IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Nieczynne kino

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
AutorWiadomość
Koi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3190-koi http://vampireknight.forumpl.net/t3392-koi#73022
Zarejestrował/a : 20/02/2017
Liczba postów : 45


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Maj 28, 2018 11:36 pm

Błąkanie się bez celu prędzej czy później... Musiało się zakończyć. Kierowany głodem, wampir o czarnych włosach, po raz kolejny zapuścił się w rejony mniej zaludnione. Nietrudno było odgadnąć jego cel, bowiem wszystko sprowadzało się do jednego - do ugaszenia pragnienia porównywalnego do opętania. Zaspokoić coś, czego nawet się nie dało.
Nękany przez nieskończony głód, błąkał się po slumsach. Trzymał się na uboczu, poświęcając swoją uwagę na dwóch rzeczach - poszukiwaniu krwi i omijaniu każdego zwiastuna niebezpieczeństwa. Ustalanie priorytetów działania było dość istotne. Nie raz i nie dwa razy spotykał osobników, których można było zakwalifikować do potencjalnego zagrożenia.
Zatrzymał się nagle przed jednym z zniszczonych budynków, mrużąc ślepia, po czym krzywiąc się wyraźnie. Intensywny zapach posoki drażnił jego zmysły, jednakże wyczuwalna mieszanka zniechęcała go. Mieszało się wiele woni, ludzkich i wampirzych, świeżych i starych... Wyraźnie walczył ze sobą, mając gdzieś w swoim umyśle nikłe wspomnienia o przeszłości, gdzie wpakował się między taki tłum.
Udało mu się koniec końców wyodrębnić dwa zapachy, zanim zdecydował się zaryzykować i poszukać jakiegoś miejsca, by móc się zakraść i zobaczyć źródło. Sama jego wewnętrzna "walka" trwała zaledwie dwie-trzy sekundy, mimo iż sam nie spostrzegał takiego poczucia czasu. W końcu wygrała klątwa zwana wiecznym pragnieniem niż własne bezpieczeństwo.
Przedostanie się do środka nie było problemem. Upewniwszy się, że wiatr nie wiał na tyle, by skierować do środka jego woń, przedostał się dalej, nie poświęcając swojej uwagi na bardziej szczegółowe rzeczy, które mijał. Jedynie co, to skupiał się na tym, czy ktoś się zbliżał do niego, czy nie.
W końcu dotarł na miejsce. Wyczuwalny zapach był silniejszy, a słodka, wampirza woń kusiła, jednakże zarazem w jego umyśle odzywała się lampka ostrzegawcza. Mimo tego, pojawił się... Lecz nie zaatakował. Zatrzymał się w miejscu, przerywając zaplanowany, kolejny ruch i wlepiając szkarłatne ślepia w dwójkę wampirów. Dopiero teraz jego umysł zarejestrował fakt o znajomych zapachach. Zawahanie i niepewność, aż w końcu nieufność. Zrobił krok w tył, nie spuszczając z nich wzroku. Wyraźnie oczekiwał na ich jakąkolwiek reakcję.
Powrót do góry Go down
Gaki

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3111-gaki#65889 http://vampireknight.forumpl.net/t3891-gratek#85812 http://vampireknight.forumpl.net/t3112-gaki#65890
Zarejestrował/a : 18/12/2016
Liczba postów : 164


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Cze 09, 2018 10:07 pm

Ta zniewaga krwi wymaga. Gaki nie potrafił znieść świadomości, że łowcy skompromitowali ich grupę co tak dzielnie unikała oraz walczyła z systemem. Teraz już miał kolejny powód aby wysyłać tych ludzkich pseudo obrońców ludzkości na tamten świat.
Nim jednak do tego dojdą, muszą ogarnąć swoją niedolę. Najgorszą z nich miał Krzak, co wybudzony nie bardzo wiedział co się dzieje. Skierował swoje ślepia na leżącego. Wyglądał gorzej niż marnie, a jego ciało nie było całkiem sprawne co zresztą potwierdził niebawem.
Powiedziałby coś gdyby nie rany w żuchwie. Nadal sączyła się krew, nadal dostarczała bólu więc i słowa mogły stać się mniej wyraźne. Powrót do szpitala może zająć długi czas, ale zapewne i tak będą musieli wyruszyć. W końcu przetrzymywana jest tam osoba potrafiąca leczyć.
Zmarszczył brwi na słowa kumpla. Więc jednak uszkodzili mu kręgosłup. Wampir zdoła się ogarnąć, lecz nim stanie o własnych siłach, musi trochę minąć. Podejdzie do Ao, decydując się na pozbieranie go z podłogi. Mimo minimalnego wyleczenia, wciąż nie mógł dysponować swobodnie ciałem. Mimo tego, mając na sumieniu zdrowie druha, wymusił na sobie siłę mającą unieść wampira. Jakoś przerzucił sobie jego ramię, po czym ulokował na swoich plecach. Krzak mógł swobodnie chwycić się karku wampira by nie zsunąć się z powrotem. Tym samym nie zrezygnował z pomocy ani nie ośmielił się go zostawić na pastwę poziomów E lub innych wampirzych czy to ludzkich zwyrodnialców. Poza tym musiał teraz zająć się kumplem, wszak to przez niego jest w takim stanie.
I udaliby się gdyby nie obecność Koia. Gaki warknął gardłowo, ale nie odezwał się. Tylko Ao mógł mówić, Poparzeniec na daną chwilę nie był w stanie. Nie wiedział czy Koi ich zaatakuje, typ ma też nie równo pod sufitem. Pozostaje czekać na słowa Krzaka, a jeśli nie to jakoś będą musieli sobie poradzić. A czasu zbyt wiele nie mają, nie są w bezpiecznym miejscu.

_________________

THEME
..
Powrót do góry Go down
No name

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3220-dobrze-lepiej-i-najgorzej-budowa#68826 http://vampireknight.forumpl.net/t3113-topic#65901
Zarejestrował/a : 18/12/2016
Liczba postów : 102


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Cze 30, 2018 8:43 pm

 Wydał z siebie zduszony jęk, gdy przyjaciel nieporadnie pozbierał go z ziemi. Miał wrażenie, że całe ciało płonie, a mózg krzyczy: BOLI, BOLI, BOLI. Oplótł dłońmi szyję Gakiego, uważając, aby za mocno go nie przydusić. Kumpel także wyglądał jak obraz nędzy i rozpaczy, który rozpadłby się wraz z silniejszym podmuchem wiatru.
 Miał wszystkiego dosyć. Jakaś mała część jego - ta nieporadna, przypominająca sobie niektóre wydarzenia z przeszłości i pragnąca posłać je w niepamięć - pragnęła zamknąć oczy i już nigdy się nie obudzić. Niepełnosprawność dla wampira oznaczała zrównanie go z poziomem potencjalnej przekąski wrzucanej na jeden ząb. Funkcjonowanie w świecie pełnym kombinacji, zasadzek, polowania czasami okazywało się trudne dla przeciętnego wypijacza krwi, a co dopiero dla kogoś, kto nie mógł liczyć na siłę swoich nóg.
 Przeniósł wzrok z brudnej ziemi, po której przed chwilą przebiegła mysz, na obiekt przed sobą. Zmrużył oczy, zastanawiając się, czy umysł przypadkiem z niego nie szydzi, podsyłając obraz Koi'a. Cholera, typ był nieprzewidywalny, a komunikacja z nim utrudniona do granic możliwości.
I co Gaki, chciałeś go w grupie, co? Kto teraz się nim zajmie?
 Grymas wykrzywił twarz Ao, przez co wyglądał, jakby właśnie połknął coś bardzo gorzkiego. Poczucie winy? Bezradność wobec docierającego do niego faktu - prawdopodobnie już nigdy nie przysłuży cię swoim kompanom tyle, ile by chciał. Nie, to drugie miało posmak przypominający gorycz.
 - Idź powoli i staraj się nie patrzeć na niego - wyszeptał do ucha Gakiego, od razu odkaszlując zaschniętą krew zebraną w ustach.
 Nie potrafił przewidzieć reakcji znajomego. Niby jego krew zaliczała się do poziomu C, a jednak bardzo często typ zachowaniem przypominał zezwierzęcone poziomy E, które sprowadzały swoją egzystencje tylko do jednego celu zapisanego w ich głowach niczym kod - atakować i pożerać.
 Chciał coś powiedzieć czarnowłosego, coś, co zwiększyłoby szanse na bezpieczne dotarcie do... do czegokolwiek, gdziekolwiek, i zniechęciło Koi'a do ataku. Jednak wszystkie słowa wydawały się dziwnie beznadziejne w obliczy sytuacji, nad którą nie miał nawet minimalnego panowania. Istniała jeszcze iskierka nadziei w tym, że znajomy uświadomi sobie, że przecież zna tą dwójkę wyglądającą jak swoje marne kopie, skopane przez łowców i prawie dobite przez niezrozumienie tego wszystkiego. Ale ostatnio wszystkie nadzieje Ao kruszyły się jak lód pod wpływem przerażająco dużej siły.

_________________


No:
 
Powrót do góry Go down
Koi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3190-koi http://vampireknight.forumpl.net/t3392-koi#73022
Zarejestrował/a : 20/02/2017
Liczba postów : 45


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Lip 01, 2018 10:26 pm

Wpatrywał się w nich, nie poruszając się nawet o milimetr. Mimika jego twarzy nie zdradzała, co planował i jakie miał zamiary. Trwało to kilkanaście sekund, zanim usłyszał warknięcie ze strony jednego z wampirów. Otworzył usta, pokazując kły i warknął cicho w odpowiedzi.
Ruszył się o krok do przodu. Potem o jeszcze jeden. Ostrożne ruchy z jego strony świadczyły o tym, że szykował się na negatywną reakcję. Jeśli nie nastąpiło nic takiego, to zacznie... wąchać. Obwąchiwał tą dwójkę, jednak nie przybliżył się na tyle, by móc dosięgnąć go ręką. Jakieś trzy metry odległości.
Po tej czynności uniósł ręce i sięgnął ku okularom, ściągając je. Szkarłatne, wygłodniałe ślepia wpatrywały się w tą dwójkę... Po czym Koi zrobił krok do tyłu i warknął cicho, bez złości. Wyraźnie ze sobą zaczął walczyć. Wyczuwana krew kusiła go, zaś z drugiej strony...
Wychodzi na to, że nie rzucił się jeszcze na nich, bo rozpoznał zapach.
Ponownie warknął, już ze złości. Czerwone ślepia oglądały oba osobniki, lecz umysł nie potrafił dopasować ich do poznanego wcześniej wizerunku. Wbił pazury w dłoń, zarazem ściskając swoje okulary.
Jednakże nie torował im przejścia, jedynie skupił na nich nadal swoje spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Gaki

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3111-gaki#65889 http://vampireknight.forumpl.net/t3891-gratek#85812 http://vampireknight.forumpl.net/t3112-gaki#65890
Zarejestrował/a : 18/12/2016
Liczba postów : 164


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Sie 05, 2018 6:55 pm

I kiedy zaczną znowu działać? System Kuroiashita musiał upaść, w końcu Emmanuel nie był jak normalny, krwiożerczy wampir. Łowcy wciąż chodzili po ziemi broniąc ludzi przed potworami. Gaki był wściekły na siebie oraz na całą sytuację. Najbardziej jednak bolał fakt, że przez niego Ao miał najgorzej.
Powiedziałby co o tym myśli, gdyby nie uszkodzona żuchwa. Bolała jak diabli, ale nie tak bardzo jak ponura dusza.
Mało tego, doszedł do nich Koi. Mimo pobytu u nich w grupie, nadal świrował i zapominał kto jest jego panem. Kurosz syknął pod nosem tym razem nie z bólu, a z nerwów.
Zmrużył ślepia i o dziwo posłuchał Krzaka. Tak. Posłuchał romantycznie wtulonego do jego pleców przyjaciela, szepczącego na ucho prawie sprośne rzeczy.
Byli osłabieni na walkę z jakimkolwiek wampirem, niemniej Koi powinien im pomóc. Uwaga. Gaki wpadł na genialny plan.
Zamiast do wyjścia skierował się do ich kumpla, starając się wyłapać kontakt wzrokowy. Tym razem bez słów, chciał przekonać Koia do współpracy. Mianowicie, walka na wzrok. Kuro korzystał ze swojej siły woli, lepszej krwi i ogólnie bycia "szefem" w tej całej gromadzie. Jeśli Koi nic nie zrobi, postąpi krok na przód w jego stronę. Ao mógłby coś powiedzieć, ba nawet podrzuci nieco kumplem aby dodał coś mądrego typu "Bracie Koi pomóż nam." albo "Zwołaj pomoc. Wiesz, że mamy medyka." Czy coś w ten deseń. Jako jedyny mógł posłużyć się głosem, a jeśli zacznie wymagać tego od Gakiego, ten jęknie coś niezrozumiałego spuszczając łeb. Taka z niego ofiara losu. Wielkie plany, a pokonani przez znienawidzonych wrogów.

_________________

THEME
..
Powrót do góry Go down
No name

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3220-dobrze-lepiej-i-najgorzej-budowa#68826 http://vampireknight.forumpl.net/t3113-topic#65901
Zarejestrował/a : 18/12/2016
Liczba postów : 102


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Sie 05, 2018 11:26 pm

 Cholera, ta dwójka nie była zbyt rozmowna, a Ao naprawdę nie czuł się na siłach, by tym razem negocjować warunki wyjścia z Koi'em. Typ mógł się rzucić do ataku w każdej chwili, co prawdopodobnie drastycznie zmniejszyłoby szansę Czystokrwistych na dotarcie do medyka. Wolno wypuścił powietrze z ust, drażniąc ucho przyjaciela ciepłym powietrzem. Pragnął zamknąć oczy i pozwolić, żeby wszystko potoczyło się bez jego udziału. Powieki powoli opadały, jakby Ao nie potrafił walczyć ze zmęczeniem i nadchodzącym snem. Całe ciało wolało o chwilę odpoczynku, o cudowne uzdrowienie, a bezwładność w nogach wydawała się teraz surrealistyczna.
Może to chwile. Może krew pomoże.
 Chciał wierzyć w to, że niepełnosprawność potrwa tylko jakiś czas i minie, gdy skonsultują się z medykiem, którego kiedyś włączono do grupy. Czy łowcy byliby w stanie wyrządzić trwałe szkody? I to za co?
 Syknął, próbując rozwiać mgłę we wspomnieniach. Nie znosił grzebania i deformowania pamięci. Zbyt wiele razy przez to przechodził, by zapomnieć jakie parszywe odczucia się z tym wiążą. Nie przypuszczał, że po tylu latach przypomni je sobie tak dokładnie.
 Palce zacisnęły się mocniej na ramionach Gakiego, gdy ten potrząsnął Ao.
 - Kojarzysz nas? - próbował mówić nieco głośniej, żeby Koi bez problemu usłyszał każde słowo - po cholerę - i zrozumiał, że nic mu nie grozi. Nawet jeśli jego zdolność rozumowania zaczynała się na warczeniu i kończyła na szczekaniu, to widząc przed sobą taki obraz nędzy i rozpaczy, raczej niewiele osób dostrzegałby w tym groźbę ataku lub najmniejsze zagrożenie.
 - Chodź z nami albo tutaj zostań.
Tylko się nie rzucaj.

_________________


No:
 
Powrót do góry Go down
Koi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3190-koi http://vampireknight.forumpl.net/t3392-koi#73022
Zarejestrował/a : 20/02/2017
Liczba postów : 45


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Sie 07, 2018 9:17 am

Umysł nie był zdolny do podsunięcia odpowiednich wspomnień, przez co wampir czuł wewnętrzną, a zarazem nieznaną dla siebie, rozterkę. Intuicja podpowiadała mu, że powinien wiedzieć z kim miał do czynienia, ale spragniony krwi organizm narzucał tą potrzebę na pierwszy plan, zarazem wymuszając na zignorowanie kwestii, które mogły być ważne.
Śledził ich wzrokiem, nadal jednak nie atakując. Dwie słabsze istoty stanowiły nie najgorszy cel. Nasilające się drapanie w gardle drażniło i przeważało szalę ku podjęcia próby zapolowania. Syknął cicho. Czerwone ślepia obserwowały ich nadal, oceniając zarazem ich zachowanie i reakcje. I czy warto coś zrobić. Nadal nie poruszył się ze swojego miejsca. Mieli wolne wyjście.
Jego mimika prawie nie zmieniła się, gdy Gaki zamiast udać się w pierwotnym kierunku, skierował się ku niemu. Jego spojrzenie zrobiło się bardziej uważne, a on sam skupił swoją uwagę na zbliżającym się czystokrwistym. Szkarłatne ślepia rejestrowały nawet najmniejszą reakcję, zanim ich spojrzenia skrzyżowały się.
Źrenice krwiopijcy nieco rozszerzyły się, a usta wykrzywiły się w grymasie niezadowolenia i złości. Głodny osobnik nie odwracał wzroku. Jednakże im dłużej to trwało, tym bardziej czuł się mniej pewny. Nieprzyjemne dreszcze przebiegały mu po plecach. Zaczynał czuć się przytłoczony. Wydał z siebie syknięcie, po czym odwrócił wzrok, wyraźnie zły. Przegrał tą walkę. Dominacja przez silniejszą krew była wystarczająco duża, pomimo tego, że miał do czynienia z rannym osobnikiem. Umysł zaczął mu podsuwać nieco mgliste wspomnienia, powoli wiążące się z wyczuwalnym zapachem.
Nie zrozumiał słów, które zostały skierowane w jego stronę. Sprawiły jednak one, że ponownie skupił wzrok, tym razem już na wypowiadającym się. Dziwne dźwięki wychodzące z jego gardła... Kompletnie niezrozumiałe dla czarnowłosego. Bezkształtne dźwięki dla jego umysłu. Mimo to, wystarczyło, by wyłapał barwę głosu, a potem dopasował ją do posiadanych wspomnień.
Uniósł prawą rękę i włożył kciuk do ust. Bez chwili wahania podsunął go pod kieł i zacisnął na opuszkach palca. Fala bólu i krwi wypełniła jego myśli. Wyciągnął momentalnie włożoną część dłoni, bez żadnego śladu posoki i wbił w nich swoje spojrzenie. Jego postawa już nie pokazywała, że zamierzał ich zaatakować. Odpuścił. Ból wywołał większą trzeźwość umysłu. Dzięki temu zrozumiał mnie więcej, kogo miał przed sobą.
Głód nadal nie znikał. Jego kontrola była bardzo znikoma. Dlatego też, wyciągając ręce przed siebie, jako znak poddania się i uległości, drżał i czuł się dziwnie. Nieprzywykły do takiego czegoś.
Powrót do góry Go down
Gaki

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3111-gaki#65889 http://vampireknight.forumpl.net/t3891-gratek#85812 http://vampireknight.forumpl.net/t3112-gaki#65890
Zarejestrował/a : 18/12/2016
Liczba postów : 164


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Sie 13, 2018 6:40 pm

Wierzył jednak w uległość Koia. Mimo że obydwa wampiry ranne, nadal będą przewyższały go rangą krwi. Więc musiał się poddać i dać spokój rannym. Krzak o dziwo nie zaczął wyzywać Gakiego, tylko też jakby dołączył się do rozmowy (chociaż obecnie tylko No Name był w stanie mówić bo reszta to niemowy albo kaleki). Mimo wszystko Poparzony odetchnął, kiedy Koi zaprezentował swoje nie wrogie nastawienie. Nie chciał z nim walczyć, ba byłoby trudniej zważywszy na rany.
A skoro mogli bezpiecznie opuścić Kino, Gaki już nie sterczał jak kołek. Skierował się ku wyjściu, wciąż mając na plecach Krzaka, a Koi jeśli chciał mógł z nimi iść. Sam chyba nie miał ochoty sterczeć w zniszczonym budynku.
I tak dzielni, okrojeni muszkieterowie znaleźli się poza kinem. Ich kolejna przygoda odbędzie się w ich starej kryjówce. Niech tylko łowcy nie zechcą ich teraz śledzić. Kije im w oczy.

zt dla wszystkich

_________________

THEME
..
Powrót do góry Go down
Nea

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3946-nea-delacroix http://vampireknight.forumpl.net/t3948-nea
Zarejestrował/a : 08/09/2018
Liczba postów : 65


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Wrz 15, 2018 8:48 pm

Nea zabłądziła i nie do końca jej się to podobało.
Sądziła, że zna już mniej więcej Yokohamę, odkąd parę miesięcy temu przybyła do Akademii Cross, a przynajmniej centrum i wszystkie okolice szkolne (wyłączając, oczywiście, tereny nocnych uczniów), jednak najwyraźniej się myliła – ta dzielnica była definitywnie jej obca, co więcej, wcale nie wyglądała zachęcająco. Zmroziło ją na moment, gdy przypomniała sobie, że w mieście były slumsy, chyba właśnie na południu, i że wszystko, co o nich dotychczas słyszała, mogło sprowadzić się do: omijać szerokim łukiem.
Miała więc właśnie zamiar zwrócić swoje kroki na ten łuk, ale spostrzegła budynek, którego szyld wyraźnie ją zainteresował – stała naprzeciwko starego kina, najwyraźniej nieużywanego od lat, ale jednocześnie nadal otwartego. Uwielbiała filmy i aż skręcało ją w środku z ciekawości, czy znajdzie tam zakurzone plakaty jakichś starych blockbusterów. Bijąc się w myślach z rozumem, który usilnie starał się ją przekonać do powrotu do Akademii, w końcu rozejrzała się czujnie, a gdy stwierdziła, że nikogo nie ma, ostrożnie weszła do środka. Będzie tam tylko przez moment, dosłownie przez chwilę, i szybko stamtąd ucieknie – w końcu nikt o zdrowych zmysłach nie siedziałby tam już w środku, prawda?

_________________



#cc99ff
Powrót do góry Go down
StukoStrach

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3219-puk-puk#68737 http://vampireknight.forumpl.net/t3264-stuk-stuk#70251
Zarejestrował/a : 19/03/2017
Liczba postów : 31


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Wrz 15, 2018 9:07 pm

Nie tylko dziewczyna znalazła się w opuszczonym kinie. Jednego z członków szajki też się zjawił, ale bardziej przyciągnięty jej zapachem niż ciekawością zwiedzenia opuszczonego pustostanu. Jego w przeciwieństwie do ludzkiej dziewczyny nie przyciągały filmy, a tylko zapach posoki oraz chęć dopadnięcia i wciągnięcia do kryjówki. Chłopaki się ucieszą ze świeżej, ludzkiej krwi.
Temu też ulokował się w rogu ściany, obserwując ją z góry. Płynne ciało rozlewało się na płaską, brudną powierzchnię ścian. Ukształtowana jedynie głowa wraz z ramionami. Dosłownie zwisał, obserwując przy tym swoją ofiarę.Aż wreszcie powoli zaczął "spływać" ku dołowi, aby całkowicie opaść. Poruszał się bezszelestnie, aby czasami go nie usłyszała. Dopiero w którymś momencie, aż dziewczyna się odwróci, StykoStrach pokaże się tuż przed nią. Jego świdrujące na wylot spojrzenie oraz szeroki uśmiech bez obnażania zębów.
- Chcesz zobaczyć zwłoki?
Wypali nagle, nie spuszczając jej z oka. Miała prawo się wystraszyć, wszak zaczepił ją wychudzony czubek o obłąkanym usposobieniu. Poza tym była słabym człowiekiem, a on niestety wampirem. I to nie byle jakim, a czystą krwią.
- Umarł dawno, więc trochę śmierdzi! Ale patykiem można podziabać. Śmiesznie wylewają się z niego soki.
Zachęcająca propozycja zabawy. Ba, nawet odnajdzie kawałek ułamanej deski od fotela, aby wręczyć do nowej koleżance. Powoli, niech się pierw poznają. W sumie ciekawe czy wiedziała o wampirach i czy lubiła oglądać oderwane części ciała, bo jeśli tak, Stukot zawsze nosi coś ciekawego przy sobie. Nawet teraz obracał pewne znalezisko w kieszeni bluzy. Niech tylko dziewczyna wyrazi chęci zobaczenia zwłok, to wtedy Stukot ją konkretnie oprowadzi.
Taki z niego kolega, o!

_________________
#DE0000


Powrót do góry Go down
Nea

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3946-nea-delacroix http://vampireknight.forumpl.net/t3948-nea
Zarejestrował/a : 08/09/2018
Liczba postów : 65


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Wrz 15, 2018 9:35 pm

Kino w środku wcale nie było tak ciekawe, jak sądziła. Panował półmrok, właściwie w całości ostały się tylko niektóre krzesła, choć na większości z nich widać było tajemnicze plamy i dziury, zupełnie jakby spowodowane wygryzieniem czy wydrapaniem. Nea czuła chłód, jaki tu panował, aż bezwiednie podniosła ręce i zaczęła pocierać nimi ramiona. Zbyt lekko…, pomyślała, patrząc na własne ubranie. Za lekko. Nie spodziewała się, że różnica temperatur może być taka duża.
Wokół panowała głucha cisza, która mimo że teoretycznie powinna zwiastować bezpieczeństwo, jej tylko dodatkowo zmroziła krew w żyłach. Lepiej się jednak stąd wynieść, jak najszybciej, po co tu w ogóle wchodziła, no po co, po co. Odwróciła się pewnie – i w tym momencie napotkała podkrążone, niebieskie oczy.
Nie pisnęła, bo głos uwiązł jej w gardle, ale wycofała się gwałtownie. Oczywiście, w złym kierunku, bo wyjście znajdowało się od strony przybysza.
Zwłoki? – powtórzyła głucho, nie rozumiejąc. Po sekundzie dotarł do niej sens tych słów. – Co?
Starała się opanować i nie drżeć, ale nie wiedziała, czy cokolwiek to pomagało. Wdech, wydech, wdech, wydech – panika na pewno jej teraz nie pomoże. Musi myśleć logicznie.
Chłopak był wyższy od niej i chudy, przeraźliwie chudy. Nea samą siebie uważała za kościstą, ale dopiero teraz zobaczyła, co naprawdę znaczy to słowo. Dziewczyna zastanowiła się szybko, czy w Yokohamie mieli jakiś szpital psychiatryczny, bo nowego „kolegę” zakwalifikowała od razu właśnie jako podobnego pacjenta. Uciekł stamtąd? Przecież ktoś o takim wyglądzie nie mógł się szlajać na co dzień po mieście.
Nie chcę zobaczyć żadnych zwłok – starała się odpowiedzieć głośno, mając nadzieję, że może ktoś akurat będzie przechodził obok kina. Nie wiedziała, jak skomentować wstawkę o patyku, ale jednego była pewna – lepiej, żeby chudzielca nie wkurzyła. – Za to tobie życzę miłej zabawy – dodała i od razu sunęła w prawo, aby wyminąć go i ruszyć do wyjścia. Nigdy, nigdy, nigdy nie pójdzie już do tych okropnych slumsów. W głowie zahuczał jej głos jasnowłosego – śmiesznie wylewają się z niego soki – i poczuła lekkie mdłości. Próbując go wyminąć, zauważyła jeszcze kątem oka, jak grzebał w kieszeni. Nóż, mignęło jej w myślach. A co jeśli on naprawdę kogoś zabił, a nie był tylko zwykłym czubkiem? Chyba nie zamordowałby jej teraz, tutaj, kiedy jeszcze nawet nie było nocy i kiedy byle kto mógł przejść obok?

_________________



#cc99ff
Powrót do góry Go down
StukoStrach

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3219-puk-puk#68737 http://vampireknight.forumpl.net/t3264-stuk-stuk#70251
Zarejestrował/a : 19/03/2017
Liczba postów : 31


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Wrz 16, 2018 11:19 am

Strach u śmiertelnika od zawsze wzbudza szczerą radość, a przynajmniej tak się działo w przypadku Stukota. Wampir nie ukrywał nagłego przebudzenia szczęścia, wszak osóbka przed nim była tutaj zupełnie sama, bezbronna i do tego wystraszona. Zapewne nie rozumiała o co może chodzić ulicznemu dziwakowi, jedynie rozsądek podpowiadał aby trzymała się z daleka. Tylko Stukot odpuścić nie chciał.
- Tak! Takie prawdziwe, parujące i śmierdzące.
Zarechocze obrzydliwie, zasłaniając usta dłonią. Zębiska już same wychodziły z dziąseł, odczuwał potrzebę krwi ale wiedział, że jeśli dotknie ją pierwszy, reszta brygady mogłaby się wkurzyć. A trzeba się dzielić.
- Są za kinem. Leżą. Chodź zobaczyć!
Przekona? Przecież zwłoki są takie fascynujące, jak mogła odmawiać. Stukot mimo wszystko humoru nie tracił i na jej szczęście, wszak jeśli byłoby inaczej - biada.
- Chcesz je zobaczyć, postanowiłem!
Na pewno nie pozwoli jej odejść. Próba ucieczki zakończy się niepowodzeniem, w końcu wampir przesunie się w tą samą stronę co ona, zagradzając jej w ten sposób drogę. Górował nad nią sporo, silniejszy o wiele i przede wszystkim szybszy. Dzikie sppjrzemnie dosłownie świdrowały ją na wylot, prawie że nie mrugał.
- Teraz weźmiesz patyk i pójdziesz ze mną, a później przejdziemy się do chłopaków. Będą szczęśliwi, że przyprowadzę całą i zdrową ofiarę.
Już nie mógł doczekać się pochwał, nie raz nie dwa ściągał ledwo co żywe ofiary napaści albo martwe. Za długo się nimi bawił, a teraz ma szansę wreszcie się wykazać. I na jeszcze inną zachętę, wyciągnie tajemnice z kieszeni. Nie był to żaden nóż, tylko ludzki, odcięty palec. Wystawi go tuż przed twarzą dziewczyny, uśmiechając się zaś i to szeroko.
- To od tego trupa. Chcesz polizać?
Może i obrzydliwe, ale dla chorego wampira nic z tych rzeczy. Ba, sam chętnie przejedzie językiem po odciętym paluchu, nadgryzając go tuż przy opuszku. Czy dziewka jest przyzwyczajona na takie widoki?
I jeśli zechce uciec, nie pozwoli ponownie. Pochwyci ją chudą łapą za ramię, przyciągając do siebie. Zamierzał również wytargać siłą z kina, prowadząc do wspomnianych wcześniej zwłok. A będzie to młoda kobieta: wypatroszona, bez jednego oka i oczywiście bez palca. Wpatrywała się martwym wzrokiem w ciemne niebo, a jej usta już na zawsze zastygły w niemym krzyku. Musiała naprawdę cierpieć, nim zmarła. I pomyśleć że jej grób znajdował się między spróchniałymi skrzyniami.
- Prawda, że cudowna?
Lepiej niech odpowie, Stukot w końcu czekał na pochwałę dzieła.

_________________
#DE0000


Powrót do góry Go down
Nea

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3946-nea-delacroix http://vampireknight.forumpl.net/t3948-nea
Zarejestrował/a : 08/09/2018
Liczba postów : 65


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Wrz 16, 2018 2:23 pm

To, że gość był psychiczny, to jednak pół biedy. Gorzej, że do tego był niezrównoważonym sadystą, który pewnie połowę życia spędził najpierw w więzieniu, a potem w psychiatryku. Ile w ogóle mógł mieć lat? Wyglądał na młodego, chociaż blada, niezdrowa cera, blizny, zwłaszcza te dziwne, jakby po dziurach, wokół ust, trochę go postarzały. No i ten wzrok – najgorszy, jaki Nea kiedykolwiek widziała, świdrował ją nieprzerwanie, przez co dziewczyna aż czuła, jak buzują jej wnętrzności.
Ostatnie, co chciała teraz widzieć, to czyjeś parujące i śmierdzące zwłoki (w zasadzie jeszcze gorsze byłyby jej zwłoki, choć tych to w sumie nawet nie miałaby jak zobaczyć), ale od razu przekonała się, że wyrwać to mu się nie wyrwie – mimo że wyglądał na słabego (w końcu taki szczupły!), to trzymał jej ramię w żelaznym uścisku. Zapłakała w duchu, bolejąc nad własną słabością. Gdyby tylko odszedł chociaż na parę metrów, może mogłaby uciec, w końcu biegała całkiem, całkiem, była lekka i zwinna, ale ten świr pewnie podobnie, na pewno szybko by ją dogonił. Porzuciła więc pomysł – musiała coś zrobić, aby oddalił się o wiele bardziej.
Dobrze – wykrztusiła potulnie. – Chodźmy zobaczyć twoje zwłoki. – Gdy to mówiła, łudziła się jeszcze, że zabierze ją do czegoś, co ubzdurał sobie, że jest zwłokami, bo przecież czyjeś truchło nie mogło ot tak leżeć sobie tuż za kinem, wierzyła. Za kinem, pomyślała, starając się włączyć logiczne myślenie, może stamtąd będzie łatwiej uciec.
Nie chciała mu się sprzeciwiać, więc postanowiła udawać, że jej się to podoba. Gdy usłyszała o jakichś chłopakach, zdała sobie sprawę, że gorsze może okazać się to, co będzie się działo przed zamordowaniem jej. Ale może jednak tylko blefował, wciąż miała nadzieję, że tak było – jacyś wymyśleni przyjaciele, zwłoki, patyki, matko, przecież nie mogła spotkać prawdziwego mordercy w Yokohamie, prawda?
Nie widzę tu żadnego patyka – powiedziała tak twardo, jak tylko dała radę. Chyba w końcu opanowała drżenie w głosie. – Czy mógłbyś... – nie dokończyła, bo w nozdrza uderzył ją smród, a sama zobaczyła, co chłopak wyjął z kieszeni.
O kurwa.
Gdy chłopak jeszcze polizał palca, poczuła mdłości, aż zgięła się w pół, ale jednak nie zwymiotowała.
Ja... wolałabym... po co się masz nim ze mną dzielić? – stękała niemrawo. Opanuj się, opanuj, myślała tylko w duchu, co może go zdenerwować? Pewnie standardowe zachowanie, jak krzyki czy płacz, uzna za nudne i się zezłości. Musiała działać nieszablonowo, żeby się wydostać. – Jest twój – starała się uśmiechnąć, chociaż pewnie wyszedł jej z tego jakiś nerwowy tik – mnie możesz dać innego.
Posłusznie szła za nim, ukradkiem tylko rozglądając się w poszukiwaniu najbliższej drogi ucieczki. Zanim zobaczyła, do kogo, a raczej czego, ją prowadził, znowu najpierw poczuła okropny zapach. Na trupa spojrzała tylko kątem oka, a z tego wszystkiego mogła już tylko zaśmiać się żałośnie i bezsilnie. Pierwszy raz w życiu widziała czyjeś truchło, nie miała pojęcia, jak reagować. Było jej strasznie słabo, jeśli podprowadziłby ją jeszcze bliżej, pewnie by zemdlała i byłoby już po niej. Dotarło do niej, że to coś, co leżało przed nimi, kiedyś było młodą kobietą, może nawet zbliżoną jej wiekiem. Matko, ona nie miała wnętrzności, uświadomiła sobie Nea.
Jest przepiękna – przyznała, ze wszystkich sił starając się wytrzymać psychicznie. – Posłuchaj, czy mógłbyś – postanowiła dokończyć wcześniejsze pytanie, które przerwał jej wyjęciem palca – czy mógłbyś przynieść mi ten patyk, o którym mówiłeś? W końcu chcesz, abym jej dotknęła?
Nie miała pojęcia, czy zabrzmiała wiarygodnie – niby miała jakieś tam umiejętności aktorskie, które ćwiczyła niemal dzień w dzień, ale w tym momencie wszystko, co wiedziała na temat modulowania głosu i mimiki twarzy, wyparowało jej z głowy. Niech stąd odejdzie po ten durny patyk, to może uda jej się uciec albo chociaż gdzieś schować, gdziekolwiek w tym kinie. Cokolwiek – byleby tylko nie skończyła tak jak tamta.
Przypomniała sobie ponownie o tych chłopakach. Nie, jeśli tu naprawdę jeszcze ktoś jest, to nie ma najmniejszych szans.
I nie przyprowadzaj nikogo – poprosiła, sama zaskoczona determinacją we własnym głosie. – Po co nam tu ktoś? Czy nie wolisz być we dwójkę? Po co jakieś chłopaki, kto by ich tu chciał?

_________________



#cc99ff
Powrót do góry Go down
StukoStrach

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3219-puk-puk#68737 http://vampireknight.forumpl.net/t3264-stuk-stuk#70251
Zarejestrował/a : 19/03/2017
Liczba postów : 31


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Wrz 17, 2018 10:20 pm

Rozsądnie było udawać zainteresowaną. Nie prowokowanie czubka wymaga jednak sporo cierpliwości i przede wszystkim żelaznych nerwów. Dziewczyna mogła przecież zacząć panikować, krzyczeć i uciekać, co mogłoby rozzłościć bardziej wampira i wtedy zdarzyłaby się tragedia. A przecież nikt tego nie chce, poza samym Stukotem. Chociaż on obecnie nie myślał aby zrobić coś złego, pierw chciał pokazać jej zwłoki.
- Tak, tak! Wspaniale!
Wymalowany paskudny grymas na bladej twarzy wampira i już radość wzrosła o kilka procent. Niech podziwia jego dzieło, przecież każdy trup to prawie sztuka. Tak czy siak, jeśli by odmówiła, Stukot zmusiłby ją. Poczynając od pokazania palucha, zaciągnięcia to jeszcze jawna groźba samym spojrzeniem. Niech myśli co chce, Wampir i tak zrobi swoje.
- Patyki są wszędzie! Deski, pozwijane gazety no i ręce! Mamy ręce, wiesz?
Dumnie wystawi swoją chudą, zakończoną ostrymi pazurami dłoń. Wydawała się dość nieludzka. Ale w końcu to świr, mógł upozorować się na Nieczłowieka.
Odrzucił ją palec? Stukot momentalnie zmarkotniał, obserwując jak ta z trudem powstrzymuje mdłości.
- Nie lubisz?
Pokaże go jej znowu, po czym ukryje z powrotem w kieszeni. Skoro nie chciała, więcej lizania dla niego.
- Ten palec to tajemnica. Ty jedna o nim wiesz, oni się nie dowiedzą.
Pokręci głową, dając do zrozumienia że dziewka jednak podpadła mu do gustu. Nie żeby był to jakiś powód do radości, po prostu dłużej może pożyć. A skoro jeszcze pójdą zobaczyć zwłoki...
- Dobra! Utniemy nowego i sobie będziesz jeść!
Skoro tego chciała, Stukot tak zrobi. Wyciągnie ją z kina i zaprowadzi do dzieła. Kobieta gniła, martwa i całkowicie zbezczeszczona. Nea powinna się jej dobrze przyjrzeć, jeśli nie chce skończyć podobnie.
- Cudowna! Piękna! Rozmiękcza nogi!
Klaśnie w dłonie, po czym pchnie nową koleżankę w stronę zwłok. Gorzej dla niej jak upadnie, wtedy dotlnie martwego ciała. Śmierdziało nieźle, ale Stykotowi nic a nic przeszkadzało. Gorzej z ludzką dzioewczyną.
- Patyk? Ach tak, patyk! Tutaj są deski. Zobacz.
I wskaże na wyłamane dechy odstające ze skrzyń. Ba, nawet podejdzie aby wyłamać do końca czyniąc to z niebywałą łatwością. Wampirza siła zaskakuje. I czemu dziewczyna tak bała się jego kolegów? Wampir zamruga parę razy, obliże się i wreszcie uśmiechnie. Poda wyłamane drewno koleżance, dając szansę pobawienia się.
- Chcesz mnie zaprosić na randkę?
Spyta nie ukrywając chorego uradowania. Straszny Strach będzie mieć randkę z piękną dziewczyną. I to sami, zupełnie sami.
- Chłopaki też chcą świeżego mięska.
Doda jednak szybko, wciskając łapy w kieszenie bluzy. Nerwowo zaczął obracać uciętym palcem i właśnie sobie przypomniał, że ona też to chciała. Stukot szybko wyjmie składany nóż, podając go koleżance.
- Wybierz sobie palca i utnij! Też musisz jej spróbować! No i nie zapominaj pogrzebać!
Zachęci, machając złożonym nożem. Czekał aż od niego odbierze, aby zabrać się do odcięcia. Przecież też musi mieć swojego palca do lizania. Obiecała.

_________________
#DE0000


Powrót do góry Go down
Nea

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3946-nea-delacroix http://vampireknight.forumpl.net/t3948-nea
Zarejestrował/a : 08/09/2018
Liczba postów : 65


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pon Wrz 17, 2018 11:24 pm

Dla Nei wcale nie było tak wspaniale, jak uważał psychol, ale nie pisnęła o tym słówka, tylko zmusiła się do słabego uśmiechu. Z trudem patrzyła na jego twarz, bo przerażał ją ten szaleńczy wyraz oczu i blizny. Nigdy nie spotkała nikogo podobnego – nawet nie wiedziała, że człowiek może patrzeć w ten spokój. On nie wygląda jak człowiek, powiedziała sama do siebie, chociaż jednocześnie wiedziała, że przecież człowiekiem być musi, ot, bo niby kim innym, tylko po prostu człowiekiem potwornie niebezpiecznym.
Skoro ten palec jest tajemnicą, to nie możesz go już więcej wyjmować, prawda? W końcu ktoś oprócz nas jeszcze by go zobaczył – powiedziała szybko, starając się nie patrzeć na jego śmierdzącą zdobycz. Nieco odetchnęła, gdy z powrotem schował go do kieszeni, chociaż w porównaniu z tym, co potem zobaczyła, palec był faktycznie niczym.
Gdy popchnął ją w stronę tych rozlazłych, cuchnących i rozbebeszonych na wszystkie strony zwłok, prawie zwróciła zawartość żołądka. Sama nie wiedziała jak, ale jakimś cudem udało jej się utrzymać na nogach, które – teraz wyraźnie to poczuła – dygotały, i nie wpaść w śmierdzące truchło. Zahaczyła tylko nogami o coś, co być może kiedyś było jelitem, a teraz rozciągało się jak długi wąż z brzucha zmarłej kobiety. Obrzydzona tym do granic możliwości, natychmiast się cofnęła, tym razem z kolei wpadając na tego psychola. Nie wiedziała, co gorsze – zemdleć od tego smrodu i dołączyć do martwej dziewczyny czy zemdleć ze strachu przed jego oczami i wychudzoną posturą i… również dołączyć do martwej dziewczyny.
Nie potrzebuję aż całej deski – wymamrotała, powstrzymując kolejne mdłości. Szczęśliwie miała genetycznie mocny żołądek i rzadko robiło jej się niedobrze, dlatego teraz jakimś cudem udawało jej się jeszcze nie zwymiotować. Niestety, była też druga strona medalu – miała skłonność do omdleń i w sytuacji stresowej wszystko rozmazywało jej się przed oczami, tak jak teraz. Musiała trochę kucnąć, bo inaczej padłaby jak długa na ziemię. Kręciło jej się w głowie i wiedziała, że nawet gdyby szaleniec gdzieś odszedł, nie dałaby rady biec. Musiała się jakoś uspokoić, tylko jak?
Widząc, że wyrwał ot tak sobie deskę z jakiejś skrzyni, zniżyła się jeszcze bardziej i osiadła już całkiem na ziemi, bez sił. Nawet nie próbowała się zastanawiać, jak to możliwe. Zauważając, że nieco się zdziwił jej słabością, wyciągnęła jednak ku jemu rękę i czekała, aż poda jej deskę. Matko, jak on się obrzydliwie oblizuje, stwierdziła. Miała wrażenie, że jego uśmiech obnażył nieco dłuższe zęby niż zazwyczaj, ale pomyślała, że to tylko strach miesza jej przed oczami.
Schwyciła deskę, chociaż ledwo ją utrzymała, bo dłoń odmawiała jej posłuszeństwa, i przyciągnęła drewno do siebie. Wzięła głęboki wdech. Może gdyby się odwrócił, mogłaby go uderzyć tym w głowę. Nie dałaby rady zrobić mu krzywdy, to na pewno, ale chociaż zamroczyć na minutę, dwie, akurat aby uciec.
Tak, chcę cię zaprosić na randkę – przyznała, ukrywając obrzydzenie. Randka z nim? Pewnie w restauracji przeznaczonej dla kanibali? Starała się znowu powiedzieć coś, co mu się spodoba. – Ale tyko we dwójkę. Nie wolałbyś, byśmy byli sami? Lubisz się dzielić? – Wzdrygnęła się, gdy usłyszała, że miałaby być świeżym mięskiem. Takie słowa miały kilka różnych znaczeń, nie wiedziała, co miał na myśli jej oprawca. – Mamy już jedną tajemnicę – dodała, wskazując ruchem głowy jego kieszeń, gdzie znajdował się palec – może czas na drugą?
Nie dowierzała, gdy podał jej nóż, więc na wszelki wypadek sięgnęła po niego powoli, czując podstęp. O dziwo, chłopak naprawdę jej go oddał, matko, dał jej broń, która w przeciwieństwie do tej deski faktycznie mogła uratować jej życie. Prawie zapłakała ze szczęścia. Jak dobrze, że ten sadysta był jednocześnie psychiczny!
Uśmiechnęła się do niego najsłodziej, jak w tej sytuacji potrafiła, i spróbowała powoli wstać. Znowu poczuła jednak zawroty głowy, więc upadła na pupę.
Pogrzebię – obiecała. – Ale wpierw chyba muszę chwilę odpocząć. Może najpierw randka? – zapytała szybko, nie chcąc, by się zdenerwował. – Powiedz mi coś o sobie. Jak masz na imię?
Schwyciła pewniej nóż i delikatnie go wysunęła, nadal nie spuszczając chłopaka z oczu.

_________________



#cc99ff
Powrót do góry Go down
Murasaki
Morph
Morph
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3472-sunset-morpho#74935
Zarejestrował/a : 02/07/2016
Liczba postów : 18


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Czw Wrz 20, 2018 10:42 pm

W sumie co podczas gdy niecodzienna dwójka "randkowała" tutaj robił Fioletowy Motyl? Gdyby on sam wiedział w ogóle po co przyszedł w to miejsce opuszczone przez cywilizowany świat. Jakkolwiek by go pytać pojęcia w sumie nie miał. Może kierował się sentymentem? Wampiry lubiły takie dziwne opuszczone miejsca, więc i często miał z takimi miejscami do czynienia. Nie był w stanie powiedzieć czy je lubił, ani lubił, ani nienawidził. Wszak to nie miejsce było winne temu co uczynili z nim ludzie i podobne im bestie. Murasaki po prostu chyba przywykł do obskurnych miejsc tak kontrastujących z bogatymi domami szlachetnych. Miało to swój klimat, choć normalny człowiek chodząc po takich miejscach prosił się o kłopoty. Sam Motyl jednak nie czuł się zagrożony, może dlatego że większość życia obcował z najniebezpieczniejszym gatunkiem na świecie. Pewnie musiał zaskoczyć parkę kiedy zjawił się z zza zakrętu jakby nigdy nic i przystanął zwyczajnie patrząc na widok który zastał- Dobry wieczór... przepraszam jeśli przeszkadzam- Wymamrotał formułkę grzecznościową bez większej skazy emocjonalnej w głosie. W sumie to był nawet za spokojny jak na miejsce i sytuacje. Przystanął w miejscu i w sumie zastanawiał się czy powinien sobie pójść by nie przeszkadzać... albo skoro już wpadł na kogoś to powinien się grzecznie przedstawić? Nie był pewien wiec wolał zobaczyć jak zareaguje owa dwójka.
Powrót do góry Go down
StukoStrach

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3219-puk-puk#68737 http://vampireknight.forumpl.net/t3264-stuk-stuk#70251
Zarejestrował/a : 19/03/2017
Liczba postów : 31


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Wrz 22, 2018 10:40 am

Ma rację. Lepiej zachować "rozsądek" i nie pokazywać swojego trofeum nikomu innemu. Bo ktoś może się napalić i zabrać, a Stukot tego przecież nie chciał. Dlatego skinął głową, zgadzając się z jej słowami. Mądra dziewczyna i jeszcze nim zainteresowana. No będzie miał co opowiadać chłopakom.
- Dobrze mówisz. Ale, ale kiedy będziemy sami. Znowu go wyjmę i poliżemy razem.
Wspaniały pomysł. Stukot znowu się uśmiechnie, aczkolwiek uśmiech nie zwiastował żadnych przyjemności. Czubek jakich mało, a Nea po prostu miała pecha, że akurat trafiła na niego. Teraz cud może ją ocalić, innymi słowy Stukot musi zainteresować się czymś innym. Póki co wymyślił sobie, że nakarmi nią chłopaków.
Widok zwłok ma cieszyć, bawić oraz uczyć. Życie to nie bajka, w każdym momencie można stać się podobnymi zwłokami i dogorywać sobie gdzieś między skrzyniami. Stukot poczuł się teraz jak przewodnik życiowy.
- Ona śmierdzi! Rozkłada się i zobacz... Zobacz!
Nagle wyskoczy, wskazując paluchem na poruszające się elementy w ciele. Małe, białe grube robale zajmujące się rozkładaniem na czynniki trzecie ciało. Stukot aż zarechotał skrzekliwym śmiechem. Musiał wygiąć ciało, widok też mógł zmrozić w żyłach... Tak, jakby nie miał kręgosłupa. Wygięcie w połowie pleców prawie pod kątem prostym.
- Musisz dotknąć i je patykiem! Rozgnieciemy kilka i posłuchamy jakie dźwięki wydają. Takie plaśnięcia! Wiesz. Wiesz! Prawda?
Skieruje na nią swój obmierzły łeb, zaś szczerząc zębiska. Dlaczego w sumie opadła tyłkiem? Nie podobało się jej? Mimo wszystko musiała wziąć deskę, Stukot specjalnie dla nie znalazł, oderwał i teraz ma pogrzebać. Nawet łapą pokaże. Tylko czemu akurat teraz wspomniała o randce? Stukot nieco zmieszany, lecz szczęśliwy. Pierwsza randka z dziewczyną i to jeszcze chętną. Wytrze zaślinione usta, rechocząc przy tym jak opętany.
- Randki są we dwoje. Więc, pobędziemy sami. Tylko ja ty i nasze zwłoki. Możesz nawet ją spróbować jak chcesz.
Paluchem wskaże na leżące jelito. Tak, te o które się potknęła.
- Druga. Że my dwoje! Mam dziewczynę!
Odmieniec aż się zanosił śmiechem. Już nie tylko chciał zaciągnąć ją do chłopaków aby powiedzieć, że to jego nowa miłość. Ale też pokazać jak bardzo jest czułym chłopcem. Podobno w miłości robi się takie rzeczy. Nawet podał nóż, aby odcięła kciuk. Szalony Stukot nie pojmował, że może wykorzystać jako bron, on wierzył że dziewka jest w nim bezgranicznie zakochana. Tak jak on w niej.
- Randka? Tak. Ale pogrzebanie to część randki. A ja dla ciebie będę miłym chłopakiem!
Nie odpuści, musiała pogrzebać, a on chce na to popatrzeć. Tylko kiedy zapytała o jego imię, Stukot przez moment milczał. Jakby jego twarz zastygła w bezruchu, co mogło znaczyć że wpadł w głębokie zamyślenie.
- StukoStrach. A twoje?
Wybudzi się nagle i podejdzie bliżej. Pochyli się nad twarzą młodej, chwytając w długie, ostro zakończone palce. Niech lepiej też nie wdycha powietrza, wszak z ust Stukota nie rozchodziły się fiołki. Śmierdziało krwią.
- Pocałujesz mnie, moja dziewczyno?
Drżący głos, znowu obłąkane spojrzenie i usta nie zachęcające nawet do dotknięcia palcem przez chusteczkę. Zabrudzone, zaślinione i okaleczone. A on czekał pilnie, kiedy skradnie Nea jego pocałunek.
W tym samym czasie przybył ktoś nowy, wampir rzucił w jego stronę wyjątkowo zabójcze spojrzenie. Przerywać taką chwilę. Z gardła wydobędzie się nieludzki warkot, a paluchy zacisną mocniej. Musiało biedaczkę zaboleć.

_________________
#DE0000


Powrót do góry Go down
Nea

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3946-nea-delacroix http://vampireknight.forumpl.net/t3948-nea
Zarejestrował/a : 08/09/2018
Liczba postów : 65


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Wrz 22, 2018 2:48 pm

Nie mówiła mu, że jeśli przeżyje, wcale nie ma zamiaru znowu być z nim sam na sam, więc tylko niemrawo przytaknęła, że tak, owszem, z największą przyjemnością zajmie się razem z nim lizaniem trupich palców czy co on tam jeszcze ma w kieszeni, byleby tylko teraz już sobie odpuścił. Czuła, że za długo w obecności tych zwłok już nie wytrzyma, smród był niemiłosierny, a ten sadysta jeszcze chciał, aby zaczęła bawić się wnętrznościami jak dziecko klockami. Jakim cudem on dawał radę? Miał w ogóle węch czy może któreś zwłoki z kolei (bo Nea obawiała się, że te leżące niedaleko wcale nie były pierwszymi) skutecznie mu go wypaliły?
Patrzę cały czas… – mówiła, chociaż wzrok wbiła w kierunku szaleńca, bo kiedy jeszcze usłyszała o gnieceniu czegoś, to była pewna, że wykituje, jeśli spojrzy na zwłoki. Zaczęła się przesuwać w tył, wolno, powoli, tak aby nie zwracać zbytniej uwagi chłopaka, dalej, jeszcze trochę, żeby chociaż odrobinę wycofać się spod tych zwłok i nabrać bardziej świeżego powietrza.
Widziała, jak nienaturalnie się wygiął, ale chyba już nie była w stanie rejestrować nowych dziwów, jakie tego wieczora napotkała, więc pogodziła się z faktem, że chłopak widocznie nie tylko był pacjentem z psychiatryka, sadystą, kanibalem, mordercą, ale na dodatek przy okazji nie miał kości, ot, nic niezwykłego, to pewnie normalne w slumsach.
Później – powiedziała zduszonym tonem – później ich dotkniemy. Na razie siedźmy.
Poniekąd się cieszyła, że jej słowa o randce odniosły zamierzony skutek, chociaż zmroziło ją, gdy nazwał ją swoją dziewczyną. Nie przemyślała tego (bo niby kiedy?), że ten socjopata pewnie nie zrozumie, na czym mogłaby w ogóle polegać jakakolwiek randka, i od razu przejdzie do dzieła. Patrzyła na niego ze strachem i obawiała się, że coraz gorzej jest w stanie ukryć obrzydzenie – zarówno przed zwłokami, jak i przed nim samym, przed jego poranionymi ustami, powykrzywianymi palcami, przekrwionymi gałkami ocznymi i dziwnymi zębiskami.
StukoStrach? – powtórzyła niepewnie. To nawet nie było normalne imię, ale czego właściwie się nie nim spodziewała – że wyskoczy z czymś tak sztampowym jak Hiroshi czy Takashi? Sama nie wiedziała, która część tego „imienia” była gorsza, ale ostatecznie stwierdziła, że bardziej absurdalne i groteskowe jest to dźwięczne „Stuk” – i tak też postanowiła go nazywać.
Ja, Stuku, jestem Nea – również się przedstawiła, bo nie widziała najmniejszego sensu w ukrywaniu swojego prawdziwego imienia. Jeśli Stuk ją zabije i rozbebeszy jej zwłoki tak, że nikt nie będzie w stanie jej poznać, to może przynajmniej wpadnie mu do tego szalonego łba pomysł namazania jej imienia krwią, dzięki czemu ktokolwiek ją rozpozna.
Gdy nagle złapał jej twarz i tak po prostu zapytał o pocałunek, nie wytrzymała i cicho krzyknęła, a zaraz potem pożałowała, że nie zatkała nosa – odór krwi był okropny i musiała mocno skupić się na nożu w dłoni, aby nie zemdleć. Zacisnęła wąsko usta, bojąc się, że jeszcze sam ją zmusi do śmiertelnego całusa, i pokręciła głową. Już koniec, już nie mogła dłużej udawać, nie dała rady – to było dla niej zbyt wiele.
Przybycie gościa właściwie najpierw poczuła, a dopiero potem usłyszała – Stuk ścisnął jej policzki, aż w skórę wbiły jej się jego długie paznokcie. Kątem oka ośmieliła się spojrzeć w stronę przybysza, z nikłą nadzieją na ratunek, chociaż jego „przywitanie się” wcale nie napawało optymizmem.
Dobry wieczór? Czy to naprawdę było niemal wszystko, co mógł wykrztusić z siebie ktoś, kto właśnie zobaczył rozkładające się zwłoki, a tuż obok nich sadystę-psychopatę znęcającego się nad drobną licealistką? Jeśli już mężczyzny nie przeraził ten widok (co samo w sobie było podejrzane, bo normalna osoba albo by zwiała, albo krzyczała, albo zemdlała, albo ewentualnie próbowała Neę ratować, gdyby miała w sobie jakieś pokłady odwagi), to czemu tak po prostu tam stał i nic nie robił?
Musiała wykorzystać to, że Stuka zaskoczyło nagłe najście, i nie czekając długo, wbiła nóż w jego lewą dłoń, którą trzymał na jej prawym policzku. Nie miała pojęcia, czy tego człowieka cokolwiek bolało, bo właściwie wyglądał jak jedno wielkie nieszczęście, ale przynajmniej poluźnił uścisk na tyle, że mogła się wyrwać – i od razu zaczęła się szamotać i czołgać w przeciwną stronę, tak szybko jak tylko umiała. Wstała niezgrabnie, bo nadal okropnie się czuła, i nawet nie patrząc na nowego gościa, niezdarnie ruszyła ku najbliższego wyjściu.

_________________



#cc99ff
Powrót do góry Go down
Murasaki
Morph
Morph
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3472-sunset-morpho#74935
Zarejestrował/a : 02/07/2016
Liczba postów : 18


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Wrz 22, 2018 4:03 pm

Stety bądź nie przybyły do nich gość nie był przeciętnym człowiekiem który by widząc zwłoki zaczął panikować. Ot był to bardzo groteskowy widok, jednak Murek widział takich widoków już trochę. Cos co mu nieco bardziej przeszkadzało to zapach który świadczył o tym, że miliony żyjątek skutecznie sobie radziły ze swoja rolą.
Za to żywi goście najwidoczniej nie pałali chęcią zapoznania się z nim. Raczej szalony wampir wyglądał jakby chciał być w tej chwili bazyliszkiem, spojrzenie które mogłoby normalnie komuś zmrozić krew w żyłach... chłopka odpowiedział mu jednak spojrzeniem zupełnie beznamiętnym, może nawet nieco znudzonym- czyżbym przeszkodził w czymś ważnym? Wygląda pan na trochę zdenerwowanego... ale nigdzie nie pisało że lokal zarezerwowany- stwierdził spokojnie. W końcu skąd miał wiedzieć, że Stukot akurat teraz będzie miał ochotę na obłapywanie bezbronnej panienki. Nie rzucał się też na ratunek, bo zachowanie takie tylko przeważnie jeszcze bardziej drażniło wampiry. Szczególnie te niezdrowo walnięte. Z resztą dziewczyna najwyraźniej i tak nie była taka bezbronna, nóż w jej rekach był bronią której wampir raczej się nie spodziewał iż zostanie użyta przeciwko niemu samemu... inna kwestia jak na to zareaguje kiedy zda sobie już sprawę jego poszarpany umysł że zimny metal penetruje jego rękę... byli i tacy co się tym podniecali. Dziwne niektórzy mieli fantazje, nigdy nie było wiadomo na kogo się trafi. W ramach w sumie nudy jeśli dziewczynie uda się choć trochę odsunąć od wariata to zdecyduje się nieco bardziej zbliżyć w jej kierunku. - Nie wiem jak panu ale tej panience chyba niezbyt się podoba szybkość z jaką chce pan "pogłębić" z nią relacje... - Jeśli będzie się dało to stanie między wampirem, a dziewczyną, nie żeby specjalnie miał ochotę ratować damy z opresji, ale skoro ta i tak już chciała dawać dyla, choć w sumie czy ona wiedziała gdzie uciekać? stare budynki miały to do siebie że nie raz byłe wyjście mogło być ślepą uliczką, część budynków w tej okolicy była zawalona, po gruzach się niezbyt łatwo uciekało. No chyba że wampir i tak ją pochwyci nim zdoła dojść we właściwie miejsce to po prostu stanie z metr dwa od nich- Przynajmniej nie można jej zarzucić braku temperamentu... chyba mało która tak dobitnie przekazuje swoje "nie". - stwierdził to z lekkim rozbawieniem, podkreślając słowo nie tak by do Stukowego łebka mogło dotrzeć, bo cholibka wie czy nie zinterpretowałby tego inaczej.
Powrót do góry Go down
StukoStrach

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3219-puk-puk#68737 http://vampireknight.forumpl.net/t3264-stuk-stuk#70251
Zarejestrował/a : 19/03/2017
Liczba postów : 31


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Wrz 23, 2018 7:28 pm

Czyżby zmieniła zdanie? Zaczęła się odsuwać od zwłok, na co Stukot zareagował dość ostrym spojrzeniem. Nie mogła od tak sobie odejść, nie po tym co wampir zaplanował. Ona miała być świeżą kolacją dla reszty z Psychiatryka. A sam Stukot miał dostać pochwałę za myślenie o innych, nie tylko o sobie.
- Ale nie uciekaj.
Odezwie się nagle, podchodząc do niej. Nie ma szans na ucieczkę, Strach miał swój cel i zamierzał od deski do deski go wypełnić. Czy tego chciała czy nie.
Poza tym już namąciła w jego głowie, obiecując randki oraz zachęcając do posiadania kolejnych tajemnic. Sprawy sercowe. Zupełnie obce szaleńcowi, który jednak i tak rozumował je na swój chory sposób. Może faktycznie spodobał się nowej koleżance i zamiast grzebać w zwłokach, mogą spędzić razem czas. Historia rodem z bajki wyjęta, lecz Nae urocza księżniczka mająca spotykać się z plugawą istotą Stukotem. Następny szeroki wyszczerz i rozbiegany wzrok. Rąbnięty stwór nie umiał już usiedzieć, skoro dziewka była chętna.
- Później, później. Dobrze, będzie później. Jeśli sobie tego życzysz, ja się zgodzę.
Miłości odmawiać nie można, zwłaszcza takiej od pierwszego wejrzenia. Zacierał łapy, oddychał nieco głośniej. Płuca świszczały jakby wcale nieleczony z choroby. A to tylko rosnące podniecenie.
- Czyli mnie kochasz? Prawda? Skoro chcesz randki, musisz mnie kochać. Bo ja od razu wiedziałem. Tak! Wiedziałem, że chcesz mnie i ze mną być. Ona! Ona świadkiem naszej miłości. Zobacz jak się uśmiecha!
Zawoła, pokazując znowu na zwłoki ale tym razem w stronę twarzy. Wykrzywiona, niemy krzyk ale kąciki ust znowu się poruszały. Pieprzone mięsne larwy. To ich sprawa, że skóra jeszcze "żyła". Stukot zaśmiał się, będąc bliżej.
- Tak! Bo jestem straszny! Lubię straszyć ludzi i... i pokazywać im ładne rzeczy. Ale ty, ty zasługujesz na jeszcze lepsze.
Pokiwa głową, nie mogąc uwierzyć w szczęście jakie go spotkało. Ile on będzie miał do opowiadania. Właśnie. Obiecał, że zabierze ją na kolacje do chłopaków, że oni mieli ją zjeść. Co teraz Stukocie?
- Nea. Nea! Zapamiętam, o tak. Moja i tylko moja dziewczyna.
Jednak w głosie niepewność się wkradła. Mogą być źli, że nie dostarczy im pokarmu, a przecież on też na tym skorzysta. Chyba że... Odwróci się nagle w jej stronę, aby pochwycić. Wtedy już młoda nie wytrzymała, a z jej ust wydobył się cichy krzyk.
- Masz mnie całować, nie krzyczeć! Chcę cię całować póki masz ciepłe ciało... Bo jak, jak cię zabiorę, to wtedy Oni mogą cię pożreć. A wtedy będziesz zimna.
Chętnie by już ją ucałował, kiedy właśnie przybył ten koleś. Rozkojarzony wampir zaprzestał uważać na Neę, a ta w tym czasie dźgnęła go jego własnym nożem. Stukot wrzasnął bardziej z szoku, niż z bólu, zabierając szybko dłoń. Niby nie bolało aż tak, w końcu regeneracja, ale bolało że zrobiła to Nea. Odepchnie ją odruchowo i wtedy przybyły typek stanie między nimi. Bohater się znalazł.
- NIE WTRĄCAJ SIĘ!
Ryk szaleńca. Wampir nie czekał, tylko od razu przeszedł do ataku:

Ciało stwora dosłownie się rozleje. Jego postać stanie się czarną, lepką mazią poruszającą się zgrabnie po powierzchni ziemi. Skieruje się ku łowcy, zamierzając wpłynąć na jego ciało, z zamiarem skrępowania go. Ciężar mazi, smród i lepkość. Nadal się poruszał, piął aż do góry. Chyba nic przyjemnego jeśli obce ciało zaczyna ściskać z każdej strony, powodując wyjątkowo niekomfortowe uczucie.
Jeśli atak się powiedzie, z całą pewnością Stukot dotrze do twarzy z zamiarem zatkania ust oraz nosa. Otumanić, ogłuszyć a nawet i zabić. W końcu przerwał randkę.

A co do dziewczyny? I tak nie ucieknie, wszak nie tylko Stukot żeruje w okolicy. Już wiele istot błądzących wyczuje krew nie tylko ludzką, ale i wampirzą. Zainteresowanie rośnie. Poza tym musi odczuwać szok, będąc świadkiem przemiany ludzkopodobnej istoty w ciecz.

Użycie mocy - Płynność - 1/4

_________________
#DE0000


Powrót do góry Go down
Nea

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3946-nea-delacroix http://vampireknight.forumpl.net/t3948-nea
Zarejestrował/a : 08/09/2018
Liczba postów : 65


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Wrz 23, 2018 10:55 pm

Już wiedziała, że to całe gadanie o randce i nakręcanie na nią Stuka to był chyba jeszcze gorszy pomysł niż rozgrzebywanie patykiem zwłok – mogła tylko zgadywać, co się w jego popapranym umyśle teraz działo i co nowego zaczął względem niej planować, ale najpewniej szybkiej i bezbolesnej śmierci to on jej nie zapewni. Chciała go tylko ułagodzić, nie wyszło, właściwie jeszcze bardziej się w swoim szaleństwie nakręcił. Ale skoro to zaczęła, to musiała dalej ciągnąć, nie miała wyboru, a może, jeśli tylko będzie miała szczęście, ostatecznie uda jej się wydostać – no i obecność tego kogoś, kto postanowił sobie właśnie, zrobić spacer po slumsach, może jej w tym pomóc.
Kochać go? Czy on w ogóle sam rozumiał, o czym do niej mówił? Co niby miała mu odpowiedzieć, skoro jeśli zaprzeczy, to go rozwścieczy, a jeśli potwierdzi, to Stuk ze szczęścia i na dowód własnej miłości rozpruje jej flaki i rozbebeszy po całym kinie?
Może lepiej zignorować, może zapomni o tym pytaniu i nie będzie próbował wymusić odpowiedzi?
Stuku, ale jeśli ty mnie kochasz – zaryzykowała i postanowiła znowu nim zmanipulować – to nie powinieneś mnie straszyć. Chyba nie chcesz robić mi krzywdy, prawda? Chcesz, żebym cierpiała? No powiedz?
Amen. Albo powie, że miłość to cierpienie i ją rozpłata, gdy tylko złapie, albo może pogubi się we własnej głowie i sam już nie będzie wiedział, co tu począć.
Krzyknęła, gdy tak gwałtownie zareagował i niemal zmusił ją do pocałunku, ale jeszcze bardziej przeraziły ją kolejne słowa: póki masz ciepłe ciało, mogą cię pożreć – jasna cholera, czym jego – wymyśleni czy też nie – koledzy są? Ta kobieta, a raczej to, co z niej zostało, była zmasakrowana, to prawda, nie da się nie zauważyć, ale raczej nie zjedzona czy nadgryziona, a przynajmniej Nea z tej odległości by tego nie stwierdziła – jadły ją tylko robale, więc o czym ten wariat gadał?
Zbyt szczęśliwa, że atak z nożem się udał, nawet zbytnio nie zwróciła uwagi na to, że kiedy uciekała do środka kina i mijała drugiego mężczyznę, to mogła go w sumie pociągnąć za sobą, bo przecież ten wariat z pewnością go rozszarpie, słyszała po jego wrzasku, że jest wściekł. Wolała jednak zostawić go tu – facet coś gadał od rzeczy, był zupełnie niewzruszony zwłokami i wyglądem Stuka, grał cholernego gentelmana, mimo że to ostatnie, co w tej chwili było jej potrzebne. Nea pomyślała, że równie dobrze mógł być kolejnym wariatem (nawet jeśli tym razem zadbanym i normalnie wyglądającym), więc wolała się do niego nie zbliżać. Poradzi sobie ze Stukiem czy nie – już nie jej problem, ważniejsze było życie, jej własne życie.
Gdy była tuż za nim, zobaczyła jeszcze coś, przez co aż na moment stanęła z niedowierzania – Stuk się, kurwa, rozpłynął, był teraz obleśną mazią, i ta maź, czy cokolwiek to było, nie wiedziała, bo na szczęście jej nie dotknęła, rzuciła się na przybysza.
Jasna cholera.
Co się działo?
Co to było?
To w ogóle możliwe?
Wpadła na chropowatą ścianę ze strachu, żeby znaleźć się jak najdalej od tego czegoś, i aż zdarła sobie fragment skóry z ramienia. Poczuła ból, pieczenie, a zaraz potem chyba krew, ale nawet nie spojrzała na ranę. Ważniejsze było to, że właśnie runął jej cały światopogląd – chyba że ona sama również zwariowała? Czy szaleństwo Stuka było zaraźliwe?
Patrzyła na coś, co kiedy było Strachem, tylko przez moment, bo instynkt szybko jej przypomniał, że od ciekawości ważniejsza jest ucieczka, więc szybko ruszyła w głąb kina. Ale kiedy biegła przez – poniszczone i puste, jak miała nadzieję – pomieszczenia, przed oczami miała tylko jego przelewającą się głowę, z której wystawały oczy i zęby, i rozczapierzone palce, teraz pewnie będące strumieniami cuchnącego czegoś.
Czym on był?, pytała samej siebie rozpaczliwie w myślach, łapiąc się jednocześnie za ramię, bo ból wreszcie zaczął dawać o sobie znać. Poczuła na palcach krew, ale niewiele. To nie była rzecz z tego świata, Nea nie wierzyła w podobne „cuda”, nie, przecież całe życie sądziła, że koszmary są tylko w snach, że wcale nie istnieją, że wszystko wokół w przyrodzie ma realne uzasadnienie. A teraz jej koszmar stał się bardziej rzeczywisty niż grawitacja, która nadal nieubłaganie ciągnęła niemal omdlałą Neę w stronę podłogi, a w dodatku miał imię – StukoStrach. Miał rację z tą ksywką, skurczybyk.
Na przybyszu położyła już krzyżyk. Nie miał najmniejszych szans, trudno, bywa – będzie mu współczuć później, tylko najpierw niech się stąd wydostanie.

_________________



#cc99ff
Powrót do góry Go down
Murasaki
Morph
Morph
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3472-sunset-morpho#74935
Zarejestrował/a : 02/07/2016
Liczba postów : 18


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sro Wrz 26, 2018 9:14 pm

No cóż... się zachciało mu interwencji. Dziewczynie udało się zwiać po dźgnięciu dziwaka nożem. Jednak to co się potem stało sprawiło, że Murasaki wykrzywił usta w wyrazie pogardliwego obrzydzenia. Wampir się zaczął rozlewać, a on już wiedział że nie święci się najlepiej wiec od razu się zaczął cofać uważając by nie wywalić się przez jakieś dziadostwo na ziemi. wcale nie miał zamiaru pozwolić glutowatemu wampirowi na siebie wleźć. Niemal odruchowo zsunął z siebie futerał jak i wierzchnia cześć ubrania którą stanowił płaszcz. Jeśli stwór chce się wieszać proszę bardzo, płaszcz był długi i miał rękawy jak stare kimona długie i szerokie więc w jednej chwili zostanie zasłonięty płaszczem jak obszernym kocem, a sam łowca w międzyczasie zacznie sobie zwyczajnie... zwiewać. Chociaż nie panikował tak jak dziewczyna. Owszem glut był problemem, ale nie wzbudzał w łowcy strachu a obrzydzenie. No i cholera taki ładny płaszcz pójdzie do śmieci. Wątpił by kiedykolwiek miał wyplenić smród stwora z ubrania, o ile w ogóle coś z tego zostanie. Ale i tak była to mała cena jak za czas który był teraz tak cenny.
-Sorry młody, ale nie gustuje w ektoplaźmie czy czym tam sobie jesteś. No i patrz taka ładna dziewczyna ucieka, wystraszyłeś ją, wiesz że to nieładnie?- Wyciągnął z futerału swoja broń nawet nie patrząc na futerał ten miał łatwy zamek wystarczyło trochę mocniej szarpnąć by ukazała się rękojeść. Trochę niekorzystnym było że był sam, ale no trudno się mówi i idzie się dalej. Znał to miejsce więc o ile nikt nie robił za dużego przemeblowania łatwo mógł znaleźć wyjście z tego miejsca. Jednak był pewien że glut go tak łatwo nie puści, w końcu przerwał świrowi zabawę. Dlatego tez wolał nie biegać po przybytku ryzykując tylko tym, ze byłby rozkojarzonym. Zwyczajnie wybrał sobie szybko dogodniejsze miejsce do ewentualnej obrony. Nie wykonywał pierwszy ruchu, zamiast tego wolał obserwować przeciwnika i atakować w odpowiedzi na jego atak. A miał pewien plan jak obronić się przed glutem jeśli ten upora się już z jego raczej niemałym ubraniem. przez chwilę można by pomyśleć ze strach jest dzieckiem buszującym w prześcieradle udając ducha na opowieści o duchach. Jednak to tylko pozorne skojarzenie a łowca pozostawał uważny by zareagować na czas kiedy nastąpi kolejny atak. W głowie miał już teoretyczny plan, tylko kwestią było co zrobi wampir. Obecnie nie zwracał uwagi gdzie może być dziewczyna. Ta panikowała, gdzieś uciekała, to nie było dobre miejsce na panikowanie, była teraz łatwym kąskiem dla wampirów. Murek się zastanawiał ile może ich być w tej okolicy. Z jednym może i dałby się rade trochę pobawić, choć ta zabawa była raczej obrzydliwa. Ale jeśli zleci się więcej pijawek będzie nieciekawie. Chyba nie nadawał się na obrońcę niewinnych, nie posiadał honorowych morale, a jego działania były zwyczajnie zachciankami. za dużo czasu przebywał z wampirami... zdecydowanie za wiele by być normalnym.
Powrót do góry Go down
StukoStrach

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3219-puk-puk#68737 http://vampireknight.forumpl.net/t3264-stuk-stuk#70251
Zarejestrował/a : 19/03/2017
Liczba postów : 31


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Wrz 30, 2018 10:46 am

Rozmowa z szaleńcem raczej nie prowadzi nigdy do niczego dobrego. Stukot do chorych należy, a dziewczyna przez próbę ucieczki oraz chęci zatrzymania cennego życia, wplątała się w niezłe bagno. Wampir już zaczął wierzyć, że jest pożądanym kochankiem, a Nea ma być jego ukochaną. Już w głowie obraz powstał jak przedstawia jeszcze ciepłe truchło kolegom, a oni gratulują mu szczęścia.
Nie, nie. Nie będziesz cierpieć! Przecież moje ofiary nie cierpią! One są szczęśliwe! Ty też będziesz, zobaczysz... Ucieszysz się, kiedy moje pazury rozerwą twoją klatkę piersiową i wydobędą bijące serce. Uśmiechniesz się szeroko, kiedy sobie tylko uświadomisz, że oddajesz mi je na zawsze.
Zupełny bezsens w słowach. Stukot już dawno zapadł w obłęd, a jego myśli lgną tylko ku dopadnięciu Nei i pokazaniu jak bardzo ją kocha.
- Twoja głowa nie raz zwróci oczy ku innym.
Może zabrzmi nieco zagadkowo, ale gdyby dziewczyna wiedziała co za moc ma wampir, domyśliła by się o czym mówi. Podłączenie do siebie cudzych zwłok i ożywienia ich, przez co stają się jakby jego częścią.
- A wtedy mogę cię całować kiedy zechcę.
Nie ma to jak obdarowywanie trupa pieszczotami. Nekrofilia? Poniekąd, ale dla Stukota coś normalnego. I byłoby cudownie, gdyby nie przybycie łowcy oraz wbicie noża w rękę. Zdrada kochanki, utrudnienie w zdobyciu jej na nowo. Nic nie mogło bardziej rozwścieczyć szaleńca do tego stopnia, że od razu zaatakował.
Rzucony płaszcz na maź powstrzyma go przez moment. W akcie napadu szału, Stukot rozrywał materiał poprzez tworzenie kolców z ciała i wyjście przez jego porozrywane otwory. Od razu wypłynie, kierując się do łowcy. Nie wybrał jednak tylko trasy po chodniku, nakierował się na stare kino wpełzając na jego podniszczoną ścianę. Dosłownie pędził w stronę wroga, z zamiarem ponownego ataku i tym razem skoku. Jeśli wyląduje, owinie się od razu dookoła korpusu oraz jego głowy, aby tylko utrudnić oddychanie.

Płynność - 2/4

NPC ANUBIS

Co do Nei? I ona nie została bez nikogo. Zraniona dziewczyna kusiła krwią, sprowadzając na siebie kolejnego z grupy. Szakal właśnie zmierzał ku niej, z zamiarem uratowania. Uszaty przyjaciel ubrany w skórę oraz przetarte jeans.
- Chodź, pomogę ci się stąd wydostać.
Powie, jak tylko znajdzie się w jej pobliżu. Spojrzał w kierunku kumpla oraz łowcy, nie mając jednak czasu aby pomóc. Musi wyciągnąć stąd ludzką dziewczynę nim będzie za późno. A przecież nikt nie chce by komuś coś się stało, zwłaszcza niewinnym osobom. Tylko czy zaufa młoda obcemu facetowi? Nie wyglądał na złego, wręcz na przejętego zaistniałą sytuacją. Może faktycznie był jak rycerz bez konia? Chyba lepiej jest pójść z kimś kto wygląda normalnie, niż pozostać na łasce szaleńca.
Jej wybór.

Nea - Jeśli się zdecydujesz dać nogę z NPC, możesz w kolejnym poście dopisać ZT. Wtedy zacznę pisać w innym temacie.

_________________
#DE0000


Powrót do góry Go down
Nea

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3946-nea-delacroix http://vampireknight.forumpl.net/t3948-nea
Zarejestrował/a : 08/09/2018
Liczba postów : 65


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Wrz 30, 2018 4:48 pm

Słyszała, co szaleniec jeszcze do niej krzyczał, ale już miała to gdzieś – udało jej się wydostać, udało jej się ocalić życie, a przynajmniej taką miała nadzieję, więc już nie zwracała na jego słowa uwagi. Zresztą i tak ich nie zrozumiała, to były jakieś obrzydlistwa, o całowaniu, o głowie, pewnie by ją rozszarpał tymi brudnymi pazurami, zgwałcił, gdy była już martwa, i zjadł. Matko, jak się cieszyła, że stamtąd wybiegła, prawie płakała ze szczęścia, bo nie miała żadnej rany oprócz tego małego zadrapania na ramieniu, bo Stuk nie zmusi jej, aby grzebała w zwłokach, a przede wszystkim – bo żyła, och, nigdy wcześniej tak bardzo tego nie doceniała jak w tym momencie. Co prawda jej życie było pewnie okupione życiem tamtego mężczyzny, który pojawił się znikąd, ale trudno, aktualnie się tym nie przejmowała. W takiej sytuacji nawet największy altruista może stać się chorobliwym egoistą.
Nie była tylko pewna, dokąd biec – szok, ciągłe mdłości spowodowane smrodem trupa i strach dość mocno otępiły jej zmysły, ciągle nie mogła pozbierać się do kupy. Wlokła się przed siebie tak szybko, jak tylko mogła, choć nogi nadal miała jak z waty, widziała nawet jakieś wyjście, ale chyba nie to, którym tu weszła. I nagle trafiła na kogoś nowego.
Od razu się cofnęła i wpadła na stary fotel. Wywróciła się, przeturlała, ale nic nie poczuła. Szybko zaczęła wstawać, wyciągając w stronę nowego przybysza wyprostowaną rękę – bynajmniej nie w geście przyjaźni, ale by ostrzec go, że ma się nie zbliżać.
Stój – wykrztusiła – nie podchodź.
Czy był kolegą tego świra? Stukot mówił o jakichś znajomych, tylko że do tej pory sądziła, że albo będą wymyśleni, albo równie stuknięci jak on.
Zlustrowała nowego z dołu do góry. Nie wyglądał podejrzanie – przystojny, zadbany, raczej nie śmierdział krwią i zgnilizną, bo czułaby już stąd. Nie miał szaleństwa w oczach. Powiedział tylko jedno zdanie, ale normalnym głosem, w dodatku naprawdę wyglądał na zmartwionego, może jednak był znajomym tego drugiego, który teraz walczy ze Stukiem? To byłoby nawet sensowne, wtedy tamten specjalnie nie zgrywałby bohatera i nie mówił, że ktoś tu jeszcze jest, aby Strach się nie dowiedział.
Tylko te cholerne uszy i… ogon. To Nei nie pasowało. Ale za sobą słyszała jakieś wrzaski Stuka, więc wiedziała, że musiała decydować się szybko. Nie było sensu pytać nowego, czy zna któregoś z tej dwójki, zresztą nawet nie przyszło jej to na myśl.
Parę dni temu już poznała kogoś o innych dziwnych uszach, prefekt, z nocnej klasy. Był dziwny i nieco straszny, fakt, wrzeszczał na nią, ale dlatego, że faktycznie (prawie) złamała regulamin. Ostatecznie nie dowiedziała się, o co chodziło z jego wyglądem, ale też chłopak nie zrobił jej krzywdy. Może Yokohama pełna jest takich dziwaków?
Z drugiej strony – z ciałem Stracha też było coś nie tak, a on z kolei był groźny.
Stukot czy uszasty? Innego wyboru nie miała, nie widziała żadnej drogi, jedynie to wyjście, przed którym stał ten nowy.
Dobra.
Uszasty.
Pomóż – powiedziała w końcu, idąc w jego stronę, ale nadal trzymając duży dystans. – Tylko się do mnie nie zbliżaj – ostrzegła jeszcze i podążyła z nim w stronę wyjścia.
[z.t.]

_________________



#cc99ff
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   

Powrót do góry Go down
 
Nieczynne kino
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE)-
Skocz do: