IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ruiny zamku [piwnice]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 266


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 02, 2017 12:21 pm

Leon pił nie dlatego aby zapomnieć, nie po to żeby ukoić nałóg (chociaż takowy posiadał), ale po prostu lubił smak łyszki. Gdyby nie to, że nikt nie wymyślił jeszcze dobrze smakującego tytoniu o jej smaku ani tabletek to na pewno ciągle memłałby w ustach tego typu przyjemności.
- Kojarzą nas wszyscy którzy patrzą na plakaty „dead or alive”, ale to dobrze. Jakbyśmy pomarli bez wpisów w kartotekach to bylibyśmy jak tamten chłoptaś. – Odpowiedział patrząc na pana „o nie, fajeczki są fe”.
Bawił się szampańsko oceniając wszystkich ludzi wokół i od razu z dużym prawdopodobieństwem potrafił wyczuć ich charaktery. Same kije w dupie i mentalne staruchy z powagą w głosie i sercem skrywającym mroczne tajemnice, które sprawiło że stali się twardzi. Ech, ilu już takich widział, każdemu jednemu miękła skorupa jak twardniał mu kutas na widok cycków. Wtedy cały ten mrok przelewał się w akcje, które laseczki po prostu kochają. Z tego co pamiętał oglądając z dzieciakami jakieś animu nazywał się on Sesekekun, czy jakiś tego typu ważniak z wiecznym bólem dupy. Powinni spróbować utrzymać się tydzień w siodle, wtedy by się dowiedzieli co to jest prawdziwy ścierpnięty od bólu tyłek.
W sumie obecność Eryczka podniosła go na duchu. Serafa też, mimo że rudy go nie lubił to i tak uważał że chłopakowi trzeba dać po prostu szansę.
Jak zwykle podchodził do sprawy obtymistycznie i ze sporym akcentem „będzie jak będzie, mniejsza o większość”.
Co do fajek? Łech, no trudno. Jak nie wolno palić to wziął jeszcze trzy mocniejsze pociągnięcia i przygasił peta. Nawet wódkę odłożył, aby nie było że zanieczyszczona krew. Patrząc na to ile używek wciągała przynajmniej połowa rytuału uznał, że w sumie nie ma to większej różnicy.
- Dawaj piękna, tnij. – powiedział zakasując rękaw i ściągając rękawicę. Strój był oficjalny, więc żal byłoby go poplamić i potem jeszcze prać samemu. Ech, życie bez kobiety było trudne.
Nie krępował się, może ruda i Eryk kręcili coś razem, ale gdy usłyszał o mdleniu klepnął go w plecy i wtrącił się bez zaproszenia.
- Jeśli zemdlejesz robię ci tatuaż, mojego wyboru. – Nie widać było, że się uśmiecha ale nie trzeba było widzieć twarzy aby mieć pewność że bardzo dobrze się bawi przy tym podobno bardzo niebezpiecznym rytuale.
Umrzeć to mogą inni, on i Eryk robili już głupsze rzeczy i mieli jeszcze przymocowane do ciała wszystkie kończyny.
- No to co teraz płomiennowłosa piękności? – Spytał Esmeraldy. – Tańczymy w kółeczku i co jakiś czas ktoś wchodzi aby cię porwać do tańca? Chcę być pierwszy.
Po żartach stanął jednak i chrząknął trochę poważniej.
- Przepraszam, ale czy ktoś chce się pomodlić albo wyspowiadać? - Spytał zupełnie poważnie. - Ja i ten tam - wskazał na Serafa - możemy w tym pomóc.
Heheszki heheszkami, ale pokrzepienie ducha i pogodzenie się ze sobą przed czymś takim może być dla niektórych ważne. Dla Leona było.

_________________
Powrót do góry Go down
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3699-adam#80936 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 36


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 02, 2017 12:46 pm

Znajomość imienia przez Ivana zbiła go z pantałyku. Spojrzał na niego próbując ogarnąć skąd ich znał. Mieli trochę wspólnych znajomych, ale nikogo takiego jak on nie kojarzył. Warknął na niego tylko, a wokaliście DeathEmoPunkAlternative rocka, który zaczął się rzucać o ich prywatne sprawy uraczył tylko elokwentnym „spierdalaj”. Mógł być nawet szefem Oświaty, ale dla siostry Adam po prostu nie odpuści.
Z bratem nie zamienił wielu słów, ot chciał się póki co przywitać. Potem będą mieć czas zagaić trochę dłużej. Był gotowy do walki, ale słysząc że ma się uspokoić po prostu wziął kilka głębokich wdechów. Nie chciał położyć przedsięwzięcia. Zawiódłby wszystkich, a w szczególności Włodka i swoją siostrę. No i prawdopodobnie zabiłby ich wszystkich.
Spojrzał na Prim i na swoje wilki, które leżały grzecznie i obserwowały na pozostałe psowate tak samo jak on łypał na resztę ludzi. Jednak na siebie nawzajem spoglądały ze spokojem. Podszedł znowu do siostry i zaczął czochrać jej włosy.
- Boisz się dzieciaku? Spokojnie, jestem tu i nie dam ci nic zrobić.
Dzikie, ale na swój sposób czułe istotki. Co wniósł swoją krwią? Oprócz magii krwi prawdopodobnie właśnie to co one. Dzikość i determinację. Chciał by to wyszło, przede wszystkim ze względu na Prim.
- Rób co masz robić i jedziemy z tym. – Łapę miał całą w białych bliznach po nierównych szwach. Trochę może jej zająć przecięcie skóry, która jest gruba i twarda.
Do bólu przywykł, więc nawet nie zaciskał łapy. Ot czekał na to aż przejdą dalej do akcji. Był zafascynowany przedsięwięciem. Czytał o tym nie raz, ale widział będzie po raz pierwszy. Przygotował się mentalnie na wszystko i ustawił się tam gdzie mu przykazano czekając aż reszta się zbierze.

Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2001


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 02, 2017 4:43 pm

Podchodziła kolejno do każdego łowcy przekazując sztylet. Była to standardowa praktyka świadcząca o dobrowolnym dołączeniu do rytuału.  
Kiedy ostatnie krople krwi spłynęły do kielicha, Esmeralda podeszła do wampirów i rozpoczynając od tego najmniej problematycznego zanurzyła krwawiącą dłoń w naczyniu.
- Immolares hostias sanguiem lamia. Frange abjecisse libero animo purgent, quia sanguis est salus et vita* – szepcząc pod nosem, zaczęła malować na ciele Zacka znaki runiczne, które po chwili pokryły części ciała wampira - czoło, dłonie, klatkę piersiowa oraz nogi. Dopiero po tym wstała i obchodząc go zgodnie z ruchem wskazówek zegara zbliżyła się do Samuru.
Powtórzyła formułkę i nie przejmując się warczeniem i szarpaniną pokryła ciało eks burmistrza runami.
Wstała z miejsca i wyrysowała na ziemi okrąg, oraz odchodzące od niego runy. Dokładniej sześć sztuk.
- W trakcie trwania rytuału nikt nie ma prawa przekroczyć kręgu bez wcześniejszego pozwolenia z mojej strony. - bywało różnie, ale dla bezpieczeństwa prowadzonych działań każdy wiedział, że lepiej jest nie dotykać kręgu kiedy ten będzie już rozpalony przez runy.
- Runa wiary może należeć tylko do jednej osoby… - spojrzała na marudnego Serafiela, wskazując mu już doskonale znany runiczny znak.
- Bezpieczeństwo nas wszystkich jest w Twoich rękach. - runa wiary choć momentami niepozorna chroniła tych, którzy znajdowali się po zewnętrznej stronie kręgu. Podczas ostatnich odwampirzań, to właśnie Serafiel pokazał czym jest prawdziwa wiara, dlatego przy rozdzielaniu jego osoba stanęła przy runie niemal bezkonkurencyjnie.
- Potrzebuję Twojej siły. Ona pozwoli nam wzmocnić rytuał. - spojrzała na Erica i pokazała gdzie powinien stanąć. Mężczyzna był nowy w Oświacie, ale pewne rzeczy po prostu się czuło. Była pewna, że jest idealnym kandydatem do tej roli. Wierzyła w niego i siłę, która stanowiła wizytówkę mężczyzny.
- Mamy coś nowego, a będzie to runa życia. Rzadko wprowadzam tą kombinację, ale pierwszy raz odwampirzamy szlachetnego, który w dodatku jest przemieniany wbrew własnej woli. Runa życia jest dla wnętrza kręgu. To po niej będziecie wiedzieli czy coś jest nie tak. - komu mogłaby zawierzyć swoje życie? Esmeralda przeniosła wzrok na Corneliusa, by po chwili przeskoczyć spojrzeniem na Midori.
- Zapraszam Was oboje. - Cornelius był przyjacielem, zatem powierzenie mu swojego bezpośredniego bezpieczeństwa również nie podlegało żadnym kompromisem. Runa życia była kapryśna i ciężka do utrzymania, dlatego kto inny miałby wspomóc łowcę jak nie Midori i jej podejście do życia.
- Runa agresji… Jest szalona i momentami nieokiełznana. To do niej przenika nastrój wampirów, ona jest największym skupiskiem emocji. Myślę, że dobrze ją poprowadzisz. - nie znała Adama, ale po jego wejściu wiedziała, że to właśnie białowłosemu przypadnie „zaszczyt” pieczęci nad runą agresji. Miała cichą nadzieję, że Adam poradzi sobie z siłą z jaką przyjdzie mu się zmierzyć.
- Związanie. To poważna runa… Każdy z Was posiada magię, którą trzeba związać. Jeśli na czele staną emocje, magia członków rytuału może stanąć przeciwko mnie. Gdy wampiry zaczną przybierać ludzkie cechy, również może się w nich obudzić magia. Szczególnie w Samuru, który do tej pory miał naturalnie wrodzoną moc… - nie była do końca pewna, kim będzie Samuru jako człowiek. Jakie mechanizmy przejmą nad nim stery, ile będzie pamiętał oraz jakimi umiejętnościami dysponował. Runa związania należała do Leona oraz Prim.
- Została nam runa wytrzymałości. Dowódco, runa należy do Ciebie. Ufasz temu człowiekowi mimo moich obaw, dlatego to on przyłączy się by Cię wspierać. - Dołączenie Ivana do runy wytrzymałości było po części złośliwe, ale nie sposób się wyprzeć naturalnych obaw. Esmeralda wiedziała, że skoro Vlad ufa Ivanowi, właśnie on najlepiej będzie go pilnował.
- Proszę wszystkich o zajęcie swoich miejsc i wyciągnięcie przed siebie dłoni z których była oddana krew. W kolejności za mną, słuchajcie dowódcy i jego zastępcy. Wszystko będzie dobrze. - zapewniła, sama nie do końca wierząc we własne słowa.
Weszła do kręgu, pozwalając go przekroczyć również Chizuru.
Wampiry leżały obok siebie, a okalające ich ciała kajdany nie dawały większej możliwości ruchu. Esmeralda nacięła dłonie krwiopijców, wkładając w rany okruchy srebra, żeby przypadkiem nie rozpoczęło się szybkie gojenie. Jedna z jej dłoni znalazła się częściowo na głowach wampirów. Drugą – krwawiącą trzymała na ich zranionych dłoniach.
Łowczyni przymknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu. Słowa płynące z jej ust składały się z dziwnego, nieznanego dla obecnych języka. Otworzyła oczy patrząc na wampiry, a jej dłonie otoczyła czerwona poświata. W mgnieniu oka, w tym samym momencie rozpaliły się również wszystkie runy, powodując różne skutki w zależności od dawcy – użytkownika.

podgląd


Zack – trafiłeś na rytuał przypadkiem, prawie że z ulicy. Nie spodziewałeś się raczej, że jedna drobna laska najpierw zacznie podskakiwać, a finalnie ogłuszy Cię byś mógł wziąć udział w pokręconym rytuale. Przyprowadził Cię jakiś osiłek, a kiedy zdjęto opaskę mogłeś zobaczyć kilkoro ludzi w maskach, oraz jedną osobę która jej nie miała. Szybko dowiedziałeś się, że zostaniesz odwampirzony razem z eks burmistrzem – Samuru, który został rzucony niczym wór kartofli. Kazano Ci się położyć, a kiedy to zrobiłeś podeszła czerwonowłosa.
- Rytuał momentami może być nieprzyjemny. Odczujesz szczypanie, może mu towarzyszyć ból głowy, ale wszystko będzie krótkotrwałe. - usłyszałeś, kiedy kobieta się nad Tobą nachyliła. Czułeś słodki zapach jej krwi, oraz zapach włosów – delikatna nuta kwiatów i ziół jakich nie znałeś. Do Twoich nozdrzy docierały również inne zapachy krwi, należące do łowców. Poczułeś ukłucie, kiedy nacięto Ci dłoń i włożono do środka odłamki srebra. Kiedy laska z czerwonymi włosami zaczęła mówić jakieś dziwaczne sentencje poczułeś ciepło i dostrzegłeś czerwoną poświatę. Na razie czujesz się w miarę dobrze, nie odczuwasz głodu.


Samuru – wpadłeś podczas zwykłej barowej rozróby. Kto wiedział, że zjawią się łowcy i korzystając z usypiających środków, zabiorą Cię jak gdyby nigdy nic do Oświaty. Kto się spodziewał, że mają kogoś od odwampirzania i co gorsza zechcą zastosować na Tobie tą uwłaczającą technikę. Zostałeś przyniesiony przez jakiegoś osiłka i rzucony jak wór ziemniaków na zimną posadzkę. Poczułeś uderzenie i chwilę po tym leżałeś spętany jak ta szynka na świątecznym stole. Obok Ciebie położono wampira niskiej krwi, do tego znajomego. Nie ma co, ale łowcy mieli w dalekim poważaniu Twój wampirzy status. Wszyscy poza jedną chowali swoje twarze i szybko wywnioskowałeś, że to ona przeprowadzi rytuał. Laska podeszła i nie przejmując się tym, że się szarpiesz, po prostu nacięła Twoją dłoń i wsadziła w nią mnóstwa okruchów srebra. Czułeś piekący ból, a kiedy czerwonowłosa odpaliła magię, prawie Tobą wstrząsnęło. Rozdzierający ból idący od głowy aż po całe ciało… To nie było miłe przeżycie, a na dodatek był to dopiero początek wątpliwej zabawy.

Chizuru – nie byłaś może pełnoprawnym medykiem, ale Twoje umiejętności również i tym razem musiały wystarczyć. Znalazłaś się w zamkniętym kręgu wraz z Esmeraldą, wampirami oraz torbą medyczną.
- Jeśli powiem, że masz stąd wyjść – wykonasz polecenie bez mrugnięcia okiem. - stara śpiewka, jednak czerwonowłosa musiała Cię o to poprosić. Nie zawsze wnętrze kręgu jest bezpieczne, a z racji tego że jesteś poniekąd kadetem, podlegałaś specjalnym wytycznym bezpieczeństwa,
- Kiedy zobaczysz, że zaczynam odpływać, trzepnij mnie raz a porządnie w twarz tak abym się obudziła. - lekarka uśmiechnęła się dając cenne rady. Kto wie czy nie mówiła z przymrużeniem oka, ale póki co nic złego się jeszcze nie działo.
Zawartość medycznej torby jest do Twojej dyspozycji. Znajdziesz tam wszystko to, co uznasz za przydatne (naturalnie w granicach wyobraźni i rozsądku).

Adam – otrzymałeś runę agresji, dlatego udałeś się na wskazane miejsce. Twoja dłoń nadal krwawiła, ale dzielnie wyciągnąłeś ją przed siebie pozwalając, by mogła kapać do runy. Kiedy wszystkie znaki się rozpaliły, poczułeś silny ból głowy, a Twoja runa już od początku wydawała się jakby dzika i niespokojna. Na początkowo czystej czerwonej energii pojawiły się iskrzące ciemne refleksy, które wręcz pochłaniały Twoją krew i ciągnęły jej spore ilości z rany. Nie było to najmilsze odczucie. Miałeś wrażenie, że runa szaleje i próbuje ściągać Cię do wnętrza kręgu. A ciemnych refleksów było coraz więcej…

Serafiel – byłeś prawdziwym weteranem jeśli chodzi o runę wiary. Najgorsza była jednak świadomość, że to właśnie ty jesteś odpowiedzialny za wszystkich członków spoza kręgu. Ponownie spoczęła na Tobie wielka odpowiedzialność, ale wiedziałeś, że musisz zachować spokój. Runy się zapaliły, ale Twój znak jakby od początku wydawał się niespokojny. Zauważyłeś, że runa agresji również się niebezpiecznie iskrzy – być może był związek między runą wiary dającą bezpieczeństwo, a sytuacją kiedy de facto do jakiegoś zagrożenia dochodziło. Z niepokojem obserwowałeś, jak na Twojej runie tańczą pojedyncze ciemne refleksy, a do tego czułeś jak coś ciągnie Cię do wnętrza kręgu. Runa była łapczywa, dlatego od samego początku bezceremonialnie ciągnęła duże pokłady energii i krwi. Widziałeś jak „strumień” posoki z Twojej dłoni jest wydzierany i pochłaniany przez runę. Odczuwasz lekkie zmęczenie i senność. Narkolepsja nie jest jednak dobrą sprawą.


Cornelius i Midori – ustawiono Was w parze przy runie życia, która jak na razie była bardzo spokojna. Runa życia przedstawiała głównie obraz z wnętrza kręgu, a póki co poza wijącym się z bólu Samuru, nie działo się tam nic niepokojącego. Wasza runa świeci szlachetną i czystą czerwienią, czego niestety nie można powiedzieć o runie agresji i wiary. Na razie jesteście bezpieczni i żadna siła nie ciągnie Was do wnętrza kręgu.


Eric – ktoś tutaj doskonale pamiętał rozmowę, oraz to w czym czujesz się najlepiej. Byłeś zwycięzcą jeśli chodzi o runę siły, a teraz spadła na Ciebie za nią odpowiedzialność. Twoja runa bezpośrednio wspiera runę wytrzymałości obsadzoną przez dowódce i mężczyznę nazwanego sabotażystą. Ty zaś jesteś sam. Sam jeden, samiuteńki z siłą Twoich dłoni i zdecydowaniem jakie oferujesz.
- Spokojna Twoja głowa. Kto jak nie ty mógłby zasilić runę siły. Poza tym obiecałeś mi kawę po tym wszystkim, więc zachowaj przytomność. Nie wezmę Cię przecież na śpiocha. - usłyszałeś, a zaraz potem obdarzono Cię naprawdę pięknym uśmiechem! Żeby to Leon widział, ale by zazdrościł!
Kiedy cała akcja się rozpoczęła Twoja runa rozbłysła piękną, nieskażoną niczym czerwienią, lecz wyraźnie czułeś jak kradnie energię. Rana mimo wzmożonej regeneracji nie mogła się zagoić, ponieważ stale wyciągana krew uniemożliwiła Ten proces. Czujesz lekkie zawroty głowy, a Twój oddech jest przyśpieszony. No cóż, pierwszy raz jesteś uczestnikiem rytuału. Wszak daleko Ci do magika. Na pocieszenie można rzec, że inni mają gorzej, ponieważ ich runy miotają dziwną niespokojną energią.

Leon – - Chciałabym żeby to było tak proste jak taniec, kowboju. - Czerwonowłosa mrugnęła do Ciebie, a kiedy odeszła, już wiedziałeś, że nie będziesz przy swojej runie sam. Dostałeś do pary dziewczynę o którą wcześniej wynikła niezła afera. Prawie jak jakaś Helena trojańska. No cóż, widać towarzystwo płci pięknej było Ci pisane. Stanąłeś obok Prim, a wasza runa rozbłysła niespokojną czerwienią. Byłeś wyluzowany, ale jak z Twoją partnerką? Runa zaczęła lekko się rzucać, a na poświacie pojawiły się dziwne błękitne refleksy – w niczym nie przypominających tych które atakowały runę agresji i wiary. Czułeś jak znak runiczny ciągnie Cię do wnętrza kręgu i zabiera więcej energii niż początkowo założyłeś. Jak nic coś jest nie tak…

Prim – Spowodowałaś nie małe zamieszanie, ale kto potrafi wkurzyć bardziej nad starszego brata. Ustawiono Cię do runy wraz z Panem kowbojem, lecz przed całą akcją ty również tak jak ostatnio profilaktycznie zostałaś opieczętowana runami.
- Jeśli runy będą pękać, odsuń się. - usłyszałaś, ale wiedziałaś już co to znaczy. Wasz znak nie wiedząc czemu jest niespokojny. Z drugiej strony może to dobrze, że pojawiły się niebieskie refleksy, może to znak niesłychanej siły jaką dostarczyliście runie? Kto wie.

Vlad i Ivan – mieliście okazję popracować dziś razem, ponieważ przypadła Wam w udziale ta sama runa. Nie wiadomo czy była to mała zemsta Esmeraldy, czy po prostu kobieta tak bardzo nie ufała Ivanowi, że chciała aby ten był na oku Vlada. Wasza runa rozbłysła czystą i nie zachwianą czerwienią. Wygląda na to, że mimo wszystko tworzyliście niezły team, a znak został dobrany bezbłędnie. Niepokojące jest to, że aż 3 spośród 6 run nie zachowują się tak jak powinny. Coś jest nie tak, nie wszyscy z początku radzą sobie z siłą znaków jakie zostały im powierzone. Może to wina wcześniejszych sporów? A może przyczyna tkwi gdzieś głębiej?


Krąg – ciemne oraz niebieskie refleksy zaczynają tworzyć delikatne nitki i zbliżają się do kręgu. Stan wampirów i osoby odwampirzającej jest póki co względnie dobry.

Temperatura ciała Esmeraldy wynosi 37,8 stopni.



Kolejność jest dowolna, lecz jak wiadomo im szybciej tym lepiej.
Na odpisy czekam do 6.04, do godziny 15. Jeśli wszyscy gracze wyrobią się z odpisem na dobę przed terminem, a ich posty będą wysokiej jakości – każdy z graczy otrzyma dodatkową nagrodę na koniec eventu za kreatywność i zaangażowanie.


Osoby które nie odpisały:

* Prim


*Składam ofiarę z krwi wampirowi. Zerwij więzy, uwolnij duszę, oczyść go, albowiem krew to życie i wybawienie.

_________________
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel http://vampireknight.forumpl.net/t1956-biedne-mieszkanie-w-srednioladnym-blokowisku
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 02, 2017 6:26 pm

Wziął głębszy wdech, słysząc, że to właśnie jemu została przydzielona runa wiary... Po raz kolejny. Z radości nie skakał, lecz z drugiej strony, mało kiedy było widać po nim, że jakoś miał bardziej pozytywne podejście do świata...
Dlatego też delikatnie skinął głową na znak, że zrozumiał i ruszył się ze swojego miejsca, nie wypowiadając żadnego słowa na głos. Zdaję sobie z tego sprawę - odpowiedział jednak w myślach na jej słowa. Nie był pierwszy raz przy tej runie... I wiedział dobrze, jak wyglądała sprawa z nią.
Czy przez to nie powinien zrezygnować już wcześniej? Odwrócić się na pięcie, powiedzieć "To nie dla mnie" i pozostawić ich wszystkich z tym bajzlem? Może i tak. Może to byłoby lepsze dla niego samego... No i nie musiałby widzieć tych osób, za którymi tak szczególnie nie przepadał! Ale... Cóż, warto zawsze pomarudzić na cokolwiek, bo nie zrezygnował.
Rudowłosy już stanął przy swojej runie i wyciągnął przed siebie zranioną dłoń. Wiedział, że spoczęła na nim spora odpowiedzialność, a świadomość takiego faktu nie poprawiała mu nastroju. Dlatego też odrzucił do siebie wszelakie myśli, zachowując spokój przy owej runie. Ciężko nie było, po prostu skupiał myśli na czymś zupełnie innym.
Po czym od razu zrozumiał, że znowu miał przerąbane.
Czarne refleksy, niespokojność runy... To wszystko było tak znajome, że aż nie zareagowałby na to, gdyby nie to, że krew i energia z jego ciała zaczęła być coraz to bardziej pobierana. Niepokoiło go to, dlatego też najpierw uniósł głowę i rozejrzał się, by zobaczyć, gdzie dokładniej zaczęły występować kłopoty.
Długo nie musiał szukać. Zamrugał oczami. Runa... Jak jej było... Agresji? Chyba tak. Skrzywił się mimowolnie, otwierając usta już, by coś powiedzieć... Po czym gwałtownie odwrócił głowę, skupiając się na swojej runie. Nie mogę marnować niepotrzebnie energii. Muszę to przetrzymać - wziął głębszy wdech, odczuwając już powoli zmęczenie wymieszane z sennością... Nie mogę zasnąć... Nie mogę... - uniósł prawą dłoń, po czym bardzo mocno uszczypnął się w lewe ramię, mając nadzieję, że dawka bólu odgoni na pewien czas senność. Również zaczął cicho się modlić, oczyszczając swój umysł z negatywnych i niepotrzebnych myśli, jak i ignorować znajome uczucie przyciągania w stronę środka kręgu.
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 561


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 02, 2017 6:49 pm

Nowa runa? - przekrzywiła nieco łebek, gdy usłyszała słowa rudowłosej kobiety, po czym pokiwała nieco głową. Ah. No tak. Warto się zabezpieczyć w każdy możliwy sposób - skomentowała to w myślach, gdy usłyszała resztę jej słów. W sumie, jak tak patrzyła, zauważyła, że i tak jest więcej run niż ostatnio. Czyli odwampirzanie szlachetnokrwistego wymaga aż tyle zabezpieczeń? Nie pomyślałabym... Hah, ciekawe, jakby zareagowała moja rodzinka, gdyby wiedziała, że zamiast zabijać tego typu osobniki, pomagam, by zamieniać ich w ludzi - dodała jeszcze, z lekkim rozbawieniem.
Po czym nagle na jej buzi odmalowało się lekkie zaskoczenie.
- Huh? Ja? Jasne - odezwała się dość szybko, po czym uśmiechnęła się delikatnie. - Zrozumiałam - nie wiedziała, dlaczego akurat padł wybór, by to ona stała przy tej runie, ale nie spytała się. Po prostu grzecznie udała się w stronę, gdzie znajdowała się owa runa, wystawiła ranną łapkę przed siebie, po czym przymknęła nieco oczy, zaczynając nucić w myślach przyjemną melodyjkę i również nie sprawdzając, gdzie dokładnie były psy, chcąc zapomnieć o ich obecności. Ale wracając...
Na dodatek był powód do radości, bo runa wyglądała wręcz idealnie. Yukari nie dostrzegła na niej żadnych złych znaków, które by pokazywały, że trzeba by się zacząć martwić. Na dodatek aż to było niezwykłe, by móc ujrzeć, co się działo w środku kręgu. Zamrugała oczami, po czym rozejrzała się wokół.
Jej ślepia dostrzegły jednak, że nie wszędzie się miło układało. Pierwsze problemy najwyraźniej pojawiły się od razu, a co mogła ona zrobić? Nic. Ale to nic. Prawie ich nie znam, ale wierzę w to, że dadzą sobie radę i ogarną to! Mogę skupić się na swoim zadaniu - nie nastawiała się źle na to. Naprawdę wierzyła w to, że uda im się to ogarnąć, a ich runy znów zalśnią czerwienią. No i to, że oni wszyscy przeżyją!
Spojrzała jeszcze na Corneliusa, posyłając mu lekki uśmiech, by potem powrócić wzrokiem na samą runę. Nie przychodziło jej teraz na myśl, że powinna zachować się bardziej... Dostojniej? Poważniej? Nie! Po co się martwić rzeczami, które jedynie zasmucają?
Woo... A może spróbuję stworzyć strój powiązany z naturą?

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Ivan
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2526-ivan#53746 http://vampireknight.forumpl.net/t3547-ivan http://vampireknight.forumpl.net/t3687-ivan#80309
Zarejestrował/a : 24/04/2016
Liczba postów : 63


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 02, 2017 6:59 pm

Rytuał się rozpoczął, a Esmeralda szybko przeszła do rzeczy i słusznie bo im prędzej zaczną, tym szybciej skończą. Ivan póki co stał przyglądając się całemu zamieszaniu, zarówno temu co robiła Esmeralda z uzbierają Krwią, jak i po części zerkać co inni robią. Odnośnie uciszenia czy przez dowódce, czy jego zastępce, zostało ono olane, możliwe że dlatego bowiem cały spór mimo wszystko skończył się wraz z odejściem Ivana. No ale nie ważne.
Stał więc i przyglądał się, słuchając już po chwili jak kobieta rozsyła innych łowców po kontach, Gdy zwróciła na niego uwagę, dodając swój komentarz, Ivan spojrzał na nią z politowaniem, a zarazem z rozbawieniem.
-O jejku, napisz do przyjaciółki rudzielcu...
kobieta zapewne była za daleko by to usłyszeć, lecz sam Vlad który będzie nieopodal, nie będzie miał problemu. Może i nie zmierzał nikogo tym razem zabijać, jednak nie zamierzał też siedzieć potulnie i słuchać tego co nie pasuje królewnie...  Ma problem, no to cóż, jej problem... Nie ufała mu i słusznie, zaś sam Ivan nie będzie błagał ją o to, aż tak na głowę nie upadł.
Mimo wszystko zerknął na Vlada, po czym skierował się do wskazanej runy. Stanie w niej unosząc rękę nad nią, jak i spokojnie czekał na brata, jednocześnie nadal zaglądając po całym pomieszczeniu. Zerknął też na swojego pupila, który mimo iż stał niedaleko, to jakoś nie do końca był przekonany, czy to do ludzi, czy to do całego rytuału.
Coś jednak działo się źle i choć podejście np. Esmeraldy do niego, nie psuło mu humory, ani nie irytowało, to jednak z innymi runami działo się coś nie tak. Póki co nie interesował się tym jakoś szczególnie, zwłaszcza że nie wiedział czym to jest wywołane. Czas jednak pokaże co się będzie działo.
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1337


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 02, 2017 7:26 pm

No więc się zaczęło, powoli i do przodu. Dzisiejszy rytuał zapowiadał się jednak inaczej od pozostałych dwóch w jakich miał okazje uczestniczyć. Był inny, lecz nie był to powód do paniki, a wręcz przeciwnie, trzabyło mieć swoje nerwy jeszcze na stabilniejszej wodzy. Cornelius mimo wszystko iż podnosił swój głos, to jednak nie został wytrącony ze swojego spokoju. Spoglądał na Esmeraldę, jakby chcąc tym samym wyłapać nawet najmniejszy oznak na jej ciele, czy jej zachowania. Miał ją na oku, zresztą nie tylko teraz. Odprawił ją spokojnym spojrzeniem, zerkając na zachowanie Adama i reszty, który mieli do niedawna spór. Uspokoili się, a raczej rozeszli, dlatego też mógł się skupić na sobie, po części, ale jednak.
Medyk zajął się nakreślaniem krwią symboli, na ciałach wampirach, jednocześnie rozpoczynając regułkę rytuału. Nie pozostało Corneliusowi nic innego jak czekanie na kolejne etapy, które nastąpiły chwile później. Zastanawiał go fakt, po co tu są te zwierzaki, skoro nie wnosiły nic w rytuał, no ale póki nie stanowiły nagrożenia, to najprawdopodobniejszej dowódca wiedział co robi.
Esmeralda po wprowadzeniu do rytuału, zaczęła przydzielać do run. Cornelius wiedział że na obecną chwile, już była za późno na wycofanie się. Nawet jeśli nie planował odwrotu, to jednak wiedział że skład jaki jest obecnie w Piwnicy, nie powinien zostać zmniejszony od jakiegoś sobie tam kaprysu. Przysłuchiwał się uważnie kto, jaką runę będzie zasilał, jednocześnie przeskakując z osoby na osobę. Nowe, czy nie, miał nadzieje że nie zamierzały nic spierdolić. Już po chwili kobieta postanowiła przejść do przydzielenia Corneliusa do jakieś runy. Słysząc do jakiej runy i z kim zamierza go skierować, nie zdziwił się. Kobieta mogła mu ufać, nawet jeśli powierzała mu życie, to postąpiła słusznie, patrząc na to, ze stary już łowca niezależnie od sytuacji, nie zawahałby się jej pomóc. Oczywiście nie był w niej zauroczony, ani zakochany, lecz kobieta była mu cenną, dlatego też nie zamierzał ryzykować jej życia. W ostatnich rytuałach potrafił dobrze utrzymać powierzone im runy, jak pójdzie mu tym razem? Na pewno dobrze, nie ma innego wyjścia, w końcu nikt by nie chciał chyba krzywdy Esme.
Podszedł do wskazanej mu runy i spojrzał na Midori, która już czekała tam. Jego twarz nie wydawała się był wzruszona niczym, jak i nie odwzajemnił jej uśmiechu. Był to zbędny akt, lecz miał nadzieje i wierzył w drobną duszę, więc na pewno sobie poradzą, choćby bogowie chcieli inaczej.
-Damy rade.
Zapewnił towarzyszkę, po czym wykonał ten sam gest ręką co ona, kierując swoją nad okolice runy w kierunku środka kręgu. Gdy jednak tak stał, oddychał głęboko, a zarazem spokojnie, nawet widząc że w innych runach coś się dzieje nie tak. Runa gdzie był Adam, niezbyt mu się podobała. Choć zwalał to na sprzeczkę, to jednak darował sobie komentarz, bowiem to było najlepsze rozwiązanie.
- Nie podoba mi się to...
Choć zachował spokój, to jego umysł wiedział że to co się dzieje z niektórymi runami, może zaszkodzić innym, przez co też czerwona lampka w umyśle Corneliusa była w gotowości, by się zapalić. Może zmiana osób, była by dobrym rozwiązaniem...

_________________


Fragment Treningu Corna
- Naprawdę jesteś niemiły - odparła - wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
- Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję - wyjaśnił. - Wszyscy mnie wkurwiają.

Znalezisko Gakiego.:
 

Powrót do góry Go down
Prim
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2532-prim http://vampireknight.forumpl.net/t3027-prim-darkhawk
Zarejestrował/a : 25/04/2016
Liczba postów : 167


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 02, 2017 8:30 pm

- Chcesz się bić? Proszę bardzo, teraz? potem? Na gołe klaty? Taki kozak, bo podskakujesz do młodszej i to kobiety? - powiedziała o dziwo znudzonym tonem, chociaż w środku wciąż kipiała ze złości. Może to dlatego, że do ich grona doszedł jeszcze jej ukochany brat Adam, który stanął jako jedyny w obronie młodej. Uśmiechnęła się szeroko do niego i gdyby nie to, że Grig znowu wtrącił swoje trzy grosze, bo Adam chciał odciągnąć Ivana to Prim jak nic rzuciłaby się kochanemu bratu na plecy - aby zawisnąć jak małpka. Robiła tak od dzieciństwa i było to już jak jakiś... rytuał. Spojrzała pochmurnie na Vlada, który nigdy nie interesował się tym co ma blondyna do powiedzenia. Zawsze musiał ją skrytykować. Chociaż gówno wiedział o tym co się aktualnie u niej dzieje. Zacisnęła dłonie w pięści. Skoro Esme odciągnęła go na bok to i tak za dużo zdziałać nie mogła. I tak pies na moment wytrącił ją z równowagi, odsuwając na drugi tor sprzeczkę sprzed dwóch minut.
- Chcesz mi powiedzieć, że znalazłeś sobie psa podobnego do TEGO PSA? - nie mieściło jej się w głowie, że Vlad może być tak bezduszny dla niej. Nie tylko krytykuje jej zachowanie, chociaż kłótnia z Ivanem to była ich własna sprawa, ale ewidentnie coś przed nią ukrywa! Gdyby Chizu nie podeszła wtedy do niej zdecydowanie podbiłaby do brata niemniej wkurwiona co sama Esme. Jak widać chłop w ogóle sobie radzić z kobietami nie umie, czy to z siostrą czy to z matką swojej pierworodnej!
Odeszła od koleżanki, aby koniec końców oddać broń do schowka. Widać było jednak, że nie jest z tego zadowolona. Stwierdziła, że jak zrobi się gorąco to będzie to wina tylko i wyłącznie dowódcy, skoro to tak wielki rozkaz, że można przez niego wylecieć! Słysząc za plecami jak bliźniacy komentują jeszcze jej poprzedni wybryk nie wytrzymała. Odwróciła się na pięcie i podeszła do nich krzyżując ręce pod biustem. Adam poczochrał jej włosy, ale tym razem się nie uśmiechała tylko patrzyła gniewnie na Vlada. Oczywiście, że się nie bała ale teraz miała coś innego do powiedzenia.
- Chociaż raz stanąłbyś po mojej stronie. Czy palenie jest dobre, czy nie nie ma znaczenia gdy ktoś tyka twoją własność. Po za tym zapytaj od czasu do czasu co u mnie, jak ja się z różnymi sprawami czuję bo.... dowiedziałbyś się, że mam nowotwór - ogłosiła cicho na jednym wydechu. Słyszeć to mogła tylko Esme oraz Adam z Grigiem, bo oni w tym czasie byli najbliżej jasnowłosej. Nie zamierzała mu teraz wyjaśniać skąd wie o chorobie, jaki to konkretnie rak ani nic. Mógł wcześniej wykazać trochę zainteresowania. Odeszła aby stanąć sama w cieniu, dopóki Esme nie wyznaczyła im miejsc w kręgu. Podeszła leniwie do Leona i próbowała oczyścić umysł. Kłótnia z tymi gośćmi wywołała nie małą burzę w jej emocjach, ale gdy przypomniała sobie o nowotworze trochę się uspokoiła. Pierwszy raz dostając wyniki badań była mega wkurwiona, potem trochę smutna ale ostatecznie wydawała się dziwnie wyciszona i zobojętniała.
- Miło poznać - mruknęła do ciemnowłosego faceta i dała sobie zablokować runy. I tak mieczy przy sobie nie miała. Wyprostowała się i przekręciła rękę pozwalając aby krew spłynęła w odpowiednie miejsce. Niestety siła wydobywająca się z ich dłoni wyglądała zupełnie inaczej niż przy ostatnim odwampirzaniu. Zmarszczyła brwi i rozejrzała się po innych członkach kręgu. Większość run nie zachowywała się normalnie. Pomijając Griga i Ivana, którzy nagle tacy zżyci razem! Może Vlad zmienił orientację? Ta myśl była bardzo rozbawiająca.

_________________

***
Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
Live with me forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 266


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 02, 2017 9:17 pm

Hm, nigdy nie ukrywał, że jest dobry w magii. Wiedział, że ma dużo energii i potrafi kopać wampiry jak i ludzi. Cóż, jeśli się skupi to pewnie da radę. Zawsze dawał radę, a indiańskie techniki oddychania i podobne pierdy, których nauczył się na szlaku w końcu znajdą inne zastosowanie niż nie zwrócenie połowy wnętrzności na buty podczas porannej jajecznicy z bekonem.
Co do emocji Leona to innych niż spokój ducha i skupienie nie było się co spodziewać, no chyba że ktoś wyskoczy z tekstem o równości ras albo, że facet może ubierać kiecki i jest to spoko. Kuc, którego nosi w sercu jest bardzo wyczulony na takie głupoty. Nim stanął w kręgu poważnie przeżegnał się i poprosił boga o siłę i cierpliwość w oczyszczaniu dusz demonów. Uważał to za dziwną praktykę, która może tylko zaostrzyć konflikt. Kula w łeb jest znacznie tańsza niż życie tylu osób, a robienie ze szlachetnego człowieka na pewno się im nie spodoba. No ale co on mógł wiedzieć? Był płotką w świecie polityki. Temat zostawi sobie jednak na pogaduszki z Erycziem już pa wsiem.
Spojrzał na wszystkich i na Prim, która stała obok niego. Gdy odezwała się szeryf ściągnął kapelusz i ukłonił się lekko.
- Wzajemnie, Mam nadzieję, że współpraca będzie owocna. – Widać było, że oczy cieszą mu się niesamowicie. Może wolałby utrzymywać to miejsce razem z Erykiem, którego znał, ale na towarzystwo przyjemnej i zadziornej młódki wcale nie narzekał.
- Co byś powiedziała na drinka po tym wszystkim? Mam jeszcze dwie butelki kupionej z najlepszej gorzelni i cygara z tytoniem od indiańców, nigdy nie miałaś okazji spróbować czegoś takiego. – Zagaił bo widział, że sytuacja między nią, Grzesiem, Esme i tą pozostałą dwójka była troszkę napięta. A poza tym póki co spotkał tylko dwie wampirzyce. Zawsze jakoś bardziej ciągnęło go do jego gatunku. Na koniec wsadził sobie cygaro w usta. Nie po to aby je odpalać, broń boże! Po prostu żucie go zawsze poprawiało mu nastrój, trochę jak poprawianie kapelusza.
Wchodząc do środka zobaczył jak wszystko zaczyna się świecić na czerwono. Jak robili to ostatnio było zdecydowanie mniej czerwieni, ale więcej bębnów, dymu i totem umazany krwią.
Nie miał pojęcia czy to co teraz się dzieje jest w porząsiu, ale uznał że to pewnie trochę efekciarstwa i moc dwóch wampirów. Stawiałby jednak na to drugie, zwłaszcza, że poczuł jak coś przyciąga go w stronę Esme i dwóch wampirów i jak raz nie była to próba skomplementowania i pochwalenia doboru ciuchów.
- Whoah there. – Zaparł się nogami i stanął prosto biorąc głęboki wdech. Spokojnie Leoś nie możesz wysrać się ze wszystkiego co masz. Potrafisz pieprznąć komuś światłem jak samochodem, ale tak tera nie można.
Wdech. Tak jak to podczas pijacko narkotycznych wizji wyobraził sobie wielki wodospad i ogromną spiętrzoną wodę, którą produkował. Wydech. Robił to już kilka razy, więc zaczął kurczyć rzekę. Wdech. Chciał aby zrobiła się węższa i spokojniejsza. Nie potrzebował teraz walić z całym nurtem. Wydech. Starczyło spokojnie, a jeśli okaże się, że jest tego małe po prostu odkręci kurek bardziej. W końcu otworzył oczy aby rozejrzeć się po reszcie. Szczególnie nie podobał mu się ten siwy z blizną na oku. Widać było, że szarpnęło nim sporo. Skoro odciągał negatywne uczucia Leon skupił się na tym by ułatwić mu robotę.
To było jak taniec, taka pierwsza niewinna próba poderwania laseczki, a potem zabranie jej na pięterko. Nie do końca wiedział co robi, ale póki co uważał że idzie mu nieźle a ona nie ziewa.
W końcu spojrzał na dziewczynę nie po to aby szukać potwierdzenia, ale bardziej by dać jej znać, że jest ok. Był pewien siebie i miał nadzieję, że zarazi tym podejściem wszystkich. Co miało się nie udać jak się uda wszystko, ey?

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 848


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 02, 2017 9:26 pm

No i Prim musiała dolać oliwy do ognia. Bo niby czemu nie.
- Nie będę stał po Twojej stronie dopóki Ty będziesz przynosić mi wstyd. Zachowuj się jak przystało, a będę mógł Cię chwalić. Poza tym... Ty sama ze mną nie rozmawiasz normalnie, więc czego oczekujesz? Gdybyś była chora powiedziałabyś mi wcześniej. - odparł z irytacją w głosie. Ta dziewczyna niemal zawsze starała się robić mu na przekór. Nawet jako podlotek szlajała się z kim chciała i gdzie chciała. Nie okazywała nikomu szacunku. I ona się dziwiła, że ją mitygował. Albo była zadufana w sobie albo głupia bo inaczej trudno uwierzyć w takie zachowanie. Biorąc pod uwagę doświadczenia z nią Vlad uznał, że młoda znowu mówi co jej ślina na język przyniesie byle tylko zdenerwować brata. Szczególnie, że chorzy mają zakaz brania udziału w rytuale. Postanowił się nie dać.
Zaczęło się. Każdy oddał część siebie aby rytuał mógł się rozpocząć. Niektórzy z nich nie zdawali sobie do końca sprawy, że to dopiero początek poświęcenia. Spory szczęściem zostały zażegnane, a Ivana przydzielono do tej samej runy co Vlada. I bardzo dobrze. Jego młodszy brat jak mało kto wykazywał się wytrzymałością i wytrwałością. Przeżył dużo i choć zszedł na niebezpieczną ścieżkę ostatecznie przetrwał. Był doskonałym przykładem odporności. Ponadto widząc nastawienie grupy lepiej było go mieć blisko siebie. Przynajmniej nie wadził innym... a inni jemu. Gdy Esme wydała nieme polecenie Białowłosy stanął tak by po swej lewej ręce mieć Ivana, a po prawej Adama. Rodzeństwo niemal w komplecie. Brakło jedynie Leslie. Widać nie można mieć wszystkiego. W dodatku im większy ród tym trudniej zebrać go w jednym miejscu. Mimo pewnych napięć obecność rodzeństwa była dla Vlada budująca. Cieszyła go myśl, że są razem i w niedalekiej przyszłości będą mogli się razem rozerwać i pogadać. Było to krzepiące i właśnie na tym opierał swoje pozytywne myślenie mające pomóc w kontroli nad magią.
Obserwował przy tym pomieszczenie. Z Magią Krwi, szczególnie z rytuałem tego typu miał najwięcej doświadczenia. Pomijając Esmeraldę oczywiście. Biorąc pod uwagę to oraz fakt, że to on był dowódcą czuł się w obowiązku by nadzorować całe przedsięwzięcie. Zaczęli dość łagodnie choć aż trzy runy już wykazywały niepokojące oznaki. Co gorsza runa związania nasycała się kolorem dotąd niespotkanym przez Vlada co kazało mu się zastanowić. Nagle wszystko stało się jasne. Cecylia... nie.. Esmeralda... Zawsze powtarzała wyraźnie, że do rytuału muszą podchodzić jednostki zdrowe. Czyli Prim nie kłamała.
- Lew, skup się na runie. Pomyśl o czymś przyjemnym i oczyść umysł. To nic innego jak Magia Krwi. Dasz radę. - rzekł Vlad bez emocji. Ne podnosił szczególnie głosu gdyż runa Agresji była dość blisko. Z pewnością to przez jego mistyczny znak runa wiary sprawiała niewielki problem. Serafiel świetnie widział przy tym co ma robić. Trzeba było w takim przypadku skupić się na elemencie niepożądanym. Na wszystkich przedwiecznych bogów. Czemu najmłodsza siostra musiała być jednocześnie najmniej odpowiedzialną.
- Ivan... Muszę zabrać stąd Prim. Pilnuj runy i wytrzymaj póki nie powrócę. Ona musi się palić. Myśl o tym co dobre. O tym jak się schlejemy w piątkę jak już będą wiedzieć kim jesteś. Ufam Ci Bracie. - rzekł cicho, a nawet bardzo cicho. Mówił w języku rosyjskim tak dobrze znanym Darkhawkom. Choroba Prim z każdą chwilą dokonywała coraz większego skażenia. Trzeba było to zakończyć bo inaczej jego własna siostra może stać się przyczyną klęski... jeśli nie śmierci. Powoli Vladislau wykonał kilka kroków w tył stopniowo zmniejszając ilość krwi czerpaną przez jego turę pozwalając zastąpić się Ivanowi. Musiał i chciał zaufać swemu bratu. Jeśli ten nadal chciałby szkodzić mógł to zrobić do dziś na wiele sposobów. Jednakże nie uczynił tego. Nadszedł czas by okazać mu więcej zaufania niż Białowłosy zamierzał. Gdy Vlad uznał, że może już bezpiecznie zawiesić połączenie z runą przesunął się do runy związania. Na szczęście nie była daleko.
- Felicia, musisz się wycofać. Zajmij drugie miejsce przy runie! - wydał polecenie swojej siostrze przygotowując ją na odsunięcie od runy jeszcze zanim odłączył się na dobre od własnej. Każda sekunda się liczyła.
- Musimy Cię odłączyć. Inaczej runa całkowicie wypaczy się i nie mam pojęcia co uczyni z Tobą. Czemu przyszłaś na rytuał wiedząc o chorobie? Nie ważne. Nie czas na to. Skup się. Zatrzymaj przepływ energii i wycofaj się. Ostrożnie ale pewnie. Przerwiemy dość gwałtownie Twoje połączenie, ale ja Cię zastąpię by nie nastąpił drastyczny skok mocy. - miał nadzieję, że choć raz siostra podejdzie do sprawy poważnie bez przesadnego stawania okoniem bo może się to źle skończyć. Prawie było mu przykro, że przerwał Kowbojowi podryw bo i tak ten zakapior wyglądał na lepszego gościa niż większość "kumpli" Prim z dawnych lat. Vlad wciąż starał zachować spokój choć nie było łatwo. Jako jeden z niewielu zdawał sobie choć pobieżnie sprawę z powagi sytuacji.
- Dobrze Ci idzie Leon. Oby tak dalej. - rzucił skoro stał w pobliżu bo faktycznie ich luzak zdawał się czuć niemal jak ryba w wodzie. Tym właśnie Vlad usiłował uspokoić siebie samego. Wiarą w pozostałych ze swoich ludzi.
Powrót do góry Go down
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3699-adam#80936 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 36


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 02, 2017 10:24 pm

Informacja o raku rzucona jakby była to drobna ciekawostka zbiła go w ogóle z pantałyku. Po prostu stał z niedowierzaniem i gapił się jak odchodzi. Próbował jakoś ogarnąć co tu się właśnie wydarzyło.
- Kurwa co? – Warknął, gdy już poszła i ustawiła się w kręgu. Teraz nie mógł jej zabrać. Teraz musiał stanąć na swoim miejscu. Musiał się na tym skupić, ale cały czas trawił w ogóle informacje, które właśnie zostały dostarczone do jego niezbyt podatnego na ich nadmiar mózgu. Czemu nie dała znać? Czemu mu nie powiedziała? Mogła przecież tylko powiedzieć, że coś się dzieje. Przecież mogliby jakoś pomóc. Wszystko da się zrobić.
Dopiero rozcięcie ręki przypomniało mu po co tu jest. Nie raz nie dwa brał udziały w różnych rytuałach, więc wiedział że musi się skupić i bardzo próbował. Z resztą pieprzyć to, skoro i tak wszyscy, nawet jakiś koleś wiedzą kim jest może zdjąć maskę.
Wyglądał dość młodo, przyszedł tu z resztą zaraz po asymilacji aby być w jak najlepszym porządku. Musiał, by najwyżej spalić jej trochę w imię pomocy. Jego magia była kapryśna, a szybko starzejące się ciało dodatkowo upierdliwe.
Runa agresji? Ja przepraszam bardzo, ale czy to jakiś przytyk? Spojrzał na nią trochę doceniając poczucie humoru, ale z drugiej strony miał takie wewnętrzne „ej!”
Był gotowy na wiele i próbował ukierunkować umysł tylko na tym, by wykonać zadanie. Miał całe dwa tygodnie na rozmowę z siostrą, miał całe dwa tygodnie na spotkanie z Grzegorzem i wymianę informacji.
Z umysłem zmąconym trochę tym wszystkim co się teraz stało wszedł pewnie do środka. Runa od razu kopnęła go z partyzanta prosto w metalową czaszkę. Czuł jak wszystko dźwięczy mu w uszach i mięśnie same się kurczą gwałtownie. Mimo wszystko rękę trzymał wyciągniętą. Przeżył znacznie większy ból i mocniejsze emocje targały nim już w przeszłości. Umiał sobie z nimi radzić, ale to nie znaczy że to lubił.
Słychać było jak warczy cicho jakieś maksymy w różnych językach, trochę jakby modlitwy, trochę zaklęcie samego siebie  Próbował jakoś rozproszyć całą negatywną energię, która mu się dostała. Nie zwracał uwagi na innych, wystarczyło mu, że na pewno nie działało to tak jak powinno. Czemu? Bo to trochę za wcześnie na takie wodotryski.
Zaparł się i zamknął oczy odcinając się niemal od wszystkich. Szukał w swoim umyśle tego jednego punktu zaczepienia, który pozwoli odnaleźć się w bólu i mętliku jaki tam panował. Pomyślał o swoim psie, o siostrach i braciach, którzy są tu teraz, może w niepełnym składzie, ale rodzina, więzi i troska jaką się darzyli dawała mu dość mocy aby utrzymać się przy kupie.
Zacisnął wolną pięść i widać było jak pod skórą na plecach napinają się mięśnie. Teraz potrzebował tylko, by reszta robiła swoje, a gdy wszyscy się ogarną on będzie w stanie robić co do niego należy.
- Jest ok. - Rzucił do Corna biorąc głęboki wdech i wypuszczając po chwili powietrze z płuc z lekkim świstem. Widać, że się zmagał ale póki trzymał się prosto to nie było sensu się spinać. - Spokojnie jak na Krymie. - Zdobył się nawet na żarcik, a to raczej znaczyło, że jest spoko.
Powrót do góry Go down
Chizuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 873


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pon Kwi 03, 2017 1:12 pm

No nie czuła się w tym towarzystwie dobrze, nie było czego ukrywać. Wszyscy na siebie warczeli, rozgrywali między sobą jakieś osobiste dramy, których Chizuru nie rozumiała i nagle ups, z królowej dram stała się zwykłym szarym widzem, który nie ma nawet jak się wtrącić w rozmowę, bo nie wie o co chodzi. Dobrze, że te "luźne gadki" nie trwały długo, bo zaraz pojawił się gość wieczoru, a właściwie goście, na których widok Chizuru aż sapnęła ze zdziwienia. Zack? Nie powiedziała tego na głos, no bo jednak głupio by było tak mówić do siebie, skoro wszyscy inni zajęci są własnymi dramatami życiowymi, a Prim już w ogóle zdetronizowała ją z pozycji królowej dram. Nie, nie słyszała o czym rozmawiała ze swoimi braćmi ani jaką dramową nowinę im przekazała, jednak znała te spojrzeniai ruchy by wiedzieć, że drama była duża. Do niedawna była w tym przecież ekspertem, prawda.
W każdym razie, zmroziło ją na chwilę, kiedy w drugim z wampirów rozpoznała Zacka, a zaraz potem serce zaczęło jej bić w tak szaleńczym tempie, że prawie padłaby na zawał. A przynajmniej tak właśnie sobie pomyślała. I to wcale nie dlatego, że żywiła do chłopaka jakieś uczucia, praktycznie w ogóle go nie znała! Zdenerwowała się trochę, kiedy już do niej dotarło, że Trizgane też ma zostać odwampirzony. Chciała tego, przecież nawet próbowała zdobyć dla niego krew Samuru, nie wiadomo właściwie po co, nie był jej przyjacielem ani nawet dobrym kolegą. Zdenerwowała się, bo nie chciała żeby w razie niepowodzenia akcji stała mu się krzywda. Samuru jej nie obchodził. Wolałaby gdyby umarl, niż miał dalej żyć, nawet pod postacią znienawidzonego człowieka.
Nie oddała krwi jak reszta łowców. Ponownie miała występować w roli niepełnoprawnego medyka, a jej zadanie, tak jak i poprzednim razem miało polegać na niedopuszczeniu do tego, by Esme straciła przytomność, a także na udzieleniu pierwszej, podstawowej pomocy tym, którzy zostaną ranni. Przynajmniej tak sobie myślała Chizuru kiedy razem z Esmeraldą wlazła do środka kręgu. Torbę medyczną trzymała przy sobie, stając jak najdalej od Samuru ale w miarę blisko Esme, by móc szybko zareagować.
Rytuał się zaczął i uwadze małej Namikaze nie umknął fakt, iż nie wszystkie runy zachowywały się tak, jak powinny. Najwyraźniej nie tylko jej, bo zanim zdołała cokolwiek powiedzieć do akcji wkroczył Grig. Nie żeby się bardzo denerwowała, ale ulżyło jej poniekąd, kiedy dowódca zajął się... No cóż, dowodzeniem. Bo to wcale nie tak, że jej by posłuchali, prawda. Autorytet miała żaden, więc nie zdziwiłaby się, gdyby po zwróceniu któremukolwiek uwagi zostałaby zignorowana. Tym sposobem, Chizuru całkowicie oddała uwagę własnemu zadaniu, monitorując uważnie stan zarówno Esmeraldy jak i wampirów (Samuru z trochę mniejszą uwagą - ledwie na niego spojrzała). Była bardziej pewna siebie i swoich umiejętności od ostatniego razu. Nie mogła sobie pozwolić na żadne wątpliwości. Już nie.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1255


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pon Kwi 03, 2017 5:24 pm

Zack w tym przypadku starał się jak najdłużej zachować zimną krew, nie krzywił się, nie pojękiwał. Utrzymywał milczenie oraz kamienny wyraz twarzy. Mimo iż nie wiedział tak naprawdę co go czeka, to jednak wierzył całym sobą, że to co się teraz odbywało, miało mu pomóc. Tak, wierzył całą swoją ludzką cząstką. Już dość na krzywdził osób, w tym i bliskich. Pora więc coś z tym zrobić, niż będzie za późno.
Jak dostał możliwość ujrzenia otoczenia, wszak ściągnięto z jego oczu chustę. Dostrzegł otaczających go ludzi oraz tą płomienną włosom kobietę. Była dla niego niczym anioł, mający uwolnić ze szponów wampiryzmu i raz na zawsze dać ludzki spokój. Chciałby coś powiedzieć, ale sytuacja raczej nie pozwoliła mu, zważywszy na to, że wyglądała na zajętą. Dlatego odwrócił wzrok, biorąc głęboki wdech. Nacięcie na ręku minęło szybko, gorzej jednak ze srebrem włożonym w ranę. Syknął, zaciskając szczęki. Zapewne to dopiero początek bólu, więc lepiej jest się uzbroić we wytrzymałość oraz cierpliwość. Dopiero po uczuciu ciepła, słów kobiety jakoś kajał nerwy. Na ile? Zapewne na niewiele, ale dobre i to.

Gorzej jednak było z istotą obok.

Samuru jako ten znienawidzony przez otaczające zgrupowanie miał mieć najgorzej, wszakże dopadła go okrutna kara. Chyba okrutniejsza według niego niż długa śmierć. Odebranie wampiryzmu miało być czymś, co ugodzi w jego dumę, pozycję i przede wszystkim imię. Uśpienie szlachetnego będzie nie tylko ciosem dla dawnego burmistrza, atoli też dla Rady oraz samego rodu. Co się wydarzy? Zapewne nadejdą ponure czasy dla obu ras.
Kolejny raz poruszył się, lecz więzy były zbyt mocne byle wyrwać i dopaść do pierwszego, lepszego łowcy. Najgorszy był jednak brak niewiedzy, który już całkowicie wprowadzał szlachetnego w stan wściekłości. A o braki widoku nie wspomnę. Acz gdy doszło do odsłonięcia wzroku wampira już było nieco inaczej.
Dostrzegł ją. Tą kobietę, którą widział raz w barze. Nie zapomni raczej tych ognistych włosów, pewnego siebie nastawienia. Więc ona była sprawczynią tych wszystkich aktów zniszczenia imienia wampira? Szlachetny zaciskał dłonie w pięści, a jego gadzi wzrok zalała krwista czerwień. Te pionowe, czarne kreski były ledwo widoczne, a gdyby nie ochraniająca maska przed ugryzieniami oraz zniewolenie ciała, już dawno dopadł by do jej gardła.
- Ty pieprzona kurwo!
Warknął gdy ta bezczelnie przecięła jego dłoń, po czym nawsadzała srebrnych drobinek. Porażające pieczenie przeszło przez ramię wampira, na co ten kolejny raz zaklął siarczyście. Jak te ludzkie pomioty mają czelność niszczyć wampirze ciało oraz odbieraniu jego natury? Kolejny raz pogwałcili wampirzy gatunek, a to już grzech dla nocnych istnień.
- Przysięgam, że rozkwaszę twój łeb na tej ziemi na której teraz jestem przygwożdżony. Dopadnę cię nawet w najgorszych koszmarach i wygryzę wnętrzności! Chociażby miałbym skonać to wiedz, że i tak cię dopadnę, chociażby w Piekle!
Teraz już wrzeszczał. Aż dyszał z nerwów, z bólu. Kolejny raz się szarpnął. I wtedy to nadeszło.
Niczym wstrząs wpadł na ciało wampira, doprowadzając do niesamowitego, nieznanego bólu. Wrzasnął wręcz nieludzko, kolejny raz szarpiąc się. Prawdopodobnie też otarł ręce o więzy, nogi, szyję. Wszystko co było spętane będzie miało śladowe ilości po szarpaniu się.
- PIEPRZONE LUDZKIE ŚCIERWA! BĘDZIECIE GNIĆ I ŻAŁOWAĆ, ŻE WASZE PLUGAWE MATKI WYPLUŁY WAS NA ŚWIAT.
To dopiero początek obelg. Samuru miał ich jeszcze kilkaset tysięcy w zanadrzu, poza tym nadal szamotał się jak opętany. Cała prawda zimnego Kuroiashita wychodziła teraz - znerwicowany stwór pragnący nic innego niż tylko śmierci wrogów zwłaszcza łowców.
Jak on ich nienawidził.
Powrót do góry Go down
Prim
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2532-prim http://vampireknight.forumpl.net/t3027-prim-darkhawk
Zarejestrował/a : 25/04/2016
Liczba postów : 167


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pon Kwi 03, 2017 7:37 pm

Dodatkowy post za zgodą MG~

Cóż, nikt nigdy nie ukrywał że Prim nie należała do skromnych, trzymających się w cieniu osób. Od zawsze wywyższała się, jeśli miała ku temu okazje. Ale szanowała innych i chciała, aby Grig i ją szanował. To czy wszystkich lubiła to już inna bajka... bo raczej nikt nie jest miły dla osoby, z którą ewidentnie się nie dogadywał. Już podczas wcześniejszego odwampirzania Ivan nie pokazał dobrej klasy, więc niech Vlad nie sądzi że nagle wszyscy go pokochają.
Nie odwróciła się nawet na jego słowa. Jak zawsze zlał ją, stwierdzając od razu że kłamie. Prim nigdy nie żaliła się nikomu oraz nie pokazywała prawdziwych uczuć, szczególnie jak chodziło o te smutne czy negatywne. Ale rzadko kłamała. Zwykle dla dobra ogółu. Tylko dlatego jeszcze trzymała język za zębami, jeśli chodzi o ojca dziecka Esme. Kobieta zasługiwała na to, aby o tym wiedzieć i gdyby Vlad nie był bratem Prim bez zawahania powiedziałaby jej o tym. Tak to czuła się, jak między młotem a kowadłem.
Nagle jej brat zaczął iść w jej kierunku zostawiając Ivana samego. Nie chciała odchodzić z kręgu, ale co jeśli mówił prawdę? Zerknęła na Leona, który nie krępował się przed podrywem nawet w tej dość dziwnej sytuacji. Samur wrzeszczał na prawo i lewo, ale za bardzo blondyna się nim nie przejmowała. Teraz musiała doprowadzić rytuał do końca.
- Chętnie gdzieś wyskoczę, ale może jakaś kolacja zamiast alkoholu? - nie długo musi zrobić badania i lepiej, aby zrobiła sobie detoks od wszelkich trunków i używek. Nawet fajek, ale co poradzić że tak ją uspokajały?
Odsunęła się, jak Grig poprosił, klepiąc Leona w pupę na zachętę (to już chyba jej tradycja na tego typu spotkaniach) i przysunęła dłoń do piersi, jakby chciała zablokować przepływ energii. Patrzyła na Esme nie chcąc, aby na niej ta cała szopka się odbiła.
- Bo chcę żyć normalnie. Po za tym to nie jest rak mózgu - westchnęła, odpowiadając Vladowi nawet jeśli nie czekał w tym momencie na odpowiedź - Odwampirzanie polega na emocjach, a one biorą się z głowy. Skoro z nią wszystko w porządku to czemu miałoby to wpłynąć na rytuał - dodała na głos. Prawdę mówiąc nie wiedziała, że może to jakoś negatywnie zadziałać na cały proces przemiany. Ale nie było sensu już o tym myśleć. Ważne, że była już spokojna i zdawała się pogodzić z chorobą.
Im bardziej Samur się wkurzał tym bardziej Prim miała ochotę strzelić mu w łeb. Bała się, że naprawdę rzuci się na Esme, szczególnie teraz gdy Vlad postanowił zamienić się z nią miejscem. Jeśli im się uda odsunie się od kręgu i rozejrzy w otoczeniu, aby zobaczyć gdzie mogłaby się najbardziej przydać.

_________________

***
Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
Live with me forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals
Powrót do góry Go down
Eric
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3203-eric-thorne#68166 http://vampireknight.forumpl.net/t3212-eric-thorne http://vampireknight.forumpl.net/t3252-eric#69839 http://vampireknight.forumpl.net/t3213-eric#68451 http://vampireknight.forumpl.net/t3214-mieszkanie-erica#68475
Zarejestrował/a : 09/03/2017
Liczba postów : 101


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 04, 2017 2:41 pm

Jego siła miała wzmocnić rytuał? Niech i tak będzie... kto by pomyślał, że ojczulek mógłby teraz tu się pojawić i powiedzieć "a nie mówiłem?". Fakt, że to zawsze on mu powtarzał... "nie ufaj nowoczesnym rozwiązaniom to siła twojego charakteru i para w łapach pomogą ci w najtrudniejszych chwilach". Niestety Esmeralda nie mogła zobaczyć jego łobuzerskiego uśmiechu, ale ten błysk w oku chyba mówił sam za siebie. Skinął jej głową rozumiejąc przydzieloną mu funkcję. Choć nie znał się do końca na magii, ani na runach to jej słowa mu wystarczyły. Spojrzał nieco chłodniejszym wzrokiem na przykutego do ziemi wampira zwanego Samuru. Skoro jesteś taki potężny, że potrzeba aż tylu łowców by cię udupić... to dam z siebie wszystko. Przemknęło przez myśl mężczyzny i podszedł do wyznaczonego mu kręgu. Faktycznie krew nie do końca chciała przestać spływać mu z rany więc postanowił schować na razie rękawicę do tylnej kieszeni spodni, pozostawiając lewą dłonią przez osłony.
Stał na swoim miejscu obserwując przygotowania płomiennowłosej. Jeszcze nigdy nie widział takiej ilości run! Wyciągnął przed siebie dłoń posłusznie słuchając jej rozkazów. Przywódca zaczął robić coś dziwnego, ale postanowił, że nie może dać się temu rozproszyć. Miał powód by postąpić jak postąpił... może później im wytłumaczy skąd ten chaos.
Przymknął oczy i wtedy też usłyszał głos Esmeraldy. Jak na zawołanie uniósł powieki i w samą porę! Ten uśmiech... na prawdę wyglądała jak anioł pobłogosławiony przez boga który zstąpił z nieba by im pomóc. Tak... wiedział, że jest tylko urodziwą kobietą, ale cała ta magia wokół. Mogło go coś trafić prawda?
-Nie kuś pani doktor. A kawę dostaniesz niezależnie od wyniku.- powiedział swoim typowym lekko rozbawionym głosem i puścił jej oko. I tyle tylko zdążyli między sobą wymienić. Rytuał miał za chwilę się zacząć i zaraz za tą myślą zobaczył jak runy wokół niego zaczynają mienić się czystą czerwienią. Przymknął oczy nadal trzymając pewnie dłoń przed sobą, stojąc w lekkim rozkroku. Coś jakby naparło mu na klatkę piersiową. Dziwaczne uczucie... jakby faktycznie coś wyciągało z niego siłę, powoli... z żył aż do jego dłoni, a potem z krwią na zewnątrz. Zacisnął z lekka zęby, ale pod chustą zasłaniającą mu pysk pojawił się uśmiech. Oddychał szybciej przez zęby i nos, kropelki potu wystąpiły mu z wolna na czoło jakby zaczął właśnie kolejny maraton w swoim życiu. Ba, nawet mięśnie zaczynały dawać mu znać, że "żyją". Zawrót głowy nie był najprzyjemniejszy, ale może tak miało być tylko na początku? W każdym razie zapamiętał sobie, że przede wszystkim miał być spokojny. Negatywne emocje nie były wskazane. Spojrzał ponad uniesioną dłonią na Esmeraldę, jej dłoń świeciła, runy płonęły... ciekawe. Jej włosy wyglądały na prawdę pięknie w całym tym świetle.
"Potrzebuję twojej siły". Czy mężczyzna mógł usłyszeć od kobiety piękniejsze słowa niż te? Połechtane ego całkiem nieźle się teraz miało mimo przyspieszonego oddechu i lekkich zawrotów głowy. Weź ją więc... przeleciało mu przez umysł.

_________________
Eric mówi tylko po angielsku.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2001


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 04, 2017 6:32 pm

Każdy znał swoje miejsce w rytuale, dlatego skierował się tam bez słów sprzeciwu. Magia krwi nie dla wszystkich była prosta… Zrozumienie tego mistycznego bełkotu przewyższało niejednego łowcę, dla którego wszystko to było tylko mroczną machlojką. Coś w tym było. Krew, kręgi, runy i grupa zamaskowanych adeptów. Prawie jak sekta, lecz zamiast kota, przyszłego denata były dwa wampiry, sztylet i kielich wypełniony po brzegi krwią.
Już od samego początku pojawiły się problemy. Na światło dzienne wyszły skrywane tajemnice, wybałuszyły się nici niezrozumienia i agresji. Emocje. To właśnie one stanowiły główną pożywkę dla magii krwi, a ich ogrom nasycał atmosferę i wprawiał runy w szaleństwo.


Serafiel – obraz czarnych refleksów był dla Ciebie dobrze znany i niestety nigdy nie wróżył nic dobrego. Na Twoich barkach spoczywało naprawdę wiele, dlatego chcąc nie chcąc starałeś się wyciszyć. Czy modlitwa okaże się wystarczająca? Próbowałeś. Musiałeś spróbować. Uszczypnąłeś się nawet licząc, że fala krótkotrwałego bólu pomoże Ci się obudzić. Pierwszy sukces… Senność chwilowo ustąpiła, ale mimo prób dobrego nastawienia, runa wiary wciąż iskrzyła ciemnymi przebłyskami. Widziałeś je wyraźnie, a chwilę po tym jak z Twoich myśli zaczęła płynąć modlitwa – również usłyszałeś. Syczenie, cichy warkot. Ktoś coś do Ciebie mówił, a większość z tych słów była słyszalna jedynie w Twojej głowie. Znajome uczucie? Ból głowy pojawił się szybko i niespodziewanie, przez co miałeś wrażenie, że coś wwierca Ci się w czaszkę. Słów nie rozumiałeś, ale nie trzeba być demonologiem, by wyobrazić sobie do kogo mogły należeć.
Ciemne refleksy zaczęły tworzyć coś w rodzaju linek, których znaczna część popędziła do wnętrza kręgu. Pozostałe zareagowały na ciche słowa modlitwy… To była sekunda, kiedy ciemna materia oplotła Twoje usta, tworząc na nich prawdziwy knebel. Czułeś ból, kiedy materia dociskała się do Twojej twarzy, a siła runy jak gdyby nigdy nic wciągała Cię do środka kręgu. Znajdowałeś się zaledwie o krok od magicznej linii, a runa wiary? Powoli się wypaczała.
Zamknij się, klecho. – usłyszałeś, a ból głowy nasilił się jeszcze bardziej.


Adam – to był Twój debiut, ale jak widać zaczęło się z grubej rury. Po wyznaniu ze strony Prim, ciężko Ci było otrząsnąć się z szoku. Czy to czas i miejsce na takie informacje? Wątpliwe, ale stało się. Runa agresji należała do Ciebie, a jej niespokojna natura niemal od razu dała Ci się we znaki. Ciemne ogniki prędko przerodziły się w coś na kształt linek, które łapczywie popędziły do wnętrza kręgu. Nie widziałeś co się dzieje obok. Zamknąłeś oczy, starając się skupić i oddać jak najwięcej potrzebnej energii. Ból głowy nie ustał, podobnie jak łapczywość i poczucie ściągania do środka. Jedna z ciemnych linek smagnęła Cię po prawej nodze jak bat, by finalnie zacisnąć się wokół kostki. Ktoś, albo raczej coś próbowało wytrącić Cię z równowagi. Jest jeszcze dobra wiadomość, a jakże! Chwilowa koncentracja nieco „uspokoiła” runę. Na tyle, że przestała egoistycznie się wypaczać i zaczęła skupiać na utrudnieniu życia Tobie i wewnętrznej stronie kręgu.

Adam, czarna lina zacisnęła się wokół prawej kostki. Wdziera się w materiał i wwierca w skórę. Chyba postawiła sobie za cel by Cię przewrócić i ponieść hen daleko, aż do wnętrza kręgu!


Vlad – nie widziałeś innej możliwości, jak odłączyć się od runy wytrzymałości i zająć się siostrą. Byłeś dowódcą, dlatego to poniekąd od Ciebie zależało powodzenie tej misji. Ludzie Ci ufali, a ty… jesteś odpowiedzialny za nich oraz ich bezpieczeństwo. Miałeś świadomość, że nagłe odejście od runy może pogorszyć sprawę i przysporzyć Wam kolejnych problemów. Spokojnie jak na wojnie. Wdech, wydech! Dałeś Ivanowi wskazówki i zawierzając mu, postanowiłeś załatwić sprawę z najmłodszą latoroślą rodu Darkhawk. Ku zdziwieniu niejednej osoby znającej Prim, dziewczyna nie stawiała większych oporów. Pomimo faktu, że odłączyła się od runy, znak związania wciąż zachowywał się dość dziwnie. Mimo, że siostra odeszła, niebieskie niteczki widoczne gołym okiem wciąż znajdowały połączenie od niej, aż do wnętrza kręgu. Co gorsza, zwróciłeś uwagę, że nie tylko blondynka ma problem, bo u Serafiela i Adama sytuacja również nie przedstawiała się w kolorowych barwach. To będzie ciężka noc.

Vlad, z tej perspektywy masz widoczność na wszystkich członków rytuału, dlatego na tą chwilę jesteś najbardziej poinformowaną osobą!


Prim – trochę Cię poniosło z tym rakiem, ale trudno, stało się. Podobnie jak większość kobiet Oświaty, również i ty nie jesteś mistrzem wyczucia. Swoją dramaturgią zagęściłaś atmosferę – aż strach pomyśleć co teraz działo się w głowach Twoich braci! Vlad początkowo nie uwierzył w słowa o chorobie, ale szybko zmienił zdanie. Pozostawiając własną runę, zbliżył się do Ciebie, chcąc abyś ustąpiła. Co miałaś robić? Nie do końca wiedziałaś co znaczy niebieska poświata. Wyglądała pięknie, dumnie, tak bardzo mistycznie… Ale czym tak naprawdę była? Czy to Twoja choroba? Spokojnie wycofałaś się od runy, lecz nie wiedząc czemu ta wciąż chłonęła od Ciebie energię. Gołym okiem można było dostrzec cieniutkie błękitne linki, które wprost z ciała płynęły w stronę kręgu korzystając z runy związania. Co gorsza znaki, które miały zamknąć Twoją własną magię zaczęły się zacierać, przełamywać… Czułaś się naprawdę kiepsko. W jednej chwili z silnej i niezależnej kobiety wyszła cała ukryta słabość, jaką gdzieś tam posiadałaś. Zachwiałaś się na nogach szukając dla siebie miejsca, ale… nigdzie go nie było. Dokąd nie pójdziesz w obrębie tych kilkunastu metrów, Twoja energia nadal będzie przyciągana do wnętrza kręgu.


Leon – zarzuciłeś sieci na gorącą laskę i nawet otrzymałeś zachęcającego klapsa! To się dopiero nazywa życie kowboja. Twoja towarzyszka szybko została odsunięta od akcji, a ty pozostałeś sam na placu boju. Poczułeś silny ból głowy, a runa z siłą większą niż dotychczas zaczęła wyciągać z Ciebie energię. To nie był dobry znak, ale jakoś trzeba sobie poradzić. Zwłaszcza… że jak widzisz, inni wcale nie mają lepiej. Zaparłeś się nogami próbując zachować trzeźwy umysł i względne ogarnięcie. Pomimo odejścia Prim, runa związania wciąż posiadała na sobie błękitne refleksy, które finalnie szły do wnętrza kręgu. Co gorsza, nie wiadomo dlaczego, ale widziałeś coś więcej… Czy święta gorzałka ma w tym jakiś udział? Możliwe. Kiedy spojrzałeś na swojego kumpla Serafiela, zobaczyłeś jakiegoś cienistego przystojniaka, który coś szepcze mu do ucha i próbuje uciszyć ciemnymi jak noc mackami. Także ten…


Ivan – brat wierzył w Twoje możliwości, dlatego w chwili zagrożenia Prim, Vladislau zdecydował się oddać Ci runę wytrzymałości. Usłyszałeś pokrzepiające słowa i po chwili również pozostałeś sam na placu boju. Z chwilą odejścia brata poczułeś jak wielkie jest obciążenie i łapczywość ze strony runy. Wytrzymałość.  Teraz to ty na spółkę z Ericiem i jego runą siły stanowiliście jeden z ważniejszych fundamentów energii potrzebnej do powodzenia w tym całym przedsięwzięciu. Z niepokojem obserwowałeś zachowanie pozostałych run, podczas gdy Twoja świeciła jasną i piękną czerwienią. Adam, Prim… mieli kłopoty. Kiedy ciemne oraz błękitne nitki dotarły do wnętrza kręgu, poczułeś jakby ktoś uderzył Cię czymś ostrym w głowę. Krąg stał się niebezpieczne pociągający, a ty… czułeś się coraz gorzej. Zalała Cię fala gorąca, a krew była wydzierana z Twojego ciała mocniej niż kiedykolwiek. Jeśli runy innych się nie uspokoją, marny może być Wasz los…


Cornelius i Midori – im dłużej trwał rytuał, tym bardziej była odczuwalna ciężka atmosfera. Runa życia świeciła w najlepsze, co oznaczało, że sprawy we wnętrzu kręgu miały się jak najlepiej. Do czasu… Temperatura przy Waszym znaku rosła, co z tak bliskiej odległości było bardzo odczuwalne. W pewnym momencie doszła do takiego stopnia, że mieliście problem z utrzymaniem dłoni nad runą. Żar wylewał się z niej i był już niemal widoczny gołym okiem.

Kochani – macie problem z utrzymaniem dłoni nad runą. Dłuższy kontakt parzy wasze dłonie i osłabia ciała. Czujecie jak zalewa was fala gorąca i dopada wycieńczenie. Czyja to wina? Nie wiadomo. Doskonale widzicie sytuację u innych i trzeba przyznać, że nie jest ona zbyt kolorowa.
Dalszy kontakt z tak wysoką temperaturą może doprowadzić do różnych konsekwencji… Dacie sobie radę?


Eric – pomimo początkowych trudności, Twoja runa nie wykazuje niepokojących znaków, jak te osadzone przez towarzyszy. Ze swojej pozycji masz doskonały widok na innych, w tym również na osoby z wnętrza kręgu, które są skierowane Twarzą w Twoją stronę.
Kiedy nitki ciemnej i niebieskiej energii doszły do środka kręgu poczułeś wzmożone „wydzieranie” krwi z rany, a ból głowy z lekkich zawrotów przerodził się w mocniejsze uderzenia. Coś było nie tak. Źle się działo w kręgu, a jeszcze gorzej poza nim.
Jakaś niewidzialna siła ciągnęła Cię do przodu i niemal rozsadzała z bólu krwawiącą rękę. Ile możesz mieć w sobie krwi? Krwi którą możesz oddać… i w imię czego?


Nici czarnej i niebieskiej energii wirowały szalenie wokół kręgu. Powiększając swój rozmiar rozgałęziały się, tworząc dziesiątki więzów o różnej grubości i długości. W końcu przestały się czaić i z całym impetem rzuciły się na Esmeraldę i wampiry. Kilka czarno-niebieskich nici oplotło dłonie łowczyni, wbijając się w nie dotkliwie i próbując odciągnąć ją od wampirów. Najgorszą część stanowiły sploty które dosięgły szyi kobiety z zamiarem zacisku.
Na ciele Esmeraldy pojawiły się ciemne siatki żylne, a wymalowane runy – agresji, życia i wiary zmieniają barwę na czarną.

Temperatura ciała łowczyni wynosi około 39,9 stopni.
Siatki żylne pokrywają już całe jej ciało.


Chizuru – gorące towarzystwo było sprawcą niezapomnianych wrażeń. Byłaś świadkiem dram i zagrożeń. Znajdowałaś się najbliżej wampirów i przewodniczącej rytuału, przez co również i ty byłaś narażona na negatywne wpływy. Temperatura wewnątrz kręgu jest bardzo wysoka i stale rośnie. Widzisz to na ciele Esmeraldy, która jest poniekąd głównym piecem tej lokacji. Wokół dzieją się cuda i dziwy, a ty stajesz przed wielką odpowiedzialnością.
- Chizu, oni nie dadzą rady. - usłyszałaś, ale czerwonowłosa początkowo nawet na Ciebie nie spojrzała. - Musisz wyjść i pomóc runie wiary. - w tym momencie zarówno lekarka i wampiry zostali opleceni przez czarno-niebieskie więzy.
- Za chwilę. Za… chwilę… otworzę Ci przejście… wyjdziesz… obok runy...siły… ona jest… najstabilniejsza. Idź, oddaj krew… do… do kielicha...i pomóż im, proszę Cię. - to był naprawdę niefajny widok. Zarówno Esme jak i wampiry nie wyglądały za dobrze, a rosnąca w kręgu temperatura tego nie ułatwiała. Po chwili przy runie siły pojawiła się wyrwa, która będzie utrzymana tylko przez krótką chwilę. Nie zdążysz pomóc i wyjść. Decyduj i rób co do Ciebie należy!


Samuru – patrz Pan, niby ludzkie szmaty a jakie to podłe? Jak oni śmią łamać wampirze prawa? Jak mogą łapać szlachetnego podczas jednego niewinnego numerka agresji w szemranym barze i karać najwyższą z możliwych kar? Gardziłeś nimi. Najchętniej wgryzłbyś się w tchawicę rudej szmacie, a zaraz za nią wszystkim innym tchórzom w maskach.
- Pierdol się. - usłyszałeś, a kilka sekund potem łowiecka szuja przywaliła Ci siarczystego gonga w pysk. Nie ma co, ruda ma krzepę – aż zadzwoniło Ci w uszach, a Twój nos… no cóż, trochę się uszkodził. Mimo „knebla” poczułeś własną krew w ustach dającą kolejny powód do nienawiści do tych dziadów.
- A ja przysięgam, że jak nie zamkniesz zaraz ryja, to jako człowiek wystąpisz bez języka. A wierz mi, ty pieprzony kutasie… wtedy swoją regenerację będziesz mógł sobie wsadzić najwyżej w dupę. - wycedziła prawie, że przez zęby. Dobra, zapewne się nie polubiliście, ale ona przecież tak bardzo chciała Ci pomóc wejść na jedyną słuszną drogę człowieczeństwa. Byłeś jedną z głównych przyczyn dzisiejszego spotkania i nawet z tej perspektywy – rzucony jak śmieć na ziemię, upokorzony i pobity przez babę, czułeś… że coś jest nie tak. Temperatura rosła, a dłoń kobiety parzyła tak dotkliwie, że stanowiło to istną torturę. Niektóre metalowe elementy Twojego skrępowania nagrzały się, dając bardzo nieprzyjemny efekt. I jeszcze coś… poczułeś jak coś oplątuje Twoje kostki i wdziera się w nie z brutalną siłą. Ewidentnie coś było nie tak, a ty… poza niepokojem czułeś olbrzymie salwy bólu.

Zack – może to nie był dobry pomysł przyjść tu i liczyć na odwrócenie wampiryzmu? Samuru miotał się jak oszalały, a ty jako drugi wampir byłeś najbliżej Pana i władcy. Na szczęście ruda nie była dla Ciebie tak wredna jak dla sąsiada. W chwili kiedy zrobiło się naprawdę gorąco, poczułeś jak palce łowczyni delikatnie odgarniają włosy z Twojej twarzy. Był to drobny gest. Delikatne pogłaskanie, może nawet dodanie otuchy. Nie pomogło to odgonić nieprzyjemnych przeżyć które przynosiły wysokie temperatury. Dziewczyna była jak piec, a jej dłonie niczym gorące węgle. Miało nie boleć. Miało być dobrze. A wyszło co? A gówno. Ból głowy stawał się nie do zniesienia, ale to nie koniec wrażeń… Jakaś… witka? złapała Twoją lewą dłoń i zacisnęła się wokół nadgarstka. Czułeś jak wrzyna się w ciało i rozrasta na pozostałe partie.



Informacja dla graczy:

Wyrobiliście się przed czasem.
Wszyscy mistrzowie gry świata zazdroszczą mi graczy. Gratuluję wysokiego poziomu waszych postów i kreatywności. Jestem z Was baaardzo dumna.

Kolejność jest dowolna.
Na posty czekam do 8.04, do godziny 12 (ale jak wiadomo im szybciej tym lepiej!)



_________________
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1337


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 04, 2017 7:49 pm

Działo się źle i doskonale to widział i choć taki Adam pozornie mówił że wszystko gra, to jednak tak nie było. Cornelius dzięki swojemu doświadczeniu, jak i swojemu przeczuci, wiedział że ten rytuał nie mógłby się zaliczyć jako misja zakończona sukcesem. Nawet jeśli uda im się odwampirzyć Samaru i Zaca, to jednak stan łowców może się zmienić na gorszy. Trza było jednak zachować zimną krew i myśleć co robić.
Sytuacja była napięta, jak i w pewnej chwili nabrała niesamowitego tempa. Vlad niemal od razu po rozpoczęciu opuścił przydzieloną mu runę i podążył by pomóc swojej siostrze. Miał do tego prawo, jak i musiał doskonale wiedzieć co robi, skoro zostawił runę komuś, kto ostatnim razem, mógł wszystkich pozabijać. Czy nie ufał Ivanowi... Co do tego nie było wątpliwości, jednak musiał go tolerować. poza tym komu on ufał z całej oświaty? Tych osób nie było nawet pięć, no ale wracając do sytuacji.
Stał z wyciągniętą ręką, rozglądając się spokojnie po pomieszczeniu, po pozostałych pięciu runach, widząc iż dzieją się złe rzeczy. Czy się martwił? Nie, lecz jego umysł zaczął wysyłać pierwsze oznaki niepokoju, przez co też Cornelius starał się niespokojny, póki co w małym stopniu. Był jednak skupiony na tyle, by jego negatywne emocje nie zostały przeniesione w jakimś wielkim stopniu na runę.
W pewnym momencie do Corneliusa doszedł bodziec, który oznajmił mu iż temperatura w kręgu wzrasta, do niebezpiecznej temperatury. Zacisnął rękę, walcząc z tym uczuciem, po czym spojrzał na Midorii.
-Midori, wycofaj się. Natychmiast. Dołącz do runy gdzie jest Stalowa Ręka. Nie dyskutuj, po prostu idź.
Rozkazał kobiecie, głosem, który wykazywał ewidentnie na to iż nie zamierzał się z nią sprzeczać, jak i nie było czasu. Sam Cornelius uważał się za wytrzymałego osobnika, który potrafił znieść wiele, zwłaszcza jeśli w grę wchodziło życie, samopoczucie jego przyjaciółki. Było źle, o czym wiedział, dlatego też Midori postanowił wysłać do osób, którym zarówno nie ufał, jak i do osoby, która posiadała runę równie ważną co Cornelius.

_________________


Fragment Treningu Corna
- Naprawdę jesteś niemiły - odparła - wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
- Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję - wyjaśnił. - Wszyscy mnie wkurwiają.

Znalezisko Gakiego.:
 

Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1255


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 04, 2017 8:01 pm

To co się działo było czymś złym? Zack nie potrafił ocenić sytuacji, kiedy znalazł się w niej pierwszy raz.
Gdyby nie mocny charakter i stawiane przez całe życie twarde kroki, Zack poddałby się. Chciałby uciec i już nigdy do tego nie wrócić, w sumie przez moment przeszły go nawet takie myśli, zwłaszcza gdy ogarniał go ból. Nie chciał wrzeszczeć jak jego sąsiad obok, w sumie nie dało się nawet tego słuchać. Zacisnął więc oczy, dłonie w pięści i modlił się w duchu aby wszystko poszło zgodnie z zamiarami. I właśnie wtedy poczuł dotyk dłoni, mimo iż gorącej jak rozgrzana stal, to i tak była ona na sposób swój kojąca. Uchylił obie powieki, dostrzegając po raz kolejny twarz kobiety. Sama jej obecność dodawała już otuchy, a Trizgane postanowił, że zechce walczyć, chociażby utrzymać ciało w dobrej kondycji umysłowej. Fakt, ból rozrywał, w dodatku czuł coś dziwnego na ręku, później na ciele. Oddech przyspieszył diametralnie, a żyły zaczęły aż się prężyć i niemal wychodzić stając się przez to widoczne. Z ust mężczyzny wydobył się jęk bólu, a zębiska wampirze nieco wydłużyły się. Coś działo się niedobrego, jednak nie bardzo wiedział co.

A Samuru?

Wił się nadal. Wrzeszczał jak opętany bo to jemu najwięcej się obrywało. Oczywiście wrzaski mijały się z ludzki, brzmiały one jak skowyt wściekłego zwierzęcia. Tak zaczął nienawidzić, cierpieć że gdyby mógł, powyłamywał by własne kości byleby dorwać się do szyi rudej i wygryźć na żywca tętnice. Póki co to jednak ona miała przewagę, chociażby celując w jego twarz. Wyczuł krew, co akurat też nie należało do przyjemności.
- Módl się bym nie przetrwał, módl ty zawszona suko.
Chyba nie pomagał słowami, ale dla wampira było to jak zgwałcenie jego dumy, naruszenie wszystkiego co tak pielęgnował. Esmeralda stała się głównym wrogiem, nawet o wiele bardziej znienawidzonym niż Namikaze.
Ale jak na razie, to sam musiał przetrwać by dosięgnąć zemsty. Kolejne fale bólu nachodziły, nie mógł już znieść tak mocnej oraz upokarzającej porażki. Z całą pewnością wolałby umrzeć niżeli żyć w takim poniżeniu. Warto też dodać, że ból po uderzeniu był niczym w porównaniu z tym co nadchodziło. Jak grom uderzył w ciało wampira, aż oddechu złapać nie mógł. Kolejne szarpaniny, zapewne już całkowicie w nadgarstkach nie miał skóry przez otarcia. To przez tą kurwę tak się działo! Powinna umrzeć razem z nimi wszystkimi, a wtedy szlachetny dopadłby ją w piekle. Chory niepokój przed przyszłością? Czy kiedykolwiek czuł coś takiego? Samuru wiedział jedno, że ten dzień będzie najgorszym ze wszystkich.
Tak jego Władza miała się nie skończyć.
Powrót do góry Go down
Ivan
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2526-ivan#53746 http://vampireknight.forumpl.net/t3547-ivan http://vampireknight.forumpl.net/t3687-ivan#80309
Zarejestrował/a : 24/04/2016
Liczba postów : 63


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 04, 2017 8:14 pm

Po raz kolejny miał okazje uczestniczyć w rytuale, lecz tym razem nie był tutaj nastawiony od razu na porażkę, na chęć wyrządzenia innym krzywdy. Przybył tutaj z prośby brata, dlatego tez niezbyt chciał z nim zaś wojować, choć... To może by było ciekawe, jednakże może innym razem. Rytuał się zaczął i nikt już nie mógł się wycofać, lecz już od samego początku tylko jedna z run wydawała mu się być wręcz idealna, a pozostałe miały problemy. Zauważył bez problemu, że z jego rodzeństwem się coś dzieje, zwłaszcza z Prim. Choć jeszcze do niedawna mieli małe starcie, to mimo wszystko nie życzył jej źle, mimo wszystko była jego małą siostrą. Próbował zachować spokój ducha, lecz widok co się dzieje z Prim, spowodował że miał ochotę zareagować, oddalić ją z runy nawet jeśli miało by to przyczynić się do śmierci Esmeraldy. Nic dziwnego że wybrałby siostrę. Tak czy inaczej nie musiał podejmować tej decyzji, bowiem Vlad zareagował szybciej. Na jego słowa o piciu uśmiechnął się krzywo, po czym jednak skinął głową.
-Nie trać czasu, wspomóż naszą małą siostrę.
Mimo iż nie miał zbytnio ochoty na rozmowę, co było spowodowane dziwnymi odczuciami związane z reakcją na magie krwi, to jednak jeśli chodziło o nich, to mógł z siebie wyrzucić, nawet jeśli tylko kilka słów. Vlad mu ufał, co doskonale odczuwał w innym wypadku nie zostawiłby go tutaj samego. Spoglądał na wycofującego się powoli Vlada, czując z jego każdym krokiem, coraz większe skutki skupiania runy na swojej osobie. Niemalże od razu odczuł różnice, gdy Vlad go zostawił. Zmrużył oczy, a nawet je zacisnął, po czym pokręcił lekko głową, jakby to miało pomóc. Było mu ciężko, jednakże próbował przeciwstawić się temu uczuciu, by nie wylądować na kamiennej posadzce. Uchylił ponownie oczy rozglądając się dookoła, czując dziwne rwanie, obciążenie, które sprawiło iż wykonał kilka kroków, lecz w miejscu, by czasem moc nie wykorzystała jego zastygnięcia mięśni, do złamania go.
Po chwili dopadło go kolejne uczucie, na które aż syknął, całą rękę przyglądając do swojej głowy, a dokładniej w miejsce w którym wystąpił ten dziwny ból. Uczucia rwania nasiliły się, a sam Ivan czuł się jakby miał zaraz faktycznie zemdleć. Czuł się coraz gorzej, a czując jak krew wycieka z niego szybciej niż mógłby spodziewać, jego oddech przyspieszył. Stęknął cicho po czym poczuje jak jego nogi mimo starań, załamały się przez co łowca kucnie po chwili, podpierając się zdrową ręką o ziemię, próbując się jednak mimo nie stracić świadomości.
Powrót do góry Go down
Chizuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 873


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 04, 2017 9:16 pm

Było źle. Było bardzo, bardzo źle. Nie pamiętała aby wcześniej było aż tak źle, dlatego jej pewność siebie nieco się zachwiała. Kompletnie nie zwracała uwagi na innych łowców, wodziła wzrokiem od run do Esmeraldy oraz wampirów i z powrotem. Nie zareagowała kiedy Samuru zaczął się wydzierać. Zresztą, nawet gdyby chciała, Esme nie dała jej ku temu okazji, sama skutecznie zamykając wampirowi niewyparzony pysk. A potem wszystko zaczęło się sypać.
Nagle Esme i wampiry zaatakowały czarne sploty, runy zaczynały przybierać czarny kolor, a Chizuru za cholerę nie wiedziała co ma teraz zrobić. Jak niby, jako zwykły medyk i to jeszcze taki, który dopiero się szkolił, miała tu do cholery pomóc? Nie znała się na pieprzonej magii ani pieprzonych runach. Jedyne co mogła zrobić to zmniejszyć temperaturę ciała Esmeraldy, ale jak to niby miało pomóc, skoro najważniejszym zagrożeniem były te cholerne nitki energii? To nie ona stała przy runach i nie do niej należało uspokojenie sytuacji. Ze swojej obecnej pozycji naprawdę niewiele mogła zrobić, a nawet gdyby potrafiła, to szczerze? Nie wiedziałaby, co ma robić. Nie doszła jeszcze do tego etapu szkolenia! W torbie medycznej znajdowały się tylko rzeczy potrzebne do opieki MEDYCZNEJ, nie magicznej.
Zaczęła panikować, oczywiście, że tak. Ostatnim razem potrafiła zrobić coś dla Esme, tym razem zwyczajnie nie mogła. I wtedy nadeszły zbawienne słowa łowczyni - Chizu mogła się na coś przydać. Problem w tym, że to "coś" oznaczało opuszczenie zajmowanego przez nią stanowiska, opuszczenie Esme i wampirów, którym po wyjściu z kręgu nie będzie mogła już pomóc.
- Ale... Jeśli stanie wam się coś niezwiązanego z magią czy runami... Nie będę mogła wrócić i wam pomóc... - z drugiej strony, Esme dała jej możliwość, by faktycznie mogła się do czegoś przydać. Obejrzała się za siebie i spojrzała na Serafiela, który stał przy runie wiary. Faktycznie wyglądał na takiego, co potrzebuje pomocy, a Grig sam nie da sobie ze wszystkimi rady. Dodatkowo przerażał ją fakt, że to ona musiała podjąć decyzję. Bo przecież pomimo prośby Esmeraldy miała prawo powiedzieć, że się nie zgadza, że jest tutaj po to, by utrzymać ją przy życiu. Że łowcy na zewnątrz dadzą sobie radę. Tyle, że nie dadzą. Było ich stanowczo za mało, by mogli poradzić sobie z tak trudnym zadaniem. A jeśli wybierze źle? Jeśli postąpi zgodnie z wolą łowczyni, ale zabraknie jej w momencie, kiedy Esme będzie jej potrzebować? Z drugiej strony, co jeśli jej pomoc Serafielowi pozwoli ustabilizować runę i wyeliminować jedno z zagrożeń? I tak źle i tak niedobrze. Jeszcze z innej strony, skoro to Esmeralda we własnej osobie prosiła Chizuru, by wyszła z kręgu i pomogła przy runach... To chyba mogła jej zawierzyć, że zostawienie kobiety samej w kręgu z dwójką wampirów było mniejszym złem? Skoro prosiła ją o to Esme, która jak nikt inny znała się na takich rytuałach, to chyba mogła to zrobić? I nikt jej nie obarczy winą za to, że zostawiła swój posterunek. Sytuacja się zmieniła i trzeba było działać inaczej.
Wszystkie te przemyślenia nie trwały więcej niż sekundę. Kiedy tylko Esmeralda otworzyła przejście obok runy siły, Chizuru wypadła przez nią jak najszybciej, zabierając ze sobą torbę medyczną, w razie gdyby musiała pomóc łowcom obok niej.
- Wpuścisz mnie do środka, gdyby było z tobą gorzej - to był jedyny warunek, z którym Chizuru dyskutowała, jednak nie miała szansy dostrzec reakcji Esmeraldy, bo już przechodziła przez utworzone przez kobietę przejście. Nie kwestionowała polecenia łowczyni, nie było na to czasu.
Nie traciła czasu, będąc poza kręgiem. Swoje kroki od razu skierowała w stronę kielicha. Sztyletem przecięła skórę dłoni, sykając przy tym krótko i pozwoliła by parę kropel spłynęło do naczynia. Potem, nie zastanawiająć się długo co z tą krwią dalej zrobić, odwróciła się w stronę kręgu... I aż sapnęła z niedowierzania. Wystraszyła się, co było raczej naturalną reakcją u człowieka na taki widok. Przez kilka sekund wlepiała wzrok w przedstawienie jak skończony debil, dopiero po chwili budząc się z hipnozy i szybko podchodząc do Serafiela. Wyciągnęła zranioną dłoń w stronę runy, czując coś... Coś, czego nie czuła nigdy wcześniej. Być może przy odwampirzaniu, ale za pierwszym razem była nieprzytomna, a z drugiego ledwie co pamiętała. Poczuła ból, ogromny. Wolną dłoń mocno zacisnęła na dłoni Serafiela, jakby tym samym chciała mu powiedzieć, że nie musi dźwigać tego sam. Było to niestosowne? Możliwe, kompletnie go nie znała, tyle tylko co ze spontanicznych spotkań w gabinecie medycznym, ale nigdy ze sobą nie rozmawiali. Nie miało to teraz żadnego znaczenia. Była tutaj po to, żeby mu pomóc, a paradoksalnie potrzebowała do tego również jego pomocy.
- Nie jesteś z runą sam. Musimy sobie nawzajem pomóc. Spokojnie, nie myśl o niczym... Nie wiem czy tak to się robi, ale musimy podzielić energię i krew na naszą runę... Albo oddać wszystko co mamy, ale musimy zrobić to razem, rozumiesz? We dwójkę damy radę ją utrzymać - spojrzała na Serafiela znacząco mając nadzieję, że dużo od niej starszy i bardziej doświadczony łowca wie, jak poradzić sobie w tej sytuacji. Pierwszy raz stała przy runie, nie wiedziała jak to się odbywa, ale skoro obydwoje mieli zająć się jedną runą, to chyba powinni dać radę, prawda? Najpierw jednak, Serafiel musiał się uspokoić i oczyścić umysł. Dlatego złapała go za dłoń. Chociaż kompletnie nie wiedziała co zrobić z tym cholerstwem na jego ustach. Nie wiedziała, jak powstrzymać magnetyczne przyciąganie do środka kręgu. Podejrzewała, że dopóki Serafiel nieodzyska spokoju i runa wiary nie odzyska równowagi, nie będzie to w ogóle możliwe.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 266


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 04, 2017 11:10 pm

- Dzięki wielkie. – Mruknął nie rozpraszając się, acz zdecydowanie klepnięcie w tyłek mogło być początkiem miłej znajomości. – Tobie też, szefie.
Nadal trzymał luz, mimo że wyrwano mu właśnie koleżankę w środku tej dziwnej imprezy. Nie mając innego wyjścia zwiększył trochę swój „mentalny strumyczek” mając nadzieję, że tama nie walnie i nie wyrwie mu na dzień dobry wszystkich sił.
Powoli skupiając się na swoim wnętrzu osiągnął ponownie spokój ducha, o który mu chodziło. Może miał więcej energii niż normalny człowiek, ale niespokojna pieczęć i próby ustabilizowania siebie i jej czerpały z niego. Aby się wyciszyć ciągnął powietrze tak samo chętnie jak dym z cygar starając się powstrzymywać wszystkie nadnaturalne zapędy do używania magii.
No niestety nie wszyscy bawili się tak dobrze jak on. A jako prawdziwy Szeryf miał tą paskudną przywarę - skoro wszystko się sypie to trzeba ogarnąć wszystko.
Spojrzał po tych, którzy mieli największy problem, prócz niego. Adamowi nie wiele mógł poradzić. Facet miał znosić gniew krzyczącego trochę za bardzo łebka i jego kolegi, który też wcale nie czuł się pewnie komfortowo i póki co szło mu chyba dziarsko… chociaż wyglądał jakby wpadł w zły sen i utrzymywał tylko siłą woli. W tym wszystkim była tylko cicha nadzieja, że  nie kłamał i nie ma tętniaka. Widział już raz takiego zawodnika, który padł w taki głupi sposób. Kowboj rodem z Dziwnego Zachodu miał wiele historii, tych ciekawych i niesamowitych a inne miały bardzo rozczarowujący koniec. Tak czy inaczej nie mógł się do niego odezwać po imieniu nie widząc o nim więcej niż, że zna się z  wodzirejem tej imprezy.
Przeniósł za to wzrok za Serafiela, który nie miał się wcale znacznie lepiej. Niemal przegryzł cygaro, gdy zobaczył co za istota stoi obok niego. Dorian to to nie był, bo ten jakby chciał się zabawić zawaliłby im strop albo poprzestawiał runy na podłodze tak by zrobić im zwarcie. Bez pudła musiał to być jednak któryś z demonów tego podstępnego diabła.
Patrzył na nich przez chwilę mając nadzieję, że Serafiel sam sobie da z nim radę, ale niestety ten zdawał się przegrywać powoli tę walkę. Nie szukał długo w czegoś co pomoże mu przezwyciężyć jego diabły.
- Szefu, póki tu stoisz namaść krzyż na jego czole. Wodą święconą jak się da, a jak nie to moja whisky też da radę. No ewentualnie suchy paluch, byle sprawnie. – Rzucił krótko i zwięźle. Może nie był dobry w szefowaniu, ale na torturach heretyków i krzepieniu wiary w owieczkach bożych znał się tutaj chyba jako jedyny i zapewne to był jeden z tych talentów, dzięki którym się tu  w ogóle znalazł. Powtarzane setki o ile nie tysiące razy rytuały i związane z nimi instynkty po prostu same się odpalały, gdy zobaczył brata w chwili kuszenia.
Serafiel może go nie lubił, ale jeśli ktoś wiedział jak i czym do niego dotrzeć to był to właśnie  Szeryf.
- Tam gdzie leży zwątpienie, sieję wiarę. – Zaczął jedną z modlitw, której każdy z nich uczył się i potrafił wypowiedzieć jednym tchem zbudzony w nocy. Mówił to doniośle i z wiarą dziecka mówiącego o świętym Mikołaju.
- Gdzie widzę grzech, niosę pokutę. – Słowa były pierwszym zapychaczem myśli jaki wpadał mu zawsze, gdy sam się w nich gubił. Postanowił pomóc jemu i sobie. Skoro tak ważne były emocje jakie nimi targały chciał by jego były jak najbardziej silne.
- Gdzie cierpią dusze, idziemy z odsieczą. – Bracia powinni się wspierać, zwłaszcza w tych najczarniejszych chwilach.
- Gdzie mrok i zło, to my jesteśmy kagankiem bożym. – Chciał by te słowa zainspirowały wszystkich. Wierzący czy heretyk w tym momencie nie miało to takiego znaczenia. Wszyscy powinni nieść to samo przesłanie – byli w tym piekle razem i musieli razem z niego wyjść.
- Dusze tarczą a ciała bronią, na splamionej grzechem ziemi. – Niech każdy walczy we wspólnej sprawie.
- Nigdy nie zapomnij, jesteś ścianą pomiędzy ludzkością i tysiącem okropieństw zbyt obrzydliwych, by wymawiać je z imienia. Serafielu, Bracie! Jesteś ścianą piekieł! – Ostatnie słowa skierował wprost w niego. To nie była modlitwa, a stara maksyma wszystkich zakonów.
By nie pozwolić zagasić żaru jaki chciał w nim wzbudzić, nie dać chwili na zwątpienie w słowa i podszepty diabła zaczął wypowiadać mantrę, którą potrafili powtarzać cały dzień podczas morderczych treningów.
- Jaki jest nasz obowiązek? Służyć woli Bożej!
Jaka jest Jego wola? Walka i śmierć!
Czym jest śmierć? Naszym obowiązkiem!
Jaki jest nasz obowiązek?...

Bardzo dobrze wykonane pranie mózgu? Młodych istot? Może, ale tak długo, gdy decydujące są emocje słowa potrafią przenosić góry. Sam z resztą odnalazł w nich dodatkową siłę. Tama w jego głowie może była z drewna i kamieni, ale teraz czuł jakby zalał ją betonem. Miał tylko nadzieję, że Indiańskie Sztuczki w połączeniu z jego przekonaniami (które jakąś pokrętną i prawdopodobnie hipokrytyczną logiką był w stanie połączyć) dadzą radę.

_________________
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel http://vampireknight.forumpl.net/t1956-biedne-mieszkanie-w-srednioladnym-blokowisku
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sro Kwi 05, 2017 12:13 am

Aż można było się wkurzyć, gdy widziało się, że po raz kolejny coś szlag trafiało. Rany. Jakby nie mogło być na spokojnie, rudowłosy zdecydowanie dzięki temu czułby się lepiej... A tak, to miał wrażenie, że jest jeszcze gorzej niż wcześniej, a on przez to cierpiał.
Nie wnikał jednak to, co się działo z innymi uczestnikami rytuału. Nie zwracał uwagi na dramaty rodzinne czy inne problemy, będąc skupionym jedynie na swojej runie... I próbie nie zniszczenia tego wszystkiego.
Uszczypnięcie zadziałało... Senność na chwilkę odeszła, co sprawiło, że odczuł na chwilkę ulgę. Jednakże to był jedynie jeden jasny promyk pośród tego całego mroku. Ciężko również zmusić takiego osobnika jak on, by był radosny i nastawiony do wszystkiego pozytywnie... Może dlatego właśnie magia nie chciała zaakceptować tego i sprawiła, że runa nie zmieniła barwy? Mógł się jedynie nad tym zastanawiać.
Więc... Zaczął się również modlić.
Momentalnie w jego głowie był słyszalny warkot. Syczenie... Głosy... Gdyby to były normalne warunki, a nie rytuał, aż mógłby zacząć rozważać przywitanie się z panami i kaftanem bezpieczeństwa. Jednakże przeczucie i wrażenie, że to również znał, sprawiło, że... Starał się to zignorować, skupiając swoją uwagę na modlitwie i niedaniu się wciągnąć jeszcze dalej.
Nadszedł ból, a głosy się nasiliły. Przez gwałtowność i intensywność tego uczucia, miał wrażenie, jakby coś gwałtownie wwiercało się w jego głowę. Przygryzł dolną wargę, uparcie modląc się dalej... Nawet nie wnikał w te słowa... Tak bardzo niezrozumiałe... Ale to z pewnością nie było nic miłego. Przełknął ślinę międzyczasie, dalej robiąc to samo co wcześniej - modlił się.
Przynajmniej do czasu, gdy nagle nie został uciszony.
Jego źrenice gwałtownie rozszerzyły się, słowa nagle urwane, a do niego dotarło jeszcze więcej bólu niż wcześniej. Wyciągnął wolną rękę, by sięgnąć ku temu czemuś i próbować to ściągnąć, oderwać, cokolwiek...
Robiło się coraz to gorzej. Runa wciągała go jeszcze bardziej do środka, zaczęła zmieniać barwę... I ten głos, od którego jeszcze bardziej rozbolała go głowa... Aż syknął niezrozumiale.
Odczep się ode mnie, demonie.
Rudowłosy nie był jedynie marudą. Był dość upartą osobą, dlatego też starał się jakoś zatrzymać. Podeprzeć się nogami, mocniej wbijając je w podłoże. Zignorować ból i zaciskającą się niby-maskę na twarzy, by powrócić do modlitwy? Da radę? Nie? Kto to wie... To była jedynie walka, od której zależało tak dużo...
Wtedy poczuł na dłoni czyiś dotyk.
Jego spojrzenie powędrowało w tamtą stronę, by ujrzeć... Dziewczynę. Przez mgłę jakby pamiętał, że miała być medykiem podczas rytuału... Chyba o tym wcześniej była mowa... Co ona tutaj robi? Myślenie zdecydowanie dodawało jedynie ból do tego wszystkiego. Aua... Mam wrażenie, że zaraz mi pęknie głowa.
I te słowa... Zmrużył nieco oczy, patrząc na nią z nieodgadniętym wyrazem twarzy. Nie odpowiedział jej jednak - po prostu nie mógł. Ugh... Uspokoić się? Przestać całkowicie myśleć? W tych warunkach nie było to proste... Za dużo rzeczy zaczęło się nakładać na siebie. Odczuwał zmęczenie... Fizyczne i psychiczne...
I wtedy również usłyszał słowa Leona.
Delikatnie drgnął. Niech cię... Było już z nim tak źle, że nawet ktoś taki jak Leon musiał mu pomóc? Aż mógłby się roześmiać... Ale nie zrobił tego. [i]Ma rację. Nie powinienem dać się pociągnąć temu czemuś w głąb. Starał się oczyścić myśli i uspokoić, zignorować potworny ból... I pozwolić sobie pomóc owej dwójce, by potem podjąć się w myślach modlitwy "Ojcze Nasz". Powoli, bez pośpiechu, powtarzając przez cały czas to samo. Uparcie, by nie poddać się temu czemuś, co go ciągnęło w stronę kręgu.
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 561


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sro Kwi 05, 2017 8:44 am

Robi się gorąco...
Widziała, że runa świeciła na czerwono... Ale cóż, nie zawsze musiało być idealnie... A Midori chcąc nie chcąc, dość dobrze czuła, że przy tej runie nie działo się za dobrze. Nieznany i zarazem dość gwałtowny wzrost temperatury sprawił, że nie czuła się za dobrze. Na dodatek nie zapowiadało się nagle, by miało przestać, a jej było trudniej utrzymać dłoń nad samym znakiem.
Dlatego też zdecydowała się na przytrzymanie jedną dłoń drugą, by nie oderwać się nagle od tego wszystkiego. Gorąco... Wykańczało to ją. Zmrużyła nieco oczy, starając się jednak nie poddawać i dalej trwać przy swojej pozycji. Przygryzła dolną wargę, rozejrzała się, by zobaczyć, co się dzieje dookoła, potem wzięła głębszy wdech i skupiała się nadal. Nie wiedziała, czy zniesie to tak właściwie... I kiedy ciało odmówi posłuszeństwa...
Wtedy usłyszała rozkaz od towarzyszącego jej łowcy.
Uniosła głowę, by spojrzeć na niego, zamrugała ślepiami, po czym ostrożnie skinęła głową.
- Z-zrozumiałam - bąknęła. Widziała, że w tym przypadku nie ma co stawiać na swoim... No i zignorowanie rozkazu mogłoby się źle skończyć dla niej samej... I co ważniejsze, zdecydowała się mu zaufać na tyle, by pozostawić go tutaj samego.
Ostrożnie się przesunęła, by powoli odciąć dopływ własnej krwi do runy życia. Gdy już to zrobiła... A raczej, jeśli nic jej nie powstrzymało, podeszłaby bliżej Ivana, delikatnie chwiejąc się na nogach. Tak blisko bycia takiego ciepła nie działało dobrze na ciało. Wytrzymaj. Został tam sam... Oby wytrzymał... Minęła runę wiązania, nie spoglądając nawet na to, co się tam działo.
W końcu znalazła się przy tej runie wytrzymałości. Zamrugała oczami, widząc, kto właściwie stał przy niej. Ah. To ten niedobry pan, który ostatnim razem strasznie dokuczał. I najwyraźniej perfekcyjnie się nie czuł.
- Przyszłam pomóc. Nie krzycz i nie wyganiaj - odezwała się do niego dziewczyna, przykucając przy samej runie, by potem móc samej powoli "podłączyć" się do runy. Była na tyle zdeterminowana, by to zrobić, nie zważając jednocześnie na to, ile czasu mogłaby to znieść.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Eric
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3203-eric-thorne#68166 http://vampireknight.forumpl.net/t3212-eric-thorne http://vampireknight.forumpl.net/t3252-eric#69839 http://vampireknight.forumpl.net/t3213-eric#68451 http://vampireknight.forumpl.net/t3214-mieszkanie-erica#68475
Zarejestrował/a : 09/03/2017
Liczba postów : 101


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sro Kwi 05, 2017 3:08 pm

Lekko ugięte nogi pomagały pewniej stać, zupełnie jak przed walką. Grunt to nie dać się przewrócić, a reszta sama przyjdzie. Czuł lekkie wirowanie pod przydługimi włosami, oddychał szybciej, ale czy było aż tak źle? Raczej nie skoro mógł obserwować łowców po swoich bokach i przed sobą. Widział co się działo i zastanawiał się w co też dał się wkręcić. Przecież to wyglądało gorzej niż napady na TIRy jakie organizował jego gang motocyklowy. Jakoby jakiś bożek postanowił doprawić całą imprezę szczyptą chaosu. Zmarszczył brwi jednak nie tracił wiary, do tego przecież nie można było dopuścić.
Widział, że zastępca obrzuca jakąś drobną dzieweczkę spojrzeniem, coś do niej mówi... ona opuszcza głowę po czym idzie do kolesia który upadł na kolana. Czy upadł bo zostawił go przywódca? Przecież Esmeralda nie bez powodu przydzieliła runie Wytrzymałości dwóch łowców, a tamten został sam. Drobnym rudy chłopak z kolei... co do jasnej kurwy pojawiło mu się na pysku? Łapał się? Wtedy też Leon, jego stary dobry kumpel zaczął litanię. No ładnie, sypało się aż miło jeśli Leon musiał sięgnąć po to co dało mu seminarium. Dramaty rodzinne, samo utrzymywanie run... nitki trzymały nawet tą kolorową dziewuchę która miała odjeść, ale widać rytuał postanowił inaczej.
Podczas chłodnej kalkulacji sytuacji poczuł szarpnięcie w dłoni. Zacisnął mocniej zęby i oparł prawą łapę na lewym bicepsie wyciągniętej ręki. Jakby trzymał swoją lewą łapę by siła wyciągająca z niego Siłę i krew nie wyrwała mu również barku.
Powietrze wokół Esme, a także blisko Corna zaczęło jakby drgać. Sama kobieta pokryła się żyłkami i... zdzieliła nagle wierzgającego wampira w mordę. Eric nie mógł zareagować inaczej niż uśmiechem. Chyba umówi się z panną Green później na sparing. Po tej myśli pulsujący ból głowy opanował jego łeb. Hah, jakby dostał po łapach! Pokręcił głową przymykając oczy, uśmiech jednak nie znikał.
Ej Samuru jak dużo siły trzeba by wyłamać ci zęby? Chciałby się zaśmiać by odwrócić uwagę od bólu ale się powstrzymał.
Przejście się otwarło i minęła go szybkim krokiem kolejna drobna dzieweczka. Odprowadził ją wzrokiem do klęczącego gościa. Oby wzmocniła jego runę na tyle by wstał.
Mimo iż był sam zdawało się, że chyba jak na razie szło mu najlepiej. Może to dlatego, że jego runy nie mąciły emocje drugiej osoby? Tylko jego własny humor?
Czuł jak jakaś siła ciągnęła go do środka. Nie mógł pomóc nikomu więc zaczął wpatrywać się w płomiennowłosą.
Duży ze mnie chłopak, weź tyle mojej siły by zmienić to ścierwo w człowieka i dać siłę tym którzy jej teraz potrzebują. Przemknęło mu przez myśl, uśmiech pod bandamką przywarł do jego twarzy i nie zamierzał odchodzić nawet mimo tego iż czuł jakby ktoś miał mu wyrwać dłoń ze stawu.
Dalej stał pewnie na lekko ugiętych nogach z prawą ręką zaciśniętą na lewym bicepsie, ze wzrokiem utkwionym w pani doktor.

_________________
Eric mówi tylko po angielsku.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 848


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Czw Kwi 06, 2017 11:48 am

Świetnie. Wprawdzie Prim przyjęła do siebie powagę sytuacji i usiłowała odłączyć się od kręgu, lecz krąg nie zamierzał jej na to od tak pozwolić. Pierdoliło się ta wiele na raz, że Vlad nie mógł zaryzykować użycia swojej magii by wchłonąć zabarwione na niebiesko drobinki krwi odcinając je od runy. Jednakże nie gwarantowało to sukcesu. Tak wiele rzeczy się waliło, że kolejny niepewny ruch byłby aktem ostatecznej desperacji.
- Trzeba to przerwać. Musisz opuścić piwnicę. Na zewnątrz jest kilku łowców. Mają apteczkę. Opatrz ranę szczelnie i dopiero wtedy wróć. Możesz jeszcze pomóc, ale nie jako zasilanie rytuału. - rzekł do swej siostry widząc, że niebieskie nici wciąż łączą ją z rytuałem robiąc cuda wianki z runą. Zgrzytnął zębami na widok tego co działo się z Esmeraldą i na opuszczającą ją Chizuru. Jej decyzja. Wprawdzie nie potrafił w tej chwili wykrzesać do Esme tego samego uczucia jakie podświadomie ma zarezerwowane dla Cecylii jednakże rozumna część jego umysłu rozumiała, że kiedyś była mu bliska. Tym bardziej jej cierpienie uderzało w pewien sposób w niego. Na szczęście Vlad był też niezwykle opanowany, a i z magią krwi nie od dziś miał do czynienia. Wykonał trzy gwizdy o różnym natężeniu. Na ten sygnał Kres uniósł łeb i szczeknął dwa razy w kierunku Inferniego prosząc o pomoc. Vlad wdał rozkaz wyprowadzenia Prim. Brał pod uwagę, że sam krąg może utrudniać dziewczynie opuszczenie pomieszczenia. Ogromne psy o nieludzkiej sile miały jej w tym pomóc choćby miały wyważyć drzwi i ją wypchnąć.
- Chyba żartujesz. - rzekł obojętnym tonem. Przez krąg nie mieli prawa przechodzić, a Serafiel znajdował się idealnie naprzeciwko nich. Nim Vlad by tam doszedł minęło by więcej czasu niż by chciał. Każda chwila gdy nie zasila on kręgu jest większym obciążeniem dla pozostałych.
- Chizuru! Uczyń znak krzyża na czole Serafiela! - wydał polecenie dla dziewczyny, która i tak już wspierała rudowłosego. Ten prosty gest dla niej był łatwy do wykonania i co najważniejsze będzie mogła to zrobić w ciągu chwili.
Aktualnie w największej dupie był Adam. Ivan także doznawał skutków obciążenia potężną runą, lecz Vlad wierzył, że nawet bez Midori jego brat wytrwa. Wszak ich runa miała dobry start, a w dodatku nadal lśniła pięknym szkarłatem. Vladislau wziął trzy głębsze wdechy by uspokoić umysł i obmyślić kolejny plan awaryjny. W tym na szczęście był dobry i może dlatego nadal żył mimo dość agresywnego podejścia do życia. Jeśli uda się odłączyć ostatecznie Prim od Runy Związania, Vlad powoli sam zerwie własne połączenie i skieruje się ku Adamowi. Skoro krąg zaczął go atakować wprost może mu być potrzebne coś więcej niż wola zwycięstwa. Vladislau zastanawiał się jednak co spowodowało problem. Wiedza o raku Prim? Może ta utarczka z Ivanem? Nie sądził by to potrafiło aż tak wyprowadzić z równowagi Adama. Nie miał jednak pojęcia co innego mogłoby utrudniać kontrolę nad runą. Jeśli uda mu się dotrzeć do brata wesprze go podłączając się do Runy Agresji i jednocześnie nie okaleczoną ręką wesprze go aby macki nie wywróciły brata.
Natomiast gdyby nie udało się odciąć Prim od jej runy Vlad pozostanie w tamtym miejscu by wspierać runę swoją energią. To była Runa Związania. Dlatego też zacznie wyciszać się jeszcze bardziej niż uprzednio podobnie jak Leon zachowując rytmiczny oddech. Zupełnie jak wtedy gdy musiał zapanować nad swoją wewnętrzną bestią. Runa musi się zaczął w końcu słuchać i umożliwić odłączenie siostry. Na tym właśnie Vladislau się skupiał dopóki to zadanie nie zostanie ukończone. W momencie gdy Runa Wiary zostanie zniszczona moce ich i, co gorsza, wampirów zaczną szaleć. Do tego nie wolno dopuścić.
Niezależnie od tego czy pozostanie przy Runie z Leonem czy też będzie miał sposobność wesprzeć swego bliźniaka Vadislau odezwie się do wszystkich.
- Nie było rytuału bez komplikacji. Damy radę. Musimy skupić się na naszych zadaniach. Jesteście tu bo jest w Was potężna siła. Oczyśćcie umysł i myślcie o pozytywnych rzeczach wiążących się z zastosowaniem runy. - między każdym ze zdań czynił krótką pauzę na oddech. Nie mógł sobie pozwolić na przywilej mówienia ciągiem ponieważ kontrola nad runami była niezwykle wyczerpująca. Szczęściem Vlad był zarazem niezwykle wytrzymały. I rozsądny. Zazwyczaj.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   

Powrót do góry Go down
 
Ruiny zamku [piwnice]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Ruiny Zakazanej Świątyni
» Ruiny miasta Ilion
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Biblioteka w zamku Bestii
» Piwnice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: GÓRY-
Skocz do: