IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ruiny zamku [piwnice]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3699-adam#80936 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 36


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Czw Kwi 06, 2017 2:24 pm

- Niech ktoś go wyłączy, nieprzytomny będzie mniej smutny. – Warknął Adam starając się ogarnąć wszystko.
Siostra z rakiem to był cios, zwłaszcza że kochał ją ponad swoje i cudze życia. Przejmował się tym, bo dziw brałby gdyby tego nie robił. Ciągle z zawartymi oczyma skupiał się na słowach. Przynajmniej dla Leona i Serafa bluniercze słowa, ale jako domorosły okultysta to właśnie w nich znajdował ujście swojego bólu.
Czaszka pękała mu w szwach z bólu, ale to nadal było nic w porównaniu z operacjami bez znieczulenia jakie zafundował mu nazista psychopata. Za to był pod wrażeniem tego jak jego ciało znosiło to wszystko. Nie zaczął się jeszcze starzeć a jego gruba skóra ciągle znosiła dziarsko magię. To nie jest takie małe piwo, zwłaszcza jak została naszprycowana świństwem, które sukcesywnie przyspieszało jej rozpad. Nie był w żadnym stopniu chory. Nie pił, wypalił dzisiaj tylko kilka fajek. Czyżby chodziło o jego spaczoną życiem zwierząt i ludzi krew? Nie miał pojęcia, ale zaparł się jeszcze mocniej słysząc jak Leon coś tam zawodzi głośno. Gdyby nie to, że zdychał tu z bólu i rzucającymi nim mrocznymi siłami z chęcią dołączyłby się do jego inkantacji.
Paskudny kształt owinął mu się wokoło nogi pragnąć rzucić nim w środek i spieprzyć wszystko. O nie, na to nie było szansy by sobie pozwolił. Złapał się mocno za naciętą rękę i rozszerzył rany powodując nieprzyjemne ukłucia. Obniżył też trochę nogi i przechylił się trochę w tył aby cokolwiek próbowało go ściągnąć miało więcej roboty. Jeśli to coś było fizyczne to spoko, jest na tyle ciężki ze zajmie to wcale nie mało czasu. Jeśli psychiczne to musiał się uzbroić.
Skupił się na tym jaka jest w ogóle istota tego co do niego przepływa. To była czysta złość wszystkiego wokoło nich. Szalejący gniew Samuru, opory i obawy wszystkich. Z resztą jakby nie patrzeć wszystko szło nie tak, a więc ich stres był naturalny.
Wziął głęboki wdech powietrza i skupił się tylko i wyłącznie na tej odrobinie socjopatycznego spokoju, który miał w sercu. Zabijał już kobiety z dziećmi bez mrugnięcia okiem, przechadzał się po mieście zroszonym bombami fosforowymi, a mimo tego według siebie jeszcze nie oszalał i potrafił w całej swojej dzikości złapać się tego zimnego i pustego spokoju.
- Medyk, dawaj coś na ból. – Szarpał się z rytuałem o własną nogę i warknął, a właściwie zabulgotał, bo jednak przez ból ślinotok miał niemały.
- Jebać to. – szarpnął nogą za którą go trzymano mocno i wyrzucił do tyłu. Żadne mistyczne ścierwo nie pokona kolesia, który był w stanie pochłonąć w przeciągu pół dnia wszystkich ludzi, którzy tu stali.
W jego sercu budziła się z resztą ochota uwolnienia prawdziwego siebie, jeśli będzie musiał może stać się prawdziwym potworem i wlać energię setek żywych istot, które pochłonął. Nie chciał i nie wiedział nawet czy to pomoże, ale wrząca krew i nieprzyjemności coraz bardziej podsuwały mu tę myśl.
Brat na pewno by mu się przydał, był może dziwny i zachowywał się dość specyficznie, ale był zwierzakiem stadnym. Wystarczyłaby obecność kogoś bliskiego, aby dodać mu otuchy. Był bliski padnięcia na kolana, byleby tylko oprzeć się temu upierdliwemu uczuciu że zbliża się za bardzo do centrum. Ba, był gotów siłować się z demonami, które próbowały go teraz powstrzymać. Był zdeterminowany aby dotrwać do końca, klepnąć brata w plecy , przytulić Prim a potem zdzielić ją żołnierskim pasem w dupę za takie sekrety, o.
Powrót do góry Go down
Prim
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2532-prim http://vampireknight.forumpl.net/t3027-prim-darkhawk
Zarejestrował/a : 25/04/2016
Liczba postów : 167


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pią Kwi 07, 2017 8:44 pm

Dziewczyna nic nie odpowiedziała na słowa brata, tylko wciąż ściskając dłoń w pięść odsuwała się od kręgu. Skierowała się pod ścianę i zobaczyła, jak psy podeszły do niej aby pomóc jej udać się do wyjścia. Czuła jak siła niebieskiej magii ciągnie ją do środka całego zamieszania, ale twardo kierowała się w stronę schodów, aby udać się na górę. Robiła się coraz słabsza, nogi zaczynały się pod nią uginać i mimo, że była tak blisko wyjścia padła na kolana, czując jakby ktoś ją ciągnął za sznurek wprost pod nogi Esmeraldy. Wbiła paznokcie w chłodną ziemię i rozejrzała się za mężczyzną, który trzymał pudło z bronią.
Niestety nigdzie go nie widziała. Musiał wyjść. Spojrzała w ledwo widoczny snop światła i szybko zaczęła czołgać się na kolanach w tamtą stronę. Dużo pomogły jej zwierzaki, więc w ciągu pięciu minut udało jej się wydostać na zewnątrz. Jej ręka nie wyglądała najlepiej, do tego runy blokujące jej własną magię zaczęły pękać.
- Pomocy! - krzyknęła do stojących nieopodal łowców. Gdy niechybnie do niej podeszli pokazała im dłoń - Musimy odciąć moją krew od rytuału. Nie wiem, oderwijcie mi skórę, rękę cokolwiek! - mówiła głośno i szybko, aby dobrze ją zrozumieli i zaczęli działać a nie tylko stali i patrzyli, co się tam dzieje. Czy jej pomogą i jak to chyba już sam los zadecyduje?


drobny edit, z racji dość chaotycznego wczorajszego posta xD

_________________

***
Cause we could be immortals, immortals
Just not for long, for long
Live with me forever now, pull the blackout curtains down
Just not for long, for long
We could be immortals
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2001


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 09, 2017 9:00 pm

Sytuacja przy runach jak i samym kręgu wciąż ulegała zmianie. Przegrupowanie? Chyba tak najwłaściwiej opisać tą napiętą sytuację. Temperatura powietrza rosła niszcząc przy okazji wszystkie złudzenia, że wszystko pójdzie gładko. Wystarczyło spojrzeć na wymęczone twarze łowców, na energię, która wyciągana z ich ciał migrowała do wnętrza kręgu. Złośliwy omen wisiał w powietrzu, wprawiając niebezpieczeństwo rytuału w wirowanie. Nic już nie było proste, a zakończenie tej całej jatki stanowiło jedną wielką niewiadomą.

Chizuru – stanęłaś przed trudnym wyborem, który poniekąd mógł podbudować Twoją samoocenę. Co zrobić, kiedy każda decyzja przyjmie określone skutki? Nic tutaj nie było czarne lub białe, a w sytuacji gdy liczy się czas, naprawdę ciężko podjąć odpowiednie kroki.
- Chcesz być lekarzem, prawda Chizuru? - czerwonowłosa zmierzyła Cię wzrokiem mówiącym iż trudno będzie z nią dyskutować – Musisz myśleć o wszystkich. Jeśli padnie runa wiary, oni wszyscy mogą stracić życie. - wyjaśnienie nie przedstawiło dobrej wizji przyszłości, ale było w nim tak wiele prawdy. Po krótkiej walce toczącej się w Twoim wnętrzu, w końcu podjęłaś decyzję.
Wychodzisz…
Samo opuszczenie kręgu było naprawdę szybką akcją, dlatego dzierżąc w dłoni torbę z lekami, sprintem wyminęłaś postawnego faceta. Po odbębnieniu odpowiednich formalności, mogłaś dołączyć do Serafiela, którego stan naprawdę pozostawiał wiele do życzenia. Po kilku pokrzepiających słowach przyłożyłaś krwawiącą dłoń do runy, dając jej tym samym dodatkową energię. Odczucia? Było to jak zderzenie z jakąś silną i trudną do poskromienia energią. Wydzieranie witalności i krwi od żywicieli było widoczne gołym okiem, ale pierwszy raz przyszło Ci stawić temu czoła. Rwanie, lekki ból głowy. Ogrom odczuć w niczym nie przypominał wizji rodem z filmów Disneya, gdzie dobro zawsze góruje nad złem. Do samego końca nie byłaś pewna rezultatów tych wszystkich działań. Słyszałaś modlitwę i stałaś tam wspierając tego umęczonego księdza. Aż w pewnym momencie runa wiary… zaczęła się uspokajać!

Serafiel – nigdy nie miałeś szczęścia do swojej runy, ale to z czym wyskoczyła tym razem przechodziło ludzkie pojęcie! Nie dość, że ciągnęło z Ciebie kolosalne pokłady energii, to jeszcze na dodatek starało się dodatkowo utrudnić życie tymi ciemnymi witkami. Nosz do jasnej ciasnej… demon jak nic. Przez chwilę próbowałeś oderwać od siebie niechcianego lokatora, przez co Twoja prawa dłoń powędrowała do blokujących więzów. Kiedy tylko dotknąłeś materii poczułeś przeszywający ból, który nie skończył się tylko na dłoni. Całym ciałem wstrząsnął spazm, a w umyśle pojawiła się ponura wizja. Cienisty gość, z rozmazaną twarzą unosił się nad kręgiem i z uśmiechem na twarzy pokazywał dzieło swego działania – wszędzie trupy. I krew. Twoi towarzysze z oświaty leżeli martwi przy swoich runach, dodatkowo oplątani w coś, co ciągnęło ich krew do ostatniej kropli. Znów uderzenie głowy – wizja się urwała. Czy tak wygląda wasza przyszłość? Dopiero po chwili doszło do Ciebie, że nie jesteś przy runie sam. Mistyczna siła mogłaby zgnieść Cię na miazgę, ale tym razem, stało się coś, co można uznać za mały sukces. Pojawienie się ciemnowłosej dziewczyny, modlitwy Twoje i kowboja doprowadziły do małego cudu… Ciemne refleksy początkowo nadal próbowały przejąć Wasz znak, ale już po chwili spadł Twój knebel, a runa zaczęła świecić piękną czerwienią! Demon odszedł, albo poszedł szukać innej ofiary…
Czujesz się naprawdę kiepsko. Drżysz, a Twoje powieki są coraz cięższe. Potworny wysiłek chyba wyczerpał większość pokładów energii, dlatego lada chwila możesz zapaść w kojący sen… Kto wie, może wyśnisz lepsze zakończenie?

Runa wiary wróciła do gry w pełnej swojej krasie. Chwilowo nie sprawia problemów. Gratulacje wszystkim zaangażowanym!


Prim – runom spodobał się Twój stan i energia jaką mogły czerpać. Byłaś wycieńczona i niepewna kolejnych zdarzeń. Możliwe, że gdyby nie pomoc brata i zwierząt, nie byłoby Ci dane opuścić tego miejsca kaźni. Ale jednak, udało się. Miałaś wrażenie, że nie dojdziesz do celu, nie wydostaniesz się z piwnic przez rząd schodów, po których nie miałaś już siły stąpać. Zwierzaki znały swój rozkaz, dlatego Inferni chwycił Cię zębami za kurtkę i pomógł wspiąć się na Kresa. Poczułaś ciepło bijące od futrzastego przyjaciela i już po chwili wraz z psami pomknęłaś na górę. Powiew wiatru i świeżego powietrza uderzył Cię w twarz. To był już koniec tego starcia – niebieskie nitki zniknęły.
- Zabieramy Cię do oświaty. - zamaskowany łowca nachylił się i wziął Cię na ręce – Dzięki Kres, Inferni. - skłonił się zwierzakom, na co te radośnie zaszczekały. Kątem oka widziałaś, że łowcy otoczyli cały teren dawnego zamku. Wśród nich nie tylko znalazło się zwykłe wsparcie, ale również i snajperzy.

Prim, Twoja przygoda z odwampirzaniem dobiega końca. Fabularnie obudzisz się w Sali medycznej oświaty, gdzie zostaniesz dalej pokierowana przez zarządzającego tam medyka.


Leon – jak ten gladiator stałeś przy runie związania, pilnując żeby nagle nie spadła Wam na głowę magia wszystkich łowców. Pomijając złośliwy błękit, Twoja runa wciąż trzyma w miarę ładny poziom i nie sprawia większych problemów. Do czego musiało dojść, byś zdecydował się uwolnić z siebie potok modlitwy? Na głos wypowiadałeś święte słowa, obserwując zachowanie przeuroczego demona, który znajdował się przy Serafielu. Krąg na chwilę się otworzył, a kiedy przy kumplu stanęła ciemnowłosa dziewczyna, widziałeś, że bestii nie podoba się ten scenariusz. Początkowo diaboł miotał się i próbował utrzymać, ale Twoja modlitwa i dodatkowa krew przy runie sprawiła że musiał odpuścić. Poczułeś na sobie przeszywające spojrzenie, a po chwili cienista postać zaczęła mknąć w Twoim kierunku. Byłeś dla niego zagrożeniem gorszym niż jakiś tam ksiądz, a runa jaką przyszło Ci wspierać była następną w kolejności do odstrzału. W momencie kiedy pojawił się przy Tobie Vlad, poczułeś mocne szarpnięcie. Demon zaś zniknął z pola widzenia. Czułeś jego obecność i podobnie jak w przypadku Serafiela, również i Tobie oberwało się rykoszetem przez ciemne macki. Niienaturalna siła oplątała Twoje usta i ręce, ciskając Tobą o ziemię. Uderzenie o kamienną posadzkę nie należało do najprzyjemniejszych odczuć. Masz problemy z wykonaniem większości ruchów, a ciemne witki oplątujące ciało dodatkowo wbijają się w skórę dotkliwie ją raniąc.

Vlad – w pewnym momencie nie wiedziałeś gdzie masz biec. Zauważyłeś, jak krąg otwiera się obok runy siły, wypuszczając stamtąd Chizuru, która zasiliła runę wiary. Czy to była dobra decyzja czy nie, trudno określić na tak wczesnym etapie. Esmeralda i wampiry zostali sami wewnątrz kręgu… bez medyka i bez… torby z lekami, którą zabrała młoda łowczyni. Prim została wyniesiona przez psy, dlatego bez przeszkód mogłeś zająć jej miejsce przy runie. Może i lepiej, bo gdy znak wiary uspokoił się za sprawą wiary Serafiela, pojawienia się Chizu i modłów Leona, coś złego zaczęło się dziać z kowbojem. Na runie związania pojawiły się delikatne ciemne refleksy, a Leon… został odciągnięty na bok i padł jak długi i miota nim jak szatan. Czyżby komuś bądź czemuś nie spodobały się religijne teksty jakie recytował jak oszalały. To nie koniec Twoich zmartwień… jako dowódca stajesz przed trudną decyzją, bo jak za chwilę zauważysz, inni łowcy również znaleźli się w poważnym zagrożeniu…

Corn – temperatura przy runie życia z każdą chwilą rosła. Co było tego przyczyną? Nie wiadomo. Inni łowcy również mieli problemy, ale nie wyglądało na to, że ich znaki są aż tak gorące jak wasza. Podjąłeś szybką decyzję – Midori idzie do Stalowej ręki. Dobrze to czy źle? Przekonasz się niebawem. Z chwilą, kiedy łowczyni zostawiła Cię samego, już wiedziałeś jak ciężko będzie Ci utrzymać runę życia. Świeciła, pulsowała wręcz, a ty miałeś wrażenie że jesteś odpowiedzialny za całe życie wewnątrz kręgu. Z rudowłosą naprawdę nie było zbyt dobrze. Temperatura jej ciała rosła, a funkcje życiowe… spadały. Widziałeś to po niej, z czego runa dawała pełne potwierdzenie teorii. Zostałeś sam. Żar lał się z runy, lecz ona sama jakby trochę… przygasała? W pewnym momencie temperatura była tak wysoka, że parzyła dłoń. Nawet ze zwiększoną wytrzymałością miałeś problem z utrzymaniem, dlatego oderwałeś się na chwilę. Runa powoli gasła… i gasła… Tliła się delikatnie, ale w niczym nie przypominała już tego co było na początku.


Adam – wciąż walczyłeś samotnie na placu boju, a paskudna energia miała w dalekim poważaniu Twoje chęci i bezpieczeństwo. Prim dzięki psom opuściła pomieszczenie, dlatego chociaż ona była już bezpieczna. Jedna pokrzepiająca myśl w morzu potrzeb i niebezpieczeństw. Kiedy runa wiary wróciła do gry, poczułeś, że energetyczna macka jakby trochę odpuściła. Oczywiście nie doczekałeś się niczego na ból, ale jesteś dużym chłopcem i na pewno dasz sobie radę! Szarpnąłeś nogą i udało Ci się wyrwać z działania dziwnej siły. Noga krwawiła, dając przy okazji nieprzyjemne uczucie pieczenia. Co na to runa agresji? Krew jak krew, z największą ochotą Twój znak przyjął kolejne pokłady posoki i teraz ciągnął podwójnie: z nogi i ręki którą wciąż wyciągałeś przed runę.
Czułeś jak ból głowy rozsadza Ci czaszkę, ale najgorsze było to straszliwe zmęczenie. Chyba przyda się jakiś odpoczynek, co?


Zack – gorąco, wręcz upał. Cierpiałeś, bowiem Twoja sytuacja wcale nie należała do ciekawych. Czy już nie lepsze jest życie w ciele bestii, gdzie chodzisz gdzie chcesz, żresz co chcesz i żyjesz jak i kiedy chcesz. Trudno było znieść tą sytuację, lecz ktoś się nad Tobą nachylił. Prawie przykryła Cię burza czerwonych włosów, a do uszu doszedł szept wypowiedziany w obcym dla ludzi i wampirów języku. Czułeś się dziwnie… Całe ciało zachowywało się inaczej niż do tej pory. Mrowienie? Kobieta się wyprostowała, a wtedy ty złapałeś pierwszy prawdziwy oddech. Poczułeś rozdzierający ból, a wtedy Twoja klatka piersiowa zaczęła się unosić. Nie czułeś już krwi. Po prostu… byłeś tym kim chciałeś się stać. Człowiekiem.
Nie do końca wiedziałeś co robi kobieta, ale ewentualne rozważania przerwało dziwne poczucie oplątywania. Nitki czerwonej energii układały się na Tobie, tworząc niejako coś w rodzaju kokonu. Przyjemnie, co? Nie słyszałeś już żadnych dźwięków, nie czułeś podwyższonej temperatury bo wewnątrz tego dziwnego tworu panowały zupełnie inne warunki. To chyba za dużo jak na ten jeden dzień, dlatego nie panując już nad swoim ciałem zamknąłeś oczy i zapadłeś w sen.

Zack, wróciłeś na łono człowieczeństwa. Odwampirzanie było dla Twojego ciała dużym obciążeniem, dlatego finalnie straciłeś przytomność. Zasnąłeś ze świadomością, że się udało i jesteś względnie bezpieczny. Co się dalej z działo? Nie masz pojęcia. Śpisz dopóki nie powiem, że jest inaczej.


Eric – stałeś na swoim posterunku robiąc co możesz byleby tylko pomóc. Runy zachowywały się różnie, ale tylko Twoja była względnie stabilna. Obdarzono Cię zaufaniem. Wierzono, że dasz radę to wszystko pociągnąć i dlatego to obok Ciebie otworzyło się na chwilę przejście. Kiedy tak sobie rozmyślałeś, Esmeralda spojrzała na Ciebie. Jej stan był kiepski – była wyniszczona i słaba. Mimo to uśmiechnęła się do Ciebie, przez co miałeś wrażenie, że każda najdrobniejsza myśl nie kryła przed nią tajemnic. Kobieta schyliła się nad jednym z wampirów, a wtedy runa siły zaczęła niebezpiecznie drgać. Siła z jaką wyciągana była energia wzrosła, zabierając jeszcze więcej niż dotychczas. Naprawdę ciężko było się utrzymać. Stałeś pewnie, ale coraz bardziej ściągało Cię do wnętrza kręgu. Kiedy Esmeralda się wyprostowała, byłeś jako jeden z nielicznych świadkiem prawdziwego cudu przemiany… Runa wibrowała, oddając do wnętrza kręgu czerwone nici, które oplotły wampira, tworząc coś w rodzaju kokonu. Ten dziwny Twój uniósł się i po ponownym kilkusekundowym otwarciu kręgu obok runy siły, wyleciał z wnętrza prowadzony niewidzialną siłą. Wampir, albo raczej człowiek znajdował się teraz przy jednej z kolumn - daleko od całego zbiegowiska. Nici szybko odłączyły się od Zacka i rozdzielając się na dwie części pomknęły do Stalowej ręki i Midori. Wykonałeś naprawdę dobrą robotę!
Niestety czujesz się zmęczony, a ból głowy nie ustępuje. Nieszczęsna ręka z której runa ciągnie energię również nie może się poszczycić dobrą kondycją. Boli jak cholera, ale chociaż są jakieś efekty.

Ivan i Midori – przesz nagły zwrot akcji przyszło Wam razem pracować. Czy to dobra decyzja, biorąc pod uwagę jak bardzo jesteście różni i jak odmienna jest Wasza wewnętrzna energia? Trudno ocenić. Z chwilą pojawienia się Midori, runa wytrzymałości zaczęła dziwnie drgać, czego zwiastunem mogło być dziwne zachowanie z wnętrza kręgu. Wytrzymałość. To wy wraz z runą siły dawaliście największego kopa przy próbie odwampirzania. Energia jaką wyciągała runa drastycznie rosła, podobnie jak temperatura przy waszym znaku. Kiedy jeden z ex wampirów wyleciał z kręgu, energia na runie zaczęła gęstnieć, przez co miało się wrażenie, że za chwilę wybuchnie… Oboje poczuliście na sobie dziwne czerwone nici energii, które w niczym nie przypominały tego, co oplotło swojego czasu Serafiela. Wasze więzy, były delikatne w obyciu, czerwone jak krew i wyglądały jakby chciały Was chronić. Ale przed czym? Ano… były to ułamki sekundy, ale runa wytrzymałości… eksplodowała. Jak przez mgłę zobaczyliście wybuch czerwonej energii i oboje zostaliście odrzuceni na dwa przeciwległe kąty piwnicy. Troszkę bolało, przez co jesteście lekko oszołomieni. Żyjecie i żadne z Was nie doznało złamań i uszkodzeń. Czerwone nitki zmieniły się w krew – ich rola została spełniona. Ochroniły Was.

Runa wytrzymałości jest czarna od wybuchu, ale gdzieś tam wciąż tli się czerwona iskra. Wasz stan jest względnie dobry. Przez chwilę możecie mieć jednak problem z orientacją, ponieważ ból głowy rozsadza Wam czaszki.


Samuru – sypałeś gromami chcąc rozerwać tą łowiecką sukę, która tak bardzo Cię znieważyła. Gdzie się takie ścierwo wychowało? Kto ją tego nauczył. Po kolejnej fali rzucanego mięcha, ruda złapała Cię za włosy i pociągnęła.
- Zamknij tą mordę. - wycedziła przez zęby, a cebulki włosów gdyby tylko mogły krzyczeć, napisałyby teraz marsz żałobny. Ty nienawidziłeś rudej, ona miała Cię krótko mówiąc w tyłku. Czysta chemia, prawie że odwzajemniona nienawiść!
Przez moment skupiła się na Twoim sąsiedzie, który de facto był Twoim dziełem. Coś się działo. Słyszałeś dziwny język – jakże trudny do zrozumienia. Ciało Zacka zmieniało się, a ty w tym czasie cierpiałeś katusze fizyczne i psychiczne. Jako stwórca, znajdujący się blisko swojego dziecka wiłeś się z bólu, kiedy do Twojej głowy docierały dziwne obrazy których nie rozumiałeś. Krew. Zack. Biała sukienka tej łowieckiej zdziry. Gdzieś w tle przewinęła się cienista istota, o przeraźliwym wyglądzie i agresywnym zachowaniu. Miałeś wrażenie, że coś Cię dusi. Niewidzialna siła nakłuwająca Twoje ciało niewidocznymi igłami, z których każda niosła truciznę wnikającą do ciała. Substancję rozrywającą wewnętrznie, pobudzającą organy, siejącą spustoszenie w organizmie, który od zawsze należał do wampira. Czułeś się paskudnie. Słodki zapach krwi łowczyni wciąż mamił zmysły. Usłyszałeś wybuch, a wtedy z ust kobiety wydobył się stłumiony jęk bólu. Chociaż tyle dobrego, niech cierpi za te Twoje krzywdy. Łowczyni gruchnęła o ziemię i dopiero wtedy się zaczęło! Część energii którą oddawały runy oplotła Cię, chcąc rozerwać na strzępy. Czułeś się jak więzień skazany na śmierć rozciągnięcia przez rozpędzone konie. Ruda jest nieprzytomna, a ty… za chwile pękniesz z bólu. Witek przybywa. Są gorące, nieokiełznane i ranią, pozostawiając krwawe ślady.


Kiedy padła runa wytrzymałości, runa życia zaczęła przygasać. Esmeralda upadła i się nie rusza, a wampir jest atakowany przez setki energetycznych witek. Stan łowczyni jest ciężki. Nie widać czy jej klatka piersiowa się rusza, ale jej ciało w całości jest pokryte ciemnymi żyłami. Z nosa leci obfita strużka krwi, która wchodzi w szczeliny między kamienną podłogą. Sytuacja jest koszmarna, ale żadne z Was nie może przekroczyć kręgu.

Temperatura ciała Esmeraldy: 42 stopnie.


Kolejność dowolna
Na posty czekam do 13.04 do godziny 12.



_________________
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1337


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 09, 2017 9:24 pm

Czuł że wyraźnie coś się dzieje nie tak. Czuł to i widział. Nie wiedział że odwampirzanie czystego szlachetnego okaże się być tak trudne co powodowało iż Cornelius miewał nikłe myśli, które nie wróżyły dobrze. Nie mógł jednak się poddać, ani zrezygnować. Wiedział że ma do utrzymania potężną runę, dlatego też nie chciał nikogo zawieść, a tym Bardziej Esmeraldy. Nie wiadomo jakby to się odbiło na Corneliusie gdyby jednak coś się stało kobiecie. Próbował mieć czysty jednak umysł, a myślami wodził koło Katy, jak i o innych przyjemnych chwilach w jego życiu. Było ich mało, dlatego też były dla niego cenne i powodowały iż jednak całkowicie jego serce nie zamarło. Potrafił kochać, przez co potrafił mieć jeszcze przyjemne wspomnienia, do których chętnie wracał, tak jak w chwili gdy zaczął wątpić.
Jeszcze trochę...
Próbował się się motywować na wiele różnych sposobów. Nawet motywował się myślą, że na miejscu Esmeraldy jest jego Katy. Była ona najważniejsza kobietą w jego życiu dlatego myśl o tym że mógłby ją stracić w takiej sytuacji, dodawała mu siły mentalnej, lecz bodźce z zewnątrz były silne, za silne, by Corn mógł utrzymać się do samego końca. Czuł uderzające ciepło, które kiedy było go za dużo zmusiło go do zabrania ręki. Widział rak runa przygasała, czy się martwił. Oczywiście, co nie było teraz w sumie dziwne, dlatego też wiedział że skoro ma być źle, to nie ma co trafić. Zaś wyciągnął rękę, ku temu piekłu, drugą przysłonił swoje usta, którymi się zagryzł, próbując jakoś odroczyć swój umysł by nie myślał tylko i wyłącznie o temperaturze a skupił się na innym bólu. Temperatura rosła dlatego też wyda z siebie gardłowy ryk, bólu, czy też niezadowolenia, próbując jeszcze utrzymywać swoją rękę wyciągniętą, nawet jeśli miało by to mu zaszkodzić o wiele bardziej niż by przypuszczał, lecz wiedział że Esmeralda była tego warta, więc nie mógł od tak się poddać. Teraz żałował, że jednak pokierował Midorii do Stalowej Ręki, bowiem gdyby nie to, to może stan runy byłby lepszy.
Widział jak Esmeralda upada, jak i runa przygasa. lecz nie mógł przekroczyć kręgu, dlatego spojrzał co się dzieje z runą wytrzymałości.
-Runa wytrzymałości, trza ją rozpalić... Midori, Stalowa Ręka, jesteście na siłach by coś zdziałać?
Widział ich stan, lecz nie skreślał ich, zwłaszcza teraz gdy każda pomoc może być niezmiernie cenna, dlatego też chciał wiedzieć czy są w jeszcze wstanie do działania.

_________________


Fragment Treningu Corna
- Naprawdę jesteś niemiły - odparła - wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
- Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję - wyjaśnił. - Wszyscy mnie wkurwiają.

Znalezisko Gakiego.:
 

Powrót do góry Go down
Chizuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 873


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 09, 2017 9:46 pm

Usłyszała polecenie dowódcy, więc natychmiast nakreśliła na czole Serafiela znak krzyża, tak jak Grigorij ją o to poprosił. Wyrywanie wręcz energii i krwi z jej ciało bolało tak cholernie, jak nic wcześniej. No może oprócz przemiany w wampira, bo umówmy się, to nigdy nie był przyjemny proces. Tego co w tym momencie się z nią działo, co czuła, nie dało się opisać właściwie żadnym słowem. Gdyby ktoś zapytał ją o przeżycia, nie wiedziałaby co ma odpowiedzieć. Siła, która przyciągała ją do środka kręgu była tak niewiarygodnie silna, że gdyby nie myśl, iż wylazła z tego nieszczęsnego kręgu właśnie po to by pomóc, dawno już by się jej poddała. Musiała się uspokoić, ufać, że wszystko skończy się dobrze i nikt im tutaj nie umrze. Jeśli chciała pomóc rozwianemu emocjonalnie Serafielowi, sama musiała okazać się oazą spokoju a ze wszystkimi emocjami i wątpliwościami jakie nią targały, wcale nie było łatwo. Najwyraźniej natomiast skutecznie, bo runa wiary zaczęła się uspokajać i po chwili wróciła na właściwe tory. Chizuru uśmiechnęła się i spojrzała na swojego towarzysza a kiedy zauważyła jego minę natychmiast spoważniała.
- Wszystko w porządku? - zapytała marszcząc brwi i chociaż martwiła się o łowcę, w tym samym momencie stało się coś, co całkowicie pochłonęło umysł Chizuru i być może doprowadzi do kolejnej utraty kontroli nad runą. Właśnie mogli dostrzec konsekwencje decyzji, jaką mała Namikaze podjęła będąc w kręgu. Widząc jak Esmeralda upada, serce Chizuru dosłownie stanęło w miejscu, by po chwili walić w klatce piersiowej jak oszalałe. Sama brunetka wgapiała się w swoją mentorkę szeroko otwartymi z przerażenia oczami, blada na twarzy jak papier. Wiedziała. Wiedziała, kurwa, że wyłażenie z kręgu było złą decyzją. Ostatecznie łowcy mogliby sobie nawzajem poradzić, ale Esme? Kto jej teraz pomoże, skoro Chizuru miała zablokowany dostęp do kręgu? Może i nie znała się na runach, ale przynajmniej doprowadziłaby Esmeraldę do stanu względnej używalności i łowczyni dalej mogłaby prowadzić rytuał. A tu gówno, nic z tego. Bo właśnie ona - Chizuru Namikaze podjęła taką a nie inną decyzję i zjebała. Zjebała wszystko po całości. I to będzie jej wina jeśli Esmeralda straci teraz życie. Jej i tylko jej. A przecież miała jedno cholernie proste zadanie. Stać w tym jebanym kółku i nie dopuścić, by czerwonowłosa straciła przytomność. Teraz chuj, po ptokach. Bo oczywiście jak ten debil ostatni zabrała torbę z lekami. PO CO W OGÓLE. Nie miało znaczenia, że odniosła mały sukces, bo udało jej się pomóc opanować runę wiary. Esme umrze, a wszyscy będą obwiniać ją, bo to Chizuru miała być przy łowczyni, nie kto inny. W ogóle mogła tu nie przychodzić, dać sobie spokój.
Takie właśnie myśli krążyły w głowie Chizuru, kiedy z wielkim przerażeniem malującym się na jej bladej twarzy wpatrywała się w sylwetkę Esmeraldy. W emocjach nieświadomie ścisnęła mocniej dłoń Serafiela. W głowie zaczęło jej się kręcić, a sama Chizuru nie mogła prawie złapać oddechu. Wiedziała, że powinna się opanować. Trudno, stało się, czasu już nie cofnie, powinna skupić się na obecnym zadaniu. Ale nie potrafiła. Nie teraz, kiedy była przekonana, że doprowadziła do śmierci Esmeraldy.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 848


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Nie Kwi 09, 2017 10:35 pm

Rodeo trwało w najlepsze, a byk miał trzy ogony i czerwone ślepia. Wykazywał się też niesamowitą narowistością. Wszystko działo się tak szybko. Umysł Vlada szybko analizował kolejne zmienne. Midori przy runie Wytrzymałości okazała się nietrafionym pomysłem. Trudno. Leon nie był w stanie zasilać runy. Prim została wyautowana dzięki dziarskim psom. Gdyby nie one prawdopodobnie straciłaby życie. Pewnie nawet nie była do końca świadoma zagrożenia. Cornelius też miał problemy, ale dzielnie stawiał im czoła. Szybka kalkulacja w spokojnym umyśle Darkhawka dobiegała końca w niespełna kilka sekund. Najważniejsze były runa wytrzymałości i siły. Ludzie musieli mieć cel, a Vladislau posiadał najlepszy wgląd w sytuację. Poza tym w momencie gdy wszystko się wali najlepiej w ryzach trzyma wykonywanie rozkazów. Skupiasz się wtedy na swoim zadaniu i możesz nie myśleć o konsekwencjach.
- Ivan, wstań i kontynuuj. Runę możesz ocalić hartem ducha. - rzekł do swego brata. Ten drań wychodził z większych problemów cało. Był uparty równie, jeśli nie bardziej, jak Vlad. Dlatego nie było wątpliwości, że powinien kontynuować swoje dzieło.
- Midori, choć do mnie. Połącz się z Runą Związania. - nie mógł pozostawić znaku samotnie gdy Leon zmagał się... właśnie z czym do cholery? Z animizowaną magią. Tyle mógł wywnioskować Vladislau nie wiedząc co niektórzy widzą pośród nich.
- Chizuru! Natychmiast ruszaj opatrzyć Lwa! Stoi przy Runie Agresji. - wiara uspokoiła się dając im choć chwilę względnego spokoju. Na widok padającej na posadzę Esme Chizuru zrobiła wielkie oczy. Była praktycznie kadetem dlatego Vlad postanowił wydać jej jasne polecenie. Lepiej się teraz przyda jako medyk dla nich. Jeśli Adam się wykrwawi to jego truchło runy nie utrzyma.
Brakowało ludzi. Cornelius mógł wytrzymać góra minutę do dwóch jeśli nic się nie zmieni. Trzeba było wezwać wsparcie spośród łowców znajdujących się w okolicy. Vladislau przyłożył wolną rękę do hełmu by wcisnąć odpowiedni przycisk.
- Naven, Diego. Potrzebne wsparcie. Jak wejdziecie Chowacie broń do skrzyni. Nacinacie dłonie rytualnym nożem by oddać krew do naczynia. Naven idzie do Corneliusa i staje obok niego. Diego ma stanąć za mną. - wydał polecenie licząc, że przekaz dotrze bez zakłóceń. Jeśli tak za chwilę powinni mieć solidne wsparcie. Wtedy też Vlad będzie mógł pomóc Przy innych runach. Nadszedł czas by wspomóc Leona, którego Białowłosy dotąd ignorował. Izolowanie swojego umysłu od takich rzeczy było ważne i dla niektórych może trudne. Jednakże Darkhawk miał umysł ściśle analityczny i już dawno nauczył się panować nad sobą oraz ustawiać priorytety. A wezwanie pomocy i naprowadzenie innych na właściwą ścieżkę było ważniejsze niż pomoc jednemu nieszczęśnikowi. Gdyby Vlad zaczął od niego dla wszystkich mogłoby się to źle skończyć. Nadszedł jednak czas i na Kowboja. Najwyraźniej krąg z jakiegoś powodu nie lubił modlitw. No dobrze. Niech się udławi. Vladislau po prawdzie nie był osobą silnie religijną. Jednakże historię Anglii i Rosji znał niemal perfekt. Znał też dumne i patetyczne pieśni oraz modlitwy. Jedna z nich idealnie nadawała się na tę chwilę. Zamierzał ją jednak odrobinę zmienić.
- Boże, Łowców nam chroń!
Niech Najjaśniejszy Pan
Włada na wieki nam!
Dumnych pogromco,
Słabych obrońco,
Pocieszycielu mas —
Wysłuchaj nas!

Oświatę dawną
Świtę wytrawną,
Boże, nam chroń!
Łowiectwo zasobne!
Silne, spokojne!
A co niegodne,
Od nas odgoń!

O, Opatrzności!
Błogosław włości,
Wysłuchaj nas!
Pokorę w szczęściu,
Szlachetność celu,
Siłę w cierpieniu,
Na ziemi daj!

- zaczął śpiewnym głosem recytować fragment Modlitwy Rosjan z XIX wieku. Z pewnością miał czas na pierwszą zwrotkę. Czy pozostałe uda mu się wypowiedzieć trudno było określić, ale jeśli coś mu przeszkodzi będzie tę zmienioną modlitwę powtarzał choćby w myślach jak mantrę. Miał zamiar pokazać tej magii, że nie boi się jej. Co więcej liczył, że dzięki skupieniu i sile woli uda mu się okiełznać runę. To był cel nadrzędny. Jeśli to się powiedzie Leon także powinien mieć spokój. Poza tym dla kogoś takiego jak on nawet ta modlitwa powinna być choć trochę pokrzepiająca. Vlad skupiał się zadaniowo toteż wziąć działał z czystym umysłem. Dostrzegł wprawdzie co się stało w kręgu... jednakże wiedząc, że nie ma na to najmniejszego wpływu naprawiał sytuację w części zewnętrznej. Jeśli tu ustabilizują sytuację we wnętrzu także będzie lepiej. Tego toku rozumowania się trzymał.
Powrót do góry Go down
Chizuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t167-chizuru-namikaze#189 http://vampireknight.forumpl.net/t170-chizuru#193 http://vampireknight.forumpl.net/t3263-chizuru
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 873


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pon Kwi 10, 2017 12:36 am

Post za zgodą MG.

Przez chwilę naprawdę myślała, że zejdzie na zawał. Widok Esmeraldy i kłębowisko czarnych myśli, które w tym momencie krążyły w głowie dziewczyny, nie dawał ku temu wątpliwości. Stanowczy ton dowódcy, jedno proste, jasne polecenie i już Chizuru powróciła ze świata mroku i wszechobecnej śmierci, w którym chwilowo się znalazła. Ocknij się, dziewczyno, cholera, nie czas teraz na załamanie nerwowe. Jesteś w tym momencie jedynym medykiem, a właściwie namiastką medyka, która może pomóc. Pamiętaj, że masz ratować życie wszystkich, nie tylko Esmeraldy.
Z takimi myślami w głowie, nieco pokrzepiona Chizuru kiwnęła głową na słowa dowódcy.
- Zostawię cię na chwilę. Poradzisz sobie, runa już się uspokoiła. W razie czego jestem zaraz obok. Przyjdę jak zobaczę, że robi się źle - powiedziała do Serafiela, patrząc na niego znacząco. Słowa, których Chizuru nie powiedziała na głos, sam musiał sobie dopowiedzieć - ale teraz przede wszystkim jesteś zdany na siebie. Sytuacja była taka a nie inna. Namikaze mogła mieć jedynie nadzieję, że mimo wszystko Serafielowi uda się utrzymać runę wiary w takim stanie, w jakim była teraz. Ostatni raz uścisnęła dłoń mężczyzny i posłałamu pokrzepiający uśmiech, po czym pogrzebała w małej kieszeni torby lekarskiej wyciągając z niej małą fiolkę, którą zaraz wcisnęła Serafielowi w przed chwilą puszczoną dłoń.
- Widzę, że jesteś słaby ale nie możesz teraz odpaść. To są sole trzeźwiące, jedyne co mogę ci teraz dać. W razie czego uderzenia w twarz są moją specjalnością - tak, naprawdę wysiliła się w tym momencie na żart. Nie wiedziała, co dokładnie dolega Serafielowi, ale nie mogła zostawić go tak bez niczego. Najwyżej podejdzie i naprawdę strzeli mu z liścia. Mogła go też w razie czego zastąpić, jednak patrząc na jej siłę i doświadczenie, marny byłby z niej substytut. No i kto inny mógłby pomóc w medycznych sprawach, prawda.
Powoli zaczęła się wycofywać, by w pewnym momencie bezpiecznie odłączyć się od runy wiary i przejść do runy agresji, która znajdowała się tuż po jej lewej stronie. Stojący przy niej łowca nie wyglądał za dobrze, a do zadania Chizuru należało ten stan zmienić. Podejrzewała, że runa agresji wcale do łatwych nie należy. Zresztą, czy tutaj cokolwiek było łatwe?
Trzęsącymi się z emocji rękami (cały czas obwiniała się, że wylazła z tego głupiego kręgu), postawiła przy Adamie torbę i nerwowo zaczęła szukać w niej potrzebnych rzeczy. W pewnym momencie zatrzymała się na sekundę, zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech, by się uspokoić. W nerwach niczego dobrze nie zrobi, wdech i wydech.
- Przyszłam opatrzeć ci nogę. Dam ci coś na ból, ale tylko na ból. Ze zmęczeniem... Powinno być lepiej jak nie będziesz tracił tyle krwi - poinformowała łowcę o swoich zamiarach, bo pewnie całą uwagę skupił na swojej runie, nie na pogaduszkach łowców obok. Mówiąc to wszystko nie przerywała swojej pracy, nie było na to czasu, całą więc uwagę skupiła na krwawiącej nodze.
- Musisz mi pomóc, musisz usiąść. Albo maksymalnie zgiąć noge, inaczej nie dam rady ci jej opatrzeć - no na stojąco mu przecież tego opatrunku nie założy, nie tak to działało. W zależności, którą z opcji wybrał Adam, Chizuru najpierw odkaziła ranę, przyłożyła do niej gazę, na to kawałek waty, a potem zaczęła szczelnie owijać ją bandażem, starając się jednocześnie, by ucisk nie był za mocny. Miała nadzieję, że na ten moment taki opatrunek wystarczy, by zatamować krwawienie. Jasnym było, że po całej akcji musiała od nowa, na spokojnie przyjrzeć się ranie. Być może potrzeba było szfów, jednak w tej chwili nie było czasu by je założyć. Kiedy skończyła z nogą wyjęła z torby medycznej środek przeciwbólowy, który za pomocą czystej, nie używanej wcześniej strzykawki zaaplikowała Adamowi. Po wszystkim była zwarta i gotowa, by pomóc mu wstać. Nawet jeśli prawdopodobnie będzie musiała zużyć nieziemskie pokłady energii.

_________________


Who’s to know if your soul will fade at all
The one you sold to fool the world
You lost your self-esteem along the way

Chizuru x Elliot
Powrót do góry Go down
Naven Windwalker
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t935-naven-windwalker#9120 http://vampireknight.forumpl.net/t937-naven http://vampireknight.forumpl.net/t3255-naven-windwalker#70061
Zarejestrował/a : 21/02/2013
Liczba postów : 332


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pon Kwi 10, 2017 2:23 pm

ZA ZGODĄ VLADA. POZDRAWIAM

Ubiór: Naven był ubrany w wojskowy czarny kombinezon z wypustkami ochronnymi na kolanach i łokciach. Do tego oczywiście czarne, materiałowe rękawiczki ze wzmocnieniami na kostkach.  Czarne buty wojskowe (Grom Protektor). Na ten kombinezon dodatkowo była nałożona taktyczna kamizelka typu jump plate carrier z ładownicami na magazynku typu STANMAG. W ładownicach znajdowały się pełne magazynki nabite amunicją na wampiry 7,62x51mm NATO. Do tego powyżej ładownicy znajdowała się kabura na pistolet Colt MEU. Z tyłu kamizelki był mały podłużny plecak a od plecaka przytwierdzony pokrowiec na broń. Kamizelka jak i ładownice itp. są koloru czarnego. Do zakrycia swojej osobowości Nav miał na twarzy czarną maskę neoprenową.
Ekwipunek: Colt MEU w kaburze na klacie, SR-25+luneta schowane w pokrowcu na plecach. W łapach dzierży FN Scara (mk 17) do tego kolimator typu eotech 552 +tłumik dźwięku.
________________________________________________________________________
A miał być to spokojny dzień, noc czy coś tam, mniejsza. W momencie kiedy to Naven dumnie patrzył przez wizjer swojego SR-25 na ofiarę, poczuł znajome wibrowanie w klatce piersiowej. Świetnie, konsultanci sieci w Japonii są bardziej upierdliwi niż w Polsce. Pomyślał, oddał strzał oczywiście który to rozpaćkał głowę wampira na części pierwsze. Polowanie na oszalałe typy E powoli go denerwowało, przypominał sobie polowanie na byłego burmistrza miasta, to były czasy! ale cóż obowiązki to obowiązki. Uniósł się znad lunety, pogrzebał w kombinezonie i wyjął telefon. Widząc wiadomość do szefa trochę pobladł. Co się mogło do cholery jasnej dziać, że pisał do niego o pomoc? nie wie ale musiało być grubo. Nie miał daleko do lokalizacji w której się znajdowali. Wstał, otrzepał się z ziemi, włożył karabin snajperski do pokrowca i ruszył w stronę ruin zamku.
Po paru minutach szybkiego marszu, usłyszał jakby znajome i nie znajome warknięcie dorosłego chłopa. Ktoś mu groził i ten ktoś miał pecha bo Nav miał cholernie wyczulony słuch, szybko przybrał pozycję strzelecką z scarem w rękach i celował w miejsce z którego słyszał głos.
-Źle trafiłeś, widzę cię.-klasycznie blefował.
Był już gotowy odpalić spowolnienie czasu aby uciec jednak zamiast słyszeć odgłos wystrzelonego pocisku w jego strony to usłyszał, że ma.. nie strzelać. Po chwili z krzaków wynurzyła się zamaskowana postać łowcy. Naven opuścił giwerę i podszedł do niego, uścisnął dłoń i powiedział że ma bezpośredni rozkaz od szefa. Oczywiście nie omieszkał się zapytać łowcy o co dokładnie chodzi, trochę go to podirytowało ale dobra. Łowca odprowadził go pod samo wejście.
Miał złe myśli co do tego jednak zanim wszedł oddał łowcy karabin sr-25 i scara zostawiając sobie wiernego Colta z czasów szkolenia w stanach. Wziął głęboki oddech spojrzał na łowcę który załamywał się pod ciężarem broni, powiedział mu o konsekwencjach związanych z zagubieniem lub nieoddaniem broni i nie chodzi tu o naganę czy popdpierdolenie do szefa o nie, bardziej zrobienie z niego żywej tarczy do strzelania.
Wyjął pistolet z kabury, odbezpieczył ja i z coltem w dłoni wszedł do ruin. Chwile się pokręcił aż znalazł a był to jak znalezienie Atlandyty tylko że ta Atlandytya wyglądała jak reaktor atomowy po wybuchu. Schował szybko broń, rozejrzał się.
- O kurwa.-głośno wypowiedziane z dozą przerażenia.
Tak podsumował to co widział, nie dziwił się, że szefu go wezwał. Znał procedurę tego rytuału ale, żeby aż tak wszystkich pozamiatało. Cóż, dostał rozkaz to ma zamiar go wypełnić. Oddał swojego Colta do skrzynki. Miał mieszane uczucia bo zarazem dostał rozkaz a z drugiej widział, że reszta jest o wiele gorszym stanie niż Corn nie mówiąc już o tym, że chyba jedną runę szlak trafił.
Naven nauczony już doświadczeniem, podszedł i naciął sobie LEWĄ dłoń, czemu? proste, wie jak to cholernie wyżera się energia a jego artefakt który miał wtatułowany w swoją skórę mógł mu w tym pomóc odciążając go a za razem może dać mu trochę czasu aby pomóc innym w razie potrzeby.
Podszedł z cieknącą przez materiał rękawiczki juchą do ciut większego od niego Corna, czuł bijące po twarzy ciepło i jak to, że runa ma chyba na niego ochotę. Spoko niech daje, Nav jest ostoją spokoju, wiedział, że panika, strach tylko napytają biedy wszystkim.
Kiedy był już za plecami Corna, wyciągnął swoją dłoń w stronę runy tym samym drugą ręką złapał za bok cierpiącego chłopa aby ten nie upadł.
-Spokojnie, wsparcie przybyło jak chcesz odpocząć to odejdź ja to utrzymam.-uśmiechnął się.--Ale sądzę, że nie jesteś taki miękki co?
Emocje to klucz do sukcesu, jak będzie trzeba to będzie Nav go podpuszczała aby ten dawał z siebie wszystko, nie zostawi nikogo.
Mając chwilę czasu, spojrzał co za nieszczęśnik jest odwampirzany, cóż, lekko się skrzywił na widok Sama. Doniosłym głosem patrząc przed siebie powiedział.
-Was to chyba pojebało do reszty.-uśmiechnął się-Musisz mi to szefie wyjaśnić potem.
Czekał aż w pełni zespoli się z runą, póki co czuł spływający pot z czoła jak i z każdego zakamarka jego ciała. Jak już mówiłem, nauczony poprzednim doświadczeniem podchodzi na razie spokojnie do sprawy, bez nerwów wspierając Corna energią i ręką aby ten nie upadł.
Powrót do góry Go down
Ivan
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2526-ivan#53746 http://vampireknight.forumpl.net/t3547-ivan http://vampireknight.forumpl.net/t3687-ivan#80309
Zarejestrował/a : 24/04/2016
Liczba postów : 63


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pon Kwi 10, 2017 5:03 pm

Akcja nabrała szybkiego tępa. Wszystko szybko się działo. Jeden szedł do drugiego i tak w kółko. Ciepło, problemu u innych, jak i u samego Ivana. Co robić... Ivan próbował walczyć z dziwnymi uczuciami, które w niego uderzały, zadając ból, jak i osłabiając łowce do tego stopnia, że musiał sobie kucnąć. Vlad nie wracał, dlatego był jedynym fundamentem runy, którą dzielnie próbował utrzymać. Widział jednak co się dzieje z innymi, jak psy zabierają Prim i słusznie. Zerknął za swoim pupilem, odprowadzając pozostałych wzrokiem.  Nie minęła chwila a doszła do niego kobieta. Zorientował się o tym w chwili gdy się odezwała do niego. Podniósł na nią swoje oczy, czując jakby kula u rak, która spowodowała iż kucnął stała się mniejsza, lżejsza. Wyciągnął zdrową rękę do kobiety, łapiąc się jej przedramienia, by po chwili powoli wstać, po czym zwyczajnie rękę zabierze. Odejście kobiety jednak ewidentnie wytrąciło Białowłosego z równowagi, jaką stworzyli wspólnie przy runie. Była ona nie stabilna. Runa przy której oni stali także zaczęła dziwnie drgać, co nie wróżyło dobrze. Przecież Ivan nic nie robił. Miał czysty umysł, nie wykazał się też agresją, nie rozumiał więc działania runy. Dziwne rzeczy się na tej ziemi dzieją... Dziwne dosłownie... Gdy jednego z odwampirzonych wyrzuciło w chuj daleko z okręgu, dopiero wtedy zaczęły się schody. W chwili gdy poczuł na sobie jakieś nici, czerwone, szarpnął ramionami, bowiem nie miał dobrych przeczuć do tego. Co jednak robić? A no właśnie nic... Nim zdążył się zorientować było już za późno.
Nagłe rozpryśnięcie się energii z runy, po czym gwałtowne szarpnięcie. Wobec takiej siły zarówno on jak Midori nie mieli szans, przez co niemalże bezwładnie chwile później zostali odrzuceni pod ściany pomieszczenia prawie że. Pisk w uszach, dobijający ból głowy się jeszcze bardziej wzmocnił. Chwilowa nawet strata słuchu, jak i brak zrozumienia, brak reakcji na bodźce zewnętrzne. Dobijające głosy do niego, niebawem były słyszalne, lecz sam Ivan w pierwszej chwili nie mógł kompletnie ich zrozumieć, jakby ktoś mówił w innym języku. Poruszył się niemrawo z sykiem. Przewrócił się na bok, z przymrużonymi oczami patrząc na to co się dzieje. Było źle, a dokładniej rzecz biorąc krytycznie. Usłyszał głos Vlada, lecz nim zdołał go zinterpretować chwila minęła, ogłuszenie także powoli mijało. Ból głowy? Absolutnie... Zaczął się zbierać ze syknięciem, podpierając się najpierw rękami, by potem jakoś powstać. Pulsujący ból głowy, poprzez zmianę poziomu dał się we znaki. Po chwili jednak ruszył w kierunku runy wytrzymałości, by ponownie zająć na niej miejsce, w celu ponownego zapalenia, rozpalenia. Kilka głębokich wdechów, kilka osobnych wspomnień, czy to na Adama, czy to na Vlada, chwila skupienia.
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1255


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pon Kwi 10, 2017 7:19 pm

Dla Zacka horror odmiany się powoli kończył. Z wielkich cierpień przechodził powoli na drogę spokoju. Lecz nim tak się stało, jeszcze przechodził przez ostatnie minuty bycia wampirem oraz same rytuału. Kobieta wciąż mówiła, wciąż ją widział choć mniej wyraźnie. Ale to dzięki niej powoli świat zaczynał na nowo stawać się bardziej przyjazny, a od dłuższego czasu wyłączone płuca w końcu złapały pierwszy oddech. Czyli to już? Już został na nowo człowiekiem?
Serce waliło jak młot, płuca domagały się wymiany powietrza. Ciało wrzało, atoli już tak bardzo nie bolało. Odwampirzenie dla młodego Trizgane zakończyło się sukcesem, a utworzony schron przez nitki okazał się idealną izolacją głównie od prawdziwego koszmaru wampira obok oraz kobiety, która to miała zaryzykować własnym życiem. Zapewne gdyby nie sen jakim został opętany, modliłby się w duchu by jego bohaterka przeżyła. nie chciał niczyjej krzywdy, zwłaszcza jeśliby miałby poniekąd w tym udział.

****

Ta suka co raz bardziej ryzykowała. Młody szlachetny aż pienił pianę z pyska, nie mogąc znieść samej obecności tej rudej wywłoki. Wielka szkoda, że był uwięziony i jego ciało przechodziło przez najprawdziwsze piekło męki. Właściwie miał wrażenie, że było co raz gorzej, nawet pociągnięcie za włosy nie równało się z tym, co obecnie przechodził. Nie opuszczało go wrażenie, że te cholerne żyłki czy Szatan wie co, rozrywały jego ciało, kalecząc je na wszelakie możliwe sposoby. W dodatku dochodziło umęczenie umysłowe. Te chore obrazy z których obecnie nie był nic w stanie wyciągnąć. Jednak nic nie było gorszego od bólu, wampir w pewnym momencie pragnął wyrwać się i skrócić własne męki chociażby zabiciem samego siebie.
Tak jakby nagle wszystko stało się przeciwko dawnemu burmistrzowi. Nadal się wił w mękach, a gniew rósł. Kolejne mrożące wrzaski, ciało chciało się wyginać we wszystkie strony lecz uwięzienie uniemożliwiało. Zaciskał już do krwi pięści, skóry na nadgarstkach czy w miejscach gdzie miał kajdany, niemal nie było. Ten drugi wampir Zack. Co się z nim stało? Ucichł? Zaboli go? Nieważne. Kuroiashita miał obecnie większe problemy niż zapominany wampirzy pisklak! Odbierano mu coś, co należało tylko i do niego. Od urodzenia...
- Zdechnij!
Kolejny krzyk. To już było apogeum wszystkiego, wampir aż dyszał, pragnąc by już to wszystko się skończyło, a uczucie rozrywania znikło. I ten zapach krwi. Nie będzie w stanie zapomnieć tak otępiającej woni posoki, prawdopodobnie należącej do kobiety. I nagle coś się wydarzyło.
Zbyt zagadkowy hałas, a później ten cudowny dla ucha jęk. Samuru z trudem, wlepił gadzi wzrok w leżącą kobietę. Krwawiącą, cierpiącą, możliwe że też umierającą. Wampirzy wrzask przerodził się w dość diaboliczny śmiech, mimo iż nadal tkwił w nim wielki ból, to się śmiał.
- Umieraj, kurwo! Umieraj i giń w mękach! Chce cię dorwać w Piekle i katować! ZDYCHAJ!
Mimo, że słowa wykrzywiał z przerwani, wszak ból rozrywał, wyniszczał. Kolejna fala nadeszła niczym tsunami niszcząc po drodze każdą przeszkodę. Zaś wydał z siebie ryk, czując jednak wielką satysfakcję z cierpienia ludzkiej latawicy. Niech topi się we własnej, mącącej krwi. Jeśli miał umrzeć, to razem z nią by w innym świecie zemścić się jak najokrutniej.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 266


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Pon Kwi 10, 2017 9:24 pm

Modlitwy pomogły, a to że poznał je w tym samym momencie, gdy był formowany bezmózgiego wojownika to inny temat. Ważne, że rozum pozostał, pogoda ducha jest a wiara jednak potrafiła czynić cuda. Serafiel został uwolniony od wpływów diablika, przynajmniej jeden problem z dyśki i można wrócić do ogarnięcia wszystkich innych zawodników w tym dziwnym ringu. To znaczy fajnie by było jakby sobie odpuściła, ale jak na złość potwór przykleił się do Lisa Leona.
Próbował stawić opór podczas wiązania przez wszystkie mary. Był jednak zbyt zmęczony i jego magia była na zbytniej rezerwie (blokowanej z resztą przez runy) aby stawić standardowy opór „twoja siła kontra moja siła”.
Z resztą był przekonany za bardzo, że to nie tędy droga, jeśli chodzi o pokonanie, jak by to nazwał jego indiański przyjaciel manitou. Z opowieści, które słyszał były bardziej upierdliwe niż opryszczka, a ich głównym celem było podręczyć i pomęczyć. Ten najwidoczniej chciał ich jeszcze wszystkich zabić. Czarne ciernie rozcinały mu skórę i dostarczały, oprócz ćmienia głowy, (jak po imprezie, o której wiadomo tylko że się odbyła) i zmęczenia bólu całego ciała.
Czuł się trochę jak w tej dziwnej bajce dla dorosłych, którą kiedyś… opowiedział mu kumpel (tak, to na pewno był Eric). Albo jak dama w opresji; taka położona na torach, przez faceta w pelerynie i meloniku, który śmiejąc się nikczemnie rolował wąsik. Jakby zamiast liny użyto drutu kolczastego. Dobrze, że miał związane usta, bo inaczej ciche stęknięcie bólu brzmiałoby niezbyt poważnie. Przynajmniej nie przystawało ono do jego postury i tego, że przed chwilą siłą woli i modlitwy odpędził cień od Serafiela.
- Nie no, spoko. Nie przejmujcie się mną. Dam radę. – Wybełkotał średnio zrozumiale przez te wszędobylskie macki i miał w sumie cichą nadzieję, że Włodek stanie na nim i przytrzyma butem jakby witki uznały, że chcą go sobie poprzenosić na lewo albo prawo albo no nie wiem w sam środek kręgu aby zabić ich wszystkich.
Stawiał ciągły opór napinając mięśnie i próbując się wyswobodzić fizycznie. Zbyt dobrze wiedział, że walka potwora z człowiekiem zawsze sprowadza się do pojedynku siły woli i determinacji. Może podstępu z jednej ze stron. Leon miał tą przewagę, że był zbyt przekonany o tym, że nie polegnie i ma jeszcze córkę do odchowania nim będzie mógł w końcu dopisać do swojego nagrobka datę śmierci i dołączyć do jego przyjaciół.
Zamknął oczy opierając się mrocznej sile i starając się nawiązać jakiekolwiek połączenie myślowe między nim, a dziwną istotą.
- Nie chcę ci łamać serca, ale to co robisz nic nie da. Nie oszukujmy się kochana. – Zaczął prowadzić mentalny monolog mając nadzieję, że cokolwiek go nie dopadło nie identyfikuje się za bardzo z jakąkolwiek płcią, a jak już to z żeńską (pieprzone Gendery jednak na coś raz się przydadzą). – Może powiedz od razu czego chcesz zamiast rzucać się bez powodu? Wiesz, jeśli jesteś od Doriana to niech tu przyjdzie osobiście. Już kilka razy miałem z nim przyjemność i on przynajmniej najpierw ze mną gadał i był uprzejmy.
Miał nadzieję, że jeśli nie zadziała siła fizyczna ani magia, którą wolał oszczędzać to chociaż poczucie humoru, próba odwrócenia kota ogonem no i powołanie się na bodaj jedynego diabła jakiego znał osobiście.
- Jesteś demonem, który siedział w Samuru? W takim razie pewnie wolisz się dogadać pod stołem. Czego chcesz aby się od nas odczepić? Oczekujesz uczucia i akceptacji? Jeśli chcesz komplementów to powiem ci, że tak jak ty to nawet moja własna kobieta mnie nie potrafiła związać. Chociaż musze cię trochę zasmucić. To ja wolę wchodzić w kogoś niż pozwalać by ktoś wchodził we mnie.
Warto zadać sobie w tym momencie pytanie – skąd taki spokój ducha mimo, że właśnie diabeł próbuje go opętać. Otóż sprawa wygląda prosto: odpowiednio mordercze szkolenie, lat na karku i spotkania z magią o jakich normalnie się nie śniło sprawiły, że nauczył się przezwyciężać strach, ból i generalne problemy życiowe jakie go dopadały.
Miał tylko nadzieję, że jego myśli nie są na głośnomówiącym, bo dywersja była dość wstydliwa. Przynajmniej na chwilę chciał rozbić demona swoją pewnością siebie. Najważniejsze było przegadać i zdominować tak by nie mógł dobrać się do nikogo innego. Jeśli miał być chwilowym naczyniem na zło to dla dobra ogółu był w stanie to zdzierżyć.
Bardzo docenił modlitwę Grzegorza, była teraz pomocna, zwłaszcza że tak jak go uczono do mrocznych praktyk trzeba nieparzystej ilości ludzi, a do tych wiążących zło parzystej. Miło by było jakby ktoś oblał go wodą święconą albo oblał mu usta whisky (a jakże święconą), jednak nie do końca był w pozycji pozwalającej na pogaduszki albo kalambury.
Tak czy inaczej nie zostało mu nic jak próba związania potwora albo egzorcyzmu zupełnego. Istniało jednak ryzyko, że jak nie on to inni dostaną potworem, z którym mogą sobie nie dać rady.
Mając chociaż cichą nadzieję, że jego absurdalna próba porozumienia z mrocznym potworem rytuału rozproszy go na chwilę by mógł spróbować go wchłonąć.
Rozpoczął cytowanie świętego egzorcyzmu wiążącego zło z przedmiotem.
- Chryste wysłuchaj mnie, Archaniołowie dajcie mi mocy, Ojcze wszechmogący i Maryjo Matko Boża. Dajcie mi siłę i uchrońcie od przedwczesnej śmierci. – Ponownie próbował robić głębokie wdechy i wydechy robiąc w myślach rozrachunek „jeśli coś pójdzie nie tak to czy jestem w stanie żyć bez którejś części ciała, a jeśli tak to brak której najmniej mi przeszkodzi w piciu i paleniu?”
- Nicią grzechu, którą sam przędłeś, wiążę twoje zło po trzykroć po siedmiokroć.
Wiążę cię wspak, wiążę cię nazad. Nie skrzywdzisz mych ludzi już nigdy więcej.
Wiążę cię między ziemią, między niebiosami byś już nigdy nie zaznał ni raju ni piekła.
Wiążę cię sobą i mną cię też wiążę. Dobrem, które we mnie drzemie i twoim plugastwem. – Teraz jak przykazuje rytuał ostatni fragment musiał stworzyć sam.
Dopomóż mi Boże i jeb się Szatanie. Twój potwór idzie teraz w odegnanie!

I teraz tylko pobożne życzenia by to wszystko zadziałało. Jeśli demon nie będzie chciał odejść tak po prostu Leon jest gotów poświęcić lewe ramię, byle tylko związać potwora skutecznie na resztę rytuału i nie pozwolić by przyssał się na przykład do Adama, który z tego co ostatnio go widział żył teraz w swojej własnej bańce pełnej gniewu i cierpienia. Nie próbuje tego za wszelką cenę, ale lepiej już tak niż umrzeć będąc zmiażdżonym i pociętym albo pozwolić by przeszło to na kogoś innego, o. Jak na złość nie wpadł na zabranie ze sobą kamiennej tabliczki albo urny zapisanej pieczętująca modlitwą. Ale od teraz będzie paradował z dwiema takimi po mieście.

_________________
Powrót do góry Go down
Diego
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2764-diego-chavez
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 45


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 11, 2017 9:21 am

Post za zgodą MG



Ubiór : Czarna rozsunięta bluza z kapturem zarzuconym na połowę głowy, pod bluzą znajdowała się kamizelka chroniąca przed obrażeniami, a także bransolety wzmacniane metalem. Spodnie wojskowe oraz buty na wiele sznurowań.


Ekwipunek : Cały ekwipunek zostawił w skrzynce na broń, jednak znajdują się w jego posiadaniu dwa noże, jeden wojskowy ukryty w bucie, a drugi motylkowy w jednej z kieszeni swoich wojskowych spodni. Chromowany Desert eagle za pasem z tyłu, którego zapomniał zostawić w zawirowaniu całego tego wydarzenia, jednak większość zabawek została w skrzynce.




Łowca jak to on zamiast uczestniczyć w najbardziej ważnym wydarzeniu minionego dziesięciolecia, to szukał swojego szczęścia gdzie indziej, ale czy naprawdę można było go winić? Tak naprawdę, to nie został poinformowany! Cóż, może było trochę w tym jego winy, bo przecież miał zawsze wyłączony telefon. Kiedy spacerował sobie po jednej z promenad, coś przykuło jego uwagę, nie odgrywał jakiegoś wielkiego szpiega, ale potrafił zdecydowanie wyczuć, że był śledzony. Przyszedł czas, aby skręcić w boczną uliczkę i z ofiary stać się myśliwym, ale jak się okazało, wcale nie było to konieczne. Zza jednego ze śmietników wyłoniła się osoba w masce na twarzy, dzierżąca kawałek papieru w dłoni, z oficjalną pieczęcią Rosyjskiego dowódcy. Cholera, wyglądało to całkiem poważnie, trzeba było jak najszybciej pozbyć się maski lekkoducha  i wziąc się za jakąś pieprzoną robotę, w końcu, czyż nie? Obstawa którą przysłał Grigorji była namolna jak cholera, chciał go odprowadzać pod same drzwi, na co Diego zwyczajnie wzruszył ramionami i stwierdził, że najpierw musi odwiedzić dom i się przebrać. Będzie tam dużo kobiet, na dodatek Esmeralda! Nie mógł przecież wyglądać jakby ubierał się w pomocy dla powodzian. Diego zamaiast śpieszyć na spotkanie, ruszył najpierw do domu, gdzie wybrał najlepsze ciuchy w połączeniu oczywiście z najlepszymi perfumami, było go czuć bardziej niż choinkę o zapachu kokosowym do malucha. Kiedy w końcu ten cholerny narcyz skończył się pindrzyć jak przebojowa księżniczka, to następnie poszedł do swojego sekretnego pokoiku, aby wybrać sprzęt, oraz eliksiry, które pozwolą mu tam przetrwać. Jeden na wytrzymałość to jebnął od razu jak szocik jagera, a następnie zakładając chustę na twarz opuścił swój apartament, aby wsiąść w swoje passerati i dojechać jak najdalej się da, resztędrogi niestety musiał przejść pieszo. Kiedy dotarł na miejsce, to już nie zwlekał ani chwili dłużej, właściwie to stracił i tak za dużo czasu, więc popędził na miejsce w którym odbywał się rytuał, no właśnie. Kurwa, znał ten rytuał, wiedział na czym polega, ale nie miał pojęcia kto był jego tak zwaną ofiarą. Sam Samuru Kuroiaishita, całkiem nieźle, będzie musiał kupić bombonierki dla każdego, który miał coś z tym wspólnego. Diego, nie zdejmując ochrony ze swojej twarzy, aby ukryć lekki grymas skrzywienia na ten cały widok, wszędzie tylko pot, krew i łzy, wielki wysiłek, był pełen podziwiu dla innych łowców, a więc i on postanowił do nich dołączyć. Rozkaz był jasny, trzymać się blisko Vlada. Zostawiając wszystkie bronie, oprócz paru noży o których zwyczajnie zapomniał. Wszystko zbliżało się nieubłaganie, nie było nawet czasu poświęcić tych stałych 15 sekund, żeby po prostu popatrzeć się na Esmeraldę, a także inne kobiety w otozeniu, trzeba było przysłużyć się społeczeństwu, a więc jak nakazano, rozciął sobie lewą rękę nożem rytualnym, po czym jak najszybciej ruszył w stronę dowódcy łowców, by asekurować go swoją siłą, ah te runy, jak on nie znosił się nimi bawić, to była zła magia, niezależnie od tego co twierdzili łowcy, magia runiczna nie była dobra i nie przychodziła bez ofiary, ale nie było teraz czasu na moralizacje Don Alvareza. Diego szybko połączył się z runą, po czym skinął głową do swojego dowódcy, dając mu zielone światło na pomoc komuś, kto już opadał z sił, runa była zabezpieczona i ten pieprzony lovelas może nie wyglądał na pudziana, ale z pewnością miał żelazną psychikę i sobie da rady z głupią runą, przez jakiś czas oczywiśćie.
-Trzymam Cię, Vlad. Leć, bo stracimy połowę składu, przez tego skurwiela, który mógłby być trochę ciszej. - powiedział dosyć spokojnie, a nawet dodał do tego małą dozę uśmiechu jak miał to w zwyczaju, światło oraz ciepło bijące z runy powoli nasycało jego ciało, ah brakowału mu tego, chociaż nigdy się do tego nie przyzna. Dopiero w wolnej chwili rozglądnął się po sali, w ogóle nie zważając na krzyki Samuru, miał mu współczuć? No nie bardzo, narobił tyle złego, że nikt inny na to nie zasłużył tak mocno jak on. Oparł dłoń na ramieniu dowódcy, aby zasilić go dodatkową energią, to już zależało od niego, Diego był przygotowany utrzymywać runę sam przez krótką chwilę, by Grigorji mógł wspomóc jakiegoś innego łowcę, który opadał już z sił, na pewno będzie to dobre rozwiązanie, ale nie on tutaj miał głos odnośnie kolejnych ruchów, więc jedyne co mógł zrobić na tą chwilę, to zamknąć się i ruszyć z falą wydarzeń.
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel http://vampireknight.forumpl.net/t1956-biedne-mieszkanie-w-srednioladnym-blokowisku
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 210


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 11, 2017 2:27 pm

Tym razem runa miała dość paskudne działanie na niego samego... Bardziej niż podczas wcześniejszych rytuałów, w których miał okazję brać udział. Męczyła go jeszcze bardziej, uderzała od razu w słabe punkty, jakby... Jakby zupełnie już wiedziała, z kim miała do czynienia... Może go rozpracowywała podczas poprzednich spotkań? Może i nie. Nie wiedział, więc to wszystko to jedynie małe zgadywanko.
Mimo tego wszystkiego nie zamierzał przecież odpuszczać! Zamierzał zedrzeć z siebie tą dziwną substancję, lecz... W chwili próby dokonania tego, odczuł, jak ból przeszył go i przebiegł przez całe ciało. Momentalnie w jego głowie pojawiła się bardzo ponura wizja. Ciała... Wszędzie ciała... Coś oplatało ich, zabierają im całą krew... I jeszcze ten uśmiechnięty demon, który mu to wszystko pokazywał...
Po czym to wszystko zniknęło. Opuścił dłoń, czując się totalnie bezradnie.
Więc tak się skończy to wszystko? - pomyślał z trudem rudowłosy. - Ta wizja... - nie wyglądało to zbyt miło. Efekt upadku runy? Czy może tak wszystko miało się skończyć...? Taki był im pisany ten los...
Lecz jednak nie do końca. Dzięki pomocy osób trzecich, udało się... Tak niewiele, a zarazem tak dużo doprowadziło do tego, że odzyskali runę. Widział, jak znikają z niej czarne ślady, pozostawiając jedynie czystą czerwień. Na dodatek tamten osobnik odpuścił... Zniknął? Nie wiedział tego.
Momentalnie jednak odczuł działanie tego wszystkiego na swoim ciele. Upadł na tyłek, biorąc głębsze wdechy. Miał wrażenie, jakby momentalnie z niego uszła prawie cała energia. Cho... Cholera... Masakra... Jednak by zadowolony. Udało się. Przetrwali. Jednakże przestał rejestrować to, co się działo dookoła niego. Nie widział już tego, w jakim stanie są jego towarzysze. Całą swoją uwagę i zarazem wykorzystując upartość skupiał na tym, by nie zasnąć teraz. Nie stracić przytomności. Nie zrywać połączenia z runą. Nie podwalał sobie nawet na zamknięcie na chwilkę oczów, by przynieść sobie ulgę.
Delikatnie zacisnął drugą dłoń na podanym mu przedmiocie. Sole trzeźwiące. Odwrócił ostrożnie głowę, patrząc z wyraźnym zmęczeniem na odchodzącą już dziewczynę. Kiwnął głową, nie wypowiadając żadnego słowa już... Muszę zachować przytomność... - zdecydował się na użycie tych soli... Może nie najlepszy pomysł, ale... Jeszcze chwilka. Krótka. A potem prześpię się... Jak już wszyscy będą bezpieczni...
Powrót do góry Go down
Eric
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3203-eric-thorne#68166 http://vampireknight.forumpl.net/t3212-eric-thorne http://vampireknight.forumpl.net/t3252-eric#69839 http://vampireknight.forumpl.net/t3213-eric#68451 http://vampireknight.forumpl.net/t3214-mieszkanie-erica#68475
Zarejestrował/a : 09/03/2017
Liczba postów : 101


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 11, 2017 4:57 pm

Jej uśmiech mimo rozdzierającego bólu jaki malował się na jej pokrytej czarnymi żyłami twarzy... Eric nie dał po sobie poznać, że się martwi czy, że coś go boli. Nie tego teraz potrzebowała Esmeralda. Dała mu runę Siły nie bez przyczyny, prawda? W zamian za słaby uśmiech otrzymała od niego jego zawadiacki uśmieszek oraz mrugnięcie okiem. Wytrzymaj jeszcze chwilę... przemknęło mu przez myśl.

Wyobraźmy sobie, że siedziałby sobie w barze razem z Leon i słuchał opowieści o rytuale od osoby trzeciej. Krew, ból, upał, warknięcia bólu, modlitwy, demony... czy mógłby w coś takiego uwierzyć? Raczej nie... był w zasadzie całkiem prostym łowcą (oprócz swojej wiary w ufo) i dla niego wampira albo można było zamknąć, albo zabić. A tu proszę! Na własne oczy, z najlepszej możliwej miejscówki mógł sobie zobaczyć jak czerwone nici jego runy atakują młodszego z krwiopijców. Esmeralda pochyla się nad nim i nagle ból się wzmacnia. Nie zauważył tego jednak przez chwilę bo właśnie na jego cholernych oczach, wampir przestał być wampirem. Ból przez kilka uderzeń serca był mniej istotny Przejście otwarło się i wyleciał obok niego człowiek, przejechał po posadzce i zatrzymał się pod ścianą. Czy mógł skupić na nim swój wzrok? Nie za bardzo... bo chwilę później czerwone nici pomknęły ku runie Wytrzymałości, która najnormalniej w świecie eksplodowała. Michael Bay cholera jasna! Łowcy odlecieli do tyłu, Eric natomiast zagryzł zęby.
Czy to byli jedyni którym coś szło nie tak?
Naprzeciwko niego znajdował się krąg z uwięzioną w środku Esmeraldą, po prawej miał Corna od którego buchał żar nie mniejszy niż od kobiety. Jednak to co go w tej chwili zmartwiło to jego najlepszy kumpel. Znajdował się po drugiej stronie kręgu, nieco po prawej. Widział więc czarną istotę która, diabła który po zostawieniu w spokoju Serafiela rzucił się na Leona. I po coś się modlił tu durny bydlaku. Warknął widząc jak macki niczym w jakimś cholernym, słabym pornolu chcą oplątać Leona. Dowódca był przez chwilę zajęty całą resztą sali gdy kowboj musiał sam walczyć z demonem którego zwalił sobie na kark. Czy na pewno sam? Jasne, że nie! Eric zaciskając zęby uśmiechnął się szeroko słysząc gardłowanie się Leona.
-Nie zarywaj do pierdolonego demona sukinsynu! Podziel się z kolegą!- krzyknął przez całą salę do swojego kumpla.
-Ten demon jest tchórzem! Zamiast przyjść do najsilniejszego łasi się do klech!- dodał równie głośno i zaśmiał się co wcale nie pomogło na jego ból głowy. Ale dobrze, niech wszyscy łącznie z wampirem usłyszą jego śmiech i pewność siebie. Jego runa była najstabilniejsza i choć czuł jak przybywa mu fizycznie lat, jak wszystko zaczyna go boleć, to zło nie mogło wygrać z dobrym humorem czyż nie? On i Leon jak za cholernie dobrych lat w ostępach dzikiej Ameryki, doprowadzanie wampirów do pasji za pomocą kawałów było chyba najlepszą zabawą w ich życiu.
Wtedy też do sali weszło dwóch dodatkowych łowców, a dowódca dopadł do Leona ze słowami modlitwy na ustach. I dobrze... Eric choć wytrzymały czuł jak zaschło mu już w gardle. W dodatku upał jaki bił z środka kręgu oraz z runy Życia z Cornem w środku był nie do zniesienia.
Przymknął oczy widząc jak jego dłoń i ręka pokrywają się plamami właściwymi dla staruszków. Wielka łapa jakby wiotczała. Za dużo krwi ciągnie ten cały rytuał, a przecież został jeszcze Samuru.
Łowca zacisnął zęby, czuł jak jego ciało mówiło - hej, tak na prawdę mam 60 lat, powinieneś w kapciach siedzieć przed telewizorem, a nie ratować świat. Dobrze chociaż, że nie dotarł jeszcze do kresu sił. Jednak jeśli jakiś łowca zechce na niego zerknąć zobaczy, że jego twarz faktycznie się postarzała. Włosy na głowie i broda pokryły się siwizną, nie bielą ale widać było iż łowca zbliża się powoli do właściwego dla siebie wieku. Siły jednak jeszcze miał. To tylko wygląd! Jego hart ducha był znacznie mocniejszy.
Nadal stał na lekko ugiętych nogach i trzymał swój biceps jakby chcąc uchronić ramię przed wyrwaniem z barku. Ból głowy i rany na ręce były niezbyt przyjemne... jednak to był zaledwie szczyt góry lodowej. Esmeralda padła nieprzytomna, a runa na prawo od niego, runa Życia zaczęła przygasać.
-Kurwa!- ryknął chcąc przekrzyczeć szyderczy śmiech Samuru.
-Corn daj z siebie więcej widzę przecież, że też popijasz sobie wampiry na śniadanko, a nie postarzałeś się niemal nic. Oddaj jej młodość by mogła żyć, potem skoczymy sobie na polowanie.- powiedział patrząc wprost na zastępce. Nie chciał mu dogryźć, nic z tych rzeczy... po prostu domyślał się, że Corn może być jeszcze starszy od niego. Dla niego pozwolenie na zestarzenie się mogło być jeszcze groźniejsze w skutkach. Miał teraz do pomocy drugiego łowcę, to dobrze... jednak Esmeralda potrzebowała ich życiodajnej energii. Eric mógł jedynie dalej podawać swoją Siłę, swój hart ducha, jednak to jej nie uratuje jeśli dusza postanowi odciąć się od ciała.
Szkoda, że medyczka zdecydowała się ją zostawić... z drugiej jednak strony ten agresywny byk z Rosji, drugi Rosjanin przy runie Wytrzymałości oraz młody chłopak od Wiary też jej potrzebowali. Ech ciężkie wybory.
Dobra, ale jego warta się jeszcze nie skończyła. Nie mógł pozwolić by jego runa przygasła, niezależnie od tego co się działo. Hej, miałaś iść ze mną na kawę śpiąca królewno. Wstań. Boże daj jej jeszcze trochę sił, wysłuchaj mojej samolubnej prośby którą odpokutuję. Byłem złym mężem, ale nie każ mnie widokiem jej śmierci. Modlił się w duchu wpatrując teraz w kobietę.

_________________
Eric mówi tylko po angielsku.
Powrót do góry Go down
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3699-adam#80936 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 36


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 11, 2017 6:00 pm

Adaś wcześniej przeżył kilka operacji na otwartym ciele i udzielanie pomocy humanitarnej na Ukrainie i w Syrii tak więc ból znosił dzielnie. Ten fizyczny jak i dzięki odseparowaniu się od samego siebie ten psychiczny też był znośny.
Był na wielu dziwnych rytuałach. Takich, na których gwałcono dziewice, paliło się żywcem ludzi i zwierzęta tańcząc wokół i robiono dreny wampirzych ciał aby spijać z nich krew w oparach opium i absyntu, ale trzeba było przyznać jedno. Na tak dzikiej imprezie jeszcze nie był.
Co gorsza, wraz z upływającą krwią i siłą czuł jak się starzeje i ubywa mu cennych dni. Może dwóch, trzech, ale zawsze nie było to przyjemne uczucie powoli umierać i to w takim cierpieniu.
Jak nie umrze tu to nikt więcej nie zobaczy jego psów lub jakiegoś zamkniętego w pierdlu wampira. Z resztą nie było mowy o śmieci. Nie było nikogo innego kto zniósłby takie coś. Z resztą, Adaś wyłączył się wtedy, gdy reszta miała swoje problemy i wtedy wyglądało na to, że on ma największe. Nie mógł pokazać, że nie nadaje się do tej sprawy. To była sprawa honoru i hartu ducha, których miał w nadmiarze. Byle głupia witka i czary mary nie są w stanie ubić weterana życia i śmierci.
Odpoczynek, teraz? Kamon, facet od jakiegoś czasu żył tylko mając zawsze 14 dni. On zawsze czuł ile żyje i jak mocno. Na pewno zmęczenie, nawet senność nie byłyby w stanie go powstrzymać od tak.
- Tupolew wylądował. – Stęknął słysząc Chizuru otwierając jedno, przekrwione z bólu oko.
Słyszał trzy po trzy tego co mówiła, ale w ważnie że powiązał twarz z zadaniem. Była medykiem więc pewnie w końcu ktoś usłyszał jego prośby o coś na ból. Szkoda, że nikt nie wyłączył tego pieprzonego wampira, bo jakby był nieprzytomny albo zahipnotyzowany jakimiś miłymi myślami to może nie rzucałby się tak, co z resztą bardzo dobrze czuł.
Usiadł wbijając drugą rękę w kamienną posadzkę aby się utrzymać jakby znowu coś zachciało go podrzucić albo szarpnąć. Nawet nie poczuł, gdy go dotykała, z resztą nawet jakby teraz macała go po kulach prawdopodobnie nawet by tego nie poczuł.
Strzykawki też nie poczuł, ale miał nadzieję że jeśli coś mu podała to mógł liczyć chociaż na chwilę spokoju.
Oczywiście, że skorzystał z pomocy by wstać. Na pewno nie miał ochoty siedzieć tu cały czas. To by tylko sprawiło, że usnąłby albo zemdlał. Ciężko powiedzieć żeby wstał, raczej utrzymywał równowagę w półprzykucu mając nadzieję że wszystko teraz się jakoś ogarnie.
Z resztą jako prawdziwy żołnierz był w stanie robić tylko jedno, ogień zwalczać ogniem. Ktoś do ciebie strzela? Celujesz do niego z Katyushy. Reszta świata pije wódkę z kieliszków? Bierzesz szklanki (oczywiście z koszyczkiem). Polska ma husarię? My mamy Putina na niedźwiedziu. Kontrolowany gniew to był jego konikiem i to jak uwolnić jego nadmiar należało do tej umiejętności.
Spiął się i zaczął krzyczeć, klął w tylu językach i tak, że nawet natywni jego użytkownicy mogli się czegoś nauczyć. Słowotwórstwo na poziomie który sprawiłby, że Miodek przekręciłby się, ożył i znowu padł. Można było uznać, że właśnie oszalał i stracił poczytalność, ale jego przemiana w SSG (Super Sayan Gopnik) to był właśnie sposób na to, by właśnie spuścić trochę pary i uspokoić się. Przeklinanie łagodzi ból i uspokaja, nie tylko potwierdzone przez amerykańskich (tfu) naukowców ale i takie było osobiste odczucie Adama. No i wymyślanie nowych wiązanek pozwalało mu utrzymać się przy świadomości na tyle dłużej póki coś znowu się nie wypierdzieli.
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 561


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 11, 2017 6:24 pm

No, tego to kompletnie się nie spodziewała... Aż zamrugała oczami, patrząc na runę, która zaczęła podejrzanie drgać w chwili, gdy dołączyła do Ivana. Przekrzywiła lekko głowę, by potem skierować swój wzrok na krąg. Co jest? Odczuwała spory spadek własnej energii... Nie za przyjemne uczucie. Jednakże nie zamierzała się z takiego powodu wycofywać! Nawet jeśli niekoniecznie długo mogłaby wytrzymać to... Na dodatek kolejne odczuwanie upału... Zdecydowanie nic miłego.
Przełknęła ślinę, widząc, że z kręgu ktoś wylatuje... Jeden z byłych wampirów? Okej, jeden z głowy. Dobra. Trzeba to wytrzymać! Jej wzrok powędrował w stronę runy... Ale nie wiedziała, co o tym sądzić. Nie jestem pewna, czy to dobry znak...
Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Poczuła i zarazem ujrzała, że czerwone nici otoczyły ją i Ivana. Dziwne... Ale jednak nie robiły jej krzywdy. Pewnie inaczej próbowałaby je z siebie ściągnąć, a tak? Lekkie zdezorientowanie... Lekkie i na dodatek... Ochrona?
Nie było czasu się zastanawiać nad tym. Runa eksplodowała, a ona, jak i mężczyzna, zostali odrzuceni w dwa różne kąty pomieszczenia. Poczuła ból, a samo wydarzenie ją oszołomiło. Dlatego też dopiero po chwili zaczęło do niej docierać, co się działo dookoła...
Ittaj... - głowa bolała i to strasznie, ale z zaskoczeniem odkryła, że oprócz tego nic jej nie jest. Była prawie pewna, że przez takie uderzenie zdecydowanie sobie coś połamie.
Gdy tak zastanawiała się nad tym, poczuła na podłodze krew. Huh... Te witki? - nie widziała dobrze, jak sama wyglądała. - Chyba... Chyba ochroniły... Dziękuję... - z trudem wstała na nogi i przyłożyła prawą dłoń do czoła.
- Cholera... - ciężko było się zorientować, gdzie była... Ból jakoś nie pomagał w tym stanie. Potrzebowała krótkiej chwilki, by do niej dotarły jakieś potrzebne informacje.
Wtedy usłyszała swoje imię. Skrzywiła się, unosząc głowę i nieco nieprzytomnie rozejrzała się.
- Tsa... Jeszcze tak - na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
O... Kolejny rozkaz. Jej wzrok powędrował w miejsce, skąd usłyszała głos... Delikatnie kiwnęła głową, by potem, nieco chwiejnie ruszyć się i dojść do runy związania... Dobra, Yukari, nie wywróć się. Nie. Nie. I jeszcze raz nie.
W końcu dotarła na miejsce i zapoznała się z sytuacją... Lekko zadrżała, ale posłusznie podłączyła się do tej runy. Jednakże co dalej? Chociażby z Leonem, którego dorwało coś... Po prostu coś. Spojrzała niepewnie na Grigorija, po czym znów na Leona. Nie wiedziała jednak czy właściwie mogłaby mu pomóc teraz. Czy dotknięcie go nie skończyło by się dla tej dwójki źle? Może coś zepsuje? Pokręciła nieco głową, by pozbyć się takich myśli. Skup się. Skup. Cokolwiek. Myśl pozytywnie.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 848


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 11, 2017 7:33 pm

Za pozwoleństwem MG


W momencie gdy Midori dotarła do Vlada ten kończył właśnie pierwszą zwrotkę. Wyglądała na dość niepewną wobec czego skierował twarz ku niej by wiedziała, że patrzy na nią.
- Skup się na swoim zadaniu. Tu i teraz jest najważniejsze. - stwierdził twardo. Jeśli każdy będzie się oglądał na innych i próbował ich ratować cały mechanizm składający się z ich ludzkich ciał oraz psychiki pójdzie w diabły. Musieli skupić się na zadaniu. Cokolwiek się działo z Leonem miało to na celu ich osłabić i rozproszyć. Po tej dygresji mającej odtworzyć w Midori kręgosłup Vlad wrócił do swej modlitwy. Druga zwrotka padła z jego ust i pojawił się Diego. W samą-kurwa-porę. Czy on czuł lawendę cyprys? W każdym razie obecność łowcy była krzepiąca. Szczególnie, że i Naven dołączył stając przy runie życia. Ta z kolei była niezwykle ważna biorąc pod uwagę co działo się w środku. Vladislau miał wolna rękę i musiał myśleć szybko. Nie było zbyt wielkiego wyboru. Musiał zaufać Navenowi i Cornowi. Nie było sensu by na trzeciego do runy się dołączał, a przesuwanie ich byłoby bezcelowe. Białowłosy zaczął wycofywać się z modlitwą na ustach robiąc miejsce dla przybyłego łowcy. Zamienia się miejscami i będzie mógł odpiąć się od runy. Midori i Diego powinni się dobrze uzupełniać. Lepiej niż ona i Ivan. Gy tylko uda mu się odłączyć od runy Vlad obróci się na pięcie i za pomocą nogi, wyważonym pchnięciem frontalnym, pchnie Leona na sam kraniec pomieszczenia. Być może nieszczęśnik uderzy o ścianę, ale Vladislau liczył, że tak będzie lepiej. Nie potrafili mu pomóc bezpośrednio dlatego Dowódca postanowił wesprzeć go mentalnie oraz oddalić od źródła nieszczęść jakim jest krąg. Miał nadzieję, że osłabi to atak. Nie zastanawiał się jednak ani nie przyglądał co się dzieje z Leonem. Płynnym ruchem skierował się ku Runie Wytrzymałości. Trzeba było pomóc Ivanowi ją rozpalić.
- Pilnuj by Leon nie zbliżył się do kręgu. Jeśli atak ustanie opatrz go. - zwrócił się do Chizuru gdy stanął przy Runie Wytrzymałości. Musiał dać jej zajęcie i jasne rozkazy by mogła myśleć klarownie. Tak to jest gdy żołnierz na polu bitwy myśli za dużo. Zaczynają się pojawiać wątpliwości i strach. Nie pomagają one nikomu. Następnie Vlad postara się podłączyć do runy usiłując zsynchronizować się z bratem. Wdech. Wydech. Wdech, wydech. Pozwalał by runa czerpała z niego ile będzie potrzeba siłą woli kontrolując przepustowość by nie wyrywała mu jego witalności ogromnymi haustami. Dawał dużo i równą miarą, lecz starał się by to on miał kontrolę. Tę runę trzeba było rozpalić. Któż inny zrobi to tak jak oni?
- Niech wszyscy skupią się na swoich zadaniach. To od tego jak je wykonamy zależą życia w kręgu. Rozterki będziecie mieć po wszystkim. - rzekł głośno i wyraźnie by wszyscy byli w stanie go usłyszeć. Niech ukierunkują swoje myśli ku temu co mają zrobić i nie zważają na nic innego. Tylko w ten sposób będą mogli coś osiągnąć.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2001


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Wto Kwi 11, 2017 11:01 pm

Niedobór rąk do pracy był niemal namacalny. Zmęczenie. Niebezpieczeństwo. Jak wiele zostało energii, którą można przekazać na wątpliwy cel? Mimo olbrzymich chęci nie każdy miał szczęście do swej runy, a zakończenie rytuału do ostatnich chwil miało zostać owiane tajemnicą.

Leon – mogłeś się spodziewać, że po odpowiednim zwróceniu uwagi, to właśnie TY staniesz się głównym celem niespokojnego ducha. Nie do końca wiadomo czym, bądź kim był sprowadzony demon. Czy miał konszachty z najniższym kręgiem piekieł, a może był tylko zwykłą popierdółką mającą pokrzyżować wszystkim plany. Jedno było pewne… Demon, czy inny diablik był bardzo skuteczny w rozpraszaniu uwagi, której nijak nie dało się ulokować teraz w innym miejscu niż obecność eterycznego Pana. Albo Pani. Bezpłciowe coś za wszelką cenę próbowało Cię skrzywdzić, o czym mogły świadczyć coraz śmielsze ruchy agresywnej istoty. Nie usłyszałeś jednoznacznej odpowiedzi na swój wewnętrzny wywód, ale kiedy pomieszczenie wypełniło się modlitwą szefa, diablik zaczął miotać się jak szalony.
- Na...czy...nie. - wycharczał niskim gardłowym głosem, przypominającym warkot dzikiego zwierza. Uścisk zelżał, a bestia w końcu się odczepiła. Na Twoim ciele wciąż znajdowały się eteryczne ciemne nici, niemniej nie raniły już tak dotkliwie. Co miało, to się stało. Bliska odległość od runy nie ułatwiała sprawy, bo nie dość, że byłeś osłabiony, to wciąż nie skończyło się pobieranie energii. Do pewnego czasu… W pewnej chwili poczułeś, że ktoś Cię odsunął. Kopniakiem. Poturlałeś się po podłodze, zatrzymując się gdzieś przy samej ścianie. Co za ulga. Temperatura w tym miejscu nie dość, że była znośna, to jeszcze na dodatek skończyło się to męczące wyciąganie posoki. Energia run nie docierała aż tak daleko. Ty zaś nie miałeś chwilowo sił by wstać i jak ten ostatni Mohikanin, pognać na spotkanie z kolejnym przeznaczeniem. Byłeś ranny. Krwawiłeś, albo jeśli wolisz… powoli się wykrwawiałeś. Seminarium dało wiele, ale czy za pomocą modlitwy byłeś w stanie wyleczyć krwawiące ciało? Zranienia są wszędzie… co gorsza nitki energii powoli zamieniają się w coś na kształt ciemnych kolców, które zatrzymują się w ranach i toczą w nie… truciznę? W każdym razie boli i piecze jak cholera.

Midori – męczący dzień, co? Rytuały tego typu nigdy nie należały do przyjemnych, ale dzisiejszy przeszedł wszystkie możliwe wyobrażenia. Biegałaś z miejsca w miejsce kierowana poleceniami swoich dowódców, lecz czy przez to gdzieś tam wewnątrz Ciebie nie zasiała się przypadkiem niepewność? Obecność przy runie wytrzymałości okazała się jedną wielką pomyłką, a sam znak bardzo szybko przedstawił Wam konsekwencje słabego dobrania. Niespodziewany wybuch nie tylko powalił z nóg, ale pociągnął za sobą lawinę emocji, w tym i strachu. Jak to się teraz zakończy? Co się wydarzy? Mimo wszystko podniosłaś się i starając się odgonić wszelkie złe myśli, skierowałaś się do nowej runy – związania. Tej samej przy której przez krótki czas stacjonował Vladislau, trochę dłużej Leon, a teraz w pełnej krasie stał przy niej nowo sprowadzony łowca. Kiedy zasiliłaś znak, dowódca odłączył się i pognał w stronę kolejnych znaków. Zostałaś z Diego. Początkowo czułaś, że znak jest w miarę stabilny, dzięki czemu poziom wyciąganej energii nie jest tak drastyczny jak przy runie życia. Wait. Serio dałaś się nabrać, że to już koniec problemów? Po kilku minutach poczułaś i zobaczyłaś na własne oczy, że COŚ jest nie tak. Demon, którego z początku przegoniono z Serafiela… Ten sam, koczujący przez chwilę na Leonie, teraz obrał Ciebie za swój cel. Przypominało to małe dance macabre, lecz chyba nie śpieszno Ci na tamten świat? Złość przez poprzednie niepowodzenia sprawiły, że z niewidocznej i cichociemnej postaci, diablik okazał się niemal w pełnej krasie, jako zbitek niestałej mgły i ciemnych refleksów. Grubą witką złapał Cię za nogę tak, że zachwiałaś. A potem? Potem było tylko gorzej. Zostałaś oplątana przez ciemną istotę, która profilaktycznie zakryła Ci usta, przy okazji je raniąc. Czy może być gorszy dzień? Ano może… Bestia zacisnęła na Tobie witkę jak lasso i jednym sprawnym ruchem przewróciła na podłogę. Poczułaś bolesne uderzenie, by po chwili oprawca mógł ciągnąć Cię w stronę kręgu… Chyba za wszelką cenę zależało mu, żebyś przekroczyła magiczną linię.


Diego – nie odmówiłeś szefowi, dlatego po odpowiednim wypacykowaniu, przepraszam… przygotowaniu, zjawiłeś się na docelowym miejscu. Gdybyś był kobietą rytuał już dawno pewnie dobiegłby końca, ale porządny latynos musi na siebie wylać butle perfum, nażelować włosa i przebrać w strój amanta rodem z brazylijskich telenowel. Od razu znałeś swoje miejsce, dlatego pełen energii wkroczyłeś w miejsce mogące śmiało się nazwać Sodomą i Gomorą. Już wcześniej poinformowano Cię co powinieneś zrobić, dlatego zdałeś większość broni i naciąłeś dłoń rytualnym ostrzem. Runa związania – obok szefa i jakiejś dziewuszki. Nie ma to jak zostać szczęśliwym wybrańcem i mieć tą możliwość współpracy z kobietą (gdzie de facto były ich tylko dwie!). Vlad chyba posłuchał sugestii i dając po drodze kopa jakiemuś gościowi, oddalił się w szybkim tempie. Wasza runa… co z runą? Ano świeciła i miała się całkiem nieźle. Poczułeś szczypanie, kiedy znak przy którym stałeś wyciągał z Ciebie energię i krew. Gorzej było z Twoją towarzyszką… Midori padła (może na Twój widok, bo czemu nie) na ziemię, a jej ciało zaczęły obłazić jakieś energetyczne ciemne nici. Nie wyglądało to za dobrze… W tym samym momencie zwiększyła się zachłanność runy, po której zaczęły skakać drobne ciemne refleksy.

Serafiel – dzięki pomocy towarzyszy i Twojej własnej duchowej energii udało się uspokoić runę wiary. Byłeś zmęczony, senny. Może nawet zaniepokojony i zły przez natłok obowiązków i tłum ludzi sam w sobie będący bardzo męczący. Gdy runa odzyskała piękną czerwień ponownie zostawiono Cię na posterunku, lecz tym razem otrzymałeś coś, co mogło uratować Cię przed znajomym i znienawidzonym uczuciem senności. Nie czekałeś na ostatni moment, dlatego użyłeś soli trzeźwiących. Strzał w dziesiątkę i pokrzyżowanie wszystkich śmiercionośnych planów złego mg, brawo. Zapach z wnętrza małego flakonika obudziłby pewnie umarłego, ale na szczęście Ty nie należałeś jeszcze do tego sztywnego grona. Znów jesteś na chodzie i choć wciąż zmęczony to tym razem całkiem przytomny. Poczucie senności znikło jak ręką odjął, a ty… znów możesz spokojnie podziwiać czerwone piękno runy, oraz pocieszać się tym, że inni mają gorzej. Na przykład biedna Midi do której przyssał się jakiś stwór. Tak, ten sam który wcześniej atakował Ciebie. Tym razem jest w pełni widoczny.

Adam – wampir wewnątrz kręgu rzucał się jak opętany, co było wręcz idealną pożywką dla Twojej runy. Niespokojna. Niestała. Właśnie tak można określić aktualną pozycję runicznego znaku. W sumie agresja. Prośby zostały wysłuchane i już po chwili przybyła odsiecz w postaci drobnej ciemnowłosej dziewuszki, składającej Twoją nogę. Pomogło, owszem. Opatrunek był niezłą odpowiedzią na wzmożoną aktywność szalonej runy. Nie uspokoiło to jednak znaku, który zaczął niebezpiecznie drgać i gęstnieć… Czy coś Ci to przypominało? Samuru rzucał mięchem na lewo i prawo, a runa… no cóż, reagowała jak mogła. Ciekawe jak długo ją utrzymasz stojąc tam sam. Ile masz w sobie siły, bo zegar runy tyka wybijając minuty do wybuchu.

Chizuru – byłaś poniekąd bohaterem dnia, bo łagodząc jedną sytuację, od razu biegłaś do drugiej. Nie ulega wątpliwościom, że to poniekąd dzięki Tobie runa wiary odzyskała swą piękną krasę. Teraz zmieniłaś front i choć runa agresji była kompletnym przeciwieństwem poprzedniego znaku, to miałaś tutaj poważne zadanie do wykonania. Adam potrzebował pomocy, a w kolejce za nim stali również inni. Gdzie się przydasz lepiej panno Namikaze… Może więc ruda zołza miała rację, prosząc Cię o opuszczenie kręgu? Opatrzyłaś łowcę, ale Twojej uwadze nie uszło dziwne zachowanie runy. Wibracja, następnie zagęszczenie się energii. Byłaś już świadkiem jednego wybuchu, ale w tamtym wypadku łowcy mieli ochronę. Ty masz jedynie torbę medyczną i faceta do opatrzenia. Adam? On z kolei zmęczenie na karku i wątpliwie długi czas dalszego zachowania przytomności. Nie wygląda to dobrze.

Adam i Chizu – uwaga, runa przy której stoicie lada chwila może wybuchnąć. A może to tylko straszak? Sprawdźcie mnie.


Cornelius – starałeś się jak mogłeś i chociaż wysoka temperatura nie była sprzymierzeńcem, Ty postanowiłeś się nie ugiąć pod jej żywiołem. Czułeś się wycieńczony, słaby, a mimo to wciąż myślałeś o innych. Tak, rozpalenie runy wytrzymałości było dobrym pomysłem, ale czy mogło się to jeszcze udać? Wydałeś z siebie ryk, czując jak tkanki dłoni powoli są spalane przez niekorzystne warunki. Poparzenia? O tak, na lekkich się nie skończy. Jesteś uparty, co? Runa życia gasła, a wraz z nią spadała temperatura. To wszystko zaś rozgrywało się na Twoich oczach. Nie był to pozytywny scenariusz.

Corn – rozległe poparzenie lewej dłoni. Na Tą chwilę trudno określić który to stopień, ale wszystko to bardzo przekłada się na zmęczenie ciała. Jesteś spragniony, zmęczony… ledwo stoisz na nogach. Poczułeś na sobie dotyk i wtedy dotarło do Ciebie, że ktoś przyszedł z odsieczą. Łowca. Naven podtrzymywał Cię, byś przypadkiem nie upadł.


Naven – zjawiłeś się na wezwanie szefa i po porzuceniu swoich hobbistycznych działalności skierowałeś się w stronę wyznaczonego miejsca. To nie był Twój pierwszy raz na tego typu praktykach, dlatego w tej kwestii byłeś prawdziwym weteranem, a nie jakąś tam ciekawską WIELKIEGO świata dziewicą. Odbębniłeś rytualne konieczności i w try miga popędziłeś do Corna, który również potrzebował Twojej pomocy. Koleś ledwo stał na nogach, a stan jego dłoni… no cóż, nie wyglądało to najlepiej. Kiedy stanąłeś w pobliże runy szybko zrozumiałeś dlaczego, bowiem ten przeklęty znak generował olbrzymie pokłady ciepła. Aż dziw, że Corn z uporem maniaka był w stanie tak długo się przy niej utrzymać. Pomogłeś, jasne że tak. Podtrzymałeś zastępcę dowódcy by ten nie upadł i skierowałeś swoją dłoń w stronę runy. Krew kapała na znak, ale… nic się nie działo. Temperatura zaczęła delikatnie spadać, a sama runa gasła. Nie wypaczała się już, nie gęstniała do wybuchu. Po prostu się wypalała. Trza ją chyba jakoś rozpalić. Dacie radę?


Ivan – pozbierałeś się po nieoczekiwanym wybuchu i walcząc z własnymi słabościami, postanowiłeś powrócić do runy wytrzymałości. Nie należało to do najłatwiejszych zadań. Wciąż kręciło Ci się w głowie, byłeś poobijany i słaby. Zanim stanąłeś na nogi minęła dłuższa chwila, ale oto się udało! Po wybuchu runa wytrzymałości była w naprawdę opłakanym stanie. Gdzieś tam się tliły czerwone iskry, ale sam znak… po prostu nie chciał się rozpalił. Twoja krew nadal spływała na dół, lecz coś z tego. Nic już nie ciągnęło energii… runa była martwa?

Vlad – ledwo załataliście jedną dziurę, a zaraz pojawiały się kolejne. Rytuał już dawno przestał iść w dobrą stronę. Między innymi dlatego byłeś zmuszony wezwać wsparcie, które o dziwo pojawiło się w miarę szybko. Diego zajął miejsce przy runie związania, co było doskonałą okazją abyś mógł popędzić tam gdzie jesteś dalej potrzebny. Runa wytrzymałości? Ivan już tam stał i u waszemu zdziwieniu znak stawiał opory w ponownym rozpaleniu. Gdzieś tam tańczyły pojedyncze iskry, ale runa po prostu nie przyjmowała już waszej energii i krwi. Czy miało to związek z tym, że Esmeralda jest nieprzytomna? Możliwe. Gdy rozejrzałeś się po pomieszczeniu natychmiast wyłapałeś sytuację Midori, oraz to co dzieje się przy nieszczęsnej runie agresji. Samuru miotał się coraz bardziej, runa życia gasła, a osoba odwampirzająca wciąż leżała nieprzytomna na zimnej posadzce. Czy może być jeszcze gorzej?


Eric – tak duża utrata krwi i energii nie była dobra dla Twojego ciała. Wciąż miałeś parę w łapskach, ale fizycznie zyskiwałeś wygląd jaki do tej pory udawało Ci się oszukać dzięki piciu krwi wampirów i konsumpcji ich mięcha. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie i cienisty koleżka szybko odkleił się od Leona, znajdując nowy obiekt westchnień. Kowboj zaś został wręcz wyrzucony przez szefa na koniec pomieszczenia i tam dogorywał ranny, bidny i pokryty jakimiś trującymi igłami. Jeśli tak miał wyglądać koniec, to zaiste nie był on dobry. Oddawałeś dla runy ile mogłeś, ale w pewnym momencie dało się zauważyć, że również i znak siły przestaje pracować. Wypalał się i choć po Twojej stronie nie było żadnego błędu, to i tak powoli gasł. Ktoś nieprzytomny nie może korzystać z siły, nie potrzebna mu wytrzymałość jeśli balansuje na cienkiej linii życia, którą za chwilę mogą przeciąć złośliwe Mojry.

Eric, wszystko zelżało – ból głowy, ręki. Runa się uspokaja, a właściwie to biorąc przykład z runy życia po prostu wygasa.

Samuru – miotałeś się jak szalony, krzyczałeś posyłając złośliwe życzenia pod adresem płomiennowłosej. Oddech kobiety był bardzo płytki, ale doskonale znałeś to uczucie… uczucie ulatującego życia. Możliwe, że rzeczywiście spotkacie się w piekle, jednak póki co Twoje piekło było tutaj. Mogłeś się śmiać i cieszyć, ale nic nie było w stanie zagłuszyć fizycznego bólu jaki dane Ci było odczuwać. Ciało paliło żywym ogniem, a te dziwne energetyczne witki zaciskały się, kalecząc bez opamiętania. Krew łowczyni była niebezpiecznie blisko, przez co tym bardziej nie mogłeś się skupić. To był najgorszy dzień Twojego życia. Pełen upokorzenia i bólu. Pogwałcenia Twojej natury. Przez chwilę poczułeś jakby Twoje płuca zalała zimna i żrąca substancja, a klatka piersiowa zaczęła się dziwnie poruszać. Oddech… pierwszy i kolejny. Towarzyszący temu ból rozrywał Cię od środka, powodując dodatkowo nieprzyjemne doznania. Wciąż byłeś jeszcze wampirem, czułeś to nawet w momencie, gdy serce zabiło mocnym i szybkim rytmem. Zmieniasz się i czujesz to na każdym kroku. Ty zaczynasz żyć, ona umiera. Zawsze są jakieś pozytywy w tej całej sytuacji.

Zack – bez zmian. Zasnął snem sprawiedliwego. W tej kolejce jeszcze nie pisze.

Esmeralda nadal jest nieprzytomna i nie daje znaku życia.

Kolejność jest dowolna, to szybka kolejka dlatego na posty czekam do 13.04 (do godziny 20).



_________________
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 561


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sro Kwi 12, 2017 1:02 am

Ciężko zachować pozytywne myślenie w takiej chwili jak ta. Zmęczenie i niepowodzenie... Fakt, że mogła być odpowiedzialna za to, że runa wytrzymałości padła... Może powinna zrobić coś innego? Może... Może... To tylko smutne gdybanie. Nie wiedziała co się stałoby wtedy, więc uznała też, że nie powinna się tym zadręczać. Przynajmniej nie teraz. Przełknęła po prostu ślinę, decydując się na to, by porzucić owe myślenie, uspokoić się i przystąpić dalej do działania. Tym razem przyszedł czas na runę związania!
Okej, kiwnęła nieco niepewnie głową na słowa dowódcy, po czym wyciągnęła lewą dłoń nad runą i skinęła głową na przywitanie w stronę Diego. Wzięła głębszy wdech, rozluźniając się i uspokajając... By nastawić się na bardziej pozytywne myślenie. Może nie wyglądała i nie czuła się perfekcyjnie, ale to i tak nie miało sprawić, by nagle popadła w doła! Co to, to nie. W końcu jest tyle pięknych rzeczy, o których warto myśleć! Spojrzała również w stronę kręgu. Proszę. Obudź się, Esmeraldo. Wstawaj.
- Wstawaj... Wstawaj... - mruknęła jeszcze. Położyła prawą dłoń na lewą, mając aktualnie obie wyciągnięte przed siebie.
No i może tym razem będzie spokój. Runa świeciła ładnie, nie zdradzała żadnych negatywnych rzeczy, nie zabierała tak bardzo energii jak runa życia... No. Może rzeczywiście... Spokój?
A figa.
Wystarczyło zaledwie kilka minut, by kłopoty zaczęły się na nowo.
Zmysłami wyłapała obecność CZEGOŚ. To COŚ, czego zdecydowanie się nie spodziewała. Demon. istota. Cokolwiek to było, wybrało akurat ją na swój kolejny cel. Gdyby ktoś się jej spytał, czy pamiętała, jak wcześniej wyglądał, zaprzeczyłaby - miała własne przygody w chwili, gdy to COŚ męczyło Serafiela czy Leona. No, ale... Nie zapowiadało się to za miło. Ani sympatycznie.
I zdecydowanie wyglądało to niepokojąco. Ta postać... Wyglądało już na COŚ bardziej namacalnego, coś, co potrafiłoby się zmaterializować w ich świecie, teraz tutaj...
Poczuła, jak została chwycona za nogę, co sprawiło, że na chwilkę się zachwiała. Lecz to nie był koniec. Istota zaczęła ją oplątywać. Źrenice oczu tej dziewczyny rozszerzyły się gwałtownie, a ona momentalnie otworzyła usta, by zacząć krzyczeć, zaalarmować innych, że coś się dzieje. Zdążyła z siebie wydać jedynie krótki okrzyk i to mocno stłumiony, bo to COŚ zakryło jej usta tak mocno, że aż zraniło. Poczuła ból, jak również zapewne to, że zaczęła z tego płynąć krew.
To nie był koniec. Nie zdążyła sięgnąć dłonią do ust, by oderwać to coś i wołać o pomoc. Została gwałtownie przewrócona na ziemię, dość boleśnie, lecz to trochę za mało, by ją oszołomić, prawda? Zwłaszcza, że teraz przytomność była jej potrzebna. Jej serce zaczęło szybciej bić, a dziewczyna... No co? Raczej z radości skakać nie będzie. Ekstremalna sytuacja... Strach i adrenalina wkraczali razem do akcji! Przy czym nie zamierzała dawać się sparaliżować temu pierwszemu uczuciowi.
Wyciągnęła obie ręce za siebie, próbując się czegoś chwycić i zatrzymać. Jeśli nie będzie mogła złapać towarzysza za nogę, wbije mocno palce w ziemię, by przy pomocy swojej siły zatrzymać się, albo spowolnić przynajmniej to przyciąganie. Nie zamierzała się przejmować nawet, że mogła połamać paznokcie! Szok, nie?
Również drugą nogą próbowałaby (o ile istniała taka możliwość) kopać w tą witkę. Kij. Może to sprawi, że tamtego zaboli? Albo poluźni uchwyt? Warto spróbować! Pomocy. Ktokolwiek. Pomocy. Mogła jedynie w myślach wołać o jakiekolwiek wsparcie. Błagam. Niech ktoś to zatrzyma.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Diego
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2764-diego-chavez
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 45


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sro Kwi 12, 2017 10:17 am

Tak to już bywa z rytuałami, nigdy kurwa nie idą po naszej myśli, choćbym nie wiem co, zawsze pojawiają się jakieś problemy. Nie wiadomo czemu, nie wiadomo skąd, a jeden z tak zwanych problemów miał właśnie u swoich stóp. Nie było to w ogóle dziwne, że ze wszystkich akurat jemu przyszło pracować z kobietą, niestety nie tym razem, nie mógł przełożyć przyjemności nad obowiązek, więc nie będzie szarżował z żadną pomocą, nie tym razem, zamiast tego zwyczajnie uśmiechnął się do kobiety, dając jej przynajmniej psychiczne ukojenie, wśród tego całego zamętu, sygnalizując jej, że mimo wszystko mogła na niego liczyć. Oh Diego.. weź się w końcu chłopie za robotę, a nie zgrywasz Don Pedra. Widział doskonale co Midori próbowała zrobić, czyli znaleźć w nim fizyczne oparcie, jakkolwiek to brzmiało, zamierzał pozwolić się złapać, a następnie przenieść całe swoje skupienie na utrzymanie równowagi, użycia swojej całej siły fizycznej w nogach, aby zachować twardy grunt pod stopami.Diego szybko przeniósł wzrok na kłębe, która atakowała Midori, nie miał cholera na to czasu, zresztą Vlad urwałby mu głowę gdyby tylko naraził misję, niestety, tak to bywa, że łowcy o siebie dbają, ale obowiązek był tutaj najważniejszy. Gdy tylko zapewnił Midori stałe oparcie, postanowił wrócić ze swoim skupieniem stu procentowo na runę, krąg musiał zostać nieprzerwany, albo cały misterny plan pójdzie w pizdu. Diego obserwował jak Vlad odchodzi w szybkości, aby wesprzeć kogoś innego, widocznie posłuchał jego słów, a może to był jego plan od początku, czy to ważne? Nie, więc jak mówiłem, runa była tutaj najważniejsza. Zwłaszcza gdy Midori upadła, nasiliła się zachłanność owej runy, więc nie było tutaj mowy o żadnej pomyłce, bo mogła być ona bardzo droga w rezultacie końcowym. Poczuł się bardzo niekomfortowo kiedy runa próbowała go wręcz pożreć żywcem, nie było to aż tak intensywne, jednak zostawiało znaczny dyskomfort, na pewno było nieco ciężej niż na początku. Techniki odwampirzania zdecydowanie różniły się od tego co było przekazane przez wielki Brytyjski oddział, który jak wiadomo był jednym z najlepszych na świecie, zresztą wystarczyło spojrzeć na Esmeraldę, nie? Jego ręka drżało nieznacznie, a jego oczy świdrowały po obecnych oceniając całą sytuację. Jego pierwsze spojrzenie padło na Leona, cholera na pewno nie zechciałby zamienić się z nim rolami, ten koleś to miał zdrowo przejebane. Kolejne spojrzenie padło na nikogo innego jak dowódcę, starał się ingorować fakt, że jedna z prestiżowych osób leży całkiem nieprzytomna. Gdy runa stawała się ciężka do opanowania, użył drugiej ręki aby podtrzymać ranną dłoń, która grała tutaj główną rolę w tej sztuce. Ciężko było zachować całkowite skupienie, gdy Samuru darł się wniebogłosy, nie można było się skupić przy tym cholernym gnojku, przez którego było to całe zamieszanie, ale czy tak naprawdę można mu się dziwić? Koleś wyglądał gorzej od Leona w tej chwili, już niedługo, już niedługo i jego siły osłabną całkowicie i podda się połączonej mocy łowców, w tym przeklętym rytuale magii runicznej. Dreszcz przeszedł po całym ciele stawiając jego nażelowane włosy całkowicie, nie było to przyjemne uczucie, ale nie poddawał się, wiedział, że jedynie opanowanie w tym całym chaosie mogło przynieść dobry rezultat, było to bardzo ciężkie , dlaczego? No głównie przez tego pieprzonego Demona, który na pewno sprawiał mu dużo problemów ze skupieniem, czy był przerażony, nawet on się trochę bał aż tak nieczystej siły, ale prędzej by dał sobie uciąc rękę niż to pokazać, znał już taką osobę. No nic, nie wiedział na jakiej zasadzie działał ten twór z piekła rodem, wiedział, że fizycznie się nie złamie, a psychicznie był chroniony przed takim wpływem dzieki swojej własnej magii. Jego wzrok znów powędrował na Midori, a jego usta otworzyły się by wydać z siebie dźwięk.
-Wybiera tych, którzy opadli z sił.. Prosta obserwacja, jeśli dasz radę, czołgaj się za mnie i wspieraj runę, ja wycisnę z siebie więcej, może odpuści. - rzucił w stronę kobiety u jego stóp, jego głos był nieobecny, całkowicie skupiony na runie, w którą przelewał dość sporo energii, można to nazwać śmiałym ruchem, ale cóż.. taki już był Diego.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 266


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sro Kwi 12, 2017 2:10 pm

- L…e…on – poprawił potwora aby ten nie miał złudzeń, że łowca nie był typem, który chętnie oddawał się siłą innym niż boska opatrzność (i narkotyczne wizje). Całą młodość był przygotowywany na taki dzień jak ten. Brał udział w tak dziwnych i niejasnych sytuacjach, że nawet to miało problem wywołać w nim inną reakcję niż próba zaśmiania się bestii w twarz i wyparcia jej z siebie.
W sumie turlanie się jak beczka śledzi było całkiem fajne, patrząc na ostatnie wydarzenia mógł powiedzieć, że był największym kopniętym farciarzem w tym rytuale. Chwila dobrej zabawy, czas na  odpoczynek od ukropu, jaki panował w sercu kręgu i pożerania jego energii. Trochę pauzy zdecydowanie by mu się przydało, zwłaszcza że od początku trzymał tą bandę domorosłych merlinów i bobołaków na wodzy. Wcale nie łatwa robota dzielić swoją uwagę na przynajmniej dwie-trzy osoby jednocześnie, a potem zostać opętanym i walnąć egzorcyzm na zasadzie „spoko, spoko już to kiedyś robiłem i w ramach przygotowań oglądałem emily rose”. W sumie to i tak poszło lepiej niż zakładał bo zamiast go zabić i zjeść, te głupie nitki były po prostu wszędzie i tylko go wyniszczały. Jedna pozytywna myśl w całej tej zabawie.
Leon podniósł się i potrząsnął głową dopiero po chwili, najpierw trzeba było okiełznać ciało, błędnik i prawdopodobnie krwiaka jakiego nabił mu Grzesiu buciorem. Oj z okazji tej imprezy cygaro i 2 butle whisky to było zdecydowanie mało. Zwłaszcza, że już od dawna miał za dużo krwi w alkoholu i jeszcze to paskudztwo sprawiło, że mieszanka wyciekała rozwalając mu odświętne ciuszki.
- Myślę, że mnie polubił. Ale jak chcesz to go sobie weź. – Krzyknął w stronę Erica chcąc mu tym dać znać, że jeszcze żyje i może mówić.
To był jednak nie koniec tej dziwnej przygody z witkami. Uznały, że skoro nie mogą przeszkadzać nikomu innemu skupią się najwidoczniej tylko na Leonie próbując wtłoczyć cały jad jaki wypłynął przy odwampirzaniu tych dwóch gadzin. Czuł jak ciało mu sztywnieje od bólu i oparzeń jakie powodowały ciernie.  
Udało mu się spiąć na tyle by uklęknąć. Jeśli wcześniej czuł się otoczony przez drut kolczasty to teraz skakał na bombę w kaktusy, na których przesiadywały akurat grzechotniki.
Bolało i był potyrany jak skaranie boskie.
Aby było mu raźniej zaczął nucić piosenkę, tą którą zawsze śpiewali z kompanami w najczarniejszych chwilach i która mimo swojej ponurej tematyki dawała nadzieję.
Mógł ufać teraz tylko swojemu szczęściu i woli przeżycia. Tak jak Esme miał powód by przeć dalej. Córkę, którą kochał i potwory, które musiał załatwić nim się przekręci.
Do rytuału nie próbował nawet się zbliżyć, było to niebezpieczne dla innych bardziej niż dla niego. On najwyżej straci czucie w ręcach i nogach, może wypadnie z obiegu i zostanie szkoleniowcem, wychowa sobie następców. Ale ich tam mogło to jeszcze pozabijać. Z resztą, cholera wie czy to co nosił nie było zaraźliwe (wampirzy hiv czy inna ebola) i nie chwyci się wszystkich innych uczestników, albo nie roztrzaska kolejnej runy, bo z tego co miał w pamięci miały się tragicznie albo wcale.
Był obolały, przemęczony tak jak reszta, ale mimo że stał daleko od całego zamieszania ciągle walczył. Nie mógł przestać. Jego runą ktoś się już zajął, a Serafiel ze swoją Wiary miał przynajmniej szansę odetchnąć. Szeryf miał wrażenie, że to co zrobi sprawi tylko, że zacznie umierać, szybciej albo wolniej. Z resztą, skoro to co miał na sobie było to pochodzenia nadnaturalnego albo wampirzego, to nic nie podziała na to tak jak stara dobra i sprawdzona święconka.
- Niech ktoś mnie obleje whisky albo święconą. Jeśli macie wolne ręce. - Nie czuł się skrępowany rzucając taką prośbę (hehe). Chciał odeprzeć zło i wrócić do nich o ile to możliwe.
Teraz mógł też zacząć myśleć jak się tego pozbyć bez ciągłej utraty energii. Wraz ze Zaczął  uwalniać magię w lewej ręce, jakby próbował wypalić ze swojej świetlistej aramty, ale bez armaty i zaklęcia. Skusić potwora energetyczną pożywką i może, jeśli starczy mu sił spróbować go od siebie odepchnąć gwałtowniejszym ciosem. Zdawało się z resztą, że im dalej są od runy tym gorzej się on ma.
- No dalej puść w końcu! - Warknął wciągając cygaro do ust. Chciał zrobić z niego coś w stylu gryzaczka, by w razie gdyby dostał padaczki albo konwulsji nie odgryzł sobie dodatkowo języka.
Nie potrafił się leczyć, ale bycie odpychającym szło mu nieźle. Wystarczy zapytać dziewczyn z jego lat młodzieńczych. Wtedy był naprawdę dobry w byciu koszmarnym.
Zaczął powtarzać egzorcyzm, chciał odpędzić demona, który z braku następnego hosta prawdopodobnie odleci gdzieś daleko. Lepsze to niż nie robić nic.

_________________
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1337


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sro Kwi 12, 2017 4:39 pm

Starał się jak mógł, większość widziała jego starania. Walczył z wieloma problemami, które powodowały iż sam łowca stawał się coraz bardziej zmęczony. Temperatura z jaką się zderzył powodowała także iż Cornelius najzwyczajniej też zaczął się pocić, co było tylko reakcją ochronna organizmu, który chciał się schłodzić. Zawsze mógł się poddać w chwili gdy czuł iż ciepło z którym miał do czynienia przekracza dozwoloną temperaturę. Lecz był uparty i zaparcie próbował utrzymać runę. Widział iż ludzi było mało, dlatego też nie liczył na pomoc, lecz też wiedział że długo runy nie wytrzyma. Wytrzyma jednak tyle ile mógł, bowiem stawka była ogromna, wolał więc dać z siebie więcej niż 100%, do czego też uparcie dążył.  Z równowagi wytrącał go jednak coraz wyraźniejszy ból ręki, który już nie był tylko zwykłym przegrzaniem, a doskonale czuł że wszystko już zachodziło daleko. Uderzyła go fala zwątpienia, bowiem już chciał zabrać rękę, którą było coraz ciężej utrzymać nad runą, pomijając już jej drżenie. Spojrzał na Esmeraldę widząc że z nią nadal źle, nie mógł jednak się poddać. Zagryzł zęby, w duchy mając nadzieje, ze to się zaraz skończy. Przetarł swoje czoło, które bez wątpienia było zlane potem, po czym sięgnął do swojego korpusu, rozpinając nieco ubranie. Było mu za gorąco, przez co Cornelius już nie oddychał, on po prostu sapał, co nie powinno dla nikogo być zdziwieniem, nie?
Kątem oka jednak zaczął dostrzegać iż do miejsca złażą się inni łowcy, nie miał wątpliwości że za sprawą Dowódcy. W chwili gdy Naven skierował się do niego, Cornelius mimowolnie odczuł w środku ulgę. Pomoc była mu przydatna o czym doskonale wiedział. Wzrokiem jednak wrócił an swoją rękę, widząc jej stan skrzywił się z bólem wpisanym na twarzy, który po części był kryty przez maskę, lecz nie bądźmy głupi, każdy o zdrowych zmysłach mógł jednak doskonale zdawać sobie sprawę co czuje stary łowca. Ktoś tam do niego krzyczał i to jeszcze takie słowa, Cornelius spojrzał na niego, lecz nic nie odpowiedział. Dlaczego? Odpowiedz jest banalnie prosta. Był zbyt słaby, jak i to nie było miejsce na konflikty, czy karcenia.
Poczuł trochę ulgi, dlaczego tylko trochę? Bowiem wraz z pojawieniem się Navena łowca odczuł iż ciężar runy, jej łakomstwo spada jeszcze na kogoś innego, lecz sama ręka łowcy bolała jak cholera. Spojrzał na mężczyznę, który chwile później stał się oporą dla starszego. W chwili gdy Naven wyciągnął rękę nad runę, Cornelius mruknął gardłowo, po czym podkulił swoją lewą dłoń pod siebie, czując że coraz słabiej sobie radzi z bólem.
-Niech tak będzie
Odparł gardłowym głosem, który był zmieszany wieloma emocjami, lecz przez żadną nie przebijała radość, czy coś podobnego. Warto też dodać, ze też nie był zły. Nie mógł tu zostać, nawet mimo chęci, zwłaszcza jeśli wiedział że jeśli zaś temperatura wzrośnie, to może stracić czucie w ręce. Widział jednak też że runa niezbyt też reaguje na przybycie Navena, co było niepokojące, patrząc na to, że w końcu bał to runa życia, nie?
-To nie czas na eksperymenty. Naven, utrzymaj runę, jak najdłużej się da, ja muszę pomyśleć, jak dostać się do środka okręgu.
Odparł do mężczyzny, zerkając na Esmeraldę, jak i po całym pomieszczeniu. Zranioną rękę, trzymał podkuloną, a nawet schowaną w rękawie. Jak powiedział, tak też planował zrobić, w tym celu, zacznie się powoli wycofywać z runy, pod ściany. Robił to powoli, by czasem łowca w runie nie poczuł mocnego naskoku mocy, jak i robił to powoli, bowiem był wycieńczony.
Po opuszczaniu jednak Runy, zacznie się rozglądać myśląc co by tu zrobić, lecz jego umysł był nadal przysłaniany bólem, co utrudniało myślenie. W tym celu, na chwile też przystanął i złapał za kawałek swojego ubrania, które zamierzał porwać w celu zrobienia z niego opatrunku na swoją rękę. Nie chodzi już o samą ranę po ostrzy, jak o poparzenia.

_________________


Fragment Treningu Corna
- Naprawdę jesteś niemiły - odparła - wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
- Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję - wyjaśnił. - Wszyscy mnie wkurwiają.

Znalezisko Gakiego.:
 

Powrót do góry Go down
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3699-adam#80936 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 36


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sro Kwi 12, 2017 6:50 pm

Realnym problemem Adama był gniew, który po prostu wymykał mu się spod kontroli. Im bardziej wampir zbliżał się do człowieczeństwa tym bardziej łowca tracił swoje. Siły go opuszczały tak samo jak poczytalność i zdrowy rozsądek. Jego ciało zaczęło wysyłać mu sprzeczne sygnały. Chciało ratować jego życie, uciec od bólu, który z doświadczenia oznaczał dla niego tylko jedną rzecz - koszmarną krzywdę jaką wyrządził mu nazistowski sadysta i hobbysta wiwisekcji. Ręka, głowa, całe ciało bolało go tak, że naturalny instynkt zaczął go kopać. Był jednak prawdziwym trepem, lepiej umrzeć na posterunku wtedy, gdy ma
- Pomoc! – Krzyknął, wiedząc że sam tego nie ogarnie. Był jednak prawdziwym trepem, lepiej umrzeć na posterunku. Póki dowództwo nie powie mu nic innego miał obowiązek i powinność.
Krzyczał coraz głośniej, chcąc uspokoić się i przyjąć cały gniew oddając całą energię. Był nastawiony tylko na ten cel, znieść to wszystko i w razie gdyby go odepchnęło, był gotowy powrócić od razu na stanowisko. Był żołnierzem, więc utrzymywanie pozycji i ogarnianie pomimo flashbanga rzuconego pod nogi albo wybuchu, który powala na nogi nie było dla niego nadludzkim wyczynem. Umysł już nakierował tylko na tą jedną rzecz. Mimo, że czuł się jak wrzucony do czegoś co nazywali z chłopakami „karcerem dla rekrutów” ot trochę napalmu i rozcieńczonego gazu łzawiącego w jednym zamkniętym pomieszczeniu. Było gorąco i bolały go miejsca, których nigdy nie podejrzewał o posiadanie zakończeń nerwowych, ale wszystko co miał oddawał by przeżyli na tym dziwnym polu bitwy.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 848


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sro Kwi 12, 2017 9:59 pm

Nie było lekko. Runy z wolna przygasały i wszelkie starania by je rozpalić gdy raz osłabły okazały się bezskuteczne. Nic dziwnego skoro dusza rytuału nieprzytomnie dogorywała. Wsparcie nowych łowców było niczym głęboki wdech czystego powietrza z górskich szczytów. Mimo to wciąż narastały problemy. Wraz z tym jak słabli łowcy  istota, która skorzystała na istnieniu kręgu nabierała realnych kształtów wysysając powoli życie z nich wszystkich. Gdy Vlad zobaczył tę istotę nie miał wątpliwości z czym ma do czynienia. Demon Krwi. Istota z wymiaru, którym rządziła właśnie magia należąca do rodziny Esmeraldy. Daleki krewniak Śniącego. We Vladzie wzrósł gniew, który szybko został zatrzymany przez zdrowy rozsądek. Skoro nie byli w stanie rozpalić run mogli na ślepo starać się wspomóc magię, którą ledwo znali... albo skorzystać z pomocy.
- Wezwijcie Leyasu. Niech dołączy do rytuału i wesprze runę życia. - widząc, że Cornelius odpadł Vlad wezwał kolejnego łowcę przez komunikator. Nie miał pretensji do swojego zastępcy. Wręcz przeciwnie. Uważał, że ten postąpił niezwykle odważnie choć może nieroztropnie oddelegowując Midori dalej. Nie zasłużył na okaleczenie, którego zapewne doznał. Bez jakiegokolwiek więcej słowa Vlad z wolna odłączył się od Runy Wytrzymałości by nie odrywając wzroku od demoniszcza podejść do drugiego z braci. Gdyby Adam nie był doprowadzony do granicy z pewnością nie prosiłby o pomoc. Był twardy, nawet bardzo. Vlad połączył się z Runą Agresji. Zabawne, że jako jeden z niewielu był kompatybilny z niemal wszystkimi runami wyjąwszy jedynie tę odpowiadającą za wiarę. W końcu zwrócił się do dziwacznej, złośliwej istoty.
- Demonie! To ostatnie Naczynie. Jeśli ona umrze już nigdy wrota do Twojego wymiaru się nie otworzą. Ten rytuał musi się powieść. - Vladislau nie kłamał. Szukał informacji o rodzinie Esmeraldy wielokrotnie. Jej ojciec stosował magię bliźniaczą do Vlada. Babka i matka nie wykazywały zdolności magicznych. Większość dalszych krewniaków była martwa. Jeśli Alice nie będzie miała nauczyciela nigdy nie pozna tajników rytuału.
- Nie masz pewności, że nasza śmierć pozwoli Ci tu zostać. Jeśli rytuał zawiedzie już nigdy nie będziesz miał kolejnych okazji. Jeśli zginie ktokolwiek, a ja pozostanę przy życiu dopadnę Cię i wyssę do ostatniej kropli. Na wszystko co kiedykolwiek było dla Ciebie święte odstąp i pomóż. - ostatnie słowa Vlad mówił już z lekkim warkotem wydobywającym się z gardła. Narastała w nim kontrolowana agresja. Postawa, mowa... nawet spojrzenie pozostające niewidoczne za hełmem wskazywały na gotowość do walki choćby miał stoczyć ją tu i teraz. To nawet nie była groźba. Raczej obietnica. Odczucia i postawa Białowłosego powinny jednocześnie doskonale pasować do runy, przy której się znajdował czego Vladislau był świadom.
Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 273


PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   Sro Kwi 12, 2017 11:49 pm

Post za zgodą MG i dowódcy.

Sam nie wiedział, na kogo lub na co był bardziej wściekły. Na siebie i swoje decyzje, czy na to, że właśnie w tej chwili odbywało się odwampirzanie, które - według niego - nie powinno mieć miejsca. Nie po to zgodził się na chore warunki stukniętej wampirzycy, która nadal uważała się za jego narzeczoną, aby Esme kolejny raz ryzykowała i dokonywała rytuału na jakimś wampirze. Z każdym odwampirzaniem Rada coraz bardziej deptała jej po piętach i chuchała w kark. Czemu zostawił ją, nie upewniając się, że posiada w sobie choćby śladowe ilości orzechów arachidowych zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego. Zaklął, kiedy ktoś zatrąbił na niego i omal nie wjechał w bok pożyczonego samochodu. Mógłby przysiąc, że zamiast czerwonego światła widział zielone. Nie zamierzał marnować czasu na zatrzymywanie się i przepraszanie drugiego kierowcy, nawet jeśli omal nie doszło do wypadku z jego winy. Nie patrzył nawet na licznik, którego wskazówka podnosiła się z każdą minutą, informując o niebezpieczeństwie.
Początkowo nie chciał brać udziału w rytuale, starając się ograniczyć kontakty z Esmeraldą do minimum. Chciał wierzyć, że łowcy będą w stanie o nią odpowiednio zadbać, ale przecież nie zostałby wezwany, gdyby wszystko szło zgodnie z planem.
Zamknął samochód i założył zwykłą, czarną maskę. Nie tracąc czasu na myślenie na tym, co zrobi, gdy już zjawi się w piwnicy, pobiegł do zamku. W innych okolicznościach zatrzymałby się przy budowli, oceniając to, co z niej zostało, próbując dostrzec jej dawne piękno.
Spodziewał się tego, że może zastać pobojowisko, ale to, co zobaczył przerosło jego wyobrażenia. Nie pamiętał, aby na ostatnim odwampirzaniu działo się coś, co na pierwszy rzut oka trudno zdefiniować jednym słowem, bo nieład, nieporządek, czy burdel na kółkach wydawały mu się mało pasującymi określaniami, a na dodatek te trzecie przekraczało limit jednego słowa. Nie miał pojęcia, co spowodowało takie zamieszanie, ale wątpił, aby ktoś zechciał mu teraz wszystko wyjaśnić punkt po punkcie.
- Co tu się, do cholery, odpierdala? - mruknął cicho, dłonią przejeżdżając po twarzy, by zetrzeć z niej ślady niewyspania i dezorientacji. Wzrokiem wychwycił runę życia. Wyglądała tak samo marnie, jak łowczyni w kręgu. Dałby wiele, aby znać jej aktualny stan, ale i bez poświęcenia tego "wiele" zauważył, że kobieta jest na granicy śmierci.
Podszedł do runy życia, która generowała wielkie pokłady ciepła, a jednocześnie gasła w oczach. Leyasu nie był specjalistą od run, ale nawet on wiedział, że gdy runa całkiem zgaśnie, to razem z nią umrze rudowłosa. Naciął sobie lewą rękę i skierował ją w stronę runy. Na parę sekund przymknął oczy i odetchnął głęboko, uspokajając nerwy. Magia żywiła się także emocjami, dlatego nie pozwolił zdenerwowaniu rosnąć w siłę, choć buchające ciepło i wszechstronny chaos nie chciały ułatwiać zadania.
- Podano jej leki? - zapytał, choć w jego myślach brzmiało to dosyć głupio. Podejrzewał, że już pomyślano o czymś takim, więc zapewne działali już w ten sposób, co nie dało efektów. Albo nie mieli takiej możliwości. - Próbował ktoś ochłodzić runę? Może gdy zmniejszy się jej temperaturę, to temperatura ciała Esmeraldy również będzie niższa?  - Lub przyniesie zupełnie inne efekty - pomoże całkowicie wygasić runę. Sam nie wiedział, co powinien zrobić, aby mieć pewność, że łowczyni przeżyje. Cóż, żałował też, że nie przyniósł okularów, które uchroniłyby jego oczy przed żarem. Czuł się jak mięso wystawione na powolne pieczenie.

Ekwipunek:
 

_________________


~ Język francuski | Język japoński ~
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ruiny zamku [piwnice]   

Powrót do góry Go down
 
Ruiny zamku [piwnice]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Ruiny Zakazanej Świątyni
» Ruiny miasta Ilion
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Biblioteka w zamku Bestii
» Piwnice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: GÓRY-
Skocz do: