi, czy rozczłonkowane części zwierzęcych ciał. Fioletowy miał już dość całej tej zabawy. Jego łagodna natura nie przywykła do takich widoków, dlatego Lucjusz słusznie zauważył, że jego kochanek był w coraz gorszym stanie. Chłopiec do którego podszedł najwyraźniej był w szoku. Wychudzony i dręczony przez kata prawdopodobnie utracił większość zdrowych zmysłów, wierząc w to… że już na zawsze pozostanie więźniem w tym strasznym domu. Nie okazywał żadnej agresji, a wręcz przeciwnie. Był spokojny, a w pustych oczach widoczne były cienie strachu ilekroć tylko patrzył w wyznaczony sobie punkt. Nie odpowiedział. Nie spojrzał nawet na Lucjusza. Prawdopodobnie był już w innym świecie, gdzie jego psychika zataczała choćby marne koła normalności… o ile było to jeszcze w ogóle możliwe.
-Nędzna kreaturo? Inaczej śpiewałeś kiedy kręciłeś przede mną tym swoim słodkim tyłeczkiem – śmiał się. Choć żaden z obecnych nie widział jego twarzy, mężczyzna doskonale bawiła obecna sytuacja. Duża siła pozwalała mu na dzierżenie żywej tarczy, w postaci nieszczęsnego Marco – obecnej karty przetargowej między zboczeńcem z lasu a Fabiem.
-Porwałem? Ależ Fabio… przecież to uczciwa wymiana. Wziąłeś sobie węża…czy ty naprawdę uważałeś, że oddam go za darmo? Albo to – wskazał wolną dłonią na Lucjusza – miałeś przyjść sam, a zamiast tego przyprowadzasz ze sobą tego żałosnego wampirka. Dlaczego Fabio? Dobrze rżnie? Lepiej niż ja mógłbym to zrobić? - ironia była słyszalna tylko przez chwilę. Mężczyzna wolno opuścił dłoń i sięgnął po ostry przedmiot, który przystawił do nieprzytomnego Marco. Rękojeść była zabezpieczona, co mogło wskazywać na srebrne poświęcone ostrze. Antywampirze.
- Strzelaj, Fabio. Strzel do mnie a pożałujesz, że opuściłeś parszywe łono swojej puszczalskiej mamusi – zaśmiał się i przystawił ostrze do skóry Fabiannowego brata. Cichy syk towarzyszył zetknięciu ciała z ostrzem, ale Marco się nie poruszył… był jak szmaciana lalka… bezbronna i maleńka w łapskach zwyrodniałego bydlaka.

Marco

W innych częściach tego samego budynku również rozgrywał się dramat. Wszystko wskazywało na to, że cała ta sytuacja jest bardziej pokręcona niż mogła się na początku wydawać. Z piwnic nie było ucieczki, co oznaczało nic innego jak swoistą drogę w jedną stronę. Kości nieszczęśników świadkiem, że niejeden przed Marco próbował. Wampir wciąż do końca nie był w stanie ocenić całej sytuacji. Bardziej przypominała koszmar niż realnie rozgrywającą się akcję. Nie mógł się jednak obudzić i żadne szczypanie nie odniosło tutaj rezultatu. Marco chwiał się na nogach, kiedy podchodził do wiszącego na haku brata. Każdy, nawet najmniejszy krok sprawiał ból, zupełnie tak jakby chodził po rozżarzonych węglach. Kiedy w piwnicy pojawił się szaleniec, wszystkie wcześniejsze założenia o dobrym zakończeniu po prostu się rozmyły.
- Biiiiiiiip. Zła odpowiedź – mężczyzna zamachnął się i uderzył Marco z całej siły, tak że wampir zarył szczęką o podłogę -To ja tu zadaję pytania, a ty odpowiadasz nędzna niewychowana kupo – mężczyzna skończył swoje pouczenie i dotknął torsu Fabia, który cicho jęknął. Oprzytomniał? Możliwe. Fioletowy uniósł lekko głowę, lecz wyraźnie się spłoszył napotykając wzrokiem oprawcę. Ciało wampira wpadło w lekkie wstrząsy, które spowodowało nic innego jak chlipanie – Ja… ja...nie chcę… zostaw – głosik był cichy i piskliwy. Łamał się i w niczym nie przypominał głosu dorosłego mężczyzny. Nie mogło być wątpliwości, że na haku wisiał Fabio. Wampir nie zauważył jednak obecności swojego brata Marco, a sam szok w jakim się znalazł nie pozwolił na kierowanie się zmysłami.
-Fabio, przykro mi to mówić, ale Twój brat ma Cię w dupie. Stwierdził, że nie będzie Cię ratował i mogę nawet na Tobie wypróbować moje najnowsze techniki rozpruwania. Nic mu do tego – stwierdził, uśmiechając się przy tym złośliwie. Następnie sięgnął po sekator i kilkakrotnie użył go przecinając dla pokazu powietrze – No Fabio, zaczniemy lekko! Dawaj paluszek! - Fioletowy załkał , próbując się odsunąć ale mężczyzna był szybszy. Wampirzy palec opadł na ziemię, a krew z kikuta prawego kciuka zaczęła spływać na brudną posadzkę. Krzyk Fabia przeciął powietrze i trwał z lekkimi przerwami na złapanie oddechu i kolejny płacz, który niestety nic nie dawał.
- Podziękuj braciszkowi, Fabio. Czy braciszek pamięta pytanie na które ma odpowiedzieć, czy mam mu odświeżyć pamięć? - spojrzał na Marco i teatralnie pokazał sekator. Nie żartował. Co to, to nie.



Kolejność jest dowolna, na odpisy czekam do wtorku 22.09
Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 2844


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Nie Wrz 20, 2015 6:33 pm

Jeśli dałoby radę, Fabio byłby skłonny uwolnić chłopca i zająć się nim. Wiedział, że tak zrujnowana istota potrzebuje odpowiedniej opieki, a przede wszystkim miłości. Nie będzie w stanie wyjść bez brata i tego chłopaka w klatce! Nie i już! Nie po tym co zobaczył! Właściwie wiedział, że nie było czasu na zastanowienia się dlaczego ten świat jest zbrukany takimi zwyrodniałymi typami, mającymi hecę z cudzych krzywd. Ale nie był w stanie powstrzymać swoich myśli. Lucjusz ma rację... już ledwo się trzymał psychicznie i po prostu brakowało aby nie padł tutaj, łkając nad śmiercią jaka się roznosiła oraz bezsilnością ofiar jakie tutaj nadal trwały i już poległy. Siebie też brał jako ofiarę, Lucjusza i Marco. Ofiary psychicznego typa, który zaciągnął ich w swoją gierkę, a to tylko dlatego iż Fabio ocalił biednego gada z tragicznych warunków trzymania. Czy naprawdę musiał płacić aż tak wielką cenę za chęć pomocy innym?
Posłał zmęczone ale zarazem pełne nienawiści, żalu i bezradności zamaskowanemu czubkowi. Wiadomo kim był. Nie musiał się tchórz ukrywać... I te teksty... Fabio zacisnął mocniej dłonie na uchwycie, starając się wstrzymać wybuchem gniewu. A był przecież na skraju załamania!
- Zamknij jadaczkę, śmieciu! - wrzasnął, nie starając się ukrywać drżącego głosu. W sumie nie dałby i tak rady. Nogi się pod nim uginały, ogarniała go rozpacz widząc biednego brata w takim stanie. Czyli głowa, zwłoki... to oszustwo? Na pewno! Najważniejsze, że żył.
- To nie była żadna wymiana, psycholu! Jeśli tak zabolało wykiwanie cię, powinieneś rozstrzygnąć to ze mną osobiście, nie mieszając w to moich bliskich! Jesteś obrzydliwym tchórzem! - mimo iż pełen głos wściekłości w gardle miał gulę. Do oczu cisnęły się łzy, nie ze smutku, a złości i tej chorej bezradności. Gdy porywacz trzymał bezwładnego Marco, nie mógł zaatakować. Nie komentował też jego następnych słów. Porywacz powinien wiedzieć, że Fabio nie przybędzie sam. To byłoby nader lekkomyślne.
- Powiedziałem przestań pieprzyć i powiedz czego chcesz! - nie opuszczając broni, ciągle krzyczał i liczył, że ten zacznie mówić. Czego oczekiwał od Fabia, porywając jego brata? Był w tym jakiś chory cel, a biedne rodzeństwo musiało to zdzierżyć. Że też trafił na takiego psychola... Wstrzymał oddech na widok ostrza. Było naprawdę źle. Nie. Bardzo źle!

_________________

x18x
Theme Fabio


Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 636


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Wto Wrz 22, 2015 2:12 pm

Czuł lekki niepokój patrząc na to wychudzone dziecię. Jak można być takim psycholem by istoty, o własnym rozumie trzymać w klatkach. I to jeszcze tak by doprowadzić dziecko do wychudzenia. No czysty horror. Tylko nie wiadomo czy bardziej dla Lucjusza, czy dla chłopca, który chyba już jest tak zniszczony, że nawet nie potrafi mówić itp.
Jednak ten cały psychol chyba okazał się gorszy, zwłaszcza, mając w rękach kolejnego Marco! Lucjusz mimo to przekonany do końca, że psychol ma w łapach prawdziwego brata Fabia. Zacisnął jedną rękę, bo w drugiej miał broń i warknął pod nosem, słysząc słowa mężczyzny.
-Wildze chłoptasiu, że ci do śmiechu znęcanie się nad innymi.- Odparł z chłodem i spojrzał na krzyczącego Fabia, jak i po chwili na psychola. Spojrzał również na Marco i ewidentnie mu coś nie grało, co tylko utwierdzało go, że Marko, to kolejny blef... Co go zdradzało? Albo co powodowało, że Lucjusz myślał, że to blef? Właśnie to, że Marco był jak szmaciana lalka. Zero reakcji. Oczywiście Lucjusz mógł się mylić, ale skoro psychol już raz oszukał, to mógł to zrobić kolejny raz.
- Żałosny to ty jesteś próbując ukryć blef.- Odparł z chłodem i wziął głębszy oddech sięgając po swoją ulubioną broń. Czarna materia! Wytworzył dwa oszczepy, które pokieruje tak by:
Pierwszy: Przebił ramie psychola, przez co pewnie i Marko.
Drugi: To samo tylko drugie ramie z tą różnicą żeby oszczep wbił się również w kość łokciową, albo promieniową psychola, skoro ten przyłożył ostrze do szyi Marco.
Wszystko zapoczątkuje dość głośny świst, a potem zapewne ból. Oszczepy wbiją się od strony pleców psychola, który pewnie do końca nie będzie świadomy co może oznaczać świst. Oszczepy w prawdzie ich nie zabiją, ale na pewno zabolą psychola. Ciekawe jak się wbiją oszczepy?
Lucjusz uważnie patrzył na to co się będzie działo, by ewentualnie zaatakować ponownie.
Fabio pierwszy raz ujrzy jaką mocą włada Lucjusz i pewnie się domyśli, że nie tylko on sam jest niebezpieczeństwem, jak i jego zdolność.


_________________


Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 248


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Sob Wrz 26, 2015 12:58 am

Chyba każdy w swoim życiu przechodził taki okres, w którym czuł cholerną frustrację i wściekłość tym, że mógł się tylko czemuś przyglądać, obrywając przy okazji. Marco nie mógł sobie przypomnieć co zrobił, aby zasłużyć na takie traktowanie z strony nieznajomego. Przecież był przykładnym obywatelem, pomagając staruszkom przejść przez ulicę, płacił rachunki, a ostatniego cukierka ukradł za czasów bycia małą, niewinną pijawką.
No tak, przecież nie istniał żaden konkretny powód. Niektóry go nie potrzebują. Najpierw złapią i wypatroszą, a potem nad ich głowami pojawi się znak zapytania z małymi literkami, układającymi się w pytanie: „Ale po co?”. Świat był pełen absurdów, więc to nie powinno być takie zaskakujące.
Ale było. I to cholernie.
Jęknął uderzając o ziemię. Kolejny raz na niej lądował i pewnie nie ostatni. Wsparł się na łokciach, sycząc pod nosem. Miał wrażenie, że to wszystko jest jakimś wykreowanym przez osoby trzecie koszmarem, z którego nie można się wybudzić, jeśli nie pokona się przeciwnika. Jednak ta teoria składała się z dwóch błędów. To nie wyglądało jak okropny sen. Także pokonanie szaleńca w tym stanie nie było kolorowo naświetlone. Nabrał haust nieprzyjemnego i stęchłego powietrza, widząc jak nieznajomy dotyka Fabia.
- Stul ryj – warknął.
Zmusił się do przybrania pozycji siedzącej i oparcia się o ścianę. Nie miał niczego, co dałoby choć minimalną szansę zabicia faceta i uratowania brata. Przestało go obchodzić, czy sam wyjdzie z tego bagna żywy. Chciał, żeby młodszy wyszedł z tego cało, nawet jeśli sam miałby przepłacić życiem. Krzyknął cicho, gdy palec Fabia wylądował na ziemi. Pojawiła się pierwsza łza, spływająca po policzku. Potem trzecia i czwarta, a za nimi kolejne.
Pytanie? Tak, mógł na nie odpowiedzieć wcześniej, a wtedy Fabio prawdopodobnie by nie ucierpiał. Przełknął ślinę wymieszaną z goryczą.
Nigdy nie nosił tej beznadziejnej gry.
Teraz okazała się ona wręcz bajeczna chujowa.
- Pamiętam – przez chwilę zacisnął zęby, myśląc czy powinien dać się wciągnąć w tą chorą gierkę. Ale chyba nie ma innego wyboru, prawda? - Miałem – dokończył. - Co musiałbym zrobić, abyś puścił mojego brata i nic mu nie robiąc?
Głos się nieco łamał, odsłaniając rosnące przerażenie. Obawiał się, że krwiopijca wymyśli coś naprawdę paskudnego. Jednak jeszcze bardziej się bał, że ten zdecyduje się na męczenie fioletowego, co dla Marco wydawało się o wiele gorsze.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1713


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Nie Wrz 27, 2015 12:40 pm

Fabio i Lucjusz

Mężczyzna potrząsał Marco, niczym szmacianą lalką. Jasne włosy mężczyzny opadały na twarz, przykrywając prawie w całości zastygłą w grymasie bólu mimikę. Nie obudził się. Nie powiedział ani słowa, tylko był tam trzymany w niewoli jak dzikie zwierzę – naturalnie ku olbrzymiej radości złośliwego przeciwnika.
- Śmieciu? Inaczej mówiłeś jak przyszedłeś do mnie ostatnio – wybuchnął gromkim śmiechem, który wydawał się bardziej złowieszczy niżeli miły. Gry słowne? Oskarżenia? Czemu nie. Mężczyzna był idealnie przygotowany na każdą nieuprzejmość zaserwowaną przez gości. Miał przecież więźnia, a co za tym idzie również i przewagę.
-Fabio Fabio… przecież chciałem rozstrzygnąć to osobiście. Zapraszałem Cię, ale za każdym razem ignorowałeś moje wiadomości. Uznałem wobec tego, że uczciwa wymiana zachęci do odwiedzin bardziej niż suchy sms, czy przesyłka pyszności. Właśnie, jak smakowały wyroby szefa kuchni? -przesunął lekko rękę, celowo potrząsając ujętym w żelazny uścisk Marco. Jasnowłosy wydał ciche jęknięcie i na tym się skończyło dalsze kwestionowanie niezadowolenia.
- Chciałem porozmawiać, dlatego zaproponowałem żebyś mnie odwiedził. Ty jednak wolałeś złamać warunki umowy i przyciągnąłeś ze sobą wampirzego alfonsa. Po co? Dlaczego? Chciałeś czuć się bezpieczniej? Twój kochaś obchodzi mnie tyle co obietnica kolejnej dostawy krwistych żelków – całkowicie ignorował Lucjusza, kierując słowa jedynie do Fabia. Gardził towarzyszem fioletowego, czego nie omieszkał podkreślić chyba na każdym możliwym kroku. To nie Lucjusz był jego celem i według mężczyzny z chaty, ciemnowłosy nie powinien się nawet tu znaleźć. Może właśnie dzięki temu Lucjusz miał czas i możliwość na wykonanie dalszych kroków… Czynności, które z pewnością zaważyły na życiu Fabiannowego brata, jak również zakończeniu tego horroru.


Lucjuszu – wytworzyłeś dwa oszczepy, których celem było „unieruchomienie” mężczyzny. Ponieważ facet stał w trudno dostępnym miejscu, manewrowanie oszczepami było w tym wypadku prawdziwą sztuką.  Czarna materia przecięła powietrze wbijając się w kość ramienia oprawcy, druga natomiast przecięła drugą rękę przechodząc przez nią na wylot – przez szyję trzymanego Marco. Mężczyzna natychmiast rozluźnił uścisk, a bezwładny wampir upadł na podłogę, brocząc krwią (szczególnie z ust). Dusił się. Umęczony brat fioletowowłosego przeszedł już tyle, że kolejna dawka uderzeniowa była przysłowiowym gwoździem do trumny. Fabio nie zdążyłby nawet do niego dobiec, bowiem ciało jego brata uległo niemal natychmiastowemu spopieleniu. Ups.
- Jak… jak śmiałeś! - mężczyzna wrzasnął i nagle przypomniał sobie o obecności Lucjusza. Na oczach obu wampirów uwolnił się z oszczepów, dysząc jedynie ciężko i sprawiając wrażenie naprawdę wkurwionego.

Fabio – mężczyzna najwidoczniej miał żal, że nie przyszedłeś do niego sam. Nijak nie obchodziły go Twoje obawy. Liczyło się tylko to, że złamałeś warunki przyjętej przez niego umowy. Nie zwracał uwagi na Lucjusza, którym najwyraźniej gardził, co jak później się okazało było błędem ze strony oprawcy. Przez rozchwianie nawet ty początkowo nie zauważyłeś oszczepów. Dopiero kiedy zobaczyłeś czarną materię wystającą z szyi Twojego brata, pojąłeś w czym rzecz. Lucjusz zaatakował oponenta najgorszym możliwym kosztem. Puścił Marco, który ranny opadł na podłogę i po chwili przemienił się w śmierdzącą stertę popiołu. Twój brat Marco. Może warto poprosić chociaż o zwrot jego szczątek?

Mężczyzna na razie nie atakował. Trząsł się ze złości i czekał na reakcję Fabia.
- Chciałem się dogadać, ale musiałeś przywlec ze sobą to coś… - spojrzał z oburzeniem na obu mężczyzn, a następnie przeniósł wzrok na broczącą krwią rękę. Prawdopodobnie miał strzaskane kości, ale co to regeneracja dla wampira.


Marco

Gdyby w grę nie wchodziło życie brata, mężczyzna najprawdopodobniej nie uległby grze porywacza. Każda odpowiedź będąca nie w smak psychopacie przybliżała Fabia do utraty części jego ciała. Tego Marco nie mógł znieść. Celowe patrzenie na krzywdę młodszego nie leżała w jego naturze. Mogli się nie zgadzać, ale w dalszym ciągu pozostawali braćmi.
- Czy ja dobrze widzę… Czy to… łzy? Oj Marco, to prawda, że gdybyś współpracował Fabio miałby nadal palec. Jestem tak wspaniałomyślny, że pozwolę Wam zabrać paluszek! - co to akt łaski? Najwyraźniej. Mężczyzna kopnął Fabiannowy palec prosto w Marco. Oczywiście potraktowany w ten sposób nie nadawał się już raczej do niczego, ale czyż nie okazał w ten sposób łaski?
- Wystarczy, że zagrasz ze mną w grę. Ja pytam, ty odpowiadasz. Ja proszę, ty wykonujesz. Zasady są proste. Nagradzam każde posłuszeństwo, a zachowanie sugerujące bunt stosownie tłumię. W zarodku. - złapał Fabia za włosy i mocno nimi potrząsnął. Młodszy płakał, użalając się nad swoim losem i jęcząc. Straszny widok.
- Dobrze Marco, a teraz chciałbym, żebyś mi coś ładnego zatańczył i w zmysłowym tańcu opowiedział szczegóły Twojego obcowania z kobietą. Chętnie posłuchamy, prawda Fabio? - młodszy jęknął, a wampir ponownie chwycił za sekator, lecz tym razem przystawił go do przyrodzenia fioletowowłosego.



Na odpisy czekam do środy 30.09
Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 2844


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Nie Wrz 27, 2015 5:38 pm

Smutek, żal, bezradność i wściekłość. Fabio nie czuł innego poza tym i ciężko było się skupić. Zmęczył się już całą akcją, miał dość. Najchętniej poddałby się aby tylko Marco, Lucjusz oraz ten chłopiec mogli stąd odejść spokojnie. Gotowy do poświęceń, miał już opuścić broń, mimo wszystkich słów wypowiedzianych przez porywacza. Za dużo dla wrażliwego wampirka, przejmującego się losem każdego. Nawet przybycie tutaj z Lucjuszem sprawiło ogromne poczucie winy iż wmieszał w to kolejną osobę oraz utrudnił w zadaniu odzyskania braciszka. I czemuż musiał przypomnieć o specjalnych prezentach? Jak bardzo nienawidził swojego oprawcy? Tak bardzo jak mu współczuł. Fabio nie potrafił obdarzyć kogoś stu procentową nienawiścią, zawsze znajdzie w sobie cząstkę wyrozumienia nawet dla największego łotra.
- Mówiłem... przestań gadać od rzeczy i powiedz czego chcesz! - nie odpuszczał. Broń jeszcze nie została opuszczona, mimo iż już nie chciał żadnej przemocy. Niestety. Lucjusz rozpoczął całkiem inny wątek. Zaatakował. Fabio nie zdążył zareagować, właściwie nie wiedział nawet kiedy co i jak się stało. Usłyszał tylko bulgot, krzyk. Swoje fioletowe tęczówki wbił pierw w porywacza, a później zjechał na broczącego we własnej krwi brata. Czarna materia jeszcze tkwiła w przeszytej na wylot szyi.
- Marco? - szepnął cicho i gdy wampir wydał z siebie ostatnią próbę wdechu, Fabio doskoczył do niego, zupełnie ignorując rannego świra. Lucjusz poświęcił jego brata w celu unieszkodliwienia psychola. Ku czemu miało to niby służyć? Ciało Marco przeistaczało się w proch, a Fabio już całkiem odchodził od zmysłów. Pierw ta głowa, teraz To! Wszystko zupełnie traciło sens!
- Marco! - krzyknął jakby miało co pomóc w odrodzeniu najbliższego. Co teraz? Porywacz! Ranny? Zechce uciec? A może zaatakował? Jeśli nie, Fabio czmychnie do tyłu i w trakcie wypuści ku niemu wiązkę elektryczności, taką samą, jak powalił go gdy zabierał węża. Chyba, że już wcześniej się coś wydarzyło. Lucjusz na tą chwilę nie istniał dla Fabia. W końcu dobił Marco!

_________________

x18x
Theme Fabio


Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 636


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Pią Paź 02, 2015 5:07 pm

W sumie nie wiedział dlaczego tak brutalnie zaatakował. jedno było pewne, nie był to dobry ruch patrząc na to, że wszystko widział Fabia. Istota delikatna, a nawet bardzo. Nie jest przyjemnie patrzyć na śmierć brata, którego się kochało i po którego właśnie tu przybyto.
Jednak mimo to Lucjusz nie żałował swojego ataku. Nie był on przemyślany, bo w końcu zabił Marco, nie ważne, że to nie tego co trzeba, ale zabił. A to nie było w planie. No nic stało się...
Lucjusz uważnie patrzył na to co się dzieje z ofiarami jego mocy. Wolał zaatakować od tyłu i mieć większe szanse na zranienie psychola. Ale racje było to dość... trudne.
-Milcz lub mów prawdę.- Warknął patrząc jak ciało "Marco" Ulega spopieleniu, przez co krzywo się uśmiechnął na ten widok. Jednak nie zwrócił na to większej uwagi, do czasu kiedy Fabio nie doskoczył do popiołu. Miał tylko nadzieje, że Fabio nie stanie po stronie psychola widząc śmierć brata.
Zrobił krok do przodu w stronę obecnych patrząc uważnie na psychola,
Lucjusz mimo wszystko chciał stąd wyjść, więc patrząc zimno na psychola ponowi atak, zaś atakując od tyłu, jednak tak by oszczep przeszył prawą stronę klatki piersiowej psychola. Zdołał zrobić jeszcze i tylko jeden, bo moc dość wymęczyła go, ale starał się to kryć.
-poddaj się zanim masz czas...- Jeśli atak dojdzie do skutku wypowie te słowa jeśli nie, to spróbuje wymyślić coś innego.

_________________


Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1713


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Nie Paź 04, 2015 6:55 pm

Fabio rzucił się ku bratu, nie zwracając uwagi na Lucjusza, czy nawet samego przeciwnika. Coś zgasło. Świat na chwilę przestał istnieć, kiedy to fioletowy padł przy Marco, nie wierząc własnym oczom w krytyczność chorego losu. Dlaczego? Jak? Tak wiele pytań, w których niejednoznaczne odpowiedzi zataczały kręgi wśród umysłu, tworząc ścianę żałości skąd nie było już ucieczki. Wampir nie mógł znieść takiej dawki emocji, a wszystko co najgorsze działo się właśnie na jego oczach! Pył, w który zamienił się nieszczęsny brat obsypał Fabia, jak proch serwowany wiernym podczas popielca. Siwe cząsteczki gryzły oczy i zatrzymywały się w nozdrzach powodując mimowolny odruch kaszlu. I te łzy w oczach. Pod powiekami zebrało się morze łez – kto wie, czy przez śmierć bliskiego, czy podrażnienie. Nie liczyło się już nic… nikt. A już na pewno nie Lucjusz. Nie teraz… nie w tej chwili.
Przeciwnik został zaskoczony, ale jakim kosztem? Nie odpowiedział początkowo na słowa Fabia, lecz idealnie wykorzystał okazję, że fioletowy znajdował się dosłownie na...wyciągnięcie dłoni.

Lucjusz – Użycie mocy, po takim maratonie było dość męczące. Co prawda stworzone wcześniej oszczepy znacząco przeszkodziły przeciwnikowi, ale równie mocno go rozsierdziły. Siła mężczyzny była imponująca, o czym świadczył fakt, że bez trudu pozbył się godzącej w niego broni.
- Prawdę? Co ty wiesz o prawdzie żałosny dupolizie – poruszył ustami, wydając ledwie słyszalny szept. Drżący głos nie świadczył tutaj o strachu, bólu czy bezsilności, lecz był jawnym pokazem jego zdenerwowania. Nie spodziewał się Twojej obecności, po cichu nadal licząc, że Fabio zaszczyci jego włości samodzielnie. Niestety. Gorzka prawda, której porywacz nie był w stanie do końca przełknąć. A może po prostu nie chciał?
Widziałeś, że Fabio w tym całym zaskoczeniu zbliżył się do porywacza nie bacząc na to, że jest tuż obok. Próbowałeś użyć ponownie mocy, niemniej bezskutecznie (masz jeszcze 2 posty przerwy do kolejnego użycia ciemnej materii).

Fabio – brat spopielił się prawie w Twoich ramionach. Emocje przysłoniły teraz wszystko, dając pokaz jedynie bezradności, która grała teraz pierwsze skrzypce. Nie wiedziałeś, że towarzysz ponownie chce użyć mocy. Słyszałeś słowa Lucjusza, ale nie one były teraz najważniejsze. Łzy, które cisnęły się do oczu okryły świat pewnym rozmyciem – przez co ucierpiała ostrość widoczności. Do nozdrzy, jak również i gardła wdarły się dziesiątki drobnego popielnego pyłu – nieprzyjemnego i śmierdzącego. Tak smakował Twój brat. Spalony, nieudany pokaz kiepskiego szefa kuchni. Chwila Twojego pożegnania z Marco została brutalnie przerwana, kiedy poczułeś jak wszystkie cebulki Twoich pięknych włosów prawie opuszczają swe prawowite miejsce przez siłę uścisku unoszącego Cię do góry. Żelazna dłoń odziana w gumowe rękawice pochwyciła Cię unosząc do góry, jakbyś był tylko zwykłą kukłą. Poczułeś odór krwi i powolny oddech spod świszczącej maski, kiedy przeciwnik przyciągnął Cię do siebie i ruchem „nelsona” ściskał Twoją szyję.



- Co powiesz na to, gnido? On należy do mnie. Zdechnie mój. Rozumiesz to? - przeciwnik patrzył na Lucjusza, z żywą satysfakcją ściskając Fabia. Jego rzeźniczy strój posiadał co prawda kilka uszkodzeń, ale strzelanie mogło być w tej sytuacji bardzo ryzykowne. Fabio posiniał i nie mógł złapać tchu, co w jednej trzeciej zawdzięczał kłębiącym się w około pyłach pozostałych z jego brata. Jest mało czasu.

Przypominam wygląd przeciwnika: maska(coś jak tlenowa) zakrywająca twarz, strój rzeźniczy wykonany z ciężkiej gumy, rękawice, jakieś ciemne materiałowe spodnie (ledwo widoczne zza gumowego fartucha) oraz ciężkie wojskowe buty.
Jedna z jego dłoni wciąż lekko krwawi, ale najprawdopodobniej rozpoczęła się już regeneracja.


Marco

W dalszym ciągu obowiązuje Cię ten sam post. Masz ostatnią szansę na odpowiedź. Po tym czasie szykuj tyłek na armagedon.




Na posty czekam do środy 7.10 włącznie.
Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 2844


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Nie Paź 04, 2015 8:19 pm

Śmierć brata i złe posunięcie Lucjusza co właśnie było wynikiem kulawych wydarzeń. Nie świadomy tego co może się wydarzyć, na co wampirek się naraził. Widział tylko proch, który niedawno był jeszcze jego bratem. W dodatku rozsypał się on wprost na twarz młodszego przez co ten zakrztusił się. Dłońmi przecierał oczy gorzej rozmazując pył. Płakał nie tylko z powodu dostania się resztek brata do oczu, ale także z całego bólu. Taki bezsilny i nie będący w stanie pozbierać się. Może nie Lucjusz się pozbył Marco, ale sam Fabio? Przecież zgodził się aby wampir towarzyszył mu! Tak, on sam jest wszystkiemu winien. Nie Lucjusz, nie Porywacz. A fioletowy, lekkomyślny Fab! Gniew szybko ustąpił poczuciu winy oraz rozpaczy. Nie miał siły na walkę. Za dużo jak na tak delikatną istotę. Zbyt wrażliwy na tak potężny chaos. Zawiódł brata.
Zapiszczał cicho na pociągnięcie za włosy. Nie zdołał się wybronić, nie wiedząc nawet jak ma zaatakować! Niby miałby się szybko pozbierać? Po tak oczywistej prawdzie?! Szarpnął się odruchowo, łapiąc słabymi dłońmi silnej ręki Porywacza. Walka o kilka oddechów! Już odór śmierci nie przeszkadzał tak, jak woń brata, a raczej jego brak. Wbił pazury w ciało silniejszego wampira, choć z każdą sekundą słabło.
- Zaraz... stracę... - nie zdołał już dodać o utracie przytomności gdyż zaś starał się złapać oddech. Odcięcie od powietrza, duszenie może spowodować utratę przytomności, a w najgorszym przypadku śmierć. Fabio jest słabiutkim wampirem co dało się teraz zauważyć. Jego daremne instynkty przetrwania miały się nijak do siły wampira oraz tak potężnych, traumatycznych przeżyć. Ślepka piekły, dłonie już nie trzymały. A próba przywołania mocy zakończyć się może fiaskiem. Lucjusz odpuści? A może teraz i Fabia zaatakuje, kończąc jego męki?! Przecież do zadania śmierci Lucjusz jest stworzony!

_________________

x18x
Theme Fabio


Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 248


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Nie Paź 04, 2015 10:06 pm

Marco nawet nie drgnął w stronę palca, którego kopnął w jego stronę porywacz. Jedynie kolejne spazmy szlochu nachodziły po sobie. Nie potrafił opanować łez, które ciągle napływały mu do oczów i spływały ciurkiem po policzkach. Strach, że nie zdoła uratować Fabia, próbował zdominować myśli jak i ciało. Wbił paznokcie w lewy nadgarstek. Syknął, czując ból i krew przepływającą między palcami. Nie pomogło. Wzrokiem błądził po piwnicy, bojąc się spojrzeć na Fabia. Przecież to przez niego młodszy stracił palec. Użalanie się nad sobą brata, było prawie jak tortura.
Odpowiedź jaką udzielił nieznajomy , nie była tą, co chciał usłyszeć. Jednak to zawsze lepsze niż słowa, które odebrałyby blondynowi całkowicie nadzieję. Może jeszcze uda mu się udobruchać wampira i ten puści Landrynę, tak samo jak uczennicę? Wyciągnął paznokcie, zaciskając dłoń w pięść. Miał zatańczyć? Gdyby nie to, że życie Fabia zależało między innymi od jego decyzji, pewnie nigdy by się na to nie zgodził. Przecież to absurdalne! Kto normalny każe robić komuś coś takie! Odchylił głowę do tyłu, wpatrując się w sufit. Cholerne kajdanki. Jeśli pozbyłby się ich, wtedy szanse na wydostanie się, znacznie by wzrosły. Próbował wstać, opierając się o ścianę. Lecz nogi skutecznie odmawiały posłuszeństwa swojemu właścicielowi, buntując się. W efekcie Marco padł na kolana. Jak miał wykonać zadanie, skoro nawet wstanie okazało się ponad jego zdolnościami?
- N-nie mogę – szepnął, spuszczając łeb. - Puść Fabia – załkał.
I tym razem jego prośba prawdopodobnie zostanie puszczona mimo uszów.
Zapomniałam, że wyznaczyłaś datę. D|
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1713


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Nie Paź 11, 2015 11:09 pm

Marco

Mężczyzna nie mógł w sobie znaleźć siły na większy ruch, a takim okazał się taniec, którego wręcz zażądał porywacz. Mięśnie drgnęły, przynosząc ból i poczucie zesztywnienia – efekt wiszenia na haku, oraz próby ucieczki, bądź co bądź zakończonej fiaskiem. Nie takiego widoku spodziewał się oprawca. Mężczyzna mierzył Marco wzrokiem, przez chwilę uśmiechając się złośliwie pod swoją maską. Uśmiech szybko przerodził się jednak w zdenerwowanie, gdy wycieńczony wampir poddał się i padł na kolana. Zbolałe kości głośno uderzyły o kamienną posadzkę, lecz było już mu wszystko jedno. Ból fizyczny był niczym wobec tego, co zręcznie atakowało zszarganą już wystarczająco psychikę.
- Puść Fabia? Dlaczego miałbym to zrobić? - drwił. Krótki uśmiech przeciął powietrze, jak nieuchronny zwiastun wojny – To zły ruch. Nie tego oczekiwałem, Marco. Boli Cię? To zaprawdę straszliwa historia. Pozwól, że pomogę – nie spuszczał z tonu, w dalszym ciągu bawiąc się strachem i bólem swoich więźniów. To on był tutaj Panem i Władcą. Do niego… tylko do niego należały zasady, będące niczym innym jak chorym wytworem wyobraźni. Bez zbędnych tłumaczeń ponownie chwycił za swój sekator i teatralnym gestem przeciął powietrze – zapowiedź. Tak. Zrobił dokładnie tak samo, jak uciął palec młodszemu. Porywacz nie żartował, dlatego już po chwili pozbawiony godności Fabio, stracił jedyną rzecz utożsamiającą go jeszcze z mężczyzną. Mimo, że psychicznie nim nie był… fizycznie nadal posiadał cechy męskie. Krzyk i krew. Fabio krzyczał, a jego oczy były ślepe od łez nieprzestających płynąć. Ochrypł zmęczony głośnym wyrażeniem bólu, a męskość smutno leżała gdzieś na brudnej posadzce. Mężczyzna oczywiście nie przejął się stratą. Jak gdyby nigdy nic podniósł leżący kawał „mięsa” i kilkoma krokami zbliżył się do nieszczęsnego Marco.
-  Jestem pewien, że to przez głód jesteś do niczego. Skoro wzgardziłeś pierwszym posiłkiem, może spodoba Ci się deser? - chwycił Marco za włosy i na siłę odchylił głowę, otwierając również jego usta. Wprost wepchnął wątpliwy posiłek, dając tym samym świadectwo… że coś właśnie dobiegło już końca. Godność… nadzieja. Nie, to już nie istniało. Metaliczny smak w ustach, połączony z czymś...co nie do końca było przez Marco rozpoznane – były to ostatnie wspomnienia przed utratą przytomności.

Fabio i Lucjusz

Kości zostały rzucone. Mieszkaniec chaty idealnie wyczuł Fabia i ruch, jaki zrozpaczony wampir jest w stanie wykonać na widok traumatycznych zdarzeń. Silny uścisk nie rozluźniał się, przez co mężczyzna dał do zrozumienia Lucjuszowi, że nie odpuści. Skoro nie mógł dostać fioletowego dla siebie, nie obchodziło go życie wrażliwej landryny. Dostał to na co zasłużył, a przynajmniej tak sytuację tłumaczył sobie przeciwnik.  Lucjusz miał czas na podjęcie reakcji, jednak szok skutecznie wykluczył wampira z działania. Czy...to się dzieje naprawdę? Fabio z każdym momentem gasł w oczach, a jego błagalny wzrok, szybko nabiegł drobnymi żyłkami pęknięć. Umierał, a mężczyzna nie miał zamiaru poluźnić uścisku. Gardził towarzyszem fioletowego, dlatego gdy ten zawiódł oczekiwania, porywacz nie wypowiedział już ani jednego słowa.

Fabio – ból był nie do zniesienia. Czułeś przytłaczającą siłę swojego przeciwnika, któremu zależało  już tylko na Twojej śmierci. Byłeś już sam… skazany na powolną agonię ze świadomością, że są to właściwie ostatnie podrygi. Koniec. Straciłeś przytomność.
Wszechogarniająca ciemność, w końcu zaczęła się rozjaśniać. Rozmazane obrazy i kształty… te światło… bynajmniej nie katolicka papka o życiu po śmierci. Leżałeś w pomieszczeniu przy drzwiach wejściowych – dokładnie tam, gdzie wcześniej Lucjusz rozstrzelał niczemu winne dzieci. Czułeś olbrzymi ból wszystkich kości oraz pulsujący, nienaturalny ból głowy. Wybudziłeś się widząc tuż obok siebie leżącego Lucjusza…

Lucjusz – szok nie pozwolił na reakcję, dlatego byłeś świadkiem morderstwa bliskiej Ci osoby. Widziałeś jak przeciwnik odrzucił Fabia na bok, a następnie zbliżał się do Ciebie! Nie mogłeś się ruszyć. Nogi  jakby z waty i ten… strach? Słyszałeś w swojej głowie szepty, a obraz ostrza przecinającego powietrze był ostatnim co miałeś okazję zobaczyć. W końcu wybudziłeś się, leżąc w  pomieszczeniu obok drzwi wejściowych. Fabio leżał tuż obok – żywy… choć zapewne bardzo przerażony.


W pomieszczeniu nadal znajduje się stół, który widzieliście przy wejściu, lecz zamiast zwłok Marco widoczne są jakieś zwierzęce i ludzkie skóry oraz flaki. Proch na podłodze sugeruje, że naprawdę popełniono morderstwo na dzieciach, ale… kto wie czy było to prawdą...i znów wiele pytań pozostanie bez odpowiedzi. Drugi pokój wyposażony jest w stare meble, lecz w żadnym wypadku nie ma tam klatek. Jest za to przejście do piwnicy, gdzie prawdopodobnie znajduje się poszukiwana zguba.

Marco – podczas wspinania się po schodach opadłeś z sił i tracąc przytomność uderzyłeś się w głowę. Twój sen dobiegł końca, budzisz się więc z bólem głowy oraz obrażeniami nabytymi podczas wątpliwie przyjemnego wiszenia na haku. Regeneracja nie działa tak jak powinna, więc krwawiąca głowa powoli doprowadza Cię do furii. Jesteś na samej górze schodów, gdyż Twoja droga przez mękę miała tylko jakieś 7 stopni. Masz siłę by cicho krzyknąć i ba… niech stracę… zrobić kilka kroków na przód wiedziony słynną adrenaliną.

Mieszkanie nie jest duże, więc możecie się już spotkać. Zaznaczam, że stan Marco jest krytyczny i niezbędna jest fachowa pomoc, a także porządny posiłek.



Event dobiega końca. Coś dziwnego stało się w tym domu, a przeciwnik… rozpłynął się w powietrzu. Uciekł, zostawiając dla Fabia tylko wetknięty w dłoń liścik „ To jeszcze nie koniec”.
Dziękuję za udział. Do kwestii nagród powrócimy, gdy zostaną w pełni zaakceptowane przez Testamenta i Grigorija. Po odnalezieniu, pozbieraniu i wstępnej pomocy możecie opuścić temat.

Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 2844


PisanieTemat: Re: Ukryta Chata   Wto Paź 13, 2015 11:18 am

Lucjusz wpadł w szok i nie był w stanie ocalić biednego Fabia. Wampirek walczył jeszcze trochę, wbijając pazurki w rękę oprawcy ale uścisk okazał się na tyle silny, że biedak nie był w stanie zdziałać niczego więcej. Przegrywał, a pojawiające się mroczki przed oczami wzmacniały się. Odlatywał, tracił przytomność, aż wreszcie zgasł. Opadł bezwładnie trzymany nadal przez oprawcę... a przynajmniej tak się wydawało.
Chwilę później Fabio powoli wracał do świata żywych. Wybudzał się z męczącego koszmaru, łapiąc się od razu za bolącą mocno głowę. Był w silnym szoku. Pisnął cicho, kuląc się na zimnej posadce i zaciskał oczy. Bał się otworzyć oczy. Co ujrzy? Piekło? A może niebo dla dobrych wampirów? Nie, nie był dobry! Doprowadził do śmierci swojego brata! Nie należało się nic, nawet kawałek łona Abrahama! Zaś załkał, ściskając teraz oburącz zgięte kolana. Zaczynał wyczuwać wonie. Mięso? Krew? Zmusił się na otwarcie oczu. I aż doznał kolejnego zszokowania! Nadal był przy drzwiach wejściowych! Co trzymał w dłoni? Niedawno upuścił jakieś zawiniątko. Nie czas jednak na to. Powoli podniósł się, starając jakoś dojść do ładu i składu. Lucjusz tutaj nadal był. Też leżał. Czy żył? Na klęczkach dotarł do niego, dotykając dłońmi jego zimnej twarzy. Nie był umierający. Spał. Rozejrzał się po pomieszczeniu, dostrzegając... zwłoki zwierzęcia i ludzkie? Głowa Marco? Nie! Kolejny zawrót głowy! Co się działo? Wampirek nie był jeszcze w stanie logicznie myśleć. Na czworakach poruszał się, szukając jakiś znaków, prochu jaki miał pozostać po bracie! Ale nic... Nic nie znalazł.
- Marco... - jęknął pod nosem, czując kolejną chęć płaczu. Jednak oczy były już tak wyschnięte oraz napuchnięte, że nie był w stanie uronić już ani jednej łzy. Kierował się do schodów prowadzących do piwnicy i właśnie stamtąd dobiegł go lekko słyszalny dźwięk. Krzyk? Jęk? Fabio zaś zmusił swoje ciało do wstania i tym razem na nogi. Chwiejnie bo chwiejnie, ale dotarł. Nadal odczuwał strach. Miał w głowie obraz, a raczej jego szczątki duszenia przez porywacza. Jednak chęć ocalenia brata okazała się na tyle silniejsza, że nie był w stanie teraz schować się i czekać na jakikolwiek cud. Marco także przedostał się na kilka stopni wyżej, dzięki czemu Fabio go dostrzegł. Czy się cieszyć? Wampirek gdyby mógł zapiszczałby z radości, ale zbyt osłabiony oraz podłamany nie był w stanie. Jedynie podszedł do umęczonego blondyna, chcąc pomóc wydostać się z piekła.
- Z-zaraz będziemy... w domu. - rzekł cichutko i złapał cięższego oraz większego brata w swoje ramiona, zamierzając dopomóc w wydostaniu się ze schodów. Wywalił się przez niego, lądując boleśnie pośladkami na podłodze lecz nie było to teraz najważniejsze. Ważne, że Marco był cały i zdrowy. Dobrze, że telefon nadal istniał w kieszeni. Fabio szybko go wydobył, dzwoniąc po kuzyna. Udało się po kilku próbach gdyż zasięg był tutaj kijowy.
Zerknął także na leżącego Lucjusza. Wampirem też trzeba się zająć, w końcu chciał pomóc... lecz czy sama świadomość, że byłby poświęcić życie Marco dla sprawy? Wampirek westchnął drżąco, głaszcząc jasną czuprynę brata. Trochę minęło zanim kuzyn Lorenzo dojechał na miejsce. Zabrał też dwóch innych członków rodziny w ramach bezpieczeństwa. Samo dotarcie na bagna graniczyło z cudem, atoli zdołali pomóc. Marco wraz z Lucjuszem zostali zabrani, a wampirek który okryty kocem szedł pod opieką kuzyna, zgarnął po drodze zawiniątko które wypadło mu z ręki. Ostrzeżenie po prostu zmroziło wampirka do takiego stopnia, że zaś urwał się jego kontakt ze światem.

Odjechali.

zt wszyscy

_________________

x18x
Theme Fabio


Powrót do góry Go down
 
Ukryta Chata
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Serce zakazanego lasu
» Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni
» Chata szalonego szamana
» Ukryta ławeczka
» Dur-Shurrikun

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: