IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Magazyn nr. 23.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 429


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Sob Wrz 16, 2017 9:39 pm

Pożegnanie z Zarenem było takie wzruszające, że prawie rzuciła mu się na szyję i wyraziła potrzebę ewentualnego uratowania jej z ringu poprzez mężne rozdarcie koszulki i stanięcie pomiędzy nią a Albańczykiem; może by tak zrobiła gdyby nie to klepnięcie w tyłek. Przemowy też były piękne, Veina nie reagowała na gwizdy i krzyki publiczności, która miała nadzieję tylko na dobrą wódkę i wygranie kasy, którą postawili na Kharima. Oczywiście zdawała sobie z tego sprawę, nikt nie życzył jej dobrze; gdyby była na ich miejscu też pewnie postawiłaby na prawie dwustukilowego potwora.
Teraz jednak starała się nie myśleć o tym, że większość chciała jej śmierci, ewentualnie niezłego widowiska jak Albańczyk maca jej nieprzytomne ciało. By chociaż tego uniknąć postanowiła nie dać się ogłuszyć, a tym bardziej zabić.
Będzie próbowała go zmęczyć, taka góra mięsa musi mieć jakiś limit wytrzymałościowy, a Vi była zręczniejsza i szybsza od tego potwora. Gdy tylko go zobaczyła przypomniała sobie opis jaki przedstawił jej Zaren, Mały Kharim? Veina zerknęła na młodego Kuro z wymownie uniesioną brwią do góry; informacja o wiadrze niesionym na kutasie nie była przydatna, ale że waży prawie dwieście kilogramów to już byłoby coś.
Wampirzyca stała cały czas spokojnie, nawet gdy Kharim zaczął do niej podchodzić, strach by tylko go napędzał, a to jest jej niepotrzebne. Po sygnale rozpoczynającym walkę, jeśli publiczność spodziewała się, że czarnowłosa w swojej głupocie rzuci się na tego opoja w zakrwawionej koszulce, zapewne skończyłaby tak samo jak osoba, której odcisk twarzy znajdował się na jego torsie, to właśnie publiczność będzie rozczarowana. Dźwięk nie spowodował, że Veina ruszyła się chociaż o centymetr. Miała skrzyżowane ręce na piersiach, stała i patrzyła na Kharima. Dopiero po chwili od niechcenia odwróciła głowę w bok i splunęła, jak na damę przystało. Potem dalej stała bez ruchu, łypiąc na przeciwnika spod długich czarnych rzęs. Kto pierwszy się ruszy? Czarnowłosej się nie spieszyło, a jej oponent chyba chciał jak najszybciej wrócić do picia i bicia żony.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Dorian
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1800-zul-fiqar#37899 http://vampireknight.forumpl.net/t1830-jackie-estacado#
Zarejestrował/a : 09/04/2015
Liczba postów : 328


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Nie Wrz 17, 2017 6:34 pm

Miała szansę wykonać pierwszy cios. Była od niego jednak lepsza, choćby ze względu na wyszkolenie ki rew, ale zamiast tego stała tylko i pluła jak Sebusie słonecznikiem na przystankach autobusowych.
Bardzo nieładnie… i nie myślę tak tylko ja, ale i publiczność, która widziała jak dziewczyna lekceważy wszystko i opuszcza gardę tylko po to aby zadrwić z przeciwnika. Jakby stał tam jakiś psycholog mógłby powiedzieć, że widownie i Kharim (w przeciwieństwie do Veiny) nie przepadają za grą wstępną i subtelnymi sygnałami, a spluwanie tolerują tylko w dobrze obite już twarze.
No ale skoro nie chciała dawać mu pożywki ze strachu to na pewno dała mu dodatkowego kopa w postaci solidnego wkurwu zmieszanego z rozbawieniem.
Wielkolud obszedł trochę arenę i po drodze chwycił jedną z nóg krzesełka, wolał aby rura na środku nie przeszkadzała mu w dojściu jej.
Facet zaczął biec, co wyglądało trochę jak toczący się ludzik miszelina, tylko z kijem w łapie. Widać było, że spotkanie z jego masą może się źle skończyć, ale Veina i tak była zbyt pewna siebie, albo szalona.
Mimo bycia tłuścioszkiem nadal był szybszy od zwykłych ludzi i to chyba zbiło ją z pantałyku. Nie zdążyła zrobić uskoku i poczuła na twarzy kij. Wampirzycę aż zamroczyło od tego razu, a kij poszedł w drzazgi, które potem będzie musiała sobie pęsetką z twarzy wydłubywać. Grubas zamiast poczekać od razu chwycił ją za kark i rzucił nią w bok.
Smak własnej krwi w ustach, możliwe że trzeba będzie nosić bardzo mocny makijaż przez jakiś czas i czacha boląca wręcz niebotycznie.
Pani „jestem za fajna aby cię szanować” jakimś cudem chwyciła się barierki i nie dała obalić na ziemię. Trochę szumiało w łepetynie, ale jeszcze daleko było jej do stracenia przytomności.
To ostatnie spotkało się za to z dużą degustacją ludzi za nią.
„Ale jej jebł”, „Padnij już kurwo”, „Hiehie, najłatwiej zarobiona kasa” – takie oto tekściki dało się słyszeć i kilka cichych „Kurde, wiedziałem” tych, którym zrobiło się przykro że jakikolwiek banknot przeznaczyli na wiarę w nieznajomą.
Czy Veina przejdzie do ofensywy? Czy pokaże im, że warto było stawiać na „dziewczynę z partyzantki”?
Stała, a właściwie opierała się dwa metry od niego, a najbardziej widoczny był chyba jego zalany pysk i podły rechot, gdy powoli się zbliżał.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 429


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Nie Wrz 17, 2017 7:01 pm

O jej gardę Kharim nie musiał się martwić, nie przyszła tutaj żeby zostać spraną przez tłustego Albańczyka, więc więcej nadziei ludzie i wampiry, którzy postawiliście swoje marne pieniądze na Veinę. Może właśnie chciała stać tak spokojnie i pierwsza oberwać od tłustego mężczyzny, który faktycznie wyglądał jak logo znanej firmy produkującej opony.
Uderzenie kijem w twarz zabolało cholernie, a z jej ust poleciała krew, której krople spadły na biust. Nawet jeśli nie było jeszcze widać śladu, może być mały, to była pewna, że jeszcze przez kilka dni będzie odczuwała ogromny ból między innymi kości policzkowej. Z powodu zamroczenia nie zdążyła zrobić uniku i gdy wampir rzucił nią jak szmacianą lalką o barierkę, jedyne co mogła zrobić to chwycić się jej, by nie upaść na podłogę. Doskonale słyszała wszystkich znajdujących się w magazynie, ale miała kompletnie w dupie to co mówią. Gdy niechlujnie otarła usta z krwi, odwróciła się przodem do Kharima, który stał dwa metry dalej. Teraz była wkurwiona, więc niech nie liczy na kolejną olewczą zagrywkę.
Podeszła do przeciwnika i tuż przed nim zeszła do parteru, używając cudownej wampirzej prędkości zrobiła pół obrót i z całej siły kopnęła Kharima w kolano, między środkiem a bokiem. Miała nadzieję, że choć trochę poczuł nagły ból w kości kolanowej (nie liczyła na wybicie go w odwrotną stronę niż się zgina) i przez to pochylił się do przodu lub nawet uklęknął. Wtedy Veina korzystając z jego sekundy nieuwagi, uderzyła od góry i wcelowała łokciem w kark, a następnie dynamicznie uderzyła go w tłustą mordę kolanem i poprawi prawym sierpowym. Po wszystkim odskoczy do tyłu o metr, by nie narazić się na kontratak. Mózgu pewnie tam nie było, ale liczyła na chwilową dezorientację, która da jej chwilę przewagi na opracowanie planu obrony tej rozjuszonej świni. Może i była kobietą, ale jednak wiekowym wampirem, między innymi po służbie wojskowej, więc jej uderzenie to nie bicie się dwóch galerianek o klienta, a konkretne pierdolnięcie w słabe punkty przeciwnika. Teraz będzie przygotowana na atak, także tak łatwo Kharimowi nie pójdzie jeśli znów śmie dotknąć jej twarzy.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Zaren

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 http://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081 http://vampireknight.forumpl.net/t3396-zaren#73082
Zarejestrował/a : 01/07/2017
Liczba postów : 99


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Nie Wrz 17, 2017 8:39 pm

Tak naprawdę to wszystko leżało w rękach wampirzycy i jej unikach, ale jak widać nawet nie zamierzał się pokusić na pierwszy cios, aż w szlachetnym się zagotowało! Taka okazja mogła się nie powtórzyć. Walki ogólnie są przystosowane do tego, żeby kończyły się szybko, chociaż z drugiej strony mogło to wpłynąć na niekorzyść czarnowłosej. Nieważne! Walka została rozpoczęta, więc Zaren objął swoje zajebiste miejsce, jako członek organizacji, która wyłożyła na to niemały fundusz przy samych barierkach. Tam z pierwszym krzykiem prowadzącego oparł ręce i wrzucił na twarz poważny uśmiech numer cztery.
Gdy walka zaczęła się, Zaren próbował oczywiście wspomóc Veinę, ale nie szło mu to najlepiej. Z początku w nią wierzył oczywiście, gorzej gdy Kharim już podszedł, wiedział, że to nie będzie miłe i wcale się nie mylił. Jego ciche westchnienie i rzucenie "ja pierdole" było zagłuszone przez resztę publiki. No, ale gdy zaczęła się w końcu bronić to Zaren nie zamierzał dawać wszystkiego przypadkowi. Schował twarz w swojej dłoni, patrząc przez palce gdy jego ślepia zabłysnęły szkarłatem. Przy ciosie w kolano Kharima, wspomoże ją telekinezą by zwiększyć nacisk na jego nogę. Nikt nie powinien tego zauważyć, nikt się nie spodziewał aż tak mocnego pierdolnięcia przez czystokrwistą? Prawda? Zwykłe użycie telekinezy do wzmocnienia ciosu nie było łatwe do wykrycia, więc wiedział że ujdzie mu na to sucho, ale niech czarnowłosa nie liczy na większą pomoc, bo gdy tylko ktoś się zorientuje, że szlachetny próbuje zamieszać, no to oboje będą w dupie.

_________________

For hands of gold are always cold..
Powrót do góry Go down
Dorian
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1800-zul-fiqar#37899 http://vampireknight.forumpl.net/t1830-jackie-estacado#
Zarejestrował/a : 09/04/2015
Liczba postów : 328


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Pon Wrz 18, 2017 6:29 pm

Oj te podłe oszukisty, chciały się dorobić ładnej kasy na ściemnianiu i nadziei, że ktoś ich nie wykryje. Z resztą jeśli nikt nie da się złapać to nie ma problemu z oszustwem prawda?
Veina oderwała się od swojej podpory co sprawiło, że zatoczyła się lekko próbując skrócić dystans. Cóż, miała ten problem że będąc o noworodka mniejsza nie miała zbyt wielkiej szansy na walkę w dystansie.
I w sumie nie wiedzieć czy to dzięki temu, że dostała niekontrolowanej karuzeli błędnika czy może dlatego, że zanim zeszła do parteru kopnął ją solidnie wprost w ramię i pierś (co z resztą zabolało jak skurczybyk i niech się cieszy, że wampiry nie dostają raka, bo z mastektomią wyglądałaby bardziej jak amazonka, a nie „partyzantka”). W każdym razie ten kop z obrotu wylądował dokładnie wtedy, gdy facet stał na jednej nodze i trzasnął go bardzo srogo. Krew wampira B? A może podłe oszustwo Zarena, którego bolała dupa, że postawił wszystko na zawodnika który dał się prawie zamordować w pierwszej krótkiej chwili?
W każdym razie podziałało i przed wybiciem mu kolana ze stawi uratowało go tylko to, że przeniósł środek ciężkości na palce i zwyczajnie zwalił się z rykiem na ziemię. Reszta planu Veiny miała już większy problem z wykonaniem bo o ile dostał łokciem to zawroty głowy sprawiły, że bardziej wnerwiła go walnięciem w ucho niż zadała prawdziwe obrażenie, które do czegoś się liczy. Kolano za to nie miało już jak gdzieś wylądować, za to stała teraz nad nim tryumfalnie i właściwie mogła kontynuować walkę w parterze.
- Bycze gówno!
- Granda! Ona na pewno ściemnia!  - Krzyczeli wszyscy poddenerwowani, ale to raczej nie było nic nowego.
Jedyna ciekawostka to dwa, trzy klaśnięcia, które usłyszała. Takie głuche i nienaturalne, a znamię na piersi zakuło dając znać że chyba czas spłacić zaciągnięty dług.
Stał gdzieś w tłumie i był praktycznie ignorowany przez ludzi, którzy normalnie kładli się na siebie. Zrobili mu coś w sensie miejsca aby mógł odstawić swój teatrzyk, albo tylko się jej zdawało. Chociaż Zaren też mógł zauważyć typka z wykrzywioną w uśmiechu twarzą i ubranego tak, że spokojnie mógłby zasiąść z nim w loży.
Znajomy Veiny trzymał w ręce bilecik z zakładu, który po chwili zaczął dymić w jego palcach i po chwili rozbłysnął płomieniem pokrywając nim całą widownię której krzyki niezadowolenia, radości i ekscytacji zamieniły się w podobną kakofonię wrzasków bólu i potępieńczych jęków agonii. Wystawione pięści stały się wyciągniętymi w prośbach o pomoc dłońmi, zupełnie jak wtedy gdy ona i więźniowie prosili o pomoc, która zdawała się że nigdy nie nadejdzie.
Wszystko trwało dosłownie chwilę, taką od mrugnięcia do mrugnięcia. Facet znikł a Kharim ciągle leżał próbując się przetoczyć i wstać. Widać było po grymasie, że przestał ją olewać. Po tym ciosie chciał to rozwiązać na poważnie.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 429


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Pon Wrz 18, 2017 7:38 pm

No tak, to kopnięcie zabolało, przez jej pierś i ramię przeszedł przeszywający ból, który na krótką chwilę sparaliżował jej rękę z powodu niespodziewanego ciosu, ale szczęśliwie udało jej się wykonać prawie cały plan zaatakowania Kharima. Oczywiście zauważyła, że na kolano Kharima nie zadziałała tylko jej siła, a pewnie to Zaren przy tym majstrował, zupełnie niepotrzebnie. Doceniała jego wysiłek, pewnie po prostu w tej chwili zaczął żałować postawienia na czarnowłosą wszystkich pieniędzy, ale było to zbędne; nieładnie tak wątpić w Veinę, ona świetnie da sobie radę bez jego pomocy. Nie przejmowała się skandującym tłumem i wszystkimi obelgami, które były krzyczane pod jej adresem, bo w pewnym sensie ich rozumiała. Ale z drugiej będą mieli nauczkę żeby nie lekceważyć kobiety, a tym bardziej ślepo stawiać na górę mięsa.
Przez krótką chwilę dostrzegła znajomą twarz w tłumie, poczuła krótki ból, a złe wspomnienia wróciły dekoncentrując ją na dosłownie sekundę. Gdy tylko ponownie mrugnęła wszystko zniknęła, a ona znów tylko widziała twarz Zarena. Szybko wróciła do rzeczywistości i spojrzała na Kharima. Faktycznie mogła triumfalnie stać nad przeciwnikiem, który dopiero się podnosił. Korzystając z jego pozycji, korzystając z wampirzej prędkości znalazła się za wstającym Albańczykiem. Chwyciła za jego lewą rękę, którą wykręciła nienaturalnie za plecy, już sam chwyt był nieprzyjemny, a po chwili Veina korzystając z całej siły popchnęła jego łapę do góry, by bardziej podnieść łokieć; miała nadzieję, że to wystarczy by co najmniej wybić ją ze stawu. Jeśli wszystko poszło dobrze, Kharim skupi się na bólu ręki, a Veina chwyci go za głowę i odciągnie to tyłu, by pięścią uderzyć w grdykę, a następnie również pięścią po linii pionowej z góry nadejdzie silny cios w miejsce między oczami. Zapewne nadejdzie jakiś opór, może kontratak, ale dalej w tymczasowym planie Veiny było stanięcie z ogromną siłą na kostkę Kharima, tej drugiej nogi, na której do tej pory się wspierał. Miała nadzieję, że będzie to ułatwione, ponieważ odciągając mu głowę do tyłu zmusiła do klęku, więc kostki pozostały odsłonięte. Na ile jej się to uda okaże się za chwilę, póki co Albańczyk mógł zauważyć, że nie pójdzie mu z nią tak łatwo, bo wampirzyca ma zamiar to wygrać.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.


Ostatnio zmieniony przez Veina dnia Pon Wrz 18, 2017 9:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 221


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Pon Wrz 18, 2017 8:54 pm

Chciałaby tak łatwo zapomnieć o swoim szoku i fobii, ale to co siedziało w jej psyche ukryte w klatkach za grubymi klatami i pod ciężkimi kotarami. Sama mu pozwoliła wygrzebać to wszystko, ani razu w swoim umyśle nie dała mu zakazu i po prostu podążała za jego ruchami. Brak zdecydowania, chęci postawienia się czemuś co przecież nie siedzi na swoim terenie. Niestety, ale wygrzebane raz i ujawnione kolejny tylko popsuło ją bardziej niż powinno. Lubił zresztą pojawiać się w jej życiu, może czerpał perwersyjną przyjemność? Albo to inny kontrakt wiązał go z nią?
Sama wiedziała, że już kilka razy dał jej taką propozycję, a teraz palone zwłoki, smród lochów i te jęki wcale nie pomogły. Mogła chcieć być twarda psychicznie, ale tak to czasem bywa że ciało odpala hormony, których się nie chce i gniew, strach, miłość pojawiają się same z siebie. Zwłaszcza w pomieszanym umyśle.
Złapała go za rękę znacznie wolniej niż wcześniej i spadek formy dało się widzieć. Próbowała to skończyć tak szybko jak się da, ale facet szarpał się mocno i próbował wyswobodzić. Padł na czworaka i napierał z całych sił siłując się z nią, jednak ból kolana przypominał o sobie, tak samo jak koszmarna stamina. Jednak stało się coś nie do pomyślenia. Czyżby Veina i spółka nie byli jedynymi, którzy próbują kantować? No nierealne!
Jego ręka była od początku śliska od potu, ale teraz czuła się jakby próbowała chwycić mokre mydło w dłoniach pokrytych olejem. Po prostu wyślizgnął się jej bez problemów. Wstał, a właściwie poderwał się  z ziemi robiąc coś w stylu niemrawego przysiadu w międzyczasie, bo zapomniał o niestawianiu ciężaru wcale niemałego ciała na nodze. I nagle odwracając się z gracją jaką prezentował grubasek w filmie „amerykański ninja” i chwycił ją za szyję ściskając mocno i unosząc na wysokość swojej twarzy.
Zrobił głośny wydech jak cukrzyk po maratonie i szlachetna poczuła smród jego niemytych pewnie jakiś czas zębisk między którymi zagnieździło się mięsko i nowe życie. Było to bardzo dobijające, zwłaszcza że na podniebieniu miał coś co wyglądało na silną grzybicę.
Wyglądało to trochę jakby próbował sprzedać jej namiętnego całusa z języczkiem albo odgryźć nos – nie wiadomo w sumie która opcja była gorsza.
Cały plan poszedł się paść, psiamać i zamiast niego trzeba było szybko obmyślić nowy. A cóż innego mogła zrobić jak nie trzepnąć go solidnie w kolano? Korzystając z rąk odepchnęła się od jego bębna nadając sobie dodatkowego pędu i siły grawitacji rozkołysała się i z gracją baletnicy walnęła go prosto w rzepkę.
Na reakcję nie trzeba było długo czekać, bo nagłe chrup zwaliło go z nóg . Po prostu nie zniosło więcej napięcia i zachował się trochę tak jak szkielet bloku bez jednej ściany nośnej. Pierdut jebudup srut! Krzyk Kharima, milczenie publiczności, ba nawet muzyka ustała.
Chwila minęła zanim Veina mogła wyswobodzić się spod jego brzucha, gdy Mongoł trzymał się za nogę i zwijał z bólu. Kuracja z kilkudziesięciu minut wzrośnie do kilkunastu dni.
Nagle wszyscy zaczęli dawać sprzeczne sygnały samym sobie. Z jednej strony wiwatowali, bo widzieli niemałe widowisko, ale z drugiej przejebali kupę „pewnego szmalu”. Oj powstaną burdy i zaraz zacznie się standardowe obwinianie i posądzanie o czary.
- Tak więc mamy zwycięzcę! – Krzyknął blondas wskakując na ring z już wyciągniętym prewencyjnie gnatem opartym o bok i podniósł jej rękę oprowadzając wokół areny. Widać było, że uśmiechy to miał wyuczone, ale kobiece mambo dżambo dobrze rozpoznało, że sam chyba trochę wdupił. - Brawa i oklaski dla pogromczyni mięśni i smalcu, wojowniczej księżniczki zza morza i oceanu! Wszyscy zapamiętajcie jej imię! Nightingale!
No cóż, teraz trzeba tylko przecisnąć się przez tłum, odebrać gotówkę i wyjść w jakieś ładniejsze miejsce.
O ile będzie to takie trudne.
[generalnie to po waszych odpisach po dotarciu do kontuarku z kasiarzem przejmuję sprawę ja, wiec nie uciekajcie za szybko XD]

_________________
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 429


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Pon Wrz 18, 2017 10:08 pm

Najwyraźniej odwieczny pech nie odstąpił jej na krok również podczas walki; plan był taki piękny, wszystko idealnie wymyślone żeby wykończyć górę mięsa jak najszybciej i bez większego uszczerbku na własnym zdrowiu. Nic co sobie zaplanowała nie zadziałało, ponieważ nagle Kharim zamienił się w wielką kostkę masła, która ślizgała się po ringu i nie dała utrzymać w delikatnych rączkach kobiety. Zdenerwowanie tą sytuacją jej nie pomogło, szybko została złapana przez Albańczyka za szyję i jak szmaciana lalka podniesiona do góry. Była od niego niższa, więc miał taką możliwość; przez chwilę myślała, że to przesądzi o wyniku całej walki, ponieważ zaczęła poważnie odczuwać uścisk łapska na gardle. Zaryzykowała ostatnim ruchem, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Kolano mężczyzny nie wytrzymało, a Veina została oswobodzona z jego obślizgłych rąk. Po upadku na matę szybko się odsunęła, by przypadkiem to tłuste cielsko teraz się na nią nie zwaliło. Gdy wstała, rozejrzała się po magazynie i jedyne co ją uderzyło to cisza, która zapadła. Czyżby miało to oznaczać koniec? Góra mięsa leżała na ziemi trzymając się za nogę, w której pewnie kość nie wytrzymała i pękła jak gałązka, na którą staje się w lesie. Klatka piersiowa wampirzycy unosiła się bardzo szybko, potrzebowała chwili odpoczynku. Bolała ją prawa część szczęki i szyja, była trochę obolała, ale i tak myślała, że będzie gorzej. Czekała aż piękniś skończy swoją przemowę, na którą tylko zareagowała miną w stylu, co on pieprzy. Rozwiązała swoje czarne jak smoła włosy, które skręconymi końcówkami opadły na biust. Po chwili udała się w prawą stronę gdzie stał Zaren ze współpracownikami, uzbrojonymi po zęby. Zeszła z ringu i stanęła przed wampirem, chyba chciało jej się śmiać, ale jedyne co zrobiła to uśmiechnęła się wrednie i spuściła głowę kręcąc nią nieznacznie.
- Zadowolony?
Od jednego z facetów odebrała swoją skórzaną kurtkę, którą od razu założyła oraz torbę, teraz nie było czasu by ponownie przebierać się w bardziej stosowne ciuchy do wyjścia na zewnątrz.
- Zabierz pieniądze i idziemy. - powiedziała, ponieważ teraz to był to teraz najrozsądniejszy ruch, za chwilę mogli nie mieć takiej możliwości, gdyż jak już wcześniej wampir słusznie zauważył, większość postawiła na Kharima od razu skreślając kobietę. Zapewne nie często widywało je się w tym miejscu, ale teraz będą pamiętać, by zacząć je doceniać pod każdym względem. Sama nie wyjdzie w ten tłum, więc czekała aż Zaren ze swoimi uzbrojonymi kolegami wyprowadzi ich z tego magazynu. Teraz czuła zmęczenie, więc lepiej niech nie protestuje. Nie mieli już tutaj nic do roboty, Veina zrobiła wszystko jak obiecała; czarnowłosy miał swoje ukochane pieniądze, więc niech teraz zabierze ją na ten obiecany jacht na dwa tygodnie. Ale żeby nie wyszła na zachłanną, póki co zadowoli się krwią dla zregenerowania, długim masażem i gorącą kąpielą. Miała dosyć atrakcji w tym miejscu, po za tym zaraz może być nieciekawie, gdy każdy z tu obecnych policzy ile pieniędzy stracił dlatego, że jakaś damulka zachciała dostać w twarz od wielkiego Albańczyka i jakimś cudem go powaliła, jak kolosa na glinianych nogach. Swoją drogą musiała wyglądać teraz ciekawie, zważywszy, że była w staniku i skórzanej kurtce, trochę dziwnie, ale jakoś teraz to przeżyje. Wolała zabrać wszystko z wygranych zakładów i spadać stąd co sił, niech Zaren szybko załatwi to z człowiekiem przyjmującym zakłady.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Zaren

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 http://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081 http://vampireknight.forumpl.net/t3396-zaren#73082
Zarejestrował/a : 01/07/2017
Liczba postów : 99


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Wto Wrz 19, 2017 5:54 pm

Właściwie to był pewien, że przegrał jak zaczęły się oszustwa Kharima, w odpowiedzi na jego! Chociaż Zaren był na tyle dyskretny, że zrobił to z gracją, z jakimś kurwa polotem, a on? Na oczach wszystkich zamierzał być maślanym dupkiem? Really? Szlachetny warknął pod nosem i tylko machnął reką w stronę innych kapitanów, pokazując na palcach raz liczbę dwa, a drugi raz trzy, po czym skierował dłoń na wyjście. Wampir wiedział, że niebawem zaczną się tu jakieś pieprzone zamieszki, więc to był czas dla wyższych rangą by stąd wyszli, a dwóch ludzi zostało z nim. Oczywiście wziął sobie do pomocy Borisa i Vlada, dwóch byczków z czego jeden to był potężniejszy od przeciwnika Veiny, a drugi był mniej więcej postury Zarena, typowy cwaniaczek za pięć rubli, ale znał się na rzeczy. Oboje mieli bronie wyciągnięte przed siebie gdy przepychali się przez tłum, może tu być nielada jatka.
Veinie udało się przecisnąć do jedynej obstawy jaką mogła dostać. Szlachetny zmierzył ją wzrokiem i uniósł rękę, którą położył jej na podbródku i wrednie się uśmiechnął.
-Cudownie.. - powiedział chłodno, jednak jakiś prawdziwy uśmiech wkradał mu się na twarz! Nieudawany! Był zadowolony, naprawdę! Aż dziwnie było tak na niego patrzeć. Po chwili jednak widząc, ze sytuacja robi się niepewna sięgnął po gnata zza paska spodni i wskazał głową na Veinie w stronę Vlada, który podał jej Glocka 17tke, typowo gangsterka broń, powinna być szczęśliwa. Młody Kuroiaishita ruszył pierwszy, a w rzędzie za nim będzie czarnowłosa, Boris i Vlad, pilnujący tyłów, z resztą powinien sobie poradzić. Udał się do Anatoliego, który zajmował się zakładami opierając się o jego budkę czy jakieś cholerstwo w którym siedział, a tam czekała na niego soczysta walizka wypełniona martwymi prezydentami, którą wziął ze sobą i przypiął ją kajdankami do swojej ręki.
-Pogadamy po wyjściu, bo wygląda to chujowo, umiesz chyba strzelać nie? - spoglądnął na nią lekko z góry jakby rzucał jej mentalne wyzwanie. Miał nadzieję, że potrafiła taki banał i nie będzie lepiej oddać Vladowi dwóch pistoletów. Cóż kierowali się do samochodów i powoli do wyjścia, więc jeśli nikt im nie przeszkodzi będą mogli opuścić ten magazyn bez problemów, jednak jeśli coś zamierzało się wydarzyć, to Zaren będzie przygotowany na taką ewentualność, wraz ze swoim składem z Bratvy, nikt.. nikt kurwa nie skacze do mafii, zapamiętajcie drogie dzieci.

_________________

For hands of gold are always cold..
Powrót do góry Go down
Dorian
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1800-zul-fiqar#37899 http://vampireknight.forumpl.net/t1830-jackie-estacado#
Zarejestrował/a : 09/04/2015
Liczba postów : 328


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Wto Wrz 19, 2017 8:31 pm

Burda zaczęła się bardzo szybko, a pan announcer był wcale sprytny w tym co zrobił. Wszystkim pokazał dziewczynę by przypadkiem nie znikła w tłumie. To, że zaprezentował ją jako zwyciężczynię też było tylko dodatkową kroplą, bo tylko uświadomił wszystkim, że to ona :przewaliła ich kasę”, Ot delikatna sugestia i manipulowanie tuszą, które widać znał aż za dobrze.
Nie było łatwo przecisnąć się im przez coraz to mniej zadowolony tłum, a z resztą gdzieś z daleka przez muzykę przebijały się już pierwsze wzajemne obwiniania. Nawet mafiozi i ich słowiczek zaczęli powoli czuć narastający w powietrzu i w ich żyłach testosteron. Ktoś tu manipulował ludźmi znacznie subtelniej niż słowami i mową ciała. Nawet DJ zaczął grać znacznie agresywniejsze i ostrzejsze kawałki oddając dokładnie tę wrzawę przed napierdalanką.
Zwłaszcza Zaren trochę zaczął czuć ochotę też komuś przyjebać, pewnie dlatego że przy typie z kasą stały goryle odciągające wszystkich, którzy domagali się zwrotu kasy za nieuczciwą walkę. Szybko ktoś dostał w mordę, facet trzymał sejfik w dłoniach jak gollum skarb.
Dzielne goryle próbowały przecisnąć swojego szefa i jego czempiona do przodu, ale widać trafili w złe miejsce.
- Gdzie się kurwo pchasz?! – Krzyknął jeden z miejskich pakersików, który widać że odkąd odkrył undergroundowe walki zaczął ostro pakować aby samemu się tam postawić.
Gnat czy nie, jak ktoś rozbije ci na głowie półpełną butlę z browarem to możesz tylko upaść, zwłaszcza że agresor zaczął tylko naturalną reakcję łańcuchową i ktoś przyjebał mu prewencyjnie w pysk.
Veina tylko dzięki refleksowi i bojowemu nastrojowi uniknęła ciosu w ryj.
- Ty kurwo! To twoja wina! – Zakrzyknął, ale przeciągnięty cios zapijaczonego przegrywa  z tribalem na bicu odbił się tylko od ramienia Zarena.
Gdzieś w tłumie niezadowolonych ludzi słychać było tłuczone butelki i coś jakby wskazywało na to, że ktoś dobrał się do baru. Pierwsze strzały dodały tylko popłochu i magazyn pełen wyrzutków zaczął naprzemiennie mieć reakcję ataku i ucieczki – pieprzona kawaleria  cyklicznych szarż i pojedynków.
Wtedy też za kontuar przebił się pierwszy facet, który uznał że zajebie kasetkę w zamieszaniu, ale powstrzymała go kulka, a chwilę potem przelatująca butelka z rozdartym kawałkiem materiału pofrunęła i walnęła prosto w jakąś ścianę.
No po prostu ludziom odjebało i zaczęły się regularne zamieszki. Veinę za to najbardziej w tym wszystkim bolało znamię. Widać kara za oszustwo w postaci wizji nie była tak chwilowa jak to się mogło zdawać i ich kolega poważnie wziął do serca zrobienie tu piekła.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 429


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Wto Wrz 19, 2017 9:24 pm

Można było się spodziewać takiego obrotu spraw, większa część publiki nie mogła znieść, że przegrała taką ilość pieniędzy i to z powodu nowego zawodnika, zwłaszcza kobiety. Veina była zmęczona i nie miała zamiaru teraz użerać się z pijanymi mężczyznami, którzy nagle się obudzili i mieli zamiar odzyskać stracone pieniądze, które Zaren zdążył już podjąć. Teraz wystarczyło szybko ewakuować się z magazynu. Nie było to takie łatwe z powodu tłumu, który w jednej chwili zaczął ich otaczać. Właśnie teraz przydałoby się by mafia pokazała dlaczego ma taką złą reputację, nie muszą się krępować przy kobiecie. Wampirzyca po otrzymaniu glocka od czarnowłosego od razu go odbezpieczyła, ponieważ w każdej chwili mógł się przydać; była to chyba idealna odpowiedź na pytanie Zarena w kwestii znajomości obsługi broni palnej. Jak mogła ją kiedyś sprzedawać i nie jednocześnie nie wiedzieć jak używać? Ale przecież wszystkiego o niej nie mógł wiedzieć, każda kobieta ma swoje małe tajemnice.
Teraz razem z wampirem i towarzyszącymi im członkami Bratvy próbowała przedostać się do wyjścia gdzie powinien czekać wóz, który bezpiecznie zabierze ich z nadbrzeża. Kilka razy musiała uchylić się od ciosu jakiegoś zapijaczonego fana nielegalnych walk, w efekcie po pysku dostawał inny koks, który oddawał z kolei najbliższej osobie stojącej obok niego, tak właśnie rozpoczęły się bijatyki. Dopiero po tym jak mężczyzna znajdujący się tuż obok wypowiedział się o niej dość niepochlebnie, Veina bez większego zawahania odwróciła się w jego stronę i strzeliła mu prosto w twarz, z której została miazga, przynajmniej tyle zdążyła zauważyć gdy trup upadł na ludzi stojących za nim.
- Mężczyźni... - skwitowała to krótko. Tylko dla pewności co jakiś czas spoglądała na Zarena, by upewnić się ma swoje ukochane pieniądze. Przez myśl przeszedł jej pomysł po prostu zmycia się stąd niezauważalnie, za pomocą jednej z posiadanych mocy, kuszące. Tłum cały czas napierał na wampiry, które tylko trochę przybliżyły się do wyjścia. Czarnowłosa co jakiś czas musiała uderzyć kolejnego niezadowolonego kibica Kharima.
- Zaczyna mnie to denerwować.. - powiedziała. Miała ochotę spalić te ruderę, a przecież mogła to zrobić w każdej chwili. Możliwe, że to zrobi, ale najpierw musieli znaleźć się przed nią w bezpiecznej odległości. Nie żal im chyba zrujnowanego magazynu, z pewnością mogą znaleźć sobie inne miejsce do organizowania walk. Veina chciała jak najszybciej się stąd wydostać, do wyjścia nie mieli już tak daleko, ale napierający tłum cały czas im przeszkadzał. Czarnowłosa strzeliła jeszcze do dwóch gości, którzy rzucali się najbardziej. Odwróciła się w stronę wyjścia i zaczęła iść ku niemu nie zważając na ludzi, którzy chcieli je zatarasować, by uwięzić zwycięzców; po prostu używając telekinezy podnosiła delikwenta i rzucała o ścianę, innego powaliła na ziemię, jeszcze raz strzeliła. Nie miała teraz humoru żeby przepychać się z pijanymi hazardzistami.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Zaren

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 http://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081 http://vampireknight.forumpl.net/t3396-zaren#73082
Zarejestrował/a : 01/07/2017
Liczba postów : 99


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Sro Wrz 27, 2017 8:27 pm

No cóż, sytuacja jak zwykle wyszła dosyć skomplikowana, czemu nigdy nie może iść zgodnie z planem? Już tam chuj ze spaloną miejscówką, ale ważne, żeby wyprowadzić vipów bezpiecznie z tego miejsca, a także zabrać obiecany hajs. W sumie jego plan był całkiem prosty, zgarnąć karków, zgarnąć Veine i wypierdalać stąd na kozią pizdę, jednak jak to bywa w takich klimatach musiał się rozegrać pierdolony Meksyk, a może już Salvador? Wszyscy się napierdalali, dobrze, że polityka broni była dosyć dokładna i wnosili ją tylko mafiozi, w końcu finansowali połowe tego gówna, więc zajmowali się ochroną. Zaren dobrze wiedział, że rozegra się tutaj teksańska masakra piłą mechaniczną 10, więc również załadował swojego colta. Veina jak widać nie traciła czasu, bo ze wszystkich to właśnie ona strzeliła pierwsza. W zasadzie to nie chciało mu się otwierać pyska w ogóle, bo już wystarczyło mu stresów związanych z tym miejscem, ale czysty strzał point blank range wzbudził w nim niemały podziw. Musiał to skwitować, bo przecież nie wytrzymałby psychicznie!
-Cold blood, baby. Cold blood. - skwitował i podziękował za całą akcję, mało kto zabija z zimną krwią, tylko wytrawni mordercy, strzelić komuś prosto w pysk jest dosyć trudne, nie każdy jest przyzwyczajony do miazgi jaką to wywołuje na czyjejś twarzy! Można się porzygać jak ma się słaby żołądek.
Chwilę później jeden z jego ochroniarzy dostał butelką i padł na ziemie jak przecinak, bezużyteczna kurwa, jak zwykle ten który gada najwięcej gdy przychodzi co do czego pada pierwszy i modli się, żeby go nie stratowano. Zaren uniósł swoją 45tke i wycelował w napastnika, on jednak nie strzelał w twarz, wolał czysty strzał w serce, co nie było trudno bo jego cel był niemałych rozmiarów. Po tym zajściu, z walizką w dłoni zamierzał przedrzeć się do Anatoliego, którego trzeba było również ratować, bo budka z zakładami była jak portowa dziwka gdy schodziła załoga piracka, oblegana przez całą ekipę. Cóż, powiększony magazynek w chromowanej broni może się w końcu do czegoś przydać. Chwycił czarnowłosą za nadgarstek i pociągnął za sobą, tyły były obstawione, ale to właśnie Zaren niczym rycerz w czarnej zbroi zamierzał prowadzić atak frontalny, pierwsza linia, brak mu tylko skrzydeł i dziary husarii na łydzie albo coś. Cóż, starał się przedostać do wyjścia, a jak to wyjdzie to już zależało tylko od reszty tłumu. Uda się czy nie?

(Spierdalam w niedziele na 2 tygodnie, tak tylko mówię do informacji MG )

_________________

For hands of gold are always cold..
Powrót do góry Go down
Dorian
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1800-zul-fiqar#37899 http://vampireknight.forumpl.net/t1830-jackie-estacado#
Zarejestrował/a : 09/04/2015
Liczba postów : 328


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Wto Paź 24, 2017 3:48 pm

Oj nie byli to tylko mężczyźni bo i kobietom się dostało. Kilka próbowało wyłupić komuś oczy i wydrapać gardła, a kilka dostawało po ryju prawie jakby był to konwent „za słonej zupy”. Miejsce teraz przypominało bardziej brazylisjkie favele gdyby nagle wszystkie gangi uznały, że czas dać upust swoim potrzebom i zmniejszyć gęstość zaludnienia. Nikt nie używał mocy, ale za to wszyscy próbowali zatłuc się konwencjonalnie, w stary dobry sposób.
Przejście z punktu A do B nie było może tak czasochłonne nawet, gdy stał tam tłum, ale teraz kiedy tłum był jak wartka rzeka przemocy przejście bez dostania w ryj albo przejścia po warczących i wywijących się ludzikach była ciężka.
Wyrwanie kasetki nie było bardzo ciężkie, ale ona sama była wypchana w opór i ważyła swoje. Wszyscy staraliście się odpierać dzielnie ataki świrów i szło bardzo ładnie, dopóki koktajle mołotowa nie zaczęły rozbijać się na głowach tłumu obok was zmuszając do gaszenia płonących plam.
Byliście już w sumie u wylotu, z połową magazynków wywalonych w tłum przed wami, który trzymał bardziej lub mniej ostre narzędzia, a zapach krwi też zdawał się kuszący w tej całej jatce. Zaren, jak i Veina z resztą mieli na twarzy otarcia i przez spontaniczne ciosy, które trafiły to tu, to tam i nie zadały poważnych ran, ale zawsze trochę bolało i będą sińce. Z resztą gdzieś po drodze zgubiliście wasze zwłoki, który zostały wciągnięte w środek harmideru, gdy was przewrócono i trzeba było się wygrzebywać spod kilku zawodników.
Drzwi były przygniecione przez typa podobnego do Kharima, który został przybity do nich rurą z areny. Nie będzie wam jakoś bardzo ciężko wyciągnąć ją i faceta, ale zajmie to trochę. Zwłaszcza, że jakimś cudem przy drzwiach leżeli raczej albo siedzieli maruderzy, którzy albo walczyli z chęcią dania sobie po pysku albo już nie mogli więcej przyjąć.
Chwila siłowania się i odpychania od siebie ludzi (których z resztą tych bitnych i przytomnych nie zostało wiele, a przynajmniej ciężko było ich dostrzec przez ten dym i syf) i grubas został odsunięty. Wtedy jednak drugi z ochroniarzy został powalony przez wylatujące z futryny drzwi i zanim się spodnich wygramolił przebiegło po nich wsparcie, które próbując rozdzielić walczących nieświadomie przyłączyło się do walki.
Jednak prawdziwym dramatem okazało się to, że ktoś zauważył że macie przy sobie kupę kasy. Widać było, że nie tylko wy wpadliście na genialny pomysł zajebania wszystkiego zanim zjawi się policja.
Przed wami było kilku mafiozów, za wami tłuczący się tłum, a przez okna dało się widzieć i słyszeć zbliżające się psy. Ogień chwycił już niemal cały tył i środek pokoju. Nie dacie rady zabrać swojego kolegi i kasy razem. Nie starczy czasu na szukanie łysego, który zebrał butelką i ogarnięcie czegokolwiek więcej, chyba że rzucicie kasę w bok i pozwolicie reszcie się o nią zabić sami. Decyzje, decyzje…
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 429


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Czw Lis 02, 2017 11:00 pm

Najmniejszym problemem był powalony mafiozo, wampirzyca nie miała zamiaru po niego wracać, nie znała go i mało ją obchodził los mężczyzny. Bardziej zależało jej na w miarę bezpiecznym opuszczeniu magazynu i odjechaniu jednym z luksusowych samochodów, które stały przed drzwiami. Gdy zobaczyła, że do owych drzwi przygwożdżony jest facet wielkości Kharima i to metalową rurą, nieco się zdziwiła, bo nie wiedziała kiedy ta swołocz miała czas to zrobić. Nie zajęło jej dużo czasu pozbycie się taranu, ponieważ po prostu telekinezą odsunęła go od drzwi i rzuciła nim w pierwszy rząd zadymiarzy, którzy najbardziej dawali się jej we znaki. Latające koktajle mołotowa też okazały się niespodziankami, doceniała fantazję. Veina otworzyła metalowe drzwi hangaru i wyszła na zewnątrz. Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem kilka kroków dzieliło ich od samochodów, jeśli Zaren wypełnił swoją część planu. Teraz zapewne najbardziej dbał o pieniądze, których łatwo z rąk nie wypuści. Właściwie, mógłbyś użyć swoich mocy, to by nam konkretnie pomogło.
- Zwijamy się, mam zbyt bogatą kartotekę. - powiedziała do wampira, ponieważ już z daleka usłyszała syreny policyjnych wozów. Jeszcze kilka razy strzeliła do ludzi, którzy znaleźli się za blisko kobiety, ale zostawiła kilka nabojów w magazynku, na wszelki wypadek. Szybko wskoczyła do czarnego samochodu, wciąż trzymając broń w ręce. Lepiej by czarnowłosy się pospieszył, teraz raczej dbała o siebie i była zdolna grozić kierowcy by ten po prostu odjechał. Pewnie sam nie szukał kłopotów, a te już dawno się zaczęły.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Zaren

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 http://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081 http://vampireknight.forumpl.net/t3396-zaren#73082
Zarejestrował/a : 01/07/2017
Liczba postów : 99


PisanieTemat: Re: Magazyn nr. 23.   Nie Lis 12, 2017 10:17 pm

Zaren miał do wyboru uciec z walizką pełną pieniędzy albo wrócić się po towarzysza? Bratva działała na określonej hierarchii, niby braterstwo, ale z drugiej strony, wanna be mogli sobie pomarzyć o tym, że są czymś więcej niż mięsem armatnim, nie zamierzał po nikogo wracać, w ogóle! Zamierzał zabrać hajs, podzielić się z szefami i mieć ich z głowy, najwyżej później odbębnić minutę ciszy za zmarłych braci, którzy nie byli mianowanymi członkami organizacji, bo nic innego się im więcej nie należało. Może i było ciężko, może i było trudno, ale koniec końców uda się im przedostać, z tego co przynajmniej wyczytałem. No, więc mogą spokojnie dotrzeć do wejścia i uciec z tego cholernego magazynu, to trwało za długo, gdyby tylko wszystko szło zgodnie z planem, nie musiałby przedzierać się przez tonę robactwa i innego ścierwa, no.. ale cóż.. w życiu to zawsze wiatr w oczy i chuj w dupę.  Wampir spojrzał na kobietę którą miał u boku, nie narzekał ostatnio na brak doborowego towarzystwa to trzeba było przyznać.
-Mhm.. Ukradłaś ostatnio cukierki, czy zawinęłaś staruszce torebkę, gangsterze? - zaśmiał się cicho po czym poszedł za nią trzymając się blisko swojej towarzyszki do której był odwrócony plecami, musiał widzieć co się działo za nim przy tym wyjściu, byli jak Bonnie i Clyde, tylko trochę po wylewie. Mam używać mocy? Proszę Cię dziewczyno, widziałaś szlachetnego, który chętnie używa mocy? Zresztą to takie tylko głupie tłumaczenie, moje moce ograniczają się do single targetu, nie jestem w stanie zrobić nic przeciwko grupie ludzi i udaję twardego, że ich nie potrzebuje. Zamierzała grozić kierowcy? Zrobił bardzo dobry ruch, że dał jej być z przodu c: skoro miały się tu dziać takie ciekawe rzeczy! Nie mógł sobie po prostu tego odpuścić, wiedział, że jest waleczna i trochę pojebana, nawet całkiem w jego typie, ale nie przypuszczał grożenia na drugiej randce!
Wampir spojrzał w stronę Veiny i przyglądnął się jej dokładnie, niby taka zestresowana a jakoś nie pchała się do przodu, żeby uczynić tą randkę ciekawszą, na przykład strzelając do byle kogo, można powiedzieć, że czuł się zdradzony o! Musiał wziąć sprawę w swoje ręce, czyli rzecz jasna wpakować się do pierwszego lepszego samochodu, otwierając drzwi kierowcy na siłę niczym protagonista z GTA i przyłożył broń do skroni komuś kto aktualnie siedział za kółkiem.
-Spierdalaj, liczę do trzech. - nie musiał dużo liczyć, gdyż nie trafił na wampira, który by się stawiał, a na człowieka, który raczej nie chciał dostać kulki w głowę, więc wymienił się z typkiem miejscami, czekając na Veine. Kiedy kobieta zasiądzie swoim zgrabnym tyłeczkiem na fotelu pasażera, wtedy odjedzie w ch.. w siną dal.

2x zt

_________________

For hands of gold are always cold..
Powrót do góry Go down
 
Magazyn nr. 23.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Magazyn właściwy
» Opuszczony Magazyn
» [P1] Magazyn
» Magazyn Deadpoola
» Magazyn broni

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA PORTOWA (WSCHÓD)-
Skocz do: