IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zrujnowany park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9 ... 16  Next
AutorWiadomość
I.

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t873-i
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pon Mar 18, 2013 2:16 am

Nie było po nim widać niezadowolenia, jakie odczuwał przemierzając ulice i uliczki tej zapomnianej części miasta. Zatęchły, nieprzyjemny zapach nieznośnie drażnił jego nozdrza, jednak pomimo wszelkich niedogodności uparcie szedł przed siebie, przyciągając ciekawskie spojrzenia mieszkańców slumsów. Z godną pożałowania chciwością, lub z zazdrością, wpatrywali się w niepasującego do tego miejsca blondyna. Kilku z pewnością wykazywali większe zainteresowanie niż pozostali, szczególnie zawartością jego portfela, jednakże krótki kontakt wzrokowy wystarczył, by zniechęcić zwykłych ludzi do działania. Nieludzie... Mieli inne sposoby, aby dowiedzieć się z kim lepiej nie zadzierać.
Tutaj nikt nie przejmował się za bardzo czymś tak trywialnym jak odśnieżanie, więc choć śniegu nie było zbyt wiele, to uparcie pokrywał większą część chodników. Skrzypienie śniegu pod butami było nawet przyjemnym odgłosem - z pewnością lepszym niż dźwięki wydawane przez zwracającego zawartość swojego żołądka menela, którego I. czym prędzej minął - ale gdzieniegdzie przejście pokryte było grubą warstwą lodu, a w miejscach, które wystawione były za dnia na promienie słoneczne znajdowało się błoto. No cóż... Ubrudzić się może nie bał, jednak osobiście nie tolerował takiego zaniedbania.
Dobrze, że co innego zaprzątało w tej chwili jego umysł. Nie przyszedł tu wszak o tej godzinie, by pospacerować. Słońce zaszło niedawno, a księżyc wspinał się powoli po nieboskłonie, oświetlając drogę wampira, który mając oczy i uszy otwarte starał się coś odnaleźć. Właściwie kogoś, choć nie chodziło o jedną specyficzną osobę.
Nie było to łatwe zadanie, większość tych których szukał uciekała nim zdążył się zbliżyć i co najwyżej obserwowała go z daleka. Szczerze mówiąc chciał już dać sobie spokój i wrócić na statek, kiedy nagle coś z hukiem upadło na ziemię i przez moment dało się słyszeć odgłosy szamotaniny. Mężczyzna przyspieszył kroku skręcając w stronę z której doszły go hałasy i... Stanął przed jednym z wejść do starego, małego parku. Zatrzymał się na moment i zmrużył lekko oczy wyszukując źródła zamieszania, przewrócony wózek i sterta śmieci-skarbów, należąca do jakiegoś kloszarda było z pewnością tym, co usłyszał jako pierwsze. Uśmiechnął się mimowolnie czując, że trafił w dziesiątkę i ruszył wgłąb parku, zbliżając się w stronę stojącej na środku, zarośniętej roślinnością i gdzieniegdzie przykrytej białym puchem, fontanny. Zwolnił, mijając zasłaniające widok bluszcze i dostrzegając cel swojej wizyty. Pod niedziałającym, dawnym ozdobnikiem tego miejsca, spoczywała dwójka 'ludzi'. Jeden z nich, leżał na ziemi podczas, gdy drugi pochylał się nad jego ciałem z ustami przystawionymi do szyi nieprzytomnego. Dziwny widok, dla niewtajemniczonych. Wampir pożywiał się w najlepsze krwią człowieka. Uczta uśpiła jego czujność na tyle, że I. zdołał zbliżyć się na odległość paru kroków zupełnie niezauważony. Zaślepiony głodem czy nieostrożny, nie interesowało to blondyna, który przez moment przyglądał się prymitywnemu aktu pożywienia. Takie wstrętne i brudne miejsce, ale w tej chwili nawet ono wyglądało pięknie. Chłodny wiatr zmierzwił mu włosy, kiedy patrzył na zalaną blaskiem księżyca scenerię. W końcu dał krok naprzód, a nadeptując na zamrożoną ziemię przypadkowo narobił nieco więcej hałasu niż planował, zwracając wreszcie uwagę wampira. Krwiopijca oderwał się gwałtownie od swojego posiłku, spoglądając świecącymi ślepiami na intruza i prawie natychmiast próbując odskoczyć jak najdalej, jednak było już za późno. I. znalazł się tuż obok wampirzycy, bo choć twarz miała już w rozsypce, to z pewnością należała ona do kobiety, i złapał ją za gardło unosząc w powietrze. Przyjrzał się jej dokładnie ignorując jej powarkiwania i próby wydostania się z jego uchwytu, a następnie z niezadowoleniem miotnął swą zdobyczą jak najdalej od siebie. - Szlag by to... - Warknął z niesmakiem, patrząc jak wampirzyca niknie w nocy. Tyle łażenia i nie znalazł czego szukał. Potrzebował kogoś z kim nie będzie można go powiązać i będzie łatwy do manipulowania, więc oczywiście pomyślał o tutejszych poziomach E i porzuconych D, jednakże osobniki, które napotkał ledwo przypominały ludzi, a musiał mieć kogoś kto będzie mógł wtopić się w otoczenie.
Ze złości usiadł na tym cholernym murku od fontanny, kompletnie zapominając o bezdomnym obok, który właściwie był już trupem. Jak on nie znosił, gdy coś szło nie po jego myśli...

_________________
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Nie Mar 24, 2013 11:42 am

Miasto ostatnio szalało. Co prawda wampirzycy było to na rękę, póki oczywiście jej występki nie były aż tak rozpowszechnione, aby ścigała ją Rada. Łowcami się nie przejmowała, uważała ich nawet za przyjemną rozrywkę, dopóki nie wyląduje się w Oświacie. Tam zaczynały się schody, a sami łowcy ukazywali swój sadyzm. Dla wampirzycy był to istny raj, gdyby nie jeden, drobny, mały szczegół. Znali jej słabość i na pewno nie raz ją jeszcze wykorzystają, kiedy wampirzyca znów wyląduje w swojej stałej i jakże ulubionej celi u łowców. Powinni tam dla niej rozwinąć czerwony dywan, kupić wreszcie jakąś wygodną kanapę, bo tyłek jej drętwiał od tego siedzenia na nierównym betonie. Nie pogrzeszyli także nowym sprzętem do tortur, który wyglądał jak te żywcem zaczerpnięte z XV wieku i tylko od tego czasu pilnie konserwowane.
W każdym razie udała się w swoje ulubione i dobrze znane miejsce, jakim były Slumsy. Tutaj zawsze coś ciekawego się znajdzie, a i tak uważała to jako swoje tereny, które dzieliła z resztą zwariowanego rodu. Swoją drogą ciekawe co tym razem znów się wydarzy. Jakiś napad? Nie. W tych okolicach nie było żadnego porządnego sklepu, aby go napaść. Było tutaj za dużo biedaków, ćpunów, alkoholików i rodzinnych patologi, aby ci z wyższych sfer ośmieli się tutaj w ogóle zajrzeć. Jednak dla wampirów, był to doskonały teren na żer. Jeśli oczywiście nie patrzyło się, co się wrzuca do żołądka. W sumie świeża i ciepła krew była zawsze taka sama. Najlepsza z żywego człowieka, nieznanego pochodzenia. Mógłby być nawet żebrakiem i bezdomnym, cuchnący własnymi odchodami i innymi wydzielinami. Nie ważne, póki posiadał coś tak cennego jak krew. Ruda oczywiście gustowała w czymś znacznie lepszym niż jakiś żebrak. Jej wyczulone zmysłu, aż wyły z bólu na samą myśl o czymś tak nie ładnie pachnącym.
Kręcąc się między uliczkami w poszukiwaniu jakiejś ciekawej, zabłąkanej grupki młodzieży, wracającej tędy, na skróty z jakiejś szalonej imprezy, wyczuła szlachetnego wampira. Nie wiedziała, co taka arystokracja może robić w takim miejscu. Raczej nie mogli sobie pozwalać na polowania. Wiadomo, świecili przykładem dla innych. Wampirzyca prychnęła pod nosem, wiedząc, że mężczyzna także prędzej czy później ją wyczuje, o ile już tego nie zrobił. A na razie zajęty był szarpaniną z jakimś poziomem E, który robił więcej syfu niż wypadało. Zapowiadałoby się dobrze, ale zapewne polowanie odpada. Aż wreszcie poziom E wyrwał się z łap wysokiego wampira i ruszył prosto przed siebie w jakiś zaułek. Pewnie i tak biedak zginie od promieni słonecznych, które powoli wynurzały się znad widnokręgu. Wampirzyca nie znosiła słońca, więc zaszyła się w mroku, gdzie widoczny był jeszcze tylko kontur jej figury.
- Szlachetny, który nie radzi sobie z poziomem E? Starzejesz się czy po prostu obrzydzają Cię?
Swoje chłodne słowa skierowała do wampira. Ramieniem zaś oparła się o jakiś stary budynek. Park był dość mały, otoczony zewsząd starym budownictwem i porośnięty chwastami.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
I.

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t873-i
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Wto Mar 26, 2013 12:28 am

Przez poszukiwania prawie kompletnie zatracił poczucie czasu, więc gdy zdał sobie sprawę z jego upływu był niemile zaskoczony. Pierwsze promyki słońca powoli rozjaśniały nocne niebo, lecz nie w bajkowy, idylliczny sposób zapierający dech w piersiach i zdolny natchnąć duszę artysty. Poranek szykował się szary i ponury, i choć wszystko mogło się zmienić z biegiem czasu, to na tę chwilę pogoda wkomponowała się w naturalny urok otoczenia, w którym przebywał, co pogarszało jego, już nie najlepszy, humor.
Nie należał jednak do tych, którzy dają się ponieść emocją czy też pozwalają, aby ich myśli dało się wyczytać z twarzy. Było wręcz przeciwnie, nawet chłodny i lekceważący ton nieznanej mu kobiety nie sprawił, by na jego obliczu pojawił się choćby najmniejszy przejaw niezadowolenia. Blondyn odwrócił się w stronę wampirzycy, posyłając jej długie, badawcze spojrzenie błękitnych oczu, które zdawało się przeszywać na wskroś sprawiając, że nawet największy cień stawał się marnym schronieniem.
-Może oba. - Odpowiedział spokojnie po krótkiej chwili milczenia, nie odrywając oczu od ognistowłosej. Ciężko było uciec przed jego wzrokiem, kiedy już poświęcał komuś całkowitą uwagę. W takim momencie nie miało znaczenia ile widział naprawdę, bo hipnotyzujące, przenikliwe spojrzenie robiło swoje. Przez moment można było zastanawiać się, co zrobi teraz. To nie tak, że po prostu zakładał maskę spokoju i obojętności, bo pod pozornie niegroźnym obliczem skrywało się coś, co sprawiało wrażenie, że tak jak mógłby ją teraz kompletnie zignorować, tak i również byłby w stanie zaatakować ją bez ostrzeżenia.
-Nie bój się proszę, podejdź. - Powiedział w końcu, a jego słowa można było zinterpretować na wiele sposobów. Prośba nie do końca zabrzmiała jak prośba, choć może to status krwi sprawiał, iż w jego wypowiedź wdarła się rozkazująca nutka. Zdawkowo wyrażona ciekawość łagodziła jednak jego słowa, a ukradkowe i nieprzypadkowe spojrzenie w stronę nieba mogło, a właściwie miało, sprawić, by jego słowa niekoniecznie był odebrane jako "nie bój się mnie", co przecież zabrzmiałoby nieco ostrzej niż w sytuacji, w której dawał jej do myślenia czy nie chodzi mu po prostu o słońce. - Czy może wolisz żebym to Ja się zbliżył? - dodał niby obojętnie dość przyjemnym głosem, jednak mały i ledwo dostrzegalny akcent położony na swoją osobę mógł oznaczać wiele rzeczy. Blondyn niczego nie oznajmiał otwarcie, a poprzez jego słowa nie można było odgadnąć o co mu chodzi, jednak wszystko co padało z jego ust miało wpłynąć na rozmówcę w z góry ustalony przez niego sposób. Trzeba by jednak umieć czytać w myślach, by wiedzieć w jaki.

_________________
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Wto Mar 26, 2013 1:18 pm

Wampirzyca zdążyła się już przyzwyczaić do takiego widoku Slumsów, które wbrew pozorom, znacznie lepiej wyglądały skąpane w ciemnościach, a jedynym światłem okazywały się uliczne latarnie, bowiem nawet księżyc wstydził się, a może nawet i bał, rozjaśnić to ludzkie piekło na ziemi. Takie miejsca rozsądni ludzie woleli omijać szerokim łukiem, ale dla wampirów był to poniekąd raj. Darmowa wyżerka, bez obaw zostania zdradzonym przed światem zewnętrznym, a zarazem bez strachu pościgu łowców. Nawet oni nie zapuszczali się tak głęboko w miasto.
Wampirzyca nie dostrzegła żadnej zmiany na twarzy nieznajomego szlachetnokrwistego. Zupełnie, jakby nie był zaskoczony jej nagłym przybiciem, cichą obserwacją i chłodnym tonem. Może spodziewał się, że sama się odezwie, tym samym zdradzając swoją obecność? Po mężczyznach można spodziewać się dosłownie wszystkiego. W jednej chwili są w stanie zrzucić cię w przepaść. Jednak wampirzyca nie należała do tych ufnych istot. Doskonale zdawała sobie sprawę, że wampirom się nigdy nie ufa, nie wiadomo przecież, w którym momencie wbiją ci nóż w plecy, by po prostu patrzeć z tą swoją psychiczną satysfakcją na ból i cierpienie, jakie zadali własnoręcznie. Zresztą Ruda sama robiła tak wielokrotnie. Była fałszywa i zdobywała zawsze to co chciała, kosztem innych.
Może oba. Padły dwa, krótkie słowa. Uśmiechnęła się nieznacznie, fałszywie, spoglądając na nieznajomego spod długich, czarnych rzęs. Prawdopodobnie odpowiedź na pytanie, jakie zadała wcześniej brzmiała całkiem inaczej, niż odpowiedział. Tajemniczy ktoś, który odpowiadał dość wymijająco, ale na tyle by pozornie zaspokoić chorobliwą ciekawość swojego rozmówcy. Jednak Ruda nie cierpiała na bycie wścibskim babsztylem.
Wampirzyca nie uciekała przed wzrokiem szlachetnokrwistego. Przed nim samym także nie. Nie odczuwała strachu, mimo iż blondwłosy, wysoki nieznajomy najwyraźniej tego oczekiwał. Chroniła się przed zdradliwymi promieniami słonecznymi, nic więcej. Zaatakować ją bez ostrzeżenia? To wariatka. Pewnie dostałaby bzika na samą myśl o tym, ile bólu mógłby jej zadać, nim sparowałaby jego cios. Lepiej o tym nie mówić, bo jeszcze spłoszymy naszego nieznajomego.
Prychnęła na słowa blondyna odnośnie strachu. Nie bała się. Mógłbyś pewny. I nie chodziło tutaj o to, że czuła się najsilniejszym wampirem chodzącym pod osłoną nocy. Nikt nie wzbudzał w niej strachu, acz miała swoją słabość, jak zapewne każdy.
- Och, jeśli nie będzie to plamą na Twoim szlachetnym honorze.
Odpowiedziała jakże przemiło, uważnie mu się przyglądając. Była powściągliwa, nieufna, wyglądała bardziej jak dzika, nieokiełznana kocica. Fakt faktem podobał jej się ten dystans, jaki był między nimi. Poza tym lubiła swoją kryjówkę w mroku, z dala od promieni słonecznych. Na szczęście nie błyszczała w słońcu... Wampirzyca także była poniekąd tajemnicza i znała takie zagrania, jakie szły ze strony wampira. Sama zresztą nie była lepsza, choć wszystko jeszcze się okaże.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
I.

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t873-i
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Wto Mar 26, 2013 3:37 pm

Bez przesady z tą nieprzewidywalnością mężczyzn, może to rudowłosa przebywała wśród tego typu osobników, jednak I. nie przepadał za stosowaniem nieuzasadnionej przemocy wobec kobiet. W przeciwnym wypadku pewna blondyneczka już dawno straciłaby wszystkie zęby, zamiast odzyskiwać wolność. Poza tym, to do płci pięknej przylgnęła łatka skrytobójczyń i nie bez powodu mówiło się, że trucizna to broń kobiet... i eunuchów, ale blondyn się do nich nie zaliczał, więc nie było obawy o nagły atak z jego strony. Ale różnice w ich sposobie myślenia była widoczna jak na dłoni, choć niekoniecznie dla nich samych - jeszcze nie teraz. W przeciwieństwie do wampirzycy, blondyn zdecydowanie nie uważał tego miejsca za raj, a to, co ona nazywała darmową wyżerką było dla niego prymitywnym, barbarzyńskim aktem zezwierzęcenia, które tylko utwierdzało ludzi w ich mylnej opinii o jego rasie. Zresztą... jeśli polować, to tylko na równego sobie przeciwnika.
Wcale nie oczekiwał, iż samym spojrzeniem czy słowami zasieje w jej sercu zwątpienie lub strach. No może to pierwsze jeszcze by nie było niczym dziwnym, ale drugie zaskoczyłoby wampira, który zdawał sobie sprawę, że nie ma do czynienia strachliwą osóbką. Trzeba by być ślepcem albo idiotą, by pomyśleć inaczej. Począwszy od miejsca, w którym przebywali i skończywszy na tonie jakim go uraczyła wyraźnie pokazała, że nie należy jej pod tym względem lekceważyć.
A słysząc jej odpowiedź na jego prośbę lub raczej brak takowej, a zamiast niej uszczypliwy komentarz do zadanego przez niego pytania... - Na moim nie. - Odrzekł równie spokojnie, co uprzednio. Zrobił parę kroków w jej stronę, choć nie zbliżył się na więcej niż dziewięć lub dziesięć metrów. Wystarczająco do zbadania swej rozmówczyni nieco uważniej. Mimo wszystko należał do starej krwi, a do takich nie podchodzi i nie odchodzi się tak o, bez żadnych konsekwencji.
On w garniturze, ona w sukni, oboje wyglądali jakby urwali się z jakiegoś balu. Poprawił od niechcenia muszkę, która przekrzywiła się nieco w czasie szamotaniny i kontynuował wpatrywanie się w kobietę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. W przeciwieństwie do niej nie uśmiechnął się ani na moment, nawet fałszywie, co być może mogłoby być odebrane jako oznaka niezadowolenia - szczególnie po jej odpowiedzi. Szczerze mówiąc nie dbał w tej chwili o to, co ona o nim pomyśli, bo już wiedział, że nie będzie pasować do jego planów. A szkoda, bo twarzyczkę miała ładną i choć jej rude włosy czyniły z nią dość łatwą do zapamiętania, to byłaby idealna gdyby nie fakt, iż manipulowanie nią nie wchodziło w rachubę. Nie oceniał czy było to zupełnie niemożliwie czy też po prostu bardzo trudne - potrzebował kogoś łatwego, a ta tutaj osobniczka zdecydowanie nie należała do takich.
Ale szkoda byłoby zmarnować cały ten czas, więc być może rozmowa z nią była w stanie zrekompensować mu choć trochę minusy wyprawy w te miejsce.
-Nie jesteś stąd... A więc polowanie? Nieudane w dodatku... - Bardziej stwierdził niż spytał i nawet nie oczekiwał potwierdzenia. Nie czuł na niej zapachu krwi, ani nie spodziewał się, by jakikolwiek wampir przyszedł tu z innego powodu. Znał już obyczaje tutejszych krwiopijców... - Szkoda - dodał półszeptem, ale nie, nie chodziło mu o wynik polowania. Nie rozwinął tego jednak, choć uciekając na chwilę wzrokiem gdzieś w bok dał pewną wskazówkę, co do ukrytego znaczenia wypowiedzianego przez niego słowa. Jeszcze nie wiedział co z nią zrobi, była taka skryta, kąśliwa i nieustraszona. Na swój sposób wzbudziła jego zainteresowanie, ale... no właśnie ale. Coś mu nie pasowało.

_________________
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Wto Mar 26, 2013 8:36 pm

Ognistowłosa nie znała przecież tego wampira. Już wydawał się tajemniczy, a tacy na ogół czegoś chcą albo zaczynają manipulować, by osiągnąć to, czego chcą. Wolała zatem pozostać nieufna w stosunku do niego. Co prawda sama zaczepiła wampira, rozpoczynając dość dziwną rozmowę. Nie zmieniało to jednak zaistniałego już faktu o nieufności. Zresztą sam szlachetny zapewne także nie ufał wampirzycy. W końcu była przedstawicielką płci przeciwnej, w innych ludach, głównie tych afrykańskich, kobieta jest uosobieniem zła, jej kwintesencją, a więc narzędziem szatana. Nic więc dziwnego, że uwodziły i wodziły mężczyzn za nosy według własnego widzimisię. Wampirzyca doskonale zdawała sobie z tego sprawę, więc nie uważała siebie za lepszą do mężczyzn. Po prostu, nie ufała nieznajomym. Można więc powiedzieć, że wolała zachować odpowiedni dystans, który w takich chwilach idealnie się sprawdzał. A wiadomo, że pozory mylą. Nawet jeśli wydawał się być całkiem w porządku i zdawał się być także dżentelmenem, nie wiadomo czego tak naprawdę chciał.
Gdyby podobnie myśleli ich spotkanie okazałoby się nudne. A tak przynajmniej mogą poczuć pewne, magnetyczne przyciąganie. Wiadomo, to co nieznane bardziej kusi i pociąga, a więc osoby o dwóch skrajnych sobie charakterach mogą mieć sobie więcej do powiedzenia, niż istoty o podobnym punkcie widzenia. A to w jaki sposób wampirzyca polowała, było jej własną sprawą. Jeśli nie potrafił tego zrozumieć, niech nie wściubia nosa w nie swoje sprawy. Hachiko wolała być sobą. Nie znosiła oszukiwać samej siebie, więc jeżeli komuś nie odpowiada brutalność, czasem wręcz zwierzęcość, jakiej daje upust, niech po prostu to przemilczy. O gustach i preferencjach się nie dyskutuje.
Na pewno zaskoczyłby ją fakt, że owy wampir, krwi szlachetnej, spogląda na Rudą jak na równi z sobą. Nie wywyższał się, mimo swojego wieku, jaki wampirzyca zdołała już wyczuć. Należał do tych wiekowych, starych, doświadczonych w życiu wampirów, które mają sporo ciekawych historii za sobą. Jednakże patrząc na fakt tajemniczości, jaka go okrywała, mogła pożegnać się z opowieściami, które tak bardzo uwielbiała. Niegdyś bardzo dużo czytała, najbardziej upodobała sobie czasy starożytne, z tej racji, że nie miała tej przyjemności życia w tamtych czasach. Potem pojawił się okres wiktoriański, także bardzo przypadł wampirzycy do gustu. Może właśnie dlatego częściej zakładała długie suknie, składające się głównie z ciasnych gorsetów. Taka pozostałość po dawnych czasach.
A więc nie poczuje się ugodzony w honor czy też dumę, jeśli zbliży się do wampirzycy niższej krwi. Pogratulować. Zapewne takiego zachowania nauczyły go lata życia, nie patrzeć na wszystkich z góry. Dość nietypowe zachowanie jak na szlachetnokrwistych, których wampirzyca miała okazję poznać.
Wampir zbliżył się do niej o kilka kroków, sama zaś Hachiko wciąż mu się przyglądała, nie poruszywszy się. Póki jej nie zaatakował, nie zamierzała się poruszyć, kto wie, może jeszcze by go spłoszyła albo uznałby ją za jedną z tych kobiet niegodnych zaufania. I wcale by się nie zdziwiła. Nie jednemu krwiopijcy wsadziła nóż w plecy, kiedy najmniej się tego spodziewał.
Balu? Dawno nie gościła na żadnym balu. Dawno nie tańczyła do wytwornej, dwornej muzyki, przy akompaniamencie skrzypiec. Ciekawe czy potrafiła jeszcze grać tak pięknie jak kilka lat temu. Powinna spróbować. Wampiry mają tyle czasu przed sobą, że mogą spróbować niemalże każdej rzeczy i powoli, systematycznie je doskonalić. Nie było sensu spieszyć się, niemalże mieli ten zaszczyt osiągnięcia nieśmiertelności. Coś, o czym ludzie mogą jedynie pomarzyć.
Hachiko jeszcze nic o nim nie myślała. Nie oceniała po pozorach. Chyba, że jakiś wampir wydawał się być sztuczny w całym swoim zachowaniu i przechwalaniu się. Nie przepadała za takimi typkami. Nie mają na swoim koncie niczego, a i tak muszą pokazać swą dumę. To doprowadzało ją po prostu do histerycznego śmiechu. Ostatnio zresztą miała tę nieprzyjemność spotkania takiego wampira. Ot, powinno się go zadźgać za samą sztuczność. Ujma dla wampirów.
Hachiko nie dałaby sobą manipulować. Ciężko obudzić w niej jakieś emocje, ciężko ją szantażować, zmuszać czy przycisnąć do muru, aby uczyniła coś, czego dana osoba sobie życzy. Nawet nie zdradza tajemnic wampirów, którzy podzielili się nimi wieki temu. A więc to działało w obie strony. Oczywiście mowa o takich wampirach, które zdołały wytrzymać temperament wampirzycy i nie dały się pokonać dość odpychającemu charakterkowi.
Zapewne, gdyby jej niełatwość przedstawił w taki sposób, nie wiedziałaby czy odebrać to jako komplement czy też zwykłą obrazę. Zapewne wszystko zależało od tego, czego tak naprawdę oczekiwał. Jednak ta kobieta nie ufała nikomu. Prawie nikomu.
Ciekawe jedynie, skąd wiedział, że nie jest stąd? Spojrzała po swojej kreacji. No tak, gdyby była biedaczką, na pewno nie nosiłaby kunsztownej kreacji i kolii na szyi. Kącik warg drgnął lekko ku górze, jednak wyraz oczu pozostał ten sam. Nieufny i uważny, przyglądający się każdemu ruchowi wampira.
- Jeszcze go nie zaczęłam. Rozglądałam się za jakąś ofiarą, a może nawet kilkoma. Albo po prostu przyszłam na spacer, aż straciłam rachubę czasu i utknęłam...
Sama zaś nie zapytała go o to całe przedstawienie, jakie rozegrało się przed chwilą. Nie wiedziała w tym sensu. I tak by nie odpowiedział. A sama zaś nie wtykała nosa w nieswoje sprawy. Szkoda? Ciekawego czego. Nie zapytała. Nie miała po co. Nie udzieliłby odpowiedzi. Skąd ta pewność? Mimo wszystko znała się na wampirach, szczególnie takich bogatych w doświadczenie życiowe. Poczuła jedynie zawód, że nie usłyszy od niego wielu ciekawych historii z minionych epok. A zatem ciekawe było, co mu tak nie odpowiadało w wampirzycy.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
I.

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t873-i
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Wto Mar 26, 2013 10:27 pm

Każdy na początku jest dla nas tajemniczy, a przecież ta dwójka wymieniła ze sobą zaledwie parę słów, więc ostrożność i nieufność była jak najbardziej uzasadniona, chociaż sam blondyn nie bardzo się tym teraz przejmował. Nie obnosił się ze swoim statusem, jednak doskonale zdawał sobie z niego sprawę dlatego, na swój sposób, wydawał się być rozluźniony i nieskrępowany obecnością wampirzycy, nie obawiając się ataku z jej strony.
Musiałby przyznać, że zachowała się dosyć dziwnie, jak na osobę nieufającą nieznajomym - w końcu to ona przyszła do niego. Nawet jeśli zmusiła ją do tego ciekawość, to przecież mogła ograniczyć się do obserwacji z ukrycia, a wtedy I. nie przejmowałby się jej obecnością. Ale stało się, a teraz wpatrywał się w nią i poświęcał całą swoją uwagę, sprawiając, że proste odwrócenie się i odejście w swoją stronę stawało się praktycznie niemożliwe. Obecny dystans jak najbardziej mu odpowiadał, pozwalał na dowiedzenie się o niej więcej niż pewnie by chciała zdradzić. Fakt, że nic nie powiedziała ani nie oddaliła się, gdy się zbliżył był jedynym przyzwoleniem jakiego potrzebował.
I tak jak znał wartość swojej krwi, tak i znał wartość bagażu doświadczenia, które nazbierał na przestrzeni przeżytych wieków. Sprawiało to, że faktycznie niechętnie dzielił się swoimi wspomnieniami, na pewno nie z kimś nowo poznanym, a zamiast mówić o sobie wolał słuchać czegoś o innych. A dzięki temu co przeżył wiedział również, że ta cała nieśmiertelność wampirów jest bardzo niepewna i krucha. Wampiry nie zmieniały się prawie wcale, a wszystkie dobrodziejstwa z których korzystały pochodziły od tych zwykłych, szarych ludzi, którzy mogli tylko "pomarzyć" o długowieczności. Ale I. pamiętał doskonale czasy, kiedy ludzie wymagali jeszcze ich ochrony, czcząc ich niczym bóstwa, a potem... Dawniej słaba, niższa rasa urosła w siłę i osiągnęła coś o czym wampiry mogły jedynie śnić. Dominacja nad światem i zdolność do wyplenienia całej wampirzej rasy gdyby teraz doszło do kolejnej wojny. Nie, nie należało lekceważyć tych "zwykłych" ludzi i ich marzeń, które zaniosły ich tak daleko.
Słysząc jej słowa wziął wdech chłodnego powietrza i schował dłonie do kieszeni płaszcza. A więc jednak.
-Tu raczej żadnej nie znajdziesz. - Oznajmił, a na jego twarz po raz pierwszy wkradł się blady uśmiech. Chyba, że on jej odpowiadał za ofiarę, choć pewnie nie takiej szukała przychodząc do tego miejsca. - Wysoko urodzona, dobrze ubrana - Zaczął nagle, lustrując ją wzrokiem od stóp do głów i zwracając uwagę na każdy widoczny szczegół, a następnie powracając do uroczej twarzy - piękna... - jego wzrok zdawał się przeskoczyć na moment na bliznę, na jej policzku, ale to by było na tyle, bo zaraz kontynuował - inteligentna lub przynajmniej mająca się za taką, bez wątpienia odważna, ale jednocześnie ostrożna i wreszcie... - tym razem jego spojrzenie powędrowało na dłoń wampirzycy. - Mężatka. - dokończył powoli. Tak, tak. Wszystko, co widział i słyszał wskazywało na to, że natrafił na kogoś kto przynajmniej ma jakieś powiązania z wampirami, które robią najwięcej zamieszania w mieście. Właściwie to zgadywałby, że należała do nich, jednak nie było powodu, aby dzielić się swoimi spostrzeżeniami. Tym bardziej, że wciąż nie mógł mieć pewności. Nie powiedział nic, co mogłoby rzucić światło na powód dla którego wymienił wszystkie te cechy, a zamiast tego, kiedy odezwał się ponownie z jego ust padło jedynie kolejne pytanie.
-Lubisz polować na ludzi?
Bez ogródek. Niekoniecznie oczekiwał szczerej odpowiedzi, jednak nie zamierzał pogrywać w kotka i myszkę.

_________________
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Sro Mar 27, 2013 11:47 am

Nie powinien zatem czuć się aż tak swobodny w towarzystwie Rudej. Była nieprzewidywalna, sama nawet nie wiedziała, w którym momencie coś po prostu strzeli jej do głowy. Była szalona, dosłownie i przenośnie, więc mogłaby się rzucić nawet na szlachetnokrwistego, z tej prostej przyczyny, że czasami miała ochotę na takie zabawy jak walka, tylko po to, by poczuć ból. Tak, prowokowała przeciwnika do tego, by stawał się bardziej brutalny, silny i szybszy w swoich atakach, wówczas czuła tę przyjemną, chorą satysfakcję, jaka płynie w ciele wampirzycy, rozprzestrzeniając tę ekstazę spowodowaną bólem. Ile razy prowokowała Testamenta, aby się na nią rzucił, przykuł i zaczął rozszarpywać pazurami. Mało ją obchodziło, że wówczas stawał się bestią, nie kontrolował swoich myśli i czynów, Hachiko i tak czuła tę satysfakcję, jaka płynęła z czystego bólu. Dopiero z czasem się opanowała, gdy wreszcie uprzytomniono jej, że wampir cierpi z tego powodu. Oj tak, samolubna kobieta.
Owszem to było dziwne zachowanie. W końcu wampirzyca wychodziła z bardzo prostego założenia. Bez ryzyka nie ma życia. Lubiła się po prostu bawić, w dość dziwny, na swój ciekawy i ekscytujący sposób. Na ogół nie zastanawiała się nad konsekwencjami, może i była frywolna, ale nie wówczas gdy w grę wchodziła rodzina. Tak, sama siebie potrafiła zaskoczyć, że więź z rodziną mogłaby się okazać na tyle silna. Zresztą nawet jej związek był oryginalny, mąż chodzący własnymi ścieżkami, niczym kot, zaglądający do domu tylko wówczas, kiedy zgłodnieje albo poczuje chęć spędzenia kilku chwil w spokoju. Ot i nic więcej.
Gdyby postanowiła obserwować wampira jedynie z daleka, szlachetny i tak wyczułby obecność Rudej. Nie miała przecież pojęcia, że mógłby wówczas dać jej spokój i zająć się dalej swoimi sprawami, odchodząc w stronę wschodzącego słońca. Lubiła różne wyzwania, nie obawiała się niczego, więc podjęła tę grę, nie uważając, aby traciła swój czas. Przynajmniej rozmowa z nieznajomym okazała się być całkiem trafiona, mimo że wyszła przecież tylko polowanie.
Ludzie także bardzo wiele zawdzięczali wampirom. Niegdyś krwiopijcy częściej dzielili się swoją wiedzą i może właśnie dlatego, ludzie byli w stanie tak wiele osiągnąć. To była współpraca, a ludzie odczuwali także pewną obawę przed stworzeniami nocy. Teraz wszystko się pozmieniało. Światem rządzą wampiry, które nie mogą sobie pozwolić nawet na najmniejszy błąd, choć niektórzy woleliby pewnie założyć kolonię ludzi, tylko po to, by później się nimi karmić. Taka dominacja nad słabszą rasą.
- Nie doceniasz mnie.
Odpowiedziała mu jedynie, nie spuszczając z niego wzroku. Nie sprawił, że nagle straciła pewność siebie.Czy to było złe, że chciała polować i przyszła akurat w takie, a nie inne miejsce? Raczej nikt nie zabroni wampirowi polowania na ludzi. Choć może Ruda się myliła? I nie, nie zamierzała, a przynajmniej jeszcze nie teraz, zaatakować szlachetnokrwistego. Mimo że po niej można się było spodziewać dosłownie wszystkiego. Nie wiadomo przecież, w którym momencie uderzy do jej głowy szaleństwo.
Jednak gdy zaczął lustrować uważnie całą jej postać, przy okazji wymieniając te "zalety" na głos, poniekąd się speszyła. Nie okazała tego po sobie. Twarz wciąż pozostała bez zmian, z tym lekkim, fałszywym uśmiechem, ale coś zadrżało w niewzruszonych oczach wampirzycy. Dawno nie słyszała tyle "komplementów" na raz.
- Ideały nie istnieją, Panie. A co jeśli to wszystko, to jedynie Twoje wyobrażenie?
Zaakcentowała słowo Panie tylko po to, by trochę się z nim podroczyć. Byłoby przecież nudno, nieprawdaż? Jednak nadal nie wiedziała do czego zmierzał. To, że była zamężna raczej nie powinno go interesować, chyba że zamierzał ją do czegoś wykorzystać. Ot, taki pionek na całej planszy. Choć jeśli już miałaby być jakimś pionkiem, to tylko królową. Wiadomo, jak już być przez kogoś wykorzystywaną, to lepiej mieć tę najważniejszą rolę, zaraz po królu. Choć i tak nie da się wmieszać w jego intrygi czy też porachunki. Zadarłby z niewłaściwymi wampirami. A może właśnie o to mu chodziło? Żeby dobrać się do rodu Kuroiaishita? To również znalazł nieodpowiednią osobę...
Z tego zamyślenia wyrwało ją pytanie szlachetnego. Zmarszczyła brwi i zrobiła krok do przodu, jednak wciąż pozostawała w cieniu, chowając się przed słońcem.
- A czy to grzech dla wampira?
Odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. Po prostu kierowała ją zwykła nieufność, skoro zadał takie dziwne pytanie. Jako wampir to chyba oczywiste, że lubiła polować na ludzi, inaczej by tutaj nie przyszła. Wolała więc nie zdradzać całkowitej prawdy, pozostawić pewną insynuację, odpowiadając wymijająco.
Była ciekawa czy wampir wreszcie powie bez ogródek do czego zmierzał.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
I.

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t873-i
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Sro Mar 27, 2013 1:42 pm

A czy weteran będzie bał się świeżaka tylko dlatego, że jest nieprzewidywalny? Czy ktoś, kto miał na karku wiele setek lat i widział wiele różnych rzeczy, poznał mnóstwo mniej lub bardziej ciekawych osobistości i ich historie miałby czuć się niepewnie? Nie... Już dawno nie odczuwał przed kimkolwiek strachu, a także prawie wszędzie czuł się jak u siebie, więc i pozwalał sobie na wiele swobody. Nie oznaczało to jednak, że byłby łatwym celem, szczególnie dla kogoś, kto przebywał w tak bliskiej odległości.
Oczywiście nie mógł wiedzieć, że ma do czynienia z wielbicielką zabaw sado-maso, choć i tak wiedza ta nie była mu do niczego potrzebna. Może pomogłaby mu szybciej określić z kim ma do czynienia, ale nawet i bez tego da sobie radę.
Co do władzy... Nie zgodziłby się z stwierdzeniem, że to wampiry rządzą, bo sytuacja w mieście miała małe odniesienie do tej na świecie. Nie tylko ostatnia, przegrana wojna sprawiła, że wampiry skryły się w mroku, ale również czyny przedstawiciela królewskiego rodu zadziałały na szkodę odbudowy starej dominacji. Ciekawe jakby się zachował I. gdyby wiedział, że ów osobnik znowu pojawił się w mieście.
Tajemniczy uśmiech zagościł na dłużej na jego twarzy, kiedy nie zgodziła się z jego stwierdzeniem, a później wytknęła mu idealizowanie jej osoby. No właśnie z tym drugim, to najbardziej go rozbawiło, bo po raz pierwszy zwróciła się do niego z szacunkiem. A nie wróć, tylko użyła takiego słowa, jednak jej ton wyraźnie sugerował, iż woli testować go dalej. Nie skomentował takiego zachowania, co więcej, kiedy się odezwał jego głos pozostał niezmącony jakimikolwiek zbędnymi emocjami - Wcale nie użyłem tego określenia, Pani. - Oznajmił krótko i chyba trafnie zwracając uwagę na fakt, że nie nazwał ją ideałem, a jedynie wymienił to, co zdołał dostrzec do tej pory. Przecież nie kłamał mówiąc, że jest piękna ani nie naciągał faktów uznając ją za odważną, a co do inteligencji, to zaznaczył, że być może tylko i wyłącznie tak o sobie myśli.
Blondyn przestał zwracać uwagę na otoczenie, nie przejmując się za bardzo zbliżającym się porankiem i zapominając o wszędobylskim brudzie. Podobała mu się nawet ich wymiana zdań, rzadko kiedy spotykał kogoś kto tak jak on wolał unikać jasnych odpowiedzi i zastępować je pytaniami, w których jednak zdolny słuchacz mógł znaleźć swoją odpowiedź.
-Tak to zabrzmiało?
Ruszył się wreszcie z miejsca, ale nie zbliżył ani nie oddalił się od kobiety, a jedynie zaczął obchodzić ją bokiem, obserwując ją niczym drapieżnik na... nie, nie ofiarę, a innego drapieżnika, który wkroczył nieuważnie na jego teren. No cóż, nie uważał tego miejsca za kompletnie "swoje", jednak podeszła do niego w dość niefortunnym momencie.
-A co powiedziałabyś na polowanie na... wampira?
Zapytał ponownie, uprzednio dając jej trochę czasu, aby odpowiedziała na poprzednie. Chyba, że spotka się z milczeniem, to po pewnym czasie przejdzie do kolejnego. Które będzie coraz bliżej tego, co miało związek z jego pobytem w tym miejscu.

_________________
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Czw Mar 28, 2013 12:30 pm

Jakie to miłe z jego strony, wciąż uważając Hachiko za "świeżaczka". Może w porównaniu z tym wiekowym szlachetnym, jakiego miała przed sobą, faktycznie była jedynie świeżaczkiem, ale swoje także zdążyła już przeżyć i doświadczyć. Oczywiście nikt nie kazał mu się obawiać ognistowłosej, jednak całkowite lekceważenie wampirzycy nie mogłoby dobrze na to wszystko wpłynąć. To, że już dawno przestał się obawiać świadczy, że jego wrogowie już dawno gryzą ziemię albo po prostu schowali głowy w piasek, uznając szlachetnego za kogoś, kto ich po prostu przerasta. A skoro I. czuł się tak pewnie i bezpiecznie, to zapewne na cel upatrzył sobie teraz Rudą. Najpierw bezbronny potwór, teraz wampirzyca poziomu niższego niż szlachetny. Może dążył do eksterminacji własnego gatunku? Tylko, co by mu to dało.
Skąd mógłby wiedzieć u podobaniach wampirzycy? No właśnie znikąd, choć gdyby był bardziej spostrzegawczy na pewno dostrzegłby, że jest z nią coś nie tak. Na pewno nie wyglądała i nie zachowywała się jak większość wampirzyc. Wolała być sobą, niż udawać kogoś kim nie była, tylko po to, by zwrócić na siebie uwagę. Ot, nie znosiła czegoś pod publikę. Zresztą kto wie, czy gdyby dowiedział się o tych upodobaniach nie zacząłby patrzeć na nią krzywo, jakby była z marginesu społecznego. Zresztą mało ją obchodziło, kto co sobie o niej myślał. Ważne, że Hachiko czuła się dobrze we własnej skórze.
Sytuacja na świecie... to takie odległe stwierdzenie. Świat rządził się swoimi prawami i naturami, a matka ziemia nie jest głupia. Jak się wkurwi to wysadzi wszystko w pizdu, zrobi się jeden, wielki wybuch i znów wszystko zacznie się od nowa. Wiadomo, historia lubi się powtarzać.
Wampiry zawsze kryły się w cieniu, pociągając jedynie za odpowiednie sznurki, więc jakby nie było mają znacznie większą przewagę niż ludzie. A skoro przez wieki się ukrywali, to zwykli śmiertelnicy nie mają pojęcia jak walczyć z krwiopijcami. Nim się nauczą, nim przejdą odpowiedni trening, żeby choć w minimalnym stopniu stanąć na równi z łowcami, może minąć trochę czasu. Ludzie go nie mają, wampiry owszem, mają i to całkiem sporo. Możliwe zatem, że przez wieki dążą do pewnego rodzaju władzy.
Wampirzyca lubiła testować innych albo po prostu drażnić się z kimś dla zwykłej zabawy, wiedząc także, w którym momencie przystopować. Cóż, nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał mieć za wroga szlachetnego wampira. Wróć. Wampirzyca nie miała zdrowego rozsądku...
- Skoro tak twierdzisz, Panie.
Dygnęła lekko w dwornym, z nutką teatralności, ukłonie, nie przestając jednak obserwować jego ruchów. Kto wie czy przypadkiem czegoś by nie wywinął, gdyby tylko spuściła gardę.
Nie odpowiedziała na jego pytanie czy tak to właśnie zabrzmiało. Uśmiechnęła się tajemniczo, wzruszając delikatnie jednym ramieniem. Lubiła pogrywać, zresztą zauważyła, że szlachetny także. Sam zresztą zaczął z nią pogrywać, więc ta szybko podjęła tę zabawę i dość błyskotliwą wymianę zdań. Ich konwersacja, wbrew pozorom, była błyskotliwa.
Wkroczyła na jego teren? Nie przypominała sobie, aby Cmentarz czy Slumsy należały do kogoś innego niż jej męża. Można powiedzieć, że także znała doskonale te tereny. A więc oboje byli na dobrej pozycji. Pytanie tylko brzmiało, zamierza zaatakować ją teraz czy w momencie, kiedy uśpi czujność wampirzycy? Kiedy ruszył okrążając ją, ta także ruszyła, w przeciwną stronę niż. Nie chciała, żeby w jakikolwiek zmniejszył czy też zwiększył dystans, jaki ich dzieli.
Zmarszczyła nieznacznie brwi, kiedy zadał jej dość... dziwne pytanie. Przestało się to wampirzycy podobać, aczkolwiek nic nie odpowiedziała. Przeciągała to milczenie niemalże w nieskończoność, jakby chcąc wywołać w swoim rozmówcy pewną niecierpliwość, a może napięcie.
- Zależy na jakiego... wampira.
Drapieżnik spotkał godnego siebie, drugiego drapieżnika. Może wreszcie zdradzi Rudej do czego zmierzał od samego początku.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
I.

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t873-i
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Czw Mar 28, 2013 7:02 pm

A jednak mógł coś wiedzieć, bo I. był aż zanadto spostrzegawczy, co w połączeniu z uwielbieniem do zbierania jak największej ilości informacji i długich, żmudnych przygotować, dawało ogromne rezultaty. Już wcześniej zwrócił uwagę na jej długie włosy o, tak lubianym przez niego, płomiennorudym kolorze. Wtedy oczywiście po prostu mu się spodobały, ale gdy niejako wyznała zamiłowanie do polowań - a tak, umiał czytać między wierszami - i zdołał w małym stopniu poznać jej charakter, w jego głowie zapaliła się ostrzegawcza lampka.
Nie pozwolił, aby to krążenie trwało zbyt długo, choć fajnie byłoby się z nią jeszcze trochę pobawić. Skoro ona również ruszyła się z miejsca, to w końcu zatrzymał się tam gdzie wcześniej stała ona i jeśli się nie mylił skończyło się na zamianie miejsc.
-Lubisz czytać gazety? - Wypalił nagle, zupełnie jakby miał zamiar zignorować dopiero co zaczęty wątek. Nic bardziej mylnego, już zaraz miała się bardzo dokładnie przekonać do czego zmierza. - Z reguły nie ma w nich nic ciekawego, ale od czasu do czasu można trafić na jakąś perełkę. - Opowiadał dalej, po krótkiej chwili milczenia. Wystarczającej, aby zastanowić się nad pytaniem i możliwą odpowiedzią, jednak niewystarczającej, by tej odpowiedzi udzielić. - Na przykład... Incydent z Królową Lodu, widziałaś? Co sądzisz o polowaniu na takiego wampira? - Dokończył wreszcie z tajemniczym uśmiechem. W jego oczach tańczyły wesołe iskierki rozbawienia, kiedy wypowiadał te słowa, zupełnie jakby to nie był przypadek, że przytacza właśnie ten artykuł. I nie był. Nie bez powodu zbliżył się na taki dystans i już od samego początku powoli dowiadywał się o niej więcej niż zapewne chciała zdradzić. W tym momencie nie mogła go zaskoczyć żadną ze swoich mocy, bo doskonale znał ich działanie. Ale o tym wiedzieć nie mogła. Ciekawe czy weźmie jego słowa za czysty przypadek czy też może uzna, że wie o niej więcej niż przyznawał. Współpracownik łowców, jakiś znajomy, a może świadek? Nie mógł doczekać się jej reakcji. Sam nie był 100% pewny czy wampirzyca przed nim jest tą samą, o której pisano w gazecie, jednak póki co całkiem ładnie pasowała do opisu. Skoro chciała bawić się w prowokacje... To bawmy się w prowokacje!

_________________
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pon Kwi 01, 2013 2:06 pm

Skoro był tak dobrze przygotowany, zapewne wiedział już jak mogła nazywać się ta wampirzyca, stojąca przed nią. Aczkolwiek nie miał przecież pewności, że osoba z gazety, którą widział jakiś czas temu, jest tą samą osobą, która w tej chwili stała przed nim. Wampirzycy nigdy nie ukrywała swojego podchodzenia, ani tym, kim była. Potwór. Monstrum. Bestia. Wampir. Ludzie różnie to nazywali, jednak znaczenie było takie samo. Róża, gdy zmieni swą nazwę, wciąż pozostanie różą.
Hachiko zawsze dbała o swoje długie włosy, traktując je jako swój znak rozpoznawczy. Teraz jednak miała je spięte w koka, więc nie mógł dokładnie ocenić ich długości. Jakiż wampir nie przepadał za piciem ludzkiej krwi? No chyba, że jest się wegetarianinem, a łowcy zrobili komuś pranie mózgu, więc łatwo w takiej chwili przestawić się na tabletki krwi. Raz czy dwa wampirzyca z czystej ciekawości ich spróbowała. Była to jedna z najgorszych chwil w jej życiu. Obiecała sobie, że nigdy więcej nie weźmie ich do ust.
Skoro wampir przystanął, Hachiko także to uczyniła, cofając się jednak w mrok. W ten sposób zwiększyła między nimi dystans, chyba, że wampir go zmniejszył, przysuwając się. Na to ognistowłosa nie zamierzała reagować. Przecież nie zabroni mu sobie wędrować do woli. Jeśli sądził, że pozwoli mu na to, aby się nią zabawiał w jakikolwiek sposób, to się grubo mylił. Miała swoją dumę, znała te gierki szlachetnokrwistych i wiedziała, że zawsze gdzieś jest jakiś haczyk po tą powłoką nadmiernego udawania bycia miłym. Tym razem także się nie pomyliła w swoich osądach. Czy czytała gazety? Owszem, zdarzało jej się. Przecież niemalże ciągle o niej pisano. Normalnie powinna dostać pokojową nagrodę Nobla, naprawdę.
Na jego pytanie nie odpowiedziała, w ogóle się tym nie przejęła, bo po cóż? Nie pierwszy raz na nią polowano i pewnie nie ostatni. Na wargi wampirzycy wstąpił już ten znany, fałszywy, kokieteryjny uśmieszek, którym obdarzała nieznajomego od czasu do czasu.
I tak jak domyślała się od jakiegoś czasu, tak wreszcie rozwiał to napięcie, jakie budował od samego początku. Skrzywiła się nieznacznie, wyraźnie niezadowolona. No jakże to, miała wystawiać swoje życie na szwank, kiedy on będzie stał w ukryciu, przyglądając się jak Hachiko poluje na Królową Lodu?
- Mam być pionkiem w Twojej grze, nie licząc dobrej zabawy?
Wyraźnie nie podobał jej się taki pomysł bycia wykorzystanym do polowania. Choć sama gonitwa, za własnym cieniem, nie była złym pomysłem. I jeśli sądził, że taką prowokacją ją przerazi, mylił się. Zapewne już zdał sobie sprawę, że miał do czynienia z kimś, kto miał trochę nierówno pod sufitem. Więc starcie ze szlachetnym miało być dla niej igraszką, wręcz świetną zabawą. Co z tego, że znał moce, skoro nie wiedział kiedy i jaka zdolność zostanie użyta. Ba! Najlepsze polowanie jest wówczas, kiedy nie używa się mocy.
I miałby być współpracownikiem łowców albo ich kapusiem? Doprawdy, kolejny wampir, który był gotowy sprzedać własną rasę tym psom? Jego wybór i wola. Ruda nie dała się jednak sprowokować, dalej prowadząc z nim tę świetną wymianę zdań, grając trochę na zwłokę. Nie zamierzała zaatakować pierwsza.
- Jestem zachłanną kobietą.
Wzruszyła ramieniem, spoglądając na niego uważnie. Ciekawe czy był zadowolony ze swojego efektu ciężkiej pracy, jaką włożył przez ten długi czas.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
I.

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t873-i
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Wto Kwi 02, 2013 1:19 pm

Z wiekiem nabywa się różnych dziwactw, więc po kilku lub kilkunastu wiekach można nazbierać pokaźną kolekcję i tak było w tym przypadku. I. miał gdzieś ksywki jakie nadawali jej ludzie, nie bardzo obchodziło go też jej nazwisko, choć z pewnością natychmiast skojarzyłby z kim ma do czynienia i nie miałby już wątpliwości, co do tego, że jest główną bohaterką wspomnianego artykułu. Ciężko bowiem pozostać nieznanym i tajemniczym, kiedy ma się przybranego syna na stanowisku burmistrza i męża kanibala.
Z krwią by się zgodził, choć on sam perfekcyjnie panował nad swoim głodem i nawet rzeka krwi, po najdłuższej abstynencji, nie wyprowadziłaby go z równowagi. Dla niego ta szkarłatna ciecz była... niczym wino, a w zależności od kogo pochodziła tym była lepsza, dlatego nie wypiłby krwi byle menela spod sklepu.
Kiedy się cofnęła naturalnie zbliżył się na tyle, by ponownie znaleźć się w takiej samej odległości co przed chwilą. Nie było powodu do trzymania tak dużego dystansu i tak mógłby w ułamku sekundy znaleźć się tuż obok, gdyby takie było jego życzenie. Zresztą to były jedyne gierki w jakie z nią pogrywał, a właśnie o tym wiedzieć nie mogła. Bo przecież nikogo nie udawał, a już zdecydowanie nie przymilał się. Mały uśmiech w jednym czy dwóch momentach i ciepły ton, to jeszcze nie głaskanie po główce, a zwyczajna kultura osobista. Nie był gburem żeby traktować ją z chłodem i dystansem, w takim wypadku jaki byłby sens zaczynania rozmowy.
A prowokacje... To ona zaczęła, to była jej gierka. A ten uśmieszek, którego nie omieszkał zauważyć, był jednoznacznym dowodem, jak bardzo się jej to podoba.
Zmarszczył lekko brwi, kiedy ponownie się odezwała udając lub będąc zaskoczonym taką, a nie inną odpowiedzią.
-Pionkiem? A nie wolisz być Królową, Pani? - Niewinne pytanie o podwójnym, a może i potrójnym znaczeniu. Jak kto woli. - W to jestem w stanie uwierzyć - Dodał na jej ostatnie słowa, co zabrzmiało jakby mówił, że jest to jedyna rzecz, która padła z jej ust i w której prawdziwość nie wątpił. Bardzo mu się podobała ta sytuacja, choć kobieta nie wydawała się być przestraszona czy chociażby zbita z tropu, jego dość śmiałą propozycją (jeśli patrzeć komu ją składał). A skoro taka gadka mu się podobała, to już teraz w pewien sposób się nią zabawiał. Chociaż dzięki swojej nieustępliwości zasłużyła na bycie na górze... w tej rozmowie. Ale to również było zabawne.
-Ale nie mówiłem wcale, że będziesz sama.
Jedynie spytał, co o tym sądzi. Jak tak się zastanowić, to nawet jej wcześniej nie proponował samych łowów, a dlaczego ona tak to odebrała. Blondyn roześmiałby się na głos, gdyby ktokolwiek oskarżył go o współprace z łowcami. Szkoda, że tego nie zrobiła, bo dawno się nie miał z czego szczerze pośmiać. Dzisiejsi łowcy byli jakąś komedią. Wyjątki mógłby policzyć na palcach jednej ręki.
Cross, który jednak zaszył się niczym tchórz w tej swojej akademii, ignorując napiętą sytuację w mieście. Warewolf, upadły łowca tak bardzo bojący się o własną rodzinę, że zrezygnował z swojego dumnego nazwiska i z przerażającego łowcy stał się marną karykaturą pacyfisty. Van Helsing, jedyny, który zdołał zranić blondyna, ale równie rozczarowujący co reszta wspomnianych. Znikł bez śladu jakiś czas po rozbiciu jego marnej inkwizycji. No i jeszcze... Edward Mortis - jedyny, którego szanował do teraz, ale również przebywający w nieznanym mu miejscu.
I co? Z kim tu współpracować? Z żółtodziobami z Oświaty? Nadawali się jedynie do roli kukiełek.

_________________
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Wto Kwi 02, 2013 7:59 pm

Widać, że nabawił się różnych dziwactw, choć wiadomo po okładce się nie ocenia. Skoro miał wszystko gdzieś, było mu obojętne dosłownie każdy skrawek wampirzycy, to po co jeszcze zajmował jej jakże cenny czas? Skoro chciał się zabawiać czyimś kosztem, źle trafił. Bardzo źle. Dlaczego? Bo się go nie bała! Wiedziała, że jeśli nagle zaginie, to szlachetny będzie miał bardziej przejebane niż ona. Ot, to taki wielki plus posiadania syna dość wpływowego, nie mówiąc już o własnym mężu, którego kurwica by wzięła, gdyby ktoś położył dłonie na Hachiko. Wystarczyłoby ją jedynie dotknąć przez przypadek, a zeżre łapy przy samej dupie. Wcale nie wstydziła się faktu, iż to ona grała główną rolę niemalże każdego wydania gazety. Była notorycznie poszukiwana, za wiele przestępstw. Po prostu miała taką naturę. Była potworem. Nie zadziewała nosa i nie usiłowała przypodobać się ludziom, tak jak to czynił I. Skoro wolał zachować swoją dietę i sączyć krew z kieliszków jak prawdziwy król, to niech to robi do usranej śmierci. Ale Hachiko pragnęła od życia czegoś więcej niż tylko kryształów i sączenia krwi jak wina. Ona chciała żyć zgodnie ze swoją naturą i właśnie to robiła. A skoro szlachetny nie potrafił tego uszanować albo chociaż w jakimś małym stopniu zrozumieć, to już nie był problem Rudej. Mogła sobie pić krew z kogo jej się tylko żywnie podobało. Nawet jeśli to był pijak, przybłęda, żebrak... przecież to byli ludzie, których sobie cenił, a smak ich krwi był o wiele lepszy. Dlaczego? Bowiem każdy z nich miał na sumieniu jakieś istnienie, córkę, żonę, brata... Kogoś zabił, bądź dokonał jakiegoś przestępstwa. Wyrzuty sumienia i strach w połączeniu z krwią, są wręcz niesamowitym przeżyciem. Oczywiście nie można zapomnieć o tym, że krew prosto z ciepłego, żywego jeszcze człowieka była najlepsza. Ale skoro arystokrata bał się ubrudzić rączki, to już jego strata.
Proszę bardzo. Chciał się znaleźć bliżej niej? Nie ma sprawy! Sam zmniejszyłby dystans, mogłaby go wówczas schwytać w swoją moc. Co z tego, że wiedział jaka jest czy też jak działa, skoro nie spodziewał się, w którym momencie uderzy. Ot, nieodpowiednia ocena przeciwnika może wiele kosztować.
Królową? Miała być królową? Zmarszczyła nos, nie kryjąc rozdrażnienia. Ten wampir w ogóle nie znał Hachiko, mimo iż wyraźnie na takiego się porywał, wymieniając jej cechy zewnętrzne, ale są one niczym, w porównaniu z charakterkiem.
- Królowe jedynie zrzędzą, marudzą, rządzą i ładnie wyglądają. Ja wolę być skoczkiem. Pragnę działać i lubię niebezpieczeństwo.
Odpowiedziała, przestając się już fałszywie uśmiechać.
- Przemyślę sobie Twoją propozycję. A teraz wybacz, ale słońce mnie goni.
Spojrzała znacząco w stronę widnokręgu, gdzie słońce coraz wyżej wchodziło. Im dłużej będzie zwlekać, tym gorzej z ucieczką. Zapewne po drodze skieruje swoje kroki do Zamku. Z opuszczonego parku do Zamczyska Testamenta daleko nie było. A najwyżej zaszyje się na cmentarzysku, wszak nigdy nie wiadomo, co kanibalowi odbije. Skinęła szlachetnemu głowę, dygając teatralnie, ot, żeby znów go rozeźlić. Wiadomo, niektórzy szlachetni zawsze mieli fioła na punkcie okazywania im szacunku.
Zaczęła wycofywać się coraz głębiej w cień, by po chwili ruszyć już wampirzym tempem w stronę Zamku, gdzie zamierzała się schronić.

[zt]

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
I.

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t873-i
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Czw Kwi 04, 2013 9:39 am

Przecież on nie przejmował się jedynie tytułami, a swojego rodzaju rozrywkę miał już teraz, więc dlaczego niby źle trafił? Dlaczego miałby bać się jakiegoś burmistrza z jego ubzduranymi wpływami. Ta łódź już przecież tonie. Sam fakt, że bezpodstawnie przejął władzę stawiał go w przegranej pozycji, to nie był dziki zachód, a Japonia i ludzie mieli znacznie większy szacunek do prawa. A jej mąż był w jego oczach nic nie znaczącym robakiem od kiedy pierwszy raz zobaczył go w akademii.
Nie skomentowałby w żaden sposób jej rozważań nad sposobem w jaki kto prowadzi swoje życie. Jeśli była tym za kogo ją uważał, to już dawno straciła swoją szansę. Nie odezwał już ani słowem, wyczuwając, że jego towarzyszka ma ochotę oddalić się stąd jak najprędzej. Niestety wymiana cech zewnętrznych nie oznaczała w żaden sposób, że nagle ma się za jakiegoś znawcę jej osoby. O nie, to ona miała mu dopowiedzieć resztę i tak właśnie zrobiła mówiąc, że bardziej pasowałby do niej skoczek. Czyli tylko się jej wydaje... ~ interesujący był fakt, że woli skoczka nad królową. Mogła być łatwiejsza do manipulowania niż myślał na początku, jednak nie było sensu zastanawiać się nad tym dłużej, skoro zdecydowała się odejść.
Oczywiście nie zamierzał jej zatrzymywać, zaspokoił swoją ciekawość i mógł ruszyć dalej.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pon Kwi 08, 2013 6:45 pm

Kylar chodził po slumsach już od długich godzin. Zaspokoił swój głód w większej mierze. Poza tym ostatnia szamotanina ze zbyt silnym pijakiem wykończyła Kylara przede wszystkim dlatego, że za bandażami na całym ciele, kryły się niezasklepione rany, ale ponieważ chłopak dbał o dietę i wmuszał w siebie jedzenie, to zdrowiał szybko. Teraz zawitał w parku i usiadł pod jednym z drzew dość blisko chodnika. O dziwo. Otarł twarz z krwi, wycierając wszystko w zabandażowane ręce. Reinkarnacja miała swoje zalety. Kylar zmusił swoje paznokcie do zaostrzenia. Polało się dość dużo krwi przy tym, gdy większa część paznokci odchodziła, ale w końcu się udało.
Teraz Kylar siedział bezwładnie pod drzewem i drzemał. Było dość późno wieczorem, ale to nie była godzina jeszcze na sen. Ledwie zaszło słońce... Gdzie więc polował? W zrujnowanych blokach. Tam zawsze było pełno ludzi.
Ogólnie wygląd Kylara nie zachęcał do jakiegokolwiek kontaktu z nim. Ba. Pokrwawione ubranie- bluza, a pod nią bandaże i jeszcze ręce... Wyglądał jak osoba, która znalazła się w środku strzelaniny i teraz krwawiła z wielu miejsc...
Powrót do góry Go down
Eleonora

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t906-elena http://vampireknight.forumpl.net/t945-elcia http://vampireknight.forumpl.net/t3451-eleonora#74303 http://vampireknight.forumpl.net/t946-mieszkanie-eleny
Zarejestrował/a : 24/01/2013
Liczba postów : 510


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pon Kwi 08, 2013 7:14 pm

Napisała mu tylko jednego smsa. Zastanawiała się gdzie był i co robił, ale ufała mu i wiedziała, że na pewno zajmuje się właśnie czymś ważnym. Właściwie gdzie ona przyszła? Oh nigdy nie patrzy dokąd idzie, ale czasami trafia w miejsca bardzo ciekawe. Szła długo nawet nie wiedziała ile szła, ale to nie miało znaczenia. Była w jakimś parku,ale był taki ponury przynajmniej jej się tak wydawało miała wrażenie, że w tym miejscu jest jeszcze chłodniej niż po za nim. Myślała, że to raczej opuszczone miejsce, ale czy była na pewno tu sama? Może jednak nie ? Czyli trzeba było by to sprawdzić prawda? Elena ruszyła do przodu powolnym krokiem jej stukot obcasów pewnie roznosił się po parku, ponieważ szła chodnikiem. Nie spodziewała się tutaj nikogo. Gdy nagle zobaczyła posturę mężczyzny opartego o drzewo. Pierwsza myśl, że może mogło mu się coś wstać i czym bliżej El zbliżała się do owego osobnika tym bardziej widziała jakieś bandaże.
- Przepraszam.
Zaczęła, ale widząc krew zbladła. Nie wiedziała czy zemdlał co się mogło stać czy wgl żyje, ale spał oh na całe szczęście on tylko spał. Dotknęła jego ramienia.
- Czy wszystko dobrze? Coś się stało?
Zapytała.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pon Kwi 08, 2013 7:24 pm

Ruch był natychmiastowy. Rękę dziewczyny złapała morka od krwi dłoń Kylara. Podniósł głowę ukazując minę podejrzliwości. Albo tak się mu wydawało. Och czuł tą świeżą krew. Krew dość rzadko spotykaną. Krew bez odrobiny alkoholu, albo krwi zimnej!
Los się do niego uśmiechnął? Po tym wszystkim co ostatnio się zdarzyło? Uścisk był mocny, choć nie był to bolesny uścisk.
-Czego tu szukasz! To nie miejsce dla takich jak Ty...-Jego słowa były oschłe, a ton wypowiedzi niski. Przede wszystkim dlatego, że tak właśnie chciał Kylar. Jednak krew w płucach wzmocniła efekt. Skąd krew w płucach? On nie oddychał. Nie potrzebował powietrza. A zalegająca krew to pozostałości po złamaniu żeber i paru innych nieciekawych rzeczach.
Ogólnie facjata chłopaka byłaby przyjemniejsza, gdyby nie zaschnięta krew na brodzie i czarne ślepia. Jedynie białka w oczach były dobrze widoczne...
Powrót do góry Go down
Eleonora

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t906-elena http://vampireknight.forumpl.net/t945-elcia http://vampireknight.forumpl.net/t3451-eleonora#74303 http://vampireknight.forumpl.net/t946-mieszkanie-eleny
Zarejestrował/a : 24/01/2013
Liczba postów : 510


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pon Kwi 08, 2013 8:28 pm

Poczuła lepką i mokra substancję na swojej dłoni boże czy to była krew? Eelana była zdziwiona, że ten facet leżał tu tak taki zakrwawiony i na dodatek sam. El delikatnie wystraszyła się nikt nigdy nie dotykał jej ręki umazaną od krwi dłonią to było dziwne uczucie, ale teraz było ważne czy może ten chłopak potrzebuje pomocy? Elena poczuła jak ściska mocno jej dłoń, ale nie bolało tak bardzo jak myślała. Poczuła wibracje w telefonie, ale w tej chwili nie mogła odebrać chociaż wiedziała kto napisał. Oh Elena i alkohol? To rzadkość...
- Ja przepraszam, ale pomyślałam, że potrzebuje pan pomocy...
Powiedziała z troską w głosie patrząc swoimi niebieskimi oczami na chłopaka. Czuła jak dreszcze przechodzą jej ciało, ale nie uciekła jednak dalej tu stała i wydawało się, że nie czuła jednak strachu pomimo tego, że przeszywał ją chłód. Jego ton był taki chłodny chyba nie podobała mu się jej obecność, ale widziała, że może jednak potrzebuje pomocy. Jego twarz była od krwi, a jego oczy takie zimne.
- Nie chciałam przeszkadzać.
Powiedziała.[b]
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pon Kwi 08, 2013 9:28 pm

-Pomocy?- Znów warknięcie, jakby warczał wilk.
Jednym szybkim ruchem wampir wstał. Był znacznie wyższy od dziewczyny, choć przez lekkie podkulenie od ran byli mniej więcej na tej samej wysokości.
-Złamane żebra, zjedzone wnętrzności... Ja już nie żyję, moja droga.- Wampir wciąż trzymał jej rękę. Brak uśmiechu na twarzy mógł znaczyć wiele. Rozpacz? Pogodzenie się z własnym losem? Nieważne.
Nagle jednak Kylar ku zdziwieniu się uśmiechnął.
-Niema dobrego uczynku bez kary. Lepiej nie pomagaj obcym bo będziesz nie żyć jak oni. Ja też nie żyję...-
I uśmiech znów znikł z jego twarzy. Chłopak podczas wypowiedzi obdarzył dziewczynę nieprzyjemnym zapachem z ust. Był to mniej więcej zapach mięsa, które zbyt długo przebywało na słońcu...
Chłopak nie zachowywał się szczególnie natarczywie. Był po prostu w pewien sposób obłąkany. To było widać na pierwszy rzut oka.
Powrót do góry Go down
Eleonora

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t906-elena http://vampireknight.forumpl.net/t945-elcia http://vampireknight.forumpl.net/t3451-eleonora#74303 http://vampireknight.forumpl.net/t946-mieszkanie-eleny
Zarejestrował/a : 24/01/2013
Liczba postów : 510


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pon Kwi 08, 2013 9:38 pm

-Um tak, chciałam zaoferować pomoc. Sprawdzić czy wszystko dobrze.
Odpowiedziała. Nie chciała wcale źle dla niego, ale niespodziewana się tego, że nagle poderwie się i stanie na przeciwko niej. W pewnej chwili pomyślała, że go rozwścieczyła, ponieważ warczał strasznie znaczy jego odpowiedzi brzmiały niezbyt miło. Dziewczyna delikatnie się wystraszyła, ale wcale nie uciekła jak by nie chciała ociekać przed nim może nie bała się go jednak? On wciąż trzymał jej rękę tylko po co? Słysząc jego słowa była zaskoczona.
- Trzeba natychmiast jechać do szpitala nie można Pana zostawić tak tutaj.
Powiedziała z troską w głosie. Wydawało się, że ten mężczyzna przeżył coś bardzo strasznego,ale nie wiedziała co go takiego spotkało. Jego słowa nie wystraszyły ją wręcz przeciwnie El nie da się tak łatwo chociaż wygląda na bardzo bezbronną to jednak może coś zawsze zdziałać.
- Nie boję się oferować pomocy nawet obcym.
Odpowiedziała patrząc na niego uważnie. Dziewczyna poczuła straszny zapach, ale starała się to ignorować i pomimo tego zapachu nic nie odpowiedziała chociaż był bardzo nieprzyjemny jak dla niej. Jak by coś się rozkładało. Dziewczyna stała tak dalej.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Pon Kwi 08, 2013 9:52 pm

-Ale ja już nie żyję!-Zaśmiał się puszczając jej rękę. Ciężko było odgadnąć jaką zaraz postawę przyjmie...
Chłopak mógł odwiązać bandaże, ale po co? Mógł wystraszyć dziewczynę, ale po co na razie? Ostatnio i tak został potraktowany jak kundel. Ta tutaj przynajmniej nie starała się pokazać dominacji nad nim.
Dominacji, której nie miała. Kylar jako wampir mógł ją zjeść jak każdego innego człowieka. Coś jednak kierowało jego działaniami. Nie miał ochoty na tak pożywne mięso.
-32 dnia, 13 miesiąca w roku... Nie powinnaś tu być. Idź, uciekaj. Nie wychodź z domu po zmroku. Inaczej o 25 godzinie znów się zobaczymy. A ja będę wtedy głodny. Wciąż nie rozumiesz?- Znów wydawało się to nieco zbyt wrogie. Ale taki Kylar już był. Jemu się w głowie nie mieściło, że nie zauważyła, że jest wampirem. Że krew na nim to nie tylko jego, ale również jego ofiar. Wypuszczał ją? Nie wierzył samemu sobie. Cholera. Mięknie.
Nie. Był po prostu najedzony. Był za słaby, aby ciągnąć truchło do mieszkania. Nie chciał pozbawiać niebieskookiej przytomności, a potem wymazać jej pamięć. To jednak byłoby lepsze dla niej. Trafiłaby pewnie jednak na jakiegoś pijanego kolesia. Może nawet gdyby była nieprzytomna. I obudziłaby się już bez bielizny... Tyle danych. Tyle niewiadomych. Co zrobić?!
-Jak masz na imię?-zapytał z lekkim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Eleonora

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t906-elena http://vampireknight.forumpl.net/t945-elcia http://vampireknight.forumpl.net/t3451-eleonora#74303 http://vampireknight.forumpl.net/t946-mieszkanie-eleny
Zarejestrował/a : 24/01/2013
Liczba postów : 510


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Wto Kwi 09, 2013 6:40 am

Elena nie rozumiała o co mu chodzi w jego słowach przecież stał tutaj przed nią ona go widziała nie miało być jak inaczej. Zresztą Elena raczej nie wierzyła w wampiry nie wierzyła w ich istnienie. Nie wiedziała co na początku mu odpowiedzieć nie chciała go czymś zdenerwować, ale ta krew na nim boże co tu się stało, a jak to nie była jego krew? Na samą myśl przeszły ją dreszcze. Musiała zapytać.
- Dlaczego jesteś we krwi? To twoja krew?
Zapytała patrząc na niego uważnie i wcale nie bała zadać mu się to pytanie wręcz przeciwnie chciała wiedzieć co się stało. Pomimo tego, że coś mówiło jej, że nie powinna tu stać ona była tutaj i stała z nim. Nie bardzo rozumiała jego słowa o czym on mówił? El raczej by nie uwierzyła gdyby powiedział, że to wampir. Przeraziły ją jego słowa, ale nie uciekła nie zamierzała.
- Nie rozumiem o co może Ci chodzić, ale daj sobie pomóc jeżeli mogła bym chociaż patrzeć twoje rany.
W jej głosie było słychać dużo troski chciała chociaż mu przemyć rany pomóc chociaż wiedziała, ze widok może być bardzo przykry gdyby zdjął bandaż, ale dla niej było ważniejsze, aby pomóc mu zdrowieć. Odwzajemniła uśmiech.
- Elena, a ty?
zapytała.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Wto Kwi 09, 2013 9:16 am

Celowo zostawił sobie wyjaśnianie na później. Widocznie miał dalej falę dobrego humoru i rozbawienia.
-El...Ela...na.Elana. Ach tak, oczywiście!- To co wypowiedział z lekkim rozbawieniem brzmiało mniej więcej jakby doskonale wiedział kogo spotkał. Nigdy jednak wcześniej nie było ku temu okazji. Skąd więc wiedział? Albo podejrzewał? Albo... kto wie co wymyślił jego chory umysł.
-Brzydal. Nie! Kylar! Tak! Ja jestem Kylar. Ten, który zabija i ten, który zostaje zabity.
I znów nastąpiła zmiana. Tym razem coś innego. Brzmiał jakby całe życie nie miało sensu, a on oschle wypowiadałby słowa jak komputer.
-Moja też to krew. I ostatni raz powtórzę. Nie jesteś w stanie mi pomóc za życia!
Zbliżył się jeszcze o krok patrząc na nią z góry. Smród się zwiększył. Widziała doskonale jeszcze mokrą krew na czarnej bluzie.
Kylar podniósł jeszcze raz rękę, aby dziewczyna się przyglądnęła.
Nie. Nie przyglądnęła. Poczuła. Przejechał jednym palcem po jej twarzy patrząc swoimi czarnymi ślepiami w jej niebieskie oczęta.
Dziewczyna mogła poczuć mory dotyk krwi i jeszcze coś. Mianowicie jego palce były jak igły. Jak niewielkie noże. I tak! Pomimo niewielkiego nacisku na skórę twarzy, Ele czuła ostro zakończony palec. Dokładnie tak jakby dotykał ją nożem.
-Nie chcę być chytry i cię splugawić. Idź do domu!-Ostatnie słowa powiedział cofając się o krok i znów warcząc.
Powrót do góry Go down
Eleonora

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t906-elena http://vampireknight.forumpl.net/t945-elcia http://vampireknight.forumpl.net/t3451-eleonora#74303 http://vampireknight.forumpl.net/t946-mieszkanie-eleny
Zarejestrował/a : 24/01/2013
Liczba postów : 510


PisanieTemat: Re: Zrujnowany park   Wto Kwi 09, 2013 1:22 pm

Myślała raczej, że wcale nie jest tak trudno wymówić jej imię to było proste, ale nie miała pojęcia czy rzeczywiście miał z tym problem czy tylko świetnie się bawił źle wymawiając jej imię, ale nie obraziła się czy coś w tym stylu raczej była zdziwiona tym co mówił patrzyła na niego uważnie chociaż wydawał się jej trochę dziwny i przerażający to jednak wierzyła, że wcale aż taki zły nie był. Uśmiechnęła się delikatnie słysząc jego imię. Kylar tak?
- Kylar? Ładnie. Hm.?
Nie wiedziała co ma przez to rozumieć o co mu chodzi w tych słowach może był chory? Jeśli tak to by dawno zrobił jej krzywdę, ale najwidoczniej był chyba zdrowy. Chyba naprawdę potrzebował pomocy. Oh to była też czyjaś krew? Boże teraz Elena na prawdę się przeraziła, ale nie uciekła stała twardo dalej. Poczuła ten okropny zapach tylko nie wiedziała czy to zapach gnijącego ciała czy co? Ale smród był okropny jednak ona starała się to wytrzymać. Gdy dotknął jej twarzy lekko wzdrygnęła się. Po co to zrobił? Poczuła coś ostrego na swoim policzku to chyba jego paznokcie, ale czemu były takie ostre? Jak nóż.
- Nie jestem przekonana, że zrobił byś mi coś złego.
Powiedziała do niego ocierając delikatnie policzek z krwi, którą zostawił.
Powrót do góry Go down
 
Zrujnowany park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 16Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9 ... 16  Next
 Similar topics
-
» Zrujnowany park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Zrujnowany kościół
» Miejski park
» Park Promnitz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE)-
Skocz do: