IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Veiny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1011


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Wto Maj 09, 2017 7:31 pm

//Okeeey. Czyli działanie w obrębie interwencji losu na którą nie wyraziłem zgody? A może skoro MG sędziuje walkę to ma obowiązek zatrzymywać każdego kto zajdzie do tematu? Interesujące... //

Początkowo w ogóle nie zauważał różnicy odnośnie ilości schodów i pięter- za bardzo się śpieszył. Kiedy jednak drzwi z klatki schodowej ppoż postanowiły go wstrzymać, zaczął wreszcie racjonalnie myśleć. Jakaś iluzja? Jak to się działo, ze po raz kolejny wpadał w jakieś niewyczuwalne sidła? To było wręcz żenujące jeśli nie czuje się wpływu czyiś myśli na swoje.
Wystarczyło tylko tyle, ażeby się już zdenerwował. Grymas na twarzy świadczył o tym, że gdy jeszcze przez chwilę miał się siłować z drzwiami to pewnie by je po prostu 'rozniósł'.
I kolejna niespodzianka? Jakiś pajac raczył mu stanąć na drodze i nie mógł go od tak po prostu minąć. Lekko zdyszały i wkurwiony po prostu wpatrywał się w to 'coś' i bez żadnego oczekiwania na słowa, po prostu sięgnął po swoją broń. Korytarze były dość wąskie, dlatego tez nie mógł w konwencjonalny sposób używać swojej broni. Czy to mu kiedykolwiek przeszkadzało?
-Nie obchodzą mnie Twoje nadzieje...- Z różnymi już dziwakami stawał w szranki, ale jeśli jakaś istota śmiała go zwać dzieckiem... To świat normalnie zwalniał.
Kimże była ta istota, że mówiła mu, że nie ma pojęcia z czym się mierzy? Tam się tłukły po prostu dwie wampirzyce i tyle z tego było.
Potencjał? Noriko nie była dla niego zabawką, a Veina akurat dla niego nie znaczyła nic- mógłby ją zabić tu i teraz- co zapewne się stanie jak tam wreszcie wejdzie! Ta istota bezwonna była czymś wymyślonym, nieistotnym. Jej przemyślenia dla Garrucha również nie znaczyły zbyt wiele.
Ile go dzieliło od tajemniczej postaci? To niezbyt istotne.
Garruch okręcił sobie już bez słów łańcuch na ręce, ażeby rękojeść o ostrych krawędziach była niczym bułat, ale jak na razie jeszcze nie porzucił rękojeści, która dopiero w odpowiednim momencie stanie się użyteczna.
Nie pozostało nic więcej jak się przekonać o faktycznym istnieniu tego przedziwnego stwora.
Ruszył przed siebie i od razu wyszeptał do siebie krótką modlitwę, która miała spowodować, iż jego umysł nie będzie zmącony przez kogoś innego(blokada umysłu).
Większość scenariuszy już przemyślał. Postać może zniknąć, "kontratakować", albo zwyczajnie być niematerialna i nie reagować na jego zapędy. W każdym przypadku miał już przygotowaną strategię na te ewentualności... Tylko plan należało najpierw wcielić w życie. Niemniej jednak Garruch po pięciu słowach miał dość rozmowy z tym czymś.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 696


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Wto Maj 09, 2017 9:08 pm

Skupić się na nieumieraniu? Łatwo powiedzieć o wielki Losie! Noriko była co prawda twardą sztuką, musiała wszakże przez całe życie udowadniać komuś bądź sobie, że nie jest byle wampirkiem co boi się złamać paznokcia. Nie bez przyczyny odrzuciła wszystkie dobra materialne i skupiła się na pierwotnych instynktach. Może dlatego też czasem nie potrafiła zachować taktu? Na szczęście bliskim jej osobom chyba to nie przeszkadzało. Taki mały dzikusek z flashbackami z wojny!
Oj poczuła chwycenie za włosy i to aż za dobrze, w końcu miała kudły związane w kucyk więc na pewno część przyjaciółka jej wyrwała. Nie zdążyła jednak przeanalizować bólu czy warknąć bo chwilę później poczuła jak jej czaszka służy wampirzycy za młot do wyburzania ścian. Dzięki wszystkiemu co tam rządzi nad nimi czy pod nimi za to, że były istotami bądź co bądź zmutowanymi. Zwykły człowiek pewnie dawno padłby martwy. Ból łba rozsadzał jej czaszkę więc szczypanie policzka przez jęzor Veiny nie był aż tak straszny jak wcześniejsze kucie tynku. Dobrze jednak się stało... udało jej się użyć teleportu!
Przymknęła oko i trafiła, wstyd byłby gdyby chybiła. Ona i chybienie... wybacz Veina, ale chybienie bardziej by ją zabolało niż trafienie w ciało przyjaciółki. W końcu walczyły teraz o przetrwanie! A przy okazji Noriko kombinowała jak podać wampirzycy krew i uspokoić jej furię, a przy okazji nie dać się rozszarpać. Obróciło jej ciałem, ale widać miała to w dupie... no ładnie.
Ból jaki towarzyszył rozdzieraniu dekoltu był... niczym muśnięcie skrzydełek motylka o atłasik... nic kurwa z tych rzeczy! Zabolało jak jasna cholera, aż młodsza wampirzyca odskoczyła w tył pokazując zęby i sycząc niczym ranna puma. Unosząca się w powietrzu krew... tak, tak coś w tym było. Stare czasy aż pchały się przed roziskrzone czerwone ślepia Noriko. Huki wystrzałów, walające się wokół niej wnętrzności, zawodzący ludzie z pourywanymi kończynami. Wojna nie była tylko wymianą ognia, była tragedią która odciskała silne piętno także na wampirach. Furia, wściekłość, żądza krwi... dostojna wampirzyca krwi B nie powinna dawać się ponosić takim instynktom. Jednak ona była panią lasu, Ma jak mówili na nią po wietnamsku tubylcu.
Zawarczała głucho i najpierw oddała strzał w kierunku przyjaciółki, potem nadal trzymając wyciągniętą w jej kierunku dłoń z deaglem, rozluźniła palce tak że pistolet upadł głośno na ziemię. Sama Noriko nie przejmując się swoimi ubraniami pochyliła się i mimo bólu w klatce piersiowej zaczęła się zmieniać. Dorian z pewnością doceniłby widoczki. Trzeszczące kości, mięśnie rozrywające skórę młodej wampirzycy, wydłużająca się twarzoczaszka pełna ostrych i długich zębisk, a na koniec białe futro. Wilk wielkości konia pojawił się w salonie Veiny i miał strasznie dużą ochotę by powalić wampirzycę i wbić jej zęby ramię. Co też po przemianie chciałaby uczyć rozjuszona Noriko.

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 434


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Wto Maj 09, 2017 9:29 pm

Gdyby tylko czarnowłosa mogła spojrzeć na siebie z góry, nieprzyjemny widok. Kobieta byłaby zażenowana swoich zachowaniem i wyglądem, miała ubranie we krwi, kompletnie zniszczone. Niestety póki co jej umysł był zmącony chorobą, która kompletnie przejmując nad nią kontrolę zmuszała ją do strasznych rzeczy, czyli ataku Noriko, która musiała znaleźć się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Vi kompletnie rozgrzeszała ją ze wszystkich rzeczy, które miała zamiar jej zrobić w obronie własnej lub już zrobiła. Była to tego zmuszaną całą sytuacją, więc czarnowłosa nie będzie miała jej tego za złe - należało jej się.
Zadowolona, że rzut dziewczyną się udał skoczyła do niej, ale trafiła w pustą ścianę, ponieważ tamta użyła mocy teleportacji, rozjuszona wampirzyca rozglądała się nerwowo rycząc wściekle i szukając wzrokiem ofiary. Gdy zauważyła ją w kuchni, syknęła wściekle jak na wampira w szale najniższej krwi przystało. Rozpędziła się by skoczyć na nią jak głodne zwierzę, ale została zahamowana kolejnym strzałem, kolejną kulą, która boleśnie weszła w jej ciało i już tam została. Nie wiedziała czy kość była pęknięta, bo nie miała czasu nad tym myśleć (i zdolności), a po za tym w rozerwanym ciele zalanym krwią nie wiele było widać, ból był okropny - nie tylko w ramieniu, również w postrzelonym boku. Teraz nie mogła nic z tym zrobić. Powalona na ziemię syknęła z bólu, ramię zalało się krwią. Wściekle spojrzała na dziewczynę, która zaczęła zamieniać się w wilka; dla niej w tym momencie nie miało to większego znaczenia, po prostu czuła (przez tą straszną chorobę: fu!), że musi zabić Noriko - rozerwać jej tętnice i osuszyć. Wampirzyca chwiejąc się wstała z podłogi i rzuciła na dziewczynę, która już zmieniła formę. Vi stojąc obok niej rzuciła się na wilczycę jak prawdziwe zwierzę, jeśli mogła to złapała za jej futro i chwyciła mocno ryzykując nawet wyrwanie jego kępek. Wtedy instynktownie użyła swojej mocy porażenia energią podobną do prądu, coś jak wyładowanie o sile błyskawicy - właśnie taki prąd przeszedł teraz przez wilka. Veina liczyła, że oszołomiona bólem wilczyca straci przytomność po takiej dawce prądu albo przynajmniej zacznie zwijać się w konwulsjach, a sama uniknie odgryzienia kawałka uda albo ręki.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Dorian
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1800-zul-fiqar#37899 http://vampireknight.forumpl.net/t1830-jackie-estacado#
Zarejestrował/a : 09/04/2015
Liczba postów : 329


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Sob Maj 13, 2017 1:38 pm

Stałyście naprzeciwko siebie obie zdyszane i na lekkim rauszu. Głodne i zmęczone, bo może walka nie trwała dłużej niż kilka chwil ale obrażenia, ciągłe bieganie i próba przeżycia dały wam w kość. No właśnie, zadyszana Noriko próbowała wycelować po raz ostatni, ot zakończyć walkę technologii z wewnętrznym zwierzęciem Veiny. Ta jednak ruszała się niespokojnie, a lara croft wolała odskoczyć niż dostać znowu pazurami, tym razem być może po raz ostatni. Kula była blisko tego by rozorać łopatkę hrabinie, ale centymetr w lewo sprawił, że jedynie rozorała jej skórę na ramieniu. Ot bolało, ale dwie poprzednie kule były znacznie bardziej niebezpieczne.
Z resztą na tak bliskim dystansie strzelania mogło być za wolne. Biedaczka musiała coś zrobić aby przeżyć i przemiana w wilka z naturalnym pancerzem i siłą obalającą która powinna powalić Veinę. Dorian zdecydowanie cieszył się waszym widokiem, a zwłaszcza tym jak cała dziewczyna zaczęła przeobrażać się w abominację. Ot, ten etap przejściowy między słodką i niebrzydką a wilkiem był sceną, której żałować że nie może zatrzymać. Obrzydliwie piękno ulotnej chwili zaraz minęło, a hrabina cofnęła się kilka kroków widząc jak w jej kuchni rośnie teraz kuń z grubym futrem i ostrymi jak żylety kłami.
Zaraz po transformacji owłosiona bestia rzuciła się z pazurami i kłami wprost na przyjaciółkę. Tylnymi łapami rozwaliła zupełnie zlew, z którego zaczęła wyciekać woda i jakąś niewinna szafkę dodając tylko do rachunku, który będzie trzeba opłacić za ogarnięcie tego ambarasu. Szarża powiodła się, a kły zatopiły się w poranione już ciało i chcąc nie chcąc wilczur poczuł krew przyjaciółki na języku. Pyszna krew, której tak teraz potrzebowałaś do regeneracji. Z drugiej strony teraz mogła być pewna że choroba dopadała też ją. No, ale lepiej się przeziębić niż umrzeć, nie?
Razem trzasnęłyście w blat rozłupując go. Veina leżała w dość niekomfortowej pozycji w połowie oparta o pysk psa, a w połowie o podłogę. Lewe ramię było zaklinowane, ale prawe przyłożyłaś wprost do karku przerośniętego psa.
Dosłownie na chwilę obie poczułyście zapach jonizowanego powietrza, trochę jakby koszonej trawy. Futro na całym zwierzaku zjeżyło się, ale było za późno by zareagować jakkolwiek. Wyglądało to jakby Noriko zamieniła się w cewkę Tesli. Przez całe futro przeszedł prąd i siła jego aż zamroczyła obie dziewczyny. Obie chyba nie zdawały sobie w pełni sprawy z tego ile mocy zostało włożone w to jedno wyładowanie.
Wilk zdążył tylko pisnąć nim zwalił się zupełnie na przyjaciółkę zamieniając się z powrotem w półprzytomną Noriko z dość mocnym poparzeniem na części karku i łopatki z kłami wbitymi w obojczyk Veiny. Obie były w takim dziwnej i niezręcznej pozycji, trochę jakby tuliły się i Noriko usnęła Veinie na piersi.
Może ten delikatny symbol zakończenia starcia i bliskość, może po prostu za dużo obrażeń i energii zmarnowanych i wirus przeszedł w stan uśpienia? Cholera wie co mogło się stać, ale wiadomym jest że obie miałyście już dość i kolor oczu Veiny powrócił, razem z jej charakterem. Ot, się pobiłyście i wam przeszło.
Głodne, zmęczone, chore i w siostrzanym objęciu mogłyście teraz wyjaśnić sobie kilka rzeczy i odsapnąć.

Co do Garnuszka to nie miał tak łatwo. O ile dziewczyny mniej więcej wiedziały czego się spodziewać po innym wampirze tej samej kategorii on walczył z wariatem w masce ubranym jak Harry Houdini.
Ciężko ci uznać czy to iluzja, raczej bez jakiegoś maga, który wie jak wykrywać takowe szansa była nikła. Ot, ktoś bardzo nie chciał aby staruszek dotarł na miejsce. Mogła to być prawdziwa manipulacja przestrzenią, ale teraz raczej nie było czasu tego rozstrzygać, zwłaszcza że zamiast grzecznie odejść jak został poproszony Garnek chwycił za antywampirze cudeńko.
- A mnie obchodzi co chcesz tu zepsuć i nie mogę ci na to pozwolić. – Na chwilę obrócił się znowu, gdy dało się słyszeć rozgardiasz.
Myśli Garnka, póki nie zarzucił bariery były już przewertowane. Z resztą na szczęście im starszy tym prościej je wertować. Mniej emocjonalnego chaosu i walki z samym sobą, którą trzeba odsiać. Nie był też szalony, a przynajmniej nie w sposób który sprawia że wszystko stałoby się kłopotliwe.
- Dałem ci szansę. Teraz dam ci karę.
Kolor oczu istoty zmienił się na głęboki i zimny niebieski, pozycji jednak nie zmienił czekając aż facet podejdzie bliżej. Słysząc modlitwę przeprowadził ją razem z Garnkiem. Znał ją i pytanie czy inne sztuczki również.
Dla Garrucha miało to teraz jednak najmniejsze znaczenie. Czemu? Bo będąc już dwa metry od istoty poczuł jak jego nogi zabolały i to tak cholernie. Suchy trzask sugerował, że kości piszczelowe i udowe po prostu się połamały i to w kilku miejscach na raz. Wykładzina pod jego nogami zaczęła wypalać się i formować znaki runiczne naniesione pewnie na beton pod nią. Ot prosta pułapka, której nie przewidział. Z resztą znaki rosły jakby to nie była jedyna runa jaka została rzucona na to miejsce. Zdecydowanie magia i zdecydowanie potężna. Kiedyś taką widziałeś, ale to było dawno temu i już wtedy nazywane było to starą sztuką. Niehonorowe? Owszem. Skuteczne? Jak najbardziej.
- Przykro mi, ale teraz będzie naprawdę bolało. – Spojrzał na jego klatkę piersiową, która nagle zaczęła piec i palić z taką siłą, że połamane nogi były najmniejszym problemem. Ból zaczął szybko się rozprzestrzeniać po chwili dotykając całego ciała. Trochę jakby mięsnie i wnętrzności zdecydowały spiąć się i gwałtownie kurczyć. Łowca wyglądał napięty kulturysta, co w sumie dodawało mu uroku, ale problem gwałtowny wydech i cierpienie nie pozwalały mu się tym cieszyć. Barki wygięły się pod niesamowicie dziwnym kątem, a wnętrzności prosiły o trochę wolnego miejsca. Najgorszy był jednak fakt, że mózg i mięśnie domagały się powietrza, które jest niezbędne aby utrzymywać taki mocny skurcz, a płuca nadal odmawiały posłuszeństwa. Magiczne sztuczki, na które cudowna klamka odporności fizycznej (niebiański kaftan wieśniaka zręczności +4 XD) nie miała za wiele do zrobienia. Odpływałeś szybko i mogłeś tylko mieć nadzieję, że magia tej przeklętej pieczęci na ziemi po prostu się skończy.
Nagle z pokoju obok dało się słyszeć dość głośny pisk wilczura. Najwidoczniej wszystko się skończyło i dziewczęta skończyły swój mały catfight.
- Teraz zostawię cię z damami i to one zadecydują co zrobić. – Powiedział zimnym tonem robiąc wymach ręką w prawo.
Miało to pozytywny i negatywny aspekt. Plus taki, że ból przestał narastać bo Garruch nie był już w okręgu, drugi plus taki że dało się oddychać. Minus taki, że nie mając czasu się skupić na jakieś reakcji obronnej trzasnąłeś w ścianę i odpadłeś. Guz nie będzie problemem, bo wypita wampirza krew go załata. Za to roztrzaskane kości, kosmiczne wyczerpanie mięśni, zapasów tlenu i generalne cierpienie sprawiło, że oddałeś się w objęcia Morfeusza.

Chwilę potem do drzwi apartamentu Veiny ktoś zapukał. Drzwi otworzył pewien dziwny jegomość trzymający na ramieniu znajomego Noriko zawodnika. Położył go w kuchni, tuż przed oczami Veiny i nawet poprawił mu uda aby były prosto, a nie powykręcane w dziwne kąty. Zamaskowany byt spojrzał się w stronę wampirzyc i oczy rozbłysły pomarańczową poświatą. W umysłach obu zaraz pojawiły się myśli Garusznego. To po co tu jest, co myślał o nich zanim włączył barierę umysłu. Dodał jeszcze jak najłatwiej i najszybciej będzie czmychnąć przed gostkami, którzy mogą się w tą stronę zbliżać.
Na koniec pozostawił dziwny trójkącik. Dwie ranne i głodne wampirzyce, jednego nieprzytomnego i ciężko rannego łowcę i kupę informacji, w które mogą uwierzyć lub nie. Istota po prostu otworzyła drzwi do szafy i wlazła w nią znikając bez śladu.

Norka – Poparzenie na plecach i karku, rana na policzku, która się brzydko zagoi i zostanie blizna, ból głowy dość mocny, dekolt do wymiany i potargane ciuchy. Potrzeba ci krwi do regeneracji no i jesteś oficjalnie chora na swój pierwszy i zapewne nie ostatni spontaniczny wirus
Na obojczyku pojawia ci się znak podobny do tego Veiny.

Veina – Bolesne rany po kulach, które nie zagoją się bez wypicia krwi i regeneracji. Zmęczenie i całkiem spore zniszczenia w domu, które trzeba będzie opłacić albo wyłudzać odszkodowanie, bo napad. Wirus na pewien czas będzie w uśpieniu.

Obie wiecie co Garnek sobie pomyślał i wiecie, że za jakiś czas przyjdzie pewnie odsiecz, ale przynajmniej od strony klatki schodowej jesteście bezpieczne, bo runa podziała jeszcze chwilę

Garnek – Nieprzytomny jeszcze przez jakieś dwie, trzy tury w zależności czy ktoś się tobą zajmie. Połamane piszczele i uda w kilku miejscach, zakwasy i naderwane większość mięśni w organizmie, ból głowy tak kosmiczny jak po imprezie, gdzie zapija się spirytus wódką a wódkę piwem i robi się driny z wina i szampana no i popękane żebra. Przez trochę czasu musisz się regenerować by wszystko się zacnie zrosło, najlepiej iść do lekarza. (HEHE IŚĆ)>
Dorek out!
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 434


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Nie Maj 14, 2017 10:24 pm

Czarnowłosa obudziła się na podłodze; miała zamknięte oczy, więc jedyne co czuła to okropny ból każdej możliwej części ciała. Jeszcze po omacku próbowała wstać, przekręciła się na bok i próbowała podnieść choćby na kolana. Wszystkie członki były bardzo ciężkie, a Vi w dodatku czuła jak krew płynęła z trzech ran. Najgorsza była ta w ramieniu, ponieważ czuła, że kula utkwiła w ciele i sama z pewnością nie wyjdzie. Gdy kobieta wreszcie otworzyła oczy ukazał jej się obraz jak po tsunami z XVIII wieku, które nawiedziło Hiszpanię.. czy coś. Wszystko co tylko mogło zostać zniszczone było w kawałkach, o które można było się potknąć. Pieniądze na odkupienie wszystkich mebli w salonie to żaden problem, tyle jeszcze miała. Ale dziwiła się, że jeszcze nie było tu policji albo chociaż jakichkolwiek służb zawiadomionych przez lokatorów, że w apartamencie obok sąsiedzi się konkretnie napierdalają bejsbolami.
Czarnowłosa usiadła na podłodze i oddychała ciężko; dopiero po chwili zauważyła nagą Noriko leżącą na podłodze, teraz już wiedziała skąd na jej ramieniu wziął się odcisk zwierzęcych kłów. Vi nie prawie nie mogła ruszać lewą ręką, w której miała trzy rany i kulę jako bonusik.
- Nori, żyjesz? - wyszeptała; to chyba był szczyt jej możliwości interpersonalnych w tym momencie; oczywiście zdawała sobie sprawę, że to wszystko ona zrobiła, znów choroba wzięła górę. Była przekonana, że to się stanie dlatego żałowała zaproszenia dziewczyny, biedna musiała bronić się przed przyjaciółką. Czarnowłosa odruchowo przeczesała palcami czarne jak smoła włosy i w tym momencie jej wzrok w sumie przypadkowo zatrzymał się na człowieku, który leżał przed drzwiami wejściowymi.
- A ten co za jeden...? - zapytała w sumie samą siebie, może trochę Nori jeśli ta już się ocknęła. Nie przypominała sobie żeby go wpuszczała, tym bardziej, że faktycznie był człowiekiem co dało się łatwo wyczuć, miał specyficzny zapach. Czarnowłosą bardzo kusiło żeby podejść do niego i rozerwać mu tętnice - teraz potrzebowała zastrzyku świeżej ludzkiej krwi. Może Nori jej wytłumaczy co to za niespodzianka.. a może właśnie znalazł się tu z powodu Noriko? W takim razie Vi ma kompletnie przejebane, bardziej niż myślała wcześniej. Chwiejnym krokiem podeszła do dziewczyny i potrząsnęła ją za ramię. Próbowała nawiązać z nią jakikolwiek kontakt; ranami będą musiały zająć się nawzajem później; Vi może nie zemdleje z powodu utraty krwi.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 696


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Pon Maj 15, 2017 5:49 pm

Rozróba na całego, wchodząc do tego mieszkania można było łatwo dowiedzieć się do czego zdolne były wampiry. Te obtłuczone ściany, rozbity stolik, szkło... dużo by wymieniać. Jednak nie rzeczy materialne były dla nich najważniejsze czyż nie? To znaczy Noriko miała taką cichą nadzieję w stosunku do przyjaciółki.
Wampirzyca nie zdawała sobie sprawy kto cały czas był pod drzwiami... pochłonięta walką i smakiem krwi swojej jak i Veiny po prostu walczyła. Nie spodziewała się jednak pewnego uścisku, a potem tego porażającego wszystkie kończyny bólu. Zapomniała o tej sztuczce! Elektryczność przeszła przez nią jakby była jakimś cholernym piorunochronem. Zapewne z boku ktoś mógłby zobaczyć nawet jej czaszkę w miejscach mniej pokrytych sierścią. Padła czując spaleniznę futra jednak nadal trzymała szczęki zaciśnięte na ramieniu przyjaciółki. Pewnie przez wyładowanie przygryzła ją jeszcze mocniej...
Poczuła ruch i cichy głos. Skończyło się? Starała się wyjść z mroków swojego umysłu. Fakt, że nie miała na sobie ubrań nie był w tej chwili najważniejszy. Usiadła powoli czując jak cholernie bolało ją spieczone ramię no i poważnie uszkodzony dekolt. W dodatku od używania mocy poszła jej krew nosem i bolała ją nieznacznie głowa. Rozejrzała się widząc pobojowisko wokół siebie i zakrwawioną Veinę.
-Wybacz.- rzuciła pod nosem. Och wiedziała że to przyjaciółka zaczęła, ale w sumie mogła ją jakoś obezwładnić a nie dać się ponieść wspomnieniom z wojny. Dopiero później doszły do niej dziwne wspomnienia słów obcego, wypaczonego stworzenia oraz zapach krwi... krwi Garrucha. Noriko podniosła głowę na blat kuchni niemal w tym samym momencie co odezwała się Veina. Co do... jej oczy rozszerzyły się ponieważ nie mogła uwierzyć w to co czuła i czemu do jasnej cholery on się nie ruszał. Kurwa! Przyjaciółka pomogła jej wstać, ale chwilę później wampirzyca znalazła się już przy łowcy. Oparła mu dłonie o klatkę piersiową, a w jej oczach pojawiły się powstrzymywane ostatkiem sił łzy. Co to kurwa miało znaczyć?! Przecież Noriko nie wpadła w szał, nie wiedziała go i nie czuła więc jak... Ten stwór! Veina mogła zobaczyć jak kobieta czule dotyka piersi, a potem policzka nieprzytomnego. To chyba mówiło więcej niż słowa. Zapach krwi Garrucha na szczęście nie był słodki niczym krew zwykłego człowieka. Jednak ponad 300 lat picia wampirzej krwi zrobiło swoje. Czy chciałaby się z niego napić i wspomóc regenerację? Organizm mówił tak, że ona miała też swój umysł. Spojrzała jednak w końcu niepewnie na przyjaciółkę.
-To on Vi... musiał tu przyjść gdy dowiedział się o tej walce.- powiedziała półgłosem.
-Ja... muszę go stąd zabrać. Błagam zrozum mnie.- dodała patrząc znów na łowcę.
Okropna sytuacja... z jednej strony Noriko pragnęła pomóc przyjaciółce, te szały... to nie było normalne, a winny tej sytuacji leżał właśnie na blacie w kuchni. Z drugiej jednak strony widok nieruchomego i rannego Gabriela był gorszy niż to co zostawało z żołnierzy w dżungli. On powinien stać i łypać na nie tym swoim zimnym, niedostępnym spojrzeniem... nie leżeć jak kukła i ciężko dychać.
-Pomogę wam.- powiedział twardo bardziej do siebie niż do przyjaciółki i odeszła od kuchni by znaleźć swój plecak. Tak... cały czas łaziła po mieszkaniu nago, więc w sumie Veina całkiem dobrze mogła sobie obejrzeć obrażenia które spowodowała. Zwłaszcza rozległe poparzenie na plecach i karku oraz krwawiącą klatkę piersiową. Gdyby się przyjrzeć widać było nawet mostek.
Znalazła! Wyciągnęła z plecaka komórkę i napisała najpierw jedną wiadomość potem drugą. W plecaku miała również swój kombinezon na wypadek zmiany w wilka (dobrze, że zawsze miała jakiś zwinięty przy sobie). Ubrała się ostrożnie sycząc co jakiś czas z bólu, krew dość szybko przesiąknęła przez materiał. Z plecaka wyjęła też tabletki i łyknęła ich na oko z pięć.
Dopiero teraz podeszła do Veiny i chciała jej położyć rękę na ramieniu (jeśli Veina go nie cofnęła).
-Nie myśl na razie o tym co się stało. Pomożesz mi znieść go do auta? Na pewno przyjechał swoim. A tu.. przyjdzie mój znajomy. To dobry człowiek i nie martw się, nie zrobisz mu krzywdy jak mnie. On.. zna się na rzeczy. Veina ja wytłumaczę ci wszystko na prawdę. Jesteś moim skarbem nawet jeśli... rzucasz mną o ścianę.- uśmiechnęła się słabo nadal czując sporego guza z tyłu głowy. Czy przyjaciółka przystanie na cokolwiek co mówiła Noriko? Ciężko będzie jej to chyba przetrawić... Noriko chciała od niej coraz więcej rzeczy których nie żądały od siebie porządne wampiry. Ci wszyscy łowcy... w dodatku jeden z nich który maczał łapy w wirusie leżał tu teraz przed nimi.
-Będziemy zdrowe.- podkreśliła i podeszła do Gabriela znów czując ból większy niż ten fizyczny który zadała jej Veina. Ciężko jej się na niego patrzyło. Mimo ogromnego bólu popękanych żeber uniosła go za ramiona czekając czy też przyjaciółka jej pomoże z drugiej strony. Jeśli nie... będzie musiała wziąć go na ręce. Ponad 100 kilo bezwładnego ciała nie było czymś wielkim dla wampira, ale obie były wykończone.
Zjechały bądź zjechała windą na dół i wyszła przed budynek. Kluczyki Gabriel miał chyba w kieszeni więc dostanie się do auta nie było trudne. Położyła go jakoś z tyłu i wsiadła za kierownicę. Nie była najlepszym kierowcą, ale przecież nie będzie robiła jakichś niemożliwych manewrów.
-Napiszę do ciebie gdy dotrę na miejsce.- szepnęła do przyjaciółki jeśli tylko zeszła z nią na dół.
-Zaczekaj na mego znajomego błagam cię.- dodała i ruszyła spod apartamentowca czując jak z jej klatki piersiowej sączy się krew. Z kolei zapach posoki łowcy wypełnił już całe auto. Otwarła więc szybę.

/Noriko + Garruch zt

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 434


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Wto Maj 16, 2017 7:53 pm

Czarnowłosa czuła się źle psychicznie z powodu krzywdy, którą wyrządziła przyjaciółce, ale jeszcze gorzej fizycznie, bo trzy otwarte rany wciąż krwawiły, a Vi sama sobie z nimi nie da rady. Nie wiedziała ile czasu będzie przytomna jeśli w takim tempie będzie tracić posokę. W każdym razie teraz musiała dowiedzieć się kim był dziwny człowiek leżący w jej mieszkaniu. Gdy Noriko jej to wytłumaczyła, w wampirzycy wezbrała złość i gniew - najchętniej zabiłaby skurwysyna nawet na oczach dziewczyny; przez niego była chora połowa miasta. Veina powinna oddać społeczeństwu przysługę i pozbyć się tego walonego naukowca, który robi eksperymenty na wampirach tworząc specjalnie dla nich jebaną chorobę. Tyle lat była silniejsza od ludzi i wolna od tego syfu zwanego chorobami, aż tu nagle przychodzi taki jeden. Noriko robiła duży błąd zadając się z kimś takim, może czarnowłosa wytłumaczy jej, że to też może się źle dla niej skończyć, bo ludzie byli zdradzieckimi świniami i tylko żerowali na wampirach - wbrew ogólnemu stereotypowi. Veina nie chciała pomagać temu rycerzowi, któremu odsiecz nieco nie wyszła, ale na razie nie miała wyboru, bo przyjaciółka tego od niej wymagała. Wampirzyca pomogła jej przenieść go do samochodu głównie dzięki telekinezie; najchętniej teraz wbiłaby mu nóż pod żebra, ale musiała z tym poczekać zanim nie dowie się jak nazywa się ten psychol.
- Nie przysyłaj tutaj nikogo, pewnie sprawi mi jeszcze więcej kłopotów. - odparła chłodno.
- Przepraszam za to co się stało, choć oczywiste jest to, że nie z mojej winy. Może na razie nie kontaktuj się ze mną. Tak będzie lepiej dla Ciebie i dla mnie. - dodała wchodząc do budynku. Miała złe przeczucia; martwiła się o Nori jak zawsze, ale najbliższy czas musiała poświęcić sobie. Gdy weszła do swojego apartamentu zakręciło jej się w głowie. Żeby się boleśnie nie przewrócić, osunęła się po ścianie i oparła o nią plecami siadając na podłodze - w salonie i tak nie miała na czym. Telekinezą wzięła telefon i napisała krótką wiadomość, jeśli to się nie uda to Vi raczej się wykrwawi. Całe jej ubranie było porwane, a po lewej ręce ściekała krew na podłogę dość obficie, bok wyglądał nieco lepiej, ale też wciąż krwawił; ból już tak bardzo jej nie przeszkadzał.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 222


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Sob Maj 20, 2017 12:46 pm

Apartament miał wielu gości i to chyba tylko dzięki temu że policja w Yokohamie to jak się okazało mafia ścigająca za publiczny taniec z wampirami nie było co się dziwić, że nikt nie zwrócił uwagi na to co się tam dzieje.
Leon grzecznie zaparkował i zakasłał jakby coś siedziało mu w płucach i przeszył go nieprzyjemny dreszcz. Trochę jakby był na kacu bez powodu, a to zwiastowało tylko chorobę, leżenie z herbatą i lekami wszelkiej maści i modlenie się, że przejdzie.
Wyciągnął wszystko co najważniejsze czyli alkohol, apteczkę, kajdanki i resztę głupot, które będą niezbędne w operacji „zdenerwowany wampir z kulą”. No właśnie ten wampir… obiecała, że będzie się zachowywać grzecznie i dobrze. Miała przecież nie robić niczego, kulki nie dostaje się darmo, nawet w takim mieście jak to.
Wjechał sobie windą. Wbieganie na któreś tam piętro z obciążeniem byłoby w jego stanie bardzo niezręczne. Zwłaszcza, że nie wiadomo czy nie jest po prostu głodna i nie chce się pożywić na naiwnym Leonie. Wampiry miały dziwne podejście do sprawy i nie mógł jej ufać. Zwłaszcza po tym że ostatnio bez problemów zabiła człowieka.
Z wyciągniętym rewolwerem otworzył drzwi do pokoju i zobaczył to czego się najbardziej obawiał. Pole bitwy i to krwawej. Wszystko w strzępach, krew wampirów dało się wyniuchać w powietrzu.
- Na boga. Co tu się stało. – Ścisnął mocniej Peacemakera by dodać sobie otuchy i miał nadzieję, że panna szczęście znowu siedzi na jego ramieniu.
- Jesteś tam kociaku? – Krzyknął nadal nie włażąc do pokoju, ot zapobiegawczo. – Jesteś sama? Krzycz!
Miał nadzieję, że dziewczyna jest jeszcze przytomna, albo to nie ona na niego czeka, zawieszona gdzieś pod sufitem. Nie pochwaliła się wcześniej brzuchomówstwem, ale elektrycznością i znikaniem owszem.
Ech, życie pełne przygód. Jak nie wyciągnie ludzi z pierdla albo magiczny rak, to morderczyni, której próbuje pomóc. Trzeba będzie ją solidnie potem przepytać. O ile z tego wyjdą.

_________________
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 434


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Sob Maj 20, 2017 3:27 pm

Wampirzyca siedząc sobie samotnie w zdewastowanym mieszkaniu rozmyślała co powinna zrobić biorąc pod uwagę, że nie miała kompletnie siły ruszyć się choćby na metr w którąkolwiek stronę. Chyba faktycznie nie pozostało jej nic jak tylko siedzieć i czekać na ewentualną pomoc; w sumie nie wiedziała dlaczego miałaby się spodziewać, że kowboj faktycznie przyjdzie i jej pomoże, w końcu był łowca, a ona tym strasznym potworem mordującym dzieci oderwane od krzyczących matek, prawda? Nie miała innego wyjścia, bo przyjaciółka wolała zająć się swoim psychopatycznym człowiekiem, niż nią. W pewnym sensie to rozumiała, ale wciąż boleśnie odczuwała skutki jego działań, więc ani trochę nie przejęła się stanem łowcy, któremu przybycie z odsieczą trochę nie wyszło.
Veina opierając się o ścianę przekręciła tylko głowę gdy usłyszała znajomy głos. Siedziała za rogiem, ale jak widać Leon jak zwykle był zapobiegawczy i nie miał zamiaru od tak szukać jej w mieszkaniu zapewne obawiając się o swoje życie, przecież nie wiadomo co taki potwór może mu zrobić.
- No chodź tutaj wreszcie, zaraz nie będzie czego ze mnie zbierać. - powiedziała, ale dopiero potem zastanowiła się, że przecież to jednak łowca i zapewne byłoby mu to na rękę, gdyby z miasta zniknął kolejny problematyczny wampir. Chociaż z drugiej strony miała nadzieję, że skoro jednak przyszedł to może nie pozwoli jej tutaj się wykrwawić.
- Nie spieszyłeś się. - odparła wrednie, bo przecież musiała zachować twarz nawet w takiej chwili; niby dlaczego miała mu pokazać, że bardzo liczy na pomoc mężczyzny. Czarnowłosej chciało się bardzo spać, najlepiej zamknęłaby oczy i udawała, że jest w swoim wygodnym łóżku, ale cały czas próbowała tego nie robić; lewa ręka była cała we krwi, która spływała na podłogę, Vi nie mogła już nią ruszać. Przedziurawiony bok też nie wyglądał najlepiej, może przynajmniej twarz jak zwykle była olśniewająca.
- Schowaj broń, bo pomyślę, że chcesz mnie tylko dobić. - powiedziała; nie podobała jej się sytuacja, w której była kompletnie bezbronna w obecności łowcy. Przez wzgląd na same zasady nie mogła mu ufać, ale teraz nie miała wyboru; w ostateczności da mu pieniądze za pomoc jeśli to skłoni go do faktycznej pomocy wampirzycy, bo przecież nie musiał tego robić.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 222


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Nie Maj 21, 2017 11:05 am

- Przepraszam kochana, musiałem jeszcze puścić uczennicę wolno z zajęć i wyciągnąć kumpla z pierdla. – Cóż, długa historia opowiedziana szybko. Z resztą tak mniej więcej wyglądał jego dzień. Odkacowanie, ogarnięcie życia, Anais i potem Eryk. Przygody zawsze i wszędzie.
Kiedy upewnił się, że wszystko powinno być w porządku wszedł przez drzwi i podszedł do niej. Wyglądała bardzo źle, ale żyła. Jakby tak się zastanowić wyglądała jak po walce z Lisem i nim samym. Ugryzienia szczęk za dużych jak na zwykłego burka i rany zadane tak aby nie zabić, ale mieć nadzieję, że da sobie siana.
Zdjął kapelusz i odłożył go na stolik, który w przeciwieństwie do kanapy jeszcze stał na miejscu. Jezu, czy w tym mieście nikt nie przejmuje się hałasem i dźwiękami strzałów z pistoletu? Co to za kraj? Co to za ludzie?
- Nie bój się skarbie, bohaterski szeryf już tu jest. Potem dasz mi całusa i miejmy nadzieję nie rzucisz się na szyję. – Powiedział z uśmiechem i puścił jej oko. Ta operacja trochę zajmie i trzeba było się do niej przygotować. Wyciągnął butelkę whisky i podał ją jej.
- Lepiej się napij, nie mam znieczulenia dla wampirów i nie mamy czasu na szukanie go. – Spojrzał na nią tak jakby już chciał przeprosić że będzie bolało. Oprócz tego złapał kajdanki i przykuł jej ręce do stolika.
- To tylko zabezpieczenie, nie chciałbym abyś w odruchu rozcięła mi gardło albo wykopała za okno. – Wyjaśnił by nie było nieporozumień. Nie miał zamiaru jej tu przykuć i zostawić, po prostu nie miał zamiaru umierać z dobroci własnego serca.
- Dobra, teraz się skup. – Wyciągnął nóż i porozcinał jej ciuchy. Następnie wziął bandaż i jakiś plastikowy dynks i wsadził jej go w usta. Ot aby nie pękły jej zęby czy nie musiał jeszcze zastanawiać się jak domowymi sposobami przyszywać język. – Nie jestem specjalistą, ale kule wyciągałem sobie i innym nie raz. Przy odrobinie szczęścia będą może blizny.
Część ran już przestała krwawić, ale w jednej z nich ciągle wisiał pocisk. Na szczęście miał tam w zapasie specjalny dinks do wyciągania kul i jeśli było to mieszkanie wampira to w lodówce na pewno jest sporo krwi, którą może w razie czego nakarmić ją i wspomóc samoleczenie.
- Przepraszam. – Mruknął i wsadził w ranę szczypce mając nadzieję, że znajdzie zgubę szybko. – Ciesz się, że to były jakieś kobyły z pełnym płaszczem. Jakby się rozpadła to byłoby bardzo źle.
Mruczał ze skoncentrowanym wyrazem twarzy. Nie spodziewając się, że dziewczyna odpowie mu w jakikolwiek sposób. Grzebanie w ciele musiało boleć jak skurwysyn, a mówienie pomagało, paradoksalnie bardziej skoncentrować się na tym co robił.
Ech, będą mieli wiele do obgadania w tej kwestii, już po wszystkim jak tylko przeżyje i nie zabije go z rozmachu. Inna rzecz, która go zainteresowała to ten symbol na piersi. Wiedział co znaczy na tyle, by zaniepokoić się co mogła zrobić i jak bardzo dziwny układ z nim podpisała.

_________________
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 434


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Nie Maj 21, 2017 11:59 am

Wampirzyca po prostu gdzieś w głębi ducha cieszyła się, że Leon jednak przyszedł, a nie zignorował jej wiadomość, ponieważ bez jego pomocy z pewnością niedługo straciłaby przytomność. I tak już teraz zaczynała mieć tak zwane mroczki przed oczami, a obraz stawał się niewyraźny. Nie wiedziała dokładnie jak długo już siedziała pod ścianą, ale przez cały ten czas krew powoli wypływała z jej ran pozbawiając ją siły wprost proporcjonalnie do ilości posoki na podłodze. Próbowała nie stracić przytomności przy mężczyźnie, to iż w pewnym stopniu czuła się niezagrożona, ponieważ dał się poznać jako raczej jeden z rozsądnych łowców, nie oznaczało, że mogła w pełni mu zaufać, więc postara się by nie zemdleć co było trudniejsze z każdą chwilą.
- Od początku liczysz na tego całusa, prawda? - zapytała ostatkiem sił z lekkim uśmiechem na twarzy, może próbując mówić nie straci przytomności tak szybko. Wzięła od kowboja butelkę whisky - na szczęście prawą ręką mogła ruszać - nie była pewna czy alkohol jakkolwiek pomoże w uśmierzeniu bólu, ale spróbowanie nie zaszkodzi. Gdy przechyliła butelkę wzięła duży łyk trunku, który przyjemnym ciepłem rozlał się po jej gardle; czy zwykły alkohol mógł wpłynąć na ciało wampira jak znieczulenie, raczej nie, ale warto było spróbować. Gdy odłożyła butelkę dopiero po chwili zorientowała się, że łowca przykuł ją kajdankami do stolika. W pierwszym odruchu chciała na to zareagować jak typowy wampir, ponieważ poczuła zagrożenie z jego strony. Mężczyzna co prawda wyjaśnił dlaczego to zrobił, ale wytłumaczenie nie satysfakcjonowało Veiny, która wolała mieć możliwość jakiejkolwiek reakcji na ewentualne niestandardowe zachowanie Leona.
- Wiem, że uważasz mnie za potwora, ale teraz nie mam nawet siły się ruszyć. Po za tym nie jestem niskiej krwi, a przeżyłam wystarczająco dużo lat, by wiedzieć jak mam się zachowywać. Wbrew temu co wiecie, my też potrafimy myśleć, a ja potrafię się kontrolować. Znam inne ciekawsze rozrywki niż zabijanie łowcy, który ratuje mi życie. - przyznanie tego było trudne, ale raczej nie było zbyt dużą skazą na dumie kobiety, więc jakoś przeszło jej to przez usta. Zignorowała to, że rozciął jej bluzkę, bo tego wymagała sytuacja, i tak pewnie jeszcze chwilę będzie siedzieć w staniku, ale jakoś nie bardzo jej to przeszkadzało - po prostu chciała wreszcie dojść do siebie i odzyskać siły. Gdy dał jej plastik, który miała wsadzić w usta, odłożyła go (telekinezą rzecz jasna) na podłogę, mówiąc:
- Dam sobie radę bez tego. - przynajmniej tak uważała. Niewiele by to pomogło bo z łatwością mogłaby to przegryźć; nie raz była ranna, ale za każdym razem ból był inny, teraz pewnie będzie gorzej. Gdy Leon włożył szczypce do jej rany nie bolało aż tak bardzo, jednak gdy zaczął w niej szukać kuli Veina zmrużyła oczy, a na jej twarzy pojawił się grymas bólu, pokazała swoje ostre jak igły kły i syknęła charakterystycznie dla wściekłego wampira. Klatka piersiowa zaczęła unosić się szybciej, bo czarnowłosa powstrzymywała się przed wydaniem jęku, który sugerowałby odczuwanie bólu co w tej sytuacji było oczywiste. Zamiast tego zaczęła przeklinać w języku starofińskim, dość okropnie, ale to lepsze niż krzyk.
- Domyślam się, że mogło być gorzej. Ale przestań patrzeć na mój biust i wyjmij to wreszcie. Kręci mi się w głowie.. - powiedziała wzdychając głośno i zaciskając zęby z bólu, próbując nie zemdleć. Wampirzyca nie mogła doczekać się ulgi po opatrzeniu wszystkich ran, zaczęła odczuwać dyskomfort z powodu tej w boku, bo była raną z wlotem i wylotem. Wyglądała jakby wróciła z pola bitwy, a czuła się jeszcze gorzej, cały czas przed oczami miała rozmazany obraz.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 222


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Sob Maj 27, 2017 3:30 pm

- Liczę na to, że wyjdziesz z tego cała. – Odpowiedział na chwilę przybierając poważny ton głosu, bo zdecydowanie nie był ekspertem w dziedzinie, ale do Lisa było daleko i wampirzyca raczej nie ma szans. Nie mówiąc o tym, że Lis pewnie sam chciałby ją zabić. To że był liberalny wobec jednego wybryku Leona nie oznacza, że zaczął darzyć krwiopijców nadmierną estymą.
Łowca chciał jej pomóc z wielu powodów. Ona go uratowała wcześniej, pomogła nie umrzeć w walce z jego śmiertelnym wrogiem. Wisiał jej sporo i to właśnie moment, gdzie mógł się spłacić.
- Chociaż nie ukrywam że całus też byłby miłą odmianą od próby zabicia mnie albo czegoś w ten deseń. – Puścił jej oko i posłał całusa.
- W wolnej chwili opowiedz mi co tu się stało piękna. Nie wygląda to jak dobrowolna próba przemeblówki.
Alkohol był głównie po to, aby może jakoś pomóc. Placebo albo inne dzikie węże może działają też na tych, których serce się zatrzymało. Z resztą z tego samego powodu ją przykuł. Przeważnie zabijał albo ładował w kajdany i pakował do mamra. Nigdy nie próbował rozwiązywać problemów inaczej niż w ten sposób, choćby dlatego że dzięki temu podejściu żył i czuł się dobrze (z okazjonalnymi problemami z byciem na skraju życia albo poczytalności, ale nowe metody nie gwarantowały nawet tego.
- Słyszałaś o czymś takim jak drugi oddech albo odruch? Kiedyś w odruchu przyjaciółka połamała mi szczękę. A była tylko człowiekiem w stanie porównywalnym do twojego. Mam cię za coś co jest silniejsze od niej i ma ostrzejsze pazury kociaku.
Szybkie sprostowanie sprawy było niezbędne. Zwłaszcza po tym co tu zobaczył. Wyglądało jak walka jakiegoś potężnego łowcy z wampirami albo dwóch wampirów. Paskudna sprawa i zawsze dużo przelanej krwi. Wolał nie dokładać swojej porcji, a wręcz przeciwnie sprawić żeby było jej tu jak najmniej, czyjejkolwiek. Temu też drugą rękę też jej przypiął właśnie na wypadek telekinezy. Tak czy inaczej uszanował prośbę i nie wsadził jej tego w usta. Chociaż szansa na to, że jakiś ząb pęknie albo czyiś język zostanie odgryziony urosła znacznie. Cóż, jej to była wola, on mógł tylko próbować zrobić wszystko aby to się nie wydarzyło.
Widział jak reaguje na gmeranie w jej ciele i nie przerywał, ba starał się jak najszybciej się pozbyć wszystkiego i dać jej spokój. Na widok kłów uśmiechnął się tylko na chwilę, zapamiętał by użyć tego przykładu jeszcze raz na wypadek użycia słów „samokontrola” albo „zbędne środki ostrożności”.
Coś tam przeklinała coś tam bzioczyła jak to baba. Ważne że kula wyszła. Szybko oblał wszystko alkoholem i zaczął obwiązywać. Blizny to z tego będą, ale za jakieś kilka lat powinny zniknąć.
- Patrzę na wszystko, jak będę musiał to nawet go złapię. Oczywiście w celach leczniczych. – Odpowiedział łatając ją w stylu „powinnaś wyżyć” jak jesteś silna. Tego wolał jednak nie ryzykować. Bądź co bądź była kobietą i o ile znał zolności wampirów cholera wie z czego dostała, bo kula którą z niej wycisnął nie nadawała się do analizy na miejscu.
- Czekaj tu na mnie i mów do mnie. Możesz nawet zacząć od tego jaki jestem fajny i jak bardzo doceniasz to, że grzebię ci w bebechach. – Rzucił i poderwał się z kucków. Podbiegł do lodówki w kuchni i wziął całą garść torebek. Na pewno trzymała ich trochę w zapasie i na pewno nie dotrzymała obietnicy, którą mu złożyła. Teraz akurat mogło się to przydać. Przystawił jej pierwszą lepszą do ust.
- Jeśli chcesz karmienia z ust do ust to przepraszam, ale to dopiero na trzeciej randce. – Mruknął wyjął nóż. Opakowań było na tyle, że spokojnie mógł je rozcinać i nawet jak trochę się uleje to najwyżej da jej następne.
- daj znać kiedy będziesz mieć dość. – Mruknął i zaniósł się kaszlem. Choroba postępowała szybko. Ach te Yokohamskie wirusy. Słynne na cały świat ze swojego spontanicznego atakowania wszystkich jakby naprawdę rodziły się z powietrza. Zwłaszcza, że ostatnio kontakt miał tylko z alkoholem i ze zdrowymi ludźmi. No cóż, ktoś się już tym pewnie zajął.

_________________
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 434


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Sob Maj 27, 2017 4:24 pm

Czarnowłosa próbując nie zemdleć wsłuchiwała się w słowa Leona, skupiając się na odpowiedzi. Była bardzo osłabiona i wciąż nie widziała wyraźnie, straciła bardzo dużo krwi przed przyjściem mężczyzny, a dodatkowy ból spowodowany wyciąganiem kuli nie pomagał jej w regeneracji, która wciąż nie mogła zadziałać przez obecność antywampirzego naboju w ramieniu; jeśli wypije dostatecznie dużo ludzkiej krwi i odpocznie powinna zacząć samoleczenie.
- Naprawdę? Przecież w mieście byłoby o jednego potwora mniej, dla Ciebie to chyba dobrze. To dużo wygodniejsze gdy sami się zabijamy, masz mniej do roboty. Ale i tak doceniam, że w ogóle przyszedłeś. - powiedziała, bo uważała, że z jego perspektywy gdy krwiopijcy zabijają się sami to duże ułatwienie dla łowców. Oczywiście faktycznie była mu bardzo wdzięczna, bez jego pomocy długo by nie wytrzymała, a sama do szpitala nie miała czasu jechać. Kątem oka zauważyła jak wysyła jej całusa, uniosła kącik ust do góry i uśmiechnęła się słabo, ponieważ w tej chwili nie było ją stać na nic więcej, za bardzo była zmęczona.
- Jeśli mnie rozkujesz to może Ci go dam, zasłużyłeś. Z pewnością nie będę próbowała zabić, wtedy też nie próbowałam, po prostu mi przeszkodziłeś i zobaczyłeś to czego nie powinieneś był. - odparła. W obecnej sytuacji dużym nietaktem byłoby zaatakowanie Leona, który no powiedzmy to, uratował jej życie. Z jej strony nie powinien obawiać się żadnego wybryku, to ona miała dużo większe podstawy do poczucia niebezpieczeństwa, ponieważ była skuta, a mężczyzna miał broń i kontrolę nad nią, więc nie mogła czuć się do końca komfortowo. Vi próbowała ignorować rozrywający ból w ramieniu, z którego łowca ciągle wyjmował nabój, ale czasami wyrwał jej się jęk lub cichy syk, nie chciała pokazywać po sobie jak bardzo jest osłabiona, chociaż zapewne wystarczyło rzucić na nią okiem.
- To długa historia, nie będę Cię zanudzać. Ale nie musisz się martwić, bo żaden człowiek nie ucierpiał. Byłam niegrzeczna, ale jak widzisz to ja najbardziej ucierpiałam i teraz pokutuję, więc dodatkowo karać mnie nie musisz, a już z pewnością umieszczać tego w jakimś raporcie. Bo to spotkanie zupełnie prywatne, tak? - wolała się upewnić. I tak dziwne zrządzenie losu sprawiło, że w mieszkaniu nie pojawiła się policja, najwyraźniej sąsiedzi również byli wampirami, albo przynajmniej na tyle bali się zareagować, że po prostu zignorowali wszystkie odgłosy walki.
- Dzięki, coś to z pewnością idealne określenie na opisanie mojej osoby. - odparła sarkastycznie i dodała: Wciąż jesteś śliczny, a po tym złamaniu nie ma śladu. Nie musisz się obawiać, jednak jako potwór bez uczuć spróbuję się kontrolować i nie zrobić Ci krzywdy.
Postanowiła jednak wytrzymać bez przedmiotu między zębami, spróbuje nie odgryźć sobie języka. Gdy Leon wyciągnął kulę poczuła ogromną ulgę, jednak w ramieniu wciąż czuła ogromny ból, który praktycznie paraliżował jej rękę, z pewnością nie mogła nią ruszać.
- Możesz mnie już rozkuć? Nie pomaga mi to. - poprosiła grzecznie, wolała by ręce nawet bezwładnie leżały na podłodze, przynajmniej ta lewa ręka cała w bandażach.
- Mógłbyś jeszcze zrobić coś z tym bokiem? Kula przeszła na wylot, ale wciąż krwawię. - to chyba była już ostatnia rana, na szczęście nie została bardziej skrzywdzona niż powinna; z resztą ciągle mogła podkreślać, że całe zajście to nie jej wina.
- Jeszcze nie jesteśmy na tyle blisko żebyś mógł mnie dotykać w takich miejscach. Może ludzkim kobietom wmawiasz, że masz uzdrowicielskie ręce, ale ja się na to nie nabiorę, musisz wymyślić coś lepszego. - odparła z uśmiechem, bo mężczyzna chyba specjalnie ją rozbawiał. Zatamowanie upływu krwi bardzo jej pomogło, a już wspaniałomyślność Leona z poszukaniem posoki, która w torebkach zajmowała dosłownie cała lodówkę, prawdopodobnie jeszcze bardziej polepszy jej humor.
- Krew jest w lodówce. Tylko nie wyciągaj pochopnych wniosków, większość mam ze szpitali. - powiedziała, bo mężczyzna mógł pomyśleć sobie bardzo dużo gdy zobaczył kilkadziesiąt torebek wypełnionych ludzką krwią. To wciąż lepsze rozwiązanie niż atakowanie na ulicy i narażenie się na spotkanie choćby takiego Leona.
- A skąd możesz wiedzieć co ja chcę? Z zresztą, to już nasza druga randka. Co do trzeciej możesz mieć większe oczekiwania, może dla odmiany żadne z nas nie będzie ranne. Chyba, że masz jakieś niestandardowe upodobania. - odparła i zaczęła pić krew z pierwszego woreczka. Od razu poczuła się nieco lepiej; naturalnie minie jeszcze dużo czasu zanim w pełni wróci do sił, ale teraz musiała zadowolić się taką krwią, to i tak bardzo jej pomoże. Krew smakowała fantastycznie, więc Vi wypiła od razu trzy dawki półlitrowe.
- Tyle na razie mi wystarczy, później wypiję więcej. Gdybyś pomógł mi przejść do sypialni na piętrze to będę wdzięczna, z salonowych mebli nic nie zostało, więc nie mamy nawet gdzie usiąść. A po za tym potrzebuję papierosów, które mam w szafce. - powiedziała. Oczywiście liczyła, że Leon ją rozkuje, bo nie chciała poruszać się po własnym domu skuta jak więzień. Zauważyła jego kaszel, ale wywnioskowała, że to zwykła choroba, która często dotyka śmiertelników. Veina sama nie czuła się najlepiej, ale to już inna sprawa.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 222


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Sob Maj 27, 2017 10:31 pm

Gdyby miał trzecią rękę to pewnie właśnie trzasnąłby sobie solidnego facepalma. Czy to rzeczywiście on był dziwakiem, który chciał po prostu współżycia i jakichś prawnych regulacji aby wszyscy mogli się cieszyć? Ludzie mogli dawać wampirom krew, nie zabijało ich to. To tak jak z tymi pieprzonymi imigrantami.  Jest ich dużo mniej niż normalnych, białych ludzi, ale zamiast dostosować się i żyć według praw (już nie mówiąc, że nie trzymają się własnego prawa) to wyciągają jakieś wybiórcze fragmenty z księgi ulicy i żyją na krawędzi.
- Jakby mi zależało na ściąganiu was wszystkich z ulic zabiłbym cię wtedy w zaułku, albo wtedy w pokoju. – Westchnął nie wierząc, że musi to tłumaczyć. – Mógłbym zrobić to nawet teraz zaraz. Najlepiej zostawić cię skutą i pozwolić umrzeć.
Szpital to tam pies, tam też raczej nie wiedzą jak uzdrowić zwłoki albo demony z osobowością. To raczej sprawa dla szamana.
- Rozkuję cię po wszystkim. – Nie mógł zejść ze swojego stanowiska, a stanowczy i uparty ton sugerował, ze raczej nie ma co kontynuować dyskusji. Ludzie robią głupie rzeczy, a co dopiero wampiry, które jedzą ludzi. Najlepiej by było jakby miał fajny stół z mocnymi pasami, ale ten luksus raczej nie istniał w warunkach polowych. Największy na jaki kiedykolwiek miał okazję się zdobyć to było związanie kogoś na motocyklu i cicha nadzieja, że ten się nie wygrzmoci razem z wierzgającym pacjentem.
Tak czy inaczej pozwalał jej gadać i słuchał bawiąc się w typowego średniowiecznego lekarza - „jestem dobry w swoim fachu bo szyłem ludzi na dwóch wojnach!”
W ten sposób ogarnął każdą ranę miej więcej. Aby przestała umierać i jej ciało ogarnęło, że wypada się regenerować.
Z resztą miał poważniejszy problem. Przed nim leżała naga, ponadprzeciętnie urodziwa i okrwawiona wampirzyca. W lodówce miała krwi na miesiąc lub więcej, mieszkanie było polem bitwy i próbowała zataić jakieś fakty. Zauważył też dziwne runy na ziemi obok mieszkania, zdecydowanie jakaś magia. Do tego kępki futra leżały gdzieś w kuchni. A do tego ten sms.
- Według mnie opcja „nikt nie będzie ranny” byłaby super. Na ile wykonalna to zobaczymy. – Mruknął składając wszystko do kupy i wytężając rozum by jakoś połączyć luźne wątki ze sobą. – No i kochana nie oszukujmy się. Dobrze wiesz czego chcesz. Z resztą, twoje fetysze muszą być dużo bardziej pochrzanione niż moje. – Zaśmiał się i wskazał palcem na swoją szyję.
Miał czas na przeczytanie go dopiero po wszystkim, w czasie tego dziwnego karmienia. Świat jest niesamowicie mały. Dawało to tylko więcej pytań niż odpowiedzi. Zwłaszcza treść obu z nich trochę się ze sobą kłóciła. No cóż, na spytki przyjdzie czas zaraz.
Wziął ją na ręce, gdy poprosiła o przeniesienie i bez większego problemu i pewnie ze wskazówkami gdzie dalej doniósł ją do łóżka, a tam dopiero rozkuł, gdy już złapał pistolet w dłonie. Ot dla zapewnienia sobie spokoju. Zanim usiadł zszedł jeszcze na dół, by wziąć ze sobą alkohol i więcej torebek krwi.
Dopiero, gdy skończył przygotowania i ogarnianie usiadł na łóżku wsadzając cygaro w usta i odpalając je. Patrzył na nią swoim syntetycznym okiem, które monitorowało ją i jej zachowanie.
- Przeżyjesz, potrzebujesz trochę odpoczynku. Nie wiem ile wam to zajmuje, ale w perspektywie twojego życia będzie to tak czy inaczej chwila. – Chciał zacząć rozmowę grzecznie i spokojnie od typowego trashtalku. Dopiero zaraz miał zamiar wyjść ze swoim łowiecko-inkwizytorskim dinksem.
- Twoja przyjaciółka się ucieszy, że jesteś cała i zdrowa. – Zaczął bardzo swobodnie i wstał podchodząc do okna wpatrując się jakby w miasto. Oko nadal jednak łapało jej drobne ruchy, ot tak w razie W.
- Powiedz mi sama co tu się stało. Ja widzę za dużo chaotycznych rzeczy. Czy wolisz żebym zadał pytania? – Spytał dość poważnie wkładając swoją krowę do pochwy na biodrze. Paradoksalnie to był właśnie najszybszy sposób na to, by go wyciągnąć i strzelić.
- Czemu Norka mówi, że zrobiła ci krzywdę skoro to pociski na zwierzynę? Nawiasem to powinnyście się lepiej dogadywać, bo obie napisałyście do jednego i tego samego łowcy w sprawie czegoś co śmierdzi mi na kilometr. O co się pożarłyście i czemu w kuchni jest kępa wilczych włosów? Ile osób padło trupem tej nocy z waszych rąk, skąd znak na piersi? – Zadał konkretne pytania i oczekiwał odpowiedzi. To była ciężka noc i choroba wcale mu nie pomagała w tym, by jakoś się ogarnąć. Z resztą na razie były to tylko pytania, a najlepszym okazem zaufania było stanięcie obok okna. Widział, że potrafi rzucać ludźmi z dużą mocą, Mogłaby go teraz wypchnąć i zapomnieć o sprawie, nic już raczej nie pogorszy stanu mieszania, a zrobienie z sypialni tarasu to chyba mniejszy koszt niż reszta uszkodzeń którą już widział.
- No i najważniejsza sprawa. Co z moim całusem? - Rzucił na koniec aby trochę rozrzedzić atmosferę, która mogła niepotrzebnie zgęstnieć przez mieszanie pracy ze sprawami osobistymi.

_________________
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 434


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Nie Maj 28, 2017 12:00 am

Nawet jeśli większość wampirów zgodziłaby się na koegzystencję to i tak byłaby ona niemożliwa, ponieważ zawsze znajdzie się grupa jednostek, która nie przystanie na nowy ład społeczny. Takie osoby znalazłyby się po obu stronach barykady. Veinie zapewne ciężko byłoby się przystosować, ale może tylko początkowo. Wychowywała się w zupełnie innych realiach i zajęłoby jej chwilę przyzwyczajenie do nowego porządku, ale wciąż uważała, że byłoby to z korzyścią dla wszystkich. Wampiry zawsze bały się zasypiać, w obawie, że ktoś je znajdzie i jeszcze we śnie pozbawi życia - to był jeden z lęków czarnowłosej gdy była młoda i niedoświadczona. Wiedziała, że ludzie cały czas wyrządzają krzywdę krwiopijcom, choć z wzajemnością. Dojście do porozumienia nie jest możliwe, zawsze pozostanie tylko w sferze marzeń.
- Oczywiście, dlatego byłam zdziwiona, że jeszcze tego nie zrobiłeś, miałeś ku temu wiele okazji. Dzisiaj chyba jest najlepsza. Wiem, że jako łowca jesteś zdolny do tego, ale nie wiem czy w dobijaniu kobiety znalazłbyś przyjemność z dobrze wykonanej pracy. - odparła. Nie podobało jej się, że w obecnej sytuacji musiała być mu uległa. Posiadał broń, a ona straciła zapewne połowę krwi, a do tego była skuta superanckimi magicznymi kajdankami, faktycznie nie mogło być lepiej. Nie miała zamiaru już go namawiać, bo widziała jaki był stanowczy. Zapewne nie zmieni zdania, możliwe, że nigdy. Takie żywe zwłoki, którymi Veina była są nieprzewidywalne, szczególnie z ranami postrzałowymi w kończynach. Nie chciała wdawać się w dyskusję, że ostatnią rzeczą, która teraz przyszła jej do głowy byłoby zaatakowanie łowcy, ale chyba nie było sensu tłumaczenia tego - każde z nich wiedziało swoje.
Czarnowłosa czekała aż Leon załata wszystkie jej rany, włącznie z tą w boku, która doskwierała jej najmniej, przynajmniej tam nie tkwiła kula, nie chciałaby czuć ponownie tego potwornego bólu, który towarzyszył jej podczas wyjmowania naboju z ręki przez kowboja.
- Ja nie mam zamiaru Cię atakować, jakie Ty masz plany nie wiem. Będę wdzięczna jeśli oboje wyjdziemy z tego cało. - powiedziała spokojnie utwierdzając go w przekonaniu o dobrych zamiarach. Nie mogła przecież teraz zranić mężczyzny, który pomógł jej w dojściu do siebie. Przyjaciółka wybrała cholernego człowieka, zamiast kobiety, która w życiu pomagała jej wiele razy; nie chciała o tym myśleć dłużej, bo zaczynała się wściekać i mieć za złe postępowanie dziewczyny.
- To z pewnością byłoby bardzo przyjemne doświadczenie, ale będę musiała się oprzeć pokusie. - odparła odnośnie fetyszy, po tym jak wskazał palcem na swoją szyję.
Zapewne z perspektywy Leona to jak Vi piła krew musiało być wyjątkowo dziwne, możliwe, że wręcz odrażające. W pewnym sensie dla nich obojga było to coś niezbędnego do życia, ale w trochę innym sensie. Kobieta piła krew z woreczków jak najlepszy koktajl z wódką, powoli zacznie dodawać jej sił jeśli wypije posoki jeszcze trochę. Skute ręce sprawiały, że czuła się niekomfortowo, ale póki co nic nie mogła na to poradzić. Gdy mężczyzna wziął ją na ręce, oparła dłonie o jego tors i dała się zanieść do sypialni, pokazując mu gdzie dokładnie ma iść. Poczuła się lepiej gdy wreszcie usiadł na miękkim okrągłym łóżku, miła odmiana od siedzenia na podłodze przez dłuższy czas. Tutaj było jeszcze na tym usiąść, w przeciwieństwie do salonu, gdzie wszystkie meble zostały zniszczone i praktycznie porąbane w strzępy.
- Na zagojenie tych ran będę potrzebowała trochę więcej czasu niż zazwyczaj, ale jakoś dam radę. Muszę poradzić sobie sama, przecież nawet nie wiem czy są jakieś lekarstwa dla wampirów. - odparła. Teraz będzie musiała poczekać aż organizm sam zdecyduje o rozpoczęciu regeneracji, coś zaczynało mrowić ją w miejscu ran, ale zanim tkanki zaczną się odbudowywać minie jeszcze trochę czasu. Przyda jej się chwila odpoczynku, bo do tej pory spotykały ją same niemiłe rzeczy, miała dość kłopotów w życiu i teraz wreszcie przyszedł czas na święty spokój.
- Dziękuję za pomoc. - powiedziała całkiem szczerze. Nie mogła zaprzeczyć, że zachował się bardzo honorowo nie ignorując jej prośby o pomoc, a przecież z oczywistych wynikających różnic miał pełne prawo to zrobić. Dopiero gdy odetchnęła, przypomniała sobie, że wciąż jest w samym biustonoszu, a tak raczej przy mężczyźnie nie wypadało siedzieć. Wstała powoli i przeszła do garderoby znajdującej się w sypialni. Zauważyła, że Leon cały czas ją obserwował, ale starała się to zignorować; rozumiała, iż wciąż jej nie ufał - nie miał ku temu powodów. Vi założyła czarną bluzkę, w obecnym stanie gdy nie mogła ruszać lewą ręką, taka była najwygodniejsza. Wtedy usłyszała słowa łowcy, które bardzo ją zdziwiły. Wyszła z garderoby, a na jej twarzy malowało się zdziwienie.
- Zaraz, jak to Noriko do Ciebie napisała? Poprosiła Cię o pomoc dla mnie? - było to bardzo dziwne, ale dopiero po sekundzie przypomniała sobie, że dziewczyna przed wyjściem obiecała, że sprowadzi pomoc dla Vi, choć ona zakazała jej to robić. Znowu zirytowała się zachowaniem młodej wampirzycy, mogła jej narobić dużo więcej kłopotów; na szczęście okazało się, że napisały do jednej osoby. Noriko następnym razem musiała być bardziej ostrożna, jej kontakty z łowcami były niebezpieczne, a do tego zagrażały Veinie. Czarnowłosa wyjęła z szafki papierosy i wkładając jednego do ust odpaliła go następnie zapalniczką. Dym trochę rozjaśnił jej zmęczony umysł i złagodził ból odczuwany w całym ciele, przynajmniej przez sekundę poczuje się lepiej. Na komodzie postawiła popielniczkę, by i kowboj mógł ewentualnie odłożyć tam swoje cygaro.
- Prosiłam ją by do nikogo nie dzwoniła, ale najwyraźniej znów mnie zignorowała. Powinnam zapytać skąd się znacie, bo to też ciekawe zagadnienie, ale nie wiem czy chce mi się tego słuchać. Ona za często sprowadza na siebie kłopoty i kiedyś nie wyjdzie jej to na dobre. - powiedziała z widoczną delikatną irytacją w głosie. Wypuściła dym z ust i odetchnęła opierając się bokiem o szafkę.
- Miałeś nie zadawać pytań. Nie wystarczy Ci odpowiedź, że nikogo nie zabiłam? Wiesz, zdarza się jedna noc w roku gdy nie zabijam, ot tak dla urozmaicenia. Gdybym jednak to zrobiła, w mieszkaniu leżałyby zwłoki, których nie ma. Ja najbardziej ucierpiałam i to wszystko co powinieneś wiedzieć. - odparła ponownie wkładając papierosa do ust.
- Nie chcę Ci nic tłumaczyć, bo to moja sprawa co tutaj się wydarzyło. Z resztą zapewne i tak byś mi nie uwierzył albo zrzucił winę na mnie, wampirom nie można ufać, prawda? - odparła, nie chcąc dalej ciągnąć tej rozmowy. Czy to w ogóle miało sens?
- Strzelała do mnie. - powiedziała krótko gasząc niedopałek w popielniczce. To powinno rozwiać jego wszelkie wątpliwości; o powodach całego zajścia nie miała siły mówić, nawet nie chciała tego robić. Po chwili dodała: Co do tego symbolu na piersi, nie wiem co oznacza. Po prostu się pojawił.. Z resztą, dlaczego ja w ogóle o tym z Tobą rozmawiam.. - nie kontynuowała tematu, choć wiedziała, że Leon będzie drążył. Jego ostatnie słowa ją rozbawiły, uśmiechnęła się unosząc kącik ust do góry i pokręciła głową. Podeszła do przeszklonej ściany, przy której stał mężczyzna. Zbliżyła się do niego i złączyła usta z jego wargami, kładąc dłoń na nieogolonym policzku mężczyzny. Całowała go delikatnie, ale bardzo namiętnie, a jego zarost przyjemnie drażnił jej skórę podczas pocałunku. Faktycznie nie powinni mieszać życia zawodowego z prywatnym.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 222


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Nie Cze 04, 2017 7:45 pm

- To nie mój styl. Zabijanie to droga na skróty. Rzadko nie ma innego wyjścia. – Gadał do niej mając nadzieję, że mimo bycia staruszką, która nie myślała już pewnie w żadnym sensie jak człowiek. Była do niego tak podobna jak on do murzyna. Udawała, że jest kobietą, ale jak było naprawdę? Gdyby to nie była herezja i złamanie wszelkich moralnych zasad pewnie chciałby zostać jednym z nich, choćby na chwilę. Dowiedzieć się jak pojmują aby łatwiej na nie polować, wiedzieć jak do nich przemawiać. Chociaż też, czy nawet sto lat doświadczenia jako jeden z nich zbliżyłoby go do stażu jaki mają niektórzy z nich? Czy może byłby jak pies, który przekręca głowę kiedy mówi do niego człowiek starając się załapać jak to wszystko działa.
Z jednej strony żył po to aby nie musieć już więcej pracować w tym zawodzie. Z drugiej jakby kiedyś to się udało to straciłby wszystko co miał.
Różnica między ludźmi, nawet tymi z magicznymi zdolnościami a wampirami była taka, że moce były wrodzone. Wystarczyło, że w odruchu i przypływie bólu chciałaby odsunąć zagrożenie daleko. Zmieniłaby się w robaki albo mgłę, poraziła prądem robiąc sobie i jemu szkodę, rzuciłaby nim przez ścianę. Ale racja, nie warto było więcej się nad tym rozwodzić i dyskutować, żadne z nich i tak zdania nie zmieni, a to on jest obecnie facetem z bronią w ręku i grzebie jej w ciele.
” czy w dobijaniu kobiety znalazłbyś przyjemność z dobrze wykonanej pracy.” Jej ostatnie zdanie dało mu wiele do myślenia. Szybka myśl wpadła i trochę zawróciła w jego głowie. Jako łowca prowadzi syzyfową pracę. Walka z wampirami albo resocjalizacja ich była tym co wiedział. Ścigał swoich za nadmierne konszachty z nimi i w sumie pilnował porządku między obiema rasami. Nie czerpał z tego przyjemności, bo też szkolenie przeszedł wbrew swojej woli. Wsadzili go w buty kogoś kim nie chciał być, ale będąc bez wyjścia stał się łowcą. Jednak skoro już był częścią tego wszystkiego jego powinnością i to co potrafił robić najlepiej to właśnie zabijanie.
Leon karmiąc ją w sumie nie patrzył na estetykę. Za bardzo był zaabsorbowany tym co siedzi mu w głowie i tym, żeby za bardzo nie chlapać na i tak zmasakrowaną już podłogę. Widział już jak wampiry piją krew z ludzi, nie raz mu się oberwało samemu i w sumie już nawykł do nie za bardzo estetycznej formy ich posiłku.
- Zagoją się, nie ma w środku nic co mogło by spowolnić regenerację bardziej, ot musisz teraz odpoczywać. Słyszałem o facecie, który tworzy różne specyfiki dla wampirów, ale czy jest tutaj czy kombinuje gdzie indziej i co dokładnie nie wiadomo. Tyle wiem, że każdy chce go dopaść bo to genialny wariat. – Wzruszył ramionami i spojrzał na nią spokojnymi i zmęczonymi oczyskami. Długa to była noc, zwłaszcza że chorował i co jakiś czas zdarzyło mu się kaszlnąć albo wytrzeć nos w chustę.
- E tam, nie wspominaj. Jesteśmy kwita i tyle. Nie wnikam kto by co dla kogo zrobił, ale zaraz będziemy musieli pogadać, kocie. – Zaczął i zobaczył jak wstaje z zamiarem przebrania się. Cóż, nie ukrywał że trochę przykro spuścić z oczu kobiece kształty, a z drugiej strony przez grzeczność próbował nie gapić się na jej biust.
- Pomóc ci z przebraniem? Na twoim miejscu uważałbym z tą ręką, może się jeszcze wszystko popsuć. – Podniósł się i trzymając dłońmi pas podszedł do niej trochę. W takiej sytuacji jak ta zakładanie sobie samej wszystkiego byłoby bolesne i mozolne. Oczywiście nie miał żadnych zdrożnych myśli, jak każdy porządny heteroseksualny facet w obecności istoty, która z definicji ma się mu podobać i do tego zaprojektowana przez naturę tak aby mężczyźni na nią lecieli. Niby ktoś kiedyś próbował go na to uodpornić, ale niestety jaja to jednak są jaja i ciężko o nich zapomnieć.
- Wiesz, dobrze że to zrobiła. To znaczy, że się przejmuje i wolała się upewnić, że jest spoko. – Ale będę musiał z nią pogadać o tym wszystkim. – Wszystko mu śmierdziało. Sytuacja była dość niejasna. Ślady walki, Noriko i Veina walczące ze sobą. Znak od tego zasranego wariata, który bawi się w boga życia. To była jego sprawka, to na pewno. Ale po co mu były one? Ubiła z nim targu z jakiego powodu? Nie wyglądała na wampirzycę, której brak czegokolwiek innego prócz świętego spokoju i krwi.
- Nie do końca mi to wystarczy kochana. – Burknął wiedząc jak łatwo można pozbyć się zwłok albo wpakować je gdzieś. Jakby zabiła innego krwiopijcę to wszystko jedno, to sprawa wewnątrz ich szeregów, którą muszą rozwiązywać sobie sami.
- Strzelała? Ale po co? Atakowałaś ją czy to takie wasze małe zberezieństwo? – Spytał uśmiechając się i starając trochę zadowcipkować. Ot może jak dziewczyna się rozchmurzy, to chętniej mu odpowie. – Ona też tak wygląda? Jak tak to może niech wpadnie. Mam jeszcze jednego skręta, który klepnie nawet umrzyka.
No ale była znacznie ważniejsza rzecz. Bycie łowcą to jedno, ale prywatna zemsta to zupełnie inna kategoria. Dorian musiał zostać wytropiony i postawiony przed lufą. Trzeba było skończyć jego już i tak dłuższy niż większości wampirów żywot.
- Czemu zaakceptowałaś jego warunki? - Był dość poważny, bo i nie chodziło tu o małe, ciepłe piwo. – To symbol, który przypomina ci o tym , że wisisz mu coś za coś. Razem z Norką go tu ściągnęłyście? Musisz się zastanowić jak poważne było to dał i co powiedział dokładnie. Lubi łapać za słówka.
Ech, no i znowu to do niego uśmiecha się los, a inni dostają swoją dawkę problemów za spotkanie go i okazanie jakiegoś zainteresowania. Chciał przeprosić, ale nawet nie wiedział jak. „Słuchaj, przykro mi, że prześladuje mnie zamaskowany wariat i robi z życia ludzi w około mnie piekło? Po prostu taki się już urodziłem.” To nie brzmiało jak coś co brzmi wiarygodnie. Chociaż z drugiej strony co brzmi normalnie odkąd przeniósł się do tego dziwnego miasta pełnego wariatów?

Zdziwił się, gdy go pocałowała. Ot spodziewał się całusa, ale nie takie, nie w taki sposób. Nie żeby był nie przyjemny, ba w pierwszym odruchu objął ją mocno jedną ręką ściskając pośladek i dodając trochę pikanterii do pocałunku. Dawno nie czuł kobiecych ust, trochę za długo stąd wampirzyca złapała go z zaskoczenia.
Z jednej strony bardzo chciał to kontynuować, ale z drugiej nie mógł. Wewnętrzny kodeks i zasady, które miał nie były tak proste do złamania. Jeśli stałoby się to raz uległby pewnie jeszcze raz i następny.
Złapał ją za pierś i odsunął trochę głowę, by uwolnić się od tego tak długo wyczekiwanego momentu. Jak bardzo nie bolało go to, że musi odpuścić sobie więcej przyjemności po prostu nie mógł tego ciągnąć. Nie gdy ona była wampirem, a on łowcą.
- Złotko dziękuję bardzo. Nie spodziewałem się tak miłej nagrody. – Uśmiechnął się łapiąc jej policzek i gładząc go kciukiem. Nie chciał jej tak brutalnie odrzucać, ot nie było to w jego stylu. – Zostać tu z tobą? W razie jakby było ci gorzej albo musiałabyś zrobić coś ponad siły? Pewnie jutro będzie już lepiej.
Leon poprawił kapelusz i wziął broń z parapetu wsadzając ją sobie do kabury. Widać było, że mu też z decyzją nie było łatwo, ale nie widział innej opcji. Nie w takiej sytuacji.

_________________
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 434


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Nie Cze 04, 2017 11:55 pm

Zawsze było inne wyjście, ale oboje dobrze wiedzieli, że zabijanie było najprostsze, więc najczęściej stosowane. Wampirzyca mogłaby obrazić się za nazwanie jej staruszką; owszem była starsza niż przeciętny krwiopijca, ale dobrze pamiętała swoje życie i mężczyzna mógł być pewien, że zachowuje się jak człowiek dużo częściej niż by chciała; odczuwała wszystko dwa razy bardziej intensywnie niż śmiertelnik, każde uczucie zaczynając od miłości i kończąc na nienawiści, dlatego tak często nie dopuszczała emocji do głosu, tak było łatwiej. Łowca pewnie i tak by tego nie zrozumiał, bo przecież nie warto zmieniać swojej opinii, która wykrystalizowała się lata temu, którą mu wpojono; mogłoby to przypadkiem zaburzyć jego sposób postrzegania wampirów. A przecież łowca nie może mieć wątpliwości, nie może się wahać. Człowiek nie zrozumie wampira, a wampir człowieka i z tą myślą wszyscy musieli się pogodzić.
Lubiła zawracać w głowie, czy swoją osobą czy tym co mówiła, ale teraz wchodzili na grunt rozmowy, która nigdy nie będzie miała końca i dobrego podsumowania, nie było warto jej kontynuować, bo z powodu różnic nic dobrego by z niej nie wyniknęło.
- Tak, masz rację. Muszę tylko odpocząć, niedługo powinnam zacząć ruszać ręką. Jakoś sobie poradzę, zawsze dawałam sobie sama radę, więc czemu teraz miałoby być inaczej. - odparła.
- Mam za co dziękować, bo przecież wcale nie musiałeś tu przychodzić. - powiedziała zgodnie z prawdą; wciąż nie mogła mu do końca zaufać, tak jak on jej. Czuła, że wstępują na grząski grunt i powinna zachować czujność w stosunku do człowieka, który stanowił dla niej zagrożenie jako naturalny wróg.
Z przebraniem jakoś sobie poradziła, nie wybierając niczego co wymagało skomplikowanych ruchów. Wciąż odczuwała ból w całym ciele, a jej lewa ręką najbardziej jej doskwierała, więc nawet nie próbowała nią ruszać. Z lekkim sykiem oznaczającym ból, powoli założyła bluzkę. Leon zbliżając się do garderoby, mógł jeszcze przez chwilę popatrzeć, bluzka i tak odkrywała więcej niż powinna, ale to był teraz najmniejszy problem z jakim miała się zmierzyć.
- Już jakiś czas temu przestała mnie słuchać. - odparła odnośnie dziewczyny; w tym samym momencie otrzymała od niej wiadomość, więc przepraszając mężczyznę na chwilę odpisała Noriko kilka razy, w krótkich wiadomościach opisując najważniejsze kwestie.
- Chyba jest teraz zajęta. Nie jest poważnie ranna, z pewnością wygląda lepiej ode mnie, da sobie radę. Wyszła stąd o własnych siłach i jest w bezpiecznym miejscu, z dala ode mnie. - powiedziała, odpalając kolejnego papierosa, ich okropny smak poprawiał jej nieco humor i uspokajał, choć był to krótkotrwały efekt.
- Mnie inne bezeceństwa w głowie. Akurat ona jest ostatnią osobą, którą chciałabym skrzywdzić. - mógł jej nie wierzyć, ale to już zupełnie inna kwestia.
- Wolałabym o tym z Tobą nie rozmawiać. To dużo bardziej skomplikowane niż na pozór się wydaje, więc nie chciałabym przedstawiać Ci tylko ułamka całego zagadnienia. Mógłbyś wyciągnąć pochopne wnioski, głównie co do mnie. - odparła. Cała historia miała kilka wątków, a opowiedzenie jej wymagało szczerości. Veina nie była pewna czy powinna dzielić się z Leonem swoją opinią o wydarzeniach w mieście, które dotknęły ją bezpośrednio. Mógłby jej nie uwierzyć co było bardzo prawdopodobne, wolała uniknąć kolejnych kłopotów.
- Owszem, zaatakowałam ją, ale nie z własnej woli. Miała broń, więc jej użyła w obronie własnej, za co jej nie winię. - było to prawdą; dziewczyna w ogóle nie powinna była się tutaj znaleźć. Czarnowłosa dopalając papierosa nie rozumiała do końca o czym mówi Leon; nie wiedziała o kim mówił, o jakich warunkach i w ogóle jaki ma to z nią związek.
- Powoli, bo nic nie rozumiem. Na nic się nie zgadzałam, z nikim nie rozmawiałam. Miałam jakiś irracjonalny sen i to wszystko, nie wiem jak ten znak się tu pojawił i z pewnością nikogo nie sprowadzałam. To jakieś głupoty nie mające znaczenia. - odparła nie chcąc kontynuować tematu. Oczywiście dość podejrzany był fakt pojawienia się symbolu na jej biuście, ale to była sprawa, która z pewnością mogła poczekać. Może był to po prostu wynik jakiegoś wydarzenia, którego nie pamiętała, może już wtedy była chora i zrobiła coś o czym teraz sobie nie przypomni. Teraz jej umysł zajęło co innego, a mianowicie niezręczna sytuacja z łowcą, do której nie powinna była doprowadzić. Odwzajemnienie pocałunku przez mężczyznę wydłużyło i tak krótką chwilę przyjemności. Veina pożądliwie całowała łowcę, a gdy ten mocno ją objął poddała się temu ruchowi i przysuwając do niego zetknęła ich ciała. Na chwilę zapomniała o bólu, który przeszywał jej ciało; gdy poczuła dotyk jego dłoni na piersi, jednocześnie doznała rzadkiego, bardzo przyjemnego uczucia uderzenia ciepła. Gdy odsunął głowę rozłączając ich usta spojrzała mu w oczy, jednocześnie słuchając tego co mówi, rozumiała dlaczego to zrobił.
- Czuję się trochę jak demon wodzący na pokuszenie. Ale zapewne za tylko coś takiego mnie masz. - odpowiedziała szeptem wciąż będąc bardzo blisko mężczyzny, czując jego dłoń na swoim gładkim policzku i skupiającym się na tym dotyku.
- Ubrudziłam Cię szminką, wybacz. - odparła i delikatnym ruchem kciuka wytarła smugę czerwonej szminki z kącika ust i dolnej wargi Leona. Skonfundowana nieco całą sytuacją i swoimi słowami odsunęła się od mężczyzny i usiadła na łóżku. Wciąż czuła się słaba, brakowało jej sił. Uśmiechnęła się słabo na jego słowa, unosząc głowę by spojrzeć jak chowa broń do kabury. Chyba chciała by został, ale przecież mu tego nie powie.
- Nie czuję się dobrze, ale raczej już nie będzie gorzej niż było. Spróbuję się wykąpać, więc w tym i tak mi nie pomożesz. A pewnie obowiązki wzywają, więc nie będę Cię dłużej zatrzymywać. - nie będzie go zatrzymywać, nie miała do tego prawa.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 222


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Sob Lip 15, 2017 12:51 pm

Uczucia odczuwane dwa razy bardziej i mocniej mdleją bardziej. To dlatego oni wszyscy zamieniają się w końcu w potwory i zanika w nich jakakolwiek ludzka iskra. Nie wiadomo, który z nich jest bardziej ludzki – ten, który kiedyś był człowiekiem i zdziczał nie mogąc znieść swojej nieśmiertelności i tych intensywnych doznań czy ten, który po pewnym czasie nudzi się udawaniem człowieka i świadomie to odrzuca. Człowieczeństwo było tym co Leon uważał za słuszne w chronieniu, nawet u nich. Moralność, którą w końcu stracą i szansę, że będą chcieli przejść na stronę ludzi i stać się nimi.
Rozumiał, że nie chciała gadać o pewnych sprawach. Cóż, warto było ryzykować zapytaniem, które nic nie kosztowało, a mogło coś dać.
- No tak, patrząc na długość waszego życia wyjaśnienie zawiłości mogło by zając znacznie więcej niż mi zostało czasu. – Zaśmiał się ze swojego przepysznego ojcowskiego żartu i puścił dymek.
Zrobił to głównie po to aby trochę odwrócić swoją uwagę od faktu, że powinien zamknąć ją teraz w pierdlu albo dokonać odstrzału sanitarnego. Zdecydowanie nie warto było zabijać kogoś, kto kiedyś mu pomógł i gdy było się poproszonym. Z resztą nie mógł jej nic zrobić skoro była teraz Doriana.
- Coś dla ciebie zrobił? Powiedziałaś aby coś zrobił? O sen nawet nie zapytam bo na pewno był osobisty… - zrobił pauzę patrząc na to, że i tego tematu nie ma co z nią drążyć. Naprawdę myślała, że nie miało to znaczenia i chyba nie za bardzo był sens tłumaczyć jej niczego więcej. Klamka już zapadła i teraz będzie musiała liczyć się z konsekwencjami swojego czynu. - Uważaj na siebie.
Ostatnie zdanie rzucił tylko po to aby je rzucić i może przygotować ją jakoś na to mentalnie? Nawet jakby siedziała na dnie morza w ołowianej skrzyni znalazłby sposób ją wyciągnąć i odebrać zapłatę albo pobawić się póki się nie znudzi.

Ten nieszczęsny pocałunek, nawet martwe i zimne usta, takie nienaturalne i obce, ale z drugiej strony tak podniecające. Potrzebował tego po takiej długiej samotności i braku kobiecego towarzystwa innego niż służbowe.
- Mam cię za dużo więcej, ale nie mogę. Dzieli nas niewiele, ale… - Urwał trzymając ją przy sobie mocno i łapiąc ją za podbródek. Ochota walcząca z rozsądkiem i moralnością malowały się na jego twarzy tworząc zabawne do obserwowania połączenie zupełnej dezorientacji i skupienia, powagi i standardowego lekkodusznego stylu.
- Nie masz za co, nie muszę się martwić, że żona wyczuje. – Powiedział na chwilę jeszcze mocniej ją ściskając, chcąc się pożegnać z kontaktem i wypuścił ją z objęcia i poprawił kapelusz. Podniósł się z parapetu i wyjął broń, by zakręcić nią kilka razy w klasycznym stylu dobrego hollywoodzkiego bohatera i znowu wsadzając go do pokrowca.
- Pomóc ci z kąpielą? Obiecuję, że będę grzeczny. – Podniósł ręce do góry i uśmiechnął lekko.

_________________
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 434


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Sob Lip 15, 2017 4:26 pm

Można to było rozumieć i w ten sposób, ale dla Vi uczucia były po prostu zbędnym balastem utrudniającym życie. W momencie tak długiej egzystencji odczuwanie wszystkiego tak mocno przeszkadzało w racjonalnym ocenianiu rzeczywistości, a czarnowłosa nie lubiła tracić nad nią kontroli przez emocje, które zajmowały jej umysł. Dość nieudolne odrzucenie uczuć w pewnym stopniu pomagało, był to łatwy do zauważenia mechanizm obronny. Stanie się człowiekiem mogłoby być bardzo ciekawym doświadczeniem i Veina zapewne chciała by choć przez moment poudawać śmiertelnika. Zapewne długo by nie wytrzymała i szybko zażądała powrotu do bycia wampirem, ale z pewnością byłoby to niezapomniane doświadczenie.
- Może nie aż tak długo, ale nie chcę Cię zanudzać. Pewnie masz dużo na głowie, a takie szczegóły nie wzbogacą znacząco Twojej wiedzy. - odparła wymijająco by nie wracać do tematu. Bardzo dobrze zdawała sobie sprawę, że Leon mógł w każdej chwili wykorzystać jej zły stan zdrowia i bez mrugnięcia okiem zastrzelić. Także póki co mogła być mu wdzięczna, że jednak zaniechał pozbycia się kolejnego wampira.
Vi wciąż nie do końca rozumiała o kim cały czas mówił mężczyzna, to co widziała traktowała jako irracjonalny sen, który pewnie więcej się nie powtórzy. Nie wierzyła w żadne nadprzyrodzone zdarzenia, dla niej był to tylko niemiły psikus ze strony jej umysły i może sumienia, które tyle lat milcząc chciało dać o sobie przypomnieć - to wszystko, nie traktowała poważnie tego co mówił Leon choć widziała, że ma do tego stosunek osobisty i najwyraźniej wiedział o czym mówi.
- Dziękuję, będę. Gdy zdejmę szpilki też potrafię być niebezpieczna. - odparła z uśmiechem; wampirzyca potrafiła o siebie zadbać. Jeśli tym razem jej się to nie uda, trudno, i tak wystarczająco długo żyła, może po śmierci sama poczuje ulgę, odciąży też trochę świat.
Mógł wierzyć lub nie, ale intencją kobiety nie było zawrócenie mu w głowie. Godne szacunku było trzymanie się zasad przez Leona. Oczywiście mogła dalej próbować chcąc by je zignorował i zrobił coś niezgodnego ze swoim sumieniem, ale nie chciała. Napawała się uściskiem jego silnej ręki, która trzymał ich tak blisko siebie jeszcze przez chwilę, a następnie dłoni, którą dotknął jej twarzy. W jego mocnych objęciach czuła się trochę inaczej, bezpiecznie i beztrosko.
- Wiem, że nie możesz. - powiedziała i uśmiechnęła się słabo, choć uśmiechał trwał tak krótko, iż można go było wziąć za mimowolne drżenie mięśnia. O samotności wampirzycy nie było sensu wspominać, choć można by o niej napisać całą powieść i zapewne byłaby bardziej żałosna niż Cierpienia Młodego Wertera. Spuściła na chwilę głowę, zastanawiając się czy powinna coś jeszcze dodać, ale chyba nie było takiej potrzeby. Po prostu zachowała się lekkomyślnie doprowadzając do tej sytuacji. Westchnęła krótko i poklepała mężczyznę dłonią po torsie, tym samym odsuwając się od niego w momencie gdy przestał ją obejmować.
- Nie wątpię, że będziesz grzeczny, ale nie chcę nadużywać Twojego czasu i pomocy. - dodała widząc obronny gest i uśmiech, który odwzajemniła, a także to jak chowa broń.
- Masz wszystkie swoje mordercze zabawki? - zapytała z przekorą, wiedząc, że o żadnej z pewnością by nie zapomniał, musiał je mieć blisko siebie, zwłaszcza w obecności martwej, wynaturzonej kreatury.
- Jeszcze raz dziękuję za pomoc, bez Ciebie pewnie bym nie przeżyła. Nie musiałeś tu w ogóle przychodzić, więc tym bardziej jestem wdzięczna. - powiedziała krzyżując ręce na piersiach, później syknęła cicho z bólu, bo kompletnie zapomniała o niesprawnej ręce, na chwilę wypadło jej to z głowy. Następnie pomyślała, że w ramach podziękowania w jakiś sposób podeśle mężczyźnie mały podarunek, który umili mu czas.
- Może jeszcze kiedyś się zobaczymy. Tymczasem bądź ostrożny, nie narażaj się zbytnio. - choć było to wpisane w jego zawód.

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 222


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Pon Lip 17, 2017 6:35 am

Skoro nie chciała pomocy nie było sensu jej zmuszać. Z resztą sytuacja była trochę niezręczna i raczej nie było z tego wyjścia do miłej i spokojnej rozmowy o głupotach. Skończyłoby się to albo ponownym zbliżeniem, na które pozwolić nie mógł albo kulką w głowę czego też wolał uniknąć. Z resztą wykonał już swoje zadanie i musiał już jechać. Czekało na niego jeszcze kilka rzeczy i kuracja.
Nie pozostało nic jak umyć ręce z krwi, która zasychając zaczęła tworzyć sypiące się na podłogę łuski. Ciuchy odda do pralni i będą jak nowe, może.
Stanął w drzwiach chcąc już pójść, zwłaszcza że zrezygnowała z jego pomocy, z resztą nie było to takie dziwne. Panny jednak nie za bardzo chciały biegać gołe przy obcych facetach. No chyba, że były spotykane w zapyziałych barach i można było je poderwać na umiejętność płynnego czytania na głos i pisania bez błędów ortograficznych.
- Tak więc tego. Pobłogosławiłbym dom i poświęcił próg, ale jesteś już dość ranna i nie będę ci dokładał poparzeń. – Uśmiechnął się i puścił jej oko robiąc oszczędny wymach ręką. – To do zobaczyska laleczko.
Nie było sensu drążyć dalej, a spotkać na pewno się spotkają. Choćby to znowu ktoś będzie potrzebował pomocy, albo co równie prawdopodobne będzie musiał ją przesłuchiwać.
Skorzystał jeszcze ze zlewu, który ciągle działał. W imię świętego spokoju zrobił kilka zdjęć tego co tu zaszło, zebrał kępki futra i na kilka chustek zebrał zakrzepłą krew, ot na wszelki wielki. Jeśli będzie je kiedyś trzeba śledzić po zapachu albo do użytku przy jakimś rytuale albo zaklęciu to jak znalazł.
Po wszystkim po prostu wyszedł zamykając drzwi, które dziwnym trafem tak jak zlew uniknęły strasznego losu reszty pomieszczenia.
A potem to już do windy, przez recepcję i na motocykl w stronę wschodzącego słońca.

ztematu

_________________
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 434


PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   Pon Lip 17, 2017 1:19 pm

No tak, nie było już sensu kontynuować rozmowy, bo przecież nie było również o czym. Sytuacja była niewygodna, więc najlepszym rozwiązaniem było po prostu oddalenie się mężczyzny. Niestety Vi wzgardziła jego pomocą przy kąpieli, więc nie miał już tutaj nic do zrobienia. Oczywiście wdzięczność czarnowłosej była ogromna, ale jej beztroska musiała minąć by, ustąpić miejsce instynktowi samozachowawczemu, ponieważ będąc bezbronną w obecności uzbrojonego łowcy nie mogła za bardzo się rozmażyć.
W sumie teraz mogłaby wstrzyknąć sobie trochę morfiny, ale sama nie wiedziała czy ta w ogóle by zadziałała na jej martwe ciało. Wszystko ją potwornie bolało, choć rany zaczynały się goić, czuła to bardzo dobrze, bo skóra zaczynała się ściągać i piec.
Na wzmiankę o wodzie święconej pokręciła głową znając ten soczysty dowcip łowcy.
- Dziękuję, nie trzeba. Znam to, pokój temu domostwu czy jakoś tak.. - odparła sarkastycznie. Poświęcenie też zapewne by nic nie zdziałało przy temperamencie i zdolności wplątywania się w kłopoty przez kobietę.
Wampirzyca odprowadziła mężczyznę do drzwi, które jak słusznie zauważył, jako jedne z nielicznych sprzętów ostały się bez większych uszkodzeń. Widziała jak zbierał jej krew i zrobił zdjęcia. Nie powinna była stawiać się uzbrojonemu łowcy, jak to już wcześniej zauważyła.
- To zbędne. Nie psuj dobrego wrażenia, które sprawiasz. - powiedziała nieco oschle. - Mam nadzieję, że nie będziesz musiał tego użyć. W przeciwnym razie jeszcze się odezwę...
Musiała tym razem dać za wygraną, ponieważ nawet nie była w stanie teraz kłócić się z Leonem. Gdy opuścił jej apartament, czarnowłosa udała się na górę do łazienki. Rany zaczynały się goić i wyglądały już znacznie lepiej; jednak potrzeba wykąpania się była ogromna i Veina długo się nad tym nie zastanawiała. Po delikatnym zdjęciu opatrunków weszła do letniej wody, którą była napełniona wanna. Po chwilowym pieczeniu i szczypaniu poczuła ogromną ulgę, jej mięśnie wreszcie nieco się rozluźniły, a ona miała chwilę spokoju i relaksu. Po tej odświeżającej kąpieli zrobiła sobie nowy opatrunek na rękę i bok, rany się zamknęły, ale miejsce rozerwania skóry wciąż były widoczne i bolesne. Następnie wybrała sobie nowe ubrania i zeszła do kuchni żeby wypić jeszcze trochę krwi, której zapas miała w lodówce. Po opróżnieniu trzech półlitrowych woreczków poczuła się znacznie lepiej, a gojenie ran przyspieszyło. Dla lepszego samopoczucia powinna wypić teraz gorącą i świeżą krew. To był dobry plan na wieczór, po za tym odczuwała potrzebę wyjścia na miasto, miała dosyć widoku zrujnowanego parteru mieszkania; później zajmie się sprzątaniem i zamawianiem nowych mebli. Zatem późnymi godzinami wieczornymi wyszła z apartamentu kierując się do centrum.

[zt]

_________________
Halloween: Lubieżna zakonnica. Głównym elementem stroju jest habit, nieco przykrótki jak na siostrzyczkę i zbyt wydekoltowany,  czarne rajstopy i buty na obcasach. Na głowie welon zakonny, spod którego na ramiona spływają kruczoczarne włosy; całość dopełnia krzyż na łańcuszku, dotykający dekoltu.


I know where you fucking live

Przepowiednia: Trochę pecha teraz się ciebie uczepiło.
Na okres 7 postów towarzyszy ci pech, a wykonywane czynności nie wychodzą poprawnie - magia lub moc nie działa przez ten czas.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament Veiny   

Powrót do góry Go down
 
Apartament Veiny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: