IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stara oranżeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 268


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Paź 16, 2017 6:49 pm

Tak więc jak zwykle chciał dobrze i wyszło jak zwykle. Nie żałował, bo nigdy nie chciał zrobić czegoś tak bardzo jak jebnąć ucieleśnienia zła w ryj. Z jego dużej i dziwnej „to do list” był to jeden z solidnych haczyków do zrobienia. O ile będzie miał czym pisać i nie zostanie kaleką. To znaczy, może by mu to nie robiło jakby był tak mądry jak ten koleś od fizyki na wózku albo miał do zaoferowania światu więcej niż celne oko, dowcip i alkoholizm.
Obecnie jednak wisiał jak piñata i zakneblowany. Przez chwilę przypomniał sobie wszystkie „specjalne” wieczory, które spędzał z Jessie sam na sam. Demon o ile zły nie potrafił być nawet w połowie tak kreatywny jak ona z kawałkiem liny i piłką tenisową.
Jednak to nie był czas na to, aby życie przelatywało między oczami i robienie rachunku sumienia.
To znaczy może, raczej normalnie byłby to koniec, ale kowboj nie po to zrobił szopkę dla potwora aby teraz przejmować się śmiercią. Reszta miała więcej czasu na ogarnięcie się ze swoimi problemami.
Kowboj nie miał zbyt wiele do robienia, nad przepaścią, między życiem a śmiercią, tuż nad ulegającym spaczeniu przedstawieniem wiary. No nie ukrywajmy nie była to komfortowa sytuacja - a że fizycznie mógł tylko napierać na macki, aby te go nie zmiażdżyły - pozostało mu myśleć i śmiać się nad poetyckim wydźwiękiem tej chwili.

Nagła konkluzja uderzyła go niczym bicz w plecy i kac morderca z rana. Demon był chyba nowy w te klocki albo nigdy nie brał udziału w żadnym szkoleniu na temat „czego nie mówić facetowi, którego uczyli że demony zawsze kłamią”. Poza tym Szeryf, w przeciwieństwie do otaczającej go mary doskonale znał stwierdzenie „wszystko co powiesz może być użyte przeciwko tobie”. Jeśli był latarnią to bomba, która spadła na jego umysł sprawi, że stanie się słońcem.
Skoro był zbyt silny czemu skupił się tylko na nim i olał wszystkich innych? Po co tak dużo gadał? Tak robią tylko zdenerwowani ludzie i kłamcy, którzy chcą sami siebie upewnić w swoim fałszu. Boga niema? A może chodziło tylko o to aby próbować osłabić jego wiarę i chęci? Na cholerę go zakneblował? Egzorcyzmy trochę piekły tentaklowy zadek?
Teraz nie była to nawet wiara w boga, a wręcz niemal pewność. W końcu normalnie nie słyszy się o istnieniu boga od samego demona, który paradoksalnie jest jednym z najpewniejszych źródeł jeśli chodzi o niematerialne.
- Przegrałeś, boisz się i widzę to w twoich oczach. To nie błysk pewności siebie, to błysk strachu. – Zamknął oczy i skupił się na odzyskaniu jakiejkolwiek władzy i nie daniu się zmiażdżyć, by skończyć jako mięso na burgery. – Jesteś za silny, ale boisz się pojedynkować uczciwie z alkoholikiem i fanem Johna Waynea?
Leon wiedział, że za to co robił w życiu nawet po swoich długich i ciężkich pokutach trafi co najwyżej do przedostatniego kręgu piekła.
- Może mnie zabijesz, ale oni dadzą radę. Na pewno nie chcesz się po prostu poddać i wolisz być jak Kapitan Ameryka i Red Skull? Tarmosić się ze mną w jakimś miejscu bez czasu i mieć nadzieję, że któremuś się w końcu znudzi?
Spróbował rozłożyć rozciętą rękę, aby obmacać gnoja swoją krwią i może pozwolić jej przelewać się dalej przez sploty wprost do runy.
Czymże mógł zakończyć swój niemy monolog do potwora jak nie najbardziej kowbojskim okrzykiem i gromkim śmiechem „Yiiihaaaa pielgrzymie!”

_________________
Powrót do góry Go down
Adam
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3225-adas#69072 http://vampireknight.forumpl.net/t3699-adam#80936 http://vampireknight.forumpl.net/t3410-adas#73374 http://vampireknight.forumpl.net/t3295-adam#71037
Zarejestrował/a : 30/04/2016
Liczba postów : 36


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Paź 16, 2017 10:05 pm

Jezus maria juzef aniołowie i babajaga w domku na kurzej nóżce – to pewnie powiedziałby Adam jakby był bardziej elokwentny, ale skończyło się na prostym, żołdackim - ja jebe.
A następnie sapnął nieprzyjemnie czując jak kolana robią mu się trochę miększe. Już wcześniej był bliski upadku i ma za sobą bełta z powodu smrodu. Głupie ciało może było odporne na ból i miało w sobie kilka stalowych płytek, ale nogi zaczęły się pod nim trząść.
Zwłaszcza, że cokolwiek teraz się nie stało teraz odcisnęło się na nim bardziej niż poprzednia przygoda i chyba właśnie przyjął na klatę jakąś dziwną fluktuację mocy. Potrafił przyjąć dużo, ale to wcale nie był pierwszy raz dzisiaj i był naprawdę bliski załamania nie tyle psychicznego co fizycznego, które w jego wypadku było naprawdę ciężkie.
Z zamknięciem powiek normalnie walczyłby poprzez ugryzienie się, ale z racji braku większego czucia ta opcja nie za wiele pomagała.
Wziął potężny wdech nosem aby poczuć znowu ten koszmarny i nieznośny zapach i trochę się ocucić, ale mimo tego znowu wrócił do pozycji na jednym kolanie, by nie musieć się tak skupiać na ustaniu w jednej pozycji cały czas i nie wyglądania głupio. Adam po prostu starał się dawać swoją siłę wszędzie mając nadzieję, że to już koniec i będzie mógł po prostu odpaść gdzieś z boku i poczekać aż go zgarną. Przerwanie teraz byłoby gorsza nawet od dezercji, a ją traktował jako najgorsze upodlenie.
Rozdawał siłę ile jej miał, aby tylko to wszystko utrzymać i pozwolić innym robić swoje rzeczy.
- Dalej ludzie, ogarnijcie się i zróbmy to! Jak się uda to każdy ma u mnie kolejkę samogonu! – Krzyknął próbując zachęcić ich do wytężonej pracy. Miał kilka butelek wyżej wymienionego i to najprzedniejszego z żyta i czystego jak łza. Jeśli nie potrafią walczyć za własne i cudze życia może chociaż powalczą za wódkę. W armii ta zachęta często działała – a patrząc na tę bandę nihilistycznych  socjopatów to szansa była większa niż troska o siebie i innych.
W sumie to podsunęło mu to coś czym może się posłużyć. Miał to jedno źródełko, z którego mógł czerpać - ale niekoniecznie chciał.
Zaczął powoli uwalniać tę dzikszą i bardziej bestialską stronę siebie, która miała w sobie tyle siły i mocy, że za każdym razem jak wychodziła na wierzch rozrywała jego ciało i przerabiała je w bardziej adekwatną formę. Skoro ostatnio nie zmienił się w potwora teraz też nie miał się o co martwić.
Adaś zaczął wydawać dziwne dźwięki gdzieś z trzewi czując jak włosy stają mu dęba i całe ciało rwie się mając przed sobą dylemat "fight or flight". Pierwotna część ukierunkowana strzępkami jego własnego ja próbowało z całej walczyć i nie poddawać się. Było gorąco, był padnięty ale nogi wysiadały wiec jak mógł wiać? Mógł tylko walczyć do ostatniej kropli krwi i zaatakować to co próbuje go wykończyć. A nuż a widelec cokolwiek nie zrobiło z Kowboja kołysanki i nie zdecydowało się rozwalić całego kręgu wystraszy się i odpuści.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2013


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Lis 28, 2017 5:03 pm

Vlad – jak ma się jebać to wszystko naraz. Doskonale znałeś myśl tej zasady, bo czy kiedykolwiek coś poszło prosto? Część run zrobiła się niestabilna, a Twoi ludzie starali się jak mogli, żeby tylko sprowadzić te szalone znaki do parteru. Widziałeś zmęczenie w oczach łowców. Co gorsza część z nich była ranna, bądź jak na przykład Lyalli nieprzytomna. Trudno powiedzieć jak się skończy ta cała impreza, ale na tą chwilę doszedł dodatkowy problem. Demon i otwierające się nad kręgiem przejście. Wciąż też musiałeś kontrolować swoją runę, co przy niestałości innych znaków nie należało do najłatwiejszych zadań. Postanowiłeś zabawić się z nadprogramowym przybyszem, który jak do tej pory doskonale sprawdzał się w utrudnianiu życia Serafielowi i Leonowi. Po słowach skierowanych do demona usłyszałeś szyderczy śmiech.
- Zamknij pysk zawszona gnido. Kiedy oni umierają, ja rosnę w siłę. Już przegrałeś, dlatego rozkoszuj się ostatnimi chwilami swojego życia. Póki możesz. - bestia naturalnie nie potraktowała Cię poważnie. Ba. Ten czarci wytwór doskonale wiedział, że aby rytuał mógł trwać dalej, ty nie możesz opuścić swojego stanowiska. A to da mu wystarczająco dużo czasu by móc wykończyć wszystkich o największej wierze.

Leon – Mimo wielkich prób i chęci ze strony demona, nie udało mu się osłabić Twojej woli walki i wiary. Czułeś na sobie niezadowolone spojrzenie jego oczu i choć starał się okazać, że wie co robi to jednak chyba… błądził we mgle. Animuszu dodała mu pogadanka z Vladem, bowiem każda oznaka zdenerwowania ze strony jakiegokolwiek łowcy napędzała jego próżniactwo i dumę. Widać potrzebował się trochę dowartościować. Był górą bo w każdej chwili mógł kogoś złapać i sprawić ból wwiercającymi się w ciało linkami. Twoja postawa jeszcze bardziej wyprowadzała go z równowagi. Słowa nie opuściły ust, ale myśli nadawały prawdziwą symfonię dla demonicznego wkurwu.
- Znajdę Twoją żoneczkę i prześlę jej od Ciebie specjalne pozdrowienia. Bądź pewien, że nie zazna spokoju na wiecznym umęczeniu. - parszywą gębę znów wykrzywił uśmiech będący niczym innym jak kolejnym pokazem sił. Linki wwiercały się w ciało, a ty czułeś spływającą po palcach krew. Możliwe, że rzeczywiście się Ciebie bał, ale był zdesperowany chwytając się każdego znanego sposobu by tylko sprawić ból. Opadałeś już z sił, ale najgorsze było to co stało się po chwili. A mianowicie doznałeś wizji gdzie Twoja żona została złapana przez jakieś cztery pokraczne cienie. Próbowała walczyć, lecz nawet mimo sprawnych ciosów nie mogła się wygrać kiedy plugawe istoty miały przewagę liczebną. Chcąc nie chcąc musiałeś patrzeć jak matka Twoich dzieci jest ciągnięta za włosy po ziemi, a potem brutalnie bita i gwałcona. Nigdy nie zapomnisz jej krzyku, z pamięci nie wymażesz widoku jej przerażenia i jednoczesnej woli walki. Ale przegrała. Wizja się skończyła, ty zaś upadłeś na ziemię ranny i zmęczony. Po demonie zaś nie było ani śladu. Co się wydarzyło? Przez wizję chwilowo wyłączyłeś się z rzeczywistości. Byłeś mokry ale chyba nie od potu.

Serafiel – W gruncie rzeczy nie byłeś sam, bo na tą chwilę prym w problematycznych sytuacjach wiódł Leon. Demon zajął się naszym kowbojem bardzo czule i dokładnie. Ciemne linki nie tylko wżerały się w ciało nieszczęśnika, ale jeszcze całkowicie blokowały mu możliwość ruchu. I mowy, co w przypadku kowboja było ciężką niedyspozycją, a jego „yhaaa” nie mogło mieć takiej mocy sprawczej jak dotychczas. Runa nieco szalała, lecz nie to było teraz głównym problemem. Póki w pobliżu znajduje się postać z nie z tego świata, nic nie mogło pójść zgodnie z planem. Demon mimo że zajęty Leonem coś kombinował. Mówił coś o żonie, a następnie przyłożył do twarzy mężczyzny łapsko i poraził go czymś w rodzaju ciemnej energii. Musiałeś interweniować i zmieść tą poczwarę z powierzchni ziemi. Czas antenowy tego paskudztwa dobiegł końca, dlatego postawiłeś mu się jak przystało na dobrego obrońcę runy wiary. Butelka. Podniosłeś ją głęboko licząc, że w środku znajduje się woda święcona. W najgorszym wypadku demon doświadczyłby małej kąpieli, która z pewnością by mu nie zaszkodziła! Co najwyżej przyniosła zaskoczenie, a potem… lekkie zirytowanie które mógłby sobie odbić na późniejszym denerwowaniu Twojej skromnej osoby. No cóż. Chlapnąłeś wodą święconą w Leona, jednocześnie częstując nią Twojego niedoszłego kumpla o brzydkiej gębie. Demon wydał z siebie warkot i puścił łowcę. Jeśli nawet wcześniej ta woda nie była święcona, to teraz bez wątpienia miała takie właściwości. Wiara, zdecydowanie… nazywaj jak chcesz. Demon zniknął i chwilowo ślad po nim zaginął. Czy to sprawka samej cieczy, czy może czegoś innego? Runa wiary zaczęła odzyskiwać równowagę, ale stan Leona nie wygląda na najlepszy.


Belet – Cuda na kiju działy się na tej zabawie. Może za dużo dziwactw jak na jednego twardo stąpającego na ziemi lekarza. Magia, wampiry mające stać się ludźmi i możliwość przyśpieszonego spotkania ze świętym Piotrem. Zdecydowanie wolałeś inne zabawy i miałeś do tego prawo. Wampir mógł być przecież doskonałym obiektem doświadczalnym, a ryzykowana przemiana w człowieka całkowicie zabijała potencjał całego przedsięwzięcia. Widziałeś tutaj inne możliwości, a dalsze branie udziału w szopce z nie Twojej bajki po prostu mijało się z celem. Potrzebowałeś odpoczynku, dlatego całkowicie zarzuciłeś dalszą walkę. Twoja przygoda z magią dobiegła końca.

Belet został wyniesiony przez łowcę i przetransportowany do Oświaty. (zt dla Niemca)


Noah – Tak jak inni byłeś w centrum prawdziwej sieczki o której czasem czyta się w książkach fantastycznych. Zapach jaki panował w pomieszczeniu nie należał do najprzyjemniejszych, ale ignorowałeś to. Jesteś wszak dużym chłopcem, który potrafi znaleźć w sobie siłę i rozwiązać większość problemów. Gdyby tego skręta zobaczyła ruda lekarka, to z pewnością dostałbyś za to w pysk, ale kto by się tym przejmował w momencie kiedy wszyscy mogą zginąć. Twój znak nie miał problemów egzystencjalnych co było zasługą głębokiego skupienia i przywołania myśli nie mogących zmącić pozytywnych emocji. W tym pomieszczeniu znajdowali się Twoi uczniowie. Była to misja jedna z wielu gdzie można zginąć. Ot ryzyko wpisane w życie łowcy. Widziałeś, że coś się dzieje z ciemnowłosym mężczyzną który świecił jak poddany jakiemuś złowrogiemu promieniowaniu. Rudowłosa dziewczyna przy której się znajdował była najprawdopodobniej martwa. Nie musiałeś podchodzić bliżej by widzieć, że nie jest z nią najlepiej, ale problem miał również pewny siebie kowboj. Najpierw byłeś światkiem spętania kumpla (prosił się), a potem jego upadku (dosłownie). Leon potrzebuje pomocy medycznej, ale w tym całym bagnie są też pozytywy – kowboj nie jest już związany, a runa obu panów odzyskała względną stabilność. Twój znak również nie pobiera już tyle energii, co jest równoznaczne z chwilą spokoju.


Cornelius – Ciałem znajdowałeś się w oranżerii, ale byłeś zbyt pogrążony we własnych myślach by cokolwiek mogło wytrącić Cię z równowagi. Ciągłe zagrożenie i ryzyko śmierci jest bezpośrednio wpisane w życie łowcy. Widziałeś już wiele i jeszcze więcej przed Tobą. Możliwe, że Twoja ręka jest już nie do odratowania, ale mimo to dalej brniesz w zagrożenia które z pewnością negatywnie wpłyną na jej stan. Byłeś, a raczej jesteś jednym z bohaterów nie uginających się przed porażkami. Mimo bólu fizycznego udało Ci się opanować własne emocje. Co się działo z innymi? Widziałeś wyraźną poprawę w samej strukturze znaków, czego nie można było powiedzieć patrząc na co niektórych łowców. Śmierć wisiała w powietrzu. Kiedy patrzyłeś na rudowłosą przyjaciółkę mogłeś dostrzec jak poruszyła się i za chwilę otworzyła oczy.


Diego – bez zmian.


Midori – Runa nadal nie wyglądała zbyt zachęcająco, ale pierwszy moment niebezpieczeństwa już minął. Jako weteranka odwampirzania byłaś już świadkiem tego, że te szalone znaki potrafią czasem zrobić małe „bum”. Tym razem (na szczęście dla Was) obyło się bez tego co poniekąd było zasługą sąsiednich run jak również opanowania jakie prezentowałaś ty i towarzyszące Ci osoby. Kiedyś powiedziano, że ta magia karmi się energią i emocjami. Idąc w ślad za tą zasadą próbowałaś się wyciszyć, co trzeba przyznać, było cholernie trudne w momencie gdy znak generuje duże pokłady ciepła. Skrzył się i jeszcze lekko świecił, ale w przyrównaniu do innych był słaby i jakby bez życia. Co gorsze nie tylko stamtąd uciekała witalność. Lyalli którą zajmował się Leyasu oraz Pan kowboj leżący cud dalej również nie wyglądali na okazy zdrowia i siły.

Adam – Również i twój stan pozostawiał wiele do życzenia. Magia kręgu i energia jaką pobierał wystarczająco nadwyrężyło blokady bezpieczeństwa wyciągając najwięcej jak tylko się da. Każdy by się zbuntował, zwłaszcza, że siła/wytrzymałość/żywotność zawsze się kiedyś skończy. Gdybyś miał przed sobą bezpośrednie źródło zagrożenia i wszelkich problemów najpewniej rozerwałbyś je na strzępy bez zbędnego słowa „przepraszam”. Wiedziałeś, że do końca tej magicznej potańcówki nie zostało już wiele czasu, ale morale grupy i ich fizyczne możliwości już nieco opadły. Wyrzuciłeś w eter luźną propozycję autorskiego drinka, co w wojsku zwiastowałoby przeciągłym wyciem zadowolenia ze strony tamtejszych rekrutów. Ale tutaj każdy był skupiony na sobie i podtrzymaniu tych cholernych znaków. Nawet Vlad wydawał się bardziej wkurwiony niż zazwyczaj, co można było tłumaczyć tym, że wszystko pieprzyło się po kolei. Jeden leży, drugi świeci, trzecia chyba już zimna mimo panującej w pomieszczeniu wysokiej temperatury. Udało Ci się wykrzesać z siebie resztkę energii, ale z pewnością  odbije się to później na Twoim ciele. Lecz bez obaw – wszak kobiety lubią brutali i bad boyów!

Leyasu – To zdecydowanie nie był Twój szczęśliwy dzień. Na polecenie Grzegorza oddaliłeś się pod same ściany oranżerii zabierając ze sobą również Lyalli. Stan dziewczyny był kiepski, jeśli nie mówić, że tragiczny. Medyczne wykształcenie nie było tutaj potrzebne by móc ocenić, że dziewczyna przestała oddychać, a jej krew wciąż jest podtruwana przez to czarne coś z kręgu. Ciąg Twoich problemów się nie skończył, bowiem w głowie wciąż słyszałeś głosy zachęcające Cię do anihilacji każdego żywego organizmu jaki znajduje się w oranżerii. Wciąż świeciłeś, ale niepokojące było to, że rośliny przy których się oparłeś w oranżerii nagle zaczęły czarnieć i wysychać. Umierały. Dopiero gdy wypiłeś wodę święconą, Twój przełyk wypełniło wrażenie jak gdybyś właśnie przełkną solidną dawkę ognia. Każdy w tym pomieszczeniu wierzył w siebie i w to, że się uda. Ty zaś zwątpiłeś. Poczułeś jak Twoje ciało zaczyna odmawiać Ci posłuszeństwa, a nieznana siła próbuje Tobą sterować.


Lyalli – jest martwa.

(ex) Wampiry:

Dziewczyny:

Pogrążyłyście się w sennych marzeniach, które szybko zamieniły się w koszmar. W pomieszczeniu rozgrywał się istny horror, więc może i lepiej, że chociaż to Was ominęło. Śmierć zataczała koła nad kręgiem szukając dusz które mogłaby pożreć. A Wasze ciała? Po odwampirzeniu wciąż pozostawałyście słabe o czym przypominał ból z ran i sącząca się krew. Ciągłe narażenie na gorąco i wżynające się w ciało łańcuchy nie pozwalały zapomnieć.

Panowie:

W końcu i do Was uśmiechnęło się szczęście. Byliście nieprzytomni, dlatego ominęła Was zabawa związana z działaniami łowców. Ale… powróciliście do ludzkiej powłoki. Odwampirzenie się udało.



W momencie gdy prowadząca rytuał się obudziła, bardzo powoli podniosła głowę i rozejrzała się po pomieszczeniu. Jej wzrok mówił, że nie jest zachwycona tą całą sytuacją. Jest przerażona temperaturą oraz konsekwencjami jakie nastały przed rytuał odwampirzenia. Wzrok Esmeraldy skierował się do góry, a wtedy dostrzegła wyrwę jaka powstała na skutek chwilowego rozchwiania. Dłonie kobiety świeciły czerwoną poświatą, która okalała sylwetki wampirów. Zmieniali się, co było widoczne. Wampirzy pierwiastek przepadł, ale wciąż pozostawał krąg, ciemna energia i przejście jakie zostało otwarte tuż nad nimi.
Kiedy wampiry zostały przemienione, Esmeralda złączyła obie dłonie i zaczęła coś szeptać. Krąg zaczął wirować, a cała negatywna energia skierowała się do jego wnętrza, by następnie skierować się w stronę otwartego portalu. Nastąpił delikatny wybuch, a wtedy wszystkie runy zgasły. Leyasu przestał świecić, a Lyalli najpewniej już się nie obudzi.


Kochani, event dobiegł końca.
Dziękuję wszystkim aktywnym graczom i jednocześnie wyrażam ubolewanie przez osoby które nie potraktowały przygody poważnie.
Poniżej znajdują się nagrody oraz garść informacji.



nagrody:
 

Każdy łowca ma prawo wybrać jedną nagrodę, którą wskaże pod ostatnim postem (obowiązuje zasada kto pierwszy ten lepszy). Zastrzegam sobie prawo do nie przyznania nagrody w momencie gdy post kończący będzie pisany na typowe odwal się - gracz zostanie o tym poinformowany na pw.
Nagrodą dla wampirów jest powrót do człowieczeństwa. W momencie gdy ktoś z odwampirzanych chciałby dołączyć do Oświaty powinien zgłosić się do dowódcy w celu przyznania startowego artefaktu.
Odwampirzenie mogło wpłynąć na wygląd oraz zdolności postaci byłego wampira, dlatego proszę o uzgodnienie ewentualnych zmian z administracją.


Ponadto chciałabym rozdać umiejętności specjalne dla łowców:


umiejętności:
 

Punkty za odgrywanie postaci:

Osoby będące na evencie od początku do końca otrzymują 80 punktów za odgrywanie postaci.
Osoby które przyszły po czasie, bądź wyszły przed zakończeniem otrzymują 30 punktów za odgrywanie postaci.



Na posty czekam do 12.12. Po tym czasie każdy otrzymuje automatyczne zt bez możliwości wyboru nagrody dodatkowej (w przypadku łowców).
Wampiry nie muszą pisać postów kończących - zostaną zabrani przez łowców, lecz proszę o uzgodnienie z dowódcą Oświaty jak potoczą się dalsze losy odwampirzonego.
Czy zostanie im wyczyszczona całkowicie pamięć, w jakim miejscu będą "wypuszczeni". Osoby które tego nie dopilnują z automatu obudzą się w parku w centrum miasta z całkowicie wyczyszczoną pamięcią.

Tym razem nie będziemy rozgrywać fabuły dodatkowej w gabinecie medycznym Oświaty. Uznajemy, że każdy łowca i były wampir otrzymał medyczną pomoc po rytuale.

Dzięki i do zobaczenia c:

_________________
Powrót do góry Go down
Leon
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3191-leon-buckner#67626 http://vampireknight.forumpl.net/t3193-leon-buckner#67628 http://vampireknight.forumpl.net/t3192-kowboj#67627 http://vampireknight.forumpl.net/t3260-leon#70198 http://vampireknight.forumpl.net/t3207-i-am-the-law-and-noone-shots-the-sheriff#68221
Zarejestrował/a : 18/02/2017
Liczba postów : 268


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Lis 29, 2017 5:18 am

- Ona jest poza twoimi mackami, niebo nie wpuszcza takich jak ty! – Krzyczał przekonany, że ma rację. Była przecież za dobra aby trafić do tego samego miejsca, do którego wyślą go.
Leon znał taktykę „fake it till u make it” i był niemal przekonany, że oprze się temu co potwór wywlecze z jego umysłu.
No niestety był tylko człowiekiem i to z tych doświadczonych nadal najmłodszym i przez to nie miał za sobą wszystkiego. Rozcinanie jego ciała i pogaduszki były ok i do zdrzierżenia, ale wbijanie mu szpil w takie dotkliwe miejsca wystarczyło, aby facet był bliski pęknięcia.
Zawsze obwiniał się za śmierć syna i żony i  był on jednym z wielu powodów jego galopującego ciągu do autodestrukcji i pogardy dla własnej wątroby. A nawet fałszywe obrazy jakie zobaczył bolały. Jezus przed śmiercią musiał czuć się podobnie, ale on był czysty i pokutował za winy innych. Łowca patrzył teraz jak ktoś inny, ktoś cenny cierpi za jego przewiny.
- Zabiję cię. Przyjdę tam do ciebie i zabiję. – Warknął, a potem całe powietrze z płuc mu uszło, gdy coś ścisnęło go mocno i puściło.
– Tak mi dopomóż Bóg. – Dodał czując jak wali wielkim cielskiem prosto w ziemię i poczuł smak krwi w ustach.
Leżał chwilę próbując zagłuszyć ten krzyk i wymazać to wszystko z pamięci, ale nie miał na czym się oprzeć, nie mógł nawet przywołać twarzy córki, która przecież teraz jest już kilka lat starsza niż wtedy jak ją zostawił. Jedyne co robił to przepraszał swoją lepszą połówkę i modlił się po cichu za to aby nie była to prawda, no i aby nie zemdleć.
Mroczna była ta próba, którą postawił przed nim Pan. Zły sługa i błądząca owieczka, która próbuje być pasterzem za wszelką cenę.
Jego mroczne przemyślenia i wizje sprawiły, że zaczął się śmiać albo krztusić flegmą i krwią. Chcąc nie chcąc jego plan się powiódł. Przyjął na klatę to gówno, by rytuał został doprowadzony do końca. Banda bezbożnych socjopatów miała szczęście, że trafiła na wariata w stroju KKK, który przyjął na siebie wszystko co tylko mógł wystawić przeciw nim krąg. Ciekawe czy w ogóle przejęliby się jakby zafundować im podobny rollercoaster uczuć i doznań, czy po prostu oceniał ich wyjątkowo krzywdząco.
Po chwili ciało wróciło do jako takiego ogarniania samego siebie i ku wielkiemu wstydowi i smutkowi pierwsze, prócz bólu odczucie było wstydliwe. Był mokry dosłownie cały, cholera wie czy od potu czy od czego.
- Sorki, chyba się zeszczałem. Mogłem też się zesrać, nie czuję zwieraczy ani siebie w ogóle. – Próbował przekazać komuś kto stoi blisko byleby nawiązać kontakt i dialog. Może nienajlepszy sposób ale zawsze coś.
Cudzy głos był mu teraz potrzebny, nie był pewien czy stracił słuch i oczekiwanie odpowiedzi było tylko sposobem, aby się przekonać.
Tak czy inaczej Leon zbyt słaby aby ogarnąć wszystko co się wokół niego dzieje czy nawet sięgnąć po fajki i alkohol po prostu zasnął. Gdzieś tam ktoś na pewno odniesie go w bezpieczne miejsce i postawi na nogi. Sam wolał nie próbować, bo rozwalenie sobie kręgosłupa byłoby chyba zbyt idealnym dopełnieniem jego obecnego stanu umysłowo-fizycznego.
[Chciałbym Rewolwer Ślepak i dziękuję :D]
[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1337


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Lis 29, 2017 10:07 pm

Był zdeterminowany do działania, każda kolejna misja ciągła za sobą ryzyko, którego był w pełni świadom. Wiedział że im dłużej obcuje w tych rytuałach, tym bardziej słyszy krzyk swojej ręki, która prosi by przestał. Nie ustępliwość. Cecha która potrafi doprowadzić do zguby. Ból. Także prowadzi do zguby, lecz Cornelius umiał przezwyciężyć ów zgubę. Ból który odczuwał, stał się paliwem do jeszcze silniejszej woli trzymania gardy. Nie zamierzał odpuszczać, mimo iż zerkał an swoją dłoń. Miała się źle, lecz nie mógł odpuścić. Ból zjadał Corna od zewnątrz, a Corn zjadał ból od wewnątrz. Głód z każdą chwilą rósł a łowca czuł jak jego wnętrze coraz bardziej kamienieje. Choć nie wiem jak bardzo to uczucie mu towarzyszyło, to jednak nadal był człowiekiem. Czuł jak traci siły fizyczne a zarazem psychiczne, jednak wiedział ze dotrzyma do końca. Skąd ta pewność? To proste, wierzył w siebie wystarczająco, jak i wierzył zespół. Było gorąco a mimo to łowcy potrafili wziąć się w garść by móc działać.
Rozglądał się powoli, obserwując to piekło na ziemi, czując jak z każdą chwilą nieco nadziei umiera. Gdy jednak jego ślepia dostrzegły wybudzająca się Esmeraldę, odczuł jakby dostał zastrzyk nowych nadziei. Wierzył w kobietę i w jej silę, niejednokrotnie dawała powody do tego. Była pyskata, a zarazem uparta, jednak gdyby nie takie jej podejście nie wiadomo jak by się oddział medyczny miał. Pełniła wielką funkcje, zarówno jako druh na froncie, jak i jako przyjaciółka. Jaka by nie była, Cornelius jednak cenił ją i to bardzo.
Powoli zaczynało się wszystko uspokajać, kobieta coś szeptała, a Cornelius patrzył po obecnych, oceniając ich stan wzrokowo. Poczuł wybuch, a siła wyparcia nieco nim zachwiała. Odetchnął jednak, gdy widział że to koniec. Mógł się uspokoić i wziąć kilka głębszych wdechów. To był ciężki rytuał, co prawda nie był tu od początku, ale całe miejsce wyglądało jak by ktoś na środku granat pierdolnął. Gdy się wszystko zakończy odstąpi od runy, sięgając do kieszeni po rękawice, po czym naciągnie ją na swoją rękę. Spojrzał na nią dumny, ale jednak widział kolejne konsekwencje swoich działań. Skóra podtopiona, jakby obumarła...
Westchnięcie... Tak musiało być
Mruknie sam do siebie, po czym powoli zacznie chodzić po pomieszczeniu, głównie do Vlada by ustalić z nim plan działania, pomocy innym i opieki medycznej. Udzieli pomocy temu do kogo zostanie przydzielony. Pomoże tyle ile mógł, ale będzie mu zależało by oddalić się z miejsca. Nie wyciągał na razie faktów z ręką, chciał to zrobić na osobności z Vladem.


[Chustka w kratę – zwykły i praktycznie niepozorny kawałek biało-czarnego materiału. Raz na trzy posty odbija wrogi atak przeciwnika (bez względu na to czy jest on magiczny czy też spowodowany użyciem broni)]
[z/t]

_________________


Fragment Treningu Corna
- Naprawdę jesteś niemiły - odparła - wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
- Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję - wyjaśnił. - Wszyscy mnie wkurwiają.

Znalezisko Gakiego.:
 

Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 856


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Nie Gru 03, 2017 4:56 pm

Demon niespecjalnie przejął się słowami Vlada, a przynajmniej tak pozował. Nie zaatakował go jednak by udowodnić swoją wyższość co oznacza, że w dużej mierze się bał. Wolał zniszczyć ich osłonę tworzoną przez Runę Wiary co znaczy, że czynił to metodycznie.
- Jeśli oni umrą Ty umrzesz wraz ze mną. - rzekł jedynie w kierunku demona. Skoro dotąd go nie sprowokował jedynie mógł mu obiecać to co było pewne. Ta istota będzie zgładzona jeśli nie odstąpi. Atakował z początku jednostki osłabione by z czasem wziąć się za silniejszych choć nadal nie tych najmocniejszych kierują się już tylko znaczeniem run. Może myślał, że eliminując innych uzyska dość mocy by pokonać kolejnych jednakże nie doceniał tych ludzi i przede wszystkim ich determinacji. Vladislau nie dał się sprowokować wciąż zachowując skupienie. Skoro Leon postanowił dywagować z demonem to niech i tak będzie. W końcu sam tak zdecydował i... mimo swego lekkiego podejścia do życia nadawał się do tego jak nikt. Moment gdy Esmeralda oprzytomniała był dla Białowłosego niczym poranna bryza. Nie tylko dla niego zresztą. Skupił się przede wszystkim na utrzymaniu runy w należytym stanie aby dać Esmeraldzie siłę. Dalszy ciąg był niemal chwilą. Kobieta skupiła się korzystając z energii dostarczanej jej przez łowców i domknęła cały rytuał wraz z wrotami do innego wymiaru. Vladislau był spokojny... do czasu gdy rytuał się skończył. Był zmęczony. Tak samo jak pozostali znajdujący się w tym pomieszczeniu. Sapał chwilę rozglądając się wokół, a jego klatka piersiowa poruszała się rytmicznie. Gdyby nie hełm można byłoby dostrzec na twarzy grymas, trudno powiedzieć czy został spowodowany zmęczeniem czy wściekłością. Gdy zastępca podszedł do niego szybko wymienili kilka zdań na temat tego za co należy zabrać się najpierw.
- Pomóż komu pomóc się da. Potem pokaż się lekarzowi. To rozkaz przyjacielu. - rzekł do Corneliusa na samym końcu. W jego pozornie chłodnym tonie słychać było coś w rodzaju zniecierpliwienia czy może irytacji. Dało się odczuć, że nie ma ochoty ani na pogaduchy ani na sprzeciwy. Miał ochotę rzucić się komuś do gardła. Dosłownie. Złamać kręgosłup i rozerwać krtań by dostać się do świeżej, ciepłej krwi. Wrota były na wyciągnięcie ręki, a on mógł na nie sobie jedynie popatrzeć. Nic się nie wydarzyło. Jednakże skoro Esmeralda mogła je zamknąć... z pewnością mogła też otworzyć. Po krótkiej chwili stłumił swoją złość. Uniósł rękę do hełmu by wcisnąć przycisk służący do komunikacji.
- Impreza skończona. Potrzebni sprzątacze i lekarze. - wydał krótki komunikat, na który czekano. Nie minęło pięć minut jak zjawili się łowcy by wspomóc rannych oraz zmęczonych oraz posprzątać tutejszy burdel. Sam Vlad natomiast podszedł do Esmeraldy zanim zbiegli się jego ludzie. Wyciągnął dłoń by pomóc jej wstać o ile wciąż leżała bądź siedziała.
- Za dwa tygodnie od dziś. Wieczór, spotkanie służbowe, casual business. Miejsce prześlę później. - rzekł z wciąż lekko drżącym ze złości głosem, a gdy zjawili się lekarze przywołał do siebie psa i odszedł zabrawszy Bliźniacze Wisiorki.


[ z / t ]
Powrót do góry Go down
Serafiel
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1954-serafiel-tsuda#41612 http://vampireknight.forumpl.net/t1957-serafiel#41704 http://vampireknight.forumpl.net/t2262-serafiel-tsuda http://vampireknight.forumpl.net/t2075-serafiel http://vampireknight.forumpl.net/t1956-biedne-mieszkanie-w-srednioladnym-blokowisku
Zarejestrował/a : 24/07/2015
Liczba postów : 212


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Gru 11, 2017 5:49 pm

Niespecjalnie wiedział, co tamten osobnik robił Leonowi. Obserwacja z boku nie pozwalała dobrze zapoznać się z sytuacją, ale... No... I tak to nie wyglądało za dobrze. Demon, który coś najwyraźniej mówił do mężczyzny... Aż można poczuć się zazdrosnym, że tak bardzo się decydował na poświęcenie czasu tamtemu... Gdyby nie fakt, że starał się zachować spokój - co w tej sytuacji było dość trudne - pewnie wkurzyłby się i zamarudził tą dwójkę. Tak, i demona, i łowcę, który zdecydował się poświęcić.
Gdzieś w głębi siebie, rudowłosy łowca był przerażony. Wszystko, co miało pójść dobrze... Poszło zupełnie nie tak. Wystarczył jeszcze jeden błąd, jedna zła decyzja, by skończyło się to o wiele bardziej tragicznie. Nie można powiedzieć, że Tsuda był typem osoby, która bez zastanowienia wykazywała się szlachetnością i niezrównaną odwagą.
Na rycerza w lśniącej zbroi też nie wyglądał.
Pomimo niesprzyjających faktów, niepewności czy niemalże pewnego niepowodzenia, zdecydował się zaryzykować z wykorzystaniem butelki... Chwycenie... Ochlapanie...
I ten szok, gdy okazało się, że ten pomysł zadziałał. Aż padł na kolana, oddychając płytko. Nie odrywał się od runy nadal, przez co nie mógł podejść do Leona i sprawdzić, w jakim jest stanie po tym wszystkim. Brakowało mu sił, by zawołać o pomoc... Aby go zabrali stąd. Sprawdzić, w jakim jest stanie...
Bo jego słowa nie uznawał za wyznacznik tego.
Zamknął już oczy. Wytrzymaj... Wytrzymaj jeszcze trochę... Runa się uspokajała, ale... Ile czasu jeszcze mógł ją podtrzymać? Przestał zwracać uwagi na czas... Po prostu... Gdy poczuł już, że nic nie ciągnie od niego sił, przechylił się w bok, padając na ziemię.
Stracił przytomność.

z/t

Wybieram "Adwersarz".
Powrót do góry Go down
Midori
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1998-yukari-sukeri#42877 http://vampireknight.forumpl.net/t2018-midori#43120 http://vampireknight.forumpl.net/t2263-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2076-midori http://vampireknight.forumpl.net/t2814-mieszkanie-midori#59996
Zarejestrował/a : 13/08/2015
Liczba postów : 564


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Gru 11, 2017 11:02 pm

Aww... Dajesz, dajesz... - patrzyła uporczywie na runę. - Jak chcesz to potrafisz, serio - pomyślała jeszcze, widząc, jak zaczynała się uspokajać. Uśmiechnęła się nawet łagodnie w myślach. Owszem, zadawała sobie sprawę, że mogło to zrobić "bum". Nie pierwszy raz to byłoby przy niej... Ale skoro nie było niczego takiego, to pozostawało się ino cieszyć! Oraz ignorować nadal fakt, że było tu gorąco, śmierdząco, a ona na dodatek była zmęczona i osłabiona. Nie poddam się i tak! No! - aż wewnętrznie się naburmuszyła, chcąc zarazem tym samym postawić na swoim. Nie da się nikomu tu!
Mała pokojówka, pomimo totalnie niesprzyjających warunków, nie zamierzała odpuścić w wyciszeniu się i wygonieniu od siebie negatywnych emocji. Dostrzegała, że runa jednak uspokajała się... Ale czy nie dochodziło czasem do jej wygaszenia? Zamrugała aż niepewnie oczami. O cholewka, obym nic nie zepsuła teraz. Zdecydowanie jednak... Wydawała sie być dość niemrawa.
Uniosła głowę, dostrzegając, że rudowłosa kobieta w końcu powstała na nogi. Nie wiedziała, co dokładnie czyniła, ale jej złote ślepia śledziły jej ruchy. Zamrugała oczami. Nie... Nie rozumiem. Co się dzieje?
Pomimo wszystkiego, wychodziło na to, że portal został zamknięty, wampiry zamienione w ludzi, a rytuał... Chyba się skończył.
- Huh? Już? - rozejrzała się. Nie wygląda to za dobrze. Sama również się tak nie czuła. Mimo wszystko starała się poruszać o własnych siłach. Lekarz... Ugh, lekarz... Ale... Może znów zobaczę Jego? - ta myśl poprawiła jej nastrój. Odgarnęła włosy za siebie i uśmiechnęła się. Skoro tak, to tym bardziej nie mogę się nastawiać negatywnie...! Tylko... Będzie ciężko pójść... Ale... Ale na pewno dam radę!

z/t

Midori zabiera ze sobą "Wolożercę".

_________________

~ Song of Midori ~
Powrót do góry Go down
Leyasu
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2048-leyasu#43691 http://vampireknight.forumpl.net/t2410-leyasu#50614 http://vampireknight.forumpl.net/t2246-leyasu#47274 http://vampireknight.forumpl.net/t2083-leyasu#43903 http://vampireknight.forumpl.net/t2703-apartament-leyasu#59200
Zarejestrował/a : 08/08/2015
Liczba postów : 277


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Gru 11, 2017 11:41 pm

Nie był podłączony do kręgu, a mimo to negatywna energia coraz bardziej próbowała nim zawładnąć. Tak miało być już przy każdej ceremonii odwampirzania? Nie mógł pomóc pozostałym łowcom, co więcej, swoją obecnością tylko szkodził. Prawdopodobnie był to ostatni raz, gdy zawitał na takiej imprezie. Nie potrafił poskładać myśli tak dobrze, jak robili to inni. Może podświadomie chciał, aby cały rytuał się nie udał, mając nadzieję, że wtedy Esmeralda zrezygnuje z jego praktykowania? Jeśli dalej będzie równie nieuważana jak teraz, szybko skończy po drugiej stronie, pozostawiając po sobie zimne ciało, które już na pewno do niczego się nie przyda. Wciągnął gwałtownie powietrze, próbując wygnać obce głosy w głowy. Te absurdalne myśli nie mogły należeć do niego. Nienawiść i niechęć nie były skierowane w stronę obecnych, więc dlaczego tak bardzo przeszkadzały tam, gdzie były zbędne?
Dziewczyna nie oddychała.
Była jak słomiana kukła ludzkich rozmiarów - pusta w środku i nieczuła na każdy ruch. Pojenie rudowłosej było równie bezsensu, jak łudzenie się, że tym razem odwampirzanie nie przyniesie ofiar. Szkoda. Smutny uśmiech wykrzywił kąciki ust łowcy, gdy prawda i bezsens tego wydarzenia dotarły do niego, próbując pozbawić go sił niczym uderzenie ciężkiego przedmiotu. Lyalli przyszła wspomóc łowców, pomóc wampirom odzyskać ludzkie życia, a tymczasem sama straciła swoje i to bezpowrotnie. Żadne zaklęcie nie przywróci pracy jej płuc i bicia serca.
- Szlag - westchnął na widok więdnących roślin. Zabawne, jak bardzo oddawały to, co się stało i to nie tylko z martwą dziewczyną. Ale... co jeśli przyczynił się do śmierci młodej, tak samo jak do obumarcia kwiatów?
Przymknął oczy, próbując o tym nie myśleć. Pozwalając troskom i nerwom przejmować umysł, stanowił wręcz idealną pożywkę dla złych mocy. Pochopnie przechylił naczynie z wodą święconą, nie mogąc przewidzieć skutków. W jeden chwili puścił manierkę, cofając się. Złapał się za gardło, kaszląc niczym astmatyk po przebiegnięciu kilkunastu metrów, będąc gonionym przez rzeszę Niemców z psami.
WODY.
A nie, cholera, to właśnie woda stworzyła w jego gardle niewidzialny szał płomieni. Skulił się, czując, że dodatkowe atrakcje dopiero nadchodzą. Rozluźnił uścisk, opuszczając ręce wzdłuż ciała. Dłonie zacisnęły się w pięści, gotowe powalić te nędze istoty, użalające się nad ex wampirami. Nie powinni ingerować w wampirzą i ludzką naturę, mieszając je i zmieniając. Ktoś powinien powstrzymać tych pseudo bogów, bawiących się w odwracanie przeznaczenia.
Poczuł, jak mięśnie nóg napinają się, krok po kroku zbliżając się do kręgu. Miał wrażenie, że obraz wokół niego zasłoniła czarna mgła, odcinając go od tego, co się działo. W końcu to nie on miał decydować. Nie on miał kontrolować to, gdzie jego własne ciało chciało iść i co chciało zrobić.
Stanął, wreszcie odzyskując kontrolę nad sobą. Mur, oddzielający go do niego samego, runął równie gwałtownie, co się pojawił. Tylko parę metrów dzieliło go od runy, do której wcześniej został przydzielony. Wzrokiem odnalazł Esmeraldę, upewniając się, że to koniec całej szopki. Odpowiedni medycy na pewno otoczą kobietę należytą opieką, dlatego nie zamierzał zostawać w tym miejscu dłużej, niż to było konieczne. 

z.t

Zabieram medalik z zatartym ornamentem.

_________________


~ Język francuski | Język japoński ~
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Kwi 02, 2018 4:18 pm

Doprowadziło to do niezbyt ciekawe dla wampirów miejsca. Lecz na całe szczęście jest opuszczone, więc nikt nie powinien tutaj zaszkodzić. Przynajmniej trzeba liczyć, że właśnie tak zostanie. Nourh spokojnym spacerem doprowadził tutaj swojego krótko, ale już całkiem dobrze poznanego przyjaciela, Jyuu. W momencie kiedy tułaczyli się i prowadzili najpewniej swobodne rozmowy o wyglądającej okolicy, przedstawił mu znaleziony właśnie budynek. Strasznie uszkodzony, który pamięta z pewnością bardzo stare czasy.
- Widziałeś coś podobnego? Przypomina mi już podobne miejsca, ale to dokładne musiałem przeoczyć po wielu zaliczonych spacerach. Zażyjmy przygód i sprawdźmy co koniecznie może nas spotkać w środku.
Kontynuowałem próbowanie dzielenia się optymistycznym podejściem. Był moment kiedy na chwile się zatrzymałem, ugiąłem łapiąc za kolana. Tak jakbym chciał nieco złapać powietrza niczym człowiek. Szybko jednak się wyprostowałem i dotknąłem metalowego elementu budynku. Jak się okazało, nie metalowego a zbudowanego z srebra. Szybko zabrałem rękę niczym poparzony i pomachałem nią na różne strony. Nie żeby zrobiło to coś konkretnego, ale pewien rodzaj odruchu zawsze pozostaje.
- Ough, trzeba chyba też uważać czego dotykamy. Ale wydaje się, że w środku musi ładnie wyglądać jak na ruinę, nie sądzisz?
Próbowałem wejść przez rozbitą szybę i raczej nie było z tym dużych problemów, bo zachowałem należytą ostrożność. Teraz tylko zerknąć za blondynem i liczyć, że takie niewielkie przygody przywrócą mu na powrót należytą radość.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Kwi 02, 2018 5:39 pm

Optymizm Nourha z początku nie chciał przeniknąć w chłopca o blond włosach. Myślał wciąż o krwi dla swego przyjaciela, o sposób jej pozyskania, dostarczenia, bowiem nie miał pojęcia, kiedy mógłby go spotkać po raz kolejny. W dodatku kompan utykał na nogę, która musiała mu doskwierać, a nie skarżył się wcześniej na ból. Młodzieniec mógłby postarać się załagodzić objawy swoją mocą, lecz i tej pomocy już nie chciał Uszaty wziąć od Chudzielca. Dlaczego przemilczał ten fakt? Ile jeszcze skrywa tajemnic Szlachetny przed młokosem?
Skoro jednak Ogoniasty nie okazywał po sobie smutku, ani zadumy nad swym losem, tylko brnął dalej w pasmo przygód - Jyuu ostatni raz westchnął cicho i starając się zapamiętać i odłożyć na później problem Białowłosego postanowił dołączyć do wędrówki w nieznane już także umysłem. Napotykali po drodze kilka okazów fauny, znacznie więcej flory. Kiedy jeden z nocnych motyli usiadł Blondynowi na palcu, ten lekko uśmiechnął się.
-Cześć, Puszkulocie.
Pozdrowił ćmę, którą w mig pofrunęła w stronę Księżyca. Odprowadził ją wzrokiem, po czym dorównał kroku Nourha. Po drodze Blondyn pytał się o poprawne, albo ogólnie przyjęte określenia dla kwiatów (młody wampir nie za bardzo potrafił rozróżniać w nazewnictwie roślinności; często tworzyły się długie nazwy dla ujęcia wszystkich cech, jakie widział; na przykład zamiast nazwy "mech" stosował "zielony puszek wilgotniuszek", a na grzyb - w zależności od wyglądu kapelusznik bury, kropkowaty, sino-smukły, wydęto-niski itp), gdyż brakowało mu już przymiotników do opisywania każdego gatunku z osobna. Rośliny roślinami, ale nie znał też wielu nazw zwierząt. Widząc pierwszy raz wiewiórkę dał jej przydomek "ruda mysia z kitą", co później uprościł do "rudokitki".
Niebawem dotarli na chybił-trafił do starej oranżerii, choć nie znał fachowego określenia lokacji. Pierwsze, co przykuło jego uwagę, była zwycięska walka natury z dziełem człowieka.
-Ojej, ile tu roślinek.
Powiedział odruchowo na głos, choć mógł zostawić akurat tą oczywistą wiadomość dla siebie. Ogoniasty przecież widział to samo co on, albo i więcej. No, wypadek przy pracy sprawił, że niestrudzony wędrowiec zetknął się dłonią z czymś srebrnym, a młodzieniec tego nie dostrzegł. Reakcja Uszatego niepokoiła, choć później jak zwykle umniejszył rolę niebezpieczeństwa, jakby bagatelizując rozmiar czy rangę nieprzyjaznego obiektu. Dla własnej pewności zdecydował jednak doprecyzować, czego powinien unikać na przyszłość.
-Czego dotknąłeś?
Zapytał przekrzywiając głowę i szukając wzrokiem elementu, od którego odskoczył Wilk. Wolał nie nadziać się na to samo. Lekko oderwał stopy od podłoża lewitował nad ziemią, by nie mieć styczności z czymś, co mogło też leżeć pod nimi. Dreszczyk emocji wstąpił w Chuderlaka, który pilnie rozglądał się dookoła. Jakoś tak tu groźnie, albo odnosił takie wrażenie.
-Nazwałbym to miejsce Szklanorośliskiem. Jeśli jednak ruiną określasz tutejsze kamienie, niepełne mury i popękane szkła w ramach, to tak.
Przytaknął ostatecznie Nourhowi i ostrożnie zetknął podeszwę z powrotem z ziemią. Chyba mu nie urwie nijak nogi, prawda? Wyszedł nawet kilka kroków przed kolegę i podszedł do obrośniętych mebli ogrodowych. Wszystko tonęło w zieleni, jakby od setek lat.
-Myślisz, że ktoś tu mieszka?
Zapytał z ekscytacją w głosiku, ale szeptał na wszelki wypadek. Nigdy nie wiadomo, jakie licho spało w tych zakątkach.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Kwi 03, 2018 8:21 pm

Biednego blondyna nadal to wszystko trawiło, to jest bardziej trudne niż podejrzewałem. Gdybym tylko mógł się z nim jakąś podzielić moim podejściem do życia, by szło mu z takim polotem jak mi. By mógł patrzeć zawsze w przód pomimo przeciwności losu. Czy mogę mu to jakąś przekazać, nauczyć go niczym nauczyciel, co zresztą prosił mnie bym nim został. Ale to nie rozwiąże tego, jestem zbyt kruchy by linijek uderzać po łapkach gdy nie patrzy tak optymizmem jak Ja. Gdy się za nim odwróciłem, ten bawił się z nocnym motylkiem. Uśmiechnąłem się ciepło niczym ojciec do swojego syna. Może nie jest to stosowne porównanie, ale gdzieś tkwi ta rzecz, że nie mogę dopuścić by przy mnie dopadło go coś złego. Jeśli w końcu moja droga się skończy, to chce by kojarzył mnie ze smutkiem? O nie.
W trakcie drogi która nas czekała, rzeczywiście starałem mu podać dokładne nazwy jakie dali ludzie. Jeśli na to pozwolił, to nawet mu to zapisałem na swój sposób. Może jak nieco będzie miał słów z mojej ręki, to nie będę źle zapamiętany? Choć ciągle się uśmiechałem, choć starałem się być dla niego dobry jak tylko mogę. Moja głębia myśli była bombardowana. Zawsze to robię, potrafiłem poruszyć ciężki temat a potem uciec, szukając pozytywów w innych rzeczach. Ja to mogłem zrobić, ale u innych jak widać to zostawało. Może ma nadal do mnie jakieś obawy? Że się zapadam?

- Srebro, coś czego się wystrzegają się głównie wampiry, lepiej nie dotykać. Wilkołaki mają na to jeszcze większe, dlatego tym bardziej jest dla mnie niemiłe.
Nie miałem pojęcia czy coś o tym wie, ale wskazałem mu palcem co dotknąłem a potem wyraźnie miałem okazje się przecisnąć bez żadnego dotykania, co tylko powinno blondynowi dopowiedzieć jak bardzo sam nie powinien wchodzić w kontakt z tym.
- Myślę że to dom dla wielu małych istotek. Ale ogólnie staram się zakładać, że nie. Nie bardzo nawet to chroni przed deszczem.
Pokazał mu palcem górę gdzie są wybite tak szyby, że przy deszczu z pewnością na mało jakie miejsce nie padałaby krople. Gdy dostał się już do środka omijając niebezpieczne elementy, postarałem się złapać go wewnątrz, chwytając za nadgarstek. Niewiele silnie to zrobiłem bo w końcu byłem słabiutki.
- Czy to nie świetna przygoda? Mamy pewne emocje, wątpliwości i nieco nieznanego. To czyni, że żyjemy pewną pełnią życia i chciałbym byś próbował to jak Ja, starać się odkrywać. Bo z takim podejściem żyje. Nie patrze aż tak bardzo za siebie jeśli nie muszę, staram się obserwować to co przede mną i ożywiać swojego ducha przygody. Chce byś zapomniałem na ten czas o wszystkich problemach jakie mieliśmy i wrócił wtedy kiedy przyjdzie na to czas. Sądzę, że to będzie bardzo ważna lekcja i z egoistycznych pobudek liczę, że uda Ci się z niej coś wynieść. To jak, spróbujesz ze mną przynajmniej na ten czas, skupić się na wspaniałości odkrywania?
Tak, nie zamierzałem się poddać w dzieleniu się z nim i nawet nazwałem to lekcją. Skoro nie wyszło to na luźno, staram się pobudzić w nim własną chęć, żeby w pewnym sensie potraktował to poważnie. Bo w końcu by stało się to czymś naturalnym, to najpierw musi to poczuć jak to jest. Tylko czy z pewnością mi się uda? Nie wiem, mam jak widać wyzwanie!
Nieudolnym krokiem udałem się dalej i machnąłem do mojego kompana. Stałem przed sporą winoroślą która się tutaj wyhodowała. Wiła się wysoko ku górze, przy przechylonym o parędziesiąt stopni słupku ze srebra. Była dosyć dziwaczna, choć zawijająca łodyga była klasycznie zielona, to kwiat sam przypominał srebrny kolor jak w przypadku słupka, tylko nieco bladszy. Może nawet było widać gdzieniegdzie białe pąki, które jeszcze się nie otwarły.

- O to coś, gdzie twoje słowotwórstwo bardzo nam się przyda. Nie znam nazwy czegoś takiego, może nawet nikt jeszcze nie nadał, jakaś anomalia? Choć raczej lepiej nie dotykać. Albo wiem, znajdźmy jakiś twardy element, choćby patyk. Mam ochotę dowiedzieć się jakie są te wyrastające z łodygi dojrzałe kwiaty.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sob Kwi 07, 2018 10:30 am

Pierwszy raz od śmierci matki przywiązał się do jakiejkolwiek istoty żywej. Dlaczego ten zaszczyt przystąpił Wilkowatemu? Może za okazywaną troskę wobec młodzieńca? Jego życzliwość? Może znalazł bratnią duszę? Jakikolwiek to był powód, Jyuu był naprawdę przejęty pogarszającym się stanem zdrowia kolegi. No ale jak nie być przejętym, gdy ma się świadomość, że nie można osobiście pomóc komuś, kto go nauczył już kawał życia w zaledwie kilka godzin!?
Szlachetny dbał o młodzika, nie tylko przy przekraczaniu przez srebrną pułapkę, ale także pomagając mu wejść do środka oranżerii chwytając go za nadgarstek. Bladooki przez chwilę rozejrzał się dookoła, lecz zwrócił wzrok na kolegę, gdy ten niespodziewanie dał mu naprawdę spore wyzwanie. Aż tak bardzo było widać po młodzieńcu troskę o Wilka? Może... może Nourh nie czuł się swojo, gdy litowano się nad jego losem? Dlatego wolał dać ster nad swoim życiem Przygodzie niżeli smętnie myśleć o śmierci? Gdy więc Szlachetny zapytał, czy chociaż podczas pobytu w dziwacznej szklarni spróbuje poczuć w swoim ciele zew przygody bez obarczeń towarzysza w myślach, spuścił wzrok na ziemię. Wydawać się mogło, że w geście zrezygnowania. Jakby zaraz z jego ust miała wydostać się wiązanka o tym, jak Ogoniasty tak mało dba o swoje dobro i tylko bzdury mu w głowie. Ale stało się inaczej.
Wyprostował się, ścisnął mocniej zeszyt z kolekcją wspomnień i kilku słów, które wpisał własnoręcznie jego przyjaciel. Wreszcie przestał trzymać w niepewności niedoszłego nauczyciela i skinął głową uśmiechając się życzliwie w stronę Białowłosego. Jego blado-błękitne spojrzenie zdradzało autentyczne podejście do sprawy z poznawaniem i zanurzeniem się w przygodę. Jeśli Białouchy zechciał w ten sposób spędzić czas, z dala od trosk choć na ten moment, młodzieniec uszanuje decyzję. Musiał jednak jeszcze zrobić coś, co należało do przyzwyczajeń Blondyna.
-Nim na dobre zaczniemy...
Rozejrzał się po tutejszej roślinności i podszedł ostrożnie do takiej, która miała bujne, szerokie liście większe od głowy. Po krótkiej, ale wnikliwej analizie sięgnął dłońmi po łodygi i oderwał kilka liści. Z nich uformował w szczupłych palcach roślinny kapelusz, który nałożył na lśniące włosy i trochę na czoło. Przebranie maskujące gotowe.
-...już!
Odezwał się i podreptał z powrotem do kolegi. Czy to właśnie nie z prowizorycznym nakryciem Nourh poznał Władcę Kruków? Teraz mógł swobodniej poruszać się po nieznanym, jakby to kapelusz chronił przed wszystkim co niebezpieczne. A trochę tu tego było: sporo prętów ze srebra, zacienione chaszcze i zakątki, ułamane elementy niegdyś pewnie często odwiedzanej oranżerii. Jyuu przemierzał każdy metr lokacji coraz to pewniej, jednak w taki sposób, jakby był duchem. Nawet jeśli czegoś dotknął, wdał się w interakcję z rośliną czy przelatującym owadem - nie czynił swym postępowaniu niczego, co mogłoby uwłaczać naturze czy odbić złe piętno. A może rzeczywiście ten chudy młodzieniec był tylko halucynacją, a prawdziwy Jyuu spał jeszcze w altance? Przecież w momencie, kiedy Nourh przyciągnął ku sobie Chuderlaka, jego nadgarstek był taki delikatny i cieniutki, jakby pochwycił gałązkę a nie wampira. W każdym razie zachowanie młodzika zdradzało, że choć garnął się do poznawania nowości, to jego osoba nie wywierała presji na otoczenie. Może jedynie na Wilka, który poznał go troszkę, ale na pewno nie tak silną, jak Wilk na ciele i umyśle Blondyna.
Tak czy inaczej dotarli pod winorośl okręconą wzdłuż jednego ze słupów ze srebra. Była taka wielka, że to mogła ona przekrzywić swoje oparcie. Rozpoznał materiał, który był zgubny, zwłaszcza dla Wilkołaków. Obszedł znalezisko dookoła i zadarł głowę ku górze, aż niemal kapelusz mu spadł. Pochwycił go w ostatnim momencie i przytrzymał dłonią.
-"Anomalia" ładnie brzmi. A jak nie, to może... Winomalia Srebrzysta?
Zapytał się swego mentora, który najwyraźniej powierzył mu dodatkowe zadanie w nazwaniu rośliny. I w znalezieniu patyka, by przyjrzeć się lepiej rozkwitniętym pąkom. Znów oddalił się na kilka metrów przypominając bardziej błąkającego się ducha niż kogoś egzystującego, by poszukać kijo-podobnego czegoś. Musiał uważać na srebrne badyle, które dzięki wskazówce Wilka rozróżniał na sto procent. Wreszcie stanął przy uszkodzonym, drewnianym krześle, którego oparcie składało się z długich na około sto centymetrów patyków. Było już na tyle zdewastowane, że miało ubytki, więc nawet jak weźmie jeden patyk, nic się nie powinno stać. Ostrożnie wykręcił z miejsca i powrócił do Nourha, bezszelestnie. Pokazał mu coś, co mogło imitować patyk, ale dla pewności zapytał:
-Wystarczy taki?

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Nie Kwi 08, 2018 4:44 pm

Delikatny i lekki niczym gałązka cieniutkiego drzewka. Dla mnie było to dość przychylne, w końcu sam nie posiadałem dość dużo siły, a on wręcz pozwalał mi siebie przenieść i zadbać by był zaraz przy moim boku. Panowały we mnie obawy, że to wszystko może nie wyjść. Może uzna, że oszalałem i będzie trzeba to wszystko rzucić w kąt? Jaką wtedy kolejną strategie musiałbym obrać by go udobruchać? Tak wiele wątpliwości i dobrze, że w ostateczności, żadne się nie spełniły. Zastrzygłem uszami i wielokrotnie zamrugałem, gdy tylko rzekł, że musi coś zrobić nim zacznie. Potaknąłem i oczywiście już dawno nie ograniczałem go trzymaniem za nadgarstek. Szedłem za nim ciekawsko i przyglądałem się za tym co robi. Zrobiłem zaskoczony wyraz twarzy gdy mogłem podziwiać jego wybitny kunszt w tym co robi. Aż zastanawiałem się czy sam nie po proszę go o stworzenie mi podobnego, lub z czegoś jeszcze innego co by się tutaj znalazło. Ale nie! To jest jego wizytówka na której widok skinąłem głową parę razy w ramach uznania.
Gdy tylko do mnie podreptał, już wystawiłem ręce by sprawdzić jak trzyma się to ciekawie jego głowy, ale zaraz je zabrałem. Mogę przecież przez swoją nieudolność mu zepsuć! Zabrałem więc ręce i tylko raz jeszcze pokwitowałem z wyraźnym bielistym uśmiechem, a mój ogon tylko przekonywał w pozytywnym nastawieniu, swoimi zamachami na lewo i prawo. Niby to rzucało mi się w oczy jak rusza przed siebie niczym widmo, jednak ostatecznie nic sobie z tego nie robiłem, o nic go nie pytałem i nie dawałem mu z tych względów wyraźnie znać. Jest przy mnie taki jaki powinien i tak jest dobrze, w końcu każdy nieumarły, a przede wszystkim wampierze, mają swoje ciekawe i dziwne uzdolnienia.

- Winomalia Srebrzysta? Hmm... Brzmi naprawdę ciekawie, choć skojarzyło mi się z winem i malinami. Ale, takie różne skojarzenia są w różnych roślinach, więc komu by to szkodziło. Zapisałeś sobie?
Przechyliłem głowę na bok by ewentualnie spostrzec czy rzeczywiście nadal robi sobie notatki w tym miejscu. W trakcie kiedy blondyn zaangażował się w znalezieniu dla mnie należytego przedmiotu, obszedłem dookoła tą dziwną roślinkę. Nie potrafiłem nic o niej powiedzieć, co zaprawdę jest nadal mnie bardzo szokujące niż mogłem to podejrzewać z początku. Jakim cudem coś takiego się tutaj rozwinęło? Potrzebny byłby jakiś ekspert w takiej dziedzinie. Co by nie było, z uśmiechem skinąłem kapelusznikowi i odebrałem narzędzie do... Tykania tego co jest pożądane. Chętnie ruszyłem na wprost dziwnej roślinności i trąciłem kwiata, to jednego to drugiego bez wyraźnego efektu. Więc uznałem że trzeba tutaj większego wyrafinowania, a raczej jego braku. Chwyciłem kijek do zamachu by perfekcyjnie uderzyć w bok pięknego srebrzystego kwiatka. Problem taki, że zamiast upaść ładnie na ziemie obok by go spokojnie zebrać, ten się z miejsca rozpadł od tak użytej siły. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt że rozpadł się jakby na pył i to... Doprowadziło mnie do ostrego kaszlu, szybko się zakryłem się rękawem i odsunąłem kilkoma krokami do tyłu, przy okazji rzucając na ziemie wcześniej podany kijek. Czyżby rozpyliło maleńkie fragmenty srebra? Zrobiło się dość niewyraźnie, ale jednak nie jest źle! Machnąłem drugą ręką by nieco rozwiać to ode mnie i zerknąłem czy z moim towarzyszem wszystko dobrze.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Nie Kwi 15, 2018 3:28 pm

Najważniejsze dla Jyuu było samopoczucie drugiej osoby. Nie był więc ani ciężarem fizycznym ani psychicznym. Dał się ciągnąć, przenosić, oprowadzać, i przy tym ani razu nie kręcił nosem. Oprowadzanie po nieznanym terenie nawet przez Przewodnika dodawało atrakcyjności i domieszki niebezpieczeństwa w tymże zakątku. Widać było po Wilku, że mocno ożył po niezbyt entuzjastycznej pogawędce o jego niepewnym losie i osłabionych, wręcz niedostępnych mocach. Nie mógłby zasmucić na siłę swego przyjaciela, choć i tak nie przestawał troszczyć się o niego. Po prostu będzie to czynić co kroku, lecz nienachalnie.
Zatem nie był też uciążliwym kompanem, gdy wreszcie zagościł uśmiech na twarzyczce młodzieńca skierowany tylko do Nourha. Zdecydował się iść razem z nim i poznać świat właśnie u jego boku.
-To może... to może Srebrzywina?
Zapytał nieśmiało, naturalnie jak dla Blondyna, swego starszego rangą i wiekiem kolegi z małym uśmiechem spoglądając na jego kręcący się słodki, biały ogon! Aww chciałby mieć taki! Wachlowałby się nim, albo łaskotał towarzystwo! Ha! A co do określenia miana dla znaleziska - zapisał obie nazwy w notesiku, który odruchowo wydobył z torby. Może Wilk jeszcze poda swoją propozycję? Byłby większy wybór.
Oględziny za pomocą patyka zaciekawiły Młodzika, który poszedł w ślad za Uszatym i przyglądał się jego metodom zapoznawczym. Delikatne trącenie po łodydze i kwiatach nie przynosiło pożądanego efektu, więc Wilk wykrzesał z siebie niemałą moc i mocno trącił srebrzyste dziwadło. To bardziej rozkruszyło się niżeli ugięło pod presją, w dodatku uwolniło z siebie przy upadku mnóstwo odłamków, które były bardzo groźne dla krwiopijców. W błękitnym oku Jyuu mignął szkarłat, zrozumiał zagrożenie, gdy dosięgło już Nourha! Rzucił się szybko na ratunek, zdjął z głowy nakrycie i zamaszystymi ruchami wymachiwał pył na boki. Nie chciał, by więcej srebra dostało się do płuc Nourha, i do swoich też przy okazji. Omiótł i przewentylował powietrze z dziesięć razy kapeluszowym wachlarzem, a potem posadowił nakrycie na swoją głowę przyglądając się uważnie Białowłosemu. Jyuu wydawał się jakimś cudem uniknąć ataku srebrzystej mgławicy, albo tak się zachowywał jakby nic mu nie było. Chyba to drugie, roślina była na tyle okazała, że sporo srebrnego dymu rozniosło się dookoła.
-Wszystko w porządku? -zapytał z troską w głosiku, po czym zaczął się rozglądać po okolicy- Ta roślina okazała się równie niebezpieczna co tamte pręty.
Wreszcie znalazł ten sam krzak, z którego urwał poprzednio liście, i korzystając ze sztuki latania szybko przedostał się do krzewu. Stamtąd wydobył potrzebny surowiec i powrócił do swego kumpla. W palcach już paliła się robota, którą zakończył po dosłownie minucie. A potem wręczył ostrożnie do rąk Wilkołaka.
-To moja wina, mogłem od razu zrobić kapelusz także dla Ciebie. Może uchroniłby Cię od szkodliwego pyłu... -stwierdził z wyrzutem sumienia, po czym sięgnął po patyk i utkwił wzrok w resztkach tego czegoś, co zraniło Wilka- ...ciekawe, kto wyhodował ten okaz.
Tak zaaferował się z niesieniem pomocy Białowłosego, że nie dostrzegł, iż jego ręce były pokiereszowane przez przelatujące srebrzyste drobinki. Przez to nieco zakrwawił być-może-przyszłe nakrycie głowy Nourha i obecnie trzymany kijek. Blondyn trzymał się twardo na dwóch nogach i nawet nie jęknął z bólu, choć po odkryciu uszczerbku na zdrowiu nieco zbladł i przygasł w oczach kolegi. Niestety sam siebie nie może uleczyć, lecz jego stan nie wydawał się być tragiczny. No i zresztą bardziej wykazywał się dbałością o Wilka niż o siebie. Taki mały altruista.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pią Kwi 20, 2018 7:12 pm

- Srebrzywina? Ukróciłeś i to całkiem ciekawie. Podoba mi się! Niech więc tak koniecznie zostanie. Patrz jaki masz ciekawy talent, który brakuje wielu. Kreatywność u wielu nieśmiertelnych umarlaków zamiera, mam nadzieje że u Ciebie nigdy nie zaniknie, a wręcz poszybuje dalej.
Dorzuciłem spory słowotok, który był po prostu reakcją na jego nowe słowo. No cóż, w końcu dla takiego młodzieńca tak dobrze skonstruowana pochwała powinna być dobrym posiłkiem dla uszu! A nie zamierzałem podawać nic swojego, potwierdzając tak jakbym sam nie miał kreatywności, ale nie o to chodzi, o nie. Ja po prostu uznałem, że dał największy popis i trafił w należyte sedno, co tu więcej dodawać, po co więcej dawać wyboru, skoro już zdecydowałem się, że właśnie to jest dobre? Ogon miałem na ten czas całkiem żywy, więc mógł widzieć go w dość dobrej sile, pomimo mojego słabego ciała.
Jednak wracajmy do niebezpiecznej sytuacji, kiedy to nikt z nas niespodziewał się rezultatu, w którym srebro mogło dokonać kontrataku samo w sobie. Chciałem tylko upewnić się spojrzeniem, że mój dobry towarzysz jest bezpieczny, a co zobaczyłem? Idealną pomysłowość w której wykorzystał swoją wcześniejszą kreatywność, zmajstrowany kapelusz. Mogłem tylko myśleć nad kolejnymi pseudonimami, gdy tylko widziałem jaki robił popłoch z mgiełką srebra. Dzięki niemu cała ta sytuacja nie była aż tak niebezpieczna, A pomyśleć że to tylko niewielki wystający kwiatek.

- Miałeś zaprawdę szybką reakcje. I dzięki tobie jest w porządku, trochę mnie tylko pomęczy kaszel.
Po tym zarzuceniu miałem ochotę pogładzić go po główce, albo chociaż poklepać po ramieniu, żeby przypadkiem nie uszkodzić tego kapelusza. Ale zamiast tego zatrzymałem ruch ręki w powietrzu i popatrzyłem co planuje dalej zrobić. Nawet nie zdążyłem nic powiedzieć na temat jego wypowiedzi o niebezpiecznym kwiecie. Ach, jak on dosłownie na wszystko potrafi polecieć! Ledwie do niego powolnym krokiem próbowałem dojść, a ten już nawracał by wręczyć mi niemały prezent i to wykonany własnymi rączkami. Czyżbym tak go zmotywował gdy tak chwaliłem jego kreatywność? A może on po prostu jest nadzwyczajnie uprzejmy i chętny się wykazać na ile to możliwe. A to dobrze oznacza, bo pomimo nieszczęśliwych momentów, ciągle widzi jakąś dobrą okazje!
- Pewnie i tak na czas bym nie zareagował jak trzeba, tyle tylko, że nieco srebrnego pyłku by się osadziło na pięknie wykonanym kapeluszu. Może to też jakąś nazwiemy? Masz jakiś pomysł? W końcu to twój intrygujący twór.
Jak wspomniał o okazie, faktycznie popatrzyłem na roślinkę od dołu do góry.
- Naprawdę sądzisz, że to może być czyjeś wykonanie? Zaraz może do niej na powrót powrócimy, ale ostrożnie i jak cała mgiełka już do końca opadnie.
Delikatnie go odciągnąłem na bok i za nim coś powiedział, postarałem się unieść jego ręce i potem rozejrzałem się na boki, po czym wskazałem na malutkie wykonane bajorko, na którym było pełno różnych liści niewielki dziko rosnących drzewek.
- Wilgotnym materiałem przetrzyjmy twoje kreatywne rączki i pokaże Ci jak nakłada się bandaż na nie, akurat mam ich przy sobie bardzo dużo, a sądzę że tak mogę się odwzajemnić. Wierz mi, że takie z mojego materiału są fajnym zabezpieczeniem i skoro się już tak upodabniamy, to czemu nie iść dalej? To jak?
A to mam nietypowe propozycje dla blondyna, w końcu za nim coś takiego zrobię to wolę go zapytać. A gdybym kiedyś wrócił do swojej normy a on by choć trochę zachował bandaże, mógłbym kiedyś jakąś mu pomóc. Fakt, że teraz nie mogę mu znieczulić ewentualnego bólu jeśli w ogóle jest, jestem zbyt przygaszony a jakbym spróbował, mógłbym źle się poczuć i on zaraz za bardzo by się martwił.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Kwi 23, 2018 10:08 am

- On a dark, silent night, not a single soul in sight was a girl in the woods, so all alone in fright...
Urocza piosenka Vivi niosła się echem pośród drzew. Czego właściwie młoda wampirzyca szukała w środku ciemnego i niebezpiecznego lasu? Przyjaciół? Wrażeń? Dzikiej imprezy jak z teledysków Cypisa? To coś jej się chyba pomyliło, bowiem Yokohama jest zupełnie w drugą stronę! Mimo to z dobrym humorem i czteropakiem piwa bezalkoholowego dorwanego w japońskim odpowiedniku Żabki w plecaku i kicając niczym Annie z LOL'a, wybrała się za miasto na grzyby. Tak, na grzyby w kwietniu, bo czemu nie?
Just kidding. Za czasów normalnego życia (czyli będąc jeszcze pod opieką rodziny adopcyjnej) mieszkała w zatłoczonym Londynie, który, jak się okazało, przy Yokohamie był niczym małe miasteczko! Metropolia była tak zaludniona i głośna, że nie słyszała nawet własnych myśli. W dodatku wzbierający w niej głód sprawił, że czuła zagubiona się niczym Kaneki z Tokyo Ghoula, dlatego musiała jak najszybciej się ewakuować z miasta, by nikomu nie zrobić krzywdy. Po drodze oczywiście zjadła te niedobre tabletki krwi, które na jakiś czas powinny zagłuszyć pragnienie.
Podczas spaceru nie stało się nic niespodziewanego - żadnych wilków pytających o to, gdzie idzie i gdzie mieszka jej babcia (a przecież specjalnie ubrała czerwoną bluzę z kapturem na tę okazję), żadnych ekshibicjonistów, a na grzyby też za wcześnie... No po prostu nudna nuda! Pozostało jej tylko zbierać po drodze kwiatki i upleść z nich sobie wianek. Chociaż szło jej to trochę opornie, to po jakimś czasie na jej skroniach spoczął splot z fiołków i pokrzyw (na szczęście tych nieparzących!), które wzięła za miętę.
W końcu w blasku księżyca dostrzegła ruiny oranżerii. Oho! Wreszcie jakieś ciekawe miejsce do wypicia bezalkoholowego! Vivianne uwielbiała miejsca jak to, dlatego bez wahania przyśpieszyła kroku, by po chwili już znaleźć się przy zniszczonym budynku. Zatrzymała się obok wybitego okna, wyostrzając swoje zmysły. Wyczuwała tu obecność innych wampirów, ale nie potrafiła ich dostrzec wśród roślin. Wsparła się ramieniem o ramę okna i pochyliła do przodu, próbując cokolwiek zobaczyć wśród zielonych liści.
Nie miała jednak pojęcia, że oranżeria wykonana była ze srebra, które poparzyło dłoń nieostrożnej Vivi. Sama wampirzyca wpadła do środka z łoskotem, w ostatniej chwili przekręcając się na bok, by nie uszkodzić okularów ani bezalkoholowego!
- Ałaj no! - pisnęła - Co za bałwan buduje ze srebra!
Ze łzami w oczach przeniosła wzrok na swoją dłoń, po czym podniosła się poprawiając na głowie fiołkowo-pokrzywowy wianuszek.
- Halo? Jest tu ktoś? - zawołała kierując się w głąb oranżerii.
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Kwi 23, 2018 7:41 pm

Nourh chyba chciał, by Jyuu nabrał większej pewności co do wymyślania nazw, skoro tak komplementował wniebogłosy. Tymczasem młodzieniec dość mocno speszył się, lecz wraz z lekkimi rumieńcami gościł na twarzy szczery uśmiech bez kłów.
-Dziękuję. Postaram się nie zawieść oczekiwań.
Musiał przyznać, że Ogoniasty potrafił motywować. Z drugiej strony będzie musiał się bardziej mobilizować, by zaimponować Wilkowi. Jakoś takie miał przeczucie, iż wnet się Długowłosy znudzi. Wszak żył tak długo, iż prawie wszystko widział i znał. Najwyraźniej oprócz głupiej Srebrzywiny, która była winną zatrucia srebrnym kurzem, ale i prowokatorką kolejnych działań ku doskonaleniu się i dostawaniu punktów od nauczyciela, który oficjalnie zrzekł się tego tytułu. Chyba za bardzo go przytłoczył tymże mianem.
-Uhm, oby nie za długo. Kaszel osłabia.
Skwitował odrobinkę smutno, bowiem nie ustrzegł i przed tym. Najwyraźniej to też pokazuje, że nie da się uciec przed wszystkim i wszystkimi. Od czasu do czasu zdarza się coś, na co nie ma się wpływu. Od takich momentów czerpie się też wiedzę na przyszłość, by zapobiegać. Stąd pomysł z kapeluszem dla starszego kolegi, któremu spodobał się prezent. Jyuu nie unosił się pychą, choć to było naprawdę miłe słyszeć tyle komplementów, nawet jeśli były one mocno subiektywne.
-Wiesz... wolałbym, byś Ty je nazwał. Byłby to dla mnie zaszczyt.
W ramach rewanżu za dobre słowo i rady chociaż tyle mógł odwdzięczyć się przyjacielowi. Uśmiech zabłąkał się na jego młodzieńczym licu, choć na uwagę o hodowlanej roślinie rzekł tak:
-Moim zdaniem mało prawdopodobne, aby w zdziczałym zakątku rosły od tak sobie dziwne okazy, które widzisz po raz pierwszy na oczy.
Podzielił się swoim poglądem, po czym został zaskoczony, gdy Wilk odkrył jego rany na ręce i przy okazji ujawnił swoje dłonie. Zza rękawa kimona dało się dostrzec opatrunki owinięte wokół przedramiona. Grzecznie udałem się z nim koło bajorka, gdzie zauważył młodzieniec nowe rośliny. Najwyraźniej te lubiły dużo wilgoci. Woda była również potrzebna do zmycia zakrwawionych dłoni, a pomoc tą ofiarował nie kto inny jak Nourh. Pokrzepiające było też to, iż dostrzegł chęć Młodziaka do dorównania, a przynajmniej naśladowania kolegi, skoro wspomniał o upodobnianiu się. Skinął więc energicznie głową.
-Przekonałeś mnie. Poproszę o lekcję nakładania bandaży.
Nic dodać nic ująć. Z cierpliwością i dokładnością obserwował poczynania Szlachetnego, gdy wyciągnął ku niemu jak najbardziej się dało ręce. Pieczołowicie zajmował się opatrunkiem, kiedy nagle coś przerwało ciszę. Ponownie w oczach Jyuu na ułamki sekund pojawił się szkarłat odejmujący delikatności natury chłopca o blond włosach.
-C-Co to było? -odwrócił głowę w kierunku łoskotu od poobijanych przedmiotów... i kogoś jeszcze- Też słyszysz ten głos?
Cała odwaga, jaką miał w sobie, rozpłynęła się dość szybko. Ale był w lepszej formie niż Nourh, to musiał być czujny i ochraniać przyjaciela przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Najpierw przydałoby się zidentyfikować, z kim mieli do czynienia. Najlepiej z ukrycia, lecz po aurze wywnioskował, iż na ten teren wkroczył inny wampir. Długowieczni potrafią nieźle tropić, nie było sensu więc czajenie się w zaroślach. Zrobił krok do przodu i utkwił oczy w miejscu, z którego na dziewięćdziesiąt procent usłyszał hałas. Próbował wytężyć wzrok, zamajaczyła mu podnosząca się kobieca sylwetka, ale bez dokładniejszych szczegółów. Lekko zacisnął zabandażowane ręce w drobne piąstki, trochę z nerwów, a trochę z ciekawości. Najwięcej jednak drzemało w drobnym ciele niepewności.
-Boję się.
Wyznał wreszcie nie mogąc się ruszyć. A co, jeśli spotkają na swojej drodze kogoś o niecnych zamiarach?

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Pon Kwi 23, 2018 11:42 pm

Raz jeszcze brała mnie ochota by poklepać blondyna po główce, w końcu to tak dobrze podnosi na duchu jak i na atmosferze, gdy oferuje swoje chęci w uniesieniu wyżej własnych skrzydeł. Fakt, że nie tyle co chce by nabrał pewności, rozbudzał kreatywność... Co fakt, że z chęcią chce usłyszeć co takiego powie, w końcu może być to dla mnie dość ciekawa odmienna perspektywa tego co znam, choć fakt że teraz wyjątkowo trafiliśmy na coś, co akurat jest mi nieznane.
- Ale kaszel akurat jest jedną z najmniejszych defektów. Trzeba w końcu patrzeć z szerszej optymistycznej perspektywy.
Podsumowałem by odebrał to mniej groźnie. W końcu moim zdaniem nie miał czym się przejmować, no ale oczywiście Ja jestem lekkoduchem, więc to nic dziwnego, że mam takiego lekceważące podejście. Co by nie było, teraz doproszono mnie o kreatywność i to było nie lada we mnie wyzwanie. Skwitowałem krótko i nieco zasłoniłem usta od krótkiego kaszlu. Musiałem się wysilić teraz, nie spodziewałem się, że ostatecznie to Ja będę konstruktorem nazwy.
- Kruczopusznik, Owiany Listnik, Podkrywacz... Któryś z tych pasuje Ci bardziej?
Chyba nie miałem dobrej głowy do wymyślania, rzuciłem to co mi tylko weszło z nawiązaniem do pewnych kwestii. Może nie być to w sumie wyczuwalne, ze względu na pójście dość drogą naokoło, ale może właśnie jakieś mu podpadnie? Kiedy wszystko prawie, że ma dla mnie nazwę, ciężko wydukać od siebie, więc może być to dla mnie dosyć dobra nauka.
- To dość ciekawe spostrzeżenie. Acz tak naprawdę po prostu mogło dojść do pewnego wypadku. W końcu to miejsce nie wygląda na jakkolwiek odwiedzane. Choć kto wie co faktycznie się mogło tu dziać, roślina wszak może mieć sporo lat.
Ostrożne przemycie ran nie było żadnym problemem. Nakładanie samemu sobie, poprawianie bandaży idzie mi dość wręcz automatycznie, niczym przyzwyczajenie. Jednak gdy musiałem komuś to zrobić, zrobiłem to dość powoli, staranniej. Musiałem się przy tym już dokładniej skupić, w końcu nie miewaj za dużo okazji komuś coś bandażować i by to wyglądało. A Jyuu jak widać nie przeszkadzały bandaże, które wyciągałem wręcz z pod rękawa.
- Hmm... Słyszałem już wcześniej kogoś się zbliżającego, ale zatwierdziłem się w tym, że to jakieś zwierze. Ach, moja nieostrożność.
Poklepałem jego ręce gdy tylko skończyłem i szybko się podniosłem, rozejrzałem. Stąd niestety nikogo nie widziałem, trzeba byłoby się udać nieco dalej by sprawdzić kogo do nas poniosło. Nie miałem jednak obaw, że to może być ktoś niebezpieczny. Ale gdy tylko widziałem jak źle zareagował mój rozmówca, wiedziałem że jednak atmosfera zrobiła się gęstsza.
- Brzmi na kogoś nerwowego, ale nie kogoś kto miałby specjalnie nas tropić.
Podałem swoją opinie i poklepałem go po ramieniu. Podniosłem się jakby niby nic i idąc dość nieudolnie, ruszyłem powoli na spotkanie, ale tak by trzymać wyraźny dalszy dystans, a mieć kontakt wzrokowy.
- Uwielbiamy pytania retoryczne? Czy kontakt z srebrem był dotkliwy? Bo w środku może natrafić się tego więcej.
Przywitać się w nietypowy sposób, ostrzec, ale dosłownie nie wskazywać jakiejkolwiek wrogości. Mam tylko nadzieje, że to nie rozdrażni mojego stroniącego od nadmiernego towarzystwa kompana.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Wto Kwi 24, 2018 2:01 pm

Bali się? A co miała powiedzieć biedna Vivi? Nie dość, że głupie srebro ją poparzyło, to jeszcze rzeczywiście okazała się nie być tutaj sama! I o ile z tym pierwszym wampirza regeneracja wkrótce powinna sama sobie poradzić, tak obecność dwóch silniejszych wampirów przyprawiała o gęsią skórkę. W dodatku jeden z nich najwidoczniej postanowił się ujawnić.
- Bolało! Po co ktoś zbudował coś takiego? - westchnęła ze łzami w oczach ponownie przenosząc swój wzrok na poparzoną dłoń - Ta osoba musiała bardzo nie lubić wampirów!
Dopiero po chwili uniosła głowę, by spojrzeć na Szlachetnego i po chwili pisnąć z zachwytu.
- Czy one są prawdziwe? - wskazała palcem na jego uszy i ogon, choć nieładnie tak - Nigdy czegoś takiego nie widziałam!
Nie miała pewności, czy rozmawia z prawdziwym wilczko-wampirem, czy może jakimś przebierańcem-podrabiańcem. W końcu byli w Japonii, a tu wszelkie dziwactwa, od poduszek z waifu po automaty z używaną damską bielizną są możliwe!
Naprawdę chciała podejść i dotknąć te urocze uszka, ale wolała trzymać się na dystans. Nie wiedziała, co wampir może jej zrobić, w dodatku jego towarzysz wciąż pozostał niezauważony dla Vivi, dlatego też postanowiła nie zbliżać się do tej dwójki. Może i była ciekawska, ale nie była samobójcą! Nie wejdzie w paszczę lwa, w tym wypadku wilka, choć czerwona bluza z kapturem mogła sugerować coś innego.
- To Wasz dom? - zapytała, a jej oczka rozbłysły chciwie - Ostatnio jak sprawdzałam w internetach, to kilogram czystego srebra chodził po siedemdziesiąt dwa tysiące jenów.
Klasnęła w dłonie, by następnie jęknąć z bólu. Z tego wszystkiego zapomniała, że jest ranna! Ale co tam rana, kiedy właśnie szykował jej się deal życia? Nawet jeśli podzieliłaby się hajsem z rozbioru oranżerii z pozostałą dwójką wampirów, to i tak byłaby ustawiona do... końca tygodnia. To zawsze coś!
- Ładnie tutaj, ale i niebezpiecznie dla naszych braci i sióstr! W ten sposób możemy się przyczynić do większego bezpieczeństwa wampirzej społeczności i zarobić! A Rada na pewno by nam podziękowała jeszcze za usuwanie zagrażających życiu i zdrowiu obiektów!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Sro Kwi 25, 2018 7:56 pm

Kaszel nie-kaszel... bagatelizowanie osłabienia nie jest w porządku, ale odpuścił dalszych komentarzy na ten temat. Jak Wilk się uprze w byciu lekkodusznym, to nie ma przebacz. Powoli łapał jego rozumowanie, choć sam nie umiałby podążyć dokładnie jego tokiem myślenia. Może jest jeszcze za młody na tego typu swobodną egzystencję? Czy pogodzeniem się z faktem, że kiedyś ów egzystencja zniknie? Zresztą Nourh powiedział, by przestał się przejmować, chociażby na tą wycieczkę. Trudne postanowienie, kiedy zależało mu na przyjacielu.
Za karę można powiedzieć dostał polecenie, by teraz to on nazwał ręczny wytwór kapeluszy z liści. Obecnie to Ogoniasty dumał nad ciekawie brzmiącym, chwytliwym określeniem. Przynajmniej teraz wiedział, że jednak jest coś więcej w Jyuu niż sama słodycz. Choć przede wszystkim.
-Wszystkie nazwy są pomysłowe, ale chyba najbardziej pasuje Owiany Listnik.
Mówiąc to zapisał wszystkie miana w notesie, a wybrane podkreślił podwójną kreską. Uśmiechnął się i od tej pory tak będzie nazywać swoje wyroby. No cóż, póki nie rozwali się obecne nakrycie głowy swoje i towarzysza, to nie będzie musiał wykonywać kolejnych. Nie sądził, by były aż tak wytrzymałe jak miejskie czapki z daszkiem.
Jeśli zaś chodziło o Srebrzywinę, która pewnie miała już swoje określenie w książce botanika... Wilk wspomniał, że miejscówka mogła zostać opuszczona dawno przez zdarzenie, którego efektem ubocznym trwającym do dzisiaj były między innymi srebrzyste rośliny.
-Wypadek? -przechylił nieco główkę z bladobłękitnym spojrzeniem na Szlachetnego- Hm... Możliwe... może coś w stylu króla... etto... króla Midasa? Ktoś zamiast we złoto zamieniał we srebro wszystko wokół?
Cokolwiek tu miało miejsce, niosło ze sobą konsekwencję narażenia zdrowia lub życia dla Krwiopijców. Owszem, wyglądać wyglądało to wszystko nieziemsko, tylko czy warto było utrzymywać coś takiego? A może ktoś zapomniał o tym zakątku? Bardzo możliwe, lecz bez faktów ciężko cokolwiek potwierdzić.
A-ha! Czyli nie przesłyszało się bojaźliwemu chłopcu! Przynajmniej nie oszalał! Tylko co z tego, skoro bał się nadal, a zwłaszcza jak kolega ruszył się z miejsca i poszedł przed siebie. Uśpił jego czujność porządnymi bandażami, które całkiem przyjemnie nosiło się na rączkach.
-Nourh...czekaj!
Lęk w oczach anorektyka powiększył się. Nie zatrzymał nijak swego przyjaciela, który miał chyba na moment klapki na uszach i poszedł w kierunku źródła hałasu. Z kobiecym głosem. Kurcze Wilk jest naprawdę odważny, nie to co on. Młodziak zdecydowanie nie mógł zostawić kolegi na pastwę nieznajomej, jednak bał się spotkać z Krwiopijczynią twarzą w twarz. Jedynym rozwiązaniem było zaczajenie się... za rosłą sylwetką Wilka, którego kimono zasłaniało doszczętnie dostęp do Jyuu. Szedł też krok w krok za nim, więc nawet ich cienie zlepiły się w jedność. Oby Białowłosy nie miał mu za złe tchórzliwości, lecz krępował się przy większym towarzystwie. Bardzo, bardzo.
Zatem z prowizorycznej kryjówki pilnował Uszatego i jednocześnie podsłuchiwał, o czym rozmawiają. Jakby potrafił być dyskretniejszy, może nawet zacząłby robić kolejne zapiski, a tak to musiał koncentrować we słuchaniu. Dowiedział się między innymi, że nieznajoma również skaleczyła się w dłonie, że podobają jej się uszy Nourha (to akurat było do przewidzenia - są naprawdę przesłodkie!) i że chciałaby spieniężyć tutejszą miejscówkę, bo podobno srebro jest drogie. Tak to brzmiało z jej ust, Jyuu nie znał się na pieniądzach. Ale osoba w czymś dziwnym na nosie (czego jeszcze nie widział będąc za Złotookim) wspomniała o jakiejś wdzięczności z jeszcze dziwniejszej instytucji. Ah! Ciekawość się wybudziła! Zaraził się lekkim entuzjazmem i luzackim podejściem od Szlachetnego Podróżnika, może to przez bandaże na dłoniach?
Nagle po nietuzinkowym pomyśle rozbiórki oranżerii z ust nieznajomej do dyskusji wtrącił się znacznie cichszy, delikatny, nieśmiały i niewinny młodzieńczy głosik.
-Co to jest Rada?
Blondyn nieznacznie wychylił głowę zza pleców rosłego Ogoniastego i niestety w ten sposób ujawnił się. Co prawda nadal miał Owianego Listnika na głowie, lecz już nie czaił się z ukrycia. O tyle nieznajoma mogła być spokojniejsza, że nikt więcej nie pojawi się w oranżerii. Ale czy aby na pewno? Nie mniej to ów dwójkę wyczuwała wcześniej, jak tylko wpadła tu niespodziewanie. Chuderlak stanął tuż obok swego nieoficjalnego mistrza i ukradkiem przyglądał się kobiecie. Nie wiedzieć czemu przypominała mu o nieżyjącej matce, na co speszył się jeszcze bardziej.
Ale dostrzegł ranne dłonie nieznajomej, które przypomniały mu o swoich. Dzięki opatrunkom nie odczuwał zupełnie bólu. Może... może warto jej pomóc? Ze strony Jyuu mogłaby nawet otrzymać regenerację, lecz młodzieniec musiałby wpierw przełamać się z lęku. Albo zadziałać pod wpływem impulsu.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Czw Kwi 26, 2018 10:30 pm

Cieszył mnie bardzo fakt, że moje nazwy w jakiś sposób wypaliły, że były w miarę dobre i nawet zaakceptował jedno z nich. Mógł oczywiście to zrobić przez zwyczajną grzeczność, ale dla mnie liczy się oczywiście fakt tego co mi przedstawia, nie mam co snuć jak sądzi naprawdę, skoro nawet nie widzę by reagował dziwnie. Skinąłem więc do siebie dwa razy z własnej dumy.
- Czułem, że właśnie tą nazwę wybierzesz. Ale z chęcią też obrałem te inne wymyślne słowa. Potrafisz coś jeszcze tak zwinnie tworzyć oprócz nakryć głowy? Jak nie, to może to tylko kwestia czasu, trzeba tylko pomyśleć co?
Tak jak wcześniej kierowałem, chce by dalej szedł w kreatywność. A Ja w dodatku póki jestem przy jego boku, mogę jak najbardziej w tym zachęcać i przede wszystkim wspierać. Ach czuje, że będą mijały lata a on szybko owładnie wszystko swoim bystrym umysłem, który tak szybko wszystko pojmuje. Gdy zaproponował Władca Frygii, nieco postukałem palcem w swoją bródkę w głębszym zamyśleniu. Nie mogłem zaprzeczyć że nawiązał ciekawą koncepcje. Ale po chwili machnąłem przecząco głową.
- Nie do końca coś takiego miałem na myśli, zależy jak bardzo naokoło na to spojrzeć. Może znajdziemy tutaj jakieś podpowiedzi? Znajdźki? Coś co ukierunkuje nam to co się tutaj mogło stać?
Cóż kolejne plany tego co możemy tutaj robić są łatwe do ogarnięcia i odnalezienia się. Kwestia tylko gdzie zacząć i jak się zabrać rzecz jasna. Wszystko oczywiście byłoby taką kwestią gdyby niezapowiedziany gość, któremu wyszedłem naprzeciw. Teraz wszystkie myśli idą w jej kierunek, tak jakby została niezapowiedzianą główną atrakcją tego miejsca. To było dość dziwne, bo gdy chciałem już młodej nieumarłej, najpewniej wampirzycy coś powiedzieć, to zaraz potrafiła odpowiedzieć sobie sama. To się dopiero nazywał żywy temperament! Aż nie wiedziałem jak powinienem się zachować. Kto pomyślał, że właśnie taka osoba tutaj przydrepta? Nie, nie. Bardziej odpowiednim słowem jest wleci.
- Jak najbardziej, żywe, ciepłe, puchate i mięciutkie.
Zastrzygłem swoimi uszami, a ogon nieco bardziej się ożywił, jakby chciał wręcz powiedzieć jej, "Tak, jestem najprawdziwszy." Po co zarzuciłem te wszystkie hasła? No a czemu mam się z tym faktem kryć, jestem w końcu dumny z swoich zwierzęcych widocznych cech. Oczywiście gdy mówiła więcej, nie bardzo się z tego ucieszyłem. Zrobiłem niechętny wyraz twarzy i postąpiłem krok do tyłu.
- Srebro choć krzywdzące, jest piękne. Wolałbym nienaruszania bardziej konstrukcji tego tajemniczego miejsca, nawet jeśli nie mam do niego prawa z powodu braku posiadania do niego praw właścicielskich. Szabrowanie nie jest zbyt przychylne.
Wyraziłem swój wyraźny sprzeciw, mam tylko nadzieje że będzie dość wyraźny i dobrze przyjęty. Nie chciałbym więcej słyszeć takich propozycji, które tylko powodują większe kłopoty. Fakt jest też taki, że muszę brać poprawkę na mojego blond towarzysza. W końcu do mnie krzyknął a Ja nieco to zignorowałem i postąpiłem po swojemu. Ach! Chciałem spojrzeć za nim w bok, ale go nie było. Teraz dopiero poczułem jak mam kogoś za sobą. Popatrzyłem na przestraszonego i tylko ciepło się do niego uśmiechnąłem, miałem ochotę nawet na pocieszenie poklepać go po głowie, ale zaniechałem tego, potem go utulam na uspokojenie.
- Osobiście nie poznałem rady i nie śpieszy mi się do tego.
To już powiedziałem cichszym głosem. Co prawda młodociana panna mogłaby bez problemu zrozumieć jakby trochę wytężyła wzrok, ale przede wszystkim mówiłem do Władcy Kruków. Co by nie było, trochę nie wczas wszystko opowiadać kiedy przed nami jest niezapowiedziany gość. Można jeszcze dodać, że gdy tak był za nim, trącił go mój puchaty biały ogon. Który ocierał się swoimi ruchami to w lewo jak i prawo.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Czw Maj 03, 2018 8:52 am

Wybaczcie krótkość i ewentualną nieskładność, ale jestem chora i jednocześnie nie chcę Was blokować T^T

Patrzyła na wilcze uszy i ogon jak oczarowana. Wampiro-zwierzę, to dopiero coś! Do kogo można się zgłosić po takie cudeńka i czy jest możliwość zrobienia z Vivi blond kociątka? Chociaż nie, kociątko odpada. Koty boją się wody, a przecież na tym polegała jedna z jej mocy! Jako wampiro-kitku musiałaby zrezygnować z bardzo długich kąpieli zwieńczonych tworzeniem z cieczy różnych interesujących (lub mniej) kształtów.
- Mogę dotknąć? - zapytała zanim zdążyła ugryźć się w język, przez co na jej policzkach wykwitł rumieniec, który u wampirzycy objawiał się zmniejszeniem bladości skóry w tym miejscu - Etto... Nieważne, nie było pytania!
Jeszcze tego brakowało, by wampir wziął ją za jakąś degeneratkę, którą podnieca dotykanie cudzych uszu! Po prostu lubiła zwierzątka, a jak zobaczyła wampira będącego najprawdziwszą krzyżówką z wilkiem, to nie mogła się powstrzymać od wyrażenia swojego zachwytu. Przyszło jej do głowy nawet niemądre pytanie, ale tym razem powstrzymała się od jego zadania. W końcu jakby zareagował, gdyby zapytała go o rodziców i czy naprawdę jest możliwym, by wampiry mogły się krzyżować ze zwierzętami? Wyszłaby na jakiegoś dziwaka...
- W sumie, to i tak mam tyle hajsu, że jestem ustawiona do końca życia - wzruszyła ramionami - Pod warunkiem, że moje życie skończy się jutro.
Zaśmiała się wypowiadając ostatnie słowa. Miała nadzieję, że zrozumieją jej niewinny żarcik. Część pieniędzy, które zostawiła jej biologiczna matka, a była to naprawdę pokaźna suma, mnożyły się bezpiecznie na lokacie w jednym z brytyjskich banków. Do czasu, aż Vivianne skończy edukację powinno uzbierać się ich znacznie więcej, za co będzie w stanie sprawić sobie wymarzony domek z dużym ogródkiem i biblioteką w środku.
Dopiero teraz drugi z wampirów dał znać o swojej obecności. Uśmiechnęła się na jego pytanie o Radzie. Jak to możliwe, że nie wiedział o jej istnieniu?
- Ja również nie miałam z nią styczności, znam ją tylko z opowieści - poprawiła fiołkowo-pokrzywowy wianek na głowie - To taka grupa wampirów, która w teorii ma dbać o nasz interes.
Wystąpiła kilka kroków naprzód, starając się dojrzeć osobę skrytą za plecami Szlachetnego.
- W ogóle, to dlaczego się chowasz? Już biedronki są ode mnie groźniejsze!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Czw Maj 03, 2018 4:04 pm

Nourh umiał przewidzieć, jaką nazwę dla swojego kapelusza wybierze Jyuu? To naprawdę zastanawiające... a może potrafi czytać w myślach, tylko nie chce psuć sobie zabawy? Albo młodzieniec postępuje jednak za mało spontanicznie, by dało się wybić z tropu Starego Wilka. Tak czy inaczej Owiany Listnik został zatwierdzony już definitywnie.
-Jeszcze niewiele umiem, ale chętnie nauczę się czegoś nowego.
Biały Wilk musiał bawić się świetnie, skoro wymyślał wyzwania dla chłopca. Blondyn również dawno nie mógł pozwolić sobie na odrobinę luzu i puszczenia wodzy fantazji, na głos i bez ochrzanu za głupie myśli czy słowa. Jego mama zwracała mu nieraz uwagę, że źle się wysławia, niepoprawnie określa przedmioty, bawi się inaczej zabawkami niż do tego były stworzone. Mimo starań nie potrafił dostosować się do zasad. Może to wina charakteru? Niewinnego i ciekawskiego podejścia do świata? Wpływ matki uwidocznił się w trosce o roztrzepanego Nourha, który naprawdę powinien bardziej na siebie uważać. Ale w sumie dzięki temu był taki unikalny. Już nie chodzi o sam niecodzienny wygląd, co właśnie podejście do drugiej osoby.
-Znajdźki... fajne słowo.
Taką znajdźką w większym formacie była wampirzyca, która niespodziewanie wleciała jak strzała do oranżerii i przerwała dywagacje nad Srebrzywiną i srebrnym efektem dookoła. No może nie do końca przerwała - zmieniła bieg rozmowy, coś o szabrowaniu, o pieniądzach. Wilk chyba wiedział, o co chodziło młodej damie, ale nie Jyuu. Wolał milczeć i podsłuchiwać, co jakiś czas nabazgrał coś na kartkach. Nie było to łatwe zadanie, gdy trąca się wielki, włochaty ogon, od którego ma się łaskotki. Z ledwością powstrzymał się od śmiania się, a przełamał pierwsze bariery komunikacyjne. Niepewnie, lecz zawsze coś. Został usłyszany przez obojga, i oboje wyjaśnili czym jest Rada. Pokrótce, ale wystarczająco.
-Aaahaaa...
Powiedział cicho notując za plecami Nourha usłyszaną definicję. Być może przyda się w przyszłości wiedza, że istnieje taka grupa wsparcia. Tylko czemu kobieta wspomniała o teoretycznym aspekcie stowarzyszenia?
O niedobrze, niewiasta o blond włosach zbliżała się do niego! W pierwszym odruchu kurczowo przytrzymał się dłońmi kimona Szlachetnego, jakby był dzieckiem szukającym ochrony u taty. Niepotrzebnie odzywał się, mógł później zapytać Uszatego o Radę. Na ten moment uwaga skupiła się na młodzieńcu, który dość mocno zmieszał się po pytaniach. Kurczę, co to są biedronki? Pani nieznajoma ciągle wyskakuje z jakimś nowym słowem! Nazwa tego czegoś kojarzy mu się z biedotą i coś, co ma rączki. Nie, chyba nie o to chodziło, lecz nie miał śmiałości pytać znów o wyjaśnienie. Może jakoś wybrnie z sytuacji z twarzą. Jak nie spróbuje, to się nie dowie.
Ostrożnie wystawił nóżkę zza puszysty, biały ogon, którego lekko pogłaskał opuszkami palców (żeby ogon nie czuł się urażony, że pięknie wygląda i nikt go nie chwali) i stanął widoczny z góry na dół. Aparycję miał drobną, wręcz nikłą. Zdawać by się mogło, że silniej zawieje wiatr i porwie chłopaczka. Przez ramię miał przepasaną torbę skórzaną, mocno wyniszczoną, a ze środka wystawał kawałek grzbietu notesu, w którym zapisywał wszystko co ważne.
-To wiem tylko od Pani -odparł stojąc bardzo blisko Białowłosego, jakby w razie czego mógł wskoczyć znów za jego plecy- ale na pewno wiem, że rany na Pani dłoniach nie wyglądają dobrze...
Skierował wzrok na jej ręce, które powstały w wyniku kontaktu ze srebrem. Jako osoba o miękkim, choć strachliwym sercu nie mógł przejść obojętnie wobec pokrzywdzonej. Zwłaszcza, że była równie piękna jak jego nieżyjąca mama. Choć ona nie nałożyłaby na głowę taki ładny wianek jak osoba przed nimi.
-Jeśli bolą ręce, może mógłbym pomóc? Nie jestem z Rady, ale też mogę wesprzeć.
Odważył się złożyć ofertę, która póki co nie miała żadnego warunku. Altruiści nie myślą w tychże kategorii. Może Ogoniasty sprowadzi swego towarzysza na ziemię i ostrzeże przed nieznajomą? Choć patrząc na lekkoduszną naturę Nourha... cóż, widział, że staranniej dobiera słowa w rozmowie z wampirzycą niż gdy przebywał tylko z Jyuu.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   Nie Maj 06, 2018 10:53 pm

(Wybaczcie, że tak długo na mnie czekaliście. W jednej chwili mi trochę umarła wena z motywacją. Szybko staram się Ją reperować by już tak nie spowalniać!)

Nie było w tym żadnego czytania w myślach, zwyczajna dedukcja poparta tym, że w moim odczuciu najbardziej pasowało. Gdyby oczywiście wybrał inne, byłby po prostu nieco bardziej zaskoczony i być może nawet zdecydowałbym się zapytać, dlaczego akurat ten a nie taki który podejrzewałem. A może w sumie powinienem i tak zapytać by wiedzieć bardziej szczegółowo jak dokonuje wyboru czegoś tak z banalnych rzeczy? Nie, nie muszę być zaraz aż tak nachalny i do tego wracać.
- Chęć nauki jest jedną z najważniejszych rzeczy. Bo to w końcu rozwój który nas popycha. Będę liczył, że to u Ciebie nie zaniknie.
Wyraziłem się jak zwykle nad wyraz optymistycznie. W końcu to oznaczało, że razem może nas czekać jeszcze nieco zabawy. Gdyby łatwo rezygnował jak inne osoby na które miałem okazje trafiać, to byłoby to dość smutne, na szczęście tak nie jest. A teraz mnie zaskoczył, bo podkreślił coś co powiedziałem i go to zainteresowało. Czyli zwraca uwagę na pewne szczegóły nieco podobnie jak Ja. Czy to nie intrygujące?
- Dokładnie tak, znajdźki. To jest coś co jest nam potrzebne. Można też użyć innych dobrych słów. Choćby poszlaki.
No bo czemu nie iść w tym kierunku głębiej? Może zaraz dorzuci coś od siebie? Nie będę tego od niego wymagał, ale będzie to całkiem dobra rzecz. No ale co by nie było, teraz muszę się skupić na naszym gościu. Choć nie wiem czy to dobre określenie, bo przecież sami gościmy w takim miejscu, nawet nie wiemy czy to w ogóle ma właściciela. Wszyscy ładnie zakładają, że musi być opuszczone i zapomniane. Może nawet dobrze jakby tak było, kto wie czy komuś by się podobało, że w jego siedzibie zbudowanej z srebra, nawiedziła trójka istot od których mógłby się odgradzać, nawet jeśli jest to wszystko w rozsypce i opanowane przez roślinność.
- Dotykanie zawsze brzmi kusząco, ale póki co takie nietypowe dogodności możemy odstawić na bok.
Odparłem w miarę możliwości uprzejmie z uśmiechem. Po chwili jednak wzdrygnąłem się i prawie niemalże podskoczyłem, ale jednak się powstrzymałem. Było to spowodowane ruchem dłoni Jyuu, na szczęście jego dotyk nie jest aż tak odczuwalny i nie zacisnął ręki na ogonie, to wtedy moja reakcja mogłaby być bardziej... Nieudolna, zabawna i tak dalej? Starałem się udawać, że nic się nie stało i czegoś takiego nie było. Nie chciałem nic kontynuować o radzie, dlatego to pominąłem, przemilczałem, po czym uznałem że skupie się na dalszym biegu rozmowy. Ominął też jej dowcip, po prostu szerzej się uśmiechnąłem w momencie gdy sama się śmiała. Dobrze go rozumiałem, ale nie wiedziałem jak powinienem na to zareagować.[/font][/size]
- Sądzę, że młoda najpewniej wampirzyca, jest pełna energii i szybko się jej poprawi na rączkach.
Gdy tylko to odrzekłem do mojego towarzysza, pomogłem mu opuścić ręce w dół, prostym ruchem własnej ręki. Nie miałem nic do jego altruizmu, ale to naprawdę nie było tego warte. Ta rana nic jej wielkiego nie szkodzi, a Władca Kruków tylko niepotrzebnie wyczerpie się bardziej, a chce by miał nadal dużą sprawność.
- Zawsze mogę w razie czego użyczyć bandaży, mam ich dużo i ochroni przed bezpośrednim kontaktem z srebrem. To nie robi dla mnie żadnego problemu ani ubytku.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stara oranżeria   

Powrót do góry Go down
 
Stara oranżeria
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Oranżeria
» Oranżeria
» Płacząca wierzba przy stawie
» Charlotte McWeaveer
» Serge vs Danito

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: