IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Oświata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Oświata   Nie Sty 24, 2016 5:37 pm

Od zdarzeń w opuszczonym kościele minął tydzień. Wszyscy praktycznie opuścili pielesze sal szpitalnych Oświaty prócz jednej osoby. Czerwonowłosa Esmeralda Green wciąż leżała w łóżku. Nadal też się nie przebudzała co wprowadzało w chroniczny stan niepokoju Vlada. Przez kolejne dni odwiedzał on nieprzytomną kiedy tylko mógł. Oświata zabierała mu dużą część życia, podobnie jak szkoła. Jednakże wieczory i ranki spędzał przy niej nie wracając po prostu do swego normalnego do mu na dłużej niż godzinę. Na czas rekonwalescencji Esmeraldy domem dlań stała się właśnie Oświata. Podobnie było i z jego wiernym towarzyszem o czterech nogach i mięciutkiej sierści skrywającej złowrogie mięśnie. Obaj spali w tej chwili przy łóżku Esmeraldy. Kres leżał z jej lewej strony niemal pod łóżkiem szpitalnym. Natomiast sam Vladislau siedział rozwalony na fotelu obok łóżka Esmeraldy, który personel skombinował dlań z jednego z sąsiednich pomieszczeń widząc jak wiele czasu tu spędza. Pierwszymi dniami szczególnie się nie przejmował, zwłaszcza iż mówiono jakoby jej stan był stabilny. Jednakże z każdym kolejnym dniem gdzie jej wygląd nieszczególnie się poprawiał, a ona sama wciąż pogrążona była we śnie Vladislau martwił się coraz bardziej. Co by było gdyby nigdy się nie obudziła? W tej chwili szczęściem dla niego pogrążony był we śnie i nie musiał ponownie myśleć nad tą kwestią. Po prostu spał snem sprawiedliwego.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Nie Sty 24, 2016 5:38 pm

Sala medyczna praktycznie opustoszała, pozostawiając jedynie nieprzytomnych pacjentów i lekarzy. Ci drudzy dwoili się i troili, by zrobić wszystko jak należy i poprawić stan osób najbardziej obciążonych rytuałem. Esmeralda nadal się nie przebudziła ze śpiączki, co w żaden sposób nie poprawiałlo atmosfery. Lekarze nie patrzyli w oczy siedzącemu obok dowódcy, albo w ramach konieczności ciągnęli losy który z nich ma udzielić mężczyźnie informacji.
- Dowódco...- cichy i niepewny głos należał do blondwłosego lekarza w okularach – Powoli kończy nam się krew i...próbowaliśmy ściągnąć z innych oświat łowieckich grupę niestandardowego 0 rh minus, ale do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi – pominął fakt, że próbowano po znajomości wyciągnąć taką krew ze szpitala. Niestety bezskutecznie.
- Co mamy robić szefie? Bez tej krwi ona nie przeżyje następnych 24 godzin – stwierdził i automatycznie zrobił krok w tył. Nie było łatwo w jednej chwili przyjąć na siebie rolę siewcy złych informacji... Szczególnie jeśli należało poinformować dowódcę.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Re: Oświata   Nie Sty 24, 2016 6:42 pm

Wprawdzie nigdy Vladislau nie odbył służby wojskowej jednakże jego wyszkolenie i wiele lat życia jakie spędził na stałych polowaniach z grupą Sanguis Exodus sprawiły, iż miał żołnierskie usposobienie. Dzięki niemu nawet we śnie pozostawał czujny i szybko się też wybudzał. Dzięki temu na pierwsze słowo zaadresowane do niego usiadł prosto i skierował spojrzenie bezpośrednio na podwładnego, który nijak nie przynosił dobrych wieści. Przez chwilę w oczach Vlada można było dojrzeć nieprzyjemne drgnienie, jakby zapaliła się nienawistna iskra. Była to jednak tylko chwila, odruch niemożliwy do powstrzymania. Wiedział jednak, że nie jest to winą łowcy.
- Rozumiem, że standardowa 0Rh- mimo, że nieszczególnie częsta nie wystarczy, prawda? - zapytał, a głos jego brzmiał obco, nawet jak na niego. Chłodny i wyważony, lecz w tembrze było coś w rodzaju zawoalowanej groźby śmierci.
- Oczywiście, że nie wystarczy. Poprosilibyście wtedy mnie. - odpowiedział sam sobie jeszcze zanim zdążył się odezwać posłaniec lekarzy. Dwadzieścia cztery godziny i ani minuty więcej mieli na sprowadzenie jej tej pieprzonej krwi, a nawet nie wiedzieli skąd taką zdobyć.
- Sobaku na sztos z tą jej pierdoloną krwią. - zmęł przekleństwa pod nosem opuszczając na chwilę głowę. Gdyby lepiej wcześniej znali rytuał. Gdyby powiedziała mu jaka jest cena. Szukaliby krwi jeszcze zanim by była potrzebna. Specjalista od planów awaryjnych nie miał ani jednego. Wszystko się mu sypało. Nie był medykiem i nie miał w tym świecie kontaktów. Nie był pewien czy ta jej niestandardowa krew nie jest przypadkiem wyjątkiem na skalę światową. Wszelkie zapasy jakie miała Oświata prawdopodobnie pochodziły bezpośrednio od niej bo zapobiegliwie sama ją oddawała.
- Pytaliście w klinice do niej należącej? - zadał pytanie patrząc zimną stalą swoich oczu wprost w oczy medyka. Szukał w nich odpowiedzi mają jednocześnie nadzieję, że może o tym miejscu nie pomyśleli. Z drugiej strony wolałby aby nie byli tak niekompetentni. Odezwał się gardłowym głosem.
- Macie zdobyć tę krew. Choćby trzeba było wyciągać ją z podziemi i paktować z samym diabłem lepiej będzie jeśli zaprzedamy mu dusze niż gdyby miała zginąć. Jeśli będzie taka konieczność skontaktujcie się z Oświatą brytyjską. Nie znajdują się nazbyt blisko, ale stamtąd pochodzi. Może coś wiedzą o nietypowych dawcach. Może ma kogoś w rodzinie z podobną mutacją. Wypytajcie tez jej przyjaciela Samuela, może trzyma trochę w domu. - zaordynował nie wstając z miejsca. Nie miał sił by z samym sobą walczyć. Gdyby się podniósł mógłby nie wytrzymać i roznieść kogoś albo coś. Nie miejsce na takie ekscesy. A i Ci ludzie nie byli winni. Wiedzieli, że nie mogą zawieść. Widać w nich było strach zarówno o jej życie jak i przed nim. Unikali jego spojrzeń i schodzili mu z drogi. Pełno ludzi, a można by odnieść wrażenie, iż jest sam. Kres jedynie spojrzał na przyjaciela swym psim wzrokiem. Nie planował do niego na razie podchodzić. Był z nim, to wystarczy. Vlad nie potrzebował przytuleń czy liźnięć. Wymagał stabilności, a to Kres mógłby mu dać tylko podczas scalenia. Dlatego też wolał pozostać na swoim miejscu nie wtrącając się.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Nie Sty 24, 2016 7:24 pm

Lekarz spuścił głowe i niczym rasowy męczennik zbierał na siebie wszystkie rykoszety zadane przez Vlada. Doskonale wiedział, że mężczyznę zdenerwują te słowa i był pewien, że na jego miejscu zachowałby się podobnie. Nie trzeba było szczycić się mianem odkrywcy czy wróżki by wiedzieć, że relacja rudej i dowódcy nie jest zwykłym kontaktem "dowódca-medyk".
- Tak szefie – przełknął nerwowo ślinę, lecz nie kontynuował, gdyż Vlad odpowiedział za niego. Już dawno przebadali krew Esmeraldy i nawet pokusili się o wykonanie prób przyjęcia. Bezskutecznych.
- Jeśli miałaby zwykłą rh – to na pewno by wystarczyło. Niestety takiej nie ma. Ta krew jest... mówimy na nią wypaczona – blondyn był jedną z kilku osób, które brały udział w testach. Widział już wiele, ale nigdy czegoś takiego.
- Z kliniki wzieliśmy właśnie ostatnią jednostkę. Więcej nie mają. Już prosiliśmy – żaden z łowców nie chciał narazić się na gniew białowłosego, więc przed udzieleniem mu złej informacji, w pierwszej kolejności poruszyli niebo i ziemię. Pytali wszędzie gdzie mogli, dzwonili, rozsyłali emaile. Nikt nie posiadał tego czego potrzebowali. Wszędzie ta pieprzona odmowa.
- Kontaktowaliśmy się z większością Oświat, ale dowódcy rozkładają ręce, szefie. Nie mają u siebie osób których krew odpowiada profilowi Esmeraldy. Ze swojej strony możemy spróbować rozrobić trochę krew przy pomocy płynnych elektrolitów, ale da to nam najwyżej 2 godziny zapasu – medyk unikał spojrzenia Vlada i przy swoich tłumaczeniach momentami wyglądał jak mały chłopiec. No przeciez nie urodzi.
- Jej stan bardzo się pogorszył od wczoraj. Nie jesteśmy w stanie zbić temperatury na poniżej 39 stopni. Bez krwi nic nie zrobimy – przez myśl przeszła mu wola Esmeraldy, która życzyła sobie by w razie gdy nie będzie już ratunku oddać swoje narządy. Przez chwilę lekarz bił się z myślą czy nie ujawnić tego Vladowi, lecz jedno spojrzenie wystarczyło by wybił sobie z głowy ten pomysł. Nie był idiotą ani samobójcą.
Nie wiadomo czy to zrządzenie losu, czy inna łaska Pańska, ale dzwi do sali medycznej otworzyły się bez wcześniejszego pukania. Zdyszany młodzian o ciemnej karnacji, wysokiej posturze i czarnych kręconych włosach stanął przy Vladzie niczym żołnierz.
- Dowódco. Melduję, że na tereny Oświaty przybył członek łowców brytyjskich. Już tu idzie – młodzik nie znał szczegółów, toteż nie wiedział, że Vlad nie wydał zgody na wpuszczenie kogokolwiek z poza rejonu Yokohamy. On... tylko przekazał informację.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Re: Oświata   Wto Sty 26, 2016 1:26 pm

Słuchał uważnie słów wypowiadanych przez medyka. To jeden z tych młodych ambitnych lekarzy szkolonych przez samą Esmeraldę. Na szczęście nauczyła go dość o sobie by mógł jej pomóc. Na nieszczęście wiedza bez narzędzi jest tak przydatna jak koparka bez paliwa.
- Więc zrób to. - odpowiedział gdy ten wspomniał o możliwości rozrobienia krwi. Dwie godziny mogą wydawać się niczym, lecz w ostateczności mogą być strategicznie znaczące dla jej przeżycia. Wciąż nie mógł się pogodzić z tym, że mogłaby umrzeć. To byłaby strata dla niego... dla Oświaty... dla świata. Vlad już chciał machnąć ręką i kazać mu zostawić się samego, lecz oto drzwi do sali otwarły się i przyszedł jeden z łowców.
- Brytyjczycy nie wspominali aby kogoś wysłali. -powiedział gdy mężczyzna skończył swój meldunek, a następnie nieśpiesznie wstał i podszedł do niego zatrzymując się o pół kroku odeń. Spojrzał mu prosto w oczy z odległości niecałych jakichś dziesięciu centymetrów.
- Kto tu, kurwa, jest dowódcą? Co znaczy, że już tu idzie? Kto wydał pozwolenie na wpuszczenie go tutaj bez uprzedniego poinformowania mnie o przybyszu? - rzekł chłodnym tonem przeszywając go zimnym spojrzeniem. Nie krzyczał. Nie poruszał się gwałtownie. Atmosfera jednak gęstniała wokół niego coraz bardziej, a on sam oczekiwał na odpowiedzi, które z pewnością go nie usatysfakcjonują. Łowcy z bożej łaski. Aż dziw, że to wszystko stoi. Ktoś uczynił coś według własnego widzimisię. Widać niektórzy biorą przykład z Marcusa ignorującego wszelkie zagrożenia i rozmawiającego z wrogiem jak z kumplem. Będzie trzeba im takie zachowanie ukrócić. Niezależnie od intencji członka brytyjskiej formacji łowów powinien był powiadomić o swoim przybyciu, a sam Vlad przy wizycie osoby niespodziewanej powinien być zapytany o możliwość wpuszczenia jej. Inaczej ciepła cela wyglądająca jak pokój hotelowy i czekaj na decyzję... a oni mu tu meldują, że: "Już tu idzie." Niekompetentni idioci. Stojącemu naprzeciwko niego człowiekowi nie oberwało się w formie fizycznej tylko dlatego, iż Vlad resztkami sił psychicznych panował nad sobą wiedząc, że najprawdopodobniej nie on zawinił.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Wto Sty 26, 2016 8:49 pm

Korzystając z chwilowego odwrócenia uwagi, lekarz odsunął się i dla własnego dobra nie myślał o wtrąceniu do rozmowy dowódcy ze strażnikiem. Nie jego sprawa, że banda niewyszkolonych idiotów raczyła doprowadzić i tak już wkurwionego Vlada do szewskiej pasji. On tam tylko leczył, a łowca który przyniósł wiadomość? Jak nic znalazł się w złym miejscu i o złym czasie. Prawdopodobnie nie miał nawet nic wspólnego z decyzją otwarcia bram, ale to jemu przypadła rola popychadła, które przyniesie szefowi nowinę.
- Pan jest dowódcą, szefie – mężczyzna nie miał nic na swoje usprawiedliwienie. Nie spuścił głowy, lecz w jego oczach było widoczne nic innego jak czyste przerażenie.
- Nie znam szczegółów... powiedziano mi, że wpuszczono kogoś z Oświaty brytyjskiej, więc od razu przyszedłem zawiadomić... - plączący się język nie ułatwiał sprawy, niemniej mężczyzna starał się z całych sił żeby jakoś wybrnąć. Był tylko meldunkowym o najwidoczniej małym instynkcie samozachowawczym.
- Dostałem informację, że się wylegitymował i przedstawił jako członek rodziny Veronici Espadas. Strażnicy nie mieli podstaw by go nie wpuścić – zwłaszcza, że jak udało mu się ustalić, głowa rodziny Esmeraldy posmarowała całkiem niezłe wkupne. Tą wieść jednak przemilczał i nie chcąc jeszcze bardziej denerwować dowódcy, po prostu zbierał na siebie cęgi za jakichś dwóch durniów z pod bramy. Dokładnie w tym momencie otworzyły się drzwi, w których stanął barczysty mężczyzna o ostrych rysach oraz dwóch pomagierów o twarzach bez wyrazu. Już od progu spojrzał na śpiącą córkę, a na jego twarzy pojawił się grymas złości wymieszany ze strachem.
- Przybyłem po swoją córkę. Proszę przygotować wszystko by mogła zostać stąd zabrana – powiedział bez zbędnych zabaw przywitania czy dobre maniery. Zwrócił się wprost do lekarza, ignorując zarówno Vladislau'a jak i stojącego obok strażnika.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Re: Oświata   Wto Sty 26, 2016 9:51 pm

Kurwa. To jedno acz bogate w znaczenia słowo tak bliskie polskiej kulturze idealnie obrazowało to co działo się w głowie nieszczęsnego Vlada. Tłumaczenia szeregowca tylko go drażniły, lecz puścił je mimo uszu. Dobrze, że chociaż on raczył przyjść i go powiadomić i za to być może zostanie później nagrodzony. Po tym jak porozmawia ze strażnikami, jednakże na to będzie musiał zaczekać. Członek rodziny Veronici Espadas.
- Pięknie kurwa, pięknie. - rzekł niezbyt głośno bardziej do siebie niż do meldującego. Vladislau nie miał w zwyczaju kląć, nawet delikatnymi inwektywami. Tymczasem zrobił to już drugi raz co oznaczało, iż zdecydowanie nie jest w nastroju. Na domiar złego wparadował do sali wcześniej zaanonsowany członek rodziny Esmeraldy, który postanowił jak gdyby nigdy nic zabrać ją stąd. Gdyby Vladislau nie był tak zirytowany i jednocześnie przerażony stanem Esme prawdopodobnie by się roześmiał. Tymczasem zacisnął wargi przyglądając się człowiekowi o ostrych rysach twarzy.
- Tknijcie ją, a rozwieszę Wasze wnętrzności na okolicznych latarniach. Ku przestrodze. - przesuwając spojrzenie z jednego pomagiera na drugiego przelotnie zaszczycając nim także własnego medyka. Na szczęście jego ludzie, zwłaszcza gdy był w pobliżu dobrze wiedzieli czyje rozkazy mają wykonywać. Ci co nie wiedzą szybko się nauczą. Białowłosy nie był może zawołanym lekarzem, jednakże znał podstawy medycyny na tyle dobrze by wiedzieć, że podróż w tym stanie byłaby co najmniej ryzykowna. Poza tym wszystkie Oświaty raczyły poinformować, iż krwi nie mają co oznacza, że transport byłby zbędny. Wobec tego o chuj mu chodzi? Chcą z jej matką zobaczyć jak oddaje ostatnie tchnienie? Vladislau ponownie zwrócił zimne oczy na ojca Esmeraldy. Nie mógł się pomylić. Znał brytyjskie rodziny łowieckie, a jego ukochana była z jego krwi.
- James, nie zostałeś stąd jeszcze wyrzucony tylko dlatego, że jesteś jej ojcem. Nie pozwolę jednak na przenoszenie jej w tym stanie. Mogłaby nie przetrwać przenosin ze skrzydła do skrzydła, a Ty chcesz ją zabrać na inny kontynent? Opamiętaj się. - mówił tym swoim nieprzyjemnym dla przeciętnego zjadacza chleba głosem, który w życiu nie zapewniłby mu kariery radiowej. Nie spuszczał też z niego oczu lustrując tę osobę i czytając jego ściągniętą w zdenerwowaniu i strachu twarz. Prawdopodobnie sam wyglądał podobnie gdyż resztkami sił trzymał się w ryzach. Gdyby nie jego funkcja już dawno by się złamał.
- Bez krwi i tak nic nie zrobicie. - skwitował niemal cedząc przez zęby poczym obrócił głowę w jej stronę. To nawet nie złość zacisnęła mu szczękę, a raczej bezradność. Ciężko było wypowiedzieć te słowa. Jednakże póki była tu bezpieczna, a pozostali szukali nadal była nadzieja. Transport tylko by oddalił od Vlada zarówno ją samą jak i nadzieję na uratowanie jej.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Czw Sty 28, 2016 1:19 pm

Nieszczęsny łowca zwiesił głowę, starając się nie wgłębiać w tłumaczenia skoro Vlad o nic więcej nie pytał. Każdy na miejscu dowódcy wykazałby postawę daleko idącej dezaprobaty. Dlaczego więc banda idiotów najpierw przyjęła w łapę, a potem jak gdyby nigdy nic dalej kontynuowała swoją pracę. Taaa…
W momencie kiedy wszedł wysoko postawiony Jaśnie Pan i jego dwóch pomagierów, zarówno lekarz jak i strażnik obserwowali całe zajście, lecz bez wyraźnego rozkazu nie wtrącili się. Dopiero po groźbie Vlada, meldujący zastąpił drogę jegomościom, prezentując tym samym iście zamkniętą postawę. Obydwaj automatycznie przystanęli, choć nie do końca wiadomo, czy przerazili się strażnika, czy może samego bardzo niezadowolonego dowódcy.
- Kim jesteś żeby wydawać mi rozkazy? – przeszywające spojrzenie Espadasa przeniosło się na Vlada. Tak. W końcu raczył go zauważyć!
- I nie przypominam sobie żebyśmy byli po imieniu – mężczyzna skrzywił się i rozejrzał się po pomieszczeniu. Widać było, że po raz pierwszy gościł w Oświacie Yokohamy.
- Spójrzmy… białe włosy i pies przy boku. Darkhawk jak mniemam – podobnie jak Vladislau, James również nie był laikiem jeśli chodzi o znajomość łowieckich rodzin. Mężczyzna nie uczestniczył w większości zebrań i interesował się na co dzień tym, co było dla niego najważniejsze – rodziną i pracą. Nie oznacza to, że całkowicie odciął się od łowieckiego życia, lecz tego typu obowiązki świadczył tylko na terenie wielkiej Brytanii. Większość rodzin znał osobiście, a o innych go poinformowano. Był wystarczająco dobrze poinformowany by znać ojca Vladislau’a, i wiedzieć, że odszedł już z tego świata.
- Jak błyskotliwie zauważyłeś jestem jej ojcem… A ty? Kim jesteś dla mojego dziecka, że rościsz sobie prawo do wydawania poleceń mnie i moim ludziom – zapytał, po czym parsknął z ironią – Ja tu jestem lekarzem i widzę w jakim jest stanie. Nie potraficie jej leczyć. Nie zostawię dziecka na pewną w śmierć w rękach idiotów, więc albo się przesuniecie, albo inaczej to załatwimy.


_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Re: Oświata   Czw Sty 28, 2016 10:36 pm

Miło, że ludzie Vlada faktycznie wiedząc o mają robić i gdzie ich miejsce... przynajmniej niektórzy. Miło też, iż w końcu został dostrzeżony choć na atencję trzeba sobie było zasłużyć. Jego usta wykrzywił nieprzyjemny grymas mający być uśmiechem.
- Jestem dowódcą w tym rejonie Oświaty. Co za tym idzie Twoim przełożonym na czas Twojego pobytu tutaj. A do tych ze swoich ludzi, których szanuję mówię po imieniu. - stwierdził nie ruszając się z miejsca. Ręce trzymał po sobie nie tworząc postawy zamkniętej, lecz był gotów do ewentualnego odparcia ataku. Jak zwykle zresztą.
- Nie każdy Darkhawk ma białe włosy, ale trafiłeś. Vladislau Darkhawk dla ścisłości. - odparł. Członków jego rodziny było jak psów i przede wsyzstkim hodowlą się zajmowali toteż nic dziwnego, że brytyjskiemu łowcy takie właśnie skojarzenie przyszło na myśl. Ciekawe czy wiedział jakie legendy wokół nich krążyły. Zapewne nie skoro wykazywał się tak niskim instynktem samozachowawczym. Kolejne pytania i przechwałki z próbą mało wyrachowanego wywyższania się wprawiły Vlada w niemałe rozdrażnienie. Aż trudno było mu uwierzyć, iż ktoś taki jest ojcem Esmeraldy.
- Jak już wspomniałem jestem jej dowódcą. To w pierwszej kolejności. To właśnie daje mi prawo wydawania poleceń. Ponadto jestem też jej mężczyzną co daje mi prawo do martwienia się o nią na równi z Tobą. - stwierdził zaciskając i luzując pięść co chwilę. Na jego skroni pojawiła się już żyła gdyż wszystkie mięśnie ze zdenerwowania były napięte. Nawet Kres zaczął się nerwowo wiercić ślizgając wzrokiem od Pana do Jamesa. Na słowa o swoich ludziach Vlad błyskawicznie znalazł się niecałe pół metra od rozmówcy jednym susem pokonując odległość dwóch długich kroków. Nie zaatakował jednak.
- Ci idioci byli szkoleni przez Twoją córkę, więc uważaj co mówisz. Szczególnie w obecności człowieka, który może Cię stąd wyrzucić z wilczym biletem. Nie zostawisz jej na śmierć? Ja nie poślę też mojej kobiety w śmiertelną podróż. Jak wspomniałem brakuje nam krwi bo jej surogatu nie da się otrzymać. Oświata Brytyjska żadnych zapasów nie ma, więc spuść z tonu. Arogancją i butą nic tu nie wskórasz i nie oszukasz przeznaczenia. Nie jestem lekarzem. Nie jestem też idiotą geniuszu. Ponadto widziałem bardzo mądre osoby bez szkół i wielkich głupców, którzy je ukończyli. - w tej wypowiedzi było więcej agresji niż wyraziłby cios w twarz, szczególnie w pierwszej jej części. Gdy skończył mówić Vlad pokręcił jedynie głową po czym wycofał się podchodząc do okna i spojrzał przez nie na późnojesienny świat. Potrzebował tej odskoczni by zaraz nie wybuchnąć. Po krótkiej chwili obrócił głowę do Jamesa.
- Aha... i jeszcze jedno. W tym miejscu jest się tak traktowanym jak traktuje się innych. Odwołaj więc swoich ludzi bo są rozdarci, a nie chciałbym ich sponiewierać. Nie zabraniam Ci przy niej być, ale nie pozwolę zabrać. Zakarbuj to sobie. - dodał po czym całym ciężarem oparł się o parapet wciąż wyglądając na świat. Nie chciał patrzeć na tego aroganckiego człowieka. Jeszcze kilka minut temu miał nadzieję, że może być tylko lepiej. Jednak ojciec Esmeraldy przekonał go, iż zawsze może być gorzej.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Sob Sty 30, 2016 7:42 pm

Pewna mina starszego łowcy w jednej chwili przerodziła się w grymas niezadowolenia i czegoś na kształt wstydu. James zakładał wiele rzeczy, ale informacje jakich udzielił mu Vladislau przechodziły ludzkie pojęcie. Nie dość, że ten szczeniak nie chciał oddać mu córki... Nie dość, że był dowódcą oświaty, a zachowywał się jak nadęty gbur... James mógł przymknąć na to oko. Żaden z rządzących takim miejscem nie chciałby, aby w jednej chwili wyszła na jaw cała niekompetencja jego pracowników. Starszy łowca mógł znieść wiele, ale informacja o dowodzeniu, wraz ze statusem prywatnym jaki mu wyjawił, prawie zwaliły go z nóg?
- Co proszę? - spojrzał pytająco na Vlada, czując jak jego mięśnie zaczynają nerwowo drgać. Taki odruch, kiedy coś było dla niego kompletnym zaskoczeniem, lub całkowicie szło nie po myśli.
- Moja córka nie wspominała, jakoby miała się z kimś spotykać. Jak śmiesz... - nie uwierzył mu. Dlaczego miał wierzyć, skoro z natury był nauczony, że Esmeralda zwierza się ze wszystkich swoich poczynań. Wielokrotnie próbowano na nią wpływać, żeby w końcu się ustatkowała. Co za ironia. Własna córka zataiła tak istotną informację! Z początkowej złości spojrzenie ojca zaczęło zdradzać pierwsze objawy paniki, którą już wcześniej roziskrzyła troska o córkę. Jak on o tym powie żonie? Łowca zawahał się, lecz po chwili posłał Vladowi niemiłe spojrzenie.
- Rozumiem, że jesteś dowódcą, niemniej moja córka prawnie podlega oświacie brytyjskiej i to ona ma prawo decydować odnośnie jej przydziału. Esmeralda przybyła do Yokohamy jako wsparcie tymczasowe, jednak to Twoja niekompetencja doprowadziła do tego, że moje dziecko leży prawie bez życia i lada chwila odejdzie z tego świata. Nie masz prawa mnie zatrzymywać. To jawna napaść na jej zdrowie i godność -  sam nie był pewien tych słów. Vladislau miał wiele racji, ale przyuczony słowami żony James postanowił ciągnąć tą farsę. Co mogła dać Esmeraldzie Oświata? Wystarczyło jedno spojrzenie by dostrzec kruchość łowczynii oraz stan do jakiego została doprowadzona. I w imię czego? James odwrócił wzrok nie chcąc patrzeć na dziesiątki rurek odchodzących od jej ciała i prawie pozbawionych krwistej czerwieni włosów. Umierała. On to wiedział. Czuł to.
- Błagam, pozwól mi zabrać moje dziecko. Im dłużej dyskutujemy, tym mniejsze szanse na to, że będę w stanie jej pomóc. Jeśli rzeczywiście Ci na niej zależy pozwól mi z nią odejść. O nic więcej nie proszę – skończyła się postawa zamknięta, która do tej pory prezentowała jedynie pogardę i wyższość. On wręcz błagał mając nadzieję, że młody łowca w końcu ustąpi.
- Nie macie sprzętu, wasze sale szpitalne to brudne i sypiące się krypty, a nie miejsca w których ktoś może dochodzić do zdrowia. Chcę ją zabrać do prawdziwego sterylnego i wyposażonego w sprzęt szpitala. Nawet jej własne domowe laboratorium będzie lepsze nad to co tutaj zastałem – stwierdził i ruchem dłoni nakazał swoim ludziom żeby się wycofali – Kiedy wydobrzeje sama zdecyduje czy zechce tu wrócić. Oddam dla niej własną krew, ale na Boga... pozwól mi ją zabrać – rzucił ostatnie spojrzenie, po czym jeśli Vlad go dopuścił, natychmiast podszedł do łóżka córki i ujął jej dłoń.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Re: Oświata   Nie Lut 07, 2016 4:24 pm

Vladislau nigdy nie uważał siebie za mistrza negocjacji czy złotoustego. Jednakże argumenty potrafił dobierać mądrze, a gdy ktoś nie pojmował ich pozostawały mu jeszcze argumenty siły. Wprawdzie do rękoczynów nie miał zamiaru przechodzić przy potencjalnym teściu, ale na bezczelność i chamstwo odpowiedział tym samym.
- Nie dziwię się. Gdyby moi rodzice się tak zachowywali też unikał bym kontaktu i przekazywania informacji o sobie. - odparł na niedowierzanie uderzając w najczulszy punkt jaki może posiadać rodzic. Na jego twarz wystąpił przy tym paskudny grymas uśmiechu jasno okazujący dezaprobatę. Vlad bezwzględny wszak był nie tylko na wojnie i w łóżku, ale także i w dyskusji. Taki typ.
- To nie moja niekompetencja tylko jej skrytość. Wiedziała na co się pisze lepiej niż ktokolwiek inny bo nie raczyła poinformować o potencjalnych konsekwencjach odwampirzania nawet mnie. Gdybym nie był tam obecny byłaby martwa. Tak samo jak moi ludzie. Co do zatrzymywania... Mam prawo jeśli uznam to za konieczne. - stwierdził zgodnie z prawdą. gdyby Esmeralda postanowiła podzielić się z uczestnikami większą ilością szczegółów dotyczących magii krwi i samego rytuału prawdopodobnie do tego by nie doszło. Gdyby sam Vlad wiedział jakie mogą być konsekwencje przesunąłby o miesiąc całe zdarzenie chcąc zapewnić więcej zapasów krwi w międzyczasie. Jednak nie powiedziała nic. Kolejna bezczelność. Budynek Oświaty nie był w stanie rewelacyjnym. Jednakże sale szpitalne miały zapewnione wszystko co było potrzebne i utrzymane były w czystości.
- Nasze laboratoria są sterylne. Część z nich sama urządzała i uratowała tu wiele żyć. Skoro masz odpowiednią krew udostępnij ją nam. Nie rozumiesz, że na przenoszenie jej nie ma czasu? Ona ma maksymalnie dobę życia jeśli nie otrzymamy większej ilości krwi niż posiadane przez nas zapasy. Każde przenosiny grożą dla jej organizmu zbytecznym szokiem, który wszystko by zakończył. W imię czego chcesz ją narażać? - odparł na wysłuchane uważnie słowa Jamesa. Mówiąc ostatnie słowa stał już za nim gdy ten trzymał dłoń swojej córki, a jego ukochanej. Nie wiedzieli o tym, ale byli do siebie dość podobni. Szkoda, że musieli poznać się w takich okolicznościach. Esmeralda za to jeszcze dostanie w skórę. najpierw jednak musi wyzdrowieć.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Nie Lut 07, 2016 6:44 pm

Nie był to dobry moment na wzajemne wyciąganie negatywów. Vladislau nie pozostał dłużny ojcu Esmeraldy i odgryzł się, na co we wzroku Jamesa był widoczny szok i niedowierzanie. Był złym ojcem? Córka się go wstydziła? Przez całe życie kierował się takimi ideałami, aby zapewnić swoim bliskim dobre warunki materialne, jak również wsparcie jakie powinno być odczuwalne w każdej normalniej rodzinie. Mężczyzna miał już dość darcia kotów, a jego spojrzenie z szoku powoli przechodziło w smutek i obojętność.
- Tymi słowami właśnie udowodniłeś jak mało wiesz o mojej córce, chłopcze – powiedział szorstko i przeniósł wzrok na czerwonowłosą. Nie chciał dłużej patrzeć na łowcę w obawie, że zechce zmazać mu z gęby ten okropny uśmieszek. Jak on śmiał? James w duchu dziękował, że zdołał przekonać Laurę, aby samodzielnie załatwił całą sprawę. Nie zasłużyła żeby słuchać tych bzdur... nikt na to nie zasłużył.
- Pomyślałeś dlaczego ukryła przed Tobą informacje? - rzucił, nie patrząc już nawet na potencjalnego (oby nie) przyszłego zięcia. James był pewien, że Esmeralda nie naraziłaby ludzi dla własnego widzimisię. Co więc zawiodło? Czyżby brak środków? Złe przygotowanie? Powodów mogło być wiele, ale bez rozmowy z córką nie był w stanie jednoznacznie tego stwierdzić.
- Boję się myśleć jak ta ruina wyglądała zanim moja córka zaczęła przebudowę – parsknął pod nosem, zastanawiając się ile środków po kryjomu władowała w tą studnię bez dna. Nie skomentował tego jednak i tym samym nie drążył tematu, obawiając się reakcji Pana i Władcy. Prawda była taka, że dopóki znajdował się na terenie tego przybytku niedoli, nie był w stanie wyrwać córki bez zgody tego szczyla. Niestety. Na samo zdobycie nakazu z oświaty brytyjskiej było za mało czasu.
- Jesteś lekarzem? Masz wykształcenie medyczne? - spojrzał w końcu na łowcę, żałując że jednak nie może dać mu w pysk – Tak się składa, że doskonale wiem jakie mogą być konsekwencje leczenia jej tutaj. Każda przepychanka słowna z Tobą oddala szansę na to, żeby ona wróciła do zdrowia. Zrozum to do kurwy nędzy – zacisnął zęby, starając się uspokoić, ale z każdą chwilą przychodziło mu to coraz ciężej.
- To sala wieloosobowa. Wchodzi tu każdy z różnymi objawami chorób i innych przypadłości. Zarazki, bakterie.... mówi Ci to coś, Synku? Czy może władza całkowicie wyżarła Ci trzeźwe myślenie? - stwierdził – Jaką dasz mi gwarancję na to, że nie dojdzie do sepsy? Bo jeśli ona zostanie zakażona to... nic i nikt już nie będzie w stanie pomóc. Nie przy tej krwi. Na to nie ma lekarstwa w naszym przypadku – pogładził czoło dziewczyny drżącą ręką i oczekiwał na ostateczną decyzję łowcy.
- Zabiorę ją do Greenhall. Ona sama zdecyduje czy zechce tu wrócić jeśli tylko zdoła dojść do zdrowia. Zresztą popatrz sam... co oświata Yokohamska może jej zaoferować? Brytania chce awansować Esmeraldę, ale tą decyzję podobnie jak ewentualny powrót tutaj, będzie musiała podjąć samodzielnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Re: Oświata   Sob Lut 20, 2016 4:24 pm

Paskudny uśmiech na ustach Vlada nie trwał długo. Przede wszystkim dlatego, iż nie nawykły był do uśmiechu. Może i James miał dość waśni, jednakże nie dał odczuć tego Vladowi obrażając go kolejny raz, a że nastrój Darkhawk miał bardziej niż podły nie mógł pozostawić tego bez żadnego echa.
- Ach tak? Może po prostu obaj czegoś o niej nie wiemy? Tak to bywa w relacjach córka ojciec i kobieta mężczyzna. Możesz sądzić, że wiesz o niej wszystko jednak masz o niej tak samo małe, czy też duże, pojęcie jak i ja. - być może Vlad miał więcej śmiałości aniżeli James czy jego żona nauczyli się uznawać u innych. Jednakże to za bezpośredniość, między innymi, ich córka obdarzyła go swego rodzaju uczuciem. Szczególnie, iż jego słowa bzdurami nie były choć z pewnością trudno było je znieść. James zadał kolejne pytanie, które miało uderzyć we Vlada sugerując, iż Esmeralda mu nie dość ufała.
- Bo ukrywała rodzinną magię jakby to był skarb albo zagrożenie, z którym nikt inny by sobie nie poradził. Sądziła, że sama wszystko okiełzna. - odpowiedział. Sytuacja była częściowo zawiniona przez Esmeraldę i choć bał się panicznie o jej życie i kochał ją nie miał zamiaru umniejszać jej winy w tej kwestii. Jeśli kobieta przeżyje zbierze się jej za to jak jeszcze nigdy i być może będzie żałować, iż nie straciła życia. DO tego momentu, jeśli nastąpi, jeszcze daleko.
- Ona zajęła się wyposażeniem. Przebudowa dopiero będzie wykonana, nie tylko tego miejsca. Mam jednak ważniejsze rzeczy na głowie. Na przykład niekompetentnych łowców, którzy wpuszczają ludzi z zewnątrz bez wcześniejszego poinformowania mnie o tym. - znowu, być może mimowolne, ugodzenie w Oświatę Yokohamy i kompetencję samego Vladislau'a. Czy ten człowiek miał pojęcie kiedy przejął tu władzę i w jakim stanie zastał to wszystko? No i oczywiście kolejne słowa. Typowe argumenty ad personam równie nieuczciwe w szermierce słownej jak i sztylet w plecach podczas pojedynku.
- Jestem zabójcą. - na zapytanie o znajomość medycyny Vlad odpowiedział głosem równie szorstkim co Ojca Esmeraldy i chłodnym niczym żeliwna trumna w syberyjską zimę. To nie były jednakże jedyne słowa przezeń wypowiedziane.
- Wiem jednak to co Ci już powiedziałem. I to Ty zamiast od razu poinformować mnie, że masz odpowiednią krew zacząłeś jak dziecko kłócić się, że trzeba ją stąd zabrać choć wiesz jak byłoby to dla niej niebezpieczne. Nie praw mi więc morałów, Dziadku. - odparł, a jego ciało zaczęło robić się jeszcze bardziej spięte. Kres podszedł do Pana wciskając mu swój łeb pod rękę, który ten mimowolnie zaczął gładzić. Dla zwierzaka sytuacja także była niekomfortowa. Z jednej strony sam martwił się o przyjaciółkę. Z drugiej współodczuwał ból i gniew swojego najbliższego przyjaciela, i zarazem członka rodziny co sprawiało, że chciał mu pomóc. Pomóc jednak nie mógł.
- Awansować? Rozumiem, że mają dla niej stanowisko dowódcy albo jego zastępcy. Wszystko inne byłoby raczej degradacją. W każdym razie zgadzam się, że musimy działać i jeśli nie pójdziemy sobie na ustępstwa wyzionie ducha na naszych oczach. Udamy się razem do Greenhall. - Vladislau nie powstrzymał się przed uszczypliwością ponieważ odnosił uzasadnione wrażenie, iż James stawia się dalece ponad nim czy kimkolwiek innym, a Brytyjską Oświatę uważa za twór o wiele lepszy i doskonalszy od Yokohamskiej. To tej wyższości Vlad nie potrafił zdzierżyć. Mimo to dla dobra Esmeraldy postanowił załatwić kwestię polubownie. Mógł wprawdzie pojmać jej ojca i wytoczyć z niego potrzebną krew, lecz byłby wtedy nikim więcej jak potworem. Poza tym w jakim by to go świetle stawiało jako potencjalnego zięcia. I tak widać, że James go nie szanuje, więc nie ma sensu do tego dokładać. Vlad zwrócił się bezpośrednio do lekarza będącego zastępcą Esmeraldy. Szkoliła go, więc gość wie jak to wszystko działa niewiele gorzej niż sam James.
- Louis. Zbieraj manatki i resztki krwi, które nam pozostały. Ty, ja i Kres przenosimy się z Panem Espadas i jego ludźmi do Greenhall. Zabierając oczywiście Esmeraldę. Poinformuj po drodze Śrubę lub Runiarza, że będę nieobecny przez co najmniej dwie doby i oni zarządzają przybytkiem. Masz być gotów w 10 minut i ani sekundy dłużej. - mówił spokojnie, lecz wyraźnie i chłodno jak zwykle, a jego lodowate oczy mówiły niemo że sprzeciw jest niewskazany. Możliwe, że Ojcu Esme będzie zdecydowanie nie w smak dodatkowy balast, bo za takowy z pewnością ich uzna, jednakże nie może Vladowi powiedzieć, że nie poszedł na ustępstwa.

Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Nie Cze 05, 2016 5:23 pm

James niechętnie toczył dyskusję z łowcą, ale co zrobić? Tak naprawdę to Vladislau był gospodarzem tego kręgu i w rzeczy samej miał rację. Esmeralda może i podlegała oświacie brytyjskiej, jednak z momentem skierowania jej do Yokohamy, głównym dowódcą był nie kto inny jak Vladislau. Możliwe, że stąd zmiana zachowania ze strony ojca. Nie liczyło się bowiem nic za wyjątkiem jego córki, a czasu było coraz mniej.
- Znam moją córkę – nie mógł dopuścić do siebie myśli, że jego mała dziewczynka nagle stała się kobietą i opanowała sztukę krętactwa. Kłamstwo? Każdy, tylko nie ona! Nigdy nie dotarło do niego jak bardzo skrytym dzieckiem była Esmeralda i jak wiele od siebie jest w stanie poświęcić w imię wyższych, wytyczonych ideałów.
- Zawsze tak sądziła – westchnął, kierując na niego przez chwilę spojrzenie – To wina mojej matki – wyjaśnił – Ona pokazała jej tą przeklętą magię, nauczyła kontroli i dała przekonanie, że jest zdolna na tym zapanować. Poniekąd miała rację, lecz żałuję że te dwanaście lat temu zgodziłem się aby wzięła udział w rytuale – przerwał nagle, jakby właśnie doszło do niego, że powiedział za wiele. Vladislau był przecież obcy! Co z tego, że jego córka się nim interesowała, Równie dobrze mógł być śmierdzącym kłamcą, pragnącym jedynie zdobycia informacji, bądź żywiącym wobec niej nieodwzajemnione uczucia. James nie należał do osób kłótliwych i w przeciwieństwie do żony starał się rozwiązywać konflikty polubownie. Nigdy nie pogodził się do końca z niebezpieczeństwem jakie przynosiła swoista magia krwi, ale rozumiał tą chęć sprawdzenia. On sam nigdy nie opanował tej sztuki, lecz wiedział jak bardzo bywa uzależniająca.
- Nie wiń ich. Powinieneś podnieść raczej pensję swoim ludziom, a nie irytować się z powodu, że wpuścili ojca do ledwo żyjącej córki. Ty byś mnie nie wpuścił? - jeśli zawodził argument dyplomacji, zawsze pozostawała możliwość użycia argumentu pieniądza bądź siły. Tak czy inaczej musiał… po prostu musiał dostać się do oświaty. A jeśli przy tym złamał jakieś panujące tu zasady? Pieprzyć to.
- Zabójcą… - powtórzył i roześmiał się – Każdy w tym fachu zabija – stwierdził. Ciężko było o łowcę wampirów zajmującym się wyplataniem koronek, czy wiklinowych koszyków. Każdy łowca wiązał swoje życie z walką przeciwko istotom nocy, co niejednokrotnie sprowadzało się do zabijania. Czy Vladislau groził Jamesowi?
- Pozycja asystentki zastępcy medyka jest niezwykłym wyróżnieniem – powiedział dumnie i zaczął zbierać się do drogi. Vladislau dał się w końcu przekonać do przetransportowania Esmeraldy, co dla Jamesa było istnym zwycięstwem. Tym bardziej, że lekarz któremu wydał rozkazy dowódca uwijał się jak w ukropie.
Nie minęło może pięć minut gdy cała grupa znalazła się w śmigłowcu, by po krótkim locie znaleźć się w Greenhalle. James rozważał, żeby zatrzasnąć Vladislauowi drzwi przed nosem i najzwyczajniej w świecie nie wpuścić mężczyzny ani na pokład ani tym bardziej do domu jego córki. Ostatecznie odgonił od siebie początkowe myśli i zajął się tym co najlepiej potrafił. Leczeniem.
Szybko przenieśli rudowłosą do części laboratoryjnej jej domu, mijając się po drodze z Samuelem, który zajmował się zwierzętami i roślinami pod nieobecność Esmeraldy. Przywitał się z Vladem oraz Jamesem i usunął się aby nie przeszkadzać.
- Na początek spróbujmy z jednym woreczkiem krwi – lekarz natychmiast spełnił polecenie Jamesa i podłączył Esmeraldzie wspomnianą posokę. Była przygotowana specjalnie pod jej organizm. Zamknięta i sterylna.
- Kogo odwampirzyła tym razem? -James usiadł przy stole na którym leżała Esmeralda i skierował swój wzrok na Griga. Może pora na krótką rozmowę póki córka nie dojdzie do siebie.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Re: Oświata   Czw Lip 21, 2016 1:58 pm

Choć nieznacznie spuścił z tonu ojciec Esmeraldy wciąż pozostawał pewny siebie. W normalnych warunkach Vlad miał by to gdzieś, ale teraz działało mu to niewiarygodnie na nerwy.
- Zapewne. - odparł jedynie na jego zapewnienie o znajomości swej córki. Znał ją dobrze, lecz na tyle na ile sama pozwoliła. Ni mniej ni więcej.
- Nie ma czego żałować. Musimy stanąć naprzeciw aktu dokonanego. - stwierdził na swój twardy sposób pocieszając go. Decyzja babki Esmeraldy może i niosła pewne ryzyko, ale było to ryzyko akceptowane przez jej wnuczkę w pełni świadomie. Wszak mogła się wycofać. Mogła ukrywać zdolności. Chciała jednak nieść innym pomoc. Gdyby nie te zdolności nie mogłaby odwampirzać co byłoby ogromną stratą zarówno dla łowców jak i dla wampirów czujących się zniewolonymi przez własną naturę. Nie można było teraz tego roztrząsać. Trzeba było działać. Oczywiście gdy już Vladislau zaczął okazywać ludzkie odruchy James musiał koniecznie wyprowadzić go z równowagi.
- Łowiectwo to nie podrzędny zawód albo zwykłe hobby. To powołanie i żadna pensja tego nie zmieni. Jeśli ktoś nie potrafi przestrzegać zasad może czas by się tego nauczył bądź odszedł. Gdybym ja stał na warcie nie wpuściłbym Cię bez zgody dowódcy. - odparł chłodno i bez ogródek. Każdy może powiedzieć, że jest zrozpaczonym ojcem. Tym razem była to prawda, ale co gdyby był sabotażystą? Wszedłby do budynku bez wiedzy dowódcy, a potem gdyby przyszedł posłaniec mogłoby być za późno.
- Tak, ale większość zabija tylko wampiry. - czyżby w glosie Vlada było coś w rodzaju groźby... ostrzeżenia? Wielu łowców jeśli nie wszyscy zabijali wampiry. Vladislau jednak miał bez różnicy czy ktoś jest wampirem czy człowiekiem jeśli był skurwielem. Zabijał wszystkich stanowiących zagrożenie, nawet jeśli nie musiał. Niektórzy uważali wampiry za inny gatunek, za inteligentne zwierzęta albo coś co i tak jest już martwe. Dzięki temu ich sumienia były czyste póki nie musieli uśmiercić człowieka albo kogoś bliskiego. Vlad był inny. Zabijał dla zasady. Zabijał dla ochrony. Nie robił tego tylko dlatego, że mu pozwalało jego prawo moralne. Robił to bo tak trzeba. Kolejne słowa wręcz wewnętrznie rozbawiły Vlada. Z przyjemnością zobaczyłby minę Jamesa gdyby ten dowiedział się jaką funkcję teraz ma Esmeralda. Uznał jednak, iż najlepiej by było gdyby usłyszał to z jej ust.
- Och... zapewne. - rzekł jedynie tajemniczo. Gdy James zbierał rzeczy wraz z medykiem Vlada. Opuścili salę medyczną i szczęściem ojca Esmeraldy było, iż jego umysł nie postanowił wprowadzić wyobrażeń w czyn gdyż dopiero wtedy poznałby co to gniew i wściekłość. W spokoju i milczeniu dotarli na miejsce gdzie James do końca przejął pałeczkę i zabrał się za przygotowania do transfuzji.
- Wampiry. Dwa na raz. Czy ważne kim byli skoro pragnęli stać się ludźmi? - stwierdził bez żadnych emocji. Był blady, a worki pod oczami tylko jeszcze bardziej się uwidoczniły. Gdyby mógł oddałby całą swoją krew byleby ona żyła, a w tej chwili była na krawędzi. Tylko od tego człowieka mieniącego się jej ojcem zależało czy Esmeralda przetrwa. Ten natomiast zamiast się skupić pyta kogo odwampirzała. Śmiech na sali.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Nie Sie 28, 2016 7:54 pm

Pewność siebie była czymś w rodzaju odruchu obronnego. W rzeczywistości James nie był zapatrzonym w siebie bucem. Częściej stawiał się w roli naukowca. Człowieka pędzącego za wiedzą i stwarzaną przez nią możliwościami. Teraz wszystko się zmieniło. Można powiedzieć, że część świata łowcy waliła mu się na głowę, gdyż to co kochał było ulotne i niestałe. Trudno go winić za początkową niechęć do dowódcy oświaty Yokohamskiej. Chciał dobrze, wyszło jak zwykle.
- Jedyne co mogę zrobić, to zabronić jej tych praktyk jak tylko z tego wyjdzie – w głosie mężczyzny pobrzmiewało powątpiewanie. Sam doskonale wiedział, że trudno będzie wyperswadować Esmeraldzie szalone pomysły. Była bowiem jak chodząca emocja. Szalona, dzika i nieokiełznana. I pomyśleć, że jeszcze jakieś 20 lat temu sprawował nad nią pełną kontrolę, gdy jako dziecko stawiała swoje pierwsze kroki w świecie medycyny i magii. Popełnił błąd pozwalając na zbyt wiele, to pewne. Czy jednak nie było już za późno?
- Jasna sprawa, ale to powołanie nie nakarmi Twoich ludzi jeśli nie zapewnisz im godnych środków do życia – spojrzał na jasnowłosego, by po chwili przenieść swój wzrok na córkę. Delikatnie pogładził Esmeraldę po głowie i poprawił kaniulę, jakby miało to cokolwiek zmienić.
- Jestem pewien, że Nicky, to znaczy Veronica byłaby zachwycona tą propozycją. Sam rozumiesz Vladislau, że prawdopodobnie będziesz musiał znaleźć na jej miejsce nowego medyka – uśmiechnął się pewien swojej racji. Skąd mógł wiedzieć, że córka otrzymała coś znacznie poważniejszego niż miano asystentki. Już od dawna nie mieszkała z rodzicami, a mimo to żyła w cieniu ich sławy. Wyniosła i skromna. Skryta i cicha. Szkoda, że nie we wszystkich aspektach…
- Dwa? - James spojrzał z niedowierzaniem na Vlada – Co za uparta dziewczyna. Mówiłem jej… - westchnął, zaciskając pięść. Gdyby Esmeralda była przytomna, z pewnością doczekałaby się odpowiednio moralizującej gadki. Poza niezadowolonym spojrzeniem James nie mógł zrobić absolutnie nic i to właśnie wprawiało go w rozdrażnienie.
- Panie Espadas – medyk który wszedł do pomieszczenia był blady jak ściana, niemniej zachęcony gestem przywołania ze strony Jamesa, stanął tuż obok by złożyć raport.
- Zbadaliśmy krew Panny Espadas i wszystko wskazuje na to że to była… - przełknął gorzko ślinę, czując, że kołnierz jego koszuli zbyt mocno napiera na szyję. Nagle zrobiło się gorąco, a słowa magicznym sposobem więzły w gardle.
- Co znalazłeś? - ojciec spojrzał na młodszego kolegę po fachu mrużąc oczy. Czy Esmeralda była na coś chora?
- Wydaje nam się że to była ciąża. Bardzo wczesna, ale wystarczająca żeby wykryć w krwi stężenie progesteronu – wypowiedział zdanie na jednym wdechu i odsunął się profilaktycznie, żeby przypadkiem nie zarobić rykoszetem.
- Coś Ci się pomyliło. Moja córka nigdy nie oddała swojego ciała mężczyźnie. Jesteśmy porządną rodziną z tradycjami – ostatnie słowo wypowiedział z charakterystycznym dla południowców.
- Rozumiem, ale ten krwotok… - medyk nie dokończył, bowiem mordercze spojrzenie Jamesa było wystarczające by kupić ponowną ciszę. Nie pytany zamknął się wreszcie i z lekkim skinieniem głowy zaczął się zbierać ku wyjściu.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Re: Oświata   Pon Sie 29, 2016 9:33 am

Tak… zabronić. Dobre sobie. Esmeralda miała własne, bardzo silne zresztą, poczucie tego co należy robić, a czego nie. Nie przyjmowała raczej poleceń jeśli nie uznawała tego za konieczne, a odkąd usamodzielniła się odcinając pępowinę rodzicielskiej kontroli do reszty słuchała jedynie rad niekoniecznie się do nich stosując.
- Nie zabronisz jej. Jednak wiedząc jak bardzo jest to niebezpieczne nie dopuszczę do podobnej sytuacji w przyszłości. – odparł sucho Vlad i zgodnie z prawdą. Esmeraldzie nie wszystko da się przetłumaczyć. W tym przypadku Vladislau miał świadomość, iż nie ma mocy zdolnej zabronić jej wykonywania podobnych praktyk ponieważ robi to dla wyższego dobra. Nawet Darkhawk jedyne co może zrobić jako jej dowódca i mężczyzna zarazem to chronić ją i pomagać w podjętych przez nią przedsięwzięciach. Gdy James ponownie poruszył kwestię opłacania łowcy w Dowódcy aż się zagotowało. Próbował wyjaśniać i tłumaczyć, ale ten bufon najwyraźniej widział wszystkie tabele płac i były dlań niewystarczające.
- Właśnie ubliżyłeś mi kolejny raz. Znoszę tę arogancję tylko dlatego, że jesteś ojcem Esme i możesz uratować jej życie. Odradzam jednak ocenianie powierzchowne mnie i moich ludzi bez uprzedniej weryfikacji swoich słów, James. Pomówienia nie przystają do Twoich dystyngowanych ust. Jeszcze jedno podobne stwierdzenie i świetnie będzie do nich pasować pięść. – Vlad był na granicy wytrzymałości psychicznej, a ten fircyk od Jasia Fasoli wciąż po nim cisnął. Bardzo nieodpowiedzialnie. Bardzo. Dostał ostrzeżenie, ostatnie zresztą.
- Nie wątpię. – stwierdził bez uśmiechu czy entuzjazmu. Był zły, ale jednocześnie na tyle cierpliwy w swej zemście by nie informować go na temat niedomówienia jakim jest ta jego wspaniała propozycja dla Esmeraldy. Niech usłyszy to od niej. Będzie o wiele ciekawiej. Gdy tak sobie o tej kwestii Vladislau myślał nadszedł kolejny cios. Wymiana zdań Jamesa z młodszym medykiem wywróciła Białowłosemu cały świat do góry nogami. Najpierw zrobił się momentalnie czerwony, a ręce zacisnęły się w pięści. Potem zbladł.
- Co? – zapytał z niedowierzaniem, lecz nie kierował pytania do kogoś konkretnego. Wpatrywał się w nieprzytomną Esmeraldę. Nie chciał by świadomość rzeczy dotarła do niego. Jednak docierała.
- Nie… - z zaciśniętych ust wydobył się delikatny głos. Nie piskliwy, ale jakby nieobecny. Oczy zaszkliły się. Pięści ponownie zostały zaciśnięte.
- Gdybym… wiedział… - spuścił nos na kwintę nieruchomy. Był porażony przez własny gniew i bezsilność. Bał się poruszyć by nie rzucić się na sojusznika. Wściekłość w nim buzowała czekając na ujście. Nie było. Nie mógł pozwolić sobie na brak opanowania.
Kres wycofał się pod ścianę skamląc. Był zwierzęciem żyjącym już drugi psi żywot. Wiedział co się stało i na swój psi sposób rozumiał to. Wyczuwał też rosnącą z każdą chwilą frustrację zarówno Jamesa jak i Vlada.
Darkhawk po dobrej chwili podniósł ponownie wzrok. Był wyprostowany. Blady. Naprężony. Nie zrobił nawet kroku. Łza spłynęła po policzku.
- Nasze dziecko. Martwe? – zapytał sam siebie bo nie oczekiwał też odpowiedzi. Słowa więzły mu w gardle. Miał wrażenie, że odpowiedź mogłaby go zabić.

Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Wto Sie 30, 2016 1:56 pm

James zmierzył jasnowłosego spojrzeniem. Tak, Vladislau bez wątpienia miał rację. Nie było na tym świecie siły, która odwiodłaby Esmeraldę od jej postanowień. Westchnął, kręcąc głową.
- Jako dowódca oświaty Yokohamskiej masz prawo zabronić jej tych praktyk. – dopóki czerwonowłosa znajdowała się pod jurysdykcją Darkhawka, to właśnie on odpowiadał za jej zdrowie i bezpieczeństwo. Skoro był również mężczyzną jego córki, mógłby chociaż spróbować na nią wpłynąć.
- Możesz jeszcze wyjść, jeśli coś Ci nie pasuje Vladislau. Dyskretnie przypominam, że znajdujesz się już poza terenem Oświaty, a tak się składa że w tym domu to ja jestem teraz gospodarzem. - stwierdził ze słyszalną nutą wyższości. Nie spojrzał jednak na swojego rozmówcę, a jedynie rzucił krótkie znużone spojrzenie.
- Mówiłem, że to pomyłka. - wciąż utrzymywał swoją wersję, jednak po zachowaniu Vlada, James zbladł. Na jego opalonej twarzy widoczne było zdenerwowanie, które szybko zastąpiła wściekłość.
- A więc to prawda. - zacisnął zęby przyglądając się Esmeraldzie. Jego córka. Maleńka dziewczynka, z którą wiązał wielkie plany. Momentalnie zabrał dłoń, jaka do tej pory gładziła jej włosy.
- Zajmij się nią. - powiedział wstając ze swojego miejsca i kierując się w stronę drzwi. Informacja o stopniu zaangażowania w ten cały związek była dużym zaskoczeniem, a w połączeniu z owocem tej miłości stanowiła dla ojca istny cios w plecy. James wyszedł nie żegnając się z Vladem. Pozostawił dwie jednostki krwi dla Esmeraldy, ale nic więcej. Z nią również się nie pożegnał.
- Próbowaliśmy robić wszystko, żeby pomóc Panie Darhawk. Niestety przez brak krwi mieliśmy związane ręce... - spuścił głowę, podzielając grobowy nastrój jaki zapanował w sali. W głębi ducha wiedział, że nie jest w stanie pocieszyć dowódcy, a wszelkie próby mogły dać owoce w postaci zagrożenia życia. Odsunął się w kąt sali mając nadzieję, że jasnowłosy każe mu wyjść, bądź po prostu przestanie go zauważać.
Nim minęło pierwsze dziesięć minut od wyjścia ojca, Esmeralda się poruszyła, otwierając oczy.
- Vladislau? - uniosła dłoń na wysokość dwóch centymetrów, by po chwili bezradnie opadła na koc - Co się stało? Dlaczego Kres skamle... a ty... Vlad? - odruchowo spojrzała na swoje ciało, próbując poruszyć nogami. Lekarz nawet się nie poruszył, tylko stojąc dzielnie przy ścianie udawał dekoracje.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Re: Oświata   Sro Sie 31, 2016 10:24 am

Oczywiście James wciąż miał swoje światłe pomysły. Pełna kontrola. Oto czemu on hołdował. Jeśli coś nie zgadzało się z jego poglądami na życie musiało zostać naprostowane w ten czy inny sposób. Nie liczył się z konsekwencjami podobnych działań jakie zazwyczaj spadają na postronnych oraz tych, nad którymi kontrolę chce się sprawować.
- Owszem. Uczyniłbym ją wtedy też wyjętą spod prawa bo by się nie posłuchała. Świetny pomysł James. - odparł coraz bardziej rozdrażniony impertynencją ojca Esmeraldy. Rozumiał po kim miała upór, ale pozostałe cechy charakteru nijak mu się nie licowały. Kolejne słowa opuszczające usta rodzica Veronici wołały o pomstę do nieba. Gdyby od niego nie zależało jej życie Vladislau dawno przejechałby pięścią po jego ogorzałej od słońca mordzie.
- Dyskretnie przypominam, że gospodarzem tutaj nie jestem ani ja ani Ty, więc zajmij się tym co do Ciebie należy i ratuj ją zamiast okazywać swoją wątpliwą wyższość do jasnej cholery! - zaczynało dziać się coś co zdarzało się niezwykle rzadko. Vlad tracił nad sobą panowanie. Był bliski aby podejść do Jamesa i strzelić mu na odlew w ryj, lecz w tym czasie pojawił się medyk z fatalną wiadomością. Gdy Vladislau stał jak wryty drugi zainteresowany nagle zainteresowanie stracił. Zostawiał własną córkę w takiej chwili! Straciła dziecko. Nawet jeśli jej stan się stabilizował potrzebowała każdego wsparcia jakie mogłaby otrzymać. On natomiast się wycofywał. Nie dość, że zadufany w sobie tyran i buc to jeszcze pierdolony tchórz, dla którego córka jest niczym innym jak trofeum. Okazem statusu.
- Jasne. Wyjdź. Nic dziwnego, że się od Was uwolniła skoro ważniejsze jest Wasze status quo aniżeli ona sama! - każde słowo wypowiadane było coraz głośniej tak by wychodzący James dobrze wszystko usłyszał. Vladislau stracił do niego cały szacunek jaki w ogóle posiadał. Aktualnie bezdomny był dla niego wart wiele więcej.
- Ani... słowa... - wycedził niskim głosem wpatrując się morderczo w lekarza, który miał dość instynktu samozachowawczego by zacząć się wycofać, lecz nie dość by opuścić pomieszczenie. Na jego szczęście zwoje mózgowe Vladislaua się przegrzały i choć był wściekły do granic możliwości i zrozpaczony zarazem nie potrafił poruszyć się z miejsca choć najchętniej widziałby teraz cały świat w płomieniach, a na środku tego stos Jamesa. Nagle Esmeralda się poruszyła. I nawet zaczęła mówić... choć słabo. Vlad posłał ostatnie wściekłe spojrzenie medykowi wyrażające więcej niż tysiąc słów po czym niczym odczarowany posąg podszedł do oblubienicy. Chciał powiedzieć jej, że wszystko będzie jest o będzie dobrze. Nie było tak, a on nie rzucał słów nie popartych czynami. Nie chciał jej w ten bezczelny sposób kłamać, lecz póki jest słaba nie powie jej też wszystkiego. Zdążą jeszcze się pokłócić o ojca. Zdążą opłakać nienarodzone dziecko. Najważniejsza była ona.
- Ja? - odparł na jej zapytania opadając na kolana przed łóżkiem i chwycił najdelikatniej jak potrafił jej dłoń po czym z równą delikatnością ucałował ją.
- Ja... po prostu Cię Kocham... - jedynie te wypowiedziane z trudem słowa były prawdą, którą mógł i chciał jej przekazać. Nie mógł dla niej uczynić w tej chwili nic poza oddaniem siebie co zrobił zresztą już dawno własnymi uczynkami. Odkąd się poznali szukał pretekstu by ją chociaż zobaczyć. Doceniał jej walory intelektualne oraz powierzchowność. Z czasem zaczął też o nią dbać i adorować tak jak potrafił. Nie był typem idealnego kochanka, lecz się starała. Teraz natomiast był o krok by ją stracić nie mówiąc nigdy tych kilku prostych słów, które przez miliony są nadużywane, a które sam Vladislau wypowiedział jak dotąd tylko raz. Cały gniew i frustracja opadły z Białowłosego wraz z wypowiedzeniem tych słów. Nadal gdzieś w środku pozostawał żar przerażenia, gniewu i żalu, lecz teraz liczyło się, iż Esmeralda odzyskała przytomność. Zdrowiała.

Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Nie Wrz 04, 2016 10:21 am

Vladislau nie doczekał się odpowiedzi na zaczepki skierowane do ojca lekarki. Mężczyzna nie zatrzymał się i nie obejrzał za siebie. Po prostu wyszedł zostawiając zdenerwowanego dowódcę w towarzystwie nieprzytomnej i zszokowanego lekarza, który zapewne wolałby zniknąć. Na tą chwilę był jedynym lekarzem, dlatego nie podzielił działań Jamesa po prostu czekał na moment, gdy jego umiejętności okażą się pomocne.
Lekarz zacisnął zęby i z aktem paniki w oczach pokiwał kilkakrotnie głową na znak zrozumienia. Nie zamierzał komentować całej sytuacji. Pouczać, wtrącać się, czy filozofować, bo każde nieprzemyślane słowo mogło obrócić się przeciwko niemu. Zamrugał kilka razy widząc, że Esmeralda się wybudza, ale zgodnie z daną obietnicą nie przerywał oznajmieniem swojej obecności. Teraz pełnił rolę dekoracji, z którą nie miał ochoty się rozstawać aż do momentu opuszczenia pomieszczenia przez jasnowłosego.
Esmeralda wciąż nie wyglądała najlepiej, jednak żyła, ruszała się, a nawet zaczęła mówić. Twarz lekarki była bledsza niż zwykle, a widoczne na niej siatki żylne przypominały krzyżujące się ciemne i kręte rzeki, błądzące po niemal całym jej ciele. Nie stawiała oporu przez dotykiem mężczyzny. Ujęła jego dłoń, starając się zacisnąć na niej palce, lecz każda próba wiązała się ze zbyt dużym obciążeniem. Jak do tego doszło? Nie mogła uwierzyć, że jej ciało wciąż oddaje taką słabość, a ona sama jeszcze nie biega po medycznej sali i nie wydaje poleceń medykom. Gdzie się znajdowała? Jedno spojrzenie wystarczyło by dostrzec wszelkie detale mówiące o obecnym położeniu. Jej dom. Są w domu, ale dlaczego? Krótką chwilę rozważań przerwało nagłe wyznanie mężczyzny.
Czy on…
Źrenice lekarki rozszerzyły się gwałtownie, a usta zastygły z wymalowanym wyrazem zaskoczenia. Ile razy wyobrażała sobie podobny dzień, w myślach snując plany ich wspólnej przyszłości. Nigdy nie naciskała z prośbą o podjęcie decyzji, ograniczając się do ról sztucznie kreowanych, jakie sobie nawzajem stworzyli. Ale dziś wszystko się zmieniło…
- Ja… Vladislau… marzyłam by to usłyszeć – powiedziała z wyraźnie słyszalną ekscytacją i jednoczesnym wzruszeniem – Ja Ciebie też. Kocham Cię od naszego pierwszego tańca – uśmiechnęła się czując jak łzy napływają jej do oczu. Nie. Nie teraz, przecież się nie rozklei. W całej tej idealnej wizji brakowało jeszcze księdza i jej rodziny, który wpadnie, żeby dać im cichy ślub. Wizja szczęścia rozmyła się z momentem głośnego chrząknięcia lekarza domagającego się uwagi.
- Panno Espadas, jak samopoczucie? - zbliżył się, trzymając w ręku lekarską torbę i stetoskop. Esmeralda od razu poznała mężczyznę, gdyż jakby nie patrzeć był on jednym z kilkunastu asystentów jej ojca. Przeniosła pytające spojrzenie na Vlada.
- Vladislau, dlaczego znajdujemy się w moim domu a nie w oświacie? Czy… czy mój tata jest... był tutaj? - w powietrzu wyczuwała delikatny zapach perfum stworzonych przez Jamesa, lecz początkowo brała to za zwykłe fałszywe wyobrażenie. Teraz zapach wyostrzył się, lecz poza nim i lekarzem nic nie wskazywało na to, że James wciąż znajdował się w pobliżu.
- Dobrze się czuję, tylko kręci mi się w głowie i… boli mnie brzuch – skrzywiła się – Pokaż mi moją kartę – była ciekawa jakie zastosowane środki i co działo się przez cały okres jej nieprzytomności. Lekarz nie spojrzał na Vlada, tylko zapisał coś w karcie i przeniósł zatroskany wzrok na Esmeraldę.
- Bóle brzucha mogą być skutkiem poronienia. Sądzę, że należy wyczyścić resztki płodu. Czy podać coś przeciwbólowego przed zabiegiem? - patrzył jej wprost w oczy oczekując na odpowiedź. Esmeralda spojrzała na jasnowłosego z widocznym w jej oczach przerażeniem. Pierwszy raz widział ją w takim stanie.
- Poronienia? - skuliła się na łóżku, a jej tętno gwałtownie zaczęło wzrastać. Aparatura do której podłączono czerwonowłosą zaczęła wyć i pokazywać zmieniające się wartości, z każdą chwilą wskazujące coraz większe liczby.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Re: Oświata   Pon Wrz 05, 2016 9:36 am

Nigdy Vladislau nie uważał za konieczne by wypowiadać te trywialne słowa. Okazywał swoje uczucie najlepiej jak potrafił chroniąc Esmeraldę i dbając o nią. Tak wiele razy wyrywał się z pracy by móc spotkać się z nią albo pozorował konieczność konsultacji czy wspólnej pracy. Dla niego to właśnie była miłość. Nigdy nie rzucał słów na wiatr, a miłość to dla niego słowo enigmatyczne i górnolotne. Nie chciał go używać zanim nie pokaże czynem swoich uczuć.
- Robiłem co mogłem by to okazać... - odpowiedział jedynie przytłumionym ze wzruszenia głosem. Chciała to usłyszeć tak długo, a on głupiec nigdy dotąd wprost nie wypowiedział dwóch prostych słów. Na razie lekarz wyrażał tylko troskę, więc Vladislau ignorował go. Traktował go jakby faktycznie był jakąś dekoracją.
- Był... Rozmawialiśmy chwilę. Dostarczył dla Ciebie krew. My nie byliśmy przygotowani. - odparł na zapytanie o ojca. Nie miał zamiaru jej na razie mówić jak burzliwe było to spotkanie. Nie chciał by się denerwowała. Jej stan dopiero co się ustabilizował. No i odezwał się lekarz.
Reakcja Vlada była natychmiastowa. W mgnieniu oka skulona Esmeralda zamiast twarzy swego partnera zaczęła widzieć plecy. Wystarczyło jedno mrugnięcie by zmienił pozycję. Chwycił bezwzględnym uściskiem gardło medyka i uniósł go w powietrze jedną ręką. Na twarzy miał wypisaną wściekłość. Wszystkie mięśnie były napięte. W zazwyczaj chłodnych oczach można było dostrzec złowróżbny błysk.
- Głupcze! Nie była gotowa na tę informację. - nie powiedział tego. On to wywarczał usiłując potrząsnąć lekarzem, który w jego oczach zachował się nieroztropnie. Był to jego lekarski obowiązek, lecz Vladislau już przestał myśleć trzeźwo. Niepokój. Frustracja. Gniew. Strach. To wszystko szukało ujścia, a lekarz przeważył szalę goryczy łamiąc równowagę psychiczną. Był zagrożeniem dla samopoczucia Esmeraldy. I należało uciszyć.


Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Nie Wrz 11, 2016 6:43 pm

Czasem wypowiedzenie tak oklepanych z pozoru słów miało w sobie większą magię, niż można było przypuszczać. Vladislau wielokrotnie okazywał jej pozytywne uczucia, lecz zwykle odbierała to jako gesty przyjaźni i przywiązania. Nigdy nie starała się wywrzeć na nim presji, mając nadzieję, że dzień w którym wprost powie to co czuje w końcu nadejdzie. Nienawidziła gdy wychodził o poranku, pozostawiając po sobie jedynie ślubną obrączkę. Rzadkie spotkania były dla niej karą i choć cieszyła się, że mają do tego okazję… zawsze pragnęła więcej.
- Głuptasie… - uśmiechnęła się, czując słony smak na swoich ustach. Niewątpliwie była to jedna z lepszych chwil w jej życiu. Może nawet lepsza od radości przy otrzymaniu dyplomu ukończenia medycznej akademii, czy nawet pierwszego pozytywnie zakończonego odwampirzania. Nic na świecie nie było tak wspaniałe jak te dwa słowa.
- Ale jak to? - ściągnęła brwi w geście zaskoczenia – To nie możliwe, Vladislau. Było co najmniej cztery jednostki krwi. Wiem to, bo sama je przygotowałam na taką ewentualność – oddawała tą krew w różnych odstępach czasowych i przechowywała w specjalnie zabezpieczonych woreczkach. Jak to możliwe, że cztery… ba, nawet sześć jednostek krwi nagle wyparowała?
- Może ktoś włamał się do laboratorium? - powiedziała odruchowo, nawet nie przypuszczając, że prawda była bardziej prozaiczna niż mogło się zdawać.
Dalsze wydarzenia rozegrały się w ciągu kilku sekund. Zła wiadomość lekarza i reakcja jasnowłosego. Esmeralda wciąż nie mogła się pozbierać po tym co usłyszała. Czuła jak łzy napływają jej do oczu, dlatego zacisnęła usta, przyciskając do ciała prześcieradło jakim była okryta. W ciągu jednej chwili cały jej świat zawalił się jej na głowę. Chciała pomóc? Ratować czyjeś życie? Kimże była nie potrafiąc uratować własnego dziecka.
- Ja… przepraszam, ale Panna Espadas musiała...khy khyy wiedzieć – spanikowany medyk co chwila próbował złapać oddech. Dusił się, a widok rozzłoszczonego łowcy nie ułatwiał sprawy. Po co się wtrącał? Po co mówił? Mógł posłuchać rady rodziców i zostać dentystą. Żaden pacjent na fotelu nie groziłby mu i nie próbował teraz dusić. Mężczyzna próbował się wyrwać nawet  z uścisku, ale każda próba kończyła się tylko większą furią ze strony dowódcy.
- Vlad… - w pewnej chwili mężczyzna poczuł jak coś obejmuje go za nogi. Korzystając z sił jakie dane jej było zregenerować, Esmeralda wstała z łóżka i upadła przy jasnowłosym, obejmując go na wysokości kolan.
- Zostaw… go… Proszę Cię – mówiła z wyraźnym trudem, kurczowo trzymając się nóg mężczyzny. Klęczała, ale nawet ten prosty ruch sprawiał jej ból, co było widać chociażby na jej twarzy. Większość białej koszuli w jaką była przebrana, pokrywała krew. Podobny widok czekał na łóżku, gdzie chwilę wcześniej leżała.
- Chcę… wykonać badania – uścisk nieco zelżał, ale nadal obejmowała go próbując zatrzymać. Vlad jakkolwiek nie oddany i kochający, nadal potrzebował medyka by pomóc Esmeraldzie. Ale czy był tego świadom?
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 596


PisanieTemat: Re: Oświata   Sob Wrz 17, 2016 9:45 am

Co najmniej cztery jednostki krwi? Mieli tylko jedną i tylko dzięki umiejętnościom i pomysłowości medyków wystarczyła do czasu przybycia ojca Esmeraldy. Zęby Vlada zgrzytnęły w złości. Przez kogoś jego ukochana i zarazem najlepszy medyk Oświaty mało nie oddał życia w męczarniach. Być może wtedy i dziecko mogło się uratować.
- W takim razie nakażę to zbadać. O mało przez to nie zginęłaś. - odpowiedział cicho. Miał zamiar zadbać o to by odnaleziono osobę winną i by poniosła konsekwencje. Te będą surowe i ciężkie. Vladowi nie mieściła się ta sytuacja w głowie. Podczas akcji brał pod uwagę śmierć swoich ludzi czy nawet Esmeraldy. Ale podczas odwampirzania? To było niedopuszczalne.
Potem wszystko potoczyło się szybko. Kilka nierozważnych słów lekarza. Utrata kontroli. Gdyby nie Esmeralda, Vladislau by go zapewne udusił albo skręcił mu kark. Tymczasem odrzucił lekarza jakby od niechcenia i natychmiast pochylił się nad ukochaną.
- Esme... - szepnął przez zaciśnięte zęby. Wyglądała zupełnie inaczej niż zwykle. Bardziej niż kiedykolwiek dotąd potrzebowała opieki, a on stracił nad sobą panowanie. W ciągu chwili poczuł się jakby ktoś wylał mu beczkę zimnej wody na głowę, a potem jeszcze tą beczką zdzielił.
- Nie. Nie możesz... Musisz się oszczędzać... - powiedział łagodnie. Jego głos pozbawiony był jak zwykle większych nut emocji, ale i tak łamał się. Vladislau bardzo rzadko odczuwał strach. Teraz jednak bał się. I to bardzo.
- Jesteś słaba... Nie wolno Ci schodzić z łóżka. - rzekł z troską podnosząc ją najdelikatniej jak potrafił. Przytulił kobietę do siebie. Nie ważna była krew i to, że cały będzie nią ubabrany. Liczyła się tylko ona i jej bezpieczeństwo.
- Przynieś jej nową pościel. Potem możesz robić co musisz. - stwierdził sucho do lekarza. Widok Esmeraldy ostudził agresję Vlada choć nie wytłumił jej do reszty. Nadal kusiło skręcenie karku medykowi bądź zatopienie zębów w jego ciele by poczuć ciepłą i życiodajną krew. Jednakże Vladislau wiedział, że medyk chciał jedynie pomóc i czynił swoją powinność. Jeśli pościel zostanie zmieniona odłoży Esmeraldę na łóżku by lekarz mógł się nią zająć. Odejdzie nawet kilka metrów od łóżka by dać swobodę działania. Kres podszedł wtedy do Vlada i wtulił głowę w jego udo. Chciał go pocieszyć.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1602


PisanieTemat: Re: Oświata   Nie Wrz 25, 2016 11:20 am

Niestandardowa krew zawsze sprawiała medykom więcej trudności, jeśli chodziło chociażby o jej prawidłowe przechowywanie. Każdy z załogi Esmeraldy znał jednak zasady postępowania, a krew znajdująca się w specjalnie oznakowanych woreczkach była trzymana w oddzielnych lodówkach. A te z kolei były ustawiane na inną temperaturę. Trudno uwierzyć, że w tej kwestii dopuszczono się takich błędów. Rudowłosa nie skomentowała słów dowódcy, gdyż nawet gdyby chciała, miała świadomość, że mężczyzna podjął już decyzję. Ją samą ciekawiło co się stało z wszystkimi jednostkami i jednocześnie nie była w stanie pojąć, że zaniedbania miały miejsce aż w takim stopniu. Kto dał plamy? Medycy? Technicy? Bardziej stawiała na tych drugich, a ciężka sytuacja po odwampirzaniu uśpiła czujność ludzi z oświaty.
Kiedy Vladislau puścił lekarza, ten zaczął w pośpiechu łapać powietrze. Przez chwilę myślał, że to już jego koniec, ale na szczęście dla niego został wybawiony z opresji. W milczeniu i ze strachem w oczach obserwował przejmującą scenę. Kobieta wciąż krwawiła, a rany jakie posiadała na ciele nie chciały się goić tak jak standardowe zranienia. Co za piekielny rytuał? Kto pozwalał na takie okropieństwa?
- Vlad… nie traktuj mnie jakbym była objęta specjalną troską – z początku nie chciała dać się podnieść, ale w końcu dała za wygraną. Wtuliła się w pierś białowłosego, wyglądając zapewne jak bezbronna mała dziewczynka. Do tego po starciu z niszczycielską siłą, bo większość jej ubrania pokryta była krwią.
Medyk nie był skory do wypełnienia polecenia od Vlada, mamrocząc pod nosem, że nie jest pielęgniarką, a lekarzem. Napotykając spojrzenie mężczyzny zamknął się równie szybko jak zaczął swoją litanię. Bez słowa zabrał pościel i zastąpił ją nową – białą i czystą. Na szafce zostawił dla Esmeraldy strzykawkę z igłą, próbówki oraz kartę badań krwi do wypełnienia.
- Pójdę to wynieść. Wrócę za kilka minut – powiedział, zastanawiając się nawet czy nie dać nogi za pas i nie odjechać najbliższym samolotem na jamajkę. Z dala od zwariowanego mężczyzny i tego świdrującego wzroku wyjętego rodem z filmu o seryjnych mordercach. Jak powiedział tak zrobił. Wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
- Jak się czujesz, Kochanie? - było to najgorsze pytanie jakie mogła zadać, ale wyszło od niej wręcz odruchowo. Kobieta chwyciła za przygotowaną strzykawkę i wbiła igłę w żyłę prawej ręki. Nie czekając na lekarza pobrała sobie krew i po zabezpieczeniu fiolek zaznaczyła na karcie wszystkie badania które chciała wykonać.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Oświata
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pytania dotyczące świata gry
» Czarodziejskie smakołyki
» Kraniec Świata - Granica Południowa
» Shorai odkrywająca tajemnice świata!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: