IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Salon [PARTER]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pią Lut 03, 2017 6:06 pm

Typowe dla tej o to uroczej blondyneczki - posiadać wiedzę, a nawet pewne doświadczenie w zagadnieniu, ale całkowicie to wszystko zignorować, wyłączyć abstrakcyjne myślenie oraz świadomość przyczynowo-skutkową i po prostu zrobić głupotę z powodu kaprysu. Dawniej, Kain był dla niej o wiele surowszy i zdecydowanie bardziej negatywnie nastawiony na wszelkie jej wybryki. Odkąd się poznali była dość nieprzewidywalna, i choć na samym początku dodawało jej to niewątpliwej atrakcyjności tak z czasem potrafiło stać się męczące. Ot, jak sytuacja mająca miejsce przed kilkoma minutami. Było miło, rozsiedli się we dwoje na kanapie, rozmawiali czekając na dostarczenie posiłku. I co? I musiała wszystko popsuć. Jak na dużą dziewczynkę to zachowywała się momentami strasznie infantylnie. Dobrze, że przynajmniej tym razem rozumiała za co dostała po tyłku, pomimo tego, że zdecydowanie jej się to nie podobało. Ale to miała być kara, nie nagroda. Idiotyzmem byłoby karanie jej w sposób, który sprawi przyjemność. To nie zabawy w sypialni czy też specjalnie do tego typu gierek przygotowany pokój.
Na słowa żony o tym, że jeszcze ją za to przeprosi uśmiechnął się szeroko a widząc jej pozę obrażonej damy wręcz zaśmiał się na głos. Chyba nie zdawała sobie sprawy jak zabawnie teraz wyglądała. Pasowanie jak było widać na załączonym obrazku zdało egzamin, był to bardziej zabieg psychologiczny niż autentyczne bicie. Sam fakt dostawania lania po tyłku, upokorzenie i wstyd zrobiły swoje i wyolbrzymiło całe zajście do rangi czegoś naprawdę poważnego.
Uporawszy się w końcu z paskiem podszedł do stolika i bez słowa wziął swój puchar w dłoń. Przechyliwszy go upił kilka łyków ciepłej posoki i oblizawszy usta odstawił go na miejsce. Przez niemal całkowite osuszenie ciała służki, jego głód drastycznie zmalał, mimo wszystko trudno było odmówić sobie jeszcze choć kilku łyków.
- Jak sobie pani życzy. - mruknął a uśmiech nie schodził mu z wrednej gęby. Naprawdę zachowywała się jak mała dziewczynka, która dostała po pupie od taty. Po wszystkim udawała obrażoną na cały świat i w przeuroczy sposób musiała to zaznaczać na każdym kroku gestami, mimiką i słowami - Ale nie krzyw się bo Ci tak zostanie i będziesz miała zmarszczki.
Swobodnie podszedł do kobiety i objął ją od tyłu na wysokości brzucha, tak by plecami oparła się o jego szeroką pierś. Trącił nosem jej policzek a nawet zaczepnie ucałował w kącik wykrzywionych fochem ust. Szczerząc swoje wielkie zębiska obejmował ją dalej a nawet delikatnie smyrał pazurami po bokach czekając aż w końcu się odfuknie. Bo było to zabawne przez chwilę, ale trzeba w końcu na poważnie zaplanować kilka rzeczy.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Sob Lut 04, 2017 8:14 pm

Śmiej się śmiej, masz racje ale ona wzięła sobie własne słowa głęboko do serca. To, że cierpi na brak pamięci krótkotrwałej nie wyklucza czegoś innego. Otóż wadą/zaletą pani O. było to, że bardzo drobiazgowo prowadziła selekcje swoich wspomnień i nie tylko. Pamiętała to co chciała oraz posiadała dar słuchania wyłącznie tego co chciała usłyszeć. Zbędną resztę najzwyczajniej w świecie pomijała wrzucając ją do worka z nalepką „pierdoły”. Tak więc o przeprosinach pewnie jeszcze nie raz i nie da przypomni nawet jeśli Kain kompletnie zignoruje to co się tutaj stało.
Nafukana z lekko zarysowanym dzióbkiem cały czas stała niewzruszona na wprost ściany. Dla lepszego efektu kobiety zdenerwowanej wybijała paznokciem rytm o ściankę pucharka z krwią. Było to wolne uderzanie w równych odstępach czasu. Jak słyszy się taki stukot wiadomo od razu, że coś nie gra.
No przecież miał się nie odzywać! Ale tak serio to była tylko jej gra na czas. Musiała przecież pokazać, że jest obrażona. Tyłek cały czas ją szczypał a miejsca, które spotkały się z pasem częściej niż inne miarowo pulsowały. Dobrze, że była ubrana w sukienkę, która jedynie delikatnie dotykała podrażnienia. Do chwili aż przylepa nie zechciała zajść ją od tyłu i przytulić się.
-Zawsze będę piękna i młoda w przeciwieństwie do Ciebie.
Odgryzła się z szybkością karabinu maszynowego ucinając zdanie w taki sposób jakby nie miała najmniejszego zamiaru powiedzieć czegokolwiek jeszcze. Czując jak Kain oplata ją rękoma nie zareagowała w żaden sposób. Lubiła to i właśnie w tym szczelnym zamknięciu było jej najlepiej. Bezpiecznie, ciepło i w ogóle. Ale nie mogła tak szybko wymięknąć. Musiała się jeszcze trochę poobrażać żeby nie wyjść na szybką i łatwą. Tak więc stała bez ruchu jeszcze chwilkę. A dokładnie do momentu, w którym Kain zaczął ją traktować pazurami po bokach. No nie… przecież ona ma tam łaskotki więc zaczęła się giąć i chcąc czy nie musiała się uśmiechnąć. Najgorzej. Kiedy próbujesz być poważna ale on i tak Cię rozśmieszy : / Kiedy już atmosfera grozy i powagi się jebła, Omi obróciła się na pięcie w miejscu, tak, że teraz stała przodem do męża. Już bez żadnego focha ani wyrzutu uniosła głowę i zapytała całkiem normalnie.
-No co tam chcesz ode mnie?
W tej całej niezamierzonej bliskości Omitsu nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej sukieneczka brudzi się od spodni Kaina. Zaraz będzie wyglądała podobnie jak on. Chyba oboje powinni się przebrać.
-Wyrzuciłeś wszystkie moje rzeczy?
Przypomniało jej się zupełnie nagle i nie wiadomo dlaczego. Fakt! Przecież zostawiła w domu mnóstwo ubrań a o butach nawet nie wspomnę.

_________________


Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pon Lut 06, 2017 1:22 pm

Niecodzienne wydarzenie jakie miało przed chwilą miejsce na kanapie z całą pewnością będzie jednym z tych, które Omitsu będzie wypominała mu przy każdej nadarzającej się ku temu okazji. Przez najbliższe stulecie. Ile już takich było? Mnóstwo z tym, że on kompletnie nie miał głowy do tego typu rzeczy. Drobne incydenty, które bardzo łatwo przepadały gdzieś w odmętach pamięci chyba, że jest się jego żoną. Ona miała specyficzny zwyczaj zapamiętywania wybiórczego i wywlekania takich sytuacji podczas kłótni czy innej szarpaniny, a miewali je cholernie często. Zdążył już odwyknąć od wielu irytujących cech jakie posiadała przez te lata bycia "wdowcem". Teraz skoro pani O. wróciła na stare śmieci należało znów się powoli do tego wszystkiego co ze sobą niosła przyzwyczaić.
- A ja jestem stary i brzydki a Ty i tak za mną szalejesz. - odpowiedział z przekąsem nie wypuszczając jej ze szczelnego objęcia. Wiedział, że przepadała za tego rodzaju uściskami a do tego bezczelnie wykorzystał jej łaskotki by w końcu zmienić tą jej nafukaną minę obrażonej na cały świat damy. Dość szybko mu się to udało bo już po chwili wszystko wróciło do normy. Przynajmniej pozornie, tak więc i tak zachował jeszcze odpowiednia dozę ostrożności. Miał przecież do czynienia z jadowitym wężem, który może tylko przyczajać się do ataku udając łagodnego i nieagresywnego.
- Żartujesz? Nie mam Twoich rzeczy. Co miałbym z nimi robić? Ubierać sie w nie? - prychnął po czym dmuchnął w górę by pozbyć się śnieżnobiałej grzywy wchodzącej mu do prawego oka - Niedawno odzyskałem ten zamek. Po naszym ostatnim wyjeździe zagarnął go jakiś kolekcjoner i trudno było się go stąd pozbyć legalnymi środkami. Na szczęście mam dobrą prawniczkę.
Wszystko tutaj było niemal jak po staremu choć wystrój pomieszczeń nieco się zmienił, część mebli była nowa, inne zmieniły swoje miejsce. Były w zamku pomieszczenia jeszcze nietknięte oraz takie wciąż pachnące nowością. Musiałaby sama pochodzić po zamczysku i się przekonać. Teraz, kiedy ich syn przestał być dzikim zwierzem nie było tu już tak niebezpieczne jak dawniej.
- Masz pewnie jakieś swoje rzeczy w hotelu, wyślę kogoś żeby je przywiózł. - rzucił a jego mina markotniała coraz bardziej. Wiedział do czego ta rozmowa prowadzi. Do babskich zakupów... Tysiące kiecek, żakiecików, spodni, bluzeczek, spódniczek i tony par butów. Nie miał zamiaru z nią nigdzie jeździć, wynudzić się jak mops i do tego targać za nią torby ze szmatami. Z pewnością trzeba będzie zakupić też nowe meble by pomieścić to wszystko.
Póki co, z babą same problemy. Jeszcze na dobre nie przywykł do ponownego posiadania żony a już zaczynał tęsknić za czasami kiedy był zupełnie sam i mógł robić to na co tylko miał ochotę.
- Chciałem zaprosić do zamku rodzinę. - zmienił temat. Wypuścił wampirzycę z objęć i odwrócił się do stolika. Uniósł swój niemal pełny jeszcze puchar z krwią i upił kolejny niewielki łyk - Mamy sporo rzeczy do omówienia z moim kuzynem. Do tego, warto byś się pokazała, nie sądzisz? Wszyscy myśleli, że nie żyjesz. - dodał. Powodów do spotkania było kilka. Nie miał zamiaru spraszać całej rodziny, była po prostu za duża a i większość i tak odmówiłaby ze względu na odległość i własne zajęcia. Będzie to więc raczej dość kameralne spotkanie, tylko oni, najbliższe otoczenie oraz kuzyn. Może da znać również Naizenowi i jego siostrze? Powinien.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~


Ostatnio zmieniony przez Kain dnia Pią Lut 10, 2017 1:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Lut 07, 2017 10:07 pm

Omitsu wcale nie jest irytująca tylko specyficzna, a każda jej wada jest w pewnym sensie urocza. Kłótnia z kobietą jest jak koncert. Na początek gramy nowości a pod koniec stare, dobre przeboje. I to wiadomo nie od dziś. Poza tym pani Asmodey w tych wszystkich swoich dąsach była nie tylko urocza ale dodatkowo rozbrajająca bo nikt by nie wziął jej zachowania i słów na poważnie. Przykład pierwszy lepszy.
Nie jesteś brzydki.
Odpowiedziała niemal obrażona jego słowami. Stary, to fakt. Niedługo na któreś z kolei urodziny Omi zafunduje mu balkonik. Dokładnie taki jaki jest w codziennym użytku domu seniora. Wracając jednak do kwestii wyglądu, co było dla niej bardzo ważne. Nawet jeśli Kain mógł podejrzewać kiedyś, że wyszła za niego tylko dla kasy to na pewno nie zrobiłaby tego jeśli byłby ostatnim Januszem i burakiem w jednej osobie. Rozmowa, wspólne spędzanie czasu z kimś nieatrakcyjny jest okej ale seks z kimś kto nas nie pociąga fizycznie? Odpada całkowicie. Pomimo biegu lat i ogólnego przyzwyczajenia do swojej drugiej połówki, nadal jej się podobał. Ba, była nawet zazdrosna gdy jakaś lafirynda spojrzała się na niego z ukosa.
Zawsze to jakaś forma żałoby.
Pomimo zaciśniętych szczęk i pokerowej twarzy przez umysł blondynki przemknęło kilka wizji. Takich, których Kain nie chciałaby na pewno zobaczyć. On w sukience, on w staniku i białych kozakach… Nie Omi! Przestań natychmiast bo to zaczyna robić się niezdrowe. Gryząc nerwowo policzek od środka cudem powstrzymała się od wybuchu śmiechu. Zamykając oczy szybko usunęła chore myśli zastępując je czymś ważniejszym. A no gdzie były jej rzeczy? W walizce, w aucie, które miało jechać za nimi.
Tego nie wiedziałam. Ktoś spał w naszej sypialni?
Skrzywiła się na samo wspomnienie o takich ekscesach. Och gdyby tylko wiedziała, że owszem, spał… i to Kain z ową prawniczką pewnie wydrapałaby puszczalskiej oczy. I chociaż to wina niczyja bo dziewczyna jest wolna, on też myślał, że jest to… kobiecej logiki nie ogarniesz, nawet nie próbuj.
W moim samochodzie, w bagażniku jest walizka. Tam mam kilka rzeczy a na większe zakupy wybiorę się w wolnej chwili i nie bój się. Dasz mi kogoś z zakonu, a sam zostaniesz w domu.
Wyprzedziła jego myśli uspokajając, że nie będzie musiał chodzić z nią po przymierzalniach i mówić czy jest ok, czy nie a i tak zazwyczaj wszystko pasuje byle szybciej wyjść. Dlaczego dla facetów to taka katorga? Dla Omi zagadka życia, do dziś nieodgadniona.
Przyjęcie? Super! To coś co ona uwielbiała. To też kolejny świetny pretekst do zakupów bo przecież musi sobie kupić nową sukienkę i buty i kolczyki i pończochy, o kosmetykach nie wspomnę. Kain szykuj portfel <3
Jestem za. Wolałabym jednak żeby spotkanie odbyło się zanim przyjedzie Carmi. Już samo poznanie Ciebie będzie dla niej dużym przeżyciem a gdzie dopiero reszta familii.
Tak więc dla Omi sprawa była jasna. No może poza jednym małym szczegółem.
Kain? Ale kiedy im powiesz? Przed czy tutaj?
Przygryzła dolną wargę zaplatając ręce na klatce piersiowej. W sumie to wcale nie takie proste a teraz siedzieli w tym razem. Oczywiste, że oczekiwała wsparcia od męża. Przecież po to jest się razem, żeby pomagać w trudnych chwilach prawda? A ta do najłatwiejszych nie należała…

_________________


Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pią Lut 10, 2017 2:09 pm

Nie pamiętał nawet kiedy ostatni raz obchodził urodziny. Dawniej, kiedy był jeszcze młodziutkim wampirem żyjącym na zamku swojego ojca, co roku matka urządzała mu przyjęcie urodzinowe. Później wolał wziąć się za organizowanie tego typu imprez samodzielnie. Wiadomo, był starszy, pijał już alkohol oraz interesował się kobietami. A pamiętajmy, że za jego czasów takie rzeczy były całkowicie normalne już dla naprawdę młodych, z perspektywy dzisiejszych czasów chłopaków. Później całkowicie nie miał już głowy żeby celebrować rocznicę swojego przyjścia na świat. Z biegiem czasu uznał, ze ten typowy ludzki zwyczaj nie ma dobrego przełożenia na żywot krwiopijcy mogącego chodzić po ziemi całymi stuleciami. Aż w końcu przestał sobie zawracać tym głowę całkowicie. Teraz dochodziło nawet do kuriozalnych sytuacji gdy musiał podać swoje lata z dokładnością co do roku. Zmuszony był wręcz do szybkiej matematyki aby odpowiednio odejmować od siebie daty. Ważne było, że za około trzy dekady stuknie mu szósty wiek egzystencji. Czy to dużo? Zależy z czyjej perspektywy patrzeć. Były przecież wampiry nawet dużo starsze od niego. A Omi? Uważała się za młodziutką a przecież na ludzkie standardy dawno gryzłaby ziemię. Wcale nie była taką młodą panienką za jaką się uważała. Stara z niej dupa, ale chyba wolała sobie tego nie uświadamiać.
- Wątpię. Facet, który pół legalnie nabył zamek chciał zrobić z niego coś w rodzaju muzeum czy wystawy. Wiele komnat było pustych, część zagracona jego kolekcją antyków i średniowiecznych eksponatów. Nie mieszkał tutaj. - wampir obojętnie wzruszył ramionami. Nie żeby świadomość iż ktoś mógłby spać w jego sypialni go nie ruszała. Po prostu wiedział, że do czasu aż nie odzyskał swojej własności komnata była całkowicie pusta. Nieświadomy człowieczek, który snuł plany na wielkie przedsięwzięcie najpierw stracił zamek, później znaczą część środków, a na końcu, już w akcie personalnej zemsty Draculi, życie. Nie było o czym gadać.
- Zakon nie jest od tego by targać za Tobą siaty, Omi. - białowłosy prychnął i przewrócił oczami w geście zirytowania. Zapomniał już, że jego żona kompletnie nie pojmowała tego, że Zakon Smoka to nie jacyś słudzy od wykonywania prac domowych czy jeżdżenia na zakupy - Weź sobie kogoś ze służby w zamku.
Przyjęcie? Nie myślał o tym w taki sposób. To miało być po prostu spotkanie kuzynostwa, na którym omówione zostaną istotne dla nich wszystkich sprawy. Zwłaszcza z Septimusem miał ważny biznes do załatwienia gdyż ich malutka intryga zaczęła nabierać rumieńców i wszystko było już niemal gotowe. Czekano już tylko na ruch kapitana łódeczki.
- Niech będzie. Chciałbym to zorganizować w przeciągu kilku najbliższych dni. Wątpię by Twój ojciec przyleciał z małą szybciej niż za tydzień lub dwa. - nie było nowością, że Kain i stary Reiter nie przepadali za sobą personalnie. Mimo tego jednak zdawało się, że znali się na wylot i jeden potrafił doskonale przewidzieć jak w danej sytuacji postąpi drugi. Po za tym mieli podobny stosunek do interesów i na tym polu potrafili dogadać się świetnie. Chyba tylko dlatego potrafili znieść swoją obecność na dłużej niż kilka minut.
- Przed? Daj spokój. Chcesz zepsuć mi zabawę? - na bladej twarzy wampira wypełzł podstępny gadzi uśmiech - Poczekamy z tym do ostatniej chwili. Nie chcesz zrobić efektownego wejścia i patrzeć jak zebrani zbierają szczęki z podłogi? - Asmodey pozwolił sobie nawet na diabelski półśmiech. Taki stary a czasami zachowywał się jak szczeniak lubujący się w drobnych żarcikach, często kończących się tragicznie dla osoby, której dowcip robiono.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Sro Lut 15, 2017 6:41 pm

To bardzo przykre, że miejsce,  w którym przeżyła tak wiele złego ale i dobrego ktoś chciał zamienić w muzeum. Placówka, do której zagląda się przeważnie po to żeby zabić czas wolny, taki, który nie wiadomo czym wypełnić. Na całe szczęście Kainowi udało się odzyskać cały obiekt i Omi mogła się nim cieszyć jak za dawnych lat. Chociaż ilość komnat mogła przywrócić o zawrót głowy do żadna nie była jej prywatną garderobą co zasługiwało na zmianę. I w żadnym wypadku nie chciała w tej kwestii cisnąć Kaina ale przy najbliższej okazji musi o tym wspomnieć. Pani O. uwielbiała fatałaszki w każdym możliwym wydaniu. Bluzki, bluzy, sukienki, spódnice, spodnie, szorty i cała reszta to jej pasja. Mogła całe dnie spędzać w galeriach handlowych a i tak jej było mało tym bardziej, że teraz chciała się podobać swojemu mężowi, a to przecież ważne, prawda?
Gdyby tylko Kain wspomniał, że jego laska już wcale nie jest taka młoda. To wtedy nastąpiłaby prawdziwa obraza majestatu. Jest kilka rzeczy, których nie wolno mówić babeczkom i to była jedna z nich. Chyba ostatnią rzeczą jaką O. chciałaby usłyszeć to, to, że już wcale nie jest taka młodziutka. Osobiście uważała, że trzyma się świetnie. Zarówno psychicznie jak i fizycznie. Do tej pory nie dosięgło ją jeszcze żadne znudzenie życiem czy podobne przypadłości. Z tego trzeba się raczej cieszyć bo nie ma nic gorszego niż utrata chęci do dalszej egzystencji.
Nic by im się takiego nie stało gdyby raz te siaty ponosili.
Pokręciła nosem gdyż o wiele bardziej wolała iść na zakupy z rosłym facetem, który nie dość, że dobrze się prezentuje, to jeszcze ją ochroni (tylko przed czym?) niż z kruchą pokojówką, taką co to ją niedawno zjadła…
Ojciec przyleci gdy tylko będziemy chcieli. Musi tylko zarezerwować lot i spakować małą. Nie powinno być z tym żadnego problemu. Ale wszystko na spokojnie, bez pośpiechu.
Co prawda jeszcze przed swoim wyjazdem naświetliła ojcu co ma zrobić jeśli będzie musiał przylecieć tu z małą ale wiadomo jak to jest. Teoria a praktyka to dwie różne sprawy. Reiter nie był już taki młody a Carmi niezwykle ruchliwa. Omi starała się o tym specjalnie nie myśleć bo w końcu wyszłoby na to, że sama poleci po córkę. Z drugiej strony nie może postrzegać taty w kategoriach starszego pana chodzącego o balkoniku więc spokojnie. Dajmy mu się wykazać a na pewno wszystko będzie dobrze.
Oj… Ten Twój uśmiech jest podejrzany.
Opierając się tyłkiem o stół skrzyżowała przy okazji ręce na piersiach. Oczywiście nie miała nawet w zamiarze wyobrażanie sobie sceny podczas której Kain każe jej wyskakiwać z tortu ale jeśli kombinowali w tym samym kierunku to wejście do salonu w odpowiedniej chwili powinno i tak wzbudzić duże wow. A jak najlepiej zrobić duże wow? Najlepiej w oszałamiającej sukience, takiej do ziemi naturalnie. Zakupy?
To co, masz coś teraz do załatwienia? Skoczyłabym pochodzić po sklepach. Tylko nie sama.
Na wszelki wypadek przypomniała jeszcze raz, że nie może iść sama i potrzebuje towarzystwa. Nawet ktoś z zamku, niech i tak będzie.

_________________


Powrót do góry Go down
Mihail
Vindicta
Vindicta
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2673-mihai-belial-vlad-v-dracula#57132 http://vampireknight.forumpl.net/t2686-mihail http://vampireknight.forumpl.net/t2700-mihail#57694 http://vampireknight.forumpl.net/t2701-mihail#57695
Zarejestrował/a : 29/06/2016
Liczba postów : 154


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Czw Lut 16, 2017 11:25 pm

Przykre było to, że sytuacja wymusiła na nim pozostawienie ognistowłosej kobiety, szczególnie w takiej sytuacji, która bardzo dobrze się rozwijała. Szczególnie, że miał chrapkę na nią. Wszystko było pięknie dopóki ni stąd, ni zowąd pojawił się Nathaniel, jeden z ludzi Mihaila. Ten to ma wyczucie czasu. Miał przyjemność oglądać parkę nagich wampirów, w pozycji sugerującej tylko jedno. Shit happens, nie ma co. Dracula ubrał się w swój elegancki zestaw, chwycił go za ramię i bez zbędnego opisywania sytuacji, zniknęli. Więc jeśli pozwolicie, przejdę dalej.
Podróż za pomocą teleportacji jest przyjemna. Szczególnie kiedy transportującym jest wampir szlachetnej krwi, jego zasięg jest zadziwiający, same plusy z takiego wspólnika. Celem było najpierw spotkanie biznesowe, dopiero po załatwieniu papierkowych spraw pojawili się obaj przed posiadłością Asmodey'ów. Voux ruszył w teren, więc zostawił białowłosego przed bramą, bo i po co on tutaj potrzebny. Mihail bez problemu wszedł przez bramę, potem do budynku. Służba zdążyła go świetnie już poznać, więc obyło się bez potwierdzania tożsamości. A pomyśleć, że parę lat temu najprawdopodobniej zostałby uznany za intruza. To jest dopiero szacuneczek.
Skierował się od razu do salonu, stamtąd czuł zapach swojego brata. I co ciekawe, kogoś jeszcze, kogoś kogo nie znał. Mhm. Zresztą, co on się będzie przejmował. Najwyżej dostanie burdę za wtargnięcie w nieodpowiednim momencie.
Więc jak już się domyślacie, wszedł do pomieszczenia, przyjrzał się obu osobnikom. Miła pani? Nie wygląda na miłą, ale kogoś przypomina. Tak jakby żonę brata, widział ją na zdjęciach. Ale coś jest nie halo. Ona chyba nie żyła, tak? Czy mu się znowu coś pokićkało?
- Siemasz, brat.
Krótko i na temat. Na jego mordce pojawił się delikatny, zadziorny uśmieszek, ot wizytóweczka. Stanął przy drzwiach, tak na wszelki wypadek jakby musiał spierdalać w podskokach. I w sumie tyle. Nie ma zbyt wiele do opisu tutaj, raczej reszta obecnych tutaj osób więcej powie. Bo on to tylko wlazł z buciorami do salonu, przywitał się i... i tyle.
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Lut 21, 2017 3:53 pm

Oczywiście, zakon elitarnych wojowników służących głowie rodu od wielu wieków w najróżniejszych wojnach, konfliktach i zmaganiach, wyszkolonych do tego by zabijać i wykonywać najniebezpieczniejsze zadania bezbłędnie, dla Omi równie dobrze mogli nosić za nią siaty z zakupami. Całe szczęście, że chodziło o ubrania bo dopiero byłaby komedia jakby kazała im targać wory z ziemniakami i innym żarciem. Chociaż większym absurdem wydaje się hrabianka O w spożywczaku.
- Skoro tak mówisz... - mruknął krzywiąc się nieco. Dziwne, ale wyglądało na to, że zależało mu by jak najszybciej zobaczyć i poznać swoją córkę. Jak wygląda? Opis mu nie wystarczał. Do kogo była podobna? Jaka była? Z, jak do tej pory, kompletnego ignorowania kwestii potomstwa, obecnego czy też ewentualnie przyszłego, przeszedł do żywego zainteresowania tym tematem. Od jakiegoś czasu snuł daleko idące plany dynastyczne, które potwornie skomplikowały się z powrotem żony z martwych. Do tego mówiła, że mają kolejne młode w dodatku dziewczynkę. Która przez pięć lat wychowywała się i dorastała bez ojca. Jak na niego zareaguje? W jaki sposób ułożą się ich relacje? Będzie jak z Samaelem? A może przeciwnie? Pytania, pytania i jeszcze raz pytania. Na odpowiedzi jednak kazano mu czekać a nigdy nie należał do osób zbyt cierpliwych. Pomimo wieku nadal krew się w nim burzyła. To małe stworzonko, które nosiło jego nazwisko bardzo go intrygowało.
- Ja zawsze mam co robić. - odpowiedział z lekkim przekąsem. Nie chodziło już nawet o to, że w gabinecie czekał laptop z pierdyliardem wiadomości do przeczytania i odpowiedzi do napisania. Po prostu wszystko było ciekawsze niż łażenie po sklepach z kobietą.
- Weź kogoś z zamku. Może... - urwał bo ktoś bezczelnie władował się do salonu z buciorami przerywając małżeńską konwersację. Nie mógł to być nikt ze służby ani z Zakonu, każdy z nich zrobiłby to bardzo dyskretnie i grzecznie. A tu proszę, buractwo i cebula.
- Chyba masz ochotnika. - dokończył krzywiąc usta w lekkim uśmiechu. Bo kto jak nie on nadawał się do tego zadania najlepiej? Nie chciał posyłać Zakonu, a Omi z kolei kręciła nosem na pokojówki czy inne służki. Weźmie ze sobą Mihaiła, on ponosi za nią siaty, będzie miał na nią oko w razie czego a do tego się poznają. Bo nie znali się, prawda?
- Pukać Cie nie nauczyli smarku? - skierował lodowate oczy w kierunku brata - Po za tym nie jestem sam, jak pewnie zdążyłeś zauważyć. O takim zwrocie jak "dzień dobry" też nie słyszałeś? - pewnie nawet za pięćset lat młody będzie dla niego smarkiem, którego czasem trzeba zrugać i postawić do kąta. Och, nie czerpał z tego żadnej sadystycznej przyjemności (może odrobinę). Był po prostu starszym bratem, który czuł się odpowiedzialny nie tylko za wychowanie rodzeństwa, ale też to w jaki sposób będzie ono reprezentowało rodzinę. Jako glowa rodu miał pewne wymagania i sztywne ramy, które każdy szanujący się Asmodey musiał spełniać, aby nie zostać czarną owcą. A na to, by rodzony brat był wytykany palcami jako ktoś niegodny nazwiska, nie miał zamiaru pozwolić. Choćby miał mu wbijać etykietę i wiedzę do głowy siłą. Najlepiej jakimś ciężkim młotkiem.
Dracula wyprostował się i wystudiowanym, wytwornym gestem wskazał na kobietę znajdującą się z nim w salonie. - Omitsu, Mihiał. Moja żona, mój brat. - oszczędzając sobie całego ceremoniału przedstawił ich sobie w skrócie, łącznie z zaznaczeniem kim są. Na wszelkie pytania nie miał ochoty odpowiadać. - Jeśli nie masz nic przeciwko temu, udasz się z Omi do miasta. Ma tam do załatwienia parę spraw, a wolałbym żeby ktoś z nią był. Przy okazji się poznacie. Wszak jesteście rodziną. - uśmiechnął się z przekąsem. Bo oto brat, o którego istnieniu dowiedział się stosunkowo niedawno i żona, która od kilku lat uznawana była za martwą. Życie, życie jest nowelą...
- A gdy wrócicie muszę z Tobą poważnie porozmawiać. Mam dla Ciebie specjalne zadanie, od którego wiele zależy. - zmrużył lekko ślepia i zmierzył białowłosego wzrokiem jakby już teraz oceniał wizualnie czy młody podoła odpowiedzialnemu zadaniu jakie miał zamiar mu powierzyć. Czas pokaże. Nie może całe życie trzymać go pod kloszem i pozwalać mu się bawić tylko i wyłącznie jego zabawkami. Jak to było? Vindicta? Czas dorosnąć paniczu Dracula i wkroczyć w mroczny świat interesów rodziny i brudnej polityki na szczycie.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pią Lut 24, 2017 4:10 pm

Jeśli  ona coś mówiła  w kwestii rodziny to chciała dobrze, szczególnie teraz. Nie myśląc o sobie, a o wszystkich, podjęła decyzję o małym odroczeniu przyjazdu małej. Wszystko odbędzie się w odpowiednim czasie, bez nerwów. I spokojnie, pewnie i jedno i drugie jeszcze zamarzy o chwili odpoczynku od siebie nawzajem. O ile Cam była jeszcze maleńka i lepiła się do wszystkich tak kiedyś wyfrunie z gniazda i jedyne o czym będzie marzyć to święty spokój ze strony „starych”. Na szczęście do tego jeszcze daleko.
-Ty nie możesz tyle pracować.
Wyraziła się jasno odgarniając za ucho kosmyk platynowych włosów. To oczywiste, że ona powinna tak powiedzieć a Kain powinien przytaknąć i dalej robić swoje. Jej zarobki były o wiele niższe od dochodów męża co przekładało się również na poświęcony pracy czas. Omitsu zawsze lepiej wydawała niż zarabiała ale była kobietą więc podobne uchybienia trzeba jej wybaczyć. I właśnie jeśli już o zakupach mowa i osobie, która miała jej towarzyszyć…
Do pokoju jakby nigdy nic wszedł młody mężczyzna. Właściwie to zatrzymał się niedaleko progu jakby w obawie przed przymusowym opuszczeniem czterech ścian. Blondyna jedynie zamrugała dwa razy szybko próbując przetrawić nabytą w szybkim tempie wiedze.
-Omi
Przedstawiła się jeszcze raz dla pewności podając jako pierwsza dłoń. Wyglądało na to, że ów nabytek to jakaś świeżynka. Najwyraźniej stary Drakula miał w sobie jeszcze sporo wigoru żeby spłodzić kolejnego potomka. Nim oczywiście zabrakło go na tym świecie.
-Świetny pomysł.
Kobieta obróciła się dwa razy szukając wzrokiem swojej torebki, w której miała telefon, portfel i inne niezbędne pierdoły.
-Mamy czym jechać?
Zwróciła się do Mihaiła bo jej samochód stał pod domem ale jeśli brat męża zaproponuje swoje auto to chętnie skorzysta. O ile sama lubiła prowadzić tak jadąc z kimś wolała siedzieć jako pasażer. W sumie trochę się zmieniło tutaj podczas jej nieobecności. A stojący tutaj młodzieniec to najlepszy tego przykład. Zaraz przekonamy się co to za ziółko.

_________________


Powrót do góry Go down
Mihail
Vindicta
Vindicta
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2673-mihai-belial-vlad-v-dracula#57132 http://vampireknight.forumpl.net/t2686-mihail http://vampireknight.forumpl.net/t2700-mihail#57694 http://vampireknight.forumpl.net/t2701-mihail#57695
Zarejestrował/a : 29/06/2016
Liczba postów : 154


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pią Mar 03, 2017 1:04 am

Buractwo i cebula to zdecydowanie dobre określenie, a przynajmniej w obecnej chwili. Wszakże właśnie w ten sposób zachował się Mihi. Nie zważał na to, że braciszek może w tym momencie dobijać milionowego targu. Jak zwykły popierdoleniec wbił się do salonu. BO ŁAJ NOT!? Cóż. Można wiele mówić o jego jakże bistej osobie, ale zdecydowanie nie ma on za grosz taktu. Może kwestia słabego obycia z innymi? Brak doświadczenia w prowadzeniu kulturalnych, poważnych rozmów mógł się odbijać również na jego usposobieniu do rozmów innych ludzi. Może gdyby rozszerzył wachlarz swoich umiejętności o te dyplomatyczne, o zdolność do ugryzienia się w język, to byłby odbierany zupełnie inaczej. Gdybać można długo. Jednakże mija się to kompletnie z celem.
Zatem po wytknięciu paluszkiem jego błędu o kulturze, przywitaniu się z Omitsu. No musiał to zrobić. Choć w głębi serca wojował ze sobą, pewna część chciała zostać przy drzwiach, bo nuż widelec Kain stwierdzi, że to pora na tęgie lanie. Podszedł jednak bliżej i złapał za dłoń blondynki, delikatnie całując z wierzchu.
- Mihail, miło mi. Nie mieliśmy jeszcze okazji się spotkać.
Ou! WIDZICIE TO!? Nie no, jegomość zajebisty. Z początku za grosz kultury, grzeczności, a teraz sypie nimi jak z rękawa, podając się jednak za dżentelmena. Chociaż wiadomo, pierwsze wrażenie zawsze wpada w pamięć, to ten gnojek postanowił coś ze sobą zrobić. Niezadowolone wykrzywienie ust starszego Asmodey'a, w delikatnym uśmiechu na niego podziałało. Coś jak czerwona płachta na byka. Że niby on nie da rady być świetnym gościem? Że niby on? Starał się jak mógł, aby właśnie nie zyskać miana czarnej owcy w tej rodzinie. W sumie. Nie było wcale o to trudno, biorąc pod uwagę wyjątkowość Asmodey'owskich wariatów i ich zapędy sadystyczne.
Chwila. Łejt. Zakupy? To teraz on ma być tragarzem? Nie no, wszyscy rozumieją. Trudne czasy, redukcja etatów, ale żeby nie znaleźć jakiejś odpowiedniej służby do tego? Albo nie. Wybór Mihiego mógł być całkiem dobry. I tak nie ma nic do roboty obecnie, a więzy rodzinne należy zacieśniać. Co nie? Jednakże mimowolnie na jego twarzy pojawił się delikatny grymas niezadowolenia.
- Okej...
Przekręcił głowę na bok, tak żeby delikatnie można było usłyszeć charakterystyczne strzyknięcie kości. Transport. Kurwa, że akurat dzisiaj musiał korzystać z teleportacji wspólnika. No w życiu nie spodziewał się tego, że zostanie wysłany do galerii handlowej. Szare ślepiska wbiły się w jasnowłosą.
- Nie przyjechałem dzisiaj samochodem, ale mogę napisać do służby. Przyprowadzą auto w przeciągu dziesięciu minut.
W pogotowiu zawsze stali kierowcy z Vindicty. Tak na wszelki wypadek. Więc wbrew pozorom nie będzie to takie trudne. Wtem do jego uszu doszły dźwięki wydobywane z ust brata. Poważna rozmowa. Coś ważnego. Specjalne zadanie. Dużo od tego zależy. O żesz w mordę jeża! W na co dzień obojętnych, szarych ślepkach pojawiły się kurwiki. No po prostu zagrzał go do walki. Teraz to może i dwa dni nosić zakupy, byleby dowiedzieć się co takiego ważnego bracki ma do przekazania! Może znalazł mu żonę, musi się młody hajtnąć, żeby zeswatać ze sobą dwa wielkie rody? Ojezuniukochanyboże. Tak, to na pewno żona dla młodego! Nie! NARZECZONA! Najpierw zaręczyny. Tak, to musi być to. Bo niby co innego?
- Będę wyczekiwał z niecierpliwością tego spotkania.
Spróbował się opanować. Głos był ciągły, spokojny. Ale te kurwiki w oczyskach zdecydowanie rujnowały poważną minę. Heh. Dobra, to wszystko, tak? Można już iść na podbój sklepów? Może też kupi sobie coś nowego. O! Garnitur na wesele! Nie, nie można się tak spieszyć. Na kolację zaręczynową. Tak, to genialny plan. Omitsu z pewnością pomoże mu dobrać odpowiedni, coby to nie wyszedł na błazna.
Cały zajarany, nieco odpływający w marzeniach, wyciągnął telefon i napisał szybkiego smska do swojego podwładnego, że ma się stawić jak najszybciej przed zamkiem z autem. Mają jeszcze chwilę na rozmowę, ale dosłownie chwilkę! Bo jeszcze braciak się wygada o tej niespodziance. A lepiej to zostawić na później, yhym. Lepiej. Niech robi sobie gówniarz nadzieje o wspaniałomyślności głowy rodu.


EDIT:

---

Swoją drogą, nie minęło pięciu minut, a telefon w kieszeni Mihaila zabrzęczał. Samochód podstawiony, wraz z kierowcą. Więc nie ma co czekać. Ruszajmy na podbój galerii! Mina spoważniała, pożegnał się ze swoim brackim i ruchem ręki wskazał Omitsu, że mogą się już zbierać. Otworzył przed nią drzwi i inne pierdoły. Nie, nie patrzył się na jej tyłek. Skądże znowu! Dobra, srutututu. Wsiedli do czarnego mercedesa i wio na zakupki!

z.t Omitsu + Mihail.
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Sob Kwi 08, 2017 9:48 pm

Skoro wszyscy zawinęli się z zamku, Dracula miał trochę czasu by zająć się swoimi sprawami. Nie ukrywał, że chętnie spędził by go w towarzystwie żony, bo widział ją pierwszy raz od kilku lat. Ba, cały czas sądził, że nie żyje. Ale jak to kobieta, musiała ruszyć na zakupy, bo przecież te ciuchy, które ma jej nie wystarczą. Do tego planowana na niedaleką przyszłość rodzinna wizyta... Przy odrobinie szczęścia kupi też coś ładnego do sypialni. Tak czy inaczej, nie mając powodu by siedzieć samotnie w salonie, poszedł wziąć prysznic, przebrał się w czyste wdzianko i wybył.

[z/t]

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pią Wrz 01, 2017 9:58 pm

Gdy Omi wróciła do zamku już niemal świtało. Czuła, że wpadła tutaj w ostatniej chwili. Trochę podpita, śmierdząca dymem papierosowym, z pudełeczkiem w ręku skierowała się prosto do salonu, który był pusty. W końcu dla przeciętnego wampira powinna teraz zaczynać się pora odpoczynku i snu. Wpadając tyłkiem w wygodny fotel, położyła kartonik na stoliku. Gdy tylko nadszedł ktoś ze służby, poprosiła o mały pucharek krwi i… tu nastąpiła niecodzienna prośba, którą o dziwo da się spełnić. Chodziło mianowicie o postawienie kupionego w całości, lub zmontowanego na własną rękę terrarium. Salon był bardzo duży więc szklane pomieszczenie, domek dla nowego zwierzaka też do najmniejszych nie należał. Wszystkiego nie dało się zrobić od ręki ale nie było w tym żadnego problemu gdyż przyniesiono jej także buteleczkę czerwonego wina dla umilenia czasu. Tak więc Omi siedziała grzecznie, sączyła alkohol na zmianę z krwią i obserwowała jak terrarium powstaje na jej oczach. Ten niezwykle ciekawy proces stał się jej rozrywką na obecną chwilę.

_________________


Powrót do góry Go down
Leslie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2773-i-see-the-beast-inside-of-you#59151
Zarejestrował/a : 12/08/2016
Liczba postów : 13


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Nie Wrz 10, 2017 9:05 pm

Dzień jak co dzień. Służba obudziła, przygotowała śniadanie, świeże ubrania, zaparzyła kawę. Praktycznie wszystkim się zajęli, Lesliemu pozostało tylko z tego skorzystać. Pod apartamentowiec w między czasie zajechała limuzyna, więc gotowy do wyjścia pan Black udał się w jej kierunku. Na zewnątrz wypalając od niechcenia jednego papierosa. Nie, nie jest nałogowcem. Lecz od czasu do czasu w sumie lubi sobie zapalić, toteż paczkę fajek gdzieś przeważnie trzyma. Dzisiaj wylądowała w brązowej, skórzanej torbie, którą niósł dzielnie za uchwyt. Zapytacie się pewnie w co był ubrany? Hoho. Założył na siebie świetnie skrojony, granatowy garnitur, śnieżnobiałą koszulę, która świetnie współgrała z jego bladą cerą i kolorem włosów. Bordowy krawat w białe grochy, do brustaszy wrzucił niedbale ułożoną poszetkę w odcieniach granatu i bordo. Brązowe, skórzane buty, tego samego koloru pasek do spodni oraz pasek do zegarka. Mankiety koszuli zaczepione zostały srebrnymi spinkami, w środku wypełnionymi masą perłową w kolorze czystej bieli, a krawat został ładnie ozdobiony specjalną, srebrną spinką. Gdyby nie jego dziecinna mordeczka i dość niski wzrost, cóż. Wszyscy pewnie wzięliby go za jakiegoś wysoko postawionego biznesmena, nie ma co.
Tym też sposobem wsiadł do limuzyny, odwieszając marynarkę na wieszaczek, coby to się nie pogniotła. Chwycił kubek z kolejną kawą, tym razem urozmaiconą spienionym mlekiem i odrobiną syropu kokosowego. Dokładnie tak umilił sobie dość długą podróż z centrum Yokohamy, do wręcz jej obrzeży, a nawet i poza miasto musiał wyjechać! Nic na to nie mógł poradzić, Kain najwyraźniej lubił tego typu klimaty. A to ponoć Leslie jest tutaj zacofanym wampirem, a jednak woli zdecydowanie mieszkać w dużym apartamencie, w centrum miasta.
Wysiadając z auta, zarzucił na siebie marynarkę zapinając górny guzik i ruszył spokojnym krokiem do zamku. Służba go znała, aż za dobrze, więc nie miał problemu z dostaniem się do środka. Zostali najpewniej odpowiednio poinstruowani, że Leslie Noel Black jest kimś ważnym dla rodziny, a raczej dla jej głowy. Poprowadzony został do salonu, z niewiadomych mu zupełnie przyczyn. Nie czuł tam zapachu kuzyna. Zapach, który delikatnie drażnił jego nozdrza należał do kogoś zupełnie innego, nieznajomego. Uprzednio pukając do drzwi, wszedł do pomieszczenia. Nie oczekiwał odpowiedzi pozwalającej na wejście, bo i po co? Pełniło to raczej funkcję poinformowania, że ktoś właśnie wchodzi więc w razie czego wypadałoby się ubrać. Choć na szczęście, osoby będące w pomieszczeniu były ubrane. Uff.
Widok wszystkich w salonie nieco go ogłupił. Kobieta siedząca, pijąca wino i krew, na zmianę. I osoby składające terrarium? Po jaką cholerę Asmodeyom terrarium? Oby nie mieli zamiaru wsadzać tam jakiegoś wielkiego pająka. Uwierzcie mi na słowo, Leslie wyjdzie i nigdy więcej nie pojawi się w pobliżu tego zamku. Cóż, to chyba najłatwiejszy sposób na pozbycie się Black'a.

_________________
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Sro Wrz 13, 2017 9:29 pm

Minuty mijały leniwie jedna za drugą. Z każdą kolejną godziną zbliżał się koniec skomplikowanej budowy, która była tak spontaniczna, jak zakup nowego pupila pani domu. Każda inna kobieta pewnie znalazłaby sto innych zajęć niż siedzenie i patrzenie na żmudny proces powstawania terrarium. Omi jednak miała pod ręką to co do szczęścia było potrzebne. Wino, krew, naładowany telefon i dobry zasięg bezprzewodowego Internetu. Nawet w tak starym zamczysku jak ten widać było naleciałości XXI wieku. Trudno było obejść się bez kontaktu ze światem tym bardziej, że rolę laptopa doskonale spełniał telefon. Popijając na zmianę obie czerwone ciecze, raz po raz wystukiwała coraz to nowsze hasła w wyszukiwarkę. I tak od wiadomości z całego świata, przeszła przez ciekawostki medyczne, kursy walut, a skończyła na wyprzedażach w sklepach. Oczywiście nie omieszkała sprawdzić co będzie modne w nadchodzącym sezonie. Podsumowując, zwykła kobieca nuda…
Jeszcze kwadrans i wszystko będzie gotowe.
Zakomunikował niezbyt wysoki wampir niższej krwi o bardzo sympatycznym uśmiechu. Omi nawet zaczęła podejrzewać, że bawi go jej stan ale nieszczególnie miała mu to za złe. Bardziej przychylna była do tego aby spojrzeć w lustro i pokiwać głową z politowaniem. Łącznie dzisiejszego wieczoru (już świtało) zdołała wypić półtora litra wina i było to po niej widać. Co jakiś czas nuciła pod nosem piosenkę albo dla odmiany wybijała paznokciem rytm. Nie ma co, bawiła się świetnie w swoim towarzystwie.
Nie spodziewając się niczyjej wizyty odruchowo podniosła głowę słysząc pukanie do drzwi. Nie minęła chwila, a w progu pojawił się nieznany jej młodzieniec o delikatnych, wręcz dziecinnych rysach twarzy. Nigdy wcześniej go tutaj nie widziała. Jego strój wskazywał, że przybył na jakieś ważne spotkanie bo nie oszukujmy się. Mało kto chodzi tak odświętnie na co dzień.
Cześć. Pewnie chciałbyś się spotkać z mężem.
Pierwsza myśl? Chłopak szukający pracy lub umówiony na jakąś rozmowę z Kainem. Czy dobrze strzeliła? Pewnie za chwile będzie mogła się przekonać. A do tego czasu sięgnie po pudełko z niewielkim wężem aby umieścić je bliżej siebie. Jeszcze ktoś przez przypadek kopnie pakunek a pupil zdoła się uwolnić. Nie po to budowane jest terrarium!

_________________


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   

Powrót do góry Go down
 
Salon [PARTER]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Mały salon
» Główny Salon
» Salon z kuchnią
» Łazienka I - parter

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy :: ZAMCZYSKO ASMODEY-
Skocz do: