IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Salon   Czw Wrz 01, 2016 12:10 pm

Salon lub jak ktoś woli pokój gościnny urządzony jest w ciepłych barwach. Nie ma zasłon, światło swobodnie wpada do pomieszczenia. Prawie w samym centrum pokoju stoi stół, obok fotele i kanapa. Ściany podpierają regały z książkami, kwiatami i bibelotami, a obok szafek stoi telewizor.
Salon jest pierwszym widzianym przez wchodzącego pomieszczeniem, dlatego też może być uważany za wizytówkę jego mieszkańców. Jeżeli przyjrzymy się symbolice tego pokoju można śmiało powiedzieć, że gospodarz dobrze swoi majątkowo, lecz wszystko jest tutaj z umiarem.

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Re: Salon   Pią Wrz 02, 2016 5:52 pm

Riecon postanowił zabrać narzeczoną do swojego domostwa. Z uśmiechem, nikłym, ale jednak skierował się do tego miejsca. Powolna i spokojna droga, pozwoliła im w między czasie wymienić się swoimi przeżyciami. Szlachetny nie powiedział wiele na temat tego co robił itp. Mówił tyle co zazwyczaj, czyli powierzchownie co u niego. Nie przepadał za typowym zdawaniem relacji ze wszystkiego. Wszystko tak jakby umiał streścić.
Wracając jednak. Podeszli do bramy, która została otworzona niemal bez problemu, dlatego też po chwili mogli wejść na dziedziniec domu. Pokonali go spokojnie obserwując co ich otacza.
-Miło mi Cię powitać w moim gniazdku.
Przywitał ja w swoim domu, otwierając drzwi do posiadłości przed kobietą. Zaprosił ją do środka oczywiście, wpuszczając pierwszą, tak jak na dżentelmena przystało. Na korytarzu jednak ją nieco wyminie, by móc ją poprowadzić gdzie?
Do salonu.
-Proszę, rozgość się.
Oznajmił kobiecie skinieniem ręki, wskazując na jedno z miejsc siedzących, czy to fotel, czy to kanapa. Usiądzie, gdzie zachce.

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ysaverin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2820-budowa-ysaverin-elizabeth#60156 http://vampireknight.forumpl.net/t2967-ysaverin#62657 http://vampireknight.forumpl.net/t3032-ysaverin#64425
Zarejestrował/a : 29/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Salon   Pią Wrz 02, 2016 6:07 pm

Wampirzyca szła za nim równym krokiem eleganckim jak zawsze była nauczona. Wzrokiem spoglądała się na widoki, które podziwiała aż za bardzo. Słuchała cały czas Riecona, oczywiście nie mówiła zbytnio co się wydarzyło zbytnio w rodzinie. Uśmiechała się cały czas przez zdawania relacji wzajemnych z nim. Odwróciła się widząc bramę majestatycznie zdobioną aż ją zatkało później jak zauważyła przepiękny ogród, nie mogła przestać podziwiać. Zapach róż był jej ulubionym zapachem w dodatku te świeże powietrze co ją uspokajało. Gdy Ysaverin usłyszała jego słowa to skmentowała:
- Przepiękna i majestatyczna posiadłość, podziwiam Cię - odpowiedziała do niego z szacunkiem należnym i kulturą jak na wampirzycę przystało. Zauważyła czystą elegancję zawsze podziwiała architekturę wnętrz posiadłości. Weszła gdy została wpuszczona do środka. Korytarz naprawdę był przepiękny aż nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Stanęła chwilowo czekając na niego spokojnie spojrzała się znów jak pokazywał jej, żeby mogła wejść do salonu. Potem usłyszała słowa Riecona odpowiedziała wtedy:
- Dobrze - potwierdzając na jego z uśmiechem. Ona spokojnym krokiem szła w koturnach. Zauważyła jego gest wtedy zbliżyła się do kanapy, żeby spokojnie usiąść z elegancją czekając na niego.
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Re: Salon   Nie Wrz 04, 2016 11:45 am

Podczas drogi, słyszał doskonale jej kroki. Charakterystyczny dźwięk dla kobiecych butów, słyszał je tyle razy że niemal doskonale umiał je wychwycić słuchem z dala. Doszli do posiadłości wampira, który wprowadził gościa do środka.
-Moja pozycja nie pozwala na mieszkanie w gorszym domostwie.
Skromność, czy też coś innego? Oczywiście że też coś innego. Riecon nie mógł mieszkać w jakieś chatce, przecież był głową rodu, musiał i wyglądać i umieć działać. Poza tym nie mieszkał tutaj sam, bo przecież miał brata, jak i służki. Nie mógł więc mieszkać byle gdzie.
Wprowadził wampirzyce do domu, po czym powoli do salonu, gdzie pozwolił jej się rozgościć. Wszedł oczywiście za nią, patrząc jak narzeczona siada na kanapie. Z uśmiechem podszedł do komody, otworzył ją i wyją dwie szklanki, jak i z innej półeczki wyjął lód w kostkach, widocznie miał małą tam chłodziarkę, specjalnie na to. Wrzucił po trzy do szklaneczek. Nalał do nich whisky, po czym niepotrzebne akcesoria pochował na swoje miejsca.
Dopiero wtedy skierował się do stolika z naczyniami, które położył an stole, a sam usiadł jednak w fotelu, patrząc na kobietę z uśmiechem.
-Dobrze cię widzieć Moja Droga, tutaj, razem ze mną.
Mruknął ze spokojem, ale był zadowolony widokiem ów kobiety tak blisko siebie. Podświadomie tęsknił za jej widokiem, obecnością, a teraz miał okazje tego wszystkiego doświadczyć.

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ysaverin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2820-budowa-ysaverin-elizabeth#60156 http://vampireknight.forumpl.net/t2967-ysaverin#62657 http://vampireknight.forumpl.net/t3032-ysaverin#64425
Zarejestrował/a : 29/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Salon   Sob Wrz 17, 2016 9:51 pm

Młoda wampirzyca bywając w posiadłości swojego narzeczonego była zadowolona ponieważ mogła w końcu spędzić czas w spokoju. Spojrzała się delikatnym wzrokiem, nie żeby była ciekawa czy coś po prostu lubiła to. Odetchnęła cichutko, czując jak kosmyk wpadł do oka, zatem go poprawiła dając za ucho. Gdy Ysaverin siedziała na kanapie spokojnie zwróciła wzrok w przeciwną stronę na chwilę patrząc na okno. Potem zaczynała się rozglądać dookoła, nie wiedziała jak zachować w tej sytuacji może czuła lekki niepokój ale nie miała przecież po co? Ręce położyła na kolana w milczeniu. Gdy minęło trochę minut pomiędzy dwojga usłyszała kroki Riecona, zatem zwróciła wzrok patrząc na niego. Plecy oparła na kapanie odwzajemniając uśmiech do niego. Zauważyła szklanki z alkoholem bo jakby nie mogła zobaczyć. Zarumieniła się słysząc słowa ukochanego ciesząc, że tęsknił za nią dlatego chciałaby tym samym odwzajemnić:
- Cieszę się, tęskniłam za Tobą i możemy nadrobić czas razem - odparła delikatnym głosem. Włosy poprawiła ręką, żeby odgarnąć na drugi bok. Cieszyło ją to niezmiernie też, że go widzi ponieważ gdy była zagranicą już chciała specjalnie wyrwać stamtąd bo miała totalnie dosyć. A chciała w końcu wylądować w ramionach Riecona.

_________________
Ysaverin
Oślepieni światłem szczęścia trudno przyzwyczajają się do mroku rozpaczy
OpeningBattle!EndingOme'nos
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Re: Salon   Sob Wrz 17, 2016 10:22 pm

Nie bronił jej rozglądania się po posiadłości. Przyprowadził ja tutaj nie tylko po ty by siedziała jak kołek, ale aby się rozluźniła, jak i aby mogła poczuć się jak w domu. Posadził ją a sam skierował się do komody KTÓRA była w tym SAMYM pomieszczeniu, więc nigdzie nie wychodził. Przyrządzał na niej dla nich trunki, po czym podszedł do stołu kładąc na nim dwa naczynia, a sam usiadł na fotelu.
-Nadrobimy go, bowiem czy jest czas dla wampira... Niczym.
Mruknął do kobiety, opierając się o oparcie fotela, jak i prędzej sięgnął po swoją szklankę by móc upić z niej łyk, o czym położył naczynie an oparci fotela, oczywiście nadal je trzymając w dłoni, tak na wszelki wypadek. Przezorny zawsze ubezpieczony, nie?
-Nie zmieniłaś się za wiele przez te lata.
Stwierdził, choć przy wampirach to nic nowego, ale! Wampiry często zmieniają swój wygląd specjalnie, ścinają farbują włosy, inaczej się ubierają, a mimo to Riecona narzeczona wyglądała nadal tak samo, jak sprzed laty. Czy tęsknił za nią? Tęsknił za jej obecnością głosem, jednak nie czuł takiej konieczności aby wylądować w jej ramionach. Jej sama obecność przy nim koiła go i cieszyła do tego stopnia, że w pewnym momencie zacznie na pewno bardziej na to reagować, póki co był spokojny, podziwiając lico Elizabeth, która bawiła się włosami.

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ysaverin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2820-budowa-ysaverin-elizabeth#60156 http://vampireknight.forumpl.net/t2967-ysaverin#62657 http://vampireknight.forumpl.net/t3032-ysaverin#64425
Zarejestrował/a : 29/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Salon   Sob Wrz 17, 2016 10:47 pm

Dziewczyna doskonale wiedziała, gdzie był ukochany więc siedziała już wyluzowana. Zawsze początki bywają ciężkie ale teraz z górki. Usłyszała jak kładł dwa naczynia i odpowiedziała kulturalnie:
- Dziękuję - spojrzała się na niego spokojnym wzorkiem. Cieszyła się jego obecnością, nie potrafiła tego wypowiedzieć na głos może po prostu była zawstydzona najwyraźniej. Obserwowała go cały czas teraz słysząc słowa Riecona o czasie, tak miał rację. Wampiry to istoty nieśmiertelne, żyją dłużej jak ludzie. Mogli robić wszystko co im żywnie się podoba, a ona to uwielbiała. Potem dotknęła zgrabnie ręką biorąc szklankę wręcz elegancko popijając alkohol i przestała trochę zamyślona. Oczy przymrużyła jak oczy motyla i usłyszała komplement:
- To prawda, może trochę przytyłam gdzieniegdzie - odparła żartując oczywiście, bo przecież trzymała swoją figurę dla siebie i żeby podobać się przyszłemu mężowi. Nie bardzo rajcowało ją to, żeby farbować włosy, ścinać czy inne. Lubiła malować paznokcie, dbać o długie włosy, które wiązała w kok lub wysoko w kucyk. Chciała po prostu czuć się atrakcyjniejsza. Gdy Ysaverin kolejny raz upiła swoimi delikatnymi ustami alkohol ze szklanki, odwzajemniła tymi samymi słowami:
- Również nie zmieniłeś się mój Drogi, a jedynie wciąż jesteś przystojny jak zawsze - odparła obdarowując czułym uśmiechem ukochanego.

_________________
Ysaverin
Oślepieni światłem szczęścia trudno przyzwyczajają się do mroku rozpaczy
OpeningBattle!EndingOme'nos
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Re: Salon   Nie Wrz 18, 2016 9:47 am

Skoro wiedziała, to proszę dokładnie doczytywać moje posty. Pomijając ten problem Riecon pojawił się, przygotował trunki i zajął miejsc e na jednym z fotelu, skupiając swoją uwagę na swojej narzeczonej. Mimo iż jej nie widział sporo czasu, to nie czuł się jakoś skrępowany, a nawet jeśli to Elizabeth nie dostrzeże tego po zachowaniu swojego przyszłego męża, który miał tendencje do krycia wiele rzeczy. Wampirzyca nie ujrzy na twarzy szlachetnego nic poza powagi, dumy.
-Drobiazg.
Rzekł na podziękowanie, zakańczając temat, jak i akt przygotowania trunków dla nich. To tylko pokazywało, że manier nie brakuje Rieconowi, który potrafi zadbać o swoich gości, tak jak należy i nie można było mu zarzucić brak wychowania. Umiał komplementować też kobiety, a wiedział, że przyjacielem płci pięknej nie tylko był diament, ale i komplementy.
-Przytyłaś, lecz wyglądasz olśniewająco.
Tak... Kobieta dobrze że miała trochę swojego ciałka, bo Riecon z pewnością wolałby kobietę, która posiada walory kobiece, trochę piersi, brzucha, ud, pośladków, od kobiety która nosi miano "deska". Kobiece walory były kuszące i kusiły nawet takiego porządnie ułożonego szlachetnego, jakim był Riecon, który nawet potrafił się do tego przyznać.
Upijając kolejny łyk swojego trunku, skupiał się nadal na towarzyszce, którą obdarowywał ledwie widocznym uśmiechem. Na jej słowa skinął pokornie głową, po czym rzekł do niej.
-Kochanie wszystko byś czuła się dumnie stojąc u boku swojego narzeczonego.
Faworyzował ją co też doskonale mogła odczuć na sobie, jednak szlachetny doskonale wiedział jak dobierać słowa, by kobieta czuła się dobrze, ważna, ważniejsza nawet od jej rozmówcy, co niestety nie zawsze było prawdą.
-Elizabeth, czy mogłabyś zagrać dla mnie na pianinie?
Zapytał po czym wykonał kolejny łyk swojego trunku, wiedząc że pianino jest w przedpokoju.

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ysaverin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2820-budowa-ysaverin-elizabeth#60156 http://vampireknight.forumpl.net/t2967-ysaverin#62657 http://vampireknight.forumpl.net/t3032-ysaverin#64425
Zarejestrował/a : 29/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Salon   Nie Wrz 18, 2016 1:15 pm

Ysaverin zapomniała, że jest spięta była wyluzowana. Podziwiała Riecona cały czas bywając z niego dumna kim jest naprawdę. Nigdy nie pomyślała sobie, że rodzice wybiorą najlepszą partię według nich no skąd ona mogła tak naprawdę wiedzieć o tym? znikąd. W zwyczaju wampirzyca nie miała tendencji do przyciskania ukochanego, żeby mówił o wszystkim, każdy ma swoje tajemnice. Akceptuje jego wolę tak naprawdę. Nie jest aż tak wybredną kobietą po prostu chce być szczęśliwą kobietą, żoną i przyszłą matką ich dzieci kiedyś. Zawsze uważała, że mu do twarzy z dumą i powagą. Kiwnęła lekko głową usłyszała jego słowa. Tak to prawda, nie można było niczego mu zarzucać jeśli chodzi wychowanie. Przymrużyła delikatnie oczy. Ręką dotknęła szklanki biorąc kolejny łyk i położyła na stolik. Usłyszała w tym momencie przemiły komplement, nie wiedziała co powiedzieć mu i mógł zauważyć widoczne rumieńce u wampirzycy. Może serce nie biło więc nie poczuje tego jak ludzie, ale strasznie miło się zrobiło słysząc te słowa:
- Dziękuję to bardzo miłe z twojej strony Mój Drogi - odparła czułym i spokojnym głosem. Nie potrafiła na pewien czas opanować swoich rumieńców. Atmosfera pomiędzy nimi utrzymywała się cały czas dobrze. Gdy Ysaverin zauważyła, że ramiączko sukni trochę opadło musiała poprawić spokojnie bez pośpiechu, a za pewne to zauważył ale to nie było konieczne. W ciele kobiety niczego nie brakowało wszystko miała na swoim miejscu. Na słowa mężczyzny zareagowała tajemniczo i z uśmiechem obdarowując jego. Majestat w oczach jej biło z akcentem dumy. Miał rację co do jego słów. Tak jak wcześniej rozmyślała o swoim narzeczonym, że jest bardzo dumna z niego. Odczuwała doskonale na sobie, że ją faworyzował co sprawiło to przyjemność w tym momencie. Po pewnym czasie milczenia usłyszała pytanie co ją bardzo zaskoczyło w tym momencie. Ucieszyła się z tego ponieważ chciała zagrać utwór dla niego:
- Z wielką przyjemnością zagram dla Ciebie Riecon - odparła do niego okazując zadowolenie w oczach, jednakże wyraz twarzy miała poważny z nutką dumy. Granie na pianinie to nie była zabawa tylko pokazanie uczuć przez granie na klawiaturze. Wzięła przed chwilą jeden łyk trunku i położyła. Wstała z kanapy z gracją idąc do przedpokoju widząc przepiękny fortepian. Delikatnie opuszkami palców dotknęła krawędzi zawsze tak robiła z dzieciństwa aż do teraz okazując czułość przy tym. W oczach było można zauważyć iskrę mistrzyni pianina. Podeszła do krzesła, przedtem chciała przetrzymać obydwiema rękami, żeby nie zahaczyć na swoją suknię. Rękoma otworzyła pianino gdzie były klawisze i zaległa cisza zastanawiając się na szybko jaki utwór zaprezentować. Przymrużyła oczy ale nie ze zmęczenia wręcz przeciwnie to dawało ukojenie przed graniem. Położyła zgrabnie palce na pianinie zaczynając grać utwór Ave Maria. W skupieniu zaczynała grać, okazując swe uczucia w tym utworze.
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Salon   Czw Wrz 29, 2016 4:39 pm

No tak, w końcu miała pokazać swojemu Ojcu, że żyje. Mimo tego, że aktualnie była podopieczną burmistrza, nie miała zamiaru zapominać o Rieconie. Wręcz przeciwnie, dużo ostatnio działo się w życiu tej małej istotki, trzebałoby osobę , która dała jej nowe życie o tym powiadomić. Niebieskowłosa dokładnie pamiętała gdzie mieści się jego posiadłość. Najpierw dokładnie obadała budynek z zewnątrz. Praktycznie nic się nie zmieniło, a może już nie pamięta. Wyrzuciła ostatniego szluga z jej paczki przed bramą, wypuszczając dym komorami w masce. Przekroczyła otwartą bramę, zero stresu, sam luz. Naprawdę dużo się zmieniło i zaraz, cała gromadzka sług, Riecon, brat, którego średnio wspominała, na pewno się dowiedzą. Stukając palcem o duże drzwi wejściowe miała nadzieję, że jej Stwórca będzie w domu. Przez grube mury nie można było dosłyszeć żadnych rozmów, a może po prostu Cynthia nie wysilała słuchu, kto wie. W końcu kiedy służba się raczyła ruszyć i otworzyć jej drzwi wkroczyła jak gdyby nigdy nic do środka. Olała całkowicie jakiekolwiek sprzeciwy służek, jeśli były, może dalej była niska, ale zdecydowanie w takim wykonaniu budziła większy respekt niż kiedyś. Jeśli siła robocza w domu Riecon'a będzie upierdliwa, przedstawi się jako Cynthia, wspominając o byciu córką posiadacza domu.
Wskoczyła do salonu, wcześniej drzwi otwierając mocnym trzaśnięciem buta. Ręce miała ciągle w kieszeniach spodni. Zmierzyła wzrokiem siedzącą przy pianinie, czy cokolwiek to było, długowłosą kobietę, która grała dla jej Ojca. Ten dźwięk był nie do zniesienia, dla uszu Cynthii. Ogólnie, nie lubiła żadnej melancholijnej muzyki, harmonijek, pianin, ani nic w tym stylu. A ostatnio nawet miała wrażenie, że ludzie uparli się, by przy niej grać. Właśnie wracała ze spotkania, z gościem, który uwielbiał wkurzać ją innym narzędzie, które wydawało dźwięk, tak sfałszowany, że nie dało się usiedzieć na miejscu. Podenerwowana całą sytuacją Cocoro, nie zwracając jeszcze uwagi na czarnowłosego, podeszła szybkim krokiem do pianina i uderzyła pięścią w klawisze, ale nie uszkadzając drogiego sprzętu, szacunek zachowała. Patrząc zabójczo na kobietę, która udawała swoje przeogromne emocje przy graniu, wypowiedziała w jej stronę kilka słów. - Ukrócę Twoją dłoń o palce, jeśli natychmiast nie przestaniesz na tym grać. - Jej głos był zachrypnięty, a maska dodawała tylko tragizmu danej sytuacji. Jeśli kobieta nie posłucha jej słów, szybko zamknie pianino, nie zwracając uwagi na jej palce. Dopiero po tym zdarzeniu, podejdzie do czarnowłosego ojca, który siedział na fotelu. Stanęła, mając chwilę swojego zawahania. Po kilkanastu sekundach, zgięła się w pasie, składając niewielki ukłon w stronę swojego Stwórcy. -Ojcze.. - Powiedziała zupełnie innym tonem, niż do jego rozmówczyni. Miała szklane oczy, wiedziała, że się nie rozpłacze, ale w tym małym szatanie, dalej była cząstka dziecka, którym zawsze była. Pręt zbrojeniowy, który trzymała w dłoni upadł na podłogę a ona sama padła na kolana przed swoim ojcem. -To ja, Cynthia. - Spojrzała na niego, wiedząc, jak bardzo się zmieniła i że ten może jej nie poznać. Położyła dłonie na swoje kolana, oczekując odpowiedzi.

_________________


Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Re: Salon   Czw Wrz 29, 2016 7:15 pm

Spędzał mile i spokojnie czas. Wolny czas, gdzie nie musiał skupiać się by mu na łeb nie zwaliło się nagle tysiąc roboty. Dobrze jednak że potrafił prosić kogoś o pomoc i wiedział, że chętnie ktoś mu pomoże, nawet jeśli za opłatą, to pomoc niekiedy była wybawieniem dla szlachetnego, któremu zdarzało się mieć różne dni, raz gorsze, a raz lepsze. Urok losu. Skoro wiec miał czas wyłącznie dla siebie, to starał się go dobrze wykorzystać, a spędzenie go ze swoją narzeczoną było wręcz idealnym pomysłem, zwłaszcza po tak długiej nieobecności. Godziny pracy jednak odbiły się na pracoholiku. Jednym ze skutków, było brak wyluzowania, poważne podejście do spraw nawet błahych. Czy można było go sobie wyobrazić rozbawionego, pełnego wigoru, bądź czy chociaż raz ktoś namierzył go na jakimkolwiek niekulturalnym zachowaniem? Były oczywiście takie, bo no seks na opuszczonej stacji, na pewno nie był powodem do chwały, dlatego też mało kto o nim wiedział.
Komplementował wampirzyce widząc wyraźnie jej zachowanie. Może właśnie chciał ją taką widzieć, jednak czy było u niego widać jakąś większą relacje niż poważny wyraz twarzy? Tak, był nią uśmiech, lecz ledwo widoczny. Tak mało się uśmiechał, że chyba już zapomniał jak poruszać mięśniami twarzy, by wywołać uśmiech. Poprosił ja by zagrała mu, wiedział doskonale o jej umiejętnościach, wiedział więcej niż ta mogłaby sobie wyobrażać. Była znana, ale i była łatwa do odczytania.
Nie musiał długo czekać na reakcje kobiety, która po chwili wstała podchodząc do instrumentu, by po krótkim zapoznaniu z nim, zaczęła grać. A Riecon co? Sięgnął do swoją szklankę i w ciszy pił, nie ważne o czym myśląc.
Siedząc tak wyczuł znajomy mu zapach, doskonale go znał. w głębi siebie, szczerze ucieszył się na ten zapach. Nie wiedział jeszcze jak bardzo zmieniło się jego dziecko, mimo to i tak cieszył się iż jest tutaj. Cieszył się, choć nie było to o nim widać, a  co będzie jak ją ujrzy? Przekonamy się niebawem...
Biedne drzwi, po spotkaniu z butem wampirzycy nie miały możliwości obrony. Zamek w nich został naruszony, jak i futryna drzwiowa. Riecon nie zareagował na hałas wywołany przez Cocoro, póki co czekał. Jego spokój w takiej sytuacji mógł być tylko początkiem burzy.
Sama Cocoro wparowała do posiadłości jak burza tworząc szkody i hałas. Doskonale słyszał jej akcje z pianinem i zmróżył lekko oczy, nadal siedząc jak słup soli. Cocoro chyba nie do końca przemyślała swojego postępowania. Mniejsza o to...
Przybyła tutaj do niego, stanęła przed nim, zaś ten zimnym spojrzeniem zaczął przyglądać się licu wampirzycy. Zmieniła się diametralnie, wręcz nie do poznania. Pręt, maska, styl ubierania? Zero reakcji u Riecona, który za jednym razem wypił wszystko co miał w szklance, nie odkładając jej. Gdyby nie zapach, nie poznałby jej na pewno, ale w głębi pewnie i tak siedzi dziewczynka tak samo urocza jak przed laty.
Gesty wywołane wobec niego, były pełne podziwu. Potrafiła okazać mu szacunek, przez to Riecon mógł się upewnić, że nie stracił swojego jedynego dziecka. Spojrzał krótko na pręt, który wylądował na ziemi. Patrzył jak upada na kolano, po czym dopiero oderwał się od oparcia, patrząc w jej oczy z tęsknotą, ale i karcąco za jej wejście.
-Zmieniłaś się Kochanie.
Taki był jego poczatek, uniósł dłoń po chwili i pogładzi jej głowę, wprawiając jej czuprynę w kompletny nie ład.
-Moje dziecko nie powinno nosić kagańca... Zdejmij to, pozwól mi ujrzeć Twe lico.
Nie była to prośba, lecz nakaz skierowany do wampirzycy. Szlachetny mając wlepione póki co swoje czarne ślepia w młodą dziewczynę, czekał aż będzie mógł ujrzeć jej twarz. Kiedy jednak już to zrobi, do jej uszy dotrze dźwięk pękającego naczynia w dłoni szlachetnego, który zacisnął lewą rękę w pięść, ignorując wbijające się ostre kawałki w jego dłoń. Nie zrobił to bez powodu... Nie minęła chwila, a młoda wampirzyca została obdarzona "liściem" z ręki szlachetnego. Ręka pełna szkłem, na pewno porani policzki kobiety.
-Cynthio, wstań. Weszłaś tu jak do obory, wyżywając się na przedmiotach martwych. Wróć się i zamknij drzwi, nie każ mi bym ja to zrobił... Po czym przyjdź ponownie do mnie...
Nie widział potrzeby grożenia jej, bowiem ton wypowiedzianych słów nie należał do tych, którym mówi się do córki, do rodziny. Był chłodny i karcący, a zmrożone oczy szlachetnego, gdyby mogły to by zabiły dziecko przed nim. Poza tym nadal siedział zerkając na swoją dłoń, po czym spojrzał na policzek Cocoro, który i tak by uderzył widząc te blizny, ale o nich porozmawiają potem...

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ysaverin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2820-budowa-ysaverin-elizabeth#60156 http://vampireknight.forumpl.net/t2967-ysaverin#62657 http://vampireknight.forumpl.net/t3032-ysaverin#64425
Zarejestrował/a : 29/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Salon   Nie Paź 02, 2016 12:42 pm

Przed zagraniem na fortepianie poczuła miłe uczucie skierowane w jej kierunku jak została obdarzona na końcu ledwo widocznym uśmiechem od swojego narzeczonego. W dzieciństwie aż do teraz kochała bardzo okazywać fortepianom czułość, dając do zrozumienia, że granie to najważniejsza pasja w jej życiu, przy której może rozluźnić się przed ciężką pracą. Wampirzyca nie wiedziała tak naprawdę dlaczego wybrała taki melancholijny utwór ale przypomniała sobie stare dzieje z dzieciństwa co wydarzyło się i nie wyraziła tego uśmiechem, ale emocjami, które towarzyszyły podczas grania. Każdy wers utworu nadawała ową barwą, która była częścią jej egzystencji życia. Cały czas grając na fortepianie skupiała się czując, że naprawdę jej narzeczony jako jedyny wiedział o umiejętnościach czy zdolnościach. Nie okazywała żadnego zdziwienia, bo nie musiała tak naprawdę, w którym dążyła zakończyć utwór niestety zostało na końcu przerwane. Cały czas humor miała dobry nie okazując żadnych emocji chcąc skończyć dwa ostatnie wersy zostały jakby zagłuszone przez pięść nieznajomej dla niej wampirzycy. Po zakończonym utworze automatycznie ułożyła swoje dłonie na kolanach, żeby odpoczęły jej, a przedtem została zwrócona uwaga na temat ucięcia palców jak nie przestanie grać? Nie przejęła się tym w ogóle, ponieważ była bardzo opanowana i później przymknęła oczy o niczym nie myśląc. Gdy skierowała swój wzrok w stronę dziewczyny można zauwazyć ogromny spokój okazując "oazę spokoju" w tej sytuacji. Nie odpowiedziała na jej słowa, ponieważ nie miała ochoty wchodzić z nią w dyskusję niepotrzebną. Humor wampirzycy był nienaruszony zachowywała się cały czas dumnie i zarazem bardzo opanowana, bo była tego nauczona tego w domu. Gdy usłyszała imię nieznajomej wampirzycy uznała za bardzo ładne imię może dlatego, że jest nietypowe i rzadko niespotykane, ponieważ w jej rodzinie były tylko imiona angielskie, niektóre rosyjskie ale też i japońskie. Wracając do obserwacji usłyszała jak jej pręt upadł na ziemię. Na początku też okazywała tak w przeszłości do przybranego ojca Kazumy, że cieszy się go widząc dlatego to było dla niej normalna reakcja. Uważała zawsze, że rodzina jest ważna i trzeba o nią dbać. Za pewne jej myśli były łatwe do odczytania, ale nie zawsze to okazywała, ponieważ to zależy od sytuacji i nie zastanawiała się dłużej nad tym. Nie przeszedł jej uraz z przeszłości, że ukrywali prawdę o biologicznym ojcu i pewne musiała odziedziczyć oazę spokoju innym słowem anielską cierpliwość, mocny charakter i chłód do świata. Poza murem chłodu jest wciąż kochającą osóbką dla swoich bliskich osób jak rodzina i jej narzeczonego Riecona, którego bardzo kocha. Została oderwana z przemyśleń, jak uslyszała inną tonację głosu ukochanego i wyczuła prawie środek burzy w dyskusji ale nie wtrącała się dlatego obserwowała cały czas dwójkę. Przedtem nie skomentowała wyglądu wampirzycy, bo nie miała zdania po prostu. A wracając do teraźniejszej sytuacji zaobserwowała całe zajście, a zdała sobie sprawę za co to było przecież, bo nie ominęła gwałtownego wejścia tak jak kiedyś zrobił młodszy braciszek z rodu Metherlence, który też tak zamek i zawiasy uszkodził i niestety został potraktowany podobnie. Dlatego rozumie doskonale Riecona w tej sytuacji. Arystokratka cały czas siedziała spokojnie na wygodnym siedzeniu przy fortepianie poprawiając zawiniętą suknię, i czekała na dalszy rozwój sytuacji w salonie.
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Salon   Nie Paź 02, 2016 1:53 pm

Niespecjalnie przejęła się tym, że jakaś cycata wampirzyca nie odpowiedziała na jej zaczepki. Można powiedzieć, że uznała to jako niewielkie zwycięstwo nad jej osobą. Nie było nic bardziej dla niej przyjemniejszego od ciszy, still better than gdakanie jakiejś księżnej. No nie zesraj się od tej oazy spokoju, naprawdę. Chłodny wzrok? Nie ma nic bardziej piorunującego od przepełnione pogardą oczy Cynthii. Dlatego też, nie zwróciła na to większej uwagi. Wiedziała, że jest ważniejsza dla Riecona, niż jakaś wypuszona wampirzyca.
Wracając do Riecona. Dziwne było, że nie zwracał na nią uwagi. Na jej burzę co robiła w okół siebie. To do niego niepodobne. Doskonale widziała jego zadowolenie, wywołane jej uklęknięciem. Dokładnie o to jej chodziło by wzbudzić nieco zaufania do jej własnej osoby, w końcu nie widzieli się tak długo, od ich ostatniego spotkania. Nie manipulowała tutaj żadnymi uczuciami czy zachowaniami, jej serce i myśli były teraz czyste. Bez żadnej skazy, bez żadnej ironii i pogardy, którą zawsze wręcz ociekała z przedawkowania. -Tak, Ojcze, dużo zmieniło się w moim życiu. Jestem pełna podziwu, że jednak mnie poznałeś. - Dziewczyna zupełnie inna niż dla kobiety siedzącej przy pianinie. Pełna uczuć, tęsknoty, miłości i szacunku. Przez lata uświadomiła sobie ile jednak mu zawdzięcza. Spojrzała na niego chłodno, kiedy ten kazał zrzucić jej maskę. Długo się zastanawiała czy powinna. Nienawidziła pokazywać swojej twarzy, a uśmiech na masce, był naprawdę śliczny. Westchnęła ciężko i zrzuciła z siebie ciężki metal, by ten mógł ujrzeć jej policzki. Dostrzec mógł szpetne blizny, po jednym na każdym policzku w kształcie litery "X". Ale zamiast fali pytań, do jej uszu doszedł dźwięk roztrzaskanego szkła, by moment później poczuć go na swojej twarzy. Pisnęła z bólu. Skąd ta nagła agresja. Trzymając policzek dłonią, wsłuchała się dokładnie w jego słowa. Przeklnęła kilka razy pod nosem. Przez palce przepływało jej dużo krwi. Najprawdopodobnie jej blizna, rana popostrzałowa lekko się otworzyła przez ostrze kawałki szkła. Wstanęła i jak kazał podeszła do drzwi i przymknęła ja, gdyż cóż. Zamek został złamany przez jej nogę. Po drodze zaczęła wyciągać kawałki szkła, a krew kapała raz po raz na kafelki. Podeszła do niego, tym razem nie klękając, przystanęła jakieś metr, może półtora przed jego fotelem, wciąż trzymając się za policzek. A żeby Cię szlag trafił, Riecon. Powiedziała w myślach, czekając na jego kolejne słowa.

_________________


Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Re: Salon   Nie Paź 02, 2016 3:09 pm

Napięcie jakie wytworzyło się między kobietami, było póki co niekomentowane przez szlachetnego, któremu się to nie podobało, co obie mogły się domyślać. Wszystko działo się u niego, w jego domu, który ucierpiał przy tym. Był bogaty, więc wstawienie drzwi niezbyt go obciążyło w kosztach, co nie oznacza że zamierzał płacić za szkody. Drzwi mogły mu służyć jeszcze przez wiele długich lat... Cocoro miała tyle szczęścia, ze nie zniszczyła instrumentu, bo wtedy oberwała by jeszcze gorzej...
Dobrze znana mu osoba pojawiła się przed nim, okazując mu szacunek. Jednak czy faktycznie ją dobrze znał widząc, jak się zmieniła przez ostatni czas? Sam zaczął się zastanawiać nad tym. Czy przed sobą miał całkiem inną wampirzyce niż dawniej? Póki co nie znał do kończ na to odpowiedzi, ale skoro przybyła do niego, pokłoniła się, to widocznie mógł mieć nadzieje, ze pod skorupą teraźniejszej wampirzycy jest nadal ta drobna, delikatna dziewczynka.
-Twój wygląd się zmienił, lecz zapach jest bez zmian... Może tylko dzięki temu mam pewność kim jesteś... Choć czy na pewno?
Nie oczekiwał od niej odpowiedzi na te pytanie, bo o co mogło mu chodzić dokładnie. Mniejsza o to, może potem wszystko wyjdzie na wierzch. Rozkazał jej zdjąć maskę, nic nie robiąc sobie z jej chłodnego spojrzenia, a nawet sam lekko zmrużył oczy, niemal przestrzeliwując ja swoim spojrzeniem na wylot, a zapewne niezbyt ciekawie to wyglądało, patrząc na jego kolor oczu... Ciężko było cokolwiek z nich odczytać, skoro były czarne...
Zdjęła kaganiec, a on mógł patrzeć na jej twarz, które było splamione bliznami. Widział je, jednak wydawał się być na nie ślepy, skoro po chwili pojawiła się w nim konkretna reakcja, jak uderzenie wampirzycy. Zranił ją, siebie również, co również pokazywało, ze przez jej zachowanie, wejście, sam ucierpiał.
Czuł wyraźnie krew, nie tylko swoją ale i Cocoro, mimo to jego karcący wyraz twarzy nie zmienił się, lecz patrzył uważnie na zachowanie wampirzycy, jak ta wstaje, by iść wykonać jego polecenie. Kiedy ta zajęła się zamykaniem drzwi, Riecon spojrzał na swoją rękę i nie wyjmował resztek szkła, jakie w niej miał. I nie zmierzał tego robić. Wciągnął spokojnie zapach krwi, jaki się unosił dookoła.
Cynthii pojawiła się zaś przed nim, a szlachetny dopiero wtedy ruszył się z miejsca. Powolnym ruchem wstał, znacznie przerastając młodszą swoim wzrostem. Przyjrzał jej się uważnie, wyciągając do niej dłoń, całą dłoń. Zechce ułożyć ją na ramieniu córki, po czym zrobi w sumie coś dziwnego, ale bardzo podobnego do niego, bo ugnie jedno z kolan, by po chwili klęknąć przed swym dzieckiem, które przyciągnie by przytulić do siebie. Byli mniej więcej jednego teraz wzrostu. Nie przed byle kim klękał, a przed Cynthii zrobił to już kolejny raz. Nawet jej siostra nie doznała takiego zaszczytu.
-Witaj w domu Moje Dziecko. Tęskniłem za Tobą.
Czy chciała te słowa usłyszeć? Zapewne tak, ale Riecon w żaden sposób nie czuł się urażony, ze to właśnie on tym razem klęczy przed swym dzieckiem. Czuł się nawet dumny z tego.
-Czy jesteś tutaj nadal ze mną Cynthio?
Zapytał się oczywiście o charakter dziewczyny. Chciał wiedzieć czy w jego ramionach nadal jest ta delikatna, czuła, a zarazem buntownicza i pyskata istotka, którą bez wątpienia pokochał. Uniesie nieco głowę by móc spojrzeć na na Cocoro, czekając na odpowiedz na pytanie. Już po chwili chciał zadać ponownie pytanie, lecz była to rozmowa dla ich dwojga. Nie żeby coś ukrywał przed narzeczoną, ale jeśli ta go dobrze znała, to wiedziała, ze poważne sprawy z kimś, to on załatwiał bez osób trzecich. Nie lubił obserwatorów dlatego też po chwili w całym pokoju znikąd, skupiła się jednak ona w towarzystwie jego narzeczonej Elizabeth, Mgła była intensywna na tyle, by w dość szybki sposób osłabić wampirzyce do tego stopnia, ze ta uśnie. Cocoro mogła jednak poczuć lekką senność, bo jednak nie powinna zasnąć. Skutek uboczny mocy, bo nawet jeśli Ys była dalej, to mgła nieco tu sięgała.Będąc pewnym już iż wampirzyca została uśpiona, zerknie badawczo po Cocoro i nadal klęcząc przed nią zapyta
-Co się z Tobą Dziecko stało?

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Salon   Nie Paź 02, 2016 5:50 pm

Nie odpowiedziała mu na pytanie, które właściwie zadał sam do siebie. Cicho klęczała przed jego fotelem, posłusznie czekając na każdy jego ruch. Tęskniła, chciała go całego wyprzytulać i całować, chciała do jego brata, chciała do tego wygodnego łoża w którym spali. Zamiast spotkać się z miłym przywitaniem, spotkała się z dłonią odzianą szkłem, nic bardziej przyjemniejszego, naprawdę.
Wykonując posłusznie jego zadania nie zwracała totalnie uwagi na wampirzycę, ani przez moment nie czuła się gorsza. Mimo, że właśnie przed sekundą została ukarana, dalej wiedziała, że ten ją kocha, czy nie to było najważniejsze? Jak siedziała cicho, tak miała zostać, albo poszczuje ją czymś gorszym niż kawałki szkła na policzku.
Wróciła do swojego ojca bez słowa i stała przed nim oczekując na jego kolejne polecenia. Zamiast z kolejnym chłodnym spojrzeniem, jednak spotkała się z nieco dziwnym ruchem z jego strony. Poczuła nieco zawirowanie w okolicach klatki piersiowej. Spoglądała na jego posturę, kiedy ten przed nią upadł na kolano. Jak wtedy, kilka lat temu. Niczym mała dziewczyna, rozpłakała się i przytuliła się do ojca jak za starych dobrych czasów. Jej łzy płyneły wraz z jej krwią na jego ubrania, nie potrafiła opanować tak dużej dawki emocji. Przytulała go coraz mocniej, zaciskając pięści na koszuli. Nie umiała wydusić z siebie żadnego słowa, tylko marne. - T.. Tato. - Przy którym jeszcze się zająknęła. Czy nie za taką tęsknił Riecon? Nie odpowiedziała mu na kolejne pytanie, które całkowicie przeszyło jej myśli. Wiedziała, że jej charakter się zmienił. Diamteralnie. Wszystko za sprawą jej nowego kochanka, którego tak bardzo kochała. Faktycznie siedział w niej ten mały procent starej Cynthii, którą poznał lata temu. Spojrzała na niego, kiedy ten użył swojej mocy by uśpić towarzyszącą im wampirzycę. Mgła, dotknęła jej również, więc przymknęła na chwilę oczka, by moc przestała działać. Kiedy ta padła, uniosła główkę i spojrzała prosto w czarne oczy swojego ojca. Położyła mu zakrwawioną dłoń na policzku, zgarniając kilka kosmyków włosów za ucho. - Ja.. Ja nic nie wiem. Za dużo się stało by Ci o tym opowiadać. - Kłamstwo, wiedziała, że jak powie, że przestrzelił jej twarz wampir, który dalej chodzi na wolności to Riecon na pewno go znajdzie. Poza tym kochała Azazela, mimo tego, że był głownym powodem jej wszystkich zmian. Nigdy by nie chciała, by przytrafiła mu się krzywda. Zawsze obwiniała siebie.


_________________


Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Re: Salon   Nie Paź 02, 2016 7:56 pm

Doskonale pamiętał jej pierwsze pojawienie się w jego domu. Nie zaczęło się najlepiej, ale to się zmieniło i ten dzień zbliżył ich do siebie. Riecon zaprosił ją do swej rodziny w której dawno już była. Przygarnął ją do siebie, pod swoje skrzydła, pokazując swoje istnienie. Pokochał ja od samego początku i kochał ją nadal. Była jego córką, nawet jeśli po zmianie, to nadal nią była.
To była sprawa między nimi, nie chciał by Ys nawet będąc narzeczoną słyszała o czym rozmawia ze swoim dzieckiem. To była jego i Cocoro sprawa, to jak i sposób jej karcenia itp. Osoby nie wskazane do tego, mają chuj do powiedzenia.
Pojawiła się, a on wstał, podziwiając kobietę przed nim. Jego kolano się ugięło, przez co zniżył się do poziomu dziewczyny. Tak jak zadawanych lat, przygarnął swoje dziecko do siebie, pozwalając mu się wypłakać spokojnie, samemu wtulając się w nią. Choć się zmieniła, wyglądała bardziej doroślej, zadziorniej, to jej dusza nadal była tak samo delikatna jak wtedy. Pokrzepiło go to. Pogładził kojąco jej plecy, nie zwracając uwagi na mijający czas.
-To ja, Córko
Szepnął jej cicho do ucha, które lekko ucałował, po czym nawet zraniony policzek dostał pocałunek. Tęsknił za nią, lecz mimo wszystko będzie musiał ją poznać na nowo, skoro się zmieniła, jednak nie zmierzał jej odrzucać przez to. Tulili się tak dłuższą chwile, po czym zajął się usypianiem osób, które tu najwidoczniej zawadzały. PO tym akcie dopiero przeszedł do konkretniejszej rozmowy.
-Cynthio, powiedz, mamy czas.
Odparł do swojego dziecka, u którego póki co nie podejrzewał kłamstwa jednak skoro było wiele do opowiadania, to jako ojciec, nic dziwnego, ze chciał wiedzieć. Po chwili obejmie ją mocniej, by wstać z nią na rękach.
-Witaj w domu Cynthio.

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Salon   Nie Paź 02, 2016 10:23 pm

Tak bardzo nie wiedziała jak ma mu powiedzieć, że przyszła tylko na chwilę. Że tylko przyszła się pokazać zanim zmieni się całkowicie, nie do poznania. Po prostu nie umiała z siebie tego wydusić, za żadne skarby. Wiedziała, że go to tak bardzo zrani. Jego cudowna, nieskazitelna córeczka, zmieniała się raz po raz. Rok w rok wyglądała inaczej. A zaczęło się od spalenia na stosie wszystkich sukienek z jej rodzinnego domu. Czując jego kojący dotyk na plecach, wszystkie te złe myśli odpływały, chciała zostać, ale nie mogła zadurzyć się w jego dotyku, jeszcze nie teraz. Odetchnęła z ulgą słysząc, że to faktycznie on. Że nie jest iluzją. Że nie jest snem, który śnił się jej dzień w dzień, kiedy tak bardzo tęskniła za jego wzrokiem, dotykiem i obecnością. Dała się unieść, niczym maskotka. Ale rzeczywistość uderzała ją coraz bardziej. Zegar tykał, a jej wybawca nie będzie na nią czekał. Zeskoczyła z jego rąk, tuż przed nim. Obdarowała go delikatnym ale długim pocałunkiem w policzek, stojąc wysoko na palcach. Nieco urosła, było to możliwe. Spojrzała raz jeszcze w jego czarne oczy i powiedziała. Poważnie, bez żadnego pierdolenia się. - To jeszcze nie teraz. Jeszcze nie ten czas, Ojcze. - Powiedziała mu i odwróciła się od niego, by szybkim ruchem zgarnąć pręt i maskę, którą od razu na siebie nałożyła, ta przykryła jej całą ranę. - Ja wrócę. Obiecuję. - Powiedziała jeszcze, idąc w stronę drzwi, ciągle odwrócona do niego. Zanim zniknęła za futrynę dopowiedziała, jakby do siebie. - Ale boję się, że mnie znienawidzisz. - Dodała. Zamykając za sobą drzwi. Wiedziała, że kolejna w jej wyglądzie zmiana może być dla niego piorunująca. W końcu zmieniała jego idealne dzieło. Będzie tłumaczyć się z tego wszystkiego wieki. Jej plany.. Sama w nie nie wierzyła. To musiało się stać.

z/t, raz jeszcze przepraszam D:

_________________


Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Re: Salon   Pon Paź 03, 2016 4:14 pm

Był całkowicie nieświadomi, ale i szczerze zadowolony obecnością wampirzycy. Zmieniła się od ostatniego razu, jednak był ślepy na jej zmianę. Nie wykazywał się żadnym gniewem, ani jej nie pouczał, lecz nic dziwnego że chciał wiedzieć co się z nią działo i dlaczego podjęła decyzje, które stworzyły nowe odzwierciedlenie Cocoro. Nie mógł jej porzucić ze względu na jej wygląd, skoro w środku, jak sam się przekonał była ta sama wampirzyca. Wygląd, to tylko wygląd...
Tulił ją spokojnie do siebie, gładząc jej plecy kojącymi ruchami, samemu wtulając się w jej klatkę piersiową, delektując się jej obecnością, jej zapachem za którym tęsknił. Cocoro marzeniem było bycie tą jedyną dla Riecona. Bez wątpienia była nią. Poza jej siostrą nikogo nie zmienił, a co do jej siostry, to nie było porównania. Nie widział Cynthii przez długi okres czasu, lecz nigdy o niej nie zapomniał, pozwalał jej żyć samej, jak ta chciała. Nie chciał jej trzymać pod kloszem, chciał by była wolna. Wierzył jednak w to, że wampirzyca kiedyś wróci do jego domu, który stał dla niej otworem i się nie mylił. Pojawiając się sprawiła więcej szczęścia Rieconowi niż rozczarowania. Przypuszczał że ta kiedyś się zmieni, nie mógł jej ograniczać, jeśli chciała zmiany, musiał to uszanować, co też zrobił. To czego chciał i oczekiwał od Cynthii było, by ta o nim nie zapomniała i aby wracała do domu, niezależnie czy z problemami, czy w gniewie, nawet bez powodu. By była.
Nie minęła chwila, kiedy wstał z córką na rękach, a ta już uciekła mu z ramion. Zerknął na nią pytająco, lecz na jej usta nastawił policzek, kładąc dłoń na jej głowie, po czym przesunął, czując pomiędzy palcami pasma włosów dziewczyny. Spojrzał spokojnie w jej oczy, będąc nieco zdezorientowany jej zachowaniem. To nie był jeszcze czas? Obserwował ją uważnie, póki co nie naciskając na nią, skoro widział że ta nie chce mu o czymś powiedzieć. Czyżby zamierzała mu uciec?
-Cynthio poczekaj
Zawołał do niej widząc jej próbę ewakuacji. Ta jednak już wybiegła z domu, przez co Riecon nie był jej dłużny, bo również to zrobił. Jednak pojawiając się w progu wyczuwał jej nikły zapach, który przez wiatr został rozwiany w każdą stronę. Mimo to próbował ją nadal namierzyć, czy to wzrokiem, czy to słuchem. ślad jednak zniknął, a on mimo iż nie był sam, poczuł się dziwnie osamotniony, nie zły, ale też nie smutny. Samotny i zawiedziony głownie sobą, kiedy zdał sobie sprawę, że nie mógł zatrzymać swojego dziecka. Oparł się o ścianę swojego domostwa i westchnął sam do siebie.
Nim ponownie wszedł do domu minęło dobre z pół godziny, które przeznaczył na stanie na progu, patrząc na horyzont. Wrócił się do salonu i spojrzał an śpiącą narzeczoną, w tym momencie jego humor sięgał dna, a widok wampirzycy nie pomagał. Mimo wszystko podszedł do niej i wziął ja na ręce by skierować się do jednego z pokoi gościnnych.


z/t x2 Rie i Ys

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Salon   Pią Lis 11, 2016 1:08 pm

Wtargnęła teraz do jego domu nieco spokojniej niż wcześniej. Bez żadnego rozwalania drzwi, ani nic w tym stylu. Z jego ciałem na rękach była teraz niczym aniołek, którym kiedyś była, teraz.. Była chodzącym demonem z odrobiną uczuć, którymi w tym momencie obdarowywała Riecona. Na wejściu, nie zwracając większej uwagi na zachowywania sług, powiedziała, że jest samochód do odholowania. Dokładnie powiedziała, gdzie ono się znajduję i bez żadnego oczekiwania odpowiedzi poszła dalej. Że oni w ogóle jej ufali.. Nie rozumiała do końca wampirów służących w jego domu, aczkolwiek to nie było ważne.
Znaleźli się w salonie, gdzie wcześniej ta dostała po twarzy a czerwonowłosa leżała na fortepianie. Nie było ani stłuczonego szkła, ani ciała wampirzycy. Jakby nic nigdy się nie stało. Ile musiało minąć dni.. Spytała sama siebie, kładąc go na sofę, na plecach, zabierając cały owinięty ogon z jego ciała. Uklęknęła przy łóżku i położyła głowę na jego klatce, jedną dłonią obejmując jego brzuch. Nie dość, że była zmęczona to jeszcze jej głowa była pusta od niewiedzy co mogło się stać. - Dlaczego tam byłeś? - Spytała cicho, nawet nie oczekując odpowiedzi, ten był słaby, a może nawet spał, nie miała zielonego pojęcia, biegła tu tak szybko jak mogła. Jeździła delikatnie pazurami po delikatnym materiale, które okrywało jego ciało. Teraz pozostało tylko czekać. Aczkolwiek, nie wstała i nie usiadła na fotelu, jak miała w planach. Przekręciła tylko głowę na bok. Jej głowa spoczywała na jego klatce, aczkolwiek odwróciła ją tak, że ten nie mógł widzieć jej twarzy. Zamknęła oczy, teraz jest twój czas na ojcowanie.

_________________


Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Re: Salon   Pią Lis 11, 2016 1:59 pm

Czy to już koniec? Czy może coś jeszcze go czeka... Kto go zaatakował i czego był winny szlachetny. Pojawiały się nowe pytania i to było niepokojące. Chwilowy sen, za nim kolejny. Ból głowy... Tak dawno nie czuł się aż tak źle. Mało kiedy spotykały go takie konfrontacje... Był niczym laleczka, która poruszała się za pomocą sznureczków które ciągnął ktoś inny. Budziło się jednak kolejne pytanie, kto?
Nie wiedział co jest jawą a co snem, był otępiały obolały jak i senny. Kiedy ktoś go podniósł, prawie że nie było reakcji, Coś tam się powiercił, lecz nadal spał. Nadal jego umysł był osaczony ciemną głębią... Na jak długo?
Droga... Nie wiadome było mu ile trwała, w sumie nic mu wiadome nie było. Wybudzał się jednak powoli. Coraz bardziej był świadomy, lecz nadal jego powieki były opuszczone, a szlachetny był uwięziony w śnie. Jego węch nie wyłapywał żadnych zapachów, co nie pomagało w wybudzeniu.
Został położony lecz nadal nie było jakieś konkretniejszej reakcji. Mrok który go dopadł widocznie nie chciał go za szybko opuścił. Męczył szlachetnego jak najdłużej. W końcu jednak trza było się ocknąć i wrócić do świata żywych.
Jego umysł coraz bardziej był świadomy, a do wampira świadomości dochodził fakt iż coś ma na klatce piersiowej. Poruszył ręką i położył ją... No właśnie na czym? Na czymś okrągłym, porośniętym nićmi. Okazała się to głowa,a palce wampira powoli badały jej powierzchnie. W końcu odtworzył mimo snu zmęczone ślepia, by spojrzeć na właściciela głowy.
Jego twarz jeszcze przez chwile byłą spokojna ale kiedy do wampira dotarło iż ma przed sobą nieznaną mu osobę, jego twarzyczka przybrała niezadowolony, zaskoczony wyraz twarzy. Nie wiedział jednak lica ów osoby, a jego węch... Kompletnie nie pozwalał na rozpoznanie czegokolwiek o nieznajomej.
Do tego miała ogon, co zwiększyło poziom zaskoczenia, nieogarnięcia wampira, który jednak zdecydował się odezwać po chwili.
-Co ty tu robisz i kim jesteś?

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Salon   Pią Lis 11, 2016 2:25 pm

Poczuła jego dużą, aczkolwiek delikatną dłoń na jej głowie. Uśmiechnęła się pod nosem i podniosła delikatnie głowę by móc spojrzeć mu w twarz. Uśmiechnęła się nieco szerzej do niego widząc go przebudzonego. Ale dlaczego on się nie cieszył? Dlaczego jego wyraz twarzy był taki wątły, niezadowolony, jakby nie cieszył się, że ona tu jest? Jej uśmiech jak szybko się pojawił, tak szybko sobie zniknął. Ani drgnęła, dopiero kiedy ten zapytał ją kim jest uniosła zaskoczona brwi do góry. O co mu kurwa chodziło? Zadawała sobie, nieco poirytowana pytania. - Nie rób sobie żartów, Rieconie. - Odpowiedziała mu. Zachichotała i klisnęła w dłonie. -Że to niby taki żart, ta? - Wstała z kolan, prostując sylwetkę, była owiele większa i nieco inna, ale jej twarz pozostała taka jaka była. Ale to chyba nie był żaden żart. Ten się ani nie śmiał, ani nie uśmiechnął. Leżał, zmęczony i wycieńczony. Co tam się stało, to pytanie błądzilo po jej głowie, niczym ona tutaj teraz. Nie wiedziała co mogła, a co nie. Skrzyżowała ręce na piersi i odeszła na bezpieczniejszą odległość od sofy, dzielił ich teraz stolik. Swój ogon owinęła wokół nogi chowając przed nim kostne zakończenie, niestety, pazurów, które całkowicie pokryły jej dłonie, (czyt. nie miała paznokci tylko same pazury) nie było do ukrycia. - To ja, Cynthia. - Dopowiedziała, swoim dziewczęcym głosem, manipulację tonu miała opanowane w małym paluszku. Ale czy była smutna? Jeszcze nie, nie miała też zamiaru uciekać jak wcześniej. Przyczepiła się do podłogi i nie miała zamiaru na dzień dzisiejszy opuszczać domostwa. Za nic. Czyżby tamta szosa była przekleństwem?

_________________


Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Re: Salon   Pią Lis 11, 2016 2:49 pm

Nie miał pojęcia kim jest kobieta, która miała niecodzienny wygląd. Oczywiście w jego umyśle były wspomnienia o jego dziecku, które kochał najmocniej ze wszystkich, jednak były ona stare, rozmyte, niepewne. Bardzo różniące się jednak od wyglądu Cocoro. To nie był żart, a Riecon czuł się jakby okadzony z czegoś. Sam nie wiedział czego, jednak luki w poszczególnych miejscach gdzie była Ys, czy też jego córeczka, były puste. Niczym w filmie, gdzie brakuje jakiegoś kadru.
Ujrzał twarz kobiety, która była teraz mu kompletnie obcą. Nie mógł nawet oznacza jakiej jest rasy, co go niestety martwiło. Nie móc nic czuć... Co za ból. Zadał jej pytanie, które wprawiło ją w osłupienia. Riecon wcale nie miał lepiej. Uśmiech kobiety, ani chwile nie pomógł mu, jednak skoro się uśmiechała, była zadowolona choć przez chwile, jego przebudzeniem, to znaczy że go zna? Ale... Dlaczego on jej nie zna...
Jej odpowiedz jednak potwierdziła fakt iż ta go zna. A szlachetny w odpowiedzi uśmiechnął się krzywo, zakłopotany tą sytuacją. Nie robił sobie żartów. Kiedy ta wstała, Riecon postanowił usiąść, póki co nic nie mówiąc, a myślał o ostatnich wydarzeniach. Pamiętał je... Pamiętał kobietę, głos... To jej sprawka? Nie mógł jednak milczeć cały czas, więc spojrzał na kobietę i wciągnął z sykiem powietrze.
-Nie czuje...
Mruknął do siebie, zdając sobie sprawę, że nawet próbując rozpoznać jej zapach, to jego węch zbuntował się. Nie czuł kompletnie nic. Może tak by chociaż coś wiedział, gdyby wyczuł jej zapach, a tak... To był coraz bardziej zmartwiony. Tylko czym.... Tym że stracił węch, czy tym, że nie pamięta kobiety.
Spojrzał powoli na kobietę, przyglądając jej się uważnie, niemal pożerając ją wzrokiem, chcąc cokolwiek się dowiedzieć. Widział jednak obce ciało przed sobą. Już po chwili usłyszał jej imię. Miał wrażenie, że już gdzieś słyszał to imię, jednak imię jak imię, może je mieć każdy, lecz ton głosu... Również miał wrażenie, że był mu bliski.
-Cynthio...
Odparł grubszym głosem, już nie tak melodycznym, jak kiedyś. Był poważny, wypełniony niezrozumieniem, jak i zagubieniem.
-Wydajesz się być znajomą... Lecz... Ja nie mam pojęcia kim jesteś... Nawet nie czuje Twojego zapachu... Kim jesteś?
Pytanie się powtórzyło, a szlachetny powoli wstał, spoglądając na kobietę uważnie, nadal jednak niepewnym wzrokiem. Widocznie ten cały wypadek na szosie, pomieszał mu w głowie...

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Salon   Pią Lis 11, 2016 3:17 pm

Dokładnie lustrowała jego ciało, każdy możliwy ruch. Ten usiadł, mruczał coś pod nosem. Aczkolwiek bardzo dobrze słyszała? Czyżby jego węch..? Stracił czucie? To było cholernie dziwne, ale dalej nic nie tłumaczyło. Nie mogła sobie wytłumaczyć dlaczego ten jej nie może poznać, zmiany były zbyt wielkie? Zapach był jedyną drogą by ją poznać po radykalnej zmianie, może dla niektórych twarz to za mało. Ale on nie mógł jej poczuć, więc co teraz? Spoglądała mu głęboko w jego czarne oczy, coraz bardziej zaciskając pięści z niecierpliwości i gniewu. Dokładnie oboje lustrowali się wzrokiem, jakby widząc się po raz pierwszy w życiu, jakby zaraz oboje mieli sobie skoczyć do gardeł. Powtórzył jej imię. Ale nie jak Riecon, jak zupełnie inna osoba, jakby ona nie była jego córką, tylko człowiekiem do biznesów i nic więcej. Jej twarz jednak pozostała kamienna, z niewielkim grymasem. Znajomą? Kim jestem? Jak to do cholery jasna kim jestem? - Tu się dopierdala jakaś popieprzona komedia. - Odeszła jeszcze na kilka kroków kiedy ten wstał z łóżka. Dalej się na nią patrzał, ale jego wzrok był zgubiony, jakby nie był myślami tutaj, jakby szukał w głowie wspomnień, a może tak było? Stop, miała pomysł. - Usiądź. - Czyżby to nie była prośba? Czyżby mu dokładnie to właśnie rozkazała? Przeszukała cały salon w poszukiwaniu jakiejkolwiek szklanki, szkła, kieliszka do wina. W końcu udało się znaleźć, aczkolwiek salon był przekopany wzdłuż i wszerz. Sprzątaczki nie będą zadowolone. Swoim ogonem, a raczej jego kostną końcówką, niebieskowłosowa przecięła nieco wzdłuż nadgarstek by wlać do kieliszka na wino, nieco swojej krwi. W tym całym rytulale nie spoglądała na czarnowłosego, musiał najpierw sobie ją przypomnieć, wszystko byłoby bez sensu, gdy ten nie wiedziałby kim jest Coco. Kiedy kieliszek napełnił się w połowie, dziewczyna położyła na stoliku kielich a swoje usta przycumować do zranionego nadgarstka. - Spróbuj i powiedz czy pamiętasz ten smak. - Powiedziała poważnie znów zajmując poprzednie miejsce, stała przed stoliczkiem, by móc obserwować jego reakcję. Martwiła się, że bez węchu nie pozna też smaku jej słabej jakościowo krwi, ale kiedyś ją pił i jeśli faktycznie ją kochał, nie zapomniał jej smaku. Takich rzeczy się po prostu nie zapomina. Wiedząc, że ta wizyta może potrwać trochę dłużej zdjęła z siebie kurtkę zrzucając ją na fotel. Dalej, Rie, musisz pamiętać, powtarzała przepełniona nadzieją w myślach dziewczyna.

_________________


Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 270


PisanieTemat: Re: Salon   Pią Lis 11, 2016 4:35 pm

popieprzona komedia... Może i faktycznie, jeśli się spojrzy na to co spotkało Riecona, a co jeszcze go spotka... Komedia jak nic. Zmiana dziecka, narzeczonej kaprys, wypadek... Co go jeszcze spotka w tym życiu... Pewnie jeszcze wiele przyjemnych i tych nie przyjemnych chwil. Takie było życie. Szlachetny jednak miał wyjątkowego pecha, nie dość że ktoś skradł mu pamięć, to na dodatek... stracił węch.
Nie poznawał swojego dziecka, jednak kogo to bardziej zabili. Biedną Cocoro, która mogła się poczuć, jakby odrzucona, czy Riecona, który nie może przypomnieć sobie, jak mocno kochał swoje dziecko. Nie wiedział w prawdzie, że Cocoro to jego córka ze zmiany, jednakże sam fakt, że nie pamięta czegoś co powinien, był smutny.
Patrzyli na siebie z tą różnicą, że Cocoro patrzyła na stwórce, a Riecon patrzył jak na kogoś obcego. Osoba, która była najbliżej jego serca, stała się przez jedno wydarzenie kompletnie mu obcą.
Był zagubiony, jak i próbował przypomnieć sobie kim jest kobieta przed nim. Obrazy były nie pewne. Znikały, pojawiały się niczym przez mgłę, albo był ich kompletny brak. Zachowanie kobiety nie pomagało Rieconowi dowiedzieć się czegokolwiek, lecz to utwierdzało go, że musza się znać. Na jej słowa, o dziwo po chwili usiadł. Nadal był zmęczony, zakłopotany wydarzeniami. Podczas, gdy wampirzyca czegoś szukała po pokoju, Riecon zaczął myśleć o wydarzeniach zeszłej nocy. Zastanawiał się dlaczego tak pędził. Cofał się wspomnieniami, jednak tutaj już po raz pierwszy jego wspomnienia urywają się po raz pierwszy. Miał nich przepaść. Pamiętał, że ostatni raz był na leśnym spacerze, koło jeziora, po tym jakby obraz się urywa i pojawia się dopiero w chwili jak wszedł do garażu... Jak się tam pojawił, co robił... Szlachetny nie miał pojęcia...
Spojrzał na kieliszek z krwią... Nie czuł jej zapachu... Nie czuł nic. Mimo to chciał wiedzieć kim jest Cocoro dla niego, dlatego też wstał i skierował się do stolika, po czym złapał za naczynie. Zerknął na kobietę, kiedy się odezwała, po czym przystawił szkło do nosa. ponownie zechciał poznać zapach krwi, tym razem z bliska, jednak i tym razem nic nie czuł, przez co zaczęła go ogarniać złość, która zaczęła się objawiać lekkim mieszaniem czerni i czerwieni w jego oczach. po chwili jednak przystawił krawędź kieliszka do ust i przechylił go, przyjmując pierwsza porcje krwi wampirzycy. Rozprowadził ciecz po całym języku, chcąc poznać dokładnie jej smak i niemal miał pewność. Pił ją kiedyś. Jednak osoba z której ją pił wyglądała znacznie inaczej niż ta tutaj.
-Cynthia Patel, mała blondynka.
Rozpoznał krew, jednakże ciężko mu było przełknąć wygląd teraźniejszej Cocoro. Nadal miał wątpliwości, a brak węchu wcale mu nie pomagał.

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Salon   Pią Lis 11, 2016 7:05 pm

Dobrze, że przynajmniej ten jej się nie sprzeciwiał. Może to przez jej nieco srogi wygląd, albo ton głosu, bądź też jego niepewność.. Coco wcale nie czuła się tak dobrze, jak mogło się zdawać, dziewczyna także była zagubiona. Jak ojciec mógł zapomnieć kim jest jego córka? Coco miała już pewne podejrzenia, co mogło się stać, łącząc niektóre fakty, w końcu była szpiegiem, wiele rzeczy widziała, nawet tych nie do zrozumienia. Aczkolwiek swoje domysły musiała zostawić na później. Mężczyzna właśnie stał z sofy, by spróbować jej krwi. Spojrzała na niego poważnie, kiedy ten próbował pociągać nosem. Nic mu się nie udawało, widziała i szczerze mu współczuła, aczkolwiek nie było to po niej widać. Musiała zachować zimną krew, wiedziała z jakim ogniem igra. W końcu była obcym w czyimś domu, w jego domu. Jeszcze jak wpadnie jego brat.. Mogło dostać jej się za jego obrażenia, mimo, że ta go.. Uratowała. Mniejsza z tym. Kiedy ten już smakował jej krwi sięgnęła po kurtkę, którą wcześniej zrzuciła na fotel. Przeszukała wszelkie kieszenie w poszukiwaniu dokumentów. Przynajmniej ten strzelił w dziesiątkę. Uśmiechnęła się do niego kiedy ta otwierała portfel, by znaleźć swój dowód tożsamości. Wyjęła dwie plakietki. Jedna z aktualnym zdjęciem, gdzie posiada niebieskie oczy i granatowe włosy, a druga, jest z tymi czerwonymi soczewkami i białymi również nienaturalnymi włosami. Na obu imię i nazwisko było to samo. Cynthia Patel. Oparła się ciężko ramionami o stolik. Jeśli to nie zadziała nie miała pomysłu co jeszcze mogłaby zrobić. Najgorsze było to, że jak na zabicie potrzebowała pewnych informacji, ale o tym później. - I to nie podróba. - Dodała, stukając pazurem w miejscu, gdzie znajduje się podpis osoby ze zdjęcia. Oba były takie same. Wyprostowała się znów ciężko, całe te poszukawania ojca były dość męczące i długie, a na sam koniec i tak nic z tego nie wychodzi. Posmutniała odeszła od stolika i zaczęła chodzić powoli po pokoju, jeżdżąc ogonem po podłodze. - Nie wiem co mam już robić.. - Odpowiedziała drapiąc się pazurem po brodzie.


_________________


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon   

Powrót do góry Go down
 
Salon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: GÓRY :: POSIADŁOŚĆ JEZIERZASZTAINERA-
Skocz do: