IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Strzały znikąd

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Strzały znikąd   Pią Lut 24, 2017 12:45 am

Gdy tylko dotarł do miasta dostał cynk od jednego z bardziej przychylnych łowców, starego partnera i chyba jedynego, który nie kurwił na jego praktyki i podejście do swojej pracy.
Ktoś o podobnym wyglądzie co zabójca jego żony i syna został zauważony w okolicach miasta. Trop nikły i podobno wyciągnięty od jakiegoś żebraczyny, który handlował tabletkami które poprawiaja smak ludzkiej krwi. Przy odpowiednim przyciśnięciu wymyśliłby wszystko, ale zawsze była to jakaś informacja, którą trzeba było sprawdzić.
Podobno w lesie w chatce na uboczu mieszka wampir żul, który widzi i wie dużo będąc niejako królem żebraków i najmniej przekonującym szczurem do prowadzenia interesów. Kiedyś za działkę opowiedział jak jakiś zwariowany młodzik wpadł do domu w wiosce, wymordował wszystkich i zamiast podzielić się łupem albo ochłapami zaatakował go i „biedak” prawie nie uszedł z życiem. Cóż, trzeba było go odwiedzić i sprawdzić na ile może pomóc. Leon był przeszkolony w tym by zadawać krzywdę innym i szukać herezji tak więc w spytkach był naprawdę dobry.
Leon podjechał do chaty, o której mówił przesłuchiwany. Była na tyle daleko, by nikt nie czuł smrodu śmierci i zgnilizny i na tyle na uboczu by prawie nikt tam nie chodził. Śnieg padał jak nieboskie skaranie, jednak w okolicy domu widać było ślady stóp i to dość świeże. Zaczął się rozglądać szukając informacji gdzie znaleźć cel. Zbliżał się wieczór więc wampir albo jeszcze spał albo ledwo się obudził.
Nie chciał dawać mu szansy na to by go przywitał. Wpadł do domu z buta, widać jednak krwiopijca wiedział co się święci. Rzucił się na niego z boku, gdy tylko przestąpił próg i próbował poderżnąć mu gardło pazurami. Szamotali się dobre kilka minut aż w końcu łowca odstrzelił mu rzepkę w nodze i walnął dość mocno by go wyłączyć. To wszystko w cenie jedynie rany na policzku, poszarpania jego płaszcza i ugryzienia na barku.
Szybko skuł go w kajdany i związał mu ręce i nogi liną. Wampir obudził się tuż po fakcie krzyczał coś o zostawieniu go w spokoju, obietnicach że odda kasę i towar i nie planował zjeść tej dziewczyny i że znajdzie taką samą, a nawet lepszą. Łowca przerzucił linę przez gałąź i powiesił go na drzewie.
- Uspokój się, chciałbym sobie z tobą porozmawiać o pewnym wydarzeniu. – Mruknął i podszedł do motocykla, z którego wyjął siekierkę.
- Pogadać moja stara, też chciała pogadać; o rozwodzie i wyjebała mnie z butów. – Ćpunek gadał gorączkowo i warczał mając cichą nadzieję, że jednak łowca się zlęknie.
- No właśnie, a moja została zabita przez kolesia którego widziałeś. Powiedz mi lepiej wszystko. – By udobitnić swoją wypowiedź trzasnął siekierą w drzewo. Nie miał najmniejszej chęci się nad nim znęcać, ale cóż skoro nie wpsółpracował…
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Pią Lut 24, 2017 1:31 am

Minął pierwszy tydzień odkąd rozpoczęła poszukiwania i musiała przyznać, że nie szło jej najlepiej. Łowca z niej był żaden i choć polować umiała to nie oszukujmy się... nie w miejskiej dżungli niestety. Jak znaleźć trop którego nie było widać na ziemi. Nawet trupów nie mogła oczekiwać bo ten którego szukała zostawiał po sobie pył. Wypytywać raczej nie lubiła ale okazało się, że poszlaka niemal sama wpadła jej w łapy. Łaziła po slumsach, rozglądała się jakby szukała guza no i znalazła... tak jakby. Jakaś wampirzyca, obskurnie ubrana, śmierdziała krwią D zapytała czego szuka. Tak po prostu! Noriko rzuciła pokrótce opis, skoro pytała to może i go widziała. Niestety nie, ale za to znała kogoś kto mógł go widzieć bo często szlajał się w dziwnych miejscach. Kolejny świrnięty wampir na dodatek handlarz. Zaczęła zachwalać jego tabletki od czego dziewczynie zrobiło się nie dobrze. Zapytała jedynie gdzie go znaleźć i czmychnęła ze slumsów czym prędzej. Nie przepadała za tym miejscem.
Ruszyła więc w miejsce wskazane przez dziwaczkę, nawet jeśli miała to być pułapka Noriko nie była przecież bezbronna. Chatka znajdowała się na terenie zielonym co sprawiało, że miała dostęp do ziemi. Po drugie zawsze nosiła pod skórzaną, czarną kurtką kaburę ze swoim deaglem. Wielki i dla ludzi nieporęczny, ale w jej bądź co bądź wampirzej dłoni wcale nie czuła odrzutu. Zapasowe magazynki miała w plecaku. Aktualnie ubrana była w jeansy, kozaki na płaskim obcasie przypominające tylko nieco glany (nie były wiązane), jakąś bluzkę i swoją kurtkę. Wokół twarzy obwiązała czarny szalik. Ta zima była wyjątkowo dokuczliwa i nawet wampiry ją odczuwały w kościach...
Dotarła na miejsce ale jak się okazało nie tylko ona wpadła na pomysł przesłuchania parszywca. Jakiś facet w kowbojskim kapeluszu właśnie wywlekł go z chaty i zawiesił na drzewie. Poczuła zapach jego krwi z rany na barku, spokojnie bijące serce również wskazywało na to, że to nie kto inny jak łowca... Psiakrew! Czemu zawsze musiała trafiać na speców od zabijania wampirów. Przewróciła oczyma ale zachowała najwyższą ciszę obserwując co też będzie dalej poczynał. Kiedy wziął do ręki siekierkę padły następne słowa. Jego matka? Nie do końca znała białowłosego którego szukała... czyżby mimo swojej krucjaty przeciw wampirom zabiłby również człowieka?
No tak teraz wampir będzie mu się stawiał... będą się przekomarzać i straci tu pewnie całą noc słuchając ich kłótni. Albo tamtej się wykrwawi i nie dowie się nic. Że też wcześniej tu nie przyszła! Rozsunęła kurtkę i sięgnęła za pazuchę, nasunęła szalik na nos, odbezpieczyła broń. Miało być cicho... cóż, może nie usłyszał. Chciała wyjść z cienia, spomiędzy drzew celując w plecy łowcy.
-Unieś ręce do góry i odwróć się do mnie przodem.- rzuciła spokojnie. Na bogów niech tylko nie zna tych samych sztuczek co łowcy których już zdążyła poznać. Inaczej będzie miała przekichane.
-Jakiego wampira szukasz. Powiedz mi.- jej czerwone oczy błysnęły. Może nie powinna od razu wyłazić do ludzi z bronią ale... to był łowca. Deo zawsze jej powtarzała, że trzeba mieć się przy takich na baczności.

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Wto Lut 28, 2017 4:06 pm

No i klops, trzeba było rozstawić zasieki w okolicy albo od razu zabrać go do Oświaty. Problem taki, że w tym śniegu by ich potem nie znalazł i ktoś by potem w nie wpadł, problem drugi to taki że nie miał żadnego powodu aby brać na spytki zwykłego handlarza cukierków i ćpuna-pustelnika.
Pociągnął nosem puszczając siekierkę do góry i klepiąc informatora po udzie.
- Zaraz do ciebie wrócę. – mruknął puszczając mu oko i unosząc łapy w górę nadal patrząc się przed siebie szukając jakiegoś miejsca do ukrycia się. Fortuna może nie była mu nazbyt przychylna, ale nieważne przecież w jaką kabałę by się nie wkręcił zawsze się do niego uśmiechała. Nie pierwszy raz ktoś go zaszedł od tyłu i nie ostatni zapewne. Wiedziała kim są wampiry i celowała w jego plecy. Takie przywitanie zrozumiałby u siebie, na południu. Wnioskując z mocnego brytyjskiego akcentu była jednak jakimś łowcą głów, który próbuje się mścić za przodków lub wampirem, który bawi się w jakiegoś ichniejszego stróża prawa i w sumie nie wiedział co gorsze.
- Radziłbym odłożyć broń i pogadać, panienko. – Mruknął napinając trochę mięśnie nóg i uginając je trochę jakby chciał wykonać jej polecenie.
Wyliczył sobie wszystko i stalowa beczka z wodą w środku była chyba najlepszą szansą na uniknięcie kulki jaką miał.
Poderwał nogami tumany śniegu lecąc szczupakiem do osłony i zaraz opierając się o nią plecami. W imię wetu za celowanie do niego wypalił trzy razy zza osłony na ślepo, ale w kierunku z którego do niego mówiła.
- Ładne macie przywitanie, sucza wasza królowa. – Warknął wsadzając do ust cygaro i wypluwając odgryzioną końcówkę na bok. – Zawsze wiedziałem, że jesteście śliskie typy bez honoru i uprzejmości. Kultura wymaga przywitania się.
Przeciągał trzymając pewnie broń i uważając by nawet kawałek buta nie wyszedł mu poza osłonę. Zdecydowanie nie planował dzisiaj zabawy z jakimiś postrzelonymi kobitkami, które myślą że mogą mu przeszkadzać w jego śledztwie.
- Co ci do tego kogo szukam? Pierwszy znalazłem wisielczyka i muszę go przesłuchać. – Warknął wyjmując okulary sprawdzając w ich odbiciu gdzie dziewczyna mogła się podziać i jak ewentualnie strzelić do niej tak aby nie załatwić jej na amen.
Był tu nieoficjalnie ani jeśli chodzi o interesy ani jako łowca wiec wolał nie ryzykować rozlewu krwi. Póki co mógł korzystać z tego, że żadne z nich nie widziało swojej twarzy, a ćpunek i tak jest tak zastraszony że widzi tylko wewnętrzną stronę powiek.
- Skoro nie znasz kultury to zacznę ja. Jestem nowym Szeryfem tego grajdołka i lepiej dla ciebie byłoby odrzucić mi broń i wyjść grzecznie na środek.



_________________
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Wto Lut 28, 2017 6:05 pm

Wiedziała z kim ma do czynienia, bo powiedzmy sobie szczerze byle człowieczyna nie złapałby nawet takiego wampira jak ten tu. Tym bardziej nie powiesiłby by go na drzewie, no i facet był ranny czym zdawał się raczej zupełnie nie przejmować. Zmarszczyła nieznacznie nos od razu rozpoznając jego grupę krwi, czy w powietrzu unosiła się też nuta alkoholu i dymu z cygara? Zapach który mieszkał w ubraniach na prawdę mógł wiele powiedzieć o właścicielu. Do tego same cichy... Skąd on się urwał? Na szczęście uniósł ręce do góry. Czy to całkowicie ją uspokoiło? Raczej nie. Może i była na wojnie, ale tam biegali głównie ludzie nie łowcy. Stała więc obserwując go uważnie i mierząc mu w kolano. Ostrożności nigdy za wiele.
Panienko? Chciałaby powtórzyć na głos. Chyba nie wiedział jeszcze z kim miał do czynienia. Zawsze wewnętrznie bawiło ją, że starsi ludzi widzieli w niej kogoś młodszego. Nie czas teraz na zadzieranie nosa.
-Radziłabym odpowiedzieć grzecznie na pytanie.- rzuciła mu spokojnie w odpowiedzi. Każdy chyba strzelec wiedział, że nie może dać wyprowadzić się z równowagi. Deagle nieznacznie opadł jako, że i mężczyzna ugiął lekko kolana. Tylko ostrożnie... żadnych gwałtownych ruchów. Zdawał się mówić jej umysł.
Następnie stało się kilka rzeczy na raz, nagłe wierzgnięcie łowcy, kupa śniegu i zniknął za beczką. Czy Noriko tylko stała i gapiła się na zaistniałą sytuację? Tak się skała, że może nie była mistrzem magii wampirzej, ale na strzelaniu się znała. Jeśli mężczyzna zdjąłby swój kapelusz z głowy zobaczyłby w nim dziurę po naboju .357 Magnum. Tylko jakimś cudem nie zerwało mu czapki i nie odwaliło sporego kawałka głowy. Dziewczyna nie stała jednak jak ta mimoza od razu cofnęła się za najbliższe drzewo słysząc jak jego naboje odłupują kawałki kory. A chciała tylko się czegoś dowiedzieć!
Huk wystrzałów sprawił, że zacisnęła zęby i oparła się wygodniej o drzewo patrząc teraz gdzieś w niebo, z uniesioną obok swojej głowy bronią. Jak na strzelanie na ślepo to całkiem nieźle obstrzelał pozycję gdzie wcześniej stała...
Zignorowała jego tekst i zastanawiała się co dalej. Na prawdę jeszcze walki z łowcą jej brakowało... niech tylko dorwie białowłosego wampira, zdzieli go w pysk za to co musiała przejść.
-Szczęściarz.- burknęła na tyle głośno by ją usłyszał i raczej nie chodziło jej o usłyszaną odpowiedź, a o to, że uniknął stracenia głowy. Prosiła przecież by stał nie skakał jak wariat.
-Też mam do niego kilka pytań, a wy macie w zwyczaju tak ich rozkwaszać, że nie mogłabym dostać sensownej odpowiedzi.- krzyknęła zza drzewa i spojrzała na swojego pokaźnego gnata. Gdyby tak strzelić ze dwa razy z prawej, nisko... nie. Uniosła wzrok na gałęzie i nad sobą i uśmiechnęła się pod nosem. Zgięła nogi w kolanach i wybiła się mocno. Złapał za jedną z gałęzi, podciągnęła się i kucnęła na innej. Teraz była jakieś 4 metry nad ziemią, nadal względnie zakryta grubym konarem. Mogła teraz spróbować zerknąć czy widzi jego kapelusz znad beczki. Błysnęły okulary i od razu cofnęła twarz. Stara jak świat sztuczka... Mogła mieć tylko nadzieję, że nie patrzył tak wysoko.
Słysząc jego kolejne słowa parsknęła prawie śmiechem. Śmierdzący amerykanie, w Wietnamie było to samo, przyleźli i strugali szeryfów. Zacisnęła znów zęby czując jak zalewa ją niechciana fala wspomnień. Nie było dobrze... mimo bycia wampirem średnio sobie z nimi radziła. Przycisnęła pięści do skroni (tak w jednej nadal ściskała broń) starając się oczyścić umysł, że też musiała trafić na łowcę i do tego amerykańskiego do szpiku kości.
-Żebyś mógł mnie zastrzelić jak psa?! Czemu sam żeś się ruszył.- odkrzyknęła zdradzając tym samym czy może potwierdzając to, że zmieniła pozycję. Poza tym miała mu oddać broń? Dobre sobie.
Opuściła pięści opierając je teraz o ugięte kolana.
-Sam wyleź zza tej beczki, wtedy ja wyjdę zza drzewa.- taka sytuacja mogła się ciągnąć, aż któreś z nich nie skorzystałoby z jakiejś sztuczki. Noriko na prawdę nie chciała korzystać z mocy, potem łeb ją napierdzielał, albo jucha toczyła się nosem.
Może niezbyt dobrze zaczęła... ale uprzedzenia robiły swoje.
-Skoroś taki obyty, daj mi przykład.- dodała. Może w taki sposób się uda.

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Wto Lut 28, 2017 10:46 pm

- Pozwolę ci pociągnąć za jego język, pod warunkiem że sam najpierw wyciągnę z niego tego co potrzebuję. Na pocieszenie powiem, że raczej nie wyrywam. – Odkrzyknął zza beczki szukając dobrego konta do oddania strzału. Celowanie w punk widząc tylko zniekształcone odbicie z okularów było znacznie cięższe niż gdy używa się lusterka, ale też nie niemożliwe. Sztuczki tej nauczył go jeden z łowców z jego byłej bandy i mimo, że wymagało lat praktyki nie można powiedzieć, że jest to zupełnie nierealne.
- Kurwy jebane ja tu jestem! – Krzyknął w końcu wariat szamocząc się powieszony na gałęzi próbując czmychnąć, a za punkt oparcia znajdując sobie siekierkę wbitą w pniak. - Nie wiecie nawet kogo znam i jak bardzo będziecie mieć przejebane jak szef się dowie! - Informator darł się jak skaranie boskie mając chyba nadzieję, że ktoś trzeci wpadnie do tanga i go uwolni. Problem jednak był taki, że niespecjalnie miał kolegów chętnych by mu pomóc w jakikolwiek sposób. Był szczurem, a inne szczury nawet jeśli byłyby w okolicy czmychnęłyby słysząc strzały.
- Przypomnę uprzejmie, że to ty wycelowałaś we mnie pierwsza i oddałaś strzał. Lis równie przebiegły jak wściekły. – Przekomarzał się z nią. Nie miał zamiaru ustępować jej pola, bo z jakiej racji? Jakiś spontaniczny wampir znienacka grozi i rozdaje rozkazy jemu? To mogłoby podziałać na młokosa, a nie na wygę.
- Zawsze uczono mnie, że to panie idą przodem. – Skontrował jej zaczepkę. – Obycie, moja droga to mi nie pozwala na takie nieposzanowanie twej osoby.
Tak więc starcie wilka i starego psa zdawało się nie mieć końca. Obydwoje mieli się na muszce, a on nie miał zamiaru nadwyrężać szczęścia i wypadać na nią zza osłony.
Podczas rozmowy Leon powoli doładował dwa pociski, pełnopłaszczowe ciężkie kobyły, które akurat zdadzą się na to by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Ściągnął z szyi chustę i nałożył ją na lufę Peacemakera. Po co? A to się zaraz okaże!
Można by powiedzieć, że jego plan był brawurowy i głupi, można by uznać że ryzykowny i niepotrzebnie efekciarski, ale taki właśnie był Leon i żył dokładnie według tego schematu.
Wypuścił dwie kule w gałąź, na której wisiał wampir i na której stała dziewczyna. Zza beczki wychyliła tylko lufa, która od razu zaryczała ogniem. Gałąź była już nadwyrężona, gdy zaczął się na niej gibać powód ich niesnaski, a puściła zupełnie mając dwie dziury. Tym samym sprowadził dziewczynę do parteru i walnięty gałęzią w łeb i przygnieciony w śniegu ćpun przestał warczeć i złorzeczyć.
Szybko założył chustę na twarz w dziurę, w którą zrobił wtykając cygaro. Póki zbierała się ze śniegu wyszedł z ukrycia i podszedł do niej celując z palcami na spuście. Nie chciał za niego pociągać, ale też nie miał zamiaru się wahać jeśli przyjdzie na to czas.
- I widzisz, nie zabiłem, a mogłem. – Odpowiedział puszczając jej oko. – Lepiej z niego zejdź bo żadne z nas nie dowie się niczego. – Spojrzał na nią pykając nieodpalone cygaro jakby z odruchu.
Jeśli również trzyma go na muszce, a zapewne tak się stanie opuszcza jedną z luf.
- No to chyba mamy pat. Ty wiesz jak strzelać, chociaż powinnaś trochę popracować nad celnością, a ja nie mam zamiaru go odpuścić. – Butem przycisnął wampira do ziemi by nie pomyślał o tym, że może wstać.
- To kogo ścigasz? Potrzebuję informacji o jednym z niedawnych wydarzeń, a ten tu podobno był w ich centrum i zna koleżkę, którego próbuję dopaść.
Nieprzytomny nie był niestety w stanie skontrować ani obronić się w żaden sposób. Mruczał tylko zdając się odzyskiwać władzę na ciałem i Leon dałby słowo, że usłyszał jakieś przekleństwa z jego ust i coś o śnie.
- Wiem co wampiry robią, nie ważne czy ze swoimi czy z ludźmi. Nie oddam ci go póki nie dostanę od niego tego czego chcę. – Był stanowczy i widać było, że mało co będzie w stanie go od tego odwieźć, na pewno nie wycelowana w jego czachę broń.

_________________
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Sro Mar 01, 2017 1:01 pm

I to ją niby miało uspokoić? Słowa nie dość, że łowcy to jeszcze Amerykańca? Zmarszczyła krytycznie brwi i spojrzała na swoją broń. Dość tego cackania się jeżeli sądził, że może tak po prostu sobie z nią pogrywać. Przymknęła oczy skupiając się na tym co chciała zrobić, ale wtedy rozległo się oburzone gardłowanie. Otwarła na powrót oczy i spojrzała w kierunku związanego wampira. I to ją niby miało przerazić? Tego kogo szukała był po stokroć bardziej przerażający niż takie błahe groźby. Na bogów ona go szukała, a możliwe że zamiast rozmowy otrzyma jego półtora metrowy miecz w serce. Na prawdę miała się przerazić paplaniną jakiegoś obszarpańca? No i był jeszcze kowboj za beczką. Tyle schodów by coś osiągnąć...
-Oddałam strzał bo nie posłuchałeś. Tam skąd pochodzisz możecie sobie łazić jak chcecie, gdy policja każe stać?- warknęła na tyle głośno by ją usłyszał. Co prawda miała z policją tyle wspólnego co nic, ale przecież nie musiał o tym wiedzieć. Piekielny łowca, czemu oni zawsze musieli wszystko utrudniać. Chcesz sobie zjeść coś na mieście? Już wyskakują na ciebie z gazem czosnkowym i kajdankami. Celujesz kulturalnie do kogoś w plecy? Też wielka heca. Przewróciła oczyma słysząc jego kolejne słowa. Chciał sobie kupić czas tymi żartami czy co?
Nie odpowiedziała.
-Dość tej farsy.- szepnęła bardziej do siebie niż do niego i wtedy też rozległ się huk. Cholerny tłuścioch wierzgał tak, że gałąź faktycznie już była osłabiona. Do tego celny strzał... Zacisnęła zęby dopiero teraz wstając, bo dotychczas kucała na danej gałęzi. Nie miała dużo czasu, więc decyzja była natychmiastowa. Jeśli myślał, że wyjdzie mu coś takiego. Dym, kupa śniegu i ciężka gałąź spadająca na ziemię. Niemały chaos zrobił się pod biednym drzewem. Zanim wszystko opadło, a on wyraził już pierwszą kwestię mógł ujrzeć, że gada do ćpuna przywalonego śniegiem i gałęzią.
Dziewczyna pojawiła się w swoim dymie metr za nim z wyciągniętym deaglem mierzącym mu w plecy. Klasyczna teleportacja. Znajome ukłucie bólu pojawiło się w okolicy jej skroni, ale odległość nie była na tyle duża by dostała od razu migreny.
-Skoro nie mogę ładnie cię po prosić o odrzucenie broni to chociaż się nie ruszaj.- westchnęła ciężko. Współpraca to zaprawdę ciężki kawałek chleba. De facto zrobienie mu krzywdy było ostatnim czego by chciała... Nie chciałaby nawet by zaistniała sytuacja dotarła do Jego uszu. Nie byłby zadowolony. W każdym razie obserwowała Leona uważnie i jeśli znów spróbuje skoczyć tym razem strzeli mu w prawy bark. Dzięki temu chociaż na pewno puści w końcu broń, a nie umrze. Dobrze będzie na tyle miła, że wezwie karetkę, przynajmniej nie widział jej twarzy.
-Szukam wampira, mierzy około dwóch metrów. Zawsze chodzi w staromodnym płaszczu, ma białe włosy do połowy pleców. Nie wiem czy to ten który coś ci zrobił, ale wampir którego szukam przybył do Yokohamy nie dawno.- powiedziała czekając co też zrobi bądź powie nieznajomy.

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Sro Mar 01, 2017 9:59 pm

- Oddałaś strzał bo jesteś nieuprzejma, a skoro jesteś policjantem żądam byś podała numer odznaki, wylegitymowała się i pokazała twarz. – Odpyskował jej. Odkąd skończył z rozbojami i zajął się szarą strefą na granicy uznał, że się go nauczy i będzie wiedział jak z niego korzystać, przynajmniej podstaw.
Nie minęła chwila i zamiast celować w wampirzycę prawie sprzedał kulkę wyjątkowo groźnej i zapewne poszukiwanej gałęzi i kupce śniegu. Cóż, zawsze mógł powiedzieć że próbowała go skrzywdzić.
Przeklęte wąpierze, jak nie sraczka to teleportacja czy inne czary mary. Jak tu iść na takiego urodzonego upierdliwca bez partnera? Musiał sobie szybko skołować kogoś kto będzie w stanie mu pomóc z tego typu przyjemniaczkami. O ile wytrzyma z jego stylem przynajmniej chwilę.
- Skoro nie mogę przekonać cię do nie mierzenia mi w plecy to chociaż rób to nienabitym magazynkiem. – Miał ostatnią szansę na łut szczęścia i potem musi zaufać tylko umiejętnością. W lesie nie było nawet od czego odbić pocisku więc nie było szansy na to by wytrącić jej broń z ręki.
- Odpalisz mi chociaż czygaro? – Mruknął przekręcając głowę w jej stronę i patrząc na nią szczenięcym spojrzeniem. Czy była to sztuczka? Bynajmniej; Leon po prostu musiał zapalić od dawna, a nawet był skłonny poczęstować ją jednym, gdyby nie była takim bucem i narwańcem. Zrezygnowany opuścił broń i wyglądało jakby przyglądał się jej grawerunkom, skoro lepszym widokiem była tylko chata żula to równie dobrze mógł popodziwiać swojego gnata i pokontemplować nad swoim życiem. W sumie to bardzo nie chciał robić tego co miał zamiar, ale przynajmniej miał swoją wierną kamizelkę kuloodporną przez mniej kreatywnych zwaną po prostu „dwoma kawałkami blachy podszytymi skórą”. Polu walki nie miał okazji się przyjrzeć, ale liczył że nie stoi za nimi nic twardego w co mógłby przypieprzyć.
Wprawnym ruchem otworzył broń wysypując pociski na śnieg, a do nosa dziewczyny mógł dotrzeć silny smród czosnku, srebra i święconki.
Gdy usłyszał kogo szukała spiął się trochę. Nikt nie miał prawa odbierać mu jego zemsty, a już na pewno nie: -Wampir, -Kobieta, - Ktoś kto nie potrafi wyjść i wprost próbować się z nim mierzyć.
- Ja szukam, nie zgadniesz ale wampira. Około dwóch metrów, chodzącego w dziwnym płaszczu, przybył tu maksymalnie miesiąc temu. – Odpowiadał naśladując jej "śmieszny" akcent. – Ale mój ma czarne włosy i nosi dość charakterystyczne pingle.
Przez cały czas gapił się na nią okiem, które błyszczało się w świetle zachodzącego słońca uwydatniając znaki runiczne jakimi było pokryte.
Cóż, jego pokłady szczęścia właśnie się wyczerpywały więc czas było na kolejną brawurową dywersję. Odwrócił się do niej bokiem patrząc na pomarańczowe światło odbijane od chmur i przenikające przez patyki, które zostały z pewnie bujnych drzew.
- Patrz jaka fajna pogoda. Co byś powiedziała jakbym zaproponował ci jedyną w swoim rodzaju i piekielnie dobrą przejażdżkę. – Wycelował broń przed siebie pociągając za spust. Promieniem jedną ze stert złomu sprawiając, że światło rozproszyło się pięknie przed nimi.
- Wooohooo! - Krzyknął lecąc w tył jak wystrzelony z armaty a w miejscu w którym stał upadł tylko kapelusz, który nie wytrzymał pędu i uznał, że woli postać. No cóż, najwyżej rozbiją się o śnieg. Problem z takimi niezręcznymi chwilami był taki co zrobić gdy skończą się szamotać. Bić kobiety nie wypada, nawet tak niesympatycznej z usposobienia jak zamaskowanej brytolki, ale z drugiej strony znowu coś wymyśli aby spróbować go wkurzyć.
Gdy już wyhamują wyjmuje zza pazuchy kolejny rewolwer mając nadzieję, że jej czary mary, hokus pokus już się skończyły i będą mogli już w spokoju porozmawiać o przekazywaniu sobie więźnia.
Ten z resztą wcale nie był taki głupi i cały czas pracował kłami i pazurami przy linie udając nieprzytomnego i korzystając z tego, że w sumie w całym ambarasie nikt nie zwracał na niego uwagi. Powoli, ale niezauważony chwycił kapelusz w przypływie złodziejskich nawyków i zaczął umykać skuty kajdanami.

_________________
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Czw Mar 02, 2017 6:03 pm

Czy ona na prawdę dobrze usłyszała? Wylegitymować ją chciał?! Zmrużyła oczy i zmarszczyła brwi po czym po prostu pokręciła powoli głową. Nie do wiary. Oczywiście, że nie miała żadnych cholernych dokumentów, więc zbyła jego prośbę milczeniem.
Zabawnym był jeden fakt... Noriko zdawała sobie sprawę z czym igra. Zdążyła poznać już dwóch łowców, którzy na prawdę byli specjalistami w swoim fachu. Bez mrugnięcia okiem wiedzieli jak obronić się przez jej magią, nie mówiąc już o broni palnej. Co jej zostawało? Ucieczka oczywiście... Ostatnio jednak coś się zmieniło i mimo niepewności jaką czuła wobec łowców, zaczynała walczyć ze strachem. Kowboj okazał się być całkiem niezłym treningiem, bo jak na razie używał tylko broni palnej. Na razie... więc miała się cały czas na baczności. Teleport był koniecznością, przecież gdyby upadła mógł łatwo... sama nawet nie wiedziała co, ale coś mógł zrobić.
Uniosła brew słysząc co takiego znów wymyślił. A jak trzymać miecz to tępy, a najlepiej rękojeścią do przeciwnika? Za kogo on ją niby miał. Mruknęła coś jedynie pod nosem i to by było na tyle z konwersacji od jej strony. W sumie to z chęcią strzeliłaby mu ostrzegawczo pod nogi za te żarciki. Przecież do niego celowała do stu diabłów. Kto niby sobie wtedy żartuje? Gdzieś z tyłu głowy usłyszała szepnięcie - łowcy i wampiry? Tak... to nie był zwykły człowiek. Kiedy już zaczęła myśleć o nim na poważnie, ten znów z czymś wyskoczył.
-Słucham?- no musiała to powiedzieć, niedowierzanie jakie czuła było silniejsze niż cokolwiek. Gdyby tylko mogła spuścić go z oczu pewnie przejechałaby dłonią po twarzy.
Zaczął się przyglądać swojej broni? Nie mógł tego zobaczyć ale dziewczyna rozchyliła nieco usta po szalikiem i zmrużyła oczy. Wyciągnęła nieznacznie szyję by jakoś dyskretnie również rzucić okiem na to co trzymał w łapie. Z odległości metra dojrzała nawet grawerkę tej piękności... Przygryzła policzek od wewnątrz. To tylko ładna broń... i co z tego. To co ją ocknęło wypadło z magazynku chwilę później. Drgnęła i cofnęła się o krok marszcząc nos. Na bogów... i mogła tym oberwać! Obrzydlistwo.
Jego udawany akcent sprawił, że przymknęła oczy.
-Na prawdę? Ile ty masz lat człowieku.- westchnęła ciężko. Brytyjski akcent i tak się już nieco zatarł. W końcu jej rodzimym językiem był japoński. W końcu jednak usłyszała coś cennego. Szukał kogoś innego... tamten miał śnieżnobiałe włosy. Gdyby tylko już od dłuższego czasu nie celowała łowcy w plecy i prawie nie odstrzeliła mu głowy... może nawet schowałaby broń. Niestety jak zwykle jej brawura zaprowadziła ją nieco za daleko. Może po prostu wycofa się w kierunku lasu. Usłyszała od niego co chciała, chociaż... to o tego typa pod gałęzią jej chodziło od początku.
-Pozwól mi zapytać go o białowłosego i dam ci spokój.- rzuciła pod nosem. Już miała nawet opuścić nieznacznie broń, gdy on wyskoczył z pogodą. Że co? Wcale nie spodobało jej się to co usłyszała więc zacisnęła dłoń pewniej na pistolecie.
Cóż... jej nie było tak bardzo do śmiechu jak jemu. Światło i energia jaka zwaliła ją z nóg była tak niespodziewana i poniekąd oszałamiająca, że nawet nie pomyślała o jakimś teleporcie. Zasłoniła oczy dłonią i zaczęła je trzeć. Łzawiły przez tego skurczysyna, ale mimo tego i tak wyczuła jego obecność gdzieś obok. Przez przymknięte oczy szarpała się z nim, a jak! Jego policzek przyozdobiły nawet trzy krwawe pociągnięcia po jej paznokciach.
-Zostaw mnie!- krzyczała i z pewnością za moment złamałaby mu jakąś kość (nie dzięki technice bo walczyć to ona nie umiała, ale dzięki sile). Niestety jednak wkrótce zobaczyła czy też poczuła rewolwer i jak na to zareagowała? Otóż... rzuciła mu śniegiem w ucho... jej twarz nie wyrażała zadowolenia, ale też nie chciała narażać się na kulkę z tej śmierdzącej amunicji. Szalik opadł jej z twarzy. Była nieco zbyt zajęta obecnym położeniem by zwrócić uwagę, że jakiś głupi wampir uciekał. Nie ten to kto inny powie jej gdzie ukrył się białowłosy.
Jej deagle musiał upaść gdzieś niedaleko, więc mimo leżenia na śniegu z wycelowaną w nią bronią zaczęła się rozglądać. I właśnie wtedy zobaczyła, że czegoś brakuje pod gałęzią.
-No ładnie, zobacz coś narobił.- rzuciła pod nosem wskazując mu ręką na odlew kierunek gdzie leżał jego jeniec.

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Czw Mar 02, 2017 9:36 pm

- Ja się o twój wiek nie pytam. – Rzucił wzruszając ramionami tonem tak obojętnym jak śniadanie w podłej budce z hot dogami na Super Bawl, ale z drugiej strony patrząc na cenę/jakość tak samo prowokująca do walnięcia sprzedawcy w pysk. No ale z drugiej strony kowboj nie był pryszczatym chińczykiem w biało czerwonym-fartuszku, więc uznawał, że po prostu mu wolno.
- Pozwól mi zapytać o czarnowłosego i dam ci spokój. – Nadal ją przedrzeźniał wlepiając oczy w kręcący się pusty bębenek, jakby chciał sprawdzić czy na pewno nie pozostało w nim nic. Nie planował jej zabijać, nie miał przyjemności w wypluwaniu amunicji po próżnicy. Nie rozumiał jakim cudem takie stare i przypuszczalnie pełne życiowej wiedzy istoty nie potrafiły wrzucić trochę na luz. Nie musiały się przecież martwić o starość, urodę czy nawet brak siły. Jedyne czego musiały się obawiać i czego spokojnie mogły unikać całe życie to bycia zabitymi. Mimo tego, każdy z wampirów jakiego znał zachowywał się jakby jego życie było ulotne jak pył na wietrze i tak miałkie jak talk w piaskownicy. Leon zastanawiał się zawsze czy trafiał na te mniej rozgarnięte osobniki czy po prostu z nim już było coś nie tak.
Te i kilka innych myśli przeleciało mu przez głowę podczas lotu. W sumie to ten etap był zawsze najlepszy, gorzej że przeważnie kończył się walnięciem w coś twardego, będąc dość dosłowną alegorią do zderzenia z rzeczywistością.
- To sobie stąd idź! – Krzyczał szamocząc się z nią twardo trzymając chustę na twarzy. Nie miał zamiaru potem dać się jej zestrzelić z tej cholernej snajperki ani mieć ten niezręczny moment, gdy widzi się kogoś na ulicy i nie wiadomo czy to już na tyle dobry kolega aby powiedzieć cześć czy po prostu minąć i udawać, że się nie znacie.
- No nie wyrywaj się tak. – Czuł się jak na rodeo. Próbował ją obezwładnić i założyć jakiś chwyt, ale piszczące i płaczące dziewczę było zbyt gibkie i silne na to by tak po prostu zmusił ją do uległości. Szamotanina trwała i trwała, a więzień uciekał i uciekał.
W końcu udało mu się chociaż na chwilę powstrzymać jej nerwowe odruchy, którym daleko było do porządnej walki. Podrapał się po brodzie przygryzł trochę cygaro. Ten rewolwer był nabity, ale na pewno nie był tak śmiertelny jak poprzedni. Ot pobolałoby ją i przeszło, ale po to nosił go ze sobą.
Śnieg w uchu zdecydowanie nie był tym czego się spodziewał. Zaraz poczuł jak wpada mu za kołnierz i rozochocony całym przekomarzaniem i chwilą przyjemności zapomniał prawie, że walczy. Trzymał ją na muszce, ale cały drżał i jęknął próbując jakoś wytrzepać go z blachy.
- Co? A, on. – Spojrzał w stronę gałęzi i zobaczył, że wampirowi udało się uciec. – No to cóż.
Leon wsadził broń do kabury, skoro nie mieli się o co bić to nie było powodu dalej się użerać. Wystawił dłoń w jej stronę.
- Mam dwie sprawy. – Chrząknął i zaraz przeszedł do meritum wyjmując Zippo i odpalający cygaro. – Po pierwsze trzeba przełożyć sprzeczki na dopóki go nie znajdziemy. Nie ucieknie za daleko po tym co przeżył i nadal jest skuty. Jestem łowcą i was tropię, ty jesteś bestią o nad wyraz czułych zmysłach… -Przerwał na chwile a spod maski wydobyły się takie kłęby dymu jakby cały czas gadając zaciągał się. – Znajdziemy go a potem i tak powie wszystko.
Na ostateczny znak zawieszenia broni wychwycił wzrokiem, gdzie wypadła jej broń i podał ją jej tak, że bez problemów mogłaby teraz pociągnąć za spust i go załatwić.
- Druga sprawa to… - zaczął i gdy chwyciła broń nacisnął na zatrzask magazynka, który wyleciał na śnieg. Od tak chciał się z nią jeszcze podroczyć.
- Jakbyś nie próbowała mnie zastrzelić trzy razy i zmiażdżyć twarzy i pewnie zaraz potem wypić krwi... to powiedziałbym, że nawet niebrzydka i urocza z ciebie niewiasta.
Wstał wypuszczając kolejne kłęby dymu, które miał nadzieje zamaskują zapach jego krwi.
- Chociaż pewnie słyszysz to dość często. - Podszedł do miejsca, gdzie wypuścił amunicję i znowu załadował ją do broni.
- No to jak? Ja idę za śladami, a ty węszysz? – Spytał poprawiając kapelusz i zaczął iść w stronę, w którą udał się skazaniec.
Noriko może nie była najlepszym kompanem, ale przynajmniej znała teren i jakby weszli gdzieś w skałki albo miejsce, gdzie trop się urwie zawsze to ona mogła pomóc.

_________________
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Sob Mar 04, 2017 1:21 pm

Zacisnęła wolną dłoń w pięść jakby chcąc mu przywalić w brzuch, ale odetchnęła tylko spokojnie i rozluźniła uścisk. Spokojnie, to tylko jakiś jankeski redneck i tyle... nie warto marnować na niego aż tyle energii. I z tą cudowną myślą wróciła do uważnego celowania mu w plecy.
Uniosła lekko brew podejrzewając jakiś podstęp, ale koniec końców... oby tylko związany wampir od razu zaczął mówić. Noriko nie zamierzała go potem dokarmiać krwią, żeby trochę ożył jeśli Leon straci cierpliwość. Nadal uważała, że ona informacje uzyska szybciej, ale w sumie im prędzej będzie mogła wrócić na trop białowłosego tym lepiej. Już miała skinąć głową kiedy zaczęło się całe to piekło i zamieszanie.
Powinna od razu wpakować mu kulkę w bebechy i byłoby po sprawie. Nikt nie widział jej twarzy, brak jakichkolwiek światków, a i posiłek miałaby niezgorszy. Jednak nie, znów musiała sobie coś udowodnić. Jeszcze nie nauczyła się po pierwszym razie, że sprawdzanie siebie w rzeczywistym boju, bez wcześniejszego przygotowania to nienajlepszy pomysł. Niby taka stara, ale za dużo czasu spędziła w dziczy gdzie ludzie co najwyżej mogli jej zagrozić dzidami... wojna to zupełnie inna i późniejsza historia.
Piszczące i płaczące? Doprawdy Leon miał zabawne skojarzenia gdy starał się obezwładnić kogoś kto chciał go ugryźć w odsłonięte ciało przy najmniejszej sposobności. Osiągnęła tylko tyle, że podrapała jego policzek i tyle. Całkiem skrzętnie chował swoje klejnoty przez kopniakami które starała się wyprowadzić. Nagle ta jedna lekcja samoobrony którą wzięła, wyleciała jej całkiem z głowy.
-Nie bez niego!- odwarknęła i znów o mało co nie wybiła Leonowi oka, gdyby nie fakt że się uchylił. Takie więc było to uczucie gdy ma się siłę ale nie potrafi się jej wykorzystać w walce... ciekawe. Miała już sięgnąć po swoją moc ale zobaczyła tą broń przy ciele. Czy przeraziła ją wizja odstania kulką? Tylko trochę... o wiele bardziej zainteresował ją wygląd broni. Tak. Właśnie "biła się" z tym facetem by teraz zmrużyć oczy i przyjrzeć się rewolwerowi. Może mu go ukradnie zanim się rozejdą? Przeszło jej szybko przez myśl i wtedy też schował broń.
Zmarszczyła brwi, kiedy łowca wstał i wyciągnął do niej dłoń. Na prawdę? Wstała bez jego pomocy patrząc na niego jakby właśnie kopnął ją w brzuch. Kiedy on odpalał cygaro ona zaczęła otrzepywać się ze śniegu i rozglądać za swoim deaglem, szczerze mówiąc nie wyglądała jakby w ogóle go słuchała. Był to oczywiście tylko pozór, doskonale docierało do niej co mówił. Fuknęła nawet słysząc jego skrócony, a jakże uroczy opis ich osób. Nie było już sensu zaciągać szalika na nos więc pozostawiła go na szyi, łapiąc teraz swoje włosy by je lekko skręcić i rzucić swobodnie na plecy.
-Chcesz go wspólnie znaleźć? Urocze.- rzuciła pod nosem, zwłaszcza że sama świetnie by sobie z tym poradziła. Nie potrzebowała łowcy by kogoś znaleźć w lesie, ale z drugiej strony mógł się jeszcze przydać. Po co miała nadwyrężać swoich mocy. To nie było dla niej jak pstryknięcie palcami jak dla niektórych. Nadal rozglądała się za bronią, gdy ją w końcu zauważała, on okazał się być szybszy. Zmarszczyła nos w niezadowolonym grymasie, ale ku jej zdziwieniu facet po porostu oddał jej pistolet. Czy zaskoczenie trwało długo? Raczej nie, skończyło się wraz z upadającym na śnieg magazynkiem. Opuściła obie dłonie i spojrzała na niego wzrokiem mówiącym "Really?". Kucnęła i podniosła magazynek który zapadł się w śniegu, otrząsnęła i westchnęła ciężko. No i do dupy... wszystko zamokło. Potem wyłuska naboje, na razie wrzuciła cały magazynek do plecaka i... wyciągnęła nowy. Załadowała broń, ale zostawiła ją tym razem zabezpieczoną. Włożyła do kabury znajdującej się pod kurtką i z westchnięciem spojrzała na łowcę by dać mu w końcu komentarz, na to co powiedział.
-Ty z kolei jesteś dosyć arogancki. - odparła wysilając się na uśmiech po czym pokręciła głową i zasunęła kurtkę. Czy wszyscy łowcy byli tak pewni siebie? Może to jakaś cecha wrodzona tych, którzy parali się zabijaniem wampirów. Fakt ona chciała odstrzelić mu głowę, ale to on nie posłuchał. Potem jeszcze ją oślepił i ten numer z magazynkiem, a teraz ot tak podawał jej dłoń i sypał komplementami? Zmarszczyła nos widząc kłębki dymu które intensywniej zaczęły pojawiać się w powietrzu.
-Co ty robisz?- zapytała mrużąc oczy i unosząc jedną brew do góry. Co on, chciał się schować w tym dymie czy co? Pytanie rzecz jasna retoryczne. Za chwile pewnie usłyszy coś w stylu "Palę, nie widać?" jasne. Kopcił jak szalony. Podeszła do niego powoli i złapał jego cygaro w dwa palce po czym bez problemu wysunęła mu z ust i rzuciła w śnieg.
-Nikt nie mówił "urocza".- rzuciła wydymając lekko wargi i odsunęła się kierując się do miejsca z którego zwiał tamten wampir. Dotknęła krwi wsiąkającej w śnieg koło gałęzi. Śmierdziała w porównaniu z krwią Leona. To jak porównywać wino słodkie z wytrawnym. Noriko nie była jednak jakimś bydlakiem typu E, by za chwilę rzucać się na każdego kto tylko krwawił. Fakt, zapach był miły dla nosa (milszy niż dym z cygara) ale nie czuła potrzeby by go gryźć. Co najwyżej kopnąć w jaja i posłać "uroczy" uśmiech.
-Węsze?- nadal będąc w kuckach koło kłody spojrzała na niego znad ramienia. Zaczekała aż podejdzie bliżej drzew... to wtedy przypuściła atak. Przymknęła na moment oczy i "podpowiedziała" drzewu co ma zrobić. Gałęzie poruszyły się gwałtownie i nagle spora hałda śniegu spadła łowcy na głowę i grzbiet. Noriko podniosła się powoli i podeszła do Leona. Poklepała jego policzek mówiąc
-Jasne kochaneczku.- i odwróciła się na pięcie i ruszyła za ewidentnymi śladami prowadzącymi w las.

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Sob Mar 04, 2017 3:27 pm

Szamotanie się i gryzienie się z kobietami zawsze było jego ulubioną zabawą. Zwłaszcza z tymi, które lubiły się odgryzać i chciały pokazać jakie to nie są silne. Zadrapanie policzka było wliczone w koszty, z resztą zrośnie się jak na psie. Jej szybkość była imponująca, jak to każdego wampira który nie był zwykłym wiszącym do góry nogami gackiem. Ale brak techniki był wręcz rozczulający. Poważnie podchodził do ochrony swoich klejnotów, poważnie traktował próbę wydłubania mu oka, ale nie mógł poważnie traktować walki, której nawet nie chciało mu się zaczynać, gdyby nie był zmuszony. Nie próbował trzasnąć jej i zrobić z twarzy pomidora, nie miał ochoty na skuwanie jej bo we dwójkę byli po jednych pieniądzach, a i tak nie miałby co z nią zrobić. Na motor jej ze sobą nie posadzi bo ich zabije, zostawić ją tu też trochę bez sensu bo i tak zwieje. Na razie mógł ją tylko spróbować uspokoić i przemówić do rozsądku dzieląc się. Więźnia jako pierwszy dotknął poślinionym palcem więc miał pierwszeństwo i nie rozumiał czy dziewczyna nigdy nie jadła pizzy czy po prostu nie miała za grosz pojęcia o zasadach działania świata.
- A po co mamy robić to osobno? Zróbmy tak, wypytam go o moją i twoją sprawę, a potem zabiorę do pierdla za dilerkę i atak na łowcę. – Odpowiedział. – Nie tak urocze jak twoje szamotanie się w śniegu.
- Jestem, ale jakoś trzeba odreagować taką pracę. – Burknął puszczając kółka i zamieniając się w parowóz. Stanął łapiąc się za klamrę od pasa i wkładając każdą z trzech pukawek do kabur. Mimo tego na pasie miał miejsce na jeszcze jedną, ale zdawał się nie przejmować faktem że jej nie ma. To było po prostu miejsce na tą, którą w końcu będzie musiał oddać do naprawy, z resztą nie byle komu a Reijiemu. Sam nie miał zamiaru spartolić tego pięknego narzędzia mordu, a chciał uhonorować swoją przyjaciółkę przywracając jej rewolwer do pełnej świetności.
- To tak zwana lokomotywa, albo jak to mówią ludzie którzy to opracowali „żelazna bestia”. To stara indiańska sztuczka, której nauczył mnie kiedyś szaman z Białej Skały. Podobno przedłuża życie i sprawia, że ciężej zasadzić ci kulę w łeb jak nie widać jej przez dym, co w sumie się zgadza. – Rzucił tak poważnie i bez ironii w głosie, że ta mogła powalić stado bizonów. Spojrzał na wyrzucone cygaro i zaraz potem na blondi, która jednak czekała na to aż odpłaci się jej pięknym za nadobne. Ale jeszcze nie teraz. Teraz byłoby to zbyt oczywiste.
- No to nie ma za co. – Odpowiedział uśmiechając się pod maską tak, że spokojnie widziała białe żeby przez dziurę po cygarze. Był się bawił zbyt dobrze dopiekając jej.
Śnieg spadł na niego z zaskoczenia przewracając go i przykrywając puchem, który znowu dostał się wszędzie gdzie nie powinien. Wiedział, że dziewczyna ma coś z tym wspólnego. Ale pierwszy raz widział by drzewa słuchały się wampira. Dobrze, że nigdy na takiego nie trafił. Śnieg stopnieje, a wyciąganie pęsetą kolców i pleców byłoby upierdliwe.
- Nie dość, że urocza to zadziorna. – Powiedział teatralnym szeptem poprawiając kapelusz na głowie i podnosząc się. Wiedział, ba dobrze chciał aby usłyszała, współpracowali ze sobą przez chwilę, ale to nie znaczyło to że mógł jej spróbować dopiec.
Otrzepując się i wysypując śnieg ze spodni zrobił sporej wielkości pigułę. Nigdy nie bawił się śniegiem, ale nie raz miał możliwość oglądać filmy i z bratem kiedyś lepili podobne z błota i mokrego piachu. Cóż pod tym względem lepiej było oberwać śnieżką w ucho niż takim błotnym pociskiem choćby w ramię. Bez namysłu dogonił ją i włożył jej ulepiony placek za kołnierz.
- Zemsta za to ucho, skarbie. – Odpowiedział a oczy błyszczały mu ze szczęścia.
Dziwny był ten ich sojusz. Miewał już takowe, ale nigdy nie były one normalne. Próbowali się wzajemnie nie próbując sobie skakać do gardeł, chociaż obydwoje mieli na to ochotę.
Powoli szedł odpalając drugie cygaro, zdecydowanie myliła się, że ich zapas jest chociaż trochę mniejszy niż ilość amunicji którą przy sobie nosi.
Podążał za śladami starając się uważać pod nogi. Chodził kiedyś po lesie, ale nigdy w śniegu.
Ćpun kilka razy potknął się i wywrócił, ale biegł zaskakująco szybko, po chwil jednak zaczął zwalniać zapewne zmęczony bieganiem w kajdankach i z obitym łbem.
W końcu jednak stało się to czego podejrzewał, wampir wszedł w jakąś dziwną dziurę, która wyglądała jakby była gawrą jakiegoś dużego puchatego misia.
Leon rzucił kilkoma kurwami, a potem zaklął paskudnie wyrzucając cygaro i wyciągając dwa rewolwery gotów na spotkanie z tym małym upierdliwcem.
- Nie wiem co wy tu macie za zwierzęta, ale jak tam wpadł i go obudził to będziemy mieli albo martwego informatora i żywy problem albo dwa problemy. – Warknął wchodząc do jaskini. Inaczej niż wchodząc i tak go nie wykurzą, granatów nie miał laski dynamitu tez nie.
- Wolisz pilnować tyłów czy wchodzisz za mną? – Spytał spoglądając na nią i czekając co odpowie.

_________________
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Sob Mar 04, 2017 6:36 pm

Dobrze, że o tym nie wiedziała bo skoro tak bardzo lubił się szamotać to może jednak faktycznie powinna upuścić mu nieco krwi? Zastrzyk adrenaliny i te sprawy. Trochę by osłabł, otarł się o omdlenie. Niezapomniana wycieczka! Kto wie, może nawet dostałby w szpitalu kroplówkę z krwią, AB z tego co czuła z rany na jego barku. Fakt jednak pozostawał faktem, wojownikiem to ona była marnym i tyle. W szamotaninie ciężko też było używać mocy... to znaczy dla kogoś doświadczonego w boju pewnie nie było w tym nic trudnego, ale cóż... komandosem to ona nie była. Leon miał więc szczęście, że wytrącił jej ten pistolet z dłoni. Zastanowiła się co powiedział i musiałaby być skończoną idiotką gdyby nie przystała na podobną ofertę. Zapyta go, dostaną odpowiedzi i będzie mogła iść... Nie takie tragiczne rozwiązanie. Już miała nawet otworzyć usta gdy... rzucił kolejnym komentarzem pod kątem związanym z nią i słowem "urocze". Zacisnęła zęby patrząc na niego spod zmrużonych oczu.
-Doigrasz się.- syknęła strzepując śnieg z ramienia tak energicznie, że trafił go w pierś. Spokojnie jednak... przecież zawsze była tak spokojną istotą. Czemu tak dawała się ponieść irytacji? No tak... wytrącił jej broń i śmiał insynuować, że powinna poćwiczyć celność. Jeśli jeszcze ktoś kiedyś zakwestionuje jej umiejętności, na prawdę dostanie kulkę w rzepkę. Tak dla odreagowania wampirzycy. Na tym punkcie była wyjątkowo drażliwa.
-Nie uważasz, że są bezpieczniejsze sposoby na odreagowywanie?- rzuciła pod nosem w dosyć krytyczny sposób. Picie na przykład, to wychodziło ludziom całkiem nieźle. A może palenie? Nie... to już mu nieźle wychodziło. Przekomarzanie się z wampirami to jazda po bandzie.
Spojrzała mimowolnie na chowane przez niego rewolwery. Kawał ładnej roboty, musiała to przyznać choć jeszcze nie na głos. Jeśli dalej będzie je tak pozował to na prawdę mu jeden buchnie. Czy istniała nazwa na kleptomania, który sprzątał jedynie broń palną? Przygryzła policzek od środka otrzeźwiając się wywołanym bólem, czy jednak rzeczywiście było to konieczne? Mężczyzna zaczął faktycznie opowiadać jej o jakimś specjalnym sposobie palenia znanym chyba tylko Amerykanom. Noriko uniosła lekko brew do góry jakby nie mogąc uwierzyć w to co słyszała. Zadymić sobie głowę? W sumie mogłaby mu zaproponować zawody. Zadym sobie głowę i sprawdzimy za którym razem trafię. Nie wiedzieć czemu (dla Leona) dziewczyna uśmiechnęła się nieco mrocznie na ten pomysł. To dopiero brzmiało uroczo!
Po wyrzuceniu cygara faktycznie zerkała na niego przez moment, ale kiedy usłyszała jego słowa no i zobaczyła częściowo jego uśmiech, westchnęła ciężko. Zgroza! Co to za facet?!
-Nie dziękowałam.- dodała pod nosem tak cicho, że ledwie mógł ją usłyszeć. Tego jeszcze brakowało! Co on myślał, że obleje się pąsem i piśnie zakrywając twarz dłonią. Albo lepiej! Opuści oczka i machnie ręką by przestał bo się zawstydziła. Miała ochotę na niego warknąć, ale nie wypadało kiedy było się w ludzkiej formie, prawda?
Kiedy usłyszała jak śnieg zwala go z nóg, uśmiechnęła się nawet całkiem szczerze. No może ze szczyptą złośliwości, taką drobną i niewinną. No dobrze. Prawie parsknęła śmiechem i tyle, ale skupiła się zaraz na śladach wokół gałęzi. Niech sobie facet zapamięta by nie włazić jej w drogę i będzie dobrze.
Oczywiście, że go usłyszała i w odpowiedzi zmrużyła oczy kręcąc głową. Urocza i zadziorna... mogła jednak sprawić, że śnieg spadłby razem z gałęzią. Poleżałby kilka dni w zaspie, nie zaszkodziłoby mu to przecież. Tak więc spojrzała na niego przez ramię i zrobiła gest w stylu "mam cię na oku" za pomocą dłoni. Niech sobie nie myśli!
Szła sobie spokojnie, nieco nawet znudzona. Sytuacja przecież nieco się uspokoiła i choć była czujna na poczynania łowcy, to gdyby miał ją zabić chyba już by to zrobił... miał kilka okazji, a jak na razie tylko ją drażnił. Skąd mogła wiedzieć, że akurat on unikał mordowania... Przedzierała się więc przez głęboki śnieg i wystające korzenie aż nie poczuła, że pociągnął ją za kołnierz. Już miała się odwrócić i machnąć mu pazurami po twarzy, gdy poczuła zimno. Lodowaty chłód większy niż zimno jej ciała. Wyprostowała się jak struna zaciskając mocno zęby by, dopiero po uderzeniu serca Leona, złapać za kant kurtki i koszuli którą miała pod spodem żeby pozbyć się śniegu. Potrząsnęła nimi kilka razy aż zimno nie przejechało przez całe jej plecy i nie spadło na ziemię.
Ucho? Jakie ucho do jasnej cholery?! Z początku nawet nie skojarzyła o czym on mówił.
-AB tak?- rzuciła chcąc mu dogryźć. Poprawiła kurtkę i odetchnęła głośno by się uspokoić. Przecież nie zrobi mu dziury w głowie za takie zachowanie, prawda? A w sumie czemu nie?! Kilka oddechów i pomasowanie nasady nosa później dodała
-Lepiej okręć się szczelniej wokół szyi.- dodała szeptem i teraz to ona szła za nim wyczekując okazji... Szli i szli, trochę zaczynało jej się nudzić. Czuła zapach śmierdziela aż za dobrze, a ten starał się wprawnym okiem oceniać ślady. Och nie miała nic do jego zdolności łowieckich, po prostu drażnił ją tym że oddychał. I to nawet nie powietrzem, a dymem... Kiedy zatrzymał się u wejścia do dziury uśmiechnęła się pod nosem. Coś tam się powkurzał, ba nawet po broń sięgnął, a ona? Zmrużyła oczy by ocenić sytuację i jak nie przyłożyła mu z bara w jego plecy. Mężczyzna wpadł do dziury aż mu kapelusz zawisnął w powietrzu. Przygryzła dolną wargę i na prawdę mocno starała się by nie wybuchnąć śmiechem.
-I co znalazłeś tam jakieś dzikie zwierze?- zapytała z rozbawieniem zerkając teraz na swoje paznokcie. Doprawdy zabawny mężczyzna.

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Nie Mar 05, 2017 5:26 pm

Gdy wykonała gest on puścił jej oko, czemu jako jedyna miała czerpać zabawę z tej sytuacji? W sumie może raczej powinna zacząć. Byli wrogami, ale nadal nie mieli powodu się zabijać. Leon nie raz nie dwa zaczynał rozmowę z kimś już po strzelaninie wyjmując sobie wspólnie kule, więc czemu miałby się rzucać o próbę urwania mu głowy. Zwłaszcza, że pokazał jej już że nie ma zamiaru jej krzywdzić. Mógł ją postrzelić i zostawić z ząbkiem czosnku w ranie związaną jak szynkę i oczekującą na rychłą śmierć. Teraz wręcz pozwolił jej iść za sobą. Próbował zdobyć jej zaufanie, a przynajmniej nie agresję. Drobne żarty nie miały nic wspólnego z tym, po prostu rozluźniały atmosferę, według niego.
- AB, więc jakby co to możesz wpompować we mnie cokolwiek. – Odpowiedział zupełnie nie przejmując się jej zaczepkami.
- To dobry pomysł. Jakbym zachorował to byłoby głupio. Walczył z wampirami i drzewami, aresztował więcej złych gości niż odstrzelił zwierząt i do królestwa niebieskiego doprowadziła go grypa z przeziębieniem. – Mruknął poprawiając kołnierz. Szept w cichym lesie jednak się niósł, a on nie miał zamiaru pozostawiać jej słów rzuconych na wiatr.
Drażnił ją jak ona jego. Zwłaszcza, że popsuła mu jego kapelusz. A jak na złość nie miał żadnego przy sobie. Cóż, musiał mu wystarczyć taki z wentylacją. Przez pewien czas myślał czy na złość jej nie wsadzić tam odpalonego cygara, ale w sumie żal tytoniu.

Wpadł do jaskini niemal się przewracając. Przeklęta suka, jeszcze się jej odpłaci, niech no tylko czeka. Jednak to co wpierw traktował jak gawrę okazało się znacznie dłuższą jaskinią. Świecąc sobie zapalniczką szedł dalej nie słuchając jej i patrząc na zniszczone po drodze pajęczyny. W końcu po jednym ostrym zakręcie zobaczył światło na końcu tunelu, a to co w nim było zaskoczyło go niemało. Duża jaskinia z wymalowanymi na niej pradawnymi symbolami kutasów i starożytne zapiski „Togi tu był”, „Twoja stara Yokohama”, „wymienię czajnik na metę” i inne tego typu abstrakcyjne zapiski prastarych przygłupów. Niektóre naprawdę były stare. Widać było, że więzień rzeczywiście nie żartował mówiąc o tym że idzie się komuś poskarżyć. Całe miejsce pokryte było w starych i zakurzonych, ale też wydających się zupełnie świeżymi sieciami. Po pająkach póki co ani śladu.
Dopiero po chwili obserwowania całego pomieszczenia gwizdnął w stronę wejścia i poklepał się po udzie próbując przyzwać swojego gończego. Nim jednak przyszła znalazł kawałek kredy i na ścianie napisał ogromne „BRYTOLE MAJĄ GŁUPI AKCENT I KIJ W DUPIE”.

- Patrz, wygląda jakbyśmy szli w dobrą stronę. Nie wiem co za dzikusy mogły wypisywać takie rzeczy na ścianach, ale na indiańskie rysunki mi to nie wygląda. – Rzucił patrząc się na swoje dzieło z lekkim wstydem i dumą.
- Wygląda, że trochę ich tu będzie i na pewno będą na nas gotowi, więc lepiej miej coś lepszego niż jedną pukawkę.


_________________
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Nie Mar 05, 2017 11:55 pm

Faktycznie Noriko starała się za wszelką cenę nie czerpać chociażby miligrama przyjemności z całej zaistniałej sytuacji. To co czuła to przede wszystkim irytacja jego luzackim podejściem do wielu rzeczy. Jednego jednak odmówić mu nie mogła... albo był na prawdę wprawnym zabójcą, że nie bał się iść przodem i mieć za sobą wampira, albo! Albo chciał by i ona się rozluźniła? Ale czemu? Po jakiego grzyba?! Zmarszczyła zabawnie nos słysząc jego odpowiedzi na zaczepki. Nic, totalnie się nie wkurzał co było dla niej nielogiczne, zwłaszcza że chłop był młody. No dobrze... czasem miała problemy z analizą wieku u ludzi. Swoją drogą to ona tu teraz wychodziła na jakąś nastolatkę. Dochodząc do takiego wniosku poczuła (na prawdę!) gęsią skórkę na całym ciele i to wcale nie wywołaną śniegiem za kołnierzem. Wydurniała się, a on się tym bawił. Zacisnęła lekko zęby i opuściła głowę patrząc teraz wyłącznie pod swoje stopy.
Był jednak inny niż łowcy których zdążyła poznać... no i widać, że cenił swoje rewolwery.
To jednak nie powstrzymało jej przed wepchnięciem go do groty. Niech sobie nie myśli, że może sobie rzucać w nią śniegiem. Uśmiechnęła się pod nosem i rozpięła kurtkę by wyciągnąć z niej pistolet. Nie wiedziała wszakże co mogą spotkać w grocie prawda? Zaczekała chwilę na jakiś odzew od kowboja, który w tak teatralny sposób wpakował się do dziury. Słysząc jednak tylko jego oddalające się kroki fuknęła i również weszła do jaskini. Pewnie się obraził i będzie chciał tamtego szczura tylko dla siebie. Niedoczekanie. Szła powoli i ostrożnie rozglądając się na boki, aż nie usłyszała gwizdnięcia, wtedy przyspieszyła nieznacznie kroku. Jej oczy w świetle zapalniczki Leona błysnęły niczym ślepia kota, a sama dziewczyna zamarła widząc nie głupie napisy na ścianie, a masę pajęczyn nad głową. Wyglądały tak jakby jakiś niesamowicie wielki pająk (albo setki mniejszych co było chyba równie okropne) uwił tu sobie gniazdko. Opuściła broń i niestety Leon nie mógł usłyszeć odpysknięcia na jego piękny napis na ścianie. Noriko cały czas gapiła się z nieukrywanym niepokojem w sklepienie. Zmarszczyła brwi. Nie widziała żadnego... ale co jeśli jakiś spadłby jej na głowę? Zacisnęła zęby żałując, że nie zna mocy ognia jak Shiro, młody wampir którego niedawno poznała.
Musiała zachować twarz przed łowcą ale nie było to najłatwiejsze zadanie. Jej wzrok coraz bardziej nerwowo skakał z pajęczyny na pajęczynę ponieważ cień z zapalniczki całkiem nieźle imitował poruszające się stworzenia których tam przecież jak na razie nie było.
-Tak... racja.- rzuciła w odpowiedzi choć wcale nie wydawało się, że przywiązała jakąkolwiek uwagę do jego słów. Zacisnęła dłoń na przedramieniu. Może nie powinna tu w ogóle wchodzić?


_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Wto Mar 07, 2017 12:33 am

Wyjął zza pasa broń i jeszcze raz spojrzał czy w każdej z jego pukawek była amunicja i by zapamiętać jaki pocisk znajduje się w której komorze. Przy jakichś 21 strzałach nie miał czasu na wybrzydzanie, a przy czasie ładowania każdy pocisk się liczył.
- No to plan jest taki, że idziemy wprost w pułapkę. Liczymy że nas nie zamordują na miejscu. Unieszkodliwiamy, ale nie zabijamy nikogo z nich. Wyciągamy ćpunka i rozmawiamy z nim.
Rzucił za plecy kończąc szybkie sprawdzanie na wyrywki swoich pocisków. Coś mu jednak nie pasowało. Już dawno powinien dostać odpowiedź chamską albo próbę uprzykrzenia mu jego pojęcia dobrej zabawy. To że dziewczyna tak sobie burknęła coś pod nosem sprawiało że zaczął się niepokoić. Spojrzał na nią i niemal od razu zobaczył do czego pije. Cóż, swego czasu to on był jedynym pozytywnym i żartobliwym akcentem w swojej ekipie, więc wiedział jak wspierać swoich towarzyszy. Miał nadzieję, że podziała to też na wampirzycę. Chociaż nie był nigdy pewien co pijący krew potwór mógł sobie wyobrażać… to że był kobietą sprawiało tylko większy kłopot.
Podszedł do niej krok bliżej kładąc jej dłoń na ramieniu i uśmiechnął się najpogodniej jak tylko mógł. Po chwili niezdecydowania zdjął z twarzy chustę pokazując swoje oblicze. Skoro miała go posłuchać i mu uwierzyć nie mógł przecież ciągle siedzieć zamaskowany. Z resztą kto raz poczuł jego krew i tak raczej go wytropi. Ukrywanie twarzy miało tyle sensu, że na dworze nie było mu przesadnie zimno w nos.
- Kokosanko nie panikuj. Damy radę i jakby co to ja wezmę na klatę to… cokolwiek to nie jest. – Zdjął z głowy kapelusz i założył go jej na głowę. – Masz, zawsze jakaś osłona przed pajęczynami.
Nie był ekspertem w pocieszaniu ludzi ani nawet w rozchmurzaniu ich, ale wiedział że pewność siebie i odrobina wyzwania mobilizowały jego gang nawet w tych bardziej podłych chwilach.


- Wiesz, odwaga nie bierze się z tego że się nie boisz, a dlatego że wiesz kiedy trzeba zrobić krok do przodu i liczyć na najlepsze. – W końcu powiedział coś poważnym tonem brzmiąc trochę jak dobry szeryf dający pouczającą przemowę. Najzabawniejsze w tym było jednak, że nie zdawał sobie z tego zupełnie sprawy i brzmiał jakby wierzył w to co mówi bezgranicznie.
Czuł się trochę winny temu co czuła, no i nie lubił widoku kobiety inaczej niż uśmiechniętej lub złej na niego. Bohater każdej akcji - Leon Buckner - i najporządniejszy typ jakiego miała kiedykolwiek przyjemność oglądać. Na tym z resztą polegało według niego bycie dobrym takim parszywym świecie. Nie zmieni wszystkich, ale przynajmniej dziewczyna będzie w stanie opowiedzieć bliskim, jeśli jakichś miała o tym że pokonała swoje słabości. A może nawet kiedyś przestanie celować niewinnym przesłuchującym ludziom w plecy.
- To jak, idziemy? – Spytał obracając się i odpalając cygaro od jednej z pochodni rzucając ją jej. – Kolejna sztuczka, której nauczyłem się na trasie – Odpowiedział wypuszczając tuman dymu w powietrze. – Robaki nie lubią tytoniu.
- Ten kto wyłączy ich najwięcej przepytuje gnojka pierwszego. – Mimo, że był tak pewny siebie czuć było że bije z niego strach. Niepokoił się tą ciszą wokół nich. Jedynie sporadycznie rozstawione oświetlenie w postaci kilku płonących kijów ze szmatami dawało cichy szum płomienia. Strach był bardzo zdrową rzeczą i Leon przeżył tak długo dzięki dwóm rzeczom: niewyobrażalnemu szczęściu i temu że czasem wiedział kiedy spieprzać albo udawać że go jednak nie ma tam gdzie stoi.
- Jakbym miał nie przeżyć to powiedz wszystkim że nigdy nie odnajdą mojego skarbu i że Leon Buckner padł jak bohater. Wymyśl jakąś dobrą ściemę aby napisali o mnie w nowelce.
Teraz jednak trzeba było iść, za daleko zabrnął aby sobie odpuścić.
Dopiero po chwili zauważył jak dym z cygara zawiewa do tyłu zwiastując jakieś większe pomieszczenie albo wyjście.
Weszli do czegoś w rodzaju półotwartego małego kanionu. Prawdopodobnie prowadził on dalej do morza, ale teraz coś zupełnie innego zasłaniało mu wzrok. Na samym środku siedziała wielka pajęczyca o ludzkim tułowiu na swojej sieci. Trochę obok niej przyklejony siedział sobie skazaniec. Grube nici były wszędzie, a ona zdawała się na nich czekać.
- Mówiłem wam, szefowa wam dopierdoli! – Zacharkał informator i zaraz dostał w pysk.
- Nie macie prawa go krzywdzić, ten śmieć należy do mnie i moich dzieci. – Potwór zdawał być się wampirem, jednak coś zdecydowanie poszło nie tak, a Leon szczerze wątpił czy mamusia nie była bardziej szalona niż spontaniczny numerek z mleczarzem.
- Niech będę przeklęty. – Warknął aż fajka sama wyskoczyła z jego ust. – Ależ ty jesteś paskudna. Widziałem już liniejące bizony i grube murzynki, ale ten odwłok…
Stał osłupiały celując nie w nią, a w kokony obok.
- Skarbie ja mam nadzieję, że jednak dasz radę się ruszać. Błagam cię tylko nie zostaw mnie tu samego. – Rzucił za siebie starając się rozgarnąć skąd dochodzi ten stukot i chrobotanie.
Wampirzyca spojrzała na nich złowrogo, ale zdecydowanie nie spodobał się jej Leon, prawdopodobnie przez przytyk dotyczący tuszy.
- Na nich moje dzieciątka! – Krzyknęła skacząc gdzieś w bok razem z ich celem.
Nagle zza skał wyłoniła się banda wampirów, dzikich bestii. Wampirów uzbrojonych w broń made by rolnik w szopie. Nadal jednak cokolwiek z niej nie leciało było śmiertelne i zbliżało się w ich stronę. Nie myśląc wiele złapał Norę za wszarz i pociągnął za najbliższą wystającą skałę. Miał ochotę wypalić kilka razy w twarz dwójki z nich, ale nie był jeszcze pewien czy to zwykłe E czy jeszcze zachowali w sobie coś z istot rozumnych.
- Znasz się na tym, powiedz mi czy są rozumni czy mamy ich tylko obezwładniać? – Rzucił wychylając kawałek płaszcza zza osłony. Wampiry zaraz rozpoczęły ogień. Niecelny bo niecelny, ale czas reakcji miały całkiem sprawny.
- Kokosanko odpowiedz mi, bo inaczej obydwoje skończymy wypełnieni jajkami tej grubaski.

_________________
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Wto Mar 07, 2017 4:48 pm

Chyba coś widziała... na pewno widziała! Cień poruszył się stanowczo zbyt gwałtownie jak na cień. Zmarszczyła brwi czując jak strach zaciska swoje paskudne łapy na jej zdrowym rozsądku. Kto by widział żeby krwiopijca bał się tak małych stworzeń. Mógł się bać jeśli był nimi straszony za młodu... i tak jakoś w niej to zostało na następne 200 lat. Nie chciała tu być i już miała postawić nogę do tyłu, gdy przed nią wyrósł jak spod ziemi Leon. Nie chciała zwracać na niego uwagi w obawie, że jedno z tych stworzeń chciałoby wykorzystać chwilę jej nieuwagi, ale nie mogła tak po prostu go zignorować. Brązowe teraz oczy z pajęczyn ześlizgnęły się niechętnie na twarz mężczyzny. Zsunął maskę? No proszę... uśmiechał się do niej, ale to wcale nie zniszczy tych pajęczyn. Tu był potrzebny ogień. Zerkała w górę kiedy coś do niej mówił o kokosach i braniu czegoś na klatę. Nieco bardziej oprzytomniała, gdy poczuła kapelusz na swojej głowie. Zamrugała kilkukrotnie teraz uważnie patrząc na mężczyznę. Czemu to zrobił. Rozchyliła usta by coś powiedzieć, ale koniec końców spuściła wzrok z niemałym zakłopotaniem. Kapelusz rzeczywiście się przyda. Na samą myśl, że to paskudztwo z sufitu mogłyby spaść jej na włosy... Drgnęła zaciskając mocniej dłoń na swoim ramieniu. Okazywanie strachu przed obcym facetem, do tego łowcą, nie było najfajniejsze.
Uniosła lekko brew słysząc jego mowę motywującą. To było... jedno z najdziwniejszych zdań jakie usłyszała, a do tego on powiedział to z taką pasją jakby miało zmienić świat. Pokręciła powoli głową i ba! zdobyła się nawet na słaby uśmiech. Nadal pamiętała o pajęczynach, choć kapelusz na prawdę pomógł o wiele bardziej niż słowa. Słowami nie zgoni z głowy pająków!
Puściła ramię by złapać pochodnię i westchnęła ciężko. Musieli na prawdę iść dalej? Jakoś przeszło jej, że musi koniecznie wypytać tamtego gościa. Niech sobie go Leon weźmie całego. Ba nawet na randkę zaprosi jeśli chce. Przełknęła cicho ślinę rozglądając się po ścianach i... ściągnęła brwi jakby ktoś oblał ją zimną wodą.
-Brytole mają głupi akcent?- rzuciła pod nosem, gdy tamten stał już do niej plecami. Nabrała nagle ochoty by rzucić go kredą którą to napisał. Bo to musiał być on.
-Jestem pół Japonką na litość boską.- dodała, w sumie nie potrzebnie bo co go to obchodziło, ale jednak. Pokręciła głową zostawiając napis tam gdzie był.
-Racja chodźmy już, im krócej tu jesteśmy tym lepiej.- bąknęła poprawiając chwyt na pistolecie i przyświecając drogę pochodnią.
Zmarszczyła nos przyglądając się plecom mężczyzny. Serce mu przyspieszyło, nieznacznie ale zawsze. Niepokoi się, ale adrenalina szykowała się na skok. Dziwne, myślała że tacy jak oni są bardziej opanowanymi typami. Chociaż iluż ona znowu znała łowców. Jeden pił krew wampirów od kilku setek lat, a drugi był wampirem. Westchnęła ciężko.
-Jest twój, pierwszy go złapałeś.- nagła zmiana nastawienia? Może to przez warunki panujące w grocie? Noriko wiedziała jedno, pchali się w nieznane co i ją niepokoiło, a dodatkowo nad głową pojawiało się coraz więcej pajęczyn. Jakby zbliżali się do jakiegoś leża czy kij wie czego. Mało zachęcająca okolica.
-I myślisz, że jak wampir wparuje do Oświaty by oświadczyć, że zginął łowca to przyjmą mnie z otwartymi ramionami?- rzuciła nawet żartobliwie. Celowo czy też nie poznała imię i nazwisko człowieka który prowadził ją w mrok. Nie spodziewała się by niechcący podał swoje dane. Tylko w takim razie po co... Czuła zmieszanie, nie zamierzała się jeszcze jednak przedstawiać. Nie ufała mu na tyle i bóg wiedział czy po tym wszystkim nie będzie chciał jej zaciągnąć do Oświaty. W końcu groziła mu bronią. To nie miało się, aż tak mocno skomplikować.
-Mogę jednak dać na nekrolog w gazecie, może być?- dodała po chwili zastanowienia i o mało nie uskoczyła w bok jak oparzona. Prawie wpadła na pajęczynę! Zaczęły porastać też ściany?! Do jasnej cholery gdzie oni leźli...
Kiedy oboje weszli do tego niby pomieszczenia, a może kanionu Noriko zamarzła i rozchyliła lekko usta nie wierząc w to co widzi. Pająk i człowiek. W jednym. Upuściła pochodnię i uniosła przed siebie dłoń wskazując ją palcem. Potem cofnęła rękę i uśmiechnęła się jakby nagle jej odbiło. Znów wskazała na pajęczyce i zerknęła na Leona. Wzruszyła ramionami znów chowając dłoń i uśmiechając się nerwowo. Jasne. Pająk i wampir, tak po prostu. Po kilkukrotnym wskazaniu na potwora, dziewczyna zbladła co przy jej i tak już jasnej cerze wyglądało jakby ktoś pomalował ją na biało. Za dużo. Zdecydowanie za dużo. I chyba pierwszy raz w życiu poczuła jak grunt usuwa jej się spod nóg. Zemdlała na moment, więc łowca będzie musiał zaciągnąć ją za zasłonę i jakoś ocucić. Swoją drogą podczas upadku upuściła oczywiście swoją broń. Wielki pająk. Zgroza!

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Sro Mar 08, 2017 2:06 am

- Jestem pewien, że ktokolwiek tego nie napisał zostanie sprawiedliwie osądzony. To barbarzyńskie oceniać kogoś na podstawie sposobu w jakim mówi. – Odpowiedział uśmiechając się szczerze i najmniej złośliwie jak się tylko dało, a nie było to łatwe w jego stanie. Przynajmniej zaczęła się odzywać w miarę normalnie i wyszła z zupełnego szoku.
Może był dziwny, w porównaniu z dwójkom pozostałych łowców których spotkała był po prostu człowiekiem, który prócz dobrego szkolenia i kilkudziesięciu lat doświadczenia nie miał żadnej przewagi nad swoimi wrogami. Ba, jakby nie bronił się dobrze wręcz wystarczyłby ktoś o podobnych umiejętnościach, ale będący wampirem C/B by połamać mu nos zanim zdąży zareagować.
Lepsza percepcja pomagała mu jedynie w tym by szybciej zauważyć cios, nie był bokserem a strzelcem. Do pięćdziesięciu metrów zabije kilka osób zanim zdążą wyjąć broń z pochew, ale to wszystko. Strach nie był taki niezwykły w przypadku gdy zawsze możesz stracić życie, a nic nie przygotuje cię na to, gdy poczułeś jego smak.
- Obiecuję, że wypytam go też w twojej sprawie. – Odpowiedział znacznie głośniej. Jeśli coś tu było to i tak o nich wiedziało więc nie było co się kryć. Jeśli jeszcze nie zabiło to znaczy że lubiło się pastwić albo chciało pogadać i to w sumie dobrze, bo Leon wolałby przeprowadzić pokojowe przekazanie więźnia… nah, też chciał sobie postrzelać do ruchomych celów.
- Nie, koniecznie chcę aby było o mnie głośno i aby reszta wiedziała jaki zajebisty byłem w tym co robiłem. – Odparł trącając jej kapelusz i puszczając oko zbierając na twarz wtórą pajęczynę. Cóż dziewczyna miała nie tylko moralne wsparcie, ale i pług przeciw pająkami. – Ale za nekrolog też zapłać.
– Tylko nie pękaj, będzie fajnie. – Mruknął uśmiechając się wesoło, trochę chyba nazbyt jak na osobę która się bała. Z resztą tak to z nim było. Lubił kłaść na szali swoje życie i dobrze się przy tym bawić. Dla faceta z jego przeszłością telewizja albo plewienie grządek zdecydowanie nie były hobby wartym zachodu.
Po przywitaniu z pająkiem nie było już tak łatwo. Widział jak biedna dziołcha straciła się w strachu. Gdyby nie to, że miał ją na karku i właśnie ją solidnie obraził pewnie próbowałby targować się i pójść stąd. Wielki pająk i mała wampirzyca nie będąca wcale mniejszym problemem. Przez chwilę zastanawiał się co z nią zrobić, gdy przeciwnicy sukcesywnie kruszyli ich coraz to mniejszą osłonę przed ogniem. Obudzić ją i liczyć, że zacznie biegać na lewo i prawo albo, że zacznie go trzymać kurczowo utrudniając przeżycie wszystkim.
E tam, niech leży i najwyżej przeprosi ją jeśli obudzi się przed zjedzeniem. By nie myślała, że nie będzie miała żadnego wkładu w walkę wziął jej deaglea. Kilka dodatkowych nabojów przyda się zawsze, zwłaszcza że wampiry nadal napierały i próbowały ich okrążać.
Leon zastanawiał się jak ugryźć sytuację, aż tu nagle znikąd obok niego spadł tumbleweed i potoczył się dalej. Łowca dobrze wiedział kto mógł zrzucić go z góry poczuł jak panienka los znowu uwiesza się na jego ramieniu dając słodkiego całusa i solidnego policzka.
Wyszedł zza osłony, by Noriko mogła odsypiać swoje bez ryzyka postrzału. Niczym desperado zaczął celować w każdego wroga biegnąc i rzucając się od osłony do osłony kładąc jednego za drugim celnymi strzałami.
Właśnie w tej chwili wyskoczył na niego wielki pająk, który ukrywał się gdzieś w cieniu. Potwór pluł w niego kwasem lub jadem, ważne że ów ciecz była na tyle żrąca że wypalała kamienie za którymi próbował się ukryć.
- Nie zabijam ludzi, wampirów ale za chuja nie mam pojęcia czym TY jesteś. – Warknął unikając kolejnego pocisku.
Reszta walki można powiedzieć, że poszła szybko i równie gładko co początek, jednak o tym co się wydarzyło wiedzieć będzie tylko Leon i jego pomocnik, który bacznie wszystko obserwował.
***
Cały w otarciach, sińcach i rozcięciach, ale żywy przeniósł dziewczynę do pierwszego pomieszczenia, ją i jedną z odstrzelonych dłoni, które należały do zwijającego się z bólu wampira. Wolał je z kilku powodów: po pierwsze znowu by spanikowała, po wtóre było tam zimno jak cholera, a po trzecie miejsce nie wyglądało dość przystojnie by pokazywać je kobiecie.
Odłożył ją pod ścianę sam siadając obok. Chwała szczęściu, że miał na sobie stalową blachę, teraz jednak wyglądała niemal jak ser szwajcarski i pękniętą na plecach. Zamiast swojego poncho miał jakiś okrwawiony i podziurawiony płaszcz, jego doszczętnie strawiła toksyna, a wolał po takiej imprezie nie zemrzeć na zapalenie płuc. Dyszał ciężko i oprócz rozcięcia jakie mu zafundowała na twarzy doszła mu kupa brudu, czarne oko i kilka mniej poważnych ran postrzałowych, to na uchu, czy brak jednego paznokcia na dłoni, a reszta w takim stanie, że lepiej nie patrzeć.
Aby jednak nie było zupełnie bez dramatyzmu uznał, że powita ją w sposób godny. W dłoń którą przytachał ze sobą wsadził jedną ze swoich spluw. Dłoń, którą mu „urwano” owinął w zakrwawione szmaty. Po wszystkim zapalił cygaro i zamknął oczy odpoczywając i uspokajając oddech. Jeszcze nie zaczął roboty, a już potrzebował urlopu.
W końcu, gdy zobaczy, że się ocknie wyciąga cygaro z ust i wita się uprzejmym skinieniem głowy.
- Howdy, śpiąca Kokosanko. – Odpowiedział kaszląc przy tym paskudnie. – Żebro albo pięć też pewnie miał połamane, ale nie na tyle by umrzeć. – Wampir z białymi kudłami był w mieście. Podobno zdążył się narazić kilku waszym za zabijanie bez powodu.
Szkoda, że nie poznał jeszcze sztuczki puszczania dymu uszami, ale zdecydowanie to byłby czas aby ją zaprezentować. – Mojego też widział, ale to pusty trop.
Zacharczał i wypluł trochę flegmy z krwią. Pewnie pękła mu jakaż żyłka, albo przegryzł sobie język, albo pękła mu jakaś żyłka. Ze złamanego nosa ciekła mu krew, więc pewnie stamtąd brały się te pyszne smakołyki. W końcu ręka, którą przywlókł rozsypała się w pył, to znaczy że jego towarzysz pewnie zrobił co miał zrobić.
- Było fajnie i warto to powtórzyć. – Potrząsnął trochę „kikutem” i odwiązał go wystawiając rękę. – Mam nadzieję jeszcze kiedyś to powtórzyć, panno Kokosanko. – Uśmiechnął się szyderczo i mogła zauważyć, że wargę też miał rozciętą w kilku miejscach.
Zamknął się dysząc głośno i wypuszczając tumany dymu. Musiał się ogarnąć zanim minie adrenalina i padnie w końcu. Wampirzyca nie była mu nic winna więc lepiej było nie zostawać tu dłużej. Próbował się poderwać, ale zaraz padł czując, że siadanie gdziekolwiek było najgłupszą decyzją jego życia.
- Zapalimy? – Spytał z innej beczki wyciągając jej broń i kładąc ją obok siebie z pustym magazynkiem. – Musiałem pożyczyć. Uratowała mi skórę więc dzięki. Zdawał się być ledwo żywy, ale dobry humor trzymał się go jak przygody.
- Usiądź ze mną na chwilę, nie ważne czy mnie teraz załatwisz czy nie. Ale chciałbym po prostu pogadać. - Mruknął już znacznie poważniej wypluwając cygaro, które już trochę za mocno zaczęło kłuć go w płuca.

_________________
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Sro Mar 08, 2017 5:56 pm

Pokręciła głową z rezygnacją ponieważ i tak co by nie powiedziała to zdawało się iż mężczyzna obróci to w niedorzeczny żart. W sumie... był nawet zabawny ale na pewno mu tego nie przyzna. Takie kolorowe jednostki wśród szarego morza były czymś wyjątkowym. Chyba jednak dobrze się stało, że nie odstrzeliła mu tej głowy. Uśmiechnęła się pod nosem mając jednak nadzieję, że nie zauważył iż udało mu się ją rozśmieszyć. Wdzięczna za to, że miała kapelusz na głowie nieco chętniej za nim ruszyła.
Widząc jak kolejna pajęczyna owija mu się wokół czupryny czy czoła... drgnęła i zacisnęła zęby z niepewnością. Tak, było miło iż wszystko trafia w jego twarz nie jej, ale mimo wszystko. Czemu on się w ogóle tym nie przejmował? Zdawało się to być równie drażniące co same pająki nad głowami. Bo owe na pewno musiały gdzieś tam być. Patrzył więc na niego z lekkim zniesmaczeniem, a kiedy tknął kapelusz cofnęła instynktownie głowę jakby się bała, że go jej zabierze. O nie! Nic z tych rzeczy... ten kapelusz teraz należał do niej. Przynajmniej do opuszczenia jaskini!
-Pomyślę.- rzuciła pod nosem w odpowiedzi na jego skromny opis swojej osoby. Pomyślę oczywiście znaczyło "nigdy w życiu człowieka zwanego niegdyś Romanem". Na prawdę nie potrzebowała by jeszcze ktoś uznał ją za współwinną w sprawie morderstwa dokonanego na sławnym łowcy Leonie Bucknerze. Mały nekrolog... tak to była w stanie dla niego zrobić. Pokręciła znów lekko głową i skupiła się na tym co przed nimi.

Zaczęły dochodzić do niej jakieś dźwięki... ktoś ją chyba niósł czy coś w tym stylu? Nie była pewna, ale jej świadomość postanowiła zacząć dźgać ją coraz napastliwiej aż się zupełnie nie ocknie. Siedziała oparta o ścianę... zamrugała oczyma i od razu poczuła delikatny ból z tyłu głowy. Aż tak brutalnie walnęła na ziemię? Odetchnęła ciężko i nagle poczuła się jak osoba której podsuwa się amoniak pod nos. Otwarła szerzej oczy i utkwiła je w śmierdzącym krwią Leonie. Czyżby coś ją ominęło?
Nie mogła uwierzyć, że po tym wszystkim od tak ją sobie wita... i jeszcze ten kaszel. Zmarszczyła brwi skupiając się na jego bijącym sercu oraz oddechu. Świszczał nieco? Zawiniętą rękę też zobaczyła i na pierwszy rzut oka nieco ją zmroziło. Ucięli mu łapę? Zmarszczyła jednak nos i spojrzała na niego lodowato. To już ją tknęło, a ten znów sobie żarty robił? I to takie?! Przecież faktycznie był w paskudnym stanie.
Nie chciało jej się nawet zwracać uwagi na to, że nazywał ją cholerną kokosanką. Znów się u kogoś zadłużyła... jej nie było nic, a facet wyglądał jakby przejechał przezeń kombajn. Przejechała dłonią po twarzy dumając co też ma z tym fantem począć. Mimo wszystko nie była bezduszną bestią, za co zawsze ją karcono... coś tam jej w duszy grało i czasem chciało być usłyszane. No i nie zostawił jej tam gdzie padła na pożarcie wariatom najniższego sortu... akurat jej krew mogłaby być dla nich smacznym kąskiem. Tak dumając w końcu otwarła usta by zabrać głos.
-Po pierwsze masz szczęście, że ta łapa się rozsypała bo bym cię nią zdzieliła przez ten pusty łeb.- warknęła po czym podniosła się powoli i otrzepała z kurzu. Korciło by po prostu wyjść i zapomnieć o sprawie... kiedyś jednak istniało coś tak legendarnego jak honor. Oparła dłonie na biodrach patrząc na niego z góry. Rany, wyglądał serio paskudnie i nadal się uśmiechał.
Widząc jak wyciąga do niej jej własną broń rozchyliła lekko ze zdziwieniem usta. Jej oczy również jakby złagodniały. Sięgnęła po niego i obejrzała pokrótce zagryzając dolną wargę. Cholera jasna... o ileż łatwiej by było gdyby on zostawił ją albo na odwrót. Schowała broń do kabury.
-Nie, nie zapalimy. Załatwiłeś już wszystkich?- zapytała nagle jakby dostała nowej energii i rozejrzała się za pochodnią. Dużo tu ich przecież było. Złapała w końcu jakieś dwie i skrzyżowała kładąc na ziemi koło mężczyzny robiąc prowizoryczne ognisko. Co jeszcze? Musiała wyjść...
-Za chwilę wrócę, jakby co to wrzeszcz. Potem... pogadamy.- dodała mimochodem i dzięki swojej nadnaturalnej szybkości już jej koło niego nie było. Znów znalazła się w lesie gdzie zebrała to co mógł jej dać las w strefie umiarkowanej, a obecnie zimą... czyli niewiele. Trudno dobre i to... trochę kory. Korzeń. Spory kawał śniegu, który raczej w jej łapach tak szybko się nie rozpuści. Mmmh... w tropikach byłoby tego więcej. Ale to chociaż pomoże postawić go na nogi. Wyjdą z jaskini i wezwie się mu karetkę.
Nie było jej z jakieś 10 minut. Rzuciła plecak na ziemię i sporą grudę śniegu obok. Dobra...
-Masz manierkę czy coś kowboju?- rzuciła pod nosem i wyjęła z plecaka termos. Tylko tyle miała... otwarła go i kilkoma łykami wypiła jego zawartość. Sądząc po smużce krwi ściekającej jej z kącika ust była to krew rzecz jasna. Wpakowała do termosu śniegu i postawiło blisko pochodni na którą rzuciła też niewiele zebranych gałązek by całości nie zagasić wilgocią. Zaczęło nawet miło strzelać.
-Śmierdzisz alkoholem, masz coś?- dodała nagle. To będzie lepsze niż śnieg. Swoją drogą wyjęła w tym samym czasie z plecaka korzenie które udało jej się wykopać spod śniegu. Wyjęła też kozik i zaczęła je oskrobywać by po chwili wrzucić je do termosu. Z korą postąpiła podobnie. Nie zamierzała przetłaczać mu swojej krwi, z resztą nie każdy łowca ją pił. Nie wiedziała czy Leon jest jednym z nich. Krew mogła go równie dobrze zabić jeśliby się okazało, że nie jest tym pijącym.
Dołożyła śniegu do termosu z którego zaczęło lekko parować.
-Czemu to zrobiłeś... uratowałeś mnie.- rzuciła poważnie skupiając się jednak na tym co robiła. A wyciągnęła właśnie zalążki i korzonki krwawnika. Biednie bo najlepsze są świeże liście ale mieli zimę... i tak cud, że go znalazł. Dobrze, że był pospolitą rośliną wokół miast. Wzięła jakiś kamień wylała na niego nieco gorącej wody potem położyła rośliny i zaczęła ugniatać nożykiem. Nie będzie tego dużo ale na kilka ran starczy...

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Sro Mar 08, 2017 8:47 pm

- Żart był dobry… - fuknął tylko. Patrzył na nią z lekkim niepokojem w myślach. Byłby największym frajerem jakby teraz właśnie załadowała kolejny magazynek i odstrzeliła go.
Powiedział jej wszystko co chciała wiedzieć, a mogła mu zaufać. Po tym co zobaczył informator nawet Leon przyznałby się do najbardziej wstydliwych faktów, a nie był człowiekiem, który gadał dużo - na temat - zwłaszcza przepytywany. Był jej teraz ciężarem, a zwłaszcza będąc wampirem po prostu nie miała powodu mu pomagać. Chyba, że bardzo chciała go ukarać albo zabrać go gdzieś na miejsce kaźni.
Wzruszył ramionami wsadzając kolejne cygaro, tylko po to, że już chyba zbyt nawykł do trzymania go w ustach i nawet jak nasiąknie zbyt krwią z nosa potraktuje to jako „to którym miał ją poczęstować”.
- Ja nie zabijam. – Rzucił patrząc na nią w dziwny sposób jakby to, że nawet to insynuowała było dla niego trochę dziwne w tej chwili. Jakby zaczął zabijać to byłby w zdecydowanie lepszym stanie. – Ale nic nie zrobią, pająk nie żyje, zasady nie obowiązują demonów.
Rzęził lekko, ale kto by tego nie robił z popękanym mostkiem i prawdopodobnie ukruszoną każdą kością w ciele. Przynajmniej mógł sobie zrobić mentalną notkę – rodeo na gigantycznych pająkach jest fajne, ale jak cię zrzuci, albo piźine tobą o ścianę to boli bardziej niż oberwać lecącą krową.
Faktem było, że łatwiej byłoby potraktować wampirzycę jako tarczę albo przynętę. Połamane żebra i pęknięta płyta wzięły się jednak z tego, że jak głupi wyskoczył w jej obronie, gdy pajęczyca zauważyła że zbyt odciąga ją od nieprzytomnej towarzyszki broni. Cóż, bycie bohaterem miało swoje minusy, a Leon wolał takiego nie zgrywać by biedna nie poczuła się bardziej zmieszana niż już widział, że jest.
Wyglądał jak przemielony przez kombajn i zrzucony ze schodów z papieru ściernego i sporadycznych kolców, a czuł się jeszcze gorzej. Próbował jak najbardziej zbliżyć się do ognia który zrobiła i dorzucić do niego cokolwiek co miał pod ręką, jak na przykład szmaty które ze sobą przywlókł na potrzeby dowcipu.
Był dumny z dziewczyny, że przynajmniej teraz zaczęła ogarniać sytuację i to bardzo dobrze bo on nie miał tego luksusu. Patrzył na nią co jakiś czas spluwając na bok krwią. Zawsze uważał nie ma nic lepszego niż kobieta, która dobrze potrafi zająć się chłopem. Dać mu ciepła i opatrzeć rany.
- Obiecaj, że wrócisz, Kokosanko. – Uśmiechnął się opierając „wygodniej” o zimną ścianę. Czemu tak do niej mówił? Bo nie zdecydowała mu się przedstawić, a nawet jeśli tak to zapomniał w całym zamieszaniu. Jedyne co z nią kojarzył do zapach jaki miała, więc samo poszło.
Z resztą lepiej chyba kokosanka niż „wampirze” albo „pijący krew potworze”. Odniesienie do kokosu zdecydowanie pozostawiało więcej dróg na przyjazną rozmowę.
Czekał na nią patrząc na płomień i starając się nie zasnąć. Teraz byłoby to jednoznaczną oznaką słabości, a musiał przecież zrobić tyle rzeczy. Po pierwsze nadal być fajnym w oczach kobiety. Skoro już będzie musiała go niańczyć to chociaż chciał zachować odrobinę godności. Po drugie znaleźć typka po którego przeszedł przez to piekło.
Z początku złapał zupełną zwiechę i nie usłyszał jej pierwszego pytania. Dopiero za drugim razem obrócił zmęczone oczy w jej stronę i wskazał na kieszeń na udzie i kawałek kurtki, który został mu z przodu.
- A ty za to jak wakacje na tropikalnej wyspie, pewnie bo nie czuję nic prócz tego że jest złamany. – Odparł, ale nie miał siły ani ochoty podnosić teraz rąk. Po wątpliwej w skutkach próbie wstania z miejsca raczej byłby się ośmieszył. Leżąc zdecydowanie był mniejszym utrapieniem. Jedna flaszka była przebita, ale przynajmniej trochę w niej zostało, no a póki co na zatrucie ołowiem nie miał co narzekać. W drugiej jakimś cudem w zaworze utknęła kula, która pewnie miała sięgnąć jego klaty, ale prócz bólu, gdy się w nią wbiła była nietknięta.
- Przy motocyklu jest wszystko, ale to daleko. – Mruknął zmieszany. Cóż, to miała być szybka akcja a nie walka o przetrwanie więc nie wziął ze sobą wiele więcej niż to co miał na sobie. Kto mógł podejrzewać, że szczęście tak paskudnie się na niego wypnie? Cóż, przynajmniej dało mu kogoś kto się nim zaopiekuje, przynajmniej taką miał nadzieję.
Jej pytanie w sumie najpierw potraktował jako głupie, ale w sumie nie było to aż tak oczywiste. Jakby większość ludzi i wampirów miało takie podejście jak on, na świecie byłoby zdecydowanie więcej brawurowych akcji i ludzi, którzy pomagają sobie bez powodu… no i przywrócono by niewolnictwo.
- Nie dałem ci do zrozumienia dość? – Żachnął się i zaśmiał od razu żałując swojej decyzji. – Zawiesiłem broń, obydwoje robiliśmy niezbyt legalne przesłuchanie. Partnerzy się wspierają, pożyczają sobie kapelusze na wypadek strachu przed pająkami i nie zostawiają się od tak.
Patrzył na to co robi z liśćmi z ulgą. Fajnie, że spotkał akurat kogoś kto zna się na prowizorce już po walce, nie tak jak on w trakcie.
- Na moim miejscu zrobiłabyś pewnie to samo. – Okłamał chyba bardziej samego siebie niż ją, ale przynajmniej brzmiał w tym przekonująco, chyba. Nie miał pojęcia czy wampiry w ogóle rozumieją pojęcie bycia dobrymi. Na pewno myślały, ale czy to był zwykły dług do spłaty czy też naprawdę przejmowała się jego losem tego już raczej nie mógł stwierdzić.
Widząc, że trochę jej zejdzie tego ciachania sapnął głośno i zamknął oczy. Jak na to, że siedział przy ognisku było mu zaskakująco chłodno, ale to pewnie zwykłe osłabienie i przeziębienie. Przecież życie nie mogło go od tak opuścić.
Aby było im trochę raźniej zaczął śpiewać, nie głośno i raczej z dużą dozą chrypiącego stękania, ale piosenka była wyjątkowo adekwatna dla jego położenia. Pamiętał jak z jego gangiem zawsze nucili ją, gdy lizali rany lub siedzieli w przy palenisku. Mimo tonu była przez nich uważana za dobre manitou i pomagała im podnieść się na duchu.
- Jak ci na imię? Chciałbym wiedzieć komu potem przesłać kwiatki w podzięce. – Może brzmiało to jak żart, ale po minie dało się rozpoznać że był poważny tak samo jak samo jak jego stan. Jeśli chodziło o wdzięczność to nie należało się martwić, że było jej w nim niedostatki.

_________________
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Czw Mar 09, 2017 7:37 pm

Uniosła brew słysząc chyba najdziwniejszy tekst w swoim życiu. Nie zabija? Jak można nie zabijać... to w ogóle możliwe w dzisiejszych czasach? Nawet zwykli ludzie zabijali, słowami ale zawsze. Zmarszczyła nos rozglądając się teraz po pomieszczeniu w którym się znaleźli.
-Obyś miał racje... ranne wampiry E są jeszcze gorsze od tych całych.- rzuciła pod nosem z lekkim nie pokojem. Na prawdę nie chciałaby żeby pod jej nieobecność się nim zaopiekowali. To znaczy... no umarłby pewnie, a jej cała praca poszłaby na marne. No i jej niezachwiane sumienie splamiłoby się po raz kolejny. Z drugiej jednak strony gdyby mieli napadać to chyba lepiej gdyby zrobili to kiedy jej nie będzie. Bić się z wampirami nie mając już kul w magazynku? Średnio jej się to widziało. Westchnęła ciężko przenosząc wzrok na zmasakrowanego Leona. Ciekawe czy się nie wykrwawi do czasu aż nie wróci... Dwie pochodnie musiały mu na razie wystarczyć. Wstała powoli i będąc do niego już tyłem, zmierzając ku wyjściu zatrzymała się zaciskając z lekka dłonie w pięści. I znów ten kokos...
-Kokosanka...?- rzuciła krótko przez ramię, pokręciła głową i zniknęła wśród cieni.
Będąc już z powrotem zaczekała najpierw aż płomień nieco się powiększy, dopiero wtedy podeszła do niego i uklękła blisko. No co. Wskazał jej gdzie znajdował się alkohol zamiast go wyjąć więc sama zaczęła majstrować przy jego kieszeniach na udzie i kurtce. Zmarszczyła znów zabawnie nos widząc zmiażdżoną flaszkę. Nie za ciekawie, ale chociaż było widać co ocaliło pierś jej wybawcy. Poruszyła nią słysząc cichy chlupot, na trochę starczy. Druga też była wgnieciona...
-Jak na kogoś ze złamanym nosem masz niezły węch.- skomentowała. Może i by spróbowała go nastawić, ale chyba lepiej było nie próbować. To, że znała się na ziołach nie oznaczało, że była od razu jakimś lekarzem. Odstawiła flaszki na bok i bezceremonialnie zaczęła rozpinać koszulę faceta by dostać się do klatki i brzucha. Teraz mogła faktycznie ocenić czy miał jakieś poważne rany, najważniejsze by nie miał krwotoku wewnętrznego czy coś w tym stylu. Słysząc jednak jego oddech dobrze, że się nie ruszał pewnie pękły mu żebra. Westchnęła ciężko i odkorkowała bez problemu obie flaszki, następnie sięgnęła do swojego plecaka i wyciągnęła kombinezon. Zawsze nosiła jeden przy sobie, dla niewtajemniczonych zupełnie nielogiczne... trudno. Porozrywała go na paski bez większego wysiłku. Niektóre z nich teraz skropiła alkoholem i zaczęła przykładać do ran na twarzy, torsie, brzuchu. Potem zupełnie ściągnęła mu kurtkę i koszulę by zerknąć też na ramiona i plecy. By tego dokonać złapała go nawet delikatnie i odchyliła w przód, niezbyt mocno by nie narażać żeber. To co czuł to zapewne pieroński ból, ale i jej lodowate dłonie. Trudno.
Dopiero po tym zabiegu zajęła się swoimi korzonkami i ziołami. W trakcie zabiegów skomentowała jego słowa.
-Fakt, do motocykla trochę za daleko. Będzie musiało wystarczyć to co znalazłam. Potem cię stąd jakoś wytaszczymy.- rzuciła bez jakichś większych emocji w głosie. Była nieco zajęta jego stanem, a i zapach unoszący się z ran był interesujący. Dobrze jednak, że wylała na niego prawie całe flaszki... zapach alkoholu był nieznośnie mocny w porównaniu z krwią.
Podczas cięcia krwawnika przechyliła głowę lekko w bok słysząc coś co chyba miało być śmiechem, ale nie do końca mu wyszło.
-Partnerzy?- powtórzyła z zakłopotaniem które od razu rozwiała skupiając się bardziej na swojej robocie. Nikt jej tak nigdy nie nazwał... dziwne słowo.
-Gdyby nie te pająki nie zostałbyś sam i teraz nie byłbyś w takim stanie. I nadal nie rozumiem, czemu w takim razie partnerzy. Nie znasz mnie nawet, a postanowiłeś ocalić.- jej głos był szczery z nutą zaniepokojenia. Skończyła kroić, pokropiła całość wodą ze swojego termosu i pomieszała chwilę. Teraz znów podeszła do niego i klęknęła obok by nanieść rozgniecione liście na otwarte rany.
-Tak... pewnie tak.- odpowiedziała skupiona znów na tym co robiła.
Czy taka była prawda? Ciężko powiedzieć. Na pewno kusiłoby ją by się po prostu teleportować i zostawić to gówno. Informacje nie były warte całej tej walki i poświęcenia. Widząc teraz jednak jak postąpił Leon, zacisnęła lekko zęby. Ludzie byli nieprzewidywalni... tyle w temacie.
Nagle facet zaczął śpiewać kiedy ona zajmowała się jego lewym ramieniem. Pokręciła głową z dezaprobatą słysząc słowa, a także charczący głos ale nie kazała mu się zamknąć. Piosenka była całkiem ładna nawet jeśli opowiadała o jego śmierci. Nic wielkiego, śmierć spotka wszystkich, a jeśli zemrze jej tu to tylko delikatnie się wkurzy. Tyle starań i łatania po to by odkryć iż jego serce przestaje bić? Trochę lipnie.
Skończyła akurat gdy on skończył śpiewać. Otarła machinalnie czoło i wytarła pozostałości rośliny o spodnie. Przeniosła się obok swojego termosu który już porządnie się nagrzał. Powąchała wodę w której pływały korzonki i skinęła głową. Przelała część do jego flaszki i podała mu mając nadzieję że uda mu się unieść rękę i uchwycić naczynie. Jeśli nie... będzie musiała sama mu to wlać do gęby... powoli oczywiście, wywar był gorący, nie potrzebowała go jeszcze poparzyć.
-Wystarczy ta Kokosanka...- bąknęła pod nosem.

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Czw Mar 09, 2017 11:44 pm

- Wiem i o to zadbałem. – Rzucił krótko pragnąć uciąć temat. To, że żyją nie oznacza jak długo i w jakim stanie, a jego niespodziewana pomoc obiecała się nimi zająć. Nigdy nie pytał co oznacza owo zajmowanie się i dla dobra tej znajomości wolał nigdy tego nie sprawdzać. Z resztą jak sama zauważyła już by tu były, nie miały do przebycia więcej niż 100-kilka metrów więc nawet taki bez nóg w końcu by się tu dokulał i prawdopodobnie go zabił. Amunicji miał pod dostatkiem, ale słabymi i drżącymi dłońmi oraz z jednym okiem przymusowo zamkniętym jeszcze przez jakiś czas mógł tylko cicho kląć, a nie bronić się przed czymkolwiek.
- Wiesz, nie jestem złotą rybką. – Rzucił chwytając nos i robiąc to na co ona miała ochotę. Bolało tak, że na chwilę zobaczył bramy do królestwa niebieskiego, ale nos z rozkwaszonego stał się tylko trochę krzywy, tym razem w inną stronę niż poprzednio. Szkoda tylko że nie oznaczało to prosto.
– Tak pachniesz. - Rzucił trochę truizmem, ale co była taka zdziwiona? Tego też jej nigdy nikt nie mówił? Zaczęła go interesować. Nie, nie w taki sposób. Po prostu chciał zrozumieć jak ktoś tak długo żyjący był tak upośledzony w sprawie interakcji międzyludzkich.
Tak czy inaczej, patrzył na nią w milczeniu, nie pytał nawet po co nosić ze sobą jeszcze dodatkowe ciuszki. Ot zwalił to na typowe kobiece „nawet jak strzelam komuś w potylicę muszę przecież wyglądać stylowo. A co jak się podrze?!”
Nie specjalnie czuł się dobrze ze ściąganiem ciuchów, które sam założył z takim tytanicznym wysiłkiem, ale jednak zdążyły mu zajść krwią i lepiły się tylko powodując że robiło mu się chłodniej.
- Woah, wiedziałem że jesteście bestiami, ale nie podejrzewałem że kręci was borderline nekrofilia. – Mruknął próbując zażartować z całej sytuacji, ale zdecydowanie chwilę potem pożałował tego. Odchylenie i napięcie obolałych mięśni, szarpanie jego żebrami bez żadnego uprzedzenia go odebrało mu dech, gdy próbował nie krzyknąć z bólu.
Tak jak się zadawało był cały pocięty. Jego skóra wyglądała jak woda do której ktoś wpuścił kilka kropel barwnika. Pokryta fioletowo-sinymi plamami bólu. Na plecach kilka pręg od czegoś co wyglądało jak ostrze i znak kłów na skórze karku.
- Kochanie jakbyś tylko nie miała więcej lat niż moja spluwa to chętnie sam bym się tak tobą zaopiekował, nawet lubię zimne dłonie. – Cóż, teraz przynajmniej mógł pofolgować sobie z dowcipami. Gościa w jego stanie nie wypada bić, a on i tak musiał coś ciągle mówić aby utrzymywać myśli przy czymkolwiek innym niż bólu, zimnie i chęci drzemki.
- Partnerzy, towarzysze broni, compadres, amigos. Mamy wspólny cel i pomagamy sobie przeżyć, gdy robi się syf. – Znowu użył tej zaawansowanej ironii, która sprawiała że brzmiał zupełnie poważnie. – Możemy zorganizować drużynę. Ty strzelasz i wyglądasz ładnie, ja trafiam i potem wyglądam jak łażący nieboszczyk.
Na następne jej słowa jego mina rozpogodziła się trochę. – Fajnie, ale jak byłaś nieprzytomna wyglądałaś przeuroczo. Pamiętam jak kiedyś czytałem swoim dzieciakom bajki o śpiącej królewnie. Obrazki wyglądały dość podobnie. - Na chwilę zatracił się wśród szczęśliwych wspomnień wspomnień, które jednak zaraz zabił ból ran oblewanych alkoholem.
- Wszyscy mają swoje prawo do życia i muszą brać odpowiedzialność za to co zrobili.- Rzucił rzeczowo i zaczął zastanawiać się jak wytłumaczyć czemu zachowywał się w ten sposób. Widział, że jego żarty do niej nie trafiają, ale nie w ten sposób który odbierali je niektórzy ludzie. Nie wyglądała jakby była zdruzgotana tym, że rzuca w nią lembasami.
- Wiesz, kiedyś kilku waszych powiedziało mi coś ważnego. – Zaczął cicho i stęknął próbując nie dotykać ranami ściany. – Wy ludzie, macie niesamowitą zdolność śmiania się w czasach największej tragedii. To powiedział mi jeden z pierwszych czystokrwistych, którego zmieniłem w piach. Drugi powiedział mi, żeby nigdy nie przestawać być dobrym, bo w walce z potworami nie wolno stracić człowieczeństwa. – Milczał przez chwilę pozwalając sobie na zważenie kolejnych słów i dobranie ich rozsądnie, wyglądał jakby poważnie sam się nad tym zastanowił. – To był mój ostatni rozumny cel.
Chwycił sam manierkę, jeśli chodzi o ten odruch miał go wyuczony już podświadomie. Powoli wtłoczył w siebie cały napar, który rozgrzał go nieco. Do odzyskania kolorów potrzebował dobrego wypoczynku. To nawet nie tak, że stracił dużo krwi, ale mało w jego ciele było miejsc bez pęknięcia albo mocnego poturbowania to też musiał po prostu nie ruszać się i poczekać.
- Widzę jak cię nosi. Jeśli potrzebujesz napij się, partnerze. – Uśmiechnął się sprawiając, że z rozciętej wargi pociekła znowu posoka klejąc jego i tak już sztywną brodę. – To akurat nie żart. Jeśli przyda ci się łyk to za ratunek życia odpalę ci tego trochę. Podobnież kopie jak oswajany mustang, więc się nie zagalopuj.
Cóż, póki co tyle mógł jej dać i w sumie za cenę nie zabicia go i nie zwinięcia się z jego sprzętem mógł zrobić wyjątek od reguły. Zwłaszcza, że chyba spodobałoby się to jej bardziej niż kwiaty.
- Nie nalegam, ale oferuję i to ze szczerego serca. Pewnie też ci się przyda. Wtedy poczuję po prostu, że będziemy na czysto. A uwierz… - spojrzał na nią już weselej i puścił jej oko. – Ja potrafię wyrównać długi. Tylko nikomu nie mów. Potraktujmy to jako tajemnicę amiga.
Niezależnie od tego dalej wiedział, że potrzebuje rozmowy aby dotrzymać jej towarzystwa. Bez niej byłby tu trupem, zwłaszcza że towarzysz nie skończy swojego zajmowania się jeszcze przez kilka godzin, a patrząc na to ilu tam położyli to jeszcze dłużej.
- Opowiedz mi coś o sobie. Skąd wiesz jakie zielsko wykorzystać? Skąd masz przeszkolenie? – Wolał dowiedzieć się o niej czegoś. Tak z po prostu wiedzieć czegoś o istocie, która mimo wszelkich przesłanek do rozwalenia go jeszcze się nim zajęła.

_________________
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Pią Mar 10, 2017 12:41 pm

-Szkoda, że nią nie jesteś. Zabrałbyś nas stąd, a przy okazji naprawił siebie.- rzuciła uśmiechając się z przekąsem pod nosem. Złota rybka faktycznie byłaby całkiem przydatnym zwierzątkiem, zwłaszcza taka spełniająca życzenia. Nie przejęła się szczególnie faktem nastawiania sobie przez niego nosa. Dobrze, że sam potrafił sobie pomóc chociaż w tej kwestii. Chociaż twarz na chwilę zmieniła mu kolor na tak blady, że przez chwilę myślała iż facet jej odpłynie. Ewentualnie zwymiotuje... nic jednak z tych rzeczy się nie stało, na szczęście.
-Lubię zapach i smak kokosów. - rzuciła niezbyt głośno, jakby ta informacja miałaby być komukolwiek potrzebna. Czemu jednak używał słowa kokosanka? To jakaś odmiana kokosa o jakim nie słyszała? Skąd mogła wiedzieć, że to jakieś cholerne ciastko. W dżungli w której siedziała blisko sto lat nie było ciastek...
Westchnęła z dezaprobatą widząc jak jego ciało momentalnie pokryło się gęsią skórką. Minusy bycia żywym. Na dworze musiało być na prawdę bardzo lodowato mroźnie by ona czuła się przemarznięta. Ogień dopiero zaczął zajmować nieco wilgotne gałęzie które ze sobą przytaszczyła, więc niedługo powinno się mu zrobić lepiej. Niestety koca ze sobą nie nosiła...
-Nekrofilia? Czy to raczej nie odnosi się do was jak pakujecie się nam do łóżek?- uniosła brew stwierdzając cierpko. Wiedziała co to słowo oznaczało i nie przepadała za stwierdzeniem, że ktokolwiek był żywym trupem. Widziała też kilka filmów z rozkładającymi się zwłokami, które nazywano zombie. W czym niby wampiry, bestie o nieprzeciętnej urodzie przypominały te obmierzłe rozpadające się ciała? Charakterystyczna zmarszczka niezadowolenia pojawiła się na jej nosie i z satysfakcją usłyszała jęk swojego pacjenta. Starała się być delikatna, ale przy obitym torsie nie wiele mogło pomóc, a do pleców musiała się przecież dostać.
Pogryzienia na karku wyglądały chyba najmniej ciekawie. Czy to kawałek skóry zwisał mu na strzępku? Uniosła lekko brew i sięgnęła po nożyk by się go pozbyć. Ładnie go załatwili nie ma co. Szkoda, że nie miała chociaż ości i ścięgien... wtedy mogłaby zszyć co rozleglejsze rany. No nic, jej mazidło z krwawnika musiało wystarczyć, chociaż zatrzyma wydostawanie się juchy z ran.
-Twoja żona pewnie nie byłaby pocieszona słysząc podobne teksty.- odparła kończąc zajmować się plecami. Nie miała pojęcia czy facet był samotny czy nie, z resztą nie za bardzo ją to nawet interesowało. Wiedziała jednak, że większość ludzkich mężczyzn ma bądź miała kiedyś żony które albo ginęły ze starości (w przypadku łowców), albo zostały zabite przez wampiry (i tu wielka krucjata na jej rodzaj) albo odchodziły nie mogąc ich znieść.
Oparła go w miarę delikatnie z powrotem o ścianę i w między czasie sięgnęła po przesiąknięte krwią podarte ciuchy. Nie było tak tragicznie... no dobra były w paskudnym stanie jak i ich właściciel. Mimo tego rozłożyła je na kamieniu obok ogniska by nieco obeschły. Zesztywnieją zapewne ale chociaż na kark będzie miał co zarzucić jak będą wychodzić.
-Ty trafiasz? Nie łudź się proszę. Gdyby nie ten pająk zabiłabym więcej tych parchów z zamkniętymi oczyma niż ty z przycelowaniem.- rzuciła i to nie w byle jaki sposób, a... z rozbawieniem!
-Chociaż nie trzeba by było ciebie teraz łatać.- pokręciła głową widząc jak z jednego miejsca na ramieniu sączy się też nieco ropy. Zbliżyła twarz by obwąchać ranę, ale na szczęście nie wyczuła nic poza jego osobiste AB. Po oczyszczeniu miejsca owinęła je skrawkami podartego ubrania.
Uniosła brew słysząc porównanie jej osoby do śpiącej królewny.
-Zemdlony wampir, a królewna? Zabawne skojarzenie doprawdy.- uśmiechnęła się nieco cieplej niż wcześniej i znów pokręciła głową. Swoją drogą dowiedziała się właśnie, że miał dzieci. Ciekawe czy też szkoliły się w mordowaniu wampirów.
To co jednak powiedział później nieco bardziej ją zainteresowało. To było coś nowego. Wszyscy mają prawo by żyć... szkoda tylko, że oni by żyć musieli pożywić się na ludziach co niekoniecznie wszystkim się podobało. I tak czasy były inne. Kiedyś pożerano ludzi, dosłownie. Teraz Rada nakazała zadbać o komfort ofiary i koniecznie wymazać jej pamięć po zabiegu. Westchnęła ciężko. No i były te paskudne tabletki...
Spojrzała na niego rozchylając lekko usta po czym uciekła wzrokiem na ziemię. Znała jednego człowieka, który tak bardzo upodobnił się do wampirów iż ona czuła się bardziej ludzka od niego. Czyż to nie ironia? Przecież nie wiedziała jak to jest "być człowiekiem" skoro nigdy nim nie była.
-Płynąca w nas krew demona, lata spijania posoki z ludzi, rozrywanie im gardeł podczas silnego głodu... wydaje mi się, że to trochę jak z waszymi mordercami. Jeśli zabijasz tak często, że przestajesz czuć wyrzuty sumienia... - westchnęła ciężko. Kolejny jej obawa... stać się bezwzględnym i lodowatym tworem. Przecież już teraz po 200 latach chodzenia po tej ziemi przestawała odczuwać wyrzuty sumienia.
-Dobrze ci powiedział.- dokończyła nagle.
-Wasza pasja z jaką idziecie przez życie... i co masz na myśli mówiąc, że to twój ostatni rozumny cel.- zmarszczyła brwi z nieukrywanym zaciekawieniem. Dobrze usłyszała i potrafiła logicznie myśleć, ale to zabrzmiało tak dziwnie, że musiała się dopytać. Przecież Leon był łowcą, prawda?
Przyjrzała się jak jego grdyka skacze od szybko pochłanianego roztworu. Dobrze, trochę mu się od tego polepszy. Korzenie miały wspomóc regenerację i właśnie rozgrzać, były nieco ostre w smaku. Pozostałości ludzkiej krwi raczej nie powinien czuć... dolała mu resztę i znów podała. Teraz musiała zrobić druga porcję więc znów poszatkowała korzonki czekając, aż śnieg w termosie się rozpuści.
Uniosła brew patrząc na niego i tak bardzo nie mogła uwierzyć w to co powiedział, że aż ciachnęła się w palec. Tak... kucharka z niej nie była najlepsza. Syknęła z dezaprobatą i wsunęła skaleczone miejsce na palcu do ust. Krew powoli spłynęła z jego wargi znikając w brodzie, a Noriko zmrużyła oczy. Wyjęła palec i spojrzała na rozcięcie które leniwie zaczęło się zasklepiać.
-Śmierdzisz alkoholem, a mimo tego słodycz twojej krwi drażni mój nos, ale dziękuje.- powiedziała nieco chłodniej niż zamierzała i wróciła do swoich korzonków. Wrzuciła je do powstałej już w termosie wody i wyciągnęła kolejne zioło, było niezwykle aromatyczne. Wrzuciła je do kubeczka od termosu, napełniła wodą i pozostawiła obok ogniska pozwalając by zapach zaczął się roznosić wokół. Na nią to za bardzo nie podziała, ale on powinien poczuć się... lżej? To dobre określenie.
Odetchnęła ciężko ocierając znów twarz i wpatrując się w ogień. Siedziała sobie teraz po turecku. Może i chciałaby go skosztować dla samego smaku nie z głodu, ale to jak mówienie "nie" na czekoladę czy inne słodycze. Poza tym co on w ogóle sobie myślał. Nie dość, że śmierdział na kilometr przez ilość swoich obrażeń to jeszcze właśnie... był ranny! A proponował jej krew. Proponował. To jakby wskoczyć do oceanu zranić się i jeszcze proponować rekinowi posiłek.
-Tobie też się przyda. Jesteś ranny i osłabiony.- stwierdziła sucho nadal patrząc w ognisko.
Chwilę ciszy poświęciła na ruszanie gałęzi w płomieniach, zamieszanie w termosie czy odsuwanie jego ciuchów od ognia by się nie spaliły. Zerknęła w końcu na jego nogi i zmarszczyła brwi. No tak...
-Musimy ściągnąć ci też spodnie.- bąknęła pod nosem skupiona na termosie. Żyła udowa to nie byle co, pewnie tam też próbowali go dziabnąć. Jeśli nie, to tym lepiej bo nie miała za dużo ziół do zalepiania dziur w jego ciele. Westchnęła wstając i przykładając mu zimną dłoń do czoła. Była jakby cieplejsze? To dobrze? Nie była lekarzem, ale Leon mimo gęsiej skórki był jakby spocony. To normalne? Starała się wykopać w mózgu podobny przypadek, ale ludzie zazwyczaj modlili się o konkretne zioła.
-Tu i tak nie ma wielu roślin które mogłyby pomóc... znam się po prostu na ziołach, pomagałam ludziom z... wioski. Przynosili mi krew kóz w zamian za trudno dostępne rośliny.- powiedziała niezbyt głośno. W sumie nikt się nigdy tym nie interesował.

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Nie Mar 12, 2017 7:14 pm

- Kokosanka to takie ciasteczko, też je lubię. – Mruknął zrezygnowany - Chciałem sprzedać ci zawoalowany komplement dziecinko. – Poddał się. Próba dochodzenia co jej siedzi w głowie i z jakiej pustyni się urwała to było za dużo. Nawet on nie miał nadmiaru świętego spokoju, ale na wolności, która trwała jakieś 20 lat dał radę poznać więcej małych przyjemności niż ona.
- Wiesz, że gdziekolwiek nie siedziałaś ominęło cię przynajmniej odkrycie przez człowieka poczucia humoru i tańca na rurce? Jednego i drugiego powinnaś spróbować. – Cóż, skoro miał umrzeć to przynajmniej będąc wesołym sobą i może na koniec zawstydzić jakąś panienkę. Przynajmniej na chwilę ktoś go zapamięta. No i takich rewelacji w listach do córy zamieszczać to nie ma szans.
- Wiesz, ja tam nigdy nie byłem zainteresowany wskoczeniem do łóżka jak szynka do wrzątku. – Odpowiedział jej znacznie bardziej obojętnie niż ona jemu. – To że nie zabijam tych, którzy myślą to nie zmienia faktu, że od razu wtykam różę w lufę i chcę się bzykać. Ci którzy tak robią… nie moja to sprawa, ale kościół traktuje ich podobnie do apostatów. – Był wyjątkowo ostry w tej sprawie i widać było, że niezbyt mu się podoba ta wizja. Aby jednak nie obrazić jej w jakiś sposób, bo jednak był teraz od niej zależny uznał że należy się tłumaczenie.
- Kokosanko sprawa wygląda tak, że ja rozumiem że jesteście myślącym gatunkiem i że jesteście lepsi i piękniejsi od nas… - Zawiesił się na chwilę próbując znaleźć dobre słowa. – Ale nadal to wy zjadacie nas, a nie na odwrót, zdarza się na odwrót ale to rzadkość i praktyka niemniej niemoralna. Chciałbym aby między naszymi rasami był pokój.
Spojrzał w płomienie zastanawiając się nad czymś głęboko i prawdopodobnie krzycząc w środku przez ból jaki mu przed chwilą zafundowała. Tego nie znosił najbardziej w całym procesie wychodzenia z dostania bęcków. Ogarniającego całe ciało bólu.
- Nie winię ludzi, którzy na was lecą ani wampirów które potrafią zadurzyć się w człowieku . Nie jesteśmy od siebie aż tak różni jeśli o to chodzi, ale to wystarczy by pewnych rzeczy nie dało się pogodzić.
Łowcy i kobiety były ciężkim tematem. Z jednej strony każdy potrzebował kiedyś czegoś stałego. Takiej wyspy na środku morza gówna. Chciał mieć normalne życie, ale ostatecznie nie potrafiły zrozumieć jak to działa. Kobiety były tak samo różne od mężczyzn jak wampiry od ludzi i Leon zawsze próbował tak do tego podchodzić. One po prostu nie były w stanie zrozumieć ich podejścia do życia i do związków. Na słowa wampirzycy wyjął obrączkę z kieszeni i zaczął gapić się na nią martwym wzrokiem.
- Moja żona pewnie cieszy się, że już się z tym pogodziłem. – Odparł brzmiąc mało przekonująco. Kochał tą kobietę na zabój, ale zamiast go zrozumieć uznała że go nie potrzebuje. Chwilę potem świat zrewidował jego egoizm i jej teorie zabijając ją, o tym jednak wiedzieć nie musiała.
Z resztą co wampir może wiedzieć o ludzkim życiu. Ich małżeństwa były na pewno na życie, ale każde o jakim słyszał było polityczne i każde na boku miało wielu kochanków. Bezbożne stworzenia nie wiedziały pewnie nic o zazdrości ani trosce.
- Chciałem być miły i powiedzieć, że chociaż strzelasz. Teraz jednak cofam to. Będziesz asystentką od dzisiaj. Masz ładnie wyglądać i odwracać uwagę publiki. – Rzucił radośniej, ale wcale nie z większą energią. – Jak widziałem twojego cela to prawdopodobnie w plecach miałbym więcej dziur niż na klacie.
Cóż, w końcu udało mu się ją skłonić do żartu więc chociaż jeden sukces.
- Jesteś tak samo blada, twarz podobnie urocza i tak samo śniłaś, a jak martwa wyglądałaś. - W sprawie dzieci nic by jej nie powiedział nawet zapytany. Nawet nie dlatego, że nie chciał aby wiedziała o nich więcej, a dlatego że jedno pochował a drugie może być teraz równie dobrze martwe albo walczy o życie podczas spartańskiego treningu. Prawdopodobnie go nienawidzi i nie jest pewne czy woli zabić bardziej go czy wampira który pozbawił ją rodziny. Cóż, to że był ojcem nie znaczy że najlepszym.
- Zdradzę ci coś o mordercach. Wyrzuty powracają, a demony przeszłości zawsze będą cię ścigać. Nie żebym coś o tym wiedział, kolega mi powiedział. Wyrzuty sumienia zagłuszać można przez alkohol, dziwki i więcej tego samego. Ale w tym paskudnym świecie wszystko do ciebie wróci. Mam wrażenie, że wcześniej czy później każdy z nas pozna swojego prywatnego demona, który każe mu odpokutować za zbrodnie. – Dobrze wiedział o czym gada. Dorian i gierki jakie ze sobą uprawiali były potwornie wycieńczające dla Leona. Zabierał mu po kolei wszystkich dając mu pozornie dobre wybory, a potem pozwalając aby patrzył na ich konsekwencje.
Leon zaczął w końcu wierzyć, że każdy ma swojego własnego sędziego, który patrzy na wszystko a potem daje stosowną karę, a on odkąd odstąpił z drogi ponurego żniwiarza dość dotkliwie odczuwał swą pokutę.
- Ostatnim rozumnym celem był mój brat. Został zmieniony przez jednego z waszych ale do końca nie mogłem go tak traktować. Za długo go znałem i mimo że był bestią na smyczy nadal posiadał ludzkie spojrzenie. To które widziałem już nie raz i wiedziałem, że nie należy do bezmózgiego potwora. – Napił się znowu jej „przepysznego” wywaru by nawilżyć drapiące gardło. - Przeszliśmy razem przez piekło, które nas zmieniło i rozdzieliło, a potem on poświęcił się dla naszego wspólnego dobra. Zabił swojego pana, a ja zabiłem go.
Zamilkł chcąc zakończyć temat. Na twarz Leona wyszła cała starość i przygody w jakich brał udział. Stary wilk, który przeżył wiele i wiele razy grał już z diabłami o duszę. Jakby nie chciał tego ukryć to jednak na krzyżu wisiał mu spory bagaż.
Gdy zacięła się Buckner sam syknął trochę jej współczując.
- Wiesz, drugi raz się nie powtórzy. Spróbujesz jeszcze kiedyś to pójdziesz do kicia.
Wcale nie spodobało mu się ściąganie spodni, zwłaszcza że prócz metalowej płytki która zabezpieczała mu to co miał najważniejsze byłby raczej goły. Nie żeby nagość mu przeszkadzała jakoś wyjątkowo.
- Przyznaj się, że chcesz zobaczyć też resztę i to tyle. Krwi nie wypijesz, ale akcja ze zwłokami to co innego, he? - Zadowcipkował sobie, bo z resztą siedział tu prawie goły przy biednym ognisku nie chcąc zamarznąć na śmierć a atrakcyjna dziewczyna rozbierała go i opiekowała się nim. Do diabła jakby nie to, że wszystko go bolało a ona była zimna jak kamienie za jego plecami to chętnie by zaproponował by jej ogrzanie się ciałami. To mogłoby być ciekawe i przyjemniejsze.
Jednak następne zdanie sprawiło, że zaniósł się kaszlem, potem śmiechem a na końcu przekleństwami.
- To na poważnie? Byłaś wioskową guślarką w zamian za kozy lecząc ludzi? Opowiedz mi o tym bo jeśli ściemniasz to najdziwniejsza historia jaką usłyszałem, a jak prawda to chcę wiedzieć więcej.
Złapał za klamrę od paska i rozpiął spodnie, chwilę mocowania się z guzikiem i też poszło.
- Chcesz czynić honory i zaspokoić swoją niecną ciekawość? – Spytał patrząc jej w oczy. Miało to zabrzmieć przynajmniej dwuznacznie, a w imię żartu czemu nie.
Nagle z miejsca w którym odbyła się masakra dobiegło wycie wilka. Długie i bardzo głośne przeszywające uszy i przerażające. Łowca zdawał się jednak nie przejmować tym. Ba. chwycił dziewczynę za rękę i przyciągnął do siebie z taką siłą jaką tylko miał.
- Ten wiatr, robi strasznie dziwne dźwięki. – Rzucił mając nadzieję, że podaruje sobie dochodzenie co to było. Ścisnął ją i uśmiechnął się starając się odciągnąć od tego co tam się może teraz dziać.- Pomóż mi tu teraz, bo nie chcę umrzeć nagi w jaskini.
Zwłaszcza, że po śmierci czasem dochodzi do wzwodu, a to byłoby strasznie niezręczne. Tego wolał jej jednak nie dopowiadać, bo przy kobietach zwyczajnie nie wypada.

_________________
Powrót do góry Go down
Noriko
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2950-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2963-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t3279-wyryte-na-kamieniu#70705 http://vampireknight.forumpl.net/t3178-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2964-noriko http://vampireknight.forumpl.net/t2996-mieszkanie-noriko
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 683


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Pon Mar 13, 2017 5:11 pm

Kokosanka i dziecina, ech gdyby miała za każdym razem reagować na to, że ktoś ją traktuje jak nastolatkę chyba by zeszła na udar. Uśmiechnęła się więc łagodnie widząc jego kompletną kapitulację, brakowało tylko by machnął łapą i usiadł nadąsany.
-No już nie obrażaj się. Może zamiast kwiatów podeślesz mi po prostu te swoje kokosanki.- wzruszyła niby obojętnie ramionami. W sumie jeśli smakowały kokosem... lubiła ten smak. Przekręciła głowę nieznacznie w bok słuchając jego kolejnej już z rzędu jakby zrezygnowanej odpowiedzi. Jakby nie miał już sił jej czegoś tłumaczyć? Było to całkiem zabawne.
-Ja nie mam poczucia humoru?- rzuciła rozbawiona jednak nie patrzyła na niego, skupiła się na opatrunkach. Niech sam sobie odpowie, albo znów dostanie śniegiem jak tylko wyjdą z jaskini. Z pewnością jej humor i tak był lepszy niż jej niektórych pobratymców. Nie bawiło ją patrzenie na wyjących z bólu ludzi i tym podobne sadystyczne uciechy...
-Taniec na rurce? Nie chodzi ci przypadkiem o taniec erotyczny prezentowany w burdelach? Całkiem sporo tam wampirzyc.- wzruszyła ramionami.
-Nie lubię facetów którzy patrzą na mnie jak na ochłap mięsa w który można się wgryźć Leonie.- westchnęła patrząc na niego kątem oka. Poza tym to ona tu była od gryzienia.
To co powiedział jej później nieco ją tknęło. Zawsze tak widziała łowców. Przecież lata przygotowań do walki z wampirami musiały ich też jakoś wyczulić na wampirzyce, prawda? Jej siostry potrafiły tak zakręcić dupą, tak zawachlować powiekami, że nie jeden na sam widok dostawał wzwodu.
-Ciekawe podejście.- szepnęła. Chodziło jej rzecz jasna o nie zabijanie. Chociaż zalatywało jej to też trochę hipokryzją... co niby robiono tym których Leon przytaszczył przed Oświatę? Odwampirzenie? Śmierć? Trochę jakby umywał ręce. Westchnęła, ale wtedy on znów się odezwał.
-Pokój, drogie życzenie. Problem z łowcami i wampirami jest taki, że po obu stronach barykady są tacy którzy pokoju nie chcą. Powiedz mi co taki wiekowy łowca, który w życiu poznał tylko walkę mógłby ze sobą zrobić w czasie pokoju? O wampirach nawet nie będę się wypowiadać. Niektórzy wariują na samą myśl o krwi z tętnicy.- pokręciła głową. Fakt, można by spróbować. Czyż nie próbował tego właśnie Emmanuel? Burmistrz mimo bycia wampirem przyjmował do siebie ludzi, stara się roztoczyć opiekę również na nimi. Tak przynajmniej słyszała. Jednak wśród łowców nadal są osoby, które chcą go strącić. Nie dać szansy. Ciężkie tematy... znów otarła czoło zgarniając z czoła niesforne kosmyki za ucho.
Skinęła głową i z zaskoczeniem spojrzała na obrączkę, którą wyciągnął z kieszeni. Nie skomentowała tego jednak na głos, pewnych rzeczy nie powinno się komentować. Zwłaszcza kiedy zobaczyła wyraz jego twarzy. Nie zamierzała więcej kopać w jego duszy. Opuściła twarz teraz intensywniej zajmując się swoimi sprawami. Bywały wampiry które łączyły się tylko z jednym partnerem, ale życie przez kilka setek lat z jedną osobą bywało uciążliwe... tak przynajmniej mówiła jej macocha. Wytykając oczywiście przy okazji, że Noriko jest chodzącym błędem jej męża z którym przyszło jej żyć. Cudowna kobieta.
Uniosła brew widząc ogólną wesołość łowcy i zaczekała jedynie aż nie zacznie kaszleć krwią. Żarty, żartami ale na prawdę powinien się nieco opanować bo jeszcze zemdleje. Pokręciła więc głową uśmiechając się pod nosem.
-Powodzenia.- krótkie acz dosadne stwierdzenie. Ach to abstrahowanie na temat nierealnej przyszłości. Na prawdę jak na kogoś na skraju sił, umazanego krwią i w rękach wampira Leon wydawał się być niezwykle rozluźniony. Słuchała go więc z zainteresowaniem i odwdzięczała zabawne teksty uśmiechem. Bądź co bądź na prawdę była spokojną osobą.
Temat o mordercach sprawił jedynie, że przysłoniła brązowe teraz oczy powiekami. Nie mogła wiedzieć jak bardzo dosadnie łowca wypowiadał się na temat demonów przeszłości. Jej prywatnym potworem był białowłosy wampir. Jedyny który był świadkiem okropności jakich dopuszczała się kiedyś. Demon który wrócił by ją dalej dręczyć, a co gorsza los zechciał sprawić, że nie potrafiła już tak łatwo opuścić miejsca a którym zamieszkała. Ba! szukała wampira by się przed nim ukorzyć. Na samą myśl żółć zebrała jej się w ustach. Ech gdyby tylko wiedziała, że na tym świecie żyją o wiele gorsze okropności niż taki wampir z przeszłości.
-Coś w tym jest... chociaż nie wiem co musiałoby się stać bym poczuła litość do...- i tu ugryzła się w język. Leon jakkolwiek dobrze by się z nim nie rozmawiało nadal był przecież łowcą. Nie mogła walnąć "litość do jedzenia jakim byli ludzie". Dotknęła nagle jego nosa uśmiechając się lekko.
-Nie ważne.- i zabrała dłoń wracając do ciachania roślin.
Nie spodziewała się jednak, że będzie chciał jej powiedzieć aż tyle spraw dotyczących jego prywatnego życia. Zamrugała oczyma, po czym rozchyliła nieznacznie usta jakby chcąc coś powiedzieć, ale opuściła tylko wzrok. Nie przepadała za tym rytuałem... to znaczy za zmienianiem ludzi w wampiry. Sama jeszcze nigdy tego nie zrobiła i chyba by nie chciała. Znów przycisnęła coś co spowodowało, że na twarzy łowcy pojawiło się ludzkie zmęczenie. Cóż miała mu na to odpowiedzieć? Na pewno nie - rozumiem cię. Chociaż fakt, że był łowcą, a jego brat stał się wampirem. To nie mogło być lekkie przeżycie. Z drugiej strony odniosła też nieco opis do siebie. To znaczy, że jeśli nigdy nie była człowiekiem to w jej oczach mieszkały tylko demony? Skrzywiła się lekko i postanowiła nie mówić nic. Trzeba było postawić Leona na nogi, to było najważniejsze.
Pokręciła głową słysząc jak ją kusi. Kto by pomyślał?!
-Może i jestem krwiopijcą, ale nie po to cię łatam byś mi zszedł bo ugięłam się pokusie. Swoją drogą zaproponuj mi to raz jeszcze to na prawdę cię ogłuszę i osuszę.- westchnęła ciężko siląc się na poważny ton. To co powiedziała na początku było najszczerszą prawdą. Teraz przydałaby mu się transfuzja, nie spuszczanie krwi. Co do osuszenia... może nieco przesadziła, ale ogłuszenie go brzmiało kusząco. Nie drażnić dzikich stworzeń. Nie słyszał nigdy o czymś takim?
-Och oczywiście nie mogę się doczekać.- rzuciła rozbawiona metodycznie krojąc korzonki i dosypując do wywaru. Ten będzie mocniejszy. Każdy chyba lubił popatrzyć prawda? Chociaż mało kto mógłby się równać z pewnym ponad dwumetrowym wielkoludem. Uśmiechnęła się do siebie.
Słysząc jego śmiech dorzuciła jeszcze jeden ostry korzonek. Tak, z pewnością mu się przyda.
-Byłam ich opiekunką i sędzią.- wzruszyła ramionami.
-Koźlęca krew nie jest taka zła, poza tym jak sobie wyobrażasz bym prosiła o ofiary z ludzi.- westchnęła ciężko.
-Cieszyli się, że trzymam ludzi technicznie zaawansowanych z dala od ich osad. Jedyne czego wymagałam to traktowanie siebie i zwierząt na równi. Równowaga jest najważniejsza, ten kto jej nie przestrzegał ginął.- powiedziała poważnie i spojrzała mu w oczy. Jej oczy błysnęły na chwilę szkarłatem, jednak na ustach pojawił się łagodny uśmiech.
-Jednak to było kiedyś. Świat się zmienił...- zerknęła jak nieporadnie męczył się z własnym paskiem i o mało nie parsknęła śmiechem. Przygotowała na boku kolejną porcję mazi z krwawnika i kiedy już miała odgryźć się czymś na jego żart zawyło... coś. Uniosła brew ale wtedy Leon postanowił złapać ją za nadgarstek i przyciągnąć do umazanej zieleniną klaty.
-Ty tak serio?- bąknęła pod nosem i bez większego trudu uwolniła się od niego. Usiadła obok i zaczęła wycierać policzek z krwawnika. Jakoś strasznie nie wystraszyła się tym co usłyszała. Akurat na odgłosach wilków to ona się znała jak mało kto...
-Cokolwiek to jest, a zapewne to wiatr raczej nic nam nie grozi. Chyba, że będziesz tak dalej się wiercił i otwierał na nowo rany które staram się załatać.- pogroziła mu palcem i przycisnęła z pełną premedytacją rozcięcie na torsie z które wypłynęła krew.
-Nie ruszaj się.- dodała nakładając na nowo maź. Potem wstała i bez problemu zsunęła mu portki. Wzrok automatycznie natrafił na męskość, ale Noriko nie odczuła jakiegoś tajemniczego mrowienia czy nagłego przypływu chuci. Zerknęła zaraz potem na jego uda i zmarszczyła poważnie brwi. Dobrze, że dał się rozebrać... nie wnikała już czemu współczesny gość nie miał gaci. Kucnęła i od razu zajęła się najgłębszym ugryzieniem.
-Na prawdę nie zaszkodziłoby gdybyś odstrzelił czasem głowę czemuś co chce cię wypić.- fuknęła.
Dziewczyna całkiem sporo namęczyła się nad tym by opatrzyć każdą ranę. Przynajmniej wykrwawienie i zakażenie mu teraz nie groziło. Odetchnęła ciężko. Ależ byłoby łatwiej posiadać leczniczy dotyk. Leczysz takiego, potem odpływasz z nadmiaru użytej mocy, a w nagrodę jeszcze cię karmią swoją krwią.
-Możesz oprzeć się na dłoniach? Założymy ci znów spodnie bo jeszcze grypy się nabawisz.- powiedziała spokojnie i zerknęła na ostatnią porcję naparu gotującego się w termosie.

_________________



#996666 MG #cc6633 Norka
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Strzały znikąd   Czw Mar 16, 2017 9:38 pm

To nawet nie tak, że traktował ją jako dziecko, ale dlatego że był po prostu do bólu seksistą i lubił zwracać się pieszczotliwie do kobiet. Z resztą to często sprowadzało na niego gniew żony i niespodziewane bitki, gdy jakiś pan uznał że Leon stara się za bardzo imponować jego lasce. Jakby dostawał pensa za każdym razem, gdy jakiś wampir myśli, że on wierzy w jego wizualny wiek…
- Najpierw podaj adres, a potem zastanowię się co ci wysłać, Kokosanko. – Żachnął się na nią bo trochę odkryła jego niecny plan, ale cóż. W zanadrzu miał trochę lepszych pomysłów. Nie rozumieli się na wszystkich płaszczyznach i on był przekonany, że ona nie ma prawa zrozumieć czegoś ile razy by nie tłumaczył. Za dużo nauk o ich zwodniczości i różnic między dwoma gatunkami pobrał aby się przestawić. Nie był też typem badacza, który próbuje zrozumieć czemu wampiry próbują wtapiać się w ich społeczeństwa, jakby nie były dość silne by swego czasu gromić ludzi jak pyłki. Wilki w owczej skórze jak to mówił jego papa.
- A masz? Rzucasz sucharami, które tylko ktoś z tak grubym kijem może zrozumieć. – Jeśli chciała obrzucić go śniegiem to niech tylko czeka na zemstę. Są miejsca z których śnieg, tak jak i piach wyciągało się bardzo trudno, a dostawał się stosunkowo łatwo.
- No pewnie, że wiem! – Zauważył, że jego reakcja była trochę zbyt szybka i rozochocona. Dawno nie był i nawet trochę brak mu tego było. – Ale w takich miejscach najłatwiej o niedozwolone picie krwi z ludzi, wiec musiałem ich chronić. – Chrząknął, a zaraz potem przerodziło się to w kaszel. Miał przez chwilę wrażenie, że wypluł kawałek żebra, ale to była po prostu flegma z kroplami krwi. „Znalezisko” ukrył przed nią z dwóch powodów. Nie chciał chwalić się „Ej, patrz co właśnie wypłynęło mi z płuc” no i mogłaby uznać, że skoro i tak powoli zdycha tak, że nie da rady go naprawić to lepiej olać. Honor demona to rzecz, którą musiał brać w sporą nieufność. Nie dała mu powodu aby jej nie wierzył, ale z ludźmi zdobywanie zaufania przychodziło ciężko, a co dopiero z jej rodzajem, synami i córami Kaina.
- Widzisz, a ja nie lubię jak kobiety widzą we mnie tylko brodę z kutasem, mogłyby czasem docenić też dobry żart i ładne oczy. – Puścił jej oko próbując załagodzić jej bulwers. Z resztą i tak dobrze wiedział, że nic tak nie działa na kobietę jak zainteresowanie faceta i bezpośredniość. Silnie jednak walczył z szowinistycznymi odruchami, bo nie miał za bardzo siły na długie dywagacje i kłótnie o wyższości jego jedynej słusznej teorii nad jej, oczywiście gorszą. Z resztą co miał pochwalić jak nie wygląd? O charakterze wiedział, że jest poważna i lubi strzelać w plecy, ale potrafi być wdzięczna. To nadal za mało by chwalić.
Podejście było proste. Złapać ukarać możliwe najboleśniej albo zresocjalizować, a potem wypuścić. Chciałby aby tak to działało zawsze i wszędzie, ale czasem po prostu nie mógł nic zrobić. Chciał być bohaterem zawsze i wszędzie, ale był tylko człowiekiem i to już jednym z tych, którym czas świetności przemija.
- Pokój to jedyne za co walczę i chcę tego. Skoro nie pokonam wszystkich i się nie przyłączę to chociaż nie chcę abyśmy se bruździli. Sam pokój to nic z resztą, trzeba go utrzymać. Po coś jest policja dla ludzi, po coś są więzienia. Z resztą część z nas się wcale o to nie prosiła i dalibyśmy sobie radę bez ciągłego ryzykowania życia za ujarzmianie was. Ludzi którzy mordują innych ludzi i wariują zamykamy w pierdlu albo zawisają na stryczku. Powinniście założyć sobie podobny system.
- Nie znam burmistrza ani jego postulatów. - Nie była to dziwota dla Leona, że potwór dorwał się do stołka obiecującymi propozycjami. -Tylko czekać aż trzeba będzie trzeba posłać kilku straceńców, by go złapali albo zlikwidowali bo będzie niebezpieczny, albo z kolei ktoś uzna że jest niewygodny. Świat wielkiej polityki jest poza mną.
Jej nagłe przerwanie tematu i dotknięcie jego nosa sprowadziło na jego twarz kolory, ale wyraz twarzy był bezcenny. Nawet jeśli wiedział co chciała powiedzieć teraz bardziej zainteresował się tym co miała na myśl tym gestem. On stary koń został potraktowany jak dzieciak i w sumie nie miał więcej z tym styczności i w sumie nie dziwił się czemu.
Tyle spraw? To nie były te ciekawe rzeczy, z resztą nic jej wiedza o tym kogo zabił nie da. Trupy w jego szafie wysypywały się same, a on tym samym sprawdzał jej reakcje. Był ciekawy jak na to zareaguje, zwłaszcza na część z przemianą. On już w miarę pogodził się z tym losem i mimo, że bolało to nie miał zbytnich oporów. No i musiał coś przecież mówić i o czymś myśleć. W jej oczach było coś co go zastanawiało. Nigdy nie mordował wampirów nie będąc pewnym czy przypadkiem nie czują, ona zdawała się mieć jakieś odruchy, ale to nadal nie tyle ile widział ich w oczach swojego brata. On był człowiekiem zamkniętym w bestii i mimo, że się zmienił ciągle był człowiekiem, który niemo prosił o śmierć.
- A więc jednak kusi. Pytanie czy nie bardziej jak oglądanie moich spluw. – Rzucił dwuznacznie bo poważny ton szedł dość słabo.
Znowu zaniósł się kaszlem i znowu musiał ukryć przed nią plamę krwi. Miał nadzieję, że smród jaki generowały jego krew i zioła był dość zagłuszający dla tych kilku świeżych kropel. Miał nadzieję, że rytuał jego przyjaciela się zakończy i zaraz przyjdzie z odsieczą. W innym wypadku nie pociągnie to za długo. Powoli się wyziębiał, topił się i dobrze by było jakby zatarł mu te rany tymi swoimi „magicznymi liśćmi”.
W sumie to co powiedziała miało wiele poparcia w księgach i naukach jego mistrzów. Wampiry, które udawały bogów przed ciemnym ludem chcąc by były jak najgłupsi jak najdłużej sprowadzając ich dusze na potępienie. By nigdy nie zaznały ciepła boskiego miłosierdzia.
- Świat się nie zmienia nic a nic. Ludzie to kurwy jakby nie spojrzeć. Ale przynajmniej niegdyś byli bardziej bogobojni, a wampiry miały mniej taryf ulgowych. - Charknął przez obolałe gardło i znowu próbował się podnieść.
- A na co ci to brzmiało? Kochana ja spędziłem wśród wilków więcej czasu niż ludzi. – Odpowiedział jej a mięśnie zabolały. Z ran zaczęła toczyć się czerwono-żółta wydzielina. Widać że jad pająka jednak trochę mu się dostał. Póki co poczuł to na plecach, gdzie nastąpiło ugryzienie. Pobladł mocniej, ale nadal się uśmiechał jakby chciał jej powiedzieć, że nadal daje radę.
- Wiesz, jakbym chciał odstrzelić ci głowę to bym to zrobił już wtedy. To wszystko zaczyna się od „czasem”. Wyszedłem z nawyku i staram się nie łamać danego wcześniej słowa. – Język zaczął mu się plątać i Buckner powoli bełkotał.
Ledwo bo ledwo ale dał radę z jękiem i stękami , wtedy też po drugiej stronie wycie znowu się pojawiło i zaraz ustało.
Wtedy też przez otwór wszedł wilczur wielkości konia. Gigantyczne stworzenie oblizywało zęby z krwi i powarkiwało trochę widząc wampirzycę. W wielkich oczach widać było rozumność, ale zdecydowanie nie przyjaźń. Leon spojrzał w stronę powarkiwań i machnął ręką.
- Lisie spocznij. Ogarnęła mnie i jakby nie to musiałbyś mnie przeprowadzić przez Ścieżkę. – Powiedział niewyraźnie i próbując zbliżyć się do niego po prostu przewalił się na bok. – Jest w porząsiu. Nie zabijaj. – I tak padł nieprzytomny.
Wilk w tej chwili zaczął się kurczyć i stawać na dwóch łapach. Szybko zmienił się w dziwnego jegomościa. Skóra i oczy jak u azjaty, Włosy i broda nie pasowały na pewno do obecnej epiki, ale malunki na twarzy i skóra szarego wilka na głowie wyglądały jakby był książkowym Indianinem. Wyciągnął łuk i strzałę i zaraz podbiegł do kowboja wyciągając z tobołka na plecach jakieś dziwne paczki aromatycznych ziółek i jakiejś czarnej sadzy zmieszanej z łojem.
- Rusz się kobieto i zrób mi miejsce. – Warknął człowiek wilk zwany przez Leona Lisem.
Zaraz zaczął nacierać go sadzą i wepchnął mu do ust woreczek z zielskiem każąc żuć. Brzmiał jak skrzyżowanie template Indianina z filmów z kreskówkowymi karykaturami samurajów.
Przez chwilę wypowiadał dziwne słowa w języku nie znanym tu chyba już nikomu i zaczął szybko rozkładać kamienie w okrąg. Dokładnie 21 kamieni, na środku położył 7 liści i wokół nich tipi z 14 patyków.
Wydawał się dziwny, był trochę jak ona. Z zapachu przypominał wampira, nie tylko dlatego że z jego ust unosił się odór świeżej krwi potworów które ich zaatakowały. Ale jednak był człowiekiem. Dało się wyczuć, że nie jest normalnym człowiekiem i na pewno jest łowcą.
Ognisko rozpaliło się w chwilę uderzając wszystkich ciepłem większym niż mogło się wydawać. Cały czas recytował dziwne zaklęcia i wolną ręką namaszczał Leona dziwnymi specyfikami. Wyglądał jakby robił to już nie raz i zapewne tak było.
- Podziękowania tobie. Uratowałaś go od Podróży. – Ostatnie słowo wypowiedział z namaszczeniem i spojrzał jej w oczy, które zdawały się dzikie, wampirze. Jego serce biło bardzo słabo a ciało było zimne i spokojne.
- Kim jesteś kobieto? – Spytał patrząc na chwilę na Leona , który zaczął odzyskiwać kolory i miarowy oddech. Serce też uspokoiło się nieco jakby odzyskiwało spokojny rytm. – Jeśli masz czyste intencje przedstaw się i zostań.
Indianin-japończyk kilka razy poruszył nosem jak pies i spojrzał na termos.
- Niezła prowizorka jak na to, że nie masz tu nic. – Powiedział spokojnie, ale skupiony na zalepianiu ran swoim dziwnym specyfikiem i szukając w plecaku dziwnych pakunków z zielem które kładł mu na każdej ranie.
- Uciśnij i dowiązuj. – Zakomenderował ciągle zerkając na nią nieufnie.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Strzały znikąd
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: