IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stara oranżeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1713


PisanieTemat: Stara oranżeria   Nie Lip 16, 2017 8:40 pm


Event: Odwampirzanie
MG: Esmeralda ~
Poziom: Trudny-B.Trudny*






Stara, zaniedbana i z każdym rokiem coraz bardziej pochłonięta przez naturę. Oranżeria znajduje się gdzieś w sercu lasu, w miejscu dawniej zamieszkałym przez ludzi podejrzewanych o czary. Ród dawno wymarł, a drewnianą chatę zniszczyła burza, co według przesądnych ludzi jest jedynie karą za herezję i odprawiane ceremoniały. Cała oranżeria jest wykonana ze zwykłego metalu i wtopionych w niego stopów czystego srebra. Szyby już dawno pokruszyły się i przez dłuższy czas okna straszyły ziejącą pustką.   Obecnie wszystko porosło mchem i dzikimi, często pnącymi się roślinami. Ścieżka jest całkowicie zatarta, a rosnące wszędzie pokrzywy zniechęcały wszelkich śmiałków do dalszych wycieczek.
Z myślą o zaplanowanym rytuale, miejsce zostało poddane specjalnym przygotowaniom. Pokrzywy częściowo wykarczowano, podobnie jak zresztą chwasty i mech znajdujące się zewnątrz. Na kamiennej podłodze trudno poszukiwać choćby pyłku czy gruzu, gdyż wszystko co niepotrzebne zostało uprzątnięte. Tuż obok wejścia znajduje się stolik, a na nim wszystko co będzie potrzebne do odprawienia rytuału. Metr od każdej ze ścian ustawiono misy wypełnione wodą, w których to umieszczono okrągłe świece oświetlające całe pomieszczenie. Jest godzina 16, a zatem czas aktywności wampirów jeszcze się nie zaczął.

Do udziału w odwampirzaniu uprawnieni są wszyscy łowcy o statusie wyższym niż kadet. Każdy z obecnych może przywdziać dowolny strój, lecz należy pamiętać o odpowiednim zabezpieczeniu swojej tożsamości.
W pomieszczeniu znajduje się tylko Esmeralda i tak jak poprzednio ma na sobie białą zwiewną sukienkę.




Drodzy gracze,

Do momentu pojawienia się „kompletu” dozwolone jest tzw „luźne pisanie”, które zakończymy wraz z pojawieniem się wszystkich chętnych. Każdy gracz otrzyma wówczas wytyczne do których powinien się zastosować.
Wydarzenie ma charakter pozafabularny, lecz proszę pamiętać, że konsekwencje odwampirzania mogą pojawić się również na pełnoprawnej fabule.
Wymagam kreatywności, zaangażowania i punktualności. Niedostosowanie się do wymagań czy jak to woli olewanie sprawy spotka się z przykrymi konsekwencjami.
Im lepiej wam pójdzie, tym lepsze czeka wynagrodzenie.

Proszę każdego o opisanie pełnego stroju i ekwipunku od myślników pod postem. Najlepiej w spoilerze.


*Dopuszczam okaleczenie, a nawet śmierć za głupotę. Nie przyjmuję żadnych zgód na śmierć i innych pierdoletów.

_________________
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 175


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Lip 17, 2017 12:17 am

Koniec końców, pewien rudowłosy osobnik, pomimo własnych, wewnętrznych obietnic i zakazów, jednak sie tu ponownie pojawił... I jakoś nie wyglądał na zachwyconego. Gdyby nie maska, jedyna tutaj obecna osoba dojrzałaby niezadowolenie wymieszane z znużeniem na jego twarzy. Cóż. Ciężko jednak zobaczyć, by on chodził w jakimś lepszym nastroju.
- Dzień dobry - odezwał się cicho, poprawiajac zarazem kaptur, naciągając go bardziej na oczy, i spoglądając z ukosa na rudowłosą kobietę.
Nadal nie wiem, dlaczego ponownie tu jestem.
Nie bardzo palał na myśl o ponownym rytuale... I nie bardzo tęsknił za demonem, który mieszał w głowie, próbował odciągnąć go od runy czy powodował ból. Albo wykorzystywał jego słabości.
To zdecydowanie nie był szczyt marzeń. Przynajmniej tyle dobrze, że nie zdecydował się go opętać. Czy coś w tym stylu.
Z drugiej strony, skoro tu jestem, to pomogę.
Pomarańczowe oczy zapoznały się międzyczasie z okolicą, jak i z rozmieszczeniem czy wyglądem samego pomieszczenia. No, ale skoro i tak tu nikogo więcej nie było, to stanął sobie dalej, by nie zawadzać wchodzącym i tyle.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Lyalli
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3382-lyallinette-cabalerro http://vampireknight.forumpl.net/t3389-lyallinette-cabalerro#72832
Zarejestrował/a : 02/07/2017
Liczba postów : 59


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Lip 17, 2017 9:56 am

Kobieta mogłaby odczuwać coś na kształt wewnętrznej ekscytacji. Chociaż to raczej daleko idące wnioski, bo na jej twarzy nie dałoby się odnaleźć żadnej z emocji.
Szła wolnym krokiem, rdzawy cień pośród listowia. Ciało smoczycy od stóp do głów pokrywały wytrzymałe skóry. Szeroki kaptur skrywał oblicze Łowczyni. Krągłe kształty mogłyby się rzucać w oczy, gdyby idąca z rozmysłem i prowokacyjnie wprawiałby je w ruch. Jednak nie było w niej niczego z kokietki.
Płynność ruchów zdradzała przeszkolenie, ale również jakaś sztwyność w nich zupełny brak świadomości samej siebie.
Zdawała się po prostu nie przejmować cielesnością, starała się ją tylko chronić, bo była jej powłoką.
Gdy Grigorij zaproponował jej tą misję, była biała. Nie wiedziała dotąd o podobnym procederze, nie śmiała chyba nawet marzyć o tym, że jest możliwe zawrócenie potępieńca ze swej drogi, nie tylko tej narzuconej, ale przyrodzonej. Mogła się tylko modlić o ich dusze, o ile ktoś taki w ogóle mógł je posiadać.
Jeżeli jednak byli stworzeniami Boskimi, a jedno z nich dostapiło tego cudu, musieli ją mieć, tylko trzeba było ją odkryć.
Dotarła na miejsce, nie wyszła jednak od razu, w cieniu starego drzewa obserwując zbierających się ludzi. Dotąd widziała tylko jednego w bluzie wchodzącego do środka. Zmrużyła powieki, a następnie ruszyła wykarczowaną ścieżką do środka. Nie zdejmowała kaptura, którego szerokie rondo skrywało szczelnie jej twarz. Długie sploty włosów o pysznej barwie kasztanu zostały starannie spięte w masę warkoczy, węzłów, które spięte miały zapewnić jej, iż nikt nie spróbuje wykorzystać długiego włosia przeciw niej. W splotach znajdowały się dwie długie srebrzyste szpile, ostre i piękne, a chociaż urodziwe, mogły być równie niebezpieczne.
Pod połami płaszcza z rozszczepionym dołem, znajdowały się dwie kabury z jej pistoletami, a przez plecy przechodziła krótka włócznia, naprawdę piękna robota, czarne drzewce, stylizowany, mocny grot. Zwieszający się na rzemieniu.
Wokół pasa oplatały się korale na rzemieniu, jej nie odłączny bicz, oraz szafranowa szarfa. Na pasku zaś znajdowała się prosta okrągła manierka ze święconą wodą, lubiła mieć ją zawsze przy sobie. W cholewach wysokich butów znajdowały się ostrza do rzucania, a w kiszonkach na udach shurikeny. Nie widoczne to jednak było.
Stanęła nieopodal pierwszego przybysza, kierując lśniące chłodem szare oczy na rudowłosą kobietę w prostej białej sukience.
Wyglądała bezbronnie, tak czysto.
Fascynacja, podziw, może nawet duma.
Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1110


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Lip 17, 2017 8:09 pm

Kolejna próba wytrzymałości? Kto wie, niemniej jednak Cornelius nie zamierzał odpuszczać sobie tak poważnego wydarzenia, jakim bez wątpienia było wyrywanie dusz z sideł demona, by pozwolić stać się ludźmi. Inni powiedzą pogwałcenie praw wampira, lecz życie jest wojną, a w niej każde posunięcia są dozwolone. Łowca nabierał lat, jak i z każdym rokiem doświadczenia. Jego ręce wiecznie zapracowane, co było doskonale po nich wiać. Każda blizna na jego ciele, która miała swoją historie. Piekielny czas, który nie pozwalał o sobie zapomnieć. Choć był jasnowłosym, niejednokrotnie spotykał się ze swoimi siwymi włosami, które ewidentnie dawały mu znaki. Czy to właśnie była starość? Najprawdopodobniej, lecz to nie był jeszcze czas by odejść na "emeryturę". Poświęcił  swoje życie ludziom tym samym nie mogąc mieć swojego. Choć je miał, to większość czasu mężczyzny obracała się wokół wampirów i ich tępienia. Czas dawał mu doświadczenie, ale i udowadniał mu iż nie wiele mu brakuje by stać się potworem dla tego świata. Pełen chłodu, czy brak jakikolwiek emocji... Co trzyma go od kompletnego zatracenia w ciemności? Dziecko, które było coraz bliżej dorosłości, lecz to właśnie dzięki niemu Cornelius ma w sobie jeszcze jakiekolwiek hamulce. Eh...
W dzień odwampirzenia Cornelius stanął sobie przed lustrem, patrząc na swoją chłodną, a zarazem zmęczoną już twarz. oczy z każdym dniem wydawały się być coraz bardziej ciemniejsze, a nawet czasem miewał wrażenie iż nabierały one odcień bordowy. Pytanie się ile jeszcze będzie trwała ta rutyna, było czymś co można było pominąć. Był sprawny fizycznie i nic nie wskazywało, że szybko się to zmieni. Do tego więc czasu będzie wypełniał misje. Przemył twarz, zerkając kątem oka na swoją lewą rękę, która każdego dnia przypominała mu o jego poświęceniu. Musiał się jednak nauczyć żyć z tym, bowiem wiedział na co się pisze, miał chronić ludzi przed niebezpieczeństwem, lecz i bez tego wiedział że Esmeralda była warta tego. Sięgnął po rękawice uciskową, po czym nałożył ją na lewą rękę, by następnie udać się do garderoby. Ubrał się szybko i sprawnie, jak i zadbał o odpowiednie uzbrojenie. Choć szedł w miejsce gdzie nie nada mu się broń, to jednak dmuchał na zimno i zawsze chodził uzbrojony.
Pojawił się w wyznaczonym miejscu, bezceremonialnie pokonując wejście. BYł nieco zaskoczony miejscem odbycia rytuału, lecz nie mógł narzekać, skoro nie ważne było miejsce, a zespół i jego wiara.
-Witam Was,
W chwili gdy się pojawił odezwał się, by przywitać tym samym się z innymi obecnymi na miejscu. Odkąd jednak powrócił z Anglii mogło by się wydawać iż coś się zmieniło, lecz co? Stanie sobie mimo wszystko gdzieś niedaleko, by móc obserwować oczywiście z maską na twarzy, wszystko to co się działo dookoła.

Ekwipunek i ubiór:
 

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.
Poszukiwania



OGŁASZAM WSZEM I WOBEC. OSTATNIO PRZEZ PANUJĄCEGO GRZESIA PO POLSCE DOZNAŁEM KILKU PSIKUSÓW. ZYCIE REALNE JEST NAJWAŻNIEJSZE WIĘC BĘDĘ BYWAŁ RZADKO. NAPRAWIANIE SZKÓD JEST PRIORYTETEM.
Strój:
 
Powrót do góry Go down
Raven
Ojciec Roku
Ojciec Roku
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t80-raven http://vampireknight.forumpl.net/t82-raven-vladimir-aristov
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 551


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Lip 17, 2017 11:38 pm

Właściwie nie wiedział czemu się na to wszystko zgodził, mógł przecież ukrywać sie jako wampir do końca swoich dni, ale po prostu nie było mu wygodnie z kłami, ciągle zahaczały o jego ulubioną rzecz na świecie, czyli butelkę wódki i jakoś tak stwierdził, że brakuje mu ludzkiego ciepła, ale co z tym idzie? Musiał raz jeszcze stanąć na przeciwko swoich dawnych kolegów i koleżanek, których jako tako porzucił. Był wampirem, stworzeniem, które przysięgał wytępić, były łowca dotarł na miejsce podane w liście całkowicie bezbronny. Jeśli to była zasadzka to cóż, będzie musiał oddać życie z godnością, zresztą po co żyć. Jego była narzeczona na niego nigdy nie spojrzy, przyjaźnie zawarte przez ten cały czas też poszły się jebać, właściwie całe jego życie się poszło jebać, nawet to nowe które zbudował nie tak dawno temu, ale co teraz zrobić? Kłamać? Miał lepszy wybór? Będzie kłamał jak pieprzony kandydat na prezydenta czy inne miejsce w sejmie, będzie kłamał jakby od tego zależało całe jego życie. Z daleka widział łowców, a w sumie to ich nawet wyczuwał z z jeszcze większej odległości.
Raven był przygnieciony całym ciężarem swojego życia i chyba nie do końca trzeźwy, jak zwykle. Szedł powoli z uniesionymi rękami za głowę nawet bez eskorty łowieckiej, wiedział, że jak nie pokaże swoich zamiarów to od razu, któryś ze strzelców wyborowych oświaty ściągnie go w mgnieniu oka. Zbliżał się powoli do wskazanego miejsca w liście cały czas trzymając ręce za głową, nie pokazywał w ogóle żadnych złych zamiarów, a na domiar wszystkiego był jeszcze nieuzbrojony, całkowicie bezbronny. Znając życie przed wejściem został dokładnie sprawdzony i nie zamierzał się stawiać, w ogóle. Kruk jak to Kruk, z odległości czuć było od niego wódkę, a na dodatek jego źrenice były rozszerzone, był totalnie nastukany, że nie dziwne jak zemdleje w trakcie tego odwampirzania, albo siądzie mu to nieżywe serce. Wszedł do budynku patrząc po wszystkich po czym spuścił głowę w dół i wsunął łapy w kieszenie, nie chciał im patrzeć w oczy, poddał się całkowicie, więc.. niech się dzieje co chce.

Ekwipunek.
Był całkowicie bezbronny, więc poza może paczką amfetaminy w kieszeni o wadze około 3 gramów oraz piersiówki wypełnionej rudą whiskey nie miał przy sobie nic. Ubrany był tradycyjnie. Bojówki, wojskowe obuwie, czarna bluza z kapturem. Jak typowy Russian Gangster, oczywiście ~MIAŁ~ na sobie bieliznę.

_________________
"With the gleam in his eye, his middle finger to the sky,
Crooked smile on his face, he doesn't think he can die"
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 492


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Lip 18, 2017 1:39 am

No i oczywiście nie mogło zabraknąć tutaj pewnej istotki. O kim mowa? O Midori! Ciężko stwierdzić, co kierowało ją w tym momencie, jednakże cokolwiek by to nie było, sprawiło, że zdecydowała się wziąć udział w tym oto wydarzeniu. Może kwestia tego, że brała wcześniej udział i teoretycznie miała doświadczenie? Może i nie. Naprawdę ciężko było coś powiedzieć na ów temat!
Gdy już się tu pojawiła, dostrzegła, że nie była pierwsza - dostrzegła tu parę osób. Znanych i zarazem nieznanych. Huh... No nieźle. W sumie, czy właściwie zwrócą uwagę na przybyłą? Tak? Nie? Cóż...
W końcu, jej strój może przykuć lekką uwagę.
- Dobry wszystkim! - zawołała radośnie. No co? Kto powiedział, że tu wszędzie ma być ponuro, a łowcy to zakapturzeni starsi panowie, chowający tylko pod ubraniami broń, i tak dalej... Dobra, może to właśnie ona psuła wizję bycia łowcą. Z drugiej strony, miała dobry humor! Może poprawi i komuś go?
Poprawiła plecaczek, który aktualnie wisiał jej na prawym ramieniu i rozejrzała się wokół, zastanawiając się, do kogo podejść i zagadać. W sumie...
Żaden z nich nie wygląda na chętnego rozmowy. I dlaczego przeczucie mi mówi, że każą mi spadać, jak podejdę?
Można by tez powiedzieć, że sprawiała teraz wrażenie beztroskiej i jakby nieświadomej tego, co nadejdzie... Cóż... Wrażenie. Mimo wszystko zdecydowanie to nie był jej pierwszy raz i pamiętała poprzednie wydarzenia dość dobrze... Ale czy wiedziała o wszystkim? Cóż... Ciężko odpowiedzieć na to pytanie.
Odgarnęła kosmyk włosów z pola widzenia, po czym stanęła około dwa metry od stolika. I tyle póki co.




Strój i Ekwipunek:
 

_________________

~ Song of Midori ~

Halloween:
 
Powrót do góry Go down
Akane
Akane
Akane
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1167-akane-kroliczek-smierci#18630 http://vampireknight.forumpl.net/t3177-akane#67101 http://vampireknight.forumpl.net/t3322-wee-woo#71568
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 48


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Lip 18, 2017 12:44 pm

Trzeba przyznać, że po tylu latach życia jako wampir w końcu zaczęło jej się nudzić. No proszę, wieczność jednak taka super nie była jak jej się wydawało. Wszystko stawało się zbyt monotonne a i brakowało jej dawnego życia. Ciepła, rumieńców wszystkiego w sumie. Była złą kobietą od samego początku, nawet siostrzyczki  z klasztoru miały jej serdecznie dość i powoli grzeszyć słownie zaczęły, huhu. W każdym razie no... po prostu przestało jej się takie (nie)życie podobać. Te wszystkie przemyślenia doprowadzały ją do prawdziwego szaleństwa i bezsilności... na tyle, że jedyne co chciała zrobić to uciec jak najszybciej. W ten sposób pojawiła się w jakimś zupełnie nieznanym jej miejscu.
Nie miała pojęcia w jaki sposób się tutaj znalazła. Zajęta przez myśli doprowadzające do paskudnego bólu głowy w końcu rozejrzała się po okolicy nieco otępiałym i pustym wzrokiem. Do jej wrażliwego nosa już doszły mieszane zapachy garstki ludzi. Garstka.. choć może nie tak bezbronna jak na początku mogło jej się wydawać. I jeszcze drugi wampir, takiej samej rangi jak ona. Cała sytuacja stała się dla niej na tyle ciekawa, że postanowiła pójść za swoim zmysłem węchu.
To co zastało stało się dla niej bardzo niezrozumiałe. Na cholerę tylu łowców w jednym miejsce? Zasadzka? Wpadła w kłopoty? Wszyscy mieli maski.. No cóż, skoro wpadła w takie gówno to walczyć nie będzie, co zupełnie nie było w jej stylu. Dlatego  leniwie sięgnęła   pod plisowaną spódnicę i wyciągnęła z pokrowca zawieszonego na skórzanej podwiązce nóż który rzuciła na ziemi. Poza nim? Nie miała innej broni. Wlepiła ślepia w obecnych jak i wampira stojącego obok i tylko skrzyżowała ręce pod biustem.

Strój i ekwipunek:
 

_________________

Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 221


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Lip 18, 2017 4:03 pm

Leon znowu został wywołany do zrobienia tego dziwnego rytuału, po którym znalazł raka, kolega odkrył że twardy jak skała może odnosić się większego fragmentu ciała i być bardziej dosłowne a niektórzy dostali świra i po wszystkim koszmarna kadra lekarzy zaczęła traktować pełnoletnich ludzi jak bandę gimnazjalistów która popiła na ognisku w lesie i zjadała losowe grzyby rosnące na kupach owiec. No ale jak miał się nie zgodzić jak trzeba było? Tym razem jednak wiedział chociaż co ma zrobić przed tak więc odpowiednio się przygotował.
Na tydzień przed spił się na umór i potem na totalnym kacu zaczął uprawiać medytację, naukę oddychania i jako taką kontrolę przepływu jego mocy z Szamanem. Jak uda mu się to na gazie to i na trzeźwo powinno się udać. Przed wszystkim przygotował głowę na ponowne spotkanie z rozdającym głupie wizje i rany demony i zaczął przygotowywać sobie ekwipunek, o którym mało kto pewnie pomyśli. Ostatnia organizacja imprezy zostawiła wiele do życzenia więc jako najlepszy najgorszy ojciec Oświaty przyniósł ze sobą całą torbę pierdółek i głupotek, które mogą się przydać.

Tak też szedł sobie z torbą i lodówką to paląc cygaro to nucąc sobie jakieś klasyczne country i zastanawiał się ile osób z poprzedniej imprezy się pojawi i kto tam jeszcze żyje. W końcu doszedł do tego trochę bardzo zaniedbanego miejsca, któremu przydałoby się na przykład wyburzenie, a nie robienie z niego chałupniczej wersji pokoju do egzorcyzmów.
- Howdy. – Mruknął podnosząc rękę do wszystkich ( kapelusz miał, ale nie było co zdejmować, bo wisiał  na ramieniu, aby nie pognieść kapturka. Gdy zauważył wampiry odciągnął kurek broni w imię świętego spokoju. Były jedynie dwa, ale i tak nie były związane ani zamknięte, więc nie było szansy aby im zaufał.
Rozejrzał się i dodatkowo skłonił się w stronę Serafa, puszczając kółeczka w jego stronę i chwilę potem Esme i jakiejś nowej, która też miała kaptur, ale jego był zdecydowanie bardziej tematyczny. Poza tym podobny kaptur zdecydowanie nie był nawet w połowie ciekawym punktem zaczepnym jak dziwny, ale ukrywający prawdziwą tożsamość ciuch. Zrzucił torbę i lodówkę wypakowując wszystko po kolei.
Z resztą Leon musiał jej przyznać, że ta cała Esmeralda jest lepszą manufakturą ludzi niż arabska rodzina. Chce wyprodukować sześć osób w przeciągu mniej niż pół roku i niemal od razu posłać w świat. W sumie jakby nie to, że za dużo osób tam do niej wzdycha to spróbowałby ją oblać wodą, aby sprawdzić czy nie jest tak blada przez jakiś talk czy inny puder. W sumie patrząc na to, że ona biega tam prawie naga, a on ma tylko zimną wodę i jakby chlusnąć odpowiednio to wszyscy wzdychacze wisieliby mu tam sporą przysługę.
- Rudzielcu powiedz mi kto tutaj teraz będzie nam medykował? – Rzucił wygrzebując rzeczy, które chciał wręczyć właśnie tej osobie. Jakby coś było nie tak i trzeba by rzeczy, których akurat można nie mieć pod ręką i zdecydowanie był bardziej pewien dość wątpliwej jakości wykonania rzeczom od starego szamana niż nowoczesnym cudom technologii i medycyny.
- Ktoś chce się wyspowiadać? Odpuścić grzechy? – Spytał niewielkiej ekipki rozgniatając resztkę peta pod nogą i już pakując do ust nowego. Pytał szczerze chcąc pomóc, mu na przykład niezbyt wiele to dawało, jeśli nie spowiadał się braciom lub ojcu ale to wszystko zależy od człowieka.
W razie próśb spełni ją a potem i tak podejdzie do Midori.
- Widzę, że nie tylko ja potraktowałem tę imprezę jako bal przebierańców. – Rzucił podając jej butelkę z zimną wodą.

graty:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 680


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Lip 19, 2017 11:31 am

Nadszedł termin kolejnego odwampirzenia. Tym razem nie miało być aż tak obrazoburczo i niebezpiecznie albowiem wrócić na łono człowieczeństwa pragnęły wampiry niższej krwi. Nocne marki, które niegdyś były ludźmi. Vladislau przyszedł jak zwykle w towarzystwie ponad dwumetrowego wampira o pokaźnym gabarycie, z którego ciała wyrastały liczne kryształowe struktury. Niósł on kamienną skrzynię, którą zapewne większa część z obecnych łowców kojarzyła. Tam miała być schowana broń łowców by nie stanowić zbytecznego zagrożenia. Sam Vlad ubrany był w kombinezon bojowy w kolorze szaro-czarnym okrywającym szczelnie całe ciało. Wszelkie łączenia działały na zasadzie zatrzasków magnetycznych. Jego głowę okrywał hełm z częścią twarzową imitującą pysk demonicznego wilka. Miał wiele kieszeni i podajników na dodatkowe magazynki jednakże nie miał broni przy sobie. Już wcześniej schowana była w przepaścistej skrzyni.
Gdy przyszli wiele osób już było na miejscu. Vladislau ogarnął ich wzrokiem i ze szczególną uwagą skupił się na różowowłosej wampirzycy. Dziwne. Nie otrzymał jej rysopisu ani zdjęć, a sprawdził wszystkich odwampirzanych. W dodatku rzuciła nóż na ziemię co było gestem poddania. Czyżby sądziła, że jest zagrożona? Zagwizdał jak gdyby od niechcenia.
- Gdybym miał się spowiadać nie zdążylibyśmy do rana. - odparł na słowa Leona, które zasłyszał zmierzając tutaj. Był to oczywiście suchy żart z jego strony choć bezemocyjny głos wcale na to nie wskazywał.
- Witajcie. – rzekł zimno. Jak zwykle nie przejawiał szczególnych emocji co często było pomocne tak dla niego jak i w czasie akcji i dla innych. Minął wampirzycę mierząc ją wzrokiem, którego przez wizjer maski nie mogła dostrzec. Podszedł do Ravena.
- Dobrze Cię widzieć. Obawiałem się, że nie zechcesz powrócić. – rzekł obserwując postawę i zachowanie byłego towarzysza broni. Raven zazwyczaj był dość wesoły. Tym razem jednak zdawał się wręcz przybity. Nie był to jednak czas ani miejsce by z nim pomówić na ten temat. Klepnął go w ramię po czym podszedł do Corneliusa.
- Jak ręka przyjacielu? – zapytał z grymasem uśmiechu na twarzy, której oczywiście nie było widać. Niby proste pytanie, lecz inaczej nie umiał okazywać troski czy tego chciał czy nie. Zresztą akurat Cornelius dobrze to rozumiał. W międzyczasie przerośnięty wampir ustawił skrzynię w pobliżu stołu rytualnego.




Osprzęt:
 
Powrót do góry Go down
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 35


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pią Lip 21, 2017 12:52 am

Adaś wszedł do oranżerii znowu przypominając gopnika.  Naładowany energią z pochłoniętych dwóch psów i jakiegoś nieszczęśliwego człowieka, odrzutu społeczeństwa przyszedł, co nie znaczy że nie miał wątpliwości. Ostatnia akcja poszła bardzo bez planu, ładu czy też składu. Wiele osób ucierpiało, a on miał gorszą chwilę, która sprawiła że niepotrzebnie powiedział za dużo na raz i to przy ludziach, którzy może niekoniecznie powinni wiedzieć. Z resztą był tak połamany i wyczerpany, że ciężko było mu ustać, teraz z resztą nie widać było Prim, która bądź co bądź samą obecnością sporo pomogła mu poradzić sobie z tym co przeżywał.
Wpadł z psami, które usiadły grzecznie obok wejścia zdecydowanie bardziej spięte i zdenerwowane niż ostatnio. Pewnie fakt tego co ostatnio czuły i jak skończył ich pan sprawiał, że nie mogły czuć się pewnie. Sam zrzucił plecak i przykucnął przy nim słowiańsko i taksował wszystkich ostrym spojrzeniem.  Raz to groźniej jak gapił się na wampiry raz trochę mniej rozglądając się za ludźmi. Dla świętego spokoju znowu zaczął wyciągać wszystkie noże, bronie, gnaty i granaty podchodząc do olbrzyma.
- Otwórz skrzynię. – Powiedział bardzo sucho, ale jego oczy wyrażały zdziwienie i jakby próbę zrozumienia kloca. Coś mu się nie podobało w tym bezrozumnym kolosie. Coś jakby swój poznał swego, z resztą cholera wie może nawet się ze sobą tłukli albo byli na stołach operacyjnych koło siebie. I jeden i drugi zmieniliby się i tak nie do poznania więc nie było sensu gadać. Z resztą o czym? Jak tam ból i cierpienie? Co zrobiłeś po tym jak zamienił cię w wynaturzenie?
To raczej nie są pytania, na które chcieliby odpowiadać, ani tematy do omówienia przy piwku.
Odrzuci sprzęt lub nie, jeśli tym razem każdy mógł mieć przy sobie sprzęt i ponownie przykucnął koło bagażu rozpoczynając swoją słowiańską medytację i oczyszczenie umysłu przed bólem jaki za niedługo znowu wystrzeli go z kamaszy w ścianę. Z resztą nie może być tak źle. Skoro tamten rytuał go nie zabił ani nawet nie wypaczył mu zakończeń nerwowych do reszty ten też nie powinien.

Pierdy:
 
Powrót do góry Go down
Jonathan

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1435-jonathan-cohen#28665 http://vampireknight.forumpl.net/t1496-jonathan
Zarejestrował/a : 09/06/2014
Liczba postów : 239


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pią Lip 21, 2017 11:17 pm

To zły pomysł. Nie idź tam.
Suche gałęzie łamały się pod butami Jonathana, wydając z siebie cichy trzask. Szedł wolno, jakby zastanawiał się nad każdym stawianym krokiem. Niby już dawno podjął decyzję, ale ciągle nie potrafił wywalić z głowy tego wkurzającego głosu, który przekonywał do zmiany decyzji. Wolno wypuścił powietrze z płuc, uświadamiając sobie, że niedługo znowu stanie się człowiekiem. Wampirzy głód przestanie przejmować nad nim kontrolę, zmuszaj do robienia tych wszystkich rzeczy, o których kiedyś nawet nie myślał.
Stanął przed oranżerią, zerkając za siebie. Miał jeszcze szansę zmienić zdanie i zawrócić. Dalej odczuwał drażniącą niepewność. Dobrze robił chcąc oddać się w ręce łowców? Obiecali, że odzyska ludzkie życie, jednak na ile mógł im wierzyć?
Oszukają cię.
Potrząsnął głową, wydobywając z siebie coś na kształt warknięcia. Zapachy obcych ludzi działały na niego drażniąco. Cóż, miał nadzieję, że niedługo to wszystko się skończy i będzie mógł żyć jak zwykły człowiek, wypierając z pamięci to, co nie powinno się nigdy zdarzyć. Niepewnie wszedł do środka oranżerii, omiatając wszystkich wzrokiem. Stanął z boku, nie wiedząc, co robić. Nic mu nie udzielił większych wskazówek, dzięki którym nie stałby jak ta ostatnia sierota na żydowskim kazaniu. Powinien do kogoś podejść?
No hej, to tutaj odbywa się ta impreza? Tak? To świetnie się składa, chcę złożyć się w ofierze.
Nie. To chyba tak nie działa.
Żałował, że nie dopytał się o więcej szczegółów dotyczących odwampirzania. Wiedział, że przychodząc tutaj, jednocześnie naraził się na niebezpieczeństwo wiążące się z rytuałem, ale nawet odcięcie własnej lub cudzej ręki byłoby lepsze niż życie jako wampir, który nie potrafi do końca okiełznać swojej natury.

Ubiór i ekwipunek:
 

_________________



You gave up, I'll check and see,
No one cares less than me,
Dead wrong, I guess you’ll be,
These voices won’t let you leave.
Got you down on bended knee,
What should my next weapon be?
Powrót do góry Go down
Maya
Maya
Maya
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t499-maya-lightwood
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 192


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Lip 25, 2017 10:50 pm

Boję się. Ostatnio często włóczyła się po lasach. Co innego miała zrobić? Nie miała swojego miejsca na świecie. Była zdana tylko i wyłącznie na siebie. Gdyby tylko zechciała zbliżyć się do pobliskiego miasta zaraz jakiś łowca by ją sprzątnął. Nie widziała sensu dalszej egzystencji jako wampir, ale nie chciała umierać - tak na dobre. Pragnęła jedynie odzyskać swoje życie, na powrót przechodzić szkolenie jako łowca, móc oddychać świeżym powietrzem i zapomnieć o wiecznym głodzie. W końcu pochodziła z rodu, który od wieków zwalczał wampiry.
Miała zwyczajnie pecha. Szlachetny, którego poznała zawładnął jej sercem i duszą. W pewnym momencie życia zrobiłaby dla niego wszystko, nawet nie musiał prosić. Teraz jednak więź między nimi słabła. Nie spotkała go od długiego czasu, dzięki temu była w stanie myśleć bardziej samodzielnie. Wiedziała, że odwampirzenie to dla niej ostatnia nadzieja. Albo zostanie człowiekiem, albo zwyczajnie umrze.
Szła przed siebie co jakiś czas wcinając wiewiórkę, albo inne łatwe do złapania zwierze. Kiedy dotarła w pobliże oranżerii odetchnęła głęboko. Boję się. Nigdy przedtem tutaj nie była, jednak niegdyś wyczytała o tym tajemniczym miejscu w starej księdze rodziców. Czy zastanie tutaj kogokolwiek? Czy rzeczywiście ktoś będzie chciał jej pomóc? A co jeśli głód przejmie nad nią kontrolę i zwyczajnie ją zabiją?
Jak na poziom E przystało czując zapach ludzi pobiegła w tamtą stronę nie myśląc za dużo. Miała ochotę skoczyć na zebranych i rozszarpać im wszystkim gardła, jednak zatrzymała się w pół kroku tuż przed wyjściem. Jednym susem skoczyła za murek, który dawał jej prowizoryczne poczucie bezpieczeństwa i mimowolnie zacisnęła szponiaste palce na swojej szyi. Oddychała głęboko. Tuż przed nią stały osoby, które mogą jej pomóc. Walczyła ze swoją wampirzą naturą, żeby tego wszystkiego nie spieprzyć.
Niestety nie wiedziała co ma dalej zrobić. Tak dawno nie miała do czynienia z innymi cywilizowanymi istotami, że nawet mówienie przychodziło jej z trudem. W końcu odwaga wzięła górę i prawie na czworaka wyszła za słupa do zebranych osobników. Jej oczy lśniły szkarłatem, który wskazywał na chęć mordu i głód, który nią władał. Mimo wszystko pochyliła się przed nimi na znak posłuszeństwa i niemocy.
- Po.. pomoc.
Wycharczała przez długie kły, które utrudniały jej mówienie. Przełknęła głośno ślinę. Boję się.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1713


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sob Lip 29, 2017 4:02 pm

Rytuał odwampirzenia stawał się powoli tradycją w szeregach łowców tutejszej Oświaty. Większość z nich miała styczność z ceremonią, z czego lwia część stanowiła grono stałych bywalców. Esmeralda nie znała dokładnej listy łowców jakich należy się spodziewać. Wiedziała, że dowódca zatroszczy się o tą część planu, sama zaś skupiła się na organizacji innej treści, a przede wszystkim na zebraniu wampirów. W końcu to dla nich była organizowana cała ta zabawa.
Jako pierwszy pojawił się Serafiel. Marudny ksiądz, który prawdopodobnie przejdzie do historii jako najmniej zadowolony z życia łowca. Marudny i senny, czy jest ciekawsze połączenie? Gdyby przyszedł jeszcze z Kotem z pewnością wzbudziłby nie lada sensacje związaną chociażby z podobieństwem ich charakterów i dusz.
Czas mijał przynosząc ze sobą kolejne osobistości znane i te które na rytuał przyszły po raz pierwszy. Esmeralda doskonale pamiętała początki działalności, dlatego tym razem nie przejdą do ceremonii bez wcześniejszych dokładnych instrukcji. Krzątając się przy stoliku układała w głowie plan i rozkład poszczególnych run. Aż zjawił się Raven… Łowczyni spojrzała na drzwi gdy Kruk tylko znalazł się w samym progu. Czyżby wyczuła go? W końcu każdy kłamca i ZDRAJCA musi mieć swoją niepowtarzalną woń. Zwłaszcza gdy ów wspomniany człowiek siedzi w truciznach i tym sposobem walki potrafi powalić niejednego wroga.
A więc to prawda…
Odruchowo napięła mięśnie i w jednej chwili powróciła cała złość i żal magazynowana przez kolejne miesiące. Te w których Raven uciekł i nie dając po sobie znaku życia, po prostu zostawił Natashę.
- No nie wierzę. - w mgnieniu oka znalazła się przy łowcy marnotrawnym i bezceremonialnie walnęła go w pysk, tak że aż się zatoczył.
- Czy ty chociaż raz nie mogłeś przyjść TRZEŹWY? - zgoniła go wzrokiem mając ochotę roztrzaskać tą kanalię na małe kawałeczki. Nie dość, że uciekł, dał się przemienić, to jeszcze w tak ważnym dla siebie momencie nie potrafił powstrzymać się przed alkoholem. I zapewne dragami, bo skoro potrafił powiedzieć „A” z pewnością dodał sobie odwagi małą, z jego punktu widzenia nic nie znaczącą działką.
- Powinnam Cię wypieprzyć na zbity pysk. - zdusiła w sobie myśl kolejnego uderzenia i zostawiła mężczyznę w spokoju. Mógł sobie patrzeć tym smutnym spojrzeniem, ale nie mogła pozwolić na rozproszenie. Emocje. Magia żywiąca się tym rodzajem odczuć bywała niebezpieczna w momencie kiedy korzystający z niej nie byli w stanie się skupić. Właśnie przez to musiała dodać dwie runy i zamiast standardowego rzutu czterech… zdecydowała się rozszerzyć formację do sześciu różnych znaków.
Pojawili się kolejni łowcy oraz krwiopijcy do odwampirzenia. Chętnych nie brakowało, choć szczerze mówiąc Esmeralda odczuwała niedosyt jeśli chodzi o ilość członków Oświaty. Leyasu, Diego, Eric… Żaden z mężczyzn się nie pojawił. Mogła zrozumieć Prim przez wzgląd na chorobę, ale oni?  Zawód był kolejnym negatywnie rozpraszającym odczuciem z którym trudno sobie poradzić.
- Nie pozwalaj sobie. - powiedziała do Leona. Ona ruda? ONA? Przecież to czerwień – kolor krwi, a nie jakiś tam zwykły rudy jak u lisa. „Rudzielec” był jednym ze słów na które była uczulona i chcąc nie chcąc nie zawsze jej reakcja była tak delikatna jak dziś.
- Nikt. Będziemy mieli czwórkę wampirów co daje pięć osób w kręgu. To duży tłok wewnątrz dlatego tym razem nie biorę żadnego medyka. Zresztą… ta opcja jeszcze nigdy do końca się nie sprawdziła. Medyk przyda Wam się na zewnątrz. - nie była świadoma tego czy Leon zna się na medycynie, ale znała możliwości Lyalli. Dziewczyna przedstawiła się wcześniej jako medyk, a jeśli Vladislau jej ufał to Esmeralda również.
Kątem oka dostrzegła Johnatana, a za nim ostatnią z wampirzyc.
- Przepraszam na chwilę. - pożegnała się z Leonem i spółką, po czym podeszła do nowo przybyłych wampirów. Doskonale wiedziała, że czują się niepewnie pośród obcych, w większości zamaskowanych ludzi. Esmeralda dostrzegła coś niepokojącego w wampirzycy, dlatego uniosła dłonie na wysokość swoich piersi.
- Spokojnie… - patrzyła na uroczą parkę chcąc zmniejszyć ich obawy do absolutnego minimum.
- Nikt nie zrobi Wam krzywdy. Chodźcie. - nie przerywając kontaktu wzrokowego Esmeralda wskazała Mayi i Johnowi miejsce w którym mogli stanąć - tuż obok Ravena i nieznajomej wampirzycy.
- Znaleźliście się tu w celu powrotu do człowieczeństwa, zatem od tego momentu musicie panować nad swoimi żądzami. Kiedy zaczniemy, każdy z Was będzie musiał położyć się we wskazanym miejscu i czekać na dalsze instrukcje. Przez cały czas będę przy Was. - nie wspominała jeszcze o możliwym bólu i niekoniecznie miłych odczuciach. Lekarka nie była pewna jak magia wpłynie na na komfort wampirów w trakcie trwania rytuału, a im mniej wiedzieli o ewentualnych negatywach tym łatwiej będzie im się rozluźnić. Mając pewność, że żaden z krwiopijców nie ucieknie, Esmeralda zwróciła się do łowców.
- Witajcie. Dziękuję wszystkim za przybycie. - miała nadzieję na większe zainteresowanie, ale szóstka też brzmiała całkiem dobrze – Jak widzicie mamy dzisiaj aż czwórkę chętnych, którym potrzebna jest nasza pomoc. Większość z Was zna już przebieg rytuału, ale również i tym razem pojawiły się nowe twarze. Chciałabym Wam przypomnieć, że ten rodzaj magii jest silnie związany z emocjami, dlatego każdy negatywny wpływ zostanie przechwycony przez krąg i… nieodpowiednio wykorzystany. Bądźcie skupieni i silni. Każdy będzie odpowiedzialny za jedną z run, dlatego dbajcie aby pozostawała ona w dobrej kondycji. Gdy jarzy się czerwienią, oznacza że wszystko jest jak być powinno. Tak jak i ostatnio jeśli ktoś nie jest pewien swojego udziału… Jeśli gdzieś następuje wahanie – ma ostatnią szansę by odejść. Potrzebuję siły i zdecydowania. Czystej i niewymuszonej energii. Teraz podejdę do każdego z kielichem. Ten kto jest gotów niech odda swoją krew, nacinając uprzednio lewą dłoń rytualnym sztyletem. - powiedziała i biorąc w dłoń rzeczony kielich i sztylet podchodziła do każdego łowcy po kolei.

Drodzy gracze,

Wraz z upuszczeniem krwi do kielicha stajecie się pełnoprawnymi członkami rytuału. To ostatnia szansa na opuszczenie tematu (Cornelius z racji na dłuższą nieobecność dostaje zt bez konieczności pisania dalszych postów), dlatego jeśli ktoś nie ma czasu bądź chęci niech się odezwie na pw, bądź też wyjdzie.
W kolejnym poście wszyscy otrzymają swoje pozycje.
Wampiry proszę o wypełnienie krótkiej ankiety którą następnie proszę przesłać do mnie na pw.

Zarówno Maya jak i Jonathan zostali potraktowani mocą kontroli krwi, dzięki czemu mogą się wyluzować. Oba wampiry nie odczuwają aktualnie pragnienia krwi, są zrelaksowani i spokojni.


Ankieta dla wampirów:
 

Kolejność jest dowolna. Pamiętajcie, że nie uznaję postów na typowe „odwal się”, a wasza kreatywność zostanie odpowiednio nagrodzona.

To szybka runda, dlatego na wszystkie posty czekam do 31.07 do godziny 16.

_________________
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 175


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sob Lip 29, 2017 10:49 pm

Zdecydowanie nie potrafił zrozumieć, dlaczego tutaj był... W sumie, to pytanie które zadawał sobie non stop, gdy tylko stawiał nogi w miejscu, gdzie ma się odbyć rytuał, nadal nie doczekało swojej odpowiedzi. Pozostawało jedynie zastanawianie się nad tym, nawet jeśli odpowiedź była aż tak odległa...
Aż dziwne, że jednak pozwalano mu przystąpić do tego wydarzenia, patrząc na jego podejście do każdego. Z drugiej strony, to jednak nie jest jego pierwszy raz... No dobra, ale wracając do samej sytuacji...
Kto zechciał się z nim przywitać, mógł jedynie ujrzeć skinięcie głową. Nie bardzo mu się chciało angażować w coś więcej. Cóż... Nie bardzo towarzyska z niego osoba, niestety... Więc i nie miało co się spodziewać, że zechce nagle poprowadzić rozmowę... A na pewno nie z osobami, za którymi szczególnie nie przepadał.
Nie interesowało go również to, co się działo... Przynajmniej do momentu, gdy doszło do "początku" głównej części. Wtedy właśnie drgnął, przekierowując tym samym swoje spojrzenie ku rudowłosej kobiecie. Z jej słów zrozumiał, że objaśniała na czym polega sam rytuał i inne rzeczy pozwalające zrozumieć to wszystko.
W sumie, teraz do mnie dotarło, że części osób nie poznaję.
No właśnie... I jeszcze inna kwestia... Czy pomimo własnego podejścia, zamierzał zrezygnować? Odpowiedź była tylko jedna.
Nie.
Nie zamierzał się poddawać, iść stąd czy również powiedzieć innym, że nie będzie brał udział w tej zabawie. Może nie przepadał za prawie każdym, ale miał swoją motywację i determinację, która sprawiała, że nie zamierzał rezygnować. Dlatego też w momencie, gdy Esmeralda podeszła do niego, uśmiechnął się na moment, zanim wziął sztylet i przeciął dłoń, przekazując część swojej krwi do kielicha.
Pozostaje teraz czekać, na to co się stanie dalej.
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 492


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sob Lip 29, 2017 11:21 pm

Czarnowłosa - a raczej w tym momencie białowłosa - dziewczyna uśmiechnęła się ponownie, słysząc słowa Leona.
- Pomyślę nad tym potem, teraz nie czuję wewnętrznej potrzeby - odpowiedziała mu na temat samej spowiedzi. Również poprawiła swoją sukienkę i skinęła lekko głową, przekrzywiając zarazem delikatnie głowę.
- Dzięki - rzekła, biorąc od niego wodę. - Cóż... -spojrzała na niego, zarazem jakby oceniała jego strój. - Można tak powiedzieć - dodała radośnie. - Chociaż zaskakuje mnie, że ktoś inny zdecydował się na przebranie się. Nie tylko ja - nie potrafiła sobie przypomnieć czy na wcześniejszych zdarzeniach czy widziała coś innego niż maski.
Międzyczasie mogła widzieć, kto przychodził i w ogóle. Huh... Mam wrażenie, że jest nas dużo, a zarazem tak mało... Cóż, pewnie nie każdy miał na tyle czasu lub też samej odwagi, by wstawić się w takie miejsce. Mimo wszystko to też wymagało odpowiedzialności... I tak, naprawdę dużej odwagi. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
No, co tam więcej? Cóż, oprócz tego, że posłuchała tyle, ile było jej dane usłyszeć... I nie zwiała? No nic. Tylko oddała również swoją krew, tym samym pieczętując własne uczestnictwo w tym rytuale.
W sumie, chciałabym poznać kogoś fajnego. Ciekawe czy może w czasie tego wydarzenia będzie mi to dane?

_________________

~ Song of Midori ~

Halloween:
 
Powrót do góry Go down
Raven
Ojciec Roku
Ojciec Roku
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t80-raven http://vampireknight.forumpl.net/t82-raven-vladimir-aristov
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 551


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Nie Lip 30, 2017 5:34 pm

Raven nie tylko pojawił się na odwampirzaniu, ale pojawił się w zajebistym kurwa stylu, no bo pochwalcie się mizeroty, który z was potrafi wkurwić Esmeraldę aż tak bardzo? No który? Czekam na ten las rąk w górze, tańcząc swój mały taniec zwycięstwa. Faktycznie, wódka to nie jedyne co było czuć od Rosjanina, było to także woń zmieszanych ziół, z których korzystał niczym pieprzony łotrzyk rodem z D&D. Raven miał w sobie pluskwę, którą zamontował mu Hiro, zapewne, ale jeszcze o niej nie wiedział (Prosze mi ktoś z tym pomóż, bo ja się sam pogubiłem, nikt do mnie nie mówi ;___; i przez to nie wiem, kogo mam najpierw wyruchać, czy Hiro czy was :v ) No, ale nieważne, pozostawiając nieznane w nieznanym, skupmy się na obecnej sytuacji. Pierwszy kto do niego podszedł był Grig, obecny dowódca oświaty wampirzej. Raven był bezczelnym skurwysynem, ale Vladislau mu nigdy nie zawinił, więc gdy do niego podszedł, Kruk trzymał łeb spuszczony, w ogóle przez cały czas trwania tego wszystkiego zamierzał trzymać łeb w dole, nie ujawniając za dużo szczegółów Hiro, wszak ten znał jego myśli, tak mi się wydaje. Kruk tylko odchrząknął coś pod nosem, nie mógł powiedzieć, bo wampir kontrolował jego myśli, przykro mi, może kiedyś mu to wybaczą, domniemanie niewinności itd, w końcu, nie kontrolował swojego życia w tej chwili, był tutaj tylko dlatego, że tak życzył sobie przewodniczący, nikt inny.
-Przepraszam. - powiedział do Vlada i nic więcej nie zdradził, bo nie mógł, kontrolujący mu to uniemożliwiał, co poskutkowało bólem w jego łbie. Były łowca chwycił się za głowę, tłumiąc każdy jęk, który normalnie by z siebie wydał. Kolejną osobą, która do niego podeszła była Esmeralda, no cholera i to w jakim stylu! Były łowca został trzaśnięty w pysk niczym niedoszły kochanek lub natręt w barze, tylko jeszcze mocniej bo ta baba miała krzepę, cholera.. czuł się jakby przypierdolił mu przynajmniej któryś z Kuroszów. Warknął bardzo cicho i gardłowo w jej stronę obnażając swoje kły, ale szybko się powstrzymał, zagryzając swoją własną wargę, mocno.. przebijając delikatną poduszkę i czyniąc na niej dziurę po swoim kle, z którego polała się krew.
-Powinnaś, ale tego nie zrobiłaś, więc rób swoje, albo rozkaż jednemu z pupilków do mnie strzelić. - bezczelny i arogancki jak zwykle, ciekawe czy ją tylko bardziej rozzłości! Co do reszty? Wzrokiem znalazł Akane, spojrzał na nim dosyć nieprzyjemnym spojrzeniem, bo wiedział kim ona jest i co narobiła w jego przeszłości, ale Kruk akurat jak nikt inny wierzył w odkupienie, skoro ona tutaj była, więc chciała dla siebie dobrze? Chuj ją tam wie, ważne, że będzie mniej wampirów! Na resztę raczej nie zwrócił uwagi, odprowadził Esme wzrokiem, chyba, że po jego słowach zdecyduje się przypieprzyć mu drugi raz, to przyjmie to na klatę, albo raczej na twarz, jakkolwiek to brzmi c:

_________________
"With the gleam in his eye, his middle finger to the sky,
Crooked smile on his face, he doesn't think he can die"
Powrót do góry Go down
Lyalli
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3382-lyallinette-cabalerro http://vampireknight.forumpl.net/t3389-lyallinette-cabalerro#72832
Zarejestrował/a : 02/07/2017
Liczba postów : 59


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Lip 31, 2017 12:14 pm

Lyalli, jak zwykle, wyglądała na nieporuszoną. Stała nieruchomo nieopodal pierwszego z przybyłych, który wręcz epatował nieprzyjemnymi, negatywnymi emocjami. Wyczuwała jego niechęć, która pełzała po jej kombinezonie, próbując się jej udzielić.
Bez skutku.
Porządnie przygotowała się do tego spotkania, wiedząc o nim tak naprawdę nie wiele. Odwaliła swój trening, aby wyzbyć się nadmiaru energii oraz negatywnych emocji, które czesto buzowały w niej w nieodpowiednich momentach, a wiedząc jedno - że będzie miała styczność z wampirami - wolała nie dać swoim uczuciom ponieść się przy nich na pokuszenie.
Długa modlitwa połączona z medytowaniem również miała pomóc.
Teraz obserwowała zbierających się nieruchomymi szarymi oczyma, które przypominały okruchy lodu. Nie wyglądało, aby jakakolwiek myśl miała szansę się w nich odbić.
Zsunęła jedynie kaptur z głowy, odsłaniając skłębione fale poczerniałych włosów, analizując nastawienie każdego z przybywających, oceniając i próbując sobie przypomnieć, czy z tym, czy z tamtym miała jakiekolwiek kontakty czy styczność.
Z niejakim zdumieniem zdała sobie sprawę, że całej grupy zna tylko Grigorija oraz Esmeraldę. Reszta była dla niej jedynie szarym tłem. Może takim, które z czasem zyska na kolorycie.
Pojawienie się wampirów zaś wzbudziło w niej... niechęć, lekko ujmując.
Powieki delikatnie, ledwo zauważalnie przymrużyły się pod czarnym makijażem. Obserwowała każdego z nich z uwagą, ale szczególnie zatrzymała świdrujące spojrzenie na dwóch niby młodych wampirach o blond czuprynach, chłopcu i dziewczynie, którzy wyglądali na przestraszonych, a to mogło wróżyć kłopoty na przyszłosć tego zgromadzenia. Nie wiedziała, jak magia czerwonowłosej może na nich wpłynąć, czy cały rytuał, który był dla niej nowością, niemal Boską Manifestacją Woli i Mocy.
Mając na uwadze tą dwójkę, nie odrywała szarego wzroku z ostatniego blondyna, który został trzaśnięty po gębie.
Różowe, pełne wargi drgnęły.
Coś jednak ewidentnie nie podobało się Lya w tym osobniku. Wywnioskowała, że Dowódca, jak i Kapłanka doskonale go znają, a zatem...
Obrzydzenie, tak chyba to wykwitło w jej piersi, gdy pojęła konkluzję jego wczesniejszej przynależności. Słaby mężczyzna. Mięczak, który dał się przerobić w chodzacego trupa.
Było z nim coś nie tak.
Spuszczenie głowy można by wziąć za pokorę, ale widziała, jak zaciska szczęki, a gdy po rąbnięciu przez Esmę w twarz obnażył zębiska, warcząc, odruchowo musnęła palcami jeden z noży na udzie.
Niech tylko spróbuje jakichś sztuczek.
Wielkie Nic obchodziło ją, że mógł dostąpić zaszczytu Odkupienia, jeżeli zagrozi Czerwonowłosej, własnoręcznie go wypatroszy.
Zaraz jednak skupiła się na Kapłance, która postanowiła przemówić. Patrzyła na nią z uwagą, zerkając na kielich oraz rytualny nóż.
Gdy przyszła jej kolej, bez emocji sięgnęła po sztylety, odchyliła nadgarstek, ukazując szczelinę w rękawiczce i jednym płynnym ruchem przesunęła po skórze na tyle, głęboko, aby naciąć żyły, ale ich nie przeciąć. Miała krwawić, a nie się wykrwawić.
Podsunęła krwawiący przegub pod naczynie, płatki nozdrzy drgnęły. Nie cierpiała zapachu krwi, żołądek drgnął w odwiecznym pierwszym spazmie. Przez lata nauczyła się odsuwać słabości ciała, jednak jakieś echo wstrętu pozostawało.
Nie odezwała się ani razu, tylko na ułamek sekundy spojrzała wprost w oczy Kapłanki, a potem od niechcenia spojrzała na Pijawki.
Blondas się jej nie podobał. Koniec kropka.

_________________
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 221


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Lip 31, 2017 4:18 pm

- No już nie bądź taka, kochana. To ma być dobra zabawa, no i złość piękności szkodzi. – Skiepował i rzucił fajkę na ziemię wypuszczając w jej stronę ostatnie kilka kółeczek. Zaraz potem wrócił wzrokiem do Midori.
- Wiesz, wyszedłem z założenia, że jak ubiorę się w ten sposób to nikt mnie nie rozpozna. Nigdy nie szło mi dobrze bycie incognito. To taki swego rodzaju kompromis… - złapał się za klamrę od pasa i wykonał obrót. – Niby wszyscy zauważą, ale w sumie nie powiesz, kto siedzi pod ciuchami.
Tak chciał myśleć, przecież to wcale nie tak, że jest tutaj chyba jedynym typem, który byłby zdolny należeć do KKK i wycinać sobie w przebraniu dziury na ulżenie sobie w nałogu.
- Dobra, impreza się zaczyna i trzeba chyba dać znowu popis swoim umiejętnościom. – Położył jej ciężką łapę na ramieniu i ścisnął je. – Miejmy nadzieję, że będzie równie interesująco co ostatnio, tylko mniej niebezpiecznie.
Leoś przeszedł bliżej okręgu i padł na kolana. Z namaszczeniem złapał różaniec, który wisiał mu na szyi i zaczął modlitwę oblewając swoje dłonie i kaptur wodą święconą. Chciał tam wejść z czystymi rękami i umysłem, a co lepiej oczyszcza niż sprawdzona poświęcona woda. Po tym wszystkim poderwał się i podszedł do Serafiela. Wypadało z nim pogadać, zwłaszcza że ostatnio prawie diabli go do piekła zabrali.
- Jesteś gotów? Dasz radę, wierzę w ciebie, mój bracie. – Mruknął podając mu prawicę, jak wypadało się przywitać i oddać zadość zwyczajom. – Chciałbym abyś też we mnie wierzył. Pamiętaj, że Bóg to nasze schronienie i siła, zawsze pomoże. Miłujmy go poprzez miłowanie siebie wzajemnie.
Zwłaszcza ostatnie zdanie zaakcentował wiedząc, że Seraf ma problemy z kontaktami z ludźmi i generalnie z byciem miłującym. Chciał dotrzeć jakoś do tego strapionego dzieciaka, dać mu oparcie i pomóc w tym co przeżywa. Nie wiedział, czy ten jest niemiły tylko po to aby być niemiłym czy tak jak on zwyczajnie nie chciał przechodzić przez to piekło, które mu zgotowano i jeszcze nie odreagował swojego życia. O ile Leon był zostawiony z bratem sam na sam ze swoimi emocjami to Serafowi na pewno przydałby się koleś który tam był, zrobił kilka zdjęć i wrócił już mądrzejszy.
- Dobra „CZERWONOWŁOSA” – Zaakcentował to aż za bardzo, aby jednak wyjść na swoje i utrzeć jej trochę nosa. – To lecimy? Im wcześniej zaczniemy tym szybciej będę mógł zapalić i dostać kolejnego kosmicznego grzyba na plecach.
Podszedł z wyciągniętą lewą dłonią i z prawą wiszącą tuż przy kolcie, ot jakby wampiry uznały, że przywampirzą sobie trochę za bardzo.

_________________
Powrót do góry Go down
Maya
Maya
Maya
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t499-maya-lightwood
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 192


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Lip 31, 2017 5:16 pm

Czy była w stu procentach pewna? Sama nie potrafiła stwierdzić. Mimo wszystko stała tutaj przed zebranymi łowcami i innymi wampirami i nie zamierzała odpuścić choćby na krok. Nie bała się bólu, jeśli takowy miał nastąpić. Była wielokrotnie torturowana i okaleczana, chyba już nic jej nie zaskoczy. Jedyne czego na prawdę pragnęła to nowe życie. Czysta karta. I kto wie? Może jeśli dobrze pójdzie będzie w stanie ponownie przystąpić do Oświaty na okres treningowy?
Mimo wszystko nie chciała zabijać wampirów, przecież wiedziała jak to jest być jednym z nich. Jednak odwampirzenie to inna bajka. Pragnęła pomóc reszcie tych biednych i zabłąkanych istot. Taka pomocna dłoń mogła znaczyć wszystko i odmienić ich żywot. Na podstawie własnych doświadczeń mogła powiedzieć, że z pomocą innych osób byłoby jej o wiele łatwiej zdecydować się na powrót do człowieczeństwa. No na pewno o wiele szybciej.
Dwa długie lata męczyła się pod tą postacią. Napędzana ciągłym głodem, bólem i rozpaczą. Gdyby było jej dane przebywać ze swoim stwórcą pewnie nie zdecydowałaby się na krok powrotu do ludzkiej postaci. W końcu kochała Dastana całym sercem, jednak od ich rozstania minął już rok, a ona została sama jak palec. Jej życie już dawno straciło jakikolwiek sens.
Kiedy w końcu opanowała swoje nieskoordynowane, trochę zwierzęce ruchy, spojrzała na zebrane osoby. Ku jej zdziwieniu były tutaj też inne wampiry. Od razu zrobiło jej się raźniej. Następnie przeniosła wzrok na długowłosą kobietę, która próbowała ją uspokoić. Od razu jej się udało. May poczuła w sobie przyjemne ciepło i nagle jej głód ustał, jeszcze nigdy nie czuła się tak pewna i spokojna. Nie zdawała sobie sprawę, że po policzkach płynęły jej gorące łzy. Została u r a t o w a n a. Miała ochotę połasić się trochę o nogi Esme jak kot, chociaż zdecydowała się zdusić to pragnienie w sobie. Niestety. Słysząc polecenia, wykonywała je bez zmrużenia oka. Tym razem była potulna jak baranek. Najpierw stanęła, gdzie jej kazano, oczywiście po swojemu, czyli jak jakaś pokraka - kiedy ostatnio ktoś kazał jej stać a nie pełzać? A potem położyła, w wyznaczonym miejscu. Chciała już mieć to wszystko za sobą. Zamknęła oczy ciesząc się z ciemności.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 680


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Lip 31, 2017 8:28 pm

Zachowanie Ravena było co najmniej podejrzane. Był całkiem śmiałym i radosnym człowiekiem, momentami wręcz bezczelnym. Tymczasem w tej chwili miał oczy wbite w glebę, a ze słów wydukał jedynie przeprosiny. On za coś przeprasza! Vladislał spojrzał nań podejrzliwie choć nie dało się tego zauważyć przez fakt noszenia przez Białowłosego hełmu. Odszedł w kierunku Corneliusa. Jak szkoda, że nie mógł być świadkiem teko pokazu temperamentu Esme. Wystarczyłoby aby przyszedł zaledwie minutę lub dwie wcześniej. W międzyczasie Kres wyszedł z chaszczy by stanąć u boku psów należących do Adama. Gdy ten z kolei postanowił od razu zdać broń Tremor na polecenie otworzył skrzynię po czym spojrzał na Vlada. Białowłosy skinął mu głową.
- Dziękuję za pomoc. – rzekł bez jakichkolwiek emocji, a wielkolud ignorując wszystkich pozostałych ruszył w głąb lasu by odnaleźć sobie znaną ścieżkę. Nie był tu towarzysko. Jedynie wykonywał polecenia.
Vladislau podszedł też do swego brata ciesząc się w duchu, że przybył. Ciągle coś się działo w Oświacie i nie mieli wiele czasu do rozmów. Liczył, że będą mieć go wkrótce więcej. Choć podszedł do wojaka to nic nie powiedział. Klepnął go jedynie w ramie z charakterystycznym sardonicznym uśmiechem, którego Adam mógł teraz się tylko domyślać. Nie, żeby Vlad uśmiechał się sarkastycznie. On po prostu inaczej śmiać się nie umiał. Sięgnął do skrzyni i wyciągnął amulety schowane wewnątrz. Proste brosze, które rozdał wszystkim łowcom.
- Przypnijcie je do swoich ubrań. Broń zdajcie do skrzyni. Wszelką. To nie podlega dyskusji. - rzekł do wszystkich widząc, że ludzie zdołali się zebrać. Opieka nad wampirami nie należy do Vlada dlatego specjalnie nie przejmował się wampirami. Gdy nadejdzie czas zrobi wszystko by ich ochronić oraz dać nowe życie. Tymczasem nie poświęcał im za wiele uwagi.
W końcu rytuał się rozpoczął. Długo zresztą nie czekali. Gdy Esmeralda podeszła do Vlada ten zdjął rękawicę lewej ręki i tradycyjnie naciął nadgarstek. Oddał swoją krew stając się ponownie uczestnikiem rytuału. Choć pozostawał w skupieniu w głębi siebie liczył, że ten rytuał otworzy wrota do innego wymiaru. Dlatego też starał się chronić swoich ludzi za wczasu. Gdy oddał krew spojrzał w oczy Esmeraldzie choć ona mogła dojrzeć jedynie czerwone wizjery.
- Tym razem bądź przytomna na końcu. Chcę z Tobą porozmawiać. - rzekł bezemocyjnie. Nadszedł czas by rozpocząć ceremonię.
Powrót do góry Go down
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 35


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Sie 01, 2017 5:22 pm

- Jakby nie to co się stało ostatnio to powiedziałbym, że nie ma sprawy. – Warknął i złapał go za ramię. Nie żeby warknął z gniewu, on tak się komunikował z ludźmi. – Ale tym razem mam nadzieję, że nikt nie nawali i żadnemu w środku się nie odwidzi. Plecy jeszcze mnie czasem pobolewają.
Z resztą, nigdy nie był spokojny dlatego dobrze, że miał maskę na twarzy, bo głupio trochę wyglądał z takim błogo rozeźlonym spojrzeniem.
Zanim odszedł powiedział coś cicho. Brzmiało to jak „no i trzeba pogadać”, ale maska trochę zniekształcała jego głos.
No a pogadać mieli o czym. Wojsko, wypadek, jego powrót. Ostatnio Włodek miał trochę do roboty, a Adam też oprócz rekonwalescencji szukał jakiegoś naprawiacza ludzi i ich genów spoza kręgów, w których obracał się jego brat. Chciał jakoś to naprostować i w ogóle nie działać, ale też musiał dać mu znać co i jak stało się wtedy i na co ma się przygotować.
Po raz ostatni spojrzał na wielkiego klocura i gdy ten tylko się oddalił splunął pod nogi.
Wypił wodę, postanowił porozciągać się trochę i wyłamać wszystkie kości, zanim mu je znowu połamią i zapiął sobie medalik. Po tym wszystkim po prostu podszedł do Esme i pozwolił jej na rozoranie sobie łapy.
- To co ostatnio? – Spytał ostro, by wiedzieć gdzie ma skierować kroki. Skupiony na zadaniu bardziej się relaksował i wchodził w stan większej koncentracji, która teraz była po prostu niezbędna.
Powrót do góry Go down
Jonathan

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1435-jonathan-cohen#28665 http://vampireknight.forumpl.net/t1496-jonathan
Zarejestrował/a : 09/06/2014
Liczba postów : 239


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Sie 01, 2017 10:37 pm

Kiedyś wydawało mu się, że dzień, w którym powróci do pełnego człowieczeństwa, będzie mniej stresujący i bardziej ekscytujący. Tymczasem stał przy ścianie, wpatrując się w każdego z osobna i zastanawiając się, czemu jeszcze nie wieje. W głowie pojawiało się tysiąc pytań na minutę i na żadne nie potrafił znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi. Przynajmniej nie był jedynym wampirem na tej imprezie. Jak coś pójdzie nie tak jak powinno, to nie będzie z tym sam. Chciał, aby to wszystko się już zaczęło, ale z drugiej strony obawiał się tego rytuału. Kto wie, co zrobiliby łowcy, gdyby odwampirzanie nie przebiegło po ich myśli. Pochłonięty ciągłym i bezsensownym rozważaniem nad podjętą decyzją, prawie nie zauważył pojawienia się kolejnej osoby. W czarnych oczach pojawiła się iskierka zaskoczenia, kiedy spostrzegł, że nowa dziewczyna prawdopodobnie zaczęła tracić kontrolę nad sobą. Zbyt dobrze wiedział, jak to wygląda. Mięśnie napięły się, kiedy odruchowo zrobił kilka kroków w stronę nieznajomej. Chciał jej pomóc, ale ktoś go uprzedził.
Spojrzał w kierunku Esmeraldy, kiedy ta niespodziewanie zjawiła się przy nim. Niestety ta łowczyni nie najlepiej zapisała się w jego pamięci, choć nadal było mu głupio, gdy wspominał moment, w którym nieudolnie rzucił się na kobietę i uczennicę akademii. Cicho liczył na to, że rudowłosa już dawno zapomniała o tym incydencie. Ruszył za nią i stanął we wskazanym miejscu. Kątem oka zerknął na pozostałe wampiry. Nikogo z nich nie znał. Może to i lepiej.

_________________



You gave up, I'll check and see,
No one cares less than me,
Dead wrong, I guess you’ll be,
These voices won’t let you leave.
Got you down on bended knee,
What should my next weapon be?
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1713


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sob Sie 05, 2017 10:50 am

Stała się rzecz nieprzewidziana, bowiem Raven przeprosił. Któż wie, czy była to jedynie jedna z jego gierek, czy też faktyczna skrucha. Po słowach skierowanych do lekarki, Esmeralda mogła sobie uciąć palec, że nic w kwestii łowcy się nie zmieniło i nadal pozostaje tym samym bezczelnym typem.
- Później się policzymy. - powstrzymała się przed wykonaniem agresywnych ruchów, choć trzeba przyznać, że nie przyszło to z łatwością. Pociągnięcie za kudły, ponowne zdzielenie po japie… opcja zastrzelenia gada nagle również nabrała na atrakcyjności. Ale nie o to chodziło w rytuale. Rozbudzanie ukrytej w człowieku agresji i wszelkich żądzy nie było pożądanym stanem. I niebezpiecznym. Tak, z pewnością mogło to utrudnić sam przebieg rytuału. Wszyscy zgromadzeni byli już gotowi na początek ceremonii.  Świadomie oddana krew wypełniła kielich, dlatego zabawy czas rozpocząć.
- Jeśli macie przy sobie jakieś ostre bądź niebezpieczne przedmioty, zdejmijcie je i włóżcie do skrzyni. - słowa te skierowała nie tylko do łowców lecz i samych wampirów. Nigdy nie wiadomo czy poza arsenałem ostrych zębów i pazurów nie przyszło im do głowy zabrać noża lub broni palnej. Jedyny policjant w Oświacie stchórzył i nie przyszedł, toteż profesjonalne przeszukanie nie było im pisane przed jak i w trakcie trwania rytuału.
- Zapraszam Was na środek. Za chwilę wyrysuję krąg oraz runy które pomogą nam w procesie odwampirzenia. Wasza dwójka położy się obok siebie tutaj, wy zaś w tym miejscu. Z racji na dużą ilość chętnych ja będę się znajdowała pomiędzy wami, tak, ażeby moje dłonie mogły dotykać waszych. Do rytuału potrzebny jest kontakt z krwią, dlatego również i wy będziecie musieli pozwolić się zranić. Czy zgadzacie się dobrowolnie poddać przemianie? - musiała zadać to pytanie, jednak bez względu na odpowiedź nikt z tutaj przybyłych nie mógł się już wycofać. Istniała różnica między odwampirzeniem wbrew woli, a takim gdzie wampir świadomie i chętnie zgadza się na przystąpienie. Wszyscy zostali poinstruowani, dlatego każdy z zainteresowanych znalazł się na swoim miejscu. Johnatan obok Mayi, Raven przy Akane. Obie pary nie widziały się, gdyż leżeli w odmiennych kierunkach. Pomiędzy nimi miała znaleźć się łowczyni, ale nim do tego doszło, zgodnie z założeniem dłonie wampirów zostały delikatnie nacięte, a w rany włożono okruchy srebra. Dla bezpieczeństwa odwampirzanych zostali oni skrępowani srebrym, antywampirzym łańcuchem. W tym momencie nie było już ucieczki…
- Za chwilę rozrysuję runy wokół was jak i na moim oraz waszych ciałach. Żaden łowca nie przejdzie do wnętrza kręgu. Jeśli w trakcie rytuału poczujecie dyskomfort bądź ból, proszę żebyście dali mi znak słowny bądź przez gest. Nie pozwolę by coś Wam się stało. - naczynie zostało odstawione na bok, a wtedy Esmeralda zanurzyła w nim lewą dłoń.
- Immolares hostias sanguiem lamia. Frange abjecisse libero animo purgent, quia sanguis est salus et vita*- łowczyni z tymi słowami zaczęła malować runy na ciele wampirów, zaczynając w pierwszej kolejności od Johnatana i jego wampirzej towarzyszki. Czoło, klatka piersiowa oraz obie ręce zostały naznaczone – dopiero wtedy Esmeralda obeszła leżące wampiry i wypowiadając te same słowa, wyrysowała runy na ciele Akane i wrednego Ravena. Powoli i precyzyjnie, jakby od tego miały zależeć dalsze losy rytuału. Dopiero po tym wstała i malując na podłodze coś prawie że na kształt gwiazdy i zamkniętym w niej kręgu. Na podłodze znalazło się pięć run, z czego większość była dla łowców dobrze znana.
- Proszę żeby nikt nie przekraczał krwawych linii. Magia może was ściągać w stronę wnętrza kręgu, ale nie pozwólcie na to. Waszym zadaniem jest utrzymać runę w czystej czerwieni, gdyż tylko taka energia nadaje się do użycia. Za chwilę każdy zostanie przydzielony do swojej runy, przejmując tym samym nad nią odpowiedzialność. Pamiętajcie o koncentracji i zdecydowaniu. Nie bójcie się, a jeśli poczujecie, że nie macie już sił – odstąpcie. - poleciła. Już wcześniej zaplanowała rozkład run, jednak nie spodziewała się tak niewielu łowców do dyspozycji.
- Runa wiary. Wymagająca i bardzo kapryśna. To od niej zależy bezpieczeństwo dla tych poza kręgiem i jest tylko jedna osoba, która bezbłędnie potrafi ją ujarzmić. - prawdziwy weteran i cesarz marudzenia. Być może ksiądz po raz kolejny spotka swojego demonicznego kumpla i tym razem wszystko pójdzie bez zbędnego stresu.
- Oddaję runę życia medykowi. Zadbaj o to by jak najdłużej świeciła czystą czerwienią i nie zgasła. - powiedziała do Lyalli, wskazując jej znak przy którym powinna stanąć. Była świadoma, że dziewczyna nie zna do końca rytuału, dlatego celowo nie podała jej informacji co się stanie gdy runa zgaśnie. Po co niepotrzebnie denerwować nowicjusza w kwestii rytuału?
- Runa siły. Proszę, żebyś to ty przy niej stanął. - posłała tam Adama, bo już wcześniej mężczyzna udowodnił, że jest prawie nie do zdarcia. Szczerze mówiąc, mało kto by chciał spotkać gościa w ciemnej uliczce, a jeśli już, mógłby modlić się ażeby ten nie bił zbyt mocno.
- Runa związania która wiąże obcą magię łowców i wampirów. - ten znak przypadł Midori, która podobnie jak znaczna część członków oświaty była już wprawionym weteranem.
- Potrzebuję Twojej wytrzymałości dowódco. - spojrzała na Vlada i tym samym wiedział już gdzie powinien stanąć.
- Został nam ostatni znak i jeden łowca. Jest to runa człowieczeństwa mająca chronić wampiry i zapewnić im powrót do ludzkiej powłoki. - Leon był osobą idealną jeśli chodzi o ten typ runy. Cieszył się życiem, nie stronił od tego co dla ludzi, przy czym miał w sobie wiarę której niektórym było brak.
Każdy już wiedział co ma robić, dlatego Esmeralda nacięła sobie drugą dłoń i weszła do kręgu by zająć swoje miejsce przy wampirach. Jej prawa dłoń znalazła się na dłoniach Johna i Mayi, lewa zaś na drugiej parze. Lekarka zamknęła oczy i szepnęła coś w nieznanym dla wszystkich języku. Jej dłonie zaświeciły się na czerwono, podobnie jak runy przy których stali łowcy, jak i te wymalowane na ciałach wampirów i Esmeraldy.


Wampiry:

Zostaliście przymusowo zranieni, a w rany włożono wam srebro ażeby proces regeneracji nie zasklepił przedwcześnie zranień. Każde z was otrzymało swoje miejsce, które chcąc nie chcąc musieliście zająć. Skrępowano was srebrnymi łańcuchami, których sam dotyk nie należał do przyjemności. Kiedy łowczyni znalazła się obok w powietrzu unosił się jej słodki zapach krwi. Coś szepnęła, a wtedy poczuliście wszyscy ciepło emanujące z jej ciała. Runy się rozpaliły i w tym momencie każde z was odczuło pulsowanie w okolicy skroni jak i delikatne pieczenie w miejscach gdzie wymalowano na ciele runy.


Łowcy:

Kolejne odwampirzanie, ponowne przydzielenie do run. Większość znała już możliwości rytuału dlatego wiedzieliście czego spodziewać się w trakcie jego przebiegu. Każdy z was dostał informację by wyciągnąć lewą dłoń w stronę runy, tak by krąg mógł swobodnie z niego czerpać. Gdy runy się zapaliły wszyscy odczuli znajome rwanie i lekkie przyciąganie do wnętrza kręgu.


Wasz stan na tą chwilę jest bardzo dobry.
Wszystkie runy świecą piękną czerwienią, ale dwie z nich mają od początku inny plan na egzystencję...
Na runie wytrzymałości pojawiły się delikatne błękitne refleksy.
Pojedyncze ciemne refleksy skaczą radośnie po runie wiary.

Podgląd


Kolejność jest dowolna.
Na posty czekam do 9.08 do godziny 20.
Jeśli ktoś nie zdąży z odpisem – bardzo proszę o wcześniejszą informację.





*Składam ofiarę z krwi wampirowi. Zerwij więzy, uwolnij duszę, oczyść go, albowiem krew to życie i wybawienie.

_________________
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 221


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Nie Sie 06, 2017 10:49 am

Z niechęcią ale jednak odrzucił wszystko do skrzynki, którą miał przy sobie wielkolud. Cóż, nigdy nie bił się za dobrze, nawet z ludźmi a co dopiero z krwiopijcami. Z resztą Leon nie pojmował czemu tak bardzo dbają tutaj to, by nie mieć broni. Ktokolwiek stąd może zabić ich wszystkich wbiegając do środka koła i zabijając Esme jednym celnym kopniakiem w gardło albo nos. Tak naprawdę bez broni byli jak dzieci przeciwko wszystkiemu co tu wparuje i zrobi dym. No ale cóż, skoro to uspokajało kogokolwiek i każdy mógł tu umrzeć tak czy siak, to nie miał co oponować.
Stanął obok rysującej kredą na betonie Esme i próbował zapamiętać wszystko i zapisać gdzieś w głowie. Potem jak zda raport przełożonym mogą chcieć spróbować ogarnąć co robi i może odtworzyć cały proces. Łacinę załapał bez problemu samemu powtarzając kilka razy inkantację, aby mu się utrwaliła. Może wszystko było tutaj tajne, ale lepiej pamiętać rzeczy w razie, gdyby zaszła potrzeba.
- Nie widzę tu nikogo na zastępstwo. Jeśli odstąpimy to czy przypadkiem wszystko się nie posypie? – Spytał tak z ciekawości. Nigdy nie był orłem z okultyzmu i plugawych praktyk, innych niż wampirzych.

Stał i czekał patrząc na to jak wszyscy dostają swoje przydziały. Przy tym, gdy Midori dostała swoją runę związania gwizdnął cicho i mruknął coś w stylu "nie mam nic przeciwko abyś mnie związała, ubrana w taki sposób".
No ale wszyscy dostawali swoje, a Leoś czuł się jak wykluczony i jednym z tych „na zapas”. Czyżby tak słabo poszło mu ostatnio? Nie, to było po prostu budowanie napięcia i odkrył to zaraz jak dowiedział się co będzie robić.
- Naprawdę uważasz, że jestem najbardziej człowiekiem z was wszystkich? To budujące, skarbie. – Klepnął się w kolano i wydał z siebie typowe kowbojskie "yiiiha!". Gdy odchodziła puścił jej oko i powodził trochę wzrokiem za tyłkiem w luźnej kiecce. Skoro mogli umrzeć, to przynajmniej chciał jeszcze przez tę chwilę się ponapawać.
Po chwili jednak zaczął zastanawiać się czy to na pewno dobrze. Część była zdecydowanie bardzo mało ludzka. Na przykład ten blady i z poparzoną łapą, który chyba nie mógł wytrzymać presji własnego wizerunku i po prostu sobie wyszedł. Z resztą im więcej znał tych łowców tym bardziej wydawali się jak wampiry albo bestie. Może to taka moda i coś go ominęło, gdy woził się z przeciętnymi ludźmi robiąc przeciętne zbrodnie? Pewnie dlatego jedyna osoba, z którą nie miał problemów się dogadać to Eryczek, który tak jak on wierzył w dziwne rzeczy i w ogóle miał potrzebę odreagowywania tego co zobaczyli i co robią.
Z resztą nawet nie widząc ich twarz wiadomo było, że wszyscy tutaj byli tacy poważni i skupieni. Widać było, że nigdy nie mieli dzieciaka, którego trzeba pilnować nawet gdy czyta się książkę albo ogląda film z browarem w ręce. To uczy, że dbanie o siebie i innych nie wymaga ciągłego spinania zadka tylko jest naturalne.

Szeroko rozkładając nogi i poprawiając po raz ostatni kapturek, aby sterczał odpowiednio dobrze wystawił pięść do kręgu patrząc się po wszystkich. Aby od razu się zabezpieczyć i nie musieć kucać ani za bardzo się majgać wziął od razu butelkę wody i trzymał ją w wolnej ręce. Nigdy nie wiadomo kiedy jemu, lub innym obok zachce się pić.
- Daj znać kiedy się zacznie. – Mruknął rozwierając delikatnie dłoń, aby pozwolić na swobodniejszy przepływ krwi z rany. Po treningach na totalnym kacu był przygotowany dosłownie na wszystko. Nic nie ciora tak jak ból wątroby, nerek i kapeć w ustach, przy którym musisz robić cokolwiek.
Z resztą technika powolnej wizualizacji wypływającej z niego energii znowu mogła się przydać. Była jakąkolwiek szansą na to, aby zanegować braki zupełnego olewania treningów samokontroli.

_________________
Powrót do góry Go down
Diego
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2764-diego-chavez
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 45


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Nie Sie 06, 2017 7:10 pm

To nie jego pierwsze rodeo dziecinki, więc łowca przybył oczywiście spóźniony jak zwykle, ale wygląd boga nie robi się sam, trzeba dobrze wyważyć ilość pianki do włosów, ułożyć fryzurę, zmieszać odpowiednią kompozycję perfum by samice mdlały na samą jego obecność i tak dalej, w końcu to latino faker, nie? Diego przyszedł pod miejsce odwampirzania, wcześniej powiadomiony przez nikogo innego niż rudą, a tak się zarzekała, że nie wysyła mu żadnych miłosnych notek, jasne! Jego telefon mówi co innego i te zdjęcia, aha. Nie no, dobra nie było żadnych zdjęć, czasami daje się ponieść fantazji. Łowca, trafiając na miejsce w którym odbywała się ta cała nielegalna teoretycznie zbieranina ukłonił się delikatnie w stronę dowódcy, uśmiechnął najszerzej jak się tylko dało w stronę Esme i złożył całą broń do skrzyneczki. Następnie przeniósł się w okolice rytualnego kielicha i ściągając jedną ze swoich skórzanych rękawiczek naciął dłoń u lewej dłoni rozglądając sie po łowcach zajmujących pozycje, jako, że nie był już dziewicą w tej i nie tylko tej kwestii to wiedział gdzie się udać, runa wiary była ciężka, ale życie Esmeraldy zależało od runy życia, a to przecież jego ulubiona łowczyni, nie obrażaj się Grzesiu, jesteś drugi. Złote ślepia eksperymentu genetycznego, czyli latynosa zatrzymały się na Lyalli, co to ma być?  Mini Esmeralda? No cóż, główna medyczka oświaty  i trzykrotna zwyciężczyni konkursy na najlepszą dupę w oświacie była jak widać popularna nie tylko w męskim gronie, ale także kobiecym, wszystkie chciały być nią? Nieźle. Facet o lekko ciemniejszej karnacji i zasłoniętej twarzy przez chustę podszedł do Lyall i stanął za nią wyciągając dłoń na jej ramię, będzie ją wspierał w obecnym rytuale.
-Cześć Nowa, wiesz.. nie chciałbym Cię stresować, ale jeśli to spierdolisz, to Esmeralda padnie trupem, a bez niej przybędzie wampirów i możemy przegrać ostateczną wojnę. - mruknął cicho i kiwnął do niej głowa, nie wiadomo czy by dodać jej otuchy, czy dać znać, że będzie ją wspierał bez względu na wszystko. Łowca był gotowy do działania, raczej w ogóle nie zwracał uwagi kogo odwampirzają, tak naprawdę to interesowała go tylko dobrze wykonana robota no i zdrowie rudej, bo to było w liście jego priorytetów, zaraz po co miesięcznej subskrypcji za piankę do włosów.


Ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
 
Stara oranżeria
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Oranżeria
» Oranżeria
» Stara latarnia morska
» Magiczna Menażeria
» Stara, pusta klasa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: