IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Czarna Śmierć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Hawthorne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3422-hawthorne
Zarejestrował/a : 28/07/2017
Liczba postów : 13


PisanieTemat: Czarna Śmierć   Pon Lip 31, 2017 4:41 pm

Na opustoszałej uliczce mocniej zawiało wytrącając tym samym Felixa z równowagi. Szarpnął gwałtownie za poły płaszcza, nieprzyjemnym nawykiem splunął na ziemię patrząc z zmęczeniem dookoła, chcąc tylko znaleźć jakiegoś bogu ducha winnemu człowieka. Jeden w tę czy tamtą stronę, co za różnica? Teraz, dzień w dzień, i tak wszyscy giną setkami, a lokalne wampiry urządzają sobie krwawe uczty, jakby to przyszedł ich dzień panowania nad światem. Aż chciałoby się powiedzieć, nic bardziej mylnego…, ale wcale by się nie zdziwił, gdyby jakieś starożytne szychy stały za tym wszystkim, dając pokaz swojej rozpuście, lekkości destrukcji i ogólnie pojętej nienawiści do wszystkiego co żywe. Najważniejsze jednak było to, że wampiry na epidemię były odporne jak na wszystko inne, ale to z kolei wcale nie oznaczało równie łatwej obrony lokalnych interesów, a jego kochany brat znając ten fakt wysłał właśnie go, Felixa, do zachodniej ziemi skażonej by zajął się ochroną dóbr rodowych.

Na pierwszą myśl o tym wszystkim nawet wpadł w swojego rodzaju szczęście. Nie będzie już tym kafarem, okrutnikiem i egzekutorem… będzie mógł zobaczyć jak ten zawszony Paryż zmienił się w ciągu ostatniego stulecia, sprawdzić jak bardzo ludzie zdążyli tu zmądrzeć i faktycznie skonfrontować rzeczywistość, czy wschód stał się tak bardzo barbarzyński i dziki, zwłaszcza, że sam miał dość greckiej kultury, która otaczała go z każdej możliwej strony. I tym razem niestety powiedzieć można by było, nic bardziej mylnego. Po tym jak młody Karol przekazał mu oficjalne rozkazy, wieści i potrzebne do wykonania roboty informacje, Felix o mało byłby go nie pobił… najwidoczniej okrutność i brutalność wchodziła mu w krew, albo raczej z krwi tej dopiero się budziła. Co najgorsze, sam Drakula nie mógł zaprzeczyć, zmienić sposobu pracy a co dopiero odmówić, takim właśnie to szacunkiem Vlad, jego brat, się w rodzinnych stronach cieszył. A jakiekolwiek zająkniecie się na ten temat mogłoby tylko sprawić, że skończyłby w zabitej gwoździami trumnie, a to i tak byłby wariant ze wszech miar pozytywny. I tak też, z krwią na rękach, z krwią na zębach i z krwią przepełniająca jego źrenice kontynuował makabrę, którą Vlad zwałby po prostu – utrzymaniem porządku i stabilności.

Pokonał jeszcze trzy przecznice na prawym brzegu Sekwany, pchnął ramieniem jakiegoś jegomościa klnąc przy tym soczyście po francusku, żeby ten uważał, jak się panoszy i uderzając barkiem drzwi wtargnął do mieszkania Gerharda. Sam gospodarz jakby tylko czekając na ten moment, pojawił się znikąd z świecą w dłoni, usiadł przy głównym stole i wyrzucił za pazuchy na sam środek blatu kilkanaście różnorodnych papierów, które natychmiast skupiły jego całą uwagę. Zanim sam Felix zdążył usiąść przy stole, w pozostających w ciemnościach schodach zdążył zadziać się obłęd, któremu siedząca dwójka  nie poświeciła za dużej uwagi. To tutejsi ochroniarze zrzucili przetrzebionego wampira z samej góry, jeszcze bardziej brudząc całe drewno posoką… wprowadzając Felixa w jeszcze większe zirytowanie.


Ostatnio zmieniony przez Hawthorne dnia Pią Sie 04, 2017 11:57 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Black

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1295-black http://vampireknight.forumpl.net/t3386-blacksonka#72651 http://vampireknight.forumpl.net/t3363-black#71993
Zarejestrował/a : 28/11/2013
Liczba postów : 94


PisanieTemat: Re: Czarna Śmierć   Pon Lip 31, 2017 7:42 pm

Kap..kap...kap... dokładnie czuła każdą kroplę deszczu na swoim ciele, tak jakby ktoś sprawił, że każdy bodziec jaki odczuwa jest teraz wyraźniejszy. Nie tylko to było nienaturalne, stała się o wiele silniejsza, szybsza, wytrzymalsza tylko promienie słońca jak niegdyś tak wspaniałe teraz stawały się igłami dla jej małego ciała. I to cholerne pragnienie krwi, tej cudownej cieczy która dawała życie innym. Pragnęła jej, całe jej istnienie, cały jej umysł był podsycany tym chorym pragnieniem. Nie chciała temu ulegać, temu nieustającemu pragnieniu. Nim się spostrzegła klęczała nad wpółmartwą kobietą.
Znowu to zrobiła, znowu nie udało się jej zapanować nad swoją rządzą, znowu pozbawiła kolejną osobę daru życia, tylko dlatego by chwilowo zaspokoić swój głód. Była przerażona z powodu tego czym się stała. Jednak z drugiej strony coś ją fascynował w tym nowym aczkolwiek nierealnym życiu. Strach który wzbudzała w ludziach dawał jej pewną dozę satysfakcji, ulgi czy spokoju. Już nikt jej nie pchnie, nikt jej nie dotknie bez jej zgody, nikt nie skrzywdzi...a jeśli spróbuje? Pozna jej nowe mniej ludzkie oblicze.
Tylko ten nieustający głód sprawiał, że czuła się jak wiecznie zaspokojony obżartuch, któremu wiecznie mało. Początkowo atakowała bezmyślnie, byle zaspokoić swój głód, jednak nie było to dobre. Ludzie zaczęli być bardziej ostrożni, policja zaczęła patrole nocne w większych gronach. Nie było już to tak bezpieczne, jak sobie zdawała. Musiała jednak zaspokajać nadal swoje chore pragnienia krwi, dlatego zaczęła atakować kobiety. I tylko te, które nie były z tych co to jak to się mówi? „wyglądają ładnie po paru kieliszkach wina”, tym sposobem chciała zwalić winę jakoby atakującym miałby być w większych procentach osobnik płci męskiej.
Tej bezbarwniej i cichej nocy również opuściła ruderę, która zamieszkiwała. Jak co noc była opleciona w jedyny płaszcz jaki zdobyła. Był dość sporych rozmiarów, dlatego staranie ukrywał nadmierne braki w normalnym ubiorze. Po „narodzinach”, jakoś nie przejmowała się brakiem odzienia. Nie przytrafiło się jej kroczyć między ludźmi w biały dzień, w nocy zaś nikt nie przykładał do tego dużej miary, gdyż ciekawskie oczy na ulicach kryły się w swoich kamiennych domostwach.
Więc snuła się po zaułkach, gdzie można było natrafić często na pijane pary lub czekające na klienta kobiety. Szalone, głupie kobiety myślały, że stojąc tu i eksponując swoje ciała zarobią więcej gdy będą to robić po zmroku. Ona jednak tylko na to czekała. Wchodząc w pewną wąską uliczkę dostrzegła dom w którym paliły się jeszcze światła. Przemknęła pod oknami nawet nie starając się kryć, gdyż była niską osobą co tylko ułatwiało jej zadanie.
Nie znalazła jednak tam nikogo, a głód był coraz większy i większy. Jej ciało domagało się krwi, a w jej głowie dudniło tylko jedno słowa „zabij...zabij...zabijj”, były wręcz nieustające, natarczywe.. nim się jednak spostrzegła, jej głowa zanurzała się w kobiecie, która zaczęła krzyczeć. Z chwili na chwilę jej błagalny krzyk słabnął coraz bardziej, gdy tylko zbliżała się do kresu swojego życia. A ona? Ona znowu czuła to błogie uczucie, gdy krew wypełniała jej usta. Kiedy jej poranione ciało od ucieczki wracało do normalnego stanu. Czuła ekscytacje, podniecenie czy może nawet euforię, gdy to robiła. Kim jednak była, by zabierać życie kolejnej niewinnej dziewczynie, oderwała się więc po chwili od jej ciała i bez jakichkolwiek uczuć przyglądała się jej. Była szalona, była agresywna i dobrze o tym wiedziała, jednak nie mogła pozwolić by ktoś ją nakrył, wciągnęła więc ją bardziej w mrok uliczki i ponownie powróciła do pławienia się w nektarze życia.

_________________
I take the dreams that live inside my heart
and splash them across the nightmares in my head
With trembling hands I try to draw
the person that I wish that I could be
Powrót do góry Go down
Hawthorne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3422-hawthorne
Zarejestrował/a : 28/07/2017
Liczba postów : 13


PisanieTemat: Re: Czarna Śmierć   Pon Lip 31, 2017 9:06 pm

Wytrzymał minutę. Następnie drugą. I ku swojemu zdziwieniu, nawet trzecią. Wtedy wstał nagle i krzyknął, tym razem już nie żartując:
-Henri! Kretynie! Dość.
Skłonił się jeszcze powoli w dół, sięgając ręką w cień pod blatem, wyjmując w efekcie wątpliwej jakości magiczne ostrze, samemu się przy tym tnąc nielekko. Sam Henri trochę spanikował, bo jak w jednym momencie z swoim towarzyszem maltretował ledwie dychającego wampira-ofiarę, tak teraz stał pod ścianą, mając jakieś przedziwne marzenie, że najchętniej po prostu przez nią by przeszedł. Do tyłu. Powoli. Daleko stąd. Ale na to nie było opcji. Nawet zamknął oczy, jakby to mogło go uchronić przed złym panem, ale był to już ostatni akt głupiej i odruchowej desperacji.
-Ja ci tutaj ufam, wraz z Gerem powierzamy jakąś oficjalną rolę, a Ty jeszcze się nie nauczyłeś kiedy sobie można pozwolić, a kiedy nie? Pech chciał, że dzisiaj cholerni Francuzi powiedzieli mi "nie", i to już przymuszeni ładnym gestem. Tak też chyba czas nauczyć cię, jak to wygląda gdy życie mówi nie... Chciałbyś trochę tego?
Stał już przy nim w niewielkiej odległości, zaledwie kilkunastu centymetrów. Ostrze przełożył do lewej ręki z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, z kolei prawą machał przed oczami wampira. Brudząc go, ścianę i ku głębszej irytacji, nawet samego siebie. Henri nawet za wielkiego wyboru nie miał i już sięgał językiem w kierunku szkarłatnej ręki, jakby licząc, że cały proceder można załatwić tak łatwo. Oczywiście tego nie chciał, i wiedział, że tylko się w ten sposób pogrążał się coraz mocniej, ale jedno mu trzeba wybaczyć, w tym stanie pierwotne instynkty brały górę.
-Nie.
Dłonią złapał niefortunnie za twarz, trochę ją wykręcił, po części zgniótł, wszystko to tylko by go lepiej przytrzymać. Wtedy wbił mu czarne ostrze w nogę, które przeszło tak lekko, że po części zatopiło się nawet w drewnianej ścianie. Efekt końcowy był taki, że biedny Henri został dosłownie przyszpilony do ściany. Felix zrobił dwa kroki w tył, splunął niechętnie, wytarł posokę o spodnie, pokręcił głową i ponownie usiadł przy stole. Nie patrząc nawet na "ochroniarza" wydał rozkazy:
-Test dla ciebie - znajdź podobną sobie, z mojego miotu, poznasz siostrzyczkę z łatwością. To jak sobie z nią poradzisz zdefiniuje twój los. Daje ci czas do jutrzejszego poranka. Znikaj.
I tyle, nie było nic więcej. Chyba, że za więcej uznamy Gerharda, który chcąc zakończyć całą te niefortunną sytuację zaczął komentować pisma i proponować jakieś rozwiązania, a gdy Felix ciągle narzekał na Francuzów, reagował nawet śmiechem i kpiną, czym poprawił wszystkim humor. Drugi z ochroniarzy wziął wymęczone cielsko prawie że ubitego wampira i zaniósł z powrotem na górę, a potem jak gdyby nic, wcielił się w rolę pomywaczki i z nabożną czcią zaczął traktować szmatą i wodą całą rozniesioną w okolicach schodów krew.

Z kolei Henri miał do wykonania zadanie. Wraz z ostatnimi słowami Felixa wyparował dla innych, zniknął z ich percepcji jak gdyby nigdy go nie było. I było to dla niego niejakie błogosławieństwo. Dosłownie wylizał całą krew, którą miał teraz na twarzy, wbrew pozorom niewiele jej brakowało, by stał się normalnej generacji wampirem. Od razu doznał przypływu świadomości. Energii. Nawet można by powiedzieć, że inteligencji. Mniej chętny do zabicia wszystkiego co tylko może. Był gotowy do działania, i musiał spełnić przeznaczenie. Kto wie, jeszcze w jaki sposób. Wyjął powoli ostrze i nawet zabandażował niefortunną nogę. Szperając w mieszkaniu stworzył na podorędziu jakiś uchwyt dla nowej broni i w taki sposób to ruszył na miasto. A nawet wiedział, gdzie ruszyć... czuł już tę krew, czuł ten zapach, jakby zapach samego siebie. Nie miał nawet pojęcia co się wydarzy gdy już swój ekwiwalent spotka, ale obecnie był zbyt podekscytowany, że wreszcie dojdzie do jakiejś zmiany. Skacząc po okolicznych dachach, biegając między zaułkami, przybliżał się coraz bardziej do innego pełnego żądzy krwi wampira. Wampira, który już wiedział, że ma towarzystwo.
Powrót do góry Go down
Black

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1295-black http://vampireknight.forumpl.net/t3386-blacksonka#72651 http://vampireknight.forumpl.net/t3363-black#71993
Zarejestrował/a : 28/11/2013
Liczba postów : 94


PisanieTemat: Re: Czarna Śmierć   Pon Lip 31, 2017 9:31 pm

Kończyła właśnie swoją cudowną ucztę, kiedy poczuła tą nieznośną woń. Coś podobnego się zbliżało do niej, coś co sprawiało iż jej ciało reagowało obronnie. Tak jakby instynktownie kazało jej się broni przed tym czymś co nadchodzi. Chwyciła więc ciało kobiety w swojej zakrwawione ręce i cisnęła nim gdzieś w ubocze. Czerwień w jej oczach, tak krwista jak niejeden przepiękny krwawy diament skierowała się automatycznie w stronę z której miał przybyć niechciany osobnik. Czuła go bliżej i bliżej, było w nim jednak coś znajomego. Coś niebezpiecznego ale jednak znajomego. Tak, jakby cząstka tego co jest w niej, znajdowała się również w nim. Na chwilę opamiętała się ze swojego transu do mordu, tylko po to by dowiedzieć się kim albo czym on jest. Być może on jej da odpowiedź, czym i ona się stała i dlaczego pragnienie jej doskwiera tak często, jak i dlaczego tak boli, gdy nie może go zaspokoić.
Usunęła się więc w mrok by nie mógł jej dostrzec dość łatwo. Słyszała już jego kroki, przymknęła oczy by wsłuchać się dokładnie w stukot jaki dochodził z każdego wydanego kroku. Gdy był na tyle blisko ponownie otworzyła oczy.
- czym jesteś? Czego chcesz? Odejdź jeśli nie chcesz zginąć …
Na początek postanowiła wybadać intencje przybysza, jak i lekko nastraszyć go by nie zbliżył się zbyt blisko, bo może spotkać go taki sam los jak kobietę, która właśnie kończyła swój żywot w mroku zaułka. Przyglądała się bacznie mężczyźnie, słowa w jej głowie znowu kazały jej zabić, tym razem musi się jeszcze wstrzymać nim dokona mordu. Pragnienie chwilowo dało jej spokój, była najedzona, a przynajmniej dzisiejszej nocy. Więc nie potrzebowała kolejnej ofiary na obiad, zawsze jednak mogła go złapać i uwięzić do jutra. Tylko, czy zabicie go w miejscu gdzie się ukrywa to dobry pomysł? Względnie w biały dzień przewija się tam sporo osób, po czasie jego zapach dałby znać innym, że coś zaszło za zabitymi deskami budynku.
- pachniesz tak jak ja? Kim jesteś? Znasz mnie? Kim ja jestem, czym jestem?
Zadała kolejne pytania, które  nurtowały ją każdej nocy. Po przemianie jej pamięć po prostu zaczęła zanikać, tak jakby ktoś specjalnie wymazał gumką te wspomnienia, kiedy była jeszcze normalną ludzką dziewczyną. A przynajmniej częściowo, bo pamiętała jeszcze dość sporo rzeczy. Pamiętała to co stało się jej, gdy zaczęła odczuwać słabość na swoim ciele, oddech..dotyk tego okrutnego człowieka. Kiedy tylko sobie o tym przypomina jej wpada w małą złość? Szał? Trudno nazwać to co czuje, jest jednak pewna, że jeśli odnajdzie go kiedyś to wszystko to co jej zrobił.. odda mu kilkukrotnie..
Teraz mała wampirzyca miała obecnie jednak inne zmartwienie. Przybysz nie zdawał się być kimś kto zechce jej jednak na to odpowiedzieć, tak samo jak i fakt tego co dostrzegła w jego dłoniach dawał jej do zrozumienia, że nie przybył tutaj odpowiadać na jej pytania.
Tym razem powinna może jednak odpuścić i uciec? Cały czas w głowie dudniły jej słowa by go również zabić, jednak jej ciało nadal nie dawało jej zapomnieć o tym, że się go boi. Kim więc mógł być osobnik, który doprowadził takiego potwora do stanu, że czuje na sobie oddech strachu?
Mimowolnie zaczęła się poruszać w stronę wyjścia z uliczki. Ucieczka będzie odpowiednim wyjściem w takiej chwili. Miała drobną przewagę nad nim, była mała przez co mogła spokojnie przecisnąć się przez miejsca, które dla niego są problemem. A więc stało się..
W następnej chwili mógł zobaczyć jak istota na której powiewał przyduży płaszcz, zaczęła uciekać w głąb alejki, gdzie było wyjście na główną ulicę. Swobodnie omijała poszczególne przeszkody, na całe szczęście jej wzrok działał tak samo dobrze w nocy jak i w dzień. Dlatego mogła sobie pozwolić na ucieczkę przed nim.
Była jednak podświadomie pewna tego, że skoro przybył tam gotowy do czegoś, to raczej nie pozwoli jej uciec od tak sobie. Dlatego wbiła się w pierwszy lepszy opuszczony budynek, gdzie natychmiast ukryła się gdzieś w mroku. Miała nadzieję, że jej nie znajdzie tak łatwo. Głupiutka wampirzyca zapomniała jednak w tym całym stresie o jednym bardzo ważnym aspekcie..Skoro ona wyczuła jego inność, to on pewnie zrobi to samo.. tak wiec, czy aby na pewno się skryła przed nim?

_________________
I take the dreams that live inside my heart
and splash them across the nightmares in my head
With trembling hands I try to draw
the person that I wish that I could be
Powrót do góry Go down
Hawthorne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3422-hawthorne
Zarejestrował/a : 28/07/2017
Liczba postów : 13


PisanieTemat: Re: Czarna Śmierć   Wto Sie 01, 2017 5:14 pm

Nie czuł się do końca komfortowo, ubrany w prosty skórzany kaftan i tego samego typu nie przyciągające uwagi spodnie. Brunatne, przepocone i niezadbane włosy, a do tego kilkunastodniowy zarost. I te przyćmione szaleństwo w całym wyrazie twarzy, zwłaszcza w oczach. Chociaż mu wszystko wyjaśniono, powoli i dobitnie, i przez samego Gerharda, i nawet przez samego Felixa, nadal do końca nie wierzył, nie pojmował, żył w swoistym śnie czy też koszmarze. Raz bardziej na jawnie, nawet czuł się jakby miał zdolność panowania nad sobą, nad swoimi działami, w innej chwili przejmował go wampirzy amok. Jedna z legend okazała się prawdą, i to w bardzo bezpośrednio sposób. Stał się jednym z tych potworów, nieludzkich skrzyżowań. Mówili mu, że jest to boże błogosławieństwo, stał się aniołem, władcą ludzkich istnień... jednak on czuł się bardziej jak dotknięty przez klątwę. Zaczął kwestionować całą swą dotychczasową wiarę, nawet miał ochotę rzucić się i uciec do lokalnej świątyni, jednak zawsze ostatecznie kręcił na to głową. Skoro cały świat żył w takiej obłudzie i kłamstwie, na pewno tak łatwo pomocy nie uzyska. Sam sobie musi pomóc. Na początek, poprzez bycie grzecznym sługą, bo zrozumiał jedno - znormalnieje tylko, gdy Felix mu na to pozwoli. Albo gdy ktoś go do tego zmusi. Ale na drugi wariant się nie zapowiadało, zwłaszcza, że wszystkie działania dawały jasne świadectwo - jest on potężną osobą, osobą, która pewnie nawet lokalnymi możnowładcami i ich działaniami gardzi i się nie przejmuje. Henri aż lekko parsknął, mając na uwadze ostatnie wydarzenie. Najwidoczniej nie wszyscy ludzie są tak ulegli, jakby tego wampirzy lord chciał i dumni Francuzi nie spełnili jego zachcianki. Dobrze. Uruchomiło to całą nieprzyjemną maszynę, która choć boląca i krzywdząca, może doprowadzić go do lepszego stanu. Jeżeli jest to cała cena jaką musi zapłacić, jest gotowy to zrobić.

Gonitwę myśli zakończył w momencie gdy dotarł na miejsce. Biedniejsza dzielnica, prawie na przedmieściach Paryża. Wręcz żałował, że okoliczności nie są bardziej sprzyjające, bo na samym początku Felix powiedział mu jasno - wszystko rób potajemnie, inaczej dasz sobą złe świadectwo. A takich istot nie przyjmujemy do naszego braterstwa. Co gorsza, prawdopodobnie jego siostra nie przejmowała się takimi sprawami, przynajmniej bardziej niż jej nakazywał zwierzęcy instynkt zabójcy. Pech, a może szczęście, sprawił, że spotkał ją na wolnej przestrzeni. Może i dla szybkości sprawy o wiele lepiej byłoby jakby znaleźli się w zamkniętym pomieszczeniu, ale wtedy mogłoby się wydarzyć wszystko. A Henri chciał wykorzystać swój jeszcze trzeźwy umysł by zyskać przewagę, nim zda się na pustą wiarę w swoją nową siłę. Siłę, którą posiada też jego rywalka, gdzie ciężko wyrokować jaki będzie ostateczny werdykt. Bo czyż nie są podobni? Stanął pewnie, na środku dróżki, zdenerwowany zaciskając dłoń na uchwycie swojej nowej broni. Nie widział jej, ale czuł całym sobą. I jeszcze ta biedna kobieta... chociaż był najedzony, spróbował krwi mistrza, to nadal mu czegoś brakowało? Nadal go w środku paliło, dusiło, ciągnęło do czerwonej i gęstej cieczy. Na pytania odpowiedział z pewnością.  
-Jestem tym, czym i Ty. Niespokojną duszą szukająca swojego miejsca. Spokoju w tych szalonych dla nas momentach. Los chciał, że potrzebuję ciebie, równie mocno jak ty potrzebujesz mnie. Jak my potrzebujemy Jego. Więc niestety moja bliźniacza duszo... odejście nie wchodzi w grę. Chyba, że chcesz skazać naszą dwójkę na długą śmierć w odmętach szaleństwa, a powiem ci, że ja pewnie nie zniosę tego tak dobrze jak ty.
Pokręcił się trochę niespokojnie w miejscu, najpierw w prawo, potem w lewo. Już nawet zrobił dwa kroki do przodu, byleby tylko znowu się cofnąć niepewnie. Wiedział, że musi działać. Że ma wszystko na wyciągnięcie ręki... ale jego los jest teraz niczym więcej jak opadającym płatkiem, może pofrunąć w każdą stronę bez jego udziału. Ale czy ten właśnie moment, nie jest tym, w którym on ma cokolwiek do powiedzenia? Swoje prawdziwe życie pamiętał jak przez mgłę, swoje nowe życie pamiętał jak przez sen. Było tylko tutaj i teraz. Jeszcze mocniej zacisnął dłoń na broni, wręcz pobielały mu kostki... o ile to w ogóle możliwe. Jej nastawienie, jej słowa, mógł się tego spodziewać. Czyż sam nie prezentował podobnego poziomu oddalenia od prawdziwości tego świata? Szczerze przyznawszy, cholernie się bał.
-Pech chciał, że zostaliśmy tak samo uformowani. Przemienieni. Dobrani w cudowne rodzeństwo. Wiem, że też to czujesz. Że też cie ciągnie ku mnie... ku niemu. Pomóżmy sobie. Pohamujmy ten absurdalny mord... do wszystkiego dojdziemy, zrozumiemy, jeżeli uśmiechnie się do nas szczęście. Mów do mnie Henri? Przynajmniej oni tak mnie zwą. Ból braku pamięci nie jest gorszy od tego fizycznego, egzystencjalny kryzys, brak tożsamości... nieważne... choć do mnie dziecino, załatwimy to bezboleśnie...
Złapał się tylko za głowę jakby to mogło zakończyć migrenę i warknął, sam na siebie, chociaż ona mogła pomyśleć inaczej. Czy warto jej zaufać? Czy warto próbować w tę stronę? Czy takim pytaniem nie robi z siebie głupca? Przecież on nie jest niczym więcej niż ona, tyle tylko, że miał szczęście bytowania z Felixem i jego ludźmi. Że trafił pod niejaką niepełną kuratelę swojego stworzyciela. Pytanie, czy wyjdzie mu to na lepsze? Kończąc ostatnie słowa sięgnął wolną ręką w jej kierunku robiąc przy tym powolne kroki w jej stronę. Wiedział, że nie wygląda za dobrze. Że ciężko będzie mu uwierzyć... jednak zasada ta działała w dwie strony. I najwidoczniej działała odpowiednio, bo dziewczyna się spłoszyła, pobiegła. A Henri wraz za nią. Wręcz odruchowo pognał jak głupi, w ogóle nie biorąc pod uwagę, że może wpaść w jakąś pułapkę. Że Felix teraz może stać gdzieś u góry i bezczelnie się z niego śmiać. Testować go i upokarzać. Cholera, czy tak właśnie nie było? Wiedział, że schowała się w środku. I na myśl o tym, przypomniały mu się jego niedawne wnioski. Czy powinien pójść i pozwolić by rzeczy podziały się same? Czy ostrze nie zostało mu dane by z niego skorzystał? I czy jest równie silny jak ona? Niezdecydowany szarpnął, rozbił okno i stanął przy nim, nie mając dużej ochoty wchodzić do środka. Krzyknął do środka zdesperowany.
-Może ty mi powiesz czego chcesz... co on ci nakazał!
Powrót do góry Go down
Black

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1295-black http://vampireknight.forumpl.net/t3386-blacksonka#72651 http://vampireknight.forumpl.net/t3363-black#71993
Zarejestrował/a : 28/11/2013
Liczba postów : 94


PisanieTemat: Re: Czarna Śmierć   Wto Sie 01, 2017 5:57 pm

Obłudnik, kłamca, szarlatan! Chciał tylko wykorzystać ją by dobrać się do niej, do tego co potrafi i do tego co może zdziałać dzięki swojemu nowemu życiu. Nie był nikim innym jak zwykłym kusicielem, jednak nie zadziała to na nią kolejny raz. W odmętach swojej pamięci odkryła pewien urywek swojego dawnego życia. Tak samo kuszona, tak samo mamiona a ostatecznie zdradzona i porzucona wykorzystana gdzieś w ciemnym zaułku, w takim samym jak miejsce, gdzie dokonują żywotu jej ofiary. Czysta ironia, a może jakiś element dawnego „ja”, mówił ciągle jej by nie ufać nikomu, jej mordercze ja chciało się jednak zbliżyć, tylko po to by rozszarpać gardło natrętnemu osobnikowi, który mąci jej w głowie.
Czego jednak chciała sama wampirzyca? Chciała się dowiedzieć kim jest, czym się stała i dlaczego jest taka, dlaczego nie pamięta swojego starego życia. Nie rozumiała tego dlaczego na tak liczne miasto to ona została skazana na ten koszmar. Obecny stan wampirzycy nie był normalny, początki zaś były jeszcze trudniejsze. Niejednokrotnie wpadała w paniczny krzyk, gdy budziła się skąpana w czerwieni nad zimnym ciałem jakiegoś człowieka. Teraz? Teraz zwyczajnie się do tego przyzwyczaiła, gdyż uznała swoje życie za sen, koszmar z którego nie umie się obudzić. Obecnie jej spokojna rutyna została jednak zachwiana przez pojawienie się kogoś takiego jak ona, kogoś kto wiedział więcej od niej, kogoś kto rozumiał to czym jest, dlaczego taki jest i kto stoi za taką przemianą.
Domyśliła się, że zgubienie go nie będzie takie łatwe, tak samo jak i doszła w końcu do wniosku, że jeśli ona go wyczuwa, to i on może zrobić to samo. Czy więc jedyną opcją jest pozbycie się go? Mogłaby skosztować jego krwi, znowu zatracić się by zapomnieć o tym, że ktoś wie czym ona jest i może zaszkodzić jej w tej namiastce egzystencji.
Chwyciła się za głowę, zaczęła machać nią na prawo i lewo. Nie chciała tych myśli, nie chciała go zabić bez jakiegokolwiek powodu. Nie zaatakował jej, wcale jej nie dotkną? Czy był więc zagrożeniem? To wszystko było cholernie dziwne, chore i nierealne. Chciałaby się obudzić, znowu leżeć na stole i umierać, chciałaby to wszystko pamiętać. Jednak jej pamięć była teraz niczym książka z brakującymi kartkami, czy zdaniami. Czy to wina przemiany? A może tego, że była na skraju śmierci, gdy do tego doszło. Nie miała pojęcia, nie była naukowcem teraz powinna się jednak chyba bardziej skupić na tym co właśnie się dzieje, aczkolwiek natłok myśli całkowicie zagłuszał głosy, które kazały go zabić.
- myślisz, że ktoś może mi coś nakazywać? Wynoś się! Mącisz! Kusisz! Nic od ciebie nie chce!
Warknęła z miejsca, gdzie obecnie się ukrywała. Odnalazł ją tak szybko, nawet nie zdołała się ukryć mimo iż była pewna, że nikt nie ma prawa jej odnaleźć w ciemności. Była ona przecież jej przyjaciółką, która zawsze kryła ją przed innymi. Tym razem jednak rozwarła swoje ramiona ku obcemu ukazując swoje ukryte dziecię.
- nie chce zabić... zostaw... odejdź...nie interesują mnie twoje słowa..
Czuła, że z każdą minutą jej złość wzrasta, a głosy w jej głowie stają się coraz głośniejsze. Domagały się śmierci wampira, domagały się jego krwi...
Gdy ocknęła się z transu nie mogła się już zatrzymać. Był tuż przy chłopaku, wyciągniętymi rękami starała się go pochwycić za za szyję, by następnie zatopić w nim swoje kły. Nie panowała nad swoim ciałem, to coś w niej chciało tego i dlatego robiło z nią co tylko zechce i kiedy. Czy to koniec chłopaka? Nie! Ostatecznie pochwyciła go jednak nie zatopiła w nim kłów. Czuła ten zapach, nie! Czuła to coś w nim, chwila słabości pozwoliła zagłębić się jej w zatraconą pamięć. Widziała ciemność, słyszała krzyki a gdzieś w mroku dostrzegła szkarłat i ten zapach..ta sama dziwna woń jaką czuła od niego, taką samą i czuła w dniu swojej śmierci.
Kim więc on był? Kim była tamta osoba. Odskoczyła szybko od niego starając skryć się znowu w mroku. Jednak ściana zdała się nie ulec pod jej ciężarem i nie wpuściła jej do środka ponownie. Wpatrywała się w niego opierając się o nią, jak o coś co mogło uratować jej życia. Instynkt obronny kazał jej również wyciągnąć ręce do przodu...
- dlaczego tak pachniesz?! Kim ty jesteś! Ty mi to zrobiłeś?!
Wypowiadała swoja słowa coraz głośniej, nie zważając na to czy ktoś ich usłyszy czy nie. Pewnie i tak straż niebawem zostanie powiadomiona i dojdą miejsca tego całego hałasu. Nie miała więc czasu na zabawę z nim. Musiała się dowiedzieć, musiała wiedzieć czym teraz jest i dlaczego. I najważniejsze, jaki miał ktoś cel by zrobić z niej takiego potwora, który nie ma prawa już żyć wśród innych. Stała się jak niejeden koszmar z opowiadań dorosłych. Tak z tych opowiadań, które to mają straszyć niegrzeczne dzieci.

_________________
I take the dreams that live inside my heart
and splash them across the nightmares in my head
With trembling hands I try to draw
the person that I wish that I could be
Powrót do góry Go down
Hawthorne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3422-hawthorne
Zarejestrował/a : 28/07/2017
Liczba postów : 13


PisanieTemat: Re: Czarna Śmierć   Pią Sie 04, 2017 2:51 pm

Nie czuł się w dobrej negocjacyjnej pozycji. W ogóle nazywać to negocjacjami.... najpierw powinien przemyśleć co chce zrobić. Dokonać w tym dziwacznym momencie jego życia. Czego chciałby od niego jego pan. Po prostu zabić ten element? Ale czy nie byłoby to zbyt proste? Pogadać i zabrać? Brzmi równie nieciekawie. Chyba, że pokonać, utrzymać przy życiu i trzymając za włosy przytargać ją do domu handlowego. Brzmi równie okrutnie, co skutecznie. I może w ramach możliwości to zrobimy... nie podobała się mu jej agresja, złośliwość, cały typowy efekt wyparcia. Chodząc w miejscu przed nieszczęsnym oknem wykrzyknął w jej stronę w odpowiedzi.  
-Oczywiście, że może głupia! Ale pytanie, czy chcesz tego doświadczyć na sobie? Powiem ci zawczasu, nic ciekawego!
Wiedział, że nic nie zrozumie, że to wszystko jest płonne. Jej następne słowa tylko go w tym utwierdziły. Parsknął zirytowany, zły na cały wszechświat, który nie ułatwia mu dzieła. Postanowił wgramolić się przez okno, już postawił jedna nogę na parapecie, chwilę potem ją przesadził, gdy ta niespodziewanie się ukazała i złapała go w swoje objęcia. Zaalarmowany, w cholernie niewygodnej pozycji już chciał się szarpnąć, machnąć wolną ręką, zrobić wszystko by nie doszło do szybkiej egzekucji. Jak ona ukazywała się od zręcznej strony, tak on tylko od topornej. Gdy przyszła jego reakcja, jej już nie było. Wpadł do środka, legł na ziemi, odsapnął niewygodnie patrząc przed siebie. Podpierając się na ostrzu, powoli i bardzo ostrożnie, teraz już gotowy na każdy jej zryw, zaczął wstawać mówiąc powoli i już nie tak głośno, bynajmniej nie jak ona.
-Jesteśmy wampirami... z tego samego ojca... puste dla ciebie to słowa... Dawniej ludzie, obecnie żądne krwi potwory, tym się właśnie staliśmy... ponoć istoty wyższego rzędu, panowie tego świata, nie wiem, nic nie wiem ponad to co mi zostało powiedziane a nie jestem w stanie tego bardziej zweryfikować niż ty... tylko krew nam w głowie i zwierzęca brutalność, a to nie brzmi jak za wesoły dar...  
Stał już pewnie, wpatrują się w nią. Widząc w niej swoje lustrzane odbicie, jedno wielkie chodzące nieszczęście, coś odstraszającego i zniechęcającego. I jeszcze ten wszechobecny zapach, wręcz dusił się nim. Wyciągnął w jej kierunku dłoń z ostrzem, w niemej i teatralnej groźbie.
-Zaryzykujesz i dasz mi się zaprowadzić do źródła naszej istoty... czy mam ciebie tam zabrać siłą?
Zobaczymy co jej naprawdę w głowie siedzi, jakiej jest natury. Prawda jednak była taka, że liczył iż sama ciekawość tutaj wygra nad wszystkim innym. Odruch, który i mu pomoże do końca zaspokoić wiedzę na temat tego wszystkiego.
Powrót do góry Go down
Black

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1295-black http://vampireknight.forumpl.net/t3386-blacksonka#72651 http://vampireknight.forumpl.net/t3363-black#71993
Zarejestrował/a : 28/11/2013
Liczba postów : 94


PisanieTemat: Re: Czarna Śmierć   Sob Sie 05, 2017 11:29 pm

Wszystkie kolejne słowa wypowiedziane z ust obcego sprawiały w jej już zblazowanej głowie coraz to większy mętlik. Wampirem? Czym?! Coś takiego nie miało prawa istnieć, a on wprost jej oświadcza, że właśnie taką marą nocną się stała. Dlatego właśnie miało ciągnąć ją do krwi i mordu? Jak ktoś mógł dopuścić, by coś takiego miało miejsce. Czy stwórca pozwolił na istnienie takich istot by ukarać nas za grzechy Ewy? Mącił jej w głowie coraz bardziej, z minuty na minutę ochota na zabicie go wzrastała, a głosy nie ucichły ani na sekundę. Domagały się uśmiercenia go, domagały się jego krwi, a przecież niedawno zaspokajała swoją rządzę. Pojawienie się obcego, czy to właśnie z tego powodu odczuwała większy głód? Była rozdarta pomiędzy tym co chciał jej umysł, a tym gdzie chciało kierować się jej ciało. Przyglądała się bacznie przybyszowi, gdyż ani trochę mu nie ufała. Nie zaatakował jej jednak, gdy ta rzuciła się na niego. A przecież mogła go wtedy zabić bez jakiegokolwiek problemu. Więc, czy aby na pewno chciał sprawić jej cierpienie? Chciał jej pomóc? Nie miała pojęcia, wiedziała jedno. Nie mogła posłuchać głosów w swojej głowie. Tym razem musiała pozostawić to samej sobie i nie pozwolić na mord. Nie na nim, gdyż wtedy utraciłaby szansę na uzyskanie odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Wszystko w jej głowie zdawało się jak to mówią? „cacy”, aczkolwiek przekonanie swojego umysłu to jedna sprawa, sprawienie by jej ciało samo nie zaatakowało w obronie, czy dzikiej chęci mordu to już inna rzecz. Podeszła powoli do niego, bacznie go obserwując przy dokonaniu każdego kolejnego kroku. Stanęła na odległość, gdzie mogła spokojnie uciec, czy mieć jeszcze szansę na ucieczkę. Złapała się za głowę i spojrzała na przybysza.
- zrobisz jeden szemrany ruch, a poczujesz jak to jest mieć rozerwane gardło..
Warknęła, jednak jej groźba wcale nie była przekonująca. W głosie nie było można wyczuć prawdziwej chęci mordu, jednak coś całkowicie innego. Niepewność..tak, to właśnie uczucie górowało w jej duszy w obecnej chwili.
Czy ten cały stwórca istnieje? Czy pomoże jej uporać się z tymi nagłymi napadami szału i zatracaniu się w mordzie? Być może powie jej również dlaczego ona i dlaczego zrobił z niej takiego potwora. Jeśli się czymkolwiek kiedyś mu naraziła, to przecież mógł ją zabić a nie czynić coś takiego. Nie miała nawet pojęcia, czy po śmierci jej dusza trafi do piekła, czy nieba. Ba! Nie wiedziała nawet czy jeszcze ją posiada. Nie pamiętała jak się czuła jako człowiek, jednak obecne odczucia są jej obce. Pomimo dni, miesięcy spędzonych w tym nowym ciele nadal nie potrafi się do tego przyzwyczaić. Tak jakby to nie było to co powinna osiągnąć, a jedynie pewne stadium przemiany, które jest blokowane przez coś i dlatego nie może się rozwinąć do pełnego rozkwitu swojego nowego „ja” jako istota nocy.
- dlaczego mi to zrobił? Jestem głodna i jest mi zimno...
Fakt, faktem noc nie należała do najcieplejszych i do najjaśniejszych. Wyjątkowo chłodna noc sprawiła, że zrobiło się jej zimno. Całe szczęście płaszcz, który posiadała był nader duży, dlatego bez problemu mogła okryć się nim mocniej. Kroczyła powoli za nim, rozglądała się po okolicy i co jakiś czas go obserwowała, coby nie przyleciało mu do głowy jakiś idiotyczny pomysł. Słyszała o ludziach co to rajcuje gwałcenie takich małolat jak ona. Co prawda, nie była ona dzieckiem jednak aparycja jaką posiadała całkowicie temu przeczyła. Jak i również wolała wiedzieć gdzie się udają, jeśli miałaby później z jakiegoś powodu uciekać przed tym co zastanie na miejscu.
- wysłał ciebie po mnie? Dlaczego sam się nie zjawił?
Chciała jakoś przerwać tą ciszę w tle, tak jak i zagłuszyć nadal dudniące głosy w swojej głowie. Przynajmniej tak jakoś zaneguje fakt, że chętnie by rozerwała mu gardło i napiła się jego soczystej krwi.

_________________
I take the dreams that live inside my heart
and splash them across the nightmares in my head
With trembling hands I try to draw
the person that I wish that I could be
Powrót do góry Go down
Hawthorne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3422-hawthorne
Zarejestrował/a : 28/07/2017
Liczba postów : 13


PisanieTemat: Re: Czarna Śmierć   Nie Sie 06, 2017 9:17 pm

Uległa. Zgodziła się. Ciężko mówić tutaj o jakimkolwiek sukcesie, bo o wiele bardziej czuł się, jakby ją o coś wybłagał. Jakby nie miał nic do zaoferowania, i wszystko i tak zależało od jego pana i jego intencji. Cholernie głupio być czyjąś bezwolną kukiełką, i to jeszcze bez żadnej mocy, siły czy pamięci..., chyba, że za coś dodatniego uznamy to, że mógł teraz napaść na każdego niewinnego przechodnia, przetrącić mu kark i wyssać tylko cześć krwi, marnując cały ten potencjał. Czasami się łapał na myślach, czy w poprzednim życiu nie zajmował się jakąś szemraną bandyterką. Czy nie był zwykłym bezdomnym. Uniżonym sługą jakiejś szlachcianki. Czy nawet pucybutem. Przez takie skupianie się na najczarniejszych scenariuszach w pewien sposób doceniał to co teraz ma.... bo ma nieśmiertelność? Przynajmniej póki będzie blisko Felixa i uda mu się spełniać wszystkiego jego prośby. Obecnie, idzie całkiem dobrze, nawet wręcz za dobrze. Z tamtym wampirem przesadził, strach pomyśleć jak mocno by to się potoczyło, gdyby Felix nie zareagował, ale miał ochotę się wyżyć. Na kimś podobnym jak on, w jakimś wyobrażeniu w głowie, że to właśnie Felixa głowę tak masakruje. Że kopie go, raz za razem, bez wytchnienia, aż mu niszczeją wszystkie knykcie. Aż zawarczał pod nosem, pierwotne instynkty go znowu prześladowały i tylko ledwie ledwie udawało mu się nad nimi panować. Wszystko dzięki tej niewielkiej ilości krwi... ciekawe czy lord zrobił to specjalnie, czy ten dar dostał przy okazji?


Samej towarzyszącej dziewczynie tylko pomrukiwał pod nosem proste słowa. Tak, tak. Nie, nie. Wyjdźmy stąd po prostu. Gdy upewnił się, oczywiście zawczasu oglądając się raz za razem, że ta raczej mu nic nie zrobi... trochę sie rozluźnił. Może nie jakoś nadzwyczajnie, ale trochę. Mógł sobie pozwolić na wzięcie kilku głębszych oddechów, zorientowaniu się w sytuacji, czy nawet używaniu magicznego noska w jakiejś próbie rozpoznania, czy w okolicy nie ma innych wampirów. Ale chyba był w tym nadzwyczaj paskudny albo jego nowa towarzyszka go tak kłopotała, że nie potrafił dojść do żadnego wniosku... wszędzie tylko zapach śmierci, choroby, epidemii, zwieńczony nieskończoną aurą Felixa. Ostatecznie machnął na to wszystko ręką i w końcu zwrócił się bezpośrednio do panny wampir.
-Kto go tam wie... ja miałem cholernego farta, a przynajmniej tak mi powiedziano. Ponoć zostałem zadźgany przez jakiegoś nadgorliwego kieszonkowca, a krwi było co nie mała, i to w takiej ilości, że przyciągnęła Niego. I tak krok do kroczku i zamiast wykrwawić się na przedmieściach jak jeden z wielu, jestem tu i teraz. Prowadzę Cię do nieokreślonej przyszłości, pewnie paskudnej, ale przynajmniej pełnej energii. Chłodnego, zimnego i okrutnego, ale szczęśliwego życia. Bo nic nie zapowiada, że miałoby być inaczej.
Wzruszył ramionami idąc. Wprawdzie to się rozgadał, wreszcie ktoś, komu niejako mógł ufać? Bo czyż najlepsza osobą do szczerych rozmów nie jest nam ktoś kompletnie nieznany? A ona była dodatkowo nieskalana dawnymi informacjami. Mógł żalić się, mówić swoje przypuszczenia, czuć się wreszcie kimś, kto chociaż troszeczkę dominuje... w domu handlowym Gera choć czuł się komfortowo, to zawsze zastanawiał się czy ktoś go nie obserwuje i ocenia. Czy nie bierze udziału w jakimś teście czy paskudnej grze. A tutaj i teraz? Kompletna swobodna i wolność, dodatkowo przypieczętowana towarzystwem jego bliźniaczej duszy. Jakby ucieszony tym prostym faktem, kontynuował.
-Wprawdzie mam te nieliczne strzępy mojego dawnego losu, ale jakoś za nim nie tęsknie? I wiesz co? Jest to cholernie dobijające... pustka, która zamiast żalu pozostawia słodki zapach w ustach. I ta krew! Jakże to dobrze smakuje... dobrze, że poszłaś ze mną. Inaczej skończylibyśmy jak Ci potraktowani przez czarną śmierć... zapadając się w sobie i zdychając w najokrutniejszy możliwy sposób. Mówili, że jesteśmy na nią odporni... jedyne nasze błogosławieństwo. Nie martw też się zbytnio swoim stanem... ponoć to przemija, z czasem czy to z krwią naszego Stwórcy, jeszcze do końca nie rozumiem. A do tego mamy już prostą ścieżkę.
A jak w takich przypadkach bywa, wiadomo. Nic nie jest proste i łatwe. I tym razem nie było inaczej. Jako, że prezentowali taki stan, jaki prezentowali - czyli czyste bycie wampirami, musieli unikać głównych arterii. Nawet tym razem nie pokusił się by przejść na dachy kamienic i okolicznych budynków nie wiedząc jak dobrze sobie z tym radzi dziewczyna. I to chyba było tym, co ich ostatecznie pogrzebało. Bo tak jak mężczyzna chciał mówić dalej, wydarzyła się bardzo niefortunna sprawa. W jednej chwili, będąc pomiędzy jednoiętrowymi budynkami na pustej uliczce, znaleźli towarzystwo. A raczej towarzystwo znalazło ich. Po dwóch strażników miejskich z każdej strony na dachach mierzyło w nich kuszami, a przed nimi, jeszcze ponad 100 metrów dalej, szedł do nich bliżej nieokreślony mężczyzna. Jakby nie czekając jak to się rozwinie, jeden z strażników w błyszczącym kirysie zawołał:
-Straż miejska! Oświata łowiecka! Stać psubraty... albo was wykończymy, nie ma tu miejsca dla dzikich wampirów.
Henri wiedząc, że na drodze pokojowej do niczego nie dojdą, przerażony o swoje życie zareagował odruchowo - wyrzucając z siebie całą nienawiść i agresję, jaką póki co udało mu się utrzymać na wodzy. I zamiast rzucić cieniste ostrze, tak jakby panowie łowczy tego chcieli, tak tylko je podniósł i już ruszył się z miejsca... co skończyło się tym, że jeden z bełtów wbił mu się w ramię, a drugi w bok ciała. Dwa inne na szczęście nie trafiły, choć jeden był bliski zmasakrowania głowy dziewczyny. Szczęście najwidoczniej było takie, że skądś mieli jego rysopis i informacje, że to właśnie on tym wampirem jest... a może to wszystko wina tego, że pierwszy się do zaleceń nie dostosował i z jawnie wyciągniętą bronią ruszył do ataku? Nieistotne, co jeszcze dziwniejsze, najwidoczniej nowe rany niespecjalnie go zatrzymały, bo już po chwili wskoczył niezręcznie bo niezręcznie, ale wskoczył - na dach jednego z budynków i prostym pchnięciem pozbawił jednego z agresorów życia. Szczerząc się w szalonym amoku, wyciągnął ranną ręką bełt z ciała, co tylko spowodowało jeszcze większy potok gęstej posoki. Całkowicie zapomniał o dziewczynie, jakby wierząc, że ona wykona swoją część zadania... a zbliżający się jegomość widząc całe to zamieszanie po prostu zaczął biec, a chyba on tu był prawdziwym zagrożeniem.
Powrót do góry Go down
Black

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1295-black http://vampireknight.forumpl.net/t3386-blacksonka#72651 http://vampireknight.forumpl.net/t3363-black#71993
Zarejestrował/a : 28/11/2013
Liczba postów : 94


PisanieTemat: Re: Czarna Śmierć   Pią Sie 11, 2017 6:38 pm

Jeśli wampir myślał, że jedyny miał problemy za swojego ludzkiego życia to był w wielkim błędzie. To nie tak, że jej życie można przyrównać do niego. Dla każdego przeżycia jakie miał za swojego życia były pewnie tymi najgorszymi, jednak dla niej nie by było to coś co chętnie chciałaby pamiętać. Brutalny wstęp jej życia, późniejsze popadnięcie w agonię spowodowaną tą cholerną chorobą, która postanowiła sobie spustoszyć i przerzedzić lekko szeregi żywych w krajach europy. I jak na ironię losu, na tak wiele istnień, które okazały się odporne lub po prostu szczęśliwe podczas rozdawania objawów to właśnie ona wyciągnęła kartę od losu z najgorszą wersją wydarzeń. Kiedy to tak sobie popadała w coraz to większy obłęd czy szaleństwo spowodowane bólem i nadchodzącym krańcem jej życia, pojawił się on. On, który ośmielił się zadrwić z śmierci i wyrwać ją z jej rąk zabierając tym samym jej zdobycz tak daleko, że aż nieosiągalnie.
Więc, czy aby mogła powiedzieć, że miała szczęście tak jak on? Czy chciała nadal kroczyć po tym świecie pomimo tego, że powinna już dawno zmieniać się w popiół. Oczywiście jej przeżycie miało również drugą stronę medalu, tą lepszą i bardziej brutalniejszą. Mogła spokojnie zmieścić się na oprawcach, którzy za życia tak okrutnie potraktowali jej ciało jak i ją samą. Tak jakby była szmacianą laleczką, którą mogą się zabawić. Na którą mogą przelać swoje chore fantazje i zboczenia. Tym razem przy kolejnym spotkaniu to ona była górą. To ona sprawiła, że cierpieli i tym razem ona była górą nad nimi.
Więc trudno było określić tak naprawdę czy to co się z nią działo po zmianie, jak i sama zmiana byłą dobra, czy też zła. Osobiście była trochę podniecona swoją nową „potęgą”, zaś często była również u progu rozpaczy, gdy nie mogła opanować swojej żądzy krwi. Cała ta sytuacja była chora i nienormalna, jednak nikt nic nie może na to poradzić.
- rozumiem, wszystko rozumiem jednak....czy pomoże mi zapanować nad tym chorym pociągiem do krwi? Szaleństwo, mam dość tego... często...często...
Chciała dokończyć, jednak po chwili doszły do nich odgłosy osób trzecich. Spojrzała w ich stronę i dostrzegła wycelowane w nich kusze. Dodatkowo krocząca w oddali osoba zdawała się inna. Nie widziała podobieństwa w stroju do straży, czyżby był kimś trzecim? Czy jest niebezpieczny? Powinni uciekać i to chciała zaproponować, jednak jej nowy towarzysz postanowił rozprawić się z nimi. Nie może zostawić go tutaj na pastwę losu, nie teraz kiedy właśnie miała dowiedzieć się wszystkiego odnośnie tego co powinna zrobić i jak musi żyć. Cholerna straż, czy to jej wina? Czy pozwoliła sobie zbytnio na zbyt wiele ataków na ludzi? Nie mogła jednak w tej chwili się nad tym zastanawiać, będzie musiała postarać się chociaż pozbyć się swojej części ludzkich strzelców. Dostrzegła jednak biegnącego ku nich kolejnego osobnika. Tak jak określiła na wstępie, był z nimi. Czy to oznaczało, że był tak groźny jak oni, a może nie dorównywali mu do pięt? Z jej tego chwilowego stanu wyrwał ją bełt, który przeleciał obok niej. Kolejny trafił w okno tuż przed nią. Zaczęła kroczyć powoli w stronę wbitego bełta, chwyciła go w kolejnej sekundzie i jak to ona skryła się w ciemnościach pomiędzy blokami. Mogło się zdawać, że uciekła zostawiając chłopaka samego.
Było to jednak mylne stwierdzenie, bo po przekroczeniu odpowiedniej odległości i prędkości wyleciała z mroku i wbiła jedną strzałę w brzuch strażnika. Chwytając po tym mocno za jego głowę i zagłębiaj ac swoje kły w jego szyi. Pociągnęła dość mocno w drugą stronę by następnie poczuć, jak jego martwe ciało osuwa się przed nią. Znowu to czuła, ten chory stan i ten głos w głowie, który kazał jej mordować. Nie mogła pozostać jednak na celowniku pozostałych strzelców, dlatego w szale wbiła się wprost do opuszczonego budynku w którym dawniej mieściła się rzeźnia. Obecnie jednak została porzucona, gdyż jej właściciel skonał dość dawno w męczarniach. Nikt więc nie stał na jej przeszkodzie, wraz z nią do środka wpadło pełno szkła, które poraniło jej ciało sprawiając tylko, że jej szał powiększył się jeszcze bardziej. Chwyciła w swoją łapkę tasak dość sporych rozmiarów. Kroczyła w mroku czekając na dogodną chwilę do ataku, jedynie dźwięk ciągniętej po ziemi zdobyczy dawał sygnał, że ciągle tam była.

_________________
I take the dreams that live inside my heart
and splash them across the nightmares in my head
With trembling hands I try to draw
the person that I wish that I could be
Powrót do góry Go down
Hawthorne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3422-hawthorne
Zarejestrował/a : 28/07/2017
Liczba postów : 13


PisanieTemat: Re: Czarna Śmierć   Pon Sie 14, 2017 9:17 pm

Po pokonaniu pierwszej żywej przeszkody adrenalina trochę mu się zmniejszyła. Wręcz przyszło przerażenie. A wszystkie zmiany w jego umyśle dokonywały się bardzo szybko, niczym krew wypływająca z jego ciała. Drugi strażnik po jego stronie ulicy, najwidoczniej najwyższy rangą i autorytetem z całej czwórki, też się przejął i w bardzo zdenerwowany sposób próbował przygotować broń do następnego użycia. Dwóch jego ludzi umarło, łowca jeszcze znajduje się w niebezpiecznej odległości... i niebezpiecznej w takim znaczeniu, że nie może ich ochronić. Aż pewnie zadawał sobie jedno pytanie raz za razem w swojej ludzkiej głowie - czemu tego wszystkiego lepiej nie zgrali? Ale teraz było już za późno, i trzeba było działać z tym co się ma. Henri został postawiony przed wyborem. Uciekać czy zostać? A jak zostać, to pozbyć się drugiego bełtu czy zaatakować? Nie ma czasu a każda sekunda tylko przybliża go do losu jego ofiary... ostatecznie pokręcił głową chcą wygonić z siebie wszystkie myśli, i sapiąc w dość marny sposób pobiegł prosto na przedstawiciela władzy, który jeszcze przed chwilą krzyczał do nich rozkazy. Niestety, okazało się, że pod wpływem stresu stary wąsaty Francuz potrafi działać całkiem zgrabnie i już wycelował kuszę w biegnącego wampira. Ten ostatni zdążył tylko ukazać zaskoczenie na swojej twarzy i obrócić się, tak, że teraz poruszał się, jakby chciał wyważyć barkiem swojej rannej ręki jakieś drzwi. I tyle było w tym wszystkim dobrego, że głupia "ochrona" zadziałała. Następny wystrzelony bełt wbił się mu właśnie w okolicach barku dobijając tym samym kończynę wampira. Dwa razy trafiona z pociskami, których łatwo nie wyciągnie. I w takim to właśnie stanie, czyli ogromnego bólu wpadł całym ciałem, szczególnie rannym bokiem, na strażnika. Wyszło to tak karkołomnie i niezręcznie, jak można to sobie tylko wyobrazić... potoczyli się, poszarpali, sam Francuz upuścił kuszę, Henri jakimś cudem utrzymał w dłoni ostrze, chociaż pożytku z niego nie było żadnego. Nawet nie doszło do żadnej walki czy bijatyki, ot jedna wielka przepychanka, która skończyła się tym, że dwójka upadła z pierwszego piętra wprost na drogę pod nimi.

Henri jęknął, zacisnął pięść... gdzie jest jego broń? Zestrachany otworzył oczy, a jedyne co dojrzał - to strażnika równie połamanego jak on, jakiś metr od niego. Widząc jak na dłoni, że ten już wstaje... sam zaczął się zbierać, a wychodziło mu to co najmniej źle. Na początku podparł się na zdrowej ręce, uklęknął i już chciał się podnieść, gdy dopadł go ból, i nawet nie ból skasowanej ręki, ale całego boku. Krzyknął z bólu i znowu padł na ziemię. Niestety, druga próba skończyła się o wiele gorzej, bo gdy już był w połowie drogi do pionowej postawy, zobaczył nad sobą wąsatego jegomościa, który trzymał w rękawicach cieniste ostrze i z lekka przykładał wampirowi do twarzy.
-Nawet nie waż się ruszyć...
Rzekł i póki co nie dobijał wampira. Henri powinien teraz był się zastanowić, czemu akurat tak postępuje... ale w tej chwili jedyne co było mu w głowie, to ból i panika na widok kałuży krwi, w której się znajdował. A sam strażnik w tym czasie nie przejawiał takiego pewnego stanu jakiego można było się domyślać, bowiem obejrzał się szybko w prawo i lewo - tym samym potwierdzając swoje złe przeczucie. Spadli z dachu na drugą stronę. Łowca znajduje się na tamtej alejce, zarazem tak blisko, a zarazem tak daleko.
Powrót do góry Go down
Black

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1295-black http://vampireknight.forumpl.net/t3386-blacksonka#72651 http://vampireknight.forumpl.net/t3363-black#71993
Zarejestrował/a : 28/11/2013
Liczba postów : 94


PisanieTemat: Re: Czarna Śmierć   Sro Sie 16, 2017 9:05 pm

Krew gotowała się w niej jak nigdy wcześniej. To uczucie, było o wiele bardziej podniecające niż dawne dawki adrenaliny, gdy uciekała przed swoim oprawcą. Do tego dawało jej większego kopa niż zabijanie niewinnych dziewczyn, które nie były dla niej jakąkolwiek przeszkodą.  Podniosła lekko tasak do góry, by w odbiciu blasku księżyca dostrzec w umazanej od krwi twarzy zarys małego uśmieszku. Podobało jej się to coraz bardziej, najchętniej zatraciłaby się w tym uczuciu i zabiła wszystkich tu obecnych, jednak nie mogła tego zrobić. Starała się pohamować swoje szaleństwo, jednak były to bardziej raczkowanie niż chodzenie. I wszystko wiecznie wracało, w tej chwili z jej odmętów szaleństwa wyciągnął ją krzyk jej towarzysza. Nie mogła pozwolić mu umrzeć, przynajmniej do czasu aż zaprowadzi ją do tego, który zaczął jej agonię. Dodatkowo był jedynym, jedynym takim stworzeniem jak ona, które dotychczas spotkała. Ruszyła więc szybko przed siebie, gdzieś kawałek dalej wpadł jeden ze strażników, który stanął niefortunnie na spróchniałym dachu. Nie czekała aż ten wstanie na nogi, gdy tylko dostrzegła jego klęczącą posturę  zamachnęła się lądując wprost za nim. Nawet nie dostrzegła tego, że tasak pozostał w jego ramieniu. Dychał więc jeszcze, jednak nie mogła pozwolić by podniósł się z nóg i ją zaatakował. Pochwyciła go i wbiła się w szyję kolejnego napastnika. Spiła tyle krwi ile mogła, resztę pozostawiła w swoich ustach. Podniosła go i zaczęła pchać w stronę okna. Rozstawała nadal wbita w jego szyję. Krwi miała już wystarczająco, wystarczająco by zrobić to co trzeba. Podciągnęła go i wyskoczyła wraz z nim przez okno. Szkło automatycznie poraniło jej ciało, jednak pod wpływem takiej dawki szaleństwa i adrenaliny ból był jak głupie ugryzienie komara. Nim się spostrzegła spadała wprost na strażnika, który stał nad Henrym. W momencie uderzenia puściła martwe ciało człowieka, a sama wylądowała przy wampirze. Podciągnęła się jednak narastający ból pulsujący wprost z jej oka nie był czymś pomocnym. Będąc w szoku Black nawet nie dostrzegła, że kawałek szkła wbił się prost w nie. Jedynie co chciała zrobić to pomóc jej nowemu „przyjacielowi”. Przycisnęła więc swoje usta do jego i pozwoliła spłynąć resztce krwi, którą pochwyciła od tamtego strażnika. Sama zaś starała się być „tarczą” do momentu, aż strażnik nie zrzuci z siebie truchła kolegi.
Oderwała się od niego, gdy cała krew była już w nim. Sama zaś starała się zaatakować strażnika odłamkiem szkła który pochwyciła z ziemi gdy biegła wprost na niego. Niestety rany, jak i prosta pozycja nie ułatwiły jej tego. Co prawda zaatakowała, nawet raniła przeciwnika w policzek, jednak ten zdążył również wyjąć nóż i ranić młodą wampirzycę w brzuch.
Cała siła jaką miała zaczęła ją nagle opuszczać, gdy opadła na ziemię kawałek dalej przyłożyła rękę do swojego brzucha i dostrzegła sporą ilość krwi na niej. Sam obraz poprzez uszkodzenie oka jak i wymęczenie ciała zaczął się powoli rozmazywać.
- u...
Zdążyła jedynie to powiedzieć, gdy dostrzegła strażnika nad sobą, który chciał ewidentnie pozbawić ją resztki jej życia. Złapał za szyję małej wampirzycy i zaczął ją dusić, tak jakby od tego zależało jego życie. Całkowicie chwilowo pominą fakt, że drugi wampir powinien zacząć się regenerować po spożyciu krwi. A może nie dostrzegł w jej akcie niczego innego jak pocałunek? Jeśli jednak taka była prawda, czy to nie będzie dla niego zgubą. O ile oczywiście wampir zechce ratować swoją towarzyszkę, która usilnie starała się jeszcze wyrwać. Widać było, że z każdym ruchem robi się coraz słabsza, to samo wyczuł strażnik, gdyż zaczął mocniej napierać.
W jej oczach pojawił się strach jak i pewna doza ratunku. Mogła porzucić wreszcie tą marną namiastkę życia i umrzeć w spokoju jak powinna zrobić wcześniej. Pogodziła się więc już ze śmiercią, tylko głos w jej głowie... jej własny głos nie dawał za wygraną. Usilnie wołał o pomoc, prosił by ktoś ją ocalił...

_________________
I take the dreams that live inside my heart
and splash them across the nightmares in my head
With trembling hands I try to draw
the person that I wish that I could be
Powrót do góry Go down
 
Czarna Śmierć
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Czarna krew
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Podręcznik do Zaklęć Podstawowych
» Łąka Marihuany

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: