IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Nieczynne kino

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 208


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Maj 15, 2016 12:59 pm

Rozbawił go tekst wampirzycy o wyjątkowo ruchawym Testamencie. Widać nie tylko jego życie erotyczne utknęło w mocno martwym punkcie. Dość niemiła sprawa, ale jakoś przez ponad 500 lat swojego życia był na tyle aseksualny, że kolejne 400 nie wiele zmieniły. Nie posiadał nadzwyczajnych ciągot do uprawiania seksu, więc nie cierpiał za mocno gdy tego nie było. Zapewne właśnie dlatego nigdy nie zdradził Vivien. Bo i po co? Miał w domu żonę (którą co prawda ostatni raz widział sporo czasu temu), więc nic nadto nie było mu potrzebne. Pod tym względem mógł się nazwać dobrym mężem.
- Współczuję ci. Wzięliście już rozwód? - zapytał. Jeśli nie to jest to bardzo żałosne, że utrzymują ten związek na papierze tylko ze względu... no właśnie, na co?
- Służba została we Francji. Gdybym potrzebował, to równie osobiście bym się podcierał - odpowiedział.
Nie był typem ciągającym za sobą przydupasów w te i we wte. Bo i po co? Do sklepu umie wejść sam, a bronić się lepiej niż ktokolwiek inny. Ochrona tylko by zawadzała. Więc - ku ogólnemu zdziwku - to tak, sam robił zakupy. W domu tu w Japonii był wyłącznie lokaj dbający o czystość i o to, by Elyse i Vivien miały do czego wracać. A jeśli ktoś potrzebuje służby do każdorazowego wyręczania, to cóż... pozostaje pogratulować dwóch piździawek, nie rąk.
Westchnął słysząc tekst o błonie dziewiczej. Zabawne. Ciekawe czy wie, że błonę dziewiczą można faktycznie odtworzyć? Wiele kobiet kładło się na stół tylko po to, by to zrobić. Zwłaszcza w krajach muzułmańskich, w których dziewice warte są dużo więcej niż inne kobiety.
A co do wprawionych murzynek - nie, nie miał okazji próbować. Z całym szacunkiem, ale nie tykał byle czego. Dotyczyło się to i białych i czarnych kobiet. Nie zwykł zwyczajnie wpychać swojego przyrodzenia we wszystko co się rusza. Wystarczająco napatrzył się jak wuj to robi.
- Może powinnaś. Jest to coś, co warto zrobić - o tak, to fakt. Zwłaszcza, kiedy żyje się tak długo jak on. Pozwala się to... wyszumieć. W nie-gówniarski sposób.
Na jej wzmiankę, o wspólnym "daniu sobie popalić" uniósł wysoko brwi. Wydawało mu się to nadzwyczajnie zabawne, naprawdę. Sądził, że byłoby to mocno jednostronne popalanie, dla wspólnej uciechy.
- Chyba, że nie mogłabyś się ruszyć - szepnął prosto do jej ucha.
Chwycił za jej nadgarstek, słysząc tekst o bronieniu się. Przeniósł wargi na niego, całując najpierw od wewnętrznej strony, a potem zewnętrznej.
- To terapia psychoterapeutyczna - odpowiedział. Wtedy nagle wyczuł zapach, którego kompletnie nie kojarzył. Westchnął wyczuwając, że osoba ta nadchodzi w ich kierunku. Doprawdy, myślałby kto, że dobre wychowanie nakazuje grzecznie poczekać, a nie pojawiać się tam gdzie go nie chcą.
Gdy osobnik wszedł do środka Ethan zauważył, że... nie ma kompletnie najmniejszego pojęcia kim jest ten wampir. Z dość prostego powodu - mało go to interesowało. Wzmiankę o dzieciach puścił mimo uszu - nie warto było się przejmować słowami osób niewychowanych, miałkich. Mają tendencję do korzystania z ograniczonych zasobów, więc nie ma się czemu dziwić. Zwłaszcza, kiedy zwraca się do kogoś równej pozycji, krwi i wieku. Ale tak, jak wspomniałam - savoir vivre i konwenans towarzyski nie są dla wszystkich; bez względu na rangę krwi.
- Nie sądzę, by zainteresowanie słabszych wampirów w jakikolwiek sposób interesowało mnie - odpowiedział, odsuwając się niechętnie od Leadris. Przełoży to na później bo wampir najzwyczajniej zepsuł mu atmosferę. Kiepścizna z jego strony. Nu nu.
Nie wiedział, że Hiro jest przewodniczącym rady wampirzej. No i nawet gdyby wiedział, nie interesowałoby go to. Sam nim kiedyś był i bynajmniej nie uważał, by cokolwiek to zmieniało. Prócz oczywiście faktu, że przewodniczący może posadzić dupsko w fotelu i nawet nie wybrudzić delikatnych rączek, bo ktoś wszystko może zrobić za niego. Obrzydliwstwo. Dlatego właśnie tym bardziej miałby to w poważaniu. Głębokim.
Oparł się wygodnie czekając aż długowłosa załatwi swoje sprawy z Hachiko. On, w przeciwieństwie do innych (którzy, o zgrozo, nawet przedstawić się nie umieją) posiadał bon-ton.

_________________
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 943


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Maj 15, 2016 6:46 pm

Zatem Ethan był tym „bezpieczniejszym” kobieciarzem, ponieważ swoich obiektów do flirtu i podrywu nie zaciągał do łóżka. Czyżby Hachiko mogła czuć się wyjątkowo, gdy szlachetny dorwał się do niej wtedy? Przecież ani nie tyka byle czego, ani nie obcuje z kobietami za często, tym samym pozostają w tej sferze wierny żonie jak pies! Wampir ograniczał swoje cielesne kontakty i czyżby Hachiko pociągała starego wampira od wielu lat? Nie, nie miała aż tak wysokiego o sobie mniemania, aby przypuszczać, że ten niegdyś aseksualny wampir i od dekad (nim ożenił się z Vivien, a tuż po tym jak Rudą zgwałcił) pałał wciąż do niej namiętnością… A może jednak? To wiedział już tylko Ethan. W końcu co jakiś czas, kiedy wampir wracał do miasta, napotykali się. Gdyby nie chciał spotkać Rudej, zniknąłby z tego miejsca, skoro potrafił wyczuwać aury na takie odległości. Jeszcze trochę i Ruda zacznie przypuszczać, że szlachetny nieświadomie wracał tutaj do niej! Ach, pomarzyć zawsze można…
– Ciężko mówić o rozwodzie… Nie byliśmy nigdy na papierze małżeństwem. Był to obrzęd rodowy, który związał nas silnie krwią, złożyliśmy sobie równie silną przysięgę, co więź krwi między wampirem szlachetnym a jego przemienionym sługą. Ale tak… jesteśmy po rozwodzie.
Ostatnie zdanie wypowiedziała cicho, niemal ze smutkiem. Nigdy nie myślała, że ta więź, relacja, związek, małżeństwo skończy się w taki sposób. Ale w podjęciu decyzji pomógł jej przecież Hiro. O dziwo nie skrytykował wampirzycy za bycie samolubną, bo chciała porzucić wampira tak bardzo potrzebującego opieki. Nawet zachęcił ją i jako jedyny dostrzegł, jak bardzo marnowała się przy boku Testamenta. Po prostu wampirzyca odczuwała sentyment, przywiązanie… i gdzieś tam myślała jeszcze o Kanibalu jak o mężu. Szczególnie, że właściwie nikt oprócz ich dwójki, a teraz i Ethana, nie wie o rozwodzie.
Tak się pogrążyła w swoich dywagacjach na temat „rozwodu”, że nie bardzo zwróciła uwagi na słowa Ethana co do robienia zakupów. Wampirzyca od lat nie zwracała uwagi na takie rzeczy, ponieważ wszelkimi pracami zajmowała się służba zamkowa lub w jej posiadłości. Zakupów nie robiła, bo do życia potrzebowała jedynie krew, a gdy miała ochotę na ludzkie jedzenie, służki męża przygotowywały coś wspaniałego lub szła do Czarnej Róży.
– Nie jest jeszcze za późno na taką podróż. Wręcz idealna okazja, żeby zacząć całkiem od nowa.
Stwierdziła i spojrzała na Ethana. Była nieco zdziwiona swobodą, w jakiej prowadzili tę konwersację. Właściwie to niby rozmawiali o „niczym”, ale była to całkiem otwarta i na swój sposób serdeczna rozmowa, jakby znali i przyjaźnili się od lat. A Ethan udzielał jej porad, co zrobić, aby zapomnieć!
– Zostają jeszcze moce, z których mogę korzystać mimo bezwładnego ciała. Wątpię, żebyś czerpał przyjemność z torturowania bezwładnego ciała…
Chyba naprawdę miał ją za słabą i niewydarzoną wampirzycę, która kiedyś bała się na tyle szlachetnych, że nie podniosłaby nawet na nich palca w myślach! Teraz jednak nie miała już takiej obawy i walczyłaby do ostatku sił, tchu i krwi. Własnej lub… przeciwnika.
Już po chwili dłoń Rudej znalazła się w szponach Ethana. Wiedziała, że to był pokaz… Zamierzała zatem odwdzięczyć się niemal tym samym… Pod swymi wargami mógł poczuć cienką warstwę lodu zamiast alabastrowej i delikatnej skóry wampirzycy. Swoją skórę pokryła po prostu cieniutką warstwą lodu.
– Rozumiem, że lubisz bawić się w… lekarza?
Zadała jakże dwuznaczne pytanie i niedługo później również wyczuła charakterystyczny, znajomy zapach. Hiro.
Spojrzała na białowłosego w momemcie, gdy Ethan odsunął ją od siebie, jakby była trendowata. Nie czuła się skrępowana, choć Hiro mógł pomyśleć, że zdradziła męża, który nie jest nuż mężem...
- Witaj, Hiro. - oczywiście nie bała się białowłosego. Woedziała jak się ustawić w życiu! Przygruchała sobie szefa mafii, który ma wszystkich w szachu.
- Niektóre wampiry stanowią zagrożenie dla ludzi. Nie musisz się tak martwić o mnie.
Hachiko nie wiedziała, że Hiro jest przewodniczącym. To były poufne sprawy, o ktorych na głos się nie mówi. Jednak zaniepokoiła się ostatnimi słowami szlachetnego. Aż wstała.
- Coś się stało? Coś z nim?
Oczywiście myślała o Testamencie. Zmierzyła uważniek Hiro. Dziś był ubrany na biało.
- Ciekawe wdzianko.
Wampir wiedział do czego piła...

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %



Ostatnio zmieniony przez Hachiko dnia Pon Maj 16, 2016 1:34 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Hiro
RadaWampirów
RadaWampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1726-hiro-krwawy#36454 http://vampireknight.forumpl.net/t2667-hiro#56882
Zarejestrował/a : 28/03/2015
Liczba postów : 393


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Maj 16, 2016 9:58 am

Nie interesował się tak naprawdę o czym rozmawiała Hachi z Ethanem. Właściwie stary szlachetny odczuł wyjątkowo nieprzychylne nastawienie do jego osoby młodszego o kilkaset lat czarnowłosego - zatem rówieśnikami to oni naprawdę nie są. Poza tym przywitanie się z kimś tak widzącym tylko czubek własnego nosa nie było czymś niszczącym dobre zachowanie u Ivano. Właściwie Moreau zawsze byli typami którzy wyżej srali niż dupę mieli. A to, że wampir nie znał Przewodniczącego, świadczyło o tym jak ten dobrze się ukrywał. Nic strasznego.
Spojrzał się jedynie na szczeniaka siedzącego obok, wszak najważniejsza była tutaj Hachiko i jej umiejętności, a przede wszystkim dobry kontakt z rodem Kuroiashita.
Odnośnie atakowania przemilczał póki co, teraz inną sprawę miał ważniejszą. Gdy jednak padło pytanie o Kanibala, Hiro pokręcił przecząco głową.
- Nie, nie z Testamentem. Chodzi o... coś bardziej delikatnego, a zarazem niebezpiecznego. Wyjaśnię ci w drodze do zamku.
Odpowiedział na jej pytanie, dając zaś kolejny przykład braku manier bo przecież zabiera Hachiko z miejsca rozmowy z Wielkim Ethanem siedzącym i chlejącym wódkę.
- A ty młody wampirze lepiej odnajdź w sobie więcej luzu. Bo na kozaka zawsze może znaleźć się większy kozak. Chodź, Leadris. Ta sprawa naprawdę jest pilna.
Nie chciał przebywać w otoczeniu kogoś, kto poza dumą nic nie ma. A Hachiko nawet niech nie myśli o zostaniu służką typa z większym ego i małym ptaszkiem. Kto tak bawi się kobietami? Hiro zaś uśmiechnął się do wampirzycy, mimo iż wewnątrz siebie zrobił się całkowicie poważny. Ba, był nawet gotowy pokazać Moreau gdzie leży jego miejsce. Lecz czy nie szkoda czasu?

_________________



Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 208


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Maj 16, 2016 12:35 pm

Hm, widzę tu bardzo daleko idące wnioski. Ethan wracał do miasta, bo... no właśnie, po co? Sam tego do końca nie wiedział. Co nie zmieniało jednak faktu, że kompletnie nie przeszkadzała mu obecność wampirzycy. Nawet przepadał za ich niezobowiązującymi rozmowami. Były takie inne od tych, które zwykł przeprowadzać - czy to z rodziną, czy to ze sługami. A to jakby nie patrzeć jest czymś, do czego chce się wracać.
Spojrzał na nią z uwagą, gdy mówiła o rozwodzie. Wyczuł żal w jej głosie, aurze. Czyżby czuła coś jeszcze do Testamenta? W sumie nie ma się czemu dziwić - ślub wzięła z nim z jakiegoś powodu. Sam odczuwał lekki sentyment do Nadiry, mimo że ich małżeństwo skończyło się w dużo mniej przyjacielskich stosunkach. Ciekawiło go również jak wampirzyca ułożyła sobie życie. Ostatnio widział ją bardzo, bardzo dawno temu, kiedy jej syn był jeszcze niemowlęciem. Od tamtej pory musiało minąć sporo lat.
- Rozmawialiście w ogóle o tym? O swoim małżeństwie? - zapytał.
Oho, Ethan udzielających porad małżeńskich, samemu mając z tym problem. Robiło się dziwnie, więc chyba niedługo wypadało zakończyć ten temat. Zwłaszcza, że sam na miejscu Leadris rzuciłby to w diabły i wyjechał w Bieszczady, bo nie chciałoby mu się tego ciągnąć, więc nie mógł do końca zrozumieć jej nastawienia. Mimo tego, że na początku było im wspaniale.
Zastanowił się krótką chwilę nad jej słowami.
- Jeśli chcesz to możemy wyjechać za jakiś czas w tygodniową podróż - wzruszył ramionami. W końcu; czemu by nie?
Lubił wyjeżdżać, a kobieta towarzysząc mu mogłaby się nieco zdystansować do wszystkiego. No, ale to zależy od niej.
I jemu również odpowiadała ta konwersacja. Zwłaszcza wtedy gdy wyobrażał sobie jak zakończy się rozmowa z własną żoną. Spodziewał się masy wyrzutów i przekleństw, ale nie mógł przecież wiecznie przed tym uciekać uchylając się od odpowiedzialności. To nie jest wyjście. I przydałoby się, aby podjęli w końcu jakąś decyzję - czy wezmą rozwód czy będą ratować te resztki ich związku. Bardzo niewielkie resztki.
- Poważnie? To mogłoby więc być jeszcze bardziej interesujące - odparł z lekkim rozbawieniem. Brzmiała nieco jak mała dziewczynka, przekonująca ojca, że jest już na tyle duża iż może wrócić do domu po dziewiętnastej. W pewien sposób było to urocze. Jasne, wiedział wszakże, że nie poddałaby się bez walki, ale sam fakt i brzmienie było rozczulające.
A co do Hiro... jak już wspominałam wyżej - kultura. Wyzwiska i przekleństwa, jak mniemam, do niej nie należą. Chyba, że nie był na czasie i coś się w tym temacie zmieniło. Kto wie. Ale przecież miał lepsze rzeczy do roboty niż nauczanie jej kogoś. To chyba rola rodziców. I owszem, chlanie wódki, a nawet ujeżdżanie prosiąt byłoby bardziej fascynujące, bo ten przypadek wymagał lekcji całkowcie od nowa.
- Całkowicie się z tobą zgadzam. Wszakże niczego nie można być pewnym - przytaknął z serdecznym uśmiechem. Oby Hiro był świadomy, że jego słowa działają w dwie strony. A wzmianka o małym ptaszku... chryste, musi być naprawdę znany, że inni obserwują go pod prysznicem. Inaczej skąd by takie rzeczy wiedział? To miłe.
- Idź - powiedział do Hachiko. - Zobaczymy się innym razem - dodał. A on? Załatwi parę spraw i chyba uda się tu do domu.

_________________
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 943


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Maj 16, 2016 2:08 pm

Ethan zawsze wydawał się tajemniczym wampirem; znikał i pojawiał się w najmniej oczekiwanym momencie. I niemal za każdym razem Ruda natrafiała na jego zapach i kierowała się ku szlachetnego, odnajdując go. Wiedziała, że i on ją czuł. Co prawda nie znała wszystkich jego mocy, a tym bardziej wyczuwanie aur, ale skoro ona czuła zapach mężczyzny, tym samym wiedziała, że on czuje także jej zapach. Mógł w każdej chwili odejść i zniknąć, by się nie spotkali, gdyby nie przepadał za jej towarzystwem, lub po prostu zmusić ją do odejścia. Nigdy tego jednak nie robił. Może nie było to przeznaczeniem, jak wcześniej ironicznie zauważył, ale jakoś ciągnęło ich ku sobie. Może niegdyś byliby niezłą parą kochanków, nawet jeśli trwałoby to zaledwie ułamek czasu.
Owszem, na swój sposób wciąż kochała jeszcze Testamenta. Przeżyli razem przecież prawie wiek. Może nie było to wiele, ale gdyby nie wyniszczająca umysł i ciało choroba Testamenta, możliwe że wciąż byliby razem. Kto wie. Nie mogła jednak dłużej tłamsić siebie i dawać się wykorzystywać. Miała także swoje życie, skoro Testament już dawno postanowił zając się swoim, zapominając o małżonce, której już tak nawet nie traktował.
– Z nim… nie da się już rozmawiać. Nie słuchał mnie, nie widział problemu. Jeśli już, to widział go we mnie. Nie było o czym rozmawiać, jak widzisz.
Wzruszyła ramionami, spojrzała jednak na szlachetnego uważniej. Od kiedy zadawał takie pytania? Interesował się drugą osobą na tyle, żeby w tym pytaniu zawrzeć też małą sugestię, radę? Fakt, bardzo ważna była rozmowa, ale nie mieli o czym rozmawiać. Hachiko… chciała się w końcu uwolnić i zająć swoim życiem. Szczególnie, że jak widać, ród Kuroiaishita był do niej tak przywiązany, że wciąż z nimi współpracowała. Samuru wciąż traktowała jak swego pasierba i ze wzajemnością. Zasłużyła sobie na szacunek i przywiązanie Samuru, który odpłacił jej ochroną i mogła czuć się bezpieczna. Tyle że… straciła chęci do życia i nie miała już nic do stracenia.
– Ty tak serio? Podróż u boku Ethana Moreau… to by było pasjonujące. Z chęcią bym się wybrała z Tobą.
Zgodziła się od razu, bez wahania. Taka okazja może się więcej nie powtórzyć. Cóż z tego, że miał żonę? To była jego sprawa i Ruda nie zamierzała ingerować w to. Jeśli złożył taką propozycję drugiej kobiecie, to wiedział, że małżonce mogłoby się to nie spodobać. Ale przecież co z oczu, to z serca i Vivien o niczym by się nie dowiedziała.
– Ethanie, nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy kiedyś urządzili sobie sparing do pierwszej krwi.
Zaproponowała wampirowi kolejną zabawę. Tak, im starsze wampiry, tym więcej rozrywek szukają. A z kimś tak doświadczonym w walce z chęcią by się zmierzyła. I to głównie po to, aby sprawdzić na co ją jeszcze stać i czy nie zastała się na tyle w kościach, aby nie dać popalić staremu szlachetnemu. Posłała mu także wyzywające spojrzenie, choć w jej kocich oczach czaiła się także chęć do takiej zabawy.
Pojawienie się Hiro zmieniło bieg wydarzeń tego wieczoru. Przerwał im rozmowę i prawdopodobnie przyczynił się do tego, że wampirzyca po raz drugi nie zostanie służką Ethana. A to byłaby taka ciekawa zabawa! Hachiko brakowało czegoś tym monotonnym życiu – balansowania na granicy życia i śmierci. Jednak białowłosy sprawił, że Ruda zaciekawiła się, cóż takiego mógł chcieć od niej szlachetny. Jakaś niebezpieczna sprawa… możliwe, że znów prowadził swoje zwariowane eksperymenty i postanowił zaangażować w to swoją nieoficjalną asystentkę, czyli Hachiko.
– Na pewno jeszcze trafimy na siebie przypadkiem. A jeśli nie… to przecież wiesz, gdzie jest moja posiadłość.
Słowa te skierowała do Ethana i tym samym złożyła mu zaproszenie do swej posiadłości. Mógł ją odwiedzić, kiedy tylko zapragnie. A przecież… planowali wspólną podróż do dalekich krajów, czyż nie? Złożyła Ethanowi przelotny pocałunek na pożegnanie i udała się ku Hirowi. Ujęła go pod ramię i oboje udali się w stronę Zamczyska, w którym dawno nie była. Kiedy tylko opuścili kino, spojrzała na szlachetnego.
– Wiesz co, Hiro, gdybym Cię nie znała, pomyślałabym, że jesteś zazdrosny…
Ale on przecież nie był zdolny do takich emocji. Nie ten wampir…

zt x2

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 208


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Maj 16, 2016 8:55 pm

Więc i Ethan zabrał się z kina. Zostawił wódkę na siedzeniu - ktoś (pewnie jakiś bezdomny) będzie miał z tego niezłą uciechę. A czemu nie; odrobina życzliwości jeszcze nikomu nie zaszkodziła. I trzymał Rudą za słowo odnośnie wyjazdu. Jego numer chyba ma - zawsze może napisać lub zadzwonić. Albo po prostu wpaść po niego z walizkami. Nie obraziłby się. Bez obaw.
Po wyjściu na uliczkę wsiadł w swoje auto i odjechał.

Z/t

_________________
Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t3740-samael#82374 http://vampireknight.forumpl.net/t3341-samael#71656 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 425


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sro Maj 23, 2018 9:43 pm

Jak to się stało, że już drugi raz dzisiejszej nocy, Samael w towarzystwie Veiny, mknął autem przez ulice Yokohamy? Długa historia. Zabawne, że poznali się na slumsach, z których postanowili udać się w jakieś przyjemniejsze miejsce a obecnie zmierzają tam z powrotem. Tym razem to żadne z nich nie decydowało jednak jaki jest cel podróży. Zrobił to tajemniczy wróg, o którym Asmodey tylko wspomniał, nie wdając się w szczegóły. Zanim jednak dotarli na miejsce spotkania, kierowca tak jak obiecał, zajechał do swojego znajomego. Za pewne pierwsze wrażenie mogło nieco zbić brunetkę z tropu, otóż zatrzymali się pod lokalem, który wyglądał na jakiś pełen różnorakich egzotycznych cudactw sklep. Tandetny, sponiewierany szyld napisany po chińsku, kilka papierowych lampionów i wzorów w kształcie długich smoków, sugerowały, że właściciel pochodzi z Państwa Środka. Wnętrze było zagracone i zadymione. Przez zapach kadzidełek i jakiegoś suszonego paskudztwa prawie nie dało się oddychać nosem. Pamiątki, pseudo-okultystyczne badziewia, wypchane zwierzęta, jakieś zwoje zapisane tymi dziwnymi krzaczkami. Sklep oferował wszystko i jednocześnie nic. Sytuacja wyjaśniła się dopiero gdy pomarszczony, skośnooki człowieczek zaprowadził dwójkę wampirów na zaplecze. Dopiero tam osobom takim jak oni mogły się zaświecić oczy. Pistolety, broń maszynowa, strzelby, granaty... Wszystko czego tylko dusza zapragnie, oczywiście z zupełnie legalnych źródeł. Samael uzupełnił braki w amunicji, dokupił dodatkowy magazynek i dwie wybuchowe niespodzianki. Nalegał też by zakupić jakąś zabawkę swojej towarzyszce. Jeśli się na coś zdecydowała, dobił targu z Chińczykiem i chwilę później znów przemierzali miasto, tym razem pieszo. Nie było tak daleko.
Spotkanie było wyznaczone na nieco znanej mu ulicy, w razie czego pytał o jakieś wskazówki osobę tutejszą, którą niejako była Veina. Na pewno orientowała się w ulicach i budynkach lepiej od niego. Mieszkał w tym mieście niecały rok i raczej nie miał do tej pory okazji udać się na wycieczkę zapoznawczą. Tak czy inaczej wreszcie znaleźli się przy starym kinie. Dobry punkt, charakterystyczny, łatwo znaleźć.
- Tutaj zaczekamy. - rzucił oglądając pobieżnie całość konstrukcji. Jakby dobrze przyjebać czymś odpowiednio mocnym to budynek runąłby jak domek z kart. Może jednak innym razem. Oparł się plecami o framugę zdewastowanych drzwi i sięgnął po paczkę papierosów. Wyjął sobie jednego i wyciągnął rękę z opakowaniem w stronę kobiety. Niezależnie od tego czy się poczęstowała czy nie, on sam zapalił i wlepił ślepia w ulicę.
- Jeżeli to okaże się zmarnowanym czasem to dopadnę sukę i łeb jej ukręcę... - mruknął. Byłoby głupio gdyby z jakiś powodów został wystawiony. Po pierwsze, wiadomość o spotkaniu przerwała mu całkiem przyjemny czas z nowo poznaną osóbką a po drugie po prostu nienawidził marnowania czasu. Z resztą takie szczucie go nie mogło by się skończyć dobrze i jego oponentka raczej była tego świadoma. Wkurwiony przez takie robienie sobie z niego jaj czy też prowokacje, był gotów odwalić naprawdę gruby numer. I następnym razem nie skończyło by się tylko na spalonym biurze i korytarzu w hotelu.
- Najpierw sobie porozmawiamy. Potem zapewne może dojść do jakiejś rozróby. Wtedy, zrobisz co będziesz chciała i uznasz za słuszne. - zaciągnął się mocno i po krótkiej chwili wypuścił z płuc dużą chmurę siwego dymu. Chciał tylko uświadomić Veinę, że wcale nie musi czuć się zobowiązana by mu w jakikolwiek sposób pomagać czy też, jeśli coś pójdzie nie tak, nadstawiać karku.

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3924-veina-erika-virtanen#86359 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 608


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Czw Maj 24, 2018 9:23 pm

Czarnowłosa zdała się na mężczyznę, mogła mu jedynie pomóc w wybraniu drogi, jednak to on ostatecznie podjął decyzję o miejscu, w którym mieli się zatrzymać i poczekać na tajemniczą osobę, z którą Samael najwyraźniej miał problem i szybko chciał rozwiązać.
Jednak po drodze zatrzymali się w iście niesamowitym miejscu, sklep należący do starego Chińczyka wyglądał jak zupełnie inny wymiar. Wampirzyca po wejściu rozglądała się szeroko, nie ukrywając zainteresowania fantastycznymi okazami jakie można było tam znaleźć. Jej uwagę przykuły gałki oczne w słoiku z bliżej niezidentyfikowaną substancją, czarnulka pochyliła się w celu przyjrzenia, na jej twarzy dało się zauważyć szeroki uśmiech, jak u dziecka, które dopiero co dostało różową watę cukrową. W sklepie było jeszcze wiele rzeczy, o które Vi chciałaby zapytać Chińczyka, jednak nie było teraz na to czasu. Jednak miejsce było doprawdy niesamowite, więc kobieta z pewnością jeszcze tam wróci. Udała się za Samaelem na zaplecze sklepu; nie została bardzo zaskoczona, ponieważ można było domyśleć się, że znajomy wampira nie handlował jedynie eksponatami znajdującymi się w oficjalnej części sklepu. Czarnowłosa przyjrzała się całemu asortymentowi, jednak zdecydowała się jedynie na dwa magazynki, za które zapłaciła sama, mimo nalegać mężczyzny. Tak, magazynki wystarczyły, ponieważ jak później Samael mógł zobaczyć, czarnowłosa miała przy sobie broń, nie rzucała słów na wiatr.
Gdy przeszli do miejsca spotkania, Veina wymieniła magazynek w swojej broni i przyjrzała się jej dokładnie, a na jej bladą twarzyczkę wstąpił nostalgiczny uśmiech.
- Sprzedaż broni to dobry zawód, brakuje mi go. - powiedziała. Oczywiście ona działała zupełnie inaczej niż Pan Chińczyk, ponieważ miała oficjalnie zarejestrowaną firmę, ale to wciąż budziło wspomnienia.
- Skąd go znasz? Wydaje się być bardzo.. pożytecznym znajomym. - odparła. Była ciekawa jakie inne ciekawe rzeczy mógł sprowadzić czy zająć się ich organizacją. Dużo słyszało się miejskich legend o takich sprzedawcach, ale czy chociaż jeden procent z nich był prawdą, tego już nikt nie wiedział, poza nimi samymi.
Tak, czarnowłosa oceni sytuację i czy warto będzie się mieszać do nieznanego jej sporu, między - praktycznie nieznajomymi. Może zdecyduje by pomóc Samaelowi, ale to zależało od wielu czynników, dlatego nie miała zamiaru kłamliwie zapewniać go o ewentualnej pomocy z jej strony, nie miałoby to sensu.
- To brzmi jak uczciwy układ. - odpowiedziała. - Nie będę się niepotrzebnie narażać. - musiała przede wszystkim dbać o siebie, ponieważ nikt tego za nią nie zrobi - to jedna z ważnych lekcji wyniesionych z samotnego życia.
Wampirzyca poczęstowała się papierosem zaproponowanym przez mężczyznę, po podpaleniu zapalniczką, włożyła go do ust, trzymając miedzy dwoma palcami. Po głębokim zaciągnięciu, dym wydmuchała przed siebie, patrząc jak po chwili znika w ciemności.
- Musiała Ci nieźle zajść za skórę.. - powiedziała, odnosząc się do poprzednich słów, które Samael wypowiedział prawdopodobnie do siebie, jednak czarnowłosa nie będąc głuchą z łatwością je usłyszała, jednak nie naświetliły jej kontekstu. Z drugiej strony to nie była jej sprawa, ale jednak była tutaj z nim, więc miała prawo wydobyć z mężczyzny więcej informacji.

_________________


"Kiedy leżeli upojeni w swoich ramionach,
Błogosławili noc i przeklinali nadchodzący dzień."




Many a sin I have witnessed
And in many indeed I have been
Many a rat I have befriended
And so many a thorn stood between
But of all the demons I have known
None could compare to you
Many a mind I have haunted
And in many a way I have been
Often the one to have flaunted
An image grotesque and obscene
But of all these dark roads that I roam
None could compare to you
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 220


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Maj 25, 2018 8:18 pm

7 wieczór o tej porze roku to stosunkowo młoda godzina. Chociaż słońce wisi jeszcze gdzieś nad horyzontem to w dzielnicy gdzie większość krajobrazu stanowią stare i wysokie budynki, nie ma szans na przebicie. W centrum miasta na deptakach, w sklepach i ogródkach barowych siedzi mnóstwo ludzi ciesząc się spokojnym, ciepłym wieczorem. Tu było inaczej. Zapomniane przez Boga slumsy to teren żuli, ćpunów, dzieciaków z patologii i wampirów szukających łatwej kolacji. Raz na jakiś czas po opuszczonej drodze przewinie się jakiś osobnik albo bezdomny pies biegnący przed siebie. Większość hałasów dochodzi z bliżej nieokreślonych miejsc ale ogólnie jest spokojnie. Nic więc dziwnego, że uwagę mogła przykuć wlokąca się po asfalcie stara Honda Civic z 95 roku. Każdy obrót jednego z kół wywoływał nieprzyjemne dla ucha tarcie a całość blachy świadczyła, że samochód lata świetności ma już za sobą. Kierowca to na oko sześćdziesięcioletni mężczyzna z dużym zarostem i spaloną przez słońce twarzą. Roztaczając wokół siebie niemiłą woń tanich perfum dawał wiele do myślenia co do celu ich użytku. Wszak nie od dziś wiadomo, że i one zawierają alkohol.
Gdy wątpliwy dżentelmen zaparkował przed nieczynnym kinem sprawdzając jeszcze raz karteczkę z adresem, rozejrzał się dokładnie, po czym wysiadł z auta. Przytulając do siebie kurczowo studolarowy banknot, czmychnął za pierwszym możliwym rogiem budynku. Co z samochodem? Na pierwszy rzut oka wydawał się pusty. Miejsce obok kierowcy i tylna kanapa wydawały się nietknięte. Przynajmniej dla zwykłego człowieka bo dla wampira wóz pachniał krwią na kilometr. Gdzieś jest coś co krwawi i skupia na sobie uwagę połowy tutejszego rejonu. Cóż, szukajcie a znajdziecie…
Co tak mocno kusiło dzieciaczki nocy? Pewna pozbawiona przytomności dziewczyna w granatowym mundurku. Jej nierówno obcięte włosy spoczywały w nieładzie zasłaniając częściowo twarz. Lewa ręka ułożona w podejrzanej pozycji zdradzała złamanie a głównym punktem programu była rana na szyi, która brudziła wykładzinę. Posiniaczona, BEZ świadomości i PAMIĘCI wyglądała bardzo źle. Najwyraźniej ktoś zatroszczył się o zatarcie wszelkich śladów.

(Wiem, że Wam zależy na braku bloka więc proszę, możecie pisać. Mnie nie ma w weekend więc wymiksowałam się z fabuły co by nie blokować.)

_________________


Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t3740-samael#82374 http://vampireknight.forumpl.net/t3341-samael#71656 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 425


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Maj 26, 2018 2:41 pm

Domyślał się, że kobieta taka jak Veina posiada przy sobie jakąś broń, mimo wszystko nalegał by wybrała sobie jakąś nową zabawkę kiedy byli w sklepie jego znajomego. Brunetka okazała się jednak bardzo asertywna i jedyne co wybrała to tylko dodatkowe magazynki. Może tak było rozsądniej? Nie ma co paradować po ulicach obwieszonym bronią. On sam jednak oprócz amunicji zaopatrzył się jeszcze w dwa granaty co mogło zwiastować iście wystrzałowy finał całego zamieszania.
- Handlowałaś bronią? Przemyt czy legalne źródła? - zaciekawił się kiedy wspomniała odrobinę o swojej przeszłości. Zawsze ciekawy temat do rozmowy, odsłonięcie nieco rąbka tajemnicy, dowiedzenie się czegoś o nowej znajomej. Po za tym jego rodzina od pokoleń zajmowała się przemysłem zbrojeniowym. Była to jednak ogromna skala a nie handel spluwami i karabinami. Wozy bojowe, śmigłowce, broń ciężka, pociski balistyczne i inne tego typu narzędzia zagłady.
- Zhao? Kiedyś skontaktował mnie z nim jeden z moich nauczycieli. Zawsze ma ciekawe rzeczy dla stałych klientów i tak się skumaliśmy. To weteran chińskiej armii, zna się na rzeczy. Dużo może. - odpowiedział na pytanie. Gdy był jeszcze smarkaczem i słudzy ojca uczyli go posługiwania się bronią poznał Chińczyka i od tamtej pory regularnie odwiedzał jego przybytek. Zawsze dobrze mieć znajomego handlarza bronią, który nie zadaje pytań tylko realizuje zamówienie. Nie musiał się dzięki temu spowiadać ojcu ani nikomu innemu, po co mu tyle broni, jak zużywa tak dużo amunicji i tak dalej.
Nie liczył na to, że skoro już są tutaj razem, to Veina stanie po jego stronie. Oczywiście byłoby to miłe jednak nie był głupi. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jeżeli sytuacja będzie bardzo niesprzyjająca a perspektywa wmieszania się w konflikt kiepska, to brunetka będzie wolała ocalić swoją skórę. Rozumiał to bo pewnie postąpiłby w taki sam sposób. Mieszanie się w cudze konflikty i nadstawianie za kogoś karku w przegranej walce może i było wspaniałomyślne jednak zdecydowanie nierozsądne. A on uważał Vein za rozsądną kobietę.
- Nawet nie pytaj... Najchętniej obdarłbym ją żywcem ze skóry i zanurzył w beczce z solą. - wampir skrzywił się mocno. Zaciągnął się raz jeszcze papierosem i zamilkł. Nie miał ochoty rozpoczynać długiej opowieści o swoim konflikcie z matką i wyjaśniać dlaczego tak bardzo jej nienawidził. Choć ostatnimi czasy jego bezgraniczna nienawiść zaczynała ustępować będąc zastępowana po prostu pogardą. Dzisiejszej nocy tylko udowodniła jak małą i żałosna żmiją jest. Bała się stawić mu czoło osobiście więc musiała posłużyć się jego służką jako przynętą. Z resztą, im dłużej czekali pod ruinami kina, tym bardziej przekonany był, że matka nawet nie raczy zjawić się we własnej osobie. Była zbyt wielkim tchórzem. Walka to nie był jej żywioł. Wolała kryć się za plecami innych i knuć z bezpiecznej odległości.
Wtedy właśnie pojawił się jakiś rzęch. Powieki wampira zwęziły się, obserwował samochód uważnie. Nie znał kierowcy, nie poznawał pojazdu, jednak im bliżej się znajdował tym wyraźniejszy był zapach ludzkiej krwi. Bardzo znajomy mu zapach. Facet wyszedł i uciekł.
- Czyli zmarnowany czas. - warknął i zacisnął pięści w geście niemej wściekłości - Suka boi się konfrontacji jak ognia. Zarżnę ją jak świnię. Ojciec nie będzie jej wiecznie przede mną chronił.
Ostatnie słowa Samaela mogły już nieco rozświetlić Veinie w głowie. Jeżeli skojarzy fakty powinna domyślić się kim był tajemniczy wróg jej nowo poznanego koleżki, który przerwał im przyjemną noc na plaży, swoimi knowaniami.
Obejrzał wnętrze auta jednak nie był tam nic wartego uwagi. Zajrzał na podwozie czy żmija nie uknuła sobie czasem bomby aktywującej się przy otwarciu bagażnika gdzie leżała jego służka. Nic takiego nie zauważył. Schował broń i klnąc pod nosem w mieszaninie niderlandzkich i rumuńskich wulgaryzmów wyłamał zamek. Szybki rzut oka na ciało i ocenił, że dziewczyna na pewno była męczona. Miała coś nie tak z ręką, straciła dużo krwi przez ranę an szyi. Pewnie ktoś ją gryzł a ona próbowała się wyszarpać.
- Cała Omitsu. Sprowokować i spierdolić do jakiejś nory żeby przypadkiem nie narazić się na spotkanie twarzą w twarz. Po za tym kompletnie nieprzemyślane działanie. Czego się spodziewać po pustaku. - wycedził przez zęby i wyjął bezwładnego rudzielca z wnętrza bagażnika, biorąc ją na ręce jak dziecko.
Atakowanie służki żeby się zemścić czy też go ukarać za podpalenie jej hotelu... Na tak durny pomysł mogła wpaść tylko jego matka. Ona w ogóle go nie znała jeżeli myśli, że w jakikolwiek sposób obchodził go los jego sług. Nie był dobrym panem, wykorzystywał, poświęcał uwagę tylko w momencie kiedy czegoś chciał a przez pozostały czas nie zawracał sobie sługami głowy. Ich los był mu obojętny. Mimo wszystko nie zostawi tej małej na slumsach.
- Chodź, odwiozę Cię. - rzucił do Veiny i skierował się w stronę gdzie zaparkowali samochód. Ciało Sumire złoży na tylnych siedzeniach mając nadzieję, że nie odzyska przytomności zanim nie dojadą do zamku.
W trakcie podróży rozmawiał chwilę z brunetką choć widać było, że na dziś humor zepsuł mu się definitywnie. Nie myślał o niczym innym jak tylko o czymś różowowłosym krwawiącym obficie z wielu ran. Może i całe to porwanie nie obchodziło go aż tak bardzo, jednak skoro pragnęła go sprowokować to dostanie to czego chciała. Nie znajdzie takiego miejsca, w którym mogłaby się przed nim ukryć. Skoro wykonała ruch przestając udawać dobrą mamusię, to znaczy, że nadszedł czas na wyrównanie rachunków. Nareszcie.
Tak czy inaczej, jak obiecał, odwiózł Veinę pod jej apartament. Po drodze poprosił by wklepała mu swój numer telefonu, bo czuł się wyjątkowo dobrze w jej towarzystwie i chętnie spotkał by się raz jeszcze. Może następnym razem jego pusta matka nie wywinie jakiegoś numeru i im nie przerwie.
Rozeszli się więc a on skierował samochód za miasto, w stronę lasu, a ostatecznie do zamczyska swojego ojca.

[z/t + Veina i Sumire]

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   

Powrót do góry Go down
 
Nieczynne kino
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Nieczynne kino
» Nieczynne kino
» Kino samochodowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE)-
Skocz do: