IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Can you just--

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Naissankari

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2823-naissankari-asmodey http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego
Zarejestrował/a : 24/08/2016
Liczba postów : 174


PisanieTemat: Can you just--   Czw Wrz 08, 2016 6:36 pm

Już od dłuższego czasu stał z rękami wciśniętymi w kieszenie, wpatrując się ze znudzeniem w stojącego przed nim mężczyznę. Raz po raz kłaniał się przed nim w idealnie dziewięćdziesiąt stopni. Niestety mimo, że powinno, nie robiło to na nim najmniejszego wrażenia.
- Naprawdę bardzo, bardzo nam przykro, panie Asmodey. Coś takiego nie powinno się wydarzyć... - kolejna seria wymówek i usprawiedliwień. Wadliwa rura, która przecież przechodziła kontrolę i wszystko było w porządku. Naprawdę nie rozumieli jak to się mogło stać. Cóż, Naissankari też nie rozumiał, nigdy nie interesowały go rury. A już na pewno nie te pękające. Całe szczęście, że był wtedy w pokoju. Nim woda wyrządziła większe szkody, zwyczajnie ją zamroził i wezwał kogoś z zarządu. Miał jednak nadzieję, że po prostu przydzielą mu jakiś kolejny pokój i cała sprawa się skończy, tymczasem już od czterdziestu pięciu minut i pięćdziesięciu trzech sekund wysłuchiwał jakichś bzdurnych przeprosin, gdy zabierali jego rzeczy.
Skończ już pierdolić.
Bardzo poważnie rozważał wyminięcie go i ruszenie w swoją stronę. Problem w tym, że nie miał pojęcia gdzie ma iść. Tym bardziej, że nawet nie próbował słuchać kajającego się dozorcy, myślami odpływając gdzieś daleko. W końcu stracił cierpliwość.
- Zaprowadzi mnie pan w końcu do pokoju? - zapytał ze zniecierpliwieniem. Dopiero widząc zaskoczenie na jego twarzy, dodał od niechcenia - Proszę.
To chyba załagodziło nieco sytuację. Przerzucił swoją torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami przez ramię, zamknął trzymaną w dłoni książkę i ruszył za nim, ledwo powstrzymując cisnące mu się na usta westchnięcie. Rozumiał, że japończycy byli tak grzecznym narodem, że podobny kłopot wymagał od nich przeproszenia go XXX razy w ciągu godziny, ale w tym momencie czuł jedynie, że stracił cenny czas, podczas którego mógł choćby skończyć czytać. Upierdliwe.
Häivä snuł się ponuro tuż za nim, jak zwykle nie komentując w żaden sposób zaistniałej sytuacji. Nie żeby Naissankari łudził się, że kiedykolwiek uzyska od niego jakąkolwiek odpowiedź. Właściwie nawet mu na tym nie zależało. Jeszcze tego brakowało, by oprócz pierdolących trzy po trzy Japończyków, doszedł do tego łażący za nim cień.
- Warunki są takie same, więc nie powinno panu nic przeszkadzać. Mam nadzieję. Jest pan pewien, że chce zostać w akademiku? Naprawienie rury może zająć nieco czasu, więc... - nie słuchał go, nie odpowiadał na żadne pytania. Nie interesowała go jego gadka-szmatka, chciał po prostu usiąść w końcu w ciszy i spokoju.
- To tutaj. Pana rzeczy powinny zostać przeniesione w ciągu godziny. - wyminął go jakby nigdy nic, wchodząc do pokoju i rozejrzał się dookoła. Coś mu nie pasowało. I to bardzo. Po raz pierwszy podjął jakąkolwiek inicjatywę, obracając się w stronę dozorcy, by wskazać na zajęte łóżko.
- W tym pokoju mieszka chłopak, prawda? - zapytał z kompletnie złym przeczuciem. Co więcej, spodziewał się jaką odpowiedź usłyszy, co sprawiło że momentalnie przeszły go ciarki. Nawet Häivä przysunął się bliżej niego i przesunął łeb ponad jego ramię wpatrując się bezdennymi ślepiami w niczego nieświadomego mężczyznę.

_________________

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Can you just--   Czw Wrz 08, 2016 7:42 pm

Mała Coco wychodząc na jej nocne spacery nie wiedziała, co się stanie jak wróci do akademika, do swojego pokoju. To był jeszcze ten czas kiedy spotykała się z Lyuu i była całkiem, jakby to powiedzieć.. Normalna. Wcześniej już dostała sms'a od przypadkowego ucznia, że kilka pokoi dalej rozjebała się rura z wodą i prawdopodobnie kogoś będą przenosił, właściwie nie przejęła się tym, jej pokój zawsze był pusty jeśli chodzi o to drugie łóżko i zawsze jak mieli kogoś przenosić byli z daleka od niej, wiedząc, że ceni sobie osobistość. Cóż, rzeczywistość była zupełnie inna. Wchodząc po schodach jeszcze słyszała te plotki, gdzie co i jak, ale żyjąc w swoim własnym świecie ciężko na takie coś zwracać uwagę. Widząc, że ktoś stoi przy jej otwartych drzwiach do pokoju przeszły jej głowę najgorsze myśli. Zacisnęła tylko piąstkę i szybszym krokiem podeszła do cipciowatego dozorcy, który z kimś rozmawiał, co najlepsze, ten ktoś był już za drzwiami, w jej pokoju. -Ile razy mówiłam, że nie chcę mieć N I K O G O w pokoju? - Jej głos był podburzony, w ogóle była zdenerwowana, mówiła dość płynnie po japońsku, ale dalej utrzymała swój angielski akcent sprzed 300 lat. Jak to u Cynthii, nawet nie spojrzała do pokoju, kto to jest, po prostu ruszła z pretensjami do cipciaka, złapała go jeszcze za kołnierz, ciągnąc go w dół. Trochę kontrowersja, mała dziewczynka, 150cm która zdominowała nad starym typem. -Nie, nie jestem chłopakiem. - Odpowiedziała na pytanie, które jeszcze usłyszała w korytarzu, niedaleko pokoju. Nawet nie raczyła spojrzeć w stronę tego nowego współlokatora, ale czy w sumie była tak potrzeba? Była małą wredotą, teraz po prostu zajmowała się zabijaniem wzrokiem dozorcę. Po chwili gdy jej się to znudziło poprawiła swoją czerwoną sukienkę i spojrzała na chłopaka. Ta, też był zły całą sytuacją, plus pokój z dziewczyną, kto by tak chciał, skoro się nawet nie znali, bodajże widziała go gdzieś na lekcjach, ale.. Cóż. Przełknęła ślinę, odpychając pracownika, by się nieco pomknął w bok. Przeszła przez próg i stanęła przed chłopakiem, krzyżując ręce na swojej płaskiej klatce. Ekhm. Nie spodziewałabym się żadnego miłego słowa od małej, zadufanej księżniczki, ani cześć, ani nic. Stał na środku przejścia do jej łóżka. Przechyliła się w lewo, w prawo, dając mu do zrozumienia, że cóż, chciałaby PRZEJŚĆ. Nie miała w zwyczaju tykać nowych osób, zarazki, śmierdzą te sprawy, poza tym wyglądał na nieco poturbowanego życiem, WIĘC MYŚLE, ŻE TO BYŁ DOBRY POMYSŁ WSADZAJĄC GO DO POKOJU Z CYNTHIĄ, POTURBUJMY GO JESZCZE BARDZIEJ. -Mógłbyś... - Powiedziała zmarnowana, nawet nie w formie pytania, zarzuciła białymi włosami do tyłu oczekując na jakikolwiek jego ruch, cóż, jak się nie posunie w ciagu najblizszych kilku sekund.. Księżniczki, nie czekają, księżniczki dostają to czego chcą.

_________________


Powrót do góry Go down
Naissankari

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2823-naissankari-asmodey http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego
Zarejestrował/a : 24/08/2016
Liczba postów : 174


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Wrz 11, 2016 6:33 pm

Nie była w swoim zaskoczeniu sama.
Jeśli kiedykolwiek ktoś mógł wrzucić go do centrum jakiegoś koszmaru, prawdopodobnie postawiłby go właśnie w sytuacji, która odgrywała się obecnie. Naprawdę czekał w napięciu na odpowiedź dozorcy, licząc że może jego dedukcja tym razem postanowiła wyjątkowo go zawieść. Że może nie jest aż tak źle jak mu się wydawało, a to wszystko było po prostu drobną szopką. Mężczyzna szturchnie go zaraz w ramię i rzuci "Haha to taki tutejszy żarcik, oczywiście że nie kazalibyśmy ci mieszkać z dziewczyną! Chodź zaprowadzę cię do twojego normalnego pokoju". Problem w tym, że nic takiego nie usłyszał. Mimo, że jego twarz nie zdradzała jakichkolwiek przejawów nerwów, w środku dosłownie go skręcało.
"Ile razy mówiłam, że nie chcę mieć N I K O G O w pokoju?"
Odsunął się. Na sam dźwięk głosu momentalnie cofnęło go kilka kroków w tył, gdy zacisnął mocniej dłonie na swojej torbie. Mimo wszystko, gdy zobaczył jak drobne dziewczę radzi sobie z dozorcą targnęła nim satysfakcja.
- I bardzo dobrze, należało mu się. - co nie zmieniało faktu, że nadal był w stanie najwyższego stresu, próbując znaleźć jakąkolwiek formę ucieczki.
- B-b-b-b-bardzo mi przykro, n-nie mamy obecnie żadnych innych wolnych p-pokoi.
Dawaj przez okno, Naissankari. Świetny pomysł.
Ignorował kompletnie tłumaczącego się dozorcę, licząc na to że może dziewczyna wyżyje się na nim, wypruje mu wnętrzności i da mu czas na ewakuację. Wolał spać na ławce w parku.
Już miał się odwrócić w odpowiednią stronę, gdy Häivä wyprostował się gwałtownie, zwracając tym samym na siebie jego uwagę. Spojrzał na niego czujnie, zaraz kierując wzrok na dziewczynę, która wyrosła tuż przed nim jak spod ziemi. Mógł przysiąc, że jego serce kompletnie przestało bić. Zupełnie automatycznie skrzywił się nieznacznie i wycofał w bok, by tym samym jak najprędzej wypchnąć ją ze swojej strefy osobistej. Im dalej od niego się znajdowała, tym lepiej. Nie powinni w ogóle być w jednym pokoju. Wszystko było jak jakiś jeden cholerny koszmar.
Potarł nasadę nosa palcami. Teraz i tak już nic z tym nie zrobi. Przeszedł na "swoje" łóżko, cały czas nie do końca mogąc się pogodzić z myślą, że będzie musiał tu mieszkać. Mimo to zauważył, że dozorca zwinął się czym prędzej, byle nie spędzać w ich towarzystwie ani chwili dłużej. Usiadł na materacu patrząc na stojącego przy szafce Häivę. Beznadziejna sytuacja.
- Nie ma szans, by to odkręcić, dopóki nie naprawią rury? - zapytał w końcu, cały czas kontrolując odległość w jakiej znajdywała się dziewczyna. Byle nie podchodziła bliżej.

_________________

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Wrz 11, 2016 6:47 pm

Tyrając dozorcę za koszulkę, kątem oka widziała, jak jej nowy współlokator nie do końca jest zadowolony całą sytuacją, zupełnie jak ona. Wow, czyli mogą mieć jeszcze coś ze sobą wspólnego! Nie. Nie wiedziała kogo miała zabić pierwsze, ten który nie potrafi naprawić rury, dozorcę, czy tego niewinnego chłopaczka, który będzie jej teraz zaśmierdzał pokój swoim beznadziejnym perfumem. Działał jej na nerwy ten chory, stary człowiek. No cóż, a skoro nie miała w sobie ani kszty współczucia i czułości czy poszanowania do starszych, a nawet czarnych (hueh). Obróciła go za koszulkę, by był do niej tyłem i kopnęła go w zad, wywalając go za drzwi, nawet jeśli stał na progu czy za nimi, po prostu jej przeszkadzał i tłumaczyła to sobie tak, że nie mogła w spokoju zamknąć drzwi. Całkowicie podenerwowana nie zwróciła właściwie uwagi na jego słowa, które popierały jej działania. Trzasnęła drzwiami i już chciała mu też nagadać, gdy.. Nagle zniknął jej z pola widzenia. Weszła w głąb pokoju, by spojrzeć na jej sąsiednie łóżko i parsknęła, dodając do tego soczystego plaskacza samej sobie w twarz. No cóż, przeżyjesz to Coco, to tylko tymczasowe. Właśnie. Podrapała się po głowie, patrząc się w okno, póki co go ignorując. Ten chłopak zachowywał się naprawdę dziwacznie. Wcześniej kiedy do niego podeszła, widziała jak ten zamarł, jakby go zabiła czy coś w tym stylu, teraz spierdolił gdzieś na łóżko cipciąc na nim. Może po prostu.. Wytłumaczyła to sobie w jakiś głupi sposób, mówiąc, że jest po prostu introwertykiem, tak to dobre wytłumaczenie. Pacnęła się w łeb i spojrzała na swojego nowego lokatora. Bądź nieco miła Coco. Skoro się nie znają.. Podeszła do niego pewnym krokiem i wyciągnęła do niego rękę. - Cynthia, ale mów mi Coco. - Coś mam wrażenie, że nie spotka się z uściskiem ręki, skoro tak od niej uciekał, ale to nie ważne! Dziewczyna nie miała zamiaru się poddawać i jeśli ten nie odtrąci jej ręki, ona zmierzwi jego włosy, na gest powitania. Cóż, nie wiedziała, że chłopak ma pewne.. Dziwaczne dolegliwości.

_________________


Powrót do góry Go down
Naissankari

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2823-naissankari-asmodey http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego
Zarejestrował/a : 24/08/2016
Liczba postów : 174


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Lut 19, 2017 3:29 pm

Chyba nie spotkał się jeszcze z aż tak okazałym wywaleniem dozorcy za drzwi. Może kilka razy był świadkiem, jak ktoś potraktował tak służbę, ale osobę która była rzekomo od nich starsza i zajmowała wyższe stanowisko? W jego wnętrzu narosło bardzo dziwne uczucie, którego nijak nie potrafił nazwać, odpuścił więc sobie wszelakie nazewnictwo.
Cynthia. Coco. Podałbym ci rękę ale cierpię na bardzo rzadką przypadłość, coś w rodzaju traumy pourazowej po tym jak odkryłem, że moja skóra sama z siebie wytwarza truciznę. O widzisz — jedna z jego dłoni do tej pory leżała zaciśnięta w pięść na łóżku. Patrząc na jego beznamiętną minę kompletnie nie dało się poznać, że własnie wytworzył kilka małych drobinek lodu, które rozpuściły się w jego ręce. Teraz uniósł ją do góry, pokazując jej pojedyncze ściekające po skórze krople, które zaraz wchłonęły się, zostawiając po sobie smugę.
Nie do końca potrafię to kontrolować. W przeszłości straciłem w ten sposób matkę. Strasznie przykra historia, wolałbym o niej nie wspominać... więc pozwolisz, że zachowam odpowiednią odległość. Tak będzie lepiej dla nas obojga, wiesz. Bez dotyku. Nadal się uczę jak usuwać wszelkie efekty uboczne. Więc... Coco. Możesz mi mówić Kei. Od Keitaro. A to jest Häivä — wskazał ręką na stojący przy szafce cień. Który cały czas był przecież zdematerializowany i niewidoczny. Jego mimika nawet się nie zmieniła, gdy ponownie na nią spojrzał.
A tak. Zapomniałem, że go nie widzisz. Häivä ma tendencje do bycia niewidzialnym. Ale tu jest, serio. Nie martw się jest raczej nieszkodliwy. Przez większość czasu — jego myśli w ciągu kilku sekund przebrnęły przez różne tematy, poszukując jakiegoś, który da mu punkt zaczepienia pozwalający na przeniesienie jej uwagi w inne miejsce.
Co się stało z poprzednim współlokatorem?

_________________

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Lut 19, 2017 4:51 pm

Tak jak myślała, chłopak nie był w stanie podać jej ręki. Aczkolwiek - ku jej zdziwieniu, nawet wsłuchała się w jego słowa. Stała w bezruchu oglądając co ten robi, jak się zachowuje, o czym mówi. Właściwie, nic się nie odzywała, jej twarz, tak samo jak jego, nic nie wskazywała. Typowy poker face. Oczy tylko wędrowały, tam gdzie on pokazywał, cały czas niczym wierni słudzy. Kiedy w końcu skończył swoją przemowę dość nietypowym pytaniem ta westchnęła ciężko i kucnęła przed chłopakiem, który siedział niewinnie na swoim łóżku. - Słuchaj, Kei. - Uśmiechnęła się jak gdyby nigdy nic. - Każda moc rani. - Pokazała mu swoje drobne, białe i nieskazitelne dłonie. Po sekundzie wpatrywania się w nich, po jej skórze, zaczęły wędrować różne rozładowania elektryczne. Nieprzyjemny zapach palonej skóry zaczął roznosić się po pokoju, te skwierczenie, które przypominało smażenie się kotleta na rozpalonym oleju. Po kilkunastu, dziesięciu sekundach, moc zniknęła. Co teraz mógł zauważyć? Spaloną skórę, po same mięśnie, czarną krew wokół, która kapała na panele. - Ale nie możesz się jej bać. - Dopowiedziała. Poparzenia zwykle znikały jej po kilku dniach, zwykle jej moc nie paliła jej ciała, ale czuła wewnętrzną potrzebę pokazania, że nie miał się czego bać. Fakt, może zabił tym swoją własną matkę, ale to był wampir.. Miał setki lat przeżyć bez jakiegokolwiek dotyku? Nie z Coco takie numery, aczkolwiek postanowiła nie naruszać jego zasad. Co do cienia, nie miała zamiaru się nim przejmować. Wątpiła że mógłby go użyć do jakiś nie pożądanych celów. Jak sobie jest, to niech sobie będzie. Poza tym i tak szybko skończył o nim rozmowę, co było nieco podejrzane, dlatego zmrużyła oczy, wiedząc, że będzie musiała się nieco lepiej przyjrzeć się tej.. Temu.. Häiv'ie.. Czy jakoś tak.
Ostatnie pytanie.. - Co się stało z poprzednim współlokatorem.. - Powtórzyła pytanie. Jej szczerość nie zna granic, ale czy chciała przestraszyć tak od razu biednego chłopaka? Westchnęła ciężko. Z niewielkim trudem wyprostowała się na nogach i skrzyżowała przypalone ręce. Podeszła wolnym krokiem do okna i wbiła wzrok gdzieś w krajobraz, który właściwie nie był jakiś piękny. Było widać tylko szkolny dziedziniec, wpatrywała się w kilku uczniów klasy dziennej, którzy byli tak słabi.. Co oni robili po nocach, gdzie byli prefekci? - Lepiej będzie, gdy zostaniesz niedoinformowany, Kei. - Odpowiedziała pustym głosem, spoglądając na dziedziniec. Keitaro nawet nie mógł sobie wyobrazić, ile tajemnic ma ten właśnie pokój.

_________________


Powrót do góry Go down
Naissankari

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2823-naissankari-asmodey http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego
Zarejestrował/a : 24/08/2016
Liczba postów : 174


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Lut 19, 2017 5:20 pm

Dziewczyna wydawała się nieco inna, bardziej... spokojna. Nie nazbyt wyniosła, nie rozkrzyczana. Słuchała, nie przerywała mu, czekała aż dokończy. Nie wydawała z siebie żadnych odgłosów czy to zaskoczenia, czy współczucia, czym dodatkowo zyskiwała u niego kilka punktów. Nie cierpiał tych, którzy bezsensownie wrzeszczeli nie pozwalając mu na pozbieranie myśli. Dlatego, gdy zakończył swoją wypowiedź i wyglądało na to, że udało mu się uniknąć kontaktu fizycznego. Mimo to, gdy kucnęła przed nim, drgnął nieznacznie. Utrzymał się w miejscu tym razem nie wycofując. Skoro ona poświęciła czas, by posłuchać słów Naissankariego, teraz była jego kolej. Tych prostych zasad się trzymał. Dlatego też wpatrywał się w milczeniu w jej dłonie widząc przeskakujące po nich wyładowania elektryczne. Nie skrzywił się. Ani kiedy poczuł swąd palonego ciała, ani kiedy dostrzegł jej poranione dłonie. Zaczął się jednak zastanawiać dlaczego obca mu dziewczyna posunęła się do podobnych czynów dla kogoś takiego jak on, kompletnie go nie znając.
Trzeba to opatrzyć. Będziesz miała problemy z używaniem rąk — skomentował w końcu powoli, przenosząc spojrzenie z pokrytych czarną krwią dłoni na jej twarz. Ciężko byłoby wyczytać cokolwiek z dwukolorowych pustych oczu. Tym ciężej, gdy nie dodał już ani jednego słowa, po prostu ją obserwując, zupełnie jakby czekał na jej kolejny ruch. Może na moment, w którym wstanie i pójdzie po apteczkę, by zabandażować swoje rany? Pod warunkiem, że nie należała do grupy aż nazbyt błyskawicznie leczących się wampirów.
Jasne. Każdy ma własne tajemnice — zaakceptował jej słowa z należytym spokojem, nie ciągnąc dalej tematu. Zamiast tego obrócił nieco sztywno głowę w stronę własnej torby.
Pozwolisz, że się rozpakuję. W miarę możliwości. Nie pozwolili mi zabrać zbyt wielu rzeczy — powiedział próbując jej spokojnie zasugerować, by kontynuowali swoje pogłębianie znajomości innym razem. Miał chwilowo dość wrażeń, jak na jeden dzień.

_________________

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Lut 19, 2017 5:37 pm

Miał rację, przez kolejne dni będzie chodziła z bandażami na palcach. Zapewne szkolne pielęgniarki nie byłby zdziwione, co chwila przychodzi jakiś uczeń po nieudanym użyciu mocy. Westchnęła ciężko stojąc przy oknie. Najwidoczniej chłopak chciał zostać sam na sam ze swoimi rzeczami. Koniec końców ona też musiała pójrz i przemyśleć kilka.. Dość ważnych spraw, przy okazji zachaczając o gabinet lekarski. - W porządku i tak miałam zamiar wychodzić. - Rzuciła słowami w wiatr i niczym poparzona, wyszła z pokoju, dość mocno zamykając drzwi. Nic dziwnego, jeśli ściana przy futrynie nieco się skruszy, tutaj działo się to dość często, bowiem nie potrafiła panować nad emocjami. Zapewne teraz totalnie zmieni podejście Keitaro do jej osoby, jeszcze przed chwilą była spokojna.

***
Kilka tygodni później.

Krew, mrok, głód, śmierć, strach, wrzask. Słowa odbijały się echem w jej głowie, kiedy dziewczyna resztkami sił otworzyła drzwi swojego akademickiego pokoju. Zakryta pod kapturem i długim płaszczem wampirzyca przeroczyła próg, zrobiła dwie, ciężkie kroki w kierunku swojej szafki gdzie był tabletki z krwiami i padła. Padła a jej płaszcz, który w ogóle nie był zapięty zawinął się i upadł gdzieś obok jej ciała. Właśnie, ciała. Nowego ciała. Gdzie podziała się białowłosa piękność? Cynthia nie wyglądała normalnie, jej palce, zastąpione były długimi pazurami, długi ogon, który nie wydawał się być atrapą, z lśniącym kostnym zakończeniem, opadł bezwładnie. O wiele wyższe ciało, nieco grubsza. Co to za istota? Zapewne te myśli krążyły w głowie jej współlokatora. Dziewczyna, która leżała na brzuchu, obróciła głowę w stronę Kei'a. Wyciągnęła do niego rękę, która i tak upadła. - Krew.. - Wysyczała, suchym gardłem, co nie mogło brzmieć przyjemnie. Głos to jedyna rzecz, która się w niej nie zmieniła, razem z zapachem. Nawet twarz, zwykle dziecięca, była teraz kobieca aczkolwiek zmęczona. Chłopak mógł zauważyć, jak jej ciało zaczyna parować, maleć, co było skutkiem niedoboru jedzenia, albo męczącą walką. Dalej, pomóż, inaczej dziewczyna zniknie.

_________________


Powrót do góry Go down
Naissankari

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2823-naissankari-asmodey http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego
Zarejestrował/a : 24/08/2016
Liczba postów : 174


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Lut 19, 2017 7:59 pm

Skinął głową w podziękowaniu, nie patrząc w jej stronę. Do tej pory sztywno stojący przy szafce Häivä ruszył przygarbiony w ślad za dziewczyną, odprowadzając ją do drzwi. Dopiero, gdy ta zatrzasnęła je za sobą, cofnął gwałtownie łeb w tył i przekrzywił go o sto osiemdziesiąt stopni, patrząc pusto w drewno. Naissankari przerwał swoją dotychczasową czynność i podniósł na niego wzrok.
Chciałeś iść z nią? — brak odpowiedzi, jak i ruchu nie wzbudził w nim żadnych emocji. Przyzwyczaił się do tego. Mimo to przez chwilę nie poruszał się, siedząc nieruchomo i wpatrując w cień z równą uwagą, z którą on obserwował drzwi. Nie wiedział w którym momencie w przeciągu ułamku sekundy Häivä obrócił się gwałtownie w jego stronę wyrastając tuż przed jego twarzą. Wpatrywał się bezdennymi ślepiami w jego niewzruszone oczy, zupełnie jakby próbował mu coś przekazać.
Jeśli chcesz pójść na spacer, zrobimy to później — powiedział wracając do rozpakowywania rzeczy. Cień przez chwilę tkwił jeszcze w miejscu, nim w końcu nie wrócił chwiejnym, wręcz nieco połamanym krokiem przed drzwi, ponownie wpatrując się w nie pusto.

***

Był zmęczony. Ostatnimi dniami nie miał zbyt wielu rozrywek, głównie błąkał się bez większego celu po mieście, po czym wracał do pokoju i kładł się spać. Nie dziwiło go, że jak zwykle nie było w nim Coco. Nie było jej już od dłuższego czasu, a on nie zamierzał ingerować w jej życie, tak długo jak sama nie chciała się nim dzielić. Teraz gdy wrócił do środka i ściągnął z siebie płaszcz, chciał jedynie położyć się na łóżku i zasnąć. Häivä tkwił nieruchomo dwa metry od wejścia, wpatrując się w nie uważnie. Nie przykuło to jednak większej uwagi Naissankariego, który odstawił torbę obok łóżka wzdychając ciężko. Westchnięcie skutecznie zagłuszył dźwięk otwierających się drzwi. Odwrócił się w tamtą stronę, spodziewając się że ujrzy swoją współlokatorkę. Nie poznał jednak istoty, która przekroczyła próg. Stał w miejscu jak zaklęty, wpatrując się w nią bez słowa, gdy padła na ziemię, kompletnie nie rozumiejąc co się dzieje. Häivä padł obok niej, węsząc przy dziwnym ciele. Dopiero, gdy się odezwała, w jego mózgu zaskoczył przełącznik. Coco?
Krew — powtórzył szybko, bez zawahania przechodząc błyskawicznie do szafki, w stronę której szła. Tabletki z krwią były na swoim miejscu. Musiał je rozpuścić... szlag by to, patrząc na jej stan nie miał na to czasu.
Gdyby był to ktokolwiek inny po prostu zostawiłby go w cholerę i poszedł spać, nie przejmując się czy zdechnie, czy nie.
Ale nie Coco.
Odsłonił kły rozrywając nimi skórę na nadgarstku, nadstawiając go nad jej twarz. Pozwolił, by kilka kropel spadło na jej wargi. Nie był w jednak w stanie się zmusić, by opuścić ją niżej. Choć ręka drgnęła nieznacznie w powietrzu, zaraz znieruchomiała, a chłopak zazgrzytał zębami, podobnie jak siedzący obok niego Häivä, obserwujący ich w milczeniu.

_________________

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Lut 19, 2017 8:23 pm

Nie poznał jej. Czy to był jej koniec? Czy jedno słowo uratuje ją przed kleską? Dziewczyna jednak poczuła tupot biegnących w jej stronę stóp. Czekała tylko na ten smak sztucznie przetworzonej krwi, aczkolwiek koniec końców na ustach poczuła.. Dość ciepłą krew wampira. Cudowny smak krwi wysokiej rangi. O takiej mogłaby tylko w tym momencie pomarzyć. Drętwym językiem zgarnęła ciecz do środka, by jeszcze chwilę jej posmakować. Ale więcej.. To nie wystarczy, daj jej więcej! Ciężki ogon zawinął się wokół jego ramienia by pociągnąć go w dół. - Pokazywałam Ci przecież, że nie musisz się o mnie martwić, pamiętasz? - Powiedziała bardzo cichym, zmęczonym, konającym głosem. Udało jej się podnieść jeden kącik ust, w bladym uśmiechu. Ściągnęła sobie jego nadgarstek niżej. Nawet jeśli miałby się opierać, był w złej pozycji, by nie ulec wagi i sile ogona. Pociągnęła na tyle, by móc pocałować jego nacięty już nadgarstek. Nawet nie było sił, by się wbić zębami, co by narobiło dużo kłopotu, wiedziała o jego dolegliwości. Jej usta były spierzchniałe i suche, aczkolwiek dalej muśnięcie było delikatne i ledwo wyczuwalne. Wiedziała, że teraz sprawia mu ból, długo nie będzie mogła sobie tego wybaczyć. Ale czy Kei dalej będzie próbował uciekać?

_________________


Powrót do góry Go down
Naissankari

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2823-naissankari-asmodey http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego
Zarejestrował/a : 24/08/2016
Liczba postów : 174


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Lut 19, 2017 8:52 pm

Odsunął głowę w tył, czując oplatający się wokół jego nadgarstka ogon. Zęby zazgrzytały o siebie ponownie, mimo to w końcu jakaś blokada w nim zdawała się niejako zwolnić. Pozwolił jej na ściągnięcie ręki w dół, uciekając wzrokiem w bok i wzdrygnął się nieznacznie, gdy dotknęła wargami jego skóry. Nie na długo.
Postać w jakiej się tu pojawiła, sprawiła że wpatrywał się w nią jak zaklęty. Nigdy nie widział czegoś podobnego.
Pij, księżniczko — rzucił siląc się na rozbawienie, choć fakt że zmartwienie jej stanem walczyło w tym momencie ze zbyt mocno zakorzenioną w nim traumą, sprawił że jego głos nie brzmiał na tyle pewnie co zazwyczaj. Sam zaczął jednak mocniej zaciskać i rozluźniać rękę, by pobudzić własne żyły do pracy wyraźnie jej pomagając. Coco mogła wyraźnie poczuć jak z każdym kolejnym łykiem jego krew staje się wręcz nienaturalnie chłodna, zupełnie jakby początkowe ciepło było jedynie wierzchnią warstwą, która dość szybko się skończyła.
Przesunął językiem po wargach, trwając nieruchomo. Naprawdę miał nadzieję, że dziewczyna sama przejmie inicjatywę. Sam fakt, że podał jej rękę był wystarczającym przyzwoleniem, mimo to nie był pewien jak długo będzie w stanie utrzymać swoją siłę woli na takim poziomie, by nie wyszarpnąć nadgarstka w tył. Płytki oddech przez nos póki co pomagał mu się uspokoić. Przez chwilę nawet chyba uwierzył, że da radę.

_________________

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Lut 19, 2017 9:05 pm

Z cichego łyku na łyk jej niebieskie oczy ponownie napełniały się kolorem. Uścisk ogona nie był już tak mocny, a nawet za jego odwagę odsunęła go od jego ciała. Długo już nie kosztowała się jego krwią, bowiem.. Zaczynała być chłodna. Miała pewne podejrzenia, że to dlatego, że panuje nad lodem, przynajmniej tak mniej więcej to pamiętała. Kiedy odzyskała już nieco więcej sił, jej usta przestały parzyć jego nadgarstek. Widziała jego niezadowolenie, bał się, walczył sam ze sobą. Z trudnością kucnęła przed nim. Dalej był wyższy, na samą myśl wypuściła w półuśmiechu powietrze nosem. Złapała jeszcze jego nadgarstek w dłoń i zaczęła jeździć pazurem po jego ranie. Wiła się nimi po skórze, aż w jej głowie urodził się okropny pomysł. Udając że pazury to malutkie nóżki, szła nimi po ramieniu Kei'a aż po sam bark, lądując na szyi. Była nieprzewidywalna, to się nie zmieniło. Tygodniami jej nie było, ale cały czas się zastanawiała, jak mogłaby chłopaka do siebie przekonać. Lekko pociągnęła jego szyję w swoim kierunku. I to nie było szarpnięcie typu "Bierz mnie tu i teraz, inaczej kula w łeb". To był ruch zachęcający, pytający, czy w ogóle dałby radę. Nie miała zamiaru odpuszczać tak.. Bliskiej okazji. - Nie poddawaj się, księciu. - Dodała ciepłym, aczkolwiek dalej zmęczonym głosem. Pozwól mi rozgrzać Twoją krew od środka. Będzie przyjemnie obiecuję, tylko to mogło się kryć za jej delikatnym, mało spotykanym, dziewczęcym uśmiechem.

_________________


Powrót do góry Go down
Naissankari

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2823-naissankari-asmodey http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego
Zarejestrował/a : 24/08/2016
Liczba postów : 174


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Lut 19, 2017 10:16 pm

Dwukolorowe ślepia zamigotały. Im dłużej trwał ich bliski kontakt, tym bardziej przestawał nad sobą panować. Płytki oddech zaczął stopniowo przyspieszać, a usta wampira rozchyliły się nieznacznie, gdy oddychanie przez nos wyraźnie przestało mu wystarczać. Nieruchome ręce zaczęły z początku mało zauważalnie drżeć, z każdą sekundą przybierając na intensywności. Oczy rozszerzyły się wyraźnie, gdy dziewczyna stopniowo przeniosła dotyk na jego ramię, bark, szyję.
Pozycja w jakiej się znajdował skutecznie pozwoliła dziewczynie na przyciągnięcie go w swoją stronę. Zbyt blisko. Ciepły oddech, zachęcający uśmiech.
Nic ci nie będzie, Naissankari. To nawet nie zaboli.
Wspomnienia same dały o sobie znać, gdy odsunął się gwałtownie, przewracając w tył. Uderzył ciężko o podłogę, odsuwając się od niej, aż jego plecy napotkały ścianę. Dopiero wtedy pochylił się i zacisnął dłonie na swoich skroniach, próbując unormować oddech. Häivä zmaterializował się momentalnie u jego boku. Powietrze wokół niego zamigotało, przez zaledwie sekundę ukazując oczom Cynthii, jak do tej pory wiecznie niewidoczną cienistą postać, o której mówił Naissankari. Wilczy łeb o pustych oczodołach 'wpatrywał' się w młodego Asmodeya. Zaraz po tym ponownie zniknął, gdy Naissankari zacisnąwszy mocniej powieki, w końcu uspokoił swój oddech. Potrząsnął głową na boki, zupełnie jakby próbował coś wyrzucić z własnej głowy.
Daj mi chwilę — rzucił w końcu na głos, nie podnosząc wzroku na Cocoro.
Było zbyt wcześnie. Nieważne czy tego chciał, czy nie. Nie potrafił uporać się jeszcze z własną historią na tyle, by dopuścić ją do siebie na taką odległość.
To ty byłaś tutaj umierająca, Coco. Nie przenoś tego na mnie — rzucił kąśliwie wykrzywiając kącik ust w złośliwym uśmiechu. Zdanie to było jednak swego rodzaju kontrolą. Nadal zachowując odległość, patrzył na nią spod własnych dłoni, cały czas powoli oddychając.
'Nie zejdziesz już, prawda?'

_________________

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Can you just--   Nie Lut 19, 2017 10:33 pm

Czuła jego zdenerwowanie, ten oddech. Drżał jakby mu było zimno i to tak porządnie. Koniec końców i tak udało mu się z tego uciec. Po prostu nie był na tyle odważny, by zrobić tak diametralny krok w tym kierunku. Nie trzymała go długo, nawet się wielce nie opierała. Może wtedy nie pierdolnąłby się łbem o podłogę. Jej mina jednak niczego nie zdradzała. Patrzała tylko jak ucieka od niej, mimo, że wcale go nie chciała zabić. A zwykle tak zachowywały się ofiary, uciekały, wrzeszczały, po prostu kipiały strachem. Aczkolwiek Kei był inny, a Coco chciała zbyt wiele. To ten słynny Häivä? Zadała sobie sama pytanie. Wilczy duch u jego boku. Czyżby pojawiał się kiedy ten tracił nad sobą kontrolę? Ciekawe czy czarna postać mogłaby ją zaatakować, co nie byłoby dobrym pomysłem. Machnęła na to reką w głowie, bacznie obserwując jego ruchy i to, że duch zniknął.
Chwilę? Wstała ciężko na nogi, chwiejąc się nieco przy tym. Dopiero kiedy stanęła do niego tyłem, jej twarz posmutniała. Znalazła wyciągnięte z szafki tabletki i rzuciła do gęby może z trzy, nie liczyła. Popiła starą wodą, która niewiadomo ile już leżała na tym pieprzony biurku. Cały czas obrócona do niego, poszła zapatrzeć się po raz kolejny przez okno, tak jak to było kilka tygodni temu. Skrzyżowała ręce i pusto wpatrując się w szkolne życie, powiedziała. - To ty umierasz Keitaro. - Tutaj obróciła głowę w jego stronę, mógł zauważyć tylko oczy, zapalone wściekłą czerwienią. Ku zdziwieniu, roniła łzy, które lekko spływały jej po policzku. - Umierasz od środka, tak jak ja umieram z zewnątrz. - Obróciła z powrotem łeb. Do czego mogła nawiązywać? A do tego, że jej ciało wcale nie otwiera jej nowej drogi. Wręcz przeciwnie, jest coraz węższa, bez żadnych rozgałęzień, z tabliczką "Nieś śmierć". Niczym pierdolony pionek.

_________________


Powrót do góry Go down
Naissankari

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2823-naissankari-asmodey http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego
Zarejestrował/a : 24/08/2016
Liczba postów : 174


PisanieTemat: Re: Can you just--   Pon Lut 20, 2017 1:23 am

Obserwował uważnie jak Cocoro podnosi się z ziemi. Przynajmniej tak długo jak stała do niego przodem. Gdy odwróciła się tyłem, on również zwrócił głowę w bok, wpatrując się w ścianę. Oddech uspokoił mu się na dobre, opuścił więc dłonie z własnej głowy w dół, opierając je na podciągniętych w górę kolanach. Odchylił głowę w tył, czując przyjemne zimno ściany i odetchnął głębiej, przymykając powieki. Nie na długo. Tęczówki zwróciły się w stronę Cocoro. Wiedział, że chce mu coś powiedzieć. I mimo że słuchał jej słów niezwykle uważnie, nie skomentował ich z początku w żaden sposób. Tak samo jak nie skomentował ściekających po jej policzkach łez. Nie wiedział jak reagować w podobnych sytuacjach. Nie potrafił wykazać się wystarczającym współczuciem, jakiego oczekiwali od niego inni. Dlatego właśnie przez dłuższą chwilę po prostu na nią patrzył, bez słowa.
Teoretycznie rzecz biorąc, już jesteśmy martwi Coco — rzucił w końcu, próbując rozładować atmosferę. Przez swój kompletny brak obeznania w kontaktach międzyludzkich nie potrafił nawet stwierdzić czy przypadkiem nie pogarsza tylko swojej sytuacji.
Poza tym wyglądasz bardzo ładnie. Masz taki gustowny... ogon. Po prostu zamiast być księżniczką, jesteś bardziej smoczą księżniczką. Czy coś — powiedział wstając z ziemi. Złożył dłonie w kulkę, zaraz pokazując jej stojącą na nich dwie drobne lodową figurkę.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że wszystkie problemy mają to do siebie, co lód — przechylił lewą dłoń w bok, pozwalając by jedna z figurek upadła na ziemię rozbijając się na podłodze. Nadepnął na nią butem, przekrzywiając głowę w bok.
Prędzej czy później wszystkie znikają. Czy to za naszą sprawą — wyciągnął w jej stronę prawą dłoń, pokazując jej drugą z figurek, która zaczęła powoli topnieć zmieniając się w mało kształtną bryłkę — czy też całkowicie naturalnie. Nawet jeśli zawsze w momencie, gdy masz go przed sobą czujesz doskonale jego chłód, gdy znajdziesz wyjście, pozostaje on jedynie wspomnieniem.
Figurka wchłonęła się ponownie w jego skórę, zupełnie jakby nigdy jej tam nie było. Naissankari nasunął kaptur bluzy na głowę i wsunął dłonie do kieszeni wzruszając ramionami.
Chociaż w sumie nie wiem czy ktoś mi to powiedział, czy wymyśliłem to na poczekaniu. Ale hej, brzmi mądrze, co nie? — tym razem złośliwy uśmieszek uwzględnił w sobie także jego wampirze kły. Nieczęsto się tak uśmiechał. Nawet jeśli zachowywał dystans, pokazywał Cocoro wiele swoich stron, o których inni mogli jedynie pomarzyć.

_________________

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Can you just--   Pon Lut 20, 2017 5:11 pm

Już zapomniała jak bardzo ten chłopak potrafi trzymać dystans. Jej łzy nie ruszyły go. Właściwie, Coco postąpiłaby podobnie. Tylko, że ona  nie boi się dotyku, ona robi to z premedytacją. Aczkolwiek - nie teraz. Jak zawsze była okropną suką, tak teraz potrzebowała czułego, delikatnego dotyku. Ale po co miałaby mu to mówić, czy w ogóle o to go prosić? Znają się z widzenia, zamienili może kilka zdań, nic więcej. Pomachała tylko głową patrząc pusto w okno. Przetarła szybko łzy, nabierając ponownie tego złowrogiego wyrazu twarzy. Odwróciła się jednak dopiero kiedy poczuła te nieprzyjemne wibracje. Każdy jego mięsień, krok, oddech, dokładnie to czuła, mimo że dzieliło ich trochę metrów. Prychnęła. Smocza księżniczka? - Nazwałabym to raczej jaszczurką. - Jakby zaszydziła sama z siebie. Nawet ona nie była w stanie poskromić potęgi smoczego ognia. Jej uśmieszek szybko zniknął z jej twarzy. Skupiła swój wzrok na jego dłoniach i dokładnie się w niego wsłuchiwała. Może i jego gadka była "mądra" i nawet porównanie z lodem, całkiem ciekawe.. Ale na co mu to było? Trochę pogadał, a dalej tak było. Przekręciła się, by stać oko w oko z Keitaro. Co zrobiła? Zamachnęła się prawą pięścią, kierując ją z niesamowitą szybkością w stronę jego twarzy. Coś trzasnęło! Ale to nie były zęby, czy kość. Dzieliła ich ściana wiązek prądu. Dziewczyna uderzyła w nią jeszcze pięścią, jedną i drugą z kilka razy. Nic nie drgnęło, trzasnęło, przysyczało i nic więcej. Oparła obie długie, groźne dłonie na swojej własnej mocy. - Elektryczność ma to do siebie, że nie znika. - Spojrzała bez uczucia w jego dwukolorowe tęczówki. Rozchyliła nieco usta, biorąc długie, aczkolwiek niespokojne wdechy, co w ogóle nie było jej potrzebne. - Tak samo jak moje problemy, czy tego bym chciała czy nie. - Odpowiedziała, odsunęła się od ścianki, która padła. W sekundę, niczym tafla wody, rozprzestrzeniła się po pokoju, wyłączając wszelkie światła czy lampki. W tej wszystkim znanej ciemności, świecił tylko biały księżyc za oknem, oraz jej jaskrawe czerwone od wściekłości tęczówki, w których odbijał się jego zimny wzrok. - Aż dziwne, że jeszcze nie rzuciłam się jeszcze na Ciebie, by skosztować jeszcze raz tej cudownej krwi. - Nawet jeśli była groźna i niosła śmiertelne obrażenia, nie rzuciła się na niego, o czym inni mogliby tylko pomarzyć.
Powrót do góry Go down
Naissankari

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2823-naissankari-asmodey http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego
Zarejestrował/a : 24/08/2016
Liczba postów : 174


PisanieTemat: Re: Can you just--   Pon Lut 20, 2017 7:42 pm

No i tak się kończą próby bycia pozytywnym. On wysilał swoje słabe zasoby współczucia, by wymyślić jakiś tekst, a ona w ciągu sekundy potrafiła zaprzeczyć całej jego teorii. Nawet nie mrugnął, gdy przez jego twarzą wyrosła elektryczna ściana, choć mógł praktycznie poczuć towarzyszące im charakterystycznie uczucie na swojej twarzy.
Wyglądam jak idiota, kiedy mam postawione do góry włosy — rzucił dość wymownie, przesuwając wzrok na swoją grzywkę, która uniosła się ku górze, zupełnie jak wtedy gdy pocierałeś nimi o balon. Bawił się w to kiedyś w dzieciństwie. Na wszelki wypadek cofnął się o krok w tył, by uniknąć spalenia ich.
Nie właź w to, Häivä — rzucił beznamiętnie do cienistego towarzysza widząc jak nachyla się w stronę ściany. Czekał cierpliwie aż dziewczyna sama się uspokoi, patrząc w końcu po pokoju, gdy gwałtownie wszystko zgasło.
No i patrz, skończyło się — rzucił unosząc kącik ust w uśmiechu. Powienien się już zorientować, że jego próba rozładowania atmosfery nie przynosiła żadnych efektów. A mógł iść na psychologię. Może byłby w tym lepszy.
Westchnął i potarł skronie, podnosząc na nią wzrok. Przeszedł w tył i usiadł na swoim łóżku, krzyżując nogi w kostkach.
Dzięki za komplement. Możesz zaliczyć samą siebie do szczęśliwej piątki osób, które próbowały mojej krwi. Powiedziałbym, że liczę na rekompensatę w przyszłości, ale... sama rozumiesz — podniósł rękę do góry i postukał w nią palcem, robiąc dość otwartą aluzję do dotyku. Dopiero po chwili obrócił drugą do siebie, zlizując z niej resztki krwi, które zdążyły już zaschnąć na jego skórze, na praktycznie całkowicie zasklepionej już ranie, którą sam zrobił wcześniej kłami.
Więc co teraz? Skoro coś nie znika pozostaje opcja ich zniszczenia — nie kontynuował myśli. Nie był nigdy szczególnym poplecznikiem zemsty, ale wiedział że wielu osobom podobne wyjście pomagało. Pytanie czy Cynthia do nich należała.

_________________

Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 863


PisanieTemat: Re: Can you just--   Wto Lut 28, 2017 9:09 pm

Milczała, dalej uderzając w ścianę, cokolwiek tam sobie mamrotał pod uchem. Uderzenia były głośne, trzaskało, tłukło, gru, gru, czy jak to tam tej starej babce z youtuba było. Słyszeć slyszała, ale odniesie się do tego później. Robiąc nastrój, była już spokojna, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Nawet jeśli tak wyglądała, tak strasznie i w ogóle, nie miała tego na celu. To było zwykłe przedstawienie, nie pokaz sił. Najwyraźniej Häivę to zainteresowało. Nie wiedziała co intryguje ją bardziej, Naissan, czy sam jego cień, który na marginesie - był nieco przerażający. Aczkolwiek pojawiał się równie szybko, jak znikał. Więc.. Who cares.
Spojrzała na niego jak usiadł na łóżku. Krążyło jej tylko pytanie "Mogę się dosiąść?". Ale kto pyta. Jebnęła się z całym impetem na materac. Nie pomyślała, że stoi ono przy ścianie. Tak, zajebała głową w zimną ściane. Przysyczała z bólu, łapiąc się za tył głowy, nawet nieco jej się zakręciło w tej łepetynie głupiej. - Argg.. - Zamruczała kurcząc się w półsiadzie na łóżku. - Wszystko Twoja wina. - O dziwo, zachichotała, masując głowę. - Wszystko przez tą Twoją buszującą po suficie grzywkę. - Zaśmiała się by pokazać pazurem na jego nietuzinkowe teraz włosy. Pochichotała jeszcze chwilkę. Kiedy ten zaś pukał palcem w powietrzu, ta zaś uderzała o siebie zębami, w tym samym rytmie, jednocześnie udając niczym mim, że faktycznie dostaje tym paluszkiem w czoło. Urocze. Jak odsuwała się i mrużyła oczy. Zaśmiała się znów. Boże, jej humor niczym kalejdoskop. W porządku - lepiej tak niżeli miałaby znów szaleć, a tym razem cała szkoła by ucierpiała, a nie tylko.. Pokoik.
Koniec końców, usiadła po turecku łóżku. Jakiś metr od niego. Oparła się plecami i skrzyżowała ręce. Podniosła nieco głowę do góry i zaczęła myśleć. - Za niedługo będę ten problem niszczyć. Nie martw się. - O ile w ogóle się martwił. Praktycznie się nie znali, kilka nic nie znaczących momentów, tyle. W sekundę wylądowała na brzuchu, machając nóżkami w powietrzu, a brodę opierając na dłoniach. Była bliżej, ale dalej go nie dotykała. - A co z Twoim problemem? Zniszczymy go razem? - Zabrzmiała niczym opiekuńcza, młodsza siostra, która za największe bogactwa nie oddałaby braciszka w obce ręce. Jakby mieli po prostu się zabawić lalkami, czy samochodami, albo pobiegać w berka. Naprawdę.

_________________


Powrót do góry Go down
Naissankari

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2823-naissankari-asmodey http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego
Zarejestrował/a : 24/08/2016
Liczba postów : 174


PisanieTemat: Re: Can you just--   Sob Kwi 15, 2017 7:39 pm

Czy ona właśnie przywaliła głową w ścianę? I to z niego się śmiała?
Wstał z łóżka przechodząc metr w kierunku środka pokoju, zwrócił się w jej stronę i oparł dłonie na biodrach, wcielając się w wizerunek surowej matki niezadowolonej z zachowania własnego dziecka. Zaraz potem stwierdzając, że wygląda to dziwnie założył je na klatce piersiowej, odchylając nieznacznie głowę w tył z zaciśniętymi w wąską linię ustami. Tak, tak lepiej. Teraz wyglądasz jak badass, Naiss.
No bardzo śmieszne — rzucił sucho, ostatecznie wykrzywiając jednak jeden z kącików ust ku górze w typowym dla siebie uśmieszku, który zaraz zmienił się w krótkie rozbawione parsknięcie, gdy zobaczył jak postukuje o siebie zębami, dopasowując się dźwiękiem do jego ruchów. Uniósł jedną z dłoni ku górze, układając włosy w odpowiedni sposób. Dopiero, gdy odsunął ręce, dało się dostrzec kilka pojedynczych topniejących lodowych drobinek, które skutecznie powstrzymały włosy od dalszego naelektryzowania.
"Za niedługo będę ten problem niszczyć. Nie martw się."
Kiwnął głową. Nie zwracał większej uwagi na jej dobór słów, było to dość popularne stwierdzenie. Naissankari nie miał w zwyczaju martwić się o kogokolwiek za wyjątkiem samego siebie. Gdy inni stanowili dla niego zagrożenie - wtedy zaczynał się nimi martwić, momentalnie szukając odpowiedniego wyjścia z sytuacji, byle znaleźć się jak najdalej od źródła problemu. Z Cocoro nie było inaczej, w końcu z pewnością zarówno ona, jak i on pamiętali, że pierwsze tygodnie po przydzieleniu do wspólnego pokoju, regularnie spędzał poza nim. Z czasem... całkiem się przyzwyczaił do jej obecności. A jednak mimo wszystko, nadal pozostawała dla niego swego rodzaju zagrożeniem, nawet jeśli za główną domenę w tym wypadku uznawał jej płeć. Tak bardzo przeszkadzającą mu płeć.
Czy zatem się martwił?
Tak. Zdecydowanie tak.
Każdy jej ruch, gdy niedbale przesuwała się w jego stronę, sprawiał że załączała się w nim potrzeba wzniesienia obrony, nawet jeśli niczego nie dawał po sobie poznać. Nie był to strach, lecz... niewygoda. Niesamowicie podobna do tej, gdy siadałeś na nierównej powierzchni i deska wbijała ci się w kość ogonową.
"Co z twoim problemem?"
Stuknął językiem w wewnętrzną linię zębów, nie odpowiadając na jej pytanie. Szukał odpowiedzi. Ciężko było tak po prostu odrzucić wzniesione wokół siebie przez lata bariery. Podniósł w końcu dłoń do twarzy, postukując palcem o swoją skroń.
Nie wiem. Wszystko siedzi tutaj — w jego głowie. Od samego początku. Od momentu, gdy napisał pierwszy list do matki używając niebieskiej kredki. Poprzez te, gdy niebieska kredka stała się brunatna dzięki barwie jego krwi. Aż po ten, gdy kredka zniknęła bez powrotu, zastąpiona wyłącznie krwią młodego wampira.
Daj mi czas. Fakt, że z tobą rozmawiam to i tak nie lada wyczyn, powinnaś być wdzięczna — uniósł brew ku górze, prostując się niczym książę — Bij pokłony, waćpanno.
Wyszczerzył kły w rozbawionym, złośliwym uśmiechu. Jedynie jego dwukolorowe ślepia pozostawały spokojne.

_________________

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Can you just--   

Powrót do góry Go down
 
Can you just--
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: