IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Estrada

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Karin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2885-karin-sang#61367 http://vampireknight.forumpl.net/t2939-karin#62282
Zarejestrował/a : 20/09/2016
Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Estrada   Pią Paź 07, 2016 9:39 pm

W końcu z nudów jakie Karin zawitały na festynie, z braku znajomych z którymi by tutaj siedziała, dziewczyna zrobiła się głodna, znudzona i wyczerpana. A to znaczyło jedno, trzeba się ruszyć stąd. No bo po co siedzieć i zamulać, jak można posiedzieć pozamulać w ciepłym pokoju, w akademiku. Ba! Tam pewnie coś ciekawego znajdzie do roboty, będzie mogła się rozwalić w samych gaciach i bluzce na środku łóżka i czytać książkę. A tutaj... a tutaj nawet pierdnąć nie może, bo damie nie wypada. W sumie to nikomu nie wypada.
Tak więc, wstała i ruszyła w stronę szkoły. Nieco zmarnowany czas miała, ale co począć.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Estrada   Sob Paź 08, 2016 12:56 pm

Cornelius zawsze mógł liczyć na wsparcie medyczne. Zaskakujący był jednak fakt, że kto jak kto, ale jego bardzo rzadko widywało się w lazarecie. Tak jak inni odnosił rany, jednak prawdopodobnie leczył się na własną rękę. Albo… miał innego lekarza i się nie przyznawał.
Sytuacja tej dwójki rzeczywiście była podobna. Duma Esmeraldy nie zezwalała na proszenie o pomoc, bo mijało się to z jej założeniami. Może nie była najlepszą na świecie matką, a jej dziecko większość dnia spędzało z opiekunką. Samotne życie łowcy nie ułatwiło zadania, niemniej starała się jak mogła, żeby zapewnić małej godną i bezpieczną przyszłość. Przynajmniej na tyle na ile było to możliwe.
- Będę Ci o tym przypominała przy każdej możliwej okazji. - tak na wszelki wypadek, jakby przyszło mu do głowy rzucać czcze obietnice. Oczywiście nie podejrzewała o to Corneliusa, ale nie byłaby sobą gdyby nie stosowała co jakiś czas typowych przypominajek. Z przyjemnością pozna całą rodzinę przyjaciela, doszukując się podobieństw w ich wyglądzie.
- Przeraziłam się, bo zaraz po narodzinach wyglądała jak mały albinos. Dopiero później jej włosy zaczęły nabierać barwy. - mało nie dostała zawału widząc dziecko z białymi włosami, tym bardziej, że nikt z jej rodziny nie posiadał w swoim kodzie genetycznym skłonności do albinizmu. Pozostawał jeszcze sam ojciec dziewczynki, ale prawdę mówiąc nic co mogłoby jej w tamtej chwili mogło pomóc, akurat nie przyszło na myśl w odpowiednim czasie.
- Moi rodzice zawsze chcieli żebym została światowej sławy lekarzem, jednak nawet po tylu latach nie udało mi opanować chociaż połowy umiejętności jakimi oni władają. Pamiętam też wojny między nami, kiedy moje wybory kłóciły się z tym co uważali moi rodzice. Chcieli dla mnie bezpiecznych i statecznych posad, nie zaś tego co wybrałam. Dziś już rozumiem ich pojmowanie. Nie chcę żeby Ally poszła w moje ślady. - kiedyś namawiała Corneliusa, żeby otworzył przed  Katy świat łowiectwa, a teraz sama znalazła się w podobnej sytuacji. Pozwolić czy nie pozwolić? Prędzej czy później łowiectwo upomni się o jej córkę, ale czy była szansa na to, żeby ją przed tym uchronić? Rodzice nie zgadzali się na nauczanie tajnik magii krwi i choć dziś wiedziała, że postąpiła dobrze poprzez bunt… chyba zabroniłaby Ally podobnych praktyk.
- Dziękuję, Williamie. Wiesz, że ty również możesz na mnie liczyć. Bez względu na wszystko. - poza Leyem i własny bratem, Cornelius odgrywał ważną rolę w jej życiu. Dlaczego czasem miała wrażenie, że mężczyzna coś przed nią ukrywa?
- Szkoda, że wtedy się nie przyznałeś. Może mogłam Ci jakoś pomóc… - nikt nie otwiera się przed nowo poznaną osobą, ale gdyby jednak tak się stało, było wiele sposobów na pomoc dla Corneliusa. Lekarka posiadała wiele znajomości nie tylko w świecie medycznym, ale również po stronie służby prawa. Dobrze, że ostatecznie cała sytuacja zakończyła się dobrze. A wszystko dzięki zasługom dowódcy. Esmeralda automatycznie skierowała spojrzenie w stronę stolika przy którym siedział białowłosy. Łapiąc się na przydługim zawieszeniu wzroku, szybko powróciła do swojego rozmówcy.
- Poszłabym się przywitać… - a co jeśli by tak podejść do Fabia i jego towarzysza? Plany podenerwowania wampirzej części społeczności musiały zostać jednak przesunięte.
Kiedy pojawiła się Chizuru, Esmeralda nawet nie przypuszczała, że nastolatka jest w tak kiepskim stanie. Nie przerywając dziewczynie podsunęła w jej stronę swój sok pomarańczowy. Sama informacja, że córka łowcy zadaje się z synem największego wroga oświaty była nie lada zaskoczeniem. Lekarka nie chciała prawić ciemnowłosej kazań, bo sama kiedyś była młoda i niedoświadczona. Pouczanie przy Corneliusie mogło zawstydzić Chizuru, dlatego zostawiła sobie część rozmowy na inną okazję.
- O dokładnych relacjach porozmawiamy przy innej okazji. Teraz jest tutaj zbyt dużo osób. - powiedziała cicho. Było dla niej jasne, że Marcus o niczym nie wie, ale kimże była żeby mu o tym donosić? Gdyby było trzeba stanęłaby za Chizuru murem, dlatego aktualnym zadaniem było poprawienie dziewczynie humoru.
- Jeśli zmienił się po walce, może to oznaczać, że doznał obrażeń głowy. Nie jestem neurochirurgiem, ale może mogłabym go zbadać i sprawdzić w czym tkwi problem. - tylko jak przekonać syna Samuru do badania prowadzonego przez ludzką kobietę? - Nim to się stanie, będziemy musiały poważnie porozmawiać, Chizuru. – skierowała wzrok na nastolatkę, posyłając jej porozumiewawcze spojrzenie.
- Nie podoba mi się to doborowe towarzystwo. Lepiej jeśli nie będziesz się oddalała – pojawienie się całej rodziny Kuro jak nic zwiastowało nadejście kłopotów. Esmeralda położyła swoją torbę na kolanach, upewniając się, że jej broń jest tam gdzie być powinna i magicznym sposobem nie ulotniła się z torebki.
Powrót do góry Go down
Emmanuel
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1741-emmanuel-greenlaw-kuroiashita#36612 http://vampireknight.forumpl.net/t2553-emmanuel#53980
Zarejestrował/a : 14/04/2015
Liczba postów : 296


PisanieTemat: Re: Estrada   Sob Paź 08, 2016 10:05 pm

Gdy Emmanuel zakończył swoje przemówienie zszedł ze sceny pozwalając ludziom zwyczajnie się bawić. To dla mieszkańców zorganizował tę imprezę i nie zamierzał jej dla siebie zawłaszczać. Był zadowolony z ilości przybyłych. Wszak po ostatnich latach rządu terroru wiele osób mogło mieć obiekcje co do przyjścia w to miejsce. Gdy Emmanuel opuścił estradę zaczęli dopadać go ludzie. To jakiś dziennikarz. To piekarz czy jakiś urzędnik. Generalnie ludzie i wampiry chcące zamienić słowo z nowym celebrytą lub zwyczajnie uścisnąć mu dłoń. W końcu pojawiła się też osoba, której obecności po cichu Emmanuel pragnął.
-
Dziękuję Rieconie. Nie tytułuj mnie tak, proszę. To tylko funkcja, którą zamierzam piastować z najwyższą starannością i radością. - odparł na słowa uznania swojego dotychczasowego rywala. Po prawdzie zarówno w społeczeństwie wampirów jak i w polityce trudno było mieć pewność co takich rzeczy, lecz Emmanuelowi wydawało się, iż jego gratulacje są szczere. Na dobrą sprawę... wiedział, że były szczere, lecz któż mógłby się tej pewności domyślić?
-
Będę rad z Twojego towarzystwa. Zawsze uważałem, że lepiej się prowadzi w tandemie. - nie zabrakło oczywiście charakterystycznej dla Emmanuela przenośni zgrabnie przedstawiającej, że z chęcią przyjmie towarzystwo Riecona... oraz jego pomoc w kierowaniu miastem gdyby ten zechciał przystać na propozycję złożoną podczas wygłoszenia na estradzie.
Od wystąpienia Burmistrza minęło kilkanaście dobrych minut. Przebrzmiało w tym czasie kilka dobrych hitów, ze strony zebranego tłumu padło wiele słów. Miasto zebrało się jakby nie pamiętało dawnych walnych zgromadzeń. nic dziwnego jednak. Ludziom, a nawet i wampirom, potrzebne było wytchnienie. Gdzieś pośród zebranych mignęła smukła kobieta o ciemnych włosach i europejskich rysach. Niemal wpadła na Samanthę, lecz z gracją wyminęła ją. Dzięki bezwiednemu spojrzeniu na odchodzącą siostrę Leyasu przez ułamek sekundy widział niemal jak na dłoni swoją dawną miłość. Po chwili jednak już jej nie było. Zapewne to ktoś podobny. Uczuć jednak pozostał.
Prócz kolorowych postaci z miasta i okolic przybyli także członkowie rodu Kuroiashita. Większość rodziny preferowała ciemne kolory toteż jako grupa okazali się niezwykle charakterystyczni. Wile osób zwyczajnie schodziło im z drogi podświadomie odczuwając strach, szczególnie przed Samuru i Barabalem. Wobec tak specyficznych osobistości mężczyźni i kobiety często czuli się rozdarci i co poniektórzy odważniejsi obracali głowę za Gabrielą. Podobnie, choć bez przestrachu, działo się gdy pośród śmiertelników przechadzały się Shade, Ysaverin, Rilliane czy Elyse. Ta ostatnia przez chwilę została rozkojarzona przez znajomy zapach, lecz ten po chwili rozproszył się i zanikł w powietrzu. Beletha nie było w pobliżu. Możliwe, że nigdy nie było.
Impreza dopiero się zaczęła, lecz niektórzy przyszli na nią już nieco zaprawieni co znaczyło również większą niż zazwyczaj śmiałość. Dlatego też nie tylko wampirze piękności mogły poczuć na sobie spojrzenia mężczyzn i kobiet. Zarówno na Esmerladzie, Kaho, Samanthcie jak i Yvonne niejedna osoba zwiesiła spojrzenie. W przypadku pierwszych trzech kobiet miały one towarzystwo. Nie to co ostatnia z nich. Bycie  samotną, ładną i dobrze wyglądającą kobietą w takim miejscu stwarzało wiele możliwości i szans... oraz zagrożeń. Pośród tłumu dostrzec mogła dość przystojnego mężczyznę o jasnych włosach, który dłużej przytrzymywał na niej wzrok, a gdy ich spojrzenia przypadkowo się spotkały obdarzył ją uśmiechem puszczając oczko. Najwyraźniej też na tej imprezie był sam. Nawet Karin, zwyczajna uczennica, nie umknęła uwadze postronnych. W jej przypadku był to jeden z naganiaczy. Gdy mijała tego człowieka z jej brzucha dobiegło donośne burknięcie, które w harmiderze on wyłapał. Jak? Któż to wie. Najważniejsze jednak, że brunet pochodzenia lokalnego zaszedł jej drogę.
-
Pan Kuroiashita chciał by nikomu nie zabrakło jadła! Zapraszam do stosika "Steak House" na grilla! - oznajmił jej z uśmiechem wskazując kierunek. Co ona z tym zrobi jej sprawa. Nikt jednak nie powie, że młody człowiek nie zrobił co do niego należało. Tymczasem pod estradą fani i fanki zespołu niemal wyły z zachwytu po zakończeniu kolejnego numeru.
-
Hej hej hej! Tylko ja tak mam czy zrobiło się gorąco? My przypudrujemy nosy, a tymczasem zapraszam na scenę naszego gospodarza! Wspominał wcześniej, że ma Wam coś jeszcze do przekazania, więc wysłuchajcie go. My zaraz wracamy. Nie odchodźcie więc! - młody mężczyzna w krzykliwych kolorach będący liderem "Krzyku Ikara" zabrał głos gdy tylko ostatnia nuta przebrzmiała. Na podkreślenie swych słów zakrzyknął radośnie unosząc w górę mikrofon i z podmuchem dymu wypuszczonego z ukrytej pod sceną dyszy wycofał się ze sceny. W jego miejscu pojawił się sam Emmanuel Kuroiashita.
-
Tak moim mili Yokohamczycy. Chciałem raz jeszcze podziękować za wybranie mojej osoby do zarządzania miastem i reprezentowania go. Dziękuję także mojej rodzinie, która postanowiła mnie wspierać swoją obecnością. - tu nastąpiła chwila ciszy. Emmanuel powiódł lekko łzawiącymi oczami po zebranych. Wiedział, że w dużej mierze rodzina przybyła za namową Samuru. Z drugiej strony nie sądził by Barabal i Gabriela przyjmowali polecenia od kogokolwiek, a szczególnie do upadłego Burmistrza. Zwłaszcza, że pragnieniem Rady aktualnie był pokój i ukrycie istnienia wampirów. Para z pewnością za stara była aby sądzić, iż jakakolwiek wojna wewnętrzna przyniosłaby korzyści rodzinie. Szczególnie, że teoretycznie rodzina była dla nich jedyną ważną rzeczą. Czy w związku z tym będą chcieli pójść za rozkazem jej głowy rodziny by dla zachcianki skierować się przeciw innemu jej członkowi? Czy Samuru w ogóle postanowi zepsuć w jakiś sposób zabawę? Trudno było ocenić. W końcu Emmanuel przerwał kilkusekundową ciszę. Wyraził swoje pobożne życzenie zdając sobie sprawę, że zapewne nie z powodu dumy czy miłości Kuroiashici przybyli.
- Przybycie rodziny jest dla mnie zaskoczeniem. Niezwykle miłym zaskoczeniem. Po części o niej chciałem Wam powiedzieć. Otóż minął już rok odkąd zaginął mój brat, Testament Kuroiashita. Jest podobny do mnie, tylko masywniejszy i ma czarne włosy. I uśmiecha się znacznie mniej. Policja go dotąd nie odnalazła i dlatego proszę Was o pomoc. Mój brat stroni od ludzi i jest apatyczny wobec obcych. Dlatego jeśli ktokolwiek go zobaczy proszę by skontaktował się z Czarnymi Krukami, Szarą Policją bądź moją kancelarią. Testament lubi polowania i samotność. Często znikał na całe miesiące, lecz nigdy zupełnie bez słowa na tak długo. Za jakiekolwiek prawdziwe informacje na jego temat będzie nagroda. I będzie to coś znacznie bardziej namacalnego niż wdzięczność zatroskanej rodziny. - mówiąc te słowa nie miał w sobie naturalnego dla niego ciepła i uśmiechu. Nic dziwnego. Choć testament był bestią, której sposobu życia Emmanuel nie aprobował to jednak pozostawał jego bratem. I to bliźniakiem. Pierwszym w rodzinie akceptującym go. W dodatku obaj byli przez wiele lat na równi odrzuceni. Tym bardziej zależało mu na odnalezieniu brata. Niestety jak na razie nawet ludzie pracujący dla Emmana nie odnaleźli śladu wampira. Być może oficjalna nagroda skusi kogoś do podzielenia się choć strzępkiem informacji.
-
No cóż... koniec tej prywaty. - rzekł na koniec z powracającym na jego twarz uśmiechem. - Kolejny raz usłyszycie mnie prawdopodobnie za jakieś dwie godziny gdy dojdzie do małego apogeum naszego festynu. Na razie jednak bawcie się! - słowa wampira zagrzmiały w parku. Pojawił się dym zwiastujący pojawienie się muzyków. W tym momencie jednak gdzieś z tłumu dało się wyraźnie i głośno usłyszeć ludzki głos wzmocniony megafonem.
-
Kuroiashita to śmierć! Nie słuchajcie tego sługusa zapomnianych bogów! Ludzie! Obudźcie się! Jesteście mamieni śliskimi słówkami! - nienawistne, pełne mocy słowa uderzyły w czuły słuch aktualnego Burmistrza. Zaraz po nich rozległo się kolejne nawoływanie.
-
Żądamy ponowienia wyborów! Nie poddamy się manipulacji wampirzej rasy. - te słowa zostały powtórzone po wielokroć. Główną ścieżką prowadzącą z miasta wprost do estrady szedł tłum, lecz nie byle jaki tłum. Najwyraźniej ktoś postanowił zorganizować protest ingerujący w spokój wspólnej zabawy. Ludzie ubrani na modłę paramilitarną szli z transparentami z napisami takimi jak "Kuroisahita to mordercy", "Wampiry to nie ludzie" czy "Open your eyes". Głośno i wyraźnie skandowali swoje hasła. Część z nich wspomagała się megafonami. Emmanuel zdążył zejść ze sceny i przez chwilę zastanawiał się czy nie powinien na nią wrócić. Nikt nie zgłaszał zawiadomienia o kontr-imprezie co oznaczało, że ich działalność była nielegalna. Bolało jednak to jakie hasła głosili. Tyle czasu tuszowania sprawy wampirów i wszystko psu w dupę. To Samuru stworzył tych ludzi. Smród po ujawnieniu wampirów będzie się ciągnąć najwyraźniej bardzo długo. Służby porządkowe ruszyły w ruch. Tym samym dało się słyszeć kolejny megafon. Tym razem należący do funkcjonariusza policji.
-
Ten strajk jest nielegalny. Trwa impreza publiczna. Prosimy o zdanie transparentów i opuszczenie parku. Proszę się rozejść! - rozległo się ogłoszenie policyjne, z którego przybyli niewiele sobie robili. Uśmiech Emmanuela zaczął robić się nerwowy.
- Muszę Cię na chwilę przeprosić Rieconie. -po tych słowach Emmanuel wyjął telefon i pośpiesznie przekazał tylko kilka słów. Następnie znowu zadzwonił. Dokonał kilku połączeń nie trwających dłużej niż po kilkanaście sekund. Był przygotowany na podobne zdarzenie, ale nie sądził że przybierze taką skalę. Oczywiście imprezowiczów było znacznie więcej niż protestujących. Jednakże tych drugich było kilkuset. I wyglądali na wściekłych. Co gorsza byli agresywni także wobec osób bawiących się na festynie. Idąca ława przewracała kosze, a nawet stragany nieszczęsnych sklepikarzy nie znosząc niczego na swojej drodze ani tym bardziej sprzeciwu. Po słowach wypowiedzianych przez policjanta rozgorzała wrzawa. Nastąpił punkt zapalny. Jedynymi osobami nie należącymi do tła, które nie były w bezpośrednim zasięgu niespodziewanego strajku byli Fabio i Xin, którzy odeszli znaczny kawałek.





Tym razem każdy może dać maksymalnie dwa posty. Odpiszę pod koniec zbliżającego się tygodnia.
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 567


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Paź 10, 2016 4:30 pm

Dobra, nie strasz Viv! Ely chyba zasnęłaby na stojąco, gdyby miała pójść za matkę na jakąś galę organizowaną przez specjalistów od mody czy też zrzeszenia tutejszych dziennikarzy. Ani jedno ani drugie jej nie interesowało. Swego czasu, grzebała w ciuchach matki, aby potem w za dużych butach oraz sukienkach biegać po salonie... i robiąc wszędzie bałagan przy okazji, jak się potykała w jej szpilkach i spadała na szafkę zwalając przy okazji porcelanę. Ale było to na swój własny sposób przeurocze~! I komiczne. Chociaż samej Elyśce - wówczas dziesięcioletniej - było wstyd, że podziurawiła nowy strój swojej mamy i zniszczyła cenną, rodzinną pamiątkę. Jednak temat mody, jak szybko ją zainteresował tak szybko ją znudził. Na dłużej w jej sercu zaczepiła się medycyna, ale poszła w nieco innym kierunku niż jej ojca, czy brata. Dziewczyna zdecydowanie wolała spędzać czas ze zwierzakami i to je chciała leczyć. Co nie znaczy, że zostawiała ludzi w potrzebie! Ale w wolnych chwilach, jeszcze zanim zaczęła studia uważnie studiowała podręczniki z weterynarii niż chirurgi i genetyki człowieka. Więc jeśli Viv zostanie zaproszona na galę z wysokimi, chudymi jak patyk modelkami to jak będzie chciała tam wepchnąć Ely, to będzie musiała ją czymś ciekawym skusić... wcześniej męcząc się ze wpojeniem jej co powinna mówić, na czym się znać i tak dalej. A to chyba na samą myśl bywa nie przerażające?
Młoda Moreau wiedziała, że starsza wampirzyca zna ją jak własną kieszeń. Elyse też dobrze rozpoznawała humorki matki. Wobec młodej zawsze miała to opiekuńcze i cierpliwe podejście. Cóż, córka nigdy nie musiała ją niczym niepokoić. Ale jakby dowiedziała się, co jej pociecha zrobiła, chyba zawału by dostała! Dlatego, szybko się uśmiechnęła chcąc rozwiać wszelkie troski swojej rodzicielki. Na szczęście nie musiała wymyślać, jakiejś paplaniny na poczekaniu, bo temat sam się nasunął, gdy nowy burmistrz pojawił się na scenie.
Elyse wywróciła oczami. Serio musiała mówić matce, że nie widzi już związku dla niej i ojca? Było to ciężkie i nie chciało przejść przez gardło szlachetnej, ale taka była prawda. W środku nie widziała już ani grama nadziei, może to by się zmieniło gdyby spotkała się z ojcem, ale.. Właśnie "ale". Nie widziała go szmat czasu i nie chciała już widzieć. Nie po tym jak poukładała sobie swoje życie. W dość pokrętny sposób, ale jednak jej psychika wytrzymała. Trochę dzięki Christianowi, trochę dzięki Belethowi. Nawet jeśli nie podeszła do ich spotkania, tak jak powinna. Musi z nim porozmawiać. Zachowała się jak świnia, a niby to faceci po wspólnie spędzonej nocy znikają bez słowa!
- Po prostu wydaje się miły. Na pewno milszy niż reszta jego rodziny - odpowiedziała miękko, wzruszając ramionami i znów spojrzała na brata starego Testamenta. Niestety nie mogły dłużej stać tak w spokoju, bo tłum zaczął wygwizdywać nowego burmistrza. Jak widać miał tyle samo fanów, co wrogów. W dodatku czerwona zauważyła byłego burmistrza, który jak zawsze wywoływał lęk obecnych mieszkańców.
- Nie, wydawało mi się że wyczułam kogoś znajomy zapach - mruknęła, nie spuszczając wzroku z Sama. Miała złe przeczucia. Czyżby nowy burmistrz starał się o to stanowisko, aby kontynuować rządy poprzedniego tyrana? - przeszło przez myśl młodej kobiecie, ale słowa Emma nie pasowały do tego. Może być, że wampir będzie potrzebował pomocy. A Ely nie może stać tak i patrzeć, jak ktoś jest w niebezpieczeństwie. Złapała Vivien za rękę.
- Mam dziwne przeczucie, że nowemu burmistrzowi przyda się nasze towarzystwo. Tym bardziej będzie okazja zaprosić go na kawę - mrugnęła do matki i pociągnęła ją w stronę Emmanuela, o ile tłok ludzi jej to umożliwił.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel


Song
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 926


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Paź 10, 2016 6:10 pm

Stała i obserwowała, choć sama najwyraźniej nie została zauważona przez nikogo. To nic, nawet lepiej się złożyło, przynajmniej nie musiała się zbytnio integrować z innymi, choć niejedną znajomą twarz zauważyła. Inna sprawa, że taka masowa impreza była dość ryzykownym pomysłem, zwłaszcza, że burmistrzem ponownie został wampir skoligacony z niezbyt lubianym rodem. Yuki się jednak nie wtrącała i póki wszystko przebiegało zgodnie z prawem, a jak sądziła, rada już się o to postarała, to nic jej do tego. Spojrzała na estradę, na której pojawił się sam nowy burmistrz. Yuki uśmiechnęła się pod nosem i postanowiła podejść nieco bliżej, choć nie robiło jej to wielkiej różnicy i tak wszystko świetnie słyszała i rozumiała. Z drugiej strony ona sama również była częścią tego rodu i choć starała się to trzymać w tajemnicy i zachowała panieńskie nazwisko, mimo wszystko również należała do Kuroiashita. Ringo tu nie dostrzegła, ale widać miał inne rzeczy na głowie.
Emmanuel zaczął swoją przemowę i choć początkowo było dobrze, potem zrobiło się zdecydowanie gorzej. Yuki odwróciła głowę w stronę nagłego hałasu. Nowe zebranie ludzi, którzy najwyraźniej nie zgadzali się z wyborem nowego burmistrza. W sumie nie mogła się temu dziwić. Widziała ich dokładnie, bo nie byli daleko od niej. Wyglądali na wściekłych, a Yuki poczuła ukłucie obawy. Obawy przed tym, by strajk nie przerodził się w regularną bitwę, bo przecież nie o to miało ponoć chodzić. A hasła, które wołali. Może Yuki niepotrzebnie wróciła do miasta? Ciężko jest wymazać z pamięci przykre zdarzenia, a ludzie choć żyją krótko są bardzo pamiętliwi i czując się zagrożonymi, potrafili walczyć do ostatniej kropli krwi. Ci najwyraźniej nie zapomnieli i co więcej, chcieli przypomnieć innych i "otworzyć im oczy na prawdę". Może powinna się wycofać w miarę szybko? Tu chyba nie było dla niej miejsca, ale obecnie zaczynało się robić spore zmieszanie, a Yuki przez moment straciła orientację.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1010


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Paź 10, 2016 6:30 pm

Garruch stojący obok drzewa wysłuchał przemówienia i potem patrzył na coś wyjątkowo pozytywnego.
No proszę! Ktoś w mieście myślał! Niemniej jednak kiedy tylko chciał wejść w tłum rozjuszonych, spojrzał na podwyższenie. Wykonywanie telefonów nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Dlatego też zamiast ruszyć się to stanął znów w tym samym miejscu i wydawał się zupełnie obojętny. Inkwizycja może nie była jakąś wielką grupą mającą na celu rozwalenie władzy WZYSTKICH wampirów, jednak akurat Garruch uważał, że władza należała się przede wszystkim człowiekowi. Skoro ludzie się buntowali to tym bardziej rada wampirów powinna zrozumieć, iż to głupota.
A jednak widział kilka twarzy, które przewinęły się w inkwizycji. Cholera jasna, a może to inkwizycja się tak rozwinęła za jego plecami? Nikt mu jednak o tym nie donosił. Może członkowie działali na własną rękę i postanowili zbuntować się? Nie. Inkwizycja miała działać w cieniu, a nie organizować publiczne manifestacje i protesty, które przeważnie kończyły się wyłapaniem i zranieniem większej połowy.
Garruch mimo wszystko wiedział, że będzie musiał w przyszłości zadziałać na własną rękę i dorwać burmistrza. Tłum mógł sobie iść, a stary łowca się nie wtrącał. Nie zamierzał tym razem brać żadnej ze stron, a jedynie obserwować rozwój wydarzeń. Szkoda tylko, że nikt z dawnej inkwizycji nie raczył podejść do niego i cokolwiek mu powiedzieć. Wtedy może zareagowałby w nieco inny sposób...

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1130


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Paź 10, 2016 7:43 pm

I właśnie się dowiedział, jak właściwie nazywał się ów nieznajomy, który pomógł mu, gdy się zgubił. Niepewnie pokiwał głową.
- M-mi również - bąknął cicho. Dziwnie się tak czuł, będąc... W tym gronie. Nie żeby coś miał przeciwko tej dwójce czy coś! Tylko, że wydawało mu się, że naprawdę powinien być gdzieś indziej... Gdzieś bardzo daleko.
Stragany ze słodyczami same się nie odwiedzą!
Westchnął cicho, po czym uśmiechnął się do nich łagodnie.
- Wybaczcie, Kojiro-sama, Lucjusz-san, ale was pozostawię. Jeśli będziecie chcieli, mogę później do was dołączyć - zwrócił się do nich. Chyba zrozumieją, dlaczego ich opuszczał, prawda? Chyba. Albo i nie. Ale co do powodów, znajdzie się ich kilka, chociaż dla niego najważniejszym było to, by rozejrzeć się tutaj i zjeść coś słodkiego!
Dlatego też pochylił nieco głowę i odszedł, zanim któryś z nich miałby zdążyć zaprotestować. I tak pewnie woleli czas razem spędzić... - pomyślał, rozglądając się z zaciekawieniem. - Miło było jednak ich spotkać... Szkoda też, że jednak jestem tutaj sam... - westchnął cichutko, na chwilkę smucąc się, zanim ponownie się nie uśmiechnął. Czas spróbować! O, ciekawe czy mieli tutaj takoyaki?
W końcu dotarł do straganu, gdzie, o ile byłaby możliwość, poprosiłby o ten smakołyk, międzyczasie słuchając kolejnych słów nowego burmistrza. Niedługo potem miał już podgryzać go, gdy właśnie... Zaczęło się TO.
Rudowłosy niepewnie rozejrzał się, szukając wzrokiem źródła, z którego zaczęły wydobywać się niepokojące dźwięki. Trzeba było przyznać - zaniepokoiło go to. Rozróba? Niespecjalnie chciał w tym uczestniczyć. Wolał zdecydowanie zjeść coś niż pakować się w kłopoty. Dlatego też na początku obserwował ich, póki nie podeszli w jego stronę. Jeśli jednak by to zrobili... Cóż, rudowłosy nie zamierzał dawać się bić czy coś. Niestety.

_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.
Powrót do góry Go down
Kaho
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2786-kaho-kajiyama http://vampireknight.forumpl.net/t2790-kaho#59585 http://vampireknight.forumpl.net/t2789-kaho#59582 http://vampireknight.forumpl.net/t3509-kaho http://vampireknight.forumpl.net/t3510-kaho#75872 http://vampireknight.forumpl.net/t2791-kaho-kajiyama-4-pietro#59586
Zarejestrował/a : 21/08/2016
Liczba postów : 115


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Paź 10, 2016 11:12 pm

Gdy Kaho odwróciła się od siostry i brata poczuła różne spojrzenia mężczyzn skierowane ku niej. Na twarzy można zauważyć zarumienione policzki próbując uspokoić się ale nie potrafiła. Po chwili zauważyła, że siostra zaczynała znikać w tłumie na festynie i stwierdziła:
- Chyba... siostra potrzebuje spokoju podejrzewam braciszku - odparła wznosząc ramionami. Nie miała sił doganiać jej, ponieważ zdała sobie sprawę z owej sytuacji. Gdy zwróciła wzrok na estradę usłyszała kolejne przemówienie burmistrza Emmanuela więc uważnie słuchała co ma do powiedzenia ale cała radość przemieniła się w bunt gdzie był zgromadzony tłum wrogów, którzy chcieli zepsuć festyn. Ta cała sytuacja była bardzo podejrzana, ponieważ zauważyła bruneta na przeciw burmistrza jakby on chciał zaburzyć zwycięstwo. Gdy Kaho była zaniepokojona więc zaczynała się martwić o siostrę gdzie ona wybyła. Miała cichą nadzieję, że ta cała sytuacja zostanie opanowana przez policję. Zauważyła Takeshiego swojego przyjaciela, który szedł w jej stronę i pomachała mu żeby zauważył. Wzrokiem spojrzała się na niego słuchając na temat buntu, który zebrał się niespodziewanie. Grymas na twarzy dziewczyny zmienił się na poważny.
- Rozumiem Takeshi - odparła i kiwnęła głową na to co powiedział.
Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 227


PisanieTemat: Re: Estrada   Pią Paź 14, 2016 5:18 pm

Nieszczęścia chodzą parami.
Cóż, może obecna sytuacja nie zaliczała się do tych katastrof, po których człowiek nie może się pozbierać, jednak niewiele brakowało do tego, aby zmieniła się w coś podobnego. Po raz kolejny tego wieczoru czarnowłosy westchnął, zastanawiając się, jak do tego wszystkiego doszło i to zaledwie w jedną chwilę.
- Samantha, przestań zachowywać się jak małe dziecko - powiedział, czując, jak nakłady cierpliwości przeznaczone dla sióstr, wyparowują, jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Jeśli miał być szczery sam ze sobą, to najpierw wolał załatwić sprawę z Esmeraldą, upewniając się, że wcześniejszy głupi pomysł całkowicie wyleciał jej z głowy, a dopiero później stawić czoła Sammy.
- Dobra, ja stopuję. Jak się uspokoisz, Sam, to wtedy porozmawiamy. - Dał za wygraną. To jedyne, co mu przychodziło do głowy, żeby nie zwariować.
Na początku miał spędzić miły dzień z łowczynią.
Jak widać, nawet coś tak pozornie łatwego może rozbić się jak szkło.
Spojrzał na Kaho, wzruszając ramionami. Pewnie miała rację. Powinni zostawić czerwonowłosą, aby ochłonęła i przemyślała swoje zachowanie. O ile to pierwsze było jeszcze możliwe, o tyle miał wątpliwości co do drugiej części.
- Ech, idę się przejść - odparł, posyłając najmłodszej siostrze przepraszający uśmiech. Sam najchętniej pojechałby do siebie, ale czekała go jeszcze rozmowa z Esmeraldą. Odruchowo zaczął szukać ją wśród tłumy, jednak dostrzegł coś innego... a raczej kogoś.
Poczuł zimny dreszcz w okolicy karku, jakby ktoś dotknął go dotknął lodowatą ręką. Stanął, opierając się o miejską lampę. Zerknął w stronę, gdzie sekundę temu widział dawną znajomą. Nie, to musiał być ktoś podobny, przecież ona nie żyła. Albo umysł postanowił z niego zażartować, sygnalizując, że dość na dzisiaj wrażeń.
Oho, robi się gorąco.
Po przemówieniach burmistrza jakaś grupa postanowiła urozmaicić imprezę swoim strajkiem. Pięknie, cholera. To było niczym wisienka na mdłym torcie.
- Esme! - zawołał, przedzierając się między innymi, aby dotrzeć do kobiety. Nawet jeśli był przy niej Corn, to i tak wolał mieć pod kontrolą, to gdzie jest. Kto wie, co przygotował tłum wściekłych idiotów?

_________________


~ Język francuski | Język japoński ~
Powrót do góry Go down
Xin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2023-xin-amiko#43253 http://vampireknight.forumpl.net/t2119-relacje-xin-amiko
Zarejestrował/a : 17/08/2015
Liczba postów : 290


PisanieTemat: Re: Estrada   Pią Paź 14, 2016 6:11 pm

W zasadzie zadziałał wbrew woli Fabia, bo jednak oderwał go od Sophie i jej syna. Ale słodkie serduszko Malca było po stronie Wilka, więc zrozumiał jego chęć wyrwania się stamtąd. Najdroższy dobrze przypuszczał, że roczny Wampir niespecjalnie mógł odnaleźć się w swoim ciele, tym bardziej, że łasym nie tylko na krew. I że łatwo wyprowadzić go z równowagi. Xin i tak starał się jak mógł nie stwarzać zagrożenia, i chronić od złego Kruszynkę. Była warta każdego poświęcenia, a gdyby tak ująć od zdarzenia nadmiar hałasu i kilkanaście par wścibskich oczu, to mógłby z pewnością z Fabiem zabawić dłużej na imprezie zorganizowanej przez nowego Burmistrza.
Widział, jak i Syrenka nie najlepiej czuł się, kiedy widział w tłumie kolejne znane twarze. Opowiedział nawet o Samuru, a że wierzył jego słowom - nie miał zamiaru wpakowywać ich obu w kłopoty. O ile to możliwe.
-Dobrze, to może zanim wrócimy do domu, zrobimy sobie wolną rundkę przez park? Chciałbym jeszcze pobyć z Tobą sam na sam.
Zaproponował i wyjaśnił, skąd jeszcze oponował przed powrotem. W głównej mierze to dla Ukochanego pragnął przyjść tutaj, do centrum ludzkich rozrywek i sprawić mu jak najwięcej radości. Skoro Himura zdecydował się zostać w posiadłości - mógł porozmawiać w końcu w cztery oczy z Najdroższym.
-Fabio? -zapytał nagle zatrzymując się w miejscu i mocniejszym uściśnięciem dłoni zasygnalizował, aby i Ukochany na moment przystanął- Mam nadzieję, że dobrze bawiłeś się chociaż przez ten moment na festynie. Myślisz więc, że kiedyś... że kiedyś...
Urwał wypowiedź, zaciął się. Jego uszy wyłapywały wibracje od okrzyków, które musiały dziać się w centrum zdarzeń. Objął prędko Malca ku sobie, bardzo szczelnie, i opatulił go rękawami kimona przygryzając wargę. Nie mógł odważyć się na dokończenie słów, z którymi przez drobną chwilę był gotów podzielić się z Najdroższym, ale został rozproszony przez harmider, od którego puchły mu uszy i głowa. Wydawało mu się, że są daleko od sceny, lecz najwyraźniej granica tolerancji decybeli została przekroczona. Spoglądał na Ukochanego z czułością, chociaż jak zwykle niewzruszona twarz nie wyrażała mimiki zatroskania o Fabio. Źle się czuł w tym otoczeniu, ale całe szczęście, że Długowłosy był tuż obok. Możliwe, że gdyby nie on, to rzuciłby się na jakiegokolwiek przechodnia i zrobiłby demolkę. Na pewno Najmilszy miałby mu za złe, ale był Wilkiem, a jego zew natury - ogromny. Chociaż i tak mając przy sobie takiego nauczyciela Dobroci czynił postępy.
Puścił wreszcie Ukochanego, aby nie podusić go czy coś, i wplątał dłoń w jego rączkę.
-Masz rację. Chodźmy do domu.
Potwierdził tym samym spostrzeżenie Włocha, że na nich już pora. Chociaż jak tak stali z dala od zgiełku i centrum atrakcji... było naprawdę przyjemnie.

_________________

Wilk aka Czarna Bestia:
 

Nagroda z eventu Halloween "Dyniowe Losowanie" 2016:
 

kolor dialogu = #ff0066
Powrót do góry Go down
Hideo Kuroyama
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2863-hideo-kuroyama#61034 http://vampireknight.forumpl.net/t2872-hideo#61101
Zarejestrował/a : 14/09/2016
Liczba postów : 116


PisanieTemat: Re: Estrada   Sob Paź 15, 2016 7:14 pm

Hideo z ukochaną Demetrie przybywał cały czas na festynie zauważył niestety bajzel. Gdy usłyszał dziwne zgromadzenie przy estradzie. W tym momencie zaczynał obserwować szarą policję i pojedynczych łowców, którzy  są skupieni na zabawie. Poniektórych zauważył miny z daleka, że mają chęć chyba uciszyć tych co zaczęli krzyczeć na tego rodu Emmanuela. Przemyślał chwile całą sytuację był przygotowany w razie czego na obronę i zauważył swoich przyjaciół, którzy zjawili się w razie czego żeby wesprzeć swego Vice Dowódcę (czyt. z Rosji). Westchnął ciężko widząc ich rozsypanych też. Uśmiechnął się pocieszając ukochaną, że powinno niedługo być spokojnie i stwierdził do niej:
- Nie martw się Demetrie, będzie dobrze. Najwidoczniej nowy Burmistrz może mieć nie lada problemy przez tę sytuację i musimy mieć oczy otwarte dookoła - odparł z poważną miną i westchnął. Zauważył swojego przyjaciela Vlada. Uśmiechnął się nieznacznie ale nie pokazując z daleka tego. Kiedyś będzie musiał z nim na osobności porozmawiać o dalszym porozumieniu i współpracy w łapaniu wampirów.
Wziął delikatnie za rękę Demi żeby zejść z pola widoku tego zdarzenia i musi cały czas obserwować wydarzenie.  Jeden z łowców wampirów o imieniu Takeshi podszedł z pistoletem pytając się o tym całym krzyku i demonstracji na festynie swojego Vice szefa. Sam Samael nie był zadowolony z tej sytuacji ponieważ miał spędzić miło czas, a nie narażać ją na niebezpieczeństwo.
Powrót do góry Go down
Samantha

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2864-samantha-kajiyama#61046 http://vampireknight.forumpl.net/t2867-samantha#61054 http://vampireknight.forumpl.net/t2866-samantha#61053
Zarejestrował/a : 14/09/2016
Liczba postów : 37


PisanieTemat: Re: Estrada   Sob Paź 15, 2016 10:42 pm

Ugh...
Durne, głupie rodzeństwo!
Samantha była bardzo wkurzona na tą dwójkę! W jej oczach wyglądało to tak, jakby oni uważali się za kogoś o niebo lepszego niż ona, ta, która wybrała inne życie... Chwila, brzmi trochę to jak tytuł jakiejś powieści. Nieważne. Wracając do tej sytuacji, oboje stwierdzili zgodnie, że wolą pozostawić rudowłosą tutaj, dobrze pamiętając, że nie znała ani okolicy, ani niczego innego, co mogłoby się jej tutaj przydać.
Prychnęła na nich z pogardą.
- Idźcie sobie, skoro tak chcecie - Co za głupi brat i głupia siostra! - pomyślała jeszcze, kierując swoje kroki gdzieś, gdzie nie będzie musiała ich oglądać. - Nie ma to jak się dowiedzieć, że jednak jestem niemile widziana - o ile sytuacja mogła wyglądać realnie ciut inaczej, o tyle ona sama to właśnie tak widziała. - Wolą być z kimś innym niż z własną siostrą - mruknęła jeszcze po francusku. Nie podobało się jej to ich zachowanie. Zresztą, nie to nie!
Spojrzenia, które doświadczyła międzyczasie ze strony innych zostały zignorowane przez Samanthę, która coś cicho mamrotała pod nosem na temat Leyasu i Kaho. W końcu jednak przestała, biorąc głębszy wdech. Olać ich! Nie mam co się przejmować tą dwójką, wolę się zająć czymś weselszym! Dlatego też rudowłosa zamierzała iść do stoiska z napojami, gdzie poprosiła o zimny sok jabłkowy, składając zamówienie z wykorzystaniem języka japońskiego.
Międzyczasie dotarło do niej, że COŚ zaczęło się tutaj dziać. Uniosła lekko brwi.
- Co za idioci - powiedziała po francusku. - Jakie wampiry? Naćpali się czegoś? Powinni ograniczyć działkę - mruknęła. Tak, wiedziała o istnieniu innej rasy, co nie zmieniało faktu, że w jej oczach protestujący wyglądali jak idioci... I w dodatku dość niebezpieczni, bo zaczynali rozróbę. Zmrużyła oczy. Nie jestem pewna, czy zrozumiałam wszystko. Nie znam dobrze tego języka. I kij z tym, że nie wiedziała, o co chodzi! Nie zmieniało to faktu, że byli irytujący.
- Co niby chcecie osiągnąć tym durnym zachowaniem? - spytała się, stosując język tego narodu, lecz można było wychwycić, że nie mówiła płynnie. Ah tak. Jak któryś będzie chciał do niej podejść i zrobić jej krzywdę, dostanie w pysk. Nie żartuję. Mogli ją później zamknąć za to, ale... Ilu zdołałaby posłać do szpitala?
Nie. Nie wolno. Póki co, stała grzecznie tutaj. Chwila, a może jednak lepiej byłoby się wycofać? A nie będzie już za późno?
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1095


PisanieTemat: Re: Estrada   Nie Paź 16, 2016 11:46 am

Mógł liczyć na Esmeraldę i doskonale o tym wiedział, lecz ta pewnie jak zauważyła, nie korzystał z medyka łowieckiego, nawet po akcjach, które kończyły się niezbyt ciekawie. Mimo wszystko może to być spowodowane tym, że Cornelius to indywidualista, samotnik. Wolał iść sam na patrol, bez nikogo, a do jakikolwiek akcji brał kogoś najprawdopodobniej z przymusu, bo często Vlad ustalał kto z kim pracuje, a Corn co? Przyjmował to na klatę, nie marudząc. A jeśli już, to mało kiedy... Mniejsza o to...
Znał Esmeraldę na tyle, że potrafił by powiedzieć, że są podobni pod jednym względem. Są indywidualistami. Obaj nie chcieli prosić o pomoc, Esme przez dumę, a Corn? Możliwe że również. Obaj orali jak mogli, by tylko było dobrze.  Jakoś sobie radzili, bo chcieli dobrze dla osób dla których były rodzicami. Może przez takie zachowania mogli rozumieć się bardziej, kto wie...
-Nie ma sprawy.
Przypominanie mu o złożonej propozycji? Hymm... Czemu nie. Choć chyba nie będzie to konieczne, ale nie byłby zły na Esmeraldę, gdyby mu przypomniała. Pewnie w większości wypadkach nie miał by zdjęć tylko przez to, że nie widziałby potrzeby noszenia ich przy sobie. Mimo wszystko, jeśli chodzi o Esmeraldę, to chciałby jej pokazać te zdjęcia.
-Albinos.
Powtórzył nieco po Esmeraldzie nie mając głównie w tym żadnego celu, po prostu było to dla niego niecodzienna wiadomość, bowiem nie zajmował się narodzinami dziećmi, a bardziej drastycznymi sprawami, jak złamania i takie tam. Nie wiedział czy w rodzinie kobiety był albinos, ani nie wiedział kto jest ojcem, a strzelać nie mógł. Nie miał pewności, więc wolał nie wyskakiwać jak gumka z majtek... Potrzebował więcej danych.
-Esmeraldo... Też tak myślałem, kiedy chciałem Katy zachować z dala od łowców, z dala od tego bagna w którym siedzę. Chciałem by żyła całkowicie inaczej, jednak wiem że jeśli ją oddale od tego, moi wrogowie na pewno obiorą ją na cel, a chce i  będę dążył do tego, by umiała się samej obronić. Moje podejście się zmieniło i jestem pewny że twoje również się zmieni, kiedy zdasz sobie sprawę z tego, że będąc jednym z najważniejszych organów w całej grupie, Twoja córka stanie się celem, by potem dorwać Ciebie. Będziesz chyba chciała by wtedy Twoje dziecko mogło się bronić, a jeśli nadal będziesz chciała dla niej innego życia, to podejmiesz decyzje która najprawdopodobniej zniszczy Ciebie, ale ocali Twoją córkę. Kiedyś Ci powiem co to za wybór, a może sama się go domyślisz.
Nie chciał zdradzać słów, które przypuszczał że Esmeralda w głębi siebie już zna. Nie chciał jej dopowiedzieć do końca, by ta nie zaczęła rozmyślać. To nie był czas na to. Przybyła tu chyba odpocząć, a nie bujać w obłokach.
-Wiem, że mogę na Ciebie liczyć, niezależnie od pory dnia. Doceniam to.
Odparł do kobiety, która po części była kimś więcej niż koleżanką z pracy, mógł z nią porozmawiać o prywatnych sprawach. Mógł otrzymać od niej jakąś rade, co bywało pomocne. Doceniał jej osobę i nawet w chwili zagrożenia byłby gotów skoczyć za nią w ogień.
-Pomoc to nie wszystko Esmeraldo, nie w chwili kiedy zostałem obrzucony błotem, oczerniony na całe miasto, które nie znając prawdy, bez chwili zawahania, wbiło by mi nóż w plecy. Wtedy byłem o wiele słabszy, dlatego tak łatwo zrobili ze mnie kozła ofiarnego. Gdybym wtedy nie uciekł, możliwe że tkwiłbym w więzieniu do dziś.
Tylko dzięki Vladowi, Cornelius nie musiał skrywać się pod kapturem, tak jak poznała go Esmeralda, a mógł chodzić z uniesioną głową. Sam też zerknął na Vlada, którego obserwował sporadycznie, by nie ignorować rozmówczyni.
-W sumie ja również.
Skoro mieli okazje na luźniejsze spotkanie to mogli spokojnie iść się przywitać. Nie wtrącał się w rozmowę kobiet, bowiem niezbyt wiedział jak miał się zachować. W końcu gadały o chłopaku tak? Mógł słuchać, a mimo to po chwili zwrócił uwagę na zamieszanie, w które był zamieszany burmistrz. Uniósł brew zerkając na Esmeraldę.
-Będzie dym
Dwa spokojne słowa, a mimo to Cornelius chciał przekazać łowczyni by trzymała się na baczności, zerknął na Katy która była tuż obok, i pogłaskał ją po głowie. Po chwili już słyszał zawołanie Leya, dlatego też podniósł rękę, zdradzając łowcy swoją pozycje, jak i poszukiwanej Esmeraldy, po czym wstanie, kiedy chłopak dotrze tutaj.
-Wypadało by się rozejrzeć. Arthur pilnuj Esmeraldy, a jak stanie się jej kuku to ja ci zrobię kuku, ok?
Nie była to groźba, w każdym razie głos jakim Cornelius to wypowiedział, nie wskazywało na to, a raczej na zaczepkę i probe rozanielenia łowce, który tak się zaniepokoił, ze aż zaczął nawoływać imię swojej partnerki, co wydało się białowłosemu komiczne. Chociaż kto wie, co by zrobił jednak Cornelius, gdyby Esmeraldzie się coś stało.
-Będę niedaleko.
Trochę ogólnie, ale musiało to starczyć, a jeśli się zerkną gdzie lezie stary łowca, to zobaczą iż obrał kierunek, który prowadził do Vlada. oczywiście mała Katy, mówiąc ciche do widzenia, podreptała za bratem.
-Witaj przyjacielu.
Zagadał do Vlada, zerkając na Swoją siostrę, która już po chwili była obok, mówiąc do dowódcy dzień dobry.

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.
Poszukiwania
Powrót do góry Go down
Karin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2885-karin-sang#61367 http://vampireknight.forumpl.net/t2939-karin#62282
Zarejestrował/a : 20/09/2016
Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Estrada   Wto Paź 25, 2016 6:02 pm

Karin jednak wróciła, między innymi dlatego że zgubiła się wychodząc z festynu i dlatego, że zrobiła się jeszcze bardziej głodna. No cóż, pozwiedzała okolicę i nie mogąc znaleźć drogi do szkoły uznała, że zostanie na festynie gdzie jak się okazało było jednak jedzenie. A ogarnęła tą informację widząc ludzi z żarciem idących z festynu. No i jak tu nie wrócić no jak? Szczególnie jak ma się okazję pojeść japoński street food? Coś czego mogłaby tak szybko nie załapać po za festynem. Ale słysząc coraz to większy bulwers swojego żołądka udała się stoisk, popatrzyła się nieco i wybrała coś co nie zawierało owoców morza. Nie ufa im, no nie. Po czym wzięła i udała się na wolną ławkę by w spokoju sobie zjeść.
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1029


PisanieTemat: Re: Estrada   Sob Paź 29, 2016 11:04 pm

Kilku członków przybyło tutaj zobaczyć jak ich kolejny podopieczny ma zaprezentować swoje pochodzenie. Barabal wraz z Gabrielą może byli dumni z sukcesu syna, to i tak czekali aż ten pokaże klasę rodu, wszak ci od wieki wieków przekazywali podwładnym swoją władzę w nie raz radykalny sposób. Ringo także ciekaw ogromnie, przyglądał się całej akcji ale jednak pozostawał jako ochroniarz rodziny, sam Barabal nie byłby w stanie sprostać wszystkim zgromadzonym. Wiedzieli jak bardzo wyróżniają się w tłumie, jak pozostali schodzą z drogi mieszkańcom z Cmentarza. Samuru także uśmiechał się do siebie widząc zaskoczone lub przerażone twarze. Dawni podwładni szlachetnego wciąż pamiętali jakie młody zgotował im piekło. Jeśli byli tutaj szarzy, to ochoczo salutowali szefowi.
- Pieprzone miasto.
Burknął wampir oschle, wlepiając gadzi wzrok we Vlada. Kimże byli ci ludzie? Śmierdzieli Oświatą, więc sto procent że psy ludzkie są od władzy przeciwko wampirom. Jakże gardził jednostką pogromców, wszak Marcus nadal miał nad nim władzę.
Barabal przystanął na moment by spojrzeć czarnymi oczyma na scenę. Wówczas wtedy poczuł na sobie uderzenie. Skierował wzrok ku dołowi i ujrzał bratanicę Rillianne. Młoda wampirzyca, córka Ringo.
- Może idź do ojca? Gdzieś się tutaj kręci.
Mimo uśmiechu wampir wydawał się dość zirytowany. Ta cała maskarada. Czym ona miała być? Emmanuel znikł na dany moment, więc pozostało im czekać. Abaddon wciąż przesiadywał w cieniu, mając czujne oko na wszystkich. Pracując dla Hiro musi być uważny bo przecież zbiera dla niego informacje, przecież pojawiła się tutaj panna Green.
Reakcja innych póki co nie pozostawała w uwadze, a przynajmniej nikt nie zauważył aby się tym przejmowano. Głównym celem był tutaj Emmanuel. Chociaż Samuru miał nieco troszkę inne plany, bowiem to cwaniak, toć musi się pokazać.
I gdy Emmanuel postanowił na nowo powrócić, dając krótkie ogłoszenie, młody szlachetny prychnął. Rzucenie mięcha ludności... A może jednak wujaszek chciał pokazać, że Kuroiashita nie są wcale tacy źli? Spojrzał na Ringo, który znajdował się do nieopodal niego. Wymienił się spojrzeniem z młodym szlachetnym.
- Niezły cyrk.
Burknął Jednooki, zaciskając przy tym mocno szczeki. Nie po to od lat pokazywano czym jest Ponury Ród, żeby teraz to zaprzepaścić. Wampirza rodzina Adamsów ma swoją klasę.
Zaskoczeniem jednak było to, że burmistrz mówił o zaginionym kanibalu. Ale czy ludzie przyjęli to z zatroskaniem? Skądże znowu! Przecież Kanibal to morderca ludności.
- Jeszcze tego by brakowało by zajmować się kanibalem.
Westchnęła czarnowłosa Gabriela, szukając gadzim wzrokiem swojego męża. Miło niby, że ich jasnowłosy syn podkreślił o ich obecności, atoli nie to teraz było ważne tylko to zbiorowisko...
Dziki tłum? Przeciwnicy rodu? Samuru aż musiał podejść bliżej by dostrzec nadchodzących wrogów. Uśmiech nie chciał zejść z trupio bladej twarzy. Zabawa dopiero się zaczynała.
Powrót do góry Go down
Ysaverin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2820-budowa-ysaverin-elizabeth#60156 http://vampireknight.forumpl.net/t2967-ysaverin#62657 http://vampireknight.forumpl.net/t3032-ysaverin#64425
Zarejestrował/a : 29/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Estrada   Nie Paź 30, 2016 12:11 am

Ysaverin bywając w towarzystwie swojej rodziny słyszała dziwny strajk i słowa które dochodziły blisko estrady. Zauważyła z daleka jak Emmanuel zniknął, a widziała jedynie swojego narzeczonego. Wampirzyca przemyślała dlatego wstała robiąc łyk soku ulubionego i przeprosiła swoją rodzinę:
- Przepraszam, muszę pomówić z kimś - odparła krótko. Eleganckim krokiem próbowała ominąć tą grupę zdziczałych ludzi czy też wampirów żeby porozmawiać z Rieconem. Westchnęła słysząc gruby głos, który zwrócił damie uwagę wtedy odezwała się:
- Jak śmiesz do mnie tak mówić - rzekła chłodnym tonem i spoliczkowała osobnika mocno, że mogli niektórzy to zauważyć i rodzina z daleka. Widok nie był miły przez wymianę zdań, nie pozwoli jakiemuś śmieciowi na obrazę. Skierowała wzrok spoglądając się na bruneta o złotych oczach, jednakże jakoś nie przejęła zbytnio tym. Najwyraźniej Samurowi nudziło się dlatego wpadł na festyn. Gdy zaczynała panna Metherlence kierować się w stronę narzeczonego powiedziała:
- Witaj drogi Rieconie - rzekła z lekkim uśmiechem na twarzy. Gdy Ysaverin spojrzała się na dziki tłum nie była zbytnio zachwycona całym tym zajściem. Wampirzyca była bardzo spokojna i opanowana, że nie reagowała na dalsze krzyki obywateli, którzy pragnęli kolejnych wyborów. Obywatele mieli prawo głosować na kogo chcą więc nie przejęła się tym. Po chwili wampirzyca pogratulowała swojemu narzeczonemu:
- Gratuluję Ci posady - rzekła. Nie znikał uśmiech z jej twarzy. Stała na tyle w dobrym miejscu, że tłum ją nie sięgał. Wcześniej miała ochotę tamtego zabić, ale nie będzie psuła sobie nastroju w dzisiejszym dniu.

_________________
Ysaverin
Oślepieni światłem szczęścia trudno przyzwyczajają się do mroku rozpaczy
OpeningBattle!EndingOme'nos
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 262


PisanieTemat: Re: Estrada   Nie Paź 30, 2016 8:42 am

Emmanuel się postarał aby impreza na jego cześć wypadła jak najlepiej. Panowała przyjemna atmosfera, można było coś przekąsić, nawet pobawić się. Pewnie mógł niektórym spełnić marzenia odnośnie muzyków. Może ktoś ich uwielbiał, kto tam wie. Mimo wszystko widać iż nowy burmistrz starał się, by wszystko było dopięte na ostatni guzik, co też się udawało, do czasu...
Nie był wrogiem Emmanuela, nawet jeśli z nim przegrał wybory, to widocznie tak miało być. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jest tutaj o wiele krócej niż zwycięzca wyborów, dlatego nie mógł oczekiwać od mieszkańców by ci zaufali osobie, której nawet nie znają. Nie miał być o co zły na wampira. To była decyzja mieszkańców, a Emmanuel nic mu nie zawinił, więc jego gratulacje były szczere.
-Dobrze mi to słyszeć. Na pewno nie zawiedziesz miasta, zaś ja sam postaram Ci pomóc jak tylko będę mógł, by było lepiej.
Odparł może zbyt wyniośle, jednak nie przypominało to żadnej gry autorskiej. Raczej wynikało to z tego, że Riecon nie będzie rozmawiał z ważną mu osobą "na luzaku". Zwyczajna kultura, której mu nie brakowało, a stosowanie jej na pewno pozwoli aby Emmanuel odczuł respekt Riecona, co do jego osoby. Jak jednak będzie wyglądał czas panowania wampira, czas to pokaże, na obecną chwile było to wielką niewiadomą...
Stojąc nieopodal burmistrza, rozglądał się po całej imprezie, oczywiście nie powijając faktu iż widział swoją narzeczoną, no ale przecież ie wyskoczy do niej, niczym gumka z majtek. Co to co nie... kontynuując obserwacje widział wiele ludzi, wampirów którzy rozmawiają na przemian sobą i tak w kółko, czyli po prostu się bawią.
Emm ponownie postanowił wyjść na scenę wygłaszając swoje przemówienie. Riecon słuchał tego, nieco zaciekawiony całą akcją odnośnie jego brata. W sumie to było dziwno, że ten zginął, a że brat się o niego martwił, to po prostu był naturalny odruch, najczęściej ludzki, ale u wampirów też występował. Po zakończeniu zaczął się jednak harmider, którego chyba nikt się nie spodziewał. Oburzenie było wielkie co było widać słychać i niemal czuć w powietrzu.
-Rozumiem.
Odparł do Emmanuela, który nie chciał czekać a chciał działać, by nie zniszczono tak pięknej imprezy. Co zaś Riecon sam robił? Rozejrzał się dookoła i jeśli będzie mu dane, skieruje się na scenę, chyba nie trzeba mówić z jakim zamiarem... Podszedł do mikrofonu i westchnął.
-Witam tutaj wszystkich zgromadzonych, tych zadowolonych i oburzonych. Jestem Riecon Dersarajevo, i chciałbym podziękować organizatorowi imprezy za zaproszenie, bym mógł razem c nim świętować jego triumf. Jest mi niezmiernie miło iż mogę tutaj razem z wami być. Choć razem z Emanuelem byliśmy rywalami, to o wygranej zadecydowaliście Wy. Wy mieszkańcy Yokohamy. Teraz gdy już jest po wyborach, gdy już wszystko jest wiadome, powinniśmy świętować waszą decyzje, za którą ten oto mężczyzna, zastąpi miejsce, które jeszcze do niedawna była sprawowane przez Tyrana. Dokonaliście wyboru, wybraliście członka rodziny Kuroiashita, lecz to nie czyni z niego potwora. To jest jego nazwisko, nie wybierał go sobie sam, z takim się urodził. I jeżeli ktoś z tłumu ocenia, przewiduje jakie będą losy miasta którego burmistrzem będzie Emmanuel Kuroiashita, tylko przez pryzmat jego nazwiska, które ten nosi dumnie, no to nie wiem do czego to wszystko zmierza... Chcecie nowych wyborów? Zadajcie sobie pytanie, po co? By wygrał ktoś inny, którego także okrzyczycie, wybyczycie? Zanim zaczniecie kogoś oceniać, najpierw pozwólcie mu dać powodu do tego, bo bez tego, to wasze słowa, obelgi są warte tyle co woda na młyn. Dziękuje.
Po tym nieco długim przemówieniu, zwyczajnie odstąpił i zszedł ze sceny, oczywiście i bez wątpienia stając po stronie Emmanuela. Nie rozumiał buntu tłumu, skoro sami go dobie wybrali, a teraz co chcą nowych wyborów? Eh... Podczas całego przemówienia, nie krzyczał, broń boże, ale akcentował co, poniektóre słowa, by nadać im odpowiedniego sensu.
Schodząc ze sceny, ujrzał zbliżającą się narzeczoną, do której lekko się uśmiechnął, kiedy podeszła bliżej.
-Witam Ciebie Elizabeth.
Przywitał kobietę i wystawi do niej dłoń, którą jeśli mu poda ucałuje jej wierzch, po czym puści wolno. Na jej gratulacje skinął pokornie głową.
-Dziękuje, lecz nie nazywaj tego tak. To nie posada. U boku Emanuela, wiem że powinno być lepiej, a pomagać mu będę jak tylko będę mógł.
Nie chciał by kobieta o jego pozycji mówiła jak o posadzie, o czymś materialnym, bo tak odbierał to Riecon, który zerknie po chwili za tym co robił Emanuel i ogólnie, co się działo dookoła.

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Kojiro

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1901-kojiro#40792 http://vampireknight.forumpl.net/t2342-kojiro#49288
Zarejestrował/a : 01/07/2015
Liczba postów : 205


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Paź 31, 2016 1:22 pm

Lucjusz tęsknił, ale i psowaty był bardzo rad z jego towarzystwa, w sumie nie wiadomo co by się stało gdyby uspokajająca obecność kochanego wampira nie pojawiała się w tak niebezpiecznej dla psowatego i kotowatego sytuacji. Nawet nie zdziwiło Koja to, że Shiro chciał odejść, z pewnością nie czuł się zbyt dobrze w tej sytuacji
-Dobrze Shiro i gomene za to.... nie chciałem cię wystraszyć. Mam nadzieję, ze spotkamy się potem, chciałbym z tobą pogadać.
Rzucił na odchodne i nie zatrzymywał kotowatego.
Za to wtulił się bardziej w Lucjusza i zastanawiał się czy dobrze będzie jeśli pójdzie już teraz zapytać Emmana o być może nową posadę, czy może lepiej poczekać i zaczepić go potem, teraz wszak musiał mieć sporo pracy, a i w ramionach ukochanego było przyjemnie. Jedynie ten hałas nie był tym co by psowatego zachęcało do bycia tutaj.
A to dopiero początek, bo ledwo Emman po drugim wyjściu na scenie ogłosił zaginięcie Gada, którego nawiasem mówiąc Kojiro nie widział krocie czasu, to zaczęło się to czego wszak i tak można było się spodziewać. Koji westchnął ciężko i wywrócił oczami po chwili patrząc na zbliżający się tłum.
-Prawie jak za czasów średniowiecza, brakuje tylko by mieli widły jak wieśniacy w tamtych czasach. Zamiast tego wolą się bardziej drzeć przez te ustrojstwa.
Wyraził swoje niezadowolenie i zastanawiał się co w tej sytuacji począć, jego uszy położyły się już całkiem po głowie prawie całkiem znikając wśród gęstej grzywy psowatego. Z jednej strony nie chciał zrobić nikomu krzywdy, z drugiej widział ten szalony tłum i to, że był gotów zrobić krzywdę zwykłym ludziom bawiącym się na tej imprezie. Ostatecznie jeśli jakiś człowiek z szeregu buntu wymsknie się z objęć próbujących ich ogarnąć funkcjonariuszy, Kojiro postara się wspomóc nieco szeregi ochrony. Miał przy sobie miecz, a do tego przywołał swojego chowańca, jednak i jednego i drugiego starał się używać z rozwagą. Wielki lis miał za zadanie głównie zatrzymać część uciekinierów lecz nie miał ich ranić. Za to sam psowaty używał miecza nie wyciągając go z sai, nie miał zamiaru nikogo zabijać ale jeśli to ma ostudzić trochę zapał obecnych najeźdźców to muszą się liczyć z tym, ze psowaty kilku z nich znokautuje na tyle by stracili oni na jakiś czas świadomość. Nie zabijał, tylko obezwładniał i pozwalał zwyczajnie uciąć im "drzemkę". Z pewnością i mu się za tą pomoc parę razy oberwie, ale był kiedyś wojownikiem, więc nie bardzo się tym przejął. Po za tym.. miał też przy sobie ukochanego więc w razie czego ten mu może pomoże? Albo będzie się tylko przyglądać jak psowaty wprowadza drobne "porządki", cokolwiek by nie zrobił Lucjusz, Kojiro i tak zamierzał nieco pomóc. Ta hałastra za bardzo się panoszyła gotowa skrzywdzić każdego na swej drodze, a Kojiro nie lubił krzywdy tak bezczelnej na niewinnych za winnych.

_________________


(event)Mirror- blokada umysłu 0/3 użycia
Wylosowane w dyni: Różowy aligator - zabawka/breloczek do kluczy. Uśpienie Ci nie straszne! Gdy ciało śpi, aligator się budzi gryząc! Raz na trzy posty.
Powrót do góry Go down
Ysaverin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2820-budowa-ysaverin-elizabeth#60156 http://vampireknight.forumpl.net/t2967-ysaverin#62657 http://vampireknight.forumpl.net/t3032-ysaverin#64425
Zarejestrował/a : 29/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Paź 31, 2016 1:51 pm

Gdy Ysaverin dyskutowała z tamtym idiotą miała chęć poważnie jego uszkodzić ale na oczach narzeczonego i innych zgromadzonych nie zrobi tego. Westchnęła widząc jak tłum zaczyna się natężać idąc w stronę estrady z hałasem, a szara policja akurat próbowała stłumić te całe towarzystwo dlatego musiała jakoś przycisnąć przez ten tłum nieznośny i usłyszała słowa vice burmistrza co ją z lekka zaskoczyło, zarazem miała nadzieję, że ostudzi ich zapał w stronę Emmana. po wysłuchaniu całego przemówienia i przeszła koło bruneta z dumą na twarzy okazując chłód byłemu burmistrzowi. Niedaleko wampirzycy byli strażnicy, którzy pilnowali bezpieczeństwa jej więc lepiej nie podskakiwać. Odetchnęła na razie z ulgą obdarowując uśmiechem swojego narzeczonego i po przywitaniu się poddała swoją dłoń delikatnie widząc ucałowanie i została puszczona powoli. Ucieszyło ją to, że Riecon naprawdę chciałby pokoju pomiędzy tymi rasami i była z niego bardzo dumna z podstawy jaką utrzymywał na estradzie i ogółem.
- Przepraszam, źle wyraziłam się. Ja uważam, że Emmanuel da radę rządzić Yokohamą, żeby obywatele by byli z niego dumni w dodatku będzie miał Ciebie jako wsparcie więc wierzę, że dacie radę - rzekła spokojnie. Właściwie to chciała pogratulować o awansie, a nie mówić jako o posadzie ale wyrwało się jej niestety dlatego musiała szybko to wyprostować. Spokojnie stała przy nim nie odchodząc na razie z miejsca i z daleka mając nadzieję w miłym geście przywitała się z nowym burmistrzem.

_________________
Ysaverin
Oślepieni światłem szczęścia trudno przyzwyczajają się do mroku rozpaczy
OpeningBattle!EndingOme'nos
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Estrada   Wto Lis 01, 2016 2:04 pm

Cornelius miał rację, jednak czego się nie robi dla ochrony swoich bliskich. Chciała dla dziecka wszystkiego co najlepsze, w tym również bezpieczeństwa i możliwości podjęcia samodzielnej decyzji. Póki co Alicja była za mała, dlatego Esmeralda postanowiła zaczekać i zapewnić małej dobre warunki do życia i wychowanie.
- Pamiętam tą rozmowę, Williamie. Nawet aż za dobrze. - kiedyś sama przekonywała Corneliusa, żeby dał Katy możliwość wyboru. Po wielu rozważaniach mężczyzna zgłosił w końcu siostrę jako kadeta do Oświaty, dzięki czemu mógł zapewnić jej niejako bezpieczeństwo. Nauczona zasad samoobrony zdziała więcej niżeli bez tego.
- Musimy chyba umówić się na poważną rozmowę w mniej… zatłoczonym miejscu. - mrugnęła do niego prawym okiem. Festyn mimo że wypełniony muzyką, kolorami i uśmiechniętymi ludźmi, wcale nie należał do miejsc dobrych na tego typu rozmowy. Duża ilość wampirów niepokoiła ją podobnie jak osoby, które właśnie wszczęły protesty. Poprzednia władza wyczuliła ludzi, wyostrzając w nich również strach przed rządami kolejnego wampira. Nie każdy był w stanie trzymać nerwy na wodzy, a w połączeniu z samozwańczymi tytułami i wizją zmiany świata, robiło się naprawdę niebezpiecznie.
- Ale od niej się zaczyna. Uciekłeś, bo byłeś sam. Nie widziałeś innej linii obrony. - zawsze jest jakieś wyjście, a w tamtym momencie to właśnie ucieczka wydawała się Corneliusowi najodpowiedniejsza. Potem pojawił się Vlad i to on wyciągnął do łowcy pomocną dłoń, czyszcząc przy okazji jego kartoteki.
- Oj będzie… Rozerwałabym się trochę. - uśmiechnęła się, choć w rzeczywistości sytuacja nie była zabawna. Poza tym Esmeraldzie i Corneliusowi towarzyszyły Katy i Chizu, a to w pewnym sensie blokowało ich możliwości względnego talentu do rzucania się w sytuacje niebezpieczne. Kiedy na horyzoncie pojawił się Leyasu, białowłosy natychmiast wydał rozporządzenia i ulotnił się w kierunku dowódcy.
- Do potem, Will. - rzuciła mu na pożegnanie, w pewnym sensie odczuwając zawód, że ta rozmowa tak szybko się skończyła.
- Jestem. Jak rozmowa z siostrą? - zapytała, kiedy mężczyzna znalazł się na wyciągnięcie dłoni.
- Tęskniłeś? - nie, nie była już zła. Prawdę mówiąc przeszło jej jakieś dwie minuty po tym jak się oddaliła.
- Pamiętasz Chizuru, prawda? - wskazała na córkę Marcusa, ale jej uwagę szybko rozproszyło wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Przeskoczyła wzrokiem po tłumie, zatrzymując się dopiero na Abbadonie.
- Chyba powinniśmy wracać… - powiedziała cicho uświadamiając sobie, że połowa środka zmieniającego zapach krwi mogła się okazać jednak niewystarczająca.
Powrót do góry Go down
Chizuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 857


PisanieTemat: Re: Estrada   Czw Lis 03, 2016 12:51 am

Chizuru była tak pochłnięta myślami o Elliocie, że właściwie nie zwracała uwagi na to, co się wokół niej dzieje. Esmeralda jako jedyna zwracała się bezpośrednio do niej, więc tak trochę nie miała wyjścia, więc całą uwagę skupiła na swojej nauczycielce.
- Zgodziłby się. Gdyby mnie pamiętał i chciał ze mną rozmawiać. Nie jest jak jego ojciec, jest... Inny. Zupełnie inny - żałosna. W tym momencie była tak żałosna jak jeszcze nigdy w swojej osiemnastoletniej egzystencji. Poważnie, w życiu by nie pomyślała, że będzie się żalić publicznie ze swoich smarkatych miłości komuś o dziesięć lat starszemu i zdecydowanie mądrzejszemu. Komuś, kto nie dość, że ma swoje własne problemy, to jeszcze prawdopodobnie te problemy były tysiąc razy poważniejsze niż jej. Ale tak, chciała powiedzieć o nich Esme, nawet jeśli były głupie. Tak właściwie nie miała komu o tym powiedzieć. Marcus odpadał na starcie, tak samo jak Jacob. Louisa zniknęła jej z pola widzenia, tak samo zresztą jak Estelle, a Prim? Prim chyba jednak za bardzo się bała, by powieżyć jej sekret tak ważnej wagi. Z tej wyliczanki została tylko Esme. Chizuru dziękowała losowi, że kobieta sama postanowiła przejąć inicjatywę, inaczej mała Namikaze z wrodzonego tchórzostwa przed konfrontacją z problemem prawdopodobnie uciekłaby gdzie pieprz rośnie.
- Wiem - tylko tyle zdążyła powiedzieć zanim podszedł do nich Leyasu i Esmeralda dokonała prezentacji, na co Chizu uśmiechnęła się do mężczyzny.
- Nie możemy. Znaczy... Co z tymi, którzy nagle postanowili urządzić sobie strajk? Kuroiaishita nigdy nie puszcza płazem żadnych aktów nieposłuszeństwa- odpowiedziała na słowa Esmeraldy, zdając sobie sprawę z faktu, że akurat ona sama przyda się tutaj najmniej. Niestety, jak zawsze w takich chwilach odzywała się w niej wrodzona brawura, zdecydowanie ponad siły, które realnie posiadała. Wszystko szło nie tak. Zaraz miało dojść do zamieszek. Z jednej strony pragnęła chronić ludzkich mieszkańców Yokohamy, ale z drugiej nie miała nikogo, kto chroniłby ją. Nie miała Elliota.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 636


PisanieTemat: Re: Estrada   Pią Lis 11, 2016 5:40 pm

Cóż. Kojiro po prostu miał dzisiaj cięższy dzień, jak i jego wilcze instynkty naturalnie działały na widok kota. Trza było to uszanować, a Lucjusz przypuszczał że konfrontacje tego typu, mogą być zaostrzone. Poza tym, pewnie szlachetny odebrał zmianę kotka, za jego krzywdę, ale trzeba to uszanować. Kobiety mają okres, a Kojiro ma zwierzęcy instynkt wilka.
-No. Shiro nie obawiaj się... Psiak nie zrobiłby nikomu krzywdy.
Sam również nieco chciał uspokoić kotka, no w końcu bał się tak uroczego wampirka, jakim był Kojiro. Może i kotowany miał problemy z instynktami, dlatego też reagował tak a nie inaczej. Bądź co bądź, jego odejście było do przewidzenia.
Kotek odszedł do nich, a Lucjusz objął pewniej wampirka, przyciągając go władczo do siebie, i rozejrzał się po całej imprezie. jednak nie żałował że tu przybył. Każde spotkanie, możliwość zobaczenia się z Kojiro było dobrym czasem.
Zwrócił uwagę na hałasujących ludzi, po czym zmrużył oczy. Taka fajna impreza a oni chcą ją zepsuć... Lucjusz nabierał ochoty aby ich zepsuć za kare... Mimo to słowa Kojiro nieco rozbawiły młodszego, który już spokojniej spojrzał na Psiaka i zaśmiał się.
-Skąd wiesz... może jeszcze kiedyś do tego dojdzie.
Zażartował i pogłaskał go po głowie, a nawet był tak bezczelny, że pocałował Kojiro w policzek, tuląc go do siebie zadowolony jak 100 diabłów. Jego zadowolenie jednak szybko przeszło zwłąszcza słysząc jeszcze większy harmider.
-Kojiro... Uciszymy ich?
Zapytał się, szepcząc do jego ucha, niczym łotr co namawiał go do złego. Oczywiście nie zamierzał mordować itp, każdego po kolei, no ale tak z lekka chciał ich uciszyć. Oczywiście jeśli trza było mu pomóc przy łapaniu uciekinierów protestu, to pewnie by pomógł. Nie zostawiłby Kojiro samego.

_________________


Powrót do góry Go down
Laurie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2500-laurie-kp-gotowa http://vampireknight.forumpl.net/t2588-dusze-laurie#54914
Zarejestrował/a : 27/12/2015
Liczba postów : 156


PisanieTemat: Re: Estrada   Nie Lis 13, 2016 9:17 pm

Nieco zaspana przyszła tutaj, gdy usłyszała dość pokaźną liczbę osób. Wcześniej kupując lizaki, myślała sobie: ,,Hmm, no to cuksy i do domu. Obejrzę znowu jakiś nudny film...". A tu takie zaskoczenie! Wyjrzała przez szklane drzwi i oto oni - przebierańcy, różne postacie, zwykli ludzie i demony! Przetarła z powrotem swoje oczka, a następnie wraz z paczuszką zaczęła kroczyć w stronę parku.
Podziwiała dekorację, patrzyła na kreację, aż tu nagle skok i wpadła między gromady. Szła sobie dalej, doskonale wtapiając się w otoczenie. Otóż z króliczymi uszkami oraz puchatym ogonkiem, raczej nikt nie mógł jej posądzać o bycie hybrydą!
Do tego krótkie, białe szorty i bluza z kapturem tego samego koloru. I w ten sposób wędrowała dalej, aż.. znalazła strzeliste drzewo z widokiem na cały teren. Nad młodą główką zaświeciła się żaróweczka i już starała się wdrapać na pierwszą gałąź. Jako, iż była tylko człowiekiem, nie mogła przesadzać ze swoją skocznością, w końcu takie maluchy nie sięgają wysoko! Tak, więc uważając na dociekliwe spojrzenia, znalazła się na pierwszej gałęzi. Kolejne.. na jej szczęście były o wiele niżej, więc nie musiała się chwalić swoimi umiejętnościami ,,akrobatki".
Po prostu parła wyżej, aż znalazła się między zielonymi na odpowiedniej wysokości. Dokładnie rzecz biorąc można szacować, iż te swoje pięć metrów osiągnęła, a poza tym wylądowała w dość ciekawym miejscu! Otóż nasza Lau znalazła się prawie nad głową Riecona.
Co jakiś czas zerkała w jego kierunku, chociaż bardziej się kamuflowała, niż chciała z nim rozmawiać. Zwyczajnie nie wiedziała z kim ma do czynienia, a poza tym... tutaj miała bardzo dobrą widoczność na innych. Szkoda tylko, że nikogo nie znała. Może by tak kogoś wtedy zaczepiła? A tak to musiała sama borykać się z tym, co zastała. Trochę marnie, gdyż nikt nie dostarczał jej właściwych wrażeń, ale da radę przywyknąć. W końcu jest dzieckiem, a one potrafią sobie znaleźć zajęcie. Wiadomo!
Póki co jednak dziewczynka oparła się o konar i wesoło machała nóżkami. Do tego wyjęła jagodowe lizaka i am, poleciał prosto do buzi. Tak oto bawiła się ona - dziewczyna z rodu Kurenai!
♣ Wygląd Lau klik

_________________
Powrót do góry Go down
Lealahn

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1176-lealahn-kuroiaishita#19200 http://vampireknight.forumpl.net/t1436-leal#28711
Zarejestrował/a : 31/08/2013
Liczba postów : 74


PisanieTemat: Re: Estrada   Sro Lis 30, 2016 10:46 pm

Tak, to ten moment, w którym przyszedł czas na post Lei.

Przyszła. Naprawdę pojawiła się razem z resztą rodziny, chociaż wiedziała, w co prawdopodobnie może przekształcić się całe zebranie. Przyszła, bo była jedną z Kuroiaishita, chociaż nie był to jedyny powód. Zmieniła się. Nadal miała opory przeciwko bezsensownemu zabijaniu ludzi dla zabawy, jednak potrafiła krzywdzić kiedy nie miała innego wyjścia. Czuła szacunek i respekt wobec wampirów silniejszych od niej, lepszej krwi, bo tak wypadało. Ale się ich nie bała, już nie. Chociaż nadal była delikatna i krucha, coraz bardziej zaczynała przypominać Kuroiaishitę. Oczywiście, pewnych granic nie będzie w stanie przekroczyć. Mimo wszystko nigdy nie będzie potrafiła stać się okrutna i dla zabawy krzywdzić innych. Potrafiła się jednak postawić i powiedzieć, kiedy coś jej nie odpowiadało. Język również trochę się jej wyostrzył, chociaż generalnie raczej wolała spokojnie obserwować i wyciągać właściwie wnioski i informacje niż strzępić bez sensu język.
Nie wiedziała jakie plany ma jej rodzina na tą konkretną uroczystość. Wiedziała tyle, że była tu po to, aby w miarę swoich możliwości nie dopuścić do rozlewu krwi. Teoretycznie, bo kiedy tylko się pojawiła wiedziała, że jakiekolwiek pokojowe zamiary niczego jej nie przyniosą. Na razie stała sobie koło Barabala, zaciskając pięści ze złości na widok niedorzecznego strajku. Ludzie byli naprawdę bardzo głupi. Znali Kuroiaishita nie od dzisiaj. Naprawdę myśleli, że jakikolwiek strajk w czymś im pomoże? Jak naiwnie.
Powrót do góry Go down
 
Estrada
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Estrada

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: