IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Salon [PARTER]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Salon [PARTER]   Nie Lip 31, 2016 7:25 pm

Duże i utrzymane w ciemnych, stonowanych barwach pomieszczenie, służące do spędzania wolnego czasu oraz przyjmowania gości. Nic więc dziwnego, że wygląda dość elegancko i reprezentatywnie. Głównym punktem jest oczywiście kamienny kominek rzeźbiony w taki sposób by figury przedstawiające wilki zdawały się go pilnować. Gustowne okratowanie odgradza wnętrze, w którym tańczą płomienie a gotowe do spalenia drewno zawsze znajduje się nieopodal, ułożone w schludne piramidki. Nad kominkiem wisi w dębowej, pozłacanej ramie portret młodej kobiety o przepięknym obliczu i kruczoczarnych włosach. To matka Kaina a żona Vlada III zwanego Palownikiem.
Meble wykonane z ciemnego drewna, gdzieniegdzie liźnięte prawdziwym złotem to prawdziwe antyki, mocne i praktycznie niezniszczalne, nie co te dzisiejsze gówno ze sklejek i płyt. Oprócz kilku szafeczek i komód, w jednym z narożników wstawione jest czarne pianino. Chociaż pan domu sam nigdy nie posiadł sztuki grania na instrumentach klawiszowych bardzo je lubi i często prosi kogoś z bardziej utalentowanych służących by coś mu zagrali.
W centrum pomieszczenia znajduje się drewniany stół o nogach rzeźbionych w drapieżne wilcze łapy. Nie jest on duży, gdyż nie służy do jedzenia na nim. W okół oczywiście wypoczynek, czyli wygodne, skórzane fotele oraz ogromna kanapa, w której można się wręcz zatopić. Tylko bogowie wiedzą co też się na tej kanapie wyprawiało... W każdym razie tuż obok znajduje się mała szafeczka a na niej dużo szkła w postaci szklanek, kieliszków butelek i buteleczek wszelkiej maści. Wybór alkoholów najwyższej jakości.  
Okna wychodzące na ogród zawsze przysłonięte są grubymi, ciemnymi zasłonami, skutecznie blokując dopływ promieni słonecznych. Jest tutaj raczej ciemno, choć dość często płoną tu świeczki poustawiane w starannie wyselekcjonowanych miejscach na meblach.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pon Paź 10, 2016 6:10 pm

Wampir spojrzał na lokaja, który miał poprowadzić go do domeny kuzyna. Septimus nie był skory do wielkiej wylewności, ale kłamstwem byłoby powiedzieć, że nie odczuwał niczego. Odczuwał wiele, z tym, że tego nie okazywał. Wspomnienia wracały… wszystkie, jak za dotknięciem magicznej różdżki, obrazy dźwięki… Kroczył zatracając się w nich, odpływając w przeszłość… która miała poprowadzić w świetlaną przyszłość.

Salon urządzony był w stylu, który wybitnie mu odpowiadał. Żadnych meblopodobnych tworów, żadnych kompromisów. Surowe, piękne i masywne drewno. Światło świec rozpromieniające mrok panujący wewnątrz łechtał nostalgiczną naturę starego wampira. To tutaj rezydował Kain, potomek legendarnego Drakuli. Zazdrościł jego ojcu tej niewybrednej sławy. Nie było nic lepszego od wojennej chwały skąpanej krwią pokonanych. Smoki widać miały to we krwi, nie dało pozbyć się tego dziedzictwa. Współczesne wampiry za nic miały tradycję, całe szczęście istnieli jeszcze ci, którzy wiedzieli, że historia, chwalebna bądź nie, nie może być zapomniana. Stanął więc w pomieszczeniu oczekując pojawienie się gospodarza. Poprawił nawet mankiety, chcąc wywrzeć jak najlepsze wrażenie. Nigdy nie poznał Palownika, dziejowa zawierucha zmusiła go do tułaczki, pamięć jednak nigdy nie zaginęła. Pomyśleć, że nie pojawił się nawet na ślubie dalekiej wspólnej krewnej. Zamążpójście Elżbiety Batory musiało pozostawiać niezatarte wspomnienia.

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pon Paź 10, 2016 6:41 pm

Po upojnej, pełnej uniesień i pożądania nocy z uroczą blondynką wampir czuł się jak nowo narodzony. Po tak długich miesiącach swoistego celibatu dobrze było w końcu oderwać się od pracy i dać się ponieść pragnieniom. Swego czasu znany był jako kobieciarz, który stale wdawał się w romanse i za każdym razem inna kobieta gościła w jego sypialni. Teraz, z wiekiem, może tez ze względu na fakt bycia wdowcem nieco się uspokoił. Jego wybryki z panną Horan, to dość prosty układ, na którym zyskują oboje. Ale dość o łóżkowym życiu Draculi.
Zmęczony, lecz bardzo zadowolony udał się do łazienki gdzie słudzy już przygotowali mu gorącą kąpiel. Chociaż miął ochotę po prostu zalegnąć w wodzie i oddać się relaksowi, wiedział, że gościom tego pokroju nie wypada kazać czekać. Co innego interesanci i dłużnicy co innego rodzina. Dlatego też sprężył się i wykąpał tak szybko jak tylko był w stanie. Umył swoje potężne zębiska, uczesał śnieżnobiałe włosy i przywdział garnitur, smoliście czarny, kontrastujący z białą koszulą i szkarłatnym krawatem.
Doskonale wiedząc gdzie swojego gościa zastanie tam właśnie sie pojawił. Po drodze nakazał mijanemu służącemu posprzątać w jadalni po wczorajszej kolacji. Wraz ze swoją towarzyszką opuścili ją tak szybko, że nie było czasu pokazać palcem co te półgłówki mają robić. Tak trudno dziś o dobrych pracowników...
- Witaj kuzynie. Ile to lat minęło? Trudno policzyć. - głos Asmodeya przerwał specyficzną ciszę jaka panowała w salonie. Wampir zrobił kilka kroków w stronę gościa i wyciągnął do niego rękę. Chciał uścisnąć ją w pewien specyficzny sposób i miał nadzieję, że krewny złapie w lot o co chodzi. Niegdyś witali się tak wojownicy, zwłaszcza Europy środkowej i wschodniej a polegało to na uściśnięciu sobie przedramion w okolicy łokci. Gest, dający do zrozumienia, że białowłosy nie tylko pamięta i szanuje stare rodzinne tradycje, ale również widzi w kuzynie woja z prawdziwego zdarzenia. Wszak swego czasu dzielili jedno pole bitwy, to do czegoś zobowiązuje. Nawet w tak parszywych czasach jak obecne.
- Miła to memu sercu wizyta, choć nie ukrywam, że bardzo niespodziewana. - rozpoczął całkiem niewinną jak na siebie pogawędkę. Wiedział jednak, że wizyta miała czemuś służyć. Bo, znał to po sobie, trzeba nie lada powodu by wyciągnąć smoka z jego legowiska - Napijesz się czegoś? - zaproponował podchodząc do stolika pełnego szkła i najróżniejszych butelek. Z góry odrzucił wszelkie kolorowe wynalazki, jak to się mawia a od razu wziął do ręki pokaźną, błyszczącą niczym górski kryształ butelkę z przejrzystą, prawdziwie rdzennoeuropejską wódką.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pon Paź 10, 2016 7:08 pm

W końcu pojawił się sam gospodarz we własnej osobie. Septimus uśmiechnął się i wyszedł naprzeciw pobratymca wymieniając silny uścisk. Kainie… Widać było, że na obliczu wampira rysowały po raz pierwszy od lat… emocje. Doprawdy niesamowite byłoby widzieć go tak rozpromienionego jak teraz. Zwykle emocjonalnie wycofany, wręcz chłodny, jednakże przy rodzinie jego maski opadały do zera. Przed kim jak przed kim, ale w obecności Kaina nie musiał czuć się czymkolwiek skrępowany. Tym bardziej biorąc pod uwagę cel jego wizyty.

Rozluźniając uścisk skinął jeszcze głową pokazując szacunek panowi tego pięknego zamczyska. Wybacz… Mimo tego potrafił zdobyć się tylko na przeprosiny, skąpe, choć szczere. Wiedział, że zaniedbywał rodzinę, bliższą i dalszą, miał to sobie czasem za złe, ale inaczej nie potrafił. Tak było już zapisane w jego naturze. Gdyby ktokolwiek chciał im zagrozić poruszyłby niebo i ziemię, jednak w czasach względnego pokoju zwykł pozostawać poza świecznikiem. Nawet wśród bliskich panowała opinia, że jest samotnikiem by nie powiedzieć odludkiem i wiedzie wyjątkowo ekscentryczny tryb życia. Chyba tylko dlatego nie odczuwał porażającego wstydu. Nie tak to powinno wyglądać. Kiedyś wszystko było inne, uczty, biesiady, rozmowy… teraz wszystko straciło na swym znaczeniu. Pojawiał się tu jak zbieg, samotnie, goły, bowiem garnitur choć odpowiedni obecnym czasom wydawał mu się wręcz nieadekwatny i niegodny do okazji. Twarz krwiopijcy z jednej strony zdawała się skrywać skruchę, z drugiej jednak szybko odzyskiwał swobodę, której przecież mu nie brakło. Za długo Kainie… stanowczo zbyt długo. – odparł by wymienić z nim braterskie spojrzenie. Wybacz, że nie uprzedziłem o swojej wizycie, postanowiłem jednak zjawić się tak szybko jak to możliwe osobiście. Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem? – wolał zapytać, tego wymagała etykieta, choć domyślał się, że  dla niego Kain mógł nieco przesunąć swoje plany. W złotym, gadzim spojrzeniu Septimusa było widać coś dzikiego, pozbawionego ogłady. Niby zachowywał pozory dobrego wychowania, jednak jak to mówią Jankesi „small talk” nigdy nie był jego mocną stroną, kiedy naprawdę przychodził w konkretnym celu. Niemniej jednak po tylu latach, sprawy najwyższej wagi mogły poczekać jeszcze kilka chwil. Wódka… kiedy on ostatnio pił wódkę… chyba nie pamiętał, ostatnio pamiętał o naprawdę znikomej liczbie rzeczy. Oczywiście – odpowiedział z uśmiechem oswajając się z nowym otoczeniem. Tutaj jeszcze go nie było, co oczywiście musiał skomentować. Ten zamek… przypomina mi dom, gratuluję, twoja domena jest doprawdy imponująca. – powiedział z uznaniem rozglądając się kulturalnie po najbliższych ścianach.

Sięgnął po trunek stukając się z gospodarzem czystą gorzałą, która miło rozgrzewała przełyk zapomnianym już prawie smakiem. Przepraszam, że nie odzywałem się przez ostatnie lata, prawdę mówiąc poświęciłem się pracy do stopnia, w którym ledwo poznaję to miasto. Pewnie tyle się wydarzyło. Nie widzę nigdzie Omitsu… - zaczął wyglądając za ramię jasnowłosego wampira.

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pon Paź 10, 2016 7:43 pm

Och, z całą pewnością Kain nie miał swemu kuzynowi za złe braku odwiedzin czy kontaktu przez te wszystkie lata. Sam wcale nie był lepszy a można by rzec, że zachowywał się niemal w bliźniaczy sposób. Ostatnio spotkał się z Naizenem, miał też wpaść do Nadiry, ale jakoś nie złożyło się jeszcze by miał po drodze. Tak to już ze smokami bywa jak widać. Pochłonięty pracą i kierowaniem ogromnym przedsięwzięciem jakim była rodzinna firma nie znajdował zbyt wiele momentów na zacieśnianie więzi. Może gdyby miał żonę i dzieci stwarzałoby to pewien kłopot. Teraz nie miał żadnych zobowiązań tego typu. Co prawda dzieci posiadał, ale większości nigdy nie widział nawet na oczy. A jedyny syn mający szanse odziedziczyć w przyszłości wszystko to co ród Dracula sobą reprezentuje gnił w lochu, obłąkany i dziki jak zwierze.
- Świat się zmienia, tylko my tkwimy w miejscu. - wampir uśmiechnął się nieznacznie i nie siląc się na jakieś wyrafinowane gesty, po prostu polał wódkę do kryształowych szklanic, z pewnością przeznaczoną do innego typu trunków - Warto jednak czasem wyjść i spotkać się z rodziną. Szkoda, że obaj robimy to tak rzadko. - dodał już z dużo bardziej posępną miną.
Oczywiście, że mu nie przeszkadzał. A nawet jeśli to są pewne sytuacje gdy należy odstawić obowiązki i poświęcić chwil kilka temu co jest naprawdę istotne. Tak więc jak dla niego to Septimus mógł przyjść tutaj nawet z tak błahego powodu jak chęć napicia się wódki a i tak rzuciłby na ten czas obowiązki aby spełnić obowiązki spoczywające na gospodarzu.
- Jesteś uprzejmy Septimusie, choć daleko temu skromnemu gniazdku do tego jak prezentuje się Poenari. - rodowa twierdza Draculów znana była przecież wszem i wobec jako górska twierdza wzniesiona niewolniczą pracą tysięcy wojennych jeńców, którzy niejednokrotnie pracę tą przypłacali własnym życiem. Padając z wycieńczenia lub wręcz stając się częścią wznoszonego zamczyska - Mimo to wygodnie się tu mieszka. Całkiem przyjemna okolica. - stare wampirzysko podniosło szklanicę do ust i wzięło solidnego łyka palącej wódki. Skrzywił się lekko czując ten charakterystyczny ciężki posmak i wlepił w swojego gościa arktyczne źrenice. Gestem zaprosił go do zajęcia któregoś z miejsc na wypoczynku, samemu sadowiąc się na dużym fotelu.
- Omitsu jest... - Dracula nieco się zająknął, co było do niego zupełnie niepodobne - Omitsu nie żyje. - poprawił się z pochmurną miną. Nie lubił o tym rozmawiać, nie miał też jednak za złe, że został zapytany. Wszak gdy widzieli się po raz ostatni Kain był żonaty. Dlatego machnięciem dłoni zbył ewentualne wyrazy współczucia czy inne tego typu rzeczy. Postanowił też nie zagłębiać się w szczegóły. Myślał, że oswoił się już z tym wszystkim, rany jednak nadal były bardzo świeże.
- Opowiedz mi lepiej nad czym pracujesz, bracie. Bo nie wątpię, że jest to coś o wiele bardziej zajmującego niż moja żałoba. - płynnie zmienił temat kierując rozmowę na odpowiedni tor.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pon Paź 10, 2016 8:23 pm

Praca i obowiązki – odparł rozumiejąc taki stan rzeczy aż nazbyt dobrze. Świat się zmienia… być może wciąż stoimy w miejscu, mam jednak nadzieję, że reszta  była prawdą[/b][/color] – odparł i zasugerował toast. Za zmiany… - brzdęk szkła wypełnił pomieszczenie.
To wciąż zamek – skwitował z powagą. Grube mury, wysokie wieże… cisza, spokój. Nawet w porównaniu do waszej rodzinnej twierdzy nadal jest powodem do dumy. Z dwojga złego, mogłeś trafić do XIX rudery. Zaśmiał się wcale nie przymuszenie. Miał na myśli oczywiście swoje domostwo, nie było oczywiście najgorsze, odnowił je, ale nadal nie było zamkiem. Jego rodzinna warownia pewnie już dawno nie istniała.

Usiadł w wolnym fotelu zapadając się lekko w miękkie obicie. Słowa dotyczące Omitsu nieco go zmroziły. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi, z drugiej strony Ailla… Jego oblicze też spochmurniało. Ile to już lat minęło od chwili kiedy zamienili choć jedno słowo. Może nie chciał się do tego przyznawać, ale mimo swego wybrakowanego nieczułego charakteru… brakowało mu jej. Oddałby wiele, by znów otworzyła oczy. Wyrazy współczucia kuzynie… - odparł krótko przykładając dłoń tam gdzie zwyczajowo ludzie posiadali serca. Kain prędko powędrował do innego tematu, dlatego nie chciał zagłębiać się mocniej w tej smutnej historii.

To nie tak – odparł protestując lekkim kręceniem długowłosej głowy. Każdy z nas żałuje czegoś innego. Praca zwykle pomaga zapomnieć, jednak nie jest to możliwe dopóki zmiana nie nastąpi. Stary wampir podniósł spojrzenie na swego kuzyna. Pozwolisz, że przejdę do sedna sprawy, lata temu spytałem cię o możliwość zdobycia rakiet międzykontynentalnych, możesz nadal dotrzymać tej obietnicy? – zapytał badając powoli grunt.

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Paź 11, 2016 2:42 pm

Dracula na głowie miał naprawdę dużo. Ogromna firma działająca w dość delikatnym i newralgicznym miejscu jakim jest przemysł zbrojeniowy, gdzie trzeba się momentami nieźle nagłówkować co, komu, za ile sprzedać i czy aby nie sprawi to, że inny potencjalny klient nie poczuje się urażony. Wojna to biznes i polityka. Nie można było otwarcie wesprzeć jednej ze stron i liczyć na to, że druga pozostanie na to obojętna. Jakby tego było mało zajmował się również sprawami stricte rodzinnymi. Był wszak głową rodu i często musiał rozwiązywać spory, zabierać głos w ważnych kwestiach a nawet wyrażać zgodę na niektóre małżeństwa. Strasznie męcząca sprawa. Gdyby wcześniej wiedział, że tak to wszystko wygląda odstąpiłby stanowisko któremuś z braci.
Czym zaś zajmował się Septimus? Wstyd się przyznać, ale białowłosy nie miał zielonego pojęcia co pochłaniało myśli i czas kuzyna przez całe te lata. Gdzieś z tyłu głowy kołatały mu się tylko hasła takie jak biologia i genetyka jednak było to zbyt mało by uzyskać satysfakcjonującą odpowiedź. Dlatego też miał nadzieję na uzyskanie choć częściowej odpowiedzi na nurtujące go pytanie. Nie żeby chciał wciskać nos w nieswoje sprawy, po prostu był ciekaw, jako rodzina.
- Powoli wracam do normalności. - odpowiedział lekkim westchnięciem na wyrazy współczucia. Cóż, nie należał raczej do osób sentymentalnych i przykładających dużą wagę do życia innych, jednak z Omitsu spędził przecież trochę lat. Jakby się nad tym dłużej zastanowić to więcej niż trochę. Mieli wszak już dorosłego syna. Zdecydowanie, przywiązał się do tej kobiety, może nawet był szczęśliwy mając ją obok siebie. Teraz czuł pustkę i nie zanosiło się by w jakiś sposób miała sie niedługo wypełnić.
- Rakiety? - wampir zamrugał kilka razy wydając się nieco zdezorientowanym. Nie dlatego, że zapomniał a raczej faktem, że kuzyn pytał go czy może wywiązać się z obietnicy. Wszak to Dracula, oni zawsze dotrzymują słowa - Owszem. Powiedz tylko ile. W zależności od tego ile ich będzie czas sprowadzania się nieco wydłuży. Chyba, że potrzebujesz tak wiele bym musiał doprodukować nowe. Jednak bądź pewien, że nie chodzi o to czy mogę, lecz ile to potrwa. - białowłosy upił kolejny łyk wódki jednak teraz bacznie obserwował krewnego. Rakiety... Pamiętał, że niegdyś rozmawiali na ten temat i Kain zgodził się mu je dostarczyć. Jednak wtedy nie otrzymał jasnej odpowiedzi po co właściwie Septimusowi rakiety. Może tym razem postanowi uchylić rąbka tajemnicy?
- Zamierzasz wypowiedzieć komuś wojnę?

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Paź 11, 2016 4:04 pm

Stary wampir pokiwał w milczeniu głową. Rozmówca wydawał się lekko zaskoczony, ale Septimus nie chciał dłużej zostawiać go w niepewności. Czterdzieści rakiet o najlepszych parametrach jakie jesteś w stanie sprowadzić. Standardowo każda z współcześnie używanych zdolna była do przenoszenia 10 głowic, nie oczekiwał od kuzyna niczego poniżej tej półki. Czterdzieści rakiet balistycznych… sama liczba powinna wzbudzać trwogę i niedowierzanie, ale tak właśnie było.

Wypowiadanie wojny to domena ludzi, obydwoje wiemy, że wojna toczy się od wieków. Obydwoje wiemy, że przegrywamy ją z każdym kolejnym dniem. Oboje pamiętamy stare dobre czasy, nie chciałbym by nasze potomstwo musiała wychowywać się gorszych warunkach. Co więcej uznaję za obowiązek zagwarantowanie im najlepszych warunków do rozwoju z możliwych. Najpierw powstania? Potem inkwizycja? Teraz ten szaleńczy pomysł z zsyntetyzowaną krwią. Jeszcze trochę a zamkną nas w rezerwatach każąc wstydzić się swej natury, przeszłości i wyrzec jakiejkolwiek nadziei!

Oczy wampira zapłonęły złotem, na jego twarzy rysował się gniew. Wiem, że nie muszę ci tego tłumaczyć, są jednak spokrewnieni, którzy na samą myśl o wróceniu nam dawnej pozycji najchętniej ze strachu sami oddaliby własne głowy pod katowski topór. Tak było, jest i będzie Kainie, nawet pośród nas istnieją owce i wilki. Wieki tego światowego burdelu osłabiły nie tylko nasze ciała, ale co gorsza umysły. Nasze tradycje stoją belką w oku nie tylko ludziom ale naszym krewnym. Czystość krwi przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Nasza historia jest skrzętnie wymazywana. Kiedy myślę o tym koegzystencjalnym obozie Crossa, czuję się jak jak świadek zbiorowego gwałtu na niewinnej pannie. Do tej pory mogliśmy lawirować i szarpać między sobą ochłapy normalności, ale wkrótce nawet te nędzne resztki okażą się niewystarczające. Odpowiedz mi Kainie, dlaczego mamy się temu biernie przyglądać? Dlaczego musimy to wszystko znosić… Septimus zamilkł patrząc prosto w oczy potomkowi Drakuli. Jak myślisz co pomyślałby o tym twój ojciec. Jak myślisz, co pomyśleliby moi przodkowie? To hańba… to plama na honorze, której już niemal nie można sprać ani wiarą, ani nadzieją, ani resztą bzdur którą karmi się młode pokolenia. Nie jesteśmy ludźmi, nigdy nie byliśmy i nigdy nie będziemy. Chciałbym się mylić, ale jeśli my, ostatni posiadający jakiekolwiek kompetencje do zmiany tego świata tego nie zrobimy, nikt nie zrobi tego za nas. Nadszedł czas by działać, gorzej być już nie może. To idealna chwila. Jesteśmy to winni przodkom i przyszłym pokoleniom – innej drogi nie ma.

Septimus nawet nie pił już wódki, nie odmówił jej tylko z szacunku dla gospodarza, jednak jego apetyt wykraczał poza najznamienitsze trunki, nawet poza najbardziej wykwintną krew. Lata temu prosiłem cię o pomoc, nadszedł czas bym wywiązał się ze swojej obietnicy, pomógł tobie i nam wszystkim. Wampir wydobył z wewnętrznej strony garnituru kopertę. Przesunął ją po blacie w kierunku Kaina.

Czekał z uśmiechem aż kuzyn obejrzy zawartość. Tak, jego oczy nie kłamały. Schematy, raporty, dokumentacje, nawet zdjęcia pokazujące kompletną realizację. Jest gotowa. Nie wyobrażam sobie, by ciebie tam zabrakło.

Smocze oczy wampira zwęziły się do pary triumfalnego uśmiechu. Czy zechcesz mi w tym pomóc?

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Paź 11, 2016 6:46 pm

Czterdzieści rakiet balistycznych zasięgu międzykontynentalnego? To nie była drobnostka, którą można było przepchnąć po kryjomu, tak, że księgowi niczego nie zauważą. Mówiąc szczerze to byłby kontakt wart wielu miliardów amerykańskich dolarów, tego po prostu nie da się załatwić od ręki. Takiego arsenału nie posiada wiele mocarstw na świecie. Ba, wiele krajów nie ma nawet połowy z tego czego chciał Septimus. Dracula zmrużył ślepia i zamyślił się chwilę. Analizował ile tego wszystkiego mają w zasadzie w magazynach, ile było już zakontraktowane, które już transportowane były do klientów.
- To może trochę potrwać. Nie chcę zanudzać Cię całą procedurą produkcji takiej rakiety. W każdym razie nie posiadam w tej chwili aż takiej ilości zdatnej do "sprzedaży". Do tego problematyczna może okazać się logistyka. Przetransportowanie czegoś takiego raczej nie pozostanie niezauważone. Moja w tym głowa żeby stworzyć odpowiednią historyjkę mydlącą oczy opinii publicznej. Jak wspomniałem tak dużego przedsięwzięcia nie da się ukryć. Ale można sprawić by wszyscy dokoła uwierzyli, że jest to coś zupełnie innego. - pokiwał głową i dopił resztę wody ognistej zalegającej w szklance. Odstawił szkło na blat stołu i z konsternacją podrapał się po brodzie. Lubił wyzwania, choć tym razem do roboty będzie musiał zaprzęgnąć nie tylko najbliższych współpracowników, ale cały sztab specjalistów z najróżniejszych dziedzin. Myślał jednak, że do czasu wyprodukowania brakującej ilości pocisków wszystko zdąży zaplanować i dopiąć na ostatni guzik - Kilka tygodni. Miesiąc, może dwa. Możesz tyle zaczekać?
Stare wampirzysko sięgnęło do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjęło małe, stalowe, bogato zdobione puzderko a zeń długie, nieco grubsze od przeciętnego papierosa cygaro. Wyciągnął papierośnicę w stronę kuzyna chcąc go poczęstować, nie mogąc sobie przypomnieć czy ten pali czy też nie. Tak czy inaczej, odłożył pudełko pozostawiając otwarte. Wsłuchał się w monolog Septimusa, w międzyczasie sprawnie odpalając paskudny nałóg. Pokiwał głową na znak, że sie z nim zgadza jednak odezwał się dopiero po dłuższej chwili.
- Nie wiem co pomyślał by mój ojciec i nie bardzo mnie to obchodzi. Jedyne co mu jestem winien to wskrzeszenie, tylko po to by zabić go raz jeszcze, tym razem już w mniej humanitarny sposób niż ścięcie mieczem. - mruknął prychając nieco pod nosem. Też coś, miałby się w jakikolwiek sposób przejmować tym co sądziłby o jego czynach ojciec gdyby żył? Doskonale wiedział co myślał gdy chodził po ziemi. Do czasu aż osobiście nie skrócił go o głowę.
- Miałem rację co do wojny. Tylko, że Ty nie chcesz rozpętać kolejnej a dołączyć do starej, jeszcze nie zakończonej jako nowy, zupełnie niespodziewany gracz. Z czterdziestoma rakietami zdolnymi zniszczyć dowolny punkt na planecie... - uśmiechnął się - Wiesz, myślę, że to nie ludzie są głównym problemem naszego rodzaju. Jesteśmy nim my sami. Nie chodzi nawet o typowych tchórzy wolących kryć się za układami i wbijać głowy w piasek udając, że wcale nie istnieją. Ani z nich pożytku ani nie sprawiają za dużo kłopotu. - Dracula zaciągnął się mocno po czym wypuścił z płuc potężną chmurę siwego dymu, która szybko wtopiła się w otaczający ich z każdej strony mrok zamkowego salonu - Problemem jest brak dyscypliny. Poszanowania krwi, tradycji i hierarchii. Dzisiaj nędzne kreatury będące dawniej ludźmi grzmocą się z wampirami krwi szlachetnej, co gorsza płodząc upośledzone bękarty. Wampiry krwi czystej aspirują do miana prawdziwej arystokracji budując swą pozycję nie na prawdziwym respekcie i osiągnięciach a pieniądzach. Szlachetne rodziny cały swój czas poświęcają temu by wydawać swe dzieci za dobre partie nie zauważając tego, że wśród nich szerzy się największe zepsucie. Dekadencja, rozwiązłość sięgająca takich absurdów i obrzydliwości jak kazirodztwo. Wszystko w majestacie prawa. W majestacie pieniądza. Bo nie liczy się skąd twa rodzina się wywodzi. Nikogo nie obchodzi co dany ród sobą reprezentuje i jak bogatą historię posiada. - chyba nieco udzielił mu się ton Septimusa i emocjonalne zaangażowanie w poruszany w rozmowie temat - Należy wyplenić robactwo, Septimusie. Dopiero wtedy można ruszyć po pełne zwycięstwo.
Uwagę jego arktycznych oczu przykuła koperta pokaźnych rozmiarów. Oparł cygaro o brzeg kryształowej popielnicy i sięgnął po nią nie kryjąc nawet tego, że jest ciekawy cóż takiego może znajdować się w środku. Gdy otworzył zaczął przeglądać się dokumentacji z coraz bardziej poszerzającym się uśmiechem na wrednym pysku.
- Rosenrot... - Dracula mruknął z niemal pieszczotliwą nutą w głosie widząc te wszystkie zdjęcia i schematy - Myślisz, że siedziałbym na dupie i odpuścił sobie szansę na dołożenia części swoich wizji do tego wszystkiego? - oczy Kaina uniosły się i zetknęły z obliczem kuzyna. Błyskało w nich podekscytowanie oraz coś co mogło być tylko zimnym okrucieństwem. Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- W takim razie nie muszę już pytać gdzie masz zamiar składować wszystkie te rakiety. To nieco ułatwia sprawę. Możesz zadokować gdzieś na Morzu Czarnym? Gdy wszystko będzie gotowe moi ludzie po prostu przerzucą ładunek z prywatnego portu do silosów Rosenrota.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Paź 11, 2016 10:35 pm

Wampir był zdolny do wszystkiego, nawet jeśli miałby wyrwać rakiety siłą z wojskowych magazynów. Brzmiało nierealnie, wręcz fantastycznie. Tak, w oczach postronnych to zakrawało na szaleństwo, ale w praktyce mogło okazać się przerażająco łatwe. Można było przeceniać swe siły, ale szacunki a możliwości to dwie różne sprawy. Załatwienie sprawy drogą „cichą” było mu na rękę, ale „głośne” były zaplanowane na wypadek, gdyby alternatywy zawiodły.

Zdaję sobie sprawę, że to wymaga czasu. Nie szkodzi, poczekam. Czekałem na tyle długo, że miesiąc, dwa czy rok nie robią różnicy, ważne, że sprawy zaczynają przybierać właściwy obrót. Sam zastanawiałem się, jak długo potrwają wszelkie modyfikacje. Nawet ja nie doceniłem swoich pracowników. Byłem skupiony na czymś zupełnie innym, ale nie o tym mowa. Jeśli mam poczekać, niech i tak będzie.

Słysząc słowa Kaina dotyczące jego stosunku do ojca uśmiechnął się tylko nie komentując w żaden sposób. Widział, a teraz już nawet wiedział, że w kuzynie płynie smocza krew. Pewne kwestie były oczywiste, choć czasem wymagały kilku elementów zazębiających ogół układanki. Tym bardziej liczył na jego pomoc. Septimus nie miał zamiaru zagarniać wszystkiego dla siebie, ba, to nie jego interesowała władza absolutna. Stary wampir chciał po prostu przywrócenia odwiecznego ładu, do którego przyzwyczajeni byli i on i jego ojciec, dziadek i reszta rodu.

Krwiopijca słuchał wywodu krewnego, jednak w swym toku rozumowania popełnił jeden znaczący błąd. Septimus nie miał zamiaru niszczyć świata. Nie wszystkie głowice miały nosić ładunek, o którym myślał potomek Drakuli. W tym cały szkopuł, mając rakiety dalekiego zasięgu mógł zniszczyć co tylko przyszło mu na myśl… jednak zdobyć ten bezkres nie odwołując się do nuklearnej anihilacji… Tego nie osiągnęła jeszcze żadna istota na tej planecie. A on, nie znając słowa „niemożliwe” chciał rzucić poprzednikom nie lada wyzwanie.

Kiedy Kain wykładał swój światopogląd, wampir tylko potakiwał. W tym się zgadzali. Tak daleko sięgała smycz ludzi, jak mocno zaciskali na swych szyjach obroże. Nikt ich do niczego nie zmuszał, to sami zawiązali na szyjach pętle mknąc w kieratach zaprojektowanych przez śmiertelników. Doprawdy, to było najgorsze. Upadek i degeneracja… nic jednak nie było możliwe do przewidzenia. Starożytne teksty wspominały o tym od samego początku. Czas Gehenny nadchodził wielkimi krokami, a Septimus był o tym coraz to bardziej przekonany. Co więcej, chciał być na tą chwilę gotowy.

Wampiry, w większości obmierzłe zdegenerowane twory nie budziły w nim wiele więcej jak pogardę, jednak nawet on wierzył, że jest to efektem gruntownych zaniedbań. Krew nie miała nic do rzeczy, tak jak dało się nałożyć jarzmo na ludzi, tak samo dało nałożyć jarzmo na szyję pijawek. Kluczową kwestią była siła i determinacja, a tej Septimusowi nie brakowało. Czas oddzieli ziarna od plew, selekcja naturalna zawsze była okrutnym, choć niezawodnym rozwiązaniem. – skwitował beznamiętnie, bowiem ewolucja była dla niego mechanizmem mającym przynosić odpowiedzi nawet w najbardziej beznadziejnych problemach.

Morze Czarne?
Jego oczy otworzyły się szerzej. To raczej niemożliwe. Po pierwsze ta podróż zabrałaby ogromną ilość czasu, po drugie trzeba byłoby przecisnąć się obok Giblartaru, potem między Sycylią a Afryką, kolejno trzeba byłoby manewrować pomiędzy wszystkimi wyspami Grecji, by wlecieć pod nosem Turków prosto do nieomal zamkniętego basenu. Ostatnim problemem była jego własna osoba. Nie wyobrażał sobie oddania Rosenrota pod opiekę nawet Archontowi, jeśli jakimś cudem coś poszłoby nie tak, nie wybaczyłby sobie tego do końca swoich dni. Można rozłożyć rakiety na części, przewieźć je w wynajętym tankowcu, lub kontenerowcu. Obstawa ochrony okrętu może spoczywać w mojej kwestii, jestem w stanie zabezpieczyć ładunek. Punkt przerzutowy można umiejscowić najbliżej w rejonie Oceanu Indyjskiego. Moi ludzie mogą zająć się montażem rakiet na własną rękę. Morze Czarne to za daleka wyprawa, nie zaryzykuję wystawienia go na światło dzienne nie mając przynajmniej jednej czwartej głowic na pokładzie. Jest zbyt cenny, sam zresztą widziałeś, nie sądzę by umknął uwadze na płytkich wodach. Pośpiech nie jest najlepszym doradcą, choć zdaję sobie sprawę, że wyznaczona przez ciebie trasa byłaby najdogodniejsza. Można jeszcze rozważyć transport drogą powietrzną, jednak nie dysponuję żadną maszyną zdolną do efektywnego przerzucenia części przez pół świata. Prawdę mówiąc Septimus jechał nieomal na rezerwach. Wybudowanie takiego okrętu kosztowało już nie fortunę, a znacznie więcej. Nawet rezerwy nazistowskiego złota nie są nie do wyczerpania.

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Czw Paź 13, 2016 1:07 pm

Pośpiech w przedsięwzięciu tak dużym był ostatnią pożądaną rzeczą. Dlatego też Dracula nawet nie starał się sprecyzować ile dokładnie czasu potrzebuje by zgromadzić wymaganą ilość broni. Trudno jest zadeklarować gotowość na konkretny termin nie wiedząc ile niezależnych czynników losowych może wpłynąć na realizację planu. Dobrze, że Septimus rozumiał zagadnienie i nie naciskał by sprawę załatwić na już. Byłoby to niemożliwe. Przede wszystkim z tego względu, że obecnie takiej ilości rakiet firma Asmodey nie posiadała. Może gdyby zwrócił się z prośbą pół roku wcześńiej nie byłoby aż tak dużego problemu. Wtedy odmówiłby zakontraktowania dostawy nowych pocisków kilku krajom i miałby pełne magazyny. Teraz potrzeba czasu, aby wyprodukować potrzebną ilość towaru a nie buduje się ich z klocków LEGO.
- Dobrze, postawię na nogi kogo trzeba i już dzisiaj trybiki zaczną się obracać. Jeśli takie będzie Twoje życzenie mogę na bieżąco informować Cię o postępach w pracy.
Co do starego Vlada Palownika to wieści o jego śmierci z rąk syna rozeszły się niemałym echem wśród liczącej się wampirzej arystokracji. Dla wielu informacja taka była niczym grom z jasnego nieba, bo oto dumny i zdający się wieczny, Dracula, żywa legenda, dla ludzi prawdziwy i jedyny symbol krwiopijczego gatunku, został zamordowany. Po stuleciach tułaczki i bycia uciekinierem Kain wreszcie nabrał mocy, doświadczenia a co najważniejsze pewności siebie. Pokonał starego smoka i ściął mu głowę jego własnym mieczem, owianym złą sławą Smoczym Szponem, pogromcą Turków.
- Powrót do normalnego, godnego życia lub śmierć bądź niewolnictwo. - dorzucił od siebie w kwestii oddzielania ziarna od plew. Chociaż szczerze mówiąc nie liczyłby na to, że z tak zdegenerowanym i dekadenckim społeczeństwem da się jeszcze cokolwiek zrobić. To trwało już zbyt długo, zbyt zakorzeniło się wśród tak zwanych elit by dało się łatwo wyplenić. Spodziewał się, że jeśli plan Septimusa się powiedzie, będą zmuszeni wprowadzać zmiany raczej brutalną siłą i postrachem niż sztuką dyplomacji i darem przekonywania. Czego się jednak nie robi dla dobra ogółu?
- Zróbmy tak... - wampir uniósł dłoń sygnalizując, że doszedł do czegoś istotnego i mogącego znacznie ułatwić przeprowadzenie całej operacji - Mam pewne kontakty w NASA. Za drobną przysługę sfingują zamówienie na elementy składowe do rakiet, promów czy stacji, nieistotne. Z moich prywatnych portów wyruszy transportowiec wraz z odpowiednimi plikami dokumentów w razie gdyby ktokolwiek miał jakieś wątpliwości co do celu podróży i ładunku. Możesz obstawić go swoimi ludźmi jeśli chcesz, ja wyślę tam z odpowiednimi poleceniami mego młodszego brata. Prowadzi coś w rodzaju organizacji najemników. - zrobił stosowną pauzę odkładając pliki dokumentów na temat Rosenrota na stół. Sięgnął do porzuconego chwilę temu cygara i zaciągnął się nim - Ty dopilnujesz by do spotkania doszło tam gdzie zabraknie niepożądanych oczu. Ocean Indyjski brzmi dobrze, sugerowałbym region mniej więcej pomiędzy Australią a Madagaskarem. I tu następuje pytanie. Czy wpuścisz wynajętych przeze mnie ludzi na pokład? - wlepił swoje arktyczne tęczówki w gadzie ślepia krewnego - Istotnym elementem jest zatopienie transportowca tuż po przerzuceniu ładunku na Rosenrota. A skoro mam zamiar wysłać tam rodzonego brata, sam rozumiesz, wolałbym by nie był go na tonącym wraku...
Kain był jaki był taki był... Oschły, nieczuły, zimny. Ale pomimo to nigdy nie dopuściłby do tego by bratu stała się jakakolwiek krzywda. Choć z reguły nie okazuje mu więcej sympatii niż randomowemu członkowi Zakonu Smoka. Cóż, miał wobec młodego spore oczekiwania tak więc nie rozpieszczał go chcąc by twardo stąpał po ziemi i przede wszystkim nauczył się samodzielności i poleganiu głównie na sobie samym.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pią Paź 14, 2016 2:59 pm

Słowa Kaina przyjął z ukontentowanym wyrazem twarzy. Zrobisz, co uważasz za słuszne, ufam, że dopilnujesz wszystkiego najlepiej jak to możliwe. Taka była też prawda, nie było sensu wchodzić butami w działkę kuzyna, on znał się najlepiej na swojej robocie, tak jak Septimus znał się na swojej.

Rosenrot stoi przed sprzymierzeńcami otworem, przywitam twego brata osobiście. Septimus był oszczędny w słowach, ale nie zamierzał skąpić na czynach. Okręt czekał tylko na rozkaz, psy na sygnał mobilizacji, jedyne co budziło ciekawość w słowach Kaina to słowo "wynajęci". Twoi ludzie… ufasz im? – tylko tyle go interesowało. Skoro Kain za nich ręczył, Septimus nie mógł podważać jego zdania. Sojusze buduje się na zaufaniu, lecz choćby ze względu na więzy krwi, po prostu nie wypadało poddawać decyzji Kaina w wątpliwość. Septimus lubił planować wszystko o kilka kroków do przodu. Dlatego zaproponował „swoich” ludzi, co do nich nie miał żadnych wątpliwości. Uczucia, idee, morale, pieniądze… wiedział, że nie ugną się przed niczym prócz jego wolą. Zadbał o to i zadbał też o wiele innych rzeczy. Jeśli Kain mógł zagwarantować to samo nie było powodu do zmartwień, jeśli jednak wolałby wyręczyć się gwarancją bezpieczeństwa, siły Septimusa czekały tylko na znak, ich motywacja wykraczała daleko poza rozumowanie śmiertelników, daleko nawet poza ewolucyjne uwarunkowania organizmów… Ręczę za bezpieczeństwo twoich krewnych własną głową. – odparł by rozwiać wszelkie wątpliwości.

Perspektywa nadchodzących czasów napawała go dawno nie odczuwanym optymizmem. Wszystko zaczynało układać się zgodnie z założonym schematem. Jedyny niedosyt jaki czuł w tej chwili to okoliczności rozmów. Wolałby by cała ta rozmowa przeprowadzona była na gruncie ich ojczyzny, cóż, wkrótce nawet te marzenia miały najlepszą szansę się ziścić. Nigdy więcej ukrywania się, nigdy więcej tułaczki, wezmą to co należało do nich od dawna, wrócą światu dawny ład… lepiej, zaprowadzą zupełnie nowy, lepszy, piękniejszy… ostateczny.

Oczy Septimusa płonęły kolorem złota, widać było po nim zatrważającą pewność swoich decyzji, nie było mowy o przypadkowości, nie było mowy o tym by coś poszło nie tak. Po prostu trzeba było uzbroić się jeszcze w odrobinę cierpliwości.

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Sob Paź 15, 2016 7:34 pm

Zaiste Dracula wiedział co robi i znał się na swojej pracy. Można by pomyśleć, że jest przecież tylko właścicielem i zarabia grube miliony a wszystkim tak naprawdę zajmują się specjaliści. Nic bardziej mylnego! Białowłosy nie tylko składał podpisy na umowach, ale sam je przygotowywał, negocjował warunki, spotykał się z ważnymi klientami, czasami nawet doglądał procesu produkcyjnego. Pracownicy nie tylko bali się go, ale darzyli również wielkim szacunkiem, wiedząc, że nie jest zwykłym krawaciarzem, który nie ma zielonego pojęcia jak funkcjonuje jego firma a tylko narzeka, popędza i liczy zera po przecinku na koncie w banku. Tym się różniła firma Asmodey od swojej konkurencji na rynku. Dokładnością, sumiennością i zaangażowaniem. Nie wspominając oczywiście o dyskrecji i najwyższej możliwej jakości oferowanych produktów.
- Mój brat jest jeszcze młody jednak pokładam w nim spore nadzieje. Nie jest zepsuty przez dzisiejsze wampirze społeczeństwo. Ufam, że da z siebie wszystko a nawet więcej jeśli to będzie konieczne. I to samo tyczy się reszty załogi. Przynajmniej tej, która wejdzie na Rosenrota. Reszta może zginąć honorową śmiercią, idąc  na dno razem z transportowcem. Im mniej świadków tym lepiej. - stare wampirzysko wzruszyło ramionami. Każdy musiał się liczyć ze stratami a cel uświęca środki. Specjalnie wyselekcjonuje ludzi obsługujących statek w taki sposób by spełnili zadanie najlepiej jak tylko można a jednocześnie firma nie ucierpi za bardzo z powodu ich straty. Wdowom i dzieciom oczywiście wypłaci się stosowne odszkodowania.
W międzyczasie wampir poczuł wibracje w kieszeni co oznaczało, że otrzymał wiadomość tekstową. Przeprosił kuzyna po czym wyjął urządzenie i kilkoma kliknięciami otworzył smsa. A nawet dwa. Pierwszy był od Yvo, która najwyraźniej postanowiła na niego nie czekać a wrócić do domu. Szkoda, ale nie mógł jej za to winić. Wiadomość była milutka więc uśmiechnął się do własnych myśli. Natomiast drugi sms... Jego brwi uniosły się nieco ku górze, po czym zaklął szpetnie w rodzinnym języku i wrzucił telefon do wewnętrznej kieszeni marynarki. Komuś na głupie żarty się zebrało? Albo ktoś niepowołany w jakiś sposób otrzymał jego prywatny numer. O ile będzie pamiętał każe członkom Zakonu Smoka namierzyć skąd nadeszła wiadomość i wytropić owego żartownisia. Niech porozmawiają z nim po swojemu.
W tej samej chwili do salonu pospiesznie weszła asystentka.
- Panie Asmodey, Vladimir Pu... - urwała i mrugnęła kilkukrotnie patrząc na Septimusa. Wiedząc doskonale, że przy kimkolwiek nie powinna zdradzać personaliów klientów i współpracowników zająknęła się i poprawiła - Ważny klient prosi o pilny kontakt. - skłoniła się i odeszła stukając o kamienną posadzkę wysokimi obcasami. Wampir pokręcił tylko głową z zażenowaniem.
- Wybacz, Septimusie. Na dzisiaj to koniec mojego wolnego czasu, obowiązki wzywają. Omówiliśmy chyba jednak wszystkie istotne kwestie? Będziemy w kontakcie, kiedy tylko sprawa ruszy do przodu uprzedzę Cię odpowiednio szybko. A teraz, jeśli masz ochotę możesz pozostać moim gościem, słudzy z radością tobą zajmą. Ja tymczasem muszę wracać do pracy.
Pożegnał krewnego przepraszającym wyrazem twarzy jednak skoro pan Vladimir P. się niecierpliwił znaczyło, że chodzi o coś naprawdę ważnego. Uścisnął jeszcze kuzynowi dłoń i opuścił salon, by wspiąć się po długich schodach i udać do swojego gabinetu.

[z/t]

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Septimus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2887-septimus
Zarejestrował/a : 23/09/2016
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Nie Paź 16, 2016 8:35 am

Skinięcie głową było jednoznaczne z akceptacją kolei rzeczy. Więc… było postanowione. Septimus musiał tylko czekać na informacje od kuzyna. Na twarzy starego wampira w końcu, po całych wiekach pojawiło się coś na kształt ulgi. Zrelaksowane mięśnie i pół przymknięte powieki były sygnałem zbliżającej się do progów świadomości nadziei na lepsze jutro. Każdy robi to do czego został stworzony, nie wszystkim przyjdzie widzieć dzień triumfu, jednak nie można zapominać o cenie jaką przyjdzie nam zapłacić. Cel uświęca środki, czyż nie? – spytał retorycznie mając na myśli los najemników, sług, żołnierzy, popleczników i reszty, która dołoży swą cegiełkę do ukończenia planu, nawet jeśli owej marmurowej cegle bliżej do granitowej płyty. Cieszę, się, że twój młodszy brat będzie mógł w tym wszystkim uczestniczyć, liczę, że opowie swą historię dzieciom nie musząc wymazywać z niej nawet jednego słowa. W końcu zmyjemy z nas resztki całego wstydu. Nadchodzi nasz czas próby Kainie.

Krwiopijca wiedział, że krewny ma masę spraw na głowie, i tak poświęcił mu dużo czasu, którego oboje nie będą żałowali. To zrozumiałe, cieszę się na myśl o naszej współpracy. Dziękuję, że mogliśmy się spotkać, gdyby kiedykolwiek zaszła taka konieczność – mój dom stoi przed tobą otworem. Pożegnał się solidnym uściskiem dłoni i ruszył w kierunku wyjścia. Czekało go jak zwykle, jeszcze wiele pracy. Dobrej nocy… - ukłonił się lekko z widocznym, szczerym uśmiechem, o jakim chyba już zapomniał. W tak niepozornych słowach ukrywało się wybitnie skrywane i charakterystycznie ironiczne poczucie humoru Septimusa. Czy bowiem noc mogłaby kiedykolwiek być lepsza, jeśli zamarznięte przez wieki szale losu, po tak długim oczekiwaniu… w końcu drgnęły?

z/t

_________________
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 120


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Sob Sty 28, 2017 9:33 am

Od dawna nie jeździła na miejscu pasażera więc prawie zapomniała jak przyjemne jest rozsiadanie się w fotelu bez konieczności kontrolowania tego co dzieje się na drodze, pilnowania zmiany biegów i oczywiście zerkania we wsteczne lusterko czy mała Carmi śpi spokojnie w swoim foteliku. Ten fotelik przyjechał z nią do Yokohamy, pusty, ale to się niedługo zmieni.
Jeszcze nigdy nie była zmuszona rozstać się ze swoją małą córeczką ale to było zło konieczne. Wszystko co teraz robiła, robiła dla niej i dla swojej rodziny.
Jedziemy do domu.
Rzuciła bez uczuć w przestrzeń ograniczoną budą auta. Przekręcając na chwilę głowę w stronę męża szukała potwierdzenia, chociażby lekkiego kiwnięcia głową. Nigdy nie było jej źle u ojca ale to nie to samo. Ciekawe czy coś się zmieniło, wystrój, układ mebli albo chociażby skład służby? Po tym jak zapięła pasy, bo robiła to zawsze, ruszyli…
W trakcie jazdy Omi pokusiła się o telefon do swojego taty żeby powiedzieć mu pokrótce jaką podjęła decyzję. Poinstruowała mężczyznę co ma spakować małej i gdzie to jest. W odpowiedzi usłyszała, że postara się jak najszybciej dać znać kiedy pojawi się z dzieckiem. O dziwo to wcale nie taka prosta sprawa. Podróż z wnuczką przez wiele godzin dla wiekowego wampira… da radę ale nie stanie się to ani dziś, ani jutro. Wszyscy będą musieli uzbroić się w cierpliwość.
Nierówna, wyboista droga i biały śnieg odbijający światła auta-las, jesteśmy już blisko. Gdy tylko silnik zgasł Omi wysiadła pierwsza rozglądając się na lewo i prawo. Na razie wszystko wyglądało jak kiedyś. Czekając aż dołączy do niej Kain, razem ruszyli do wejścia a stamtąd prosto do salonu. Tam chyba chciała znaleźć się najbardziej. Lubiła to pomieszczenie i kanapę. I gdy już miała sobie na niej usiąść obróciła się nagle na pięcie oplatając pas mężczyzny rękoma. Ciasno i mocno wtuliła się w jego osobę wzdychając przy tym. Długo go nie puszczała, potrzebowała jeszcze paru sekund żeby zwrócić mu ‘wolność’.

_________________


Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Nie Sty 29, 2017 7:12 pm

W momencie kiedy wsiedli do jego auta poczuł się cholernie dziwnie. Gdyby ktoś zapytał co czuł w tym momencie wątpliwym było by znalazł odpowiednie słowa by to opisać. Jeszcze kilka godzin temu był wdowcem, który lata temu pochował tragicznie zmarłą żonę, na dobre pozbierał się po tym wszystkim w zasadzie niedawno. Snuł daleko idące plany dynastyczne, wraz z krewnym uzbrajał pływającą nad oceanicznym dnem ruchomą fortecę w broń masowego rażenia. I wszystko to obecnie wydawało się tak odległe jakby miało miejsce całe stulecia temu. Prowadził samochód, na miejscu pasażera siedziała Omitsu. Wracali do domu. Poczucie bycia oderwanym od rzeczywistości i zawieszenia gdzieś w niebycie zaatakowało go z siłą rozpędzonej ciężarówki.
Nie odpowiedział, lecz pokiwał tylko głową. Starał się skupić na drodze, co nie było łatwe przez mętlik jaki miał w głowie. Kiedy byli jeszcze w hotelu, wszystko wydawało się jasne. Omi żyła i miała się dobrze. Wróciła, znowu byli razem. Do tego mieli córkę, którą niedługo pozna. Słodko.
Problem w tym, że gdy emocje opadły a sprzed oczu zniknęła odbierająca racjonalne spojrzenie mgiełka uczuć, wydawało się to czystym absurdem. Tragikomedia. Najwyraźniej nic w jego życiu nie mogło układać się bez komplikacji, zupełnie normalnie.
- Jesteśmy. - rzucił krótko gdy zaparkował auto na głównym dziedzińcu. Zostawił kluczyki w stacyjce dla parkingowego, który odstawi auto do garażu, po czym obszedł pojazd by otworzyć drzwi kobiecie. No proszę, jaki on szarmancki. Podprowadził ją nawet pod drzwi, przez które ją przepuścił. Tym sposobem, w krótkim czasie oboje znaleźli się w salonie, w którym białowłosy nie spędzał zbyt wiele czasu odkąd został samotny. Czasami przyjmował tutaj gości, jednak i tych było dość niewielu.
Na jego nieodgadnione oblicze wypełzł lekki uśmiech kiedy blondynka mocno wtuliła się w jego klatkę piersiową. Odpowiedział objęciem jej rękoma - Witaj w domu.
Po odzyskaniu swobody ruchów, stare wampirzysko wolnym krokiem podeszło do niewielkiego stolika zapełnionego butelkami, kieliszkami i najróżniejszymi szklankami.
- Napijesz się? Chyba można w takiej chwili. - zaproponował. Sobie już zaczął nalewać czystej.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 120


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Nie Sty 29, 2017 7:45 pm

Czy jeśli w zamku pracował stary skład to czy już zdążył wyczuć kto pojawił się w posiadłości? Pewnie tak. Omitsu była niemal pewna, że prędzej czy później ktoś zajrzy do salonu pod byle pretekstem podania czegokolwiek. Przecież musieli sprawdzić. Niecodziennie po korytarzach niesie się woń zmarłej żony szefa. Chociaż kobieta lubiła zaskakiwać to tym razem przeszła samą siebie. Teraz, przez następne kilka, kilkanaście lat będzie musiała uważać i oszczędzać męża z podobnymi atrakcjami. Ach i jeszcze wypadałoby wynagrodzić wszystkie złe uczynki. Tych uzbierała całkiem pokaźny pakiet. Do świętych to nie należała ale zobaczcie jaka grzeczna i potulna się zrobiła. Trzeba to docenić.
Oczywiście. Zrób mi drinka, nawet ze zwykłą colą.
Jakoś nie miała dzisiaj ochoty na wymyślne cuda z kilku składników udekorowane dodatkowo palemką. A czystej wódki sama pić nie będzie. To znaczy sama z mężem. Po alkoholu Omi miała bardzo głupie pomysły. Ostatnio, a było to naprawdę dawno temu, wylądowała z Yvelin w łóżku i od tego wydarzenia ciąg dalszy zna niemal każdy. Omi nie umiała się pohamować i to była jedna z jej większych wad. I chociaż postanowiła nie pić kieliszek w kieliszek z Kainem to nikt nie powiedział, że skończy na jednym drinku. Póki nie ma małej to może się trochę odprężyć i pozwolić na nieco więcej.
Boje się spotkania z Samaelem. Jak on wygląda?
Poprawiając  sukienkę usiadła na kanapie w swój ulubiony sposób zarzucając nogę na nogę. Ciul z tym, że było jej widać cały koronkowy pasek od pończochy. Całkowicie skupiła wzrok na mężczyźnie, który pewnie lada chwila poda jej szklaneczkę z grubym dnem i opowie trochę o dorosłym już synu. Tak naprawdę Omi nie bała się samej chwili spotkania, a tego, że w złości młody będzie chciał jej mówiąc wprost wpierdolić… Nie ma nic lepszego niż szarpanina po tylu latach. Chociaż w sumie o czym tu mowa, pewnie przerósł ją o głowę albo i więcej i jest silniejszy. Blondynka już dzisiaj wystartowała do męża z łapami i gdyby tylko chciał pewnie przycisnąłby ją do ściany i tyle z agresji w wykonaniu Omitsu.

_________________


Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pon Sty 30, 2017 7:30 pm

Czego jak czego, ale alkoholu Omitsu nie odmawiała nigdy. Przypomniał sobie o tym dopiero w momencie gdy zakomunikowała chęć wypicia drinka. No tak, minęło jednak kilka lat odkąd widzieli się ostatni raz, można było zapomnieć o takich detalach. Uśmiechnął się lekko i sięgnął po niemal sześcienną szklankę o grubym dnie, do której nalał odpowiednią ilość wódki. Coli nie miał, miast tego dolał do tego pierwszego lepszego soku ze szklanej karafki.
- Nie mam coli. - skwitował wręczając jej drinka. On sam niemal natychmiast przechylił swoje szkło i wziął z niego sporego łyka. Po wszystkim skrzywił się lekko i oblizując usta z piekącej wódki rozsiadł się fotelu najbliższym skórzanej kanapie. Chwilę później w drzwiach pojawił się kamerdyner wyraźnie oczekujący na jakieś polecenie. Oszczędnie, ale z zainteresowaniem spojrzał na kobietę z jaką przyjechał pan, jednak jak nakazywał obyczaj, zachował całkowity spokój. Był jeden ze starych służących, pracujących u Kaina jeszcze za czasów kiedy mieszkali tu razem. Musiał ją pamiętać, kto mógłby zapomnieć.
- Krwi.
Na rozkaz Draculi, podstarzały mężczyzna ukłonił się sztywno i wyszedł tyłem. Nieźle wytresowany - Boisz się? - białowłosy uniósł jedną brew jednak po chwili dotarło do niego co mogła mieć na myśli. Przecież to ona w dużej mierze spowodowała fatalną lawinę wydarzeń jaka doprowadziła młodego wampira do obłędu.
- Chyba nie masz czego. Jest inny. - upił niewielki łyk - Psychicznie i fizycznie. Mogłabyś go nawet nie poznać.
Odstawiwszy niemal opróżnioną pośpiesznie szklanicę na stolik, wstał z fotela po to by usadowić się tuż obok żony. Objął ją ramieniem.
- Może nawet ucieszy się, że żyjesz. Wiele zrozumiał, uspokoił się. Czasem mam wrażenie, że jest wręcz zbyt spokojny i nihilistyczny. - westchnął ciężko. To straszne, że jego syn tak bardzo zaczynał przypominać swojego dziadka. Osobę, którą przecież Kain nienawidził z całego serca - Myślę, że rozumie co kierowało mną gdy rozkazałem odizolować go od świata i zamknąć w lochu. Wie, że to było jedyne rozsądne wyjście z tej sytuacji. A mimo to ma do mnie żal. Widzę to i czuję. Nie układa nam się najlepiej.
Kto wie? Może powrót matki jakoś pozytywnie wpłynie na całokształt i Samael poprawi relacje z ojcem? Póki co się na to nie zanosiło. Byli raczej w stanie czegoś co można by z powodzeniem nazwać zimną wojną.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~


Ostatnio zmieniony przez Kain dnia Wto Sty 31, 2017 7:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 120


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Sty 31, 2017 6:45 pm

Jak to nie ma coli? Wódka z sokiem jest fuj. Ten jeszcze stał w karafce więc był ciepły. Nic dziwnego, że Omi skrzywiła się na samą myśl o wypiciu czegoś takiego. Nie to żeby marudziła głośno ale swoje pomyślała. W żadnym tradycyjnym japońskim zamczysku nie może zabraknąć coli. Tak przynajmniej głosiły na lewo i prawo wszystkie współczesne reklamy, szczególnie te przed świętami. Nie mając wytypowanego winnego, cała krytyka w tej kwestii ze strony blondynki spadła na służbę. Za kilka dni, gdy tylko poczuje się pewnie, każe pognać do sklepu gdy tylko zabraknie czegoś, na co będzie miała chęć. No prawie jak baba w ciąży.
Wyciągając przed siebie obie dłonie chwyciła naczynie co najmniej w taki sposób jakby ważyło tonę. Z największą precyzją przybliżyła szklankę do nosa i powąchała zawartość. Wszystko ciepłe, aż zaszczypały ją oczy. Nie chcąc się zbyt długo nad tym modlić wychyliła nawet spory łyk. Bez obaw Omi... jeszcze tak ze dwa razy i wszystko będzie Ci smakować.
Hej.
Pomachała kamerdynerowi ze słodkim uśmiechem numer 23. Niech teraz poleci na kuchnie i opowie co za zjawę widział w salonie. I jakby tego było mało, odezwała się i pomachała do niego. Wszystko żeby zasiać zamęt i poruszenie wokół własnej, drobnej osoby. Och jak ona kochała robić wokół siebie zamieszanie. Na samo słowo „krew” kobieta przypomniała sobie, że jest głodna i to bardzo. Dobrze mieć obok siebie kogoś z głową na karku bo sama blondi ocknęłaby się pewnie w chwili kiedy pragnienie popchnęłoby ją do złych rzeczy. A przecież Omi się nawraca i jest wspaniałą, przykładną matką prawda?
Mój chłopczyk już nie jest dzieckiem.
Stwierdziła sama do siebie patrząc gdzieś w nieistniejący punkt. To straszne, że tak wiele ją ominęło i istnieje możliwość, że przeszłaby na ulicy obok własnego syna bez zwrócenia uwagi. To znaczy na pewno wyczułaby zapach i więź jaka ich łączyła ale sam fakt zmian wizualnych był nieco przerażający. Jeśli Kain raczy uprzedzić żonę co ma dokładnie namyśli to ta może nie dostanie zawału na widok połowy wygolonej głowy i innych udziwnień, które na 100% jej się nie spodobają. Syn przypominający teścia to istny horror. Osobiście nienawidziła skurwiela i w głębi duszy była przeszczęśliwa, że zamienił się w kupkę nieistotnego pyłu. Gdyby miała taką możliwość, jego szczątki umieściłaby w kuwecie dla kota. Tak bardzo go lubiła…
Wampirzyca kolejny raz przechyliła szklankę upijając kolejny łyk. Ależ to było niedobre! Poza lekkim skrzywieniem ust nie skomentowała drinka. Chciała mieć go już za sobą więc odważnie dogoniła mężczyznę również opróżniając szkło. Gdy ten usiadł sobie tuż obok niej i otoczył ramieniem, przekręciła się w jego stronę przysuwając się tak bardzo blisko, że niemal na nim siedziała. Omlet przylepa zawsze lubiła bliskość drugiej osoby ;> Zarzucając łokieć za jego plecy wplotła szczupłe palce w białe włosy partnera i zaczęła się nimi bawić. Przy odrobinie szczęścia nie powinny wkręcić się w jej wszystkie pierścionki bo wtedy może lekko szarpać. Teraz natomiast a to drapała, a to owijała sobie pojedyncze kosmyki wokół opuszek.
Och Kain zaczął mówić do niej trudne słowa, które powinna zapamiętać i wygooglować kiedy tylko zostanie sama. Z kontekstu wypowiedzi wywnioskowała, że ojciec i syn nie mają dobrego kontaktu a ten drugi być może będzie nawet szczęśliwy, że mamunia żyję i będzie miał go kto przytulać w długie zimowe wieczory.
Mam nadzieję, że szybko wróci do domu. Moje maleństwo…
Westchnęła nie do końca zdając sobie sprawę, że jej „maleństwo” ma pewnie ze dwa metry, nosi łańcuch przy dupie i wygląda jak synonim słowa „kłopoty”.
Kain każ proszę przysłać tu jakąś służkę. I wypiłam już drinka. Zobacz.
Co chodziło jej po tym jasnym łebku wiedziała tylko ona a na dowód pustego szkła pomachała nim delikatnie. Ciekawe czy mężczyzna ruszy się skoro ta tak przyjemnie go mizia. Nie uśnij mi tu!

_________________


Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Sty 31, 2017 8:13 pm

Ledwo wróciła i już marudzi. Gdyby tylko zrobiła to na głos a nie w myślach, pewnie powtórnie zirytowałaby męża marudzeniem. Bo takie sytuacje zawsze przypominają wszelkie negatywne cechy oraz rzeczy jakich dopuściła się w niedawnym czasie dana osoba. I nie koniecznie musiało to być związane bezpośrednio z wódką i sokiem. A gdyby nazwała jego posępne, wzorowane na średniowiecznych środkowoeuropejskich warowniach zamczysko, japońskim zamkiem... Dopiero podniosłoby mu się ciśnienie. Nie dość, że dalekowschodnia stylistyka kompletnie nie trafiała w jego gusta, to wręcz uważał ją za tandetną i kiczowatą. A pomylić te dwa zupełnie odrębne style architektoniczne? Trzeba by być strasznym ignorantem. Albo półmózgiem. Tak czy inaczej, skoro wampirzyca nie wygłosiła swych myśli na głos mogła nie przejmować się tym, że mąż się obrazi, albo co gorsza, weźmie za idiotkę. Instynkt? Zwykły fart?
Nazwanie Samaela chłopczykiem niemal wywołało u niego głośny śmiech. Niemal, bo w ostatniej chwili powstrzymał się przez co zamaskował reakcję udając odchrząknięcie. Chłopcem był on jakieś dwadzieścia lat temu. Później co najwyżej cholernie burzliwym nastolatkiem z problemami natury psychicznej by na końcu stać się regularnym szaleńcem. W końcu jednak coś się odmieniło, choć nie do końca na lepsze, przynajmniej z perspektywy jego jako ojca. Kiepski kontakt mieli zawsze, młody chyba od zawsze czuł podświadomie, że stary wcale go na tym świecie nie chciał i lepiej było mu bez niego. Do tego nigdy nie miał dla niego czasu i zbywał będąc wiecznie zajęty pracą czy czymkolwiek innym tylko nie własnym potomkiem. Czy tak samo będzie z ich małą córką? Czas pokaże. Może i Kain zmienił się mentalnie i dojrzał do bycia ojcem. Kto wie? W tej chwili jednak nie wyglądał na wzorowego tatusia, który bujałby dziecko na huśtawce.
- Jak wróci z pewnością zechce się z Tobą zobaczyć. Kiedy to będzie? Nie wiem. Przynajmniej jedno się nie zmieniło, nadal chadza własnymi ścieżkami. Z tym, że nie musi być w okół niego pół tuzina ukrytych członków Zakonu. - wampir skrzywił się lekko. Wyraźnie temat Samaela nie należał do jego ulubionych podczas sączenia drinka w salonie.
Czując jej długie palce smyrające go z tyłu głowy i to jak bawi się jego włosami miał ochotę przymknąć oczy i całkowicie się rozluźnić, jednak ta jakby nigdy nic dała to zrozumienia, że życzy sobie kolejnej dawki alkoholu.
- Jak przyjdzie to Ci zrobi... - mruknął wyraźnie okazując niechęć do jakiejkolwiek, nawet najdrobniejszej zmiany ułożenia. Uniósł głos i zawołał jedną ze służących po imieniu, tonem sugerującej, że nie zamierza długo czekać i życzy sobie jej obecności natychmiast. Tak jak można się było spodziewać, dziewczyna przybyła po krótkim czasie ubrana w typowy dla kobiecej części jego służby strój - Nalej mi czystej. Omi zrób drinka. - leniwie wskazał palcem zakończonym spiczastym pazurem w kierunku stolika i już po chwili zostały wręczone im napełnione szklanki. Dziewczę odeszło kilka kroków do tyłu i oczekiwała czy państwo zażyczy sobie czegoś jeszcze czy też mogła powrócić do innych obowiązków.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 120


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Sty 31, 2017 10:01 pm

Gdyby zapytał np. który krawat lepiej pasuje do granatowego garnituru, jakie skarpetki założyć do brązowych butów albo ogolić się czy nie… na te wszystkie pytania odpowiedziałaby nie tylko bezbłędnie ale do każdego wątku wygłosiłaby osobne przemówienie. Krawat nie może sięgać dalej niż do paska, koszula do muchy musi mieć zakryte guziki, a w ogóle to uwielbiała męskie spinki. Mogłaby tak gadać i gadać aż do znudzenia. Co do zamku zaś, hm. Tutaj zaczynały się schody, nie tylko te rzeczywiste ale i w przenośni. Nigdy specjalnie nie zastanawiała się nad tym co to za styl, dlaczego taki, a nie inny itp. Nikt nie jest znawcą wszystkiego, a ona w szczególności.
Jeśli nie wyrażała swoich uwag głośno to nie było to żadnym fartem ani lenistwem związanym z poruszaniem innego tematu. Ona po prostu bardzo szybko się uczyła i wiedziała co Kain chce usłyszeć a co nie. Dodając do tego brak pojęcia o wyżej wspomnianej tematyce dostajemy proste równanie. Nie wiem czy już wspominałam, że masz u boku bardzo przebiegłe zwierze? Powinna być ruda, jak lis. To do niej pasowało i to nawet bardzo.
Co tam?
Zapytała naiwnie w momencie kiedy mąż krząknął dość głośno maskując w ten sposób wybuch śmiechu. No co… to on nie wiedział, że dziecko dla swojej mamy zawsze będzie dzieckiem? Nawet jak ją przerośnie i będzie wyglądało na dorosłego osobnika. Chyba pora zauważyć, że Omi inaczej podchodzi do swoich dzieciaków. Na Kaina mogła drzeć buźkę, a nawet się z nim szarpać jeśli zaszłaby taka konieczność. Carmi nigdy nie uderzyła i Sama też nie. Jak jeszcze był mały oczywiście. I to Kain go nie chciał. To bardzo cenna uwaga, godna zapamiętania. Gdyby szanowny małżonek zechciał się skusić na trzeciego potomka to dla niej żaden problem. Nie najgorzej jej szło z wychowywaniem dzieci i nawet je lubiła. Szczególnie jak były jeszcze malutkie i nie pyskowały oraz nie uciekały mając z tego największą radochę.
Ciekawe po kim to ma.
Spojrzała wymownie z bardzo małej odległości na jasne oczyska szlachetnego, który wydawał się być bardzo zadowolony. Jeszcze trochę a osunie głowę na jej biust i uśnie tam w najlepsze. Oj nie! Jakoś nie wiedziało jej się ukołysanie Kaina do snu. To jeszcze nie ten czas i nie ta pora. Lepiej go trochę pobudzić do aktywności. Tym bardziej, że ona wcale nie była śpiąca, a spragniona, owszem. I to jeszcze jak! Korzystając z kilkunastu sekund kiedy młoda służka nalewała alkohol, Omi zacisnęła owinięte wokół swoich palców włosy mężczyzny i skierowała go twarzą do siebie. Bez skrępowania zbliżyła swoje usta do jego składając na nich namiętny pocałunek. Z tym wręczeniem szklanek to musiała chwilę poczekać. Dokładnie tyle ile trwał kaprys pani Asmodey. Gdy skończyła zluzowała ucisk schodząc pazurami na kark swojego starego (bez urazy) kocura.
Poczekaj.
Rzuciła nie patrząc nawet na dziewczynę. Gapiła się na mężczyznę z bardzo chytrym uśmiechem. Pazurami jeździła w górę i w dół. Raz delikatniej, raz mocniej.
Usiądź proszę z nami.
Ruchem głowy wskazała miejsce tuż obok swojego męża a dokładnie po jego drugiej stronie. Kiedy zapewne bardzo onieśmielona wampirzyca niskiego poziomu spełniała zachciankę Omi, ta odstawiła swoje szkło na stolik. Zrobiła to bezszelestnie i na tyle sprawnie, że tamta nie powinna zauważyć. Z resztą była na tyle speszona, że nawet nie podniosła do góry głowy. Kurtyna ciemnych włosów zasłoniła praktycznie całą twarz. Wstydliwość to taka słodka cecha. Szczególnie w tych czasach. W sumie blondynka chciała chwilę porozmawiać z „gościem” ale rozmyśliła się i to szybko. Zamiast gadać, podparła się ręką, którą do tej pory miziała mężczyznę o jego udo i prężąc plecy sięgnęła do kruczoczarnych włosów służki zagarniając je jednym, delikatnym ruchem za ucho.
Nie bój się.
Uśmiechnęła się słodko po czym jednym, gwałtownym ruchem owinęła sobie jej kosmyki włosów wokół nadgarstka i pociągnęła mocno w swoim kierunku. Nim tamta zdążyła zareagować w jakikolwiek sposób po szyi spływała pulsacyjnie struga krwi wydobywająca się z nieprecyzyjnie zrobionych wkłuć. Tak, to ząbki Omi tkwiły właśnie w tętnicy biedaczki, która o dziwo bardzo szybko straciła przytomność nie tyle z utraty posoki co chyba ze stresu. Cały akt odegrał się prawie na kolanach pana domu, który pewnie przeczuwał co się święci już grubo przed przedstawieniem.
Kochanie?
Zapytała cichutku oblizując czerwone wargi. Trzymając głowę służki uniesioną na pewnej wysokości zaproponowała mężowi obiad. Można powiedzieć, że sama go zrobiła. Taka dobra z niej żona.

_________________


Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Sty 31, 2017 11:04 pm

Krótko mówiąc była jak typowa kobieta. Wiedziała jak się dobrze ubrać i przystroić męża niczym świąteczną choinkę, ale cokolwiek przekraczającego tą sferę wykraczało poza grupę jej zainteresowań. Tak w skrócie. Bo choć często powtarzał (i to na głos), że jego żona jest idiotką, czy głupią blondynką to przecież wcale tak nie uważał. Jako mężczyzna mierzył cholernie wysoko i miał potwornie duże mniemanie o sobie. Gdyby Omitsu była kompletnym pustakiem, jedynie ładną laleczką, ale pełną powietrza w środku, prawdopodobnie już dawno zostawiłby ją w cholerę i poszukał lepszej kandydatki by spędzić z nią życie. W zasadzie pozostawanie w tym związku również nie należało do rzeczy rozsądnych. Jedna z głupszych rzeczy jakie kiedykolwiek zrobił, gdyby ktoś pytał mnie o zdanie.
- Pytanie retoryczne. - oczywiście, że młody odziedziczył tą cechę po matce. Wszak to ona wiecznie sie gdzieś szlajała i potrafiła znikać bez słowa, nie raz na całe lata. Ostatnimi czasy zrobił się jeszcze strasznie jadowity i podstępny niczym rasowy gad. Bez wątpienia, synek mamusi i czysto jej charakterek. Pewnie dlatego nie potrafili się dogadać praktycznie w żadnej kwestii. Bo tak jak Omi posiadała wiele atutów i sposobów by przekonać męża do swojego zdania, bądź chociaż złagodzić jego gniew, tak syn miał raczej marne szanse na powodzenie. Miejmy nadzieję, że córka wda się jednak bardziej w niego...
Co ją tak wzięło na czułości tego typu? Nie miał pojęcia. Ale od dłuższego czasu przeczuwał w jaką grę stara (bez urazy) żmija chce zagrać. Bez oporu odwrócił się w jej kierunku i oddał pocałunek, ręką, którą ją obejmował wędrując z jej boku na odsłonięte udo. Po wszystkim nie odezwał się już słowem, a tylko się przyglądał. Czekał aż wąż wykona pierwszy ruch, który najprawdopodobniej będzie ostatnim w tej partii.
Biedne dziewczę usiadło na wskazanym miejscu i niemal czuć było bijący od niej stres. Łomotanie serca, przyspieszony oddech. Niewiele brakowało a pewnie popuściłaby mocząc majtki. Po pierwsze, Asmodey nigdy nie spoufalał się ze służbą domową a tym bardziej nie zasiadał z nią w salonie przy drinku. Do tego jeszcze towarzystwo jego gościa, który zachowywał się nad wyraz podejrzanie.
- Kurwa... - stare wampirzysko zareagowało z właściwą sobie irytacją i zażenowaniem. Przewrócił nawet oczami choć Omitsu zajęta wgryzaniem się w szyję służącej nie mogła tego ujrzeć. Nie dość, że zapaskudziła mu spodnie krwią, to jeszcze popsuła całkiem jeszcze dobrą dziewczynę dla swojego kaprysu. Przecież kamerdyner niosący świeżą krew prawdopodobnie był już w korytarzu. Zupełnie nic nie usprawiedliwiało takiego marnotrawstwa jakie blondynka właśnie wyczyniała.
Gdy w końcu oderwała się od posiłku, nie czekając na słowa zachęty sam wbił potężne zębiska w młode ciałko i pił. Dużo, szybko, zachłannie. Był głodny, ale przyświecał mu zupełnie inny cel. Osuszyć ciało na tyle by z tej cholernej tętnicy przestała sikać fontanna bryzgająca wszędzie w okół posoką. Gdy skończył odepchnął powoli konającą pokojówkę i oblizawszy usta skierował wzrok na drzwi, przez które właśnie wkraczał sługa z dwoma kielichami.
- Postaw je na stoliku. I zabierz ją stąd zanim zapaskudzi kompletnie wszystko. - warknął. Oj, pan Asmodey chyba znów nie miał zbyt dobrego nastroju. Nie czekając nawet aż kroki lokaja ucichną w korytarzu wstał z kanapy.
- Zmarnowałaś dobrą służkę z powodu swojego widzimisię. Nie chodzi już nawet o fakt, że mam lochy wypełnione ofiarami tylko czekającymi by spuścić z nich krew. Wiesz jak teraz trudno o dobrą służbę? - ręce faceta powędrowały do paska jego zachlapanych szkarłatem spodni. Dobrze, że na czarnym nie widać aż tak bardzo - Dupa do góry. - rzucił krótkie polecenie zakończone charakterystycznym metalicznym dźwiękiem sprzączki i sykiem skóry wysuwającej się po kolei ze szlufek - Nie patrz tak. Zachowałaś się jak smarkacz, więc jak smarkulę Cię ukarzę. Dupa do góry.
Gdyby nie dość surowa i nieodgadniona mina Kaina, to sytuacja mogłaby uchodzić albo za przekomiczną albo za erotyczną zabawę stanowiącą wstęp do czegoś bardziej konkretnego. Zdaje się, że ktoś dostanie lanie na gołą pupę! Ojej, biedna Omi. Chciała dobrze a wyszło jak zwykle...

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 120


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Sty 31, 2017 11:56 pm

W tej kwestii wydawało się, że porozumienie jest bezapelacyjne ale nic bardziej mylnego! Kain był przekonany, że młody wdał się w matkę, a matka w role włóczykija wcieliła ojca. I chociaż każde miało coś innego na myśli to wspólnie przytaknęli nie do końca wiedzieć komu i czemu. To za szlachetnym nigdy nie można było nadążyć. Zawsze robił to co chciał i kiedy chciał. Mało kiedy pytał o zdanie Omi a już na pewno nie w błahych kwestiach. To dlatego czasami roiły jej się w głowie dziwne pomysły. Mało razy zastanawiała się czy jej druga połówka nie jeździ na dziewczynki kiedy znika bez słowa na całe dnie? Owszem, interesy interesami ale właściciel zamku nie bywał w nim zbyt często. Ona za to znikała raz a porządnie, na kilka lat. W sumie jakby nie patrzeć to Sam był ich miksem i wszystkie cechy jakie posiadał, odziedziczył właśnie po rodzicach, nie po sąsiedzie (zapewniam).
O proszę jak to dobrze ją znał! A może ten pocałunek nie miał żadnego związku z dalszą częścią wydarzeń? Gdybym chciała się upierać przy swoim na pewno dorobiłabym teorie do swojej racji ale nie… istotnie nie bez powodu wsunęła mu język prawie do gardła. Każdy wie, że lepiej jest działać na zbadanym gruncie, a w tym wypadku na nieco rozmiękczonym facecie. Nic tak przecież nie osłabia czujności jak drobne pieszczoty, drapanie tu i tam i gorący całus na deser. Jak widać rybeczka połknęła haczyk bo nawet zsunął dłoń z pleców na fragment odsłoniętej kobiecej nogi. Ach mężczyźni… im tak niewiele trzeba. Ale oni o tym nie widzą i tak ma zostać!
Przez ułamek sekundy, w chwili gdy jej niezbyt duże ale cholernie ostre ząbki wchodziły w skórę jak w masło, straciła kontakt z rzeczywistością. To przyjemne uczucie, a właściwie moment tuż przed nim. Adrenalina i chora podnieta, że zaraz dostanie to czego chce, od czego jest uzależniona. Zupełnie jak radość w piątek o godzinie 15, bo weekend. Tyle, że ze zwielokrotnioną siłą i natężeniem. Przez szum krwi w uszach wyłowiła ostre przekleństwo padające z ust znajdującego się nad nią mężczyzny. Ups, chyba nie do końca tak wyobrażała sobie jego radość z przyszykowanego obiadu. Nic więc dziwnego, że wypowiedziane chwilę później „kochanie” wręcz ociekało słodyczą. Gdy Kain pochwycił ofiarę we własne ręce Omi usiadła na łydkach zakładając sobie włosy za ucho. Oblizując jeszcze dolną, pełniejszą wargę z czerwonej substancji, palcem wskazującym zebrała resztę z kącika, następnie oblizała. Skoro wampir tak zachłannie zajmował się dziewczyną to chyba wszystko jest ok, prawda? Przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Blondyna zupełnie nie przemyślała opcji z brudzącą wszystko krwią. A plamy na spodniach nawet nie zauważyła. Pewnie dlatego, że aktualnie zasłaniały ją włosy służącej.
Do pomieszczenia wszedł ten sam mężczyzna, który był tutaj kilka minut temu. Gdy tylko postawił pucharki na stole, niemal bez wysiłku podniósł ledwo żywą dziewczynę i wyniósł ją w bezpieczniejsze miejsce. Przez tą króciutką chwilkę kiedy w salonie panowała cisza, Omi była przekonana, że wszystko jest jak w najlepszym porządku. Myliła się i to bardzo. A doskonałym na to dowodem był impet z jakim Kain wstał z kanapy. Zrobił to tak gwałtownie, że wystraszona Omi momentalnie przywarła plecami do oparcia kanapy. I gdyby skończyło się tylko na krótkim wykładzie „gdzie w zamku można kogoś zjeść” to pół biedy. Gorzej, że on wcale nie miał zamiaru poprzestać na słownym upomnieniu! Rykoszetem słów były czyny, a właściwie kilka szybkich manewrów. Najpierw przy sprzączce paska, a później przy jego dalszej części. Na ten widok jej oczy stały się jakby większe a serce zaczęło bić tak szybko i głośno, że słyszała je we własnych uszach.
N…nie.
Pokręciła nerwowo głowę przysuwając się maksymalnie do łączenia między siedziskiem a oparciem. No kurwa… ona się go wystraszyła! I to całkiem na poważnie! Czuła się jakby zrobiła coś bardzo złego i właśnie miała dostać kare od taty. W odruchu bezwarunkowym przygniotła dłońmi kieckę do swoich ud a jej policzki zaczęły piec jakby ktoś przysmażał je żywym ogniem. Co innego kiedy Kain dawał jej klapsy w sypialni. Tamte były przyjemne i nawet prosiła o więcej ale teraz? To w jakim stanie on był i jak solidnie wyglądał ten pasek przyprawiało ją o dreszcze i gdyby to było takie proste spieprzałaby gdzie pieprz rośnie.
Ty chyba nie chcesz mnie tym… teraz…
Jej do tej pory słodki głosik stał się mega nerwowy i chyba nawet trzęsący? Tak, to był bez wątpienia pierwszy raz w ich wspólnym życiu kiedy Omitsu naprawdę bała się Kaina. Bezapelacyjne złoto za napędzenie jej strachu ale starczy tych żartów…. Tak?

_________________


Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 204


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Czw Lut 02, 2017 11:10 pm

Nie znosił marnotrawstwa. Chociaż już od kilku dekad był wręcz obrzydliwie bogaty, nie znosił marnotrawienia pieniędzy na coś kompletnie bezsensownego. Nie był skąpy, po prostu rozważnie dysponował pieniędzmi i nie miało tu nic do rzeczy ile zer miał na koncie. Odnosiło się to bowiem nie tylko do euro, dolarów czy jakiejkolwiek innej waluty. Miał pod sobą całe rzesze ludzi i wampirów, pracujących dla niego nie tylko jako służba, ale i w firmie, której był właścicielem. Do tego piastował przecież stanowisko głowy rodu. Jakby to wyglądało gdyby ze względu na jakiś swój humorek po prostu pozbawił życia jednego ze swoich podwładnych? W oczach społeczeństwa oraz przyszłych klientów stałby się osobą niepewną, niezrównoważoną i niegodną zaufania. Nie mógł sobie pozwolić na coś takiego. Z resztą... pomimo swojego niewątpliwie ciężkiego charakteru znany był z tego, że całkiem nieźle traktuje służbę. Nie spoufalał się, jednak zwykle darzył dobre, sumienne i oddane mu istoty nicią sympatii. Kim była dziewczyna, która umiera gdzieś teraz z braku krwi? Znał tylko jej imię, pracowała w zamku od niedawna. To było jednak nie istotne. Liczyło się to, że kamerdyner z dwoma pokaźnych rozmiarów pucharami pełnymi posoki znajdował się zaledwie metry od salonu. Świeża, jeszcze ciepła, dopiero odsączona ze specjalnie wyselekcjonowanych więźniów trzymanych w specjalnie przygotowanych do tego celu pomieszczeniach w podziemiu. A pokojówka zginęła ponieważ wypełniała polecenia tak jak ją uczono. Bo chciała pracować jak najlepiej. Ten incydent z pewnością nie przejdzie w zamku bez echa. Ilu spośród wynajętej służby zwątpi i zacznie obawiać się, że następnym razem to mogą być oni? Uśmierceni bez powodu, ponieważ jakiś domownik miał taki kaprys? Kto chciałby pracować w takich warunkach? Kto będzie sprzątał w tym cholernie wielkim zamczysku, robił pranie, zmieniał pościele, przygotowywał kąpiele, posiłki i robił milion różnych innych domowych rzeczy? Bo chyba nie Omitsu. I właśnie to Kain starał się teraz wpoić niesfornej blondynce. Mógłby rozwodzić się nad tym i próbować jej to tłumaczyć, ale zajęłoby to dużo czasu a po za tym zachowała się jak smarkula, więc argument pasa na dupie zdecydowanie lepiej przemówi jej do rozumu. Nawet jeśli nie do końca zrozumie za co dostała lanie, zapamięta, że zabijanie służby dla krwi oznacza bolące pośladki.
- Nie utrudniaj. - wampir mruknął posępnie. Czuł się właśnie jak ojciec chcący włoić dziecku, które na to zasłużyło i prawdopodobnie tak to właśnie wyglądało. Skoro jej rodzice nie wpoili jej pewnych rzeczy to mąż ją natemperuje. W tempie ekspresowym.
Widząc, że kobieta ani myśli nadstawić pupy do pasowania pokręcił tylko głową z zażenowaniem i sięgnął swoją wielgachną łapą do jej karku. Złapał jak kocię albo małe dziecko i najzwyczajniej w świecie pchnął na siedzisko kanapy tak by położyła się na brzuchu. Szybkim ruchem zadarł jej i tak krótką kieckę odsłaniając kształtne pośladki zamachnął się podłużnym kawałkiem skóry, który dzierżył w drugiej ręce. Pasek świsnął w powietrzu i na siedzeniu pani Asmodey pojawiło się pierwsze zaczerwienienie. A z każdą chwilą pojawiało się ich więcej.
Nie katował jej, co to to nie. Smagał ją z wyczuciem, jak dziecko, bo kara przecież miała mieć bardziej wymiar psychologiczny a nie zostawić jej siniaki. Skończy się co najwyżej na nieco czerwonej i piekącej skórze. Jak po zbyt dużej ilości klapsów w sypialni, które przecież tak bardzo lubiła. Podobno.
Gdy skończył westchnął tylko i pogłaskał jej zaróżowioną pupę niemal pieszczotliwie.
- No, wstawaj. Koniec tego smyrania po tyłku. - rzucił a mimo nadal nieco srogiej miny nie mógł powstrzymać się od lekkiego uśmiechu. Sprawnie zaczął wsuwać pasek na miejsce wyklinając w międzyczasie, ze musi iść zmienić spodnie na czyste.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 120


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pią Lut 03, 2017 4:52 pm

Marnotrawstwo marnotrawstwem ale ona wcale nie to miała na myśli. Inaczej, nie pomyślała i nie wzięła pod uwagę, że Kain tak to odbierze. Chciała sprawić mu przyjemność z żywej i niebrzydkiej dziewczyny. To, że nie musiała takowej uprowadzać z ciemnego zaułka w gorszej części dzielnicy lub ganiać za nieszczęśnikiem po lesie to już druga sprawa. Nawinęła się sama, była na wyciągnięcie ręki a Omitsu skorzystała z okazji. Bo kto by nie skorzystał? Chciała dobrze a wyszło jak zwykle? No dokładnie… tyle, że do końca nie wierzyła w to co robi Kain. Ta cała szopka z gwałtownym zerwaniem się z kanapy i wyciągnięciem pasa napędziła jej niezłego strachu ale na tym miał poprzestać. No może ewentualnie jeszcze pogrozić paluszkiem przed nosem blondynki i tyle.
Omi również zatrudniała personel. Był on znacznie mniejszy od ilości ludzi jakich mąż miał pod sobą ale faktycznie nigdy nie zdarzyło jej się maltretować kogoś w podobny sposób w miejscu pracy. Dlaczego nie przełożyła tego na zamek i służbę? Nie wiadomo. Pracownicy jej hotelu wykonywali swoje obowiązki w świętym spokoju. Być może niektórzy nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że ich szefowa nie jest zwykłą śmiertelniczką.
Blondi w roli sprzątaczki? Hahaha… Oczyma wyobraźni wszyscy widzimy Omitsu z wielką górą pościeli, która idzie przez korytarz w kierunku pralni. Albo lepiej, Omi przy garczkach. To byłby początek końca tego olbrzymiego domostwa, które wolno popadłoby w kompletną ruinę. Może nie była przykładną żoną, idealną matką ale jedno wiem na pewno. Byłaby najgorszą gospodynią pod słońcem w tej części świata. Z tego powodu po części można zrozumieć Kaina, który pewnie zdążył sobie wyobrazić ruiny murów gdyby jego żona przejęła w 100% opiekę nad „domowym ogniskiem”. A tak? Przyrżnie jej kilka razy i odechce jej się znęcania nad biednymi, nieświadomymi dziewczynkami. (Albo i nie ;> )
Nie dotykaj mnie!
Zagroziła palcem starając się nawet krzyknąć ale nim dokończyła zdanie została BRUTALNIE powalona na kanapę. Podpierając się na łokciach obróciła głowę za siebie patrząc co to się wyrabia. I znowu była zbyt wolna bo jej kiecka już zadarta na plecy odsłoniła nagie pośladki… Na następny raz nie ubierze bielizny typu stringi z nicią dentystyczną zamiast materiału, które praktycznie nic nie zasłaniają. Ubierze pantalony w połowę uda, może ją bardziej ochronią przed skórzanym pasem?
Ała!
Krzyknęła za złością kiedy wymierzył jej pierwszy, nazwijmy to – cios. I tutaj zaczyna się poważne rozważanie nad tematyką bólu i znoszenia go. Bo jak to jest, że nie raz dostała w życiu kulkę, która albo przeszyła ciało albo utkwiła w nim i nawet nie mruknęła, a teraz dostaje pasem po dupsku i krzyczy, że jak to bardzo ją boli? Niech mi to ktoś wyjaśni… Chyba wszystko tkwi rzeczywiście w psychice, która wyolbrzymia karę i upokorzenie ponad inne przypadłości.
Pomimo tego, że cała akcja nie trwała długo to dla wściekłej Omi minęły wieki, po których powinna wykręcić numer na psy i zgłosić przemoc w rodzinie. Kain dostałby niebieską kartę i przy okazji nauczkę, że nie wolno robić żonie krzywdy gdy ta tego nie chce lub nie prosi. Jeśli tylko ośmielił się dotknąć jej czerwonej pupy, z pewnością spotkał się z piorunującym spojrzeniem. W końcu sama „pobita” zwlokła się z posłania fukając coś pod nosem. Opuściła najpierw kieckę do dołu co by nie sprawiać przyjemności widokiem nagich pośladków.
Jeszcze mnie za to przeprosisz.
Zagroziła z ogromną powagą jaką starała się utrzymać na twarzy. Przy okazji dorzuciła focha czyli głowa wysoko i patrzenie na wszystko i wszystkich „z góry”. Tak naprawdę to udawała bo doskonale wiedziała, że źle zrobiła ale musiała stwarzać pozory. W końcu ośmielił się sprawić jej ból i nie zakończył tego żadnym przyjemnym dla niej akcentem. I to właśnie odróżniało salon od scenerii sypialni. Tam po podobnym epizodzie następował deser a tak? Została ukarana i uwolniona jakby nigdy nic.
Nie odzywaj się do mnie.
Stanęła tyłem do mężczyzny przy stoliku, na którym kamerdyner zostawił pucharek z krwią. Bez zastanowienia wielka dama, pani Asmodey chwyciła naczynie i patrząc z ogromnym zainteresowaniem na pustą ścianę zaczęła sączyć krew. Ależ była głodna, nawet pomimo wcześniejszego posiłku. A i nie zdawała sobie sprawy jak komicznie wygląda jej kontemplacja muru…

_________________


Powrót do góry Go down
 
Salon [PARTER]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Mały salon
» Główny Salon
» Salon z kuchnią
» Łazienka I - parter

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy :: ZAMCZYSKO ASMODEY-
Skocz do: