IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stary Opuszczony Dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Blair

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2041-blair#43529 http://vampireknight.forumpl.net/t2049-blair
Zarejestrował/a : 20/08/2015
Liczba postów : 667


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 25, 2016 2:01 pm

Blair była bardzo wdzięczna swojemu mistrzowi za pomoc. Nie chciała okazać słabości, jednak wiedziała, że to wsparcie jest jej bardzo potrzebne. Oparła się o senseia, jednak wciąż nie poddawała się.
-Jest pan pewien, że nie jestem teraz dla pana zbyt dużym obciazeniem. Jestem jeszcze w stanie utrzymać się na nogach.
Temperatura była bardzo wysoka, a mimo to wciąż szła w górę. Blondyneczka czuła jak pot miesza się z jej krwią. Osocze spływało dość obficie. Dlaczego zawsze ona najbardziej dostawała po dupie? Spojrzała po raz kolejny na ten jebany burdel dookoła. Należałoby coś w reszcie zdziałać.
-Sensei. Niech jedno z nas pomoże dziewczynie i zasili runę siły - zaproponowała.
Osobiście nie chciała decydować które z nich miało to uczynić. Nie byla pewna, czy sama podołałaby temu zadaniu, ale wiedziała, że runa będzie pobierać dużo energii. Sama kobieta nie byla w stanie jej utrzymać. Jeśli żaden z jasnowłosych się nie ruszy ona sama podaży ku Midori.
-Niech ktoś, sprawdzi czy on żyje - rzuciła do wszystkich, którzy byli w stanie usłyszeć jej niezbyt donośny głos i wskazała na Serafina. -On potrzebuje pomocy. Nie chcemy przecież by nam tu zszedł.



(Jesli Zorah lub Corn poszli do Midori,a nikt inny nie ruszy na pomoc Serafowi)
-Jestem w stanie na chwile przejac na siebie runę. Pomóż mu - powie do tego, który został koło niej.

_________________

Ekwipunek:
Soczewki - osoba, która je założyła przez trzy posty jest w stanie wtargnąć do umysłu innej osoby, posyłając jej nieprawdziwe obrazy. Iluzja utrzymuje się przez trzy posty i tyle samo odpoczynku. Po trzech użyciach artefakt staje się zwykłym przedmiotem.
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1025


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 25, 2016 2:48 pm

Blair zachowywała się jak nierozgarnięta dziewka. Myślała nierozsądnie... A raczej mówiła to co jej ślina na język przeniesie. Czy tak na prawdę myślała, że da rade sama utrzymać runę? Myśli logicznie kochana. Cornelius rozumiał że młody kadet chciał pomóc, próbując poinstruować członków runy, ale nie pomyślała o sobie. Jej stan absolutnie nie pozwalał, by mogła sama zostać przy runie. Było zbyt wielkie ryzyko, ze magia wyście z dziewczyny więcej energii niż powinna, doprowadzając do jej zgonu. Sytuacja była nieprzyjemna dla każdego. Oczywiście wedle Corneliusa największą winę ponosił Ivan, jak i Leyasu, bowiem przez ich zachowanie jak sadził łowca powstało całe zaburzenie rytuału. Co za nieumyślność... O czym oni kurwa myślą. Przybyli tutaj zmieniać wampiry w ludzi, a oni się tutaj bawią o dominacje, niczym dwa koguciki w jednym podwórku. Jak nie jedno rodzeństwo dowódcy rozrabia, to i drugie. To chyba u nich rodzinne, ale przecież Vlad nie jest taki... Łowca miał złe przeczucia, bo wszystko nie szło, jak należy. Trza było myśleć... W tym przeszkodziła mu dziewczyna, bowiem zaczęła do niego mówić.  Nie zignorował jej, a wysłuchał na spokojnie, spoglądając na nią, jednak po chwili usłyszał bum.
-Głupia... Spójrz na siebie sama nie utrzymasz runy.
Skarcił ja nieco, bo to nie był czas na zgrywanie chojraka i Zosi samosi. jednak w jednym miała racje, nie można było tego tak zostawić. Trza było komuś pomóc, a byli jedyną runą, gdzie były trzy osoby.  Wniosek był prosty, jedna osoba z nich mysi przejść do innej runy. Wszystko pięknie ładnie, tak? No nie do końca. Problemów było kilka dlatego właśnie Cornelius postanowił przejąć runę właśnie na siebie. Jego decyzja wynikała z tego, ze z całej trójki to właśnie on był osobą która jeśli chodzi o wytrzymałość zniesie więcej niż przeciętny człowiek.
-Nie. Słuchać mnie uważnie. Ponieważ jest jak jest jedno z was pójdzie pomóc Midorii, a drugie duchownemu. Chłopcze (no chyba że się przedstawił Corneliusowi kiedy ten pytał, to rzeknie jego imię. Do tego wskaże na łowczynie o której mówił.), twoim zadaniem będzie dotarcie do łowczyni. Wspomóż ją swoja siłą i nie pozwól aby magia wciągała ją do środka. Jeśli jej stan się pogorszy spróbuj oddalić kobietę z runy, zerwać z jej nogi to co ją więzi, ale uważaj, bo może ciebie złapać. Twoim jednak zadaniem Blair będzie pomoc księdzu. -
Odparł i sięgnął do swojego płaszcza po butelkę wody, której nie oddał. ręczy ja dziewczynie kontynuując, ale jednocześnie łapiąc za kawałek materiały swojego stroju, by oderwać go od reszty. Również go wręczy kadetce.
-Zrób mu okład na czole z ów wody i odciągnij go od run. Postępujcie zgodnie z mymi słowami, no chyba że dowódca powie wam co innego, jeśli jednak nie będziecie wiedzieli co robić, to módlcie się dzieci... Jednak idźcie już, podołacie temu, bo na obecną chwile tylko wy tego dokonać możecie. Nie ma na co czekać.
Wydał polecenia kadetom, jak i instrukcje co mają robić. Polecenia mogły się zmienić oczywiście, jeśli Vlad stwierdzi że inne posunięcie wyda się lepszym. Corn spokojnie myśl... Łowca ostatnimi słowniami, próbował też zmobilizować kadetów do sprawniejszego, pozytywniejszego działania. Miał też racje, bo większość run było chaotycznych, dlatego przyda się więcej rąk. A lepiej by został w runie osądu jeden wytrzymały, by utrzymał runę, a dwoje by wtedy pomogło innym, niż na odwrót. Dodatkowa para rąk zawsze się przyda. Oczywiście nie musiał myśleć jak rozwiązać problem, mógł czekać, ale na co? Na cud? Nie było czasu. Spojrzy jednak na dowódce i mężczyznę, który był z nim obok, a następnie na Esmeralde obserwując co się z nią dzieje.
Jak na razie starał się walczyć z tym by otrzymać runę samemu obawiając się iż runa siły, niestety niebawem wybuchnie. Dla skupienia tak jak w pierwszym rytuale, kucnie sobie, by nie wykorzystywać cennych sił na stanie, po czym lewą rękę ułoży na ziemi, na runie, próbując scalić myśli by były pozytywne, dlatego też na chwile prawą ręką przysłonił swoje oczy, by "zapomnieć" na chwile o obrazach z opuszczonego domu, co pozwoli mu się skupić.

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.

Powrót do góry Go down
Hayate Maeda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2489-rei-sukeri#52704 http://vampireknight.forumpl.net/t2571-hayate-maeda#54509 http://vampireknight.forumpl.net/t2560-mieszkanie-hayate#54178
Zarejestrował/a : 24/03/2016
Liczba postów : 68


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 25, 2016 3:16 pm

Hayate starał się wykonywać swoje zadanie na tyle dobrze, na ile potrafił. A że przewijało się tutaj imię jego siostry, nie mógł nie zwracać na nią uwagi. I jeszcze była odpowiedzialna za runę siły, która widocznie... Nie wyglądała za dobrze. Wszyscy zwracali ku temu uwagę, nawet Hayate. Jak nie cierpienie Anais, które co prawda słyszał, to jeszcze źle sytuacja wyglądała z jego siostrą. Musiał jej pomóc. Po prostu czuł, że musi! Nikt jej pewnie nie pomoże, skoro zaczną znów gadać i przekrzykiwać się jeden na drugiego.
- Przepraszam...
Przeprosił dowódcę, wycofał się ze swojej runy i po prostu pobiegł do swojej siostry Midori. Objął ją jedną ręką, zaś drugą, zakrwawioną wystawił na runę, za jaką ona odpowiadała. Nie interesowało go zachowanie dwóch wariatów za plecami. Liczyła się tylko siostra. A że mniej więcej już wiedział jak powinno się zachować, starał się utrzymywać swój czysty umysł. Pewniejszy się czuł, mając siostrę przy sobie. A jeżeli przyjdzie im zginąć, to najlepiej razem... Nikt jednak nie mógł wiedzieć, że oni są rodzeństwem, skoro posługiwali się fałszywymi danymi osobowymi, ale przynajmniej mógłby dawać przykład, prawdziwego i kochającego brata.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 885


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 25, 2016 5:35 pm

Klepnięcia w tyłek nie spodziewał się na tym rytuale. I to jeszcze przyszło mu dzielić runę z siostrą obecnego dowódcy Oświaty Łowieckiej. Nie odzywał się już nic, kiedy polecenia wydawał dowódca. Starał się panować nad sytuacją, ale coś jednak nie szło. Za bardzo zaufał młodym ludziom i wziął w większości niedoświadczonych łowców. Gdyby przechodzili próby kilkukrotne na poziomach E, wtedy łatwiej im byłoby w obecnej sytuacji. A tak to, cóż...
Temperatura rosła. Nie dość że niepokojąca sytuacja wynikała przy runie siły, to jeszcze trochę zaniepokoił się o stan córki. Oby przeżyła i wytrzymała. Wtem zareagował na klepnięcie Prim, ale zaraz po niej odezwał się Grigorij, kierując do niej instrukcje. Po chwili Marcus dostrzegł, że coś chyba nie tak było z jej utrzymywaniem runy, więc w odwecie - klepnął ją w tyłek a po chwili złapał za górną odzież, prostując kobietę do pionu.
- Laska, może nie kombinuj.
Powiedział spokojnie do Prim, posyłając jej także lekki uśmiech z kącika ust. No ale przyjemności później. Trzeba skupić się na zadaniu, więc do tego wrócił. Zacisnął mocniej dłoń, jakby chciał nie tylko kontrolować przepływ krwi, ale wzmocnić ich runę, by nie została czasem pożarta przez sąsiednią.

_________________

Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 626


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Cze 25, 2016 6:30 pm

Tak mało czasu minęło, a tak wiele zdążyło się zjebać. Już Vlad sądził, że Stalowa Ręka wycofa się dobrowolnie, a tu zareagował na zwykłe położenie ręki na barku jak ślimak na sól i rozpoczęła się niepotrzebna szamotanina.
- Stalowa Ręka! Opanuj się i odstąp! Jesteś wśród przyjaciół, a nie na wojnie. Obaj się wycofajcie pod samą ścianę i ochłońcie. Inaczej zginiemy wszyscy z Wami na czele. - zakrzyknął bo obawiał się, iż zwyczajnie podniesiony ton mógłby nie dotrzeć do związanych zwarciem łowców. Zachowanie nowego łowcy było co najmniej niepokojące co Vladislau zapamięta. nie miał jednak razie czasu by się tą kwestią zająć. Oni wszyscy naprawdę mogą umrzeć.
- Zorah! Sweetie Bell! - zakrzyknął by zwrócić uwagę na siebie dwójki kadetów,którzy wcześniej byli poinstruowani przez Corneliusa. Musiał jednak zmodyfikować jego polecenia choć gdyby nie musiał nie zrobiłby tego. Jednakże ważniejsze od runy siły były runy pozostałe, które jeszcze były nienaruszone.
- Sweetie, pomóż Serafielowi. Spróbuj go ocucić, a jeśli się to nie uda odciągnij go. On tyko śpi. - poinstruował starając się tym samym wszystkich pozostałych uspokoić. Mało kto zapewne wiedział, iż Rudzielec cierpi na narkolepsję. Magia musiała w jakiś sposób wykorzystywać tę słabość księdza by go wyeliminować. Postarają się pokrzyżować plany bezmyślnej choć podstępnej mocy.
- Zorah. Idź do runy... wiary. Jeśli Sweetie będzie miała problem z Serafielem pomóż jej. Jeśli poradzi sobie wesprzyj Koto przy jej runie. Runa wiary i związania muszą wytrwać i znieść napór runy siły. - runa związania była bezpośrednio powiązana z runą wytrzymałości toteż Vlad widział, iż znaki na ręce jego siostry czernieją. Miał świadomość co to oznacza i musiał jej pomóc. Inaczej wszyscy dostaną po, i tak już obolałych, dupskach. I tutaj gdy tylko Vlad chciał oddelegować adepta do pomocy dla siostry okazało się, iż Markus wsparł ją jak należy co było bardzo miłym zaskoczeniem. Aż Vlad się uśmiechnął na sekundę choć u niego wyglądało to raczej jak grymas. Dlatego skierował Zorah do runy Wiary. Tam powinny być dwie osoby. Nie dlatego, że nie ufał Kotori. Wręcz przeciwnie. Wierzył w jej umiejętności i wewnętrzną siłę, lecz przy naporze wypaczonej runy siły konieczne było jak najlepsze ufortyfikowanie run. Skinął głową ku Kotori widząc jak ta zwraca do niego przepraszający wzrok. Liczy się próba i wyciąganie wniosków.
- Hayate... Skoro już tam jesteś odejdźcie z Midori tak daleko jak tylko się da by nadal zasilać runę. Ograniczcie przepływ energii. - nie był zachwycony nagłym odejściem Hayate ponieważ sam miał zamiar pomóc jego siostrze. Jak wcześniej Vlad mówił mieli zająć się swoimi runami i na tym się skupić i nie spodziewał się, że mężczyzna złamie rozkaz. Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem. Kolejna rzecz, którą Vlad odłożył na później. Skupił się ponownie na runie myśląc zarazem o swoich łowcach, szczegolnie tych którzy w ostatnim czasie pomagali mu bądź rozwinęli się za jego kadencji. Część z nich była tutaj. Blair, z której Cornelius był bardzo dumny, nawet jeśli by tego nie przyznał. Kotori chłonąca wiedzę, która dla Vlada mogłaby być niemalże córką. Esmeralda, która zaostała medykiem głównym Oświaty. Cornelius będący lojalnym towarzyszem i aktywnym łowcą. Serafiel będący marudą pierwszej wody, ale jednak także bardzo przydatnym wspomagającym, który nie odmawia pomocy. Midori, którą pierwszy lepszy mógłby uznać za modnisię, a która z każdym dniem staje się coraz bardziej doświadczonym łowcą biorącym udział w kolejnych zadaniach. Nawet Marcus, który przed chwilą potraktował Prim jej własną bronią rozbawiając Vlada. Od zawsze... Odkąd pierwszy raz dostał jakichkolwiek podkomendnych jego ludzie byli jego siłą, a on był ich. Esme brakło energii runy siły, która zaczynała obracać się przeciw niej, lecz to runa wytrzymałości pozwalała przetrwać.
- Są przeciwności, ale radzicie sobie dobrze. Trzymajcie tak dalej. Stosujcie się do zaleceń, a uda nam się. - powiedział do wszystkich łowców i wampirów zarazem. Jak zawsze wierzył w nich, nawet gdy popełniali błędy liczył, że robią to z dobrej woli. Pomagał im jak mógł i teraz musiał pomóc Esmeraldzie. Dlatego wszystkie swoje pozytywne emocje związane z łowcami. Wszystkie dobre wspomnienia i dumę z ich osiągnięć wlał w swoją runę wraz ze swoją wolą i krwią. Chciał zapewnić cierpiącej Esmeraldzie energię dla wytrwania tych katuszy, a fakt iż jego runa była z dala od wypaczonej dawał mu pewność, że energia nie pójdzie na zmarnowanie.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Cze 26, 2016 12:07 pm

Anais nie bardzo świadoma tego, co działo się wokół niej szarpała się w miejscu walcząc zarówno z potwornym bólem, który targał jej ciało, jak również ogromnym pragnieniem krwi, tak silnym, jak silny jeszcze nigdy nie był. To zdecydowanie było normalne, a ona nie powinna oż tak mocno odczuwać głodu, ale było jak było, a wampirzyca nie miała czasu, ochoty, ani siły na to, by rozważać tą anomalię. Walczyła z całych sił, żeby jakoś się utrzymać, żeby stłumić to potworne uczucie, co szło jej naprawdę trudno. Gdyby nie fakt, że została unieruchomiona pewnie już dawno zaczęłaby szaleć jakby była rozszalałabym poziome E, zwykłą bezmyślną bestią. Nie dostrzegała jednak łowców, anie nie słyszała ich kłótni i sporów, skupiona tylko na sobie. Jedyna rzecz, która jej przebiegłe przez głowę, to myśl, że chcą ją zabić i to w bardzo wymyślny sposób, fundując jej na koniec egzystencji najpotworniejsze tortury. Bo były to prawdziwe, okrutne tortury.
Myślała, że już nie wytrzyma, jęczała, a nawet pokrzykiwała, czując wokół narastającą woń zmieszanej ze sobą krwi wielu osób, aż w końcu wszystko nagle ucichło. Opadła bezwładnie ciężko dysząc, będąc w szoku, że zarówno ból, jak i głód zniknęły jak ręką odjął. Leżała z zamkniętymi oczami, nie wiedząc zupełnie co się stało. Wszystko co przed chwilą czuła zniknęło, ale wspomnienie tego nadal było bardzo żywe, a jej umysł zupełnie nie nadążał za tym, co się działo. Ciało już nie odczuwało cierpienia, ale umysł nadal je czuł i minęła chwila, nim zaczął nadążać za nagłą zmianą. Była zmęczona. Potwornie zmęczona. Nie wiedziała, co się stało ani co się teraz dzieje. Nagle stwierdziła, że ma to gdzieś. Była zbyt zmęczona. Ciężko było jej zachować świadomość, walczyła z tym, ale wzrok jej ciągle uciekał w bok, nie umiała się skupić, zamykała oczy i je otwierała półprzytomna, ale już zdecydowanie spokojniejsza.
Powrót do góry Go down
Ivan
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2526-ivan#53746
Zarejestrował/a : 24/04/2016
Liczba postów : 50


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Cze 26, 2016 12:37 pm

Oj było niebezpiecznie, jednak czy już czasem nie było za późno? Magia to wielka siła i nie powinno się z nią igrać, a mimo to Ivan to zrobił wystawiając na ryzyko wszystkich obecnych. Teraz raczej nie było ważne to, czy rytuał zakończy się powodzeniem, a to, ze wszyscy wyjadą żywi. łowca popełnił wiele błędów. Głównie jeden, a mianowicie ze zgłosił się na rytuał. Jego myśli zawsze były wypełnione gniewem i nienawiścią, jak i niedocenieniem. Zawsze był Vlad i Adam że najlepsi i tak dalej, aż doszło do tego, ze jeden z braci zabił ojca. Nic dziwnego, ze to wprowadziło Ivana jeszcze większy gniew, który przeobraził się w nienawiść, tak wielką, ze młodszy z braci, miał wrażenie że żyje po to by pomścić ojca, zabijając starszego brata. Wiele winy jest w tym, ze nie znał całej prawdy. Teraz jest tutaj i jego nienawiść do brata powoduje iż inni cierpią, a nawet on sam. Taki z niego sadysta.
Jego reakcja na postępowanie łowcy nie mogła zostać niezauważona, piękne założenie dźwigni na łokieć nie obeszło się bólem, dla drugiego łowcy. Ivan jak widać, nie lubił gdy ktoś mi się wpierdalał między futrynę, a drzwi. Niby Leyasu nic nie zrobił, ale wykonane przez niego czynności były punktem zapalnym, ataku Stalowej Ręki. Zignorował ostrzeżenie, wiec Ivan sam się wyswobodził od jego uchwytu. Tyle złej energii, emocji... Smacznego Magio. Spojrzy z chłodem na chłopaka, czując iż ciepło to nie jego atut. Musiał się wycofać, nie dla życia innych, ale po to by nie zostać zdemaskowanym. Słyszał krzyk dowódcy, który zwrócił się bezpośrednio do niego. Posłał mu spojrzenie spokojne, jednak tylko na chwile, bo potem podjął się próby odejścia od runy. Magia jednak stawiała mu opór, bo przyciągała go, ale nie zamierzał dać się pochłonąć, dlatego próbował, zapierał się nogami. Już nawet stracił zainteresowanie Leyasu, bo teraz problemem była jego ręka, którą przygarnął do siebie. jeszcze nie było najgorzej, ale Ivan musiał myśleć o ewakuacji z centrum ciepła. Przyjemnej zechce się odsunąć od niego. Czuł jednak jak jego proteza ulega ciepłu, bo materiał jego ubrania, zaczął się przyczepiać do sztucznej skóry ręki. Zacisnął ją po czym zechce na kucach, czy też czworakach, odsunąć się pod ścianę. Zniżył się do parteru, po to by był mniejszy opór na jego ciało, mniejsze przyciąganie przez magie, jak i w takiej pozycji miał większą możliwość iż przez zaparcie nogami uda mu się dojść do celu. Do tego próbował oczyścić swój umysł nieco, by zmniejszyć reakcje magi na jego nienawiść.
Jak jednak to będzie?
Powrót do góry Go down
Kaien Cross
Dyrektor
Dyrektor
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t627-kaien-cross#1089 http://vampireknight.forumpl.net/t628-kaien-cross#1092
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 287


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Cze 26, 2016 4:52 pm

Ból był nie do zniesienia. Nie do wytrzymania. Mimo to, Kaien starał się to wszystko stłumić, wytrzymać i nie dać się szalejącej wewnątrz bestii. Anais jako kobieta, mogła być słaba i nie wytrzymać takiej siły i dodatkowo gorąca przez nich przepływającego. Głowa pulsowała. Gdyby nie łańcuchy, zapewne by się za nią złapał. Oczu nie otwierał. Nie widział potrzeby. Dekoncentrowałby się, a tak mógł jeszcze w jakimś stopniu nad sobą panować. To była jednak kwestia czasu. Jego ciało aż z tego bólu próbowało się wygiąć. Dłonie coraz mocniej zaciskał. A z zaciśniętych ust, jedynie wydobywały się jęki bólu.
Nie reagował na otoczenie. Skupionym będąc na sobie. Aż w pewnym momencie wszystko ustało. Ból minął a jego oddech próbował wrócić do normalności. Oczu nie otwierał. Był tą całą walką zmęczony. Jego dłonie się rozluźniły. Anais mogła odczuć, że już tak mocno jej nie ściskał. Może jedynie tylko trzymał? Albo to ona trzymała jego dłoń? Kaien w tym momencie opadł z sił. Nie próbował nawet uchylić powiek.
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 461


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Cze 27, 2016 7:53 pm

Nie robiło się za ciekawie i czarnowłosa dobrze zdawała sobie z tego sprawę... Doświadczając to bardzo dobrze na sobie. Jakby do tej pory było mało problemów... To nie! Musiało się nałożyć ich więcej, a tak, do szczęścia.
Jeśli mowa o jej towarzyszach to... Cóż, byli zajęci sobą. Chyba. Midori nie mogła teraz tego sprawdzić, bo skupiała się na własnym zadaniu. No i właściwie, nie interesowała się nimi. Zwłaszcza Ivanem... Wrr, co za wredota! Niech się wypcha sianem czy coś. Na dodatek widziała, jak zachowywała się runa, co wywołało w niej niemały niepokój. Oczywiście już po wszystkim, gdy przestała się do nich odzywać. Ani widok, ani wydawany dźwięk nie zapowiadały czegoś dobrego, więc mogła jedynie się połudzić, że wszystko będzie dobrze...
Na dodatek to nie był koniec problemów. W chwili, gdy chciała wycofać się, by wykonać polecenie ze strony dowódcy... Cóż, ona chciała - magia nie. Poczuła, jak została złapana przez nią. Cholera, tak bardzo mnie lubisz, że aż nie chcesz mnie puścić? - pomyślała natomiast. Chwila, to nie jest pora na żarty. Jest źle, jest wręcz bardzo źle. Czuła, jak nagle jej energia życiowa została brutalnie zabrana. Cios był tak mocny, że na chwilę zachwiała się na nogach, jednak udało jej się utrzymać. Teraz. Co będzie potem, skoro już na starcie zaczynały się uginać nogi? Aż warknęła z tego powodu. Cholera... Nie mogę się dać. Wytrzymać. Sekundę. Dwie. Trzy. Minutę. Nie wiem. Po prostu sekundę więcej niż wcześniej. Nie mogę temu ulec. Starała się z tym walczyć, jednocześnie chcąc wyrwać się z tego niechcianego uścisku. Kolejna porcja bólu zalała jej ciało... Źle, źle, źle... Na dodatek lina ją zaczęła dotliwie ranić. Jęknęła cicho, starając się uwolnić, ale z bólu też pociemniało w jej oczach, a posiadana energia drastycznie spadła.
I co właściwie dalej? Czarnowłosa dziewczyna nie była pewna. Nie bardzo do niej docierały dalsze wydarzenia, ponieważ była zajęta tym, by nie dać się od tak zabrać przez magię. Jak walczyć, to do końca, prawda? Nawet jeśli końcowym efektem była jedynie śmierć... Jest strasznie ciepło...
Co jest? Czy mogła założyć, że ktoś przybył do niej? Kto? Braciszek? Ktoś inny? Nieważne, uśmiechnęłaby się blado do danej osoby, dalej starając się walczyć z tą cholerą liną. O samodzielnym oddaleniu się mogła śmiało zapomnieć, ale może ktoś jej z tym pomoże?
- Dziękuję - wymamrotała jedynie. Nie poddam się.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Wto Cze 28, 2016 4:29 pm

Minuty były pierwsze, lecz prawdziwe zagrożenie tylko jedno. Jego eliminacja powinna przywrócić równowagę. Kilka osób dążyło jednak do samozagłady, a Serafiel upadł. Nie miała jak cofnąć się, by mu pomóc. Mogłaby tylko przytrzymać go obok siebie. Usłyszała jednak głos swojego mentora i wiedziała już, że sytuacja zostanie opanowana. Ludzie mu ufali, a on miał smykałkę do przemawiania, w przeciwieństwie do niej. Ufała jego zdolnościom i temu, że inni mogą go posłuchać. Czując ciężar brzemienia stanęła w delikatnym rozkroku dla zapewnienia sobie wygodniejszej pozycji do utrzymania równowagi przy runie. Umysł miała spokojny, bo znała swoje zadanie. Może nie dane jej było być przywódcą, ale mogła być dobrym żołnierzem. Analizowała zachowanie Stalowej Ręki. Dobrze, że poznała jego pseudonim, teraz mogłaby jakoś się do niego zwracać. Wiedziała już, by uważać na niego i pierwsza by go zabiła, gdyby spróbował znów coś równie głupiego jak sabotaż. Nie dotykały jej jednak negatywne emocje, a poczucie obowiązku i pragnienie ochronny własnego gatunku i osób bliższych. Czuła więź ze swoimi kompanami i mentorem. Byli podobni, choć różni, Darkhawk był dla niej priorytetem ze względu na jego doświadczenie, zdolności i pozycję, którą zajmował w Oświacie. Zajmował ją i spisywał się dobrze, a ludzie chcieli wykonywać jego rozkazy. Był ważnym Łowcą. Kotori nie potrafiła tak naprawdę powiedzieć, jakiego typu więź łączyła ją z mentorem. Potrafiła wymienić jego zdolności i pozycję, ale nie umiała stwierdzić, o co tak naprawdę chodzi. Podziwiała go troszkę, racja, szanowała, ale zdawało się, że to nie to. Może dlatego, że byli trochę podobni? Nie wiedziała.
Zboczenie jej myśli na ten tor nie było złe, była zupełnie spokojna i obojętna, pomyślawszy o tym. Nawet zmieszanie jej nie dotknęło, tak płytka była ta myśl. Przemknęła jej przez umysł, gdy słuchała znajomy głos wydający rozkazy. Cieszyła się, że ktoś pomoże Serafielowi. Pragnęła tego, ale nie mogła ustąpić. Poczuła więc ulgę. Kolejną pozytywną emocję. Zerkając na spaczoną runę siły nie czuła się też źle. Gdyby zobrazować jej odczucia wobec tamtej runy, Kotori przyjęłaby pozę wyrozumiałej nauczycielki mówiącej „nie skarbie, nie pozwolę ci na to”. Była zdeterminowana jak kotka chroniąca swoje młode. Ucieszyła się też z tego, że Serafiel śpi. Po prostu śpi. Magia rytuału musiała mu zaszkodzić, ale sen raczej nie był bardzo niepożądany w sytuacji, w której jest się zmęczonym przez uprzednie wyssanie sił. Grigorij zaprowadzał porządek. Stalowa Ręka cofnął się pod ścianę. Reszcie Kotori ufała, że dadzą radę. Wszystko musi wrócić do normy.
Kotori była silna. Wiedziała co ma robić i była spokojna, była pewna szczęśliwego zakończenia. Można by powiedzieć, że wierzyła w nie. Da radę tutaj. Utrzyma runę. Ochroni ją, ochroni przed zepsuciem. Ono powinno się cofnąć. Powinno stać się w końcu lżej. Trudny początek wciąż mógł przynieść dobry efekt. Ostatnie słowa Grigorija podniosły ją na duchu. Chyba zaczynała rozumieć sens jego wypowiedzi, ten głębszy, dzięki któremu inni go słuchali. I nie spojrzał na nią twardo, gdy ich spojrzenia się spotkały. Tym razem chyba nie przejdzie żadnej szkoły życia.
Odetchnęła głęboko, skupiając się na upływie własnej krwi, porównując ją z tym, który był na samym początku rytuału i na poprzednim. Jeżeli poczuje, że jest zbyt duży, cofnie się lekko, ograniczając przepływ magii. Choć gdyby okazało się, że czarna runa w ten sposób szybciej dociera do jej runy wiary, nieskazitelnej wiary tej młodej łowczyni, wiary we własną przyszłość, ludzką przyszłość tych dwóch wampirów, wiary, że wszyscy wyjdą stąd bez szwanku, podejdzie do niej z powrotem, pchając swą wiarę w runę, przepełniając ją, by była w stanie ochronić się przed runą siły. Była, hm, silna, wiara czyniła jednak cuda, a gdyby tak połączyć ją z determinacją takiej osobistości jak Kotori...?

_________________
Powrót do góry Go down
Zorah

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2336-zorah
Zarejestrował/a : 28/12/2015
Liczba postów : 49


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sro Cze 29, 2016 1:02 am

- Wszystko gra, ale jak u Was? - odpowiedział na pytanie znajomej, jednocześnie obserwując stan pozostałej dwójki. Mężczyzna trzymał się nieźle, ale Blair nie wyglądał najlepiej. Chrzaniona magia była silna, nie mogli się jej dać.
Po chwili zwrócił się do niego także starszy łowca, z pytaniem o imię.
- Zorah... Po prostu Zorah. - powiedział. Pewność i opanowanie dorosłego dawały mu nieco spokoju. Pomyślał, jak to młody, który rozmawia ze starszym przewodnikiem, że chyba w takim razie nie jest tak źle i wszystko mu wyjdzie jak powinno, jeśli dalej będzie się starać.

Ale coś było bardzo nie tak... Nie u nich, ale w reszcie run. Nie znał wprawdzie dobrze łowieckiej magii, Ale nawet on był w stanie to zauważyć. Zauważyć zachowanie pozostałych, ten natłok negatywnych emocji i czarną, elektryzująca chmurę spowijającą sąsiedni znak. Widział też doskonale cierpienie Esmeraldy i to, jak inni mdleli. Nie, nie może teraz zgłupieć i spanikować, musi pozostać przy trzeźwym umyśle i logicznie rozumować. I myśleć pozytywnie.

Nie czekał długo, aż dostał polecenie od białowłosego.
- Dobra, robi się. - skinął kudłatym łbem i wyszedł z jednej runy, kierując się w stronę czarnego teraz symbolu siły. Ale wtedy został zawrócony przez dowódcę.

- Tak jest. - przytaknął. Zanim wejdzie na runę wiary, zwróci się jednak do Blair:

- Poradzisz sobie z nim? Pomóc Ci jakoś? - spytał nieco troskliwie. Nie wiedział czemu ksiądz zasłabł, ale nie wyglądało to dobrze. Do tego Blair chyba nie czuła się sama najlepiej, więc może w jakiś sposób się przyda. Jednemu lub drugiemu. Nie chciał zostawiać wyczerpanej kadetki z nieprzytomnym duchownym bez jakiejkolwiek próby skontrolowania sytuacji. Wprawdzie otoczeni byli doświadczonymi, fachowcami, ale wolał upewnić się, czy wszystko gra.

Kiedy jednak nie będzie już potrzebny przy swojej poprzedniej runie i do pomocy przy duchownym, wejdzie na nowy znak, znak wiary.

- Witaj. - skinął głową do Kotori, którą bez problemu rozpoznał z lekcji angielskiego. No cóż, świat jest mały, jedynie uśmiechnął się pod nosem. Dał swobodnie spływać swojej krwi, stojąc stabilnie na runie, nie dając się wciągnąć magii do wewnątrz. Wiara? W powodzenie misji? W zostanie łowcą? W pomoc istotom, zamienionym w krwiopijców? W pomoc w przyszłości tym, którzy nie będą w stanie sami się obronić przez żarłocznymi bestiami? Był nią przepełniony. Wreszcie będzie kimś więcej, niż tylko tresowanym chłopcem, zdobywającym nagrody na konkursach fortepianowych.

_________________
Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 221


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sro Cze 29, 2016 12:31 pm

„Arthurze... Dam ci radę.”
No nie pierdol trzy po trzy, tylko wykonaj polecenie. Czy tak trudno było współpracować? Przychodząc na odwampirzanie, Ivan chyba nie do końca zdawał sobie sprawę, że jeden niewłaściwy ruch może pogrzebać połowę zebranych, a drugą uszkodzić na całe życie. I jak się nie denerwować, mając do czynienia z takim opornym człowiekiem. Nie chciał robić niepotrzebnego zamieszania, dlatego zamierzał zabrać rękę, żeby łowca sam mógł podejść pod ścianę, jednak nim nawet o tym pomyślał, poczuł silny ból. Syknął cicho. Teraz nie miał wątpliwości, że do uczestnictwa w takim wydarzeniu nie powinno się dopuszczać każdego.
- Puść mnie – powiedział zadziwiająco spokojnym tonem, choć w myślach miał ochotę związać mężczyznę, aby nie mógł narobić większych szkód. Przez chwilę zapomniał, że powinien dostarczać magii pozytywnych emocji, a nie ulegać tym „złym”. Przyłapał się na tym, że sam stał się dawną złej energii, której przecież chciał zaoszczędzić Esme i reszcie. Powinien bardziej panować nad zdenerwowaniem, szczególnie w takich sytuacjach. Przyciąganie do kręgu wcale nie ułatwiało tego zadania.
Odetchnął z ulgą, kiedy tamten go puścił. Może przez te parę sekund uznał, że jednak nie warto sobie i innym rzucać kłód pod nogi? Nieważne, nie liczył się powód, skoro postanowił odpuścić. Teraz musiał się zmierzyć z siłą, która przyciągała do znaku. Zerknął w stronę rudej. Nie wyglądała najlepiej, ale on niestety nie mógł jej pomóc. Dlatego cicho liczył na to, że wszystko się jakoś unormuje i kobieta wyjdzie z tego bez szwanku.
Zmierzając pod ścianę, myślami powrócił do dawnych wspomnień, kiedy jego największym zmartwieniem było, czy zjeść śniadanie albo poczekać te pół godziny do obiadu. Ta, chciałoby się do tego powrócić. Jeśli dotrze do ściany to będzie przyglądał się innym, patrząc, czy ktoś nie potrzebuje pomocy, tak.

Nein, nein, nein. Stan mojego umysłu, przy pisaniu tego posta, tak.

_________________


~ Język francuski | Język japoński ~
Powrót do góry Go down
Prim
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2532-prim http://vampireknight.forumpl.net/t3027-prim-darkhawk
Zarejestrował/a : 25/04/2016
Liczba postów : 157


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pią Lip 01, 2016 7:59 pm

Prim była tak skupiona na swoim zadaniu, że nie zwracała kompletnie uwagi na to co pomyślał Marcus na jej zachowanie. Zerknęła tylko w stronę brata, który polecił jej powrót do wcześniejszej pozycji. Nie wiedziała, czy go słuchać czy jednak spróbować tego co planowała, ale czując że traci równowagę postanowiła go posłuchać. Od razu się wyprostowała i poczuła, że czarnowłosy ex dowódca również ją klepnął! Odwróciła się patrząc na niego z uniesionymi brwiami. Jeśli myślał, że spanikuje to się grubo mylił. Uśmiechnęła się do niego rozbawiona.
- Oh, widzę że nie jesteś tak sztywny jak wyglądasz - odpowiedziała puszczając mu oczko i znów spojrzała na ich runę, chcąc jak najwięcej pozytywnej energii w nią wysłać. Niestety cała afera z Ivanem i odciągającym go Leyasu, pogorszyła sprawę i wszystkie wysiłki uciekały po kątach, bo czarna cieć rozchodziła się w zastraszającym tempie.
- Cholera - bąknęła pod nosem, ale wtedy poczuła że runa związania puszcza jej ręce. Spojrzała na nie i poruszyła palcami czując, że wraca do niej siła magii. Ręki z której płynęła jej krew do kręgu nie mogła za bardzo skorzystać, ale wciąż miała wolną drugą dłoń. Sięgnęła sztylet z cholewki i ścisnęła go w środku, czując jak blizny jej pulsują. Moc była gotowa do przejęcia kontroli nad bronią, ale póki co Prim nie zamierzała jej używać. Ivan odsunął się w końcu, a blondynka rozejrzała się po środku.
- Myślicie, że jak posmaruję paraliżującym płynem tą czarną maź, to jakoś ją zatrzymam? - zapytała innych, chcąc znać zdanie reszty na ten temat. Była zwykle indywidualistką, ale teraz musiała liczyć się ze zdaniem innych, tym bardziej że dwoje traciło siły, a czerwonowłosy facet stracił przytomność. Oni też ciągle tracili siły, więc czas był na wagę złota.

_________________

***
Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
Live with me forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1660


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sob Lip 02, 2016 7:48 pm

Rosnąca agresywna energia runy siły udzielała się łowcom, powodując rozkojarzenie i dalszy wzrost negatywnych emocji. Część zebranych nie dopuszczała do siebie wizji najczarniejszych scenariuszy. Pojawiły się wspomnienia oraz  myśli mające odgonić kotłujące się nieopodal zło. Padły również rozkazy będące niczym innym jak taktycznym rozłożeniem ludzi przy runach, które potrzebowały natychmiastowej asekuracji. Nie wszyscy jednak skorzystali z rady dowódcy i kierując się wewnętrznym głosem, zrobili to co według nich było konieczne…
Hayate. Mężczyzna zdołał tylko przeprosić i nie czekając na przyzwolenie pobiegł na ratunek siostrze… Krople krwi mężczyzny wpływały wprost na centralną część rozpalonego znaku, rozbudzając go i ładując kolejne porcją porcję gęstej furii. Następne wydarzenia rozegrały się w ciągu kilku sekund. Runa siły eksplodowała, raniąc przy okazji okoliczne cele – łowcę i jego siostrę.

Eksplozja runy – ciemna energia zasilana krwią wirowała w runie, wyglądając jak agresywny twór chcący pożreć wszelkie obecne życie. Pojawiło się tylko kilka czerwonych iskier symbolizujących walkę z niszczącą siłą. Na próżno. Emocje dostarczone przez głównych prowodyrów tej całej szopki zainfekowały znak siły na tyle mocno, że był on praktycznie nie do odratowania. Możliwe, że rzeczywiście należało odejść… pozwolić wygasnąć szalonej runie. Magia miała inne plany wobec łowców i samym zatrzymaniem Midori zaznaczyła swoją siłę i wolę. Potrzebowała krwi. Ofiary. Energia zagęszczała się wytwarzając jeszcze więcej nieprzyjemnego ciepła. Co się stało? W ułamku sekundy było widać wybuch przy runie siły, a ciemne refleksy wyglądały jak szklane pociski, które siłą wybuchu powaliły na ziemię Midori i jej brata.

Eksplozja runy była widoczna i słyszalna dla wszystkich w pomieszczeniu.
Midori i Hayate leżą dwa metry od znaku, na którym widoczne są jeszcze małe snopy ognia. Część energii rozchodzącej się do okolicznych run nadal utrzymywała się w kręgu, lecz z chwilą wybuchu runy zmieniła swoje cele. Zarówno Marcus z Prim, jak oddelegowany Zorah i Kotori  trzymali swoje znaki z taką siłą, że agresja nie miała szansy przejścia. Celem stały się więc nieprzytomni, na których bezceremonialnie zaczął przechodzić ciemny i gęsty obłok.

Hayate – nie mogłeś postąpić inaczej, dlatego opuściłeś bezpieczną jak na razie runę wytrzymałości i pognałeś do siostry. Nie spodziewałeś się, że ofiarując swoją krew wypaczonej runie stanie się to, co właściwie było nieuniknione przy tak dużym natężeniu negatywnych emocji. Był to ułamek sekundy. Zobaczyłeś kotłowanie się energii i poczułeś jak wielka siła rzuca Tobą jak szmacianą lalką. Ostre igły ciemnych iskier wbiły się w ciało, jakby sam wybuch to za mało.
Jesteś nieprzytomny.

Obrażenia : liczne zranienia i powbijane w ciało igły (głównie klatka piersiowa i brzuch). Poobijania, skręcony nadgarstek prawej ręki. Obrażenia głowy. Umiarkowane krwawienie (z nosa, łuk brwiowy, miejsc gdzie tkwią igły).

Midori – rozentuzjazmowani łowcy ostudzili trochę swój zapał i zaprzestali dalszej szamotaniny. Na chwilę zostałaś przy runie sama, borykając się z problemem jaki stwarzała negatywna energia. Wyraźnie czułaś zawzięcie z jakim ciągnęło od Ciebie witalność. Był jednak ktoś, kto nie pozostał obojętny na Twój los i jako pierwszy wyrwał się do pomocy. Twój brat Hayate. Najpierw poczułaś ten miły gest objęcia i widziałaś jak młody łowca bez wahania skierował swoją drugą dłoń ku runie. Ułamek. Czułaś rosnące ciepło, a kotłująca się energia wyrywała się jak żarłoczny zwierz. To była tylko chwila. Wybuch, po którym nastąpiła totalna pustka. Bez snu, bez perspektyw na szybką ucieczkę. Ty również straciłaś przytomność.

Podobnie jak w przypadku Hayate wybuch odrzucił Cię na jakieś dwa metry od runy, gdzie dotkliwie upadłaś na ziemię.

Obrażenia : powbijane w ciało szklane igły (okolice brzucha, prawa ręka), liczne stłuczenia, obrażenia głowy i stłuczony prawy bark. Umiarkowane krwawienie (tył głowy, miejsca gdzie wbite są igły)

Zorah – początkowo to ty miałeś pomóc Midori, ale wyrywność innego łowcy i zmiana planu przez dowódcę sprawiła, że ostatecznie miałeś być wsparciem dla Kotori. Stanąłeś na swojej pozycji i dałeś waszej runie solidną dawkę pozytywnej energii, dzięki czemu nie została pochłonięta przez sąsiednie wypaczenie. Nie wszystko poszło jednak z planem, bowiem kilka sekund później usłyszałeś trzask, a siła wybuchu sprawiła, że zmiotło Cię z nóg i upadłeś na podłogę.

Obrażenia: lekkie obicie (upadłeś na zadnią część ciała), ból spowodowany wbiciem dwóch szklanych igieł w prawe ramię, draśnięty igłą policzek, lekkie stłuczenie delikatnych męskich narządów przez Kotori, która na nie upadła D:

Kotori – przez chwilę pilotowałaś runę sama, lecz oto nadeszła pomoc! Kiedy pojawił się Zorah, poczułaś, że ciemna energia odpuszcza runie wiary i tym samym jest bezpieczna od negatywnego wpływu. Dowódca po raz kolejny wykazał się zmysłem taktycznym, lecz oto pojawił się mały problem, całkowicie nie związany z tym co robił i zlecał Vladislau. Usłyszałaś huk i podobnie jak Zorah zostałaś odrzucona na ziemię. Były to ułamki sekund, kiedy wylądowałaś głową na emm.. przyrodzeniu swojego jasnowłosego kolegi.

Obrażenia: obicie (upadłaś na lewy bok, głową na Twoje szczęście lub nie między nogi Zoraha), cztery igły wbite w prawe ramie, jedna na wysokości barku. Lekkie krwawienie ze zranionych miejsc.

Nagłe „odejście” od runy wiary zaowocowało zachwianiem jej. Na znaku widoczne są ciemne refleksy, runa wiary jest bardzo niespokojna.

Prim – nie miałaś przy sobie broni, bowiem cały arsenał został wcześniej skonfiskowany przez Akumu. Okazało się, że żelaznozadny Markus jednak nie ma kija w tyłku i na dłuższą metę zna się nawet na żartach! Twoja sytuacja nie wyglądała kolorowo. Słyszałaś dźwięk o którym wspominała Ci Esmeralda, a to oznaczało, że energia powoli łamie runę związania Twoich znaków.   Zdążyłaś się wyprostować, kiedy nagle usłyszałaś huk. Nie ustałaś na nogach… Mimo, że siła odrzutu zmiotła dotkliwie Midori i Hayate, ty również wylądowałaś na ziemi, lecz z mniejszym skutkiem – wciąż byłaś przytomna.

Obrażenia: dłonie niemiłosiernie palą i widoczne są na nich czarne refleksy, jakby materia jakimś cudem dostała się również do Twojego ciała. Poza stłuczeniami tyłka (bo na niego niestety upadłaś) w Twoją lewą rękę i udo wbiły się szklane igły (1 na ręce, 2 na udzie).

Marcus – zmiotłeś system ujawniając cechy o które nikt Cię nie podejrzewał. Ze spokojem mogłeś obserwować, jak runa przy której stałeś świeci piękną czerwienią i ani na chwilę nie daje się czarnej materii. Udało się odgonić zbliżające się niebezpieczeństwo, lecz oto stało się coś nieprzyjemnego… huk i połowa drużyny odrzucona na ziemię przez nagłą eksplozję runy. Byłeś jedynym po tej stronie kręgu, który zachwiał się, ale wciąż stał na nogach.

Obrażenia: Trzy igły wbiły się w wyciągniętą ku runie rękę. Dwie inne otarły się raniąc ją, ale nie zatrzymując się w ciele.

Blair – na polecenie dowódcy udałaś się do nieprzytomnego Serafiela, który jak słusznie zauważył Vladislau stał się jedynie ofiarą swoich narkoleptycznych zapędów. Na Twoje szczęście udało się odsunąć mężczyznę nim do Twoich uszu dotarł huk. Większość osób znajdujących się przy runach po Twojej stronie leżała na ziemi z igłami powbijanymi do ciała.

Blair, jesteś szczęściarą bowiem wybuch wywołał krótkotrwały szok, ale w żaden sposób Cię nie zranił. Masz przy sobie nieprzytomnego, oraz mnóstwo rannych w około. Chyba pora podjąć decyzję.

Serafiel – szczęśliwym trafem ominęła Cię cała szopka i śpisz śniąc o porannych mszach i zbieraniu na tacę. Taka sytuacja.

Cornelius – nie mogłeś się zgodzić na propozycję Blair i zostawić osłabioną kadetkę przy runie która ciągnęła z „żywiciela” jak smok. Twoi kadeci zostali rozłożeni do różnych zadań, a ty mogłeś skupić się na dalszym działaniu. Runa osądu świeciła piękną czerwienią i dostarczała do kręgu energetyczne nici o tym samym kolorze. Eksplozja runy nie dotknęła Cię fizycznie, ale sytuacja wygląda coraz gorzej bo macie kolejnych rannych. Co robić?

Vladislau
– masz smykałkę i zamysł taktyczny. Kiedy wydałeś rozkazy, kadeci posłusznie oddalili się we wskazanych przez Ciebie kierunkach. Było widać, że Zorah jest dla Kotori doskonałym wsparciem i ze swoim zawzięciem tworzą całkiem zgraną drużynę. Niestety idylla nie trwała długo, bowiem skażona runa była niczym tykająca bomba z opóźnionym zapłonem. Na chwilę oślepił Cię wybuch, a potem… zobaczyłeś jak oboje kadeci oraz Prim leżą na ziemi, a Midori i Hayate… cóż, ich stan nie prezentuje się w kolorowych barwach.

Jako że jesteś dowódcą, a wy znajdujecie się w lekko mówiąc… dupie, masz niepowtarzalną szansę na wezwanie do pomocy 1 postaci gracza z zewnątrz, bądź 1 npca (którym sam pokierujesz). Od Ciebie zależy czy wykorzystasz tą opcję. Wezwana osoba ma prawo wejść już teraz i napisać jeszcze w tej kolejce (nie jest to przymus).

Ps. Osoba to nie pies. Pozdrawiam Kresa.

Anais – nieznana siła sprawiała, że uspokoiłaś się, a ból nie był tak odczuwalny jak na początku. Przez chwilę miałaś nawet wrażenie, że wszystko się uda. Łowczyni nachyliła się, jakby chciała Was przed czymś ochronić. Czułaś zapach jej krwi, ale nie mamił już i nie wywoływał pragnienia. Usłyszałaś krótkie syknięcie z ust kobiety i coś w rodzaju wybuchu. Coś się zmieniało. Wyraźnie czułaś to w swoim ciele, które zaczęło przybierać ludzkie cechy.
Anais, jesteś już człowiekiem. Odwampirzanie często przynosi ze sobą zmiany w wyglądzie, bądź pewne luki w pamięci. Ustal proszę z administracją jak wpłynęło na Ciebie i dodaj to do karty postaci.
Jesteś przytomna, ale nieco oszołomiona.

Kaien
– opadałeś z sił, ale wciąż dochodziły do Ciebie bodźce z zewnątrz. Nie odczuwałeś już pragnienia krwi, nawet pomimo tego, że wokół było jej coraz więcej. Usłyszałeś huk, co nie było dobrym znakiem. Doskonale wyczułeś moment zmiany u wampirzycy leżącej obok, ale ty sam… nadal walczysz z wampiryzmem. Wiesz jednak, że już niedługo. Powoli czujesz powrót energii witalnej.

Esmeralda pochyliła się przy wampirach i część igieł z eksplodującej runy wbiło się w jej lewą stronę ciała i część pleców. Kobieta wygląda jak siedem nieszczęść. Ciężko oddycha i silnie krwawi. Runa siły na jej ciele również przeżyła „mini” wybuch, zostawiając czarne jakby wypalone znamię. Ból sprawił że wydała z siebie jęk, który potem zamienił się w lekki syk. Mimo to wciąż była przytomna i kontynuowała swoje działania, nie bacząc ani na igły, ani wbijające się szyje i dłonie więzy.
Łowczyni zwiększyła pobieranie energii z runy wytrzymałości i związania, przez co użytkownicy tych run mogą odczuć większy dyskomfort i wyrywanie życiowej energii.

Ivan – dorzuciłeś troszkę do pieca, a Twoje nastawienie zasiliło runę w niezły arsenał negatywnej energii. Byłeś za daleko całej akcji i w żaden sposób nie ucierpiałeś podczas wybuchu. Widzisz jednak snop ognia przy znaku siły, a uporczywa gorąc powoli zaczyna odbierać Ci trzeźwość myślenia. Jest zdecydowanie za gorąco… i niestety temperatura wciąż idzie w górę.

Leyasu – podobnie jak Ivan znalazłeś się przy ścianie, oddalając od tego całego burdelu na kółkach. Po nagłym huku zobaczyłeś istny obraz nędzy i rozpaczy – część łowców leżała na ziemi odrzucona przez wybuch, inni natomiast nie mieli tyle szczęścia i oberwali bardziej, co nie wróżyło zbyt dobrze. W kręgu też nie panowała kolorowa sytuacja. Kiedy dotarł do Ciebie jęk rudej, kobieta skrzywiła się i po kilku sekundach odwróciła się w Twoim kierunku.
- A..Arthur – powiedziała, przełykając gorzko ślinę – Zabierz… z kręgu… zabierz… dziewczynę. Otworzę Ci… tędy – drżącą dłonią wskazała miejsce znajdujące się między runą siły a wiary. Dasz radę?

Kolejność:
Vladislau → reszta. Proszę jednak o to aby Leyasu odpisał przed Anais.
Obowiązek odpisu w tej kolejce ma każdy za wyjątkiem Serafiela, Chizuru (nieobecność, wiem) Crossa (jego odpis mile widziany, ale nie wymagany).
Hayate i Midori piszą jak na razie swój ostatni post.

Na odpisy czekam do 8.07

PS. W poście chce widzieć tylko Wasz odpis, bez filozoficznych rozważań w postaci linków czy usprawiedliwień.
Pamiętajcie o terminach, spóźnialscy następnym razem dowiedzą się jak wygląda jesień średniowiecza.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 626


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Nie Lip 03, 2016 8:37 pm

Działo się. Chęć ratunku dla siostry ze strony Hayate skończyła się doprowadzeniem obojga do stanu daleko odchodzącego od używalności. W dodatku część łowców nie utrzymała się na nogach przez co runa wiary pozbawiona była zasilania. Krótka chwila wiele nie zmieni, ale im dłużej bez esencji życiowej tym gorzej dla i tak zdewastowanego kręgu.
- Koto, Zorah! Runa nie może pozostać bez energii. Dacie radę. - pierwsze słowa w tym zamęcie zwrócił do nich. Po części dlatego, że to pozostawieni sobie adepci, a po części dlatego, iż runa musiała jak najszybciej otrzymać kolejne porcje mocy. Dopiero teraz mógł zawołać kogokolwiek z zewnątrz. Wśród pilnujących drzwi łowców powinna być Melody służąca za zapasowego medyka. Chciał trzymać ją z dala od tej imprezy, ale jednak musiał ją wezwać.
- Leslie! Pomóż nam! - zawołał w kierunku drzwi mając nadzieję, że siostra go usłyszy. Była potrzebna i to bardzo. Tak wielu rannych i nieprzytomnych. W dodatku te pierdolone czarne igły. Nie było dobrze. Vladislau jednak nie miał nawet czasu by się martwić. Musiał ich wszystkich z tego wyciągnąć i zrobić wszystko aby przeżyli. Kaktusy. Wyobraził sobie, że każde z nich dzierży kaktusa w dłonic o go odrobinę rozbawiło.
- Felicia, nic Ci nie jest? Jeśli tak wracaj do runy i nie kombinuj przy niej. Inaczej może być podobnie jak z runą siły. Po prostu... pomyśl o bracie powracającym do domu i daj runie moc. - aż dziw, że zapytała o opinię. Oznaczało to, iż zrozumiała rzecz oczywistą od początku: to nie przelewki. Kamień z serca, iż Vlad miał możliwość wpłynięcia na jej decyzję. Żaden smar czy zwyczajna moc nie mogły wpłynąć pozytywnie na runę. Tylko magia krwi tu działała, a wszystko co jej obce mogło ją tylko bardziej wypaczyć. Należało po prostu robić swoje, a Vlad wiedział jak bardzo dziewczyna tęskniła za Ivanem i jak go kochała. Wiedział bo czuł to samo.
- William, Markus - bardzo dobrze Wam idzie, tak dalej. - należą się chłopakom pochwały. Utrzymywali się dobrze dając z siebie wszystko i starali się wspierać pozostałych. W Corneliusa Vlad wierzył zawsze, lecz Namikaze był niespodzianką. Nabrał nawet nieco lepszego zdania o nim, które było takie sobie po ostatniej przeprawie. Nie mógł się jednak na nich skupiać. Nie byli jedyni.
- Sweetie. Bardzo dobrze! Teraz ocuć go. Krzyknij, walnij, zrób mokrego Williego. Cokolwiek. - rozkazał czy też poprosił. W każdym razie przekazał swą wolę, której przedłużeniem była teraz Blair podobnie jak wszyscy łowcy. Czuł się za nich odpowiedzialny i musiał im pomóc. Szczególnie adeptom, którzy napawali go dumą gdy radzili sobie tak dobrze w niebezpieczeństwie.
- Nie dotykajcie tych czarnych igieł. To negatywna energia. Lepiej żeby wnikała w Was powoli niż by nieumyślnie to przyśpieszyć. - nakazał wszystkim. Sam nie został raniony, a szkoda bo łatwiej mógłby zrozumieć istotę rzeczy. Miał jednak dobry wzrok, a igły rozsypały się jak po wybuchu bomby kasetowej. Obawiał się, iż energia negatywna, która próbowała wedrzeć się do run będzie przenikać w ciała, a tym samym i umysły. Co gorsza igły wyglądały jak szkło, więc z pewnością były trudne do wyjęcia. Nie było sensu by mitrężyć na nie czas ryzykując, iż wejdą głębiej albo zaczną się bronić. Zwłaszcza, że przybyła właśnie Melody, która będzie musiała zająć się najbardziej poszkodowanymi. Będzie zmuszona wyjąć ciała obce co znaczy, że może nauczy się usuwać te igły metodą prób i błędów. Gdy Vlad wypowiedział ostatnią swoją kwestię drzwi otworzyły się i wpadła Melody, która omiotła wzrokiem całe pomieszczenie. Była spokojna. Przygotowana na podobne ewentualności doświadczeniem i opowieścią brata na temat poprzedniego odwampirzania.
- Leslie, odciągnij tę dwójkę pod ścianę i pomóż im. - Vladislau zwrócił się do siostry gdy tylko ją zobaczył, a ta nie patrząc na niego przytaknęła z delikatnym uśmiechem na ustach. Po tym niezwłocznie ruszyła w kierunku nieprzytomnych po drodze pomagając Prim wstać. W końcu to jej siostra, a Melody i tak ją mijała. Gdy dotarła do nieprzytomnych chwyciła ich za najmniej pokiereszowane ręce i odciągnęła jak najbliżej ściany po czym przyjrzała się z bliska obrażeniom. Sięgnęła do apteczki podręcznej by wyciągnąć wszystko co powinno jej być potrzebne. Założyła gumowe rękawiczki co nie zajęło jej nazbyt wiele czasu. Miała wprawę. W pierwszej kolejności zajęła się ranami, których była pewna. Z wyuczoną delikatnością i precyzją odkaziła zranienie na tyle głowy Midori by przytknąć gazik oraz zabandażować głowę dzięki czemu chciała uniknąć zbędnego ubytku krwi. Następnie, upewniając się, iż z karkiem wszystko w porządku, obróciła głowę Hayate by krew z nosa nie spływała mu do gardła. Następnie odkaziła i opatrzyła łuk brwiowy po czym zatkała jego nos uciskając ścianki nosa by stworzył się zakrzep i krwawienie ustało. Gdy największe źródła utraty krwi ustąpią Swoją uwagę skieruje ku kolcom. Spróbuje schwycić delikatnie choć pewnie jedną z igieł u nasady wbijającej się w ciało by ostrożnie ją wyciągnąć. Do tego celu użyje lekarskich kleszczy. Jeśli się powiedzie będzie powoli, lecz skrupulatnie usuwać małe kolce, a po usunięciu jednego każdorazowo będzie odkażać ranę. W innym przypadku będzie musiała zareagować adekwatnie do tego co dziać się będzie. Dzięki skupieniu i rozsądkowi w pierwszej kolejności będzie dbać o własne bezpieczeństwo. Wszak gdy nie ma medyka nikt już pomóc nie może. Sam Vladislau gdy nie musiał zarządzać uczestnikami odwampirzania skupiał się na pozytywnych emocjach i trzymał pragnienie runy na wodze. Wiedział jednak, iż Esmeralda będzie potrzebować mocy toteż nie skąpił energii czy krwi. Po prostu wydzielał ją w powoli rosnących ilościach nie pozwalając na nagłe wydarcie ich co zachwiałoby jego organizmem i umysłem. Do tego dopuścić nie mógł
Powrót do góry Go down
Blair

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2041-blair#43529 http://vampireknight.forumpl.net/t2049-blair
Zarejestrował/a : 20/08/2015
Liczba postów : 667


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Lip 04, 2016 5:55 am




Blair zgodnie z wolą swojego senseia i dowódcy ruszyła na pomoc rudowłosemu mężczyźnie. Dość szybkim krokiem zmierzała ku niemu, gdy usłyszała wybuch. Zaklęła pod nosem. Była ogłuszona, a w uszach jej wibrowało. Wciąż miała wrażenie, że powietrze zebrane koło niej drży. Rozejrzała się. No pięknie... Bez zawahania ruszyłaby dalej, gdyby nie fakt, że zauważyła ciężki stan Esmeraldy. Chciała jej pomóc, jednak nie była pewna, czy to aby na pewno dobre rozwiązanie. Spojrzała po raz kolejny na dowódcę jakby chcąc zapytać, czy plan się nie zmienił. Dowódca rozwiał jej wątpliwości, a ona już bez oporów ruszyła rudowłosemu z pomocą. Uklękła obok niego i poklepała go po policzku.
-Ej stary, wstawaj. To nienajlepszy czas na drzemkę.
Wylała odrobinę wody na ręce i otarła nimi twarz księdza. Jeśli jej metoda nie pomoże kobieta przejdzie do mniej przyjemnych sposobów. Wymierzy księdzu policzek. Spróbuje tego trzy razy i jesli i to nie pomoże ułoży go w pozycji bocznej zostawiając w bezpieczniej odległości od księdza i wróci by wesprzeć Corneliusa. Jeśli jednak ksiądz postanowi otworzyć oczy, to dziewczyna poda mu butelkę wody.
-Nie wypij wszystkiego. Poradzisz sobie juz sam? - szybko oceni jego stan i jeśli będzie zadowalający, to wróci by ponownie zasilić runę osądu.




_________________

Ekwipunek:
Soczewki - osoba, która je założyła przez trzy posty jest w stanie wtargnąć do umysłu innej osoby, posyłając jej nieprawdziwe obrazy. Iluzja utrzymuje się przez trzy posty i tyle samo odpoczynku. Po trzech użyciach artefakt staje się zwykłym przedmiotem.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 885


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Lip 04, 2016 11:31 am

Czy on wygląda na sztywnego? Zwyczajnie mógł sprawiać takie wrażenie, lecz prawda była zupełnie inna. Gdyby był sztywny, to pewnie by nie dopuścił się kilku wpadek za swojego życia, które były efektem pojawieniem się jego dzieci na tym świecie. Dlatego też potraktował Prim jej bronią i na dodatek zadbał o nią, kiedy kombinowała coś z runą, by nie bawiła się dalej. Równie dobrze mógł ją popchnąć do wnętrza tego porąbanego wiru magii. Ale nie zrobił tego.
Do rzeczy. Sytuacja była wręcz kiepska, kiedy miał obok siebie tykającą bombę. Gdy jej wybuch nastąpił, jedynie odwrócił głowę by czasem po twarzy nie dostać i nie stracić jedynego oka. Tym samym by spróbował ochronić sobą Prim, ale niestety laska upadła na zadek i oberwała podobnie jak on, dziwnymi igłami. Poczuł ukłucie, ale co to dla niego, skoro nie raz bywał gorzej poturbowany? Utrzymał się na nogach, co było sukcesem. Ale zachwiał się podczas eksplozji. Będąc pierwszy raz świadkiem czegoś takiego, aż spojrzał poważnie na Vlada. Chyba będzie musiał z nim poważnie pogadać, bo to co tutaj się wyprawia, przechodzi ludzkie rozumowanie. Teraz nie czas na to.
Wyciągnął do Prim rękę, by pomóc jej wstać, jeżeli miała na to siły.
- Dasz radę bawić się dalej?
Rzekł do Prim i wszystko zależy od tego, czyją ona pomoc przyjmie. Jego czy wezwanej na pomoc biegającej dziewczyny dookoła zebranych. Jednocześnie, starał się nadal utrzymywać poziom swojej runy. Skoro chwilowo Prim była wykluczona.
- Na pochwały przyjdzie czas.
Zwrócił delikatnie uwagę Grigorijowi, by za wcześnie nie pochwalał. Bo jeszcze pozostali skończą jak ten kretyn, który próbował pomóc samotnej dziewczynie. Dzięki temu, wyglądają teraz jak jeże.

_________________

Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 461


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Lip 04, 2016 11:36 am

To był jedynie moment. Wydawało się jednak na początku, że będzie dobrze. W końcu, ktoś się tutaj pojawił i zainteresował się jej stanem, a nie jak pewna dwójka, która wolała się pokłócić. Midori mogła śmiało zauważyć, że po odejściu Ivana, Leyasu nie wrócił, by jej pomóc. A może takie miał rozkazy... Kurdę, jakoś nie miała czasu, by to usłyszeć, skoro próbowała nie zostać wciągnięta!
Dobra, ale wracając... W chwili, gdy na ratunek pojawił się jej brat, myślała, że będzie już dobrze. Że jakoś się to ułoży, że będzie jedynie lepiej... Jego bliskość sprawiała, że mogłaby być nawet spokojniejsza, mimo działania magii, która najwyraźniej uparła się, by ją wciągnąć. Na dodatek robiło się coraz cieplej...
Nie zareagowała dostatecznie szybko, widząc zachowanie najstarszego brata. Bardziej starała się odzyskać swoją nogę. Zresztą, nawet jeśli by jej się jakoś udało odpowiednio zareagować, to i tak było za późno. Ciepło jeszcze bardziej się nasiliło, a runa zareagowała z chęcią na dodatkową porcję energii, również miło im się za to odpłacając... Wybuchając i odrzucając ich.
Jej umysł zarejestrował to, a potem jak jej ciało uderza mocno w ziemię. A potem jedynie ból i ciemność... Utraciła przytomność, będąc zdaną teraz na łaskę lub niełaskę rzeczywistości.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Hayate Maeda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2489-rei-sukeri#52704 http://vampireknight.forumpl.net/t2571-hayate-maeda#54509 http://vampireknight.forumpl.net/t2560-mieszkanie-hayate#54178
Zarejestrował/a : 24/03/2016
Liczba postów : 68


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Lip 04, 2016 11:52 am

Być może było za późno, ale skąd Hayate mógł to wiedzieć? Chciał ochronić siostrę. Pobiegł do niej. Objął ją i kiedy oddał kilka kropel, dopiero dotarły do niego słowa dowódcy. Zatem cofnął rękę, objął bardziej Midori i zaczął się z nią wycofywać. Magia mogła przyciągać, ale on nie chciał jej dać. I cóż. Odsunięcie się od niej było bardzo błyskawiczne, kiedy eksplodowała i jego z siostrą odrzuciło do tyłu. Poczuł jak w jego klatkę piersiową wbiły się igły. Maska musiała zlecieć mu z twarzy. Uderzyć musiał też głową o posadzkę i ostatnie co widział, upadające kolejne osoby jak za mgłą. Po czym powieki zamknęły się i stracił dosłownie przytomność. Nic więcej nie czuł. Nawet zabiegów robionych przez nadesłaną pielęgniarkę.
Powrót do góry Go down
Kaien Cross
Dyrektor
Dyrektor
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t627-kaien-cross#1089 http://vampireknight.forumpl.net/t628-kaien-cross#1092
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 287


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Lip 04, 2016 12:32 pm

Kaien wyczuł, że leżąca obok Anais, nie była już wampirem. Wewnętrznie to go ucieszyło. Bo przeżyła i została człowiekiem. Na powrót. Chociaż tyle się udało. Wybuch oczywiście także dotarł do jego uszu. Lecz w obecnym momencie nie mógł nic zrobić. Przytomny nadal pozostawał. Czuł też, że Esmeralda mu ledwo wytrzymuje. Wisząc niemal nad jego ciałem i próbując kontynuować cały zabieg odwampirzania dalej. Dla niego do spore ryzyko. Dlatego też, mimo iż sam opadł z sił, walcząc wewnętrznie ze sobą, otworzył oczy i spojrzał na Esmeraldę. Ona zaś w nich mogła wyczytać odwagę, wsparcie, ciepło i wiarę. Kaien starał się spojrzeniem dodać jej sił i nie pozwolić by się poddała. Ale zrozumie, że jeżeli nie jest wstanie tego kontynuować dalej - niech przerwie. Niech ratuje siebie. Niech nie ryzykuje życia. Dwa wampiry na jeden rytuał, to za dużo. Zwłaszcza, że właśnie doszło do wybuchu. Ilu jest rannych? Nie wiedział. Miał jednak nadzieję, że wszyscy przeżyją. Związany co prawda nie mógł nic zrobić, a najchętniej, by dotknął dłoni Esmeraldy, jako dodatkowe wsparcie. Nie zważając nawet na to, jak gorąco może być w pomieszczeniu.
Powrót do góry Go down
Prim
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2532-prim http://vampireknight.forumpl.net/t3027-prim-darkhawk
Zarejestrował/a : 25/04/2016
Liczba postów : 157


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Lip 04, 2016 3:17 pm

No tak, gdy Prim pochyliła się do butów nie znalazła broni, którą chciała pomóc. Niemniej jej brat i tak skrytykował jej pomysł. Ale przecież samym staniem i pozytywnym myśleniem wiele nie zdziałają! Jak widać sprawa tylko się komplikuje do tej pory. Kij, że Ivan wciąż wysyłał złą energię, a Hayate ruszył się ze swojego miejsca. Była chwila, gdzie każdy pomyślał o czymś miłym, ale to nie starczyło. Więc trzeba sięgnąć po inne środki. Inaczej z Esme będzie coraz gorzej.
Dziewczyna przyjęła dłoń Marcusa i uniosła się masując obolały tyłek. Jedyną oznaką, że coś ją boli był grymas na twarzy i to, że zaciskała dłonie. Była jednak silną kobietą i nie zamierzała narzekać na swój stan. Też bywała w gorszych opałach. Teraz najbardziej cierpi Esme, a bez niej i tak nie dokończą tego co zaczęli.
Blondyna zamarła słysząc, jak Vlad wspomina ich brata. Nie wprost. Rzucił tylko krótki tekst "pomyśl o powracającym bracie" ale to starczyło, aby przez jej twarz przebiegła masa niespodziewanych emocji. Pierwszy raz od wielu lat, tak prawdziwych i dobrze widocznych, jak nigdy. Dawno nie mówili nic o tym, że jeden z ich bliskich odszedł. Więc nie była gotowa na to, że Grig o nim powie. Najpierw był szok, potem niedowierzanie, złość, smutek i cała wojownicza Prim zgasła. Widziała przed oczami, jak ten się pakuje i znika, a ona mając dziesięć lat mogła gówno w tym temacie zrobić. Pomyślała jak miło byłoby znów się do niego przyczepić, jak mała małpka, która zawsze chce wszędzie chodzić z Ivanem i Vladem, ale jako gówniarz nigdzie nie jest zabierana. Wróciła do rzeczywistości, gdy Marcus zapytał ją o coś. Odwróciła się w jego stronę i tylko on mógł zobaczyć, że na moment dziewczyna miała szkliste oczy.
- Jasne - odchrząknęła i odrzuciła włosy do tyłu, znów mając znudzoną minę - Trzeba zabrać stamtąd Esme, ktoś powinien przejąć jej zadanie, bo straci całkiem energię - rzuciła do dowódcy swoje zdanie, ale wciąż stała w miejscu i przesyłała pozytywną energię w swoją runę. Ta bezsilność mega ją irytowała, bo póki co nie widziała by jakoś to pomogło prowadzającej albo osobą postronnym. Uśmiechnęła się widząc, że ich siostra na chwilę się pojawiła, ale nie oczekiwała od niej pomocy, więcej potrzebowali ją ranni.

_________________

***
Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
Live with me forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1025


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Lip 04, 2016 4:20 pm

Cornelius starał się myśleć szybko, ale i logicznie. Wydał plecenia kadetom, które zostały nieco pozmieniane przez dowódce. Nie był za to zły, czy też urażony. Nawet lepiej zrobił, bowiem Cornelius wydał polecenia nim towarzysz Vlada przy runie wykonał swoje poczynania. Kadeci dotrą na miejsce, próbując pomóc, jak ino mogą. Sam łowca skupił się na zasileniu runy swoją energią, jednocześnie będąc na kucach będzie próbował myśleć o przyjemnych rzeczach. Myślał głównie o dwóch osobach. Katy i Ichirou, bowiem oni dawali mu najwięcej radości, nawet myślami. Jednak jego spokojne myślenie zostało zaburzone w chwili eksplozji. Nie mógł już myśleć, kiedy po otworzeniu oczu zobaczył kolejnych rannych. To pewnie się odbije na kolorze runy, ale był spokojny.
Rozejrzał się po pomieszczeniu ilustrując co mniej więcej każdy robi. Padali kolejni a Corn spojrzał na dowódce myśląc co powinni teraz zrobić.
-Grigorij wyznacz cztery osoby, by zajęły miejsce przy runach. Nie licząc nas są jeszcze 2 runy. Markus i jego towarzyszka, jeśli są na tyle wytrzymali, niech się rozdzielą. Reszta niech się zajmie pomocą i ewakuacją poszkodowanych
Nie rozkazywał nasunął ino swój pomysł na plan działania. Widział iż Leslie przybyła i zaczęła pomagać poszkodowanym, jednak co postanowi dowódca? Tego nie wiedział, lecz jak na razie nie ruszał się z runy próbując zaś oczyścić umysł.
Próbując się uspokoić, nie wstając z miejsca, zaczął cicho się modlić. Nie o ratunek, a o samo zachowanie spokoju ducha, bowiem niekiedy modlitwa pomagała mu wyciszyć umysł. Taka mała słodka tajemnica.

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.

Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Pon Lip 04, 2016 4:41 pm

Podszedł do niej kadet, który elegancko się przywitał. Nieco zmęczona, nieco zbyt skupiona na obserwacji otoczenia by móc zareagować, oczywiście, gdyby nie wywołało to fali powszechnego niezadowolenia gawiedzi, odpowiedziała z lekki opóźnieniem. Skinęła Zorah głową i odpowiedziała tym samym słowem, nadając nieco ulgi tonu swemu głosu. Ich runa była czerwona i gdy Zorah ją zasilił wraz z Kotori, ta poczuła nowy przypływ sił, widząc, że ich wiara jest w jak najlepszym stanie. Uśmiechnęłaby się do chłopaka, gdyby nie to, że miała pełną maskę na twarzy.
- Damy radę to utrzymać. - Powiedziała mu cicho i spokojnie, próbując brać przykład z podnoszących na duchu gadek innych ludzi, którzy zarazem potrafili sprawić, że odbiorca komunikatu czuł się bardziej dumny i chętny do działania.
Chwilę potem wszystko trzasło. Przez chwilę jej umysł stał się kompletnie pusty, czas zwolnił pięciokrotnie. Poczuła tylko falę uderzeniową a i tak nie była pewna, czy to prawda. Jej umysł odseparował się i gdy tylko ból się pojawił, poczuła go jak przez mgłę. Wybuch przyćmił ją. Ale upadek na coś... miękkiego, przynajmniej głową, uchronił ją przed utratą przytomności. Gdy zorientowała się, gdzie się znajduje, serce uderzyło jej raz, dużo mocniej, otworzyła szeroko powieki i powiedziała mocne „wybacz”, odnajdując w sobie moc, o którą nie podejrzewałaby się. Ale nie miała szansy podejrzewać się o cokolwiek. Adrenalina jej skoczyła, zapomniała o całej sobie, po prostu zareagowała na potencjalne zagrożenie i szarpnęła się do przodu, jak gdyby niedawno co wypoczęta wstała z łóżka.
- Jesteś cały? Jeśli nie czujesz się w stanie stać bezpośrednio przy runie, możesz zostać za mną i wspierać runę z bezpieczniejszej odległości. - Musiała coś powiedzieć. Było jej dziwnie i głupio. Tym bardziej, że świadoma była, że zagrożenie nie istnieje (podświadomość trochę mniej tego świadome było chwilę wcześniej), a Zorah mógł mocno uderzyć. Poza tym ona uderzyła w niego, za co później planowała mu jakoś podziękować. Zdawał się przyjaźnie nastawiony. Wtedy usłyszała głos nauczyciela i zreflektowała się, że jest od runy dalej niż sądziła. Od razu podniosła się, a przynajmniej próbowała. Gdyby kręciło się jej w głowie, nie omieszkałaby podejść na kolanach na właściwą odległość.
Po drodze starała się ocenić straty. Czuła ból w ramieniu, dopiero przy runie zorientowała się, że musiały być to pozostałości po runie siły, jej igły. Ta wygasała, Grigorij wydawał kolejne polecenia. Cieszyła się, naprawdę cieszyła się, że nie oberwał, bo zapanowałaby anarchia. Poza tym spojrzała na Midori i osobę, która wcześniej przyszła jej pomóc. Runa wybuchła inaczej niż rok wcześniej. Możliwe, że z powodu innych emocji, które do niej trafiły. Oszalała i pękła, teraz wygasała, taką nadzieję miała Kotori. Oboje leżeli nieprzytomni, ale w ich kierunku zmierzał ktoś z zewnątrz. Z jednej strony pokazywało to jak kryzysowa jest sytuacja, ale z drugiej mówiło, że nie są sami i mogą na taką sytuację coś zaradzić. Runa związania trzymała się lepiej, chociaż widać było, że też oberwali. Kotori musiała zostać na miejscu, dlatego nie chciała bawić się w wyciąganie igieł. To zwiększyłoby krwawienie, a to zachłanność runy. Równowaga musiała pozostać zachowana.
Wiedziała, że da radę utrzymać runę dość długo, wierzyła w to. Jak i w wiele innych rzeczy, choć na głos się do tego nie przyznawała. Wierzyła na przykład, że rytuał się powiedzie.
Chciała odpowiedzieć Prim, ale nie chciała, by jej słowa znowu kogoś odrzuciły. Z pewnością inni poradzą sobie lepiej. Poza tym już wcześniej próbowała z Zorah, a jak na zaledwie minuty prób, to było wystarczająco sporo, by po reakcjach skupić się na tym, co poprawić. Jej dowódca dużo lepiej radził sobie z komunikacją werbalną, poza tym, zdawało się, zna Prim, a ona jego, dosyć dobrze. Tym bardziej, że większość wiedzy o rytuale pochodziła z domysłów i nie mogła powiedzieć niczego pewnego dziewczynie, by ta zachowała spokój. Da radę. Uznała Kotori, myśląc o Prim, jak i Grigoriju, który pewnie niedługo jej odpowie, jak i Zorah, jak i każdym innym, który teraz miał tutaj niezłą zagwozdkę. Wierzyła, że wszyscy wyjdą stąd cało, chociaż... na głos by nie przyznała się do tych myśli, do tej ufności w otaczający ją tłum. Zdawało się, że zapomniała o osobie, która wypaczyła runę siły. Możliwe, że po wybuchu zacznie się uspokajać i wygaśnie. To znaczy, że inne runy będą bardziej obciążone, ale Kotori wierzyła i w swoją siłę, wierzyła, że da radę. W końcu jej stan nie wydawał się jej wcale zły. Uważała, że była w czepku urodzona. Nigdy nie spotykało jej najgorsze. Tak myślała.

_________________
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 161


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sro Lip 06, 2016 2:18 pm

Sen... Piękny, cudowny sen... Pozwalający odpocząć ciału i umysłowi, sprawiając, że zatapiało się w różne inne światy i wydarzenia... Szkoda tylko, że w przypadku Tsudy to nie było coś, o co się prosił.
Sen, w którym znalazł się rudowłosy ksiądz, nie był specjalnie fascynujący. Miejsce... Poranna msza. Czy pamiętał to miejsce? Może to jakieś wspomnienie? Nie był tego pewny. I chwila, co on zaś robił... Był odziany w czarną sutannę i trzymał w dłoniach tacę. Przechodził obok ławek, zbierając pieniądze i odpowiadając "Bóg zapłać"... Słuchał porannej mszy i tego, co się tam aktualnie działo. Modlitwy... Dość spokojnie było. Tylko... Coś wydawało mu się, że nie pasuje... Tylko... Co? Coś tutaj nie pasowało... Ale co?
Nie było mu dane, by się dowiedzieć, bo nagle sen zostawał przerywany. Najwyraźniej ktoś próbował go dobudzić... A udało się dopiero po uderzeniach. Jęknął cicho, a jego powieki drgnęły. Czuł się skołowany, jak i nie do końca świadomy tego, co właściwie się tutaj działo. No co? Spał wcześniej. W końcu powoli otworzył oczy, a jego dłoń powędrowała do prawego policzka, gdy odczuł tam pieczenie po uderzeniach.
Jego pomarańczowe oczy skupiły się na dziewczynie, która była odpowiedzialna za jego pobudkę.
- H-hai... - dlaczego był mokry? Dobra. Czuł skołowanie przez pobudkę, ale grzecznie wziął butelkę wody, by upić z niej kilka łyków wody. - Co mnie ominęło? - rozejrzał się... Cóż, widok niczym z apokalipsy. Nie tego się spodziewał akurat. Działo się źle... Bardzo źle. Oddał jej butelkę. - To co mam robić? - cóż, nie wiedział, za co się teraz miał wziąć. Ale postarałby się wstać na nogi, by móc też lepiej ujrzeć, jak bardzo tutaj było źle. No, ale przynajmniej Serafiel wrócił do gry!

* Post pojawił się dzięki zgodzie Mistrza Gry *
Powrót do góry Go down
Ivan
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2526-ivan#53746
Zarejestrował/a : 24/04/2016
Liczba postów : 50


PisanieTemat: Re: Stary Opuszczony Dom   Sro Lip 06, 2016 4:27 pm

źle się działo i wiedział o tym każdy członek rytuału. Ivan odczuwał konsekwencje swojego kozackiego zachowania, jednak było już za późno. Temperatura pewnie wzrastała by, niezależnie od tego, jak by zachowywał się. Trza było jednak myśleć racjonalnie, jak rozwiązać problem. To było jednak trudne, bo ciepło odbierało mu trzeźwość umyślenia. Mimo to spojrzał na to co się działo w runach i odsunął się od jednej, która była najbardziej narażona na wysoką temperaturę. Złapał za materiał swojej koszulki i zaczął nią poruszać, chcąc się nieco ochłodzić, mimo to próbował się uspokoić, swój umysł. W tym pomogło mu ujrzenie drugiej siostry, dlatego obserwował ją uważnie, po czym spojrzał na dowódce. Mimo iż przed chwilą jeszcze chciał go zabić, to w tej chwili jednak nie to było jego celem.
-Dowódco co mam robić?
Zapytał spokojnie, zmieniając nieco barwę głosu. Ciekawy czy jednak mimo iż był cały, to czy Dowódca zechce mu dać jakieś zadanie? Czy wierzył w to iż zdołał opanować swój spokój ducha? Zobaczymy niebawem.
Było ciepło, jednak jeszcze nie na tyle, by było krytycznie. Proteza nie była tak wrażliwa na temperaturę. No chyba że była ona powyżej 30 stopni, czy taka tu była? Jeśli tak, no to faktycznie... Był problem... No ale nie załamujmy się... Jeszcze ryj mu nie odpada
Powrót do góry Go down
 
Stary Opuszczony Dom
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Stary Opuszczony Dom
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony dom nad moczarami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: