IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lazaret [I PIĘTRO]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Lazaret [I PIĘTRO]   Pią Sie 05, 2016 5:14 pm

Nigdy nie wiadomo co przyniesie los i kiedy komuś z rodziny, lub odwiedzających zamek będzie niezbędna opieka lekarska. Z tej właśnie potrzeby powstał niewielki lazaret znajdujący się na pierwszym piętrze, w zachodnim skrzydle zamczyska. Sala szpitalna jest podłużna, w kształcie prostokąta, wyłożona jasnymi płytkami na podłodze. Ściany mniej więcej do połowy obłożone są takimi samymi kaflami, wyżej będą już zupełnie białe. Jest tutaj dość jasno, w porównaniu do reszty pomieszczeń w posiadłości to nawet bardzo jasno. Składa się na to nie tylko kolorystyka i dużo lamp wiszących pod sufitem, ale również trzy duże, wysokie okna wychodzące na zachód. Pod obiema ścianami znajduje się po trzy łóżka, czyli łącznie jest ich sześć. Przy każdym z nich dostawiono niewielką szafeczkę na niezbędne rzeczy, oraz krzesło dla lekarza czy też osoby odwiedzającej pacjenta. Prócz tego stelaże na kroplówki i masywne stoły na kółkach by w razie konieczności można było swobodnie dostawić bardziej zaawansowaną aparaturę medyczną. W pomieszczeniu znajdują się również kamery dzięki czemu odpowiedzialni za ten kompleks słudzy mogą stale monitorować co się dzieje. Pomieszczenie lekarskie znajduje się za drzwiami w prawej ścianie. Tam, prócz monitorów, szafek z lekami i przyborami lekarskimi, znajduje się również mnóstwo aparatury gotowej do użycia w każdej chwili.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 190


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Sro Lip 19, 2017 5:16 pm

Polowanie nigdy nie było jedną z rzeczy łatwych do przewidzenia. A właściwie nie ono samo lecz jego zakończenie. Wyruszając z zamku nie miał żadnego konkretnego planu, ot dopaść jakąś pierwszą lepszą ślicznotkę, wykorzystać chwilę nieuwagi i wgryźć się w smaczne, ludzkie ciałko. Ewentualnie wykorzystać swój nieodparty urok osobisty i wrodzony seksapil, któremu ŻADNA nie mogła się oprzeć (xD) i zaciągnąć laskę w jakieś ustronne miejsce w celu konsumpcji. Proste, nie? Aż nagle spotkał znajomą małą sukę, która go zagadała przez co upatrzona ofiara zdążyła się niepostrzeżenie ulotnić. Trudno, nie ta to inna. Pojechali na slumsy i wjebali się w szambo, bo kurewka, którą zarżnęli okazała się łowczynią na patrolu. Niby pozostawił po sobie pożar, który strawi wszystko co nie jest litą skałą, ale i tak mogą być z tego jakieś problemy. Co nie byłoby jeszcze takie złe, bo zwykle kładł *uja na takie rzeczy. Ludzka suka połamała mu coś w dłoni przez co nieźle go teraz napieprzało a do tego, co najważniejsze, postrzeliła zwierzaka Cynthii. Czy aż tak bardzo przejmował się losem tego mutanta? Nie, po prostu był wkurwiony, że trzeba się nim zająć i zachlapał mu całą tapicerkę na tylnych siedzeniach juchą. Pięknie, drugie auto zaświnione krwią w ciągu doby. Stary go zajebie.
Dojechali do zamczyska bardzo szybko gdyż sfrustrowany i z dość wątpliwym humorem, Samael, nie oszczędzał silnika. Samochód wręcz płynął, najpierw przez Ykohoamę, następnie pogrążony w ciemności las. Dał sygnał dojeżdżając do bramy, opuszczony został most i ot, cała historia ich wspólnej nocy. Przynajmniej na razie. Zaparkował pod ziemią i przywołał sługów.
- Lazaret. - warknął wskazując na kudłate bydle krwawiące mu na fotele.
Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, ważne, że szybko wraz z milusińską Coco był już w odpowiednim miejscu. Jej zwierzaka, przeniesionego na noszach położono na dużym łóżku, zasłonięto parawanami, tymczasem oni musieli chwile poczekać. Mała złośliwość Hannibala.
Młody Asmodey usiadł na jednym z łóżek i zaklął szpetnie po niderlandzku.
- Dobrze, że ta noc dobiega już końca, co? - mruknął zerkając w stronę dziewczyny. Do sali właśnie wtoczył się wózek, pchany przez młodą pielęgniarkę, która przyniosła im spory zapas świeżej, bo jeszcze ciepłej krwi. Choć był najedzony nie pogardził dobrym żarciem. Może złagodzi ten cholerny ból.
- Kurwa... - syknął wściekle gdy próbował unieść naczynie zranioną ręką i omal go nie upuścił - Cholerny staruch woli zająć się zwierzem niż nastawić mi kości. - spojrzał nienawistnie w stronę parawanów, za którymi niejaki doktor zwany Hannibalem (NPC Kaina) operował mutanta.

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Sro Lip 19, 2017 5:57 pm

Coco jednak nie dostało się po przysłowiowej mordzie w trakcie sprzeczki. Bardziej przejmowała się losem Ness, niż swoją skórą. To jednak przez nią puma oberwała, bo ona musiała zadbać o swoją śliczną skórę. Bardziej przejmuje się zwierzem niż zasranym Samael'em, który uparł się by prowadzić auto. Z potrzaskaną dłonią. Nieźle. Punkt dla debilności dla Ciebie. Był dorosły, nie? Nie zachowywał się. Nie, żeby Coco była jakaś wyrafinowana, ale czasem miała więcej rozumu niż on. Czasami. Droga z jej strony minęła w ciszy. Ta myślała i myślała, spoglądając na drogę przez okno. Ból mięśni brzucha nie ustawał od dobrych kilku miesięcy. I to nie była ciąża. Przeszukiwała kontakty w telefonie szukając czegoś.. A raczej kogoś kto mógłby jej pomóc. Do głowy przychodziła jej tylko jedna osoba. Za to przez przemyślenia nawet nie zauważyła, że dotarli na miejsce. Zamek Asmodey'ów. Z pół amoku wyrwało ją trzaśnięcie drzwiami ze strony Sam'a. Oczy powędrowały jej do góry. - Zawsze będziesz w środku głupim dzieciakiem. - Wymamrotała pod nosem, wychodząc z samochodu. Jej kochany motocykl stał grzecznie na parkingu. Nieźle, ciekawe jak przedostali go tutaj bez kluczyków. Aczkolwiek machnęła na to ręką.
Weszli do sali, która łudząca przypominała salę szpitalną. Łóżka, parawany, ten zapach i jasne płytki. Kiedy ten zasiadł na jednym łóżku, a pumą zajmowali się gdzieś za parawanem, ta podeszła do wampira. Jej wzrok był obojętny, aczkolwiek mógł mieć świadomość, że gdzieś z tyłu głowy się nim przejmuje. Niczym się nie przejmując, tym bardziej tym, że ten siedział na krańcu łóżka, wyjebała się na zielony materiał, krzyżując nogi i zakładając ręce za głowę. - U mnie nigdy noc nie dobiega końca. - Odpowiedziała, przeciągając się leniwie. Dla niej mógłby to być dopiero początek. Cwany lis, praktycznie jej się nie dostało, a tak wojuje. Taka jest nasza Coco.
Spojrzała na kobietę wnoszącą świężą krew na salę. Jej woń dobiegła do nozdrzy dziewczyny. Aczkolwiek nie miała większej ochoty i bardziej przejęła się klnącym chłopakiem. Wstała leniwie, obeszła łóżko i usiadła w rozkroku na jednym kolanie czarnowłosego. Wzięła jego naczynie do ręki i podłożyła mu pod nos. - Jakby nie szło użyć drugiej, nie? - Westchnęła cicho, machając głową na boki, z niedowierzania. - Auta też nie dałeś prowadzić, narażając kości na jeszcze większe straty. Idiota. - Mruknęła w jego stronę, wyraźnie niezadowolona. Sama zaciągnęła się z jego naczynia świeżą krwią. - Ness straci życie za ledwie kilka godzin, ty jeszcze pożyjesz, to tylko dłoń. Wie co robi. Przynajmniej taką mam nadzieję. - Sama odwróciła się i spojrzała na parawany. Tak jakby cicho. Wróciła jednak wzrokiem na chłopaka. Nie było czym się przejmować, przecież to profesjonaliści, nie?

_________________


Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 190


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Sro Lip 19, 2017 9:35 pm

Większość ciężaru walki podczas ich starcia z łowczynią spadło na niego jednak Cynthia paskudnie oberwała wodą święconą. Gdyby nie fakt, że szybko wyleczyła się przy pomocy krwi swojego dziwnego zwierzęcia zostało by jej mnóstwo paskudnych blizn, szpecących ciało. Szkoda by było, dlatego choć głośno narzekał na sytuację jaka wynikła z pojawienia się bestii, tak naprawdę wiedział, że było to konieczne. Ale taki już był, lubił marudzić kiedy tylko była ku temu okazja.
A dlaczego prowadził pomimo bolącej ręki? Bo był uparty i nigdy nie daje nikomu swoich zabawek. Może i był dorosły, ale sporo zostało w nim dzieciucha, co z resztą Coco lubiła mu wytykać. Problem nie leżał jednak po jego stronie. Przecież była od niego dużo starsza, tak z kilkanaście razy, a często nie wykazywała się większą dojrzałością niż młody Asmodey. Gdyby nie wiedział, że ma około 489 lat dałby jej mniej więcej tyle ile ma on sam.
Pomimo swojej wrodzonej odporności na fizyczny ból cierpiał i to widocznie, także można było sobie wyobrazić co przeżywałaby osoba o normalnym progu bólu. Dawało to obraz tego w jakim stanie były kości jego dłoni, którą połamała łowczyni. Mimo to był cholernie uparty a po za tym przecież nie zacznie dramatyzować kiedy obok jest dupeczka, nie?
- Poetycki nastrój Cię naszedł? - odpowiedział unosząc prawy kącik ust ku górze. Jej słowa zabrzmiały niczym żywcem wyjęte z jakiegoś dzieła epoki romantyzmu, może gotyckiej powieści z dreszczykiem. Gdyby nie miejsce oraz okoliczności może nawet zaproponowałby jej wspólny wieczorek w zamkowej bibliotece. Nieźle by się zdziwiła.
W tej chwili to jednak on został nieco zaskoczony, kiedy zgrabna pupa Cynthi usadowiła się na jego kolanie a nogi niemal oplotły go w pasie. Uniósł lekko brwi jednak jej słowa szybko przywróciły na jego wredną gębę ponury wyraz.
- Nie męcz mnie, dobra? Sięgnąłem z przyzwyczajenia a auta nie daję prowadzić nikomu i nigdy. - mruknął tylko. Upił spory łyk posoki kiedy podała mu naczynie pod same usta, cały czas łapiąc z nią kontakt wzrokowy i nie odpuszczając nawet na chwilę. Trzeba przyznać, że była to nietypowa sytuacja i jeszcze nie do końca wiedział jak się zachować. Znali się długo, wiedzieli o sobie wiele, byli dobrymi ziomkami, ciągle żartowali i przerzucali się podtekstami, teraz jednak pierwszy raz doszło do poważniejszego zetknięcia się ich ciał. Owszem, pewnie chciała mu pomóc, nie zmienia to faktu, że mogłaby to zrobić na sto różnych sposobów a wybrała akurat ten z kuszeniem go tyłkiem - Nie spodziewałbym się po Tobie takiej chęci pomocy. Ubierzesz strój pielęgniarki? - wyszczerzył zębiska w nieco drapieżnym uśmiechu. W momencie gdy z kącika ust dziewczyny uleciała niewielka kropla szkarłatu, wysunął długi jęzor i bezwstydnie ją zlizał po czym z głupawym uśmieszkiem i wzruszeniem ramionami nieudolnie zrobił minę niewiniątka.
W tym czasie za parawanem będącym daleko, na drugim końcu sali operacja trwała w najlepsze. Wyjmowano kule, czyszczono rany, opatrywano. Ba, ten chory pojeb nawet transfuzję robił. Nie pytać skąd miał tutaj odpowiednią krew. W lochach Asmodey można znaleźć chyba wszystko. Stary szaleniec nieźle jarał się możliwością pracy przy stworze takim jak Ness. Całe życie tworzył podobne cuda jednak z różnym efektem i często metody były bardzo inwazyjne gdyż musiał uciekać się do chirurgi. Tutaj miał żywy przykład tego jak można dowolnie uformować ciało i kości posiadając... no właśnie co? Tego jeszcze nie wiedział. Ale zrobi wszystko by wiedzę tą posiąść.
Tymczasem... Pielęgniarka kręcąca się po sali to tu to tam, bez słowa podeszła do dwójki wampirów zajętych w tej chwili... cóż, chyba sobą, chwyciła Samaela za dłoń i dwoma szybki, ale cholernie bolesnymi ruchami ustawiła wszystkie poprzestawiane i popękane kości na ich prawidłowe miejsce. Z ust bruneta wydobył się tylko nieartykułowany warkot gdyż mocno zaciśnięte kły stłumiły głośne przekleństwo. W naturalnym odruchu, chcąc się pochylić z bólu, pacnął twarzą w wypukłą klatkę piersiową Cynthii siedzącej na jego kolanie.

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Czw Lip 20, 2017 7:35 am

- Przypominam Ci, że urodziłam się w epoce renesansu. Twój głupi mózg nawet nie zdaje sobie sprawy, że wtedy nie było ciężkiego metalu i złych chłopców. - Odpowiedziała zgryźliwie. Był głupim gówniarzem, miał tylko farta, że nie wyglądał do końca niczym młodziak. A ona niestety przez setki lat wyglądała jak dwunastoletnia dziewczynka. Ze sprawą drobnych operacji plastycznych u wampira, stała się silniejsza i bardziej kobieca. I to był pewnie jedyny powód dlaczego Samael się z nią zadawał. Aż parsknęła na tę myśl. Nie zdziwiłaby się, aczkolwiek czuła, że podchodzi do niej zupełnie inaczej niż do innych swoich suczek. Mimo, że obydwoje mieli niezły temperament, rzucali dwuznacznościami, ten jej nigdy nie dotknął w seksualny sposób. Może czas to zmienić? A może nie. Cynthii zachciało się droczenia? Boże! Samael'u już Ci współczuję! Zachwycona w środku, aczkolwiek zimna jak lód na zewnątrz. Typowe zachowanie małej wredoty, do którego ten powienien się już przyzwyczaić.
Zaskoczony! Cudownie. Aczkolwiek nie dała po sobie wyczuć swojego zaangażowania, jej ruchy były leniwe, niczym nie przypominały słodkiego kuszenia do nocnych igraszek. Oczy były znudzone i jakby niezafascynowe tą sytuacją, mimo że pierwszy raz siedziała tak blisko niego. Zapach męskich perfum połączone z lekkim potem po walce z łowczynią, uderzał jej nozdrza. Ocknęła się dopiero kiedy ten znów otworzył swoją parszywą gębe. - Synu, przymknij już łeb i cmokaj cyca. - Zachichotała, kiedy ten brał spore łyki posoki. Widziała jego zdezorientowanie całą sytuacją. Przecież byli tylko dobrymi przyjaciółmi, nic więcej ich nigdy nie łączyło. Jako że dziewczyna wiedziała o jego miłosnych ekscesach z różnymi babami nie chciała się angażować, robić sobie głupich nadziei u takiego skurwysyna jak on. Teraz po prostu naszła ją ochota, to to zrobiła. Zabrała co chciała.
Z jej nieco głupich i pseudoemo myśli, wyrwały ją kolejne jego głupie słowa, kiedy ta zaciągnęła się krwią. Przewróciła tylko oczami i wtedy na jej twarzy poczuła jego ciepły i śliski język. Zmarszczyła brwi w niezadowoleniu i przetarła dłonią obślinioną część skóry. - Kurwa, jesteś ohydnym fetyszystą. - Mogła zabrzmieć poważnie? Mogła! Przez chwilę patrzała na niego niczym wkurwiona baba, ale napięcie nie wytrzymało i parsknęła, zaczynając zabawnie chichotać.
Uspokoiła się dopiero wtedy, kiedy pielegniarka podeszła do nich i zabrała dłoń Czarnowłosego. Spojrzała na nią z ukosa i nagle usłyszała te wszystkie poruszające się kości, zgrzyt.. Aż przeszły ją ciarki na plecach. Wszystko działo się przez sekundy, spojrzała znów na Sama. Uśmiechnęła się do siebie niczym zatroskana matka, widząc, jak ten bez niczego leży na jej klatce. Położyła dłonie na jego włosach i zaczęła przeczesywać i miziać jego włosy. Po chwilce położyła brodę na jego głowie, by jedną ręką zjechać niżej, wjechać mu pod koszulę. I uwaga, nie do spodni! Wjechała nią spowrotem na plecy i używając mocy, jeździła naelektryzowanymi lekko palcami po plecach, by ten mógł poczuć delikatne i kojące mrowienie. - Stroju pielęgniarki nie założę, ale mogę być w miarę uroczą i pomocną Coco. O dziwo. - Dodała cicho i zamknęła oczka.

_________________


Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 190


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Czw Lip 20, 2017 4:31 pm

- Skoro taka jesteś dojrzała to dlaczego sama zachowujesz sie jak dzieciuch? - parsknął tylko w odpowiedzi na jej przechwałki. Urodziła się w epoce renesansu, brawo, ale na nim to nie robiło wrażenia. Miał szczerze dość wampirów uważających, że skoro mają kilka setek lat więcej, daje im to przywileje i stawia wyżej w jakiejś wydumanej hierarchii. Nasłuchał się tego typu bzdur od ojca kiedy był jeszcze małym chłopcem. Zamki, zbroje, krucjaty, takie tam wesołe rzeczy. Osobiście miał to gdzieś i choć wykazywał całkiem spore zainteresowanie historią jako taką, to przechwałek nie znosił. Dlaczego ktoś kto osobiście ściskał rękę Karola Wielkiego czy Bolesława Chrobrego zasługiwał na więcej szacunku od niespełna trzydziestoletniego wampira? Nie potrafił tego pojąć i sprzeciwiał się takim podziałom z wielkim zaangażowaniem. Doświadczenie? Życiowa wiedza? W większości przypadków wampiry prowadziły tak nudne i monotonne żywoty, że nic tylko sie powiesić.
- Gdybyś była moją matką to strzelił bym sobie w łeb... - skrzywił się lekko. Cynthia jego matką? To byłoby straszne. Małe, wredne, złośliwe w dodatku mściwe i pamiętliwe. Marudne i niezdecydowane. Ta bestyjka byłaby w stanie zatruć życie nie tylko jemu, ale również Kainowi i każdemu kto mieszkałby w zamku. Z drugiej jednak strony, może przynajmniej nie przespałaby się z jego kobietą. Ah, szkoda znów o tym gadać, szkoda strzępić ryj, naprawdę. Dopadnie także Omitsu, wszystko w swoim czasie. Na razie poświęcił czas swojej psiółce, później pewnie zajrzy do pewnej zakutej w łańcuchy blondyny. Ręce pełne roboty.
- Tylko nie ohydnym. - wyszczerzył się szeroko, odsłaniając swoje kły pokaźnych rozmiarów. Z ich dwójki tylko on podszedł do obecnej sytuacji dość otwarcie, nawet nie starając się na bycie subtelnym. Znała go nie od dziś więc powinna się spodziewać co za sobą pociągnie jej wybryk. Nie było szans by odpuścił sobie jakiś komentarz czy choćby mały wybryk. Gdyby był to ktoś inny niż Cynthia z pewnością posunąłby się dużo dalej. A tak, jeszcze hamował swoje zapędy. Z szacunku, sympatii, przyjaźni? Któż to wie? Pytanie powinno raczej brzmieć czy on w ogóle zna takie pojęcia.
Potworny ból pojawił się nagle, kiedy pogruchotane kości dłoni wędrowały sobie pod skórą i mięśniami, zajmując należne im miejsce. W tej chwili stopniowo przechodził, po za tym duże spożycie krwi również zrobiło swoje, nie tylko przyspieszając ogólną regenerację organizmu, ale również znieczulając. Czując, że wszystko zaczyna powracać do normy chciał się wyprostować jednak postanowił jeszcze chwilę pozostać w obecnej pozycji. Wbijał twarz w jędrne piersi, słyszał spokojne bicie kobiecego serca, czuł nieprzerwany potok krwi w jej żyłach, ciepło na swojej chłodnej, bladej skórze. I zapach... Jego wrażliwy zmysł węchu doskonale wychwytywał każdą, najdrobniejszą nawet nutkę jaka emanowała z ciała i ubrania Coco. Perfumy, pot, krew, charakterystyczna nuta pozostająca po dużym wydzielaniu się adrenaliny. Odetchnął kilka razy, będąc mizianym po włosach a następnie po karku. Niemal zamruczał jak kocur czując te delikatne mrowienie na plecach. Unosił głowę powoli, sunąc nosem po dekolcie, następnie szyi Cynthii. Zatrzymał się w pobliżu ucha.
- Lubię Twój zapach. - mruknął, jednak nie mogła niestety zobaczyć jaki miał wyraz twarzy kiedy wypowiadał te słowa. Chwycił jej płatek między kły, zbyt lekko by zranić, jednak wystarczająco by podarować odrobinę słodkiego bólu. Zaśmiał się pod nosem i powoli opadł na plecy rozkładając się wygodnie na szpitalnym łóżku.
- Szkoda, pasowały by Ci pończochy. Albo rajstopy. - zmierzył ją bezczelnie wzrokiem z jeszcze bardziej bezczelnym uśmiechem. Dziewczyna pamięta co najbardziej przykuło uwagę tegoż drapieżnika w jego pierwszej niedoszłej ofierze, która niestety ulotniła się z lokalu? Pewnie, że pamięta - Uroczą i pomocną? Chcę to zobaczyć na własne oczy. - wgapił się w jej oblicze jakby już szukając zmian w jej wyglądzie. Dostanie aureolkę? Wyrosną jej anielskie skrzydełka? Seksowne ciuszki zmienią się w habit? Któż to wie.

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Nie Lip 23, 2017 9:53 am

Uniosła tylko brwi ze zdziwienia i wydała z siebie niemiły pomruk, słysząc jego słowa. - Swego czasu nie wyglądałam dojrzale. Jak myślisz, jak ludzie reagowaliby na dziewczynkę z dojrzałymi myślami? Uwierz mi, było im do śmiechu. - Co było prawdą. Nigdy nie była traktowana poważnie. Teraz właściwie też nie. I tutaj nie chodziło o przechwałki. Na własnej skórze mogła takowych doświadczyć. Ludzie i wampiry, którzy patrzyli na nią totalnie z góry, bo oni przecież byli wyżsi, mądrzejsi i starsi. Miała tego po dziurki w nosie. Tu nie chodziło też o to, jaka ona nie jest doświadczona, aczkolwiek nic dziwnego, że to ona teraz próbowała być tą lepszą, też chciała to poczuć. To nie jest kwestia tego, żeby jej teraz zazdrościł, tylko tego, że teraz bezświadomie na wszystkich się wyżywa. Na jego nieszczęście. Mniejsza.
- Strzeliłbyś sobie w łeb? Ciekawe. - Zachichotała cichutko do siebie. Małe, wredne, marudne, niezdecydowane. Żona Kain'a?! Nie poznała bowiem jeszcze tego faceta, ojca Samael'a, ale zaczęło robić się gorąco! Romans z tatą najlepszego przyjaciela? Totalna tania brazylijska telenowela! Splunęłaby sobie w twarz. Pewnie stary, niedomyty pryk i zrzęda kilkuset letni. Zważając też na to jak młody jest Sam, mogłaby być starsza od jego ojca. Aczkolwiek tego nie wiedziała. Koniec tematu, zaczyna się robić gorąco.
- Jesteś najohydniejszym fetyszystą na tym boskim świecie. - Dopowiedziała, ni to ironicznie, ni to poważnie. Ot co! Niech się zastanawia. Z nią nie było łatwo. Może weszła mu na kolana, może chwilę pokusi, ale za chwilkę co? Może jej się odechce! A może nie. Wszystko było taką niewiadomą. On jeszcze o tym nie wiedział. Bowiem, znali się długo, ale nie od tej strony, któż wie co siedzi w głowie słodkiej i niewinnej Cynthii.
Drapanie i jeżdżenie palcami po jego ciele długo nie potrwało. Poczuła jak jego głowa idzie w górę. Jej kącik ust uniósł się w ironicznym uśmieszku, kiedy jego nos delikatnie sunął po jej białej skórze. Uniosła lekko prawą brew w górę, na jego słowa. Bawił się nią, czy może ona nim? Jak ugryzł ją w ucho, dziewczyna wyprostowała się leniwie, a po plecach przeszedł niewielki dreszcz. Kiedy zaś ją puścił i opadł na łóżko parsknęła, dalej patrząc w jego ślepia.
Matko, dałbyś sobie już spokój z tymi rajstopami. Walnęła się dłonią w czoło, okazując już znudzenie tymże tematem. Nigdy nie będzie lubić zabaw w przebieranki i koniec. - Może Twoja pusta lalka w piwnicy się zgodzi, ale ja nie. - Odpowiedziała, może go zaboli, a może nie. Tak jak mówiłam, charakterek i odzywki Cynthii mogły się zmieniać z sekundę na sekundę. Niszczyć bądź budować dobry nastrój.
Jednak ona nie daje tak szybko za wygraną. Jej oczy znów zrobiły się mgliste i opierając się dłońmi o łóżko uniosła swoje ciałko. Pochyliła się, ich klatki się styknęły a ona schowała twarz w jego włosach, szpecząc do ucha. Jej głos był nietypowy, jakby demoniczny, napewno nie ludzki. Diabelsko seksowny, jakby przemawiała bestia, ale nie rozwydrzona i chętna do walki. - Też chcemy zobaczyć niektóre rzeczy, a nawet poczuć je w sobie. - Jej krocze wylądowało na jego pasie i niewinnie biodra się poruszały. Jej ciało było gorące, ale to nie z woli jej samej. Tylko demona drzemiącego w jej bladej skórze. - Ale doskonale wiemy, że to się nie stanie. - Ostatnie dwa słowa, które wyszły z jej ust, były już głosem normalnej, ludzkiej Cynthii. Uniosła się, zachichotała i jebła się na łóżku koło niego. Któż wie, czy Samael się napalił, czy też nie. Zaraz się okaże.

_________________


Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 190


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Nie Lip 23, 2017 10:55 am

Asmodey nie znał Cynthii w latach gdy wyglądała jak mała dziewczynka, ale słyszał od niej co nieco na ten temat. Nigdy nie lubiła o tym wspominać jednak czasem w rozmowie nieumyślnie go poruszyła. Choć młody, domyślał się jak bardzo musiało być to irytujące. Dorosła, dojrzała kobieta uwięziona w ciele dziecka. Nikt nie taktował jej poważnie, każdy spoglądał z góry jak na smarkacza nic nie wiedzącego o życiu. Z pewnością nie raz musiała odpierać ataki innych krwiopijców czy też łowców liczących na łatwą zdobycz. Po za tym... seks. Nie wierzył w cuda, że przez te lata nie miała ochoty przespać się z jakimś facetem i zaspokoić żądze. Przecież każdy je ma, to całkowicie naturalne. Tylko czy znalazł by się taki, który zrozumiałby fakt iż w skórze dziecka uwięziona jest kobieta mająca swoje potrzeby? A co ważniejsze, czy ktokolwiek byłby wstanie przełamać się i dać jej to czego pragnęła pomimo niedojrzałego ciała? Trudne sprawy.
- Myśl co chcesz, ale ja Cię doskonale rozumiem. - Odpowiedział beznamiętnie. Nie miał nawet trzydziestki, to na wampira naprawdę mało. Mimo to był przecież dorosły, wbrew pozorom całkiem ogarnięty i niegłupi. Ciągle jednak traktowano go jak smarkacza, którego należy pilnować, karać za każde przewinienie i pouczać jak ma żyć. Nie było dlań bardziej irytującej rzeczy. Stąd też świetnie rozumiał swoją towarzyszkę na tym polu. Może dlatego tak dobrze się dogadywali? Jedno nie mówiło drugiemu jak ma żyć i po prostu akceptowali swoje decyzje. Czasem z jakimś złośliwym komentarzem, ale jednak oboje pozostawali wolni i niezależni od zakazów i nakazów.
- Z kolei Ty jesteś najbardziej wkurwiającą osobą jaką znam. Jesteśmy kwita. - Przecież to nic nowego, że Samael to chory fetyszysta. Miał ich tak wiele, że można by na ten temat napisać książkę grubości encyklopedii powszechnej. Cynthia powinna już do tego przywyknąć, po za tym im bardziej go kusiła ciałem i wchodziła na tematy erotyczne tym bardziej uwydatniały się zboczenia jej rozmówcy. Nie ma opcji by nie załapała tej zależności a mimo to wcale nie przestawała go prowokować. Wyglądało więc na to, że choć ciągle marudzi i kpi, tak naprawdę jej to odpowiada. No cóż... kobieta.
- Zgodzi? Moja droga, ona w tej chwili nie ma prawa wyboru i decyzyjności. Z resztą kto by jej tam pytał. - Wampir prychnął pogardliwie po czym dmuchnął w górę gdyż długa grzywa zaczęła opadać na prawe oko. Dopiero więc po czasie zorientował się, że Cynthia niemal na nim leży. Pochyliła się do jego ucha, wystawiając na jego uwagę to bardzo kuszące miejsce. Brunet niewiele myśląc ścisnął pośladek dziewczyny kiedy ta się do niego odezwała. Miała zmieniony głos, przecież dobrze znał jej ton kiedy bawiła się w kusicielkę. Tym razem brzmiała zupełnie inaczej. Prócz tej zmiany nastąpiły kolejne, była rozgrzana, jakby już gotowa do tego by zacząć się pieprzyć tu i teraz, po za tym poruszała biodrami w sposób jednoznaczny.
- Nie stanie się. Na pewno nie tutaj. - Mruknął uzupełniając ostatnią wypowiedź wampirzycy. Mówiła już "normalnie", czyli tak jak zazwyczaj. Jej zachowanie również stało się mniej wyzywające. Zabrał rękę z jej pośladka w momencie kiedy zeszła z jego pasa i położyła się obok, na materacu. Asmodey obrócił się na bok i podpierając głowę na łokciu spoglądał na nią z góry z niewielkim, zagadkowym uśmiechem na wrednej gębie.
- Jesteś jedną wielką niewiadomą, Coco. Im dłużej Cię znam, tym bardziej mnie zaskakujesz. - Jego prawa dłoń powędrowała na odsłonięty brzuszek panny C. który zaczął miziać leniwymi ruchami pazurów - Wiesz co jest jednak problemem? - Przechylił się nieco w jej stronę lokując swoją twarz tuż nad nią. - Pomimo całej tej spontaniczności i chaotyczności nadal posiadasz silne hamulce. Choć udajesz, że tak nie jest, myślisz i analizujesz. Co się stanie? Co sobie pomyślą? Jak to będzie wyglądać? Przez to popadasz we frustrację, którą wylewasz na zewnątrz aby jakoś funkcjonować. - Czarno-szkarłatne oczyska przyglądały się jej buzi z bardzo bliska. Ten sam, zagadkowy uśmiech nie znikał z jego oblicza nawet na moment. - Przestań sama narzucać sobie kajdany, Coco. Po prostu żyj. - Kończąc ostatnie zdanie zbliżył się do tego stopnia, że złączył ich usta. Dostanie po mordzie? Może, to nawet całkiem prawdopodobne, jednak to był właśnie doskonały przykład jego filozofii. Żyj chwilą, carpe diem, nie myśl o tym co będzie. Ciesz się tym co tu i teraz.

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Nie Lip 23, 2017 12:04 pm

Parsknęła tylko, kiedy dowiedziała się, że jest wkurwiającą osóbką. Taki był zamiar, ludzie ją za to albo kochali albo nienawidzili. Taka już była, tak samo jak on był cholernie okropnym fetyszystą. Jakoś siebie tolerowali i to było najważniejsze. Nigdy nie mówili sobie co mają zrobić, oraz jak nie robić. Rodzicami dla siebie nie byli i to chyba najbardziej przekonało Cynthię do jego osoby. Przy nim mogła czuć się swobodnie mimo tego, że dzieliła ich naprawdę spora luka czasowa. Ale to nie było ważne, nie? Wygladali dość podobnie, ludzie nie gadali, nie było tematu. Z zewnątrz wyglądają jak dobzi, nieco zbuntowani przyjaciele.
Czyżby urocza blondynka siedziała w piwnicy zakuta w kajdanach z kneblem w ryju? Nie ma praw i decyzyjności? Jak upaść nisko mogła, jako wampirzyca. Zaśmiała się z niej, nie ukrywała tego przed Samaelem. Bawiło ją to. Miała się gorzej jak Cynthia, a to było kluczowe. Egoistka? Owszem! I to na 110%. Miała czarnowłosego teraz w swoich objęciach. Ale czy na długo?
Pochylając się poczuła jego dłoń na swoim pośladku. To tylko podkręcało napalonego demona. Ciało prawie się rozpływało, parzyło. Ale co dobre, szybko się kończy. Rozpalona niebieskowłosa padła koło niego, znów czując ten nieprzyjemny ból brzucha. Nie wiedziała co ma robic, jak myśleć, o kim myśleć. Położyła dłoń na twarzy, zakrywając jej połowę. Spojrzała tylko na niego kiedy obrócił się w jej stronę. Jej mina już nie była zachęcająca, czuła jakieś dziwne poczucie winy, że robi źle, niezgodnie z prawem. Słysząc jego słowa, zamknęła oczy i dokładnie się w nie wsłuchała. Ręka już nie przykrywała twarzy, upadła na jego dłoń, która była na jej brzuchu. Nie odepchnęła jej, po prostu leżała. Miała mętlik w głowie, który nasilił się po jego wypowiedzi. Jednak nie miała czasu zareagować, nawet otworzyć oczu. Poczuła tylko jego ciepłe wargi na swoich ustach. Wplotła palce w jego włosy. Nie można powiedzieć, że jej się nie podobało. Ale.. Jak zwykle ale.
Trwało to dłuższą chwilę, bowiem to była jedyna ich okazja do takiego zbliżenia. Kiedy odsunęła go delikatnie od siebie, nie dała mu po mordzie, ani nie zaczęła krzyczeć jaki to on nie jest głupi i prostacki. Wstała leniwie z pleców i usiadła na krańcu łóżka, będąc do niego plecami. Oglądając swoje dłonie i nadgarstki zaczęła mówić. Bez emocji, złości czy smutku. Po prostu mówiła. - Muszę mieć takowe hamulce. Muszę mieć przy Tobie kajdanki. Jakbym odpuściła, zakochałabym się. Popadłabym w szaleńczą miłość. Ale ty nie znasz określenia "miłość". Tylko seks i krew. - Obróciła głowę w jego stronę, ale nie spojrzała na niego. - Poza tym, doskonale wiem, że nie jestem jedyna. - Tutaj dopiero na niego spojrzała i oparła się dłońmi o materac by wyprostować plecy i odchylić głowę do tyłu. - Po co miałabym przestać naciskać na hamulce, skoro mielibyśmy się tylko przespać? - Zadała pytanie i zamknęła oczy. Nie chciała mu robić żadnej dramy, bowiem nie byli ze sobą w żadnej zwięzłej relacji. Ich znajomość, przyjaźń i tak doprowadziłaby w końcu do tej rozmowy. Ale czy byli oboje na tyle dorośli, żeby ją dokończyć bez kłótni? Zapewne nie.

_________________


Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 190


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Nie Lip 23, 2017 1:45 pm

Pochylony nad leżącym ciałem Cynthii cieszył swoje zmysły bliskością jakiej do tej pory z jej strony nie doświadczył. Chłonął rozkoszny zapach, słodki smak jej pocałunku, ciepło gładkiej skóry i rytmiczne bicie serca wyraźnie odczuwalne pod kuszącymi piersiami. Trwało to dłużej niż początkowo się spodziewał. Chwila, mająca być wedle przewidywań szybko przerwana przez oberwanie płaskiego w twarz, przeciągnęła się pozwalając mu zasmakować zupełnie nowego doświadczenia. Dla jego chorego na tym punkcie umysłu była to sama rozkosz. Znudzony szarą codziennością starał się przeżywać i doświadczać coraz to nowych wrażeń a chociaż miał wiele kobiet na koncie, ten moment był inny niż wszystkie. Możliwe, że powodem była ich niecodzienna relacja, głupia przyjaźń wydająca się nie mieć żadnych racjonalnych podstaw i brak aktywności w tym kierunku do jakiego nieoczekiwanie dziś dotarli. Czując palce wplecione w swoje włosy niemal mruknął.
Jednak wszystko co przyjemne musi się kiedyś skończyć. Kiedy nastąpił lekki acz stanowczy opór, poddał się i odsunął, unosząc się na materacu do siadu. Jego twarz nie mówiła wiele, wszystko kryło się głęboko w ślepiach. Zdziwienie, poczucie straty, może nawet smutne rozczarowanie. Nie było tam jednak tak charakterystycznego dla niego gniewu i agresji. To nie była kobieta, której odmowy nie był w stanie przyjąć. Choć urażona została jego samcza duma, zacisnął zęby. Była mowa o wolności i podejmowaniu decyzji. Musiał więc ją uszanować i nie może jej niczego narzucić. Choć sfrustrowany, musiał to przełknąć. Gdyby tylko to był ktoś inny... Pokazałby, że Samaelowi się nie odmawia i to w takim momencie.
- Mylisz się. - Warknął niespodziewanie głośniej niż początkowo zamierzał. Na szczęście byli tu tylko oni, pielęgniarki rozeszły widząc co się szykuje na szpitalnym łóżku. A Hannibal miał ważniejsze rzeczy do roboty niż podsłuchiwanie rozmów. - Wiem i to bardzo dobrze. To piękne kłamstwo. Abstrakcja wymyślona tylko po to by niewolić i tłamsić wolność. Złota klatka, w której głupcy godzą się być zamknięci z własnej woli. - Wiele można powiedzieć o Cynthii, ale nie to, że jest głupia. Na pewno dobrze wiedziała z jakich doświadczeń młody Asmodey wyciąga swoje wnioski. Po za tym gdy mówił o głupcach w głównej mierze miał na myśli samego siebie sprzed tych kilku długich lat. - I wiesz co jest najgorsze? Że głupiec, który już zgodzi się na tą niewolę w zamian otrzymuje tylko ból, cierpienie i pogardę. Pogardę ze strony tych, po których nigdy by się tego nie spodziewał. - Wstał z łóżka. Jego własne słowa odbijały mu się donośnym echem wewnątrz czaszki. Wszystko wróciło znowu jak cholerny bumerang. Znowu miał ochotę zejść do lochu i podarować Yvelin tyle cierpienia ile tylko jej kruche ciało będzie w stanie znieść przed śmiercią.
Naciskanie hamulców. Też coś... Po co w takim razie kusiła go w tak niewybredny sposób. Znała go nie od dziś, powinna wiedzieć jak to się skończy. I nie, nie był zły dlatego, że finalnie odmówiła pójścia z nim do łóżka. Nie mógł pogodzić się z myślą, że Cynthia, osoba, którą dopuścił tak blisko siebie, nazwał nawet przyjaciółką, być może również chciała zamknąć go w tej pierdolonej, złotej klatce.
- Nie mówmy już o tym. - Miał zamiar coś rozjebać, ale ostatecznie odetchnął z rezygnacją i po prostu klapnął z powrotem na krawędź łóżka.

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Nie Lip 23, 2017 2:10 pm

Nie stawiał oporu. Szybko się odsunął. Nie walczył, nie pokazywal, że to on jest tutaj ten silniejszy i lepszy. Jakby chciał, mógłby ją zgwałcić do upadłego, ale tego nie robił. Przecież wiadomo, że z każdą inną korzystał by z takiej okazji. Najpierw kusi, potem odpuszcza. Ukarałby, dlaczego ja, dlaczego wobec mnie zachowujesz się inaczej. Pytała samą siebie i jakby chciała to wykrzyczeć na głos. Złapała się za włosy i ścisnęła piąstki. Wszystko było tak cholernie skomplikowane. I to za sprawką tej głupiej blondynki, która... Właśnie. Tutaj wiedza na temat tej osoby się kończy. To też ją cholernie bolało. Nigdy się nie domagała tej wiedzy, ale zawsze chciała wysłuchać, powiedzieć, pocieszyć. Ale nigdy nie miała na to szansy.
Otworzyła szerzej oczy, kiedy ten prawie, że krzyknął na całą salę. Puściła włosy i dokładnie go wysłuchiwała. Na tym polegała przecież rozmowa, nie przekrzykiwali się nawzajem. Zachowywali do siebie szacunek, mimo nagromadzonej złości, smutku, czy co tam panowało w jego kamiennym sercu. Rzadko potrafiła go rozgryźć, rzadko też doprowadzało go do podobenj, może rzec "furii". Nie spodziewała się, że aż tak to wszystko go poruszy. Myślała, że jest zimniejszy. Ale męska duma nie wytrzymała.
Doskonale rozumiała wszystkie jego słowa. Doskonale wiedziała, skąd w nim taka nienawiść do miłości. Doskonale wiedziała, przez kogo. Wodziła za nim oczami, kiedy ten wstał z łóżka. Wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć. Coś pierdolnąć. A najbliższym celem była ona. Miała cholerny mętlik w głowie. Echem odbijały się jej słowa, które tak strasznie suną się jej na język. Miała ochotę krzyczeć, płakać.. Mina jednak na to nie wskazywała. Ciało również. Płonęła w środku ze złości i tego, że nie mogła nic zrobić. Nic mu narzucić, do niczego zmusić. Tak się działo zawsze, jak ten patrzał na jakieś puste blondynki z barów, a jej znane uczucie było tłumione głupim paktem zawiązanym między nimi. Ścierwo.
Kiedy ten usiadł i poprosił ją, by o tym już nie wspominali, nie mogła posłuchać. Z sekundy na sekundę, wstając, złapała ręką za szafkę przy łóżku i przewróciła ją z impetem na ziemię. Dużo z niej nie zostało. Aczkolwiek nie odwracała się jeszcze do niego. Głośno oddychała stojąc jak słup z zaciśniętymi dłońmi. - Widzisz, nie znasz słowa miłość, tak jak mówiłam. - Odwróciła się głową do niego, a jej oczy paliły się żywą czerwienią. - Nie znasz, interpretujesz to nazywając uczucie "złotą klatką". - Póki co jej głos był spokojny. Dopiero kiedy odwróciła się do niego całym ciałem, zacznie się wojna. Tak też postąpiła. - A wiesz co mnie najbardziej wkurwia? Że to wszystko wylewa się na mnie i na inne nowo poznane dziewczyny, które będą trzy razy lepsze ode mnie, milsza i opiekuńcze, ale je odrzucisz, bo co? - Zaczęła mówić głośniej, z większymi emocjami. Mieśnie były napięte, a twarz wcale nie przypominała seksownej Cynthii. - Bo jakaś blond suka postanowiła Cię zranić, a ty będziesz tłamsić w sobie ten ból i cierpienie, zamiast otworzyć się na świat. - Krzyczała, tak bardzo darła ryja. Nachyliła się nad nim pacnęła go kilka razy w klatkę piersiową i powoli zjeżdżała ciałem w dół, sunąc się po jego nogach. Usiadła tyłem do niego, opierajac plecy o jego łydkę. Kolana były skurczone, a w tle było słychać tylko cichutkie pociąganie nosa. Cicha woda brzegi rwie.

_________________


Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 190


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Nie Lip 23, 2017 3:09 pm

Emocje, które, najwyraźniej nieświadomie w nim wzbudziła targały go wewnętrznie jak sztorm postrzępiony żagiel. Najpierw czuł po prostu pożądanie, chęć zbliżenia się do niej bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Następnie zdziwienie i lekkie rozczarowanie faktem, że w ostatniej chwili zdecydowała się postawić przed nim wielki, czerwony znak stopu. Później było tylko gorzej. Kiedy uświadomiła mu dlaczego podjęła taką a nie inną decyzję zaczął narastać w nim gniew. Chwila obecna zaczęła w jego głowie nakładać się na doświadczenie z przeszłości wywołując ogromny sprzeciw. Nie, nigdy więcej nie pozwoli żeby stało się to samo. Cynthia była pierwszą osobą od lat, przed którą otworzył się choć odrobinę więc świadomość tego iż ta mogła nie chcieć wyłącznie przyjaźni sprawiała, że robił się bezradny. A bezradność wywoływała u niego agresję. Spuścił głowę i przymknął ponure ślepia pogrążając się we własnych, czarnych myślach. Najchętniej spaliłby ten zamek, las, całe to cholerne miasto. Zacisnął pięści miętosząc w ten sposób białą pościel. Dopiero huk rozbijanej o kafle szafki sprowadził go na ziemię. Podniósł wzrok na krzyczącą i wyglądającą na wściekłą Coco. Ona się denerwowała? Nie rozumiał, przecież to jego pogląd na ich zdrową jak do tej pory relację legł w gruzach. Należy jednak pamiętać, że dla niego "zdrowe" było wszystko gdzie nie pojawiała się ta wstrętna i obrzydliwa miłość.
- Nie wiesz o czym mówisz... - Odpowiedział prychając głośno. Nie mogła wiedzieć co tak naprawdę się stało w jego życiu, dlaczego tak bardzo nienawidził owej blondynki, co z tym wszystkim wspólnego miała jego matka. I tego co wydarzyło się później. Szkarłatna mgła przed oczami, nieprzenikniona ciemność i chłód lochu, głód. I bezradność. Świadomość tego, że zaryzykował ten jeden jedyny raz w życiu i doprowadziło go to na samo dno obłędu. Na samo wspomnienie miał ochotę skulić się w kącie i schować głowę między ramionami jak dziecko. Bronił się więc agresją. Żadnych słabości, żadnego uzewnętrzniania się. Gruby, zimny mur oddzielający go od świata. Taki najeżony kolcami by każdy kto zechce spróbować go sforsować nabił się na śmiertelną przeszkodę. Dopiero dla niej zrobił niewielki wyłom, bo byli podobni, mieli zbliżony światopogląd i pragnienie bycia wolnym i niezależnym. I wszystko znowu okazało się kłamstwem.
Kiedy tak biła piąstkami w jego klatkę piersiową skrzywił się wyraźnie. Miał taką ochotę zwyczajnie odwinąć jej na odlew i patrzeć jak osuwa się na podłogę plując krwią... Miast tego ujął mocno jej nadgarstki powstrzymując od dalszych prób wyładowywania na sobie frustracji. Spojrzał jej głęboko w oczy.
- Zranić? Cynthio... naprawdę nie wiesz o czym mówisz. Ale ja nie potrafię tego opowiedzieć w sposób, który w pełni odda to czym się stało moje życie. - Gdyby istniał inny sposób by pokazać jej wszystko to o czym rozmawiali nie wiedziałby czy zdecydowałby się na taki krok. To tylko uświadomiłoby dziewczynie jego głupotę, słabość i fakt jak dał się zwieść i oszukać przez najbliższe mu osoby. Oraz jak łatwo popadł w kompletny obłęd stając się niczym więcej jak tylko rozszalałym zwierzęciem. Aż mu się włos jeżył na karku. - Po za tym... ja w swoich działaniach jestem chociaż szczery. Nigdy żadnej nie obiecywałem miłości i związku. Tobie też nie, choć zbliżyłaś się bardziej niż jakakolwiek inna. Gram w otwarte karty, nic nie ukrywam. Nie mam sobie nic do zarzucenia. - Mówi się, że czas leczy rany a jak dla niego było jeszcze za wcześnie by znowu wchodzić na tak grząski grunt jak związki i uczucia. Z lochu wypuszczono go kilka miesięcy temu, dopiero zaczął układać sobie życie na nowo, ustalać hierarchie, jakieś cele do zrealizowania.
- Chodź tutaj. - Rzucił krótko i tonem nie znoszącym sprzeciwu. Zrozumienie i akceptowanie siebie to jedno, ale czasem trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Nie pozwolił zatem Cynthii opaść na podłogę. Miast tego ujął ją mocno w pasie i przyciągnął do siebie zmuszając by usiadła mu na kolanach z policzkiem wciśniętym w jego klatkę piersiową. Jak dziewczynka, którą próbował pocieszyć tata czy starszy brat. Ba, nawet pogłaskał jej niebieskie włosy. - Nie warto. Zabij to w zarodku. Bo ja nie umiem, nie potrafię. Już nie. - dodał już dużo ciszej i łagodniej.

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Nie Lip 23, 2017 7:01 pm

Kiedy ten ujął jej nadgarstki jak biła go po klatce, spojrzała na niego. Jej wzrok nie był chłodny. Oczy były pełne łez, a ona sama wyglądała na.. Przestraszoną? Zdziwioną? Nie raz dała mu po mordzie i nie zdziwiłaby, jeśli teraz ten nie odepchnąłby jej, tak po prostu. Zamiast tego spotkała się z jego wzrokiem, mocno wbitym w jej ślepia. Nie złym, raczej czułym i opiekuńczym. A może ona po prostu to już tak odbierała? Na jego słowa tylko pomachała głową, na nie. Słowa do jej głupiego łba po prostu nie dochodziły. Żadne wytłumaczenia nie były dla niej racjonalne. Zgłupiała, totalnie popadła w jakiś obłęd i nie potrafiła z niego wyjść.
"Nigdy żadnej nie obiecywałem miłości i związku. Tobie też nie." Słowa odbijały się od ścian czaszki. Patrzała na niego pusto, a łzy dalej się lały po policzkach, skutecznie rozmazując cały możliwy makijaż. Trudna rozmowa, trudne słowa. Żyła na tyle długo, żeby nie wiedzieć czym jest odrzucenie. To właśnie on czuł się tak samo, kiedy ta go nieco od siebie odsunęła? Wszystkie inne jego słowa zdawały się być tak teraz odległe, jakby w osobnym pokoju leciał odpalony telewizor, z puszczoną tanią telenowelą. Poczuła tylko jego duże dłonie na swoim pasie i jak lekko unosi się na jego kolana. Policzek oparł się na jego klatce piersiowej zaś ona była tylko leżącą bezwiednie marionetką. Nic nie mówiącą, płytko oddychającą. Nieznośne słowa dalej szumiły w jej glowie. Głos wcześniej uwielbiany, teraz drażnił jej myśli. Nie, nie znienawidziła go. Dalej go szanowała i lubiała. Ale słowa są najostrzejszą bronią.
Po jego kolejnych słowach wytarła dłonią łzy. Dopowiedziała tylko cicho, do siebie, jakby powtarzała sobie wierszyk.
- Nigdy żadnej nie obiecywałem miłości i związku, Tobie też nie. - Po wypowiedzianym zdaniu. Pustym, bez emocji, wstała na równe nogi. Podniosła szafkę z ziemi. Chociaż tyle ile z niej zostało. Posprzątała po sobie. Jakby chciała ukryć wszystko co się przed chwilą stało. Odeszła od łóżka, w ogóle nie patrząc na czarnowłosego. Próbowała zachowywać się normalnie. Budować powoli mur, cegła po cegiełce. Wychyliła się, by zobaczyć jak idzie operacja jej zwierzaka. Właściwie, straciła poczucie czasu. Skrzyżowała ręce i spojrzała na Samael'a. - Jak myślisz, skończyło się już? - Spytała beznamiętnie. Jakby gumką do gumowania zmazała ten urywek czasu, co wszystko się tu paliło, jarzyło i rozpierdalało. Będąc na kolanach chciała mu dać buziaka, pożegnalnego w policzek. Ale miała zabić zarodek. To zabija. Boleśnie i powoli. Czy zabije również tym siebie? Niewiadomo.

_________________


Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 190


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Nie Lip 23, 2017 9:11 pm

Zwykle bywał zimny i niewzruszony niczym głaz, skłamałby jednak gdyby powiedział, że widok łez płynących z oczu Cynthii nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Załzawiona i zdruzgotana, zareagowała na jego słowa tak nagle, że nie wiedział co powinien uczynić. To pierwsza tego typu sytuacja z jaką się zetknął. Zwykle nie darzył dziewcząt żadnymi głębszymi uczuciami ponad pożądaniem, z nią było jednak inaczej. Nie była przecież jego kochanką a mimo to spotykali się, spędzali razem czas, rozmawiali, czasem wspólnie polowali. W pewien sposób była mu bliska i dlatego jej żal przebił się przez tą jego maskę wyrafinowanego i chłodnego skurwiela. Z drugiej jednak strony... Przecież mówił prawdę. Była jego przyjaciółką, ale nigdy nie obiecywał jej niczego więcej. Jej ani żadnej innej. Nie mogła go winić za to, że coś do niego poczuła. W żadnym razie nie czuł się winny choć wątpliwości nie dawały mu spokoju.
- Zrozumiem jeśli mnie teraz znienawidzisz i przestaniemy się widywać. - Rzekł spokojnym tonem, kiedy jeszcze trzymał ją w objęciu jak laleczkę. Głaskał chwilę jej włosy, machinalnie, odruchowo. Nikt go nigdy nie uczył takich zachowań. Po prostu to zrobił, bo tak było trzeba. Bo wbrew wszystkiemu nie miał jej gdzieś. Wypuścił ją kiedy zapragnęła stanąć na podłodze o własnych siłach. Nie miał zamiaru jej więzić i skoro uznała, że najlepiej będzie kiedy skończą wreszcie odstawiać sceny, zaakceptował jej decyzję bez wahania. Nie odpowiedział jednak na jej pytanie odnośnie operacji. Miast tego usłyszeli rozsunięcie się zasłon i kroki Hannibala zmierzające w ich kierunku.
- Państwo skończyli odstawiać dramaty? Dziękuje. - Skarcił ich jak dwójkę smarkaczy i pokręcił z zażenowaniem głową - To Twoje zwierze? Wszystko dobrze, będzie żyło. Rany nie były szczególnie groźne, ominęły najważniejsze organy. Gorszy był niedobór krwi. Ale sytuacja jest już stabilna. - Poinformował Coco, zwracając się do niej bezpośrednio. - Ciekawe stworzenie. Cud genetyki i bioinżynierii. Ciekawi mnie kto był jego stwórcą i jakich metod użył aby uzyskać tak morderczy efekt. - oczy szalonego naukowca aż zapłonęły z ciekawości. Młody Asmodey tylko prychnął i przewrócił czarnymi oczami.
- Tak z nami też w porządku. - Dla pewności mimo wszystko obejrzał Cynthię od góry do dołu. Rany po wodzie święconej się zagoiły, innych nie widział.

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Pon Lip 24, 2017 3:57 pm

Totalnie olała jego słowa. Dla niej temat był już zakończony. Mógł nawet poczuć, to zimno emanujące wokół niej, przebijające klatkę piersiową jak strzał z wysokiego kalibra. Ta mimika twarzy, która nie mówiła dosłownie nic. Nic nie mówiące też ruchy ciała, żadnych drgawek, zawahań, wszystko z jej strony było tak idealnie czyste i płynne, że aż sama się zdziwiła jak da się w 30 sekund zmienić o 180 stopni. Może tak będzie lepiej? Doskonale wiedziała, że on po prostu uwielbia się ruchać, a nie kochać. Nie chciała już zaprzątać sobie głowy tym tematem, dlatego zajęła się rozmową z doktorkiem, który najwyraźniej nie był zadowolony ich dramatem, scenką i innymi pierdołami. Jakby była osobą z zewnątrz, zaczęłaby się zapewne śmiać, na widok takich odzywek i dialogów.
Na pytanie, czy to jej zwierze, skinęła głową w jego stronę. Stanęła prosto i skrzyżowała ręce na piersi. Postawa zamknięta? Może. Ale chodziło o jej pumę. Tymbardziej, że doktorek, był wyraźnie nią zainteresowany. Nią, czy Ness, jeden chuj. Na jego fascynację tymże zwierzęciem, odpowiedziała tylko. - Ness odnalazłam porzuconą na pastwę losu, niewykarmioną, nienauczoną jak przeżyć. I przykro mi, Doktorku, ale nie dam Ci na niej prowadzić dalszych badań, doprowadzcie ją do normalnego stanu i stąd spierdalam. - Wyżywała swoje złości na totalnie niewinnym człowieku? Niewdzięczna ladacznica? - Tylko jeszcze niech mi Doktorek powie, co by chciał za uratowanie jej życia. - Dodała jeszcze, niemiłym tonem. W tle tylko usłyszała mamrot Samael'a.
Odwróciła się po chwili do czarnowłosego. Stanie było dla niej męczące więc jebła dupą na niskie krzesełko obok łóżka. - Doprowadzą Ness do dobrego stanu i myślę, że już będę spadać do siebie. - Powiedziała do chłopaka, wpatrując się w ekran telefonu. Nie czuła się do końca dobrze, a na myśl przychodziła tylko jedna osoba, która mogłaby wiedzieć o co chodzi.

_________________


Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 190


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Pon Lip 24, 2017 5:00 pm

Hannibal obserwował wampirzycę uważnie i ze skupieniem jednak w rzeczywistości nie wierzył w ani jedno jej słowo. Kto mógłby porzucić taki cud bioinżynierii? Nieudane eksperymenty owszem, wyrzucano lub pozbywano się ich w inny sposób. To stworzenie jednak było dla niego, jako znawcy tematu, niemal doskonałe. Widział jednak, że nie uzyska od dziewczyny żadnych pożytecznych informacji. A zatem musiały wystarczyć mu próbki DNA oraz zdjęcia rentgenowskie jakie wykonano przed rozpoczęciem operacji. Prędzej czy później sam do tego wszystkiego dojdzie i odkryje metodę jaką pracował stwórca mutanta.
- Skoro nie przekażesz mi żadnej użytecznej wiedzy to nie chcę niczego. A teraz żegnam, mam ważniejsze rzeczy do roboty niż wysłuchiwanie bzdur. - Zeźlony naukowiec warknął i minął dwójkę pospiesznym krokiem. Po drodze rzucił tylko od niechcenia, że zwierz powinien przez co najmniej tydzień bardzo na siebie uważać oraz, że ze śpiączki farmakologicznej wybudzi się za kilka godzin.
Lazaret był pusty nie licząc młodego Asmodeya i jego towarzyszki. Możliwe, że dla niej temat był już zakończony i próbowała na powrót zgrywać zimną, nieczułą sukę. Wiedział, że to tylko gra i tylko bardziej potęgowało to ponowny przypływ emocji jaki w nim wzbierał. Cisza przed burzą.
- Nigdzie nie idziesz. - Głos wampira ciął powietrze niczym lodowate ostrze. Ponure ślepia wbiły się w jej drobną postać jakby chciały przewiercić jej czaszkę i zajrzeć do mózgu w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące go pytania - Przestań, kurwa. - warknął zabierając jej z dłoni telefon i odrzucając go w stronę łóżka przy przeciwległej ścianie. Jak ona go teraz wkurwiała, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Odstawia sceny jak z dramatu, przeżywa załamanie, płacze a teraz nie raczy nawet spojrzeć w jego stronę tylko gapi się w ten cholerny ekran. - To wszystko tak? Po prostu zaczniesz mnie ignorować chcąc przeskoczyć problem udając zimną i niedostępną sukę? - Zrobił krok w stronę krzesełka na jakim siedziała. Niskie siedzisko sprawiło, że choć zawsze był dużo wyższy teraz górował nad nią ponad dwukrotnie. - I co dalej? Zaczniesz unikać spotkań, na ulicy będziesz odwracać wzrok aż w końcu przestaniemy mówić sobie pierdolone "cześć"? - Blada twarz wampira miała nieprzyjemny wyraz choć bardzo daleko było mu do prawdziwego uniesienia się. Ton jego głosu był wyjątkowo spokojny choć ciął bezlitośnie i precyzyjnie jak ostrze skalpela.

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Pon Lip 24, 2017 5:20 pm

Nie do końca ogarnęła, po chuj doktorek się wkurwiał. Ona sama nie wie skąd jest ta bestia i który to ją tam stworzył. Może Ness była zbyt silna i woleli ją osłabić i wyrzucić. Któż wie. Na jego słowa tylko parsknęła. Bzdury.. Niezłe żarty. Miała ochotę go pierdolnąć, ale zasługiwał na odrobinę szacunku ze względu na uratowanie życie pumie. Koniec końców jak odwrócił się od niej pokazała mu tylko przysłowiowego środkowego palca i bajlando. Odwracając się by pójść również w inną stronę dosłyszała, że zajmie to jeszcze kilka godzin. Musiała tu jeszcze siedzieć kilka jebanych godzin. Oczy powędrowały wokół orbit. Jebać.
Chwilę posiedzieli w ciszy. W tle było tylko słychać to śmieszne urządzenie, co pika z każdym uderzeniem serca Ness. Nikogo nie było. Pielegniarki pouciekały, a Doktorek niewzruszony wyszedł. Czuła tą falę emocji, która w obojgu narastała. Nie wiedziała jak ma na niego patrzeć, jak do niego mówić. Co do niego mówić.. Oparła łokieć na kolanie i na tej samej ręce, bródkę na dłoni. Niewzruszona niczym przeglądała social media, do czasu aż ten nie strzelił słowami w jej stronę. Spojrzała na niego spod byka, unosząc brew. - Co mam przestać? - Spytała, jakby nie wiedząc o co mu chodzi i znów wbiła wzrok i telefon. Długo się nie napatrzała, wyrwał urządzenie z jej dłoni i rzucił nim niewiadomo gdzie. Podrapała się po głowie i wyprostowała zgarbione wcześniej plecy. Oho, próbował okazać wyższość. Po jego następnych zdaniach, jeszcze chwilę siedziała. W ciszy, jakby analizowała. Nie odpuszczała z jego ślepi wzroku. Leniwie wstała, wyprostowała się. Skrzyżowała ręce na piersi i uniosła bródkę do góry. Dalej był wyższy. Nigdy szczęście. - Tyle mnie przecież znasz, doskonale wiesz, że nie gram zimnej suki, tylko JESTEM zimną suką. - Słowo "jestem" powiedziała głośniej, wolniej i dobitniej. Najgorsze w tym wszystkim było to, że jej anielska póki co cierpliwość, mogłaby go jeszcze bardziej wprowadzić w furię. Nie wyglądała na złą, nie mówiła jakby była zła. Ale ten też nieźle trzymał nerwy na wodzy. - Skoro chciałeś, bym zabiła to w zarodku, póki się nie rozwija, to próbuję. Ale skutecznie mi w tym przeszkadzasz. Czego ty ode mnie oczekujesz, co? - Spytała go i dobitnie powtórzyła jego wcześniejszą prośbę. - Jeśli masz pierdoloną chcicę, to zejdź do piwnic, albo idź na miasto na jakieś dziwki, bo musisz mi wybaczyć, ale ja Ci dupy nie dam, ot co. - Dodała, wręcz sycząc już słowami, niczym bezlitosna żmija. - Poza tym wkurwia mnie już ta szpitalna sala. I nie chce mi się już tutaj gadać. - Powiedziała jeszcze i chciała go wyminąć, pójść po telefon i stąd wyjść. Miała dość świadków tych rozmów. Nawet jeśli nikogo nie było w pobliżu. Ale czy da jej odejść?

_________________


Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 190


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Pon Lip 24, 2017 7:41 pm

Nic nie działało mu na nerwy bardziej niż fałsz i sztuczność. Kłamstwa. Miał po prostu alergię, nie ważne w jakiej postaci i sytuacji występowały. To co się teraz działo było dla niego nie do wytrzymania. Nie wierzył w nagłe przemiany i zmiany osobowości o sto osiemdziesiąt stopni. Jeżeli ta Cynthia, która w irytujący sposób ignorowała go lub jeśli już musiała traktowała jak obcą osobę była prawdziwa to kim była ta sprzed pięciu minut? Lub odwrotnie. Tak czy inaczej jedna musiała być fałszywa a on nie chciał bawić się w zagadki. Skoro cała sprawa z ich relacją, braną przez niego po prostu za dobrą przyjaźń, wypłynęła na wierzch nie chciał pozostawiać niedomówień. Wolał wszystko wyjaśnić tu i teraz, bez zbędnego owijania w bawełnę i udawania, że nic nie zaszło. Ale nie dawała mu wyboru jak tylko zastosować terapię wstrząsową. Nie da się zbyć.
- Przestań zachowywać się jak obrażone dziecko. - Warknął bo powoli zaczynał tracić do niej cierpliwość. Potrafiła go wkurwić jak nikt inny, to musiał jej przyznać bo wbrew pozorom nie było tak łatwo wyprowadzić go z równowagi.
Kiedy wstała nadal wiele brakowało jej by móc zrównać się z jego wzrostem. Uniosła więc brodę a on bezczelnie ujął ją między kciuk i palec wskazujący. Co prawda nie uciekała przed nim wzrokiem, ale nie pozwoli by znowu znalazła sobie lepszy punkt zaczepienia niż jego oczy.
- Jesteś zimną suką. Zwłaszcza kiedy odstawiasz dramatyczne sceny, kulisz się i płaczesz. Proszę Cię, kogo chcesz okłamywać? Najwyraźniej samą siebie bo ja tej bajki już nie kupuję. - Zmrużył lekko ślepia, jednak, o dziwo, nadal pozostawał całkiem spokojny. Nawet ton głosu przestał być tak metaliczny i złowrogi. - Wiesz na czym polega Twój problem? Że namalowałaś już sobie obraz tego jaki jestem i choćbym wypruł sobie żyły i tak nie zmieni to Twojego punktu widzenia. - Prychnął tylko i dmuchnął na wkurwiający go od dłuższej chwili ciemny kosmyk opadający mu na oczy. Naprawdę myślała, że w jego głowie są tylko dziwki, seks i żarcie. - Gorszy od tego jest tylko fakt, że mimo wszystko Twoje małe, sukowate serduszko zabiło szybciej kiedy patrzyłaś na ten obrazek własnego autorstwa.
Dawać dupy... Serio, myślała, że po pierwszym odepchnięciu go nadal będzie naciskał na to by poszła w jego ramiona? To pokazywało dobitnie opinię Coco na temat młodego Asmodeya. Oczywiście, że wzgardzenie jego dość wyraźną propozycją go dotknęło. Umiał jednak przełknąć ten gorzki smak ze względu na to co ich łączyło. Ona jednak nadal tkwiła w przekonaniu, że zaraz znów zacznie ją całować, może nawet obmacywać. Bo przecież chodzi mu tylko o jedno.
- Tu się zgodzę. Zaczynają mnie wkurwiać te ściany. Poczekajmy gdzieś indziej. - Zdaje się, że zadecydował za nią jednak szczerze miał to gdzieś. Poczekał aż weźmie telefon po czym chwycił ją za nadgarstek i pociągnął lekko za sobą, prowadząc w bardziej "przytulne" miejsce, gdzie nie śmierdziało lekami i nie było słychać tego cholernego pikania aparatury.

[z/t + Coco]

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Sob Wrz 09, 2017 1:13 pm

Kiedy z dziewczyną na rękach przybył na miejsce, wszystko było już przygotowane. Czyste, cieplutkie łóżko musiało jednak poczekać. Najpierw dużo mniej przyjemny stół operacyjny. Korzystając z faktu, że blondynka była raczej bezwładna po prostu ją tam położył.
- Nie martw się niczym. Lekarz postawi Cię na nogi. - uspokoił ją spodziewając się, że w jej głowie z pewnością zrodzi się nieufność, może nawet strach. Wszak z jego ręki do tej pory również nie spotkało ją wiele dobrego. A teraz musiała mu zawierzyć swoje życie i zdrowie, nie mając wielkiego wyboru. Zza parawanu wyłonił się Hannibal odziany w kitel, maseczkę i czepek jak rasowy chirurg. Przeglądał narzędzia a tymczasem pielęgniarka mająca asystować mu przy zabiegu nałożyła na twarz Yvelin plastikową maskę pompującą środek nasenny. Przecież nie będą jej operować na żywca.
Biorąc pod uwagę jej przejścia i wycieńczenie organizmu, blondynka z pewnością dość szybko odpłynęła w niebyt. Dracula ruszył się wykąpać i przebrać w czyste, nie uświnione krwią ubranie, tymczasem jego słudzy robili co mogli aby jakoś poskładać do kupy biedną dziewuszkę wyciągniętą z piekła. Na jej ciele przybywało szwów, powoli zaczynała wręcz przypominać żonę potwora Frankensteina. Zupełnie oczyszczone i wręcz wysterylizowane zostało jej łono. Było to wyraźne polecenie samego Kaina. Nie życzył sobie żadnych samaelowych bękartów pochodzących z gwałtu. Środki jej zaaplikowane powinny zabić w niej wszelkie plemniki, nieważne czy "luźne" czy te, które już dostały się do ewentualnej komórki jajowej. Przeżycie tortur będzie dla niej wystarczającą traumą, nie potrzeba jej chyba rodzenia i wychowywania potomka oprawcy.
Mając już kończyć, Hannibal zdecydował się jeszcze na kilka, drobnych poprawek kosmetycznych. Yvelin miała kilka starych, ale dość paskudnie zagojonych blizn. Musiał zajmować się nimi jakiś amator... Cóż, po jego drobnej interwencji po śladach na podbrzuszu, nadgarstkach i piersiach nie będzie nawet śladu a jej skóra znów będzie gładka i jasna. Nie ma za co. Aby nie było jednak tak różowo kilka mniejszych znamion pozostawił, szkoda mu było czasu by bawić się w chirurga plastycznego.
Tak czy inaczej po długich godzinach blondynka wreszcie leżała w pościeli i mogła naprawdę odpocząć. Podano jej krew samego Draculi, dla lepszego efektu i przyspieszonej regeneracji. Było to niecodzienne, raz, że rzadko kiedy dzielił się z kimś własną krwią, dwa aplikowano ją poprzez kroplówkę a nie tradycyjny sposób. Nie mając nic pilnego do zrobienia głowa rodu postanowiła zaczekać na przebudzenie się pacjentki. Stare wampirzysko rozsiadło się na wygodnym krześle obok łóżka i leniwie czytało jakąś książkę umilając sobie czas oczekiwania.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 537


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Sob Wrz 09, 2017 11:49 pm

Nie spodziewała się, że jej wybawcą będzie sam Dracula. Dziwnie i dość nieswojo było zawdzięczać mu życie. Nie wyrywała się z jego objęć, chociaż czuła strach, nie wiedziała co ją teraz czeka, może jeszcze gorsze tortury... Nie miała jednak siły na walkę, musiała mu uwierzyć. I w chwili kiedy zauważyła stół operacyjny, Kain mógł wyraźnie wyczuć jak jej ciało się spina. Kiedy już leżała na stole niepewnie oglądała się na boki, miała ogromne obawy przed tym co ją czeka.
- Nie chcę...- Taaa, to były jej ostatnie słowa, po tym odpłynęła. Nie czuła nic, była totalnie odcięta od świata, tylko ona i pusta.
Świadomość zaczęła odzyskiwać dopiero kiedy leżała w łóżku i z kroplówki ubyło ponad połowę krwi. Jej ciało zaczęło powoli się regenerować, niewątpliwie szlachetne krew Asmodeya przyspieszyła ten proces. Blondyna obudziła się totalnie zdezorientowana, miała w głowie zamęt i przebłyski pamięci. Brudny i zimny loch, i jej wybawca... Samael, nie, nie on, jego ojciec. Jeszcze się myliła, pamiętała go kiedy był tak podobny do głowy rodu, ciężko było przyzwyczaić się do nowego wizerunku Sama. Chociaż miała szczerą nadzieję, że nie będzie musiała go więcej oglądać.
Bolało ją całe ciało, ale nie marzła już i czuła się jakby trochę silniejsza. Z żałosnym jękiem usiłowała się nieco unieść, ale szybko zrezygnowała i ponownie położył głowę na poduszce. Pozszywali ją, żeby młody Smok, znów mógł ją pokroić? Serio takie właśnie miała w głowie myśli ale to żadne zaskoczenie.
- I co dalej? Jak poczuję się lepiej to wrócę tam, aby Samael dalej miał się czym bawić?- Spojrzała na jasnowłosego, który zajęty lekturą czekał, aż księżniczka się obudzi. Yvi powinna się zamknąć i podziękować, ale nie wiedziała, że nie jest to kolejna część programu jaki był specjalnie dla niej przygotowany przez byłego faceta.

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Nie Wrz 10, 2017 1:24 pm

Mijały godziny a blondynka pogrążona w głębokim śnie regenerowała siły po ciężkich przeżyciach i niedawnej operacji. Nie wyglądała najlepiej, musiałaby sporo odpoczywać i pić mnóstwo krwi aby wrócić do normalności. Przynajmniej fizycznie. Z psychiką może być różnie. Dracula nie znał jej na tyle dobrze by być w stanie ocenić kondycję umysłową swojej podopiecznej. Teraz było za wcześnie by nad tym rozmyślać. Najważniejsze było by wstała na nogi. To co będzie dalej okaże się w przyszłości.
Chociaż wyglądał na pogrążonego w lekturze w rzeczywistości zastanawiał się jaki krok powinien uczynić jako następny. Nie mógł przecież pilnować dziewczyny 24 godziny a zamknięcie jej w jakiejś izolatce również nie wydawało się sensowne. Ale coś należało zrobić, przecież jak tylko Samael zorientuje się, że zniknęła z celi wpadnie we wściekłość i zacznie jej szukać z jeszcze większym zacięciem niż do tej pory. Z głębokiego zamyślenia wyrwała go próba podniesienia się z łóżka głównego źródła jego problemów.
- Nie radziłbym wykonywać gwałtownych ruchów. Jesteś cała w szwach. - skomentował z leniwym westchnięciem po czym zaznaczył stronę zakładką i odłożył książkę na stolik. Zwrócił swe oblicze na wyglądającą jak siedem nieszczęść wampirzycę i chwilę mierzył ją spojrzeniem lodowatych oczu. - Nie rób z siebie głupszej niż jesteś. - mruknął w odpowiedzi na jej bzdurne pytanie - Miałbym wyciągnąć Cię z lochu tylko po to by wsadzić do niego z powrotem? Musiałbym być nie w pełni sprawny umysłowo. A dla Twojego dobra uznam, że tak nie sądzisz. - skrzywił usta w lekkim uśmiechu chociaż w jego oczach nadal pozostawał niezmierzony chłód.
Zastukał pazurami w oparcie krzesełka wybijając szybko jakiś rytm. Myślał cóż ma teraz z nią począć? Przecież nie wypuści jej teraz w świat bo następnym razem jej spotkanie z Samaelem może skończyć się dużo gorzej. Jedyne rozwiązanie to... mieć ją cały czas na oku.
- Na razie zostaniesz tutaj. Kiedy odzyskasz siły będziemy musieli porozmawiać. Tymczasem niczym się nie przejmuj. - przemówił tonem kogoś starszego rozmawiającego z małym dzieckiem. Cóż, samo trak wyszło. - Co do mojego syna... Byłaś jego więźniem, teraz jesteś moim gościem. To znaczy, że w obrębie tych murów jesteś nietykalna. Jeżeli więc wykażesz się odrobiną zdrowego rozsądku nic złego nie powinno się wydarzyć. Chyba mogę Cię o to prosić? - wszystko zależało od niej jednak jeżeli będzie musiał to znajdzie odpowiednie środki by wyegzekwować na niej brak głupich pomysłów. Dlaczego tak mu zależało na tym by była bezpieczna i z dala od jego syna? O to proszę nie pytać. Stary smok rzadko kiedy dzieli się swoimi planami i przemyśleniami.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 537


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Wto Wrz 12, 2017 10:32 pm

Faktycznie, gwałtowne ruchy były raczej nie wskazane, ale nie ma co się jej dziwić, była w miejscu w którym wcale nie chciała być, do tego jej stan. Najchętniej to by uciekła stąd. Więc pomimo iż jej ciało potrzebowało jeszcze odpoczynku, chciała wstać i wyjść. Oczywistym było, że po pierwszym stęknięciu zrezygnowała i zatopiła się w wygodnej pościeli. No cóż, na wolność musi jeszcze trochę poczekać. Teraz musiała porozmawiać ze swoim bohaterem, chociaż chciała przewrócić oczami i rzucić tekstem typu 'z takimi zwyrodnialcami różnie bywa', ale ugryzła się w język i tylko kiwnęła głową. Dosłownie jakby chciała powiedzieć, 'no tak faktycznie, byłoby to całkiem bezsensu'.
Gość, dobre! Teraz tak się mówi na więźniów? No, ale dobrze, nie jest tak źle, porównując do warunków w których przebywała jeszcze parę godzin wcześniej, to może być więźniem. Byleby tylko Samael się do niej nie zbliżał. W każdym razie ona nie będzie mu się tu specjalnie wystawiać, nie miała zamiaru spacerować po zamczysku, starczy jej to jedno pomieszczenie.
- Bardzo dziękuję, z przyjemnością będę... Pana gościem.- Powinna mu mówić per pan, czy po imieniu? Taaa, to był dla niej dość problematyczny temat, z jednej strony, to jej niedoszły teść, głowa rodu, a z drugiej... wrrr, aż się nie chce mówić. No nic, nie ma co tego teraz roztrząsać, będzie chciał, aby mówiła mu po imieniu to da znać.
- Oczywiście będę ostrożna i nie będę się panoszyć i bez potrzeby wystawiać.- Zaczęła się zastanawiać dlaczego mu tak bardzo zależy na jej bezpieczeństwie. Hmm, w końcu był córką Naizena i pewnie był to jeden z powodów, ale cała reszta? Nie miała bladego pojęcia, ale pewnie w swoim czasie się o tym wszystkim dowie, musiała się uzbroić w cierpliwość, a z tym już było dużo gorzej.
- Już się dużo lepiej czuje, nie jest jeszcze rewelacyjnie, ale jest okej.- Zamknęła oczy, w ostatnim czasie to już drugi raz kiedy była przykuta do łóżka. Jej psychika póki co wydawała się, całkiem sprawna, ale nie ma gwarancji, że tak zostanie. Póki co wypierała z głowy ostatnie wydarzenia, ale przyjdzie czas, że i z tym będzie musiała się zmierzyć.

_________________
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   Sob Wrz 16, 2017 9:10 pm

Mądrze z jej strony, że tak szybko zaakceptowała swoje obecne położenie. Co prawda było o wiele lepsze niż jeszcze kilka godzin temu jednak nadal owiane mgłą tajemnicy. Z pewnością jej blond główkę zaprzątały setki myśli i pytań o motywacje oraz dalsze plany Draculi odnośnie jej osoby. I najważniejsze z nich... Czy mogła mu zaufać? Niestety życie nigdy nie jest tak proste jak byśmy sobie tego życzyli a odpowiedzi nie przychodzą lekko. Dużo łatwiej byłoby gdyby sama siebie zapytała czy ma inne wyjście niż tylko mu na chwilę obecną zaufać. Gdyby chciał ją skrzywdzić z pewnością zrobiłby to już dawno i nie tracił czasu oraz środków na doprowadzanie jej ciała do porządku. Gnębienie psychiczne? Niewykluczone jednak choć wyglądał na mocno zamyślonego to w nieznaczny sposób sugerował, że jego myśli pochłania temat inny niż wyrafinowane znęcanie się nad bezbronną blondynką.
Nie zareagował na to, że tytułowała go panem. Wszak był od niej wiele starszy do tego jeżeli chodziło o status dużo potężniejszy. Przywykł z resztą do tego, że okazuje sie mu szacunek choćby ze względu na stanowisko jakie piastuje oraz wielowiekowe doświadczenie. Po za tym ich znajomość nie była na tyle duża i intymna by mówić do siebie tak otwarcie. Ale kto wie co czas przyniesie? Wszak wyglądało na to, że spędzą ze sobą sporo czasu...
- Zdaje się, że mój syn ma w tej chwili sporo zajęć i możliwe, że Twój pobyt w komnatach zostanie przez niego zupełnie niezauważony. Ja przynajmniej dołożę do tego wszelkich starań a Ty, jak mniemam niespecjalnie będziesz szukała z nim kontaktu. - cały czas spoczywały na niej jego lodowate ślepia. Widział, że jest bardzo podejrzliwa i nieufna co poniekąd się chwaliło jednak na wszystkie demony, zaczynało go to męczyć. Nie spodziewał się oczywiście, że rzuci mu się na szyję i zaoferuje swoją rękę w nagrodę za ratunek, jednak odrobina zwykłej wdzięczności nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Ehh za stary już był na to wszystko...
- Śpij. Odpoczynek i duża ilość krwi powinna szybko postawić Cię na nogi. Tymczasem ja zajmę się resztą. - rzucił cicho widząc jak dziewczyna przymyka oczy. Powinna teraz dużo leżeć i regenerować siły zanim zdecyduje się w ogóle wyjść o własnych siłach z łóżka.
Używając telefonu napisał szybką wiadomość tekstową do jednego z wyżej postawionych służących nakazując przygotowanie odpowiedniej komnaty dla gościa. Nie wiadomo kiedy Yvelin będzie w stanie z niej skorzystać jednak warto mieć już wszystko przygotowane wcześniej.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lazaret [I PIĘTRO]   

Powrót do góry Go down
 
Lazaret [I PIĘTRO]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy :: ZAMCZYSKO ASMODEY-
Skocz do: