IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój Dzienny - Salon II - Parter

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Estelle
Estelle
Estelle
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t838-estelle-namikaze
Zarejestrował/a : 12/12/2012
Liczba postów : 340


PisanieTemat: Re: Pokój Dzienny - Salon II - Parter   Sro Kwi 04, 2018 8:44 pm

To nie tak, że Estelle chciała być niemiła! Po prostu nie spodziewała się, że ktoś tak kobiecy może być facetem. Do tego w ciąży. No sam Fabio powinien przyznać, że to... nie jest normalne! Jak ona ma rodzić? Przez cesarskie cięcie? Czasami są rzeczy których nie można przyjąć od tak do wiadomości. Na to trzeba czasu. Vito pewnie dalej uważa, że ciąża brata nie jest prawdziwa.
- Nie chciałam Cię urazić. Po prostu... jesteś śliczny. Kobiecy. Bardziej niż ja - westchnęła patrząc na swoje wychudzone ciało. Wzrostu nawet nie miała. Mogłaby równie dobrze wyglądać jak piętnastolatka. Tylko twarz i oczy dodawały jej powagi. No bo włosy nie pomagały.. nie oszukujmy się. Niestety na przeprosiny chyba było za późno, bo fioletowy i tak skierował całą uwagę na Joffie. Esti zerknęła zdziwiona na Vito. Nie chciała, aby i on się kłócił z rodziną. Nie po to tu przyszli.
Wszystko działo się, jak w przyspieszonym tempie. Mimo, że blondyn chciał jej pomóc, to Fabio nie zamierzał powstrzymywać swego alvaro.
Ten oczywiście musiał użyć na niej mocy. Niebieskooka zamrugała i mimo całego strachu i niechęci podeszła do silniejszego mężczyzny, który bez problemu ją objął by odwrócić w stronę Vito i zatopić kły. Widziała, jak jasnowłosy jest wkurzony całą tą sytuację i mimo bólu uśmiechnęła się blado do niego.
- To nie twoja wina.. - wyszeptała czując jak wampir wysysa z niej krew wbrew woli. Jednak kiedy ułożyła dłonie na jego oplatających ramionach mógł poczuć, jak z jej dłoni wydobywa się jakaś moc. Estelle uruchomiła swój artefakt od matki i paraliż poleciał wzdłuż ciała wampira, mając doprowadzić do tego że padnie bez ruchu wypuszczając ją z uścisku. Jeśli wszystko pójdzie po jej myśli ta odskoczy od Joffa i stanie przy drzwiach.
- Dosyć! Nie kłóćcie się! Jesteście rodziną. Vito... nie potrzebnie tu przychodziłam. Ludzie i wampiry nie mogą razem żyć. Pójdę już. Tak będzie lepiej - no czasem głos rozsądku się w niej budzi, tak. Od dawna wiedziała, że ich związek nie ma sensu. Teraz wszystko tylko podkreśliło wątpliwości! Cóż za drama.
Jak facet chciał ruszyć, aby wymazać jej pamięć ta się cofnęła, łapiąc za klamkę od drzwi. Fabio złapał się za brzuch odwracając nieco wszystkich uwagę. Wtedy też wparował Marco z Midi, znajdując się za plecami Estelle. Dziewczyna kojarzyła Midi z oświaty, jak przychodziła do braci albo na ćwiczenia do Esme. To musiał być drugi człowiek! Jak Joff i na nią zechce się rzucić?!

_________________
To all the things I've lost on you
Tell me are they lost on you?
Just that you could cut me loose
After everything I've lost on you?
Is that lost on you?
Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 2980


PisanieTemat: Re: Pokój Dzienny - Salon II - Parter   Nie Kwi 08, 2018 8:13 am

Bałagan!
Rodzinne spotkanie przerodziło się powoli w istny chaos. Wampirek aż nie wiedział czy ma się łapać za głowę, czy uciekać. Jednakże jako doskonały gospodarz nie mógł nikogo pozostawić bez opieki, poza tym był tutaj człowiek. Nie chciał aby doszło do kłótni pomiędzy nim, a bratem, lecz jeśli narzeczony ma chodzić głodny... musiała być ofiara aby wszyscy byli bezpieczni - Jasne, a te wszystkie zadrapania? Masz opuchniętą głowę. Na pewno musiałeś oberwać, co oznacza, że muszę Cię obejrzeć. - zirytowany na całego, a przecież w jego stanie nie można. Wręcz smutnie patrzył na narzeczonego co odmówił pomocy, chociaż jego dotyk był jak najbardziej potrzebny. Stęsknił się za gburem, poza tym jak Pi zdradził , że ten walczył, to doszły dodatkowe troski oraz zmartwienia - Bywasz mało odpowiedzialny. - krótkie karcenie nikomu nigdy nie zaszkodziło, a może nabije rozumu do głowy.
Poza tym cała sytuacja zaczynała gęstnieć wraz z atakiem na Estelle. Wiedział, że źle postępuję, że nie powinien był dopuszczać do ataku. Ale dziewczynie nic się nie stanie, picie krwi było jak najbardziej kontrolowane. Owszem, zasmucił się, jak i zezłościł na starszego brata. Nie dziwił się pretensji oraz żalu - Przykro mi Vito, że Este padła ofiarą napaści Joffrey'a. Sam jestem przeciwny atakom, ale w jego przypadku nie mogłem mu zabronić. - był ranny, oszołomiony i Fabio nie chciał aby narzeczony cierpiał. Poza tym pochodzenie z tak krwiożerczego rodu, mogło zakończyć się źle nawet i dla samego Fabia, jeśli Hagen wpadłby w szał. A wcześniejsze słowa Estelle, cóż, było na nie za późno. Chociaż może następnym razem ich spotkanie będzie bardziej spokojne oraz przyjazne, póki co brakowało jeszcze przysłowiowego dziada z babą!
- Skasuj jej pamięć, mimo wszystko nie może pamiętać nic z picia krwi! - naciskać będzie, aby Vito złapał Estelle, kiedy to Joffrey przestał pić. Oczywiście Nessuno sam nie dopuścił do dalszego picia, więc nim Namikaze użyła swojej dość drastycznej broni, została odciągnięta. Wręcz wyrwana z ramion Kuroiashity - I tak mamy do pogadania. - suknie do czarnowłosego, mając nadzieję, iż wyciągnie jakieś lekcje z własnego zachowania. Kiedy Castas zapytał o krew, niższy potwierdził więc mógł pędzić po woreczek dla biednego, zakręconego Pi. Chociaż Fioletowy nie przypuszczał iż może być gorzej, mianowicie przyszły kolejne osoby. Marco wraz z dziewczyną... Dziewczyną?! - M-Marco! Kim jest ta... Nie! Nie mów, że znowu porwałeś jakieś dziecko z pod szkoły! - aż pisnął, nie zdając sobie sprawy jak bardzo mylił się co do wyglądu Midori. Nie wiedział nawet iż była łowczynią!
I całą sytuację niech diabli wezmą!
Poczuł się gorzej. Nie spodziewał się, że całe to zamieszanie może źle wpłynąć na nienaturalną ciążę i że będzie musiał aż usiąść. To miłe ile troski otrzymał od pozostałych, chociaż niestety, ale w większości wszystko było z ich winy. Usiadł na kanapie, biorąc krótkie wdechy. Kolejny raz miał uczucie, jakby te żyjątka co rozwijały się wewnątrz niego chciały rozerwać rodziciela - Zamknijcie się na moment. - padły ciche słowa, chociaż kto tam usłyszy - Nie pozwól jej wyjść, Vito. - nieważne, że sam miał kłopoty, Joffrey nie mógł ich też mieć - Wybacz, że Was nie ugoszczę, Marco. Musisz zrobić to sam. - postara się na uśmiech, chociaż nie był on wcale pocieszający. W dodatku usłyszał Castas'a co chyba bardziej rozzłościł młodszego. Wiedział, iż nie chciał źle, troszczył się, jednakże Fabio miał taki stan że wiele rzeczy obecnie drażniło - Nie wiem! Pierwszy raz takie coś przeżywam i nawet nie wiedziałem, ze kiedykolwiek będę! Ale... - przerwał, biorąc krótki wdech - Mam wrażenie, ze one chcą mnie rozerwać od środka aby się wydostać. - co za diabły miał w sobie?! To wszystko wina krwi Kuroiashita! A co do Joffrey'a, Fabio tak bardzo chciał aby był w pobliżu. Nic dziwnego, Fioletowy się bał i nie bardzo wiedział co ma robić.
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 449


PisanieTemat: Re: Pokój Dzienny - Salon II - Parter   Pon Kwi 09, 2018 1:03 pm

Joffrey był wściekły jak osa. Zbyt duży tłum się tutaj zrobił, więc czuł się nieźle osaczony. Po walce z łowcą liczył na spokój, a co otrzymał? Masę wampirów, a wśród nich jeden człowiek. I nie, to nie będzie zmierzch. Dziewucha była w ogromnym niebezpieczeństwie, zwłaszcza iż nie tylko jeden wampir z chęcią dobrałby się do jej krwi. Czy aby dobrym pomysłem było przyprowadzanie tutaj partnerki Vito?
Pi był dzielną myszą i Hagen zadawał sobie z tego sprawę. Pomimo iż został jego panem, ten ani razu mu się nie sprzeciwił. Całkowicie uległy, pogodzony ze swoim losem. Emilio właśnie kogoś takiego potrzebował, wiedział że mysz go nie zdradzi. A nawet jeśli, to byłby to ogromny cios. Kruczowłosy nie przywykł do dążenia kogoś zaufaniem.
Kiedy trzymał dziewczynę, Vito kłócił się z Fabio. Obserwował, napawając się krwią wybranki brata narzeczonego. Chyba się nie polubią, nie po tym co zrobił. Ale gdyby blondyn był nieco milszy, być może nie skończyłoby się tak krwawo. Joffrey jest pamiętliwy, a przy okazji często nadrabiał sobie nowych wrogów. Miał przepraszać za to, że jest wampirem? Ludzie byli pożywieniem i tego nie zmienią.
Prawdziwej naturze nie da się zaprzeczyć.
Puścił ją i pchnął w kierunku Vito zanim ta zdołała użyć artefaktu. W zasadzie nie wypił dużo, mógłby znacznie więcej. Stan jednak Nessuno go przestraszył, wszakże w jego brzuchu znajdowały się potomstwo. Ich potomstwo. Spojrzał na Castasa, który ośmielił się zwrócić mu uwagę.
- Błąd? Jesteśmy kurwa wampirami, a ludzie naszym pokarmem. - Syknął do niego, mrużąc rozwścieczone oczy. Nie zabił jej, o co tyle krzyku? Zwłaszcza iż zamierzali wymazać pamięć różowej. To tym bardziej nikt nie powinien mieć mu niczego za złe. Tak to widział spaczony umysł Joffreya, który po raz ostatni spojrzał na byłą ofiarę, która zaczęła ''uciekać''.
- Złapcie ją. - Wskazał na nią palcem. Nie zamierzał się do niej zbliżać, niech inni załatwiają takie sprawy za niego. W interesie Vito było, aby jego dziewczyna nie pamiętała tego wydarzenia, prawda? W tym momencie do pomieszczenia wejdą kolejni goście. Joffrey wyda z gardzieli długie westchnięcie, dopiero co liczył że pozbędzie się starych.
Przyjrzał się Marco, a więc to był ten najstarszy brat? Nie miał okazji go wcześniej spotkać. Będzie na niego patrzył, kiedy to pojawi się kolejna ludzka dziewucha. Joffrey zaciśnie szczęki, oblizując jęzorem pozostałą krew na ustach. No pięknie.
Nie musiał się z niczego tłumaczyć, odwróci się plecami, aby tylko kątem oka spojrzeć na Midori. I bardzo dobrze, że nie wiedział iż była łowczynią. Rzuciłby się na nią bez wahania.
- Może to Ciebie trzeba ogarnąć? - Syknie do niej, po usłyszeniu słów które padły. Niezręcznie? Kolejny człowiek panoszący się w tym domu. Chyba Kurosz powinien dać jej lekcję. Nie powinna się odzywać nie pytana.
Castas zadawał pytania narzeczonemu. Skąd nimi miał znać odpowiedź? Nie był kobietą, ale jednak ktoś zmajstrował mu bachory. Oczywiście Hagen nie czuł się winny, sam dowiedział się o tym praktycznie ostatni. Mógł umyć ręce, ale nie zamierzał zostawiać Fabio. Ten potwór go kochał i na chwilę obecną przejmował się tylko nim.
Odnajdzie go wzrokiem i natychmiast znajdzie się tuż obok, unosząc go. Młode zamierzały go rozerwać od środka? Chyba nawet głupi mógł się domyśleć, że to już ten czas.
- Zabieram Cię do Ivano. - Rzuci. Szlachetny zajmował się dziwnymi rzeczami, lubił majstorwać przy wampirach. Joffrey zastanawiał się od dłuższego czasu, tylko jemu mógł zaufać w tej kwestii. Spojrzy na całą gromadkę, kierując się w stronę wyjścia.
- Niezwykle miło było was wszystkich spotkać, ale dokończymy to spotkanie innym razem. - Uśmiechnie się drapieżnie w stronę Midori, wymijając każdego kto mu stanie na drodze. Lepiej niech go nie powstrzymują, Fabio nie mógł dłużej czekać. Krótko spojrzy na Pi i skinie mu głową. Niech tu zostanie i poczeka na wieści.. chociaż Joff już nie pamiętał czy miał przy sobie telefon czy go czasem gdzieś nie wyrzucił.
Jeżeli wszystko przebiegnie bez dalszych komplikacji, uda się z narzeczonym do samochodu policyjnego i nim pojedzie w stronę zamku. Kierował jak wariat, a jego myśli krzyczały. Nie był na to gotowy, a co dopiero ma powiedzieć Nessuno.
To będzie trudne.

// zt + Fabio. Wybaczcie, ale ta ciąża trwa dłużej niż w realu D: ale mam nadzieję, że do następnego!

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 74


PisanieTemat: Re: Pokój Dzienny - Salon II - Parter   Pon Kwi 09, 2018 7:12 pm

Castas był naprawdę miłym i profesjonalnym lekarzem. Zastanawiał się, czy gdyby wiedział, że jest jedynie marnym sługą Joffreya, którego nie odciągnął od walki z łowcą, to czy zechciałby mu i tak ulżyć w bólu? Nieśmiało spoglądał w jego stoicką twarz okrytą czerwonymi kosmykami włosów, gdy pochylał się nad problemem ręki Myszy. Młodzieniec nie wykazywał żadnej agresji, wręcz dało się odczytać z jego postawy, że jest chętny na współpracę, byleby potem lekarz zajął się jego Panem! Choć Hagen poczynał sobie całkiem całkiem, dostał co chciał od kogo chciał. Próbował skupić się na słowach doktora, choć rozpraszały go nieco osoby, które... pojawiały się w dalszym ciągu! Vito i Marco kojarzył bardzo przelotnie, w zasadzie to tylko z opowieści panicza Fabio. Byli braćmi, którzy od czasu do czasu odwiedzali ten dom na uboczu odwiedzając najmłodszego braciszka oraz ich matkę. W końcu mógł rozróżnić, który z nich jest którym bratem, choć wyglądali bardzo podobnie. Może to przez blond włosy? Eh, koncentracja Myszy siadała. Wraz z Marco pojawiła się także czarnowłosa dziewczyna o drobnej posturze. Czyżby była człowiekiem? Zachowywała się inaczej niż Estelle, była pewniejsza siebie, jakby już miała nie raz do czynienia z wampirami. Tylko pod jakim kontekstem? Mimo wszystko zaroiło się od istot, co dla dość aspołecznego Pi było przytłaczające. Dlatego uwagę skierował jedynie na trzy osoby: na Castasa, na Joffreya i panicza Fabio. Tak łatwiej było nie stracić rozumu, który poturbowany ledwo funkcjonował.
Tak czy inaczej, po oględzinach młodzieńca przyszła pora na nastawianie ręki. Pi ewidentnie przestraszył się, lecz nie uciekał. Po prostu podejrzewał, że będzie go to strasznie boleć. I rzeczywiście - o mało co nie zemdlał, ale krzyk stłamsił w sobie. Fabio i tak ma już dość harmideru wokoło. Drżał jedynie z osłabienia, i niestety... Jego Pan go zostawił. Czemu niestety? Wbrew rozsądkowi, że może przez ten czas nieobecności odpocząć od jego zachcianek... poczuł się zbędny, jak kula u nogi. Zmęczony umysł płatał figle i podsycał obawy, że Hagen nie zechce mieć "uszkodzonego" służącego, i wróci do domu z całkiem nowym nabytkiem. A jego albo wyrzuci z domu, albo potraktuje jak worek treningowy i nie powierzy mu już nigdy prawdziwej roli służącego. Okropna wizja była na wyciągnięcie ręki! Kiedy więc tylko zerwał się kontakt wzrokowy z jego Mistrzem, młodzieniec zemdlał na kanapie. Tak bardzo się chłopak przejął.

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Marco
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1744-marco#36692 http://vampireknight.forumpl.net/t1745-marco#36697 http://vampireknight.forumpl.net/t2245-marco#47214 http://vampireknight.forumpl.net/t2201-marco#45949
Zarejestrował/a : 26/03/2015
Liczba postów : 262


PisanieTemat: Re: Pokój Dzienny - Salon II - Parter   Sro Kwi 18, 2018 10:55 pm

Co tu się właśnie odwaliło? - te słowa utkwiły na czubku języka Marco, gdy próbował zmusić swój mózg do pracy, aby łaskawie pomógł mu w ogarnięciu tego, czego był - czy nie był - świadkiem. Przepuścił wychodzących, nie próbując nawet nikogo złapać za ramię i zmusić do wytłumaczenia zaistniałej sytuacji. Przynajmniej wiedział jedno - spóźnił się. Tylko na co? Racja, przyszedł później niż zamierzał, ale to wszystko przez to, że przekonywanie Midori szło bardziej niż opornie. Spojrzał na tych, co zostali, tak naprawdę nie wiedząc, od którego pytania zacząć.
- Vito, Castas, powiedzcie mi, co tu się stało.
Tak, to był już jakiś punkt zaczepienia...
Ruszył w kierunku kanapy, uprzednio zaciskając palce na nadgarstku Midori w lekkim uścisku. Nie tak wyobrażał sobie ich wspólny pobyt w domu Fabia, ale wyproszenie łowczyni byłoby teraz nie na miejscu - nawet jeśli wcześniejsze plany zostały zaprzepaszczone w jednej chwili.
- Usiądź - polecił, samemu zajmując miejsce na kanapie. Zlustrował wzrokiem starszego brata, jakby w samym jego wyglądzie próbował doszukać się odpowiedzi na dręczące go pytania. Kim jest ta różowa dziewczyna? Jak została ona wplątana w...? W co?
Nagle poczuł się bardzo zmęczony, jakby wszystkie problemy spadły na jego barki, a on nie wiedział z czym ma się zmierzyć. Niby jakiś zarys tego wszystkiego majaczył w oddali, a jednak kształt nie był na tyle wyraźny, aby mógł ze satysfakcją stwierdzić, że wreszcie widzi coś konkretnego.
- Chwila, przyszedłem tutaj, bo Fabio napisał, że jest w ciąży. Jak to się stało? - zapytał, mając nadzieję, że ktokolwiek powie: to był żart! Cóż, niestety ktoś zapomniał mu powiedzieć, że jego najmłodszy brat
przy pełni księżyca
zamienia swoje nogi w dziwny syreni ogon, co doprowadziło do pewnych komplikacji...

_________________


Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 542


PisanieTemat: Re: Pokój Dzienny - Salon II - Parter   Yesterday at 1:31 am

Ledwo przybyła tutaj... I prawdę mówiąc już miała dość. Bardzo kuszącą możliwością było odwrócenie się na pięcie i wyjście stąd... Ale zaś z drugiej strony powrót mógłby być utrudniony... A może by tak udusić któregoś z nich? Chociażby fioletowego, który porównał ją do dziecka. Już zacisnęła dłonie w pięści, wbijając w niego wzrok.
- Nie jestem dzieckiem - naburmuszyła się czarnowłosa. - Z której strony wyglądam jak dziecko? - z drugiej zaś strony... Aż popatrzyła na blondyna, zastanawiając się zarazem, jaką miał reputację, że od razu nasunęły się takie, a nie inne wnioski.
Tylko co więcej dodać, skoro nawet nie doszło do porządnego przedstawienia jej? Ale czy właściwie można powiedzieć, że czarnowłosa się bała kogokolwiek stąd? Nie. Nawet na słowa kruczoczarnego wampira nie spuściła wzroku, natomiast patrzyła na niego ze spokojem w oczach. W końcu teoretycznie... Była małą, bezbronną dziewczynką, prawda?
Koniec końców, tamci zniknęli... A tu zapadła niezręczna atmosfera. Dziewczyna wydała z siebie ciche westchnienie i spojrzała na Marco, zadając mu nieme pytanie pod tytułem "Gdzie". Nie wiedziała, gdzie mogłaby usiąść, ani nic.
- Zabierz mnie do domu - odezwała się cicho. - Raczej nie powinnam być tu, gdy masz... Niemałe problemy rodzinne - zmusiła się do uśmiechu. Nie powinna się w to mieszać... I sam wampir przynajmniej pozbyłby się jednego problemu z głowy. Takiego małego o imieniu Midori. No bo sama nie wiedziała, co powinna zrobić i tyle.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Vito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2307-vito-nessuno#48695 http://vampireknight.forumpl.net/t2308-vito-nessuno#48702 http://vampireknight.forumpl.net/t2343-vito
Zarejestrował/a : 14/12/2015
Liczba postów : 117


PisanieTemat: Re: Pokój Dzienny - Salon II - Parter   Today at 12:37 am

Mina Vito wybitnie zdradzała, jak bardzo zachwycony był tą sytuacją tutaj... A raczej nie był. Niewiele mógł poradzić na to, co się tu działa, a na dodatek... Atmosfera nie była miła. I dodatkowo niektóre relacje mogły się nieźle pogorszyć. Mimo wszystko, Vito zamierzał przede wszystkim powstrzymać dziewczynę od wyjścia z tego domostwa.
- Przepraszam cię - chciał wymazać jej wspomnienia z tego ugryzienia. Uda się? Nie? Nie wiadomo. Jedynie to, że dwójka bohaterów tego zdarzenia nagle zniknęła, a Vito...
No po prostu się pogubił.
Popatrzył tępo na drugiego z braci, który dopiero co przybył.
- Nie pytaj mnie. Ja już nic nie wiem - wyglądał na dobitego. Wyciągnął rękę i pogłaskał Estelle po głowie, wzdychając cicho. - Lepiej poczekajmy aż wrócą. Możemy próbować stworzyć tutaj chociaż iluzję milszej sytuacji? - jego wzrok z dziewczyny przekierował się na towarzyszkę Marco, aż w końcu na niego samego. Westchnął cicho i zerknął z ukosa na Pi i Castasa.
- Chyba mogę jedynie przepraszać za zaistniałą sytuację - mruknął jeszcze. - Może zacznę od nowa. To moja dziewczyna, Estelle - odezwał się, przedstawiając różowowłosą.
Jedynie takie zachowanie przychodziło mu teraz na myśl. By próbować jakoś to "znormalizować".
Powrót do góry Go down
Estelle
Estelle
Estelle
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t838-estelle-namikaze
Zarejestrował/a : 12/12/2012
Liczba postów : 340


PisanieTemat: Re: Pokój Dzienny - Salon II - Parter   Today at 4:58 pm

Teraz chyba moja kolej, nie?

Wcale nie dziwię się Midi, że postanowiła wyjść. Kto by chciał siedzieć w tej pokręconej rodzince? Ledwo wchodzić, a tu jakieś porody, afery, fochy i kij wie co jeszcze. Niemniej może jeszcze poczekać. Ktoś inny z tego otoczenia wyjdzie pierwszy. A wtedy wszystko się może jakoś ułoży?
Joff i Landryna opuścili dom, więc zeszło trochę napięcie. Esti nie musiała już łapać Midori za rękę w celu uratowania jej od zostania drugą przekąską podłego wampira.
Marco chciał wyjaśnień. Este nie zamierzała się wtrącać w rozmowę braci, a tym bardziej gadać o ataku wampira przy Midori. Z jednej strony powinna wiedzieć o niebezpieczeństwie skoro przyszła z inną pijawką ale Marco wyglądał na tak samo dobrego i ciepłego wampirka co Vito. Oni raczej nie zrobią jej krzywdy. Castas i Pi też nie wyglądali na zainteresowanych zrobieniem sobie pożywienia z ludzkich kobiet.
- Nie dotykaj mnie. Proszę - wystawiła w obronnym geście ręce przed siebie, gdy blondyn dalej chciał wymazać jej wspomnienia - Nie chcę niczego zapomnieć. To nie naprawi sytuacji - szepnęła w jego stronę, kręcąc głową. Jakby Esti wróciła pamięć wkurwiłaby się nieźle na chłopaka. Nie może tak ważnych rzeczy przed nią zatajać. To jak.. kłamstwo, zdrada. No po prostu tak nie można, no!
- Miło było Was poznać, a właściwie zobaczyć. Może kiedyś uda nam się dłużej porozmawiać - rzuciła z bladym uśmiechem w stronę reszty osób i znów spojrzała na jasnowłosego - Muszę iść. Żegnajcie - nie zamierzała mówić przy wszystkich "to nie ma sensu Vito, nie możemy dłużej być w razem". No nie będzie tutaj odwalać melodramatu. Ale jej postawa była jasna. Nie widziała bezpiecznej przyszłości dla ich dwoje. Wampir z człowiekiem, choćby chcieli zawsze będą mieć pod górkę. To nie jest Zmierzch, niestety. A może i dobrze?
Była osłabiona przez wypicie jej krwi, przerażona ale przede wszystkim smutna i zdeterminowana. Aby zakończyć związek i nie kusić losu. Następnym razem to wampirowi może stać się krzywda, jak będzie chciał bronić różową. Także... Esti czym prędzej wyszła z domu i wybiegła na pobliską leśną drogę, aby złapać stopa i uciec do swojego domu.

z/t

_________________
To all the things I've lost on you
Tell me are they lost on you?
Just that you could cut me loose
After everything I've lost on you?
Is that lost on you?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój Dzienny - Salon II - Parter   

Powrót do góry Go down
 
Pokój Dzienny - Salon II - Parter
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Pokój dzienny
» Pokój wizytowy
» Pokój Chemika
» Pokój Gościnny (-) - Piętro

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: WIOSKA :: 
DOM NA UBOCZU
-
Skocz do: