IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Estrada

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Shade

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2573-shade http://vampireknight.forumpl.net/t2587-shade http://vampireknight.forumpl.net/t2576-shade
Zarejestrował/a : 07/05/2016
Liczba postów : 109


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Wrz 26, 2016 4:26 pm

Trzymając dzwonki, Shade zastanawiała się przez chwilę, gdzie je powinna powiesić. Najlepiej wyglądałyby przy wejściu na balkon. Przy otwartym oknie, poruszałby nimi każdy, nawet najmniejszy podmuch wiatru. Dziewczyna nie za bardzo lubiła ciszę, dlatego nawet w czasie snu, pewnie miałaby otwarte okno, by zasypiając słyszeć delikatne dzwonienie.
- Dziękuję- Uśmiechnęła się do Ozyrysa, zabezpieczając szkło w swojej torebce. Początkowo sama chciała je sobie kupić, by nie wyszło na to, że wymusza na mężczyźnie jakieś prezenty, jak te panienki lekkich obyczajów. Lecz podarek od wampira był też czymś miłym i przyjęła go z radością.
- Fajnie grają- Stwierdziła po chwili, wsłuchując się w grę zespołu. Ich styl był lubiany przez wielu Japończyków, głównie młodego pokolenia. Choć wiele wampirów, może i nie młodych z pamięci, to nadal młodych duchem, również często słuchało j-rock. Można się było przy takiej muzyce nastroić pozytywnie, a w zależności od tempa, nadawała się też do tańca. Pytanie tylko, czy Ozyrys lubił tańczyć do czegoś takiego? Wydawał się dziewczynie raczej typem europejskiego dżentelmena z dawnych czasów, który przyzwyczajony był do walców, a nie takich ostrych rytmów. Nie wiedziała więc, czy warto mu było coś takiego zaproponować. Mógł też nie lubić tańczenia w tłumie. Na estradzie bawiło się już całkiem dużo osób.
- Jaki lubisz typ muzyki?- Spytała, wówczas dostrzegając, że Ozyrys przed nią klęczy.
- Wstawaj, wariacie...- Szepnęła do niego, speszona całą tą sytuacją. Znali się już ponad rok, lecz dla niej to wszystko wydawało się za szybkie. Na początku myślała więc tylko o tym, by nikt nie zwrócił uwagi na zachowanie wampira. Gdy jednak spojrzała mu w oczy, zrozumiała, że Ozyrys nie jest typem faceta, któremu można od tak powiedzieć nie. Był uparty i gdy na coś się zdecydował, to długo potrafił o to walczyć.
- Dobrze, wyjdę za ciebie, tylko wstań wreszcie- Zaśmiała się, szarpiąc go lekko za garnitur. Gdy wstał, odciągnęła go kawałek na bok w kierunku drzew i przytuliła.
- Lubisz zaskakiwać, nie ma co- Szepnęła mu do ucha, a następnie pozwoliła, by założył jej na palec pierścionek zaręczynowy. Nigdy nie znała się za specjalnie na biżuterii. Każda wydawała jej się ładna, ale najważniejszy był symbol, sam gest.
- Ciekawe tylko, co na to twoja rodzina- Mruknęła.
Powrót do góry Go down
Ozyrys

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2794-budowa-ozyrys#59711 http://vampireknight.forumpl.net/t2816-ozyrys http://vampireknight.forumpl.net/t2795-ozyrys-settan http://vampireknight.forumpl.net/t3008-ozyrys#63460 http://vampireknight.forumpl.net/t2998-ozyrys#63135 http://vampireknight.forumpl.net/f154-rezydencja-vi-reichs
Zarejestrował/a : 04/09/2015
Liczba postów : 124


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Wrz 26, 2016 5:51 pm

Gdy Ozyrys słuchał cały czas muzyki, ponieważ lubi ich jak oni grają dlatego możliwe, że wykupi ich całą disco-grafię, żeby przesłuchać bardziej. Atmosfera robiła się co raz bardziej przyjemna, ponieważ dawno nie był na takiej imprezie festynie. Odetchnął młodzieniec myśląc sobie, że nie ma jego rodziny. Spokojnym wzrokiem obserwował towarzystwo i zauważył swojego ojca co jego mocno zaskoczyło. Zastanawiał się co on tutaj robi, przecież miał być w Anglii, ale pewnie przyjechał Emmanuelowi pogratulować zwycięstwa. Młodzieniec nie wyrywał się, żeby ojczulka dorwać i powitać. Miał nadzieję, że nie widzi swego bratanka dalekiego z rodziny Vi Reichs. Usłyszał podziękowanie to jedynie uśmiechnął się ciepło do niej. Ucieszyło go, że mógł sprawić jej radość w kupieniu prezentu. Oczywiście potwierdził słowa:
- Tak to prawda, mają przyjemne brzmienie - odparł do swojej wybranki. Spokojnie spoglądał za straganem, czy nie ma alkoholu gdzieś, bo chętnie by napił się z Chiyomi. Gdy Ozyrys stał w towarzystwie Chiyomi zastanawiał się cały czas i usłyszał pytanie jej:
- Ogółem to różnej muzyki słucham na przykład rocka, metalu i muzyki klasycznej -odpowiedział z uśmiechem patrząc w jej oczy. Gdy dokonał największego wyboru w stronę Shade jak klękał usłyszał słowo "wariat" dobrze powiedziała o nim bo taki właśnie on jest z charakteru i zachowania. Uśmiechnął się słysząc, że wyjdzie za niego, aż wstał śmiejąc w jej stronę.
- Urocza jesteś kochana moja - odparł czując jak go porywa na bok w stronę drzewa i przytulił ją delikatnie i usłyszał kolejną wypowiedz:
- Wiem o tym - odpowiedział z radosnym głosem. Włożył na palec prawidłowy pierścionek zaręczynowy. Grymas twarzy nie zmieniał się aż do do słów, co rodzina na to. Szczerze nie obchodziło go co ma do powiedzenia ojczulek Edward. No i o wilku mowa. Ojciec Ozyrysa podchodzi w stronę parki, którą ujrzał witając:
- Witaj mój synu.. i witaj droga nieznajomo - odparł z poważną miną, ale z zadowoleniem. Zastanawiał się czy przypadkiem Ozyrys nie znalazł wybranki do małżeństwa. Zauważył pierścionek zaręczynowy u Chiyomi i powiedział:
- Widzę, że w końcu syn mój znalazł wybrankę, gratulację moi drodzy - odpowiedział wariackim głosem do dwójki. Był dumny ze swojego syna i oczywiście przedstawił się panience:
-[/b][/color] Jestem Ojcem Ozyrysa, moja godność brzmi Edward Vi Reichs - odpowiedział ceremonialnie i spytał się:
- Jak Ci na imię Panienko? - spytał się kulturalnie w jej stronę. Ozyrys obserwował dwójkę czy wszystko dobrze, ale zauważył, że zaakceptował ją.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1599


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Wrz 26, 2016 6:55 pm

Emocje bardzo często stanowiły główny nośnik w podejmowaniu wszelkich decyzji. Taka była. Impulsywna i pełna żywiołu, ale to właśnie odróżniało ją od większości nudnych kobiet. Druga sprawa, że w takim tempie biedny Leyasu niebawem nabawi się pierwszych siwych włosów.
- Ja nie żartuję – powiedziała śmiertelnie poważnym tonem. Na niektóre rzeczy można było przymknąć oko, ale pojawienie się rzekomej siostry to istny cios poniżej pasa. Kątem oka widziała, że Leyasu nie odpuścił, ale widząc jak za nią idzie, po prostu przyśpieszyła. Potrzebowała tej chwili samotności i czasu do przemyśleń, zwłaszcza, że jak widać Leyasu dawno nie widział swojej siostry.
Znajomy głos wyrwał ją z zadumy. Z zaskoczeniem uniosła niebiesko-szare tęczówki dostrzegając Corna w towarzystwie siostry.
- William! Katy! - uśmiechnęła się widząc znajomą parę rodzeństwa, przez chwile przy tym zapominając o niewiernym Leyasu. Już dawno chciała zadzwonić do Corna i spotkać się z nim w jakieś kawiarni. Jak miło, że i on postanowił spędzić dzisiejszy dzień na festynie.
- Co u w… - pytanie przerwało nagłe pojawienie się ciemnowłosego, który domagał się rozmowy na osobności. Esmeralda nie miała zamiaru udać się za mężczyzną, dlatego zdziwiła się, kiedy ten odciągnął ją siłą.
- Co ty robisz? - zapytała, wyrywając łokieć z jego uścisku. Może powinna ubrać się w akwalung i nie rozmawiać z innymi ludźmi, bo każdy kontakt nie był na rękę jaśnie Panu. Sam był sobie winien całej sytuacji, dlatego mierząc go spojrzeniem, czekała na wyjaśnienia.
- Trochę bezpośrednia? Wiesz co? Aż strach pomyśleć jak zachowuje się w Twojej obecności, kiedy nikogo nie ma w pobliżu – przeniosła wzrok na tłum, starając się wypatrzeć w nim rudą. Kolejne słowa mężczyzny były ciosem poniżej pasa.
Kochał? Ciekawe jak wiele kosztowały go te słowa.
- Kotku, proszę Cię. Daj mi czas – powiedziała cicho – Ja muszę to wszystko przemyśleć. Spotkajmy się za godzinę przy tamtych rzeźbach – ruchem głowy wskazała uroczy zakątek przeznaczony prawdopodobnie dla zakochanych. Kilka ławek, bujna i kolorowa roślinność, oraz rzeźby przedstawiające popiersia zarówno kobiet jak i mężczyzn.
- Dotrzymaj towarzystwa siostrze. Muszę porozmawiać o czymś z Williamem – po zyskaniu aprobaty ze strony ciemnowłosego, Esmeralda wróciła ponownie do Corneliusa.
- Przepraszam… czy możemy na spokojnie porozmawiać? Może się czegoś napijemy? - zaproponowała, mając nadzieję, że Cornelius się zgodzi. Wzrokiem szukała dobrego miejsca, kiedy na scenie pojawił się nie kto inny jak sam Emmanuel.
Powrót do góry Go down
Samantha

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2864-samantha-kajiyama#61046 http://vampireknight.forumpl.net/t2867-samantha#61054 http://vampireknight.forumpl.net/t2866-samantha#61053
Zarejestrował/a : 14/09/2016
Liczba postów : 35


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Wrz 26, 2016 7:55 pm

Aha, może od razu ją wydziedziczcie i nie przyznawajcie się do biednej Samanthy? W końcu w niczym nie nabroiła, a już się jej dostawało! I to od jej brata! Tylko fakt, że nakrzyczał nagle po niej sprawił, że nie zareagowała od razu. Po prostu wmurowało ją, a jej ślepia były w niego wbite... Zaś umysł starał sie przetrawić to wszystko. Ale jak to. Krzyczy? Po niej? Dlaczego? Co ona złego zrobiła? Tylko przyszła i się przywitała...
- O co ci chodzi? - wykrztusiła jednak. - Ja nic złego nie zrobiłam!
Zdolność odpowiedniego kontaktowania powróciła jej dopiero wtedy, gdy dotarli na miejsce i została puszczona. Obserwowała niebieskimi oczami to, co się działo, podchodząc bliżej i masując nadgarstek... Ale jej mina nie zdradzała nic dobrego. Przybliża się bliżej.
- Nie wiem o co ci chodzi, ale jesteś najgorszy! - wypaliła, patrząc na niego ze złością. Miała powód? O dziwo tak. Tak się traktuje dawno niewidzianą siostrę? Nakrzyczał na nią. Podniósł głos. Potraktował okrutnie. Najgorszy. Okropny. Znów, że Sammy jest najgorsza? Czarna owieczka?
I naprawdę myślał, że po tym wszystkim pójdzie się pogodzić z tą rudowłosą kobietą, a ona będzie patrzeć grzecznie? Nigdy w życiu.
Dlatego też podeszła i pierwsze co zrobiła, to nadepnęła mu na stopę, używając sporo siły. Niech się nie zdziwi, jeśli mu ją złamie.
- Co ty sobie wyobrażasz?! - rzuciła rudowłosa, darując sobie gadkę po angielsku i przerzuciła się na ojczysty język. - Tak się traktuje kogoś, kogo się dawno nie widziało?! Obrażając, krzycząc i traktując jak śmiecia? Bez pieprzonego słowa wyjaśnienia? - francuski i takie słowa... Cóż, nikt nie powiedział, że miała zatrzymywać to w sobie. - Wal się, durny bracie! Jesteś najgorszy! - kopnęła go mocno w nogę i pchnęła, rzucając jeszcze w kilku językach słowa (w każdym nie zapominając powiedzieć "głupi brat"), które zdecydowanie nie powinny usłyszeć dzieci. Po tej akcji odwróciła się na pięcie i z godnością odchodząc od niego. Była bardzo zła i nie chciała mieć z tym osobnikiem nic wspólnego! Więc... Czas znaleźć sobie zajęcie, co?
Póki co, Samantha poszła rozejrzeć się po tym festynie, próbując się zarazem uspokoić.
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1001


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Wrz 26, 2016 8:12 pm

Nie wiedział co się działo pomiędzy Esmeraldą a Leysem, bo nie wnikał w to. Była to ich sprawa, a on mógł to tylko obserwować z odpowiedniej odległości. Nie reagowało, bo i poco, wiedział że jeśli Esmeralda potrzebowała by pomocy, to o nią by poprosiła, jak i wiedziała że Cornelius nie odmówiłby jej udzielenia pomocy. Uważał ja za dobrą towarzyszkę i do wina i do współpracy. Miał okazje z nią nie raz współpracować i wiedział iż to pracowita pszczółka jest. Każdy jednak miał swoje problemy i zazwyczaj ukrywało się je przed innymi. No ale mniejsza o to...
Miał okazje przybyć tutaj i zobaczyć oficjalne wstąpienie Emmanuela na stanowisko burmistrza. Udało się mu, skoro walczył to dostał. Jednak jak na długo, jak się potoczą jego sprawowania władzy, czy łowcy mu utrudnią, no to tego przekonamy się z czasem. Póki co pozwólmy się mu wykazać!
Katy widocznie rozpromieniona, bawiła się fragmentami swojego ubranka, uśmiechając się łagodnie, ale i zaczepiając brata, który uważnie ja obserwował i choć nie odizolował jej od świata, to doskonale potrafił zadbać o jej bezpieczeństwo, nawet kosztem swojego zdrowia, czasu, zresztą... Jak to się mówi, cel uśmierca środki. Dla jej bezpieczeństwa, byłby gotów poświecić nawet własne życie.
Zapowiadała się ciekawa rozmowa miedzy dorosłymi, jednak jak zwykle musiało coś im przeszkodzić... Był to Leys. Spojrzał na niego uważnie, choć jego spojrzenie utknęło głównie na łokciu Esme, który został pochwycony przez mężczyznę. Zmrużył oczy, póki co nie reagując, lecz spojrzał wymownie na kobietę, która potrafiła się wyswobodzić z uchwytu. Nim jednak zdołał coś powiedzieć, to para się oddaliła na kawałek. Nie podążał za nimi, a pozwolił im porozmawiać, co nie oznacza, ze nie miał ich na oku...
-Corni co się stało?
Siostra zapytała się brata, nieco wytracona ze spokoju, widząc agresje mężczyzny, wobec innej osoby. Cornelius nie zignorował pytania siostry i kucnął koło jej osoby zniżając się do jej poziomu, by móc na nią swobodnie patrzeć.
-Nic, tak tez czasem dorośli rozmawiają...
Mruknął tylko tyle, bo nie chciał się jej spowiadać co się działo pomiędzy Esme, a Leysem. Głównie dlatego, ze sam nie wiedział o co był dym, więc co miał jej powiedzieć. Pogładził ją po policzku uśmiechając się do niej, chcąc w te sposób ponownie zobaczyć jej uśmiech, który oczywiście udało mu się wywołać. Wstał po chwili i podążył do stoiska z balonikami i zwyczajnie wykupił jednego, wręczając go Katy do ręki. To jeszcze bardziej rozpromieniło małą, która zaczęła bawić się balonem, a wtenczas na horyzoncie zaś pojawiła się Esmeralda.
-Dobrze.
Mruknął do kobiety, na jej propozycje i spojrzał na siostrzyce, której przeczesał włoski z uśmiechem.
-Widzi Pani jakiego mam balona!? Mój Corni mi kupił!
Młoda Nętar pochwaliła się swoim balonikiem od brata, który tylko wymownie się uśmiechnął. Rozejrzał się dookoła i już po chwili zobaczył grupkę dzieci, mniej więcej z jej wieku, po czym polecił Katy by poszła się pobawić ze swoimi rówieśnikami. Ta oczywiście widząc okazje do zabawy, zgodziła się, lecz i tak zamierzał mieć ją na oku. Już po chwili zostali sami
Spojrzał na kobietę  i ręką wskazał wymownie, by skierowała się w stronę stolików, gdzie sprzedawano picie różnego asortymentu. Pozwolił jej wybrać jakikolwiek będzie chciała napój, a sam sobie coś weźmie, jednak w chwili kiedy chciała zapłacić, poprosił ją, by nie wyjmowała niczego, bo sam zechce zapłacić za wszystko. Dopiero wtedy skierują się zapewne do jakiś rozstawionych ławek, gdzie można było usiąść, lecz wybrał nieco z dala od sceny, jak i od ludzi, by mogli spokojnie porozmawiać.
- O czym chciałaś porozmawiać Esmeraldo?
Zapytał się, spokojnie czekając aż Esmeralda usiądzie, by zrobić to samo, po chwili. Nie wiedział o czym chciała by kobieta porozmawiać, dlatego też spokojnie czekał na jej odpowiedz.

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.

Powrót do góry Go down
Karin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2885-karin-sang#61367 http://vampireknight.forumpl.net/t2939-karin#62282
Zarejestrował/a : 20/09/2016
Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Wrz 26, 2016 9:03 pm

Dziewczyna cały czas siedziała na ławce, uważnie obserwowała otoczenie. Tam gdzieś dalej grupka znajomych nieźle się bawiła, gdzie indziej parka dalej ze sobą kręciła a jeszcze gdzie indziej inna grupka się kłóciła? Sama nie wiedziała co to było, może sprzeczka rodzinna, znajomych? Jednak wyglądało to tak jakby mieli bliskie kontakty ze sobą, nie słyszała nic. Ba! Nawet nie chciała podsłuchiwać, same oglądanie tej sceny było już całkiem interesujące, właściwie po samych gestach i mimikach można było sporo wyczytać, co oczywiście Karin nie omieszkała zignorować. Jednak długo nie chciała sie patrzeć, by nie wyjść na tą niegrzeczną, dlatego też od nowa zerknęła na telefon. Cóż, jeszcze trochę i będzie trzeba spadać by się rozpakować.
-Nienawidzę tego, tak bardzo.- Oznajmiła sama do siebie, pod nosem cichutko, non stop zerkając w telefon. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że może znowu burmistrz będzie się wypowiadać, cóż fajnie by było zobaczyć chociaż jak wygląda. Westchnęła głośno, nie mając co ze sobą zrobić.
Powrót do góry Go down
Kaho
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2786-kaho-kajiyama http://vampireknight.forumpl.net/t2790-kaho#59585 http://vampireknight.forumpl.net/t2789-kaho#59582 http://vampireknight.forumpl.net/t2791-kaho-kajiyama-4-pietro#59586
Zarejestrował/a : 21/08/2016
Liczba postów : 104


PisanieTemat: Re: Estrada   Pon Wrz 26, 2016 11:46 pm

Gdy Kaho rozmawiała cały czas z przyjacielem to zauważyła, że sytuacja była bardzo napięta widząc starszą siostrę i chyba będzie musiała z nią porozmawiać. Po chwili przeprosiła Takeshiego na chwilę idąc w stronę gdzie jest Samantha musi jednak z nią porozmawiać, a tak bardzo marzyła o ciszy i spokoju, ale niestety trzeba dowiedzieć się co dzieje. Dziewczyna próbowala podejść do tej dwójki, ale niestety zniknęła więc musieli jednak porozmawiać o tamtym zajściu, no trudno pomyślałą więc jednak poszła znaleźć siostrę. Spokojnie odetchnęła omijając Corneliusa i ruszyła w pogoń mówiąc:
- Siostro?! Samantha! - krzyknęła mówiąc do niej, biegnąc. Krzyk tamtejszy był przeraźliwy jak tamta krzyczała na swego brata dlatego musiała pogadać z Samanthą. Nie mogła biegać na koturnach, bo nie potrafiła na tyle jeszcze. Odetchnęła widząc taranująca ludzi dlatego znów krzyknęła:
- Siostra nie biegaj tak, bo zmęczysz się - odparła w końcu próbując dogonić tą cholerę. Musiala w końcu z nią pogadać o tym zajściu.
- Co Ci jest? - spytała ze zmartwieniem do niej. Nie było do śmiechu jej, ponieważ nie bawiła ta sytuacja. Musi ją uspokoić i porozmawiać na spokojnie.
Za bardzo zaszła ta sprzeczka dlatego czuła, że musi coś zrobić dla tej dwójki. Niestety to słyszała, więc była dłużna temu. Takeshiego widziała z dala palącego wśród swojego przyjaciela japończyka.
Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 220


PisanieTemat: Re: Estrada   Wto Wrz 27, 2016 7:43 pm

Mało sytuacji potrafiło wyprowadzić go z równowagi. Zazwyczaj niemal całkowicie nad sobą panował, mając wywalone na próby sprowokowania go. Jednak teraz uczucia i stres brały nad nim górę. W końcu niecodziennie narzeczona zrywa zaręczyny z powodu pomyłki. W życiu nie pomyślałby, że na zwykłym festynie może się tyle wydarzyć.
- Esme... - westchnął, wbijając wzrok w ziemię pod nogami. Pierwszy raz zachowanie jego siostry narobiło takich szkód. Na dodatek wyżył się na niej, choć ona prawdopodobnie niczego nie zrozumiała z tego wszystkiego. Sam niewiele ogarniał. Wiedział tyle, że pierścionek, który powinien tkwić na palcu łowczyni, właśnie spoczywa na jego dłoni. - To naprawdę moja siostra - powtórzył, mając nadzieję, że sens tych słów przebije się do świadomości lekarki. - Ona nie miała niczego złego na myśl. Ja też nie - dodał, przenosząc wzrok na twarz Esme.
Potrzebowała czasu? Na co? Przemyśleć? Aż obawiał się zapytać, co takiego ma do przemyślenia. Kątem oka zerknął na Corneliusa. Nagle zachciało jej się spędzić z nim czas? Niestety swoją nieufność musiał schować do skrytki, jeśli nie chciał, żeby rudowłosa całkiem się na niego obraziła.
- Dobrze - zgodził się, choć w jego głosie można było usłyszeć wahanie i niepewność.
Ale godzina to nie tak dużo.
Schował dłonie do kieszeni, ukrywając ich drżenie. Teraz musiał załatwić kolejną sprawę; odszukać siostrę i przeprosić ją za nagły wybuch oraz wyjaśnić jej, jak nie powinno się robić przy innych. Może to drugie zostawi na inną okazję. Cała ta sprzeczka w jednej chwili wyczerpała jego limit energii. Długo Samanthy nie musiał szukać.
Słuchał tego, co mówiła, nie próbując nawet przerwać. I tak nie dałaby mu dojść do słowa.
- Sam! - zawołał, kiedy się oddaliła. Dobiegł do niej, nie mając zamiaru zostawiać jej samej. - Stój. Przepraszam. Bardzo się cieszę, że przyjechałaś. Wiem, że nie powinienem na ciebie naskakiwać, ale uważaj, co robisz w tłumie. Tamta kobieta to moja narzeczona - o ile nadal zechce nią być - źle odebrała twoje przywitanie i- - przerwał, słysząc kolejny głos. No proszę, to jakieś zebranie rodzinne? No proszę, brakuje jeszcze, aby coś zrobił Kaho i będzie miał na głowie trzy obrażone kobiety.

_________________


~ Język francuski | Język japoński ~
Powrót do góry Go down
Samantha

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2864-samantha-kajiyama#61046 http://vampireknight.forumpl.net/t2867-samantha#61054 http://vampireknight.forumpl.net/t2866-samantha#61053
Zarejestrował/a : 14/09/2016
Liczba postów : 35


PisanieTemat: Re: Estrada   Wto Wrz 27, 2016 10:40 pm

I świetnie. Chciała pozostać sama, a tutaj nagle przypałętały się osoby... W postaci brata. O, i nawet siostry. Oczywiście, zatrzymała się, słuchając ich w milczeniu i uradzając spojrzeniem, zaliczającego się do typu "morderczych". Nie biegaj, bo się zmęczysz? Niezłe słowa, wypowiedziane do kogoś, kto jest sportowcem... Ba, właśnie biegaczem.
Ale skupmy się najpierw na Leyasu i jego słowach. Uniosła lekko brwi. Nie, niestety to nie sprawiło, że jej humor nagle powrócił. Ba, cofnęła się o krok od tej dwójki. fff]To twoja wina - odpowiedziała mu. - A nie moja i mojego zachowania - prychnęła cicho i skrzyżowała dłonie na wysokości klatki piersiowej. - Wiedziałam, że nie chcesz się do mnie przyznawać. Jak każdy z naszej kochanej rodzinki, prawda? - pragnę przypomnieć, że ciągle mówiła po francuzku. No i fakt, że ciągle była zła, a dalsze słowa jedynie nakręcały ją.
- Jakbyś powiedział o tym, że masz siostrę, nie doszłoby do jakiś nieporozumień - ośmielił się na niej wyżyć? Więc ma teraz tego skutek. - To proste, wiem o tym. Wolisz się przyznawać do Kaho, ale do mnie już nie - Dlaczego? Dlaczego? Bo dzielą zainteresowania? Bo pasują do tej rodziny, a ja już nie? Bo mnie po prostu nie chcą? - ponure myśli ją zaczęły dopadać, lecz nie dała tego po sobie znać.
Przeciągnęła się leniwie i skupiła swoje ślepia na młodszej.
- Co mi jest? Nic, oprócz tego, że jestem zła i mam ochotę komuś zrobić krzywdę. Coś jeszcze? - w taki oto sposób jej odpowiedziała. Miłe, co nie?
Powrót do góry Go down
Kaho
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2786-kaho-kajiyama http://vampireknight.forumpl.net/t2790-kaho#59585 http://vampireknight.forumpl.net/t2789-kaho#59582 http://vampireknight.forumpl.net/t2791-kaho-kajiyama-4-pietro#59586
Zarejestrował/a : 21/08/2016
Liczba postów : 104


PisanieTemat: Re: Estrada   Sro Wrz 28, 2016 12:26 am

Spojrzenie siostry nie urzekło tym bardziej wiedziała, ze taka jest od zawsze więc darowała sobie teatrzyki min. Szczerze miała prawo powiedzieć, że za szybko biega.. . Nie ważne skupiła się na dwójce, która zaczynała rozmawiać i jeszcze ten dialekt francuski u swojej siostry trochę rozbawiał, ale nie wydała żadnego dźwięku. Gdy Kaho wysłuchiwała się żalu starszej siostry, która zachowywała jak małe dziecko. Westchnęła cicho i oplotła ręce za plecami krzyżując je. W tym momencie trochę Samantha przegięła, bo nie uważała swej siostry za najgorszą teraz koloryzuje jaka jest biedna i w ogóle. Nie podobało się ta sytuacja oj nie dlatego na razie zamilkła w tym momencie czekając jak przestanie jęczęć. Usłyszała słowa o sobie to teraz ma zamiar coś jej przygadać:
- Wiesz Samantha, w tym momencie przesadziłaś. Nie znam narzeczonej Leyasu też, więc nie przesadzaj proszę. W dodatku uważam, że nasz brat przyznałby się do Ciebie też - odpowiedziała po włosku do swojej siostry i później resztę wypowiedzi zmieniła ton głosu. Potem usłyszała odpowiedz na pytanie wtedy odpowiedziała:
- Widzę w jakiej jesteś sytuacji, ale nie możesz zrozumieć, że ja jako młodsza siostra o Ciebie się martwię. Moim zdaniem powinnaś iść porozmawiać z narzeczoną braciszka i wszystko na spokojnie wyjaśnić - odpowiedziała spogladając błękitnymi oczami w stronę siostry. Chciała pomóc siostrzyczce, żeby przestała się gniewać, ale z nią niestety jest ciężko, ponieważ jak wybuchnie to wszystko wyrzuci z siebie, nie ważne na kogo czy najstarszego brata lub najmłodszą siostrzyczkę. Wzruszyła delikatnie ramionami lekko ocierając ręce i zrobiło się cieplutko znowu. Kaho bogu dzięki nie była awanturnicą, robiącą szopkę o byle co, a jeśli by tak było musiałaby mieć mocny powód, żeby ktoś wkurwił. Atmosfera pomiędzy dwójką była napięta i te totalne nieporozumienie z przyszłą narzeczoną, ale to nie oznacza, że trzeba zwracać na siebie uwagę jako wielka pokrzywdzona. Nie zdawała sobie sprawy Samantha, że w Japonii jest całkowita inna mentalność niż we Francji lub Włoszech. Westchnęła stojąc spokojnie i poczuła zapach jedzenia aż ją wzięło ale wpierw poczeka na rozwinięcie sytuacji rodzeństwa, bo nie ma zamiaru zostawiać ich samych w tym miejscu.
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 396


PisanieTemat: Re: Estrada   Sro Wrz 28, 2016 10:21 am

Tu nie chodzi o związek z Sam'em mimo, że to głównie dzięki niemu została wyparta przez rodzinę. To stare dzieje, nie ma czego rozpamiętywać. Sophie świadomie opuściła ród na rzecz małżeństwa z eks burmistrzem. Poza tym zaszła w ciąże, a szlachetny potomek, to nie przelewki. Wydziedziczenie natomiast przyjęła z dumnie uniesioną głową i w taki oto sposób już zupełnie weszła w szeregi rodu Kuroiaishita. Czasem brakowało jej tylko matki - wychowała ją i poświęcała jej najwięcej uwagi. Jednak smutki trzeba było chować w kieszeń i iść dalej. Zresztą, miała syna, którego trzeba było odchować. Jej związek z mężem natomiast jest jaki jest, cierpi raczej z powodu braku znajomych. Kiedyś miała ich wielu, jednak oni powynosili się poza granice miasta. Niewielu ich tutaj zostało. Czuła się źle bez Agnes czy Kyu. Byli jej wsparciem, podporą - dosłownie wszystkich. Ich brak zaczął jej ostatnio mocno doskwierać.
Odwzajemniła uśmiech Fabia. Nie widuje się z nim zbyt często, ale mimo swojej inności zawsze był bardzo pogodny, wygadany i czuły. Blondi najwyraźniej potrzebuje takiej odskoczni. Zwłaszcza teraz, gdy jej hormony buzują.
- Tak, czasem doskwierają mi tylko poranne mdłości. Poza tym nie mam na co narzekać, przynajmniej na razie. W końcu wiesz, mogę jeszcze sama podnieść pilota z podłogi i zawiązać buta. - zaśmiała się klepiąc przy tym delikatnie po krągłym brzuchu. Za parę miesięcy będzie większy, a wszystkie 'normalne' czynności przestaną być takie łatwe i szybkie do wykonania. Taka kolej rzeczy, miejmy nadzieje, że szybko zleci. Ponad to Samur zrobił się nieco spokojniejszy. W końcu nie może robić problemów o byle co i drażnić Sofy, bo przecież nie wiadomo jak to może skończyć się dla dziecka.
- Twoje zacisze domowe najwyraźniej bardzo Ci służy. Chyba brak eks burmistrza u boku też, co? - mruknęła, aczkolwiek zupełnie nie złośliwe. Bycie pod ciągłym okiem Sam'a może być bardzo przytłaczające. Zresztą Włoch służył mu kupę lat. Sophie pamięta go jeszcze jako małomównego, fioletowłosego Pana, który raz na jakiś czas odezwał się w kierunku jej męża. Zawsze elegancko ubrany z tym samym wyrazem twarzy. Teraz wolny wydawał się być szczęśliwy i spełniony. Miał dom i kogoś z kim mógł się nim dzielić. Czego chcieć więcej? Blondi cieszyła się że udało mu się w końcu ułożyć życie tak jak pewnie zawsze chciał.
- Mi również miło Xin, mam nadzieje, że dbasz o moją Landrynę? - zachichotała, mając na myśli oczywiście Fabia. Co do spaceru - Sofa z uśmiechem na twarzy zgodziła się na krótką przechadzkę. Co prawda szła trochę wolniej niż zwykle, rozglądając się na boki. W między czasie odebrała też od Xin'a jabłko w karmelu. Już drugie tego dnia. Podziękowała, nadgryzając kawałek. I wtedy co się stało? Pojawił się Ell, trochę podchmielony nieco zaniedbany. Wampirzyca otworzyła szerzej oczy, lustrując niebieskim tęczówkami sylwetkę własnego syna. Było jej go szkoda. W końcu to przez nią i Sam'a nauczył się gubić wszelkie swoje problemy w alkoholu. Jęknęła żałośnie, milcząc chwile po jego tekście. Spasła się? Wygląda grubo? Czemu on do niej tak mówi? CIĄŻOWE HUMORKI WZIĘŁY GÓRĘ! Szlachetna wybuchła płaczem. Tak po prostu, stała i ryczała, co jakiś czas pociągając cicho nosem, o. Masz babo placek.

_________________
SOPHIE AND SAMURU
Powrót do góry Go down
Shade

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2573-shade http://vampireknight.forumpl.net/t2587-shade http://vampireknight.forumpl.net/t2576-shade
Zarejestrował/a : 07/05/2016
Liczba postów : 109


PisanieTemat: Re: Estrada   Sro Wrz 28, 2016 12:17 pm

Nigdy nie myślała o tym, co będzie robić, gdy spotka tego jedynego. Zwykle widziała się bardziej, jako singielka, kobieta samowystarczalna. Ale teraz, po tym jak oświadczył jej się Ozyrys, musiała zmienić swój światopogląd. Nie będzie już żyć tylko dla siebie, ale dla drugiej osoby. Może będzie dobrze? W końcu kochała go i nie chciała, by kiedykolwiek poczuł się niechciany. Jednak były sprawy, przy których dalej będzie stawiać na swoim. Między innymi do dnia ślubu, będzie nadal mieszkać w swoim pokoju, nie dopuszczając do łóżka żadnego mężczyzny. Jakieś zasady trzeba było zachować.
- Witam pana- Przywitała ojca Ozyrysa, który jakimś dziwnym trafem zjawił się tego dnia na festynie. Ciekawe ilu jeszcze członków jego rodziny dałoby się tu spotkać. W końcu była to impreza dla całego miasta.
- Chiyomi- Przedstawiła się krótko, zastanawiając się w międzyczasie nad tym, czy Ozyrys miał już kiedyś jakąś ukochaną. Jego ojciec sprawiał wrażenie osoby, która z niecierpliwością czekała na to, aż jego syn przestanie w końcu wieść życie kawalera. W takich rodzinach często się zdarzało, że rodzice swatali swoje dzieci z wybranymi osobami. Dziewczyna pomyślała przy tym również, czy aby na pewno mężczyzna uzna ją za odpowiednią dla Ozyrysa. Nie była wampirzycą niskiej krwi, lecz pomimo dobrego pierwszego wrażenia, czasami zdarzało jej się popełniać różne gafy. Będzie musiała wypytać później narzeczonego o to, czego nie toleruje jego rodzina, by zabezpieczyć się przed przypadkowym urażeniem ich.
- Nie mogę się doczekać, aż poznam resztę twoich krewnych- Stwierdziła, nadal jednak czując się trochę niepewnie.
Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 2425


PisanieTemat: Re: Estrada   Sro Wrz 28, 2016 6:49 pm

Fabio wiedział troszkę o związku Sophie i Samuru, w końcu służył jej mężowi przez długi czas aż w końcu i ich drogi się rozeszły. Szlachetny zaprzestał już zadręczać biednego Fioletowego okrutnymi zadaniami, dając w ten sposób życiowy spokój. wampirzyca sama zdążyła to zauważyć, oczywiście Fabio nie omieszkał nie przeoczyć i jej smutku. W cieniu męża, z dala od znajomych czy przyjaciół. Oby tylko nie było to także z winy Sam'a! Chociaż znając jego - wszystko było możliwe. Ale dość o tym! Przybyli się tutaj bawić, a nie smęcić o smutkach. Sophie w swoim stanie powinna zażywać jak najmniej smutków oraz złości.
- Wiesz, Sophie, jeśli kiedyś będzie trzeba, zawsze możesz przyjść do mnie. Chętnie pomogę Ci w potrzebie. - co jak co, ale ta kobieta nie zasłużyła na samotną ciążę. A posiadanie kogoś, kto wspiera, zawsze ułatwia codzienne trudy - Ale i tak przyznaję, że wyglądasz promiennie. - dodał z uśmiechem, chcąc jakoś bardziej rozweselić wampirzycę. Ścisnął łapkę Wilka, mając cichą nadzieję iż ten nie zamierza nigdzie mu uciec. Znając jego krwawy zew, w każdej chwili może zechcieć gdzieś uciec chociażby w celu zaatakowania kogoś. Musiał go pilnować jak oczka w głowie.
Spojrzał na wampirzycę, gdy ta zaznaczyła odejście od służenia. Fabio skinął delikatnie głową, jakby w obawie, że jednak Samuru gdzieś się czaił i podsłuchiwał - Nawet nie wiesz jak bardzo. W końcu mogę żyć tak jak chcę i bez zbędnych nerwów. Nie chcę Cię urazić Sophie, ale Twój mąż potrafi wyssać co do ostatniej kropli krwi. Mam nadzieję, że Twoje życie u jego boku nie jest zbyt męczące. - wiedział jak jest Sam i jak potrafi zgnębić także i bliską sobie osobę. Sophie jest już z nim tyle lat, może chociaż dla niej jest w miarę dobry.
Xin także zechciał być gościnny, co niezwykle ucieszyło wampirka. Odebrał od niego karmelowe jabłko, dziękując mu skinięciem głowy. I na szczęście, Sophie zgodziła się na wolny spacer. Nim jednak Fabio wraz z kompanami ruszył, odbyło się przemówienie burmistrza. No cóż... Kolejny Kuroiashita. Nie znał Emmanuela, ale znając ich złą krew, mógł tylko ładnie mówić a prawda będzie zupełnie inna - Mam nadzieję, że nie pójdzie w ślady dawnego burmistrza. Już dość się wszyscy nacierpieli. - bardziej do siebie powiedział, atoli Sophie z Xin'em mogli go usłyszeć. I co? I co? Kątem oka dostrzegł znaną sobie postać! Aż dreszcz go przeszedł, a delikatna łapka zacisnęła się zaś. Fiołkowe oczka skierowały się na miejsce gdzie niedawno stał ten osobnik. Otrząsnął się, by spojrzeć raz jeszcze i nikogo już tam nie było. Może zwykłe złudzenie? Mimo wszystko bardziej stał się czujny, nie chciał powrócić do koszmaru...
Miał już coś powiedzieć, gdy jego oczom pokazała się kolejna osoba. Elliot. Młodzieniaszek, syn Sophie i Samuru. No proszę... Tylko czemu pijany? W dodatku powiedział tak brzydko do własnej matki! Fabio od razu naburmuszył się, podchodząc do blondynki - Elliot czy możesz być bardziej milszy! Twoja mama teraz płacze! - skarcił słowem młodego, pocieszając biedną wampirzycę. Pogłaskał ją nawet, podając też czystą chusteczkę higieniczną - Nie płacz Sophie, Elliot ma niewyparzoną buzię po ojcu. Poza tym szkoda Twojego humoru... - może jakoś ją pocieszy? Liczył na to! A Elliot'owi posłał dość groźne spojrzenie. Xin oczywiście był w pogotowiu, co nie?

_________________

x18x
Theme Fabio

Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1599


PisanieTemat: Re: Estrada   Sro Wrz 28, 2016 7:53 pm

Widząc zawód w oczach mężczyzny, miała ochotę cofnąć swoje wszystkie słowa. Żałowała, że w  ramach magii nie przypadły jej w udziale umiejętności pozwalające na wymazanie pewnych wyrazów i wspomnień. Jego przybity wzrok był ostatnim co chciała ujrzeć i mimo że nie raz zasłużył sobie na solidnego gonga, tym razem było jej zwyczajnie szkoda ciemnowłosego.
- Porozmawiamy o tym za godzinę – sądząc po reakcji siostry Leya, on również potrzebował czasu do załagodzenia niezręcznej sytuacji. Rzeczywiście pierwsze „rodzinne” spotkanie z przyjaznej i beztroskiej sielanki, zmieniło się w istne piekło poparte gradem nieporozumień. Zawód słyszalny w głosie ciemnowłosego niemal natychmiast zburzył gniewne ściany, jakie się wokół niej zamartwiły.
Dobrze… i ten wzrok skierowany w ziemię. Jak zbity pies. Czy można sobie wyobrazić gorszy widok?
- Dziękuję – na krótką chwilę wtuliła się w jego tors, hamując by przypadkiem nie okazać więcej czułości. Leyasu wkrótce zniknął biegnąc w stronę siostry, a Esmeralda dołączyła do Williama i młodej Nętarówny.
- Wspaniały – odpowiedziała z uśmiechem, kątem oka zerkając na łowcę. Od ostatniego spotkania Katy minęło bardzo wiele czasu. Dziewczynka już nie tylko doroślała, ale również robiła się bardziej samodzielna. Radość widoczna dzięki drobnym gestom dawała dobrą lekcję, co do tego jakie wartości są najważniejsze.
- Do zobaczenia później, Katy – zdążyła powiedzieć nim dziewczynka na dobre wciągnęła się w nowe towarzystwo. Dzieci. Mała grupka osób w podobnym wieku właśnie zainteresowała się występem odbywającym się na scenie, a początkową nieśmiałość szybko zastąpiły wesołe tańce. Grupa osób była tak pokaźna, że tylko fruwające nad głowami dzieci baloniki bardzo szybko zdradzały ich pozycję.
- Długo się nie widzieliśmy, Williamie – usiadła, zajmując jedno z wolnych krzeseł. Drugie znajdowało się dokładnie naprzeciwko maleńkiego stolika, na którym postawiła swój sok pomarańczowy. To był kolejny raz kiedy siedzieli razem sącząc napoje i choć pierwsze spotkanie miało swoje wzloty i upadki, teraz to właśnie Cornelius był jedną z niewielu bliskich jej osób.
- Spokojnie, to nic strasznego – upiła łyk soku, zastanawiając się jak mu to wszystko powiedzieć, żeby zrozumiał. Miejsce było takie jak każde inne, niemniej… dlaczego od razu do niego nie zadzwoniła?
- Ostatni czas przyniósł mi wiele zmian. Nie wszystkie z nich już dotarły do… do naszych przyjaciół – lepiej nie nadużywać słów typu „Oświata” w miejscu gdzie kręci się tyle wampirów. Emmanuel sprawiał wrażenie miłego, ale nikomu tutaj nie można było do końca ufać. Szczerze żałowała, że w takich okolicznościach przyszło jej rozmawiać z Corneliusem, ale jeśli nie teraz to kiedy?
- Chciałabym Cię zapytać, czy nie zechciałbyś zostać ojcem dla mojej córki? – wydusiła z siebie w końcu, lecz cały sens zdania jak zwykle wyszedł dość niefortunnie – ojcem chrzestnym – poprawiła się, mając nadzieję, że Corn nie dostanie za chwilę palpitacji serca. Poza bratem, którego nie namierzyłoby w tej chwili nawet FBI nie miała już nikogo. Nikogo za wyjątkiem Corneliusa.
Powrót do góry Go down
Xin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2023-xin-amiko#43253 http://vampireknight.forumpl.net/t2119-relacje-xin-amiko
Zarejestrował/a : 17/08/2015
Liczba postów : 290


PisanieTemat: Re: Estrada   Sro Wrz 28, 2016 7:59 pm

Starał się nie być za wścibski i nie wtryniać się do rozmowy - ani słowem, ani podsłuchując - znajomych sobie wampirów. Mieli wspólne wspomnienia, nawet wspólną istotę, która dla jednej ze stron była mężem i ojcem przyszłego dziecka, a także dawnym przełożonym Fabia. Ah, to pewnie jeszcze z tych czasów, kiedy Xin pracował jako kurier i przyniósł do apartamentu zapakowany aparat fotograficzny. Czy to jakaś klątwa, czy Samuru więził swoich bliskich jak kanarki w złotych klatkach?
...kurde, jednak ciężko nie podsłuchiwać, kiedy stoi się obok i starało się nie wyglądać z kolei na zupełnie niezainteresowanego rozmową. Cóż z tego, że go nie dotyczyła, skoro i tak potrafiła być intrygująca. Eh, rzeczywiście za bardzo zdziczał, musiał na nowo uczyć się kontaktów międzyludzkich, czy międzywampirzych, aby już zupełnie nie zatracić się w wilczej naturze. Bo Futrzak już świdrował ślepiami dwie zezwierzęcone sylwetki, które dość mocno ze sobą pogrywały (tak, tak - mowa tu o Shiro i Kojiro), kiedy poczuł ściśnięcie ręki Lubego. Ah, ten to wie, kiedy Xin'a zaczynało nosić. Wilk niósł razy kilka, ponieśli i wilka. W nagrodę połasił się ukradkiem do Syrenki, w podzięce za trzymanie ręki na pulsie.
No i zaraz został wtajemniczony do rozmowy. Sophie miała trudność, skoro nawet nie znała Czarnowłosego z opowiadań Malca, ale trafiła w samo sedno, na co ulżyło mu w duchu. Bo jakoś nie byłby rad opowiadać o swoim nijakim pochodzeniu, braku manier i tym podobne. Padło konkretne, miłe z punktu widzenia Wilka, pytanie. Czy dbał o Landrynkę? Oh, to i znacznie więcej! Odpowiedział jak najgrzeczniej potrafił na pytanie Sophie, która okraszyła go dodatkowo milusim śmiechem.
-Staram się, jak tylko umiem.
Tu objął mocniej towarzysza, lekko nachylił się nad swym Skarbkiem i skradł mu całusa z usteczek. Krótkiego, by nie krępować samotnej Sophie, ale na tyle intensywnego, aby zatańczyły motylki w brzuszku Fioletowowłosego. No i przy okazji w sadle Wilka też. Uwielbiał go obdarowywać karesami, aczkolwiek miłość Włocha wobec Amiko była o wiele za duża, aby kiedykolwiek doścignąć w uczuciach Długowłosemu. Chwila zapomnienia nie trwała długo.
Jako mutant - pół wampir, pół wilkołak - miał naprawdę wyczulony węch. Zatem przybycie pijanego osobnika, dobrze znanemu dwójce towarzyszy, trochę mąciło w umyśle Amiko. Musiał wolną ręką (drugą zaciskał dłoń Fabia) przytkać usta i nozdrza. Zapach był zbyt intensywny, nawet jeśli sam Elliot mógłby nie czuć się specjalnie upojony alkoholem. Dodatkowy impuls pojawił się nieoczekiwanie ze strony Sophie, która rozpłakała się na dobre po usłyszeniu słów od - jak się okazało - własnego syna. Uszy mimo ochrony w postaci chusty, cierpiały, lecz musiał trzymać fason. Nie po to zdecydował się wybrać z Landryneczką na festyn, by robić problemy. Za mało znał Sophie czy Elliot'a, aby mieć prawo do radzenia czy karcenia którejś ze stron, nie mniej Xin podzielał rację Lubego. Taka odzywka nie powinna paść z ust syna, tylko... w zasadzie nie znał się na relacjach rodzic-dziecko. Sam był wychowywany w Domu Dziecka. Wiedział jedno - doprowadzenie kogoś do łez to jedno z tych zachowań, które nienawidził. Może dlatego, że już niestety nieraz tak skrzywdził własną Syrenkę?
Stanął w takiej pozycji, aby móc obronić Fabia przed ripostą wampira, który był synem Samuru i Sophie. W milczeniu odgradzał od możliwej zaczepki dwóch panów, po co jeszcze bardziej psuć nastrój? Ale... Wilk nie czuł się w żaden sposób upoważniony do trzymania się w rydzach, gdy zaczną sobie skakać do gardła. Obiecał ochraniać Landrynkę, to tak będzie czynić.

_________________

Wilk aka Czarna Bestia:
 

Nagroda z eventu Halloween "Dyniowe Losowanie" 2016:
 

kolor dialogu = #ff0066
Powrót do góry Go down
Chizuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 839


PisanieTemat: Re: Estrada   Czw Wrz 29, 2016 11:25 am

Przyszła, wcale nie wiedziała po co. Sama, bo nie miała z kim. Nie no, w sumie miała, ale ani tata ani Prim nie chcieli iść, a Elliot się do niej nie odzywał. Nigdy z nikim nie była, więc nie wiedziała czy to normalne, ale podejrzewała, że nie. Nie oczekiwała, że będzie z nią spędzał każdą chwilę, ale mógłby chociaż zadzwonić czy coś. A tu nic, zero. Nie było go nawet w willi, bo kiedy tam poszła dowiedziała się, że nie widziano go tam już od przeszło tygodnia. Nic więc dziwnego, że zamiast iść na jakiś durny festyn i się bawić, wolała zostać w domu i poczytać książkę. Mimo wszystko coś ją do tego miejsca ciągnęło, a ponieważ wcale nie chciało dać spokoju, to stwierdziła, że pójdzie. I będzie miała święty spokój. Zresztą, chciała zobaczyć nowego burmistrza, który nie dość, że był wampirem to jeszcze Kuroiaishita. Co w ogóle. Oświata nie powinna czegoś z tym zrobić? Niby każdy wampir lepszy niż Samuru, ale jednak nazwisko nie napawało optymizmem. Mogła sobie kochać Elliota do nieprzytomności, co nie oznaczało, że musi lubić jego rodzinę. Bo nie lubiła.
Oczywiście pierwszą osobą, którą zauważyła w tłumie był nie kto inny jak Elliot we własnej osobie. Chizuru poczuła gorąco i takie przyjemne łaskotanie w żołądku. Od samego tylko patrzenia! I oczywiście jak ostatnia idiotka postanowiła do niego podejść, nie zważając na obecność osób trzecich.
- Cześć - dotknęła lekko jego ramienia by dać mu świadomość swojej obecności. Wygięła przy tym usta w ciepłym uśmiechu, takim specjalnie przeznaczonym tylko dla niego. No bo skąd mogła wiedzieć, że zaraz stanie się katastrofa?

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Kain

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2691-kain-vlad-iv-dracula#57604 http://vampireknight.forumpl.net/t2698-kain#57659 http://vampireknight.forumpl.net/f152-zamczysko-asmodey
Zarejestrował/a : 09/07/2016
Liczba postów : 196


PisanieTemat: Re: Estrada   Czw Wrz 29, 2016 12:43 pm

Jasne. Kobieta, która nie trwoni pieniędzy na głupoty. To dopiero ewenement na skalę światową mu się trafił. Albo była uroczym kłamczuszkiem albo była bardziej wyjątkowa niż sama w swojej próżności uważała. Białowłosy poznał w ciągu swego długiego żywota naprawdę wiele kobiet i pomimo zupełnie różnych charakterów, narodowości i wieku wszystkie w jego oczach łączyła jedna cecha: rozrzutność. Oczywiście każda twierdziła, że kupuje tylko to co niezbędne i nic ponad to. Tak, a on jest Twardowski i zleciał z księżyca.
Była ciekawa czy już znalazł w swojej rodzinie kandydata odpowiednio na jej męża? Och, znalazło by się kilku zarówno starszych i młodszych Asmodeyów, którzy chętnie wzięli by ją pod swój dach i pierzynę. Pytanie tylko czy głowa rodu tak chętnie oddałaby swoją zdobycz w pierwsze lepsze ręce. Nie proponował jej nawet rodzonemu bratu uważając, że szkoda zmarnować potencjał szlachetnej na rodzenie nie-szlachetnych dzieci. Dopóki młody nie odzyska najwyższej rangi, dopóty nie powinien być nawet brany pod uwagę. Więc co? Komu przypadnie Nadia jako żoneczka? Otóż nikomu, ale ona jeszcze nie musi o tym wiedzieć.
- Oczywiście... - przeciągnął słowo może nawet za bardzo - Wręcz marzyłem o szansie na choć chwilę bliższego kontaktu. - nie ukrywał nawet sarkazmu swojej wypowiedzi choć na twarzy malował mu się całkiem wesoły uśmiech. I co dziwne - szczery. Jej przekonanie o własnej wyjątkowości, pięknie i wspaniałości było całkiem zabawne, może nawet urocze. Kogoś mu przypominało. Nie pamiętał kogo. Albo  nie chciał pamiętać.
Zgodnie z jej życzeniem zatrzymał się na skraju alejki i zwrócił w jej kierunku. Wlepił w jej twarz arktyczne ślepia zdając się przewiercać ją na wylot w poszukiwaniu czegoś o czym wiedział tylko on sam.
- Tak szybko? Chcesz zepsuć dramaturgię chwili? Gdybyśmy mieli publikę wszyscy wstrzymywali by teraz oddech w napięciu. - wyszczerzył się nieco złośliwie - Po za tym jestem zimnym bydlakiem. Z tego żyję i muszę dbać o swoją reputację. Informacje mają swoją cenę. - dorzucił. Ale mu się na żarciki zebrało! Najwyraźniej wbrew temu co początkowo myślał wyjście z zamku nieco poprawiło mu nastrój.

_________________


"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -
a w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.
Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę -
ja piorun burz - a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -
i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga."


~ KAIN THEME ~
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1001


PisanieTemat: Re: Estrada   Czw Wrz 29, 2016 5:38 pm

Katy, jak doskonale Esmeralda zauważyła, rosła i nabierała walorach kobiecych. Dorastała, miewała coraz częściej swoje humorki. Potrafiła pokazać swoje pazurki, lecz Cornelius był na to ślepy. Pozawalał jej na wiele rzeczy do czasu aż nie przesadzi. Nie ograniczał jej, pozwalał jej czuć się swobodnie wiedząc doskonale że jeśli ograniczy ją od zagrożenia, to ta w ogóle nie będzie zdawała sobie sprawy z tego, ze kiedyś faktycznie może coś jej się stać, bo będzie żyła w przekonaniu że Braciszek Cornelius zawsze pomoże i skopie dupę napastnikowi, a nie o to chodziło. Musiała się nieco usamodzielnić, więc pozwalał jej poczuć trochę samotności, dreszczyku, ale mimo to i tak miał ją na oku.
-Do zobaczenia!
zawołała do kobiety z uśmiechem idąc do swojego towarzystwa. Dzieciom zdecydowanie lepiej szło przełamywanie pierwszych lodów, nieśmiałości, dlatego nic dziwnego że Katy w dość krótkim czasie zapoznała się z rówieśnikami.
-Masz racje Esme, dobrze cię mimo wszystko widzieć, choć na początku widząc Twoją minę, nie byłem do końca pewny czy dobrym pomysłem jest podejście.
Odparł zaczepnie do łowczyni, a nawet się lekko uśmiechnął siadając sobie wygodnie ze swoją wodą, zwyczajna bezsmakowa. Upił jej łyk odstawiając butelkę na stoliku, przed nim, po czym wrócił do podziwiania Esmeraldy.
-Nie straszny może być strach na wróble, stojący miedzy słonecznikami, a mimo to kruki i tak uciekają na każdy jego ruch.
Nie żeby czasem Esmeralda wyczuła w tym kpinę, bo Cornelius nie kpił z niej, raczej pokazywał różnice między spostrzeżeniami. Człowiek nie bał się stracha na wróble, ale ptactwo to i owszem, co mogło być odzwierciedleniem informacji jakie chciała przekazać Esme, Corneliusowi.
-Opowiadaj śmiało, wszystko co ludzkie nie jest mi obce, a chętnie się dowiem co u Ciebie słychać.
Nie wiedział co się działo ostatnio u łowczyni, jednak chciał wiedzieć i wiedział że jeśli ta zechce mu o czymś powiedzieć, to powie, on jej nie chciał zmuszać. Jej decyzja i tak dalej. Sięgnął po swoją wodę i już przymierzał się do upicia z butelki kilka łyków. Nim jednak przestał pić kobieta zadała mu pytanie na które ten pochylił się do przodu odsłaniając swoje usta, by po chwili przytkać je lekko ręka, by się nie zakrztusić z wrażenia. Jednak nie kaszlnął, po prostu dopilnował, by przełknąć spokojnie to co już miał w ustach. Takich słów się na pewno nie spodziewał od Esmeraldy.
-Powiem Ci, że jestem głęboko zaskoczony samym faktem że zostałaś Matką.
Zaczął mimo wszystko spokojnie, nie wyśmiewając kobiety. Jak widać wiele go ominęło, jednak to pewnie wynikało z tego, że nie był wścibskim i nie wpierdalał się nikomu do życia prywatnego. Poza tym co do propozycji. On ojcem chrzestnym jej dziecka? Skoro otrzymał taką propozycje, to było widać, że Esmeralda musiała mu dobrze ufać. Co do cieszyło bez wątpienia, bo nie byle kto dostanie takie pytania.
-Jednak chętnie przyjąłbym Twoją propozycje, nie wiem czym sobie zasłużyłem, ale będę dumny z bycia Chrzestnym Twojego dziecka. Proszę opowiedz mi coś o nim.
Nie odrzucił Esmeraldy prośby, jednak nie powinno ją dziwić iż Cornelius po takim wyznaniu chciałby nieco poznać więcej szczegółów o winorośli Esmeraldy.

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.

Powrót do góry Go down
Elliot

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t278-elliot-kuroiaishita#313
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 614


PisanieTemat: Re: Estrada   Czw Wrz 29, 2016 8:54 pm

Chwila, chwila. Fabio i jego ziomek naskoczyli na Elliota, jakby choi wie co zrobił. Serio, zachowanie szlachetnego nikogo nie powinno dziwić, znając ich rodzinkę. Nawet Sophie nie zdziwiło! Ona ryczała przez hormony. Przecież baby zawsze znajdą jakiś problem bo im się okres zbliża. No tej się nie zbliży przez najbliższe kilka miesięcy, co nie spodobało się chłopakowi, bo... był trochę zazdrosny! Do tej pory jedynak - tak, nie akceptuje dzieciaków ze zdradzieckiego łoża - a tu nagle będzie miał brata, albo siostrę. NO HELOŁ. Pomińmy fakt, że sam ma już dziecko, które będzie starsze niż jego matki! Ten świat jest posrany, srsly. Dobrze, że na razie o nim nie wie. Po utracie części pamięci zbyt ciężkie byłoby to dla niego. Dopiero co się uwolnił od żony i kochanki, a tu już miałby wiedzieć o córce? No way.
- No nie becz już. Załatwimy Ci ciężarki i bieżnie - poklepał ją przez chwilę widząc matkę w trzech egzemplarzach. Zdecydowanie za dużo wypił. Ale aż tak nie capiło od niego, aby zatykać nos. Ell spojrzał na wilka i wzruszył ramionami. W sumie co się będzie przejmował, że dla tamtego cuchnie?
Nagle podeszła do nich Chizuru i jakby nic zaczepiła wampira. Odwrócił się powoli, mierząc od góry do dołu łowczynię, w ogóle nie wiedząc z kim ma do czynienia. Może kiedyś mieli razem zajęcia w oświacie? Coś tam mu świtało, że Sam ją kiedyś zamienił w wampira, ale reszta to totalna pustka. Po za tym.. wydawała mu się taka zwyczajna! Ell lubi blondynki - po matce, wiadomo - a Chizu to taka czekoladka. Brakuje jeszcze by była murzynką! Jak teraz na avie...
- Czego? - bąknął marszcząc brwi. Ci ludzie to byli jacyś nienormalni. Podchodzą do wampirów, jakby sami chcieli zostać dzisiejszą kolacją - Znamy się? - dodał i nim uzyskał odpowiedź spojrzał na karcącego go Fabia.
- Dobra, dobra ale wy marudzicie. Chodźmy się napić - jak ogłosił tak zrobił! Przepchnął się przez tłum, łapiąc matkę pod pachę i stanął koło budki z piwem. Może alkohol zaszkodzi dziecku i będzie mieć downa? Byłoby śmiesznie! A przynajmniej tak teraz sądził El. Sam ma dziecko ze słoika, więc co w tym dziwnego?

_________________
Artefakt: Złoty sygnet na środkowym palcu lewej dłoni z wyrytym smokiem na jego wierzchu. Po wewnętrznej stronie pierścienia, jest wyryte imię 'Elliot'. Kiedy zastuka się w pierścień, jego moc się uaktywnia przywołując wilka - większego i sprawniejszego od typowego zwierzaka tego gatunku. Trwa 8 postów, z jednym/dwoma odpoczynku.
***

Rozłóż przede mną księgę zaklęć i wróżb
Okutą w obwolutę twoich ramion i ud
I czaruj we mnie, na ołtarz duszę złóż
I w dusznym kącie, rzuć na mnie urok swój


ElliotxYvelin
ElliotxChizuru
Powrót do góry Go down
Ysaverin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2820-budowa-ysaverin-elizabeth#60156 http://vampireknight.forumpl.net/t2967-ysaverin#62657 http://vampireknight.forumpl.net/t3032-ysaverin#64425
Zarejestrował/a : 29/08/2016
Liczba postów : 75


PisanieTemat: Re: Estrada   Czw Wrz 29, 2016 10:45 pm

Ysaverin przed przyjazdem na festyn była na sesji zdjęciowej i później miała mieć wywiad, ale odwołała specjalnie, żeby być wcześniej tam. Spokojnie odetchnęła jadąc czarną limuzyną, która podwiozła gdzie zaczynała ścieżka do parku gdzie jest ta impreza. Gdy dojechali na miejsce młoda wampirzyca została wypuszczona przez swojego kamerdynera, który pierwszy otworzył jej drzwi. Postawiła lewą nogę trzymając się ręki wampira, żeby wyjść z samochodu i powiedziała:
- Możecie pojechać na parking i tam na mnie poczekacie - odparła dumnie i poważnym głosem nie chcąc robić zamieszania przecież woli nie być rozpoznana przez fanów czy upierdliwej dziennikarki, która na pewno tam kręci się w okolicy nowego burmistrza. Na tą okazję była ubrana w przepiękną wieczorową Na tą okazję była ubrana w przepiękną wieczorową suknię, a mając czarne kozaki z prawdziwej skóry na nogach i ciemne okulary założone, żeby nikt ją nie rozpoznał w tłumie. Włosy miała spięte w kok, jedynie grzywka była asymetryczna. W tej okazji nie mogła pójść sama, ponieważ jej ojczulek musiał przysłać ochroniarzy dla swojej kochanej córeczki. Oczywiście sytuacja nie była jej na rękę, wręcz miała chęć ich zgubić, ale woli nie wywinąć tego numeru dlatego zachowała się jak na damę przystało. Gdy Ysaverin zbliżała się w głąb w terenu w końcu mogła odetchnąć świeżym powietrzem czując się bardzo dobrze. Zaczęła rozmawiać z ochroniarzami mówiąc, że mają trzymać się trochę dalej od niej, ponieważ jest dorosłą wampirzycą i da sobie radę, a jeśli mają tak dbać o bezpieczeństwie niech to robią z dala. Oczy przymrużała słysząc dzieciaki aż ją to ucieszyło, że słabość prawie włączyła się jak poczuła zderzenie z rozrabiaką i uśmiechnęła się delikatnie mówiąc:
- Uważaj na siebie - odpowiedziała do dziecka i uśmiechnęła się lekko dając znać, że nie musi martwić o taką błachostkę. Zaczęła dalej iść w stronę straganów i
spogląda na różne rzeczy. Po dłuższych zastanowieniach spoglądała czy nie ma nikogo znajomego lub z rodziny. Na razie nikogo nie zauważyła, zatem spojrzała się i zobaczyła scenę gdzie muzyka wybiega i zauważyła swojego narzeczonego Riecona. Na chwilą obecną nie podchodziła na razie, bo stała przy straganie z napojami wtedy kupiła sok żeby napić się i słuchając muzyki.
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 499


PisanieTemat: Re: Estrada   Pią Wrz 30, 2016 9:44 am

Z tą pewnością siebie to już chyba nie chodziło o samo bycie wampirem. Kobieta po prostu od zawsze znała swoją wartość i raczej bez zastanowienia obnosiła się z nią. Czasami sprytnie obracała wszystko w żart żeby nie wyjść na zadufaną pannice z dobrego domu. Co prawda nikt jej jeszcze nigdy nie zwrócił uwagi ale wszystko przed nami, prawda?
Wiedziałam. Wystarczyło powiedzieć. Za jeszcze jeden punkt mogę nawet dać się przytulić.
Czyżby kolejny żart, czy może mówiła całkiem serio. Za nią nie trafisz, nie ma nawet takiej opcji. Czy Nadia potrafiła być urocza? No ba! Pewnie. Umiała wcielić się w każdą rolę i każda świetnie jej wychodziła. Tym bardziej, że w zależności od humoru wcale nie musiała udawać. Teraz chciała otrzymać ważną dla niej informacje więc była milutka i słodka. Do rany przyłóż, cud, miód i orzeszki. Nic tylko rozkoszować się tak grzeczną dziewczynką. Wystarczyło jednak, że ktoś zajdzie jej za skórę i przestawało robić się tak przyjemnie. O tym może jednak innym razem bo teraz jest sympatycznie, prawda?
Ale ja jestem bardzo niecierpliwym stworzeniem panie Asmodey i nie umiem z tym walczyć.
Odwróciła kota ogonem robiąc na chwilę obecną z siebie biedną ofiarę własnego „ja”, które nie umie zbyt długo czekać.  Zrobiwszy jeden, bardzo mały krok, znalazła się jeszcze bliżej mężczyzny i jego chłodnego spojrzenia. Bała się? Ależ nigdy w życiu! Uwielbiała takie chwile niepewności i adrenalinę. Przecież chodziło o nią i o jej przyszłość więc o obojętności można było zapomnieć.
To może oddam moje dwa punkty, czyli wszystko co mam? Wystarczy?
Uniosła do góry brew i kącik ust przez co wyglądała nieco zawadiacko. Oj uważaj kolego, być może pani N. zaczyna coś knuć a Ty prędzej czy później staniesz się ofiarą…

_________________



Powrót do góry Go down
Kojiro

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1901-kojiro#40792 http://vampireknight.forumpl.net/t2342-kojiro#49288
Zarejestrował/a : 01/07/2015
Liczba postów : 190


PisanieTemat: Re: Estrada   Pią Wrz 30, 2016 7:27 pm

Wampir trawił dłuższą chwilę obecną sytuację walcząc z samym sobą, jednak słysząc skargę ze strony bezbronnego jednak chłopaka , lekko rozluźnił uścisk i spuścił wzrok
-Przepraszam, ale naprawdę nie spodziewałem się że mój sługa może być.... kotem. Gdy ostatni raz się widzieliśmy byłeś no.... taki jak inni.
Wybąkał przepraszająco starając się rozluźnić. Do tego niespodziewanie pojawił się ktoś kto zaskoczył go, prawie że by go zaatakował gdyby nie to, że rozpoznał głos kochanka i bąknął coś niezrozumiałego pod nosem
-Przepraszam, naprawdę, to wina instynktu, jestem psem... nie chcę zrobić krzywdy.
Spojrzał na Shiro smutno
-Wybacz mi, nie chcę byś się mnie bał.
Mimo tego że był zdenerwowany to przytulił do siebie Shiro na chwilę i pomierzwił mu już bardziej przyjaźnie kłaczki
-Teraz jesteś bardziej podobny do mnie, tylko szkoda, że wcześniej nie przyszedłeś mnie ostrzec o takiej zmianie, choć pewnie zapomniałeś zwyczajnie.
Puścił chłopaka mając nadzieję, że ten nie zwieje, a po chwili na Lucjusza
-Już nic Lucuszu, po prostu mnie zaskoczyła nowa sytuacja. Shiro to mój sługa, ale dawno go nie widziałem, nie wiedziałem, że się tak bardzo zmienił.
Wytłumaczył się i po chwili sam dał całusa swojemu ukochanemu, choć tylko przelotnego, bo nie lubił tego robić przy innych, tu było za dużo gapiów. Choć i tak było widać że się cieszy z jego widoku, nawet udało mu się trochę rozluźnić. Teraz czuł się trochę głupio.
Jednak po chwili z głośnika rozległo się pukanie i wesoły głos wybranego właśnie burmistrza, co sprawiło, ze Kojiro przekierował na niego swoją uwagę. O tak był to na pewno Kuro, tyle że nie tak tęgi jak Testament i spowijało go złoto od oczu charakterystycznych jego rodzinie przez równie jasne włosy oraz ubiór bogato zdobiony tegoż samego koloru nicią. Słowem wyglądał jak słońce na scenie, a i jego usposobienie było równie promienne, na ludziach z pewnością Emmanuel musiał robić duże wrażenie. Za to sam psowaty zastanawiał się jaki też on jest, wszak nie miał z nim zbyt dużo styczności, jednak czy w tym tłumie będzie szansa go poznać? Kiedy skończył mowę, a jego miejsce zajął zespół muzyczny Kojiro spojrzał na Lucjuszu
-Jak myślisz, nadawałbym się do pomocy im? Zastanawiam się czy nie spróbować do nich dołączyć, miałbym przynajmniej jakieś zajęcie. Emmanuel wydaje się być trochę nietypowym wampirem, ciekaw jestem jak będzie rządził miastem. Wydaje się być tak inny od Samuru.
Wyraził swoją opinię i zastanawiał się nad tym, choć z drugiej strony nie bardzo umiał skupić myśli, bo muzyka do łagodnych nie należała i wydać było po uszach psowatego, że co bardziej piskliwe dźwięki gitary zwyczajnie go drażniły, choć starał się je ignorować.

_________________

Wylosowane w dyni: Różowy aligator - zabawka/breloczek do kluczy. Uśpienie Ci nie straszne! Gdy ciało śpi, aligator się budzi gryząc! Raz na trzy posty.
Powrót do góry Go down
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1046


PisanieTemat: Re: Estrada   Pią Wrz 30, 2016 9:59 pm

Czy Kojiro powinno dziwić, że Shiro się zaczął bać? Pewnie nie. I mógł zarazem domyślać się dlaczego. Samo zachowanie jasnowłosego było jednym, lecz chociażby inny czynnik wpływający na dane zachowanie była różnica ras. A pies z kotem niekoniecznie musieli się lubić...
- Ja... - bąknął. - Nie wiem co powiedzieć... Nic nie umiem na to zaradzić... - wampirek w tej kwestii był niewinny, ale czy właściwie... Mógłby być? Przecież nie wiedząc o tym wszystkim, nie zdawał sobie sprawę, dlaczego, co i jak... Nasuwało się wiele pytań, lecz odpowiedzi brakowało.
Międzyczasie ktoś tutaj przyszedł... Jego żółte oczy skupiły się na osobniku, a pamięć podsunęła mu odpowiedni obraz - znał go. Spotkali się przypadkowo.
- Ja ciebie też - mruknął w odpowiedzi. Był za blisko Kojiro. Za bardzo. A i jeszcze musiał on na to patrzeć. Demoralizują małego Shiro!
Ale okej, póki co, skupmy się na czymś bardziej istotniejszym.
- H-hai - jak się tutaj nie bać, gdy zostało się potraktowanym w taki, a nie inny sposób? Łatwo powiedzieć, lecz trudniej już zdziałać cokolwiek więcej. Przełknął więc ślinę. Nadal się obawiał go, jakby ten zaraz miałby go zaatakować. Dlatego też, gdy został już całkowicie puszczony, cofnął się o krok.
- Nie było okazji, by ci powiedzieć - wymamrotał. Tajemniczo trochę, prawda? Zwarzywszy na jego przeżycia przez ten rok... To tak. Z pewnością. Trochę się nazbierało rzeczy w jego krótkim życiu.
Nie wnikał już rozmowę pomiędzy tą dwójką. Natomiast rozejrzał się, zastanawiając się jednocześnie, czy przyjdzie tutaj ktoś, kogo zna. No i wiedział na pewno jedno - nie zanosiło się na to, by z nimi pozostał długo.
Międzyczasie właśnie do jego uszów dotarło przemówienie ze strony nowego burmistrza. Shiro wlepił wzrok w wampira... O. Ja go znam. Spotkałem go kiedyś - nie ma to jak opóźnione uświadomienie sobie, kim właściwie jest burmistrz. Lecz nad tym wszystkim musiał się aktualnie zastanowić... Po swojemu. I tyle.

_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1599


PisanieTemat: Re: Estrada   Sob Paź 01, 2016 1:15 pm

Rzeczywiście z początku mogła okazać małe zdenerwowanie, ale to nie oznaczało, że rzuci się na każdego kto do niej podejdzie! Może nie była mistrzem cierpliwości, ale jeśli chodziło o panowanie nad tym, żeby nie zamordować kogoś w przypływie emocji, opanowała to niemal do perfekcji. W innym wypadku nie można by było nazywać jej medykiem, a raczej rzeźnikiem, czy też grabarzem.
- Mam nadzieję, że nie będziesz żałował – musiała wyglądać naprawdę niemrawo, jeśli nawet sam Cornelius rozważał podejście. Wybierając się na festyn, łowczyni nie przewidziała obecności przyjaciela. Może gdyby wiedziała… umówiłaby się bezpośrednio z nim, a nie ciągnęła ze sobą mężczyznę, który niejednokrotnie doprowadzał ją do szewskiej pasji. Szczególnie, że już dawno myślała o rozmowie z przyjacielem. Na szczęście los rozwiązał problem i oto siedzieli teraz naprzeciw siebie, sącząc bezalkoholowe napoje. Zupełnie odwrotnie niż na ich pierwszym spotkaniu.
Uśmiechnęła się na jego słowa o strachu, w których przekazał jej część swoich spostrzeżeń. Jak zwykle miał rację, jednak tym razem nie przyzna mu jej na głos.
- Naprawdę? - spojrzała na niego okazując niepewność – Nie wyobrażałeś sobie mnie w tej roli? - sama przez długi czas nie mogła pogodzić się faktem, że przez pewne decyzje, straciła prawie wszystko co było w jej życiu ważne. Rodzina wyparła się jej gdy okazało się, że nie sprostała wymaganiom jakie przed nią postawiono. Została więc sama z małym dzieckiem, bez mężczyzny i bez rodziny, która mogła ją wspierać. Nie takiej przyszłości chciała dla swojej córki, a jednak każdego dnia walczyła o dobry byt i udowadniała sobie i innym, że jest dobrą matką. Może nie tak dobrą jak jak inne w oczach ludzi, ale starała się jak mogła.
- O niej. To dziewczynka – odetchnęła z ulgą słysząc, że Cornelius wyraził zgodę na propozycję. Teoretycznie nie był z nią związany rodzinnymi więziami, mógł ją zostawić jak inni… mógł, ale tego nie zrobił. Esmeralda tymczasem odszukała telefon i po włączeniu folderu ze zdjęciami, skierowała go w stronę mężczyzny.
- Ma na imię Ally i niebawem będzie miała swoje pierwsze urodziny – na większości zdjęć widoczna była maleńka rudowłosa dziewczynka trzymająca wielkiego pluszowego psa. Na niektórych trzymała ją uśmiechnięta Esmeralda, ale na części z nich towarzyszył jej ciemnowłosy łowca imieniem Leyasu. Te zdjęcia lekarka bardzo szybko przerzucała, pokazując Cornowi dłużej te fotografie, gdzie Ally była sama lub ze swoją matką. Oczy dziewczynki miały barwę intensywnej stali, przez co Cornelius mógł mieć wrażenie, że gdzieś już takie widział.
- Nie mówiłam nikomu. Przepraszam, że nie powiadomiłam Cię wcześniej, ale nigdy… nie było do tego okazji – powiodła spojrzeniem w stronę ludzi, dostrzegając przy małej grupce WAMPIRÓW Chicuru. Dokładnie w tym samym momencie jej oczy przez chwilę zatrzymały się na fioletowowłosym pomagierze Samuru i jego ciężarnej, aktualnie płaczącej żonie.
- Widzisz tego gościa? - wskazała ruchem głowy na Fabia – Podczas wystąpienia burmistrza, on też tam był. Wchodził na tyły sceny. Coraz mniej mi się to wszystko podoba – miała nadzieję, że Cornelius wziął ze sobą broń, bo cała ta sytuacja wydawała się coraz bardziej komplikować.
Powrót do góry Go down
Nyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2131-nyuu-n-york#44459
Zarejestrował/a : 13/09/2015
Liczba postów : 82


PisanieTemat: Re: Estrada   Sob Paź 01, 2016 3:23 pm

-No... różnie. Najczęściej komplementy, słowa otuchy, uśmiech, przytulaski. Czasami babeczki własnej produkcji, chociaż nie mogę już ich piec od pewnego czasu...
Niestety takie prawa Akademika, że nie ma się własnej kuchni, tylko wspólną - zazwyczaj jedna bądź dwie na piętrze. I to też, że raz zapomniał na śmierć o wypiekach i zwołał tym samym cały zastąp straży pożarnej. Dobrze, że prócz kuchenki i szafki nikt więcej nie ucierpiał. Tak więc dostał zakaz. To był jeden jedyny raz, kiedy zaniedbał swoje kucharskie obowiązki, a to dlatego, że jego uwagę ściągnęła zapłakana osoba. Tak bardzo chciał jej pomóc, że no... Mniejsza.
Jak Sei odniósł się co do zobowiązań, że ich nie ma - aż Nyuu mrugnął dwukrotnie oczętami i nieco zdębiał. Żadnych? Nawet najmniejszych? Skrzat musiał śnić! I miał się nie skrywać ze swoimi potrzebami? Tak zrozumiał, i to było niesamowite. Zawsze musiał trzymać się schematów, jakie przedstawiały różne instytucje czy etyki, i został z tego zwolniony? Długowłosy uśmiechnął się szeroko i beztrosko odpowiedział:
-Dobrze, dziękuję Panie Sei.
Nie odczytał jego słów jako zdystansowanie się, zatem wszystko grało. Udał się wraz z nowym towarzyszem po estradzie i zatrzymawszy się przy placu do potańcówek obserwował wiraże innych. Różowowłosy kolega nie przepadał za tego typu rozrywkami, czego nie do końca zauważył rozproszony zabawą innych Nyuu, dlatego odpowiedział tak:
-A pokaże Pan nienormalny taniec? Chcę się chociaż takiego nauczyć.
Uśmiechnął się słodko i zrobił wielkie oczka, że naprawdę aż serce się krajało. Z drugiej strony zaraz zaprzestał czarować. Nie powinien na nikim wymuszać rzeczy, których nie chce. Dobrze, że w porę opamiętał się, bo jeszcze rzeczywiście zmusiłby Różowowłosego do instruktarzu. Cóż, zawsze można było spróbować inaczej. Zastanowił się przez chwilę i westchnął cicho dodając już nie takim kusząco-dziecięcym głosem:
-Jak nie dzisiaj, to może innym razem? Nauczyłbym za to piec babeczki.
Zawsze to jakaś karta przetargowa, bo co innego mógłby ofiarować w zamian za naukę tańca? Sei Tan nie potrzebował uśmiechu czy pogodnego nastawienia - już taki był, o. Swoją drogą czy i bez alkoholu spojrzałby na Elfa i przygarnął pod skrzydła? Możliwe, nie wydawał się być aż tak pijany, by nie panować nad sobą czy coś.
Wtedy usłyszał przemowę burmistrza, aż nawet nie ciągnął dalej wątku z tańcami. Słuchał uważnie, chociaż nigdy nie interesował się życiem miasta tak, jak powinien każdy obywatel. Dla niego miastem byli ludzie, a nie instytucje. Jak przemówienie Emmanuel'a i Riecon'a dobiegło końca, rozległa się o wiele głośniejsza muzyka, aż nieco skulił się w sobie. Mimo to trzymał się blisko towarzysza, którego tym razem Malec zaciągnął w inną stronę. Widział bowiem budkę z misiakami w tle, a to znaczyło, że tam było...
-Chodźmy na strzelnicę! Są ładne nagrody do wygrania!

_________________

Dialog = #669966
Powrót do góry Go down
 
Estrada
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Estrada

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: