IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Nieczynne kino

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lis 02, 2012 7:46 pm

Ciemność panowała już od kilku ładnych godzin. Dzień ten jednak był wyjątkowy. Większość ludzi nie chowało się w domach, oddając nauce, spędzając czas z bliskimi. Nie, tej nocy trwało znane na całym świecie święto zwane Halloween. Ludzie, zamiast spać lub oddawać się swoim drobnym, domowym przyjemnością przebierali się za różnorakie stwory i biegali od domów do domów. Inni natomiast zbierali się w ciemnych miejscach, straszyli się nawzajem i opowiadali sobie straszne historie. Te noce Ukyo uwielbiał najbardziej. Nawet gdyby ubrał się w strój a la Dracula, nikt nie widziałby w tym nic dziwnego. Bez problemów także odnajdywał miejsca, w których kłębiły się tłumiki naiwnej młodzieży, tak łatwej do zaatakowania i pożarcia. Dobrze wiedział gdzie powinien kierować swoje kroki. Cmentarze, slumsy, opuszczone budynki, stare kościoły. To w tych miejscach było najwięcej ludzi. Zazwyczaj bywali w małych grupkach, więc łatwo było ich dorwać. Mogli sobie krzyczeć i uciekać, tak daleko od tłumów nikt ich nie słyszał.
Na samą myśl o tym, Hiroya robił się głodny. W zeszłym roku odwiedził cmentarz, tym razem jednak za cel obrał sobie slumsy. Trzymając dłonie schowane w kieszeniach od spodni, kroczył pewnie, nie rozglądając się zbytnio a patrząc prosto przed siebie. Oczywiście nie był nijak przebrany, jeszcze tego brakowało. Nigdy nie zniżyłby się do czegoś takiego, uważając to po prostu za głupie i śmieszne. Starając się nasłuchiwać co wokół się dzieje, spojrzał w niebo. Księżyc świecił w pełni nadając tej nocy dodatkowej magii, czyniąc ją jeszcze bardziej mroczną. Idealnie, wprost idealnie! Wtem do czułych uszu szlachetniaka dobiegły krzyki. Nim zdążył się zorientować kto jest ich sprawcą, ktoś na niego wpadł. Dziewczyna przebrana za czarownicę, która w pośpiechu chyba zgubiła swój kapelusz, wpadła na niego. Zmroził ją wzrokiem. Była przerażona.
- Przepraszam! - wykrzyczała wręcz. Chciała uciekać, lecz nie było jej to dane. Ukyo zareagował szybko. Złapał ją za rękę, ściskając jej nadgarstek z całej siły i ciągnąc do siebie. Co zaś zrobili jej znajomi? Przez chwilę tylko popatrzyli za nią, a gdy zobaczyli jak oczy wampira robią się czerwone, pozostawili przyjaciółkę na łasce bestii. Prawdziwi przyjaciele, doprawdy. Mogli być pewni, że dziewczyna nie wróci już żywa. Pomimo wrzasków i protestów nastolatki, Ukyo złapał ją za szyję i zacisnął na niej dłoń, dusząc ją. Pchnął ją na ścianę a następnie złapał za włosy. Zamierzał ją ugryźć, jednak powstrzymał się, słysząc krzyki dobiegające z wnętrza budynku. Ciągnąc ją za kudły, zaciągnął ją do środka. Stanął w progu oglądając tą jakże piękną scenerię. Małą czarownicę uderzył w brzuch sprawiając, że upadła na ziemię, łapiąc się za niego. On natomiast, z podłym uśmieszkiem wpatrując się w Constantine zaczął klaskać.
- Brawo! Doskonała robota, wspaniała! Sceneria rodem z horrorów!
Zaśmiał się podle i spojrzał na dziewczynę, która kuliła się teraz pod ścianą z przerażenia. Uśmiechnął się do niej niby to miło i ukucnął przed nią. Popatrzył na nią z udawaną litością. Nigdy nie było mu żal tych robaków.
- Nie powinnaś przychodzić w takie miejsca nocą, dziewczynko. Przykro mi to mówić, ale nie wrócisz już do domu żywa.
Jaką radość sprawiało mu przerażenie dziewczyny, która zaczęła z płaczem prosić go o litość, wrzeszczeć wręcz z przerażenia. Chciał się z nią zabawić, ale zrobiło mu się jej szkoda. Odpuścił sobie więc tortury. Złapał ją za włosy i podniósł do góry, zaraz przyciskając do ściany. Pociągnął jej głowę lekko w bok, ułatwiając sobie dostęp do jej szyi. Przejechał po niej swoim zimnym językiem, słysząc wyraźnie jej cichy szloch. Chyba się już poddała. Ugryzł ją i pił jej krew aż zaczęła porządnie słabnąć. Kiedy nie miała już sił by ustać na nogach, puścił ją obserwując jak pada na ziemię. Odwrócił się i spojrzał na Constantine'a.
- Chcesz ją wykończyć lub zabawić się z nią czy mam ją zabić zanim zamieni się w wampira? Nie potrzeba mi poziomu D łażącego za mną w kółko.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lis 02, 2012 8:04 pm

No proszę proszę, w końcu spotkał pokrewną duszę, gdyby tylko nie był szlachetnie urodzony, kurwa mać,mógłby nawet nazywać go bratem. Póki co jednak Constantine nie miał pojęcia o rodowodzie swojej publiki ani o tym że są tam jakąś rodziną ale to pewnie kiedyś samo wyjdzie, a więc Ukyo był równie okrutny co lodowy chłopak tyle że z tą różnicą że wampir zajmujący kino miał dziś dobry dzień. Ci ludzie, tacy dwulicowi, przed chwilą Constantine wypuścił troje znajomych dziewczyny którzy uciekli w przerażeniu a chwilę później to samo przytrafiło się jego szanownemu gościowi, cholerny strach! Śmierć powinno przyjmować się z godnością,ale na taki zaszczyt trzeba sobie zasłużyć. Kiedy dobiegł go głos chłopaka w progu kina, lekko odwrócił głowę, wytrzeszczając te swoje ślepia w jego stronę a uśmiech wciąż nie znikał mu z twarzy, wyciągnął ręce w górę w taki sposób jak ludzie na filmach witający swoich bliskich przyjaciół, tyle że był daleko - chodziło o sam gest. Potem natomiast, słysząc jego kolejne słowa, powstał z krzesła i ukłonił się niczym aktorzy w teatrze, co prawda nigdy tam nie był ale filmy oglądał więc wiedział jak mniej więcej to wygląda. Zaśmiał się cicho spoglądając na dziewczynę którą trzymał wampir odwiedzający kino, wzruszył następnie ramionami a słysząc jego kolejne słowa bez zastanowienia i o dziwo ochoczo kiwnął głową. W jego dłoniach pojawiło się jakby bladoniebieska kulka bijąca lekkim światłem która następnie uformowała się w lodowy sopel, nie taki zwykły tylko kurewsko ogromny, przebiłoby nawet giganta, jeśli Ukyo zauważył co zamierza zrobić Const, ten skierował do niego znak aby się lekko odsunął gdyż nie chce pobrudzić ubrania szanownego gościa. Jeśli to zrobił lub też nie, chociaż wątpie by chciał być cały w krwi, to sopel powinien przebić dziewczynę w okolicach od podbrzusza po sam biust to był naprawdę ogromny lodowy sopel. Normalnie, czułby się jakby miał przyjaciela z którym rozumiał się praktycznie bez słów! Jednak po chwili dotarło coś do niego, poziom D? Przecież tylko szlachetni swoimi ukąszeniami zmieniają ludzi w wampiry, cholera a już myślał że się zaprzyjaźnią i będą sobie razem zabijać ludzi po slumsach. Pasowało teraz się jakoś porozumieć skoro było już po wszystkim.
-Przemienieni ludzie potrafią być kłopotliwi, tak będzie dla niej lepiej. Jak to kurwa mówią, wielkie umysły myślą podobnie, też szukasz głupich małolatów po opuszczonych miejscach którzy są cholernie łatwym celem? - zaśmiał się cicho po czym znów usiadł na swoim posłaniu, usiadł to może niezbyt dobra forma, wręcz się rozłożył. Mimo że szlachetniak, to całkiem fajny, jak na razie nie okazał Constowi pogardy a to już coś, bo jedyne czego w nich nie cierpiał, to chełpienie się wysokim urodzeniem.
-Siadaj jak chcesz, przez to miejsce przewinie się jeszcze kurewsko dużo małolatów dzisiaj. - Jego uśmiech lśnił od biało - czerwonych zębów które przed chwilą były jeszcze używane, zaproponował mu miejscówkę, jeśli nie ma nic lepszego do roboty. Brawa dla niego.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lis 02, 2012 8:30 pm

Ukyo przyjacielem Constantine'a? Nie, raczej to nie był dobry pomysł. Szlachetniak ten nie należał bowiem do zbyt miłych osób, o czym Kuroiaishita, być może, miał przekonać się już niedługo. Niestety, dla lodowego chłopaka, Hiroya BYŁ zapatrzonym w siebie szlachetnokrwistym wampirem, których tak bardzo nie znosił. Chwilowo tylko nie pokazał swojej prawdziwej strony, będąc zbyt zajętym korzystaniem z ludzkiej dziewczyny, która teraz, w jego mniemaniu, była jedynie chodzącym woreczkiem świeżej krwi. Nie pamiętał już kiedy ostatnio pił krew ludzką. Od dawna już przyzwyczajony był do czerpania z wampirzej posoki. Zabijanie nie dostarczało mu radości lub satysfakcji, dlatego starał się nie robić tego zbyt często. Nie miał więc innego wyboru jak czerpać życiodajnej posoki od swoich pobratymców. Nie chciał przecież produkować sobie wampirów krwi E, których musiałby potem pilnować i znosić. Takim zazwyczaj szybko odbijała szajba i zaczynali chodzić za swoich "stwórcą" krok w krok, tylko uprzykrzając mu życie. Nie, tego by nie zniósł. Wolał więc sobie oszczędzać kłopotu.
Dziewczyny nie zabił tylko z jednego powodu - tego wyjątkowego dnia zachciało mu się okazać komuś życzliwość i zamierzał podzielić się swoją ofiarą lub pozwolić ją wykończyć. Jak się okazało, Constantine nie chciał wypić resztek krwi dziewczyny, tylko wolał ją zabić. Ukyo więc cofnął się na odpowiednią odległość, widząc co też takiego się szykuje. Bynajmniej nie miał ochoty oglądać swojej ulubionej koszuli całej we krwi, choć było to zagrożenie ciągle istniejące i jak najbardziej realne. Na wykończoną nastolatkę, teraz przebitą wielkim soplem na wylot, spojrzał ostatni raz nie wiadomo tak właściwie po co. Potem zaś zwrócił się już ku wampirowi. Po jego słowach, na ustach Hiroyi wykwitł wrednawy uśmieszek.
- ,,Szukasz" to chyba zbyt mocne słowo kiedy ofiary same do Ciebie przychodzą. - odparł spokojnie i jeszcze raz spojrzał na zwłoki małolaty. Miał tylko nadzieję, że łowcy nie zainteresują się nim i nie zaczną go szukać. To byłoby dość kłopotliwe. Nie czekając na pozwolenie, Ukyo usadził swoje zacne cztery litery na jednym z siedzeń starego kina. Te były jeszcze w całkiem niezłym stanie, widocznie nie stając się jeszcze celem dla miejscowych złodziei i wandali. Z kieszeni wyjął paczkę papierosów i zapalił sobie jednego. Jego wzrok na nowo stał się klasycznie zimny, przeszywający wręcz niczym lód. Prawdziwy Ukyo wszedł wreszcie na scenę.
- Słyszałem plotki o wampirze grasującym w opuszczonym kinie. Stałeś się obiektem miejskich legend przekazywanych sobie przez nastolatków, brawo. - odparł obojętnie i lekko niewyraźnie, bowiem dopiero w połowie zdania zdecydował się wyjąć szluga z ust. Wypuścił dym i przyglądał się obłoczkowi, który powstał przed nim. No tak, na dworze było zimno. Dobrze, że on tego chłodu nie odczuwał.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lis 02, 2012 8:58 pm

Och, a więc zniszczyłeś moje marzenia o pięknej przyjaźni oraz wzajemnym braterstwie, jesteś podły. Skoro Ukyo jest taki to miał rację, Constantine nie cierpił zapatrzonych w siebie szlachetno-krwistych. Wracając do tego co działo się na fabule, tak więc o dziwo Ukyo ukazał mu dobre serce? Jakież to miłe z jego strony, nie sądzicie? Kuroiashita westchnął głęboko na usłyszane przez siebie słowa po czym poczuł nikotynowy dym, przez to wszystko zapomniał że miał już dawno temu zapalić. Tak też zrobił, sięgnął do kieszeni wyciągając z niej paczkę fajek a następnie wsunąwszy jednego do ust, wyciągnął zapalniczkę oraz odpalił szluga. Wypuszczając parę nikotynowych chmurek z ust, spojrzał na przybysza a następnie starał się zaobserwować w nim coś, coś niezwykłego, chociaż nie potrafił znaleźć żadnego dziwactwa więc sobie odpuścił. Co do jednego miał rację, tych celów nie trzeba było szukać aby dobrze sie zabawić skoro same ganiały się za "mitem" który niestety dla nich był prawdziwy.
-Jestem pierdolonym prawdziwym mitem, nawet nie wiesz jaki to zaszczyt. - zaśmiał się cicho. -Te dzieciaki zawsze były takie głupie? Po co przychodzić w takie miejsca po zmroku? - spytał co prawda retorycznie ale jednak spytał. Poprawił swoje cielsko na tych fotelach a następnie o czymś pomyślał, jednak ten plan szybko wybił mu się z głowy, chciał na początku zaoferować Hiroya'i współpracę ale jako że to był szlachetniak i tak by pewnie nie skorzystał. Bycie w takim gangu to świetna zabawa, przewodzisz bandzie leniwych dupków którzy przynoszą Ci fanty codziennie. Jeśli mowa o gangu to wybijała pora wymiany, za chwilę powinien tu sie pojawić jeden nisko krwisty z organizacji Constantine'a który miał przynieść woreczek z zebranymi dzisiaj łupami.
-Mam Do Ciebie pytanie. Uczęszczasz do tej całej akademii? Opłaca się tam zapisać? Pierdolić wiedzę, chodzi mi o cipki nic więcej. - zaśmiał sie głupio po czym skierował oczy na swój zegarek. Wybijała 21 miał o tej godzinie dostać swoją dole. Chwilę później zanim zaczął się zastanawiać gdzie do chuja jest jego przydupas, on się pojawił. Wbił tu jak pieprzony huragan zostawiając torbę przed Constantinem a nastepnie tak szybko jak i wpadł, poszedł w cholere. To była jego moc, szybkość. Przydatna, nie powiem że nie, niektórzy nawet nie zorientowali by się że tu ktoś był. Oczywiście szlachetny musiał to zauważyć bo krew zabrania nie widzieć takich rzeczy. Kuroiaishita zatarł ręce a następnie zaczął przebierać w torbie, pierwsze na co zwrócił uwage to oczywiście śmiecio żarcie zrabowane z pobliskiego sklepu, boże jak on uwielbiał tą robotę. Wsadził łapy do reklamówki wyciągając paczkę chipsów i zaczął się nimi zajadać. Proszę bardzo, pytania mile widziane o to kim był ten koleś.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Lis 03, 2012 3:16 am

Marzenia marzeniami zawsze pozostaną, zwłaszcza jeżeli są wzorowane na złudnych nadziejach i nieprawidłowych pierwszych wrażeniach, jak to było w tym przypadku. Ukyo nie był miłym wampirem. Wręcz przeciwnie. Był oschły, niemiły, egoistyczny, zamknięty na nowe znajomości. Chyba jedynie fakt, że tej nocy było Halloween i już wychodząc z domu nastawiał się na to, że nie będzie przebywał w samotności, powodował iż nie był tak zamknięty jak zwykle i odezwał się pierwszy do Constantine. A może to zaistniała sytuacja, która poniekąd po prostu bawiła Hiroye i sprawiała mu realną satysfakcję? Bardzo możliwe.
Szlachetny, wracając do prawdziwego siebie, rozłożył się wygodnie na jednym z foteli i zapalił. Dookoła rozniósł się zapach dymu papierosowego, lecz czarnowłosy nie zastanawiał się nad tym czy komuś to przeszkadza. Bo i co go to obchodziło? Nic, oczywiście. Nie zdziwił się jednak kiedy Cons także wyciągnął fajkę i zaczął palić. W tych czasach palenie znów zrobiło się modne, zwłaszcza u dzieciaków, które w ten sposób starały się udowodnić, że są fajne. Cóż, nie obchodziło go to nic a nic. To ich problem jeśli nabawią się raka płuc lub innego paskudztwa, przez które skończą w piachu. On nie musiał się tego obawiać, bowiem wampiry nie były dotykane przez tego typu choróbska. Była to tylko kolejna oznaka wyższości tej rasy nad rasą ludzką. Same plusy. Ukyo nie wyobrażał sobie jakże przykro musiało się być człowiekiem...
- W Halloween zawsze im odwala. Chodzą w "straszne" miejsca by straszyć się nawzajem i opowiadać sobie straszne historie. - wyjaśnił pomimo, że pytanie było retoryczne. Wypuścił dym z ust i zgasił papierosa, a właściwie niesmaczną końcówkę, która została. Właściwie zaczął się już nawet zastanawiać nad opuszczeniem tego miejsca, gdyż zaczynała doskwierać mu nuda, jednak został zatrzymany przez pytanie, które dotarło do jego uszu nim zdążył się chociażby poruszyć. Spojrzał w kierunku Constantine i wstał z miejsca. Pokrążył bez celu w kółko, mówiąc:
- Uczęszczam, jednak nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób. Takie rzeczy mnie nie interesują. - odparł z powagą i spojrzał spode łba na chłopaczka. Jakoś nie lubił osób, którym tylko sex był w głowie. Jego nie interesowało rżnięcie lasek, jednej po drugiej. Wbrew pozorom nie chciał ich krzywdzić, choć mogło się to wydawać dziwne. W głębi duszy bowiem wcale nie był taki zły na jakiego wyglądał i miał szacunek do osób, którym należał sie on choć trochę. Były to jednak z grubsza osoby starsze, osoby posiadające jakieś osiągnięcia, autorytet oraz kobiety. Nie ludzkie oczywiście bo to była dla niego jedynie rasa przeznaczona jako pożywienie dla wampirów.
Wtem do środka ktoś wpadł, rzeczywiście niczym huragan. Ukyo zamrugał kilkakrotnie, zdziwiony tym co się stało. Oczywistym było, że zorientował się, iż ktoś tu w ogóle się pojawił, jednak nie zdążył ocenić sytuacji, a tego kogoś już nie było. Skierował więc swoje zdziwione spojrzenie na Constantine, którego postawa wyraźnie mówiła mu, że ten wie co się stało. Podszedł o krok bliżej niego i spojrzał na torbę, potem znów na wampira.
- Co to jest?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Lis 03, 2012 1:13 pm

Bah, sztywniak jak z każdego szlachetnego, najwidoczniej nie zrozumiał poczucia humoru Kuroiaishity mówiącego o akademii w ten sposób, no cóż nie każdy podziela jego głupie teksty i na dodatek rozumie je zupełnie w inny sposób. Constantine chciał dostać się do akademii z innych powodów, bardziej personalnych których nie będę opisywał bo to zajęło by pół mojej historii. Nie wracając już do tego można się było skupić na grzebanie w torbie skarbów dalej, oczywiście jedzenie było priorytetem, sam nie wiedział czemu nie jest spasiony jak świńsko, może wampiry nie tyją tak szybko jak ludzie , przecież on tylko żarł najgorsze świństwo i leżał w tym kinie, wymarzone życie. Dlatego też spytał Ukyo o akademie do której chciał się zapisać, musiał załatwić parę spraw w takim razie z dyrektorem ale to historia na inną datę. Wyciągnął resztę żarcia i napojów z torby po czym z uśmiechem zaczął się obżerać i popijać czymś cholernie słodkim i klejącym na pewno. Jednak jego obżartswo przerwała ciekawość Hiroya'i który był lekko zdezorientowany albo może nie tyle zdezorientowany co zdziwiony zaistniałą przed chwilą sytuacją. No tak, w sumie to może wydawac się dziwne dla kogoś z zewnątrz kto nie ma pojęcia o istnieniu podziemia albo po prostu wbiegający facet, szybki jak cholera zostawia torbę a nastepnie tak szybko jak się pojawił, znika. Na jego pytanie, obdarzył go tylko uśmiechem a następnie przełykając wszystko co zapakował do ust, rozsiadł się jak prawdziwy storyteller.
-To był jeden z moich ludzi, przynoszą mi dzienną działkę zebraną z napadów i innego gówna, a ja w zamian trzymam ich na uwięzi żeby nie pozabijali się między sobą tylko współpracowali, daje im opiekę po prostu. Ci którzy wnoszą tu te różne fanty to nic więcej, jak najniższa kasta wampirów, lub ludzie którym nie powiodło się w życiu. Może kiedyś było Ci dane słyszeć o szajkach przestępczych w tym mieście, to właśnie jest moja. - zaśmiał się cicho po czym wrócił do obżerania się, gdy już skończył, zaczął oglądać rzeczy wartościowe, zegarki, bransoletki, naszyjniki oraz portfele z pieniędzmi lub też samą gotówkę upchaną do torby. Zbierał sobie na apartament, więc po przeliczeniu, zawsze odkładał dla siebie część zysku a resztę przekazywał dla "pracowników" takim o to sposobem, Constantine powoli wybijał się ze slumsów a jego ludzie nie byli źli że nie dostają za to nic. Struktura jego organizacji wcale nie była skomplikowana, nie było rang, nie było wyższości pomiędzy innymi, oni ufali wampirowi na tyle że pozwalali mu przewodzić. To była jakby to powiedzieć rodzina, dużo bardziej niż organizacja.
-To co mówiłem o akademii, to po prostu moje krzywe poczucie humoru, nie przejmuj się tym. Potrzebuje się tam dostać z innych względów, bardziej że tak ujmę biznesowych. - jego wredny pysk skierował się z powrotem na towarzysza wyczekując jego gestu zrozumienia. Jednak chwilę później otrzymał on wiadomość tekstową która błyskawicznie przeczytał bo było to coś czego oczekiwał, tak jak przypuszczał robota wzywa. Wstał szybko z krzesła dość nerwowo i skierował dłoń w stronę wampira.
-Wybacz mi moją niegościnność ale kurewsko ważna sprawa się pojawiła, muszę iść. - jesli nastąpił uścisk dłoni, to bardzo fajnie i Const szczęśliwy wyszedł z kina, jeśli nie no to trudno, jakoś przeżyje nieuprzejmość dalekiego kuzyna.
z/t
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Lis 05, 2012 2:38 pm

Trafna uwaga. Ukyo nie rozumiał poczucia humoru Constantine'a i chyba nie chciał rozumieć. Był sztywniakiem, uważał, że coś takiego jest jak najbardziej zbędne. Ba! Osoby, które biegały w kółko, wygłupiały się i cieszyło z niczego, w jego oczach były po prostu głupie i wymagały badań albo opieki lekarskiej. W sumie... mało interesowało go po co chłopak chce się dostać do Akademii Cross. Był ignorantem i egoistą zapatrzonym wyłącznie w czubek własnego nosa. Co go obchodzili inni? W jego mniemaniu każdy powinien zajmować się sobą i tylko sobą. Było to o tyle śmieszne, że choć powtarzał to sobie i innym w kółko, nagle potrafił też wyskoczyć z tym, że (według jego idei) na świat powinien wrócić dawny porządek i wampiry krwi niższej powinny odnosić się z szacunkiem do szlachetnych. Czy nie było to wtrącanie się w zachowanie innych? Owszem, było. Ale nie ważne...
Nieco zaciekawiła go ta sprawa, a więc zerknął z zainteresowaniem na pakunek, ciekaw co też znajduje się w środku. Spodziewał się różnych rzeczy, zwłaszcza jakiś cudeniek, może broni albo czegoś do kombinowania. Był więc nieco zdziwiony, gdy okazało się, że Constantine zaczął wyjmować po prostu jedzenie i picie. Tylko tyle? Nic więcej? Zawiódł się i jego wzrok na nowo zrobił się taki sam - chłodny, obojętny, wręcz pusty. Nie lubił pokazywać innych co mu w duszy gra, chociażby i samym wzrokiem. Choć to była jego wina. Przecież tu tylko wpadł jakiś wampir z pakunkiem i zniknął, a on spodziewał się fajerwerków. To co, że owy krwiopijca zjawił się tu niczym huragan i równie szybko zniknął. To okazało się wcale nie istotne.
- Owszem, słyszałem. - potwierdził, na nowo siadając na jednym z siedzeniem. Mimo to jego wzrok podążał za postacią lodowego wampira. Nic ciekawego nie miał do roboty. I tak zamierzał się stąd zaraz zmyć. - Nie lepiej się ustatkować? Znaleźć sobie jakieś zajęcie, dom, może rodzinę? Takie życie nie jest chyba zbyt ciekawe. Każdy może tu nagle wejść nieproszony, nie masz prywatności a to jak Ci się wiedzie zależy od szczęścia, pogody i kij wie od czego jeszcze.
Nie rozumiał go. Sam wolał żyć sobie wygodnie w swoim własnym kącie. Zapalił jeszcze jedną fajkę i zapach tytoniu ponownie rozniósł się po budynku opuszczonego kina. Na chwilę odleciał myślami nie wiadomo gdzie i powrócił dopiero z kolejnymi słowami Constantine'a. Spojrzał na niego i w tym samym momencie wypuścił dym z ust, próbując ukształtować go na kółeczko. Nie wyszło, trudno.
- Rozumiem. - skomentował krótko, nie mając nic więcej do powiedzenia i skupił się na papierosie, który palił sobie powoli. Zastanawiał się czy ktoś tu jeszcze przyjdzie, czy powinien wrócić do Akademika czy iść poszukać sobie jeszcze jednej ofiary. Przez chwilę pomyślał nawet aby napić się krwi swojego dalekiego kuzyna (lchoć o pokrewieństwie nie wiedział, wszak nie znali nawet swoich imion), lecz odrzucił ten pomysł. Wampir ten bowiem wzbudził u niego coś na rodzaj lekkiej sympatii, więc nie zamierzał go krzywdzić czy pić jego krwi. Uścisnął wiec dłoń, kiedy ten się żegnał.
- Nie ma sprawy. Ja też się zwijam. - odpowiedział na przeprosiny krwiopijcy i puścił jego dłoń. Obserwował jak Cons wychodzi. Sam schował wolną dłoń do kieszeni od spodni, po czym wyszedł, wolną dłonią operując papierosem. Poszedł w swoją stronę.

z/t
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Lis 19, 2012 8:46 pm

Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej, co z tego że został przyjęty do akademii Crossa, dostał miły przytulny pokoik z widokiem na dziedziniec jak przecież można było siedzieć i grać bezdomnego w swoim własnym, a dokładniej przywłaszczonym opuszczonym kinie tutaj było dla niego jak w bajce. Wszedł powolnym krokiem przeciągając się leniwie oraz rozglądnął się za jego "działką" która mieli mu przynieść, jak się później okazało oczywiście że była - wspólpracownicy nigdy nie zaniedbują swojego szefa i przynoszą mu to o co prosi. Tak więc zajął jedno ze swoich standardowych miejsc na zniszczonych krzesełkach, oraz rozłożył się na nich wygodnie, a potem zaczął przeglądać torbę cudów. Co w niej mógł znaleźć? Standardowe wyposażenie, tony zimnego fastfoodu oraz kosztowności i gotówkę, tak jak zawsze część gotówki zapakował do kieszeni aby następnie później przenieść ją w bezpieczne miejsce aby odłożyć sobie na mieszkanie w centrum i zabrał się z powrotem do żarcia. Tak, jak on uwielbiał zimne niezdrowe żarcie przepijane czymś słodkim i gazowanym najlepiej Colą bo przecież łączyła w sobie te dwa wymagania. Jednak później do jego uszu dotarł śmiech, cichy śmiech nastolatki która wraz z koleżankami sobie przyszła poszukać wrażeń, och jak miło - nie dość że ma zimne żarcie to jeszcze ma cieplutki zbiornik krwi, dziękował Bogu w którego nie wierzył. Aktywował swoją jedną z mocy w oczach a następnie spojrzał w stronę z której dochodził chichot, oblizał się lekko gdy zobaczył czerwone punkciki idące w jego stronę. Kiedy dziewczyny zjawiły się u progu jego "domu" nie czekał zbyt długo, sięgnął do spodni aby wyjąć broń i zastrzelił dwie pierwsze bez mrugnięcia okiem, jednak środkową sobie zostawił dla zabawy. Złapał ją za usta odbierając jej mowę oraz przyciągnął do siebie mocno uśmiechając się wprost do jej przestraszonych oczek, zaciągnął ją na fotele a następnie wiadomo że wyssał z niej wszystko wbijając się kiełkami w tętnice. Nie trwało to długo i nie robiło więcej hałasu niż te dwa strzały, ale to slumsy, czym się tu przejmować tu co chwile ktoś ginie. Gdy skończył się bawić ze swoją laleczką odrzucił ją na bok od siebie. Był odrażający, jak można być tak ładnym, młodym i siedzieć w brudzie,syfie i trupach - cóż każdy ma swoje środowisko.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Lis 19, 2012 9:03 pm

Anais wreszcie postanowiła ruszyć się z dworu, Nie bardzo była pewna czy może to zrobić, ale przecież Kain, jej Pan nigdy jej siłą nie trzymał. Ba, był bardzo dobrym Panem i nie dziwota, że tak bardzo się do niego przywiązała, tak bardzo lubiła być w jego pobliżu. Traktowała go jak rodzinę, bo nikogo innego i tak nie miała. Rodziny wyrzec się musiała, jej chłopak był martwy, nie miała znajomych, ani przyjaciół. Tylko on jej został i tylko na niego tak naprawdę mogła polegać. Można by rzec - nie widziała świata poza Kainem. Nie mogła jednak wiecznie siedzieć zamknięta na tak małej przestrzeni i dlatego też postanowiła opuścić dwój i na nowo przypomnieć sobie układ miasta, w którym przecież dawno nie była. Różę, którą otrzymała od Brzytwiarza zostawiła w swojej sypialni, wsadzając ją wcześniej do wazonika z wodą.
A miasto? No cóż, odzwyczaiła się gdyż przez ostatnie miesiące, lata, znajdowała się w nieco innym środowisku. Widok znanych jej ulic sprawił, że fala wspomnień ją zalała, a w pobliże parku, to już w ogóle się nie zaciągała. Nie chciała oglądać miejsca, które tak bardzo zmieniło ją samą, miejsca, gdzie z wesołej i radosnej dziewczyny stała się zamkniętą w sobie i smutną. Zamiast tego udała się w nieco inną stronę i lekko zamyślona nawet nie zauważyła, że zaszła do slumsów. Nie przerażały ją podobne miejsca, sama przecież teraz była drapieżnikiem, choć nie przepadała za atakowaniem innych. Nawet teraz nie myślała o polowaniu, a krwi zażyła jeszcze przed wyjściem, by nie kusić losu pustym żołądkiem. Nienawidziła głodu krwi. Brzydziła się tym.
Idąc jednak ulicami tego ponurego miejsca, postanowiła je mimo wszystko zwiedzić. I gdzie zaszła? Do starego kina. Dlaczego akurat tu? Odpowiedź może się wydać prostsza niż mogłoby się wydawać. Jakiś sentyment, może wspomnienie ją kierowało. W każdym razie, weszła do ruin kina, zagłębiając się w nie, a im dalej zachodziła, tym mocniej czuła woń krwi. Zawahała się przez to, ponieważ naprawdę nie chciała się znajdować w miejscu, które byłoby dla niej pokusą. Ale z drugiej strony, jeżeli ktoś potrzebuje pomocy...? szła więc dalej, aż zaszła do miejsca, gdzie leżały dwa trupy. Zatrzymała się, przykładając dłonie do ust i zakrywając nos i rozejrzała się. Nieopodal musiał znajdować się Constantine i pewnie nawet dość szybko go zauważyła, a także kolejnego trupa. Nie była w stanie sie odezwać, a ciemnie kosmyki włosów, lekko jej falowały pod wpływem przeciągu, co jakiś czas zasłaniając widok.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Lis 19, 2012 9:13 pm

Proszę co my tu mamy? Gościa? Ja taki nieogarnięty wstyd przyjmować ale cóż trzeba było, wyjścia innego nie ma. Constantine nie pił by krwi pobratymca to jakieś takie nie etyczne tak więc Anais nie miała się czemu go obawiać, a to że właśnie zmasakrował trzy nastolatki to tylko jego głęboko ukryty urok. Nie sposób było jej nie zauważyć, tak więc na początek gdy tylko usłyszał kroki stał już z wyciągniętą bronią wymierzoną w jej stronę, jednak swój swojego rozpozna, na wszelki wypadek wspomógł swoją intuicję mocą którą mógł używać kiedy chce, gdyż była użyteczna do takich spraw. Gdy już był pewien co do nowo przybyłej, schował broń w momencie oraz uśmiechnął się lekko poprawiając swoje długie białe włosy i wlepił nią ten wzrok, oh ten niemiły dla większości przenikający wzrok. Jednak jego wyraz twarzy i wyluzowana po tym jak wrócił na krzesła postawa mogły powiedzieć jasno że nie planuje niczego głupiego w stosunku do dziewczyny. Przechylił jedynie lekko głowę nie odpuszczając jej wzrokiem ani na chwilę.
-Hmm? Słyszałaś strzały że zrobiłaś się ciekawa czy przyciągnęła cię woń krwi? - zaśmiał się cicho, jakby sprawdzał dziewczynę gdyż w przeciwieństwie do niego wydawała się taka niewinna, czyżby przemieniona? Możliwe, powinna się cieszyć że jej pan nie zostawił jej na pastwę losu czyniąc z niej poziom E biegający po ulicy bo ich spotkanie skończyło by się w momencie gdy Const utrzymywał broń na wprost niej. Analizował każdy jej ruch, każdą mimikę twarzy jaką była w stanie zrobić tylko po to aby poznać jej prawdziwe zamiary. Czego takie niewiniątko szuka w slumsach? Nawet wampirzyca to miejsce i tak jest nieprzyjazne nikomu.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 20, 2012 8:20 am

Slumsy to raczej niezbyt przyjemne miejsce dla kogokolwiek, ale za to bardzo dobre dla takich drapieżców jak wampiry. Anais oczywiście nie przyszła tu na polowanie, nie to było jej zamiarem. Błądziła trochę po mieście i tak jakoś zboczyła w te rejony i choć dość szybko zorientowała się gdzie jest, to mimo wszystko nie cofnęła się, nie próbowała opuścić slumsów. Bać też się nie bała, bo skoro przeżyła bitwę w rodzinnym zamczysku swojego pana, a jej przeciwnikami były stare, krwiożercze wampiry, to czego mogłaby się bać? Nadal jednak pozostawała tą samą niezbyt pewna siebie i raczej mało wojowniczą dziewczyną. I żadna bitwa, ani walka, nie ważne chyba jak krwawa tego nie zmieni. Choć kto wie?
Wystarczy, że dręczyły ją wyrzuty sumienia. Więcej jej nie było trzeba. A do kina zaszła z bardzo prostego powodu - zapach krwi. Z początku nie chciała się udawać w tamtą stronę, a slumsy jak slumsy, tu wszystko jest możliwe, a wampirów się tu kręci od groma jasnego. Mimo wszystko się tu pojawiła, choć zupełnie tu nie pasowała. Drobna, dobrze ubrana dziewczyna, wyglądająca na wiecznie niepewną i wystraszoną. Zupełnie jakby znalazła się tu wbrew własnej woli i ochoty.
Widząc broń wycelowaną w swoją stronę, zamarła, na szczęście jednak szybko została opuszczona, a Anais na chwile poczuła sie nieco pewniej. Choć nadal nie wiedziała, czy przypadkiem nie zostanie zaatakowana. Wszystko jest możliwe...
- Krew... poczułam krew...
Posunęła się powoli do przodu omijając dwa trupy i starając się na nie patrzeć. Podobnie było z trzecim trupem, który najwyraźniej został wysuszony z krwi. Nie chciała się do nich zbliżać, ale za to przysunęła się bardziej w stronę nieznajomego, choć zachowywała dystans.
- Ty je zabiłeś?
Było to dość głupie pytanie, ale wolała się w tym względzie upewnić. Oczywiście nie zamierzała robić wyrzutów, czy jakoś specjalnie reagować, bo to nie była jej sprawa, a choć wampirem nie była zbyt długo, ledwo kilka lat, ze dwa chyba, to mimo wszystko zdążyła zorientować się w paru sprawach. I oczywiście wiedziała również, bo to wczuła, że ma przed sobą wampira i to wyższej klasy niż ona. Spoglądała na niego dużymi, jasnymi oczami, jakby delikatnie zlękniona. Ten stan pewnie niedługo przejdzie, ale na razie nie wiedziała jeszcze czego może się spodziewać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 20, 2012 2:02 pm

No więc to jednak krew ją tu zwabiła co? Może się tego wypierać jak chce ale nie zmieni to czym się stała, jest wampirzycą i zawsze krew będzie dla niej jak dla ćpuna heroina tylko pragniesz jej nawet jeszcze bardziej, z jednej strony niektórym się to całkiem podobało a innym jak widać takim jak Anais nie za bardzo, ale młoda jest - przywyknie. Mówisz bitwa o zamek? Cóż to musiało być szalenie ciekawe, z chęcią sam by sobie po uczestniczył w jakiejś wielkiej wampirzej wojnie, był jednym z tych wampirów które chciały powrotu walki ludzi z nimi ale też jednym z niewielu. Co do slumsów to racja, ale wszystko co dzieje się złego, to znaczy kradzieże morderstwa i tak dalej przez wampiry niższych kast jest przekazywane do Constantina w momencie ich popełnienia, jest tutaj na swój sposób kimś ważnym wśród reszty tych mętów, jest dla nich królem. Jednak pasowało wrócić do rzeczywistości do chwili obecnej, a mianowicie do dziewczyny która się przyglądała dziwnie, jej wzrok był taki inny niż większości która gapiła się na Consta, nie znała go to może dlatego, albo nawet głównie dlatego. Jak tak to w porządku nie miał zamiaru sobie psuć reputacji, tak więc gdy się lekko zbliżyła nie zrobił sobie z tego nic a rozłożył się jeszcze wygodniej przechylając łeb w bok i wpatrując się w nią z delikatnym uśmiechem.
-Czy je zabiłem? Tak, nie jestem jakimś popierdolonym sadystom,dlatego zabiłem je od razu. - przyglądnął się w stronę trupów i zaśmiał się cicho do siebie, mówiąc znacznie ściszonym głosem. -Nie były w moim typie tak czy inaczej. - Sam wampir był lekko dziwny, ale co można się spodziewać po młodym buntowniku który uciekł od rodziny aby się osiedlić tutaj, dlaczego akurat tutaj? Zbieg okoliczności, chociaż nawet nie wiedział że i tutaj sięgają korzenie jego rodzinki.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 20, 2012 2:27 pm

Obawiała się, że trafiła na kogoś bardzo niebezpiecznego. Dawno już nie była w tym mieście, więc zdążyła nieco pozapominać jak to tu jest. Niestety ale na nowo będzie zmuszona przystosować sie do tego dość specyficznego miejsca. Było jej żal, że jednak te dziewczyny zginęły, pewnie będą je szukać, może nawet zrobi się jakaś afera, ale to nie była jej sprawa, nie miała z tym nic wspólnego, choć jak wiadomo, będąc wampirem, na nią wszystko spaść może. O ile te dwie zastrzelone można jeszcze uznać, za ofiary jakiejś zaczepki groźnych typków, o tyle ta trzecia wyssana z krwi już nie przedstawiała innych możliwości jak atak wampira.
Starała się tym jednak zbytnio nie przejmować, a tak po prostu odchodzić też nie chciała. Dlaczego? Sama nie wiedziała, może zwyczajnie chciała na nowo wtopić się w to miasto, a nie jest to możliwe bez kontaktów z innymi osobnikami. Zarówno ludźmi, jak i wampirami. Miała tylko nadzieje, że nie plącze się w jakieś kłopoty.
Patrząc na tego mężczyznę, który prezentował sobą bardzo luźną, obojętną postawę, nie do końca wiedziała jak ma to odczytywać.
- To chyba trochę ryzykowne... będą je szukać. Zresztą po co od razu zabijać? Dla samej satysfakcji? To głupie.
Skrzywiła się lekko. Mówiła i zachowywała się nie jak wampir, a bardziej jak człowiek. W końcu kiedyś i to nie aż tak dawno temu nim była. Wciąż też walczyła ze swoją naturą i dzień w dzień musiała się pilnować. Zapach krwi, który się tu roznosił jeszcze bardziej ją podrażniał. Aż miała ochotę stąd uciec, schować się w kącie i błagać o to, by ktoś jej pomógł. Mimo wszystko jednak nadal stała w miejscu, lekko niepewna tego co powinna zrobić i gdzie się udać. Złożyła dłonie razem, wciąż przyglądając się wampirowi. Nie była w stanie określić, czy był stary, czy młody, w każdym razie Anais zawsze czuła się dziwnie w obecności wampirów będących wyżej od niej, czy w ogóle innych wampirów. Kain, jej Pan, był chyba jedynym wampirem, którego obecność sprawiała jej radość... inni... mogłoby ich nie być.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 20, 2012 2:43 pm

Dla czystej przyjemności? Nie zupełnie, dlaczego właściwie Constantine zabił te trzy dziewuchy? To jest bardziej złożona historia, zaczyna się mianowicie kiedy przyjechał do tego, był zwykłym szczurem starającym się przeżyć, nie miał za sobą nic i nikogo kogo mógłby poprosić o pomoc albo jakiekolwiek wsparcie, tak też postanowił żyć jak szczur i zajmować się drobnymi kradzieżami i tak dalej, na swój nowy domek wybrał właśnie to kino które tytułował jako swoje , jednak przechodząc do sedna sprawy to zginęły tylko dlatego że były w złym miejscu i w złym czasie, nie mógł ryzykować odkrycia swojej działalności. Prowadzenie organizacji nielegalnej jest przecież przestępstwem i to dużym, dołączając to że policja by sobie z nim raczej nie poradziła tak więc zwrócił by na siebie uwagę łowców wampirów a to jest ostatnie czego mu było trzeba, co do ciał to raczej nie musiał się martwić, tak szybko jak Anais zniknie tak szybko zostaną uprzątnięte przez jednego pracownika wampira, dlatego nie trzeba było sobie tym zawracać głowy. Jednak to jej pytanie uderzyło go jakby, cios prosto w serce. Nie był on psycholem mordującym dla samej satysfakcji bo to raczej nie w jego stylu, był po prostu dobrze poinformowanym przedsiębiorcą który nie lubi jak coś zagraża jego firmie, można to tak nazwać.
-Wyglądam Ci na kogoś kto morduje bez powodu? Może kiedyś miałbym satysfakcje, wyrosłem z tego gdyż mam na sobie większe odpowiedzialności, jedną z nich jest tajemnica odnośnie paru rzeczy a te dziewczynki mogły za dużo widzieć. - kto by nie zauważył jego torby zrabowanych przedmiotów, przecież była wielka i inna każdego dnia, codziennie ją dostawał z inna zawartością - w sumie można mu czasem nawet pozazdrościć. Przemierzył Anais wzrokiem wzdłuż i wszerz a następnie lekko się wykrzywił, ale nie dlatego że była niższej krwi, o nie nie. Wręcz przeciwnie, on jako nieliczny nie podlizuje się szlachetnym tylko nimi gardzi, a pomaga niższym kastom co jak co ale urazy pozostają zawsze. Wracając, to lekkie skrzywienie było spowodowane tym jak na niego patrzyła, za kogo ona go uważała, jakby był groźny to już dawno by ją zastrzelił, trochę zrozumienia poproszę.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 20, 2012 3:07 pm

Nie bardzo chciała wnikać z to, co kierowało nim, gdy zabijał te trzy dziewczyny, ale i nie bardzo chciała w to wnikać. Są pewne sfery, których dotykać się nie powinno i Anais nie zamierzała tego robić. Poza tym, nie chciała wpadać w kłopoty, które niestety bardzo ją lubiły. Ona sama prowadziła zupełnie inne życie. Miała swego Pana, z którym mieszkała, była na jego usługach, a on sam traktował ją bardzo dobrze. Ucieczka, czy chęć uniezależnienia się jak dotąd nie zaświtała w jej głowie i raczej nie zaświta. Darzyła Kaina zbyt ciepłym uczuciem, którego notabene nie okazywała, uznając, że byłoby to głupie.
Nie musiała kraść, zabijać nie chciała. Żyła w miarę spokojnie, ewentualnie wykonując polecenia swego Pana, który nie był wobec niej okrutny i despotyczny. I odwdzięczała się mu to dozgonnym przywiązaniem wiernością, która jest obecnie dosyć rzadko spotykana. A Anis zdecydowanie należała do tych osób, które odznaczają się wiernością aż po grób. Westchnęła cicho, słysząc jego słowa. No cóż, ona sama nie wnikała.
- Mnie też będziesz chciał zabić w zamian za zachowanie swoich tajemnic? Jakiekolwiek by one nie były.
Po pierwsze każdy wampir był groźny. Nawet Anais taka była, choć tą stronę swojej natury starała się trzymać w ryzach, niewątpliwie jednak przy zabijaniu ludzi nie miałaby żadnego problemu, nie licząc tego moralnego. Rozejrzała się po pomieszczeniu, by po chwili przysiąść na najbliższym siedzeniu. Stac przecież tak bezczynnie nie będzie, kiedy on sam siedział, a jego postawa wskazywała, że na razie nie planował jej atakować, więc choć mogło być to mylące, uznała, że zagrożenia z jego strony nie było. Przynajmniej tak przyjęła.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 20, 2012 3:56 pm

Skoro nie chciała wnikać w jego rozumowanie oraz powody to może nie powinna o to pytać, eh te kobiety kto tak naprawdę potrafi je zrozumieć, z drugiej strony dziwne jest to że była służką i jej się to podobało? Lubiła swojego wampirzego pana? To aż dziwne albo przynajmniej nie zrozumiałe dla Consta, wolałby żyć jak najgorszy pies ale być wolnym, cóż każdy miał swojej priorytety i nikt tego by nie zmienił za nic w świecie. Każdy wampir był groźny, no fakt z tym mógł się zgodzić, ale nie każdy wampir był sadystą od urodzenia i nie każdemu sprawiało przyjemność zamykanie ludzi w lochach dla czystej przyjemności, takie zło było już dawno przereklamowane i nudne, teraz jeśli chciałeś być zły to wystarczyło sprawnie manipulować innymi zamiast się nad nimi znęcać. Jej kolejne słowa rozbawiły mocno chłopaka bo jakoś nie mógł sobie wyobrazić że chciałby zrobić krzywdę temu maleństwu, była taka niewinna i słodka chociaż pozory mogą mylić a o tym przekonał się już dużo razy, mimo to wciąż w nie wierzy.
-Gdybym chciał to zrobić to nie uważasz że dawno bym to zrobił cukiereczku? - tak, ta ksywa do niej pasowała, chociaż każdej napotkanej osobie nadawał jakąś więc Anais nie musiała czuć się jakoś specjalnie wyróżniona. Const był raczej typem samotnika który nie lubi nie kocha i nie szanuje niczego poza swoim żarciem, mówiąc żarciem mam na myśli dosłowne jedzenie najlepiej z pizzeri albo burger kinga na rogu. Co prawda jego mały , nie taki mały po zastanowieniu gang składał się z najgorszego świństwa biegającego bezwładnie po slumsach, a on ich zjednoczył i pogodził to jest dopiero bohater, powinien się zgłosić do burmistrza po medal, a że to jego kuzynek o którym nie wiedział nawet to pewnie by mu ten medal dał, nawet może robote by dostał?
-Jesteś dziwnie spięta, siadaj, rozluźnij się trochę czy nie pokazałem już dawno że nie chcę Ci robić krzywdy? - mógł oczywiście jej zrobić coś złego,ale coś mu nie pozwalało, nie było to sumienie o nie, bo tego już dawno nie miał a raczej coś co nazywa się totalną wyjebką na wszystko. Jedyne co go obchodziło to było to czy torba jest pełna w całości, w połowie czy pusta, oj nie chcielibyście go widzieć jeśli by nie dostał nic od swoich pomagierów wtedy byłby bardzo, ale to nawet bardzo zły.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 20, 2012 4:28 pm

Kain poniekąd ją wyzwolił. Z jej ludzkiego, dotychczasowego życia, które było nudne, szarobure i naznaczone bólem. Żyła wspomnieniami, a szczególnie tymi dotyczącymi jej byłego i jego okrutnej śmierci z ręki wampira. Ona sama teraz była wampirem i nie zamierzała być potworem, a bycie pod czyjąś władzą nie było takie złe, a sam Kain nie był sadystą, który trzymał ją na krótkiej uwięzi i nie traktował jej jak kogoś gorszego. Zachowywał sie wbrew temu co słyszała o szlachetnych, a o nich słyszała wiele złego. On taki nie był i za to odwdzięczała mu się wszystkim co najlepsze. I mogła robić co chciała, niczego jej nie zabraniał, a jeszcze był dla niej jak mentor.
O tym wampirze przed nią nie wiedziała nic, ale powoli, bardzo powoli się rozluźniała. To co nią kierowało, to zwykła ostrożność, w końcu mając do czynienia z nieznajomymi, szczególnie z wampirami i to w takim miejscu, trzeba mieć się na baczności. To jak ją nazwał, sprawiło, że poczuła się lekko zakłopotana.
- Może i tak...
Zawahała się lekko. Może i mówił racje, a Anais była zwyczajnie zbyt podejrzliwa. Powinna się chyba bardziej w garść wziąć i zacząć wierzyć w siebie, a poza tym była wampirem, więc czego się miała obawiać? Niczego, sama przecież należała teraz do gatunku drapieżników, a to o czymś świadczyło. Uśmiechnęła się słabo. Słowa Consta, zamiast ją rozluźnić, tylko sprawiły, że jeszcze bardziej się spięła. Ale spokojnie, nie było tak źle. Anais usiadła sobie spokojnie na wolnym miejscu niedaleko mężczyzny.
- Jestem spokojna i wcale nie spięta! I... chyba tak, mam nadzieje, że nie wyskoczysz zaraz na mnie z zamiarem zabicia.
Lekko się zaperzyła, odgarniając kosmyki włosów z twarzy, z delikatnym uśmiechem na ustach. Wyglądała bardzo niewinnie i poniekąd taka była. Niczego mu zabierać, ani kraść nie zamierzała. A skoro już się tu znalazła, to porozmawiać nie szkodziło, o ile nie wyniknie z tego coś nieprzyjemnego
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 20, 2012 5:55 pm

No dobra, nie będzie się dłużej zagłębiał w jej związek z jej panem bo to było jakby nie istotne w tym momencie, może dlatego że nawet o tym nie wiedział więc nie ma się o co rozchodzić. Możliwe, ludzkie wspomnienia przytłaczają to czym teraz jest, jako że sam urodził się wampirem nigdy nie miał pojęcia jak to jest być człowiekiem, co to znaczy czuć,myśleć robić jak człowiek właściwie to nawet by nie chciał bo po co? Uważał się za lepszego z powodu swojego urodzenia to fakt, ale wampir wampirowi równy tak więc czystokrwiści zawsze będą jego priorytetem, co się tyczy przemienionych może mniej, ale nigdy nie unosił się z pogardą w ich stronę jak to czynili szlachetni, tych to dopiero nie cierpiał. Irytowali go swoim istnieniem, uczynkiem mową i w ogóle wszystkim czym tylko się dało. Co do tej sytuacji, to faktycznie mówił prawdę, nie miała się czemu go obawiać ponieważ setki podobnych otacza go każdego dnia i nie chodzi zabijając po kolei wszystkiego co się rusza, tylko to co uważa za słuszne, ma swój własny pomylony świat w którym żyje chociaż nie jest bezduszny, no dobra może jest gdyż używa jedynie zdrowego rozsądku a nie emocji do podejmowania swoich decyzji ale rozsądek ma dobrze rozwinięty i bardzo rzadko popełnia jakiekolwiek błędy w jego użyciu.
-Ta, z pewnością nie jesteś spięta, w szczególności gdy cały czas upewniasz się czy nie zastrzelę Cię jak tamtych dziewczynek. Słodkie. - uśmiechnął się w jej stronę jakby ją przejrzał, takie zachowania potrafią wiele zdradzić, a w szczególności zdradzić postawę wobec drugiej osoby, to było jak czytanie z otwartej książki z bardzo dużymi literami. Nie potrzebował spinać jej jeszcze bardziej, nie o to mu chodziło po prostu zatęsknił za towarzystwem dlatego zaoferował jej miejsce obok siebie, ze zwyczajnej chęci porozmawiania, gdyż jakoś nie miał wielu okazji żeby z kimś pogadać. Zresztą popatrzcie na niego, biedaczek siedzi tutaj sam to może rzeczywiście mu się zatęskniło za towarzystwem a może coś knuje? Kto wie.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 20, 2012 6:34 pm

Była lekko zdenerwowana. Ale tylko lekko. Nie tak łatwo zachować spokój, gdy widzi się trzy trupy i sprawcę tej małej, drobnej rzezi. Powoli jednak się uspokajała i próbowała, tak, zdecydowanie próbowała się rozluźnić. Mimo wszystko najważniejszą rzeczą jaką się nauczyła, to była ostrożność w każdej sytuacji. Teraz może nieco przesadzała, ale ona już taka była. Można się z tym zgadzać bądź nie, ale zmienić się tego nie da. Tym bardziej, gdy ma się do czynienia z obcymi, bo nie znając kogoś, nigdy nie wiesz co może dana osoba zrobić. Zwłaszcza wampir. Tu jednak sytuacja była nieco inna, a Constantine nie wykazywał morderczych chęci, a co za tym idzie, Anais nie musiała się martwić, ani szykować na nie wiadomo co.
Skrzywiła się lekko słowa, ale nie brała mu tego za złe.
- Nie, nie jestem. Znaczy... już nie jestem spięta. Poza tym umiem się bronić.
Rzeczywiście nie była już tak spięta jak przed chwilą i nawet jej postawa nie była aż tak sztywna. Siedząc na fotelu pozwoliła sobie na to, by się rozluźnić, choć nadal nie spuszczała wzroku z mężczyzny. Z drugiej jednak strony takie gapienie się na kogoś mogłoby zostać uznane za niegrzeczne, ale trudno. Pewnych sytuacji nie wolno lekceważyć, a rozmawiając z kimś, najlepiej jest na daną osobą spoglądać.
- Mogę się spytać jakie to tajemnice w sobie kryjesz, że aż musisz usuwać niewinnych ludzi?
Wątpiła, by te trzy dziewczyny stanowiły dla niego jakiekolwiek zagrożenie, tym bardziej wątpiła w ich rzekomą wiedzę. Nie pytała by zrobić z jego słów jakikolwiek pożytek, a z czystej, niezbrukanej żadnymi niepowołanymi chęciami, ciekawości. Ręce położyła na kolanach, siedząc jak przykładna i grzeczna młoda kobieta.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 20, 2012 8:22 pm

W sumie nie ma co się biedocie dziwić, nie na codzień wchodzi się do kina pełnego trupów i rozmawia się na luzie z mordercą to akurat można było uznać za dziwne dlatego jej niepewność mimo czystych zamiarów chłopaka była dość uzasadniona, musiał się jakoś z nią dogadać. Może podzielić się jedzeniem? Nigdy w życiu, żarcia to on nikomu nie da bo to świętość i nie wolno ruszać, co najwyżej mógł jej dać butelkę Coli na pocieszenie. Gdyby był całkowicie niewychowany to właśnie teraz słysząc jej kolejne słowa by się zaczął tarzać ze śmiechu a wtedy by go pokonała z łatwością gdyż byłby bezbronny, nie mógł po prostu zostawić tego bez żadnego głupiego komentarza gdyż sama się o to prosiła.
-Mówisz że potrafisz się bronić co? To takie urocze, ja dam Ci inną zagadkę - wskazał palcem na nią , a dokładniej wskazał na tętnice a jego oczy zrobiły się jakieś takie dziwne. -Zgadnij kochana, co teraz pokazuje? Gdzie najłatwiej mógłbym trafić w ciągu sekundy? - uśmiechnął się tajemniczo, no tak nie ma jak popisywać się mocą widzenia wszystkiego w środku, znajdowania punktów witalnych i słabych punktów w ciele człowieka lub też wampira, ale taki już był, wieczny dzieciak mimo swych lat. Był taki niepoprawny czyż nie?
-Mówię tylko że gdybym chciał Ci źle to dawno bym to zrobił, nie jestem takim typem wampira. Czego je zabiłem hm? Mogę Ci powiedzieć, bo również będziesz mieć na karku łowców. Jestem złodziejem, mordercą oraz mętem ze slumsów, a dokładniej ich królem jakby to ładniej nazwać. - zaśmiał się cicho przenikając ją wzrokiem, po czym poprawił swoje kudły nie spuszczając z niej oczu.
-Przyjmuje kradziony towar, a wiesz małolaty pójdą na policję, policja nie da rady, przybędą łowcy i dupa zbita. - tak mniejwięcej wyglądał jego pogląd na świat, mogła się zastanawiać że prędzej przybędą po ciała, ale ciał już tu dawno nie będzie tak więc nie było się czym martwić.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 20, 2012 8:42 pm

Mimo, dość niecodziennego otoczenia jakim jest ruina kina i kilka trupów leżących nieopodal, Anais starała się podchodzić do tego na spokojnie. Nie była już przecież człowiekiem, powinna na pewne sprawy spoglądać inaczej, tym bardziej po tym co przeżyła w czasie bitwy, kilka miesięcy temu. Wiele się zmieniło, można by powiedzieć, ale z drugiej strony Anais nadal była taka sama jak wcześniej. Niepewna, wystraszona, nieśmiała, ale i z ogromnymi chęciami do poznawania innych. Pomimo więc słów wampira, miała się na baczności, ale z drugiej strony chciała mu wierzyć i toczyć normalną, spokojną rozmowę.
Była pełna sprzeczności. Jak każda kobieta zresztą. Niczego zresztą od niego nie oczekiwała. Chciała może nieco poznać, jedzenia mu zabierać nie planowała jeżeli takowa miał. Jak widać jednak jej słowa jakoś na niego zadziałały, choć nie do końca tak jakby tego chciała. Wyciągnął rękę w jej stronę, przez co lekko drgnęła, a jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie.
- Mnie...
Odpowiedziała trochę niepewnie, choć mogła się domyślać, iż miał na myśli coś bardziej konkretnego, może nawet jej szyję. W każdym razie, nieco się naprężyła, zaraz jednak mogła się nieco rozluźnić po jego kolejnych słowach. Chyba rzeczywiście nie musiała się niczego obawiać, a on sam chyba jedynie wszystko co mówił i czynił, robił na pokazówkę. Oczywiście, tej pewności nie miała, ale i nie było to nic szczególnie istotnego. Za to poszły w ruch kolejne wyjaśnienia i nieco teraz więcej rozumiała z tego wszystkiego. Pokiwała nawet wolniej głową na znak zrozumienia.
- Czyli jesteś kimś w rodzaju... gangstera? Nie wiem jak to nazwać, ale to określenie najbardziej mi pasuje.
Nigdy w swoim życiu, dość krótkim zresztą, nie spotkała na swojej drodze gangstera. Oczywiście nie miała tej pewności (a czy ona kiedykolwiek była czegokolwiek pewna?), czy rzeczywiście ten wampir był tym, za kogo go uznała. Mogła się z tym nie zgadzać, mogło jej się to nie podobać, tak samo jak mordowanie innych, ale co mogła na to poradzić? Nic, a co więcej nie bardzo chciała. Wciąż uczyła sie żyć w społeczeństwie wampirzym, wciąż uczyła się tego jak oni egzystują i za każdym razem dowiadywała się czegoś nowego, bo jak sie okazuje, tak łatwo i prosto nie ma. Bo nie ma jednej reguły, a różnorodność jest naprawdę szeroka, a prosty podział krwi to tylko niewielki, bardzo uproszczony schemat, który właściwie nic nie wyjaśnia.
Cały czas starała się również nie myśleć o krwi, której zapach mocno był wyczuwalny.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sro Lis 21, 2012 1:58 pm

Czy był gangsterem? Hmm to dziwne, może gangster miało różne wyobrażenia wśród różnych osób, dla niego gangster była to osoba żyjąca w latach trzydziestych i koniecznie przynależąca do rodziny mafijnej. To były czasy, ile by teraz dał by ubrać się w płaszcz, kapelusz i z Magnumem ruszyć do sklepikarzy aby ich zastraszyć i zebrać haracz to po prostu bajka. Jednak nie było co się nad tym rozwodzić, był raczej wyjętym z pod prawa to fakt, był po prostu jak czarnuch z ghetta tyle że nie był czarny i nie mówił slangiem ale coś na ten wzór, tylko jakby to wyjaśnić kobiecie aby go w pełni zrozumiała. Pasowało jednak spróbować, spoglądnął na nią uważnie jednak cała powaga poszła się zaraz pier*** gdyż nie mógł powstrzymać uśmiechu patrząc na to słodkie dziewczę.
-Wskazywałem twoją tętnicę, jedno ukłucie i byś sie wykrwawiła, uznaj to jako swoją kartę ochronną, nie zamierzam Ci zrobić krzywdy, zresztą jesteś zbyt słodziutka. - wredny uśmiech nie znikał z jego twarzy, a kiełki aż same się pokazywały z tej radości. Wampir jak wampir krwi się nie oprze, nie wiem czemu ona próbowała. Krwi w tych trupach było pełno, były całkiem świeże, czyżby nie pozwalała jej na to godność? To urocze, kiedyś jednak pewnie przyjdzie sytuacja kiedy nie będzie jak zdobyć krwi, tabletki przestaną działać więc będzie się chwytać wszystkiego aby przeżyć. Wampiry to przecież drapieżniki i nie ma co tego ukrywać, jednak on z tego faktu był bardzo zadowolony o dziwo.
-Nie jestem gangsterem, po prostu jestem ich przewodnikiem. Odnajduję zagubionych którzy pracują dla mnie, mają cel w życiu i nigdy na tym źle nie wychodzą, czy można nazwać mnie za to złym? - a to było całkiem podchwytliwe pytanie gdyż właśnie zamordował z pozoru dwie niewinne dziewczyny, ale czy takie niewinne? Na pewno miały coś na sumieniu jakby je poznał, narkotyki seks i tak dalej, jednak nie zamierzał bawić się w anioła sprawiedliwości tak więc po prostu uznał że tak będzie dla niego najwygodniej i najlepiej.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sro Lis 21, 2012 6:31 pm

Nie wiedziała kim był konkretnie, ale takie miała najprostsze skojarzenie. Anais nie na tych sprawach, a po tym drobnym opisie jaki jej podał, takie pierwsze skojarzenie jej się nasuwało. Dla niej gangster to osoba żyjąca poza prawem, z nielegalnych dochodów, czy czegoś podobnego. Jej spojrzenie było bardzo proste, wręcz prostackie, więc nie ma się czym specjalnie przejmować. Zresztą była to sprawa mało ważna, a to czym się konkretnie zajmował i jak można go było określić, nie jest raczej sprawą najważniejszą. Inna rzecz ją bardziej teraz interesowała. Mianowicie to jak na nią patrzył.
Ten dość specyficzny, nieco wredny uśmiech, jaki kierował w jej stronę, był jej trochę nie w smak i pokazywało to tylko jaki był jego stosunek do niej. Niezbyt poważny z wyraźnym politowaniem. Musiała się z tym pogodzić jakoś. Lekko się zaczerwieniła na jego słowa.
- Wcale nie jestem słodka, ale miło jest wiedzieć, że żadna krzywda mnie nie spotka z twojej strony.
Takie słowa jak te, które słyszała z jego ust, zawsze wprawiały ją w zakłopotanie. Podobnie ma się z niektórymi czynami, jak ten w ogrodzie, gdy Brzytwiarz, wielki jak góra wampir dał jej różę. A nazwanie ją słodziutką też podchodziło pod kategorię bycia zakłopotanym. Za to przynajmniej teraz już całkowicie się uspokoiła i rozluźniła. Nie musiała się przecież denerwować, skoro zapewnił jej nietykalność. Przynajmniej częściowo.
Jej wzrok powędrował na jego usta, gdy ten uśmiechnął się szerzej, prezentując kły. Jej własne były schowane i rzadko, naprawdę rzadko robiła z nich użytek. Zaraz jednak skupiła się na jego wypowiedzi.
- Nie wiem... chyba nie... wszystko zależy chyba od sytuacji., w końcu przed chwilą zabiłeś troje niewinnych ludzi. Nie chce cię oceniać... Sama nie jestem wiele lepsza.
Uśmiechnęła się słabo, bo choć starała się jak mogła zachować jak najwięcej człowieczeństwa doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że tak sie nie da i że ona wcale człowiekiem nie jest. Jest drapieżnikiem, który stara się tępić swoje kły. Po prostu tęskniła odrobinę do starego, ludzkiego życia. Zerknęła kątem oka na trupy, na chwilę spuszczając wzrok z wampira.
Nie zdążyła mu się jeszcze przedstawić, podobnie jak on jej, ale na razie nie odgrywało to zbyt wielkiej roli. Może z czasem się to zmieni.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sro Lis 21, 2012 7:35 pm

dobra, skoro mieli za sobą już tą całą niezręczną sytuację z brakiem zaufania i patrzeniem sobie oboje na ręce to mogli w końcu przejśc do rzeczy innych, może nawet przyjemniejszych niż pilnowanie swojego tyłka, do poznania się? Constantine od dość nietypowym nazwisku nie znał swojej rodziny ale prawdopodobnie gdyby je wypowiedział to dziewczyna mogłaby coś wiedzieć, tak więc nie zaszkodził spróbować ale to dopiero później. Zbliżał się wieczór, patrole rozchodziły się do domu tak więc ma całą noc dla siebie i dla ciał oczywiście które będzie musiał posprzątać później, ale na razie nie musiał się tym przejmować skoro już po godzinach patrolu. Ten cukiereczek niby nie był lepszy od niego? teraz to go zaciekawiła aż do bólu, wręcz chciał ją poznać bo kto wie, może pod tą maską kryję się prawdziwa zła kobieta? Chociaż mógłby powiedzieć na każdego ale na Anais? Była zbyt, zbyt no że tak powiem miękka na te sprawy, może to przez bycie człowiekiem skoro potrafiła czuć kiedyś to co czują teraz, to wcale nie musiało być takie łatwe jak mogło się wydawać chłopakowi.
-Pewnie, patrząc na Ciebie mógłbym przysiąc że jesteś z cukru, nie jesteś lepsza mówisz? Zaciekawiłaś mnie dziewczyno nawet bardzo. Powiedz mi, w jaki sposób jesteś podobna do mnie w takim razie. - wyszczerzył się delikatnie jakby obserwował każde jej zadrgnięcie wargi, czyżby to był jego jakiś chory test? Widocznie nie, bo zaraz przeniósł uwagę na swoją torbę żarcia i zaczał wyciągać z niej frykasy powoli się nimi zajadając, o tak niebo na ziemi po prostu, mógłby jeść zimne fastfoody do końca świata, chociaż pewnie i tak będzie to robił znając go - chociaż los czasem bywa okrutny. Miał znów zawieszone swoje puste spojrzenie na dziewczynie, jakby chciał by powiedziała mu coś co go może zaciekawić, miał nadzieję że posiada owe historie.
-W ogóle jak Cię zwą? Wybacz brak manierów, ale wiesz niespodziewałem się Ciebie a w dodatku te trupy i tak dalej. - przechylił głowę z lekkim uśmiechem, oblizując swoje wargi po żarciu, nawet specjalnie przygryzł sobie język zostawiając na kiełkach krwawy ślad żeby dodawał lekkiego klimatu w jej opowieści.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t721-anais-lanz#2592
Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Czw Lis 22, 2012 4:19 pm

Anais była raczej osoba bardzo ufną, więc pomimo początkowych zastrzeżeń, dość szybko przystosowała się do sytuacji i uznała, że przynajmniej na razie, nic jej nie grozi. Nawet jeżeli jakieś zagrożenie było, to nie musiała się tym w tej chwili przejmować. No i rzeczywiście przydałoby się poznać, skoro już chyba najważniejsze sprawy mieli za sobą. Niedługo chyba przyjdzie czas na przedstawienie się, ponieważ, to chyba nawet lepiej by było, gdyby wiedzieli z kim mają do czynienia, a znajomość imienia rozmówcy, to raczej rzecz podstawowa.
Nie bardzo potrafiła rozmawiać z innymi, choć kiedyś nie sprawiało jej to żadnego problemu. Niestety tak już bywa, że w pewnych zawirowaniach życiowych następują dość poważne w skutkach zmiany. Nie przeszkadzało jej to raczej i pomimo swojego dość zdystansowanego nastawienia nie stroniła od ludzi. Po prostu nie pchała się na przód, nie wyrywała się, wolała stać z boku i obserwować w ciszy i spokoju. Oczywiście mogła się spodziewać tego, iż mężczyzna jej nie bardzo uwierzy, ale to wszystko zależy przecież od punktu widzenia. Anais patrzyła na to dość specyficznie, szczególnie przez pryzmat swojego starego życia, do którego czasami, ale jednak, tęskniła. Zarumieniła się lekko.
- Nie chodzi mi o to, że jestem podobna... tylko, że jestem niewiele lepsza... w końcu przecież jestem chodzącą bronią do zabijania. Ja... - zawahała się dość mocno, gdyż zakrawało to już na osobiste zwierzenia. - Ciągle walczę ze swoją naturą.
Nawet nie spojrzała na trupy za nią, choć doskonale czuła ich silną, nęcącą woń. Nie bardzo podobało jej się to, iż wypytywał ją o to, ale w sumie sama się o to prosiła. Zauważyła, że zaczął jeść, ale niespecjalnie ją to poruszyło. Niech sobie je, nawet w jej obecności, choć mogłoby to być uznane, za nieco niegrzeczne. Kolejne jego słowa, nieco zbiły ja z tropu, ale szybko się pozbierała, wlepiając wzrok w mężczyznę, który tak jakoś dziwnie na nią patrzył.
- Anais Lanz... wybacz, że tak wparowałam bez zaproszenia... Zwykle to jednak mężczyźni przedstawiają się jako pierwsi.
Uśmiechnęła lekko, zdając sobie sprawę, że ta jej odpowiedź podchodziła nieco pod styl wypowiedzi wampira. Nie mogła się jednak w tym momencie powstrzymać i jak widać, czuła się już trochę pewniej i zrobiła się odrobinę śmielsza. Kolejny zapach krwi, jaki do niej doleciał, nie należał do martwych dziewczyn, a do wampira. Zrobił to specjalnie? Spoglądała na niego, lekko rozszerzonymi źrenicami, jakby chciała go wybadać i zrozumieć.
Powrót do góry Go down
 
Nieczynne kino
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Nieczynne kino
» Kino samochodowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE)-
Skocz do: