IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mieszkanie w kamienicy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 834


PisanieTemat: Mieszkanie w kamienicy   Nie Wrz 18, 2016 3:37 pm


Powierzchnia: 36m2
Pokoje: 2              
Kuchnia: oddzielna  

W jednej z kamienic znajduje się niepozorne mieszkanie należące oficjalnie do człowieka imieniem Grigorij Petrowicz. Dokładniej nie tyle do niego należy co jest najmowane. Mniejszy pokój wyposażony jest w łóżko małżeńskie, szafkę nocną i szafę oraz solidnych rozmiarów, pokrytą sierścią poduszkę leżącą przy łóżku. Większy pokój służy jako salon gdzie umiejscowiono dwa fotele, kanapę i kilka szaf. Wszystkie meble przeznaczone do siedzenia umiejscowione są wokół stołu. Idealnie naprzeciwko kanapy stoi szafka RTV, a na niej telewizor zakupiony zapewne około 15 lat temu. Tak. Telewizor nie jest płaski. Kolorystyka pomieszczeń utrzymana jest w bieli, brązach i czerni. Jedyną odskocznią okazują się czerwone dywany w klasyczne wzory. Umeblowanie w większości przypadków jest stare, lecz dobrze zachowane i funkcjonalne. Żadnych zbytków i luksusów, jednakże nie brakło też niczego.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 834


PisanieTemat: Re: Mieszkanie w kamienicy   Nie Wrz 18, 2016 3:38 pm

Koniec zmiany w szkole. Brak ważnych rzeczy do wykonania na już i na jutro w Oświacie. Oznaczało to, że Vladislau mógł wreszcie przyjść do swojego mieszkania trochę wcześniej, mieć czas dla siebie. Zazwyczaj trafiał tu tylko po to by pójść spać i po sześciu godzinach zbudzić się i działać prężnie w kolejnym dniu. Jednakże dziś mógł sobie pozwolić na odrobinę wytchnienia. Weszli razem. Vlad i jego pies przekroczyli drzwi, które po chwili Białowłosy zamknął na wszystkie cztery zamki. Nie potrzebowali światła. Ostre zmysły łowcy może nie dorównywały tym w jakie wyposażone były wampiry czy jego psi towarzysz, lecz wystarczyły by rozpoznać kontury przedmiotów i pomieszczeń w nikłym świetle ulicznych latarni. Tym razem było jeszcze jasno. Wprawdzie Słońce chowało się za horyzontem, lecz wciąż promienie słoneczne docierały do niewielkiego dwupokojowego mieszkania. Vlad wziął szybki prysznic po czym ubrał się wrzucając na siebie luźne ubranie paramilitarne. Kres wskoczył na krzesło gdzie zwinął się w wielki kłębek. Sam Darkhawk natomiast zanim usadowił się na kanapie sięgnął po zawiniątko skryte w szafce z ubraniami. Gdy już usiadł odwinął materiał, w który zawinięte było charakterystyczne puzderko na biżuterię. Otworzył. W środku znajdował się pierścionek zaręczynowy. Wyciągnął go. Przetarł. Uśmiechnął się sam do siebie. Był to jednak uśmiech pełen bólu i zgorzknienia. Umarła i nie mógł nic na to poradzić. Przyglądał się pierścionkowi dobrą chwilę po czym odłożył go do pudełeczka by wyciągnąć zieloną wstążkę. Napis na niej brzmiał „Jako symbol naszej miłości Veronico Espadas. Vladislau Darkhawk”. W tym momencie wstążeczka wypadła mu z rąk. Zamarł. Tam powinna być inna sentencja. Dokładniej inne personalia adresatki. Jak to mogło się stać? Kres poruszył się niespokojnie na fotelu...

Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1915


PisanieTemat: Re: Mieszkanie w kamienicy   Nie Wrz 18, 2016 8:52 pm

Minęło wiele czasu, odkąd Vladislau znalazł chwilę dla siebie. Mieszkanie zwykle stało puste, przypominając bardziej pokój hotelowy, niż codzienne miejsce życia. Dziś pierwszy raz od dłuższego czasu mężczyzna wrócił do swojego domu i bez pośpiechu oddał się zwykłym czynnościom. Kres przez chwilę wiercił się, próbując znaleźć dla siebie miejsce. W końcu się położył, obserwując Pana, któremu najwidoczniej właśnie zebrało się na wspominki.
Była narzeczona. Niegdyś wypełniała każdy fragment życia, teraz stanowiła jedynie fragmenty wspomnień, tak bardzo rozsypanych w czasie. Po utracie Cecylii, Vladislau całkowicie zatracił się w obowiązkach, bardzo rzadko pozwalając sobie na wspomnienie. Kiedy chwycił pudełeczko, jego palce przez chwilę zacisnęły się na zimnym materiale. Czuł lekkie mrowienie, jednak nieprzyjemny efekt szybko wygłuszyło zaskoczenie związane z inskrypcją jaką odczytał.
Zaskoczenie szybko przeradzało się w niepokój. Vladislau nawet nie zauważył, kiedy pudełko wraz z pierścionkiem spadło na podłogę. Nie taki tekst pamiętał. Nie to miało się znaleźć przy pamiątkach przeznaczonych dla narzeczonej. Był to moment, gdy mężczyzna poczuł mocny ból w okolicach serca. Mrowienie rozchodziło się wokół całej klatki piersiowej i pulsującym bólem docierało aż do głowy. Widoczne na ciele zaczerwienienia znikły równie szybko jak nieprzyjemne odczucie. Ból się skończył, pozostawiając łowcę roztrzęsionego i z kropelkami potu na twarzy i całym torsie. Chyba zbyt dużo ostatnio pracował. Za dużo. Kres tymczasem zaskomlał i położył głowę, wpatrując się badawczo w swojego Pana.


_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 834


PisanieTemat: Re: Mieszkanie w kamienicy   Pon Wrz 19, 2016 6:32 pm

Po pierwszym szoku nadszedł jeszcze większy. Spodziewałby się wszystkiego, ale nie nagłego napadu bólu. Gdy suweniry przeszłego życia wypadły mu z rak Vlad chwycił się dłonią za palącą pierś i zgrzytnął zębami. Nie miał w zwyczaju nazbyt często krzyczeć. Nie wiedział co się dzieje, lecz mięsnie i ścięgna napięły się. Był gotów do walki. Choćby do rzucenia się po telefon leżący na stole by wybrać numer pogotowia. Jednakże ból ustał równie szybko co przyszedł pozostawiając krople potu spływające z czoła i spadające na posadzkę bez żadnej kontroli czy zainteresowania. Gdy minęły zarówno pierwszy, drugi jak i trzeci szok Vladislau podniósł z czułością zarówno zimny metal jak i osobliwą wstążkę. Przez chwilę się zawahał, lecz ostatecznie schował całość tak jak poprzednio nie usuwając z puzderka zielonego kawałka materiału, który wyglądał nad wyraz podejrzanie. Z jakiegoś powodu uznał, że nie powinien ingerować w dotychczasowy stan rzeczy.
- Już dobrze Kres. Nic mi nie jest. – rzekł siląc się na spokój, lecz psa nie był w stanie oszukać. Czworonóg zszedł z fotela by wcisnąć swój łeb pod rękę człowieka, który z kolei opuścił swoje siedzisko by schować zawiniątko. Gdy pierścionek zaręczynowy był już schowany Vladislau udał się znowu do łazienki. Ta krótka chwila niezrozumiałego bólu była dla niego bardziej męcząca niż całonocne polowanie. Musiał umyć twarz. Schłodzić się.
Po krótkiej chwili opuścił niewielką łazienkę by ponownie wejść do pokoju służącego mu za salon. Zaczął rozważać włączenie telewizji by zająć myśli, które zaczęły krążyć na przemian wokół Cecylii i Esmeraldy. Nie rozumiał tego. I nawet nie chciał teraz rozumieć. Mimowolnie spojrzał na zdjęcie stojące od roku na komodzie na komodzie. Otrzymał je od swojego przyjaciela Victora. Wesele. Miejsce gdzie on i Cecylia się poznali. I tu nastąpiło kolejne zdziwienie. Kobieta, której dłoń całował przypominała jego zmarłą ukochaną jedynie w ogólności. To nie była jednak ona. Tę figurę i włosy Vladislau poznałby wszędzie. Nie żeby był tą atrakcyjną kobietą zainteresowany. Nie chciałby nagabywać własnego podwładnego, a i ona zdawała się kogoś mieć. Jednakże z jakiegoś powodu zapadła mu w pamięć. Esmeralda Green. Veronica Espadas.

Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1915


PisanieTemat: Re: Mieszkanie w kamienicy   Pon Wrz 26, 2016 7:21 pm

Walka nie była potrzebna, bowiem piekący ból minął równie szybko jak nastał. Dziwne poczucie nie opuszczało jednak Vlada, podsuwając przypuszczenia, że coś jest nie w porządku. Nawet Kres wiercił się niepewnie, wlepiając swoje psie ślepia prosto w oczy właściciela. Co chwila skamląc, poszturchiwał nosem rękę białowłosego, jakby chciał się upewnić, czy wszystko w porządku. W rzeczywistości nic nie było takie jak wyglądało. Malująca się dawna przeszłość wciąż posiadała wiele dziur i niedowiedzeń, a każda z nich była niejako związana z osobą która nie powinna się tam znajdować. Nawet woda nie zadziałała orzeźwiająco. Mimo początkowego chłodnego powiewu, Vladislau nadal był rozpalony. Zdjęcie. Ile razy je mijał będąc w swym mieszkaniu? Dzisiejszy powrót do wspomnień dał jednak więcej niż zazwyczaj, gdyż gdy łowca sięgnął po fotografię, zobaczył na niej osobę, której obecności sobie nie przypominał. Wpatrując się w rude loki, bez problemu rozpoznał sylwetkę Veronici. Kwiaty we włosach… roślinna bransoletka na dłoniach i delikatne złote łańcuszki okalające jej plecy. W krótkiej chwili uczucie bólu wróciło, a do tego doszły niepokojące „klatki” obrazów. Rytuał. Dużo krwi. Następnie tańce z wesela Victora i Heleny. Łowca nie widział swojej partnerki, gdyż obraz był zamazany. Jedynym co nie znikło wraz z kolejną falą bólu i obrazów był zapach, jaki Vladislau wyczuwał w swoim mieszkaniu. Połączenie lilii, jaśminu i pomarańczy.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 834


PisanieTemat: Re: Mieszkanie w kamienicy   Pią Paź 14, 2016 12:32 pm

Organizm łowcy dostał chwilę wytchnienia tylko po to by po kilku minutach dostać kolejną dawkę bólu. Te obrazy. Wspomnienia. Zapach. Nie licowało się to z jego wiedzą i było to tyleż niepokojące co bolesne w ten najgorszy z najgorszych sposobów. To nie był ból fizyczny, lecz psychiczny.
- Aaaaarghh! - z gardła Vlada wydobył się zwierzęcy ryk. Odrzucił oprawione zdjęcie precz. Do zmysłów doprowadził go szybko trzask tłuczonego szkła. Obraz stworzony z fotografii rozbił się na najbliższej ścianie, a odłamki szkła opadły z charakterystycznym brzdękiem. Na czoło Białowłosego znowu wstąpiły krople potu, a on sam oparł się o blat stołu. Szeroko rozwarte oczy wpatrywały się tępo w przestrzeń, a sam Kres podbiegł do Pana by wtulić swoją głowę w jego brzuch. Odruchowo lewa ręka pogładziła łeb podczas gdy prawą łowca wciąż odpierał się o stół. Vlad oddychał głęboko uspokajając organizm. Czuł się gorzej niż po najgorszym treningu. Nie miał zamiaru jednak trwać tak w nieskończoność. Jak gdyby nigdy nic poszedł do kuchni i sięgnął po szklankę po czym nalał sobie zimnej wody z kranu. Wypił ją jednym haustem. Następnie skierował się ku małemu pokojowi służącemu za sypialnię. Nadszedł czas by się przespać.
Po kilku godzinach snu nadszedł środek nocy. Vladislau wziął szybki prysznic i ubrał się w swój strój łowcy. Nic tak nie oczyszcza umysłu jak aktywność fizyczna. Poza tym jako Prezes Stowarzyszenia Łowców Wampirów zawsze znajdzie sobie zajęcie w Oświacie. Pierwszy raz w życiu zignorował w domu nieporządek. Rozbite szkło i rama okrywające porysowaną fotografię wciąż leżały pod ścianą salonu. Vlad zachowywał się jakby ta rzecz nie istniała.

< Vlad + Kres z / t >
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 834


PisanieTemat: Re: Mieszkanie w kamienicy   Nie Cze 10, 2018 6:11 pm

Vladislau rzadko bywał w domu. Dlatego jego mieszkanie było idealnym miejscem do zapewnienia opieki nad Kotori. Nieszczęsna dziewczyna po wizycie w Świecie Krwi zapadła w śpiączkę tracąc świadomość. Był to dla Vlada podwójny cios. Po pierwsze była bardzo obiecującą kadetką. Wiedziała czym są rozkazy i jak je wykonywać. Nie okazywała emocji w przeciwieństwie do większości małolatów. Miała wysoki potencjał. Trzeba było ją jedynie odpowiednio ukierunkować i zapewnić możliwość rozwoju. Po drugie była nadal jedynie nastolatką. Młodą kobietą mającą całe życie przed sobą. Tymczasem przez tajemnicze demony z jeszcze bardziej tajemniczego świata odebrały Vladowi jego cenne uczucia wobec Emeraldy, a Kotori jej cały umysł. Mimo to łowca łudził się, że dziewczyna nie jest stracona. Początkowo opiekowali się nią łowieccy medycy. Jednak nie udało się przywrócić jej do żywych nawet po wielu miesiącach mniej i bardziej obiecujących eksperymentów.
Ptaszyna natomiast wciąż oficjalnie podlegała pod sierociniec. W Japonii prawo było dość rygorystyczne, a mimo to udało się ją przez długi czas utrzymać w szpitalu dla łowców. Z czasem zaczęło dochodzić do różnorodnych nacisków. Wtedy zirytowany dowódca łowców użył swoich wpływów by przekazano mu pod opiekę Ptaszynę by raz na zawsze dano im spokój. Byle sierocie państwo nie zapewniłoby idealnych warunków do wybudzenia. Vladislau natomiast liczył, że kiedyś Kotori wróci. Jeśli nie sama to być może z jego pomocą. Wszak planował wkroczyć ponownie do innego wymiaru. Być może tam była uwięziona. Tak oto z przyczyn pragmatycznych oraz dzięki powinowactwu dusz Vladislau przyjął dziewczynę będącą fizycznie niemal jego małą kopią jako córkę. Niemrawą, ale jednak.
Tymczasem ta była uwięziona. Jednakże nie w innym wymiarze, a pomiędzy wymiarami. Dla jej psychiki było to jak sen. Bardzo długi i dość męczący. Czasami śniła. Jej mózg wszak pracował choć niekoniecznie tak jak powinien. Wielokrotnie wciągu ostatnich niemal 3 lat przeżywała zdarzenia w Świecie Krwi, które jako najświeższe wspomnienia najczęściej do niej powracały. Nie zawsze jednak sen był idealną kopią przeszłości. Wielokrotnie psotny umysł zmieniał co poniektóre elementy jak to często bywa w marach sennych. Niestety jednak była to ochrona umysłu przed szaleństwem. Nie znalazła nic co pozwoliłoby odnaleźć tajemnice wszechświata.
W ciągu tych trzech lat świetnie wyćwiczone ciało marniało choć z wolna. Kotori przez cały ten czas miała zapewnione drobne zajęcia rehabilitacyjne, podczas których wymuszano ruch najważniejszych mięśni. Nie było to jednak normalnym funkcjonowaniem ani tym bardziej porządnym treningiem. Jej mięśnie degradowało podczas gdy umysł ochronił się na szczęście przed podobnym losem. Zresztą sprawność zazwyczaj łatwiej odzyskać niż pozbierać roztrzaskany umysł. Co dzień do dziewczyny przychodził pielęgniarz doglądający jej i zapewniający jej ciału godzinę do dwóch ruchu. Dzięki temu ciągle była czysta i odżywiona. Gdyby natomiast doszło do przebudzenia choć normalny ruch z pewnością byłby problemem to jednak mogłaby na krótkie dystanse chodzić o własnych siłach. Pielęgniarzy i pielęgniarek było kilkoro. Przychodzili co dzień spędzając z młodą adeptką wiele czasu. Jednak zazwyczaj wykonywali swe obowiązki z szacunku do osoby zatrudniającej ich oraz z powinności aniżeli wiary, że umył Kotori powróci. Z klinicznego punktu widzenia była przypadkiem beznadziejnym. Aż w końcu jedno z nich miało doczekać się małego cudu. Być może akurat tego dnia wymiary były bardzo blisko siebie. Może nastąpiła jakaś koniunkcja. Albo umysł Kotori w żmudnych próbach uwolnienia się znalazł jaki sposób na przebicie osnowy innych światów. Tak czy tak obudziła się gdy młody człowiek, niewiele zapewne starszy od niej teraz, czytał książkę przy jej łóżku. Ćwiczenia już wykonał, była też czysta. Wystarczyło jej doglądać i po kilku godzinach powtórzyć ćwiczenia oraz obrócić na inny bok i podłączyć kroplówkę. Praca była zarazem wymagająca jak i spokojna. Wszystko zależało od momentu. Blondyn na razie nie spoglądał na nieco wychudzoną dziewczynę. Wszyscy wiedzieli, że nie ma szans by się obudziła, więc i nie wyczekiwano tego. Dlatego zajmował się książką medyczną uważnie śledząc treść zadrukowanych kart.
Ptaszyna oczywiście leżała na łóżku w pokoju gdzie przed laty sypiał Vlad. Ostatnio bywał tu rzadko, by odwiedzić ją. Sam najczęściej sypiał w Oświacie. W najbliższej szafce znajdowały się jej rzeczy jakie wydał sierociniec. Dotąd nie były potrzebne ponieważ ona miała łatwą do zdejmowania jasnoniebieską szpitalną piżamę. Przy łóżku znajdował się stojak na kroplówki. Aktualnie żadna nie była do niej podłączona choć faktycznie wenflon zamontowany na ręce wskazywał, że korzystano z takiego sposobu karmienia. Kotori w końcu obudziła się. Tętno na aparaturze znajdującej się przy łóżku nieznacznie podskoczyło. To się jednak zdarzało już wcześniej. Dziewczynę przywitała suchość w gardle i pewne poczucie niemocy. Wiedziała, że spała długo, ale nie miała pojęcia czy był to dzień czy może dwa. Któż spodziewałby się prawie trzech lat?
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 118


PisanieTemat: Re: Mieszkanie w kamienicy   Nie Cze 10, 2018 7:55 pm

Soundtrack

Krew... wirowała wokół niej, wokół ludzi, którzy przebywali w szarych podziemiach. Miała swoje źródło w czarze i wypływała z przedramion pozostałych zgromadzonych. Trzepot skrzydeł wypełniał jej umysł, choć wiedziała, że to tylko maska przytwierdzona do jej twarzy. Metalicznie mieniąca się barwami zwyczajnego wróbla. Tłumił dźwięki tworzone przez wichurę... A może tę wichurę rozpętywał? Zawieję niepewności, która uderzała ją od boku, obalała i przyciągała w kierunku lśniących, szkarłatnych symboli. Nie poddawała się im. Słyszała natomiast jęki i krzyki tych, którzy się poddawali. Wtedy wiatr cichł, maska stawała się żywym stworzeniem i obnażała Kotori, która naga znajdowała się nie tyle co w piwnicy co w lochu.
Jasnym... niezwykle jasnym. Jednolitym i czystym, uporządkowanym. Na suficie w regularnych odstępach widniały haki, a na podłodze tylko w wytyczonych miejscach znajdowała się posoka i narządy. Rozbryzgane musiały skądś spaść, lecz przestrzeń między kafelkami a sklepieniem pozostawała mętna, jak gdyby ścieliła ją mgła. Ta kotłowała się by ukazać zdesperowane, wykrzywione cierpieniem twarze. Czuła, że krzyczy, a wraz z jej krzykiem wrzask podnosiły umęczone dusze. Zimny dotyk obłapywał w tej reakcji jej ciało w najbardziej intymnych miejscach, przed oczami jej pojawiała się blada twarz o niezwykle głębokich, czarnych, upiornych tęczówkach. Chwilę potem wzrok przesłaniały czarne włosy, a skórę przeszywał ostry ból zatapiających się kłów. W chwilę potem nie była pewna, czy opiera się o mur, czy też o podłogę, przygnieciona dużym czy niewielkim cielskiem. Ostry ból przeszywał jej skórę poniżej szyi. Wrażenie tak przejmujące i dobitne, że przez moment to ono było na podium uwagi. Przepędzało myśli o nagości lub ubraniu, o muśnięciach czy przygnieceniu.
I stawała się gdzieś indziej. Kły nie były wbite w okolicy obojczyka, ale rozdzierały rękę. Nad nią zaś merdał ogonem wielki pies. Nie była ranna. Pogłaskała zwierzę, podnosząc się z ziemi. Za nim był jego właściciel. Osoba będąca dla niej jak wzór. Wydawało się, że jest jego zwierciadłem, choć skrzywionymi niedopracowanym. Stała tak przez chwilę, aż jego zbliżenie nie sprawiło iż srebrna tafla pękła.
I siedziała na skrzypiącej huśtawce. Pewien młodzieniec upadł nieopodal. Ściśnięty żołądek rozluźnił się, ich dłonie się spotkały. Smak ciasteczka był tak przyjemny, drażnił jej zmysły przez długi, długi czas, rozmazując przestrzeń. Aż nie widziała nic, brnąc przez ciemność, podążając za głosami swoich towarzyszy. Ufała im, była ich pewna. Kiełkowały nasiona. Brąz drzew przekładał się na stare okładki książek. Drewniane poddasze sierocińca było zagracone, ale ciepłe i przyjemne. Książki żyły własnym życiem, prowadziły ją ku Azjacie, a on do biblioteki. Biblioteka stawała się szkołą, a tam pojawiali się ludzie. Towarzystwo zmieniło się i do domu odprowadził ją długowłosy wampir. Wampir... Hm... Zefir się wzmógł. Jej umysł zalewała determinacja i rozterka na myśl o Cherry. Wiatr zaczynał krążyć...

W kółko i w kółko, w różnych wersjach, w różnej kolorystyce, wykorzystując różne zmysły. Jej życie przetaczało się przez wszystkie przełomowe, ważne i spokojne chwile jej życia. Aż coś się zmieniło. Czerń w jaką wpadała stała się ostra i naprawdę pozbawiona wszystkiego. Potem zajaśniała, przybierając czarną, ale nie smolistą barwę. Wiedziała, że jest za płachtą odcinającą ją od światła.
Wtedy zrozumiała, że czuje wszystkimi zmysłami i całe swoje ciało. Było niezwykle ciężkie. Nie było spięte. Raczej tak wiotkie, że przyciągała je siła czystej, spotęgowanej chyba grawitacji. Czuła je wyraźnie. Każdy palec, każdą kończynę, nawet poślady i włosy. Czuła jak łaskoczą ją przez cienki materiał ubrania. Były dłuższe niż pamiętała. Sięgały chyba po uda. Pomyślała, że zatapia się w niezwykle miękkim materacu. Przez chwilę po prostu leżała, ale sen nie przeniósł jej w inny zakamarek umysłu. Zrozumiała, że to wszystko były... sny. Powtarzalne, o szczegółach, które nie zgadzały się z rzeczywistością. Nie było tu też ani zapachu krwi ani ciasteczek. Nie czuła żadnego zapachu. Jej receptory czuciowe dawno przywykły do tego miejsca. Dlatego nie poczuła zapachu żadnego pielęgniarza ani Vladislaua ani tym bardziej psa... O ile któryś z nich ostatnio tu w ogóle był.
Pomyślała, że otworzy oczy. Ale powieki skleiły się niezwykle mocno. Chciała poruszyć ręką. Ale ta nie spełniła jej oczekiwań. Wzięła głęboki wdech. Była go świadoma po raz pierwszy od... lat. Czuła się, jakby przespała piętnaście godzin. Bardzo ciężkich piętnaście godzin. Przez te realistyczne sny nie pamiętała nawet co działo się wczoraj. Ani przedwczoraj... Co się w ogóle działo? Skupiła się na ciszy, jaka ją otaczała. Nie pamiętała ostatnich chwil. Pamiętała jednak, że była na rytuale... a co jeśli to tez było snem? I łowcy wampirów również? Łowcy... Ta trzepocząca skrzydłami maska. Tori... Kotori. Kotori Sanata. Nie była pewna, gdzie może się znajdować. A więc trzeba zbadać otoczenie. Starała się stłumić myśli i domysły gdy wzięła jeszcze jeden głębszy wdech. Dotleniało to jej ciało i trzeźwiejący z wolna umysł. Wyłapała przez to, że ma suche gardło. Musiała nie pić dłuższy czas. Chciała się napić. Najpierw musiała wstać. Da radę? Musiała rozbudzić swoje ciało. Wyrwać je z sennego odrętwienia.
Najpierw oczy. Z małym trudem pociągnęła powieki. Lepiły się, więc zamknęła je niemal od razu. Ale spróbowała znów i znów, aż udało się jej skoncentrować wzrok. Nie poznawała tego sufitu. Patrzyła na niego przez moment. Spojrzała w prawo, w lewo. I dostrzegła kogoś kątem oka. Siłą woli zmusiła głowę do lekkiego przesunięcia by móc nieco lepiej przyjrzeć się czytającej książkę postaci. Patrzyła na nią przez moment, zbierając się w sobie. Otworzyła usta, ale suchość w gardle sprawiła, że zakasłała niezwykle nieporadnie i lekko, ale gubiąc przez to rytm oddechu i jasność umysłu na jakąś chwilę.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 834


PisanieTemat: Re: Mieszkanie w kamienicy   Sob Cze 16, 2018 5:37 pm

Wszystko szło pięknie, przynajmniej dla blondyna. W spokoju uczył się czekając na swój cichy alarm wskazujący, że czas na kolejne ćwiczenia nieprzytomnej dziewczyny. Kiedyś było mu jej żal. Jej i jej ojca. Jednak jak to zwykle bywa upływ czasu przyniósł pewne zobojętnienie. W końcu każdy dzień wyglądał tak samo. Do dziś.
Kaszlnięcie było szokiem dla opiekuna młodej kobiety. Choć jeszcze niedawno żywił nadzieję, że jego praca jest czymś więcej niż pracą Syzyfa doszedł już do wniosku, że dowódca łowców traci tylko czas. Wszak nawet najnowsze technologie nie pozwoliły wybudzić Kotori. Tymczasem ta wybudza się i to jeszcze pokasłując. Niebywałe! Najprawdopodobniej wtargnięcie wampirów byłoby mniej stresogenne niż to. Na to był przygotowany. Tego nigdy nie można było wykluczyć.
W pierwszej reakcji praktycznie podskoczył na krześle, a książka wypadła mu z rąk. Huknęła o podłogę, a młody człowiek zerwał się na równe nogi patrząc na wpół rozumnie na Ptaszynę. Dołączając do tego lekko rozchylone usta wyglądał trochę jak ryba wyjęta z wody, ale stan ten nie trwał długo. Przecież był tu też na taką ewentualność.
-
Spokojnie Kotori. Jesteś Kotori Sanata, pamiętasz? Leż spokojnie, a ja przyniosę Ci wody. Za chwilę wrócę. - rzadko zdarzało się by osoby w śpiączce się wybudzały, szczególnie gdy wszyscy lekarze nie dawali im na to cały czas szans.Jak już do tego dochodziło trudno było orzec w jakim stanie psychicznym jest pacjent. Ten stan mógł to być dla niego tylko dłuższym snem. Zazwyczaj tak było. Jednakże zmiana otoczenia mogła być szokiem. Ponadto nie było gwarancji, iż nie ma zmian w mózgu. Mimo to ze stresu chłopak zapomniał, że powinien zadzwonić po pomoc i czuwać przy niej. Zamiast tego poszedł do kuchni po butelkę wody i szklankę. Operacja ta zajęła mu zaledwie minutę lub dwie. Liczył, że dziewczę w tym czasie nie zrobi niczego głupiego. Zanim powrócił wysłał jeszcze gotowy szablon SMS do swojego mocodawcy. Vladislau z pewnością się ucieszy.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 118


PisanieTemat: Re: Mieszkanie w kamienicy   Nie Cze 17, 2018 11:51 am

Nie była przygotowana na tak gwałtowny ruch ze strony młodzieńca. Z drugiej strony ciężko było powiedzieć, że była gotowa na cokolwiek. Nie poznawała miejsca, w którym się znalazła. Nie poznawała też chłopaka. Nie wiedziała gdzie jest... ani kiedy. Wszystko przez zapętlające się sceny tortur przez ataki wampirów, odwampirzanie, pierwsze zajęcia łowieckie z Grigorijem i spuszczenie łomotu Aoi, którego imienia nie pamiętała po zupełnie wyrwany z kontekstu sen, pierwszą lekcję biologii z jeszcze-nie-mentorem, bajki czytane dzieciom i otrzymanie ciasteczka od niezwykle niezdarnego chłopca. Każda pętla eksponowała inne uczucia i drażniła inne zmysły, przedstawiała inne fragmenty ogromnych całości. Te z kolei mieszały się już z czasem. Co leżało gdzie? I co było prawdą? Jak wybujałą musiała mieć wyobraźnię by uważać że została ugryziona przez wampira?
Naiwna część jej umysłu podpowiadała, że to wszystko co się zapętlało było tylko niezwykle dziwnym snem. A szept podświadomości krzyczał, że przecież... gdzie właściwie zaczął się sen? Czy znała tych ludzi? Kim był Vladislau? Czemu mieszał się z Grigorijem? Czemu byli jedną osobą? A może akademia była snem? Może wciąż jest w sierocińcu? Lecz ten strop, te ściany... były inne. Kim jest? Skąd jest?
Sanata Kotori.
Nie odpowiedziała. Patrzyła bez kompletnego zrozumienia na studenta. Powierzchownie nie myślała o niczym, bo nie mogła skupić żadnej najprostszej myśli. Głębiej - nie mogła zrozumieć w jakim momencie się obudziła. Przetaczające się niby-wspomnienia, pytania i domysły nie stabilizowały się w żadnym konkretnym punkcie.
Sanata Kotori.
Patrzyła jak chłopak wychodzi z pomieszczenia. Ptaszynka - tak nazwała ją matka. Dom rodzinny... był tak mroczny. Rozświetlała ją tylko figura jej drogiej mamy. Cześć domysłów rozproszyła się nagle. Zrozumiała bowiem kilka rzeczy. Jedną z nich było to, że od lat nie miała nic wspólnego z domem rodzinnym. Drugą, że zabiła swojego ojca. Trzecią, wyprowadzoną z poprzedniej - że matka utkwiła w psychiatryku przez inicjatywę Kotori.
To jakiś żart.
A jednak poukładało się w jej głowie wszystko co dotyczyło tamtych wydarzeń. Na miejsce powskakiwały też urywki dotyczące adaptacji w sierocińcu, wspomnienie oblicz dzieci. Ale nie więcej. Przestraszyła się. Przeraziła tak bardzo, że ścisnął się jej żołądek, a źrenice powiększyły. To było lata temu. Pomyślała, by się uspokoić. Przecież chodziła do szkoły, spędzała aktywnie wakacje i trafiła do Akademii Cross, prawda? To... nie był zwykły sen?
Chłopak wrócił ze szklanką wody. Nie poruszyła się odkąd odszedł. Było tak wiele pytań. Jej umysł próbował obejść wszystko, co związane było z wampirami, z Jackiem Estacado. Dlatego nie wiedziała jak została... ukształtowana. Dlatego nie była w stanie poczuć nic w związku z tym, że podszedł do niej młodzieniec ze szklanką wody. Przez dłuższy czas po prostu beznamiętnie patrzyła na niego. Jeśliby jej nie przerwał może i nawet minutę. Ciężko, przeszywająco. Z mimiką nie wyrażającą niczego.
- Kim jesteś? - Zapytała półszeptem. Jej głos był słaby i zadrżał. Nie tak go sobie wyobrażała. Rozleniwione struny głosowe zostały napięte po raz pierwszy od dawna. Tyle niepewności... Na pewno spała kilkanaście godzin? Co się jej stało? Uderzyła się w głowę? Podniosła powoli dłoń by przytknąć ją sobie do czoła. Jej ciało zawsze było tak ciężkie? Tak ślamazarne i powolne? - Miałam... wypadek? - Zapyta, jeśli dostanie na to szansę, jeżeli suche gardło nie doprowadzi do takiego dyskomfortu, że każda próba wypowiedzenia głoski zwieńczona zostanie chrząknięciem czy kaszlem.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie w kamienicy   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie w kamienicy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie Emmy
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Letnie Mieszkanie Heisenberga
» Biuro i mieszkanie Gwen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: BLOKOWISKA I DOMKI-
Skocz do: