IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Opuszczona stacja kolejowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Sob Sie 24, 2013 5:40 pm

Czarnowłosa nie przepadała za wariatami rzucającymi się na ludzi i rozrywającymi ich jak zwykłe bitewne mięso. W ogóle nie przepadała za chorobami psychicznymi i osobami nimi dotkniętymi. Cholera tylko wiedziała co im może w każdej chwili przyjść do głowy. A wampirzycy pierwsze wrażenie właśnie opierało się na teorii, że mężczyzna przed nią stojący może się okazać lekko nieogarnięty we łbie, może brak piątek klepki? Pierw zaczęło się od filozoficznego wywodu. Cóż, filozof ulicy - tacy byli najgorsi. Najbardziej szanowała starszego pana, który siedział na rogu ulicy z wielką kartką i wypisaną na nią teorią o przylocie kosmitów z innej planety w celu koegzystencji z ludźmi. Ciekawe czy ten wampir był kimś podobnym czy też jedynie z pozoru wydawał się niezrównoważony psychicznie, skoro powziął głupi zamiar zatańczenia krwawego tańca z czarnowłosą, która zapewne nie miała to na to ochoty. Kobieta głodna to kobieta niezadowolona.
Wampirzyca została złapana przez obcego osobnika i zraniona w udo, jednak dużo sobie z tego nie zrobiła, bo doświadczyła niegdyś gorszych rzeczy. Wiesz wampirku co to znaczy mieć dziurę w klatce piersiowej? Ha! 
Kobieta nie tracąc ani chwili dłużej użyła jednej ze swoich mocy i zamieniając się w dym uwolniła się z uścisku wampira, materializując się kilka metrów dalej z kamienną miną, jak zawsze.
- Na prawdę jesteś taki głupi czy niezrównoważony? - zapytała grzecznie. Kultura ponad wszystko, chyba, że duże zdenerwowanie wchodzi w grę, wtedy nie ma zmiłuj się i nawet opanowana wampirzyca może zacząć przeklinać. Veina spoglądała na odmieńca i stwierdziła, że to nie może być ktoś normalny. Wystawiła rękę przed siebie i używając telekinezy, utrzymywała wariata z dala od siebie, tworząc dookoła siebie blokadę, której wampirek nie przekroczy. Telekineza jest bardzo przydatną mocą. W tej sposób mogła go utrzymywać z daleka od siebie, a nawet gdyby chciała - mogła by porzucać sobie wampirem po ścianach, jeśli zacznie niepotrzebnie za bardzo fikać.

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Sob Sie 24, 2013 6:24 pm

Nie wiem, jak to właściwie z Shogo jest. Każda z postawionych tez może, ale nie musi być prawdziwa. Dziura w klatce piersiowej? Brzmi czadersko. Chociaż chyba niekoniecznie chciałby zobaczyć taką u siebie. Trzeba było jednak zobaczyć jego minę, kiedy tak nagle ręce jego straciły swoją zawartość, a w powietrze rozrzedził czarny dym. Smutek i rozpacz, a tak miło już zaczynało się robić. Jeszcze ta twarz, bez nawet jednego drgnięcia. Taki pokerowy wyraz wręcz, czyli jego klimaty. Może zamiast tańcowania, powinien jej grę w karty zaproponować? Wydawała się wręcz do tego stworzona! Gdyby tylko wiedział, że to siostra Cziki, o matko. To dopiero by się rozpętały szarlatańskie poniewiery, a tę grę w pokera z miejsca by sobie odpuścił. Za duże ryzyko, że zbyt dobrze by to się nie skończyło, gdyż wspomnienia z ostatniego razu ciągle zbyt świeże. Podszedł tylko bliżej, lecz tym razem już spokojnym krokiem, jednak wyraźny opór poczuł, a więc tu miała ujawnić się kolejna moc wampirzycy. No dobrze więc. Skoro tego rodzaju defensywa została podjęta, czas chyba najwyższy uciec się do nieco bardziej cywilizowanych form komunikacji.
- Poczekaj, sprawdzę. - wyjął zaraz z kieszeni karty, potasował jak wprawny zawodnik i wyciągnął zaraz jedną z nich.
- Wyszło, że oba po trosze. - trochę niezadowolony był z tego wyniku, ale tylko wzruszył ramionami. Ściągnął do siebie łańcuchy, które swoją długość po trzykroć zmniejszyły i grzecznie wokół barku mu się oplotły. Językiem natomiast lubieżnie przesunął po ostrzu, próbując nieco tej Veinowej krwi, skoro już udało mu się ją po udzie drasnąć. Przyjemny smak, aż kusi. Uśmiechnął się jednak tylko, chowając je z powrotem do karwaszy.
- Ładna jesteś. I chwała bogu, że nie ruda! - oznajmił chowając dłonie w kieszenie i oddalając się od niej nieco. Wrzodem na tyłku specjalnym nie był, więc jak kobiecinka uzna, że olać go należy i do swoich spraw pora wrócić, biegu tej rzeczy nie zmieni. Shogo już tak miał, że różnie na ludzi reagował, nawet na tych samych. Czasem zupełnie ich zignoruje, czasem tylko obojętne oko zawiesi, a czasem wyleje na nich ten cały pokręcony entuzjazm. W monotonię przecież wpaść nie mógł, ponieważ to groziłoby okropną nudą i brakiem atrakcji. Pewnie dlatego tworzy ze swoimi ziomeczkami prawdziwy gang ulicznych patafianów, których działań przewidzieć nie zgoła. Coby nie było, Nishi wszedł właśnie na rozpadającą się lokomotywę i usiadł na jej dziobie, rozglądając się z zainteresowaniem dookoła. Czysto. Nikogo więcej w polu rażenia nie wypatrzył. Przeniósł więc wzrok na Veinę i przyglądał się jej przez chwilę. Może na randkę by ją zaprosił? Ale ona chyba inny typ faceta miała. Tak, zdecydowanie. Jebła go ta świadomość zaledwie po kilku sekundach czytania z jej postawy. Nie ten biegun, no trudno, chociaż do kina by się przeszedł. Dawno nie był, a w towarzystwie to zawsze jakoś tak ciekawiej. Grają teraz w ogóle coś interesującego? Będzie musiał sprawdzić. Tymczasem jednak może trochę się ogarnie, po utytłany od góry do dołu. Zszedł więc na dół, odblokował hydrant i jak gdyby nigdy nic obmywał się z zaczynającej już nieładnie krzepnąć krwi. Jeszcze ta paskudna zaraz go jakimś trafem dopadnie.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Sob Sie 24, 2013 9:24 pm

Dziewczyna lubiła zaskakiwać, a takim elementem okazało się użycie przez nią mocy, bardzo przydatnej w takich sytuacjach. Niech na twarzy Shogo nie pokazuje się podkówka, po prostu musi znaleźć sobie inne metody na skuteczny podryw. Veina może mu podsunąć kilka sprawdzonych sposobów, bo przecież jako kobieta najlepiej wiedziała co działa na inne przedstawicielki płci pięknej. Wampirzyca byłaby bardzo wdzięczna za nieco bardziej cywilizowane formy poznania, gdyż walka już lata temu stała się przeżytkiem. Nie lepiej porozmawiać? Nie można powiedzieć by była ona pacyfistką, jednak póki co nie miała ochoty na więcej aktów przemocy i tak już została zraniona. Nie lubiła tracić jakże cennej krwi.
Czarnowłosa była pewna co do wyniku tej małej wróżby z kart. Chociaż póki co wampir nieco się ogarnął, więc może był to jeden z krótkotrwałych napadów obłędu? Wielu władców cierpiało na to schorzenie, niektórzy wykańczali się wcześniej, inni wytrzymywali dłużej. Ciekawe jak to było z Shogo. Jak widać był on wielbicielem kart i wszelakich gier z nimi związanymi. Widać, że do perfekcji dopracował swoją pokerową twarz. To dobrze, nie można zdradzać swych uczuć przeciwnikowi, czarnowłosa coś o tym wiedziała, bo stosowała to od kilkuset lat - póki co udawało jej się, jednak miało to również wiele wad, trzeba się przyzwyczaić.
Czarnulka nieco się skrzywiła gdy zobaczyła jak wampir kosztuje jej krwi. Wiadomo, że była smaczna, w końcu do nie byle jaka krew! Jednak wciąż wolała by nie dostawała się w niepowołane ręce, a raczej usta. Kobieta spojrzała kątek oka na podłużną ranę na udzie od pazurów wampira. Mogła to zrobić bardzo łatwo, ponieważ miała na sobie krótką spódniczkę, która zasłaniała jedynie dziesiątą część nóg. Dobrze, że wampir nie drasnął jej tatuażu na nodze, wtedy byłaby bardzo zła, bo musiała by go poprawiać, a z tym wiążą się również niepotrzebne koszty. Krew ściekała cienkimi strużkami po jej nodze, jednak dziewczyna nie za bardzo się tym przejęła. I tak w tej sytuacji nie mogła nic z tym zrobić.
- Lepiej drugi raz tego nie rób. - powiedziała opuszczając dłoń, co sugerowało zaprzestanie używania mocy.
- Lubię spostrzegawczych ludzi. Nie lubisz rudego? To mamy coś wspólnego. - powiedziała unosząc kącik ust w kokietującym uśmiechu. To dobrze, że mężczyzna znał się na urodzie, a fakt, że tak samo jak ona nie przepadał za rudnym jedynie zwiększyły jego szanse, że Vei puści w zapomnienie tę małą ranę na udzie. Jedyną osobę rudą jak znała czarnowłosa, była jej siostra. Chyba wszyscy wiedzieli, jak czarnulka jej nienawidzi i dla nikogo nie było to tajemnicą. Cóż, siostrzana miłość z komedii romantycznych gdzieś wyparowała i zastąpiła ją wzajemna zawiść. Wampirzyca gdyby miała zacząć mówić o siostrze, nie zostawiłaby na niej suchej nitki, mogła skrytykować wszystko co z nią związane. Jasne było, że Veina jest lepsza, pod każdym względem. W sumie, mogliby się dogadać z Shogo.

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Sob Sie 24, 2013 10:33 pm

No tak, Veina w sumie wyglądała na okaz, który już trochę się szwenda po tym globie. Było w jej spojrzeniu coś takiego, czego do końca nie potrafił zidentyfikować, ale z czym z pewnością miał już do czynienia. Pewnie gdzieś w rodzinnych stronach, kiedy przyszło mu zetknąć się z kilkuwiecznymi przedstawicielami rodu. Gehenna swoją drogą, gdyż wszyscy starali się go wcisnąć w ten sam styl, lecz on za nic nie mógł się do niego dopasować. Czuł się wtedy trochę jak w strasznie uwierającym go smokingu, aż mu się odciski wszędzie zaczynały robić. Zresztą samo zestawienie Shogo plus smoking brzmiało już zbyt abstrakcyjnie. Choć podobno kiedy się nie uśmiecha czy tam innych ziomalskich min nie trzaska, przebija się przez niego gdzieś ta nuta dostojeństwa rodu Nishimura. Ale to tylko podobno, ponieważ świadkowie do tej pory nie złożyli wiarygodnych zeznań. Hę? Nie robić tego po raz drugi? To przecież jawna prowokacja! Shogo był wrażliwy na takie zagrywki i coś w stylu „Nie chcę cię podpuszczać, ale założę się, że tego nie zrobisz…” ma dużą szansę na wywołanie odpowiedniego efektu. To pewnie przez tę spaczoną duszę hazardzisty. On kiedyś wpędzie się tym do grobu, słowo daję. Tak na stałe, ma się rozumieć. Zresztą już jedną nogą się tam znalazł, skoro Czice się zaprzedał. W każdym razie aktualnie Nishi brał prowizoryczny prysznic, kiedy woda tryskała sobie mocnym strumieniem w górę. Zmył siebie wszelkie ślady skończonej roboty, a bluzę swą ładnie wykręcił, wszystkich zbędnych plam się pozbywając. Była to jego ulubiona, a zaschnięta krew na stałe by ją oszpeciła. Kiedy skończył, odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy. Musiał się trochę rozluźnić, a lodowate strumyki spływające po jego ciele tworząc w ten sposób całą sieć wodnych odnóg, świetnie się do tego nadawały. Nic co dobre nie trwa jednak wiecznie, przyszło mu więc w końcu z powrotem zablokować hydrant, po czym zarzucił na siebie swoją bluzę. Był mokry, ale przynajmniej czysty, jak na ulicznego królewicza przystało. Padła wzmianka o rudej barwie, w której Veina nie do końca swoją sympatię do tego koloru wyraziła. No, zaczyna się robić ciekawie. Podszedł więc bliżej, ponownie oplatając ją swoim uważnym spojrzeniem, lecz tym razem nie wykazywał symptomów świadczących o planowaniu jakiś gwałtownych manewrów. Przystanął jakieś parę kroków od niej i przeczesał palcami swoją jasną grzywę, która po tym zmoczeniu trochę kosmata się zrobiła. Nabrał do płuc więcej powietrza wykonując głębszy wdech, a następnie wypuścił je powoli z błogim uśmieszkiem na twarzy.
- Wytłumacz mi, jak to jest, że zaciągam się tobą, choć wcale nie palę. - tych standardowych fajek przynajmniej, bo wszystko inne jak najbardziej. Shogo lubił ładne panny, nic nie poradzi. Ta tutaj przed nim nie dojść jeszcze, że standardy piękna mocno zawyżała, to jeszcze jakąś taką specyficzną klasę posiadała, która dodawała jej animuszu. Niebieskie wizjery powędrowały w stronę sznyty na udzie, po której krew tak kusząco spływała. Ślepia zmrużył, które teraz wodziły za kroplą wytyczającą szlak aż do samej ziemi. Ciągle jednak w miejscu nie stał, a więc nasuwając mokry kaptur na jeszcze bardziej mokry czerep, zaczął obchodzić Veinę torem okręgu o średnicy jakichś trzech metrów. Był nieoswojony, właściwie to nie wiedział, jak ma się do tego wszystkiego zabrać. Do innego typu potyczek na froncie damsko męskim widać był przyzwyczajony.
- Shogo! - zawołał nagle, bo tak właśnie go oświeciło, że może od przedstawienia się wypadałoby zacząć. Gdzieś mu to zupełnie umknęło, ale on zawsze miał problemy z takimi pierdołami.
- Nishimura Shogo, uliczny łachmyta i pokerowy herszt. - ta jego autopromocja jak ta pianka od piwa na dwa palce, nie ma co.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Sob Sie 24, 2013 11:12 pm

Jak to, wygląda?! Veina jest uosobieniem piękna młodej kobiety! Oczywiście, że nie była najmłodszym wampirem, jednak to nie miało żadnego wpływu na jej urodę. Na jej twarzy nie było nawet najmniejszej oznaki wieku, żadnej zmarszczki, a na ciele żadnej skazy - kobieta idealna. Inteligentna i piękna - wybuchowa mieszanka. Doświadczenie wampira pozwala jej przetrwać na tym okropnym świecie. Poprzednie wieki były dużo ciekawsze, teraz świat chyli się ku upadkowi, a cała cywilizacja jakby cofała się w rozwoju pomimo wzrostu jakości usług technicznych i tak dalej. Ale to jej zdanie. Oczywiście, po ziemi chodziły również dużo starsze od niej wampiry.
Shogo wyglądał na indywidualistę, swoim zachowaniem bardzo ostentacyjnie to okazywał. W sumie to dobrze, ważne, że nie poddał się woli innych - szczególnie rodziny, która zawsze ma największy wpływ na rozwój młodego wampira. Może mężczyzna sam lepiej wie co ma w życiu robić i woli pozostać sam niż ziszczać  niespełnione ambicje innych. Czarnowłosa również wolała iść własną drogą i nie spełniać wszystkich oczekiwać ojca, który ją wychował po tym jak jej wyrodna matka zostawiła ją kilka tygodni po urodzeniu by uciec do jakiegoś fagasa by w efekcie tego związku spłodzić tego rudego potwora, znaczy siostrę.
W sumie, również trzeba mieć odwagę by postawić się rodzinie, a wampir ją posiadał skoro otarcie odmówił noszenia smokingu.
Czarnowłosa chwilę obserwowała jak mężczyzna bierze prowizoryczny prysznic, jednak postanowiła sobie usiąść i wytrzeć krwawiącą nogę. Wybrała jedno z siedzeń, które niegdyś czekało na pasażerów spóźnionych na swój pociąg, czy tam metro. Wyjęła z kieszeni kurtki chusteczkę i nieco wytarła krew cieknącą po nodze. Rana jeszcze jakiś czas się nie zamknie, ale trudno. Vei na pewno przeżyje i nie wykrwawi się. To byłaby zbyt głupia śmierć, przez jedną ranę. Dziewczyna później wstała i wtedy wampir o imieniu Shogo zaczął ją okrążać. Lubiła gdy mężczyźni tak jej się przyglądali, przynajmniej mogli wreszcie zawiesić oko na czymś ładnym. Vei uśmiechnęła się na komplement wampira, nie był taki zły. Może tylko na początku udawał wariata.
- Cóż, takie życie. Tylko nie zaciągaj się za bardzo, to ma też negatywne skutki. - powiedziała podchodząc nieco bliżej mężczyzny, który po chwili przedstawił jej się bardzo kulturalnie. Większość mężczyzny lubiła ładne panny, jednak niektórzy się od nich uzależniali, a to również nie dobrze. Kobiety nie lubiły natręctwa, a jedynie przyjemną adorację.
- Veina Tristesse, kobieta idealna. - powiedziała . Również wypadało się przedstawić. Nikt nie lubi rozmawiać z osobami anonimowymi. Kobieta spojrzała na wampira i na to jak krople wody wsiąkały w kaptur jego bluzy.
- Mieszkasz na ulicy? - zapytała. W sumie, radził sobie całkiem dobrze. Chociaż może posiadał jakieś stałe zakwaterowanie, a umiejętność przetrwania na ulicy to jedynie kolejna lekcja życia.

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Nie Sie 25, 2013 10:49 am

Hu hu, cóż za pocieszne oburzenie! Kiedy me intencje dobre, gdyż nie o fizyczny wygląd mi chodziło. Bardziej o wrażenie pscyhowizualne, czy jak to tam zwał. Spojrzenie i postawa przede wszystkim, bo przecież ogólnie była  z niej laseczka aż palce lizać.  Wyniosła tylko strasznie, jak gdyby jej kto kija od miotły zamiast kręgosłupa wszczepił, ale to chyba normalna cecha ludzi z wyższych sfer. Shogo coś o tym wiedział, skoro przyszło mu się wychowywać z ociekającej przepychem posiadłości. Ale to w zasadzie już przeszłość, ponieważ przed paroma tygodniami sytuacja diametralnie się zmieniła i to tak nie do końca na jego korzyść. Odwaga albo i głupota, kto by w końcu chciał mieć na pieńku z własnym rodem, który do zbyt tolerancyjnych nie należy. Sporo rzeczy uchodziło mu płazem, lecz sprawdzało się to głównie wtedy, kiedy ciągle w fazie dorastania był. Przejdzie mu! Wyrośnie z tego! Takie wiek! Niestety czas  nie działał zbyt pobłażliwie, a sam Shogo coś jednak nie normalniał. W ogóle im dalej w las, tym więcej drzew i coraz gorsze hultajstwo z niego wychodziło. Nie jest wariatem? Wstrzymałbym się z osądem. Nawet ja czasem przewidzieć nie jestem w stanie, co w danej chwili może strzelić mu łba. Jest więc nieobliczalny i z pewnością nie zważa na ewentualne konsekwencje swoich czynów. Jeżeli Vi wytrzyma z nim trochę dłużej, być może będzie miała okazję sprawdzić prawdziwość tego twierdzenia. Shogo ściągnął zaniepokojony brwi, kiedy wampirzyca się do niego zbliżyła. Nawet odruchowo krok do tyłu zrobił, co już w ogóle było dla niego totalnym przegięciem pały. Nie miał bladego pojęcia skąd to zaniepokojenie, gdyż zazwyczaj wrzucał przy pannicach pełen luz, jednak przypadek taki jak Veina był dla niego całkiem nowy. Zazwyczaj obijał się po krawężnikach z dziewczynami o butnym charakterze i agresywnym wyglądzie. Metal, rock, punk i te sprawy. Dziewoje wyzwolone, rzec można. Chodzili na koncerty, uruchamiali fazę i hulaj dusza. Gandzia w pysku i brak zobowiązań, czego chcieć więcej? Tristesse nie mógł jednak tak łatwo rozgryźć. Aura jaką wokół siebie roztaczała dodawała chyba plus pięć do ogłady u wszystkich osób w polu jej rażenia, bo zazwyczaj Shogo zachowywał się trochę bardziej dziko. Ulicznik, no to wiadomo. Jego dzielnia, ziomeczki i te sprawy.
- Idealna? A miałem pytać, czy kogoś masz, ale  już nie muszę. - uśmiechnął się złośliwie, ponieważ żaden facet nie wytrzymałby dłużej przy kimś tak zarozumiałym. W końcu pojęcie ideału zależy od perspektywy. Zazwyczaj woli się te skromne, szukające bezpieczeństwa w silnych ramionach, przynajmniej tak na dłużej, bo na jeden raz to różnie bywa. Nie mnie jednak wygłaszać generalizujące teorie, bo mogą one mimo wszystko zbyt spłaszczać rzeczywisty stan rzeczy.
- Bardzo dobrze, więc teraz jesteś ze mną. - eeeee? Nie no, wyglądało na to, że całkiem poważnie mówił i jeszcze ten jego zadowolony wyszczerz na całą twarz. Kto tu właściwie miał być tu tym zarozumiałym?  
- Możesz się teraz przy mnie wozić po dzielni i żaden miejscowy łapserdak nie będzie nawet myślał o włożeniu ci brudnych łap pod spódnicę. - wypiął dumnie pierś, ponieważ jego gangsterskie ziomeczki doskonale znają reguły gry. No, widać jego ego też do najniższych nie należało, skoro przyjął taki przebieg wydarzeń za naturalny. Mistrz gry wstępnej, no nie? Na pytanie odnośnie zakwaterowania tylko wzruszył ramionami, myśląc nad tym przez chwilę i właściwie to wychodziło na to, że rzeczywiście dom miał wszędzie tam, gdzie udawało mu się zasnąć.
- Różnie bywa, ale na to wygląda. -po ostatniej akcji w domu chyba długo nie będzie miał czego tam szukać. Skończyły się więc królewskie przywileje, gotówka i od razu przepowiedziano mu, że nawet tygodnia samotnie nie wytrzyma, taka podobno z niego rozpieszczona i nie przystosowana do życia niezguła. I że na czworakach się przyczołga, ponownie o względy rodzicieli błagając. Wydziedziczenie mu nawet grozi, ale póki co się trzyma całkiem ładnie i do powrotu na czerwony dywan jakoś mu tak niespieszno. A niech ich wszystkich kulawa gęś kopnie, tyle miał do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Nie Sie 25, 2013 12:58 pm

No mam nadzieję, że właśnie o wrażenie psychowizualne chodziło. Bo inaczej mogliby się nieco pokłócić. Czarnowłosa była bardzo wrażliwa na punkcie swojej urody i nawet nie rozumiała jak ktoś może mieć wątpliwości odnośnie jej nieskazitelnego piękna. Na szczęście Shogo, wampirzyca nie miała przysłowiowego kija w tyłku, a jedynie znała swoją wartość. Oczywiście, nie należy oceniać ludzi - i wampirów - zbyt pochopnie, ponieważ dziewczyna również lubiła się zabawić ze sporą ilością alkoholu i innych ciekawych rzeczy. To, że nie miała problemów z niską samooceną to normalne. Pomimo tego zawsze umiała się bawić i rozerwać, a takich umiejętności najczęściej brakowało osobom wyżej urodzonym. Zawsze tylko etykieta i smokingi, a wampirzyca bardzo chętnie reflektowała wszelkie sposoby zabawy i strój nawet nie zbliżony do tego jaki można najczęściej spotkać na sztywnych bankietach, które były wyjątkowo nudnym tworem ludzkości.
Czarnowłosa uśmiechnęła się wrednie gdy mężczyzna zrobił kilka kroków do tyłu gdy to ona postanowiła się do niego zbliżyć, lubiła gdy inni czuli respekt, jednak tym razem było to niepotrzebne. Póki co nie miała żadnych złych zamiarów względem Shogo, a mogłaby mu przecież ładnie odpłacić za ranę na nodze. Chyba mężczyzna domyślał się, że nie należała do tych delikatnych panien, które nie potrafią otworzyć słoika. Spojrzała na wampira marszcząc brwi gdy rzucił uwagę jakoby była samotna. A i owszem! Była, ale tylko dla tego, że nie spotkała tego jedynego. Nie była skromna, jednak każda kobieta potrzebuje ciepła męskiego ramienia, więc przy niej na pewno żadne ego wampira nie czułoby się zaniedbane.
- I nawet odszczeknąć się potrafisz, brawo. - powiedziała zgryźliwie, a dopiero trzeba było zobaczyć to zdziwienie na jej twarzy gdy usłyszała, że od tej pory jest dziewczyną Shogo. Gdy zaczęła się śmiać to aż łezka pojawiła się w jej oku. Na prawdę, nie wiele osób potrafi ją tak rozśmieszyć. Czarnulka aż musiała usiąść, bo normalnie przewróciłaby się z tego poruszenia. Po lekkim ogarnięciu emocji, panna spojrzała na Shogo i opierając się łokciami o oparcie plastikowego fotela, powiedziała z dumą w głosie;
- Ale extra, mój facet jest szefem na dzielni! Przy Tobie czuję się bardzo bezpiecznie, takiej parze jak my nikt nie podskoczy! - i kto powiedział, że czarnowłosa jest taka sztywna? Gdy usłyszała, że Shogo mieszka w sumie gdzie popadnie pokiwała głową ze zrozumieniem, na szczęście ona miała swój apartamencik. No, ale nie smućmy się! Wampirzyca poklepała miejsce obok siebie by mężczyzna bez krępacji usiadł obok niej. Czekając na niego założyła nogę na nogę i wygodnie rozsiadła się na krzesełku. Noga wciąż krwawiła, ale trudno.

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Nie Sie 25, 2013 4:26 pm

Shogo na początku przybrał pokerową twarz na ten nagły wybuch śmiechu ze strony Vi, bo przecież on mówił śmiertelnie poważnie. Im dłużej się jednak przyglądał wampirzycy, tym bardziej kąciki jego ust wędrowały w górę. W końcu śmiech jest zaraźliwy, jednakże zaraz usta swoje ściągnął z powrotem i krzyżując ręce na klatce piersiowej, uniósł swoją łepetynę w wyniosłym wyrazie.
- A żebyś wiedziała. Dzięki temu automatycznie wskakujesz na stanowisko szefowej. - dodatkowe punkty do lansu po mieście zawsze się przydają. Pewka, że wyczuwał ironię oraz przymknięcie oka na całą sprawę ze strony Vi, jednakże on udawał, że tego zupełnie nie widzi i zamierzał cały swój niecny plan wprowadzić w życie. Kiedy wskazała mu miejsce obok siebie, Shogo zmrużył nieco oczy i rozejrzał się dookoła, prawie jak gdyby sprawdzał teren, czy aby na pewno jest bezpiecznie. W końcu nigdy nic nie wiadomo, a krztyna niepokoju względem Tristesse nadal go nie opuszczała. Ciągle nie potrafił dojść, skąd to się właściwie bierze. Ale co tam, przysiadł sobie w końcu, sięgając w tym samym czasie po swój telefon.
- Uśmiechnij się ładnie! - polecił i zaraz ramieniem ją objął, żeby słit focie trzasnąć. Kiedy już to zrobił, odchylił się z powrotem na swoje miejsce i zalogował się na fejsa. W końcu Shogo to ziomuś na topie i na wszystkich portalach społecznościowych ma swoje konto. Pyk, zaktualizował profil, status dał na ‘w związku’, zrzucił fotę i w ten sposób cała jego ziomalia miała się dowiedzieć o tym wzniosłym wydarzeniu, jakie właśnie miało miejsce.
- Pięknie, teraz cała moja hultajska brać będzie ci się kłaniać. - uśmiechnął się w szelmowskim wyrazie zastanawiając się, czy Vi jakiekolwiek przejęcie jego wyczynami wykaże. W każdym razie z tym kłanianiem to całkiem na serio. Kiedy następnym razem wampirzyca ujrzy jakiegoś wariującego z kijem baseballowym warchlaka pod sklepem, będzie bardzo prawdopodobne, że zaraz grzecznie karczocha w pozdrowieniu przed nią zniży.
- A właśnie, daj mi swój numer, żebym na randki cię mógł czasem zabierać. - podał jej swój telefon, przyjmując taki obrót sprawy niemal za oczywisty. Kto by w końcu pomyślał, że facet nie miałby namiarów na swoją kobietę. Aż takiego niedopatrzenia nie mógł popełnić, bez przesady. W końcu to sam gangsta boss! Od czasu do czasu będzie musiał pokazywać swemu stadu, któż to tu pociąga za wszystkie sznurki, a przy okazji partnerkę swą uroczyście zaprezentować przechadzając się między zapyziałymi uliczkami. Nie ma bata, Vi musi wziąć na siebie to brzemię odpowiedzialności, bo to wcale nie taka prosta sprawa. Odnosząc się jeszcze do tej rany jego autorstwa na udzie wampirzycy, Nishi w którym momencie wyciągnął rękę i dwoma palcami zebrał spływającą wzdłuż jej odnóża ciepłą ciecz. W końcu szkoda, żeby coś tak smacznego się marnowało. Później natomiast dochodząc do wniosku, że jako jej chojrak raczej nie powinien zostawiać na ciele Vi podobnych pamiątek, zdjął z siebie bluzę, po którym czarny podkoszulek się jeszcze znajdował. W mig się go pozbył, kawałek materiału oderwał, złożył ładnie i zawiązał go w przeoranym karwaszowymi ostrzami miejscu. W samej bluzie chodzić może, w ulicznej modzie wszystko uchodzi przecież płazem.
- Żebyś mi nie wyskoczyła z tekstem, że nie zasłużyłem. - przybrał  wariacki uśmiech na pysku, tak dla dopełnienia obrazu.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Nie Sie 25, 2013 9:56 pm

Cóż, nie można zaprzeczyć, że fajnie mieć szacunek na dzielni i ten respekt wśród wszelakich maści ulicznych, ale była ciekawa czy Shogo na prawdę myśli, że są razem. Może i kiedyś byłaby skłonna umawiać się z tego typu mężczyzną, jednak póki co miała inne plany na życie. Gdy nie krzywdzi pięknego ciała tymi pazurami to jest całkiem normalnym wampirem, z którym da się porozmawiać.
Nie musiał się martwić, że dziewczyna chce go skrzywdzić, chciała by jedynie usiadł obok niej, bez żadnych okropnych zamiarów. Gdy ten się już zbliżył, wyjął telefon komórkowy i chciał by zrobili sobie zdjęcie, czyli teraz popularną wśród gimbazy - słit focie. Czarnowłosa podeszła do tego z dobrym humorem, więc zrobiła śmieszną minę - pozwalając objąć się swojemu chłopakowi - i czekała aż zrobi zdjęcie. W sumie to czemu nie miałaby wyluzować? Skoro nie ma innych form rozrywki to spędzenie czasu z obcą osobą może być równie ciekawym przeżyciem, zważywszy na monotonię, która ostatnio wdarła się do życia tejże wampirzycy. Już nie przynosiły jej uciechy podróże w najdalsze zakątki świata, skoro była już wszędzie i widziała więcej niż przeciętny zjadacz chleba będzie w stanie przez całe życie.
- Masz na myśli takie romantyczne randki na plaży? O masakra. - powiedziała i zaczęła się śmiać. Czy Shogo zabrał swoją rękę i przestał ją obejmować?
Czarnowłosa zobaczyła jak wampir uaktualnia swój status na facebooku i zmarszczyła czoło. No cóż, dobrze wiedzieć. Chociaż plusem było to, że ona sama nie posiadała takie konta na którymkolwiek portalu społecznościowym, chociaż była na bieżąco w sprawach technicznych, ogarniała Tweetera i inne duperele.
To było całkiem słodkie iż Shogo uważał, że jest jego kobietą. Może przez to czuł się lepiej. Chociaż gdyby był dżentelmenem na pewno zapytałby się czy czarnulka ma ochotę być jego. Najczęściej gdy zostaje się para, obydwie strony muszą wydać na to zgodę, być przychylnymi - najwyraźniej on postanowił wziąć wszystko w swoje ręce na prawdziwy mężczyzna!
- Jestem głodna. - odparła;
Wampirzyca oparła się głową o plastikowe oparcie fotelika i spojrzała na ten obskurny sufit. Powinni coś zrobić z takimi miejscami, jakoś je zagospodarować. Tyle przestrzeni się marnuje. Ale od tych niebieskich migdałów wytrącił ją dotyk palca Shogo na swoim udzie. Spojrzała na to jak moczy go w jej krwi, ściekającej po nodze. Po podobało jej się, że aż tak bardzo sobie pozwala. Jednak on postanowił zaradzić coś na jej ranę. To bardzo szlachetne z jego strony, że poświęcił swój podkoszulek. Vei wyglądała śmiesznie mając zawiązany na udzie strzęp z jego bluzki, ale cóż - lepsze to niż nic. Czarnulka jedynie spojrzała na niego i po krótkiej chwili zastanowienia, zapytała:
- Ale Ty nie myślisz, że na prawdę jesteśmy razem, tak? - wolała poruszyć tę kwestię by być pewną, że nie ma do czynienia z jakimś wariatem posiadającym zaburzenia maniakalno-depresyjne i od tej pory będzie ją dręczył. Tak najczęściej się zaczynało, najpierw przysyłali kwiaty, potem drogie prezenciki, a na końcu grozili lub sami chcieli popełnić samobójstwo jeśli kobieta wciąż pozostawała nieugięta.

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Pon Sie 26, 2013 10:20 am

To nie do końca tak, że on się martwił o swoją krzywdę przy Vi. To było coś bardziej niezależnego od niego. Jak gdyby organizm każdą komórką jego ciała chciał dać mu do zrozumienia, że to w wszystko prędzej czy później źle się skończy. Może powinien tarota sobie postawić, aby karty mogły mu uchylić rąbka tajemnicy? Shogo choć zakręcony hulaka, miał bardzo rozwiniętą intuicję. Nie współpracował z nią niestety za często, ponieważ to wymagało poważniejszych nakładów indukcyjno dedukcyjnych, co z kolei psuło całą zabawę ładowania się w nieznane. Vi budziła w nim ambiwalentne uczucia i ciągle nie potrafił zlokalizować źródła problemu. Później dopiero zorientuje się, że uniwersum chciało mu jakoby młotkiem przyrżnąć w łeb, aby trzymać go od niej z daleka. Inaczej kolejna konfrontacją z Cziką przebiegnie dla niego torem bardzo niekorzystnym. Zresztą już jest udupiony, ponieważ tamta ma niespodziewanie dobrze rozwinięty zmysł powonienia. No ale jest jeszcze nadzieja, że ich drogi ponownie się nie skrzyżują, prawda? Nie zakłócajmy przedwcześnie spokoju jego ducha, którego zaprzedał Marleyowi. Everything gonna be Albright, tak mu zawsze Bob do ucha śpiewał.  Owszem, Nishi zabrał rękę jak tylko fotka została pyknięta. Fakt, że Vi niby stała się jego dziewczyną nie był w jego mniemaniu równoznaczny z niejakim uzyskaniem do niej praw. To były niemalże dwie różne rzeczy, które w rozumowaniu Shogo wcale nie musiały iść w parze. Prawdopodobnie była to wskazówka, że i on do tego wszystkiego podchodził z niemałym dystansem. Szukał dziwnych rozrywek oraz prowokował naprawdę pokiełbaszone sytuacje, lecz napaleńcem nie był. Stalkerem ani każdym tego rodzaju zbokiem również. Jak zresztą to widnieje w jego karcie, jest na to zbyt leniwy i zdecydowanie oddał swoje serce popołudniowym drzemkom, a nie niekończącym się amorom. Brak numeru, no szkoda. Schował telefon. Randek więc nie będzie, chociaż z pewnością nie były by one oklepane jak ta plaża czy kolacja na dachu. Nishi z innej bajki, to na pewno. Gentlemanem? Shogo? Ta. Może od święta, przy dobrych wiatrach. Poza tym po kiego psiamać czorta zadawać pytanie, na które i tak zna się odpowiedź? Jeżeli czegoś się w życiu nauczył to to, aby przy kobietach więcej działać, a mniej pytań zadawać, bo odpowiedź nie zawsze warta jest udzielenia w pierwszym rzucie. Oczywiście zachowując odpowiednie proporcje, gdyż w skrajności też popadać nie można. Oh, jakie pytanie! Aż spojrzał na nią w lekkim zaskoczeniu, kiedy to Vi jego rzeczywiste podejście postanowiła wybadać. Wyglądał na nieco poruszonego, że ona to jak zwykły żarcik wszystko odbiera i miał nawet w tym tonie odpowiedzi udzielić, niestety z jego gardła wydobyło się tylko parsknięcie śmiechem. Czyli jednak nie zapanował nad tym, krufa fiks. Potem już roześmiał się w najlepsze swym basem o dużej ruchliwości oraz możliwości barwienia dźwięku, ponieważ te wszystkie wątpliwości ze strony wampirzycy były nawet urocze. Opanował się jednak zaraz, starając się ponownie ściągnąć usta razem. Rozłożył się wygodnie na swoim krześle przyjmując nonszalancką pozę na wpół leżącą, mocniej kaptur na tę swoją grzywę zaciągając. Nie odpowiedział. Celowo. Nikczemne bydle. Podniósł się w końcu z miejsca i ruszył w stronę wyrwanych z zawiasów drzwi, nad którymi na jednym gwoździu trzymała się jeszcze tabliczka z napisem ‘wyjście ewakuacyjne’.
- No chodź piękna, tutaj raczej nic już dla ciebie nie znajdziemy. - rzucił przelotnie spojrzenie w stronę Vi i chyba nawet mrugnął do niej jak ta ostatnia z gatunku szelma.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Pon Sie 26, 2013 12:34 pm

To dobrze, że póki co Shogo nie rościł sobie do niej praw. Kobieta pomimo tego, że może być w związku nie zostaje własnością mężczyzny. Jakaś autonomia musiała być! Czarnowłosa jako kobieta samodzielna, na pewno nie dałaby się zniewolić byle komu, tym bardziej mężczyźnie. Jasnowłosy jaki był taki był, chyba póki co nikt nie odgadnie co się dzieje pod kopułą jego czaszki, a tym bardziej nie dziewczyna, która znała go dopiero od kilku minut, niecałej godziny. Trzeba przyznać, że pierwsze wrażenie nie było najlepsze, jednak większość znajomości się tak zaczyna. Nigdy nie jest kolorowo, a w najdziwniejszych sytuacjach można poznać na prawdę ciekawych i wartościowych ludzi. Vi wiedziała to z doświadczenia, bo całe jej życie to jakaś dziwna sytuacja, która na zdrowy rozum nie powinna mieć miejsca. Ciekawe kto tak na prawdę pociąga sznurki? Chyba, że jest to jedynie przypadek i nic tam wyżej nie ma.
Zawsze istniała szansa, że kobieta da mu jeszcze swój numer telefonu, bo nigdy nic nie jest pewne. Skoro dała sobie robić z nim słit focię, a do tego nie zareagowała na uaktualnienie statusu na facebooku, to dlaczego później nie dałaby mu namiarów na siebie? I tak była w dobrym humorze, bo gdyby było odwrotnie to zapewne wyrwałaby mu telefon i w ogóle usunęła konto z portalu; taka potrafi być wredna! Ale póki co nie było podstaw by to zrobić, wiedziała, że dla niektórych zniknięcie z takiej społeczności internetowej to jak śmierć; nie masz konta, nie istniejesz!
Rzeczywiście Shogo miał rację, że Vei bierze to wszystko jako dobry żart. Może on poczuć się nieco niemiło, widząc, że czarnulka śmiała się ze wszystkiego nie traktując go poważnie.
Veina spoglądała jak mężczyzna rozsiada się na siedzeniu. W sumie tu nie było tak źle; nie licząc dziwnych zapachów i szczurów, była cisza i spokój, a to rzadkość w tak dużych metropoliach. Może Shogo wcale nie żyło się tak źle? Był wolny, mógł robić co tylko zechce i nikt mu  nic nie dyktował, nie kazał robić na siłę. Żyć nie umierać, tylko jak dla dziewczyny  - standardy higieny nieco obniżone.
Czarnulkę z myślenia o niebieskich migdałach wyrwał ruch Shogo, który wstał i podszedł do wyjścia ewakuacyjnego.
- A szukaliśmy czegoś? - zapytała unosząc jedną brew do góry. Czegóż to dla niej szukał blondyn? Veinie nie chciało się ruszać, była zbyt leniwa, a do tego głodna. A to niedobrze, przecież właśnie jej powodem wyjścia z domu było znalezienie jakiegoś posiłku.

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Pon Sie 26, 2013 1:29 pm

- Weee, pytanie... kłopotów! - zawołał w odpowiedzi, bo przecież to było dla niego całkiem oczywiste.  Widząc jednak, że wampirzyca chyba nie bardzo ma ochotę ruszyć się z miejsca, machnął już ręką. W ogóle to był dla niej duży plus, ponieważ do paskud, które lubią się byczyć dokładnie tak jak on, pałał niepodzielną sympatią. No dobra, w każdym razie trzeba było się ruszyć zanim cały dzionek pójdzie na straty, am I right, nigga?
– Mam dla ciebie prezenciek, yarr! - dodał po chwili przyklaskując sobie zaraz i strzelając jednym palcem w jej stronę, jak gdyby chciał powiedzieć ‘czekaj tu na mnie, maleńka!’ . Zniknął za drzwiami. Chciał je w ogóle kulturalnie otworzyć, ale gałka przesunęła się razem z jednym skrzydłem i chyba ostatni zawias puścił. Ne, trudno, odrzucił je na bok i poszedł na patrol po swojej dzielni. Nie wiem ile go nie było, może kilka kwadransów, w  każdym bądź razie zdążył się tu z powrotem przygramolić, zanim Vi ostatecznie postanowiła opuścić ten zajebiastycznie przyozdobiony przez niego peron. Było jej smutno tak samej, aye? No jaszka. Kto by tam chciał siedzieć w głuchej ciszy, którą urozmaica tylko wiatr molestując stare metalowe elementy dworca, klimatycznie skrzypiąc pod jego naporem. Inna wersja nie istnieje, woah! Shogo swoje wejście zakomunikował dość nagle, ponieważ spadł z niebios. Dokładnie tak. Nagrał się on na swoim PS w Assasina i od tam tej pory nie chodzi normalnie chodniczkami, tylko pod dachach ciśnie i wszędzie tam, gdzie da się wdrapać. Wypuścił więc jeden łańcuch, owinął go wokół wystające pręta z dworcowego dachu i dał potężnego susa do przodu, jak spider man lądując miękko przed ławeczkami. Zakładam, że Vi gdzieś w okolicy jednak jest, mogła więc dojrzeć tę jego blondaskową czuprynę. Jak zwykle z nienaturalnie szerokim wyszczerzem. Był jednak jakiś taki chwiejny na tych swoich nóżencjach. Albo dostał flowa, prościej mówiąc.
- Tańcz, gdy w klubie błyszczy ultrafiolet, widać po oczach, że kochasz czasem tracić kontrolę… - zabajurzył pioseneczkę wesół jak ten chochoł, gdyż widocznie sporo przygód po drodze go spotkało. A zdążył parę miejscówek oblecieć, ponieważ jego turbo przyspieszenie nie pozwala mu tracić czasu na dochodzenie. Czy jakkolwiek to brzmi. Bo chyba dziwnie w sumie, ale tam wuj. Wuj! Wuj! Wuj! No Vi zaraz odszukał i padł przed nią wariacko na kolana, nie do końca zresztą zamierzenie. Same się ugięły, mendy jedne. Wyciągnął zaraz z kieszeni swoje szpanerskie okulary i je założył, robiąc nagle nieruchomą jak skała minę. Schował jeszcze na chwilę dłonie do kieszeni, a następnie wysunął je zaciśnięte w pieści przed Vi. Następnie przekręcił je trochę, rozkładając i ujawniając ich zawartość. Pigułeczki! Kolorowe w dodatku, pełen wypasik normalnie.
- Weź niebieską pigułkę, a historia się skończy, obudzisz się we własnym łóżku i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę, a zostaniesz w krainie czarów i pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora. - zacytował mechanicznym głosem jak ten Morfeusz z Matrixa, przez czarne okulary na świat spoglądając. Nabrzdryngolił się czymś patafian jeden! Weeee, daj tu takiemu odejść na chwilę. Ale ale! Fasonik był. Się trzymał cieplutko i całkiem poważnie do sprawy z pigułeczkami podchodził, żeby nie było. No przecież przy swojej nowej dziewczynie by maniany nie odstawił, dajta że spokój. W ogóle jak tak sobie na nią spod okularów patrzył, to przez te parę kwadransów mu wyładniała, aż się normalnie uśmiechnąć szubrawczo musiał.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Pon Sie 26, 2013 2:24 pm

No tak, jakby kłopotów nie miała wystarczająco dużo. Nie szukała ich, ale miała wyjątkowego pecha i one zawsze znajdowały ją, w dodatku w najdziwniejszych momentach, wtedy gdy zupełnie się ich nie spodziewa. To smutne, że każda z pozoru niewinna sytuacja może przerodzić się w coś chorego i dziwnego. Jakby ona nie miała co w życiu robić tylko rozwiązywać wszystkie kłopoty. Shogo nie musiał ich jej dokładać. W końcu większa ilość przyjdzie niedługo, życie bez kłopotów to zmarnowane życie!
Cóż, ale prezentów nigdy za wiele! Czarnowłosa jako prawdziwa kobieta uwielbiała dostawać prezenty i upominki, szczególnie te drogie lub przydatne na dłuższą metę. Sama lubiła wydawać pieniądze, na jakieś duperele gdy zapewne się nie przydadzą, ale ładnie wyglądają. Skoro miała tyle kasy, że mogła sobie na to pozwolić no to dlaczego niby miała się ograniczać?
Ogarnęło ją zdziwienie, gdy Shogo nagle zniknął. Skoro powiedział, że coś dla niej ma to zapewne niedługo wróci i głupio byłoby sobie pójść, zostawić go tak na lodzie. Czarnulka postanowiła poczekać na niego, i tak póki co nie miała nic ciekawszego do roboty. Trochę czasu go nie było i w tym czasie kobieta zdążyła zapalić kilka papierosów i pokręcić się po opuszczonej stacji. Nie lubiła się nudzić, a niestety co raz częściej doświadczała tego uczucia. Po prostu nie miała co robić i z kim, samotność doskwierała jej przez całe życie, ale dopiero w tak dużym mieście człowiek dostrzega jaka pustka go otacza, pomimo takiej ilości ludzi w jednym miejscu. Vei siedziała na jakiejś barierce, gdy nagle jak superbohater spłynął przed nią Shogo. No nareszcie! Bo ile można czekać. Ale gdzie ten prezent? Zatem musiało być to coś małego. Bum! Kolorowe pigułki!
Najwyraźniej Shogo był fanem Matrixa, bo gadał jak jeden facet z tego kultowego filmu nadzianego efektami specjalnymi. I wtedy wampirzyca zaczęła się zastanawiać czy warto brać coś niewiadomego pochodzenia. Jakież to mogło mieć właściwości? Widać, że Shogo już sobie coś łyknął bo werwę miał jak nikt inny! W sumie to dziewczynie nic by się nie stało, przecież nie była człowiekiem i takie cuś nie może spowodować u niej śmierci. Najwyżej będzie miała fazę jakiś czas i wtedy odwali jej tak, że sama stanie się dla siebie zagrożeniem.
- Polecasz którąś? - zapytała i jeszcze chwilę popatrzyła na obydwie. Cóż, nie miała nic do stracenia, a dobre samopoczucie Shogo jedynie zachęcało do spróbowania. Vei sięgnęła po czerwoną pigułkę i włożyła ją do ust. Po chwili połknęła. I tak po prostu sobie usiadła na ławce. Czuła się normalnie, większej zmiany nie zauważyła. Już myślała, że to na nią nie zadziała, gdy nagle zaczęła się uśmiechać. Humor bardzo jej się poprawił i widocznie była zadowolona, bo aż podeszła do Shogo i pomimo tego, że była od niego niższa zawiesiła mu na szyi ręce i zaczęła się przyglądać.
- Lubię prezenty od Ciebie. - powiedziała z wyszczerzem na buźce i przytuliła się do niego polikiem. Cholera wie co ona teraz widziała swoimi oczami. Po krótkiej chwili odkleiła się od blondyna. Położyła wskazujący palec na ustach jakby pokazywała żeby Shogo nikomu nic nie mówił i zaczęła zdejmować buty. Może było jej niewygodnie?

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Pon Sie 26, 2013 7:57 pm

No to teraz Vi ma czasoumilacza w postaci Shogo. Temu to ciągle jakieś fiu bździu w głowie, więc na nudę nigdy nie narzeka. Nawet by ją z otwartymi ramionami powitał, bo przecież ciągle jak na złość brakuje mu czasu na popołudniowe drzemki. Jak to niewiadomego pochodzenia? Shogo zawsze ma towar z pierwszej ręki, bez krętactwa. W końcu już w pieluchach ciągnęło go do sfery zakazanej, więc zna się chłopak na rzeczy. Nie nafaszerowałby przecież swojej własnej dziewczyny jakimś świństwem, yarr!
- Czy polecam? Obie są z ekskluzywnego kruszcu. Wydobywają go najpaskudniejsze biesy w otchłaniach piekielnych, moja piękna. -  poinformował szczerząc kły, czekając na dokonanie ostatecznego wyboru przez Vi. Czerwona, wspaniale! W takim razie on łyknął niebieską, bo przecież pierwszorzędnego towaru nigdy za wiele. Cóż to było? Rodzajowo rzecz jasna party pills, które dają ostro po wigorze. Normalnie plus sto jak nic! To konkretnie było Duplo, takie kolorowe klocki, tylko, że w tym przypadku w wersji dla dorosłych. Ale nam Vi zaraz kopa dostanie. Stanie się wrażliwa na niemalże każdy, najdrobniejszy bodziec, a jej zmysły zaczną pleść przed nią istny sen wariata, tyle, że na żywo. Niektórzy doznają wrażenia unoszenia się nad ziemią, jakby ich ciała zupełnie przestały poddawać się grawitacji. I ten mega mega mega wielki flow, którego nie idzie zastąpić niczym innym, woah! W każdym razie kiedy wampirzyca jeszcze była w stanie spokojnie usiedzieć w miejscu, Nishi zaczął tańczyć salse. Serio. Zara, co on ostatnio w radiu słyszał? Tę taką blond laseczkę, która już w wieku nastoletnim serce mu skradła. Aaaaa! Siekiere!
- Ay ay ay, ay ay ay. Ay, todo lo que he hecho por ti, fue una tortura perderte… -  ho, dobrze, że hiszpański znał, to przynajmniej nie fałszował. Taka śmieszna to pioseneczka była, coś o torturach. Jakimś uczuciu zadającym tortury, no coś takiego w takim razie. Aż tu nagle Vi jego kark w ramionach uwięziła, co miało znaczyć, że i ona właśnie rozpędza się na tym jego ulubionym torze rajdowych szaleńców.
- Mucho bien, bo to nie ostatni, yarr. -  odparł z dziarskim uśmiechem, nie przerywając swojego małego latino dens i lekko Veinowe bioderka w ruch wprawił. Później natomiast przyuważył, że ta buty zaczyna zdejmować.
- Mała, mała! Poczekaj, może lećmy najpierw na jakieś bansy dansy, bo tego wieczora czaderskie maja być hulaszcze na mieście? - zapytał z przeszklonymi ze szczęścia oczyma. Dokładnie tak było! Aż podskoczył w miejscu, tak go już rwało do przodu.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Pon Sie 26, 2013 8:52 pm

Taki czasoumilacz to Vei reflektowała. Skoro nikt na nią nie czekał, a żadnych ambitniejszych rzeczy do roboty nie miała to czemu nie miałaby wreszcie wyluzować i zabawić się w towarzystwie Shogo, który jak widać nie miał żadnych złych zamiarów, a jedynie chciał miło spędzić czas z Vi. Dlatego wampirzyca zdecydowała się wziąć jedną z pigułek. W sumie to sugerowała się kolorem, bo ten opis rodem z Matrixa raczej dużo jej nie pomógł. Królicza nora mogła oznaczać właściwie wszystko, a biorąc pod uwagę zboczoną osobowość dziewczyny to wiele było możliwości. Skoro to jest wydobywane w otchłaniach piekielnych to Vi chciała ram trafić po śmierci. Humor jej się udzielił, a i czuła się dużo lepiej.
Shogo łyknął drugą pigułkę zaraz po niej. Nie wiedziała czego może się spodziewać, bo był to pierwszy raz gdy zapewne używała wyrobów tego źródła. Miała dostać niezłego kopa, czyli zapewne ten wybuch uczuć to jedynie przedsmak tego wszystkiego co ją czeka. Zaraz po tym jak odsunęła się od niego, mężczyzna zaczął mówić o hiszpańsku. Imponujące, nawet gdyby zaczął ją obrażać to ona i tak nie rozumiała by o co chodzi, bo akurat tego języka się nie miała okazji uczyć. Nie żeby zaniedbywała edukację! Wprost przeciwnie, ale najwyraźniej ten język nie był jej potrzebny, bo i tak za ciepłymi krajami nie przepadała.
Czarnowłosa również zaczęła podrygiwać w takt muzyki, którą słyszała w głowie. Zaczęła zgrabnie ruszać bioderkami i tańczyć bez żadnych oporów. Klimat udzielił się jej bardzo skutecznie. Vi bez oporów zdjęła buty, bo po prostu jej przeszkadzały, skoro miała taki dobry humor to czemu miała męczyć się w szpilkach. Wampirzyca ze swoją prędkością krwiopijcy zaczęła biegać po całej stacji - również po torach - czochrając swoje gęste jak smołą czarne włosy z uśmiechem na ustach. Może właśnie teraz na prawdę była wolna?
- Jak tu pięknie... - powiedziała z radością w głosie i spojrzała na Shogo. Vi czuła się jakby była w raju. Każdy, choćby najmniejszy bodziec dotykał ją ze zwiększoną siłą co na początku nieco otępiało jej zmysły, jednak później do wszystkiego się przyzwyczaiła i dopiero teraz czuła, że żyje w zgodzie ze światem. Wampirzyca słyszała, że mężczyzna coś mówił, jednak wszystko było takie ciekawe i piękne, że nie zareagowała.
- Mamy dużo czasu! Słońce to nasz przyjaciel! - powiedziała i zaczęła się śmiać. Może właśnie dzięki tej pigułce, Vi czuła ciepło słońca na twarzy? W jednej chwili czarnulka chciała tańczyć, w innej biegać, a potem jeszcze leżeć żeby źdźbła trawy muskały jej twarz.

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Pon Sie 26, 2013 9:43 pm

Hu hu ha, Vi nam może chyba oficjalnie dołączyć do hipisowskiego ruchu. Normalnie dziecię kwiat z niej teraz, aż miło popatrzeć. Tylko zaraz, on nie za bardzo miał jak patrzeć, ponieważ obraz mu się już totalnie rozmywał. Jakiś wielki, biście oczojebny kolorowy placek teraz miał przed oczami.
- Boom Ya! - zawołał gdzieś w przestrzeń, zaczynając tańczyć free Falla. You know, taki typ tanecznych podskoków do techników.  
- Here comes the BOOM! Move it, move it… - już tam zresztą nieważne co sobie bełkotał pod nosem, bo coś na pewno. W końcu jednał stanął jak wryty, ponieważ usłyszał świst i ostre jebnięcie. Aż padł na ziemię.
- Arrrrmagedon! - koniec świata? Ale, że już? Jebudup, właśnie jakiś kosmiczny kloc rozsadził zabudowaną cześć stacji. Jezujezujezu, padnij na ziemię, ziomeczku! Ne, pobrudzi się. Chociaż nie, kolejną fazą Armagedonu było trzęsienie ziemi. Jak więc zaczął mu grunt chybotać na lewo i prawo, ledwo był się w stanie na nogach utrzymać. W końcu jednak padł, zaczynając się czołgać przed siebie. Jebudubu! Kolejna kosmiczna bomba i huk co nie miara. Aż mu niemal bębenki pękły. - Ya dam, Ya dam wam wszystkim w piesy mać. - hpczszt, hpczszt, hpczszt, kolejne trzy meteory ogniste grzmotnęły o ziemię. No, ciekawe ma ten Shogo fantasmagorie. Ale przynajmniej ma co chłopak robić i z pewnością w najnowszych trendach postapokaliptycznych się odnalazł. Zupełnie oderwał się do tej realnej rzeczywistości, to na pewno. Może lepiej przez chwilę zostawić go w spokoju, niech się bawi już sam tymi klockami. A co w tym czasie robiła Vi? Ciężko strasznie było ją namierzyć, kiedy używała wampirzych mocy. Po jakimś czasie w okolicy rozległ się charakterystyczny, przeciągły gwizd. I to już nie był efekt wybujałej fantazji Nishiego. Po prostu ten najdalej ułożony tor kolejowy nadal był czynny i raz na kwartał przejedzie tędy jakaś lokomotywa. Nie zatrzyma się, bo przecież stacja była zupełnie nie do użytku, lecz pluć należało sobie w twarz, że akurat trafić musieli na ten zaszczytny dzień. Shogo jednak nadal grał swoją rolę podczas końca świata, nim sygnał dźwiękowy w oddali stał się na tyle wyraźny, aby doznał objawienia.  - Domino rulez, ale że pociąg? - potrząsnął gwałtownie głową, jak gdyby otrząsnąć chciał się na chwilę ze swoich majaków. Właściwie to miał to w dupie, lecz wnet zaraz przypomniał sobie, że sam tu nie jest. - Vi? Vi! VIIIII! - zawołał na całe gardło, chcąc ją tu jakoś przywołać. Na swój wzrok nie do końca był w tym stanie liczyć, a przecież nie chciał, aby nową szefową dzielni zmielił jakiś kolejowy kawał popykającego żelastwa. Wstał nawet, podpierając się chyba jakąś skrzynką i raz jeszcze zawołał za wampirzycą. Jest tu gdzieś? Czy może tam? Czy gdziekolwiek?
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Pon Sie 26, 2013 10:25 pm

Vei nie pamiętała czy w latach królowania dzieci kwiatów była jedną z nich czy też skłaniała się w innym kierunku ideologicznym. W sumie to teraz i tak nie była w stanie czegokolwiek sobie przypomnieć, bo jej umysł był zaprzątnięty zupełnie innymi rzeczami. Tyle piękna na świecie uderzyło w nią w tej jeden krótkiej chwili, a pomyśleć, że znajdowała się w obskurnej stacji metra, która była domem niezliczonej rzeczy szczurów i meneli. Shogo najwyraźniej naoglądał się filmów katastroficznych i po prostu teraz to na haju wychodziło. Czarnulka nie widziała meteorytów, więc nie padała na ziemię tak jak mężczyzna, który zaczął unikać wielkich odpadków galaktycznych. Coś tam jeszcze zaczął krzyczeć, ale dziewczyna patrzyła na niego tylko przez chwilę, bo jej głowa była zaprzątnięta niezliczoną ilością kolorów w przeróżnych kształtach. Dziewczyna biegała po całej stacji dotykając ścian i badając je dłońmi jak nowo narodzone dziecko, musiała przecież wszystko na nowo poznać, bo świat stanął dla niej na nowo otworem.
Czarnulka w pewnym momencie padła na ziemię i zaczęła patrzeć na asfalt, jakby coś do niej mówił. W pewnym momencie zaczęła nawet uderzać pięściami o podłogę i krzyczeć przeraźliwie, bardzo realistycznie;
- Zaczekaj! Zaraz po Ciebie przyjdę! - odpowiadała, jednak z jej podróży w głąb ziemi nic z tego, bo asfalt nie chciał współpracować. Zapewne po tym wszystkim i tak nie byłaby w stanie opowiedzieć co dokładnie widziała, cholera wie jak działa taka niepozorna czerwona pigułka, z samych otchłani piekła.
Wampirzyca biegała sobie po stacji i w pewnym momencie stanęła sobie na torach. Badała szyny bardzo dogłębnie, dotykając ich opuszkami palców i nasłuchując co mają jej do powiedzenia. Jednak w pewnym momencie ona również usłyszała przeciągły dźwięk, zapewne nadjeżdżającego pociąg podziemnego. Dziewczyna wciąż siedziała na torach i patrzyła na dwa światełka daleko mieniące się w ciemnościach tunelu. Śmiała się przy tym bardzo głośno, pokazując swoje kiełki. Jednak pociąg zaczął się niebezpiecznie zbliżać. A Veina w pewnym momencie usłyszała jak Shogo krzyczy zdrobniale jej imię. Miała mu krzyknąć, że zaraz przyjdzie, ale on tak zaczął histeryzować, że stwierdziła iż nie ma co.
Wampirzyca powoli bez żadnego stresu zeszła z torów i podeszła do Shogo, a tuż za nią przejechał pojazd, który nawet nie zaczął hamować. Najwyraźniej konduktor w ogóle nie zauważył postaci kobiety na swojej drodze. Dobrze, że wampir zareagował bo inaczej z kobiety została by zwykła miazga, a ona sama nawet nie była by tego świadoma. Trochę głupia śmierć, nie sądzicie?
Wampirzyca podeszła do mężczyzny i stanęła na przeciwko niego. Westchnęła bo była zawiedziona, że nie pozwolił jej na spotkanie ze świecącym przyjacielem. Ale jak widać ten nieco słaniał się na nogach, a powinien wziąć z niej przykład i położyć się na ziemi. Czarnowłosa padła na plecy i wpatrywała się w sufit.
- Czy Ty to widzisz?! Widzisz to?! - zaczęła krzyczeć jakby zobaczyła samą istotę niebieską i wyciągnęła ręce do góry żeby jej dotknąć. Niestety nie mogła sięgnąć.
- I bam! Bam! - wydarła się na cały budynek, a potem zaczęła tarzać się ze śmiechu po peronie. No na prawdę, jak dziecko. I to tylko mała pigułka, a tak w ogóle to ile to będzie jeszcze działać?

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Wto Sie 27, 2013 10:02 am

Hola señorita! Wypraszam sobie. Jak to domem dla ‘niezliczonej rzeszy szczurów i meneli’? Shogo wcale nie przypominał kogoś, kto ledwo co z kanałów się wypatoczył ani też nie zionęło od niego wódą na kilometr. I nie to, że może tu przychodzić każdy szczep brudów, bo Shogo każe płacić sobie ostry haracz za miejsce na ławeczce. Z czegoś trzeba żyć, wiadomka.  Ale jakby nie było, Nishi teraz czemu innemu uwagę poświęcał. Banię miał taką, że głowa mała, więc jak tu teraz Vi wypatrzyć. Uderzył się więc z plaskacza w twarz, bo może dzięki temu obraz mu się trochę wykrystalizuje, ale dupa i dno wielkie. Tylko jeszcze większe helikoptery zaczęły na jego mózgu lądować, więc przeszedł się wzdłuż peronu polegając na swym węchu i jakoś tak trochę się do właściwego miejsca zbliżył. Nawet jakaś ciemna plama mu się pojawiła przed nosem, którą odgonić ręką chciał sądząc, że to znowu jakieś majaki, ale ta paskuda się nie dała. Potem jakoś tak wytrybił, że to jego zguba się właśnie znalazła. Rzucił więc duży look i omal serce mu w gardle nie stanęło. Przecież ta lokomośka zaraz z niej czerwoną papkę zostawi! Się zebrało kobiecince na małe co nieco z torami, no. Z tego wszystkiego aż mu trochę fazy wyparowało i obraz w oczętach się nieco poprawił. Normalnie sam by ją zaraz za fraki stamtąd wyciągnął, lecz w ostatnim momencie Vi tak zwyczajnie sobie z nich zeszła. Ostatnim najostatetniejszym, kruca fuck, zwariowała!
- Baka… - syknął pod nosem, bo przecież właśnie jeden siwy włos przez nią na jego boskiej czuprynie się pojawił. Taka skaza, nieładnie. Będzie mu płaciła za farbowanie, jak nic. Jeszcze zawiedzioną minkę mu posłała, myślałby kto. Później jednak Vi jakieś kolejne cudawianki zaczęła spostrzegać i z pewnością tą niebiańską istotą był właśnie Shogo, który z nieogarniętą miną właśnie pochylał się nad nią i brwi nieco unosił. Pewnie, że nie mogła sięgnąć, skoro on stał, a ona leżała. Przecież Nishi się idealnie na anielskie nasienie nadaje, tylko skrzydła mu dorobić, piórka gdzieniegdzie powsadzać i jak znalazł. Cherubinek taki z niego, że mała bania.
- Comito engo slum.. myślę więc widzę. - rzekł bardzo błyskotliwie i legnął więc i on, na plecy się przewalając. Zaczął wyglądać sobie tych stworów, które Vi chciała mu pokazać i z pewnością coś tam zobaczył. Niekoniecznie to samo co ona, ale te jego dziwy zapewne niemniejsze wrażenie robiły. Później natomiast czarna już śmiać się jak ten opętaniec zaczęła, co znaczy, że faza jej właśnie kulminacyjny szczyt osiągnęła. Potem zapewne odczuje błogość, rozluźnienie, a na samym końcu senność. Taką mega mega senność, że przez bite dwie doby nawet może spać. Dał jej w końcu dobry towar, ale na śrenio łatwym poziomie przyswajania, żeby aż tak bardzo mu nie odjechała, bo w przypadku wampirów to może się bardzo źle skończyć. Są wtedy jak żywe maszyny do seksu i zabijania, serialnie. Sieka taka, że niewiadomo gdzie oczy i rzęsy schować.
- Dobra maleńka, chono tu do mnie… - powiedział po jakimś czasie, do siadu się podnosząc i starając się jakoś tego sturlanego dziamdziaka na ręce wziąć. Czas najwyższy, żeby jakieś legowisko jej zapewnił, zanim niedźwiedzim snem mu odpłynie. Nishi już wprawiony chochoł, więc trzymał się dobrze. Pytać o miejsce zamieszkania chyba nie było sensu, ale może odnalazłby jej torebkę i tam czegoś poszukał. Jakiś adres na dowodzie, wizytówka, karteczka z namiarem dla hydraulika bo rura pękła, karta członkowska z siłowni, czy coś. Przydałoby się.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Wto Sie 27, 2013 11:43 am

Chodziło o innych, Shogo był tym eleganckim przedstawicielem społeczności ulicznej i do niego nic nie miała. Aczkolwiek jeśli ktoś chce spokojnie przejść ulicą po zmroku to może spodziewać się, że zza bloku osiedla wyskoczy mu zakapturzona postać z dość nieczystymi zamiarami. Ludzie dziewczyny boją się takich osobników, jednak nie Vi. Przecież była wampirem i takie spadki na margines chyba nie miały ochoty z nią zadzierać, to zapewne źle by się dla nich skończyło. I to zapewne jest główny powód złej reputacji ludzi bez domu i nie cieszącej się sławą pustki, która panowała w pustostanach, które zostają po jakimś czasie zajmowane przez właśnie takich ludzi.
Shogo całkiem nieźle radził sobie z identyfikowaniem przedmiotów stojących przed nim i będących potencjalnym zagrożeniem. Wampir aż tak się poświęcał by znaleźć wampirzycę i ewentualnie uchronić ją przed spotkaniem pierwszego stopnia z przodem lokomotywy. Na szczęście jego krzyki w porę spowodowały to iż dziewczyna zeszła z torów. A konduktor cham nawet nie próbował hamować! Wiecie co, znieczulica, a gdyby tak w nią walnął? Pomimo tego, że jest krwiopijcą to nie zostałoby z niej zbyt wiele, a taka śmierć jest upokarzająca.
Wampirzyca dała sobie jakoś radę i teraz podobno miała osiągnąć punkt kulminacyjny działania pigułki. Towar na pewno był pierwsza klasa, bo gdyby znajdowały się w mi jakieś nieczystości to również zapewne nie byłoby jej tak wesoło, a wręcz boleśnie. Póki co czuła się dobrze, a jej wampirze ciałko dobrze znosiło wszelkie skutki tego wybryku jakim było wzięcie tabletki nieznanego pochodzenia. Gdy Veina skończyła się turlać po ziemi, została zatrzymana przez Shogo, który najwyraźniej chciał zrobić z siebie żywe legowisko by czarnulka mogła odpocząć po tym jak w jej organizmie aż gotowało się od nadmiaru energii.
- A tu jesteś! - powiedziała i wyszczerzyła się w jego stronę. Humor ciągle jej dopisywał, jak nigdy. Takie substancje wreszcie wyzwalały w niej prawdziwe szczęście i wolność. Czarnowłosa znowu zaczęła się kręcić, bo w jednej pozycji było jej bardzo niewygodnie. Cóż, wampir mógł dalej szukać torebki, ale dziewczyna jej przy sobie nie miała, bo z założenia wychodziła, że niewygodnie mieć jakiś bagaż gdy idzie się na polowanie - trochę z tą kolacją jej nie wyszło. Ale pod wpływem dobrego humoru, który zawładnął całym jej ciałem, Vei stwierdziła, że da mu numer do siebie. Oczywiście wszystko miała w swojej kurtce, która wiele wycierpiała będąc na wampirzycy w momencie turlania się po całym peronie. Czarnulka niezgrabnie podniosła się do pozycji siedzącej i zaczęła szukać czegoś w jednej z bocznych kieszeni skórzanej kurtki. Gdy wreszcie wygramoliła dłoń ze środka w jej paluszkach znajdował się mały długopis. Wampirzyca położyła się na ziemi na brzuchu i poczołgała kilka centymetrów do Shogo, który siedział na ziemi.
- A pokaż co tam masz! - powiedziała i z wielkim wyszczerzem rozpięła mu bluzę, pod którą już nie miał podkoszulki, gdyż honorowo poświęcił ją na opatrzenie rany dziewoi. Vei zaczęła tykać jego tors palcem, ale później zdecydowała się przejść do sedna, a mianowicie zapisania numeru telefonu na brzuchu mężczyzny. Do tego celu użyła długopisu i powoli z wyciągniętym jęzorem zaczęła pisać cyfry na skórze. Ręka jej się nie trzęsła, więc były czytelne, jednak to cud, że pamiętała swój numer telefonu, bo zapewne nie pomyliła go z numerem do pizzeri. Gdy skończyła, schowała przedmiot zbrodni z powrotem do kurtki. Wtedy właśnie poczuła lekką senność. Usiadła spokojnie i zaczęła macać swoje czarne jak smoła włosy. Zbierało jej się na ziewanie, ale nie była pewna czy zostać tutaj i popatrzeć na te wszystkie kolory otaczające ją czy może zebrać się i doczołgać do domu.

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Wto Sie 27, 2013 2:42 pm

No to sobie poszukał, ta. Bywa. Jest więc zwolniony z obowiązku dostarczenia swego dziewczęcia do jej leża, będzie mógł się w takim razie dłużej pobyczyć nic nie robiąc. Albo pójdzie gdzieś na jakiś kolejny wypizdówek, tam swoją nową dziuplę do spania zakładając. Stacja ze względu na burdel jego autorstwa tymczasowo wypada z kultowej roli jego żerowiska. Może wróci, jak ktoś tu coś niecoś uprzątnie.
- Nic nie mam! Jestem niewinny! - zawołał zaraz, ponieważ okrzyk Vi odczytał jako groźbę przetrzepania mu kieszeni. Oooo jezujezujezu, lepiej, żeby nikt nie widział co on tam takiego ze sobą nosi, ponieważ mogłoby być źle. Nie mówiąc już o jeszcze paru tabsach, które drogo po rynku chodzą. Opędzlować je idzie za okrągłe sumki, bez ściemy. - Ale co… pamiętaj, że jestem nieletni! - tak nie do końca w sumie, ale nieważne. zip, już zameczek rozstał rozpięty i jego klata obnażona tak bezczelnie została. Pewnie, że tylko zgrywał niedotykalskiego, ponieważ przeciw tym drobnym Veinowym paluszkom nic nie miał. Chociaż wiesz jak to jest, niby ma wielkiego SWAGA na czole, ale z drugiej strony może rzeczywiście skrywa mroczne tajemnice jak na przykład Caligynephobia? To jest to! Fobia przed pięknymi kobietami. Może stąd ten podświadomy niepokój towarzyszący mu w kontaktach z Vi, a przedtem z Hach. Huhu ha, dobrze, bardzo dobrze. Gdyby ta wersja została potwierdzona, byłyby mistrzem pozorantów. No bo jakby tak się temu przyjrzeć bliżej, miałoby to sens. Chciał mieć Vi za dziewczynę głównie po to, aby fejsika móc zaktualizować. Dzięki temu ten młody bóg w końcu będzie miał święty spokój od napierających na niego ziomalek z dzielni, które przecież też niczego sobie. Ani on przecież się do czarnej nie dobierał ani też macać nie próbował, nawet na bani. A wiadomo, że ludziom na prochach tylko parzenie i kopulacje w głowie, ponieważ popęd seksualny się wtedy dwoi i troi. No sorry heloł! Coś z nim nie tak być musiało, aye? Vi w końcu to chodząca seksbomba. Ale to tylko takie tam nieśmiałe sugestie bacząc na to, że po coś w takich spelunach żeruje, a że jako facet swoje potrzeby ma, to może po prostu szuka kobiet, ale tych mniej ładnych. Wiadomo, respekt na dzielni bardzo łatwo stracić poprzez zadawanie się z kim popadnie, więc musiałby być wtedy bardzo ostrożny. Woah! Normalnie teoria spiskowa że palce lizać mi wyszła, no nie? W każdym razie numer telefonu dostał, tylko miał nadzieję, że jak kiedyś z niego skorzysta, to nie odbierze pan Zbysio ogrodnik z jednym złotym zębem na przedzie.  
- Ja cię normalnie kiedyś za żoncię wezmę… - powiedział sobie wesół, mętnym wzrokiem Veinową twarzyczkę opatulając. Potem już jednak pac na beton. Zmęczonyś ziomek, no ja wiem. Odpocznij więc sobie, jak dobrze pójdzie, to żaden łowca ani nic z tych rzeczy cię nie zgarnie, skoro masz tu teraz przeleżeć te parę dób, energię zbierając. Zgadza się, mops był z niego okrutny, potrafi zasnąć i długo się nie obudzić. W końcu skądś ten swój wigor brać musi, skoro szefostwem swojej gangsty paradise się zajmuje.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Wto Sie 27, 2013 3:08 pm

Na szczęście Veina miała lepsze rzeczy do roboty niż przeszukiwanie kieszeni chłopaka i ewentualne sprzątnięcie ich z nieprzydatnych dla niego przedmiotów. Nie, nigdy nie kradła to i na haju jakoś nie miała ochoty. Jej niecny plan został wprowadzony w życie, w skutek czego Shogo miał na brzuchu jej numer telefonu zapisany cudem znalezionym długopisem. Na szczęście pigułka nie wyprała jej mózgu, więc po ciężkim skupieniu przypomniała sobie właściwy numer, zatem mężczyzna może być pewny, że nie dodzwoni się do kosmetyczki czy innego hydraulika, zapewne tak samo ponętnego jak wampirzyca.
Czarnowłosa jeśli byłaby w pełnej kondycji umysłowej zapewne nie uwierzyłaby, że wampir cierpi na strach przed pięknymi kobietami o okropnie długiej i dziwnej nazwie, z resztą jak chyba wszystkie fobie. Jakby lekarze posługując się łaciną nie mogli wymyślić nieco łatwiejszych nazw by normalny człowiek mógł je zapamiętać. Teraz to na prawdę tylko szczerze współczuć studentom medycyny.
Skoro już miał ten status zaktualizowany do Vei przestała być jego dziewczyną? No wiecie co, co za samolub! Istnieje możliwość, że jego trupa mu nie uwierzy, że chodzi z taką piękną lalunią. A gdyby był grzeczny to może nawet wampirzyca przeszła by się z nim po dzielni i gdyby jego kumple zobaczyli ich razem to dopiero by uwierzyli, że Shogo na prawdę wyrwał taką śliczną czarnulkę. Może nawet byłaby zdolna to dla niego zrobić w podziękowaniu za ten dobry towar, który jej sprezentował. Właściwie to mogłaby od niego kupować podobne rzeczy na wynos, żeby potem mogła się zabawiać ze znajomymi. Póki co nie odczuwała żadnych skutków ubocznych, a jedynie same zalety kolorowej tabletki. Wreszcie poczuła, że może wszystko, a pomoże jej w tym zgodność ze światem i naturą, którą bezpośrednio odczuwała. Mężczyzna był już obeznany w temacie wszelakich środków, więc wiedział, że faza powoli się kończyła i teraz obydwoje powinni paść na twarze i spać kilka dobrych godzin by zregenerować ciało jak i umysł po tych wyczerpujących oraz przyjemnych, wspólnych momentach.
Veina gdy już zakończyła zostawianie pamiątki po sobie na Shogo, zrobiła się senna, a widząc jak chłopak sam padł na ziemię ze zmęczenia, zaczęła ziewać. Poprawiła sobie włosy na tyle ile mogła i wygodnie ułożyła swoją czarną główkę na torsie Shogo, co prawda twarzą tyłem do niego. Był bardzo wygodny, a jakoś beton nie zachęcał do bliższego spotkania.
- Tylko kup mi pierścionek. - powiedziała zasypiając i ziewając ostatni raz. Po tym jej oczka się zamknęły, a wampirzyca mogła spokojnie odpocząć. Zapewne nie będzie spała długo, bo nie było na ziemi zbyt wygodnie. Ona musiała przejść się do swojego mieszkanka i legnąć w wielkim łóżku z niezliczoną ilością poduszek. Gdy już zasnęła, chyba nic jej się nie śniło. Jej wyobraźnia zbyt wiele dzisiaj wycierpiała. Vei obudzi się za chwilę i bardzo ładnie podziękuję Shogo, zapewne udając się do domku.

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Wto Sie 27, 2013 6:08 pm

Jak to przestała być jego dziewczyną? Huhu, chciałaby dusza do raju, aye aye. Ta szelma tak łatwo Vi nie odpuści i z pewnością odbije sobie ten siwy włos. Nie jeden zresztą! Jak już sobie kogoś znajdzie do towarzystwa, to lepiej od razu lot do Honolulu sobie bukować, ponieważ to jest jedyne miejsce, gdzie się nie zapuści w tropieniu swojej ofiary. Ale lepiej nie pytać, dlaczego, ponieważ oskarżony zostanie o brak kolejnej klepki. No chodzi o to w każdym razie, że prędzej włoży ten sztywniarski smoking niż da się wyrolować od raz danego mu słowa. Się zgodziła, to teraz ma. Pierścionek? Pomyślmy. To oznacza, że trzeba będzie przestudiować jego finanse. Haracze polecą do góry, zwiększenie liczby pożyczek, których nigdy nie spłaca i może jakiś mały skok na bank, żeby na huczne weselicho zostało. Pasuje. Ustalone więc. Tylko wiesz, ślub robimy na jego dzielni, a kapliczka będzie obtoczona akolitami wyznającymi Sholaizm. Tak! Jest taka religia! Nie wciskam kitu, niech Vi zapyta któregoś okolicznego cepa. Nawet kapliczka jest wzniesiona na jego cześć, on ją tam kiedyś zaprowadzi, bez żartów. Tylko czasem ci sekciarze z krzyżem na czole naloty na nich robią, ale wtedy to już stosy płoną, bo jak tak można bezczelnie bezcześcić jego własne miejsce kultu. No i jeszcze wstrzymałbym swój entuzjazm co do tej wersji, że ‘Vei obudzi się za chwilę i bardzo ładnie podziękuję Shogo, zapewne udając się do domku’. Takie rzeczy to tylko w erze. Trzeba było od razu zmiatać stąd, póki Nishi został ubezwłasnowolniony przez sen, ponieważ kolo nie jest mistrzem Happy Endów. Póki co jednak oboje spali sobie całkiem grzecznie i treściwie, Shogo na Veinie a Veina na Shogo. Chociaż nie, to pierwsze raczej odpada, no ale tam przejęzyczenie takie. Spokojnie się w ogóle zrobiło. Nawet świerszcze było słychać, baraszkujące gdzieś tam w głęboko w trawie. W ten sposób minęła im pierwsza godzina. A potem kolejna i potęga jeszcze kolejnej. Potęga natomiast nie byle jaka, bo kwadratowa, a potem na deser sześcian do tej poprzedniej.  Długo w każdym razie, ponieważ tors szefa dzielni był zbyt wygodny, aby tak po krótkiej drzemcie się obudzić. Był lepszy niż to całe stado poduszek, które wampirzyca składa gdzieś tam w tym swoim nieprzyzwoicie drogim apartamencie. Chyba będzie musiał kiedyś zrobić jej nalot i parę zakosić, tak przy okazji. W końcu powinna dbać o tę swoją nową, uliczną sforę, no nie? Ale do sedna. Kiedy to ponownie księżyc obrócił już całe okrążenie i ponownie wszedł na horyzont, Shogo zaczął dziwnie drżeć. Z zimna. Teoretycznie wampiry nie marzną, lecz on naprawdę zaczął się chromolić i zgrzytać zębami, jak gdyby właśnie zamrażano go w lodowcu. Później natomiast coś łupnęło pod jego czaszką, jak gdyby ktoś dwoma kamieniami ściskał mu ją w środku. Energia w nim wzbierała. Ciepło. Ciepło. Potrzebował ciepła. Gorąca. OGNIA! Jak się więc wyrwał, to jeńców nie brał.
- ZOSTAW! - zawył w całym swym basotwórczym polocie, bezwiednie potężną kulę ognia ciskając przed siebie. Trafił akurat w zdezelowaną lokomotywę, w której nadal nieopróżnione były zbiorniki z płynami. Szczelne zaś nie były, jak więc huknęło, to co wrażliwszym mogło bębenki pozrywać. Fala gorąca rozniosła się po średnicy kilkudziesięciu metrów, a sam Shogo mokry od potu, patrzył na to wszystko pustym wzrokiem. Po chwili płomienie przedostały się na kolejne wagony, gdzie zdążyło się nazbierać różne łatwopalne śmieci. Kolejny wybuch. Iskry zaprószyły nasmolony jakąś sklejką dach peronu. Nishi nadal jednak był nieobecny. Co z nim na wuja pana nie tak?!
- Zimno…
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Wto Sie 27, 2013 6:36 pm

Jeśli Vei miałaby uciekać do Honolulu jak proponuje Shogo, no to on już o tym wiedział, zatem to miejsce odpadało. Wybrałaby coś na antypodach, bo przecież ją stać, ale póki co nie miała powodu by uciekać przed Shogo. Jakoś za skórę jej nie zalazł, ona jemu również nie, najwyżej teraz może stać się coś nieoczekiwanego co diametralnie zmieni ich wzajemne podejście do siebie.
A do co ślubu... Yyy, można z tym jeszcze poczekać trochę, prawda? Po za tym weźmy pod uwagę fakt, że mężczyzna mówił o nim pod wpływem niebieskiej tabletki, a Vei napomknęła o pierścionku pod wpływem ten czerwonej, zatem czy jest sens planować już wystrój.. dworca? Nie wątpię, że Shogo zaprosiłby całą swoją brać, bo ewentualnej żonie by to na pewno nie przeszkadzało. Jaka religia? Tyle ich teraz było, że nie można zliczyć nowych i co raz to z dziwniejszymi bożkami oraz tradycjami. Ostatnio zalegalizowano pastafarianizm, ciekawa religia, jednak wyznawcom nie jest do twarzy z durszlakami. Na szczęście czarnowłosa była wolna od wszelakich wpływów religijnych na nią, jakoś dawało sobie radę bez bezgranicznego zaufania do rzeczonych bożków i spowiadania się ze swoich grzechów - za dużo by ich było, a przecież normalny człowiek nie miałby czasu wysłuchiwać ich codziennie. Wracając do tematu..
W sumie to czarnowłosa bardzo chętnie zaprosiłaby Shogo do siebie, jakoś musi mu się odwdzięczyć za dobry towar. I niech facet weźmie sobie poduszki, jej jakoś to nie za bardzo przeszkadza.
Czarnulka spała sobie w najlepsze, śniąc zapewne o jednorożcach, które można doić, a one w zajebiście magiczny sposób dają mleko truskawkowe. Co prawda jej zachowanie nie wskazywało na to żeby towar Shogo jeszcze działał, jednak najwyraźniej jej wyobraźnia jeszcze nie doszła do siebie po tym gwałcie na jej naturalne działanie. Zapewne jej błoga drzemka trwałaby jeszcze jakiś czas, ale obudził ja krzyk i diametralna zmiana położenia jej poduszki vel. torsu blondyna. Wampirzyca została zrzucona przez co od razu odzyskała świadomość.
- Ej.. daj sobie siana. - powiedziała, dopiero budząc się ze snu i poprawiając włosy. Dopiero gdy przez pół-zamknięte powieki zobaczyła, że lokomotywa zaczęła się palić za sprawą dziwnego wybuchu z rąk Shogo, została trochę ocucona. Patrzyła na jarającą się maszynę, a później swój wzrok przeniosła na mężczyznę. To dość dziwne, że chłopakowi jest zimno, skoro był wampirem i normalne było, że jego organizmu utrzymywał niską temperaturę.
- Co jest? - zapytała z nieco zamglonym wzrokiem. Nie ogarnęła czy zrobił to przypadkowo, chyba tak. Jednak trzeba było stwierdzić, że nie robiło się tutaj miło. Jednak wampirzyca nie przepadała za ogniem, ot tak, prawda. Dlatego już po otrzepaniu swojej kurtki, Vi wstała z ziemi, patrząc na Shogo.
- Zaraz Ci nie będzie zimno, gdy to wybuchnie. Nie sądzisz, że czas się stąd ulatniać? - zapytała. Dobrze byłoby wylądować w swojej wannie z ciepłą wodą, a taki właśnie zamiar miała czarnulka - powoli odejść sobie by nie zwrócić niczyjej uwagi. Nie była to najciekawsza dzielnica, za dużo tu patroli niepotrzebnych ludzi.

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Wto Sie 27, 2013 7:56 pm

Aye, aye, spokojna głowa, Nishi młody duch jeszcze, nie takie rzeczy mu w czerepie kołatają. Pewne wizje z przymrużeniem oka należy traktować, to podstawowa zasada przy obcowaniu z Shogo. W aktualnym stadium dziewczyna mu w zupełności wystarczy. Tak nawet tylko dla picu, lecz on oczywiście odgrywać będzie rolę jak najbardziej wiarygodnego faceta Vi. Nie ma lipy, jak to hardkorowy koksu powiada.  Z tym zapraszaniem do siebie wampirzyca też niech się lepiej nie spieszy, ponieważ Shogo szybko zadomawia się w nowych miejscach. Może więc lepiej było dać mu się spokojnie szwendać po ulicy razem z tą swoją gangstą, ponieważ wydawało się, że nawet nieźle zaadaptował się w nowym środowisku. Bezpieczniej więc było nie dokarmiać trolla. Co do kultu, to przecież jest tyle fantastycznych wyznań. Dyskordianizm, Latający Potwór Spaghetii, przecież ten należący do Nishiego byłby zrobiony z jeszcze większym jajem, dlatego może nawet i Veina dałaby się wkręcić. Atrakcji co nie miara, w gwarancji za członkostwo rzecz jasna. Kończmy jednak te wywody i powróćmy do świeżo ochrzczonego cherubinka. Shogo to był taki w sumie pocieszny wariat, jednak posiadał swoją ciemniejszą stronę jestestwa. Nie przeczyta się o nich w jego autobiografii, nie wyciągnie od jego najbliższych ziomeczków, są one zakopane bardzo głęboko w nim i niespecjalnie kwapił się też, aby wyciągać je na światło dziennie. W końcu każdy ma za sobą jakąś historię, mniejszą czy większą, więc ze świecą szukać tych, którzy nie mają za uszami żadnych niezasklepionych wątków. Vi więc mogła zapalić się kolejna lampka awaryjna, że może lepiej zakończyć już igraszki z tym oto tu hultajem, gdyż widocznie właśnie ma on ostry zjazd. Może po prochach, w końcu zanim pojawił się na stacji czymś się już nafaszerował. Człowiek puzzle normalnie, jak poskładasz je wszystkie, wygrywasz nagrodę. Shogo więc nadal miał paskudne drgawki i przyglądał się coraz dalej sięgającym płomieniom.
- Taa… lepiej idź… - zadarł głowę do góry, spoglądając jak liżący dach ogień spopiela jego świeżo przywłaszczone lokum. On musiał jeszcze chwilę zostać. Po wuj właściwie, ale nie wykazywał jeszcze żadnych objawów kogoś, kto zdaje sobie sprawę z tego, że złota zasada ’z prochu powstałeś i w proch się obrócisz’ może zostać wcielona w życie. Opadł w końcu z powrotem na beton i ze zmrużonymi oczami obserwował piękne widowisko. Huston, zgłoś się. Huston! Dupa blada. Chwilę potem jednak jego nozdrzy dotarł bardzo nieprzyjemny zapach. Znał go. Ostatnim razem kiedy go czuł, to.. to.. zatrybił… o kurwa. Jak się wyrwał, to Vi nie zdążyła nawet okiem mrugnąć, kiedy znalazła się jakieś trzysta metrów dalej. Dokładnie w tym momencie jebutnął stary system grzewczy, a z nim reszta stacji. Shogo puścił czarną, którą wcześniej na bezczelna złapał i ze swej mocy skorzystał. Z oddali słychać już było wycie syren strażackich.
- Bo wiesz, takie pożegnanie żeby z fajerwerkami było, no… - mruknął przecierając twarz i grzywę, ponieważ dopiero teraz zaczynał wracać na ziemię. Niemrawo tłumaczyć się zaczął, bo jak tu teraz nadać temu wszystkiemu sens.
Powrót do góry Go down
Veina

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1055-veina#14110 http://vampireknight.forumpl.net/t1146-veina#17420 http://vampireknight.forumpl.net/t2772-veina#59123 http://vampireknight.forumpl.net/t2774-apartament-veiny#59851
Zarejestrował/a : 17/06/2013
Liczba postów : 334


PisanieTemat: Re: Opuszczona stacja kolejowa   Wto Sie 27, 2013 8:13 pm

Nawet gdyby próbował się zadomowić, zapewne pozwoliłaby mu zamieszkać wraz z nią na kilka dni, ale później gdyby nie chciał opuścić jej mieszkanka to jakoś dałaby sobie radę z natrętnym lokatorem, ona również miała na to sposoby.
Cherubinek nie był z niego idealny, czy lepszym określeniem nie byłby diabełek? Ona już znała wiele takich egzemplarzy, które na początku byłby niczym anioły wcielone, a potem dopiero wychodziła z nich prawdziwa natura. Czyżby Shogo nie był jednym z nich? Czarnowłosa nie miała problemu z towarzystwem mężczyzny. Spodobał jej się charakterek blondyna, pomógł jej wyzwolić swoją radosną stronę, tę która pozwala jej cieszyć się życiem. Nawet nie chodziło jedynie o sam towar, który on przyniósł, a o tym, że sam wampir obdarował ją pozytywną energią. Na pewno będzie chciała się z nim spotkać jeszcze raz, bo dlaczego nie mieliby się jakoś znowu razem zabawić? Nawet bez dragów, daliby radę, bo to taka oryginalna parka. Dobrze, że Shogo wbrew swoim zapewnieniom nie był nieletni - Vi mogła by mieć problemy z prawem, ale skoro dzieciak i tak był już tak zdemoralizowany to jej nie groziłoby tyle na ile na prawdę powinna zostać ukarana.
Widowisko zapewne imponujące, jednak zaczynało być niebezpiecznie zważywszy na te płomienie, które zaczynały obejmować dach i większość konstrukcji budynku. Krwiopijcy nie przepadali za ogniem, cholerny żywioł, który jako jeden z nielicznych mógł zakończyć ich nienaturalnie wieloletni żywot. Veina zaczęła się wycofywać do wyjścia, słysząc syrenę wozu strażackiego. Shogo gdy wreszcie nieco pozbył się otępienia, ogarnął sytuację i także postanowił się stąd ulotnić.
- No, potrafisz się żegnać. - powiedziała z przekornym uśmiechem. Mogła ruszać powoli, bo jej mózg wracał do siebie.
- To do zobaczenia. Zadzwoń. - odparła na koniec i poklepała Shogo po brzuchu, na którym widniał jej numer telefonu, po czym wampirzym tempem ulotniła się z budynku, zanim straż pożarna przybyła na miejsce. Oby Shogo zrobił to samo.

[zt]

_________________
"In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes"





Powrót do góry Go down
 
Opuszczona stacja kolejowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next
 Similar topics
-
» Opuszczona stacja kolejowa
» Stacja kolejowa w Hogsmeade
» Stacja kolejowa
» Stacja kolejowa
» Stacja kolejowa Hogsmeade

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE)-
Skocz do: