IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Opuszczony domek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
Grigorij

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 881


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Pią Paź 26, 2018 2:52 pm

Zebrali się. Większość z nich, jeśli nie wszyscy, to silnie indywidualne jednostki. Mimo to potrafili działać wspólnie dla lepszej sprawy. Niestety jednak ich motywacje były różne. Obecność Garrucha mogła niektórych dziwić. Vlad jednak nie zareagował na nią w żaden negatywny sposób. Ot sprowadziła go albo ciekawość albo pragnienie niesienia pomocy. Możliwe też, że był uzależniony od adrenaliny i odwampirzanie było nową formą niebezpieczeństwa - na tyle nieznanego, że warto go skosztować. nie on jeden był tu jednak pierwszy raz.  Vladislau żywił nadzieję, że jakiekolwiek motywy nie sprowadziłyby tu tych ludzi będą oni ściśle współpracować chroniąc ich wszystkich wzajemnie. Gdy Esmeralda zamknęła drzwi zwrócił się do zebranych.
- Cieszę się z licznego przybycia. Część z Was wie co należy robić, ale za chwilę ustalimy dokładne zasady bezpieczeństwa dla wszystkich. - po tych słowach dał Esmeraldzie przywitać zebranych i wydać pierwsze polecenia. Niemniej musiał dodać potem coś od siebie. Zanim krew została przelana ponownie przemówił.
- Wszelka broń ma się znaleźć w skrzyni. To nie jest prośba, ale rozkaz. Brak jego wykonania grozi narażeniem naszego życia. Jeśli dojdzie do uchybienia po odwampirzaniu rozliczę z tego. - objął wszystkich wzrokiem upewniwszy się, że go słyszeli i otworzył skrzynię. Było w niej dość miejsca aby schować zestaw wojenny dla małego oddziału. Vlad nie miał pojęcia czy ktokolwiek postanowił zachować broń. Był jednak w tym zakresie ostry bo już nie raz złamanie tego zakazu zagroziło niepowodzeniem rytuału. Szczególnie gdy Naven próbował, nie z własnej woli, strzelać do obecnych.
Gdy ta kwestia została uregulowana i skrzynię mógł zamknąć wilcze ślepia jego hełmu skierowały się ku Esmeraldzie. Nadszedł czas na dalsze instrukcje z jej strony oraz przydzielenie do run. Ponownie otrzymał tę odpowiedzialną za Wytrzymałość. Miał z nią już dość doświadczenia by dostrojenie się do niej nie było problemem.
- Pamiętajcie, że jeśli zaczniecie słabnąć ktoś może Was zastąpić. Jeśli ktokolwiek opadnie z sił musi o tym ostrzec pozostałych ponieważ każda runa musi mieć przy sobie przytomnego człowieka. Gdybym z jakiegoś powodu został wyeliminowany słuchajcie poleceń Leona. Był już na odwampirzaniach i mniej więcej orientuje się jak to działa. - jednocześnie posiada dość pewności siebie by w razie czego objąć dowodzenie o czym Vladislau już nie wspominał. Podczas wypadu na wampiry wyznaczyłby Garrucha jednakże ten nie miał jeszcze większego doświadczenia z rytuałem odwampirzania. Zajął swoje miejsce zgodnie z poleceniem Esmeraldy Jak ostatnio odpiął część rękawa prawej ręki aby nacięcie nie było problemem. Stanął na lekko ugiętych nogach i pozwolił krwi powoli skapywać na runę.
Powrót do góry Go down
Reiji
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Reiji

http://vampireknight.forumpl.net/t2266-ayato-reiji-hana http://vampireknight.forumpl.net/t2270-ayato-reiji-hana#47852 http://vampireknight.forumpl.net/t2424-reiji http://vampireknight.forumpl.net/t2271-ayato-reiji-hana http://vampireknight.forumpl.net/f114-dom-hana
Zarejestrował/a : 22/10/2015
Liczba postów : 202


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Sob Paź 27, 2018 1:26 am

Książka musiała pójść na bok, więc zaznaczył stronę, na której skończył czytać i uniósł głowę, by zaraz potem skupić uwagę na kobiecie. Międzyczasie też ukradkiem zapoznał się z najbliższą okolicą i wydał z siebie niemrawe westchnienie. Włożył książkę do torby i wstał już, analizując w myślach to, co usłyszał wcześniej. Nachmurzył się na moment, na ową wieść związaną z tym, że musiał oddać artefakt i broń. Mimo to, zachował dla siebie wszelaką opinię i z niechęcią zdjął z szyi naszyjnik z kamieniem, jak i bransolety, by zaraz potem z ostrożnością złożyć w skrzyni. Kilka sekund namysłu, by zaraz wyciągnąć z jedynie znanego sobie miejsca nóż i również złożyć go obok swoich rzeczy. Na moment zawahał się, po czym zmusił się do krzywego uśmiechu i szybko odsunął się. Oddanie tych dwóch przedmiotów... Na swój, dziwny sposób, było dla niego pewnego rodzaju wyzwaniem.
Na widok Esmeraldy, uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
- Nie ma co pytać - stwierdził jedynie i bez wahania oddał swoją krew. Nie przypominał sobie, by chorował na cokolwiek, więc czemu nie? Ciekawiło go to wszystko.
Obserwował przygotowania do tego wszystkiego, zarazem zerkając na krwawiącą rękę. Zastanawiał się, czy powinien ją zawinąć w jakiś materiał czy coś... Po czym wzruszył ramionami, zostawiając ją samą sobie. Nie chciało mu się kombinować nic więcej z nią. Nacięcie nie było na tyle głębokie by nagle zagrażało życiem, nie?
Wypuścił powietrze z płuc. Złote ślepia skupiały się na najbliższych runach, a on sprawdzał w pamięci, czy potrafił rozpoznać, na co właściwie patrzył. Jednakże jak szybko to zaczął, tak szybko odpuścił sobie, niezależnie od wyniku.
- Haaai - dał się pokierować do odpowiedniego malowidła i stanąć przed nim. Uniósł drugą rękę i stłumił ziewnięcie, zarazem przekierowując wzrok na samego dowódcę.
- Właściwie... Czego jeszcze wystrzegać się albo spodziewać? - spytał się go, zarazem jednak zerkając w stronę rudowłosej kobiety co jakiś czas. Nie zmusił się już do komentowania czegokolwiek. Natomiast po poinstruowaniu, przekierował już krwawiącą dłoń nad runę, zarazem obserwując, jak to wszystko ruszyło.
Nie wiedział, jak opisać to, jak się czuł teraz, ale zarazem miał ową świadomość, że to, co ogarniało jego ciało, nie było zwykłe. Rwanie i zarazem przyciąganie, wpływające na niego, dawało się zignorować na tyle, by nie musiał nagle zachowywać się niczym zombie - właściwie, to tak sobie to wyobraził na moment, gdy mowa była o przyciąganiu i zarazem zakazie. Czuł się rozluźniony, a sama jego uwaga zmieniała się co jakiś czas. Właściwie, to spoglądał na znak przed sobą i na to, co działo się w środku, próbując zrozumieć na swój sposób, o co chodziło.
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Serafiel

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel http://vampireknight.forumpl.net/t1956-biedne-mieszkanie-w-srednioladnym-blokowisku
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 221


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Sob Paź 27, 2018 3:19 pm

Wypuścił powietrze z płuc, zarazem podchodząc do skrzynki. Zdjął z szyi wisiorek, jak i z ręki bransoletę, po czym złożył je w odpowiednim miejscu, po czym wrócił z powrotem w miejsce, gdzie znajdował się wcześniej, spoglądając jedynie na to, co wyrabiał Leon. Niespecjalnie poświęcał czas na to, by skupić się na pozostałych osobnikach, ale nie można było mu zarzucić, że ignorował to wszystko. Słuchał. Po prostu słuchał.
Nawet jeśli nie był zbyt zachwycony co do kolejnego zetknięcia się z runą.
Oddał swoją krew do kielicha. Na swój sposób, czy mogę mówić, że przyzwyczaiłem się do tego? - przemknęło mu przez myśl. Nie wiedział, jak powinien sam sobie odpowiedzieć. Jednakże nie można było stwierdzić, że poprzednie wydarzenia nie pozostawiały po sobie jakiegokolwiek śladu. Chociaż, jakby było spokojnie, to byłbym zaskoczony - pomyślał jeszcze, zerkając na tworzące się runy.
W momencie wspomnienia o runie wiary, poczuł na sobie spojrzenie Esmeraldy. Przekierował na nią ślepia i ostrożnie przytaknął, dając w ten sposób znać, że zrozumiał.
Niespecjalnie co miał dodawać od siebie. Jednakże miał jeszcze jedno zadanie - oczyszczenie myśli, jak i skupienie się na modlitwie. Dlatego tez, w momencie, gdy to wszystko zaczęło się, a on stał przed samą runą, zarazem mając wyciągniętą przed siebie zranioną dłoń, zaczął w myślach mówić słowa "Ojcze Nasz". Na spokojnie, bez pośpiechu.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Leon

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 279


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Sob Paź 27, 2018 6:35 pm

Kowboj klepnął Serafiela w ramię uśmiechając się do niego miło. Dawno go nie widział w tych , a w sumie to żadnych okolicznościach.
- Co robię synu? To co zwykle... bronię się jak mogę. - Odpowiedział jakby zwracał się do starego przyjaciela. To śmieszne, że Seraf wyglądał nadal tak młodo. - Ty też powinieneś, nowi tym bardziej. W razie czego cię ochronię, ale lepiej pomódl się ze mną.
Pozostawił przy nim skrzyneczkę i spojrzał w stronę Esmeraldy, która zaczęła długi monolog do nowych i tych, którzy mają zamiar przejść przez piekło. Oczywiście, że puścił jej oko, trochę zadziornie a trochę ze złośliwości. Unikał jej SMSów, listów z Oświaty na temat badań lekarskich, a potem wyjechał bez słowa. Idealny plan unikania obowiązków.
Gdy podeszła z kielichem, rozciął sobie dłoń i zrobił krok do przodu.
- Pamiętaj, że cię wspieramy, Ruda. - Rzucił, aby pokrzepić ją, ostatnie razy były koszmarne, a właściwie leciały na równi pochyłej. Skoro cała magia opierała się na emocjach, ona powinna tym bardziej powinna się bardziej wyluzować.
Wszystko było wspaniale i super. Jak dosiadanie ulubionego konia, aż tu nagle Grześ rzucił słowa, których Leon się nie spodziewał i gdyby nie bandana to wszyscy zobaczyliby grymas zadziwienia i niedowierzania, jaki pojawił się na nich w pierwszej chwili.
- Dzięki Szefie, możecie wszyscy na mnie liczyć, a ja liczę na was. - Powiedział zastanawiając się czy Grig nie miał po prostu czasu zobaczyć wszystkich brakujących raportów, kanciarskich faktur i celowo unikniętych zebrań.
Cóż, choćby dla tego, jak wielką dostał odpowiedzialność wyjął swoją papierową torbę z bronią w środku i rzucił ją do skrzynki, łącznie zresztą noży i tym podobnych. Kastety akurat zostawił na łapach.
Podchodząc znowu do skrzynki wyciągnął kolejną papierową torbę i upił z niej whisky, a potem spojrzał się po innych oferując łyka.
W sumie bez znaczenia, kto się zgłosił a kto nie. Leoś stanął na swoim miejscu, gotowy rozpocząć ten tak magiczny jak straszny balet na granicy życia i śmierci.
- Seraf, ufam tobie. - Mruknął gasząc fajkę, tuż przed wstąpieniem na swoje miejsce w kręgu. Kolejna długa i bolesna noc, kolejna rekonwalescencja... ale przede wszystkim to kolejna przygoda.

_________________
Powrót do góry Go down
Sorn
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Sorn

http://vampireknight.forumpl.net/t3874-sorn http://vampireknight.forumpl.net/t3898-sorn#85906 http://vampireknight.forumpl.net/t3899-sorn#85907 http://vampireknight.forumpl.net/t3897-sorn
Zarejestrował/a : 31/07/2018
Liczba postów : 146


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Sob Paź 27, 2018 9:38 pm

Poruszył nieznacznie głową, kiedy zaczęli pojawiać się inni łowcy. Rzecz jasna większości nie znał, ale wśród nich paru udało mu się rozpoznać. Sam jednak nie wiedział na co był właściwie gotowy i co go czekało. Niebawem się dowiemy.
Podczas kiedy Esmeralda głosiła ważną mowę, ten spoglądał na twarze swoich towarzyszy. Odwampirzanie przecież nie brzmi tak źle, wszakże na pewno nie będzie to nic trudnego. Teraz nabierze doświadczenia i kto wie, być może któregoś dnia nadarzy mu się okazja do zmienienia swojego uporczywego stalkera?
Chociaż Milky prędzej połknąłby swój język, wysrał go i znowu połknął.
Zerknął na ceremonialny sztylet a następnie podszedł bliżej skrzyni, do której odłożył swoje rzeczy. Odrobina wahania pojawiła się w jakiejś krótkiej chwili, ale szybko odgonił tę myśl. Stare przysłowie mówi poznaj swojego wroga, a odwampirzanie wydawało się być bardzo ciekawym procesem.
Stanął w lekkim rozkroku, przejeżdżając nożem po swojej ręce. Parę kropel spadło do kielicha, a on uważnie wpatrywał się w rudowłosą. Czy spodziewała się go tutaj?
Czekał i obserwował jak lekarka rysuje pięcioramienną gwiazdę, a potem podeszła i przekazała mu runę siły.
Czy aby na pewno starczy mu jej na ten proces?
Uśmiechnął się lekko do kobiety i poczuł lekkie zdenerwowanie. Nie wszyscy wydawali się być zadowoleni, ponure miny i puste spojrzenie przed siebie.
Będzie aż tak źle?
Potem przemówił sam dowódca. Czemu niby mieli słabnąć? Łysy mężczyzna raz jeszcze przyjrzał się znakowi i pokiwał powolnie głową. A więc czas rozpocząć przedstawienie. Moment kiedy upuścił trochę krwi na ów runę, śmieszna siła zaczęła go przyciągać do wnętrza kręgu. Nie ruszał się za wszelką cenę, zgodnie z instrukcjami rudowłosej. Za pewne jednak odwali coś głupiego, chyba że ktoś go wcześniej uprzedzi.
Nic nie mówił, ale wszystko z powodu zdenerwowania. Chyba jednak wcale nie czuł się taki gotowy, bo z pozoru dobra zabawa zaczęła się przeradzać w satanistyczne spotkanie.
Gdzieś w głowie nawiedzała go myśl, czy nie lepiej jest pozabijać wampirzyce.
Było to chyba najprostsze rozwiązanie.

_________________
Powrót do góry Go down
Carlos
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Carlos

http://vampireknight.forumpl.net/t3623-carlos#78609 http://vampireknight.forumpl.net/t3652-carlos#79158 http://vampireknight.forumpl.net/t3632-carlos
Zarejestrował/a : 11/05/2017
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Nie Paź 28, 2018 12:14 am

Stał niewzruszony, słuchając słów Esmeraldy i dowódczy łowców. Wsłuchiwał się w uwagą, chłonąc każde słowo. Nie znał się na magii odwampirzania tak dobrze, jak pozostali, mimo że swego czasu przeszła ona przez jego ciało uwalniając od wampiryzmu. Lekceważenie tak potężnej siły nie wchodziło w grę. Każda informacja podana przez rudowłosą mogła późnej okazać się bardzo cenna albo przynajmniej przydatna na tyle, żeby nie zaprzepaścić szansy pozytywnego zakończenia całego rytuału. Magia oparta na emocjach? Brwi ściągnęły się ledwo zauważalnie. Wśród innych był znany z wręcz niesamowitego spokoju i opanowania, ale tylko on wiedział, że te pozory nie zawsze są łatwe do utrzymania. Wbrew pozorom wyprowadzenie go z równowagi nie należało do najtrudniejszych zadań. Ale wycofanie się w rytuału nie chodziło w grę. Nawet przez chwilę nie rozważał takiej możliwości. Skoro oderwał się od bardziej swojej pracy i badania kolejnego truposza, to niech chociaż ta przerwa od krojenia warstw skóry okaże się da odpowiednie owoce. Jeśli poczucie, że złe emocje zaczynają się kumulować we wstrętne myśli, od razu odejdzie od runy. Nie czuł presji i parcia na odstawianie pozera, który wbrew wszystkiemu czuwałby przy runie, szkodząc tym samemu sobie i innym łowcom.
Bez oporów naciął dłoń i pozwolił krwi swobodnie spłynąć do naczynia. Na parę sekund zatrzymał spojrzenie na kielichu. Już od dawna na szczęście nie popijał ludzkiej posoki. Od bardzo dawna przestał za tym tęsknić. Nigdy nie pożałował swojej decyzji i nawet poniekąd był odrobinę ciekawy, czy wampirzyce, oddające się w ręce łowców, kiedyś będą tak samo zadowolone ze swojego wyboru. W końcu miało się zmienić ich życie, a ta zmiana nie była tylko kosmetyczna.
Skinął głową na słowa o artefakcie. Racja, nie mógł go oddać. Wtedy prawdopodobnie musiałby się od razu pożegnać z czynnym udziałem w odwampirzaniu. Przyjrzał się runom namalowanym na jego ciele. Lepiej niech dobrze się sprawdzą.
Zanim zajął miejsce przy runie życia, odłożył swoją broń do skrzyni. Nie odczuwał desperackiej chęci pozostawienia jej przy sobie. Nie raz radził sobie bez niej. Poszedł za przykładem innych łowców i wystawił krwawiącą rękę nad runą. Beznamiętnym wzrokiem wpatrywał się w wampirzyce, od czasu do czasu kątem oka zerkając na Rei'a.
Powrót do góry Go down
Kronos
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Kronos

http://vampireknight.forumpl.net/t2268-kronos http://vampireknight.forumpl.net/t2383-kronos#49949
Zarejestrował/a : 27/07/2015
Liczba postów : 51


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Nie Paź 28, 2018 2:11 am

Ludzie się zebrali, wampirzyce czekały, aż w końcu efemeryczna istota która miała być najwyraźniej głównym prowadzącym ceremonii odezwała się instruując ich wszystkich na temat tego co powinni robić. Kronos miał przy sobie niewiele, a więc też i jego wkład w skrzynię której pilnował szef Oświaty nie było zbyt wielkie, niewielki sztylet z kamieniem który lekko zmieniał barwę, wraz z tym jak różne były nastroje łowców których mijał idąc w kierunku samej skrzyni. Póki co chyba nikt nie odczuwał niczego niepokojąco złego, barwa była daleka od brudnej czerwieni. Sam Kronos był bardziej ciekawy niż się bał, było to dla niego coś nowego, a przeżył już różne piekła, może być niebezpiecznie? A czy w ogóle życie łowcy było bezpieczne? Raczej było dalekie od tego pojęcia.
Bynajmniej nie miał zamiaru lekceważyć niebezpieczeństwa, ale nie wiedział jeszcze na czy to niebezpieczeństwo polega. Z natury nowe rzeczy go intrygowały, nie denerwował się, ale w głębi może był nieco podekscytowany nietypową sytuacją. Domyślał się że coś może się stać, ale co dokładnie? Krąg miał reagować na emocje, tylko w sumie? jak reagował i na jakie emocje, tylko na złe? albo na te pozytywne też? Przyglądał się temu jak Esme maluje znaki na wampirzycach, a potem podchodzi do nich i zbiera krew wyznaczając im miejsca. Oddał swoją krew jakby to był jakiś codzienny rytuał, trochę bolało, ale po tylu ranach dało się to ignorować. Po powadzony stanął przy runie którą mu wyznaczono, runa związania? a co to takiego? o ile jeszcze rozumiał pojęcia siły, wytrzymałości czy w ogóle pozostałych run... tak nie bardzo rozumiał czemu ma służyć związanie?
-Związanie magii łowców i wampirów?- Zapytał na głos jeszcze nim Esme odeszła gdzieś dalej -Chyba niezbyt dobrze rozumiem to stwierdzenie, w jakim sensie się ze sobą wiążą?
Wolał zapytać teraz niż jakby potem miały być jakieś problemy przez jego niezrozumienie. W końcu jednak wiedza o własnej roli w tym wszystkim byłaby chyba jakoś pożyteczna? Nie bardzo miał ochotę nawalić przez jakąś taką głupotę. Może wyjdzie na idiotę, ale lepiej pytać niż błądzić i udawać że tak ma być. Do tego miał współpracować przy runie wraz z łowcą o którym dane mu było słyszeć, ale w którego działalność nie był zaangażowany. Z opisów jakie znał nie wyglądał na osobę która chciałaby od tak pomagać wampirom, choć sam nieco mógł go przypominać, facet był wielki i na dodatek mógłby być uznany przez zwykłego człowieka za nieco strasznego. Jednak był tu i w teorii miał im pomóc z tym rytuałem, Kronos go nie znał i nie chciał oceniać po wyglądzie. Czasem bywają ludzie którzy urodą nie grzeszą a są pożyteczni, jak i na opak... najwyżej przekona się jak jest faktycznie, jeśli nic więcej niż niewiedza nie stanie mu na drodze to będzie "pilnować wyznaczonej mu runy i czując jak krąg go próbuje przyciągnąć. Ale miał pilnować runy, a nie włazić, to też nie właził, to było podobne do tego jakby ktoś mu zawiązał gumę na ręce i w środku kręgu, trzeba było stać w balansie do tego "napięcia" teraz nie było to wcale trudne... ale to był początek wszystkiego. Skupił się na oddechu by był równy, zupełnie jak podczas ćwiczeń. Tak łatwo było zachować spokój jednocześnie obserwując co się będzie działo wokół.
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
OP Garruch

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1148


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Nie Paź 28, 2018 3:58 pm

Zdecydowanie był zaciekawiony całym tym rytuałem i mimo wszystko nie zamierzał działać na niekorzyść łowców. Mógł w końcu nie lubić pewnych ludzi, ale czy to oznacza, iż chciał ich narażać na śmierć? Oddał grzecznie swoją broń, wraz z okutymi rękawicami wraz z płaszczem, który nie był sam w sobie artefaktem, ale jednak miał doszyty artefakt i nie zamierzał go wyrywać ze skrupulatnego szycia. Kiedy ściągnął płaszcz to oczywiście okazało się, ze nie miał pod spodem żadnej bluzy. Świecił gołym torsem w tym zimnym pomieszczeniu, ale czy przejmował się tym? Dla niego nie było większej różnicy w temperaturze z płaszczem i bez niego.
Oświata była dla Garrucha mało zorganizowana, jednak dość liczne przyjście zrzeszonych było nieco pokrzepiające... Może trafił się akurat lepszy dzień?
Oczywiście samo pobranie krwi i wyznaczenie nie było dla niego niczym wyjątkowym. Nie zamierzał odezwać się do Esmeraldy, jednak zmierzył ją uważnie wzrokiem. Chwilę później odezwał się gość, któremu na imię Kronos. Tak trywialne pytanie postanowił nawet przemilczeć. Bardziej ciekawiło go to czy jego ludzka natura tak bardzo zmieszana z wampirzą będzie musiała zmierzyć się z czymś czego inni członkowie nie zrozumieją. Bał się jej utraty? To nie on w końcu był w środku kręgu, a by obawiać się utraty wampirzych cech. Skoro wystarczyło dbać o to, żeby nie pójść do środka to gdzie tu wyzwanie? Nie bez przyczyny żyje się 300 lat. Potrafiłby oprzeć się nawet samemu Lucyferowi, a iluzje nieczęsto go pochłaniały...
Jeszcze przed Kronosem nieco bliżej podszedł do znaku, którego miał 'pilnować' i po prostu wydawał się poruszać co jakiś czas ustami jak obłąkany.
Dopiero sam Kronos mógł po pewnym czasie i po kilku krokach bliżej Gabriela zauważyć, że ten wypowiada ciche słowa w języku, który już wymarł- oczywiście łacinie. Sam inkwizytor odprawiał egzorcyzmy i wiedział, że modlitwa za samego siebie jest tak samo pokrzepiająca co i pomocna w utrzymaniu swojej świadomości.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
Esmeralda

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2054


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Czw Lis 01, 2018 11:15 am

I tym razem zebrani nie zawiedli, a kielich bardzo szybko wypełnił się łowiecką krwią. Była ona jednym z fundamentów dla prawidłowego działania rytuału i to właśnie posokę brano jako główną drogę dla łącznika energii.
- Nie ominie Cię wizyta. - szepnęła do Leona kiedy jeszcze stała przy nim z kielichem. Jego celowe unikanie kontrolnych badań zasługiwało na srogie zruganie, jednakże czas naglił. Lekarka zabrała mężczyźnie dymiącą używkę i z wymownym spojrzeniem poszła dalej. Chciał się truć? Proszę bardzo, ale nie w pomieszczeniu gdzie było tylu innych ludzi. Niepożądany element został zgaszony i zutylizowany tak by łowcy już dłużej nie korciło.
- Zaufajcie swojej intuicji i wewnętrznej sile. Może się zdarzyć, że coś będzie próbowało złamać Waszą silną wolę, dlatego pamiętajcie o celu i zadaniach. Poza tym słuchajcie się dowódcy. - trudno rozgraniczyć wszystkie możliwe scenariusze i stwierdzić czy dojdzie do jakiegokolwiek zagrożenia. Dzisiejsze odwampirzanie obejmowało dwie wampirzyce, lecz żadna z nich nie posiadała krwi szlachetnej, co mogłoby drastycznie podnieść poziom trudności rytuału. Lekarka szczerze wierzyła, że przy obecnym układzie sił i zaangażowaniu rytuał nie przyniesie ze sobą zbędnych komplikacji. Wszystko jednak zależało od łowców. Od wiary, nastawienia i emocji.
- Runa związania wiąże magię i moc aby żadne „obce” wpływy nie zaburzyły przebiegu rytuału. Magia krwi tego rodzaju jest bardzo zazdrosna i każde użycie innych mocy mogłoby zostać wykorzystane przeciwko nam wszystkim. -  ponadto niektórzy łowcy nie do końca panowali nad swoimi zdolnościami, przez to istniało ryzyko nagłego przebudzenia. Runa o którą pytał Kronos trzymała wszystkich w ryzach i w połączeniu z innymi była idealnym połączeniem do zminimalizowania negatywnych skutków odwampirzania.
Pierwsze sekundy po zapaleniu run przebiegały właściwie bez komplikacji. Lekkie rwanie, przyciąganie – standard. Dopiero po chwili zaczęły się pierwsze problemy…

Każdy z zebranych poczuł powiew wiatru, co w zamkniętym pomieszczeniu było rzeczą dość niecodzienną. Kilka świec zatańczyło pod wpływem podmuchu, a część z nich nawet zgasła pozostawiając po sobie jedynie zapach wytopionego wosku.


Runa siły – z początku jarząca się piękną czerwienią bardzo szybko zaczęła przybierać ciemną barwę. Skaczące po runie ciemne ogniki trawiły kolor krwi znaku i jak dzika szarańcza przechodziły do środka kręgu jak i do sąsiednich znaków – runy życia i wytrzymałości.
Znak pobiera od żywiciela więcej energii. Jest rozchwiany i bardzo agresywny o czym świadczy fakt, że stojący przy nim Sorn jest niemal siłą przyciągany do wnętrza kręgu. Ciemne energetyczne nici zaciskają się wokół kostek łowcy pozostawiając uczucie zagrożenia i dyskomfortu.

Runa życia – postawienie dwóch osób obdarzonych stoickim spokojem miało być dobrym rozwiązaniem i tak też to działało. Do momentu aż wrogi najeźdźca z runy obok zaczął sunąć do znaku życia, tym samym wywołując ciemne iskry. Piękna czerwień została zachwiana, lecz jak na razie runa jeszcze nie zmieniła swojego koloru. Pobieranie energii i krwi od żywicieli zostało drastycznie zwiększone.
Runa wytrzymałości – podobnie jak w przypadku runy życia, wytrzymałość radziła sobie całkiem dobrze. Moment krytyczny nastąpił w momencie, kiedy to sąsiedni znak wyraźnie się wypaczył, a swoją negatywną energią za wszelką cenę chciał podzielić się z innymi. Ciemne refleksy wesoło skakały po runie wytrzymałości i za wszelką cenę starały się przemknąć dalej, bo jak się bawić to na całego. Ponieważ Vlad przy runie był sam, bardzo dobitnie odczuł moment próby przejęcia jego znaku. Stopy mimowolnie przesunęły się do granicy kręgu, a krew pobierano ze zdwojoną siłą.

Runa związania – chwila zgaszenia kilku świec stanowiła złowieszczą zapowiedź, co bardzo potwierdził kolor znaku związania. Początkowo czerwona, bardzo szybko zaczęła przybierać barwę wypaczenia. Czarne refleksy wręcz pożerały czerwone płomyki i rozrastając się tworzyły energetyczne nici które migrowały do wnętrza kręgu i nie tylko. Nici rozrastały się na wszystkie strony, w tym również zaczęły atakować żywicieli znaku. Zarówno Garruch jak i Kronos mogli poczuć na swoich kostkach mocny uścisk energetycznych więzów, które rozrastały się w próbie skrępowania całego ciała.

Runa wiary – to co się działo u innych było przykrą zapowiedzią kłopotów dla runy wiary. Choć ona sama pozostawała nieskazitelna, to obce wpływy postanowiły zaburzyć szlachetny plan. Od runy związania szła spora ilość ciemnej energii, która z całą swoją zachłannością starała się pożerać znak wiary. Na razie obyło się bez odwiedzin kolegi z zaświatów, jednakże przy obecnym stanie rzeczy było to tylko kwestią czasu.

Wampirzyce bez zmian, chociaż do wnętrza kręgu przenika spora ilość ciemnej energii. Runy siły i związania na ciele prowadzącej rytuał również zaczęły zmieniać kolor na czarny, a energetyczne więzy powoli krępują jej ruchy.
Krąg i runy są niespokojne, przez co pobierają większą ilość krwi i energii. Zwiększone jest także przyciąganie, a jak tam morale?

Kolejność dowolna.
Zasady bez zmian.
Na posty czekam do 8.11.


spis run:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Kronos
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Kronos

http://vampireknight.forumpl.net/t2268-kronos http://vampireknight.forumpl.net/t2383-kronos#49949
Zarejestrował/a : 27/07/2015
Liczba postów : 51


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Sob Lis 03, 2018 11:20 pm

Wszystko się zaczęło... chciałoby się powiedzieć dopiero. Jednak to co się stało w chwili gdy każdy był na swoim miejscu sprawiało, że "dopiero" chciałoby się zmienić na "aż". Podmuch... zgaśnięcie świec. Początek nie zapowiadał się jako coś co miałoby przebiegać bez kłopotów. Gdyby Kronos patrzył na to wszystko z boku zaśmiałby się z tego... jeszcze się nie rozwinęło a już miały być kłopoty... normalnie codzienność łowcy nie oszczędzała, "kłopot" to było chyba jedno ze słów głównych hasztagów określających jego życie... niezależnie od jego działań czy były poprawne czy nie... kłopoty chodziły za nim... najwidoczniej tak samo miało być i tym razem. Po odpowiedzi Esme przynajmniej wiedział już co oznaczyła runa którą miał nadzorować. Rytuał ten nie był jedynym który reagował na moc, czy magię. Zazdrosny... zupełnie jakby rytuał był osobą, tak go traktowała łowczyni. Sam skupiał się więc na opanowaniu, zamknąć moc, zamknąć magię niczym w szkatule mentalnej... jednak czy to wystarczy? To co się teraz zaczęło dziać nie było raczej w planach. Znak który miał nadzorować zmienił kolor... jednak dlaczego się tak stało? Sam był spokojny... więc czy powodem mógł być jego towarzysz? Kronos słuchał chwile słów które mamrotał tamten łowca po czym odezwał się starając być dalej opanowanym- Coś jest nie tak, krąg reaguje jak mój artefakt... nie wydaje się by podobały mu się uczucia jednego z nas... jesteś pewny że nic cię nie trapi?- Nic nie zarzucał Garruchowi, próbował dojść do tego co spowodowało sytuacje przed nimi. Odczucie nie było przyjemne ciągniecie się w zmorzyło, na kostkach poczuł uścisk jakby jakieś pnącza chciały obwiązać go od dołu. Jednak nie poddawał się temu uczuciu. Przypomniał sobie czas kiedy trenował, w lodowatej wodzie z dala od ludzi wiele godzin dopasowania się do otoczenia które próbowało go zabić. Krąg tak samo jak owa woda chciały jego życia, a wygrać z nimi mógł tylko nie poddając się skrępowaniu. Tylko nie wpadając w panikę gdy uczucie paraliżu chciało owładnąć całym ciałem... Nie chciał tu zginąć, ani doprowadzić do tego by coś się stało innym w kręgu... związać moce i magię, choć runa sama chciała ich związać... to prawie jakby myśl objawiła się w odczuciu, nazwa runy teraz idealnie pasowała do tego co robiła. Skrępowanie jednak nie przeszkadzało łowcy się opierać przyciąganiu. Był uparty ta cecha sprawiała że przeżył wiele razy choć powinien już wiele razy umrzeć. Zaparł się w sobie za równo w myślach jak i fizycznie tak jak to tylko było możliwe. Im bardziej miało go wciągać tym bardziej jego wola chciała się przeciwstawić. Wiedział, że wciągniecie do środka było równoznaczne z porażką. Nie zamierzał się poddać, nadal skupiał się na myśli o opanowaniu, krąg był niczym tamta woda, musiał się skupić na tym by "zapieczętować" umiejętności w myślach. Skoro istota rytuału była zazdrosna to tylko ktoś kto potrafił polegać na sobie bez ich użycia zupełnie mógł dojść z ta mocą do porozumienia. Tak przynajmniej myślał. Tutaj był niczym początkujący łowca który musiał dopiero poznać "żywioł" z którym ma do czynienia, nie było nic poza siłą która próbowała przejąć nad nim władze, a z którą musiał się dogadać za razem nie pozwalając jej na wszystko. Zupełnie jakby miał do czynienia z dzikim zwierzęciem... albo je oswoi albo go pożre... tej drugiej opcji nie miał zamiaru dać się spełnić. Zacisnął wolną rękę by skupić swoją energię... czy była możliwość kontrolowania tego jak wiele jej zabiera krąg? Nie bardzo wiedział na ile to możliwe w tej sytuacji. Obok nich był szef oddziału który również zebrał żniwo szarpnięcia run... też nie miał łatwego zadania... musiał wierzyć że szef się nie podda tak łatwo. Czy będąc tak obarczonym teraz wyda im jakiś rozkaz? Jeśli tak będzie starać się być dalej wsparciem jeśli tylko będzie mu to dane.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
Grigorij

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 881


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Nie Lis 04, 2018 12:07 pm

I chuj. To miał być prosty rytuał. Dwie wampirzyce niższej krwi. Betka w porównaniu z niechętnym szlachetnym. Tak można by było przypuszczać. Coś jednak jest nie tak od samego początku. Najprawdopodobniej to kwestia tego, iż znów na odwampirzaniu są nowi łowcy, Ci którzy wcześniej nie mieli okazji w nim uczestniczyć. Nie można było ich winić. Jedynie można było przeciwdziałać skutkom. Niestety nie było możliwości utworzenia stałego zespołu odpowiedzialnego za odwampirzenia co byłoby najlepszym rozwiązaniem. Dwie runy po bokach zaatakowały runę Wytrzymałości. Vladislau jednak nie przejął się tym szczególnie. Bywało gorzej. Jedynie zaparł się nogami i skupił wolę na runie by nie tyle nie dopuścić do siebie czarnych fal atakujących znak, ale by je stłamsić własnym szkarłatem. Mieli to wytrzymać i wytrzymają. Wciąż skupiając się na wytrwaniu rozejrzał się po sali. Nie był pewien kto i w jaki sposób zawinił, ale ponieważ nie było oznak zewnętrznych problem musiał być natury psychicznej.
- Uspokójcie się. Opanujcie myśli. Rytuał reaguje na emocje. Teraz za późno by się wycofać, ale nie zostaliście łowami przez tchórzostwo czy brak umiejętności. Opanujcie myśli. Skupcie się nie na obawach, a na tym co musicie zrobić. Jeśli trzeba przywołajcie przyjemne wspomnienia. Nawet przy braku skupienia są więcej warte niż negatywne myśli. - mówił do nich spokojnie, ale głośno i stanowczo. Chłodny głos Vlada pobiegł po sali, a jego wzrok obserwujący uważnie ludzi zza czerwonych wilczych ślepi objął uczestników rytuału. To nie był czas na ubolewanie czy karcenie. Jego ludzie potrzebowali wsparcia. Miał dać im wytrzymałość. I da ją.
- Sorn. Skup się na swoich zwycięstwach i pamiętaj, że nie bez powodu zostałeś wybrany do runy Siły. - rzekł do stosunkowo nowego w tym rejonie łowcy. Miał nadzieję, że ten człowiek nie był na tyle nieodpowiedzialny aby brać udział w rytuale będąc chorym dlatego tę opcję wykluczył.
- Garruch, Kronos. Zrównajcie się lub wybierzcie kto stoi na przodzie i druga osoba niech stanie z tyłu. Rytuał ma specyficzne pojęcie na temat równowagi. Także oczyśćcie umysły i skupcie się na spętaniu mocy przepełniającej wszystkich obecnych. - instrukcje były proste i bardziej korygowały ich działanie niż negowały je. To był dla obu mężczyzn pierwszy rytuał odwampirzenia choć nie pierwsze odwampirzenie jako takie. Tego jednak Vladislau nie wiedział.
- Leon... Serafielu... Wiecie dobrze co macie robić. Chrońcie nas. Ufam Wam podobnie jak i pozostałym zebranym. - zwrócił się tylko do tej piątki bo przy ich runach pojawiały się problemy. Nie miał czasu na zbyt długie przemowy ani na ciągłe wydawanie instrukcji. Wszyscy wiedzieli po co tu są i musieli skupić się na zadaniu. Vladislau nie był wyjątkiem. Ponownie całą wolę i myśli skierował na runę. Ta magia tak podobna do jego i tak dobrze już znana dzięki rytuałom miała coraz mniej tajemnic. Władanie runami było dlań coraz łatwiejsze, a mimo to nie odpuszczał. Wiedział, że nie może ani na chwilę się rozluźnić, szczególnie gdy inni byli zagrożeni. Musiał dać im cześć swej wytrzymałości by przetrwali te pierwsze chwile trudności i pomoże im w tym. Runa chciała więcej krwi. Dostała ją, lecz nie natychmiast. Vladislau z pełną premedytacją trzymał runę na krwistej uwięzi dokarmiając ją równomiernie i starając się ukierunkowywać jej energię. Mieli ją dostać przede wszystkim Sorn, Garruch i Kronos. A zaraz za nimi też Esmeralda. Jeśli ochroni ich Len i Serafiel poradzą sobie bez wpływu run z zewnątrz. Jeśli wszyscy będą działać poprawnie runy na tym etapie jeszcze mogą powrócić do pierwotnego stanu. Nie z takimi problemami sobie radzili uczestnicy rytuałów.
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
OP Garruch

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1148


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Nie Lis 04, 2018 8:20 pm

Runa zwariowała i wyglądała od razu zupełnie inaczej. Cały rytuał był dziwny, przypominał wręcz działania szatańskich sił, ale jednak to magia! Jako dzieciak nie wierzył w moce i magię, którą posiadali łowcy, jednak sam potrafił czynić cuda. Teraz czynił cud odmienienia wampirów w ludzi, to z pewnością zasługiwało na dozę szacunku wobec Esmeraldy- w końcu to jej magia.
To było zaiste coś nowego i było to na prawdę przyjemne uczucie dla kogoś, kto żył już tyle lat. Oczywiście zabawa runami była nieco podobna do rytuałów egzorcyzmów, jednak przy nich Gabriel nie musiał skupiać się na runie a raczej na egzorcyzmowanych.
Łowca zwany Kronosem przerwał jego rozmyślania na ten temat.
-Może i masz rację...- Rzekł tylko gardłowo i się wręcz uśmiechnął. Uczucie przyciągania, opieranie się złu... To było zabawne, jak oglądanie pierwszy raz nagiej i napalonej kobiety przez podrostka i próba powstrzymania ochoty na seks po dziesięciokrotność... Dziwne porównanie? Ale może być równie złe jak wejście w ten krąg z wampirzycami. Skoro już się pośmialiśmy to czas się skupić na zadaniu.
Dowódca oświaty jak widać znał się na robocie i teraz z pewnością nie był czas na pytania od kiedy przeprowadzają już odwampirzenia- wszakże Esmeralda go okłamała, iż nic o tym nie wie... To nie sprawiło, iż się złościł, raczej wreszcie spoważniał tak jak powinien już wcześniej.
Czuł się jakby go pętały łańcuchy, a on był mistrzem walki taką bronią. Zrobił krótki krok do przodu, wyprzedzając Kronosa. Złożył ręce w geście modlitwy przy samym nosie i faktycznie zaczął się skupiać tak jak należało zrobić wcześniej.
Jak to wyglądało w jego głowie? Jakby łańcuchem swojej broni miał otoczyć wszystkich dookoła zebranych, każdą runę jakby była żywą istotą... Zakończenie miało się znaleźć na runie, którą miał pilnować. Jeśli miał być łańcuchem tego pętania to mógł nim być bez sprzeciwu. Liczyło się tylko to, żeby on jak i runa stanowiły mocne ogniwa. Wiedział, że nie takie przeciwności potrafił pokonać, nie takie rzeczy mógłby spętać swoim mentalnym łańcuchem.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Leon

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 279


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Pon Lis 05, 2018 7:07 pm

- Zapowiedz się to zdążę kupić wino i wygonić współlokatorów. – Odpowiedział Esme na pogróżkę, jednak mimo tego, że udawał luzaka trochę poczuł, że pali mu się dupa, a jaja skurczyły mu się bardziej niż końskie na mrozie. Nie trwało to jednak długo i tego typu służbowe przepychanki mogły poczekać. Mieli teraz do uratowania dwie dusze.
Ledwo stanął na swoim miejscu i napił się łyka wody. Ledwo zdążył się skupić na wykonaniu swojej roboty i uspokoić się po nagłym i niespodziewanym awansie… właściwie to nic nie zdążyło jeszcze pójść dobrze, gdy wszystko zaczęło iść źle. Trochę jakby iść na pogrzeb bliskiego przyjaciela, ale po drodze dostać w łeb meteorem.
Dwie runy już zaczęły toczyć swą truciznę i trawić rytuał oraz pozostałych. Leon wiedział że jeśli coś się psuje, to najbardziej po pysku dostaną Serafiel i on. Próbował szybko oszacować sytuację, a jednocześnie znaleźć swoje wesołe miejsce… zanim dostanie w ryj i rozpocznie się runda numer trzy tanga z demonami.
Miejsce znalazł, myśląc o nowym pokoleniu łowców, które wychowuje. O pracy, którą postarzyła go w rok o cztery lata ale pomogła rozwiązać nie jeden problem i sprawić żeby jego dzieciakom żyło się bezpieczniej i lepiej. Dwójka brzdąców, córa, nawet Molly, którą dopiero co zaczął przysposabiać. Jeśli po coś miał to zrobić to właśnie dla nich i po to, by móc wrócić do domu, do tego co ważne – nauki, wychowania i mieć tę świadomość, że zrobiło się co tylko się dało.
-Szef ma, rację panie i panowie. Pomyślcie nawet o pierwszej wyrwanej panience, czy jeździe na rowerze. Jesteśmy w tej burzy razem i razem musimy z tego wyjść. – Dodał Leon od siebie. Spokojny ton i opanowanie dało się słyszeć, ale nie było proste, nawet dla weterana walki z całą tą czarną magią.
- Cały ten mrok trzeba przyjąć z pokorą, ale powiedzieć mu stanowcze „wypierdalaj”. – Spojrzał w stronę Garrucha i Sorna, którym póki co dogadywanie się szło gorzej niż Serafowi i Leonowi w prywatnym życiu.
Widząc, że przynajmniej część zgromadzonych wierzy w coś lub konkretniej dzieli wiarę w krzyż wyciągnął naszyjnik i wyciągnął go przed siebie pokazując go każdemu i intonując modlitwę.
- Panie, obdarz mnie darem łaski uświęconej.
Ty, co głosisz miłość i dobroć.
Daj nam siły,
Spójrz łaskawie na tych co w tą najmroczniejszą chwilę potrzebują twej pomocy.
Daj nam siły,
Dla tych co oddają swe życie i zdrowie.
Daj nam siły,
Co jak mur stoją, chroniąc twe owieczki, przed ogniem piekieł.
Daj nam siły,
Królu Nieba, synu boży, ześlij swe dary ochrony i spokoju ducha.
Daj nam siły,
Matko boska, któraś zajęła się naszym zbawicielem. Chroń teraz nas.
Daj nam siły,


Powtarzał ją, mając wiarę, że jeśli nie we wspomnieniach, to w tej mantrze ktoś znajdzie oparcie. Że znaczenie tych słów odbije się echem w sercach wiernych, jak i bezbożnych, by na tę krótką chwilę je ukoić.
Kowboj-żul karmił runę swoją mocą, pozwalał jej nasycić się, ale nie pozwolić póki co na zbyt obfity „posiłek”. Na ten będzie jeszcze czas.

_________________
Powrót do góry Go down
Sorn
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Sorn

http://vampireknight.forumpl.net/t3874-sorn http://vampireknight.forumpl.net/t3898-sorn#85906 http://vampireknight.forumpl.net/t3899-sorn#85907 http://vampireknight.forumpl.net/t3897-sorn
Zarejestrował/a : 31/07/2018
Liczba postów : 146


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Pon Lis 05, 2018 7:10 pm

Czekajcie, ale przecież nie tak to miało wyglądać. Po krótkiej chwili Sorn poczuł jak siła, pchająca go do kręgu jest znacznie silniejsza. Mimo to stał i opierał się jej, obserwując jedynie jak jego czerwona runa przybiera spaczony kolor czerni. Co się działo? Szybko spojrzał na Dowódcę, jakby miał mu doradzić co powinien zrobić i choć nie znał go osobiście, okazał się fajnym gościem. A więc problem leżał w umyśle.
Aż taki skomplikowany rytuał to był?
Łowca miał tendencję do karcenia się i obwiniania za całe zło. To nie był jednak czas ani miejsce, bo zaczęło to wpływać również na innych uczestników. Łysy z grobową miną skinął Grigorijowi głową na znak, że przyjął do wiadomości jego słowa. Miał cholerną rację, nie był słaby.
Upadki przecież się zdarzają.
Mężczyzna zamknął na moment oczy, starając się uspokoić zdenerwowany oddech. W głowie zaczął przywoływać sobie dobre obrazy, to jak udało mu się zostać łowcą, ile pijawek zlikwidował i jak wiele się od tamtej pory nauczył. Nie był głupi, został wybrany aby pokazać, że jest godzien na dołączenie do odwampirzania. Im więcej ma doświadczenia, tym lepiej.
Pierwsze kroki już za nim, teraz czas na kolejne.
Skupił wzrok na runie, zmuszając się aby na nowo przybrała piękny, czerwony kolor. Lekceważył to, że pobierała od niego jeszcze więcej energii. Był wytrzymały, zniesie wszystko.
Zacisnął zębiska wraz z ręką, a następnie na krótki moment skierował wzrok na Kronosa. Spodziewał się czegoś kompletnie innego, nie sądził, że odwampirzanie jest takie niebezpieczne. Co by się stało, gdyby wampiry wewnątrz niego były agresywne i nie chciały się na nie zgodzić? Na przykład taki szaleniec Milky.
Co by się mogło stać?
Oderwał głowę od głupich myśli, znowu skupiając się na pozytywnych wrażeniach. Rodzinna broń, własny dom, a nawet dziecko. Pomimo tego, że był przy runie sam, wcale się tak nie czuł. W jakiś sposób był powiązany z każdym osobnikiem, a całość wymagała współpracy. Jeżeli jedno z nich odpadnie to czy nie będzie to oznaczało końca dla wszystkich? Na moment się wzdrygnął, gdyż panujący w pomieszczeniu, nienaturalny wiatr tylko wzbudzał większą nieufność. Starał się też nie skupiać na otaczających jego nogi czarnych żyłkach. Nic nie zmusi go do przybliżenia się, choć nie wiedział jak niebezpieczne potrafiło być przekroczenie linii. Oddychał nieco intensywniej niż wcześniej, skupiając teraz wzrok na dwóch wampirzycach. Póki co były spokojne, ale na jak długo?
Spotkał się spojrzeniem z Leonem i uśmiechnął się krzywo. Cóż, jego słowa również w pewien sposób podnosiły na duchu. Pytanie jednak czy to wystarczy.

_________________
Powrót do góry Go down
Reiji
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Reiji

http://vampireknight.forumpl.net/t2266-ayato-reiji-hana http://vampireknight.forumpl.net/t2270-ayato-reiji-hana#47852 http://vampireknight.forumpl.net/t2424-reiji http://vampireknight.forumpl.net/t2271-ayato-reiji-hana http://vampireknight.forumpl.net/f114-dom-hana
Zarejestrował/a : 22/10/2015
Liczba postów : 202


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Pon Lis 05, 2018 11:21 pm

Huh, co się dzieje? - senna myśl nawiedziła jego umysł. Nagłe, rwące uczucie, jak i utrata sił sprawiła, że odczuł na moment zdezorientowanie. Gdyby dawało się zobrazować jego myśli, aktualnie nad jego głową pojawiłby się gigantyczny pytajnik. Złote oczy skupiły się na posiadanej runie, gdzie pośród czerwieni zaczynał dostrzegać czerń. Przekrzywił głowę na lewą stronę, mrużąc nieco ślepia, po czym spoglądnął na towarzyszącemu mu łowcę.
- Co się dzieje? - spytał się bardzo cicho, zarazem posyłając mu lekki uśmiech. Nie wydawał się przejmować tym, że nagle jego energia została pobierana w większej ilości... Ba, właściwie tak było. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że pojawiły się kłopoty i nie skupiał zarazem na tym wszystkim uwagi.
Do jego uszów dobiegły różnorakie słowa i wypowiedzi. Właściwie, chyba skądś zrobił się przeciąg... Niedawno odczułem wiaterek... Może ktoś zapomniał zamknąć okno czy coś... - błoga nieświadomość, jak i pozwolenie na krążenie myślom po niezwiązanych ze sobą tematach. W sumie, gdyby wiedział, co oznaczają różne rzeczy tutaj, zapewne nadal nie przejąłby się. Taką już był osobą.
Wypuścił powietrze z płuc, zarazem przymykając nieco oczy. Jest to bardzo ciekawe doświadczenie. Obserwowanie niezwykłego odcieniu czerwieni, run, jak i tego, co działo się - pomyślał jeszcze. Był nastawiony całkiem pozytywnie na to wszystko, w jego umyśle nie znajdowały się aktualnie negatywne myśli. Nie czuł się również źle, pomimo większego poboru energii i krwi z jego ciała. Nie zastanawiał się nad tym, ile właściwie wytrzyma...
... nie, po prostu w jego umyśle nie było zbędnych myśli dotyczących zmartwień. Jedynie totalnie błahe sprawy, które uważał za ciekawe. Chociażby myślenie o runach, które widział tutaj.
Powrót do góry Go down
Carlos
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Carlos

http://vampireknight.forumpl.net/t3623-carlos#78609 http://vampireknight.forumpl.net/t3652-carlos#79158 http://vampireknight.forumpl.net/t3632-carlos
Zarejestrował/a : 11/05/2017
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Sro Lis 07, 2018 11:55 pm

Pierwszy raz uczestniczył w odwampirzaniu jako siła wspomagająca, a mimo to był prawie na sto procent pewny, że coś zaczęło się jebać, lecąc na łeb i szyję. Już? Zaskakująco szybko. Przecież niedawno zaczął się cały rytuał. Podobno żadne odwampirzenie przeprowadzone przez oświatę nie przebiegło sprawnie i bez komplikacji. O ile wcześniej nie brał takich informacji z całkowita powagą, o tyle teraz coraz bardziej zaczynał w to wierzyć. Najwyraźniej magia musiała być na tyle silna, że wyłapywała najmniejszą skazę.
Stał niewzruszony całą sytuacją. Bo co miałby robić? Nie może wyjść i już teraz zostawić Rei'a, a przecież panikowanie tylko pogorszyłoby sytuację. Nie był też odpowiednim człowiekiem do tego, żeby uspokajać innych. Dowódca i Leon radzili sobie na tym polu prawie doskonale. Carlosowi pozostało jedynie skupić się na runie i przyjemnych wspomnieniach. Nie mógł pozwolić magi całkowicie działać według jej zachcianek.
O dziwo nie był za bardzo przejęty coraz bardziej pogarszającą się sytuacją. Skoro zanieczyszczenie run nie pochodziło od niego ani łowcy obok, to branie na siebie trosk współtowarzyszy mijałoby się z celem. Chociaż czułby się bardziej rozluźniony, gdyby tajemnicza siła nie próbowała ściągnąć go do środka. Lazurowe oczy beznamiętnie śledziły to, co działo się wokół. Miał wrażenie, że ze zdeprawowanych run bije nieprzyjemna, mroczna energia, która została stworzona coś co nie miało w sobie ani krzty pozytywnych emocji.
- Nie ma pojęcia.
Wzruszył ramionami. Wiedział tyle samo co Rei, a może nawet i mniej. Jedno było pewne - zaczynały się kłopoty. Ale czy to dało się jeszcze odkręcić?
Utkwił wzrok w Esmeraldzie, myśląc o swojej pracy. Wczepienie się we wspomnienia na jej temat, wydawało mu się najbezpieczniejsze. Przecież lubił to, co robił. Przeprowadzanie sekcji zwłok działało na niego uspokajająco. Jego pacjenci byli idealni; cisi, nie rzucali się, a przede wszystkim pozwalali mu na wszystko.
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Serafiel

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel http://vampireknight.forumpl.net/t1956-biedne-mieszkanie-w-srednioladnym-blokowisku
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 221


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Czw Lis 08, 2018 11:59 pm

Nie od razu zarejestrował to, że sprawa zaczęła się komplikować. Dopiero w momencie odczucia na sobie wpływu działania pochodzącego z innej runy, sprawiło, że zdecydował się poświęcić nieco większą uwagę okolicy. Pomarańczowe oczy przekierowały się na dwie najbliższe runy, a on sam zakończył modlitwę na ów moment, wydając z siebie westchnienie. Pokręcił niezauważalnie głową, by zaraz potem ponownie wpatrywać się w tą, przed którą stanął. Nie zamierzam pozwolić na nieprzyjemny rozwój wydarzeń - pomyślał, powracając do wypowiadania w myślach kolejnej z modlitw. Nie odpowiadał już na dodatkowe słowa... Oczywiście, usłyszał je, ale nie odpowiadał. Nie był typem osoby, która zdołałaby porwać mową innych, ale... Kto mu zabronił robić wszystko co w jego mocy, a nawet więcej?
Wypuścił powietrze z płuc, poświęcając uwagę jedynie temu, by zachować spokój ducha. Nie nadchodziło nic póki co, wiec nie czuł się nawet zobowiązywany do zastanawiania się, czy za niedługo doświadczy ponownego spotkania z istotą... którą zdecydowanie nie można było nazwać przyjazną.
Przygryzł wewnętrzny policzek, mrużąc nieco oczy. Będąc skupionym, ignorował wcześniejszy podmuch, tak samo jak i to, że teoretycznie coś takiego nie powinno mieć miejsca tutaj. Rudowłosy zdecydował, że nie ma czasu na takie myśli, patrząc na to, że jego uwaga nie powinna skupiać się na czymś innym niż modlitwa. Wiara w Pana, jak i w towarzyszy... Chociaż raczej nigdy nie powiedziałby na głos nikomu o czymś takim.
Przybrał obojętny wyraz twarzy, rozglądając się jedynie raz po bokach. Zerknął jeszcze na Leona, by zaraz potem patrzyć na Esmeraldę, a potem już na samą runę. Nie myślał o niczym konkretnym, bardziej jakby... Chciał zobaczyć, że wszystko jest na miejscu.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
Esmeralda

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2054


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Sob Lis 24, 2018 1:22 pm

Runa siły – wypaczenie jakie pochłaniało runę z chwili na chwilę przybierało na sile. Kotłujące się wiązki energii dosłownie pożerały znak, wypalając jego strukturę i z całą swoją łapczywością migrując zarówno ku sąsiedztwie jak i samemu środkowi kręgu. Najgorsze w tym wszystkim było uczucie niepewności. Dziesiątki pytań kłębiących się w umyśle Sorna, a każde z nich sprowadzało się poniekąd do niepewności. Czy to bezpieczne? A co jeśli wampirzyce zrobią wszystkim krzywdę? W tej starej chacie mimo przewagi liczebnej łowcy pozostawali bezbronni. Z wyłączoną przez runę magią i bez możliwości użycia broni, gdyż takowa w całości została zdana do przyniesionego przez dowódcę kufra. Dowódca wydał rozkazy mające pomóc łowcom opanować swój strach i skupić się na prawdziwej robocie. Lecz znak łysego nie wyglądał na przyjazny… nawet więcej, był bliski wybuchu, bo kumulująca się ciemna energia coraz bardziej przysłaniała światło kręgu. Nitki energii coraz bardziej zaciskały się na nogach łowcy powodując ból i daleko idący dyskomfort. Ale to był dopiero początek, bo z chwilą wspomnienia znajomego mlecznego wampira, w umyśle Sorna pojawiły się niezbyt zachęcające obrazy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wszystko było tak realne, że łowca nie był w stanie poznać jawiącej się fikcji.

Wizja Sorna:
Energetyczne nici są już na wysokości Twoich ud, przez co każdy krok wydaje się niemożliwością. Ucieczka czy przerwanie szatańskiego rytuału nie wchodzą w grę nawet jeśli właśnie tego byś sobie życzył. Wiatr przemykający przez pomieszczenie zawodzi przybierając na myśl jęki upadłego. I w końcu dostrzegłeś coś w samym rogu, tuż przy wyjściu. Z ciemnego kąta wyłonił się znany z ostatniej potyczki wampir, w dodatku nie sam, a w towarzystwie nieszczęsnego niemowlaka. Milky spojrzał na Ciebie, uśmiechając się od ucha do ucha, a następnie wbił się w szyję dziecka, rozrywając jego tętnice. Wszystko to na oczach łowców, którzy obracając się z ciekawością rozłożyli ręce bo… żaden z nich nie mógł przerwać rytuału.

Runa życia – Runa znajdowała się w najbliższym sąsiedztwie do wypaczającego się znaku. Nic dziwnego, że nawet pomimo spokojnego usposobienia użytkowników znak życia również zaczął przechodzić gorsze chwile. Czerwień w tym przypadku stanowiła jedynie wspomnienie, bo łapczywe ciemne refleksy trawiły runę, infekując zarówno ją jak i krąg. Znak odpowiedzialny za życie w tym wypadku zaczął je odbierać, role się odwróciły. Sam fakt zmiany koloru i migrujący do wnętrza kręgu wyposażonych w kolce energetycznych nici nie napawał optymizmem. Ale to nie był koniec kłopotów… Część ciemnych tworów biorąc przykład z sąsiedztwa bardzo szybko odnalazła drogę do kostek stojących nieopodal łowców. Zarówno Reji jak i Carlos bardzo dobitnie odczuli jak ostre są kolce i z jaką siłą wyciągają życiodajną energię.

Reji – poza utratą sił Twój organizm dość specyficznie zareagował na wyciąganie energii. W bardzo szybkim czasie zaczęły pojawiać się zmarszczki na rękach, twarzy… na całym ciele, sugerujące, że najlepsze lata życia są już za Tobą. W jednej chwili zacząłeś sobie przypominać wszystkie epizody, choć to głównie złe chwile Twojego życia wiodły prym nie pozostawiając miejsca pozytywnym myślom.

Carlos – z wierzchu możesz być skałą, ale Twój wewnętrzny zegar cierpliwości właśnie zaczął działać na oparach. Doskonale widziałeś co się dzieje z kolegą po fachu, a Ty sam nie byłeś w lepszej sytuacji. Runy które wymalowano na Tobie przed rytuałem zmieniały kolor, część z nich natomiast zaczęła niebezpiecznie pękać. Wyraźnie czułeś mamiący zapach krwi i w tempie ekspresowym obleciałeś wzrokiem tętnice wszystkich żywych członków rytuału. Aż się zrobiłeś głodny na sam widok i to zdecydowanie nie wróżyło najlepiej.

Runa wiary – Sądząc po tym co działo się na sali, część z łowców miała bardzo poważne kłopoty. Reiji się postarzał, Carlos patrzył na Was jak na posiłek, Sorn natomiast gapił się w okolice drzwi jakby właśnie zobaczył seryjnego mordercę. Dom wariatów, ale co zrobić. Trzeba dźwignąć ciężar, bo jeśli nie wy to kto?
Nawet pomimo modlitw oraz pełnego skupienia kłopoty innych łowców bardzo rzutowały na runę wiary. To ona zapewniała im bezpieczeństwo, a jeśli kilka elementów ma zaburzone działanie, wszystko to odbijało się na znaku. Czerń nadal gdzieś przemykała, za wszelką cenę próbując trawić czerwień. Wewnątrz znaku na oczach łowców toczyła się istna walka kiedy to czerwone płomienie próbowały eliminować czerń, której było coraz więcej i więcej.
Do uszu łowców stojących przy runie wiary dochodziły dźwięk głośnego, nieco zniekształconego oddechu. Obydwaj mogli dostrzec ciemną postać stojącą za Reijim i Carlosem, która najzwyczajniej w świecie wyciągała z nich życie. Postać spojrzała w kierunku znaku wiary, a jej czerwone ślepia błysnęły w geście satysfakcji. Ilekroć wyciągnął coś z łowców, krąg wirował złowrogim rytmem, a nad nim otwierała się widoczna tylko dla tych „od wiary” wyrwa przypominająca burzową chmurę.


Runa związania – Przyciąganie do wnętrza kręgu stanowiły prawdziwą mieszankę odczuć zależnych jedynie od samego zainteresowanego. Choć znak związania nie wyglądał najlepiej, to i tak miał przewagę w stosunku do sąsiadów z naprzeciwka, których dziwne zachowanie wzbudzało wiele pytań. Część łowców zachowywała się dość niecodziennie, co dla inkwizytora było jasnym przekazem, że może być tu mowa o siłach nieczystych. Jeden z łowców zaczął się bardzo szybko starzeć, inny omiótł spojrzeniem Garrucha i Kronosa, mówiąc tym samym, że byliby idealnym posiłkiem. Ktoś miał problem z utrzymaniem własnej magii na wodzy, bo ciemne refleksy nie opuszczały runy związania, a wręcz przeciwnie. Uczucie przyciągania i łapczywości nieco zelżało, ale byt nadal niemrawo zaciskał się wokół kostek łowców. Dzięki względnemu opanowaniu nie wzrastał, a jedynie próbował się łapczywie trzymać by swoją obecnością zasiać grozę i złamać silną wolę stojących przy nim łowców.

Jako jeden z nielicznych, Inkwizytor widzi to samo co użytkownicy runy wiary.


Runa wytrzymałości – kilka pokrzepiających słów i wskazówek skierowanych do łowców stanowiły już standard w postępowaniu dowódcy. Rytuał od samego początku wydawał się sprawiać problemy, ale dziwne zachowanie niektórych łowców tylko wzmogło odczucia. Być może źle bądź niepoprawnie zostały rozlokowane siły. Garruch z Kronosem wydali się jako tako panować nad swoją runą, dlatego choć od strony znaku związania zmniejszył się opór. Na runie wytrzymałości nadal znajdowały się ciemne refleksy, choć zdecydowana większość całego bałaganu szła do wnętrza kręgu. Sytuacja jest krytyczna, zwłaszcza, że jeden ze znaków wygląda jakby za chwilę miał zrobić wielkie bum.

Wampirzyce – są spokojne, nie wykazują żadnych negatywnych emocji. Mają zamknięte oczy, dlatego możliwe, że śpią.

Esmeralda – ciemne nitki krępują jej dłonie, zaciskają się wokół brzucha i atakują szyję. Część z nich wbija się kolcami pozostawiając na białej sukience czerwone plamy. Podwyższona temperatura (około 40 stopni) i wysiłek przyczyniły się do krwawienia z nosa.
Rytuał trwa nieprzerwanie.


Kolejność dowolna, zasady bez zmian.
Na posty czekam do 5.12.18


_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
Grigorij

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 881


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Sob Gru 01, 2018 7:01 pm

Rozpętało się piekło. Runy wciąż cierpiały, a wraz z nimi Esmeralda. Vladislau odpychał od siebie myśl o tym co się dzieje wewnątrz kręgu. Wiedział zresztą, że wszystko dobrze się skończy o ile sobie poradzą. Gdyby jednak poszło źle... Gotów jest pójść po jej duszę i ciało do jednego z najgorszych miejsc jakie zna. Objął wzrokiem zebranych. Sorn wyglądał jakby zobaczył demona. Leon i Serafiel zresztą też, ale w innym miejscu. Garruch i Kronos radzili sobie nawet nieźle, ale byli uziemieni przy swojej runie. Runy Siły i Życia były w opłakanym stanie. Zresztą Reiji za chwilę obróci się w proch przy takim poborze mocy. Miał mało ludzi, ale wezwanie posiłków już na tym etapie oznaczałoby zużycie wszystkich sił niemal na początku. Nie mogło to wchodzić w grę. W takim razie musiało dojść do roszad.
- Leon! Idź do Runy Życia. Pokaż duchom rytuału czym jest prawdziwe życie i wesprzyj Reijiego. - decyzja o podmianach była ryzykowna, ale nie mniej niż trwanie w patowej sytuacji. Z jakiegoś powodu Sorn miał problem z runą i potrzebował pomocy. Łowcy nie mogli ganiać po terenie rytuału jak poparzone kurczaki ani przekroczyć kręgu, więc równoległa rotacja była konieczna.
- Carlos! Idź do runy siły i wesprzyj Sorna. Esmeralda musi mieć moc by przezwyciężyć wypaczenie. Ruchy! Odłączajcie się od runy powoli i umiarkowanie też podłączajcie się do kolejnej. To Wy macie kontrolę. - wydał kolejne polecenie. Specjalnie w tej kolejności przekazywał informacje by Leon zaczął odłączać się od swojej runy chwilę wcześniej niż Carlos. Opóźnienie było wymagane, ale miało być niewielkie. Wszystko po to by jak najmniej zachwiać lichą równowagę będącą i tak na szali pochyłej. Jednakże ufał swoim łowcom.
- Jesteśmy odpowiedzialni za siebie wzajem. Tylko dzięki nam ten rytuał może się udać. Jakkolwiek by to nie wyglądało na pozostałych nie było lepiej, a i tak się udały. Odrzućcie wątpliwości bo negatywna strona rytuału kari się emocjami. Karmi się także każdą większą aberracją. Musimy to przezwyciężyć. Nie na darmo jesteśmy łowcami! - wyglądało na to, że jego ludzie potzebowali pokrzepienia i dlatego starał się im je dać. Co prawda jego głos nie czynił zeń złtoustego, ale przynajmniej był szczery. Poza tym łowcy go znali i wiedzieli, że okazywanie emocji jest dla niego niemożliwe i lodowaty, ostry ton nic zazwyczaj nie znaczy. Prócz wydawania poleceń i niesienia pomocy oczywiście skupiał się także na kontroli własnej runy. Musiał dać wszystkim wytrzymałość by przetrwali trudne chwile. Jego odporność była odpornością Esmeraldy, Reijiego i pozostałych łowców. Nie dam im paść.
Powrót do góry Go down
Kronos
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Kronos

http://vampireknight.forumpl.net/t2268-kronos http://vampireknight.forumpl.net/t2383-kronos#49949
Zarejestrował/a : 27/07/2015
Liczba postów : 51


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Nie Gru 02, 2018 1:29 am

Sytuacja się nieco zmieniła... ich runa się nieco uspokoiła... Kronos nadal czuł uścisk na kostkach, jednak ten przestał ciągnąć, to już był jakiś postęp, nawet jeśli niewielki to zawsze to lepiej niż jakby miało być gorzej. A gorzej się robiło naprzeciw nich. Runa siły zupełnie zaczęła wariować, o wiele niebezpieczniej niż to było w runie związania, o wiele agresywniej. Dodatkowo Sorn był sam a więc ewidentnie był tym który nie miał na myśli słońca i motylków... Kronos nie chciał wiedzieć nad czym ten się skupił, że doszło do takiej sytuacji, sam skupiał sie w dalszym ciągu na swoim zadaniu. Związanie mocy. Garruch był nieco przed nim więc sam robił za wsparcie, im bardziej szalała moc runy tym bardziej łowca wody chciał wywiązać się z zadania. Przymknął oczy choć płomienie rytuału wydawał się płonąć niezależnie od tego, jednak skupił się na ciepłym blasku czerwieni jaką był w stanie w ten sposób dostrzec, sam płomień rytuału był podobny do krwi, a krew stanowiła przecież życie. Życie niezależnie od wszystkiego było cenne. A teraz by chronić życie nie mogła żadna moc wymknąć się spod kontroli. Ta czerwień musi wygrać, wierzył w to i skupił się na ciepłym uczuciu które mu towarzyszyło za każdym razem gdy robił to co lubił najbardziej... może pieczenie ciast przez łowce nie było standardem jego klasy... a wręcz na odwrót... ale za to przyjemność jaką czerpał z tego, że mógł obserwować ludzi rozkoszujących się smakołykami które stworzył było nieporównywalne. Rodzaj satysfakcji i zadowolenia choć nic poza tym tak naprawdę nie miał z tego, ani nie zarabiał na tym, ani nie czerpał specjalnych korzyści... mimo to było zabawnie. Otworzył oczy i uśmiechnął się lekko
-Ogarniemy to... po robocie obiecuję że upiekę każdemu ciasto w jego ulubionym smaku!
Obiecał, choć nawet połowy osób tu nie znał, ale co tam... niezależnie od tego jak tragiczna by mogła być sytuacja poczucie wesołości które go ogarnęło było czymś czego nie miał ochoty porzucić. Zawsze taka przygoda mogła się skończyć czymś nowym ciekawym, może jakąś nową znajomością? Byłoby fajnie...
Choć dla innych którzy walczyli teraz z przeznaczeniem mogło to być nieco dziwne zjawisko... istny dziwak... ale w sumie co poradzić... przynajmniej wykrzesał z siebie tą wesołość która pojawiała się w bardzo nielicznych sytuacjach. Z jakiegoś powodu pojawiła się teraz... może przez to, że Esme chciała by myśleć o dobrych sytuacjach... Po za tym w sumie co innego mógł zrobić? Vlad wydawał komendy, kwestią tego co się będzie działo dookoła leżała w kwestii czy wyznaczone osoby zrobią co trzeba, ze komuś nagle palma nie odwali przez zwidy których Kronos nawet nie widział, albo widzieć nie chciał, bo nie leżały teraz w jego interesie. Nawet gdyby zobaczył jakąś zjawę to najpewniej by na nią nie zareagował, wszak przecież wiedział kto bierze udział w rytuale więc każda istota pojawiająca się znikąd nie mogła być prawdziwą. Nie wierzył by jakikolwiek wampir obcy mógł się tutaj pojawić, co jak co ale na taką okazje miejsce musiało być szczególnie dobrane.
Gorzej że kolega się patrzył na niego jak ciastko, a drugi wyglądał coraz bardziej jak dziadek... w sumie czy to mu czasem tak nie zostanie? Niby marszczki dodawały wyglądu doświadczonego... ale żaby tak od razu się robić z krzepkiego mężczyzny śliweczką? Choć do głowy Kronosa przyszła jeszcze inna myśl... iniektory starzej mogą wyglądać nawet lepiej niż jak wyglądali za młodu... sam znał kilka takich przypadków. W każdym razie w jego wyobraźni pojawił się widok dziadka Rejiego pijącego zieloną herbatę na tarasie jakiegoś domu i z lekkim uśmiechem koło jakiegoś śpiącego grubego kota (z resztą kota którego znal znajdując go co dzień śpiącego na tarasie)... jakoś ten obraz wydawał mu się jakiś dziwnie naturalny. Lekko ospały łowca wydawał się pasować do spokojnej scenerii wioski, nieco sennej i miłej szczególnie późniejszą porą. Dosłownie miał ochotę pochylić się nad jedną z iskierek błyskających na czarno i jej pomachać ręką w symbolu odgonienie mówiąc "sio, sio..." aczkolwiek mogłoby to być nieco nietaktowne i głupie. Zamiast tego skupił się bardziej na tym by jednak moce sobie nie hasały po otoczeniu, każda miała się trzymać w ryzach, szczególnie teraz ta Sorna musiała być pod kontrolą by ten nie zrobił nic nierozważnego, zaraz ktoś miał go wesprzeć i trzeba było poczekać na to by roszada w doszła skutku i pokazała swoje konsekwencje... na nic nie było za późno póki żyli, nic nie było ostateczne, sam nie mógł zrobić nic więcej więc czekał cierpliwie na przebieg wydarzeń starając się wspierać innych w trzymaniu czego trzeba na wodzy. Resztę się zobaczy.
Powrót do góry Go down
Sorn
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Sorn

http://vampireknight.forumpl.net/t3874-sorn http://vampireknight.forumpl.net/t3898-sorn#85906 http://vampireknight.forumpl.net/t3899-sorn#85907 http://vampireknight.forumpl.net/t3897-sorn
Zarejestrował/a : 31/07/2018
Liczba postów : 146


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Wto Gru 04, 2018 10:24 pm

A więc to jego wina tak? Większość patrzyła na niego i zastanawiała się o co chodzi, łącznie z Sornem. Jego rozbiegany wzrok nie potrafił ani na chwilę się uspokoić, wszakże jego runa czerniała coraz szybciej. Syknął, kiedy nitki zacisnęły się boleśnie na jego nogach. Dlaczego? Przecież do cholery starał się myśleć pozytywnie! Teraz jednak był zdenerwowany i walczył, starając się utrzymać na nogach. Nawet nie wiedział kiedy zaczął mylić rzeczywistość z fikcją i spojrzał w stronę drzwi z otwartą gębą. A ten co do cholery tutaj robił?
- Kurwa. - Warknął, patrząc na pozostałych. Przecież ten szaleniec ich wszystkich zabije, nie licząc już o dzieciaku, któremu rozerwał tętnicę. Sorn szarpnął się, jakby chciał opuścić swoje stanowisko i chwycić za broń. Ale nie mógł, mógł jedynie rozkładać ręce jak pozostali.
- Wypierdalaj stąd. - Ryknął, skupiając wzrok na Milce. Nic nie mógł poradzić na śmierć dziecka.. a może to było to samo, które zabrał z walącego się budynku? Znowu syknął, po raz kolejny był bezradny. Inni za pewne mogli posądzić go o szaleństwo, gdyż nie widzieli wroga przy drzwiach. Łysy był przerażony, bo kiedy niemowlak mu się znudzi, to przecież ruszy na nich.
No ciekawe co ma wtedy zrobić.
Gdzieś w tle słyszał rozkazy dowódcy, inny łowca miał go wesprzeć. Sorn jednak jak był sam tak pozostał i tylko z większym wkurwieniem dekoncentrował się na postaci szalonego wampira. To co mówił Grigorij wcale nie polepszało stanu łysego. Nie widział intruza przy drzwiach? Przecież on ich wszystkich pozabija!
Potem na krótką chwilę skupił wzrok na Kronosie, który również starał się załagodzić sytuację. Niestety nic nie było w stanie pomóc łowcy, o ile sam się nie ogarnie. Zamknął oczy, powtarzając sobie w myślach, że wampira tam nie ma, zaś całą sytuację mają pod kontrolą. Inni w niego wierzyli, więc dlaczego sam nie potrafił?
Otworzył oczy, a na jego twarzy towarzyszyło chłodne skupienie. Nie przegra, nie dziś. Jeśli miałby poświęcić siebie za innych, to proszę bardzo. Mężczyzna głośno oddychał, czując zmęczenie, ale nie zamierzał się poddawać. Nawet nie patrzył już w miejsce gdzie stał morderca jego rodziców.
Nastał czas walki ze skupieniem, musiał uspokoić runę Siły.. bo co się stanie, jak eksploduje?

_________________
Powrót do góry Go down
Carlos
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Carlos

http://vampireknight.forumpl.net/t3623-carlos#78609 http://vampireknight.forumpl.net/t3652-carlos#79158 http://vampireknight.forumpl.net/t3632-carlos
Zarejestrował/a : 11/05/2017
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Wto Gru 04, 2018 10:56 pm

Prosty rytuał, tak? Ciekawe, kto puścił takie brednie w obieg? To, co się działo, zdecydowanie nie wyglądało jak niewinne odwampirzanie dwóch zbłąkanych dusz. W którym momencie wszystko zaczęło się pieprzyć, pochłaniając nadzieję, na spokojny dzień i bezproblemowy powrót do właściwych obowiązków? Cholera, ile Carlos dałby, żeby właśnie przebywać w swoim laboratorium, wśród dobrze znajomych mu rzeczy, z dala od dziwnej magii, wyglądającej, jakby wywodziła się spod ciemnej gwiazdy albo przynajmniej drugiego kręgu piekła.
Lazurowe oczy otworzyły się szerzej, gdy łowca obok wyglądał, jakby nagle dopadło go licho zmieniające go w starca. Co tu się odpierdalało? Sam Carlos też już przestawał czuć się jak uosobienie spokoju. O ile teraz zachowanie zimnej krwi wydawało się jeszcze w miarę wykonalne, o tyle coś z tyłu głowy mu podpowiadało, że prędzej czy później samokontrolę trafi szlag. Z niemałym zdziwieniem obserwował, jak runy wymalowane na jego ciele zmieniają kolor i pękają. Mógłby przysiąc, że słyszał cichutki trzask rozrywalnych lin.
Wciągnął głęboko powietrze, próbując ukoić myśli, wyrywające się spod kontroli. I to był błąd. Bardzo duży błąd. Zapach krwi uderzył w niego z siłą rozpędzonego pociągu, przypominając o wszystkich rozkoszach związanych z jej spożywaniem. Źle. Wręcz fatalnie. Wstrzymał oddech na kilka sekund, nieświadomie kierując wzrok w stronę szyj łowców. Odruchowo zwilżył wargi, językiem zahaczając o kły. I pomyśleć, że kiedyś te same zęby bez skrupułów wbijały się w ludzkie tętnice, zachłannie pobierając słodką, odurzającą posokę. A gdyby tak...
Głos dowódcy był jak policzek wymierzony prosto w twarz. Ale zbyt słaby. Choć myśli latynosa na chwilę powróciły do rzeczywistości, to kusząca woń dalej nęciła w jego umyśle. Spojrzał na Sorn już bardziej przytomnym wzrokiem, zaraz potem kierując spojrzenie w stronę oplatających go dziwnych kolców, pochłaniających energię. Powoli odłączy się od swojej runy, chociaż nie potrafił do końca określić, czy powinien ustosunkować się do rozkazu. Nagły powrót łaknienia i niepokojący stan run na jego ciele wydawały się stanowić wystarczające argumenty, by odłączyć się od rytuału na dobre. Jednak...
Tak łatwo ze mną nie pójdzie, warknął w myślach, motywując się do dalszego działania. Zdecydował się przyjść na te odwampirzanie, a to znaczyło jedno - dopóki samokontrola nie będzie niebezpiecznie blisko granicy zerwania, nie porzuci łowców.
Szybkim krokiem zbliżył się do runy siły, z zamiarem powolnego dołączenia się do niej. Przymknął oczy, próbując skupić się na czymś bardziej przyjemnym niż chęć zagryzienia wszystkich wokół. Tyle, że krew przecież jest taka przyjemna... Cofnął się myślami o kilka dobrych lat, przypominając sobie czasy, gdy dobrowolnie wyrzekł się tego, co sprawiało, że czuł wstręt do samego siebie. W końcu dla tamtej kobiety było warto zdecydować się na taki krok. Ona jako jedna z nielicznych wierzyła w niego, a skoro teraz jej zabrakło, to sam powinien równie mocno w siebie wierzyć.
Żeby nie zawieść jej i, przede wszystkim, siebie.
Powrót do góry Go down
Reiji
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Reiji

http://vampireknight.forumpl.net/t2266-ayato-reiji-hana http://vampireknight.forumpl.net/t2270-ayato-reiji-hana#47852 http://vampireknight.forumpl.net/t2424-reiji http://vampireknight.forumpl.net/t2271-ayato-reiji-hana http://vampireknight.forumpl.net/f114-dom-hana
Zarejestrował/a : 22/10/2015
Liczba postów : 202


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Sro Gru 05, 2018 8:28 pm

Chcąc nie chcąc, był świadkiem tego, jak czerwień stopniowo zanikała, sprawiając, że czerń zalewała runę przed nimi. Zmrużył ślepia, zastanawiając nad przyczyną i skutkiem. Prawdę mówiąc, nie wydawało mu się, że był bezpośrednią przyczyną całkowitej zmiany runy. Ani Carlos, który również najwyraźniej nie wiedział, co się dzieje. Dopiero wtedy zdecydował się rozejrzeć, by zrozumieć pokrótce, co właściwie się działo obok niego. To... Nie zapowiada się ciekawie - stwierdził, widząc, że nie tylko u nich następowały problemy. Momentalnie spojrzał na środek kręgu, a potem znów na ciemną runę.
- Bezpośrednie połączenie - wymamrotał sam do siebie, próbując to zrozumieć wszystko na swój sposób i tak, jak on to widział. Jeśli uda się rozwiązać tu problem, nastąpi możliwość pomagania innym. Jeśli mrok działa i na runę, i na środek jednocześnie, odwrócenie procesu powinno wspomóc pozostałe runy. Reakcja łańcuchowa... Łatwiej powiedzieć niż zrobić - złote ślepia wpatrywały się w runę. Pomimo smętnej sytuacji, nie odczuwał ani lęku, ani złości. Nadal ciekawość i właściwie... nie odczuwał w ogóle tego, że właściwie to co się dzieje, zajeżdża o sporą odpowiedzialność. Był po prostu tak samo spokojny jak na początku.
O ile miał sporą wytrzymałość na ból, o tyle syk, który wydobył się z jego ust był bardziej spowodowany zaskoczeniem niż tym, że rzeczywiście to było tak nieprzyjemne. Nie żeby kręcił go ból, bo jednak masochistą nie był... No, ale właściwie... Co, do choinki, się dzieje?
Spojrzał w dół, na okolice swoich stóp. Czuję się zmęczony - przemknęło mu przez myśl. - Ale... Co jest... To jest jeszcze bardziej dziwne - uniósł nieco jedną nogę, tak, by nie przewrócić się i próbował szturchnąć butem to coś, co uczepiło się go, by zaraz potem ponownie stać na obu. Mniej więcej w tym samym momencie dostrzegł zmarszczki na swoich dłoniach. Sporo... W dodatku miał wrażenie, że to nie dotyczy tylko jego rąk, a i całego ciała. Nie widział siebie, więc nie mógł sprecyzować, jak bardzo jest źle.
- Ugh... - burknął. - Tak jakoś... Dziwne to jest... - Niedobrze. Nie trzeba być geniuszem, by zrozumieć, że niekoniecznie wszystko wytrzymam - pomyślał jeszcze. - Chociaż oprócz zmęczenia czuję przede wszystkim zaskoczenie - bycie aż tak zależny od wampirzej krwi to jedna kwestia, a druga... nie. Właściwie, nie miał pojęcia. Wydawało mu się, że dawało mu we znaki teraz to, ile przeżył... Co było same w sobie cudem.
I zaraz potem jego umysł zalały wspomnienia z przeszłości.
Wzdrygnął mimowolnie, widząc, jak przed oczami przelatywały różne momenty jego życia. Czasy dzieciństwa i odrzucenie. Próba nieudanego dopasowania się. Każde wyśmiewanie za popełniony błąd. Fałszywe oskarżenia. Mrok, mrok, mrok... Raz po raz, jego umysł wybierał wspomnienie z przeciągu tych lat, które przetrwał i odtwarzał bez końca.
- Pff... Co to ma być... - wyszeptał ledwo słyszalnie w pewnym momencie. - Co za tandeta... - prychnął cicho. Jego ręce nieco drżały. Zdecydowanie tandeta. Jeśli mam umierać, to niech przynajmniej pokazują mi się fajne wspomnienia, a nie to szajstwo - pomyślał niezadowolony. Wypuścił powietrze z płuc. Właściwie, co działo się z Ayato, gdy umysł zaczął mu płatać takie figle? Najpierw nastąpiło zaskoczenie, potem niepewność, aż w końcu... smętne rozbawienie i znużenie, by zaraz potem powrócić do tego, co było pierwotnie - jego spokój. Nie można powiedzieć jednak, że było aż tak fajnie, jakby się chciało. Dość szybko skojarzył sobie to wszystko z książkami i filmami.
- Mam się bać? Czego? Czegoś, co i tak jest przeszłością? - spytał się, nie podnosząc ani odrobinę głosu. Podejście białowłosego do tego było takie, że nieważne, co widział i jak bardzo to było złe - to już było. Było i nie wróci więcej. Już nie jest małym chłopcem, dręczonym za to, że wyglądał inaczej. Nie było fałszywych oskarżeń, utraty wolności... czy nawet chęci życia.
Nie chce mi się umierać. W przyszłym tygodniu ma wyjść fajny film.
Więc... No... Co właściwie dalej? Słyszał jakieś inne słowa, ale nie rejestrował ich specjalnie. Sam natomiast spowolnił nieco oddech, by pozwolić niechcianym wspomnieniom odejść od siebie. No serio, czemu to nie mogą być fajne laski? - pomarudził w myślach, wlepiając złote ślepia w runę.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Leon

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 279


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Sro Gru 05, 2018 10:50 pm

Było gorzej niż zazwyczaj, a to oznaczało tyle że nie miał już w słowniku słów na opisanie tego jak bardzo jest tragicznie. Jednak w wypadku rytuału była to już niemal norma.
Kowboj starał się wspierać wszystkich swoją pracą i wierzył w nich. Już nie raz i nie dwa jakiś nowy, a nawet weteran sprawiali problemy, które zdawały się nie do przeskoczenia i jakimś cudem wychodzili z tego cało... może prócz razu, gdy na jego ręce wyrósł czerniak dzięki któremu mógł przywoływać tajemniczego pomagiera. Jednak to tak naprawdę okazało się jedynie przydatne i póki co nie było innych efektów ubocznych.
By dodatkowo wesprzeć kompanów szukał z nimi kontaktu wzrokowego i krzyczał pokrzepiające hasła.
- Dobra robota! Nie poddawajcie się! To trochę jak bull poker, wystarczy nie pękać!

Wszystko szło wspaniale, łącznie z portalem do świata demonów. To, spowodowało że Leon dostał zastrzyku adrenaliny i endorfin. Obawiał się trochę ponownej walki z potworem, ale z drugiej strony chciał znowu go zobaczyć i tym razem na pewno pokazać mu kto tu jest czyją suką. Tak też się stało i Leon od razu puścił oko w stronę potwora szczerząc się złowieszczo.
Gdy usłyszał Grzesia to tak jakby spadła gwiazdka z nieba i walnęła go prosto w serducho. Zabolało,  ale jakoś tak przyjemnie.
- Oj, pokażę znacznie więcej, niż wolę życia. Czas na rodeo. - Nonszalancko chwycił butelkę wody i wypił kilka łyków, by zregenerować trochę siły. W myślał był już nastawiony na turbulentny pojedynek.
- Powodzenia Serafiel. - Klepnął go w plecy podając butelkę i od razu zabierając kolejny termosik.

Do runy szedł szybko, ale niczym prawdziwy kozak. Gotów na rozdawanie ciosów i zbieranie ich. Stanął przy runie od razu dając jej wszystko co ma.
Co prawda nie był w tak idealnej kondycji jak inni tutaj, ale tyle razy był na skraju śmierci, że dokładnie wiedział co oznacza cieszyć się i brać z życia. Teraz jednak to co brał oddawał wampirzycom i Esmeraldzie.
Może był na tej pozycji po raz pierwszy, ale nie miał zamiaru przyklejać sobie zielonego listka i bawić się w młokosa.
Złapał za ramię Reijiego, próbując go otrząsnąć ze stuporu podając mu otwarte naczynie.
- Pij i ciesz się, kawaleria przybyła. - Powiedział chcąc dać mu otuchy i od razu zwrócił wzrok na demona.
- No to co, które to już spotkanie?  Wiedziałeś, że tu jestem, a nie przyszedłeś... boisz się mnie?
Kowboj zdobył się na najbardziej szyderczy i pogardliwy uśmiech. Znał już taktykę demona i to jak wyniszczał wszystkich. Wiedział jak się zachować podczas walki z nim, a przynajmniej szczerze wierzył że tak jest.
- Nie jesteś straszny, potrafisz tylko straszyć. Jesteś gorszy od starego byka, nawet nie masz rogów. - Dalej drwił z zsyłającego wizje potwora.
W ostatnim czasie odzyskał zdolność czerpania radości z każdego dnia. Miał na głowie więcej zmartwień i problemów, ale były one znośne a wręcz długo wyczekiwane.
- I tak z tobą wygram, jak zawsze. - Rzucił na odchodne pokazują mu międzynarodowy gest znaczący "wal się na ryj".

_________________
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
Serafiel

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel http://vampireknight.forumpl.net/t1956-biedne-mieszkanie-w-srednioladnym-blokowisku
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 221


PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   Sro Gru 05, 2018 11:54 pm

No to się zaczęło...
Niemalże szokujące było to dla rudowłosego, że nie zasnął nagle czy nie przyczepił się do niego pewien upierdliwy demon. Niespecjalnie uśmiechało mu się ewentualne spotkanie. Naprawdę. Tsuda wychodził momentalnie z założenia, że jeśli miałby szukać przyjaciół, to na pewno nie w takiej istocie jak to coś.
I nawiasem mówiąc, tamten chyba znalazł sobie innych przyjaciół.
Jego oczy przekierowały się w stronę runy życia. Jednakże nie były skupione na mężczyznach znajdujących się przy niej, co na czymś, co znajdowało się tuż za nimi. Mimowolnie skrzywił się, widząc owe spojrzenie, po czym ponownie skupił się na pozostałych runach. A przynajmniej na tych, które miał w zasięgu wzroku. Niech Pan ma ich w opiece - pomyślał, spoglądając tym razem na znak przed sobą. Niełatwo było zignorować to, co działo się tutaj. Mimo to, rudowłosy nie zamierzał pozwolić sobie ani na negatywne myśli, ani na poddanie się. Słyszał dość dobrze wszystkie słowa, ale skoro nie odnosiły się do niego bezpośrednio, nie reagował bardziej. Jedynie skierował na krótki moment uwagę na Leona, gdy odchodził od samej runy.
- Ta. I vice versa - odpowiedział cicho, kończąc kolejną z modlitw. Nie czekając na nic nowszego, zaczął kolejną, zmieniając swoją pozycję tak, by było mu wygodnie stać. Nie przeszkadzało mu, że został teraz sam. Miał po prostu swoje zadanie do wykonania i tyle. Bez wnikania w cokolwiek więcej. Rudowłosy, nawet jeśli tego nie okazywał, wierzył w towarzyszy. Jak i w to, że dadzą sobie radę z problemami.
A zwłaszcza w to, że pewien niechciany gość sobie stąd szybko pójdzie. I przy okazji zabierze ową wyrwę.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczony domek   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczony domek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: WIOSKA-
Skocz do: