IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stary Opuszczony Dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Zorah

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2336-zorah
Zarejestrował/a : 28/12/2015
Liczba postów : 49


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 18, 2016 1:46 pm

Młody przyszedł nieco później i początkowo, jak to miał w zwyczaju, stanął w cieniu, w kącie. Ubrany był w na czarno w jeansy, glany i nieco za dużą bluzę z kapturem naciągniętym na twarz i czerwone oczy, z których jedno wyłaniało się spod lecących na twarz, białych kosmyków. Wezwano go tutaj jako kadeta, poprzednio jednak nie oddano mu magicznej broni. Ale młody, nauczony doświadczeniem zawsze nosił ze sobą zwykły nóż i kastet, które chował za cholewką buta i w kieszeni. A tak, w razie czego. Przed wampirami nie ochronią tak dobrze, jak artefakty, ale jeśli chodzi o ludzi są skuteczne, no i zawsze pomogą.

Wszyscy byli poubierani tak, jak im nakazano - nie pokazując za bardzo tego, kim są. Po głosie mógł jednak rozpoznać starą znajomą z zapyziałego pubu w centrum. Więc to tak, ciekawe. Nie dostrzegł jednak Kiry, choć nie wiedział czy pod maskami, kapturami i szatami nie kryje się łowca ze stacji kolejowej. On sam nie był jeszcze łowcą, a jedynie dzieciakiem, który się uczył. Wszyscy wyglądali na poważnych, więc cała akcja to chyba nie przelewki. Fajnie...

Uśmiechnął się półgębkiem. Kiedy go o to poproszono, podszedł bliżej i oddał krew, dając do nacięcia swój lewy nadgarstek. Ciekawe co dalej ich tutaj czekało.

Oddawanie broni, oho... No cóż, nie miał tej swojej znaleźnej, antywampirzej, ale dla pewności złożył też to, co maił pochowane pod ubraniem. Westchnął tylko niepewnie i rozejrzał się po pokoju.

Mieli stanąć na runach, które teraz widniały na podłodze. Nastąpił na znak i wystawił krwawiącą dłoń, tak jak mu kazano. Czekał aż coś więcej się stanie, ale przebiegł go tylko dziwny dreszcz, który zaraz ustąpił. Nie znał rytuałów łowieckich, więc było to dla niego coś zupełnie nowego. Czekał na dalszy rozwój wydarzeń.

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1715


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 18, 2016 8:53 pm

Łowcy rozumiejąc powagę sytuacji, posłusznie zdali broń. Nawet Marcus ku zaskoczeniu wszystkich pozostałych nie stawiał większych oporów i dostosowując się do nowego stanu rzeczy, zrobił to o co go poproszono. Wszyscy bez wyjątku zajęli przydzielone pozycje i oddając energię dla swojej runy, czekali na dalszy obrót sytuacji. Czerwona iskrząca powłoka z początku pokrywała wszystkie pięć run, które łączyły się niejako za pomocą kręgów i mniejszych znaków.

Ivan – Esmeralda spojrzała na Ciebie i przez chwilę dostrzegłeś w jej oczach zaniepokojenie. Przeczuwała coś? Z pewnością nie odebrała twoich słów jako pokrzepiające, lecz w żaden sposób tego nie skomentowała. Wiedziałeś po co znalazłeś się na rytuale i bynajmniej nie było to z powodu olbrzymiej miłości do bliźniego. Pragnąłeś zemsty. Zemsty na osobie, która podobnie jak ty stała teraz w tym pomieszczeniu. Niczego nie świadoma i gotowa do pomocy przy nieszczęsnym rytuale. Kiedy czerwonowłosa weszła do kręgu, a runy się zapaliły, tylko przez chwilę podziwiałeś czystą czerwień. Twoja krew była ciemniejsza niż ta którą krąg pobierał od pozostałych. Wystarczyły sekundy, by runa siły zrobiła się całkowicie czarna (!), a wirująca wokół niej energia dziwnie ciężka. Czułeś jak coś ściąga Cię w stronę kręgu, ciągnąć z Twojej ręki witalność i wszystkie negatywne emocje, które tak długo trzymałeś. Na runie przeskakują resztki czerwonych iskier, ale ciemne smugi łapią je i rozrywają na kawałki. Chyba Ci się udało? Twoja energia przenika powoli do kręgu, gdzie bezpośrednio zagraża Esmeraldzie, Chizuru i wampirom. A temperatura w pomieszczeniu rośnie...

Midori – Nauczona poprzednimi doświadczeniami postanowiłaś skupić swe myśli wokół rzeczy bardziej przyziemnych, dostarczając tym samym dla kręgu pozytywnych emocji. Twoja runa tylko przez chwilę zachowała klasyczną czerwień. Nie wiedząc czemu znak siły momentalnie zrobił się czarny jak smoła i to właśnie taka energia płynęła do środka kręgu. Czerwone iskierki które dawałaś ze swoich ułożonych myśli były rozrywane na strzępy, a ilekroć tak się działo, ty za każdym razem czułaś ból w okolicy skroni. Nie obyło się oczywiście bez witalności, którą spaczona runa ciągnęła od Was z podwójną siłą. Coś powoli ciągnęło Cię do środka kręgu.

Leyasu – Zostałeś ustawiony w doborowym towarzystwie przy runie siły. Kiedy oddawałeś krew do kielicha, czerwonowłosa uśmiechnęła się do Ciebie i pokrzepiająco dotknęła Twojej dłoni, kiedy oddawałeś jej sztylet. Taka była kochana! Po aktywowaniu magii krwi i charakterystycznym uczuciu przyciągania, zauważyłeś, że coś niedobrego dzieje się z Waszą runą. Nie dość, że energia zmieniła kolor i konsystencję, poczułeś silny piekący ból w okolicy nacięcia. Ręka zaczyna powoli drętwieć, a ty czujesz, że coś ciągnie Cię w stronę kręgu. Niedobrze.


Marcus – Wahałeś się czy nie opuścić tego balu przebierańców, jednak pozwoliłeś odciągnąć się na bok i wysłuchać tego, co ma do przekazania Esmeralda. Nie bardzo Ci się to uśmiechało, ale w gruncie rzeczy miała rację – byłeś potrzebny Crossowi i jak się jeszcze później okazało również Chizuru. Twoja córka w ostatniej chwili weszła do pomieszczenia i od razu skierowała się w stronę swojej nauczycielki Esmeraldy, skąd została przekierowana do środka kręgu. Ty zaś skupiłeś się na przepływie energii z niepokojem obserwując jak początkowo mieniąca się czerwienią runa, zaczęła zmieniać kolor na czarny. Widzisz refleksy czerni, które skaczą po znaku związania. Czujesz, że magia zaczęła ciągnąć z Ciebie więcej witalności niż początkowo założyłeś. Coś jest nie tak.

Prim – Uniosłaś się i zdenerwowałaś na brata, który Twoim zdaniem trochę przesadził. Co jednak miałaś zrobić? Wzięłaś ten cholerny płaszcz i okryłaś seksowne ciało, żeby nikogo broń Cię Panie nie kusiło. Zajęłaś posłusznie miejsce za Marcusem (skąd miałaś całkiem niezłe widoki! ...oczywiście na pozostałą część sali). Magia się aktywowała, a wasza runa zaczęła powoli zmieniać kolor na czarny. Znaki zrobione przez Esmeraldę na ręce nagle zaczęły przeraźliwie piec i częściowo również zaczęły zmieniać swój kolor z czerwonego na czarny. Może pora uspokoić myśli?

Vladislau – Po małej przeprawie z siostrą znalazłeś się w końcu przy runie, którą współdzieliłeś z Hayate. Nie znałeś wcześniej tego łowcy, niemniej jego zaangażowanie w pomoc dla wampirzycy było godne podziwu. To między innymi na waszej dwójce spoczywało brzemię oddania jak największej energii do środka kręgu. Jakie było Twoje zdziwienie, kiedy dwie spośród pięciu run już od samego początku zaczęły zmieniać swoją barwę. Poczułeś jak rośnie temperatura przy Twojej runie, a magia wyrywa krew łapczywie i w dużych ilościach. Ciebie również coś ciągnie do wnętrza kręgu.

Hayate – Chciałeś pomóc wampirzycy i rzutem na klatę dowiedziałeś się o dziwnym mistycznym rytuale. Ustawiono Cię obok doświadczonego łowcy, w którym od samego początku mogłeś znaleźć oparcie. Vladislau wytłumaczył Ci wszystko i wciąż pozostawał gotowy do ewentualnej pomocy. Nie trzeba było czekać zbyt długo na reakcję Twojego organizmu. Wasza runa mieniła się czystą czerwienią, jednak nie wszyscy mieli takie szczęście. Możliwe, że zaburzenie w runach innych uczestników doprowadziło do zachwiania kręgu i tym samym zwiększenia poboru energii. Czułeś, jak magia wyszarpuje z Ciebie krew i ciągnie do środka kręgu. Tego samego, którego nie wolno Wam przekraczać.

Chizuru – Przyszłaś na rytuał w ostatniej chwili i od razu podeszłaś do Esmeraldy. Nie ustawiono Cię przy żadnej run, bo decyzją czerwonowłosej wraz z nią miałaś wejść do kręgu. Poza Tobą nie było w pomieszczeniu osoby mającej coś więcej wspólnego z medycyną.
- Chizuru, posłuchaj mnie – kiedy byłyście w centrum kręgu, Esmeralda zaczepiła Cię – Twoim zadaniem jest utrzymanie mnie przytomnej, wszystkimi znanymi Ci sposobami. W torbie znajdziesz wszystko co będzie potrzebne, dasz radę – kobieta uśmiechnęła się i poklepała Cię po ramieniu. Ufała Ci.
- Jeśli powiem, że masz wstać i uciekać musisz to zrobić, Chizuru. Bez żadnych sprzeciwów. Rozumiesz? - tymi słowami zakończyła dalszą rozmowę.
Kiedy runy się rozpaliły poczułaś podwyższoną temperaturę która panuje w kręgu. Setki „niteczek” płynęło w stronę dłoni Esmeraldy, gdzie przemieniała je w energię właściwą do odwampirzenia Crossa i Anais. Czerwona energia nie trwała jednak długo, gdyż dwie z pięciu run zaczęły się wypaczać. Z bliska widziałaś, jak część nitek jest czarnej barwy i oplata się wokół nadgarstków łowczyni. Wymalowana na ciele Esmeraldy runa siły zmieniła barwę na czarną, a na runie związania (przy której fizycznie stał Twój tata) również zaczęła się zmieniać.
Policzki Esmeraldy są zaróżowione. Jej temperatura w momencie przemiany runy siły wzrosła do około 40 stopni (tak na dotyk). Z jej nosa zaczęła lecieć krew.

Podejmij decyzje czy rozpoczynasz jakieś działania. Zawartość torby jest w gestii Twojej kreatywności ale w granicach rozsądku.


Kaien – Czułeś jak temperatura w kręgu rośnie i tym samym potęguje się ból który odczuwasz. Leżąc na ziemi ciężko było manewrować wzrokiem, ale najwyraźniej coś było nie tak. Dłonie łowczyni były teraz rozgrzane jak węgiel, lecz mimo to czułeś, że coś się zaczyna dziać w Twoim organizmie. W pewnej chwili łowczyni najwyraźniej zaczęła krwawić, bowiem na Twoje czoło spłynęła kropla ciemnej i dziwnie mamiącej posoki. Nigdy wcześniej nie czułeś takiego zapachu krwi. Coś jakby w Ciebie wstąpiło i powoli… tracisz nad sobą kontrolę. Jak sądzisz, jak mocne są te łańcuchy?

Anais – Wraz z Twoim wampirzym towarzyszem zostaliście zdani na siłę nieznanego dotąd rytuału. Dokładnie czułaś wzrost temperatury w kręgu, słysząc również jak szybko zmienia się oddech kobiety o gorących dłoniach. W pewnej chwili poczułaś przeraźliwy ból w okolicy skroni, a również i na Twoje czoło spłynęła kropla krwi łowczyni. Ból przeplata się z pragnieniem, które powoli zaczyna przejmować dominację nad Twoim ciałem. Jeszcze trochę… a możesz stracić nad sobą kontrolę. Czy rytuał ma szansę się udać?

Zorah – Pojawiłeś się na rytuale niemal w ostatniej chwili i jak przystało na prawdziwego kadeta, zrobiłeś to o co Cię poproszono. Esmeralda wskazała Ci miejsce przy runie osądu, gdzie znajdował się już wysoki mężczyzna, oraz młoda dziewczyna. To pierwsza tego typu akcja, dlatego na początku mogłeś czuć się nieco zagubiony. Obserwujesz jednak co się dzieje z pozostałymi runami i jaki mają wpływ na innych uczestników rytuału. Magia jest tak silna, że początkowo o mało się nie przewróciłeś. Coś ciągnie Cię do kręgu, a krew z Twojej rany wyciągana jest w bardzo dużych ilościach. W dodatku boli jak cholera! To chyba nie tak miało wyglądać…


Cornelius – Esmeralda poza Blair przydzieliła Ci jeszcze jednego kadeta, wiedząc, że poradzisz sobie i w razie czego pomożesz chłopakowi. Wasza runa świeciła czerwienią, której jeszcze nie naznaczyły żadne negatywne emocje. Nie wszystkie runy tak wyglądały. Po poprzednim rytuale doskonale pamiętałeś jak wygląda spaczenie run i z czym w efekcie się wiąże. Czyżby historia lubiła się powtarzać? Z racji wypaczenia magia jest strasznie niestabilna i poza ściąganiem do wnętrza kręgu czujesz ciągły wzrost temperatury.

Blair – Do senseia i Ciebie dołączył jeszcze jeden kadet, którego prawdopodobnie nie miałaś okazji jeszcze poznać. Chłopak posłusznie stanął obok i wykonał polecenia z okrojonej instrukcji jaką otrzymał. Czułaś jak magia zaczyna Was ciągnąć, pobierając przy okazji duże ilości krwi, energii i sił witalnych. Zakręciło Ci się w głowie, ale JESZCZE trzymałaś się na dwóch nogach. Z Twojego nosa poleciała stróżka krwi, którą natychmiast przyciągnęła do siebie magia. To dopiero początek, czy możliwe, że będzie gorzej niż ostatnio?

Serafiel – Kiedy magia się aktywowała i ty nie uniknąłeś znajomego już uczucia jakie dawał magiczny wpływ. Wasza runa paliła się nieskazitelną czerwienią, jednak już po kilku sekundach zobaczyłeś jak z sąsiedniej runy na waszą przeskakują drobne ciemne refleksy. Runa waszych sąsiadów wyglądała jak szatan na dansingu – ciemna, agresywna i pochłaniająca wszystko wokół.  Kto wie czy to z powodu natłoku wydarzeń, ale… jakoś tak sennie się zrobiło, prawda?

Seraf, jeśli nikt nic nie zrobi z Twoim stanem, w następnym poście będzie lulu pa.


Kotori – Na poprzednim rytuale pokazałaś klasę, dlatego otrzymałaś runę współdzieloną z innym łowcą. Runę wiary, która poniekąd odpowiadała za Was wszystkich. Na barkach Twoich i Serafiela spoczywało nie lada brzemię, bo sama już wiesz najlepiej co się dzieje kiedy runa upada. Widziałaś, jak znak wiary powoli przyjmuje negatywne czarne refleksy. Skąd? Nie musiałaś szukać odpowiedzi zbyt długo, bowiem sąsiadująca runa jasno wskazywała na powód tego stanu rzeczy. Z chwilą działania magii i zmieniania się run poczułaś ból, jakby ktoś uderzył Cię obuchem w głowę. Szepty? Ktoś coś szeptał? Nie słyszałaś. Może był to gwizd? Przeciągły i jakby demoniczny. Ktoś Cię wołał po imieniu z wnętrza kręgu.


Wnętrze kręgu jest widoczne dla każdego członka rytuału stojącego przy runach. Wszyscy widzą zachowanie poszczególnych znaków, jak również fakt, że ciemne nitki jak gdyby nigdy nic wchodzą do wnętrza kręgu. Nitki oplątują Esmeraldę i w tym momencie część z nich zaczyna blokować jej nadgarstki, a inna gromadzi się wokół szyi, lecz jeszcze się nie zaciska. Łowczyni nie wygląda zbyt dobrze. Mimo, że rytuał dopiero się zaczął, na jej twarzy widać zmęczenie i ból. Wyrysowana na ciele (widoczna na lewej ręce) runa siły jest całkowicie czarna, a siatki żylne powoli się uwydatniają przyjmując czarną barwę. Krew Esmeraldy wyraźnie pobudza wampiry, które również źle znoszą podwyższenie temperatury i mamiący zapach ludzkiej posoki.


Kolejność jest dowolna.
Na posty czekam do 22.06 do godziny 15.
Mile widziane opisanie stanu postaci w postach, a także jej emocji.
Obowiązek odpisu w tej kolejce ma każdy gracz bez wyjątku.
Nikt nie może już dołączyć ani opuścić tematu.



Ostatnio zmieniony przez Esmeralda dnia Sob Cze 18, 2016 9:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Blair

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2041-blair#43529 http://vampireknight.forumpl.net/t2049-blair
Zarejestrował/a : 20/08/2015
Liczba postów : 677


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 18, 2016 9:14 pm

Blair ze spokojem przyjęła siłę rytuału. Będzie dobrze.- mówiła do siebie w myślach. Okazało się, że do strzeżenia runy dołączył kolejny łowca, którego skądś kojarzyła, jednak za żadne skarby świata nie była w stanie przypomnieć sobie skąd. Obdarzyła go ciepłym, krzepiącym uśmiechem i ze skupieniem przyglądała się rozwojowi wydarzeń. Chciała, .. nie. Ona musiała być gotowa na wszystko. Nie mogła i tym razem wszystkiego zepsuć. Czuła w sobie ogromną siłę, jednak czuła też jak gorące macki magii starają się za wszelką cenę wydrzeć z niej nie tylko to, ale i całą odwagę i pewność siebie. Nie! Nie pozwoli na to! Trzymała się dzielnie, stojąc wyprostowana i dumna. Może była tylko kadetem, może ostatnim razem wypaczyła runę, ale tym razem miała w sobie nadzwyczajne pokłady wiary. Myśli zamknięte w najdalszych zakątkach umysłu nawet nie śmiały podejmować próby ucieczki z tego kącika. Magia przyciągała ją, a ona uparcie i niewzruszenie trwała. Zakręciło jej się w głowie, ale wbiła paznokcie w ranę na dłoni starając się by ból doprowadził ją do porządku. Tak się faktycznie stało. Rana na ręce zaczęła krawić, jednak nie to było jedynym problemem. Z nosa blondynki pociekła krew. Przeklęła w myślach i otarła krew białym rękawem, rozmazując ją jedynie bardziej na twarzy. No to super dopiero się zaczęło a ona już wygląda jak dziecko z horroru. Spodziewała się, że temperatura się podniesie, dlatego nie było to dla niej wielkim zaskoczeniem. Krew zaczęła się mieszać z potem. Była to dość oobrzydliwa mieszanaka, ale co poradzić. Ciemne wstążki zaczęły mknąć ku okręgowi. Zmrużyła oczy. Nie była pewna, czy to dobry znak.

_________________

Ekwipunek:
Soczewki - osoba, która je założyła przez trzy posty jest w stanie wtargnąć do umysłu innej osoby, posyłając jej nieprawdziwe obrazy. Iluzja utrzymuje się przez trzy posty i tyle samo odpoczynku. Po trzech użyciach artefakt staje się zwykłym przedmiotem.
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 493


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 18, 2016 10:38 pm

Hę? Hę?! A tutaj, co zaś się działo? Midori mogła jedynie zgadywać, ale czy właściwie, będzie na to czas? Och, można się zastanawiać, o co jej właściwie chodziło prawda? A to, że nagle wszystko pieprzło. Dobra, nie patrzyła już na boki, bo dobrze widziała, że runa, przy której stała, nagle zmieniła swoją barwę na czarną.
- Co... - wymamrotała, kompletnie tego nie rozumiejąc. Co do cholery jasnej się zaś działo?! Dlaczego ta runa zrobiła się momentalnie czarna? Czy myślenie o tym, co myślała było złe?
Nie, nie wydawało jej się to. Więc o co chodziło... Myśl, Midori, myśl... Wychodzi na to, że to któryś z nich...? Odczuwała przyciąganie kręgu, przez co zmuszała swoje ciało i wolę, by nie ruszać się stąd. Być niczym kamień. O ile to właściwie było możliwe dla kogoś o takiej posturze, jak ona.
- Jeśli nie potraficie się skupić na pozytywnym myśleniu, to odejdźcie stąd - powiedziała do nich. Nie będzie się pieprzyć z nimi w miłe słówka. Jakoś no... Sądząc po tym, że ich runa była czarna, a oni bezsensownie tracili energię... Nie. Nadal nie. Ale oczywiście, jej umysł starał się skupiać na pozytywnym myśleniu. Tym razem z ubrań przeszła na motylki i łąkę, gdzie była kiedyś z przyjacielem... Przyjemne miejsce! Tylko ten ból głowy... Starała się go ignorować, by nie pogarszać całej sytuacji.
- A jeśli tego nie, to sama wykopię - burknęła jeszcze. Oh, odważne słowa, prawda? Cudownie. Macie chwilkę na zastanowienie się, ponieważ potem Yukari przestanie być taka milutka! A czemu ciągle mówiła do nich dwóch? Bo nie wiedziała, który z nich spowodował tą sytuację, a niestety, zdawała sobie sprawę, że wypaczona runa oznaczała tylko spore problemy. Wzięła głębszy wdech, po czym zerknęła raz na jednego, raz na drugiego. Co oni na to?

_________________

~ Song of Midori ~

Halloween:
 
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1111


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 18, 2016 10:41 pm

Trza było być spokojnym i opanowanym. Znieczulony na to co się działo obok. Jednak czy na pewno? Otóż własnie nie do końca. Wszystko co prowadziło za dobą negatywne emocje, lepiej by zostało odciągnięte zabrane z pola widoku, działania. Nienawiść, gniew w rytuale był nie do przyjęcia. Magia nie jest litościwa, karmi się kiedy może a im więcej emocji tym dla niej lepiej. Nie dla reszty jednak, która powoli zaczęła odczuwać to co się dzieje dookoła. Przestać już nie można było... Choć... Nie, można było jednak czy chciał ktoś poznać tego konsekwencje. Na wycofanie było za późno, zaczęło się i musi się skończyć.
Coś szło nie tak... Ale Cornelius nie mógł napawać się negatywnymi myślami, dlatego tez myślał o różowych wychuchać z którymi wciąga koks. Kto wciągnie go najwięcej dostaje kolejna działkę gratis. A tak an prawdę myślał o spokojnym dniu, bez zmartwień mając u boku swoją siostrzyczkę. Uśmiechnięta, biegająca po kuchni z pytaniem co będzie jeść na śniadanie, czy tez na inną porę dnia. Ich przyjemne słówka, jak i ogólnie spędzony czas był spokojnym, bezpiecznym. Niby takie banale myśli, wspomnienia, jednak powodowały iż umysł łowcy był spokojny niekażony żadną negatywną emocją, a oto przecież chodziło. Cen uśmierza środki.
Pozwolił z siebie kraść energie i krew, pozostając jak by na to nie wzruszony, choć doskonale to czuł. Jego uwaga skupiała się jednak nie tylko na wspomnieniach, powodujące spokój ducha, ale i na tym co się dzieje w starym opuszczonym domu. Coś szło nie tak. Przeczuwał to, jednak nie mógł an chwile obecną nic zrobić, bo mogło by to pogorszyć sprawę. Poprzednim razem było ciut inaczej...
Jego wzrok powoli przemieszczał pomieszczenie wychwytując szczegóły które były inne niż w poprzednim rytuale. Rzucił mu się Ivan w oczy, a dokładnie to jak magia na niego reaguje. Był inny? Miał inne zadanie...  Nie mógł tego stwierdzić na chwile obecną. Z obserwacji odciągał go komunikat Esmeraldy, która przydzieliła mu kadeta. Spojrzał na niego kiedy tylko podszedł i jeśli czegoś nie będzie rozumiał, pomoże mu się ustawić. Spojrzał też i na Blair, na która ciągle miał oko. Bez problemu zauważył iż dziewczyna zaczęła krwawić z nosa.
Zaś wyjebie runy...
Mruknał w swoich myślach, po czym westchnął myśląc zaś o Katy śmiesznych minach, by uspokoić umysł, po chwili jednak zwróci się do kadetów.
-Co by się nie działo. Jeśli nie będziecie się czuli na siłach oddalcie się z runy, pod same mury pomieszczenia. W innym wypadku, jeśli tego nie zrobicie, wyrzucę was w tamtym kierunku osobiście. To nie zabawa. Bądźcie czujni i spokojni...
Oświadczył im, gdyż posiadanie koło siebie dzieci, którzy dopiero się rozwijają, są jeszcze słabi było nieco ryzykowne. Cornelius nie zamierzał za bardzo ryzykować, wiedząc jaka łapczywa potrafi być magia, dlatego jeśli zauważy wystarczające osłabienie, wyeliminuje kadetów z runy, próbując ja samemu utrzymać.
Ustawił się wygodnie ignorując zbędne zewnętrzne bodźce, wracając do obserwacji otoczenia. Pokręcił głową odtrącając z umysłu wszelkie złe myśli, które chciałby być w centrum zainteresowała łowcy. Ten szybko jednak potrafił je za-ciszyć o wiele mocniejszymi wspomnieniami.
Widok bólu na twarzy Esmeraldy potwierdził ino jego podejrzenia, ze coś kurwa idzie nie tak. Czuł jak niewidzialna siła ciągnie go go okręgu, jednak nie ulegał jej, stając tak by nie mógł zbyt łatwo wykonać i kroku w przód, jak i w tył. Na temperatura jednak również nie zwracał uwagi. Ostatnio tez było gorąco... Czy będzie tak samo i teraz?

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.
Poszukiwania



OGŁASZAM WSZEM I WOBEC. OSTATNIO PRZEZ PANUJĄCEGO GRZESIA PO POLSCE DOZNAŁEM KILKU PSIKUSÓW. ZYCIE REALNE JEST NAJWAŻNIEJSZE WIĘC BĘDĘ BYWAŁ RZADKO. NAPRAWIANIE SZKÓD JEST PRIORYTETEM.
Strój:
 
Powrót do góry Go down
Ivan
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2526-ivan#53746 http://vampireknight.forumpl.net/t3547-ivan
Zarejestrował/a : 24/04/2016
Liczba postów : 55


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 18, 2016 11:08 pm

Czyżby Esmeralda się bała, obawiała iż jednak rytuał będzie miał przykre zakończenie? No co za pech... Ivanowi nie udało się udobruchać niepokoju łowczyni, która wiedziała że z łowcą jest coś nie tak. Słusznie, bowiem mężczyzna był zapewne z obecnych osobą, która była najbardziej wypełniona negatywnymi emocjami, nastawieniem. Nie do samej akcji, ale do brata. Jego umysł był nakręcany do tego myślami, które błądziły wokół ataku. Dlaczego czeka? Dlaczego nie wykorzystuje sytuacji... Podejść do wroga, złamać kark i po problemie... Lecz jednak było jeszcze za wcześnie, musiał czekać z tym, dlatego jego niezadowolenie, gniew wzrastał. Być w pomieszczeniu z osobą, którą chce się zabić i nie można tego zrobić... FACK!
Przed samym jednak zaczęciem do jego osoby podeszła dziewczyna, ta która stała koło wielkiego białego byka, ubranego jak na bal przebierańców... Gdyby nie to, ze miał maskę, to Blair mogła by zauważyć, jak Ivan unosi brew z lekkiego zaskoczenia, bowiem się nie spodziewał tego. Lecz bez większych oporów, skinięciem ręki, nakazał by się obróciła, po czym pomógł jej z wyjęciem broni. Tylko pozazdrościć. Po udzieleniu pomocy, pozwolił dziewczynie odejść, skupiając się na kontynuowaniu rytuału.
Esmeralda rozpoczęła akcje, a wszyscy obecni, poczuli ból na ręce, przez magie która kradła od nich siły. Zgromadzeni jednak nie robili sobie nic z tego, skupiając się na kolejnych punktach planu. Ivan stojąc tak, widział jak ich runa zmienia barwę, ze jest inna od pozostałych. Ups... Nim zdołał zareagować koleżanko obok się wtrąciła. Czyżby była oburzona?! ULALALA Smacznego Magio! Spojrzał na nią swoimi zimnymi, błękitnymi oczami.
-Zamknij ryj i się skup. Z całej trójki tylko ty wykazujesz złe emocje...
Skarcił ja. Co ona sobie myśli, będzie skakała do niego... Co za kot. Niech gówniara nieco przystopuje, bowiem nie ma do czynienia z równym sobie. Niech się ogarnie nim ma czas. nawet jeśli jego słowa były chłodne, to nie były wypełnione niczym co zwiastowało by, ze jest zły, poirytowany. Oczywiście po chwili spojrzał na łowce obok, mając w sumie wyjebane co i on myśli. Nie przyszedł tutaj dla nich, a dla Vlada, bowiem nim karmiły się myśli Ivana. Młodszy z braci rozmyślając o braciszku, wyobrażał sobie chwile walającego się opuszczonego domu, którego ściany przygniatają swoje ofiary, miażdżąc ich kości z hukiem. Miazga z głowy Vlada, którego mózg płynie przez środek pomieszczenia, jak i pozostali... Niczym armagedon... Wystające połamane żebra z korpusów mężczyzn. Te blade oczy, które już dawno straciły blask i sam Ivan na środku tego całego zadupia, mający serce Vlada na dłoni. Wiedzący że zaraz umrze, tak jak poprzednicy, jednak piekielnie szczęśliwy wiedząc iż dokonał zemsty doskonałej... Ach... na te myśli miał ochotę wyjść z runy, lecz nie po to by opuścić miejsce a zaatakować brata.
Mimo to czując przyciągania zacisnął dłoń, opierając się tej sile, po czym zacznie skupiać się na czymś przyjemnym, by jednak uśpić czujność pozostałych. Myślał o siostrzyce teraz, na którą spojrzał.  Kochał to dziecko, dlatego nic dziwnego, ze nawet myśląc o ich zabawach, mimowolnie na jego ustach pojawił się uśmiech. Ich wspólne zabawy w chowanego, kiedy szukali się nawzajem. Inne zabawy też były przyjemne. Berek, gry w karty. Kochana siostrzyczka...
Zdoła jednak tymi myślami coś zdziałać? Przekonajmy się...


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Nie Cze 19, 2016 11:05 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 175


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Cze 19, 2016 9:23 am

Ha. Ha. Ha. Dlaczego...? Skąd? Cholewka, co jest...? Serafiel nie spodziewał się, że na starcie poczuje takie zagubienie! Jeny... A właśnie, co to mogło spowodować, pewnie ktoś się zastanawia? A to, że jego pomarańczowe oczy zobaczyły czarne refleksy... No weźcie, każdy by się zastanawiał nad taką sprawą. przecież dopiero co się zaczęło, a tutaj już jakie problemy! Upierdliwe to.
- Co jest...? - mruknął. - Nie... Nie, nie, nie...
Widział, jak Esmeralda również ucierpiała od tego wszystkiego. Rany, mogliby się ogarnąć prawda? Niestety, lecz ksiądz nie był w humorze do kazań, ponieważ... Albowiem zaczęła go dosięgać senność.
Zamrugał oczami. Co jest? Wyciągnęło już ze mnie za dużo? - pomyślał, najpierw skołowany. Po kilkanastu sekundach zastanowienia się, odrzucił tą możliwość. Dlaczego? Przypomniało mu się, jak było na poprzednim rytuale. Mając to w pamięci i znając własne możliwości, wiedział, że to nie jest to.
Odpowiedź nadeszła sama, niczym olśnienie. Niemożliwe. Nie... Nie teraz! - pomyślał, czując ukucie lęku. No tak, pewnie nieliczni o tym wiedzieli, ale Serafiel chorował na narkolepsję... Co wiązało się z tym, że zdarzało mu się ucinać drzemki od tak. A senność nie chciała odejść, czy mu się to podobało czy nie.
- Cholewka... Nie mogę zasnąć... Nie teraz... Nie tu... - warknął, by chociaż tak się rozbudzić. Tylko, czy były tutaj jakieś środki, które sprawiłyby, że zachowałby przytomność? Nie wiedział. Za to zerknął na jego "towarzyszkę". Nie... Nie mogę. Ale jednak muszę.
- Dziewczyno, zastąp mnie - zwrócił się do niej. - Dasz sobie radę? - spytał się ją. Chciał spróbować jej zaufać, zanim poleci zupełnie. Wolną dłonią zasłonił usta, by stłumić ziewnięcie. Niestety, ale nic nie przychodziło mu na myśl, by zdołać to powstrzymać. Chyba, że ktoś inny? Ale kto by właściwie zauważył "mały" problem rudowłosego marudy?
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Cze 19, 2016 10:08 am

Momentalnie dwie runy zrobiły się czarne. Niedobrze. To oznaczało, że inni stracą morale. Cóż,przynajmniej ci, którzy rok temu byli na tym samym rytuale. Nie mogła pozwolić na to, by krąg stresu się zacieśnił. Musiała zareagować. Oberwała jednak w głowę. Zupełnie tak, jak ostatnio. Była na to niemal gotowa. Znała już ten ból, znała zachowanie rytuału. Wiedziała, co się stanie. W bólu nieco dłużej zbierała myśli. W tym czasie Serafiel zapytał ją o zmianę.
- Wytrzymam ile będę musiała. Wróć, kiedy uda ci się zregenerować siły. - Powiedziała mu poważnie, ale i zachęcająco na początku zdania. Przynajmniej taką miała nadzieję. Serafiel wiedział co robi. Ufała mu, to jego drugi raz. Poza tym stał bliżej runy, musiał oberwać mocniej, ona zaś zachowała dystans i miała jego przed sobą, jako tarczę.
Wiedziała, że musi zachować trzeźwość umysłu. Jej nastawienie nie zmieniło się ani trochę. Odwampirzanie było dla niej szansą dla wampirów, które były w kręgu. Samo to wywoływało ulgę i spokój. Tym bardziej, że robiły to dobrowolnie, a to już szczęście i radość. Stanie przy runie było potężnym obowiązkiem, więc czuła na swoich barkach ogromną odpowiedzialność, musiała wesprzeć towarzysza, czuła się zobowiązana do tego. I czuła wewnętrzna siłę, bo wiedziała jaki spokój potrafi ją ogarnąć w chwilach najgorszego zagrożenia. Czuła ten spokój i była go pewna. Była też pewna tego, że wszyscy muszą przeżyć, więc nie czas na rozterki, tylko na działanie. Złapała ramię towarzysza i lekko pociągnęła w swoją stronę, przestępując do runy. Wyciągnęła rękę, skupiając się na swojej krwi, na magii krwi, próbując powstrzymywać ją przed takim ulatywaniem jak chciał krąg. Mogło się to nie udać, mogło to być wysiłkiem, ale możliwe, że przydatnym. Im mniej straci krwi tym lepiej. Jak się nie uda, trudno.
Stanęła pewnie na nogach i spojrzała na czarne runy. Jedna z nich była wyjątkowo agresywna. Negatywne emocje musiały trawić przynajmniej jedną osobę, która tam była. Osobę, która wcześniej nie dotknęła się rytuału. Inaczej by się tu nie znalazła. Runa siły próbowała pochłonąć runę wiary. Kotori jednak byłą zdecydowana bronić swojego do ostatniego tchu, tak, jak matka chroni szczeniaki przed obcymi psami. Zażarcie i zdecydowanie.
- Runo siły i związania! - Zakomenderowała. - Osoby podlegające złym emocjom pod ścianę, aż się uspokoicie! Nowi! - Rozkazała, a potem zawołała do konkretnych osób stojących przy tych runach. - Spaczenie run wyssie z zebranych całą krew nim się obejrzycie, na razie ciągnie jeszcze słabo! Odbierze wam siły i nikt nie opuści budynku przed jego zawaleniem się i zapłonem. Runo siły, powtarzam, niech wycofa się osoba ze złymi emocjami! - Spojrzała na ludzi stojących przy tej runie. Midori znała dobrze. Leyasu był już raz podczas odwampirzania. Drogą dedukcji stwierdziła, kto jest sabotażystą. Niegdyś postrzelony Leyasu wiedziałby co robić, wiedziałby, aby się wycofać. - Runo siły! Ogarnijcie człowieka, który pierwszy raz jest przy rytuale. Prawdopodobnie on go paczy! Runo związania! Dziewczyno, cofnij się i uspokój! - Krzyczała, mówiła mocno podniesionym głosem, bez emocji, nakazującym, ale zdecydowanie nie władczym. To dla wspólnego dobra. Była tylko kadetem, ale nie każdy mógł to wiedzieć. Poza tym rok temu okryła się pelerynką ogłady podczas rytuału i teraz nosiła pelerynkę doświadczenia. Wiedziała, co będzie. Czemu zawołała do dziewczyny? Bo widziała, jak kłóci się z przywódcą. Możliwe, że jego słowa nie podziałają na nią jak jej, gdy się odezwie, bo po prostu go nie lubiła a Kotori była jej neutralna. Czemu Petrowicz się nie odezwał? Mógł oberwać jak ona. Kotori jednak to nie obchodziło. Nie tyle, że nie obchodziło, ale wiedziała, że Grigorij sobie poradzi. Ufała mu. Jego runa wciąż była czerwona.
Miała nadzieję, że jej spojrzenie odbierze Midori z Leyasu, którego imienia wciąż nie znała, i walną w potylicę sabotażystę. Radykalne środki, ale warte swojej ceny, jeżeli przez to wszyscy mają przetrwać. Nie mogła już opuścić swojej runy. Stała przy niej sama. Nie mogła zareagować inaczej niż słowami. Musiała jeszcze walczyć z bólem, którego tyle w życiu doświadczyła, że powoli zaczynała rozumieć, jak naprawdę owy ból ignorować. Nie myślała o ważnych sprawach, a o bieżących. Była czujna i zdecydowana do działania, gdy zauważy reakcję na własne słowa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zorah

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2336-zorah
Zarejestrował/a : 28/12/2015
Liczba postów : 49


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Cze 19, 2016 2:54 pm

- Witam. - powiedział do wysokiego nieznajomego. Następnie zwrócił się do Blair, która chyba nie do końca czaiła kim jest w tym kapturze - Cześć. - posłał lekki, krzywy, przyjacielski, typowy dla niego uśmiech i skinął głową.

Stał na runie razem z nimi, kiedy nagle zatoczył się i o mało nie przewrócił. Zaparł się jednak, aby stabilnie utrzymać swoją pozycję. Widział jak traci stopniowo krew z nadgarstka, co wyglądało niepokojąco i do tego bolało. Bardzo, aż jęknął w pewnym momencie, kiedy poczuł ból podobny do tego, kiedy jego rozwścieczony ojciec rozciął mu ramię nożem. Cholera, był potwornie silny. Ale od dziecka był nauczony... Ba, tresowany, że "boli, ale trzeba wytrzymać" i nie okazywać tego, co się czuje. Wziął głęboki oddech i wtedy zrozumiał, że im bardziej myśli o swoim dzieciństwie, tym gorzej się czuje. Że ten ból nie jest tylko i wyłącznie fizyczny. Magia tak działała, starała się omamić człowieka negatywnymi emocjami. Sprytne, ale nie raz musiał je poskromić.

Skupił się więc na tym, co działo się dookoła, na poleceniach, na obserwacji. Do tego postarał się pozytywnie myśleć... Miłe chwile spędził od czasu opuszczenia domu. Kiedy płynął nocnym promem, a morze było ciemne i spokojne, a niebo rozgwieżdżone. Kiedy po raz pierwszy mógł położyć się w nowym łóżku, w nowym pokoju w akademiku. Wreszcie kiedy spotkał Kirę i mógł pomóc małej dziewczynce ochronić się przed wampirem.

Wtedy Kira stwierdził, ze Zorah może w przyszłości zostać silnym łowcą. No właśnie, upływ krwi go nie zatrzyma, pieczenie w ranie też nie. Stał z trzeźwym wzrokiem, czekając na to, co będzie musiał dalej zrobić. Nie wciągnie go do środka, będzie stał, utrzyma się na runie. choćby miał się zapierać pazurami. Bo chce zostać łowcą i pomagać tym, którzy sami nie mogą się obronić przed wampirami. A teraz tym, którzy nie chcą już żyć w wampirzym ciele. Oni na pewno czują się gorzej, więc młody da sobie radę, nie będzie się mazgaił. Niech krew sobie płynie, a co tam. Póki może, będzie stał. Są rzeczy ważniejsze niż jego ból, jego krew czy jego ciało. Nie zignoruje swoich odczuć, ale może nie dać się im pokonać. Będzie działał.

W głowie wciąż słyszał słowa Kiry, które wypowiedział tamtej nocy na stacji. I pozostawał skupiony. Widział jak z sąsiednich run lecą czarne iskry, łączące się w potworne nici. Zauważył, że stojąca obok znajoma jest cała we krwi. Za to starszy łowca pozostawał niewzruszony? Na pewno też było mu ciężko, ale opanował się tak, jak powinien. Bo nie ma co się trząść czy użalać nad sobą, mają tutaj pracę do wykonania.

- Damy radę. - szepnął zachrypniętym lekko głosem, patrząc przed siebie zdecydowanym wzrokiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Chizuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 857


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Cze 19, 2016 9:34 pm

Oczywiście się spóźniła, no bo niby dlaczego nie, spóźniała się przecież zawsze. Tym razem mogło jednak chodzić o fakt, że po raz pierwszy brała udział w jakimkolwiek rytuale. Nie byłoby problemu, gdyby miała tylko stać i robić to co inni, bo naśladowanie zawsze było najłatwiejszym wyjściem z sytuacji, kiedy nie wiedziała co robić. Tym razem dostała jednak zadanie indywidualne, podczas którego będzie musiała poradzić sobie sama i to najbardziej ją przerażało. Miała być odpowiedzialna za ludzkie życie, a przecież sama przed sobą przyznawała, że chociaż wie o medycynie i jej zastosowaniu trochę więcej niż wcześniej, nadal nie jest to wiedza wystarczająca. No bo co jeśli coś pójdzie nie tak? Jeśli coś się stanie, a ona nie będzie mogła pomóc, bo nie będzie wiedziała jak? Oprócz Esmeraldy, która w tej konkretnej sytuacji miała przeprowadzić rytuał, była jedyną osobą wśród zgromadzenia, która ma z medycyną styczność. Nikt jej nie pomoże, jeśli życie Green będzie za grożone, on tego miała być przecież ona. A przynajmniej tak myślała sobie Chizuru, kiedy ze ściśniętym żołądkiem pojawiła się na miejscu spotkania. Jak zwykle, wszyscy oprócz niej już byli, jej ojciec również. Zauważyła go, naturalnie, jednak nie chciała wybijać się z rytmu i nagle poczuć się swobodnie, bo gdy przyjdzie co do czego stres złapie ją podwójnie i kto wie, czy w ogóle będzie w stanie cokolwiek zrobić.
Niemrawo odwzajemniła uśmiech Esmeraldy czując, jak serce wręcz wali jej w piersi. Tym samym również potwierdziła, że rozumie i wykona polecenie ucieczki, chociaż zrobiła to raczej nieświadomie. Wiadomym było, że jak sytuacja przybierze nieciekawy obrót, będzie próbowała upierać się przy swoim.
- Nadal jesteś przekonana? W sensie, że ja, w sensie... - urwała zdenerwowana, bo właśnie zdała sobie sprawę z tego, że nie bardzo wie co chce właściwie powiedzieć. Mogła być pewna siebie, jasne, ale to jeszcze nie znaczyło, że bezgranicznie wierzyła w swoje umiejętności. Wiedziała, że Esme jej ufa, co tylko dodatkowo podsycało jej zdenerwowanie, bo przecież nie chciałaby tego zaufania zawieść, prawda. No więc stała tak obok Esmeraldy jak jakiś cofnięty w rozwoju, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Wtedy rozpoczął się rytuał.
Chizuru poczuła jak temperatura w pomieszczeniu wzrasta, a kiedy zobaczyła jak setki małych niteczek płyną w stronę dłoni Esmeraldy, poczuła niebezpieczny dreszcz. Niebezpieczny, bo chociaż doskonale zdawała sobie sprawę, że przeprowadzenie takiego rytuały jest ryzykowne, jednocześnie w jej ciemnej główce pojawiła się myśl, że ona też chce się tego nauczyć. Właście wtedy wszystko szlag jasny trafił, kiedy nagle niteczki przybrały czarny odcień, a i jedna z run również zmieniła barwę.
- Tato - odezwała się głośno kątem oka widząc, że druga runa, właśnie ta, przy której stał jej ojciec także zaczyna zmieniać kolor na czarny. Nie wiedziała czy miało to być ostrzeżenie, że robi coś źle ale raczej stwierdzenie, że dzieje się coś niedobrego i niewypowiedziana prośba żeby temu zaradził. W końcu kiedy przychodziło co do czego, to tata zawsze wiedział jak problemowi zaradzić.
I to by było na tyle w kwestii wtrącania się w sprawy poza okręgiem, w środku którego się znajdowała. Miałą ochotę odpyskować paru osobom, by zamiast pogaduszek i wrogich zaczepek skupiły się na swoim zadaniu i pozwoliły, żeby to dowódca decydował o sytuacji, bo jeśli każdy będzie sypał dobrymi radami co teraz należy zrobić powstanie wielki chaos. W odpowiedniej chwili ugryzła się w język. Nie na tym polegała jej rola. Miała za zadanie pomóc Esmeraldzie i na tym powinna się skupić.
Wystarczyło jedno spojrzenie na jej mentorkę by wiedzieć, że nie jest dobrze. Pierwszym co należało zrobić, było zatamowanie krwotoku z nosa. Chizuru zaczęła działać natychmiast, szybko zbliżając się do kobiety by delikatnie, acz stanowczo pochylić jej głowę do przodu. Zazwyczaj wystarczyło lekkie pochylenie głowy i Chizuru modliła się w duchu, by krwawienie ustało. Jednocześnie delikatnie otarła krew, która pojawiła się na twarzy Esmeraldy. Rękawem własnego mundurka, bo jak zwykle zareagowała zanim pomyślała, by znaleźć w plecaku jakąś chusteczkę albo kawałek szmatki. Zresztą, denerwowała się kiedy cała reszta na nią patrzyła i oceniała działania, a to przecież nawet nie ona wypaczyła runy!
OGARNIJ SIĘ! Masz swoje zdanie, tak? Konkretną rolę? No więc skup się na tym i nie przejmuj innymi. Najwyżej powiedzą, że nie dałaś rady i wkroczą do akcji, no i co? To twój pierwszy raz, tak? No więc właśnie, nie wszyscy są perfekcyjni od początku.
- Powinniśmy ciągnąć to dalej? Znaczy, wiem, że nie możemy przerwać ale... Powinniśmy? Nie będę... Nie wiem czy dam radę pomóc Esmeraldzie jeśli tak to dalej pójdzie, nie wiem... Czy będę wiedziała jak - rzuciła w eter, teoretycznie zwracając się właściwie do Vlada, któremu ufała z racji posiadanego przezeń stanowiska. W tym momencie nie była już zdenerwowana, tylko zwyczajnie spanikowana. A przecież nie miała nic trudnego do roboty, tylko utrzymać rudowłosą przytomną. Nie krzyczała, nie piszczała i nie biegała w kółko błagając, by ją stąd zabrali. Panikę i niepewność co do swojego stanu wiedzy można było wyczytać w tonie głosu brunetki. Mówiła szybko, zacinała się w miejscach, kiedy miała wytłumaczyć o co jej chodzi. Typowe dla osoby, która się denerwuje i przeżywa duży stres. Co dziwne, na zewnątrz sprawiała wrażenie opanowanej, kiedy ponownie za pomocą rękawa mundurka starła krew z czoła dwójki wampirów (jeśli pozwolili jej do siebie podejść) i tylko drżące ręce mogły mówić o tym, jak bardzo się boi, że nie da rady. Zwłaszcza kiedy zobaczyła w jakim stanie jest Esme.
Przyłożyła dłoń do policzków rudowłosej stwierdzając, że ma bardzo wysoką temperaturę, około czterdziestu stopni. Cholera jasna. Zdecydowanie powinna zbić za wysoką temperaturę, jednak pojawiłby się zbyt duży problem, gdyby krwawienie z nosa nie ustało, a ona zajęłaby się myśleniem jak zbić gorączkę. Z Esmeraldą było coraz gorzej, więc Chizuru, pamiętając o swoim zadaniu, oddaliła się parę kroków w stronę torby w poszukiwaniu medykamentów, jednocześnie cały czas czujnie monitorując stan rudowłosej.

Nie wiem, w jednym poście nie możemy umieszczać kilku działań, nie?

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Cze 19, 2016 11:50 pm

Rytuał się zaczął i przybyli spóźnieniu. Marcus dostrzegając swoją córkę, normalnie nie ukrywał zaskoczenia. Nic mu nawet nie powiedziano, że i Chizuru tutaj będzie. Od razu jednak widział na jej twarzy zdenerwowanie. Czyżby podobnie jak on, pierwszy raz brała w tym udział? Na to wyglądało. Ale w przeciwieństwie do niego, miała inne zadanie. Utrzymać przy życiu niejaką Esmeraldę, prowadzącą ten cały rytuał. Gdyby wiedział, że to silna magia, ryzykująca czyjeś życie... Zapewne szukałby innego sposobu by pomóc Kaienowi. Teraz jednak trzeba było skupić się na obecnie przydzielonym zadaniu.
Marcus kompletnie nie wiedział jak to ma działać. Postępował wedle instrukcji, Wystawił rękę tak, by krew skapywała na runę. Wszystko szło ponoć w dobrym kierunku, gdyby nie to, że jego przydział zaczął przybierać zmienne barwy krwi. Czarna domieszka? Zmarszczył brwi i spojrzał na towarzyszkę, z którą przyszło mu runę współdzielić. Zaraz jednak usłyszał "dzieciaki" które zamiast się skupić, zaczęły gadać i wydawać polecenia. Szczególnie pyskata okazała się młoda dziewczyna (Kotori), przejmująca samodzielnie swoją runę. Nie dziwiło go zachowanie Ivana, którego też gadania zirytowały.
- Zamknijcie się! Gadaniem dekoncentrujecie wszystkich! Każdy wie co ma robić!
Podniósł głos szczególnie do tych, co myśleli że są mądrzejsi. Jak chociażby Midori czy Kotori. Kobiety...
Skupiając się na swojej runie, spojrzał na Chizuru, która zwróciła się do niego. Lecz jej nic nie odpowiedział. Za to jej obecność pomagała jemu w opanowaniu umysłu. Bo widząc ją, widział Harukę. Jej matkę. Tylko te wspomnienia spędzane mile z tą kobietą, poprawiały jego umysł.
Lecz widząc też panikujące zachowanie swojej córki, zwracającej się do dowódcy, nie mógł nie odezwać się.
- Chizuru. Dasz radę. Wierzę w Ciebie.
Niech wie, że ma też wsparcie u ojca. Zaraz po tych słowach, Marcus spojrzał na Prim porozumiewawczo. Odsunie się czy ogarnie swoje myśli na tę bolesną godzinę?
A jeśli chodzi o odczucia, Marcus czuł jak siła magii go chce wciągnąć do wnętrza rytuału. Nie dawał się temu. Stał na swoim miejscu, stanowczo trzymając się swojej pozycji.

_________________

Powrót do góry Go down
Prim
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2532-prim http://vampireknight.forumpl.net/t3027-prim-darkhawk
Zarejestrował/a : 25/04/2016
Liczba postów : 162


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Cze 20, 2016 3:33 pm

Prim nie brała jeszcze udziału w odwampirzaniu, ale brała udział w innych rytuałach, więc wiedziała, że pozytywna energia jest bardzo ważna. Jednak jest tylko człowiekiem, jak oni wszyscy - po za Crossem i Anais - więc wiadomo, że jak się wkurwi to nie powie sobie "a co tam i tak kocham kwiaty i koty i w ogóle was wszystkich!". Musi wziąć parę oddechów, zanim zapanuje nad zdenerwowaniem. Niestety magia poszła już w ruch i runy namalowane na rękach zmieniały barwę, tak samo jak te na ziemi. Do tego zaczęły ją bardzo piec. Przeklnęła pod nosem, patrząc na rany i starała się to zignorować. Musiała rozejrzeć się po pomieszczeniu, jak z resztą runów i nie pomyliła się. Inne też zaczynały zmieniać barwę. A Midori jak i Kotori zaczęły pyskować do niej i Ivana. Pfhew, dziecinada. Nawet nie wiedziały czy na prawdę to ich wina. W końcu ktoś mógł tutaj namieszać tak, aby to inni wydawali się podejrzani. Po za tym.. to nie o to chodzi, aby jeszcze te podkręcały tą nerwową atmosferę.
- Zamiast pierdolić o niczym skupcie się na zadaniu, jakie ono jest ważne każdy może sobie gadać po wszystkim - bąknęła w ich stronę, zupełnie nie przejmując się odzywkami. Nie znały jej, ba - nawet się nie kolegowały to co się będzie plebsem denerwować, ha!
Zamiast tego klepnęła Marcusa w tyłek mówiąc, aby się przesunął i zajęła jego miejsca schylając się ku runie tak, aby krew bezpośrednio w znak leciała, a nie ze stojącej pozycji.
- W ten sposób szybciej przejdziemy przez rytuał i nie powinniśmy być tak ciągnięci - zakomunikowała starając się wciąż ignorować ból - Uciekanie pod ścianę jest bez sensu, skoro i tak magia nas przyciąga, jeszcze poruszając się gwałtownie wpadniemy do środka, a to nie może się zdarzyć - o dziwo cały czas miała opanowany, neutralny ton. Teraz odzywała się w niej rozsądna kobieta, która przyszła tutaj wykonać swoje zadanie, a nie się kłócić z wywyższającymi się panienkami i ich koleżkami. Patrzyła mrużąc oczy na Esme i starała się sobie wyobrazić, jak dostała swojego geparda, jak uczyła się magii i innych przyjemnych rzeczy z dzieciństwa. To, jak zawsze dokuczał jej Ivan z Melody, ale mimo wszystko bardzo ich kochała. Tak samo Griga, który po śmierci ojca, zajął się wszystkim. Już nie istotna była ich sprzeczka sprzed kilkunastu minut.

_________________

***
Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
Live with me forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 150


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Cze 20, 2016 4:32 pm

Nie wiedziała co się dzieje. Czuła gorąc wypływający z ręki łowczyni. Domyślała się, że tak pewnie musiało być, ale panika jednak pozostawała. Irytowało ją jednak to, że nie mogła się ruszyć, niewiele też widziała. W jej polu widzenia było kilka osób, ale widziała ich tylko częściowo, dość niewyraźnie, a ból głowy znacząco nie pozwalał jej się skupić. Gdzie był Hayate? Gdzie był Grig? Nawet dłoń drugiego wampira nie pomagała. Czuła jak Cross ściska jej rękę z całej siły, sama również to robiła. Jęknęła głucho, a jej ciało się naprężyło.
Po chwili jej źrenice gwałtownie się rozszerzyły. Poczuła krew. Znaczy czuła ją już wcześniej, w końcu łowcy ją oddawali, ale w tym momencie krew znalazła się w jej bezpośrednim sąsiedztwie, tak blisko. Nie była bestią, a lata praktyki i początkowej silnej niechęci do picia krwi sprawiły, że wypracowała w sobie obojętność na jej zapach, ale teraz... teraz poczuła silny głód. Pragnienie tak potężne, że ostatnim razem czuła coś podobnego w początkach swojego wampirzego życia, gdy dopiero zapoznawała się z pragnieniem krwi. Jej usta otwarły się szeroko, a kły wyraźnie błysnęły. Ponownie jęknęła i szarpnęła się. W jej oczach było przerażenie. i pragnienie krwi. Pragnienie, którego być nie powinno.
- Nie... nie... nie... - wydyszała głucho, ale na więcej jej stać nie było.
Pragnienie niemal odbierało jej umysł. Nie była w stanie o niczym innym myśleć jak tylko o ciepłej, słodkiej posoce, która spływała po jej czole. Chciała zachować trzeźwość umysłu, ale czuła, że jej to umyka. Że traci kontrolę, choć nigdy wcześniej jej nie traciła. Działo się coś złego, coś bardzo złego i nie miała na to żadnego wpływu. Szkarłatne tęczówki wodziły wokół, jednocześnie nie widząc niczego.
Powrót do góry Go down
Hayate Maeda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2489-rei-sukeri#52704 http://vampireknight.forumpl.net/t2571-hayate-maeda#54509 http://vampireknight.forumpl.net/t2560-mieszkanie-hayate#54178
Zarejestrował/a : 24/03/2016
Liczba postów : 68


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Wto Cze 21, 2016 10:25 am

Hayate z uwagą przyjął informacje i wskazówki od dowódcy. Przy nim jednak jakoś inaczej się czuł. Bezpieczniej? Stać obok doświadczonego łowcy, który nawet w takim rytuale potrafił się odnaleźć. Nie mógł jednak ciągle wpatrywać się w Anais i próbować ją pocieszać. Miał zadanie do wykonania, więc skupił się na tym, by oczyścić umysł i nie pozwolić wciągnąć się do rytuału. Łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać. Czuł, jak magia pożerała jego krew i ciągnęła do siebie, od razu zareagował i starał się utrzymać w miejscu. A jako że sam ma doświadczenie z magią, potrafił jeszcze nad tym przepływem energii panować. Problemu z oczyszczeniem umysłu nie miał. Wciąż wspominał sobie lata spędzone z siostrą, które były jedynym z najpiękniejszych. Bo szkolił ją, wspierał i pomagał. Doceniał w jej także odwagę, że nawet tutaj była i odpowiadała za inny przydział runy. Wewnętrznie starał się być spokojny, ale ujrzenie dwóch run w stanie "zabrudzenia", trochę go zaniepokoił. Zerknął na dowódcę, który zapewne również dostrzegł problem w rytuale. Nie odzywał się. Koncentrował na swoim zadaniu. Ale prawda była taka, że Ci co najwięcej gadali, nie pomagali...
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 680


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Wto Cze 21, 2016 12:27 pm

I się kurwa zaczęło. Drugie odwampirzanie w Oświacie. Wampiry niższego szczebla niż ostatnio. Więcej ludzi do pomocy. Miało być tak prosto, łatwo i przyjemnie. Taki rympał. Nie dość, że runa siły natychmiast stała się wypaczona to jeszcze od razu zaczęła sięgać po pozostałe. Pierwsze niepowodzenie zaczęło niepokoić łowców i wywołało salwę przepychanek niczym u przekupek bazarowych.
- Rytuał musi trwać. Wierzę w Was wszystkich. - odpowiedział na słowa Chizuru zaraz po jej ojcu. Mówił do wszystkich, lecz wzrok skierował wprost na nią. Jej nauczycielka w nią wierzy. Jaką podstawę ma Vlad by w nią zwątpić? Ona sama powinna uwierzyć w swoje umiejętności. Nikt kto próbuje pomóc nie będzie rozliczany za niepowodzenia. Malkontenctwo natomiast i niesubordynacja muszą być piętnowane.
- Wyraziłem się jasno. Polecenia wydaję ja oraz Esmeralda. - skwitował gdy w końcu eter był pusty od słów i mógł bez zbyt mocnego podnoszenia głosu zacząć instruować członków rytuału. Na jego korzyść w całej tej operacji przemawiało, iż panował nad sobą bardzo dobrze. Co więcej większość emocji odczuwał przytłumienie. Nie żeby był autystykiem. Po prostu oddalał je od siebie. Filtrował. Tak było zawsze prościej i bezpieczniej. Co ciekawe był taki od dziecka.
- Każdy niech skupi się na swoim zadaniu. - nakazał chłodnym jak zazwyczaj głosem w tyle głowy wspominając pierwszą książkę jaką przeczytał. Lubił książki choć rzadko miał okazję czytać w ciągu wielu ostatnich lat. Negatywna energia miała proste do odgadnięcia źródło jako, że krąg był jak na razie przejrzysty.
- Stalowa Ręka. Zabijesz siebie, a pośmiertnie pozostałych. Odstąp. - nakazał zwracając się wprost do nowego w zespole łowcy. Jeśli ten się zawaha Vlad spojrzy na Leyasu przenikliwym wejrzeniem.
- Arthurze, zabierz stąd Stalową Rękę. Wzdłuż ścian. - polecenie proste i klarowne, które wszyscy powinni zrozumieć. Jeśli Ivan się nie wycofa zostaje wykluczony z rytuału by nie zaszkodzić jeszcze bardziej.
- Midori odsuń się od runy i ogranicz zasilanie jej. Nie może ani zgasnąć ani się rozrosnąć. - słowa te skieruje do samej Midori bądź do niej i Leyasu jeżeli Ivan wycofa się sam. Ufał swoim łowcom, lecz Stalowej Ręce nie musiał. Był nowy, z zewnątrz. I otrzymał na jego temat bardzo mało informacji od rosyjskiej Oświaty. Nie miał jednak zamiaru się nad tym zastanawiać. Pomyślał przez chwilę o zielonych oczach i amulecie podarowanym mu przez zmarłą ukochaną. Żal było jej straty, ale chwile spędzone z nią były tymi szczęśliwymi. Następnie spojrzał na siostrę i musiał aż powstrzymać uśmiech przez co kącik jego ust drgnął. Robiła wiele by zwrócić na siebie uwagę i lubiła szum. Zarazem jednak miała dobre serce mimo udawania, że tak nie jest. Zawsze chciała pomóc najlepiej jak potrafiła gdy przychodziło co do czego. Jej największym problemem jest to, że zawsze starała się za mocno. Taki sam problem miał on sam. I to było zabawne.
- Felicia, stań tak jak nakazała Esmeralda. W tej pozycji runa zacznie szybciej wciągać Twoją witalność i trudniej będzie Ci zapanować nad równowagą. Łatwiej będzie jej Cię zwieźć. - poinstruował siostrę, która wywołała przyjemne wspomnienia. Cieszył się, że ma siostry w pobliżu, nawet jeśli prim potrafiła napsuć krwi. Miał nadzieję zobaczyć także i braci choć jeden z nich zaginął. To także były dobre wspomnienia. Skupił się na nich oraz na pragnieniu połączenia się z jedynymi mu bliskimi ludźmi. Więzy krwi. Jak się nad tym zastanowić słowo "krew" okazuje się być dominantą kompozycyjną życia Vladislau'a.
- Trzymaj tak dalej. - niemal szepnął do Hayate stojącego obok Vlada. Łowca wyglądał na zaniepokojonego sytuacją i zerknął w stronę dowódcy czego ten nie pozostawił bez komentarza. Ten łowca nie miał czego się obawiać. Jak na razie dobrze spełniał swe zadanie.
Powrót do góry Go down
Kaien Cross
Dyrektor
Dyrektor
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t627-kaien-cross#1089 http://vampireknight.forumpl.net/t628-kaien-cross#1092
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 294


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Wto Cze 21, 2016 3:34 pm

Otoczenie Kaiena już nie interesowało. To co działo się poza okręgiem, nie było jego sprawą. Zaufał wszystkim, że podołają temu rytuałowi. Musieli. Po to tutaj przyszli.
Oczy miał zamknięte. Przynajmniej nie musiał patrzeć na krew, jaka pojawiła się na twarzy Esmeraldy. Lecz czuł, że coś skapnęło mu na czoło. Nie zareagował. A przynajmniej nie chciał tego robić. Odczuwał wewnętrznie, że wampirza bestia chciała się wydostać i przejąć jego świadomość. Kaien zacisnął mocniej zęby, doprowadzając do tego że wysunięte kły, poraniły jego warkę od wewnątrz. Przez co strużki krwi spłynęły z kącików ust. Mocniej także zacisnął dłonie w pięści, walcząc wewnętrznie. Setki lat praktyk spożywania ludzkiej krwi, zaznajomienia się z magią, oraz obserwacji i prowadzenia swoich procesów odwampirzeń, wiedział co należy robić. Ale samemu będąc "ofiarą wampiryzmu", ciężko było mu panować nawet swoim wnętrzem.
Cierpiał. Na pewno cierpiał. Ujrzeć to można było na jego twarzy. Nie chciał dopuścić do tego, by wampir w nim przejął kontrolę. Gdyby otworzył oczy, na pewno jarzyłyby się szkarłatem i to ostrym. Słyszał krzyk wampirzycy obok. Ale nic przecież nie mógł zrobić, by jej pomóc. Sama musiała z tym bólem walczyć. Tak jak on.
Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 227


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Wto Cze 21, 2016 7:26 pm

Nie, po co miałoby być dobrze, kiedy jedna osoba może tak ładnie wszystko spieprzyć? Leyasu starał się myśleć o przyjemnych rzeczach. Przymknął oczy, aby nie patrzeć na innych i się nie dekoncentrować. Myślał o całkiem przyziemnych rzeczach, jak spanie, relaks czy też czytanie książek. Niby nic takiego, ale w tych czynnościach nie mogło być nic negatywnego i niepokojącego. Wiedział, że magia żywi cię emocjami, a szczególnie tymi złymi. Nie chciał zaszkodzić odwampirzanym wampirom, a tym bardziej Esme. Myśli łowcy przede wszystkim krążyły wokół rodziny. Przed przyjazdem do miasta odwiedził z siostrą zoo. Kobieta była niewiele młodsza od niego, a jednak biegała po tym miejscu jak małe dziecko, które pierwszy raz miało okazję widzieć dzikie zwierzęta. Ciekawe, kiedy ponownie będzie miał okazję ją spotkać. Kiedyś mówiła mu, że z chęcią kiedyś przyleci go odwiedzić, ale konkretnej daty nie podała. Pewnie już i tak zapomniała o tym, zajmując się swoimi sprawami.
Jednak przeczuwał, że coś jest nie tak. Dziwna, niepokojąca energia zaczęła ciągnąć go do wnętrza kręgu. Chwila, coś się działo. Czemu runa stała się nagle czarna? To na pewno nie mogła być jego wina, w końcu starał się zachować czyste myśli. Spojrzał na swoich towarzyszy. Cholera, ta dziewczyna musiała tyle mówić? Hola, hola, co to za pochopne ocenianie. I czy przypadkiem swoim zdenerwowaniem także nie wpływała na cały krąg? Kobiety i ich logika. Zwalą winę na kogoś innego, samemu robią to samo. Posłał Midori surowe spojrzenie. Nie miał zamiaru się odzywać, nie będąc pewnym, czy przypadkiem nie zacznie jakiejś bezsensowej sprzeczki swoimi odzywkami, które już cisnęły mu się na język.
Tylko spokojnie, nie daj się wyprowadzić z równowagi jakieś małolacie.
Niestety zachowanie obecnych nie wpływało zbyt dobrze, sprawiając, że czarnowłosy zaczął się nieco irytować. Wziął głęboki oddech, uspokajając umysł. Sytuacja robiła się nieprzyjemna, przez co pewnie niejednej osobie szybciej podniosłoby się ciśnienie, gdyby wysłuchiwała trajkotania jakieś łowczyni, która najwyraźniej myślała, że znajduje się w piaskownicy, gdzie może pouczać. Może zapomniała, że dowódca powinien się czymś takim zająć, póki jest jeszcze przytomny? Jasne, widział, że to od nich runy zaczęło się wszystko walić, ale takim działaniem na pewno nie poprawią sytuacji. Syknął w myślach, gdy ból w ranie się nasilił.
Miał zaprowadzić Ivana pod ścianę? Kiwnął głową, na znak, że przyjął wiadomość. Jeśli mężczyzna sam nie posłuchał i nie odejdzie, wtedy Leyasu podejdzie do niego.
- Lepiej posłuchaj tego co on mówi. Nie wiem o co ci chodzi, ale wątpię, żebyś miał powód, aby każdego tutaj wyeliminować. Serio chcesz narażać życie tylu ludzi? – powiedział na tyle cicho, żeby jego słowa dotarły tylko do brata Grija.
Złapie go stanowczo za bark i odciągnie od kręgu, zmierzając w stronę ściany.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1715


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Wto Cze 21, 2016 7:59 pm

Na prośbę graczy otwieram dodatkową kolejkę odpisów. Wszyscy chętni mają prawo odnieść się do obecnych wydarzeń i wymienić jeszcze jednego posta.
Kolejka nie jest obowiązkowa dla wszystkich poza Ivanem. Z racji nawiązania interakcji, Ivan musi podjąć decyzję co do dalszych kroków (chyba, że ja mam to zrobić za niego).

Na dodatkowe posty czekam do 24.06 do godziny 15.
Powrót do góry Go down
Blair

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2041-blair#43529 http://vampireknight.forumpl.net/t2049-blair
Zarejestrował/a : 20/08/2015
Liczba postów : 677


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Czw Cze 23, 2016 9:22 am

Blair była bardzo skupiona na utrzymaniu runy w niewzruszonym stanie. Wykorzystywała na to bardzo dużo energii i skupiała całą swoją uwagę właśnie na tym celu. Z początku nawet nie zauważała nawet całego zamieszania, które powstało. Jej wciąż jeszcze przytomny wzrok wędrował miedzy runą, a dwójką białowłosych mężczyzn. W końcu zaczęło do niej docierać, że dzieje się coś złego. Rozejrzała się po pomieszczeniu i przeklęła. Postanowiła jednak wszystko przemilczeć i pozwolić działać osobom bardziej do tego upoważnionym. Jej zadaniem było utrzymać runę. Zamierzała wykonać zadanie najlepiej jak to możliwe. Krew wciąż ciekła z jej nosa, a ona przestała juz ją wycierać. Białe rękawy całe były w karmazynie jej osocza. Spojrzała na trenera. Chciała się upewnić, czy wszystko z nim w porządku.

-Dobrze się czujecie? - zapytała obu towarzyszy. - Gdyby coś nie grało, mówcie. Jakoś sobie poradzimy przecież.

Nie. Tym razem ona nie może zawieść. Tym razem będzie silna. Nauczyła się tak wiele i zamierzała wszystkim udowodnić, że nie jest tylko zwykłym żółtodzióbem.

_________________

Ekwipunek:
Soczewki - osoba, która je założyła przez trzy posty jest w stanie wtargnąć do umysłu innej osoby, posyłając jej nieprawdziwe obrazy. Iluzja utrzymuje się przez trzy posty i tyle samo odpoczynku. Po trzech użyciach artefakt staje się zwykłym przedmiotem.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Czw Cze 23, 2016 2:03 pm

Ech. Obserwując podejście Grigorija wobec innych powoli zaczynała wysnuwać wnioski. Kotori zachowywała się zbyt agresywnie i łatwo to wytrącało innych z równowagi. Chciała dobrze. Chciała dobrze dla innych. Grigorij długo milczał, więc zareagowała szybciej. Chciała pomóc. Nie przejęła się tym, w jaki sposób zareagowali jej rozmówcy, bo było to w zasadzie niemal normalne ostatnio. Nie znali jej, nigdy nie byli na rytuale i niemal przypieczętowali jego los swoim zachowaniem. Pojmą jednak błędy. Szkoda było tylko, że nikt naprawdę nie chciał zwrócić uwagi na sens słów, które próbowała innym przekazać. Pojmowali tylko ton, który był tutaj najmniej dla Tori ważny.
Była pewna tego, że następnym razem powinna zaczekać aż Grigorij wyzionie ducha, niż samemu próbować ratować sytuację. Pokręcona. Nie była jednak nikim znanym. Była incognito dla większości tych ludzi. Nikt wcześniej nie wskazał na nią i nie powiedział, że coś potrafi, że wie jak to wszystko wygląda. Nikt nie znał jej. Nadal jednak nie rozumiała reakcji tych ludzi. Możliwe, że nie chciała pojąć. Nie było to dla niej ważne. Tylko głosik w głębi mówił, że tak irracjonalne zachowania powinny być niwelowane. Darkhawk uratował jednak sytuację, przekazując innym to, co sama próbowała, a za co pewnie każdy uznał, że jest idiotką, czy czymś w rodzaju. Nie interesowało to za bardzo Kotori, choć przykrym musiało być, że każde jej takie staranie spotyka się z dezaprobatą. W końcu ma te same cele co reszta, ma więcej doświadczenia niż niektórzy tu zebrani, dzięki czemu zrozumiała w mig sytuację i mogła zareagować, próbując ratować im wszystkim tyłki.
Na szczęście był tu jej mentor, od którego pewnie odbierze po rytuale szkołę życia, a przynajmniej kilka lekcji pokory. Mogąc jednak porównać jej zachowanie do jego, udało się jej natrafić na kilka wniosków, wyłapać różnice w stylu wypowiedzi, które z pewnością będzie chciała kiedyś wykorzystać. Wszak nie miała na myśli nic złego. Pomysł był dobry. Tylko wykonanie powalone. Nie następnym razem. Musi zachować cierpliwość do ludzi. Wiedziała to. Była zadowolona, że z tej sytuacji nie dość, że mogła się „poduczyć”, to dzięki jej mentorowi wszystko powinno pójść lżej. Miała nadzieję, że będzie lżej. Wierzyła w tych ludzi, że mogą to zrobić. Nie potrafiła jednak zaufać owej Stalowej Ręce. Mimo znajomości zasad zdawało się, że chciał ich pomordować. Nie wyszedł. Dlaczego?
Stała więc w milczeniu, rzuciła tylko Darkhawk'owi przepraszające spojrzenie. Próbowała. Pewnie owe spojrzenie nic nie zmieni. Mogła go tylko upewnić, że nie miała złych intencji. Być może nie zauważy tego spojrzenia. To przecież nie koniec. Musiała się starać. Głowę w zasadzie od dłuższego czasu miała pustą i teraz emocje też nie dochodziły do niej za bardzo. Była ich może świadoma, ale była wyciszona i nie odczuwała ich. Zostawały one odepchnięte, a nawet same się oddalały, dodatkowo tłumione bólem głowy.
Skupiała się na ocenie bieżącej sytuacji. Czuła, że nie była sama, mając niedaleko ogarniętego mentora i parę innych osób, wiedzących co robi. Odetchnęła głębiej, oddalając od siebie myśli o zamieszaniu, które podtrzymać próbowały dwie osoby. Skupiła się na runie, na przepływie krwi we własnym organizmie. Oddychając powoli może zmniejszy przepływ ulatującej posoki, może próbując połapać swój krwiobieg mentalnie, da radę kontrolować szarpanie. Nie przejmowała się bólem, wiedziała, że minie, że wszystkie te efekty niedługą będą przeszłością. Nie bagatelizowała ich jednak za bardzo, była ich świadoma i analizowała, kiedy ból i osłabienie będą w stanie stłumić ją na tyle, że nie da rady i będzie musiała się wycofać. Na razie próbowała utrzymać pozycję nie poddając się ściąganiu. Zerknęła tylko na towarzysza, próbując wychwycić jakieś oznaki, że wszystko w porządku. Blair ciekła krew z nosa. Była naprawdę dzielna, że stawiła się tu drugi raz.

_________________
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 493


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pią Cze 24, 2016 5:31 am

Hah, jak tutaj nagle wszyscy okazali się być radości, gdy Midori odważyła otworzyć usta i się odezwać! I ta uprzejmość... Dobrze, że nie wiedziała, co im w duszy grało, bo jedynie by się zdenerwowała. I tak już na reakcję Ivana... Cóż, zamiast się odezwać, fuknęła na niego niczym rozzłoszczona kotka i znów skupiła się na rytuale, starając się sprawić, by runa z czerni znów zmieniła się w czerwień. Może mu po tym wszystkim pokaże, jak bardzo się ucieszyła z tego? I chwila, czy ktoś jeszcze ją usłyszał? Ah, czarnowłosa wręcz w myślach pogratulowała super słuchu, skoro w takim chaosie zdołali to zrobić. I jeszcze tak rzucili się na nią... Rany, była pewna, że gdyby mogli, wyzwaliby ją do końca! Słodko. Tylko chwila, dlaczego przyczepiali się do niej ci, do których się nie odezwała? Swoje słowa skierowała jedynie do Ivana i Leyasu, którzy byli z nią przy jednej runie. A tutaj się okazuje, że ludzie są chętni do atakowania innych... A potem najlepiej zwalić to na jedną czy drugą niewinną osóbkę! Aww...
Midori aż pokręciła głową, by pozbyć się takich myśli z głowy. Spojrzała jeszcze raz na jednego staruszka, a potem na drugiego (tak, tutaj mowa o dwóch cudownych partnerach!), gdzie już jednego by chętnie skopała... Chociaż, zaznaczam, jej umysł nie skupiał się na tym teraz, starała się myśleć pozytywnie, jak również walczyć z tym przyciąganiem. Ah... I weź się tutaj powstrzymuj od złych myśli, jak słyszysz tylko takie słowa. Nawet jeśli mogą być wkurzające, to czy naprawdę jest potrzebne, by musieli pojęczeć na głos? Nosz kurdę... Dobra, Yukari, ogarnij się i myśl o stroju. Pokażesz go innym i będziecie zachwyceni. O, wykorzystasz ten niebieski materiał... Albo o braciach. Spędzisz trochę czasu i będzie dobrze... Gdy już się to skończy... - starała się unormować swoje myśli, po czym po prostu udało jej się znieczulić na zdanie innych i myśleć o czymś o wiele milszym.
Słysząc jednak polecenie, westchnęła cicho i skinęła głową. Już lepiej się nie odzywać, skoro tak reagują. Rany. Bądź co bądź, wypełniła ten rozkaz, przynajmniej starając się ze swoich sił i kierując się intuicją, jak i pewnego rodzaju doświadczeniem dotyczącym rytuału. Magia krwi to nie była jej działka mimo wszystko, a fakt, że runa ją przyciągała do siebie, trochę trudniał to spełnienie zadania...

_________________

~ Song of Midori ~

Halloween:
 
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 175


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pią Cze 24, 2016 5:32 am

- Mam nadzieję. Lepiej bym nie odleciał tutaj, źle by się to skończyło... - mruknął jeszcze zwracając się do Ptaszynki. - Uważaj na siebie i nie daj się im zaciągnąć - dodał. Delikatnie się skrzywił, po czym przekazał jej runę, gdy ustawiła się odpowiednio.
No to super - pomyślał natomiast Serafiel, gdy tak przysłuchiwał się tym wszystkim słowom. - Kolejny problem. Oni wszyscy powariowali, czy jak? I właściwie... - rozejrzał się wokół. - Coś czuję, że nie odnajdę pomocy w tym całym chaosie. Pozostaje mi chyba słodka drzemka lub też jakiś cud.
Skrzywił się nieco. Oni mieli swoje problemy, a on aktualnie swój, którego nie byli świadomi. Cóż, Tsuda tez nie palił się do tego, by tym się przechwalać czy coś w tym stylu. Możliwe, że to był błąd, który teraz wyjdzie na jaw. Możliwe było też to, że powinien powiedzieć to w Oświacie... Właściwie, ile osób się orientowało o tej jego słabości. Kilka? Wystarczyło mu palców, by to policzyć.
Mam nadzieję, że młoda da sobie radę - dodał w myślach. Nie chciał się odzywać i dołączać do tego chaosu. Nie miał zamiaru. Chciał za to, po przekazaniu runy Kotori, udać się pod samą ścianę i tam usiąść. Jeśli mu nic w tym nie przeszkodzi, to właśnie tam by się znalazł, starając się walczyć z przeklętą sennością, jak również, obserwowałby pomarańczowymi oczami, co się tutaj działo.
Powrót do góry Go down
Ivan
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2526-ivan#53746 http://vampireknight.forumpl.net/t3547-ivan
Zarejestrował/a : 24/04/2016
Liczba postów : 55


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pią Cze 24, 2016 12:04 pm

Oj a jednak nie wszystko szło pięknie i ładnie. Pojawiały się komplikacje, czarna dziura i takie tam. Oczywiście pojawił się ten co próbował ogarnąć ten syf. Kochany braciszek, jak Ivan go kocha. Bardziej niż Hitler, Żydów. Kiedy braciszek zaczął wydawać polecenie, Ivan spojrzał na niego i gdyby nie to że miał maskę, dowódca mógłby zobaczyć piękny kpiący uśmiech. Nie zamierzał jednak być takim chujem i narażać większości, dlatego też Vlad mógł zobaczyć iż Stalowa Reka skinęła głowa, na znak, ze zrozumiał polecenie. Nim jednak zdołał wykonać polecenie, kolega obok się odezwał, skierował zatem na niego swoje niebieskie kurwiki. Został złapany też za bark, ale nie zareagował na niego.
-Arthurze... Dam Ci rade.
odparł tajemniczo i przybliżył się do niego, by powiedzieć mu na ucho. Nawet ręką skinął wymownie.
-Lepiej nie wpierdalaj się pomiędzy młot, a kowadło, bo źle na tym skończysz.
Szepnął na tyle cicho by tylko łowca zdołał usłyszeć ów słowa. No i może wampiry... jednak czy usłyszą, będąc zajęte czymś kompletnie innym.
-Puść mnie
Mruknął już głośniej i jeśli tego nie zrobi to niech się nie zdziwi kiedy Ivan szybkim przełożeniem atakującej ręki od zewnątrz, obejmując ramie napastnika tak, aby jego staw łokciowy, był ugięty i powodował wychylenie napastnika, ze stanu równowagi. Mężczyzna bez wątpienia, poczuje silny ból, gdyż została mu założona dźwignia na łokieć. Zmruży oczy patrząc na chłopaka i dalej się nie posunie, a wykona obrót w przeciwną stronę, trzymanego swojego barku, by w tak oto sposób skierować się do ściany budynku. Lepiej dla łowcy będzie jednak, jak posłucha Stalowej Reki i puści go w odpowiedniej chwili... Zaoszczędzi i sobie bólu jak i Esmeraldzie, na którą złe emocje działają w negatywny sposób. (Nie wiem napisz do Esme, co zrobiłeś lub  poproś o dodatkowego posta.)
Tam się oprze o nią, patrząc na dalszy rozwój rytuału. To co darła się tam dziewczyna, olał kompletnie. Pojebana wariatka jakaś, myśląca że jeśli się powydziera na całą sale, to jest koks... Wolał jednak się wycofać, bo jak to Vlad ujął. Nie zależało mu na śmierci wszystkich osób, tylko na Vlada,w mieć musiał na chwile zrezygnowany. Innym razem.
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1111


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pią Cze 24, 2016 12:28 pm

Blair zachowywała się jak by cała runa spoczywała na niej, nie było tak jednak. Nie była sama, do tego była pod okiem doświadczonego łowcy, który jak wspominałem, jeśli zauważy, że Blair powinna opuścić runę, to ją z niej wykluczy. Albo zrobi to za pośrednictwem dowódcy. To nie były testy, a Blair tak czy siak, była żółtodziobem. Uczyła się jednak i trenowała dzielnie.
Widział jak krew nie przestaje z jej nosa ciec, co go oczywiście nie zadowalało.
-Blair jesteś silna i dasz rade, jednak pamiętaj że jesteś w towarzystwie osób, które zniosą więcej. A jak na razie tylko ty masz oznaki, że coś złego się dzieje. Nie wspominając już o tym co się w innych runach dzieje...
Westchnął niezadowolony oczywiście, ale nie tym jak zachowywała się kadetka, a nieznany mu łowca. Jego działania nie były pozytywne, co było widać po ich czarnej runie. Dobrze że Vlad zareagował, wykluczając Ivana z runy, jednak czy już nie było za późno. Jakie skutki odczują głównie osoby znajdujące się w centrum? Oni nikłe, bo chcąc nie chcąc Ivan będzie miał przejebane i nie tylko u Corneliusa... Niech myśli co robi, bo chyba chce jeszcze pożyć, prawda?
-Chodź tutaj.
Rzekł stanowczo, ale z pełnym opanowaniem, po czym położy swoją ciężką dłoń, na ramieniu Blair i przyciągnie ją do siebie, do swojego torsu.
-Oprzyj się, tak będzie Ci łatwiej.
Oznajmił jej, obejmując ją pewnie, ignorując iż przez takie "czułości" upacia sobie strój. To był dopiero początek i choć Cornelius nie pokazywał swojej reakcji na ból, to wiedział że będzie gorzej. Przygarnął dziewczynę tak, by nie naruszyć, zakryć, jej naciętej ręki, jednak obejmując ją prawą ręką, nieco ją okrył swoim materiałem ubrań. Przyszykowywał się powoli na uderzenie uczucia ciężkości, słabości, a skoro Blair już reagowała, to kto wie czy szybko nie padnie, dlatego oparcie się jej, jak najbardziej przyda.
Zerknął oczywiście i na chłopaka, bo i na niego musiał mieć oko, ale nic niepokojącego nie zauważył, co nie oznacza że go ignorował! Czyż nie takie było jego zadanie, by mieć oko na kadetów. Jak dobrze, ze miał 2 oczy, czy parę oczy, jak to się mówi? XD
-oczywiście, że damy rade. Powiedz mi ino jak się zwiesz?
Zapytał bo i rozmowa mogła by być czymś co da pozytywne emocje.

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.
Poszukiwania



OGŁASZAM WSZEM I WOBEC. OSTATNIO PRZEZ PANUJĄCEGO GRZESIA PO POLSCE DOZNAŁEM KILKU PSIKUSÓW. ZYCIE REALNE JEST NAJWAŻNIEJSZE WIĘC BĘDĘ BYWAŁ RZADKO. NAPRAWIANIE SZKÓD JEST PRIORYTETEM.
Strój:
 
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1715


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 25, 2016 1:18 pm

Pozytywne nastawienie łowców zostało poddane próbie, kiedy zamiast czystej czerwonej energii jedna z run emanowała ciężką czarną poświatą. To był zły znak, o czym doskonale wiedzieli zaprawieni już w rytuale członkowie. Co się stało poprzednim razem? Wizja niebezpieczeństwa jakie niosła za sobą wypaczona runa, przez dłuższy czas nie pozwoliła na skupienie u części uczestników. Nie obyło się również bez spięć i tym samym dostarczenia kolejnej dawki „złej” energii. Tym razem nawet nieświadomie.

Midori – byłaś kompletnie zaskoczona, kiedy runa przy której stałaś niemal natychmiast zmieniła barwę. Świadomość, że obecny stan rzeczy nie jest Twoją winą przewijała się po głowie, szukając szybkiego rozwiązania dla kłopotliwej sytuacji. Dwóch towarzyszy… z czego jeden nieznany. Nie miałaś pewności, który z nich jest winien wypaczania, dlatego dla bezpieczeństwa rytuału postanowiłaś wykopać obu jegomości, żeby wzięli się w garść i przestali przeszkadzać. Czas zabawy już dawno był za Wami, dlatego nie bawiąc się w czułe słówka oczekiwałaś na szybkie podjęcie kroków nim zdecydujesz się na ewentualne rękoczyny. Akcja reakcja. Ivan odezwał się w mało nonszalancki sposób, a Leyasu… no cóż, na polecenie dowódcy złapał gościa za bark i chciał odciągnąć do tyłu.
W chwili tej krótkiej wymiany zdań na runie nie było już widać żadnego czerwonego refleksu. Ciemna energia zagęściła się jeszcze bardziej tworząc już nie cienkie niteczki, ale prawdziwe liny idące do wnętrza kręgu. Materia rozchodziła się również na pobliskie runy, pochłaniając czerwoną energię i rozrywając ją na strzępy z dźwiękiem przypominającym coś w stylu tłuczonego szkła. Nie, nie było dobrze. W momencie kiedy chciałaś się wycofać do tyłu, jedna z czarnych „lin” nieopatrznie zawróciła i złapała Cię za kostkę. Poczułaś wówczas jak życiodajna energia jest wyrywana, a ty sama coraz trudniej jesteś w stanie utrzymać się na nogach. Ból głowy i charakterystyczne rwanie to nic… lina zaciska się bowiem wokół Twojej kostki tak dotkliwie, że zaczyna ją ranić, a krew z nogi wydzierana jest siłą przez ciemną magię runy. Boli.

Ivan – nie planowałeś tego, ale zaserwowałeś tak ogromną salwę negatywnej energii, że niemal każde oczy w tym pomieszczeniu były skierowane na Ciebie. Ups.
Nie przejąłeś się zbytnio słowami Midori i radośnie podsycając magię kąśliwymi scenkami zrugałeś Midori. A co, niech ma! Żadna baba pouczać Cię nie będzie, zwłaszcza, że w Twoich oczach była tylko pionkiem. Nie o nią chodziło, ale czy nie poświęciłbyś jej mając przy tym szansę na to, że zginie też brat? Wizja rozlewającego się mózgu koiła niosła ukojenie i radość o śmierci łajzy zwanej kiedyś bratem.
Kiedy szybko zawiązała się mała liga obrony, postanowiłeś nawet odpuścić i oddalić się od runy. Przy okazji dałeś złotą radę ciemnowłosemu łowcy i wyraziłeś niezadowolenie, kiedy ten raczył złapać Cię za bark. WTF? Nie miałeś zamiaru pozostać bierny, dlatego założyłeś kolesiowi dźwignię. Tak, to było ostrzeżenie. Twoja krew nadal jest pobierana przez magię, a z każdą chwilą staje się coraz ciemniejsza i gęstsza. Widać, że magii podoba się rzeczowe podejście do sprawy, dlatego zamiast oddalać się od kręgu, coś nadal Cię przyciąga. A temperatura… cóż, powoli przestaje być zabawnie. Jest coraz goręcej.

Leyasu – zostałeś wrzucony do jednego worka z Ivanem jako potencjalny psuj rytuału przez Midori. Dziewczyna bez ogródek wyraziła swoje zdanie i z jeszcze większą stanowczością kazała Wam obu się oddalić. No cóż, kobiety. Z tej całej sytuacji wywiązał się nie mały bajzel, kiedy wszyscy mieli nagle coś do powiedzenia i kłócili się między sobą jak banda dzieciaków zebranych na piaskownicy. Problem w tym, że zamiast łopatek i grabek w pomieszczeniu znajdował się tylko ofiarny sztylet, a zabawa w babki piaskowe zastąpiły niebezpieczne i momentami niestabilne runy. Co miałeś robić kiedy odezwał się dowódca? Skinąłeś głową i podszedłeś do Stalowej ręki, żeby go odciągnąć na bok. Chwyt za bark i te sprawy najwidoczniej nie spodobały się łowcy, gdyż już po chwili poczułeś tak zwaną „dźwignię” a Twoje ramię zaczęło cholernie boleć. Ivana nie dało się odciągnąć od runy tak łatwo jak sądziłeś. Raz przez jego podejście, a dwa… przez dziwnie zwiększone przyciąganie w kierunku runicznego znaku.
Najwyższa pora rozwiązać ten spór między sobą.

Leyasu i Ivan są zbyt zajęci sobą żeby zwracać uwagę na Midori.

Runa siły wygląda coraz gorzej i jest bardzo niestabilna.

Marcus – nieoczekiwanie na rytuale zjawiła się również Chizuru, która nie dostała przydziału do żadnej z run. Po twarzy swojego dziecka widziałeś pewnego rodzaju niepewność oraz fakt jak strasznie niekorzystne warunki musiały panować wewnątrz kręgu. Na czole Chizu bardzo szybko pojawiły się kropelki potu, a zaczerwienione od gorąca policzki tylko wszystko potwierdzały. Gdzieś z boku kłótnia nadal w najlepsze trwała. Ktoś krzyczał, ktoś wydawał rozkazy, inni prawie się bili. Dziwne zachowanie runy siły nie uszło Twojej uwadze. Ciemna materia zbliżała się po łączeniach run i była ju w połowie drogi do znaku związania. Poczułeś klepnięcie w zadnią część ciała i zobaczyłeś jak obok ciebie ustawia się jasnowłosa dziewczyna, która również postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Może przy okazji wpadłeś jej w oko?
Zdaje się, że Twoi koledzy potrzebują pomocy.

Prim – miałaś gdzieś zdanie innych i ogarniając swą słodką personę postanowiłaś wziąć się do roboty. Dosyć już użalanek, dosyć rozważań nie popartych czynami. Może nie brałaś udziału w tym konkretnym magicznym przedsięwzięciu, jednak świadomość trzymania nerwów na wodzy i kontrolowania emocji była w tym czasie na wagę złota. Klepnęłaś łowcę obok i zajęłaś miejsce, tak by się wygodnie ustawić. Ciężko jednak było utrzymać równowagę, większość Twoich myśli zajmowało to, żeby przypadkiem nie wyrżnąć orła do przodu podczas nieco schylonej postawy. Poza tym… reszta najwidoczniej nadal nie opanowała swojej sytuacji, bowiem ciemna materia z sąsiedniej runy radośnie pląsała sobie w waszym kierunku.
Usłyszałaś dźwięk przypominający wodzenie czymś ostrym po szkle. Tak oto znaki związania na Twoich dłoniach powoli pękały. Czyżby za blisko runy?

Serafiel – powoli czułeś co się święci. Nie wiadomo dlaczego akurat teraz, skoro adrenalina atakowała was na każdym możliwym kroku. Nie czekając na zbawienie i mając w pamięci co się działo z nieprzytomnymi, postanowiłeś się oddalić. Zwłaszcza, że Kotori bez zawahania zgodziła się Cię zastąpić. Nie miałeś stuprocentowej pewności, czy dziewczyna da sobie radę. Nie miałeś jednak wyjścia… Odwróciłeś się próbując skierować się w stronę ściany, jednak zmęczenie… było silniejsze niż początkowo założyłeś. Zaledwie metr od dziewczyny upadłeś z trzaskiem na podłogę, co z punktu widzenia innych mogło wyglądać dość niebezpiecznie.

Kotori – to były pierwsze minuty rytuału, a cała sytuacja wyglądała bardziej krytycznie niż ostatnio. Serafiel, który stał z Tobą przy runie nie wyglądał najlepiej. Może to działanie magii, a może innych czynników. Mężczyzna przeprosił Cię i dał do zrozumienia, że musi się oddalić, na co ty bez wahania się zgodziłaś. Zdążyłaś wyrazić swoje zdanie i dzięki metodzie dedukcji wskazać osoby, które według Ciebie są odpowiedzialne za dziwną energię płynącą z run. Nikt nie potraktował Cię jednak poważnie. Midori została zrugana, Leyasu uderzony, a Prim wyszła tuż obok Marcusa. Wesoło. Tak, bez wątpienia karuzela jak malowana. W pewnej chwili usłyszałaś huk, a rudzielec który przepuścił Cię do runy wiary padł na ziemię jak porażony. Można by było go tak zostawić, ale zauważyłaś jak magia zaczyna przyciągać go do wnętrza runy. Małe energetyczne niteczki oplątują mężczyznę niczym kokon i ciągnął.
Z runy siły nadal wydobywa się ciemna energia, która wygląda jeszcze gorzej niż na początku. Runa jest bardzo wypaczona i nadal próbuje paczyć znaki obok siebie. Jest już w ¾ drogi do runy wiary, a ty czujesz jak wielkie brzemię na Ciebie położono.


Blair i Zorah – oboje byliście jedynymi kadetami rozstawionymi przy runach. Zaufano Wam i wierzono, że dacie sobie radę. W waszym odczuciu temperatura w pomieszczeniu wciąż szła do góry. Było tak gorąco, że już po krótkiej chwili na waszych czołach pojawiły się kropelki potu, a w przypadku Blair – również większa ilość krwi ciągniętej przez magię. Sytuacja wokół nie prezentowała się zbyt kolorowo. Mogliście podziwiać ciemną materię, która migruje w kierunku pozostałych run, na razie będąc jeszcze daleko od Waszej. Sprzeczki, nieporozumienia. Nagle coś huknęło i chcąc nie chcąc zwróciliście uwagę, że jeden z łowców nagle odpłynął. Nie żyje?

Mimo, że rytuał niedawno się zaczął, czujecie zmęczenie i przytłaczające gorąco. Coraz trudniej jest się Wam skupić na pozytywach, zwłaszcza, że runa nieubłaganie ciągnie oboje do przodu, a wszędzie wokół została zaburzona harmonia rytuału.


Cornelius – obserwowałeś sytuację starając się zachować trzeźwe myślenie. Próby uspokojenia rozemocjonowanego towarzystwa tylko połowicznie odniosły pozytywny skutek. Nadal dostrzegasz ciemną energię i mimo że jest jest daleko od Was, wiesz, że to tylko kwestia czasu. Runa siły wybuchnie? Nigdy wcześniej nie widziałeś tak ciężkiej i żarłocznej energii. Wygląda na to, że Wasza strona jest jeszcze w miarę bezpieczna, ale sąsiedzi z naprzeciwka nie mają takiego szczęścia. Huk i upadek księdza. Dosłownie. Widziałeś, jak Twój rudy kumpel wyrżnął orła i został czule ogarnięty przez magiczną powłokę, która bynajmniej nie miała dobrych zamiarów. Przy sobie masz dwójkę kadetów, którzy również źle znoszą temperaturę i rozchwianie run. Co robić? Krąg wpływa na Ciebie tak jak na innych, lecz możliwe, że jest to tylko kwestia czasu i za chwilę wszystko zrobi bum.

Hayate – przyjąłeś do wiadomości słowa szefa starając się koncentrować na swoim zadaniu. Wypełniałeś swój umysł pozytywnym myśleniem, gdzie główne skrzypce grały więzi jakie łączyły Cię z siostrą. Midori. Zerknąłeś w jej kierunku widząc, że coś jest nie tak. Dziewczyna chciała oddalić się od runy, jednak coś… ją zatrzymało. Widzisz że wokół jej kostki oplątała się jakaś energetyczna lina, która rani ją i wydziera krew. Runa siły jest bardzo niestała, a gęsta energia przechodzi na okoliczne znaki. To wszystko sprawia, że ciężko się skupić. Midori cierpi… Anais również. Co za porąbana magia.

Vlad – koncentrowałeś się na utrzymaniu swojej runy i powodzeniu całego rytuału. Poza tym miałeś oko na wszystkich pozostałych i jak przystało na dowódcę, postanowiłeś wydać odpowiednie rozkazy. Podziałało… powiedzmy, bo nie do końca jak to sobie zaplanowałeś. Kotori została sama przy runie, Serafiel wyrżnął o ziemię nie dając znaków życia, magia rozchodząca się na runy, magia atakująca Midori i Serafiala, a na koniec Stalowa ręka i Leyasu. Prawie jak dom wariatów.
Runy są sąsiadujące ze znakiem siły powoli otrzymują dawkę złej energii, a cały rytuał lada chwila może paść, podobnie jak morale. Co robimy, dowódco?

Chizuru – nie byłaś do końca pewna całej tej sytuacji, ale wierzono w Ciebie i to było najważniejsze. Rytuał nie tylko otwierał przed Tobą coś nowego, ale pozwalał na praktykę, która w tych czasach była na wagę złota. Otarłaś krew i szukając jakichś leków rzuciłaś kilka słów, które początkowo odbiły się echem. Każdy z czymś walczył, każdy z łowców trwał teraz w swoistym rozbiciu, bowiem sytuacja na froncie wcale nie rysowała się kolorowo.
- Świetnie sobie radzisz – usłyszałaś głos nauczycielki, która właśnie coś kombinowała przy wamprach. Poświata na dłoniach rudej przez chwilę przyciemniła się, a szalejące wampiry nagle zaczęły się uspokajać.
Czerwonowłosa odwróciła się nagle patrząc w kierunku Serafiela, a potem skierowała na Ciebie nieco przymglone spojrzenie.
- Musisz wyjść z kręgu. Tutaj jest niebezpiecznie, a oni mogą Cię potrzebować. Weź część leków – powiedziała do Ciebie, przez co niestety nie miałaś wyboru. Esmeralda wskazała Ci miejsce przez które mogłaś wyjść z dala od wnętrza kręgu.

Kaien – walczyłeś z wampiryzmem, czując jak uczucie głodu mami zmysły. Zapach tej krwi był inny niż wszystko co znałeś do tej pory. Ktoś starł ją z Twojego czoła, lecz nawet wtedy czułeś ten zapach. Zaciskałeś dłoń, starając się wytrwać do końca by znów stać się człowiekiem. Wrócić do akademii, do uczniów. Żyć pełnią życia, z dala od wiecznego głodu i pożądania do krwi. Gorąco w pewnym momencie było nie do zniesienia. Nie dość, że krąg generował swoje ciepło, to jeszcze te piekielnie gorące dłonie rudowłosej. Tego było za wiele, to wszystko… było ciężkie do przeżycia. Ból głowy, głód… Czułeś, że za chwilę Twoja czaszka eksploduje od nadmiaru emocji i negatywnych dla Ciebie fizycznych odczuć.

Anais – podobnie jak Cross, coraz ciężej było zachować pozory człowieczeństwa. Tak wielu ludzi, tyle bijących serc, krew, żyły i tętnice. Ten słodki zapach, który wdzierał się do Twojej głowy jak zaproszenie do konsumpcji. Ból przez chwilę był nie do zniesienia, a w połączeniu z głodem stanowił prawdziwą mieszankę wybuchową. Ktoś starł Ci krew, co po odmiennym zapachy krwi świadczyło o fakcie, że jednak więcej ludzi znajdowało się w kręgu. Nie zwracałaś już uwagi na gorąco, starając się tylko, albo i aż walczyć ze swoim głodem.

W pewnej chwili zarówno Anais i Cross poczuli ulgę. Ból podobnie jak niesamowite uczucie głodu zniknęły. Użyto na Was kontroli krwi, żeby uspokoić Was i skazywać dłużej na cierpienie.
Ból głowy zniknął, wszystko się wyrównuje, a wy jesteście jeszcze przez chwilę trochę otępiali.


Siatki żylne na ciele łowczyni wyostrzyły się, podobnie jak ciemne „nitki” które oplątują jej szyję i nadgarstki. Poświata przy dłoniach w dalszym ciągu ma prawidłową barwę, jednak przy blokującej energii może być to jedynie kwestia czasu. Łowczyni ciężko oddycha i nadal krwawi z nosa. Ogólnie nie prezentuje się zbyt dobrze.

Dla przypomnienia:

Serafiel – jest nieprzytomny, leży ok metr od swojej runy i magia zaczęła go przyciągać do kręgu.

Midori – energetyczna ciemna lina złapała ją za kostkę i nie pozwala oddalić się od kręgu.

Każdy członek rytuału widzi co się dzieje wokół i ma prawo jakoś zareagować.

Kolejność jest dowolna.
Na posty czekam do 29.06.
W tej kolejce obowiązek odpisu ma każdy za wyjątkiem : Serafiela (z racji tego, że jest nieprzytomny), wampirów (odpis mile widziany, ale nie obowiązkowy), Chizuru (zgłoszona nieobecność)

_________________
Powrót do góry Go down
 
Stary Opuszczony Dom
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Stary Opuszczony Dom
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony dom nad moczarami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: