IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Nabrzeże/przystań/keja.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Anna Hale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1339-anna-hale#25245 http://vampireknight.forumpl.net/t1400-anna-hale
Zarejestrował/a : 27/02/2014
Liczba postów : 421


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Czw Maj 26, 2016 8:53 pm

Nie przeszkadzało jej nic od dłuższego czasu. Z przymrużonymi, a chwilami zamkniętymi oczami, słuchała szumu fal, jak i innych dźwięków dobiegających z miasta. Mało kiedy natrafiała na miejsce, które było czyste od cywilizacji. Ciche... Istna oaza spokoju... Zawsze dało się słyszeć a to samochody, a to hałasy z jakiś fabryk. Jak nie dźwięki to obrazy niszczyły spokój ducha. Nic nie dało się jednak z tym zrobić. Technologia szła do przodu, co miało i swoje plusy i minusy, jak niemal większość zjawisk. Nic nie było perfekcyjne... Cisze można było odnaleźć jedynie kilka kilometrów od miasta, najlepiej w środku lasu, gdzie nikt nie chodzi, jednak komu by się chciało tak daleko iść? Dla wampira to nie wielkie wyzwanie, jednak dla człowieka i owszem, jeśli mówimy tutaj o spacerze z buta. Czego jednak nie robi się dla chwili ciszy?
No ale wracając... Anna siedząc na przystani relaksowała się otaczającymi ją odgłosami, jak i widokiem wody, która przez prąd poruszała się w jednym kierunku, tworząc na powierzchni wody wzniesienia, przypominające kolejne warstwy wody i tak dalej. Z tego przyjemnego stany wyrwał go odgłos stąpających stół po przystani, jak i po chwili głos. Bez wątpienia męski. Jednak nie wzbudził on u Anny oznaki strachu spłoszenia. Nawet się nie odwróciła w pierwszej chwili, mając nadal przymknięte oczy.
-Nie... Tego czego się obawiam, to tego, że zaraz z wody przede mną wyskoczy rekin... Złapie mnie za nogę, oderwie, wciągnie i pożre.
Szepnęła dość głośno jak na szept, po czym, jednak nieco odwróciła twarz by móc ujrzeć osobę stojącą za nią. Powiew wiatru, niczym zasłona przysłonił, część twarzy wampirzycy, która przyjrzała się palaczowi.
-Wykorzystywanie... W większości przypadkach jest nudne, jeśli kogoś kręci, to tych którym brak wyobraźni, bądź też sensu życia. Inną sprawą są zabawy...
Odparła jak by już miała przerobiony temat wykorzystywania w praktyce. Nie wstając z przystani zerknie uważnie na chłopaka, patrząc się na tlącego papierosa.
-Co Cię tutaj sprowadza?
Zapytała bo chyba nie przyszedł tutaj bez celu? Chyba też nie przybył wykorzystywać tutaj nikogo, bo nie wyjdzie zapewne na tym zbyt dobrze, ale co Anna mogła wiedzieć co jest w głowie chłopaka. Przecież go nie znała. Może widziała go w akademii, ale to tyle...

_________________
vivere nolit, qui mori non vult
Anka otrzymała fiolkę z substancją, która po wypiciu, tworzy wokół osoby - która wypiła zawartość - cieńką otoczkę, przez co postać staje się niewidzialna na dwa posty - ubrania także. Artefakt jest jednorazowy. Należy wypić całość, żeby działał.

I can see every tear you've cried
like an ocean in your eyes
All the pain and the scars have left you cold
I can see all the fears you face
through a storm that never goes away
Don't believe all the lies that you've been told

I'll be right here now
to hold you when the sky falls down
I will always
be the One who took your place
When the rain falls
I won't let go
I'll be right here

Powrót do góry Go down
Vergil

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t886-vergil-startess#7238
Zarejestrował/a : 15/01/2013
Liczba postów : 342


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Sob Maj 28, 2016 8:59 pm

- Odważne słowa jak na samotną kobietę w dzisiejszych czasach. - odparł tylko biorąc kolejnego bucha i przyglądając się jej od stóp po samą głowę.
Następnie spojrzał na taflę wody która była spokojna i niczym niezmącona. Było tu bardzo cicho, a naokoło nie było żadnej duszy. Po dłuższej chwili spojrzał znów na kobietę.
- Cóż. Niektórzy bawią się w jeden sposób, a inni w drugi. O gustach się nie dyskutuje jak ktoś mi kiedyś powiedział. Ciekawe jakie ty preferujesz zabawy... - uśmiechnął się lekko i wzruszył ramionami. - A co mnie tu sprowadza? Szczerze to zgubiłem się.
Uśmiechnął się szerzej mówiąc te słowa jak gdyby nic. W końcu nie przeszkadzało mu to zbytnio. Mógł zwiedzić nowe miejsca i poznać nowe osoby. Przyzwyczaił się. Nie był też osobą która wykorzystywałaby młode kobiety wbrew ich woli. No chyba że byłby bardzo, bardzo głodny, wtedy juz Legion przejąłby kontrolę.
- Gdybym chciał cię przymusić do czegoś siłą to raczej zakradałbym się od tyłu, a nie podchodził porozmawiać prawda?
W końcu zgasił peta i wyrzucił za siebie. Teraz w sumie napiłby się czegoś. Głodny w krew nie był, a i tak czuł nosem że krew kobiety jest wampirza więc posilenie się nią nic by mu nie pomogło na głód.
- Po prostu szukam drogi do rozrywkowej części miasta. Noc jeszcze młoda, a ja mimo wszystko także lubię pewien rodzaj zabaw. Pomożesz mi? - mrugnął do niej dwuznacznie, chociaż musiała sama zdecydować co miał na myśli.
Powrót do góry Go down
Anna Hale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1339-anna-hale#25245 http://vampireknight.forumpl.net/t1400-anna-hale
Zarejestrował/a : 27/02/2014
Liczba postów : 421


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Nie Maj 29, 2016 8:49 am

-Tak myślisz?
Zapytała retorycznie słysząc słowa nieznajomego, po czym powoli zacznie wstawał, patrząc jeszcze chwile na wodę, by potem zaś spojrzeć na palacza i przy nim wzrok zostawić.
-Są gusta i guściki. Ale lepiej zachowam dla siebie moje zabawy, bo jeszcze Cię odstraszę...
Uśmiechnęła się łagodnie do chłopaka. No cóż... Zgubienie się jest chyba w tym mieście dość częstym zjawiskiem i ma prawo się przydarzyć każdemu, dlatego też kiedy Anna usłyszała co sprowadza tutaj chłopaka, westchnęła cicho. Wysłuchała go do końca nie przerywając mu po czym odparła.
-Cóż powiedzmy że masz racje, jednak kto wie jak byś wyszedł z tej konfrontacji, ale to dobrze że nie masz złych zamiarów, po ostatnich wydarzeniach mam jeszcze dość.
Aż pokręciła głową na swoje słowa jak by chcąc odgonić swoje złe myśli. No ale skoro chłopak czeka na wskazanie drogi, pomoc, to czemu by nie pomóc, skoro chłopak zdaje się być jak na razie w porządku.
-Chodź zaprowadzę Cię tam i tak miałam się zbierać. Masz obrany cel, gdzie chcesz iść, czy tylko na dzielnice rozrywki Cię zaprowadzić?
Zaproponowała chłopakowi skinieniem ręki, wskazując w kierunku plaży, gdzie ta prowadzi do ścieżki, potem drogi i tak dalej, aż do miasta.
-Jesteś z Akademii Cross?
Zapytała w sumie, bo wydawało jej się że go widziała w szkole, no ale mógł zakończyć edukacje, czy też mógł być jej gościem, a pytać nie zaszkodzi. W między czasie skierują się w stronę miasta. Dla umilenia sobie drogi, wyjmie swoje papierosy, zechce nawet poczęstować nieznajomego nimi i odpali idąc dalej.


z/t x2

Odpisz tam gdzie chciałeś się wybrać ;]

_________________
vivere nolit, qui mori non vult
Anka otrzymała fiolkę z substancją, która po wypiciu, tworzy wokół osoby - która wypiła zawartość - cieńką otoczkę, przez co postać staje się niewidzialna na dwa posty - ubrania także. Artefakt jest jednorazowy. Należy wypić całość, żeby działał.

I can see every tear you've cried
like an ocean in your eyes
All the pain and the scars have left you cold
I can see all the fears you face
through a storm that never goes away
Don't believe all the lies that you've been told

I'll be right here now
to hold you when the sky falls down
I will always
be the One who took your place
When the rain falls
I won't let go
I'll be right here

Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Nie Cze 19, 2016 11:39 am

Wycieczka po świecie skończyła się niezwykle szybko. Odkąd Isao, gdzieś zniknął, postanowiła, wrócić do włości swojej matki - Hachiko. Szanowała ją, nawet lubiła bardziej od Testamenta. Chciała ją zobaczyć, znowu coś namieszać w mieście, było tutaj zdecydowanie za spokojnie. Wracała akurat przez plażę do czasu, aż nie natrafiła na miejsce, gdzie dobijają statki. Była w Doku i tutaj chciała się znaleźć. Ludzi było coraz mniej, w końcu słońce powoli zachodziło, przybierając barwę szkarłatu.
Wzrokiem zaczęła szukać miejsca, gdzie mogłaby usiąść. Musiała na chwilę odpocząć, droga była długa, a ta za nim dojdzie do posiadłości Hachiko.. jeszcze trochę minie. W każdym razie dopiero, co znalazła ławkę, więc czemu by z niej nie skorzystać. Spojrzała na niebo, pociągnęła nosem, ktoś był blisko, aż za blisko. Usiadła, patrząc wzrokiem w dal. Nogę zarzuciła nogę, dłonie położyła na kolanie. Torebkę postawiła koło siebie, była gotowa przyjąć gościa. Kim on był?
Znajdował się jeszcze za daleko, by ta mogła dojść do wniosku, że ją zna. Nawet bardzo dobrze, ale odległość, może wyjdzie mu na przeciw?  Zdjęła lewą nogę, ręce wcześniej odłożyła na ławkę. Jakiś rybak przeszedł obok. Oblizała usta, była głodna. Oczy jej zrobiły się czerwone, szybko odwróciła głowę, wstała. Zabrała szybkim ruchem torebkę, odwróciła się i poszła w kierunku osoby, która dokądś wracała. Nie był to człowiek, więc musiał być wampir. Czy ją rozpozna? Tyle nie wracała. Włosy miała upięte w luźny kok. Na sobie tym razem miała biały top, ciemną marynarkę, obcisłe jeansy i botki. Wyglądała jak dawniej, ale czy ktoś ją pamiętał? W mieście była od jakiegoś czasu, ale niezbyt się chciała pokazywać. Wolała na razie trzymać się w cieniu, aż do teraz. Znudziło to ją, chciała coś zrobić, szczególnie, że Isao wybył, nie wróci i dobrze.
Przyszła kolei na rodzinę, kto będzie pierwszy? Ojciec, matka, brat, może siostry? Przyspieszyła kroku, gdy ujrzała jego. Znana twarz, tak samo znany wygląd. Uśmiechnęła się, nie robiąc nic z faktem, że oczy zmieniły swój kolor. Było dobrze, w końcu przed nią znajdował się nie kto inny, a Gabriel.
- Miło Cię widzieć - zagadnęła, czekając, aż ten zareaguje na jej przybycie.
Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 459


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Pon Cze 20, 2016 7:41 pm

Udało mu się zgubić tego palanta. Jeszcze tego brakowało, żeby przyjaciel Beletha zjebał mu resztę wieczoru, który na początku miał zarezerwowany tylko dla siebie i Elyse. Ugr, mógł wybrać każde inne miejsce, a nie lunapark. Przed wypowiedzeniem głośno tego pomysłu, powinien uderzyć głową w mur, żeby wyperswadować go sobie z głowy. Dziewczyna nadal nie odpisała. Może spała? Przez chwilę rozważał opcję odwiedzenia szpitala, ale po krótkim namyśle postanowił wrócić do siebie. Wątpił, że naprawdę się tam udali. Zszedł z ścieżki prowadzącej do domu. Dawno nie odwiedzał przystani. O tej godzinie powinno być parę statków, czekających na poranny rejs. Może by tak pozwiedzać parę z nich? I tak teraz by nie zasnął tak szybko, a wiercić się w swoim pokoju nie miał zamiaru.
Odwrócił się, słysząc znajomy głos. Zmierzył wampirzycę pytającym wzrokiem. Miał wrażenie, że gdzieś wcześniej ją widział, a jednak stał tak chwilę, nie potrafiąc ją sobie przypomnieć. No tak, to jego siostra! Zmartwienie i irytacja na jego twarzy od razu przerodziło się w zaskoczenie.
- Banshee - przypatrywał się jej, nie dowierzając, że to właśnie ją spotkał. Ile to się nie widzieli? Dobrych kilka lat! Musiał przyznać, że nieco się zmieniła od ich ostatnie spotkania, które pamiętał doskonale. Szkoda, że zostało ono przerwane.
- Kiedy przyjechałaś? - zapytał. Musiał przyznać, że był nieco ciekawy, czy już odwiedziła resztę rodziny. Może od niej mógłby dowiedzieć się, co słychać u rodziców i Hery? Sam na pewno nie pójdzie do zamku. Takie informacje nie były warte ryzyka napadu przez Kuro.
- Głodna? Czy to z ekscytacji na mój widok? - powiedział, dostrzegając, zmianę koloru tęczówek blondynki. - Możemy razem potem zapolować. To byłoby dobre odnowienie więzów rodzinnych - zaproponował, obnażając kły w kpiącym uśmiechu.
To też dobry sposób na odreagowanie nerwów.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Nie Cze 26, 2016 11:10 am

Spotkanie rodzinne było miłą odmianą. Dzisiejszego dnia, jedyne co Banshee spotkało to niedobra kawa, spóźniony pociąg i dziwne kolejki w sklepach. Z czego to ostatnie sprawiło, że ostatecznie wyszła ze sklepu, by nie robić zamieszania. Ludzie ciągnęli się kilometrami, co z kolei zaczynało ją irytować. Było ich po prostu za dużo, a jeszcze przez pół dnia była na głodzie. Ogólnie rzecz, biorąc cieszyła się, że  ukochany braciszek się pokazał. Od razu zrobiło się jakoś radośniej, z resztą również skupiła na nim uwagę, nie przejmując się problemami świata.
Gdy tylko Gab wypowiedział jej imię, ta od razu poklepała miejsce obok siebie, jakby chcąc by ten zajął miejsce obok niej. Następnie spojrzała w kierunku wody, starając sobie przypomnieć ich ostatnie spotkanie. Ach, tak.. zostało przerwane przez członka rodziny Kuroiashita. Poprawiła niesforny kosmyk i ponownie spojrzała na brata. Była dzisiaj lekko roztrzepana, przynajmniej myślami.
-  Od tygodnia jestem w mieście. Nie powiem, ale liczyłam na coś więcej, niż gromada ludzi w sklepach. Są strasznie męczący i nudni - stwierdziła, patrząc w jego oczy. Nie lubiła tych istot. Byli pokarmem, niczym ponad to. Zdecydowanie bardziej wolała towarzystwo wampirów, z którymi chociaż trochę się dogadywała.
-  Powiedz, jak sobie radzisz? Coś ciekawego się działo, gdy mnie nie było?
Czyżby spodziewała się jakiejś większej akcji, którą potem będzie żałować? A może matka wiedziała znacznie więcej? Ciekawe, co u ojca...
Zaraz potem, wesoło zachichotała. Faktycznie głód jej doskwierał, co na pewno się u niej uwidoczniło. Ponad to, również chciała by Gab był blisko. Chciała, by ten poświecił jej dłuższą chwilę, może nawet spędził z nią cały wieczór i jeszcze noc?
-  Myślę, że oba, z tym, że nie mogę Ciebie zjeść. Myślę, że jesteś ciężko strawny.
Puściła do niego oczko, a następnie wzięła głęboki oddech. Starała się wyczuć jakiś ludzi w pobliżu. Rybacy rzucali cumy, przypływali z dalekich podróży. Było na czym zawiesić oko.
-  Zapolować razem? - uśmiechnęła się przebiegle, pokazując kły -  Jeśli nie spłoszysz wszystkich ludzi w okolicy, to chętnie.
Schyliła się nieco, by podnieść płaski kamień. Następnie rzuciła go o wodę, puszczając dwie kaczki. Popatrzyła na to zadowolona, o czym tak naprawdę myślała?
-  Próbowałeś kiedyś to robić? Będąc z dala od tego wszystkiego, zahaczyłam o morze. Z nudów zaczęłam rzucać kamieniami. Niechętnie się przyznam, że zaczęło mnie to uspokajać. Cholerny Isao..
Zmarszczyła brwi, patrząc przed siebie.
Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 459


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Nie Lip 03, 2016 8:56 pm

Tydzień? To zdecydowanie za mało, żeby siostra mogła dowiedzieć się czegoś więcej o rodzinie. Szkoda, już myślał, że będzie mógł od niej wyciągnąć jakieś nieistotne informacje. Mimo oficjalnego wygnania z rodziny, był ciekawy co słuchać u niektórych osób. Sam nie miał zamiaru nawet się pokazywać na terenach Kuroszów, wiedząc, że grozi to nie tylko utratą zdrowia. Członkowie rodu potrafili być mściwi i nie odpuszczali łatwo. Głupotą byłoby pchanie się w paszczę lwa na własne życzenie.
- Parę rzeczy się działo, ale mało istotnych - mruknął, nie zagłębiając się w szczegóły. - Słyszałaś? Samuru wyleciał z posady burmistrza - napomknął, nie ukrywając radości z tego faktu. Starszemu braciszkowi już dawno należał się solidny kop w cztery litery. Nie wiedział, dlatego postanowił zrezygnować. Czyżby znudziła mu się miejsca posada i aspirował na wyższe stanowisko? Słuch po nim zaginął, co też poprawiało Gabrielowi humor.
Patrząc na Banshee dostrzegał w niej prawie tą samą osobę przed długim zniknięciem. Od zawsze wyczuwał w niej coś, co przyciągało jego do niej. Jednak było to całkiem inne uczucie niż z Elyse. Przy jasnowłosej była to bardziej ciekawość, niż coś głębszego i poważniejszego.
- Tak, niestrawność to jedna z moich zalet - powiedział, posyłając Bananowi szyderczy uśmiech. Pomysł spędzenia wieczoru z dziewczyną wcale nie był taki zły. Może nawet później zaprosi ją do siebie, żeby pokazać, gdzie aktualnie mieszka. Wątpił, żeby wykorzystała to dla swoich celów i powiedziała zawiadomiła jakiegoś Kurosza.
- Jedzenia się nie płoszy, kiedy jest potrzebne. - Co prawda nie był głodny, ale nie zamierzał patrzeć, jak Banshee się posila. Też chętnie skorzysta z oferty plaży. Mimo późnej pory na pewno kogoś spotkają. Obserwował odbijające się od tafli wody kamienie.
- Nie, ale możesz mnie nauczyć. - Wzruszył ramionami, wyciągając telefon z kieszeni. - Tylko zadzwonię do kogoś. -Wybrał numer Elyse, oczekując na jej odebranie. Cóż... faktycznie po drugiej stronie ktoś się odezwał, ale czarnowłosemu nie do końca o to chodziło. Zacisnął zęby, słysząc niecodzienny dialog. Odruchowo wbił paznokcie w wnętrze dłoni, raniąc ją do krwi. Więc to tak wyglądało jej złe samopoczucie i pseudo-odwiedziny w szpitalu? Kiedy on się martwił, ta spędzała miłe chwile z Belethem. Może to była u niej taka tradycja, żeby wskakiwać w ramiona swoich dawnych przyjaciół? Aż go mdliło na samą myśl. Wypuścił powietrze przez zęby, walcząc z ogarniającą go chęcią rozjebania telefonu.
"Kocham Cię, Beleth."
Przegrał. Pragnienie wyżycia się było silniejsze niż zdrowy rozsądek. Przerwał połączenie. Jednym ruchem przepołowił komórkę. Wyjął kartę sim, którą niedbale schował do kieszeni. Pierwsza część telefonu wylądował wśród fal, a za nią poszybowała druga. Całkiem zignorował obecność Banshee i to, że ona pewnie nie rozumiała jego wybuchu złości.
- Kurwa - warknął głośno, obserwując, jak fale leniwie rozbijają się o brzeg. - Jebana cholera. Tak bardzo się źle czuła - syknął. Wciągnął głęboko powietrze, napawając się ludzką wonią. Oczy w jednej chwili przybrały rażący, wręcz nienaturalny jak na wampira czerwony odcień. Pełne złości spojrzenie skierował na siostrę.
- Zaraz coś rozjebię - agresywny ton nadal nie znikł z jego głosu, a wręcz się nasilił. Nie czekając na reakcję blondynki, ruszył w kierunku zapachu przebywających niedaleko ludzi. Żal do szlachetnej i poczucie bezsilności doprowadzały go do nasilającego się gniewu, którego on wcale nie zamierzał opanować.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1671


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Nie Lip 03, 2016 10:04 pm

Wybierając numer do Elyse nie tego spodziewał się Gabriel. W jednej chwili świat mężczyzny przewrócił się do góry nogami, wybudzając uśpioną dotąd furię.
Obie części piekielnego siewcy złych informacji zostały wrzucone do wody, gdzie po kilku sekundach zostały porwane przez fale.
Nie, to nie był dobry dzień dla Gabriela. Mężczyzna nie mógł wytrzymać natłoku wściekłości, dlatego podążył za słodkim zapachem krwi, który był doskonale wyczuwalny z okolicznej części plaży. Rodzina, a w zasadzie jej mała część – jasnowłosa kobieta i jej dwójka małych dzieci – ruda dziewczynka i chłopiec, będący małą kopią swojej mamy.
- Eloie chodź tutaj kochanie, ściemnia się i musimy wracać do domku – chłopiec trzymał się mamy, ale dziewczynka radośnie skakała po plaży dzierżąc w malutkich dłoniach butelkę pomarańczowego soku. Początkowo na oko 6-letnie dziecko nie zwróciło uwagi na nadchodzącego Gabriela. Kiedy w końcu go dostrzegła podbiegła wesoło do mężczyzny i wyciągnęła ku niemu rączkę z trzymanym w niej sokiem.
- Plose pana, otworzy mi Pan socek? - uśmiechała się patrząc swoimi niebieskimi oczami na mężczyznę.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Wto Lip 05, 2016 3:39 pm

Nie było jej dość długo, by do tego czasu mogło się coś wydarzyć. Ban, jak to ona lubiła rozróby. Kochała terror, nawet jeśli szybko był tłumiony. Zwyczajne życie w ukryciu ją nudziło, choć szczerze się powstrzymała, by nikomu nie ukręcić głowy. Nie chciała rozlewu krwi, również stanowiła mniejsze zagrożenie, niż matka. Co prawda, od czasu do czasu, myślała, czy by przypadkiem nie stać się groźniejsza. Chyba to spróbuje przez ostatnie dni, chociażby po to, by rozprostować ,,stare" kości.
Hou? Czyżby usłyszała newsa? Samuru? Ten Samuru, który był takim postrachem, a w dodatku burmistrzem? Popatrzyła na Gabriela, myśląc, czy aby nie ściemnia, ale.. to był jej ukochany brat. Nie było mowy o pomyłce, naprawdę miasto straciło człowieka u władzy. Może to nawet i lepiej? Ciekawe, czy wybory już się odbyły i kto teraz będzie zarządzał tą słodką Yokohamą - domem dla każdego kto ma kły i trochę wody sodowej w głowie.
-  Ukochany Samuś, nie podołał i został obalony? Tak mi przykro..., kto teraz włada tą mieściną? - powiedziała z udawanym żalem, w końcu, kto jeszcze był po jego stronie? Sama z nim nie miała jakiś tam ciekawych kontaktów, również nie planowała głębszych relacji. Z resztą znała go bardziej ze słuchu, co w zupełności wystarczyło, by się od niego trzymać z daleka. Z resztą, czy i braciszek za nim nie przepadał? Niby bliska rodzina, ten Samur, ale nie wiele go za taką uważało.
-  Pamiętaj, że nielicznych! - dogryzła mu bardziej, uśmiechając się złośliwie. Ktoś mógł pomyśleć, że pasowali do siebie, ale jak wiadomo, między nimi nie było czegoś poważniejszego. Byli rodzeństwem, może nawet bliższymi przyjaciółmi. Zwyczajnie Ban, lubiła jego towarzystwo. Zero zmartwień, zero stresu, mogła się odprężyć.
-  Czyli myślisz, że podołasz zadaniu i nie spłoszysz? Och, Gab cieszę się z tego powodu - chciała go złapać za rękę, zmusić, by ten zajął miejsce koło niej, ale nie było czasu. Chłopak wpatrywał się w fale, a zaraz potem wyjął telefon i zwyczajnie jej się wymknął.
Lekko się nadąsała, ale skinieniem głowy, pozwoliła mu to zrobić. Niech dzwoni, sprawdzi, co jest grane u jego ludzi. Mogła poczekać kolejne parę minut, ale z pewnością nie siedząc. Wzięła swoją torebkę i niedbale ją przerzuciła przez ramię. Następnie wstała i podeszła do brzegu. Patrzyła prosto na miejsce, gdzie dużo wcześniej widniało słońce, napawała się tym widokiem, aż.. usłyszała trzask telefonu. Odwróciła się na pięcie, odgarnęła włosy i spojrzała niepewnie w kierunku Gaba. Był wściekły, akurat chował kartę SIM. No to szybko się do niego nie dodzwoni.
-  Gab? - wolała zapytać, czy wszystko z nim w porządku, ale była w lekkim szoku. On naprawdę popadał w furię, chociaż dziewczyna nie powiedziałaby, iż pływające części jego nowinki były czymś.. zaskakującym. Zaczęła podchodzić do niego, najpierw pomału, a zaraz potem.. na pełnej szybkości. Stanęła przed nim za nim, ten by się niebezpiecznie oddalił. Zagrodziła mu drogę, nie pozwoliła przejść. Gdyby próbował ją wyminąć, ta by złapała za jego nadgarstek, nie było mowy o odejściu. Najpierw wyjaśnienia.
-  Nie pójdziesz dalej. Najpierw wyjaśnij, weź wdech. Jeśli zrobisz choćby krok, to zaspokoję Tobą pragnienie - formalna groźba, której tak naprawdę nie miała zamiaru spełniać. Szkarłat vs. Szkarłat, jej oczy również wydawały się coraz groźniejsze. Ech, czy Ci cholerni ludzie nie mogliby sobie odejść?
Spojrzała na rodzinkę, która się zbliżała w ich stronę. Już jej nienawidziła, już ją chciała rozszarpać. Spojrzała niechętnie na dziewczynkę. Serce w jej piersi zaczęło szybciej bić, oblizała usta, była spragniona. Jej oczy przybrały głębszy odcień czerwieni, gdzieniegdzie zaczęły pobłyskiwać. Puściła Gaba, a zaraz potem podbiegła do matki i chłopczyka. Spojrzała na nich groźnie, była w końcu drapieżnikiem, a oni... jej ofiarami.
- Jest Twoja, ja już nie mogę - westchnęła zrezygnowana, przeczesując włosy. Następnie szybki skok i już chłopczyk znalazł się w jej ramionach. Jeśli matka spróbowałaby, by go ratować pchnęłaby ją w stronę morza. Niech płynie, niech wraca, robi, co chcę. Przyjdzie na nią pora, o tak.
- Maleńki nie bój się, to tylko sen, odpręż się, za niedługo się skończy - uśmiechnęła się do ofiary, a następnie wbiła kły w jej szyję. Brała ile chciała, łapczywie i zachłannie. Gdy skończyła, a ofiara była martwa, przyszła kolej na matkę. Czy była mokra i przestraszona? Kogo to obchodziło..
- Jak się pani nazywa? - popatrzyła w jej oczy, przechyliwszy głowę. Ciało chłopca rzuciła w stronę mokrego piasku, nie chciała się silić na delikatność. Koniec grzeczności, koniec rutyny, dajcie coś nowego. W końcu, była znudzona tym prostym światem...
Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 459


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Sob Lip 16, 2016 12:22 am

- Aktualnie miasto jest bez burmistrza - odpowiedział, wzruszając ramionami. Tak kwestia nie obchodziła go tak długo, dopóki wampiry mogły żyć w mieście bez większych zagrożeń. Choć to mogło się zmienić, jeśli do władzy dojdzie jakiś łowca, w co jednak wątpił.
- Oczywiście, jakże bym mógł kogokolwiek spłoszyć? - wyszczerzył się, ukazując rząd białych zębów. Jeśli chcieli kogoś przekąsić, to nie mógł płoszyć zwierzyny swoim zachowaniem. Przecież Gabriel zazwyczaj jest przeuroczy, wszyscy wręcz lgną do niego, pchając się oknami, bo przejście w drzwiach jest zbyt wąskie.
Nawet nie usłyszał głosu siostry. W głowie mu huczało od słów Elyse. Nie mógł uwierzyć, że była taka głupia i dała się omotać przez Beletha. Musieli się naprawdę za sobą stęsknić, skoro tak dogłębnie świętowali spotkanie po latach. Nie potrafił pogodzić się z samym sobą i uczuciami, co doprowadziło do tego, że przegapił swoją szansę. Może to i lepiej? Najwyraźniej dziewczyna nie odczuwała tego samego w stosunku do niego. Spojrzał gniewnym wzrokiem na Banshee, kiedy zagrodziła mu drogę. Miał jej wszystko wytłumaczyć? A to co, terapia rodzinna? Z gardła czarnowłosego wydobyło się stłumione parsknięcie. Oczy nadal świeciły czerwienią i chęcią mordu. Nie powiedział nic, obnażając kły. Na szczęście siostra poszła poszła po rozum do głowy albo zauważyła, że i tak nic nie działa, bo odsunęła się, dając spokój Gabrielowi.
Spotkanie ludzkiej rodzinki było wspaniałym prezentem. Przynajmniej nie musiał długo szukać swojego celu. Źrenice chłopaka zwęziły się jak u kota, gdy dostrzegł kolor włosów małej dziewczynki. Na jej miejscu powinna stać szlachetna. Wtedy bardziej cieszyłby się z okazji wyładowania złości. Przekrzywił głowę w prawo, łapiąc rudą za wyciągniętą ku niemu rękę. Chciała, żeby otworzył jej sok? Czy on wyglądał jak akcja dobroczynna?
- Mama nie nauczyła, że nie podchodzi się do nieznajomych? - powiedział, wzmacniając uścisk. Jego głos nie brzmiał przyjemnie, przypominał bardziej zgrzyt metalu. Palce prawej dłoni zacisnęły się na butelce soku, wyrywając go z ręki czerwonowłosej. Zamachnął się, chcąc rozbić szkło na twarzy dziewczynki. Puści ją, ale nie da czasu na działanie. Tym razem złapie za szyję dziecka, przebijając palcami jej delikatną skórę. Nie obchodziło go to, że matka dzieci pewnie wpadnie w rozpacz po ich stracie. I tak nie będzie miała dużo czasu na wylewanie łez po swoich bachorach! I nią wampir zamierzał się zająć. Nie może pozwolić, żeby kobieta przez połowę swojego marnego życia chodziła w żałobie. Szczytem litości będzie ją zabić, tym samym pozwalając, by dołączyła do swojej rodziny. Przestało go interesować pożywienie się. Nie odczuwał tak silnego głodu jak jasnowłosa, choć z pewnością wypije nieco krwi. Polowanie dla zabawy było o wiele ciekawsze. Patrzenie, jak z ofiar ulatuje życie, a w oczach gaśnie ostatnia iskierka nadziei, nakręcało go coraz bardziej. Kto by się przejmował zwierzyną łowną, kiedy tak sama pcha się między zęby?
- Nie baw się jedzeniem - upomniał Banshee. Z jego głosu częściowo zniknęła agresja, za to pojawiło się dziwne rozbawienie. - Spłoszysz je - zaśmiał się, obserwując matkę nieszczęsnej dwójki nienawistnym wzrokiem. Tęczówki odzyskały swoją naturalną barwę, mimo to ślepia nadal wydawały się odbiciem przepaści bez dna i światła.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1671


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Sob Lip 16, 2016 8:47 pm

Matka dziewczynki przez jakiś czas próbowała nawoływać małą, lecz bezskutecznie. Dziecko z zainteresowaniem pomknęło do Gabriela, wyciągając rączkę i kierując grzeczną prośbę. Nie znała wampirów, nie miała pojęcia, że stojący przed nią mężczyzna nie jest miłym i uczynnym Panem, a bestią wyżywającą się na małych dziewczynkach. Kiedy padło pytanie, oczy małej momentalnie się zaszkliły.
- Psieplasiam Pana – spuściła głowę i to samo chciała uczynić z nieszczęsną butelką soku. Oblizała suche wargi pogodzona z myślą, że smak pomarańczy będzie musiał zostać odłożony na dłużej. Aż tata wróci z pracy, bo mama w ciąży nie dała rady tego odkręcić. Jakie było zdziwienie dziecka, gdy wampir wyrwał butelkę. Dziewczynka spojrzała na mężczyznę i wtedy poczuła uderzenie, które momentalnie przewróciło ją na ziemię. Cała twarz dziecka pokrywała teraz krew, a mała na początku w szoku, teraz nagle zaczęła płakać w asyście wrzeszczącej matki. Co krzyczała rodzicielka? Prośby o pomoc, modlitwy, błaganie o zostawienie jej dzieci. Bezskutecznie. Najwidoczniej Bóg nie mieszkał na plaży, bo już po chwili wampir zatopił w dziecku pazury, pozbawiając je przy tym życia. Dziewczynka wydała ostatnie tchnienie, a jej krew wartkim strumieniem mieszała się z morską wodą.
Chłopiec którego upatrzyła sobie Banshiee stał przed wampirzycą i nie odezwał się ani słowem. Kiedy wampirzyca postanowiła zakosztować krwi dziecka, matka skierowała swoje krzyki w kierunku perłowowłosej.
- Zostaw moje dziecko! Ratunkuuu! - wampirzyca poczuła mocne uderzenie torebką, a matka szarpnęła za rękę chłopca i zaczęła uciekać w stronę migających światełek.
- Ludzieeee ratunkuuu! Wampiry atakują! - wzięła na ręce synka i biegła nie oglądając się za siebie. Była w szoku, podobnie jak jej dziecko, które wciąż krwawiło z miejsca gdzie wbiła się wampirzyca.


Banshee – zostałaś uderzona ciężką torebką w głowę. Odczuwasz lekkie zawroty głowy.


Matka z chłopcem są już w połowie drogi do „migających światełek”. Pozostawili na plaży martwą dziewczynkę i uciekają chcąc ratować swoje życie.


_________________
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Pon Paź 17, 2016 2:50 pm

Miasto bez człowieka u władzy? Chciało jej się klaskać ze szczęścia. Już od dawna liczyła na moment, w którym to głupie miejsce straci godnego w ich mniemaniu przywódcę. Oczywiście, jak powszechnie wiadomo kolejny kandydat z pewnością okaże się wampirem. Ich pobratymiec mógłby być świetną przepustką do siania ogólnego chaosu, co w jej mniemaniu było całkiem dobre.
Jeszcze za nim wróciła na stare śmieci planowała posunąć się parę kroków do przodu. Była niegroźna, właśnie do tego szczególnego momentu, kiedy postanowiła, iż zrobi wejście smoka. Niewinne dziecię z planem na rodzinę uległo zniszczeniu, by ukazać nowej wersji kolejne możliwości. Ograniczanie się od tego momentu było zwykłym snem. Jeszcze ją zapamiętają!
- Wiesz z Twoim urokiem, nie jedna ucieknie - powiedziała żartobliwie, chcąc w jakiś sposób dogryźć bratu. Lubiła się z nim przekomarzać, zwłaszcza, iż nie mięli złych relacji. Poza tym mogła z nim zawsze otwarcie pogadać, co obfitowało w zaufanie i nadzieję, iż ten stan utrzyma się przez jak najdłuższy czas.
Oczywiście, każda rodzina ma swoje utarczki. Jedna z nich, pojawiła się w momencie, gdy dziewczyna chciała wiedzieć, z kim młodzieniec rozmawiał. Potrzebowała wyjaśnień, chciała zemsty za zranienie członka jej rodziny. Czy słusznie postąpiła? A kogo to obchodzi. Ban, robiła, co jej się chciało, jednakże obnażenie kieł, warkot i jego ślepia naznaczone chęcią mordą. Niepokoiło ją to bardziej, ale musiało to stanowczo poczekać, zwłaszcza, iż na horyzoncie mięli posiłek. Małe dzieci były czymś, co radowało jej serce. ?Ich panika oraz krzyk była napiętnowana emocjami, nieco bardziej, niż u dorosłych osobników.Chociaż i Ci mogli się pochwalić niesamowitą ekspresją.
W każdym razie uderzyła, zostawiając Gabowi jedno z dwóch maleństw. Sama zabrała się za chłopca, któremu pomogła matka. Uderzenie torebką i ucieczka, ile razy ona przerabiała ten scenariusz? Popatrzyła prosto na ofiary, dłonń kładąc na głowie.
- Suka - warknęła, po czym wykorzystała jedną z mocy, którymi była obdarzona. Popatrzyła na jej nogi i od razu, niczym wystrzał z armaty potraktowała jej nogi silnym, uciążliwym bólem. Spowolnienie, gwarantowane, ale gdyby tak upadła wszystko, by się złożyło w ładną całość. Tylko żeby wypaliło..
Minęła zaledwie sekunda, a ona ruszyła, biegnąc tak jak jeszcze nigdy w życiu. Była nieśmiertelna, do tego znacznie szybsza od worków z krwią. Raczej nie miała problemów z ich dogonieniem, chociaż..?
- Gab, pomóż - powiedziała do brata, oddalając się od niego w zaskakującym tempie. Od kiedy to jej się tak chciało? W sumie, sama Ban tego nie wiedziała, ale jednego była pewna. Dorwie tą parkę i zatopi kły w ich tętnicach.
Bo w końcu plan był prosty. Podbiec, przewalić kobietę i na niej usiąść. A później tylko ona i jej szyja. No chyba, że malec się zacznie rzucać. Wtedy krótka piłka. Pociągnięcie go za włosy, przyciągnięcie i zatopienie w nim ostrych ząbków. Nic trudnego, oby.
♠ W momencie dotknięcia głowy jest użyta moc lecząca, by zawroty całkowicie zniknęły.
Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 459


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Wto Lis 08, 2016 7:12 pm

Zaszklone oczy dziewczynki nie robiły na nim wrażenia. W końcu nie zawsze można dostać to, czego się chce, prawda? Sam się niedawno o tym przekonał, więc dlaczego ktoś inny miałby mieć łatwiej, nawet jeśli chodziło o głupie odkręcenie butelki? W ogóle mając tyle lat młoda powinna wiedzieć, że nie podchodzi się do obcych ludzi. Za głupotę się płaci - nawet życiem. Syknął cicho, obnażając zęby. Pozwolił krwi ściekać po ręce. Później zajmie się pożywieniem, trup nigdzie nie ucieknie. Ważniejsza była teraz matka dziewczynki i jej brat. Nie mogli uciec. Czarnowłosy za bardzo by wtedy ryzykował. Doskonale zdawał sobie sprawę, że kobieta pognałaby po pomoc, opisując ich wygląd. Może jej obraz nie byłby tak doskonały przez emocje, ale z pewnością mieliby przechlapane.
"Gab, pomóż."
Stracił zainteresowanie marnym dzieckiem, wzrokiem lokalizując siostrę. Oho, nie zatrzymała nieznajomej? Prychnął niezadowolony. Bez namysłu rzucił się w pościg uciekinierką i jej bachorem. Używając wampirzej prędkości powinien szybko ją dogonić.
- Zamknij ryj - warknął, kiedy kobieta zaczęła wołać. Czemu mięso zawsze musiało uciekać, licząc, że to coś da? Przecież byli od niej silniejsi i lepsi pod każdym fizycznym aspektem.
Jeśli znajdzie się blisko wspaniałej dwójki, złapie kobietę za kark i mocno ściśnie, zbijając paznokcie w jej gardło. Niech podzieli los swojej małej córeczki. Drugą rękę zaciśnie w pięść i wymierzy ją w głowę ciężarnej. Synka zostawi swojej siostrze, żeby nie została pokrzywdzona.
Niech też coś ma z życia i pokaże tamtej babce, że wampirzyc nie powinno się bić po głowie jakąś torebką.

Welp, krótki wyszedł, pardon.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1671


PisanieTemat: Re: Nabrzeże/przystań/keja.   Nie Gru 18, 2016 5:10 pm

Matka uciekała ile sił w nogach, ciągnąc za sobą swojego syna. Prawdopodobnie nigdy w życiu nie zaznała tak dużej dawki adrenaliny i nie otarła się o śmierć tak znamiennie jak dziś. Była świadoma zagrożenia jakie spotkało ich na plaży i choć w głębi płakała za córką, musiała ratować resztę swoich dzieci – syna i nienarodzone maleństwo, które niespokojnie wierciło się w jej brzuchu. Teraz albo nigdy. Krzycząc ile sił w płucach, biegła na oślep krztusząc się własnymi łzami. Nagły ból sprawił, że niemal potknęła się i upadła, lecz w ostatniej chwili udało się jej utrzymać wątpliwą równowagę.
- Mamusiu biegnijmy! - syn złapał matkę za bok, chcąc jej pomóc w dalszej ucieczce przed bestiami. Migoczące światła były coraz bliżej, dając nadzieję że uda się jeszcze wymknąć dla oprawców.

Gabriel – zostawiłeś truchło dziecka i niczym szalony wilk pognałeś za uciekającym celem. Kobieta wciąż nawoływała o ratunek, a cel jej ucieczki był coraz bliżej. Widać, że była zdesperowana przez chęć ratowania swojego marnego żywota, ale czy to dla Ciebie wielki problem? Wyminąłeś Banshee i zbliżałeś się do małych uciekinierów, czując już właściwie ostry zapach krwi wymieszanej z potem i strachem. Kiedy byłeś jakieś pięć metrów od kobiety, zobaczyłeś kilka cieni poruszających się na horyzoncie. Łowcy? Sylwetki wyposażone w latarki i coś z daleka przypominającego broń, majaczyły w oddali. Czyżby modlitwy kobiety zostały wysłuchane? Łącznie wypatrzyłeś pięciu herosów i zwierze, które pędząc co sił w nogach po kilku sekundach znalazło się przy kobiecie. Pies był ogromny. Obnażył kły i biegnąc w Twoim kierunku zaczął zawzięcie szczekać. Usłyszałeś pierwszy wystrzał w powietrze – to Ci ludzie dawali znaki. Uciekająca kobieta biegła nadal, lecz na upartego mógłbyś ją jeszcze złapać. Problem stanowił ten wściekły pies i zbliżająca się gwardia obrońców uciśnionych. Co w tej sytuacji?

Banshee – Gabuś jak nigdy posłuchał siostry i niczym struś pędziwiatr pognał za uciekającym celem. Było to na swój sposób słodkie. Kot… biegnący za spłoszoną myszą. Twój brat był na dobrej drodze by złapać ciężarną, lecz oto na horyzoncie pojawiło się kilka uzbrojonych postaci. I pies. Nie zapominajmy o psie. Zwierz wyprzedził wszystkich ludzi i pognał w stronę Gabriela, jakby zaraz miał się na niego rzucić.
Pomimo użytej magii leczącej nadal odczuwasz minimalne negatywne skutki starcia z zdesperowaną mamuśką. Sytuacja z Twojej perspektywy nie wyglądała kolorowo. Trup dziecka leżący na plaży, wrzeszcząca matka i cała zgraja gotowych do obrony mężczyzn – a pośród całego zbiorowiska Gab jak malowany. Trochę wtopa, ale czego się spodziewać jeśli atakuje się na publicznej plaży.
W pewnym momencie usłyszałaś szelest po swojej prawej stronie. Uzbrojony mężczyzna wyłonił się zza krzaków, znajdując się na wprost Twojego ramienia.
- Stój! - usłyszałaś by po chwili koleś mógł celować ze swojej snajperki. Był na tyle daleko, że strzał mógł Cię skrzywdzić. Widział Cię. Widział Twoją twarz, a jak wiadomo każde złamanie maskarady zawsze było i będzie surowo karane w każdej wampirzej społeczności. Co robimy?

Kolejność dowolna.
Proszę jednak, żebyście odpisywali szybciej niż po trzech miesiącach.

____
@Gabriel: Z.T dla Gabriela - udało mu się zwiać (za pozwoleniem MG).

_________________
Powrót do góry Go down
 
Nabrzeże/przystań/keja.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Nabrzeże/przystań/keja.
» Nabrzeże i stocznie
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA PORTOWA (WSCHÓD)-
Skocz do: