IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Przypadki motzno

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Przypadki motzno   Pią Cze 10, 2016 4:13 pm

Cień, który minął ją, kiedy przechodziła obok zaułku sprawił, że wstrzymała oddech, nasłuchiwała, ale z zaułka nic na nią nie wyskoczyło. Wróciła ledwie kilka dni temu do Yokohamy. Nadal nie skontaktowała się z „rodziną”, tudzież sierocińcem. W zasadzie nadal po prostu nie miała telefonu. I nie chciała rozmawiać w takim stanie. Idąc ulicą zamiast skupić się na celu podróży gapiła się po ludziach szukając swojego oprawcy. Gdzieś po drodze zwymiotowała w krzaki, kiedy jakaś losowa sytuacja przypomniała jej, co działo się w domostwie, w którym spędziła wakacje.
A słonko przygrzewało, ćwierkały ptaki, bawiły się dzieci...
Po drodze usiadła na ławce w parku i zakryła twarz dłońmi. To była zupełnie inna Kotori niż ta, która była w przeszłości i ta, która będzie w przyszłości. Przechodziła szok, ale nie mogła nikomu się zwierzyć. Wysłaliby ją do wariatkowa. „Wampir? No pokaż mi gdzie” - powiedzą. Poza tym Jack nie wyglądał na osobę, której nie stać na przekupienie władz. No i jakie miała dowody? Żadne. Uspokój się. Powiedziała sobie i podniosła głowę. Park stał jak stał, ludzie przechodzili, nie zwracając na nią uwagi. Była sama. Ale to było dobre. Nikt nie chciał zrobić jej... Ledwie przyhamowała odruch wymiotny. Nie spała chyba od wielu dni, została złamana i kiedy została porzucona, mogła to przed sobą pokazać i odreagować. Ale nie było to łatwe. Cienie pod jej oczami były głębokie, a mimika umęczona, nie ważne jak bardzo starała się, by tak nie wyglądała. By nie wyglądała na ofiarę.
Gdzie ja jestem? Rozejrzała się, nie poznawała tego parku. Miała iść do marketu, żeby uzupełnić braki w swoim akademickim ekwipunku. Niedługo nowy rok szkolny, musiała się przygotować. Tymczasem szlajała się nie wiadomo gdzie. Nie wiadomo dlaczego. Bała się mało ruchliwych uliczek, a teraz się zgubiła
Wstając zasunęła na głowę kaptur. Było ciepło, ale ona nosiła na sobie fioletową bluzę i dżinsy oraz adidasy. Bluza nie była gruba, ale nadal zbyt gorąca jak na trzydzieści stopni upału. A pod nią bluzka z rękawem 3/4te o równie nieprzeniknionym materiale. Z tym, że szaroniebieskim. Włożyła ręce do kieszeni. W jednej z nich miała niewielki metalowy kubotan, który nabyła w pierwszym lepszym sklepie. Jego metaliczny chłód chyba nieco ją uspokajał, chociaż wiedziała, że urządzenie jest zupełnie nieprzydatne.
Poszła w kierunku drogi, żeby znaleźć jakieś tablice informacyjne. Nie rozpoznawała okolicy, napisy na tabliczkach przy szosie nic jej nie mówiły, musiało jej tu jeszcze nie być. Przełknęła ślinę. Musiała zapytać kogoś o drogę. Długo się za to zbierała, nie mogła się uspokoić. Nie umiała odważyć się zapytać nikogo o drogę. Doszło do tego, że zaczęła opuszczać głowę, by patrzeć pod nogi zamiast przed siebie, bo przypominała sobie twarze tych wszystkich martwych ludzi. Potrąciła kogoś łokciem, przeraziła się, podniosła głowę mówiąc szybko „przepraszam”. Jej dłonie wysunęły się z kieszeni, bez kubotanu, jakby chciała podnieść je i się zasłonić albo w geście „nie jestem uzbrojony”, dostrzegła wszak rysy człowieka białego, żołądek znowu się jej przewrócił do góry nogami, a ciało sparaliżowało się ze strachu. Drżała, ale zwykły człowiek by tego nie zauważył. Wampir może też nie, gdyby się nie przyglądał. Ale z pewnością zauważy wyraźne spięcie mięśni dziewczyny, potężne worki pod oczami i wyraz twarzy mówiący „diabeł mnie goni, w tłumie ukryty, muszę uciec, muszę!”. Próbowała to ukryć, ale wampir pewnie będzie bardziej przenikliwy niż człowiek. Zwykły facet raczej nie byłby na tyle empatyczny, by wychwycić tak... szczegółowy rozkład uczuć dziewczyny. Pachniała wampirem, bardzo intensywnie. I krwią, chyba na równi z zapachem swojego oprawcy. Wszak swój wolny czas spędzała w towarzystwie flaków wielu ludzi. Wiele więc niosła ze sobą zapachów śmierci. A ta delikatna, kwiatowa, słodka woń należąca do niej samej gdzieś ginęła pośród metalicznego odoru posoki. I Jacka Estacado, który z pewnością nie pachniał bzem i agrestem.
- Czy... Czy wie pan, w którą stronę do Akademii Cross? - Zapytała cicho, jąkając się na początku. Głos miała lekko stłumiony, starała się nie okazywać emocji. Poza tym nie patrzała w jego oczy, a raczej na usta i brodę, nawet nie zwróciła uwagi na to, że tłum po tej stronie ulicy był bardzo mały... Głupia! To zwykły człowiek, nie zachowuj się jak wariatka. Pytaniem próbowała usprawiedliwić to, że tak bezpardonowo wpadła na kogoś. No, i w końcu odważyła się zapytać, choć jakby pod przymusem.
Cofnęła się o krok i zacisnęła zęby, żeby ukradkiem rozejrzeć się i dostrzec, że nie ma tu wielu ludzi. Łatwiej porwać, kiedy wokół nie ma tłumu... I żeby zobaczyć, jak wysoki jest facet stojący przed nią. Jego postura tylko bardziej pobudzała jej strach, którego tak usilnie starała się nie pokazywać.

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Pią Cze 10, 2016 6:48 pm

Riecon w sumie obracający się wokół swoich członków rodu, miał ręce pełne roboty. Zawsze coś od niego chcieli, a nigdy nie brali pod uwagę to, ze Riecon tez chciałby chociaż przez jeden dzień nic nie robić. Kompletnie nic. Zawsze coś było, a to nieposłuszny członek robiący co chce, a to śmierć, a to łowcy, a to spór z innymi. A księgowość... O luju, lepiej już o tym nie wspominać. Riecon już powoli miał dość oglądania każdych umów swoich członków rodu, który zakładali swoje firmy, rozrzucając je po całym świecie. A ty weź to wszystko ogarnij na raz, robiąc jeszcze 1000 innych rzeczy, by zdążyć. Na spokojnie, samemu, w ciszy to jakoś to szło, lecz jeśli ktoś ślęczał nad nim, jak i go poganiał, to doznawał takiej reakcji, która nazywa się wkurw.
-Nie... Dość. Mam już tego kurwa dość...
Warknął pod swoim nosem, przeglądając na biurku kolejną stertę papierów, które można było przeglądnąć za niego, ale cóż. Wiele papierów, a jeszcze wiele danych wpisania w inne miejsce. Przeczesał swoje włosy, po czym przetarł zmęczoną twarz. Westchnął ciężko, opierając się o oparcie fotela, na którym siedział. Pobujał się chwile na nim, bo fotel był obrotowym, ale jednak grawitacja jak i przyparcie ciała, robiło swoje. Przymknął na chwile oczy, po czym jednak wstał, chcąc rozprostować swoje kości. Spojrzał na papiery, które mu zostały, jak i na regał z kolejnymi.
-OnQuel-
Odparł dość donośnie wołając brata, który po chwili jednak przybył, patrząc na głowę rody, który także patrzył na niego.
-Co się stało?
Zapytał starszy brat, patrząc na Riecona, który spojrzał na papiery.
-Dokończ za mnie, mniejszą część, resztę zrobię jak wrócę.
Odparł do brata, który spojrzał na niego jak na idiotę, ale nic nie powiedział.
-Idz zatem.
Odparł do Riecona, podchodząc do jego biurka, by zebrać mniejszą część papierów, po czym z lekkim uśmiechem opuści pokój. Przyzwyczaił się iż Riecon nie pozwala pracować w swoim gabinecie, dlatego miał swój. Pomagał szlachetnego, bo wiedział jaka odpowiedzialność ciąży na nim, dlatego nic dziwnego że Riecon miał czasem dość.
Czarowłosy ubrał swój płaszcza i skierował się do wyjścia, by się przejść. Po drodze jednak wiele myślał, rozglądając się dookoła. Skierował się do parku, gdyż w takich miejscach łatwiej można było pomyśleć. Skierował się jedną z alejek parku. Szedł powoli bez pośpiechu, jednak chyba przez to, po chwili poczuł, jak coś w niego uderza. Spojrzał na źródło.
Była nim młoda dziewczyna, bez wątpienia człowiek, ale i śmierdziało od niej innym wampirem, no ale nie jemu oceniać.
-Nic się nie stało.
Odparł na jej przeprosiny, przyglądając się dziewczynie. Niezbyt ciekawie wyglądała, co nieco pobudziło szlachetnego do rozmyślania. Czyżby wampir którym śmierdzi był odpowiedzialny za jej stan. śmierdziała jednak nie tylko nim... Jej zachowanie również nie było za Ciekawe, zwłaszcza ten gest wykonany rękami. Odruch. Musiał jednak to musiało mieć swoje drugie dno, bo nikt od tak, nie unosi dłonie, przepraszając w sumie za nic. Do tego to drżenie jej ciała.
-Oczywiście że wiem, ale nim odpowiem ci dokładniej, odpowiedz na moje pytanie Dziecino. Coś ci się stało? Słabo wyglądasz?
Padło proste pytanie, a dziewczyna mogła poczuć iż szlachetny skupił an jej osobie swoją uwagę, dlatego też ta się nie wywinie. Do tego aby się upewnić, jego chłodne długie palce dotkną podbródka dziecka, po czym przesuną się wzdłuż szczęki, ujmując pewniej ów część ciała. Dopiero potem skieruje dziewczyny głowę, ku górze, do siebie, spoglądając za nią swoimi czarnymi oczami. Nieludzkimi, bo nikt takich nie miał. Twardówka i źrenica czarna... Do tego te włosy wampira, kruczoczarne, rozwiane przez wiatr. A o poważnym ubiorze lepiej nie zaczynać, bo był ubrany, jak na Avku.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Pią Cze 10, 2016 7:21 pm

Nie można było powiedzieć, że właśnie zobaczyła ducha... Musiała zobaczyć najprawdziwszego szatana. Wyglądała na zupełnie przerażoną, choć tak mocno starała się to ukryć. Zareagowała gwałtownie, co było jej błędem. Zganiła się za to. Jesteś wśród ludzi, zachowuj się jak człowiek. Upomniała się. To nie tak, że za chwilę zostanie schwytana, osaczona, zmuszana do jedzenia świeżych, ludzkich... Zawirowało jej w głowie, żołądek przewrócił się, mimo że przed chwilą znów to zrobił. Na szczęście nawet gdyby doszło do odruchów, kompletnie nie miała czym wymiotować. Była przegłodzona, chuda, jej strach nie pozwalał jej czuć głodu. Wyglądała marnie. Skórę miała zupełnie bladą, wyglądała niezdrowo.
Gdy mężczyzna nie zareagował niczym Złym, mogła odsapnąć w duchu. Coraz bardziej rozumiała, gdzie jest. Park. Tak mało tu ludzi, tak mało! Bała się. Wymusiła delikatny, przepraszający uśmiech nim zapytała o drogę. Była świetnym aktorem. Nawet w takich sytuacjach. Zawsze potrafiła zachować spokój, zawsze umiała pomyśleć racjonalnie. I być może tylko to teraz ją ratowało.
Zacisnęła zęby. Naprawdę się trzęsła, spięta była, lekko przygarbiona, jakby w każdej chwili miała się skulić. Zwykły człowiek by to zignorował. Prawda? Zapytała się, mając nadzieję, że ten mężczyzna nie jest Zbyt przenikliwy.
Na pytanie niemal zareagowała ucieczką. Chciała postąpić krok w tył, ale wtedy dłonie wampira dotknęły jej podbródka. Miał ją. Złapał ją. Schwytał. Osaczył. Ten chłodny dotyk. Tak go znała. Ta blada skóra. Tak je znała. Już tylko resztkami psychicznych sił próbowała wyjaśnić sobie, że to tylko przypadek. Każdy mógł mieć chłodne dłonie. Źrenice jej oczu zupełnie się skurczyły, jej oddech stał się zupełnie płytki, nie była tego świadoma, jak i drżenia jej ciała.
Przesuwał on delikatnie palcami po jej żuchwie, a ona nie była w stanie się poruszyć ani o milimetr. Złapał ją pewniej, a jej oczy niemal się zeszkliły. Udało się jej mrugnąć, by wilgoć nie wydostała się z jej powiek. Wtedy dostrzegła te oczy. Te upiornie czarne oczy. Zakręciło się jej w głowie i chyba tylko to spięcie sprawiło, że nie zachwiała się. Weź się w garść, dasz radę, jeszcze dasz radę, jeszcze trochę, uciekniesz, jesteś na ulicy, tu są ludzie, SĄ! MUSZĄ BYĆ! Wariowała. Była w szoku. Widać to było jak na dłoni, przynajmniej dla wampira o wielokrotnie lepszych zmysłach niż ludzkie. Zmusiła się do rozluźnienia szczęk. - Mama jest chora, wie pan... Mało sypiam, muszę uczyć się na stypendium. To dlatego. - Naprawdę świetnie grała. Zwykły facet z pewnością dałby się nabrać na jej zmęczony głos, na przestudiowaną kwestię dialogową. - Wprowadziliśmy się niedawno, w drodze od ciotki się zgubiłam. - Powiedziała, sprawiając, że głos nie zadrżał jej ni razu. Nie miała pojęcia jakim cudem tego dokonała, ale zrobiła to. Ba! Nawet wplotła rozbawienie w ostatnie słowa, jakby chciała wyśmiać swoje gapiostwo.
Była jednak zbyt pobladła, zbyt roztrzęsiona, zbyt zaniedbana, aby po prostu chodziło o to. Poza tym jej pełen ubiór mimo wysokiej temperatury na dworze. To nie mogła być prawda, skoro bił, doprawdy Bił od niej zapach ludzkiego mięsa, ludzkiej krwi, ludzkich wnętrzności, jakby babrała się w nich przynajmniej kilkanaście dni z rzędu. A w tym wszystkim wyraźny zapach Jacka Estacardo. Dla niektórych wampirów zachęta, dla innych ostrzeżenie, o ile wiedziały, kim jest Jack.

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Sob Cze 11, 2016 9:00 pm

Zachowuj się, jak człowiek? Czyli jak? Ludzie i wampiry, łudząco podobnie, a jednocześnie strasznie inni. Dla ludzi, zwykłych cywilów rozpoznanie wampira jest nie możliwe. Wampir może i ma swoje cechy charakterystyczne, ale w tych czasach wiele ludzi upodabnia się do kogoś kim nie jest. Albo po prostu np. są bladzi jak ściany, mogą też nosić soczewki koloru czerwonego. Wampiry tam na prawdę wyróżnia ja tylko moce. Oczywiście jest jeszcze wiek, ale teraz wiek to nie wszystko...
Dziewczyna miała jednocześnie wielkie szczęście, ale i ogromnego pecha. Trafiła na osobę, która mogła być jej najlepszym obrońcom, ale i najkoszmarniejszym katem. Mógł oczywiście przejść obojętnie, wtedy pewnie nie różnił by się od większości populacji. Znieczulica jaka panowała w ostatnich latach była ogromna. Przechodzenie koło potrzebującego, nie zerkając na niego nawet... Ale i takie zachowanie musi mieć swój skutek. Coś na pewno wywołuje takie zachowanie. Kiedy obracamy się wokół zimna, znieczulicy, przykrości, bólu, to niemal nie da się wyjść z tej sytuacji, będąc przeciwieństwem ów środowiska. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale wyjątek tylko potwierdza regułę... No ale mniejsza już o to...
Riecon był spokojnym wampirem, dlatego strach dziewczyny do jego osoby musiał zostać wywołany przez jego wygląd. Do tego ta pora dnia... Nie było jeszcze ciemno, ale na pewno wieczorek już był co tylko dodawało mroku wampirowi. Zimny jego dotyk mógł powodować dreszcze, ale w przypadku wystraszonej dziewczyny, to było coś więcej. Szlachetny, który nie miał złych zamiarów, został wzięty za kogoś strasznego.
Nie trza było być ekspertem, by widzieć iż dziewczyna stojąca przed wampirem, jest osobą przerażoną. Drżenie ciała, jak i te zaszkole oczy. Riecon początkowo był nieco zaniepokojony wyglądem, jak i zachowaniem dziecka. Wiedząc iż nawet jego dotyk powoduje niepokój u Kotori  tak jej nie puszczał. Patrzył na jej twarz, bez żadnych cieplejszych emocji, co nie oznacza ze mordował ją wzrokiem. Obserwował jej twarz, czekając na odpowiedz.
-Nie... Kłamiesz dziewczynko, a tego nienawidzę.
Odparł po dłuższej chwili zamyślenia, patrząc na nią tym samym spojrzeniem a nawet zmrużył oczy, jak by niezadowolony tym, że ją okłamuje. Pfff... Co za zakłamany ten świat. Niech was szlag! No ale skąd wiedział, ze dziewczyna go kłamie? Wystarczyło wsłuchać się w jej serce. Biło jak pojebane, chaotycznie, do tego drżenie ciała, jęknięcia. Zmęczenie tego wszystkiego nie tłumaczy...
-śmierdzisz... Dlatego pytam po raz jeszcze. Co Ci się stało? Nie okłamuj mnie lepiej, bądź grzecznym dzieckiem...
Czy zaczął się denerwować? Nie, absolutnie. Zmieniając swój ton głodu na chłodniejszy, chciał wyprzeć na dziewczynie prawdę, jednak czy jej się to uda. Czy dziewczyna domyśli się o jaki smród wampirowi chodzi? Doskonale czuł jaka woń towarzyszy młodej.
Do tego w parku jak na tą porę, było co raz mniej osób, a Riecon stał spokojnie i trzymał, ludzkie dziecko za szczękę, zmuszając by patrzyło na niego. Czy Kotori dalej będzie chciała ściemniać, wiedząc że osoba przed nią potrafi  czytać z ludzi jak z książki?
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Sob Cze 11, 2016 9:27 pm

Próbowała wmówić sobie, że ten człowiek nie jest wampirem, że nie zna jej myśli, że to wszystko przypadki, że to wszystko normalne. Ludzie mają czarne oczy, bladą skórę, zimne ręce i bywają przenikliwi i bystrzy. Mimo to ostatnie wydarzenia krzyczały do niej, wrzeszczały, że jest w niebezpieczeństwie, że już nie ucieknie. Znała taki dotyk. Chłodny, niezbyt mocny uścisk i spojrzenie ciemnych oczu na tle skóry białego człowieka. Ona została Nauczona, że jeżeli cofnie się teraz, spotka ją coś o wiele bardziej gorszego niż... Nie mogła, nie mogła już, jej przewód pokarmowy zaczął boleśnie się kurczyć, niemal by jęknęła, drżały jej nogi, ale wręcz się bała przewrócić. Nie winą wampira było, że tak zareagowała, prawdopodobnie każdy bliski kontakt uznałaby za śmiertelne zagrożenie.
Nie potrafiła wytrzymać jego spojrzenia. Przed powrotem do tego miasta zniosłaby. Otuliła się najcenniejszą na świecie znieczulicą właśnie, aby móc być uległym, aby robić rzeczy, do których pewnie nie jeden amoralny by się nie dopuścił. Teraz wszystko w niej wybuchało, odreagowywała. Nie da teraz rady tego uspokoić.
Zasugerował jej kłamstwo, a jej serce ścisnęło się bardzo mocno. Potężny skurcz nie pasował do rytmu jej serca, choć był tak niespokojny i chaotyczny. Potem nastąpił jeszcze jeden. Musiała czuć dyskomfort w klatce piersiowej. Mimo tego nie poruszyła się ani o milimetr. Chłodny ton głosu, spojrzenie czarnych jak węgielki oczu, biała skóra. Nie chciała mówić. Nie mogła. Same wspomnienia, których tak bardzo próbowała się pozbyć atakowały ją. Nie radziła sobie z nimi. „Smród” uderzył ją jeszcze bardziej. Już niemal uwierzyła, że ma przed sobą wampira. Tylko odrobinka zdrowego rozsądku, który hamował jej organizm przed zawałem mówiła jej, że to tylko gra jej wyobraźni. Obraz się jej rozmywał. Miała przed sobą twarze tych wszystkich ludzi, twarz Estacardo, widziała, niemal czuła to, co z nią robił, do czego zmuszał.
- Niech pan puści, proszę. - Szepnęła, nawet już nie mogąc udawać. Jej głos drżał, źrenice rozszerzały się tak bardzo, że nie widać było jej ślicznych tęczówek. To nie Jack. Szeptała sobie, aż odważyła się poruszyć ręką. Nie, nie mogła. Nie mogła nawet zwymiotować, chociaż żółć podchodziła jej do gardła. Kompletny paraliż. - Mam androfobię. - Palnęła cicho. To była najprawdziwsza prawda, która wzmogła się przez pobyt u szalonego wampira araba. Nie mogła przecież powiedzieć losowemu człowiekowi, że zaatakował ją wampir, zamknął w klitce bez dostępu do światła, karmił flakami kumpli, gwałcił, gryzł i kazał jej bawić się tymi wszystkimi denatami, którzy umierali kolejno, kiedy nie dostarczała mu dostatecznej rozrywki. Nie mogła powiedzieć, że została kompletnie złamana, że jest w szoku, że zaraz zrzyga się na jego garnitur.
Gdyby została puszczona, cofnie się kilka kroków. Nie do końca dlatego, że chciała uciec (co na pewno jej w tej akcji pomogło). Kurcz jej organów w końcu przejmie nad nią kontrolę, bo ile można się wstrzymywać? Cofnięcie się wyglądałoby raczej jak zatoczenie się, zwieńczone zgięciem się w pół i zwymiotowaniem na parkowy chodniczek samą żółcią, bo nawet wody już w sobie nie miała. Wszystko co dziś zjadła tą samą drogą „uciekło” jej po drodze.

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Sob Cze 11, 2016 10:26 pm

Niewiedza... Niekiedy przez to jedno zjawisko dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji. W takiej właśnie znalazła się ta para. Szlachetny nie miał pojęcia co się z dziewczyną dzieje i nawet jeśli chciał jej pomóc, nieco się dowiedzieć to sprawił iż dziewczyna jeszcze gorzej reagowała na to co ją otaczało. Nie tak miało być. No ale cóż. Teraz to i tak było za późno, bo Riecon postanowił jednak dowiedzieć się co jest nie tak z dziewczyną. Patrząc na nią tym obojętnym, bez emocji spojrzeniem, też nic dobrego nie zdziałał. Zimny dotyk... Jak to jest być chociaż na chwile ciepłym? Riecon nie wiedział dokładnie. Mógł ino się domyślać po tym, jakie ciepło czuł gdy np wyszedł na słońce. Jednak to ciepło to nie jest ta sama energia co ciepło ludzkie. Nigdy tego ciepła nie zazna, może to i dobrze? Nie wiedział. Taki stary cap i nie wiedział...
Był wampirem z krwi i kości, na dodatek nie byle jakim. Czy dziewczyna zatem powinna się bać? Oczywiście, ze nie. Powinna być spokojna, bo skoro Riecon jej nic nie robi, to skąd ten strach? Później jednak wyszła prawda, czy kłamstwo na jaw. Bowiem druga odpowiedz na jego pytanie mogła być bardziej prawdopodobna, gdyż potwierdzała by przerażenie dziewczyny, po ujrzeniu Riecona. Do tego ten paraliżujący strach... Taki był najgorszy, gdyż sama nazwa mówi, kiedy go doznamy, nasze ciało niczym sparaliżowane, kamienieje, a właściciel ciała, staje się jego więźniem...
-Głupia... Dlaczego prędzej mi nie powiedziałaś...
Odparł karcąco, by po chwili jednak opuścić rękę, muskając jeszcze palcami mały fragment szyi dziewczyny. Wiedział, ze na świecie jest wiele fobii i różnych zboczeń, w większości coś je wywołało. Wnikanie jednak co je wywołało, wydało się dla Riecona zbyt wścibskie, a nie był taką osobą...
Kotori, kiedy miała okazje odsunęła się od wampira, po czym zaczęła wymiotować. Tyle dobrego, ze na chodnik, a nie na wampira. Toż to by go wkurwiło. Smród wymiocin, był Ohydny, do tego dobrze że nie zmieszany z alkoholem... Ale... Co on widział. Wymiotowała żółcią? To mogło oznaczać iż jej żołądek jest pusty, a substancją która wymusza torsje u dziewczyny, są kwasy żołądkowe. O luju. Toż to dziewczyno pewnie czuła się jak z krzyża zdjęta. Wymioty prowadzą między innymi do odwodnienia, jak i osłabienia. Do tego jeszcze dochodzi najwcześniej pulsujący ból głowy, gorączka, jak i skurcze, nie tylko brzucha.
Mimo to szlachetny podszedł do dziewczyny ignorując jej fobie, po czym stanie obok niej, obejmując w tali, by czasem nie upadła na ziemie. Drugą rękę przyłoży do jej czoła, chcąc je schłodzić, a chłód jego dłoni w tej chwili mógł być kojący.
-Spokojnie wyrzuć z siebie wszystko, nawet jak pozornie nic nie masz. Zadzwonię ci po karetkę, by się zajęli tobą.
Oznajmił jej chcąc po chwili sięgnąć po telefon by zadzwonić, tam gdzie mówił. Dla potrzebującego mógł tyle zrobić. Oczywiście mógł ja wziąć do siebie, bo był dobrym medykiem, no ale po co miał zajmować się obcym mu dzieckiem? Dlatego zechce wezwać karetkę.

_________________

Album Riecona z Ysaverin:

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Nie Cze 12, 2016 10:02 am

Dążenie do prawdy niemal zawsze jest chwalone. Dążenie do celu rzadziej. Nie wyglądało jednak na to, żeby Riecon musiał się nad Kotori w swej misji znęcać, czy grozić. No, może trochę „zachęcać”, bo nie wyglądała, jakby długo miała dać radę. Nie wiedział, że to wywołane było psychiczną torturą, jaka ciągnęła się przez równe dwa tygodnie. Nie wiedział, że była łamana do tego stopnia, że zrobiłaby absolutnie wszystko, żeby tylko to pasmo tortur się skończyło. Wszystko, co tylko poleciłby jej oprawca. Ba, robiła to z wiedzy, że za uniknięcie cichego rozkazu stanie się coś gorszego niż jedzenie flaków własnych towarzyszy podróży. Nawet nie z głodu, a z rozkazu właśnie...
Karcący ton kazał jej zamknąć oczy, jakby nie chciała wiedzieć, co za chwilę nastąpi. Została jednak puszczona, więc otworzyła oczy. Twarz, biała twarz i ciemne oczy. Poczuła się naga, poczuła się niewolnikiem. Jej ciało nie wytrzymało napięcia.
Doskonale czuła słabości swego ciała. Niewielu raczej w tym stanie wyszłoby na ulicę, żeby robić szkolne zakupy. Na rękę pokonałaby ją mrówka (omijając to, że mrówka nie ma rąk), gardło miała podrażnione wymiocinami, wszystkie bebechy boleśnie skurczone, a jej serce chwilowo doznawało dodatkowych, silnych skurczy, odwodnienie chyba nie było więc najgorszą z jej dolegliwości. Poziom kortyzolu w jej krwi i adrenaliny musiał być przynajmniej pięciokrotnie wyższy od dopuszczalnych norm.
Nie spodziewała się, że ją przytrzyma. Mroczki zakryły jej oczy, kiedy jej głowa otrzymała potężny impuls, że Kotori nie jest sama. Ale opanowała się w jakiś sposób. To nie był zły gest. Jesteś wśród ludzi, zwykłych ludzi, zachowuj się jak człowiek. Szeptała sobie, gdy przytknął jej rękę do pochylonego, rozgrzanego czoła. Oto właśnie poznał „ciepło” człowieka. Chłód tej dłoni nie był taki zły...
Chyba tylko dzięki temu szeptowi w swojej głowie była w stanie dość gwałtownie podnieść rękę i zaczepić jej palce o przedramię, które dzierżyło telefon. - P-proszę, nie dzwoń... - Wyszeptała nerwowo i spróbowała się wyprostować. Szło jej to topornie. Już widziała reakcję lekarzy, którzy odnajdą na jej ciele mnóstwo zaleczonych i jeszcze gojących się niewielkich, okrągłych ranek, parami w równej odległości od siebie, kilka większych sińców. Już widziała reakcję psychiatry, który nie umiałby jej wmówić, że pewnie się sama okaleczała, a wampiry nie istnieją. - Wyślą mnie do szpitala psychiatrycznego. - Powiedziała cicho, kompletnie opuszczając głowę, niemal się nie jąkając, bo powiedziała to szybko. Czuła wstyd i cierpiała, ten facet też mógł zadzwonić właśnie po tego typu służby, jeżeli czułby się zobligowany do tego. - K-ktoś p-po... t-tor... znęcał się... - Zaczęła jąkając się, skończyła szeptem. Nie umiała powiedzieć, że ktoś porwał ją żeby torturować. W efekcie tego jedyne trzy wyrazy jakie wypowiedziała w miarę normalnie to pierwsze i dwa ostatnie. Czasem karetka jest największą groźbą. Nie widziała, czy facet nie zmieni zdania, bo czasem osoby trzecie lepiej wiedzą, czego potrzeba w takich sytuacjach. Możliwe, że psychiatra pominąłby tę część i spróbował ukoić, ale jakie były na to szanse?
Puściła przedramię obcego, trochę się kuląc. Możliwe, że gdyby jej teraz nie podtrzymywał, straciłaby motywację i padłaby na gęstą żółć na chodniku. Nie umiała obliczyć, co ten mężczyzna po niej wyłapał, ale skoro chciał dzwonić po karetkę i ją trzymał, musiała wyglądać okropnie. Trzymając ją, mógł poczuć niewielki ciężar jej biodra opartego o niego, prawdopodobnie nieświadomie się oparła. Dzięki temu mógł doskonale wyczuć jej drżenie. Chociaż zdawało się, była odrobinę spokojniejsza i ufniejsza ze względu na fakt, że nie radziła sobie z organizmem przez stres, który ją dotknął.

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Nie Cze 12, 2016 5:49 pm

Nie chciała specjalistycznej pomocy medycznej? To nie dobrze... Ledwie trzymała się na nogach i prosiła by nie wzywać pomocy? NA co więc zatem liczyła, że Riecon ją zostawi, a może że jej pomoże. Powstaje jednak jedno pytanie... Jak jej pomoże skoro ta boi się mężczyzn? Jeśli zabierze ją do siebie, jej straw wcale nie zmaleje, wręcz przeciwnie. Jego poziom się podwyższy, zwłaszcza kiedy zobaczy iż w posiadłości wampira jest nie jeden tylko mężczyzna a o wiele więcej. Nie nie zamierzał jej brać do siebie. Mimo wszystko dziecko było dla niej nikim ważnym, dlatego nie sprowadzi jej do swojego gniazda. Nie mógł jej jednak i zostawić, patrząc na jej straszny stan. Potrzebowała pomocy. Niby odwodnienie nie jest niczym strasznym, ale zignorowane może doprowadzić do tragedii a nawet śmierci.
Szlachetny nie stanowił zagrożenia dla dziewczyny, bo nie zasłużyła na jego gniew, jak i Riecon nie był osobą, która krzywdzi każdą osobę spotkaną na swej drodze. Wystarczy spojrzeć nawet na dziewczynę... Los chyba wystarczająco ja skrzywdził... Widział stan dziewczyny i wiedział iż mimo jej starań, była ona całkowicie bezbronna, łatwym celem, niemal proszącym by ją dobić. No ale wracając...
Kiedy chciał powiadomić odpowiednie służby o zaistniałej sytuacji, został złapany za przedramię. Wstrzymał się z tą czynnością zatem, obserwując zachowanie dziewczyny. Wyglądała strasznie... Niczym zaginiona owieczka, której udało się uciec od wilka. Zmachana, zmęczona, odwodniona. Wycieńczona...
-Gdzie mam zatem zadzwonić?
Zapytał, a może akurat dziewczyna będzie mu wstanie powiedzieć kogo ma wezwać. Szlachetny był w kropce, oczywiście mógłby zacząć zadawać dziecku pytania, ale wątpił by ta mogła mu odpowiedzieć zrozumiale. I tak już zaczęła bełkotać.
Czuł jak ta się opiera o niego, nie oponował, nie odpychał jej, zwłaszcza że to on wyciągnął pomocną dłoń, kiedy postanowił ją podtrzymać. Zapewne kąpiel w swoich wymiocinach, niezbyt kręciła Kotori... Przyciągnął ją do siebie, obejmując pewniej, by ta czasem nie osunęła się na chodnik. Westchnął ciężko i schował telefon, po czym sięgnął do marynarki wyjmując szmacianą chusteczkę. Białą. Lekkim szarpnięciem w tył, zechce oprzeć dziewczynę stabilniej o siebie, jak i nieco ja odchylić do tyłu, by przetrzeć jej usta.
-Trzymaj.
Polecił jej przecierając z wyczuciem jej usta. Jeśli odbierze materiał, wolną ręką zechce skosić dziewczynę, by ją podnieść, niczym pannę młodą.
-Skoro szłaś do Akademii, to tam Ci pomogą... Jesteś uczennicą?
Padło proste pytanie, po którym wampir zechce się skierować w stronę wspominanego budynku, no chyba że dziewczyna poda mu inny adres... Mruknał oczywiście coś pod swoim nosem, bo nie był zadowolony, wycieczką do Akademii, no ale co zrobić... Może mu się jakoś zwróci...

_________________

Album Riecona z Ysaverin:

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Nie Cze 12, 2016 7:43 pm

Ona jednak przeżyje. Przeżyje, choćby zaraz miała zostać zabrana z powrotem. Przeżyje, choćby okazało się, że ta „pomoc” to tylko słaby żart Jacka, który próbował uśpić jej czujność, żeby potem z pełną parą powiedzieć „żartowałem!”, pojawić się znikąd i skatować raz jeszcze... Teraz nie była jednak w stanie się obronić przed tym mocniej. Może, gdyby owy Jack się pojawił, wtedy znów odsunęłaby na bok swoją osobowość i stała się bezwolną lalką, aby przeciwdziałać paskudnej rzeczywistości.
Pytanie chyba lekko wytrąciło ją z równowagi. Dłuższą chwilę nic nie powiedziała. - Nie dzwoń nigdzie, proszę. - Szepnęła, zdecydowanie mniej się jąkając, gdy nie musiała mówić o tym, co ją spotkało. Bełkot zdecydowanie zelżał. Może miała nadzieję, że to wystarczy, że po powiedzeniu tego, co powiedziała, Riecon da jej spokój z pytaniami.
Nie mogło być najgorzej, skoro stała jeszcze i przestała solidnie bełkotać nie wyjawiając trudnych dla siebie rzeczy. Możliwe, że już zaczęła się trochę uspokajać, jakby pierwszy szok z powodu napotkania obcej osoby mijał. Dodatkowe kurcze serca mijały. Możliwe, że po prostu ta akcja zbyt ją wyczerpała, by dalej była w stanie tak się bać. Serce podskoczyło jej jedynie w chwili, gdy pociągnął ją do siebie. Zacisnęła powieki, ale nie stało się nic. Przytrzymał ją mocniej. Tylko tyle. Nogi trzęsły się jej, ale teraz miała większe oparcie, z którego skorzystała. Błądziła od dłuższego czasu po mieście, szukając potencjalnych oprawców, zamiast drogi i tak się to skończyło. Nagły atak paniki i któreśtam z rzędu strajki organizmu w końcu wyczerpały ją do tego stopnia, że pozwoliła sobie zupełnie się oprzeć o mężczyznę.
Szarpnięcie z kolei znów sprawiło, że zatrzęsła się mocniej, zupełnie bezwiednie. Nie podniosła wzorku. Rozejrzała się tylko w poszukiwaniu jego kończyn, spinając się, jakby chciała uskoczyć przed potencjalnym ciosem. Odruchowo spróbowała się cofnąć, ale uścisk mężczyzny był dużo silniejszy niż jej nadwyrężone siły. Otarł jej usta. Tak po prostu. Te spierzchnięte, wysuszone usta nieco zabrudzone wymiocinami. Opadły jej ramiona i zeszkliły się usta. Tylko tyle jej zrobił. Odebrała chusteczkę, zupełnie nie spodziewając się „kosy”. Zaskoczyło ją to. Ale wampir mógł usłyszeć, że serce dziewczyny nie podskoczyło jak szalone, mimo jej drżenia, mimo łez cisnących się na oczy. Nie wiedziała co jeszcze chce z nią z robić, ale tak potężnie kazała sobie uwierzyć w ludzi, była tak przemęczona, że niemal przekonała się do ufności.
Wziął ją na ręce. Mógł poczuć jej żebra. Problemy z układem pokarmowym nie trwały od wczoraj. Była lekka. Niemal od razu oparła głowę o jego bark. - Zaczynam w tym roku... ale mam już pokój. - Powiedziała cicho, głos jej drżał, ale chyba już nie z przerażenia. Jej myśli musiały zejść na inny tor. W pewnym sensie rozstrój jej organizmu odciągnął jej myśli od wydarzeń ostatnich tygodni.
Wracając zaś do celi proszących się o dobicie, o ranne owieczki, które nie mogą nadążyć za stadem i tylko czekają na wilka kroczącego nieopodal... Intensywny zapach posoki i flaków, jaki dziewczyna nosiła, musiał zwrócić na siebie uwagę innego krwiopijcy. Riecon poczuł zapach wampira, niespokrewnionego z nim. Delikatny, wieczorny wiaterek, zmieniając kierunek, przyniósł mu woń innego krwiopijcy, najwyraźniej przesuwającego się w stronę Riecona ze względu na lekko wzmagający się zapach. On sam nie został raczej wyczuty, wiatr nie sprzyjał tamtemu łowcy. Oznaczało to jednak tyle, że mógł być gdzieś w zasięgu wzroku, gdzieś u wylotu alejki parku, może zasłonięty jakimiś drzewami, może był to mężczyzna czytający jakąś gazetę. Z tej odległości trudno było stwierdzić. Drzewa i nieliczni, ale jednak, ludzie utrudniały identyfikację.
- Dziękuję. - Szepnęła dziewczyna, wyglądała nieco, jakby trochę odpływała. Jej serce zaczęło bić wolniej, chociaż szybciej jeszcze jak normalnie. Naprawdę miała nadzieję, że ten ktoś nie chce zrobić jej krzywdy. Z drugiej strony nie chciała pokazywać się w tym stanie pod internatem, mogła jednak przemknąć się do pokoju tak, by nikt nie zauważył, prawda? Co nie zmienia faktu, że okoliczne wampiry wiedziały, że szkoła jest miejscem, w którym zadomowiły się wampiry. Jakkolwiek internaty szkół dziennych i nocnych były różne, tak dziedziniec i okolice szkoły trochę oddalonej od cywilizacji były wspólne...

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Nie Cze 12, 2016 9:24 pm

-Zwracaj się do mnie przez Per. Nie jesteśmy na "Ty"
Skarcił ją, bo mimo to czuł się ważniejszy od niej i uważał się za osobę, która zasługiwała na miano Per. Szacunek przede wszystko. Dziewczyna była gówniarą przy Rieconie, która nie wiele osiągnęła, patrząc na osiągnięcia Riecona. Już jego krew, powoduje iż wiele istot wie, ze lepiej nie zadzierać z takim jak on. Sama krew to nie wszystko... Zachowanie, jak i wygląd mówił również swoje. Szlachetny zachowywał się nie raz dumnie, wyniośle. Ubiór, wygląd. Elegancki i zadbany, wszystko musiało być czyste, wyprasowane. Do tego samą praca osiągnął wiele. No ale czy zdenerwował się tym jak odniosła się do niego dziewczyna? Nie. NIe było to zdenerwowanie, jak pouczenie. Do tego już jak na razie nie męczył jej pytaniami. Dziewczyna odpowiadała tak, jak by było jej wszystko jedno.
Nie dzwoń
No to co do uja miał robić? Dzwonić nie, zostawić nie... Ach te kobiety i ich niezdecydowanie. Same nie wiedzą co chcą. Ciekawe czy Kotori pamięta nawet o co pytała na początku Riecona... Szlachetniaku myśl... Podczas gdy zastanawiał się co zrobić z dziewczyną, to zajął się jej czyszczeniem ust. Podał jej chusteczkę, mając nadzieje że ta nie będzie miała kolejnych torsji, bo to by go mogło wytrącić z równowagi. Jak na razie jednak było dobrze. Podniósł ją, czując doskonale jakie chucherko ma w rękach. Aż strach nieść.
-Powiedz zatem swoje imię, bym mógł zlokalizować Twój pokój. Po tym już nic nie mów. Odpoczywaj.
Polecił jej. Kiedy czekał na odpowiedz skierował się w kierunku Akademii, jednocześnie też nie spieszył się zbytnio. Jeśli dowie się chociażby imię dziewczyny, bez problemu znajdzie jej pokój. Wystarczyło iz spotkał prefekta szkolnego, którego wypytał o pokój. Prosił też o dyskrecje, choć nie wiedział jaki będzie tego efekt. Ewentualnie sam zda raport dyrektorowi placówki, bowiem Riecon jest obcym dla szkoły. Celem dla Prefekta. Mniejsza z tym. Kobieta nie mogła jednak być świadoma przy tej rozmowie, bo szlachetny tuż przed wejściem na teren szkoły uśpił ja.
Obudzi się zatem w pokoju dobrze jej znanym. Położona, okryta w łóżku, ale i rozebrana, nie do naga, ale z tych brudnych ubrań. Jeśli miała bieliznę to leżała w niej, a jeśli jej nie miała, to niestety nie została rozebrana. Na szafce stały leki, jak i koło szafki stało naczynie, na ewentualne wymioty. Do tego Riecon był w pokoju siedząc na krześle, przy oknie, wyglądający jak by na coś czekał, bo tak było. Nie zamierzał jak na razie tego zostawiać, bo laska śmierdziała wampirem, a jeśli była przez niego torturowana, to szlachetnego zadaniem było znalezienie osoby która ie przestrzegała praw, bowiem skąd dziewczyna mogła wiedzieć iż wpadła nie dość że na wampira krwi A to do tego członka rady wampirzej. W skrócie... Wpadła w kłopoty.

_________________

Album Riecona z Ysaverin:

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Pon Cze 13, 2016 7:50 am

- Przepraszam. - Mruknęła zrazu, ale widać było, że szczerze. W tej sytuacji po prostu nie potrafiła się odnaleźć, nie pomyślała o tytułach w tej sytuacji, może miała nadzieję, że mężczyzna nie będzie miał nic przeciwko, może chciała po prostu skrócić swoje wypowiedzi... ale została upomniana. Po chwili tylko przemknęło jej przez myśl, że sprawa może być głębsza. Postanowiła uwierzyć w człowieka. Albo ją to zgubi, albo nie...
- Snanata Kotori. - Szepnęła, po chwili zreflektowała się. - Zajdę do niego sama. - Powiedziała cicho, ale nie wyrywała się, choć przez chwilę wyglądało, jakby się do tego czaiła. Chciała tylko znać kierunek, prawda? Nie umiała jednak aż tak się sprzeciwić. Za bardzo się bała. Dlatego poddała się wampirowi. Poddała się poleceniu. Zamknęła oczy i zamknęła się w sobie, próbując zignorować spojrzenia ludzi, którzy o zachodzie słońca przemierzali miasto. Potem wkroczyli na bezpośrednią drogę do Akademii. I nie pamiętała nic więcej.

Miała na sobie bieliznę, z pewnością. Miała też przy szyi i na kilku zupełnie losowych miejscach na ciele gojące się, mniej lub bardziej, rany po ugryzieniu. Niektóre z nich były świeżymi bliznami. Najstarsze miały może trochę ponad cztery tygodnie. Miała też starą bliznę, pod obojczykiem. Też ugryzienie, ale rozstaw kłów mniejszy. Blizna została, jakby tamten wampir był niewprawiony w gryzieniu albo miał może lekko zdeformowane kły. Poza tym parę siniaków, ale trudno stwierdzić, czy przypadkiem sama się nie poobijała spadając skądś. Żadnych innych obrażeń fizycznych.
Jej pokój był nienagannie czysty, uporządkowany. Mieszkała też sama. Współlokatora albo jeszcze nie było, chyba, że Kotori miała mieszkać sama cały rok. Na szafce obok łóżka miała tylko na wpół opróżnioną, niewielką butelkę wody i budzik elektroniczny. No, poza lekami, które nagle się tam znalazły.
Sanata nie wyglądała na spokojną kiedy spała. Czasem trochę ruszała się Rieconowi na rękach, a będąc w łóżku, nocą zaczęła płakać. Nie jakoś głośno. Po prostu łzy zaczęły jej wypływać spomiędzy powiek. Kuliła się. Czasem coś jęczała albo bełkotała. Czasem to były prośby, czasem zaprzeczenia, czasem milkła zupełnie, rozluźniając się, żeby znów nawiedzały ją mary niedawnej przeszłości. W spokojniejszy sen zapadła nad ranem, chociaż niemal wybudził ją budzik o 6tej. Wampir musiał sobie z nim szybko poradzić, bo dziewczyna wyglądała, jakby zbudzić ją miał najdrobniejszy szelest.
Słońce znów powoli zachodziło, kiedy się wybudziła. Jej głęboki, miarowy oddech trochę przyspieszył, serce zabiło trochę szybciej, co mogło obcemu dać znak, że dziewczyna się ocknęła. Leżała na boku, w pozycji embrionalnej, twarzą do niego. Nie otwierała jeszcze oczu, chociaż mógł być pewien, że właśnie bada sytuację. Nie pamiętała, co stało się poprzedniego wieczoru. Wspomnienia powracały powoli. Coś musiało w końcu zaskoczyć, bo poruszyła ręką, jakby nie wierząc, że kołdra dotyka nagiej skóry. Otworzyła oczy dość gwałtownie. Zobaczyła znajomą poduszkę i budzik i chyba to ją uspokoiło. Wodziła jednak wzrokiem, aż nie znalazła wampira.
Dziewczyna wyglądała inaczej, niż wczoraj. Nieprzerwany, choć niespokojny sen musiał podbudować nie tylko jej ciało, ale i psychikę. Jej spojrzenie było niemal agresywne, złowrogie, pełne zacięcia i wewnętrznej siły. Zaczęła jednak rozumieć, że to on musiał ją tu przynieść, że nie zrobił jej nic złego, że pewnie straciła przytomność i zaopiekował się nią. Jej nagle spięte mięśnie rozluźniły się, a ona opuściła wzrok, skołowana jeszcze, nie do końca rozumiejąc swoją sytuację, nie wiedząca, co ma zrobić.

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Pon Cze 13, 2016 1:40 pm

Czy ludzkość tak bardzo była zarażona znieczulicą, by przejście obojętnie obok dziecka, niemal padającego na ryj z wycieńczenia? Riecon oczywiście nie raz był świadkiem, jak ludzie, jak i wampiry przechodzili obojętnie, będąc skupionym tylko i wyłącznie na sobie. Wystarczyło stanąć z boku i oglądać, a wszystko było widać jak na dłoni. Szlachetny jednak nie zamierzał zmieniać nikogo, kto był mu zwłaszcza obcy. Członkowie rodu, jednak byli niestety pod obserwacją głowy, by czasem nic im nie odwaliło. Karał niekiedy zbyt surowo, lecz doskonale potrafił trzymać za pysk, kogo trza. Tutaj jednak nie musiał więcej mówić, kiedy zwrócił uwagę dziewczynie. Miała już wystarczająco spraw na głowie, więc chyba nie zamierzała i kolejnej sprawy mieć na głowie, która mogłaby jej przynieść wiele niekorzyści.
-Ty i Twoje zajdę do niego sama...
Poznał imię dziewczyny, jednak z kpiącym spojrzeniem stwierdził iż dziewczyna na pewno nie dała by rady dojść do celu. Był on daleko, za daleko, do tego nie znała drogi. Nim by do niego dotarła to by padła już całkiem... Czyżby faktycznie nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo krytyczny jest jej stan. Baka...
No nic... Wciął ją na ręce i skierował się do Akademii,. Oczywiście nie przeszedł niezauważony. NA razie jednak nie było to ważne, bo nie wyglądał na kogoś podejrzanego. Choć... Wniósł do szkoły ledwo żyjąca uczennice, więc na pewno mieli na niego oko. Sam fakt iż wampir wkroczył na akademik dzienny, był nieco alarmujący, ale jak an razie chyba nic nie zakłócało snu dziewczyny. A NIE!
Kiedy Riecon siedział przy stoliku, oknie, usłyszał dzwonek. Budzik... Ehh uroki szkoły. Pojawił się przy nim nim ktoś by zdołał mrugnąć i wyłączył. Zerknął jeszcze na dziewczynę, chcąc sprawdzić czy się zbudziła. Tyle dobrego, ze budzik nie podzwonił sobie za długo. Podczas rozbierania dziewczyny, oczywiście widział na jej ciele ślady, co utwierdziły go w przekonaniu iż ma z dziewczyną do pogadania. Na czystość pokoju nie zwracał uwagi, bo nie po to tutaj przybył, ale trzeba przyznać. W czystym się wygodniej siedzi, przyjemniej. Bowiem pokój i jego stan mówi o właścicielu. Wrócił na miejsce przy oknie, słysząc doskonale każdy szmer w pokoju. Bełkot dziewczyny również był wychwycony przez ucho wampira. Dzień wstał do życia, Riecon mimo wszystko nie wzruszony nim był. Godzina po godzinie. Dziewczyna nie będzie wiedziała co robił szlachetny, czy w ogóle był w pokoju? Nie mogła tego wiedzieć, bo spała. Lecz po przebudzeniu zastała go. Mogła wyczuć niemal iż jest obserwowana, gdyż Riecon obserwował ją od czasu, kiedy zaczęła się wybudzać. Na razie nic nie mówił. Słuchał jej oddechu, jak i bicia serca. Oczywiście gwałtowne otworzenie oczu, nie umknęło mu uwadze. Nie zrobił sobie nic z niego. Dziewczyna otwierając paczadła mogła zauważyć, ze wampir siedzi na krześle, mając założoną nogę na nogę. Ręce splecione w koszyku, ułożone na brzuchu. Siedział już chyba jakiś czas. Patrzył na nią chłodniejszym spojrzeniem, zdając sobie sprawę z tego, że stracił dzień pracy. Na razie nie zamierzał nic mówić. Czekał na to co zrobi dziewczyna.

_________________

Album Riecona z Ysaverin:

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Pon Cze 13, 2016 2:01 pm

Może, gdyby kierunek zostałby jej wskazany, gdyby mogła z pół godziny posiedzieć na ławce w tym parku w samotności i skurcze by przeszły, doszłaby do akademika. O ile nie napotkałby jakiegoś goryla, czy innego cudactwa. Czy też może złaknionego krwi wampira kuszonego jej zapachem. Może faktycznie nie była w stanie stwierdzić, w jakim jest stanie. Ale była silna. Dałaby sobie radę, nie ważne, co by się wydarzyło. Przetrwała miesiąc. I prawie poradziła sobie niecały tydzień po tym bez niczego.
Jej oczy przez chwilę jakby się lepiły jeszcze, ale zaczęła się ostatecznie wybudzać. Po chwili podniosła wzrok, szukając może jeszcze jakichś niepasujących elementów otoczenia. Spojrzała na budzik, tak mimowolnie, chcąc dowiedzieć się, jaka jest godzina. Wczesna. Coś było nie tak. Data. Nie była prawidłowa? Skuliła się nieco bardziej na boku, przytrzymała kołdrę jedną ręką, mimo że jej nastawienie do tych spraw było trochę spaczone, pogłębione, chociaż okraszone jakąś dozą realizmu „widział, więc wie”. Drugą wyciągnęła w stronę budzika. Spojrzała na pokazywany dzień tygodnia. Jednak cofnęła rękę. Nie wyciągnęła jej nawet w połowie.
Wyglądała na zmęczoną, nawet tak się czuła, mimo tego całego snu. Pewnie był dłuższy za sprawą ingerencji wampira, niż łączne sny tej dziewczyny z ostatniego miesiąca. Schowała rękę pod kołdrą. Była cienka ze względu na porę, toteż wybrzuszenia jasno wskazywały ułożenie jej ciała.
- Czekał pan cały ten czas...? - Szepnęła. Miała podrażnione gardło i nieco spękane usta, ale krępowała się wyciągnąć rękę po wodę, mimo że była pewna, że półnaga była za sprawą tego mężczyzny. Znał jej ciało. Może te ślady przykuły jego uwagę i nakazały zaczekać. Naprawdę nie chciała robić sobie kłopotów. Wołanie prefekta tylko by jej ich dodało. Leżenie w samej bieliźnie przypominało jej sceny,których nie chciała pamiętać i im bardziej przytomniała, tym więcej sobie przypominała. To, co kojarzyło się jej z przykrymi wspomnieniami od razu ją nimi uderzało. Słowa, że nic jej nie jest byłyby raczej głupie w tym wypadku. Co miała zatem zrobić? - Dlaczego...? - Nie podniosła nawet wzroku, widać było, że jest zupełnie niepewna siebie, w przeciwieństwie do tego, co okazała tuz po przebudzeniu. Różne rzeczy przychodziły do jej skatowanego łebka, ale żadna nawet nie stykała się z prawdziwym celem wampira.

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Pon Cze 13, 2016 8:04 pm

Dziewczyna by nie dała rady. Riecon doskonale o tym wiedział spoglądając na dziewczynę. Ile by dała rady przejść? Jeszcze dłuższy kawałek? Potem omdlenie na pewno by ja dopadło. Nie oszukujmy się. Ludzki organizm jest zawodny. Wsysaczy że dopadnie go katar, a zaraz po tym objawie pojawiają się zazwyczaj kolejne. Chorowali, to była ich charakterystyczna cecha. Wszelkiego rodzaju schorzenia nawet te delikatne, organizm doskonale odczuwał. Wystarczyło np tylko odwodnienie organizmu, a człowiek czuł się słaby, zdekoncentrowany, taki nijaki. Do tego jeśli dochodzą wymioty, to nie dość że poziom odwodnienia wzrasta, to dochodzą kolejne objawy. Ból głowy, nie raz pulsujący. Bóle mięśni brzucha. Gorączka, potliwość. Kotori nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo w kiepskim jest stanie. Do tego chuda, wycieńczona zapewne ie tylko przez wymioty. Głodna. Kolejne ciosy dla organizmu, który kieruje się bez wątpienia do załamania. Uczennica poruszała się już z ledwością. Kto wie co by się z nią stało, gdyby została olana przez szlachetnego. Może teraz leżała by w krzakach, omdlała, a może nawet martwa.
Ważne że jednak pomoc została jej udzielona. Może nie fachowa, ale lepszy rydz niż nic. Oczywiście że widział i wiedział z kim dziewczyna miała do czynienia, bowiem od początku wyczuł w niej zapach wampira. Jednak skąd Kotori miała wiedzieć, ze przed nią siedzi wampir najwyższej krwi.
-Czekałem, bowiem nie miałem innego wyboru. Odpowiednie osoby zostały już powiadomione o Twoim stanie, jesteś zwolniona z lekcji do końca, aż objawy zatrucia, choć oboje wiemy że to ma drugie dno, nie miną.
Oznajmił jej poważnym tonem niczym specjalista, po czym zerknął na stół, podnosząc z niego zeszyt, który pokazał dziewczynie. Był jej własnością, ale jak widać szlachetny miał zamiar coś w nim pisać. Położył go po chwili na blacie, siadając wygodniej, bokiem do łóżka na którym dziewczyna była.
-Jeśli nie czujesz się na siłach pozostań w łóżko. Przed ty jednak zażyj medykamenty położone na Twojej szafce nocnej. Postawią Cię na nogi.
Polecił jej z chłodem zaczynając coś pisać na kartce. Pismo było pięknym czytelnym pismem jednak był ono pisane w języku norweskim. Wziął głęboki oddech, marszcząc po chwili nos.
-Odwiedź łazienkę w najbliższym czasie, bo śmierdzisz nadal.
Mruknął zniesmaczony doskonale czując jeszcze ten smród, nie tylko wampira ale i wymiocin dziewczyny. Może i siebie nie ubrudziła nimi, ale przeszła tym zapachem. Siedział an krześle nie ruszając się z miejsca.
-Mam do Ciebie kilka pytań, odpowiedz mi na nie, jak doprowadzisz się do porządku. Nie karz mi jednak za długo czekać...
Zerknął na dziewczynę oznajmując jej iż stracił zbyt wiele czasu, na samym siedzeniu tutaj, dlatego niech zbierze się szybciej do kupy. Tak chciałby iść do swojego gabinetu i zaszyć się w nim, no ale nie zrobi tego dopóki nie doprowadzi tej sprawy do końca. O ironio...

_________________

Album Riecona z Ysaverin:

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Sro Cze 15, 2016 7:29 pm

Ta dziewczyna zdecydowanie posiadała jednak wolę życia i chęć przetrwania. Ludzie byli zawodni, ich organizmy również, jednak umysł mogli mieć potężny, pokonujący własne ciało. Ta dziewczyna była tego niemal blisko, choć raczej z przerażenia niż wewnętrznej siły. Przynajmniej nie do teraz. Teraz mogła być twardsza, wypoczęła trochę, zregenerowała się szczątkowo. Jej umysł również. Była silniejsza i prezentowała to mimiką, choć dla wampira wciąż była tylko osłabioną kruszynką. Kotori też była świadoma, że jej nikłe siły nie przeciwstawią się rosłemu facetowi, ale mogła już cokolwiek.
Zmartwiła się tym, że Riecon postanawiał kogoś powiadamiać. Nie chciała, by wiedział Ktokolwiek. Tymczasem wpakowała się w bagno. Do pierwszych zajęć miała jeszcze dobry tydzień. Da radę w tyle wyzdrowieć. Miała nadzieję. Sądziła, że jej psychika pozwoli jej znów żyć między ludźmi. Słowo „zatrucie” paradoksalnie ją uspokoiło. Mężczyzna musiał zasugerować po prostu poważniejsze problemy układu pokarmowego Kotori jej przełożonym.
Drugie dno znowuż ją zaniepokoiły, ale była tego świadoma. Musiał widzieć to wszystko, skoro ją tu położył w takim stanie. Zacisnęła na chwilę zęby, myśląc nad swoją sytuacją. Jakie drugie dno podejrzewał ten człowiek? Problemy psychiczne? Samo okaleczanie się? Znęcanie? Kiedy on zaczął coś notować, wyciągnęła rękę po leki, które stały na szafce. Nigdy nie miała problemów z przełykaniem takich rzeczy, więc jak podniosła się trochę, otulona jeszcze w kołdrę, zażyła wydzieloną dawkę.
Skinęła mu głową, gdy powiedział, że ma doprowadzić się do porządku. Sama wyglądała, jakby bardzo tego wszystkiego pragnęła. Miała się pospieszyć, toteż schowała swój wstyd pod kołdrę, mając nadzieję, że mężczyzna nie będzie się za bardzo przyglądał. Wywinęła się z łóżka, podeszła do jednej z szafek po bieliznę. Nie przebierała, wzięła ją od razu i szybkim krokiem ruszyła do małego pomieszczenia, które musiało być łazienką. Niech notuje. Jeżeli spędził tu tyle godzin, kilka minut nie powinno go aż tak rozwścieczyć, jak sądziła. Po drodze delikatnie kręciło się jej w głowie, ale nie zwracała na to uwagi.
W cztery minuty wzięła naprawdę szybki prysznic, nie szczędząc na mydle. W ciągu dwóch kolejnych solidnie wyszorowała usta i ubrała długą pod kolana, białą koszulę nocną. Prysznic, ciepławy, rozbudził ją porządnie. Wyszła z toalety, z ręcznikiem na ramionach, szukając wzrokiem mężczyzny, który tu zagościł. Ominęła go dosyć szerokim łukiem, siadając na własnym łóżku czystsza, gdzieniegdzie nieco wilgotna. Widać było po jej minie, że ma pewne obawy, ale też, że tanio skóry nie sprzeda, gdyby do czegoś miało dojść.
- Dlaczego chcesz mnie wypytywać? Jesteś z jakichś służb? - Zapytała cicho, nie wierząc najwyraźniej, że może mieć aż takiego pecha, by natykając się na losowego człowieka natknęła się na jakiegoś policjanta, albo innego funkcjonariusza. Wcześniej jej to po prostu nie przyszło do głowy, a nawet teraz wyglądała na lekko oszołomioną i poddenerwowaną. Nie do końca na taką, co chciałaby współpracować.

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Czw Cze 16, 2016 2:44 pm

Ludzie byli słabą rasą ich układ odpornościowy nie pozwalał na wiele, jednak jak wspomniała Kotori można mieć silny umysł, który motywuje do walki, lecz to nie wszystko. Nie można liczyć na cuda przy nim, bo ich nie będzie. Może nas zmotywować do sięgnięcia po dodatkowy zapas sił na czarną godzinę, lecz to nie wszystko. Dziewczyna miała najbliższy tydzień spokój z edukacją, nawet jeśli była kujonem, to nauka na bok. Zdrowie ważniejsze. Zresztą niech spojrzy na siebie. Chce normalnie funkcjonować, jak by się nic nie stało, wyglądając jak z krzyża zdjęta? Niech poszanuje nieco swoje ciało, bowiem ma je tylko jedno... Tak samo jak i życie.  Co do jej siły, to może i dziewczyna posiadała jej duży zapas, ale jednak przy szlachetnym, jej siły to nic. Do tego schorowana. Nawet ludzki chłop, dał by jej rady. Niech więc skupi się na kurowaniu.
Notując coś na kartce, nie przejmował się tym że dziewczyna wyszła z łóżka. Jak by nie widział nagiego ciała. No ale nie podglądał, bowiem nie będzie patrzył na tego szkieleta, do tego był zbyt dumną osobą, by podglądać dziecko. Widział już ją prawie nagą, lecz nie podziwiaj jej ciała. Rozebrał ją dla jej dobra, a nie by sobie pooglądać jej walory. Nawet jeśli lubił spoglądać na kobiece ciała, to raczej kobiet ze swojego towarzystwa. U Ptaszyny nie miał czego szukać jeśli chodzi o to. Pomijając ten fakt, dziewczyna mogła spokojnie wziąć ubrania i skierować się do łazienki, choć Riecon i tak doskonale wiedział w jaki sposób poruszała się uczennica i co robiła. Miał zbyt dobry słuch by tego nie wychwycić.
Nie pozostały mu nic innego, jak poczekanie na dziewczynę, aż wróci do pomieszczenia. Nie musiał długo czekać, choć był cierpliwy, a dziewczynie nikt nie kazał się spieszyć. Najważniejsze, ze nieco ogarnęła ten smród na sobie, choć szczerze... Riecon nadal go czuł.  Nie komentował jednak tego. Zaraz by się zaczęły niepotrzebne pytania, dlatego zachował fakty dla siebie. Kiedy wróciła, usiadła sobie spokojnie, wtedy mężczyzna skierował an nią swoje spojrzenie, jak by tylko czekał na to, aż usiądzie.  Bo czekał.
-Jestem Riecon Dersarajevo, członek służb bezpieczeństwa. Dla ciebie Pan mimo to. Zadam Ci kilka pytań, ale od razu radziłbym Ci abyś nie kłamała. Chyba nie chcesz jeszcze więcej problemów?
Zapytał patrząc na nią z chłodem. Oczywiście powiedział jej swoje prawdziwe imię i nazwisko, bowiem nie lubił podszywać się pod kogoś kim nie był. Jednak czy był ze służb? Dobre pytanie... Był i nie. Mniejsza o to.
-Odpowiedz mi zatem skąd wynika u Ciebie taki stan zdrowia? Mój wszystko, nie krepuj się. Nic mnie nie zdziwi.
Odparł czekając jednocześnie patrząc na nią swoimi czarnymi ślepiami.

_________________

Album Riecona z Ysaverin:

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Czw Cze 16, 2016 4:16 pm

Pytanie musiało ją zniesmaczyć. Myślała o tym wcześniej, ale w tych okolicznościach wydawało się jej, że wytłumaczenia będą co najmniej śmieszne. Jeżeli było to możliwe, przyjęła nieco defensywną pozę, miała skrzyżowane ręce, ale dlatego, że trzymała rąbki ręcznika. Było jej nieco chłodno, głównie przez mokre włosy, ale trzeźwiło ją to. Powietrze było ciepłe, nie musiała się martwić, tym bardziej, że nie brała kąpieli w zimnej wodzie. Obawiała się zmroczenia. Nadal pewne bodźce docierały do niej jakby z daleka, ale było już znacznie lepiej. Siedząc nie musiała się bać o zatracenie równowagi.
Skarciła się też w duchu, że przestała go tytułować, choć najprawdopodobniej wynikało to z oszołomienia i trudnej sytuacji, w jakiej się znalazła. Uniknęła spojrzenia zimnych oczu, opuszczając trochę wzrok. Z jednej strony wyglądała na zapędzoną w róg ofiarę, z drugiej jednak wyglądało na to, że nawet jako ofiara, była gotowa pokazać pazury. Nie podobało się jej to zdecydowanie. Tak, jak kotu nie podoba się karmienie ze strzykawki.
Nie odpowiadała nieco dłuższy czas, porządkując myśli. Nie musiała za bardzo naginać rzeczywistości. Miała taką nadzieję. Gorzej, że pewnie trafiła na kogoś, kto musiał to gdzieś odnotować, zbadać, zagłębić się w to. Musiała go zniechęcić... podając wszystkie informacje, jakie miała.
- To wynik znęcania się. - Powiedziała krótko, zdecydowanie niechętnie, trochę agresywnie. - Nie wiem, gdzie to było, ani kto to był, poza tym, że był biały, bogaty i niezrównoważony psychicznie. Nie umiem szkicować portretów pamięciowych. Prawdopodobnie znudził się mną i porzucił w okolicach miasta. Wtedy wróciłam tutaj. Kilka dni temu. - Nieświadomie zaciskała lekko uda, gdy kończyła słowa sugerujące jedną, konkretną osobę. Miała nieco zaciśnięte usta i mówiła to zdecydowanie niechętnie. Raczej nikt nie chciałby wyjawiać czegoś takiego. Jednak niech Riecon się nakarmi! Spojrzała na niego tylko na chwilę, jakby nadawała mu wyzwanie, jakby oskarżała go o to, że ją wypytuje.
Nie spodziewała się współczucia po tej personie, nie chciała współczucia innych ludzi. Chciała zamknąć to coś za sobą i żyć. Żyć i przeżyć. Chciała go spławić, a nie widziała innego rozwiązania. Możliwe, że emocje i szok wciąż utrudniały jej racjonalne myślenie. Wyglądała na niechętną wobec tej rozmowy, ale trudno się dziwić. Najwyraźniej nie chciała pamiętać.

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Czw Cze 16, 2016 7:56 pm

Riecon zapewne jeden z najstarszych wampirów na ziemi, widział i słyszał już wiele. Nic go nie zdziwi, a powiedzenie "Jestem Wampirem i nic co wampirze nie jest mi obce." było mu doskonale znane. Jego wiedza była ogromna, mógłby śmiało opowiadać Historie godzinami, ba nawet dniami i nadal miał by co opowiadać... Wiec dziewczyna śmiało mogła opowiadać co się z nią działo przez ostatni czas, a jeśli zacznie ściemniać, to niech się nie obawia... Riecon to "wyczuje".
Obserwował ja uważnie z zimnym wyrazem twarzy, czekając na odpowiedz na swoje pytanie. Obracał powoli długopisem pomiędzy swoimi palcami, nadal czekając iż dziewczyna myślała nad odpowiedzią. Szlachetny mimo iż nie miał czasu, to czekał spokojnie aż ta sama zacznie opowiadać. Poganianie jej tutaj było niewskazane, bo mogła by zacząć zmyślać, mówiąc co jej ślina na język przyniesie. Czekając jednak zbyt długo na odpowiedz można pomyśleć iż młoda obmyśla kłamstwo, by miało ręce i nogi.
-Nie mówisz mi wszystkiego. Chce wiedzieć wszystko Panienko Kotori.
Odparł z chłodem zapisując coś na kartce, analizując jej słowa. No... Dziewczyna się nie postarała w zeznaniach, bowiem z nich chuja wiadomo. Tyle co zrozumiał najważniejsze, to że była przetrzymywana przez psychola. Nic więcej. Kolor skóry i stan majątkowo nie wiele mu mówił... Sam był biały i bogaty... No właśnie...
-Ubierz się i spakuj sobie do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy. Jeśli nie zamierzasz współpracować, zostajesz na chwile obecną zatrzymana do wyjaśnienia sprawy. Nie karz mi długo czekać.
Oznajmił jej wyrywając kartkę z zeszytu i schował ja. Jeśli dziewczyna zamierzała coś przed nim ukrywać to widzi jakie ponosi tego konsekwencje.

_________________

Album Riecona z Ysaverin:

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Czw Cze 16, 2016 8:21 pm

Słowa, którymi ją potraktował sprawiły, że zupełnie wybiła się z rytmu. Siedziała przez krótką chwilę na tyle zdezorientowana, że nawet jej oddech niemal całkowicie zamarł. W jej oczach coś zalśniło. Atak paniki? Możliwe. Wampir mógł usłyszeć, jak po drugiej jego kwestii jej serce zaczyna walić młotem, a jej oczy ślizgają się po pomieszczeniu, jakby czegoś szukała. Ucieczki? Narzędzia do samoobrony? Czegokolwiek? Nie ruszyła się z miejsca, nawet nie wstała.
- Zadaj mi konkretne pytania! Chcesz poznać szczegóły tego, co tam się działo? Nic więcej nie wiem. - Podniosła głos, niemal krzyknęła. Riecon mógł zobaczyć takie wytrącenie z równowagi u Kotori pierwszy raz. Bała się i widać było, że po tym, co przeżyła, samowolnie nigdzie nie pójdzie. Jej spięte mięśnie i mocno bijące serce, bystre, czujne oczy sugerowały tylko, że czeka na właściwą chwilę do ruchu. Do samoobrony lub ataku. Nic jednak nie wskazywało na to, by chciała zaatakować jego. Nie patrzyła się na niego tak, jakby chciała wycelować. Patrzyła na niego jak ofiara, jak zając przez ostatni ułamek sekundy patrzy na jastrzębia, który już za chwilę zrobi miazgę z jego mózgu.
Zdecydowanie odblokował jednak większe możliwości współpracy u tej dziewczyny. Grożąc jej, ale musiało to pomóc. Gorączkowo przesuwała wzrokiem po nim i otoczeniu. Jej strefa bezpieczeństwa została zmiażdżona. - To zdarzyło się na kontynencie. Na wycieczce w Brytanii. Kierowca autobusu zawiózł nas pod rezydencję, w której mieszkał ten... człowiek. W pierwszej chwili sądziliśmy, że to nasz zajazd, potem potraktowali nas jak śmieci, park rozrywki. Nic więcej nie wiem. Nawet, jak znalazłam się tutaj. Poznałam miejsce po języku ludzi i tablicach. - Mówiła szybciej i bardziej podniesionym głosem niż wcześniej, gorączkowo. Czuła, że nawet te wyjaśnienia nie wystarczą, wiedziała też, że skok z drugiego piętra okaże się dla niej katastrofalny w skutkach. Wyglądała jednak jak sarna widząca przed sobą sforę wilków. I zrobi wszystko, żeby tej sforze się wymknąć, choć samotna, niewielka, nie miała żadnych szans. - Czego jeszcze chcesz wiedzieć? - Zapytała ciszej, nieco agresywniej, jakby brała się w garść, albo przynajmniej chciała pokazać, że nie jest ofiarą. Nie sądziła jednak, że któreś z nich w takie oszustwo uwierzy.
W każdym bądź razie, Riecon musiał mieć pełną świadomość tego, że zabranie stąd dziewczyny będzie oznaczać całkowitą jej utratę zaufania i przekreślenie współpracy, o ile nie spróbuje innych środków „przesłuchania”. Wtedy jednak może nie być wiele lepszy od jej oprawcy. Wystarczyło spojrzeć na jej paniczną reakcję, na wszystkie jej reakcje i odruchy odkąd tylko ją zobaczył.

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Pią Cze 17, 2016 6:04 pm

-Stop! Czy ty czasem nie zapominasz się Dziewczynko? Grzeczniej! Nie jestem Twoim kolegą. Do nich sobie pyskuj.
Skarcił ją mrużąc niebezpiecznie oczy. Był wysoko ułożonym mężczyzną, a ta nie sięgała mu do pięt i ma czelność się na niego wydzierać. Czyżby zapomniała kto jej pomógł się znaleść w Akademii Cross? Kto siedział przy niej najprawdopodobniej cały dzień, obserwując jej stan? Co za maniery...
-Co do pytań... Myślę, ze doskonale wiesz co chce od Ciebie usłyszeć, dlatego nie przedłużaj i mów.Pogonił ja nieco? Nie. Mogło się tak wydawać, ale szlachetny nie to miał na celu. Co do zdenerwowania dziewczyny, niech lepiej niech nie wytraci Riecona z równowagi, bo będzie z nią źle, kto wie może nawet zgotuje jej gorszy jazgot niż jej wcześniejszy oprawca... Dziewczyna i jej ataki były by nie wystarczające, by powalić wampira. Głównie z jednej prostej przyczyny. Była ona nadal w ciężkim stanie, jeśli chodzi o jej siły, bowiem regeneracja sił potrwa jeszcze trochę... Do tego... Ona i wygrana ze szlachetnym... Kawał roku...
Chyba zmądrzała, bowiem zaczęła opowiadać co się z nią działo przez ostatni czas. Szlachetny słuchając tego Zapisywał sobie słowo, może dwa na kartce, której jednak nie schował, skoro ta opowiadała dalej. Po jego twarzy nie można było nic wyczytać. Chłód, obojętność. A tak na prawdę lekkie zniesmaczenie, gdyż opis dziewczyny nadal niezbyt wiele mówił. Ehh...
-Dobrze...
Mruknął kiedy wysłuchał jej wszystkich słów, pisząc maksylanie jeszcze z trzy do pięciu słów. Pewnie pisał skrótami, które tylko on będzie mógł odczytać. Cóż za talent!
-Rany. Co je zadało? Powtarzają się na Twoim ciele wielokrotnie, jak i pojawiły się w różnym czasie. Najistotniejsza kwestia w całym przesłuchaniu. Riecon wiedział co je zadało, ale nie wiedziała o tym dziewczyna. Ciekawe czy zechce mu opowiedzieć prawdę czy wciśnie kit.
-Jak i będziesz wstanie mi pokazać miejsce, gdzie zostałaś zawieziona.? Kilometry nie mają znaczenia.
Zadał kolejne pytanie, bowiem zamierzał przebadać tą sprawę, no ale jak to wyjdzie, to się przekonamy w praniu. Riecon nie odkładając długopisu, przeczesze włosy wolną ręką, rozsypując je na swoich plecach. Był już zmęczony, bo nie spał... Ehh... Uroki pracowania przez 24/7

_________________

Album Riecona z Ysaverin:

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Nie Cze 19, 2016 1:09 pm

Najwyraźniej nie przejęła się karceniem. W sytuacji, w której się znalazła raczej trudno jest myśleć o tym by kogoś jakoś tytułować. Ona nie czuła się jak człowiek rozmawiający z człowiekiem. Czuła się jak potencjalna ofiara wrzeszcząca na wilka. Co mogła zrobić? Nic nie mogła. Mogła rzucić ochłapy i zastanawiać się, czy ich zapach bardziej zainteresuje wilka niż zapach ruszającej się zdobyczy.
Zaciskała zęby i wyglądała wrogo, jakby zaraz naprawdę miała wyskoczyć przez to okno, gdy tylko Riecon spróbuje się zbliżyć. Jak się nie uda,pewnym było, że próbowałaby czego tylko się da. Liczyła się dla niej ta jedna sytuacja. W głowie miała wiele wydarzeń, po których miała traumy, lęki. Trudnym było oczekiwać, że osoba w takiej sytuacji będzie zachowywać się normalnie, albo chociażby zgodnie z własnym codziennym charakterem.
- Nie wiem. - Powiedziała twardo. Nie było co za wiele zmyślać. - Byłam otumaniona. - Wyjaśniła niechętnie. Pamiętała liczne ugryzienia. Ale trudno byłoby wyjaśnić, że ktoś miał fetysz na gryzienie i miał długie zęby. Aż tak długie, bo nie widać było innych śladów ugryzień. Riecon też nie musiał uważać, że była pewna tego, co się wtedy działo. Jej zachowanie było chaotyczne, była wyraźnie zdenerwowana, niechętna, ale nie świadczyło to o tym, że rozumiała wszystko, co się działo, że była przytomna cały czas, a przynajmniej trzeźwa. Poprzedniego dnia sam Riecon odebrał jej kontrolę nad sobą usypiając. - Rezydencja była w lesie. Na południu Anglii. Nie wiem gdzie dokładnie. Spałam podczas podróży. - Nie chciała mu pomagać odnaleźć „Jacka”. Bała się tego, że odnajdzie ją ponownie bardziej, niż potencjalnych skutków kłamstwa. Tym bardziej, że jej wytłumaczenia były jak najbardziej wiarygodne. Sama też konkretnie nie wiedziała, gdzie to jest. Część jej wspomnień zamazała się, nie pamiętała wszystkiego, tak bardzo chciała to wszystko wyrzucić z pamięci.
Nie patrzała już na mężczyznę. Czekała aż sobie pójdzie, czujna. Była pewna, że nikt jej bardziej skrzywdzić już nie mógł, nie bardziej niż Jack. Mimo, że z chęcią krzywd by uniknęła.

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Pon Cze 20, 2016 9:38 am

To niech się lepiej zacznie przejmować, bowiem jeśli sama zauważyła Riecon i jego zachowanie nie było podobne do jakiegoś kolesia spod sklepu czy kogoś podobnego. Był ważną osobą nie tylko dla rodu, ale i dla miasta, bowiem mógł mieć na nie wielki wpływ. Kto wie może nawet wierszy niż Samaru, zachowujący się jak zagonione dziecko którego nikt nie nauczył, jak ma żyć, wiec żyje jak chce, decydując jednocześnie jak maja żyć inni... Niebawem się jego samowolka skończy, jak tak dalej pójdzie.
Widział wrogie spojrzenie dziewczyny, jednak nie reagował na nie jakoś szczególnie. Był obojętny, jak i chłodny, co było widać w chwili zadawania pytań czy też po samym spogląda na niego. Nie zamierzał jej zatrzymywać, jeśli by chciała jednak wyskoczyć przez okno, ale i nie zależało mu na jej śmierci. Bowiem nic by z tego nie mia... Jeśli zabijał, to musiał mieć z tego pożytek, no chyba że robił to z zemsty, to inna sprawa.
-Więc nie wiesz co Cię pogryzło... Coś dużego, patrząc na wielkość dziurek. Do tego ukłucia są charakterystyczne, dla kilku gatunków. Jednak po redukcji zostaje jeden gatunek, jesteś wstanie mi go wymienić?
Zapytał mrużąc oczy, by spojrzeć uważnie na dziewczynę, jeśli odpowiesz będzie przecząca, albo niejasna Riecon doda.
-Tym co Cię zaatakowało niejednokrotnie było vroucolacasem.
Odparł do dziewczyny poważnym tonem nie podając jej jednak wszystkiego jak na tacy, bo czy dziewczyna zrozumie kim jest vroucolacas. Pewnie nie, no ale cóż... Skoro nawet w szkołach tego nie uczą, to skąd ma wiedzieć. Aż westchnął ciężko po wypowiedzeniu tych słów.
-Południe Angli. Biały, bogaty i niezrównoważony psychicznie. Rezydencja. Okolice lasu.
Zaczął sobie coś mamrotać pod nosem, zapisując ostatnie słowa na swojej karteczce. Kiedy skończył schował ją do marynarki. Było pewnie ciemno skoro dziewczyna nie oświeciła światła a pokój oświetlony był od światła księżyca wpadającego przez okno do pokoju.
-Nie masz nic do dodania? Każdy szczegół może być przydatny do pomocy Twojej osobie.
Zapytał spokojnie patrząc na nią, jak i przeczesał swoje słowa. Zmęczony nieco był, ale i głodny.
-Jak i chce siedzieć jak się czujesz.
Dodał jeszcze po chwili, nim dziewczyna zaczęła jeszcze cokolwiek mówić.

_________________

Album Riecona z Ysaverin:

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Pon Cze 20, 2016 4:20 pm

Nie wiedziała czym było vroucolacasem. I w przyszłości nawet nie sprawdzi tego w internecie, żeby nie dowiedzieć się, czy było to zwierzę czy jakaś nazwa krwiopijcy, wampira. Nie chciała tego wiedzieć, a zwykle definiowała ją ciekawość. Są rzeczy, o których wie się, że nie chce wiedzieć się więcej. Pokręciła głową na pytanie, żeby otrzymać tą odpowiedź. Jak już miała nie wiedzieć, to konsekwentnie, do końca.
Kiedy Riecon zapytał o to, czy ma coś do dodania, wzrok Kotori najwyraźniej zelżał od ulgi, że to się skończy. Że to przesłuchanie dobiegnie końca. Była spięta i łączyła ze sobą kolana. Nie poruszała się w ogóle, nawet oddech spłyciła. Poczucie zagrożenia nie opuszczało jej, ale poczuła się na tyle bezpiecznie, że jej wzrok nieco się zmienił.
Zaskoczyło ją pytanie o jej stan zdrowia. Przez chwilę nie umiała odpowiedzieć. - Potrzebuję trochę snu. Myślę, że jestem tylko zmęczona. - Odpowiedziała krótko, lekko zaciskając palce na udach. Jej to nie był tak suchy jak wcześniej, raczej sugerował zdezorientowanie i niepewność. - Dziękuję za troskę, proszę pana. - Powiedziała, po krótkiej chwili mając nadzieję udobruchać tego człowieka, poczuła się lepiej po tym pytaniu, przez co nie kwalifikowała mężczyzny wyłącznie jako zagrożenie. Poza tym chociaż tak mogła mu się jakoś odwdzięczyć za wszystkie te próby pomocy jej. Nie mogła trafić aż tak źle, by było to przedstawieniem, prawda?

//I popołudnie stanie się nocą, a świt nigdy nie nastanie.
//I siedzenie stanie się mądrością (...).

_________________
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 234


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Wto Cze 21, 2016 5:41 pm

NIe wiedziała a szkoda... Wtedy dowiedziała by się o tym, że Riecon doskonale wie iż dziewczyna była ofiarą wampira i to niejednokrotnie. Większość ludzi, ma ubogi słownik... A szkoda. Nie można jednak narzekać na ludzi, bo i wampiry nie wiedzą, że nazywają się inaczej vroucolacasem. Dla Riecona nie było to problemem, bo będąc historią, słyszał wiele określeń swojej rasy.
Zapytał dziewczynę czy ma coś do dodania. Najwidoczniej nie miała, jednak brak odpowiedzi z jej strony, nieco oburzył Riecona, który przecież chciał jej pomóc. Spoglądał zatem na nią dłuższy czas, czekając na coś więcej niż tylko pochylenie głowy ku ziemi.
-Następnym razem, kiedy ktoś o coś pyta, to odpowiedz. Chyba rozmawiam z kimś na poziomie...
Polecił jej spokojnie, obserwując ja dalej. Oczywiście mogła nie mieć siły i w ogóle, jednak to dziewczyna jest w tarapatach, dlatego mogła by się spokojnie postarać na jednosłowną nawet odpowiedz, albo na skinienie głowy. Ona jednak, jak by kompletnie zlała wampira. Eh... Może weźmie sobie rade mężczyzny do siebie, a chyba wzięła, bo na kolejne pytanie, choć zaskoczona to odpowiedziała.
Cudownie
-Połóż się i odpoczywaj. Jak mówiłem. W Akademii nie pokazuj się do końca tygodnia. Kuryj się Masz ubytek krwi, jak i witamin odpowiedzialnych za budulec Twojego ciała. jeśli już masz wyjść to nie na długo, nie przemęczaj wyniszczonego organizmu. Tłumaczyć chyba dalej nie muszę, ze przez najbliższy czas skup się na dostarczaniu do organizmu białka?
Niczym Dietetyk skrócił dziewczynie jak powinna zadbać o siebie w najbliższym czasie. Na jej podziękowania, skinął pokornie głową.
-Jeśli wrócisz do pełni zdrowia, będę mógł czuć ze swojej pomocy dumę.
Nie musiała go zrozumieć, bo większość młodzieży nie ma pojęcia czym jest duma, honor. Było to dla nich słowo nic nie warte. A szkoda, bowiem te wartości np dla Riecona są na wagę złota i ceni je zarówno u kogoś, jak i u siebie.
-Połóż się.
Polecił jej ponownie i wstanie, bez oporów, ale powoli ostrożnie z widocznymi pustymi dłońmi, podejdzie do dziewczyny, po czym jeśli ta nie odskoczy jak poparzona, dotknie jej czoła, sprawdzając czy ma gorączkę, bowiem przy osłabieniu jest ona bardzo prawdopodobna.
-Leki już zaczęły zbijać Twoją gorączkę. Będziesz żyć.
Uśmiechnął się pocieszająco do niej i zabrał dłoń, a jeśli ta będzie leżała, nawet ją okryje. TAKI DOBRY. Spojrzy an nią uważniej.
-W sumie powinnaś włosy wysuszyć, a jak coś Cie przewieje... Będzie nie dobrze...
Stwierdził prostując się, jak i przeczesując swoje kruczoczarne włosy.
-Wysusz zatem włosy i potem do łóżka
Ooo teraz rzekł niczym zmartwiony, lecz stanowczy ojciec do swojego młodego jeszcze dziecka.
-Na tym kończy się ma pomoc na razie. Zanim jednak opuszczę teren muszę jeszcze powiadomić Dyrektora o szczegółach sprawy.  Poza tym, jak wydobrzejesz masz zadzwonić po ten numer. W innym wypadku... Znajdę cię osobiści. Rozumiemy się?
Mówiąc ostatnie zdanie z marynarki wyjął wizytówkę kładąc na szafce nocnej.

_________________

Album Riecona z Ysaverin:

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Przypadki motzno   Nie Cze 26, 2016 2:28 pm

Skinęła mu głową. Cóż, może faktycznie nie czuła się najlepiej, skoro pokręcenie głową tylko przeszło jej przez myśl,a tego nie zrobiła. Poczuła się zmęczona. Pewnie dlatego, że poczucie zagrożenia zelżało. Cośtam wiedziała, jak powinno się odżywiać w niedożywieniu, mimo tego i na porady wampira skinęła głową. Na następne słowa też. Nie wiedziała, czy mówił prawdę, ale nie zamierzała rozwodzić się nad tym. Czasami lepiej przyjąć, że to, co dzieje się wokół jest prawdą...
Niemal odruchowo wykonała polecenie. Nie zastanawiała się za bardzo. Usłyszała chłodny, męski głos i zareagowała. Kiedy drgnęła, by cofnąć się na łóżko pojęła, że robi to bezwolnie. Zawahała się na chwilę, ale zrobiła to, kryjąc się częściowo pod kołdrą.
Widząc, że Riecon się zbliża, nie wyskoczyła przez okno. Spięła się, dy przypomniały się jej nieprzyjemne obrazy, zmuszając się do myślenia, że nie jest tam, skąd pochodziły wspomnienia. Lekko się skuliła, gotowa zareagować (być może nie zareagowałaby nawet, gdyby Riecon miał inne intencje). Nie musiała jednak, tylko zadrżała i zamknęła oczy, gdy ten badał jej temperaturę.
Okrył ją kołdrą, gdy znów zaczęła drżeć z powodu jego bliskości, z powodu leku i wspomnień. Nieruchoma z powodu rozterek, z których wynikało, że reaguje zbyt mocno, bo nic jej nie grozi. Skinęła głową na kolejne polecenie. Zwykle odporność miała zupełnie dobrą i nigdy nie musiała przejmować się takimi bzdurami. Było poza tym ciepło, a okna były pozamykane.
- Mógłby pan... zatrzymać dla siebie ile się da...? - Zapytała cicho, lecz naprawdę prosząco. Po pierwszym ataku szoku, jaki zaznała w pokoju akademika, zrobiła się naprawdę senna i ociężała. Nie wyglądała też na taką, która chciała robić sobie problemy, z pewnością zadzwoni.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Przypadki motzno
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: