IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Nieczynne kino

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Czw Lis 22, 2012 4:45 pm

Może faktycznie powinien się przedstawić jako pierwszy, ale powiedzmy że zachowuje się jak przeciętny Kuroaishita z tej swojej kochającej rodzinki wcale nie patologicznej i tak dalej. Prawdziwy dżentelmen może i by się tak zachowywał ale spójrzcie na Consta czy on wygladał na takiego? Nie jak już mówiłem to był buntownik przystosowany do życia samemu w swoim kinie i zabijanie każdego kto wejdzie mu w drogę, jednak Anais o dziwo wcale mu nie przeszkadzało a wręcz otworzyła nowe drogi, mógł dowiedzieć się czegoś o przemienionych jak to właśnie jest ta walka ze swoją natura, kiedy człowiek walczy z bestią i jak zawsze przegrywa to była z pewnością ciekawa historia która chciał poznać.
-Z reguły nie spotykasz mężczyzn w środku trzech trupów więc nie trzymajmy się standardów złociutka. Jestem Constantine Kuroiaishita, możesz mi mówić po prostu Ogar. - uśmiechnął się do niej swym zakrwawionym uśmiechem który nawiasem mówiąc oczywiście że zrobił specjalnie, przecież to była wredota ale nieszkodliwa dopóki ktoś był dla niego miły jak ta dziewczyna, dlatego była z nim bezpieczna. Spoglądał na nią cały czas badawczo zjadając swoje żarcie i przepijając jakimś świństwem tak dla zajęcia się czymś żeby nie siedzieć jak w poczekalni albo jak u psychologa czy kogoś tam.
-Walczysz ze sobą? Serio? Wiesz że przegrasz walkę z bestią w Tobie? - teraz to się dopiero wrednie uśmiechnął , przedtem to był tylko przedsmak, jakby sprawiło mu to jakąś satysfakcje, widocznie był synem swojego ojca rodzonym bo zachowywał się podobnie. Jednak wracając, poza tym uśmiechem dodał od siebie parę słów do podtrzymania konwersacji.
-Anais, moja droga powiedz mi coś więcej o tym jak to jest zmagać się z tym, ja urodziłem się wampirem a mam dużo przy sobie przemienionych i nie wiem jak się z nimi dogadać. - no tak, to mogłoby się przydać zwłaszcza że jego przydupasy z gangu to ludzie którzy nie mają perspektyw dalszego życia albo przemienieni którzy przeważnie zachowywali się dziwnie, nie wiedział jak sobie z nimi radzić tak więc pozostawało się dowiedzieć od nowo poznałej koleżanki?
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 150


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lis 23, 2012 8:32 am

Nie zamierzała mu wypominać mało kulturalnego zachowanie, bo szczerze mówiąc, było jej to doprawdy wszystko jedno, dopóki Constantine nie zachowywał się agresywnie, czy natarczywie, albo coś w ten deseń. Niestety żyli w takich czasach, gdzie grzeczność w większości wypadków odchodziła na plan dalszy, nie ma co jednak nad tym rozpaczać. Niczego wielkiego po nim nie oczekiwała, a rozmowa to rozmowa, średnio obchodziło ją zachowywanie pewnych zasad, jeżeli rozmawiało sie dobrze i spokojnie. Chyba, że jak w jej słów przed chwilą, po prostu się droczy. Z początku nieco sie obawiała tego niespodziewanego spotkania, ale teraz? Gdyby nie trupy nieopodal, to wszystko byłoby w najlepszym porządku.
Uśmiechnęła się słabo na jego pierwsze słowa, ale gdy się przedstawił... znała to nazwisko. Zdecydowanie je znała, nawet za bardzo. Jej wyraz twarzy się zmienił i było widać na nim zaskoczenie i niepewność.
- Kuroiaishita? Znam to nazwisko... musisz być krewnym Testamenta Kuroiaishity...
Z Testamentem nie wiązało ją nic przyjemnego. Gdy był on jeszcze dyrektorem Akademii, a ona zwykłą uczennicą, wampir zaatakował ją w gabinecie dyrektora i prawie uśmiercił, pozostawiając wycieńczoną i osłabioną. Od tamtej pory starała się trzymać z dala od tamtego wampira i do tej pory jej się to udawało. A teraz spotyka kogoś o tym samym nazwisku. Krewny? Tego nie wiedziała, ale istniało takie prawdopodobieństwo.
Otrząsnęła się, przygryzając wargę i spuszczając wzrok z mężczyzny. Jego przedstawienie się i kolejne słowa nieco w nią ugodziły. Nie, nie miała nic do Constantina, po prostu nie wiedziała jak ma się teraz zachować.
- Nie przegram! Wszystko przecież zależy ode mnie!
Uniosła wzrok na niego, patrząc teraz nieco bardziej bojowo. Do tej pory jakoś sobie radziła, choć wiele sfer życia wampira bardzo ją nęciło i niejednokrotnie musiała uciekać w samotność, by nie stracić kontroli. Na szczęście im dłużej była wampirem tym było łatwiej. A może i nie.
- Nie wiem co mogłabym ci powiedzieć. Wszystko przecież zależy od danej osoby, kim była nim została przemieniona. Przynajmniej ja tak to widzę.
Odpowiedziała całkowicie szczerze, bo wątpiła, by była jakaś jedna recepta na to, by radzić sobie z przemienieniem. Niektórzy pewnie wariują, inni po przemianie czują się jak ryby w wodzie. Anais musiała długo ze sobą walczyć, a i jej Pan bardzo jej pomógł. Nadal toczy ze sobą walkę, nawet w tej chwili, będąc otoczoną trzema trupami, w tym dwoma, w których było jeszcze wiele całkiem świeżej krwi. Trzymała się rakami oparć krzesła, dość mocno, jakby chcąc sobie uniemożliwić jakikolwiek ruch. Trochę była teraz podburzona, ale to przez trupy nie potrafiła zachować pełni spokoju.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lis 23, 2012 5:44 pm

No więc wiedziała o jego wuju więcej niż on, jakież jednak miał szczęście spotykając ją w tym miejscu będzie miała sporo odpowiedzi na jego pytania ale to za niedługo. Cóż jednak przyniosła mu zaspokojenie pewnej ciekawości jeśli chodzi o naturę bestii versus człowiecza to z pewnością musiało być ciekawe jednak czy na pewno? Mógł w sumie pomyśleć że jest jej ciężko i tak dalej, ale on nie był ani trochę miły chyba że by mu się to opłaciło w takim razie potrafił być przytulny jak baranek. Kiedy jednak potrafiła mu się sprzeciwić a dokładniej sprzeciwić jego słowom to jak muzyka dla jego uszu, czyżby wyzwolił w tym cukiereczku naturę walki? Kochał wszystko co prowadziło do późniejszego chaosu, słowa potrafią być ostrzejsze niż ostrza noży.
-To urocze jeśli tak myślisz, dasz radę przeciwstawić się temu pragnieniu w Tobie które Ci podpowiada że pragniesz krwi? - zaśmiał się cicho po czym obserwował ją uważnie bo przecież nie może spuścić jej z oczu, jeszcze będzie go próbowała pchnąć nożykiem czy czymś tam ale wiecie, prowokacja to była jego bardzo silna strona dlatego dla czystej przyjemności nie przestanie, albo przestanie gdyż w końcu pasowało się dowiedzieć czegoś o Testamencie którego poszukiwał dłuższy czas.
-Mówisz o tym pajacu moim wuju którego szukam od samego przyjazdu a w slumsach mało co się dowiedziałem, może Ty znasz adres w którym mogę znaleźć tego dupka? - rzucił jakby od niechcenia ponieważ nie wiązały go żadne więzi emocjonalne z Testamentem, był tylko wujkiem którego nigdy nie widział, jako że odsunął się od swojej biologicznej rodziny uciekając do innego miasta a nawet kraju to jakoś nigdy nie byli mu bliscy chociaż nie można zaprzeczyć że zachowywał się dokładnie jak jeden z nich.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 150


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lis 23, 2012 6:24 pm

Czy będzie w stanie coś więcej mu odpowiadać? No nie byłoby to takie pewne. Jak to bywa z wiedzą, często ona jest, ale bardzo powierzchowna. Nie była pewna, czy jej odpowiedzi w ogóle są tymi, które on by chciał usłyszeć, ale zazwyczaj tak jest, nie nie zawsze mamy to czego chcemy, a Anais jest osobą raczej nieobeznaną w tym co się dzieje. Nie oczekiwała od niego zrozumienia, ani współczucia, tego drugiego to już w ogóle. Tym bardziej, że jak się okazuje, należał on do rodziny Testamenta i nie była pewna, czy przypadkiem nie jest on takim samym potworem jak jego wuj. Może jednak nie był, skoro zaznaczył już, iż krzywdy jej nie zrobi. Wiadomo jednak, słowa niektórych osób jest niewiele warte, a na zaufanie trzeba sobie zasłużyć.
Zacisnęła mocno usta, tak, iż stały się ledwo widoczną, różową kreską. Nie miała zamiaru dawać się sprowokować. Byłoby to wbrew jej osobowości, ale z drugiej strony są pewne kwestie, których zignorować się nie da.
- Daję sobie radę i to jest niepodważalny fakt. Co nie oznacza, że mnie to nie nęci. Mam jednak silną wolę.
Mówiła to bardzo pewnie, choć z drugiej strony wcale tak pewnie się nie czuła. Niejednokrotnie musiała uciekać z dala od wszystkiego by nie oszaleć. Na całe szczęście mieszkała u swego Pana, z dala od miasta, więc i z dala od wszelkich pokus. Nie oznacza to jednak, że zmierzała się izolować, żeby nie zwariować i by nie być zmuszony do tego, by wciąż na nowo przyzwyczajać się do ludzi, musiała wśród nich przebywać.
Dowiedziała się wreszcie, że Testament był jego wujem. No to klops. A może i nie? W końcu to w jaki sposób się o nim wyrażał, mogło świadczyć o słabych więzach. Mogło tak być, ale pewności nie miała.
- Nie wiem gdzie i szczerze mówiąc, mało mnie to obchodzi. Takich jak on powinno się izolować od społeczeństwa... jest zbyt... niebezpieczny...
Spuściła wzrok, nie wiedząc, czy przypadkiem nie zagalopowała sie w swoich słowach. Może Constantine poczuje się urażony? A może uzna to za kolejną szansę na prowokacje? I tak już wiele mu się udało zdziałać, skoro Anais zaczęła mówić tak a nie inaczej. Innymi słowy, stała się pewna, odważna w słowach, co u niej jest rzadkością.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lis 23, 2012 6:45 pm

To że kochany wujaszek miał lekkiego zjeba to już wiedział ale że mówili tak o nim ludzie ogólnie? to słodkie z pewnością teraz nie miał żadnych wątpliwości że należy do tej rodziny jednak zrobiła to co chciał mimo ze nie dostarczyła mu odpowiednich informacji i będzie zmuszony dalej szukać, ale słowo to słowo nie będzie jej źle traktował nie musi się o to martwić. No tak, ciężko by mu było ukazać współczucie może dlatego że on nigdy nie zaznał tego od kogoś innego? Przez parę lat żyje w tych slumsach i jedyne co robi to to by przeżyć a kto mógłby chociaż na chwilę mu współczuć, niby czego? Że nie prowadzi jakiejś wielkiej korporacji i skazany jest na tą dzielnicę? Może ale nikt go nie znał na tyle aby on sam powiedział coś o sobie. Ciężko było tą dziewczynę sprowokować to fakt, ale wiedział że i tak w którymś momencie ją złamie nawet jeśli to nie będzie teraz, po prostu porozmawia a gdy wyjdzie coś ciekawego postara się to wykorzystać.
-Silną wolę co? jestem pod wrażeniem. - zaklaskał w obie dłonie, ale czy zrobił to ironicznie czy nie to już wiedział tylko on sam, nie mogła tego ocenić bo było to w prawdzie niemożliwie gdyż wszystko co wypowiadał brzmiało tak samo, żaden ton głosu nie wkradł się w to zdanie więc będzie na prawdę ciężko. Jednak za wszelką cenę chciał poznać zachowania tej dziewczyny na różne okazję , co zrobi gdy na przykład usiądzie bardzo blisko niej i z tą swoją głupia nieobecną miną zacznie coś mówić? Trzeba to sprawdzić. Tak więc zrobił, wstał z krzesła oraz podlazł dwa krzesła bliżej tak aby między nim a nią było tylko oparcie na ramie. Wytrzeszczył te swoje nieobecne zimne ślepia w jej stronę i uśmiechnął się lekko.
-Testament niebezpieczny? Zapewne niezły z niego dupek, ale cóż rodziny się nie wybiera prawda? - zadowolony jakby z siebie spoglądał na nią, jakby chciał sobie przeanalizować jej ruchy, zachowanie i tak dalej. Królik doświadczalny? Możliwe ale przynajmniej nie będzie jej robił nic złego.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 150


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lis 23, 2012 8:33 pm

Nie bardzo wiedziała jak ma teraz się zachować wiedząc, że ten mężczyzna ma jakiś związek z Testamentem. Owszem było to przeszłość, ale jak to zwykle bywa, przykre zdarzenia, takie, które wpływają na nas niezwykle mocno, sprawiają, że coś się zmienia w nas samych. A Anais miała właśnie taki uraz, którego raczej się nie pozbędzie zbyt szybko. Nie chciała jednak oceniać Constantina tą samą miarą co jego wuja. Byłoby to raczej niezbyt sprawiedliwe. Może nawet odrobinę mu współczuć takiej rodziny, a może nawet takiego a nie innego życia.Chyba, że mu to całkowicie pasowało, ale tu już wnikać chyba nie ma potrzeby. Ona sama prowadziła zupełnie odmienny trym życia i jej to pasowało.
Na jego słowa, lekko się skrzywiła. Zabrzmiało to, jakby się z niej naśmiewał, ironizował. Napuszyła się nieco i nadęła, co mogło dość zabawnie wyglądać. Szybko jednak przyszła do siebie, a jedynym śladem jaki jej pozostał to lekko zaczerwienione policzki.
- Nie musisz tak ironizować. Jakoś sobie daję radę, choć wcale się o przemianę nie prosiłam. Jednak wampir, który mnie przemienił jest dla mnie bardzo dobry!
O tak, o Kainie nie pozwoli sobie powiedzieć złego słowa. Przemienił ją z kaprysu, ale nie porzucił, a wręcz przeciwnie, przygarnął, zaopiekował się nią, uczył. A ona w zamian dała mu całą siebie. Oczywiście nie dosłownie. Była wierną służką, wyrzekając się tego co mogło być dla niej dobre. Toczyła ciągłą walkę ze swoją naturę, wciąż się uczyła, a on traktował to tak lekko.
Drgnęła, gdy ten przesiadł się obok niej, jednak wstanie i odsunięcie się, byłoby czynem głupim i bezsensownym. Znów zagryzła wargę spoglądając na niego uważnie, odsuwając się jak tylko pozwalało jej miejsce na niewielkim krzesełku.
- Nie, nie wybiera. Ale można też jej nie mieć. Ja nie mam. Już nie mam.
Starała się zachować dystans, a także spokój, co nie było łatwe. Nie podobało jej się to, że tak bardzo się do niej zbliżył, choć może sobie z nią po prostu pogrywał. Anais mogła też nieco trochę zbyt emocjonalnie reagować, ale taka już była, a to co czuła obecnie i to było widoczne na jej twarzy to... zakłopotanie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Lis 24, 2012 4:34 pm

Hmm łatwo ją przejrzeć zwłaszcza że mówi gdzie najlepiej uderzyć, czyli jednak Const miał idealną okazję aby to wykorzystać, wykrzesać trochę złości z tego cukiereczka aż będzie czerwonawa, o tak to było po prostu jego priorytetem. Ataki w sprawie walki z przemianą nie odnosiły skutku a może uderzyć tak gdzie boli najbardziej? W jej pana? To będzie po prostu teatr pierwsza klasa. Współczuć rodzinki? Nie no mimo wszystko to ją kochał ale wiadomo że trochę na swój skrzywiony sposób. Oczywiście że ironizował przecież taki był chociaż za nic by się do tego nie przyznał a to jej naburmuszanie się z tego powodu było po prostu przeurocze.
Oparł się łokciem o oparcie a dłonią podparł brodę wyglądając jak postać z jednego mema a następnie uśmiechnął się głupio do niej jakby wiedział już że zamierza powiedzieć coś co jej się nie spodoba, ale w pewnym sensie Const tak okazywał dziewczynie że ją lubi mimo że można było to odbierać dwuznacznie.
-a więc mówisz że wampir który wyssał z Ciebie ostatki człowieczeństwa i zamienił w drapieżnika, łaskawie się Tobą opiekując jest dobry? Ciekawe. - ta jego wredna mordka będzie jej się chyba śniła po nocach jeszcze zrobił ją nie po zakończeniu tej skromnej wypowiedzi a w samym trakcie. Eh on był po prostu niepoprawny ale co mu się dziwić skoro nie miał za wiele kontaktów bliższych z kimkolwiek po za mówieniem innym co warto zajebać a co nie. Jakby go Ania poznała to by wiedziała że teraz jest wyjątkowo miły, hoh to ciekawy jaki jest jak jest nie miły.
-Jestem okropny czyż nie? - zaśmiał się cicho po czym odsunął się nie z fotela ale w miarę podobnie tak jak ona aby jej nie zawadzać prywatnej przestrzeni, może jak już się nacieszył tym że można kogoś złościć to przestanie się wydurniać i porozmawiają normalnie? Może, a może nie.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 150


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Sob Lis 24, 2012 5:25 pm

Może i łatwo było ją rozgryźć, ale co na to poradzić? Zresztą, wbrew pozorom ciężko było ją zdenerwować. Owszem może okazać złość, ale raczej nie przerodzić się to w nic więcej. Skończy się lekko nerwowym zachowaniu, a także słowach z wyraźną nutą zdenerwowania. Constantine'owi szło jednak całkiem nieźle, co trzeba przyznać. Anais panowała nad sobą, ale wyraźnie dawała do zrozumienia, że cała ta sytuacja nie bardzo jej podchodziła, choć domyślała się, iż wampir ją podpuszcza. Sama świadomość to jednak za mało. Miała tylko nadzieje, że zadając się z nim nie popełnia błędu. Wiadomo, na podstawie jednego członka rodziny nie powinna się wysuwać jakiś drastycznych wniosków i Ana starała się tego nie robić.
Przyglądała mu się, lekko zakłpotana, tym bardziej, że on sam zachowywał sie tak specyficznie, iż nie wiedziała jak ma na to zareagować. Najwyraźniej bardzo dobrze się bawił jej kosztem, co ją nieco zaczynało irytować. Jako, że jednak nie było to nic groźnego, ani niebezpiecznego, to mogła mu to darować, jednak jego kolejne słowa sprawiły, że znów się lekko zirytowała, czemu dała wyraz przez zaczerpnięcie powietrza.
- Nie wyssał ze mnie resztek człowieczeństwa, tylko przemienił. Pomógł mi przystosować się do nowego stanu rzeczy. I nie rób takich min! To jest okropne. Śmiejesz się ze mnie!
Musiała to powiedzieć, skoro tak ją irytował. To co mówił jakie przy tym przybierał pozy, mimika twarzy. Wszystko to było specjalnie po to, by ją zdenerwować, by się zabawić jej kosztem. To było wredne z jego strony, ale jednocześnie było to coś odmiennego. Żyją z Kainem i jego służbą prowadziła dość specyficzny tryb życia. Nie miała czasu dla siebie, a zawiązywanie znajomości już w ogóle nie wchodziło w rachubę. Gdy wyjechała wszystko poprzewracało się od góry nogami, teraz ponownie musiała przywyknąć do pewnych spraw.
Prychnęła na jego słowa, nieco się rozluźniając.
- I to bardzo. Bawisz się moim kosztem.
Nie odsuwała się już tak bardzo, a łokciem oparła się o ramię fotela, przybierając bardziej wyluzowaną postawę. Zezłościł ją, źle nie było, a odrobina głębszych emocji nie zaszkodzi. O ile nie jest to strach, czy wręcz przerażenie, a także ból, choć ten w małych ilościach jest dopuszczalny, podobnie ze strachem. A ich rozmowa? No cóż, najgorsza nie była. Była po prostu... nieco inna. Ot, tyle.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Lis 25, 2012 2:59 pm

No to proste że musiał sobie poprawić nastrój czyimś kosztem ale gdy już to zrobi to prawdopodobnie przestanie być taki chociaż z nim to nigdy nie wiadomo kiedy mu coś strzeli do łba, w końcu sam wiedział dobrze że nie wolno mu ufać gdyż sam sobie rzadko ufał, szaleniec tyle można powiedzieć. Taki to już jego chory sposób poznawania nowych ludzi, drażnić ich i to nie byle jak a jak prawdziwy mistrz tejże sztuki. Tylko jak na razie postanowił sobie dać spokój z męczeniem nowej koleżanki bo nic co dobrego nie byłoby dobre gdyby się robiło tak cały czas do znudzenia, potem stało by się to monotonią i cała zabawa poszłaby w niepamięć. Kiedy jak już mówiłem odpuścił sobie to oparł całe cielsko na fotelu praktycznie kładąc się na nim i sobie obserwował swój obiekcik który siedział z nim.
-Wyluzuj, wiesz przecież że się tylko drażnię. - rzucił jakby miało być to oczywiste że cały czas sobie robił żarty, jak gdyby go znała albo coś i powinna to wiedzieć no ale cóż mu poradzić. Obecne jego zachowanie było co najmniej dziwne, jeszcze przed chwilą bawił się w pana złego psychologa a teraz rozłożył się jak to leniwa bestyjka i się patrzył na Ancie. Nic dobrego nigdy nie wynika z gapienia się na drugą osobę w taki perfidny sposób ale Const to Const on nie zna czegoś takiego jak zakaz bo nigdy nikt mu żadnego nie wydał, żył sobie tutaj i sobie rządził swoim życiem. Kiedy jednak tym swoim nieobecnym spojrzeniem swych bladoniebieskich oczu zobaczył iż jakoś się wyluzowała to skinął do siebie głową jakby o to mu chodziło w tym momencie, dziwna z niego kreatura ale cóż.
-Siedzę praktycznie sam całymi dniami nie możesz mnie winić że chciałem troszkę od życia co? - od razu z jego twarzy zniknął uśmiech i pojawiła się wygięta w dół podkówka, biedaczek czyżby się przejął czy po prostu przybierał miny do swojej niekończońcej się gry? A może nawet chciał aby go pocieszyła jeszcze za to że jest taki biedny i to on jest ofiarą bawiąc się z innymi, grając na ich emocjach. Geniusz.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 150


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Lis 25, 2012 4:18 pm

Anais musiała nieco przywyknąć, bo niestety zdążyła się odzwyczaić od towarzystwa innych. Przez ostatnie miesiące żyła prawie w całkowitej izolacji i nie miała zbyt dużej styczności z innymi. Nie mogło to ją oczywiście za bardzo zmienić, ale z pewnością musiała przypomnieć sobie to i owo. Żeby komukolwiek zaufać trzeba większej ilości czasu, ale to nie oznacza, że zamierzała się odcinać i unikać kogo popadnie. Dlatego jeszcze tu siedziała i prowadziła z nim dość dziwną rozmowę, która raczej polegała na tym, że mężczyzną starał się ją sprowokować i bawić się jej kosztem. Nie miała mu tego jednak za złe, bo do tego potrzeba czegoś więcej, a Const żadnej krzywdy jej nie wyrządzał. Nie była jeszcze pewna, czy dalej będzie to ciągnął, czy da już sobie spokój, ale po wyrazie jej twarzy można było wywnioskować, że zirytowana jest.
Powoli jednak się uspokajała i nerwy, które ją zaczynały brać odpuszczały. Anais bardzo szybko potrafiła nad sobą zapanować, a zdenerwowanie opuszczało ją równie szybko co w nią wstępowało. Podobnie było z innymi uczuciami, czy raczej spontanicznymi reakcjami. Zmienna jednak nie była. Tego jej zarzucić nie można było, bo pewne kwestie były dla niej ważniejsze i ich się trzymała. Prychnęła cicho, ale na jej ustach zagościł delikatny, lekko rozbawiony uśmiech, który mógł świadczyć o ty, że wcale nie była na niego zła.
- Owszem, domyśliłam się tego. Jak widać lubisz to robić.
An taka nie była. Do rozmówców zazwyczaj odnosiła się z szacunkiem i spokojem, nie starając się wyprowadzać ich z równowagi i nie drażnić dla własnej zabawy. Nie miała mu tego jednak za złe, bo żadnej krzywdy jej nie robił. Mogła więc to znieść, a jakby nie było, można też to uznać, za swego rodzaju rozrywkę. Obserwowała go jednak ciekawie, nie wiedząc, czy przypadkiem nie jest to jego kolejna zagrywką, której rozgryźć nie jest w stanie.
Przechyliła głowę na bok, patrząc na niego, spod przymrużonych lekko powiek. Była całkiem odprężona. choć pewna niczego być nie mogła. Na jego słowa, pokiwała lekko głową ze zrozumieniem.
- Rozumiem, choć masz dziwne sposoby na rozrywkę. Zabijanie niewinnych ludzi i drażnienie równie niewinnej dziewczyny, która jeszcze daje się podpuścić. Może powinieneś więcej wychodzić? Spotykać się z innymi?
Oczywiście była mowa o niej samej, bo jakby nie było, dała się wciągnąć w grę Consta, sprowokował ją i sprawił, że się zdenerwowała, zirytowała. Mimo wszystko nieco go rozumiała, albo przynajmniej myślała, że rozumie, bo przecież mogło i tak się zdarzyć.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Lis 25, 2012 5:02 pm

No to oboje byli w takim razie osobami które nie spędzały z kimkolwiek zbyt dużo czasu, ciekawe z jednej strony bo gdyby Const chciał ,albo inaczej chciało mu się ruszyć zad z tego miejsca to prawdopodobnie spotkałby paru ludzi i tak dalej i tak dalej, ale jak sami widzicie że to leń jak cholera a na dodatek wszystko podsuwane jest mu pod nos to nie musi wcale wychodzić i jest mu z tym dobrze. No co do jego dziwnych pomysłu na spędzenie aktywnie swojego czasu to miała rację, niewiadomo co miał w tej swojej chorej pokręconej głowie ale niezbyt dobre rzeczy odnośnie każdego kogo poznaje, jednak zrobiła na nim wrażenie. Nie zachowała się jak mała histeryczka na co w sumie miał nadzieję bo wtedy jego stopień zła podskoczył by o 10% że doprowadził dziewczynę do płaczu, straszne. Jeśli można by było wygrać konkurs na najbardziej pojebany sposób zawierania nowych znajomości to Const mógłby być niepokonanym mistrzem i to parę lat z rzędu.
-Może powinienem przestać być jebanym psycholem, to też by dużo dało. - zrobił te oczy jak świry w amerykańskich filmach można nazwać to świdrującym spojrzeniem a następnie wyszczerzył się do niej. Co teraz robi? Kto go tam wiedział, raczej jej nie zrobi nic bo po co. Siedzi tu z nim z własnej woli i ma zapewnioną rozrywkę, a przecież nie zrobi krzywdy swojej rozrywce prawda? Co tam się będzie czaił, zagramy dalej w tą samą grę tylko o innych zasadach, kiedy tak się na nią gapił jak psychol podniósł się nagle do siadu i położył dłoń na policzku Anki i przejechał po nim nie spuszczając z niej wzroku. To dopiero była radocha huh? Na pewno musiała się dziwnie z tym czuć, ale Consta też się da lubić na swój chory sposób. Jednak po chwili znowu mu się odwidziało po czym odsunął się trochę od niej wracając do leżenia na fotelach. Zaśmiał się cicho jakby nawet do siebie.
-Dobra dobra już przestaje. - cichy śmiech trwał może z 5 sekund po czym na jego twarzy zostało tylko zamyślenie oraz lekki niegroźny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 150


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Lis 25, 2012 5:58 pm

Może inaczej - przybywała w towarzystwie sporo czasu, ale było to bardzo ograniczone koło, które kończyło się zaledwie na kilku stałych osobach. Jej Pan, a także kilka osób ze służby. Koniec. Jej to nawet pasowało, choć czasem tęskniła za towarzystwem innych osób. Niegdyś była bardzo towarzyską osobą, ciągle obracała się w dość szerokim kręgu znajomych, potem wszystko się skończyło, a An bardziej ceniła spokój i te kilka nielicznych osobowości, które przewijały się przez jej życie. Może jednak wypadałoby poszerzyć choć trochę ten krąg, ale na wszystko przyjdzie odpowiedni czas i pora. I tak zrobiła już wiele, wyszła z domu, przeszła się do miasta i nawet spotkała i rozmawia nadal z Constem. Owszem miejsce wybrała sobie niezbyt fortunne, stare, nieczynne, zrujnowane kino, w slumsach, czyli miejsce bardziej niż podrzędne, ale nie była specjalnie wybredna w tym względzie.
Z początku się bała, potem się uspokoiła, następnie nieco zdenerwowała. Tak wiele odczuć, w tak krótkim czasie, a może być tego więcej. Do płaczu jej nie doprowadził, ale nikt nie mówi, że nie jest to niemożliwe, choć rzeczywiście trzeba przyznać, że ich sposób zawierania znajomości jest bardzo dziwny. Na jego słowa jednak wybuchła śmiechem. Szczerym i prawdziwym śmiechem. A śmiech miała delikatny.
- Nie ma tak źle. Naprawdę. Jesteś denerwujący, do tego lubujesz się z drażnieniu i dobrze ci idzie... ale można to wytrzymać.
Uśmiechała się dość wesoło, teraz już kompletnie rozpogodzona i uspokojona. W gruncie rzeczy Anais, choć była dość nieśmiała i niepewna, to mimo wszystko była bardzo pogodna. To chyba jedyna rzecz jaka pozostała jej z dawnych czasów, gdy jej problemy ograniczały się do tego, czy kupi nową parę butów, czy też, jaką ocenę dostanie ze sprawdzianu.
Zaraz jednak zamarła, w momencie, gdy się do niej zbliżył i położył dłoń na jej policzku. Przyglądała mu się uważnie, a w jej oczach było widać zdziwienie i lekki przestrach, który zaraz minął, gdy tylko mężczyzna się odsunął. Chwile się nie odzywała, siedząc sztywna jakby połknęła kij. Rozluźniła się zaraz gdy usłyszała jego śmiech, widząc już, że to był jego kolejny zabieg. Zmarszczyła brwi spoglądając na niego ostro.
- Jesteś niereformowalny!
Wykrzyknęła cicho, z lekką nutą złości w głosie. Nie była jednak na niego jakoś specjalnie zła. Po prostu ją zaskoczył, zaszokował, nieco przestraszył. Naprawdę nie wiedziała czego może się po nim spodziewać i dlaczego tu jeszcze w ogóle siedzi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Lis 25, 2012 7:38 pm

Hah czyli jednak jego niecny plan się udał i udało mu się ją znów wprowadzić w zakłopotanie, ale i tak już po tym sobie z pewnością da spokój. Kiedyś na pewno się polubią chociaż będąc szczerym to już ją lubił, a co do jej przebywania tu to na początku faktycznie był zdziwiony że wampirzyca tutaj przywiodła swe kroki, pewnie też dlatego że jest wampirzycą nie leży z tymi dwoma przed wyjściem ale takie to już plusy. Co do samego jej pobytu tutaj, tak długie bo tego by się za cholerę nie spodziewał , zwłaszcza że ją cały czas drażnił, ale jakoś trzeba okazywać swoje zainteresowanie nie? Tak to już działało przynajmniej u niego, ale jak widać nie mogła sobie po prostu pójść gdyż magnetyzm tego pana był zbyt duży i się nie chciało od niego odchodzić? Fajnie by było z jednej strony, ale nie robiąc sobie zbędnych nadziei, sięgnął do reklamówki cudów a potem wyciągnął puszkę Coli którą podał dziewczynie z wyszczerzonymi kiełkami, czyżby żartowniś szykował kolejny numer? Możliwe, gdyż nie spodziewała się że jest to praktycznie zamarznięta Cola tak mocno że aby ją rozmrozić musiałoby świecić słoneczko bezpośrednio na nią. Wiadomo, robił sobie jaja jak zwykle. Jednak po chwili chyba ruszyły go te resztki które nazywał sumieniem i zabrał reke wkładając puszkę do reklamówki i podał jej normalną, czyżby jakiś przełom w jej znajomości? Po raz pierwszy nie stara się jej dokuczyć a pomóc w rzeczywistości.
-Jestem niepoprawnym cholernym dupkiem i tak dalej, nawet nie chcesz wiedzieć co o mnie mówiono ale co do tego że jestem przystojny się nikt nie pomylił, nie wspominając o mojej wielkiej skromności sile i małomówności. - zaśmiał się cicho kładąc się na fotelach w poprzedniej pozycji, co do samej puszki jak się stało ze znalazł się tam lód? A no Const się zwyczajnie bawił i nadużywał swojej mocy jak zwykle w rzeczach całkowicie niepotrzebnych.

[sorry że krótkie ale pisanie na 2 konta w jednym momencie odbiera zdolność jasnego myślenia ;x]
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 150


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Nie Lis 25, 2012 8:09 pm

No tak, udał się, bo znów ją zaskoczył. I to bardzo ją zaskoczył. Z początku sądziła, że będzie chciał ją zaatakować, a to, że w żaden sposób nie zareagowała, nie licząc znieruchomienia, świadczyło o tym, iż ufała jego wcześniejszym słowom. Mówił, że jej nie skrzywdzi, więc dała temu wiarę. Owszem poczuła się mocno nieswojo, gdyż Const poniekąd przekroczył cienką granicę jej prywatności, choć było to jeszcze do przełknięcia. Wytrzymała to, jedynie uważniej mu się przyglądając, a dopiero potem dała niewielki upust nerwom jakie ją ogarnęły. Const balansował na krawędzi i choć doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że robił to specjalnie, nie zmieniało to nic, a nic.
Było to z jego strony ryzykowne, choć Anais doskonale wiedziała, że wściekłością nic by nie zyskała, a jedynie sprawiłaby mu tylko większy ubaw. Const miał dziwny sposób okazywania zainteresowania. Z czymś podobnym jeszcze się nie spotkała, było to drażniące, irytujące, denerwujące, ale jednocześnie również i interesujące, czy ciekawe. Zacisnęła mocno usta, spoglądając spod byka na niego. Irytujący typ, ale podobno tacy najwięcej zwracają na siebie uwagę płci przeciwnej. An nie wiedziała tego i nawet o tym nie myślała. Zaczynała za to z większą ostrożnością do niego podchodzić, a gdy wyciągnął w jej stronę puszkę coli, którą wyciągnął z reklamówki... zawahała się.
Spojrzała na puszkę niepewnie, a potem na niego i na tej dość specyficzny, irytujący uśmiech. Ale po chwili ją zabrał sprzed jej nosa i schował wyjmując inną. Uniosła jedną brew lekko zaskoczona. Czyżby rzeczywiście znów chciał jej wywinąć numer? Chwyciła puszkę, obracając ją w dłoniach.
- Naprawdę jesteś niemożliwy i nie dziwie się, że siedzisz tu sam. Chyba nawet sam tego chcesz.
Oparła się wygodnie, przybierając bardziej wyluzowaną postawę i podkulając nogi pod siebie. Wyglądało na to, że nie spieszyło jej się z odejściem i w najbliższym czasie raczej nie opuści tego miejsca, choć zapach krwi i trupów raczej do przyjemnych nie należał. A przynajmniej ją strasznie nęcił. Dlatego tym przyjemniej przyssała się do puszki coli, by nie myśleć o zapachu krwi.
- Z tą przystojnością... to bym się zastanowiła, a skromnością z pewnością również nie grzeszysz.
Uśmiechnęła się nieco wrednie. Tak, zdecydowanie teraz to ona się z nim drażniła. No cóż, jakaś zemsta być musi, choć jej słowa nie miały w sobie nic złośliwego. Wypiła kilka łyków napoju, by zaraz spojrzeć na wampira. Może nie powinna przyjmować od niego niczego, bo nigdy nie wiadomo, ale no cóż, naprawdę uznała, że warto mu choć częściowo zaufać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 27, 2012 2:20 pm

No no, czyli jednak Anais nie była taka nie zaradna jak myślał na początku i gdy tylko podchwyciła klimat grania w jego grę? Moja droga panienko tylko reguły tej gry pozostają nie zmienione to on zawsze się bawi a nie nim się bawią to przecież takie nie fair że ze smutku wory pod oczami. Oczywiście że przekroczył granicę jej prywatności, kiepski byłby z niego gracz gdyby tego nie zrobił, ale przecież i tak nie można się gniewać bo czy zrobił jej coś złego w związku z tym? Nie, dlatego tez uważam że jest niewinny biedaczek. Gdy usłyszał jej słowa odnośnie jego przechwałek które zostały znegowane no po prostu nieprawdopodobne! Tak przecież nie można, nie zgadzam się na to, zawarczał groźnie w jej stronę, o tak igrała sobie z bestyjką i to jeszcze jak perfidnie, z drugiej strony rozpierała go duma na wszystkie strony. Wcale nie siedzi tu tak długo a już zaczęła łapać o co tutaj chodzi. Powoli jednak zaczynało mu się nudzić w tym miejscu skoro grę wcześniej uważał za skończoną to nawet podaruje jej tą obrazę majestatu w jego własnym królestwie wśród tego całego syfu, krwi i trupów. Pomyślał jednak że pasuje mieć korzyści z każdej znajomości a ona może wiedzieć ciekawe rzeczy, zwłaszcza zainteresował go ten o którym mówiła tak wysoko jakby broniła go ze wszystkich sił i nie pozwalała znieważyć, ciekawy typ nie ma co.
-Wiesz co? Powinniśmy się gdzieś przejść. Znudziło mi się leżenie bez sensu. - oh jakiż on był słodki, najpierw wkurwia kobietę do czerwoności a potem sugeruje że powinni sobie pójść gdzies, no dobra w ramach przeprosin nawet jej coś postawi jakiś obiad czy co, nie mówię tu o człowieku bo byłoby dużo łatwiej znając życie niż zebrać w sobie tyle dobrych manier aby wyjść na miasto.
-No dalej, nie będę już sobie robił żartów, przynajmniej nie z Ciebie. Co Ty na to? - uśmiechnął się zachęcająco po czym obserwował ją dokładnie jak będzie wygladac jej odpowiedź, czas pokaże. W międzyczasie postanowił się trochę przygotować jakby jej odpowiedź miała zabrzmieć twierdząco, czyli wsadził łapy do torby zabierając wszystko co było wartościowe aby było za co w ogóle wyjść na to miasto. Oczywiście nie mógł zapomnieć aby najpierw się nażreć bo ten wampir to mógłby nic poza żarciem nie robić, czyżby jego ojciec był podobny do Tessa że go wychował na takiego głodomora? Co prawda nie jadał ludzi ale wszystko inne mógł pochłaniać kilogramami.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 150


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 27, 2012 2:52 pm

Powoli zaczynała pojmować jego zachowanie, co jednak nie oznaczało, że pojęła wszystkie reguły jego gry. Gdyby było inaczej, to zwyczajnie olałaby wszystkie jego słowa i sobie poszła, a tego przecież nie zrobiła Uznała po prostu, że taki ma już charakter i albo się z tym pogodzić, albo nie. Anais poniekąd się pogodziła z tym, a przynajmniej próbowała, bo jakby nie było, znała go jeszcze zbyt krótko, by być w stanie wszystko dokładnie zrozumieć, pojąć i być w stanie przyjąć. Jego zachowanie mogłaby uznać za zwyczajnie prowokacyjne, jednak że znała motywów jego działania, a przynajmniej mogła sie jedynie tego domyślać, choć jak wiadomo, z domysłami bywa różnie. Często okazują się błędne i fałszywe.
Mimo wszystko ją zainteresował. Może dlatego, że akurat dawno z nikim innym nie rozmawiała, prócz najbliższego otoczenia swego Pana. Kto to wie. Próbowała jednak nieco podejść pod jego sposób bycia, choć nie było to coś, co pasowałoby do niej samej. Gdy zawarczał na nią, lekko się skrzywiła i oderwała wzrok od niego, przenosząc go w inną stronę sali, unikając patrzenia na trupy. Gdy jednak zadał jej pytanie, a raczej zasugerował opuszczenie tego miejsca i udanie się w inną stronę... no cóż, zaskoczył ją. Mieliby się gdzieś wspólnie przenieść? Zawahała się, nie odpowiadając od razu. Równie dobrze mógłby to być jakiś podstęp, bo przecież wszystko było możliwe. Nie była więc niczego pewna i poniekąd powróciło jej zwyczajowe zachowanie.
- No nie wiem...
Jej wahanie było tak wyraźne, że niemal namacalne. Była dość mocno zakłopotana, zupełnie jakby posuwała się w stronę, w którą iść nie powinna, gdyż może się to skończyć nie tak jakby tego chciała., albo przypuszczała. Widząc dodatkowo jak on się zaczyna pakować. Odłożyła do połowy opróżnioną puszką coli i spuściła nogi na ziemię.
- Dobra, niech będzie...
Podjęła nagle. Może nawet rzeczywiście to dobry pomysł? Chyba lepszy niż siedzenie w jednym pomieszczeniu z trzema trupami. Ryzyko, ryzykiem, ale czemu by nie? Chciała nawiązywać znajomości i kontakty? To nie powinna się wycofywać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 27, 2012 5:09 pm

No to raczej, wszystko będzie cacy nie weźmie jej w ciemną uliczkę w której nie ma nikogo żeby poprosić o pomoc, chociaż sama umiała się bronić, jak to stwierdziła aż go darło od środka żeby to sprawdzić, może nie był najuczciwszym, najukochańszym wampirem jakiego nosiła ta ziemia ale z pewnością mówił prawdę przynajmniej teraz, teraz pozostawało pytanie gdzie można by było skierować swoje kroki, miasto jest niby nudne chociaż zawsze może znaleźć coś ciekawego do obczajenia, bo będąc szczerym jakoś nie znał innej trasy niż slumsy akademia i na odwrót, wyjdzie do ludzi i poszerzy swoją grę na dużo większa skale. Skoro już zaimponował swoim darem do przekonywania to teraz mógł się jej poradzić gdzie powinni iśc, mimo tego że żyła w odosobnieniu to i tak powinna wiedzieć więcej od wampira który nie widział sensu ani chęci w wychodzeniu do ludzi. Zanim to jednak nastąpi to ta leniwa bestia musi sobie poleżeć jeszcze i nacieszyć się tym całym miejscem, ba nawet czekał aż zostanie wyciągnięty bo sam z własnej woli to mógł rzucić jedynie tym pomysłem nie mówiąc tu nic o realizowaniu go.
-Dobra, skoro rzuciłem inicjatywą to może wiesz gdzie moglibyśmy sobie pójść? Nudzę się tu. - rzucił jak rozkapryszony dzieciak bo w pewnym sensie jak nie próbował być poważny to był po prostu dzieciakiem ze względu na jego dość młody jak na wampira wiek. Co ty gadasz, jej wahanie się było nadmiar uzasadnione a przy okazji nawet całkiem urocze, przynajmniej nie chciała mu zrobić krzywdy zawalając mu budynek na głowę albo rzucając nim telekineza jak niesławna Larane, która przecież za to cudzysłów kochał cudzysłów. Zostawił decyzję o wyborze miejsca gdyż jemu po głowie chodziła tylko knajpa z fastfoodem i innym syfem który mógłby sobie pożerać bez końca, w końcu ta robota z której miał niezłe profity całkiem się opłacała, mógł dalej zbierać na mieszkanie albo zeżreć jakieś parę ton hamburgerów, ciekawe co wybierze gdyż ta decyzja była cholernie trudna.
-Trudno się oprzeć mojemu urokowi nie? - prychnął z uśmiechem na ustach co miało znaczyć udany żarcik do niej, tym razem taki który nie miał wyrządzić żadnych strat, po prostu się podrażnić w niewinny sposób gdyż już ulżył swojemu pragnieniu pogrążenia jej. Gdyby się załamała to pewnie nie przestałby dopóki by nie uciekła a tak można ją nazwać zwycięzcą tej bitwy, ale nie martw się to nie koniec wojny. To było by bardzo nie w jego stylu biorąc poprzednie okoliczności, nikt nie śmie mówić mu że nie jest boski i w ogóle ah i oh.
Powrót do góry Go down
Anais

avatar

Zarejestrował/a : 11/11/2012
Liczba postów : 150


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lis 27, 2012 5:42 pm

Anais przeważnie odnosiła się z ufnością do innych i dlatego też była teraz wampirem, a nie wciąż człowiekiem, choć w tym wypadku, to nawet lepiej, bo przynajmniej uniknęła podobnego losu co te trzy dziewczyny. Z drugiej jednak strony, gdyby była człowiekiem, nie chciałaby w takie miejsca, gdyż byłoby to zwyczajnie zbyt niebezpieczne. Ale mniejsza. Poszła do przodu, nawiązała kontakt, choć bardzo dziwny i dość specyficzny, ale jednak. Nadal nie miała i chyba mieć nie będzie tej stu procentowej pewności co do jego osoby, ale mówi się trudno. Nie miała tez pretensji do jego dziwnego, nieco niegrzecznego sposobu odnoszenia się do niej. Był dziwny, nieco irytujący, ale takim mianem można teraz określić wiele osób.
Pomimo wyraźnego wahania zdecydowała się zgodzić na jego propozycję, choć naprawdę nie wiedziała gdzie mogliby się udać. Może Const miał jakiś plan? Może już coś przedsięwziął w tym kierunku? Młoda wampirzyca rzecz jasna wiedzieć tego nie mogła. Możliwe, że on nadal grał, a nawet jeżeli, to była zainteresowana tą grą, choć nigdy się od tego nie przyznała. Nie miała pojęcia, że chciał ją poniekąd wykorzystać, by wyrwać się z tego miejsca. Zupełnie jakby sam nie umiał tego zrobić. Problem polegał na tym, że sama Anais nie wiedziała gdzie mogliby się udać.
Wstała ze swojego miejsca i przyglądała mu się chwile, a na jego słowa, westchnęła ciężko, a jej ramiona opadły, a ona sama, no cóż, zaśmiała się lekko nerwowo.
- Rzucasz propozycję i chcesz, bym ja sama coś wymyśliła? Szczyt lenistwa i zero własnej inicjatywy.
Pokręciła głową ze zrezygnowaniem, ale zaczęła nieco intensywniej myśleć. Naprawdę nie wiedziała gdzie mogliby się udać, nic nie przychodziło jej na myśl, ale z drugiej strony nie chciała tu dłużej siedzieć, by jeszcze bardziej nie nęcić swoich zmysłów powonienia, ponieważ zaczynała być lekko nerwowa, z powodu krwi.
- No dobra... nie wiem jeszcze gdzie pójdziemy, ale pewnie coś mi wpadnie do głowy. I owszem, twojemu urokowi nie da się oprzeć.
Uśmiechnęła się delikatnie i machnęła ręką od niechcenia. Miała ochotę z zażenowaniem pokręcić głową, ale się powstrzymała. Nie czekając już jednak więcej, skierowała się w stronę wyjścia, starając się nie spoglądać na trupy. Constantine pewnie szedł za nim, więc po chwili oboje zniknęli z tego miejsca.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lip 16, 2013 2:58 pm

Hachiko nie miała większego problemu w pakowaniu łowcy do bagażnika. Wrzuciła go luzem, pierw jednak związała jego ciało grubym sznurem, co by za szybko się nie uwolnił. Oczywiście nie związała jego klatki piersiowej, żeby nie miał jakichś problemów z oddychaniem. Założyła mu także czarną przepaską oczy i wsadziła zatyczki do uszu. Był zatem ślepy i głuchy, w czarnym, ciasnym, dusznym worze. Udusi się? Trudno. Tak samo jego łowcy potraktowali wampirzycę, więc zamierzała się odwdzięczyć. Przecież musiała mu podziękować za tę opiekę, prawda?
Zajęła zatem miejsce kierowcy i z piskiem opon odjechała spod Zamku, kierując się w stronę Slumsów, gdzie zamierzała zostawić łowcę. Możliwe, że znajdą go jego znajomi, albo wampiry, do których wcześniej się zdążył dobrać. Gdy dotarła na miejsce, wyrzuciła ciało łowcy i zaciągnęła je do środka opuszczonego kina. Tutaj przynajmniej nie padnie ofiarą poziomów E czy D, a znając łowców, na pewno zrobią sobie tutaj jakiś spacerek. Ach, będą w szoku, widząc związany, czarny worek. Zadowolona z siebie wampirzyca, opuściła kino i udała do samochodu, z zamiarem wrócenia do zamku.

[zt Hachiko]

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Wto Lip 16, 2013 10:06 pm

Trudno nie było z pozbawieniem go przytomności. Wampirzyca szybko go doprowadziła do tego stanu, że łowca nie kontaktował już z rzeczywistością. A co lepsze było dla niego, nie odczuwał żadnego bólu. Mógłby spać tyle ile wlezie. Wampirzyca nie musiała trudzić się z jego ubraniem. Łowcę przykuto półnagiego, także z koszulą nie musiała się bawić. Tylko spodnie mu rozszarpała i pewnie wrzuciła wraz z nim do worka. W końcu tam miał swoje dokumenty i telefon, którego nie odbierał. Powodem było także jego wyciszenie. Dlatego też nie słyszał żadnego połączenia. A z kilka zapewne ich było.
Przez cały czas nieprzytomności, przez te długie kilka godzin, nie wiedział co się z nim dzieje. Wracając do świadomości, przebudzał się powoli. Ból powracał tak samo. Chciał otworzyć oko, ale niestety nie mógł. Wyczuł iż ma przepaskę założoną i uniemożliwiającą widzenie. Tylko ciemność. Na dodatek wyczuł dyskomfort w uszach, co świadczyło i ich zatkaniu. W dodatku odczuwał dziwną duszność. Słaby dopływ powietrza. Gdy się poruszył, jęknął. Uginanie kolan sprawiało koszmarny ból. Nie tyle co były postrzelone, ale rany się jeszcze nie zagoiły. Nie posiadał regeneracji wampirzej. Lecz poprzez poruszanie się wyczuł iż otoczony jest jakimś workiem. Szybko przeanalizował, że jest w jakimś worku. Problem stanowił także sznur. Nie mógł w niczym pomóc sobie rękoma. Opadł głową z rezygnacją. Osłabienie dalej dawało się we znaki. Czyżby jego przeznaczeniem miała być śmierć poprzez uduszenie się na żywca? Nawet nie wiedział gdzie się dokładniej znajduje. Nie miał jak się uwolnić. Nadzieja pozostawała w tym, by ktoś go odnalazł. Tylko kto? Teraz pozostawiony został sam sobie. A mógł nie słuchać się tego co Samuru mu napisał. Mógł nie kierować się lekkomyślnością a wtedy by tak nie skończył. Nie widział. Nie słyszał. I nie mógł się sprawnie poruszać. Skoro to worek, to może uda mu się usiąść? Tylko co mu to da. Na razie starał się często poruszać w różny sposób, bo być może ktoś go zauważy.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lip 19, 2013 7:46 pm

Tararara! Tak jak przystało na prawdziwego łowcę, Leander patrolował ten teren. Jechał na tylnym siedzeniu w... Fanfary poproszę... W Jeep'ie o czarnej barwie. Oczywiście skoro nie prowadził to ktoś inny siedział za kółkiem. Zatem! Z przodu siedziała dwójka Włochów, niejaki Eizo i Adam. Adam ubrany jak zwykle, szara bluzka w długi rękaw, dżinsy i adidasy. Na nosie widniały okularki. Zaś Eizo... Dosyć dziwnie, ale to dla niego normalne. Biała koszula zapięta na ostatni guzik, czarny krawat wiszący na szyi. Czarna kamizeleczka, marynarka. Ogólnie cały garnitur. Oprócz tego miał na sobie czerwony płaszcz sięgający kolan, z wcięciem z przodu. Tak, aby nie krępować mu ruchów. Adam miał przy sobie położoną katanę schowaną oczywiście w kaburze. Natomiast broń Eiza była po prostu przykryta górą ubrań, którą miał na sobie.
Wszystko wyglądało tak, że Leander palił sobie papieroska przy delikatnie uchylonym oknie. Tak, żeby dym spokojnie wylatywał. Chciałbym dodać, że szyby są przyciemniane, żeby nie było. Adam był kierowcą, więc go nie interesowało wszystko dookoła. Kluczową rolę odgrywał najstarszy z nich. Dlaczego? Otóż miał możliwość widzenia aur, a takową Marcus'a już poznał, więc był przydatny w tej misji. No i tak sobie jeździli, robili kółka z racji nieznania okolicy itp. Aż w końcu Eizo wykrzyczał parę słów.
-O kurwa! Cofnij, cofnij!
Wybiegł z samochodu gdy ten jeszcze zwalniał. Zanim ruszyła reszta drużyny poszukiwawczej, Adam oczywiście włączył alarm itp. w samochodzie, nie podpieprzy go nikt. Wparowali do starego budynku. Nawet się nie rozglądali, nie było potrzeby dzięki jednemu z nich. Dobiegli do miejsca w którym znajdował się poszukiwany dowódca. Eizo wskazał palcem na worek, że to właśnie on tam siedzi. Leander się przeraził na sam widok, kto normalny by pomyślał, że w jakimś worku leży człowiek.
Adam podbiegł do niego, wyciągnął katanę i rozciął worek w taki sposób, by nie tknąć Marcus'a ostrzem. Mógł teraz dowódca poczuć "dostawę tlenu".
Zanim cokolwiek by zdążył zrobić...
-Dasz radę w tym stanie dojechać do Oświaty?
Właśnie takie słowa padły ze strony de Arcano zanim cokolwiek Namikaze mógłby wykonać. Pomoc nadeszła gnojki!
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lip 19, 2013 8:05 pm

Kilka godzin Marcus leżał tak pozostawiony w worku. Powietrza zaczynało mu brakować mimo zrobionych dziurek. Za każdym razem próbował wysunąć ręce z więzów, ale nie miał tyle siły by się tego podjąć. Ciało go jeszcze bolało od wstrzykniętej substancji. Na szczęście w mniejszej ilości. Ciemność i głuchota, to jedyne co mu towarzyszyło. Nie usłyszał żadnego samochodu ani odgłosów zbliżających się ludzi. Czy może wampirów? Nie wiedział. Przepaska na oczach zawiązana, uniemożliwiała mu widzenie. Zatyczki wciśnięte do uszów uniemożliwiały słyszenie. Gorzej już być nie mogło. Tracił nadzieję na to, że ktoś go znajdzie, do czasu aż worek został przecięty a on mógł już normalniej oddychać. Wziął głęboki oddech, odczuwając ulgę, że może jeszcze dłużej pożyje. Nie słyszał jednak słów Leandra. Jednak jego zdziwienie będzie duże, jak tylko będzie mógł go ujrzeć i usłyszeć. W worku znajdowały się strzępki jego ubrań. Niedaleko worka, pozostawiona broń należąca do Marcusa.
- Sznur... - Nie wiedział czy przed nim i obok znajdują się sprzymierzeńcy, ale zaryzykował, informując słabym głosem, aby przecięli więzy, które owinięte były wokół jego brzucha, przyciskając do niego ręce. Dalej już sobie może sam poradzi, jeżeli nie dostrzegą co z nim jest nie tak.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lip 19, 2013 8:12 pm

Bez słów, ale chłopaki podzielili się robotą. Eizo stanął z tyłu i pilnował pleców, ewentualnie jakichś ataków z innych stron. Adam zajął się Marcus'em, rozciął mu wszystkie więzy jakie miał. Opaskę na oczach delikatnie podwinął do góry po lewej stronie. Odsłonił mu w ten sposób lewe oko. Wiedział o tym, iż dowódca nie posiada prawego oka, więc nie ma większego sensu mu ściągać tego do końca. Wystarczy na tyle by widział. Oprócz tego zajął się szybko powierzchownie ranami Namikaze za pomocą magii. Leander zaś szybko zwinął broń Marcus'a, którą to dostrzegł tam nieopodal. Oprócz tego wziął wszystkie dokumenty Marcus'a, telefon, klucze etc. które znalazł w resztkach spodni swego nauczyciela.
W sumie jest ciepło na zewnątrz, jednakże Eizo rzucił Adamowi swój płaszcz, żeby Marcus został nim owinięty. Adam szybko go złapał i odłożył na chwilę na bok.
Jakby Marcus cokolwiek mówił, nie otrzymał odpowiedzi od Adama, na pewno nie od niego. Medyk po prostu leczył jego rany na tyle, by nie zdechł im w samochodzie, na tyle by mogli go zanieść do niego bez większych jęków z bólu. Tracił swoją energię przez to... No, ale ktoś to musi zrobić.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lip 19, 2013 8:29 pm

Marcus był związany tylko w jednym miejscu. I kiedy sznur został przecięty, od razu ręce skierował na swoje uszy, gdzie to wyczuł iż ma coś wetknięte a oni mogli tego nie zauważyć. Wyjął zatyczki i poczuł wielką ulgę, że znów słyszy. Choćby nawet szmery czy ruchy tutejszych osób. Więc to byli sprzymierzeńcy. Gdy Adam podwinął mu opaskę z lewego oka, powoli otworzył powiekę dostrzegając rysy jego twarzy. Początkowo zamazane, ale kształty się wyostrzały powoli. Dobrze, że to była zapewne noc, w świetle sztucznym miałby przez parę minut problem z widzeniem.
- Dzięki Bogu... - Nie ważne jakiemu, ale w duchu się cieszył, iż ktoś go odnalazł. Podniósł się z jękiem do siadu, podpierając na rękach. Wszystko bo bolało a tyłek, pusty prawy oczodół i kolana pulsowały bólem. Dostrzegł że Adam próbował go podleczyć, Leander trzymał jego bronie i ważne dokumenty a Eizo... Właśnie. Ten dziad ich osłaniał. Aż mu się głupio zrobiło.
- Co za wstyd. - Pokręcił głową i dostrzegł leżący płaszcz. Przyda się, bowiem dowódca w obecnej sytuacji był dosłownie nagi.
- Podleczysz mnie w Oświacie... Daj mi płaszcz i pomóż wstać.
Polecił a nawet po prosił Adama o te czynności. Ciężko będzie mu się szło i to sztywno, kiedy poważnie może mieć uszkodzone kolana a zginanie sprawiać będzie więcej problemów w chodzeniu.
Jeżeli Adam zdecydował się mu pomóc i go posłuchać, Marcus spojrzał na Leandra.
- Bądź tak dobry i udaj się w okolice cmentarza. Tam zostawiłem swój pojazd... Sprowadź go do Oświaty... Bo coś czuję, że medycy mnie szybko nie wypuszczą.
Znał Matsushitę, to i wiedział, że w takim stanie może go czekać miesiąc, jeżeli nie więcej, w leżeniu w łóżku. No ale trudno.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nieczynne kino   Pią Lip 19, 2013 8:52 pm

Niech facet nie dziękuje Bogu tylko im, a nie. Bogowi nic do tego! Ot co! Haha. Adam oczywiście pomagał Marcus'owi przy wstawaniu. I to jest hańba, że nie zauważył zatyczek w uszach! Masakra... No, ale dobra. Każdemu mogło się zdarzyć, nawet najlepszym.
Wziął czerwoniutki płaszczyk i szybko oplótł nim dowódcę. Pomagając mu we wszystkim. We wkładaniu ręki do rękawa również. Gdy pan Namikaze stwierdził, żeby leczenie zostawić już do Oświaty to przestał wykonywać tą czynność. Chociaż trochę pomógł mu teraz. Resztę na pewno wykona ich medyk, Rousse pewnie już nie będzie potrzebny jeśli chodzi o to, a by chciał pomóc. Trzeba przyznać, że żółtodziobem nie był...
-Ja zostanę z tobą... Eizo się tym zajmie, szybciej tam dotrze.
I tyle. Po tych słowach Eizo od razu się zwinął na cmentarz po samochodzik. Dwójka łowców wzięła pod pachy Marcus'a. Obydwoje są nieco niżsi, jednak złapali go tak, by nie sprawiać dużego bólu. Nie pozwolili mu chodzić nawet jeśli się opierał. Oni go wręcz podnieśli, fruwał delikatnie nad ziemią. Nie chcieli mu pozwolić na sprawianie sobie bólu.
Gdy doszli do samochodu, Adam szybko wyłączył alarm i otworzył tylnie drzwi. Leoś się zajął przyjacielem, przejmując go na tą chwilę. Wsadzili go delikatnie na siedzenie. Chciałbym dodać, że płaszcz został wcześniej zapięty przez Marcus'a, gdy postawili go do pionu.
Sami zaś wsiedli z przodu i odjechali do Oświaty.

z.t wszyscy
Powrót do góry Go down
 
Nieczynne kino
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Nieczynne kino
» Nieczynne kino
» Kino samochodowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE)-
Skocz do: