IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Salon [PARTER]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/t3340-kain#71655 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 238


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pon Lip 02, 2018 7:41 pm

Pierwsze lody zostały przełamane, pomimo faktu, że cała sytuacja została rozwiązana w strasznie chaotyczny sposób. Nagłe przeniesienie małej do całkowicie innego otoczenia, informacja o tym, że facet, którego widzi pierwszy raz na oczy jest jej tatą, podana bez owijania w bawełny i wcześniejszego zmiękczania materiału. Nie podjęto nawet próby oswojenia dzieciaka z natłokiem nowych przeżyć i widoków. No, poza małą próbą przekupstwa prezentem w postaci pluszowego smoka. Zdecydowanie nie mieli podejścia do dzieci, ani on ani jego żona. Całe szczęście, że Carmilla była całkiem odważnym dzieckiem. Oprócz chwilowego zawstydzenia na widok ojca, nie było po niej widać oznak strachu czy zaniepokojenia.
- Teraz kiedy tu jesteś nie będę już przykrał. - wampir nie wytrzymał i pozwolił sobie na krótki śmiech. Patrzył na to małe stworzonko z nieukrywaną ciekawością. Po pierwsze to było dlań całkowicie nowe doświadczenie. Jasne, miał już dzieci i to nie mało, jednak jak do tej pory nie bardzo się nimi interesował. Jego ojcostwo ograniczało się głównie do zapewnienia potomstwu godziwego życia i edukacji. Nie bardzo nawet spędzał z dziećmi czas, zwykle zlecał to wszelkiego rodzaju opiekunkom, służbie i nauczycielom. Tym bardziej kiedy były małe. On był nieczułym ojcem a jego bachory odwdzięczały mu się podobnym chłodem i dystansem. W miarę dobry kontakt ma tylko z dorosłą już córką mieszkającą w Europie. Swoją drogą to ciekawe jak Carmi zareaguje na swoje rodzeństwo. Siostra jak siostra, ale brat? Pewnie się go przestraszy na śmierć...
- Tak, na zawsze. Pokażę Ci cały zamek, w którym będziemy mieszkać. Chcesz? - wyręczył dziewczynkę i pomógł jej się nieco ośmielić samemu cmokając jej pulchny policzek. Dopiero przyjechała a już stała się jego oczkiem w głowie, brawo, naprawdę jest już stary skoro w tak ekspresowym tempie dał się całkowicie oczarować małemu smoczkowi. Żonę całkiem zignorował, przynajmniej do momentu kiedy nie zaklęła na głos. Lodowate spojrzenie szlachetnego spoczęło na kobiecie. Minę miał jakby zaraz miał ją skarcić albo ukarać, w przeciwieństwie do niej, nie miał jednak zamiaru unosić się przy dzieciaku. Odprowadził wzrokiem rozjuszony różowy terror spodziewając się co się za chwilę stanie. Awantura. Ta kobieta nie była normalna... Jeśli zaraz coś wybuchnie lub padną strzały to będzie tylko i wyłącznie jej wina.
Na domiar złego z ust Carmi padło pewno niecenzuralne słowo powtórzone po rodzicielce.
- To bardzo brzydkie słowo, Carmi. Nie powinnaś tak mówić. - spokojnym acz stanowczym głosem, postanowił wyjaśnić dziecku, że nie można powtarzać wszystkiego co się słyszy. Zwłaszcza po matce. Albo bracie. Uhh już sobie wyobrażał co będzie jak mała zacznie papugować wszystko czego nie powinna.
- Mama się zdenerwowała bo przyjechał ktoś kogo nie lubi. Dlatego jej się wyrwało takie brzydkie słowo. Kiedy wróci powiemy jej, że nie wolno przeklinać, dobrze? - przeszedł przez salon i usiadł na dużej, skórzanej kanapie, usadowiając dzieciątko na swoich kolanach. Długim palcem dotknął małego noska żeby zwrócić na siebie uwagę i odciągnąć dziecięce myśli od dziwek i innych nieprzyzwoitych słów.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Carmilla

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3807-carmilla#83916
Zarejestrował/a : 17/01/2017
Liczba postów : 36


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Lip 03, 2018 1:34 pm

Carmi była odważna, tak po prostu, z natury. Nie zwykła do chowania się, odwracania twarzy czy długiego milczenia. W gronie rówieśników stawała się przewodnikiem i liderem. To właśnie ona wymyślała zabawy i dyktowała innym co mają robić. Lubiła rozstawiać wszystkich po kątach, a wszelkie objawy buntu szybko tłamsiła. Miała na to swoje sposoby, których jakże roztropnie nie demonstrowała przy dziadku czy rodzicach. Choć czasami, gdy bardzo się zdenerwowała, zdarzało się, że pokazywała swoje prawdziwe oblicze.
Kain jeszcze nie miał przyjemności poznania jej w momentach, gdy była najgorsza. ALE jeśli mama szybko nie wróci – to może mieć taką okazję. Małe smoczątko zaczynało się bowiem nerwowo rozglądać i nieco zbyt często spoglądać w stronę drzwi. Jak na córkę żmii przystało, cierpliwość nie była jej mocną stroną. Na razie jednak wymarzony i ukochany ojczulek dobrze się spisywał i sprawnie odwracał uwagę maluszka.
- Kocham Cię, tato – bardzo wylewne, ale co najważniejsze szczere wyznanie padło z ust Carmilli. Słowa te przeszły jej przez gardło szybko, jakby w ogóle się nad nimi nie zastanawiała. W istocie tak właśnie było. Co pomyślała – to powiedziała, ależ to proste, prawda?
Nie odklejając się od ramienia papy, a nawet ściskając go jeszcze mocniej, uniosła obie nogi do góry. Wykonała dziwną, prawie że taneczną serię ruchów. BYŁA PEŁNA ENERGII. Chciała chodzić, skakać, tańczyć! Przecież dziadzio kazał jej siedzieć w samolocie przez duuuuuuuuużo godzin. Mama od razu ją podniosła, tato też. Wiadomo, że była słodziutkim cukiereczkiem, KLOCKIEM, EKHEM, którego każdy chciał ukochać. Sama dziewczynka też pragnęła miłości, zwłaszcza, że za mamusią to się okrutnie stęskniła! Tuptanie jednak było fajną rzeczą. Wcale fajną! Dlatego bardzo spodobał jej się pomysł zwiedzania zamku.
Chwila… moment! Dopiero teraz dotarło do Carmi, że właśnie tutaj będzie jej nowe mieszkanko. W pierwszym odruchu rozejrzała się po salonie. Wzrok dziewczynki zatrzymał się na portrecie, który wisiał nad kominkiem. Jakaś Pani? Miała czarne włoski, tak jak Carmi.
- Kto to? – Zapytała, pokazując paluszkiem na piękne, wymalowane oblicze.
Czy chciała się przeprowadzać? Nie do końca rozumiała tego konsekwencje. Wiązało się to bowiem ze zmianą trybu życia, z porzuceniem mieszkających w Holandii znajomych i dziadzia. Mieszkanie z tatą i mamą było jednak ważniejsze, naj-naj-najważniejsze. Jeszcze nie wiedziała, że ma rodzeństwo! Pewnie niedługo się dowie, chociaż na ten moment chyba więcej rewelacji by nie zniosła.
- Chcem – odpowiedziała i uśmiechnęła się szeroko, gdy otrzymała całusa. Kain w tym momencie nabawił się ogonka w postaci małej dziewczynki, która będzie za nim wszędzie chodzić i powtarzać każde słowo i gest. Chciał? To ma! Carmi się zakochała!
Naburmuszona minka pojawiła się z automatu, kiedy tylko tato zaczął ją ganić za brzydkie słowo. Przewróciła oczami, jakby naśladowała swojego starszego braciszka. A nigdy go jeszcze nie widziała! Widocznie gest ten zakodowany miała w genach, czy coś.
- Gdzie mama? – zapytała. Usadowiła się w dogodnej pozycji, by móc zjechać z kolan ojca niczym ze zjeżdżali. Wyciągnęła rączkę w stronę mężczyzny, ale tylko na krótką chwilkę. Mały klocek wywarł silny napór w kierunku drzwi wyjściowych. TAM CHCIAŁA IŚĆ. PO MAMĘ!
Jeśli papo nie zdołał pochwycić pulchnej rączulki, brzdąc podbiegnie do drzwi i rozpocznie atak na klamkę od salonowych drzwi.
- Mamooooo! Mamo! – Trochę utęsknionych krzyków również nie zaszkodzi.
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/t3340-kain#71655 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 238


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pią Sie 03, 2018 1:46 pm

Potrzebowali jeszcze wiele czasu żeby tak naprawdę się poznać. Mieli przecież mnóstwo do nadrobienia, 4 lata to wcale nie tak mały odstęp czasu. Ojciec na pewno zdąży jeszcze przekonać się, że jego idealna, jak mu się teraz wydaje, córeczka potrafi pokazać różki i dać się staruszkowi we znaki. Na razie jednak, jak na pierwsze spotkanie przystało, jawiła mu się jako mały aniołek, słodki, kochany i uroczy. Wszelkie drobne niedogodności zrzucał na karb tego, że była jeszcze małym bąblem i znalazła się w nowym otoczeniu. Naiwne? Możliwe. Nie miał doświadczenia z dziećmi a tym bardziej dziewczynkami. Oby tylko bycie ojcem zakochanym do granic w swojej małej księżniczce szybko mu przeszło bo inaczej pozwoli sobie wejść na głowę i stworzy rozpieszczonego potworka.
- Ja Ciebie też, księżniczko. - odpowiedział z szerokim uśmiechem na swojej bladej twarzy. Cóż za wyznania i sielankowa atmosfera! Aż dziw bierze, że to stary Asmodey a nie ktoś kto po prostu wygląda bardzo podobnie. Najwyraźniej roztopienie jego lodowatego serca przez dziewczynkę stało się faktem.
Widząc, że maluch zaczyna się wiercić odstawił ją na nóżki, niech sobie potupta. Była już przecież czterolatkiem a one lubiły sobie pochodzić i wszystko pooglądać. Nie można ciągle nosić małej na rękach, chociaż ze względu na jej słodycz i uroczość oczywiście każdy miał ochotę to robić. A kto by się z nim w tej kwestii nie zgodził... Cóż, marny jego los.
- Hmm? - wzrok wampira powędrował w miejsce, które pokazywała pulchna rączka. Zwróciła uwagę na wielki portret wiszący nad kominkiem.
- To moja mama. Twoja babcia. - ledwo widoczny cień przebiegł przez oblicze białowłosego, jednak nic więcej nie dał po sobie poznać. Myślał, że ból po stracie tej osoby jest już za nim, jednak teraz uderzył mocniej niż kiedykolwiek. Nie wiedział dlaczego.
Na ziemię wrócił dopiero w momencie kiedy mała przewróciła oczami w ten paskudny i irytujący sposób, który dobrze znał. Skąd ona wzięła ten odruch? Nie mogła nauczyć się go od brata, przecież nigdy w życiu go nie widziała. Wygląda na to, że niektóre rzeczy są po prostu rodzinne... Swoją drogą interesujące było jak Samael zareaguje na posiadanie młodszej siostry. Na wszelki wypadek należało pilnować aby czasem nie zrobił Carmi jakiejś krzywdy, w końcu młody był nieobliczalny.
- Chyba poszła sprawdzić kto przyjechał. Chcesz iść jej poszukać? - biała brew uniosła się lekko. Dzieci to jednak istna burza nastrojów. Jeszcze chwilę temu była zachwycona przebywaniem razem z ojcem, nagle zaczęła krzyczeć za mamą. Nie pozostawało mu nic innego jak próba uspokojenia smoczka. Złapał ją więc za rączkę i ruszył w kierunku drzwi salonu.
- Może poszła na dwór? - otworzył wielkie wrota i razem z córką wyszedł do głównego holu. Na razie.
Jeżeli Omitsu nie pojawi się tam w ciągu następnych 5 sekund to osobiście skręci jej kark. Zostawić go sam na sam z dzieciakiem na tak długo, że zaczęła krzyczeć za matką... Z jakiego powodu? Obsesji na punkcie jakiejś gówniary, z którą spotyka się ich syn. A on miał zająć się coraz bardziej zniecierpliwionym bobo. Świetnie.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 214


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Sie 07, 2018 1:48 pm

W końcu odeszła od syna i jego dziewuchy uświadamiając sobie równocześnie, że Carmi może jej bardziej potrzebować niż Samael. W końcu ten drugi był odrobinę starszy i bardziej samodzielny ale Omi jako dobry rodzić poświęcała jednakową ilość czasu każdej ze swoich pociech.
Przekraczając kolejny raz próg zamczyska poczuła obezwładniający chłód, którego nigdy wcześniej nie doznała choć towarzyszył tym murom od zawsze. Jej ciało przeszył dreszcz a gdzieś w oddali echo niosło wołanie jej córki. Instynktownie ruszyła w kierunku, z którego dobiegał hałas ale musiała zatrzymać się prędzej niż mogła przypuszczać. Chwytając się poręczy schodów prowadzących na górę, opuściła głowę. W tej samej chwili odczuła dziwny ból w okolicach tylnej części czaszki. Zupełnie jakby ktoś próbował wywiercić jej dziurę w kości. Cichy syk wciąganego powietrza niemal zginął w tak dużej przestrzeni, w jakiej aktualnie przebywała. Kiedy ponownie usłyszała wołanie córki, próbowała ruszyć z miejsca ale zamiast tego zgięła grzbiet w pół wgryzając zęby we własną dłoń. Ból zmienił się w pulsacyjne dzwonienie, które o dziwo po minucie nagle ustało. Tak niewiele czasu było potrzebne aby totalnie zmęczyć kobietę. Oszołomiona i zdezorientowana na tyle szybko na ile było to możliwe, poprawiła potargane włosy i wolnym krokiem ruszyła ku córce. Kiedy tylko jej sylwetka wyłoniła się zza rogu ściany, natychmiast dała o sobie znać
Carmi, już jestem. Musiałam przywitać się z Twoim bratem.
Skłamała szybko starając się zamaskować pozostałości po dziwnej sytuacji, o której nie miała najmniejszego zamiaru wspominać. Patrząc na zegarek, który zrobił jej nadgarstek, szybko przeliczyła jak długo dziewczynka jest już na nogach.
Nie jesteś zmęczona? Może chcesz się położyć, co?
Zapytała zerkając ukradkiem na męża. Wiedziała, że nie odważy się powiedzieć jej niczego przy dziecku dlatego czuła się o wiele pewniej niż zazwyczaj

_________________


Powrót do góry Go down
Chimera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3833-chimera#84679 http://vampireknight.forumpl.net/t3834-chimera http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 26/06/2018
Liczba postów : 16


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pią Sie 10, 2018 8:50 pm

Wyciągnięcie adresu zamku  jej rodziców nie było zadaniem trudnym do wykonania. Bowiem kilka dni marudzania wystarczyło by siostra Kaina, potajemnie i pewnie niechętnie dała adres Chimerze. Nie zdziwiałbym się gdyby doszło do szantażu typu "Nigdy się do Ciebie nie odezwę". Trzeba pamiętać, że białowłosa potrafi przyjąć każdą możliwą twarz, może nie na zawołanie, ale jak się postara, kto wie! Chciała też w końcu poznać swoją zwariowaną rodzinkę, do której właściwie może nie pasować, i poznaniem też nie można tego nazwać, spotykała się z ojcem co jakiś czas, ale ostatnie spotkanie było kiedy ona była w podstawówce, kupe czasu. Mamy to ona nawet nie pamiętała, ale z tego co opowiadała siostra ojca, jako jedyna chciała, żeby Chimera była żywa, a ojciec przełykając ślinę człwoieczeństwa i ojcostwa fundował Chimerze prawowite życie. Jak miała ich nie kochać i nie szanować? Ale miała dość tego kontaktu na tysiące kilometrów, zaczynało to być uciążliwe, tymbardziej, że Chimera chciała z nimi żyć, a nie sama. Ciotka a rodzice.. Zupełnie inna sprawa. Poza tym podobno miała rodzeństwo.. Ciekawe.

***

Od samego jej wejścia do zamku można było poczuć ten chłód, który niósł się za nią jak smród po gaciach. Hue. Jendak zanim przeszła przez bramy zamku, musiała się nieźle natłumaczyć kim jest, skąd nagle się wzięła i czy nie spadła przypadkiem z kosmosu. Twarz słodkiej i niewinnej kobietki się udała a Chimerze udało się ostatecznie wejść do zamku, o dziwo, myślała, że to będzie cięższe. Swoje setki walizek, toreb i innych zostawiła na przedsionku, byleby nikt tego nie zawinął.. Nawet jeśli, napewno się kiedyś odnajdą.. Nie? Podążała za stukotem obcasów, czy czego tam było, do momentu aż nie trafiła na schadzkę rodzinną. Nie byłaby sobą, gdyby najpierw nie cykałaby się wejść do środka pokoju, z którego wydobywało się kilka głosów. Służba pewnie patrzy się jak na idiotkę. Nie można powiedzieć, że nie była też ostrożna, od swojej ofiary dzieliło ją naprawde dobre kilkanaście metrów. Kiedy różowowłosa kobieta zamknęła się za drzwiami, Chimera oparła się o ścianę i zjechała na tyłek. Jak wejść, co powiedzieć, jak powiedzieć, co zrobić, czemu za drzwiami jest małe dziecko, a atmosfera robi się taka ciężka. Dziewczyna westchnęła kilka razy, wstała z zimniej posadzki. Położyła dłoń na klamce i delikatnie na nią naparła. Weszła spokojnie do środka. A rodzince ukazała się wysoka dziewczyna o włosach koloru śnieżno-srebrzystego, spiętego w kłosa, który zgarnia wszystki włosy na plecy, jedynie kilka kosmyków przedarło się na twarz, już nieco zmęczoną twarz. To co miała na sobie = klik. Niby zmęczona podróżą, ale swoje maniery miała. Chociaż nie wiedziała, jak do końca miała się ze swoimi rodzicami przywitać. Schyliła nieco głowę. - Witaj w domu, Chimero. - Powiedziała do siebie, delikatnie i cichutko, aczkolwiek słyszalnie dla reszty domowników. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam, ale chciałabym już z wami zamieszkać, to już chyba ten czas. - I znów była zbyt bezpośrednia. Nie powinna o takich rzeczach mówić w progu, tym bardziej przy małym brzdzącu. Siostra? Zaraz się pewnie dowie! Nieco zdezorientowana całą sytuacją, uśmiechnęła się delikatnie w stronę rodziców, i czekała na ich reakcję. Chyba nie tak powinno wyglądać spotkanie po wielu latach, ale nie potrafiła w to włożyć więcej emocji. Coś ją widocznie blokowało. Obawa, że jej nie rozpoznają, że dziewczynka zacznie płakać na jej widok? Przecież nie była taka brzydka!
Powrót do góry Go down
Carmilla

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3807-carmilla#83916
Zarejestrował/a : 17/01/2017
Liczba postów : 36


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pon Sie 13, 2018 9:51 pm

Mama długo nie przychodziła i brzdąc coraz bardziej się niecierpliwił. Pomimo tego, że ukochany tatuś starał się z całych sił odwrócić uwagę od zniknięcia Omi. Bez znajomej twarzy Carmisia czuła się nieswojo. Była niezwykle przywiązana do swojej rodzicielki. Nawet nie wyobrażacie sobie jakie piekło przeżył dziadek Skunks, gdy wredna Żmija postanowiła zostawić małą i pojechać w odwiedziny do Japonii!
Z tego powodu dziewczynka bardzo ucieszyła się na widok okolonej różowymi włosami twarzy. Wbiegła z impetem w postać kobiety i wyciągnęła do niej rączki.
- Mamooo… mamoo… - powtarzała słowa jak mantrę, zupełnie nie słuchając i nie rozumiejąc słów o jej bracie. Chyba za wcześnie na takie informacje. Mała główka nie była w stanie przyjąć dziś nic więcej. Wystarczyła rewelacja o posiadaniu taty i o tym, że będzie mieszkać w nowym mieszkanku, i że będzie z daleka od dziadka i koleżanek.
- Nie wolno mówić „dzifka”, mamo. – Od razu, gdy tylko nadarzyła się okazja pouczyła kobietę.
A czy chciała spać? O nie, NIE. Skądże. Przecież ZŁO nigdy nie śpi. Poza tym, jak tu spać, gdy wokół jest tyle miejsc do zwiedzania? Tyle atrakcji! Na pocieszenie, jej baterie zapewne szybko się wyładują i zaśnie gdzieś w kącie pokoju… ale jeszcze nie teraz.
Zbliżał się bowiem moment, na który wszyscy czekali. Wejście lodowego smoka zostało przyjęte piskiem dziewczynki. Żadnym tam płaczem. KRZYKIEM, DARCIEM SIĘ WNIEBOGŁOSY. Kogoś bolała głowa? Aj, niedobrze.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!
Wcale nie zamierzała wyć długo, bo w mgnieniu oka sięgnęła po… o, tu kiedyś była ładna szafka. Całkiem spora i wydawałoby się, że ciężka. Cóż to jednak za problem dla Carmilli, córki szlachetnego wampira, małego smoka. Istotki wielce wkurzonej, ba, całej czerwonej ze złości! Uniosła mebel nad głowę, a szkła, które się w nim znajdowały, zabrzęczały niebezpiecznie. Ulubiona kolekcja alkoholi? Smaczny drink na dzień dobry? Proszę bardzo.
Żeby było śmieszniej, na blacie znajdowała się płonąca świeczka.
- Dzifka!
JEBUT! Usiłując rzucić komódką w białowłosą, troszkę przeliczyła się w kalkulacjach. Nie udało jej się trafić w cel, a na dodatek sama się nieźle pokaleczyła. Nie czuła jednak bólu, bo morderczy szał wziął nad nią górę!
Chciała tą Panią skrzywdzić, zniszczyć, zabić!
Jeśli nikt do tej pory nie zdołał jej powstrzymać, bo na przykład bardzo się zdziwił zachowaniem małego aniołka to… z szafeczki, która się otworzyła, poczęła wydobywać butelki, by w swoim wariactwie rzucać nimi na prawo i lewo. Bez większego ładu i sensu! Pierwsza z osób, która spróbuje Carmillę powstrzymać, zostanie ugryziona (mniam) i zaatakowana kryształowym pucharkiem (ała).
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/t3340-kain#71655 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 238


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Sie 14, 2018 4:13 pm

Jeżeli organizowano by konkurs na najbardziej nieodpowiedzialną osobę na świecie to bezkonkurencyjnie wygrałaby go jego żona. Nie wiedział co dzisiaj w nią wstąpiło, może to przez nerwy albo stres, jednak każda kolejna decyzja jaką podjęła była jeszcze gorsza od poprzedniej. Nagłe wyjście okraszone jeszcze wulgaryzmem i pozostawienie męża sam na sam z dzieckiem na tak długo to jedno. Powrót okazał się być jeszcze gorszy. Co jej strzeliło do głowy, żeby wspominać o bracie? To zdecydowanie za dużo na głowę czteroletniego dziecka jak na jeden dzień! Poznała tatę, dowiedziała się, że od teraz będzie mieszkać w nowym miejscu, zupełnie innym niż dotychczas. A Omlet jakby nigdy nic wyskakuje z kolejnymi rewelacjami. Zazwyczaj miał różową za całkiem rozsądną kobietę, wbrew pozorom jakie lubiła w okół siebie tworzyć. Po tylu latach umiał przecież przejrzeć tę fasadę próżnej i odrealnionej paniusi. Dziś jednak zachowywała się jakby była opętana. Pewnie przez jej ojca. Przyleciał z niezapowiedzianą wizytą i zaraził ją swoją nieudolnością i nieodpowiedzialnością. Teraz mąż będzie musiał ją naprawić, ale to później, kiedy ogarną wreszcie sytuację i będą mieli chwilę na rozmowę.
- Myślisz, że czas ją już położyć? - zwrócił się bezpośrednio do swojej ślubnej a w tym samym momencie do pomieszczenia wkroczył nie kto inny jak ich najstarsza córka. Po prostu świetnie, co jeszcze dzisiaj zaskoczy państwa Asmodeyów? Nie to żeby się nie cieszył na widok swojej córy, przeciwnie. Gdyby tylko jednak wiedziała przez co dzisiaj jej staruszek musiał przejść, zrozumiałaby doskonale jego położenie.
- Witaj w domu, musisz nam wybaczyć, ale to nie najlepszy czas na rozmowę. Rozgość się a porozmawiamy... - słowa głowy rodziny zostały przerwane przez potworny wrzask jaki wydobył się z pucołowatej buzi małego bąbla. Białe brwi szlachetnego uniosły się do góry wyrażając zdziwienie. Co stało się tym razem, przecież matka była tuż obok, więc dlaczego ona tak wrzeszczy? Widząc jak dziecko siłuje się z dębową szafką zareagował szybciej niż mrugnięcie oka. Mebel gruchnął głucho o posadzkę, coś w środku się rozbiło, świeczka zgasła łamiąc się podczas upadku.
A sprawczyni zamieszania? Cóż, została obezwładniona przez silne ramiona ojca, którzy przycisnął ją do swojej szerokiej piersi uniemożliwiając ruch jakąkolwiek kończyną. Zrobił to instynktownie, martwiąc się, że dziecko zrobi sobie krzywdę. Nie wnikał w to co się właściwie wydarzyło i na co zareagowała takim atakiem szału.
- Uspokój się. - niski, stanowczy głos skarcił małego diabełka. Nie bacząc nawet na to, że został ugryziony w przedramię nie puszczał jej, wciąż trzymając mocno w ramionach. Nie wypuści jej dopóki nie będzie miał pewności, że się uspokoiła i przeszła jej ochota na rzucanie sprzętem domowym.
- Sama widzisz. - zwrócił się ponownie do starszej córki. Pewnie było to dla niej niemałe zaskoczenie. Pojawia się w domu rodziców, napotyka jakieś dziecko, to wpada w morderczy szał... Tak, witaj w domu, Chimero. Na pewno dość szybko uznasz, że mieszkanie z rodziną to jednak nie był najlepszy pomysł. Obstawiam pięć minut.
Po tym wszystkim posłał pytające spojrzenie żonie. Powinna wiedzieć co tu się wydarzyło, przecież lepiej znała ich córkę, prawda? On poznał ją godzinę temu.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 214


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Sie 14, 2018 10:00 pm

Przekraczając próg salonu zamknęła za sobą ciężkie drewniane drzwi, które bezszelestnie odcięły towarzystwo od przestronnych korytarzy. Widząc jak brzdąc rozpędza się w jej stronę, wyciągnęła ręce żeby pochwycić najmłodsze z klanu. Przykucając bliżej podłogi przytuliła Carmi dając jej szybkiego całusa w okrągły policzek. Swoją drogą Omi zaczynała się po cichu martwić… to dziecko było podejrzanie zaokrąglone jak na swój młody wiek. To że Omi poszło w biodra i biust miało swoje wytłumaczenie… już trzy razy nosiła przed sobą piłkę lekarską a wiadomo, że po każdym kolejnym razie coraz ciężej wrócić do formy ale takie młode?! Najpewniej Kain za młodu był małym sumo co skrzętnie ukrywał przed światem ale wiadomo…. Genetyki nie da się oszukać.
Już jestem kochanie, co tam?
Na pouczenie ze strony latorośli kiwnęła zgodnie głową.
Dobrze, już nie będę, obiecuję.
Zaczesała grzywkę malucha do tyłu co by nie wchodziła mu w oczy kiedy nagle doszło do sytuacji, której nikt nie mógł się spodziewać. Drzwi salonu otworzyły się powoli a na progu stanął nikt inny jak ich najstarsza córka. I tutaj warto wspomnieć o co chodzi w całej historii. Mianowicie pierdyliard lat temu Omi zaszła w ciążę, a że Kain był głupim gówniarzem i nie chciał mieć dzieci to Omi musiała coś z tym zrobić. Jako miękka buła nie miała sumienia żeby usunąć dzieciaka więc urodziła i oddała maluszka pod opiekę siostrze męża, z którą miała niepisaną sztamę. Przez lata pod czujnym okiem kobiety Chimera zdobywała wykształcenie i dzięki temu (miejmy nadzieję) wyrosła na mądrą i porządną kobietę. Po tych kilkudziesięciu latach, jak widać, zapragnęła wrócić do zamku który zawsze był jej domem. A Omi? Miała do niej szczególny sentyment bowiem tylko i wyłącznie dzięki jej determinacji mogła tu stać.
Skarbie…
Zaczęła Omi a w tym samym momencie w Carmi wstąpił szatan. Jak na zawołanie wyrwała się z ramion rodzicielki i pognała w stronę komódki. Jak na złość akurat tej, w której był przechowywany drogi alkohol. Mebel runął o ziemię a powietrze przeciął dźwięk potłuczonego szkła.
Wiecie czym jest zawał? To takie pękniecie na sercu. Dokładnie takie samo jakiego teraz doznała Omi. Jako koneser wysokoprocentowych trunków właśnie doznała wewnętrznego udaru, którego jedynym widocznym efektem była drgająca powieka… Cóż, poświęci minutę ciszy temu wydarzeniu gdy będzie na osobności. Teraz działo się zbyt wiele żeby zlizywać alko z podłogi.
Skaleczyłaś się?!
Dwa kroki wystarczyły żeby znaleźć się przy obezwładnionej przez ojca Carmi i szybko obejrzeć jej buzię i rączki.
Daj mi ją.
Zdecydowany głos kobiety raczej nie znosił słowa sprzeciwu. Po odebraniu malucha ojcu, przytuliła małą do siebie pozwalając żeby schowała twarzyczkę gdzieś w gąszcz swoich różowych włosów. Przyciskając do siebie drobne ciałko, głaskała co jakiś czas niewielkie plecki bobasa.
Nic się nie stało, zaraz ktoś to posprząta.  
Wyjaśniła wszystkim dookoła zachowując jak na siebie zimną krew.
Siadaj skarbie.
Wskazała Chimerze ruchem głowy miejsce na kanapie. Miała największą ochotę uściskać dziewczynę ale aktualnie nie miała takiej możliwości. Fatalny moment wybrała na odwiedziny ale nie było w tym jej  żadnej winy. To po prostu zbieg okoliczności i tyle. Później będzie już tylko lepiej!

_________________


Powrót do góry Go down
Chimera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3833-chimera#84679 http://vampireknight.forumpl.net/t3834-chimera http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 26/06/2018
Liczba postów : 16


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Sro Sie 15, 2018 8:51 pm

Na słowa ojca, delikantnie uśmiechnęła się w jego stronę, a na urocze "skarbie" wypowiedziane przez Omitsu skinęła głową. Nie była skora do takich czułości, a może po prostu ich nie znała. Może też wyglądałoby to zupełnie inaczej, gdyby mały brzdąc nie zaczął krzyczeć. Chimera jednak nie stanęła bojowo, jej mina dalej na nic nie wskazywała, a jej ciało zamarzło. Akurat do tego ostatniego dochodziło bardzo często, ze względu na jej zimne wnętrze. Kiedy jej rodzice biegali za diabełkiem w ludzkim wcieleniu, ta spoglądała tylko z góry na to, jak mała dziewczynka próbuje unieść kredens i rzucić nim w Chimerę. Szybko jednak jej tato ogarnął sytuację, a śnieżnowłosej nic cię wielkiego nie stało. Jej rodzice bardzo zamartwiali się o małą, a ona stała jak słup soli spoglądając na całą sytuację. Szkoda, że ona nie mogła doświadczyć takich przytuleń swoich własnych rodziców, gdy była taka mała. Może wtedy dotyk drugiej osoby by jej nie bolał, a tym bardziej nie piekł jak skurczybyk. Delikatnie przesuwała oczami, podążając za dzieckiem, jak przenosi się z rąk jednego z rodzica, na drugie. Próbowała złapać kontakt, uspokoić ją jej obecnością, która mogłaby być kojąca na tak rozpalone wnętrze małej czarnowłosej istotki. Niespecjalnie przejęła się tym, że dziecko w jej stronę rzuciła jakąś obelgą. Nieświadoma była też tego, że takiego brzydkiego słówka nauczyła mamusia. No boki zrywać, mamo! - To moja siostra? - Spytała się, chłodnym głosem, ni z gruchy ni z pietruchy, bez żadnego wyczucia, czy taktu, dalej stojąc praktycznie w progu drzwi, oby tylko to pytanie nie wywołało u małej płacze, ani kolejnego wycia, czy rzucaniem meblami, które bądź co bądź były ciężkie. Wiadomo, że córka Kaina, na pierwszy rzut oka. Jej głos był tak ostry, że mógł przeszyć uszy domowników swoim chłodem i bezuczuciowym taktem. Tak tylko dodam, Chimera nie wiedziała jak ma zachowywać się w pobliżu tak malutkiego dziecka, a bycie z rodziną było jej całkowicie obce, mimo że czasem spotykali się na kawki.
Przysłuchując się jednak poleceniu matki, podeszł w stronę fotela, nie spuszczając małej cały czas z oczu. Może sama w końcu do niej przybiegnie, a może patrzenie się w dzieciaczka nie było dobrym pomysłem? Sama Chimera nie wiedziała co ma z tym fantem zrobić, więc uśmiechnie się do rozzłoszczonej czarnowłosej, nie próbując przy okazji wyglądać z tym sztywno i nienaturalnie. Usiadła delikatnie na fotelu i zaczęła mówić do wolnego w tej chwili ojca, nawet jeśliby jej nie słuchał. - Tak jak wspomniałam, dobrze by było zamieszkać już z wami. Potrzebuję jednak swojego pokoju, nie chcę spać w salonie. - Dodała chłodno, próbując wywalczyć swój własny pokój w domu rodzinnym. - Chciałabym jeszcze poznać swojego brata. - Dodała, znowu ni z gruchy ni z pietruchy. Nie potrafiła wyczuć momentu, a kolejne słowa mogły przeraził małą siostrzyczkę Chimery, o której śnieznowłosa nie miała zielonego pojęcia. Chciała, żeby w końcu zwrócono na nią uwagę, mimo iż nie potrafiła tego do końca pokazać, tak było. Mimo, że najstarsza, wychowywała się bez rodzica obok i chciała nadrobić stracony czas, mimo iż siadanie na kolankach tatusia i dawania mu buzi w usteczka już nie byłoby taką samą frajdą jak kilkadziesiąt lat temu, a nawet byłoby to dość niesmaczne. Teraz dodatkowo głowy Asmodeyów były zawrócone wokół kruczowłosej i można nawet powiedzieć, że Chimera była poirytowana tym faktem, bo słowa "zazdrość" nie można było tu użyć. Ona nie wiedziała co to zazdrość, kiedy zawsze była sama. Siedząc tak z wyprostowanymi plecami, z nogą ułożoną na nodze, czekała, aż rodzice podejmą rozmowę z dorosłą córką. Może najwyższy czas?
Powrót do góry Go down
Carmilla

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3807-carmilla#83916
Zarejestrował/a : 17/01/2017
Liczba postów : 36


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Wto Wrz 11, 2018 10:45 pm

Takie to było n i e f a j n e przywitanie ze strony Carmi. Zaryzykować można stwierdzenie, że gorszego Chimera nie mogła sobie wyobrazić. Gdyby tylko poznały się w innych warunkach, a nie tak bez słowa wyjaśnienia… dopiero co po ujrzeniu ojca po raz pierwszy, po długiej podróży, po zobaczeniu nowego domu, zostawieniu dziadzia Skunksa… zapewne ich spotkanie skończyłoby się na przytuleniach i buziaczkach. Wiadomo, pod warunkiem przekupienia Smoczka upominkiem, ale to taki mniej istotny szczegół.
Dzieciątko pogrążone w diabelskim szale rozrzucało szkła na wszystkie możliwe strony. Uznało najwyraźniej, że nieznana kobieta, która pojawiła się w drzwiach salonu, jest groźna. W głowie dziewczynki to właśnie ona była powodem złości mamusi i jej złego samopoczucia. Wysoki, piskliwy wręcz krzyk, który wydobywał się z jej ust, był nie do zniesienia, zwłaszcza dla delikatnych, wampirzych uszu.
Na szczęście dla wszystkich obecnych w pokoju kobiet, najprzystojniejszy na świecie mężczyzna – papo – bez wahania podjął się misji uspokojenia malucha. Niewiele myśląc Carmilla wbiła swoje zęby w Kainowe przedramię. Nie chciała być powstrzymywana, a on krępował jej ruchy! Zacisnęła szczęki na skórze ojca, chcąc uwolnić się z jego uścisku. Przynajmniej już się nie wydzierała, prawda?
Oddychała bardzo szybko, wymęczona podniesieniem szafki i roztrzęsiona przez nadmiar emocji. Rozpoczęła atak na klatkę piersiową ojca, uderzając w nią małymi piąstkami. Szybko jednak została powstrzymana i przyciśnięta do jego ciała. Wcale jednak nie zamierzała się tak szybko uspokoić. Szamotała się i wierciła. Ząbki Carmi przekształciły się w urocze kiełki, które rozpoczęły atak na rękę, która ją unieruchomiła.
Tato coś do niej mówił, ale nie bardzo to zrozumiała. Dopiero zmartwiony głos mamy sprawił, że podniosła wzrok i spojrzała na twarz o łagodnych rysach twarzy. Czerwone oczęta wpatrywały się z konsternacją w Omitsu. Skaleczyła się? No właśnie, dlaczego po jej przedramieniu ciekła krew, która kapała na podłogę? Nawiasem mówiąc, stworzyła całkiem sporą plamę na podłodze.
Powoli, jakby otrząsnęła się z letargu, zamrugała kilkukrotnie. Jej oddech nadal był niespokojny, acz zaprzestała szaleńczych prób oswobodzenia się, a tym bardziej atakowania własnego ojca! Nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co się dzieje. Wpatrywała się więc tępo to w twarz mamy, to taty, pozwalając na przeniesienie się na ręce kobiety.
Carmilla wtuliła się w rodzicielkę, obejmując ją zakrwawionymi rączkami i pozostawiając brudne ślady na jej szyi oraz sukience. Trzymała się kurczowo, nie chcąc puścić ukochanej osóbki z objęć. Nic nie mówiła, oblizała się tylko czując w ustach posmak czerwonego osocza.
Niedługo będzie musiała się pożywić, bo inaczej skończy się to źle. Dorośli już pewnie o to zadbają, przecież doskonale wiedzą jak działają małe wampirki. W końcu to ich trzecia pociecha!
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 214


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pią Wrz 14, 2018 7:07 pm

Dobra, koniec tej wspaniałej szopki, w której Omlet brał udział chociaż nie do końca chciał. Czas na podjęcie konkretnych działań mających na celu uspokojenie małego smroda, który, panie i panowie… atakuje ramię swojego ojca. Jaka szkoda, że różowa nie miała przy sobie aparatu fotograficznego bo widok był przedni. To chyba najzabawniejsza chwila w tym całym cyrku i słowo daję, nie mogąc się powstrzymać, Omi zaczęła się śmiać pod nosem. Bardziej niż smoka, Carmi przypominała teraz małą piranię, która mierzy się z naprawdę dużym i silnym kąskiem. Mimo wszelkich starań i prób dobrania się do chociażby odrobiny mięcha, sorry… nic z tego. Dość, bo jeszcze matka wyjdzie na najmniej poważną z całego towarzystwa. Biorąc najmłodsze w ramiona, delikatnie pogłaskała plecki tuląc jednocześnie niewielkie ciałko. Kilka kroków w tył sprawiło, że znalazła się tuż przy drzwiach. Te po otwarciu ukazały korytarz a na nim jedną, młodą służkę, która akurat przechodziła.
Posprzątaj tu szybko i przynieś jedzenie. Dodatkową porcję niech ktoś zaniesie do mojej sypialni.
Wyraziła się jasno i na temat poprawiając ciężar na rękach.
Porozmawiaj z ojcem a my Was na chwilę przeprosimy. Chyba ktoś musi się przebrać.
Dodała uciskając ranę. Ta zaś przestała już zupełnie krwawić chociaż rozcięcie było nadal widoczne. Omi specjalnie ominęła ten temat nie chcąc żeby młode doznało dodatkowego ataku paniki. W końcu nic się nie stało, prawda?
Ogarnę ją.
Posłała Kainowi porozumiewawcze spojrzenie i wyszła ze szkrabem pozostawiając dwójkę samą sobie. Byli dorośli więc chyba zrozumieją, że dalsze przebywanie tutaj Carmi w tym stanie nie ma sensu.

z/t + klocek (Carmi)

_________________


Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/t3340-kain#71655 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 238


PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   Pon Wrz 17, 2018 8:30 pm

Dobrze się stało, że jednak Omitsu postanowiła odebrać małą, mężowi. Co innego zostać z brzdącem na moment i zabawić a co innego poradzić sobie z atakiem szału czy też paniki. Może był staroświecki, raczej na pewno, ale w takich sytuacjach w jego rodzinie zwykło się stosować bardzo bezpośrednie metody karne. Nie chciałby stosować kar cielesnych na swojej dopiero co odzyskanej córce, zwłaszcza, że miała tylko cztery lata. Innych metod wychowawczych jednak nie znał. Nie dając zbyt wiele po sobie poznać, odprowadził żonę wzrokiem i dopiero w momencie gdy usłyszał jej kroki na schodach prowadzących na piętro, odwrócił się do najstarszej córy, kolejnej niespodzianki dnia dzisiejszego. Dawał głowę, że jeżeli jeszcze coś go dzisiaj zaskoczy to rzuci wszystko w cholerę i wyjedzie do jakiejś puszczy żyć w ziemiance. Oczywiście cieszył się z przyjazdu obu latorośli, nie zmieniało to faktu, że miał serdecznie dość rewelacji jak na jeden dzień.
- Witaj, królewno. Podejdź do ojca. - zwrócił się do dziewczyny i zaprosił ją do podejścia wyraźnym gestem pazurzastej dłoni. Czy spodziewał się uścisku czy może buziaczka w policzek, tego musiała domyślić się sama. Oboje byli dość chłodnymi i zdystansowanymi jednostkami, w tym Chimera była równie podobna do ojca co w swym wyglądzie. Dlatego raczej nie liczył na jakieś wielkie czułości czy okazywanie miłości. A dlaczego nazwał ją tak a nie inaczej? To również zasługa jego wieku i staroświeckich obyczajów. Rozgraniczanie tytułów w zależności od wieku i płci potomstwa i tak dalej, długo by opowiadać.
- Usiądź sobie gdzieś wygodnie. Zaraz ktoś posprząta ten rozgardiasz. - wskazał jej fotele oraz kanapę, na której brzegu sam się wygodnie usadowił. Pozycję miał oczywiście wyjątkowo władczą, udawanie niedbałą, wprawny obserwator mógł jednak zauważyć, że była to jedynie dobrze wystudiowana poza. Jedna z wielu masek, za którymi zwykł ukrywać swe prawdziwe oblicze.
Wtem do salonu weszły trzy pokojówki, które w trymiga uporały się z rozbitym szkłem oraz sfatygowaną szafką, która w dość nieoczekiwany sposób została ciśnięta w powietrze przez czterolatkę. Nim służące całkiem się wyniosły doniosły jeszcze dwa duże puchary świeżej, ciepłej jeszcze krwi i postawiły je przed państwem.
- Nie krępuj się. - szczupła dłoń ojca wskazała córce kielich. Pewnie była głodna bo długiej podróży. Picie z pucharu to co prawda nie to samo co wprost z gardła ofiary, chwilowo musiała się jednak tym zadowolić. Ważne, że krew była świeża i nadal biło od niej ciepło ludzkiego ciała. Posiadanie lochów wypełnionych krwiodawcami było wyjątkowo wygodne.
- Opowiedz mi wszystko. Co u ciotki, ale najważniejsze, jak Twoja szkoła, egzaminy. - Asmodey nie był może idealnym ojcem, jednak czego jak czego, ale troski o odpowiednią edukację dzieci nie można było mu odmówić. Starał się jak mógł posyłać swoje potomstwo do jak najlepszych szkół i regularnie sprawdzał ich postępy w nauce. Z dwójki najstarszych to Chimera wydawała się być dużo rozsądniejsza, dlatego też to właśnie po niej spodziewał się najwięcej. Jej brata chyba już spisał na straty.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon [PARTER]   

Powrót do góry Go down
 
Salon [PARTER]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Łazienka I - parter
» Salon
» Bar i salon gier "Chaco Taco"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy :: ZAMCZYSKO ASMODEY-
Skocz do: