IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gdy chłód rozwieje tylko blask ognia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Euliera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1635-euliera#34072 http://vampireknight.forumpl.net/t1636-euliera#34099 http://vampireknight.forumpl.net/t3380-leandre#72418
Zarejestrował/a : 30/12/2014
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Gdy chłód rozwieje tylko blask ognia   Wto Lip 04, 2017 10:31 pm

Było późne popołudnie, deszcz ze śniegiem zacinał z zatrważającą siłą, sprawiając, że świat stawał się rozmazany i szary. Wiatr hulał nieprzerwanie, porywając co lżejsze pozostałości po ludzkiej egzystencji. Gdzieś przemknęła jakaś puszka po napoju, grzechocząc, niczym kości umarłego, a w innym miejscu wiatr popychał dawno już nieużywany wózek dziecięcy, który już dawno miał za sobą lata świetności. Było naprawdę zimno, temperatura dawno spadła poniżej zera stopni Celsjusza. Przez to opuszczone przez ludzi, ale i Boga, miasteczko przekradała się niziutka postać, okryta beżowym przywłaszczonym, wypłowiałym płaszczem, z którego spływały strugi lodowatej cieczy. Usta miała zsiniałe z zimna, nie czuła niemal palców u rąk. O ile ktoś taki, jak ona mogła być wrażliwa na zimno, może to chłód epatujący z duszy?
Euliera zdawała sobie sprawę, że musi znaleźć miejsce na nocleg, jeżeli chciała ujrzeć światło dnia następnego. Lub księżyca. Niebawem nastanie wieczór, a po niej nieprzyjemna i kolejna samotna noc. Od wydarzeń toczących się nad rzeką Roach minął rok, jednak kobieta już dawno straciła rachubę czasu... A teraz znajdowała się tutaj, gdziekolwiek to tutaj było.
Rozglądała się uważnie dookoła, chociaż widoczność była tak ograniczona, że sylwetki starych wraków samochodów mogły przypominać czyhająca na nią bestię. Była przewrażliwiona i cholernie zmęczona.
Przeszła na drugą stronę ulicy, omijając szczątki w końcowym etapie rozkładu. Skrzywiła się z obrzydzeniem, czując jak przez jej ciało przemyka strachliwy dreszcz. Przymknęła powieki, chcąc się pozbyć tego widoku,a gdy ponownie je uchyliła szczątki zamieniły się w grzeczne białe śnieżne zaspy. Westchnęła, zaciskając wargi.
Odgarnęła z twarzy mokre strąki włosów, kierując swe kroki ku opuszczonemu domostwu z otwartymi, w miarę wytrzymałymi drzwiami. Kroki kobiety niknęły w syku wiatru i gęstego płaszcza śniegu. Musiała odpocząć, ostatnio nie czuła się najlepiej, była przemęczona, głodna i zmarznięta. Elazar zachowywał dziwną ciszę, od czasu spotkania z niejakim Veisem, Namiestnikiem Otchłani, wydawał się nieco wycofany. Nie rozumiała tego, ale także nie tęskniła za jego zaborczą, natrętną obecnością.
Weszła ostrożnie na schodki oddzielające ją od drzwi opuszczonego, miejmy nadzieję, domostwa. Sięgnęła pod poły przemoczonego płaszcza, poprawiając jednocześnie szelki ciemnego plecaka na ramionach.
Wysunęła z lewej kabury Berretę, wypuszczając wolno powietrze przez usta, co utworzyło wokół jej twarzy mętną mgłę, która rozpłynęła się zaraz w masach lodowatego powietrza.
Przekroczyła próg mieszkania, starając się stąpać najostrożniej, jak to było możliwe na starych panelach. Zwilżyła wargi językiem, chociaż były wilgotne od topniejących płatków śniegu. Uspokoiła oddech, chociaż jej serce nadal biło mocno i nieco nierównomiernie, albo biłoby, gdyby ciągle chodziło. Czasami jednak miała wrażenie, że nadal była człowiekiem, niemalże czuła tętniącą w arteriach krew, bicie gorącego serca w piersi. Minęło tyle lat, a ona nie pogodziła się całkowicie ze stratą samej siebie, ale przede wszystkim...
Otrząsnęła się i zmusiła do odsunięcia melancholijnych myśli. Musiała się skupić.
Trzymała się lewej ściany, chroniąc swe plecy, broń miała wysuniętą przed sobą. Rozglądała się uważnie dookoła, nasłuchując, czy czasem nie kryje się tu jakieś plugastwo, chociaż teoretycznie złe stwory nie powinny jej zagrażać. Ale nigdy nie wiadomo, jak to z nimi jest.
Przeszła ostrożnie do dużego salonu, gdzie znajdowała się stara kanapa o przetartych brzegach, ale wydawała się kusząca. Miała ochotę po prostu się na nią rzucić i zasnąć.
Był również kominek, a także sporo porozwalanych resztek mebli. Tutaj wydawało się, że nikogo nie ma, dlatego skierowała swe kroki do... kuchni, gdzie mebli naprawdę brakowało, ale była stara kuchenka gazowa i zlew. Kobieta zbliżyła się do zlewu, nie mając nadziei, ale wszystko mogło się zdarzyć, prawda?
Odkręciła nie bez problemu kurek z zimną wodą. Rozległo się grzechotanie w rurach, syk, a następnie do zlewu wytoczyła się brudna, zardzewiała woda. Oczy Euliery zalśniły, zwłaszcza, gdy strumień oczyścił się. Będzie mogła uzupełnić zapasy wody. Ze sceptycyzmem odkręciła kurek z ciepłą wodą, ale chociaż leciała ona z dwie minuty jej temperatura nie zmieniła się ani o stopień. No cóż, nie można mieć wszystkiego.
W łazience znalazła prysznic z rozbitą kabiną. Na piętrze trzy pokoje, ale również nikogo w nich nie zastała.
Odetchnęła z ulgą, schodząc na dół. Skierowała się do drzwi i zatrzasnęła je.
Przeszła następnie do salonu, ściągając przemoczony płaszcz i plecak. Podeszła do okien, które nadal miały żaluzje. Spuściła je ze zgrzytem. Może będzie miała szczęście, jak przez ostatni rok i nic się nie wydarzy.
Podeszła do kominka, wkładając do niego resztki po meblach, znalazła starą gazetę, a następnie rozpaliła za czwartym podejściem w tym luksusowym piecyku. Przesunęła kanapę ze zgrzytem przed kominek, zachowując dystans około półtora metra. Ściągnęła białą niegdyś koszulę i skórzane spodnie, rozwieszając je tak, by ciepło ognia mogło je osuszyć, tak jak płaszcz i buty. Wyciągnęła owinięte w starą reklamówkę ubrania na zmianę, wyblakłe, czarne spodnie poprzecierane na kolanach i czarną koronkową bluzkę. Stopy miała zsiniałe i pomarszczone od wilgoci, gdy tylko pozbyła się mokrych skarpetek. Na szczęście miała jeszcze jedne. Otrząsnęła się, siadając z westchnieniem na kanapie. Położyła się tak, by mieć widok na wejście do salonu, rozprostowując zmarznięte gnaty i mięśnie. Broń miała przy sobie, wolała nie ryzykować ponownej wizji jej straty. Okryła się czarnym płaszczem ukradzionym Elazarowi z obszytym wilczym futrem kapturem. Taaak, marzyła o tym od dawna. O dachu nad głową, cieple i łóżku. Chociaż sprężyny wpijały się w jej plecy i pośladki, było to najlepsze posłanie na jakim spała do kilku tygodni. Przymknęła powieki, westchnąwszy przeciągle. Raj. Trafiła do raju.
Odsunęła od siebie nieprzyjemne myśli, chociaż martwe twarze odwiedzały ją w snach, dlatego bała się zasypiać. Zawsze budziła się z uczuciem, że zacznie zaraz wrzeszczeć...

_________________
W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada.
Powrót do góry Go down
 
Gdy chłód rozwieje tylko blask ognia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pole biwakowe
» Czarodziejskie smakołyki
» Legion Aion
» Tylko winny się tłumaczy
» Gdy tylko sięgniesz dna...

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: