IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stara oranżeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Raven
Ojciec Roku
Ojciec Roku
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t80-raven http://vampireknight.forumpl.net/t82-raven-vladimir-aristov
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 551


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Sie 07, 2017 8:49 pm

Cały rytuał odwampirzania był pierwszym w którym Kruk uczestniczył, a co najlepsze nie jako łowca, a jako wampir, trochę to było smutne, nie uważacie? Wampir nie sprzeciwiał się Esmeraldzie, nigdy tego nie potrafił, jedyne na co go było stać to pyskowanie łowczyni przy każdym możliwym spotkaniu, ale tym razem, zamknął się po jej kolejnych słowach, całkowicie zamknął jadaczkę już na dobre i wbił spojrzenie w dół. Chciałby ostrzec łowców przed nachodzącym Hiro, ale nie pamiętał całego eksperymentu, jedyne co wiedział, to że kiedyś Hiro poprosi go o przysługę, nie miał pojęcia o nadajniku w swoim ciele, który zdawał relacje przewodniczącemu. Cały ten pobyt u Hiro lekko go zmarnował, w ogóle był tak pijany, że mało co kontaktował z całej sytuacji, więc jak Esmeralda kazała mu się położyć to właśnie tak zrobił, był odwrócony do Akane i zgaduje, że był jakoś powstrzymywany przed ruchem, bo kiedy wpieprzyła mu srebro w rany to się o mało nie spierdolił z bólu, zaczął się wić i wywijać po całym podłożu i jeśli nie był skrępowany to jego ślepia się zaświecą i rzuci się na jego towarzyszkę, ale zgaduje, że był podtrzymany magią czy zwykłymi kajdanami to tylko syczał z bólu na ziemi. No tak, doczytałem teraz, więc zaczął się szarpać z tymi łańcuchami i wić na wszystkie strony, bolało jak cholera! Leżąc i rzucając się we wszystkie strony pokazywał wszystkim swoje kły w pełnej krasie, jego ślepia przypominały dwa czerwone punkty, a w nich znajdowała się jedynie pustka i ochota skrzywdzenia kogoś naprawdę, to pierwszy raz kiedy mu się to zdarzyło.

_________________
"With the gleam in his eye, his middle finger to the sky,
Crooked smile on his face, he doesn't think he can die"
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 173


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Sie 07, 2017 8:56 pm

Nie odpowiedział Leonowi, po prostu jedynie posłał mu znużone spojrzenie. Nie bardzo jakoś palił sie z radości... Ale ogólnie ciężko by stwierdzić, czy kiedykolwiek był radosny, więc to też jest zdecydowanie inna kwestia. Zdecydowanie ciężko było się spodziewać po nim pozytywnych reakcji.
Mimo to jednak w końcu skinął delikatnie głową.
- Dziwne słowa jak na ciebie - jedynie tyle powiedział do Leona. - Ale rozumiem. Niech Pan ma cię w opiece - dodał, ale... Nie bardzo palił się do dalszej rozmowy z nim...
Cóż, mówiło się trudno.
Jego wzrok powędrował ku broszce. Uniósł lekko brwi, by potem wzruszyć ramionami i wziąć jedną z nich. Przypiął sobie ją do bluzy, na dole po prawej stronie.
- Na co one? - spytał się jeszcze. Nie rozumiem tego pomysłu.
I co dalej?
Można uznać, ze przeszło się do dalszej części powiązanej z rytuałem.
Uniósł lekko brwi, słysząc, gdzie miał trafić. Zachwycony to to nie był... Zdecydowanie nie.
- Rozumiem - uśmiechnął się ironicznie. - Dam z siebie wszystko - widać po nim, jakie miał podejście do tego... Po prostu jak do wszystkiego. Jeśli teraz nic szlag nie weźmie, będzie dobrze - pomyślał jeszcze. Jak tak sięgał pamięcią wstecz...
Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy właściwie wszystko szło "zgodnie z planem".
Ustawił się na swoim miejscu, wyciągnął lewą rękę przed siebie, pozwalając by krew kapała na runę i tym samym pobierała od niego energię. Rwanie i przyciąganie? Wystarczająco lekkie, by zdołał je zignorować.
Wyciszył się wewnętrznie, patrząc pomarańczowymi ślepiami na krąg. Serio? Znowu? Czarne refleksy... Czyli zapowiedź kłopotów. Nie rozejrzał się, by zobaczyć, kto może być przyczyną tego. Wiedział, że równie dobrze to może być jego wina... Za to skupił się na modlitwie. Póki jeszcze mógł próbować zapobiec czemuś złemu.
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 486


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Sie 07, 2017 11:29 pm

Chyba powinnam znaleźć sobie więcej przyjaciół. Albo chociaż kolegów... Koleżanki. Trochę tak smutno nie mieć z kim pogadać. Z drugiej strony, wiele osób jest tak poważna, że aż strach podejść do nich i próbować coś zdziałać - przekrzywiła głowę, jednocześnie sie zastanawiając nad tym. Od to po prostu nie miała z kim pogadać, nie licząc Leona, który sam z siebie zdecydował się podejść do niej.
W sumie, nawet mój strój nikogo nie dziwi - westchnęła cicho w myślach. - Tym bardziej to sprawia, że nie mam powodu do radości. Rany. Serio potrafię się dogadać tylko z "nieludźmi"?
Więc co jedynie pozostało? A to, by podreptać do Esmeraldy i dowiedzieć się co i jak z runami. Rola, zadanie i miejsce... Gdy usłyszała, co jej tym razem przydzielono, skinęła lekko głową na znak, że zrozumiała.
Runa związania, tak...? Całkiem podobne do magii, którą używam.
Poprawiła przypiętą do sukienki ozdobę otrzymaną od dowódcy i podreptała na miejsce. Pozostawało wyciągnięcie łapki przed siebie i skupienie myśli na pozytywnym myśleniu! W sumie, to mam ochotę na gorącą czekoladę po tym wszystkim. Pomimo tego, iż jest lato. Ciekawe, gdzie udałby mi się ją dorwać.
Uśmiechnęła się do siebie w myślach.
Może nawet na to kogoś wyciągnę?

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 675


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Sie 08, 2017 4:59 pm

Zaczęło się. Już oficjalnie i w pełni. Ktokolwiek nie mógł się wycofać. Byli już związani rytuałem na co większość była przygotowana. Niespecjalnie Vladowi podobało się, że medyk znajdować się będzie przy runie, a nie wewnątrz kręgu. Nie do niego jednak należała decyzja w tym przypadku. On jedynie mógł użyczyć swoich sił i zapewnić rozsądną ochronę i zaplecze. Tak jak i ostatnio czekał wóz w postaci karetki na samych obrzeżach miasta by w odpowiedniej chwili ruszyć na pomoc. Z kolei w samym lesie terenu pilnowało dwóch snajperów i trzech szturmowców znajdujących się w ukryciu. Zamaskowani, ukryci w listowiu szukali zagrożenia. Rytuał nie mógł zostać przerwany i wszyscy wiedzieli, że jeśli uczestnicy przeżyją za wszelkie zakłócenia odpowiadać będą przed Vladem.
- To dodatkowe zabezpieczenie. - odparł na pytania o amulety. Więcej wiedzieć nie musieli.
Gdy Panna Green wskazała Vladowi jego runę skinął jej głową i zajął swoje miejsce. Ponury jak zwykle choć wbrew przemyśleniom niektórych był taki od zawsze. I zajmował się też dziećmi choć było to rodzeństwo, a nie własne latorośle. W każdym razie stanął gdzie mu kazano i wyciągnął krwawiącą dłoń ku runie przydzielonej do niego.
- Tak. Odejście od runy nie wchodzi w grę jeśli nie będzie miał kto Cię zastąpić. – odparł na słowa Leona. Był nawet zdziwiony, że Esmeralda o czymś takim wspomniała. Zapewne był to efekt przyzwyczajenia. Dotąd frekwencja chętnych do udziału była większa. Prawdopodobnie po ostatnich obrażeniach grupy rozniosła się fama i część kilkukrotnie pomyśli zanim się zdecyduje na udział w przedsięwzięciu.
Gdy Vladislau dostroił się do runy coś było nie tak. Chorował niby na grypę, ale czuł się znacznie lepiej. Brał Gripex i tym podobne leki oraz pił więcej krwi wampirzej niż zazwyczaj. Może działo się z jego organizmem coś innego o czym by nie wiedział? Albo faktycznie się przeliczył i były to resztki choroby. Nie zapowiadało się dobrze dlatego niezwłocznie oczyścił umysł i skupił się na kontroli nad runą narzucając jej swą wolę. Oddychał równo i kontrolował własną energię korzystając z dotychczasowego doświadczenia. Starał się na tyle na ile mógł kontrolować rodzaj przekazywanej energii separując niebieskie linie by pozostały w nim. Jeśli jednak nie będzie to dla niego możliwe po prostu skupi się na kontroli samej runy i przepływu krwi.
Powrót do góry Go down
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 35


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Sie 08, 2017 7:00 pm

Ludzi było tak mało? Miękkie pizdy poddały się po ostatniej akcji bo trochę zabolało? Nie daliby rady wytrzymać w jego jednostce tydzień. Zwłaszcza ten zachodni cwaniaczek z byłej prowincji, który ostatnio tak głośno próbował być ważny? Miał być twardzielem, a wyszedł na dosłownie nikogo. Brak Prim rozumiał. Z resztą po wielkim ogłoszeniu i jego drobnym napadzie agresji unikała go, Ivan też gdzieś się szlajał i unikał tematu. Czy rodzina aż tak bardzo próbował uniknąć rozmowy o tym czemu nosił artefakt sam na sobie i co się stało?
Nie mógł o tym myśleć i nie chciał, ale rodzina zawsze była dla niego ważna i takich myśli nawet lata ogarniania nie potrafiły odpędzić od tak. Jedyne czemu tu był to po to aby dopilnować, że Grzegorz wróci cało i będą mieli chwile sam na sam do pogadania.
Upuścił krwi i stanął w runie, tak jak wszyscy. Tym razem zdawało się, że będzie bardziej znośna. Zamiast próbować tłumić to z czym miał problem musiał po prostu udostępnić to czego miał w dużych ilościach fizycznie i psychicznie.
Stanął trzymając rękę wzdłuż jednej z głębokich blizn i zaczął właśnie nastawiać się na to aby dać wszystkim siłę na tyle wielką aby nie zdechli.
Tym razem szło mu dobrze i nic od razu nie próbowało go zabić. Wygodnie się ułożył i napawał spokojem. Głowa nie boli, ciało nie błaga „dość” więc mógł spokojnie się rozejrzeć sam po tym wydarzeniu. Jakiś chłopak przyszedł i stanów koło tej bladej i na razie było ok, ale nie długo. Zaraz zobaczył, że pan maruda i jego brat mają problemy.
Zmemłał kilka przekleństw mając nadzieję, że to przejściowe problemy ze skupieniem. To jednak nie ustawało. Nie maił pojęcia co to oznacza, ale z doświadczenia przy takich rytuałach wiedział, że kiedy coś się błyszczy i świeci w inny sposób niż wszystko inne to znaczy że zaraz coś pieprzenie.
- Szefie, – warknął patrząc na niego. – Może niech zastąpi cię nowy. Nie ryzykujmy.
Adam wiedział, że jak każdy człowiek u władzy Vlad mógł się zmienić przez ten czas. Stawianie na swoim i chyba rodzinna pewność siebie granicząca z socjopatią może nie być prosta do przebicia, ale liczył na tę sławną zimną kalkulację. – Grigorij, jest ok. Damy radę bez ciebie. To nie jest jak wojowanie z tym szczeniakiem ostatnio. Wejdziesz jak będzie krytycznie.
Dalej przekonywał go warknięciami, pomiędzy którymi stawiał długie pauzy aby samemu nie stracić kontroli nad swoim przydziałem.

Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 227


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Sie 08, 2017 11:07 pm

Po co przychodzić na czas, kiedy można ominąć całe wprowadzenie i przybyć na najważniejszą część. Nie no, to nie do końca tak, że łowca umyślnie skręcił nie w to prawo, w które miał. Nie jego wina, że wszystkie ścieżki w lesie są takie same i nawet jakże wielka różnorodność drzew nie była w stanie pomóc mu w rozpoznaniu drogi. Na szczęście prawie w porę odnalazł miejsce, gdzie miało nastąpić kolejne uratowanie zbłąkanych duszyczek, chcących dołączyć do szlachetnego grona pełnoprawnych ludzi.
Mimo że wcześniej podjął decyzję o tymczasowym wycofaniu się z życia łowców, nie mógł pozostać obojętny na to, że, do cholery jasnej, ten rudy, mały krasnal ogrodowy znowu kopie pod sobą dołki, robiąc dokładnie to, co nie powinien.
 - Wybaczcie spóźnienie, ale były korki - odparł, przekraczając próg starej oranżerii. Wątpił, aby ktokolwiek zwrócił większą uwagę na to, co powiedział, ale przynajmniej wykazał się odrobiną kultury, nie przychodząc bez wyjaśnień. Co z tego, że obok prawdy nawet nie stały. Przecież nikt nie będzie wnikał w szczegóły.
Nie musiał składać broni do skrzynki. Nie zabierał jej ze sobą, wiedząc, że i tak będzie musiał wszystko oddać. Początek rytuału nie był niczym nowym. Jedynie ilość wampirów była pewną niespodzianką. Nigdy jeszcze nie odwampirzali aż czterech krwiopijców za jednym razem. Nie wątpił w umiejętności Esmeraldy, ale wiedział, że wystarczy, aby tylko kilka drobnych rzeczy poszło nie tak, jak trzeba, żeby postawić losy całego przedsięwzięcia na szali.
Przeciął wnętrze dłoni, gdy nadeszła jego kolej. Pozwolił krwi spokojnie spłynąć, próbując już teraz odrzucić od siebie wszystkie negatywne myśli i skupić się na tych przyjemniejszych. Choć musiał sam przed sobą przyznać, że ostatnio z trudem skupiał się na czymkolwiek. Wydał z siebie ciche westchnienie, przechodząc na wyznaczone miejsce. Wyciągnął rękę nad swoją runą, kierując na nią swoją uwagę i myśli.

Ubiór i ekwipunek:
 

Rudowłosa łowczyni brzmiała naprawę przekonywująco, a przynajmniej Jonathan coraz bardziej tak sobie wmawiał. I tak nie mógł się już wycofać. Raz podjęta decyzja została właśnie przypieczętowana. Żałował, że nie mógł zasnąć przed zaczęciem odwampirzania i obudzić się już po wszystkim. Tak na pewno byłoby łatwiej.
"Czy zgadzacie się dobrowolnie oddać przemianie?"
Niepewnie przytaknął, kiwając głową. Nie chciał nic mówić, mając wrażenie, że odpowiedź okaże się inna.
Nadal się wahasz.
Bzdura, już dawno zadecydowałem.
Kłamca.
Położył się na wyznaczonym miejscu, w ogóle nie przygotowany na to, co miało zaraz nadejść. W którym momencie zgadzał się na wkładanie okruchów srebra i oplecenie antywampirzym łańcuchem? Z gardła wampira wydobyło się coś na kształt warknięcia połączonego z skowytem rannego zwierzęcia. Szarpnął rękami, chcąc ściągnąć z siebie to łowieckie ustrojstwo.
Och, widzisz, oni też są kłamcami.

_________________


~ Język francuski | Język japoński ~
Powrót do góry Go down
OP Beret
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3315-pan-smierc#71458
Zarejestrował/a : 28/05/2017
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Nie Sie 13, 2017 8:26 am

Nie tylko Leyasu wraz z Diego się spóźnili ale także i nowy towarzysz Beleth. Niestety łowca nadal nie był za bardzo dobrze obeznany w rejonach miasta więc wciąż ze wszystkim był do tyłu.
Niemniej jednak dotarł na miejsce, po czym od razu skierował się do punktu odwampirzenia. Stary Niemiec nie czuł żadnego stresu względem nowych kolegów po fachu ani też tego dziwacznego rytuału, wszak pierwszy raz będzie na usunięciu wampiryzmu z wampira. Czy to w ogóle było normalne? Się okaże. Póki co musiał oddać swój sprzęt i przygotować się odpowiednio do swojego zadania.
Oddanie odrobiny krwi, odnalezienie przydzielonego mu miejsca Runy Związania. Nie przyszło mu też do głowy, że jego towarzyszką będzie łowczyni wyglądająca jak dziecko z obfitym biustem.
- Jak widać będziemy działać razem, koleżanko.
Zagadnął unosząc przy tym zawadiacko kącik ust.
- Trochę dziwi mnie to, że będziemy odwampirzać wampiry. No ale, to nie moje decyzje.
Dodał jeszcze, nim ustawił się w odpowiedniej pozycji. Teraz przyjdzie mu czekać, aż płomiennowłosa zacznie działać. Kto by przypuszczał, że ta seksowna pani medyk okaże się również nowoczesną wiedźmą. Dawno, dawno temu palono takie na stosie. A teraz sobie biegają swobodnie i niszczą zasoby mrocznej natury. Szkoda.

ekwipunek:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Nie Sie 13, 2017 12:28 pm


Rzeczywiście frekwencja łowców znacząco odbiegała od tego co zwykle działo się na rytuałach. Nie wiadomo czy głównym czynnikiem sprawczym był tutaj brak czasu, znudzenie, czy może po prostu brak zainteresowania przez niską krew wampirów biorących udział w odwampirzeniu. Każdy z członków Oświaty musiał świadomie podejść do tego typu praktyk, dlatego nikt nie otrzymał rozkazu wedle którego  powinien stawić się na rytuale. Niepewnym i niejednokrotnie też niebezpiecznym, ponieważ powodzenie w większości zależało od nastawienia, oddania i siły (nie tylko tej fizycznej).
- Widzę że odrobiłeś lekcje. - powiedziała do Leona. To fakt, jeśli runa zostanie pusta, wtedy szansa na powodzenie zostanie drastycznie zmniejszona. Mała ilość chętnych nie pomagała, ale jeśli mieli sobie poradzić, lepiej powściągnąć się od ciemnych myśli. A Leon oczywiście musiał wszystko zniweczyć i zasiać w innych ziarno niepokoju.
- Dopóki tutaj jestem nie pozwolę by stało się coś złego. - Przynajmniej w teorii, bo z praktyką bywało różnie. Esmeralda miała ułożonych kilka planów awaryjnych, jednak szczerze wierzyła, że nie będzie potrzeby ich użycia. Przed samym rozpoczęciem działań do starej oranżerii wkroczyło trzech spóźnionych mężczyzn – Diego, Leyasu, oraz najnowszy nabytek Oświaty, Belet. Każdy z nich został przydzielony do runy, a co za tym idzie… problem z niepokojącym deficytem został rozwiązany.

Leon – nie dałeś się zbić z tropu słusznie zauważając, że pozostawienie runy pustej stanowi problem i obciążenie dla całego rytuału. Ruda odpowiadała pół słówkami, o oznaczało, że prawdopodobnie Twoje pytania były dla niej niewygodne. Celowo pominęła część informacji nie chcąc wzbudzać niepotrzebnych emocji, jednak ziarno zostało zasiane. Obserwowałeś wszystkie ruchy jakie wykonywała łowczyni – najpierw zbieranie krwi, potem rysowanie nią run i kręgu. Przy Twojej runie stanął jeden ze spóźnialskich – Leyasu, który w dodatku od samego początku nie wyglądał na zachwyconego udziałem w rytuale.

Leyasu – ile to już razy mówiłeś sobie, że nie przyjdziesz na rytuał, by finalnie ponownie przelać swoją krew do naczynia. Jak zwykle spóźniony wszedłeś w ostatniej chwili, by uniknąć agresywnego wykopania Twojej skromnej persony za drzwi „’(…) były korki” - dupa a nie korki w lesie, ale każde wytłumaczenie jest dobre. Kiedy stanąłeś obok Leona czułeś niesamowity ból w lewej dłoni. Magia krwi nie była Twoim konikiem i prawdę mówiąc, od pewnego czasu traktowała Cię dość wrogo. Bardzo szybko szybko zaczęła Cię boleć głowa, podsyłając migawki dziwnych wizji.

Wizje Leyasu:
 

Runa człowieczeństwa: Jest niespokojna i wzburzona. Bardzo szybko pojawiły się na niej ciemne refleksy, przez które runa wyciąga więcej krwi i energii od osób przy niej stojących. Zła energia formuje się w znane już wszystkim nitki, które pędzą do środka kręgu próbując spętać łowczynię (dłonie, szyja) oraz wampiry (całe ciało).


Diego – Przybyłeś spóźniony, ale jak wiadomo wygląd Boga sam się nie zrobi. Kiedy kobiety na ulicach mdlały na Twój widok jakbyś był pieprzonym beatlesem, był to znak, że cel został osiągnięty i można ruszać na odwampirzanie! Q środku jak zwykle zastałeś już sztab łowców i kilka kobiet Prim zabrakło, jednak strój pokojówki w wykonaniu jednej z łowczyń również mógł dać radę. Stanąłeś obok nieznanej do tej pory rudowłosej i na dzień dobry przedstawiłeś jej jeden ze scenariuszy pod tytułem „co by było gdyby, więc nie spierdol tego”.
Czujesz się kiepsko, gdyż wciąż cierpisz na objawy grypy. Co więcej wasza runa jest dość wymagająca i… niestała. Ciągnie Was do środka kręgu i pobiera bardzo duże pokłady krwi i energii. Czy tak to miało wyglądać?


Lyalli – to był Twój pierwszy rytuał, dlatego debiutowałaś w samym centrum dziwnych i pewnie często również niezrozumiałych zdarzeń. Krąg z krwi, wampiry, łowcy… W całej tej historii było wiele niewiadomych, poza tym co złego może się stać w trakcie trwania? Do runy życia dołączył mężczyzna, który od wejścia rzucił w Twoim kierunku kilka „ciepłych” słów.
Czujesz ból lewej dłoni i masz wrażenie, że świecąca runa wyciąga z Ciebie siłą krew i energię. Bardzo szybko pojawiły się zawroty głowy i dziwne odczucie, że coś ciągnie Cię w stronę kręgu.

Runa życia: Jest w trochę lepszej kondycji niż runa człowieczeństwa, ale widać, że dzieje się z nią coś niedobrego. Przeskakujące po niej błękitne wiązki infekują znak i przekazują spaczoną energię do wnętrza kręgu. Na runie życia pojawiły się pierwsze ciemne refleksy.


Serafiel - Nie tryskałeś szczęściem na wieść ponownego spotkania ze swoją ULUBIONĄ runą, ale dzielnie wziąłeś to na klatę. Rozejrzałeś się po innych członkach rytuału, chcąc znaleźć winowajcę i dostrzegłeś, że nie tylko ty masz mały problem. Dwie z run wypuszczały błękitną energię, w innych pojawiły się też niepokojące ciemne nici, które jak rak potrafiły się rozprzestrzeniać by zainfekować inne znaki. Miałeś wrażenie, że ktoś bądź też coś oddycha tuż przy Twoim lewym uchu.
- Krew. Daj mi ofiarę z krwi! - usłyszałeś bardzo nieprzyjemny dla ucha dźwięk znajdujący się bardzo blisko. Może nawet za blisko. Nie widziałeś nikogo, ale czułeś obecność jakiejś ciemnej istoty. Z tego przejęcia aż zacząłeś robić się senny… w końcu nie ma nic lepszego na problemy niż sen.

Serafiel – zaśniesz w ciągu maksymalnie następnych dwóch postów.


Runa wiary: Wygląda na bardzo rozchwianą. Pojawiło się więcej ciemnej barwy, która zamieniając się w nici wędruje do środka kręgu. Czerń rozrasta się próbując dostać się też do sąsiednich znaków – siły i człowieczeństwa.


Midori – Runa związania faktycznie była bliźniaczo podobna do magii której na co dzień używałaś. Kto wie, może to dobra okazja do rozwinięcia swojego poziomu mistycyzmu? Oczywiście pod warunkiem, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Do znaku związania dołączył nieznany łowca. To pocieszające, że nie jesteś sama, ale mniej radosny był fakt, że inni członkowie Oświaty mieli nie małe problemy ze swoimi runami. W takim tempie to tylko kwestia czasu jak czerń zawita i u Was…

Belet – Podobnie jak Lyalli byłeś nowicjuszem jeśli chodzi o ten szczególny typ okultyzmu. Bo jak inaczej nazwać magię tego rodzaju? Ruda rzeczywiście pasowała na współczesną czarownicę, ale jest jeszcze wiele rzeczy których o niej nie wiesz. Kiedy podłączyłeś się do runy poczułeś się dość nieswojo. Pierwszy raz spotkałeś się z magią która świadomie i równomiernie wysysała energię i krew z użytkownika. Lewa dłoń pulsowała bólem podobnie jak głowa. Krąg Cię przyciągał? A jakże. Na chwilę zamknąłeś oczy, a wtedy pojawiły się wizje będące zapewne efektem Twojego dawnego życia.

Wizja Beleta:
 

Runa związania: Na początku wszystko zdawało się działać jak należy, ale po jakimś czasie runa się zmieniła. Jest niestała, pobiera więcej energii i widoczna jest na niej rozrastająca się czerń.


Vlad – Przed Tobą kolejne trudne zadanie, bowiem z pozoru prosty rytuał od początku stawiał opory. Runy były bardzo rozchwiane i kolejno wykazywały oznaki zainfekowania. Właściwie nie wiadomo w co włożyć ręce, bo zewsząd widoczne były jakieś problemy. Czułeś, że znak przy którym stałeś powoli się uspokaja, niwelując przy tym błękit. Nie byłeś chory poważnie. Nie był to wszak nowotwór a zwykłe przeziębienie, które w dodatku wyciągnęła z Ciebie magia.

Runa wytrzymałości: Wróciła do gry. Jest w miarę stabilna i JESZCZE nie dotarły do niej wpływy innych znaków.


Adam – Martwiłeś się o brata widząc że jego stan początkowo nie pomaga w stabilności runy. Sam miałeś problem ze skupieniem, nie wiadomo czy przez stres czy po prostu z uwagi na naturę choleryka jakim poniekąd byłeś. Wszystkie zdarzenia w oranżerii postępowały bardzo szybko, dlatego nie wiedząc nawet kiedy Twoja runa została zaatakowana przez negatywny wpływ od strony run życia i wiary. Zarówno ciemne jak i błękitne refleksy atakowały Twój znak powoli przejmując nad nim kontrolę. Czułeś jak coś ściąga Cię do środka kręgu, a Twojej głowie pojawiło się dziesiątki różnych głosów
- Zabij! Zniszcz! Krew! Oni zabiją Twoją rodzinę! Zabij ich wszystkich! - słowa były szeptane do Twoich uszu z każdej strony, ale nie widziałeś osób stojących za tym kiepskim żartem. Głosy były na swój sposób przerażające. Chrypliwe, ostre, czasem szepczące. W końcu wszystko zamilkło (przynajmniej na chwilę!) , a ty zostałeś z szaloną runą która z każdą chwilą ulegała coraz to większemu spaczeniu.


Wampiry: Trudno się w pełni skupić i nie odczuwać negatywnych emocji, kiedy grupa nieznanych ludzi przeprowadza na Was jakieś dziwne praktyki. Zginiecie? Jak na razie czuliście tylko ból i strach. Nikt nie znał przyszłości, jednak wszystko wskazywało na to, że dobrowolne oddanie się w ręce łowców nie było dobrym pomysłem. Wasze ciała wciąż były skrępowane co łączyło się z dyskomfortem związanym z wżynającą się łowiecką stalą w ciało. Zapach krwi łowczyni mamił zmysły, ale najgorsze było coś innego. Z zewnątrz kręgu dochodziły wiązki dziwnej energii, które zaciskały się na waszych ciałach i podobnie jak łańcuchy – wżynały się. Energia ta była dzika, nieokiełznana i inteligentna, bowiem każdy ruch był tak przemyślany aby sprawić jak największy ból
Wszyscy czują pulsowanie w okolicach skroni. Co więcej co jakiś czas mają wrażenie, że pojawia się bicie serca. Pojedyncze, ciche i bardzo bolesne. Wszak jest to nowość dla wampirzych ciał, które od dłuższego czasu nie odczuwały takich… rewelacji.

Esmeralda jest skrępowana dziesiątkami błękitno-czarnych nitek które przybyły z wnętrza kręgu. Część z nich oplątała się wokół nadgarstków raniąc je do krwi i zaciskając się coraz mocniej. Inne próbują dosięgnąć szyi, ale rytuał wciąż pozostaje nieprzerwany. Stan kobiety można określić jako lekko alarmowy.
Temperatura ciała wynosi 39,5 stopnia, co jest wyczuwalne tylko dla wampirów (bo znajduje się tuż przy nich) oraz dla członków runy życia (bo ona właśnie oddaje jej stan).


Kolejność dowolna. Obowiązek odpisu ma każdy łowca (jeśli chce dalej żyć), wampiry mogą wstrzymać się z odpisem jeśli mają taką ochotę, ale ich posty są bardzo mile widziane.
Osoby które się nie wyrobią – proszę o info na pw.
Na posty czekam do 18.08 do do godziny 20.
Wszystkie posty które pojawią się do 14.08 do godziny 12 mogą liczyć na specjalną nagrodę na koniec.

Enjoy ~

_________________
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 173


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Nie Sie 13, 2017 8:21 pm

Tak, spotkanie z najukochańszą runą dla Serafa... Zdecydowanie nie było szczytem marzeń. Mimo wszystko, zdecydował się i wziął w tym udział, więc marudzenie na to wszystko musiał pozostawić na potem. O ile wszystko dobrze się skończy.
Drgnął mimowolnie, czując tuż przy uchu oddech, a po plecach przeszedł mu dreszcz. Wiedział, że nikt z obecnych ani nowych nie podchodził bliżej jego... A sama intuicja podpowiadała mu, że zdecydowanie coś się dzieje. Niedobrego.
Po usłyszanych słowach, po których poczuł lodowate zimno na parę sekund, rozejrzał się... Lecz jednakże co? Nikogo tu nie było? Najbliższe osoby znajdowały się przy wyznaczonych runach... A ten oddech był naprawdę blisko... Za blisko... Czuł przy sobie obecność...
- Nie wiem o co ci chodzi, ale nie dostaniesz jej ode mnie - odparł.
A do tego wszystkiego nagle odczuł senność.
Syknął cicho, unosząc prawą dłoń, by potem przetrzeć oko i uszczypnąć się w policzek. Próbował chociaż za pomocą bólu odwlec to.
- Więc to tak? Próbujesz mnie uśpić? Co jest, obawiasz się mnie? - odpowiedział cicho i machnął ręką, jakby próbował się odpędzić... Od tego, cokolwiek tutaj było. - Tchórz. Odejdź, demonie.
Widział międzyczasie, co działo się z runą. Starał się również zachować spokój i skupić swoje myśli na jednym - by jego myśli były spokojne. Chciał skupić się na modlitwie. I na niezaśnięciu.
- Cholewka. Nie jest dobrze - najlepiej zdawał sobie sprawę, że pomimo własnych chęci, nie mógł uniknąć tego. Pozostawała tylko kwestia.... Kiedy?
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 675


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Sie 14, 2017 7:33 am

Już na wstępie runy zaczynały szaleć. O co chodziło Vlad nie miał pojęcia. Mógł się jedynie domyślać. Najłatwiej było zrozumieć, że Leyasu jest mało kompatybilny z runą człowieczeństwa. Gdyby Vlad miał pełną swoją pamięć mógłby pomyśleć, że osoba robiąca innym takie świństwa jak zrobił jemu nie powinna być zwana człowiekiem. Nie pamiętał jednak. Jeszcze. To co się działo z runą Vlada to było małe bździ przy tym jak zaczęła wariować Runa Człowieczeństwa. Co gorsza Serafiel mamrotał coś do siebie. Być może znowu zjawiła się przy nim jakaś bliżej nieokreślona obecność.
- Arturze, odłącz się od runy. Wycofaj się powoli do tyłu i gdy więź będzie cienka zerwij ją. Podejdź w pobliże Serafiela. Jeśli zemdleje lub zaśnie ocuć go. Za nic nie podłączaj się do jego runy. - nakazał mając na uwadze fakt, że zanim Leyasu podszedł do runy wszystko było z nią w najlepszym porządku. Do samej Runy Wiary też za specjalnie nie pasował. Będzie jednak idealny jako wolny strzelec podający potrzebne przybory pozostałym i wspierający z zewnątrz kręgu.
- Wszyscy pozostali niech zachowają spokój. Wyciszcie się. Pomyślcie o czymś przyjemnym. Ta magia opera się na emocjach i dyscyplinie. Każdy niech skupi się na swojej runie. Nie pozwólcie się ściągnąć do środka i nie pozwólcie się zwieźć. Ja lub Esmeralda nie nakażemy inaczej skupcie się tylko na swoim zadaniu. - mówił głośno i wyraźnie. Nadal pozbawiony silniejszych emocji co akurat w trakcie tego rytuału było na plus. Sam cofnął się ćwierć kroku i stanął w lekkim rozkroku na ugiętych kolanach by mieć pewność, że jego własna runa nie zacznie się z nim siłować. Następnie skupił się na kontroli runy i przepływu krwi. Myślał o powrocie tych wampirów do człowieczeństwa. I o uśmiechniętej buźce Alicji, której zdjęcie dostał od jej prababci.
Powrót do góry Go down
Diego
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2764-diego-chavez
Zarejestrował/a : 31/07/2016
Liczba postów : 45


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Sie 14, 2017 1:16 pm

Może rzeczywiście ten rytuał miał wyglądać inaczej, może dlatego, że wampiry były niższej krwi miał być łatwiejszy, ale kiedy tak w ogóle idzie coś po naszej myśli? Nigdy, właśnie nigdy. Od samego początku gdy podszedł do runy i stanął z Lyall którą pozdrowił bardzo ciepłymi slowami, zaczęło go wciągać do kręgu, nie odczuł tego nawet przy Samuru, ale widział jak zachowywała sie reszta, więc wiedział, że coś jest nie tak, chyba teraz będzie gorzej i zostanie naruszone coś więcej niż jego idealnie dopasowana do sytuacji fryzura. Diego w ogóle nie czuł się najlepiej, bo jego choroba dolega mu już zdecydowanie zbyt długo, gdyby był jak każdy normalny facet już dawno sporządziłby testament i zanudzał każdą napotkaną kobietę jak bardzo źle się czuje, miał od tego nawet swoją własną lekarkę, która udawała, że go nie zna, ale odkąd odjebało jej od fejmu i stała się fajterem, to nie ma już czasu na zwykłe leczenie babiarzy jak Diego, smuteczek. Latynos oczywiście opierał się runie, próbując kontrolować przepływ energii i krwi, jednak nie było to takie proste, można stwierdzić, że to przez Lyall ta runa pożerała tak dużo, jak nigdy, a dlaczego? No to proste, była nowicjuszką i było wiadomo, że coś się spierdoli, jeśli była niepewna i tak dalej, to teraz byłaby odpowiednia pora, żeby wziąć się w garść, bo inaczej będą wyglądać nie jak po lekkim i miłym seksie a jak po pierdolonym odcinku łowców burz, więc proszę, czas się skupić ruda panno.
-Mniej energii.. bo padniemy tutaj pierwsi. - mruknął cicho do Lyall i zamierzał używać swojej własnej mocy, by tą runę utrzymać, a nawet przejąć inicjatywę jako kontrolujący, bardziej niż wsparcie, bo co jak co, był starszy, był bardziej doświadczony i był piękny, czego więcej trzeba?
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 217


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Sie 14, 2017 9:56 pm

Niepotrzebne emocje to dziwne ujęcie tematu „jeśli macie dość to odejdźcie, ale wtedy wszyscy mogą umrzeć.” Jak na rozum KKKowboja sprawa, który jednak żył w państwie, w którym wdychasz wolność a wydychasz demokrację, najważniejsze jest mieć zapewnione bezpieczeństwo swoje i innych.
Jak to jest, że gdy Leon siedzi sobie w spokoju i robi swoje to przychodzi ktoś by „pomóc” i wszystko się psuje?
- Witam, panie kolego. – Mruknął Leoś, bo przecież był prawdziwym dobrym kolegą. No i nie chciał od razu kazać mu spadać, bo psuje mu ogarniętość. Dlatego też zaczął szukać jakiegoś dyplomatycznego rozwiązania problemu, który był przed nimi postawiony. Szybko rozejrzał się po innych i w sumie każdy miał problemów. Cóż, przyszli nowi i zaczął się dym.
Szczęście w nieszczęściu Seraf zaczął coś gadać i zaczęło mu odbijać. Do tego wyglądał jakby trochę słaniał się na nogach, a to było idealne dla szybkiego wykombinowania jak załatwić dwie pieczenie na jednym ogniu. Szybko padł na kolano i odłożył butelkę, aby wyjąć superśmierdzącą maść.
- Koleżko idź do tego tam. – Wskazał mu dłonią na rudą marudę. – Odkręć to i podstaw mu pod twarz. Możesz nasmarować mu tym ubranie na klacie. – Dawał wskazówki byłe tylko ogarnąć, bo chciał aby przynajmniej dwie z wielu run jakoś się trzymały i nie padły od razu.
-  Istnieje ryzyko, że któryś z was się porzyga.  – Ostrzegł sprawiedliwie, bo mieszanka śmierdziała trochę jak durian, tylko bardziej ziołowy. – Ale stawia na nogi nawet zwłoki.
Leon rozejrzał się jeszcze po reszcie. Nie miał wyjścia tylko coś zrobić, pocieszyć albo wesprzeć dobrym słowem. Wszyscy wyglądali jednak trochę zbyt zaabsorbowani swoimi sprawami. Jedyne co mogło im pomóc to zupełne skupienie się na swojej pracy (aby znowu nie być związany i całowany przez nastoletnią ślicznotkę, chociaż w sumie…).
Napił się trochę przez dziurkę od cygara i zaczął mówić głośno jedną z modlitw pokrzepiających. Może nie każdy tu wierzy, ale niektórzy na pewno znajdą dzięki temu spokój. Słowa wyuczona na blachę wylewały się z niego, gdy zaczął wspominać wszystko to co jest dobrego w byciu człowiekiem. Pierwsze co wpadło mu do głowy to wspomnienia z jego starą ekipą.  Te małe rzeczy, gdy brudni i zmęczeni zdejmowali buty aby wygrzebać piach i podciąć sobie odciski. To, że było zimno jak cholera, ale ognisko i herbata z prądem dawały przyjemne poczucie ciepła. Jak ktoś zaczął grać jakieś nutki i zaczynały się historie o przygodach. Coś czego wampiry nigdy, według Leona nie mogły pojąć i osiągnąć. Nie można docenić chwil i ulotności życia, gdy nie jest się w stanie umrzeć. Gdy nawet ciepła i brudna od pyłu woda staje się wspaniałym napojem po długim i bezowocnym poszukiwaniu szczęścia.
Cóż jest bardziej ludzkiego niż takie właśnie małe chwile, szczera wiara w lepsze jutro i świadomość że trzeba żyć chwilą, bo nim się obejrzysz wszystko zniknie i życie minie bez przeżycia go.
- Damy radę drużyno, musimy tylko w siebie uwierzyć! - Dodał pomiędzy modlitwami, tak aby ci którzy słuchają może zarazili się pozytywnym nastawieniem.

_________________
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 486


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Czw Sie 17, 2017 8:52 pm

Odwróciła głowę w kierunku przybyłej osoby, po czym posłała jej łagodny uśmiech.
- Witam - powiedziała do niego. - Rozumiem. Miło, że nie będę tu sama.
Skierowała swoje spojrzenie na runę.
- Myślę, że to nie jest złe. Niekoniecznie każdy chce być wampirem - stwierdziła spokojnie. - Na swój sposób to też jest walka z nimi.
Jednakże, czy wszystko będzie dobrze?
Huh... Zdecydowanie nie wygląda to za dobrze - pomyślała Midori, widząc, że runa powoli z czerwieni, zaczynała przybierać czarną barwę... Tak samo jak i ciągnąć więcej energii. Delikatnie się skrzywiła, czując, jak jej energia została pobierana w większej ilości. Przekrzywiła łebek, spoglądając na towarzysza.
- W porządku? - spytała się go z nutką niepewności w głosie, po czym wzięła głębszy wdech i zdecydowała się kontynuować. - Znak reaguje na nasze emocje - powiedziała do niego cicho. - Najlepiej próbować odsunąć od siebie myśli i skupić się na czymś przyjemnym - podpowiedziała, nie podnosząc nadal głosu. - Zanim znak zmieni całkowicie barwę na czarną - uśmiechnęła się do niego niemrawo. - Tak przynajmniej uważam z tym wszystkim - miała nadzieję, że nie pomyliła się w tym. Gorzej, jeśli tak.
Nie wiem czemu, ale teraz przypomniałam sobie o tym czarnym czymś... Co prawie mnie ostatnio wciągnęło... - pomyślała międzyczasie Midori. - Czasem mam wrażenie, że ta magia coraz lepiej rozpoznaje z kim ma do czynienia... - westchnęła w myślach. - No nic. Ja nie zamierzam się poddawać.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 35


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pią Sie 18, 2017 5:37 pm

Tak to się właśnie dzieje, że lepiej pomagać sobie. Adaś człowiek zakapior zamiast oddać się w pełni swojemu zajęciu chciał pomóc bratu. Skończyło się to tak, że problemy Griga stały się jego samymi i to w znacznie większym stopniu. Był trochę jak stażysta – dostawał w dupę od lidera, który dostawał w dupę od manago i jeszcze miał na głowie dodatkowe problemy. To tak jak projekt mający deadline wczoraj, każdemu się sypie a on jest stażystą w IT.
Zaczął pojmować zmianę runy i to jaka jest natura jego znaku. Zamiast bólu były głosy, które rozpraszały go w ogarnięciu spaczenia. Próbowały go skusić, ale to nie pierwszy raz coś mówiło do niego kusząco tylko po to aby potem spędzić z nim bardzo przeciętny wieczór i potencjalnie zarazić rzeżączką. Kiedyś jeden z jego mistrzów powiedział mu, że najgorsze co można zrobić w walce z bestiami mroku to odpowiadanie im. Robiąc to nawiązuje się dyskusja, więź i swego rodzaju przepływ energii. Nie potrafiąc ich spętać mógł je tylko ignorować.
- Nadciąga zima Vlad. Strzeż się i zmobilizuj wiążących do ujarzmienia ich. – Warknął, mając nadzieję że to właśnie jest ich zajęcie i nazwa to nie tylko dzika zmyłka.
Na szczęście oprócz tego, że był torturowany i ból fizyczny to nie był problem to był też na wojnie i wiedział jak w chaosie znaleźć siebie i to wszystko załatwić.
Zamknął oczy i zaparł się mocniej aby nie dać się podporządkować nikomu. To była wojna na wymęczenie, a jego energia była jak każdy inny zasób ludzki i wcale nie rosła podczas batalii. Adam wiedział, że zamiast siedzieć w okopach i dać się powoli mordować musiał mieć jakiś plan na sprytne obejście problemu.
Jeden pojawił mu się od razu, nie był dobry, ale pomagał. Co prawda jego dzikość była problematyczna. Choleryk chwytający wiele srok za ogon. Dzielił uwagę na obie spaczone runy próbując je oczyścić. Odciąć linie zaopatrzeniowe. Nie było sensu walczyć z ciągle napierającą siłą więc zwalczenie jej w zarodku było najlogiczniejsze. Oddawał swoją wolę walki i siłę, chciał wpompować energię tam gdzie jest potrzebna do walki. Aby otumanić cokolwiek się tam znajduje i może sprawić, że wiążący coś z tym zrobią.
Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 227


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pią Sie 18, 2017 6:17 pm

Miało być dobrze.
Miało być lepiej niż wcześniej. W końcu co mogłoby pójść źle przy odwampirzaniu wampirów niskiej krwi? Najwyraźniej odpowiedź miała paść już na samym początku. Ból lewej dłoni był złym znakiem. Pierwszy raz czuł coś takiego parę minut po rozpoczęciu rytuału. Miał wrażenie, że tym razem runa zrobi wszystko, aby od razu utrudnić całą zabawę. Zamiast miłych wspomnień ujrzał w głowie coś, co niejednego mogłoby przyprawić o szybsze bicie serca i zimne poty. Szepty? Co one mogły znaczyć? Niestety łowca nie potrafił wyłapać z nich żadnych sensownych słów, które brzmiały choć trochę znajomo. W jednej chwili zobaczył krew i trupy, jakby ktoś za pomocą magicznej różdżki zmienił cały wystrój oranżerii i pozabijał wszystkich kompanów. W kolejnych sekundach wszystko wróciło do normy. No prawie wszystko. Ta dziwna kreatura stojąca obok Serafa nie była normą. Czarnowłosy już otwierał usta, aby ostrzec kapłana, ale wizja zniknęła równie szybko, jak się pojawiła, pozostawiając po sobie uciążliwy ból głowy i dłoni. Docierające do niego słowa dowódcy tylko utwierdziły Leyasu w przekonaniu, że powinien odłączyć się do runy człowieczeństwa i pozwolić Leonowi zająć się nią samodzielnie. Już wystarczająco źle zadziałał na cały rytuał, niosąc zagrożenie nie tylko dla Esmeraldy i wampirów, ale także dla łowców przy innych runach. Powoli zamknął dłoń, odcinając runę od swojej krwi.
Cóż, będzie musiał przydać się w jakiś inny sposób, skoro nie może wspomagać run swoją krwią i energią. Wziął od Leona maść, zanim podszedł do Serafa. Księżulek wyglądał jakby lada moment miał runąć na ziemię, zamieniając się w śpiącą królewnę. Jeszcze tego brakowało, aby ktoś się wykruszył, pozostawiając runę pustą.
- Nie mam pojęcia co to jest, ale tamten mówi, że postawi cię na nogi - powiedział, otwierając maść, czego niemal od razu pożałował. Zapach, jaki się z niej wydobywał, ciężko było porównać do czegokolwiek przyjemnego. - O cholera, z czego to jest zrobione. - mruknął, podsuwając okropieństwo bliżej Serafa.

_________________


~ Język francuski | Język japoński ~
Powrót do góry Go down
OP Beret
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3315-pan-smierc#71458
Zarejestrował/a : 28/05/2017
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sob Sie 19, 2017 12:39 pm

Pierwszy raz w życiu łowieckim spotkał się z czymś takim co miało odebrać wampirowi jego wampirzym. Jak wspominano wcześniej Beret uważał cały rytuał zabierał dodatkowe jednostki do ułożenia. Ale jak widać... Dostał polecenie i dlatego też się zjawił, a że skoro jest nowy to jakoś podpadać nie chciał. Zapewne po całej akcji powie co o tym myśli i w następnym nie weźmie już udział. No chyba, że zapłacą mu za całą tą zabawę.
Ostatni raz spojrzał na swoją towarzyszkę przy runie, by następnie całkowicie oddać energię dla pomocy rudowłosej kobiety. Nie spodziewał się też tego, że cała ta zabawa okaże się niezłym środkiem halucynogennym i zacznie mieć zwidy. Bo jak inaczej nazwać wizję? Po otwarciu oczu zajarzył, że znalazł się gdzieś indziej.
- Zaraz... Zaraz... Coś mi tu nie gra.
Burknął pod nosem, marszcząc brwi. Zapach roślin okazywał się tak mocno realistyczny oraz to uczucie palenia. Skąd znał to wszystko. Czyżby dawne wspomnienia z bycia gestapowskim katem? Uniósł kącik ust na widok stosu aż wreszcie i tą postać.
- Kim ty...
Nie zdążył bo przecież jego niemiecki gardziel rozstał poderżnięty. Wylana krew, duszące uczucie i chęć wyrwania się z koszmaru.
I wtedy właśnie wygasł. Beleth poczuł jak ciało wstrząsnęło szokiem, a ta piekąca skóra nie powodowała żadnego uczucia komfortu. Nie, nie może się teraz poddać. Zamknął na nowo oczy, zaczynając odmawiać pacierz w swoim ojczystym języku. Będąc pastorem miał wiele powiązana z Bogiem oraz wiarą. Mocno wierzył, że modlitwa uchroni go przed całą tą akcją, a energia jaką obdarowywał runę zacznie z nim współpracować.

_________________
Powrót do góry Go down
Akane
Akane
Akane
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1167-akane-kroliczek-smierci#18630 http://vampireknight.forumpl.net/t3177-akane#67101 http://vampireknight.forumpl.net/t3322-wee-woo#71568
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 48


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Sie 21, 2017 11:29 am

Za dużo postów D: Mniej więcej nadrobiłam, jeśli kogoś/coś pominęłam to przepraszam

Czuła się od samiutkeigo początku nieswojo wśród tych obcych ludzi, jednak wyrzuty sumienia zżerały ją od środka, a zaufanie zostało jedyną rzeczą na którą Akane mogła w tym momencie liczyć. Zbyt długo trwała w stanie szaleństwa i zbyt długo urządzała sobie "samowolkę" pod rządami szlachetnego wampira jak i jego potomstwa. W końcu i ona zaczęła szukać przebaczenia jak i zrozumienia u niektórych - zresztą znaleźć tego nie potrafiła. Ot była tylko istotą, którą się wyręczano, którą sterowano. Nie... w ten sposób wytłumaczyć swojej działalności nie może. Była świadoma tego co robi. Tak... była świadoma. Tylko nikt specjalnie nie zwrócił na nią uwagi, no może nieliczne osoby wpatrywały się w nią jak na nieznany okaz w zoo. Czy ktoś wiedział o tym, że to ona okaleczyła tą dziewuchę... Natashę? W zasadzie to też nie pamięta co się z nią stało. Nie pamięta niczego co się działo w tamtym okresie.
W tym momencie przez jej głowę przewijały się stare wspomnienia. Zamglone, bo wszytko miało miejsce dawno temu... ale pamiętała. Jak wyglądało jej człowieczeństwo w tamtym okresie? Nie ważne jak bardzo wytęża umysł jest w stanie określić się tylko jednym słowem. Szatan. Jej zachowania normalnym nazwać nie można. Od swoich początków jej problemy z psychiką robiły swoje, wampiryzm to tylko pogłębiał ale trzeba przyznać, że nie jest za późno na szukanie przebaczenia, prawda? Wampirzyca choć sprawiała wrażenie zamyślonej, to z każdą chwilą tylko okazywała każdemu łowcy tutaj szacunek. Szacunek, poddanie - licząc na to, że jej tu pomogą. Bo też się bała, bała ale też była świadoma tego że jej się należy. Różowo-włosa niepewnie się rozejrzała gdy powiedziano o schowaniu rzeczy. Ale moment, czy jej nóż który rzuciła na wejściu się liczy? Powinna po niego wrócić? A co jeśli uznają to za akt samowolki i ją z miejsca zabiją? Jasna cholera i co ona powinna zrobić?
Ostatecznie uznała, że jebać ten nóż. Niech sobie kwitnie, bo kwitnie, nikomu nie przeszkadza a nie chce zrobić czegoś co wpłynie na to, jak zaczną ją tutaj traktować. Kątem oka spojrzała na Ravena który wcześniej obdarzył wampirzyce nieprzychylnym spojrzeniem - kminiąc przy okazji o chuj mu chodzi. To w sumie trochę zabawne, bo ona nie pamięta relacji swoich ofiar, a wszyscy z grona ofiary znają twarz Akane. Jest jakiś specjalny opis na nią? "Ta cycata, chora psychicznie, różowe włosy"? Tsk!
Posłusznie przeszła na miejsce które jej wyznaczono, wlepiła spojrzenie w dal i w momencie w którym odczuła woń krwi zamknęła oczy, zacisnęła mocno zęby raniąc się swoimi kłami i wyłączyła się na chwilę. Planowo chciała się wyłączyć do końca całego zdarzenia... Ból jej to niestety uniemożliwiał. Nawet wydawała z siebie ciche powarkiwanie, posykiwanie w momencie w którym robili dziwne rzeczy z jej ciałem. Znaczy, nie robili nic, tylko ten metal... Drażnił ją. Ai ból we łbie odczuwała naprawdę mocny, tak jakby przeszła pierwszego w życiu kaca na świecie.. A cóż to? Czy to... Tak! To głuche i cichutkie bicie serca, które działało nie do końca dobrze, tak jakby chciało a nie mogło... Hm. Dziwne to wszystko, cholera. W każdym razie w głowie wampirzycy pomimo nieprzyjemnego bólu - pozostawała wiara. Wiara w to, że ją uratują, ha!

_________________

Powrót do góry Go down
Maya
Maya
Maya
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t499-maya-lightwood
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 189


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Sie 23, 2017 7:03 pm

Była grzeczna. Nie chciała się nikomu narażać. W końcu jeśli wszystko dobrze się skończy, nie raz jeszcze spotka niektóre zgromadzone tutaj osoby. Chętnie wykonywała polecenia, nie marudziła i nie protestowała. Wszystko szło jak z płatka. Runy na ciele? Nie ma problemu. Rany, srebro i łańcuchy? Gorzej, jednak ból pomagał jej w uspokojeniu galopujących myśli. Tortury, jakie zafundowano jej podczas bycia wampirem, przyzwyczaiły ją do cierpienia. Znosiła je dzielnie, przygryzając jedynie zeschnięte wargi. Stres i strach wprowadzały ją w stan pewnej agonii. Miała niezrozumiałe wrażenie, że za niedługo skończy się jej istnienie. A może bała się nowego początku?
Sekundy ciągnęły się niczym minuty, a minuty jak godziny. Tak duża ilość ludzi w jednym pomieszczeniu napawała ją niepokojem, którego nie potrafiła zdusić w sobie. Mimowolnie czuła, jak jej ciało trzęsie się z napięcia. Dobrze, że leżała w miejscu, bo chyba nie byłaby w stanie ustać na nogach jak z waty. Skupiła się na oddechach innych istot, co pozwoliło się jej uspokoić. No chociaż odrobinę.
Nagle otworzyła szeroko oczy. Coś w jej klatce piersiowej poruszyło się nieznacznie. Zaczęła panikować. Szarpnęła się delikatnie, co wywołało falę bólu w nadgarstkach owiniętych w łańcuchy. Keep still. Zamrugała kilka razy, kiedy następne uderzenie w klatce poruszyło jej zastygłą krew w żyłach. Do oczu napłynęły jej łzy, kiedy zdała sobie sprawę, że dalej posiada s e r c e. Była pewna, że takie bestie jak ona dawno już je utraciły.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Czw Sie 31, 2017 10:25 pm

Odwampirzenie osobników niskiej krwi nigdy nie spotykało się z tak dużymi emocjami, jak było to w przypadku szlachetnego. Teoretycznie wykonanie rytuału było sprawą prostą i bezproblemową, lecz niestety teoria nie zawsze była równa praktyce. Tym razem coś ewidentnie było nie tak… Sama barwa co niektórych znaków, ich temperatura i widoczna gołym okiem agresja nie dawały nadziei na dobre zakończenie całej sprawy. Ale nie tylko łowcy z zewnątrz odczuwali negatywne skutki działań…

Diego – jako zaprawiony w bojach postanowiłeś wspomóc koleżankę i podzielić się doświadczeniem jak przetrwać w najtrudniejszych chwilach. Rzeczywiście ograniczenie poboru energii było dobrą wskazówką, bo nieprzytomny z wycieńczenia łowca nie przyda się na nic DOBREGO. Bóg jeden wie jak krąg zachowa się mając przy sobie krwawiące i jeszcze ciepłe truchło. Czy tego typu widoki nie osłabią nadszarpniętych i tak morali drużyny?
Mimo tego, że starałeś się jak mogłeś, z jakiegoś powodu runa nie chciała współpracować. Błękit prześlizgiwał się po powierzchni znaku, ale nie to było najgorsze. Lyalli milczała nie przyjmując najwyraźniej Twoich słów, a Wasz znak zapełniał się ciemną materią. Wyraźnie czułeś jak temperatura przy runie życia gwałtownie wzrasta, a rozchwianie znaku znacząco przybiera na sile. Wiązki ciemnych nitek nie tylko migrowały do wnętrza kręgu, ale jak na złość postanowiły zaatakować najsłabszy element – osobę, mającą najmniejsze doświadczenie przy tego typu rytuałach. Zauważyłeś jak materia oplata lewą nogę łowczyni i powoli zaczyna ją ciągnąć do wnętrza kręgu tak, że bidulka aż się zachwiała. Jesteś świadomy, że jeśli nic nie zrobisz, Lyalli prawdopodobnie zostanie wciągnięta przez zachłanny krąg. Jeśli zaś pomożesz odłączysz się od spaczonej runy… Cóż… tak źle i tak niedobrze, ale liczą się sekundy. Pamiętaj.

Lyalli – miałaś naprawdę mało czasu na przygotowania, a o samej istocie rytuału dowiedziałaś się wręcz w ostatniej chwili. Nikt wcześniej nie wspomniał, że jeden głupi znak może ciągnąć od łowcy tyle energii. Nikt nie powiedział o zmęczeniu, bólach głowy i przede wszystkim o ciemnych „mackach” chcących wciągnąć Cię do samego kręgu. Jeśli rzeczywiście istniały dobre i złe odmiany magii, ta z pewnością nie stała po stronie „tych dobrych”. Poczułaś ból kiedy dziwna energia oplotła się wokół kostki i bardzo szybko rozrosła się na wyższe partie Twojego ciała. Czujesz, że tracisz równowagę. A może odpływasz? Jest coraz goręcej, a widmo niebezpieczeństwo zaczęło przybierać całkiem realne kształty.


Leon – pozbyłeś się jednego problemu oddelegowując koleżkę jako typowego chłopca na posyłki. Zaopatrzyłeś go nawet w okrutnie śmierdzący specyfik, który w dodatku prawdopodobnie mógłby obudzić zmarłego. Tak tajemnego miksu nie powstydziłby się nawet niejeden pasjonat zoofilii, ale nie takie zadanie miał spełnić specyfik. Znajdowałeś się kawałek dalej, ale kiedy wieczko zostało otwarte poczułeś ten zapach  jak sam wiesz, nie było to nic przyjemnego. Runa człowieczeństwa wciąż była spaczona, ale nie miała takiego focha jak w momencie gdy pojawił się przy niej Twój pomagier. Może to dobra decyzja by odseparować gościa od znaku i pozwolić mu… zająć się innymi sprawami? Wciąż czujesz jak znak pobiera wzmożone ilości energii i tym samym próbuje przyciągnąć Cię do środka kręgu. Standard, jednak tym razem inni mają gorzej.

Leyasu – no nie chcieli Cię tam… Ba, runa pokazała Ci środkowy palec, focha nad fochami, gdzie jasno i wyraźnie pokazała, że jesteś jednostką ciut niepożądaną. Któż to wie czy winę za to ponosi zupełnie odmienny rodzaj magii, czy niedawne spięcie z rudą lekarką. Chciałeś wspomóc rytuał jak tylko mogłeś, dlatego odłączyłeś się od znaku z misją ocucenia księdza, który to już prawie mdlał. Narkolepsja to zło, powiadają. Gorzej jeśli poza tą przypadłością cierpi się również na gburowatość, a niezadowolone spojrzenie potrafi zniechęcać tak dosadnie jak wzrok samego bazyliszka. Na szczęście Serafiel nie musiał Cię kochać za tak wspaniałomyślny gest jakim było przyniesienie mega śmierdolącej maści (czy co tam nie było w tym przeklętym pojemniczku). Zapach był oszałamiający… Nawet gacie prostytutki niezmieniane po tygodniu aktywnej pracy nie mogły mieć aż tak zabójczego zapachu. Prawie puściłeś pawia, ale gdy próbowałeś potknąć Serafowi pod nos specyfik, jakiś złośliwy chochlik postanowił w tym przeszkodzić. Krąg? Runa? Coś Cię smagnęło po nogach, przez co w zaskoczeniu wypuściłeś z rąk pojemnik, a jego zawartość obryzgała wszystko wokół (znaczy Ciebie, Serafa i połowę drogi do runy siły). Zapach był straszny, a wysoka temperatura z pewnością nie pomagała!


Serafiel – Prowadziłeś sobie dialog ze swoim demonicznym kumplem, który najwyraźniej znudził się grą fair. Chciał Cię uśpić? A może to po prostu wina narkolepsji? Runa wiary była trudna w utrzymaniu o czym już kilkakrotnie zdążyłeś się przekonać. Ciemna barwa na znaku niestety postępowała, a ty czułeś się coraz bardziej zmęczony. Zaśniesz? Pewnie tak by było gdyby ktoś nie przybył z jakąś śmierdzącą substancją, w dodatku ją rozlewając! Poczułeś ten zapach i było to coś tak odrażającego, że zapomniałeś o śnie. Zapomniałeś o wszystkim, bo Twoja uwaga została odciągnięta przez nagłe chluśnięcie tego grom wie czego. Runa wiary zaiskrzyła ciemnymi refleksami, a ty… wciąż nie mogłeś się skupić. Usłyszałeś za sobą chichot… coś, bądź ktoś przy Tobie chodziło nie odpuszczając Cię nawet na kilka kroków.


Belet – Rady Midori mogły okazać się bardzo cenne, wszak nie raz już stawiła czoła niebezpieczeństwom jakie stwarzał sam rytuał. Tak ciemnej magii nie widziałeś jeszcze chyba w umiejętnościach kobiety, ale nie to było najgorsze… Wizje były na tyle realistyczne, że wciąż odczuwałeś ból podciętego gardła i oparzeń. Nic już nie było takie jak przed kilkoma minutami. Próbowałeś się wyciszyć, ale dziwnie śmierdzący zapach i negatywne odczucia znacząco to utrudniały. Jeśli na chwilę otworzyłeś oczy zobaczyłeś stojące w rogach oranżerii ciemnej sylwetki. Jakieś dziecko przebiegło za Twoimi plecami śmiejąc się i złorzecząc coś w języku Jidysz. Trwało to sekundy zanim całkowicie znikło, za to ciemna nić z runy złapała za Twoją rękę i usilnie stara się przeciągnąć Cię do środka kręgu.

Midori – Mniej więcej wiedziałaś jak radzić sobie w kryzysowych sytuacjach, jednak to co się odwaliło w oranżerii przechodziło chyba ludzkie pojęcie. Nie dość, że rozszedł się jakiś niekorzystny zapach, to wasza runa wyglądała, jakby za chwilę miała się rzucić na nieszczęsnego Beleta. Ciemna nić złapała Twojego towarzysza za rękę i próbuje go ściągać do środka. Ba, widzisz jak rani jego dłoń i łapczywie wyciąga większe ilości posoki. Runa zaczęła dziwnie „buzować”, czy to nie jest znak, że za chwilę może nastąpić tyci… wybuch?


Adam – Nie dałeś się skusić byle jakiemu głosowi. Byłeś świadomy, że odpowiadanie na zaczepki nigdy nie wiąże się z niczym dobrym, dlatego po prostu milczałeś. Siła, upór, a może dyscyplina? Negatywne wpływy z sąsiednich run starają się infekować Twój znak, ale jakimś cudem runa siły powróciła do gry i nie dopuszcza do siebie złowrogich emocji. Nie wiadomo  tylko jak długo potrwa taki stan, zwłaszcza że inni… wpadli w niezłe tarapaty. Runa daje od siebie olbrzymie ilości ciepła, co w połączeniu z nagłym śmierdzącym zapachem stanowi iście wybuchową mieszankę – wręcz idealną do porzygu.
Adam, chwilowo nikt Ci nie szepcze do ucha. Udana próba przywrócenia runy do pełnej świetności kosztowała Cię dużo energii, przez co ze zmęczenia ledwo stoisz już na nogach.


Vlad – odsunąłeś od siebie negatywną energię starając się skupić na rzeczach przyjemnych. Najgorszym na co mógłbyś sobie pozwolić to utrata kontroli nad sobą i innymi. Wszyscy członkowie rytuału zaufali Ci, a ty… byłeś za nich odpowiedzialny.  Zauważyłeś, że Twój brat świetnie poradził sobie ze swoją runą, ale wyraźnie widzisz jego zmęczenie. Zapach jaki nieumyślnie rozlał po pomieszczeniu Leyasu utrudnia skupienie i niesamowicie drażni wrażliwy węch. Co gorsza niektórzy mają kłopoty, które należałoby bardzo szybko opanować. Czy w tym wypadku wystarczą już same myśli o czym przyjemnym? Tyle dobrego, że Twój znak ma się całkiem dobrze…


Wampiry: Pulsowanie skroni wezbrało na sile, podobnie zresztą jak bicie serca które jest coraz częściej i coraz mocniej wyczuwalne. Temperatura wewnątrz kręgu staje się bardzo niesprzyjająca i kłopotliwa. Antywampirze łańcuchy nie wbijają się już tak w ciało – czy może być to zasługa tego, że tak naprawdę jesteście już na dobrej drodze by ponownie stać się ludźmi? Być może. Poza zapachem krwi każde z Was wyczuwa smród jaki dochodzi z zewnątrz kręgu. Ktoś się wystraszył? Nie poradził sobie ze stresem? Trudno stwierdzić, jednak śmierdzące coś pewnie byłoby w stanie ocucić nawet umarłego.

Akane i Maya – trudy zostały nagrodzone, wasze odwampirzanie powiodło się i znów możecie cieszyć się człowieczeństwem. Jesteście wykończone i nieco otumanione (nawet mimo ekstra cucącego zapachu). Proszę o kontakt z administracją i uwzględnieni zmian w wyglądzie (efekt odwampirzania) i ewentualnym charakterze.

Panowie jeszcze walczą.


Na posty czekam do 8.09 do godziny 19. Obowiązek odpisu ma każdy (chyba że życzy sobie szybkiej śmierci). W przypadku pytań/opóźnień/problemów z odpisem proszę o kontakt na pw/gg.

_________________
Powrót do góry Go down
Akane
Akane
Akane
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1167-akane-kroliczek-smierci#18630 http://vampireknight.forumpl.net/t3177-akane#67101 http://vampireknight.forumpl.net/t3322-wee-woo#71568
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 48


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pią Wrz 01, 2017 1:24 pm

No cóż tu powiedzieć.
Pomimo tego, że naprawdę bardzo starała się wyłączyć wszystkie myśli i po prostu poddać się tej całej ceremonii, cholernie mocno ją wszystko bolało i naprawdę nie potrafiła się do końca z tego wszystkiego wyłączyć. Wręcz cała sytuacja powolutku zaczynała ją drażnić, jak to Akane. Przecież zawsze była narwana, a takie spokojne leżenie było dla niej, no! Co zrobić panie premierze, i tak chuja zrobi w tej sytuacji bo łańcuchy i tak dalej, wszelkie zabezpieczenia. No dobra, skoro pozostawało jej po prostu leżeć, to poobserwuje przynajmniej jak co Ci wszyscy ludzie tu wyczyniają. Łowcy. Wydawali się naprawdę interesujący, ale żeby do nich dołączyć trzeba w cholerę treningów przejść chyba. Tak? Nie? Jak to jest?
Z zamyślenia podczas tej ciekawskiej obserwacji wyrwały ją kolejne czynniki towarzyszące odwampirzaniu. Akane się lekko skuliła powarkując cicho i zacisnęła mocno powieki jakby miała pieprzoną nadzieję, że to jej w czymś pomoże a ból magicznie ustąpi. To nie tak, że żałowała przyjścia tutaj i podjęcia się tego wszystkiego. Po części te masochistyczne instynkty podpowiadały jej, że wszystko co tu się dzieje jest świetną zabawą, "halo Akane: lubimy to" i w ogóle, ale z drugiej strony naprawdę trudno było to wszystko wytrzymać. Co za cholerstwo, no! W uszach jej pikawa dudniła, zrobiło jej się gorąco na tyle że aż wbiła pazury w nadgarstek drugiej ręki. Po chwili jednak antywampirze przestały aż tak bardzo się wżynać. Och? To chyba dobry znak? Dugum, dugum, a cóż to? Przecież to bicie serca?!
No cóż, trzeba przyznać że takiego smrodu to dawno nie czuła, a pewnie jako wampir byłoby to intensywnie i cholernie by ją drażniło. Nawet jeszcze bardziej niż do tej pory. Westchnęła ciężko wpatrując zamglone spojrzenie w rudowłosą kobietę która przewodziła temu wszystkiemu. Wampirzyca - nie - DAWNA WAMPIRZYCA była jej cholernie wdzięczna za to, że w końcu uwolniła się nie tylko z łańcucha, ale i z tej beznadziejnej wampirzej powłoki. Człowiek... Teraz się zestarzeje i umrze, prawda? No cóż, przynajmniej będzie miała co zrobić do tego czasu, zacznie się martwić o to, że nie zdąży i tak dalej. Wow, jakby życie stało się piękniejsze. No nic. Posłała dziękujące spojrzenie Esmeraldzie no i odpłynęła do krainy Morfeusza, bo to cholerstwo wyciągnęło z niej w cholerę energii.

_________________

Powrót do góry Go down
Maya
Maya
Maya
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t499-maya-lightwood
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 189


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pią Wrz 01, 2017 1:37 pm

Gdzie jestem? Kim jestem?
Wszystko nagle straciło na ostrości. Nic nie było już takie same. Wampirze, wyostrzone zmysły zamieniły się na ludzkie, nieco przytępione. Kolory wydawały się jej takie blade, nie była w stanie dosłyszeć pulsu wszystkich żywych istot w pomieszczeniu. Bycie człowiekiem spadło na nią niczym grom z nieba i wcale nie było to przyjemne uczucie. Przede wszystkim pojawił się mętlik w głowie, wróciły wyrzuty sumienia, które falami zalewały jej wątłe ciało, wzbudzając mdłości. Każdy mięsień w jej ciele krzyczał o pomoc i piekł cholernym ogniem choćby przy najmniejszym poruszeniu. Jako wampir była wstanie biec bez przerwy, nie spać wiele nocy i nigdy się nie męczyła. Teraz wszystko odbijało się na niej z nawiązką i jedyne o czym tak na prawdę marzyła to miękkie łóżko i ... frytki. Chyba zabiłaby za smak ludzkiego żarcia. Na samą myśl ciekła jej ślinka.
Jej cudowne myśli przerwał okropny smród. Skrzywiła się mocno, żałując, że nie jest w stanie zakryć sobie nosa dłońmi. Rozejrzała się po pozostałych. Była ciekawa, czy przeżywają to samo co ona. Czy oni również czują się tak ludzko i normalnie, jak nigdy przedtem. Czy może nie każdy reaguje tak samo? Następnie spojrzała po twarzach łowców, były nieco zamazane z powodu jej opuchniętych od płaczu oczu, jednak wydawali się skupieni i zmęczeni. Zawdzięczała im życie. Próbowała wychrypieć słowo 'dziękuję', ale jej zaciśnięte gardło wydało tylko kilka ochrypłych samogłosek i całkowicie odmówiło posłuszeństwa.
Spojrzała jeszcze tylko na łowczynię, która prowadziła cały rytuał. Nigdy by nie przypuszczała, że prawdziwe anioły mają włosy koloru wina.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 675


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sob Wrz 02, 2017 7:11 pm

Mniejsza o koloryt włosów anioła. Mieli tu burdel do ogarnięcia. Działo się całkiem sporo, a Vlad musiał utrzymywać pełną kontrolę nad swoją runą jak i obserwować czy wszyscy radzą sobie jak należy. I tak jak to pierwsze szło niezgorzej tak drugie było jednym wielkim nieporozumieniem. Aktualnie tylko Darkhawkowie nie byli w tarapatach. No i może Miodri. Widząc agresywne zachowanie run zignorował nieprzyjemny zapach. Nie było to trudne. Wszak miał szczelny kombinezon z hełmem i choć dochodziły doń zapachy to jednak stłumione. Miał dość komfortowe warunki w porównaniu z innymi. Zostali zaatakowani zarówno Lyalli jak i Belet, lecz to ta pierwsza była wciągana żywiej. Na dodatek była młoda i w porównaniu z pozostałymi niedoświadczona. Gdyby żywa istota weszła w granice kręgu z pewnością wyssałby z niej co tylko by się dało rosnąc w moc i dotkliwie krzywdząc żywiciela. Dlatego Vlad z pośród wszystkich planów awaryjnych jakie pojawiły się w jego umyśle wybrał ten jeden jedyny. Odważny i niebezpieczny, ale lepszy niż żaden.
- Convict, ratuj młodą! Midori, do runy życia! Śmierć, Serafiel - skupcie się. To wy kontrolujecie krąg, nie on Was. Utrzymajcie miejsce i dozujcie krew oraz wolę. - rozporządził wyszukując najrozsądniejszą opcję. Wierzył, że doświadczeni łowcy jak zakonnik czy Belet dadzą sobie radę mimo przeciwności. Zresztą w porównaniu z pozostałymi runa związania akurat była najmniej cenna w oczach Vlada. Co prawda inne magie były niepożądane, lecz w najgorszym wypadku on mógłby wtedy wchłonąć całą krew by zamknąć gwałtownie zamknąć rytuał. To jednak był jeden z setek planów alternatywnych. Liczył, że nie będzie on potrzebny. Dwa oddechy. Kolejne spięcie mięśni tylko po to by za chwilę je rozluźnić. Krąg dostanie tyle krwi ile potrzebuje i nawet mililitra więcej. Koniec tej nadmiernej dobroci dla demonów. Ponownie zwrócił się do swoich ludzi. Konkretniej do jednego z nich. Zignorował fakt przewrócenia się na prostej drodze. To nie miało w obecnej sytuacji zbytniego znaczenia.
- Arturze, Wyjmij ze skrzyni bandaż i jednostkę krwi wampirzej. Zajmij się nową i odciągnij ją od kręgu by Convict mógł jak najszybciej wrócić do rytuału. - skoro mężczyzna nie mógł pomóc jako zasilanie magii to w ten sposób może okazać się niezwykle pożyteczny Czyli nic straconego dla nich wszystkich. Skoro Vlad na tę chwilę nie widział jakichś znaczących problemów nie zamierzał ich na siłę wymyślać. Wydał polecenia, które powinny zwiększyć ich szanse na pełną skuteczność bez ofiar. Vladislau spojrzał na swego brata i uśmiechnął się krzywo, jak to on. Wprawdzie nie było tego widać, ale zrobił to mimowolnie. W rodzinie to z bliźniakiem zawsze najlepiej się rozumiał. Obaj mieli żołnierstwo we krwi mimo, że sam Vlad w prawdziwym wojsku nie miał okazji być. Po co mu to zresztą było skoro polował na wampiry przez całe życie. Tym samym Adam z pewnością wiedział, że brak polecenia był swego rodzaju pochwałą. Cokolwiek czynił, robił to dobrze i Vlad ufał mu, że tak zostanie. Ponownie wspomniał dobre czasy z przeszłości oraz lojalność jego brata. Osobno potrafili wiele osiągnąć. Razem mogli nawet zmieniać rzeczywistość jeśli tak było trzeba.
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 173


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Wrz 05, 2017 8:02 pm

Niespecjalnie skakał z radości, widząc, że runa nie poprawiała się. Mimo wszystko nie zamierzał się poddawać, a walczył, póki mógł, z tą sennością i dość niepożądanym towarzyszem, jakim był demon. Jednakże największym problemem była jednak nadchodząca senność, zarazem nie dając za wygraną... Czy na serio już będzie po nim? Zaśnie... I będzie to już sen bez pobudki?
Cóż, odpędzał do siebie ową myśl, skupiając myśli na modlitwie i zarazem starał się co jakiś czas szczypać, by krótka dawka bólu powstrzymała to... No dobra...
Do momentu, gdy nagle odczuł, że coś poleciało na niego. Aktualne wydarzenia teoretycznie nie powinny pozwolić mu się skupić na tej drobnostce, jak i na fakcie, że ktoś inny, oprócz demona, przybliżył się... Ale... Momentalnie odczuł zapach...
I musiał zasłonić wolną dłonią usta by nagle nie zwymiotować.
- Co to jest? - wytrzymał pierwszą falę mdłości i zaczął oddychać przez usta, by nie narażać się bardziej na ów zapach. Nie miał pojęcia co to, ale sen momentalnie uciekł. Nic dziwnego. Sam by chętnie to zrobił, gdyby nie to, że musiał pozostać na miejscu.
Pomarańczowe ślepia zakonnika skupiły się ponownie na runie. Jest coraz to gorzej. Nie potrafił nadal pozbierać myśli, a widok czarnych refleksów tylko utwierdzał go w tym, że pogarszało się. Na dodatek chichot za nim sprawił, że odczuł dreszcze na plecach. To coś jest tutaj ciągle. Jest blisko. Przełknął ślinę.
- Możesz sobie iść? Niespecjalnie szukam przyjaciół - burknął natomiast. Zdecydowanie nie... Zwłaszcza takich, którzy nawet nie byli ludźmi.
- Łatwo powiedzieć - odpowiedział natomiast w momencie, gdy usłyszał słowa dowódcy. Mimo to, zamknął oczy, starając się by jego myśli obracały się wokół jednej modlitwy, powtarzanej non stop. "Ojcze nasz". Uspokoić się, wyciszyć, zignorować towarzystwo. Dostarczyć pozytywnej energii, ograniczyć negatywną. I zapomnieć o niechcianym towarzyszu.
A jeśli już będzie po wszystkim, to dowie się, który mądry spowodował, że tak tutaj śmierdziało.
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 217


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Wrz 06, 2017 12:02 am

Wszystko miało iść dobrze, ludzka manufaktura Esme miała ogarnąć przecież kilku byłych ludzi i większość widział już po raz wtóry. Czemu zatem wszystko szło jak gołym tyłkiem po nieheblowany, prosto do balii octu? Kto tu spierdolił i czemu ostatnio nie było takich problemów jak teraz? Ostatnio wiedział jak czuły się jego dzieci, kiedy zaczęły oglądać po nocy horror, teraz czuł się jakby zamiast być tylko widzem cudzego horroru był jedną z tych gwiazd, które nie do końca wiadomo czy przeżyją czy jednak zginą.
Śmierdząca maść dla Serafa podana przez faceta, którego na pewno nie lubi człowieczeństwo. Kim on był? Był jeszcze bardziej odczłowieczony od reszty tych zwyrodnialców? Urodził się jako wampir? A może po prostu ciągle był prawiczkiem zamkniętym w klasztorze wypuszczanym tylko na takie imprezy? Cholera wie, bo na niektóre opcje nie wyglądał; inne były za to niemożliwe do sprawdzenia.
Ważne, że facet skoro nie mógł naprawić to przynajmniej poszedł pomóc jednemu z ważniejszych graczy tutaj. No ale i tutaj pojawił się problem. Wystarczyło odpakować smrodliwy łój i podstawić mu pod nos, wystarczyło smarnąć mu nim gdzieś ciuchy. Zamiast tego Leon poczuł jak koszmarna mieszanka tego co wąchał już kilka razy (ale nigdy nie nawykł) wypadła i zaczęła budzić wszystkich.
- Jezus Chrystus i aniołowie, tylko nie to. – Powiedział z trwogą, gdy widział jak chyba jedna z pierwszych i bardziej pierwotnych broni biologicznych upada i jej krople lecą wszędzie.
- Zakryjcie nosy, jak macie miętówki to wsadźcie se je po zatoki. – Powiedział z powagą nie mniejszą, jakby spotkał samego von Carnsteina i jego Vargheisty, Doriana, Koia i teściową w jednym ciele. Sam z resztą zakrył nos i zerknął na to co się dzieje na jego podwórku. Co prawda nie było już PMS, ale okres jak najbardziej. Więc tak jak z kobietą w tej sytuacji mógł albo wstać i wyjść (co skończyłoby się marudzeniem i koszmarem dla reszty) albo wziąć to na klatę, poświęcić jej uwagę i przyjść z kwiatami.
Z racji, że ta pierwsza opcja skończyła się dla niego ostatnim razem dramatem, zostało ogarnąć. Pierwszą rzeczą, która przyszła mu na myśl a propos okresu to tampony.
Wyciągnął więc paczkę, którą miał na wierzchu i rzucił mu ją.
- Porozdawaj je proszę innym. Seraf powinien wsadzić to sobie do nosa. – Mruknął próbując znaleźć mu jakieś zajęcie inne od wypaczania run, a akurat danie wszystkim zatyczek do nosa było teraz jeśli nie priorytetem to na pewno pomocą (hehe, jednak się na coś przydadzą XD).
Teraz trzeba było uspokoić rozdrażnioną kochankę, z którą się skłócił i zatamować jej wyciek złości. Miał dużo energii, ale nie tyle by szaleć, można powiedzieć że jej nadmiar kompensował kiepską samokontrolę. Jednak teraz nie był to problem tylko jego, a wszystkich. Musiał teraz utrzymywać skupienie za wszystkich i nadal utrzymać człowieczeństwo.
Ludzkie rzeczy, w jego umyśle wcale nie brakowało gotowych przemyśleń na ten temat. Najbardziej powierzchowne rzeczy jakie miał to upicie się, poczucie przemijania, ale zaraz pod depresyjnym czarnowidztwem miał coś innego. Nie po to ciągle nosił obrączkę i zdjęcia aby myśleć o tym co nie wychodzi.
Zobaczenie dziecka zaraz po porodzie, pierwsze rodzinne święta jakie miał od dawna, budowanie domku na drzewie i spanie w nim z pociechami. To wspaniałe uczucie jak wie się, że powinno umrzeć i sytuacja wymknęła się spod kontroli, ale udało się to okiełznać i jest co wspominać. Żona witająca w progu marudzeniem, że jest się brudnym i śmierdzącym a co dopiero odkurzała, ale dająca całusa.
W byciu wampirem traci się koncepcję przywiązania do rzeczy i emocjonalności. Nie ma pojęcia przemijalności, bo jest ona naturalna, a sprawniejsze umysł i zmysły tylko szybciej mogą dać poczucie wtórności.  
Do jego uszu dotarła tylko jedna rzecz, którą mógł rozpoznać i pociągnąć nawet nie budząc się, czyli modlitwy. Zaczął na głos wraz z Serafielem zupełnie się wyłączając. Szukał siły w tym co znał – modlitwie i własnych przeżyciach. Znał je najlepiej i wiedział już, że ten przeklęty rytuał żywi się emocjami. Więc miał zamiar dać mu najlepsze jakie tylko miał.

_________________
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 486


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Wrz 06, 2017 12:08 pm

Doświadczenie doświadczeniem, ale co się tutaj działo? Było coraz to cieplej, a wyczuwalny zapach nie sprawiał, by to wszystko stało się przyjemniejsze. Aż zasłoniła dłonią usta i nos, zastanawiając się jednocześnie, co jest przyczyną tego, że wyczuwała ów woń. Na dodatek runa najwyraźniej miała jakiś problem wobec jej towarzysza. Dlaczego? Co się działo? Nie polubiła go? Ciężko było zignorować również to, co ona wyczyniała.
-  Nie wiem, co się dzieje, ale nie skupiaj się na tym, co przekazuje runa - powiedziała do niego. -  Próbuje cię zabrać. Nie daj jej narzucić swojej woli - przez moment przeszło jej przez myśl wspomnienie dotyczące ostatniego rytuału, gdzie prawie ją wciągnęła. Nie za przyjemne. Zdecydowanie nie. Można się najeść sporo strachu.
No, ale nie zaprzątała sobie tym głowy, było, minęło, ważne, że przeżyła.
Również niepokojące było to, jak sama runa - nie licząc próby porwania do siebie mężczyzny - zachowywała się. Przełknęła ślinę. Mi się wydaje, czy ona... Próbuje zrobić TO? Mniej więcej w tym samym momencie usłyszała słowa Grigorija.
-  Um... - skinęła niepewnie głową. -  Zrozumiałam - ostrożnie odsunęła się od runy, by odciąć się od niej. Miała nadzieję, że runa jednak nie zrobi bum.
-  Skup się na czymś przyjemnym. Albo neutralnym. To pomaga. I zaraz wracam... Chyba - powiedziała jeszcze do Beleta, po czym poszła wykonywać polecenie dowódcy. Pobiegła w stronę runy życia, po czym wyciągnęła naciętą dłoń i ostrożnie połączyła się z nią. Pokojówka w akcji!
-  Weź ją, powinnam zdołać na ten moment zdołać utrzymać się tutaj - uśmiechnęła się łagodnie w stronę Diego. W sumie, może pójść po wszystkim na ciasto? - pomyślała jeszcze, zastanawiając się nad tym, czy znajdzie w pobliskiej cukierni truskawkowy kawałek tortu.

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
 
Stara oranżeria
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Oranżeria
» Oranżeria
» Stara latarnia morska
» Magiczna Menażeria
» Stara, pusta klasa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: