IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stara oranżeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 261


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Paź 16, 2017 6:49 pm

Tak więc jak zwykle chciał dobrze i wyszło jak zwykle. Nie żałował, bo nigdy nie chciał zrobić czegoś tak bardzo jak jebnąć ucieleśnienia zła w ryj. Z jego dużej i dziwnej „to do list” był to jeden z solidnych haczyków do zrobienia. O ile będzie miał czym pisać i nie zostanie kaleką. To znaczy, może by mu to nie robiło jakby był tak mądry jak ten koleś od fizyki na wózku albo miał do zaoferowania światu więcej niż celne oko, dowcip i alkoholizm.
Obecnie jednak wisiał jak piñata i zakneblowany. Przez chwilę przypomniał sobie wszystkie „specjalne” wieczory, które spędzał z Jessie sam na sam. Demon o ile zły nie potrafił być nawet w połowie tak kreatywny jak ona z kawałkiem liny i piłką tenisową.
Jednak to nie był czas na to, aby życie przelatywało między oczami i robienie rachunku sumienia.
To znaczy może, raczej normalnie byłby to koniec, ale kowboj nie po to zrobił szopkę dla potwora aby teraz przejmować się śmiercią. Reszta miała więcej czasu na ogarnięcie się ze swoimi problemami.
Kowboj nie miał zbyt wiele do robienia, nad przepaścią, między życiem a śmiercią, tuż nad ulegającym spaczeniu przedstawieniem wiary. No nie ukrywajmy nie była to komfortowa sytuacja - a że fizycznie mógł tylko napierać na macki, aby te go nie zmiażdżyły - pozostało mu myśleć i śmiać się nad poetyckim wydźwiękiem tej chwili.

Nagła konkluzja uderzyła go niczym bicz w plecy i kac morderca z rana. Demon był chyba nowy w te klocki albo nigdy nie brał udziału w żadnym szkoleniu na temat „czego nie mówić facetowi, którego uczyli że demony zawsze kłamią”. Poza tym Szeryf, w przeciwieństwie do otaczającej go mary doskonale znał stwierdzenie „wszystko co powiesz może być użyte przeciwko tobie”. Jeśli był latarnią to bomba, która spadła na jego umysł sprawi, że stanie się słońcem.
Skoro był zbyt silny czemu skupił się tylko na nim i olał wszystkich innych? Po co tak dużo gadał? Tak robią tylko zdenerwowani ludzie i kłamcy, którzy chcą sami siebie upewnić w swoim fałszu. Boga niema? A może chodziło tylko o to aby próbować osłabić jego wiarę i chęci? Na cholerę go zakneblował? Egzorcyzmy trochę piekły tentaklowy zadek?
Teraz nie była to nawet wiara w boga, a wręcz niemal pewność. W końcu normalnie nie słyszy się o istnieniu boga od samego demona, który paradoksalnie jest jednym z najpewniejszych źródeł jeśli chodzi o niematerialne.
- Przegrałeś, boisz się i widzę to w twoich oczach. To nie błysk pewności siebie, to błysk strachu. – Zamknął oczy i skupił się na odzyskaniu jakiejkolwiek władzy i nie daniu się zmiażdżyć, by skończyć jako mięso na burgery. – Jesteś za silny, ale boisz się pojedynkować uczciwie z alkoholikiem i fanem Johna Waynea?
Leon wiedział, że za to co robił w życiu nawet po swoich długich i ciężkich pokutach trafi co najwyżej do przedostatniego kręgu piekła.
- Może mnie zabijesz, ale oni dadzą radę. Na pewno nie chcesz się po prostu poddać i wolisz być jak Kapitan Ameryka i Red Skull? Tarmosić się ze mną w jakimś miejscu bez czasu i mieć nadzieję, że któremuś się w końcu znudzi?
Spróbował rozłożyć rozciętą rękę, aby obmacać gnoja swoją krwią i może pozwolić jej przelewać się dalej przez sploty wprost do runy.
Czymże mógł zakończyć swój niemy monolog do potwora jak nie najbardziej kowbojskim okrzykiem i gromkim śmiechem „Yiiihaaaa pielgrzymie!”

_________________
Powrót do góry Go down
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3699-adam#80936 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 36


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Paź 16, 2017 10:05 pm

Jezus maria juzef aniołowie i babajaga w domku na kurzej nóżce – to pewnie powiedziałby Adam jakby był bardziej elokwentny, ale skończyło się na prostym, żołdackim - ja jebe.
A następnie sapnął nieprzyjemnie czując jak kolana robią mu się trochę miększe. Już wcześniej był bliski upadku i ma za sobą bełta z powodu smrodu. Głupie ciało może było odporne na ból i miało w sobie kilka stalowych płytek, ale nogi zaczęły się pod nim trząść.
Zwłaszcza, że cokolwiek teraz się nie stało teraz odcisnęło się na nim bardziej niż poprzednia przygoda i chyba właśnie przyjął na klatę jakąś dziwną fluktuację mocy. Potrafił przyjąć dużo, ale to wcale nie był pierwszy raz dzisiaj i był naprawdę bliski załamania nie tyle psychicznego co fizycznego, które w jego wypadku było naprawdę ciężkie.
Z zamknięciem powiek normalnie walczyłby poprzez ugryzienie się, ale z racji braku większego czucia ta opcja nie za wiele pomagała.
Wziął potężny wdech nosem aby poczuć znowu ten koszmarny i nieznośny zapach i trochę się ocucić, ale mimo tego znowu wrócił do pozycji na jednym kolanie, by nie musieć się tak skupiać na ustaniu w jednej pozycji cały czas i nie wyglądania głupio. Adam po prostu starał się dawać swoją siłę wszędzie mając nadzieję, że to już koniec i będzie mógł po prostu odpaść gdzieś z boku i poczekać aż go zgarną. Przerwanie teraz byłoby gorsza nawet od dezercji, a ją traktował jako najgorsze upodlenie.
Rozdawał siłę ile jej miał, aby tylko to wszystko utrzymać i pozwolić innym robić swoje rzeczy.
- Dalej ludzie, ogarnijcie się i zróbmy to! Jak się uda to każdy ma u mnie kolejkę samogonu! – Krzyknął próbując zachęcić ich do wytężonej pracy. Miał kilka butelek wyżej wymienionego i to najprzedniejszego z żyta i czystego jak łza. Jeśli nie potrafią walczyć za własne i cudze życia może chociaż powalczą za wódkę. W armii ta zachęta często działała – a patrząc na tę bandę nihilistycznych  socjopatów to szansa była większa niż troska o siebie i innych.
W sumie to podsunęło mu to coś czym może się posłużyć. Miał to jedno źródełko, z którego mógł czerpać - ale niekoniecznie chciał.
Zaczął powoli uwalniać tę dzikszą i bardziej bestialską stronę siebie, która miała w sobie tyle siły i mocy, że za każdym razem jak wychodziła na wierzch rozrywała jego ciało i przerabiała je w bardziej adekwatną formę. Skoro ostatnio nie zmienił się w potwora teraz też nie miał się o co martwić.
Adaś zaczął wydawać dziwne dźwięki gdzieś z trzewi czując jak włosy stają mu dęba i całe ciało rwie się mając przed sobą dylemat "fight or flight". Pierwotna część ukierunkowana strzępkami jego własnego ja próbowało z całej walczyć i nie poddawać się. Było gorąco, był padnięty ale nogi wysiadały wiec jak mógł wiać? Mógł tylko walczyć do ostatniej kropli krwi i zaatakować to co próbuje go wykończyć. A nuż a widelec cokolwiek nie zrobiło z Kowboja kołysanki i nie zdecydowało się rozwalić całego kręgu wystraszy się i odpuści.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1823


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Lis 28, 2017 5:03 pm

Vlad – jak ma się jebać to wszystko naraz. Doskonale znałeś myśl tej zasady, bo czy kiedykolwiek coś poszło prosto? Część run zrobiła się niestabilna, a Twoi ludzie starali się jak mogli, żeby tylko sprowadzić te szalone znaki do parteru. Widziałeś zmęczenie w oczach łowców. Co gorsza część z nich była ranna, bądź jak na przykład Lyalli nieprzytomna. Trudno powiedzieć jak się skończy ta cała impreza, ale na tą chwilę doszedł dodatkowy problem. Demon i otwierające się nad kręgiem przejście. Wciąż też musiałeś kontrolować swoją runę, co przy niestałości innych znaków nie należało do najłatwiejszych zadań. Postanowiłeś zabawić się z nadprogramowym przybyszem, który jak do tej pory doskonale sprawdzał się w utrudnianiu życia Serafielowi i Leonowi. Po słowach skierowanych do demona usłyszałeś szyderczy śmiech.
- Zamknij pysk zawszona gnido. Kiedy oni umierają, ja rosnę w siłę. Już przegrałeś, dlatego rozkoszuj się ostatnimi chwilami swojego życia. Póki możesz. - bestia naturalnie nie potraktowała Cię poważnie. Ba. Ten czarci wytwór doskonale wiedział, że aby rytuał mógł trwać dalej, ty nie możesz opuścić swojego stanowiska. A to da mu wystarczająco dużo czasu by móc wykończyć wszystkich o największej wierze.

Leon – Mimo wielkich prób i chęci ze strony demona, nie udało mu się osłabić Twojej woli walki i wiary. Czułeś na sobie niezadowolone spojrzenie jego oczu i choć starał się okazać, że wie co robi to jednak chyba… błądził we mgle. Animuszu dodała mu pogadanka z Vladem, bowiem każda oznaka zdenerwowania ze strony jakiegokolwiek łowcy napędzała jego próżniactwo i dumę. Widać potrzebował się trochę dowartościować. Był górą bo w każdej chwili mógł kogoś złapać i sprawić ból wwiercającymi się w ciało linkami. Twoja postawa jeszcze bardziej wyprowadzała go z równowagi. Słowa nie opuściły ust, ale myśli nadawały prawdziwą symfonię dla demonicznego wkurwu.
- Znajdę Twoją żoneczkę i prześlę jej od Ciebie specjalne pozdrowienia. Bądź pewien, że nie zazna spokoju na wiecznym umęczeniu. - parszywą gębę znów wykrzywił uśmiech będący niczym innym jak kolejnym pokazem sił. Linki wwiercały się w ciało, a ty czułeś spływającą po palcach krew. Możliwe, że rzeczywiście się Ciebie bał, ale był zdesperowany chwytając się każdego znanego sposobu by tylko sprawić ból. Opadałeś już z sił, ale najgorsze było to co stało się po chwili. A mianowicie doznałeś wizji gdzie Twoja żona została złapana przez jakieś cztery pokraczne cienie. Próbowała walczyć, lecz nawet mimo sprawnych ciosów nie mogła się wygrać kiedy plugawe istoty miały przewagę liczebną. Chcąc nie chcąc musiałeś patrzeć jak matka Twoich dzieci jest ciągnięta za włosy po ziemi, a potem brutalnie bita i gwałcona. Nigdy nie zapomnisz jej krzyku, z pamięci nie wymażesz widoku jej przerażenia i jednoczesnej woli walki. Ale przegrała. Wizja się skończyła, ty zaś upadłeś na ziemię ranny i zmęczony. Po demonie zaś nie było ani śladu. Co się wydarzyło? Przez wizję chwilowo wyłączyłeś się z rzeczywistości. Byłeś mokry ale chyba nie od potu.

Serafiel – W gruncie rzeczy nie byłeś sam, bo na tą chwilę prym w problematycznych sytuacjach wiódł Leon. Demon zajął się naszym kowbojem bardzo czule i dokładnie. Ciemne linki nie tylko wżerały się w ciało nieszczęśnika, ale jeszcze całkowicie blokowały mu możliwość ruchu. I mowy, co w przypadku kowboja było ciężką niedyspozycją, a jego „yhaaa” nie mogło mieć takiej mocy sprawczej jak dotychczas. Runa nieco szalała, lecz nie to było teraz głównym problemem. Póki w pobliżu znajduje się postać z nie z tego świata, nic nie mogło pójść zgodnie z planem. Demon mimo że zajęty Leonem coś kombinował. Mówił coś o żonie, a następnie przyłożył do twarzy mężczyzny łapsko i poraził go czymś w rodzaju ciemnej energii. Musiałeś interweniować i zmieść tą poczwarę z powierzchni ziemi. Czas antenowy tego paskudztwa dobiegł końca, dlatego postawiłeś mu się jak przystało na dobrego obrońcę runy wiary. Butelka. Podniosłeś ją głęboko licząc, że w środku znajduje się woda święcona. W najgorszym wypadku demon doświadczyłby małej kąpieli, która z pewnością by mu nie zaszkodziła! Co najwyżej przyniosła zaskoczenie, a potem… lekkie zirytowanie które mógłby sobie odbić na późniejszym denerwowaniu Twojej skromnej osoby. No cóż. Chlapnąłeś wodą święconą w Leona, jednocześnie częstując nią Twojego niedoszłego kumpla o brzydkiej gębie. Demon wydał z siebie warkot i puścił łowcę. Jeśli nawet wcześniej ta woda nie była święcona, to teraz bez wątpienia miała takie właściwości. Wiara, zdecydowanie… nazywaj jak chcesz. Demon zniknął i chwilowo ślad po nim zaginął. Czy to sprawka samej cieczy, czy może czegoś innego? Runa wiary zaczęła odzyskiwać równowagę, ale stan Leona nie wygląda na najlepszy.


Belet – Cuda na kiju działy się na tej zabawie. Może za dużo dziwactw jak na jednego twardo stąpającego na ziemi lekarza. Magia, wampiry mające stać się ludźmi i możliwość przyśpieszonego spotkania ze świętym Piotrem. Zdecydowanie wolałeś inne zabawy i miałeś do tego prawo. Wampir mógł być przecież doskonałym obiektem doświadczalnym, a ryzykowana przemiana w człowieka całkowicie zabijała potencjał całego przedsięwzięcia. Widziałeś tutaj inne możliwości, a dalsze branie udziału w szopce z nie Twojej bajki po prostu mijało się z celem. Potrzebowałeś odpoczynku, dlatego całkowicie zarzuciłeś dalszą walkę. Twoja przygoda z magią dobiegła końca.

Belet został wyniesiony przez łowcę i przetransportowany do Oświaty. (zt dla Niemca)


Noah – Tak jak inni byłeś w centrum prawdziwej sieczki o której czasem czyta się w książkach fantastycznych. Zapach jaki panował w pomieszczeniu nie należał do najprzyjemniejszych, ale ignorowałeś to. Jesteś wszak dużym chłopcem, który potrafi znaleźć w sobie siłę i rozwiązać większość problemów. Gdyby tego skręta zobaczyła ruda lekarka, to z pewnością dostałbyś za to w pysk, ale kto by się tym przejmował w momencie kiedy wszyscy mogą zginąć. Twój znak nie miał problemów egzystencjalnych co było zasługą głębokiego skupienia i przywołania myśli nie mogących zmącić pozytywnych emocji. W tym pomieszczeniu znajdowali się Twoi uczniowie. Była to misja jedna z wielu gdzie można zginąć. Ot ryzyko wpisane w życie łowcy. Widziałeś, że coś się dzieje z ciemnowłosym mężczyzną który świecił jak poddany jakiemuś złowrogiemu promieniowaniu. Rudowłosa dziewczyna przy której się znajdował była najprawdopodobniej martwa. Nie musiałeś podchodzić bliżej by widzieć, że nie jest z nią najlepiej, ale problem miał również pewny siebie kowboj. Najpierw byłeś światkiem spętania kumpla (prosił się), a potem jego upadku (dosłownie). Leon potrzebuje pomocy medycznej, ale w tym całym bagnie są też pozytywy – kowboj nie jest już związany, a runa obu panów odzyskała względną stabilność. Twój znak również nie pobiera już tyle energii, co jest równoznaczne z chwilą spokoju.


Cornelius – Ciałem znajdowałeś się w oranżerii, ale byłeś zbyt pogrążony we własnych myślach by cokolwiek mogło wytrącić Cię z równowagi. Ciągłe zagrożenie i ryzyko śmierci jest bezpośrednio wpisane w życie łowcy. Widziałeś już wiele i jeszcze więcej przed Tobą. Możliwe, że Twoja ręka jest już nie do odratowania, ale mimo to dalej brniesz w zagrożenia które z pewnością negatywnie wpłyną na jej stan. Byłeś, a raczej jesteś jednym z bohaterów nie uginających się przed porażkami. Mimo bólu fizycznego udało Ci się opanować własne emocje. Co się działo z innymi? Widziałeś wyraźną poprawę w samej strukturze znaków, czego nie można było powiedzieć patrząc na co niektórych łowców. Śmierć wisiała w powietrzu. Kiedy patrzyłeś na rudowłosą przyjaciółkę mogłeś dostrzec jak poruszyła się i za chwilę otworzyła oczy.


Diego – bez zmian.


Midori – Runa nadal nie wyglądała zbyt zachęcająco, ale pierwszy moment niebezpieczeństwa już minął. Jako weteranka odwampirzania byłaś już świadkiem tego, że te szalone znaki potrafią czasem zrobić małe „bum”. Tym razem (na szczęście dla Was) obyło się bez tego co poniekąd było zasługą sąsiednich run jak również opanowania jakie prezentowałaś ty i towarzyszące Ci osoby. Kiedyś powiedziano, że ta magia karmi się energią i emocjami. Idąc w ślad za tą zasadą próbowałaś się wyciszyć, co trzeba przyznać, było cholernie trudne w momencie gdy znak generuje duże pokłady ciepła. Skrzył się i jeszcze lekko świecił, ale w przyrównaniu do innych był słaby i jakby bez życia. Co gorsze nie tylko stamtąd uciekała witalność. Lyalli którą zajmował się Leyasu oraz Pan kowboj leżący cud dalej również nie wyglądali na okazy zdrowia i siły.

Adam – Również i twój stan pozostawiał wiele do życzenia. Magia kręgu i energia jaką pobierał wystarczająco nadwyrężyło blokady bezpieczeństwa wyciągając najwięcej jak tylko się da. Każdy by się zbuntował, zwłaszcza, że siła/wytrzymałość/żywotność zawsze się kiedyś skończy. Gdybyś miał przed sobą bezpośrednie źródło zagrożenia i wszelkich problemów najpewniej rozerwałbyś je na strzępy bez zbędnego słowa „przepraszam”. Wiedziałeś, że do końca tej magicznej potańcówki nie zostało już wiele czasu, ale morale grupy i ich fizyczne możliwości już nieco opadły. Wyrzuciłeś w eter luźną propozycję autorskiego drinka, co w wojsku zwiastowałoby przeciągłym wyciem zadowolenia ze strony tamtejszych rekrutów. Ale tutaj każdy był skupiony na sobie i podtrzymaniu tych cholernych znaków. Nawet Vlad wydawał się bardziej wkurwiony niż zazwyczaj, co można było tłumaczyć tym, że wszystko pieprzyło się po kolei. Jeden leży, drugi świeci, trzecia chyba już zimna mimo panującej w pomieszczeniu wysokiej temperatury. Udało Ci się wykrzesać z siebie resztkę energii, ale z pewnością  odbije się to później na Twoim ciele. Lecz bez obaw – wszak kobiety lubią brutali i bad boyów!

Leyasu – To zdecydowanie nie był Twój szczęśliwy dzień. Na polecenie Grzegorza oddaliłeś się pod same ściany oranżerii zabierając ze sobą również Lyalli. Stan dziewczyny był kiepski, jeśli nie mówić, że tragiczny. Medyczne wykształcenie nie było tutaj potrzebne by móc ocenić, że dziewczyna przestała oddychać, a jej krew wciąż jest podtruwana przez to czarne coś z kręgu. Ciąg Twoich problemów się nie skończył, bowiem w głowie wciąż słyszałeś głosy zachęcające Cię do anihilacji każdego żywego organizmu jaki znajduje się w oranżerii. Wciąż świeciłeś, ale niepokojące było to, że rośliny przy których się oparłeś w oranżerii nagle zaczęły czarnieć i wysychać. Umierały. Dopiero gdy wypiłeś wodę święconą, Twój przełyk wypełniło wrażenie jak gdybyś właśnie przełkną solidną dawkę ognia. Każdy w tym pomieszczeniu wierzył w siebie i w to, że się uda. Ty zaś zwątpiłeś. Poczułeś jak Twoje ciało zaczyna odmawiać Ci posłuszeństwa, a nieznana siła próbuje Tobą sterować.


Lyalli – jest martwa.

(ex) Wampiry:

Dziewczyny:

Pogrążyłyście się w sennych marzeniach, które szybko zamieniły się w koszmar. W pomieszczeniu rozgrywał się istny horror, więc może i lepiej, że chociaż to Was ominęło. Śmierć zataczała koła nad kręgiem szukając dusz które mogłaby pożreć. A Wasze ciała? Po odwampirzeniu wciąż pozostawałyście słabe o czym przypominał ból z ran i sącząca się krew. Ciągłe narażenie na gorąco i wżynające się w ciało łańcuchy nie pozwalały zapomnieć.

Panowie:

W końcu i do Was uśmiechnęło się szczęście. Byliście nieprzytomni, dlatego ominęła Was zabawa związana z działaniami łowców. Ale… powróciliście do ludzkiej powłoki. Odwampirzenie się udało.



W momencie gdy prowadząca rytuał się obudziła, bardzo powoli podniosła głowę i rozejrzała się po pomieszczeniu. Jej wzrok mówił, że nie jest zachwycona tą całą sytuacją. Jest przerażona temperaturą oraz konsekwencjami jakie nastały przed rytuał odwampirzenia. Wzrok Esmeraldy skierował się do góry, a wtedy dostrzegła wyrwę jaka powstała na skutek chwilowego rozchwiania. Dłonie kobiety świeciły czerwoną poświatą, która okalała sylwetki wampirów. Zmieniali się, co było widoczne. Wampirzy pierwiastek przepadł, ale wciąż pozostawał krąg, ciemna energia i przejście jakie zostało otwarte tuż nad nimi.
Kiedy wampiry zostały przemienione, Esmeralda złączyła obie dłonie i zaczęła coś szeptać. Krąg zaczął wirować, a cała negatywna energia skierowała się do jego wnętrza, by następnie skierować się w stronę otwartego portalu. Nastąpił delikatny wybuch, a wtedy wszystkie runy zgasły. Leyasu przestał świecić, a Lyalli najpewniej już się nie obudzi.


Kochani, event dobiegł końca.
Dziękuję wszystkim aktywnym graczom i jednocześnie wyrażam ubolewanie przez osoby które nie potraktowały przygody poważnie.
Poniżej znajdują się nagrody oraz garść informacji.



nagrody:
 

Każdy łowca ma prawo wybrać jedną nagrodę, którą wskaże pod ostatnim postem (obowiązuje zasada kto pierwszy ten lepszy). Zastrzegam sobie prawo do nie przyznania nagrody w momencie gdy post kończący będzie pisany na typowe odwal się - gracz zostanie o tym poinformowany na pw.
Nagrodą dla wampirów jest powrót do człowieczeństwa. W momencie gdy ktoś z odwampirzanych chciałby dołączyć do Oświaty powinien zgłosić się do dowódcy w celu przyznania startowego artefaktu.
Odwampirzenie mogło wpłynąć na wygląd oraz zdolności postaci byłego wampira, dlatego proszę o uzgodnienie ewentualnych zmian z administracją.


Ponadto chciałabym rozdać umiejętności specjalne dla łowców:


umiejętności:
 

Punkty za odgrywanie postaci:

Osoby będące na evencie od początku do końca otrzymują 80 punktów za odgrywanie postaci.
Osoby które przyszły po czasie, bądź wyszły przed zakończeniem otrzymują 30 punktów za odgrywanie postaci.



Na posty czekam do 12.12. Po tym czasie każdy otrzymuje automatyczne zt bez możliwości wyboru nagrody dodatkowej (w przypadku łowców).
Wampiry nie muszą pisać postów kończących - zostaną zabrani przez łowców, lecz proszę o uzgodnienie z dowódcą Oświaty jak potoczą się dalsze losy odwampirzonego.
Czy zostanie im wyczyszczona całkowicie pamięć, w jakim miejscu będą "wypuszczeni". Osoby które tego nie dopilnują z automatu obudzą się w parku w centrum miasta z całkowicie wyczyszczoną pamięcią.

Tym razem nie będziemy rozgrywać fabuły dodatkowej w gabinecie medycznym Oświaty. Uznajemy, że każdy łowca i były wampir otrzymał medyczną pomoc po rytuale.

Dzięki i do zobaczenia c:

_________________
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 261


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Lis 29, 2017 5:18 am

- Ona jest poza twoimi mackami, niebo nie wpuszcza takich jak ty! – Krzyczał przekonany, że ma rację. Była przecież za dobra aby trafić do tego samego miejsca, do którego wyślą go.
Leon znał taktykę „fake it till u make it” i był niemal przekonany, że oprze się temu co potwór wywlecze z jego umysłu.
No niestety był tylko człowiekiem i to z tych doświadczonych nadal najmłodszym i przez to nie miał za sobą wszystkiego. Rozcinanie jego ciała i pogaduszki były ok i do zdrzierżenia, ale wbijanie mu szpil w takie dotkliwe miejsca wystarczyło, aby facet był bliski pęknięcia.
Zawsze obwiniał się za śmierć syna i żony i  był on jednym z wielu powodów jego galopującego ciągu do autodestrukcji i pogardy dla własnej wątroby. A nawet fałszywe obrazy jakie zobaczył bolały. Jezus przed śmiercią musiał czuć się podobnie, ale on był czysty i pokutował za winy innych. Łowca patrzył teraz jak ktoś inny, ktoś cenny cierpi za jego przewiny.
- Zabiję cię. Przyjdę tam do ciebie i zabiję. – Warknął, a potem całe powietrze z płuc mu uszło, gdy coś ścisnęło go mocno i puściło.
– Tak mi dopomóż Bóg. – Dodał czując jak wali wielkim cielskiem prosto w ziemię i poczuł smak krwi w ustach.
Leżał chwilę próbując zagłuszyć ten krzyk i wymazać to wszystko z pamięci, ale nie miał na czym się oprzeć, nie mógł nawet przywołać twarzy córki, która przecież teraz jest już kilka lat starsza niż wtedy jak ją zostawił. Jedyne co robił to przepraszał swoją lepszą połówkę i modlił się po cichu za to aby nie była to prawda, no i aby nie zemdleć.
Mroczna była ta próba, którą postawił przed nim Pan. Zły sługa i błądząca owieczka, która próbuje być pasterzem za wszelką cenę.
Jego mroczne przemyślenia i wizje sprawiły, że zaczął się śmiać albo krztusić flegmą i krwią. Chcąc nie chcąc jego plan się powiódł. Przyjął na klatę to gówno, by rytuał został doprowadzony do końca. Banda bezbożnych socjopatów miała szczęście, że trafiła na wariata w stroju KKK, który przyjął na siebie wszystko co tylko mógł wystawić przeciw nim krąg. Ciekawe czy w ogóle przejęliby się jakby zafundować im podobny rollercoaster uczuć i doznań, czy po prostu oceniał ich wyjątkowo krzywdząco.
Po chwili ciało wróciło do jako takiego ogarniania samego siebie i ku wielkiemu wstydowi i smutkowi pierwsze, prócz bólu odczucie było wstydliwe. Był mokry dosłownie cały, cholera wie czy od potu czy od czego.
- Sorki, chyba się zeszczałem. Mogłem też się zesrać, nie czuję zwieraczy ani siebie w ogóle. – Próbował przekazać komuś kto stoi blisko byleby nawiązać kontakt i dialog. Może nienajlepszy sposób ale zawsze coś.
Cudzy głos był mu teraz potrzebny, nie był pewien czy stracił słuch i oczekiwanie odpowiedzi było tylko sposobem, aby się przekonać.
Tak czy inaczej Leon zbyt słaby aby ogarnąć wszystko co się wokół niego dzieje czy nawet sięgnąć po fajki i alkohol po prostu zasnął. Gdzieś tam ktoś na pewno odniesie go w bezpieczne miejsce i postawi na nogi. Sam wolał nie próbować, bo rozwalenie sobie kręgosłupa byłoby chyba zbyt idealnym dopełnieniem jego obecnego stanu umysłowo-fizycznego.
[Chciałbym Rewolwer Ślepak i dziękuję :D]
[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1248


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Lis 29, 2017 10:07 pm

Był zdeterminowany do działania, każda kolejna misja ciągła za sobą ryzyko, którego był w pełni świadom. Wiedział że im dłużej obcuje w tych rytuałach, tym bardziej słyszy krzyk swojej ręki, która prosi by przestał. Nie ustępliwość. Cecha która potrafi doprowadzić do zguby. Ból. Także prowadzi do zguby, lecz Cornelius umiał przezwyciężyć ów zgubę. Ból który odczuwał, stał się paliwem do jeszcze silniejszej woli trzymania gardy. Nie zamierzał odpuszczać, mimo iż zerkał an swoją dłoń. Miała się źle, lecz nie mógł odpuścić. Ból zjadał Corna od zewnątrz, a Corn zjadał ból od wewnątrz. Głód z każdą chwilą rósł a łowca czuł jak jego wnętrze coraz bardziej kamienieje. Choć nie wiem jak bardzo to uczucie mu towarzyszyło, to jednak nadal był człowiekiem. Czuł jak traci siły fizyczne a zarazem psychiczne, jednak wiedział ze dotrzyma do końca. Skąd ta pewność? To proste, wierzył w siebie wystarczająco, jak i wierzył zespół. Było gorąco a mimo to łowcy potrafili wziąć się w garść by móc działać.
Rozglądał się powoli, obserwując to piekło na ziemi, czując jak z każdą chwilą nieco nadziei umiera. Gdy jednak jego ślepia dostrzegły wybudzająca się Esmeraldę, odczuł jakby dostał zastrzyk nowych nadziei. Wierzył w kobietę i w jej silę, niejednokrotnie dawała powody do tego. Była pyskata, a zarazem uparta, jednak gdyby nie takie jej podejście nie wiadomo jak by się oddział medyczny miał. Pełniła wielką funkcje, zarówno jako druh na froncie, jak i jako przyjaciółka. Jaka by nie była, Cornelius jednak cenił ją i to bardzo.
Powoli zaczynało się wszystko uspokajać, kobieta coś szeptała, a Cornelius patrzył po obecnych, oceniając ich stan wzrokowo. Poczuł wybuch, a siła wyparcia nieco nim zachwiała. Odetchnął jednak, gdy widział że to koniec. Mógł się uspokoić i wziąć kilka głębszych wdechów. To był ciężki rytuał, co prawda nie był tu od początku, ale całe miejsce wyglądało jak by ktoś na środku granat pierdolnął. Gdy się wszystko zakończy odstąpi od runy, sięgając do kieszeni po rękawice, po czym naciągnie ją na swoją rękę. Spojrzał na nią dumny, ale jednak widział kolejne konsekwencje swoich działań. Skóra podtopiona, jakby obumarła...
Westchnięcie... Tak musiało być
Mruknie sam do siebie, po czym powoli zacznie chodzić po pomieszczeniu, głównie do Vlada by ustalić z nim plan działania, pomocy innym i opieki medycznej. Udzieli pomocy temu do kogo zostanie przydzielony. Pomoże tyle ile mógł, ale będzie mu zależało by oddalić się z miejsca. Nie wyciągał na razie faktów z ręką, chciał to zrobić na osobności z Vladem.


[Chustka w kratę – zwykły i praktycznie niepozorny kawałek biało-czarnego materiału. Raz na trzy posty odbija wrogi atak przeciwnika (bez względu na to czy jest on magiczny czy też spowodowany użyciem broni)]
[z/t]

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.
Poszukiwania
***
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 764


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Nie Gru 03, 2017 4:56 pm

Demon niespecjalnie przejął się słowami Vlada, a przynajmniej tak pozował. Nie zaatakował go jednak by udowodnić swoją wyższość co oznacza, że w dużej mierze się bał. Wolał zniszczyć ich osłonę tworzoną przez Runę Wiary co znaczy, że czynił to metodycznie.
- Jeśli oni umrą Ty umrzesz wraz ze mną. - rzekł jedynie w kierunku demona. Skoro dotąd go nie sprowokował jedynie mógł mu obiecać to co było pewne. Ta istota będzie zgładzona jeśli nie odstąpi. Atakował z początku jednostki osłabione by z czasem wziąć się za silniejszych choć nadal nie tych najmocniejszych kierują się już tylko znaczeniem run. Może myślał, że eliminując innych uzyska dość mocy by pokonać kolejnych jednakże nie doceniał tych ludzi i przede wszystkim ich determinacji. Vladislau nie dał się sprowokować wciąż zachowując skupienie. Skoro Leon postanowił dywagować z demonem to niech i tak będzie. W końcu sam tak zdecydował i... mimo swego lekkiego podejścia do życia nadawał się do tego jak nikt. Moment gdy Esmeralda oprzytomniała był dla Białowłosego niczym poranna bryza. Nie tylko dla niego zresztą. Skupił się przede wszystkim na utrzymaniu runy w należytym stanie aby dać Esmeraldzie siłę. Dalszy ciąg był niemal chwilą. Kobieta skupiła się korzystając z energii dostarczanej jej przez łowców i domknęła cały rytuał wraz z wrotami do innego wymiaru. Vladislau był spokojny... do czasu gdy rytuał się skończył. Był zmęczony. Tak samo jak pozostali znajdujący się w tym pomieszczeniu. Sapał chwilę rozglądając się wokół, a jego klatka piersiowa poruszała się rytmicznie. Gdyby nie hełm można byłoby dostrzec na twarzy grymas, trudno powiedzieć czy został spowodowany zmęczeniem czy wściekłością. Gdy zastępca podszedł do niego szybko wymienili kilka zdań na temat tego za co należy zabrać się najpierw.
- Pomóż komu pomóc się da. Potem pokaż się lekarzowi. To rozkaz przyjacielu. - rzekł do Corneliusa na samym końcu. W jego pozornie chłodnym tonie słychać było coś w rodzaju zniecierpliwienia czy może irytacji. Dało się odczuć, że nie ma ochoty ani na pogaduchy ani na sprzeciwy. Miał ochotę rzucić się komuś do gardła. Dosłownie. Złamać kręgosłup i rozerwać krtań by dostać się do świeżej, ciepłej krwi. Wrota były na wyciągnięcie ręki, a on mógł na nie sobie jedynie popatrzeć. Nic się nie wydarzyło. Jednakże skoro Esmeralda mogła je zamknąć... z pewnością mogła też otworzyć. Po krótkiej chwili stłumił swoją złość. Uniósł rękę do hełmu by wcisnąć przycisk służący do komunikacji.
- Impreza skończona. Potrzebni sprzątacze i lekarze. - wydał krótki komunikat, na który czekano. Nie minęło pięć minut jak zjawili się łowcy by wspomóc rannych oraz zmęczonych oraz posprzątać tutejszy burdel. Sam Vlad natomiast podszedł do Esmeraldy zanim zbiegli się jego ludzie. Wyciągnął dłoń by pomóc jej wstać o ile wciąż leżała bądź siedziała.
- Za dwa tygodnie od dziś. Wieczór, spotkanie służbowe, casual business. Miejsce prześlę później. - rzekł z wciąż lekko drżącym ze złości głosem, a gdy zjawili się lekarze przywołał do siebie psa i odszedł zabrawszy Bliźniacze Wisiorki.


[ z / t ]
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 190


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Gru 11, 2017 5:49 pm

Niespecjalnie wiedział, co tamten osobnik robił Leonowi. Obserwacja z boku nie pozwalała dobrze zapoznać się z sytuacją, ale... No... I tak to nie wyglądało za dobrze. Demon, który coś najwyraźniej mówił do mężczyzny... Aż można poczuć się zazdrosnym, że tak bardzo się decydował na poświęcenie czasu tamtemu... Gdyby nie fakt, że starał się zachować spokój - co w tej sytuacji było dość trudne - pewnie wkurzyłby się i zamarudził tą dwójkę. Tak, i demona, i łowcę, który zdecydował się poświęcić.
Gdzieś w głębi siebie, rudowłosy łowca był przerażony. Wszystko, co miało pójść dobrze... Poszło zupełnie nie tak. Wystarczył jeszcze jeden błąd, jedna zła decyzja, by skończyło się to o wiele bardziej tragicznie. Nie można powiedzieć, że Tsuda był typem osoby, która bez zastanowienia wykazywała się szlachetnością i niezrównaną odwagą.
Na rycerza w lśniącej zbroi też nie wyglądał.
Pomimo niesprzyjających faktów, niepewności czy niemalże pewnego niepowodzenia, zdecydował się zaryzykować z wykorzystaniem butelki... Chwycenie... Ochlapanie...
I ten szok, gdy okazało się, że ten pomysł zadziałał. Aż padł na kolana, oddychając płytko. Nie odrywał się od runy nadal, przez co nie mógł podejść do Leona i sprawdzić, w jakim jest stanie po tym wszystkim. Brakowało mu sił, by zawołać o pomoc... Aby go zabrali stąd. Sprawdzić, w jakim jest stanie...
Bo jego słowa nie uznawał za wyznacznik tego.
Zamknął już oczy. Wytrzymaj... Wytrzymaj jeszcze trochę... Runa się uspokajała, ale... Ile czasu jeszcze mógł ją podtrzymać? Przestał zwracać uwagi na czas... Po prostu... Gdy poczuł już, że nic nie ciągnie od niego sił, przechylił się w bok, padając na ziemię.
Stracił przytomność.

z/t

Wybieram "Adwersarz".
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 523


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Gru 11, 2017 11:02 pm

Aww... Dajesz, dajesz... - patrzyła uporczywie na runę. - Jak chcesz to potrafisz, serio - pomyślała jeszcze, widząc, jak zaczynała się uspokajać. Uśmiechnęła się nawet łagodnie w myślach. Owszem, zadawała sobie sprawę, że mogło to zrobić "bum". Nie pierwszy raz to byłoby przy niej... Ale skoro nie było niczego takiego, to pozostawało się ino cieszyć! Oraz ignorować nadal fakt, że było tu gorąco, śmierdząco, a ona na dodatek była zmęczona i osłabiona. Nie poddam się i tak! No! - aż wewnętrznie się naburmuszyła, chcąc zarazem tym samym postawić na swoim. Nie da się nikomu tu!
Mała pokojówka, pomimo totalnie niesprzyjających warunków, nie zamierzała odpuścić w wyciszeniu się i wygonieniu od siebie negatywnych emocji. Dostrzegała, że runa jednak uspokajała się... Ale czy nie dochodziło czasem do jej wygaszenia? Zamrugała aż niepewnie oczami. O cholewka, obym nic nie zepsuła teraz. Zdecydowanie jednak... Wydawała sie być dość niemrawa.
Uniosła głowę, dostrzegając, że rudowłosa kobieta w końcu powstała na nogi. Nie wiedziała, co dokładnie czyniła, ale jej złote ślepia śledziły jej ruchy. Zamrugała oczami. Nie... Nie rozumiem. Co się dzieje?
Pomimo wszystkiego, wychodziło na to, że portal został zamknięty, wampiry zamienione w ludzi, a rytuał... Chyba się skończył.
- Huh? Już? - rozejrzała się. Nie wygląda to za dobrze. Sama również się tak nie czuła. Mimo wszystko starała się poruszać o własnych siłach. Lekarz... Ugh, lekarz... Ale... Może znów zobaczę Jego? - ta myśl poprawiła jej nastrój. Odgarnęła włosy za siebie i uśmiechnęła się. Skoro tak, to tym bardziej nie mogę się nastawiać negatywnie...! Tylko... Będzie ciężko pójść... Ale... Ale na pewno dam radę!

z/t

Midori zabiera ze sobą "Wolożercę".

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 239


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Gru 11, 2017 11:41 pm

Nie był podłączony do kręgu, a mimo to negatywna energia coraz bardziej próbowała nim zawładnąć. Tak miało być już przy każdej ceremonii odwampirzania? Nie mógł pomóc pozostałym łowcom, co więcej, swoją obecnością tylko szkodził. Prawdopodobnie był to ostatni raz, gdy zawitał na takiej imprezie. Nie potrafił poskładać myśli tak dobrze, jak robili to inni. Może podświadomie chciał, aby cały rytuał się nie udał, mając nadzieję, że wtedy Esmeralda zrezygnuje z jego praktykowania? Jeśli dalej będzie równie nieuważana jak teraz, szybko skończy po drugiej stronie, pozostawiając po sobie zimne ciało, które już na pewno do niczego się nie przyda. Wciągnął gwałtownie powietrze, próbując wygnać obce głosy w głowy. Te absurdalne myśli nie mogły należeć do niego. Nienawiść i niechęć nie były skierowane w stronę obecnych, więc dlaczego tak bardzo przeszkadzały tam, gdzie były zbędne?
Dziewczyna nie oddychała.
Była jak słomiana kukła ludzkich rozmiarów - pusta w środku i nieczuła na każdy ruch. Pojenie rudowłosej było równie bezsensu, jak łudzenie się, że tym razem odwampirzanie nie przyniesie ofiar. Szkoda. Smutny uśmiech wykrzywił kąciki ust łowcy, gdy prawda i bezsens tego wydarzenia dotarły do niego, próbując pozbawić go sił niczym uderzenie ciężkiego przedmiotu. Lyalli przyszła wspomóc łowców, pomóc wampirom odzyskać ludzkie życia, a tymczasem sama straciła swoje i to bezpowrotnie. Żadne zaklęcie nie przywróci pracy jej płuc i bicia serca.
- Szlag - westchnął na widok więdnących roślin. Zabawne, jak bardzo oddawały to, co się stało i to nie tylko z martwą dziewczyną. Ale... co jeśli przyczynił się do śmierci młodej, tak samo jak do obumarcia kwiatów?
Przymknął oczy, próbując o tym nie myśleć. Pozwalając troskom i nerwom przejmować umysł, stanowił wręcz idealną pożywkę dla złych mocy. Pochopnie przechylił naczynie z wodą święconą, nie mogąc przewidzieć skutków. W jeden chwili puścił manierkę, cofając się. Złapał się za gardło, kaszląc niczym astmatyk po przebiegnięciu kilkunastu metrów, będąc gonionym przez rzeszę Niemców z psami.
WODY.
A nie, cholera, to właśnie woda stworzyła w jego gardle niewidzialny szał płomieni. Skulił się, czując, że dodatkowe atrakcje dopiero nadchodzą. Rozluźnił uścisk, opuszczając ręce wzdłuż ciała. Dłonie zacisnęły się w pięści, gotowe powalić te nędze istoty, użalające się nad ex wampirami. Nie powinni ingerować w wampirzą i ludzką naturę, mieszając je i zmieniając. Ktoś powinien powstrzymać tych pseudo bogów, bawiących się w odwracanie przeznaczenia.
Poczuł, jak mięśnie nóg napinają się, krok po kroku zbliżając się do kręgu. Miał wrażenie, że obraz wokół niego zasłoniła czarna mgła, odcinając go od tego, co się działo. W końcu to nie on miał decydować. Nie on miał kontrolować to, gdzie jego własne ciało chciało iść i co chciało zrobić.
Stanął, wreszcie odzyskując kontrolę nad sobą. Mur, oddzielający go do niego samego, runął równie gwałtownie, co się pojawił. Tylko parę metrów dzieliło go od runy, do której wcześniej został przydzielony. Wzrokiem odnalazł Esmeraldę, upewniając się, że to koniec całej szopki. Odpowiedni medycy na pewno otoczą kobietę należytą opieką, dlatego nie zamierzał zostawać w tym miejscu dłużej, niż to było konieczne. 

z.t

Zabieram medalik z zatartym ornamentem.

_________________


~ Język francuski | Język japoński ~
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   

Powrót do góry Go down
 
Stara oranżeria
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Oranżeria
» Oranżeria
» Stara latarnia morska
» Magiczna Menażeria
» Stara, pusta klasa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: