IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Płacząca wierzba przy stawie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Maya
Maya
Maya
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t499-maya-lightwood
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 186


PisanieTemat: Płacząca wierzba przy stawie   Wto Paź 23, 2012 4:08 pm

Niewielki staw, a przy nim ogromna, stara wierzba.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Nie Paź 28, 2012 10:50 pm

Louisa wreszcie wróciła do Akademii. Musiała uporządkować sobie kilka spraw. Po pierwsze jak połączyć naukę i zajęcia w szkole ze szkoleniem, tak, aby niczego nie zostawić czy porzucić. Musiała się spiąć i zebrać w kupę, aby dać radę. Czekało ją sporo pracy przez najbliższy, długi czas. Dochodziły do tego jeszcze egzaminy szkolne.... nie wiedziała czy sobie poradzi z takimi obowiązkami, ale spróbować nigdy nie zaszkodzi. Zresztą z doktorem miała całkiem przyjemny układ. Będą się spotykać wówczas, kiedy dziewczyna będzie miała czas. Najdogodniejszy termin to przecież weekendy.
W każdym bądź razie z takimi myślami, udała się na mały spacer po terenach Akademii. Tutaj czuła się bezpiecznie. Nawet jeśli przebywały w tej szkole wampiry, to na pewno nie spotka Testamenta. Mogła od niego wreszcie odpocząć. Wciąż czuła się słabo. Ostatnim razem wypił o wiele za dużo krwi i biedna dziewczyna nabawiła się anemii. Musiała więc teraz zażywać żelazo w tabletkach, aby trochę odbudować krwinki czerwone. Wiedziała, że nie powinna się tak truć chemią, ale wyjścia to raczej nie miała.
Powolnym krokiem szła przez mały lasek, który doprowadził ją wreszcie do uroczego stawu. Nigdy wcześniej tutaj nie była, więc miejsce totalnie ją zaskoczyło. Szczególnie ta wierzba, której gałęzie niemalże chyliły się w stronę wody. Podeszła do drzewa i przycupnęła sobie na jego korzeniach, który wystawały. Przyjemna, acz chłodna noc. Księżyc wyglądał zza chmur, jakby ciekawski tego, co się dzieje tutaj na dole, na ziemi.
Louisa przymknęła oczy, wreszcie czując ten upragniony spokój. Mogła wreszcie pozwolić myślom dryfować swobodnie...

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Nie Paź 28, 2012 11:02 pm

Kolejna słodka noc. Ale tym razem nie w mieście, a na terenach Akademii! Bestia znała wiele tajnych przejść, choć nie które zmniejszyły się i ten nie miał jak przecisnąć się przez nie. No ale nieważne. Kanibal wywęszył zapach Louisy, o tak, ta młoda chodzi do szkoły, więc wiedział iż ją tutaj znajdzie. Ba, był gotów nawet czekać na nią pod akademią. Biedna, nie miała pojęcia jak bestyjka jest pełna irytacji oraz strachu przed... no właśnie tajemnica! Przedostał się pod osłoną ciemności do miejsca w jakim znajdowała się dziewczyna.
Spała sobie pod drzewkiem, taka cicha, delikatna oraz kusząca. Nie podchodził, nie chcąc czasem znaleźć się na widoku patrolujących teren. Stał w ciemnościach, dokładniej między drzewami, patrząc na służkę. Blada jakaś... i niby z jego winy? Ta jasne. Chrząknął głośno, chcąc ją zbudzić. Ona ma normalnie farta, stwór stara się być ostrożny w nerwach, bo wiecie... prąd w obroży to zło!
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Nie Paź 28, 2012 11:26 pm

Ten złamas musiał się dostać nawet tutaj! Louisa nic jeszcze nie przeczuwała. Leżała sobie na konarze drzewa, choć właściwie była to pozycja pół siedząco leżąca. Nie znosiła Testamenta. Nienawidziła go czystą esencją tego uczucia. Gdyby można było zrobić coś z tym uczuciem, dziewczyna wyrobiłaby truciznę i to silnie żrącą organizm. Ba! Nie byłoby odtrutki, a ten kto by to wypił, padłby trupem na miejscu. Więc kanibalisko się lepiej strzeże, bo Lousia nie żartowała. Zresztą były to tereny Akademii. Jeden telefon do Marcusa, Jamesa czy Toshiakiego, który był w szkole, i już po nim. Więc niech nawet nie myśli o tym, aby zaatakować kogokolwiek w tej szkole. A już na pewno Louisę. Zresztą nie będzie się z nim już pieprzyła (w przenośnym znaczeniu oczywiście!). Zamierzała na niego nawrzucać i władować w jego cielsko cały magazynek. Ot, dla zabawy, dla zemsty i po to, by poczuć się lepiej. A huk wystrzału z broni na pewno zwróci czyjąś uwagę.
Tak więc spała sobie w najlepsze, wreszcie czując ten spokój i dostatek. Nie trwał on długo. Ten kurwiszon (czyt. Testament) musiał się tutaj zwalić. Ten swój gruby, wstrętny zad. Usłyszała jedynie czyjeś chrząknięcie, więc otworzyła leniwie oko i rozejrzała się dookoła. Nie wiedziała za wiele. Przecież była człowiekiem, a wampir sprytnie schował się w mrokach drzewek.
- Kto tu jest?
Normalnie jak w horrorach, tyle, że Louisa nie pójdzie zaraz szukać włącznika światła, którego nie było, więc nie spadnie na nią żelazko, nie rzuci się na nią jakiś morderca czy tam duch.
Rozglądała się więc uważnie, dostrzegając po chwili zarys sylwetki. I już wiedziała kto jest. Rozpoznała owy cień. Sięgnęła po broń i wymierzyła prosto w jego cielsko.
- Nie podchodź, zgredzie!
Nie wahała się. Jej głos był stanowczy.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Pon Paź 29, 2012 9:44 pm

Phew, grozić sobie może. Testament nie bał się Louisy, ba, ona powinna bać się jego złej postaci, haha! W ogóle on ma antidotum, o tak. W kieszeni mały flakonik z pomarańczową substancją, jeden łyk... Dziewczyna jest zdrowsza, no ale musi zasłużyć. Bestyjka potrafi być złośliwa i na jej oczach wypije owy lek. Normalnie ta mogła by się popłakać, choć wszystko od niej teraz zależy.
Wezwie pomoc? Droga wolna, ten w zamian pozbawi nie tylko leku, także dorwie, obije ryjek a następnie osuszy z krwi i wątroby, ot. Właściwie odczuwał głód taki ogromny wszak to już pora na posiłek. Niemiłosiernie wnętrzności skręcały się oraz kurczyły, czy ona wie jaki to jest ból?! Nie. Ha! Bo nie jest nim. Wracając do tematu...
Nie zauważyła wampira? Wiadoma sprawa, mimo iż jest wielki, to nosi się na czarno. Zatem wlepiony w tło ciężko na pierwszy rzut oka dostrzec olbrzyma, dopiero widok lśniących, żółtawych ślep daje do zrozumienia, że nie jest się samemu.
Po pytaniu nie ruszył się, wpatrywał w postać dziewczyny, która to miała namalowany niepokój na ryjku. Nie dziwił się, oj nie. Zaś jej życie zostało zagrożone, biedna...
Ah! A jednak kapnęła się! Od razu wyjęła broń, mierząc w jego seksowne ciało. Stwór nie wychodził z cienia. Mlasnął jedynie jęzorem, uśmiechając się lekko.
- Nie chcesz leku?
Spytał nerwowo, czując drżenie. Głód domagał się krwi, za niedługo będzie jeszcze gorzej. Bo nie tylko łaknienie na krew wzmocni, lecz także na mięso.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Pon Paź 29, 2012 9:46 pm

Skoro grozić sobie może, to będzie mu groziła! Ona uwielbiała to robić, bo chociaż w taki sposób była w stanie jakoś mu się „odwdzięczyć” za te wszystkie niedogodności jakie przeżyła z jego łap. Antidotum? W dupie miała jego antidotum. Niedługo miała się spotkać z Matsushitą, więc zastanawia się czy w krwi Louisy jest jakaś trucizna. Wówczas zastanowią się, jak sobie z nią poradzić. Na pewno dadzą radę. Nie miała zamiaru ciągle być na łasce tego wampira, który ostatnim razem zrobił ją w chuj. Proszę bardzo. Louisa zamierzała mu się odwdzięczyć, za to wszystko, co musiała wycierpieć z jego łap.
Owszem wezwie pomoc. Co to da, czy wyssie ją teraz czy kilka dni później, kiedy znów ją dorwie. Nigdzie nie było bezpiecznie, więc wolała z kimś łazić czy pojawiać się samotnie w takich miejscach. W dodatku rzadko ktoś tędy przychodził. Tak więc w tym większym znalazła się niebezpieczeństwie. Już naprawdę miała powyżej dziurek w nosie tych jego bezpodstawnych szantaży.
Wielki? On był spasiony! Spasiony! Tłusty i głupi, w dodatku jak zawsze śmierdział krwią. Pewnie znowu kogoś rozpłatał i zajadał się wnętrznościami. Aż dziewczyna na samą myśl dostała odruchu wymiotnego. Skrzywiła się. Był tak szeroki, że zdziwiłaby się, gdyby gdzieś nie trafiła.
– Pierdol się. Mam w dupie ten cały Twój lek. Nie będę więcej na Twojej łasce. Ostatnim razem zrobiłeś mnie w konia i to był ostatni raz. Żryj to!
I wystrzeliła raz w jego ciało. Celowała przed siebie. Za bardzo nic nie wiedziała, bowiem wampir stał w cieniu. Równie dobrze mogła trafić w miejsce, gdzie poleje się obficie krew, bądź mogła chybić całkowicie, przez tą ciemność, jaka ich ogarniała.
Miała gdzieś czy był głodny, czy nie. Niech sobie zdycha w męczarniach!

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Pon Paź 29, 2012 9:47 pm

To co ona przeżyła było pikusiem, kanibal mógłby gorzej ją załatwić iż nawet samo wyjście z domu, wzbudzałby strach przed niebezpieczeństwem pochodzącym z jego strony. Na przykład taka Fuma - zgwałcono ją, bito, pozbawiano krwi, a nawet oka. Zatem Luśka miała wakacje, choć większe szkody miały dopiero nadejść.
Skoro taka pewna pomocy, czemu tak pluła się wcześniej o antidotum. Stwór wiedział, że mogą jej pomóc, więc zabawa jest chwilowa. Jednak warto było. Pojadł sobie ramenu, spożył dziewiczą krew...
A niech wzywa pomoc! Zanim ci wpadną tutaj, bestyjka zdąży się zmyć. W ogóle nie zamierzał opuścić swojego cienia, na nie widoku dawano mu szanse dłuższego pobytu na starych śmieciach. Ach nie skończył akademii, za częste ataki na uczniów - wydalono go z niej.
Jak słodko. Nie chcę wiedzieć, co by było gdyby, powiedziała mu takie wyzwiska prosto w twarz. Na pewno poczuł by się dotknięty, na pewno by dostał ostrych nerwów, a wtedy... Biedni oboje.
Ma w dupie lek? Warknął w lekkiej złości, uciekając za większe drzewo. Oparł o jego pień łapy, wlepiając gadzi wzrok na twarz służki. Strzela! Stwór schował się, lecz dostał w łapę! Krew pociekła, ból się pojawił. Złapał odruchowo za zranioną kończynę. Krew... Obrzydliwie kuszący zapach. Wstrzymał oddech, kurczowo zaciskając palce na ranie, dodając dodatkowego bólu, który w porównaniu z tym co miało nadejść było niczym.
- Nie jesteś w ogóle zarażona, głupia! Zrobiłem... sobie z Ciebie... żarty!
Krzyknął, nie zamierzając pokazywać się na celowniku broni! Kanibal odczuwał jak jego organizm szybko słabnie, kto wie czy mówienie jeszcze bardziej nie utrudni. Do tego czuł zbierającą się krew w ustach, którą musiał wypluć. Gorzkawy smak nie wróżył nic dobrego, a piekące wnętrzności potwierdzały obawy potwora. Musi stąd pójść, ale... Jak?
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Pon Paź 29, 2012 9:48 pm

Może to, co ona przeżyła dla niego było pikusiem, ale nie dla niej. Wampir mógł sobie zdychać w samotności, co ją to obchodziło? Jego marna egzystencja była jej obojętna jak roztwór kwasowy. Nie znała żadnej Fumy, a nawet jeśli padła jego ofiarą pod gwałt, to tylko znaczyło, że wampir musiał ją zastraszać i wykorzystywać.
Niech się zapcha tą dziewiczą krwią! Pieprzony zbok, same cycki, dziewice i krew mu we łbie. Zamiast zająć się czymś sensownym to lata za jakimiś młodymi pannicami, jakby był niedopieszczonym, starym zbokiem, który wchodzi do parku nago, by pokazać się wszystkich damom. Takich jak on było wielu, więc dosłownie niczym się nie różnił.
Co by było, gdyby mu to wszystko powiedziała? Zapewne by go to zabolało, psychicznie by się zdołował i Louisa mogłaby to wykorzystać, oddając w jego spasione cielsko serię strzałów.
Trafiła! Wiedziała o tym, że go trafiła, bowiem ten zaraz zaczął się trzymać za łapę. Wycelowała jeszcze raz w niego. Nie spuszczając z niego wzroku, zaczęła szukać w torbie buteleczki z wodą święconą. Znalazła i to dość szybko. Po chwili zamachnęła się i rzuciła w jego stronę. Jeśli wampir ją odrzuci to zapewne buteleczka się potłucze i krople wody święconej spadną na jego ryj. Jeśli butelka potłucze się o konar drzewa, to woda święcona także w jakimś stopniu opadnie na kanibala. Ach, a wiadomo, co ta woda wyczynia z wampirem. Nie wolno zapomnieć, że kula, która dosięgła wampira, rozbiła się w jego cielsku, tworząc dzięki temu więcej obrażeń wewnętrznych w jego łapie. Ciekawe czy trafiła w jakąś jego żyłę.
Jednak jego słowa, które zaraz wypowiedział, wkurzyły ją nie na żarty.
– Ty wynaturzony wampirze! Tłuszcz przesłonił Ci już mózg?!
Wydarła się na cały głos, sięgając po telefon. Musiała podzielić uwagę, aby napisać do Toshiakiego, a także by pilnować wampira, czy nie odwala jakiejś głupoty. Wiadomość poszła, pisana na szybko, zawierała masę błędów, o ile wcześniej wampir jej nie przeszkodził.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Pon Paź 29, 2012 9:50 pm

Nie, nie należy do wampirzych zboków. Nie poluje na kobiety w celu wykorzystania seksualnego, tylko w celu pożywienia się krwią. Nie zna go, więc nie wyciągamy nieprawdziwych wniosków. No, ale pomińmy ten temat. Kiedy wampir dostał w łapę, schował się za drzewa, starając nie być na widoku. Nawet odsunął lekko w bok, zatem jak dziewczyna oddała drugi strzał, trafiło ono w drzewo. Co do jego rany, tak, trafiła w kilka żył. Krwawił obficie, nie mogąc w jakikolwiek sposób tego zatamować, a ciągła utrata krwi, jej zapach - zaprowadzi kanibala donikąd.
Przymknął oczy, nie mogąc wziąć kilku wdechów na uspokojenie. Woń własnej krwi doprowadzi go do szału, ba samo uczucie lepkości denerwowało wampira. Obroża dała o sobie znać, powodując wyczuwalne mrowienie. Ach, coś się potrzaskało. Poczuł na ramieniu kilka kropel wody święconej, jak gdy ta przesiąkła przez materiał, poczuł okropne pieczenie na skórze. Wiedział, że ją wkurzył. Co poradzić? Chociaż mogła darować sobie wyzwiska. Lekki prąd przechodził przez jego ciało, które wciąż drżało.
Wychylił się odrobinę zza drzewa chcąc sprawdzić, co robi łowczyni... No i proszę. Wzywa pomoc? Wydobył zza płaszcza broń, miał ostatnią kulę. Wycelował w bark dziewczyny, zamierzał postrzelić ją, aby nie miała jak korzystać z broni. A wtedy... Wtedy zacznie się zabawa, choć czy trafił tam gdzie chciał? Dłonie mu drżały, łapa bolała. W dodatku czuł się paskudnie.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Pon Paź 29, 2012 9:50 pm

Nie zna go? Jak to go nie zna? Wystarczająco dużo razy już się z nim widywała. Czy to z niespodzianki czy też planowe spotkania. Był wampirem, jak każdy inny, łaknął krwi, mordował, nie miał sumienia. Więc niczym specjalnym się nie wyróżniał. Był potworem, w dodatku dość silnym i nie łatwo się z nim mierzyć. Louisa zdawała sobie sprawę, że miała przed sobą ciężki orzech do zgryzienia. Nie zamierzała się wcale poddawać.
Drugi strzał poleciał już na drzewo i wbił się w korę. Pocisk pęknął i roztrzaskał się dalej w głąb kory drzewa. To samo stanęło się z wampirem i pociskiem antywampirzym, którym udało jej się go trafić. Będzie obficie krwawił, ba, będzie go cholernie bolało, dzięki czemu nie będzie mógł się za bardzo skupić na tym, co miał robić. A taką przynajmniej miała nadzieję Louisa. W sumie był to wampir, więc miał nawet większą odporność na ból.
Kiedy Louisa pisała wiadomość, kanibal szybko i sprawnie wyjął swoją broń. Dziewczyna dostrzegła błysk broni, jednak okazało się za późno. Wiadomo, człowiek nim przetworzy chęć zrobienia czegoś, nim właściwy impuls dotrze do właściwego ośrodka w mózgu, może być za późno. W przypadku tej dziewczyny było tak samo. Nie miała doskonałego refleksu. Zdążyła jedynie schylić, więc kula trafił dwa, może trzy centymetry wyżej, niż planował Kanibal. Louisa krzyknęła, czując jak kula rozdziera jej skórę i ciało. Krew trysnęła z rany, więc przycisnęła drugą dłoń do rany. Wciąż trzymała w dłoni telefon, ale póki co była zdolna do wysłania wiadomości. Mogła jeszcze mierzyć w stronę wampira. Ucierpiało tylko jedno ramię. Skoro był łasy na krew, to pewnie zaraz wynurzy się za swojej kryjówki. Louisa postanowiła go szczuć. Zaczęła się więc cofać w stronę Akademii, nie spuszczając z niego wzroku. Jeśli podejdzie do niej za blisko, wystawi się na ostrzał. Oboje byli już postrzeleni. Louisa traciła krew, a co za tym idzie siły. Musiała znaleźć się jak najszybciej, jak najbliżej Akademików.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Pon Paź 29, 2012 10:24 pm

Nie miał sumienia! Żył jak zwierzę, myślał jak zwierzę i kierował się naturalnymi potrzebami. Nie jest jak człowiek, nie stara się być na siłę sztuczny, oszukując nie tylko siebie, ale i innych. W każdym bądź dziewczyna miała przesrane, bowiem bestyjka była blisko odbicia palmy, no ale... prąd na pewno porazi jego ciało wtedy mamy klops. Choć jak na razie jeszcze dawał radę myśleć trzeźwo, nie mając jak wziąć wdechu. Dostawał bzika! Musi poczuć woń człowieka, inaczej... inaczej zgłupieje doszczętnie, jednakże jak weźmie oddech - wyczuje krew. Zatem i on ma przesrane! Cholera... a mógł siedzieć na dupsku w Zamku! Ale nie, jest upartym osłem i musiał odbudować swoją straconą dumę, ot co.
Tak! Oberwała... Nie tam gdzie chciał, lecz najważniejsze iż krwawiła. Cholera, był z siebie dumny, poważnie! Tylko właściwie zapach krwi się wzmocnił. Zakrył twarz dłonią, zaś drugą trzymał przy sobie. Co do broni - wróciła na miejsce. Jeśli wyjdzie, może ktoś go zauważyć i Luśka zacznie uważać go za tchórza, a jak zostanie nie tyle, że będzie bezpieczny, pozostanie z daleka od krwi, tylko są minusy pozostania w miejscu - dziewczyna zawiadomi pomoc; ten w końcu zgłupieje i rzuci się na na nią lub nawet na innego uczniaka, a wtedy udupi się jeszcze bardziej. Łapa bolała co raz bardziej, aż musiał zacisnąć ślepia. Co gorsza nie wytrzymał braku zapachów. Machinalnie oderwał rękę od twarzy, niemal zachłysnął się powietrzem. Zapach krwi uderzył niczym płaski w mordę, do tego pragnienie wzmocniło się kilkakrotnie. Ostro... Stwór wypluł sporą ilość krwi, zginając się jakby dostał prosto w bebechy. Rękawem otarł krew, zerkając co wyrabia łowczyni. Na pewno musiała przystanąć aby odpocząć. Zresztą nieważne... Ten jełop wpadł w szał, który to od razu został zaatakowany przez elektryczność. Bestyjka z rykiem wybyła z ciemności, biegnąc na oślep na Louisę. Co mogła ujrzeć na tej paskudnej twarzy? Przeraźliwy grymas pełen zębisk oraz szkarłatne ślepia... A szponiaste łapy aż rwały się do rozerwania jej mięsa. Biedak... ciało wciąż okaleczane przez prąd nie wytrzyma tak długo...
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Pon Paź 29, 2012 10:41 pm

Louisa z przerażeniem obserwowała jak Kanibal powoli tracił nad sobą panowanie. Nie tylko jego morda uległa zmianie, ale także sama reakcja na wyczuwanie krwi. Jego źrenice zaiskrzyły na karmazynowo. Widziała jak się trząsł wyczuwają krew. Ludzką. Dziewiczą. Tym bardziej zaczynała się cofać, jeszcze szybciej. Krew szybko przeciekała między palcami, z rany i skapywała na ziemię. Chociaż tyle dobrego, bo może wampir zacznie zlizywać tę posokę z trawy, liści, ziemi i kamieni? Byłoby miło, miała więcej czasu, aby uciec czy wezwać pomoc. Rana ją bolała, wręcz piekła. Nie mogła się na niczym skupić, ale wciąż mierzyła w cielsko kanibala. Ot, żeby go zwyczajnie w świecie nastraszyć. Wszak powoli wpadał w szał, widziała to, więc może jakoś opanuje jego żądze poprzez ten strach? Na dobrą sprawę nie miała nic do stracenia. Ba. Ona nawet nie wiedziała jak sobie z tym poradzić. Sama najchętniej by stąd uciekła, zaszyła się w swoim akademiku, w pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Była przerażona i wampir mógł to wyczuwać. Nie dość, że krew to jeszcze ten strach, ulubiona pożywka dla wampira.
Nagle ruszył ku niej. Dziewczyna ponownie krzyknęła, z przerażenia. Jego źrenice wyrażały obłęd, nie był już wampirem, który się kontroluje. Stracił panowanie, był bestią i teraz to widziała. Odwróciła się na pięcie i zaczęła biec, na tyle, na ile pozwalała jej rana postrzałowa. Każdy ruch kosztował ją wiele, bardzo wiele wysiłku. Była jedynie człowiekiem i już zaczęła się nadwyrężać, przez co zaczynały pobolewać ją nogi. Tak, miała z nimi jeszcze mały problem. Uległy sporemu poparzeniu....
Aż wreszcie potknęła się o coś, co wystawało z ziemi. Poleciała na ziemię jak długa, amortyzując swój upadek dłońmi. To bolało, bowiem jedno ramię było postrzelone. Odwróciła się na plecy i na szybkiego ponowiła wiadomość w telefonie, mierząc do Kanibala.
- Za chwilę pojawią się łowcy!
Ostrzegła go bardzo ładnie. Chciała po prostu, aby dał jej święty spokój. Oddychała coraz ciężej. Traciła siły, a krew wciąż z niej ubywała. Na pół siedząco - leżąco, zaczęła przesuwać się w tył, jak najdalej od Kanibala, aby utrzymać jakiś dystans. Wciąż mierzyła do niego z broni, drżącą już dłonią.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Kaien Cross
Dyrektor
Dyrektor
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t627-kaien-cross#1089 http://vampireknight.forumpl.net/t628-kaien-cross#1092
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 294


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Pon Paź 29, 2012 11:20 pm

Spacerując po dziedzińcu i zmierzając w kierunku ogrodów, czyli trochę dalszych terenów Akademii, Kaien miał w zamiarze nie tylko zaczerpnięcia powietrza wieczornego ale także sprawdzenia czy może nie znajdzie jakichś śladów po Lureen. Niestety jego spacer w tym miejscu zagłuszyły strzały, krzyki i dziwne odgłosy. Zmarszczył brwi i pobiegł jak szybko mógł w stronę dźwięków. Gdy znalazł się na miejscu, zastał niezbyt zadowalający widok. Leżąca Louisa i w dodatku poraniona celująca w stronę wampira, który zmierzał w jej kierunku. Szybko wydobył katanę z pochwy i podbiegł stając pomiędzy nimi. Broń uszykował do ataku, że gdy wampir się zbliży, miał zamiar zadać mu mocne cięcie w poprzek przez klatę piersiową. Albo zaś odciąć mu jakąś kończynę. Nie pozwoli by to stworzenie atakowało jego uczniów. Myślał że do wampira dotarło iż ma się nie pokazywać na tych terenach? Musiał chyba o tej zasadzie zapomnieć.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Pon Paź 29, 2012 11:38 pm

Ha, biedna Luśka. Kanibal nie długo ją dopadnie i zatopi grube zębiska w tym miękkim ciałku. Zaś wypije krew, a potem pożre. Przecież nie może pozwolić na dalsze własne cierpienie związane z głodem, w dodatku naprawdę źle się to odbijało na jego organizmie oraz umyśle. Co poradzić? Sam sobie rady z tym nie da, musi być jakieś oparcie, ale takowego brak.
Stwór walczył z cierpiącym katusze przez prąd ciałem: zwolnił, dyszał szybciej i tracił równowagę. Jednak dalej biegł za dziewczyną, nie poddawał się choć jak fala wzmocni się do maksymalnej siły, zaś wpadnie w paraliż. I cóż to! Dziewczyna wywaliła się! Co za sierota, a ta broń? Ona przecież walczy z własnym przerażeniem! Jej strach był wyczuwalny, jak ta woń krwi, która tak rozbudziła głodnego potwora. Zatrzymał się oddychając ciężko, chwyciwszy się odruchowo za szyję. Prąd zdołał zniwelować nerwy, choć i tak bolało go porażone ciało. Zaczął kuleć, pluć krwią.
Niestety koniec zabawy... zanim dotarł do ofiary, stanął między nimi Cross.
Kanibal zatrzymał się, wpatrując w dyrektora szkoły oraz jego katanę. Co prawda w tym stanie umysłowym bestyjka nie zdawała sobie sprawy, że zrobiła źle. Jednakże widok broni, jaka w przeszłości zadała mu krzywdę, podpowiadała aby stąd poszedł. Nazywamy to podświadomością? Instynktem? Coś w ten deseń. Wampir ostatni raz zerknął szkarłatnymi ślepiami na Louise, potem na Cross'a. Spoko, nie zje jej tej nocy, trzeba szukać kogoś innego. Odsunął się niezgrabnie ku ciemnościom z jakich przybył, odnajdując owe miejsce przez które przedostał się na tereny zakazane dla niego.

Z/T
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Wto Paź 30, 2012 8:37 am

A teraz to już naprawdę miała wrażenie, że walczy o życie. Słyszała za sobą oddech Kanibala. Biegł za nią. Ścigał ją. Louisa miała wrażenie, że zagląda śmierci w oczy. A rana dawała o sobie coraz bardziej znać. Bolała ją i piekła, ale biec mogła, nie mogła nagle się poddać, bo wiedziała, że tym razem wampir nie pozostawi ją przy życiu. Nie wiedziała skąd miała jeszcze tyle siły na taki wysiłek przy utracie krwi. W dodatku kula gdzieś jej się zagnieździła w ciele, więc ciężko będzie ją wyjąć. Choć teraz o tym nie myślała, chciała uciec i to jak najdalej. Nie przewidziała jednak, że zaraz padnie plackiem. Bolało i to bardzo, jakby coś rozrywało ranę dziewczyny na strzępy. Odwróciła się, kurczowo trzymając już broń. Była już jedynie atrapą. Zmęczenie, wysiłek, stres i strach, zrobił swoje. Celowała w Kanibala drżącą dłonią, ale wiedziała, że gdyby miała pociągnąć za spust, albo by spudłowała albo w ogóle nie nacisnęła. A wtedy nawet nie chciałaby wiedzieć, co by mogło się stać. Przerażenie dopadło ją szybciej niż sądziła. Jakoś zawsze potrafiła zachować zimną krew. Jednak obrazy tego, jak zjadał ludzi żywcem, pojawiły się w głowie nastolatki z prędkością światła.
Wpatrywała się więc w karmazynowe źrenice wampira, zastanawiając się, kiedy się na nią rzuci. Jednak ku jej uldze, ktoś stanął między nimi. Nie patrzyła już kto. Poczuła się bezpieczniej. Ważne, że to był już koniec. Jedynie przez mgłę słyszała oddalające się, pospiesznie kroki wampira. A ona w tym czasie legła na trawę, broń wypuszczając z ziemi. Dłoń przyciskała do obficie krwawiącej rany. Była przytomna, ale cała się trzęsła, jak galareta. Powoli wszystko do niej powracało. Cały świat i ból. Skrzywiła się i spojrzała na swojego zbawcę. Lekki uśmiech pojawił się na wargach dziewczyny, który posłała w stronę dyrektora. Powoli zaczęła zbierać się do siadu. Kręciło jej się w głowie, ale dała jakoś radę.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Kaien Cross
Dyrektor
Dyrektor
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t627-kaien-cross#1089 http://vampireknight.forumpl.net/t628-kaien-cross#1092
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 294


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Wto Paź 30, 2012 9:57 pm

Wampir zatrzymał się przed dyrektorem i co można było zauważyć, nie zaatakował. Najprawdopodobniej sama obecność Kaiena musiała go zmusić do wycofania się. Tak też się stało. Testament mimo napadu głodu cofał się. Ciekawe zjawisko Cross miał przed sobą, mówiąc oczywiście o obroży na szyi wampira. Zdawało mu się iż widział iskry elektryczności a nie widać było by stwór to zdejmował. Musiał mu to ktoś założyć co dyrektor bardzo pochwalał, ale nie do końca. Ten wampir nie powinien istnieć. Może i nie wyrządzał szkód w Akademii, to jednak w mieście dokonał ich wiele.
Kaien odczekał aż wampir oddali się na tyle, by mieć pewność że opuścił obecne tereny. Schował katanę i podszedł zaraz do Louisy, próbującej się podnieść do siadu. Kucnął przy niej i spojrzał na ranę jaką otrzymała.
- Zabieram Cię do gabinetu medycznego.
Rzekł stanowczo i poważnie. Wziął uczennicę na ręce i zaniósł prosto do głównego budynku Akademii. Nie zadawał jej pytań. Na to przyjdzie jeszcze czas. Teraz potrzebowała ona pomocy i odpoczynku.


[z/t + Louisa]
Powrót do góry Go down
Loki
Loki
Loki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1581-loki
Zarejestrował/a : 27/09/2014
Liczba postów : 136


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Sob Lis 08, 2014 12:56 pm

-Nic z tego, z moim tatą się nie da kłócić, jak się uprze to nic nie wskórasz, to najbardziej uparta osoba w naszej wiosce, choć pewnie masz rację, bardziej patrzył na to, żebym poszedł do prestiżowej szkoły i się "usamodzielnił" jak to mówił. Nie udawać się do szpitala? Też jest zajęty przez wampiry? Hai! nic nie powiem.
Zaczął niemrawo, jego tata był naprawdę upartym człowiekiem, choć był dobry to czasami trudno było się dogadać, żeby być "na swoim", a Loki nie był zbyt kłótliwy więc tym bardziej ciężko o to by się z nim targował, szczególnie, ze sam nie wiedział jak sprawy w tym mieście stoją. Wiadomość o szpitalu przyjął spokojnie, jak również rozumiał czego oczekiwał od niego Shiki, nie mówić nikomu, to była tajemnica, z resztą kto by mu uwierzył? pewnie by ktoś stwierdził, że się nasłuchał za dużo mitologii i legend, a nie było mu potrzebne by się śmiali z niego, posłuchał Shikiego kiedy ten dopowiedział to o kontaktowaniu się z nocną klasą i pokiwał głową na potwierdzenie. No przecież nie będzie się pchał w ręce wszystkim demonom, może i Shiki mu odpowiadał, ale to nie znaczy, że był masochistom
-Rozumiem, to tak, że jesteście niby tą silniejszą i sprawniejszą rasą, ale za to musicie zapłacić własną wolnością i zmieniając sposób żywienia, choć właściwie, czy wampiry mogą jeść też normalną żywność? zawsze miałem dylemat co do tej sprawy, niektóre historie mówią, że wam to szkodzi, a niektóre, że to nie ma znaczenia, że możecie tylko po prostu nie potrzebujecie.
Zaczął myśleć na głos i czując się dosyć swobodnie zadał to może głupie pytanie, ale był naprawdę ciekawy jak to jest na prawdę, jedzenie było smaczne, więc nawet gdyby go nie potrzebował pewnie chciałby zjeść coś dobrego, ale nie znał się aż tak na metabolizmie wampirów, więc wolał się upewnić czy jest sens na przykład częstować Shikiego swoimi smakołykami
-W dawnych czasach wszystko było inne, bardziej niebezpieczne, choć te historie z przeszłości też miały swój urok, ludzie i nie tylko ludzie są zdolni do naprawdę niezwykłych rzeczy w takich warunkach. Chętnie posłucham twoich opowieści, pewnie też musisz być bardzo ciekawą osobą.
Gadał dosyć entuzjastycznie, był gotów czekać na to co mu opowie Shiki, właściwie choć dopiero co się poznali to Loki się zachowywał tak jakby znał go co najmniej rok, a kiedy ten mu jeszcze pożyczył swój płaszcz zarumienił się delikatnie i spojrzał na niego z uśmiechem.
-Arigato gozaimasu! Oczywiście zwrócę.
Zawołał wesoło niczym szczeniak który dostał kosteczkę, ale naprawdę był wdzięczny za takie drobne rzeczy. W końcu doszli do Akademii lekko jakby od tyłu, więc weszli tu od strony ogrodów. A staw pod wierzbą był teraz oświetlony lekkim światłem z okien uczelni
-Ale tu pusto o tej porze, jeśli w mieście też jest tak cicho o tej porze to aż szkoda, że nie można wtedy spokojnie pospacerować.

_________________
W wypadku odpisania mi Proszę o info na GG.
Powrót do góry Go down
Shiki

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1609-shiki-alvadore http://vampireknight.forumpl.net/t1610-shiki
Zarejestrował/a : 27/10/2014
Liczba postów : 61


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Pon Lis 24, 2014 1:32 pm

Westchnął tylko cicho na jego słowa. Nie lubił upartych ludzi i nie szanujących zdania innych ale co poradzić. Rodzice tacy już są... Chyba, bo Shiki nie pamiętał swoich. Smuciło go to ale nie mógł nic na to poradzić. Rozejrzał się po okolicy i dalej kierował się w kierunku tafli jeziora w oddali. Tutaj już byli bezpieczni i nie musiał się wysilać by sprawdzać otoczenie.
Shiki tylko ostrzegł chłopaka choć nie powinien nic mu zdradzać miał małą nadzieję, ze ten jednak łaskawie będzie trzymał się od miasta na tyle ile to konieczne. Nie chciał chyba świadomie sprowadzić na siebie śmierć... To by było głupie.
-Nie niby tylko tak jest, a wolność jest zależna od czystości krwi już ci mówiłem.-odparł podchodząc i opierając się o drzewo. Cały czas patrzył na Lokiego próbując go rozgryźć. Wampiry były, są i będą dominujące na tym świcie. Nawet łowcy muszą się z nimi liczyć, a i tak tylko śledzą ich poczynania. Na razie łowcy zajmują się polowaniem na poziomy E, bo poniekąd jest ich za mało by pozbyć się kompletnie wampirów. Byli w kropce i musieli się pilnować, by to czasami wampiry nie pozbyły się ich.
-Teoretycznie nie zaszkodzi nam zwykłe jedzenie ale nic też nie wnosi. Nie zaspokoi pragnienia krwi ale smak czujemy.-dodał po chwili mrużąc oczy. Wielokrotnie próbował jeść normalne jedzenie ale i tak kończyło się na zabijaniu i zaspokajaniu pragnienia. Nie idzie go oszukać przez co pigułki średnio na niego działają.
-Nie mam co ci mówić o sobie... Nic nie pamiętam z czasów zanim stałem się wampirem, a jestem wręcz niemowlakiem dla nich.-powiedział z lekką nutką irytacji. Jako wampir miał zaledwie rok więc w porównaniu do reszty to nie znaczył nic. Od taki los ludzi zmienionych. Są tworzeni tylko po to by służyć swojemu Panu. Nic dla nich nie znaczą jak robaki dla ludzi. Różnią się tylko tym, że są sprawniejsi i silniejsi. Ot cała filozofia.
-Liczę na to... Nie rozdaję swoich rzeczy za darmo-skrzyżował ręce na piersi podchodząc po wierzbę i opierając się o nią.
-W nocy my mamy swoje życie. Ludzie są zbędni, a ty masz jutro zajęcia... Idź już do siebie.-odparł i wyciągnął mała kartkę i długopis. Zapisał na nim swój numer i podał Lokiemu.
-Jak będziesz miał problem to dzwoń tylko nie rano. Dla mnie to środek nocy. Przeważnie śpię do 17-18.-mówiąc to podszedł do chłopaka i dotknął ugryzienia na Jego szyi.-I zakryj to, by nie budzić podejrzeń. To tyle... Masz jakieś pytanie?

-To ja się będę zmywał. W razie czego Cię znajdę-rzucił do chłopaka i skierował się w stronę akademii. Niby miał zajęcia i takie tam ale nie obchodziło go one. Był tu tylko ze względu na rozkazy nic więcej.

z/t

_________________


Bo tutaj jest strach!
To jest twój lęk przed sobą...
To jest twój plon - świat w oceanie krwi!
Bo tutaj jest krew!
Tutaj jest płacz żałoby!
Tutaj jest śmierć!
Świat w oceanie łez!

NieRaj - Hunter



Powrót do góry Go down
Loki
Loki
Loki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1581-loki
Zarejestrował/a : 27/09/2014
Liczba postów : 136


PisanieTemat: Re: Płacząca wierzba przy stawie   Czw Lut 19, 2015 4:22 am

słuchał oczywiście i kiedy Shiki tak wszystko skwitował Loki kiwnął głową na znak, że rozumie, co do jedzenia, uśmiechnął się lekko, czyli teoretycznie jakby się uprzeć to mógłby przygotować coś smacznego dla wampira, nawet jeśli jedzenie nie wnosiło nic do diety to w końcu było przyjemnie zjeść coś dobrego, choćby dla samego smaku właśnie...
to, ze ten nic nie pamięta trochę zaskoczyło chłopaka, to musiało być chyba trochę problematyczne? tak nic nie pamiętać? ale nie zamierzał na razie o nic więcej wypytywać
Kiedy Shiki stwierdził, ze nie rozdaje nic za darmo Loki zachichotał wesoło
-To tym bardziej mnie cieszy, że jesteś tak łaskawy dla mnie. W takim razie już ci nie będę na razie przeszkadzał. A tego, że rano śpisz to nie musisz mi mówić, może jestem słaby, ale nie przygłupi... w sumie gdyby nie zajęcia rano to bym też chętnie przespał dzień, no tak, ale tu nie mogę się pałętać po nocy.. ehhh szkoda...
Jeśli na początku mówił do chłopaka to później chyba tylko już sam sobie, na końcu jednak się uśmiechnął do chłopaka
--w takim razie do zobaczenia!
zawołał dosyć wesoło i pobiegł do siebie przy okazji poprawiając materiał swojego ubrania aby zasłonić ślad po ugryzieniu przed wejściem do budynku

[z/t]

_________________
W wypadku odpisania mi Proszę o info na GG.
Powrót do góry Go down
 
Płacząca wierzba przy stawie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Płacząca wierzba przy stawie
» Wierzba Bijąca
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Recepcja

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Academia Cross :: Tereny i Dziedziniec -
Skocz do: