IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Kuchnia - Parter

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Fabio
Fabio
Fabio
Fabio

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 3171


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyPon Lis 26, 2018 8:57 pm

A kto powiedział, że Fioletowy niczego nie oczekiwał zaczepiając narzeczonego?
Celowo pogłaskał jego kruczosiwe włosy, szepnął na uszko i jeszcze otarł się raz ciałkiem o jego bok! Wiedział jak prowokować Hagen'a i jak przekazać, że domaga się atencji.
Nawet przy dzieciach Fabio nie raz nie wytrzymywał i wysyłał partnerowi sygnały, chociażby używając feromonów! Moc przydatna, a co sobie Nessuno ma odmówić?
- Oj tak. Twarda ojcowska ręka musi wreszcie uderzyć o blat stołu. - uśmiechnie się, starając wesprzeć narzeczonego. Ostatni raz ucałuje jego kącik ust i uda się do córki. Muszą przecież zrobić powitalne babeczki - Ty już jesteś śliczna i silna, Blanko. - pogłaszcze dziewczynkę raz jeszcze, następnie skierują się do kuchni. Fioletowy zapalił światło, podsunął małej jej małe schodki i wreszcie zajął się przygotowywaniem. Wspólne wypieki z córką było czymś niesamowitym i nowym. Młodziutka szybko się uczyła, a co najważniejsze chciała tego - Tylko ostrożnie, córciu. Nie spadnij. - zerknął od razu kiedy Mała stała na swoich schodkach. Nie chciała żeby spadła! Uderzyła głową albo coś innego sobie zrobiła. Nawet Fioletowy spojrzał na Joffrey'a aby pilnował córki.
Była ich oczkiem w głowie! W końcu dziewczynka, a one takie niewinne.
Pora na przygotowanie ciasta na ciasteczka oraz herbaty przez, tylko to drugie było już zadaniem Hagen'a - Dziękuję. - pośle mu swój najbardziej czuły uśmiech, kiedy zauważył że Narzeczony naprawdę wziął się za parzenie herbaty. Nie spodziewał się jednak tego, że akurat z tej szafki musiał wziąć filiżanki, przez co nacisnął na ciałko Niższego. Akurat stał tyłem do niego, więc czuł jak przód wampira dotyka się z jego kształtnymi pośladkami.
I tak przy córce!
Dobrze, że malutka jeszcze nie pojmowała oraz ten niewinny ruch mogła traktować całkiem normalnie - Joffrey! - zapiszczy, odwracając się szybko przodem. Emilio będzie mógł zauważyć delikatnie zarumienione policzki Nessuno. Jakby teraz Blanka spała w swoim łóżeczku, w kuchni nie tylko odbywałyby się domowe wypieki.
Faktycznie.
Blyth pod kątem nauki rozwijał się nieco wolniej, Fioletowy i tak mimo wszystko uważał, że Maluch ma czas i nie trzeba aż go tak naciskać - Myślałem, czy nie zatrudnić prywatnego nauczania dla dzieciaczków. Może Hiro by się zgodził? - może pomysł się nada? Spojrzy na Ukochanego zaciekawiony jego decyzją. Oczywiście przez ten czas zajmował się wyrabianiem ciasta! Blanka dzielnie podawała wszystkie składniki, które wampirek prawidłowo dodawał oraz mieszał - Zakładam, że zechcesz powycinać kształty ciasteczek? Ostatnio kupiłem takie ze zwierzątkami. - Blanka zapewne się ucieszy. że teraz może wykonywać tak ważne czynności. I jeśli się zgodzi, Fioletowy wyciągnie z szuflady małe zielone pudełeczko, otworzy i wyjmie ze środka pięć kształtów: konik, słonik, piesek, kotek i świnka - Wiesz jak te zwierzątka się nazywają? - pogłaszcze córkę po główce. Zajmowanie się domem... Fioletowy dawno temu w życiu by nie pomyślał, że coś takiego go spotka! Poniekąd prowadził rozwiązłe ale też i zawodowe życie.
A teraz?
Spojrzy w kierunku narzeczonego, bo przecież i on także się ustatkował - A co powiecie jakbyśmy otworzyli kawiarnie? - aż uderzy łapką o otwartą dłoń. Zawsze to jakieś zajęcie! W końcu Fioletowy też lubi pracę, a jakoś nie chciał przesiadywać cały dzień w domu. No i maluchy by się czegoś nauczyły!
Powrót do góry Go down
Malcolm

Malcolm

http://vampireknight.forumpl.net/t3876-malcolm#85531 http://vampireknight.forumpl.net/t4293-malcolm#94381
Zarejestrował/a : 02/06/2018
Liczba postów : 28


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySob Gru 01, 2018 2:25 am

Pokiwał ostrożnie głową, słysząc słowa dziadka. Pochylił nieco się do przodu, gdy ten klepał go po łebku i mrużył ślepia.
- Mhm - nie do końca można powiedzieć, że zrozumiał, ale gdzieś tam zakodował sobie odpowiedź wampira. Ciemnowłosy czuł jednak, że nasuwało mu się o wiele więcej pytań powiązanych z tą tematyką, ale zachował je dla siebie. Postanowił w duchu, że wypyta go przy innej okazji, albo spróbuje się dowiedzieć na własną rękę.
Nic nie powiedział więcej, jeśli chodziło o temat związany z Pi. Odwrócił jednak wzrok, niespecjalnie wiedząc, co powinien więcej dodać... Więc głównie to się naburmuszył, aż do czasu, gdy przyszło im jedzenie słodkości. Ostrożnie, nie spiesząc się, całkowicie poświęcając uwagę tej czynności. Dlatego też, gdy do jego uszu dobiegł głos dziadka i nakaz, uniósł głowę i spojrzał bez zrozumienia. Kilka sekund później pokiwał głową i otworzył usta, by zawołać wspomnianego wampira. Nie zdążył. On już tutaj się pojawił.
Popatrzył na niego, zamrugał i powrócił do jedzenia. Jednakże je przerwał w momencie, gdy towarzyszący mu wampir zaczął swoją wypowiedź. Jego spojrzenie momentalnie skupiło się na ciemnowłosym.
- Huh... - wyglądało na to, że nie bardzo wiedział, jak zareagować na te słowa. - Pi jest zajęty ciągle - powiedział w końcu. - Nie ma czasu na wszystko... - spojrzał na niego z całkowitą niewinnością. Nie bardzo rozumiał, co chciał cokolwiek. - Nie rozumiem - przyznał cichutko, nie tłumacząc nawet, co miał na myśli przy poprzednich słowach. Odsunął od siebie talerzyk, patrząc na wampira z dozą niepewności. Młodszy przełknął ślinę, spuszczając wzrok.
- Przepraszam...? - wydukał koniec końców.
Pozostała dwójka wróciła z powrotem do stolika. Spojrzał na nich krótko, po czym przyciągnął do siebie talerzyk, kończąc już jeść. Nieco pobrudził się na twarzy, ale nie wychodziło na to, by specjalnie się przejął akurat tym. Nawet nie zadał sobie trudu, by to zetrzeć jakoś.
- Jestem gotowy - powiedział jeszcze od siebie, uśmiechając się lekko do wszystkich. Dostrzegł uśmiech Blytha, ale nie zareagował na niego w żaden sensowny sposób... I właściwie to tyle, jeśli chodziło o kawiarnię.

***

Powrót do domu... Prawdę mówiąc, im bliżej byli, tym większe ukłucie niepewności odczuwał ten dzieciak. Nie wiedział, co właściwie go czekało tam, przez co jego wyobraźnia mogła działać przeciwko niemu. Już właściwie wystarczyła świadomość, że rodzice byli poinformowani o wszystkim.
- Spać... - wymamrotał niemrawo. Podróż powrotna wymęczyła go mocno i aktualnie zaczynał przysypiać, prawie że na stojąco. - Chcę spać... - ostrożnie ściągnął buty przy wejściu i podreptał do wnętrza domu. Wciągnął powietrze do płuc i podreptał w stronę kuchni, gdzie stanął przy samym wejściu i spoglądał do środka. Zacisnął palce, dotykając ściany i patrzył, dopóki nie został zmuszony lub zachęcony do wejścia do środka... Ewentualnie po upływie dłuższej chwili.
- Mama...? Tata...? Blanka...? - powiedział cicho, unosząc głowę i szukając ich wzrokiem. Nie powiedział niczego więcej. Nie wiedział, jak dobrać odpowiednio słowa, więc koniec końców, podszedł nieśmiało. Delikatnie mówiąc, odczuwał poczucie winy przez własne zachowanie, jakim było wyjście bez zgody. Gdy już ich odnalazł, odwrócił momentalnie wzrok, jakby obawiał się spoglądać na ewentualną reakcję.
- P-przeprasam... - rzekł, nie podnosząc tonu głosu.

_________________

Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Samuru

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1350


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyPon Gru 03, 2018 8:39 pm

Później? Na ten moment Barabal nie zamierzał nic obiecać chłopcu, spojrzał tylko na niego surowo i wyprowadził z łazienki. Później wszyscy opuścili salę kawiarni, oczywiście nie zapominając o bezie z karmelem dla Blanki. O tyle dobrze, że Blyth jeszcze pamiętał o rodzeństwie. Tylko z jakiego powodu? Tego maluch już nie zdradził.

Nie udali się do domu maluchów pieszo, Staruch zamówił dla nich wszystkich taksówkę, żeby czasami nie tłuc się komunikacją miejską. Chłopcy są mali, więc do większego samochodu weszli bez trudu. Pi usiadł między chłopcami, a Barabal zajął miejsce obok kierowcy. Wolał mieć całą trójkę na oku, nawet i Mysza nie pozostała bez obserwacji. Mimo powagi sytuacji, stary Kurosz uśmiechał się. To co się wydarzyło, ta sprawa z kelnerką i tak dalej, zapomniał już o tym. Niemniej wspomni rodzicom maluchów aby bardziej mieli na oku swoje pociechy. Wszak to oni kierują ich drogą, tak żeby nie musieli cierpieć.
Kiedy dotarli na miejsce, transport został opłacony, mogli wreszcie opuścić pojazd. Wszyscy skierowali się do domu, chłopcy jako pierwsi oczywiście wbili do domu. Pi pewnie za nimi, a nawet jeśli chciał ostatni, Barabał dłonią wskaże żeby szedł przodem.
Skierowali się tam, gdzie zapach wampirów był najmocniejszy. Widok jaki zastał, zapach jaki poczuł od razu ociepliło wizerunek rodziny Joffreya. Jego syna.
- Maluchy są śpiące.
Oznajmił, zatrzymując się obok Malcolma którego pogłaskał po czuprynie. Na Blytha zerknął, posyłając mu uśmiech.
- Dzieciaki są całe i zdrowe. Więc wasze obawy już mogą przestać istnieć.
Doda, spoglądając również na Pi. Zapewne sługa dostanie srogą karę. Nic dziwnego, naraził ich maluchy na szkodę. Nim jednak przywita się z Fabiem oraz synem, podejdzie do Blanki.
- Cud nam tutaj rośnie.
Pochwali wnuczkę i ją pogłaszcze po fioletowych włosach. Nie ma co ukrywać wrodziła się w Nessuno. Po Joffie raczej tak słodkiej urody by nie odziedziczyła, he.
- Urocza z was rodzinka.
Wyprostuje się, aby po chwili podejść do dorosłych wampirów. Cóż, dla niego nadal jak dzieci.
Powrót do góry Go down
Pi

Pi

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 115


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyPon Gru 03, 2018 9:19 pm

Wyprzedził zamiar Malcolma, może i nie powinien był tego czynić. Dać mu frajdę z zawołania czy innego przyzwania sługi, lecz teraz sługa wzmógł poczwórnie siły i koncentrację, aby żadnemu z dzieci nie stało się nic złego. Nawet w ułamku sekundy. A skoro bystry chłopczyk został sam, musiał tym bardziej uważać. Nie wiadomo, kto jeszcze odwiedził kawiarnię.
Co do swoich słów może rzeczywiście powinien powiedzieć bardziej wprost, o co chodziło młodzieńcowi. Ciągle zapominał, że Malcolm mimo wielkiej chłonności nauki jeszcze jest malcem. Nieletnim. Zaledwie sześciolatkiem, ale bardzo pojętnym. Potwierdzały to słowa dedukcji, zresztą jak najbardziej trafne.
-Tak, to prawda... -uśmiechnął się smutno spoglądając w duże oczy Fioletowowłosego- ...Panicz jest spostrzegawczy. Mam różne obowiązki, ale proszę mi wierzyć - nikt i nic nie jest ważniejsze od całej Waszej trójki. Dlatego... dlatego nie możecie robić takich wycieczek nikomu nic nie mówiąc - trzeba powiedzieć dorosłym o swoich zamiarach... Zaś słowo "Przepraszam" jest jak najbardziej na miejscu.
Miał tu na myśli dobro dzieci, bo dziadek Barabal sam umiał o siebie się zatroszczyć. Jak nie o całą familię. Później zjawił się Blyth, który to chciał być wzięty na ręce. Mysza nie odmówiła, i choć wzięła go na barana, to Szlachetny zlitował się nad sługą i wezwał dla wszystkich taksówkę. Zdawało się, że nie taką zwykłą. Kazano mu usiąść z dziećmi i obrano kierunek - wieś.
Pi cicho westchnął uświadamiając sobie, jak bardzo jest w dupie.

***
Na dobrą sprawę mógłby w ogóle nie wchodzić do domostwa swego Pana. Już w samochodzie drżał na myśl, jak bardzo oberwie mu się za niedopilnowanie dzieci. Nawet wzrok skierowany na dzieci, które pilnował, zdradzał wiele paniki. Splótł ręce na kolanie i próbował przestać się trząść. Nic z tego, nie miał dla siebie usprawiedliwienia. Żadne ze słów czy poczynań nie tłumaczyło postępowania Myszy. Jednocześnie czuł w sobie gorycz, że mimo swoich wysiłku, całego czasu spędzanego na usługiwaniu lub bezpośredniej opiece nad dziećmi, mimo wielu starań dopuścił do możliwej tragedii.
Może powinien był gnić w tych lochach, z których wyciągnął go Szef?
Dojechali na miejsce. Chłopcy pewnie nie mogli się doczekać rodziców, w przeciwieństwie do Pi. Znaczy się bardzo chciał zjednoczenia Malcolma i Blytha z Fabio, Joffreyem i Blanką, lecz sam nie chciał w tym uczestniczyć. Barabal nie dał mu jednak wyboru, miał stanąć przed obliczem Pana. Trzymając w siatce ciastko dla siostry dzieciaczków musiał przekroczyć próg domu. Bardzo nieśmiało i z widocznym lękiem poszedł do kuchni i przystanął przy drzwiach. Skruszony, milczący, przerażony do szpiku kości. Bardzo ostrożnie zbliżył się do Blanki, gdy ta już ładnie przywitała się z dziadkiem i bez słowa (utkwiły one w zaschniętym gardle z nerwów) wręczył jej ciastko bezowe wybrane przez Blytha. Różowowłosa wiedziała, że to był prezent od dziadziusia, któremu zawiesiła się na szyi i przytuliła w podzięce. Całe szczęście, że nic się dziewczynce nie stało, choć nigdzie nie wyczuwał obecności babci. To jeszcze bardziej sprawiło, że wpadł w panikę. Sługa aż wycofał się ukradkiem z kuchni, lecz nie znikał z pola widzenia. Może powinien uciec...? Nie... to jeszcze bardziej zezłościłoby Hagena, który miał prawo być zły na Myszę. Tylko cholernie się bał, jak bardzo. Do tej pory nie skrzyżował spojrzenia ani z Fabio, ani z Emilio. Do tej pory nic nie powiedział. Nawet nie miał sił się bronić, czy to przed atakiem słownym czy fizycznym.
Dlaczego... dlaczego musiał narazić latorośle na niebezpieczeństwo?!

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Blyth

Blyth

http://vampireknight.forumpl.net/t3865-blyth
Zarejestrował/a : 09/05/2018
Liczba postów : 58


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyPon Gru 03, 2018 10:00 pm

Dziadek był chyba nie w sosie, kiedy młody zadał mu pytanie. Sześciolatek utkwił spojrzenie gdzieś daleko, co by dalej go nie denerwować. Dorośli nie rozumieli, nigdy nie zrozumieją. Ale co ważniejsze, pamiętał o swojej siostrzyczce, która wiernie czekała z rodzicami w domu. Bo chyba już wrócili.
Skierował wzrok na Pi, który wziął go na barana. Parę razy pociągnął go za włosy, ale nie trwało to długo, gdyż skończyli w niezwykłej taksówce. Młody był taki padnięty, że trochę mu się przysnęło i obślinił cały bok ręki sługi ojca. Obudził się jednak natychmiast, kiedy się zatrzymali. A więc dom, tak? Niechętnie wylazł z samochodu i skierował się za bratem w stronę drzwi. Nie czuł takiego strachu jak Pi, ale zauważył jego dziwne zachowanie.. a może po prostu źle się poczuł? Kiwnął głową, miał inne zmartwienie!
Uważne, złote spojrzenie utkwił w Malcolmie, który zaczął przepraszać. Popielatowłosy niechętnie stanął za nim, chowając ręce w kieszeniach krótkich spodenek. Milczał bo za adwokata wybrał sobie brata, który jednak nic więcej nie powiedział. Pokręcił powolnie głową, szukając jakiejś w miarę dobrej wymówki.
- To ten no.. Dziadek Barabal wziął nas na ciastko. - Powiedział pewnym głosem, a potem nieco się przeraził. Wtedy zabraliby też Blankę i nie byłoby problemu, a tak... dziadek nie wydawał się skory do krycia jego, nie po tym co zrobił, a w sumie zamierzał. Spuścił główkę, ojciec na pewno na niego nakrzyczy. Wlepił więc spojrzenie w matka Fabio, bo przecież nie oprze się jego słodkim oczom.
- Nie chce spać. - Burknął na odpowiedź Barabala. Już chcieli się ich pozbyć, co? Bo dorośli muszą porozmawiać? Wolne żarty! Ze stanowczością zaczął iść w stronę kuchni, wpadając na Pi, który chciał się chyba zamienić w ścianę.
- Co Ty.. - Urwał, momentalnie spoglądając na Joffreya. Ach tak, ojciec na pewno będzie chciał z nim porozmawiać. Dzieciak nie zamierzał jednak ingerować, więc zbliżył się do siostry i pociągnął za włosy.
- Patrz co dla Ciebie mamy, sam wybierałem! - Powiedział trochę za głośno, szczerząc się i wlepiając w nią swoje prze radosne spojrzenie. Mysz akurat wręczał podarek, a Blyth lekko poklepał go po ręce będzie dobrze, mówiły jego oczy, ale czy były prawdziwe? Mały psychol wcale nie czuł się źle z powodu ucieczki. Zbyt często to robił, a konsekwencji nie było.
- Mamo, co dla mnie zrobiłaś? - Zapytał, przyklejając się do uda Fabio i obejmując. Słodka mina, że na pewno nie będzie chciał na niego krzyczeć. Ewentualnie da jakiś wykład i po sprawie. Krótkie spojrzenie na brata niosło ze sobą wiadomość. Aby się ogarnął i nie robił z siebie winnego.
Potem zaczął wpatrywać się w Barabala, który zaczął jakieś monologi dawać. Stary wampir chyba zbyt długo żył już na świecie, skoro mówił do samego siebie wśród tylu osób. Psychopatyczny grymas pojawił się na dziecięcej buźce.
- Ja chce jakąś zabawkę, CHCE ZABAWKĘ. - Jak widać rozpieszczony gówniak nie ustępował, bo zaczął robić wokół siebie niezły raban. Chyba, że ktoś go uciszy wtedy się zamknie, ale zacznie łazić po kątach kuchni bez przerwy. Nie potrafił usiedzieć w miejscu, a dom działał jak więzienie.

_________________
Kuchnia - Parter - Page 4 LbSchyV
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 782


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyPon Gru 03, 2018 10:46 pm

Pomimo tego iż dzieciaki były bezpieczne, Emilio sprytnie skrywał zdenerwowanie. Wszakże nie mógł pokazać córce jak bardzo wkurwiła go ta cała sytuacja. Udanie się do domu wcale nie uspokoiło Kurosza, który ponure spojrzenie skierował na Fabio. Dlaczego ich jeszcze nie ma? Pogłaskał młodą po głowie. Chciała być taka silna jak on? Nie ma problemu.
- Wtedy będziesz śmiało mogła bić braci kijem. To kiedy zaczynamy? - Zaśmiał się lekko, choć mówił na serio. Synom przyda się jakaś poważna lekcja, zbyt wiele sobie pozwalali. Moment przygotowań, a Emilio cały czas spoglądał w stronę okna. Zerknął na narzeczonego i machnął ręką.
- Hiro? Staruszek by z nimi nie wytrzymał. - Mruknął z krzywym uśmiechem, choć nie był to głupi pomysł. Szlachetny nauczyłby ich etykiety, podstaw o wampirach i historii. Wszystkim by to wyszło na dobre, świetny pomysł. Ale zamiast o nauce, myśli Kurosza skupiły się na Fioletowym, a zwłaszcza kiedy znalazł się blisko niego. Aż widać było to wyzwanie w jego oczach, gdy ten pisnął i odwrócił się do niego przodem.
- No co? Kubki biorę. - Burknął, dociskając go jeszcze mocniej i odsunął się. Wystarczył moment, a niższy palił buraka jak na zawołanie. Niestety dalsza gra musiała zostać przerwana, gdyż była tutaj córka. Hagen pochylił głowę, stając tuż obok niej i przyglądając się foremkom. Nie widać było jednak w nim ekscytacji, kiedy Fabio wpadł na pomysł otworzenia kawiarni.
- Eee.. serio? - Odwrócił się do niego i wtedy usłyszał samochód. Wyszczerzył się lekko i oparł o blat kuchni, zakładając ręce na klatce piersiowej. Doprawdy surowa postawa wściekłego rodzica. A więc kto pierwszy na odstrzał?
Malcolm.
Czerwone ślepia skupiły się na synu, ale nie były one przyjazne. Dopiero złagodniały jak przeprosił, ale wciąż wyczuwać można było spore napięcie i nie chodzi tutaj o majtki Kurosza.
- Malcolm. - Kiwnął głowę, stukając palcami o swoje ramię. Za nim pojawił się Blyth, po którym nie było widać żadnej skruchy. Kurosz zacisnął lekko szczękę.
- Och, doprawdy młody? - Uniósł lekko brwi ku górze, a potem skupił oschły wzrok na Pi. Trzymany przez niego kubek w ręce rozprysnął się na kilka kawałków, nikogo jednak nie kalecząc. Mężczyzna po prostu zmiażdżył go w ręce, a trwająca przy tym niepokojąca cisza tylko nakreślała sytuację i obraz tego, co może się zaraz stać. Sługa niestety nawet nie patrząc, mógł czuć jego obciążające spojrzenie. I na pewno na nim się tylko nie skończy. Westchnął ociężale, patrząc teraz gdzieś w okno aż pojawił się jego ojciec. Odstąpił od opierania się o blat i podszedł do niego, serdecznie uciskając jego rękę.
- Witaj ojcze, dzięki, że się nimi zająłeś. - Mrugnął, po czym skierował wzrok na Nessuno, który zaczął być oblegany przez Blytha. Liczył, iż wampir będzie potrafił mu się postawić. Co do Blanki nie miał żadnych zarzutów, wszakże jego córka była wzorowa. Na pewno też się ucieszy z drobnego upominku. Barabal chyba polubił dzieciaki, a może w rodzinie po prostu dawno ich nie było.
- Byli grzeczni, prawda? - Uważne spojrzenie na ojca sugerowało, że musiał mu powiedzieć prawdę. Dla dobra młodych. Jeśli coś było nie tak, im szybciej to powstrzymają tym lepiej. Większy dzieciak zaczął jednak krzyczeć, na co Joffrey w przeciągu chwili do niego dopadł i ukucnął.
- Możesz być ODROBINĘ ciszej? - Czerwone oczy wlepiały się w niego z powagą. Puści chłopca i wyprostuje się, patrząc na Fabio. Narzeczony mógł wyczuć jak w Kurszu nabiera się zła energia, jego wyraz twarzy zawsze to zdradzał, a przynajmniej widział to Fioletowy, ba nawet Emilio chwyci go na chwilę za rękę i odsunie się, co by skierować się w stronę Pi.
- Za momencik do Was wrócę moi drodzy, usiądźcie w salonie. - Powiedział z uśmiechem, a idąc nawet poczochrał po głowie Malcolma. Potem położył rękę na plecach ojca i go wyminął. Dygotająca Mysz nie ucieknie od podłego szefa.
Dlaczego Hagen taki był?
Objął go ramieniem, po czym skierował w stronę innego pokoju. Przeszli przez salon w ciszy, po czym znaleźli się w ciasnym pomieszczeniu. Kurosz zamknął drzwi i od razu uderzył sługę z kolana w brzuch.
- Moja córka była sama w domu. Co by się stało gdyby pojawił się ktoś o złych zamiarach? - Wysyczał do niego, odwracając się na moment tyłem i podwijając rękawy koszuli. Nie czekał na wyjaśnienia.
- CO BY SIĘ MOGŁO STAĆ? - Głośniejszy ton i wrogie spojrzenie, niebezpiecznie zbliżył się do chłopca i cisnął w stronę ściany, dopadając go i uderzając ręką tuż obok jego głowy, w ścianę. Alfa Joff nie wydawał się skory do negocjacji, przycisnął go jeszcze mocniej i zamknął na moment oczy. Czuł jak wszystko w jego wnętrzu płonie.  
- Zakryj sobie usta, żeby nikt Cię nie słyszał. Piśnij słowo, a połamię Ci kości. - Wyszeptał mu do ucha, wyciągając drobny sztylet zza półki i bezceremonialnie wbił go słudze w brzuch, uśmiechając się przy tym bezczelnie. Zapach krwi uderzył do nosa Kuroiashity, a jego oczy zaczęły świecić. Nie planował tego, ale nie mógł się powstrzymać i brutalnie wgryzł się w szyję Pi. Szybko jednak się oderwał, nie chcąc aby jego dziwna strona na nowo się odezwała.
A może było już za późno.
Jeżeli sługa upadnie na ziemię, rzecz jasna Pan go złapie i ostrożnie położy. Nawet przy nim uklęknie i zacznie obracać nóż w dłoniach, niedbale wytrze podbródek z krwi i zacznie się śmiać.
Halo, potrzebny lekarz.
I chyba nie tylko dla Pi.

_________________
Kuchnia - Parter - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Blanka

Blanka

http://vampireknight.forumpl.net/t3978-blanka#87932
Zarejestrował/a : 09/05/2018
Liczba postów : 27


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyWto Gru 04, 2018 7:20 pm

Rodzice są kochani! Takie miłe gesty, że mimo ich niezrozumienia Blanka wiedziała, że jest między nimi dobrze. Bardzo dobrze maskowali zgryzotę na temat braciszków, którzy jeszcze nie wracali. Tak jak babcia i dziadek. Nie mniej dzięki kolejnym zajęciom umilali jej nieznośne oczekiwania na ukochanych członków rodziny. Udali się do kuchni, gdzie mama zaproponowała babeczki na przywitanie zagubionych duszyczek. Dziewczynka natychmiast wzięła się za swoją część pracy, którą lubiła. Pieczenie słodkości było naprawdę zabawne, a jakie przyjemne, gdy wszystkim później wypiek smakował! Do tej pory najczęściej bawiła się "na niby", urządzała przyjęcia dla lalek i pluszaków, teraz dostała szansę na prawdziwy udział w pichceniu. Za wskazówkami Fabia przecierała najprostsze składniki w misce, a resztę uważnie obserwowała z wysokości drabinki. Oczywiście uważała, by nie spaść, już i tak były inne kłopoty, nie chciała kolejnych z głupich powodów.
-Dobrze, Fabiuś.
Zapewniła stojąc stabilnie na dwóch nogach na szczebelku, a obiema rączkami przytrzymywała się szafki kuchennej. Ha! Mogła być spokojna, skoro odziedziczyła siłę po tatusiu!
A propo Joffrey'a, zaproponował nawet naukę walki kijkiem! Z początku myślała, że rodzic żartował, choć z drugiej strony... porozumiewawczo zmrużyła oczka i uśmiechnęła się przez ramię. Była chętna na taki kurs. Ot, żeby mieć sposób na obronę, nie tylko przed braćmi. A jakby ją ktoś tak napastował publicznie jak tata mamę, ale w złych zamiarach? Byli uroczy, naprawdę. Nie musieli wszystko nazywać po imieniu, by wiedzieć, o co chodziło. Znaczy się, nie aż w takich szczegółach.
"Oh, jak ładnie się tulą do siebie. Ciekawe czy jak będę duża, to też będę mieć kogo tulić... poza rodziną" pomyślała pokrótce, gdy do rączek dostała... przepiękne foremki! Wzięła je ostrożnie w drobne rączki i oglądała je jak relikwie. Mama wiedziała, jak zaciekawić córkę. Palcami dotykała krawędzi i ze skupieniu próbowała dopasować odpowiednie nazwy zwierzątek do foremek.
inne kłopoty, nie chciała kolejnych z głupich powodów.
-To jest piesek... a ten kotek. Słonik... konik... a co to jest?
Uniosła rączkę z nieznaną jej z wyglądu i nazewnictwa świnką. Mimo mieszkania na wsi jakoś nie umiała sobie przypomnieć, co to za zwierzątko. Może nie miała okazji spotkać go jeszcze? Albo po prostu z lekkiego przejęcia przedsięwzięciem ciastek nie potrafiła zebrać odpowiednio myśli? W każdym razie pomysł, by zajmować się wypiekami na co dzień, dla dziewczynki brzmiało jak marzenie! Aż zeszła z drabinki i zaczęła radośnie podskakiwać w miejscu.
-Tak, tak, tak! A mogłabym mamusi pomagać?
Chciałaby być asystentką w przyszłym biznesie domowym! Albo chociaż pakować gotowe wypieki na wynos, cokolwiek! Pomysł przypadł małej do gustu.
Nie zdążyła ostudzić emocji, gdy we drzwiach kuchni pojawili się oni. Bracia i dziadek! Podreptała parę kroków, lecz goście uprzedzili ją i wyszli naprzeciw. Najpierw pochwyciła rączkami za szyjki braci i wtuliła ich głowy do siebie. Tak bardzo cieszyła się, że ich widzi zdrowych i całych!
-Martwiłam się o Was...
Wyszeptała cicho, by tylko oni ją usłyszeli, a później... rozpędziła się i prawie że wbiegła na dziadka. Była krucha i drobna, więc nie mogła nawet drgnąć Barabalem, którego mocno wytulała z radosnym wołaniem "Dziadziuś, dziadziuś, dziadziuś!" Tak dawno go nie widziała, że stęskniła się, a był najukochańszym dziadkiem, jakiego posiadała. Nawet jakby był jedynym, to kochała go mocno! Ah, a jak dostała ciasteczko, i to jej ulubione, zarumieniła się i tym bardziej chciała wszystkich wyściskać. Oczywiście najbardziej dziadziusia, który to miał pieniądze, by kupić coś dla wnuczki. Wyciągnęła rączki, ale nie po słodycz, lecz po to, by nakłonić Barabala, by pochylił się. A Blanka... ucałowała go w policzek i wtuliła się przeszczęśliwa w szyję.
-Tęskniłam za Tobą, dziadku...
Mówiąc to ostatni raz ścisnęła rączki na jego bladej szyi, by utkwić uważne spojrzenie na Blyth'a, gdy ten ją pociągnął za kucyk. Aua, bolało. Potem na dziadka, a później na Malcolma i znów na Blyth'a. Naprawdę to on wybrał dla niej ciastko? Skinęła główką, a dla własnego bezpieczeństwa chwyciła końcówki włosów swoimi rączkami, by brat nie mógł ich znów targać. Były piękniejsze od niej samej.
-Dziękuję.
Kto by pomyślał? Pamiętał o niej w cukierni, choć nie wtajemniczył jej w wyprawę, a Malcolma tak! Cóż, biedny Malcolm, był mocno rozchwytywanym braciszkiem, ze względu na swoje usposobienie. Przy tym był taki słodki! Już tego samego nie mogła zawsze mówić o Złotookim, który zaczął się wygłupiać, krzyczeć, by być znów w centrum uwagi. Eh, jakaś równowaga między w miarę ułożonymi dziećmi a rozdarciuchem musiała być.
Gdy usłyszała za sobą głos taty zapraszający do salonu, na krótki moment widziała coś niepokojącego. No tak, sługa. Wobec niego dość często zmieniał nastrój, wolała wtedy wycofać się w kierunku mamy, jak to teraz uczyniła. Zapytała się czy coś wziąć do salonu (oprócz wypieków, które chyba były już gotowe!), a później wszyscy udali się do pokoju.
Wszyscy oprócz taty i sługi.

z tematu - wszyscy

_________________
Plum - dialog
Powrót do góry Go down
Pi

Pi

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 115


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySro Gru 12, 2018 8:33 pm

Rozbryzg kubka w ręce Pana od siły nacisku był próbką tego, jakiej siły czy metody rozładowania użyje na słudze, gdy nadarzy się pierwsza lepsza okazja. Ta miała nadejść niedługo, i nawet ciche wsparcie Blyth'a czy głośniejsze Fabia nie uratują go przed bólem. Nie uniósł wzroku, czuł tą moc na swoim wątłym, trzęsącym się ciele. Fakt, zasłużył na karę za niedopilnowanie urwisów i za pozostawienie samej Blanki w domu, lecz na pewno nie na taką, jaką otrzymał.
A zaczęło się tak.
Pochwycony przez Szefa nie miał jak się wyrwać, nawet tego nie czynił. Spokorniały, przerażony i bezsilny wobec Przeznaczenia O Twarzy Joffreya podążył w wyznaczone miejsce. Ramię Emilio, którym oplótł jak wąż boa ofiarę, dociskało mocniej i pewnie sługę, by na sto procent nie czmychnął do najbliższej mysiej dziury. Kiedy tylko przekroczyli próg ciemnego, małego pokoju wygłuszonego dodatkową warstewką ściany, Pi otrzymał pierwszy cios w brzuch. Wyobraźcie sobie siłę, gdy zadaje ten cios sfrustrowany ojciec zagubionych lub pozostawionych samym sobie pociech na osobie, która była za nie odpowiedzialna. Młodzieniec aż zgiął się impulsywnie w pół dławiąc się płynami, jakie pod wpływem nacisku się przemieściły z żołądka aż pod samo gardło. Zamroczony bólem i słabością zdołał usłyszeć słowa Pana. Pretensje i złość kipiąca spłynęła z równie mocnym impetem jak walnięcie nim w ścianę. Nauczony, by nie krzyczeć, musiał tłamsić w sobie krzywdy, co było piekielnie trudne. Zważywszy, iż nie skorzystał z mocy podniesienia odporności na ból, bo był zbyt długo osłabiony, każde uderzenie odczuwał jakby był zwykłym człowiekiem. Kat nie zwalniał, dobył kolejnych argumentów przeciwko Myszy, w tym jedno szarpnięcie ostrzem sztyletu po dopiero co skopanym z kolana brzuchu. Namacalny strach, bardzo materialny wypłynął wraz z porcją krwi na podłogę, na którą spłynął cały młodzieniec przy zgiętych kolanach. Szeroko otwarte oczy krzyczały za język i gardło, nie mogły znaleźć zrozumienia w Oprawcy, który bez ceregieli zrobił sobie pożywkę ze sługi. Tym bardziej brakowało mu sił, żeby przeciwstawić się jakkolwiek. Zresztą słowa o połamaniu kości skutecznie blokowały jakiekolwiek bodźce samoobrony.
Jeszcze przytomny, lecz do szpiku kości przestraszony zacisnął lekko ręką przecięty brzuch. Drżał, pocił się na zimno, przeklinał w myślach, że zawalił. Że dał powód do upustu gniewu. To nie tak miało być! Z drugiej zaś strony miał ogromny żal do Właściciela, iż nie widział, albo zdawał się nie widzieć poświęcenia sługi, który dawał z siebie sto procent nie tylko przy obowiązkach służącego, lecz także w opiece nad krnąbrnymi dziećmi. Był przy nich nawet wtedy, gdy długo rodzice byli zajęci sobą, kiedy brakowało pokarmu dla pociech dawał się kąsać, byleby dotrwały do porządnego obiadu. Nie spał wiele miesięcy, jadł w locie, a kiedy nawet dzieci spały, to albo czuwał nad ich snem albo zajmował się wtedy domem. Sam. Nie miał nikogo do pomocy. Tak jak teraz... nikt nie wstawi się za nim. Nie śmiał o to prosić, błagał w myślach jedynie, by wszystko znalazło jakieś szczęśliwe rozwiązanie. Dla nich wszystkich. Żeby stało się coś, co sprawi, że... że... że już nie będzie musiał być tak obciążony obowiązkami, które zaczęły go przerastać wraz z dojrzewaniem latorośli. Niedożywienie, brak snu, chroniczne zmęczenie doprowadziły do zmian w psychice, która potęgowała migrenę, a ona stawała się poważną przeszkodą w pełnieniu obowiązków. Czy bóle głowy były spowodowane niejednokrotnym katowaniem sługi? Trudno jednoznacznie twierdzić, Pi już przed służeniem u Joffreya i Fabio cierpiał na tą dolegliwość, ale na pewno regularne bicie sługi wpływało na częstsze problemy zdrowotne.
Dlaczego więc Mysza będąc pod jarzmem Pana nie uciekał? Nie zostawił całej rodziny Nessuno? Mimo wszystko zżył się z pociechami, z Fabiem, a nawet z Hagenem. Czuł się jak ułomny, ale członek rodziny. Rodziny, której nigdy nie miał. Bywały przecież chwile, o których nigdy nie marzył, a były wspaniałe. Był naocznym świadkiem rozwoju dzieci, jak zaczęły mówić, chodzić, układać słowa we zdania, kreatywnie bawić się. Rodzice także dawali coś od siebie, zwłaszcza panicz Fabio, który troszczył się o zdrowie sługi. Do Hagena czuł bardziej respekt niż polubienie. Miał charakter i pewność siebie, którą pozazdrościłby niejeden wampir. Gdyby nie gwałtowność i wyładowywanie na słudze swojej frustracji, złego humoru czy zła, Mysza miałaby lepszy obraz swego Pana.
A tak to co? Niemal zemdlały leżał na podłodze i spijany jak sok z kartonika nie mógł nic zrobić. Ze strachu, lecz i z poczucia winy, że mógł przyczynić się do katastrofy.

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 782


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyCzw Gru 13, 2018 9:36 pm

Dzieciaki się nie przejęły, Fabio jak i jego własny ojciec również. Tylko Pi dostrzegł w odłamkach szkła przerażającą wizję tego co nadejdzie. Z oczu Joffreya można było czytać do woli i nie zwiastowały niczego dobrego dla biednego, oddanego sługi. Jakież to przykre, kiedy robi się wszystko i.. płaci się za każdy, nawet najmniejszy błąd. A tym razem Pi popełnił ich bardzo dużo.
Powolne kroki Pana Domu niosły ze sobą nieprzyjemną ciszę, kiedy wszyscy w milczeniu odprowadzali ich wzrokiem. Zaprowadzeni przez Blankę do salonu mogli się jedynie domyślać co takiego wydarzy się w pomieszczeniu parę metrów dalej. Musiał się wyżyć, zamykając za sobą drzwi zaczął bić Pi. Pierwsze uderzenie w brzuch, młody prawie się wyrzygał. Potem sięgnął po nóż i szkarłatna bryza trysnęła na podłogę jak fontanna. Joffrey lubił ten widok, aż oblizał się lubieżnie i nie omieszkał skosztować jego krwi. Trwało to krótko, bowiem nie chciał tego robić. Wszakże jakoś Mysz będzie musiała dalej służyć! Chyba jego nienawiść do Pana mogła tylko wzrastać, bo nie robił nic dla jego dobra. Ale czy rzeczywiście było tak źle? Miał dom, jedzenie, nie musiał się martwić o pieniądze, a wcześniej nawet sporo czasu wolnego. Czy to wina Emilio, że Pi nie potrafił go wykorzystać?
Jeden rękaw osunął się w dół, więc Emilio na nowo go podwinął. Spojrzał krytycznie na jeszcze przytomnego sługę i uśmiechnął się drapieżnie. W jego wzroku nie można było się doszukać jakiejkolwiek ulgi czy wybaczenia. A jednak łączyła ich specyficzna więź, więc młody przetrwa i to.
Syknął cicho, gdy spojrzał na swoje ubranie. Krew trysnęła więc i jemu się oberwało, ale miał nadzieję iż nikt im nie przeszkodzi póki nie skończy. Żądny rozlewu krwi, ukucnął i ujął łapskiem podbródek chłopaka. Zbliżył twarz do jego i się wyszczerzył.
- Nawet nie piśniesz? - Otulił go swoim oddechem, w którym czuć było krew. Kurosz nie kończył zabawy, a nawet zamierzał zrobić coś naprawdę strasznego. Druga ręka była wolna i nagle powędrowała do uda sługi i mocno się na nim zacisnęła. Następnie podjechała nieco do góry i skierowała ku wewnętrznej stronie, tam również dała o sobie znać.
- A teraz? - Zamruczał jak tygrys, patrząc na niego z ciekawością. W sumie niezbyt wiele wiedział o Myszy, a teraz była idealna okazja prawda? Pan po raz kolejny zapragnął się zabawić czyimś kosztem.
Na pewno Pi będzie starał się wstrzymywać wszelkie dźwięki, więc Joffrey posunął się w stronę jego krocza i boleśnie na nim zacisnął.
- A może teraz chociaż jękniesz? - Wysapał mu do ucha, a jego ręka na moment poluzowała zacisk po czym po raz kolejny mocno się zacisnęła. Cóż, chyba już nie wiadomo co gorsze.
Na twarzy Kurosza widniał jednak rozbawiony wyraz, bo co jak co, ale natura rządziła się swoimi prawami. Jakiekolwiek oznaki na twarzy sługi z pewnością zostaną dostrzeżone. Emilio jednak walczył ze swoimi demonami, gdyż jego wzrok powędrował w stronę szyi, którą przed chwilę skosztował. Nie mógł się powstrzymywać, więc zaczął zlizywać krew, napierając na bogu winnego sługę. Ręka przestała go maltretować, ale położył ją na jego dłoni, która powstrzymywała dalszy ubytek krwi. Chciał aby był przytomny, wszystkiego świadomy.
Oddech mimowolnie stał się szybszy, nie chciał upijać z niego krwi, ale zbyt bardzo kusiła. Czerwone oczy błysnęły, ale Joffrey nagle się opanował i odchylił głowę.
- Tylko nie waż mi się mdleć. - Syknął ostro, zaciskając zębiska. Jego kolano powędrowało między nogi Pi, a sam Kurosz z wielką radością patrzył jak tamten cierpi. Oderwie łapę od jego ciała i ją obliże.
Posoka jest cudowna, a jej zapach oszałamiający.
I jak tu być normalnym?
Wbrew pozorom Mysz śmiało mógł protestować, odezwać się, a nawet spróbować zrobić coś innego. Joffrey w szale nie ogarniał samego siebie, a raczej pomoc zbyt szybko nie nadejdzie. Emilio zbliżył się jeszcze bardziej, a czerwone oczy nawet na moment nie spuszczały z niego wzroku. Jeszcze chwila i znowu zapragnie poczuć smak jego krwi w ustach. Za cholerę nie dostrzegał pogarszającego się stanu chłopaka, bóle głowy, zły stan psychiczny.. może warto mu powiedzieć?
A może lepiej milczeć.

_________________
Kuchnia - Parter - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

Pi

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 115


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySob Gru 15, 2018 6:59 pm

Torturom nie było końca. Fizyczne i psychiczne. Poczucie beznadziejności mieszało się z bólem, z którym nie podzielił się ze światem zewnętrznym. Ani jednego pisku, ani jednego krzyku. Nie potrzeba było jednak tego, by pokazać swój lęk i cierpienie. Przerażone spojrzenie zdradzało wszystko, co potrzebne do zrozumienia położenia sługi. Osłabienie nie ustępowało, ba - wzmagało się z każdym łykiem z szyi spijanym przez upiornego Pana, czy to z przeciętego brzucha tak głębokiego, że niemal dało się wyjąć flaki. Emilio nie szczędził negatywnych emocji na Pi, który tylko marzył o tym, by to się skończyło. Już nieważne jak, ale żeby najlepiej odpłynął myślami i przytomnością. Sztucznie podtrzymywany przy świadomości cierpiał dalej. Dalsze postępowania Joffrey'a utwierdzały Myszę, że bardzo rozjuszył Szefa.
Nie popełnił tych uchybień bez przyczyny i celowo, a tak był traktowany jakby specjalnie chciał narażać dzieci na krzywdę. Będąc samemu na przeciw dylematu czy iść po dwójkę zaginionych dzieci czy zostać z jednym ocalałym zdecydował się ruszyć po braci. Nie myślał na tyle logicznie, by albo kogoś zawiadomić o popilnowaniu Blanki, ani na tyle, by wziąć ze sobą dziewczynkę i iść razem z nią na poszukiwania. Pewnie z tego powodu najbardziej mu się obrywało, z czego najbardziej doskwierał mu ból psychiczny.
Stracił całkowicie resztki wiary w to, że mógłby wpisać się do rejestru domostwa jako członek rodziny. Został tak upodlony, tak poniżony i ukarany, że Pi aż chciał krzyczeć z tego wszystkiego. Granica została przekroczona w momencie jawnego molestowania sługi, który z początku wiercił się chcąc umknąć przed jednoznacznymi gestami Joffrey'a, lecz odpływające siły i sam fakt, iż miałby zaraz zostać zgwałcony przez Pana odebrały mu resztę woli życia u boku tej rodziny. Gdyby jego Pan przyjrzałby się lepiej swojemu słudze, to wiedziałby, że nigdy nie okazywał tego typu emocji komukolwiek. Że jest aseksualny. A może widział to i chciał na siłę zmusić go do rozkoszowania się w chaosie zarządzonym przez Hagena? Jakikolwiek to był motyw czy zachcianka, Pi poczuł ogromne obrzydzenie i jak jeszcze z premedytacją miał silniejszy kontakt z jego kolanem w miejscu intymnym, to potoczyły się gorzkie łzy z oczu. Tego było dla niego za wiele. Jedyna forma protestu, na jaką mógł się zdobyć, to ów łzy. A i jeszcze bolesne milczenie. Nie ukoi uszu Joffrey'a jękiem, łkaniem, krzykiem. Siebie w ten sposób też nie uratuje, ale i tak nie liczył na pomoc. Zresztą... był bardzo bliski omdlenia, o czym świadczył nieobecny wzrok i trupia bladość na zazwyczaj śniadej skórze chłopaka.
Los musiał mieć gdzieś egzystencję wampirzego młodzieńca, że uniemożliwiał mu chociaż obronę przed silniejszym napastnikiem.

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 782


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyWto Gru 18, 2018 6:53 pm

Ciężko było się powstrzymać, nie kiedy poczuje się krew. Spijana posoka zawsze ożywiała Hagena, który aż zapragnął mu skręcić kark. Niestety musiał odrzucić tę myśl, wszakże Pi był bardzo przydatnym sługą. Dlaczego więc postanowił przekroczyć ostatnią z możliwych granic? Na pewno nie z miłości, phi.
Bardziej ku zaspokojeniu swojego egoistycznego ja.
Dzieciaki były bezpieczne, ale koszmar Pi dopiero miał się zacząć. Wrogie spojrzenie Pana, wyczytywało każdą emocje z jego oczu. Bał się? I słusznie. Chciał słyszeć jego wrzask, nawet jeśli mieliby usłyszeć go inni. Źle się działo w głowie Joffreya, który oblizał się lubieżnie. Nie był jednak głupi, wiedział, że sługa był wyłączony pod pewnym względem. Dlaczego więc chciał to zmienić?
Molestowaniom nie było końca. Pi jednak milczał, nie wydając z siebie nawet jęku. Kurosz zagryzł wargę, patrząc na niego z ciekawością. Nawet nie zaprotestował? Jego ciało nawet mu się nie opierało, ale dla Emilio było to za mało. Pochwycił dłonią jego szczękę, gryząc mocno swoją łapę i wciskając mu ją do ust. Co robił? Karmił go swoją krwią, wszakże nie chciał aby sługa mu zemdlał w tak kluczowym momencie.
- Pij, albo złamię Ci szczękę. - Warknął, naciskając mocniej na zawiasy. Biedny sługa nie miał zbytnio wyboru. Wampirowi zależało na tym, aby był wszystkiego świadom. Kiedy kolanem wbił mu się w krocze, nawet się poryczał. Mężczyzna przewrócił oczami i westchnął głęboko, na moment się prostując. Dosłownie jakby na moment chciał się wycofać, zostawić go w spokoju i wyjść. Niestety tak się nie stało, gdyż wredna pijawka powstała na równe nogi i pochyliła, patrząc słudze prosto w oczy. Zaświeciły się one i wydarzyło się coś dziwnego w umyśle Pi.
- Rozkazuję Ci czuć rozkosz, krzyczeć, poczuć żądzę względem mojej osoby. - A to dopiero kawał skurwiela. Użycie mocy nie było dla niego trudne, a oprzeć się jej Pi nie mógł. Po wszystkim puści jego szczękę i zacznie odpinać pasek spodni. Robił to powoli, jego łapy drżały.
- Jeśli się spiszesz, to nie zrobię tego, czego tak się boisz. - Zapewnił z obleśnie ciepłym uśmiechem, a nawet pogłaskał go po czuprynie. Szarpnął nieco mocniej włosami, szczerząc w jego stronę swoje białe kły. Chyba większym chujem być nie mógł, ale jak widać Emilio bardzo się zmienił od pojawienia się dzieci. Przed nimi udawał dobrego, aczkolwiek surowego ojca, a na Pi się wyżywał.. co na to wszystko Fabio? Nie, to nie była zdrada. Przynajmniej nie w sensie Joffreya, bo chodziło mu o coś zupełnie innego.

// Użycie mocy: posłuszeństwo

_________________
Kuchnia - Parter - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

Pi

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 115


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyWto Gru 18, 2018 8:25 pm

Szczerze wolałby mieć skręcony kark niż dalej przeżywać nowe koszmary na jawie, które zostały w niego wmuszone na siłę, dla własnego widzi-mi-się. Służba u Pana dawała się we znaki, skrzywiła psychicznie i skrzywdziła. Może tych gwałtownych momentów, w których Diabeł Wcielony wstępował w Joffreya, nie było aż tak wiele na tle spokojnej służby, to ona najbardziej odbijała piętno na Myszy. A niestety pojawiało się ich coraz więcej, częściej i były coraz bardziej urozmaicone.
Ale jeszcze ani razu nie był zmuszony do seksu. Czy tam igraszek miłosnych. Pi zupełnie nie nadawał się i nigdy nawet nie myślał, by jakkolwiek rozwijać się w tej sferze. To było sprzeczne z jego charakterem, jego osobowością. Szturchanie kolanem czy ocieranie się o biodra jeszcze dało się znieść na tyle, by nie być przerażonym. Aż do dzisiaj, gdy Hagen chciał przełamać jedną z ostatnich barier. Czy skutecznie?
Użycie mocy posłuszeństwa i wymuszenie na słudze emocji, których nigdy nie czuł, było dwojakie w skutkach. Część upodobań egoistycznego skurwiela mógł spełnić, ale część wykraczało poza wyobrażenia i doświadczenia młodzieńca.
No dobrze, co poszło więc po myśli Joffreya? Spicie krwi, aby nie mieć złamanej szczęki, ale to dlatego, że wampir niższej krwi był piekielnie poobijany i instynkt kazał mu zlizywać podsuwane źródło posoki. Racjonalniej myśląc dałby sobie nawet szczękę złamać, by szybciej odpłynąć i nie musieć świadomie czy pół świadomie podążać za chorym tokiem rozumowania Hagena. W każdym razie po wypiciu krwi wysokiej klasy regenerowały się powolutku ubytki, w tym paskudna rana na brzuchu. Od razu nie zniknie ślad, lecz to był dobry motyw, by sztucznie podtrzymać przytomność umysłu poobijanego sługi.
Drugą rzecz, a raczej czynność jaką udała się wymusić na Myszy, to krzyk. Mimo wcześniejszego protestu wewnętrznego, aby nie dawać satysfakcji Emilio, zaczął wrzeszczeć nawet na najmniejszy bodziec ze strony Pana. Czy to dotyk, czy zbyt surowy ton głosu, czy nawet nieprzychylna mina sprawiała, że dotąd milcząca ofiara darła się tak mocno, że prawdopodobnie utraci głos na kilka dni. Ten krzyk nic nie przypominał zagrywki erotycznej, a wierne odwzorowanie czegoś, co miało miejsce w przeszłości Pi i mogło być przyczyną pojawiającej się migreny w chwilach stresowych czy przeciążenia organizmu obowiązkami. Czyli Joffrey nie był pierwszą osobą, która znęcała się nad Pi.
Pozostałe elementy uroku rzuconego na sługę po prostu nie miały żadnego przełożenia. Młodzieniec nigdy nie czuł rozkoszy z jakiegokolwiek powodu, aby móc przekuć w czyn. Nigdy też nikogo nie kochał, by obdarzyć podobnym, wymuszonym uczuciem swego Pana. Mógł go bić, nawet zabić, a i tak Pi nie wywołałby od siebie takich emocji. Dyskomfort rósł, gdy zdawał sobie sprawę, że czegoś nie potrafił przekazać, o co prosił go ślicznie Emilio. Przynajmniej tyle, że nie wierzgał nogami czy nie rozpychał się w stronę ucieczki, choć krzyki były naprawdę nieprzyjemne.
Trzeba uważać, czego i od kogo się życzy.

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 782


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyCzw Gru 20, 2018 12:01 pm

Lepiej było nie wkurwiać Kuroishiaty. Jak widać nasz Diabeł zapragnął zabawić się z Myszą nieco inaczej, wszakże kto mu tego zabroni? Był jego sługą, nie miał nic do gadania. Na ogół Emilio nie był taki zły, ale kiedy mu odbiło.. kto miał inny oberwać jak nie Pi? Cenił jego wierność i być może po tym wszystkim otrzymna nagrodę?
Ale jedynie jeszcze bardziej zdenerwował Joffreya.
Na początek grzecznie posłuchał i zaczął zlizywać krew. Dobrze, bowiem nie odleci mu w trakcie ich nowej zabawy. Kurosz patrzył na niego wrogo, obniżając lekko kły. A potem wrzeszczał, jednak mało to się miało do jęków rozkoszy. Aż fuknął, kiedy tylko sapnął, a ten darł się w niebo głosy.
- ZAMKNIJ RYJ. - Wrzasnął, przytrzymując go w żelaznym uścisku po czym uderzył go w twarz, Teraz za pewne wszyscy z salonu usłyszeli jego pisk i zaraz zleci się tutaj połowa. Jednak Emilio nie zamierzał rezygnować, dostanie to czego chce.
Spojrzał na swoją zakrwawioną rękę z zamyśleniem, a potem oparł łapsko na karku Myszy.
- To nie jest to, o co prosiłem. - Syknął, zaciskając rękę jeszcze mocniej. Za pewne sprawi mi ból, ale to chyba żadna nowość. Wszakże Mysz była odpowiednio wytresowana, ale jak widać to nie wystarczyło.
Ku zaskoczeniu, pochyli się i oprze lekko głowę o klatkę piersiową Pi. Chwilowy zamuł złapał skurwysyna, ale nie zaniechało dalszych działań. Raptownie się uniósł i chwycił sługę za przód bluzki, szarpnął mocno tak aby odrzucić go na drugi kąt ciasnego pomieszczenia.
- Nie chcesz po dobroci? - Ryknął z ostrym wkurwieniem, po czym nagle uśmiechnął się drapieżnie, przejeżdżając ręką po siwo czarnych włosach. Nie zgwałci go, o to sługus mógł być spokojny. Niestety nie oznaczało też zostawienia go w spokoju, wszakże Kurosz miał odpięty pasek od spodni.
Podjedzie do niego i puści mu oko.
- Otwórz buźkę. - Mówił powoli, przechylając lekko głowę na bok. Chyba nie trzeba się domyślać co dalej nastąpiło, ale najzwyczajniej w świecie wpakował swojego wazona w gębę sługi.
- Tylko bez gryzienia. - Zaśmiał się ponuro, przytrzymując jego głowę i ruszając ją w odpowiednim dla siebie rytmie. Och ileż to przyjemności, Emilio już zdrowo nie kontaktował, przecież zaraz ktoś może wejść. Chory skurwysyn bowiem nie zamierzał przerywać, rozrywając umysł sługi na strzępy.
Ostrzegał.

// posłuszeństwo

_________________
Kuchnia - Parter - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
Fabio

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 3171


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySob Gru 22, 2018 4:32 pm

Zapach krwi co raz silniejszy...
Wampirek nie miał bladego pojęcia co może spotkać za drzwiami ponurego pomieszczenia. Nie spodziewał się również, że Joffrey wykorzysta ich schowek na pokój do wymierzania kar - Dobrze, że zabrałem broń. - spojrzał na trzymany drewniany wałek. Jeśli Hagen przegiął, oberwie. Uniesie łebek i spojrzy w stronę klamki. Sięgnie do niej dłonią, zatrzymując się jednak tuż przed nią.
Wdech.
Wydech.
Nie wiesz co tam spotkasz, więc przygotuj się na najgorsze. Słowa w myślach brzmiały naprawdę smutnie, chociaż minka wampirka nie wyrażała niczego poza stanowczą powagą. Przecież krew zwiastowała coś złego, nie można więc ujawniać emocji, niemniej jednak Fabio nie umiał ich ukrywać więc prędzej czy później wybuchnie. Nie chcesz po dobroci? Ale co? Fioletowy chwycił oburącz wałek, przytulając do swojej klatki piersiowej. Już nie zwracał uwagi na kosmyki włosów smyrające jego delikatnie zaczerwienioną buźkę. Co tam się działo?
Chwycił za klamkę, nacisnął i pchnął powoli drzwi. Wtedy natknie się na naprawdę niechciany widok. Nie powie nic, tylko rzuci wałkiem w stronę Hagen'a i zamknie z trzaskiem drzwi.
Chyba kpisz...
Żartujesz...
Oparł się plecami o ścianę, oddychając szybko. Złość wampirka ogarnęła szybko, jak również i szok. To co robił Hagen powinno zostać szybko przerwane, tylko jakoś nie umiał, bo zapewne rzuciłby się na Kuro z pazurami i jeszcze Pi by oberwał - Macie natychmiast przestać! To już jest chore! - tylko tyle powie i na tyle głośno, żeby osoby zza drzwi słyszały go wyraźnie i głównie chodziło o Emilio. Drań powinien w końcu pójść po rozum do głowy, bo to co wyrabia nie było normalne ani też pocieszające.
Powrót do góry Go down
Pi

Pi

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 115


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySob Gru 22, 2018 5:02 pm

Nie chciał żadnych nagród. Chciał koniec koszmarów związanych z szałem Joffreya. Jego diabelne pomysły odbiły niejedno piętno na Myszy, ale teraz przeszedł samego siebie. Wymuszał na nim bezwzględne posłuszeństwo, które było sprzeczne z naturą sługi i jego poglądami na tego typu zabawy. Fakt, bycie czyimś sługą sprawiało, że nie miało się praktycznie żadnego zdania, lecz to, co się wyrabiało krzywdziło nie tylko Pi.
Także całą rodzinę.
W szale jednak Pan nie myślał ani trochę racjonalnie. Ponowne sklepanie oblicza Złotookiego i sponiewieranie po pokoju po krzykach na moment oddaliło fizyczny kontakt pod zboczoną erotykę, ale bardzo bolało. Ciało poobijane, posiniaczone, nie zdziwiłby się, gdyby jakaś kość została złamana przy takim rzucie o ścianę. Gdyby nie napoił się krwią, już przy uderzeniu o ścianę straciłby przytomność. Tak to lekko oszołomiony mógł patrzeć wzrokiem przerażonym i pełnym łez na dalsze poczynania Szefa. Ten nie pohamował się, wręcz wściekły uśmiech wypełzł na jego oblicze i z nowym szatańskim pomysłem podzielił się z Pi. Ponownie wywarł na nim presję, przed którą nie miał jak uciec. Omotany mentalnymi łańcuchami mógł jedynie wykonywać rozkazy. Nie mógł sprzeciwić się, choć w środku brało go obrzydzenie i załamanie psychiczne. Zwłaszcza gdy miał niemała własność Emilio w swoich ustach. Nieme łzy toczyły się strumieniami zmieszane z krwią, która ściekała z ucha i z nosa po uderzeniu w ścianę. Gdy za daleko posunął się w szaleństwie i wepchnął za głęboko, to nawet załkał cicho. Ale zgodnie z poleceniem nie ugryzł, a zęby świerzbiły z gniewu, bezsilności i wstrętu do swego Właściciela.
Wtedy pojawił się we drzwiach panicz Fabio z wałkiem, który to przedmiot poleciał na Hagena. Sparaliżowany od mocy Joffreya nie mógł uciec, chyba że Wyższej Krwi straciłby koncentrację. W takiej sytuacji podpełznąłby najszybciej jak mógł do kąta i skuliłby się w niej cały we łzach i krwi. Osłaniałby się rękoma i nogami, byleby odgrodzić się od rzeczywistości, która tak bardzo zryła mu mózg, że prędko nie wróci do służby. Nawet nie chodziło o rany cielesne, do tych zdołał się przyzwyczaić na swój sposób. Krew spływająca z brzucha na nowo pewnie otworzyła się przy rzucie o ścianę, stąd swąd posoki byłby intensywniejszy. Najgorsze to te... to te chore gierki, których nie rozumiał. Przecież nie miał żadnych ciągotów miłosnych, czy to do kobiet czy mężczyzn. Wiedział jedynie, że Pan upodlił go do najgorszych wywłok czy istot. I jeszcze Fabio to widział... co sobie mógł pomyśleć o słudze?! Wywali go na zbity pysk za wybryk narzeczonego. Już sam nie wiedział, co lepsze...

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 782


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyNie Sty 06, 2019 12:30 pm

Ależ z niego wredny skurwol co nie? Joffrey nie znał pojęcia litości, nie kiedy znajdował się w takim stanie i miał ochotę zrobić coś bardzo złego. Czerwień jego oczu skupiała się na konającym słudze, który tak bardzo chciał już stąd uciec. Wszakże jego pan nigdy tak się nie zachowywał, więc co mu teraz strzeliło? Niestety sługa nie mógł uciec, jego właściciel nie zamierzał przestawać czy też trochę wyluzować. Oblizał zębiska, rozpamiętując wcześniejszy smak krwi chłopaka.
A potem wiadomo co się stało, brutalne zachowanie szefa zaczęło wywierać w umyśle sługi przerażającą dziurę zniszczenia. Jak bardzo go nienawidził? Jak bardzo chciał zacisnąć na nim zębiska, aby zabolało? Emilio jednak wiedział, że tego nie zrobi. Przy tej jakże erotycznej czynności był agresywny, ale gdzieś w tym wszystkim przejawiała się nawet nuta delikatności. Może Joffrey wcale nie chciał tego zrobić?
Okrutne tortury nie trwały jednak długo, gdyż ktoś im przeszkodził. Emilio był tak skupiony na słudze, że dopiero rzut z wałka oderwał go od chorej rzeczywistości. Pomasował tył głowy i ze zdenerwowaniem obrócił łeb, a jego wzrok mimowolnie wyraził.. zaskoczenie? Ciężko było to określić.
Sapnął, patrząc jak brunet ucieka w kąt, a on schował swoją własność z powrotem do gaci. Czuł się.. dziwnie. Jak przyłapany uczeń na ściąganiu podczas sprawdzianu.
Bardzo zawiódł?
Głośno sapnął, słysząc słowa narzeczonego i wpatrywał się w niego w milczeniu. Nawet nie podchodził, wiedział, że i tak Nessuno by go odepchnął.
- Łeb mnie boli. - Rzekł, czując buzującą w jego żyłach krew. Coś się z nim działo i może stąd to jego dziwaczne zachowanie? Nie wydawał się jednak przejęty całą sytuacją, jakby nic się nie stało. Zaczął obniżać rękawy koszuli, patrząc na krew.
- Nie będziemy przy nim rozmawiać. - Syknął, wskazując na sługę. Wolał mu oszczędzić kolejnej kłótni doszłoniedoszłego małżeństwa. Potarł rękoma twarz, jakby dopiero teraz docierało do niego to co zrobił.
- To.. skomplikowane. - Wysapał, nie za bardzo wiedząc jak ma się zachować. Fabio najchętniej jebnąłby mu jeszcze raz, ale musiał powstrzymać złość. Kurosz wyprostował się nieznacznie, obracając się w stronę załamanego Pi.
- Idź się wykąp, połóż, nie wiem. Zjedź mi z oczu. - Nieważne, że tamten miał problemu ze wstawianiem. Jeśli chłopak posłucha, Fabio i Joffrey zostaną w pomieszczeniu sami. Nic się też jednak nie ukryje przed Barabalem, który na pewno słyszał to i owo.
Czy mogło być gorzej?
O dziwo wystawił ręce w stronę Nessuno, chcąc aby podszedł.

_________________
Kuchnia - Parter - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
Fabio

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 3171


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySro Sty 16, 2019 8:37 pm

Pi miałby zostać wyrzucony na zbity pysk?
W żadnym wypadku...
Widok jaki zastał mocno zezłościł wampirka, ponieważ Joffrey dopuścił się obleśnego aktu wobec Pi, to jeszcze postanowił go okaleczyć. Nessuno miał za złe Myszce, że nie upilnował dzieci, ale nie zasługiwał na tak wielkie okrucieństwo. Zacisnął łapki w dłonie - Jeśli myślisz, że ujdzie Ci to na sucho, to się grubo mylisz. - nie kierował złości do Myszki, tylko do Hagen'a. Wampirek nie miał najmniejszej ochoty teraz słuchać jego tłumaczeń, poza tym trzeba zająć się rannym. Fabio nie po to kończył studia medyczne i miał wiele lat praktyki, żeby pozostawić biednego Pi samego sobie - Nawet się nie waż mnie powstrzymać. - w razie czego, jeśli czarnowłosy chciałby się odezwać. Na wystawienie rąk nawet nie zareagował, machnął tylko na nie ręką, dając wyraźnie znać że nie ma ochoty na bliskość.
Nie w tym momencie.
Nie po tym co zobaczył.
W głowie wampirka już pojawiła się smutna myśl powtarzająca się historia jak widać zamierzała ponownie dać w kość - Chodź, Pi. Opatrzę Cię. - podejdzie do rannego aby pomóc mu wstać. Z kroku na kroczek udadzą się w stronę drugiego pokoju dziennego, nie chciał żeby dzieci widziały opiekuna w tak kiepskim stanie. W przeciwieństwie do Joffrey'a, Fabio dba o podwładnych, chociaż nie należał on do niego, to i tak woli mu pomóc niż udawać że wszystko jest okey.
Joffrey pozostał sam. Niech przemyśli co uczynił.

z/t z Pi
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 782


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySro Sty 16, 2019 11:21 pm

Pogardliwe spojrzenie i metaliczny posmak krwi w ustach. Krew, tak. Pyszna, zła, kusząca. Chciał jeszcze. Czerwone oczy wpatrywały się tępo w sługę, jakby nie za bardzo rozumiał jego zachowania. Przecież powinien się cieszyć, że ktoś taki jak On zapragnął się nim zająć. A wyszła z tego dramaturgia, bez krzyków, ale powietrze było bardzo ciężkie. Usłyszał gołębie. Nie miał pojęcia skąd, ale w głowie miał ich gruchanie. Aż przekrzywił łeb w stronę drzwi, jakby zamiast Fabia, miały tam stanąć one.
Milczał, patrząc na niższego i to co robi. A po co pomagać Pi, sam świetnie da sobie radę. Już nie raz tak było, po co płakać nad rozlanym mlekiem.
Wystawił jęzor, jakby smakował powietrza. Ciężkie i gęste, jak tłusta śmietana. Skrzywił się, wsadził rękę do kieszeni. Nic nie zrobił przez cały ten czas, ani nawet nie drgnął. Tępe spojrzenie zatańcowało kółko wokół dwójki, skupiając się ostatecznie na fioletowym. A gdyby tak użyć mocy? Zobaczyć, jak obydwaj cierpią? Podły uśmiech, aż zakrył usta ręką, jakby nie do końca wierzył w swoje myśli. Moje myśli? Twoje myśli? Czyje myśli?
Powaga gdzieś poszła w las, a czarnowłosy aż zagryzł do krwi język. Znowu ten smak, dobry, swojski. Jak domowy obiad, który zrobiła mama. Zapomniany smak, już nie doceniany. Chciał więcej. Przytrzymał ręką swój brzuch, bo nagle coś go zaczęło skręcać. Chciał zwymiotować, pozbyć się z siebie krwi sługi. Skażona, zabrana złym sposobem. Ręka zjechała niżej, ale tylko po to aby dopiąć rozporek i pasek spodni. Obserwował ich plecy jak wychodzili, to było złe.
Wyglądali jak czerwona, rażąca płachta, a on był bykiem. Postąpił krok do przodu. Zatrzymał się. Znowu postąpił krok do przodu i tak parę razy. Zrobić, nie zrobić. Zrobić, nie zrobić. Wyciągnął ręce, nie mogli widzieć jak przytulił powietrze. Gorycz, aż prawie się nią zadławił.
Pospiesznie skręcił głową do tyłu, aż mu coś strzeliło w karku. Zabrał nóż z ziemi, tak. Ostry, jeszcze ciepły. Przed chwilą miał zaszczyt gościć w flakach.
Aż go zaswędziała ręka, kiedy przejeżdżał metalem po swoich palcach. Zacisnął mocno, jego mały skarb. Wszędzie śmierdziało krwią, cuchnęło nawet jego ubranie. Ale nie było czasu się przebrać, coś go wołało. Schował znalezisko, nie potrafiąc wcelować w odpowiednią kieszeń. Wkurzył się. Fuknął coś pod nosem i splunął na podłogę. Ktoś to będzie musiał posprzątać.
Na moment zamknął oczy. Gołębie, tak. Niedaleko, całkiem blisko, może je zobaczy jak wyjdzie. Są na dachu? Przetarł zakrwawionymi dłońmi swoją twarz i chwilę tak stał. Roztargnienie, jakby powolnie dochodziło do niego to co zrobił. Dzieciaki świetnie się bawią bez niego, ojciec świetnie się bawi bez niego, sługa świetnie się bawi bez niego, Fabio dobrze się bawi bez niego.
Po co Ty jesteś?
Zrobiło mu się przykro, nieudacznik jeden. Wziął głęboki wydech i zaczął kierować się w stronę wyjścia, do gołębi tak. Może mu powiedzą co jest grane. Ponure, szybkie kroki. Przeszedł przez kuchnię, aby nie widzieć innych. Źle wyglądał, nie powinni go takiego oglądać.
Otworzył drzwi i wyszedł, patrząc na dach. Nie ma gołębi? Na pewno gdzieś są, przecież je słyszał. Zimne powietrze, biały świat. Zbyt jasno, zbyt czysto. Gdzie podziała się czerwień? Wampir jak zombie, pokierował się w stronę lasu, a może w stronę miasta. Sam nie wiedział, wy też nie wiecie.
Gdzie zobaczymy gołębie?

zt

_________________
Kuchnia - Parter - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Sylvia

Sylvia

http://vampireknight.forumpl.net/t4039-sylvia-nessuno#89112
Zarejestrował/a : 02/01/2019
Liczba postów : 12


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySro Mar 20, 2019 11:15 pm

Dalej, spokojnie, spokojnie... załatw to co musisz... - powtarzała sobie to w myślach. - Nie będzie tak źłe przecież... Nie wygonił cię, postanowił wysłuchać... Dasz radę... Nie będzie tak źle - mimo tego, niezbyt wierzyła we własne słowa. Nie umiała przewidzieć tego, co nastąpi i jak właściwie mężczyzna zareaguje na to wszystko... Nie, jak miała to właściwie ubrać we słowa?!
- Dziękuję - szepnęła cicho jeszcze. Upewniła się, że walizka nie umknie jej nagle i poszła przodem.
W sumie... koniec końców wylądowali w kuchni.
Rozejrzała się ostrożnie po pomieszczeniu. Wcześniej spytała się jeszcze, czy może pozostawić swoją kurtkę, jak i buty. Nie chciała być przecież niegrzeczna i wpakować się do obcego domu, brudząc jeszcze. Jednakże w tych prostych zapytaniach próbowała zamaskować narastającą niepewność. W końcu kwestia, którą miała poruszyć, była bardzo ważna... według niej. No bo jednak nie umiała stwierdzić, czy to tak samo poruszy blondyna.
- Um. Sama nie wiem. Nie chcę się narzucać dłużej niż to wypadałoby... - przyznała Sylvia. - Więc może przejdźmy do powodu wizyty... - wypuściła ostrożnie powietrze z płuc, powtarzając sobie w duchu, że będzie dobrze.
Położyła walizkę na podłodze i przykucnęła przy niej.
- Chwilkę - poprosiła, otwierając ją i szukając czegoś pośród ubrań. Dość szybko wyciągnęła czarną teczkę, więz zamknęła resztę bagażu i wyprostowała się. - Wieści, które mam do przekazania są poważne. Proszę się przygotować.
Wzięła głębszy wdech, zmuszając swoje palce, by szybko wyciągnęły zawartość trzymanego przedmiotu, który zaraz potem położyła na blacie. Kilkanaście sekund później trzymała w dłoni pewne zdjęcie, które podsunęła wampirowi.
- Pamięta Pan tę kobietę? - spytała się, nie siląc się nawet na uśmiech. - Jestem jej córką - Dajesz, zrób to. Szybko. I nie zepsuj. Nie zwlekaj. Jasnowłosa czuła się teraz słabo. Wydawało się jej, że kolejne słowa, które wypowie, mogą zmienić naprawdę sporo w życiu owej dwójki.
- Według informacji, które zdobyłam, wynika z nich, że moim ojcem jest Marco Nessuno. To Pan, prawda? - kolejna rzecz została wyciągnięta z teczki. Kartki. Pozornie zachowywała spokój, ale czuła, że wiruje jej w głowie z emocji. - Nie mam pojęcia, czy powiadomiła P-pana o tym. Moja rodzina twierdziła, że porzucił mnie Pan całkowicie - skrzywiła się mimowolnie, zmuszając się ciągle w myślach, by zachować spokój. Dziewczyna starała się go nie spuszczać z oka, by móc być świadkiem jego reakcji na te rewelacje. Chociaż była prawie pewna, że jej nie uwierzy. Zacisnęła mocniej palce.
- I... Nie wiem, czy uważa mnie Pan za kłamcę... Ale wydaje mi się, że powinien Pan wiedzieć... - wyciągnęła w jego stronę plik kartek.
Akt zgonu jej matki.
Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
Marco

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t1745-marco#36697 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 300


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySob Mar 23, 2019 1:11 am

Na początku chciał zaprowadzić gościa do salonu, ale dochodzące stamtąd rozmowy przekonały go, że nie warto pchać się do zajętego pokoju, a wypraszanie innych byłoby co najmniej niegrzeczne. Kuchnia wydawała się w miarę odpowiednim pomieszczeniem do rozmowy. Co prawda ktoś mógł im nieświadomie przeszkodzić, ale podejrzewał, że teraz raczej nikt z domowników nie będzie miał powodu, by niespodziewanie się tutaj zjawiać.
Oparł się o połyskujący blat. Wzrokiem przesunął po sylwetce dziewczyny, zatrzymując się na walizce, w której właśnie grzebała. Brwi ściągnęły się w wyrazie konsternacji, gdy zdjęcie wylądowało obok niego. Wnikliwie przyglądał się kobiecie wydające się uśmiechać w jego kierunku, choć tak naprawdę ten uśmiech wykrzywiający pełne, czerwone usta nie był przeznaczony dla niego, a jedynie dla osoby robiącej wtedy zdjęcie.
Kim ten ktoś był?
Opuszkami przejechał po fotografii; delikatnie, jakby obawiał się, że mocniejszy nacisk zetrze obraz na tyle, że stanie się kompletnie niewyraźny.
Pamiętał. Jakże mógłby zapomnieć? W jego wieloletnim życiu pojawiła się niejedna kobieta i żadnej ważnej nie pozwolił ulecieć z pamięci, nawet jeżeli z perspektywy czasu znajomość z którąś z nich nie wydawała się już tak ważna jak wcześniej. Oderwał rękę. Paznokciami przejechał po gładkiej powierzchni blatu, skupiając wzrok na dziewczynie.
"Jestem jej córką."
Tak, to było widoczne. Twarz młodej wampirzycy posiadała wiele wspólnych cech z rysami twarzy kobiety ze zdjęcia. Delikata uroda z powodzeniem została przekazana w genach i nawet najmniejsza skaza tego nie kalała.
Kolejna informacja wstrząsnęła Marco bardziej niż zobaczenie nieruchomego obrazu przestawiającego jego dawną miłość. W jednej chwili zastygł w bezruchu; palce, wcześniej wybijające bezgłośny rytm, zatrzymały się w powietrzu, a na ustach zastygły niewypowiedziane słowa.
Córka? – wykrztusił.
To niemożliwe...
Nie?
Miał wrażenie, że głos drży od emocji, przypominając zardzewiały mechanizm nie działający od kilkudziesięciu lat, który ktoś nagle postanowił uruchomić.
Odgarnął grzywkę, przyłapując się na tym, ze palce drgając nerwowo. Od razu położył dłonie na blacie, mając nadzieję, że pomoże to w zamaskowaniu zszarganych nerwów.
Skoro jesteś moją córką, to czemu twoja matka nigdy nie powiedziała mi, że jest w ciąży? Nigdy nawet nie zająknęła się na ten temat...
Owszem, bywał roztargniony i zdarzało mu się zapomnieć o mniej lub bardziej istotnych sprawach, ale zapomnienie o tym, że ma się dziecko, byłoby już naprawdę poważnym przejawem choroby.
Pochwycił papiery podane przez wampirzycę. Niepewny wzrok przemieścił się po literach obwieszczających...
Zgon? – przeczytał na głos, z rozmachem odrzucając na bok dokumenty. Kartki prześlizgnęły się na blacie. – Kiedy to się stało? Jak umarła?
I przede wszystkim czemu trzymała pojawienie się córki na świecie w tajemnicy?

_________________


Kuchnia - Parter - Page 4 JoVREHY
Powrót do góry Go down
Sylvia

Sylvia

http://vampireknight.forumpl.net/t4039-sylvia-nessuno#89112
Zarejestrował/a : 02/01/2019
Liczba postów : 12


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyWto Mar 26, 2019 8:10 am

Jedno zdanie. Tyle wystarczyło, by móc wybić wampira z równowagi. Młodej wampirzycy nie umknęła jego reakcja, jak i zachowanie. Przynajmniej poczuła delikatną ulgę, gdy uświadomiła sobie, że nie wyrzuci jej od razu, oskarżając o kłamstwo. W głębi siebie obawiała się, że mogłaby dostać taką reakcję jako odpowiedź na jej słowa. Nie znała go. Nie wiedziała, czego się spodziewać, a sprawa była delikatna.
Nie wytrzymała długo. Spuściła głowę, a jej wzrok wbił się w mebel znajdujący się przed nią. Czas mijał nieubłaganie, powodując, że powoli zapadała tutaj cisza. Nie potrafiła teraz sama od siebie powiedzieć cokolwiek więcej, więc czekała... Po prostu czekała.
Dopiero po usłyszeniu jego słów, powoli poruszyła się, by móc skupić na nim spojrzenie. Na twarzy pojawił się na moment smutny uśmiech.
- Więc jednak nic nie wiesz... - wyszeptała cicho, po czym spoważniała. - Nie wiem, ale mogę się domyślać. Zapewne winowajcą jest przede wszystkim siostra mojej matki - powiedziała. - Nie wiem, czy miał Pan okazję mieć z nią do czynienia - w jej głos powoli powracała pewność siebie. Powoli, ale zarazem stopniowo. Wystarczyło to już jednak na tyle, by nie zacinała się na niektórych słowach. - Chociaż też sprowadza się to do tego, czy moja matka właściwie chciała... mnie - ściszyła głos przy ostatnim zdaniu i ostrożnie wzruszyła ramionami, odwracając się do niego bokiem. Czuła, że mimo wszystko było więcej pytań niż odpowiedzi, a ona sama nie rozumiała wielu spraw powiązanych z tym. - Z tego co pamiętam, moja rodzina zawsze powtarzała, że zdradził ją Pan. Pozostawił samą sobie i poszedł w świat - jej głos był całkowicie bezbarwny.
Zerknęła na rozrzucone kartki.
- Zginęła, gdy byłam zaledwie maluchem. Jakieś... trzynaście lat temu? - zamknęła oczy. - Sprawca nadal nie jest znany, jak i jego motyw - zerknęła na Marco z ukosa. - Chyba wplątała się w coś nieodpowiedniego - dodała, unosząc rękę i zaczynając bawić się kosmykiem włosów. - Niewiele wiem, a sama nie pamiętam specjalnie coś z tamtego okresu.
Starała się nie okazywać po sobie uczuć, ale nie wiedziała, czy jej się udawało. Czy jej lekko drzące palce były zauważalne dla niego, tak samo jak i zgarbiona sylwetka, czy smutny wzrok.
- Ma... Ma Pan jeszcze jakieś pytania? - Czy właściwie mi wierzysz? - nieme pytanie zawisło w powietrzu... A Sylvia nie miała na tyle teraz odwagi, by spytać się na głos.
Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
Marco

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t1745-marco#36697 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 300


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptyNie Kwi 07, 2019 10:48 pm

Tak, miałem z nią kiedyś styczność. Niestety – westchnął, przypominając sobie ciotkę swojej córki. Nie lubił mówić źle o osobach, których nie było przy rozmowie, ale o tej kobiecie powiedzenie czegokolwiek pozytywnego graniczyło z cudem. To właśnie ona ciągle wtrącała się do wszystkiego i wbijała z brudnymi butami w czyjeś życie. Nawet nie można było ją usprawiedliwić dobrymi intencjami, kiedy po prostu nie kryła się z tym, że chce ustawić innych pod swoje dyktando, nie patrząc na czyjeś dobro. Od takich kobiet Marco zdecydowanie wolał się trzymać jak najdalej.
"Z tego co pamiętam, moja rodzina zawsze powtarzała, że zdradził ją Pan. Pozostawił samą sobie i poszedł w świat."
Poczuł, jakby w jednej chwili połknął cytrynę, a jej kwaśny sok zalał kubki smakowe, wykrzywiając twarz w odrazie. Nikt nigdy nie posądził go o bycie skurwysynem ulatniającym się, gdy tylko wieść o ciąży dojdzie do jego uszu. A tymczasem dowiedział się, że jego - prawdopodobnie - jedyne dziecko było wychowywane w tym kłamstwie przez kilkanaście lat.
Razem z twoją matką postanowiliśmy się rozstać, ale gdybym wtedy wiedział, że spodziewa się dziecka, na pewno nie zostawiłbym jej samej – wyjaśnił, mając nadzieję, że dziewczyna chociaż zechce spróbować uwierzyć w te słowa.
Bo przecież nie miał przy sobie niczego, co mogłoby potwierdzić jego wersję. Jedynie nieduży album ze zdjęciami chował w sobie wspomnienia wspólnie spędzonych dni z dawną miłością, ale nawet on był teraz bezużyteczny w tej sprawie. Takie pamiątki niczego nie dowodzą; uśmiechy mogły być wymuszone, a radość udawana.
W coś nieodpowiedniego? – powtórzył cicho. – Z tego co pamiętam, to nigdy nie ciągnęło jej do podejrzanych spraw i nie chciała plamić sobie rąk ani honoru nieodpowiednimi rzeczami.
Taka ułożona wampirzyca miałaby popaść w tarapaty przez popadnięcie w złe towarzystwo? Marco jakoś nie potrafił sobie tego wyobrazić, ale skoro ukryła przed nim dziecko, to i coś więcej mogła mieć za uszami... A może przy rozstaniu jeszcze nie wiedziała o ciąży? Tyle że zostawił jej kontakt do siebie, więc mogła poinformować o tak istotnym fakcie.
Masz gdzie mieszkać? Ten dom jest bardziej mojego najmłodszego brata, które, swoją drogą, już poznałaś przed domem, ale jeżeli nie wiesz, gdzie iść, to możesz zostać. Nie powinno być z tym problemu. – A przynajmniej taką żywił nadzieję. Sam nadal nie przywykł do roli ojca, a podejrzewał, że na resztę rodziny także spadłby niemały szok. – Ile ty w ogóle masz lat?

_________________


Kuchnia - Parter - Page 4 JoVREHY
Powrót do góry Go down
Sylvia

Sylvia

http://vampireknight.forumpl.net/t4039-sylvia-nessuno#89112
Zarejestrował/a : 02/01/2019
Liczba postów : 12


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySob Kwi 13, 2019 2:26 am

Nawet nie próbowała się zmusić do uśmiechu, gdy usłyszała potwierdzenie ze strony wampira. Według niej nie było już nic więcej do dodania na temat owej wampirzycy. Mężczyzna mógł się przekonać na własnej skórze, jaka była z nie osoba i do czego była zdolna. Sama osobiście wolała nie kontynuować tematu o niej. Wiedziała, że prędzej czy później zaczęłaby z tego powodu myśleć o własnych doświadczeniach z nią, aż w końcu zahaczy podświadomie o tematykę, którą wolałaby pozostawić na boku. Albo zakopać gdzieś głęboko pod ziemią.
Mimowolnie drgnęła, widząc jego wyraz twarzy, po czym zaraz potem odwróciła wzrok. Nie dziwiła jej ta reakcja. Miała wrażenie, że sama niezbyt dobrze przyjęłaby, gdyby ktoś obgadywał ją za jej plecami, jak i tworzył jej jak najbardziej nieprzyjemny wizerunek. Jasnowłosa jednakże nie mogła założyć, że to co znała do tej pory, było kłamstwem. Znajdujący się tutaj blondyn był dla niej obcą osobą. Nie znała jego charakteru, nie wiedziała jaki jest naprawdę. A możliwość poznania tego... Czy coś takiego tak właściwie istniało?
W końcu i przed nią mógłby jedynie udawać.
- Powtórzyłam to, co słyszałam do tej pory - odezwała się, splatając dłonie ze sobą i zaczynając się bawić palcami. - Czyli nie kontaktował się Pan z nią od czasu rozstania? - nie patrzyła na niego. Skupiała wzrok na swoich palcach, starając się zachować spokój, jak i nie dać się ponieść emocjom. Nie wiedziała, co powiedzieć więcej. - Ale... myślę, że raczej... powinnam próbować przekonać się... sama... jaki Pan jest... - wzruszyła ramionami, jakby chciała przekazać przez ten sposób, że niespecjalnie ją to interesowało. Pozornie. Nie wiedziała, ile można było odczytać z jej twarzy i zachowania, ale łudziła się, że jak najmniej. Wolała, by starszy nie czytał z niej jak z otwartej księgi. Nie znała go. Nie wiedziała, jak i co odczyta, czy jak będzie próbował to wykorzystać.
- Nie wiem - wyszeptała, krzyżując ręce pod piersiami. - Nie mam pojęcia - zacisnęła mocniej zęby na moment. - Ale wampiry nie umierają sobie od tak, nie? - Skąd mam wiedzieć? Skąd akurat ja mam wiedzieć? Nie widać było do tej pory, jak wyglądają informacje, jakie posiadam? - spytała się w duchu. - To co mogę powiedzieć, to są jedynie domysły. Co komu z domysłów, skoro to nie są czyste fakty? - jakby sama ta rozmowa była jakaś prosta. Chcąc nie chcąc, musiała przez to przebrnąć.
Zamrugała oczami, zastanawiając się nad jego słowami. Najmłodszy brat... - wróciła myślami do tamtego wspomnienia. - Ten dzieciak ma swój dom...? - coś jej nie pasowało jej tu. Wydawało się jej być dziwne, by dorosły facet mieszkał u dziecka... nie, nawet on, żeby miał własny dom. No chyba, że...
- Um...
... chodziło o tamą długowłosą osobę. Chwila, ale też coś nie gra. To nie była kobieta?
- Niee... - nie miała jednak gdzie się podziać. - Nie powinnam r-raczej się narzucać. To chyba byłoby niecodzienne, by proponować miejsce komuś, kogo widzi się pierwszy raz na oczy... - dodała cicho, tłumiąc w sobie chęć wyrzucenia z siebie, jak wyglądała sprawa z innym zakwaterowaniem dla niej. Aż wolała nie chcieć na nowo sprawdzać swojego stanu konta. - Ale byłabym wdzięczna - wyszeptała chwilę potem.
Westchnęła cicho, patrząc na niego przez paręnaście sekund, nim otworzyła usta.
- Siedemnaście - odpowiedziała. - Tyle, ile lat temu rozstaliście się z moją mamą - powstrzymała chęć przewrócenia oczami, za to podeszła do papierów. Chciała zebrać je w jedno miejsce i zająć się czymś, by jej myśli nie zaczęły zahaczać o ponure tematyki. Tylko, że nie było to takie proste...
- Czemu się rozstaliście? - spytała się nagle.
Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
Marco

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t1745-marco#36697 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 300


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySob Maj 25, 2019 10:00 pm

Ta rozmowa była trudna dla Marco jak i dla Sylvii i żadne z nich najwyraźniej nie wiedziało, co zrobić w takiej sytuacji. Wampir ciągle nie potrafił zrozumieć tego, jak przez tyle lat mógł nie wiedzieć o córce. Przez jedną krótką, straszliwą chwilę zaczął się niepokoić o to, czy przypadkiem dziewczyna nie ma jakiegoś rodzeństwa - nawet takiej z innej matki. To byłoby dosyć niepokojące.
Kontaktowałem się z nią przez pewien czas, ale po pewnym czasie kontakt się urwał.
Czy powinien później zapytać swojego ojca o jakieś rady dotyczące dzieci? W końcu razem z matką wychowali ich trochę, więc z pewnością ich doświadczenie w tej kwestii teraz by się przydało. Może Fabio też rzuciłby jakąś cenną złotą myślą? Mimo że to absurdalne, to nawet młodszy brat dorobił się swoich pociech i to bez użycia do tego kobiety. Blondyn już dawno przestał się zastanawiać, jak mogło do tego dojść, a sama myśl o tym budziła w nim zwątpienie do tego, czego uczono go na studiach.
Myślami powrócił do nastolatki, gdy padły kolejne słowa z jej ust. Owszem, rozsądnie byłoby przekonać się na własnej skórze czy to, co ciotka z taką gorliwością kładła do głowy, było cokolwiek warte. Marco miał szczerą nadzieję, że obraz jego osoby zarysowany przez tamtą kobietę już na starcie mocno kontrastował z pierwszym wrażeniem, jakie zapewne już wywarł na blondynce.
Bzdura – rzucił gładko, wzruszając ramionami. – Jesteś mają córką, więc proponowanie noclegu jest całkowicie naturalne. To, że widzimy się pierwszy raz na oczy, nie jest przeszkodą.
Nie znał jej i tylko to w tym wszystkim było jasne. Nie wiedział, jak została wychowana Sylvia, ani nawet jakie miała zamiary. Być może błędnie zakładał, że wampirzyca nie zechce niczego zepsuć, ani zaszkodzić rodzinie swojego ojca. W tym domu mieszkało tyle osób, że prędzej czy później ktoś zauważyłby podejrzane zachowanie któregoś z domowników.
Nie pasowaliśmy do siebie – odpowiedział bez chwili zastanowienia. Cóż, czasami wielka miłość po czasie okazywała się zadziwiająco mała i krucha. Jednak nawet po rozstaniu Marco próbował wspierać matkę dziewczyny. Czy wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby kilkanaście lat temu nie pozwolił na zerwanie tej relacji? – Okazało się, że lepiej było pozostać w strefie przyjaźni, chociaż i to się rozpadło.
Było minęło. I do dzisiaj wampir nawet nie myślał, że ten temat kiedykolwiek powróci, a tym bardziej nie przypuszczał, że zacznie go jego własna córka. Toż to absurdalne.
Później zobaczę, jaki pokój jest wolny, żebyś mogła tam zostawić swoje rzeczy. Pewnie będziesz chciała się odświeżyć po podróży? Powiedz mi tylko... Jak mnie znalazłaś? Ciotka podała Ci jakieś moje dane?

_________________


Kuchnia - Parter - Page 4 JoVREHY
Powrót do góry Go down
Sylvia

Sylvia

http://vampireknight.forumpl.net/t4039-sylvia-nessuno#89112
Zarejestrował/a : 02/01/2019
Liczba postów : 12


Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 EmptySob Cze 08, 2019 9:03 pm

Mógł. W końcu los potrafił być naprawdę okrutny, a zarazem i przewrotnym. I o tym można było się przekonać nie raz... Czy jasnowłosy wampir mógłby powiedzieć z ręką na sercu, że nigdy nie wydarzyło mu się coś, czego się nie spodziewał? Nie wiedział? Albo... kto wie? Może jednak?
Pokiwała lekko głową, przyjmując do wiadomości jego słowa. Mogło to być do przewidzenia - osobiście się jej wydawało, że utrzymywanie tego typu relacji nie dawało się zaliczyć do najłatwiejszych. Więc stopniowe oddalenie się było czymś całkiem naturalnym... Nawet jeśli potem powstawały komplikacje... Jaką chociażby teraz była Sylvia. Drobny problem, przypominający zarazem przeszłość.
Co do niej właśnie... Skoro powróciła, to i mogła wpłynąć na teraźniejszość. W przypadku jasnowłosej to była prosta chęć poznania własnego ojca. Osoby, której do tej pory nie było w jej dotychczasowym życiu. No i niezbyt ciesząca się dobrą opinią w kręgu, gdzie zostawała wychowywana. Sylvii było cięzko wysunąć teraz opinię na temat owego mężczyzny. Dlatego też w tym przypadku wolała dać sobie czas na poznanie go.
- Dziękuję - powiedziała, delikatnie pochylając głowę. Propozycja noclegu brzmiała niczym zbawienie dla niej. I jej stanu konta... - Prosiłabym - chociaż z drugiej strony, mieszkanie w obcym domu, z obcymi osobami wzbudzało w niej dreszcze niepokoju. Nie potrafiła przewidzieć, jakie skutki niosłaby ta decyzja i co gorsza, co by ją tu ewentualnie spotkało. No i też nie wiedziała... Czego właściwie jeszcze? Ciężko sprecyzować. Takie sytuacjie można było zaliczyć do "nieznanych" mimo wszystko.
- Rozumiem. Szkoda, że nie wyszło - skomentowała cicho. Nie bardzo wiedziała, co mogła powiedzieć więcej, jeśli chodziło o to wszystko. To chyba te całe... sprawy dorosłych?
Schowała ręce za siebie, po czym splotła je, zaciskając nieco mocniej. Mogła się spodziewać takich pytań. No mogła, ale jak mężczyzna zareaguje na jej słowa?
- Szukałam sama - odpowiedziała mu. - Myślisz, że moja ciotka powiedziałaby cokolwiek, bym mogła cię odnaleźć? - spytała się natomiast, nieco wzruszając ramionami. - Mamy dwudziesty pierwszy wiek, zdobywanie informacji nie jest czymś nieosiągalnym - dodała jeszcze, wzdychając cicho. Obejrzała się wzrokiem za walizką. - Zwłaszcza, gdy użyje się pieniądze - ostatnie zdanie wypowiedziała już ledwo słyszalnie.
Zerknęła na blondyna.
- Trochę rzeczy miałam pozostawionych od mamy - wzruszyła ramionami. - Co pomogło. Iiiii... Teraz ja mam pytanie. Czy mam inne rodzeństwo?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Kuchnia - Parter - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia - Parter   Kuchnia - Parter - Page 4 Empty

Powrót do góry Go down
 
Kuchnia - Parter
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: WIOSKA :: 
DOM NA UBOCZU
-
Skocz do: